Witam,
Nie jestem już członkiem stowarzyszenia, projekt statutu przeczytałam i z dzielę się zawodowym doświadczeniem wieloletniego edytora:
W tytułach nie stosuje się kropek, bo najczęściej są to równoważniki zdania, po których kropek nie trzeba stawiać.
Zwracam uwagę, że w rozdziale III jest część zdania „Wewnętrzne sztuki zdrowotne Taoistycznego Tai Chi”, która nie ma związku z tytułem: Organizacje międzynarodowe i znak graficzny, nie chodzi w nim ani o znak graficzny ani o Organizację międzynarodową. Według mnie tytuł powinien brzmieć: Organizacje międzynarodowe i prawo ochronne
III. Organizacje międzynarodowe i znak graficzny.
§8. ....
§9. Stowarzyszenie może używać określenia „Wewnętrzne sztuki zdrowotne Taoistycznego Tai Chi” oraz znaku graficznego za zgodą i na warunkach uprawnionej z prawa ochronnego spółki Certmark Holdings Co. Ltd z siedzibą w Toronto, Kanada.
W rozdziale VIII jest błąd odmiany:
VIII. Zarząd Główny.
§31. Zarządem Główny, zwany dalej Zarządem
Chętnie dowiedziałabym się też co znaczy określenie Wewnętrzne sztuki zdrowotne Taoistycznego Tai Chi, a przede wszystkim w czyich kompetencjach jest realizacja celu upowszechniania wewnętrznych sztuk zdrowotnych Taoistycznego Tai Chi i sztuk powiązanych?
Bo w kompetencjach Krajowej Komisji Instruktorskiej jest mowa o nauczaniu Taoistycznego Tai Chi nie ma nic o wewnętrznych sztukach zdrowotnych.
§52. Do kompetencji Krajowej Komisji Instruktorskiej należą wszelkie sprawy dotyczące nauczania Taoistycznego Tai Chi i sztuk powiązanych, zgodnie z regułami i standardami ustanowionymi przez Międzynarodowe Stowarzyszenie
Pozdrawiam
Ewa Gościńska
--
Otrzymałeś/-aś tę wiadomość, ponieważ jesteś zapisany/-a do grupy
„TaiChi co dalej ?” w serwisie Grupy dyskusyjne.
Aby publikować na tej grupie, wyślij wiadomość e-mail na adres
taichi-...@googlegroups.com
By wypisać się z grupy, wyślij e-mail do
taichi-co-dal...@googlegroups.com
Więcej opcji na stronie grupy
http://groups.google.com/group/taichi-co-dalej?hl=pl?hl=pl
Pozdrawiam,
Tomek
> ćwiczenia to nie
> wszytsko co mamy, ale zgodzicie się ze mną, że wszystko bez ćwiczeń to
> praktycznie NIC.
Zgadzam się. Obserwuję to zjawisko od kilkunastu lat. Gdy ktoś angażuje się w prace organizacyjne, remontowe itp. tak bardzo, że nie starcza mu czasu na trening własny i instruktorowanie, to zwykle po paru latach odchodzi ze Stowarzyszenia zmęczony i rozgoryczony.
Bez TTC, STTC nie ma sensu. Na szczęście nie widzę zagrożenia, nie widzę trendu, raczej incydentalne przypadki osób błądzących, źle objaśniających ideę pracy dla STTC, niepotrafiących lub niechcących dzielić się z innymi odpowiedzialnością i obowiązkami, biorącymi na siebie bez opamiętania brzemię coraz większej liczby obowiązków...
> wszyscy jesteśmy dorosłymi, dojrzałymi
> ludźmi, wśród których znajdzie się niewielu chętnych wejścia w rolę
> dziecka(...)
> Gdzie jest etyczne usprawiedliwienie traktowania dorosłych ludzi jak
> smarkaczy?
Często przypominam na swoich zajęciach, że jesteśmy dorosłymi ludźmi, a nie dziećmi w szkole - przychodzimy na zajęcia nie dlatego, że ktoś nam kazał, ale dlatego, że lubimy i cenimy TTC. Kto nie ufa naszym instruktorom, nie ufa wskazówkom Pana Moy, nie czuje się fajnie na zajęciach... po prostu nie uczy się od nas, nie przychodzi na nasze zajęcia, ale szuka nauczycieli gdzie indziej.
I znów uzupełnię optymistycznym akcentem. Nie widzę tu zagrożenia, gdyż takich dorosłych smarkaczy, o jakich piszesz, jest bardzo niewielu. Bardzo rzadko ktoś podważa na zajęciach formę lub metodę Pana Moy, bardzo rzadko mam ochotę powiedzieć coś w stylu: "nie jesteś dzieckiem, jesteś dorosłym człowiekiem, nikt Cię nie zmusza, żeby tu przychodzić, jeżeli nie chcesz się uczyć od Pana Moy, to ucz się od kogoś, kto jest dla ciebie autorytetem, może wybierz kogoś z dyplomami i tytułami..."
> możecie iść
> własna drogą a nawet założyć własne stowarzyszenie... a dlaczego nie
> odwrócić kwestii: dlaczego nie założyć inngo stowarzyszenia, zamiast
> zmieniać istniejące?
Tak też można, nic nie jest wykluczone, całkowicie się z Tobą zgadzam. Nie jest ważne, w jakiej formie będziemy myśleć o przyszłości, ważni są tylko ludzie. W tym wypadku decydujące będzie to, w którym stowarzyszeniu znajdą się - jak mówi Statut - "spadkobiercy" Pana Moy. Jeżeli oni będą nadal w MSTTC, to i my będziemy z nimi w MSTTC, jeśli oni założą inne stowarzyszenie, to przeniesiemy się do niego, pójdziemy za nimi. Dla mnie to bez znaczenia, byle byśmy trzymali się razem - my - uczniowie Pana Moy i jego spadkobierców, bo tacy właśnie jesteśmy, że pragniemy nadal uprawiać TTC i uczyć się TTC, a to nie jest możliwe, bez wsparcia spadkobierców Pana Moy.
Tym właśnie różnimy się My od Nich. Im bardziej zależy na własnym stowarzyszeniu, niż na członkostwie w szkole "Mistrza Moy Lin Shin i jego spadkobierców" (cytat ze Statutu) o nazwie TTC. Nam bardziej zależy na dalszym uprawianiu TTC niż Im, dlatego będziemy trzymać się naszych instruktorów, który dali nam tak dużo zdrowia, nawet jeśli będziemy musieli założyć inne stowarzyszenie.
> wielu krajów, które przyjęły ów statut, tak jak mówi ostatni akapit listu.
Też bardzo jestem ciekaw tych statutów, ale tylko z krajów anglojęzycznych, gdyż po innemu czytać nie umiem. Sam jednak nie lubię szukać w Internecie, poczekam, aż ktoś młodszy, z pokolenia internetowego, znajdzie te statuty i podeśle linki. Na razie nie mamy danych, żeby stwierdzić, który kraj ma już nowy statut, a który jeszcze ma stary.
Ciekawi mnie też, jakie jest opóźnienie w aktualizacji treści prezentowanych na stronach www STTC. Może się okazać, że uchwalony jest już nowy statut, a prezentowane są wciąż stare cele. Mam nadzieję, że to wszystko się powoli wyjaśni i uporządkuje, ale zdaję sobie sprawę, że to zajmie dużo czasu, gdyż ktoś musi zaprojektować nowe strony, zredagować nowe teksty, skonsultować je z innymi redaktorami... a wszystko to społecznie, bez wynagrodzenia... uzbrajamy się więc w cierpliwość.
W Warszawie trend ten jest nieobecny, a nawet widzę odwrotny. Zacząłem ćwiczyć na początku listopada 1992 r. a decyzja KKI na mojej akredytacji ma datę 21.06.93. Nietrudno sobie wyobrazić jak wyglądała moja forma po pół roku nauki. Do dziś mi zostało, że gdy widzę kogoś, kto stara się ćwiczyć wg wskazówek instruktora i czasem mu się to udaje, to zaraz go pytam, czy jest już instruktorem, czy jest pomocnikiem, czy ma zamiar... a potem się dowiaduję, że powiedziano mu, żeby jeszcze poczekał i popracował nad formą. Moim zdaniem trend jest taki, że odległość w czasie pomiędzy zapisaniem się do STTC a otrzymaniem akredytacji wzrasta, a przyczyną jest moim zdaniem uczynienie zarządów odpowiedzialnymi za akredytowanie - młodzi podchodzą bardzo poważnie do swoich obowiązków, więc poczucie odpowiedzialności utrudnia im danie akredytacji komuś, kto ma krzywą formę.
> Mylisz
> pojęcia: wg mnie, to że A ćwiczy lepiej od B nie oznacza, że B może
> być traktowana przez A autorytarnie, oraz A jest dla B ekspertem od
> wszytskiego.
To jakieś nieporozumienie - ja się z tym zgadzam w 100%. Niemniej TTC jest sztuką wszechstronnie rozwijającą. Doświadczeni instruktorzy nie tylko ćwiczą lepiej niż dawnej, ale stają się po prostu mądrzejsi. Pamiętam jak kiedyś Iwonka mi wytłumaczyła, na czym polega jedna z różnic między kobietą a mężczyzną... właściwie to powinienem przerwać tu pisanie, żeby nie psuć efektu, ale niestety, nie dla niego piszę... chodziło o różnicę w odbiorze instruktora przez uczestników zajęć - na co zwracają uwagę słuchający mężczyźni, a na co kobiety. W uproszczeniu: mężczyźni wyłapują treść, niezwracając uwagi na ton, kobiety są wrażliwe na ton, co może znacząco wpłynąć na odbiór treści.
Ubocznym skutkiem tej nauki jest to, że jestem teraz lepszym mężem - wiem, że błądziłem sądząc, że moja Iwonka (zbieżność imion przypadkowa) czasem nieuważnie mnie słucha, wiem że błędem było powtarzanie tego samego wyraźniej z większym naciskiem, żeby łatwiej jej było zrozumieć, co chcę powiedzieć... a skutek był taki, że było jej jeszcze trudniej, a ja odbierałem to, jako celowe udawanie nierozumienia. Gdy opowiedziałem mojej Iwonce o tym, co mi powiedziała nasz Iwonka, to reakcja była: "Dokładnie tak! Teraz widzę, że to były nieporozumienia, ja myślałam, że masz do mnie o coś pretensje, a ty chciałeś być po prostu usłyszany i zrozumiany".
Wniosek jest taki, że od Iwonki można się bardzo wiele nauczyć, i to wcale nie tego, żeby być autorytarnym.
> zamiast się słuchac
> jak dzieci, chcą być dorośli i podpisują petycje.
Tu się troszkę różnimy w rozumieniu dojrzałości. Człowiek dorosły nie chodzi do stowarzyszenia, bo musi, ale z własnego świadomego wyboru - zanim zacznie chodzić na poważnie do grupy kontynuującej, zanim zapłaci drugą składkę, powinien postarać się zorientować, jak działa Stowarzyszenie; przeczytać Statut ze zrozumieniem - nie przypadkiem paragraf 6 jest pierwszym paragrafem z treścią niezmienną od przynajmniej 1993 r. Pierwszych pięciu paragrafów można nie czytać, są treściowo puste. Ale prześliznąć się przez paragraf 6 bez zrozumienia... to po prostu niepoważne. Kto potem jest zdziwiony, może mieć pretensje tylko do siebie - wiem jakie to wkurzające, gdy się czuje, że samemu się pokpiło sprawę - wtedy człowiek się wścieka na siebie i właśnie wtedy jest najbardziej agresywny wobec innych.
> A Spadkobiercy, o których mówi Statut? (który Statut?)
Nasz Statut, paragraf 6.
> Na ile możemy im ufać, skoro okłamują, manipulują i
> krzywdzą ludzi? Od kogo tak naprawdę uczymy się teraz?
Gdyby coś takiego napisał członek STTC, to byłby to właśnie objaw niedojrzałości, o której piszę. Jak to możliwe, że człowiek dorosły tkwi w STTC, jeżeli nie ufa spadkobiercom Pana Moy!?
> Działasz na zasadzie: "skoro nie umiem znależć dowodu, nie uwierzę".
Dlatego czekam, aż zobaczę link do statutu Anglii, USA czy Australii. Na razie widzę samą krytykę i żadnego linku. A uczciwość w dyskusji nakazuje dowodzącemu podać dowód, a nie żądać go od interlokutora.
ZG napisał, że projekt jest wzorowany na innych krajach. Ty zarzuciłeś mu kłamstwo. Minimum przyzwoitości nakazuje Tobie właśnie uzasadnić to oskarżenie - Ty powinieneś podać linki do tych przynajmniej statutów (GB, USA, A, NZ), aby pokazać, że te kraje mają jeszcze stare statuty, i dopiero wtedy możesz żądać od ZG linków do tych statutów, które pokażą, że ZG nie kłamie. ZG wtedy pokaże link do statutu np. w Danii lub Holandii (a może w Hiszpanii lub jeszcze gdzie indziej) udowadniając tym samym, że nie kłamie. A wtedy Ty przeprosisz. Ale najpierw Ty, jako oskarżyciel, musisz pierwszy przedstawić swoje linki.
> na pierwszej stronie nowego statutu są
> inne cele i zadania, więc jeżeli gdziekolwiek zostanie przyjęty nowy
> statut, cele i zadania również się zmienią.
Ponieważ wiem, jak wolno działa proces aktualizacji strony WWW w STTC (szukanie człowieka, który ma uprawnienia, żeby wejść na stronę; uzgodnienie z nim tego, co dokładnie ma być poprawione i w jaki sposób; akceptacja ostatecznej wersji zmian, a potem cała techniczna strona zrobienia nowej wersji strony), to nie łudzę się, że po uchwaleniu nowego statutu szybko zmienią się treści prezentowane na WWW. Jedyne, co zmieni się od razu, to podlinkowany dokument ze statutem - ten właśnie link jest kluczowy.
> Na tej podstawie twierdzę,
> że nie przyjęto tam nowych statutów.
Moim zdaniem zbyt pochopnie. Odszukaj linki do statutów, a nie treści WWW. Zbyt łatwo przychodzi Ci oskarżanie.
Słowacja: http://www.taoist.sk/o-nas/ciele-a-ulohy-zdruzenia-taoistickeho-tai-chi.html
§5. Celem Stowarzyszenia jest upowszechnienie:
Jak to? Co niby mam z nimi zrobić?
> Albo zbyt trudno przychodzi Tobie przyznanie się do
> błędu. Dlatego łapiesz za słowa
Ja?!
> Poza tym jesteś niekonsekwentny: 1 marca, w tym wątku, napisałeś
> "Ciekawi mnie też, jakie jest opóźnienie w aktualizacji treści
> prezentowanych na stronach www STTC...", zaś wczoraj: "Ponieważ wiem,
> jak wolno działa proces aktualizacji strony WWW w STTC...".
Na razie widzę, że Ty łapiesz za słowa. To interesujące, już drugi raz widzę na tym forum mechanizm projekcji - naruszenie zasad kulturalnej dyskusji przygotowane zostało atakiem uprzedzającym - chciałeś mnie złapać za słowa, więc najpierw zarzuciłeś mi, że to ja łapię.
Zresztą nie masz nawet do czego się przyczepić, bo bez wyrywania z kontekstu widać, że moja ciekawość odnosiła się do stron www innych krajów, a moja wiedza naturalnie odnosi się do tego, jak to działa u nas.
Ale nie uciekniesz w ten sposób od meritum - czekam na dowody Twoich oskarżeń, czekam na statuty. Przypominam, żeby nikt nie dał się nabrać na Twoje metody odwracania uwagi, że zarzuciłeś ZG kłamstwo, które brzmiało mniej więcej tak: "niektóre kraje już mają statut podobny do naszego nowego projektu". Twierdzisz, że wszystkie kraje MSTTC mają statut zawierający cele prezentowane na stronach www.
Potwierdź, że nadal tak twierdzisz, albo przyznaj się, że zbyt pochopnie oskarżasz.
Dlatego nie należy się spieszyć z publicznym oskarżaniem innych o kłamstwo, trzeba dotrzeć do tych statutów, nie są tajne
Pozdrawiam,
Tomek
From: taichi-...@googlegroups.com [mailto:taichi-...@googlegroups.com] On Behalf Of Beata Ważyńska
Sent: Wednesday, March 02, 2011
5:49 PM
To: taichi-...@googlegroups.com
Subject: Re: [taichi-co-dalej:313]
Re: list do członków STTC
--
Pan Moy miał wizję stowarzyszenia rozwijającego się, nie niezmiennego. Podam inny przykład. STTC, jakie znam, to stowarzyszenie uczące swoich członków – nie mamy regularnych grup dla osób niebędących członkami STTC. Ale wizja Pana Moy mówi o STTC prowadzącym w przyszłości działalność charytatywną, polegającą na uczeniu za darmo ludzi spoza STTC, oczywiście na początku w zaprzyjaźnionych szpitalach i innych miejscach, gdzie można pomagać w leczeniu chorych.
Piszemy zresztą o tym ze Zbyszkiem, że już 13 lat temu Pan Moy prosił o zmianę statutu i o zmianę celów – ostatnie 13 lat ze starymi celami, to jest wbrew woli Pana My
Link do statutu, to nie tylko słowa, dla mnie to rzecz bardzo ważna. Mamy na naszej stronie link do statutu, skąd mogłem wiedzieć, że inne kraje tego nie mają?! Po raz kolejny przekonuję się, że Pan Moy miał rację wybierając STTC w Polsce, jako wzór do naśladowania przez inne kraje.
Czy naprawdę nie ma nigdzie linków poza Polską?! Jestem zbyt zajęty w pracy, żeby sprawdzać takie rzeczy, już i tak piszę w pośpiechu i niezbyt starannie. To by była rewelacja, gdyby się potwierdziło, że tylko STTC w Polsce podaje link do statutu.
Dla mnie treści stron WWW, szczególnie te na pierwszych stronach, są z założenia czystą propagandą, w ogóle nie ufam Internetowi, nie dyskutuję z ludźmi argumentującymi cytatami z wikipedii, ufam tylko poważnym wydawnictwom, np. "Świat Nauki" czy "Postępy Astronomii", które od lat prenumeruję. Wybacz więc, że olewam argumenty z cytatami ze stron WWW, ale dla mnie to jest źródło bez wartości dla dyskutanta, to tylko, jak to się ładnie nazywa, "kształtowanie wizerunku". Będąc instruktorem, mam świadomość odpowiedzialności za kształtowanie wizerunku STTC, czuję brzemię tej odpowiedzialności, a to tym bardziej sprawia, że patrzę pod tym kątem na zawartość stron WWW okiem wrażliwym na wizerunek.
Jak instruktor, dbający o wizerunek STTC, widzę jasno, że jedynym usprawiedliwieniem braku linku do statutu, jest fakt, że treść statutu jest inna niż treść strony. Gdyby było widać, że cele statutowe są inne niż cele wymienione na stronie WWW, to by zaszkodziło wizerunkowi STTC. Dopóki więc zawartość strony WWW jest niezgodna ze statutem, dopóty nie będzie linku do statutu... teraz już musisz przyznać, że zbyt pochopnie rzuciłeś oskarżenie.
Najmocniejsze oskarżenie, jakie można rzucić (to dla tych, którzy lubią rzucać mocne słowa i mocne oskarżenia), to oskarżenie o indolencję osób opiekujących się stronami WWW. Ale ja ich nie obwiniam, bo oni też pracują tylko społecznie (albo wręcz aspołecznie, jak ja teraz, pisząc to wszystko w wolnych chwilach w pracy...).
Zresztą możemy się już rozluźnić, bo Stefan jest w Polsce, więc wszystko się ułoży.
> Tak Tomku, pierwszy złapałeś za słowa, zbyt pospiesznie napisałem oLink do statutu, to nie tylko słowa, dla mnie to rzecz bardzo ważna. Mamy na naszej stronie link do statutu, skąd mogłem wiedzieć, że inne kraje tego nie mają?! Po raz kolejny przekonuję się, że Pan Moy miał rację wybierając STTC w Polsce, jako wzór do naśladowania przez inne kraje.
> linkach do statutów
Czy naprawdę nie ma nigdzie linków poza Polską?! Jestem zbyt zajęty w pracy, żeby sprawdzać takie rzeczy,
już i tak piszę w pośpiechu i niezbyt starannie. To by była rewelacja, gdyby się potwierdziło, że tylko STTC w Polsce podaje link do statutu.
Dla mnie treści stron WWW, szczególnie te na pierwszych stronach, są z założenia czystą propagandą, w ogóle nie ufam Internetowi, nie dyskutuję z ludźmi argumentującymi cytatami z wikipedii, ufam tylko poważnym wydawnictwom, np. "Świat Nauki" czy "Postępy Astronomii", które od lat prenumeruję. Wybacz więc, że olewam argumenty z cytatami ze stron WWW, ale dla mnie to jest źródło bez wartości dla dyskutanta, to tylko, jak to się ładnie nazywa, "kształtowanie wizerunku". Będąc instruktorem, mam świadomość odpowiedzialności za kształtowanie wizerunku STTC, czuję brzemię tej odpowiedzialności, a to tym bardziej sprawia, że patrzę pod tym kątem na zawartość stron WWW okiem wrażliwym na wizerunek.
Jak instruktor, dbający o wizerunek STTC, widzę jasno, że jedynym usprawiedliwieniem braku linku do statutu, jest fakt, że treść statutu jest inna niż treść strony. Gdyby było widać, że cele statutowe są inne niż cele wymienione na stronie WWW, to by zaszkodziło wizerunkowi STTC. Dopóki więc zawartość strony WWW jest niezgodna ze statutem, dopóty nie będzie linku do statutu...
teraz już musisz przyznać, że zbyt pochopnie rzuciłeś oskarżenie.
Najmocniejsze oskarżenie, jakie można rzucić (to dla tych, którzy lubią rzucać mocne słowa i mocne oskarżenia), to oskarżenie o indolencję osób opiekujących się stronami WWW. Ale ja ich nie obwiniam, bo oni też pracują tylko społecznie (albo wręcz aspołecznie, jak ja teraz, pisząc to wszystko w wolnych chwilach w pracy...).
Zresztą możemy się już rozluźnić, bo Stefan jest w Polsce, więc wszystko się ułoży.
Takie są fakty: 13 lat temu Pan Moy poprosił STTC w Polsce o opracowanie statutu wzorcowego. Taki projekt powstał i został zaakceptowany przez MSTTC, ale STTC w Polsce nie zmieniło swojego statutu na nowy. Niby zrobiliśmy to, o co Pan Moy prosił, ale jednak zawiedliśmy go, bo było jasne, że Pan Moy oczekuje, że nie tylko ułożymy nowy statut, ale też wprowadzimy go u siebie w życie, dając dobry przykład innym stowarzyszeniom. Czy słowa „wbrew woli” dobrze oddają to rozczarowanie? Sama weź to na swoje wyczucie. Pewnie powinienem staranniej dobierać słowa, ale cóż, znasz mnie (nie tylko Ty) i mój niewyparzony język. Iwonka zresztą często mnie beszta za nieprzemyślane wypowiadanie się, aż się boję pomyśleć, jak mnie zbeszta, gdy się zorientuje, ile tutaj powypisywałem… to oczywiście żart, nie boję się Iwonki, chociaż od lat mam wrażenie, że jestem najczęściej besztanym przez nią instruktorem.
A dzisiaj szczególnie nie boję się niczego, bo Stefan jest w Polsce. Jutro besztać będzie mnie Stefan, a nie Iwonka - nikt tak łagodnie nie potrafi besztać, jak Stefan. Każde dziecko chciałoby mieć takiego ojca, a wiesz, że TTC odmładza… chyba nieco odpłynąłem…
Nie upieram się przy sformułowaniu „wbrew woli”, ale tak to czuję.
A jak długo trwa projektowanie i redagowanie nowych treści i jak długi jest proces decyzyjny? Pomnóż to teraz przez iloraz służbowo/społecznie…
A teraz spójrz okiem wrażliwym na wizerunek MSTTC. Jak by wyglądało MSTTC, gdyby widać było, że każdy kraj ma swój własny statut i własne cele, inne niż w innych krajach? Jak byś zaprezentowała cele MSTTC na stronie międzynarodowej? Naturalnie lepiej jest prezentować stare cele, przynajmniej dopóki większość krajów nie wprowadzi nowego statutu. A ile to lat potrwa…? Czy 13 to dużo, czy mało?
Pozdrawiam,
Tomek
Na tak sformułowane pytanie nie znam odpowiedzi, nie wiem, jakie wskazówki dał Pan Moy redaktorom strony Międzynarodowego Stowarzyszenia TTC, ale mamy Stefana, a jutro będziemy mieli dyrektorów MSTTC, ich można o to spytać
Nie wiem, to też pytanie do Stefana
--
Takie są fakty: 13 lat temu Pan Moy poprosił STTC w Polsce o opracowanie statutu wzorcowego. Taki projekt powstał i został zaakceptowany przez MSTTC, ale STTC w Polsce nie zmieniło swojego statutu na nowy. Niby zrobiliśmy to, o co Pan Moy prosił, ale jednak zawiedliśmy go, bo było jasne, że Pan Moy oczekuje, że nie tylko ułożymy nowy statut, ale też wprowadzimy go u siebie w życie, dając dobry przykład innym stowarzyszeniom. Czy słowa „wbrew woli” dobrze oddają to rozczarowanie? Sama weź to na swoje wyczucie. Pewnie powinienem staranniej dobierać słowa, ale cóż, znasz mnie (nie tylko Ty) i mój niewyparzony język. Iwonka zresztą często mnie beszta za nieprzemyślane wypowiadanie się, aż się boję pomyśleć, jak mnie zbeszta, gdy się zorientuje, ile tutaj powypisywałem… to oczywiście żart, nie boję się Iwonki, chociaż od lat mam wrażenie, że jestem najczęściej besztanym przez nią instruktorem.
A dzisiaj szczególnie nie boję się niczego, bo Stefan jest w Polsce. Jutro besztać będzie mnie Stefan, a nie Iwonka - nikt tak łagodnie nie potrafi besztać, jak Stefan. Każde dziecko chciałoby mieć takiego ojca, a wiesz, że TTC odmładza… chyba nieco odpłynąłem…
Nie upieram się przy sformułowaniu „wbrew woli”, ale tak to czuję.
Pozdrawiam,
Tomek
From: taichi-...@googlegroups.com [mailto:taichi-...@googlegroups.com] On Behalf Of Beata Ważyńska
Sent: Thursday, March 03, 2011 10:13 AM
To: taichi-...@googlegroups.com
Subject: Re: [taichi-co-dalej:328] Re: list do członków STTC
Zabawne. Nasze "stare" cele są jak widać nadal dobre dla MSTTC, skoro są cytowane na ich stronie WWW (z podkreśleniem, że są one wspólne dla wszystkich stowarzyszeń zrzeszonych w MSTTC). Też wbrew woli Mistrza? Przez 13 lat?
Służbowo zajmuję się m.in. zarządzaniem treścią serwisów internetowych, wiem jak błyskawicznie można zmienić jeden tekst na inny, jeżeli zostaje podjęta decyzja o jego modyfikacji.
Pozdrawiam,
Beata Ważyńska
W dniu 3 marca 2011 09:54 użytkownik Kamiński Tomasz <Tomasz....@mofnet.gov.pl> napisał:
Pan Moy miał wizję stowarzyszenia rozwijającego się, nie niezmiennego. Podam inny przykład. STTC, jakie znam, to stowarzyszenie uczące swoich członków – nie mamy regularnych grup dla osób niebędących członkami STTC. Ale wizja Pana Moy mówi o STTC prowadzącym w przyszłości działalność charytatywną, polegającą na uczeniu za darmo ludzi spoza STTC, oczywiście na początku w zaprzyjaźnionych szpitalach i innych miejscach, gdzie można pomagać w leczeniu chorych.
Piszemy zresztą o tym ze Zbyszkiem, że już 13 lat temu Pan Moy prosił o zmianę statutu i o zmianę celów – ostatnie 13 lat ze starymi celami, to jest wbrew woli Pana My
Pozdrawiam,
Tomek
From: taichi-...@googlegroups.com [mailto:taichi-...@googlegroups.com] On Behalf Of Beata Ważyńska
Sent: Thursday, March 03, 2011 9:27 AM
Subject: Re: [taichi-co-dalej:324] Re: list do członków STTC
Tomku,
Skoro nie są tajne, dlaczego nie można ich pobrać ze stron internetowych, jak w polskim STTC?
Czy jesteś w stanie wyjaśnić, dlaczego w naszym statucie zmienia się 4 cele i zadania Stowarzyszenia, które - jak podaje strona MSTTC - określił Mistrz?
These aims and objectives constitute the international mission statement of the Society. They were set by Master Moy Lin-shin and are shared by all branches of the Society, making us a truly international Society.
Pozdrawiam,
Beata Ważyńska
W dniu 3 marca 2011 09:16 użytkownik Kamiński Tomasz <Tomasz....@mofnet.gov.pl> napisał:
Dlatego nie należy się spieszyć z publicznym oskarżaniem innych o kłamstwo, trzeba dotrzeć do tych statutów, nie są tajne
Pozdrawiam,
Tomek
From: taichi-...@googlegroups.com [mailto:taichi-...@googlegroups.com] On Behalf Of Beata Ważyńska
| ---------------------------------------------------------------
Dramatyczny wypadek Roberta Kubicy - zobacz najswiezsze doniesienia! Sprawdz >>> http://linkint.pl/f2915 |
A teraz spójrz okiem wrażliwym na wizerunek MSTTC. Jak by wyglądało MSTTC, gdyby widać było, że każdy kraj ma swój własny statut i własne cele, inne niż w innych krajach? Jak byś zaprezentowała cele MSTTC na stronie międzynarodowej? Naturalnie lepiej jest prezentować stare cele, przynajmniej dopóki większość krajów nie wprowadzi nowego statutu. A ile to lat potrwa…? Czy 13 to dużo, czy mało?
Pozdrawiam,
Tomek
A ile potrzeba czasu na uspójnienie treści strony z treścią statutu? Rok, a może 13 lat?
| ----------------------------------------------------------------
Mozesz kupic dom juz nawet za 120 tys. zl Sprawdz >> http://linkint.pl/f2937 |
Nie wiem, to też pytanie do Stefana
Pozdrawiam,
Tomek
From: taichi-...@googlegroups.com [mailto:taichi-...@googlegroups.com] On Behalf Of Beata Ważyńska
Sent: Thursday, March 03, 2011 12:53 PM
To: taichi-...@googlegroups.com
Subject: Re: [taichi-co-dalej:336] Re: list do członków STTC
A od ilu lat Kanada na "właściwy" statut, zgodny z wolą Mistrza?
Jeżeli w statucie są opisane "właściwe" cele, to nie ma czego redagować - wystarczy je umieścić na stronie. I przepraszam, ale wprowadzenie zmiany 4 akapitów na WWW (nie ma tu czego projektować, to zwykła wymiana tekstu), nawet w modelu społecznej obsługi serwisu internetowego, nie może trwać latami. Jakoś informacje o nowych grupach i o warsztatach umieszczane są na stronach w miarę na bieżąco bez specjalnych problemów. Czy umieszczenie aktualnych celów stowarzyszenia nie jest równie ważne?
Pozdrawiam,
Beata Ważyńska
W dniu 3 marca 2011 12:35 użytkownik Kamiński Tomasz <Tomasz....@mofnet.gov.pl> napisał:
A jak długo trwa projektowanie i redagowanie nowych treści i jak długi jest proces decyzyjny? Pomnóż to teraz przez iloraz służbowo/społecznie…
Pozdrawiam,
Tomek
From: taichi-...@googlegroups.com [mailto:taichi-...@googlegroups.com] On Behalf Of Beata Ważyńska
| ---------------------------------------------------------------
Krwawa droga do wolnosci… Rewolucja w krajach islamskich: zobacz raport >>> http://linkint.pl/f292c |
Piszę przecież, że zrobiliśmy to, o co Pan Moy prosił, tak jak tego chciał (ale nie do końca, bo sami go nie przyjęliśmy). Co za różnica, czy to nazwać tak czy tak „nie mogło go opracować. Mogło jedynie przetłumaczyć” – to gra słów, czepianie się słów. Chyba nie rozumiesz znaczenia słowa „kłamstwo” (a może po prostu lubisz wtykać mocne słowa, nawet tam gdzie zupełnie nie pasują).
Pozdrawiam,
Tomek
Nie chodzi o format, ale o prosty fakt, że za linkiem stoi dokument, a treść WWW jest układana przez redaktora www. Nie ufam Internetowi, nie ufam linkom, ale ufam niektórym podlinkowanym dokumentom, jeśli są dokumentami rzeczywistymi. Bardzo wyraźnie czynię rozróżnienie między światem realnym, a światem wirtualnym.
Informacja, że statut istnieje, lub że nie istnieje, jest dla mnie bardziej wiarygodna, niż treść przeczytana na stronie WWW. Taki ze mnie dinozaur. To co usłyszę od instruktora na zajęciach jest dla mnie zawsze 100 razy bardziej wiarygodne niż to, co przeczytam na stronie WWW, i 10 razy bardziej wiarygodne, niż inne publikacje. Kiedy mówię na zajęciach o 8 cnotach, to mówię tak, jak to było przedstawione na warsztacie (zapomniałem, z kim), w tłumaczeniu Iwonki, np. mówię o "oddaniu", zamiast użyć jednego z tych nietrafnych (np.: "zaangażowanie", czy "poświęcenie" - tak nazywa się też inna cnota) pojęć, które są w tekście tablic wywieszonych na ścianie - wiem z doświadczenia, z pracy w ZG, czy z udziału w redagowaniu tekstów ulotek, czy innych tego rodzaju przedsięwzięć, jak niska jest jakość tekstów redagowanych przez wiele osób na potrzeby opublikowania, w porównaniu z tym, co słyszymy od instruktora na warsztacie.
To podstawa nauczania instruktora w STTC - uczę tego, co zapamiętałem z warsztatów instruktorskich i międzynarodowych - źródła pisane są tylko uzupełnieniem, i tylko pod warunkiem, że nie są sprzeczne z tym, co zapamiętałem z warsztatów.
> A już myślałem, że moje oskarżenie jest mocniejsze. Przebiłeś mnie
> Tomku, bo jak można nazwać osoby odpowiedzialne za propagandowe treści
> na stronach www?.
Ja je nazywam "redaktorami", gdzież więc to "przebicie"?
> Pozwolisz, Tomku, że zakończę tę mało konstruktywną dyskusję na temat
> Statutu i oskarżeń, mniej lub bardziej pochopnych w tym właśnie
> miejscu.
Pozwalam. Przepraszam, ale żeby było szybciej, odpowiadam na bieżąco, przy pierwszym czytaniu.
> Rozluźnij się, uważam temat za wyczerpany. Jeżeli zaś chcesz
> ze mną jeszcze podyskutować, odpowiedz na inne moje pytania.
Pytaj śmiało, jestem do dyspozycji.
Piszę przecież, że zrobiliśmy to, o co Pan Moy prosił, tak jak tego chciał (ale nie do końca, bo sami go nie przyjęliśmy). Co za różnica, czy to nazwać tak czy tak „nie mogło go opracować. Mogło jedynie przetłumaczyć” – to gra słów, czepianie się słów. Chyba nie rozumiesz znaczenia słowa „kłamstwo” (a może po prostu lubisz wtykać mocne słowa, nawet tam gdzie zupełnie nie pasują).
Pozdrawiam,
Tomek
From: taichi-...@googlegroups.com [mailto:taichi-...@googlegroups.com] On Behalf Of Zbigniew
Sent: Thursday, March 03, 2011 1:33 PM
To: taichi-...@googlegroups.com
| ---------------------------------------------------------------
Wybierz Queen of Poland! Ocen i zaglosuj na wybrana dziewczyne >>> http://linkint.pl/f2930 |
O, to dopiero jest kłamstwo, co napisałeś. A prawda jest taka, że Pan Moy (a nie MSTTC) osobiście wybrał polskie STTC do pracy nad nowym statutem – nawiasem mówiąc tak wtedy, jak teraz odbieram to wyróżnienie jako zaszczyt, bo kilka innych stowarzyszeń miało większe doświadczenie niż Polska.
Oto co znaczy słowo „kłamstwo” – nie „omyłka”, nie „błąd” – bo Ty doskonale wiedziałeś, że Pan Moy kieruje wszystkim, pociąga za wszystkie sznurki, czasem głośno rozkazuje, a nie jakieś zarządy czy MSTTC. Nie udawaj teraz, że wierzysz, że Pan Moy gdzieś tam drzemał i o niczym nie wiedział, a myszy z MSTTC harcowały, gdy kota nie czuły.
Pozdrawiam,
Tomek
Nie odpowiadasz na kluczowe pytanie, a ono właśnie rozwiązuje Twój dylemat, więc je powtórzę wyraźniej:
Jak Ty byś zaprezentowała cele MSTTC na stronie międzynarodowej? Napisałabyś, ze MSTTC nie ma wspólnych celów, że każdy kraj ma swoje własne cele statutowe? To by było Twoim zdaniem bliższe prawdy?
Zastanów się spokojnie, czy nie jest najlepszym rozwiązaniem zaprezentować, jako wspólne cele, cele inne niż cele statutowe? Przecież cele statutowe nie nadają się na cele wspólne całego MSTTC, gdyż każdy kraj może jedną uchwałą WZD dokonać poprawki w swoim statucie. Cele wspólne MSTTC muszą być czymś trwałym, niezależnym od celów statutowych poszczególnych krajów.
Dobry wizerunek nie może być oparty na kłamstwie, kto odpowiedzialnie dba o wizerunek, nie może kłamać. Kto nie kłamie, ten niekoniecznie dba o wizerunek. Prawda jest konieczna do dobrego wizerunku, ale nie jest wystarczająca. Troska o dobry wizerunek nie jest niczym złym, to bardzo ważna część obowiązków i odpowiedzialności instruktora, nie pisz o tym z taką pogardą.
Pozdrawiam,
Tomek
From: taichi-...@googlegroups.com [mailto:taichi-...@googlegroups.com] On Behalf Of Beata Ważyńska
Sent: Thursday, March 03, 2011
1:13 PM
To: taichi-...@googlegroups.com
Subject: Re: [taichi-co-dalej:341] Re: list do członków STTC
O, to dopiero jest kłamstwo, co napisałeś. A prawda jest taka, że Pan Moy (a nie MSTTC) osobiście wybrał polskie STTC do pracy nad nowym statutem – nawiasem mówiąc tak wtedy, jak teraz odbieram to wyróżnienie jako zaszczyt, bo kilka innych stowarzyszeń miało większe doświadczenie niż Polska.
Oto co znaczy słowo „kłamstwo” – nie „omyłka”, nie „błąd” – bo Ty doskonale wiedziałeś, że Pan Moy kieruje wszystkim, pociąga za wszystkie sznurki, czasem głośno rozkazuje, a nie jakieś zarządy czy MSTTC. Nie udawaj teraz, że wierzysz, że Pan Moy gdzieś tam drzemał i o niczym nie wiedział, a myszy z MSTTC harcowały, gdy kota nie czuły.
Pozdrawiam,
Tomek
| ---------------------------------------------------------------
Darmowy program do wypełniania PIT: http://linkint.pl/f2931 |
O, to dopiero jest kłamstwo, co napisałeś. A prawda jest taka, że Pan Moy (a nie MSTTC) osobiście wybrał polskie STTC do pracy nad nowym statutem – nawiasem mówiąc tak wtedy, jak teraz odbieram to wyróżnienie jako zaszczyt, bo kilka innych stowarzyszeń miało większe doświadczenie niż Polska.
Oto co znaczy słowo „kłamstwo” – nie „omyłka”, nie „błąd” – bo Ty doskonale wiedziałeś, że Pan Moy kieruje wszystkim, pociąga za wszystkie sznurki, czasem głośno rozkazuje, a nie jakieś zarządy czy MSTTC. Nie udawaj teraz, że wierzysz, że Pan Moy gdzieś tam drzemał i o niczym nie wiedział, a myszy z MSTTC harcowały, gdy kota nie czuły.
Pozdrawiam,
Tomek
| ----------------------------------------------------------------
Czy wiesz, ze powinienes zarabiac 10 tys./miesiac? Sprawdz >>> http://linkint.pl/f2938 |
Nie odpowiadasz na kluczowe pytanie, a ono właśnie rozwiązuje Twój dylemat, więc je powtórzę wyraźniej:
Jak Ty byś zaprezentowała cele MSTTC na stronie międzynarodowej? Napisałabyś, ze MSTTC nie ma wspólnych celów, że każdy kraj ma swoje własne cele statutowe? To by było Twoim zdaniem bliższe prawdy?
Zastanów się spokojnie, czy nie jest najlepszym rozwiązaniem zaprezentować, jako wspólne cele, cele inne niż cele statutowe? Przecież cele statutowe nie nadają się na cele wspólne całego MSTTC, gdyż każdy kraj może jedną uchwałą WZD dokonać poprawki w swoim statucie. Cele wspólne MSTTC muszą być czymś trwałym, niezależnym od celów statutowych poszczególnych krajów.
Dobry wizerunek nie może być oparty na kłamstwie, kto odpowiedzialnie dba o wizerunek, nie może kłamać. Kto nie kłamie, ten niekoniecznie dba o wizerunek. Prawda jest konieczna do dobrego wizerunku, ale nie jest wystarczająca. Troska o dobry wizerunek nie jest niczym złym, to bardzo ważna część obowiązków i odpowiedzialności instruktora, nie pisz o tym z taką pogardą.
Pozdrawiam,
Tomek
From: taichi-...@googlegroups.com [mailto:taichi-...@googlegroups.com] On Behalf Of Beata Ważyńska
Sent: Thursday, March 03, 2011 1:13 PM
To: taichi-...@googlegroups.com
Subject: Re: [taichi-co-dalej:341] Re: list do członków STTC
Czyli ważne, jak wyglądałoby, a nie jaka jest prawda?
Dla mnie to jest jedno pytanie, odpowiedziałem już na nie Monice, ale chętnie powtórzę, pewnie innymi słowami:
Działać wg wskazówek Pana Moy i jego spadkobierców.
A dlaczego tak sądzę? Bo tak przedstawiali mi STTC instruktorzy, od których się uczyłem - tak rozumiem paragraf 6 Statutu.
> Czy akceptujesz istnienie celów ukrytych?
Nie akceptuję.
Na jednym w warsztatów Judi pouczała instruktorów, że w STTC nie ma żadnej wiedzy tajemnej ani dostępnej tylko dla bardziej doświadczonych adeptów TTC. Doświadczony instruktor potrafi w sposób prosty i jasny pokazać każdą subtelność ruchu, odpowiedzieć na każde pytanie... ta umiejętność udzielania jasnych i prostych odpowiedzi przychodzi powoli wraz z doświadczeniem instruktorskim. Judi podkreślała, że to trudna umiejętność.
Jeżeli więc instruktor nie chce lub nie potrafi jasno odpowiedzieć na jakieś pytanie, to jest to po prostu znak, że brakuje mu doświadczenia. W STTC nie ma celów ukrytych, takie złudzenie może powstać tylko wskutek braku doświadczenia instruktora, który nie potrafi jeszcze prosto i precyzyjnie odpowiedzieć na niektóre pytania.
Trudno dyskutować z insynuacjami – nie wiem, jak odpowiadać, gdy nie wiem, co masz na myśli: „usprawiedliwić wiele”, masz na myśli coś konkretnego?
Jeżeli podejrzewasz jakieś treści ukryte, to napisz wprost, co masz na myśli, pytaj o to, co chcesz wiedzieć, bo na tak sformułowane pytania, jak Twoje, mogę odpowiedzieć tylko jakoś tak:
Nie znam żadnego celu Stowarzyszenia, o którym bym nie wiedział. Nie ukrywam niczego na ten temat i nie wiem o niczym, co by było ukryte przede mną.
Pozdrawiam,
Tomek
From: taichi-...@googlegroups.com [mailto:taichi-...@googlegroups.com] On Behalf Of Beata Ważyńska
Sent: Thursday, March 03, 2011
5:23 PM
To: taichi-...@googlegroups.com
Subject: Re: [taichi-co-dalej:368] Re: list do członków STTC
Znam relacje osób, które znały osobiście Pana Moy i widziały go w działaniu. Podam przykład z naszych czasów, zdaje mi się, że właśnie wtedy, gdy razem pracowaliśmy, przyszedł z Kanady nowy cennik warsztatów. Ludzie opowiadali, że Pan Moy osobiście wypytywał przedstawicieli wszystkich krajów o ceny, o zarobki, zadawał mnóstwo pytań i sam pracowicie przeliczał to wszystko, żeby zorientować się, jaka jest stopa życiowa i jakie ceny warsztatów ustalić dla różnych krajów. W końcu ogłosił swoją decyzję, a była ona bardzo interesująca, niestety zapomniałem szczegółów, ale dla Kanady i USA cenę standardowego 3-dniowego warsztatu ustalił np. na 500 dolarów Kanadyjskich, dla Europy zachodniej 200 dolarów amerykańskich, a dla Europy wschodniej 100 euro – oczywiście mogłem pomylić liczby i waluty, ale wiem, że były one różne.
Pan Moy doskonale się we wszystkim orientował i wszystkim się interesował, najdrobniejszymi szczegółami.
Pozdrawiam,
Tomek
O to trzeba pytać tłumacza. W Kanadzie Pan Moy założył jakąś organizację i nadał jej nazwę w języku innym niż język polski. Podaj mi, proszę, jak Twoim zdaniem powinniśmy przetłumaczyć na polski nazwę kanadyjską.
Nie napisałem tego. Napisałem co innego:
Brak zaufania do spadkobierców Mistrza Moy u członka STTC jest objawem niedojrzałości.
Znam relacje osób, które znały osobiście Pana Moy i widziały go w działaniu. Podam przykład z naszych czasów, zdaje mi się, że właśnie wtedy, gdy razem pracowaliśmy, przyszedł z Kanady nowy cennik warsztatów. Ludzie opowiadali, że Pan Moy osobiście wypytywał przedstawicieli wszystkich krajów o ceny, o zarobki, zadawał mnóstwo pytań i sam pracowicie przeliczał to wszystko, żeby zorientować się, jaka jest stopa życiowa i jakie ceny warsztatów ustalić dla różnych krajów. W końcu ogłosił swoją decyzję, a była ona bardzo interesująca, niestety zapomniałem szczegółów, ale dla Kanady i USA cenę standardowego 3-dniowego warsztatu ustalił np. na 500 dolarów Kanadyjskich, dla Europy zachodniej 200 dolarów amerykańskich, a dla Europy wschodniej 100 euro – oczywiście mogłem pomylić liczby i waluty, ale wiem, że były one różne.
Pan Moy doskonale się we wszystkim orientował i wszystkim się interesował, najdrobniejszymi szczegółami.
Pozdrawiam,
Tomek
| ---------------------------------------------------------------
Ktore auta podbija Genewe? Sportowe bestie, czy 'ekologiczne maluchy'? >>> http://linkint.pl/f292e |
przecież my wszyscy jesteśmy spadkobiercami Mistrza Moy. A ze spadkobiercami jak z ludźmi - są wśród nich też kanalie, którym niemądrze jest ufać.
Pozdrawiam
Zbyszek
"Kamiński Tomasz" <Tomasz....@mofnet.gov.pl> pisze:
> --
> Otrzymałeś/-aś tę wiadomość, ponieważ jesteś zapisany/-a do grupy
> "TaiChi co dalej ?" w serwisie Grupy dyskusyjne.
> Aby publikować na tej grupie, wyślij wiadomość e-mail na adres
> taichi-...@googlegroups.com
> By wypisać się z grupy, wyślij e-mail do
> taichi-co-dal...@googlegroups.com
> Więcej opcji na stronie grupy
> http://groups.google.com/group/taichi-co-dalej?hl=pl?hl=pl
>
---------------------------------------------------------------
Zamieszki, chaos, setki ofiar - rewolucja w krajach islamskich.
RAPORT SPECJALNY >>> http://linkint.pl/f292d