Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Tajemnica Twierdzy Szyfrów - odcinek czwarty

125 views
Skip to first unread message

AJK

unread,
Oct 3, 2007, 2:44:44 PM10/3/07
to
Telewizja Polska zadziwiająco konsekwentnie, Wołoszański sp z. o.o. dla
kasy, a ja z narastającą irytacją, bo robi się coraz beznadziejniej...

prezent...ują...

"Tajemnica twierdzy szyfrów" – odcinek czwarty

- Film wczoraj widziałem...
- Momenty były?
- Żadnych momentów, żadnego sensu, same dłużyzny, a w dodatku jak tylko
zaczął się seans, to na salę wparował jakiś kretyn i zaczął wszystkim
deptać po nogach.
I rzeczywiście. Na sali siedzi paru widzów, wolnych miejsc w cholerę,
ale Szpiek, jak to Szpiek - żeby nie rzucać się w oczy, przeciska się
między rzędami, depcze, tratuje, zasłania, śmieszy, tumani, przeprasza.
Sądząc po ilości widzów - można się spodziewać jakiegoś Zanussiego,
napisy w czołówce sugerują transmisję z meczu Federera, a okazuje się w
końcu, że to tylko dzieło z cyklu "Ciało - Instrukcja obsługi dla
opornych". W dzisiejszym odcinku uczymy się jak korzystać z rąk, a każde
ujęcie oglądamy po dwa razy. W sumie szkoda, że nie dane nam jest
obejrzeć tego w całości - film w filmie może być przecież fajną zabawą i
proszę natychmiast oddać płaszzzzz. Niestety, do kina Niewola wkracza
woźny z latarką i przerywa seans. Do dziś zastanawiam się, na cholerę
woźnemu była ta latarka - na sali było jasno, Fryca Frycza wśród tłumu
ośmiu widzów można było rozpoznać z odległości kilometra. No, ale może
woźny musiał rozjaśnić mroki pamięci, na którą zaległo zaprawdę.

Woźny szepcze sobie z Frycem Fryczem i widzimy przykład słynnego
pruskiego drylu. Frycz Frycz każe ogłosić alarm i... woźny ogłasza
alarm. Kurczę, niesamowita jest ta niemiecka dyscyplina. Niesamowita.
I to ją różni od Rzymian, bo ci są kapitalni. Doprawdy, kapitalni.

A scenarzysta, proszę koleżeństwa... No, dobra, bądźmy łagodni, in dubio
pro reo i niech będzie, że Wołoszański robi to celowo, a nie
podświadomie, bo mu się kojarzy, tylko nie wie skądesik. Otóż woźny
ogłaszając alarm, oznajmia, iż pali się Tajne-Poufne w kompleksie Zero
Osiem Łamane Przez Piętnaście. Ahaha. A widz ma zapewne pomyśleć, że to
płonie fabryka, podpalona przez wyprodukowanych w niej oficerów. Ahaha.
I zapewne zaczęło się palić o godzinie Patyczek Daszek Krzesełko
Bałwanek. Filutek z tego scenarzysty. Filutek też z woźnego - jego
hajhitel jest szeroki jak strana nasza radnaja i wygląda trochę jak
powitanie Indian a trochę jak woodstockowe "Piiiiis, brada".

Zero Osiem Łamane Przez Piętnaście okazuje się być Tajnym Ciurkisem
czyli chałupą Kurasiowy, która poli się jak jasny pieron. No i jak to
przy pożarze burdel jest straszny - wszyscy biegają bez ładu i składu,
statyści z bronią udają zaaferowanych, statyści bez broni udają rannych
i bardzo się z tego cieszą (im więcej mają bandaży i siniaków, tym
bardziej są uśmiechnięci), a ci statyści, dla których nie starczyło
mundurów, pokrzykują zza kamery nieśmiertelne "Loslos!", "Sznela!",
"Wajtawajta!" i ochoczo ciurkają z sikawek. Pośrodku tego całego bajzlu
plącze się Fryc Frycz (a łeb to mo...) z miną bezradną i przedstawia się
łopoczącemu samurajowi. Samuraj w rewanżu opowiada Frycowi Fryczowi
dramatyczną baśń o Trzystu zamkniętych w komórce, którzy jak wyjdą -
spuszczą wszystkim śmiertelne kęsim, wiec odejdź stąd, człowieku. W ogóle
jest bardzo mitologicznie, bo potem jeszcze zjawia się Ferfluchter i chce
szukać sprawców w roztrzaskanych głowach strażników. Znaczy, pewnie
podejrzewa albo Tumora Mózgowicza albo Pallas Atenę.

W tym samym czasie Szpiek przygotowuje się do Akcji Specjalnej: wyciąga
spod łóżka aparat fotograficzny i owija się nim starannie. Skąd wyciąga
Śnur - tego nam reżyser nie pokazuje, a szkoda, bo ciekawe, gdzie go
upchnął w inwigilowanym ze wszech miar i stron pokoju. Nie możemy także
zobaczyć, do czego Szpiek przywiązuje Śnur, aby zsunąć się po nim z
okna. Możemy natomiast zobaczyć, po co Szpiekowi był Śnur sztukowany. Na
jednej sztuce Śnura zsuwa się bowiem z okna, a na drugiej sztuce Śnura -
z mura. W czasie zsuwania Szpiek przypomina owada z kleyffowskiej
pogwarki beskidzkiej - "tak się napręża, tak dupę wypina... jedną parę
kończyn ma chwytną, zakończoną kłaczkiem..." i w dodatku wybiera
możliwie najbardziej oświetlone kawałki ściany. Szpieka widać, Śnury
widać, wszystko widać, tylko statyści z grup rekonstrukcyjnych nie widzą
- patrzą na szalejącego po drugiej stronie asystenta reżysera, dającego
znaki czapką "Tu patrz! Na mnie! Nie na Szpieka! Tu jest las krzyży!".
Jest dodatkowo śmiesznie, bo Szpiek starannie, choć nieudolnie chowa się
przed statystami biegającymi dokoła zamku w dole, ale ma w głębokim
nosie fakt, że od strony zamku widoczny jest cacuśnie. I powiedzmy to
sobie otwarcie – nie jest to miły widok. Szpiek wygląda jak zmięta,
zielona garmażerka, próbująca uciec przed kontrolą Sanepidu. W dodatku
ma zdecydowanie za obszerne spodnie. Ale dzielnie udaje Spidermana i
Kobietę-Kota, próbuje robić pompki na blankach oraz zakładać sobie nogę
na ucho.
Ale najzabawniejsze w Realiach (nawet takiego bzdeta jak "Twierdza")
jest to, że po zejściu ze Śnurów i ze z murów Szpiek zostawia oba
Śnury dyndające w świetle i idzie "po szerokim szukać świecie, tego, co
jest bardzo blisko", nie troszcząc się, że ktoś te Śnury może zobaczyć.
No bo kto zobaczy, kiedy scenarzysta każe wszystkim galopującym wokół
tajnego zamku patrolom: pójść-gdzie-indziej/oślepnąć/nie-rozumieć-co-
-to-ohohoho-zwisa-z-murów/Masaj. Szpiekowi zwisają Śnury, scenarzyście,
zwisają Realia, a widzom szczęki zwisają coraz niżej.

Prawdziwy problem zaczyna się po zejściu z murów i wejściu w las.
Dookoła zamku zasuwają wartowniczy statyści, obcych się kontroluje, a
chałupa Kurasiowy poli się jak jasny pieron 8 kilometrów dalej. 8 km dla
zdrowego człowieka to ile w nocy po lesie? Godzina, dwie, trzy? A
odcinek trwa tylko czterdzieści minut. Nie zdążymy... Więc scenarzysta z
reżyserem stosują "Nadludzki Wysiłek Woli" i podstawiają Szpiekowi
autostop w postaci ciężarówki, którą 50 metrów od zamku, w leśnej głuszy
zatrzymuje "pełno zbójców na drodze". W roli zbójców - posterunek
drogowy, złożony z inwalidów upośledzonych na zmysłach. Bo tylko tacy
nie zobaczyliby i nie usłyszeliby Małuszyńskiego walącego się z łomotem
na pakę. A ci nie widzą, nie słyszą, a na wypadek, gdyby któryś był
nadgorliwy - reżyser zaczyna ich po kolei usypiać.

Załadowany na pakę Szpiek jedzie, jedzie, jedzie, przyjeżdża, nie zabija
siebie ani nikogo podczas zeskoku z ciężarówki tyłem bez śruby (na
wszelki wypadek na czas zeskoku Szpieka usunięto z planu wszystkich
statystów) i wiedziony niesamowitym instynktem postanawia udać się do...
ene due like fake... do betonowego korytarza po prawej. Czemu tam - nie
wiemy, on też nie wie, ale różdżka scenarzysty prowadzi go bezbłędnie.
Nie rozumiem tylko, czemu Szpiek zabija wartownika - gość wyraźnie
niczego nie pilnował, stał tyłem, i minąć go mogła kolumna Szpieków ze
szturmówkami i śpiewem. No, ale może Szpiek po prostu myślał, że to
scenarzysta? Może dlatego zamiast zostawić zwłoki w zaciszu i w cieniu -
zaciągnął je w najbardziej widoczne miejsce, na wprost wejścia. Na
postrach...

W tunelu możemy podziwiać przemianę Szpieka, który za pomocą starej
skarpety morfuje w Smutnego Żółwika Ninja. Zostawia sobie na wierzchu
tylko służbowy mundur i oczy, choć wszystko wskazywało, że to właśnie z
powodu łzawiących oczu nastąpiła owa metamorfoza. A to dopiero początek
podziemnych dziwów. Szpiek dociera do tajemniczych drzwi, szarpie...
Otwarte. I tu Szpiek zamiast po prostu wejść - z zapałem zaczyna kręcić
kółkiem, żeby otwarte drzwi... otworzyć. Albowiem pismo mówi "nie
będziesz wyważał otwartych drzwi", ale nic nie mówi o ich otwieraniu
bardziej i bardziej. Może dlatego, że autorom pisma pewne kretynizmy nie
mieściły się w głowach, co ich zdecydowanie różni od scenarzysty
serialu. Kiedy Szpiek wreszcie otwiera otwarte i wchodzi do loszku -
pstryka aparatem marki Zorka 5 zdjęcia w ciemności, bez lampy i nie
tylko w trybie makro, ale wręcz z przyłożenia. Głównie fotografuje jakiś
ciurkający sraczyk, ale ponieważ już zdążyliśmy poznać zdolności
scenarzysty - nie dziwimy się i nie wierzymy pozorom. Domyślamy się, że
to pewnie niemiecki Mikrobi, który dla sprytnej zmyły stoi tak sobie bez
zabezpieczeń i nikt się nim w czasie pożaru nie interesuje, bo po co,
skoro to tylko Wunderwafel, mający wygrać wojnę? Ktoś się chce założyć,
że ten sraczyk to Wunderwafel? Tak myślałem...

Po obfotgrafowaniu Mikrobiego przebranego za kibelek, Szpiek zagląda do
beczek stosujących luzem pod ścianą i robi sobie inhalacje z dwutlenku
uranu. Towar musi być mocny, bo Szpiek niewąsko się zaprawia i zaczyna w
niedyskretnym szale napierniczać pokrywkami, co w konsekwencji ściąga
pogoń - Małaszyński zostaje przyłapany przez Złego Człowieka z Rurką.
Bijatyka, która odbywa się w podziemiach jest przeurocza i może śmiało
konkurować z Bardzo Złą Sceną Bójki na Moście z serialu "Oficer". I
wtedy, i teraz Małaszynski bije się jak - excusez le mot - cipa, potyka
się o własne nogi, każdy gest zaznacza głośno i wyraźnie, a jeśli bierze
zamach przed Strasznym Ciosem Ati-Ati, to taki, że aż odwraca się do
przeciwnika plecami. Na szczęście Niemiec wie, że ma przegrać, bo mu
scenarzysta nie daruje, sam sobie wymierza parę ciosów, i przegrywa z
łomotem, co pozwala Szpiekowi uciec. Na szczęście także w czasie walki
Szpiekowi nie spada z twarzy skarpeta, więc nie musimy oglądać znowu
demonicznego wyrazu twarzy walczącego Szpieka (kto widział w "Oficerze"
- wdzięczny jest bardzo). Oglądamy za to demoniczny wyraz twarzy Fryca
Frycza, który się wybałusza okrutnie i rzęzi domyślnie. Ktokolwiek
wiedziałby, co poza kasą (przecież nie tak wielką), skłoniło dobrego
aktora Jana Frycza do udziału w tym filmowym knocie i do wyprodukowania
sobą takiego aktorskiego bąka...

Prawdziwą Tajemnicą Twierdzy Sieeeedeeeem jest jednak ucieczka Szpieka z
chałupy Kurasiowy czyli Płonącego Ciurkisa 08/15. Szpiekowi udaje się
bowiem uciec z najtajniejszego korytarza i nie zauważają go nie tylko
widzowie, ale nawet Fryc Frycz i Ferfluchter, którzy stoją z bronią w
ręku w jedynym wejściu. Potem Szpiekowi udaje się dobiec do Tzschochy (8
kilometrów przypominam) szybciej niż Frycowi Fryczowi zrobić tę trasę
samochodem. Ba! Szpiek śmiga po Śnurach (których, oczywiście nikt nie
zauważył) na mury i na pierwsze piętro tak szybko, że kiedy podejrzliwe
Fryce wpadają wreszcie do jego pokoju – okazuje się, że Szpiek zdążył
zmienić uprapany mundur na strój "Zalotny Mokry Golas w Ręczniczku".
Fryc Szyc zaczyna robić gulą i gapić się na... no, nie wnikajmy, co poza
brzuchem sterczy Szpiekowi spod ręcznika, Fryc Frycz przegrywa walkę na
bluffy, my zaś z jękiem ulgi możemy opuścić Tzschochę, zanim w
desperacji zaczniemy pić Domestos, żeby wypalić sobie ze szczętem zdrowy
rozsądek i kubki smaku artystycznego.

Niestety, przed przeznaczeniem uciec się nie da. Zmiana terytorium
Komanczów nie pomaga nam w niczym... Oto bowiem jedzie sobie Panczerny
na motorku do Duxford. Jedzie, jedzie, jedzie.... No, taki to serial, że
tu jeżdżą. I chodzą. Ale częściej jeżdżą. Panczerny w końcu dojeżdża,
podjeżdża, jeden wartownik wali się w czoło, drugi... Stop. Moment.
Deżawju? Przecież widzieliśmy podobną scenę tydzień temu. Panczerny
podjechał, przyjechał, przedstawił się wartownikowi... Teraz też...
Podaje dokumenty, rusza ustami... Stop znowu. To nie może być prawda.
Taki numer nie przejdzie przecież! Uruchamiamy dla porównania odcinek
trzeci... Ochkurważeższyfrowanawaszamaćtajemniczawtwierdzęczesana! A
jednak. To nie żadne Deżawju, nie żadne tam "podobne", tylko filmowa
wiocha do kwadratu! W dwóch kolejnych odcinkach dostajemy dokładnie tę
samą scenę, ruch w ruch i słowo w słowo, tylko w odcinku czwartym słowo
zostało - dla tak zwanej Niepoznaki - wyciszone i zostało samo
kłapanie ustami. W serialu sensacyjnym osadzonym w Realiach – tani greps
jak z japońskiej kreskówki o Tsubasie czyli wykorzystanie surowców
wtórnych...

Dalej też jest recyclingowo. Panczerny przyjeżdża bowiem do Duxford,
żeby spotkać się z Aweniu i usłyszeć to, co widz słyszał już ze cztery
razy, a sam Panczerny – w poprzednim odcinku, na cichociemnym treningu.
No, może się jeszcze dowiedzieć, że Stenka, w przeciwieństwie do
Gruszki, umie palić i że pod Filippi się spotkają. A dokładnie w Paryżu.
Wsio, odmaszerować do kasy i pokwitować kolejne parę minut odcinka. Nic
dziwnego, że Panczerny śmieje się ze swojej głupoty i postanawia odegrać
się na kimś wańkowiczowską metodą "Pozwól i innym być głupim". Odgrywa
się na Kąpieniu bez S i na widzach. Na Kąpieniu - budząc go z kaca i
umawiając się w Riberżerze, a na widzach - bardziej, bo aż przez dwie
minuty i niech mi ktoś wytłumaczy już nawet nie te kretyńskie dialogi o
Riberżerze, ale tylko po co Panczerny zostawił miedziaki na hotelowym
półpiętrze? W porządnym hotelu albo dopisują do ogólnego rachunku albo
kasują na miejscu w barze, a nie roznoszą gorzałę po korytarzach i to na
nieweryfikowalny kredyt. Swoją drogą – chlać tak od rana? Rzygliwie mi
się zrobiło, jak pomyślałem o piciu w okolicach dziewiątej. Kąpieniowi
też się zrobiło rzygliwie i też postanowił odegrać się na widzach, więc
przez kolejne dwie minuty ekran wypełniają nieudolne grymasy Alana
Deląga i żenująca scena w sraczu. Polski serial sensacyjny, ja
piórkuję... Panowie Tfurcy, Modrzejewska zaczynała w amatorskim teatrze
w Bochni, ale to było ponad sto lat temu. Nie musicie powtarzać jej
drogi artystycznej i to od samego początku. Wcale nie musicie powtarzać
jej drogi. Serio. Możecie na przykład sprzedawać warzywa.

Aha, dygresja krajoznawcza. Hotel nazywa się Le Bristol. Bo to Paryż. To
jest ważne i rozróżniające. Gdybyśmy byli w Londynie to by pewnie był
The Bristol, a w Berlinie - Der Bristol. Mała rzecz, ale może się
przydać, gdyby ktoś mocniej zapił i stracił orientację.

Spotkanie na rogu Riberżera okazuje się być spotkaniem w muzeum, tylko
za chińskiego boga nie wiem, po co się okazuje. Aweniu przychodzi, mówi,
że wkrótce coś powie - i wychodzi (chodzenie trwało dłużej niż jej
kwestie). Panczerny szpanuje mega doświadczeniem konspiracyjnym, które
każe mu się umawiać w zagraconej oranżerii z jednym wejściem, bo to
miejsce łatwe do obserwacji - zapomina tylko dodać, że łatwe dla kogoś z
zewnątrz (zza krzaczków), a nie dla kogoś w środku. A na koniec jeszcze
szpanuje liczbą 400 skoków bojowych ze spadochronem. Tu już wyłem ze
szczęścia i płakałem rzewnymi ślozy, bo 400 skoków _bojowych_ w niecałe
5 lat to pi razy drzwi skok _bojowy_ co cztery dni, nie licząc powrotu,
a o szkoleniu i innych ingrediencjach szkoda nawet mówić. No, ale to są
nasze sensacyjne realia, a Panczerny jest Dasuberzoldat Blaskowitz i jak
zacznie skakać bojowo, to kurna, Małysz i stado pcheł, normalnie.

Ponieważ dawno nie było Ruskich - dostajemy i Ruskich. Oczywiście, Ruscy
chodzą, pan Jędrula nieudolnie wiąże onuce - bo może ogląda nas jakiś
głuchy analfabeta, któremu trzeba na migi pokazać, że to Ruscy. Więc są
onuce, Na szczęście nie te z piosenki Zembatego. Jest też herbata w
szklance, a szklanka w padstakańczyku. Ruscy jak drut i noł dałbt. Co
prawda scena, w której ruski generał opierdala jak burą sukę
podwładnego, a ten go zlewa i spokojnie chlipie herbatę w rytmie na
siedem, pogryzła się Realiami i wygoniła je na mróz, ale nie bądźmy
drobiazgowi. Nie jesteśmy? Skoro nie - w ramach premii dostajemy
sowieckiego szyfranta, który Stalina i Partię kocha, ale za to salutuje
po polsku i harcersku. Cała scena jest tylko po to, żebyśmy mogli
zobaczyć palce pana Jędruli i przypomnieli sobie o istnieniu ruskiego
Szpieka, ksywa "Kruk", którego jeszcze nie znany, ale pewnie poznamy i
dopiero wtedy będzie groźnie oraz sensacyjnie. Albo śmiesznie.

Na razie śmiesznie jest w przypadku Maszyny Która potrafi Mówić
Sieeedeeem i Liczyć do Czterech. Jak pamiętamy, Maszyna zatruła się
substancjami smolistymi i odmówiła kolaboracji z szyfronazistami. Gdzie
diabeł nie może... do akcji rusza Pavetta. Najpierw próbuje przekupić
Maszynę pudełkami kolorowych groszków, przyklejanymi gdzie popadnie, ale
potem diagnozuje brak prawidłowych danych wejściowych. Jaka jest rada na
brak danych? Czasem pomocne okazują się proste metody - można na
przykład dziabać śrubokrętem w słabiznę. Można też wyrywać Maszynie nogi
i sprawdzać, czy głuchnie, ale śrubokręt jest estetyczniejszy i lepiej
się kojarzy. Szpiek się podgrzewa widokiem kobiety z symbolem fallicznym
w dłoni i rzuca tanie komplementy podrywkowe, by z czasem przejść do
grubych łgarstw typu: "Jesteś nie tylko piękna, ale i genialna".

W tym samym czasie Fryc Szyc zasięga języka o Gruszce. Dobrym źródłem
Informacji jest Szpiek Wieczny Tułacz, bo jeśli Ktokolwiek Wie Cokolwiek
O Kimkolwiek, to chyba tylko ktoś, kto pracuje dla Szwabów od sześciuset
lat, usiłował wydać we wraże łapy Gniewka, syna rybaka i germanizował
dzielnych Pasterników. Przy okazji chamofaszyści wyśmiewają się z
folksdojczki Robak, która była kiedyś Pająk, choć najbardziej w tym
wszystkim śmieszy ich imię "Ewelina". Bez sensu, bo to ładne imię, a
taki Bartek na przykład nie dość, że był Zwycięzca, to jeszcze na
dodatek Szloik i co w tym, kurna, śmiesznego? Na korzyść Gruszki zeznaje
miejscowy Rene, a potem panowie urządzają sobie pojedynek na możliwie
najdurniejsze miny. Cała trójka dzielnie walczy, mruga do siebie, łypie,
chrząka, marszczy się, kiwa... Wygrywa, mający wciąż problemy z
prostatą, Fryc Szyc, Szpiek Wieczny Tułacz daje mu w nagrodę jawola (nie
mylić z jabolem), a Rene donosi w saneczkach. O, skoro już jesteśmy przy
Gruszce - możemy się organoleptycznie przekonać o jej zdolnościach
szpiegowsko-prestidigitatorskich. Pamiętacie, jak uspokajała Szpieka, że
zmienia miejsca nadawania? No i okazuje się, że rzeczywiście zmienia.
Zmienia nie tylko miejsce, ale zmienia cały szpiegowski serial w jakąś
kosmiczną klipę: w czwartym odcinku Gruszka nadaje z... Kto zgadnie?
Nadaje ze strychu własnej kamienicy, dziękuję uprzejmie. Spryciarz z
tego scenarzysty. Że niby najciemniej pod latarnią, a nad latarnią to
już w ogóle czarna dziura. Poza tym Gruszka robi iluzje: zmienia
miednicę w walizkę z radiostacją. Wchodzi na strych z miednicą, a schodzi
z radiostacją i sztukmistrz z Lublin po prostu.
Zaciekawiło mnie, co Gruszka nadawała, więc poprosiłem o pomoc znajomego
harcerza. Druh wysłuchał nagrania, zarumienił się i powiedział, że treść
tajnego meldunku do bazy brzmiała mniej więcej "Aaaaaaaa, nie umiem
stukać morsem, nie umiem grać, a w tej chustce na głowie wyglądam jak
mysz w bezsensu!".

Nadawanie Gruszki "usłyszał ten, co trzeba, co na draba oko ma" i znowu
możemy się pośmiać, bo po pierwsze w wozie nasłuchowym siedzi nasz
ulubiony statysta Klopsik (wcześniej grał szatniarza na parterze
Tzschochy i podsłuchiwacza w loszku), a po drugie Klopsik okazuje się
być aktorem godnym serialu osadzonego w Realiach. Szef mu mówi: "Daj
ileś tam stopni w lewo" i Klopsik kręci w lewo. Szef doprecyzowuje:
"Jeszcze parę stopni w lewo", a Klopsik... dawaj, kółkiem w prawo. Ale
głupi ci Germanie! Reżyser ten chyba Germanin, bo całą sytuację pokazał
bardzo ładnie na zbliżeniach.

Przy okazji wychodzi na jaw, że w okolicy działa druga radiostacja,
nadaje równocześnie z Gruszką, chowa się po kątach eteru i jest na tyle
dziwna, że pelengacyjne Ministerstwo Głupich Kroków wysyła specjalnego
delegata do Fryca Frycza. Kolejna nic nie wnosząca, ale zajmująca czas
rozmowa, kolejny pojedynek na durne miny ze szczególnym uwzględnieniem
wywijania warg i robienia kółek oralnych, kolejna chwalebna wygrana SS.
W rewanżu delegat Ministerstwa Lewoskrętnej Pelengacji dąży do zwarcia i
próbuje wybić Frycowi Fryczowi oko hajhitlem, ale Fryc Frycz blokuje
hajhitla płaskim oki-doki i w nagrodę otrzymuje pół minuty na
samodzielną rundę honorową min dowolnych. Którą to rundę, niestety,
wykorzystuje.

Odcinek wieńczy perypatetyczne chujwico, w czasie którego Szpiek i Fryce
krążą po podwórku w charakterze planet wokół ptolemejskiego gazika, za
księżyce robią wartownicy, Fryc Szyc gibie się na boki i wydaje rozkazy,
które wartownicy olewają 5 sekund po ich usłyszeniu, Szpiek patrzy na
Fryca Frycza, Fryc Szyc patrzy na Szpieka, Fryc Frycz patrzy na Szpieka
i na Fryca Szyca, statyści patrzą na siebie i na Szpieka, Fryc Szyc sam
siebie wysyła, Fryc Frycz patrzy, jak Fryc Szyc się wysyła, Szpiek
patrzy na wszystkich równocześnie, a poza tym każdy od sierżanta w górę
chodzi z prawą ręką założoną za plecy.

Na konsekwencję scenarzysty nic nie poradzę: Nagrodę za Tekst Odcinka
znowu dostaje Fryc Frycz, tym razem za posępnie wybałuszone "Ooooooooo,
Yoooooork!". W roli zimorodka w wychodku wystąpili statyści, dźwigający
zewłok Człowieka z Rurką - bohatersko usiłowali nie rechotać wprost w
kamerę i na usiłowaniach się skończyło. Choć pomocnik Wiecznego
Tułacza, ten z doklejonymi wąsami Groucho Marxa, też był niezły.

Ilustracje tu:
http://ajk-streszczenia.fotosik.pl/albumy/283203.html


W następnym odcinku: niegdysiejsze śniegi, atak Klona, Szpiek w Butach,
"dwa a dwa jest cztery / dwa a trzy jest cztery" czyli każdy może zostać
kryptologiem oraz dyscyplina dodatkowa - Komando Pucołków.

Artur

unread,
Oct 3, 2007, 3:50:48 PM10/3/07
to
Dnia środa, 3 października 2007 20:44 AJK raczył(a) wyartykułować:

[dłuuuuuuuuuuugie chiach]

Niezła recenzja. Na szczęście po dwóch pierwszych akapitach odstawiłem piwo
na bok;-)

(...)


> W roli zimorodka w wychodku wystąpili statyści, dźwigający
> zewłok Człowieka z Rurką

(...)

Żeliwną? Czy rurką w szafie?

--
Pozdrawiam
Artur 'arteek' Szymański

Wiktor 'Wiki' Matlakiewicz

unread,
Oct 3, 2007, 3:54:29 PM10/3/07
to
czeŚĆ,
... a dzień taki sam u nas jak u Was,
napisał AJK na pl.pregierz do nas:

> ma zdecydowanie za obszerne spodnie. Ale dzielnie udaje Spidermana i
> Kobietę-Kota, próbuje robić pompki na blankach oraz zakładać sobie nogę
> na ucho.

O taak, przysiad Spidermana cudnym był.

> serialu. Kiedy Szpiek wreszcie otwiera otwarte i wchodzi do loszku -
> pstryka aparatem marki Zorka 5 zdjęcia w ciemności, bez lampy i nie
> tylko w trybie makro, ale wręcz z przyłożenia.

Ten aparat był wybitnie szpiekowski i zaawansowany - funkcji miał tyle,
że był obsługiwany mordą - po inaczej po jaką cholerę by zdejmował
na czas robienia zdjęć Żółwikową Skarpetę Maskującą ?

pozdrawiam
Wiki [HQ mode]

--
Wiktor 'Wiki' Matlakiewicz //^\\___ And when I vest my flashing sword
8o ^ / And my hand takes hold in judgement
wiki.smutek.pl s3is ][=m I will take vengeance upon mine enemies
(|) 6o4.44o964 Żywiec \/_|_\___ And I will repay those who hase me

AJK

unread,
Oct 3, 2007, 4:29:04 PM10/3/07
to
03-10-2007 o godz. 21:50 Artur napisał:

>> W roli zimorodka w wychodku wystąpili statyści, dźwigający
>> zewłok Człowieka z Rurką
> (...)
>
> Żeliwną? Czy rurką w szafie?

Przelotową, kranik do baterii...

--
AJK

AJK

unread,
Oct 3, 2007, 4:29:09 PM10/3/07
to
03-10-2007 o godz. 21:54 Wiktor 'Wiki' Matlakiewicz napisał:

> Ten aparat był wybitnie szpiekowski i zaawansowany - funkcji miał tyle,
> że był obsługiwany mordą - po inaczej po jaką cholerę by zdejmował
> na czas robienia zdjęć Żółwikową Skarpetę Maskującą?

Bo to był aparat z obsługą języka niemieckiego :-)


--
AJK

Artur

unread,
Oct 3, 2007, 4:29:11 PM10/3/07
to
Dnia środa, 3 października 2007 22:29 AJK raczył(a) wyartykułować:

Musi Grundig albo inny Siemens.

Wiktor S.

unread,
Oct 4, 2007, 8:17:56 AM10/4/07
to
> Kiedy Szpiek wreszcie otwiera otwarte i
> wchodzi do loszku - pstryka aparatem marki Zorka 5 zdjęcia w
> ciemności, bez lampy i nie tylko w trybie makro, ale wręcz z
> przyłożenia.

Który to aparat miał bezgłośny (cichszy od dzisiejszych!) błyskawiczny
elektryczny naciąg, ale migawka obowiązkowo musiała być słyszalna (i
byyyłłaa wooolllnaaa taaak żee byyłłoo wiidaaać jaak sieeeęęę oooootwieeeraa
ii zaamyykaa...)

--
Azarien


Wiktor S.

unread,
Oct 4, 2007, 8:21:10 AM10/4/07
to
> Który to aparat miał bezgłośny (cichszy od dzisiejszych!) błyskawiczny
> elektryczny naciąg, ale migawka obowiązkowo musiała być słyszalna (i
> byyyłłaa wooolllnaaa taaak żee byyłłoo wiidaaać jaak sieeeęęę
> oooootwieeeraa ii zaamyykaa...)

A podgląd OCZYWIŚCIE był przez obiektyw -- z mozaiką wskazującą ostrość,
trzeba by sprawdzić czy w Realiach takie coś już było wynalezione.

Lustrzanka, panie.


--
Azarien


AJK

unread,
Oct 4, 2007, 8:56:00 AM10/4/07
to

Boooo byyyyłoooo cieeeemnoooo iii czaaaaas naaaświeeeeetlaaaaaiaaa byyył
dłuuuugiiiiii. Aaaalboooo Szpieeek miiaaaał słaaaaabeeee baateeeeriieeee.

--
AJK (o, umiem mówić po wielorybiemu! :-))

Grzegorz Góra

unread,
Oct 4, 2007, 8:58:43 AM10/4/07
to
Dnia Thu, 4 Oct 2007 14:17:56 +0200, Wiktor S. napisał(a):

> Który to aparat miał bezgłośny (cichszy od dzisiejszych!) błyskawiczny
> elektryczny naciąg, ale migawka obowiązkowo musiała być słyszalna (i
> byyyłłaa wooolllnaaa taaak żee byyłłoo wiidaaać jaak sieeeęęę oooootwieeeraa
> ii zaamyykaa...)

Nie widziałem 4 docinka (nie pacać!), ale jestem w stanie uwierzyć, że
szpiek potrafi w bulb (no, niech będzie 30sek.) i z ręki zrobić
super-ostre fotki makro. O, na ten przykład jaja komara w locie... Co ja
gadam! Włos na jednym jaju...

--
Pozdr.
Grzegorz
http://www.chelmno.fr.pl

AJK

unread,
Oct 4, 2007, 10:45:33 AM10/4/07
to
03-10-2007 o godz. 20:44 AJK napisałem:

[ciach]

> Ilustracje tu:

Zaległe i aktualne:

Ilustracje do odcinka 01:
http://ajk-streszczenia.fotosik.pl/albumy/283700.html

Ilustracje do odcinka 02:
http://ajk-streszczenia.fotosik.pl/albumy/283716.html

Ilustracje do odcinka 03:
http://ajk-streszczenia.fotosik.pl/albumy/280033.html

Ilustracje do odcinka 04:
http://ajk-streszczenia.fotosik.pl/albumy/283203.html


--
AJK

Cezar Matkowski

unread,
Oct 4, 2007, 2:58:02 PM10/4/07
to

Użytkownik "Wiktor S." <wswiktor&poczta,f...@no.spam> napisał w wiadomości
news:fe2lrk$9vn$1...@news.onet.pl...
> A podglÄ d OCZYWIĹ CIE byĹ przez obiektyw -- z mozaikÄ wskazujÄ cÄ
ostroĹ Ä ,
> trzeba by sprawdziÄ czy w Realiach takie coĹ juĹź byĹ o wynalezione.

Aparat wyglądał jak Contax I lub II (czyli użyto zapewne radzieckiego
"Kijewa"). W modelu tym był dalmierz zamiast lustra (prace na lustrzanką
Contax SLR nie wyszły w czasie wojny poza fazę prototypu). Bardziej
interesujący jest brak lampy, bo przy ówczesnym stanie fotochemii ciężko
było o bardzo czułe filmy. Sprawdziłem; w zbliżonych warunkach szkło
1.8/35mm z filmem 400 (spory hajtech jak na 1945 rok) potrzebuje ok. 4
sekund. Ale kto to widział, żeby prawdziwemu wywiadowcy trzęsły się ręce
:8]

Pozdrawiam

M S

unread,
Oct 5, 2007, 1:28:33 PM10/5/07
to
AJK zarzuciwszy galaretę na ramiona pomyślał, że:

> Telewizja Polska zadziwiająco konsekwentnie, Wołoszański sp z. o.o.
> dla kasy, a ja z narastającą irytacją, bo robi się coraz
> beznadziejniej...
>
> prezent...ują...
>
> "Tajemnica twierdzy szyfrów" – odcinek czwarty
>
>
> A scenarzysta, proszę koleżeństwa... No, dobra, bądźmy łagodni, in
> dubio pro reo i niech będzie, że Wołoszański robi to celowo, a nie
> podświadomie, bo mu się kojarzy, tylko nie wie skądesik. Otóż woźny
> ogłaszając alarm, oznajmia, iż pali się Tajne-Poufne w kompleksie Zero
> Osiem Łamane Przez Piętnaście. Ahaha.

Ja tam dokładnie nie wiem, ale 08/15 czyli niemieckie określenie
"null-acht-funfzehn" oznacza rzeczy proste, bez bajerów nie skomplikowane, o
konstrukcji cepa. Idealna nazwa na tajne supermagazyny i laboratoria, nie ma
co! :->

--
Maciek Spych

Privatnie tu mnie można:
http://www.cerbermail.com/?RpMb29jyVq

Adam Płaszczyca

unread,
Oct 6, 2007, 2:20:57 PM10/6/07
to
On Thu, 4 Oct 2007 20:58:02 +0200, "Cezar Matkowski"
<gorg...@poczta.neostrada.pl> wrote:

>było o bardzo czułe filmy. Sprawdziłem; w zbliżonych warunkach szkło
>1.8/35mm z filmem 400 (spory hajtech jak na 1945 rok) potrzebuje ok. 4
>sekund. Ale kto to widział, żeby prawdziwemu wywiadowcy trzęsły się ręce

Wbrew pozorom były czulsze materiały, do tego film cz-b mozna forsować
dość znaczenie, nawet na 6400.
--
___________ (R)
/_ _______ Adam 'Trzypion' Płaszczyca (+48 502) 122 688
___/ /_ ___ ul. Na Szaniec 23/70 31-560 Kraków (012 378 31 98)
_______/ /_ http://trzypion.oldfield.org.pl/wieliczka/foto.html
___________/ mail: _5...@irc.pl GG: 3524356

0 new messages