Szanowni!
Nie mam w zwyczaju rozsyłać "sieczki" do wszystkich adresów jakie posiadam ale list pani Haliny Komar zmusza mnie do takiego działania. Jeżeli zatem mój list albo zawarte w nim treści nie interesują kogoś uprzejmie proszę mojego maila wrzucić do kosza
W załączniku do listu pani Haliny Komar zatytułowanym PZE - denuncjacja Związku przez Gliwice.doc było zawarte pismo które ze Staszkiem Mandrakiem wystosowaliśmy do organu nadzorującego organizacje pozarządowe czyli do Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy.
Jako członkowie Komisji Rewizyjnej byliśmy po to wybrani aby w naszej organizacji czyli w PZE przestrzegano prawo a środki finansowe były wydatkowane rozsądnie. Niestety, Nadzwyczajny Zjazd Delegatów w Warszawie obradował z naruszeniem prawa na co zwracałem uwagę podczas obrad.Brakowało wielu uprawnionych delegatów których o NZD PZE nie poinformowano, a dokumenty zjazdowe delegaci dostali na kilkanaście godzin przed NZD. Niektórzy delegaci nawet nie zaznajomili się z tymi dokumentami i nie wiedzieli na co głosowali. W trakcie obrad, pomimo świadomości naruszeń prawa, doszło do bardzo ważnej zmiany statutu która polegała na zmianie sposobu wyboru władz PZE. Zastąpiono demokrację pośrednia na bezpośrednią. W obrazowy sposób można tę zmianę przedstawić za pomocą takiego przykładu jakby obecny sposób wyboru posła na Sejm RP zastąpić wyborem posła przez wszystkich obywateli polskich spędzonych w tym celu np.do Warszawy.
Obecna na NZD pani Halina Komar, też członkini Komisji Rewizyjnej nie zauważyła absurdalności tej zmiany i nie protestowała, widocznie nie była ona do NZD dobrze przygotowana.
Pani Halino, aby przewodzić PZE trzeba mieć trochę wyobraźni a ponadto trzeba kochać "papierki" a co do tych ostatnich ma
pani olbrzymi wstręt. Czy do końca rozliczyła się pani z Warszawą z pobranych środków z konta PZE już po upływie pani kadencji? Czy w pani kadencji sporządzono protokoły z zebrań ZG?
Z pani rezygnacji z Komisji Rewizyjnej bardzo się cieszę, bo z uwagi na powyższe, nie miała pani moralnego prawa do kontrolowania obecnych władz PZE!
A wracając do rzekomej denuncjacji Związku przez Gliwice, to pragnę zauważyć, że nie była to denuncjacja a próba ze strony Komisji Rewizyjnej naprawienia szkód które powstały podczas NZD w Warszawie. Po to jest taka komórka w każdym starostwie
aby członkowie każdej organizacji mogli dbać o przestrzeganie prawa (statutu) w organizacjach a także po to aby nie dochodziło do malwersacji w tych organizacjach. Czasami mała grupa członków organizacji nie ma wystarczającej siły aby
przeciwstawić się łamaniu prawa i taki urząd ma im w tym przeciwstawianiu się złu pomagać.
Być może jest obecnie potrzeba ponownie zwrócić się do organu nadzorującego z prośbą o podpowiedź który ze statutów jest w PZE obowiązujący. Ponieważ są wątpliwości a NZD albo Walne Zgromadzenie należy w najbliższym czasie przeprowadzić wzorowo to czy takie zapytanie też zdaniem pani będzie denuncjacją?
Pani Halino! Idą nowe czasy a my myślimy po staremu. Jako nauczyciel wiem jaki nacisk kładzie się obecnie w oświacie aby absolwent znał swoje prawa i umiał z nich korzystać. Takich przypadków będzie w Polsce więcej!
Z poważaniem!
Aleksander Zdechlik
P.S. Czy jest pani świadoma że takim tytułem załącznika obraża mnie pani. Nie czuję się być denuncjatorem,konfidentem czy kapusiem, ale jako człowiek dobrego serca wybaczam z reguły wszystkim "maluczkim" i życzę zdrowia oraz dobrego samopoczucia.
Szanowni Państwo!
Pani Halina Komar notorycznie rozsyłając takie listy do tak szerokiego gremium wielokrotnie już udowodniła że bez szerokiej widowni nie potrafi żyć. Zresztą ona i inni jej podobni esperantyści zrobili z naszego ruchu teatr, w którym często grywa się tragikomedie i dlatego tak u nas jest smutno i wesoło zarazem.
Ponieważ zostałem przez panią Halinę zmuszony do wystąpienia na tej scenie pozwólcie drodzy Widzowie, że odniosę się do jej ostatniego wystąpienia.
Pani Halina Komar, gdy jest krytykowana, ma "dar" odchodzenia od meritum sprawy i nie odpowiada na zadane jej pytania.
Co do zadanych pytań to pozwolę sobie Państwu je przypomnieć:
1)Czy do końca rozliczyła się pani z Warszawą z pobranych środków z konta PZE już po upływie pani kadencji?
2) Czy w pani kadencji sporządzono protokoły z zebrań ZG?
W kwestii meritum sprawy to chciałbym od pani Haliny usłyszeć jaką ona ma opinię o nowym sposobie wyboru władz w PZE?
Jeżeli uważa ona ten sposób za niewłaściwy to co ona zrobiła aby go zmienić?
Ja ze swojej strony zrobiłem wszystko co było możliwe. Byłem na NZD w Warszawie od samego początku. Wyjaśniałem w kuluarach i w trakcie obrad o nieprawomocności obrad bo zostało złamane prawo. Prosiłem, błagałem i protestowałem aby nie zmieniano sposobu wyboru władz w PZE. Niestety, moich argumentów delegaci na NZD nie wzięli pod uwagę.
Cóż zatem innego mogłem uczynić niż zwrócić się do organu nadzorującego? Poświęciłem wraz ze Staszkiem Mandrakiem 10 lat mojego życia aby wyprowadzić PZE z zapaści finansowej i organizacyjnej a w ciągu zaledwie kilku godzin obrad NZD w Warszawie doprowadzono, z naruszeniem prawa, do takich zmian w statucie które tę organizację zmarginalizują.
Obecne dymisje we władzach PZE potwierdzają tylko moje przypuszczenia.
Jednocześnie chciałem pani Halinie uzmysłowić to,że moja rezygnacja z PZE miała miejsce po uchwaleniu tego kontrowersyjnego paragrafu. Do tego czasu byłem prawomocnie wybranym delegatem Oddziału PZE w Gliwicach i członkiem Głównej Komisji Rewizyjnej PZE i miałem obowiązek stać na straży praworządności w naszej organizacji.
W czasie obrad w niedzielę około godziny 15 00 tuż przed moją rezygnacją technicznie niemożliwe było skierowanie pisma do organu nadzorującego. Zatem dywagacje pani Haliny czy miałem prawo do takiego wystąpienia czy też nie miałem prawa, są tylko dywagacjami akademickimi.
Podsumowując oświadczam, że traktowanie mojego pisma do organu nadzorującego jako donosu lub denuncjacji jest niedopuszczalne bo przecież byłem tam podpisany. Jeżeli my Polacy, chcemy żyć w państwie prawa to sami dbajmy o to aby prawo było przestrzegane, nawet w takich organizacjach jak PZE. Dla młodych ludzi z ZG PZE, którzy może nieświadomie do złamania prawa w PZE przyczynili się, niech to będzie lekcja demokracji.
Z poważaniem!
Aleksander Zdechlik
Szanowni Państwo!
Pani Halina Komar notorycznie rozsyłając takie listy do tak szerokiego gremium wielokrotnie już udowodniła że bez szerokiej widowni nie potrafi żyć. Zresztą ona i inni jej podobni esperantyści zrobili z naszego ruchu teatr, w którym często grywa się tragikomedie i dlatego tak u nas jest smutno i wesoło zarazem.
Ponieważ zostałem przez panią Halinę zmuszony do wystąpienia na tej scenie pozwólcie drodzy Widzowie, że odniosę się do jej ostatniego wystąpienia.
Pani Halina Komar, gdy jest krytykowana, ma "dar" odchodzenia od meritum sprawy i nie odpowiada na zadane jej pytania.
Co do zadanych pytań to pozwolę sobie Państwu je przypomnieć:
1)Czy do końca rozliczyła się pani z Warszawą z pobranych środków z konta PZE już po upływie pani kadencji?
2) Czy w pani kadencji sporządzono protokoły z zebrań ZG?
W kwestii meritum sprawy to chciałbym od pani Haliny usłyszeć jaką ona ma opinię o nowym sposobie wyboru władz w PZE?
Jeżeli uważa ona ten sposób za niewłaściwy to co ona zrobiła aby go zmienić?
Ja ze swojej strony zrobiłem wszystko co było możliwe. Byłem na NZD w Warszawie od samego początku. Wyjaśniałem w kuluarach i w trakcie obrad o nieprawomocności obrad bo zostało złamane prawo. Prosiłem, błagałem i protestowałem aby nie zmieniano sposobu wyboru władz w PZE. Niestety, moich argumentów delegaci na NZD nie wzięli pod uwagę.
Cóż zatem innego mogłem uczynić niż zwrócić się do organu nadzorującego? Poświęciłem wraz ze Staszkiem Mandrakiem 10 lat mojego życia aby wyprowadzić PZE z zapaści finansowej i organizacyjnej a w ciągu zaledwie kilku godzin obrad NZD w Warszawie doprowadzono, z naruszeniem prawa, do takich zmian w statucie które tę organizację zmarginalizują.
Obecne dymisje we władzach PZE potwierdzają tylko moje przypuszczenia.
Jednocześnie chciałem pani Halinie uzmysłowić to,że moja rezygnacja z PZE miała miejsce po uchwaleniu tego kontrowersyjnego paragrafu. Do tego czasu byłem prawomocnie wybranym delegatem Oddziału PZE w Gliwicach i członkiem Głównej Komisji Rewizyjnej PZE i miałem obowiązek stać na straży praworządności w naszej organizacji.
W czasie obrad w niedzielę około godziny 15 00 tuż przed moją rezygnacją technicznie niemożliwe było skierowanie pisma do organu nadzorującego. Zatem dywagacje pani Haliny czy miałem prawo do takiego wystąpienia czy też nie miałem prawa, są tylko dywagacjami akademickimi.
Podsumowując oświadczam, że traktowanie mojego pisma do organu nadzorującego jako donosu lub denuncjacji jest niedopuszczalne bo przecież byłem tam podpisany. Jeżeli my Polacy, chcemy żyć w państwie prawa to sami dbajmy o to aby prawo było przestrzegane, nawet w takich organizacjach jak PZE. Dla młodych ludzi z ZG PZE, którzy może nieświadomie do złamania prawa w PZE przyczynili się, niech to będzie lekcja demokracji.
Z poważaniem!
Aleksander Zdechlik