Krzysztof Kowalczyk
unread,Oct 14, 2011, 5:30:13 AM10/14/11Sign in to reply to author
Sign in to forward
You do not have permission to delete messages in this group
Either email addresses are anonymous for this group or you need the view member email addresses permission to view the original message
to STOP politykierstwu
Wklejam komentarz powyborczy p. Mariusza Wisa:
Święto, święto i już po. Oczywiście, święto demokracji, czyli wybory.
W naszym kraju wybory utożsamiane są z ich ostatnia fazą -
głosowaniem. Odsłona pierwsza, czyli kandydowanie jest tak naprawdę
owiane mgłą tajemnicy i z demokracją nie ma nic wspólnego. Niby wiemy,
że listy wyborcze układają partie, ale tak naprawdę nikt nie zna tego
wewnątrzpartyjnego mechanizmu komu i dlaczego przyznano miejsce
biorące (potencjalny mandat do Sejmu). Kandydaci są, a ty ludu możesz
sobie skreślić spośród już wybranych.
Głosowanie się odbyło i wszystkie partie straciły na rzecz nowego
tworu politycznego Ruchu Palikota, który jak by tu nie oceniać jest
pierwszą w Polsce prywatną partią polityczną. Najwięcej straciło PSL i
SLD. Palikot sprytnie wykorzystał niezadowolonych dzięki znajomości
partyjnego systemu wyborczego. Tylko w Warszawie, wyborcy stawiali
swój krzyżyk przy jego nazwisku. W pozostałych okręgach tak naprawdę
ludziska wybierając ofertę Palikota stawiali krzyżyki głownie przy
pierwszym nazwisku na liście. Nie wybierali człowieka - głosowali na
partie. Z wszystkich mandatów RP - 38 zdobyły jedynki na listach,
pozostałe dwa uzyskały dwójki jedna w Warszawie gdzie startował lider
Palikot i druga w Lublinie mateczniku Palikota. Regułę o miejscach
biorących potwierdza także wynik PSL z 28 mandatów tej partii 21
zdobyły jedynki, trzy dwójki i trzy trójki. Przy czym dwójki i trójki
miały mandaty tylko tam gdzie mandat zdobywała jedynka.
W wyborach do Senatu, mimo iż okręgi były jednomandatowe, wyborcy w 96
% wybierali partyjnie. Nic w tym nadzwyczajnego. Podobnie zachowują
sie wyborcy niemieccy gdzie wybory są w połowie partyjnie, w połowie
jednomandatowo. Ten kto wybierze tam z listy partyjnej swoją partię,
potem na liście kandydatów w okręgu jednomandatowym szuka takiego
samego symbolu partyjnego i stawia przy nim swój krzyżyk. Wiedzą o
tych mechanizmach wytrawni gracze polityczni i proponują nam niby nową
ordynację wyborczą tzw mieszaną. Gdyby tak się stało w Polsce, co
niestety przewiduję, byłoby to przysłowiowe "zamienił stryjek
siekierkę na kijek". Tak zmieniać, aby nic nie zmienić.
Gdybyśmy mieli jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW) w 100 % okręgów,
zarówno do Sejmu jak i do Senatu, żaden Palikot ani nikt inny z jego
partii do parlamentu by nie wszedł. W JOW wygrywa tylko jeden, ten
najlepszy w oczach wyborców. W naszych ostatnich wyborach ludzie
Palikota nie zdobyli w żadnym okręgu największej liczby głosów,
partyjnie jednak będą stanowili trzecią siłę polityczną. Nawet sam
Palikot w JOW by nie wygrał, bo ludzie o poglądach radykalnych nigdy
nie są w większości. JOW to wybory większościowe. W Wielkiej Brytanii,
która ma JOW od zawsze, naucza się w szkołach na poziomie
gimnazjalnym, że w 1933 r. w Niemczech, żaden Hitler do władzy by nie
doszedł gdyby były tam okręgi jednomandatowe. NSDAP osiągnęło wtedy w
systemie wyborczym podobnym do naszego, najlepszy wynik (33 %).
Prezydent powierzył tekę kanclerza panu z wąsikiem, a tygodnik Time
umieścił go nawet na okładce jako człowieka roku. Reszta to
konsekwencja partjokracji, partyjnego, wodzowskiego a nie
obywatelskiego systemu wyborczego. Warto o tym pamiętać.
Mariusz Wis - ekspert systemów wyborczych Fundacji im. J. Madisona.