James Norrington
unread,Nov 23, 2007, 6:39:47 PM11/23/07Sign in to reply to author
Sign in to forward
You do not have permission to delete messages in this group
Either email addresses are anonymous for this group or you need the view member email addresses permission to view the original message
to Star Trek PBEM
ON:
= USS Inari, kartografia gwiezdna, ok. 16:00 czasu pokładowego,
23042379 =
Po przebrnięciu przez diagnostyki wszystkich systemów kartografii i
powtórnym sprawdzeniu każdego z czujników nawigacyjnych, Jamesowi nie
pozostało już wiele do zrobienia. Co prawda mieli trochę problemów z
katalogami i musieli uporządkować znaczną część bazy danych, ale
poradzili sobie z tym błyskawicznie.
- No naprawdę nie wiem jak można mieszać obiekty z sektora Oriona i
Ficus. Całe szczęście że ogarnęliśmy ten bałagan. - poirytowana Anna
aż podskakiwała nad jednym z paneli, a z wyrazu jej twarzy można było
odczytać, że lepiej jej teraz nie denerwować. Norrington próbował
ukryć, jak bardzo go ten widok bawi, ale chyba nie udało mu się to do
końca, bo nagle błękitne oczy Anny zwróciły się ku niemu. - A ciebie
co tak bawi?
- Nic, to znaczy, eee, no wiesz... - chmura rudych włosów zaczęła
powoli zbliżać się do Jamesa - Anno, ja wiem że bardzo cię to wszystko
pochłania, ale przecież już wszystko uporządkowane. - dodał szybkim a
zarazem nerwowym tonem.
- Panie Norrington, jeżeli widzi pan w tej sytuacji coś zabawnego, to
słucham. - Anna stanęła o parę centymetrów od Norringtona i z pełną
powagą podparła boki.
- Tak naprawdę, to teraz już nic nie widzę - James nie mijał się z
prawdą, bo chmura kręconych loków Anny powoli przesłoniła mu widok.
Chorąży Mercy przez chwilę spoglądała na niego groźnie, ale po chwili
na jej twarz zaczął wychodzić uśmiech. - Widzę, że i ty dostrzegasz w
tym wszystkim coś zabawnego, Anno.
- James, nie ze mną te numery. Jeżeli chcesz mnie udobruchać, to
wiedz, że strasznie zgłodniałam...
- W takim razie - nie pozwolił jej skończyć - chodźmy do mesy, nasza
wachta i tak już się skończyła - wziął Annę za rękę i energicznie
pociągnął do wyjścia.
=== korytarz, ok. 16:35 ===
- Naprawdę nie wiem, gdzie ty to wszystko mieścisz Anno. Pamiętaj co
ci mówił chorąży Venak o zdrowym odżywianiu...
- Tak, tak pamiętam, nie musisz się mną aż tak przejmować. Apetyt mam
po ojcu. Gdybyś go widział w akcji, to zdziwiłbyś się, czemu się tak
słabo odżywiam. Ale powiedz mi coś więcej o tym programie od twojego
przyjaciela.
- Ben, to znaczy Bernard Miles, zajmuje się badaniem historii
ludzkości. Znamy się jeszcze od dziecka, mieszkał w Londynie po
drugiej stronie ulicy. Przygotowuje czasami ciekawe symulacje, oparte
na faktach historycznych i oddające klimat epoki. Ostatnio przesłał mi
coś nowego. Chciałabyś poćwiczyć szermierkę w samym środku bitwy
morskiej?
Anna przez chwilę spojrzała na Jamesa ze zdziwieniem. W sumie to czemu
nie, lubiła ciekawe doświadczenia, a to zapowiadało się zdecydowanie
ciekawie. Ze szermierką nie miała do czynienia tak naprawdę od czasu
pobytu w akademii. Niektórych rzeczy się jednak nie zapomina.
- No dobrze, to kiedy się spotykamy?
- Może za piętnaście minut przy holodecku numer 2? Jedynka jest zajęta
- sprawdzałem to już. Hmm, jeszcze jedno, musimy jeszcze zreplikować
odpowiednie stroje.
=== holodeck nr 2, 16:52 ===
Po kilkunastu minutach James i Anna byli już gotowi. Mieli na sobie
mundury oficerów brytyjskiej marynarki wojennej z początku
dziewiętnastego wieku. Błękitne surduty ze złotymi obszyciami, białe
kamizelki, rajtuzy i czarne buty z klamrami wyglądały dość okazale.
Efekt wzmacniał fantazyjny, trójkątny kapelusz okrywający
charakterystyczną białą perukę z czarną kokardą i błyszcząca szpada u
boku.
- Gdybyś widział jednego mata... Myślałam że wezwie ochronę. - Anna
poprawiała zawiązaną pod szyją chustę.
- O nie przesadzaj, nie jest aż tak źle - przez chwile zastanowił
się, czy jest to do końca prawdą - Ale zaczynajmy, zapraszam. - Oboje
weszli do pomieszczenia holodecku. James przesyłał dane z trzymanego w
ręku padda do jednej z konsol. =/\= Komputer, wczytaj program Traf1,
tryb subiektywny, zaczynając od momentu przełamania przez admirała
Collingwooda linii tylnej straży =/\= Po chwili Anna i James stali
już na pokładzie okrętu, powoli łamiącego spiętrzone fale. Było
słoneczne przedpołudnie i lekki wiatr muskał ich twarze - Witam na
pokładzie HMS Victory, Poruczniku Berd. Ja będę odgrywał rolę
porucznika Lille. - Podszedł do barierki nadbudówki okrętu, na której
się znajdowali. Przed nimi rozciągał się przepiękny widok, Długa linia
białych żagli majaczyła nad horyzontem - Widzisz te okrętu przed nami?
To jednostki francuskie i hiszpańskie próbujące umknąć Brytyjczykom.
Sformowały klasyczny konwój ułożony w długą kolumnę. Znajdujemy się na
flagowej jednostce admirała Nelsona, który podzielił swoją armadę na
dwie części, jedna pod dowództwem Collingwooda odcina właśnie tylnią
straż od centrum, tam po prawej - tu wskazał na horyzont - Druga pod
dowództwem samego Nelsona, ma odciąć przednią straż od centrum. Jak
widzisz mamy niekorzystny wiatr, więc zajmie nam to trochę dłużej niż
Collingwoodowi.
James spojrzał na pokład, na którym krzątały się grupki marynarzy i
oficerowie. Pomimo tego, że mieli za chwilę stoczyć krwawą bitwę,
pomimo tego, że może nigdy więcej nie ujrzą już swego domu i bliskich,
na ich twarzach nie odnalazł strachu, lecz determinację. „No, Ben
pokazał na co go stać" pomyślał.
- To co, może zameldujemy się u dowódcy? - Widząc potakujące skinienie
Anny ruszył do stanowiska sternika w głębi nadbudówki. Admirał Nelson
wyróżniał się wśród obecnych tam oficerów barwnym strojem. Stał
pochylony nad mapą i mówił coś do jednego z podoficerów.
- Rękę i oko stracił podczas walki - powiedział cicho James widząc
zdziwienie na twarzy Anny. Następnie podszedł do admirała i
wyprostował się - Milordzie, admirał Collingwood przełamał linię
francuzów.
Nelson spojrzał badawczo na Jamesa
- No coż panie Lille, nie pozostaje nam nic innego jak tylko wykrzesać
z tego okrętu tyle ile się tylko da. Utrzymujemy kurs.
- Tak jest , milordzie. - Norrington lekko się skłonił i podszedł do
Anny - No to teraz już nie ma nic ciekawszego przez następną godzinę.
Sądzę, że możemy przesunąć program do momentu zwarcia z jednostkami
francuskimi.
- James - Anna spoglądała na niego z powagą - Imponuje mi twoja
wiedza, naprawdę. Nawet pasuje ci ten mundur - Ostatnie zdanie
powiedział szeroko się uśmiechając. James dobył szpady. - Co ty
wyprawiasz?
- Tobie też jest do twarzy. =/\=Komputer, przesuń program do miejsca
nawiązania walki wręcz z jednostkami francuskimi =/\= Nagle nad
głowami Anny i Jamesa zaczęły świszczeć kule armatnie rozrywające
fragmenty poszycia. Wszędzie fruwały odłamki drewna a powietrze
zrobiło się szare od dymu wystrzałów i wybuchających pożarów. Przy
lewej burcie pojawiła się francuska jednostka, w gorszym co prawda
stanie niż Victory, ale prowadząca nieustanny ogień. James podniósł
szpadę skinął na Annę i zbiegł po schodach nadbudówki w kierunku
śródokręcia - Gotować się do abordażu! Rzucić harpuny! Formuj szyk! -
Jego głos zagłuszył kolejny wystrzał rozszarpujący spory kawałek lewej
burty. Jeszcze nie opadł dym i kurz, gdy na pokład Victory wysypali
się Francuzi i rozbili się o tłum brytyjskich marynarzy zajmujących
pokład główny. James ruszył śmiało ku pierwszej fali nieprzyjaciół na
czele oddziału charakterystycznych „czerwonych bluz". Typ walki był
nieco odmienny od tego znanego z oficjalnych potyczek szermierczych w
akademii. Należało tu parować ciosy kilku przeciwników jednocześnie w
środku piekła bitwy. Mimo wszystko kolejni wrogowie kładli się od jego
ciosów. Swoją drogą to wyglądało to dość zabawnie - niewysoki James,
zazwyczaj wyglądający dość poczciwie i niegroźnie teraz pokazywał na
co go tek naprawdę stać. Nie uszło to uwadze Anny, spoglądającej na
niego z coraz większym podziwem. Jamesa ogarnęło zdziwienie, gdy
ujrzał młodą chorąży Mercy bez trudu parującą ciosy postawnego
Francuza, który się na nią rzucił wręcz z furią. Postanowił się
przebić w jej kierunku. Po kilku minutach zaciętej walki stał już o
parę kroków od niej, tuż przy prawej burcie.
- Nieźle ci idzie Anno - dodał wytrącając rapier z dłoni niewysokiego
człowieka.
- Tobie również, James - Anna uderzyła postawnego przeciwnika, z
którym toczyła walkę od dłuższej chwili z taką siłą, że przewróciła go
do tyłu. Ten upadając potrącił Jamesa i wyrzucił go za burtę przez
wyrwę w poszyciu, powstałą najpewniej podczas zaciętej wymiany ognia
artyleryjskiego. Anna wychyliła się przez poręcz =/\= Komputer,
pauza.=/\= James! Nic ci nie jest?
- Wszystko w porządku. Tylko trochę się zamoczyłem. - Norrington
unosił się wśród odłamków o parę metrów od burty HMS Victory - Rzucisz
mi linę? - Parę minut później stał już ociekając na pokładzie. - No i
muszę się przebrać, znowu. Przestań się śmiać! - W rzeczy samej Anna
ledwo mogła ustać zanosząc się od śmiechu na widok przemoczonego do
suchej nitki towarzysza
- Słuchaj, może pójdziemy na herbatkę co? I tak jesteśmy tu już od
prawie półtorej godziny, a szczerze mówiąc, to trochę się zmachałam.
To co, dokończymy następnym razem?
- Pewnie. =/\=Komputer, zapisz program jako Traf 2 i zakończ =/\=
Zupełnie straciłem poczucie czasu, nie wiedziałem, że jest już tak
późno. Tylko jak ja teraz przejdę przez okręt do swojej kwatery...
Ostatnie słowo zostały całkowicie zagłuszone salwami śmiechu Anny.
Chorąży Anna Mercy
Kartograf, USS Inari
&
Chorąży James Norrington
Kartograf, USS Inari
OFF