Wolne chwile

2 views
Skip to first unread message

kapitan Terala Ralerorl

unread,
Jan 14, 2008, 3:19:57 PM1/14/08
to Star Trek - PBEM
= = = USS Inari, kwatera kapitańska, po południu = = =

Pisanie listu nie jest najłatwiejsze, gdy rasa do której się go pisze nie
posługuje się elektronicznymi czytnikami, tylko cieniuśkim papierem.
Wysłanie takiego z pokładu okrętu gwiezdnego latającego między gwiazdami
wymaga wielkiego szczęścia. Co prawda między planetami Floty krążą okręty
pocztowe przewożące takie przesyłki, ale przecież trudno wymagać, żeby
goniły każdy okręt Floty.

Normalna osoba połączyła by się z adresatem przez kanał łączności, ale to
z kolei było niemożliwe. Kanały komunikacyjne nie potrafiły przekazać
wszystkich składowych mowy rodaków Terali. Więc i to odpadało.

- Elyasienie są skazani na samotność poza swoim światem - świsnęła
cichutko kapitan, przypominając sobie swoją siostrę. Miała sporo racji.
Nawet na gwarnym okręcie Floty Gwiezdnej, wśród setek istot kapitan nie
mogła liczyć na zrozumienie. Nie mogła nawet swobodnie porozmawiać. Język
większości istot był tak ograniczony. Ciekawe, zastanowiła się, czy to
samo czuje moja zastępczyni? Pewnie nie, ostatecznie może czytać innych, a
poza tym nie jest jedyną telepatką na pokładzie.

Pędzelek cienki jak włos dotknął niemal przezroczystego papieru. Znaki
jakie kreśliła delikatna dłoń elyasiańskiej kapitan były bardziej dziełami
sztuki niż literami. Ale jak inaczej można było wyrazić znakami język rasy
która posługuje się nie tylko mową, ale też gestami, feromonami i całą
gamą środków jakie wśród "cywilizowanych" ras dawno poszły w zapomnienie.
Ze wszystkich języków galaktyki tylko vulcański posiadał podobnie złożony
system znaków.

List zajmował już ładnych parę stron, ale pędzelek ciągle cichutko szurał.
Zatrzymał się dopiero, gdy Terala doszła do jej nowej służby. Jak
opowiedzieć rodzinie, co się dzieje na okręcie Floty Gwiezdnej? I jak
opisać swoją zastępczynię bez wywołania wojny między kochaną rodzinką, a
Betazedem?

Zrezygnowana odłożyła pędzelek i zeskoczyła na podłogę. Chyba najwyższa
pora coś zjeść. Może przy jedzeniu coś wymyśli.

Zerknęła na replikator po czym na fotel tortur i westchnęła. Kapitan może
i może robić co chce, ale jak będzie się na większość czasu zamykać w
kwaterze, to na pewno załoga jej nie polubi. Jak to było? "Mogą mnie
nienawidzić, byle się mnie bali?" Ludzie mają dziwne podejście do
przywództwa.

Wsunęła się w egoszkielet i usiadła na wózku. Czas coś przekąsić.

= = = Mesa, parę minut później = = =

Wózek wtoczył się powoli do mesy. Terala rozejrzała się dookoła, ale nie
było widać nikogo. W sumie, to o tej porze... no i na szczęście nie było
widać obsługi. Nie lubiła tłumaczyć kelnerom, że to "fuj, robactwo" jest
jadalne i całkiem smaczne.

- Terala Ralerorl, zestaw obiadowy 4. - Po chwili we wnęce replikatora
pojawił się talerz z glistami podlanymi jaskrawo-czerwonym sosem. Malutka
miseczka z wodą i pucharek wypełniony czymś, co przypominało kłaczki wełny
(a w rzeczywistości było rodzajem pajęczyny).

Kapitan podjechała do stolika najbardziej oddalonego od wejścia i usiadła
na przeciw okien. Lubiła widzieć przestrzeń, gdy jadła. Palce delikatnie
chwyciły robaka. Terala obejrzała go z zaciekawieniem. Replikatory były
wspaniałą rzeczą, ale szkoda, że nie potrafiły tworzyć żywego jedzenia.

OFF:

kapitan Terala Ralerorl
dowódca USS Inari
--
Używam klienta poczty Opera Mail: http://www.opera.com/mail/

Reply all
Reply to author
Forward
0 new messages