Rowerkiem po Inari

2 views
Skip to first unread message

Eana Sardin

unread,
Oct 28, 2007, 12:37:27 PM10/28/07
to Star Trek PBEM
ON:

======= kwatera Etina, godzina 17, 23042379 ======

Etin czynił ostatnie przygotowania do spędzenia cząstki wolnego czasu
na przyjemnościach. Założenie stroju sportowego nie było problemem.
Kask też już leżał przygotowany. Obok niego zaś leżały ochraniacze na
łokcie i kolana, jakże niezbędne do tego co chciał zrobić. Volondo
zastanawiał sie, czy o czymś nie zapomniał, gdy rozległ się dźwięk
dzwonka
- Otwarte! - odkrzyknął w odpowiedzi, stojąc tyłem do drzwi.
- Gotowy? - zapytał Radomir wchodząc do kwatery.
- Owszem - padła odpowiedź.
Etin odwrócił sie i spojrzał na Radomira:
- A tyś gdzie sie tak wystroił? Cały czerwony ze skóry pewnie jeszcze
ten kombinezon? Chcesz kogoś podrywać?
- Pewnie że ze skóry! - odparł oburzony Garak. - Popatrz na siebie!
Niebiesko czarny! I z czego? Z jakiegoś sztucznego tworzywa!
Etin wykonał ruch, jakby chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili
rozmyślił sie. Zamiast tego powiedział pojednawczo:
- Dajmy już spokój ze strojami. Chodźmy. - gdy wyszli na korytarz
zapytał - Jak będzie wyglądać ta nasza przejażdżka? Jaki teren?
- Różny. Przewaga wzniesień. Chyba nawet jakaś rzeczka tez sie tam
zabłąkała. A krajobrazy? W tle góry, a tak złote łany zboża, łąki,
lasy. Zresztą za chwile zobaczysz.

Chwile później stali juz przed holodekiem. Naukowy wybrał szybko
odpowiedni program. Po chwili weszli do środka. W sumie spełniło sie
to, co Radomir powiedział, gdy szli korytarzem. W oddali góry
przykryte śniegiem, błękitne niebo. Leniwie pełznące po nim białe
obłoczki. Słońce. Soczysto zielona trawa. Ławka. Kilka drzew. Przy
jednym z nich oparte stały 2 rowery. Na ławce zaś czekał ich
ekwipunek: dwa plecaki, bidony z woda, mapy. Cóż więcej można było
chcieć?

- Czegoś brakuje? - zagadnął Radomir podchodząc do Etina.
- Nie. Wszystko wydaje sie być. Ale po co nam ta woda i plecaki?
- Nie mam pojęcia. Standardowe wyposażenie tego typu rozrywek. Było w
programie. Może ktoś zakładał, że to będzie coś dłuższego.
- Może. Ruszamy?
- Tak. Obejrzymy najpierw trasę?
- Czemu nie - zgodził się Etin.
Obydwoje spojrzeli na rozłożoną w międzyczasie mapę. Orientacja jej
zajęła Radomirowi kilka sekund. Znajdowali się w dość
charakterystycznym punkcie.
- Jesteśmy tu - Radomir wskazał punkt na mapie. - Możemy pojechać na
zachód tą drogą, potem odbić na północ i podążyć w kierunku gór.
Podczas proponowania trasy Radomir równocześnie wskazywał palcem jej
przebieg na mapie.
- Czy ja na tej trasie widzę wzniesienie? - obserwując przesuwany
palec po mapie.
- Owszem. Widzisz te poziomnice?
- Te co są blisko siebie i które droga przecina pod kątem prostym?
- Dokładnie te. One świadczą, że ten stok jest stromy. Zresztą... i
całe wzniesienie jest dośc wysokie.
- Jak bardzo?
- Około 400 m wysokości względnej.
- Chyba żartujesz?! Toż to już góra.
- Niezupełnie. Na tym terenie góry zaczynają sie od 1950m - odparł
Radomir uważnie przeglądając mapę.
- Nie przesadzaj.
- Nie przesadzam. Określenie wyżyna czy góra, jest często względne i
zależy od otoczenia. Na terenach, równinnych nawet wzniesienie 300m
wydaje sie być góra, co zresztą przed chwila sam zauważyłeś. A to
wszak jest nic. Pochodzisz może z takich okolic, gdzie przeważają
tereny równinne a wzniesienia są rzadkością?
- Tak.
- Popatrz tu - powiedział po chwili naukowy. - Zaraz za naszym
wzniesieniem, u jego podnóża jest jezioro. Z układu izolinii
wywnioskuję, że ma łagodne zejście. Ale samo w sobie jest głębokie. Co
w sumie ze względu na sąsiedztwo gór nie dziwi.
- I co z tego?
- Jak to co? Jak dostaniem sie na szczyt, to będą ładne widoki.
Porobimy sobie parę zdjęć - Radomir roześmiał sie, po czym pokazał na
aparat wygodnie leżący w jego plecaku.
- Kolejny element standardowego wyposażenia? - Etin był już także
rozbawiony.
- Nie. To mój. To co? Ruszamy? - zapytał dodając po chwili.
- Tak.
- No to jazda! - odparł po czym ruszył jako pierwszy.
Etin nie chcąc pozostawać za bardzo w tyle, czym prędzej podążył w
ślady porucznika Garaka. Jednak juz po pierwszych metrach zorientował
sie, że za nic mu nie dorówna. Przynajmniej dziś.

==== jakiś czas później, na szczycie ====

Radomir istotnie narzucił ostre tempo. Chociaż on sam do takiej jazdy
był przyzwyczajony. Co prawda mniej więcej w połowie drogi zwolnił, by
Etin mógł za nim nadążyć jednak mimo to na szczyt dotarł z dużym
wyprzedzeniem. Chwilę tę wykorzystał do podziwiania krajobrazów.
Zdążył zrobić tez kilka fotek, nim Etin zjawił sie na szczycie.

- Prawda, że ładne widoki? - zapytał, gdy Volondo zatrzymał sie obok
niego.
- Tak.... ładne... czemu.... - odpowiedział zdyszany Etin z trudem
łapiąc powietrze i nie czekając na odpowiedź usiadł pod pobliskim
drzewem opierając oń rower.
- Musisz popracować nieco bardziej nad kondycją - zauważył Radomir
przysiadając obok towarzysza.
- Najwyraźniej. Tylko skąd mogłem wiedzieć, że zamierzasz narzucić
takie tempo? Myślałem,ze to ma być wycieczka a nie wyścig -
odpowiedział Etin robiąc przerwy między słowami na złapanie tchu.

W takich wypadkach najbardziej przydatnym wyposażeniem okazuje sie być
butelka wody. Etin powoli ja popijając odpoczywał. Radomir także
trochę napił sie korzystając z przerwy. Widząc, że Volondo już trochę
odpoczął, zaproponował:
- Ruszamy dalej? Teraz będzie już prościej, bo z górki. A i do jeziora
nie jest daleko. - Widząc, że Etin chce coś powiedzieć, szybko dodał -
znacznie krótsza jest droga niż ta, którą dopiero co żeśmy pokonali.

Volondo przystał na te propozycje. Chciał to mieć juz za sobą.
Ostatecznie Radomir miał rację, że teraz będzie łatwiej bo z górki.
Pominął jednak fakt, że droga była dość stroma i przy odrobienie nie
uwagi można było łatwo skręcić kark. Etin wiedział, że w
rzeczywistości raczej nie odważyłby sie na coś takiego. Ale tutaj, w
holodeku takie zagrożenie praktycznie nie istniało, no chyba, że ktoś
wyłączyłby protokoły bezpieczeństwa.... dla dowcipu. O tym operacyjny
wolał jednak nie myśleć. Obserwował jak jego towarzysz wsiada na rower
i rusza w dól z głośnym okrzykiem ,,juuuhuuu". Po chwili, westchnąwszy
głośno, sam podążył w jego ślady.

Ledwo zdążył się zatrzymać nad jeziorem, a Radomir już chciał
zaproponować dalszą trasę. Jednak Etin przerwał mu energicznym ruchem
ręki.
- Nie, to nie dla mnie. Wybacz. Mnie starczy już tego. Jeśli chcesz,
możesz jeszcze jechać, ale już beze mnie.
Radomir starał się przekonać Etina co do dalszej jazdy, jednak na nic
sie to zdało.
- Przecież to miało być zwariowane, szalone. Tak sie umawialiśmy na
początku. I było?
- Owszem, ale ja mam już dość.
- Konkretnie jazdy czy w ogóle szaleństw?
- Jazdy.
- A masz w takim razie jakiś inny pomysł?
Etin zamyślił sie przez chwilę.
- Jeździłeś kiedyś rowerem po okręcie? - zapytał w pewnej chwili.
- Cóż to za pytanie?!
- Odpowiedz - Etin nie ustępował.
- Przecież to szaleństwo! Oczywiście, że nie!
- Wszak miało być szalone, czyż nie? - Etin uśmiechnął się zwycięsko.
- Jak chcesz to zrobić? Wszak podczas lotu załoga kręci sie po całym
okręcie, a korytarze wcale takie szerokie nie są.
- Ale mamy holodek.
=/\= Komputer zapisz i zakończ program - polecił Radomir.
=/\= Komputer czy wśród programów jest symulacja Inari? - zapytał
Etin.
=/\= Brak takiego programu.
=/\= Zatem na podstawie dostępnych danych utwórz takowa i uruchom.
Punkt startowy to mostek.
=/\= Proszę podać stopień dokładności w skali 1-10.
Etin spojrzał na Radomira po czym powoli odpowiedział:
=/\= 10.
Kilka sekund później stali na doskonale odwzorowanym mostku Inari.
Pustym. Przez chwile obydwaj rozglądali sie po nim. Wydawał im sie
dziwny. Za pusty. Brakowało mu życia, załogi.
=/\= Dodaj jeszcze rowery z poprzedniego programu - kontynuował Etin.
Niespełna sekundę później pojawiły sie ,,ich" rowery. Radomira opierał
sie o konsolę taktyczną, zaś Etina - o fotel kapitański.
- I jak? - zapytał Volondo Garaka.
- Może byś - odparł ten podchodząc do swego pojazdu.
Chwile później jechali już korytarzami Inari przemieszczając sie
pomiędzy pokładami za pomocą turbowindy, w której akurat 2 rowery wraz
z ich ,,właścicielami" sie całkiem nieźle mieściły. Ich uwadze nie
uszły kwadraty holodekowej siatki.
- Czyżby jakieś problemy z zasilaniem? - zapytał w pewnej chwili Etin.
- Nie wiem. Jak skończymy zabawę, trzeba to zgłosić. Pewnie za dużo
danych i jest jakieś przeciążenie.
- Ale wszak to nowy okręt i mamy go przetestować - zauważył Etin.
- I testujemy. Chyba sie ze mną zgodzisz? Jeśli przy podświetlnej coś
jest nie tak, to co mówiąc, gdy wejdziemy w nadświetlną? Jak testować,
to testować. - powiedział Radomir.

Jechali dalej wymieniając sie uwagami co do wyglądu i sprawności
symulacji. Była wbrew pozorom całkiem przyjemna. Jedynym ograniczeniem
był czas. Toteż w pewnej chwili Etin zwrócił na to uwagę.
- Wiesz co? Dochodzi 19. Nie sądzisz, że czas już kończyć na dziś te
zabawę?
- Masz rację - zgodził sie z nim Radomir zatrzymując się.
Etin postąpił podobnie. Po chwili obydwoje oparli o ścianę swe
rowery.
=/\= Wyjście! - polecił porucznik Garak.
Gdy te sie pojawiło obydwaj ruszyli w jego kierunku.
=/\= Zapisz symulację jako Volondo1 i zakończ - polecił Etin wychodząc
z holodeku.

OFF:

por. Radomir Garak
oficer naukowy, USS Inari
&
por. Etin Volondo
oficer oper., USS Inari

Eana Sardin

unread,
Oct 28, 2007, 4:54:45 PM10/28/07
to Star Trek PBEM
ON:

===== korytarz, godzina 19, 23042379 ==========

Dwójka mężczyzn ubranych na sportowo podążała korytarzem, pochłonięta
żarliwa konwersacją.
- Nie dogoniłbyś mnie, gdyby nie ta konsola. - z odrobiną goryczy
powiedział pierwszy.
- Sam żeś sobie winien. Trzeba było i drogi nie zajeżdżać.
- A w ogóle, to nie powiedziałeś, że będą jakieś zawody. Mieliśmy
tylko spokojnie pojeździć sobie po okręcie.
- Bo nie pytałeś - odpowiedział drugi roześmiawszy się.
W pewnej chwili w odległości kilku kroków zauważyli Klingona.
- Etin, mamy jakiegoś Klingona na pokładzie? Nie wiedziałem o tym
- Owszem Radku. Przybył nowy.
- Może zapoznamy sie z nim bliżej? Zobaczymy co to za gostek?
- Jak uważasz - odparł Etin po czym głośniej zawołał w stronę
Klingona, aby zwrócić jego uwagę - Chorąży K'Ragh! - podchodząc
bliżej, kontynuował - Czy zdążył pan już sie zapoznać z okrętem?

Klingon odwrócił się patrząc na dwójkę mężczyzn. Jednego z nich
pamiętał z mostka, drugiego nie znał.

-Owszem, zdążyłem się mu przyjrzeć - odpowiedział chorąży - Z jego
specyfikacji spodziewałem się czegoś trochę innego. Jest bardzo
wygodny jak na okręt zwiadowczy - dodał jeszcze po chwili
zastanowienia.
- A czego się pan spodziewał? - zapytał Radomir?
- Mniejszych kwater, ciemniejszych korytarzy, mniejszej liczbie
urządzeń służących do rozrywek
- Niektórzy z pewnością stwierdziliby, że kwatery tu są zdecydowanie
za małe. A co do miejsc rozrywek, to też ich nie ma za wiele.
- Jednakże część miejsc można by wykorzystać inaczej, bardziej
funkcjonalnie.
- Jakieś konkretniejsze wykorzystanie? Ciekaw jestem jakby to pan
widział - zapytał Etin.
- Nikt nie wie, kiedy bitwa nadejdzie, dlatego powinniśmy być na taką
przygotowani.
- Nie sądzę, aby to nastąpiło szybko. Mamy standardowe uzbrojenie dla
tej klasy. A jeśli nawet, to.. musi nam wystarczyć to co mamy. Ale
muszę przyznać, że ciekawe są pana sugestie. Może spisze je pan i
przedstawi swojemu przełożonemu, który z kolei zaniesie je do kapitan?
- zasugerował Etin,
Klingon zastanowi się chwilę:
- Mogę to zrobić, nie zaszkodziło by to.
Etin uśmiechnął się do niego przyjaźnie.

- Wybiera sie pan w konkretne miejsce? - zapytał Volondo po chwili,
zmieniając temat, który najwyraźniej i tak się wyczerpał.
-Nie. Chciałem jeszcze raz przejść się po okręcie, poznać go
dokładnie, ale mogę odłożyć go na później.
- Może zatem pan sie do nas dołączy? Po 2 godzinach spędzonych na
rowerach trochę zgłodnieliśmy. No chyba, że jadł juz pan kolację... -
zaproponował w pewnej chwili Radomir.
-Nie, kolacji jeszcze nie jadłem - odpowiedział zgodnie z prawdą
K'Ragh. Popatrzył spokojnie na Etina:
- Zaciekawiła mnie jedna rzecz, dlaczego pan uważa, zaatakowanie nas
przez kogoś za mało prawdopodobne?
- Ani akademia, ani Flota raczej nie weźmie na siebie
odpowiedzialności za wysłanie okrętu ze świeżymi absolwentami Akademii
w rejony dalsze, mniej bezpieczne. Jeśli już będziemy wykonywać jakąś
misje w przyszłości, to w okolicy, gdzie juz będzie kilka okrętów
Federacji. - odpowiedział Etin ruszając w kierunku mesy.
Klingon uśmiechnął się lekko - Cóż panie poruczniku, nie mogę przestać
myśleć że kapitan Janeway myślała to samo kiedy wysłali ją za Maquis,
że to będzie krótka misja ...-
- Niewykluczone - odparł Etin.
W międzyczasie dotarli do mesy. gdy tylko weszli do środka Radomir
wskazał na wolny stolik akurat na 3 osoby. Tam tez sie udali. Zaledwie
zdążyli zając miejsca podeszła do nich blondynka.
- Co podać? - zapytała, równocześnie uśmiechając się do Klingona.
- Ziemniaki, jajko sadzone i do popicia zsiadłe mleko. - powiedział
Radmir.
- Dla mnie podwójna porcję lasagne. I czarna, niesłodzoną herbatę -
odparł Etin.
-Gladst i sos Grapok - zadecydował chorąży
-Do picia herbatę... - dodał po chwili
- Owocowa, zieloną, czarną czy czerwoną? - zapytała Laura skrzętnie
notując zamówienie.
- Czerwoną, nie słodzoną.
- Za chwilę podam - odparła dziewczyna, po czym odeszła zrealizować
zamówienie.
-Jeżeli mogę się zapytać gdzie panowie wcześniej służyli?
- USS Persepolis przez 3 lata, a wcześniej, tuz po akademii, USS
Cornivale - odrzekł krótko Radomir.
- U mnie było ich nieco więcej. USS Jenisey, USS Colorado, USS
Abrosius i USS Sambria - dodał Etin.
-Okręt szkoleniowy musi być pewnym zesłaniem dla panów. Jest w końcu
daleko od walki. Chociaż szkolenie też przynosi honor, to raczej
uczniowie niż nauczyciele są wychwalani w historii - powiedział
chorąży
- Prawdę mówiąc dobrze nieco pobyć w okolicy domu, po wieloletniej
rozłace. Tak więc nie narzekam, a nawet sie cieszę - odpowiedział mu
Radomir.
-Czuje pan sentyment do tego miejsca ... do domu? - zapytał chorąży
zdziwiony
- Owszem.
Klingon zastanowił się chwilę -Coś jest w nim aż takiego specjalnego?
-
- Sam fakt bliskości domu, najbliższych przyjaciół.
-Zastanawia mnie jedno, czy gdyby miał pan możliwość awansu na wyższe
stanowisko powiedzmy pierwszego oficera, ale wiązało by się to z co
najmniej 5 letnią rozłąką z domem a może nawet dłuższą to czy zgodził
by się pan?-
- Zależy gdzie, zależy z kim. Ciężko w tej chwili cokolwiek mówić. Nie
zastanawiałem sie nigdy nad tym. I wbrew pozorom nie wybiegam myślami
w przyszłość. Tak na prawdę dopiero jakby nadeszła taka propozycja to
był się zastanawiał i rozważał.
-Rozumiem - powiedział Klingon
W międzyczasie kelnerka przyniosła zamówiona dania. Etin nie chcąc
przeszkadzać zabrał się za konsumpcje swojej porcji. Chwile później,
korzystając z przerwy w rozmowie, dołączył do niego Etin.
Również Klingon zaczął jeść swoją porcję. Mógł się jeszcze chwilę
zastanowić nad tym co powiedzieć . W przerwie pomiędzy jednym kęsem a
drugim odezwał się -Widzę, że panowie coś ćwiczyli?-
- Wybraliśmy sie na przejażdżkę rowerowa - wyjaśnił Etin.
-Aha rower, jechałem kiedyś na jednym ale był bardzo słabej
konstrukcji -
- No te, to były porządne. W końcu do trudnego terenu potrzebny jest
sprzęt, któremu można zaufać niz taki delikatny do jazdy dla
przyjemności.
-Jednak bardziej przydatne były by chyba ćwiczenia z bronią -
powiedział K'Ragh.
- Nie można cały czas ćwiczyć. Jazda na rowerze to jest dla
odprężenia, dla rozrywki. To jest sposób spędzenia wolnego czasu. A
pan jak go spędza? Na ćwiczeniach?

Klingon odezwał sie spokojnym i zrównoważonym głosem:
- Oczywiście jest to połączenie przyjemnego z pożytecznym. Pozwala mi
to rozwijać się i jednocześnie zając czas pozostający po służbie.
- Jazda na rowerze tez w pewnym sensie jest ćwiczeniem. Pozwala też
rozwijać swe umiejętności, takie jak refleks, zmysł równowagi. Ćwiczy
ocenę sytuacji. To także fizyczne ćwiczenia. - Wyliczał dalej Radomir.
- Hmm cóż, preferuję jednak inne typy ćwiczeń, ale to pewnie zależy od
osoby.
- Najwyraźniej tak - odpowiedział Radomir.

Zarówno naukowy, jak i Volondo postanowili skupić się póki co na
jedzeniu. Zresztą wyglądało, jakby temat sam się wyczerpał. Klingon
dokończył swoje jedzenie i popatrzył na oficerów, zastanawiał się czy
będą mieli jeszcze jakiś temat czy może nastał czas na "wycofanie" się
chyłkiem. Etin porozumiewawczo spojrzał sie na Radomira. Obydwoje
skończyli. A mieli cos jeszcze w planach.
- Miło sie gawędziło - zaczął Garak - ale na nas juz niestety czas.
- Może innym razem porozmawiamy dłużej - dodał Volondo.
- Oczywiście rozumiem, a następna okazja pewnie sie znajdzie, w końcu
nie jest to duzy okręt-
- Do widzenia zatem - powiedzieli obydwaj żegnając się, po czym
opuścili stolik i udali sie do wyjścia.
Klingon skinął głową i zaczął dopijać kawę. Etin z Radomirem udali sie
do maszynownie, gdzie powiadomili mechaników o problemach w holodeku
po czym powrócili do swych kwater.

OFF:

Chorąży K'Ragh
Inżynier, USS Inari
&

Reply all
Reply to author
Forward
0 new messages