Właściciel schroniska wynajmował ten teren za 500 zł miesięcznie. Zazwyczaj za samo wyłapanie zwierzęcia — na przykład bezdomnego — obowiązuje konkretna stawka. Ktoś zgłasza, że jedzie drogą i widzi na danym terenie błąkające się zwierzę. Zgłasza to, przyjeżdża osoba wyłapująca, czyli hycel, i za samo wyłapanie pobierane jest około 3 tys. zł — wylicza Silska.
— Następnie, jeśli mówimy o stawce za utrzymanie, to jest to około 1,5 tys. zł miesięcznie za psa. Czasem jest to stawka dzienna, która w przeliczeniu również daje około 2 tys. zł miesięcznie. W efekcie takiej osobie opłaca się trzymać tzw. "martwe dusze". A pies? Nie jest leczony, nic się z nim nie robi. Po prostu trwa w kojcu — mówi Silska.
— Nie oddaje się go do adopcji, bo to się nie opłaca — adopcja oznacza utratę dochodu. Zwierzę dalej generuje pieniądze. Nie leczy się go, bo leczenie oznacza koszty, które trzeba by odliczyć od zysku. To jest przerażające. Wystarczy to łatwo przeliczyć: 180 czy 185 psów razy te wszystkie kwoty.