Zamiast palm za oknami, które według klimatologów z NOAA (największych oszustów na świecie, którzy zajmują się praniem brudnych pieniędzy, oszukując społeczeństwo ws. klimatu), zobaczymy roślinność bardziej charakterystyczną dla klimatu północnej Rosji i Skandynawii. Nie ulega wątpliwości, że klimat przynajmniej w Europie, w najbliższym czasie bardzo mocno się ochłodzi, przez co roślinność, którą obserwujemy za naszymi oknami po prostu zniknie.
Klęski głodu
Niestety, wraz z nadejściem ochłodzenia klimatu, w Europie dojdzie do klęski głodu. Wszystko dlatego, że zimno nadejdzie bardzo gwałtownie, co przyczyni się do adekwatnych zmian w rolnictwie i gospodarce chociażby w naszej części świata. Zbliżająca się „Mała Epoka Lodowcowa”, bo tak będziemy nazywać bardzo zimny okres, który rozpocznie się za mniej więcej pięć lat, sprawi, że klimat w Polsce będzie bardziej charakterystyczny nie dla Tunisu, jak przekonywali nas oszuści z NOAA, a dla Tromsø (północna Skandynawia). Zupełną zmianę klimatu możemy obserwować już teraz w sezonie zimowym. Nie da się ukryć, że trzy ostatnie zimy były w Polsce wyjątkowo mroźne – albo zima była mroźna, choć nie ekstremalnie, ale za to trwała bardzo długo albo była krótka, ale za to fale mrozów były potężne i zupełnie niecharakterystyczne dla klimatu, w którym żyjemy.
Ci samozwańczy naukowcy, którzy wygłosili teorię „rosnących palm za naszymi oknami” rzeczywiście trzęsą przysłowiowymi „portkami”. Obiecywali, że z roku na rok zimy będą coraz cieplejsze. Począwszy od XXI wieku zimy powoli stają się coraz cięższe, choć oczywiście – jak to zawsze bywa – zdarzają się wyjątki od tej reguły. Za to w latach 1988-1995 zim praktycznie w ogóle nie było. I jak tu wierzyć w brednie, że temperatura na Ziemi wzrasta?
Za ochłodzenie odpowie Golfsztrom i niska aktywność słoneczna
Nie da się ukryć także faktu, że ów przewaga wiatrów zachodnich, która charakterystyczna jest dla klimatu Polski, staje się już zupełnie nieaktualna. Przyczyną jest słabnący Golfsztrom. Prąd Zatokowy, który łagodzi klimat w Europie, powoli traci na aktywności i już niebawem przestanie wpływać na pogodę w Europie. Już teraz obserwujemy ekstremalne typy opadów: albo jest ich bardzo dużo i doprowadzają do powodzi, albo jest ich tak mało, że wysychają nawet największe rzeki. Gdzie pojawiły się deszczowe niże znad Atlantyku, które niegdyś były jeszcze dla naszego kraju typowe? Dlaczego Europa Zachodnia również staje się coraz bardziej sucha, skoro „Golfsztrom” ma się dobrze? Dlaczego tak często dochodzi do blokad Oscylacji Północnoatlantyckiej? Dlaczego nad północnym Atlantykiem zamiast stałych niżów tworzą się wyże? Można wymieniać w nieskończoność nasuwające się pytania. Jedno jest jednak pewne – Golfsztrom nie ma się dobrze i musimy liczyć się z tym, iż osłabnie na tyle, że jego brak przyczyni się do zupełnego rozregulowania klimatu w Europie, a wtedy nie da się ukryć faktu, że Prąd Zatokowy przestał mieć wpływ na kształtowanie się aury na Starym Kontynencie.
Również coraz mniejsza aktywność słoneczna (NASA również się ośmieszyła, zapowiadając, że ten cykl będzie należał do najgwałtowniejszych w historii) będzie przyczyniać się do spadku temperatury na Ziemi. Pamiętamy przecież dowody wielu naukowców (nie pseudonaukowców), że podczas minimum Mundera, do którego doszło na przełomie XVII i XVIII klimat na Ziemi znacznie się ochłodził. Zimy w naszej części Europy były tak potężne, że saniami można było spokojnie dojechać z Polski do Szwecji przez Bałtyk. O ciężkich surowych zimach w tym okresie świadczą również zapiski wielu historyków, chyba, że przyjmiemy jak Cyborgi (którzy tak modnie przekonują nas na swoim pseudoforum), że wszyscy historycy, którzy w tym samym czasie pisali o pogodzie i jej wpływie na najważniejsze wydarzenia, byli, tutaj przepraszamy za ten cytat: „Napruci winem i palący jakieś zioła”.Żal czytać te wypocinki ludzi, którzy uważają, że za głoszenie tych herezji na swoich portalach dostaną jakieś pieniądze, bo nie mają za co utrzymać swojej rodziny, skoro wybrali taką profesję, z której nie ma nawet czego do gara włożyć? Może to są mocne słowa, ale jakże bardzo prawdziwe…