Ponizej mamy cos w podobnym stylu. Mysle ze pedaly nie umieja trzymac jezyka za zebami.
U nas w Wlk Brytanii byl podobny problem-mlody i zdolny polityk, baron hiszpanski z pochodzenia-a jakze! Musial odejsc z polityki, ow Baron Portillo. A teraz do lektury-Swinskie Ryje- co nigdyscie nie lizali meskiej odbytnicy;
Text Adama Mazguły
O „MĘŻU” JAROSŁAWA, O „PANI BASI” I O ODCZŁOWIECZANIU…
Post jest kontynuacją tekstu "On nam nigdy nie wybaczy, że zabił swojego brata...".
Barbara Skrzypek czyli "pani Basia", legenda i szara eminencja Nowogrodzkiej, przez niemal 30 lat szefa kancelarii Kaczyńskiego i jego prawa ręka, główny udziałowiec spółki „Srebrna”. W czasach PRL-u niemal na pewno funkcjonariuszka „bezpieki” (kontrwywiad WSI?), asystentka gen. Janiszewskiego, jednego z autorów stanu wojennego i wieloletniego szefa gabinetu politycznego gen. Jaruzelskiego. Pani Basieńka w czasach komuny była również zatrudniona w Kancelarii Tajnej oraz (na różnych stanowiskach) w gabinecie premiera i ówczesnym URM. Miała więc przez wiele lat dostęp do tajnych i poufnych pism rządowych oraz najważniejszych tajemnic państwowych, także z zakresu bezpieczeństwa państwa i obronności. To nie jest żadna wiedza tajemna, to są powszechnie znane fakty. Ci, którzy pamiętają realia PRL-u, wiedzą doskonale, że pani Basieńka, już z racji dostępu do osoby premiera, Kancelarii Tajnej oraz współpracy z „twardogłowym” komuchem gen. Janiszewskim musiała spełniać bardzo wyśrubowane kryteria jeśli chodzi o właściwą postawę ideologiczną. Musiała być wielokrotnie sprawdzana pod kontem lojalności względem władzy komunistycznej.
A jednak już rok po upadku komuny (w 1990 r.) „pani Basia” stała się bliską współpracownicą Kaczyńskiego, a z czasem jego prawą ręką. Niewykluczone, że jako „wiano” wniosła Kaczyńskiemu dokumenty i wiedzę z czasów PRL-u, do których dostęp miało zaledwie kilkanaście osób (Kaczyński zawsze miał słabość do „haków” na innych). A potem miała z kolei dostęp do wszystkich dokumentów i tajemnic PC oraz PIS. Zapewne także tych związanych z największymi aferami lat 90. XX w. (Telegraf, reprywatyzacja „Ruchu”, Fundacja „S” itd.), w których główną rolę odgrywali obaj Kaczyńscy, Glapiński i Zalewski. Najważniejsi politycy PIS bali się jej panicznie, bo była sekretarką tylko z nazwy... Dla wyborców PIS zaś ta „komuszka” stała się niemal ikoną partii, godną szacunku i zaufania. Ci sami wyborcy PIS z entuzjazmem przyjęli PIS-owską ustawę dezubekizacyjną, która pracowników służb mundurowych PRL-u pozbawiała znacznej części emerytur. Nawet kierowców milicyjnych radiowozów, funkcjonariuszy Straży Granicznej i więziennictwa, którzy służbę rozpoczęli np. rok przed upadkiem komuny. Bo to źli ludzie byli. W przeciwieństwie do dobrej „komuszki” Barbary Skrzypek.
Politycy i wyborcy PIS, tak bezlitośni dla „resortowych dzieci” w mediach i partiach opozycyjnych, nie przyjmują do wiadomości komunistycznej przeszłości prominentnych członków własnej partii. To nie jacyś krewni członków PIS byli komuchami, tylko oni sami nimi byli! Między bajki Macierewicza o zamachu można włożyć zapewnienia Kaczyńskiego, że nic nie wiedział o współpracy Kujdy z SB. Zna Kujdę od niemal 30 lat, a teczka TW SB "Ryszarda" leży w IPN od dawien dawna. I właśnie dlatego Kaczyński powierzał tej kanalii różne wysokie stanowiska, w tym także fotel Prezesa „Srebrnej”. Gdy wybuchła afera z teczką Kujdy i on sam przyznał się do współpracy z SB, został na jakiś czas schowany do wielkiej szafy z napisem "Azyl dla komuchów" w gabinecie Prezesa. Aferę szybko przykryły następne afer PIS-u i Kaczyński wypuścił Kujdę z tej szafy. Został on szefem Rady Nadzorczej Polskiej Spółki Gazownictwa. Antykomunista Kaczyński do nikogo nie ma tyle zaufania i sympatii, ile właśnie do byłych komuchów.
Kaczyński doskonale wiedział również o przeszłości TW SB „Wolfganga” Przyłębskiego, a jednak wysłał go w „ambasadory” i to nie na jakieś zadupie, ale do Berlina. A Przyłębska i Pawłowicz? W czasie, gdy SB i milicja pałowały robotników w Ursusie i Radomiu, one maszerowały w czerwonych krawatach na pochodach 1-majowych jako członkinie władz komuszej SZSP. Tak więc albo ideologia PZPR tym dwóm szmatom pasowała, albo chciały po "linii partyjnej" skończyć studia i robić kariery zawodowe. Nie wiem doprawdy, co gorsze… A w połowie lat 70. członek władz wydziałowych SZSP to była szycha! Jan Pietrzak - dopieszczany przez Nowogrodzką i „kurwizję” - był zarówno członkiem ZMP, jak i PZPR. Łaniewska, deklamująca wzniosłe, patriotyczne wiersze podczas "miesiączek smoleńskich", już w czasach stalinowskich była aktywistką ZMP i donosiła do UB na kolegów ze studiów. A Piotrowicz, Karski, Czabański, Aumiller, Cioch, Łopiński (prawa ręka „Kurwskiego” na Woronicza, dziś w PKO BP)? To nie są jacyś szeregowi członkowie PIS! To są byli ministrowie rządów PIS i wysocy urzędnicy państwowi w czasach rządów PIS. Kostrzewski, jeden z najbliższych współpracowników Kaczyńskiego i długoletni skarbnik PIS, to też były komuch. A Wassermann? Czy to nie kpina, że PRL-owski prokurator, który ścigał i oskarżał członków NZS-u, stał się jednym z najważniejszych polityków rzekomo antykomunistycznego PIS i szefem służb specjalnych? To się w pale nie mieści...
SKOK-i zakładali Lech Kaczyński i Grzegorz Bierecki. We władzach SKOK-ów politycy PIS zasiadali jednak sporadycznie. Obsadzili jednak te władze swoimi ludźmi. Co za przypadek, na ogół wywodzącymi się z dawnej komunistycznej "bezpieki", głównie WSI. Tej samej WSI, którą Macierewicz już bardzo dawno temu nazywał "zbrodniczą instytucją na usługach Kremla"... Kochanek Jarosława, por. Piotr P., też był przecież funkcjonariuszem WSI! To nie była jakaś przelotna gejowska znajomość, tylko trwający kilka lat związek, z kilkoma intymnymi spotkaniami w miesiącu, które podobno mają (a raczej miały do 2015 r.) bogatą dokumentację audio-video. Seksualny charakter tego związku nie ulega wątpliwości. Nie wiadomo natomiast, czy Piotr P. dostarczał Kaczyńskiemu jakieś materiały z przepastnych archiwów WSI.
Lech Kaczyński swego czasu był najzwyklejszym marksistą, który dla kariery zawodowej właził w dupę komuchom! Gdy się przegląda jego pracę doktorską (obronioną w 1980 r.), to więcej tam jest zachwytów nad geniuszem Lenina, Marksa i Engelsa, niż treści poświęconej prawu pracy... Jarosław nie pozostawał wcale w tyle za swoim braciszkiem. W jego z kolei pracy doktorskiej aż się roi od cytatów wypowiedzi czołowych stalinowskich przywódców i ideologów: Stalina, Bieruta, Gomułki, Cyrankiewicza, Kliszki, Sokorskiego, Werblana, Kąkola... Oto przykład marksistowskiej twórczości Jarosława: "Już w referacie KC na III Zjazd PZPR stwierdzono pojawienie się zjawiska naporu ideologii burżuazyjnej. Jednocześnie jednak podkreślona została zasada niestosowania metod administracyjnych w walce o ostateczny cel, jakim jest według słów Władysława Gomułki „całkowity triumf marksizmu leninizmu jako jedynej metodologicznej podstawy nauki"”.
I tenże Kaczyński (oraz jego zwolennicy) wyzywał potem od "komuchów" Kuronia, Mazowieckiego, Geremka, Balcerowicza. Oraz zarzucał zdradę Polski lub działalność agenturalną "resortowym dzieciom", bo ich rodzic lub jakiś wujek był działaczem PZPR.
Kończę wątek komuchów w wierchuszce PIS, o których to komuchach wyborcy tej partii nie chcą wiedzieć. Nie to, że nigdy się nie dowiedzieli! Dowiedzieli się i wymazali tę wiedzę z pamięci. Zadziałał zbiorowy syndrom wypierania prawdy w imię własnego politycznego komfortu psychicznego. No bo jak tu twierdzić, że jest się antykomunistą, atakować byłych SB-eków i członków PZPR w szeregach innych partii, mediach lub biznesie, i samemu uwielbiać Prezesa, który też był komuchem i głosować na SB-eków i komuchów, którzy stali się PIS-owcami.
Wspomniałem o homoseksualizmie Kaczyńskiego, którego jego wyborcy nie przyjmują do wiadomości… Geje w PIS i kościele katolickim to dla nich temat tabu, będący zarazem dowodem na potworną obłudę i hipokryzję nie tylko polityków PIS, ale także ich elektoratu. Wyborcy PIS zdają sobie sprawę z orientacji seksualnej swojego "wodza", tylko starają się o tym nie myśleć. Bronią się rękoma i nogami przed powiedzeniem tego głośno. Jeśli ponad 70-letni facet nie tylko nie ma żony i dzieci, ale nie był nigdy choćby w związku z żadną kobietą, nikt go nawet nie widział z kobietą w kawiarni, teatrze lub na plaży, to nawet największemu przygłupowi zaczyna świtać w głowie uzasadnione podejrzenie. Orientacja seksualna jest jego sprawą. Ale sprawą nas wszystkich jest haniebna wojna, jaką wytoczył środowiskom LGBT. Hitler, zanim rozpoczął eksterminację milionów ludzi, najpierw odczłowieczył Żydów i Słowian. Łatwiej jest mordować prymitywnych podludzi, niż ludzi. Toteż nikt w hitlerowskich Niemczech nie płakał po milionach zagazowanych Żydów ani milionach zamordowanych Polaków, Rosjan, Ukraińców. Putin robi identycznie to samo. Kremlowska propaganda od wielu lat zohydza narodowi rosyjskiemu Ukraińców i Ukrainę. Efekt tego odczłowieczania całego narodu widzimy dziś w relacjach z wojny. Dużo łatwiej bombarduje się budynki mieszkalne, szkoły lub dworzec, pełne „tylko” podludzi, w dodatku „faszystów” i „zdrajców” ... Zbiorowy gwałt na ukraińskiej dziewczynie nie jest w Rosji traktowany jak gwałt, bo w przekonaniu tych bandytów ukraińska kobieta nie jest żadną kobietą.
I ten sam mechanizm odczłowieczania Kaczyński zastosował w Polsce w stosunku do osób LGBT. Gdy się czyta maile ze skrzynki Dworczyka, to ma się wrażenie, że to się dzieje w Rosji! Oto wysocy urzędnicy państwowi (!) ustalają, jak w mediach przedstawić dziesiątki tysięcy Polaków jako podludzi, jak uderzyć w ich godność i jak wmówić własnemu elektoratowi, że osoby LGBT to zboczeńcy, dewianci, wrogowie Polski i Polaków. Bo Prezes-homoseksualista uznał, że atak na osoby LGBT będzie najskuteczniejszym sposobem na wygranie wyborców prezydenckich! No i mieliśmy potem wypowiedzi Czarnka o tym, że osoby LGBT to ludzie nienormalni, którym nie przysługują żadne prawa. Mieliśmy wypowiedzi innych polityków PIS, na czele z głową państwa, że osoby LGBT to nie są ludzie, tylko ideologia. Zabrakło tylko wezwania, by osoby LGBT wieszać na latarniach...
Choć Kaczyński sam jest gejem, to akurat jego zachowanie nie dziwi. Bo jest przede wszystkim kanalią zdolną do wszystkiego. Musi natomiast dziwić radykalizacja nastrojów wśród elektoratu jego partii, który dał się wprząc w PIS-owską propagandę anty-LGBT, a wiedzy o homoseksualizmie Prezesa nie dopuszcza do swojej świadomości.
Kampanię zwalczania „tęczowej zarazy” Kaczyński prowadził ramię w ramię z „czarnym LGBT”. Biskupi-geje i księża-geje grzmieli z ambon, jakim to zagrożeniem dla bytu naszego państwa i przyszłości polskich rodzin jest to „tęczowe” LGBT. Skoro eurodeputowany Legutko, uznawany przez Kaczyńskiego za największy autorytet w jego partii, o wszechobecnym wśród polskiego kleru homoseksualizmie mówi wprost, że to „lawendowa mafia” i uważa go za największy problem kościoła w Polsce, to mamy mniej więcej wyobrażenie o skali tego zjawiska. Inna sprawa, że Legutko seksualne obcowanie księdza z 15-letnim ministrantem nazywa „homoseksualizmem”, choć jest to zwykła pedofilia.
Wyborcy PIS najchętniej gejów i lesbijki zamknęliby w rezerwatach albo nawet obozach koncentracyjnych. Osoby LGBT są dla nich synonimem zła, Szatana, degeneracji, niszczenia wartości chrześcijańskich itd. Ci sami wyborcy PIS księdza-geja bez oporów całują w dłoń klękają przed nim i czczą go, jakby był bóstwem. Bariera w ich głowach nie przepuszcza prawdy, że ten ksiądz tylko tym się różni od uczestników parad równości, że nie ma odwagi przyznać się do swojego homoseksualizmu! Podobnie jest z postrzeganiem setek polskich księży-pedofilów. Na pedofila-nieduchownego wyborca PIS rzuci się z pięściami. A pedofilii księdza katolickiego będzie starał się nie dostrzegać i stanie nawet w obronie pedofila przed tymi, którzy będą domagać się jego ścigania. Bo zwolennik PIS jest wychowany w bezwzględnym posłuszeństwie klerowi i ten poddańczy obowiązek jest silniejszy, niż troska o dobro dzieci.
Ten syndrom wypierania i zaprzeczania, widoczny jak na dłoni w dwoistym postrzeganiu rzeczywistości, obserwujemy u wyborców PIS na każdym kroku. Uchodźca z Ukrainy to dla nich dotknięty nieszczęściem człowiek, któremu należy pomóc. Ale już uchodźca z ogarniętej wojną Syrii lub Afganistanu to roznoszący choróbska muzułmanin, brudas, pewnie złodziej lub terrorysta. Rozwodnicy Marta Kaczyńska, „Kurwski”, Kuchciński, Terlecki, Gliński, Kamiński, Czarnecki, Mazurek lub Zalewska to dla wyborców PIS strażnicy rodzinnego ogniska, wartości tradycyjnych i chrześcijańskich. Wyborca PIS świetnie pamięta „ośmiorniczki” (po 28 zł/porcja) i słowa Bartłomieja Sienkiewicza wypowiedziane 8 lat temu po pijaku u „Sowy i Przyjaciół”: „Ch…, dupa i kamieni kupa”. I wyborca PIS nigdy tych słów nie wybaczy. Ale już słów Cepa o „zapierd*laniu za miskę ryżu” udaje, że nigdy nie słyszał! Ten sam, tak pamiętliwy, wyborca PIS nie chce pamiętać, że 2 lata temu minister Szumowski za 220 mln zł kupił od handlarza bronią nieistniejące respiratory. A za 5 mln zł maseczki od znajomego instruktora narciarstwa, choć z góry wiedział, że te maseczki nadają się tylko na śmietnik…
https://www.facebook.com/Polityczne-wariacje-109421898220556
Dziękuję za uwagę.
I proszę o udostępnianie tego tekstu gdzie się da, komu się da i kiedy się da...
Jacek Nikodem vel Jacek Awarski