Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Zamordowani przez Zydow

83 views
Skip to first unread message

Andrzejgorski

unread,
Nov 1, 2000, 4:53:42 PM11/1/00
to
T Y G O D N I K
N A S Z A P O L S K A
ISSN 1425-1914 Indeks 332453
NR 35 (205) 1 wrzesnia 1999

Przemilczane zbrodnie (1)

Antypolska dywersja

Drukowany w 60. rocznice pamietnego Wrzesnia cykl artykulow
profesora Jerzego Roberta Nowaka zawiera fragmenty jego
najnowszej ksiazki, pokazujacej zdrade Polski przez czesc
Zydow na Kresach Wschodnich w latach 1939-1941, ich udzial
w antypolskich dywersjach zbrojnych, fetowaniu sowieckich
najezdzcow, mordowaniu polskich oficerow, fali
smiercionosnych donosow, deportowaniu Polakow i in.

Oslawiony pozew 11 Zydow amerykanskich przeciw Polsce
byl tylko kulminacja wzmagajacej sie od kilkunastu lat fali
antypolonizmu. Coraz donosniej obrzuca sie Polakow
najobrzydliwszymi kalumniami, na czele z zarzutami, ze
bylismy jakoby wspolnikami Hitlera w mordowaniu Zydow.
A tymczasem coraz bardziej zagluszana jest prawda o
polskiej martyrologii, o polskim holocauscie, ktory
pochlonal przynajmniej 4,5 miliona Polakow (lacznie z
minimum okolo poltora miliona naszych rodakow, ktorzy
stracili zycie na skutek sowieckich represji). Byli oni
ofiarami zapomnianego pierwszego holocaustu lat
1939-1941, ktory zdziesiatkowal przede wszystkim
Polakow, zbrodniczego holocaustu urzadzonego przez
Sowietow.

Przemilczany polski holocaust

Przez 45 lat, od 1944 do 1989 roku w Kraju - w warunkach
uzaleznienia od Sowietow calkowicie milczano o tych
zbrodniach sowieckich na Polakach. Po 1989 roku zas
postepy w ujawnianiu antypolskich zbrodni sa ciagle az
nazbyt skromne ze wzgledu na panowanie w przewazajacej
czesci mediow i wydawnictw dawnych chwalcow
sowietyzmu, ktorym niewygodne jest pokazywanie, ze
zbrodnie sowieckie przewyzszaly calkowicie zbrodnie
nazizmu (vide np. manipulacje Krystyny Kersten, ktora
nawet teraz we wstepie do Czarnej ksiegi komunizmu probuje
jeszcze oslabiac wymowe tej ksiazki, demaskujacej
zbrodnie komunizmu (przypomnimy, ze nawet skrajnie
tendencyjny, antypolski autor zydowski Jan Tomasz Gross
przyznawal w Revolution from Abroad (Princeton 1988, s.
229), ze w pierwszych dwoch latach okupacji (1939-1941)
Sowieci zabili lub doprowadzili do smierci trzy lub cztery
razy wiecej ludzi niz nazisci z ludnosci liczacej polowe tej,
ktora znalazla sie pod niemiecka jurysdykcja. Gross ocenia
na 120 tysiecy liczbe zamordowanych przez nazistow ofiar:
Polakow i Zydow w ciagu pierwszych dwoch lat okupacji
niemieckiej, a wiec przed rozpoczeciem przez Niemcow
masowego wyniszczania ludnosci zydowskiej i polskiej.
Wedlug Normana Daviesa, Sowieci zabili w ciagu tych
dwoch lat, tj. do czasu amnestii dla Polakow w 1941 roku,
prawie siedmiokrotnie wiecej osob niz Niemcy, bo az 750
tysiecy (por. N. Davies: God's Playground, Oxford 1983, t. 2,
s. 451). Ogromna czesc z tych 750 tysiecy osob stanowili
Polacy, wymordowani lub doprowadzeni do smierci przez
wyniszczenie na Syberii. Wedlug niektorych ocen, nawet te
dane Daviesa moga byc zanizone, bo juz w pierwszych
dwoch latach okupacji sowieckiej zamordowano lub
doprowadzono do smierci ponad milion obywateli polskich,
w ogromnej czesci Polakow.

W kazdym przypadku, nawet przy przyjeciu za podstawe
najbardziej zanizonej liczby sowieckich ofiar, ktora podaje
Gross, nie ulega watpliwosci, ze holocaust polski w
pierwszych dwoch latach okupacji ziem polskich przez obu
najezdzcow byl kilkakrotnie wiekszy od holocaustu
zydowskiego. Nie ulega przy tym watpliwosci, ze
mordowanie setek tysiecy Polakow i mordercze deportacje
ponad poltora miliona Polakow na Syberie mialy
jednoznacznie charakter zbrodniczych czystek etnicznych.
Jakze wymowna pod tym wzgledem byla informacja
podana przez historyka Tadeusza Gasztolda w odniesieniu
do masowej wywozki Polakow na Sybir 9 lutego 1940 roku:
Wsrod wysiedlonych znalazla sie rodzina gajowego z Plisy II,
Aleksandra Grzyba. W przeczuciu najgorszego - bylo 40 stopni
ponizej zera - Grzybowie, korzystajac z nieuwagi straznika,
oddali swoje polroczne dziecko krewnej Janinie Koszarowej.
Fakt ten ujawniono i kazano przywiezc na stacje dziecko.
Dygnitarz sowiecki stwierdzil - cytuje z pamieci: nie chodzi tu o
to czy inne dziecko, lecz o zasade. Wszyscy Polacy beda
wysiedleni z tego kraju, a na ich miejsce przyjda ludzie
radzieccy (cyt. za Spoleczenstwo bialoruskie, litewskie i polskie
na ziemiach polnocno-wschodniej II Rzeczypospolitej w latach
1939-1941, pod red. M. Gizejewskiej i T. Strzembosza,
Warszawa 1995, s. 206).

Dlaczego informacji o tym pierwszym - polskim holocauscie
nie podejmuje sie duzo donosniej w naszej publicystyce i w
pracach naukowych historykow, a w szczegolnosci w
publikacjach adresowanych do zagranicznych
czytelnikow? Dodajmy przy tym jeszcze tak dlugo
przemilczane informacje o zbrodniach sowieckich,
stanowiacych swoisty wstep do polskiego holocaustu po
wrzesniu 1939 roku, to jest wymordowanie przez Sowietow
ponad trzysta tysiecy Polakow w ramach wielkiej,
antypolskiej czystki etnicznej lat 1937-1938. Wedlug
Mikolaja Iwanowa, autora tak waznej, a wciaz za malo
naglosnionej ksiazki Pierwszy narod ukarany, straty liczacej
prawie 1 200 000 Polakow w okresie miedzywojennym
spolecznosci polskiej w ZSRR siegnely okolo 30 proc. calej
liczby tamtejszych Polakow (por. M. Iwanow: Pierwszy narod
ukarany. Polacy w Zwiazku Radzieckim 1921-1939, Warszawa
1991, s. 8 i 377).

Dodajmy wiec razem te liczby z lat 1937-1938 i z lat
1939-1941. Dlaczego tak niewiele pisze sie o tych
zbrodniach i rozmiarach polskiej martyrologii? Co robia
polscy historycy czasow najnowszych, czy nie widza, ze
niepodejmowanie tych spraw, nielikwidowanie tak
ponurych "bialych plam" obciaza ich sumienia jako
naukowcow i jako Polakow? Co zrobila w tej sprawie po
1989 roku Komisja Badania Zbrodni nad Narodem Polskim?
Dlaczego nie zwrocila sie z szerszym apelem do
spoleczenstwa o nadsylanie relacji z przemilczanych dotad
zbrodni popelnionych przez Sowietow na narodzie polskim
w czasie wojny? I o nadeslanie relacji o konkretnych
wykonawcach tych zbrodni - zbrodniarzach pochodzenia
rosyjskiego, ukrainskiego, bialoruskiego i zydowskiego?

Profesor Ryszard Szawlowski w trzech wydaniach swej
znakomitej ksiazki Wojna polsko-sowiecka 1939 skupil sie na
przedstawieniu przemilczanych zbrodni ukrainskich i
bialoruskich na Polakach w latach 1939-1941.

Zaczynajacy sie w dzisiejszej "Naszej Polsce" cykl tekstow
pt. Przemilczane zbrodnie stanowi przystosowana do
wymogow tygodnika wersje mojej najnowszej ksiazki o tym
samym tytule, majacej pokazac zbrodnicze skutki zdrady
Polski przez wielka czesc Zydow na Kresach Wschodnich. I
konkretne przejawy tej zdrady, od antypolskiej dywersji
poprzez fetowanie sowieckich najezdzcow, przyklady
mordowania Polakow przez zbolszewizowanych Zydow,
ogromna fale smiercionosnych donosow, ktora miedzy
innymi znacznie powiekszyla liste katynska, "pomocy" w
deportowaniu wielkiej rzeszy Polakow itp.

Dlaczego Zydzi nie potepili tej zdrady?

Przypomnijmy, ze jeszcze 11 czerwca 1942 roku general
Sikorski zapytywal w odrecznej depeszy, odpowiadajacej
na oswiadczenie przedstawicieli Agencji Zydowskiej -
Izaaka Grunbauma i Emila Schmoraka: Dlaczego (...) dotad
oficjalne kola zydowskie nie potepily jawnej zdrady i innych
zbrodni, jakich sie wobec Polski i polskich obywateli
dopuszczali przez caly czas okupacji sowieckiej (cyt. za K.
Kersten: Polacy, Zydzi, komunizm, Warszawa 1992, s. 32-33).
Postulat generala Sikorskiego okazal sie, niestety, tylko
poboznym zyczeniem. Oficjalne kola zydowskie nie tylko
nie zdobyly sie na potepienie tej ohydnej, jawnej zdrady i
innych zbrodni wobec Polski, ale coraz czesciej posuwaly
sie w pozniejszych latach do jawnego szkalowania tak
umeczonej i zdradzonej przez Aliantow Polski.

"Tanczyli na grobie Polski"

Przypomnijmy w kontekscie tamtych zbrodni zydowskich
uwagi rzetelnego historyka z zewnatrz, najslynniejszego
dzis zagranicznego badacza dziejow Polski - Normana
Daviesa. W polemice z antypolskim zydowskim publicysta
Abrahamem Brumbergiem Davies pisal, powolujac sie na
mnostwo pamietnikow i relacje tysiecy zyjacych na
Zachodzie tych, ktorzy przezyli, iz: Wsrod kolaborantow i
donosicieli, jak i personelu sowieckiej policji bezpieczenstwa,
w owym czasie byl szokujaco wysoki procent Zydow (...). Z
perspektywy emocjonalnej wielu Polakow, Zydow widziano jako
tanczacych na grobie Polski (por. N. Davies: An Exchange, "The
New York Review of Books", 9 kwietnia 1987 r.).

Udzial Zydow w antypolskiej dywersji zbrojnej

Tendencyjni historycy zydowscy i skrajnie filosemiccy,
piszac o postawie Zydow na Kresach we wrzesniu 1939
roku, gotowi sa przyznawac glownie to, ze czesc Zydow
witala entuzjastycznie wojska sowieckie, budowala dla
nich bramy triumfalne czy nawet calowala w ekstazie
sowieckie czolgi. Wszystko to jednak jest przez tych
historykow prosto tlumaczone, iz chodzilo glownie o radosc
z uratowania przed wejsciem pod niszczace dla Zydow
panowanie Niemiec hitlerowskich, a wiec radosc z
uwolnienia przed grozba zaglady. W rzeczywistosci
ogromna czesc Zydow we wrzesniu 1939 roku nie
odczuwala jeszcze takiej grozby, a i same Niemcy
hitlerowskie jeszcze wtedy nie podjely decyzji w tej
sprawie.

Glownym celem tego typu usprawiedliwien fetowania
Sowietow przez wielka czesc Zydow na Kresach jest
stworzenie wrazenia, ze bylo ono spowodowane wylacznie
strachem przed Niemcami, a nie zdrada Polski i zajadla
wrogoscia do niej. Dlatego tendencyjni historycy od Korca i
Engela po Kerstenowa i Zbikowskiego tak starannie probuja
przemilczec najbardziej kompromitujace postawe Zydow
wobec Sowietow fakty, a zwlaszcza czynny udzial znacznej
czesci Zydow w otwartej zbrojnej dywersji wobec Polski.
Dywersji, ktora byla szczegolnie haniebna. Chodzilo
bowiem o podstepny, zdradziecki atak na wykrwawione juz
w walkach przeciwko najezdzczym wojskom hitlerowskim
wojska polskie. Zbrojne grupy zydowskich dywersantow,
atakujac Polakow, splamily sie atakiem na pierwsze w
drugiej wojnie swiatowej wojska stawiajace czynny opor
ludobojczemu, nazistowskiemu najezdzcy. Dodajmy, ze
zbrojne zydowskie wystapienia przeciwko wojskom polskim
nie mialy charakteru odosobnionego. Doszlo do nich poza
najgrozniejsza zydowska rebelia komunistyczna w Grodnie,
miedzy innymi w Skidlu, Zborowie, Lubomli, Kolomyi,
Rozyszczach, Izbicy, Stiepaniu, Byteniu i Uscilugu.

Antypolska dywersja zydowska w Grodnie

Szczegolnie grozna dywersja zbrojna przeciwko wojskom
polskim byla zydowska ruchawka w Grodnie. Pod wzgledem
skali wydarzen i zagrozenia dla wojsk polskich mozna by ja
porownywac z dywersja niemiecka w Bydgoszczy, tyle ze
jest dotad prawie zupelnie nie uwzgledniana w
syntetycznych opracowaniach historii Polski w drugiej
wojnie swiatowej i w podrecznikach. A byl to niezwykle
wymowny przyklad zdradzieckiego zachowania sie wobec
Polski ze strony czesci mniejszosci narodowej, opartego na
zmasowanych atakach "zza wegla" na walczace w obronie
Ojczyzny wojsko polskie. Dodajmy, ze podobnie jak w
Bydgoszczy Polacy w Grodnie bardzo ciezko zaplacili za
stlumienie antypolskiej rebelii - przez cale tygodnie, a
nawet miesiace, trwaly wylapywania polskich obroncow
Grodna, przy ogromnie aktywnej pomocy
zbolszewizowanych Zydow-donosicieli.

Profesor Ryszard Szawlowski tak pisal w swej monografii
wojny polsko-sowieckiej 1939 roku o zagrozeniu dla
Polakow stworzonym przez dywersje Zydow-komunistow w
Grodnie: Nim jeszcze nastapila obrona Grodna przed wojskami
sowieckimi, wybuchla w miescie zakrojona na szeroka skale
dywersja komunistycznej "V kolumny". Zlozona byla ona prawie
wylacznie z miejscowych Zydow, ktorzy, jak juz
wspomnielismy, stanowili w 1939 roku polowe ludnosci miasta.
Wsrod Zydow tych istnial silny odlam probolszewicki. Wielu z
nich zywilo zreszta niechec czy wrecz nienawisc do Polakow i
do Polski "w ogole"; natomiast Rosja - kazda Rosja - niektorym
z nich imponowala (stad na przyklad praktykowane przez duza
czesc burzuazji zydowskiej na Kresach Wschodnich nieraz
nawet demonstracyjne mowienie po rosyjsku).

W kazdym razie od 17 wrzesnia 1939 czesc ludnosci zydowskiej
na Kresach entuzjastycznie witala wojska sowieckie, masowo
zapelniala szeregi tworzonej przez okupantow "milicji ludowej",
denuncjowala i aresztowala licznych Polakow. Istnieja na ten
temat setki czy wrecz tysiace swiadectw. Najbardziej "bojowy"
okazal sie jednak ow odlam komunistyczny w Grodnie, ktory
doprowadzil tam do jakiegos na mala skale powstania.

Naszemu wojsku, policji, a nawet uzytej czesciowo strazy
pozarnej (dla zwalczania dywersantow strzelajacych ze
strychow wiekszych domow) udalo sie w duzym stopniu te
dywersje zlikwidowac (por. R. Szawlowski: Wojna
polsko-sowiecka 1939, Warszawa 1997, t. 1, s. 106-107).

Jan Sieminski, harcerz walczacy w obronie Grodna we
wrzesniu 1939 roku, tak wspominal owczesne dramatyczne
wydarzenia: Poznym wieczorem z 18 na 19 wrzesnia 1939
roku w miescie wybuchla gwaltowna strzelanina
zorganizowana przez komunistow, glownie Zydow i
nacjonalistow bialoruskich. Inicjatorami tej rebelii byli
najprawdopodobniej tajni wspolpracownicy stalinowskiego
NKWD. Potwierdzaja to fakty, ze w pierwszych czolgach,
atakujacych nazajutrz miasto, znajdowali sie grodzienscy
Zydzi, ktorzy uciekli do Rosji Radzieckiej przed wybuchem
drugiej wojny swiatowej. Widziano: Aleksandrowicza,
Lipszyca, Margulisa i innych. Wskazywali oni zalogom
czolgow strategiczne punkty w miescie. Kwestii tej
dotychczas nie udalo sie wyjasnic, gdyz radzieckie archiwa
wojenne pozostaja szczelnie zamkniete.

Ten nocy rebelianci z bronia dluga i krotka atakowali
rodziny inteligencji polskiej, urzednikow, a nawet zolnierzy
w pobliskich miasteczkach: w Skidlu, Lunnie, Jeziorach i
innych. Z rozkazu plka B. Adamowicza, przy wspolpracy
wiceprezydenta miasta Romana Sawickiego - rebelie w
miescie stlumiono (por. J. Sieminski: Grodno walczace.
Wspomnienia harcerza, Bialystok 1992, s. 51).

cdn.

Andrzejgorski

unread,
Nov 1, 2000, 4:55:40 PM11/1/00
to

Zdradzieckie strzaly zza wegla

Relacje z tamtych lat dowodza, ze zydowscy dywersanci
uciekali sie do zdradzieckich strzalow z ukrycia nie tylko do
wojsk polskich, ale w ogole do ludnosci cywilnej, chcac
wywolac zamieszanie i panike.

Rotmistrz Narcyz Lopianowski, dowodca 2. szwadronu 101.
Pulku Ulanow walczacego w obronie przed bolszewikami
we wrzesniu 1939 roku wspominal: Podczas tych ciezkich
chwil, najbardziej nieprzyjemne bylo zachowanie sie grup
zlozonych prawie wylacznie z miejscowych Zydow. Szczegolniej
utkwila mi w pamieci ulica Dominikanska, gdzie strzaly padaly
nie tylko z broni recznej, lecz i z rkm, ustawionego na dachu,
oraz granatow recznych, rzucanych z okien domow (cyt. za R.


Szawlowski: Wojna polsko-sowiecka 1939, Warszawa 1997, t.

2, s. 80).

Halina Araszkiewicz - we wrzesniu 1939 roku uczennica
szkoly w Grodnie relacjonowala po latach - w 1984 roku: Po
poludniu poszlysmy z ciocia, zeby cos za to kupic. Az tu na ul.
Brygidzkiej zaczeto strzelac. Patrzymy, na balkonach Zydzi z
czerwonymi opaskami strzelaja po ulicy do ludzi (...). Kolo
domu ktos powiedzial, ze Zwiazek Radziecki przekroczyl nasze
granice (cyt. za: R. Szawlowski, op.cit., t. 2, s. 191).

Brunon Hlebowicz, owczesny nauczyciel i dzialacz
harcerski w Grodnie, uczestnik obrony miasta, wspominal
po latach w relacji o tamtym okresie: Juz wiedzielismy, ze
poprzedniej nocy wybuchla rebelia komunistyczno-zydowska.
Strzelano do policji, strzelano do zolnierzy, do pojedynczych
osob, ale bunt zlikwidowano zarowno w samym miescie
Grodnie, jak i w miasteczkach takich, jak Ostryna czy Jeziory,
jak Indura (cyt. za R. Szawlowski: op.cit., t. 2, s. 58).

Odwet skomunizowanych Zydow

Wojskom polskim, jak to juz wczesniej podalem, udalo sie
rozbic komunistyczna zbrojna rebelie w Grodnie.
Schwytanych z bronia w reku antypolskich dywersantow
rozstrzelano zgodnie z regulami wojennymi. Spowodowalo
to pozniej zwielokrotniony zmasowany odwet sowiecki, w
oparciu o donosy zydowskich informatorow, na wszystkich,
ktorych uznano za uczestnikow polskiej obrony Grodna.
Jak pisal profesor Tomasz Strzembosz: Po zajeciu Grodna
rozpoczely sie represje wymierzone glownie przeciwko
mlodziezy, przy pomocy zreszta tych samych dywersantow. Kim
oni byli? Wedlug jednoglosnej opinii, zarowno mieszkancow
Grodna, jak jego obroncow (w tym takze policjantow i zolnierzy
scierajacych sie z dywersantami), byli to Zydzi, zapewne w
wiekszosci mieszkancy tego miasta. Uzbrojeni byli w karabiny
(a nawet bron maszynowa), w czesci uzyskane z magazynow
wojskowych, ktore otwarto dla cywilow - obroncow (por. T.
Strzembosz: Rewolucja na postronku (2), "Tygodnik
Solidarnosc", 1998, nr 9).

W toku sowieckich represji w Grodnie doszlo do rozlicznych
przypadkow rozstrzeliwania wzietych do niewoli zolnierzy i
oficerow polskich, a takze aresztowanych przez Sowietow
cywili, zwlaszcza harcerzy i gimnazjalistow. Jak pisal
profesor Ryszard Szawlowski: Najgorsze byly pierwsze dni po
opanowaniu miasta przez Sowietow. Ludzie, w szczegolnosci
mlodziez, byli rewidowani, i jesli na przyklad znaleziono nawet
maly nozyk u chlopaka - rozstrzeliwano go na miejscu. Podobno
na placu przed Fara lezal caly wal z cial ludzi w ten sposob
pomordowanych (por. R. Szawlowski, op.cit., t. 1, s. 363-364).

Brutalne represje sowieckie objely w pierwszych
tygodniach po zdobyciu Grodna nie tylko polskich
mieszkancow tego miasta, ale Polakow z calego powiatu
regionu grodzienskiego. Profesor Ryszard Szawlowski pisal
o licznych zbrodniach popelnionych w tych dniach i tygodniach
w powiatach regionu grodzienskiego. Dokonywane one byly
przez samych Sowietow oraz - z blogoslawienstwem
sowieckim - przez komunistow bialoruskich i zydowskich.
Podobno bolszewicy dali wowczas miejscowym
komunistom dwa tygodnie dla swobodnego mordowania
tzw. wrogow klasowych w kazdym razie w regionach
wiejskich. W bogato udokumentowanej ksiazce Juliana
Siedleckiego o losach Polakow w ZSRR czytamy, iz: Terror
objal caly powiat grodzienski i dalsze okolice: uczestniczyli
komunisci bialoruscy i zydowscy (por. J. Siedlecki: Losy
Polakow w ZSRR w latach 1939-1986, Londyn 1988, s. 33).

Antypolska ruchawka w Stiepaniu

Czeslaw Piotrowski opisal we wspomnieniach z 1939 roku
przebieg antypolskiej ruchawki z udzialem Ukraincow i
Zydow w Stiepaniu na Wolyniu, stwierdzajac miedzy innymi:
Natomiast najtragiczniejszy wyraz miala akcja swego rodzaju
"powstania ukrainskiego" w Stepaniu na wiadomosc o
przekroczeniu w dniu 17 wrzesnia przez wojska radzieckie
granicy polskiej. Zjawili sie tam nagle jacys "dywersanci",
wyszli z "podziemia" uzbrojeni Ukraincy i kilku Zydow, ktorzy w
sposob brutalny aresztowali kilkudziesieciu Polakow pelniacych
rozne funkcje w Stepaniu i zamkneli ich na posterunku policji w
budynku gminy (dawne koszary). (...) Tymczasem kawalerzysci
ze szwadronu KOP "Bystrzyca" przeprawili sie przez Horyn, kilka
kilometrow w gore rzeki od Stepania, i podeszli od tylu do
dywersantow, znajdujacych sie na pozycjach w miasteczku.
Bylo to dla nich kompletnym zaskoczeniem. Rozegrala sie
krotka walka. Kilku dywersantow zginelo, kilkunastu zostalo
rannych. 65 zostalo schwytanych i aresztowanych, czesc zas
uciekla z bronia i ukryla sie w Stepaniu oraz okolicy.

Wsrod zolnierzy KOP bylo rowniez kilku zabitych i kilkunastu
rannych. (...) Uzbrojona grupa stawiajaca opor w Stepaniu
skladala sie ze skierowanych z zewnatrz faktycznych
dywersantow sowieckich, jako prowodyrow, oraz miejscowych
Ukraincow i Zydow o antypolskim nastawieniu (por. C.
Piotrowski: Krwawe zniwa. Za Styrem, Horyniem i Slucza.
Wspomnienia z rodzinnych stron z czasow okupacji, Warszawa
1995, s. 34-35).

Pare dni pozniej po opanowaniu Stepania przez wojska
sowieckie w Hucie Stepanskiej powstala samozwancza
czerwona milicja, w sklad ktorej weszlo czterech Ukraincow
z miejscowych osiedli i dwoch miejscowych Zydow (por. C.
Piotrowski, op.cit., s. 36). Znamienne, ze w ramach
represjonowania roznych podejrzanych "wrogow ludu"
aresztowano miejscowego gospodarza i zarazem piekarza
Henryka Sawickiego, ktorego oskarzono o antysemityzm za
walke konkurencyjna z piekarniami zydowskimi ze
Stepania w dostawach przed wojna pieczywa na Slone
Bloto (por. tamze, s. 38).

Dywersja zydowska w Skidlu

Do grozniejszych przejawow antypolskiej dywersji nalezala
rewolta wywolana w miasteczku Skidel kolo Grodna w dniu
18 wrzesnia 1939 roku. Miejscowi komunisci zydowscy i
bialoruscy sila zdobyli tam wladze, aresztowali roznych
Polakow. Na wiesc o rewolcie w Skidlu komendant miasta
Grodna plk Bronislaw Adamowicz zarzadzil 19 wrzesnia
ekspedycje karna polskiego wojska i policji, z udzialem
okolo 100 osob przywiezionych do Skidla na ciezarowkach.
Ekspedycji szybko udalo sie przywrocic porzadek w Skidlu
i uwolnic aresztowanych Polakow, w tym pietnastu
oficerow z pplk. Szafranskim (komendantem RKU Bialystok)
na czele. Dodajmy, ze wg relacji Slawomira Weraksy,
owczesnego studenta, ochotnika obrony Grodna,
dywersanci, ktorzy opanowali Skidel zabili duzo ludzi idacych
w kierunku Wilno, Lida, Wolkowysk - uciekajacych przed
wkraczajacymi wojskami sowieckimi (cyt. za R. Szawlowski:
op.cit., t. 2, s. 53).

Atak na oddzialy polskie w Rozyszczach

Daniel Golombka, Zyd z Rozyszcz, malego wolynskiego
miasta w poblizu przedwojennej granicy sowieckiej,
przedstawil obraz tamtejszej zbrojnej konfrontacji miedzy
miejscowymi komunistami, Zydami i Ukraincami a polskimi
zolnierzami, piszac: Nastepnego ranka komunistyczna
mlodziez, Zydzi i Ukraincy, wyszla pelna radosci na ulice...
Komunisci utworzyli milicje z lokalnej mlodziezy. Oni
entuzjastycznie podjeli decyzje uformowania gwardii
honorowej dla powitania Armii Czerwonej, udekorowania
skweru portretami Stalina i innych wielkich postaci
komunistycznych oraz sprowadzenia orkiestry strazy pozarnej.
Zamiast zwycieskiej Armii Czerwonej przybyl jednak pociag
zaladowany polskimi wojskami, ktore najwyrazniej nie slyszaly
o porozumieniu Ribbentrop-Molotow. Nowo uformowana milicja
entuzjastycznie zabrala sie do chwytania; podjela dzialania dla
schwytania oddzialow polskich do niewoli. W calym miescie
doszlo do strzelaniny i generalnego chaosu (por. relacje na
ten temat w ksiazce Gershona Zika: Rozyszcze My Old Home,
Tel Aviv 1976, s. 27).

Wedlug relacji zydowskiej autorki Bryny Bar Oni, zydowscy
komunisci przejeli sila kontrole nad Byteniem, malym
miastem na polnoc od Baranowicz. Bryna Bar Oni
opisywala, jak miejscowy Zyd Moshe Witkow uzyskal
potwierdzenie informacji o zblizaniu sie Sowietow do
Bytenia. Wkrotce potem miejscowi komunisci zwrocili sie
do magazyniera Dodla Abramowicza, aby przekazal im
czerwone sukno ze swego magazynu na flagi. Utworzono
komitety do powitania rosyjskiej armii. Doszlo do malej
manifestacji na ulicy, w czasie ktorej krzyczano:
Pogrzebiemy polski faszyzm, ktory brutalnie ujarzmil naszych
braci (por. Bryna Bar Oni: The Vapor, Chicago 1976, s. 22).
Zydowscy komunisci odebrali polskiej policji karabiny i sami
przejeli kontrole nad Byteniem. W pewnym momencie
doszlo do strzelaniny, gdy wysoki ranga polski oficer i jego
szofer natkneli sie na barykade wzniesiona na drodze przez
miejscowych komunistow. Oficera ciezko zraniono, ale jego
szofer zdolal zbiec i sciagnac polska pomoc zbrojna ze
Slonimia. Zydowscy komunisci natychmiast jednak zbiegli do
lasu, a po trzech dniach doczekali sie przyjazdu pierwszych
sowieckich czolgow (por. tamze, s. 23).

Przewodnicy dla czerwonych najezdzcow

Zbolszewizowani Zydzi dopuszczali sie tez innych form
otwartej zdrady Polski w interesie sowieckiego najezdzcy.
Byli przewodnikami dla najbardziej wysunietych w ataku na
polskie ziemie sowieckich jednostek pancernych, spelniali
roznego typu funkcje wywiadowcze dla wojsk czerwonego
agresora. Prof. Ryszard Szawlowski pisal w latach 80. w
ksiazce wydanej pod pseudonimem - jako Karol Liszewski,
iz: O obronie straznicy KOP w Dzisnie, ktora Sowieci
zaatakowali ok. 3.00 17.9., przeprawiwszy sie przez Dzwine,
mamy tez relacje z drugiej reki zamieszkalego wowczas w
poblizu tego miasteczka Henryka Radziszewskiego, obecnie
osiadlego w Kanadzie. Okazuje sie, ze Sowietow prowadzil jako
przewodnik niejaki Szulman, mlody Zyd, syn wlasciciela duzego
sklepu blawatnego w miescie, maturzysta miejscowego
gimnazjum, student USB w Wilnie, przed wojna juz skazany za
dzialalnosc komunistyczna (potem ludnosc polska bojkotowala
ten sklep) (por. K. Szewski (R. Szawlowski): Wojna
polsko-sowiecka 1939 r., Londyn 1988, s. 36).

Rozbrajanie polskich zolnierzy

Z wielu miejscowosci na Kresach zachowaly sie relacje o
rozbrajaniu polskich zolnierzy przez zbolszewizowanych
Zydow. Oto jedna z nich.

Ksiadz Czeslaw Stanislaw Bartnik opisywal w swych
zapiskach autobiograficznych: W Szczebrzeszynie i
okolicach ujawnili sie komunisci, prawie wylacznie mlodzi
Zydzi. Zalozyli czerwone opaski, zaczeli sprawowac "wladze",
zalozyli "milicje ludowa", a przede wszystkim zaczeli rozbrajac
pojedynczych zolnierzy polskich, obrabowywac ich, sciagac z
nich mundury, strzelac do oficerow jako "burzujow". Popierajac
Rosje sowiecka, a Polsce przepowiadajac zemste i smierc.
Raduja sie z upadku Polski. Zmobilizowani do wojska polskiego
w wiekszosci zdezerterowali zaraz po rozpoczeciu wojny. Na
miescie porozwieszali czerwone sztandary, nawet na dzwonnicy
koscielnej, niedaleko rynku (por. ks. C.S. Bratnik: Mistyka wsi.
Z autobiografii mlodosci 1929-1956, Warszawa 1998, s. 128).

Profesor Ryszard Szawlowski pisal, iz Zydzi w Kolomyi
pomogli zalogom trzech czolgow sowieckich rozbroic
tamtejsza kompanie Policji Panstwowej i Strazy Granicznej
w dniu 19 wrzesnia 1939 roku (wg R. Szawlowski: op.cit., t.
1, s. 301).

Profesor Szawlowski pisal rowniez o zdradzieckiej
antypolskiej postawie niektorych Zydow i Ukraincow z
Tyszowca. Poinformowali oni dowodztwo wkraczajacych
do Tyszowca (24 wrzesnia 1939) wojsk sowieckich o
znajdujacym sie w lesie wojsku polskim (por. R.
Szawlowski: op.cit., t. 1, s. 229).

Zydowscy milicjanci pomagali na przerozne sposoby
sowieckim najezdzcom w pacyfikowaniu napadnietych
polskich Kresow. Miedzy innymi poprzez pilnowanie i
eskortowanie wzietych do niewoli przez Sowietow polskich
zolnierzy.

K.T. Celny, mlody Polak, ktory towarzyszyl swemu ojcu,
majorowi rezerw, korpusu medycznego wojska polskiego,
zapisal we wspomnieniach z tamtych dni: W miastach
bylismy ostrzeliwani przez zydowska milicje, uzbrojona w
kradzione polskie karabiny wojskowe i noszaca czerwone opaski
na ramieniu. Jak zblizylismy sie do przedmiesc Lwowa, to
trafilismy na tragikomiczny spektakl: Na lace, obok glownej
drogi okolo 10 zydowskich milicjantow pilnowalo sporych
rozmiarow szwadronu jednego z elitarnych pulkow polskiej
kawalerii. Sowieckie sily pancerne rozbroily polski i pulk i
powierzyly swym nowym sojusznikom zadanie pilnowania
Polakow. Pamietam uczucie bolu i odrazy z powodu tak
zdradzieckiego zachowania sie tych, ktorzy byli polskimi
obywatelami (cyt. za R.C. Lukas: Out of Inferno: Poles
Remeber the Holocaust, Lexington, The University Press of
Kentucky, 1989, s. 39-40). Wspominajacy te wydarzenia
K.T. Celny byl polskim inzynierem, odznaczonym w 1973
roku Orderem Imperium Brytyjskiego za zaslugi dla
brytyjskiego przemyslu samochodowego.

cdn.

Andrzejgorski

unread,
Nov 1, 2000, 4:57:56 PM11/1/00
to
Przemilczane zbrodnie (2)

Jawni wrogowie Polakow

Dzis po ponad polwieczu przemilczen prawdy o kolaboracji
przewazajacej czesci Zydow na Kresach z sowieckimi
najezdzcami niewiele osob pamieta, jak bardzo pamiec o
tej kolaboracji bya silna w czasie wojny. Jan Blonski
zdumiewal sie, ze nawet tak wielka oredowniczka pomocy
dla Zydow w czasie wojny pisarka Zofia Kossak
rownoczesnie uwazala ich za wrogow polskich. Czy Blonski
tylko udaje glupiego, czy naprawde nie wie, jak bardzo
Polacy po 1939 r. zostali wstrzasnieci naglym
zaprezentowaniem sie wielkiej czesci Zydow jako jawnych,
nieublaganych wrogow Polski. Przeciez nawet brytyjskie
Ministerstwo Spraw Zagranicznych jednoznacznie uznalo,
ze Zydzi byli glownymi kolaborantami ze Zwiazkiem Sowieckim
w latach 1939-1940 (wedlug ksiazki zydowskiego autora
Harveya Sarnera General Anders and the Soldiers of the
Second Polish Corps, Brunswick Press, Cathedral City 1997,
s. 4).

Jeszcze 27 lipca 1944 r. Delegat Rzadu RP powiedzial w
toku dyskusji z reprezentantami "Zegoty" (Rady Pomocy
Zydom), ze: Pamiec o zachowaniu sie Zydow na terytoriach
okupowanych przez Sowietow rowniez wplynela na wroga
postawe wobec nich. (Cyt. za tekstem zydowskiego
historyka Kermisha The Activities of "Zegota" w Rescue
Attempts during the Holocaust. Procededings of the Second
Yad Vashem Internationak Historical Conference, Jerusalem
April 8-11, 1974, Jerusalem 1977, s. 389.) Zydowski Joseph
Kermish stwierdzil uogolniajaco, iz: Nawiasem mowiac,
skargi na scisla kolaboracje miedzy sowieckimi wladzami a
Zydami i oskarzenia, ze "Zydzi aktywnie uczestniczyli w
komunistycznych cialach rzadzacych ustanowionych przez
najezdzce (Zwiazek Sowiecki)" byla podnoszona za kazdym
razem, gdy dochodzilo do spotkan miedzy zydowskimi
przywodcami podziemia, a ich polskimi odpowiednikami. A
wiec przez caly czas podczas wojny polscy patrioci nie
zapominali o zdradzieckiej postawie zydowskich
kolaborantow z Sowietami. Dzis zapomina o tym z wygody,
koniunkturalizmu czy ze strachu przed podpadnieciem jako
"niepoprawni politycznie" ogromna czesc polskich
historykow, dotykajaca w ten czy inny sposob
problematyki stosunkow polsko-zydowskich w czasie
wojny. Oczywiscie sa i tacy, ktorzy milcza o tych sprawach
tylko ze wzgledu na swa skrajna filosemicka
tendencyjnosc (np. Garlicki, Friszke, Borodziej).

Ani jednego goja w tlumie kolaborantow

Ogromna ilosc relacji o sytuacji na Kresach po wkroczeniu
wojsk sowieckich we wrzesniu 1939 r. zgodnie
przeciwstawiala panujaca wsrod Polakow atmosfere
przygnebienia i zaloby nastrojom wielkiej radosci i fety,
powszechnie panujacym wsrod zyjacych na Kresach
Zydow. Polacy z prawdziwym zaszokowaniem reagowali na
wszechobecne obrazy fraternizacji rzesz zydowskich z
najezdzczymi wojskami sowieckimi, probolszewickiej
ekstazy Zydow. Na wzajemnych stosunkach Polakow i
Zydow w tym czasie strasznym cieniem polozyly sie bardzo
liczne wowczas objawy lzenia pokonanej Polski przez
Zydow, wykorzystujacych swa uprzywilejowana pozycje w
oczach sowieckiego okupanta do spychania
dyskryminowanych Polakow na margines zycia.

Zydowski historyk Dov Lewin pisal: Rozne swiadectwa
dowodza, ze niemal wszedzie Armia Czerwona spotykala sie z
radosnym przyjeciem. Gdy Zydow z Kowla (na Wolyniu)
poinformowano, ze Armia Czerwona zbliza sie do miasta, oni
swietowali cala noc. Gdy Armia Czerwona faktycznie weszla do
Kowla - Zydzi przywitali ja z nie dajacym sie opisac
entuzjazmem (por. D. Levin The Lesser of Two Evils. Eastern
European Jewry under Soviet Rule, 1939-1941, Philadelphia
1995, s. 33).

Takich opinii i takich swiadectw na temat zachowania
wielkiej czesci Zydow wobec Sowietow po 17 wrzesnia
1939 r. jest bardzo duzo. Przytocze jeszcze kilka
przykladow relacji tego typu, podkreslajac, ze jest to
czastka z ogromnej ilosci swiadectw o identycznej
wymowie. Zydowski swiadek wydarzen w Wilnie - Gershon
Adiv tak wspominal w wiele lat pozniej: Trudno jest opisac
emocje, jaka ogarnela mnie, gdy zobaczylem na ulicy,
naprzeciw naszych wrot - rosyjski czolg z usmiechnietymi
mlodymi ludzmi, majacymi jaskrawe gwiazdy czerwone na
swych piersiach. Jak tylko maszyny stanely, ludzie stloczyli sie
tlumnie wokol nich. Ktos wykrzyknal: "Niech zyje rzad
sowiecki!" i wszyscy wiwatowali. Trudno bylo znalezc jednego
goja w tym tlumie (tamze, s. 33).

W Baranowiczach: Ludzie calowali zakurzone buty zolnierzy.
Dzieci pobiegly do parku, narwaly jesiennych kwiatow i
zasypaly nimi zolnierzy... Czerwone flagi znaleziono doslownie
w mgnieniu oka i cale miasto zostalo zakryte czerwienia.
Miasto Kobryn rowniez zostalo zalane czerwonymi flagami,
ktore przygotowali miejscowi komunisci przez oddarcie
bialego pasa z dwukolorowej flagi polskiej. Wiwatujacy
tlum rozrzucal ulotki pietnujace faszystowski rezim Polski i
wychwalajacy Armie Czerwona (tamze, s. 34).

Podobnego typu swiadectwa o prosowieckim zachowaniu
ogromnej czesci Zydow, budowaniu przez nich powitalnych
bram triumfalnych dla wkraczajacych wojsk najezdzczych,
mozna by dlugo mnozyc, przytaczajac opisy z przeroznych
miast od Brzescia nad Bugiem po Braslaw, Ciechanowiec,
Rozany, Pinsk czy Rowne.

Wizja Stalina jako "nowego Mesjasza"

Jednym ze swiadectw, bardzo charakterystycznych dla
prosowieckich oczekiwan wielkiej czesci mlodziezy
zydowskiej, byla zarejestrowana po latach w 1980 r. na
tasmie magnetofonowej relacja Celiny Koninskiej, ktora w
1939 r. jako uczennica szkoly sredniej nalezala do KZM
(Komunistycznego Zwiazku Mlodziezy) we Lwowie: Musze
powiedziec, ze jesli kiedys czlowiek doznal pelnego szczescia,
to byl ten dzien wkroczenia Armii Czerwonej. Tak sobie
wyobrazam, ze Zydzi, ktorzy czekaja Mesjasza, tak sie beda
czuli, jak przyjdzie kiedys ten Mesjasz. Trudno znalezc slowa,
ktore by okreslily to uczucie. To jakies oczekiwanie, jakies
wielkie szczescie. I wreszcie doczekalismy sie, przyszli do
Lwowa. Pierwsze tanki zajechaly, zastanawialismy sie, jak to
zrobic, jak to wyrazic: kwiaty rzucac, spiewac?... (cyt. za J.T.
Gross Upiorna dekada. Trzy eseje o stereotypach Zydow,
Polakow, Niemcow i komunistow 1939-1948, Krakow 1998, s.
68).

Taki prosowiecki fanatyzm nie ograniczal sie jednak tylko
do mlodszych, oglupionych sowiecka propaganda pokolen
Zydow. Zydowski autor F. Zerubawel wspominal, jak
spotkal w shtetl starego Zyda, ktory stwierdzil: To sa czasy
Mesjasza i Stalin jest sam Mesjaszem (cyt. za N. Davies, A.
Polonszky Jews in Eastern Poland and the USSR, 1939-1946,
Londyn 1991, s. 16).

Jawni wrogowie Polakow

Sam w sobie ten prosowiecki entuzjazm Zydow nie bylby
moze zbyt grozny, gdyby nie to, ze bardzo czesto laczyl sie
z nienawiscia do Polakow, ich ponizaniem przez duza czesc
Zydow, donoszeniem na Polakow, wylapywaniem polskich
oficerow etc. Znamienne bylo swiadectwo Wladyslawa
Siemiaszko, w 1939 r. pracownika urzedu gminnego w
Werbie, powiat Wlodzimierz Wolynski. Siemaszko tak
wspominal po latach w relacji spisanej w 1990 r.: Wielu
Zydow z miejsca zwiazalo sie z wladza sowiecka i
wspolpracowalo z ta wladza. Wystepowali jawnie jako
wrogowie Polakow (...). Specjalne wzgledy wladze sowieckie
okazywaly Zydom. Propaganda sowiecka na kazdym kroku
obrazala uczucia Polakow (cyt. za wyborem dokumentow w
ksiazce R. Szawlowskiego Wojna polsko-sowiecka 1939,
Warszawa 1997, t. 2, s. 211-212).

Bardzo ponura wizje symbiozy prosowieckiego entuzjazmu
z nienawiscia do Polski znajdujemy w opublikowanych w
1999 r. wspomnieniach zmarlego w 1946 r. dyrektora
gimnazjum w Przemyslu i kustosza Archiwum Ziemi
Przemyskiej, Jana Smolki. Z nieukrywana gorycza tak pisal
on o fali zydowskiej kolaboracji z Sowietami we wrzesniu
1939 r. w Przemyslu: Wieczorem, gdy sie juz sciemnilo,
wyszedlem na miasto i skierowalem sie w strone Placu na
Bramie. Panowal tam nieopisany zgielk i scisk, jakiego
Przemysl chyba nie przezywal. Masy zydostwa przewalaly sie
na wszystkie strony i nie mozna bylo sie przez te tlumy
przecisnac. A wszystko to bylo rozradowane, butne i
aroganckie. Zniechecony zawrocilem do domu. Po drodze az
do ulicy Grodzkiej widzialem wszedzie podobny obraz. Wszelka
kanalia, kryminalisci itp. holota powychodzila z ukrycia i
rozpychala sie bezceremonialnie, obok mnie przesuwaly sie
katylinarne postacie, ktorych przedtem nikt nie widywal. Byl to
naprawde koszmarny widok, ktory mogl mniej odpornych ludzi
moralnie zmiazdzyc. Wystawy sklepowe oswietlone i
udekorowane portretami, nawiasem mowiac marnymi, Lenina,
Stalina, Molotowa, Woroszylowa i innych dygnitarzy
bolszewickich. W nastepne dni widzialo sie ten sam obraz.
Zydzi sie cieszyli. Po sklepach wykrzykiwali pod adresem
polskiej publicznosci nieparlamentarne wyrazy na Polske,
nawet mlode Zydoweczki dawaly upust swojej radosci. "Ach
nie masz pojecia, jak ja sie ciesze, ze Sowiety przyszli" mowila
jedna Zydoweczka do drugiej na ul. Franciszkanskiej. Inne
znowu wieczorem codziennie przychodzily przed gmach Kasy
Skarbowej i wyspiewywaly bolszewikom "jodlery". Kiedy sie
zaczely organizowac urzedy bolszewickie, wszystkie biura zalali
Zydzi (por. J. Smolka Przemysl pod sowiecka okupacja.
Wspomnienia z lat 1939-1941, Przemysl 1999, s. 34).

Nadzorowanie aparatu przemocy

Zbolszewizowani Zydzi stali sie najlepszymi pomocnikami
wladzy najezdzczej, jej swoistymi janczarami. To oni
nadzorowali przewazajaca czesc aparatu przemocy,
organizujac aresztowania i deportacje Polakow na Kresach
i rozwijajac najrozniejsze formy walki z polskoscia. Zydzi
kontrolowali wielka czesc nowych sowieckich sadow na
Kresach, odgrywali bardzo duza role w "czerwonej milicji",
zwlaszcza w miastach i miasteczkach stanowili niemala
czesc sedziow sledczych oraz wieziennych i obozowych
katow. Tadeusz Piotrowski w gruntownie
udokumentowanej monografii Poland's Holocaust pisal:
Swiadectwa, pamietniki i prace historyczne tysiecy Polakow,
ktorzy przezyli wojne mowia o zydowskim fetowaniu, o
zydowskim nekaniu Polakow, o zydowskiej kolaboracji
(donosach, oblawach na ludzi i wylapywaniu Polakow na
deportacje), o zydowskiej brutalnosci i dokonywanych z zimna
krwia egzekucjach, o zydowskich prosowieckich komitetach i
milicjach, o wysokim procencie Zydow w sowieckich organach
przymusu po sowieckim najezdzie w 1939 r. Polacy postrzegali
to wszystko jako niewdziecznosc i zdrade. Zydzi widzieli w tym
zemste i rewolucje (por. T. Piotrowski Poland's Holocaust,
Jefferson, North Carolina 1998, s. 51).

Warto przypomniec w tym kontekscie oceny zydowskiego
historyka Ben-Cion Pinchuka, ktory akcentowal: Wedlug
licznych polskich raportow, rewolucyjne komitety skladaly sie
niemal calkowicie z Zydow i z niewielkiej ilosci Ukraincow.
Wykonawczym narzedziem tych komitetow byla milicja
obywatelska. W obu tych organizacjach Zydzi grali dominujaca
role. Wedlug polskich zrodel (...) Komitety zachowywaly sie
tak, jakby byly rzadem do czasu wejscia Armii Czerwonej (por.
Ben-Cion Pinchuk Shtetl Jews under Soviet Rule. Eastern
Poland on the Eve of the Holocaust, Oxford 1991, s. 25).

Czeslaw Blicharski tak opisal role Zydow z "czerwonej
milicji" w napisanej przez niego popularnej historii
Tarnopolu w latach 1809-1954: Wkrotce na ulicach miasta
pokazala sie milicja, sformowana przewaznie z Zydow z ulicy
Podolskiej Nizszej, ubrana w lotnicze polskie plaszcze,
uzbrojona w polskie karabiny, z czerwonymi opaskami na
ramieniu. Przy jej pomocy zaczela sie penetracja domow,
poszukiwanie proskrybowanych i zapelnianie wiezien (por. C.
Blicharski Tarnopol w latach 1809-1945 (od epizodu epopei
napoleonskiej do wypedzenia), Biskupice 1993, s. 289).

Gdy rzadzily "czerwone" mety

Wsrod ogolu Zydow - "czerwonych milicjantow" na ogol
dominowala skrajna agresywnosc i brutalnosc, polaczona z
poczuciem wszechwladzy i pogardy wobec Polakow,
ktorych uznawali za nieodwolalnie przegranych. Czestokroc
przy tym byly to osoby wywodzace sie z najgorszych
szumowin miejskich i wiejskich, tak jak przewazajaca
czesc UB-owcow po 1945 r. Zydowski autor Henryk Reiss w
swych ciekawych wspomnieniach Z deszczu pod rynne dal
jaskrawy obraz takiego mlodego zydowskiego
milicjanta-awanturnika. Jak sie okazalo, byl to wiejski
polglowek, biedny i bez zajecia, ktory nagle awansowal do
roli straznika bolszewickiego "ladu" w okolicy (por. H. Reiss
Z deszczu pod rynne. Wspomnienia polskiego Zyda, Warszawa
1993, s. 17).

Inny zydowski autor Mark Verstandig wrecz nazwal metami
ludzi dominujacych w milicji i komitecie obywatelskim w
miescie powiatowym Mosciska w wojewodztwie lwowskim.
Wedlug Marka Verstandiga: Zmiany byly wprowadzane przez
milicje i komitet obywatelski, w ktorych wiekszosc stanowili
Zydzi. Ogolnie biorac, byly to takie mety z shtetl (malych
miasteczek zydowskich - J.R.N.), kierowane przez kilku
zydowskich komunistow, ktorzy staneli na ich czele po
uwolnieniu z wiezienia (por. M. Verstandig I Rest My Case,
Melbourne 1995, s. 98-99).

Krzysztof Czubara w artykule Pod sowiecka okupacja w
"Tygodniku Zamojskim" z 18 wrzesnia 1996 r. podal
drastyczne wrecz fakty o zachowaniu zydowskich
milicjantow w Zamosciu we wrzesniu 1939 r.: Milicjanci,
szczegolnie Zydzi, nie mieli zadnych skrupulow. Rozbrajali
zolnierzy polskich, a rannych rozbierali do bielizny, zabierali im
buty, zegarki, rowery, furmanki i inne cenne przedmioty (...).
Niektorych jencow zabijano. Np. w poblizu Rotundy
rozstrzelano kilku policjantow (cyt. za R. Szawlowski, op.cit.,
t. 2, s. 434).

Pulkownik Stanislaw Karlinski ps. "Burza" po wojnie na
emigracji (miedzy innymi dyrektor zarzadu Kongresu Polonii
Kanadyjskiej) pisal w relacji z marca 1992 r.: W 1939 r. 21
wrzesnia dostalem sie do niewoli sowieckiej. Juz na drugi dzien
jency Wojska Polskiego byli nadzorowani w wiekszosci przez
Milicje Zydowska, ktora byla bardzo rygorystyczna, a czasem
nieludzka, szczegolnie w stosunku do kadry oficerskiej i policji.
Byly sytuacje, ze zolnierze sowieccy interweniowali w naszej
obronie (z relacji plk. S. Karlinskiego "Burzy", otrzymanej za
posrednictwem M. Paula z Kanady).

W ksiazce Okrutna przestroga czytamy opisy zachowania sie
Zydow, ktorzy wstapili do "czerwonej milicji" w Katach w
poblizu Krzemienca i, korzystajac ze swego nowego
statusu milicjantow, pobili kilku polskich oficerow za ich
rzekome zbrodnie. Bardzo wielu Zydow stalo sie czlonkami
milicji jako organu pomocniczego dla NKWD w Rownem.

Feliks Jasinski, byly mieszkaniec Kat na Wolyniu, tak
opisywal wydarzenia po 17 wrzesnia 1939 r. w swojej
miejscowosci i pobliskich miasteczkach: Zaczelo sie nowe
zycie. (...) Zydzi w miasteczkach lepsze towary pochowali i
stosunek Zydow do Polakow z miejsca sie zmienil: byl
ordynarny, obrazajacy. Wysmiewali rzady polskie i instytucje
spoleczne, zatruwali zycie Polakom. Mlodzi Zydzi wstapili do
milicji i w tej randze przyjezdzali do nas i bili niektorych
strzelczykow (Romka Kucharskiego i innych) za rzekome
przestepstwa (chodzi o bylych czlonkow Przysposobienia
Wojskowego "Strzelec") (...). W Szumsku powstal region
obejmujacy poprzednie trzy gminy. Utworzono nowe urzedy i
bank, w ktorych urzednikami byli prawie sami Zydzi (cyt. za
Okrutna przestroga, oprac. J. Debski i L. Popek, Lublin 1997,
s. 165).

Terror godzil glownie w Polakow

Znamienne bylo przy tym, ze terror "czerwonej milicji" i
innych organow sowieckiej wladzy byl wymierzony,
zwlaszcza w pierwszych miesiacach po 17 wrzesnia 1939
r., glownie przeciwko Polakom. Jak pisal Zbigniew
Romaniuk Nowy oficjalny aparat traktowal wszystkich Polakow
jako potencjalnych wrogow (por. Z. Romaniuk: Twenty-One
Months of Soviet Rule in Bransk w: The Story of Two Shtetl
Bransk and Ejszyszki, Toronto-Chicago 1998, cz. 1, s. 61).

Warto przypomniec rowniez szczere wyznania jednego z
owczesnych zydowskich lokalnych nadzorcow czerwonego
terroru: Sowieckie wladze organizowaly lokalna milicje i rade
miejska, zapelniajac ich szeregi szeregiem moich przyjaciol,
ktorzy byli czlonkami podziemnej Partii Komunistycznej. W
ciagu nastepnych kilku dni uczeszczalem w wielu politycznych
zebraniach i stalem sie przywodca mlodych ludzi, ktorzy
podziwiali Zwiazek Sowiecki. (...) Polskie wladze i militarny
personel, pozostajacy w miescie, zostaly aresztowane wraz z
klerem wszelkich wyznan. Wielu obywateli, w tym i moi
rodzice, potepialo te akcje, ale mnie sie one wydawaly
logiczne i niezbedne, kler i polskie wladze mialy bowiem silne
nastawienie antysowieckie i antykomunistyczne (por. J.
Bardach i K. Gleeson Man is Wolf to Man. Surviving the Gulag,
Berkeley and Los Angeles, University of California Press
1998, s. 26, 28).

Rzady Josielewiczowej w Zdzieciole

Zdominowane przez zbolszewizowanych Zydow tzw.
komitety rewolucyjne w miastach i miasteczkach
niejednokrotnie skrajnie wyzywaly sie w brutalnosci wobec
miejscowych Polakow, grabiac ich i aresztujac. Bardzo
plastyczny obraz dzialania typowego takiego komitetu
rewolucyjnego, kierowanego przez Zydowke
Josielewiczowa, znajdujemy we wspomnieniach bylego
burmistrza miasta Zdzieciol - Henryka Poszwinskiego. Pisal
on: Agresor ze wschodu, podobnie jak ten z zachodu, niszczyl
wszystko, co polskie, a do Polakow odnosil sie wrogo i
bezwzglednie. W jego akcji zmierzajacej do wytepienia narodu
polskiego pomagaly mu na wezwanie wladz sowieckich
miejscowe elementy przestepcze i wywrotowe, posrod ktorych
w miastach i miasteczkach bylo wielu mlodocianych Zydow.
Wezwania zrzucane masowo z bezkarnie krazacych nad
wsiami i miastami samolotow sowieckich. (...) W Zdzieciole
na czele komitetu rewolucyjnego, zorganizowanego jeszcze
przed przybyciem wojsk sowieckich, stanela Zydowka o
nazwisku Josielewicz. Policja zdzieciolska opuscila miasto zaraz
po przekroczeniu granicy przez wojska Armii Czerwonej. Pod
wieczor 17 wrzesnia doszlo do mej wiadomosci, ze bandy
wypuszczonych z wiezienia przestepcow szykuja sie do rabunku
sklepow. Zarzadzilem zbiorke strazy pozarnej i obywatelskiej i
obie te organizacje przystapily do pelnienia obowiazkow
bezpieczenstwa w miescie. Do rabunku sklepow nie doszlo, ale
bandy rzucily sie na bezbronna ludnosc, ktora przed Niemcami
uciekla z zachodu na wschod kraju. Zloczyncy obdzierali ludzi z
odziezy, obuwia i wszystkiego, co przy sobie mieli. Przydrozne
rowy, poza miastem, zaslane byly zabitymi. Wielu
pomordowanych lezalo bez ubran i obuwia. Komitet
rewolucyjny, ktory wkrotce rozbroil straz pozarna i obywatelska
i objal wladze w miescie, przypatrywal sie temu bezczynnie. W
godzinach rannych 18 wrzesnia przejezdzal jeszcze przez
Zdzieciol maly oddzial wojska polskiego. Byl to zespol szpitala
polowego wieziony na kilkunastu wozach o konnym zaprzegu. W
sklad transportu wchodzilo 30 szeregowych pod dowodztwem
sierzanta. Komitet rewolucyjny usilowal transport ten
zatrzymac i rozbroic. Zolnierze oddali salwe w gore, a komitet
w poplochu uciekl za miasto i ukryl sie w gaszczach miejskiego
cmentarza. (...) W godzinach popoludniowych 18 wrzesnia
wojska sowieckie wkroczyly do Nowogrodka, a pod wieczor
tegoz dnia trzy pierwsze czolgi sowieckie wjechaly do
Zdzieciola. Caly komitet rewolucyjny z przewodniczaca
Josielewicz na czele wystapil na powitanie najezdzcow.
Wznoszono okrzyki: "Niech zyje wielki Stalin" (por. H.
Poszwinski Spod Lowicza do Londynu, Londyn 1967, s. 112).

Poszwinski opisal pozniej podstepny sposob, w jaki zostal
aresztowany przez rewolucyjny komitet Josielewiczowej: W
godzinach rannych 19 wrzesnia przybyl do magistratu Zyd,
jeden z czlonkow komitetu i oznajmil mi, ze komitet prosi mnie
o przybycie na zebranie w sprawie spedzonego do Zdzieciola z
zachodu kraju bydla, wsrod ktorego wybuchla epidemia
pryszczycy. Wierzac w prawdziwosc tego, co mi
zakomunikowano, wstalem i ubrany, tak jak siedzialem za
biurkiem, udalem sie z panem komitetowym na drugi koniec
miasta do siedziby komitetu. Zanim dostalem sie do pokoju
przewodniczacej, czekalem okolo godziny. (...) Podlogi
wewnatrz budynku zalane byly papierami i aktami
pozostawionymi przez polska policje. W katach pokojow lezeli
pobici dotkliwie ludzie, posrod ktorych wiekszosc stanowili
uciekinierzy przed Niemcami. Czlonkowie komitetu w cywilnych
ubraniach, z czerwonymi opaskami na rekawach, z gwiazda
sowiecka na czapkach, z karabinami lub rewolwerami w reku,
przescigali sie nawzajem w brutalnym traktowaniu ludzi. To
bylo trudne do zniesienia widowisko.

Po godzinnym blisko oczekiwaniu rozwarly sie drzwi i polecono
mi wejsc do pokoju przewodniczacej. Wszedlszy, zobaczylem
trzy lufy karabinowe wymierzone w moim kierunku, a jeden z
oprawcow wykrzyknal: "Rece do gory!".

Podnioslem rece i zwrocilem sie do przewodniczacej: "Co ja
wam zlego zrobilem i dlaczego tak ze mna postepujecie?".
Josielewicz, chociaz dobrze znala jezyk polski, odpowiedziala
po rosyjsku: "Przyjdzie czas, ze wam wszystko bedzie
wiadome!" (...). (por. tamze, s. 113-114).

Przewodniczaca Josielewicz wyjasnila oficerowi NKWD
powody aresztowania Poszwinskiego, wskazujac, ze jest to
polski oficer, polski patriota, byly burmistrz miasta, a to juz
chyba wystarczy. I wystarczylo, by enkawudzista wypelnil
odpowiednia rubryke o Poszwinskim: Biezopasnyj eliment
(niebezpieczny element). Wraz z mnostwem innych
aresztowanych Polakow: kierownikami szkol, wojtami
gmin, soltysami, urzednikami, jakims ksiedzem
misjonarzem, Poszwinski zostal powieziony pod eskorta do
wiezienia w Nowogrodku. Jak pozniej wspominal: Przez caly
czas tej jazdy, trwajacej przeszlo godzine, lezelismy na dnie
wozu od wegla, a czterech Zydow, czlonkow komitetu
rewolucyjnego, stalo nad nami z karabinami w rekach,
powtarzajac co pewien czas ostrzezenie: "Nie podnosic glowy,
bo kula w leb!".

Droga, po ktorej woz sie zwolna posuwal, zatarasowana byla w
wielu miejscach armatami artylerii sowieckiej jadacej w
przeciwnym kierunku. Zolnierze sowieccy zblizali sie w czasie
tych zatorow do naszego wozu i zapytywali:

Kogo wy i dokad wieziecie?
Wieziemy Polakow do wiezienia - odpowiadali konwojenci.
A co oni wam zlego zrobili?
Nic zlego nie zrobili, ale wystarczy, ze byli Polakami!
(por.
tamze, s. 115).

Cdn.

Andrzejgorski

unread,
Nov 1, 2000, 5:00:11 PM11/1/00
to
Przemilczane zbrodnie (3)

Jak mordowano Polakow

Gdy rozpoczynalem pisanie ksiazki o antypolskich
postawach Zydow na Kresach po 17 wrzesnia 1939 r.,
zdawalem sobie dobrze sprawe z rozmiarow kolaboracji
Zydow z sowieckimi najezdzcami w administracji,
propagandzie, nadzorze deportacji Polakow czy ogromnej
fali zydowskich donosow przeciw Polakom. Nie mialem
natomiast pelnego wyobrazenia o ilosci zabojstw na
Polakach popelnionych przez zbolszewizowanych Zydow. A
nierzadko zbrodnie te byly dokonywane z wyrafinowanym
sadyzmem, jak swiadcza niektore z relacji nadeslanych do
mnie przez czytelnikow. Dodajmy rowniez, ze zydowskiego
pochodzenia sledczy i kaci wiezienni, kresowi Fejginowie i
Morele, nalezeli do najbardziej bezwzglednych i
wyrafinowanych oprawcow. Szczegolnie duzo przypadkow
mordowania Polakow przez zbolszewizowanych Zydow
mialo miejsce w dwoch okresach: w pierwszych tygodniach
po 17 wrzesnia 1939 r. i w czasie pospiesznej "ewakuacji"
wiezniow po napasci Niemiec na ZSRR w czerwcu 1941 r.
Sa wsrod tych zabojstw historie zbrodni szczegolnie
spektakularnych i bezwzglednych, tak jak jawny mord na
kilku polskich dzialaczach studenckich na Politechnice
Lwowskiej w pazdzierniku 1939 r. zabitych pod zarzutami
antysemityzmu czy wymordowanie 8 dominikanow z
klasztoru w Czortkowie przez zydowskich NKWD-zistow w
czerwcu 1941 r. Znamienny byl fakt, ze zabojstwa Polakow
dokonywane przez skomunizowanych Zydow na ogol
wcale nie ograniczaly sie do osob, z ktorymi sami Zydzi
mieli osobiscie poprzednio jakies konflikty. Czestokroc
zabijano przypadkowo wybranych polskich zolnierzy,
oficerow, urzednikow, duchownych czy po prostu ludzi
zamozniejszych - tak jak hrabiostwo Skirmunt. Nierzadko
zabojstwa na Polkach byly dokonywane przez
prosowieckich Zydow wspolnie ze zbolszewizowanymi
Bialorusinami czy Ukraincami. Wiazala sie z tym sprawa
udzialu wielu Zydow w wylapywaniu polskich oficerow,
przebranych po cywilnemu lub jako zwyklych zolnierzy, co
w rezultacie doprowadzilo do ich przyszlej smierci,
powiekszajac "liste katynska".

Bardzo wymowny jest fakt, ze wlasnie sprawa tych
najciezszych zbrodni na Polakach, ich bezposrednie
mordowanie lub wylapywanie, konczace sie pozniej
egzekucja w sowieckim wiezieniu, jest calkowicie pomijana
przez roznych zydowskich lub skrajnie filosemickich
historykow, od Grossa, Engela i Korca po Kerstenowa i
Zbikowskiego. Przemilczaja oni w ogole jakze liczne
przyklady tego typu zbrodni, nie probujac nawet podwazac
relacji o ich popelnieniu. Zydowscy i skrajnie filosemiccy
historycy wola skupiac sie na obalaniu wysuwanych pod
adresem Zydow oskarzen o nie - tak jaskrawe i
jednoznacznie w swej zbrodniczej wymowie czyny, jak
przyklady mordowania Polakow. Koncentruja sie glownie
na pomniejszaniu odpowiedzialnosci Zydow za fetowanie
sowieckiego najezdzcy i za udzial w najezdzczej
administracji, starajac sie je calkowicie minimalizowac lub
tlumaczyc jako przyjecie rzekomej zasady "mniejszego zla"
(z obawy przed nazistowskimi Niemcami). Tego typu
postepowanie jest faktycznie praktyka tuszowania zbrodni
zydowskich na Kresach.

Prawdziwie chlubnym wyjatkiem na tle tego dosc
powszechnego tuszowania zbrodni zydowskich na Kresach
byl tekst Teresy Prekerowej historyk, niestety juz
niezyjacej od paru lat, zwiazanej z Zydowskim Instytutem
Historycznym. W dziele zbiorowym Najnowsze dzieje Zydow
w Polsce do 1950 r. Prekerowa nie wahala sie napisac
wprost, ze Zydzi na Kresach przyczyniali sie do
dekonspirowania pozostajacych w ukryciu oficerow Wojska
Polskiego, przedwojennych urzednikow, wyzszych
funkcjonariuszy panstwowych i dzialaczy politycznych,
powodujac ich aresztowania, a czasem utrate zycia
(podkreslenie - J.R.N.). Jak duzy byl zasieg tych zjawisk -
trudno powiedziec. Ze wzgledow oczywistych nie
przeprowadzono dotad poglebionych badan i prawdopodobnie
przeprowadzic ich sie juz nie da. Liczba zachowanych relacji
swiadczy jedynie, ze nie byly to wypadki odosobnione, czesto
zas nader drastyczne (por. T. Prekerowa Wojna i okupacja w
"Najnowszych dziejach Zydow w Polsce (w zarysie do 1950
r.)", Warszawa 1993, s. 304).

Cieszac sie z tak uczciwego stanowiska zajetego przez
Terese Prekerowa, mozna zakwestionowac tylko jej
koncowe stwierdzenie, czy rzeczywiscie nie da sie juz
"prawdopodobnie" przeprowadzic poglebionych badan na
temat antypolskich zachowan Zydow na Kresach. Trzeba
tylko miec wole ich przeprowadzenia. Bo inaczej bedziemy
skazani na coraz czestsze proby zaklamywania calej
sprawy w kolejnych publikacjach zydowskich lub skrajnie
filosemickich autorow typu Grossa, Korca, Kerstenowej
czy Zbikowskiego. Uwazam, ze najwyzszy czas jest dzis, by
przelamac dziesieciolecia przemilczen w sprawie
konkretnych zbrodni na Polakach popelnionych przez
prosowieckich Zydow w latach 1939-1941 bezposrednio
lub przez "mordercze" donosy. Nizej przedstawiam niektore
przyklady popelnionych na Polakach zbrodni, ktore
wymagaja przypomnienia szerokiemu gronu czytelnikow.

Zamordowanie lwowskich dzialaczy studenckich

Jedna z najohydniejszych zbrodni popelnionych pod
haslem rozprawy z "polskimi antysemitami" bylo
zamordowanie kilku dzialaczy studenckich na Politechnice
Lwowskiej w pazdzierniku 1939 r. Inspiratorem calego
mordu byl rosyjski Zyd, pplk Jusimow, mianowany
komisarzem Politechniki. Zbyslaw Poplawski tak opisal na
lamach periodyku "Semper Fidelis" przebieg okrutnej
rozprawy z polskimi dzialaczami studenckimi: Nastepnie
komisarz Jusimow zorganizowal "likwidacyjne zebranie".
Bratniej Pomocy, ktore odbylo sie miedzy 15 a 20 X 1939 r.
Wiekszosc obecnych na sali stanowili Zydzi; Ukraincow i
Polakow bylo malo; tzw. likwidacja odbywala sie w niezgodzie
ze statutem, gdyz dokonywali jej nieczlonkowie.

Na sali orkiestra wojskowa grala marsze; nie wiedziano wtedy,
ze byly to mundury NKWD. Za katedra zasiadla grupa 6-8 osob,
a wsrod nich jako zagajajacy Zyd rosyjski w skorzanej kurtce i
skorzanym kaszkiecie, ktorego nie zdjal w czasie zebrania.
Przedstawil sie jako "komisarz Politechniki". Byl to wlasnie
tow. Jusimow, pplk z zarzadu politycznego Armii Czerwonej.
Przemawial po rosyjsku, wykazujac, ze teraz po upadku
"jasniepanskiej Polski" nalezy zlikwidowac jej nadbudowe, tj.
organizacje studencka powolana do gnebienia ludu
pracujacego; za to wszystko, co bylo, odpowiedzialni sa
czlonkowie kierownictwa tej organizacji, ktorzy znajduja sie na
tej sali.

Jako drugi wystapil Jan Krasicki, juz wtedy II sekretarz
Miejskiej Organizacji Komsomolu. Odegral on tutaj role
prowokatora do zaplanowanego ludobojstwa (...) omawiajac
dzialalnosc antysemicka i przesladowanie Zydow (...).
Nastepni mowcy - komunisci zydowscy - stwierdzili, ze na sali
sa obecni dzialacze organizacji antysemickich. Komisarz polecil
ich wskazac. Wyciagnieci przemoca z miejsc i bici,
doprowadzeni zostali do mownicy, aby sie tlumaczyli. Tam
zostali znowu pobici i skopani, wreszcie wywleczeni przez
czlonkow orkiestry w mundurach na korytarz. W czasie, gdy
orkiestra znow grala, uslyszalem wyraznie strzaly na korytarzu.
Po zebraniu otworzono drzwi sali; wszyscy musieli przechodzic
przez korytarz, a tam za lawkami w kaluzach krwi lezeli
nieruchomo wyprowadzeni uprzednio studenci.

Oto nazwiska ofiar, ktore udalo sie ustalic: Ludwik Placzek,
stud. IV roku, kierownik I DT, czlonek Korporacji "Scythia"; Jan
Plonczak, stud. III roku, czlonek wydzialu "Bratniaka", rowniez
nalezacy do korporacji "Scythia"; Henryk Rozakolski, stud. IV
roku, pochodzacy z Wielkopolski (por. Z. Poplawski Represje
okupantow na Politechnice Lwowskiej (1939-1945), "Semper
Fidelis", 1991, nr 4, s. 3-4).

Szczegolnie zlowieszcza byla atmosfera, w ktorej
publicznie zorganizowano swoisty "sad" nad polskimi
dzialaczami studenckimi za rzekomy "antysemityzm", aby
ich wkrotce potem zabrac jako ofiary kazni. Mark Paul
porownal atmosfere zgromadzenia, ktore faktycznie
"skazalo" studentow na smierc, do atmosfery niektorych
wiecow w nazistowskich Niemczech (por. tekst M. Paula
Jewish-Polish Relations in Soviet-Occupied Eastern Poland,
1939-1941, publikowany w ksiazce The Story of Two Shtetls,
Bransk and Ejszyszki, Toronto-Chicago 1998, t. 2, s. 207).

Zbrodnia na dominikanach w Czortkowie

Wstrzasajace fakty o zbrodniach popelnionych przez
Zydow na Polakach na Kresach znajdujemy w relacji
ksiedza Zygmunta Mazura o losach klasztoru Dominikanow
w Czortkowie. Jak pisal ksiadz Mazur: Sytuacja klasztoru
ulegla gwaltownej zmianie 22 czerwca 1941 r. z chwila
wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej (...). Jak to bylo w
zwyczaju systemu stalinowskiego, przede wszystkim
przystapiono do likwidacji prawdziwych i domniemanych
wrogow rzadow komunistycznych. Do tej grupy zaliczono
przede wszystkim duchownych. Skierowane tam wladze
bezpieczenstwa w porozumieniu z jednostka wojskowa wpadly
w nocy na 2 lipca i wywlokly z klasztoru byle jak odzianych o.
Justyna, o. Jacka, o. Anatola oraz brata Andrzeja. Wywiezieni
nad rzeke w Starym Czortkowie na tzw. Groble zwana Berda,
zostali pomordowani strzalami w tyl glowy. Wykonawcami
wyrokow byli miejscowi Zydzi, sluzacy w NKWD, co
potwierdzaja zachowane zeznania mieszkancow Czortkowa
(jeden z uczestnikow mordu byl w PRL po 1945 r. generalem
Wojska Polskiego (...). O pozostalych zakonnikach nie mozna
bylo sie niczego dowiedziec, poniewaz wojsko bronilo dostepu
do klasztoru, a kosciol pozostawal zamkniety. Mimo tych
trudnosci jednemu uczniowi udalo sie przedostac do kosciola,
a stamtad do cel polozonych na parterze. To, co zobaczyl, bylo
przerazajace. W poszczegolnych lozkach lezeli pomordowani
strzalami w glowe bracia R. Czerwonka, M. Iwaniszczew i
tercjarz J. Wincentowicz (...). Sowieckie wladze
bezpieczenstwa rownoczesnie z mordami spladrowaly kosciol
(...). Chcac zatrzec slady dokonanej zbrodni, wojsko 4 lipca
1941 r. podpalilo klasztor (por. Ks. Z. Mazur Meczenski klasztor
dominikanow w Czortkowie, "Gazeta", Toronto, nr 45 z 1992
r.).

Ofiarami mordu w klasztorze w Czortkowie padli ojcowie:
Justyn Spyrlak, Jacek Misiuta, Anatol Znamirowski i
Hieronim Longawa; bracia zakonni: Andrzej Bojakowski,
Reginald Czerwonka i Metody Lwaniszczow, wreszcie
koscielny Jozef Wincentowicz (wedlug ksiazki ks. W.
Szetelnickiego Zapomniany lwowski bohater - ks. Stanislaw
Frankl (1903-1944), Rzym 1983, s. 122).

Wedlug wspomnien Leslawa Juriewicza w ksiazce
Niepotrzebny jednym z zabojcow i ich przewodnikiem byl
NKWD-zista, miejscowy Zyd, nazwiskiem Blum (por. L.
Juriewicz Niepotrzebny, Londyn 1977, s. 29). Juriewicz
wspominal, ze w Czortkowie w tym czasie mowiono duzo o
jakims wedkarzu, ktory ukryty w krzakach na przeciwnym brzegu
rzeki obserwowal cale morderstwo (...). Wedkarz ten
opowiadal, ze ofiary zostaly zastrzelone w pozycji kleczacej
strzalami w tyl czaszki. O ile pamietam, mowil tez, ze
zamordowani mieli rece zwiazane z tylu (por. tamze, s. 30).

Rozprawa z Polakami w Grodnie i powiecie
grodzienskim

Karol Liszewski (prof. Ryszard Szawlowski) pisal w swej
ksiazce o wojnie polsko-sowieckiej 1939 r. o roli
komunistow zydowskich - obok bialoruskich w okrutnej
rozprawie z Polakami w powiecie grodzienskim po
ostatecznym opanowaniu go przez Sowietow. Stwierdzal:
Najgorsze byly pierwsze dni po opanowaniu przez Sowietow
miasta. Ludzie, w szczegolnosci mlodziez, byli rewidowani i
jesli np. znaleziono nawet maly nozyk u chlopaka -
rozstrzeliwano na miejscu. Podobno na placu przed Fara lezal
caly wal ludzi w ten sposob zamordowanych (...). Trzeba tez
odnotowac morderstwa dokonane w tych dniach i tygodniach w
powiecie grodzienskim i w dalszych okolicach. Dokonywane one
byly - z "blogoslawienstwem" sowieckim - przez miejscowych
komunistow bialoruskich i zydowskich, jak rowniez przez
samych Sowietow. Podobno bolszewicy dali wowczas


miejscowym komunistom dwa tygodnie dla "swobodnego"

mordowania tzw. wrogow klasowych, w kazdym razie na wsi
(por. K. Liszewski (R. Szawlowski) Wojna polsko-sowiecka
1939 r., Londyn 1988, s. 75).

Mordowani w Grodnie Polacy czestokroc padali ofiara
zabojczych donosow ze strony znajacych ich Zydow. Na
przyklad Miroslaw Kurczyk, zamieszkaly w Polsce, syn
zamordowanego wowczas w Grodnie nauczyciela szkoly
powszechnej pisal: Po zalamaniu sie obrony wojska sowieckie
zajely wszystkie wazne punkty miasta, jak gmachy urzedow,
policji, wiezienie itp. W miasto ruszyly w pelnym rynsztunku
bojowym plutony egzekucyjne. W pierwszych dniach po zajeciu
miasta aresztowanych nie odstawiano do aresztu, wiezienia
czy obozu dla jencow, lecz rozstrzeliwano na miejscu.

Jeden z tych oddzialow sowieckich, przyprowadzony przez
cywila z czerwona opaska, mieszkanca domu, w ktorym
mieszkalismy, narodowosci zydowskiej, aresztowal mojego
ojca. Ojciec moj, Jan Kurczyk, lat 45, z zawodu nauczyciel, po
wyprowadzeniu z domu zostal rozstrzelany. (...) Ojciec moj nie
bral udzialu w obronie Grodna, ale wystarczylo, ze wskazano
na niego palcem, bo byl Polakiem, inteligentem, azeby bez
sadu zamordowac w stylu hitlerowskim (cyt. za R. Szawlowski
Wojna polsko-sowiecka 1939, Warszawa 1997, t. I, s. 364).

Adam Dobronski w 1989 r. przytoczyl w tekscie o obronie
Grodna jedno z charakterystycznych swiadectw z tamtego
okresu, piszac: 17 wrzesnia w szarosci switu Jadwiga
Dabrowska zauwazyla, ze w sasiednim domu odbywa sie
zebranie uzbrojonej mlodziezy zydowskiej. Z domu tego
wyszedl jeden mlodzieniec i ukryl sie w kwiatach. Wracal
wlasnie z wojny syn sasiada J. Dabrowskiej. "Nagle rozlegl sie
huk wystrzalu i idacy zolnierz ugodzony pociskiem karabinowym
w plecy padl martwy". Takich strzalow bylo wiecej, w miescie
odczuwano niepokoj (por. A. Dobronski Obrona Grodna we
wspomnieniach. "Dyskusja. Biuletyn Wojewodzkiego Domu
Kultury w Bialymstoku", 1989, nr 3-4, s. 17).

Podporucznik Ryszard Gluski, ktory we wrzesniu 1939 r.
walczyl w rejonie Grodna, tak opisywal swe dramatyczne
impresje po drodze na Grodno 20 IX 1939 r. 102. Pulk
Ulanow idzie w strazy przedniej Brygady, moj szwadron w
strazy przedniej pulku. Posuwamy sie przez Ostryne i Jeziory
szosa Lida-Grodno. Poprzedniego dnia ta sama droga przeszli
bolszewicy (oddzialy pancerne) i podobno zajeli Grodno.

Po drodze w miasteczkach (Ostryna, Jeziory) spotykamy bramy
triumfalne, przybrane czerwienia, wystawione przez ludnosc na
przybycie bolszewikow. Wszedzie juz zorganizowano komitety
rewolucyjne, ktore obejmuja wladze. Stosunek ludnosci
bialoruskiej i zydowskiej wobec nas zdecydowanie wrogi.
Pluton idacy w szpicy prawie w kazdej wsi otrzymuje strzaly i
musi staczac bitwe. Po drodze znajdujemy trupy zolnierzy
polskich zamordowanych w bestialski sposob (powykluwane
oczy itp.), lezace w rowach. Dokonywali tego miejscowi
komunisci (por. R. Gluski, G.B. Fijalkowski Zolnierze relacje,
"Dyskusja. Biuletyn Wojewodzkiego Domu Kultury w
Bialymstoku", 1989, nr 3-4, s. 23).

Jak pisal Mark Paul w swietnie udokumentowanym tekscie
o stosunkach polsko-zydowskich 1939-1941,
zamieszczonym w wydanej w Toronto w 1998 r. The Story of
Two Shtetl: Miejscowi Zydzi garneli sie tlumnie do szeregow
sowieckiej milicji i NKWD i wraz ze swymi zwolennikami brali
udzial w wylapywaniu polskich zolnierzy, dzialaczy i studentow,
ktorzy zglosili sie do obrony miasta (Grodna - J.R.N.). Byly
serie egzekucji w calym Grodnie. Zydzi, wrzeszczac,
wskazywali Sowietom na uciekajacych Polakow. W
otaczajacych (Grodno - J.R.N.) terenach miejscowi komunisci
Zydzi i Bialorusini, za blogoslawienstwem sowieckich
najezdzcow mordowali polskich wielkich wlascicieli ziemskich,
tak zwanych wrogow ludu (...) (por. M. Paul Jewish-Polish
Relations in Soviet Occupied Eastern Poland 1939-1941 w The
Story Two Shtetl. Bransk and Ejszyszki, Toronto-Chicago
1998, cz. 2, s. 188).

Zbrodnie "czerwonej milicji"

W rozlicznych relacjach powtarzaja sie informacje o
zbrodniach popelnianych przez skomunizowanych Zydow
na polskich zolnierzach i oficerach w pierwszych
tygodniach po najezdzie sowieckim na Kresy Wschodnie II
Rzeczypospolitej. Jak pisal Krzysztof Marek Raczynski: W
1939 r. niektorzy Zydzi urzadzali oblawy na zolnierzy polskich
pochodzacych z rozbitych przez wojska sowieckie oddzialow i
oddawali ich w rece komisarzy ludowych. I nie byly to
przypadki pojedyncze. Znane sa tez sytuacje, gdy mordowano
zolnierzy na miejscu (por. K.M. Raczynski Opowiesc o dwoch
miastach; Bransk i Ejszyszki, "Gazeta" (Toronto), 30
pazdziernika 1998 r.). Szczegolnie bezlitosnie wobec
Polakow zachowywali sie Zydzi wchodzacy w sklad
samozwanczej tzw. czerwonej milicji, pewni bezkarnosci za
swe zbrodnie popelniane w imie bolszewizmu.

Kazimierz Krajewski tak pisal w monografii AK na Ziemi
nowogrodzkiej o roli zorganizowanej przy wspoludziale
Zydow tzw. czerwonej milicji na tamtych terenach po 17
wrzesnia 1939 r.: Z przykroscia trzeba odnotowac fakt
poparcia sowieckiej agresji przez czesc obywateli narodowosci
bialoruskiej i zydowskiej. Przylaczali sie oni do
zorganizowanych przez sowieckich agentow band
samozwanczej tzw. czerwonej milicji i komitetow
rewolucyjnych (...). Wobec znikomosci polskiego oporu
wspomniana "czerwona milicja" i bandy dywersyjne,
rekrutujace sie z Bialorusinow i Zydow, nie odegraly zadnej roli
militarnej w momencie wkraczania Armii Czerwonej. Zlozona z
elementow komunistycznych, w wysokim stopniu
zdemoralizowanych, zasilona przez kryminalistow i roznoraki
motloch kierujacy sie najnizszymi pobudkami, skorzystala z
okazji do grabiezy i gwaltu, rzucajac sie na miejscowa
spolecznosc polska, swych dotychczasowych sasiadow.
Wkraczajace wojska rosyjskie, pomijajac szereg zbrodni
popelnionych na zolnierzach KOP, kadrze WP, policji,
ziemianstwie i tzw. pamieszczykach (posiadaczach), staraly sie
na ogol - zgodnie z otrzymanymi rozkazami - unikac zbednych
aktow terroru wobec ludnosci cywilnej (oczywiscie zolnierze
sowieccy kradli i rabowali, co sie dalo). Natomiast "czerwona
milicja" dopuscila sie w okresie przejsciowym niezliczonych
zbrodni, morderstw i grabiezy wobec ludnosci polskiej.
Zjawisko to mialo charakter powszechny i wystapilo we
wszystkich powiatach wojewodztwa nowogrodzkiego.
Niewatpliwie byla to operacja "oczyszczania" terenu z
elementow uznanych za antysowieckie, przygotowana i
kierowana przez rosyjskie sluzby specjalne (por. K. Krajewski
Na ziemi nowogrodzkiej. "Now" - Nowogrodzki Okreg Armii
Krajowej, Warszawa 1997, s. 7).

Przytaczajac w swej monografii przyklady zbrodni
popelnionych na Polakach bezposrednio po 17 wrzesnia
1939 r., Krajewski pisal: Do zbrojnego incydentu doszlo tez w
Berdowce, gdzie zydowsko-bialoruska "czerwona milicja"
wymordowala grupe oficerow i zolnierzy KOP przygotowujacych
sie do stawienia oporu bolszewikom (por. K. Krajewski Na
ziemi nowogrodzkiej. "Now" - Nowogrodzki Okreg Armii
Krajowej, Warszawa 1997, s. 6). Ten sam autor pisze, ze
bandyci bialoruscy lub zydowscy z czerwonymi opaskami na
rekawach byli sprawcami wiekszosci zabojstw w powiecie
nowogrodzkim po 17 wrzesnia 1939 r. (por. tamze, s. 8).

Ze wspomnien pulkownika broni pancernej Wlodzimierza
Samiry dowiadujemy sie, ze jego oddzial na wysokosci
miasteczka Zborowa zostal zaatakowany przez grupe
dywersantow zlozona z miejscowych Ukraincow oraz
"czerwonej milicji". Jak pisal Samira: Od miejscowej polskiej
ludnosci dowiedzielismy sie, ze ci dywersanci czesciowo
opanowali miasto i "rozprawili sie" z miejscowa panstwowa
policja - niemilosiernie ich mordujac (por. W. Samira: Nie
bylem tym... kim bylem, Londyn 1994, s. 5-6).

Dziennikarz Krzysztof Czubara opisal w "Tygodniku
Zamojskim" z 18 wrzesnia 1996 r. bardzo brutalne
zachowanie Zydow z "czerwonej milicji" na terenie
Zamoscia po opanowaniu go przez wojska sowieckie: Na
rozkaz (sowieckiego - J.R.N.) komendanta wojennego
milicjanci zatrzymali zakladnikow, m.in. prof. Stefana Millera i
adwokata Waclawa Bajkowskiego. Aresztowali oficerow i
podoficerow WP, policjantow, pracownikow przedwojennego
starostwa, dzialaczy Stronnictwa Narodowego i duchownych
(...). Setki aresztowanych osob przetrzymywano pod golym
niebem, w wiezieniu przy ul. Okrzei. Naczelnikiem wiezienia byl
kaflarz Jozef Dziuba. Milicjanci, szczegolnie Zydzi, nie mieli


zadnych skrupulow. Rozbrajali zolnierzy polskich, a rannych
rozbierali do bielizny, zabierali im buty, zegarki, rowery,

furmanki i inne cenne przedmioty. Na Nowym Miescie
zydowski wyrostek w czerwonym szaliku z pistoletem przy
pasie z koalicyjka, formowal z polskich zolnierzy kolumne
marszowa. Sam jechal przodem na koniu i wprowadzal ich na
Rynek, gdzie rozwrzeszczany tlum Zydow gwizdal i obrzucal
zolnierzy obelgami. Niektorych jencow zabijano. Np. w poblizu
Rotundy rozstrzelano kilku policjantow (cyt. za przedrukiem
artykulu K. Czubary w ksiazce R. Szawlowskiego Wojna
polsko-sowiecka 1939, Warszawa 1997, t. 2, s. 434). W Lucku
zlozona glownie z Zydow "czerwona milicja" opanowala
miasto 18 wrzesnia 1939 r., zabijajac polskiego policjanta
(wedlug tekstu M. Paula, op.cit., publikowanego w The
Story of Two Shtetl, Bransk and Ejszyszki, Toronto-Chicago
1998, t. 2, s. 194).

Byly wiezien sowiecki Franciszek Goszczynski wspominal,
iz w celi z nim siedzial Zyd Abraham Starkman, pochodzacy
z Brusna pod Rawa Ruska. Wedlug Gonczynskiego: Gdy
bolszewicy zajeli wschodnia czesc Polski, mlody Abraham
wespol z bratem staneli na cele Milicji Robotniczej. Starkman
chelpil sie, ze rozbrajal oficerow polskich, twierdzil, ze kilku
oficerow zastrzelono w jego wsi. Po upojeniu sie wladza,
wystapil z milicji i pojechal do Lwowa na zakupy (...).
Starkman czuje gleboki zal do Sowietow, ze za gorliwa
sluzbe w milicji siedzi w wiezieniu i ze potraktowano go na
rowni z Polakami (por. F. Gonczynski: Raj proletariacki,
Londyn 1950, s. 43, 44).

W Dubnie miejscowi Zydzi utworzyli milicje, ktora
aresztowala 17 wrzesnia 1939 r. glownego sedziego
miejskiego Bartlomieja Poliszczuka. Milicjanci przekazali go
w rece sowieckie, odtad nic wiecej nie slyszano o jego
losie. Niedawno dopiero jego nazwisko pojawilo sie na
liscie straconych polskich urzednikow (wedlug M. Paul
Jewish-Polish Relations in Soviet-Occupied Eastern Poland,
1939-1941; w The Story of Two Shtetls. Bransk and Ejszyszki,
Chicago 1998, cz. 2, s. 195. M. Paul podaje informacje o
losie sedziego Bartlomieja Poliszczuka w oparciu o relacje
Wiktora Poliszczuka, ktora znajduje sie w jego posiadaniu).

Wymordowanie polskich policjantow w Kolkach i w
Sarnach

Byly zolnierz Zenobiusz Janicki pisal o przejawach
zydowsko-ukrainskiej dywersji antypolskiej w regionie
Sarn-Przebraza-Troscianka, piszac: Na domiar zlego bandy
dywersantow ukrainsko-zydowskich napadaly na wycofujace sie
wojska (...). Wojsko pomaszerowalo do Kolek, gdzie wpadlo w
zasadzke. Dywersanci ukrainsko-zydowski ostrzelali oddzial z
karabinow maszynowych, ukrywajac sie w duzym murowanym
mlynie (por. Z. Janicki W obronie Przebraza i w drodze na
Berlin, Lublin 1997, s. 11, 12). Walczacy z dywersantami
zolnierze 3. Pulku Piechoty KOP zdolali sie jednak uporac z
dywersja, spalono mlyn i kilka pobliskich domow. Pplk Jan
Lachowicz, dowodca III Baonu 3. Pulku Piechoty KOP
opisywal, jak po zakonczeniu walk z dywersantami w
Kolkach: Wsrod ciemnosci, na tle dogasajacego ognia ukazala
sie sylwetka jakiegos czlowieka zblizajacego sie ku nam. Po
chwili stanal przed nami przygarbiony i licho ubrany stary Zyd.
Plakal i drzacym glosem pytal, dlaczego jemu nasi ulani
podpalili dom i cale gospodarstwo? (...) Skarzyl sie, ze on nie
winien, ze on nie mordowal polskich policjantow w Kolkach, ze
on kocha Polske itd. Stal dlugo przy nas i szlochal (...). Byla to
pierwsza wiadomosc o wymordowaniu policjantow w Kolkach.
Adiutant z kierowca kleli i dosadnym zolnierskim jezykiem
wyrazali swoje oburzenie na morderstwa popelnione przez
komunistow. Zal mi bylo starego Zyda, ktory przezyl ten dzien
20 wrzesnia bardziej moze tragicznie anizeli my, zolnierze
uzbrojeni jeszcze po zeby, z widokiem wydostania sie z matni
(por. relacja pplk. J. Lachowicza zamieszczona w ksiazce


R. Szawlowskiego Wojna polsko-sowiecka 1939, Warszawa

1997, t. 2, s. 142-143). Profesor Ryszard Szawlowski w swej
monografii o wojnie polsko-sowieckiej 1939 r. potwierdzil
fakt wymordowania przez dywersantow miejscowych
polskich policjantow (por. R. Szawlowski Wojna
polsko-sowiecka 1939, Warszawa 1997, t. 1, s. 199).
Dywersanci schwytani przez polskich zolnierzy po udanym
szturmie na Kolki, zostali rozstrzelani.

Profesor Ryszard Szawlowski zamiescil w swej monografii
wojny polsko-sowieckiej 1939 r. relacje pani J.R. z Wolynia
o prawdopodobnym mordzie na polskich policjantach w
Sarnach, wkrotce po wkroczeniu Sowietow do tego miasta.
Pani J.R. pisala: Zydzi z bronia krotka w reku oraz z kilkoma
zolnierzami radzieckimi prowadzili polska policje granatowa,
plujac na nich, krzyczac "przepuscic tych psow". Policja szla
bez pasow, z rekami w gorze, szli na smierc. Szli w pieciu
grupach, okolo 300 osob. Szli w strone mostu na rzece
Slucz w las.

Przez te ciezkie lata nigdy zadna wzmianka o ich losie,
grobach, nie przywrocila ich pamieci. Wiecej w tej sprawie nic
nie moge powiedziec, poniewaz musielismy uciekac w strone
Lwowa na Przemysl. A po miesiacu tulaczki przed 1 listopada
1939 r. przybylismy do Krakowa. Czesc ich pamieci! Chyba w
tej sprawie znajda sie inni Polacy, co widzieli (cyt. za R.
Szawlowski, op.cit. t. I, s. 390).

Cdn.

Andrzejgorski

unread,
Nov 1, 2000, 5:02:10 PM11/1/00
to

Przemilczane zbrodnie (4)

Kresowi Morele i Fejgini

W roznych relacjach, w tym miedzy innymi w nadeslanym z
Brazylii i publikowanym w poprzednim numerze "Naszej
Polski" liscie polskiego duchownego, powtarzaja sie
informacje o udziale zbolszewizowanych Zydow w
mordowaniu polskich oficerow na Kresach po 17 wrzesnia
1939 r. Pisal o tym profesor Tadeusz Piotrowski w bardzo
cennym dziele o dramacie Polski w czasie II wojny
swiatowej - Poland's Holocaust, wydanym rok temu w
Stanach Zjednoczonych. Profesor Piotrowski powolywal
sie przy tym na relacje swego szwagra - Ryszarda
Pedowskiego, ktory dostarczyl mu informacji o
zbrodniczym zamordowaniu dwunastu polskich oficerow
przez Zydow w Grabowcu (pow. hrubieszowski, woj.
lubelskie).

Wedlug Pedowskiego, polscy oficerowie zostali
zamordowani w piekarni bogatego Zyda grabowieckiego,
zwanego Pergamen. Nastepnie, inny Zyd, znany w
miejscowosci jako "Kuka" (woziwoda) przetransportowal
ciala dwunastu polskich oficerow na cmentarz i tam
zostawil je w rowie. Ciala zamordowanych nie mialy nic na
sobie poza bielizna. Gdy je znaleziono na cmentarzu
nastepnego dnia, mieszkancy zapewnili zamordowanym
chrzescijanski pogrzeb. Pozniej doszlo do otrucia "Kuki",
jako potencjalnie niewygodnego swiadka. Wedlug
Ryszarda Pedowskiego, zarowno dwunastu polskich
oficerow, jak i woziwode zamordowali miejscowi biedni,
grabowieccy Zydzi, sympatyzujacy z komunistami (Wedlug:


T. Piotrowski Poland's Holocaust, Jefferson, North Carolina

1998, s. 55). Profesor Tadeusz Piotrowski akcentowal, ze
sprawa grabowieckiej zbrodni na polskich oficerach
powinna byc poddana szczegolowemu sledztwu (por.
tamze, s. 55).

Istnieja rozliczne, rozproszone relacje, informujace o
przejawach brutalnego traktowania polskich oficerow i
zolnierzy az do zabojstw wlacznie (ze strony
zbolszewizowanych Zydow). Na przyklad Julian Grzesik
pisal w wydanej w 1989 r. w Lublinie ksiazce Alija o
martyrologii Zydow europejskich, iz: Znane byly przypadki
rozbrajania przez Zydow polskich zolnierzy, a niekiedy nawet
ich zabojstw. O zabojstwie w 1939 r. sierzanta, ktory odmowil
oddania broni Zydowi, piszacy te relacje posiada informacje z
pierwszej reki. J.K. Runiewicz wspomnial na lamach "Tygodnika
Kulturalnego" z 7 maja 1989 r.: "23 wrzesnia zostalismy
otoczeni przez czolgi sowieckie i przepedzeni do mlyna w
Hrubieszowie. Otoczeni przez miejscowych milicjantow-Zydow,
ktorzy w sposob bardzo ordynarny wykazywali, kto jest wladza
(...). Gros oficerow i podoficerow, ktorzy nie zaryzykowali
ucieczki, jest w wykazie katynskim". Wielu Zydow, nie tylko
komunistow, zapelnilo wkrotce etaty w sowieckiej
administracji, pomagajac NKWD w wylapywaniu oficerow i
pracownikow polskiej administracji.

Nieznani zabojcy hrabiego Skirmunta

Ofiarami zbolszewizowanych Zydow padali rowniez polscy
ziemianie, traktowani jako jeden z "zaslugujacych" na
wyniszczenie typow "wrogow ludu". W ksiazce Krzysztofa
Jasiewicza o stratach ziemianstwa polskiego w latach
1939-1956 znajdujemy informacje o okolicznosciach
zabojstwa Witolda Rozwadowskiego (1912-1939),
aresztowanego wraz z ojcem prawdopodobnie we wrzesniu
1939 r. Mlody, zaledwie 27-letni ziemianin Witold
Rozwadowski zostal zamordowany w wiezieniu w
Oszmianie przez swego kolege Zyda (milicjanta w
Oszmianie) (por. K. Jasiewicz Lista strat ziemianstwa
polskiego 1939-1956, Warszawa 1995, s. 887).

Maciej Giertych w ksiazce In Defence of My Country
szczegolowo opisal dramatyczna historie hrabiego
Henryka Skirmunta i jego siostry, ktorzy zostali uwiezieni
przez Zydow w miejscowosci Motol, a niedlugo potem
straceni. Henryk Skirmunt byl intelektualista katolickim,
prezesem Akcji Katolickiej w diecezji pinskiej, autorem i
dzialaczem spolecznym, bratem bylego polskiego ministra
spraw zagranicznych. Jak pisal Giertych: Po przekroczeniu
polskiej granicy przez armie rosyjska 17 wrzesnia 1939 r. pan
Skirmunt i jego siostra (...) wzieli samochod i opuscili dom,
pragnac uniknac schwytania we wlasnym domu przez
Sowietow. Gdy przejezdzali jednak przez niemal czysto
zydowskie miasteczko Motol, zostali zatrzymani i aresztowani
przez komunistyczna grupe miejscowych Zydow. Nie bylo mowy
o udzieleniu im pomocy przez ludzi, ktorzy przeciez byli ich
sasiadami. Przeciwnie, to wlasnie ich zydowscy sasiedzi
uniemozliwili im ucieczke. Kilka godzin czy kilka dni pozniej
oboje zostali straceni. Nie wiem dokladnie przez kogo, czy
przez miejscowych mieszkancow, ktorzy zatrzymali ich w
samochodzie, czy przez wladze sowieckie, ktorym ich
przekazano.

Byli dobrymi ludzmi. Zydzi w Motolu nie mieli z pewnoscia
zadnych uraz ni skarg przeciwko nim. Ich jedyna wina bylo to,
ze byli Polakami, arystokratami i umiarkowanie zamoznymi
(por. J. Giertych In Defence of My Country, London 1981, s.
294. O morderstwie Henryka i Marii Skirmuntow pisal
rowniez prof. R. Szawlowski, op.cit., t. 1, s. 375).

Mordowanie polskich wiezniow w czerwcu 1941 r.

Jedna z najczarniejszych plam w historii antypolskich
dzialan zbolszewizowanych Zydow w czasie wojny byl ich
bardzo aktywny udzial w mordowaniu polskich wiezniow w
czasie sowieckiego odwrotu po napasci na ZSRR w
czerwcu 1941 r. Chodzilo o mordy na masowa skale.
Autorzy dokumentalnej pracy na ten temat Krzysztof
Popinski, Aleksander Kokurin i Aleksander Gurjanow
oceniali, ze w toku pospiesznej "ewakuacji" wiezniow
zginelo od 20 000 do 30 000 polskich obywateli, glownie
Polakow i Ukraincow. Zgineli zamordowani w wiezieniach i
w toku samej ewakuacji (wedlug tekstu K. Popinskiego, A.
Kukurina i A. Gurjanowa Drogi smierci, Warszawa 1995, s.
68, cytowanego w ksiazce T. Piotrowskiego Poland's
Holocaust, op.cit., s. 18). Z kolei wedlug ocen Stanislawa
Kalbarczyka, w czasie czerwcowej "ewakuacji" ze
wszystkich wiezien sowieckich zginelo razem okolo 50 000
do 100 000 ofiar (wedlug tekstu S. Kalbarczyka Wykaz
lagrow sowieckich miejsc przymusowej pracy obywateli
polskich w latach 1939-1943, Warszawa 1993, cz. 1, s.
11-12). I tak np. w wiezieniach w Lucku przezylo masakre
tylko 90 z okolo 2000 wiezniow (wedlug T. Piotrowskiego,
op.cit., s. 18).

Ze wzgledu na zmasowany charakter mordowania polskich
wiezniow (a takze ukrainskich) w wiezieniach i w czasie
"ewakuacji" w czerwcu 1941 r., tym istotniejsze jest pelne
zbadanie konkretnej odpowiedzialnosci zbolszewizowanych
Zydow, uczestniczacych w roli katow w owych masakrach.
A byla to rola, niestety, dosc znaczaca. Jak pisal Mark Paul
w odniesieniu do zbrodni na wiezniach w czerwcu 1941 r.:
Istnieje wiele autentycznych raportow o miejscowych Zydach
w sluzbie sowieckiej uczestniczacych w egzekucjach wiezniow
przeprowadzanych na szeroka skale przez sowiecka sluzbe
bezpieczenstwa w owym czasie (por. tekst M. Paula


Jewish-Polish Relations in Soviet-Occupied Eastern Poland,

1939-1941, publikowany w The Story of Two Shtetls. Bransk
and Ejszyszki, Toronto-Chicago 1998, cz. 2, s. 216). W
ksiazce Zbrodnicza ewakuacja wiezien i aresztow NKWD na
Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej w czerwcu-lipcu 1941
r. pisze sie m.in. o udziale zbolszewizowanych Zydow w
mordowaniu wiezniow w Lucku, Oszmianie i Wolozynie
(por. Zbrodnicza ewakuacja wiezien i aresztow NKWD na
Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej w czerwcu-lipcu 1941
r. Materialy z sesji naukowej w 55. rocznice ewakuacji
wiezniow NKWD w glab ZSRR, Lodz, 10 czerwca 1996 r.,
Warszawa 1997, s. 82, 102-103, 118). We wspomnianej
ksiazce wymieniono po nazwisku - w oparciu o wyniki
sledztw - niektore osoby narodowosci zydowskiej, ktore
pelnily sluzbe w wiezieniach, gdzie popelniono masakry.
Byli wsrod nich m.in. Szloma Szlut, Karp - kobieta
narodowosci zydowskiej, Mohylow Zyd-kierowca,
Krelensztejn, rowniez narodowosci zydowskiej (por. tamze,
s. 102-103). Szczegolna brutalnoscia "wyroznily sie"
strzelajace do wiezniow, ustawionych na dziedzincu
wieziennym, dwie Zydowki z Lucka: Blumenkranz, lat 20,
corka wlasciciela sklepu obuwniczego z ulicy
Jagiellonskiej i Spiglowna (brak blizszych danych) (por.
tamze, s. 118).

Poza udzialem w masakrach w Lucku, Oszmianie i
Wolozynie, udzial zbolszewizowanych Zydow odnotowano
m.in. w mordowaniu Polakow w Czortkowie (co juz
wczesniej opisalem), w Tarnopolu, w okolicach Branska.

Masakra Polakow w Tarnopolu

Ksiadz Waclaw Szetelnicki pisal, ze 21 czerwca 1941 r. wraz
z wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej wycofujacy sie
Sowieci wymordowali w wiezieniach zamknietych tam Polakow
i Ukraincow. Stwierdzono, ze w wiezieniu tarnopolskim w
mordowaniu brali udzial trzej Zydzi z Trembowli: dorozkarz
Kramer, Dawid Kummel i Dawid Rosenberg (por. ks. W.
Szetelnicki Trembowla. Kresowy bastion wiary i polskosci,
Wroclaw 1992, s. 213). W tym przypadku dokladne
nazwiska zydowskich katow Polakow sa wiec dobrze
znane. Pytanie, czy polska strona wszczela sledztwo w ich
sprawie?

W "Naszej Polsce" z 8 wrzesnia 1999 r. podalismy list Marii
Antonowicz, piszacej o szczegolnie okrutnym mordzie na
polskich wiezniach w wiezieniu w Berezweczu, dokonanym
przez NKWD przy udziale bojowki zydowskiej. Warto tu
dodac, ze istnieja w innych zrodlach potwierdzenia
szczegolnego sadyzmu mordu w Berezweczu. Na przyklad
profesor Ryszard Szawlowski pisal w swej znakomitej
monografii wojny polsko-sowieckiej 1939 r. o dopuszczeniu
sie przez Sowietow potwornych tortur wobec wiezniow
polskich przed ich wymordowaniem, masakrowania,
wydlubywania oczu, odcinania konczyn (por. R. Szawlowski
Wojna polsko-sowiecka 1939, Warszawa 1997, t. 1, s. 416).

Mord na Polakach w okolicach Branska

Szokujace informacje na temat zbrodni popelnionej przy
wspoludziale Zydow na 40 Polakach z okolic Branska
znajdujemy w publikowanym rok temu tekscie Zbigniewa
Romaniuka. Jego autor jest czlowiekiem znanym z
niezwykle goracej troski o pielegnowanie sladow
zydowskiej przeszlosci w Bransku i o stwarzanie
mozliwosci prawdziwie glebokiego dialogu
polsko-zydowskiego. Przejety tymi ideami, kilka lat temu,
nawet nazbyt naiwnie zaufal w dobre intencje Mariana
Marzynskiego, krecacego film Shtetl, ktory pozniej okazal
sie tendencyjnym paszkwilem polakozerczym. Tym
godniejsze uwagi sa wiec stwierdzenia Zbigniewa
Romaniuka, oparte na prowadzonych przez niego
badaniach historii miasta Branska w 1939 r. Romaniuk
mowil m.in.: Glowna Komisja Badan Zbrodni przeciw Narodowi
Polskiemu bada obecnie sprawe szokujacego mordu na okolo
40 osobach z Ciechanowca, Branska i otaczajacych je terenow.
W czerwcu 1941 r., doslownie na godziny przez wejsciem
Niemcow do Branska, sowieckie NKWD w towarzystwie dwoch
zydowskich policjantow z Branska eskortowali wyzej
wspomniana grupe do wiezienia w Bialymstoku. Po drodze
natrafili oni na dzialania wojenne i musieli zrobic odwrot.
Blisko wioski Folwarki Tylwickie, niektorych wiezniow
rozstrzelano, innych z braku kul zabito bagnetami i kolbami
karabinow (por. tekst wywiadu W.A. Wierzewskiego z Z.
Romaniukiem publikowanym w ksiazce The Story of Two
Shtetl. Bransk and Ejszyszki, Toronto-Chicago 1998, t. 1, s.
26).

Romaniuk w odrebnym tekscie przytoczyl nazwiska
niektorych osob zamordowanych 23 czerwca 1941 r. w
Folwarkach Tylwickich. Byli wsrod nich m.in. nauczycielka
Helena Zaziemska, nauczycielka Szlezinger (z domu
Klukowska?) i przedsiebiorca Ignacy Plonski (wedlug
tekstu Z. Romaniuka Twenty one Months of Soviet Rule in
Bransk, publikowanego w The Story of Two Shtetl. Bransk and
Ejszyszki, Toronto-Chicago 1998, t. 1, s. 66).

Jan Marszalek w wydanej w 1998 r. ksiazce wymienil
dziesiatki osob, mieszkancow Lwowa, ktorzy stracili zycie
bezposrednio z rak zydowskich lub na skutek zabojczych
donosow roznych zbolszewizowanych Zydow (por. J.
Marszalek Ukrzyzowac ksiedza Jankowskiego, Warszawa
1998, t. 1, s. 184-220). W czasie rozmowy ze mna wyjasnil,
ze informacje na ten temat czerpal z roznych podziemnych
publikacji polskich z regionu Lwowa. Pelna dokumentacje
na ten temat p. Marszalek ma przedstawic w
przygotowywanej do druku odrebnej ksiazce pt.
Rozstrzelany Lwow. Wczesniej na lamach czasopisma
"Westerplatte" Jan Marszalek podal pare przykladow
zamieszczanych w podziemnej malej poligrafii na terenie
Lwowa po czerwcu 1941 r. fakty o zydowskich sprawcach
zaginiec Polakow. Jednym z tych przykladow byl apel Marii
Zugajowej, stwierdzajacy: Poszukuje mego meza, Stefana
Zugaja, zaaresztowanego przez bolszewikow w Zloczowie w
1939 r. w listopadzie. Do maja 1941 r. siedzial on jeszcze w
Zamku w Zloczowie, od tego czasu nie mam o nim zadnej
wiadomosci. Uwieziono go na skutek donosu Zydowki Lajder,
ktora pozostawala na uslugach NKWD. Wszystkich, ktorzy by
posiadali jakakolwiek wiadomosc o dalszych jego losach,
upraszam serdecznie o podanie jej pod adresem Maria
Zugajowa, Lwow, ul. Pierackiego 14/10 (por. "Westerplatte",
1994, nr 2, styczen-luty, s. 27). Podobny apel ze strony
Janiny Byczyszyn Herbst prosil o poinformowanie na temat
losow jej zaginionego meza, Michala Byczyszyna, ktory byl
pracownikiem lwowskiej ksiegarni kolejowej "Ruch" i
zostal zaaresztowany w 1941 r. na ulicy przez
zydowsko-bolszewickich zbirow (por. "Westerplatte", 1994, nr
4, maj-czerwiec, s. 27).

Wyjasnic kulisy zbrodni

W 60 lat po rozpoczeciu czarnej serii zbrodni na narodzie
polskim we wrzesniu 1939 r. tym niezbedniejsze jest
podjecie apelu o przyspieszanie wyswietlania kulisow
popelnianych wowczas zbrodni, badania tropow
prowadzacych na slad ich wykonawcow. Kazda informacja
w tej sprawie powinna byc zbadana i nie lekcewazona, poki
jest szansa, ze mozna dotrzec do swiadkow tamtych
tragicznych wydarzen. Oto jeden z przykladow
zaslugujacych na szczegolowe wyjasnienie. Byly
mieszkaniec Lwowa w czasach wojny - Zbigniew Schultz w
skierowanym do mnie liscie z 28 marca 1996 r. pisal o
swych informacjach na temat antypolskich dzialan
wspolwlasciciela kamienicy, w ktorej mieszkal - mlodego,
zonatego Zyda o nazwisku Schechter. (Chodzilo o
kamienice we Lwowie przy ul. sw. Kingi 10.) Wedlug listu Z.
Schultza: Wspolwlasciciel kamienicy Szechter wraz ze swym
bratem i matka mieli przed wojna duzy sklep spozywczy. Po
wkroczeniu 22 wrzesnia 1939 r. sowieciarzy do Lwowa
rozpoczal on prace w NKWD. Jego sluzaca, mloda Zydowka o
imieniu Tinka w tym czasie przychodzila do nas i opowiadala,
ze jej pan przychodzi z pracy czesto w pokrwawionej koszuli.
Przekonywala nas, ze jej pan morduje wiezniow politycznych w
wiezieniach lwowskich (wedlug tekstu p. Z. Schultza z 28
marca 1996 r. znajdujacego sie w moim posiadaniu).

Dlaczego milczy sie o tych zbrodniach?

Wymienione tu przyklady wskazuja, ze w latach 1939-1941
doszlo do licznych przypadkow mordowania Polakow przez
zbolszewizowanych Zydow. Prawda o tym powinna byc
wreszcie ujawniona, zwlaszcza teraz, gdy probuje sie
przedstawiac tak oszczerczy obraz Polakow jako narodu
rzekomo mordujacego Zydow i "wspolnikow Hitlera".
Zdumiewa tak wielka pasywnosc okazana w tej sprawie po
1989 r. przez Glowna Komisje Badania Zbrodni na Narodzie
Polskim. Czy wymogi lewackiej i filosemickiej "poprawnosci
politycznej" maja wciaz przeszkadzac w ujawnieniu
mordow popelnionych na Polakach przez Zydow i w ich
sciganiu? Dlaczego mamy unikac powiedzenia calej prawdy
o nikczemnych mordach popelnionych przez Zydow na
swych polskich wspolbliznich tylko dlatego, ze jakoby
musimy szczegolnie uwazac na to, by nie urazic wrazliwosci
Zydow jako ofiar holocaustu? My tez bylismy jako narod
ofiara holocaustu, sam stracilem wtedy ojca, ale jakos nikt,
a zwlaszcza Zydzi, nie chce pamietac o naszych cierpieniach
i nie liczy sie z nasza wrazliwoscia. Nie tylko przemilcza sie
prawde o polskiej martyrologii, lecz wytacza sie przeciw
nam coraz ohydniejsze kalumnie. Najwyzszy wiec czas, aby
wreszcie przystapic do systematycznego zbierania
swiadectw od ostatnich jeszcze zyjacych swiadkow
polskiego holocaustu, tego najbardziej przemilczanego
holocaustu z rak sowieckich, czestokroc przy pomocy
zbolszewizowanych Zydow.

Kaci sadowi i wiezienni

Piszac o zbrodniach popelnionych na Polakach przez
zbolszewizowanych Zydow, nie mozna zapominac o
niejednokrotnie spektakularnie wprost rzucajacej sie w
oczy, zbrodniczej, antypolskiej nadgorliwosci ze strony
roznych zydowskiego pochodzenia sedziow i sledczych,
swego rodzaju kresowych Moreli i Fejginow. W rozlicznych
relacjach powtarzaja sie opinie o szczegolnej
bezwzglednosci sadow, bez wahania ferujacych najsrozsze
wyroki. Prof. Ryszard Szawlowski przytoczyl w tym
kontekscie przyklad luckiego Zyda Ettingera, piszac, ze
gral on pierwsze skrzypce w zorganizowanym w Lucku
"sadzie polowym". Sowieci przed tym sadem postawili
wielu Polakow, w tym komendanta miasta Lucka plk.
Adama Czeslawa Haberlinga, licznych urzednikow
panstwowych i policjantow (por. R. Szawlowski, op.cit., t. 1,
s. 398).

Ettinger jako "doradca" w tym "sadzie polowym" stal sie
faktycznym panem zycia i smierci wsrod mieszkancow
Lucka. Warto przypomniec na ten temat zapiski
wspomnieniowe jednego z Polakow, ktorych uwieziono
wowczas w Lucku, znanego pozniej zolnierza Panstwa
Podziemnego - Waclawa Zagorskiego: Po paru minutach
przeprowadzono nas do duzej sali, stoimy przed sadem
polowym. Syn bogatego miejscowego kupca papiernika zasiada
w sadzie jako miejscowy doradca. Jest komendantem
Robitnycznej Gwardii miasta Lucka (...). Twarz tego Ettingera
mam przed soba za stolem sedziowskim. Teraz jego slowo
decyduje o losie wylapywanych na miescie i doprowadzanych
przed ten zaimprowizowany sad polskich policjantow,
urzednikow i ukrainskich nacjonalistow (...). Wystarcza
stwierdzenie Ettingera: "Eto nacjonalisticzeskaja kanalia" - i
juz bez dalszych pytan przewodniczacy komitetowi politruk
daje nie budzacy watpliwosci znak oczekujacym "strielkom"
(por. W. Zagorski Wolnosc w niewoli, London 1971, s. 25,26).

W rozlicznych polskich zapiskach wspomnieniowych i
opracowaniach naukowych odnoszacych sie do tamtych
lat wciaz powraca motyw szczegolnej zajadlosci
przesluchujacych Polakow sledczych pochodzenia
zydowskiego. Bardzo wymowny pod tym wzgledem jest
opis losow czternastu uwiezionych w marcu i kwietniu
1940 r. we Lwowie czlonkow Zwiazku Walki Zbrojnej. Ich
glownym i zarazem najbrutalniejszym sledczym, ktory
przesluchiwal ich w wiezieniu we Lwowie w sposob
nieslychanie sadystyczny, byl wyzszy oficer NKWD
zydowskiego pochodzenia E.M. Liebenson (por. E. Kotarska
Proces czternastu, Warszawa 1998, s. 49). Czternastu
patriotow zostalo niecaly rok pozniej straconych po
sfabrykowanym procesie.

Wladyslaw Wielhorski tak opisywal swe "spotkanie" z
zydowskim sledczym, oficerem NKWD: Trafilem do starszego
sedziego sledczego Zyda (...). Major starszy (okolo 45 lat),
lysy, arogancki, nieufny, sarkastycznie ironiczny. Dochodzenie
pozostawilo na mnie wrazenie szczegolnie przykre. Ziala na
mnie rozmowcy notoryczna nieufnosc i wrogosc (por. W.
Wielhorski Wspomnienia z przezyc w niewoli sowieckiej,
London 1965, s. 94).

Podobnie Franciszek Gonczycki pisal w swych
wspomnieniach o roli surowego "sliedowatela"-Zyda (por.
F. Gonczynski Raj proletariacki, Londyn 1950, s. 56). Bardzo
wymowna pod tym wzgledem jest opinia wybitnego
zydowskiego dzialacza PPS i publicysty Feliksa Mantela.
Ten autor, znany skadinad z obiektywizmu relacji o
stosunkach polsko-zydowskich, uznal za najgorszego
sposrod swych stalinowskich oprawcow wlasnie
zydowskiego sledczego Kogana. Jak pisal Mantel: Zmienilo
sie kilka sledczych, sprawa nie posunela sie naprzod ani o krok
i wreszcie trafilem na Zyda, Kogana. Czlowiek mlody, wysoki i
przystojny byl w istocie podlym psem, ktory uwazal, ze on
wlasnie ma wszelkie dane po temu, by zlamac drugiego Zyda.
Powtarzal ciagle, ze jako sowiecki Zyd, nalezacy do sowieckiej
spolecznosci zydowskiej, ktora cieszy sie wolnoscia i
przywilejami, nie moze zrozumiec, ze siedzi naprzeciw niego
polski Zyd, mowiacy tylko po polsku i sluzacy wiernie
interesom antysemickiego narodu polskiego czy to jako
adwokat, czy to jako urzednik. Mowiac o tym, pienil sie i plul
mi w twarz. Bylem bezradny wobec jego chamstwa. Nie
moglem rzucic mu w twarz faktow chuliganskiego
antysemityzmu w czerwonej armii, o czym dowiedzialem sie
pozniej, ani wymordowania calej plejady pisarzy zydowskich,
gdyz to nastapilo dopiero po 10 latach. Rad bylbym zobaczyc
jego mine w momencie aresztowania lekarzy zydowskich.

Naturalnie mowy nie bylo o przyznaniu sie z mojej strony.
Wobec tego oswiadczyl mi, ze zastosuje srodki drastyczne. I
tak tez stalo sie.

Kiedy wracalem tym razem do celi, dochodzily z kazdego
pokoju jeki katowanych. Tego dawniej nie bylo nigdy, wiec
zorientowalem sie szybko, ze jest to maskarada, aby mnie
zastraszyc (...). Dalszy bieg wypadkow byl stereotypowy:
usilowanie popelnienia samobojstwa, jedenastodniowy karcer i
120 godzinny konwojer (przesluchanie permanentne). Wszystko
to nie dalo rezultatu. Kogan wsciekal sie, tupal nogami,
wyzywal od najgorszych, przeklinal, szantazowal aresztem zony
i grozil, ze zlamie moje "japonskie morale" innymi srodkami.

W pewnej chwili wyciagnal z szuflady gumowy charap i zaczal
mnie nim okladac (...) (cyt. za F. Mantel Wachlarz wspomnien,
Paryz 1980, s. 162-163).

W roznych relacjach z sowieckich wiezien i obozow
powtarzaja sie informacje o szczegolnej bezwzglednosci
znajdujacych sie w ich kierownictwach Zydow. Typowa
pod tym wzgledem jest na przyklad relacja Jana B. o
kierownictwie obozu dla polskich oficerow w Ostaszkowie.
Wedlug tej relacji, na czele obozu stal komendant, z
pochodzenia Polak, major wojsk liniowych, czlowiek ludzki,
ktory uchodzil za sprawiedliwego. Mial on jednak zastepce
Zyda, kapitana gosudarstwiennoj bezopastnosti, czlowieka
bezwzglednego, nawet dla bolszewikow, ktory byl postrachem
calego obozu (wedlug W czterdziestym..., op.cit, s. 388). W
wydanej po raz pierwszy w 1945 r. na emigracji w Rzymie
ksiazce Sprawiedliwosc sowiecka czytamy relacje K. A.
higienisty o losie polskich wiezniow skierowanych na
Kolyme: do portu w Magadanie na Kolymie przybylismy dnia 26
maja 1940 r. W Magadanie rozpoczelo sie nowe pieklo. Tu nas
wzial w rece lejtnant NKWD Dorenko Iwan Iwanowicz i politruk
Zyd Boruchowicz Mosiej Szymonowicz i rozpoczelo sie nowe
pieklo (wedlug K. Zamorski, S. Starzewski Sprawiedliwosc
sowiecka, Warszawa 1994, s. 401-402). Mozna by dlugo
mnozyc przyklady tego typu relacji pokazujacych, jak rozni
zydowscy oficerowie, sledczy i politrukowie "zadbali" o
utworzenie prawdziwie "piekielnych" warunkow dla
polskich wiezniow.

Cdn.


Andrzejgorski

unread,
Nov 1, 2000, 5:05:43 PM11/1/00
to


Przemilczane zbrodnie (5)

Zabojcze donosy

Najbardziej zmasowana forma zbrodniczych dzialan
antypolskich ze strony prosowieckich Zydow byla wielka
fala skierowanych przeciwko Polakom zabojczych
donosow. Byly one nieustannym zjawiskiem lat 1939-1941
na Kresach. Zbolszewizowani Zydzi, znajacy doskonale
lokalne stosunki w poszczegolnych miejscowosciach,
okazali sie dla NKWD bezcennymi wrecz agentami i
informatorami przeciwko roznym patriotycznym
srodowiskom polskim. Wiele zydowskich donosow
przynioslo najtragiczniejsze skutki dla schwytanych na ich
podstawie Polakow. Niektorzy z nich bywali natychmiast
zabijani w rezultacie tych donosow, tak jak stalo sie w
opisanym w poprzednim rozdziale przypadku
grodzienskiego nauczyciela Jana Kurczyka. W przypadku
bardzo wielu innych Polakow donos konczyl sie
zamknieciem w sowieckim wiezieniu i pozniejszym
zakatowaniem na smierc. Bardzo wielu oficerow
schwytanych na podstawie zydowskich donosow znalazlo
sie pozniej na listach katynskich.

Ta nadzwyczaj ponura, donosicielska rola znacznej czesci
Zydow na Kresach Wschodnich zostala wymownie opisana
miedzy innymi w znakomicie udokumentowanej ksiazce
zydowskiego autora Bena-Ciona Pinchuka. Pisal on m.in.:
Nie ulega watpliwosci, iz lokalni komunisci zydowscy grali
wazna role w rozpoznaniu dawnych dzialaczy politycznych i
zestawieniu listy "niepozadanych" i "wrogow klasowych".
NKWD probowalo, czesto z sukcesem rekrutowac ludzi, ktorzy
przedtem byli aktywni w zydowskich instytucjach i politycznych
organizacjach, i w ten sposob stworzyli oni atmosfere
wzajemnych podejrzen o strachu wsrod przyjaciol i kolegow


(por. Ben-Cion Pinchuk Shtetl Jews under Soviet Rule. Eastern

Poland on the Eve of the Holocaust, Cambridge, Mass, 1991,
s. 35).

Spontanicznie witali Sowietow

Z roznych miejscowosci na Kresach odnotowywano po
latach takie same, identycznie brzmiace skargi na
donosicielska role czesci zbolszewizowanych,
antypolskich Zydow. Oto kilka, jakze typowych,
przykladow.

Wladyslaw Hermaszewski tak opisywal dramatyczne
wydarzenia, jakie nastapily po 17 wrzesnia 1939 r. w jego
rodzinnym Bereznie (pow. Kostopol, woj. wolynskie):
Spontanicznie witajacy czerwonoarmistow liczni Ukraincy i
czesc biedoty zydowskiej zaczeli okazywac swa wrogosc wobec
nas, Polakow, stanowiacych tu mniejszosc. Wyszukiwali i
wskazywali przybylym enkawudzistom funkcjonariuszy i
urzednikow polskich instytucji panstwowych i publicznych oraz
uciekinierow z zachodnich i centralnych wojewodztw,
szukajacych tu schronienia przed Niemcami, po czym nastapily
masowe ich aresztowania i deportacje (por. W.
Hermaszewski Echa Wolynia, Warszawa 1995, s. 43).

Mieszkajacy wowczas w Tarnopolu Czeslaw Blicharski
wspominal: Okupacja sowiecka Tarnopola rozpoczela sie o
godz. 15.00 17 wrzesnia 1939 r. (...) juz tego samego dnia
wieczorem rozpoczely sie masowe aresztowania
przeprowadzone przy pomocy usluznych informatorow,
pochodzacych z kregow nielicznej KPZU (Komunistycznej
Partii Zachodniej Ukrainy - J.R.N.) i biedoty zydowskiej. Od
tej chwili trwal nieprzerwanie proces wyniszczania elementow
polskich w miescie (por. C. Blicharski Tarnopolanie na starym
ojcow szlaku, Biskupice 1994, s. 203).

Zenon Skrzypkowski relacjonowal: W miasteczku
(Drohiczynie - J.R.N.) swoje "porzadki" zaczelo robic NKWD.
Znalezli sie tacy ludzie, ktorzy z nimi wspolpracowali.
Wywodzili sie na ogol z elementow o nie najlepszej opinii w
srodowisku. Byli to glownie Bialorusini i Zydzi. Duza aktywnosc
w sprzyjaniu bolszewikom wykazala zwlaszcza biedota
zydowska. Dosc szybko przystosowala sie do nowych warunkow
i zajela pozycje wysoko uprzywilejowana, zajmowala
kierownicze stanowiska w administracji i milicji. Niektorzy
Zydzi "pocieszali" nieszczesliwych i pelnych obaw o przyszlosc
Polakow slowami: "Jakos przy nas bedziecie zyli" (por. Z.
Skrzypkowski Przyszlismy was oswobodzic..., drohiczynskie
wspomnienia z lat niewoli, Warszawa 1991, s. 15).

Waclaw Wierzbicki z osiedla Kuchczyce, gm. Kleck, powiat
Nieswiez wspominal wydarzenia po 17 wrzesnia 1939 r. w
swych okolicach: Natychmiast znalezli sie perfidni Bialorusini
i Zydzi, ktorzy wkraczajacym wojskom sowieckim budowali
powitalne bramy. Zydzi powkladali czerwone opaski na rekawy
i stali sie enkawudzistami, wydaja Sowietom polskich
patriotow (por. Z Kresow Wschodnich RP na wygnanie.
Opowiesci zeslanca 1940-1946, Londyn 1996, s. 582).

Emisariusz ZWZ Aleksander Blum opisywal, jak juz w
drodze do Wilna dowiedzial sie, ze tamtejszy dworzec jest
niebezpieczny, bo jest silnie obstawiony przez agentow NKWD
i tzw. milicje obywatelska zaimprowizowana przez okupantow i
zlozona z chuliganow i z mlodziezy komunistycznej, szczegolnie
pochodzenia zydowskiego, uzbrojona w karabiny i zaopatrzona
w opaski czerwone. Glownym zadaniem ich bylo zatrzymywanie
podejrzanych osob i przebranych oficerow. "Przyklejali" sie oni
do wybranych przez siebie wojskowych podroznych i
towarzyszyli im do mieszkan prywatnych celem sprawdzenia
tozsamosci eskortowanych (wedlug: A. Blum O bron i orly
narodowe... (Z Wilna przez Francje i Szwajcarie do Wloch),
Londyn 1980, s. 102).

Podobna relacje znajdujemy rowniez w ksiazce zydowskich
autorow Jacka Pomerantza i Lyrica Wallworka. Winika o
owych latach: Wkrotce po wkroczeniu Sowietow do Rozyszcza
komunistyczna organizacja mlodziezy (...) przejela kontrole
miasta (...) ci mlodzi ludzie maszerowali po ulicach miasta z
karabinami. Nosili czerwone opaski identyfikacyjne,
wyaresztowywali ludzi uwazanych za faszystow czy wrogow
komunistycznej sprawy. Balem sie spacerowac na trasie od
stacji kolejowej do domu Ytzela. Balem sie, pomimo to ze
czesc mlodych (wielu?) z opaskami na ramionach byla Zydami
(wedlug relacji w ksiazce J. Pomerantza i L. W. Winika: Run
East: Flight From the Holocaust, Chicago 1997, s. 26, ktora
cytuje za: M. Paul Jewish-Polish Relations in Soviet Occupied
Eastern Poland. 1939-1941 w: The Story of Two Shtetl,
Bransk and Ejszyszki, Toronto-Chicago 1998, s. 189).

Z kregu australijskiej Polonii w Melbourne zostal wyslany
12 sierpnia 1995 r. do ksiedza pralata Henryka
Jankowskiego list, zawierajacy swiadectwa
dramatycznych czasow na Kresach po 17 wrzesnia 1939 r.
Autor listu, Bronislaw Stankiewicz, pisal m.in.: W 1939 r. jako
10-letni chlopak bylem swiadkiem, gdy do mojego miasta
Baranowicze wkraczala wyzwolencza Krasna Armia, wlasnie
Zydzi zakladali na lewa reke czerwone opaski, na ktorych
widnialy napisy NKWD. To wlasnie Zydzi byli donosicielami do
NKWD i wydawali w rece NKWD ukrywajacych sie oficerow
Wojska Polskiego, ukrywajacych sie policjantow granatowych,
nauczycieli, wyzszych urzednikow panstwowych, a w nocy
zajezdzaly czarne budy NKWD, ktore my nazywalismy "czorny
woron", wylapywano tych ludzi, ladowano w te czarne budy,
nastepnie w "stolypinki" i wieziono na Kolyme, skad juz nigdy
nie wrocili, umarli z glodu i chlodu (cyt. za: P. Raina Ks.
Henryk Jankowski nie ma za co przepraszac, Warszawa 1995,
s. 170).

Wymowne zapiski na temat rozmiarow donosicielstwa ze
strony duzej czesci Zydow znajdujemy w ksiazce bylego
kuriera rzadu RP Marka Celta. Opisal on tam miedzy innymi
dramatyczna rozmowe ze swa matka, ktora odwiedzil po
przybyciu z tajna misja na tereny okupowane przez
Sowietow. Matka ostrzegala Celta: Ta Wajssowna, ta Hela,
co prawie naprzeciw nas mieszka, kolo Serwatki, tam gdzie
Lopek, kilka razy sie mnie o ciebie pytala. I Stasie tez. Ona
straszna komunistka. A nienawiscia do Polski i do Polakow az
od niej tryska. Lopek przed nia przestrzegal (...)

Ty sie jej strzez. Ona mowila: wasz syn - juz nawet nie mowi
"pani syn" - wasz syn powinien byc z nami, a nie przeciw nam.
Ja mowie: gdzie on tam przeciw komu, prosze pani, on
studiuje. A ona: "panie" sie skonczyly, "panowie" tez. On nie
studiuje, a jak studiuje, to przeciw nam. Wy musicie
zrozumiec, ze tu Polska nigdy nie wroci, tu jest Zachodnia
Ukraina, radziecka wladza, radziecka przyszlosc, on powinien to
zrozumiec, im predzej, tym lepiej, a nie tam takie polskie
mrzonki (...). - Wlasnie to ci chcialam powiedziec: strasznie
trzeba uwazac i nie pokazywac sie ludziom na oczy. A wsrod
Zydow najwiecej zwolennikow Sowietow. Od takich
Wajssowien az sie roi. Trzeba sie miec na bacznosci dzien i
noc (por. M. Celt Biali kurierzy, Munchen 1986, s. 61).

Donosiciele i ich ofiary

Duza czesc donosow konczyla sie jak najgorszymi
skutkami dla oskarzanych przez Zydow Polakow,
doprowadzajac do utraty przez nich zycia. Istnieje wiele
relacji na temat tego typu "zabojczych" donosow z roznych
miejscowosci na Kresach - przytocze tu kilka typowych
przypadkow tego rodzaju. Do szczegolnie niebezpiecznej
fali donosow na polskich urzednikow i sedziow doszlo w
najwiekszym miescie na Wolyniu - Rownem. Aresztowano
tam m.in. bylego posla Dezyderego Smoczkiewicza i bylego
senatora Dworakowskiego, pieciu sedziow Sadu
Okregowego i wiceprokuratora (wszystkich potem
zamordowano). Aresztowano rowniez dwoch
podprokuratorow. Denuncjowali w szczegolnosci: aplikant
sadowy - syn zamoznej miejscowej rodziny zydowskiej oraz
starszy wozny sadowy - Ukrainiec (wedlug R. Szawlowski
Wojna polsko-sowiecka 1939, Warszawa 1997, t. 1, s. 397).

Wanda Skorupska we wrzesniu 1939 r. adwokatka we
Wlodzimierzu Wolynskim tak opisywala w relacji spisanej w
latach 80. wydarzenia zachodzace we Wlodzimierzu po
wejsciu wojsk sowieckich: Na podstawie donosow
sporzadzonych przez komunistow i Zydow aresztuje sie
natychmiast wybranych ludzi. We Wlodzimierzu aresztowano
adwokata Albina Wazynskiego i mjra (Juliana Jana)
Pilczynskiego, dyrektora gimnazjum Leona Kisiela, inspektora
szkolnego p. Jedryszke oraz kierownika jednej ze szkol
powszechnych. Zadenuncjowali ich miejscowi Zydzi. Zagineli
oni bez sladu (por. R. Szawlowski, op.cit., t. 1, s. 207).

Inny przyklad "zabojczego" donosu opisali A. i J.
Wiszniowscy w liscie do "Glosu Polskiego w Toronto" z 24
maja 1996 r. W liscie mozna bylo przeczytac dramatyczna
historie rodziny stryja Wiszniowskiego, ktory w 1939 r.
mieszkal w malym miasteczku Dolina, woj.
stanislawowskie. Jak pisano w liscie: Stryj mial doroslych
synow, ktorzy nalezeli do zwiazku "Sokolow" i "Strzelca", gdzie
haslem bylo "Bog, Honor, Ojczyzna". Widocznie w oczach
zydowskich bylo to wielkim przestepstwem i dlatego pewnej
nocy NKWD i dwoch Zydow, ktorych stryj znal, przyszlo
aresztowac moich stryjecznych braci. Jeden byl zakatowany w
miejscowym wiezieniu, inni wywiezieni na Sybir, tak jak
tysiace innych polskich rodzin, ktore dzieki zydowskiej
sluzalczosci (jaka do dzisiaj w Polsce panuje) zostalo
zeslanych na Sybir na zaglade (...). Kto sporzadzal spis
Polakow "kandydatow" na zsylke, jak nie podli Zydzi, ktorzy
zasiedli w 1939 r. na wszystkich waznych stolkach? Autor listu
uzywa bardzo ostrych epitetow pod adresem owczesnych
zydowskich donosicieli, czyz mozna sie jednak dziwic
czlowiekowi, ktory mogl z bliska zaobserwowac
spowodowana przez nich tak ciezka martyrologie rodziny
jego stryja?

cdn.

Andrzejgorski

unread,
Nov 1, 2000, 5:07:32 PM11/1/00
to
"Odgrywali sie" na Polakach

Istnieje az nadto wiele przykladow wykorzystywania przez
zbolszewizowanych Zydow wszelkich mozliwosci
"odegrania sie" na Polakach az do spowodowania ich
smierci wlacznie. Tak postapiono m.in. wobec znanego
naukowca, profesora Stanislawa Cywinskiego,
znienawidzonego przez Zydow za jego narodowo-katolicka
publicystyke. Wybitny polonista, profesor Konrad Gorski
wspominal, iz: Zemszczono sie na nim (prof. Cywinskim -
J.R.N.), po prostu oskarzajac go przed wladzami rosyjskimi.
Zostal wywieziony i zmarl w glebi Rosji (por. W Wilnie i w
Toruniu. Rozmowa z prof. Konradem Gorskim, "Zycie
Literackie", 11 wrzesnia 1988 r.).

Jerzy Surwily, pisal w naukowym opracowaniu wojennych
dramatow Polakow z Wilenszczyzny pt. Rachunki nie
zamkniete, ze Cywinski zostal zameczony w wiezieniu.
Wedlug Surwilo Cywinski przeszedl przez szesc kolejnych
wiezien, aby w koncu umrzec 30 marca 1941 r. w Kirowie
(Wiatce) w szpitalu wieziennym (por. J. Surwilo Rachunki nie
zamkniete. Wilenskie slady na drogach cierpien, Wilno 1992, s.
115).

Podobny przyklad zydowskiego donosu z zemsty, ktory
skonczyl sie w efekcie zamordowaniem Polaka, przytoczyl
historyk Marek Jan Chodakiewicz. Opisal on, jak pod
koniec wrzesnia 1939 r. zydowski gimnazjalista
przyprowadzil NKWD do mieszkania Zdzislawa
Zakrzewskiego, dzialacza Mlodziezy Wszechpolskiej z
Politechniki Lwowskiej. Z uwagi na nieobecnosc
Zakrzewskiego w domu NKWD w zamian aresztowalo jego
ojca - oficera policji, ktorego wkrotce potem zamordowano.
Aresztowano rowniez i deportowano matke i siostry
Zakrzewskiego. Matka zmarla na zeslaniu w Kazachstanie
(por. M.J. Chodakiewicz Szmulek chcial byc sowieckim
generalem. Postawy Zydow na Kresach 1939-1941, "Gazeta
Polska", 1 grudnia 1994 r.).

W pracy zbiorowej pod redakcja ksiedza Zygmunta
Zielinskiego na temat zycia religijnego w Polsce pod
okupacja 1939-1945 czytamy: Wspomniec trzeba ks.
Waclawa Rodzko, proboszcza parafii Traby, zamordowanego
w maju 1940 r. we wsi Rosalszczyzna, gdy podstepnie w nocy
zostal wezwany do chorego. Ogolna opinia w okolicy widziala
sprawcow tej zbrodni w Zydach, ktorzy w ten sposob mieli sie
zemscic za to, ze on przed wojna, bedac proboszczem w
Holszanach, mial przyczynic sie do usuniecia straganow
zydowskich sprzed wejscia do kosciola. Faktem jest, ze
pokazna czesc ludnosci zydowskiej opowiedziala sie za
sowiecka wladza i z niej rekrutowalo sie wielu jej urzednikow,
ktorzy mocno dali sie we znaki miejscowej ludnosci. Faktem
jest takze i to, ze czesc Zydow zostala wywieziona na Syberie
lub do Kazachstanu (por. Zycie religijne w Polsce pod okupacja
1939-1945. Metropolie wilenska i lwowska, zakony, praca
zbiorowa pod redakcja ks. Zygmunta Zielinskiego,
Katowice 1992, s. 494).

Feliks Gonczynski opisywal w dramatycznych
wspomnieniach z owczesnego Zwiazku Sowieckiego: Po
obiedzie odnalazlem ulice Drewniana, gdzie mieszkal Leonidas.

"Co slychac z Dewojna?" - spytalem Leonidasa.

"Rozstrzelali go Bolszewicy".

"Jego...?! Wybitnego lewicowca?"

"Jak wiesz byl naczelnikiem Urzedu Skarbowego, wiec
wymierzal podatki... zadenuncjowali go Zydzi" - wyjasnil
Leonidas (por. F. Gonczynski Raj proletariacki, Londyn 1950,
s. 14).

W tym okresie na Kresach powszechnie utrwalila sie slawa
Zydow jako donosicieli. Byly premier RP Leon Kozlowski,
opisujac krag polskich aresztowanych, z jakimi spotykal
sie w sowieckim wiezieniu, stwierdzil: Podobny zespol, jak
sie potem przekonalem i w innych celach: sedziowie, policja,
schwytani oficerowie, dzialacze spoleczni, robotnicy, studenci,
wszyscy, podobnie jak i ja, aresztowani na podstawie donosow
komunistow, w wiekszosci wypadkow Zydow (por. tekst
pamietnika L. Kozlowskiego pt. Sowieckie wiezienie
drukowanego na lamach paryskiej "Kultury", 1957, nr 10, s.
91).

W roznych relacjach i wspomnieniach mozna znalezc
straszne przyklady "zabojczych" donosow ze strony Zydow
na polskich patriotow. By przypomniec chocby zapiski
znakomitego matematyka polskiego, pochodzenia
zydowskiego Hugo Steinhausa. Opisal on historie
aresztowania swego ucznia Borka, ktorego jego dawny
ordynans, Zyd, wskazal NKWD, jako oficera rezerwy (...)
znienacka aresztowano go w mieszkaniu i zabrano do Lwowa.
Od tego czasu sluch o nim zaginal; prawdopodobnie podzielil
los oficerow katynskich. Podziwialem jego matke, ze nie
myslala wcale o zemscie. Chciala koniecznie dac mi
schronienie u siebie w Boryslawiu (por. H. Steinhaus
Wspomnienia z Polski w opracowaniu Aleksandry
Zgorzelskiej, Londyn 1992, s. 220).

Skutki takich "odgrywan sie" zbolszewizowanych Zydow
na Polakach byly najczesciej fatalne: dlugotrwale
wiezienie, zeslanie na Syberie, nierzadko - jak wczesniej
wspomnialem - nawet utrata zycia. Do wyjatkow nalezaly
raczej szczesliwe przypadki szybkiego uwolnienia po
donosie, jak stalo sie z ojcem profesora Jacka Trznadla -
Edwardem Trznadlem, bylym zastepca starosty w Olkuszu,
a pozniej starosta w Zawierciu. Edward Trznadel, idac
pewnego dnia ulica we Lwowie, zostal nagle zatrzymany
przez Zydow-komunistow z Olkusza, ktorzy go rozpoznali.
Natychmiast doprowadzili go na komisariat, twierdzac, ze
byli przez niego przesladowani (por. J. Trznadel: Moj ojciec
Edward, Zawiercie 1998, s. 57). Na szczescie po roznych
przesluchaniach wypuszczono go na wolnosc. Zostal w
nim jednak pewnego rodzaju strach przed donosami ze
strony Zydow. Opisywal swe odczucia w czasie pobytu
wkrotce potem w Stryju: Tylko raz bylem w kawiarni i gdy
zobaczylem te mase Zydow, przestraszylem sie. Mogli wsrod
nich byc znow komunisci. Oni, widzac obcego, nieznajomego
czlowieka, moga doniesc i moge byc aresztowany. Wobec tego
wrocilem ponownie do Lwowa (por. tamze, s. 59). Dodajmy, iz
aresztowanie Edwarda Trznadla przez Zydow-komunistow
z Olkusza, jako ich rzekomego dawniejszego
"przesladowcy", bylo tym bardziej szokujace ze wzgledu na
to, ze jako starosta mial on kiedys bardzo dobre stosunki z
miejscowymi Zydami. Jacek Trznadel pisal: Ojciec byl
bardzo szanowany przez te spolecznosc zydowska. Wyrazem
tego bywalo nawet odwolywanie sie do jego rozjemstwa w
wewnetrznych sporach gminy zydowskiej (por. tamze, s. 28).

My Polacy boimy sie Zydow, bardziej niz kogo
innego

Prawda przechowana w roznych relacjach z tamtego
okresu jest smutna i nieublagana. Wciaz powtarzaja sie
fakty dowodzace, ze nikczemnosc wielkiej rzeszy
Zydow-donosicieli wzbudzila wsrod Polakow poczucie
ogromnej nieufnosci do ogolu Zydow, powszechnego
strachu przed Zydami, jako niebezpiecznymi agentami
NKWD i Sowietow. Jakze wymowna pod tym wzgledem byla
relacja jednego z najodwazniejszych "bialych kurierow",
docierajacych na zagarniete przez Sowiety byle Kresy
Wschodnie II Rzeczypospolitej Tadeusza Chciuka (Marka
Celta). Tak pisal on o panujacej tam atmosferze: Pod
Sowietami (...) my Polacy, boimy sie Zydow - nie wszystkich
oczywiscie, ale jak sie boimy, to bardziej niz kogo innego. Oni
sa pierwsi do wspolpracy z bolszewikami, sa najbardziej
niebezpieczni - sa wszedzie, sa najgorliwszymi komunistami,
duzo wiedza, pomagaja "rozpracowywac" teren, sam mam
takich kolegow z gimnazjum, z uniwerku (por. T. Chciuk [M.
Cel] Biali kurierzy, Monachium 1986, s. 209).

We wspomnieniach Tadeusza Bodnara, po wrzesniu 1939 r.
przydzielonego do zydowskiego Gimnazjum
Mechanicznego w Grodnie, czytamy: Koledzy ostrzegali mnie
przed Zydami studentami i do zadnej organizacji mam nie
wstepowac, gdyz pomiedzy nimi jest duzo szpiegow i
zdrajcow. (...) Wykladowcami byli Polacy, Zydzi i paru Rosjan.
Kolegow nie mialem i trzymalem sie z daleka od wszystkich, a
na tematy polityczne nie chcialem rozmawiac, poniewaz nie
dowierzalem Zydom, bo wiedzialem, ze oni naszych duzo
wydali i czesc ich zostala rozstrzelana, czesc siedzi w
wiezieniu. Dobrze, ze nie wszyscy Zydzi byli tacy, ale oni bali
sie innych Zydow. Najgorzej ze wszystkich grup etnicznych to
ich balem sie, bo oni zrobili sie gorliwymi komunistami (por. T.
Bodnar, Znad Niemna przez Sybir do II Korpusu, Wroclaw
1997, s. 86).

Jak sie okazuje, mlody gimnazjalista mial calkowicie racje
w swych obawach przed zydowskimi denuncjatorami.
Badacz historii tamtych lat Kazimierz Krajewski, autor
obszernej syntezy dzialan Armii Krajowej w okregu
nowogrodzkim, pisal, iz: Wszelkie poczynania ludnosci polskiej
sledzone byly przez jej bialoruskich i zydowskich sasiadow,
czesto wspolpracujacych z wladzami sowieckimi i NKWD. Np.
grupa dziewczat, polskich gimnazjalistek z Lidy, nie zdazyla sie
nawet do konca zorganizowac, gdy ich zydowskie kolezanki z
klasy dostarczyly NKWD sporzadzona przez siebie liste
poczatkujacych konspiratorek (por. K. Krajewski Na ziemi
nowogrodzkiej, "Now"-Nowogrodzki Okreg Armii Krajowej,
Warszawa 1997, s. 15).

W licznych relacjach z owego okresu powtarzala sie opinia,
ze najwieksza przeszkoda dla polskiej konspiracji na
Kresach bylo doskonale rozpoznanie polskich srodowisk
patriotycznych przez miejscowych zbolszewizowanych
Zydow, a takze Bialorusinow i Ukraincow. Ustawicznie
grozilo to dekonspiracja wszelkich zawiazkow polskich
organizacji. Warto przypomniec w tym kontekscie chocby
swiadectwo rzetelnego obserwatora tamtych wydarzen -
Wladyslawa Siemiaszki, w 1939 r. pracownika urzedu
gminnego w Werbie, powiat Wlodzimierz Woynski. W relacji
spisanej po latach - w 1990 r. - Siemiaszko akcentowal, ze
polska konspiracja odbywala sie w nieslychanie trudnych
warunkach, stale wzrastajacej infiltracji sowieckiej oraz
wspolpracujacych z Sowietami Zydow i Ukraincow (cyt. za:
wyborem dokumentow w ksiazce R. Szawlowskiego,
op.cit., t. 2, s. 214).

W czasopismie "Semper fidelis" z 1994 r. opisano tragiczne
skutki jednego z takich zydowskich donosow, stwierdzajac
m.in.: Kolporterka (polskiej prasy podziemnej - J.R.N.)
aresztowana zostala przez rejonowa placowke NKWD w
Podwloczyskach. Okazalo sie, ze K. Oborska zbytnio i naiwnie
zaufala swojej kolezance Schott, narodowosci zydowskiej,
corce drogerzysty, przekazujac jej rowniez prase konspiracyjna.
Na rezultaty tego nierozwaznego kroku nie trzeba bylo dlugo
czekac. Najprawdopodobniej, na skutek decyzji rodzicow
Schott, fakt ten zostal zgloszony NKWD. W wyniku denuncjacji,
po uplywie zaledwie dwoch dni od aresztu K. Oborskiej
nastapily dalsze aresztowania. Zostal aresztowany ks. Adam
Gromadowski, ktoremu K. Oborska dostarczala prase
konspiracyjna, a 11 kwietnia 1940 r. zostal aresztowany
Kazimierz Kosiarski, ktory przejal "bibule" ze Lwowa i
dostarczyl K. Oborskiej, w celu jej kolportazu (wedlug dr A.
Korman O ksiedzu Adamie Gromadowskim, "Semper Fidelis",
styczen-luty 1994, nr 1, s. 8).

Okrutnie zmaltretowany w wiezieniu ksiadz Gromadowski
zostal rozstrzelany przez NKWD. Wsrod rozstrzelanych
przez enkawudzistow byla najprawdopodobniej rowniez
Krystyna Oborska (por. tamze). Takie byly skutki
"zabojczego" donosu zydowskiej rodziny Schott na polska
konspiratorke.

Katowana po donosie sasiadki

Doktor Barbara Obuchowska-Dus opisala dramatyczne
przejscia jej rodziny po 17 wrzesnia 1939 r. w
Dunilowiczach, powiat Postawy w woj. wilenskim.
Wspominala w swej relacji o tym, jak na jej ojca - sierzanta
Korpusu Obrony Pogranicza zlozyla doniesienie ich wlasna
sasiadka - Zydowka. Wedlug relacji doktor
Obuchowskiej-Dus: Sasiadka - Zydowka, Chana,
przyprowadzila zolnierzy sowieckich i powiedziala: "Polska
pani, jej maz to wojskowy". No i zaczelo sie. Wyrywali deski z
podlogi, klawisze z fortepianu, pruli materace. Szukali mego
ojca i "aruzja". Kopali nawet w ogrodzie. Nie znalezli nic.
Zabrali ojca obraczke i wiele rzeczy. Matke wyprowadzili za
dom do ogrodu i tam "przesluchiwali" przez 24 godziny z
rekoma w gore. Mdlala, zlewali ja woda i dalej
"przesluchiwali". Nie przypomniala sobie, gdzie rzekomo
schowano "aruzje". W tym czasie moj malutki brat zsinial z
placzu, glodu. Ja nie umialam mu pomoc, ale moja
szescioletnia siostra uciekla zolnierzom, aby zawiadomic
mieszkajacego poza miasteczkiem p. Antoniego Myszke.
Litwina, o sytuacji u nas. Jak Sowieci zostawili matke
nieprzytomna, p. Myszko zabral nas do siebie. Jakis czas
mieszkalismy u niego (cyt. za: R. Szawlowski Wojna
polsko-sowiecka 1939, Warszawa 1997, t. 1, s. 359).

Jednym z najchetniej stosowanych uzasadnien donosow
bylo oskarzenie o rzekomy antysemityzm. Z wymyslaniem
donosow pod tym pretekstem w owych czasach nigdy sie
nie patyczkowano. Na przyklad w Hucie Stepanskiej na
Wolyniu ofiara oskarzen o antysemityzm padl aresztowany
na ich podstawie miejscowy gospodarz i piekarz Henryk
Sawicki. Jego antysemityzm mial polegac na walce
konkurencyjnej z piekarniami zydowskimi ze Stepania w
dostawach przed wojna pieczywa na Slone Bloto (por. G.
Piotrowski Krwawe zniwa za Styrem, Horyniem i Slucza.


Wspomnienia z rodzinnych stron z czasow okupacji, Warszawa

1995, s. 38).

Mozna by dlugo jeszcze wyliczac podobne relacje o
roznego typu zydowskich donosicielach na Kresach.
Rozliczne zapiski z tamtych lat wskazuja na prawdziwie
liczna grupe Zydow, ktorzy wyspecjalizowali sie w
politycznych denuncjacjach. Wciaz powtarzala sie opinia,
wyrazona w relacji Zdzislawa Jagodzinskiego z powiatu
krzemienieckiego, zamieszczonej w ksiazce W
czterdziestym nas Matko na Sybir zeslali: Wiele bylo natomiast
szpiclow (sposrod uczniow), wsrod nich najwiecej Zydow
(wedlug: W czterdziestym... op.cit., s. 194) Inna relacja -
Zygmunta L. z powiatu stanislawowskiego stwierdzala:
Policje, wojsko polskie aresztowano, aresztowano tez ludzi
podejrzanych i bogatych ludzi, domy ich likwidowano, a rzeczy
zabierano. Zydzi podplaceni wydawali Polakow, u podejrzanych
robili rewizje, zabierano drogie rzeczy (por. tamze, s. 154).
Rowniez autorzy zydowscy, podobnie jak wspomniany juz
wyzej Ben-Cion Pinchuk - nie ukrywali opinii o wielkiej
ilosci Zydow donosicieli i NKWD-zisow.

Zydowski pamietnikarz Charles Gelman pisal, ze w
miasteczku Kurzeniec w poblizu Wilejki: Sowieckie wladze
byly wspierane w tych i innych sprawach przez miejscowych
aktywistow, ktorzy wspolpracowali z nimi, czesto na szkode
innych - Zydow, jak i nie-Zydow - i informowali o ich
bogactwie, stopniu lojalnosci politycznej i tak dalej. Czesc
ludzi doprowadzono do nedzy, pozbawiono ich domow, mebli i
wszystkich dobr materialnych. Czesc ludzi poslano nawet na
Syberie w rezultacie dzialalnosci informatorow... Wielu z tych
aktywistow wycofalo sie razem z Sowietami, na dlugo przed
zblizeniem sie Niemcow, poniewaz bali sie zemsty
niezydowskiej ludnosci, ktora byla antysowiecka... Wielu z
tych, ktorzy uciekli, przezylo wojne. Z rodzin, ktore aktywisci
pozostawili, natomiast nikt nie przezyl (wedlug tekstu C.
Gelamana Do Not Go Gentle: A Memoir of Jewish Resistance
in Poland, 1941-1945, cyt. przez M. Paula w: "The Story...,
op.cit., cz. 2, s. 208).

Znany intelektualista pochodzenia zydowskiego
Aleksander Wat stwierdzil wrecz w swym slynnym Moim
wieku, ze we Lwowie sporo bylo donosicieli Zydow,
nieslychanie duzo. O niebezpiecznej roli niektorych z nich
(lwowskie lata 1939-1941 byly dla nich swoista zaprawa do
dzialan bezpieczniackich po wojnie), m.in. Jerzego
Borejszy, Jacka Rozanskiego, Luny Brystygierowej (szerzej
wspomne w odrebnym tekscie o Zydowskiej Targowicy
inteligenckiej).

Cdn.

Andrzejgorski

unread,
Nov 1, 2000, 5:09:23 PM11/1/00
to

Przemilczane zbrodnie (6)

Nadzorowali deportacje

Bardzo ponura karte w stosunkach polsko-zydowskich na Kresach w latach
1939-1941 stanowil udzial znacznej czesci zbolszewizowanych Zydow w
kilku masowych deportacjach ludnosci polskiej na Syberie. Byl to udzial
bardzo wielostronny. Rozpoczynal sie od pomocy w starannym,
blyskawicznym, tajnym wyaresztowywaniu wszystkich Polakow tajnie
skazanych na wywozke poprzez rabowanie mienia deportowanych, ich
transportowanie do pociagow na deportacje i nadzor nad samym przejazdem
eszelonami na Syberie.

Aktywny, i dodajmy, bezwzgledny udzial znacznej czesci Zydow w masowych
deportacjach Polakow odnotowany zostal w bardzo licznych polskich
swiadectwach z owych ponurych "czasow pogardy". Nie brak zreszta
potwierdzen nikczemnej roli czesci zbolszewizowanych Zydow w tej sprawie
ze strony niektorych autorow zydowskich, uczciwie pokazujacych atmosfere
tamtych lat. Ponizej przedstawiam niektore relacje na temat warunkow i
atmosfery owczesnych deportacji.

Bili Polakow kolbami karabinow

W relacji polskiego swiadka wydarzen, jakie nastapily w Jedwabnym po
wejsciu wojsk sowieckich - Teodora Eugeniusza Lusinskiego, czytamy:
Stalinowska armia weszla do Jedwabnego 10 listopada 1939 r. (...) Zydzi
uzbroili sie i masowo weszli do NKWD. Nastepowaly aresztowania i
deportacje polskiej ludnosci na Syberie. Pierwszy transport wyruszyl w
grudniu 1939 r. Wsrod aresztowanych byli ksieza, zolnierze i ludzie
zamozni, ktorzy byli nazywani "kulakami" - polska burzuazja. Temperatura
spadla do minus 40 st. C. W mrozie ludzie byli na saniach wiezieni do
pociagu w Lomzy. Tam ladowano ich do wagonow towarowych tak jak bydlo.
Zydzi rozpoczeli walenie ich kolbami swych karabinow, aby przyspieszyc
zaladunek, bo bylo im zimno. Stara Zydowka nazwiskiem Kuropatwina
przyszla do naszego domu i relacjonowala, ze zydowscy komunisci pomagali
NKWD w wywiezieniu polskich rodzin na Syberie (Kopia cytowanej relacji
T.E. Lusinskiego znajduje sie w posiadaniu M. Paula, zamieszczajacego
cytowany fragment w Story of Two Shtetls, Bransk and Ejszyszki,
Chicago-Toronto 1998, t. 2, s. 143).

Szczegolnie przejmujacy byl opis deportacji polskich rodzin zamieszczony
we wspomnieniach Beaty Obertynskiej pt. W domu niewoli. Obertynska
wspominala po latach: Sowieci (...) wiedzieli, ze jedynym sposobem
"odpolszczenia Polski" bedzie pozbawienie jej Polakow. Z diabelska
perfidia umyslili wiec nie ludziom odebrac kraj - ale krajowi - ludzi.

Plan swoj przeprowadzili nagle, podstepnie, jednej nocy na calym
okupowanym terenie. Byla to ta noc wlasnie, ktora odchorowal prawie
Habicha. Dzis - slucham opowiadan o tej zbrodni widzianej od tamtej,
dotknietej tym nieszczesciem strony.

Znienacka, noca zaskoczonej wsi dano pol godziny czasu na zebranie sie,
po czym cala jej ludnosc, zaladowana na sanie, w trzaskajacy mroz milami
wieziona do kolei, zapakowana zostala do pociagow. Nie przepuszczono
nikomu. Brano starcow i niemowleta, kaleki i matolkow. Spedzano z lozek
rodzace kobiety i kazano im wlazic na sanie. Ciagnieto obloznie chorych
i sparalizowanych. W takiej skazanej na zaglade wsi czy osadzie nie
miala prawa zostac zywa dusza. Bydlo i inwentarz przechodzily
automatycznie na wlasnosc panstwa, by stac sie zawiazkiem przyszlych
kolektywnych gospodarstw. Ofiara padaly przede wszystkim czysto polskie
wsie i k o l o n i e - oraz zolnierskie, kresowe o s a d y.

Wywieziono tez wtedy wszystkie rodziny lesnikow, gajowych i resztki
kryjacej sie po wsiach i lesniczowkach, wyrzuconej z dworow i folwarkow
polskiej inteligencji. Milicja, ktora zostala uzywa do tej czystki,
skladala sie przewaznie z miejscowych Zydow, Ukraincow-komunistow oraz
nawiezionej chylkiem na ten wlasnie okres, sowieckiej milicji z Kijowa
(por. B. Obertynska W domu niewoli, Chicago 1968, s. 288-289).

Przychodzili po Polakow noca

Wanda Sulkowska-Mysliwiec, wspominajac czas deportacji jej rodziny z
Krzemienca, pisala: Zakonczeniem naszej tragedii byla noc 13 kwietnia
(1940 r. - J.R.N.), kiedy przyszli noca po cala nasza rodzine. Bylo
dwoch cywilow - jeden Zyd, a drugi Ukrainiec. Przyprowadzili sowieckiego
soldata z karabinem i kazali nam sie pakowac. Przerazilam sie - Boze,
dlaczego wypedzaja nas z naszego domu? Co bedzie z nami? (por. W.
Sulkowska-Mysliwiec Szkolne czasy w Krzemiencu w 1939-1940 r.,
"Niepodleglosc i Pamiec", 1999, nr 1, s. 129).

Andrzej Kolodziej w swych wspomnieniach z Bialozorki kolo Krzemienca
wini za deportacje swej rodziny na Syberie "rozbestwionych Ukraincow i
Zydow, marionetek komunistycznych, sprawujacych rzady w Bialozorce.
Pisze, jak w zapelnionych bydlecych wagonach, do ktorych ich
zaladowano, bylo slychac zlorzeczenia pod adresem bolszewikow i ich
wykonawcow, Ukraincow i Zydow (por. A. Kolodziej Ich zycie i sny. Dzieje
prawdziwe..., Pruszkow 1996, s. 81).

Deportacje Polakow calymi rodzinami przeprowadzano w skrajnie
nieludzkich warunkach, zaladowujac ich do bydlecych wagonow, ktorymi
dowozono ich do obozow pracy i odleglych terenow zeslania w Zwiazku
Sowieckim (por. M. Paul Jewish-Polish... op.cit., w Story of Two Shtetl,
op.cit., t. 2, s. 210). Brytyjski historyk Keith Sword, opisujac
przebieg deportacji Polakow, akcentowal niezwykla "starannosc"
wczesniejszego przygotowania jej przez wladze sowieckie. Zaplanowano
nawet takie szczegoly, jak zabieranie dzieci ze szkol tak, by ich
"zlaczyc z rodzinami" na dworcach. Niektore osoby zabierano z wiezienia
po to, by je "polaczyc z rodzinami" na stacjach (por. K. Sword
Deportation and Exile: Poles in the Soviet Union. 1939-1948, London
1994, s. 16). K. Sword wskazywal, ze przy przeprowadzeniu trzymanej w
tajemnicy operacji wywozki Polakow siegano zarowno do NKWD, lokalnej
milicji i armii, jak i zaufanych cywilow, piszac: Herschel Wajnrauch byl
radzieckim obywatelem - dziennikarzem sprowadzonym do pracy w zydowskiej
gazecie w Bialymstoku. On wspominal: Sowiecka policja nie miala dosc
ludzi dla przeprowadzenia masowych aresztow (Polakow), tak wiec siegano
po pomoc zwyczajnych sowieckich obywateli. Nasza gazete poproszono o
dostarczenie dwoch ludzi i ja bylem jednym z nich. Dano nam bron i
poszlismy z policja, aby aresztowac ludzi i poslac ich na Syberie. Cala
operacja (tj. deportacja z lutego 1940 r. - J.R.N.) zostala
przeprowadzona w takiej tajemnicy, ze byla kompletnym zaskoczeniem dla
ogromnej czesci ofiar (por. K. Sword: op.cit., s. 16-17).

Rabunek polskiego mienia

W roznych relacjach polskich poswieconych przypomnieniu historii tamtych
lat powtarzaja sie dramatyczne opowiesci o niezwykle sadystycznym
zachowaniu mlodych milicjantow zydowskich podczas wywozki rodzin
polskich, ich udziale w rozgrabianiu resztek ich mienia. Przytoczylismy
wstrzasajacy opis na ten temat juz w 3 odcinku relacji Polski holocaust
- we wspomnieniach 90-letniej bylej Sybiraczki.

Z kolei Leon Zur odnotowal w ksiazce wspomnieniowej Moj wolynski epos:
Pojawili sie rowniez Zydzi, ktorzy skupowali bydlo i trzode. Mowili przy
tym: "sprzedawajcie szybko, bo pieniadze wam sie przydadza. Juz wagony
na stacji w Rokitnie dla was sa podstawione". I to napawalo nas coraz
wieksza groza. Po nocach nie spalismy, oczekujac na przyjscie bojcow.

A wiedzielismy juz, jak to sie odbywa. Zwykle w nocy lub przed switem
pod dom przyjezdzalo auto pelne wojskowych, ktorymi dowodzil mlodszy
ranga oficer. Zolnierze z bagnetami na karabinach otaczali dom, w ktorym
przeprowadzano rewizje w poszukiwaniu broni. Mieszkancom dawano pol
godziny na spakowanie sie, potem ladowano na podstawione konskie podwody
i odwozono do najblizszej stacji kolejowej, gdzie staly bydlece wagony.
Umieszczano w nich ludzi z dobytkiem i transport odjezdzal na Wschod
(por. L. Zur Moj wolynski epos, Suwalki 1997, s. 46).

Wskazywali, ktorych Polakow wysiedlic

Mozna by dlugo wyliczac rozne teksty przypominajace niechlubna role
Zydow, glownie mlodych komunistow, w deportacjach Polakow.

Edward Pawlowski i Jadwiga Stobniak-Smogorzewska, omawiajac wywozki
Polakow z Wolynia w lutym 1940 r., pisali: Krystyna Ostrowska z d. Chyzy
z osady Bajonowka wspomina, ze 10 lutego o 4.00 rano weszli enkawudzisci
i Zydzi komunisci. Dali nam godzine na spakowanie sie i oswiadczyli, ze
jedziemy na przesiedlenie. Zaladowano nas na stacji w Zdolbunowie do
bydlecych wagonow i zaryglowano drzwi (por. Zbrodnie NKWD na obszarze
wojewodztw wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej. Materialy I
Miedzynarodowej Konferencji Naukowej, Koszalin 14 grudnia 1995, red.
nauk. B. Polak, Koszalin 1995, s. 22).

Biskup Wincenty Urban wspominal: W lutym 1940 r. miala miejsce "wielka
wywozka" na Syberie rodzin polskich wojskowych, tzw. osadnikow,
kolonistow, rodzin osob uprzednio aresztowanych (...). Z przykroscia
przychodzi pisac o tym, ze wowczas to niektorzy nacjonalisci ukrainscy,
czesciowo Zydzi, donosili do wladz sowieckich o ukrywajacych sie
wojskowych i polskich policjantach. Ofiara takiego donosu padl komisarz
policji Bryl, zmarly na Syberii (por. ks. bp Wincenty Urban Droga
krzyzowa archidiecezji lwowskiej w latach 1939-1945, Wroclaw 1983, s.
75).

Stanislawa W. Lubuska opisala typowy przebieg dramatycznego najscia noca
na jej dom przez NKWD-ziste, krasnoarmiejca i milicjanta, ktorzy zabrali
ich na wywozke: 13 kwietnia 1940 roku niespodziewanie naszli nas w domu
(we Lwowie) noca: enkawudzista w czarnym mundurze, mlody krasnoarmiejec
i milicjant, polski Zyd - ten byl najgorszy, bo od razu kradl. Po
przeprowadzonej w mieszkaniu rewizji zostalismy ewakuowani. W ciagu 15
minut stracilismy wszystko, wlasny dom, piekne umeblowanie, fortepian,
wspaniala biblioteke, cenne ksiazki oprawne w skore ze zlotymi napisami
walaly sie pod podlodze deptane i kopane przez oprawcow, bezprawnie nas
deportujacych w glab ZSRR (cyt. za: S. Wysocki Zydzi w Trzeciej
Rzeczypospolitej, Warszawa 1997, s. 9-10, gdzie relacje p. Lubuskiej
podano za "Ojczyzna" z 1 grudnia 1991, s. 13).

W ksiazce Story of Two Shtetl czytamy podana za periodykiem "Ojczyzna"
relacje Stanislawy W. Lubuskiej o okolicznosciach, w jakich zostala
deportowana na Syberie w nocy 13 kwietnia 1940 r. Lubuska wspominala, ze
wsrod osob, ktore przybyly do jej domu, by wywiezc jej rodzine najgorszy
byl policjant - polski Zyd, ktory zaczal krasc natychmiast (...). Po 15
minutach stracilismy wszystko: nasz wlasny dom, piekne meble, pianino,
cudowna biblioteke (por. The Story of Two Shtetl: op.cit., t. 2, s.
216).

Warto przypomniec rowniez uwagi na temat przyczyn nastrojow
antyzydowskich wsrod czesci zolnierzy armii Andersa, podane przez
polityka-socjaliste Jana Stanczyka, czlowieka jak najdalszego od
antysemityzmu, jak przyznawala nawet taka tropicielka antysemityzmu, jak
Krystyna Kersten. W lipcu 1943 r. Stanczyk zderzyl sie podczas rozmow z
Reprezentacja Zydostwa Polskiego z zarzutami dr. Abrahama Stuppa, ze
zolnierze zydowscy nie sa dopuszczani do pewnych formacji, nie ma
awansow dla oficerow zydowskich i w ogole atmosfera jest taka, ze Zyd
sie bardzo zle czuje. Odpowiadajac na te zarzuty, Stanczyk powiedzial:
Nie chce ukrywac i przyznaje, ze wsrod ludnosci przybylej z Rosji, jak i
w armii sa nastroje antysemickie. Z bolem to stwierdzam, ale tego nie
mozna zalatwic rozkazem. Przyczyna lezy w tym, ze jak przyszli
bolszewicy do Polski, to zydowscy milicjanci chodzili ze spisami i
wskazywali, kogo z Polakow nalezy wysiedlic. Kazdemu takiemu Polakowi
wydaje sie wiec, ze gdyby nie ten zydowski milicjant, to pozostalby u
siebie w domu, na swoim gospodarstwie (cyt. za: K. Kersten Polacy.
Zydzi. Komunizm. Anatomia polprawd 1939-1968, Warszawa 1992, s. 65-66).

Na kazdej furmance Zyd z karabinem

Danuta i Aleksander Wroniszewscy w reportazu Aby zyc ("Kontakty" z 19
lipca 1988 r.) odnotowali relacje mieszkanki miejscowosci Jedwabno:
Pamietam, jak wywozili Polakow do transportu na Sybir, na kazdej
furmance siedzial Zyd z karabinem. Matki, zony i dzieci klekaly przed
wozami, blagaly o litosc, pomoc. Ostatni raz 20 czerwca 1941 r.

Role Zydow w deportowaniu Polakow przypomnial rowniez Wlodzimierz
Drohomirecki w dramatycznej relacji Oczami dziecka, zamieszczonej w
ksiazce Swiadkowie mowia. Drohomirecki tak opisal sceny deportacji
Polakow w miejscowosci Derazne, powiat Kostopol na Wolyniu: Zima 1940 r.
jest bardzo mrozna, snieg lezy na wysokosc jednego metra. Coraz czesciej
wywozona jest ludnosc polska. "Kulacy", pracownicy bylej polskiej
administracji, nauczyciele, inteligencja, gajowi, osadnicy, lesnicy itp.
Codziennie jada do stacji kolejowych niekonczace sie ilosci furmanek.
Ludzie zamarzaja. Na furmankach przymocowane sa napisy "miatezniki" -
buntownicy. Wywozeni moga ze soba zabrac jedynie ubranie, maly wezelek,
troche zywnosci. Transporty obstawione sa po obu stronach przez
zolnierzy NKWD, nie mozna do ludzi tych podejsc, podac cieplej strawy
czy odziezy, traktowani sa przez Rosjan jak zaraza.

Ukraincy i Zydzi nie taja swojej radosci i donosza, kogo by tu jeszcze
nalezalo wywiezc. Juz wiemy, ze czesc ludzi zatrzymanych przez NKWD jest
rozstrzeliwana, ale gdzie, tego nikt nie wie (por. Swiadkowie mowia,
Wyd. Swiatowy Zwiazek Zolnierzy Armii Krajowej. Okreg Wolyn, Warszawa
1996, s. 97).

Jozef Klimaszewski "Cien" wspominal w pamietniku W cieniu czerwonego
boru, iz: Kiedy wieziono Polakow na Sybir wyrzutki ich narodu (Zydzi)
smiali sie, ze Polacy jada w pielgrzymke do Czestochowy (wedlug J.
Klimaszewski "Cien" W cieniu czerwonego boru, maszynopis pamietnika, s.
29, za odpisem zrobionym w polowie lat 80. przez L. Zebrowskiego).

Zbigniew Malyszczycki z Gdyni wspominal w swej relacji z Lubieszowa nad
Stochodem na Polesiu, jak nieliczna skadinad grupa Zydow, klaskala w
momencie, gdy osadnikow wojskowych i ich rodziny prowadzono do stacji
kolejowej dla wywozki na Sybir zima 1940 r. (wedlug relacji Z.
Malyszczyckiego otrzymanej za posrednictwem M. Paula, autora opracowania
o stosunkach polsko-zydowskich w The Story of Two Shtetl, op. cit.).

W ocenie profesora Edwarda Prusa po wrzesniu 1939 r. doszlo do
zawiazania pod sowieckim patronatem swoistego antypolskiego sojuszu
czesci Zydow z ukrainskimi nacjonalistami. Przejawial sie on, wedlug
autora, szczegolnie jaskrawo w czasie wywozenia Polakow na Syberie. Do
wagonow ladowali ich Ukraincy, ale konwojowali "w nieznane" Zydzi.
Nieznany jest przypadek uratowania przez Zyda, chocby jednego dziecka
skazanego na poniewierke i smierc pod kolem podbiegunowym (por. E. Prus
Holocaust po banderowsku. Czy Zydzi byli w UPA?, Wroclaw 1995, s. 24).

Przejmujace swiadectwo z tamtych lat przyniosla J. Rokicka na lamach
czasopisma "Semper Fidelis" z 1994 r., opisujac dramatyczne losy Polakow
z miasteczka Gwozdziec na Pokuciu: Nadeszla niezwykle sniezna i mrozna
zima 1939-1940 roku, a z nia tragiczny swit 10 lutego 1940 r., kiedy to
do bydlecych wagonow ladowano cale polskie rodziny, nie wylaczajac
dzieci i starcow. Sluzbe porzadkowa przy wagonach pelnili Zydzi i
Ukraincy, ktorzy jeszcze tak niedawno stanowili przyjazna, zdawaloby
sie, czesc naszej miasteczkowej spolecznosci (por. J. Rokicka Bylo sobie
takie miasteczko na Pokuciu, "Semper Fidelis", 1994, nr 22 z
wrzesnia-pazdziernika, s. 31).

Nie ukrywala roli Zydow jako wspolsprawcow strasznego losu Polakow
deportowanych na Syberie relacja Marii Karp, bardzo prostej,
niewyksztalconej Polski, ktora Sowieci zabrali 10 lutego 1940 r. na
Sybir wraz z rodzina z osady Hermanowo w powiecie lwowskim. Maria Karp
pisala: Dziesiatego lutego w soboty o godzinie w poldo szustej z rana
przyszlo siedym sowietow z karabinami i roskiej milicji dwoch a zydow
pieciu tesz z broniu, nas bylo szesc osob w rodzinie, a ich bylo
pietnastu z bronia. Jedyn sowiet stych siedmiu przeczytal nam pismo od
wyzszych wladz jak wyrok smierci i dali nam pietnascie minut czasu do
zebrania siebi i dzieci tak ze niezdazylismy sie dobzy prawie wpol nago
ze krotki czas i ze strach co z nami bedzie nie dali nic a nic
absolutnie nam ze soba wziasc do naszej stacji (...). Gdy rodzina
dowiedziala sie nasza ze nas zabrano pod eskortem z naszego domu i nie
dano nam nic wziac wiezli nam trocha zywnosci to nie chcieli rodzicow
sowieci i zydzi poscic blisku wagonow to my z wielkim kszykiem i placzem
wyskakiwalismy z wagonow nie zwazajac na strasz bo jusz wszystko jednu
zeby tylko wziasc zywnosc dla naszych dzieci tak w nastepna noc uciekli
ze Lwowa z nami, bylo nas w tym wagonie piecdziesiat 8. osob - jak
ruszyli ze Lwowa to tak jak djable grzeszny dusze porywaja do piekla,
tak sowiecie z Polakami do rosje, my mysleli ze te wagony z szyn
powyskakuja tak uciekali przed sama granica dopiero oddychneli ze swoja
zdobycza (Zachowania pisownia oryginalu, cyt. za W czterdziestym...
op.cit., s. 30).

Stanislaw Olejnik pisal w liscie do redakcji wychodzacego w Stanach
Zjednoczonych "Nowego Dziennika" (5 listopada 1992 r.) o tym, jak uzyto
do deportacji Polakow w 1940 r. sowieckiej milicji skladajacej sie
przewaznie z Zydow i Ukraincow (...). Akcje rozpoczeto 10 lutego 1940 r.
Zaskoczonej osadzie lub mieszkancom domu na wsi dano pol godziny na
zebranie sie, po czym ladowano wszystkich na sanie lub do ciezarowych
samochodow i w trzaskajacy mroz dowieziono do stacji kolejowej. Brano
starcow i niemowleta, kaleki (...). Spedzano z lozek rodzace kobiety,
ciagnieto obloznie chorych i sparalizowanych. Mozna sobie wyobrazic, co
mysleli pozniej ci Polacy, ktorzy przezyli wywozke o swych
przesladowcach z sowieckiej milicji.

Warto przypomniec rowniez opis deportacji, widzianej oczyma dziecka
(12-letniego wowczas Jana A. W relacji po uwolnieniu z sowieckiej zsylki
Jan A. wspominal: Dnia 12 VI 1941 r. o godzinie 6.00 rano, gdy mamusia
przyszla z pracy, dom nasz obstapili bolszewicy. Do domu wszedl Zyd
Szerman z piecioma enkawudzistami. Nam kazano siedziec na kanapie. Gdy
zrobiono rewizje, wtedy kazano nam sie pakowac. Powiedziano nam, ze nas
przesiedlaja w inne miejsce, bo nasz dom zajmuja zolnierze bolszewiccy.
Po niejakims czasie podjechaly wozy i nas zawieziono na stacje. Tam
zobaczylem szereg wagonow w liczbie 70. Okna zakratkowane (...). Odrazu
zrozumialem, ze nas oszukano (...). W wagonie razem z nami bylo 60 osob.
W wagonie bylo bardzo goraco. Wody niebylo nawet po trzydni. Starcy i
dzieci mdlaly z goraca. Tylko na wiekszych stacjach do stawalismy jedno
wiadro wody, ktora zostala od razu rozchwytana. Po dwu tygodniach takiej
ciezkiej jazdy dojechalismy do miasta Nowo-Sybirska (zachowana pisownia
oryginalu, cyt. za W czterdziestym..., op.cit., s. 82-83).

Gehenna rodziny Wroblewskich

Czestokroc jeden donos decydowal o gehennie calej polskiej rodziny,
ktora zostala w rezultacie denuncjacji skazana na deportacje na Syberie.
Nader typowa pod tym wzgledem byla historia opowiedziana we
wspomnieniach Wieslawa Wroblewskiego, ktory jako mlody chlopak zostal
wywieziony wraz z matka i paru innymi osobami na Syberie na skutek
bezwzglednego zydowskiego donosu. Wieslaw Wroblewski mieszkal wraz z
rodzicami w nieduzej miejscowosci Orla, wsi o malomiasteczkowym
charakterze zabudowy. Jego ojciec byl kierownikiem miejscowej
siedmioklasowej szkoly, byl niegdys tez legionista. To wszystko stalo
sie podstawa skierowanego przeciwko niemu wyrafinowanego donosu mlodego
Zyda, bylego ucznia rodzicow W. Wroblewskiego. Podczas zebrania
mieszkancow mlody Zyd otwarcie zwrocil sie do sowieckiego
funkcjonariusza w mundurze, mowiac: Towarzyszu komandir! Grazdanin
Wroblewski to dobry czlowiek, dobry nauczyciel. Uczyl nas mowic po
polsku, uczyl historii. Mowil o wyprawie Pilsudskiego na Kijow, ktorej
byl uczestnikiem. W bitwie zostal ranny, byl u was w niewoli. Za zaslugi
otrzymal Krzyz Niepodleglosciowy. Kazdego roku 3 maja i 11 listopada
ladnie przemawial. On tu dzisiaj milczy, ale jak go doprowadzicie na
komende, to on wam wszystko powie. To bardzo uczciwy czlowiek (cyt. za
wspomnieniami W. Wroblewskiego Bylem malym wrogiem ludu w ksiazce
Sybiracy Podkarpacia, praca zbiorowa, Krosno 1998, s. 243).

Na skutki wyszukanej denuncjacji mlodego Zyda nie trzeba bylo dlugo
czekac. W nocy 20 czerwca 1941 r. aresztowano ojca Wieslawa
Wroblewskiego - Tadeusza Wroblewskiego i osadzono w bialostockim
wiezieniu. Jego zone, corke, syna i tesciowa wywieziono zas na Syberie
(por. tamze, s. 244). Jechali w strasznych warunkach. Jak opowiadal
Wieslaw Wroblewski: Na stacji kolejowej Bielsk Podlaski zaladowano nas,
czterdziesci pare osob do jednego wagonu, ktory tym sie roznil od
bydlecego, ze na srodku na podlodze mial dziure - to ubikacja, a po jej
bokach drewniane nary - to lozka. Dwa male zakratowane okienka niewiele
przepuszczaly swiatla, a jeszcze mniej powietrza. Po zasunieciu i
zaryglowaniu drzwi w ten czerwcowy upalny dzien w wagony zapanowal
straszliwy zaduch. Chcialo sie pic, lecz wody nie dano. Po poludniu
pociag wyruszyl w nieznany, choc tragicznie spleciony z losami wielu
Polakow swiat - Sybir. Ludzie plakali, mdleli, modlili sie, proszac o
ratunek i litosc. Nie bylo wybawienia. Pociag jechal na Wschod (por.
tamze, s. 244).

Jak dalej wspominal Wieslaw Wroblewski, po dojechaniu w glab Altajskiego
Kraju: Zakwaterowano nas w budynku przeznaczonym do chowu cielat i
mlodego bydla. Usuniecie odchodow zwierzecych oraz wyscielenie posadzki
swiezym sianem nie zlikwidowalo smrodu pochodzacego z gnijacych resztek
kalu i moczu (...). Bylem malym, nieletnim wrogiem ludu, ale mialem juz
lat trzynascie i zgodnie z prawem zostalem robotnikiem sowchozu (por.
tamze, s. 245).

Czy mlody Zyd-donosiciel zdawal sobie w pelni sprawe, jaka dlugotrwala
gehenne zgotowal swa denuncjacja calej polskiej rodzinie? A moze to byl
tylko jego pierwszy pomyslny start do calej serii donosow w sluzbie NKWD
czy UB?

W oczach samych Zydow

Niektorzy autorzy zydowscy nie ukrywali swego oburzenia na stopien
bezwzglednosci demonstrowany przez ich zbolszewizowanych rodakow w
sowieckiej sluzbie. Na przyklad Max Wolfshau-Dinkes, skadinad bardzo
nieprzychylnie nastawiony do Polakow, przyznawal, ze zydowscy komunisci
zdecydowanie przebijali wszystkich swym skrajnym fanatyzmem. Pisal:
(...) Musze wyznac, ze uznalem zachowanie zydowskich komunistow podczas
sowieckiej okupacji za straszliwie odpychajace; oni odznaczali sie zbyt
brutalna postawa wobec zatrudniajacych ich wlascicieli. Polacy i
ukrainscy pracownicy nie denuncjowali zatrudniajacych ich wlascicieli
jako wyzyskiwaczy tak, zeby mozna bylo znacjonalizowac ich
przedsiebiorstwa, a ich samych poslac na Syberie. Zydowscy komunisci nie
mieli zadnych wahan w tym wzgledzie (M. Wolfshau-Dinkes Echec et mat.
Recit d'un survivant de Przemysl en Galicie, Paris 1983, s. 22).

Inny zydowski autor Yitzhak Arad bez ogrodek pisal o wielkiej roli
odegranej przez zydowskich aparatczykow komunistycznych w
przeprowadzonej przez Sowietow wielkiej akcji deportowania Polakow z
Litwy na Syberie i do Kazachstanu. Pisal: iz w Swiecianach podczas nocy
14 czerwca 1941 r. miasto bylo zaszokowane, gdy NKWD i czlonkowie
milicji zabrali setki ludzi z ich domow i umiescili w wiezieniach.
Wiekszosc aresztowanych stanowili urzednicy polskiego rzadu, obszarnicy,
oficerowie polskiej armii... Tej nocy podobne akcje mialy miejsce na
terenie calej Litwy; blisko 30 000 tysiecy ludzi calymi rodzinami
zostalo aresztowanych i deportowanych na Syberie i do Kazachstanu. Zydzi
grali relatywnie wielka role w komunistycznym aparacie partyjnym ktory
stal za ta akcja (wedlug tekstu Y. Arad The Partisan: From the Vallev of
Death to Mount Zion, New York 1979, s. 216 cytowanego w szkicu M. Paula
Jewish-Polish Relations in Soviwet-Occupied Eastern Poland 1939-1941 w:
The Story on Two Shtetl. Bransk and Ejszyszki, Toronto-Chicago 1998, cz.
2, s. 216).


Andrzejgorski

unread,
Nov 1, 2000, 5:13:23 PM11/1/00
to
Przemilczane zbrodnie (7)

Panoszyli sie w administracji

Wspomnienia z bardzo licznych miast kresowych
odzwierciedlaja wciaz te same, do znudzenia wrecz
powtarzajace sie fakty - ogromny poczatkowy entuzjazm
prosowiecki okazywany przez miejscowych Zydow i ich
nagle przyspieszone awanse na same szczyty lokalnej
hierarchii.

W wydanych przez Zydowski Instytut Historyczny Studiach z
dziejow Zydow przytoczono zawarta w Archiwum Ringelbluma
ocene Zydowki z Grodna: Polozenie Zydow na terenach
polskich zajetych przez Sowiety bylo nader pomyslne. Dzieki
swojemu wrodzonemu sprytowi i zdolnosciom potrafili oni sobie
ulozyc zycie, jak najdogodniej (...). Bardziej wplywowych
Polakow oraz takich, ktorzy zajmowali przed wojna wazniejsze
stanowiska, bolszewicy wywiezli w glab Rosji, wszelkie zas
urzedy obsadzali przewaznie Zydami i im powierzali wszedzie
kierownicze funkcje. Z tych wzgledow ludnosc polska
ustosunkowywala sie na ogol bardzo wrogo, wytworzyla sie
nienawisc o wiele jeszcze silniejsza niz byla przed wojna (por. A.
Zbikowski Zydzi polscy pod okupacja sowiecka 1939-1941 w:
Studiach z dziejow Zydow w Polsce, Warszawa 1995, t. 2, s.
65).

Podobny poglad znajdujemy w zamieszczonej w tychze
zbiorach opinii Zydowki z Wilna, stwierdzajacej: Bolszewicy
na ogol przychylnie odnosili sie do Zydow, mieli do nich zupelne
zaufanie i byli pewni ich calkowitej sympatii i zaufania. Z tego
powodu obsadzili Zydami wszystkie kierownicze i odpowiedzialne
stanowiska, nie powierzajac ich Polakom, ktorzy je dawniej
zajmowali (por. tamze, s. 65).

Podobna ocene znajdujemy rowniez w przytoczonym przez
Jana Tomasza Grossa zydowskim swiadectwie ze Lwowa:
Musze zaznaczyc, ze Zydzi zajeli od pierwszej chwili wiekszosc
stanowisk w urzedach sowieckich (cyt. za W czterdziestym nas
Matko na Sibir zeslali, Polska a Rosja 1939-1942, wybor i oprac.
J.T. Gross i I. Grudzinska Gross, Warszawa 1989, s. 29).
Rowniez z Zolwi naoczny zydowski swiadek podawal, ze:
Rosjanie opieraja sie glownie na elemencie zydowskim przy
obsadzaniu stanowisk (por. tamze, s. 29).

Dali calkowita wladze miejscowym Zydom

W polskich swiadectwach z tego okresu wylania sie
identyczny obraz - zdominowanie administracji przez Zydow
czestokroc calkowite, w innych przypadkach do spolki z
Ukraincami lub Bialorusinami. Zawsze jednak przy
calkowitym lub niemal calkowitym "oczyszczeniu"
administracji z Polakow, traktowanych przez Sowietow en
general, jako element podejrzany. Byly uczestnik obrony
Grodna, wspominal po latach w relacji przygotowanej w
lutym 1989 r., iz: W pierwszych miesiacach Sowieci dali
calkowita wladze miejscowym Zydom. I tak przychodzili Zydzi do
nas, do wsi, jako milicja czy NKWD i tak mowili do nas mlodych:
"Ty chodzil bic sie za Panow, ja ciebie, job twoju mac, dam
twoja Polska" (cyt. za wyborem dokumentow w ksiazce R.
Szawlowskiego Wojna polsko-sowiecka 1939, Warszawa 1995,
t. 2, s. 66).

Doktor ordynator Wadiusz Kiesz tak wspominal z czasow
swojej mlodosci zmonopolizowanie wladzy w jego rodzinnym
Boremlu przez Zydow po 17 wrzesnia 1939 r.: Po objeciu
wladzy przez Sowietow w miasteczku ukonstytuowal sie komitet
miejski partii, gdzie narodowosciowy sklad byl jednolity -
zydowski. Od tej bezposredniej wladzy zalezalo wiele - kogo
deportowac, kogo odpowiednio zaopiniowac, kogo wreszcie
zaszeregowac do tej czy innej szuflady (por. dr W. Kiesz Od
Boremla do Chicago, Starachowice 1999, s. 66).

Karol Liszewski (prof. Ryszard Szawlowski) pisal, ze rowniez
w Nadwornej, gdzie wojska sowieckie pojawily sie 22 wrzesnia
1939 r., cala administracje miasta objeli miejscowi Zydzi (por.


K. Liszewski (R. Szawlowski) Wojna polsko-sowiecka 1939 r.,

Londyn 1988, s. 156).

Amerykanski historyk Richard C. Lukas podaje, iz: Jeden z
raportow ocenial, ze 75 proc. administracji wysokiego szczebla
we Lwowie, Bialymstoku i Lucku podczas sowieckiej okupacji
skladalo sie z Zydow (wedlug R.C. Lukasa Zapomniany
Holocaust, Kielce 1995, s. 164).

Wszyscy Polacy uznani za "potencjalnych wrogow"

Warto przytoczyc w tym kontekscie rowniez swiadectwo
Zbigniewa Romaniuka z Branska. Trudno go posadzic o
niechec do Zydow, od wielu lat znany jest z troski o
odszukiwanie i pielegnowanie sladow przeszlosci zydowskiej
w Bransku. Jego zainteresowanie zwiazkami
polsko-zydowskimi i gotowosc do dialogu ze srodowiskami
zydowskimi zostala nawet skrajnie naduzyta przez
zydowskiego rezysera Mariana Marzynskiego. Oszukawszy
Romaniuka co do swoich prawdziwych intencji, nakrecil on
przy jego nieswiadomej pomocy skrajnie antypolski film
Shtetl. Tym bardziej godne uwagi sa opinie zawarte w dobrze
udokumentowanej pracy Romaniuka na temat roli Zydow w
sowietyzowaniu Branska po 17 wrzesnia 1939 r. Romaniuk
pisal: Prawie wszystkie stanowiska kierownicze w miescie
obsadzono miejscowymi Zydami lub przybylymi Bialorusinami i
Rosjanami.

W koncu pazdziernika i w listopadzie 1939 r. przeprowadzono
szeroko zakrojona akcje nacjonalizacji i kolektywizacji wlasnosci
prywatnej, panstwowej i spoldzielczej. Jeden z miejscowych
Zydow - Alter Trus, dokonal opisu tamtych wydarzen: "Powstala
nowa uprzywilejowana klasa. Na sklepikarzy patrzono jak na
burzuazje, ktora trzeba niszczyc. Najwazniejszymi w miescie
zostaja Welwl Pulszanski, Benie Fajwel Szustels, Ryfcie Pytlak -
starzy komunisci przylaczaja sie do nich Szepsel Preiser i Chaje
Man. Oni zajmuja sie nacjonalizacja branskiej burzuazji". Dalej
przytoczone sa przyklady naduzyc popelnianych przy
wykonywaniu czynnosci sluzbowych przez nadgorliwych i niezbyt
uczciwych urzednikow, glownie pochodzenia zydowskiego i
bialoruskiego. Cechowala ich dwulicowosc. Zaslaniajac sie
celami wyzszymi i dobrem ogolnospolecznym: "...ze sklepow
zabieraja towary, szukaja pieniedzy, poszukuja kosztownosci,
ktore pchaja do kieszeni. To jest ich zaplata za nacjonalizacje.
Pamiatka musi zostac! Lepsze towary chowaja po znajomosci,
aby pozniej je sprzedac. Czynili tak Welwl Pulszanski i jego zona
w sklepach Elko Gotliba i syna Lejzera Rubina. To samo robili u
Motla Konopiatego Szepsel Preiser i Chaje Man. Konopiaty
protestowal, ze nie podlega nacjonalizacji. Gdy sprawa sie
wyjasnila i towar trzeba bylo oddac, okazalo sie, ze zaginal. Kto
mial dobre stosunki z Szepselem Preiserem i Pulszanskim nie
musial niczego sie obawiac". Przyklady te dobrze obrazuja
sposoby wprowadzania nowych zasad ustrojowych(...). Nowy
aparat urzedniczy wszystkich Polakow traktowal jako
potencjalnych wrogow, dazac do sowietyzacji ludzi podatnych na
idee komunistyczne i wyniszczenia patriotow. Sytuacja taka
miala bardzo duzy wplyw na ksztaltowanie nastrojow wsrod
Polakow i czesci Zydow, nie kolaborujacych z okupantami (por.
Z. Romaniuk 21 miesiecy wladzy sowieckiej w Bransku, "Ziemia
Branska" 1995, s. 79, 84).

Rzadza juz Zydzi i Ukraincy

Piotr Zaron w naukowej syntezie historii ludnosci polskiej w
ZSRR w czasach II wojny swiatowej jednoznacznie
akcentowal wyrazne zdominowanie administracji na
dawnych Kresach Wschodnich II RP przez Zydow i
Ukraincow po 17 wrzesnia 1939 r. Pisal: Okres II (grudzien
1939 - styczen 1940) obfitowal w wazkie decyzje (...). Na
terenach zachodniej Ukrainy, w urzedach i sklepach
wprowadzono jezyk ukrainski i zydowski jako obowiazkowy.
Podobnie jezyk bialoruski i zydowski na terenach zachodniej
Bialorusi (...). Po wyborach jezyki ukrainski i zydowski
dominowaly w urzedach i szkolach. Stanowiska w urzedach
obejmowala glownie ludnosc ukrainska i zydowska. Usuwano
urzednikow polskich (...). Usuniete zostaly polskie napisy z
reklam handlowych i z urzedow. Nastapila zmiana polskich nazw
ulic (...). Powolano milicje, w sklad ktorej wchodzili poczatkowo
pracownicy miejscowi, glownie narodowosci ukrainskiej i
zydowskiej - w rejonach wlaczonych do Ukrainskiej SRR, a
narodowosci bialoruskiej i zydowskiej - na terenach wlaczonych
do Bialoruskiej SRR. W sadach cywilnych zatrudnieni byli takze
dawni pracownicy - Polacy, nowi pracownicy to glownie Zydzi, w
niewielkiej liczbie Ukraincy czy Bialorusini (por. P. Zaron
Ludnosc polska w Zwiazku Radzieckim w czasie II wojny
swiatowej, Warszawa 1990, s. 99-101).

Opinia Romaniuka o traktowaniu przez kierujacych
Branskiem Zydow wszystkich Polakow jako "potencjalnych
wrogow" wyrazala bardziej generalny nastroj czy trend
owych czasow. Jak to wyrazila Zydowka z Grodna w swej
relacji: Gdy Bolszewicy wkroczyli na tereny polskie, odniesli sie
oni z duza nieufnoscia do ludnosci polskiej i z pelnym zaufaniem
do Zydow (cyt. za W czterdziestym..., op. cit., s. 29).

Byly kierownik szkoly powszechnej Edwaryst Leopold H., w
pazdzierniku 1939 r. przebywajacy na dawnym miejscu pracy
zawodowej w Dmytrowie pow. Radziechow, woj.
tarnopolskie, relacjonowal, iz objecie wladzy przez Sowietow
zaznaczylo sie: "kokietowaniem Zydow i czesciowo Ukraincow
mniej uswiadomionych narodowo (...). Zydow wydzwigano na
urzedy (skarbowosc, sadownictwo, milicja, szkolnictwo, poczta,
starostwo itd. oraz organizujac z nich wywiad na wsi i w
miescie)" (wedlug W czterdziestym... op. cit., s. 291).

Kazimierz Krajewski w monografii dziejow Armii Krajowej na
ziemi nowogrodzkiej pisal, ze: Miejscowe elementy
komunistyczno-wywrotowe wziely udzial w instalowaniu w
terenie wladz sowieckich, organizujac rady wiejskie-sielsowiety.
Obsadzano je w wiekszosci aktywem komunistycznym, zlozonym
z Bialorusinow i Zydow (por. K. Krajewski Na ziemi
nowogrodzkiej, "Now" - Nowogrodzki Okreg Armii Krajowej,
Warszawa 1997, s. 9).

Obraz calkowitego zdominowania administracji na Kresach
przez Zydow i Ukraincow wylania sie rowniez ze wspomnien
zwiazanego z polska konspiracja Feliksa Gonczynskiego. W
ksiazce Raj proletariacki Gonczynski opisywal: Stanislawow
tonie w sloganach propagandowych. Nieomal na kazdej chalupie
zydowskiej wisi czerwona choragiew i holdowniczy transparent
"Niech zyje madry Stalin". Po miescie kraza gesto patrole milicji.
Milicjanci w ubraniach cywilnych; oznaka urzedowa jest karabin
najezony bagnetem, czerwona opaska zaopatrzona w napis i
olbrzymia pieczec z godlem sowieckim. Milicja sklada sie w
przewazajacej mierze z Zydow i Ukraincow. Duzo elementu
przestepczego.

W fabrykach rzadza Rady Robotnicze. Na czele Rad Robotniczych
stoja zaufani wyslannicy partyjni z Rosji, niekiedy zas miejscowi
robotnicy narodowosci zydowskiej. Stanowiska administracyjne
w urzedach i fabrykach zagarneli Zydzi wespol z Ukraincami.
Polakom pozostawiono funkcje poslugaczy i robotnikow. (...)
Lwow wyglada juz zupelnie inaczej niz w grudniu. Wrazenie
raczej przygnebiajace. Rzadza juz Zydzi i Ukraincy. Ci z polskiej
inteligencji, ktorych jeszcze nie aresztowano, pozapuszczali
dlugie brody i spedzaja czas w ogonkach po chleb lub
wyprzedaja sie z odziezy na Placu Krakowskim. Najbardziej
pozadanym przedmiotem handlu jest zegarek na reke (por. F.
Gonczynski Raj proletariacki, Londyn 1940, s. 17, 22).

Warto przypomniec rowniez fragment wspomnien bylego
zolnierza Armii Krajowej Witolda Andruszkiewicza (ps.
"Agawa"), odnoszacy sie do wydarzen bezposrednio po 17
wrzesnia 1939 r.: Spolecznosc zydowska miasteczka (Ejszyszek
- J.R.N.) w swej ogromnej wiekszosci przyjela wkraczajaca do
Polski Armie Czerwona z otwartymi ramionami, aktywnie
demonstrujac swa radosc z komunistycznego "wyzwolenia".
Zydzi tez obsadzili z miejsca wiekszosc stanowisk w miejscowej
administracji i wladzach bezpieczenstwa. Czesc mlodziezy
zydowskiej, okolo 100 osob, wyjechala do Radunia, Lidy i innych
miasteczek w tzw. Zachodniej Bialorusi, czyli na wschodnich
ziemiach Rzeczypospolitej, obsadzajac bardziej eksponowane i
intratne stanowiska. Byla to oczywiscie mlodziez w pelni
akceptujaca okupacje wschodniej Polski przez Sowiety (por. W.
Andruszkiewicz Holocaust Zydow w Ejszyszkach, "Glos Polski"
(Toronto), 1 lutego 1997 r.). Warto zauwazyc, ze autora tego
swiadectwa trudno posadzic o jakiekolwiek antyzydowskie
uprzedzenia - w przewazajacej czesci swego tekstu skupia
sie na przejmujacych opisach zaglady Zydow w Ejszyszkach.

Samobojstwo polskiego dyrektora banku

Czestokroc "oczyszczanie" administracji z Polakow na rzecz
nowych urzednikow, przewaznie Zydow, prowadzono w
bardzo bezwzgledny sposob. Dochodzilo do przypadkow
wrecz tragicznych - jak swiadczy historia opisana przez
Karola Liszewskiego (prof. Ryszarda Szawlowskiego) w
ksiazce o wojnie polsko-sowieckiej 1939 r.: Jednoczesnie
wladze administracyjne sowieckie przy pomocy miejscowych
komunistow, przewaznie Zydow, rozpoczely obejmowac polskie
instytucje administracyjne, gospodarcze, a przede wszystkim
finansowe. Zdarzyl sie przy tym, przy obejmowaniu Banku
Polskiego, tragiczny wypadek. Wladze sowieckie zadaly od
dyrektora oddzialu, sp. Oskwarka-Sieroslawskiego, wydania zlota
i walut, ktore przed opuszczeniem Wilna zabral ze soba
wojewoda Maruszewski; w pospiechu nie wystawiono nalezytego
pokwitowania.

Gdy dyrektor nie mogl wypelnic zadania wladz sowieckich, zostal
aresztowany i przewieziony do wojewodztwa, gdzie w warunkach
blizej nie wyjasnionych popelnil samobojstwo, rzucajac sie z
drugiego pietra na bruk podworka. Tragiczna smierc dyrektora
Oskwarka-Sieroslawskiego, czlowieka gleboko wierzacego, ktory
stal na czele Akcji Katolickiej w Wilnie, wywolala w miescie
glebokie wrazenie ( por. K. Liszewski [R. Szawlowski] Wojna
polsko-sowiecka 1939 r., Londyn 1988, s. 33).

cdn.

Andrzejgorski

unread,
Nov 1, 2000, 5:15:46 PM11/1/00
to

Falsze i prawda o roli Zydow w kolaboranckiej
administracji

Zmuszony jestem do grozacego jednostajnoscia wywodu
powtarzania konkretnych przykladow o dominujacej roli
Zydow w administracji przeroznych miejscowosci, bo
ostatnio spotykamy sie ze skrajnymi, wrecz wybielajacymi
Zydow klamstwami na ten temat. Prawdziwy prym pod tym
wzgledem wodzi, jako niebywaly falszerz historii, Jan T.
Gross, ktory teraz klamie w zaparte, nie pamietajac czy nie
chcac pamietac o tym, ze sam niegdys zamieszczal fakty
dowodnie przeczace jego dzisiejszym wywodom i
konkluzjom. Dzis Jan T. Gross zapewnia - w sprzecznosci z
ogromna faktografia, iz rzekomo Zydzi sa wymieniani w
obsadzie lokalnych organow wladzy bardzo rzadko (por. J.T.


Gross Upiorna dekada. Trzy eseje o stereotypach Zydow,

Polakow, Niemcow i komunistow 1939-1945, Krakow 1998, s.
78).

Ze wzgledu na fakt, ze upowszechniajaca te banialuki
ksiazka Grossa byla prawdziwie fetowana w michnikowskiej
"Gazecie Wyborczej" z 31 lipca - 1 sierpnia 1999 r. i w
katolickiej (!) "Wiezi" (z lipca 1999 r.) zmuszony jestem
przytoczyc jeszcze garsc uczciwych zydowskich swiadectw
na ten temat, ktorych "nie chca pamietac" nasi, jakze
potezni wybielacze zachowania Zydow na Kresach. Ktos,
komu rozne krytyczne polskie swiadectwa na ten temat
wydaja sie nie dosc przekonywujace, niech dowodnie
przekona sie o ich prawdzie poprzez konfrontacje z relacjami
samych Zydow -swiadkow owych lat. Na przyklad Henryk
Reiss, obecnie mieszkaniec Izraela, tak wspominal pierwsze
lata rzadow sowieckich we Lwowie (1939-1941):
Dziewiecdziesiat procent urzednikow naszego zjednoczenia
stanowili Zydzi. Podobna sytuacja istniala we wszystkich innych
zjednoczeniach i kooperatywach spoldzielczych na terenie
Lwowa, obejmujacych wszystkie galezie przemyslu, produkcji i
handlu (por. H. Reiss Z deszczu pod rynne... Wspomnienia
polskiego Zyda, Warszawa 1993, s. 41).

Bardzo wymowne swiadectwo na ten temat przynosza
rowniez wspomnienia Zyda ze Slonimia (miasta
powiatowego w wojewodztwie nowogrodzkim) - Nacuma
Alperta: Zydzi Slonimia witali Armie Czerwona z radoscia i ulga,
jakby wyczuwajac, ze oznaczac to bedzie koniec polskiego
antysemityzmu (...). Zadnej wiecej degradacji zydowskiego
honoru (...). Zydzi Slonimia powitali sowieckie czolgi kwiatami.
W tamtych szczesliwych chwilach marzylismy, ze slonce Stalina
bedzie zawsze ogrzewac i oswietlac zycie biednym ludziom
pracujacym i prowadzic ich na jasne drogi prawdziwej
sprawiedliwosci narodowej i spolecznej (por. N. Alpert The
Destruction of Slonim Jewry, New York 1990, s. 9-10).

Zydow Slonimia blyskawicznie "odpowiednio" wynagrodzono
za poparcie sowieckiego okupanta. Wedlug Nachuma
Alperta, na czele tymczasowej administracji miasta Slonimia
stanal Zyd z Minska Matwej Kolotow. Jak pisal sam Nachum
Alpert, Kolotow mial raczej prostacki wyglad. Zainstalowal swoj
urzad w starostwie i w prywatnych rozmowach nie ukrywal swej
dumy z tego, ze urodzil sie w rodzinie proletariackiej. - "Moj
ojciec jest izwoszczikiem" (woznica) - chwalil sie cala sila
swego glosu. I nie mozna go bylo lekcewazyc. Caly swiat byl w
jego rekach (por. tamze, s. 10). Na czele zorganizowanej przez
Kolotowa "Gwardii Robotniczej", majacej pilnowac
"porzadku" w miescie, postawiono innego Zyda - Chaima
Chomskyego, weterana partii komunistycznej. W czasie
wyborow do wladz "ludowych" w Bialymstoku pod koniec
1939 r. Chaim Chomsky zostal wybrany jako delegat miasta
Slonimia.

Inny zydowski autor, Weiss, ocenial: Od pierwszych dni
sowieckich rzadow Zydzi zostali wchlonieci w administracje
panstwowa, razem ze wszystkimi jej odgalezieniami, bez
zadnych ograniczen i byli tam reprezentowani w stopniu
przekraczajacym ich proporcje w calej ludnosci. Niektorzy
utrzymuja, ze to wzgledy polityczne mialy swoj udzial we
wlaczeniu relatywnie wysokiej proporcji Zydow do sowieckiej
administracji. Sowieci widzieli w Zydach element lojalny wobec
nowych wladz, a czasami nawet sympatyczny dla nich. Sowieci
byli swiadomi wrogiej postawy Polakow, ktora wynikala z
dlugotrwalej wrogosci Panstwa Polskiego i ZSRR, a specjalnie od
wejscia Armii Czerwonej do Wschodniej Polski w punkcie
kulminacyjnym rozpaczliwej wojny Polakow z Niemcami w
polowie wrzesnia 1939 r. Podobna sytuacja byla wsrod
Ukraincow, ktorzy byli przepojeni silnymi nastrojami
nacjonalistycznymi. Te fakty byly dobrze znane wladzom
sowieckim, gdy one zaczely obsadzac machine administracyjna,
ktorej glownym celem bylo realizowanie sowieckiej polityki i
wspieranie ustanawiania nowego ustroju. W ten sposob Zydzi,
byc moze bardziej niz dwa inne narody w Galicji Wschodniej,
odpowiadali wymaganiom wladz. Zydzi w tym czasie nie mieli
takich politycznych ambicji, ktore moglyby wzbudzic podejrzenia
Sowietow czy dac im powody do zachowania sie wobec nich z
rezerwa (cyt. za Polonszky, s. 20).

Zydowscy autorzy piszacy o sytuacji w malym miasteczku
Jody kolo Braslawia, relacjonowali: NKWD szybko stworzylo
klimat strachu w Jody. Kilku naszych zydowskich chlopcow
pracowalo w NKWD, a kilku Zydow stalo sie prominentami w
nowych wladzach Jody (por. P. Silverman, D. Smuschkowitz, P.
Smuszkowicz From Victims to Victors, Toronto 1992, s. 62).

Zydowski autor Mark Verstandig tak pisal o sytuacji w
miescie powiatowym Mosciska w wojewodztwie lwowskim:


Zmiany byly wprowadzane przez milicje i komitet obywatelski, w

ktorych wiekszosc stanowili Zydzi. Ogolnie biorac, byly takie
pozostalosci shtelt (malych miasteczek zydowskich - J.R.N.),


kierowane przez kilku zydowskich komunistow, ktorzy staneli na

ich czele po uwolnieniu z wiezienia. Polacy pogardzali zydowska
halastra paradujaca ulicami z czerwonymi opaskami na
ramionach i karabinami, ktorych prawie nie umieli uzywac,
pyszniacych sie wladza, ktora okazala sie bardzo krotkotrwala. W
kilka miesiecy po zrobieniu przez nich brudnej roboty, ci
zydowscy oficjele zostali zastapieni przez Rosjan i Ukraincow


(por. M. Verstandig I Rest My Case, Melbourne 1995, s. 98-99).

Inny zydowski autor M. Amihai, piszac o sytuacji w miescie
powiatowym Sambor w wojewodztwie lwowskim, stwierdzal,
ze: Wielu Zydow weszlo do sluzb miejskich i rzadowych. Rosjanie
ufali zydowskiej ludnosci wiecej niz Polakom i Ukraincom, i
dlatego wyzsze stanowiska powierzono Zydom (por. tekst M.
Amihaia The Rohatyn Jewish Communisty: A Town that
Perished, Tel Awiw 1962, s. 44, cytowany w Story of Two
Shtetl..., op.cit., t. 2, s. 200). Podobnie stwierdzano w
wydanej w Tel Awiwie Sambor Book Memorial, gdzie podano,
ze Rosjanie ufali ludnosci zydowskiej bardziej niz Polakom i
Ukraincom, i dlatego wyzsze stanowiska byly powierzane Zydom
(cyt. za Kielce. July 4, 1946, Toronto and Chicago 1996, s.
133).

Polacy harowali, Zydzi dyrygowali

Z relacji samych Zydow wynika, ze znajdowali sie w duzo
lepszej sytuacji od Polakow i nie tylko pod wzgledem
politycznym, ale i ekonomicznym. W drugim tomie Studiow z
dziejow Zydow w Polsce, czytamy na ten temat w jednej z
cytowanych relacji: (...) Sytuacja ekonomiczna Zydow na
zajetych ziemiach przedstawiala sie o wiele lepiej od polozenia
ludnosci polskiej. Podczas gdy Polacy musieli ciezka praca
zarabiac na utrzymanie, Zydzi obsadzili wszystkie wazniejsze
stanowiska i byli zajeci przy pracach lzejszych (...) woleli
pracowac jako subiekci w magazynach, ekspedienci itp. (...)
pracujac w charakterze subiektow, ekspedientow czy
magazynierow mieli oni moznosc wykorzystywania swych
zdolnosci handlowych i spekulatywnych, kombinowali w rozmaity
sposob (por. A. Zbikowski Zydzi polscy pod okupacja..., op. cit.,
s. 65).

Arcybiskup greckokatolicki we Lwowie, Andrzej Szeptycki,
pisal 26 grudnia 1939 r. do kardynala sekretarza kongregacji
Kosciola Wschodniego E. Tisseranta o zubozeniu ludnosci
wskutek dzialalnosci Zydow wykupujacych za bezcen
oszczednosci mieszkancow Lwowa (wedlug ksiazki
Spoleczenstwo polskie wobec martyrologii i walki Zydow w
latach II wojny swiatowej. Materialy z sesji w Instytucie
Historii PAN w dniu 11 III 1993 r., wstep i red. nauk. K.
Dunin-Wasowicz, Warszawa 1996, s. 23).

Autorzy wstepu do wydanego w 1996 r. wyboru zrodel na
temat okupacji sowieckiej wskazuja, ze szczegolnie czeste
awansowanie na funkcje kierownicze Zydow i Bialorusinow,
spowodowalo wsrod polskiej spolecznosci nastroj niecheci,
a nawet wrogosci do przedstawicieli obu tych nacji.
Akcentuja przy tym, ze z nadejsciem wladzy sowieckiej
zarowno Zydzi, jak Bialorusini otrzymali szereg przywilejow
od wladz sowieckich, podczas gdy Polacy stali sie
mniejszoscia uciskana na wielu polach (por. Okupacja
sowiecka (1939-1941) w swietle tajnych dokumentow, wybor
zrodel pod red. T. Strzembosza, wybor oprac. i wstep: K.
Jasiewicz, T. Strzembosz, M. Wierzbicki, Warszawa 1996, s.
21).

Depolonizacja szkolnictwa

W okresie od grudnia 1939 r. do stycznia 1940 r. zaczela sie
zakrojona na szeroka skale depolonizacja szkolnictwa
podstawowego, ogolnoksztalcacego i szkol wyzszych. Jak
pisal Piotr Zaron we wspomnianej juz naukowej syntezie


historii ludnosci polskiej w ZSRR w czasach II wojny

swiatowej: Na terenach zachodniej Ukrainy (...) zwalniano ze
szkol nauczycieli Polakow. Przeprowadzano tez weryfikacje
pracownikow naukowych na Uniwersytecie Lwowskim (...).
Usunieto z programow szkolnych historie Polski i zmniejszono
godziny przeznaczone na nauke jezyka polskiego - 50 proc. w
porownaniu do wymiaru nauki jezyka ukrainskiego i rosyjskiego.
Glownymi beneficjantami depolonizacji i weryfikacji pracownikow
naukowych na Kresach Wschodnich stali sie znowu traktowani
jako najbardziej zaufani Zydzi. Wyraznie swiadcza o tym
odpowiednie zmiany w skladzie narodowosciowym studentow na
uczelniach. Jak pisal znakomity badacz historii Polski
Richard C. Lukas: Pod sowiecka okupacja zmienil sie calkowicie
charakter Uniwersytetu Lwowskiego. Przed wojna wsrod
studentow bylo 70 proc. Polakow oraz po 15 procent Ukraincow i
Zydow. Pod panowaniem sowieckim odpowiednio 3, 12 i 85 proc.
(por. R.C. Lukas Zapomniany Holocaust, Kielce 1995, s. 164).
Tak wielki skok procentowy studentow pochodzenia
zydowskiego z 15 do 85 procent przy rownoczesnym spadku
ilosci studentow polskich z 75 proc. do 3 proc. ogolu
najlepiej swiadczy, ze czesc srodowisk zydowskich miala
szczegolne powody do wyslawiania wladzy sowieckiej.

Mieczyslaw Inglot, powolujac sie na prace Antoniego
Podrazy przedstawia zmiany w skladzie narodowosciowym
studentow Uniwersytetu Lwowskiego jako znacznie
mniejsze niz to podaje Lukas. Wedlug Inglota: Zmienil sie
sklad etniczny studentow. Przed wojna studiowalo na uczelni 60
proc. Polakow, 20 proc. Zydow i 15 proc. Ukraincow. Wedlug
Antoniego Podrazy, w czerwcu 1941 r. studiowalo 22 proc.
Polakow, 34 proc. Ukraincow i 44 proc. Zydow (por. M. Inglot
Polska kultura literacka Lwowa lat 1939-1941. Ze Lwowa i o
Lwowie. Antologia, Wroclaw 1995, s. 233). Nawet przy
przyjeciu tych znacznie mniejszych liczb okazuje sie, ze ilosc
Polakow studiujacych na Uniwersytecie Lwowskim
zmniejszyla sie w ciagu paru lat niemal trzykrotnie, podczas
gdy liczba studentow zydowskich zwiekszyla sie w tym
czasie ponad dwukrotnie. Tak wiec liczebny awans Zydow
nastapil glownie kosztem srodowisk polskich: musial wiec
wplynac negatywnie na nastroje spoleczenstwa polskiego
wobec Zydow.

"Odpowiednim" zmianom w skladzie narodowosciowym na
uczelniach sluzyly konsekwentnie przeprowadzane czystki.
Jednym z glownym ich celow stalo sie tropienie roznych
domniemanych "polskich antysemitow" w szkolach i na
uczelniach. Na przyklad na Politechnice Lwowskiej czystke tego
typu nadzorowal "komisarz" Politechniki, rosyjski Zyd, pplk
Jusimow, bezwzgledny politruk, odpowiedzialny za zamordowanie
pod zarzutami antysemityzmu grupy dzialaczy studenckich (por.
tego tekstu). Pplk Jusimow powolal kilku zespolow jako komisje
przyjec dla poszczegolnych wydzialow, do ktorych wchodzili
mlodociani dzialacze Komsomolu, w wiekszosci Zydzi (wedlug Z.


Poplawski Represje okupantow na Politechnice Lwowskiej

(1939-1945), "Semper Fidelis", 1991, nr 4, s. 2). Wedlug
opracowania Zbyslawa Poplawskiego, opisujacego
sowiecka "czystke" na wspomnianej uczelni: Z koncem
grudnia 1939 r. zostal usuniety dyscyplinarnie z Politechniki inz.
Zbigniew Budzanowski, bardzo utalentowany st. asystent II
Katedry Budowy Mostow (kierownik prof. A. Kuryllo). Byla to
zemsta dzialaczy komsomolskich, ktorzy wystapili z zarzutami
gnebienia studentow Zydow (Zydzi, uzdolnieni do nauk scislych,
szybko przechodzili przez pierwsze dwa lata studiow, natomiast
projektowanie sprawialo im pewne trudnosci).

W I Katedrze Budowy Mostow (kierownik prof. St. Brzozowski)
rowniez miala miejsce podobna historia. Starszy asystent inz.
Jerzy Wegierski zostal postawiony przed komisja dyscyplinarna i
usuniety z grona pracownikow za gnebienie Zydow przy
cwiczeniach z projektowania. W celu zachowania pozorow
obiektywnosci uczyniono prof. G. Sokolnickiego
przewodniczacego tej komisji, ktory nic nie mogl zdzialac wobec
jednolitej i wrecz niebezpiecznej postawy zydowskich
komunistow (por. Z. Poplawski Represje okupantow na


Politechnice Lwowskiej (1939-1945), "Semper Fidelis", 1991, nr

4, s. 4).

Depolonizacji sprzyjalo rowniez oddanie nadzoru nad
merytorycznymi tresciami nauczania polskiej mlodziezy
szkolnej w rece zagorzalych wrogow polskosci typu Jerzego
Borejszy (Goldberga). Temu wyprobowanemu agentowi
NKWD, a po wojnie dyktatorowi prasy i wydawnictw w tzw.
Polsce Ludowej, powierzono nadzor nad podrecznikami dla
polskiej mlodziezy szkolnej na terenach zagarnietych przez
Sowietow. Borejsza osobiscie byl odpowiedzialny za
podreczniki Literatury polskiej do uzytku nauczycielstwa i
mlodziezy radzieckiej z polskim jezykiem nauczania. Przepelnil je
tez odpowiednio wielka dawka stalinowskiego
wazeliniarstwa i atakow na najcenniejsze polskie tradycje
narodowe.

cdn.

Andrzejgorski

unread,
Nov 1, 2000, 5:17:38 PM11/1/00
to
Przemilczane zbrodnie cz. 8 /ost./

Przeciw polskosci i Kosciolowi

Protegowanie Zydow na kazdym kroku przez sowieckich
okupantow stworzylo w licznych srodowiskach zydowskich
poczucie, ze znalezli sie nagle na prawdziwej Ziemi
Obiecanej. Wizje te potwierdzaly nagle, przyspieszone
awanse na rozne posady w administracji-sadach, milicji,
szkolnictwie, na miejsce usunietych przez okupanta
"niepewnych" Polakow. Barbara Stanislawczyk tak pisala na
tle opowiesci o losie jednej z bohaterek jej ksiazki
Czterdziesci twardych o atmosferze panujacej po 17 wrzesnia
1939 r. na Kresach Wschodnich: Tylko komunisci i zydowska
biedota cieszyli sie z nadejscia Sowietow. Z zachwytem sluchali
ich przemowien, jak to jest teraz dobrze w Zwiazku Radzieckim.
Sluchali i bili brawo. Wierzyli, ze nowy ustroj komunistyczny
zamieni ich chalupy, w ktorych nie bylo podlogi, a okna rownaly
sie z ziemia, na normalne domy. Ze szklarz nie bedzie musial
chodzic po wsiach ze skrzynka na plecach i pytac, czy komu nie
potrzeba oszklic okna. Ze mleczarz nie bedzie musial ciagnac za
soba rozwalajacego sie wozka, tylko dostanie traktor... Ich
marzenia chwilowo sie ziscily, bo dostawali posady. Nedzarz
stawal sie urzednikiem, a dla Polaka-patrioty byl to urzednik
zaborcy, "zdrajca", "ruski pacholek" (...) (por. B. Stanislawczyk
Czterdziesci twardych, Warszawa 1997, s. 67-68).

Gotowy bylem "donosic" o wszelkich
"odstepstwach"

W licznych relacjach i wspomnieniach powtarzaja sie
opowiesci o niezwyklej naiwnosci i fanatycznej wrecz wierze
w komunizm, cechujace tysiace Zydow, zwlaszcza z
mlodszych pokolen. Jak wspominal Szmulek Pisar, ktory
pierwsze spotkania z wladza sowiecka przezyl zaledwie w
wieku 12 lat: (...) Umysl moj opanowaly idee rewolucyjne,
plynace z wpajanych nam nauk. Uwazalismy sie z najwiekszym
entuzjazmem za najmlodszych obywateli panstwa proletariatu.
Pelni wiary lgnelismy do tego opetania ideologicznego.
Nauczyciele polecili nam "donosic" o wszelkich "odstepstwach",
jakie zauwazylibysmy w naszych domach rodzinnych. Bylem w
stanie takiej egzaltacji, ze nie watpie, iz bylbym zdolny
posluchac tego nakazu. Ojciec i matka nie byli zachwyceni moim
"nawroceniem". Ale przypisywalem ich niezadowolenie faktowi,
ze zbytnio zwiazani byli ze starym swiatem (cyt. za: M. J.


Chodakiewicz Szmulek chcial byc sowieckim generalem.
Postawy Zydow na Kresach 1939-1941, "Gazeta Polska", 1
grudnia 1994 r.).

Plugawienie pamieci o panstwie polskim

Mlodzi Zydzi stanowili trzon propagandystow,
wyglaszajacych i wypisujacych najskrajniejsze banialuki w
sluzbie sowieckiego rezimu. Jedna z ich ulubionych
specjalnosci propagandowych stalo sie hucpiarskie
opluwanie obrazu rozbitej przez Sowiety niepodleglej Polski,
przedstawianej przez nich jako kraina wiezien i nedzy.
"Pomyslowosc" antypolskich propagandystow w
znieslawianiu II Rzeczypospolitej nie miala doslownie
zadnych granic. Pisarka Beata Obertynska odnotowala we
wspomnieniach z tamtych lat: Mowca byl mlody Zyd ze Lwowa,
plotl, az uszy puchly. Na przyklad twierdzil, ze w Polsce kazdy
hrabia, oficer i pomieszczik mieli prawo przy wyborach oddawac
6 do 10 glosow, podczas gdy chlop i robotnik nie mial ani
jednego (cyt. za: J.T. Gross i L. Grudzinska-Gross W
czterdziestym Matko na Sybir nas poslali, Warszawa 1989, s.
35).

Slynny matematyk, Hugo Steinhaus, odnotowal w swych
wspomnieniach taki jaskrawy przyklad prosowieckiego
zaklamania propagandowego: Widzialem numer "Czerwonego
Sztandaru", w ktorym jakas Zydowka wypisala artykul wielbiacy
Sowiety za bezplatna nauke uniwersytecka i wypominajacy
"panskiej Polsce" oplaty uniemozliwiajace synom robotnikow i
chlopow studia wyzsze, a na drugiej stronie tejze gazety
urzedowe rozporzadzenie wprowadzajace wysokie oplaty za
studia - wysokie, bo uniemozliwiajace dostep do nich synowi
robotnika. Uzasadnienie nowej ustawy bylo podane: dobrobyt
robotnika i chlopa rosyjskiego wzrosl tak wysoko, ze bezplatna
nauka jest juz niepotrzebna (por. H. Steinhaus Wspomnienia z
Polski, w oprac. A. Zgorzelskiej, Londyn 1992, s. 169).

Opisujac zwolany na uniwersytecie lwowskim mityng na
powitanie nowych wladz sowieckich, Steinhaus podkreslil,
ze Zydzi wyraznie dominowali wsrod przemawiajacych na
czesc nowych wladz. I konstatowal: Nie bylo takiej bzdury i
takiego klamstwa, na ktore by nie dala sie nabrac ta czesc
mlodziezy zydowskiej, ktora uwazala, ze jej marzenia sie
spelnily. Taki Herzberg, taki Wojdyslawski wierzyli po prostu we
wszystko, co im powiedziano. Wierzyli w szczerosc paktu
rosyjsko-niemieckiego (por. tamze, s. 171).

Do najskrajniejszych bzdur posuwano sie w klamstwach na
temat rzekomego oficjalnego polskiego antysemityzmu i
uciskania Zydow w II Rzeczypospolitej. W wydanej zaraz po
wkroczeniu armii sowieckiej na terenie wschodniej Polski
broszurze pt. Zapadnaja Bialarus mozna bylo przeczytac na
przyklad, jakoby w Polsce: Zydzi mogli chodzic tylko po
niektorych ulicach, po innych nie mieli prawa (cyt. za J.
Mackiewicz Droga donikad, Warszawa 1990, s. 88). W
broszurze znalazly sie zreszta rowniez liczne inne, rownie
oszczercze kalumnie na temat Polski, np. stwierdzenia, ze: W
Polsce istnialo takie prawo, ze gdy zaskrzypi kolo u wozu
chlopskiego, niepokojac sen obszarnika, chlop musial placic 7
zlotych sztrafu. Obszarnik mial prawo bic chlopa az do utraty
przytomnosci, zabrac oden ziemie i caly inwentarz za dlugi -
zupelnie bezkarnie i bez zadnego sadu... Robotnik pracowal
wiecej niz 20 godzin na dobe... W armii panowal system kar
cielesnych, bito palkami... (por. tamze, s. 88).

W awangardzie walki w Kosciolem

Po dziesiecioleciach przemilczenia w Polsce w bardzo
malym tylko stopniu znana jest rola komunistow
zydowskiego pochodzenia w walce z Kosciolem i religia w
Zwiazku Sowieckim. A byli oni swego rodzaju "prymusami"
tej walki. Nie mieli zadnych wczesniejszych zwiazkow z
religia chrzescijanska, nierzadko byli juz z gory do niej
bardzo negatywnie nastawieni w oparciu o niektore
przekazy Talmudu (por. uwagi I. Shahaka w ksiazce
Zydowskie dzieje i religia, tl. J.M. Fijor, Warszawa, Chicago
1997). W tej sytuacji stawali sie tym latwiej gorliwymi
adeptami leninowsko-stalinowskich zalecen w sprawie
bezwzglednego zwalczania religii.

Ateistyczny morderca zza biurka

Nieprzypadkowo chyba przez cale dziesieciolecia
caloksztaltem sowieckiej walki z religia i Kosciolami
kierowal komunista pochodzenia zydowskiego Jemelian
Jaroslawski, zalozyciel poteznego Zwiazku Bezboznikow.
Jak pisal o jego roli Andrzej Grajewski we wstrzasajacej
pracy Rosja i krzyz: Zadanie stworzenia poteznego ruchu
antyreligijnego zostalo powierzone Jemelianowi Jaroslawskiemu
(wlasciwie Miniej Izrailewicz Gubelman), czlonkowi KC RKP(b)
jednemu z kierownikow radzieckiej prasy. Zostal on kierownikiem
specjalnej grupy lektorskiej, specjalizujacej sie w zagadnieniach
wychowania ateistycznego. Ten zawodowy rewolucjonista, syn
zydowskich zeslancow w czasach caratu, stworzyl wielki koncern
prasy ateistycznej, opracowal system wychowania ateistycznego
oraz plan zniszczenia Cerkwi prawoslawnej i innych grup
religijnych. Do konca swego zycia, tj. do 1943 r., nadzorowal
przygotowanie wszystkich kampanii antyreligijnych, byl autorem
wielu opracowan, w ktorych falszujac historie, staral sie
zdyskredytowac znaczenie Cerkwi w zyciu narodu rosyjskiego
oraz uzasadnial koniecznosc bezwzglednej ateizacji wszystkimi
dostepnymi panstwu srodkami. Ten morderca zza biurka byl
odpowiedzialny za katorge tysiecy duchownych i ludzi swieckich,
zniszczenie bezcennych zabytkow starej kultury rosyjskiej, ruine
tysiecy cerkwi (por. A. Grajewski Rosja i krzyz, Wroclaw 1989,
s. 14).

Z rozlicznych relacji na temat walki z religia w Sowietach
wynika, ze Jaroslawskiemu (Gubelmanowi) pomagala w jego
bezwzglednym programie ateizacji niemala rzesza
fanatycznych bezboznikow zydowskiego pochodzenia.
Wystarczy zajrzec, chocby do tak przejmujacych wspomnien
ksiedza Teofila Skalskiego Terror i cierpienie, ktory
niejednokrotnie wskazuje na bardzo eksponowana role
zydowskich komunistow w przesladowaniach Kosciola
katolickiego na Ukrainie. Ksiadz Skalski szeroko pisal
miedzy innymi o roli komunistow zydowskich w
prowadzonym tam na ogromna skale rabunkow kosciolow z
wszelkiego typu kosztownosci (por. szerzej: T. Skalski Terror
i cierpienie. Kosciol katolicki na Ukrainie 1900-1932.
Wspomnienia; oprac. ks. J. Wolczanski, Lublin 1995). Warto
przypomniec, ze lupem sowieckich konfiskat (czytaj
grabiezy) kosciolow padly miedzy innymi: zabrany z
historycznej katedry w Kamiencu Podolskim zloty krzyz z
brylantami o wadze prawie 7 funtow, dwie zlote monstracje i
szabla Wolodyjowskiego ze zlota rekojescia (wedlug Za
wschodnia granica 1917-1993. O Polakach i Kosciele w dawnym
ZSRR z ks. R. Dzwonkowskim SAC rozmawia ks. J. Palyga SAC,
Warszawa 1993, s. 58). Ksiadz R. Dzwonkowski wspomnial
tez o przedziwnych drogach sprzedazy skonfiskowanych
przez bolszewikow precjozow koscielnych, mowiac: Czytalem
kiedys, ze rozne przedmioty z tej konfiskaty sprzedano pozniej w
pewnej dzielnicy Warszawy, ktorej tu nie chce wymieniac (por.
tamze, s. 60).

Po zdradzieckiej napasci Sowietow na Polske i zagarnieciu
Kresow Wschodnich stopniowo przystapiono do kampanii
ateizacyjnej na anektowanych terenach. Bardzo znaczaca
role odegrali w niej rozni kolaboranci z zydowskiej
Targowicy inteligenckiej, z werwa wlaczajac sie w sowiecka
akcje antyreligijna. Nader typowy pod tym wzgledem byl
opublikowany 1 stycznia 1940 r. w gadzinowym "Czerwonym
Sztandarze" artykul Adama Wazyka (Wagmana) pt. Radziecka
choinka. Wazyk (Wagman) atakowal duchowienstwo za
upowszechnianie przy choince wyobrazen religijnych,
atakujac je jako rzekome falszowanie historii i wypaczanie
umyslu ludzkiego od malenstwa. I akcentowal: Narod radziecki,
laczac choinke z dniem nowego roku, bynajmniej nie nawraca do
jakichs wierzen poganskich, gdyz wszelkie wierzenia religijne
odrzuca - jako pojecie falszywe i sprzeczne z podstawami mysli
materialistycznej, pojecia przezwyciezone w epoce socjalizmu;
odnawia tylko piekny obyczaj ludowy, sprawiajacy tak wiele
bezposredniej radosci dzieciom, laczy go z dniem szturmowca,
dajac radosci zycia nowa podstawe, nie religijna, lecz
socjalistyczna, podstawe pracy i szlachetnego w niej
wspolzawodnictwa (cyt. za: J. Trznadel Kolaboranci, Komorow
1998, s. 450).

Nie mieli zadnych zahamowan

Zydow tych chetnie wykorzystywano w najbrutalniejszych
metodach walki z Kosciolem, bo najczesciej nie mieli
zadnych zahamowan w represjach wobec ksiezy, tak silnych
w przypadku wierzacych katolikow. Jak silne zas bywaly
nieraz te zahamowania, najlepiej swiadczy odnoszaca sie juz
do pozniejszego okresu (po 1944 r.) historia opowiedziana
we wspomnieniach Zyda, bylego oficera KGB Maurice
Shainberga. Opisal on tragiczny los Polaka Zbigniewa Karla,
swietnego studenta w szkole komunistycznego wywiadu. W
pewnym momencie Karla uwieziono, bo nie zgodzil sie na to,
by osobiscie aresztowac polskiego ksiedza. Mowil: jako
wierzacy rzymski katolik nigdy nie zgodze sie wziac udzial w
aresztowaniu ksiedza. Zdesperowany Karl popelnil
samobojstwo w wiezieniu (por. M. Shainberg Breaking from
the KGB, New York 1998, s. 225-226).

Zdarzalo sie, ze skrajnymi agitatorami przeciw wierze
chrzescijanskiej stawali sie Zydzi dalej po kryjomu gorliwie
przestrzegajacy wszystkich regul wiary mojzeszowej. Na
przyklad w malym miescie Kisielin na Wolyniu tego typu
postawe konsekwentnie realizowal w praktyce miejscowy
lekarz Ginzberg, ktory przed wojna nauczal religii
mojzeszowej. Po 1939 r. stal sie on krzykliwym agitatorem
antyreligijnym wobec polskiej i ukrainskiej mlodziezy.
Nauczajac w 1940 r. w drugiej klasie, Ginzberg chodzil po
szkole i autorytatywnie stwierdzal: Nie ma Boga! Boha nie ma!
(wedlug tekstu W.S. Debskiego W kregu kosciola kisielinskiego,
czyli Wolyniacy z parafii Kisielin, Lublin 1992, s. 9). Okazalo
sie, ze tak gorliwie "nawracajacy" na ateizm Polakow i
Ukraincow Ginzberg po cichu wypelnial wszystkie nakazy
religii mojzeszowej prywatnie i wychowywal w tym duchu
swoich synow, ktorzy weszli do Komsomolu, Wlodzimierz
Slawosz Debski opisal, jak udalo mu sie zaskoczyc
Ginzberga na potajemnym swieceniu szabasu wraz z rodzina.
Nastepnego dnia wyczekawszy, az zostana sami w pokoju
nauczycielskim, Debski wykrzyknal do niego: "Ach ty,
parszywa perfidna swinio! To swiadomie deprawujesz tylko
polskie i ukrainskie dzieci! Jak nie przestaniesz, to powiem o
tym, gdzie trzeba i jak trzeba, zeby te twoje "husyckie" praktyki
wybic z glowy!". Przestraszyl sie i zaprzestal walki z religia (por.
tamze, s. 9).

Wlodzimierz Slawosz Debski opisal rowniez incydent
ilustrujacy, jak miejscowy Zyd z Kisielina, nadzorujacy pobor
podatkow, z wyrazna radoscia reagowal na uderzajace w
Kosciol katolicki dzialania podatkowe. Opisana przezen
scena miala miejsce podczas placenia podatku
wyrownawczego przez proboszcza zatureckiego ks.
Gracjana Rudnickiego. Jak pisal Debski: Siedzacy wtedy obok
szefa "Finatdiela" Tabak - Zyd, przedwojenny komunista, rzekl:
"Dumaju, czto sowieckaja wlast' skoro unicztozyt polskoju
cerkow" (Mysle, ze wladza radziecka szybko zniszczy polski
kosciol). Na co ks. Rudnicki: "Dumat' mozna!" (myslec mozna)
(por. tamze, s. 11).

Podpalenie zabytkowego kosciola - z zydowskiej
denuncjacji

W walce z Kosciolem nie wahano sie przed uciekaniem sie
do najbrudniejszych denuncjacji. Na przyklad
Zydzi-komunisci w Tarnopolu wystapili 19 wrzesnia 1939 r. z
oparta na falszu denuncjacja do dowodcow oddzialow
sowieckich, powodujac w skutku spalenie duzej czesci
tamtejszego zabytkowego kosciola Dominikanow. Cala
sprawe szczegolowo opisal Czeslaw Blicharski w
popularno-naukowej historii Tarnopola w latach 1809-1945.
Wedlug Blicharskiego: Dnia 19 wrzesnia 1939 r. rano ustawili
zolnierze sowieccy armatki przed kosciolem oo. Dominikanow i
zaczeli regularna strzelanine do fasady i wiezy kosciola,
oznaczonego w swiatowych przewodnikach. Pretekstem do
strzelaniny byla zydowska denuncjacja, ze z wiezyczki na kopule
kosciola "polscy oficerowie" strzelali do wybawicieli. Wlasnie o.
Fabian Madura skonczyl odprawiac Msze sw. i wrocil do zakrystii
juz pelnej bojcow sowieckich. Kazali ksiedzu zdjac szaty
liturgiczne, habit, pozostawiajac go tylko w koszuli i spodniach.
To samo zrobili z obecnym w zakrystii br. Jackiem Mataga.
Nastepnie wyprowadzili ich na zewnatrz i ustawili pod sciana
klasztorna. Na protesty br. Jacka, ze z wiezy nikt nie mogl
strzelac, bo wieza byla zamknieta, kazano mu pojsc z eskorta na
wieze. Okazalo sie, ze tam nikogo nie bylo. Mimo tego
strzelaniny nie przerwano, a wieze wkrotce zapalily sie.
Przyjechala Miejska Straz Pozarna pod dowodztwem naczelnika
Galanta, by gasic ogien. Strazacy wspieli sie na dach, ale tam
zostali ostrzelani, w rezultacie czego musieli sie wycofac z
ciezko rannym Galantem (...).

W miedzyczasie bojcy wdarli sie do klasztoru i przechodzac z celi
do celi rabowali i niszczyli, co sie dalo. W grabiezy brali rowniez
udzial miejscowi ludzie, m.in. byli lokatorzy domkow
dominikanskich, zachecani przez zolnierzy sowieckich: "Bieri,
ksiendzow tiepier nie budiet". Przez schody na wiezy ogien
dostal sie do wnetrza kosciola, tak ze splonely organy i boczne
oltarze. Przed furte klasztorna zajechaly samochody. Do kazdego
z nich wsadzono po jednym zakonniku w otoczeniu zbrojnej
asysty i konwoj zajechal do tymczasowej siedziby NKWD (...). Po
szeregu przesluchan oo. Antonin Gronisiewicz i Fabian Madura
zostali zwolnieni. Br. Jacek Matoga kilka dni wczesniej zdolal
uciec przy pomocy polskiego straznika wieziennego (por. C.


Blicharski Tarnopol w latach 1809-1945 (od epizodu epopei

napoleonskiej do wypedzenia), Biskupice 1993, s. 288. Zob.
rowniez R. Szawlowskiego Wojna polsko-sowiecka 1939,
Warszawa 1997, t. 1, s. 292).

Angielski historyk Keith Sword ocenil barbarzynski atak na
kosciol Dominikanow w Tarnopolu za przejaw "najwiekszych
zniszczen" budowli sakralnych we wrzesniu 1939 r. przez
Sowietow. Sword pisal, ze: Po zajeciu miasta (Tarnopola -
J.R.N.) Sowieci skierowali ogien artyleryjski na kosciol
Dominikanow, ktory zaczal gwaltownie plonac. Oddzialom
sowieckim zakazano pod kara smierci gaszenia pozaru i tylko
zakrystia ocalala. Zajelo ja pozniej NKWD (por. K. Sword
Polityka wyznaniowa wladz sowieckich na terenie Bialorusi
Zachodniej w latach 1939-1941 w ksiazce Spoleczenstwo


bialoruskie, litewskie i polskie na ziemiach polnocno-wschodniej

II Rzeczypospolitej w latach 1939-1945, pod red. M.
Gizejewskiej i T. Strzembosza, Warszawa 1995, s. 146).

Bywalo, ze dochodzilo do drastycznych wrecz przejawow
przesladowania polskich, wierzacych katolikow przez
komunizujace szumowiny ze srodowisk zydowskich. By
przypomniec, chocby opisane we wspomnieniach
Bronislawa Terpina wydarzenie, jakie mialo miejsce w
miejscowosci Gwozdziec, w poblizu dawnej
polsko-sowieckiej granicy. Jak pisal Terpin: Pod kosciolem
motloch zmasakrowal kobiete, krzyczac: "Skonczylo sie wasze,
zaczelo sie nasze, teraz przestancie sie modlic" (por. B. Terpin
Przegrani zwyciezcy. Odyseja zolnierza polskiego drugiego
korpusu, London 1989, s. 13).

Wlodzimierz Drohomirecki tak wspominal po latach
drastyczne przejawy wojny z religia, toczonej w jego szkole
przez zydowska nauczycielke (dzialo sie to w miejscowosci
Derazne, pow. Kostopol na Wolyniu): Przed Bozym Narodzeniem
1939 r. nauczycielka, Zydowka Berta Aros dokonala w klasach
przegladu noszonych przez dzieci medalikow. Co wartosciowsze,
w tym moj zloty krzyzyk z lancuszkiem, prezent Chrztu Swietego
od mego ojca chrzestnego, zostaja zerwane i zabrane.
Nauczycielka Berta Aros zabrania noszenia tych przedmiotow


(por. Swiadkowie mowia, Wyd. Swiatowy Zwiazek Zolnierzy
Armii Krajowej. Okreg Wolyn, Warszawa 1996, s. 97).

"Pomyslowosc" zydowskich ateizatorow nie miala granic.
Edward Flis w momencie najazdu wojsk sowieckich mlody
chlopak, chodzacy do szkoly, pisal we wspomnieniach z
tamtych lat, iz w Uscilugu (Uscilugu nad Bugiem kolo
Wlodzimierza - J.R.N.) Zydzi urzadzili ateistyczny pokaz. Ubrali
konia w koscielne szaty i prowadzali po miescie (por. E. Flis
Narod niewybrany, Warszawa 1994, s. 11).

Rozbijali kapliczki przydrozne

Mlodzi Zydzi aktywnie wlaczali sie we wszelkie formy walki z
religia katolicka. To z nich rekrutowalo sie gros
najfanatyczniejszych aktywistow Zwiazku Bezboznikow.
Wojujacy ateizm niektorych Zydow-komsomolcow czy
milicjantow niejednokrotnie popychal ich do skrajnych
przejawow antyreligijnego wandalizmu.

Wedlug wstepu Jana T. Grossa do ksiazki W czterdziestym
nas Matko na Sybir zeslali lekarz Zyd, z miasteczka Wielkie
Oczy, wspomina mlodziez zydowska, ktora zalozywszy, jak
powiada "komsomol", objezdzala pozniej caly powiat,
stracajac kapliczki przydrozne i rozbijajac je (por. W
czterdziestym nas Matko na Sybir zeslali. Polska a Rosja
1939-1942, wybor i oprac. J.T. Gross, I. Grudzinska-Gross,
Warszawa 1989, s. 29). Ukrainsko-zydowska milicja w Lucku
"popisala sie" szczegolnie barbarzynskim czynem,
wykluwajac bagnetami oczy na portretach biskupow
umieszczonych w palacu biskupim w Lucku (wedlug R.


Szawlowski Wojna polsko-sowiecka 1939, Warszawa 1997, t. 1,

s. 399, t. 2, s. 383). Profesor Edward Prus przytoczyl historie
chuliganskiego zachowania sie zydowskich wyrostkow
wzgledem Kosciola i klasztoru ojcow Karmelitanow w
Wisniowcu po przybyciu tam Armii Czerwonej we wrzesniu
1939 r. Jak pisal Prus: Mlodzi Zydzi obrzucili kosciol
kamieniami, wybijajac historyczne witraze (por. E. Prus


Holocaust po banderowsku. Czy Zydzi byli w UPA?, Wroclaw

1995, s. 71). W Zambrowie kolo Lomzy Zydzi obrzucili
kamieniami statue sw. Jana podczas celebracji majowych w
1940 r. (wedlug tekstu M. Paula Jewish-Polish Relations in
Soviet Occupied Eastern Poland 1939-1941, zamieszczonego w:
The Story of Two Shtetl, Bransk and Ejszyszki, Toronto-Chicago
1998, cz. 2, s. 243). W Worochcie w poludniowo-wschodniej
czesci przedwojennej Polski, w kilka dni po tym, jak grupa
polskich dzieci szkolnych zaintonowala Boze cos Polske,
doszlo do wtargniecia do kosciola grupy lokalnych
Zydow-komunistow. Napastnicy zniszczyli obrazy i rzezby
religijne. Profanacja kosciola wywolala wzburzenie polskiej
ludnosci chrzescijanskiej w Worochcie. Doszlo do starcia
miedzy wierzacymi a zydowskimi komunistami, w ktorym
poraniono szesciu Zydow (por. tamze, cz. 2, s. 244).

Grabiez mienia koscielnego

Ksiadz Marian Bradel opisal w swych wspomnieniach
poczatki rzadow komunistow zydowskich w jego miescie,
stwierdzajac: Zaczynaja rzadzic Zydzi-komunisci. Takie mlode
Zydki pozakladali czerwone opaski i zaczynaja wprowadzac nowe
porzadki. Przyszedl taki jeden mlody Zydek do ksiedza pralata i
mowi w nie bardzo grzeczny sposob, ze klasztor bedzie mu
potrzebny i my go bedziemy musieli opuscic. Na co, nie mowili
(por. ks. M. Brandel Z Krasnobrodu przez obozy i obczyzne do
rodzinnych stron, oprac., wstep i przypisy ks. E. Walewander,
Lublin 1994, s. 91). 4 listopada 1939 r. biskup przemyski
Franciszek Barda poinformowal papieza Piusa XII listownie,
ze gmach kurii biskupiej w Przemyslu zajeto na mieszkania
dla Zydow (wedlug J.F. Morley Vatican Diplomacy and the Jews
during the Holocaust 1939-1943, New York 1980, s. 133. Zob.
rowniez Spoleczenstwo polskie wobec martyrologii i walki


Zydow w latach II wojny swiatowej. Materialy z sesji w

Instytucie Historii PAN w dniu 11 III 1939 r., wstep i red.
nauk. K. Dunin-Wasowicz, Warszawa 1996, s. 22). Biskup
Barda informowal Ojca rowniez o jeszcze bardziej
niepokojacym zdarzeniu, ze grupa kobiet zydowskich
probowala, acz bezskutecznie, zajac palac biskupi, gdzie
mieszkal biskup i kilku ksiezy (por. J.F. Morley, op.cit., s. 133,
Spoleczenstwo polskie, op.cit., s. 22).

Ksiadz biskup Wincenty Urban, piszac o roli Zydow jako
antyreligijnych indoktrynatorow na terenie diecezji
lwowskiej, przypomnial, iz: Zydzi przejeli jako wychowawcy
zaklad sierot siostry sluzebniczki Starowiejskiej (w Bilce
Szlacheckiej pod Lwowem). Zydzi weszli tez do szkoly jako
wychowawcy i nauczyciele polskiej mlodziezy i wpajali jej, ze
nie ma Boga i nie potrzeba Go (por. ks. bp. W. Urban Droga
krzyzowa archidiecezji lwowskiej w latach II wojny swiatowej
1939-1934, Wroclaw 1983, s. 87).

Amerykanski historyk Richard C. Lukas podawal, ze w owym
czasie: Niektore klasztory zamieniono na synagogi (por. R.C.
Lukas Zapomniany Holocaust, Kielce 1995, s. 164). W Pinsku
polskie kobiety zamknely sie w kosciele, aby zapobiec
profanowaniu go przez zydowskich milicjantow (por. F.
Wilczewska Nim minelo 25 lat, Toronto 1983, s. 18-19, 33-34).
Uciekano sie do przeroznych pretekstow dla nekania
polskich duchownych. Na przyklad w Gwozdzcu lokalni Zydzi
i Ukraincy wtargneli wraz z oddzialem sowieckich zolnierzy
do miejscowego klasztoru pod pretekstem szukania broni
(wedlug wspomnien B. Terpina Przegrani zwyciezcy. Odyseja
zolnierza Drugiego Korpusu, Lwow 1989, s. 12).

Zydowscy komunisci odgrywali bardzo znaczaca role w
antyreligijnej indoktrynacji prowadzonej w ramach
sowietyzacji dawnych polskich szkol. By przypomniec
chocby, jakze wymowne zapiski Beaty Obertynskiej na ten
temat w jej jakze dramatycznych wspomnieniach W domu
niewoli: Ksieza chodza przewaznie po cywilnemu, bo wylapuja
ich pod byle pozorem. Wiekszosc klasztorow tylko rozpedzili. W
"Sacre-Coeur" mieszka balet z Kijowa. Zakonnice przebrane po
swiecku, musza im uslugiwac, gotowac, sprzatac. U
"Karmelitanek" - szpital. Jedynie szkoly "Benedyktynek" i
"Urszulanek" jeszcze sie jakos trzymaja. Oczywiscie program
nauk przyciety scisle do okolicznosci. Zadnej nauki religii, zadnej
historii. W obu szkolach stoi na czele zydowsko-komunistyczna
komisja.

Wladze urzadzaja dla mlodziezy przymusowe, antyreligijne
mityngi. Jest wyklad, a potem dyskusja. Postawa dzieci
wspaniala. Na jednym z mityngow wykladowca rzuca sali
pytanie:

Gdzie wy widzicie tego waszego Boga? Gdzie on jest?

W niebie.

Ot i nieprawda! Jestem "lotczykiem". Latalem nieraz wysoko,
bardzo wysoko, pod samo niebo. I ogladalem sie. I zadnego
Boga nie widzialem.

Trzeba bylo spasc i zabic sie. Zaraz by Go pan zobaczyl!

To autentyczna odpowiedz czternastoletniego chlopca (por. B.
Obertynska W domu niewoli, Chicago 1968, s. 12-13).

Jerzy Robert Nowak

wie...@algonet.se

unread,
Nov 1, 2000, 6:00:13 PM11/1/00
to
Andrzejgorski wrote:

> Rotmistrz Narcyz Lopianowski, dowodca 2. szwadronu 101.
> Pulku Ulanow walczacego w obronie przed bolszewikami
> we wrzesniu 1939 roku wspominal: Podczas tych ciezkich
> chwil, najbardziej nieprzyjemne bylo zachowanie sie grup
> zlozonych prawie wylacznie z miejscowych Zydow. Szczegolniej
> utkwila mi w pamieci ulica Dominikanska, gdzie strzaly padaly
> nie tylko z broni recznej, lecz i z rkm, ustawionego na dachu,
> oraz granatow recznych, rzucanych z okien domow (cyt. za R.
> Szawlowski: Wojna polsko-sowiecka 1939, Warszawa 1997, t.
> 2, s. 80).

A Pan Rotmisrz widzial ze na tym dachu siedza Zydzi
byl tam z nimi, czy powolal na swiadkow bociany.

Daj se spokuj palancie z tym Nowakiem bo to warte smiechu.

W.

OdrzanskiS

unread,
Nov 2, 2000, 11:26:40 AM11/2/00
to
>bject: Re: Zamordowani przez Zydow
>From: "wie...@algonet.se" wie...@algonet.se
>Date: 11/1/00 3:00 PM Pacific Standard Time
>Message-id: <3A00A0...@algonet.se>

nie denerwuj sie Zydzie, ty byles na dachu, wiec wiesz. Lubisz palantami rzucac
?

jewpal

unread,
Nov 2, 2000, 5:24:28 PM11/2/00
to

to posmiej sie z holocostu

Edek Leon Jedrzejewski-Kochanski

unread,
Nov 20, 2000, 7:18:08 PM11/20/00
to
andrze...@aol.com (Andrzejgorski) writes:

radzieccy (cyt. za Spoleczenstwo bialoruskie, litewskie i polskie


na ziemiach polnocno-wschodniej II Rzeczypospolitej w latach

Edek Leon Jedrzejewski-Kochanski

unread,
Nov 20, 2000, 7:18:24 PM11/20/00
to

Edek Leon Jedrzejewski-Kochanski

unread,
Nov 20, 2000, 7:18:14 PM11/20/00
to

Edek Leon Jedrzejewski-Kochanski

unread,
Nov 20, 2000, 7:18:36 PM11/20/00
to

Edek Leon Jedrzejewski-Kochanski

unread,
Nov 20, 2000, 7:18:46 PM11/20/00
to

Edek Leon Jedrzejewski-Kochanski

unread,
Nov 21, 2000, 3:00:00 AM11/21/00
to

Edek Leon Jedrzejewski-Kochanski

unread,
Nov 21, 2000, 3:00:00 AM11/21/00
to

Edek Leon Jedrzejewski-Kochanski

unread,
Nov 21, 2000, 3:00:00 AM11/21/00
to

Edek Leon Jedrzejewski-Kochanski

unread,
Nov 22, 2000, 3:00:00 AM11/22/00
to

Edek Leon Jedrzejewski-Kochanski

unread,
Nov 22, 2000, 3:00:00 AM11/22/00
to

Edek Leon Jedrzejewski-Kochanski

unread,
Nov 22, 2000, 3:00:00 AM11/22/00
to

Jack Zarczynski

unread,
Nov 30, 2000, 10:22:41 PM11/30/00
to
CZEMU JEST ROZMOWA O ZYDACH?
TO JEST POLSKI GRUPA DO ROZMOWY
DLACZEGO POLACY TAK OBCHODZA SIE O ZYDACH?
JA JESTEM POLAK, I ZYDZI GUWNO MI OBCHODZA, JA BYM WOLAL ROZMAWIACZ O
PANIENKI, ALBO O SAMOCHDAH, ALE NIE O GLUPICH ZYDACH!
Edek Leon Jedrzejewski-Kochanski <edekleo...@aol.com> wrote in message
news:20001120191808...@nso-ck.aol.com...

wieslaw...@algonet.se

unread,
Dec 1, 2000, 3:00:00 AM12/1/00
to
On Fri, 01 Dec 2000 03:22:41 GMT, "Jack Zarczynski" <cle...@ns.sympatico.ca> moj przedmowca napisal:

>CZEMU JEST ROZMOWA O ZYDACH?
>TO JEST POLSKI GRUPA DO ROZMOWY
>DLACZEGO POLACY TAK OBCHODZA SIE O ZYDACH?
>JA JESTEM POLAK, I ZYDZI GUWNO MI OBCHODZA, JA BYM WOLAL ROZMAWIACZ O
>PANIENKI, ALBO O SAMOCHDAH, ALE NIE O GLUPICH ZYDACH!

Ja tez uwazam ze o GLUPICH ZYDACH nie ma co rozmawic. Jest bardzo duzo
madrych. Niestety glupcy lubia rozmawiac o glupcach.

W.
}} I'm anti-racist and I'm proud of it {{

Staszkiewicz

unread,
Dec 1, 2000, 3:00:00 AM12/1/00
to
>From: wieslaw...@algonet.se

Zydowskie scierwo wynocha z polskiej grupy !!!!!!

jewpal

unread,
Dec 1, 2000, 10:05:06 PM12/1/00
to
On Fri, 01 Dec 2000 09:42:15 GMT, wieslaw...@algonet.se
(wieslaw...@algonet.se) wrote:

>On Fri, 01 Dec 2000 03:22:41 GMT, "Jack Zarczynski" <cle...@ns.sympatico.ca> moj przedmowca napisal:
>

>>CZEMU JEST ROZMOWA O ZYDACH?
>>TO JEST POLSKI GRUPA DO ROZMOWY
>>DLACZEGO POLACY TAK OBCHODZA SIE O ZYDACH?
>>JA JESTEM POLAK, I ZYDZI GUWNO MI OBCHODZA, JA BYM WOLAL ROZMAWIACZ O
>>PANIENKI, ALBO O SAMOCHDAH, ALE NIE O GLUPICH ZYDACH!
>

>Ja tez uwazam ze o GLUPICH ZYDACH nie ma co rozmawic. Jest bardzo duzo
>madrych. Niestety glupcy lubia rozmawiac o glupcach.
>
>W.

to sie wylacz polglabie

0 new messages