u2 <
u...@o2.pl> wrote:
>
> ... obecnie obowiązuje narracja komunistycznego ŻOB, ale to ŻZB był
> prawdziwym motorem i bohaterem tego powstania.
>
Ano! Ze sciepy sprzed 7 lat:
From: "brat_olin" <
brat_o...@yahoo.com>
Newsgroups: soc.culture.polish
Subject: Prawda to?
Date: 20 Apr 2006 02:05:23 -0700
Nasz Dziennik: Prawda o powstaniu w getcie warszawskim
Karly krzycza, gdy spia herosi
"Prawie wszystkie napisane dotychczas - a przeciez napisano wiele
ksiazek i artykulow o powstaniu warszawskich Zydow - to albo perfidna
falszywka tych, ktorzy szukaja wlasnej slawy w zapomnieniu innych,
albo blad wynikajacy z niedostatecznej wiedzy i ufnego stosunku do
pozostajacych przy zyciu swiadkow, ktorzy wysmazyli swoje opowiadania
i skrocone wersje, pomniejszajace innych, i - rzecz jasna -
upiekszajace ich samych" - pisal Chaim Lazar-Litai w swojej ksiazce
"Masada w Warszawie". Rowniez w Polsce propaganda peerelowska od
samego poczatku
falszowala obraz powstania. Zydowska Organizacje Bojowa (ZOB)
traktowala jako jedyna liczaca sie uczestniczke powstania, mimo ze jej
rzeczywisty udzial w powstaniu byl drugoplanowy. O jej wyeksponowaniu
przez pezetpeerowskich historykow zadecydowala komunistyczna,
prosowiecka orientacja.
Wladze PRL konsekwentnie przemilczaly udzial w powstaniu scisle
wspoldzialajacego z Armia Krajowa Zydowskiego Zwiazku Wojskowego
(ZZW). Jako liczniejszy, lepiej uzbrojony i wyszkolony przez polskich
instruktorow ZZW stawial dlugotrwaly opor Niemcom (od 19 do 27
kwietnia
1943 r.). Dla porownania - slabo uzbrojeni i nieprzygotowani do walki
bojowcy ZOB byli w stanie bronic sie efektywnie jedynie kilkanascie
godzin pierwszego dnia powstania.
Formalny upadek komunizmu nie przerwal zmowy milczenia wokol ZZW. Do
dzisiaj nie brakuje zwolennikow "historycznego usmiercenia" prawdy o
podstawowym udziale zolnierzy tej formacji w powstaniu. Popyt na to
gigantyczne klamstwo trwa, zmienilo sie tylko jego podloze. Wizja
Polski "antysemitow", forsowana przez filosemitow i zydowski ruch
roszczeniowy, nie wytrzymuje porownania z faktami polsko-zydowskiego
braterstwa broni. Na tle pietrzacych sie klamstw i polprawd na temat
powstania w getcie warszawskim warto zwrocic uwage na dwie zydowskie
publikacje: "Prawda o powstaniu w getcie warszawskim" autorstwa
zydowskiego publicysty Aleksandra Swiszczewa, ktora ukazala sie na
lamach "Shalom New York"[1], oraz "Zmienne oblicze pamieci. Kto
obronil Getto Warszawskie?" Moshe Arensa opublikowana w "The Jerusalem
Post"[2]
23 kwietnia 2003 r. - w 60. rocznice powstania.
Geneza ZZW
W listopadzie 1939 r. u jednego z oficerow Zwiazku Walki Zbrojnej,
kapitana Henryka Iwanskiego ps. "Bystry", pojawilo sie czterech Zydow
- oficerow Wojska Polskiego - z porucznikiem Dawidem Mordechajem
Apfelbaumem. Zaproponowali Iwanskiemu utworzenie zydowskiej grupy
bojowej, ktora stalaby sie czescia polskiego podziemia. Pod koniec
grudnia grupa zostala powolana do zycia (liczyla 39 ludzi), zlozyla
przysiege i otrzymala nazwe Zydowskiego Zwiazku Wojskowego. Po
przysiedze kapitan Iwanski wreczyl czlonkom ZZW 39 pistoletow vis. 30
stycznia 1940 r. informacje o powstaniu ZZW przeslano do generala
Sikorskiego. W latach 1940-1942 komorki ZZW powstaly w calej Polsce;
najsilniejsze ogniwa istnialy w Lublinie, we Lwowie i w Stanislawowie.
Trzon organizacji tworzyli czlonkowie mlodziezowej organizacji "Betar"
i dwoch organizacji syjonistycznych.
Glownym celem dzialalnosci ZZW w 1940 r. bylo przeprawienie przez
granice polsko-wegierska swoich czlonkow, szczegolnie oficerow, do
polskich dywizji formowanych we Francji i Anglii.
Eksterminacja Zydow i slabosc lewicy
Latem 1942 r. Niemcy przystapili do planowego unicestwienia getta
warszawskiego. Tak zwana wielka akcja trwala od 22 lipca do 21
wrzesnia. Z Warszawy wywieziono do Treblinki i na Majdanek ponad 300
tysiecy warszawskich Zydow. W getcie pozostalo ok. 50 tysiecy (wedlug
oficjalnej statystyki niemieckiej - 35 tysiecy) osob. Dopiero wowczas
czlonkowie syjonistycznych partii lewicowo-socjalistycznych
zdecydowali sie stworzyc swoja organizacje (razem z Bundem i
komunistami). Do tego czasu nie prowadzili zadnej dzialalnosci
podziemnej. "To my bylismy prawdziwa wladza w getcie. To my
decydowalismy, jak maja zyc ludzie,
ktorzy pozostali w getcie. Nazywali nas 'partia'. Gdy partia cos
kazala, bylo to wykonywane" - wspomina Marek Edelman sowieckie
porzadki panujace w komunistycznych strukturach[3].
W ZOB w ciagu calej jej dzialalnosci nie bylo ani jednego oficera
Wojska Polskiego.
Przygotowania i organizacja ZZW
W tym czasie Zydowski Zwiazek Wojskowy dzialal juz dwa i pol roku.
Przez caly ten czas konspiratorzy otrzymywali od Armii Krajowej bron i
uczyli sie jej uzywac. W tym celu z miasta regularnie przychodzil do
nich instruktor - kapitan Wojska Polskiego. Ze wspomnien Henryka
Iwanskiego, oficera Korpusu Bezpieczenstwa AK odpowiedzialnego za
lacznosc z organizacjami zydowskimi, dowiadujemy sie, ze latem 1942 r.
w ZZW sluzylo 320 uzbrojonych zolnierzy. W czasie tzw. wielkiej akcji
ukrywali sie w bunkrach. Dlatego zginelo sposrod nich "tylko" 15-20
ludzi. Dowodca ZZW, Dawid Apfelbaum, zostal przez Korpus
Bezpieczenstwa uprzedzony o zblizajacej sie akcji Niemcow.
Poinformowal o tym przewodniczacego Judenratu Czerniakowa i zalecil
stawienie oporu.
W lipcu 1942 r. odbylo sie zebranie spolecznosci getta, na ktorym byli
obecni Czerniakow ze swoim zastepca Lichtenbaumem. Raport o sytuacji
przedstawili Apfelbaum i Iwanski. Ich propozycje zostaly odrzucone.
Dowodcy ZZW nie zdecydowali sie samodzielnie wystapic przeciwko
Niemcom, obawiajac sie, ze pozniej to wlasnie oni zostaliby obwinieni
o rozpetanie krwawej rzezi. Co istotne, jak wynika ze wspomnien
Iwanskiego, juz na samym poczatku "wielkiej akcji" organizacja byla
odcieta od swoich skladow broni, nie bylaby wiec w stanie nic zrobic.
Do pierwszego otwartego wystapienia przeciw Niemcom doszlo dopiero w
styczniu 1943 r., kiedy ZZW liczyl juz okolo 500 ludzi. Potwierdza te
liczbe sama struktura organizacji oparta na tzw. piatkach - czterech
zolnierzy i dowodca. Trzy piatki tworzyly oddzial, cztery oddzialy -
pluton, cztery plutony - kompanie (240 ludzi). Z poczatkiem stycznia
1943 r. ZZW liczyl dwie pelne kompanie uzbrojone i wyekwipowane, a
takze dwie kompanie szkieletowe. Nie mialy one zolnierzy ani broni,
ale zakladano, ze w czasie powstania masy ochotnikow zapelnia ich
szeregi.
W kwietniu 1943 r. zadanie to zostalo wykonane.
Dysproporcje w uzbrojeniu ZZW i ZOB
Podstawowym dostawca broni dla ZZW byl Korpus Bezpieczenstwa AK. Od
czerwca 1942 r. do poczatku powstania kwietniowego 1943 r. (tak w
historiografii zydowskiej okresla sie powstanie w getcie warszawskim)
Korpus Bezpieczenstwa przekazal dla getta 3 ciezkie karabiny
maszynowe, 100 pistoletow, 7 karabinow, 15 automatow i okolo 750
granatow. Juz po rozpoczeciu powstania KB dostarczyl jeszcze 4
karabiny maszynowe RKM, 1 lekki karabin maszynowy LKM, 11 automatow
FM, 50 pistoletow i 300 granatow. Oprocz tego Henryk Iwanski przekazal
ZZW bron w 1941 r. W pierwszej polowie 1942 r. ZZW uzyskal uzbrojenie
rowniez od innych grup Armii Krajowej.
Jesli wierzyc Markowi Edelmanowi, najlepiej przygotowana do walki byla
jego macierzysta ZOB. "My, bundowcy, bylismy jedyna organizacja
polityczna majaca pieniadze. Arbeter Ring, nowojorska organizacja
robotnicza, do ktorej nalezal szef amerykanskich zwiazkow zawodowych
Dubinski, a takze towarzysze Pat i Held, od samego poczatku przysylala
nam pieniadze. Natomiast syjonisci nie mieli grosza. Ich towarzysze z
Palestyny porzucili ich" - tlumaczyl Edelman[4]. Dodal, ze innym
sposobem "zabierania forsy" bylo "terroryzowanie" "bogatych Zydow",
"przemytnikow" czy tez "zydowskich policjantow". "Kase Judenratu
ograbilismy na setki tysiecy zlotych, obrabowalismy tez i
przedsiebiorstwo aprowizacyjne. Posunelismy sie nawet do porwania.
[Marek] Lichtenbaum, przewodniczacy Judenratu na Czerniakowie, odmowil
nam pieniedzy. Uwiezilismy wiec jego syna. Do Lichtenbauma
napisalismy, ze trzymamy chlopca z nogami zanurzonymi w cebrzyku z
lodowata woda, tak ze na pewno nabawi sie choroby. Przyszli z
pieniedzmi. Innym razem zydowski policjant, zreszta skurwysyn, nie
chcial dac pieniedzy. Musielismy pokazac, ze jestesmy twardzi.
Przyszlismy do niego okolo czwartej, gdy termin ultimatum juz uplywal.
'Nie chcesz dac?' - spytalismy i zastrzelilismy go. Po tym zdarzeniu
wszyscy placili. W sumie pieniedzy nam nie brakowalo"[5].
Tymczasem Aleksander Swiszczew, powolujac sie na wspomnienia B.
Jaworskiego (komunista i dowodca jednej z grup ZOB), podaje wrecz
zatrwazajacy stan uzbrojenia ZOB. "W styczniu 1943 r. dysponowala ona
zaledwie 2 pistoletami i 1 granatem, i to po pieciu miesiacach pracy!
19 kwietnia ZOB posiadala tylko 70 pistoletow (50 z nich otrzymala od
ZZW, a 10 od polskich komunistow). Ani jednego karabinu maszynowego...
Co wiecej - ani jednego czlowieka, ktoryby kiedykolwiek w zyciu go
widzial, nie mowiac juz o umiejetnosci poslugiwania sie nim.
Liczebnosc
ZOB (wedlug jej oficjalnych danych) wynosila w momencie powstania 500
ludzi, ale wedlug pozniejszych wspomnien dowodcow ZOB - tylko 200-300
osob. Tymczasem liczba bojownikow ZZW na poczatku powstania doszla do
1500 ludzi (wg wspomnien kapitana Zajdlera i niektorych innych
oficerow AK). Wplywal na to fakt, ze ZZW przyjmowala do swoich
szeregow wszystkich chetnych, nie ogladajac sie na ich przynaleznosc
partyjna. Jedynie kierownictwo pozostalo rewizjonistyczne. Wsrod
dowodcow sredniego szczebla znajdujemy czlonka Bundu, czlonka Arudat-
Israel i komuniste. Do ZZW przylaczaly sie na autonomicznych zasadach
organizacja chasydow z Braclawia i lewicowo-socjalistyczna grupa
Ryszarda Walewskiego, ktorej ZOB nie przyjal jako 'nie nalezacej do
obozu syjonistycznego'. Komunisci i Bund rowniez nie nalezeli do obozu
syjonistycznego, ale ich z jakichs powodow do ZOB przyjeto. (...)
Dodajmy, ze cyfra 1500 bojownikow ZZW nie obejmuje osob
przylaczajacych sie juz w czasie trwania powstania. Ilu ich bylo -
nikt nie wie".
Partyjny zaciag lewicowcow
W odroznieniu od ZZW ZOB tworzona byla na zasadach czysto partyjnych.
Partie wchodzace do tej organizacji formowaly wlasne kompanie. Bylo
ich lacznie 22. Bund mial 4 kompanie, komunisci - 4, pozostalych 15
nalezalo do obozu syjonistycznego. Bezpartyjnych do ZOB nie
przyjmowano. Nie bylo ich mozna przyjac chocby z powodu braku broni. Z
tych wlasnie powodow liczebnosc ZOB nie mogla wzrosnac w trakcie
samego powstania. Problem poglebial fakt, ze ZOB pryncypialnie
orientowala sie na ZSRS i poszukiwala lacznosci z podziemiem
komunistycznym, liczac na
jego pomoc. Oczekiwanej pomocy polscy komunisci w zadnym wypadku nie
mogli okazac z powodu swojej slabosci i malej liczby czlonkow.
ZZW probowal nawiazac wspolprace z ZOB. Prowadzone byly rozmowy o
zjednoczeniu, jednak lewicowi syjonisci kontynuowali przedwojenna
linie bojkotu "faszystow-rewizjonistow". Nie baczac na niepowodzenie
prob zjednoczenia, osiagnieto porozumienie o wspolpracy. Terytorium
getta
podzielono na dwa okregi wojskowe.
Kazda organizacja odpowiadala za swoj okreg. Procz tego ZZW przekazal
ZOB czesc broni: 50 pistoletow i kilkaset granatow, co stanowilo duza
czesc uzbrojenia ZOB. "Zaryzykuje stwierdzeniem, ze brak jednosci
odegral pozytywna role. Gdyby powstaniem dowodzily gaduly z ZOB, a
wlasnie do tego nieuchronnie doprowadziloby zjednoczenie - oslabiloby
to tylko opor" - przekonuje Aleksander Swiszczew.
16 godzin zobowcow
Autor nie pozostawia najmniejszych watpliwosci co do proporcjonalnie
niklego udzialu ZOB w powstaniu: "Natarcie Niemcow na getto rozpoczelo
sie nad ranem 19 kwietnia 1943 r. Pierwsze uderzenie skierowali na
pozycje ZOB przy ulicach Nalewki i Zamenhofa. Bojownicy ZOB stawiali
opor przez 16 godzin, podpalili jeden czolg i wyeliminowali z walki
kilkadziesiat Niemcow, po czym wycofali sie. Na tym faktycznie
wyczerpuje sie udzial ZOB w powstaniu. Przyznac nalezy, ze dzialaly
jeszcze rozproszone grupy ZOB. 20 kwietnia stawialy one jeszcze opor w
czasie likwidowania przez Niemcow pojedynczych bunkrow. Jednak to, co
mozna nazwac 'powstaniem w Getcie Warszawskim' w rzeczywistosci trwalo
od 19 do 27 kwietnia. To nie z ZOB walczyli Niemcy".
ZZW pod polska i zydowska, ZOB pod czerwona flaga
Przerwawszy po 16 godzinach obrone ZOB, Niemcy podeszli do placu
Muranowskiego. Wlasnie tu zawiazala sie jedyna w czasie calego
powstania dluga walka pozycyjna. Plac byl centrum okregu ZZW. W domu
nr 7 znajdowal sie sztab glowny ZZW. Wlasnie na placu Muranowskim, w
domu nr 17, powiewaly polska i zydowska flaga (jedyna flaga ZOB
zdobyta przez Niemcow po zdobyciu bunkra Anielewicza miala kolor
czerwony). Do piwnicy domu nr 7 prowadzil tunel, przez ktory ZZW przez
caly czas otrzymywal z miasta bron i amunicje. Lacznie bojownicy ZZW
wykopali 6 tuneli w roznych czesciach getta. Jeden z nich zostal przez
Niemcow odkryty jeszcze przed powstaniem. ZOB nie miala ani jednego
tunelu. Wlasnie ta droga w nocy z 18 na 19 kwietnia Jozef Lejbski,
zwiazany z AK, dostarczyl ciezki karabin maszynowy. Zainstalowany na
strychu domu nr 17 CKM znacznie wzmocnil sily ZZW. W walkach 19
kwietnia na placu Muranowskim Niemcy stracili jeszcze jeden czolg i
ponad stu ludzi. Zdobyc pozycji ZZW wowczas nie byli w stanie. Stalo
sie to dopiero 22 kwietnia.
Kierujacy pacyfikacja getta brigadenf=FChrer SS Juergen von Stroop w
wiezieniu w rozmowach z Kazimierzem Moczarskim przyznal, ze "problem
flag mial wielkie znaczenie polityczne i moralne". Jednoczyly narod
wokol prawowitego rzadu, "ale szczegolnie Polakow i Zydow". Nawet
niemiecki zbrodniarz wiedzial, ze nie bylo to mozliwe pod czerwona
flaga. Reichsf=FChrer Himmler wrzeszczal do telefonu: "Stroop, musisz
za wszelka cene zwalic te dwie flagi!"[6]. Stroop dostal za
pacyfikacje getta Zelazny Krzyz I klasy...
Bohaterstwo sojusznikow
Wydawalo sie wowczas, ze powstanie zostalo zdlawione, ale 27 kwietnia
z pomoca pospieszyly oddzialy Armii Krajowej. Oddzial majora Henryka
Iwanskiego przeszedl przez tunel i rozpoczal walke z Niemcami.
Rownoczesnie na placu Muranowskim atakowali Niemcow zolnierze ZZW. Oba
oddzialy sie polaczyly. Stroop w swoim raporcie skierowanym do Krakowa
tak opisal wspolna walke ZZW i AK: "Glowna zydowska grupa bojowa, w
ktorej uczestnicza rowniez polscy bandyci, wycofala sie pierwszego
albo drugiego dnia do miejsca zwanego placem Muranowskim. Tam zostala
wzmocniona przez znaczna liczbe polskich bandytow. (...) Na dachu
betonowego budynku zatkneli oni flage zydowska i polska, jako znak
wojny przeciwko nam"[7].
Czesci ZZW Polacy zaproponowali wyjscie z getta i przeprawienie sie na
"strone aryjska". Jednak Dawid Apfelbaum odmowil pozostawienia getta,
poniewaz nie mial lacznosci z wieloma grupami ZZW znajdujacymi sie w
innych miejscach. Wyszla jedynie niewielka czesc bojownikow, 34 osoby,
wynoszac wielu rannych. Odprowadzalo ich wielu Zydow, ktorzy nie brali
udzialu w walkach. Polacy przez kilka godzin oslaniali ich ewakuacje,
ponoszac duze straty. Major Iwanski zostal ranny, jego syn Roman i
brat Edward zgineli. Niemcy stracili ponad stu ludzi i jeden czolg. W
walkach 27 kwietnia ciezko ranny zostal Dawid Apfelbaum, ktory zmarl
nastepnego dnia. 29 kwietnia pozostali bojownicy ZZW, ktorzy do tego
czasu stracili wszystkich swoich dowodcow, opuscili getto przez tunel
muranowski i zostali rozlokowani w lasku michalinskim. Na tym
zasadnicze walki sie zakonczyly. Rozpoczelo sie przeczesywanie getta i
likwidowanie poszczegolnych bunkrow.
Ostatnie dni powstania
Z raportu Stroopa: "Przebieg operacji 29.04.43. (...) Lacznie odkryto
36 bunkrow przeznaczonych do zamieszkania. Z tych i innych miejsc
schronienia wyciagnieto 2359 Zydow, wsrod nich 106 zginelo w walce
(=2E..). Sily: jak wczoraj, strat nie ma. Przebieg operacji 2.05.43.
Znaleziono 27 bunkrow (...). Wsrod rannych - 4 niemieckich
policjantow, 4 polskich policjantow. 6.05.43 (...). Ranny zostal
Unterscharf=FChrer SS (...). Lacznie zlikwidowano 47 bunkrow, 2 ludzi
z oddzialu zaporowego zostalo rannych".
Jak widzimy, w czasie likwidacji bunkrow (lacznie zniszczono ich 631)
Niemcy poniesli pewne straty. Ale te straty (106 Zydow zginelo w walce
i ani jeden Niemiec nie zostal nawet ranny) sa zupelnie
nieporownywalne ze stratami z pierwszych dni. Ostatecznie powstanie
zostalo zdlawione 5
czerwca, kiedy doszlo do ostatniego starcia z Niemcami. Wszystko
odbywalo sie na wspomnianym placu Muranowskim. Tym razem jednak walke
z Niemcami toczyla grupa Zydow ze swiata przestepczego, niemajaca
zwiazku z ZZW czy ZOB. W szczytowym momencie operacji poszukiwania i
niszczenia bunkrow niewielka grupa bojownikow ZZW przeniknela do getta
ze strony aryjskiej i 5-6 maja wyprowadzila do miasta zydowskich
cywilow. Oslaniajac ich odwrot, 6 maja prawie wszyscy zgineli.
Ewakuacja ZOB
Na poczatku maja kierownictwo ZOB odkrylo przejscie przez kanalizacje
i opuscilo getto. Byc moze uciekliby wczesniej, ale nie znali drogi,
gdyz nie mieli wlasnych tuneli. Opuszczajac getto, porzucili
rozproszone grupy swoich bojownikow znajdujacych sie w innych
miejscach. Ze
wspomnien jednego z czlonkow kierownictwa ZOB wynika, ze odmowili przy
tym zabrania ze soba kilku cywilnych i bezpartyjnych Zydow, ktorzy
prosili o pomoc.
Mordechaj Anielewicz odmowil ucieczki. 8 maja jego bunkier zostal
otoczony przez Niemcow. Anielewicz zastrzelil sie razem ze swoimi
bojownikami. Wedlug niektorych, byc moze mniej wiarygodnych swiadectw,
Anielewicz zastrzelil sie wczesniej, nim bunkier zostal otoczony przez
Niemcow.
Przewodzil Apfelbaum, nie Anielewicz
"Jak wynika z przytoczonego materialu, podstawowej walki z Niemcami
nie prowadzili 'pacyfisci' z ZOB, a 'militarysci' z ZZW. Sposrod 1300
zabitych i rannych Niemcow ZOB zabila ledwie ponad setke. Zgodnie z
tym, prawdziwym dowodca powstania nalezy uznac nie Mordechaja
Anielewicza, a porucznika Dawida Apfelbauma" [posmiertnie awansowanego
do stopnia majora WP - dop. WM] - uwaza Swiszczew.
Cytowany zydowski publicysta zdecydowanie odrzuca oszczercze
pomowienia Armii Krajowej o bezczynne przygladanie sie zagladzie
getta: "Nalezy uznac za oszczercze twierdzenia dowodcow ZOB (a wszyscy
oni oprocz Anielewicza przezyli) i polskich komunistow o odmowie przez
AK pomocy
dla walczacych w getcie. Oczywiscie, polmilionowa Armia Krajowa
moglaby okazac wieksza pomoc, ale czy mozna ja za to winic?".
Komunisci sprzedali ZOB
Niezwykle surowo Aleksander Swiszczew przedstawia role komunistow i
polozenie zobowcow, ktorzy im zaufali: "Mozna zrozumiec
zainteresowanie polskich komunistow w obrzucaniu blotem swoich
politycznych przeciwnikow. Zrozumiala jest rowniez obraza dzialaczy
ZOB. Ale jesli kogos mozna by obwiniac o 'sprzedanie' powstania w
getcie, to akurat polskich komunistow. Przeciez AK okazala duza pomoc,
niechby tylko 'swoim Zydom'. W tym czasie komunisci 'swoim Zydom'
przyslali tylko 10 pistoletow. Wystarczylo Anielewiczowi, zeby sie
zastrzelic...".
Zydowski publicysta sugeruje wprost, ze wydarcie z historii prawdy o
walnym udziale przygotowanych do walki zolnierzy ZZW odziera dzieje
zydowskiego ruchu oporu z jego najbardziej chlubnych kart. Dlatego -
jak przekonuje - "najwiecej beczek lgarstw rozlanych wokol powstania
nie wyrazalo sie bynajmniej w powiekszaniu roli 'swoich' i napadaniu
na 'obcych'. Maruderstwo na wojnie to zwykla rzecz. Najwieksza zgroze
wywoluje fakt, ze to lgarstwo wykorzystywane jest dla rzucania kalumni
na caly narod zydowski. Przeciez caly narod zydowski szedl 'jak owce
na
rzez', a oto bohaterowie warszawskiego getta stawili opor!".
Wolanie o prawde
W ksiazce "Getto walczy", opublikowanej niedlugo po wojnie, Edelman w
ogole nie wspomina ZZW. Inny zobowiec, Icchak Cukierman, mowil
lekcewazaco o tej organizacji. Istnieja jednak swiadectwa szeregowych
czlonkow ZZW. Jeszcze w 1946 r. ukazala sie niewielka broszura "Prawda
o powstaniu w Getcie Warszawskim". Wydano niektore wspomnienia
czlonkow ZZW. W latach 60. posiadane materialy zebrano i
usystematyzowano w ksiazce Chaima Lazara-Litai pt. "Masada w
Warszawie". Dodajmy jeszcze "Muranowska 7" Lazara, wydana w 1966 r.
Trzy lata wczesniej Dawid
Wdowinski wydal w Nowym Jorku ksiazke "And we are not saved", w ktorej
wydawca przedstawil go jako jednego z przywodcow powstania w
warszawskim getcie. Warto tez wspomniec ksiazke Mariana Apfelbauma
"Dwa sztandary. Rzecz o powstaniu w getcie warszawskim", ktorej
wartosc starala sie pomniejszyc Anka Grupinska w "Tygodniku
Powszechnym" ("Zgubne szukanie (jedynej) prawdy historycznej",
29.06.2003). Chodzilo o niebagatelna "zgubna" prawde: Apfelbaum
przypomnial m.in. role AK jako sojuszniczki zydowskich powstancow.
Bezmiar klamstw czy przeszlosci?
Nawet doktor Marek Edelman, jeden z zobowskich uczestnikow powstania,
niegdys nazywal zolnierzy ZZW "faszystami". Przekonywal, ze to ZOB
dowodzila powstaniem. Pozniej w ksiazce-wywiadzie "'Straznik' Marek
Edelman opowiada" staral sie "zamulic" przeszlosc. "Nie to wazne, kto
i gdzie strzelal, jak i ktoredy przeskoczyl. Nie chodzi mi o dawanie
swiadectwa zolnierskiej dzielnosci" - tlumaczyl. Rownie Edelman
niechetnie odniosl sie do faktow w rozmowie z Hanna Krall, gdy
przyznal, ze w powstaniu walczylo co najwyzej 200-220 bojowcow z jego
organizacji. "To nie ma znaczenia" - tlumaczyl rosyjskiemu Zydowi
Michailowi Rumerowi-Zarajewowi. "Wszystko jest niczym wobec bezmiaru
przeszlosci"[9]. Szczegolnie prawda wydaje sie niewazna dla niektorych
zydowskich badaczy.
(Nie)slawa zobowcow i przedsiebiorstwo holokaust
Proby przypomnienia prawdziwej roli ZZW podjal sie Pawel Szapiro na
lamach "Rzeczpospolitej" ("Zydowski Zwiazek Wojskowy - biala plama
historii", 5-6.07.2003 oraz tamze: "Historia nieznana. Zydowska
Organizacja Bojowa, Zydowski Zwiazek Wojskowy. Krotki kurs
zapamietywania i zapominania"). Szapiro bez ogrodek pisze o niegodnej
roli zobowskich propagandzistow, ktorzy na trupie ZZW zbudowali wlasna
legende: "Aby dac sie zapamietac, a potem nie dac sie zapomniec, nie
wystarczy poslugiwac sie karabinem, trzeba tez imac sie bez przerwy
broni strategicznej: czcionki (...). Na przyklad na wyslanej z kraju
'liscie londynskiej', zawierajacej imiona zobowcow zamordowanych w
powstaniu w getcie, wpisano takze nazwiska osob niemajacych z
wydarzeniem nic wspolnego, ale bliskich politycznie. Rzeklbym, ze
dopisujacemu pomogl nadmiar pamieci" - pisze Szapiro. Jego zdaniem,
zobowcy stanowia jeden z filarow przedsiebiorstwa holokaust. Zderzenie
z prawda o glownym udziale w powstaniu ZZW, ktory wspierala AK, z
pewnoscia popsuloby interes ruchom roszczeniowym. Zadac odszkodowania
od sojusznika nie wypada, ale od "polskiego antysemity" - duzo
latwiej...
"Szescdziesiat lat minelo od czasu wybuchu powstania w getcie
warszawskim. Poniewaz przeszlo ono do legendy - powinno zostac
uwolnione od uprzedzen politycznych i winno zostac opisane jak
najblizej rzeczywistego przebiegu wydarzen. To jest dlug, ktory
jestesmy winni bohaterom powstania" - ocenil Moshe Arens w "The
Jerusalem Post", ubolewajac nad tym, ze polegli zolnierze ZZW nie
mogli napisac swojej historii. Jednak krew bohaterow okradzionych z
chwaly i
pamieci nie przestaje napedzac trybow przemyslu holokaustu.
Bezczelnosc przywodcow Swiatowego Kongresu Zydow, ktorym potrzebny
jest "polski wspoludzial" w powstaniu obozu Auschwitz, jest tego
najnowszym przypomnieniem. Sa mocne przeslanki, ze prawda o polsko-
zydowskim braterstwie broni AK - ZZW nie zostanie uwieczniona we
wspoltworzonym m=2Ein. za polskie pieniadze Muzeum Historii Zydow
Polskich w Warszawie, jezeli wyraznie nie zazada tego strona polska.
Historyczne "zabojstwo" bohaterow polsko-zydowskiego braterstwa broni
zadalo glebokie i dotad niezabliznione rany pamieci obu narodow.
Dopoki w imieniu rzeczywistych bohaterow getta wykrzykuja uzurpatorzy
ich chwaly, domagajac sie dziesiatek miliardow dolarow tzw.
odszkodowania, dopoty obraz Zyda w oczach Polaka - i odwrotnie -
bedzie wykrzywiony. Nie jest wiec mozliwa pelna normalizacja stosunkow
miedzy naszymi narodami bez pamieci o pieknych kartach wspolnej
historii i usuniecia wszelkich ognisk jej instrumentalizacji.
Waldemar Moszkowski
[1] Zob.
http://www.shalomnewyork.com/authors/schwartz/warshaw.php.
[2] Zob.
http://www.freeman.org/monline/may03/arens.htm.
[3] Rudi Assuntino, Wlodek Goldkorn, "Straznik Marek Edelman
opowiada",
Wydawnictwo Znak, 1999.
[4] Tamze, s. 76-77.
[5] Tamze.
[6] Moshe Arens, The Changing Face Of Memory: Who Defended The Warsaw
Ghetto?,
The Jerusalem Post, 23.04.2003.
[7] Tamze.
[8] Tamze.
[9] Zob.
http://berkovich-zametki.com/Nomer32/Rumer1.htm.
[10] Zob.
http://berkovich-zametki.com/Nomer32/Gorelik1.htm.
--
Smart questions to stupid answers