Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Polska wariuje, odkad z kraju znikneli Zydzi

0 views
Skip to first unread message

Alexander Sharon

unread,
Feb 6, 2008, 3:05:43 PM2/6/08
to
http://www.jhi.pl/pl/kwartalnik/wydanie/5,5.html


Wystapienie prof. Joanny Tokarskiej-Bakir podczas wreczania Nagrody
Karskich - 4 X 2007


1. Tekst wystapienia prof. Joanny Tokarskiej-Bakir podczas wreczania
Nagrody Karskich - 4 X 2007
Wielkosc: 129 KB [ doc ]

http://www.jhi.pl/pliki/kwartalnik//8.doc

Joanna Tokarska-Bakir

Historia pewnego zludzenia


Kiedy w roku 1946 Karl Jaspers oglaszal swoja Schuldfrage [1], nie
spodziewal sie, ze w zwiazku z ta publikacja wkrótce opusci Heidelberg,
miasto, w którym w areszcie domowym udalo mu sie wraz z zona przetrwac
wojne i w którym po jej zakonczeniu objal katedre filozofii. Niechetna
reakcja rodaków uswiadomila mu, podobnie jak dzis moze uswiadomic nam, ze
na pytanie o niemiecka wine bynajmniej nie wszyscy odpowiadaja tak samo.
Szescdziesiat lat pózniej sytuacja powtórzyla sie w zupelnie
innych okolicznosciach w Ameryce. Szeregowy Joseph Darby, dzieki któremu
swiat poznal okrucienstwa, jakich w roku 2004, w wiezieniu Abu Ghraib pod
Bagdadem dopuscili sie jego koledzy, zostal przez sasiadów zmuszony do
opuszczenia rodzinnego Corriganville [2]. Dwa lata wczesniej analogiczna
sytuacja wydarzyla sie w Polsce. Miasteczko Jedwabne na Podlasiu opuscil
burmistrz Krzysztof Godlewski, ten sam, który zdecydowal sie zorganizowac
symboliczny pogrzeb ofiar masakry z roku 1941. Na emigracje zdecydowal sie
tez Leszek Dziedzic, rolnik spod Jedwabnego, jedyny, który mial odwage
glosno mówic prawde o zbrodni [3]. Ostatni przyklad tez pochodzi tez z
polskiego podwórka i dotyczy ksiedza Stanislawa Musiala. Ostatnie lata
zycia ojciec Musial spedzil w samotnosci, odtracony nawet przed wspólbraci.
Przytaczam te przyklady, aby unaocznic donioslosc pracy Edwarda
Evansa-Pritcharda, opisujacej dziwny system odpowiedzialnosci, jaki
wymyslili afrykanscy Azande. W slynnej ksiazce Witchcraft and Magic Among
the Azande, Pritchard wykazal, ze w plemieniu tym - znacznie mniej od nas
róznym, niz chcielibysmy to przyznac - spoleczna odpowiedzialnosc nie
rozklada sie wedlug zasad zgodnych z taka wiedza o przyczynach zjawisk,
jaka pozwala czlowiekowi na przyklad skutecznie naprawic dach, przewidywac
pogode lub uniknac pokasania przez jadowite zwierzeta. Azande potrafia
naprawiac dachy i zabezpieczac sie przed nieprzewidywanymi wypadkami, ale
niepowodzenia i nieszczescia maja zwyczaj wyjasniac czarami. Aby
stwierdzic, czy slusznie podejrzewaja kogos o czary, posluguja sie
skomplikowanym systemem wrózebnym. Polega on m.in. na podawania kurczetom
zatrutego ziarna przy wtórze pytan, w których kolejno wymienia sie imiona
podejrzanych. Smierc kurczecia oznacza odpowiedz twierdzaca, a jego
przezycie przeczaca. Podczas gdy u Azande wiedza o naturze rzeczy zalezy od
tego, kogo uznano za winnego, spoleczenstwa zachodnie szczyca sie, ze
postepuja odwrotnie. Szczyca sie instytucja domniemania niewinnosci i
sprawiedliwymi orzeczeniami o winie.
Gdy jednak z bliska przyjrzec sie zachowaniom zbiorowym naszych
spoleczenstw, okazuja sie one bardzo tajemnicze. Wprawdzie zyjemy w
najbardziej racjonalnym ze swiatów i wszyscy jestesmy po stronie Jaspersa i
szeregowca Darby'ego - co do tego, kto w Polsce jest po stronie Krzysztofa
Godlewskiego i ksiedza Stanislawa Musiala nie mozna miec pewnosci - jednak
prawdziwe zycie rzadzi sie wlasnymi prawami. W prawdziwym zyciu ludzie chca
zachowac o sobie dobre mniemanie, laczace

-----
[1] K.Jaspers, Pytanie o wine, przel. J.Garewicz, "Odra"....
[2] M.Zawadzki, Kapus z Abu Ghraib, "Gazeta Wyborcza", 6/8/2007.
[3] A.Bikont, Piec lat po Jedwabnem, "Gazeta Wyborcza", 4-5/3/2006.


sie z "byciem po stronie Jaspersa", ale takze, czy tego chca, czy nie, sa
stworzeniami spolecznymi, co oznacza, ze podlegaja mechanizmom
percepcyjnym, które prawie osiemdziesiat lat temu zostaly opisane przez
antropologa z Cambridge, Frederica Bartletta. Bartlett twierdzil, ze ludzka
percepcja nieustannie podlega wielkiemu upraszczaniu. Uklada sie ona w
sekwencje, podporzadkowane wzorom percepcyjnym, które sprawiaja, ze czesc
sygnalów od rzeczywistosci jest rejestrowana bez ich faktycznego
przyswojenia, ze oglada sie je jakby niewidzacymi oczyma. Przekladajac
dziwne zachowania Niemców, Amerykanów i Polaków na terminy moralne
moglibysmy powiedziec, ze niezaleznie od tego, co pojawi sie w polu
swiadomosci ludzi, polaczonych wzorami percepcyjnymi, niezaleznie od tego
jak miazdzace dowody obciazajace przedstawicieli ich grupy zostalyby im
przedstawione, argumenty te nie maja szans w konfrontacji ze wzorem
dystrybucji winy w danym spoleczenstwie. Gluchy na fakty, wzór ten
przejmuje bowiem kontrole "nad reakcjami obserwatora, de facto
rozstrzygajac o tym, co obserwatorowi wydaje sie, ze widzi" [4].
Jesli wiec sprawcami zbrodni, które pietnowali Jaspers, Musial,
Darby i Krzysztof Godlewski byli przedstawiciele naszej grupy, i jesli
grupa ta nie dysponuje "wzorcem percepcyjnym", pozwalajacym wyobrazic sobie
siebie jako sprawcy, ktos, kto pomimo to ja z owym sprawstwem konfrontuje,
musi zostac uznany za klamce. Decyduje o tym nie zla wola grupy, ale
wlasnie brak odpowiedniego wzorca percepcyjnego. Na ten temat dobitnie
pisal Sir Edward Evans-Pritchard: "slepota [Azande] nie jest spowodowana
glupota: w obrebie swoich wierzen rozumuja oni doskonale, ale nie potrafia
rozumowac abstrahujac od nich albo tez wbrew nim, poniewaz nie dysponuja
zadnym innym idiomem, w którym moglaby sie wyrazic ich mysl" [5].
Ze studiów Pritcharda nad Azande wynikaja dla naszych spoleczenstw
wnioski pesymistyczne: chocbysmy zgromadzili nie wiadomo ile i nie wiadomo
jak porazajacych dowodów na oczywistosc niezgadzajaca sie ze spolecznym
wzorem obwiniania, dostrzeze ja tylko niewielka grupa ludzi - powiedzmy to
sobie jasno - najbardziej spolecznie wyobcowanych. Dzieje sie tak, poniewaz
zadna grupa nie holubi wzorów percepcyjnych, swiadczacych o tym, ze sklada
sie miedzy innymi z lajdaków i morderców (co nie przeszkadza jej zreszta
dopuszczac ich istnienia w innych sytuacjach, to jest w polityce
wewnetrznej i zawziecie takowych scigac). Ktos, kto konfrontuje grupe z owa
mozliwoscia, nie ma specjalnie duzych szans przetrwania. A poniewaz wchodzi
w role zarezerwowana dla obcych - to, ze tylko obcy widza i mówia takie
rzeczy stanowi kolejny trwaly wzór percepcyjny - dlatego tez nie powinno
nas dziwic, ze rezultacie traktowany jest jakby byl kims obcym. Dlatego
wlasnie Karl Jaspers, Joe Darby, Krzysztof Godlewski i Dziedzicowie musieli
opuscic swoje miasteczka, a ksiadz Stanislaw zostal wykluczony z refektarza.


2.
Co musialoby sie stac, aby wykluczeni nie zostali? Polska, Niemcy
i Stany Zjednoczone musialyby urealnic swój autowizerunek, opierajac
tozsamosc narodowa nie tylko na dumie z cudzych zaslug, ale tez na
odpowiedzialnosci, niechby i za cudze przewinienia.

-----
[4] F.C.Bartlett, Thinking. An Experimental and Social Study, New York
1958, s. 142.
[5] E.Evans-Pritchard, Witchcraft, Oracles and Magic Among the Azande, wyd.
skrócone z przedmowa E.Gilles, Oxford 1976 [wyd. oryg. 1937], s. 159


Wbrew temu, w co wierza dzisiejsi polscy politycy, megalomania narodowa to
uczucie w sam raz na Oktobersfest, ale budowac na nim nie mozna. Jak
napisal Andrzej Werner, "poczucie winy zbiorowej jest bardziej wyrazista
manifestacja zbiorowej tozsamosci niz radosne uczestnictwo w dziele
przyszlej chwaly lub zalobne rytualy wspólnoty ofiar" [6] . Wina zbiorowa
tym rózni sie od dumy odczuwanej przez zbiorowosc, ze jest cecha raczej
zbioru jednostek niz ryczacego kolektywu. Ludzie, którzy sie do niej
poczuwaja, dokonali juz, kazdy w swoim sumieniu, indywidualnego moralnego
wyboru. Mam wrazenie ze tak wlasnie swoje rozumienie patriotyzmu
sformulowalby Jan Karski, Krzysztof Godlewski czy ojciec Stanislaw Musial.
Duma z przynaleznosci to pouczajace zagadnienie filozoficzne.
Jego wielkosc i groze dobrze widac na przykladzie losów chrzescijanskiego
dogmatu corpus Christi, a nastepnie corpus mysticum. Przez uczestnictwo w
eucharystii pojedynczy chrzescijanin stawal sie metaforycznym czlonkiem
ciala Chrystusa, integralnym uczestnikiem wspólnoty mistycznej. Ta idea
wspólnoty okazala sie jedna z najbardziej donioslych metafor teologicznych.
Szybko okazalo sie, ze identyfikacja grupy z Bogiem, religijnie plodna
dopóty, dopóki chodzi o tryb zadania duchowego, staje sie smiertelnie
grozna, gdy uznaje sie ja za fakt dokonany. Uswiecenie grupy zachodzi
bowiem równoczesnie ze zwiekszajacym sie poczuciem jej zagrozenia przez
ludzi spoza grupy. Kazdy katolik, skrzywdzony, albo tylko zagrozony
skrzywdzeniem przez niekatolika, w dyskursie katolickim i
narodowokatolickim byl postrzegany - calkiem doslownie - jako okrwawiony
fragment ciala Chrystusa, na mocy innych poteznych równan zrównywanego z
"Narodem". Ktos, kto podnosil nan reke, byl swietokradca, w domysle:
bogobójca, krótko mówiac, Zydem. Czytamy o tym wszystkim na przyklad w
przekazie z roku 1946, dotyczacym pogromu kieleckiego:

"...na klatce schodowej budynku przy ul. Planty 7 w Kielcach, gdzie
rozegrala sie
glówna czesc tragedii 4 lipca, "stala mloda dziewczyna i krzyczala:
'Smakowala wam krew Chrystusa!'.
Podobnie odezwal sie do wiceprzewodniczacego komitetu zydowskiego w
Kielcach,
Chila Alperta, jeden z zolnierzy, którzy weszli do budynku:
'No jak wam smakowala polska krew?'"" [7].

Jesli ktos mysli, ze w polskim katolicyzmie podobne zbiorowe wyobrazenia sa
juz dzisiaj nieczynne, wyraznie nie zna polskiego katolicyzmu. I nie chodzi
tu tylko o Radio Maryja, które, jak twierdzi premier, tak "umocnilo polski
Kosciól" [8]. Szczególowo analizuje je w ksiazce Legendy o krwi.
Te same idee tworza tez zasób najskuteczniejszych hasel
politycznych, hasel zrozumialych, choc ledwie dawanych do zrozumienia, co
posrednio daje odpowiedz na pytanie o sile polskiego antysemityzmu. Slowa
ukladaja sie w nich jakby w dzwiek sygnalówki, zgodnie z ludowym idiomem
ahistoryzmu: wazne sa tylko rzeczowniki, czasowniki nie maja wiekszego
znaczenia. Dobrze o tym wie polski premier, gdy raz po

-----
[6] A.Werner, Zlo nie jest poza nami, "Gazeta Wyborcza" 8-9/9/2007
[7] About Our House Which Was Devastated, Tel Aviv 1981, s. 201, cyt. za:
za: J.T.Gross, Wyjasniam ze krew na moim ubraniu, "Historia w Tygodniku",
dodatek do "Tygodnika Powszechnego", 9/7/2006.
[8] Premier: Radio Maryja umocnilo polski Kosciól, "Gazeta Wyborcza"
4/9/2007.


raz, w sprzecznych kontekstach mówi o "podnoszeniu reki" [9] - polityk
swiadomie nawiazuje tu do katolickiego dyskursu swietokradczego. Lud, który
go slucha, z pewnoscia skojarzy, kto w przeszLosci podnosil reke na jego
najwieksze swietosci, to jednak wcale nie martwi premiera.
Idee, by dzialaly, nie musza reprodukowac sie doslownie. Jesli
wystepuja w postaci sylogizmów (takich jak: "Judasz to zdrajca", "Judasz
jest Zydem", "Zydzi to judasze"), wystarczy podac jeden z elementów, by ci,
którzy znaja kod, bez trudu go rozpoznali. Sygnal moze byc zawarty w
slowach niewinnych - z rozmyslem przytaczam tu termin Nachmana Blumentala
[10] - takich jak "Naród", "Polska", "Ojczyzna", byle wystepowaly w
powiazaniu ze slowem "wrogowie".
Jak w ponizszym przykladzie: wiosna roku 2001, tuz przed
pierwszymi oficjalnymi obchodami rocznicy zbrodni jedwabienskiej, Jaroslaw
Kaczynski, kandydujacy wówczas na szefa PiS, nawiazywal w przemówieniu do
aktualnych wydarzen. "Próbuja nas znieslawic - mówil - zrobic z nas
wspólników Hitlera, stoja za tym wrogowie Polski" [11]. Nagrodzono go
owacja. Siedem lat pózniej, juz jako premier, ten sam polityk wzbudzi
aplauz na Podlasiu: "Mówi sie o "moherach", teraz krazy ten dowcip o tym,
zeby babci porwac beret przed wyborami. Ci którzy to mówia, ci którzy
szerza tego rodzaju bardzo niedobre i bardzo glupie zarty, podnosza reke na
was, ale podnosza tez reke na caly naród polski" [12]. Pare dni wczesniej
oklaskiwano jego brata, prezydenta, który skladajac wizyte Polonii
amerykanskiej w Chicago zrecznie nawiazal do znanej anegdoty o
niewskazywaniu nikogo palcem: "Jestem politykiem, który zrobil duzo dla
poprawy stosunków Polski z Zydami, ale takie klamstwa [jak "polskie obozy
zaglady""] pojawiac sie nie moga" [13].
Amerykanski historyk, Thomas Bender uwaza, ze historia jako
dyscyplina jest mocno przywiazana do konceptu narodu jako nosnika narracji
historycznej, w zwiazku z czym sposób, w jaki sie jej naucza, w powiazaniu
z owym konceptem ksztaltuje ekskluzywny model obywatelstwa [14]. Nie to
bierze pod uwage Jaroslaw Kaczynski, na wielonarodowym Podlasiu postulujacy
Ein Volk. "Zwyciezymy - mówi - bo to zwyciestwo jest Polsce potrzebne. Jest
potrzebne po to, by w tym panstwie, w Rzeczpospolitej Polskiej, zyl jeden
naród polski, a nie rózne narody. By Rzeczpospolita byla caloscia, by
wszystkie jej ziemie mialy takie same prawa. By wszyscy Polacy mieli

-----
[9] Por np. " gdy my zabralismy sie za walke z korupcja, zwykly Polak
uslyszal, ze to walka z prawami czlowieka. (...) Ze ten, kto podnosi reke,
jest oszolomem. (...) Ten Polak pytal, jaka jest relacja miedzy opiniami
autorytetów a rzeczywistoscia. Co slyszal? Ze autorytety sa wielkie i
rozumne [na te slowa premiera sala wybucha smiechem]. Uslyszal, ze na
swietosci reke podnosi" (cyt. za: Premier: PiS to partia zwyklych ludzi,
"Gazeta Wyborcza" 30/9/2007); tez J.Kaczynski: "Mówi sie o "moherach",
teraz krazy ten dowcip o tym, zeby babci porwac beret przed wyborami. Ci
którzy to mówia, ci którzy szerza tego rodzaju bardzo niedobre i bardzo
glupie zarty, podnosza reke na was, ale podnosza tez reke na caly naród
polski" ; cyt. za: http://wiadomosci.onet.pl/wybory2007/1617272.
[10] Koncepcja "slow niewinnych" zob. ksiazka Nachmana Blumentala pod tym
samym tytulem, Kraków-Lódz-Warszawa 1947.
[11] Cyt. za: A.Bikont, Piec lat po Jedwabnem, "Gazeta Wyborcza",
4-5/3/2006.
[12] Cyt. za: http://wiadomosci.onet.pl/wybory2007/1617272.
[13] M.Bosacki, Prezydent Lech Kaczyn´ski agituje Polonie w USA za PiS-em,
"Gazeta Wyborcza", 25/9/2007.
[14] Czy Ameryka jest wyjatkowa? Z Thomasem Benderem rozmawia Artur
Domoslawski, "Gazeta Wyborcza", 22-23/9/2007.


takie samo prawo do godnosci" [15]. Wytlumaczeniem ma byc, ze zrobil to w
kontekscie korupcji. Z tego, dlaczego w kontekscie korupcji kategoria
"obywatelstwa" pomylila mu sie z kategoria "narodowosc" nie tlumaczy
sie juz nikt.
"Patriotyzm musi sie stac powszechny. Tak, do tego zmierzamy" -
powie ten sam polityk kilka dni pózniej, i zabrzmi to jak pogrózka,
szczególnie ze wsród tych, których ów patriotyzm ma przymusowo objac, przed
Ormianami, Litwinami, Bialorusinami i Niemcami, wymienieni zostana Zydzi, a
wspólnote, która tak milo zaprasza ich w swoje szeregi okresli sie tu
mianem "wspólnoty lojalnosci" [16]. Czy ten jezyk sie Panstwu z czyms moze
kojarzy? Prosze dobrze pomyslec, uwzgledniajac, czy znajduja sie Panstwo
"wewnatrz", czy "na zewnatrz" wspólnoty. Jak sie w tym zorientowac? Juz
cytuje marszalka Ludwika Dorna: "Wmawianie Polakom z zewnatrz, ze sa
szczególnie skazeni ta przypadloscia [antysemityzmem], uwazam za akcje
antypolska, a kampania prowadzona wewnatrz, utrzymujaca, ze Polacy musza
dokonywac specjalnego rachunku win ze wzgledu na rzekomy nadzwyczajny
antysemityzm, jest po prostu szkodliwa" [17].


3.
Kiedy w latach siedemdziesiatych po kilkunastu latach emigracji
Slawomir Mrozek znów przyjechal do kraju rzucilo mu sie w oczy cos, co
takze i dzis silnie odczuwamy: "dziwne polaczenie bezwladu z napieciem" w
atmosferze. "Jakby lada chwila mozliwy byl wybuch histerii zbiorowej (...).
Przerazajace ogólne zmeczenie, jakby wszyscy dopiero co wyszli z pociagu
Wroclaw-Przemysl, po calej nocy na stojaco, z pociagu z lokomotywa parowa w
dodatku, czyli z sadza, bez wagonu restauracyjnego. I [mieli] wielkie
poczucie krzywdy (...) W Wenezueli jest jak jest, w sposób naturalny,
zawsze tak bylo, zgodnie z natura Wenezueli. W Polsce - nie. Ktos cos jest
za to winien i powinien za to zaplacic. To jest naród gleboko skrzywdzony"
[18].
Maria Janion uwaza, ze urojenia wielkosciowe i poczucie krzywdy sa
ze soba scisle zwiazane. Rozladowuja sie one w polskim mesjanizmie, który
jest rodzajem kompensacji za typowe dla krajów postkolonialnych poczucie
nizszosci i upokorzenia [19]. Utrata niepodleglosci w wieku XVIII, caly
wiek XIX pod zaborami, krótkie niepodlegle dwudziestolecie, a potem znów
dwie okupacje, niemiecka i sowiecka powracaja dzis w postaci spotegowanego
poczucia nizszosci wobec Zachodu, "który ciagle rozwijal swa cywilizacje,
podczas gdy my popadalismy w zacofanie. Na dodatek ten Zachód nie przyniósl
pomocy, przede wszystkim naszym powstaniom niepodleglosciowym ani w XIX,
ani w XX w. - w taki sposób, jakiego bysmy oczekiwali. Na podobnym podlozu
rodzi sie - nie tylko u nas - mesjanizm, który przedstawia "swój" naród
jako wybrany i przeznaczony do realizowania jakiejs szczególnej misji" [20].
Mam swoja prywatna teorie polskich klopotów z tozsamoscia,
gwaltownie dzis narastajacych. Polska wariuje, odkad z kraju znikneli
Zydzi. Po drugiej wojnie swiatowej tozsamosc kraju, przez stulecia
okreslanego mianem un pays marécageux, ou habitent les

-----
[15] "Gazeta Wyborcza", 16/09/2007, za PAP.
[16] Kaczynski: Patriotyzm musi stac sie powszechny. Konwencja programowa
PiS w Warszawie", "Gazeta Wyborcza"
30/10/2007.
[17] Dorn: Dementuje, jakobym kiedykolwiek mial serce, "Dziennik",
21/7/2007.
[18] Mrozek-Skalmowski. Listy 1970-2003, [red.]A.Borowski, Kraków 2007, s.
372-373.
[19] Sami sobie cudzy. Z Maria Janion rozmawia Katarzyna Bielas, "Gazeta
Wyborcza" 19/9/2007.
[29] Tamze.


Juifs [21] - zostala z Zydów dokladnie wyczyszczona. Jesli istnieje
hierarchia wyobrazen o Polsce, obrazów zewnetrznych i autoportretów, jakas
neoplatonska drabina idei, których prawdziwosc podlega stopniowaniu, ten
jest wsród nich najbardziej podstawowy: Polska to byl zawsze ów "kraj
bagnisty, gdzie mieszkaja Zydzi". W kraju, w którym przez co najmniej
siedem stuleci Zydzi i Polacy zyli obok siebie, w przyjazni lub swarach,
ale na sasiadujacych ze soba podwórkach, na calkowite znikniecie jednego z
tych podwórek (tj. Zydów niemal zupelnie wymordowanych w wyniku Zaglady)
zareagowano z jednej strony jawna ulga, z drugiej jednak ukrytym,
przemieszczonym niepokojem. Niepokój ten w istocie wywolany zostal Zaglada,
i wydaje sie, ze to wlasnie ona, a w jej rezultacie katastrofalna
homogenizacja spoleczenstwa przyzwyczajonego do róznicy, uruchamia
nastepujace dzis w Polsce gwaltowne reklasyfikacje, wyrazajace sie miedzy
innymi w krazacej po kraju "liscie Zydów" i gwaltownych antagonizmach
spolecznych, które sie pod nia ukrywaja. Nie chcac tej pierwotnej
katastrofy przyjac do wiadomosci, poprzez "listy Zydów" skolowani Polacy
zaprzeczaja zniknieciu Zydów, przedstawiajac je jako oszustwo, zas
jednolitosc etniczna, która pojawila sie w rezultacie Szoa, prezentuja jako
falsz, spowodowany ukrywaniem sie Zydów. Tak wlasnie - wrogo i z
podejrzliwoscia - polska homogenicznosc powojenna postrzegaja ludzie spod
Sandomierza:

[207W] "Bo przed wojna to Zyd sie odróznial. To byl Zyd. Wiadomo, ze
to byl Zyd.
A dzisiaj to. trudno. (.) Ktos jest Zydem, ale to on sie zakrywa, bo
jest. ma
stanowisko jakies, gdzies, to nie wiadomo, kto to jest. A byc moze,
ze z rodziny
zydowskiej. [pauza] No, do rzadu jak weszli (...). I wiadomo, ze to
Zydzi weszli?
Tez nie wiadomo. Pózniej sie dopiero [niewyraznie] wykazuje, ze to
Zydzi".

[472W] "Przeciez w rzadzie, w rzadach w Polsce do dzisiaj to jest 70
procent - moze
teraz Kaczynski zrobi porzadek? - 70 procent, 80 procent to sa Zydzi.
To sa Zydzi".

Gdyby moja hipoteza byla sluszna, bylaby to gorzka historyczna ironia:
kraj, który przez wieki opieral tozsamosc na zaprzeczaniu, iz ma cokolwiek
z Zydami, po zniknieciu Zydów ze szczetem stracil równowage. Na poziomie
nieswiadomym "listy Zydów" stanowia desperacka próbe jej odzyskania poprzez
restytucje róznic, poprzez odtwarzanie blizniaka, który zniknal z polskiej
petli tozsamosciowej.
W swiatowej mitologii bliznieta sa symbolem ambiwalencji i
dwuznacznosci - pomyslmy o Kainie i Ablu, Jakubie i Ezawie, Ormuzdzie i
Arymanie [22]. Figura blizniat, która na rózne sposoby podmywa dzis
Polske, blokuje Polske, jest jednak w moich oczach przede
wszystkim symbolem regresji i zaniechania. Ta regresja zawsze Polsce
grozila, polskosc zawsze byla "dzieckiem podszyta". Dlaczego? Bo we
wlasnych oczach Polska zawsze byla sielanka i idylla [23], krajem - rajem
"ludzi dobrych i lagodnych". Niestety, swietosc i idylla nie moze byc
programem narodowym. Moze byc szczytna idea, ale nie programem. Programem
narodowym moze byc praca albo nieróbstwo, rozrzutnosc albo oszczednosc,
wolnosc albo dyscyplina. Jesli kregoslupem kraju jest

-----
[21] C.Milosz, Oprawa, z tomu Druga przestrzen.
[22] W.Kopalinski, Slownik symboli, Warszawa 1990, s. 24.
[23] S.Mrozek, Wakacje, z cyklu: Uwagi osobiste, "Gazeta Wyborcza",
21-22/4/2001.


idylla i poczciwosc, to Polska jest krajem z przetraconym kregoslupem. To,
co w czasie wojny stalo sie tu z Zydami, to, co dzialo sie z nimi po
wojnie, i co powtórzylo sie w roku 1968, absolutnie poczciwe nie bylo,
dlatego tez kategoria poczciwosci nie mogla wyjsc z wojny bez szwanku. Po
wojnie wydawalo sie, ze minelo zbyt wiele czasu, aby do tego wracac. Dzis
wiemy, ze doswiadczenia, od których uciekamy zawsze nas wyprzedzaja - jak
Roman Giertych wyprzedzil ogólnonarodowa dyskusje o przedwojennej Mlodziezy
Wszechpolskiej, i jak pomnik Dmowskiego w centrum Warszawy wyprzedzil
powszechna debate o spusciznie Romana Dmowskiego.
"Jak to sie dzieje, ze wszystko sie zmienia, przemijaja ludzie,
epoki, ideologie, formacje", ale pewne rzeczy "trwaja, w ogóle
nieumniejszone przez czas" - pytal blisko trzydziesci lat temu profesor
Mieczyslaw Porebski. I po namysle odpowiadal: "Nie jest wykluczone, ze
(...) dzieje sie tak, poniewaz historia jest zludzeniem" [24].

-----
[24] M.Porebski, Wypowiedz w ankiecie, "Polska Sztuka Ludowa", nr 35: 1980,
nr 2.


boukun

unread,
Feb 6, 2008, 3:17:14 PM2/6/08
to

Zapisali się do loży.

boukun


fatso

unread,
Feb 7, 2008, 4:07:07 AM2/7/08
to
Alexander Sharon wrote:

Alec, to bylo nawet dobre. Nie podejrzewalem, ze kobieta(prof Maria
Janion) moze byc zdolna do tak ciekawych mysli.

Gdy dowiedzialem sie, ze w malym parszywym prusackim miasteczku kolo
Torunia, o nazwie BROMBERG, zaczely sie pojawiac na scianach napisy:
Rulewski- Zyd-jebaka, to sobie pomyslalem ze lokalne Swinskie Ryje
powariowaly do imentu. A to po prostu, zdaniem Pani Profesor, lokalna
populacja odczuwala tesknote po swoich Zydach? No ale tam nawet przed
wojna Zydow prawie nie bylo. No, jest slad po synagodze w Fordonie ale
klimat u prusactwa Zydom jakos nigdy nie sprzyjal. Wiec jesli kiedys
byli to za Hitlera sie zmyli i nikt za mojej mlodosci po nich tam nie
plakal. Ciekawe jednak, chociazby z socjologicznego punktu widzenia,
ze wspomniany Rulewski- jedyny lokalny polityk przed wielkim Radkiem
Sikorskim co namieszal nieco na skale krajowa- ze ten Rulewski kojarzy
sie Swinskim Ryjom z zydostwem. Nawet na liscie tajnej Zydow w Polsce
tez jest, sam widzialem, prosze: Rulewski aka Fikelman. Co dziwne bo
kazdy juz tam w tym Brombergu chyba wie, ze tatus polityka to
niepismienny murarz byl. Zaden handeles, ubek czy inny krwiopijca.

Tak wiec, mozna sie zgodzic z teza, ze Polska wariuje odkad jej Zydow
zabraklo. Mysle, ze Romulus mialby tez psychologiczne problemy, gdyby
zauwazyl, ze sam musi odessac wilczyce bo Remusa szlag trafil. Albo
Castor uganiac sie musial po niebosklonie w poszukiwaniu Polluksa.
A co z tym biednym Kainem? Jak ten musial cierpiec gdy mu brata Abla
zabraklo!

fatso

sciepower

unread,
Feb 7, 2008, 5:25:17 AM2/7/08
to
fatso pisze:

> Nawet na liscie tajnej Zydow w Polsce
> tez jest, sam widzialem, prosze: Rulewski aka Fikelman. Co dziwne bo
> kazdy juz tam w tym Brombergu chyba wie, ze tatus polityka to
> niepismienny murarz byl. Zaden handeles, ubek czy inny krwiopijca.

Byl kiedys taki dowcip: podobno jeden z braci Kaczynskich jest Zydem,
tylko nie wiadomo ktory. Po skonsultowaniu z tajna lista Zydow wiemy
juz, ze Zydami sa obaj - prawdziwe nazwisko Kalkstein. P. Boukun pewnie
potwierdzi.

Ja jednak najbardziej jestem ciekaw nie tego, kto jest Zydem, tylko
tego, kto te listy sporzadza. Czy sa to zwykli idioci, ktorzy - bedac na
emeryturze czy na socjalu - maja mnostwo wolnego czasu i chora
wyobraznie? Czy tez raczej sa to te srodowiska, ktore maja konkretny
interes w tym, zeby w Polsce i na swiecie funkcjonowal stereotyp
Polaka-antysemity, zydozercy dyszacego zadza mordu i marzacego o
odbudowaniu Treblinki?

Przeczucie mowi mi, ze gros nocnych telefonow do Radia Maryja wykonuja
nie Jaskowie z Chicago, tylko A-a-a-a-a-adamowie z Warszawy.

Alexander Sharon

unread,
Feb 7, 2008, 6:44:48 AM2/7/08
to

"fatso" <fatso...@ntlworld.com> wrote in message
news:%Szqj.233$xm6...@newsfe4-win.ntli.net...

Robercie,

Przed samym wybuchem wojny w Bydgoszczy mieszkalo 2,055 Zydow.
To rzeczywiscie nieduzo, jezeli porownac z ogolna liczba okolo 120 tysiecy
wszystkich mieszkancow miasta w tymze okresie.
Wiekszosc Zydow Bromberga emigrowal wraz z innymi Prusakami w XIX stuleciu
do Stanow, jeden z nich byl generalem w armii Lincolna podczas wojny
domowej.

Fordon byl rzeczywscie pierwszym osiedlem zydowskim Bromberga w r. 1674.
Pani Olga Romanowska-Grabowska z Panstwowej Sluzby Ochrony Zabytkow podaje
liczbe 55 Zydow w r. 1674, i niewielka liczbe gdyz tylko 11 Zydow w
zaborowym roku 1772. W roku 1871 liczba wzrosla do 1,963.
Znalazlem kilka informacji na temat trzech znanych lub mniej zanych
zydowskich cmentarzy w Bydgoszczy.

BYDGOSZCZ I: US Commission No. POCE000518
The unlandmarked Jewish cemetery was established in the 18th-19th century.
The isolated urban hillside has no sign or marker. Reached by turning
directly off of a public road, access is open to all with no wall, fence,
gate or visible tombstones. The size before World War II and currently is
.95 ha. The municipality owns site used for recreation. Properties adjacent
are recreational and residential. The cemetery is visited rarely. There has
been no vandalism in the last ten years. The cemetery has no known mass
graves. Security, weather erosion and vegetation are slight threats.

Magdalena Grabowska, Bydgoszcz, ulica Sanatoryjna 40, tel. 277335 completed
survey on October 30, 1992, using cemetery card: 1990 W KZ Bydgoszcz.
Grabowska visited the site on October 26, 1992, but no interviews were
conducted.

BYDGOSZCZ II: US Comm no. POCE000589
This unlandmarked cemetery located at ulica Szubinska was established at the
beginning of the 20th century. The isolated urban flat land has no sign or
marker. Reached by turning directly off a public road, site is open to all
with no wall, fence or gate. The size of the cemetery is 1.7 hectares, now
and before World War II. No tombstones or mass graves are visible.
Municipality owns site used for recreation. Properties adjacent are
residential. The cemetery is visited rarely. It has not been vandalized in
the last ten years with no maintenance. Security, weather erosion and
incompatible development are slight threats.
Magdalena Grabowska, Bydgoszcz, ulica Sanatoryjna 40, tel. 277335 completed
survey on October 30, 1992, using cemetery card 1990 card of cemetery WKZ
Bydgoszcz. She visited on October 26, 1992. No interviews were conducted.

BYDGOSZCZ (III): US Commission no. POCE000590
The cemetery is located at ulica Filarecka. This unlandmarked cemetery was
established in 18-19th century. The isolated urban crown of a hill has no
sign or marker. Reached by turning directly off a public road, access is
open to all with no wall, fence or gate. The size of the cemetery both
before and after World War II is 12 hectares. No tombstones are visible; no
known mass graves exist. Municipality owns site used for recreation.
Properties adjacent are recreational and residential. The cemetery is
visited rarely. The cemetery was vandalized during World War II. No
maintenance. Security, weather erosion, and vegetation are slight threats.

Magdalena Grabowska, Bydgoszcz, ulica Sanatoryjna 40, tel. 277335 completed
survey on October 30, 1992, using a cemetery card 1990 WKZ Bydgoszcz. She
visited on October 26, 1992, but no interviews were conducted.

fatso

unread,
Feb 7, 2008, 8:17:21 AM2/7/08
to
Alexander Sharon wrote:

No wlasnie, tak jakby ich w Bydgoszczy nie bylo.

Co nie jeste prawda bo Ela Berner, to moja pierwsza ukochana.
Miala sliczna piegowata buzie i kasztanowe oczy. zakochalem sie
juz w przedszkolu(komunistyczne TPD ,trzeba bylo stac na bacznosc jak
chowali bat'ko Stalina). Pozniej juz w ekskluzywnej szkole muzycznej, do
ktorej oczywiscie oboje trafilismy ,ja odprowadzalem Elzunie do domu za
raczke. Na rogu ul. Chodkiewicza rzadzila banda Jopkow i ja tam bylem
gotow po rycersku wziac po mordzie gdyby Jopkom przyszla chec zabawic
sie z Elzunia w pogrom. Pozniej Elzunia wyjechala do Izraela w 1956r,
mam nadzieje ze jakis Arab nie zrobil jej kuku, i ze miala tluste
bachurki a teraz 20 wnukow.

Inny Zyd bydgoski, a wlasciwie pol-Zyd to Pawelek Karczewski, moj brat
lata, mial samego Hilarego Minca za wujka, po mamie,malej zagruzliczonej
Zydowce,
zonie drukarza. Pawelek mnie zdradzil w 1968, wiec chuj z nim, nie bede
wiec dalej o nim pisal, niech zdycha sobie dalej w tej Bydgoszczy.

Ale tak ogolnie rzecz biorac to Zydow w powojennej Bydgoszczy nie bylo
albo sie maskowali dobrze. Nie bylo tez problemu martyrologii zydowskiej,
nie czulo sie naglej wyrwy w spolecznosci. To raczej Niemcy i
volksdojcze stanowili powod do niepokoju bo na ulicach czesto za mojej
mlodosci slychac bylo jezyk niemiecki.

fatso

0 new messages