Poseł lewicy, Tadeusz Iwiński, jest innego zdania. W rozmowie z
"Dziennikiem" ostro próbuje przełamać tabu ws. Tybetu. Według niego, nie
należy bojkotować igrzysk. Chiny się demokratyzują, a olimpiada w Pekinie są
ma im w tym procesie pomóc:
Dziennik: Okupacja Tybetu nie kłóci się z tą demokratyzacją?
Tadeusz Iwiński: Jaka okupacja! Przecież żadne państwo na świecie nie jest
przeciwko oczywistości, że Tybet jest częścią Chin. Jestem posłem z Warmii i
Mazur. Gdy słyszę o okupacji Tybetu przez Chiny, to jak bym słuchał
skrajnych środowisk niemieckich mówiących, że Polska okupuje Mazury i Dolny
Śląsk!
Gdy Niemcy zajęli Polskę nikt nie miał wątpliwości, że to okupacja.
Ale Panie, nawet Dalajlama nie opowiada się za niepodległością! Ci, którzy
się najbardziej zdecydowanie w tej sprawie wypowiadają, mają dość
ograniczoną wiedzę. Przez trzysta lat w Tybecie była struktura teokratyczna.
600 tysięcy mnichów sprawowało bardzo antydemokratyczną władzę nad pozostałą
częścią społeczeństwa. Była to feudalna struktura. Ja nie popieram metod,
które stosują Chińczycy.
Czyli jakiś problem jest...
Nieźle znam te problemy. W ciągu ostatnich 28 lat byłem wielokrotnie w
Chinach, znam Tybet, spotykałem się dwukrotnie z Dalajlamą. Na temat relacji
tybetańsko-chińskich zaszło u nas pełne nieporozumienie.
I kto Pana zdaniem ma rację?
Obie strony użyły siły.
Tak nas oducza naiwności ws. Tybetu poseł Tadeusz Iwiński, doktor
habilitowany w zakresie stosunków międzynarodowych, władający 15 językami
świata. Ostro, zdecydowanie i bez cienia wątpliwości. A my i tak wiemy
swoje?
Marta Wawrzyn
http://www.pardon.pl/artykul/4404/iwinski_tybet_nie_jest_okupowany
boukun
> Tak nas oducza naiwności ws. Tybetu poseł Tadeusz Iwiński, doktor
> habilitowany w zakresie stosunków międzynarodowych, władający 15 językami
> świata. Ostro, zdecydowanie i bez cienia wątpliwości. A my i tak wiemy
> swoje?
>
> Marta Wawrzyn
>
> http://www.pardon.pl/artykul/4404/iwinski_tybet_nie_jest_okupowany
>
>
>
> boukun
Nie leć boukun na konfrontację z całymi środowiskami buddyjskimi Europy,
przecież wiesz, że to jest skrajnie niepopularne. Np. ja między innymi tych
ludzi mam zamiar skaptować.
--
tois egregorosin hena kai koinon kosmon einai
ton de koimomenon hekaston eis idion apostrephesthai
Mi bardziej leżą na sercu Arabowie, Irańczycy, Libańczycy, Palestyńczycy.
boukun
> Mi bardziej leżą na sercu Arabowie, Irańczycy, Libańczycy, Palestyńczycy.
>
> boukun
Ja osobiście mam z nimi równo jak z syjonistami na pieńku. Można ich poprzeć
dopóty, dopóki nie zbudują nam tutaj kalifatu Eurabii. Z dwojga złego wolę
Eurazję niż Eurabię, w której nadal ten element
kapitalistyczno-syjonistyczny będzie się posługiwał siłą roboczą, płacąc
tylko 2.5% jizyah, as nie jak dotychczas 30-40% podatku dochodowego. Z tego
od razu wnioskuję "cui bono".
Tymczasem buddyści szczególnie Kagyud w kalifacie będa musieli zapłacić
szczególną cenę karmiczną jeszcze za bitwę pod Bagdadem, tj. własne głowy.
Znajdź w kierownictwie Dżihadu choć jednego, kto tak nie sądzi. Mój lama
dlatego osobiście poświęcił rosyjskich żołnierzy idących stłumić bunt
Czeczenii.
Turki na razie walą tylko do Zgorzelca i przygranicznych mieścin na łowy,
wyrwać jakieś zbłąkane wieśniaczki. Póki co, zalew islamistów nam nie grozi.
Za PRLukroiłem arabusów jako kelner w Łazach, a panienki mi ich nakrecały.
To były dobre czasy z tymi studenciakami.
boukun