Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

GW o kolekcji Porczynskich

352 views
Skip to first unread message

Leszek Andrzej Kleczkowski

unread,
May 27, 2000, 3:00:00 AM5/27/00
to
KOLEKCJA NASZYCH MARZEN

Najpierw bylo uniesienie i zachwyt. Potem Rembrandt okazal sie kopia, a
Tycjan nieporozumieniem. Dzis zostala konsternacja i zamet w galerii, w
ktorej dziela wartosciowe mieszaja sie z bezwartosciowymi. I na zadne
porzadki sie nie zanosi.

Historie Kolekcji Porczynskich opisuje ANDRZEJ OSEKA

Wygladalo to na cud, o jakim wtedy nikt nawet nie snil: w srodku PRL-u ma
powstac niezalezna placowka kultury, i to nie w skali popularnych wtedy
przykoscielnych wystaw, lecz na miare najwiekszych zjawisk europejskiej
sztuki nowozytnej. Nieznany rodak z Zachodu ofiarowuje Polsce kolekcje
ponad 400 arcydziel - obrazow Rembrandta, Rubensa, Tycjana, Tintoretta,
Belliniego, Velazqueza, Murilla, Ribery, Cranacha, Duerera, Poussina, Goi,
Corota, Renoira, Vlamincka - a daru tego nie sklada na rece wladz, lecz
powierza instytucjom Kosciola katolickiego - z przeznaczeniem dla narodu.
Panstwo komunistyczne zostaje pominiete, jego monopol w kulturze dotkliwie
pomniejszony.

Jest polowa roku 1986. Niedawno aresztowano ukrywajacego sie Zbigniewa
Bujaka, zapadly wysokie wyroki w procesie KPN. Armia sowiecka nadal stoi w
Polsce i na predki koniec komunizmu sie nie zanosi. Jednak nadzieje na
budowanie niezaleznych struktur i osrodkow, w nawiazaniu do tradycji
Sierpnia '80 - sa wciaz zywe.

Jednym z takich miejsc bylo Muzeum Archidiecezji Warszawskiej na Solcu. Od
poczatku stanu wojennego dzialala tu duza grupa plastykow, aktorow,
muzykow. Odbywaly sie patriotyczno-religijne wystawy, koncerty, wieczory
teatralne, odczyty.

18 pazdziernika 1986 ks. Andrzej Przekazinski, dyrektor Muzeum, zawiera w
Paryzu umowe wstepna z doktorem Zbigniewem Karolem Porczynskim, obywatelem
brytyjskim zamieszkalym w Szwajcarii, zalozycielem zarejestrowanej w
Liechtensteinie fundacji Arteks. Na mocy tej umowy Porczynski przekazuje
do depozytu Muzeum Archidiecezji ponad 400 obiektow - kolekcje malarstwa
europejskiego. Celem depozytu ma byc "uczczenie pontyfikatu Papieza
Polaka, udostepnienie obrazow polskiemu spoleczenstwu oraz wzbogacenie
zbiorow sztuki Kosciola w Polsce".

Nazwiska ofiarodawcy poczatkowo nie wymienialo sie w kraju, nawet w
prywatnych rozmowach. Mozna bylo podejrzewac, ze wladze sprobuja szkodzic
kolekcji arcydziel, przekazanej nie im, lecz Kosciolowi. Bylem wtedy w
gronie osob dosc blisko zwiazanych z Muzeum na Solcu. Stopniowo
poznawalismy szczegoly: dar pochodzi od znakomitego chemika, Polaka z
pochodzenia, ktory jest wynalazca paliwa do rakiet. Ks. Przekazinski
mowil: "Gdy tylko jakas rakieta wzbija sie w powietrze, na jego konto
plyna strumienie dolarow". Wedlug skapych na razie informacji wynalazca i
jego malzonka, oboje uksztaltowani przez tradycje patriotyczna i
katolicka, to byli wiezniowie sowieckich lagrow i niemieckich obozow.
Znajac swiat nie tylko od strony sukcesu, lecz takze cierpienia,
zgromadzony majatek obrocili w calosci na zakup obrazow, glownie
religijnych, by ich bogaty zbior ofiarowac Polsce - w nadziei, ze stanie
sie wolna. Sa przekonani, ze wielka sztuka moze pomoc w moralnej odnowie
narodu.

Jakaz opowiesc moglaby sie nam w tamtych latach wydac piekniejsza?
Nadzieje na wolnosc Polski laczyly sie tu z wiara w potege sztuki. Gdy
ofiarodawca zapewnil ks. Przekazinskiego, ze kazdy obraz z kolekcji zostal
przebadany przez najwybitniejszych ekspertow w Europie, ktorzy
potwierdzili jego autentycznosc - wszyscy mu z entuzjazmem uwierzyli, ja
rowniez.

Transporty z obrazami zaczely przybywac na dziedziniec Muzeum
Archidiecezji pozna jesienia 1986. Lacznie bylo ich dziesiec. Rosly stosy
efektownych opakowan. Sensacja rozchodzila sie po miescie - coraz wieksza,
coraz bardziej podniecajaca. Wladze zadnych prob sabotazu nie podjely -
zdawaly sie przygniecione wydarzeniem.

W niespodziewanym przybywaniu ze Szwajcarii mistrzowskich obrazow ludzie
zobaczyli cos tak radosnego, jak swego czasu zalozenie "Solidarnosci" lub
wybor kardynala Wojtyly na papieza: oto pojawia sie ogromna sila duchowa,
wobec ktorej komunizm jest bezradny, a wiec my stajemy sie mocniejsi.
Pewnie, ze dla wielu bylo to rowniez nagle obdarowanie skarbem, setkami
milionow dolarow. Rzecz dziala sie poza zasiegiem komunistow, skarb byl
"nasz", ludzie poczuli sie bogatsi. Nic wiec dziwnego, ze gdy wreszcie
kolekcje otwarto, dzien w dzien ustawialy sie przed Muzeum na Solcu
niezwyklej dlugosci kolejki. Trwalo to miesiacami. Wybudowano zadaszenie
nad aleja, zeby czekajacy nie mokli na deszczu, nie prazyli sie w sloncu.
To zadaszenie ciagle tam jest. Przypomina o fali zbiorowego entuzjazmu
sprzed kilkunastu lat.

Nie tacy mistrzowie

W Muzeum Archidiecezji rozpakowane obrazy ogladaja przedstawiciele
Kosciola, artysci, historycy sztuki, muzealnicy. Wsrod tych ostatnich
wielkie nadzieje raptownie przygasaja, jednak calkiem sie ich pozbyc
byloby trudno, z wielu wzgledow. Jest w tej kolekcji niemalo ciekawych
prac: "Herkules i Omfale" Pellegriniego, "Portret arcyksiezniczki Anny"
Nicolasa Neufchatela (1527), "Martwa natura" Jacoba Popsena van Es (XVII
w.), "Maria z dzieciatkiem" Pontorma (XVI w.). Czuje sie czesto wielka
kulture malarska Florencji, Bolonii, Niderlandow. Nagle jednak ukazuje
sie, jako Tycjan, pokraczny portret dziecka z pieskiem, o materii gluchej,
z weneckim kolorysta nie majacej nic wspolnego. Dalsze przykre
niespodzianki to Rembrandt, Tintoretto, Rubens. Im wieksze nazwiska, tym
bardziej podpisane nimi obrazy wydaja sie znieksztalconym odbiciem
mistrzow.

Rodzi sie niepokoj - co to wszystko znaczy? Przeciez niemozliwe, zeby cos
niedobrego. Wraz z paroma przyjaciolmi doszlismy do wniosku, ze
szlachetnego kolekcjonera na rzeczywiscie swietne Rembrandty i Tycjany
stac jednak nie bylo, moze go czasem oszukano - trzeba sie wiec cieszyc
tym, co ofiarowal. Nalezaloby sprawdzic atrybucje, zaprowadzic w calym
zbiorze lad - a bedzie z niego wiele pozytku.

Katalog w zoltych okladkach

Na to bylo jednak za pozno. Zblizala sie kolejna pielgrzymka Jana Pawla II
do Polski; waznym jej punktem mial byc pokaz wybranych dziel z Kolekcji
Janiny i Zbigniewa Porczynskich, urzadzony specjalnie dla niego. Odbyl sie
on 13 czerwca 1987 w Domu Arcybiskupow Warszawskich. Ofiarodawcy zostali
przedstawieni Papiezowi, ktory wyrazil im wdziecznosc za dar - w imieniu
wlasnym, Kosciola, narodu. Pan Porczynski, w obecnosci kardynalow,
biskupow i innych dostojnych gosci, objasnial Papiezowi wystawione dziela.
Ogloszono tez wtedy, ze Kolekcja nosi odtad imie Jana Pawla II. Byla to
nobilitacja niezwykla. W opinii wielu - stawiajaca zbiory Porczynskich
poza zasiegiem wszelkiej krytyki.

W publikacji z roku 1996 "Prawda i falsz o Kolekcji im. Jana Pawla II"
Zbigniew Porczynski opisuje ten moment: "Przy wejsciu na sale wystawowa
wreczono Ojcu Swietemu i nam katalog w zoltych okladkach, zatytulowany
tKolekcja Jana Pawla IIT, tytul, ktory byl dla nas wielka niespodzianka".
W rzeczywistosci - na co jest wielu swiadkow - Porczynski znal juz
wczesniej katalog w zoltych okladkach, poniewaz drukowano go wedlug jego
szczegolowych wskazowek.

W ksiazce "Prawda i falsz..." umieszczono tez fotokopie dokumentu
podpisanego przez kierownika Sekretariatu Prymasa Polski, ks. dr. Andrzeja
F. Dziube. Czytamy w nim: "Pan dr Zbigniew PORCZYNSKI nie ubiegal sie o
tytul tJana Pawla IIT dla Kolekcji, ale nazwanie jej imieniem Ojca
Swietego przyjal z radoscia i wdziecznoscia". Tekst ten nie wyjasnia, kto
wystapil z inicjatywa nadania Kolekcji imienia Papieza. Gdyby on sam -
jego wole niewatpliwie podano by do publicznej wiadomosci. Wszystko
wskazuje na to, ze Ojciec Swiety stanal wobec faktu dokonanego, jakby mu
ktos uczynil prezent - tak bardzo z serca plynacy, ze go odrzucic nie
sposob.

Powstale pozniej Muzeum Kolekcji Porczynskich wydrukowalo sobie papier
firmowy, opatrzony osobistym herbem Jana Pawla II: tiara, klucze Piotrowe,
krzyz oraz M - inicjal Marii. Nikt inny na swiecie na taki pomysl sie nie
zdobyl. Po jakims czasie znak Muzeum zmieniono na skromniejszy.

We wspomnianym zoltym katalogu znalazl sie komentarz profesora Jana
Bialostockiego, jednego z najwybitniejszych wowczas w Polsce znawcow
swiatowego malarstwa. Jest w nim stosowny do podnioslej chwili ton
zachwytu: "Dzieki temu niezwyklemu darowi warszawskie Muzeum
Archidiecezjalne staje w rzedzie kilku Muzeow Narodowych jako posiadacz
wszechstronnej i bogato zroznicowanej kolekcji dziel malarzy
europejskich". Jednak wymieniajac obrazy, ktore przyciagnely jego uwage,
profesor wskazuje nie na dziela wielkich mistrzow, choc Kolekcja
najbardziej szczyci sie ich posiadaniem, lecz na prace artystow
trzeciorzednych: "Chlopca grajacego na flecie" Francesca Solimeny,
"Portret kawalera de Vendo?me" Jacoba de Voeta, "Zuzanne i starcow" de
Fabriana. Zapowiada wreszcie, ze Kolekcja "badaczy intrygowac bedzie
wieloma trudnosciami, problemami atrybucji i datowania". Najwyrazniej
wybitny uczony, bioracy udzial w ceremonii dziekczynnej i zachowujacy sie
zgodnie z jej regulami, ostrzegal jednak, ze klopotow i watpliwosci co do
autorstwa ujawni sie wiele. Co oznaczalo: Kolekcji tej nalezy sie
przyjrzec - i nie spodziewac sie, ze naprawde sa w niej wybitne dziela
koryfeuszy malarstwa, ktorych nazwisk pelno w podpisach pod obrazami.
Sugestie profesora byly wyrazne - lecz czytelne dla niewielu.

Gdy 5 listopada 1987 w Muzeum Archidiecezji otwarto dla publicznosci
pierwsza wystawe 138 dziel "Kolekcji imienia Jana Pawla II z fundacji
Janiny i Zbigniewa Karola Porczynskich" - nikt watpliwosci nie zglaszal.
Dzien ten uznano za historyczny. W "Tygodniku Powszechnym" artykul
poswiecony temu wydarzeniu zatytulowano po prostu "05.11.1987". We
wszystkich gazetach padaly okreslenia: "krolewski dar", "papieska
pinakoteka" czy "Luwr w Warszawie". Wystawe otwieral i ofiarodawcom
dziekowal prymas Glemp. W hallu muzeum wisialy portrety reprezentacyjne
panstwa Porczynskich, o ich wrazliwosci na malarstwo swiadczace zle.
Prawde mowiac - byly to kicze. Obecny na otwarciu znany malarz Jacek
Sempolinski, profesor ASP, powiedzial wtedy do przyjaciol, ze gdyby on
mial takie pieniadze jak pan Porczynski, nie kupowalby 400 obrazow, tylko
cztery, lecz prawdziwe.

Glosno i publicznie mowiono cos innego. Jerzy Waldorff pisal w
"Przekroju": "Nie pamietam drugiego otwarcia wystawy dziel sztuki w
atmosferze az tak duzego wzruszenia, ktore by udzielilo sie rownie wysokim
dostojnikom. (...) Jednorodne wielkie kolekcje w calych naszych dziejach
ofiarowane zostaly narodowi dwie tylko - arrasow krola Zygmunta Augusta i
teraz kolekcja 400 obrazow", przekazana przez malzonkow Porczynskich. W
ksiedze pamiatkowej ktos napisal: "Od czasu zalozenia Uniwersytetu
Jagiellonskiego nie bylo wiekszego ewenementu".

Drazliwy donator

Ofiarodawca okazal sie niezmiernie czuly na to, co sie pisze o obrazach z
Kolekcji. Sam redagowal noty w katalogu - wedlug swych zapiskow, opinii
domow aukcyjnych i ekspertyz wykonanych na jego zlecenie. Ks. Przekazinski
spostrzegl, ze noty nie zawsze zgadzaja sie z tym, co widac na plotnie.
Mowa jest np. o sygnaturze i dacie, ktorych ksiadz nie moze we wskazanym
dziele znalezc. Porczynski stwierdzil, ze sygnature widac, gdy sie
sporzadzi czarno-biala fotografie, a potem ja oglada przez lupe. Ksiadz
probuje - nie ma. Prosi wiec donatora, by mu sygnature pokazal palcem. Ten
odpowiada, ze tylko on sam moze ja zobaczyc.

Wydawnictwo Arkady chce opublikowac album prezentujacy Kolekcje. Prosi o
wspolprace prof. Marie Rzepinska. Autorka fundamentalnych dziel jak
"Siedem wiekow malarstwa europejskiego" podjela sie wyboru ilustracji oraz
przygotowania wstepu. Po pol roku (grudzien 1988) pisala do Porczynskiego,
ktory z uporem utrzymywal, ze wszystkie jego ustalenia co do autorstwa
obrazow sa pewne: "Przypominam, ze wycofal Pan jednego Poussina, dwoch
Cranachow oraz zgodzil sie Pan na wycofanie autoportretu Rembrandta, gdy
zwrocilam uwage, ze oryginal znajduje sie w Wallace Collection. Poniewaz
jest Pan stale niezadowolony z mego wyboru i moich opinii, lepiej bedzie,
gdy wskaze Pan [wydawnictwu] innego autora (...) jestem nadal pelna
podziwu dla Pana i Panskiej Malzonki za ich wspanialy, plynacy z
patriotyzmu dar dla Polski". Prof. Rzepinska nie dopuszcza wiec mysli, ze
Zbigniew Porczynski moglby byc kims innym niz wielkodusznym patriota.
Zmieni zdanie juz po paru miesiacach.

Okazalo sie bowiem, ze redakcja pisma "Projekt", wydajac poswiecony
Kolekcji numer specjalny, w zamieszczonym tam eseju Marii Rzepinskiej
wprowadzila bez uzgodnienia z autorka znaczne zmiany. A scislej -
dokonywal ich wlasnorecznie Porczynski na kolumnach przyniesionych mu
przez redaktora pisma do hotelu - skreslal watpliwosci, dopisywal opinie
pozytywne. Redaktor sam mi o tym opowiadal po latach.

Cenzura praktycznie juz nie dzialala. A jednak - okazuje sie - mozna bylo
na nowo uruchomic jakies mechanizmy, odwolac sie do zbiorowych instynktow
i mitow, by ludziom skutecznie zamknac usta. Dr Porczynski zainstalowal w
hotelowym pokoju cos w rodzaju Urzedu na Mysiej w miniaturze - i to
dzialalo. Prof. Rzepinska protestowala w prasie fachowej przeciw dokonanym
na jej artykule - jak pisala - "matactwom". Zamiast niej teksty
prezentujace Kolekcje napisal dla Arkad dyrektor Lazienek prof. Marek
Kwiatkowski, ktory w pelni "zadowolil zyczenia" dr. Porczynskiego.
Tymczasem "Zycie Warszawy" nazwalo prof. Rzepinska "wrogiem Kolekcji".
Brzmialo to jak "wrog ludu".

Wedrujacy dar dla narodu

Po niespelna dwoch latach od dnia jej otwarcia Kolekcja opuszcza
niespodziewanie gmach Muzeum Archidiecezji na Solcu i zostaje zdeponowana
w jasnogorskim klasztorze oo. Paulinow. Taka decyzje podjal Prymas na
prosbe donatorow. Dr Porczynski skarzyl sie bowiem wobec powolanego przez
Prymasa Komitetu ds. Kolekcji, ze obrazom dzieje sie na Solcu krzywda;
m.in. ks. Przekazinski tnie je nozem. Jednym z czlonkow owego
kilkuosobowego Komitetu byl prof. Marek Kwiatkowski. Stosowne pismo
Prymasa nosi date 3 lipca 1989. Po pieciu miesiacach Kolekcja zostaje z
Jasnej Gory zabrana. Dokonuje tego, rowniez za zgoda Prymasa, prof.
Kwiatkowski, tym razem w innym charakterze - jako czlonek zarzadu fundacji
Arteks. Jedzie z obrazami znow do Warszawy i umieszcza je w gmachu dawnego
Banku Polskiego przy pl. Dzierzynskiego (dzis pl. Bankowy). Fundacja ma tu
swa siedzibe. Odtad ona bedzie Kolekcja zarzadzala - a takze calym
przepieknym, projektowanym przez Corazziego budynkiem.

W cieniu wielkich przemian ustrojowych roku 1989 wiele sie bowiem
zdarzylo, jesli chodzi o Kolekcje Porczynskich. W kwietniu (jeszcze przed
wyborami 4 czerwca) dr Porczynski tworzy Fundacje Arteks z siedziba w
Warszawie. Z jego uprzednim darem dla narodu zdaje sie to nie miec
zwiazku, lecz pewnosci takiej nie ma. Istniala juz przeciez jedna fundacja
Arteks, zalozona przez dr. Porczynskiego w Liechtensteinie i podlegajaca
tamtejszemu prawu. Ta pierwsza fundacja byla wlascicielem 450 obrazow -
pozniejszej Kolekcji im. Jana Pawla II. Warszawska fundacja Arteks posiada
jedynie majatek w wysokosci 30 mln starych zlotych, ale stawia sobie
mnostwo celow, jak ochrona dobr kultury polskiej czy promocja mlodych
artystow. Jej statut zatwierdza Aleksander Krawczuk, minister kultury i
sztuki w rzadzie Mieczyslawa Rakowskiego. Na moje pytanie, co sie stalo z
zagraniczna fundacja Arteks, obecny dyrektor Muzeum Kolekcji Bogdan Kurant
odpowiedzial, ze chyba zostala zlikwidowana.

W polowie 1989 r. dr Porczynski i prof. Kwiatkowski czynia u wladz
partyjnych i panstwowych PRL starania, by na siedzibe Kolekcji uzyskac
gmach Corazziego, gdzie miescilo sie wowczas Muzeum Ruchu Rewolucyjnego.
Partia i rzad przyjmuja idee z zyczliwoscia, czego potwierdzeniem jest
pozniejszy list z podziekowaniami Porczynskiego i Kwiatkowskiego na rece
Rakowskiego, jeszcze I sekretarza KC PZPR. Opinia publiczna niczego sie na
ten temat nie dowiaduje.

Pojawia sie jednak "nasz premier". Sprawe przekazania gmachu Corazziego
panstwu Porczynskim "w bezterminowe uzytkowanie, z przeznaczeniem na
ekspozycje Kolekcji im. Jana Pawla II", finalizuje pismem z 30
pazdziernika Izabela Cywinska, minister kultury w rzadzie Tadeusza
Mazowieckiego. Jest przekonana, ze dokonuje rzeczy slusznej i waznej -
zamiast martwej placowki komunistycznej propagandy bedziemy mieli w
centrum stolicy slawna kolekcje mistrzow europejskiego malarstwa.

W slusznosci tej decyzji utwierdza minister Cywinska ks. Janusz Pasierb,
znany historyk sztuki, profesor Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie.
Odpowiednie pisma i uchwaly pojawiaja sie szybko - uchwala Stolecznej Rady
Narodowej (o peerelowskim jeszcze skladzie), co predzej przyznajaca palac
papieskiej Kolekcji i fundacji Arteks (warszawskiej); decyzja wydzialu
spraw lokalowych Urzedu Srodmiescie. Na marginesie jednego z pism pojawia
sie czyjes pytanie o oplaty za wynajem - lecz pozostaje bez odpowiedzi.

Izabela Cywinska wspomina, ze ilekroc wychylila wtedy glowe ze swego
gabinetu, mogla sie spodziewac, ze zobaczy w poczekalni dr. Porczynskiego
- siedzial, wzruszony i wzruszajacy, czasem ze lzami w oczach. Opowiadal,
jak jest religijny, jak dba o katolicka czystosc Kolekcji. Znajduje sie w
niej - procz obrazow - kilka rzezb, wsrod nich brazowa figurka jednorozca,
dzielo Salvadora Dalego (dodajmy: jeden z wielu odlewow). Na koncu rogu
(symbolu meskosci) byla tam kropla spermy - z brazu, oczywiscie.
Kolekcjoner ja ukrecil, by nie budzila grzesznych mysli u mlodziezy.
Historie te potwierdzil dyrektor Kurant.

W kwietniu 1990 r. dokonano jeszcze jednego uroczystego otwarcia
podarowanych narodowi zbiorow - tym razem na pl. Bankowym. W lipcu tegoz
roku zawarta zostala miedzy Konferencja Episkopatu Polski a fundacja
Arteks, w porozumieniu z ministrem kultury, umowa, na mocy ktorej
utworzono (wspolnie!) Muzeum Kolekcji im. Jana Pawla II Fundacji
Carroll-Porczynskich w Warszawie. Statut tego Muzeum zezwala, by panstwo
Porczynscy, ktorzy nad nim sprawuja zarzad (Prymas zas "ogolny nadzor"),
mogli "wywozic poszczegolne obrazy za granice w zwiazku z ich sprzedaza,
konserwacja, badaniami, wycena itp.". W praktyce, donatorzy moga nadal
robic z darem, co uznaja za wlasciwe - pod protektoratem Prymasa. Wzmianka
o protektoracie umieszczona zostala nad wejsciem do Muzeum.

Grad zaszczytow i piorun

Do tej pory wszystko szlo panstwu Porczynskim swietnie. Przy wielkich
fanfarach zlozyli Narodowi dar, uznany za krolewski, po czym dar ten, w
praktyce, wrocil do nich, wzbogacony papieskim imieniem i protektoratem
Prymasa - wraz z obiektem ogromnej klasy architektonicznej. Gmach
Corazziego, wartoscia swa stokrotnie przewyzszajacy wartosc wszystkich
obrazow, oddany fundacji Arteks w bezplatne uzytkowanie, miesci w sobie
ogromna sale, kryta monumentalna kopula, o swietnych warunkach
akustycznych. Taka sala to majatek przynoszacy stale dochody, finansowe
lub polityczne - zaleznie komu sie jej uzycza. Dyr. Kurant jest do slowa
"uzycza" przywiazany. Wystrzega sie slowa "wynajmowanie".

W roku 1988 dr Porczynski otrzymuje Krzyz Oficerski Orderu Odrodzenia
Polski. W roku 1990 - tytul doktora honoris causa Politechniki
Warszawskiej. Dwa lata pozniej oboje panstwo Porczynscy zostaja honorowymi
obywatelami miasta Warszawy. Przed nimi tytul ten przypadl m.in. Jozefowi
Pilsudskiemu, Ignacemu Paderewskiemu, Marii Sklodowskiej-Curie; po nich -
m.in. Papiezowi. W 1993 r. Porczynski odbiera Zloty Medal Prymasowski za
Zaslugi dla Kosciola i Narodu. Jednoczesnie kandyduje na fotel senatora z
woj. warszawskiego, pozostajac (jak mowila jego ulotka wyborcza) "w
sluzbie Ojczyzny i Kosciola - tysiacletniej ostoi Niepodleglosci i
chrzescijanskiego ducha Narodu".

Urzad senatorski go omija. To w pewnym stopniu porazka - malo istotna
jednak w porownaniu z trwajaca od jakiegos czasu burza wokol Kolekcji.

Pod koniec roku 1989 dr Mieczyslaw Morka, pracownik naukowy Instytutu
Sztuki PAN, wyglosil odczyt na temat percepcji sztuki wloskiej w naszym
kraju. Ujawnil, ze prowadzi badania malarstwa wloskiego w kolekcji
Porczynskich i ze ich wyniki sa niepokojace. Zapowiedzial, ze oglosi je w
"Biuletynie Historii Sztuki". Gdy wiadomosc ta dotarla do Zbigniewa
Porczynskiego, staral sie publikacje powstrzymac, twierdzac, ze wyrzadzi
ona zbiorom "nieodwracalna szkode". Odwiedzil m.in. zaklad poligraficzny,
gdzie sie "Biuletyn" drukuje, i proponowal wlascicielowi "sponsorowanie".
Zirytowany odmowa, wyszedl, zostawiajac parasol.

W imieniu Muzeum Kolekcji im. Jana Pawla II adwokat Zdzislaw
Czeszejko-Sochacki napisal do redaktora naczelnego "BHS" prof. Jerzego
Kowalczyka, ze "w razie dopuszczenia do publikacji, wbrew dobrej wierze i
dostepnym zrodlom, artykulu mogacego wyrzadzic materialne i moralne
straty, Muzeum zastrzega sobie dochodzenie na drodze sadowej odpowiedniej
ochrony prawnej dobr i odszkodowania". Zwlaszcza slowo "odszkodowanie"
brzmialo groznie. Zapowiadalo finansowe represje za wyglaszanie naukowych
pogladow.

Artykul dr. Mieczyslawa Morki "Malarstwo wloskie w kolekcji J. i Z. K.
Porczynskich. Problemy atrybucji" ukazal sie w numerze 2/1992 "Biuletynu",
pisma czytanego jedynie w kregu historykow sztuki i muzealnikow. Autor nie
mial zamiaru wdawac sie w jakakolwiek gre na forum publicznym. Zna
natomiast wiele muzeow europejskich, systematycznie studiuje publikacje
fachowe. Moze wiec stwierdzic np., ze wystawiony w Kolekcji "Kain
zabijajacy Abla" pedzla Lionella Spada, "wiernego ucznia" Caravaggia,
"jest kopia obrazu przechowywanego w Museo di Capodimonte w Neapolu.
Usilowano ja sprzedac jako wlasnoreczne dzielo artysty w Mediolanie w 1977
r., a nastepnie pojawila sie w Londynie, gdzie nabyli ja panstwo
Porczynscy". Lub o innym obrazie: "Kuszenie Adama", uznane w katalogu
Kolekcji za dzielo Pietra da Cortona, "jest bardzo slaba kopia wykonana na
podstawie fresku znajdujacego sie w Palazzo Sacchetti w Rzymie".

W listach do redakcji "BHS" Porczynski zadal, by Morka oparl sie w swym
artykule na ekspertyzach sporzadzonych przez domy aukcyjne, od ktorych
kupowal obrazy. Morka uwaza, ze jego zrodla informacji sa bardziej pewne
niz te, za ktore placili marszandzi. Spostrzegl takze, ze niektore obrazy
w Kolekcji zostaly awansowane w stosunku do tego, jak je na aukcjach
okreslano. Na przyklad "Sw. Maria Magdalena z dwoma aniolami",
prezentowana na pl. Bankowym jako dzielo Andrei Sacchiego (1599-1669),
wystawiona byla na sprzedaz tylko jako "przypisywana" temu artyscie.
Okazalo sie tez, ze Morka zna kwoty, na jakie szacowano na aukcjach
niektore z obrazow, wlaczonych do Kolekcji. Sa one czasem rzedu kilkuset
funtow, co niezbicie dowodzi, ze byly sprzedawane, a takze kupowane jako
niskiej klasy kopie. Oryginalne dzielo kosztowaloby tysiac razy wiecej.

O wielu obrazach z Kolekcji dr Morka wyrazal sie jednak w artykule z
uznaniem. Podkreslal tez swoj "ogromny szacunek" dla kolekcjonerskiej
pasji panstwa Porczynskich, jak tez wdziecznosc za ich dar. Tam jednak,
gdzie dostrzegl kopie lub nasladownictwa znanych sobie oryginalow,
powiedzial o tym glosno, uwazajac to za obowiazek historyka sztuki.

Przed trybunaly

Gdyby, jak radzil dr Morka, a przed nim, choc nie tak dobitnie, prof.
Bialostocki, podjeto systematyczne badania nad Kolekcja, doszloby zapewne
w wielu przypadkach do wycofania zbyt ambitnych podpisow pod obrazami.
Chyba tez do zdjecia z wystawy pewnej liczby (opatrzonych watpliwymi
sygnaturami) malowidel. Uporzadkowana, choc uszczuplona, Kolekcja moglaby
sluzyc polskim milosnikom sztuki jako ciekawy zbior przykladow malarstwa
roznych szkol i epok. Nie kazda galeria musi byc od razu Luwrem.

Czlonkowie zarzadu fundacji Arteks i Rady Naukowej Muzeum Kolekcji nie
poszli jednak w tym kierunku. Wybrali wariant silowy. Sprobowali zmusic
majacych swe zdanie uczonych, by wyrazone sady odwolali, przeprosili
publicznie i zamilkli. Opisujac uzyte przez dr. Porczynskiego i prof.
Kwiatkowskiego metody, a takze zainicjowana przez nich (choc przeciez nie
kierowana) kampanie w mediach, trudno zachowac kolejnosc zdarzen. Sprawa
ciagnie sie od wielu lat, przygasa i odzywa na nowo. Nie zakonczyla jej
smierc Zbigniewa Karola Porczynskiego (1998), bowiem jego dzielo trwa, a
zwiazane z nim zagadki bynajmniej nie zostaly wyjasnione.

Tekst, opublikowany w dzienniku "Nowy Swiat" 13 stycznia 1993, podpisany
przez prof. Kwiatkowskiego i innych czlonkow Rady Naukowej Muzeum, nosi
tytul "Kto poluje na Kolekcje im. Jana Pawla II?". Mowi sie tam o "niesmak
budzacej kampanii zmierzajacej do degradacji ofiarowanej nam kolekcji
malarstwa europejskiego", do ktorej dopiero "BHS" artykulem Morki sie
"wlaczyl". By obnazyc oszczerstwa "kampanii", podaje sie liste
specjalistow swiatowej slawy, z ktorych ekspertyz korzystac mieli panstwo
Porczynscy, kompletujac swe zbiory. Uprzedzajac fakty, powiedzmy, ze
eksperci owi, m.in. dyrektor Luwru Pierre Rosenberg oraz znawca dziel
Rembrandta Werner Sumowski, oswiadczyli pozniej, ze pana Porczynskiego nie
znaja. Sumowski otrzymal od niego jedynie dwa listy z fotografiami
obrazow, ktore nie byly dzielami Rembrandta.

Widac, ze profesorowie z Rady powtorzyli po prostu to, co im darczynca
podal jako prawde. Wiele osob, stykajac sie z Porczynskim, postepowalo tak
samo. Zostal on uznany raz na zawsze za czlowieka o wielkich zaslugach dla
narodu; dzialalnosc jego polaczono z imieniem Jana Pawla II. Sprawdzanie
takich ludzi jest niewlasciwe, a takze niewygodne.

W dzienniku "Nowa Europa" Porczynski powiadomil, ze "Morka jest przez
kogos oplacany, ujawnie to w swoim czasie". Nigdy do tego "ujawnienia" nie
doszlo ani do tego, co kolekcjoner zapowiadal pozniej w Radiu Maryja - ze
"w przyszlosci bedzie opublikowane nazwisko i rodowod pana Morki".
Prowadzacy audycje ojciec Jan wyjasnial wtedy sluchaczom, ze tym, co
szkaluja Kolekcje, nie chodzi przeciez o obrazy. "To jest atak na Kosciol,
na chrzescijanstwo, na Chrystusa".

W "Tygodniku Powszechnym" (14 lipca 1996) Jozefa Hennelowa pisala o
"haslowej wiernosci chrzescijanstwu". Miernikiem staja sie, zauwaza
autorka, "sprawy najdziwniejsze - na przyklad obowiazek twierdzenia, ze
kolekcja Porczynskich to wylacznie oryginaly. Kto inaczej mniema, to wrog
Kosciola i Papieza".

Odbylo sie poswiecone "nagonce" posiedzenie sejmowej komisji kultury,
ktoremu przewodniczyl Ryszard Czarnecki (ZChN). Zaproszony na nie Zbigniew
Porczynski odebral holdy zebranych oraz przyjal wyrazy wspolczucia.
Skarzyl sie, ze przesladowcy jego i malzonke "krzyzowali". Mowil rzeczy
sprzeczne: "Obrazy, prosze panstwa, nie sa moje, to sa pana, pani i pani,
pani powinna ich bronic, nie ja. Dlaczego ja mam bronic, jezeli nie sa
moje". A jednoczesnie, w imieniu tych, ktorzy kolekcja dysponuja,
zauwazyl: "Jezeli chodzi o szkode wyrzadzona, to te 30 obrazow [ktore dr
Morka zakwestionowal - A.O.] sa juz nie do sprzedania. Gdybysmy chcieli je
sprzedac, juz ich nie sprzedamy". Czemu mialoby sie sprzedawac cos, co -
jak wciaz powtarzano - jest juz czescia dziedzictwa narodowego, swiadczy o
chrzescijanskiej tozsamosci Polakow?

Danuta Waniek (SLD) rzucila na tym posiedzeniu mysl, by do wyjasnienia
zawilej sytuacji powolac miedzynarodowy zespol ekspertow. Propozycja
uznana zostala za "niepowazna" przez prof. Mariana Marka Drozdowskiego,
przewodniczacego Rady Naukowej przy Muzeum Kolekcji. "Ekspertyzy juz sa w
naszym reku!" - powiedzial.

Pieciu ministrow kultury

Gdy powolano Rade Kultury przy prezydencie Lechu Walesie, znalazl sie
wsrod jej czlonkow dr Porczynski. Na jednym z pierwszych posiedzen
plenarnych wstal i zaczal placzliwym glosem blagac Walese o ratunek - jest
bowiem przesladowany, niszczony wraz ze swym darem dla Polski. Jako
naoczny swiadek tej sceny moge powiedziec, ze musiala ona na wielu zrobic
wrazenie: starszy pan, ktory tak nas obdarowal, stoi oto, cierpi i domaga
sie sprawiedliwosci. Walesa, najwyrazniej zaskoczony, nie odpowiedzial
nic, dyskusji nie bylo, jednak kilkanascie osob o znanych nazwiskach
sposrod czlonkow Rady, a takze spoza jej grona, podpisalo sie pod tekstem,
ktory im podsunieto.

Nie wiem, kto tekst ulozyl, w kazdym razie dr Porczynski dysponowal
pozniej ta kartka i sam ja uzupelnial. Mowa tam byla o "zacieklym ataku na
unikalny w Polsce zbior dziel sztuki i jego tworcow". Wsrod sygnatariuszy
znalezli sie miedzy innymi Aleksander Krawczuk, Izabela Cywinska, Jerzy
Goral i Andrzej Zakrzewski - czterej byli i przyszli ministrowie kultury.
Podpisania kartki odmowil piaty minister, jedyny w tym gronie historyk
sztuki i muzealnik Marek Rostworowski. Podczas przerwy we wspomnianym
posiedzeniu dr Porczynski przedkladal mu jakies papiery. Rostworowski
powiedzial mi po tym: "Co on mi bedzie pokazywal certyfikaty z domu
aukcyjnego! Przy kazdym takim domu jest z dziesieciu (tu pan Marek nazwal
ich brzydko), ktorzy wszystko podpisza za pieniadze".

Kartka otrzymala naglowek "Rada Kultury przy Prezydencie Rzeczypospolitej
Polskiej" i rozeslana zostala do mediow. Faks, ktory "Zycie Codzienne"
wydrukowalo 25 lutego 1993 jako "Apel Rady Kultury przy Prezydencie RP",
wyszedl z Komitetu Pomocy Muzeum im. Jana Pawla II. Tak przyrzadzone pismo
obroncy Kolekcji Porczynskich wykorzystywali pozniej ciagle. Robilo
wrazenie na tych, dla ktorych glos polityka jest wazniejszy niz opinia
naukowca. "Kurier Polski" (nr 42/93) pytal szyderczo: "Czy z Apelem Rady
Kultury przy Prezydencie RP pan Morka rowniez bedzie chcial polemizowac?".

Pod "Apelem" znalazl sie podpis prof. Andrzeja Wyczanskiego, wiceprezesa
PAN. Nie byl on czlonkiem Rady Kultury. Kartke zaniosl mu dr Porczynski,
ktory poszedl do niego ze skarga na "podwladnych" pracownikow nauki.
Wiceprezes postapil, jak na wladze naukowa przystalo - wezwal redaktora
naczelnego "BHS" prof. Kowalczyka i zakazal zamieszczania tekstow
krytykujacych Kolekcje. Polecenia tego jednak wyegzekwowac nie zdolal.

"Kto ci za to placi?"

W marcu 1993 Porczynski wytoczyl Kowalczykowi i Morce proces o "ochrone
dobr osobistych". Adwokaci jego wnosili m.in. o nakazanie obu historykom
sztuki publicznych przeprosin swego klienta oraz "nakazanie, aby
wstrzymali sie od dzialan (zachowan) naruszajacych dobra osobiste (czesc)
powoda". Rozpoczela sie niezwykle skomplikowana, dostarczajaca sensacji
prasie seria utarczek miedzy adwokatami Porczynskiego i pozwanymi. 27 maja
1996 zapadl wyrok sadu rejonowego, skazujacy dr. Morke na 1000 zl grzywny,
z zamiana na 50 dni aresztu. 21 stycznia 1997 sad apelacyjny wyrok ten
uchylil i odeslal sprawe do ponownego rozpatrzenia - do ktorego juz jednak
nie doszlo. Zbigniew Porczynski zmarl 16 lipca 1998 r.

Sprawa rozgrywala sie na sali sadowej oraz na stronach ksiazek. Morka
wydal ich dwie: "Kolekcja Porczynskich - genialne oszustwo?" (wraz z
Januszem Miliszkiewiczem), Warszawa 1993, oraz "Kolekcja im. Jana Pawla
II. Kompromitacja Kosciola i Panstwa", Warszawa 1999. Ta ostatnia liczy
wraz z aneksami 578 stron. Stowarzyszenie Przyjaciol Kolekcji tez wydalo
dwie ksiazki: "W obronie Muzeum Kolekcji im. Jana Pawla II", Warszawa
1993, i "Prawda i falsz o Kolekcji im. Jana Pawla II", Warszawa 1996.
Teksty w nich zawarte czesto nie sa podpisane, najwyrazniej jednak mowi tu
od siebie sam kolekcjoner. Glowne jego argumenty sa dwojakiej natury -
intencje i cele tworcow Kolekcji sa szlachetne, dziela zas autentyczne, bo
posiadaja certyfikaty domow aukcyjnych. Ale dr Porczynski sam te
certyfikaty podwaza, skoro dowolnie, z katalogu na katalog, zmienia
atrybucje. Latwo na przyklad sprawdzic, ze w katalogu Kolekcji z 1987 r.
(Muzeum na Solcu) "Anna Samotrzecia" prezentowana jest jako "Albrecht
Duerer, pracownia", podczas gdy w pozniejszym o trzy lata katalogu z pl.
Bankowego tenze obraz jest juz po prostu dzielem mistrza Albrechta. I tak
zreszta wiadomo, ze oryginal wisi w dosc widocznym miejscu - Metropolitan
Museum of Art w Nowym Jorku.

Z duza moca o walorach moralnych dr. Porczynskiego wypowiedzial sie
Prymas, w osobistym liscie do niego, opublikowanym w mediach (styczen
1994): "Nie waham sie stwierdzic, ze pan Doktor wraz ze swa Malzonka
wlacza sie w poczet szlachetnych i heroicznych patriotow, szczegolnie
poprzez fakt ofiarowania owocu swego zycia w postaci kolekcji obrazow
malarstwa europejskiego. (...) Widze w tym znamienny wyraz przywiazania do
Ojca Swietego i Kosciola katolickiego oraz wlasciwe wyczucie
niezastapionej roli religijno-moralnej i kulturowo-patriotycznej Kosciola
katolickiego w ponadtysiacletniej historii naszego panstwa".

W obronie Kolekcji i ofiarodawcow staja liczne stowarzyszenia spoleczne,
miedzy innymi Stowarzyszenie Polskich Prawnikow Katolickich oraz
Stowarzyszenie Kanonistow Polskich (znawcow prawa kanonicznego). Wszyscy
protestujacy wiedza, ze Morka "dezinformuje" opinie publiczna,
rozpowiadajac, iz w Kolekcji, ktora nosi imie Papieza, moga byc jakies
kopie. Dr Porczynski otrzymuje jeszcze jeden tytul - Honorowe Czlonkostwo
Kanonistow Polskich.

Do Instytutu Sztuki PAN przychodza listy ze zlorzeczeniami; mowa w nich o
"niszczeniu kultury polskiej" i "bezczeszczeniu dobr narodu". Listy takie
trafiaja rowniez do prasy oraz do najrozmaitszych urzedow panstwowych. Na
promocji ksiazki Morki i Miliszkiewicza pojawila sie grupa halasliwych
osob, krzyczacych: "Kto ci za to placi?".

Nieznany kandydat do Nobla

Odpowiedz, podpisana przez dziekana wydzialu chemii Uniwersytetu w Leeds
prof. M.J. Pillinga, jaka przyszla na list dr. Morki, brzmiala: "Zwrocilem
sie do Biura Weryfikacji Stopni Naukowych Uniwersytetu w Leeds o zbadanie
akt i zostalem przez nie poinformowany, iz Biuro nie bylo w stanie
odnalezc zadnego dokumentu, ktory potwierdzalby uzyskanie przez pana
Zbigniewa Karola Porczynskiego na tutejszym uniwersytecie jakiegokolwiek
stopnia naukowego, czy to bakalarza nauk, czy stopnia doktorskiego".
Widzialem oryginal tego dokumentu, na blankiecie firmowym i z pieczecia.

Ci, ktorzy chcieli dr. Morke i prof. Kowalczyka uciszyc, prowadzili z nimi
bezladne dysputy o obrazach, w oczekiwaniu, iz sprawe rozstrzygnie sad -
wsrod powszechnego przekonania, ze Kolekcja im. Jana Pawla II jest
niepodwazalna wartoscia narodowa, podobnie jak nieposzlakowany jest
darczynca, swiatowej slawy chemik, doktor Uniwersytetu w Leeds, kandydat
do Nagrody Nobla. Tak go przedstawil np. prof. Drozdowski w audycji Radia
dla Ciebie (24 marca 1993). Tak o nim, jako o kandydacie do Nobla, pisal
Tomasz Sakiewicz w "Gazecie Polskiej" (7 pazdziernika 1993).

Dr Morka, widzac, jak latwo Porczynski rozmija sie z prawda w dziedzinie
kolekcjonerstwa, zaczal sprawdzac jego zyciorys naukowy. Rezultaty byly
zdumiewajace. Okazalo sie np., ze w miescie Huddersfield, gdzie mial
studiowac na politechnice w latach 1947-53, nie bylo wtedy w ogole
politechniki. Nie mozna bylo znalezc sladu jego patentow, z ktorych mialo
korzystac 2 tys. laboratoriow na calym swiecie.

Zbigniew Karol Porczynski - i to jest faktem niezbitym - uzyskal doktorat
honoris causa Politechniki Warszawskiej. Uroczyste wreczenie nastapilo 7
maja 1990. Obecni byli: Prymas, minister Henryk Samsonowicz oraz wiele
osobistosci swiata nauki i kultury. Laudacje wyglaszal honorowy promotor,
prof. dr hab. Jerzy Lange. Przedstawil Zbigniewa Porczynskiego, doktora
Uniwersytetu w Leeds, jako "najwybitniejszy w swiecie autorytet w
dziedzinie badan nad ognioodpornoscia materialow" i jako wydawce i
redaktora naczelnego publikowanego przez 24 lata periodyku naukowego
"Refractory Fibres Reinforced, Plastics, Composites", ktory rozchodzil sie
w 60 krajach. Autora 35 ksiazek naukowych o fundamentalnym znaczeniu.

Zaczalem szukac w Internecie danych o Zbigniewie Karolu Porczynskim -
probujac wszystkich nazwisk, jakimi sie poslugiwal. Znalazlem jedynie
cztery wzmianki o ksiazkach, dotyczacych badan nad materialami niepalnymi,
z lat 1958-69. Ich autor, Charles Zbigniew Carroll-Porczynski, nie
poslugiwal sie zadnym tytulem naukowym. Pisma, ktore przez 24 lata jakoby
wydawal, nie bylo nigdzie, takze w katalogach Biblioteki Kongresu USA. Nie
znalazlem ani jednej strony internetowej poswieconej "najwybitniejszemu w
swiecie autorytetowi" w waznej dziedzinie nauki i techniki, kandydatowi do
Nobla.

Zapytalem prof. Langego, skad czerpal informacje o doktorze honoris causa.
"Od niego samego, znikad wiecej" - odrzekl. Wyjasnil, ze kandydatura
Porczynskiego do zaszczytnego tytulu naukowego pojawila sie w zwiazku z
ofiarowaniem narodowi kolekcji obrazow. Zapytalem jeszcze: "Czy pan
profesor, chemik, slyszal o Zbigniewie Carroll-Porczynskim, zanim pojawil
sie on w Polsce?". "Nie, nigdy". Odpowiedz ta wzbudzila we mnie szacunek
do naukowca, ktory dziesiec lat temu, w momencie historycznych przemian,
pochopnie zaufal wysokim autorytetom moralnym - teraz jednak ma odwage
powiedziec, jak bylo.

Czyj jest ten dar dla narodu?

Przebrnac przez gaszcz dokumentow, jakie powstaly w zwiazku z
przekazywaniem Kolekcji, jest rzecza niemal niemozliwa. Slyszalem to od
wielu osob, takze od prawnikow, ktorzy te dokumenty studiowali. Scislej -
ich czesc, bo zawsze tylko czesc byla dostepna. Zawierane umowy - jak ta o
przekazaniu Kolekcji w depozyt Muzeum na Solcu - byly z dnia na dzien
lamane. Wspomniana "Umowa w sprawie utworzenia Muzeum Kolekcji imienia
Jana Pawla II Fundacji Carroll-Porczynskich w Warszawie", zawarta w lipcu
1990 r. miedzy fundacja Arteks i Konferencja Episkopatu Polski, nie ma
zadnego potwierdzenia notarialnego.

Pismo fundacji Arteks (tej z Liechtensteinu) do Sekretariatu Prymasa
Polski z 25 sierpnia 1988 mowi zas wyraznie: "Gdy bedzie dyskutowany
ostateczny dokument darowizny, powinien zostac sporzadzony przez prawnych
przedstawicieli obu stron i wlasciwego notariusza aktem majacym skutek
zarowno w Polsce, jak i w Liechtensteinie". Nic nie wskazuje na to, by cos
takiego powstalo.

Slowa "jak i w Liechtensteinie" maja tu znaczenie podstawowe. Wczesniejsze
pismo fundacji Arteks z Liechtensteinu (15 stycznia 1987), potwierdzajace
wobec Sekretariatu Prymasa Polski darowizne kolekcji malarstwa, zawiera
bowiem m.in. dwa punkty. Jednym z nich jest wprowadzenie do grona
darczyncow corki panstwa Porczynskich Krystyny. Drugim - odwolanie do
konwencji haskiej z 5 pazdziernika 1961, w ktorej mowa jest o prawach
spadkobiercow - czyli owej corki wlasnie. Gdyby panstwo Porczynscy uwazali
sprawe darowizny za zamknieta, wprowadzenie tych dwoch punktow nie mialoby
zadnego wytlumaczenia.

Gdy dr Morka podniosl te watpliwosci w sadzie, Porczynski zlozyl do akt
przepisy wykonawcze zarzadu fundacji Arteks (z Liechtensteinu). Z
dokumentu tego wynikalo, ze - zgodnie z jego punktem 3. - po smierci
obojga panstwa Porczynskich kolekcja "powinna zostac przekazana Kosciolowi
katolickiemu w Polsce". Morka wykazal, ze z przedstawionej sadowi
kserokopii usuniety zostal - technika montazu - punkt 4., ktory mowi:
"Niniejsze przepisy wykonawcze sa odwolalne w kazdym czasie w ciagu calego
zycia pierwszego i drugiego beneficjenta" (tak sie tu nazywa wlascicieli
fundacji).

Zbigniew Porczynski zwykl byl powtarzac, ze wlascicielem obrazow z
Kolekcji jest kazdy obywatel polski, dr. Morki nie wylaczajac. Kiedy
indziej mowil, ze wlascicielem jest Kosciol katolicki. Muzeum Kolekcji im.
Jana Pawla II przyznano asystenta koscielnego, z czym wiaze sie
wspolodpowiedzialnosc Episkopatu. Dyrektor Kurant, gdy go zapytalem, kto
jest wlascicielem obrazow, odrzekl: "Wola pana Porczynskiego bylo
przekazanie ich narodowi". Prof. Marek Kwiatkowski (ktory odmowil odbycia
ze mna rozmowy, obawiajac sie, ze moge jego wypowiedz "zle
interpretowac"), przez telefon na pytanie o wlasciciela kolekcji
odpowiedzial: "Wedlug mnie - Kosciol". "Czemu tak profesor uwaza?" "Bo tak
mowil Prymas". "Czy istnieja jakies dokumenty, potwierdzajace notarialnie
akt darowizny?". "Kosciol nie musi ich pokazywac".

Muzeum osobliwosci

I tak na pl. Bankowym w Warszawie funkcjonuje Muzeum, ktore ma na sobie
wypisany protektorat Prymasa - lecz niewatpliwym wlascicielem mieszczacego
je gmachu jest skarb panstwa, czyli podatnicy. Zarzadza wszystkim fundacja
Arteks - ktorej z kolei glowna wlascicielka Janina Porczynska zaglada tu
rzadko, bo mieszka za granica. Dr Morka, wypuszczajac sie daleko poza
obszary swych zainteresowan, poza problematyke starych obrazow wloskich,
wyslal juz dziesiatki pism do roznych urzedow panstwowych, wskazujac na
niewlasciwosc tej sytuacji. Klejnot Corazziego zamienil sie bowiem w
oprawe dla czegos, co znany badacz renesansu prof. Luciano Bellosi nazwal
"muzeum osobliwosci".

W obecnej swej postaci galeria dezinformuje tych, ktorzy ja zwiedzaja.
Pomieszano tutaj nie tylko kopie i oryginaly, lecz takze obrazy
wartosciowe i bezwartosciowe. Tych ostatnich jest duzo; czasem sa razaco
zle. Jako "Portret Henryka II", dzielo Francois Cloueta, wystawia sie np.
nieudolna wprawke malarska, ktora nie ma zadnego zwiazku z subtelna sztuka
portretowa XVI-wiecznego mistrza francuskiego. Narzuca sie wniosek, ze w
kolekcji tej nalezaloby zaprowadzic porzadek, co potrwaloby wiele lat i
doprowadzilo do wyeliminowania znacznego procentu eksponatow, do usuniecia
wielu nonsensownych atrybucji. Mianowana przez Prymasa Rada Naukowa Muzeum
Kolekcji wielokrotnie oswiadczala jednak, ze ustalony przez Zbigniewa
Porczynskiego stan badan uwaza za wystarczajacy. Na zadne porzadki sie
wiec nie zanosi.

Muzeum jest ogromnie atrakcyjnym lokalem do wynajmowania. Tym bardziej
atrakcyjnym, im wiecej mowi sie o imprezach z dziejami Kolekcji
Porczynskich zwiazanych. W pierwszych dniach maja odslonieto w Lazienkach,
na terenie zarzadzanym przez prof. Kwiatkowskiego, pomnik Henryka
Sienkiewicza. Monument (dobre dzielo Gustawa Zemly) ufundowal Zbigniew
Karol Porczynski. "Kolekcja - mowi dyr. Kurant - jest troche na uboczu,
podczas gdy pomnik Sienkiewicza bedzie stal w miejscu bardzo widocznym".

W Muzeum Porczynskich wital swe wyborcze zwyciestwo AWS. Z tego miejsca
ojciec Rydzyk oglaszal na cala Polske (byla transmisja), ze w
pomieszczeniach Radia Maryja znaleziono urzadzenia podsluchowe (nie
chcial ich pokazac). Pod kopula Corazziego urzadzala swe spotkania Akcja
Katolicka - miedzy innymi w sprawie obowiazkowego swietowania niedzieli.
General Wilecki spotykal sie z wyborcami - jako kandydat na prezydenta.
Odbywa sie tu wiele imprez o rozmaitym charakterze - ani politycznym, ani
religijnym - koncerty z udzialem wybitnych wykonawcow, spotkania
miedzynarodowe, sesje naukowe, przyjecia, wieczory sylwestrowe (np.
organizowane dla gosci hotelu Bristol). W tle wisza nieprawdziwe obrazy
Tycjana, Tintoretta, Rembrandta. A wszystkiemu temu wciaz towarzyszy imie
Jana Pawla II.

Taka to szczegolna instytucje stworzyl dla spelnienia naszych marzen
niezyjacy juz Zbigniew Karol Porczynski - chemik bez tytulow naukowych,
kolekcjoner bez kompetencji, czlowiek niewatpliwie pomyslowy, o ktorym
nadal wiemy glownie to, co on sam o sobie mowil.

ANDRZEJ OSEKA


---
Smart questions to stupid answers
Pisz z sensem - rob dwie spacje po kropce

Emilia Wisniewska

unread,
May 27, 2000, 3:00:00 AM5/27/00
to
Probuje zrobic kwintesencje tego dreszczowca, ktory podaje tu pan Kleczkowski.
Zaiste podobne to do wyczynow innych wielkich Fundacji sprzedajacych sztuke.
Tyle ze na 'zgnilym zachodzie' ludzie ida do wiezenia za oszustwa.
Ja tylko czytalam ostatnio, ze tak sie zakoczyly machloje Fundacji Malborough
z Anglii, ktora sprzedawala dziela amerykanskich (znaczy tez niemal automatycznie
- srodkowo europejskich) artystow.
Poza tym wplatanie w to Urzedu Papieskiego i czerech Ministrow Sztuki
jest zapewne sztuka sama w sobie. Artykul przypisuje te manipulacje samemu ofiarodawcy, ale tego nie
ma juz, zapewne nie moze on sie bronic az tak
skutecznie kiedy juz go nie ma. Jednak jest prawdopodobne ze ofiarodawca
byl poczatkowo naiwny a pozniej nie chcial sie zblaznic prawda, i ze
to inne osoby zerowaly na machlojach; albo ze wszyscy nowobogatcy kolekcjonerzy w Polsce sa naiwni.
Narazie przedmiotem intrygi nie sa jednak ogromniaste pieniadze
(chyba ze do tego sie jeszcze nie dokopano), ale wciskanie odbiorcom kitu
i kreowanie falszywej fasady dla kolecji i ofiarodawcy.
Jesli ofiarodawca ma dzieci a sam jest w miare czysty to dzieci
zapewne obronilyby jego imie.
Teraz, kiedy ludzie sie w koncu zaczna na czyms tam znac, pokazywanie
marnych kopii zamiast oryginalow juz nie przejdzie.
Artykul nie wyjasnia jednoznacznie skad ten zaped do faszowania
u samego ofiarodawcy. Jesli bylby w pelni swiadomy oszustwa
/co naprawde mozna juz podejrzewac/, to wszelkie honory, ktore sobie
przypisal powinny byc proporcjonalnie oslabione ( tu sie oczywiscie
pojawia problem z krzyzem zaslugi - jak go podzielic na kawalki?).
A kopie obrazow powinny byc pokazywane w piwnicy jako
kuriosom okresu przejsciowego w Polsce.
Toz to tyle artystow w Srodmiesciu Warszawy, dla ktorych odroznienie
kopii od oryginalu to pestka. Jak dlugo mozna tak ordynarnie wciskac kit.
Pokazywanie kopii zamiast oryginalu bez zidentyfikowania, ze to kopia jest
przeciez przestestwem w cywilizowanym kraju.
Leszek Andrzej Kleczkowski wrote za GW
> KOLEKCJA NASZYCH MARZEN (....)

> W imieniu Muzeum Kolekcji im. Jana Pawla II adwokat Zdzislaw
> Czeszejko-Sochacki napisal do redaktora naczelnego "BHS" prof. Jerzego
> Kowalczyka, ze "w razie dopuszczenia do publikacji, wbrew dobrej wierze i
> dostepnym zrodlom, artykulu mogacego wyrzadzic materialne i moralne
> straty, Muzeum zastrzega sobie dochodzenie na drodze sadowej odpowiedniej
> ochrony prawnej dobr i odszkodowania". Zwlaszcza slowo "odszkodowanie"
> brzmialo groznie. Zapowiadalo finansowe represje za wyglaszanie
> naukowych pogladow.
> W listach do redakcji "BHS" Porczynski zadal, by Morka oparl sie w swym
> artykule na ekspertyzach sporzadzonych przez domy aukcyjne, od ktorych
> kupowal obrazy. Morka uwaza, ze jego zrodla informacji sa bardziej pewne
> niz te, za ktore placili marszandzi. Spostrzegl takze, ze niektore obrazy
> w Kolekcji zostaly awansowane w stosunku do tego, jak je na aukcjach
> okreslano. Na przyklad "Sw. Maria Magdalena z dwoma aniolami",
> prezentowana na pl. Bankowym jako dzielo Andrei Sacchiego (1599-1669),
> wystawiona byla na sprzedaz tylko jako "przypisywana" temu artyscie.
To zapewne duza roznica. Muzea sa pelne obrazow artystow anonimowych; natomist nie
posluguja sie "przypisywanym autorstwem", jak sadze wlasnie ze wzgledow legalnych.
Jedno wydaje sie oczywiste ze to dzielo jest innego autora.

> Okazalo sie tez, ze Morka zna kwoty, na jakie szacowano na aukcjach
> niektore z obrazow, wlaczonych do Kolekcji. Sa one czasem rzedu kilkuset
> funtow, co niezbicie dowodzi, ze byly sprzedawane, a takze kupowane jako
> niskiej klasy kopie. Oryginalne dzielo kosztowaloby tysiac razy wiecej.
Tutaj chyba mozna zebrac dowody na to, ktora akcja ofiarodawcy jest falszerstwem.
Nie odrozniane kopii od oryginalu Rembranta i ryzykowanie taka dyskuja jesli nie legalna
dyskwalifikacja wartosci kolekcji wyglada dosc dyletancko.
( oszusci zwykle manipuluja sama wycena rozniaca sie na miliony,
ale nie plagiatowaniem, jako ze to juz bardzo grubymi nicmi szyte)

> O wielu obrazach z Kolekcji dr Morka wyrazal sie jednak w artykule z
> uznaniem. Podkreslal tez swoj "ogromny szacunek" dla kolekcjonerskiej
> pasji panstwa Porczynskich, jak tez wdziecznosc za ich dar. Tam jednak,
> gdzie dostrzegl kopie lub nasladownictwa znanych sobie oryginalow,
> powiedzial o tym glosno, uwazajac to za obowiazek historyka sztuki.
Toz to oczywiste chyba. Odbiorcy powinni sie dawn zbuntowac jesli wciaz sa
watpliwosci co oryginal a co plagiat.
. . . . . . . . . . Przed trybunaly

Czlonkowie zarzadu fundacji Arteks i Rady Naukowej Muzeum Kolekcji nie
(..) Wybrali wariant silowy. Sprobowali zmusic

> majacych swe zdanie uczonych, by wyrazone sady odwolali, przeprosili
> publicznie i zamilkli. Opisujac uzyte przez dr. Porczynskiego i prof.
> Kwiatkowskiego metody, a takze zainicjowana przez nich (choc przeciez nie
> kierowana) kampanie w mediach, trudno zachowac kolejnosc zdarzen. Sprawa
> ciagnie sie od wielu lat, przygasa i odzywa na nowo. Nie zakonczyla jej
> smierc Zbigniewa Karola Porczynskiego (1998), bowiem jego dzielo trwa, a
> zwiazane z nim zagadki bynajmniej nie zostaly wyjasnione.
> Tekst, opublikowany w dzienniku "Nowy Swiat" 13 stycznia 1993, podpisany
> przez prof. Kwiatkowskiego i innych czlonkow Rady Naukowej Muzeum, nosi
> tytul "Kto poluje na Kolekcje im. Jana Pawla II?". (..)
Rada Naukowa Museum nie jest w stanie okreslic wartosci i autorstwa dziela?
Co to znowu za cyrk?

> Widac, ze profesorowie z Rady powtorzyli po prostu to, co im darczynca
> podal jako prawde.
Toz to chyba sprawa procedury ze wartosc darowizny, ktora liczy sie na miliony, a ktora latwo
oszukac ( w Polsce) nalezy wycenic. Co to a jungla.

> Wiele osob, stykajac sie z Porczynskim, postepowalo tak
> samo. Zostal on uznany raz na zawsze za czlowieka o wielkich zaslugach dla
> narodu; dzialalnosc jego polaczono z imieniem Jana Pawla II. Sprawdzanie
> takich ludzi jest niewlasciwe, a takze niewygodne.
Jak to niewlasciwe? Teraz jest bardzo konieczne, chyba ze kolejne serie
dyrektorow i ministrow beda sobie stroic zarty z ich urzedow.
Taka logika obowiazuje w kastach ale nie w otwartym spolecznestwie.

> W dzienniku "Nowa Europa" Porczynski powiadomil, ze "Morka jest przez
> kogos oplacany, ujawnie to w swoim czasie". Nigdy do tego "ujawnienia" nie
> doszlo ani do tego, co kolekcjoner zapowiadal pozniej w Radiu Maryja - ze
> "w przyszlosci bedzie opublikowane nazwisko i rodowod pana Morki".
Radio Maryja w tym rynsztoczku.

> Nie wiem, kto tekst ulozyl, w kazdym razie dr Porczynski dysponowal
> pozniej ta kartka i sam ja uzupelnial. Mowa tam byla o "zacieklym ataku na
> unikalny w Polsce zbior dziel sztuki i jego tworcow". Wsrod sygnatariuszy
> znalezli sie miedzy innymi Aleksander Krawczuk, Izabela Cywinska, Jerzy
> Goral i Andrzej Zakrzewski - czterej byli i przyszli ministrowie kultury.
> Do Instytutu Sztuki PAN przychodza listy ze zlorzeczeniami; mowa w nich o
> "niszczeniu kultury polskiej" i "bezczeszczeniu dobr narodu".
No nie. Wycielam fragment, w ktortym opisywano ze autoportret Rembranta rowniez wciskano w formie
kopii. Jakkolwiek tym roznym argumentom brakuje ekspertyzy. Sam fakt ze autoportret Rembranda jest
jeszcze gdzie indziej o niczym nie swiadczy.
Swiadczy o nieobyciu naszych ekspertow, ministrow dyrektorow i ekspertow od sztuki

> Listy takie
> trafiaja rowniez do prasy oraz do najrozmaitszych urzedow panstwowych. Na
> promocji ksiazki Morki i Miliszkiewicza pojawila sie grupa halasliwych
> osob, krzyczacych: "Kto ci za to placi?".
Za to placi sie rozsadkiem i honorem zaszczytnych osob, ktore wplatano w sprawe
wciskania ludziom kitu w formie kopii slawnych oryginalow. Prawdopobnie zadna
z tych osob nie wymagala okupu, co jest unikalne w smierdzacym scenariuszu.
Inne machloje obrazami to sprawa o gruba forse.
Ciekawa jestem dlaczego nikt jeszcze nie mowi tu o plagiacie - Jesli kopie wystawia sie w miejsce
oryginalu a jeszcze nie wyjasnia sie tego pod wplywem kwestionowania autentycznosci dziel, toz to
jest przestepstwo.
Wciaz brakuje ekspertow od przestepstw w Polsce:) Certola sie zamiast
nazwac spawe po imieniu.E

Andrew Strak

unread,
May 28, 2000, 3:00:00 AM5/28/00
to
Ja proponuje, aby kazdego poddajacego Fundacje krytyce surowo represjonowac,
tj wlacznie z karami penitencjarnymi jak wiezienie oraz pozbawianiem
stanowisk pracy. W koncu niczym innym jak wlasnie przede wszystkim zla wola
ci ludzie w swoim postepowaniu sie kieruja, wlacznie z egoistycznym
pragnieniem zdobycia poklasku spolecznego poprzez tania krytyke, a przeciez
negatywne skutki spoleczne takiego dzialania sa powazne, jako podwazajace
autorytet moralnych, religijnych, naukowych i politycznych elit, powage i
prestiz panstwa oraz jego instytucji zaangazowanych w sprawe Fundacji, co
niechybnie zaowocuje szkodliwym cynizmem spolecznym w przypadku podobnych
promiennych inicjatyw w przyszlosci i nie tylko. Nawet gdyby niektore
'dziela' sztuki z Fundacji nie byly oryginalne, nie jest to powaznym
problemem, kiedy wiara ofiarodawcy w ich wartosc byla uczciwa i
niewzruszona, gest byl sam w sobie szlachetny, poparcie dla fundacji ze
strony prominentnych osob o nieskazitelnym charakterze autentyczne, a sama
idea obrosnieta juz piekna legenda warta dalszego propagowania, jako wysoka
wartosc sama w sobie. W moich oczach spoleczny rachunek strat i zyskow
poprzez zniszczenie wizerunku fundacji jednoznacznie przemawia za prawna jej
ochrona.

Pozdrowienia,

Andrzej S.


"Emilia Wisniewska" <art...@bellatlantic.net> wrote in message
news:39306529...@bellatlantic.net...

Leszek Andrzej Kleczkowski

unread,
May 28, 2000, 3:00:00 AM5/28/00
to
Andrew Strak <abs...@accesswave.ca> wrote:
: Ja proponuje, aby kazdego poddajacego Fundacje krytyce surowo

: represjonowac, tj wlacznie z karami penitencjarnymi jak wiezienie
: oraz pozbawianiem stanowisk pracy. W koncu niczym innym jak wlasnie
: przede wszystkim zla wola ci ludzie w swoim postepowaniu sie kieruja,
: wlacznie z egoistycznym pragnieniem zdobycia poklasku spolecznego
: poprzez tania krytyke, a przeciez negatywne skutki spoleczne takiego
: dzialania sa powazne, jako podwazajace autorytet moralnych,
: religijnych, naukowych i politycznych elit, powage i prestiz panstwa
: oraz jego instytucji zaangazowanych w sprawe Fundacji, co niechybnie
: zaowocuje szkodliwym cynizmem spolecznym w przypadku podobnych
: promiennych inicjatyw w przyszlosci i nie tylko. Nawet gdyby
: niektore `dziela' sztuki z Fundacji nie byly oryginalne, nie jest to
: powaznym problemem, kiedy wiara ofiarodawcy w ich wartosc byla
: uczciwa i niewzruszona, gest byl sam w sobie szlachetny, poparcie dla
: fundacji ze strony prominentnych osob o nieskazitelnym charakterze
: autentyczne, a sama idea obrosnieta juz piekna legenda warta dalszego
: propagowania, jako wysoka wartosc sama w sobie. W moich oczach
: spoleczny rachunek strat i zyskow poprzez zniszczenie wizerunku
: fundacji jednoznacznie przemawia za prawna jej ochrona.

Nie wiem, czy to na powaznie czy dla jaj Pan tak pisze, Panie Andrzeju.
Na wszelki wypadek sie nie zgodze. Tylko Papiez jest nieomylny, a i
tak Jego kwalifikacje tycza spraw religijnych, wiary i niewiary. Ja
rozumiem, ze ktos cale zycie trwal w przekonaniu, ze np. Tycjan w jego
posiadaniu to oryginal, ale nie znaczy to wcale, ze publika ma tez tak
uwazac i ze jest to prawda najprawdziwsza, zatwierdzona do tego
paragrafem karnym. Jeszcze za Jaruzelskiego moglbym uwazac, ze
dyskredytacja waznosci niektorych obrazow w Kolekcji to dzielo
komuszych knowan, ale nie dzisiaj.

Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to
Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od
jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub nie.
Gdy natomiast odda/ zdeponuje Pan tego Rubensa do muzeum, by publika
podziwiala, to jest prawem tej publiki wiedziec, czy to podrobka czy
oryginal. They have the right to know, you know - by uzyc najczesciej
stosowanego zwrotu przez grupy konsumenckie w USA.

Leszek

Andrew Strak

unread,
May 28, 2000, 3:00:00 AM5/28/00
to
Panie Leszku,

Ja z natury rzeczy jestem bardzo interesownym czlowiekiem, to znaczy nic nie
robie, co nie mialoby jakiejs wartosci wymiennej. Nie mam pojecia, jaka
wartosc wymienna moze miec 'powaga'? Czy wie Pan cos na ten temat?

Pozdrowienia,

Andrzej S.


"Leszek Andrzej Kleczkowski" <lakl...@bioslave.uio.no> wrote in message
news:8gr8g0$1lk$1...@readme.uio.no...
> Andrew Strak <abs...@accesswave.ca> wrote:
> : Ja proponuje, aby kazdego poddajacego Fundacje krytyce surowo


> : represjonowac, tj wlacznie z karami penitencjarnymi jak wiezienie
> : oraz pozbawianiem stanowisk pracy. W koncu niczym innym jak wlasnie
> : przede wszystkim zla wola ci ludzie w swoim postepowaniu sie kieruja,
> : wlacznie z egoistycznym pragnieniem zdobycia poklasku spolecznego
> : poprzez tania krytyke, a przeciez negatywne skutki spoleczne takiego
> : dzialania sa powazne, jako podwazajace autorytet moralnych,
> : religijnych, naukowych i politycznych elit, powage i prestiz panstwa
> : oraz jego instytucji zaangazowanych w sprawe Fundacji, co niechybnie
> : zaowocuje szkodliwym cynizmem spolecznym w przypadku podobnych
> : promiennych inicjatyw w przyszlosci i nie tylko. Nawet gdyby
> : niektore `dziela' sztuki z Fundacji nie byly oryginalne, nie jest to
> : powaznym problemem, kiedy wiara ofiarodawcy w ich wartosc byla
> : uczciwa i niewzruszona, gest byl sam w sobie szlachetny, poparcie dla
> : fundacji ze strony prominentnych osob o nieskazitelnym charakterze
> : autentyczne, a sama idea obrosnieta juz piekna legenda warta dalszego
> : propagowania, jako wysoka wartosc sama w sobie. W moich oczach
> : spoleczny rachunek strat i zyskow poprzez zniszczenie wizerunku
> : fundacji jednoznacznie przemawia za prawna jej ochrona.
>

> Nie wiem, czy to na powaznie czy dla jaj Pan tak pisze, Panie Andrzeju.
> Na wszelki wypadek sie nie zgodze. Tylko Papiez jest nieomylny, a i
> tak Jego kwalifikacje tycza spraw religijnych, wiary i niewiary. Ja
> rozumiem, ze ktos cale zycie trwal w przekonaniu, ze np. Tycjan w jego
> posiadaniu to oryginal, ale nie znaczy to wcale, ze publika ma tez tak
> uwazac i ze jest to prawda najprawdziwsza, zatwierdzona do tego
> paragrafem karnym. Jeszcze za Jaruzelskiego moglbym uwazac, ze
> dyskredytacja waznosci niektorych obrazow w Kolekcji to dzielo
> komuszych knowan, ale nie dzisiaj.
>
> Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to
> Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od
> jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub nie.
> Gdy natomiast odda/ zdeponuje Pan tego Rubensa do muzeum, by publika
> podziwiala, to jest prawem tej publiki wiedziec, czy to podrobka czy
> oryginal. They have the right to know, you know - by uzyc najczesciej
> stosowanego zwrotu przez grupy konsumenckie w USA.
>
> Leszek

Leszek Andrzej Kleczkowski

unread,
May 28, 2000, 3:00:00 AM5/28/00
to
Andrew Strak <abs...@accesswave.ca> wrote:
:> Nie wiem, czy to na powaznie czy dla jaj Pan tak pisze, Panie
:> Andrzeju. Na wszelki wypadek sie nie zgodze. /.../

: Ja z natury rzeczy jestem bardzo interesownym czlowiekiem, to znaczy


: nic nie robie, co nie mialoby jakiejs wartosci wymiennej. Nie mam
: pojecia, jaka wartosc wymienna moze miec 'powaga'? Czy wie Pan cos na
: ten temat?

Zalezy. Pan mi wyglada na takiego, ktory potrafi tez byc dla jaj
powazny. Twardy orzech do zgryzienia.:-)

Leszek

Jaga

unread,
May 28, 2000, 3:00:00 AM5/28/00
to
Wyglada to na prawdziwa afere! SLyszalam wczesniej o
nieprawdziwosci jakis obrazow no ale "Darowanemu koniowi nie
zaglad asie w zeby". Ale z tym brakiem tytulow naukowych to juz
jest heca i to calkiem prawdopodobne no bo czy ktos kiedys
slyszal o panu Porczynskim przed jego darowizna?
Jaga

* Sent from RemarQ http://www.remarq.com The Internet's Discussion Network *
The fastest and easiest way to search and participate in Usenet - Free!


Zalek...@hotmail.com

unread,
May 28, 2000, 3:00:00 AM5/28/00
to
Leszek Andrzej Kleczkowski wrote:
[...]

>
> Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to
> Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od
> jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub nie.
> Gdy natomiast odda/ zdeponuje Pan tego Rubensa do muzeum, by publika
> podziwiala, to jest prawem tej publiki wiedziec, czy to podrobka czy
> oryginal. They have the right to know, you know - by uzyc najczesciej
> stosowanego zwrotu przez grupy konsumenckie w USA.
>
> Leszek

Alez dlaczego jest Pan taki antypubliczny i antyRubesowy?
Publika podziwia obraz, a skoro obraz nie jest Rubensa, tym lepjej dla
Rubensa,
przeciez inaczej publika by go nie podziwiala.
Nie kazde panstwo moze sobie pozwolic na orginalnego Rubensa, wiec chce
Pan pozbawiac publike ubogich krajow podziwiania obrazow Rubensa?
Chce Pan aby biedni obywatele wydawali cenne dewizy bogatym krajom
tylko dlatego ze bogate kraje moga sobie pozwolic na orginaly?
Krytykowanie kolekcji Porczynskich to nie tylko sabotaz ekonomiczny,
ale i zdrada "swoich" biednych na rzecz "obcych" i bogatych i tak wlasnie
powinna byc traktowana przez prawo. Opinie kto jest autorem obrazow
powinna wydawac specjalna komisja rzadowa, ktorej celem
jest dobro narodu, a nie wspomaganie obcych bogatych krajow.

Zalek


Czeslaw

unread,
May 28, 2000, 3:00:00 AM5/28/00
to
Wydaje mi sie, ze przypuszczalnej "powagi" obluda narodu jest tu wartoscia
wymienna. Émigré pragnacy wykupic sobie niesmiertelnosc" w pamieci rodaków,
w czesci, moneta falszywa.

C.
"Andrew Strak" <abs...@accesswave.ca> wrote in message
news:JO9Y4.35839$HG1.6...@nnrp1.uunet.ca...
> Panie Leszku,


>
> Ja z natury rzeczy jestem bardzo interesownym czlowiekiem, to znaczy nic
nie
> robie, co nie mialoby jakiejs wartosci wymiennej. Nie mam pojecia, jaka
> wartosc wymienna moze miec 'powaga'? Czy wie Pan cos na ten temat?
>

> Pozdrowienia,
>
> Andrzej S.
>
>
>
>
> "Leszek Andrzej Kleczkowski" <lakl...@bioslave.uio.no> wrote in message
> news:8gr8g0$1lk$1...@readme.uio.no...
> > Andrew Strak <abs...@accesswave.ca> wrote:

> > : Ja proponuje, aby kazdego poddajacego Fundacje krytyce surowo


> > : represjonowac, tj wlacznie z karami penitencjarnymi jak wiezienie
> > : oraz pozbawianiem stanowisk pracy. W koncu niczym innym jak wlasnie
> > : przede wszystkim zla wola ci ludzie w swoim postepowaniu sie kieruja,
> > : wlacznie z egoistycznym pragnieniem zdobycia poklasku spolecznego
> > : poprzez tania krytyke, a przeciez negatywne skutki spoleczne takiego
> > : dzialania sa powazne, jako podwazajace autorytet moralnych,
> > : religijnych, naukowych i politycznych elit, powage i prestiz panstwa
> > : oraz jego instytucji zaangazowanych w sprawe Fundacji, co niechybnie
> > : zaowocuje szkodliwym cynizmem spolecznym w przypadku podobnych
> > : promiennych inicjatyw w przyszlosci i nie tylko. Nawet gdyby
> > : niektore `dziela' sztuki z Fundacji nie byly oryginalne, nie jest to
> > : powaznym problemem, kiedy wiara ofiarodawcy w ich wartosc byla
> > : uczciwa i niewzruszona, gest byl sam w sobie szlachetny, poparcie dla
> > : fundacji ze strony prominentnych osob o nieskazitelnym charakterze
> > : autentyczne, a sama idea obrosnieta juz piekna legenda warta dalszego
> > : propagowania, jako wysoka wartosc sama w sobie. W moich oczach
> > : spoleczny rachunek strat i zyskow poprzez zniszczenie wizerunku
> > : fundacji jednoznacznie przemawia za prawna jej ochrona.
> >

> > Nie wiem, czy to na powaznie czy dla jaj Pan tak pisze, Panie Andrzeju.

> > Na wszelki wypadek sie nie zgodze. Tylko Papiez jest nieomylny, a i
> > tak Jego kwalifikacje tycza spraw religijnych, wiary i niewiary. Ja
> > rozumiem, ze ktos cale zycie trwal w przekonaniu, ze np. Tycjan w jego
> > posiadaniu to oryginal, ale nie znaczy to wcale, ze publika ma tez tak
> > uwazac i ze jest to prawda najprawdziwsza, zatwierdzona do tego
> > paragrafem karnym. Jeszcze za Jaruzelskiego moglbym uwazac, ze
> > dyskredytacja waznosci niektorych obrazow w Kolekcji to dzielo
> > komuszych knowan, ale nie dzisiaj.
> >

> > Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to
> > Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od
> > jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub
nie.
> > Gdy natomiast odda/ zdeponuje Pan tego Rubensa do muzeum, by publika
> > podziwiala, to jest prawem tej publiki wiedziec, czy to podrobka czy
> > oryginal. They have the right to know, you know - by uzyc najczesciej
> > stosowanego zwrotu przez grupy konsumenckie w USA.
> >
> > Leszek

Czeslaw

unread,
May 28, 2000, 3:00:00 AM5/28/00
to

<Zalek...@hotmail.com> wrote in message
news:39314408...@hotmail.com...

> Leszek Andrzej Kleczkowski wrote:
> [...]
>
> >
> > Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to
> > Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od
> > jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub
nie.
> > Gdy natomiast odda/ zdeponuje Pan tego Rubensa do muzeum, by publika
> > podziwiala, to jest prawem tej publiki wiedziec, czy to podrobka czy
> > oryginal. They have the right to know, you know - by uzyc najczesciej
> > stosowanego zwrotu przez grupy konsumenckie w USA.

> >
> > Leszek
>


> Alez dlaczego jest Pan taki antypubliczny i antyRubesowy?
> Publika podziwia obraz, a skoro obraz nie jest Rubensa, tym lepjej dla
> Rubensa,
> przeciez inaczej publika by go nie podziwiala.
> Nie kazde panstwo moze sobie pozwolic na orginalnego Rubensa, wiec chce
> Pan pozbawiac publike ubogich krajow podziwiania obrazow Rubensa?
> Chce Pan aby biedni obywatele wydawali cenne dewizy bogatym krajom
> tylko dlatego ze bogate kraje moga sobie pozwolic na orginaly?
> Krytykowanie kolekcji Porczynskich to nie tylko sabotaz ekonomiczny,
> ale i zdrada "swoich" biednych na rzecz "obcych" i bogatych i tak wlasnie
> powinna byc traktowana przez prawo. Opinie kto jest autorem obrazow
> powinna wydawac specjalna komisja rzadowa, ktorej celem
> jest dobro narodu, a nie wspomaganie obcych bogatych krajow.
>
> Zalek
>

Panie Zelku, odbieram to jako ironie, ale nie jestem pewien, bo Pana dobrze
nie znam.

1. Plebianie sa naiwni, a o forse tu chodzi?
2. Zdrada "swoich" aferzystów?
3. By rzad nosa nie wtykal w sprawy autorstwa rzekomych
"dziel artystycznych?

C.

Zalek...@hotmail.com

unread,
May 28, 2000, 3:00:00 AM5/28/00
to
Czeslaw wrote:

Oczywiscie ze nie napisalem tego powaznie. Ale to sa najpowazniejsze argumenty

za wprowadzeniem cenzury. Trzeba wybrac - albo prawde albo "idee" ktora
prawda moze zniszczyc.
Zakladam ze wcale o zadne pieniadze nie chodzilo.

Zalek


Slawomir Popiel

unread,
May 28, 2000, 3:00:00 AM5/28/00
to

"Leszek Andrzej Kleczkowski" <lakl...@bioslave.uio.no> wrote in message
news:8gr8g0$1lk$1...@readme.uio.no...
> Andrew Strak <abs...@accesswave.ca> wrote:
[...]

>
> Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to
> Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od

> jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub nie.


Prosze sobie wyobrazic, panie Leszku, kiedys nabylem kopie El Greco Portret
szlachcica z dlonia na piersi (taka przydluga nazwe ma toto w oryginale).
Nabylem mowiac szczerze dla samych ram, bo ramy piekielnie drogie i musial
bym placic prawdopodobnie 5X wiecej za same ramy niz za ramy z "przodkiem".
Potem jakos zapomnialem o tych ramach i portrecie. Natomiast bedac w Prado,
natknalem sie na oryginal. Bylo to tuz przed zamknieciem Prado, sala byla
nieomal pusta. Zblizyl sie do mnie jeden z przewodnikow i konspiracyjnie
rozgladajac sie czy nikt nie widzi kiwnal na mnie, abym zblizyl sie do
portretu. Kiedy stanalem obok niego, uniosl lekko dol obrazu do gory i
pokazal mi mala plakietke przymocowana do sciany pod obrazem.
Hiszpanskojezyczny napis brzmial: "Ten portret jest niestety tylko kopia
znakomitego dziela El Greco, ktorego oryginal jest w posiadaniu pewnego
malzenstwa z new Jersey". Przewodnik pokiwal glowa i opuscil delikatnie
obraz, ktory zaslonil napowrot plakietke.
:)
sp

LDenterint

unread,
May 28, 2000, 3:00:00 AM5/28/00
to
Porczynski- zydek udajacy Polaka i katolika i to mu widocznie zaszkodzilo


Odrzanski

LDenterint

unread,
May 28, 2000, 3:00:00 AM5/28/00
to
spiepszaj zydzie, ze swoimi kretynskimi komentarzami

Andrew Strak

unread,
May 28, 2000, 3:00:00 AM5/28/00
to
<Zalek...@hotmail.com> wrote in message
news:393160B5...@hotmail.com...

> Czeslaw wrote:
>
> > <Zalek...@hotmail.com> wrote in message
> > news:39314408...@hotmail.com...
> > > Leszek Andrzej Kleczkowski wrote:
> > > [...]
> > >
> > > >
> > > > Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze
to
> > > > Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od
> > > > jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub
> > nie.

Bardzo trafnie ujete, Panie Zalku. Lecz co jest zatem 'prawda' i czy z
taka - jak w koncu ta niezbyt skomplikowana lecz bardzo wymowna historyjka
uczy - kiedykolwiek tak naprawde do czynienia mamy? Tak wiec, czy jej
odwrotnoscia jest 'klamstwo', rownie chwiejne jak i ona sama?

Pozdrowienia,

Andrzej S.


>
>
>

Anna

unread,
May 28, 2000, 3:00:00 AM5/28/00
to
"Andrew Strak" <abs...@accesswave.ca> wrote:

>Ja proponuje, aby kazdego poddajacego Fundacje krytyce surowo represjonowac,
>tj wlacznie z karami penitencjarnymi jak wiezienie oraz pozbawianiem
>stanowisk pracy.

...Owo "poddawanie krytyce", to juz sie nie miesci w ramach _wolnosci
wypowiedzi_, o ktorej niedawno, przy innej okazji na tym forum
rozmawialismy???:-)

Oj, alez zartownis z Pana, Panie Andrzeju.:-)

>W koncu niczym innym jak wlasnie przede wszystkim zla wola
>ci ludzie w swoim postepowaniu sie kieruja, wlacznie z egoistycznym
>pragnieniem zdobycia poklasku spolecznego poprzez tania krytyke, a przeciez
>negatywne skutki spoleczne takiego dzialania sa powazne, jako podwazajace
>autorytet moralnych, religijnych, naukowych i politycznych elit, powage i
>prestiz panstwa oraz jego instytucji zaangazowanych w sprawe Fundacji, co
>niechybnie zaowocuje szkodliwym cynizmem spolecznym w przypadku podobnych
>promiennych inicjatyw w przyszlosci i nie tylko.

Jejku...

To tez nie jest serio, prawda?:-)

>Nawet gdyby niektore
>'dziela' sztuki z Fundacji nie byly oryginalne, nie jest to powaznym
>problemem, kiedy wiara ofiarodawcy w ich wartosc byla uczciwa i
>niewzruszona,

Teraz zupelnie na powaznie:
fakt, ze jednak w kolekcji panstwa Porczynskich znajduja sie takze
/moze nawet w wiekszosci/ oryginaly i to niemalej wartosci, przemawia
za tym, iz ofiarodawcy mieli czyste intencje.
To wi\ec, co mozna przeczytac w artykule Oseki, to sa niepotrzebne
spekulacje.

Inna sprawa, ze prowokuje do takiego spekulowania zupelnie dla mnie
niezrozumialy upor obroncow Z.Porczynskiego, sprzeciwiajacych sie
poddania eksponatow eksertyzie przez niezaangazowanych, bezstronnych i
uznanych historykow sztuki.
Zgadzam sie z Panem, ze nawet gdyby ich ocena potwierdzila
dotychczasowe 'ogledziny', to nie obnizylo by to wartosci
/pozamaterialnej/ gestu Porczynskich oraz rangi calego
przedsiewziecia, ani tez nie osmieszylo ludzi sprawie sprzyjajacych.

>gest byl sam w sobie szlachetny, poparcie dla fundacji ze
>strony prominentnych osob o nieskazitelnym charakterze autentyczne, a sama
>idea obrosnieta juz piekna legenda warta dalszego propagowania, jako wysoka

^^^^^^^
>wartosc sama w sobie.

Gest rzeczywiscie szlachetny, poparcie prominentow - godne uznania.
Tylko wlasnie -- _az_ "legenda"?...

>W moich oczach spoleczny rachunek strat i zyskow
>poprzez zniszczenie wizerunku fundacji jednoznacznie przemawia za prawna jej
>ochrona.

Panie Andrzeju, szczerze mowiac, to juz nie wiem, czy teraz Pan
zartuje...

Pozdrawiam
Anna
ann...@torun.pdi.net

Andrew Strak

unread,
May 28, 2000, 3:00:00 AM5/28/00
to

"Anna" <ann...@torun.pdi.net> wrote in message
news:3931aa81...@news.torun.pdi.net...

> "Andrew Strak" <abs...@accesswave.ca> wrote:
>
> >Ja proponuje, aby kazdego poddajacego Fundacje krytyce surowo
represjonowac,
> >tj wlacznie z karami penitencjarnymi jak wiezienie oraz pozbawianiem
> >stanowisk pracy.
>
> ...Owo "poddawanie krytyce", to juz sie nie miesci w ramach _wolnosci
> wypowiedzi_, o ktorej niedawno, przy innej okazji na tym forum
> rozmawialismy???:-)
>
> Oj, alez zartownis z Pana, Panie Andrzeju.:-)

Staram sie byc serio, jak tylko moge, lecz zawsze mi sie cos niepoprawnego
politycznie kojarzy.....


>
> >W koncu niczym innym jak wlasnie przede wszystkim zla wola
> >ci ludzie w swoim postepowaniu sie kieruja, wlacznie z egoistycznym
> >pragnieniem zdobycia poklasku spolecznego poprzez tania krytyke, a
przeciez
> >negatywne skutki spoleczne takiego dzialania sa powazne, jako podwazajace
> >autorytet moralnych, religijnych, naukowych i politycznych elit, powage i
> >prestiz panstwa oraz jego instytucji zaangazowanych w sprawe Fundacji, co
> >niechybnie zaowocuje szkodliwym cynizmem spolecznym w przypadku podobnych
> >promiennych inicjatyw w przyszlosci i nie tylko.
>
> Jejku...
>
> To tez nie jest serio, prawda?:-)

Zupelnie na serio, z tym, ze sam siebie na serio nie biore.

>
> >Nawet gdyby niektore
> >'dziela' sztuki z Fundacji nie byly oryginalne, nie jest to powaznym
> >problemem, kiedy wiara ofiarodawcy w ich wartosc byla uczciwa i
> >niewzruszona,
>
> Teraz zupelnie na powaznie:
> fakt, ze jednak w kolekcji panstwa Porczynskich znajduja sie takze
> /moze nawet w wiekszosci/ oryginaly i to niemalej wartosci, przemawia
> za tym, iz ofiarodawcy mieli czyste intencje.
> To wi\ec, co mozna przeczytac w artykule Oseki, to sa niepotrzebne
> spekulacje.

Lecz jak w praktyce oddzielic ziarno od plew? W koncu spekulacja, to na ogol
hipoteza, lub opinia, bez ciezaru dowowdowego, lecz od tego sie zwykle
zaczyna. A wiec dlaczego 'niepotrzebna' :-).


>
> Inna sprawa, ze prowokuje do takiego spekulowania zupelnie dla mnie
> niezrozumialy upor obroncow Z.Porczynskiego, sprzeciwiajacych sie
> poddania eksponatow eksertyzie przez niezaangazowanych, bezstronnych i
> uznanych historykow sztuki.
> Zgadzam sie z Panem, ze nawet gdyby ich ocena potwierdzila
> dotychczasowe 'ogledziny', to nie obnizylo by to wartosci
> /pozamaterialnej/ gestu Porczynskich oraz rangi calego
> przedsiewziecia, ani tez nie osmieszylo ludzi sprawie sprzyjajacych.

W tej sprawie jak i wielu 'uswieconych' innych, kazde podwazenie 'prawdy'
jest herezja, obelga, wyzwaniem - jest bolem zadanym 'wierzacemu' w swoja
'prawde', ktora dla postronnych nie musi byc wcale ani prawda absolutna, ani
nieprawda, lecz zbiorem faktow weryfikowalnych jak i legend. Lecz kazda
proba weryfikacji w oczach wyznawcy moze byc rozumiana jako atak personalny
z uwagi na glebie identywfikacji z obiektem kultu. Jak wowczas poradzic
sobie z ekspertem? Najlatwiej poprzez dyskredytacje, zla wole, braki w
osobowosci, kryminalnosc, po to aby wlasnie uniknac samej ekspertyzy (ktorej
podswiadomie sie obawiamy) lub tez aby zniszczyc jej wiarygodnosc.

>
> >gest byl sam w sobie szlachetny, poparcie dla fundacji ze
> >strony prominentnych osob o nieskazitelnym charakterze autentyczne, a
sama
> >idea obrosnieta juz piekna legenda warta dalszego propagowania, jako
wysoka
> ^^^^^^^
> >wartosc sama w sobie.
>
> Gest rzeczywiscie szlachetny, poparcie prominentow - godne uznania.
> Tylko wlasnie -- _az_ "legenda"?...
>
> >W moich oczach spoleczny rachunek strat i zyskow
> >poprzez zniszczenie wizerunku fundacji jednoznacznie przemawia za prawna
jej
> >ochrona.
>
> Panie Andrzeju, szczerze mowiac, to juz nie wiem, czy teraz Pan
> zartuje...
>
> Pozdrawiam
> Anna
> ann...@torun.pdi.net

Oczywiscie, ze ironizuje. Lecz dla ludzi, ktorzy tak gleboko zaangazowali
swoje emocje oraz autorytety a nawet kariery w sprawe, nie jest to
bynajmniej sytuacja blaha jak i byc moze daleko poza ich granicami poczucia
humoru. Lecz cala sytuacja jest w swoim wydzwieku znamienna, poniewaz
ukazuje proces formowania sie wierzen, w tym i historycznych, jak i ich
instytucjonalizacji w spoleczenstwie. Tak wiec dalej tkwie przy swoim
stanowisku w sprawie wolnosci opinii i wypowiedzi :-).

Pozdrowienia,

Andrzej Strak

Andrew Strak

unread,
May 28, 2000, 3:00:00 AM5/28/00
to

<Zalek...@hotmail.com> wrote in message
news:3931BC2C...@hotmail.com...
> Moze "prawda" to zbyt ciezkie slowo, i nie mi decydowac czy obrazy sa
prawdziwe
>
> czy falszywe - ja sie na tym nie znam. Ale nie nalezy zamykac nikomu drogi
do
> szukania
> "prawdy" - dlatego np uwazam ze p. Ratajczaka nalezy zwalczac argumentami
a nie
>
> prokuratorami.
> Czy odwrotnoscia prawdy jest klamstwo? Nie, odwrotnoscia prawdy jest
nieprawda.
>
> Zalek

Zgadzam sie z Panem w calej rozciaglosci. W zlozonych, wielowarstwowych
kwestiach nie jest sposob orzekac o prawdziwosci, czy falszywosci calosci na
podstawie niewielkiego jej tylko elementu. A w warunkach otwartego
spoleczenstwa w procesie dochodzenia prawdy walczy sie dowodem i argumentem
lecz nie cenzura i prokuratorem.
Pozdrowienia,

Andrzej Strak


>

Zalek...@hotmail.com

unread,
May 29, 2000, 3:00:00 AM5/29/00
to

Anna

unread,
May 29, 2000, 3:00:00 AM5/29/00
to
"Slawomir Popiel" <mpo...@mindspring.com> wrote:

>
>"Leszek Andrzej Kleczkowski" <lakl...@bioslave.uio.no> wrote in message
>news:8gr8g0$1lk$1...@readme.uio.no...

>> Andrew Strak <abs...@accesswave.ca> wrote:
>[...]
>
>>
>> Pan moze miec u siebie Rubensa nad kanapa i moze kazdemu gadac, ze to
>> Rubens (ja sam mam cos do Rubensa podobnego kupionego za bezcen od

>> jakiejs milej starszej pani na rynku w Umea!). Moga Panu wierzyc lub nie.
>
>
>Prosze sobie wyobrazic, panie Leszku, kiedys nabylem kopie El Greco Portret
>szlachcica z dlonia na piersi (taka przydluga nazwe ma toto w oryginale).
>Nabylem mowiac szczerze dla samych ram, bo ramy piekielnie drogie i musial
>bym placic prawdopodobnie 5X wiecej za same ramy niz za ramy z "przodkiem".
>Potem jakos zapomnialem o tych ramach i portrecie. Natomiast bedac w Prado,
>natknalem sie na oryginal. Bylo to tuz przed zamknieciem Prado, sala byla
>nieomal pusta. Zblizyl sie do mnie jeden z przewodnikow i konspiracyjnie
>rozgladajac sie czy nikt nie widzi kiwnal na mnie, abym zblizyl sie do
>portretu. Kiedy stanalem obok niego, uniosl lekko dol obrazu do gory i
>pokazal mi mala plakietke przymocowana do sciany pod obrazem.
>Hiszpanskojezyczny napis brzmial: "Ten portret jest niestety tylko kopia
>znakomitego dziela El Greco, ktorego oryginal jest w posiadaniu pewnego
>malzenstwa z new Jersey".

Slawku,
czy nalezy rozumiec, ze umieszczenie u Was, na scianie, pod obrazem
takiego napisu, jak powyzszy, byloby niewlasciwe, nie konieczne,
myl\ace?:-)
Albo inaczej:
czy ewentualny brak takowego napisu moze sugerowac jednoznacznie wynik
ekspertyzy, jakiej poddales obaz bedacy w Twoim posiadaniu?:-)

Jesli tak, to radzilabym umiescic _na zewnatrz domu_ duzy,
podswietlony noca napis tresci:

TO NIE O NAS CHODZI

Podobno dobry fachowiec-wlamywacz z kazdym tzw zabezpieczeniem
alarmowym sobie poradzi...;-)

Pozdrawiam
Anna
ann...@torun.pdi.net

Slawomir Popiel

unread,
May 29, 2000, 3:00:00 AM5/29/00
to

"Anna" <ann...@torun.pdi.net> wrote in message
news:3931b81d...@news.torun.pdi.net...

Natychmiast przystapilem do dziela. Wykonalem sliczny neonowy napis w
kolorach oczywiscie neonowych, ktory glosi "TO NIE O NAS CHODZI".
Nie minelo pietnascie minut, gdy uslyszalem kolatanie do rzwi. Facet w progu
spytal: A o co wlasciwie chodzi i o kogo jesli nie o was? W tej chwili
wykonuje poszerzona wersje napisu streszczajaca moj poprzedni posting.
Bedzie z neonowy, w kolorach oczywiscie neonowych.
:)
sp

AnDaL

unread,
May 29, 2000, 3:00:00 AM5/29/00
to
On Mon, 29 May 2000 00:26:22 GMT, ann...@torun.pdi.net (Anna) wrote:

>
>Jesli tak, to radzilabym umiescic _na zewnatrz domu_ duzy,
>podswietlony noca napis tresci:
>
>TO NIE O NAS CHODZI
>
>Podobno dobry fachowiec-wlamywacz z kazdym tzw zabezpieczeniem
>alarmowym sobie poradzi...;-)
>

parchowi zawsze zlodziejstwo na mysli

>Pozdrawiam
>Anna
>ann...@torun.pdi.net
>


Leszek Andrzej Kleczkowski

unread,
May 29, 2000, 3:00:00 AM5/29/00
to
AnDaL <se...@here.please> wrote:
: parchowi zawsze zlodziejstwo na mysli

Pan tez Memorial Day swieci?

Leszek

0 new messages