boukun
http://home.t-online.de/home/boukun/
bou...@t-online.de
boukun"
No coz, boukun,
Przyznajesz sie do glupoty i nawet tego nie dostrzegasz.
S.B.
niestety nalezala ,musi sie Pan jeszcze duzo nauczyc,same checi nie wystarcza.
Odrzanski
Buble:
> Dwudziesta rocznice smierci Anny Jantar uczczono 14 marca koncertem
> zatytuowanym "Tyle slonca..." Celowo uzylem tutaj bezosobowej formy
> "uczczono", albowiem koncert odbyl sie w ... Teatrze Zydowskim. Ktos nie
> zorientowany w polskich realiach muzycznych móglby pomyslec, ze Anna Jantar
> nalezala do "narodu wybranego".
A co moze nie nalezala ?
Chyba, jakby nie nalezala, to nie
zrobilaby takiej blyskotliwej
kariery w rozrywce, ktora bezustannie
od czasu zainstalowania bermanowcow
w Polsce przez Stalina jest przez nich
okupowana, a wiec smialo mozna
ja nazywac zydo-rozrywka ?..
Oto pewnie lista co poniektorych "slawnych"
rodakow b.p. Anny Marii Szmeterling allias Jantar:
> Krzysztofa Materna
> Janusz Weiss
> Maryla Rodowicz,
> Anna Maria Jopek,
> Halina Frackowiak,
> Mietek Szczesniak,
> Andrzej Piaseczny,
> Justyna Steczkowska,
> Kasia Kowalska,
> Natalia Kukulska - corka Anny Jantar.
itd., itp. ?....
> Uwaga! ONI, w przeciwienstwie do NAS, nic nie robia spontanicznie, u
> nich wszystko ma okreslona kolejnosc i prowadzi do okreslonego celu.
Powyzej to najpewniej szczere
wyznanie Bubla nr 1, a wiec
ON-ych...
Kolejno pod adresami:
http://www.polygram.com.pl/main_cat/mn/2/2.html
http://www.polygram.com.pl/main_cat/mn/3/3.html
http://www.polygram.com.pl/main_cat/mn/1/1.html
mozna sie dowiedziec troche wiecej n.t. Anny Jantar.
--
//
O<<<<M I E C Z>>>>>>>>
\\
ascii
``Real questions to X-answers &
Real answers to X-questions".
ŠŽ
Z tych adresów nic nie wynika, jakoby Anna Jantar byla Zydówka. Nazwisko
S(ch)meterling (po niemiecku motyl) i miejsce urodzenia Poznan, moga snuc
domysly, o pochodzeniu niemieckim.
Proponuje Mieczu spojrzec na ta strone: http://go.to/kukulska i zamieszczone
tam swiete obrazki, oraz ewentualnie wyslac zapytanie do Kukulskiej, dlaczego
wybrano to miejsce na uczczenie pamieci jej matki.
Faktem jest, ze w zydo-rozrywce role wioda Zydzi. Jednakze ladne, utalentowane
polskie dziewczyny, tez robia kariere, sa przez mezczyzn pozadane...
boukun
http://home.t-online.de/home/boukun/
bou...@t-online.de
>
>
> //
> O<<<<M I E C Z>>>>>>>>
> \\
>
> ascii
>
>
> ``Real questions to X-answers &
> Real answers to X-questions".
> Š?Ž
>
>
>
> mailto:polr...@ix.netcom.com
> http://polradko.home.netcom.com
>
>
>
>>Subject: Re: Jantar w sosie zydowskim
>>From: sbobrow...@aol.com (SBobrow940)
>>Date: 9/4/00 2:40 PM Pacific Daylight Time
>>Message-id: <20000904174038...@ng-ca1.aol.com>
>>
>>
>>Ty szwabenmajster,
>>
>>Mam dla ciebie rebus dla wyjasnienie czym kazdy
>>realista-onanista powinien sie zajmowac, jak rozgryziesz
>>to dostaniesz w nagrode kondona.
>>
>>Dolek w kupie -->
>>
>>S.B.
>>
>>-
>
>Slawek , ten glupi zydek i tak niczego nie zrozumie
>
>
> Olek
-----------------
Original message:
-----------------
Subject: Re: Jantar w sosie zydowskim
From: poco...@my-deja.com
Date: 09/04/00 11:28 AM EST
Message-id: <8p0ijb$5ic$1...@nnrp1.deja.com>
boukun naskrobal:
> To, ze rodowe nazwisko Anny Jantar brzmialo
> Szmeterling (w niemieckim motyl), o niczym nie
> swiadczy. Jej córka jest ochrzczona, o czym
> swiadcza "swiete obrazki" na jej stronie:
> http://go.to/kukulska
> Proponuje jej sie zapytac, o pochodzenie matki.
Boukun, ty sobie robisz jaja, czy naprawde jestes
slepym debilem, ze uwierzyles, jakoby pani
Kukulska miala cos wspolnego z ta przyprawiajaca
o mdlosci czarna propaganda uprawiana pod
plaszczykiem jakiegos niezweryfikowanego fanclubu?
Zadnych nazwisk, tylko email do
"swi...@hotmail.com" i wszystko wcisniete na
http://members.aol.com/jimyhf/kukulska/index.htm
W ten sposob to ja moge i z Barbary Streisand
zrobic Mutter Therese.
Gdyby epigoni ks. Rydzyka & Co. zrobili mi taka
"oficjalna strone", juz dawno mieliby na karku
prokuratora i policje federalna.
> Nie znam zadnych zródel, jakoby Jantar
> byla pochodzenia zydowskiego.
Ze boukun czegos nie zna, czegos nie wie,
albo wie inaczej, i nie przeszkadza mu to
robic klamliwego fermentu? O tym wiemy.
Idz do szkoly, jeszcze wiele mozesz sie nauczyc.
> Faktem jest, ze w zydo-rozrywce role wioda
> Zydzi. Jednakze ladne, utalentowane
> polskie dziewczyny, tez robia kariere,
> sa przez mezczyzn pozadane...
Ach, zabolalo cie, ze to urocze dziewcze,
ktore do niedawna _pozadales_, okazalo sie
pochodzic z "jedynie nieslusznego" gniazda?
Zmien sobie w takim razie objekt pozadan.
Moze zacznij tak od zony, ciezki palancie
katopolanski.
bulba bublu
Zydowscy organizatorzy "uczcili" rocznice smierci Anny Jantar. Rocznice
uczczono 14 marca we wlasnym, rodzinnym gronie koncertem w Teatrze Zydowskim.
Przynaleznosc do mniejszosci zydowskiej w Polsce, m.in. odzwierciedla dokladnie
"polskie realia muzyczne". W mniemaniu Zydow, koncert w Teatrze Zydowskim jest
nobilitacja. W Warszawie istnieje rowniez ok. 20 wielkich Teatrow Polskich.
Urzadzanie koncertow w Teatrze Zydowskim, majac do wyboru 20 wielkich Teatrow
Polskich, jest subtelna metoda niszczenia kultury polskiej.
Przyznaje, ze bladzilem. Po dokladnym obejrzeniu zdjec twarzy Kukulskiej, nie
mam watpliwosci, ze jest ona Zydowka. Nie jest to twarz slowianska. Faktem jest
rowniez, ze jej ojciec jest Zydem, a zarazem i jej matka, Jantar-Schmeterling
ma pochodzenie zydowskie.
Zydzi wyodrebniaja swoja kulture w Polsce. Organizujac i chodzac na koncerty do
Teatru Zydowskiego, nie utozsamiaja sie z kultura polska. Niszcza w ten sposob
kulture polska.
Pozdrawiam
boukun
http://home.t-online.de/home/boukun/
bou...@t-online.de
>Zydowscy organizatorzy "uczcili" rocznice smierci Anny Jantar. Rocznice
>uczczono 14 marca we wlasnym, rodzinnym gronie koncertem w Teatrze Zydowskim.
>Przynaleznosc do mniejszosci zydowskiej w Polsce, m.in. odzwierciedla dokladnie
>"polskie realia muzyczne". W mniemaniu Zydow, koncert w Teatrze Zydowskim jest
>nobilitacja. W Warszawie istnieje rowniez ok. 20 wielkich Teatrow Polskich.
>Urzadzanie koncertow w Teatrze Zydowskim, majac do wyboru 20 wielkich Teatrow
>Polskich, jest subtelna metoda niszczenia kultury polskiej.
Czy moglby Pan szczegolowo wytlumaczyc, na czym ta "metoda" polega, bo
nijak nie moge sobie wyobrazic, jak to jest mozliwe, by popularyzujac
polska kulture niszczylo sie te kulture?...
Pisze Pan to z takim przejeciem.
Wyczuwa sie nawet nute przerazenia...
Jezu.
A moze tam, przy wejsciu na widownie, pewnej czesci publlicznosci
_nie_ kupon biletu wstepu odcinaja?...:-o
>Przyznaje, ze bladzilem. Po dokladnym obejrzeniu zdjec twarzy Kukulskiej, nie
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
>mam watpliwosci, ze jest ona Zydowka.
O rety, moze Pan ja, nie daj Boze, lubil?
Przy goleniu nucil jej piosenki?...
No, nie wiem, czy jest taka pokuta, ktora - w pojeciu narodowcow spod
znaku "bubla" - zmazalaby ten straszny 'grzech'...
Anna wrote:
> buble94...@aol.com (Buble947161882) wrote:
>
> >Zydowscy organizatorzy "uczcili" rocznice smierci Anny Jantar. Rocznice
> >uczczono 14 marca we wlasnym, rodzinnym gronie koncertem w Teatrze Zydowskim.
> >Przynaleznosc do mniejszosci zydowskiej w Polsce, m.in. odzwierciedla dokladnie
> >"polskie realia muzyczne". W mniemaniu Zydow, koncert w Teatrze Zydowskim jest
> >nobilitacja. W Warszawie istnieje rowniez ok. 20 wielkich Teatrow Polskich.
> >Urzadzanie koncertow w Teatrze Zydowskim, majac do wyboru 20 wielkich Teatrow
> >Polskich, jest subtelna metoda niszczenia kultury polskiej.
>
> Czy moglby Pan szczegolowo wytlumaczyc, na czym ta "metoda" polega, bo
> nijak nie moge sobie wyobrazic, jak to jest mozliwe, by popularyzujac
> polska kulture niszczylo sie te kulture?...
>
> Pisze Pan to z takim przejeciem.
> Wyczuwa sie nawet nute przerazenia...
>
To ta sama "metoda" dzieki ktorej zyjac w Niemczech na
zasilku przynosi sie Polsce slawe.
TB
Wyciela Pani niepotrzebnie watek, taki nie musialaby pytac. Wyodrebnianie
kultury zydowskiej nie jest popularyzacja kultury polskiej.
>Pisze Pan to z takim przejeciem.
>Wyczuwa sie nawet nute przerazenia...
>
>Jezu.
>A moze tam, przy wejsciu na widownie, pewnej czesci publlicznosci
>_nie_ kupon biletu wstepu odcinaja?...:-o
>
>>Przyznaje, ze bladzilem. Po dokladnym obejrzeniu zdjec twarzy Kukulskiej,
>nie
>^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
>>mam watpliwosci, ze jest ona Zydowka.
>
>O rety, moze Pan ja, nie daj Boze, lubil?
>
>Przy goleniu nucil jej piosenki?...
Prosze przyslac swoje zdjecie i kopie aktu chrztu, moze sobie straty powetuje.
boukun
http://home.t-online.de/home/boukun/
bou...@t-online.de
Nigdzie w postkomunistycznej Europie stopien zazydzania srodowisk
intelektualnych, nie jest tak wysoki jak w Polsce. Proces ow mniej
niebezpieczny dla starych konformistow, ktorzy szkodza tylko sobie, przynosi
fatalne owoce sluzalczosci i serwilizmu wsrod mlodych przedstawicieli
mass-mediow. Przed Zydem i jego historia pelzaja na brzuchach wszyscy
nieopierzeni dziennikarze, pragnacy zrobic kariere w interesie. Dorabianie
semickich rysow wszelkim osiagnieciom polskiej nauki, kultury i ekonomii
przybralo rozmiary istnego maniactwa. Tabuny publicystow i historykow penetruja
podklady dziejow ojczystych, poszukujac zydowskich korzeni we wszelkich osobach
powszechnie znanych z posiadania jednoznacznie polskich koneksji duchowych i
rodzinnych. Nie zawsze wysilki fantastow przynosza zamierzone efekty. Ostatnio
trzezwi mentalnie (o, dziwo!) autorzy radiowego programu trojki, poswieconego
m.in. Adamowi Mickiewiczowi, zdecydowanie obalili mit o rzekomo semickich
wiezach krwi wieszcza. Wszystkim filo- i antysemitom nalezy wreszcie wbic do
rozpalonych glow, ze wielki Adam Mickiewicz byl Polakiem, o czym swiadczy jego
patriotyczne wychowanie i cale zycie poswiecone kultywowaniu polskosci w calej
swej krasie. Nie dociera to niestety do Zydow zamieszkujacych Polske. Nadal
notorycznie przywlaszczaja sobie naszych wybitnych tworcow kultury. W czasie
koncertu rozpoczynajacego slawetne Dni Kultury Zydowskiej p. Szymon Szurmiej
zrobil z Adama Mickiewicza, Juliusza Slowackiego i Cypriana Kamila Norwida
swych ziomkow, czym absolutnie nie zaskoczyl "polskiej" artystycznej gawiedzi,
zgromadzonej w teatrze nomen omen zydowskim.
boukun
http://home.t-online.de/home/boukun/
bou...@t-online.de
Boukun:
> (...).
> Nadal notorycznie przywlaszczaja sobie naszych wybitnych tworcow kultury.
> W czasie koncertu rozpoczynajacego slawetne Dni Kultury Zydowskiej
> p. Szymon Szurmiej zrobil z Adama Mickiewicza, Juliusza Slowackiego
> i Cypriana Kamila Norwida swych ziomkow, czym absolutnie nie
> zaskoczyl "polskiej" artystycznej gawiedzi, zgromadzonej w teatrze
> nomen omen zydowskim.
I to jest wlasnie to ! Pozwolam sobie wiec
uzupelnic wypowiedz Boukuna fragmentem
swojej odpowiedzi udzielonej napalonej judeizatorce*
polskiej poetki, Marii Konopnickiej:
///////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////
Otoz jak sie okazuje, ci sami Zydzi, ktorzy
z ta charakterystyczna alergia reaguja,
obrzucajac nas brukowym epitetem antysemityzmu,
kiedy my narodowcy wskazujemy na ich prawdziwe
pochodzenie -- sami trudnia sie wygrzebywaniem
domniemanych przodkow -- zydowskich -- zasluzonym
dla Polski Polakom. Jednakze kiedy to my Polacy
odmawiamy im uznania ich nieuprawnionych
roszczen do tego, co nie jest ich, co czasem
ciagnie sie juz latami jak w przypadku Mickiewicza,
to wowczas tez jestesmy uznawani za antysemitow.
Czy to nie jest jakas paranoja, kiedy wspolczesni
Zydzi, ktorych zydowskosc jest tak ewidentna, ze
nie podlega najmniejszej, nawet watpliwosci tak
jak nie podlegaja watpliwosci ich "zaslugi", chca
uchodzic w naszych oczach za Polakow, natomiast
z wybitnych Polakow, zwykle z postaci nalezacych do
Panteonu odleglej juz polskiej historii narodowej, ci
sami Zydzi, a wiec podrabiani Polacy, chca na chama
robic Zydow pomimo, ze sami najczesciej twierdza,
ze sa Polakami ?
///////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////
Gdyby w tworczosci b.p. Anny M. Sztemerling
ps. Jantar objawil sie duch szlachetnej polskiej
kultury, a nie objawilo w niej nasladownictwo
prostackiej rozrywki rodem z zydowskiego
(nie ma innego!) Broadway'u, nawiazujacej
do tego gatunku muzyki, ktory znienawidzony
byl przez takich Polakow, jak Paderewski,
to nie dalaby powodu do poszukiwan wyjasnienia,
skad sie to jej zamilowanie do zydo-rozrywki wzielo.
My Polacy musimy sobie w koncu zdac sprawe,
ze Zydzi, jako spolecznosc zyjaca na polskiej
ziemi posrod nas do polskiej kultury praktycznie
nic nie wniesli. Czym sie natomiast wyroznili
i wyrozniaja, to jej plugawieniem.
____________
*) Ta judeizatorka to Katarzyna
Ma~kowska, ktora zadebiutowala
na forum SCP.
--
//
O<<<<M I E C Z>>>>>>>>>>>>
\\
T.N.Roman
<<Najwyzszy czas uchwycic mocna dlonia narodowa sztuke,
narodowa kulture w swe wlasne dlonie. Naród, który daje
kulture swoja w pacht Zydów, musi zginac!
Jestesmy przekonani, ze wczesne otrzezwienie bedzie
poczatkiem ocalenia!>>
Dr. Marceli Nalecz-Dobrowolski, "Zydzi a sztuka".
Z PAMIETNIKA I. KONFERENCJI ZYDOZNAWCZEJ
Odbytej w grudniu 1921 roku w Warszawie
(....)
> My Polacy musimy sobie w koncu zdac sprawe,
> ze Zydzi, jako spolecznosc zyjaca na polskiej
> ziemi posrod nas do polskiej kultury praktycznie
> nic nie wniesli. Czym sie natomiast wyroznili
> i wyrozniaja, to jej plugawieniem.
Musiales jednak przedobrzyc ze spozyciem ilosci Prozac'u.
Alexander Sharon
Nic ci bubla nie pomoze ani trojka ani szostka. Poczytaj sobie bardzo
uwaznie co wieszcz Adam chcial powiedziec w "Z Matki Obcej' .
A Salomea (Salcia w koncu) Slowacka to tez byla neofitka, jak i matki
Norwida, K. Baczynskiego, obydwoch Tetmajerow i ich lwowskiego kuzyna
Boya-Zelenskiego.
Azebyscie wraz z Radko zesraliscie sie na rzadko, nic wam to w koncu nie
pomoze.
A jak tam w koncu z Niedzwieckimi? Udowodnilem kilkarotnie, zes ty parch z
dizada pradziada.
> boukun
> http://home.t-online.de/home/boukun/
> bou...@t-online.de
Czuwaj frajerze
Alexander Sharon
No widzisz Sharon, z kazdego Polaka chcialbys zrobic parcha, tylko to nie
wystarczy skrzeczec.
Nie pamietam dokladnie, alejuz raz chyba cos wspominalem o ksiazeczce o
bohaterach narodowych Artura
Juliana Kowzana - "Spod znaku Orla i Pogoni". W tym tomiku autor piszac o
Romualdzie Traugutcie, podkreslil, ze szlachetnego Dyktatora Powstania wydal
wladzom carskim - Zyd!
Jak wiadomo, to i gen. Grota-Roweckiego wydal gestapo - Zyd!
Do smierci gen. Sikorskiego przyczynil sie m.in. -Zyd!
Autor piszac art. o Adamie Mickiewiczu - wyraznie zaakcentowal jego
litewsko-tatarskie pochodzenie. Nie zydowskie (ze strony matki), jak chce
nikczemnie propaganda! Przeciez Mickiewicz udal sie na Krym, gdzie zyli
Tatarzy
i gdzie napisal cudowne Sonety! Podobnie przez wiele lat bredzili i obecnie
bredza (niektóre pseudo-polonistki), ze Adam Mickiewicz zmarl w Istambule na
"cholere". Ale nie potwierdzil tego faktu nikt z otoczenia - do cholery!
Lekarz
Polak nie stwierdzil zadnej "cholery" u Mickiewicza. Geniusz, wieszcz, poeta
czynu udal sie w listopadzie do Turcji, aby swoim autorytetem przyspieszyc
powiekszenie legionów polsko-kozackich, które walczac przeciw Rosji (wojna
krymska!) mialy przyspieszyc odzyskanie niepodleglosci przez Polske! Tak
wiec
agenci ambasady rosyjskiej otruli Mickiewicza. Rano 26 XI 1855 r. poczul sie
zle, bóle w zoladku itd. i zmarl o 22.20. Jezeli tzw. naukowcy otworzyliby
sarkofag A.M. na Wawelu i dokonali odp. badania tkanek kostnych - bylaby juz
jasna odpowiedz. Autor o tej sprawie wiedzial jeszcze z lat szkolnych - od
wnuczki A. Mickiewicza, która byla w Polsce. Podobnie tez twierdzili, mówili
potomkowie powstanców z Adampola (Turcja) w pr. telewizyjnym za tzw.
pierwszej
"Solidarnosci" - w 1981 r.
Wracajac jednak do slawetnych Dni Kultury Zydowskiej, w tym tak waznym
dniu zebrala sie cala smietanka tzw. elity intelektualnej z trupa
estradowa-wokalna na czele. Ich pienia i monologi cementowaly przyjazn
zydowsko-polska. ropagandowa szopka skrojona na miere wiecow poparcia dla
radzieckiego sojusznika, bala najbardziej widocznym symptomem obsesji
filosemickiej - glownego schorzenia "artystow" produkujacych gnioty filmowe,
podle sztuki teatralne i ksiazczyny nie do czytania. Wszystko na co ich
stac, to kurczowe trzymanie sie nowej, tym razem zydowskiej panskiej klamki.
Jak na tym wychodzi polska kultura i sztuka widzi kazdy inteligentny Polak.
Nie mozna miec pretensji do mlodych adeptow ciagniecia profitow z
okreslonej sytuacji politycznej. Przykladem swieca starsi koledzy, bioracy
kolejny zakret historii, ktory wymaga milosci juz nie do komisarza NKWD,
sekretarza PZPR lecz rabina. Nowa epoka przykryta jest facjatami
Szczypiorskich, Kerstenowych, Bratkowskich, Skalskich, nie majacych zadnych
obiekcji, czy to z ich racji pochodzenia, czy pogladow, aby glosic hasla
antypolskiej propagandy, rozpalanej w zaleznosci do wytycznych zydowskich
osrodkow dyspozycyjnych. Nie ma mowy o narmalnosci, gdy na rynku prasowym
panosza sie dwa molochy: "Gazeta Wyborcza" i "NIE", kierowane przez semitow
umiarkowanych i rynsztokowych. Wspolczynnik wysokosci czytelnosci tygodnika
Urbana, swiadczy jak najgorzej o kondycji moralnej spoleczenstwa polskiego.
Tlum opiniotworczy ogarniety kolowacizna myslowa i chaosem swiatopogladowym
zbliza sie nieublagalnie do skraju przepasci. Kosciol instytucjponalny
ustami swych hierarchow, apeluje o rozne sluszne i dobre rzeczy, ale wierni
postepuja dokladnie odwrotnie. W Polsce nie istnieje obecnie zaden narodowy
autorytet w postaci osoby czy tez instytucji, ktore moglyby wykreowac lub
narzucic prawa, mogace uratowac wspolnotowosc Narodu, zagrozonego knowaniami
rodzimych i zagranicznych wichrzycieli. Sytuacja tymczasowosci umacnia
jedynie fundament Judeopolonii i masonskiej koncepcji pan-Europy.
Filantropijny masochizm uprawiaja notorycznie osobnicy zblizeni do kol
tzw. elit spoloczenstwa. Za kazdy kopniak i szturchniecie ze strony Zydow,
Ukraincow czy Litwinow dziekuja oni serdecznie dreczyciolom, proszac o
jeszcze dotkliwsze ciosy "sprawiedliwosci" dziejowej. Nasi demokratyczni
przewodnicy traktuja Polakow jako zbrodniarzy historycznych i wspolczesnych
ksenofobow, godnych losu wykletych niewolnikow Europy. Najmniejszy glos
protestu przeciwko falszowaniu historii Rzeczpospolitej i panoszeniu sie
Izraelitow w Polsce, zostaje zagluszony furkotem dzikich wrzaskow obroncow
postepu i wolnomularskiej demokracji. Malachowski, Bratkowski, Stomma,
Oseka, Blonski, Michnik, Skalski, Szczypiorski, Toeplitz, Gronski i wielu,
wielu innych sa zakala naszej ziemi. Zaden inny narod nie wyhodowal na swej
piersi tak podstepnego weza zwanego intelektualnym. Wszystkie spolecznosci
wschodniej Europy dorobily sie elit godnych tego miana, bronia one swego
narodu przed potwarzami obcych. Jedynie u nas byle rabin, albo samozwanczy
wodzus jakiejs mniejszosci moze bezkarnie opluwac Polske, wiedzac ze rodzimi
masochisci lub raczej szakale przylacza sie do ich pretensji w imie obrony
podstawowych wartosci postepu. Wartosciowanie szkodliwosci przedstawicieli
roznych miedzynarodowek, bedziemy dokonywac w miare wzrostu materialu
dowodowego przeciwko nim, nie rezygnujac z doraznego oporu wobec szczegolnie
perfidnych funkcjonariuszy pan-Europy. Rozrosnieta mafia specow od
niszczenia spoistosci ducha narodowego, bierze na swoj celownik kazdego
nacjonaliste i przyjdzie czas, kiedy nasze zycie moze byc zagrozone. Kazda
manifestacja narodowcow jest brutalnie pacyfikowana przez sily policyjne, a
jej uczestnicy traktowani sa niczym wrogowie panstwa. Lokale organizacyjne
grup narodowych notorycznie nawiedzaja agresywne bandy anarchistow i lewakow
wszelkiej masci. Zadaniem chwili, staje sie powolywanie sprawnej samoobrony.
Krew bedzie sie lala, poniewaz nasi wrogowie marza o unicestwieniu nas do
konca. Jestesmy obroncami honoru ojczyzny, pozor mocy przeciwnika nie
rozpedzi narodowych szeregow. Filantropijni masochisci kupuja piesci
znarkotyzowanej tluszczy mlodocianych obroncow kolektywistycznego raju
socjalistow. Nie ma sprawiedliwosci, a demokracja, ktora zafundowano
czlowiekowi, sluzy jedynie plutokracji. Sady nie bronia Polakow lecz nowe
kasty wladcow rzadzacych kasa Polski. Czyste sumienie podpowiada
nacjonaliscie, co ma czynic w bezmiarze bezprawia i triumfujacej lewicowosci
kosmopolitow.
>
>Musiales jednak przedobrzyc ze spozyciem ilosci Prozac'u.
Zauwazylem, ze pijesz "alkochol".
Prozack szkodzi mniej.
Ziuta
Oj, nie mam dzis dla Pana dobrych wiesci...
Obawiam sie, ze ta "trzezwa" Trojka mocno sie Panu narazila.:-(
W sobote 9 bm, w Muzycznym Studio im. Agnieszki Osieckiej, przy
ul.Mysliwieckiej, w ramach obchodow 75-lecia Polskiego Radia odbyl sie
koncert z udzialem artystow polskich, w calosci poswiecony tworczosci
zmarlego niedawno polskiego kompozytora, wspolautora blisko tysiaca
piosenek - Wladyslawa Szpilmana.
Widownia byla wypelniona do ostatniego miejsca, a koncert, ktory szedl
na zywo na antene, pewnie jak zwykle z okazji tego typu imprez
/koncerty z tego studio zaslynely swa szczegolna atmosfera oraz
niebanalnoscia prezentowanych utworow/ zgromadzil wielu sluchaczy przy
radioodbiornikach.
Wykonawcami byli w wiekszosci mlodzi artysci - swietni artysci -
ktorzy inaczej, ale rownie pieknie /niektorzy nawet piekniej/ jak
pierwsi odtworcy, zaspiewali piosenki Szpilmana, co pokazalo, ze jego
utwory zostaly napisane jak prawdziwe standardy, ktore przez nastepne
lata beda od\zywac w nowych aranzacjach i w nowych wykonaniach.
'Straszne', prawda?:-)
Ja te piosenki juz znalam, ale teraz dopiero dostrzeglam ich niezwykle
piekno. Sa 'lekkie' w swej muzycznej konstrukcji, proste /w takim
rozumieniu jak "elegancja"/ ale nie ubogie.
A byly w pogramie miedzy innymi:
"Nie wierze piosence", "Nie trzeba slow", "W malym kinie", "I tak sie
trudno rozstac", "Nie ma szczescia bez milosci", "Za kilka lat, gdy
sie spotkamy", "Czy tak, czy nie?"""
Mnie szczegolnie zachwycila piosenka pt "Nie trzeba slow", cudownie
cieplo i jazzowo zaspiewana przez mojego krajana - Mariusza
Lubomskiego.
Przykro mi, ale znow Pana zasmuce:
ten koncert byl pierwszym z cyklu poswieconego tworczosci Wladyslawa
Szpilmana.
Trojka "wyodrebnia" na calego...
ku zadowoleniu swych sluchaczy.:-)
>
>Przykro mi, ale znow Pana zasmuce:
>ten koncert byl pierwszym z cyklu poswieconego tworczosci Wladyslawa
>Szpilmana.
A kiedy bedzie gral na grzebyku Ivo Mosijewicz Goldstain?
Bardzo podoba mi sie jego znany utwor "Zakochany w
koszernym winie" albo "Oj rabe, rabe"
Ziuta
Dwadziescia lat temu czytalem wspomnienia - dzisiaj bij-zabij nie pamietam
czyjego autorstwa - o ghetcie. A tam surrealistyczne opisy ghetta coraz
bardziej pustego, z zydowskimi pracownikami niemieckich szwalni i z tymi
nielicznymi, ktorzy jeszcze nie zdazyli dostac sie na liste na plac przy
Stawki. Byly to dni zaraz przed powstaniem zydowskim.
I byl tam we wspomnieniach jeden szczegol - wymowa swoja dawno przebijajacy
surrealizm, a artyzmem zblizajacy sie do grafik Goi. To obraz ciezarowki
jezdzacej na okraglo po pustych ulicach ghetta, z fortepianem i z grajacym
na tym fortepianie Szpilmanie.
Nie wiem, czy bylo to prawdziwe. Bylo bliskie "Tangu Milonga" wykonywanemu
przez oswiecimska orkiestre.
Jak Szpilman uratowal sie z ghetta?
C.
1. Ci, którzy co nieco wiedza, i wiedza o tym, ze wiedza. To sa ludzie
wyksztalceni.
2. Ci, którzy co nieco wiedza, ale nie wiedza o tym, ze wiedza. Tacy ludzie
spia i trzeba ich przebudzic.
3. Ci, którzy niczego nie wiedza, ale wiedza o tym, ze niczego nie wiedza.
Takim ludziom trzeba pomóc.
4. Ci, którzy nic nie wiedza i przy tym nie wiedza o tym, ze nic nie wiedza.
To sa glupcy i im nie mozna pomóc - niestety.
e
Debil SBobrow <debils...@aol.com> wrote in message
news:20000910201408...@ng-ci1.aol.com...
>4. Ci, którzy nic nie wiedza i przy tym nie wiedza o tym, ze nic nie wiedza.
>To sa glupcy i im nie mozna pomóc - niestety.
To juz teraz wiemy dlaczego E'dzikstain zostal zawodowym
kierowca, wiedza jest w takim wypadku zbyteczna, wystarczy
trzymac mocno kolko w dloniach.
Ziuta
Polish pianist and composer Wladyslaw Szpilman, died on 6th of July 2000.
Cecylian <l.ma...@worldnet.att.net> wrote in message
news:%SVu5.2736$6i1.2...@bgtnsc04-news.ops.worldnet.att.net...
Debil SBobrow <debils...@aol.com> wrote in message
news:20000910205040...@ng-ci1.aol.com...
"From my governor,(I learned) to be neither of the green nor of the blue
party at the games in the Circus, nor a partizan either of the Parmularius
or the Scutarius at the gladiators' fights; from him too I learned endurance
of labour, and to want little, and to work with my own hands, and not to
meddle with other people's affairs, and not to be ready to listen to
slander"
Marcus Aurelius "Meditations"
Ziuto,
Szczeze polecam ksiazke, ktora naprawde moze ci pomoc w przezwyciezeniu tego
nawalu nienawisci ktorym palasz do wszystkiego.
j-23
>
>Ze swoim pustym lbem masz wielkie szanse rozbijac mury i bez "kolka"
>
Sprobujmy sie pomadrzyc na sposob E'dzikstaina:
"Genius begins great works: labor alone finishes them"
Ziuta
>
>"From my governor,(I learned) to be neither of the green nor of the blue
>party at the games in the Circus, nor a partizan either of the Parmularius
>or the Scutarius at the gladiators' fights; from him too I learned endurance
>of labour, and to want little, and to work with my own hands, and not to
>meddle with other people's affairs, and not to be ready to listen to
>slander"
>
>Marcus Aurelius "Meditations"
The two hardest things to handle in life are failure and success.
>Ziuto,
>
>Szczeze polecam ksiazke, ktora naprawde moze ci pomoc w przezwyciezeniu tego
>nawalu nienawisci ktorym palasz do wszystkiego.
J-23stain, dziekuje bardzo, z nienawiscia jest mi do twarzy,
milosc pozostawiam tobie, Marcusowi i Zydom w Izraelu.
Ziuta
Odpowiadam na Re pana Edwarda /ktoremu dziekuje za reakcje -
oryginalny posting Cecyliana do mnie nie dotarl/.
Niestety, nie wiem nic o losach Szpilmana w czasie WWII.
Pan Lewandowski wspomina o jakiejs ksiazce...
Moze to chodzi o wspomnienia Wladyslawa Szpilmana zawarte w ksiazce
jego autorstwa, zatytulowanej "Pianista", ktora wkrotce ma byc w
Polsce wydana - po raz pierwszy od 1946 roku?
Wiem tez, ze na podstawie tej ksiazki Roman Polanski bedzie krecil
swoj najnowszy film.
Pozdrawiam
Anna
ann...@torun.pdi.net
That must hurt! Well the only consolation is that all these people
were Jews! They must have been!
Zeig Heil!
In article <39bc1518...@news.torun.pdi.net>,
Sent via Deja.com http://www.deja.com/
Before you buy.
Debil SBobrow <debils...@aol.com> wrote in message
news:20000910211401...@ng-ci1.aol.com...
>W Weimarze spotkali sie na waskiej sciezce w parku Goethe i pewien krytyk
>literacki. Zobaczywszy Goethego, krytyk warknal:
>- Nie ustepuje drogi durniom.
>- A jak tak - odpowiedzial Goethe i zszedl na bok.
Po kilku latach, krytyk ponownie spotyka Goethego na
pewnym szlacheckim przyjeciu. Pod koniec wieczoru,
mistrz piora wdal sie w goraca dyskusje z panem domu,
a sala z podziwem przysluchiwala sie temu pojedynkowi.
W pewnym momencie Goethemu wymknal sie maly
wiaterek. Sala umilkla zaskoczona i patrzy na
speszonego literata, a nieszczesnik zastanawia sie
jak tu zatuszowac to przykre zdarzenie. Wierci sie
na krzesle, krzeslo skrzypi przerazliwie, a wszyscy nadal
patrza. Po chwili wstaje ow krytyk literacki i donosnym
glosem mowi:
- Laskawco, mebel spocisz, a tonacji i tak nie dobierzesz.
Ziuta
Dzieki uprzejmosci internetowego znajomego, ktory wskazal mi miejsca,
gdzie mozna znalezc artykuly dotyczace Szpilmana, przesylam jeden z
nich, zawierajacy nie tylko opowiesci o przedwojennych, wojennych oraz
powojennych losach kompozytora, ale rowniez wstawki z informacjami z
zyciorysu Wilhelma Hosenfelda, niemieckiego oficera, ktorego Szpilman
spotkal w ruinach Warszawy w 1944r.
Artykul pokazuje splatane dzieje przeciwnikow wojennych oraz stosunek
ich potomow do tamtych zdarzen, wskazujac wspolczesnym i nastepnym
pokoleniom sposob podejscia do Historii, ktorej waznym elementem sa i
uczynki jednostek .
Calosc jest dostepna pod adresem:
http://www.gazeta.pl/Ascii/Wyborcza/Swiateczna/01/550swe.html
Nastepujace linki takze prowadza do artykulow o Wladyslawie
Szpilmanie:
http://www.gazeta.pl/Ascii/Wyborcza/Tematy/03/560dwo.html
http://www.rzeczpospolita.pl/Pl-asc/dodatki/wspomnienia_000707/index.html
Pozdrawiam
Anna
ann...@torun.pdi.net
...................................
GW 07 VII 2000
Robinson i Wedrowny Ptak
Powiedzial: - Gdyby sie panu cos przytrafilo, niech pan zapamieta:
Wladyslaw
Szpilman, Polskie Radio
Byl listopad 1944 r. w Warszawie. Szukal jedzenia w zrujnowanej kuchni
przy alei Niepodleglosci 223. Podnosil pokrywki, otwieral torby,
rozsuplywal woreczki, ktorych mieszkancy nie zdazyli zabrac.
Mial 33 lata. Byl glodny, brudny i zarosniety. Od wielu tygodni
ukrywal
sie w zniszczonej Warszawie, z ktorej wypedzono mieszkancow. Nie
uslyszal krokow, tylko od razu pytanie. Niemiec stal oparty o kredens,
szczuply, w mundurze kapitana. - Was suchen Sie hier? Czego pan tutaj
szuka? Nie wie pan, ze wprowadza sie tu niemiecki Sztab Obrony
Warszawy?
Nie mial sily na ucieczke: - Niech pan zrobi ze mna, co chce.
- Kim pan jest? - spytal Niemiec.
- Pianista.
Nazywal sie Wladyslaw Szpilman i przed wojna pracowal w Polskim
Radiu. Gral Chopina na godzine przed zbombardowaniem elektrowni i
wylaczeniem nadajnika radiowego.
Niemiec wskazal fortepian w sasiednim pokoju: - Niech pan zagra.
Zagral nokturn cis-moll Chopina i spytal: - Czy jest pan Niemcem?
- Niestety, tak. Wywioze pana za miasto do jakiejs wsi. Tam bedzie pan
bezpieczny.
- Nie moge wyjechac z Warszawy - powiedzial Wladyslaw Szpilman.
- Jest pan Zydem - domyslil sie Niemiec. - Przyniose panu cos do
jedzenia.
Przyniosl chleb, plaszcz, potem wiadomosc: Rosjanie sa juz na Pradze.
-
Cala ta wojna skonczy sie na wiosne - dodal.
12 grudnia przyszedl ostatni raz. Przyniosl chleb i pierzyne.
Powiedzial: -
Moj oddzial opuszcza Warszawe. Zaraz beda tu Rosjanie. Skoro obaj
przetrwalismy piec lat tego piekla, widocznie jest nam pisane pozostac
przy zyciu.
Nie zdradzil, jak sie nazywa ani kim jest.
Szpilman powiedzial: - Gdyby panu przytrafilo sie cos zlego, niech pan
zapamieta: Wladyslaw Szpilman, Polskie Radio.
Niemiec pozegnal sie. Nigdy wiecej sie nie zobaczyli.
Kilka tygodni po zakonczeniu wojny do Warszawy wrocil przyjaciel
Szpilmana Zbigniew Lednicki. Po drodze zatrzymal sie kolo obozu
przejsciowego dla Niemcow. Jeden z nich podszedl do ogrodzenia.
Zapytal Lednickiego, czy nie zna przypadkiem Szpilmana. "Ja go
ratowalem - powiedzial. - Niech on mnie ratuje". Straznik odgonil
Lednickiego od ogrodzenia. Niemiec wykrzyknal jeszcze swoje nazwisko,
ale Lednicki nie doslyszal.
Szpilman chcial szukac Niemca, ale oboz zlikwidowano.
Film
Za kilka miesiecy Roman Polanski zacznie zdjecia do nowego filmu.
Bedzie to opowiesc o wojennych losach pianisty Wladyslawa Szpilmana.
Swoja historie Szpilman opisal w ksiazce "Smierc miasta". Do jej
niemieckiego wydania z 1998 r. dolaczono dzienniki Niemca, ktory w
1944 r. w kamienicy przy alei Niepodleglosci uratowal mu zycie.
Entuzjastyczne recenzje pojawily sie we wszystkich znaczacych gazetach
niemieckich. "Spiegel" poswiecil na nia osiem stron.
Marzenia Wedrownych Ptakow
Niemiec nazywal sie Wilhelm Adalbert Hosenfeld. Pochodzil z Hesji, z
okolic Fuldy. Jego ojciec byl wiejskim nauczycielem. Czesto zmienial
szkoly, rodzina wedrowala po wsiach w dolinach masywu Rhoen. Byli
gleboko wierzacymi katolikami. Wilm urodzil sie w 1895 r., skonczyl
studium pedagogiczne w Fuldzie.
- W gimnazjum i w studium nauczycielskim ojciec byl pod bardzo silnym
wplywem mlodziezowego ruchu "Wandervoegel" [Wedrowne Ptaki] -
opowiada Detlev Hosenfeld, 73-letni genetyk z uniwersytetu w Kilonii.
- Wedrowne Ptaki buntowaly sie przeciwko konserwatywnemu
spoleczenstwu Niemiec, wiktorianskim obyczajom i pruskiej dyscyplinie
-
tlumaczy drugi syn, 79-letni Helmut Hosenfeld, emerytowany pediatra z
Fuldy.
- Chlopcy i dziewczeta z Wedrownych Ptakow chodzili z plecakami po
lasach, przy ogniskach deklamowali Rilkego, spiewali staroniemieckie
piesni, cwiczyli tance ludowe. Przy ksiezycu kapali sie nago w
jeziorach
-
opowiada Detlev Hosenfled.
Wedrowne Ptaki byly raczej ruchem romantycznej idei niz
pragmatycznego dzialania. Mlodzi rozmawiali o istocie germanskosci u
progu XX wieku, snuli marzenia o innym, lepszym swiecie - bez hrabiow,
ksiazat, pelnym braterstwa, rownosci spolecznej. Jak tego dokonac -
nie
zastanawiali sie.
- Mozna ten ruch porownac do mlodziezowej rewolucji 1968 r. - mowi
Detlev. - Wedrowne Ptaki tez potepialy cywilizacje przemyslowa,
szukaly sensu zycia w obcowaniu z natura. Goraczkowo poszukiwaly
jakiejs misji, wielkiej sprawy, ktora wypelnilaby im zycie.
Kiedy wybuchla I wojna swiatowa, Wedrowne Ptaki ochoczo zamienily
plecaki turystow na zolnierskie oporzadzenie. Znalazly swoja misje.
- Ojciec zostal trzykrotnie ranny - we Flandrii, w okolicach Wilna i
ostatni
raz w Rumunii w 1917 r. - mowi Helmut Hosenfeld.
Po kapitulacji Niemiec 11 listopada 1918 r. Wilm wrocil do domu z
bliznami, ale dumny z udzialu w wojnie. Zostala w nim jednak gorycz.
Uwazal, ze alianci upokorzyli Niemcy traktatem wersalskim. - Armia
walczyla dzielnie. Alianci przeciez nie zdolali przelamac frontu -
powtarzal przyjaciolom. - To niemiecka gospodarka przegrala wojne.
Niemcy maja 300 oper, Polska tylko trzy
Ojciec napominal mlodego Wladka Szpilmana: "Jesli masz grac w
kawiarniach, to lepiej rzuc muzyke i zacznij rabac drewno". To
najmarniejszy los, jaki mogl sobie wyobrazic dla syna - kelnerzy,
zdemoralizowane towarzystwo przy stolikach, szemrane interesy i
fordanserki. O gorszych rzeczach w poboznej zydowskiej kamienicy w
Sosnowcu nie slyszano. Niemcy kojarzyli sie przede wszystkim z
Bachem i opera. - Oni maja 300 oper, a w Polsce sa tylko trzy - mawial
ojciec. Na imie mial Samuel. Byl koncertmistrzem w katowickiej operze
i
dobrym skrzypkiem. Mial dobroduszna, pyzata twarz i szybko zaczal
lysiec. Matka dawala w domu lekcje gry na pianinie.
Dzieci bylo czworo: najstarszy Wladyslaw, rocznik 1911, potem Henryk,
najwyzszy w rodzinie, prawie 170 cm wzrostu, drobna Regina, ktora
marzyla o studiowaniu prawa, i najmlodsza Halinka - z ambicjami
pianistki.
Wsrod zydowskich lokatorow kamienicy przy Targowej 18 w Sosnowcu
wywolywali zgorszenie. Wprawdzie co piatek matka szykowala czulent:
zapiekanke z ziemniakow, wolowiny i fasoli, ktora nioslo sie do
piekarza
i
caly dzien pieklo w piekarskim piecu, ale rodzice nie chodzili do
synagogi
i zdarzalo im sie nie przestrzegac szabasu.
Od pokolen ich rodziny nie zajmowaly sie handlem, lecz muzyka. Grali
bracia ojca i szescioro rodzenstwa matki. Jeden z braci matki dorobil
sie
na muzyce kamienicy w Lodzi.
Ojciec wyroznial Wladyslawa. Nie dlatego, ze byl najstarszy, ale ze
garnal sie do fortepianu. Chlopiec odziedziczyl tez po ojcu rzadki dar
szybkiego czytania nut - juz po pierwszym przeczytaniu partytury mogl
zagrac utwor bezblednie. Potrafil tez improwizowac albo przenosic cale
utwory o tonacje w gore lub w dol.
- Bedzie jak Rubinstein albo jak Horowitz - szeptali rodzice.
Kiedy 16-letni Wladek zdal do warszawskiej szkoly muzycznej im.
Fryderyka Chopina, ojciec zaprowadzil go do krawca i sprawil
eleganckie
ubranie, wyjsciowy garnitur z mucha. Przez piec lat nauki przysylal po
120 zl miesiecznie. Potem slal pieniadze do Berlina, gdy Wladyslaw
studiowal w tamtejszej akademii. Kiedy Hitler doszedl do wladzy i
zaczely sie przesladowania Zydow, zapowiedzial: - Nie pojedziesz juz
do
Niemiec.
Wladyslaw pojechal do Warszawy. Komponowal piosenki i nosil je do
dyrektorow rewii. Mial szczescie - Tadeuszowi Sygietynskiemu
spodobalo sie, jak gra Schumanna. Dzieki temu Wladyslaw dostal prace
w radiu i pensje 550 zl. Teraz on posylal pieniadze do domu. Henryk
studiowal filozofie, Regina prawo, Halinka byla w konserwatorium.
Wreszcie kupil trzy pokoje z kuchnia przy ul. Sliskiej, blisko radia.
Na
rok
przed wybuchem wojny sprowadzil cala rodzine do stolicy. Matka najela
sluzaca. Henryk tlumaczyl Goethego i Szekspira, Regina robila
aplikacje
adwokacka, Halinka grala na fortepianie.
Kiedy w 1939 r. spadly pierwsze bomby, ludzie rzucili sie wyplacac
oszczednosci z PKO. Szpilman mial na koncie 25 tys. zl - zbieral na
dom.
Wyplacil 600 zl; 300 zl dal na obrone Warszawy, za reszte kupil
brzoskwin.
We wsi Thalau chlopcy maszeruja
Rok po wojnie na zjezdzie Wedrownych Ptakow Wilm poznal Annemarie
Krumacher - corke malarskiego malzenstwa spod Bremy. Miala 20 lat,
byla pacyfistka i protestantka. Pobrali sie. Urodzila mu dwoch synow i
trzy corki. Pobozny Wilm naklonil zone do przejscia na katolicyzm,
choc
w Niemczech zmiana wyznania to rzadkosc.
W 1927 r. osiedli we wsi Thalau. Zyli spokojnie, nie interesowali sie
polityka. Wilm wprowadzil do szkoly nowoczesne metody nauczania - nie
bil rozga i dyskutowal z uczniami. Koledzy nauczyciele uwazali go za
dziwaka.
Najstarszy syn Helmut mial 12 lat, gdy w 1933 r. Hitler wygral wybory
i
zostal kanclerzem. W tym samym roku Wilm Hosenfeld zapisal sie do
nazistowskich bojowek SA, a dwa lata pozniej do partii NSDAP.
- Ruch nazistowski wydawal sie ojcu bliski ideom ruchu Wedrownych
Ptakow, wielu jego kolegow z mlodosci wstapilo do SA i do NSDAP -
opowiada Detlev Hosenfeld. - Hitler obiecywal, ze w NSDAP kariera
stoi otworem dla ludzi z nizin spolecznych. Do tego te wspolne wyprawy
oddzialami do lasu, piesni, pochodnie, ogniska...
- Ja przeciez tez bylem w Hitlerjugend - mowi Helmut Hosenfeld. - I
traktowalem to jak harcerstwo. Wcale nie czulem, zeby mna tam
manipulowano, indoktrynowano. To byla mlodziencza przygoda.
- Ojciec byl bardzo towarzyski, lubil byc w grupie - usprawiedliwia
Detlev. - A we wsi Thalau wszyscy mezczyzni wstepowali do SA.
Wedlug synow Hosenfelda aktywnosc SA-manow we wsi Thalau
ograniczala sie do cwiczen strzeleckich, musztry, manewrow
paramilitarnych w okolicy - nie brali udzialu w atakach na Zydow. - W
Fuldzie spalono synagoge, ale u nas byl spokoj - zapewnia Detlev. - W
Thalau Zydow nigdy nie bylo.
- Nikt nie zdawal sobie sprawy, ze Hitler wciaga nas w wojne. Ludzie
byli nim zachwyceni - wola Helmut. - On naprawde tworzyl nowy swiat!
Mial ogromne osiagniecia gospodarcze: autostrady, likwidacje
bezrobocia,
mieszkania dla wszystkich rodzin!
Detlev: - Ale przed zajeciem Austrii, a potem Czech w kraju panowalo
ogromne napiecie. Ludzie bali sie, jak zareaguja Anglia i Francja.
Kiedy
Hitler bez wystrzalu zajal Austrie, przylaczyl niemieckie Sudety i
zajal
Czechy, napiecie przerodzilo sie w szal radosci - ten Hitler to
przeciez
genialny polityk. Wszystko zalatwil bez wojny! Myslelismy, ze z Polska
bedzie tak samo. Hitler przylaczy do Rzeszy Gdansk z Pomorzem i na
tym sie skonczy. Wszyscy Niemcy beda mieszkac w jednym panstwie.
Nikt nie przypuszczal, ze Anglia bedzie walczyc!
Katolik na wojnie
26 sierpnia 1939 r. Wilm Hosenfeld zostal zmobilizowany w stopniu
sierzanta piechoty. Mial juz 44 lata - trafil do oddzialow
zabezpieczenia
tylow. W kampanii wrzesniowej nie walczyl. W pazdzierniku 1939 r.
zostal komendantem obozu jenieckiego w Pabianicach.
Ktoregos dnia przed brama obozu zaczepila go kobieta. Zaczela szybko
mowic po niemiecku: - Prosze pana, w tym obozie siedzi moj maz. Ja
jestem w ciazy, a matka meza jest w Szamotulach umierajaca. To jej
ostatnie chwile, chcialaby jeszcze ujrzec syna przed smiercia. Prosze
cos
zrobic, zeby go wypuscili.
Kobieta nazywala sie Zofia Cieciorowa. Jej maz Stanislaw walczyl w
Armii Poznan. Ojciec Zofii byl zarzadca dobr hrabiow Raczynskich w
Gaju pod Szamotulami. Zofia klamala - nie byla w ciazy, a tesciowa nie
umierala.
Hosenfeld zaprosil Cieciorowa do biura. - Jestem katolikiem i pani
pomoge - powiedzial. Po trzech dniach podchorazy Stanislaw Cieciora
zostal zwolniony i wrocil do domu. Naradzil sie z zona, jak
podziekowac
Niemcowi. Poslali mu paczke z jedzeniem. Wilm przyjal.
Pozna jesienia 1939 r. Wilma przeniesiono w Siedleckie, do Wegrowa,
dowodzil tam oddzialem ochrony linii kolejowej. Pewnego zimowego dnia
1940 r. zobaczyl, jak esesmani wloka po ulicy Wegrowa malego chlopca.
Zlapali go na kradziezy siana. Jeden z esesmanow wyciagnal pistolet i
przytknal chlopcu do glowy. Hosenfeld zawolal: - Przeciez pan nie moze
zabic dziecka!
- Jak nie zamkniesz mordy, to ciebie tez zatluczemy - odwarknal
esesman
i pociagnal za spust.
Hosenfeld wrocil do koszar i napisal do zony: "Fajnie byc zolnierzem,
kiedy sie jest mlodym i bez rodziny. Ze mnie caly entuzjazm wyparowal.
Kiedy patrze na nasze zachowanie w Polsce, wstydze sie, ze jestem
niemieckim zolnierzem".
Po tym wydarzeniu zamknal sie w sobie. Malo rozmawial z kolegami,
duzo sie modlil. Zaczal pisac dziennik, ktory partiami wysylal zonie
poczta
polowa. Od Cieciorow dostal kartke swiateczna. Odpisal.
My juz wszyscy nie zyjemy
Szpilmanowie wyprzedali wszystko, co mieli, jeszcze przed koncem 1940
r. Ostatni zniknal z domu fortepian. Nie musieli sie przeprowadzac,
ich
mieszkanie na Sliskiej bylo w centrum getta. Wladyslaw namawial
Henryka: - Zapisz sie do policji zydowskiej, to cie uratuje.
Henryk sie obrazil. Zandarmow uwazal za zdrajcow kolaborujacych z
Niemcami. - Z takimi swiniami nigdy - powiedzial. Wolal sprzedawac
ksiazki.
Wladyslaw gral w kawiarniach. Najpierw w Nowoczesnej na
Nowolipkach, do ktorej przychodzili Kohn i Heller - najbogatsi Zydzi w
getcie. Tam bywalcy prosili o cisze - chcieli sprawdzic, jaki dzwiek
wydaje zlota dwudziestodolarowka rzucona na marmurowy blat. Przy
drzwiach zbierali sie zydowscy zebracy.
Druga kawiarnia przy ul. Leszno nazywala sie Sztuka. Serwowano boeuf
Stroganow i szampana. Wladyslaw gral w duecie z Andrzejem
Goldfederem, adwokatem z zamoznej rodziny; do Andrzeja przychodzila
ze strony aryjskiej zona Polka. Spiewala Maria Eisenstadt, a z
kabaretem
wystepowali: poeta Wladyslaw Szlengel, Leonid Fokczanski, piosenkarz
Andrzej Wlast i Pola Braun. Dzieki pracy Wladyslawa jego rodzina nie
musiala zebrac na ulicy.
Slyszeli o likwidacjach gett w malych miastach. - W Warszawie jest nas
prawie pol miliona, w Warszawie nie moga tego zrobic - mowil ojciec.
Potem ludzili sie, ze transporty z Umschlagplatzu nie jada do obozow
koncentracyjnych, tylko do innych gett.
16 sierpnia 1942 r. zabrano ich na Umschlagplatz. Czekali na pociag do
Treblinki. Byli glodni. Kupili cukierka iryska za bajonska sume.
Podzielili
na szesc czesci - to byl ich ostatni wspolny posilek. Matka przysiadla
na
tobolku, ojciec chodzil nerwowo z zalozonymi z tylu rekami, siostra
plakala. Podchodzili znajomi, pozdrawiali sie. Sasiadka, kupcowa
opowiadala o srebrze - zamurowali je w scianie, jak wroca ze zsylki,
wyciagna je.
Znajomy dentysta powiedzial: - Z 90--procentowa pewnoscia mozna
powiedziec, ze chca nas wszystkich wykonczyc.
Wchodzili juz do wagonow, gdy Wladyslaw uslyszal: "Patrz, to
Szpilman".
Jakis zandarm zlapal go za kolnierz i wypchnal poza kordon. Pewnie
bywal w kawiarniach i slyszal jego gre. Szpilman zobaczyl, jak brat i
siostra podsadzaja matke, potem wchodzi ojciec. Krzyknal: - Tatusiu! -
i
rozplakal sie.
Kilka dni pozniej przysnil mu sie brat. Pochylil sie nad Wladyslawem i
powiedzial: - My juz wszyscy nie zyjemy.
Lekcje polskiego
W 1942 r. Hosenfeld zostal kapitanem i oficerem sportowym garnizonu
niemieckiego w Warszawie. Kwatere mial w Hotelu Europejskim.
Zarzadzal obiektami sportowymi, organizowal dla zolnierzy treningi i
zawody: lekkoatletyka, plywanie, gry zespolowe, jazda konna.
Dwa lata pozniej Zofia Cieciorowa znow wybrala sie do niego z prosba.
Jej szwagier, ksiadz Antoni Cieciora, wikary w poznanskiej parafii sw.
Wojciecha, ukrywal sie w Warszawie. Szukalo go gestapo. Ksiadz nie
mial ani falszywych dokumentow, ani pieniedzy. Cieciorowa opowiedziala
Hosenfeldowi o aresztowanych ksiezach w Wielkopolsce, o mordowaniu
i masowych wysiedleniach Polakow.
Hosenfeld poszedl pod wskazany przez Cieciorowa adres i zapukal: - Czy
zastalem ksiedza Cieciore.
- Tu taki nie mieszka - odparla przestraszona kobieta.
Hosenfeld odszedl. Nie przyszlo mu do glowy, ze jego mundur budzi w
Polakach strach. Godzine pozniej zapukal znow. Pokazal list od Zofii
Cieciorowej.
Hosenfeld zalatwil ksiedzu kenkarte na nazwisko Antoni Cichocki i
zatrudnil na stadionie sportowym warszawskiej Legii. Zaprzyjaznili
sie.
Jadali razem kolacje, dyskutowali. Kiedy ks. Antoni obchodzil kolejna
rocznice kaplanstwa, Hosenfeld sluzyl mu do mszy w mundurze
niemieckim. Msza byla tajna - odprawiona zostala o piatej nad ranem w
jednym z warszawskich kosciolow.
Hosenfeld w ramach obowiazkow organizowal kursy doksztalcajace dla
zolnierzy, m.in. wprowadzil nauke polskiego - wykladowca byl Antoni
Cichocki.
- Moj wuj, ks. Antoni, opowiadal, ze Hosenfeld wielokrotnie karal
swoich
zolnierzy, gdy niewlasciwie odnosili sie do pracujacych na stadionie
Polakow - opowiada Maciej Cieciora, dzis polski konsul w Hamburgu.
Na stadionie pracowalo ok. 30 Polakow. Wsrod nich Leon Warm, ktory
uciekl z transportu do Oswiecimia. Hosenfeld wiedzial, ze jest on
Zydem.
Byl tez Karl Hoerle - komunista niemiecki. Do 1943 r. siedzial w
obozie
koncentracyjnym w Breitenau. Opowiadal o nim Hosenfeldowi. Mial
jechac na front wschodni. Hosenfeld wybronil go - zalatwil mu mocne
papiery lekarskie.
Dwa dni w Warszawie
W 1942 r. Hosenfelda odwiedzil w Warszawie najstarszy syn Helmut,
sanitariusz na froncie wschodnim. - Kiedy w czerwcu 1941 r. rzucili
nas
na Rosje, bylem przekonany, ze bronimy Europy przed bolszewizmem, ze
Hitler tworzy nowa zjednoczona Europe - opowiada z gorycza Helmut. -
Wtedy oddalbym zycie za cywilizacje europejska.
- Szlismy blyskawicznie do przodu. Rosjanie poddawali sie, oddzial po
oddziale - ciagnie Helmut. - Panowal entuzjazm, prawie nie
walczylismy,
a zdobywalismy ogromne terytoria. Czasami miejscowi witali nas z
radoscia. To bylo jak wyprawa krzyzowa!
Doszedl ze swoja kompania pod Moskwe. W styczniu 1942 r. odwolano
go do Niemiec na dwumiesieczne szkolenie dla sanitariuszy.
- Wracajac, zatrzymalem sie w Warszawie u ojca. Na dwa dni. Te dwa
dni zmienily moje zycie. Ojciec opowiadal o przerazajacych zbrodniach,
jakie popelniaja Niemcy na zapleczu frontu. O Zydach w getcie, o
przesladowaniach Polakow. Nie wiedzialem o nich, naprawde. Ojciec
tlumaczyl, ze ta wojna nie jest sprawiedliwa, zebym sie nie wychylal
na
ochotnika, zebym tylko probowal przetrwac.
Po powrocie Helmut nie opowiedzial kolegom o rozmowie z ojcem. - Na
froncie sie nie dyskutowalo. Rozmowy byly proste, dotyczyly jedzenia,
czyszczenia broni. Nikt nie narzekal, w naszej armii nie bylo takiego
zwyczaju. Wykonywalismy rozkazy.
W 1943 r. oddzial Helmuta znalazl sie pod Stalingradem. Jego kompanii
udalo sie wymknac z kotla. Zaraz potem Helmuta odwolano na oficerskie
studia medyczne do Niemiec. Tam dotrwal do konca wojny.
Ide do was
Przed powstaniem w getcie Szpilman uciekl na aryjska strone. Ukrywali
go przyjaciele, wspolpracownicy z radia. Zmienial kryjowki, z nudow
uczyl sie angielskiego. Nigdy nie podchodzil do okna. Na dzwiek
dzwonka, na halas przy drzwiach kulil sie. Czlowiek o nazwisku Szalas,
technik radiowy, ktory mial sie nim opiekowac, przestal przynosic
jedzenie. Zamkniety w kryjowce przy ul. Pulawskiej Szpilman umieral z
glodu.
Slyszal walki w czasie Powstania Warszawskiego i slyszal, jak Niemcy
wypedzaja mieszkancow miasta. Widzial, jak podpalaja dom, w ktorym
sie ukrywal. Polknal 30 tabletek nasennych i powiedzial do rodziny: -
Ide
do was.
Gdy sie obudzil, kamienica wciaz stala, na schodach lezal spalony
czlowiek. Miasto bylo puste. W opuszczonych kuchniach szukal jedzenia.
Ukrywal sie przed Niemcami i przed szabrownikami - az w listopadzie
spotkal Wilma Hosenfelda.
Wiem, ze Bog przeklal Niemcow
Kiedy wybuchlo Powstanie Warszawskie, kapitan Hosenfeld byl
oficerem sztabu glownego w Warszawie. Po upadku powstania spotkal
pod Warszawa ksiedza Antoniego Cieciore. - Wilm, zrzuc mundur.
Wojna jest przegrana. Ukryjemy cie - proponowal ks. Antoni.
- Nie, Antoni. Wiem, ze Bog przeklal Niemcow, ale nie moge zostawic
swoich zolnierzy - odparl kapitan Hosenfeld. Zostal w Warszawie. 17
stycznia 1945 r. dostal sie do niewoli sowieckiej w Bloniu. Rodzinie
powiedzieli o tym jego koledzy, ktorym udalo sie wrocic do Niemiec.
Wspomnienia z Austriakiem
Po wojnie Wladyslaw Szpilman wrocil do Polskiego Radia.
Przyjaciel z pracy powiedzial: - Spisz wspomnienia. Jako dokument
tamtych czasow.
Zaczal pracowac nad ksiazka - czesc zapisywal, czesc dyktowal.
Zdziwilo go, ze nic nie zapomnial. Pamietal kazdy dzien wojny,
nazwiska
wazne i nieistotne, nazwy ulic, to, co robil rano i co wieczorem.
Znajomy dal wspomnienia do przeczytania Jerzemu Waldorffowi. Ten
zredagowal je i doprowadzil do wydania w 1946 r. ksiazki. Nosila tytul
"Smierc miasta".
W tym czasie dobry Niemiec byl nie do pomyslenia. Trzeba bylo go
przerobic na Austriaka.
- Czy jest pan Niemcem? - pytal wiec w ksiazce Szpilman.
- Oczywiscie, ze nie - odpowiadal Niemiec. - Jestem Austriakiem.
W postscriptum Szpilman napisal, ze wierzy w szczesliwy powrot
Austriaka do domu.
Losy Szpilmana staly sie kanwa scenariusza Jerzego Andrzejewskiego i
Czeslawa Milosza do filmu "Robinson warszawski". Po wielu
poprawkach nakazanych przez cenzure film oddano do produkcji w 1948
r. i w koncu nakrecono pod tytulem "Miasto nieujarzmione". Milosz
wczesniej wycofal nazwisko ze scenariusza - nie zgadzal sie ze
stalinowska interpretacja dramatu bohatera.
Gryps z lagru
Annemarie przez poltora roku czekala na list od meza. W czerwcu 1946
r. przyszedl gryps. Wilm wyslal go z obozu jenieckiego w Minsku przez
niemieckiego zolnierza, ktorego Rosjanie wypuscili. Pracowal przy
robotach melioracyjnych, oporzadzal swinie w chlewni. Wilm przyslal
Annemarie nazwiska Polakow, ktorzy - jak sadzil - moga mu pomoc. Byli
to: ks. Antoni Cieciora, Leon Nachamczyk, Waclaw Krawczyk, Waclaw
Patela, Jozef Pacanowski, Achim Prut, Wladyslaw Szpilman.
"Skontaktujcie sie z Cieciora. Cieciora najwazniejszy. On moze tez
znalezc wiecej Zydow, ktorym pomagalem" - pisal do zony.
Annemarie szybko odnalazla ks. Cieciore - rezydowal juz w Poznaniu w
parafii Najswietszej Marii Panny. Ksiadz wyslal list do komendanta
obozu jenieckiego nr 7056 w Minsku: "Ja nizej podpisany ks. Antoni
Cieciora, zamieszkaly przy ul. Mariackiej 15 w Poznaniu, oswiadczam,
ze
Wilma Hosenfelda znam od 1942 r. Nadzorujac prace na stadionie w
Warszawie, byl dla zatrudnionych tam Polakow jak ojciec. I oni
traktowali go jak ojca, zwracajac sie do niego z pelnym zaufaniem ze
wszystkimi swoimi problemami osobistymi. Wszelkie wykroczenia
niemieckich zolnierzy wobec Polakow surowo karal. Postaral mi sie o
papiery, ktore dwa razy uratowaly mi zycie. Nigdy nie byl hitlerowcem.
Posrod 30 pracownikow bylo dwoch Zydow, o czym Wilm Hosenfeld
wiedzial".
Annemarie odnalazla tez w 1947 r. Karla Hoerle - komuniste, ktorego
Hosenfeld wybronil przed frontem. Hoerle znal cala komunistyczna
wierchuszke w Niemczech Wschodnich - szefa partii Wilhelma Piecka i
premiera Otto Grotewohla. Prosil o ratowanie Hosenfelda - bez skutku.
W 1950 r. uciekl z Polski Leon Warm, Zyd, ktorego Hosenfeld ukrywal
na stadionie. Odnalazl Annemarie. Powiedziala mu: - Na liscie byl
jeszcze Wladyslaw Szpilman z Polskiego Radia. Znajdz go.
On jest u towarzyszy radzieckich
Na poczatku lat 50. Wladyslaw Szpilman dostal list od Leona Warma:
"Hosenfeld jest w obozie niemieckim w Minsku, oskarzaja go o zbrodnie
na polskiej ludnosci cywilnej".
Szpilman poszedl do Jakuba Bermana. Berman byl uprzejmy, wysluchal
opowiesci, kazal ja spisac, a potem oddzwonil: - Nic sie nie da
zrobic,
bo
on jest u towarzyszy radzieckich.
W lipcu 1947 r. Wilm Hosenfeld mial wylew krwi do mozgu. Lewa czesc
ciala zostala sparalizowana. Po dwoch latach, gdy doszedl do siebie,
rozpoczal sie proces. Oskarzono go o zbrodnie na ludnosci cywilnej w
czasie Powstania Warszawskiego. W maju 1950 r. radziecki sad skazal
go na smierc. Po amnestii wyrok zamieniono na 25 lat katorgi.
Nie lubili go rosyjscy straznicy i niemieccy wspolwiezniowie. Rosjanie
smiali sie, gdy opowiadal, ze pomagal Polakom i Zydom. Potem bili,
zamykali do karceru. Gdy wracal z karceru, zaczynali go bic Niemcy, bo
byl przyjacielem Zydow i Polakow. Rok po wyroku doznal drugiego
wylewu, lezal sparalizowany. W 1952 roku zmarl.
Krotka wizyta w Thalau
W 1957 r. Szpilman koncertowal w Niemczech z Bronislawem Gimplem.
Bez uprzedzenia odwiedzil Annemarie. Byla stara, smutna kobieta.
Zawolala synow.
Powiedziala Szpilmanowi: - Maz nie zyje, mial wylew.
Dala Szpilmanowi zdjecie meza. Powiedziala, ze ma jego wojenny
pamietnik, przed aresztowaniem zdazyl go wyslac do domu poczta
polowa.
Wizyta trwala krotko, wszyscy byli troche skrepowani. Dwa lata pozniej
Annemarie zmarla.
Duzo muzyki i nowa rodzina
Wspomnien Szpilmana nie wznowiono przez nastepne 50 lat. W
Bibliotece Narodowej mozna je bylo znalezc, ale nie pod nazwiskiem
Szpilman, tylko Waldorff.
Nie martwil sie tym.
Po wojnie wrocil do radia i zostal dyrektorem muzycznym. Decydowal,
jakie piosenki i jacy wykonawcy moga wejsc na antene radiowa. Lubil
muzyke zagraniczna. Mlodziezowej nie cenil - brakowalo mu w niej
harmonii i melodii.
Komponowal piosenki, razem ponad 1300, w tym szlagiery: "Deszcz",
"Tych lat nie odda nikt", "Nie wierze piosence", "Czerwony autobus",
"Cicha noc", "Przyjdzie na to czas" czy "Jutro bedzie dobry dzien".
Pisal
piosenke w kilka minut.
Koncertowal. W 1963 r. rzucil radio i razem z Tadeuszem Wronskim
zalozyl Kwintet Warszawski. Dali ponad dwa tysiace koncertow. W
USA byli trzy razy. Grali z pamieci, bez nut. Na Zachodzie uwazano to
za bardzo profesjonalne. Zakonczyli dzialalnosc po 25 latach, w 1988
r.
Szpilman wymyslil festiwal w Sopocie. Skomponowal sygnal dla Polskiej
Kroniki Filmowej. Nauczyl sie palic fajke, kupowal tylko antyki i
wybudowal wille na Mokotowie, w najbardziej prestizowej czesci miasta.
Skomponowal kilka socrealistycznych piosenek na Zlot Przodownikow
Pracy i Nauki w 1952 r. Jego byl tez "Walczyk murarski" "Hej junacy,
hej
chlopcy, do roboty". Za "Junakow" przyjaciele sie poobrazali. Piosenka
zbiegla sie w czasie z zaostrzeniem dyscypliny pracy. Szpilman sie
tlumaczyl: - Nie znalem slow!
Nigdy nie wstapil do partii.
W Krynicy pod koniec lat 40. spotkal studentke medycyny. Ozenil sie,
urodzila mu dwoch synow: powaznego Krzysztofa, ktory kazal sie
ochrzcic, i rozbrykanego Andrzeja. W myslach nazywal ich nowa
rodzina, w odroznieniu od starej, ktorej juz nie bylo.
Ze starej rodziny zostala mu ciotka, mlodsza siostra matki. Wyjechala
do
Argentyny jeszcze przed wojna i zamieszkala w Buenos Aires. Odnalazl
ja w 1957 r., gdy pojechal tam na koncert. Ciotka urzadzila na jego
czesc
przyjecie. Zagrala utwor, ktory sama skomponowala, i poprosila o
ocene.
Szpilman skrzywil sie - nie podobalo mu sie. Ciotka sie obrazila i juz
nigdy
wiecej sie nie spotkali.
Synom nie opowiadal o wojnie. Mowil im o Bachu - ze jest
najgenialniejszym kompozytorem, i o niemieckich operach - ze przed
wojna bylo ich az 300. - Nie mozna nienawidzic calego narodu -
powtarzal.
Czasami, gdy myslal o wojnie, pytal sam siebie: - Co sie z tymi
Niemcami
stalo? Zawsze byli takim muzykalnym narodem.
Synowie czytali jego wspomnienia, ale nie rozmawiali o nich.
Krzysztof skonczyl Yale, zostal profesorem japonistyki, wyklada na
uniwersytecie w Tokio. Andrzej skonczyl stomatologie, podrywal
dziewczyny, pisal piosenki dla zespolu Oddzial Zamkniety. W 1983 r.
wyjechal do Hamburga. Otworzyl praktyke dentystyczna.
Odnalazl rodzine Hosenfelda.
Pod koniec lat 80. do Wladyslawa przyjechal syn Wilma Hosenfelda -
Helmut. Przywiozl ze soba zone i dzieci. Byla to udana wizyta -
fotografowali sie na ulicy, poszli zobaczyc kamienice przy alei
Niepodleglosci 223. Dzieci ganialy po klatce schodowej. Wrocili do
domu
na obiad.
Nie chowac bicza do szafy
W Hamburgu Andrzej Szpilman przyjazni sie od lat z Wolfem
Biermannem, dawnym enerdowskim dysydentem, piesniarzem, jednym z
najpopularniejszych poetow niemieckiego kregu jezykowego. Jego ojciec,
komunista, zginal w Oswiecimiu.
Andrzej przetlumaczyl Biermannowi fragmenty wspomnien ojca. -
Trzeba to wydac - zapalil sie Wolf Biermann. Wspomnienia Szpilmana
uzupelniono fragmentami dziennikow Wilma Hosenfelda i opublikowano
przed dwoma laty. Ksiazka nosila tytul "Cudowne ocalenie".
Zanim Gierek i Honecker wprowadzili podroze bez paszportow miedzy
Polska i NRD, Wolf chcial pojechac do Oswiecimia. - Pan nie jest
godzien reprezentowac ojczyzny za granica - powiedzial mu urzednik w
urzedzie paszportowym.
- Powtorzylem, ze tam zginal moj ojciec, niemiecki komunista. A on
swoje - opowiada Biermann. - Wiec zdenerwowany powiedzialem, ze w
1942 r. nie bylo przeszkod, zeby moj ojciec zostal przewieziony z
Bremy
pod Krakow do kacetu. A ten urzedas odpowiada z usmiechem: "No i
widzi pan, jakie to byly swietne czasy".
- Taka mentalnosc jeszcze jest w Niemczech obecna, szczegolnie na
wschodzie - twierdzi Biermann. - Dlatego uwazalem, ze ksiazka
Szpilmana jest aktualna i wazna. Gdyby nie tajemniczy przelom,
Hosenfeld bylby dalej hitlerowcem. Z lektury jego dziennikow widac, ze
przyczyna przelomu byla chyba gleboka wiara w Boga. Pewnie
zastanawial sie, co odpowie, gdy Bog zapyta: "Co pan robil w czasie
wojny, panie Hosenfeld?".
Ksiazka Szpilmana wpisala sie dyskusje o roli i zbrodniach Wehrmachtu
w czasie wojny. Dyskusje wywolala krazaca od kilku lat po Niemczech
wystawa o tych zbrodniach. Wspomnienia Szpilmana blyskawicznie
trafily na niemieckie listy bestsellerow. Calosc dziennikow Hosenfelda
ma wydac za dwa lata Instytut Historyczny Bundeswehry w Poczdamie.
Krotko po wojnie dowodca Hosenfelda z Powstania Warszawskiego
general Fritz Rossum zeznawal: "Bylo dla mnie jasne, ze z Zydami nie
obchodzono sie lagodnie. Ze jednak byli oni rozstrzeliwani i gazowani,
wowczas nie wiedzialem".
- Dzienniki pokazuja, ze zarowno "zwykli cywile", jak i bohaterowie
Wehrmachtu wiedzieli o zbrodniach na Wschodzie, obozach
koncentracyjnych, znali prawde o eksterminacji Zydow - mowi
Biermann. - Dla Polaka to oczywiste. Ale mlodzi Niemcy byli tym
zaszokowani, bo ciagle wychowuje sie ich w kulcie munduru. Wiele
koszar Bundeswehry ma za patronow nazistowskich "bohaterow".
- W jezyku niemieckim istnieje pojecie "bicza oswiecimskiego" -
wyjasnia
Wolf Biermann. - Tym biczem Europa wymachuje Niemcom przed
nosem od 1945 r. Niektorzy Niemcy sadza, ze "bicz" trzeba juz zamknac
w szafie i myslec o wspolnej Europie.
Wkrotce po ukazaniu sie w Niemczech ksiazki Szpilmana pisarz Martin
Walser wezwal do zakonczenia dyskusji o niemieckich zbrodniach
wojennych. Uczynil to podczas ceremonii wreczenia mu Nagrody
Ksiegarzy Niemieckich we Frankfurcie nad Menem. Jego wystapienie
sala - wypelniona znaczacymi postaciami niemieckiego swiata kultury i
polityki - powitala owacja na stojaco.
- Po wojnie Niemcy zrozumieli, ze lepiej robic mercedesy niz czolgi -
mowi Biermann. - Ale w kazdym narodzie sa swinie. W Magdeburgu bija
Murzynow, w Dreznie Wietnamczykow, na Zachodzie podpalaja domy
Turkow. Dlatego pytanie: "co to znaczy byc swinia?" - uwazam za jak
najbardziej aktualne. I pytanie: "czy w pewnych okolicznosciach swinie
nie stana sie atrakcyjna propozycja dla reszty spoleczenstwa?" - tez
jest
aktualne. Dlatego lepiej nigdy nie chowac do szafy "bicza
oswiecimskiego".
Gdzie sa teraz?
Ksiazke Szpilmana przetlumaczono na angielski, japonski, wloski,
hiszpanski, francuski, holenderski, szwedzki. Znalazla sie na listach
najlepszych ksiazek roku 1999 takich gazet jak: "Los Angeles Times",
"The Times", "The Economist" i "The Guardian". A na liscie najlepiej
sprzedajacych sie ksiazek internetowej ksiegarni Amazon znalazla sie
na
4230. pozycji i zostala najpopularniejsza ksiazka polskiego autora. Na
spotkaniach promocyjnych obok Andrzeja Szpilmana i jego ojca zasiadaly
dzieci Hosenfelda.
Nikogo nie zdziwila informacja, ze Roman Polanski chce na podstawie
ksiazki nakrecic film. Jedni mowili: - To nieprawdopodobne, jak
historia
zlaczyla Hosenfelda i Szpilmana, dobrego Niemca i dobrego muzyka.
Drudzy: - To po prostu dobry scenariusz.
Jesienia w Polsce ukaze sie poprawione wydanie jego wspomnien.
Ksiazke wyda Znak, ale o jej wydanie zabiegalo kilka wydawnictw.
Polanski przyszedl do Szpilmana z ochroniarzami, na ulicy zrobilo sie
zamieszanie. - Wciaz przychodza do mnie dziennikarze - opowiadal w
kwietniu Wladyslaw Szpilman. - Pytaja o ksiazke, o Hosenfelda. Ale ja
nie mysle o Wilmie Hosenfeldzie. Budze sie rano i przypominam sobie
czulent matki, klotnie z Henrykiem i sierpniowy Umschlagplatz, na
ktorym ostatni raz widzialem rodzine. O nich mysle: gdzie sa teraz,
jak
zgineli, jakie byly ich ostatnie chwile.
Wladyslaw Szpilman zmarl w czwartek nad ranem. Mial 89 lat.
MIROSLAW BANASIAK, MONIKA PIATKOWSKA
>- Jest pan Zydem - domyslil sie Niemiec. - Przyniose panu cos do
>jedzenia.
> Niemiec pozegnal sie. Nigdy wiecej sie nie zobaczyli.
>Za kilka miesiecy Roman Polanski zacznie zdjecia do nowego filmu.
>Bedzie to opowiesc o wojennych losach pianisty Wladyslawa Szpilmana.
Znowu zazdrosc we mnie zbiera, raz Zydzi kreca filmy o Shindlerze,
porzadnym Niemcu (nie wazne ze to bajka), a teraz bedzie
o jeszcze jednym dobrym Niemcu ktory Zyda uratowal. Kiedy do
diaska Zydzi wreszcie nakreca jakis film o polskich obozach koncentracyjnych ?
Czas aby swiat dowiedzial sie ze Zydzi
potrafia doceniac ludzi, a tych potrzasajacych kabza szczegolnie.
Ziuta
>Znowu zazdrosc we mnie zbiera, raz Zydzi kreca filmy o Shindlerze,
>porzadnym Niemcu (nie wazne ze to bajka), a teraz bedzie
>o jeszcze jednym dobrym Niemcu ktory Zyda uratowal. Kiedy do
>diaska Zydzi wreszcie nakreca jakis film o polskich obozach koncentracyjnych ?
Jezeli Polacy nie zaplaca tyle co Niemcy to zapewne nie bedziemy zbyt
dlugo na taki film czekac .....
Krzysztof Wroblewski
> Wladyslaw pojechal do Warszawy. Komponowal piosenki i nosil je do
> dyrektorow rewii. Mial szczescie - Tadeuszowi Sygietynskiemu
> spodobalo sie, jak gra Schumanna. Dzieki temu Wladyslaw dostal prace
> w radiu i pensje 550 zl. Teraz on posylal pieniadze do domu. Henryk
> studiowal filozofie, Regina prawo, Halinka byla w konserwatorium.
>
> Wreszcie kupil trzy pokoje z kuchnia przy ul. Sliskiej, blisko radia.
> Na rok przed wybuchem wojny sprowadzil cala rodzine do stolicy. Matka
najela
> sluzaca. Henryk tlumaczyl Goethego i Szekspira, Regina robila
> aplikacje adwokacka, Halinka grala na fortepianie.
>
> Kiedy w 1939 r. spadly pierwsze bomby, ludzie rzucili sie wyplacac
> oszczednosci z PKO. Szpilman mial na koncie 25 tys. zl - zbieral na
> dom.
> Wyplacil 600 zl; 300 zl dal na obrone Warszawy, za reszte kupil
> brzoskwin.
To jest straszna nieprawda. Przeciez wszystkim wiadomo, ze Polacy przed
wojna przesladowali Zydow - szalal antysemityzm, na ulicach Zyd nie mogl sie
pokazac, bo natychmiast byl bity przez polskich bandytow. A o pracy, awansie
spolecznym i szkole to mowy nie bylo. Na przyklad zydowski betoniarz nie
mogl dostac pracy panstwowej, a polski betoniarz zawsze taka prace dostal.
Dlatego to polscy Zydzi poza granicami Polski szukali opieki i azylu. A w
czasie wojny Polacy zebrali ochotnicza Armie Krajowa, wojskowe
przedstawicielstwo niepodleglego panstwa polskiego - ktorego glownym celem
bylo mordowanie Zydow. Stad tez Polsce nie nalezala sie niepodleglosc i
trzeba bylo wszystkimi silami poprzec komunizm i zabrac malpie zegarek.
Tak samo wspolczesnie - na przyklad robotnikow zatrzymal na Wybrzezu w
zakladach pracy w pierwszych dniach stanu wojennego i uchronil przed masakra
znany antysemita i bogacz (w piwnicach swojego domu w Australii trzyma worki
z ukradzionym zlotem) - ktory chcac nie chcac - kontynuujac polityke
demokratycznych zachowan zwiazku - przekonal swiat zachodni o prawie Polski
do cywilizacji zachodniej. Ale to jest tylko pic i fotomontaz. Tak naprawde
to tajny milicjant ciemnych sil moczarowskich. To zaden polski bohater i
postac historyczna, to agent ktory porozumial sie z nacjonalistycznym
skrzydlem polskich niby-komunistow i zmusil przyzwoitego czlowieka
("od.....cie sie od generala) do niechcianej przez niego akcji.
Cecylian
PS. Zgaduj-zgadula - z ktorej reki ta zlota kula?
C.
>"Anna" <ann...@torun.pdi.net> wrote in message
>news:39c004c6...@news.torun.pdi.net...
>> ann...@torun.pdi.net (Anna) wrote:
>
>> Wladyslaw pojechal do Warszawy. Komponowal piosenki i nosil je do
>> dyrektorow rewii. Mial szczescie - Tadeuszowi Sygietynskiemu
>> spodobalo sie, jak gra Schumanna. Dzieki temu Wladyslaw dostal prace
>> w radiu i pensje 550 zl. Teraz on posylal pieniadze do domu. Henryk
>> studiowal filozofie, Regina prawo, Halinka byla w konserwatorium.
>>
>> Wreszcie kupil trzy pokoje z kuchnia przy ul. Sliskiej, blisko radia.
>> Na rok przed wybuchem wojny sprowadzil cala rodzine do stolicy. Matka
>najela
>> sluzaca. Henryk tlumaczyl Goethego i Szekspira, Regina robila
>> aplikacje adwokacka, Halinka grala na fortepianie.
>>
>> Kiedy w 1939 r. spadly pierwsze bomby, ludzie rzucili sie wyplacac
>> oszczednosci z PKO. Szpilman mial na koncie 25 tys. zl - zbieral na
>> dom.
>> Wyplacil 600 zl; 300 zl dal na obrone Warszawy, za reszte kupil
>> brzoskwin.
>
>To jest straszna nieprawda. Przeciez wszystkim wiadomo, ze Polacy przed
>wojna przesladowali Zydow - szalal antysemityzm, na ulicach Zyd nie mogl sie
>pokazac, bo natychmiast byl bity przez polskich bandytow. A o pracy, awansie
>spolecznym i szkole to mowy nie bylo. Na przyklad zydowski betoniarz nie
>mogl dostac pracy panstwowej, a polski betoniarz zawsze taka prace dostal.
>
>Dlatego to polscy Zydzi poza granicami Polski szukali opieki i azylu. A w
>czasie wojny Polacy zebrali ochotnicza Armie Krajowa, wojskowe
>przedstawicielstwo niepodleglego panstwa polskiego - ktorego glownym celem
>bylo mordowanie Zydow. Stad tez Polsce nie nalezala sie niepodleglosc i
>trzeba bylo wszystkimi silami poprzec komunizm i zabrac malpie zegarek.
To moze jednak dobrze, ze takie artykuly, jak ten przeze mnie
zacytowany, powstaja i sa publikowane w sieci na caly swiat, prawda?
Pozdrawiam
Anna
ann...@torun.pdi.net
> To moze jednak dobrze, ze takie artykuly, jak ten przeze mnie
> zacytowany, powstaja i sa publikowane w sieci na caly swiat, prawda?
>
> Pozdrawiam
> Anna
Troche ich za malo. Powinny sie ukazywac, by chociazby rozstrzygnac, czy
rzeczywiscie tolerancje wladz II RP stworzyly proporcjonalnie wieksza
religijnie-oswiatowo-kulturalna baze dla srodowisk zydowskich niz w
dzisiejszym USA.
Oczywiscie - to zadna "zasluga" narzuconych przez srodowiska
amerykansko-zydowskie punktow wersalskich. Z perspektywy tego
proporcjonalnego porownania - tlumaczenia, ze gdyby nie presja z Ameryki to
w miedzywojennej Polsce by nie dopuszczono do rozwoju zycia
religijno-oswiatowo-kulturalnego wydaja sie mijac z rzeczywistoscia.
Rownie pozdrawiam
C.