Wybuch neoantysemityzmu wyrzadzilby straszliwe szkody pozycji i dobremu
imieniu Polski w swiecie
Potrzeba zadoscuczynienia
JAN NOWAK-JEZIORANSKI
Toczy sie wciaz dyskusja wokól ksiazki "Sasiedzi" Jana Tomasza Grossa,
która po 60 latach rzucila snop swiatla i wydobyla z zapomnienia
bestialskie wymordowanie w czasie wojny zydowskiej ludnosci miasteczka
Jedwabne. Niestety, debata zaczyna zmierzac w falszywym kierunku.
Zadnemu narodowi nie przychodzi latwo przyznac sie do czynów, które
okrywaja go hanba. Jest rzecza ludzka, ze sklonni jestesmy pamietac
krzywdy, których sami doznalismy, a nie chcemy pamietac zla wyrzadzonego
przez nas innym. Instynkt samoobronny kaze nam podawac w watpliwosc nawet
fakty bezspornie udowodnione, szukac okolicznosci lagodzacych, oczyszczac
wlasne sumienie, przerzucajac odpowiedzialnosc na innych.
Duma i wstyd
Nie chodzi przeciez o to, czy w Jedwabnem wymordowano 1500 czy tylko 900
Zydów. Nie jest rzecza najwazniejsza czy motywem morderców byla chciwosc,
czy chec odwetu za kolaboracje Zydów z okupantem sowieckim. I nie to jest
najistotniejsze, czy prof. Jan T. Gross pominal jakies wazne zródlo,
opuscil zdanie w cytowanym dokumencie albo nie uwzglednil zeznania jednego
swiadka.
W swietle nie jednej i nie dwóch, ale kilkudziesieciu relacji i zapisów,
nie tylko swiadków i ofiar, ale takze sprawców, jest faktem bezspornym, ze
starcy i dzieci, mezczyzni i kobiety, mordowani byli w Jedwabnem w sposób
nieprawdopodobnie okrutny rekami Polaków. Próby podwazania tego
podstawowego stwierdzenia sa w swietle przedstawionego materialu
dowodowego zwykla ucieczka w nieprawde. Z dokumentacji przedstawionej
przez autora jasno wynika, ze inicjatorami pogromu byli Niemcy. Na samym
wstepie dowiadujemy sie od Grossa, iz w owym fatalnym dniu czekaly na
miejscu niemieckie kamery i ekipy filmowe i odbyla sie narada gestapowców
z przedstawicielami wladz miasteczka. Pogrom nie byl wiec spontaniczny. Z
ksiazki Grossa jasno wynika, ze bez zachety, zezwolenia i poparcia
niemieckich podzegaczy rzez w Jedwabnem nie bylaby mozliwa. Nie zmienia to
w niczym faktu, iz to Polacy torturowali i zabijali swe ofiary z wlasnej i
nieprzymuszonej woli. Zaden z polskich morderców nie byl w mundurze i nie
moze zaslaniac sie argumentem, ze musial wykonywac rozkazy albo samemu
zginac. Tak samo jak nie mozna tlumaczyc, iz masowy mord byl odwetem za
kolaboracje Zydów z okupantem sowieckim i ich udzial w przesladowaniu
Polaków. Gross przytacza pisemne relacje prowodyrów rzezi, którzy wobec
wladz sadowych PRL powolywali sie na swoja wspólprace z NKWD w czasach
okupacji sowieckiej jako okolicznosc lagodzaca. Gdyby nawet uznac, ze ani
jeden Polak nie przyjal pod sowiecka okupacja czerwonej barwy ochronnej, i
ze kolaborowali z Sowietami wszyscy bez wyjatku Zydzi, nic nie moze
usprawiedliwic zatlukiwania ludzi na smierc kamieniami, zarzynania ich
nozami, obcinania glów, zakluwania ostrymi tykami, hurtowego mordowania
kobiet i mezczyzn, dzieci i starców zagnanych na cmentarz zydowski,
zakopywania zywcem oddychajacych jeszcze ofiar, topienia kobiet z dziecmi
na rekach w stawie, a na koncu zagnania do stodoly i spalenia zywcem
pozostalych przy zyciu.
Skoro dzielimy dume narodowa plynaca z naszych zwyciestw, chwalebnych
czynów i ogromnego polskiego wkladu do zbiornicy wartosci ogólnoludzkich
przez naszych twórców, musimy takze zdobyc sie na poczucie narodowego
wstydu za czyny haniebne. Jako naród w swej przygniatajacej wiekszosci
chrzescijanski, musimy uderzyc sie w piersi, przyznac do popelnionych win
i pogwalcenia przez polskich Kainów przykazania: Nie zabijaj! Jesli
oczekujemy od innych zadoscuczynienia za zbrodnie popelnione na Polsce i
Polakach, musimy takze okazac wole zadoscuczynienia za zlo wyrzadzone
przez nas bliznim.
Sladem Niemców
Nikt nie oddal wiekszej uslugi Niemcom niz kanclerz Willy Brandt, gdy na
oczach calego swiata padl na kolana przed pomnikiem meczenników
warszawskiego getta. Byl to symboliczny akt zadoscuczynienia za niemiecka
zbrodnie zaglady, dokonany przez czlowieka, który sam nic nie mial z nia
wspólnego. Silne poczucie zbiorowej winy, okazywane po dzis dzien przez
wiekszosc Niemców, sprawilo, ze swiat, nie wylaczajac Polski, tak latwo
przebaczyl ich straszliwe zbrodnie i dzis nie obciaza nimi narodu
niemieckiego, lecz "nazistów".
Przez lata protestowalismy przeciwko falszowi, jakim byl napis umieszczony
przez Rosjan w lesie katynskim, mówiacy, ze w tym miejscu niemieccy
faszysci wymordowali w 1941 roku polskich jenców. W Jedwabnem na dwóch
pomnikach umieszczono podobne klamstwa. Na tym, który zostal wzniesiony w
czasach PRL jest napis mówiacy o kazni ludnosci zydowskiej, spalonej
zywcem przez gestapo i zandarmerie niemiecka. Ani slowa o Polakach. Drugi
pomnik wzniesiony zostal niedawno, bo w latach III Rzeczypospolitej, dla
"uczczenia pamieci 180 osób, w tym dwóch ksiezy, zamordowanych na terenie
gminy Jedwabne przez NKWD, hitlerowców i UB". Na tablicy umieszczony jest
podpis: spoleczenstwo. Ani slowa o Zydach. Kiedy pisze te slowa, oba
pomniki wciaz stoja.
Apel rabina Bakera
Zatarcie haniebnej plamy wymaga chocby symbolicznego aktu przyznania sie
do winy i zadoscuczynienia. Mogloby stac sie nim spelnienie blagalnego
apelu rabina z Jedwabnego Jakuba Bakera. Powolujac sie na prosbe Jana
Pawla II skierowana do Zydów o przebaczenie za meki, jakich Zydzi doznali
z rak chrzescijan, prosi rabin Baker o godne pochowanie kosci
wymordowanych, zlozenie ich na cmentarzu zydowskim i upamietnienie
miejsca, gdzie znajdowala sie synagoga.
Uroczyste uczczenie ofiar krwawego pogromu w Jedwabnem pod haslem "Nie
zabijaj" z udzialem prymasa, biskupów, przedstawicieli najwyzszych wladz
panstwowych, spoleczenstwa i organizacji zydowskich mogloby stac sie
symbolicznym aktem zadoscuczynienia, który tak bardzo jest potrzebny.
Tylko na tej drodze mozemy wyleczyc naród z nienawisci plemiennej albo
klasowej, która prowadzila w przeszlosci do najstraszliwszych zbrodni w
dziejach ludzkosci. Jej wspólczesnym przykladem stalo sie Kosowo.
Wspólny rachunek sumienia
Szesc wieków obecnosci Zydów w Polsce jest dzis ksiega zamknieta. Aby
zamknac ja godnie, potrzebne jest wspólne wzajemne i rzetelne rozliczenie.
Nie wszystko we wzajemnych stosunkach Polaków i Zydów bylo zle. W ciagu
wieków przed odrodzeniem sie Izraela to Polska wlasnie stala sie
schronieniem dla Zydów wypedzanych i przesladowanych na wschodzie i na
zachodzie. Tym godnym koncowym akordem byloby spelnienie mysli rzuconej w
prasie, wydania wielkiej ksiegi opracowanej wspólnie przez historyków
polskich i zydowskich. Skladalaby sie ona z dwóch czesci. Pierwsza
przedstawialaby to, co we wzajemnym pozyciu bylo dobre. Druga bylaby
rzetelnym bilansem zadawanych krzywd.
Ten wzajemny i wspólny rachunek sumienia z pewnoscia zostalby z
wsciekloscia odrzucony przez elementy skrajne, wystepujace po obu
stronach, ale mialby wielkie znaczenie dla tych wszystkich, którzy czuja
swoja przynaleznosc do wspólnych wartosci opartych na dekalogu i
ewangelii.
Sprawa masowego mordu w Jedwabnem ma jednak nie tylko aspekt moralny,
który jest nasza sprawa wewnetrzna. Moze ona ugodzic w sposób fatalny w
dobre imie Polski przynaleznej do cywilizowanego swiata. 1 kwietnia
ksiazka Jana Grossa ukaze sie w Nowym Jorku w przekladzie na angielski.
Równoczesnie najbardziej wplywowy dziennik amerykanski "New York Times", w
swym przegladzie ksiazek rozchodzacym sie szeroko wsród elity swiata
zachodniego, oglosic ma wybrane wyjatki z ksiazki Grossa. Skoro
domagalismy sie od Rosjan przyznania sie do zbrodni katynskiej i
ujawnienia sprawców oraz okolicznosci wymordowania w lesie katynskim i
gdzie indziej bezbronnych polskich jenców, nie mozemy miec pretensji do
autora ksiazki "Sasiedzi" o to, ze po 60 latach wydobyl i udokumentowal
masowy mord dokonany przez Polaków w Jedwabnem, o którym wolelibysmy nie
wiedziec i nie pamietac.
Dzialania prewencyjne
Historycy maja prawo poddac starannej weryfikacji dokumenty i relacje
ogloszone przez Grossa. Niektóre jego konkluzje o charakterze
publicystycznym i we mnie obudzily daleko idace zastrzezenia. Nie mamy
niestety czasu, by czekac do chwili, gdy kazdy szczegól zostanie wziety
pod mikroskop badaczy, sprawdzony, sprostowany albo uzupelniony. Zywotny
polski interes wymaga podjecia natychmiastowych dzialan prewencyjnych,
ograniczajacych szkody, jakie swiatowy rozglos wokól rzezi w Jedwabnem
wyrzadzi Polsce.
Wsród diaspory zydowskiej, zwlaszcza w Ameryce, podobnie jak w
spolecznosci polskiej, istnieja skrajne elementy szowinistyczne, obok
tych, którzy wierza, ze kultywowanie nienawisci i zadzy odwetu moze stac
sie niebezpiecznym bumerangiem. Na podstawie moich wlasnych doswiadczen
przekonalem sie, iz wsród Zydów amerykanskich mamy zarówno przyjaciól, jak
tez nieublaganych wrogów. Najstarsza i najbardziej wplywowa organizacja
zydowska w Stanach Zjednoczonych Komitet Zydów Amerykanskich z Davidem
Harrisem na czele w sposób bardzo skuteczny wspierala zabiegi o przyjecie
Polski do NATO.
Na drugim krancu dzialaja Zydzi, którzy stanowia odpowiednik polskich
bojowych antysemitów. Widza w Polakach, wszystkich Polakach, najbardziej
antysemicki naród na swiecie. Zdaja sie nie dostrzegac symptomów tego
spolecznego schorzenia w Rosji, Niemczech i w innych krajach naszego
rejonu. Istnieje niebezpieczenstwo, ze ksiazka Grossa moze byc
wykorzystana, chyba wbrew intencjom autora, do promowania tezy, iz "kazdy
Polak wessal antysemityzm z mlekiem swojej matki". Odebralem te slowa
Szamira jako zelzenie pamieci mojej matki, która bedac osoba gleboko
religijna uczyla swoich synów od malenkosci, ze okazywanie innemu
czlowiekowi pogardy z racji jego pochodzenia, wyznania czy rasy jest
grzechem smiertelnym przeciwko przykazaniu milosci blizniego. Podobnie
musieli odebrac te slowa wszyscy ci, którzy przez cale zycie zwalczali
rasowe przesady.
Oskarzenie polskiego narodu o kolaboracje z hitlerowcami i wspóludzial w
zagladzie jest takim samym oszczerstwem jak klamstwo oswiecimskie,
negujace istnienie obozów eksterminacyjnych i komór gazowych.
Przeciw oszczerstwu
Spedzilem wojne w kraju, wedrowalem po calej Polsce. W pierwszym roku
okupacji spotykalem sie nie tylko z kolegami i znajomymi sposród
inteligencji zydowskiej. Zarabiajac wówczas handlem na zycie, odwiedzalem
czesto miasteczko Konstantynów na Podlasiu, zamieszkale w wiekszosci przez
chasydów. Zydzi zyli w smiertelnym leku przed Niemcami. Nie bali sie
Polaków. W tym pierwszym roku okupacji stosunki z ludnoscia polska
pozwalaly Zydom uniknac glodu i utrzymac sie przy zyciu. Szmalcownicy
dopiero pózniej stali sie postrachem dla Zydów, usilujacych ukrywac swoje
pochodzenie. Z dokumentów Zydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie
wynika wprawdzie, ze pogrom w Jedwabnem nie byl zjawiskiem odosobnionym.
Bylo ich wiecej. Rzecz znamienna jednak, iz dochodzilo do nich na Litwie,
na Bialostocczyznie i w Malopolsce wschodniej bezposrednio po ucieczce
okupanta sowieckiego. Jedwabne nie bylo zjawiskiem powszechnym w calej
Polsce.
Wysuwanie wniosku z pogromów w lecie 1941 r., ze zaglada byla wspólnym
dzielem Polaków i Niemców jest oszczerstwem. Kazdy, kto poczuwa sie do
polskosci, ma obowiazek bronic sie przed nim. Wiekszosci spoleczenstwa
polskiego mozna by postawic zarzut obojetnego stosunku do zaglady, gdyby
nie to, iz caly cywilizowany swiat okazal wobec zbrodni ludobójstwa
obojetnosc i biernosc. Z ta róznica, ze Polacy byli jej naocznymi
swiadkami, swiadkami bezbronnymi i zyjacymi w nieustannej obawie o zycie
wlasne i swoich najblizszych.
Adam Michnik slusznie w mojej obecnosci ostrzegal Zydów zebranych w
nowojorskiej synagodze, ze znieslawianie Polski moze wywolac wtórny
antysemityzm wsród ludzi, którzy przez cale swe zycie zwalczali rasowe
uprzedzenia.
Warto dodac, ze jakikolwiek wybuch neoantysemityzmu w Polsce wyrzadzilby
straszliwe szkody nie Zydom, bo pozostalo ich w Polsce zaledwie kilka
tysiecy, lecz pozycji i dobremu imieniu Polski w swiecie. Nie bylo to z
pewnoscia celem, który przyswiecal Grossowi, gdy ujawnial zbrodnie
dokonana przez Polaków w Jedwabnem. Aby zapobiec powtórnemu
antysemityzmowi, nalezaloby juz teraz tragedie Zydów w Jedwabnem
wprowadzic do porzadku dziennego dialogu polsko- zydowskiego, zwlaszcza w
Stanach Zjednoczonych. Po stronie polskiej powinien uczestniczyc w tym
dialogu Jan Tomasz Gross. Wiele bowiem zalezec bedzie od tego, w jaki
sposób on sam przedstawi "Sasiadów" czytelnikowi zachodniemu. -
---
Smart questions to stupid answers
Pisz z sensem - rob dwie spacje po kropce
No, nieprawda, to sa podstawowe pytania - motyw zbrodni, ilosc ofiar, rodzaj
zrodel uzytych przez autora, i sposob w jaki zrodla uzyl.
Nawet sam Jezioranski przyznaje dalej w artykule ze
Leszek Andrzej Kleczkowski <lakl...@bioslave.uio.no> wrote in message
news:94seos$hml$1...@readme.uio.no...
: No, nieprawda, to sa podstawowe pytania - motyw zbrodni, ilosc ofiar,
: rodzaj zrodel uzytych przez autora, i sposob w jaki zrodla uzyl.
Czytalem niedawno recenzje z "Drohobycz, Drohobycz" H. Grynberga piora
p. Andrzeja Kobosa. Logika byla identyczna jak u Nowaka-Jezioranskiego.
Znalazlem ten ustep (calosc pod
http://www.math.ualberta.ca/~amk/zwoje14/text12.htm) i cytuje:
////////////////////////////////////////
Napisal mi ktos z Polski:
"Drohobycz... Wszyscy, ktorzy to czytaja sa ogromnie poruszeni, ale
byl tez niejeden list do mediow od drohobyczan, ktorzy inaczej pewne
rzeczy pamietaja i czuja sie bardzo dotknieci."
Nie wiem, co konkretnie kwestionuja owi Drohobyczanie. Wiem tylko, ze
podobne wydarzenia, podobne odrazajace, zbrodnicze zachowania sie
niektorych Polakow mialy miejsce i gdzie indziej (jak rowniez mialy
miejsce zachowania ofiarne, bohaterskie).
///////////////////////////////////////
Mnie w artykule Nowaka-Jezioranskiego przestraszyla jednak sugestia
nastepujaca:
:> Warto dodac, ze jakikolwiek wybuch neoantysemityzmu w Polsce
:> wyrzadzilby straszliwe szkody nie Zydom, bo pozostalo ich w Polsce
:> zaledwie kilka tysiecy, lecz pozycji i dobremu imieniu Polski w
:> swiecie. Nie bylo to z pewnoscia celem, który przyswiecal Grossowi,
:> gdy ujawnial zbrodnie dokonana przez Polaków w Jedwabnem. Aby zapobiec
:> powtórnemu antysemityzmowi, nalezaloby juz teraz tragedie Zydów w
:> Jedwabnem wprowadzic do porzadku dziennego dialogu polsko-
:> zydowskiego, zwlaszcza w Stanach Zjednoczonych. Po stronie polskiej
:> powinien uczestniczyc w tym dialogu Jan Tomasz Gross. Wiele bowiem
:> zalezec bedzie od tego, w jaki sposób on sam przedstawi "Sasiadów"
:> czytelnikowi zachodniemu. -
J.T. Gross wydaje sie niezbyt odpowiedni dla obrony interesow strony
polskiej. To tak jak by Goldhagenowi powierzyc glowna role w
pojednawczym dialogu niemiecko-zydowskim (po stronie niemieckiej) -
wielu Niemcow byloby dotknietych i daloby to rezultaty dokladnie
odwrotne od oczekiwanych w takim dialogu pojednania. A przeciez sam
Nowak-Jezioranski ostrzega przed wybuchem "neoantysemityzmu".
Nie mamy wladnych historykow w Polsce?
Leszek
Tylko przez otwarte przyznanie sie do tej zbrodni i wyrazenie skruchy,
moze nowoczesna Polska zadac klam antypolskiej propagandzie emanujacej
z kregow syjonistycznych. Dlatego dobrze jest, ze- bez ale, czy, i
jakoby,itp uwzglednikow bezwglednego mordu na wszystkich ludziach z tej
spolecznosci- Jan Nowak-Jezioranski, wielki polski patriota i autorytet
moralny, pisze tak, jak on dzis tam napisal.
A swoja droga, podziekujmy wszyscy Opatrznosci, ze takich lajdakow jak
ta dzicz w Jedwabnem i okolicach, bylo w owczesnej Polsce jak na
lekarstwo. Gdzie bysmy dzis byli, pozbawieni sympatii swiata jako
hitlerowscy wspolmordercy, gdybysmy w owej mrocznej godzinie wybrali
droge Litwinow i Ukraincow? Nie byloby dla nas po wojnie nadziei!
Uzalilem sie tez gdzies na grupach na mojego wlasnego ojca w tej
sprawie. Ze za malo wyrokow smierci doprowadzil do wykonania w swoim
rejonie okupowanej Warszawy. Dzisiaj chcialbym to zmodyfikowac: Sady
Polski Podziemnej mialy za zadanie oczywiscie niszczyc zdrajcow i
szczegolnie niebezpiecznych zbrodniarzy ale nie mogly przeciez wziac
udzialu wraz z hitlerowcami w akcji niszczenia narodu polskiego! Byl
wiec limit mozliwych do wykonania wyrokow smierci, limit ochrony jaki
Polska Podziemna mogla zapewnic swoim zydowskim wspolobywatelom.
Taka byla smutna prawda.
fatso
In article <94seos$hml$1...@readme.uio.no>,
--
Sent via Deja.com
http://www.deja.com/
> J.T. Gross wydaje sie niezbyt odpowiedni dla obrony interesow strony
> polskiej.
Czy dla Ciebie to jest "Polski interes" i jego obrona.
A przedczym drogi Leszku?
Przed tysiacem pomordowanych Zydow?
Oni juz nikomu krzywdy nie zrobia..
obrzydliwe.
W,
> J.T. Gross wydaje sie niezbyt odpowiedni dla obrony interesow strony
> polskiej.
> Nie mamy wladnych historykow w Polsce?
>
> Leszek
A coz to jest do bronienia. Gross przedstawil fakty. I on je nie wymyslil.
Publikacja o mordzie Zydow w Jedwabne napisane w Ksiazce Pamieci Jedwabne
(Yedwabne Yizkor) przed 20 laty wisi juz ona od kilku lat na Internecie po
angielsku.m
http://www.jewishgen.org/yizkor/jedwabne/Yedwabne.html
To zreszta nie chodzi TYLKO o Jedwabne. W sasiedzkich Radzilowie, Zarebach
Koscielnych, Stawiskach, Wasoszy, Wiznie, Bransku, Kolnie, Szczuczynie i
Tykocinie mialy miejsce identycne pogromy i morderstwa dokonane przez
miejscowa ludnosc. Nikogo nie zostalo azeby o tym pisac.
Czego wiec wlasni hostorycy beda bronic? Wysuwac teorie, ze jednak Niemcy
byli w poblizu, wiec prowokowali niewinna ludnosc, a moze i stwierdza, ze
nalezalo sie to Zydom za prosowieckie sympatie. Terie prowokacji juz
skutecznie promulgowano w wyjasnieniu Kieleckiego mordu.
Olek
Pisze p. Jezioranski: "Nie chodzi przeciez o to, czy w Jedwabnem wymordowano
> 1500 czy tylko 900
> > Zydów. Nie jest rzecza najwazniejsza czy motywem morderców byla
chciwosc,
> > czy chec odwetu za kolaboracje Zydów z okupantem sowieckim. I nie to
jest
> > najistotniejsze, czy prof. Jan T. Gross pominal jakies wazne zródlo,
> > opuscil zdanie w cytowanym dokumencie albo nie uwzglednil zeznania
jednego
> > swiadka."
>
No, nieprawda, to sa najwazniejsze pytania - motyw zbrodni, ilosc ofiar,
rodzaj i jakosc zrodel uzytych przez autora, i sposob w jaki zrodla uzyl.
Nawet sam Jezioranski przyznaje dalej w artykule ze "niektore [Grossa]
konkluzje o charakterze publicystycznym" (cio to takiego? - Puzzler)
wzbudzily w Jezioranskim "daleko idace zastrzezenia."
Jesli tak, znaczy to ze jednak cos w ksiazce Grossa jest nie tak.
A wobec tego dlaczego p. Jezioranski nawoluje do "rachunku sumienia" i
dialogu ? W zwiazku z czym mialby ten rachunek sumienia byc? Z kim mialoby
sie dialogowac? Z p. Grossem, autorem podejrzanych rewelacji?
No i dlaczego na Boga obawia sie Jezioranski (ojej!) " wybuchu
neoantysemityzmu" (a cio to takiego? - Puzzler) w Polsce? Czy ksiazka Grossa
mialaby taki "neoantysemityzm" wywolac?! A jak? A dlaczego?
Logicznie rzecz biorac, po przeczytaniu artykulu p. Jezioranskiego czytelnik
powinien raczej sie obawiac ze ta ksiazka antypolonizm, nie jakis
"neoantysemityzm," moglaby wywolac, np. w Stanach Zjednoczonych.
Ale nie wywola. Nie te czasy. Nawet w horrory w filmie "Schindler's List"
malo kto wierzyl.
Jedyny dialog jaki tutaj powinien sie zdarzyc to dialog pomiedzy historykami
polskimi i ksiazka Grossa; ci pierwsi powinni przedstawic wady ksiazki
Grossa (np. opieranie sie na zeznaniach wymuszonych przez UB, rozbieznosci i
nieprawdopodobienstwa w zeznaniach swiadkow), i oglosic to drukiem, rowniez
po angielsku ( ciekawe czy taka ksiazka mialaby rownie wielka publicity jak
ksiazka Grossa ?). Nawet na internecie. Takze inni Polacy ktorzy nie
zgadzaja sie z rewelacjami Grossa, powinni krytykowac ksiazke publicznie,
np. na internecie, rowniez, jesli to mozliwe, w angielskim.
Co do rachunku sumienia, no, to chyba p. Gross powinien go zrobic, jesli
zarzuca sie mu takie powazne uchybienia, a on nic tylko knige na swiat
szeroki pcha (z malenka pomoca przyjaciol).
Jakie to interesujace, nieprawdaz, ze taka ksiazka-oskarzenie ukazuje sie w
czasie kiedy coraz czesciej i otwarciej jest krytykowana oficjalna wersja
Holocaustu (np. Peter Novick, Norman Finkelstein - uczeni zydowscy), kiedy
waza sie losy pozwu zydowskiego (chodzi o grube miliardy!) przeciw Polsce, a
takze kiedy w Polsce podnosza sie glosy domagajace sie wyniesienia na
swiatlo dzienne takze zydowskiej ciemnej strony w czasie wojny, i po wojnie
(w zwiazku z tym np. polska - oczywiscie nieskuteczna - proba ekstradycji
pani Brus i pana Morela). Czy ksiazka p. Grossa to nie jest proba
zamkniecia Polakom buzi, zmuszenia ich do czucia winy i kajania sie jak to
Niemcy robia juz od ponad 50-ciu lat, w celu odwrocenia uwagi od tej
zydowskiej ciemnej strony ?
Czyzby Jezioranski sugerowal ze polski prezydent powinien neo-ukorzyc sie i
neo-blagac o neo-przebaczenie w imieniu calego narodu polskiego? No, jesli
tak, to o co sie kajac i blagac o przebaczenie? O wydarzenie co do ktorego
nie ma pewnosci jakie naprawde bylo?
Chce pan Jezioranski by wszyscy Polacy neo-przyznali sie do winy za
popelnienie czegos co napewno nie zostalo popelnione przez wszystkich
Polakow, i co do czego napewno nie ma pewnosci jakie naprawde bylo ?
Hm, nie dajmy sie zmusic przez roznych "swiatlych mezow" i "autorytety
moralne" polskie do czucia tej winy zbiorowej i gremialnego kajania sie nie
wiadomo za co, bo drogo to nas bedzie kosztowac. Nas, szarych Polakow, a nie
owych "swiatlych mezow" i "autorytety moralne." Im to nasze zbiorowe kajanie
sie i czucie winy nie wiadomo za co nie zaszkodzi; im ono pomoze. Beda nadal
w gosci do synagog chodzic i za narod gadac, i lzy lac. A na nas sie skrupia
skutki przyznania sie do winy nie wiadomo za co, przyznania sie do ktorego
oni nas popychaja. I myslicie ze jak szmaty anglojezyczne znow zaczna pluc
na Polske i Polakow ci mezowie swiatli i autorytety gorne nam, szarym
Polakom, pomoga? Palcem w naszej obronie nie kiwna !
... Chcialoby sie p. Jezioranskiemu (i innym) rzec: "Kajaj sie pan sam !"
A jesli zdarzy sie tak ze cudzoziemcy, np. Amerykanie, beda Polakom zyjacym
poza Polska wyrzucac mord w Jedwabnem, ci Polacy powinni wyjasniac ze
rewelacje pochodza od socjologa polsko-zydowskiego (wygnanca
marcowego?)mieszkajacego w USA i pracujacego na uniwersytecie w Nowym
Jorku, oraz ze rewelacje te sa krytykowane przez historykow polskich jako
mocno nieakuratne, np. Gross nie podaje motywu zbrodni (sugerujac ze
wrodzona nienawisc rasowa jest tym motywem) i uzywa zeznan uzyskanych przez
stalinowskie organy bezpieczenstwa, oraz ze ksiazka ukazuje sie w okreslonym
klimacie politycznym.Jedwabne lezy we wschodniej Polsce, ktora byla
brutalnie okupowana przez Sowietow od 1939 do 1941 r.; wielu polskich Zydow
kolaborowalo wowczas z Sowietami. W sumie Sowieci wywiezli do Gulagu ze
wschodniej Polski ok. poltora miliona Polakow. W 1942 r., gdy Stalin wydal
swoja "amnestie" (nie wiadomo za co) dla tych wywiezionych Polakow, polowa z
nich juz nie zyla. Dodac jeszcze ci Polacy moga ze byl taki pisarz Jerzy
Kosinski ktory ksiazke "The Painted Bird" ("Malowany ptak") popelnil, w
ktorej opisal zwierzece wrecz okrucienstwo chlopow polskich we wschodniej
Polsce czasie wojny. Caly swiat ksiazke czytal, wzruszal sie i oburzal (ja
pamietam Luisa Bunuela achy i ochy!). A pozniej okazalo sie ze Kosinski
wszystko zelgal. Zapewniam, ze jesli ci Polacy tak beda sprawe przedstawiac
wiele osob zrozumie o co im chodzi.(Mozna jeszcze dodawac: "Ani ja ani moja
rodzina nie maja nic wspolnego z zadnymi zbrodniami. Jakim prawem mnie
oskarzasz? Czy ja mam ciebie i twoja rodzine oskarzac za gwalty zadane
Indianom?" - hehe, to zawsze odnosi skutek :). O tych ktorzy takie
tlumaczenie odrzuca nie ma sie co martwic, bo oni kazdego pretekstu uzyja,
we wszystko uwierza, by podtrzymac i wzmocnic ich negatywne przekonania na
temat Polakow i Polski.
Co do "antysemityzmu" w Polsce, no, jak sie niektorzy przecietni Kowalscy
dowiedza co polnocnoamerykanskie szmaty na nich wypisuja apropos ksiazki
Grossa, raczej nie obudzi w nich to milosci do p. Grossa, i pewnie do Zydow
w ogole. Ale czy nalezy sie im dziwic? Jesli ktos chce sie im dziwic,
powinien sie tez dziwic tym Zydom ktorzy po przeczytaniu Grossa znienawidza
wszystkich Polakow jeszcze bardziej. (Jeszcze jeden dowod ze kazda rzecz ma
swoja przyczyne.)
... Tak se mysle i mysle czy aby ksiazka Grossa nie jest czyms co w Ameryce
sie nazywa "hate propaganda"?...
Puzzler
Niech pan tez przeczyta moj tekscik pt. "Kajaj sie narodzie:)"
Puzzler
Leszek Andrzej Kleczkowski <lakl...@bioslave.uio.no> wrote in message
news:94smlp$l6b$1...@readme.uio.no...
Zgadzam sie z Panska samoocena, Panskie insynuacje
i skojarzenia sa faktycznie obrzydliwe.
Leszkowi chodzi oczywiscie o niebezpieczenstwa, na
ktore wskazuje JNJ w swoim, rzeczywiscie swietnym,
artykule. A mianowicie o to, ze ksiazka JTG bedzie
wykorzystywana jako dowod, ze Holokaust zydowski byl
wspolnym dzielem Polakow i "Nazistow". Podobne tezy
bardzo pasuja nie tylko ekstremistom zydowskim, a
ich propagowanie jest dzialaniem na szkode Polski.
Na przyklad wplywa negatywnie na nastawienie
wyborcow amerykanskich przy wszelkich korzystnych
dla Polski inicjatywach tutejszej administracji.
Nawet bez prorokowanego przez JNJ wybuchu wtornego
antysemityzmu, przyniesie to naszemu krajowi bardzo
konkretne i nieobliczalne straty.
Wedlug mnie sa przeslanki swiadczace o tym, ze
wywolanie takiego skutku moze byc dzialaniem
zamierzonym. Wskazuje na to pospieszna i zamierzona
na szeroka skale promocja tlumaczenia ksiazki
"Sasiedzi" w USA. Ksiegarnia AMAZON na stronie
http://www.amazon.com/exec/obidos/ASIN/0691086672
pisze na przyklad:
"It is the most important study of Polish-Jewish
relations to be published in decades and should
become a classic of Holocaust literature."
Ksiazka, ktora miala niby zainspirowac dokladniejsze
badania staje sie juz klasyczna pozycja. I do tego
najwazniejsza, co chyba oznacza intencje naswietlania
pogromu w Jedwabnem jako zjawiska podstawowego i
typowego dla calej naszej polsko-zydowskiej Historii.
Jak sie dalej sprawy potocza, zobaczymy. Jakie
fragmenty dobierze TIMES w swojej promocji (na ktora
na przyklad ksiazka o Zegocie "nie zasluzyla"),
jakie beda dopuszczone do publikacji komentarze, czy
ewentualna nastepna pozycja oparta o wyniki sledztwa
tez bedzie tak lansowana... Ja, wbrew opinii JNJ,
nie sadze zeby sposob lansowania swojego dziela przez
JTG mial istotny wplyw na ten proces. Jego ksiazka
juz zaczyna zyc wlasnym zyciem.
GJC
Wieslaw tak to zrozumial i tak to nazwal.
Pan zachowal sie podobnie, jak Wieslaw.
Nie ksiazka jednak zaczyna zyc swoim zyciem,
a zupelnie co innego...
W.K.
>Zgadzam sie z Panska samoocena, Panskie insynuacje
>i skojarzenia sa faktycznie obrzydliwe.
Taaaak. Pan Ciach, jak zwykle... jego straaaaaasznie
oster pioro...:)) Nawet dalej nie czytalem.
Jak pamietam Pan Ciach byl chyba pierwszy od pilnowania
tych polskich interesow...
Pan sie tak nie martwi,. Ma Pan teraz aniola stroza.
Kasuje wszystkoe jak leci... po Zydach zgory do dolu
a zeby ladniej bylo to i poline..
W,
}} I'm anti-racist and I'm proud of it {{
:)
P.
<zakon.przenajsw...@stowarzyszenie.polgowkow> wrote in message
news:3a74087c....@news.algonet.se...
>Mnie w artykule Nowaka-Jezioranskiego przestraszyla jednak sugestia
>nastepujaca:
>
>:> Warto dodac, ze jakikolwiek wybuch neoantysemityzmu w Polsce
>:> wyrzadzilby straszliwe szkody nie Zydom, bo pozostalo ich w Polsce
>:> zaledwie kilka tysiecy, lecz pozycji i dobremu imieniu Polski w
>:> swiecie. Nie bylo to z pewnoscia celem, który przyswiecal Grossowi,
>:> gdy ujawnial zbrodnie dokonana przez Polaków w Jedwabnem. Aby zapobiec
>:> powtórnemu antysemityzmowi, nalezaloby juz teraz tragedie Zydów w
>:> Jedwabnem wprowadzic do porzadku dziennego dialogu polsko-
>:> zydowskiego, zwlaszcza w Stanach Zjednoczonych. Po stronie polskiej
>:> powinien uczestniczyc w tym dialogu Jan Tomasz Gross. Wiele bowiem
>:> zalezec bedzie od tego, w jaki sposób on sam przedstawi "Sasiadów"
>:> czytelnikowi zachodniemu. -
>
>J.T. Gross wydaje sie niezbyt odpowiedni dla obrony interesow strony
>polskiej.
Nie, on jest calkiem zdecydowanie bardzo odpowiedni! To my, na sciepie,
zgodnie z duchem wypowiedzi Nowaka-Jezioranskiego powinnismy ustanowic
polsko-zydowska komisje, ktora obradowalaby w skladzie Bloom i Malec, RU8xx
po stronie zydowskiej, oraz Bekker, Pyzol i Kochanski po stronie polskiej,
albo odwrotnie - w zaleznosci od dnia tygodnia. Oczywiscie dla zabawy mozna
by nazwac te komisje rownie dobrze komisja zydowsko-hiszpanska, albo
polsko-wietnamska. Dlaczego nie?
Wlodek Kaluza
[...]
"Poza wszystkim jednak istnieje motyw dodatkowy, rozniacy judofobie
od innych 'fobii'. Motywem tym jest fakt, ze Zyd predzej mysli."
B. Hertz, Zydowska krew, Warszawa brw, str. 6
Zapraszam na strony:
http://www.geocities.com/wlodzimierz_kaluza/
Do ksiazki Grossa i faktow w niej zawartych, mam wiele obiekcji. Nie
wszystko w niej jest jasne i jednoznaczne. Swiadkowie, po tylu latach
napewno wiele zapomnieli i w ich pamieci wiele - teraz wyglada inaczej.
Niemniej, ludzie bywaja zdolni do wszystkiego. Wystarczy wziasc do reki
obojetnie jaki Polski Dziennik. Co w Polsce sie dzieje kazdego dnia,
przechodzi ludzkie pojecie. Przeciez Polska jest dzis wolna i niepodlegla -
wiec, czym ci "ludzie" sie kieruja ze jest tam tyle morderstw?
Ot-co czytamy na Polskich stronach "INetu":
Matka sterowala via komórka utopieniem rekami konkubenta 4letniego syna.
Wykaucjowany z aresztu przez matke malolat zatlukl ja siekiera, toz samo
zrobil babce, próbowal jeszcze ciotke, ale to juz mu nie wyszlo.
Medycyna radzi profilaktyke w miejsce zaleczania objawów. A ka-es jest takim
wlasnie zaleczaniem. I niczym innym.
Czy do cholery My Polacy mamy bandytyzm w genach?
Moze bardziej rzeczywistych, niz standardowe, które - i owszem - tez swoje
robia, ale 100% przyczyna tego, ze jeden z drugim zabija nie sa, tylko co?
Nie jest to z pewnoscia samo tylko odejscie od tzw. wartosci. Raczej ich
dewaluacja, wywolujaca pustke, która zapelnily nowe wartosci. O ile
wartosciami je nazwac mozna...
"Matka", kazala utopic syna, bo go miesiac temu ubezpieczyla na 100 tys.
PLN.
"Synek" ktory zarabal mamusie tez chcial pieniadze.
W Jedwabnem, tez chodzilo o pierzyny i szmal.
Wiec o co chodzi?
e
Oj, alez ty negatywny narodowy self-imidz masz, Ed. Moze to z powodu tej
bliskosci CNN-u? :)
Co do Jedwabnego, to skad wiesz ze o pierzyny szlo? Z knigi Grossa to nie
wynika (wynika z niej natomiast ze Polacy mordowali bo Polacy to
ANTYSEMICI!).
P.
Edek <lewa...@nt.net> wrote in message
news:pvoc6.30754$HI.1...@news22.bellglobal.com...
Przemilczana kolaboracja
Ludnosc zydowska, w tym zwlaszcza mlodziez, oraz miejska biedota, wziela
masowy udzial w powitaniu wojska sowieckiego. Z bronia w reku.
Przemilczana kolaboracja
Pierwszy okres po wkroczeniu Armii Czerwonej na ziemie wschodnie RP trwal
dwa tygodnie, do poczatku pazdziernika 1939 roku, kiedy zakonczyl sie
zorganizowany opór wiekszych jednostek bojowych WP. Na zdjeciu czolgisci
rozdaja "Prawde" mieszkancom Knyszyna k. Bialegostoku
(C) MUZEUM WOJSKA W BIALYMSTOKU/REPR. PIOTR MECIK
Nie mialem zamiaru zabierac glosu w dyskusji, która nastapila po ogloszeniu
przez prof. Jana T. Grossa ksiazki "Sasiedzi", dotyczacej mordu na Zydach
dokonanego w lipcu 1941 roku w miasteczku Jedwabne na Podlasiu. Przede
wszystkim dlatego, ze dotychczasowa dyskusja, podejmujac rózne istotne
watki, pomija fakt najwazniejszy: co sie stalo w Jedwabnem po wkroczeniu na
ten teren armii niemieckiej, tzn. kto, kiedy i w jakich okolicznosciach
dokonal masowego mordu na ludnosci zydowskiej Jedwabnego.
O tym bowiem przede wszystkim nalezaloby pisac, tym bardziej ze stwierdzenia
Grossa w swietle niektórych zródel wydaja sie nie do konca prawdziwe.
Jednoczesnie posiadana przeze mnie dokumentacja jeszcze nie upowaznia mnie
do publicznego zabrania glosu w tej wlasnie kluczowej kwestii.
Jednak tak w ksiazce Grossa, jak w ogloszonym niedawno w "Rzeczpospolitej"
(4.01.2001) artykule Andrzeja Zbikowskiego padly stwierdzenia tak szokujace,
ze nie mozna ich skwitowac milczeniem. A dotycza one zarówno postawy
ludnosci polskiej i zydowskiej na ziemiach najpierw okupowanych, a nastepnie
anektowanych przez Zwiazek Sowiecki, jak i oceny owej postawy.
Zanim przejde do wlasciwego tematu, zaczac musze od stwierdzen podstawowych.
Nic nie moze usprawiedliwic mordów dokonanych na jakiejkolwiek grupie
ludnosci cywilnej. Nic nie usprawiedliwia zabijania mezczyzn, kobiet i
dzieci tylko dlatego, ze sa reprezentantami jakiejs klasy spolecznej,
jakiegos narodu, jakiejs religii, bo wszelkie wymierzanie sprawiedliwosci
musi miec charakter indywidualny. Zbrodni takich nie mozna uzasadnic ani
wlasnymi przekonaniami, ani rozkazem przelozonego, ani "koniecznoscia
dziejowa", ani dobrem jakiegos innego narodu, klasy, religii czy grupy
spolecznej, ani tez dobrem zadnej organizacji - wojskowej czy cywilnej,
jawnej czy zakonspirowanej.
Chcialbym, aby czytelnik tego tekstu wzial pod uwage, ze takie jest moje
zasadnicze stanowisko. Jestem równiez w sposób zasadniczy przeciwny
mordowaniu zolnierzy jakichkolwiek formacji wojskowych czy policyjnych tylko
dlatego, ze w nich sluza, zwlaszcza wtedy, gdy sa nieuzbrojeni lub oddaja
sie do niewoli. Ktokolwiek wiec dokonuje takiego mordu, niezaleznie od tego,
kogo reprezentuje, jest dla mnie morderca, nikim innym.
Ogólne przerazenie
Zanim dokona sie oceny postaw i zachowan róznych grup spolecznych i
narodowych na ziemiach zajetych przez Robotniczo-Chlopska Armie Czerwona
(RKKA), nalezy przypomniec podstawowe fakty, bo bez poznania ówczesnej
rzeczywistosci nie jest mozliwe zrozumienie ludzi tam zamieszkalych czy
przyniesionych "fala" wojennej nawalnicy.
Wkroczeniu Niemców na Podlasie towarzyszylo ogólne przerazenie miejscowej
ludnosci, która wojska niemieckie przyjela z latwo dostrzegalna wrogoscia.
Wspierala spychane na wschód jednostki Wojska Polskiego, a w wypadku
niezmobilizowanych rezerwistów i mlodziezy przedpoborowej, w sporej liczbie
wyruszyla na wschód, by znalezc oddzial, który zechcialby ich przyjac i
uzbroic. Stad tez pewna liczba mezczyzn z tego regionu (w tym
niezmobilizowani) wziela udzial w walkach o Grodno i w rejonie Sopockin -
tym razem juz przeciw Armii Czerwonej.
Ludnosc Podlasia wsparla ponadto powstajace tutaj, zwlaszcza po bitwie pod
Andrzejowem 18. DP WP, oddzialki partyzanckie, dzialajace do polowy
pazdziernika m.in. w rejonie Czerwonego Boru i Bagien Biebrzanskich, co
uchronilo je od zniszczenia. Jej postawa antyniemiecka byla jednolita i
zdecydowana.
Okres, po wkroczeniu Armii Czerwonej na ziemie wschodnie RP, mozna podzielic
na trzy podokresy. Pierwszy, nazwany przez prof. Ryszarda Szawlowskiego (i
nie tylko jego!), wojna polsko-sowiecka, trwal dwa tygodnie, do pierwszych
dni pazdziernika 1939 roku, kiedy zakonczyl sie zorganizowany opór wiekszych
jednostek bojowych WP, choc poszczególne pododdzialy prowadzily akcje, juz o
charakterze partyzanckim. Drugi, to opanowywanie terenu, polaczone z
realizacja "rewolucji" spolecznej - politycznej i ekonomicznej, z góry
zaplanowanej i realizowanej przy pomocy wojska i sluzb specjalnych. Dlatego
nazywam ja "rewolucja na postronku". W tym tez czasie mialy miejsce pierwsze
aresztowania. Okres ten konczy sie w listopadzie 1939 roku wcieleniem ziem
pólnocno-wschodnich RP do Bialoruskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej,
a poludniowo-wschodnich do Ukrainskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej.
Faktycznie przedluzyl sie on o dalsze dwa miesiace, kiedy sowiecki system
administracyjny (republika, oblast', rejon) zostal ostatecznie wprowadzony
na obszarach anektowanych. Trzeci podokres, poczatki 1940 roku - czerwiec
1941 roku, charakteryzuje sie z jednej strony unifikacja z
ekonomiczno-spolecznym systemem ZSRR (forsowanie kolchozów, umacnianie
sowchozów, dokonczenie procesu nacjonalizacji przemyslu, handlu, systemu
bankowego itp.), a z drugiej - gwaltownym nasileniem represji, zwlaszcza w
pierwszej polowie 1940 roku, w postaci masowych aresztowan i wywózek
(deportacji), które na obszarze tzw. Zachodniej Bialorusi trwaly do konca i
objely okolo 150 000 osób. Na tym ostatnim zjawisku pragne sie dluzej
zatrzymac, bylo to bowiem - z czego niewielu zdaje sobie sprawe - dzialanie
na podstawie zasady odpowiedzialnosci zbiorowej.
Czas wywózek
Pierwsza wywózka, z 9/10.02.1940 roku objela osadników wojskowych i
cywilnych oraz lesników wraz z rodzinami. Druga z 13.04.1940 roku ogarnela
tych, których czlonkowie rodzin (glowy domu, bracia, synowie) byli ujeci
jako zolnierze WP, policjanci itp., uciekli za granice lub ukrywali sie badz
zostali aresztowani jako konspiratorzy lub "wrogowie ludu" czy tzw. element
spolecznie niebezpieczny (SOE). Trzecia z 29.06.1940 roku, dotykajaca
zwlaszcza miast, objela tzw. biezenców, w tym wielu Zydów, glównie tych,
którzy zarejestrowali sie, ze chca wrócic pod okupacje niemiecka. Fakt ten
czesciowo obala mit o radosnym witaniu Armii Czerwonej przez polskich Zydów
wylacznie ze strachu przed Niemcami. Ostatnia, rozpoczeta na Wilenszczyznie
(zagarnietej wraz z likwidacja Republiki Litewskiej w czerwcu 1940 roku)
14.06.1941 roku, na ziemiach bialoruskiej republiki zaczela sie 20 czerwca i
zostala przerwana w momencie niemieckiej agresji.
Wszystkie, jak widzimy, byly aktami przemocy podjetymi na podstawie zasady
odpowiedzialnosci zbiorowej. Za ojca, który byl zolnierzem, odpowiadala cala
rodzina, za brata, który byl uciekinierem - jego najblizsi, za zawód
lesnika - ci, którzy z nim mieszkali. Uderzano w "gniazdo". Natomiast np. w
Warszawie Niemcy za akcje zbrojna na ulicy rozstrzeliwali mieszkanców domu
niczym niepowiazanych z bojowcami, wiezniów z Pawiaka, albo mieszkanców wsi,
w poblizu której wysadzono pociag wojskowy. Ta odpowiedzialnosc zbiorowa
obejmowala dzieci, kobiety, starców. Wlasnie najslabsi najczesciej placili
zyciem w drodze i na tulaczce - na Syberii czy w "glodnych stepach"
Kazachstanu.
Zdrada w dniach kleski
Kto byl realizatorem terroru? NKWD, a w pierwszym okresie takze RKKA, której
podlegaly "czekistowskie grupy operacyjne", idace za wojskiem dla
"oczyszczenia terenu", podobnie jak Einsatzgruppen za Wehrmachtem. A
milicja? Malo kto wie, ze w latach 1939 - 1941 mielismy tu do czynienia z
trzema odmiennymi rodzajami milicji.
Pierwszy rodzaj - to powstajace rózne "czerwone gwardie" i "czerwone
milicje", skladajace sie z ludzi miejscowych, uzbrojonych w kije, obrzyny,
siekiery i rewolwery, choc czasem nawet w bron maszynowa, które wspieraly
RKKA w jej "marszu wyzwolenczym" oraz realizowaly "gniew klasowy",
uciskanych przez "panska Polske" grup spolecznych. Ujawnialy sie one z
reguly zaraz po 17.09.1939 roku (lub nawet juz tego dnia, co jest wiele
mówiace) i dzialaly najczesciej bardzo krwawo, nie tylko na zapleczu Wojska
Polskiego, lecz takze po wejsciu Armii Czerwonej, która dawala miejscowym
"elementom rewolucyjnym" kilka dni "wolnizny" na zalatwienie porachunków i
wywarcie zemsty klasowej.
Pózniej miejsce tych "milicji" zajmuja Gwardia Robotnicza, utworzona na
zajetych terenach zgodnie z rozkazem dowódcy Frontu Bialoruskiego z
16.09.1939 roku, oraz Milicja Obywatelska, budowana w mysl takiegoz rozkazu
z 21.09.1939 roku. Z kolei, po wcieleniu "Zachodniej Bialorusi" w sklad
BSRS, zostaly one zastapione przez zwiazana scisle z NKWD
Robotniczo-Chlopska Milicje (RKM), zlozona poczatkowo z samych przybyszów
(tzw. wostoczników), a pózniej nasycana miejscowymi.
Ludnosc polska, pomijajac niewielka grupe komunistów w miastach i jeszcze
mniejsza na wsi, przyjela agresje ZSRR i tworzony tutaj system sowiecki
podobnie jak agresje niemiecka. Sa na to tysiace róznorodnych swiadectw.
Udzial polskich chlopów w tzw. sielsowietach (radach wiejskich, gminnych)
nie jest tu wyznacznikiem niczego, bo byly to ciala o charakterze
dekoracyjnym. Istotne byly komitety wykonawcze, a jeszcze wazniejszy
kontrolujacy je aparat partyjny i policyjny.
Natomiast ludnosc zydowska, w tym zwlaszcza mlodziez, oraz miejska biedota,
wziela masowy udzial w powitaniu wkraczajacego wojska i w zaprowadzaniu
nowych porzadków, w tym takze z bronia w reku. Na to tez sa tysiace
swiadectw: polskich, zydowskich i sowieckich, sa raporty komendanta glównego
ZWZ gen. Stefana Grota-Roweckiego, jest raport emisariusza Jana Karskiego,
sa relacje spisywane juz w czasie wojny i po latach. Mówia o tym zreszta
takze prace Jana T. Grossa, który - powolujac sie przede wszystkim na
polskie relacje, których tysiace znajduja sie w zbiorach Instytutu Hoovera w
USA - doszedl do wniosków, które wyrazil jasno i bezdyskusyjnie.
Armie sowiecka witano z entuzjazmem nie tylko na terenach zajetych uprzednio
przez Wehrmacht; takze na Kresach, tam, gdzie on nigdy nie dotarl. Wiecej, w
duzej czesci wlasnie z Zydów skladaly sie owe "gwardie" i "milicje"
powstajace jak grzyby po deszczu natychmiast po sowieckiej agresji. I nie
tylko. Zydzi podejmowali akty rewolty przeciwko panstwu polskiemu, zajmujac
miejscowosci, tworzac tam komitety rewolucyjne, aresztujac i rozstrzeliwujac
przedstawicieli polskiej wladzy panstwowej, atakujac mniejsze lub nawet
calkiem duze (jak w Grodnie) oddzialy WP.
Dr. Marek Wierzbicki od kilku lat badajacy stosunki polsko-bialoruskie na
tzw. Zachodniej Bialorusi w latach 1939 - 1941, a wiec i odnotowujacy fakty
z zakresu stosunków polsko-zydowskich, w obszernym, dotad niewydrukowanym
artykule mówi o trzydniowych walkach miedzy rebelia Zydów grodzienskich a
polskim wojskiem i policja (18 wrzesnia, zanim dotarly tu jednostki RKKA), o
dwudniowych walkach o pobliski Skidel, o zydowskich rebeliach w Jeziorach,
Lunnie, Wiercieliszkach, Wielkiej Brzostowicy, Ostrynie, Dubnie, Dereczynie,
Zelwie, Motolu, Wolpie, Janowie Poleskim, Wolkowysku, Horodcu i Drohiczynie
Poleskim. W tych miejscowosciach nie widziano ani jednego Niemca -
wystapienia skierowane byly przeciwko panstwu polskiemu.
Byla to kolaboracja z bronia w reku, staniecie po stronie wroga, zdrada
dokonana w dniach kleski. Jak liczna byla grupa ludzi, którzy wzieli w tym
udzial? Nigdy zapewne nie bedziemy mogli podac zadnej liczby. W kazdym razie
zjawisko to ogarnialo caly obszar dzialania Frontu Bialoruskiego RKKA.
Nowe porzadki w urzedach
Druga kwestia to wspólpraca z organami represji, przede wszystkim NKWD.
Najpierw podejmowaly ja "milicje", "czerwone gwardie" i komitety
rewolucyjne, pózniej owe gwardie robotnicze i milicje obywatelskie. W
miastach skladaly sie one glównie z polskich Zydów. Pózniej, gdy sytuacje
opanowala RKM, Zydzi - jak mówia sowieckie dokumenty - stanowili w nich
spora nadreprezentacje. Polscy Zydzi w cywilnych ubraniach, z czerwonymi
opaskami na ramionach i uzbrojeni w karabiny biora tez licznie udzial w
aresztowaniach i wywózkach. To bylo najdrastyczniejsze, ale dla
spoleczenstwa polskiego razacy byl takze fakt wielkiej liczby Zydów we
wszystkich urzedach i instytucjach sowieckich. Zwlaszcza ze to Polacy
dominowali tu przed wojna!
20.09.1940 roku, na naradzie w Minsku, stolicy BSRS, naczelnik Miejskiego
Oddzialu NKWD w Lomzy stwierdzil: "U nas utarla sie taka praktyka. Poparli
nas Zydzi i tylko ich wciaz bylo widac. Zapanowala tez moda, ze kazdy
kierownik instytucji i przedsiebiorstwa chwalil sie tym, ze u niego nie
pracuje ani jeden Polak. Wielu z nas Polaków po prostu sie balo". W tym
samym czasie na zebraniach partyjnych w oblasti bialostockiej zaczely sie
mnozyc "narzekania", ze w sowieckich urzedach slychac jedynie jezyk rosyjski
i zydowski (tzn. jidysz), ze Polacy czuja sie dyskryminowani, ze jakas
sprzataczka w bialostockim urzedzie zostala ostro potraktowana za spiewanie
przy pracy polskich piosenek. Bylo to zgodne z prawda i z aktualna "linia
partyjna", wtedy bowiem na sowieckich szczytach wladzy uzgodniono "nowa
polityke" w stosunku do Polaków.
Marek Wierzbicki w cytowanym juz artykule w taki sposób syntetyzuje ówczesna
sytuacje: "Szeroko rozbudowane struktury administracji sowieckiej dawaly
masom bezrobotnych Zydów mozliwosc znalezienia zatrudnienia, co mialo dla
nich niebagatelne znaczenie, poniewaz pozbawione przemyslu kresowe
miasteczka posiadaly bardzo uboga oferte pracy. Ludnosc zydowska - bedac o
wiele lepiej wyksztalcona od spolecznosci bialoruskiej - dostarczyla
licznych urzedników, nauczycieli oraz funkcjonariuszy aparatu
bezpieczenstwa, co mialo niewatpliwy wplyw na stosunki polsko-zydowskie,
poniewaz Zydzi najczesciej zajmowali miejsca dotychczasowych urzedników i
nauczycieli narodowosci polskiej. (...) Ponadto w okresie wrzesien -
grudzien 1939 roku mialy miejsce liczne aresztowania tych przedstawicieli
ludnosci polskiej, którzy przed wojna pelnili wyzsze funkcje w administracji
i wladzach politycznych panstwa polskiego badz byli zaangazowani w
dzialalnosc spoleczna. Miejscowi Zydzi - czlonkowie tymczasowej
administracji lub milicji - okazywali wówczas duza pomoc wladzom sowieckim w
ich tropieniu i zatrzymywaniu".
A dalej pisze, powolujac sie w tym wypadku nie na kogo innego, jak na Jana
T. Grossa: "Zdarzalo sie takze, ze przedstawiciele ludnosci zydowskiej
szydzili z Polaków, podkreslajac tak nagla odmiane losu, jaka stala sie
udzialem obydwu spolecznosci. W strone ludnosci polskiej padaly czesto
zlosliwe uwagi w rodzaju Çchcieliscie Polski bez Zydów, macie Zydów bez
PolskiC czy Çskonczylo sie juz waszeC".
Tak wiec udzial Zydów w aparacie sowieckim, w tym takze w milicji, jest
zgodnie stwierdzany w polskich relacjach (w tym zwlaszcza tych, na podstawie
których Jan T. Gross od cwiercwiecza buduje swoje ksiazki i artykuly)
sporzadzonych jeszcze w czasie wojny, a przechowywanych m.in. w Instytucie
Hoovera w USA oraz w analizowanych obecnie aktach wladz sowieckich i wladz
partyjnych bylego ZSRR, jak tez w raportach dowództwa ZWZ, dawno
opublikowanych w dziele "Armia Krajowa w dokumentach" (t. I, Londyn 1970).
Nie jest wiec chyba uzasadnione twierdzenie prof. Grossa, wyrazone w jego
ostatniej ksiazce "Sasiedzi": "Mówiac wprost - entuzjazm Zydów na widok
wchodzacej Armii Czerwonej nie byl zgola rozpowszechniony i nie wiadomo na
czym mialaby polegac wyjatkowosc kolaboracji Zydów z Sowietami w okresie
1939 - 1941".
Wladza sowiecka od poczatku starala sie dowiesc, ze cieszy sie masowym
poparciem ludnosci. W stosunku do opornych stosowano terror. Aresztowania i
wywózki na obszarze tzw. Zachodniej Bialorusi objely okolo 150 tys. osób. Na
zdjeciu sztafeta rowerowa mieszkanców Bialegostoku o zblizajacych sie
wyborach do zgromadzenia ludowego Bialorusi Zachodniej, pazdziernik 1939
roku
(C) MUZEUM WOJSKA W BIALYMSTOKU/REPR. PIOTR MECIK
Falszywy znak równosci
Drugi czlon owego twierdzenia, tym razem dotyczacy Polaków, brzmi on:
"Natomiast nie ulega watpliwosci, ze miejscowa ludnosc (z wyjatkiem Zydów)
entuzjastycznie witala wchodzace oddzialy Wehrmachtu w 1941 roku i
kolaborowala z Niemcami, wlaczywszy sie równiez w proces eksterminacji
Zydów. Fragment przytoczonej wczesniej relacji Finkelsztajna o Radzilowie -
uprawdopodobnionej dodatkowo wspomnieniami chlopów z okolicznych wsi, które
cytuje - jest dokladnym negatywem obiegowych opowiesci o zachowaniu
kresowych Zydów na widok wkraczajacych w 1939 roku do Polski bolszewików".
Nie wchodzac jeszcze w meritum, chcialbym zwrócic uwage na metode. Setki
zachowanych relacji, raporty wladz Polski Podziemnej, w tym takze raport,
jakze przychylnego Zydom Jana Karskiego, nie uprawniaja do uogólnien. Moze i
slusznie. Trzeba bowiem rozpoznac sytuacje w róznych miejscowosciach, nie
opierajac sie na bardzo nawet rozpowszechnionych ogólnych opiniach. A
jednoczesnie relacja Finkelsztajna i kilka relacji chlopów z wsi okolicznych
uprawniaja do wyrazenia sadu o postawie nie poszczególnych osób, ale calej
miejscowej ludnosci (z wyjatkiem Zydów). Podobnie jest z teza o tym, ze to
polska ludnosc parotysiecznego miasteczka Jedwabne wymordowala swoich
sasiadów Zydów - oparta na zeznaniach Zydów uciekinierów, którym udalo sie
przezyc oraz na materialach UB, uzyskanych w wyniku (niewatpliwie okrutnego)
sledztwa z 1949 i 1953 roku, w czasach, gdy biskupów polskich skazywano za
zdrade narodu polskiego i szpiegostwo na rzecz "imperialistów".
Przejde teraz do owej polskiej kolaboracji. Szerzej niz prof. Gross
przedstawil ja Andrzej Zbikowski. Polegala ona m.in. na mordowaniu Zydów
przez polskie "bandy", zlozone w wiekszosci z ludzi wypuszczonych niedawno
przez Niemców z sowieckich wiezien, oraz na napadach na "cofajace sie
mniejsze ugrupowania sowieckiej armii", dokonywanych przez takiez "bandy".
Znak równosci, po prostu, 1939 i 1941.
Jednak, na Boga, czym innym jest radosne witanie Niemców, którzy przybywaja
w samym srodku strasznej deportacji, umozliwiajac setkom ludzi opuszczenie
okrutnych miejsc kazni - wiezien (m.in. w Brzesciu, Lomzy, Bialymstoku i w
Jedwabnem), czym innym atakowanie czerwonoarmistów, do wczoraj naszych
okupantów, a czym innym zabijanie zolnierzy WP. Rzeczywiscie, Zydom w Polsce
nie dzialo sie najlepiej, istnialy niewatpliwe "rachunki krzywd", zeby
zacytowac wiersz Broniewskiego, ale wszak nie wywozono Zydów na Sybir, nie
rozstrzeliwano, nie zsylano do obozów koncentracyjnych, nie zabijano glodem
i katorznicza praca. Jesli Polski nie uwazali za swoja ojczyzne, nie musieli
wszak jej traktowac jak okupanta i wspólnie z jej smiertelnym wrogiem
zabijac polskich zolnierzy, mordowac uciekajacych na wschód polskich
cywilów. Nie musieli takze brac udzialu w typowaniu swoich sasiadów do
wywózek, owych strasznych aktów odpowiedzialnosci zbiorowej.
Tylko na trzech domach nie bylo czerwonej flagi
Przejdzmy teraz od spraw ogólnych do sytuacji w miescie i gminie Jedwabne.
Ma racje Jan Gross, ze swiadectw, które by dotyczyly bezposrednio tego
miasteczka, nie jest zbyt wiele, jednak nie jest ich takze malo, a w kazdym
razie wiecej, niz tych, na których opiera sie, piszac o spaleniu Zydów
10.07.1941 roku. "Nowe podejscie do zródel", które lansuje w wypadku relacji
zydowskich, mozna byloby zastosowac takze w tym wypadku. Wszak sa to relacje
zlozone przez ludzi represjonowanych, uratowanych od zaglady tylko dzieki
umowie Sikorski - Majski z lipca 1941 roku. Mówia wiec jako swiadkowie
zbrodni ci, którzy ja przezyli. W relacjach dotykaja "problemu zydowskiego",
choc nikt ich do tego nie zacheca, spontanicznie, "z pelnosci serca".
Czy Zydzi z Jedwabnego, podobnie jak inni, powitali goraco wkroczenie Armii
Czerwonej? Relacje, zarówno te sporzadzone jeszcze podczas wojny, jak
uzyskane przeze mnie na poczatku lat dziewiecdziesiatych, wskazuja, ze tak
bylo.
Najpierw relacje zlozone w armii gen. Andersa i zarchiwizowane w Instytucie
Hoovera, a obecnie dostepne takze w Archiwum Wschodnim w Warszawie.
Rel. nr 8356, sporzadzona przez stelmacha Józefa Rybickiego z miasta
Jedwabne: "Armje czerwona przyjmowali zydzi którzy pobudowali bramy.
Zmienili wladze stara a zaprowadzili nowa z sposród ludnosci miejscowej
(zydzi i komunisci). Aresztowano policje, nauczycielstwo (...)".
Rel. nr 10708, sporzadzona przez pracownika samorzadowego w Jedwabnem,
Tadeusza Kielczewskiego: "Zaraz po wkroczeniu Armji Sowieckiej samozutnie
powstal komitet miejski, skladajacy sie z komunistów polskich
(przewodniczacy polak Krytowczyk Czeslaw, czlonkowie byli zas zydzi).
Milicja skladala sie tez z zydów komunistów. Represji z poczatku nie
stosowano, poniewaz nie znali ludnosci, dopiero po zrobieniu doniesienia
przez miejscowych komunistów zaczely sie aresztowania. Rewizje robili
miejscowi milicjanci u takich osób, u których uwazali ze znajduje sie bron.
Glówne aresztowania przez wladze sowieckie zaczely sie dopiero po pierwszych
wyborach".
Rel. nr 8455, spisana przez slusarza-mechanika z Jedwabnego, Mariana
Lojewskiego: "Po wkroczeniu armji czerwonej do naszej miejscowosci
zarzadzono na wstepie oddanie wszelkiej broni znajdujacej sie w posiadaniu
miejscowej ludnosci. Grozono za zatrzymanie takowej smiercia. Nastepnie
dokonywano rewizji w róznych domach a to z powodu oskarzen zydów
handlujacych, którzy oskarzyli, ze w czasie ich nieobecnosci Polacy pokradli
im rózne towary. Dokonano licznych aresztowan ludzi, do których miejscowi
zydzi mieli pretensje za sciganie ich przez Panstwo Polskie i ich
przesladowanie".
Rel. nr 2675, zlozona przez brakarza drzewnego z Jedwabnego, Aleksandra
Kotowskiego: "W czasie wkraczania armji czerwonej bylem nieobecny, do wladzy
dopuszczono zydów oraz Polaków komunistów, którzy siedzieli za komunizm w
wiezieniach, oni naprowadzali NKWD do mieszkan, domów i wydawali polskich
obywateli patryjotów".
Na koniec relacja Lucji Chojnowskiej z domu Cholowinskiej z 9.05.1991 roku.
Pani Cholowinska, siostra Jadwigi, za mezem Laudanskiej, wiosna 1940 roku
znalazla sie w bazie partyzanckiej na Uroczysku Kobielne, polozonej wsród
bagien nadbiebrzanskich i podczas bitwy stoczonej miedzy polskimi
partyzantami a wojskiem sowieckim 23.06.1940 roku zostala wzieta do niewoli.
Nasza rozmowa, odbyta w Jedwabnem, dotyczyla wlasnie tej bitwy, a nie
stosunków w miasteczku, w którym obie panie uprzednio mieszkaly. Pomimo to,
w trakcie rozmowy Lucja Cholowinska-Chojnowska powiedziala: "W Jedwabnem,
zamieszkanym w wiekszosci przez Zydów, byly tylko trzy domy, które nie
wywiesily czerwonej flagi, gdy weszli tutaj Rosjanie. Miedzy innymi nasz
dom. Przed pierwsza wywózka przybiegla do nas Zydówka - sasiadka (zylismy
zawsze bardzo dobrze z Zydami) i ostrzegla, ze jestesmy na liscie do
wywiezienia. Wtedy ja z siostra Jadwiga i jej dzieckiem (4-letnia
dziewczynka) ucieklysmy do Orlikowa, zabierajac z soba tylko troche
ubrania". Zauwazmy: sasiadka - Zydówka wie, kto jest na liscie do wywózki, a
wszak byla to najscislej strzezona tajemnica. Tyle o poczatkach.
Po zajeciu wschodnich terenów Polski nastapila realizacja "rewolucji"
spolecznej - politycznej i ekonomicznej. Dokonywano jej przy pomocy wojska i
sluzb specjalnych. Na zdjeciu mieszkancy Bialegostoku udaja sie na mityng
przedwyborczy, pazdziernik 1939 roku
(C) MUZEUM WOJSKA W BIALYMSTOKU/REPR. PIOTR MECIK
Rozpoczely sie aresztowania
A teraz dalsze pytania. Z kogo skladala sie milicja w Jedwabnem i jaki byl
jej stosunek do tych mieszkanców miasteczka, którzy uznani zostali za zbyt
zwiazanych z panstwem polskim, niechetnych nowemu systemowi, wrogów? Czy i w
jaki sposób objawial sie - równiez w Jedwabnem - terror i czy byl
realizowany jedynie silami obywateli sowieckich, "wostoczników", czy takze
wspomagali go "dawni" obywatele polscy, stali mieszkancy Jedwabnego i gminy
jedwabienskiej? Poszukajmy odpowiedzi w tych samych "dokumentach osobistych"
(jak mówia historycy), powstalych jeszcze w okresie wojny i pózniej.
Rel. nr 1559, zlozona przez Kazimierza Sokolowskiego, robotnika z
Jedwabnego: "Utworzyly wladze sowieckie milicje, przewaznie z Zydów
komunistów, rozpoczely sie aresztowania gospodarzy i robotników, na których
milicja naskarzyla. Na ludnosc nalozyli wysokie podatki, na koscioly
nalozyli podatki i aresztowali ksiedza. Rozpoczely sie masowe rewizje u
ludzi nieprzychylnych, wrogów ludu. (...) Miejscowa ludnosc przewaznie w
wiekszosci odmówila sie od glosowania (22.10.1939 roku - T.S.). Przez caly
dzien milicja przemoca sprowadzala pod karabinami do lokalu wyborczego.
Chorych przemoca przywozono do glosowania. Niedlugo po wyborach urzadzili
noca oblawe i aresztowali cale rodziny i wywiezli do ZSRR".
Rel. nr 1394, spisana przez robotnika z Jedwabnego Stanislawa Grube:
"Przeprowadzano rewizje w celu wykrycia broni, ksiazek antykomunistycznych
i.t.d. Natychmiast podejrzanych aresztowano tak jak i rodziny ksiezy i
osadzono w wiezieniu dla przeprowadzenia sledztwa".
Rel. nr 2589, sporzadzona przez rolnika z gminy Jedwabne, Józefa
Karwowskiego: "W pazdzierniku 1939 r. NKWD zarzadzilo zebrania i mityngi
przedwyborcze. Na te zebrania NKWD i milicja przymusowo ludzi wyganiala. Kto
sie tylko sprzeciwial, natychmiast zostal aresztowany i od tego czasu zginal
bezpowrotnie".
Rel. nr 2545, zlozona przez rolnika z gminy Jedwabne, Józefa Makowskiego:
"Aresztowali, wiazali rece, wrzucali do piwnic i chlewów, glodzili, nie
dawali wody do picia, bestjalsko bili i w ten sposób zmuszali do przyznania
sie do winy nalezenia do organizacji polskich. Ja sam bylem zbity do utraty
przytomnosci podczas badania przez NKWD w Jedwabnem, Lomzy i Minsku".
Rel. nr 8356, spisana przez (znanego juz nam) Józefa Rybickiego z
Jedwabnego: "Rewizje odbywaly sie u zamozniejszych gospodarczy, zabierali
meble, ubranie i rzeczy wartosciowe, a po kilku dniach w nocy ich
aresztowali. Na zebrania zabierali sila - opornych uznawali za tzw.
wreditiela, aresztowali. Soltys robil spisy chodzac po mieszkaniach i
spisujac wiele osób i rocznik. Komisja skladala sie z wojskowych i zydów i
tamtejszych komunistów. Kandydatów do zgromadzenia narzucali zgóry, byli to
zydzi, przybyli z ZSRR i tamtejsi komunisci".
Pozakladali czerwone opaski
Przejdzmy teraz do powojennych relacji skladanych mi niejako "w tle", przy
okazji, podczas korespondencji o walce na Uroczysku Kobielne.
Jerzy Tarnacki, partyzant z Kobielnego, w liscie z 24.10.1991 roku pisal:
"Po mnie i mojego brata rodzonego Antka przybyl patrol zlozony z Polaka ob.
Kurpiewski i Zyd o nazwisku Czapnik. Podczas aresztowania udalo sie nam
zbiec z wlasnego podwórka. Ja zaczalem sie ukrywac we wsi Kajtanowo
(Kajetanowo - T.S.) u kolegi Mierzejewskiego Waclawa. Od niego dowiedzialem
sie, ze istnieje oddzial partyzantki Polskiej za rzeka Biebrza. Ukrywalem
sie od stycznia do polowy kwietnia 1940 roku".
Stefan Boczkowski z Jedwabnego w liscie z 14.01.1995 r. zauwaza: "Miejscowi
Zydzi w Jedwabnem pozakladali na rekawy czerwone opaski i pomagali
milicjantom w aresztowaniu Çwrogów luduC, ÇszpiegówC itp.".
Dr med. Kazimierz Odyniec, syn sierz. Antoniego Odynca, poleglego w boju na
Kobielnem 23.06. 1940 roku, w liscie z 20.06.1991 r. napisal: "Pod koniec
kwietnia 1940 r. przyszedl do naszego mieszkania w mundurze milicjanta
rosyjskiego miejscowy Zyd i kazal zameldowac sie Ojcu w NKWD. (...) Ojciec
pozegnal sie z nami, wysylajac uprzednio Matke, by sledzila tego milicjanta
i sprawdzila po kogo jeszcze poszedl, gdyz na liscie bylo wypisane
kilkanascie nazwisk. Jak sie pózniej okazalo Ojciec nie poszedl na NKWD.
Nastepnego dnia NKWD aresztowala Matke, domagajac sie aby powiedziala, gdzie
ukryl sie Ojciec". Dr Odyniec, w liscie napisanym do mnie juz po ogloszeniu
ksiazki Jana Grossa, stwierdzil: "Gross podkresla okrucienstwo strony
polskiej, nie mówiac nic o zachowaniu sie znacznej grupy Zydów, którzy
poszli na jawna wspólprace z Sowietami i to oni stali sie tymi ludzmi,
którzy wskazywali Sowietom tych Polaków, których nalezy aresztowac czy
deportowac. Dam Panu przyklad mojej rodziny (tu powtórzenie poprzedniego
opisu - T.S.). Pamietam takze, ze trupy polskich partyzantów po walkach na
Kobielnem transportowal sasiad mego wujka Wladka Lojewskiego Zyd Calko"
(list z 25.10.2000 r.).
Roman Sadowski, oficer AK, maz Haliny, siostry Kazimierza Odynca,
wywiezionej 20.06.1941 roku w glab ZSRR, tak napisal do mnie 10.11.2000 r.:
"W czasie okupacji sowieckiej Zydzi byli ÇwladcamiC tych terenów. Calkowicie
wspólpracowali z wladzami sowieckimi. Wedlug relacji kuzynów mojej zony, to
Zydzi wspólnie z NKWD ustalali listy do internowania (wywiezienia)".
Jak widac, mimo ze nie prowadzilem systematycznej i odpowiednio wczesnej
kwerendy dokumentacji, zwiazanej z postawa Zydów z Jedwabnego i okolic,
zebralo sie sporo swiadectw, spontanicznych i niewywolywanych. Nie moge wiec
twierdzic, jak czyni to Gross, ze "napotkalem tylko jedna relacje mówiaca
konkretnie o przywitaniu Sowietów w miasteczku we wrzesniu 1939 roku - jak
wiemy byl to moment, w którym utrwalila sie dla wielu Polaków pamiec o
nielojalnosci Zydów - a i na niej nie bardzo mozna polegac, bo zostala
spisana przeszlo piecdziesiat lat po omawianych wydarzeniach". Po tym
opowiada o informacji uzyskanej przez Agnieszke Arnold podczas pracy nad
filmem o spaleniu Zydów w Jedwabnem.
Nie bedac specjalista od tych problemów, cytuje powyzej piec relacji, w
wiekszosci spisanych przed 1945 rokiem, a dotyczacych postawy jedwabienskich
Zydów wobec instalujacej sie sowieckiej wladzy, oraz dziewiec relacji o
postepowaniu milicji w ogromnej czesci zlozonej z jedwabienskich Zydów, choc
jej komendantem byl Polak Czeslaw Kurpiewski, znany przedwojenny komunista.
Dodajmy do tego informacje bardzo charakterystyczna, a powtórzona w dwóch
niezaleznych relacjach: oprócz Zydów milicjantów w aresztowaniach brali
udzial Zydzi ubrani po cywilnemu, tylko z czerwonymi opaskami na rekawach i
uzbrojeni w karabiny.
Trzcianne: charakterystyczny incydent
Te same dokumenty z archiwum Instytutu Hoovera, dobrze znane przeciez Janowi
Grossowi, wymieniaja caly szereg miast i mniejszych miejscowosci, w których
Zydzi witali entuzjastycznie Armie Czerwona, a potem obsadzali posterunki
milicji. Sa to miasta: Zambrów, Lomza, Stawiski, wsie: Wizna, Szumowo
(komendant milicji Zyd o nazwisku Jablonka), Rakowo - Boginie, Bredki,
Zabiele, Wadolki Stare, Drozdowo.
Znamy takze charakterystyczny incydent, który mial miejsce w miasteczku
zydowskim Trzcianne, lezacym naprzeciw Jedwabnego, ale po przeciwnej stronie
Biebrzy. Wedlug relacji (z 16.08.1987 roku) Czeslawa Borowskiego, mieszkanca
przylegajacej do Trzciannego wsi Zubole, jego przebieg byl nastepujacy:
"Gdzies pod koniec wrzesnia, a moze w poczatku pazdziernika 1939 r. Niemcy
wycofali sie juz z tego terenu, a Rosjanie jeszcze nie weszli i powstal tu
jakby pas neutralny. Na Czerwonym Borze toczyly sie jeszcze walki. W
Trzciannym Zydzi przygotowywali powitanie wkraczajacej Armii Czerwonej.
Patrole milicji zydowskiej wyszly az do Okraglego (zakret i przystanek) w
kierunku Moniek: zauwazyli tuman kurzu i sadzac, ze to Armia Czerwona
wycofaly sie az do bramy zbudowanej na poczatku wsi (miasteczka - T.S.). Nie
byli to zolnierze radzieccy lecz 10 - 15 ulanów polskich, którzy
przechodzili przez ten pas neutralny. Zastali brame powitalna, rabina z
chlebem i sola. Ulani wpadli w tlum, zniszczyli brame tryumfalna, plazowali,
rozbili pare sklepów zydowskich, chcieli spalic miasteczko, ale do tego juz
nie doszlo. Córka rabina zmarla na atak serca. Ulani pojechali dalej. Zydzi
w Trzciannym mieli bron. (...)".
Relacja ta, spisana przeze mnie niemal 50 lat po tych wydarzeniach, zostala
zweryfikowana przez zródla rosyjskie. Wedlug nich pod koniec wrzesnia 1939
roku "banda polskich zolnierzy" dowodzona przez dwóch ziemian Henryka
Klimaszewskiego i Józefa Nieczeckiego napadla na miasteczko, gdzie dokonala
"grabiezy i pogromu ludnosci zydowskiej". W czasie tej akcji Henryk
Klimaszewski mial nawolywac do rozprawy z bolszewikami i Zydami, mówiac:
"Bijcie Zydów za Grodno i Skidel, przyszla pora policzenia sie z nimi, precz
z komunistami, wyrzniemy wszystkich Zydów".
Niemcy uratowali setki mieszkanców
Oprócz znanego prof. Grossowi zbioru z Instytutu Hoovera i niezaleznie od
uzyskanych przeze mnie niegdys relacji, sa inne jeszcze swiadectwa
zachowania sie Zydów z Jedwabnego w latach 1939 - 1941. Danuta i Aleksander
Wroniszewscy w reportazu "Aby zyc" (zamieszczonym w "Kontaktach" z
19.07.1988 roku) odnotowali relacje mieszkanca Jedwabnego: "Pamietam jak
wywozili Polaków do transportu na Sybir, na kazdej furmance siedzial Zyd z
karabinem. Matki, zony, dzieci klekaly przed wozami, blagaly o litosc.
Ostatni raz dwudziestego czerwca 41 roku".
Czy polscy mieszkancy Jedwabnego i wsi okolicznych witali Niemców z
entuzjazmem i jako zbawców? Tak! Witali! Jezeli ktos wyciaga mnie z
plonacego domu, w którym moge sie spalic za chwile, rzuce mu sie na szyje i
bede dziekowal. Chocbym jutro mial uznac go za kolejnego smiertelnego wroga.
Niemcy uratowali bowiem wówczas setki mieszkanców wsi okolicznych (a moze i
Jedwabnego?), kryjacych sie od kilku dni w zbozu i w krzakach nad Biebrza.
Uratowali od wywiezienia na smierc, gdzies na pustynie kazachska czy do
syberyjskiej tajgi. A wtedy juz dobrze wiedziano, co znaczy taki wywóz:
docieraly wszak listy i inne sygnaly ze specposiolków. Nadto równolegle z
wywózka przeprowadzano, czesto nie odrózniana przez historyków, akcje
aresztowan ludzi podejrzanych, konczaca sie lagrem lub wiezieniem.
Wieloletnim, smiertelnym.
Nie dziwmy sie wiec ich radosci ani owym "bandom", jak je okresla Andrzej
Zbikowski, ze atakowaly opuszczajace te ziemie grupy zolnierzy sowieckich.
Swoich do wczoraj ciemiezycieli, reprezentantów jednego z najokrutniejszych
systemów, jakie wydala ludzkosc.
Dzien przeokropny dla Polaków
Niedawno ogloszono bardzo specyficzne, lecz zarazem wiarygodne zródlo
"Kronike panien benedyktynek opactwa Swietej Trójcy w Lomzy (1939 - 1954)",
sporzadzona przez s. Alojze Piesiewiczówne (Lomza 1995). Zacytujmy jej
fragmenty dotyczace dni 20 - 22.06.1941 roku:
"20 czerwiec. Uroczystosc Serca Pana Jezusa. Dzien przeokropny dla Polaków
pod zaborem sowieckim. Masowe wywozenie do Rosji. Od wczesnego rana ciagnely
przez miasto wozy z calymi rodzinami polskimi na stacje koleja. Wywozono
bogatsze rodziny polskie, rodziny narodowców, patriotów polskich,
inteligencje, rodziny uwiezionych w sowieckich wiezieniach, trudno sie bylo
nawet zorientowac jaka kategorie ludzi deportowano. Placz, jek i rozpacz
okropna w duszach polskich. Zydzi za to i Sowieci tryumfuja. Nie da sie
opisac co przezywaja Polacy. Stan beznadziejny. A Zydzi i Sowieci ciesza sie
glosno i odgrazaja, ze niedlugo wszystkich Polaków wywioza. I mozna sie bylo
tego spodziewac, gdyz caly dzien 20 czerwca i nastepny 21 czerwca wiezli
ludzi bez przerwy na stacje. (...) I na prawde Bóg wejrzal na nasze lzy i
krew.
22 czerwiec. Bardzo wczesnym rankiem dal sie slyszec warkot samolotów i od
czasu do czasu huk rozrywajacych sie bomb nad miastem. (...) Kilka bomb
niemieckich spadlo na wazniejsze placówki sowieckie. Zrobil sie nieslychany
poploch wsród Sowietów. Zaczeli bezladnie uciekac. Polacy cieszyli sie
bardzo. Kazdy huk rozrywajacej sie bomby napelnial dusze niewypowiedziana
radoscia. Za kilka godzin nie bylo w miescie ani jednego Sowieta, Zydzi
pochowali sie gdzies po suterenach i piwnicach. Przed poludniem wiezniowie
opuscili cele. Ludzie na ulicach rzucali sie sobie w ramiona i z radosci
plakali. Sowieci cofali sie bez broni, ani jednym strzalem nie odpowiedzieli
nastepujacym Niemcom.
Wieczorem tego dnia w Lomzy nie bylo ani jednego Sowieta. Sytuacja byla
jednak nie wyjasniona - Sowieci uciekli, a Niemcy jeszcze nie weszli.
Nastepnego dnia 23 czerwca tak samo pustka w miescie. Ludnosc cywilna
rzucila sie na rabunek. Rozbito i zrabowano wszystkie sklady, bazy i sklepy
sowieckie. Wieczorem 23 czerwca weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc
odetchnela".
W tych dniach nie moglo byc innej reakcji. W pare tygodni pózniej ZWZ w
pospiechu odtwarzal poszarpane przez Sowietów sieci konspiracyjne, masowo
zbierano bron porzucona przez uciekajacych, wykorzystywano czas
"bezkrólewia" na przygotowanie sie do walki z kolejnym okupantem. Sa na to
równie liczne swiadectwa, jak na fakty rabunku, odwetu i pogromów.
Rzeczywistosc - jak zwykle - jest bardziej skomplikowana, niz umiemy to
sobie wyobrazic.
Tomasz Strzembosz (ur.1930), historyk, jest profesorem Katolickiego
Uniwersytetu Lubelskiego i Instytutu Studiów Politycznych PAN. Autor prac
dotyczacych konspiracji wojskowej w stolicy: "Akcje zbrojne podziemnej
Warszawy 1939 - 1945", "Oddzialy szturmowe konspiracyjnej Warszawy 1939 -
1945", "Odbijanie i uwalnianie wiezniów w Warszawie 1939-1944". Od blisko
dwudziestu lat zajmuje sie historia polskiej konspiracji na ziemiach
pólnocno-wschodnich Rzeczypospolitej pod okupacja sowiecka. Pisze ksiazke na
ten temat. Przygotowuje równiez prace o sowieckim systemie okupacyjnym na
ziemiach Polski w latach 1939-1941. Ostatnio wydal "Rzeczpospolita
podziemna".
TOMASZ STRZEMBOSZ
P.
Jdr <jdr.nospam@don'try.net> wrote in message
news:6kpc6.8186$gm2....@news11-gui.server.ntli.net...
> Co do Jedwabnego, to skad wiesz ze o pierzyny szlo? Z knigi Grossa to nie
> wynika (wynika z niej natomiast ze Polacy mordowali bo Polacy to
> ANTYSEMICI!).
>
> P.
Nieuwaznie pan czytal (jezeli pan czytal) "Sasiadow". Zaczelo sie od rabunku
zydowskich domow.
Jednak chodzilo na poczatku o pierzyne. Stad i przyjazd ciemniakow na wozach
drabiniastych po pierzyne i inna darmowizne.
Czytam rozwjajaca sie w polskiej prasie dyskusje na temat Jedwabnego. Jak
przypuszczalem, powazni i mniej powazni publicysci, zwalaja wine za
zamordowanie Zydoww na samych Zydow, za to ze witali Czerwona Armie w 39.
Oczywiscie, zastrzegaja sie oni, ze nie pochwalaja morderstwa, ale dalej
gledza na temat winy Zydow.
Ciekawe ze niektorzy z mordercow tez witali Armie Czerwona i pracowali w
urzedach sowieckich az do wkroczenia Niemcow.
Zalek
Panie Sharon,
Coz to za porownania!!! Przeciez ci mordercy co wspolpracowali z Armia
Czerwona byli rozporkorowo inni niz ci spaleni!!!
Pod:
http://www.geocities.com/bloomzalek/Articles/kolaboranci-z-nkwd.html
zachowalem caly artykul z GW w ktorym sa pisze miedzy innymi:
"Rzecz wazna - dokumenty sowieckie nie potwierdzaja masowej wspolpracy
Zydow z radziecka wladza okupacyjna.
Owszem, w polowie lat 30. w centralnych strukturach NKWD (wedlug
materialow opublikowanych w Moskwie przed rokiem) Zydzi stanowili
ponad 38 proc. (dane z lipca 1934 r.). Natomiast po wielkiej czystce w
aparacie pozostalo niecale 4 proc. Zydow, gorowali Rosjanie (ponad 66
proc.)"
[...]
"Wedlug raportu lejt. Kostrowa we wrzesniu 1940 roku NKWD w Jedwabnem
mialo 130 informatorow i agentow. Nie znamy ich narodowosci. Wiadomo,
ze do stycznia 1941 roku zwerbowano 25 informatorow sposrod setki
ujawniajacych sie konspiratorow Polakow."
Zalek
>Jakos wszystko sie zmiescilo.
>Gdzie to wywalic?
>
>e
>
>
Panie Edku,
To na takim upiorze Pan jezdzi?
Zalek
Amerykanski-zydowski pisarz, John Sack twierdzi ze gdyby przeszedl to co
Zydzi tacy jak Morel przeszli toby tez zabijal niemieckich cywilow w obozach
dla nich.
Rozumie pan o co mi chodzi?
Poza tym, dla mnie odrazajace jest naglosnienie calej sprawy wlasnie teraz,
uzywanie poteznych mediow by ksiazke i jej message promowac. Na to sie nie
zgadzam, i przeciwko temu bede protestowal najlepiej jak potrafie. A takze
przeciwko wyraznej tendencyjnosci Grossa.
Nigdy nie bedzie zadnego "pojednania" pomiedzy Polakami i Zydami, jesli
Zydzi beda sie domagali by zawsze wystepowac w roli niewinnej ofiary, i by
Polacy zawsze wystepowali w roli kata.
Wydaje sie ze rzeczywistosc byla taka ze Zydzi tez bywali katami, a Polacy
ofiarami.
Puzzler
Alexander Sharon <a.sh...@home.com> wrote in message
news:Qcrc6.34613$K8.17...@news1.rdc1.ab.home.com...
Wymazalem panski list, mysle ze sie Pan o to nie pogniewa, ale poniewaz nie
mam zamiaru wdawac sie z Panem w polemike, nie uwazalem za sluszne cytowanie
panskiego listu. Chodzilo mi jedynie o skrocenie tego "tasiemca" roznych
odpowiedzi. Chce napisac, ze zgadzam sie z panska opinia w stosunku do tej
niefortunnej wypowiedzi p. Nowaka Jezioranskiego, a takze z pana pierwszym
listem, w ktorym zwraca Pan trafnie uwage na scislosc prezentowanych faktow.
Mowie o liscie w ktorym uzyl Pan slow: "No, nieprawda, to sa podstawowe
pytania - motyw zbrodni, ilosc ofiar, rodzaj zrodel uzytych przez autora, i
sposob w jaki zrodla uzyl."
To jest bardzo wazne, wszak p. Jezioranski lub p Gross nie pisza o
imieninach u cioci, gdzie niewazne jest czy sie wuj Teos spil i tanczyl
walca, czy tango.
Ponizej pozwole sobie zamiescic jedna z moich wypowiedzi na temat zajscia w
Jedwabnem. W tej wypowiedzi oparlem sie glownie (lecz nie jedynie) na
opracowaniu p. Andrzeja Kaczynskiego ktore zostalo zamieszczone w
"Rzeczpospolitej" i opracowaniach historycznych prof. Iwo Cypriana
Pogonowskiego, autora miedzy innymi takich ksiazek jak " Poland: A
Historical Atlas" [1987] and "Jews in Poland: A Documentary History" [1993].
W czasie wojny zostal wydany przez Ukraincow w rece niemieckiej policji,
kolejno przezyl obozy w Oswiecimiu, Oranienburgu-Sachsenhausen i straszny
"marsz smierci" 19 kwietnia 1945 r., gdy SS-mani otworzyli ogien do polskich
wiezniow.
Dwie wersje jednego wydarzenia.
W ksiazce "The Holocaust" piora Martina Gilbertsa, ktorej to ksiazki krytyka
zamieszczona byla w New York Times 04.02.1986, na stronie C-15, autor
opisuje zbrodnie popelniona 10.07.1941 w Jedwabnem. Takze w ksiazce, ktora
byla poprawiona przez Gilberta, "Atlas od the Holocaust", Gilbert pisze ze
zbrodnia w Jedwabnem popelniona byla przez Niemcow.
Natomiast w ksiazce "Jedwabne-History and Memorial Book", Julius L. Baker i
Jacob L. Baker pisza ze zbrodnia ta popelniona zostala przez "sasiadow", jak
to jest delikatnie ujete, przez nie - Zydow.
To samo pisze Jan Gross w swojej ksiazce "Upiorna dekada 1939-1949" w ktorej
oskarza Polakow o popelnienie tej zbrodni.
Z historia opisana przez Grossa i roznymi opisami swiadkow tej zbrodni na
pewno jest Pan swietnie zaznajomiony, widze ze czyta Pan wiele artykulow
publikowanych przez prase polsko - jezyczna. Ale ta historia ma tez druga
wersje. I ta wersje zamierzam Panu (-om) przedstawic.
Wiec zacznijmy od poczatku, od roku 1939, agresji Rosji na Polske i sytuacji
jaka sie wytworzyla w zwiazku z wkroczeniem Armii Czerwonej. Mam w swoim
posiadaniu zeznania paru swiadkow ktorzy przezyli to wkroczenie. Niektore
zeznania swiadkow sa pisane recznie, niektore kopie sa w nienajlepszym
stanie.
Wies Makowskie, gmina Jedwabne, powiat Lomza.
Blediewski Antoni, rolnik, gm. Jedwabne
"Czerwona Armia wkroczyla 26.IX.1939r. Zaraz po wkroczeniu przyjechal
"politruk" ktory zarzadzil zebranie wszystkich zamieszkalych wioski
Makowskie, aby wybrac zarzad wiejski...Namawial ludnosc calej wioski do
stworzenia kolchozu. Przeciwnicy, ktorzy opierali sie temu najblizszej nocy
zostali aresztowani.
Sposob aresztowania.
Przed kazdem aresztowaniem, ktore byly wylecznie noca, przyjezdzalo kilku
"bojcow" i miejscowa milicja, skladajaca sie przewaznie z naszych Zydkow,
otaczala dom aresztowanego, kilku wchodzilo do mieszkania, aresztowanemu
kaza polozyc sie na podloge; jeden przyklada bron do glowy, reszta natomiast
przeprowadza szczegolowa rewizje, zabierajac wszystkie dokumenta, fotografje
i wszystkie papiery..."
Lojewski Marian, slusarz-mechanik gm. Jedwabne.
"Aresztowany zostalem 17.IV.1940r. i odstawiony do wiezienia w
Bialymstoku...
Nastepnie dokonywano rewizji w roznych domach, a to z powodu oskarzen Zydow
handlujacych, ktorzy oskarzyli ze w czasie ich nieobecnosci Polacy pokradli
im rozne towary. Dokonano licznych aresztowan ludzi do ktorych miejscowi
komunisci Zydzi mieli pretensje za sciganie ich przez Panstwo Polski i ich
przesladowanie...
Gdy po kilku takich przemowieniach ludzie nie bardzo sie schodzili, wowczas
prelegenci w osobach Zydowek: Nejmark i Polki Krystowczyk zaczeto straszyc
karami wiezienia...
Zylismy pod ciaglym strachem aresztowania, ktore sie zaczely odbywac na
szeroka skale, nocami mezczyzni nocowali pomimo zimy po stodolach w
kolonjach lub stertach siana...
Naganiacze byli miejscowi Zydzi i donosiciele, po ulicach chodzily patrole z
karabinami, ludnosc pod taka grozba byla bierna tak zakonczyly sie wybory do
deput...
Rybicki Jozef, stelmach. m Jedwabne.
Armje Czerwona przyjmowali Zydzi ktorzy budowali bramy. Zmienili wladze
stara, a zaprowadzili nowa z posrod ludnosci miejscowej (Zydzi i komunisci).
Aresztowano policje, nauczycielstwo."
Dolegowski Antoni, rolnik, pow.Lomza, gm. Kolaki, w. Wroble.
Dn. 23.IX.39r. Armja Czerwona wkroczyla na nasze terytorium. W pierwszych
dniach wladze sowieckie objely urzedy panstwowe, oraz majatki rolne
panstwowe. Nastepnie utworzyli policje, w sklad ktorej wchodzili opryszki,
przewaznie z ludnosci rosyjskiej i zydowskiej, ktorzy za czasow polskich
podejrzani byli o komunizm. Na czele policji byl naczalnik NKWD...
Po przeprowadzeniu takiej rewizji, brakowalo zegarka lub pierscionka, u
danego osobnika, to bylo charakterystyczne....
Kapral podchorazy Ablamowicz Tadeusz - student Politechniki Lwowskiej,
miejsce pobyto w pazdzierniku 1939 - Lwow.
"Po kapitulacji Lwowa 22.X.39 wkroczyly bezposrednio na teren miasta odzialy
pancerne i piechota zmotoryzowana. Wladze porzadkowa objela narazie
samorzutnie zorganizowana przez miejscowych komunistow "czerwona milicja".
Procentowo skladala sie z conajmniej 50% Zydow i tyluz procent Ukraincow.
Procent Polakow byl stosunkowo bardzo maly. Milicja ta uzbrojona w polskie
karabiny zachowywala sie b.agresywnie w stosunku do Polakow i polskich
zolnierzy...
Jedynie na Politechnice Lwowskiej na spotkaniu zwolanym przez zawiazany
Komitet studencki, w celu omowienia organizacji studjow, studenci Zydzi wraz
z pomoca zolnierzy NKWD dokonali masakry na studentach Polakach. Zabitych
zostalo 7 osob.
Pozatem w pozniejszym czasie byly pojedyncze napady i bicie Polakow, a
zwlaszcza czlonkow....i Mlodziezy Wszechpolskiej przez studentow Zydow...
Agitatorzy rekrutowali sie przewaznie z miejscowych komunistow Zydow i
Ukraincow, oraz z agitatorow bolszewickich...
Nowa Wilejka
St.majst.wojsk. Kotlicki Bronislaw - slusarz mechanik.
"Powrocilem z wojny 15 listopada 1939 roku do Nowej Wilejki pod Wilnem, na
ulice osadnicza No.1. do rodzicow mojej zony i anajdowalem sie w tej okolicy
az do aresztowania mnie przez wladze sowiecka....
U wladzy znajdowali sie ludzie miejscowi o najnizszej wartosci jak:
komunisci, wiezniowie nie tylko polityczni, ale i inni, Zydzi i obywatele
sowieccy rowniez Zydzi, ktorzy przybyli z Rosji Sowieckiej...
Na kierowniczych stanowiskach znajdowali sie tylko Zydzi i sowieccy
obywatele...
Ci ostatni byli rowniez kierownikami agitatorow, mieli do pomocy reszte
Zydostwa i czesc miejscowej szumowiny...
Wiele innych zeznan swiadkow, opisow szykan, morderstw, rabunkow dokonanych
przez Zydow na tych terenach przy wspoludziale lub pomocy Sowietow. Andrzej
Kaczynski rowniez pisze o zrodlach gwaltownego pogorszenia sie stosunkow
polsko-zydowskich w tamtych okolicach i ilustruje to dwoma przykladami z
regionu Lomzy: "Poparli nas Zydzi i tylko ich wciaz bylo widac. Zapanowala
tez moda, ze kazdy kierownik instytucji chwalil sie, ze u niego nie pracuje
juz ani jeden Polak" - mowil na naradzie aktywu w 1940 roku naczelnik NKWD w
Lomzy, i nader krytycznie, z punktu widzenia panstwa radzieckiego, ocenil te
sytuacje."
W ksiazce D. i A. Wroniszewscy: "Aby zyc", "Kontakty" 10 lipca 1988
odnotowano relacje polskiego mieszkanca miejscowosci Jedwabne: "Pamietam,
jak wywozili Polakow do transportu na Sybir, na kazdej furmance siedzial Zyd
z karabinem. Matki, zony, dzieci, klekaly przed wozami, blagaly o litosc,
pomoc. Ostatni raz dwudziestego czerwca 1941 roku". Wszak to nie caly
miesiac przed zajsciami w Jedwabnem.
Takze w tym samym miejscu: "Kiedy w 1939 r. do Jedwabnego przyszli Rosjanie,
dla Polakow byli zwyklymi najezdzcami. Natomiast wiekszosc Zydow natychmiast
opowiedziala sie po stronie wladzy radzieckiej. Nie mieli zahamowan przy
zmienianiu orzelkow na gwiazdy, chetnie brali udzial w mityngach. Nastroje
antysemickie wzrosly tez na pewno, kiedy tuz przed wkroczeniem Niemcow
wrocili z lomzynskiego wiezienia ludzie zadenuncjowani przez Zydow".
Doszly do tego drastyczne represje przeciw polskiej konspiracji w polowie
1940 roku. W czerwcu 1940 roku NKWD rozbilo w Jedwabnem konspiracyjna
organizacje, aresztujac jej 35 czlonkow. Miesiac pozniej rozbito Zwiazek
Walki Zbrojnej, aresztujac 79 osob z Jedwabnego i Bialegostoku. Polscy
mieszkancy Jedwabnego dosc powszechnie przypisywali wykrycie obu konspiracji
zydowskim donosom.
Lecz teraz moze wrocimy to tego samego Jana Grossa. Siedemnascie lat
wczesniej napisal on inna ksiazke, pt. "W czterdziestym nas Matko na Sybir
zeslali" wydana w 1983. W tej to ksiazce on sam podaje relacje o nikczemnej
roli Zyda Lewinowicza w podstepnym aresztowaniu Polakow. Byla wstrzasajaca
historia smierci nadlesniczego Labeckiego, ktory odebral sobie zycie,
rzucajac sie pod pociag. "Byl on [nadlesniczy] wezwany do jakiegos urzedu w
dawniejszym miasteczku powiatowym Sokolce. Tam zwykli Zydzi z czerwonymi
opaskami na rekawach i karabinami, ktore na pewno pamietaly Napoleona, ci
Zydzi wykopali go i potlukli. On nie mogl tego zniesc i rzucil sie pod
pociag. Rodzine, tj. zone i szescioletniego synka wywieziono podczas
najokropniejszych mrozow az do Irkucka". W tej to ksiazce sam Gross podal
bogaty material zrodlowy, nie ukrywajacy faktow o prosowieckiej i
antypolskiej kolaboracji wielkiej czesci Zydow na Kresach w latach
1939-1941. We wspomnianej ksiazce przytaczal liczne fakty o donoszeniu na
Polakow, ich szykanowaniu, niszczeniu kapliczek przydroznych przez
sfanatyzowanych Zydow - komsomolcow, o wielkiej roli zbolszewizowanych Zydow
w administracji.
Teraz o samych wypadkach w Jedwabnem. Sa dwie wersje: Grossa i wersja
oficjalna prokuratora Waldemara Monkiewicza, bylego szefa Okregowej Komisji
Badania Zbrodni Hitlerowskich, ktory dokladnie badal cala sprawe. O
sledztwie (badaniach) przeprowadzonych przez prokuratora Monkiewicza Gross
nie wspomina ani jednym slowem w swoich opracowaniach. Nie wspomnial, jak
sie zdaje, dlatego iz stwierdzenia prokuratora Monkiewicza natychmiast
obalilyby gmach falszow zbudowany dzieki calej relacji Wasersztajna. Ten
ostatni przypisuje wykonanie calej zbrodni na Zydach w Jedwabnem Polakom.
Zgodnie z ta intencja robi co moze, aby maksymalnie zanizyc liczebny udzial
Niemcow bioracych udzial w calej antyzydowskiej akcji. Wedlug Wasersztajna,
w Jedwabnem bylo wszystkiego osmiu gestapowcow, ktorzy byli faktycznie
biernymi obserwatorami zbrodni popelnionej jakoby przez Polakow.
Tymczasem Monkiewicz konsekwentnie podawal, ze w calej akcji w Jedwabnem
bralo udzial ponad 200 niemieckich funkcjonariuszy. W referacie na sesje
popularnonaukowa zorganizowana 20 czerwca 1986 r., z okazji 250-lecia
nadania praw miejskich Jedwabnemu, prokurator Monkiewicz podal, ze 10 lipca
1941 r. w Jedwabnem lacznie pojawilo sie 232 funkcjonariuszy niemieckiej
policji.
W artykule publikowanym w 1989 roku w "Studiach Podlaskich" Monkiewicz
pisal m.in. "W poczatkach lipca ze skladu batalionow policyjnych 309 i 316
wydzielono ponad 200 funkcjonariuszy, tworzac specjalny oddzial nazywany
"Kommando Bialystok" dowodzony przez Wolfganga Burknera, oddelegowanego z
warszawskiego gestapo. Oddzial ten w dniu 10 lipca 1941 roku przybyl
samochodami ciezarowymi do Jedwabnego. W toku akcji podjetej przeciwko Zydom
zaangazowano rowniez zandarmerie i policje pomocnicza. Ta ostatnia
uczestniczyla jedynie w przyprowadzeniu ofiar na rynek i ich konwojowaniu
poza miasto. Tam hitlerowcy dopuscili sie niesamowitego wrecz okrucienstwa
wpedzajac okolo 900 osob do stodoly, ktora nastepnie zamkneli, sciany oblali
benzyna i podpalili, powodujac meczenska smierc znajdujacych sie wewnatrz
mezczyzn, kobiet i dzieci."
Takze w relacji prokuratora Monkiewicza, granatowi policjanci ktorzy
uczestniczyli w masakrze i wina ich zostala udowodniona, poniesli kare. W
1949 w Lomzy 21 Polakow i jeden folksfojcz zostalo oskarzonych i w wyniku
tego oskarzenia skazanych na kary 8-15 lat wiezienia, a w jednym przypadku
zostala wykonana kara smierci. Nikt ze skazanych nie przyznal sie do winy.
Teraz rozwazmy role glownego swiadka Grossa, Wasersztajna. Sam Gross w
swojej ksiazce, narzeka na Wasersztajna: " "W ZIH-u znajdziemy dwa zeznania
Wasersztajna spisane oddzielnie - ani liczby sie w nich nie pokrywaja, ani
rozmaite detale". Wiele tych detali mu sie nie zgadza. Np. taki malenki
"detal" ze w Jedwabnem bylo 230 zandarmow a nie 8. Nie wiele sie tutaj
pomylil, tylko a ponad 200. A dlatego sie "pomylil", ze w ten sposob jest
latwiej powiekszyc udzial Polakow. Teraz roznica w zeznaniach: "Wasersztajn
zeznawal dalej. "Tego samego dnia zaobserwowalem straszliwy obraz.
Kubrzanska Chaja, 28 lat, i Binsztejn Basia, 26 lat, obie z niemowletami na
rekach, poszly nad sadzawke, wolac raczej utopic sie wraz z dziecmi, anizeli
wpasc w rece bandytów. Wrzucily dzieci do wody i wlasnymi rekami utopily.
Pózniej skoczyla Binsztejn Baska, która poszla od razu na dno, podczas gdy
Kubrzanska Chaja meczyla sie przez kilka godzin".
Rywka Fogel podala nieco inne szczególy. Kobiety zamienily sie dziecmi.
Podciely sobie zyly, zanim rzucily sie do wody. Wedlug Wasersztajna,
chuligani zrobili sobie z tragedii widowisko. Fogel podala, ze z pierwszej
próby Polacy wyratowali samobójczynie. Ich mezowie, dzialacze komunistyczni,
uciekli z Rosjanami. "
No to tu mamy wielka roznice w zeznaniach opisujacych to samo zajscie.
Teraz to zeznanie: " Ichak Neumark, byly mieszkaniec Jedwabnego,
opowiedzial, ze wrót pilnowal znany mu Polak z siekiera w dloni. "Byl gotów
zabic kazdego, kto by próbowal wydostac sie. Stalem z rodzina tuz przy
wejsciu, poniewaz na szczescie zostalismy jedni z ostatnich wepchnieci do
stodoly. Nagle od plomieni wrota rozpadly sie. Pilnujacy zamierzyl sie na
mnie siekiera, ale zdolalem mu ja wytracic. Mnie, mojej siostrze i jej
piecioletniej córeczce udalo sie uciec na cmentarz. Widzialem jak mój ojciec
padl w plomieniach na klepisko"."
To ta stodola jest otoczona kordonem zandarmow, juz teraz wiemy ze bylo ich
w Jedwabnem 230, swiadkowie twierdza ze tluszcza szaleje, a on sobie
spokolnie ucieka z tej plonacej stodoly, nawet nie sam, ale z cala rodzina,
nawet z 5 letnim dzieckiem, ba nawet temu znanemu sobie Polakowi wytraca
siekiere (A jak znany, to jak sie nazywal? Zyje jeszcze? Bo jak tak to pod
sad.). I nikt nic nie robi, nie strzela, nie goni, tak mu pozwalaja sobie
uciec.
Takze w swojej ksiazce Gross nie pisze ze Polacy Karwowski i Antonina
Wyrzykowska uratowali razem 14 Zydow, miedzy innymi samego Wasersztajna.
Sceny dantejskie sie rozgrywaja, rzez, wrzask, placz, a Wasersztajn, Rywka
Fogel i inni swiadkowie ktorzy przezyli, mieli czas i ochote rozgladac sie
dookola i wszystko zapamietywac ze szczegolami. Bzdury. Oni siedzieli w
stodolach, zagrzebani w sianie, slomie, w dziurach i gowno widzieli. Juz
Panu o tym cudownym wzroku Wasersztajna napisalem, ktory siedzi w stodole u
Wyrzykowskiej (albo u Dziedzica, zalezy ktora wersje sobie Pan wybierze) pod
sianem, 3 km. od miejsca kazni, a wszystko widzi co sie dzieje, a takze
slyszy. No,no, w CIA to by go od razu zatrudnili.
Inny niesamowity szczegol z relacji Wasersztajna. Stwierdzil on, ze jeden z
Polakow - stolarz Szlezinski byl tak fanatycznie antysemicki, ze z
nienawisci do Zydow zaofiarowal wlasna stodole jako miejsce do ich spalenia.
On tak tych Zydow nienawidzil, ze z wlasnej checi stodole zaofiarowal?
W sprawie tej wypowiadala sie juz ponad 10 lat temu corka wspomnianego
stolarza, mowiac: "To, ze ofiarowal swoja stodole do spalenia Zydow, jest
czysta bzdura. Tak jakby Niemcy pytali o zgode. Pasowala im, bo stala
niedaleko kirkutu i w bezpiecznym oddaleniu od innych zabudowan" (cyt. za D.
i A. Wroniszewscy: "Aby zyc", "Kontakty" 10 lipca 1988).
W sprawie Jedwabnego sledztwo sie odbylo i 22 ludzi zostalo osadzonych i
skazanych.
Poza Grossem sa takze inne wersje i badania, takie jak np. zaprezentowane
przez badacza zwiazanego z Zydowskim Instytutem Historycznym - Andrzeja
Zbikowskiego. Pisal m.in. w oparciu o zydowskie swiadectwa dotyczace Wilna:
"Nieraz Zydzi wyszydzali, a nawet denuncjowali Polakow, glownie bylych
zolnierzy (...). Umocniona zostala zydowska dominacja w handlu, teraz juz
uspolecznionym, kwitla protekcja i korupcja. Nie inaczej dzialo sie w
Grodnie i Bialymstoku. Niektorzy autorzy relacji pisali z rozzaleniem o
swoich rodakach, ze odniesli sie do Polakow lekcewazaco i czesto ich
ponizali".
W innym tekscie publikowanym przez Zbikowskiego w "Studiach z dziejow Zydow
w Polsce" t. II (wyd. 1995 r., s.64), zacytowal on wypowiedz pewnej Zydowki
z Wilna, iz: "Za czasow zas bolszewickich wzmogl sie w silnym stopniu prad
antysemicki u Polakow. W duzej mierze ponosza za to wine Zydzi sami (...).
Przy kazdej okazji smieli sie z Polakow, wykrzykiwali: juz nie wasza Polska,
minely te czasy (...). Zydowscy komunisci igrali z uczuciami patriotycznymi
Polakow, denuncjowali ich nielegalne rozmowy, wskazywali polskich oficerow
oraz bylych wyzszych urzednikow, z wlasnej woli pracowali w NKWD i brali
udzial w aresztowaniach".
Przytaczajac rozne tego typu przyklady, Zbikowski pisal o narastajacych
wsrod Polakow i Ukraincow pragnieniach odwetu. Wskazuje rowniez na fakt, ze
wszystkie bardziej znaczace zajscia antyzydowskie w czerwcu - lipcu 1941 r.,
po odwrocie wojsk sowieckich (m.in. we Lwowie, Drohobyczu, Tarnopolu) byly
zawsze wywolane znalezieniem w tamtejszych wiezieniach zmasakrowanych zwlok
osob zaaresztowanych wczesniej przez NKWD Ukraincow i Polakow. Wedlug
Zbikowskiego, w zajsciach antyzydowskich jednoznacznie dominowali Ukraincy.
Wymieniajac 31 miejscowosci, gdzie w czerwcu - lipcu 1941 doszlo do zajsc
antyzydowskich z ofiarami smiertelnymi, Zbikowski stwierdza, ze w 18
przypadkach doszlo do takich zajsc z udzialem Ukraincow i tylko dwa razy z
udzialem Polakow. Takze nie przypisuje on znaczacej roli Polaka w zajsciach
w Jedwabnem.
Ale jest wiele nie zbadanych jeszcze do konca zajsc na Kresach. Musi zostac
wyjasniona do konca sprawa niezliczonych zbrodni popelnionych na Polakach w
latach 1939-1941. Musza byc wyjasnione i zbadane sprawy masowych zbrodni na
Polakach popelnionych w wiezieniu w Tarnopolu w czerwcu 1941 roku. W ksiazce
ksiedza Waclawa Szetelnickiego pisano po imieniu o udziale trzech Zydow z
Tremboli: Kramera, Dawida Kzmmela i Dawida Rosenberga w mordowaniu polskich
wiezniow.
Musimy wyjasnic sprawe udzialu zbolszewizowanych Zydow w innych masowych
mordach na polskich wiezniach popelnionych w czerwcu - lipcu 1941 roku,
m.in. w Lucku, Oszmianie, Czortkowie, okolicach Branska, Wolozynie.
Sprawy takie jak wyrozniajace i specjalizujace sie w strzelaniu do wiezniow
(Polakow i Ukraincow) dwie Zydowki z Lucka Blumenkranz i Spiglowej.
Musi byc wyjasniona do konca sprawa zabojstwa osmiu polskich dominikanow
przez Zydow - enkawudzistow w Czortkowie, sprawa zamordowania na
Politechnice Lwowskiej pod zarzutami antysemityzmu kilku tamtejszych
dzialaczy studenckich (sprawa zostala opisana w monografii dziejow
Politechniki Lwowskiej przez dr hab. Zbyslawa Poplawskiego.).
Musimy wyjasnic sprawe zamordowania przez zbolszewizowanych Zydow dwunastu
oficerow polskich w Grabowcu, opisana przez polonijnego autora profesora
Tadeusza Piotrowskiego w ksiazce "Poland's Holokaust". Musimy wyjasnic
sprawe zbrodni zydowsko-bialoruskiej czerwonej milicji na grupie oficerow i
zolnierzy KOP-u w Berdowce, o ktorej pisal Kazimierz Krajewski w monografii
AK na ziemi nowogrodzkiej.
Sprawe strzelania w plecy polskim zolnierza w Grodnie i role jaka w niej
odegrali zkomunizowani Zydzi, ktorzy mordowali jedynych wtedy w Europie
zolnierzy walczacych zbrojnie z Nazistami.
Tak, wiele spraw jest jeszcze nie wyjasnionych.
Musi byc do konca wyjasniona sprawa odpowiedzialnosci za zbrodnie Katynska
niektorych wysokich funkcjonarjuszy NKWD, takich jak general Rajchman.
Notabene, byli oni odpowiedzialni rowniez za zamordowanie w Katyniu duzej
grupy oficerow pochodzenia zydowskiego. ***Zamordowano ich jednak za to, ze
czuli sie polskimi oficerami, polskimi patriotami.***
--
Chris
(do niejakiego "puzzlera" nie do mnie)
> Nieuwaznie pan czytal (jezeli pan czytal) "Sasiadow". Zaczelo sie od
> rabunku zydowskich domow.
Nie nieuwaznie, tylko selektywnie. Zreszta nie wierze, ze czytal.
Ale to na marginesie.
> Czytam rozwjajaca sie w polskiej prasie dyskusje na temat Jedwabnego.
> Ciekawe ze niektorzy z mordercow tez witali Armie Czerwona i pracowali
> w urzedach sowieckich az do wkroczenia Niemcow.
To moim zdaniem najciekawsza czesc ksiazki. Okazuje sie, ze bracia
Laudanscy, jedni z prowodyrow zbrodni, byli podczas okupacji sowieckiej
agentami NKVD, odpowiedzialnymi za wsype polskiej konspiry na tych
terenach. Bardzo ladnie na tym tle wyglada oskarzanie Zydow o to
samo.
Jeszcze ladniej wyglada, ze po 1944 r. ci sami bracia o tak ladnym
prawdziwie-polsko-szlacheckim nazwisku czym predzej zapisali sie do
PPR.
Czyli mozna znowu (jak w Kielcach) wszystko zrzucic na komuchow i
dalej spac spokojnie.
Pod pozydowska pierzyna, oczywiscie.
--
pjf
(Peter J. Freier)
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_010127/publicystyka/publicystyka
_a_2.html
Ludnosc zydowska, w tym zwlaszcza mlodziez, oraz miejska biedota, wziela
masowy udzial w powitaniu wojska sowieckiego. Z bronia w reku.
Przemilczana kolaboracja
Tomasz Strzembosz (ur.1930), historyk
8<<<<<<<<< friendly snip 8<<<<<<<<<<<
============
"Dzien przeokropny dla Polaków
Niedawno ogloszono bardzo specyficzne, lecz zarazem wiarygodne zródlo
"Kronike panien benedyktynek opactwa Swietej Trójcy w Lomzy (1939 - 1954)",
sporzadzona przez s. Alojze Piesiewiczówne (Lomza 1995). Zacytujmy jej
fragmenty dotyczace dni 20 - 22.06.1941 roku:
"20 czerwiec. Uroczystosc Serca Pana Jezusa. Dzien przeokropny dla Polaków
pod zaborem sowieckim. Masowe wywozenie do Rosji. Od wczesnego rana ciagnely
przez miasto wozy z calymi rodzinami polskimi na stacje koleja. Wywozono
bogatsze rodziny polskie, rodziny narodowców, patriotów polskich,
inteligencje, rodziny uwiezionych w sowieckich wiezieniach, trudno sie bylo
nawet zorientowac jaka kategorie ludzi deportowano. Placz, jek i rozpacz
okropna w duszach polskich. Zydzi za to i Sowieci tryumfuja. Nie da sie
opisac co przezywaja Polacy. Stan beznadziejny. A Zydzi i Sowieci ciesza sie
glosno i odgrazaja, ze niedlugo wszystkich Polaków wywioza. I mozna sie bylo
tego spodziewac, gdyz caly dzien 20 czerwca i nastepny 21 czerwca wiezli
ludzi bez przerwy na stacje. (...) I na prawde Bóg wejrzal na nasze lzy i
krew. "
T.S.
==================
"Puzzler" <br...@sprint.ca> wrote in message
news:Yqqc6.2500$nb.3...@newscontent-01.sprint.ca...
8<<<<<<<<<<<<<<< friendly snip 8<<<<<<<
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_010127/publicystyka/publicystyka
_a_2.html
Ludnosc zydowska, w tym zwlaszcza mlodziez, oraz miejska biedota, wziela
masowy udzial w powitaniu wojska sowieckiego. Z bronia w reku.
Przemilczana kolaboracja
Pierwszy okres po wkroczeniu Armii Czerwonej na ziemie wschodnie RP trwal
Ogólne przerazenie
Okres, po wkroczeniu Armii Czerwonej na ziemie wschodnie RP, mozna podzielic
na trzy podokresy. Pierwszy, nazwany przez prof. Ryszarda Szawlowskiego (i
nie tylko jego!), wojna polsko-sowiecka, trwal dwa tygodnie, do pierwszych
dni pazdziernika 1939 roku, kiedy zakonczyl sie zorganizowany opór wiekszych
jednostek bojowych WP, choc poszczególne pododdzialy prowadzily akcje, juz o
charakterze partyzanckim. Drugi, to opanowywanie terenu, polaczone z
realizacja "rewolucji" spolecznej - politycznej i ekonomicznej, z góry
zaplanowanej i realizowanej przy pomocy wojska i sluzb specjalnych. Dlatego
nazywam ja "rewolucja na postronku". W tym tez czasie mialy miejsce pierwsze
aresztowania. Okres ten konczy sie w listopadzie 1939 roku wcieleniem ziem
pólnocno-wschodnich RP do Bialoruskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej,
a poludniowo-wschodnich do Ukrainskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej.
Faktycznie przedluzyl sie on o dalsze dwa miesiace, kiedy sowiecki system
administracyjny (republika, oblast', rejon) zostal ostatecznie wprowadzony
na obszarach anektowanych. Trzeci podokres, poczatki 1940 roku - czerwiec
1941 roku, charakteryzuje sie z jednej strony unifikacja z
ekonomiczno-spolecznym systemem ZSRR (forsowanie kolchozów, umacnianie
sowchozów, dokonczenie procesu nacjonalizacji przemyslu, handlu, systemu
bankowego itp.), a z drugiej - gwaltownym nasileniem represji, zwlaszcza w
pierwszej polowie 1940 roku, w postaci masowych aresztowan i wywózek
(deportacji), które na obszarze tzw. Zachodniej Bialorusi trwaly do konca i
objely okolo 150 000 osób. Na tym ostatnim zjawisku pragne sie dluzej
zatrzymac, bylo to bowiem - z czego niewielu zdaje sobie sprawe - dzialanie
na podstawie zasady odpowiedzialnosci zbiorowej.
Czas wywózek
Pierwsza wywózka, z 9/10.02.1940 roku objela osadników wojskowych i
cywilnych oraz lesników wraz z rodzinami. Druga z 13.04.1940 roku ogarnela
tych, których czlonkowie rodzin (glowy domu, bracia, synowie) byli ujeci
jako zolnierze WP, policjanci itp., uciekli za granice lub ukrywali sie badz
Zdrada w dniach kleski
Natomiast ludnosc zydowska, w tym zwlaszcza mlodziez, oraz miejska biedota,
Nowe porzadki w urzedach
Oddzialu NKWD w Lomzy stwierdzil: "U nas utarla sie taka praktyka. Poparli
nas Zydzi i tylko ich wciaz bylo widac. Zapanowala tez moda, ze kazdy
wyborach do zgromadzenia ludowego Bialorusi Zachodniej, pazdziernik 1939
roku
(C) MUZEUM WOJSKA W BIALYMSTOKU/REPR. PIOTR MECIK
Falszywy znak równosci
Drugi czlon owego twierdzenia, tym razem dotyczacy Polaków, brzmi on:
"Natomiast nie ulega watpliwosci, ze miejscowa ludnosc (z wyjatkiem Zydów)
entuzjastycznie witala wchodzace oddzialy Wehrmachtu w 1941 roku i
kolaborowala z Niemcami, wlaczywszy sie równiez w proces eksterminacji
Zydów. Fragment przytoczonej wczesniej relacji Finkelsztajna o Radzilowie -
uprawdopodobnionej dodatkowo wspomnieniami chlopów z okolicznych wsi, które
cytuje - jest dokladnym negatywem obiegowych opowiesci o zachowaniu
kresowych Zydów na widok wkraczajacych w 1939 roku do Polski bolszewików".
Nie wchodzac jeszcze w meritum, chcialbym zwrócic uwage na metode. Setki
zachowanych relacji, raporty wladz Polski Podziemnej, w tym takze raport,
jakze przychylnego Zydom Jana Karskiego, nie uprawniaja do uogólnien. Moze i
slusznie. Trzeba bowiem rozpoznac sytuacje w róznych miejscowosciach, nie
opierajac sie na bardzo nawet rozpowszechnionych ogólnych opiniach. A
jednoczesnie relacja Finkelsztajna i kilka relacji chlopów z wsi okolicznych
uprawniaja do wyrazenia sadu o postawie nie poszczególnych osób, ale calej
miejscowej ludnosci (z wyjatkiem Zydów). Podobnie jest z teza o tym, ze to
polska ludnosc parotysiecznego miasteczka Jedwabne wymordowala swoich
sasiadów Zydów - oparta na zeznaniach Zydów uciekinierów, którym udalo sie
przezyc oraz na materialach UB, uzyskanych w wyniku (niewatpliwie okrutnego)
Czytajac jednak takie artylkuly jak ten Tomasza Strzembosza,
(Rzeczpospolita) ktory nie mogac jako historyk zaprzeczyc
faktom, a w swoim staraniu stworzenia obiektywnego obrazu
czasu pogromu w Jedwabne pisze tam, gdzie tych faktow nie posiada:
>Ludnosc polska, pomijajac niewielka grupe komunistów w miastach i jeszcze
>mniejsza na wsi, przyjela agresje ZSRR i tworzony tutaj system sowiecki
>podobnie jak agresje niemiecka. Sa na to tysiace róznorodnych swiadectw.
>Udzial polskich chlopów w tzw. sielsowietach (radach wiejskich, gminnych)
>nie jest tu wyznacznikiem niczego, bo byly to ciala o charakterze
>dekoracyjnym. Istotne byly komitety wykonawcze, a jeszcze wazniejszy
>kontrolujacy je aparat partyjny i policyjny.
dzie polscy komunisci byli niewielka grupa
(a gdzie komunisci byli wielka?)
gdzie udzial Polakow w Sowieckich instytucjach jest tylko:
"o charakterze dekoracyjnym".
Ogladajac ilustracje pelne "pejsatych Zydow" wyciagajacych
rece po Radziecka Prawde. (na zdjeciu - Rzeczpospolita jest
tylko jeden Zyd daleko za przepychajacymi sie po Prawde)
Gdy czytam ten (ponizej) dramatyczny opis lomzanskiego wieczoru
23 czerwca, gdzie "nie wiadomo kto dokonuje rabunkow", i w wiadomo
kto kryje sie pod "weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc odetchnela"
Nie sadze, bowiem aby lomzanscy Zydzi nalezeli do "mieszkancow", ktorzy
"odetchneli".
>Wieczorem tego dnia w Lomzy nie bylo ani jednego Sowieta. Sytuacja byla
>jednak nie wyjasniona - Sowieci uciekli, a Niemcy jeszcze nie weszli.
>Nastepnego dnia 23 czerwca tak samo pustka w miescie. Ludnosc cywilna
>rzucila sie na rabunek. Rozbito i zrabowano wszystkie sklady, bazy i sklepy
>sowieckie. Wieczorem 23 czerwca weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc
>odetchnela".
Czy czuje sie sfrustrowany? NIE! Ogarnia mnie coraz wieksze obrzydzenie.
Walka bowiem trwa.
"Honor Polaka", ktory wybral sobie za przeciwnika "stosy martwych
popalonch zwlok Zydow z Jedwabne", ktory gotow jest uspokoic wlasne
sumienie plaskimi usprawiedliweniami o "sytuacji"; "prowokacji";
"odwecie za terror NKVD"; "antypolonizmie Amerykanskich Zydow"
Honor ktorego apogeum obiektywnosci gotowe jest tworzyc artykuly jak te:
MAREK JAN CHODAKIEWICZ - Rezeczpospolita (2001-01-05)
Tomasza Strzembosza - Rezeczpospolita (2001-01-27)
Bratkowski - Rzeczpospolita (2001-01-13)
Zraniony polski honor musi sie zagoic, aby nie bolalo stosuje sie "morfine
usprawiedliwien".
Dyskutujac stosunki miedzy Polakami i (bylymi) Polskimi Zydami popadlem w
konflikty nie mogac zaakceptowac istnienia
specjalnej odmiany antysemityzmu - polskiego antysemityzmu.
Teraz zaczynam chyba rozumiec. Zwykly antysemityzm jest
wyrazem glupoty, zacofania i leku, ten polski antysemityzm siega po
naukowo-historyczna racje swojego istnienia. Ten Polski dokumentuje dowody na
swoja racje bytu. Tak jak w 1968 roku.
Wiezniowie obozu w Oswiecimiu mowia w swoich wspomnieniach o zapachu palonych
ludzkich cial. Zapach, ktory do dzis ich przesladuje.
Pan Bratkowski, Chodakiwicz i Tomasz Strzembosza powinni odwiedzic Jedwabne,
przy odrobinie dobrej woli odnajda tam ten sam zapach palonych cial.
Wieslaw Kochanski
Sweden
P.S.
Poniewaz ostatnio listy Polskich Zydow i Polakow, o innych niz "narodowe"
opinjach sa systematycznie kasowane na polsko-jezycznych usnet-grupach, list ten
zostanie wyslany
do forum czasopisma Wprost.(byc moze z tamtad nie zniknie)
> Panie Edku,
>
> To na takim upiorze Pan jezdzi?
>
Jezdzilem, Panie Zalku, jezdzilem i wyobraz sobie Pan, wozilem zloto. Ladna
"syrenka" - prawda? Mialo toto 1480 KM, wazylo toto 100 ton, a zabieralo na
siebie 150 ton. Kazdy ladunek to okolo 15 dkg. czystego zlota, oczywiscie po
calkowitym przerobie rudy.
e
> Zalek
> Nie, panie Aleksandrze, to nie tak. Tutaj chodzi o motyw. Nikt zbrodni nie
> pochwala, ale nie sposob sie zgodzic z sugestia Grossa ze wrodzony
> antysemityzm byl motywem.
"Oficjalnym" motywem w Kielcach byl "mord rytualny". "Oficjalnym" zas
promotorem pogromu byla "prowokacja" zydowskiego UB, ktora chciala wyslac
jaknajszybciej zydowskich niedobitkow do Palestyny.
A wiadomo zas, ze glownym motywem bylo jednak to, ze Zydzi wracali do swoich
starych katow, i zachodzila obawa sposrod spoleczenstwa, ze jednak upomna
sie o swoje wlasne pierzyny.
Co do Jedwabnego to wylania sie nowa hipoteza, ze "oficjalnym motywem" byl
zemsta za zydowski udzial w witaniu Armii Czerwonej kwiatami i wspolpraca z
sowieckim okupantem.
Ostatnio rowniez lansuje sie najnowszy "motyw" - rozpijanie polskiego
wiesniaka na kredyt.
Dlaczego wiec wg. pana "nie sposob sie zgodzic z sugestia Grossa ze wrodzony
antysemityzm byl motywem".
A byl prosze pana, i do tego polaczony z checia darmowego zysku.
Nikt jakos nie wspomina o "smutnych wydarzeniach" z roku 1936: w marcu tego
roku pogrom na Zydach w Przytyku (Radomskie), a w czerwcu tegoz roku pogrom
na Zydach w Minsku Mazowieckim. Zas rok wczesniej pogrom w Grodno w czerwcu
1935.
Motyw tych pogromow: oficjalnie wlasciwie nie ustalono, ale w Przytyku
zaaresztowano czlonkow zydowskiej samoobrony, min. 70 letniego Leyzera
Feldberga za bezczelna prawo do samoobrony przed rabusiami i gwalcicielami.
A wiec w czasach poprzedzajacych bezposrednio morderstwo w Jedwabnem (oraz w
Radzilowie i innych miejscowosciach w Bialostockiem) doswiadczenie juz bylo
zdobyte. Ludzie w pogromach w Grodnie byli ranni, ale jeszcze nie zabici,
samoobrona i policja wkroczyly na czas. W Jedwabnem zas wydarzenia doszly do
calopalenia.
> Amerykanski-zydowski pisarz, John Sack twierdzi ze gdyby przeszedl to co
> Zydzi tacy jak Morel przeszli toby tez zabijal niemieckich cywilow w
obozach
> dla nich.
> Rozumie pan o co mi chodzi?
Nie rozumiem. Sack jest przede wsystkim Amerykaninem, i podkreslanie jego
zydowstwa jest wyraznie tendencyjne. Morel byl pracownikiem polskim, i
podkreslanie jego zydowstwa jest rowniez chwytem tendencyjno-prowokatorskim.
Oprocz Swietochlowic na terenie Polski bylo sporo innych obozow niemieckich,
dlaczego nie wspomina pan pochodzenia ich komendatow.
>
> Poza tym, dla mnie odrazajace jest naglosnienie calej sprawy wlasnie
teraz,
> uzywanie poteznych mediow by ksiazke i jej message promowac. Na to sie nie
> zgadzam, i przeciwko temu bede protestowal najlepiej jak potrafie. A takze
> przeciwko wyraznej tendencyjnosci Grossa.
Coz to znaczy "wlasnie teraz"? Jakie 'motywy' ma pan na to "wlasnie teraz".
> Nigdy nie bedzie zadnego "pojednania" pomiedzy Polakami i Zydami, jesli
> Zydzi beda sie domagali by zawsze wystepowac w roli niewinnej ofiary, i by
> Polacy zawsze wystepowali w roli kata.
Fakty mowia same za siebie.
> Wydaje sie ze rzeczywistosc byla taka ze Zydzi tez bywali katami, a Polacy
> ofiarami.
Oczywiscie. Nagminne pogromy Polakow przez Zydow sa wyjatkowo znane i
szeroko opisane.
> Puzzler
Alexander Sharon
>Z Rzeczpospolitej:
>
>W swietle nie jednej i nie dwóch, ale kilkudziesieciu relacji i zapisów,
>nie tylko swiadków i ofiar, ale takze sprawców, jest faktem bezspornym, ze
>starcy i dzieci, mezczyzni i kobiety, mordowani byli w Jedwabnem w sposób
>nieprawdopodobnie okrutny rekami Polaków. Próby podwazania tego
>podstawowego stwierdzenia sa w swietle przedstawionego materialu
>dowodowego zwykla ucieczka w nieprawde.
To wcale nie musi byc dokladnie tak. W zalaczeniu infromacja na ten
temat z wczorajszego dziennika PAP.
Krzysztof Wroblewski
<> NOWI SWIADKOWIE W SPRAWIE MORDU ZYDOW W JEDWABNEM
Prokuratorzy z bialostockiego oddzialu Instytutu Pamieci Narodowej,
prowadzacy sledztwo w sprawie mordu Zydow w lipcu 1941 roku w
Jedwabnem
na Ziemi Lomzynskiej, dotarli do nowych swiadkow tej zbrodni.
Zbrodni mieli dopuscic sie mieszkancy Jedwabnego. "Nowi swiadkowie to
osoby, ktore przedtem ani przez historykow, ani przez prase nie byly
indagowane w tej sprawie" - poinformowal w czwartek prowadzacy sprawe
prokurator Radoslaw Ignatiew, nie podajac jednak zadnych szczegolow.
Zapowiedzial, ze rozeslane zostana do archiwow, prokurator i sadow
Niemczech wnioski w sprawie hitlerowskiego tzw. Komando Bialystok
(Einsatzgruppen), ktore dzialalo w polnocno-wschodniej Polsce w
polowie
1941 roku. Zadaniem takich jednostek bylo m.in. mordowanie Zydow i
komisarzy politycznych Armii Czerwonej. Bialostocki IPN trafil bowiem
na dokument, ktory moze swiadczyc o tym, iz ma ono na swoim koncie
zbrodnie na ludnosci zydowskiej w Jedwabnem i kilku innych
miejscowosciach. "Chodzi nam o weryfikacje tego watku niemieckiego" -
mowi Ignatiew.
Przyznal, ze nikt do konca nie zajal sie nigdy liczba ofiar mordu w
Jedwabnem. Najczesciej podawana liczba 1642 ofiar to dane z
tzw.ankiet,
ktore rozsylano tuz po wojnie do wojtow i burmistrzow, pytajac ich o
akty eksterminacji i masowe groby. "Zachowala sie taka ankieta z
Jedwabnego, w ktorej pisze sie, ze zamordowano 1642 osoby narodowosci
zydowskiej, 1600 spalono w stodole, 42 przez rozstrzelanie"
- powiedzial Ignatiew przyznajac, ze "blizszych danych nie ma".
Podkreslil, ze liczba ofiar nie jest tak wazna, jak okolicznosci
zbrodni.
"Wiadomo na pewno, ze to co sie wydarzylo w Jedwabnem, na terenie
zajetym przez Niemcow, nie bylo mozliwe bez niemieckiej akceptacji.
Wiadomo tez, ze niemieckie sily bezpieczenstwa mialy rozkaz
inscenizowania pogromow ludnosci zydowskiej. Chodzilo o tzw. akcje
samooczyszczania, by ludnosc miejscowa sama uderzyla na Zydow" -
powiedzial prof. Edmund Dmitrow, naczelnik pionu edukacji publicznej
bialostockiego oddzialu IPN.
http://dziennik.pap.com.pl/polska/20010125182557.html
Zalek
On Fri, 26 Jan 2001 14:41:42 -0800, "Puzzler" <br...@sprint.ca> wrote:
>Jakos wszystko sie zmiescilo.
>Gdzie to wywalic?
>
>e
>
>
Panie Edku,
To na takim upiorze Pan jezdzi?
Zalek
O, tak, to niewatpliwie interesujacy artykul. Teoria o "zbrodniarzach
zydowskich" uzyskala namaszczenie od historyka uznanego i szanowanego.
Abstrahujac od wysoce nieprofesjonalnej metody operowania ogolnikami, przede
wszystkim zwrocilam uwage, iz w artykule Strzembosza, historyka, w ogole nie
wystapuja zadne inne mniejszosci narodowe poza Polakami i Zydami.
Tych ostatnich, konkretnie wystepuje trzech, tj. mamy tam trzech Zydow
podanych z nazwiska. Zastanawiajace, jak zeznajacy Polacy (?), mowiac o
ludziach znanych im po sasiedzku, wyrazaja sie po prostu: "Zyd", Zydzi".
Pytajacy nie zadal sobie trudu zapytac o te nazwiska.
Zalozmy, ze w moim Winnipegu nastepuje podobna sytujacja - inwazja
amerykanska. Po przejsciu burzy, skladajac zeznania o swoich sasiadach
wyrazam sie nie:
"Widzialam X,Y,Z wskazujacych Jankesom ukrywajacych sie kanadyjskich
patriotow, tylko wale: "Wlosi, Niemcy, Irlandczycy" ( takie jest etniczne
pochodzenie moich konkretnych sasiadow).
Uderzylo mnie tez zdanie, w ktorym autor obrazuje mniej wiecej : " byly to
czasy, kiedy aresztowano i zsylano biskupow polskich" ( pisze z pamieci)
Dlaczego wybral akurat biskupow? Aresztowano i zsylano - jak sam pisze -
tez polska swiecka inteligencje, nauczycieli, lekarzy, etc, ale w tym
konkretnym przypadku, aby wywolac odpowiedni efekt emocjonalny, Strzebmosz
wymienia akurat biskupow!
Innym zabiegiem, wrecz rewolucyjnym, jak na naukowe obyczaje, jest cytowanie
artykulu, ktory sie nigdzie nie ukazal. Fenomenalne, a jakie praktyczne!
Szczeglem malo mi znanym, za wydobycie na swiatlo dzienne ktorego jestem
wrecz Strzemboszowi wdzieczna, jest radosne witanie przez Polakow armii
niemieckiej. Bylo to juz po Wawrze, nieludzkim wysiedleniu ludnosci polskiej
z terenow Trzeciej Rzeszy do Generalnej Gubernii, zalozeniu Oswiecimia, w
okresie wzmozonego hitlerowskiego terroru na terenach GG skierowanego
przeciwko polskiej inteligencji. Rozumiem, ze wycofanie sie bolszewikow
powitane bylo z gleboka ulga, ale radosne witanie Niemcow - to moze jednak
byla przesada. No, ale Polacy wg Strzembosza, najwyrazniej mieli do tego
prawo. Strzembosz nie zdobywa sie na chocby jedno chocby, obiektywne slowo,
dla niego taka postawa jest "zrozumiala".
Ale po raz pierwszy przyszlo mi do glowy, ze komunistyczna propagadna o
witaniu kwiatami Sowietow w 1944-5, nie byla propaganda, ale zwyklym
opisaniem faktow. Dlaczegoz mieliby sie zachowywac inaczej?
Artykuly typu tego, ktory napisal Bratkowski, czy tutaj omawiany
Strzembosza, rozpaczliwie staraja sie nalozyc jakis kataplazm na rozdrapana
rane nienajciekawszych epizodow historii Polski, obawiam sie jednak, ze w
praktyce, sa wylacznie sypaniem soli. Nic to, dzieki niej, temat bynajmniej
sie nie "ulozy", bedzie piekl i jatrzyl, az zabierze sie za niego lekarz
sprawniejszy, ktory zamiast eksperymentow na spolecznym ciele, o calosc
jego zdrowia dba, zas na rane przyklada starannie wysterylizowane z wirusow
manipulacji oklady rzetelnosci, przyzwoitosci i zdrowego rozsadku.
Kaska
Czytajac jednak takie artylkuly jak ten Tomasza Strzembosza,
(Rzeczpospolita) ktory nie mogac jako historyk zaprzeczyc
faktom, a w swoim staraniu stworzenia obiektywnego obrazu
czasu pogromu w Jedwabne pisze tam, gdzie tych faktow nie posiada:
>Ludnosc polska, pomijajac niewielka grupe komunistów w miastach i jeszcze
>mniejsza na wsi, przyjela agresje ZSRR i tworzony tutaj system sowiecki
>podobnie jak agresje niemiecka. Sa na to tysiace róznorodnych swiadectw.
>Udzial polskich chlopów w tzw. sielsowietach (radach wiejskich, gminnych)
>nie jest tu wyznacznikiem niczego, bo byly to ciala o charakterze
>dekoracyjnym. Istotne byly komitety wykonawcze, a jeszcze wazniejszy
>kontrolujacy je aparat partyjny i policyjny.
dzie polscy komunisci byli niewielka grupa
(a gdzie komunisci byli wielka?)
gdzie udzial Polakow w Sowieckich instytucjach jest tylko:
"o charakterze dekoracyjnym".
Ogladajac ilustracje pelne "pejsatych Zydow" wyciagajacych
rece po Radziecka Prawde. (na zdjeciu - Rzeczpospolita jest
tylko jeden Zyd daleko za przepychajacymi sie po Prawde)
Gdy czytam ten (ponizej) dramatyczny opis lomzanskiego wieczoru
23 czerwca, gdzie "nie wiadomo kto dokonuje rabunkow", i w wiadomo
kto kryje sie pod "weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc odetchnela"
Nie sadze, bowiem aby lomzanscy Zydzi nalezeli do "mieszkancow", ktorzy
"odetchneli".
>Wieczorem tego dnia w Lomzy nie bylo ani jednego Sowieta. Sytuacja byla
>jednak nie wyjasniona - Sowieci uciekli, a Niemcy jeszcze nie weszli.
>Nastepnego dnia 23 czerwca tak samo pustka w miescie. Ludnosc cywilna
>rzucila sie na rabunek. Rozbito i zrabowano wszystkie sklady, bazy i sklepy
>sowieckie. Wieczorem 23 czerwca weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc
>odetchnela".
Czy czuje sie sfrustrowany? NIE! Ogarnia mnie coraz wieksze obrzydzenie.
Czytajac jednak takie artylkuly jak ten Tomasza Strzembosza,
(Rzeczpospolita) ktory nie mogac jako historyk zaprzeczyc
faktom, a w swoim staraniu stworzenia obiektywnego obrazu
czasu pogromu w Jedwabne pisze tam, gdzie tych faktow nie posiada:
>Ludnosc polska, pomijajac niewielka grupe komunistów w miastach i jeszcze
>mniejsza na wsi, przyjela agresje ZSRR i tworzony tutaj system sowiecki
>podobnie jak agresje niemiecka. Sa na to tysiace róznorodnych swiadectw.
>Udzial polskich chlopów w tzw. sielsowietach (radach wiejskich, gminnych)
>nie jest tu wyznacznikiem niczego, bo byly to ciala o charakterze
>dekoracyjnym. Istotne byly komitety wykonawcze, a jeszcze wazniejszy
>kontrolujacy je aparat partyjny i policyjny.
dzie polscy komunisci byli niewielka grupa
(a gdzie komunisci byli wielka?)
gdzie udzial Polakow w Sowieckich instytucjach jest tylko:
"o charakterze dekoracyjnym".
Ogladajac ilustracje pelne "pejsatych Zydow" wyciagajacych
rece po Radziecka Prawde. (na zdjeciu - Rzeczpospolita jest
tylko jeden Zyd daleko za przepychajacymi sie po Prawde)
Gdy czytam ten (ponizej) dramatyczny opis lomzanskiego wieczoru
23 czerwca, gdzie "nie wiadomo kto dokonuje rabunkow", i w wiadomo
kto kryje sie pod "weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc odetchnela"
Nie sadze, bowiem aby lomzanscy Zydzi nalezeli do "mieszkancow", ktorzy
"odetchneli".
>Wieczorem tego dnia w Lomzy nie bylo ani jednego Sowieta. Sytuacja byla
>jednak nie wyjasniona - Sowieci uciekli, a Niemcy jeszcze nie weszli.
>Nastepnego dnia 23 czerwca tak samo pustka w miescie. Ludnosc cywilna
>rzucila sie na rabunek. Rozbito i zrabowano wszystkie sklady, bazy i sklepy
>sowieckie. Wieczorem 23 czerwca weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc
>odetchnela".
Czy czuje sie sfrustrowany? NIE! Ogarnia mnie coraz wieksze obrzydzenie.
Czytajac jednak takie artylkuly jak ten Tomasza Strzembosza,
(Rzeczpospolita) ktory nie mogac jako historyk zaprzeczyc
faktom, a w swoim staraniu stworzenia obiektywnego obrazu
czasu pogromu w Jedwabne pisze tam, gdzie tych faktow nie posiada:
>Ludnosc polska, pomijajac niewielka grupe komunistów w miastach i jeszcze
>mniejsza na wsi, przyjela agresje ZSRR i tworzony tutaj system sowiecki
>podobnie jak agresje niemiecka. Sa na to tysiace róznorodnych swiadectw.
>Udzial polskich chlopów w tzw. sielsowietach (radach wiejskich, gminnych)
>nie jest tu wyznacznikiem niczego, bo byly to ciala o charakterze
>dekoracyjnym. Istotne byly komitety wykonawcze, a jeszcze wazniejszy
>kontrolujacy je aparat partyjny i policyjny.
dzie polscy komunisci byli niewielka grupa
(a gdzie komunisci byli wielka?)
gdzie udzial Polakow w Sowieckich instytucjach jest tylko:
"o charakterze dekoracyjnym".
Ogladajac ilustracje pelne "pejsatych Zydow" wyciagajacych
rece po Radziecka Prawde. (na zdjeciu - Rzeczpospolita jest
tylko jeden Zyd daleko za przepychajacymi sie po Prawde)
Gdy czytam ten (ponizej) dramatyczny opis lomzanskiego wieczoru
23 czerwca, gdzie "nie wiadomo kto dokonuje rabunkow", i w wiadomo
kto kryje sie pod "weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc odetchnela"
Nie sadze, bowiem aby lomzanscy Zydzi nalezeli do "mieszkancow", ktorzy
"odetchneli".
>Wieczorem tego dnia w Lomzy nie bylo ani jednego Sowieta. Sytuacja byla
>jednak nie wyjasniona - Sowieci uciekli, a Niemcy jeszcze nie weszli.
>Nastepnego dnia 23 czerwca tak samo pustka w miescie. Ludnosc cywilna
>rzucila sie na rabunek. Rozbito i zrabowano wszystkie sklady, bazy i sklepy
>sowieckie. Wieczorem 23 czerwca weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc
>odetchnela".
Czy czuje sie sfrustrowany? NIE! Ogarnia mnie coraz wieksze obrzydzenie.
Czytajac jednak takie artylkuly jak ten Tomasza Strzembosza,
(Rzeczpospolita) ktory nie mogac jako historyk zaprzeczyc
faktom, a w swoim staraniu stworzenia obiektywnego obrazu
czasu pogromu w Jedwabne pisze tam, gdzie tych faktow nie posiada:
>Ludnosc polska, pomijajac niewielka grupe komunistów w miastach i jeszcze
>mniejsza na wsi, przyjela agresje ZSRR i tworzony tutaj system sowiecki
>podobnie jak agresje niemiecka. Sa na to tysiace róznorodnych swiadectw.
>Udzial polskich chlopów w tzw. sielsowietach (radach wiejskich, gminnych)
>nie jest tu wyznacznikiem niczego, bo byly to ciala o charakterze
>dekoracyjnym. Istotne byly komitety wykonawcze, a jeszcze wazniejszy
>kontrolujacy je aparat partyjny i policyjny.
dzie polscy komunisci byli niewielka grupa
(a gdzie komunisci byli wielka?)
gdzie udzial Polakow w Sowieckich instytucjach jest tylko:
"o charakterze dekoracyjnym".
Ogladajac ilustracje pelne "pejsatych Zydow" wyciagajacych
rece po Radziecka Prawde. (na zdjeciu - Rzeczpospolita jest
tylko jeden Zyd daleko za przepychajacymi sie po Prawde)
Gdy czytam ten (ponizej) dramatyczny opis lomzanskiego wieczoru
23 czerwca, gdzie "nie wiadomo kto dokonuje rabunkow", i w wiadomo
kto kryje sie pod "weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc odetchnela"
Nie sadze, bowiem aby lomzanscy Zydzi nalezeli do "mieszkancow", ktorzy
"odetchneli".
>Wieczorem tego dnia w Lomzy nie bylo ani jednego Sowieta. Sytuacja byla
>jednak nie wyjasniona - Sowieci uciekli, a Niemcy jeszcze nie weszli.
>Nastepnego dnia 23 czerwca tak samo pustka w miescie. Ludnosc cywilna
>rzucila sie na rabunek. Rozbito i zrabowano wszystkie sklady, bazy i sklepy
>sowieckie. Wieczorem 23 czerwca weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc
>odetchnela".
Czy czuje sie sfrustrowany? NIE! Ogarnia mnie coraz wieksze obrzydzenie.
Czytajac jednak takie artylkuly jak ten Tomasza Strzembosza,
(Rzeczpospolita) ktory nie mogac jako historyk zaprzeczyc
faktom, a w swoim staraniu stworzenia obiektywnego obrazu
czasu pogromu w Jedwabne pisze tam, gdzie tych faktow nie posiada:
>Ludnosc polska, pomijajac niewielka grupe komunistów w miastach i jeszcze
>mniejsza na wsi, przyjela agresje ZSRR i tworzony tutaj system sowiecki
>podobnie jak agresje niemiecka. Sa na to tysiace róznorodnych swiadectw.
>Udzial polskich chlopów w tzw. sielsowietach (radach wiejskich, gminnych)
>nie jest tu wyznacznikiem niczego, bo byly to ciala o charakterze
>dekoracyjnym. Istotne byly komitety wykonawcze, a jeszcze wazniejszy
>kontrolujacy je aparat partyjny i policyjny.
dzie polscy komunisci byli niewielka grupa
(a gdzie komunisci byli wielka?)
gdzie udzial Polakow w Sowieckich instytucjach jest tylko:
"o charakterze dekoracyjnym".
Ogladajac ilustracje pelne "pejsatych Zydow" wyciagajacych
rece po Radziecka Prawde. (na zdjeciu - Rzeczpospolita jest
tylko jeden Zyd daleko za przepychajacymi sie po Prawde)
Gdy czytam ten (ponizej) dramatyczny opis lomzanskiego wieczoru
23 czerwca, gdzie "nie wiadomo kto dokonuje rabunkow", i w wiadomo
kto kryje sie pod "weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc odetchnela"
Nie sadze, bowiem aby lomzanscy Zydzi nalezeli do "mieszkancow", ktorzy
"odetchneli".
>Wieczorem tego dnia w Lomzy nie bylo ani jednego Sowieta. Sytuacja byla
>jednak nie wyjasniona - Sowieci uciekli, a Niemcy jeszcze nie weszli.
>Nastepnego dnia 23 czerwca tak samo pustka w miescie. Ludnosc cywilna
>rzucila sie na rabunek. Rozbito i zrabowano wszystkie sklady, bazy i sklepy
>sowieckie. Wieczorem 23 czerwca weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc
>odetchnela".
Czy czuje sie sfrustrowany? NIE! Ogarnia mnie coraz wieksze obrzydzenie.
Czytajac jednak takie artylkuly jak ten Tomasza Strzembosza,
(Rzeczpospolita) ktory nie mogac jako historyk zaprzeczyc
faktom, a w swoim staraniu stworzenia obiektywnego obrazu
czasu pogromu w Jedwabne pisze tam, gdzie tych faktow nie posiada:
>Ludnosc polska, pomijajac niewielka grupe komunistów w miastach i jeszcze
>mniejsza na wsi, przyjela agresje ZSRR i tworzony tutaj system sowiecki
>podobnie jak agresje niemiecka. Sa na to tysiace róznorodnych swiadectw.
>Udzial polskich chlopów w tzw. sielsowietach (radach wiejskich, gminnych)
>nie jest tu wyznacznikiem niczego, bo byly to ciala o charakterze
>dekoracyjnym. Istotne byly komitety wykonawcze, a jeszcze wazniejszy
>kontrolujacy je aparat partyjny i policyjny.
dzie polscy komunisci byli niewielka grupa
(a gdzie komunisci byli wielka?)
gdzie udzial Polakow w Sowieckich instytucjach jest tylko:
"o charakterze dekoracyjnym".
Ogladajac ilustracje pelne "pejsatych Zydow" wyciagajacych
rece po Radziecka Prawde. (na zdjeciu - Rzeczpospolita jest
tylko jeden Zyd daleko za przepychajacymi sie po Prawde)
Gdy czytam ten (ponizej) dramatyczny opis lomzanskiego wieczoru
23 czerwca, gdzie "nie wiadomo kto dokonuje rabunkow", i w wiadomo
kto kryje sie pod "weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc odetchnela"
Nie sadze, bowiem aby lomzanscy Zydzi nalezeli do "mieszkancow", ktorzy
"odetchneli".
>Wieczorem tego dnia w Lomzy nie bylo ani jednego Sowieta. Sytuacja byla
>jednak nie wyjasniona - Sowieci uciekli, a Niemcy jeszcze nie weszli.
>Nastepnego dnia 23 czerwca tak samo pustka w miescie. Ludnosc cywilna
>rzucila sie na rabunek. Rozbito i zrabowano wszystkie sklady, bazy i sklepy
>sowieckie. Wieczorem 23 czerwca weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc
>odetchnela".
Czy czuje sie sfrustrowany? NIE! Ogarnia mnie coraz wieksze obrzydzenie.
>
>Wieslaw Kochanski
>Sweden
>P.S.
>Poniewaz ostatnio listy Polskich Zydow i Polakow, o innych niz "narodowe"
>opinjach sa systematycznie kasowane na polsko-jezycznych usnet-grupach, list ten
>zostanie wyslany
>do forum czasopisma Wprost.(byc moze z tamtad nie zniknie)
>
myslisz ze im brakuje papieru do dupy ?
Czytajac jednak takie artylkuly jak ten Tomasza Strzembosza,
(Rzeczpospolita) ktory nie mogac jako historyk zaprzeczyc
faktom, a w swoim staraniu stworzenia obiektywnego obrazu
czasu pogromu w Jedwabne pisze tam, gdzie tych faktow nie posiada:
>Ludnosc polska, pomijajac niewielka grupe komunistów w miastach i jeszcze
>mniejsza na wsi, przyjela agresje ZSRR i tworzony tutaj system sowiecki
>podobnie jak agresje niemiecka. Sa na to tysiace róznorodnych swiadectw.
>Udzial polskich chlopów w tzw. sielsowietach (radach wiejskich, gminnych)
>nie jest tu wyznacznikiem niczego, bo byly to ciala o charakterze
>dekoracyjnym. Istotne byly komitety wykonawcze, a jeszcze wazniejszy
>kontrolujacy je aparat partyjny i policyjny.
dzie polscy komunisci byli niewielka grupa
(a gdzie komunisci byli wielka?)
gdzie udzial Polakow w Sowieckich instytucjach jest tylko:
"o charakterze dekoracyjnym".
Ogladajac ilustracje pelne "pejsatych Zydow" wyciagajacych
rece po Radziecka Prawde. (na zdjeciu - Rzeczpospolita jest
tylko jeden Zyd daleko za przepychajacymi sie po Prawde)
Gdy czytam ten (ponizej) dramatyczny opis lomzanskiego wieczoru
23 czerwca, gdzie "nie wiadomo kto dokonuje rabunkow", i w wiadomo
kto kryje sie pod "weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc odetchnela"
Nie sadze, bowiem aby lomzanscy Zydzi nalezeli do "mieszkancow", ktorzy
"odetchneli".
>Wieczorem tego dnia w Lomzy nie bylo ani jednego Sowieta. Sytuacja byla
>jednak nie wyjasniona - Sowieci uciekli, a Niemcy jeszcze nie weszli.
>Nastepnego dnia 23 czerwca tak samo pustka w miescie. Ludnosc cywilna
>rzucila sie na rabunek. Rozbito i zrabowano wszystkie sklady, bazy i sklepy
>sowieckie. Wieczorem 23 czerwca weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc
>odetchnela".
Czy czuje sie sfrustrowany? NIE! Ogarnia mnie coraz wieksze obrzydzenie.
Walka bowiem trwa.
"Honor Polaka", ktory wybral sobie za przeciwnika "stosy martwych
popalonch zwlok Zydow z Jedwabne", ktory gotow jest uspokoic wlasne
sumienie plaskimi usprawiedliweniami o "sytuacji"; "prowokacji";
"odwecie za terror NKVD"; "antypolonizmie Amerykanskich Zydow"
Honor ktorego apogeum obiektywnosci gotowe jest tworzyc artykuly jak te:
MAREK JAN CHODAKIEWICZ - Rezeczpospolita (2001-01-05)
Tomasza Strzembosza - Rezeczpospolita (2001-01-27)
Bratkowski - Rzeczpospolita (2001-01-13)
Zraniony polski honor musi sie zagoic, aby nie bolalo stosuje sie "morfine
usprawiedliwien".
Dyskutujac stosunki miedzy Polakami i (bylymi) Polskimi Zydami popadlem w
konflikty nie mogac zaakceptowac istnienia
specjalnej odmiany antysemityzmu - polskiego antysemityzmu.
Teraz zaczynam chyba rozumiec. Zwykly antysemityzm jest
wyrazem glupoty, zacofania i leku, ten polski antysemityzm siega po
naukowo-historyczna racje swojego istnienia. Ten Polski dokumentuje dowody na
swoja racje bytu. Tak jak w 1968 roku.
Wiezniowie obozu w Oswiecimiu mowia w swoich wspomnieniach o zapachu palonych
ludzkich cial. Zapach, ktory do dzis ich przesladuje.
Pan Bratkowski, Chodakiwicz i Tomasz Strzembosza powinni odwiedzic Jedwabne,
przy odrobinie dobrej woli odnajda tam ten sam zapach palonych cial.
> O, tak, to niewatpliwie interesujacy artykul. Teoria o "zbrodniarzach
> zydowskich" uzyskala namaszczenie od historyka uznanego i szanowanego.
>
> Abstrahujac od wysoce nieprofesjonalnej metody operowania ogolnikami,
przede
> wszystkim zwrocilam uwage, iz w artykule Strzembosza, historyka, w ogole
nie
> wystapuja zadne inne mniejszosci narodowe poza Polakami i Zydami.
>
> Tych ostatnich, konkretnie wystepuje trzech, tj. mamy tam trzech Zydow
> podanych z nazwiska. Zastanawiajace, jak zeznajacy Polacy (?), mowiac o
> ludziach znanych im po sasiedzku, wyrazaja sie po prostu: "Zyd", Zydzi".
> Pytajacy nie zadal sobie trudu zapytac o te nazwiska.
>
> Zalozmy, ze w moim Winnipegu nastepuje podobna sytujacja - inwazja
> amerykanska. Po przejsciu burzy, skladajac zeznania o swoich sasiadach
> wyrazam sie nie:
> "Widzialam X,Y,Z wskazujacych Jankesom ukrywajacych sie kanadyjskich
> patriotow, tylko wale: "Wlosi, Niemcy, Irlandczycy" ( takie jest etniczne
> pochodzenie moich konkretnych sasiadow).
I bardzo mnie to cieszy ze osiada Szanowna Pani umysl ze tak powiem wysoce
analityczny, i doszla Pani po przeczytaniu artykulu Tomasza Strzembosza do
takich samych wnioskow jak ja po przeczytaniu artykulu wyslanego do mnie
przez niejakiego Pana Jerzyma Anonima 3. Z ta jednak roznica ze artykul
ktory mi wyslal p. Jerzym byl artykulem oskarzajacym Polakow o zajscia w
Jedwabnem. Pozwole sobie ten artykul od p. Jerzyma tutaj zacytowac, wraz z
moimi adnotacjami. Jestem prawie zupelnie pewien ze po przeczytaniu tego
artykulu dojdzie Pani do tych samych wnioskow co ja. Przyjemnej lektury :)
> W ciagu jednego dnia Polacy z Jedwabnego w Lomzynskim zamordowali póltora
> tysiaca Zydów
No, a ja slyszalem 900, i nie wiadomo czy Polacy.
> BRODA MOJEGO SYNA
>
> Konne wozy zjezdzaly do Jedwabnego przez cala noc. Furmani trzaskali z
biczów,
> podnieceni ludzie od switu zbierali sie na uliczkach. Starzy Honkowie te
noc
> spedzili u Bukowskich. Ale nad ranem spakowali rzeczy i poszli na rynek.
Józef
> Bukowski nalegal, zeby przeczekali, ale odmówili. Byli milczacy i
spokojni. -
> Nasz czas nadszedl - rzucil na pozegnanie stary Honk.
No to poco poszli. Chcieli ich Bukowscy przechowac, to mogli cicho siedziec
i sie po wsi nie wloczyc.
>
> Burmistrz Jedwabnego Krzysztof Godlewski ma do spraw sprzed 59 lat
dystans.
> Pochodzi z Olsztynskiego. Ostatnio czesto przechadza sie po miescie: - Po
to,
> zeby sobie uswiadomic jak to bylo. Latami nic sie nie mówilo o
wydarzeniach z
> 1941 roku i teraz nagle wybuchlo. Wracaja mi w pamieci kadry z fotografii
> Jedwabnego lat 60. Zadnych chodników, wszedzie bruk, rynsztoki i male
biedne
> domki. Jak w powiesciach Bruno Schulza.
No i fajnie. Tak sie ten burmistrz przechadza. To podobno dla zdrowia dobre.
> - Zaczela wracac pamiec. Dokladniej widze tamte twarze, lepiej slysze
glosy.
> Przychodzi sie rozliczyc na starosc - glos Haliny Popiolek (córki Józefa
> Bukowskiego) zaczyna sie lamac. - Tego samego wieczora, kiedy przyszli
Honkowie,
> ojciec wrócil do domu z nowina. Ze beda palic Zydów.
Panie, przeciez to wszystko ani ladu, ani skladu nie ma. Z czego sie p.
Popiolek chce rozliczac? Jakiego wieczora? Kiedy? Kto bedzie palic tych
Zydow?
> Stanislaw Ramotowski mieszkal opodal Radzilowa, miasteczka odleglego o
pare
> kilometrów od Jedwabnego. W Radzilowie to, co czekalo zydów z jedwabnego,
> zdarzylo sie dwa dni wczesniej. O przygotowaniach do pogromu Stanislaw
> dowiedzial sie od kolegi z sasiedniej wsi. Pomknal do Finkelsztajnów,
> wlascicieli mlyna w Radzilowie. Cala rodzine - starsza pania Finkelsztajn,
jej
> syna, dwie córki i dwoje wnuczat - ukryl na poddaszu kurnika. Sam poszedl
> zobaczyc do Radzilowa. - Widzialem 60 rodzin zagnanych na rynek. Pielily
trawe w
> spiekocie. Polscy sasiedzi rabowali ich domy. Niemiecki zandarm robil
zdjecia z
> balkonu. Zaczynalo sie.
Tu Radzilow, tu Jedwabne. Ktos cos rabowal, dobrze moze to byli Polacy, ale
jak on to tak dobrze widzial, to dlaczego nazwisk zadnych nie podaje?
Dlaczego go reporter o te nazwiska nie pyta? Przeciez tych ludzi trzeba by
bylo pod sad postawic, ukarac.
>
> Szmul Wassersztajn poprosil matke ....................., zeby "przewiezc
lachy"
> do jedwabnego. Leon zaprzagl konie do wozu i ruszyl na kolonie, gdzie
> pomieszkiwal jego kolega ze szkoly. Zapakowal odziez i maszyne do
szycia. -
> Kiedy dojechalismy na miejsce, wóz obskoczyli mlodzi. W rekach mieli okute
> lachy. Zrzucili wszystko z wozu i wzieli sie za sortowanie. Szmul zniknal
mi z
> oczu.
Jacy mlodzi ludzie? Kto to jest Leon? Dziedzic czy jakis inny? Jezeli
Dziedic, to dlaczego on tego sam nie opowiada, przeciez ten reporter wywiad
z nim tez przeprowadzal. Dlaczego ktos za niego opowiada, na co wskazuje
uzycie trzeciej osoby.
>
> Nazajutrz Halinka Bukowska z tabunem innych dzieci biegala po uliczkach
> Jedwabnego. Miala osiem lat, ale zapamietala sporo: - Najpierw chodzili po
> domach, namawiali zeby przyjsc na rynek Zydom obcinac brody. Ale ojciec
nie
> poszedl.
Kto chodzil po tych domach? Jak namawiali? Moze grozili i pod grozba tych
ludzi "namawiali"? To ilu poszlo? Kto poszedl? Panie, to nie sa imieniny
panskiej cioci, tylko powazna sprawa. To co ten pismak gryzmoli?
Stali Zydzi przez caly bozy dzien na rynku. A slonce palilo bez
> milosierdzia. Kazali im palic trawe. Okladali kijami. Kolo naszego domu
> przejezdzal konno pan Bielecki, gonil przed soba mloda Zydówke o nazwisku
> Kiwajko, imienia nie pamietam. Ta kobieta mokra od potu krzyczala o pomoc,
ale
> nikt jej nie pomógl. A wszyscy wiedzieli, ze kiedy Bielecki siedzial w
> wiezieniu, Kiwajkowa opiekowala sie jego dziecmi.
A za co Bielicki siedzial w wiezieniu? Moze byl jadnym z partyzantow wlasnie
uwolnionych z wiezienia NKVD w Lomzy, tak samo jak wielu polskich
mieszkancow Jedwabnego? O tym jeszcze wiecej Panu napisze, ale w trzeciej
czesci mojej odpowiedzi.
>
> Stodola nalezala do Bronislawa Sleszynskiego. Obszerna, polozona na
obrzezach
> miasta, pasowala idealnie. Po klucze do klódki przyszedl burmistrz Marian
> Karolak. Sleszynski wzial ze soba córke, Jaske. Ruszyli razem, zeby
wystawic
> mlockarnie i wóz drabiniasty.
A o tym tez.
> Janina Biedrzycka (z panienskiego Sleszynska, córka Mariana) odpoczywa
przy
> studni. Znajduje sobie miejsce tuz obok, na krótko przystrzyzonej trawie.
> Gospodyni wystawia twarz ku pomaranczowemu, zachodzacemu sloncu: -
Dokument
> jakis pan ma? Ale nazwisko nie jest polskie. Tak czy owak, nie juz
wszystko
> obojetne, wszyscy sluchaja Zydów, nikt nie chce znac prawdy.
>
> - Co jest prawda?
>
> - To, ze jak weszli Rosjanie, Zydzi witali ich chlebem i sola. Donosili na
> naszych, odgrazali sie. W ciagu tygodnia Ruscy aresztowali 12 Polaków.
Pamietam,
> moge wymienic wszystkie nazwiska.
>
> - A jak bylo ze stodola?
>
> - Czy mój ojciec mial co do gadania? Przyszli, kazali dac klucze, to nie
bylo
> dyskusji. Ale to nie Polacy wymyslili, Polacy by czegos takiego sami nie
> wymyslili. Mozna bylo przeciez Zydów pozamykac w getcie.
O tym tez napisze.
> Halina Popiolek zastrzega, ze nie widziala wszystkiego: - Nie bylam przy
tym,
> jak obcinali glowy ani jak zakluwali zydów ostrymi tykami. To wiem od
sasiadów.
> Nie widzialem tez jak nasi kazali sie topic mlodym Zydówkom w stawie.
Widziala
> siostra mojej mamy. Twarz miala zalana lzami, kiedy przyszla nam to
opowiedziec.
O tych Zydowkach to tez bedzie pozniej. Poza tym to jest takie oswiadczenie,
ze jedna pani drugiej pani o trzeciej pani.
> Ja widzialam jak pomnik Lenina kazali zdjac mlodym zydowskim chlopakom,
jak
> kazali go obnosic i krzyczec "przez nas wojna!". Widzialam jak ich przy
tym bili
> paskami z gumy. Widzialam jak katowali Zydów w boznicy i jak skatowanego
> Lewiniuka, który jeszcze dychal ludzie zywcem zakopali.
To juz lepiej, przynajmniej cos co ona na wlasne oczy widziala. A ona majac
osiem lat to sie tak z zimna krwia przygladala i sprawdzala czy ten Lewiniuk
dycha?
> Czarny kociak wskakuje na kolana Popiolkowej. Halina Popiolek lapczywie
polyka
> powietrze: - Zapedzili wszystkich do stodoly. Oblali nafta z czterech
stron.
> Trwalo wszystkiego dwie minuty, ale ten krzyk... Mam go w uszach.
Kto zapedzil do tej stodoly?
>
>
> Do odleglego o trzy kilometry domu Leona Dziedzica krzyk póltora tysiaca
> palonych ludzi doszedl jako gluchy jek. Pózniej wiatr przywial czarny dym
i
> zapach spalonych cial.
>
> Nastepnego dnia niemieccy zandarmi kazali mlodym stawic sie z lopatami do
pracy.
> W grupie robotników byl i Leon Dziedzic. - To bylo przykryte cienkim
piaskiem.
> Trzeba bylo zrobic porzadek, zeby nie wybuchla epidemia. Jak zaczelismy
kopac
> wadoly, wylecial trupi gaz. Kazdy wymiotowal ze dwadziescia razy, ale
kiedy gaz
> wylecial pozostal tylko zapach pieczeni. Dziedzic poprawia czapke, cieply
wiatr
> tarmosi liscie gruszy, która daje nam cien. Kilkutygodniowe szczenieta
zabawiaja
> sie naszymi nogawkami. - Po paru kwadransach sami zandarmi stwierdzili, ze
praca
> jest beznadziejna, bo trupy sa ze soba splecione jak korzenie. Ktos wpadl
na
> pomysl, zeby rozdzierac po kawalku i zrzucac te kawalki do wadolów.
Przyniesli
> widly do ziemniaków, rozrywali jak szlo: to glowe, to noge.
>
> Leon Dziedzic milknie. Z drzewa spada niedojrzala gruszka podenerwowana
suka
> warczy na szczenieta. Leon Dziedzic rozpiera sie wygodnie w ogrodowym
fotelu: -
> Wieczorem, kiedy bylo ku koncowi, pozostaly jeszcze pojedyncze ludzkie
strzepy.
> Zgarnialismy to wszystko. Kiedy trafilem widlami na pudelko z pasta do
butów
> pudelko sie otworzylo. Wylecialy zlote monety. Zbiegli sie ludzie, zaczeli
> zbierac. Ale zandarmi odgonili tlum kolbami, przeszukali wszystkich.
"Zloto dla
> nas, reszta dla was" - mówili wskazujac na trupy.
A ilu tych niemieckich zandarmow tam bylo? Dlaczego reporter nie pytal? To
jest wazne, bo sie tutaj zeznania glownego swiadka nie beda zgadzac.
> Dziedzic zapamietal jeszcze jeden szczegól: - Slyszalem, ze pózniej byl
problem,
> bo Niemcy kazali Polakom ocalic chocby jednego rzemieslnika w kazdym
zawodzie.
> Ale nasi nie posluchali i pózniej na gwalt szukali rzemieslników sród
> chrzescijan.
Ach, to on to slyszal. A od kogo? Skad on wie ze Niemcy kazali kogokolwiek
ocalic? Niemcy mu powiedzieli?
>
> Remotowskiemu udalo sie przetrzymac rodzine. Finkeisztajnów do 1943 roku.
> Pózniej ktos doniósl, zabrali wszystkich do getta, stamtad mieli zawiesc
do
> Treblinki. Stas ruszyl w droge za Zydami. Byl juz wtedy zakochany w
Racheli
> Finkelsztajn, wyksztalconej, subtelnej, przed wojna pracujacej w kieleckim
> przedstawicielstwie Buicka i Chryslera. Mial szczescie, wsród zandarmów
byl
> Feliks Godlewski, wspólpracujacy z AK. Pomógl mu wykrasc Rachele.
>
> - Wtedy równiez dla mnie zaczal sie holokaust. Szukali mnie z wieksza
> zajadloscia niz Zydów - wspomina Stanislaw Ramontowski - W koncu wykopalem
w
> polu ziemianke i tam zylismy.
To co, tak go zajadle szukali i znalezc nie mogli? A kto go tak zajadle
szukal? I nikt go przez caly czas nie wydal? A przeciez on ponizej mowi ze
go przed samym wyzwoleniem wydali. To co, czekali z tym wydaniem przez pare
lat? Jak go mieli ci sasiedzi wydac, to by go odrazu wydali a nie czekali na
to latami.
Przed samym wyzwoleniem do zamaskowanej ziemianki
> wpadl przez przypadek niemiecki zolnierz. Ale to byli juz frontowi
zolnierze,
> walka z Zydami ich nie interesowala. Nie zareagowali nawet kiedy sasiad
doniósl
> im, ze tu mieszka Finkeisztajnówna - Zydówka. Niemcy zatrudnili nawet
Rachele w
> kuchni polowej.
Ktory sasiad go wydal? Jak sie nazywa? To tyle lat czekal zeby go wydac?
> Po wojnie Stanislaw dal dziewczynie wolna reke: - Powiedzial "jestes
wolna,
> mozesz robic co chcesz" - wspomina Rachela, dzis Marianna Ramotowska. -
Bylam
> pewna czego chce.
>
> Przezyli szczesliwie 54 lata: - Moze dlatego dobrze nam sie zylo, ze
wszystko co
> najgorsze, przezylismy na samym poczatku.
>
> Pod koniec lat 40. Stanislawa wezwano do prokuratury w sprawie pogromów: -
Kto
> spalil Zydów? - spytal prokurator. - Polacy. Prokurator pokrecil z
niesmakiem
> glowa. Ramotowski sie wsciekl: - Jak pan wie, to po co pyta? Prokurator: -
Daj
> pan spokój, panie Ramotowski, po co to panu? Niech juz zostanie, ze
Niemcy.
A jak sie ten prokurator nazywal? To co, ten prokurator komunistyczny, ba,
stalinowski, takiej szansy w locie nie zlapal? Przeciez on swoje rozkazy z
wierchuszki zydo-komunistycznej pobieral, od roznych Bermanow, Mincow,
Rozanskich ( Jozef Goldberg), Olszewskich (Specht), Romkowskich (Natan
Grunsapau-Kikiel), Hibnerow (Dawid Schwartz), Brystygierow, Fejginow i
innych. Przeciez polskich patriotow bylo w modzie mordowac. Temu
prokuratorowi sie w lapy pcha taka sprawa a on nie? Na Niemcow chce zganiac?
Przeciez o wiele wygodniej bylo to przypiac na AK lub NSZ. A i tak mialo
zostac ze
Niemcy a nie zostalo. Bo w 1949r. w Lomzy 21 Polakow i jeden folksdojcz
zostalo osadzonych i skazanych.
Jeden powieszony a reszta otrzymala od 8-15 lat wiezienia. W Niemczech
niemieccy funkcjonariusze zostali rowniez za ta zbrodnie skazani. To widzi
Pan, nie zostalo ze tylko Niemcy. To co, Ramotowski ktory sie ta sprawa tak
bardzo interesowal o tym nie wie? Od 1949 do 2000 nie wie ze proces sie
odbyl i winni zostali skazani? No to dlaczego reporterowi tego nie mowi? Cos
mi tu ten Ramotowski kreci. Oj, kiepski z niego swiadek.
> Pare dni po spaleniu zydów Leon Dziedzic wszedl do stajni po siano dla
konia.
> Fura siana drgnela, zobaczyl twarz Szmula. Wasersztajn widzial wszystko,
co
> wydarzylo sie w Jedwabnem z ukrycia.
To ten Szmul pod sianem u Dziedzica w stodole siedzi, trzy kilometry od
miejsca egzekucji i wszystko widzi? A dwoch niemieckich batalionow, 200
chlopa jakos nie zauwazyl? Tylko do osmiu umial liczyc? To on taki
jasnowidz? Widzi spod siana i poprzez sciany na odleglosc trzech kilometrow?
To mu sie talent zmarnowal,
jako snajper mogl sie zatrudnic. Ale Szmul sie czesciej placze w zeznaniach.
On z tej odleglosci to nawet slyszal co Niemcy do Polakow mowia kolo miejsca
egzekucji. A znowu inne zrodla mowia ze on sie u Antoniny Wyrzykowskiej w
gospodarstwie ukrywal. I przeciez ona za to ukrywanie medal z Yad Vashem
dostala. To co, kto tu cos kreci? Leon Dziedzic czy Szmul? Ale o tym tez
jeszcze wiecej Panu napisze.
- Szykowal juz kryjówke w Janczewku.
> Przesiedzial tam 3 lata. Po wojnie w lasach pelno bylo jeszcze
partyzantów.
> Poniewaz mój brat byl w AK, dowiedzial sie, ze partyzanci zamierzaja
"zrobic
> porzadek" ze Szmulem. Szmul mial zginac, zeby nie bylo swiadków, co sie
zdarzylo
> w Jedwabnem. W ostatniej chwili uciekl do Bialegostoku. Przyslal nam
stamtad
> miekka, wyprawiona skóre w dowód wdziecznosci.
>
> W 1949 roku Szmul Wasersztajn zlozyl zeznania przed Zydowska Komisja
Historyczna
> w Bialymstoku. Jego opowiesc stala sie glównym zródlem wiedzy o
wydarzeniach w
> Jedwabnem.
>
>
> Z burmistrzem Godlewskim zajezdzamy na górke, gdzie w latach 60. wmurowano
> kamien z tablica upamietniajaca miejsce, w którym "faszysci" zywcem
spalili
> Zydów. Po przeciwnej stronie drogi tylko rozkrzewione leszczyny
przypominaja o
> Zydowskim kirkucie. Po kamienie z cmentarza jeszcze w latach 80.
przyjezdzali
> ci, którzy budowali nowe domy za pieniadze zarobione w Stanach. W wielu
> dziesiatkach fundamentów spoczywaja wbetonowane kamienie macew.
>
> Burmistrz: - Dlaczego nie ma gwiazdy Dawida? A po co nam pomnik, który nie
> przetrzyma roku. Zaczna sie zjezdzac antysemici z calej Polski. Trzeba
zrobic
> tak, zeby nie klulo w oczy. Podobnie z inskrypcja. Pomnik stoi za miastem,
zaden
> problem wysmarowac go sprayem.
>
>
> Któregos dnia Ramotowskich odwiedzil sasiad. Opowiedzial o swojej podrózy
do
> Ziemi Swietej. - Widzialem drzewo zasadzone na twoja czesc - mówi. -
Rosnie na
> Wzgórzu Pamieci w Jerozolimie.
>
>
> Hanna (czarne krzaczaste brwi, zywe niebieskie oczy, wlosy ukryte pod
kwiecista
> chusta) karmi kury na podwórzu swojego domu przy jedwabienskim rynku. Na
stole w
> kuchni rozlozona "Niedziela", w sasiedniej izbie maz zlozony choroba.
>
> Hanna ocalala jako jedyna z wielkiej rodziny. Nosila wówczas imie Sara,
miala 15
> lat, kiedy ukryli ja sasiedzi ze wsi pod Jedwabnem. Trzy lata i trzy
miesiace
> spedzila w kryjówce z matka. Wyszly w styczniu 1944. Matka na wolnosci
zyla
> jeszcze do marca. Zmarla z wycienczenia.
>
> - Nie piszcie nazwiska, panowie: Po co pisac? Nie ma tamtego imienia, nie
ma
> tamtych ludzi. Bóg tak chcial, zeby wszyscy zgineli w stodole. Ja nie mam
zalu.
> Mnie Polacy dali zycie - Hanna wyciera rece w niebieski fartuch i sklada
je
> proszaco. - Tak juz bylo spokojnie przez lata, po co wracac do tego
wszystkiego?
> Nie piszcie nazwiska, nie o mnie chodzi, ale o dzieci. Syn, kiedy
studiowal w
> Bialym stoku zapuscil brode. Musialam prosic, zeby zgolil, bo sie ludziom
moglo
> zle kojarzyc. Pózniej wnukowi chcial dac na imie Dawid, ale mu wyjasnilam,
ze
> sie moga ludzie gniewac. Ja nikomu nie chce sprawic przykrosci. Ja chce
umrzec
> spokojnie. Cichutenko, spokojniutko.
>
> PS. Przed paroma tygodniami ukazalo sie pierwsze kompleksowe opracowanie
> wydarzen w Jedwabnem pióra prof. Jana Tomasza Grossa pt. "Sasiedzi.
Studium
> zaglady zydowskiego miasteczka". Pierwsze wydanie ksiazki rozeszlo sie
> blyskawicznie. Wydawnictwo "Pogranicze" przygotowuje dodruk, który w
> ksiegarniach pojawi sie w polowie sierpnia.
O Janie Grossie tez bedzie.
>
> Podziekowania dla Henryka Baginskiego oraz innych mieszkanców Jedwabnego
za
> pomoc w realizacji reportazu.
>
> ADAM WILLMA
> "Gazeta Pomorska"
> 04 sierpien 2000
>
> Uderzylo mnie tez zdanie, w ktorym autor obrazuje mniej wiecej : " byly
to
> czasy, kiedy aresztowano i zsylano biskupow polskich" ( pisze z pamieci)
> Dlaczego wybral akurat biskupow? Aresztowano i zsylano - jak sam pisze -
> tez polska swiecka inteligencje, nauczycieli, lekarzy, etc, ale w tym
> konkretnym przypadku, aby wywolac odpowiedni efekt emocjonalny,
Strzebmosz
> wymienia akurat biskupow!
No to przeciez Pani sama stwierdza ze on pisze i o biskupach i o swieckiej
inteligencji, nauczycielach, lekarzach etc. To o co Pani chodzi i co Pani
krytykuje?
> Innym zabiegiem, wrecz rewolucyjnym, jak na naukowe obyczaje, jest
cytowanie
> artykulu, ktory sie nigdzie nie ukazal. Fenomenalne, a jakie praktyczne!
O ktory to artykul "ktory sie nigdzie nie ukazal" Pani chodzi?
> Szczeglem malo mi znanym, za wydobycie na swiatlo dzienne ktorego jestem
> wrecz Strzemboszowi wdzieczna, jest radosne witanie przez Polakow armii
> niemieckiej. Bylo to juz po Wawrze, nieludzkim wysiedleniu ludnosci
polskiej
> z terenow Trzeciej Rzeszy do Generalnej Gubernii, zalozeniu Oswiecimia, w
> okresie wzmozonego hitlerowskiego terroru na terenach GG skierowanego
> przeciwko polskiej inteligencji. Rozumiem, ze wycofanie sie bolszewikow
> powitane bylo z gleboka ulga, ale radosne witanie Niemcow - to moze jednak
> byla przesada. No, ale Polacy wg Strzembosza, najwyrazniej mieli do tego
> prawo. Strzembosz nie zdobywa sie na chocby jedno chocby, obiektywne
slowo,
> dla niego taka postawa jest "zrozumiala".
>
> Ale po raz pierwszy przyszlo mi do glowy, ze komunistyczna propagadna o
> witaniu kwiatami Sowietow w 1944-5, nie byla propaganda, ale zwyklym
> opisaniem faktow. Dlaczegoz mieliby sie zachowywac inaczej?
>
> Artykuly typu tego, ktory napisal Bratkowski, czy tutaj omawiany
> Strzembosza, rozpaczliwie staraja sie nalozyc jakis kataplazm na
rozdrapana
> rane nienajciekawszych epizodow historii Polski, obawiam sie jednak, ze w
> praktyce, sa wylacznie sypaniem soli.
Czyzby to "sypanie soli" mialo oznaczac ze w Pani przekonaniu my, Polacy,
powinnismy sie pokajac, zaakceptowac, ubrac sie we wlosienice i blagac o
przebaczenie?
Nic to, dzieki niej, temat bynajmniej
> sie nie "ulozy", bedzie piekl i jatrzyl, az zabierze sie za niego lekarz
> sprawniejszy, ktory zamiast eksperymentow na spolecznym ciele, o calosc
> jego zdrowia dba, zas na rane przyklada starannie wysterylizowane z
wirusow
> manipulacji oklady rzetelnosci, przyzwoitosci i zdrowego rozsadku.
A jakiego to lekarza Pani szanowna nam zaleca? Przeciez te "starannie
wysterylizowane z wirusow manipulacji oklady rzetelnosci, przyzwoitosci i
zdrowego rozsadku" my wlanie przykladamy.
Chris
>
> Kaska
>
>
>
>
>
--
Chris
"Jdr" <jdr.nospam@don'try.net> wrote in message
news:6kpc6.8186$gm2....@news11-gui.server.ntli.net...
>
http://www.rzeczpospolita.pl/Pl-iso/gazeta/wydanie_010127/publicystyka/publi
> cystyka_a_2.html
>
> Przemilczana kolaboracja
>
>
> Ludnosc polska, pomijajac niewielka grupe komunistów w miastach i jeszcze
> mniejsza na wsi, przyjela agresje ZSRR i tworzony tutaj system sowiecki
> podobnie jak agresje niemiecka. Sa na to tysiace róznorodnych swiadectw.
> Udzial polskich chlopów w tzw. sielsowietach (radach wiejskich, gminnych)
> nie jest tu wyznacznikiem niczego, bo byly to ciala o charakterze
> dekoracyjnym. Istotne byly komitety wykonawcze, a jeszcze wazniejszy
> kontrolujacy je aparat partyjny i policyjny.
>
> Wieczorem tego dnia w Lomzy nie bylo ani jednego Sowieta. Sytuacja byla
> jednak nie wyjasniona - Sowieci uciekli, a Niemcy jeszcze nie weszli.
> Nastepnego dnia 23 czerwca tak samo pustka w miescie. Ludnosc cywilna
> rzucila sie na rabunek. Rozbito i zrabowano wszystkie sklady, bazy i
sklepy
> sowieckie. Wieczorem 23 czerwca weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc
> odetchnela".
>
Dialog polsko-zydowski w USA odbywa sie
wewnatrz srodowiska polskiego.
Jest to sprawa polska.
Opinie Zydow amerykanskich przychodza
z boku. Zydzi amerykanscy zadnego dialogu nie szukaja i takiego dialogu nie
potrzebuja.
Ich opinie sa instrumentalne dla osiagania
ich propagandowych celow (bicie Polakow
- bo to bezpieczniej anizeli bicie Amerykanow).
Dialog polsko-zydowski moga prowadzic tylko srodowiska polskie:
1) polscy Zydzi; 2) srodowiska intelektualne polskie w Polsce; 3) b.ograniczone
w swej ilosci polskie srodowisko intelektualne w USA.
T.Gross jest napewno partnerem w takim dialogu.
Niescislosci lub jednostronnosc ksiazki
T.Grossa powinna byc rozstrzygnieta na
plaszczyznie akademickiej, w konfrontacji
akademickiej z historykami z Polski.
S.B.
P.S. J.Nowaka-Jezioranskiego poznalem kiedys na spotkaniu PIASA.
-- kto jest partnerem w dialogu?------------
Subject: Re: Nowak-Jezioranski o Jedwabne
From: Leszek Andrzej Kleczkowski lakl...@bioslave.uio.no
Date: 1/26/01 12:28 PM Pacific Standard Time
Message-id: <94smlp$l6b$1...@readme.uio.no>
Puzzler <br...@sprint.ca> wrote:
: Pisze p. Jezioranski:
:> "Nie chodzi przeciez o to, czy w Jedwabnem wymordowano 1500 czy tylko
:> 900 Zydów. Nie jest rzecza najwazniejsza czy motywem morderców byla
:> chciwosc, czy chec odwetu za kolaboracje Zydów z okupantem sowieckim.
:> I nie to jest najistotniejsze, czy prof. Jan T. Gross pominal jakies
:> wazne zródlo, opuscil zdanie w cytowanym dokumencie albo nie
:> uwzglednil zeznania jednego swiadka."
: No, nieprawda, to sa podstawowe pytania - motyw zbrodni, ilosc ofiar,
: rodzaj zrodel uzytych przez autora, i sposob w jaki zrodla uzyl.
Czytalem niedawno recenzje z "Drohobycz, Drohobycz" H. Grynberga piora
p. Andrzeja Kobosa. Logika byla identyczna jak u Nowaka-Jezioranskiego.
Znalazlem ten ustep (calosc pod
http://www.math.ualberta.ca/~amk/zwoje14/text12.htm) i cytuje:
////////////////////////////////////////
Napisal mi ktos z Polski:
"Drohobycz... Wszyscy, ktorzy to czytaja sa ogromnie poruszeni, ale
byl tez niejeden list do mediow od drohobyczan, ktorzy inaczej pewne
rzeczy pamietaja i czuja sie bardzo dotknieci."
Nie wiem, co konkretnie kwestionuja owi Drohobyczanie. Wiem tylko, ze
podobne wydarzenia, podobne odrazajace, zbrodnicze zachowania sie
niektorych Polakow mialy miejsce i gdzie indziej (jak rowniez mialy
miejsce zachowania ofiarne, bohaterskie).
///////////////////////////////////////
Mnie w artykule Nowaka-Jezioranskiego przestraszyla jednak sugestia
nastepujaca:
:> Warto dodac, ze jakikolwiek wybuch neoantysemityzmu w Polsce
:> wyrzadzilby straszliwe szkody nie Zydom, bo pozostalo ich w Polsce
:> zaledwie kilka tysiecy, lecz pozycji i dobremu imieniu Polski w
:> swiecie. Nie bylo to z pewnoscia celem, który przyswiecal Grossowi,
:> gdy ujawnial zbrodnie dokonana przez Polaków w Jedwabnem. Aby zapobiec
:> powtórnemu antysemityzmowi, nalezaloby juz teraz tragedie Zydów w
:> Jedwabnem wprowadzic do porzadku dziennego dialogu polsko-
:> zydowskiego, zwlaszcza w Stanach Zjednoczonych. Po stronie polskiej
:> powinien uczestniczyc w tym dialogu Jan Tomasz Gross. Wiele bowiem
:> zalezec bedzie od tego, w jaki sposób on sam przedstawi "Sasiadów"
:> czytelnikowi zachodniemu. -
J.T. Gross wydaje sie niezbyt odpowiedni dla obrony interesow strony
polskiej. To tak jak by Goldhagenowi powierzyc glowna role w
pojednawczym dialogu niemiecko-zydowskim (po stronie niemieckiej) -
wielu Niemcow byloby dotknietych i daloby to rezultaty dokladnie
odwrotne od oczekiwanych w takim dialogu pojednania. A przeciez sam
Nowak-Jezioranski ostrzega przed wybuchem "neoantysemityzmu".
Nie mamy wladnych historykow w Polsce?
Leszek
---
Smart questions to stupid answers
Pisz z sensem - rob dwie spacje po kropce
Czytajac jednak takie artylkuly jak ten Tomasza Strzembosza,
(Rzeczpospolita) ktory nie mogac jako historyk zaprzeczyc
faktom, a w swoim staraniu stworzenia obiektywnego obrazu
czasu pogromu w Jedwabne pisze tam, gdzie tych faktow nie posiada:
>Ludnosc polska, pomijajac niewielka grupe komunistów w miastach i jeszcze
>mniejsza na wsi, przyjela agresje ZSRR i tworzony tutaj system sowiecki
>podobnie jak agresje niemiecka. Sa na to tysiace róznorodnych swiadectw.
>Udzial polskich chlopów w tzw. sielsowietach (radach wiejskich, gminnych)
>nie jest tu wyznacznikiem niczego, bo byly to ciala o charakterze
>dekoracyjnym. Istotne byly komitety wykonawcze, a jeszcze wazniejszy
>kontrolujacy je aparat partyjny i policyjny.
dzie polscy komunisci byli niewielka grupa
(a gdzie komunisci byli wielka?)
gdzie udzial Polakow w Sowieckich instytucjach jest tylko:
"o charakterze dekoracyjnym".
Ogladajac ilustracje pelne "pejsatych Zydow" wyciagajacych
rece po Radziecka Prawde. (na zdjeciu - Rzeczpospolita jest
tylko jeden Zyd daleko za przepychajacymi sie po Prawde)
Gdy czytam ten (ponizej) dramatyczny opis lomzanskiego wieczoru
23 czerwca, gdzie "nie wiadomo kto dokonuje rabunkow", i w wiadomo
kto kryje sie pod "weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc odetchnela"
Nie sadze, bowiem aby lomzanscy Zydzi nalezeli do "mieszkancow", ktorzy
"odetchneli".
>Wieczorem tego dnia w Lomzy nie bylo ani jednego Sowieta. Sytuacja byla
>jednak nie wyjasniona - Sowieci uciekli, a Niemcy jeszcze nie weszli.
>Nastepnego dnia 23 czerwca tak samo pustka w miescie. Ludnosc cywilna
>rzucila sie na rabunek. Rozbito i zrabowano wszystkie sklady, bazy i sklepy
>sowieckie. Wieczorem 23 czerwca weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc
>odetchnela".
Czy czuje sie sfrustrowany? NIE! Ogarnia mnie coraz wieksze obrzydzenie.
Zalek
On Fri, 26 Jan 2001 14:41:42 -0800, "Puzzler" <br...@sprint.ca> wrote:
>Znow cos nowego od p. Nowaka-Jezioranskiego (o, zrymowalo mi sie :).
>
>Pisze p. Jezioranski: "Nie chodzi przeciez o to, czy w Jedwabnem wymordowano
>> 1500 czy tylko 900
>> > Zydów. Nie jest rzecza najwazniejsza czy motywem morderców byla
>chciwosc,
>> > czy chec odwetu za kolaboracje Zydów z okupantem sowieckim. I nie to
>jest
>> > najistotniejsze, czy prof. Jan T. Gross pominal jakies wazne zródlo,
>> > opuscil zdanie w cytowanym dokumencie albo nie uwzglednil zeznania
>jednego
>> > swiadka."
>>
>
www.naszdziennik.pl
[Myúl jest broni‰]
Sobota-Niedziela, 27 stycznia 2001r.
Widmo Jedwabnego
Co dok*adnie sta*o si´ w Jedwabnem 10 lipca 1941 roku, do dzisiaj nie
wiadomo. To, co wiemy, ogranicza si´ do faktu, *e dokonano tam mordu na
miejscowej ludnoĘci pochodzenia *ydowskiego. Pewne jest tak*e to, *e
tzw.ustalenia Jana Tomasza Grossa, podawane dziĘ przez osoby
dyskutujŕce
na ten temat poprzez media jako pewniki, nie sŕ wiarygodne ze wzgl´du
na
brak rzetelnoĘci jego bada , co udowodniono mu w licznych publikacjach.
Mimo to nie da si´ ukryç, *e "widmo" Jedwabnego krŕ*y nad Polskŕ.
Widmo,
a wi´c "obraz czegoĘ z*ego, strasznego, gro*ŕcego komuĘ". W tym
przypadku Polsce.
"Nad Polskŕ krŕ*y widmo Jedwabnego" - napisa* Stanis*aw Krajewski,
przewodniczŕcy Forum °ydowskiego, rozpoczynajŕc swojŕ wypowiedę na *amach
tygodnika "Wprost" pod koniec ubieg*ego roku. Krajewski nale*y do tej
grupy dyskutantów, którzy traktujŕ dos*ownie treĘci zawarte w ksiŕ*ce
Tomasza Grossa. On sam te* nie ma wŕtpliwoĘci. Uzna* to, co podaje Gross,
za pewnik i domaga si´ dzia*a , które w imieniu ca*ej Polski podj´liby
premier, prezydent i Prymas, uznajŕc owŕ "prawd´" w taki sposób, "by
napisa*y o tym gazety na Ęwiecie, pokaza*a to telewizja CNN". To, co
niepokoi Krajewskiego, to fakt, *e sprawŕ tŕ zajŕ* si´ Instytut Pami´ci
Narodowej, który wszczŕ* ju* Ęledztwo. Dla Krajewskiego jest to wysi*ek
zbyteczny, "tyle* krzepiŕcy co niepokojŕcy", jak si´ wyrazi*, gdy* w lipcu
2001 r., w okrŕg*ŕ rocznic´ mordu wydana zostanie w j´zyku angielskim
ksiŕ*ka Jana Tomasza Grossa, a wi´c owa "prawda" trafi do ĘwiadomoĘci
ogólnoludzkiej. To znowu niepokoi mnie jako historyka, publicyst´, któremu
na sercu le*y rzetelne zbadanie tej sprawy, gdy* wielu naukowców twierdzi
wr´cz, *e publikacji Grossa nie mo*na traktowaç w kategorii dokumentu.
Tomasz Szarota na *amach "Gazety Wyborczej" wyrazi* si´, *e ksiŕ*k´ Grossa
nale*a*oby zaliczyç do tej grupy utworów literackich, które stajŕc si´
g*oĘnymi, "wciŕ* na nowo sŕ przywo*ywane w toczŕcych si´ dyskusjach".
Wymieni* tu takie dzie*a literatury polskiej, jak chocia*by "Campo di
Fiori" Czes*awa Mi*osza czy "Medaliony" Zofii Na*kowskiej. Niejako
konkludujŕc t´ myĘl Szarota, stwierdzi*: "sŕdz´, *e do tej kategorii
tekstów w*aĘnie do*ŕcza ksiŕ*ka Jana Tomasza Grossa".
Po przeczytaniu ksiŕ*ki Tomasza Grossa nie mia*am wra*enia, *e jest to
dzie*o artystyczne. Byç mo*e za artyzm Szarota uzna* wielopi´trowe
konstrukcje logiczne Grossa. Ale jeĘli mimo to traktowaç b´dziemy ksiŕ*k´
Grossa za utwór literacki, swego rodzaju esej socjologiczny, to uprawnione
wydaje si´ postawienie pytania, czy na podstawie tej*e publikacji, nawet
gdy zaliczymy jŕ do grupy utworów ponadczasowych, mo*emy kogokolwiek z
czegokolwiek rozliczaç? Czy moglibyĘmy rozliczaç Rosjan z tego, co robi*
Nowosilcow w Wilnie, na podstawie III cz´Ęci "Dziadów" Mickiewicza? Czy na
podstawie wspomnianych przez Szarot´ "Medalionów" rozliczano Niemców?
Fa*szerstwa literatury i sztuki
Bez wŕtpienia przes*anie wymienionych przez Szarot´ arcydzie* literatury
polskiej stanowi jakŕĘ czŕstk´ prawdy, która utrwala si´ w ĘwiadomoĘci.
Ale o ile cz´Ęciej w przypadku po*ŕczenia historii i literatury mamy do
czynienia z obrazem czŕstkowym, fragmentarycznym, czy wr´cz propagandowym,
a nawet takim, który w rzeczywistoĘci zak*amuje histori´. Klasycznym tego
przyk*adem jest niekwestionowane pod wzgl´dem artystycznym arcydzie*o
literatury Ęwiatowej "Komu bije dzwon" Ernesta Hemingwaya. Pozosta my w
obr´bie klasyki i to tej dos*ownej, bo mam tu na myĘli "Iliad´", to
przecie* dzie*o to dla nikogo nie jest rzeczywistym obrazem zmaga Greków,
chocia* wiadomo ju* - z odkryç archeologicznych - *e mityczna Troja
istnia*a i spotka*a jŕ nieoczekiwana zag*ada.
Prawie ka*dy z nas widzia* obraz Picassa "Guernika". Dla wielu jest to
niekwestionowany symbol wojny w Hiszpanii, symbol bestialstwa, jakiego
dokonali niemieccy lotnicy. Ma*o kto jednak wie, *e zag*ada Guerniki to
dzie*o komunistów, którzy spalili miasto. Symbol ten funkcjonuje nadal
jako "fakt" niepodwa*alny, mimo *e by* jedynie wytworem fantazji
zaanga*owanego twórcy.
Afirmacja ęród*a historycznego?
Czy w przypadku Grossa, tak jak w przypadku Picassa, mo*emy mówiç o
twórczoĘci zaanga*owanej? Wydaje si´, *e nawet nietaktem by*oby
traktowanie "Sŕsiadów" w innej kategorii. Zw*aszcza po przeczytaniu swego
rodzaju ideowej deklaracji, jakŕ zawar* Gross w swej publikacji:
"Nasza postawa wyjĘciowa do ka*dego przekazu pochodzŕcego od niedosz*ych
ofiar holocaustu powinna si´ zmieniç z wŕtpiŕcej w afirmujŕcŕ. Po prostu
dlatego, *e przyjmujŕc do wiadomoĘci, *e to co podane w tekĘcie takiego
przekazu, rzeczywiĘcie si´ wydarzy*o i *e gotowi jesteĘmy uznaç b*ŕd
takiej oceny dopiero wtedy, kiedy znajdziemy po temu przekonywujŕce
dowody (...). Przecie* wszystko co wiemy na ten temat - przez sam fakt,
*e zosta*o opowiedziane - nie jest reprezentatywnŕ próbkŕ *ydowskiego losu.
To sŕ wszystko opowieĘci przez ró*owe okulary, z happy endem, od tych,
którzy prze*yli (...). I dlatego powinniĘmy traktowaç dos*ownie strz´pki
informacji, którymi dysponujemy, zdajŕc sobie spraw´, *e prawda o
zag*adzie spo*ecznoĘci *ydowskiej mo*e byç tragiczniejsza ni* nasze o
niej wyobra*enie na podstawie relacji tych, którzy prze*yli".
RzeczywiĘcie, prawda ta jest okrutna, zwa*ywszy na fakt, *e zdecydowana
wi´kszoĘç °ydów znalaz*a si´ w gettach, a tam bezpoĘredni nadzór
sprawowali sami °ydzi. Judenraty - sporzŕdzajŕce listy kolejnych
transportów do obozów zag*ady, *ydowscy policjanci wyciŕgajŕcy z domów
nawet swych najbli*szych, zgodnie z jego zarzŕdzeniami. ÂwiadomoĘç tego
przera*a. G*´bia dramatu, jakiego musia* doĘwiadczyç ka*dy °yd
przechodzŕcy piek*o getta i obozu zag*ady, jest po prostu dla nas,
*yjŕcych w czasach pokoju wr´cz nie do poj´cia. Ile razy i przez kogo
taki cz*owiek zosta* zdradzony, czy odbiera* to w takich kategoriach,
zapewne tego si´ nie dowiemy.
Opisy ludzi zaganianych niczym zwierz´ta zawarto w wielu wspomnieniach z
getta. W "Kronice warszawskiego getta" Emanuel Ringelblum napisa*:
"Urz´dnicy Gminy w roli *apaczy, lekarze i inni z opaskami
ËUmsiedlungsaktionČ wiedzieli, jak pomóc (...). ¸apali pracownicy
Pogotowia, zak*adów pogrzebowych...". Inny naoczny Ęwiadek, prof. Henryk
Makower, który pracowa* jako policyjny lekarz, to samo wydarzenie
opisuje w swym "Pami´tniku z getta warszawskiego" w nast´pujŕcy sposób:
"Kiedy na rozkaz SS-manów za*ŕdano 10 tysi´cy ludzi (...) Lejkin (...)
odwo*a* si´ do urz´dników Gminy jako do s*u*by pomocniczej. Nazajutrz, z
dziedzi ca komendy SP, zacz´*y wyje*d*aç zespo*y cywilów opatrzonych
bia*ymi opaskami i prowadzonych przez funkcjonariuszy SP. Szli oni
Ęrodkiem ulicy w postaci szeroko otwartej litery V (...), tak *eby nie
mo*na by*o si´ wydostaç (...). Opornych za*atwiano wcale nie mniej
brutalnie, ni* to robi*a poprzednio policja (...). Zresztŕ *apanki
uliczne przy pomocy tzw. czynnika spo*ecznego szybko si´ sko czy*y".
Bez wŕtpienia jest to straszliwy i g*´boko traumatyczny obraz tego, co
si´ dzia*o w du*ych gettach na terenie okupowanej Polski. Nie sposób go
nie zaliczyç do tych w*erajŕcych si´ g*´boko w ĘwiadomoĘç. W tego typu
przypadkach Gross ma racj´, bo sŕ to bez wŕtpienia opowieĘci "przez
ró*owe okulary" tych, którzy... *apali czy stali, przyglŕdajŕc si´ z
boku, tych którzy prze*yli.
Dojrzewanie "prawdy"
Ale czy to usprawiedliwia tzw. postaw´ afirmujŕcŕ ęród*o historyczne,
jakim jest relacja niedosz*ych ofiar holokaustu? Czy jest ona
upowa*niona i nieodzowna? Czy w takich kategoriach mo*na rzeczywiĘcie
traktowaç wszelkie przekazy, zapominajŕc o podstawowej prawdzie, jakŕ
jest to, *e pami´ç ludzka jest u*omna i cz´sto p*ata nam figle? Czy
mo*na w sposób afirmacyjny podchodziç na przyk*ad do relacji Tobiasza
Cytrona, bez wŕtpienia niedosz*ej ofiary holokaustu, którŕ zawar* w swej
ksiŕ*ce "Dzieje zbrojnego powstania w gettcie bia*ostockim"?
Dla zobrazowania tego, o czym pisz´, podam mo*e kilka fragmentów,
których lektura ze wzgl´du na wulgaryzm k*amstwa, jakim pos*uguje si´
autor, po prostu wprawi*a mnie w zdumienie.
"Dzi´ki pomocy Niemców powsta cy w gettcie i partyzanci dostawali bro ,
fa*szywe dokumenty, kenkarty, a niejednokrotnie równie* miejsce
schronienia w czasie *apanki. Wspomniani Niemcy udzielali równie*
moralnego wsparcia partyzantom w lasach. Powsta cy i partyzanci popadali
niejednokrotnie w trudne sytuacje, z których wyjĘç mogli tylko dzi´ki
pomocy owych Niemców."
"(Polacy) zacz´li mordowaç °ydów. I to na wielkŕ skal´. W samym tylko
okr´gu bia*ostockim AK-owcy zamordowali ok. 1.200 °ydów. Âwiadczŕ o tym
d*ugie szeregi grobów na cmentarzu bia*ostockim i w innych miastach."
"W czasie, gdy wi´kszoĘç pa stw demokratycznych - ze Zw. Radzieckim,
Angliŕ i USA na czele - walczy*a z hitlerowskŕ hydrŕ, by raz na zawsze
odciŕç jej *by, polski rzŕd w Londynie i niektóre oddzia*y AK w Polsce
znalaz*y nowego ËwrogaČ, garstk´ ocala*ych z zag*ady °ydów,
zag*odzonych m´*czyzn i kobiet, chorych na gruęlic´ dzieci".
"W czasie, gdy najlepsi synowie narodu *ydowskiego walczyli z
hitlerowskim wrogiem, cz´Ęç AK-owców, zapominajŕc, *e powinni walczyç z
Niemcami - mordowa*a niewinnych °ydów. Setki °ydów - kobiety, m´*czyęni
i dzieci - zgin´*y ju* pod koniec wojny. AK-owcy szaleli wsz´dzie, na
drogach, w pociŕgach. Zatrzymywali jadŕce pociŕgi, wyprowadzali z nich
°ydów i strzelali do nich. Zdarza*o si´, *e wdzierali si´ do *ydowskich
mieszka i zabijali na miejscu wszystkich mieszka ców".
Jak widaç, relacja Cytrona obfituje w, jak to nazywa Gross, "oczywiste
b*´dy oceny sytuacji". A zatem, czy mo*emy afirmowaç ewidentne k*amstwo?
Wed*ug Grossa, tak. Przynajmniej w tej cz´Ęci, której nie da si´
jednoznacznie wykluczyç i podwa*yç w sposób nie budzŕcy wŕtpliwoĘci, *e
jest ona nieprawdziwa.
To zaskakujŕce w swej istocie podejĘcie do ęróde* historycznych, jakie
proponuje Gross, zapewne zmusi*oby nas do zrewolucjonizowania poglŕdów
na naszŕ przesz*oĘç. Co wi´cej, mog*oby sprawiç, *e jakiĘ historyk
czytajŕc za ileĘ tam lat Ęwiadectwo Tobiasza Cytrona, móg*by dojĘç do
wniosku, *e napisa* on "prawd´", tyle *e przez tyle to a tyle lat nikt
nie by* w stanie jej dostrzec. Przypomnijmy - Jan Tomasz Gross
potrzebowa*, jak sam twierdzi, a* czterech lat na to, aby dotrzeç do
prawdy o Jedwabnem na podstawie relacji Szmula Wasersztajna.
Dyrektywy z pa*acyku MSZ
19 maja ubieg*ego roku, z udzia*em kilkunastu osób w pa*acyku MSZ przy
ul. Foksal w Warszawie zorganizowano spotkanie, którego celem by*o
zasi´gni´cie przez MSZ opinii na temat zbrodni w Jedwabnem. Zaproszono
na to spotkanie m.in. prof. prof. Jerzego Holzera, Tomasza Strzembosza,
Jerzego Tomaszewskiego, Feliksa Tycha, Tomasza Szarot´, a tak*e Jana
Tomasza Grossa. Z wypowiedzi, jakie cytowano w prasie po tym*e
spotkaniu, mo*na by wysnuç wniosek, *e szacowne grono stwierdzi*o, *e
najgorszym ze sposobów reakcji polskich w*adz i opinii publicznej w tej
sprawie by*yby ewentualne próby podwa*enia w zasadniczy sposób
wiarygodnoĘci relacji przedstawianych w ksiŕ*ce Grossa lub skierowanie
dyskusji na tory szukania domniemanych inspiratorów i beneficjentów
"antypolskiej kampanii". Tego typu stwierdzenie w okresie, gdy jeszcze
nie wszcz´to Ęledztwa w tej sprawie przez IPN, wydaje si´ co najmniej
niestosowne. Stawia to tak*e pod wielkim znakiem zapytania celowoĘç
Ęledztwa, jakie jest prowadzone w tej sprawie. W co najmniej dwuznacznej
sytuacji stawia prowadzŕcego Ęledztwo prokuratora Rados*awa Ignatiewa,
którego *atwo posŕdziç w tej sytuacji, *e nie kieruje si´ celem
nadrz´dnym, jakim jest dotarcie do prawdy o wydarzeniach, jakie mia*y
miejsce prawie 60 lat temu w miasteczku Jedwabne, a wykonywaniem
dyrektyw politycznych.
Zresztŕ, nie szukajŕc daleko: prawda o wydarzeniach, jakie mia*y
miejsce w lipcu 1946 r. w Kielcach tak*e zosta*a schowana g*´boko przed opiniŕ
publicznŕ. Ustalenia Ęledztwa nie znalaz*y nale*nego miejsca w
ĘwiadomoĘci ogó*u, bo przecie* ma*o kto wie o tym, *e wedle ustale ,
jakich dokonano na procesie, tragiczne zajĘcia rozpocz´*y si´ od
zastrzelenia przez mieszka ców obleganych przez t*um dwóch milicjantów,
którzy chcieli si´ dostaç do Ęrodka, aby przeszukaç posesj´, w której
rzekomo mia* przebywaç ma*y polski ch*opczyk. Obiegowa wersja, która
tak*e znalaz*a si´ na tablicy upami´tniajŕcej owo wydarzenie, mówi o 42
ofiarach pogromu.
Sytuacja wokó* zajĘç kieleckich jest bardzo przykra i tym bardziej smuci
fakt, *e do utrzymania si´ tej z gruntu nieprawdziwej opinii przyczyni*y
si´ w*adze III RP. Przyglŕdajŕc si´ temu, co aktualnie si´ dzieje ze
sprawŕ Jedwabnego, mo*na byç pe*nym obaw, gdy* mechanizm zastosowany w
przypadku zajĘç w Kielcach jest tu powielany. To te* swego rodzaju
paradoks, *e w pa stwie, w którym przez 50 lat komuniĘci karmili nas
propagandŕ nazywanŕ historiŕ, znów, jakbyĘmy si´ niczego nie nauczyli
przez te lata, zamiast faktów i rzetelnej wiedzy dostajemy literatur´
opartŕ na tzw. afirmacji ęród*a historycznego i z*ej lub dobrej woli
autora wynurze , który a priori odrzuca to, co mu nie pasuje do "jego"
wizji wydarze .
Monika Rotulska
"Upiory Jedwabnego - Wprost"
Trudno, by inaczej uwazali Polacy z Jedwabnego. Burmistrz Godlewski, który
jeszcze w maju podczas spotkania z rabinem Shudrichem deklarowal chec godnego
upamietnienia zaglady Zydów, obiecywal szybka zmiane napisu na pamiatkowym
obelisku, a nawet zglosil pomysl, by nowa szkole nazwac imieniem Antoniny
Wyrzykowskiej (w imie polsko-zydowskiego pojednania), obecnie sam przyznaje, ze
"nabral dystansu". - Nie bede sam szedl przeciw miastu, raczej stad wyjade -
mówi. Zly kontekst nazwy miasta i poczucie osaczenia sprzyjaja zwieraniu
szeregów.
Byly radny, emerytowany nauczyciel, który tez sklanial sie ku zmianie
=====================================================================
napisu, dzis nie chce o tym slyszec. - Zaraz ujawniliby sie antysemici
======================================================================
- przekonuje.
=============
Jerzy Slawomir Mac
Wspólpraca: Ryszard Kaminski"
To warto bylo Panu tak sie trudzic dla 15 dkg? Mojej kiedys wozila na
sobie 15 dkg zloty naszyjnik bez zadnej "syrenki".
A co Pan robil gdy mial Pan dziure w oponie? Sam Pan zmienial kola?
Zalek
e
> Zalek
>
>
> >J.T. Gross wydaje sie niezbyt odpowiedni dla obrony interesow strony
> >polskiej.
>
> Nie, on jest calkiem zdecydowanie bardzo odpowiedni! To my, na sciepie,
> zgodnie z duchem wypowiedzi Nowaka-Jezioranskiego powinnismy ustanowic
> polsko-zydowska komisje, ktora obradowalaby w skladzie Bloom i Malec, RU8xx
> po stronie zydowskiej, oraz Bekker, Pyzol i Kochanski po stronie polskiej,
> albo odwrotnie - w zaleznosci od dnia tygodnia. Oczywiscie dla zabawy mozna
> by nazwac te komisje rownie dobrze komisja zydowsko-hiszpanska, albo
> polsko-wietnamska. Dlaczego nie?
All right - mamy kandydatury rozdwojonych. Raz w zyciu - dzieki Panie Wlodzimierzu.
Kogo pominelam: RU8xx, Blooma i Bakkera. W ogole nie znam Pana Blooma. Prosze sie nie krepowac i
przyblizyc mi kandydature Pana Blooma. Bekkera i Jedrzejewskiego od razu chce mi sie wrzucic do
worka nadinterpretujacych w kierunku - Co zydowskie to dobre, cala reszta podejrzana, a antysemici
to Polacy a MY najlepsi i zawsze pokrzywdzeni.
Czy na Kochanskiego mam w ogole strzepic pioro - moze odniose opis tej osobowosci
do projekcji drugiego rozdwojonego w 'Ku-ku' i pozwole czytelnikom wysortowac zagadnienie, jak to
sie stalo ze sie nam dwoje juz rozdwojone tak dokumentnie zlalo:)
i mamy teraz cale tony 'dokumentow' do sortowania. Moze kilometrowe
zapisy w Instytucie Pamieci Narodowej tez zostaly wyprodukowane ta metoda.
Powiedzialabym, ze to jest duzy klopot - nawet nie wiadomo dokladnie kto jest kto?
Taka niekonczaca sie projekcja. Sa w tym napewno lepsi niz sam Pyzol.
Czy Pan chce cos dodac na ten fascynujacy temat?
A w ogole to czy Pan sie wpisal na LISTE DOBRYCH? E
Wszedl na MOJA LISTE zaraz za Malcem, Mackiem i bardzo blisko Pyzola.
> > >Czy dla Ciebie to jest "Polski interes" i jego obrona.
> > >Oni juz nikomu krzywdy nie zrobia..
> > >obrzydliwe.
> > >W,
"Interes?" E
Dziekuje za zamieszczenie tej informacji. Wlasnie, wladze polskie powinny
zajac sie wyjasnieniem sprawy, w oparciu m.in. o archiwa niemieckie. Powinne
tez ustalic motyw zabojstwa, a takze, jesli mozliwe, dokladna liczbe ofiar.
Ja tak se mysle, ze skoro jest pamiatkowa ksiega wydarzenia w Jedwabnem, to
ktos te ksiege skompilowal. Kto to taki? Moze ocaleniec jakis czy grupa
ocalencow?
Istnieja grupy na swiecie Zydow pochodzacych z roznych miejscowosci w
Polsce, wobec czego pojawia sie pytanie ze jesli Niemcy polowali tak
zawziecie na kazdego Zyda i Polacy wokol byli takimi "antysemitami" (ja
ciagle naprawde nie ponimaju co to slowo znaczy), jak to sie u kaduka stalo
ze tylu Zydow ocalalo? Moze jakby tak dobrze poszperac okazaloby sie ze
mozna by tez zebrac pokazna grupe ocalencow z Jedwabnego?
Czy slyszal kto o grupie ocalencow z Jedwabnego? Jesli tak, prosze o podanie
informacji na jej temat.
Puzzler
Krzysztof Wroblewski <krzy...@hotmail.com> wrote in message
news:3a7291b1...@netnews.upenn.edu...
Powodzenie mialbym murowane: The New York Times by pial z zachwytu, inne
pismaki by poszly w trop, Amazon books by oglosilo moja ksiazke "klasykiem"
zanimby sie jeszcze ukazala. Tlumaczono by mnie na niemiecki i francuski, i
tuzin innych jezykow. Spotkania autorskie bym mial w Niemczech i gdzie
indziej z wdziecznymi czytelnikami i czytelniczkami. W amerykanskiej TV bym
sie ukazywal... Jay Leno by mnie lajonizowal (o matko!) ... Moze nawet (oj!
oj !) Hollywood by o pozwolenie na sfilmowanie zabiegal ... Zegnajcie
wszystkie troski, zegnaj kompleksie nizszosci autorskiej !
... Jednyna rzecza o jaka musialbym dbac to to, by nikt nie reklamowal mnie
jako "nowy Kosinski."
Puzzler
Chris <Ch...@iqnet.net.au> wrote in message
news:3a72...@usenet.per.paradox.net.au...
A jakby historycy polscy, z Polski, probowali protestowac to i tak nikt by
ich serio nie potraktowal, nawet , tfy, rewizjonisci - no bo jaki image
Polacy maja w Ameryce? Kto sie z nimi liczy? Kto ich bierze powaznie? Kto
ich szanuje? Ktoby zamiescil ich "sprostowania" w najpotezniejszych mediach?
Smiano by sie z nich, i rasistami i nacjonalistami, a takze
holokaustdenajerami by ich okrzyczano ...albo zignorowano z drwiacym
usmieszkiem. Nio, a jakby cos opublikowano, to z takimi komentarzami, w
takim kontekscie, z takimi drwinami np. z ich angielszczyzny, lub nazwisk
(jak wam sie podoba nazwisko Chodakiecziw? :) ze zwiewaliby z podkulonymi
ogonami.
No jasne ze cala sprawa bylaby przeze mnie wyssana z palca, ale Polakom i
Polsce taka porcyjka szoku by nie zaszkodzila (bo oni wszyscy ANTYSEMICI !).
Polska by sie od tego nie zawalila. Na dobre im by to wyszlo, na zdrowie.
Wogole, to nalezy sie im takie walniecie pala w leb !!!
P.
Puzzler <br...@sprint.ca> wrote in message
news:bQGc6.2789$nb.4...@newscontent-01.sprint.ca...
Przypomina mi to oburzenie ludu sowieckiego na dzielo Borysa Pasternaka
"Doktor Zhiwago". Zadna cholera tego nie czytal, a kazdy litercki ciec
krytyk pisal o niej straszne rzeczy, a lud z oburzeniem podtakiwal. To samo
dzialo sie z utworami Bulgakowa czy Achmatowej.
Chce pan dyskutowac, wiec wez pan do reki niewielka w koncu ksiazeczke,
znajduje sie nawet na Internecie, poczytaj ja i nastepnie zabierz glos.
Gdyby czytal pan ksiazke, dowiedzial by sie pan, ze to wlasnie Ocaleni z
rzezi w Jedwabnem podali szczegoly, nazwiska tych Ocalonych podaje prof.
Gross. W wielu miejscowosciach nikt nie sostal przy zyciu, wiec nie wiadomo
jak zginela spolecznosc zydowska.
Jednym z Ocalonych byl Szmuel Wasersztajn, jego dwie relacje byly spisane w
1945 r. przed Zydowska Komisja Historyczna, i znajduje sie one w archiwach
warszawskiego Zydowskigo Instytutu Historycznego. Ta relacja byla
powszechnie znana, ale zatajana przez historykow naukowcow. Inne relacje
pochodza od naocznych swiadkow: Herszela Piekarza-Bakera, Rywki Fogel i
Icchaka (Janka) Neumarka.
Poprzednio zas, w 1980 Ocaleni opisali swoje wspomnienie o rzezi w Ksiazce
Pamieci Jedwabnego, i od kilku lat ta Ksiega (i wielu innych) jest dostepna
na sieci w angielskim.
Prosze odwiedzic
http://www.jewishgen.org/yizkor/jedwabne/Yedwabne.html
i poczytac relacje Ocalalych. Na ich min. podstawie i documentach z ZIH'u
prof. Groos napisal "Sasiadow"
Jedni Ocaleni przetrwali wojne dzieki szlachetnym Wyzykowskim. Siedmiu Zydów
z Jedwabnego przechowala w swoim gospodarstwie rodzina Wyrzykowskich ze wsi
Janczewko. Antoninie Wyrzykowskiej instytut Yad Vashem nadal medal
"Sprawiedliwy wsród narodów swiata", ale ona nie mieszkala juz wtedy w
rodzinnej wsi. Bala sie, iz za to, ze ratowala Zydów, sama straci zycie. -
Pobito ja tak, ze byla cala niebieska - wspomina syn.
Inni skrywali sie po lasach, brali udzial w polskiej partyzance (BCh i AL),
byly tez na Bialostocczyznie oddzielne oddzialy partyzantki zydowskiej.
Jak poczyta pan ksiazke, albo artykuly z ksiegi Yzkor Jedwabne, mozemy
podyskutowac. Ale dziekowanie pzrez pana Wroblewskiemu i innym za
zamieszczenie 'wyjasniajacych' przedrukow
z Polski prasy motywujacych morderstwo za zydowska wspolprace z Sowietami
jest conajmniej smieszne.
Wspomnial pan na poczatku naszej sciepowij znajomosci, ze nalezy walic kawe
na lawe, azeby dialog polsko-zydowski mial rece i nogi. Wiec podtrymuj pan
swooje zobowiazanie, ale czytajac oryginaly nie wykretasy. Inczej do zadnego
prawdziwego dialogu nie dojdzie.
Co zas do krwawych polskich pogromow przedwojennych na Zydach w Przytyku w
Radomskim, Grodnie na Bialorusi i Minsku Mazowieckim w latach 1935 i 1936,
pisalem niedawno.
Dzialo sie to wszak przed r. 1939, nie bylo wiec jeszce w okolicy Sowietow,
nie mogla wiec byc zadna kolaboracji z nimi.
Czy moze mi pan z laski swojej podpowie jaki mogly byc ewentualne motywy w
tych przykrych przedwojennych "zajsciach" wywolanych przez wiesniakow i
mieszczuchow grodzkich? Byly w koncu te zajscia preludium di Jedwabnego.
A moze glownym jednak i nie zaleczonym zupelnie do dzis motywem byl rasism
ludu polskiego.
--
Alexander Sharon
mailto: a.sh...@home.com
"Puzzler" <br...@sprint.ca> wrote in message
news:bAGc6.2785$nb.4...@newscontent-01.sprint.ca...
Nie wiem skad pan ma te pewnosc ze ja ksiazki Grossa nie czytalem. Panska
pewnosc zasadniczo przypomina mi pewnosc niektorych co opowiadali o
zwierzecym okrucienstwie Polakow po tym jak przeczytali ksiazke Kosinskiego
pt. "Malowany ptak."
Ja pytanie zadalem by dowiedziec sie cos z innego zrodla niz p. Gross, majac
nadzieje ze wiecej tych "ocalonych" moze bylo, czy nadal jest. Jak pan
zapewne wie, nie cenie wysoko p. Grossa jako zrodla wiarygodnych informacji.
Hm, skoro nie wiadomo jak zginela spolecznosc zydowska w wielu innych
miejscowosciach, nie wiadomo czy ona wogole zginela. Czy tez wszyscy Polacy
maja sie na wszelki wypadek kajac?...
Co do p. Wyrzykowskiej, kto ja zbil ze byla cala niebieska? Czy sugeruje pan
ze mieszkancy Jedwabnego pobiliby ja za to ze ukrywala Zydow, nawet dlugo po
wojnie, nawet po tym jak ona dostala Sprawiedliwego? :)
Aha, wiec jacys inni Zydzi z Jedwabnego zostali partyzantami na
Bialostocczyznie ....
Co do panskich rewelacji o "polskich pogromach" przed wojna, pan wybaczy,
ale ja chcialbym dowiedziec sie o tym tez z innych zrodel, tzn. takich
ktore przedstawia niepodwazalne dowody. W panskie rewelacje watpie.
Co do moich podziekowan p. Wroblewskiemu za zamieszczenie informacji, i ze
to takie smieszne, pan pozwoli ze ja bede dziekowal komu uznam za stosowne.
Obecnie dziekuje panu za podanie linku nt. Jedwabnego.
Wydaje sie pan potepiac glosy niektorych motywujace domniemana zbrodnie w
Jedwabnem zydowska kolaboracja z Sowietami. Drogi panie, a czy pan nie
motywuje zydowskiej sympatii dla Sowietow (ktora drogo wielu Polakow
kosztowala) tym ze Zydzi "oddawali" w ten sposob Polakom za percypowany
ucisk i dyskryminacje?
( Jesli tak, no to chyba przyzna pan ze ta zydowska odplata byla
niewspolmierna do polskiej winy, skoro odplacajacy jednak zyli by moc
odplacic, a odplata kosztowala zycie wielu Polakow - mezczyzn, kobiet i
dzieci.)
Ja jeszcze raz panu przypominam ze Sowieci wywiezli do ZSRR ok. 1.5 miliona
Polakow - mezczyzn, kobiet, dzieci- i w 1942 r. polowa z nich juz nie zyla.
Co do walenia kawy na lawe, alez ona jest juz od dawna wywalona. Jak
dotychczas jednak, nikt ze strony zydowskiej jej pic nie chce. Za gorzka?
Co do tego ze dialogu nie bedzie, no, nie bedzie jak jedna strona uwaza sie
za wyzsza moralnie i pod innymi wzgledami od drugiej strony. Dialog jest
pomiedzy rownymi, a nie pomiedzy panem (nie mam tu na mysli pana) i
niewolnikiem.
A jesli dialogu nie bedzie, to my to przezyjemy. Jak to lud polski mowil:
"Przezylismy potop szwedzki, przezyjemy i sowiecki." A jak nas ktos bedzie
chcial gnebic, to my mamy wielu chetnych do sprzymierzenia sie z nami. :)
A kajania sie w niemieckim stylu w Polsce nie bedzie, i basta. Nie bedzie
tez "pojednaniowych" miliardow od Polski.
Raz jeszcze: nie bedzie kajania sie.
Ja gdybym byl Zydem, martwilbym sie o to, ze jak Polacy dialogowac
przestana, wowczas Zydzi jeszcze mocniej osamotnieni pozostana. Bo Polacy to
jak narazie glowni swiadkowie i towarzysze niedoli podczas niemieckiej
okupacji. (A ja sie dowiaduje wlasnie ze sa Zydzi co sie do Niemcow teraz
obrzydliwie podlizuja, lza ze Niemcy bronili Zydow przeciw Polakom. Good
luck to them. :)
Co do rzekomego "niezaleczonego rasizmu ludu polskiego," no ten rasizm ma
motyw. Dzisiaj tym motywem sa np. potworne, bezpodstawne oskarzenia Zydow,
ktore widac czarno na bialym nawet na sciepie, a takze pamiec UB, a jeszcze
przedtem kolaboracji zydowskiej z Sowietami.
A co jest motywem rasizmu zydowskiego, ktory wyraza sie np. w potwornych
oskarzeniach ?
Puzzler
Alexander Sharon <a.sh...@home.com> wrote in message
news:4RIc6.38396$K8.18...@news1.rdc1.ab.home.com...
A moze je posiada? Przynajmniej w takim samym stopniu jak Jan T. Gross? A
moze jest bardziej uczciwy, poniewaz Gross fakty jemu nie wygodne po prostu
przemilcza, fakty takie jak przeczace sobie nawzajem zeznania swiadkow,
tendencyjne pomniejszanie udzial Niemcow w celu uwypuklenia roli Polakow,
niewiarygodne opisy swiadkow, ktorzy tak swietnie widzieli roznych (pisze
roznych, poniewaz jakos nikt ich nie nazywa po nazwisku, a jedynie pisze sie
ogolnikowo Polacy), a nie zauwazyli obecnosci 238 niemieckich zandarmow.
> Gdy czytam ten (ponizej) dramatyczny opis lomzanskiego wieczoru
> 23 czerwca, gdzie "nie wiadomo kto dokonuje rabunkow", i w wiadomo
> kto kryje sie pod "weszlo kilku Niemców do miasta - ludnosc odetchnela"
> Nie sadze, bowiem aby lomzanscy Zydzi nalezeli do "mieszkancow", ktorzy
> "odetchneli".
No nie, oni nie odetchneli kiedy weszlo kilku Niemcow, oni oddychali pelna
piersia kiedy wchodzili Sowieci. Po prostu role sie odmienily.
Pragne rowniez zwrocic Pana uwage na pewien bardzo istotny fakt. Jedwabne
nie bylo pierwszy raz zajete przez Niemcow w 1941, lecz okupowali ta
miejscowosc na poczatku Wrzesnia 1939r. i wycofali sie z Jedwabnego dopiero
28.IX.39r zgodnie z traktatem Sowiecko-Niemieckim.
Pierwsze wkroczenie Niemcow na tamte tereny nie wywolalo zadnych
antyzydowskich akcji ze strony Polakow, aczkolwiek mieli oni na to pelna
szanse juz wtedy. W swojej relacji p. Herschel Piekarz stwierdza ze wtedy to
Niemcy rabowali dobytek ludnosci Zydowskiej i spalili synagoge w Goniadzu,
lecz ani slowem on (lub tez inni swiadkowie) nie wspominaja o jakichkolwiek
odruchach niecheci lub nienawisci ze strony Polakow.
Wiec mozna z tego wysnuc wniosek ze ludnosc tamtejsza nie zywila wtedy
jakichkolwiek uczuc nienawisci do swych zydowskich sasiadow. Czyzby te
uczucia narodzily sie w wyniku 2 letniej okupacji Sowieckiej i zachowania
samych Zydow podczas tej okupacji?
> Czy czuje sie sfrustrowany? NIE! Ogarnia mnie coraz wieksze obrzydzenie.
> Walka bowiem trwa.
W tym sie z Panem zupelnie zgadzam. Lecz moje uczucie obrzydzenia wyplywa z
zupelnie innych powodow.
Jeszcze tylko pragne dodac ze sledztwem w sprawie Jedwabnego zajal sie
Instytut Pamieci Narodowej pod kierunkiem prokuratora Radoslawa Ignatiewa. Z
przyczyn dla mnie niejasnych Stanislaw Krajewski, przewodniczacy Forum
Zydowskiego, nie objawia z powodu tego sledztwa szczegolnego entuzjazmu, a
przeciez powinien, bo przeciez Narod Wybrany zawsze stoi po stronie prawdy,
no nie? Ale p. Krajewski jest wielbicielem Jana Grossa, i w zwiazku z tym
sledztwem to moze sie pare mitow zawalic. Aczkolwiek w zwiazku z tym
sledztwem ja sam nie wiaze zbyt wielkich nadziei, wszak historia holokaustu
jest niepodwazalna, a zeznania swiadkow, nawet te najbardziej
nieprawdopodobne uznawane za nowa ewangelie.
Wydaje mi sie, ze panskie swiete uczucie obrzydzenia powinno byc w jakis
sposob powstrzymane, przynajmniej do zakonczenia tego sledztwa.
Powstrzymam sie od komentowania reszty panskiego listu, poprostu szkoda
czasu. Gdyby pisal Pan na papierze, powiedzialbym ze nie jest to warte nawet
papieru na ktorym to zostalo napisane.
--
Chris
"Puzzler" <br...@sprint.ca> wrote in message
news:bAGc6.2785$nb.4...@newscontent-01.sprint.ca...
> > Wiezniowie obozu w Oswiecimiu mowia w swoich wspomnieniach o zapachu
> > palonych ludzkich cial. Zapach, ktory do dzis ich przesladuje.
> > Pan Bratkowski, Chodakiwicz i Tomasz Strzembosza powinni odwiedzic
> Jedwabne, przy odrobinie dobrej woli odnajda tam ten sam zapach palonych cial.
A zapach Twoich wyimaginowanych oczekiwan zapanowal moze juz w Szwecji!
Czlowieku, puknij Ty sie w czolo.
Terror zostawia slady na psychice. Jednym z objawow traumatyzacji i to
prawie niezaleznie jaka to byla traumatyzacja (terror) moga byc zaburzenia wechowe.
Maja je ludzie, ktorych uprowadzono i zniwolono, maja je ofiary gwaltow,
maja je ofiary kataklizmow. One nie sa zwiazane z bezposrednim doswiadczaniem smorodu
To ma cos wspolnego z tym jakie skrajny uraz psychizczny wywoluje w mozgu, glownie w tzw. obszarach
limbicznych w ktorych moe zostac permanentny slad urazu (ow) psychicznych.
Bycie swiadkiem palenia cial zostawia tez pamiec swadu.
Ocalali ludzie moga doswiadczac obydwu form wrazliwosci na zapach.
Natomiast ludzie , ktorzy nie przezyli takiego koszmaru - takich zapachow nie czuja, ani nie maja
zaburzen wechowych. Moze moga je sobie wyobrazic.
Twoje wymaganie odczuwania tego co czuja ofiary jest czysta histeryczna egazaltacja
i usprawiwedliwianiem wlasnej agresji dzis.
Ty zadna ofiara nie jestes, poza robieniem z siebie ofiary!
E
Tak tez sadzilem, ze T. Trzebosz daje, w pewnym sensie,
przeciw wage tego co Gross twierdzi. A jego stwierdzenia
oakzaly sie tak selektywne, ze trudo byloby w to uwierzyc,
iz historyk i czlowiek tego kalibru moze takie chwyty stoswac.
Dobrze jest poznac caly wachlarz wydarzen z tego okresu.
Jdr
"Chris" <Ch...@iqnet.net.au> wrote in message
news:3a72...@usenet.per.paradox.net.au...
> Swietny artykul, zachowalem. Dziekuje p. Jdr.
Tak niewatpliwie tyle tylko ze jak napisal
"Ludnosc zydowska, w tym zwlaszcza mlodziez, oraz miejska biedota,
wziela masowy udzial w powitaniu wojska sowieckiego. Z bronia w reku.
Przemilczana kolaboracja"
Pan zdaje sie nie umie specjalnie czytac.
"Ludnosc zydowska, w tym zwlaszcza mlodziez,.."
czyli Zydowska mlodzierze ktorej jest zawsze okolo 30%/40%
za calej populacji Zydow.
"...oraz miejska biedota"
czyli polska biedota ktorej jakos zapomnial nazwac POLSKA.
Nie jest dla nikogo tajemnica ze komunisci mieli popracie
nie wywodzace sie tyle z "narodow" ale grup spolecznych.
Panski historyk pisze tak, aby kazdy niezaleznie
od intelektu z nalzal cos dla siebie. Zarowno
Pan jak i Chros znalezliscie.
To by bylo na tyle pomijajac sam fakt ze nie przedstawia
zadnych dowodow.
Tak samo piszac o "szabrowaniu" zapomnial uzyc Slowa POLAK
ale nie zapomnial uzyc ZYD gdy chodzilo o witanie sowietow.
Antysemityzm w bialych rekawiczkach.
Nie dziwi mnie ze sie to Panu podoba. Wkoncu tradycja narodowa.
W,
Pozdrowienia,
Zalek
<wie...@algonet.se> wrote in message news:3A746A...@algonet.se...
Pan zdaje sie tak jak i duza czesc panskich rodakow nie rozumie.
Historia jest JEDNA!!!!!!!!!!!!!!!!
Jezeli fakty sa selekcjonowane to nie jest to HISTROIA !!!
Z histori nie robi sie miekich poduszek, aby ulozyc narodek
do snu.
Gross skupil sie na jednej malej miejscowosci i opowiedzial
przy pomocy faktow historie. Wiecej faktow o Jedwabne NIE MA!!!
A jak sa, to potwierdzaja tylko to co napisal Gross.
HISTORJA to nie jest bajka z moralem - aby kazdy sobie przeczytal
i wyciagnal wnioski. Jezeli tak sie dzieje to albo czytelnik
jest durniem, albo to nie jest historia.
Zaden z artykulow ktore atakowaly Grossa nie zaprezentowal ani
JDENEGO FAKTU DOTYCZACEGO JEDWABNE. A co do WITANIA sowieto na
kresach zaden Zyd - swiadek nie poswiecil temu wiele czasu.
Jak dotej pory najbardziekj to intryguje Polakow.
ZYDZI NIE NAPISALI TYLE KSIAZEK O SOBIE CO POLACY O ZYDACH !!!
Polacy musza miec zawsze winnego. Nigdy nie sa to oni sami.
Jak male dzieci. Ta obrona ojczyzny "polska racja stanu"
to masc na szcury - na wszystko. Nie potrafi jednak wyleczyc
tego co swiat miedzy innymi zna jako "polski sejmik".
Bartkowski zaczal wypisywac pierdoly o Amerykanskich Zydach
jak by to moglo odwrocic bieg histori, Chodakiweicz jak napisalem
zaprezentowal wiecej faktow piszac o produkcji pornografi w Kaliforni
(polecam) niz gdy pisal o Jedwabne.
A Pan KUL'owiec no ponim sie od poczatku wiele nie spodziewalem.
Podsumowywujac to jedyny (mimo ze artykul glupi) ktory trzymal
sie tematy byl Kalewski w Nasza Polska. Ten przynajmniej zaprezentowal
jakis diokument ktorego u Grossa nie bylo. Tymniemniej tez sprytnie
powycinal date aresztowania Lojewskiego. (zapewne reodzina z tymi
Lojewskimi ktorych uniewinniono)
Dlaczego zaden z Panow publicystow/historykow wymieniaja z nazwiska
Zydow, a np. poslkiego soltysa nie.. dalczego tych 18-25 kolaborantow
co kadonosili do NKVD nie sa wymienieni z nazwiska ?
Moj drogi Pani. Ja widzialem juz taka propagande za Gomulki, dla Pana
moze to nowsoc.
Mieszkalem w Polsce znam ludzi. Racja narodowa przedewszystkim.
Potrzeba tylko stworzy pozory zagrozenia OJCZYZNY. Wtedy to i dokumenty
zaczna znikac, pojawiac sie nowe falszowane. Specjalisci ci sami co za
komuny.
Roznice bialy/czerwony zaciraja sie miedzy polakami gdy wrogiem jest
Zyd. Tylko ze tym razem sa oni martwi, a ten ktory zyje mieszka w USA,
wiec chyba poza zasiegiem.
W.
Podkreslil Pan istote sprawy. Rzecz w tym jednak, ze ani Gross
ani Strzembosz ani rowniez zaden z nas - nie byl swiadkiem tej "historii".
A dokumenty historyczne, jak kady dokument, sa przedmiotem badan i
interpretacji. Pan oczywiscie woli przyjac, ze Gross podaje jedyna
i zgodna z "historia" wersje biegu owych wydarzen.
Ja - bedac swiadkiem wielu dzisiaj juz historycznych wydarzen, wiem
jak "historia" powstaje i jak sa tworzone "historyczne" dokumenty.
Jestem jednak daleki od latwych i czesto modnych uogolnien.
A szczegolnie takich uogolnien - gdzie chodzi o ludzkie zycie.
Sprawa ta jest zbyt powazna by pozwalac tu sobie na osobiste przytyki i
taniukie chwyty populistyczne.
Tak w panskim narodzie jak i w moim narodzie sa rozni ludzie.
Ale w tym konkretnym, rozpatrywanym przypadku...
W pankism jest Gross. A w moim jest Strzebosz. Niech wiec
oni obaj jako znawcy problemow i historycy wypowiedza swoje
zdanie. A my cztelnicy, z naleznym uszanowaniem dla wszystkich
istnien luzdkich - wyciagniemy z tego swoje wlasne wnioski. I to bez
zadnych przytykow, pomowien i obelg.
Reszta panskich argumetow jest po prostu zwyklym pieniactwem,
ktore pozwole sobie zignorowac.
Jdr
>
>Uzytkownik <Zalek...@hotmail.com> napisal w wiadomosci
>news:3a8146e9...@news.bellatlantic.net...
>
>> Panie Edku,
>>
>> To na takim upiorze Pan jezdzi?
>>
>Jezdzilem, Panie Zalku, jezdzilem i wyobraz sobie Pan, wozilem zloto. Ladna
>"syrenka" - prawda? Mialo toto 1480 KM, wazylo toto 100 ton, a zabieralo na
>siebie 150 ton. Kazdy ladunek to okolo 15 dkg. czystego zlota, oczywiscie po
>calkowitym przerobie rudy.
>
>e
To warto bylo Panu tak sie trudzic dla 15 dkg? Mojej kiedys wozila na
sobie 15 dkg zloty naszyjnik bez zadnej "syrenki".
A co Pan robil gdy mial Pan dziure w oponie? Sam Pan zmienial kola?
Zalek
Prosze Pana gdyby ktos wzial te same dokumenty co Gross
i probowal przedstawic inny przebieg wydarzen, byla by to
sprawa interpretacji. Niestety dokumenty w tym wypadku
sa jednoznaczne i nie mozna ich interpretowac inaczej
niz Gross bez narazenia sie na smiesznosc.
Nikt nie pokazal ani jednego nowego dokumentu.
Nikt nie przedstawil innej interpretacji tych dokumentow.
> Ja - bedac swiadkiem wielu dzisiaj juz historycznych wydarzen, wiem
> jak "historia" powstaje i jak sa tworzone "historyczne" dokumenty.
> Jestem jednak daleki od latwych i czesto modnych uogolnien.
> A szczegolnie takich uogolnien - gdzie chodzi o ludzkie zycie.
> Sprawa ta jest zbyt powazna by pozwalac tu sobie na osobiste przytyki i
> taniukie chwyty populistyczne.
Taniutkie chwyty to wlasnie Bratkowski, ze swoja
straaaaaaaaasznie zalsuona rodzina, to Chodakiewicz
ktory nie wie o czym mowi... No i nasz KUL'owiec,
korona - w zebie Katolickiego uniwersytetu. Pozom
ze ojej ... jak ten caly uniwersytet ma taki poziom
jak jego artykul nic dziwnego ze utarlo sie mowic
ze kosciol szerzy ciemnote.
> Tak w panskim narodzie jak i w moim narodzie sa rozni ludzie.
> Ale w tym konkretnym, rozpatrywanym przypadku...
> W pankism jest Gross. A w moim jest Strzebosz.
Wie Pan co niech Pan da spokuj.. Ja czy Kaska Makowska,
czy Zalek, bez studiow historycznych moglismy bez trudnosci
wykazac TANDETE argumentacj u Strzebosza. Lepiej nich Pan
zrobi to samo zayctuje Grossa i wykarze u niego brak
argumentacji.
> Reszta panskich argumetow jest po prostu zwyklym pieniactwem,
> ktore pozwole sobie zignorowac.
Nie widze powodu dla ktorego, to co ja pisze ma byc pieniactwem,
Niech mi Pan zrobi ta przyjemnosc, znizy sie do mojego pieniaczego
poziomu i wykarze nie slusznosc tych moich pieniaczych argumentow..
W,
> > Artykuly typu tego, ktory napisal Bratkowski, czy tutaj omawiany
> > Strzembosza, rozpaczliwie staraja sie nalozyc jakis kataplazm na
> rozdrapana
> > rane nienajciekawszych epizodow historii Polski, obawiam sie jednak, ze w
> > praktyce, sa wylacznie sypaniem soli.
>
> Czyzby to "sypanie soli" mialo oznaczac ze w Pani przekonaniu my, Polacy,
> powinnismy sie pokajac, zaakceptowac, ubrac sie we wlosienice i blagac o
> przebaczenie?
Oznacza to lasny stan umyslu Pani Katarzyny. Swiatelka jeszcze nie widac.
Wciaz winna.
>
> Nic to, dzieki niej, temat bynajmniej
> > sie nie "ulozy", bedzie piekl i jatrzyl, az zabierze sie za niego lekarz
> > sprawniejszy, ktory zamiast eksperymentow na spolecznym ciele, o calosc
> > jego zdrowia dba, zas na rane przyklada starannie wysterylizowane z
> wirusow manipulacji oklady rzetelnosci, przyzwoitosci i zdrowego rozsadku.
>
> A jakiego to lekarza Pani szanowna nam zaleca? Przeciez te "starannie
> wysterylizowane z wirusow manipulacji oklady rzetelnosci, przyzwoitosci i
> zdrowego rozsadku" my wlanie przykladamy.
Pani Katarzyna szalenie odporna! E
Czyzby celebracje obchodow rocznicy wyzwolenia Auschwitz byly az tak ciezka
praca zabroniona przez szabas?
http://dziennik.pap.com.pl/polska/20010128183238.html
Jdr
"Puzzler" <br...@sprint.ca> wrote in message
news:Yqqc6.2500$nb.3...@newscontent-01.sprint.ca...
> Dzieki, Jdr.
>
> P.
>
> Jdr <jdr.nospam@don'try.net> wrote in message
> news:6kpc6.8186$gm2....@news11-gui.server.ntli.net...
> >
>
http://www.rzeczpospolita.pl/Pl-iso/gazeta/wydanie_010127/publicystyka/publi
> > cystyka_a_2.html
> >
> > Przemilczana kolaboracja
> >
> >
Klamczuch z tego pyzola, ze hej!
To jak z dawnej swietlanej przeszlosci, tak wychwalanej
przez Szwedzki Przyczolek.
"Kto przeciw? - Nie widze!"
Zbiera sie czlowiekowi na wymioty...
W.K.
Mnie tez jak czytam co piszesz...
W,
No,no. Te cuda nowoczesnej techniki. Ale niech sie wielce szanowna Pani nie
martwi. Ja tez czasami miewam problemy z tymi diabelskimi wynalazkami, tak
ze wierze Pani na slowo ze mojego postingu Pani nie dostala.
Jednakze mam nadzieje ze ten kto sprzedal Pani szanownej komputer, Pani nie
oszukal i dal Pani razem z komputerem taki maly telewizorek, ktory nazywa
sie takze monitorem.
Wiec jezeli szanowna Pani bedzie tak laskawa spojrzec na ekranik (to taki
maly, szklany kwadracik ktory powinien znajdowac sie przed Pani szanownym
noskiem), to zauwazy Pani na tym ekraniku list autorstwa szanownej Pani,
wyslany 29.01.01. a zatytulowany "Przemilczana kolaboracja". Widzi to Pani?
Teraz powyzej tego Pani listu znajduje sie list autorstwa Pani Emilii W.,
wyslany tego samego dnia i pod tym samym tytulem, to ten na ktory Pani
odpowiedziala. Powyzej listu Pani Emilii znajduje sie list wyslany przez
Pana Puzzlera 28.01.01. a zatytuowany "PS". Powyzej znajduje sie list
rowniez wyslany przez tego samego pana, i wyslany w tym samym dniu
(28.01.01) pod tytulem "How to hit big in America :)". Tam jest ten umowny
znaczek usmiechu, poniewaz Pan Puzzler byl w tym liscie troche sarkastyczny.
Wiec powyzej tego listu Pana Puzzlera znajduje sie moj list o tytule
"Przemilczana kolaboracja" wyslany 28.01.01 jako odpowiedz na Pani list o
tym samym tytule. Teraz jezeli Pani sobie na niego kliknie, to on powinien
sie otworzyc. Jezeli nie, to prosze postapic wedlug instrukcji ktore ukarza
sie na Pani ekraniku. Mam nadzieje ze tego monitora ktos Pani nie
"podprowadzil"? Jezeli tak, to prosze koniecznie zglosic na policje.
Lecz jezeli Pani sobie nie zyczy odpowiadac na ten list to ja Pani wcale do
tego nie zmuszam, bron Boze, mnie wcale na tym nie zalezy, nie chce zeby
Pani wysilala swoja niewatpliwie piekna blond glowke. Ja sobie tylko tak
pisze dla przyjemnosci, zeby choc troche zrownowazyc te rozne bzdury ktore
rozni ludzie sobie tu wypisuja. Za moich czasow to sie nazywalo "wypociny
umyslowe", a po angielsku "verbal diarrhoea".
Zegnam Krzysiek
Dziekuje za odpowiedz.
Pragne jedynie wniesc mala poprawke. Gross nie jest zadnym historykiem, a
chyba socjologiem. Nawet "Gazeta Wyborcza" pisze o jego pracy jako o dziele
literackim a nie opracowaniu historycznym. Takim historykiem jak Gross to ja
tez moge byc.
Gdyby on ta sprawe zbadal z jakakolwiek, nawet pobierzna dokladnoscia, i nie
manipulowal faktami, to przynajmniej by nadmienil ze sledztwo w tej sprawie
by bylo juz raz przeprowadzone przez prokuratora Monkiewicza i ze 22 ludzi
(prawdopodobnie bylych czlonkow Granatowej Policji) zostalo skazanych w tej
sprawie przez sad w Lomzy w 1949r na kary od 8-15 lat wiezienia i w jednym
przypadku kare smierci. Takze Gross pomija wiele innych faktow takich jak
zaprzeczajace sobie nawzajem zeznania swiadkow, wiarygodnosci swiadkow itd.
Ja juz pare razy na tej stronie o tym pisalem, wiec nie chce sie powtarzac.
Z powazaniem Krzysiek
Przyznam, ze tylko pewne okolicznosci ostatnio sprawily, ze
zaczalem sie interesowac problemem z pogranicza stosunkow
polsko-zydowskich. Szereg problemow bylo mi nie znanych
zupelnie. Zawsze sadzilem, ze te sprawy sa - bo jak inaczej je
okreslic - najsmutniesza karta w dziejach Polski i polskiego
narodu. Nie gdy natomiast nie sadzile, ze mozna na smierci
paru milionow ludzi zbic kapital doslowny i polityczny tak
jak to chca zrobi niektorzy Zydzi.
Czytam i doksztalcam sie siegajac do literatury i publicystyki
pochodzacej z obu stron barykady. A oto pare linkow dla
tych, ktorzy jak i ja niedano stosunkow zaczeli sledzic te
sprawy.
Okazuje sie, ze Jedwabne ma dwie rozbiezne a nawet sprzeczne
historie.
Jdr
http://www.rzeczpospolita.pl/Pl-iso/gazeta/wydanie_000505/publicystyka/publi
cystyka_a_1.html
http://www.fammed.sunysb.edu/apap/archives/current/7918.html
http://www.fammed.sunysb.edu/apap/archives/current/7919.html
http://yin.interaccess.com/~netpol/POLISH/public/nowak.html
http://www.jewishgen.org/Yizkor/jedwabne/yed999.html
http://www.jewishgen.org/yizkor/jedwabne/yedwabne.html
http://www.jewishgen.org/yizkor/jedwabne/yed075.html
http://www.jewishgen.org/yizkor/
http://www.wysokie-obcasy.com.pl/Iso/Wyborcza/Swiateczna/01/090swi.html
Gazeta Wyborcza - Swiateczna
08 XII 2000 Pogrom w Jedwabnem Mieszkaniec Jedwabnego Lejb Bromsztajn w
mundurze Wojska Polskiego; po bokach dwaj niezidentyfikowani koledzy Fot.
Pogranicze Jacek Zakowski: Wszyscy czytelnicy "Sasiadow" Jana Tomasz Grossa,
z ktorymi rozmawialem, chodza
http://www.wysokie-obcasy.com.pl/Ascii/Wyborcza/Swiateczna/01/100swe.html
13 Gazeta Wyborcza - Swiateczna
15 XII 2000 To nie "oni", niestety Artykul Jacka Zakowskiego "Kazdy sasiad
ma imie" zasmucil mnie. Zgadzam sie tylko z poczatkowym stwierdzeniem
autora, ze "po przeczytaniu tSasiadowT trudno dojsc do siebie" oraz ze
"trudno mi uwierzyc, ze tak niedawno i
http://www.wysokieobcasy.pl/Ascii/Wyborcza/Swiateczna/01/058swe.html
14 Gazeta Wyborcza - Swiateczna
15 XII 2000 Pogrom w Jedwabnem Mieszkaniec Jedwabnego Lejb Bromsztajn w
mundurze Wojska Polskiego; po bokach dwaj niezidentyfikowani koledzy Fot.
Pogranicze Jacek Zakowski: Wszyscy czytelnicy "Sasiadow" Jana Tomasz Grossa,
z ktorymi rozmawialem, chodza
http://www.gazeta.com.pl/Ascii/Wyborcza/Swiateczna/01/100swe.html
15 Gazeta Wyborcza - Swiateczna
15 XII 2000 Czy na pewno juz wszystko wiemy? Dzien przed ukazaniem sie w
"Gazecie Swiatecznej" [25/26 listopada] polemicznego tekstu Jana Tomasza
Grossa w Instytucie Historii PAN odbyla sie 24 listopada z inicjatywy prof.
Jerzego Jedlickiego dyskusja nad
http://gazeta.pl/Ascii/Wyborcza/Swiateczna/01/090swe.html
18 Gazeta Wyborcza - Swiateczna
05 XII 2000 Czy na pewno juz wszystko wiemy? Dzien przed ukazaniem sie w
"Gazecie Swiatecznej" [25/26 listopada] polemicznego tekstu Jana Tomasza
Grossa w Instytucie Historii PAN odbyla sie 24 listopada z inicjatywy prof.
Jerzego Jedlickiego dyskusja nad
http://kalipso.gazeta.pl/Ascii/Wyborcza/Swiateczna/01/076swe.html
19 Gazeta Wyborcza - Swiateczna
05 XII 2000 Pogrom w Jedwabnem Mieszkaniec Jedwabnego Lejb Bromsztajn w
mundurze Wojska Polskiego; po bokach dwaj niezidentyfikowani koledzy Fot.
Pogranicze Jacek Zakowski: Wszyscy czytelnicy "Sasiadow" Jana Tomasz Grossa,
z ktorymi rozmawialem, chodza
http://kalipso.gazeta.pl/Ascii/Wyborcza/Swiateczna/01/100swe.html
21 Gazeta Wyborcza
K U L T U R A Bohumil Hrabal: "Wesela w domu"Jan Tomasz Gross: "Sasiedzi.
Historia zaglady zydowskiego miasteczka"Dwie apokalipsy Dzis o dwu
ksiazkach: kojacej i bolesnej. Bohumil Hrabal: "Wesela w domu". Przelozyl
Piotr Godlewski. PIW, Warszawa 2000
http://www.wysokieobcasy.com.pl/Ascii/Plus/Kultura/Ksiazka/Hity/095hit.html
"Chris" <Ch...@iqnet.net.au> wrote in message
news:3a75...@usenet.per.paradox.net.au...
Jan T. Gross's book about Jedwabne
Mariusz Wesolowski (rap...@direct.ca)
Sat, 2 Dec 2000 12:33:05 -0800
a.. Messages sorted by: [ date ][ thread ][ subject ][ author ]
b.. Next message: rap...@direct.ca: "Re: Chicago/ Knesset"
c.. Previous message: Mariusz Wesolowski: "Re: Chicago/ Knesset"
d.. Next in thread: jean iwanski: "Re: Jan T. Gross's book about Jedwabne"
Jan T. Gross, a professor of sociology from New York, has published in
Poland a book called "Neighbors" which deals with the events at Jedwabne in
July 1941. An English translation is being rushed through but there are
indications that the contents of this publication have been behind the
recent anti-Polish attacks in the Knesset.
Gazeta Wyborcza has published an interview with Prof. Tomasz Szarota about
Gross's book and the Jedwabne incident; my translation of the first half of
it can be found at
http://europe.onelist.com/message/JewsandPoles/1599
I was also engaged in a discussion on these issues at an Internet forum; my
opponents were Abraham Brumberg and Wlodzimierz Rozenbaum. The links below
will guide you through the argument:
http://europe.onelist.com/message/JewsandPoles/1515
My reply to that was as follows:
"The following message has appeared today at EEJH; I'm sure many similar
reactions will follow, which possibly answers Adam's question (at the
JewsandPoles forum) about the timing of Gros's book. Also, note the very
selective treatment of Szarota's reply, with no mention whatsoever of his
more weighty criticisms (Gros's omission of important sources and facts,
etc.), the total silence about the reasons for the massacre (Jewish
collaboration with the Soviets against the Poles) and the
ridicule heaped on the selected Szarota's arguments which happen to be
exactly the same as the ones directed by some Jewish reviewers against
Finkelstein's "Holocaust Industry". Obviously, what's good for the goose is
not good for the gander..."
http://europe.onelist.com/message/JewsandPoles/1516
http://europe.onelist.com/message/JewsandPoles/1518
http://europe.onelist.com/message/JewsandPoles/1525
http://europe.onelist.com/message/JewsandPoles/1532
http://europe.onelist.com/message/JewsandPoles/1551
http://europe.onelist.com/message/JewsandPoles/1574
http://europe.onelist.com/message/JewsandPoles/1578
http://europe.onelist.com/message/JewsandPoles/1585
http://europe.onelist.com/message/JewsandPoles/1593
http://europe.onelist.com/message/JewsandPoles/1611
I hope you will find this topic interesting...
Mariusz Wesolowski
_______________________________________________
Apap mailing list
mailto:Ap...@arachnid.informatics.sunysb.edu
http://arachnid.informatics.sunysb.edu/mailman/listinfo/apap
a.. Next message: rap...@direct.ca: "Re: Chicago/ Knesset"
b.. Previous message: Mariusz Wesolowski: "Re: Chicago/ Knesset"
c.. Next in thread: jean iwanski: "Re: Jan T. Gross's book about Jedwabne"
Dozuce Panu troche.
http://www.jewishgen.org/yizkor/jedwabne/yed087.html#106
http://www.jewishgen.org/yizkor/jedwabne/yed059.html#59d
http://www.jewishgen.org/yizkor/jedwabne/yed059.html#70
http://www.jewishgen.org/yizkor/jedwabne/yed087.html#87
http://www.jewishgen.org/yizkor/jedwabne/yed087.html#101
http://www.jewishgen.org/yizkor/jedwabne/yed087.html#104
a troche znajdzie Pan tez pod:
http://www.algonet.se/~wieslaw/Jedwabne/
W,
> "The following message has appeared today at EEJH; I'm sure many similar
> reactions will follow, which possibly answers Adam's question (at the
> JewsandPoles forum) about the timing of Gros's book. Also, note the very
> selective treatment of Szarota's reply, with no mention whatsoever of his
> more weighty criticisms (Gros's omission of important sources and facts,
> etc.), the total silence about the reasons for the massacre (Jewish
> collaboration with the Soviets against the Poles) and the
> ridicule heaped on the selected Szarota's arguments which happen to be
> exactly the same as the ones directed by some Jewish reviewers against
> Finkelstein's "Holocaust Industry". Obviously, what's good for the goose is
> not good for the gander..."
Ja Panu cos Powiem.
Bez watpienia ten Pan ma racje. Zydzi juz w 1939
wiedzac o zblizajacej sie zagladzie "sprowokowali"
swoich polskich sasiadow. Wiedzieli bowiem ze nie
przezyja wojny. Jak wiec najlepiej zabezpieczyc
majatek? Dac sie spalic a pozniej kiedy nadejdzie
czas - wpierw ksiazka (Gross), a pozniej zadania o
odszkodowanie. Malym problemem jest ze Finkelstein
roztaczajac perespektywe zydowskiej zemsty nie
prtzestrzegl Polski przed J. Grossem.
Wszystkim Zydom jest bowiem wiadome, ze Gross
od najwczesniejszych lat byl wychowywany z mysla
o napisaniu ksiazki o Jdwabnej. Cale jego studia
i wychowanie szlo w tym kierunku. Przyznam sie ze
i ja o tym wiedzialem, ale udalo mi sie jakos nie
wygadac, chociaz sprawa Jedwabne byla tu na scp
dykutowana juz w 1996 roku.
Koordynatorami calej sprawy jest tak samo jak gdy chodzilo
o Szwajcarskie Banki - JWC. Na Internecie propagande prowadzi
Kochanski. Planowana rekompensata za smierc Zydow w Jedwabne
jest Wilanowski Palac, oraz iglica Palacu Kultury i Nauki w
Warszawie.
No to teraz juz chyba wszyscy wiedza.
> http://www.obgyn.sunysb.edu/apap/archives/2000/7853.html
> Jan T. Gross's book about Jedwabne
> Mariusz Wesolowski (rap...@direct.ca)
> Sat, 2 Dec 2000 12:33:05 -0800
W,
Panie JDR Pan poczeka az Lysiak cos na ten temat
napisze. Sadze ze i mnie od tej konspiracji wslosy
deba stana..:))
W.
Jaki klamczuch? Postingow Chrisa na ogol nie czytuje, a w tym watku go NIE
MA, jest tylko reakcja p. Emilii z kawalkami z Chrisa.
Idz, ulzyl sobie, bo niedlugo to w tych swoich wymiocinach sie utopisz.
Generalnie podsumowaujac:
nie mam najmniejszej ochoty na przeprowadzanie jakichkolwiek powaznych
dyskusji zarowno na temat Jedwabnego, jak i artykulow Bratkowskiego czy
Strzembosza NA SCP. Nie jest to forum do dyskusji, chyba zreszta na zaden
temat. Zagladam tu i popis(k)uje do czasu do czasu dla rozrywki oraz
podtrzymania kontaktu z paroma osobami, ktore polubilam jeszcze w czasach
kiedy traktowalam to scierwowisko w miare powaznie.
A poza tym kolego Krasucki, mozecie mnie pocalowac w nos oraz kazda inna,
dowolnie wybrana, czesc ciala, byle przez ekran monitora. Siedzcie sobie w
tym njujorkowie i upajajcie sie jak to "Zydzi was nienawidza", piszcie sobie
na ten temat co chcecie, oskarzajcie mnie od czegokolwiek i kogokolwiek wam
sie podoba. Ja naprawde mam to dokladnie gdziss.
Wasza Kasia Ukochana
>
>
Fakt, ze odezwalam sie w innym miejscu, wynikl z tego, ze przeczytalam
posting p. Emilii ( tych nie omojam nigdy, zbyt wiele mam z nich radosci na
tym ponurym lez padole)
Za niezrecznosc umieszczenia postingu - przepraszam. Za nieznajomosc
panskiego tekstu - nie. Nie znam go i w tej chwili i zapoznawac nie planuje.
Tym to, moze niezbyt milym, ale za to szczerym akcentem koncze.
Kaska
P.S. Za swoja nieuwage przy ustawianiu postingu zostalam przykladnie juz
ukarana: naprawde, musicie panowi uwazac, ze jestem niewymownie glupia,
jesli mialabym swiadomie klamac w t a k i sposob,ale nie da sie ukryc, ze
w istotny sposob przyczynilam sie do tego sama. Znaczy, nie jestem bez
skazy, nieomylna i zdarza mi sie popelnic blad. Dziekuje za zwrocenie
uwagi, bo od dluzszego czasu podejrzewalam, ze wlasnie jestem!
Howgh!
Kaska
"Chris" <Ch...@iqnet.net.au> wrote in message
news:3a75...@usenet.per.paradox.net.au...
____________________________________________________
Jan Tomasz Gross
Professor of Politics, Associate Chair, Center for European Studies.
Ph.D. 1975, Yale; M.A. 1972, Oxford; B.A. 1969, Warsaw.
Major Interests: Russian and Eastern European
politics.
Selected Works:
The Land and People of Poland. 1990.
Revolution from Abroad: Soviet Conquest of
Poland's Western Ukraine and Western Belorussia. Princeton: Princeton University
Press. 1988.
War Through Children's Eyes, ed. with Irena
Grudzinska-Gross, trans. Ronald Strom and Dan
Rivers. Stanford: Hoover Institution Press. 1981.
_____________________________________________
Zwerifikowac mozna w witrynie New York University:
http://www.nyu.edu/fas/faculty/profile/European_Studies.html
Gros moze "nie jest zadnym historykiem" w oczach sciepowej folksdojczerii. A tak
w ogole - profesorem z dyplomami z Oxfordu i z Yale.
W Polsce Gross znany byl przede wszystkim ze swojej ksiazki o sowieckich
wywozkach ("W czterdziestym nas, Matko na Sybir zeslali"). Po tej ksiazce i
przez sporo lat Gross byl cacy - dopoki nie wzial na wartsztat niewygodnych
tematow.
J.M.
Dziekuje za linki, przepraszam ale ja je juz swietnie znam, sprawdzilem
wiele razy, z nich czerpie czesc materialow ktore uzywam w dyskusjach, jak
np. zaprzeczajace sobie nawzajem zeznania pewnych swiadkow w sprawie
Jedwabnego. (Jak np. relacja Ryfki Fogel o zajsciu nad sadzawka znacznie
rozni sie od relacji Wasersztajna w tej samej sprawie).
Te zrodla nie wystarczy czytac, trzeba je takze porownywac ze soba. Jest to
nie pierwsza moja dyskusja na temat Jedwabnego i stosunkow
polsko-zydowskich.
BTW, wie Pan, te rozne artykuly z "Wyborczej", ja to ta gazete nazywam prasa
polsko jezyczna, a nie prasa polska. Wystarczy spojrzec na redaktora i
redakcje.
Jezeli Pana to zainteresuje, ponizej podaje dla Pana artykul z "Naszego
Dziennika", nie pamietam kiedy ten artykul sie ukazal, ale oni tam maja
dobre archiwum, to jezeli Pan chcialby to sam sprawdzic, nie powinno byc
zadnego problemu.
Ponizej tego artykulu zamieszcze jedno z moich wlasnych opracowan na temat
Jedwabnego.
"Nasz Dziennik" -- "Widmo Jedwabnego"
"Co dokladnie stalo sie w Jedwabnem 10 lipca 1941 roku, do dzisiaj nie
wiadomo. To, co wiemy, ogranicza sie do faktu, ze dokonano tam mordu na
miejscowej ludnosci pochodzenia zydowskiego. Pewne jest takze to, ze tzw.
ustalenia Jana Tomasza Grossa, podawane dzis przez osoby dyskutujace na ten
temat poprzez media jako pewniki, nie sa wiarygodne ze wzgledu na brak
rzetelnosci jego badan, co udowodniono mu w licznych publikacjach. Mimo to
nie da sie ukryc, ze "widmo" Jedwabnego krazy nad Polska. Widmo, a wiec
"obraz czegos zlego, strasznego, grozacego komus". W tym przypadku Polsce.
"Nad Polska krazy widmo Jedwabnego" - napisal Stanislaw Krajewski,
przewodniczacy Forum Zydowskiego, rozpoczynajac swoja wypowiedz na lamach
tygodnika "Wprost" pod koniec ubieglego roku. Krajewski nalezy do tej grupy
dyskutantów, którzy traktuja doslownie tresci zawarte w ksiazce Tomasza
Grossa. On sam tez nie ma watpliwosci. Uznal to, co podaje Gross, za pewnik
i domaga sie dzialan, które w imieniu calej Polski podjeliby premier,
prezydent i Prymas, uznajac owa "prawde" w taki sposób, "by napisaly o tym
gazety na swiecie, pokazala to telewizja CNN". To, co niepokoi Krajewskiego,
to fakt, ze sprawa ta zajal sie Instytut Pamieci Narodowej, który wszczal
juz sledztwo. Dla Krajewskiego jest to wysilek zbyteczny, "tylez krzepiacy
co niepokojacy", jak sie wyrazil, gdyz w lipcu 2001 r., w okragla rocznice
mordu wydana zostanie w jezyku angielskim ksiazka Jana Tomasza Grossa, a
wiec owa "prawda" trafi do swiadomosci ogólnoludzkiej. To znowu niepokoi
mnie jako historyka, publicyste, któremu na sercu lezy rzetelne zbadanie tej
sprawy, gdyz wielu naukowców twierdzi wrecz, ze publikacji Grossa nie mozna
traktowac w kategorii dokumentu. Tomasz Szarota na lamach "Gazety Wyborczej"
wyrazil sie, ze ksiazke Grossa nalezaloby zaliczyc do tej grupy utworów
literackich, które stajac sie glosnymi, "wciaz na nowo sa przywolywane w
toczacych sie dyskusjach". Wymienil tu takie dziela literatury polskiej, jak
chociazby "Campo di Fiori" Czeslawa Milosza czy "Medaliony" Zofii
Nalkowskiej. Niejako konkludujac te mysl Szarota, stwierdzil: "sadze, ze do
tej kategorii tekstów wlasnie dolacza ksiazka Jana Tomasza Grossa".
Po przeczytaniu ksiazki Tomasza Grossa nie mialam wrazenia, ze jest to
dzielo artystyczne. Byc moze za artyzm Szarota uznal wielopietrowe
konstrukcje logiczne Grossa. Ale jesli mimo to traktowac bedziemy ksiazke
Grossa za utwór literacki, swego rodzaju esej socjologiczny, to uprawnione
wydaje sie postawienie pytania, czy na podstawie tejze publikacji, nawet gdy
zaliczymy ja do grupy utworów ponadczasowych, mozemy kogokolwiek z
czegokolwiek rozliczac? Czy moglibysmy rozliczac Rosjan z tego, co robil
Nowosilcow w Wilnie, na podstawie III czesci "Dziadów" Mickiewicza? Czy na
podstawie wspomnianych przez Szarote "Medalionów" rozliczano Niemców?
Falszerstwa literatury i sztuki
Bez watpienia przeslanie wymienionych przez Szarote arcydziel literatury
polskiej stanowi jakas czastke prawdy, która utrwala sie w swiadomosci. Ale
o ile czesciej w przypadku polaczenia historii i literatury mamy do
czynienia z obrazem czastkowym, fragmentarycznym, czy wrecz propagandowym, a
nawet takim, który w rzeczywistosci zaklamuje historie. Klasycznym tego
przykladem jest niekwestionowane pod wzgledem artystycznym arcydzielo
literatury swiatowej "Komu bije dzwon" Ernesta Hemingwaya. Pozostanmy w
obrebie klasyki i to tej doslownej, bo mam tu na mysli "Iliade", to przeciez
dzielo to dla nikogo nie jest rzeczywistym obrazem zmagan Greków, chociaz
wiadomo juz - z odkryc archeologicznych - ze mityczna Troja istniala i
spotkala ja nieoczekiwana zaglada.
Prawie kazdy z nas widzial obraz Picassa "Guernika". Dla wielu jest to
niekwestionowany symbol wojny w Hiszpanii, symbol bestialstwa, jakiego
dokonali niemieccy lotnicy. Malo kto jednak wie, ze zaglada Guerniki to
dzielo komunistów, którzy spalili miasto. Symbol ten funkcjonuje nadal jako
"fakt" niepodwazalny, mimo ze byl jedynie wytworem fantazji zaangazowanego
twórcy.
Afirmacja zródla historycznego?
Czy w przypadku Grossa, tak jak w przypadku Picassa, mozemy mówic o
twórczosci zaangazowanej? Wydaje sie, ze nawet nietaktem byloby traktowanie
"Sasiadów" w innej kategorii. Zwlaszcza po przeczytaniu swego rodzaju
ideowej deklaracji, jaka zawarl Gross w swej publikacji:
"Nasza postawa wyjsciowa do kazdego przekazu pochodzacego od niedoszlych
ofiar holocaustu powinna sie zmienic z watpiacej w afirmujaca. Po prostu
dlatego, ze przyjmujac do wiadomosci, ze to co podane w tekscie takiego
przekazu, rzeczywiscie sie wydarzylo i ze gotowi jestesmy uznac blad takiej
oceny dopiero wtedy, kiedy znajdziemy po temu przekonywujace dowody (...).
Przeciez wszystko co wiemy na ten temat - przez sam fakt, ze zostalo
opowiedziane - nie jest reprezentatywna próbka zydowskiego losu. To sa
wszystko opowiesci przez rózowe okulary, z happy endem, od tych, którzy
przezyli (...). I dlatego powinnismy traktowac doslownie strzepki
informacji, którymi dysponujemy, zdajac sobie sprawe, ze prawda o zagladzie
spolecznosci zydowskiej moze byc tragiczniejsza niz nasze o niej wyobrazenie
na podstawie relacji tych, którzy przezyli".
Rzeczywiscie, prawda ta jest okrutna, zwazywszy na fakt, ze zdecydowana
wiekszosc Zydów znalazla sie w gettach, a tam bezposredni nadzór sprawowali
sami Zydzi. Judenraty - sporzadzajace listy kolejnych transportów do obozów
zaglady, zydowscy policjanci wyciagajacy z domów nawet swych najblizszych,
zgodnie z jego zarzadzeniami. Swiadomosc tego przeraza. Glebia dramatu,
jakiego musial doswiadczyc kazdy Zyd przechodzacy pieklo getta i obozu
zaglady, jest po prostu dla nas, zyjacych w czasach pokoju wrecz nie do
pojecia. Ile razy i przez kogo taki czlowiek zostal zdradzony, czy odbieral
to w takich kategoriach, zapewne tego sie nie dowiemy.
Opisy ludzi zaganianych niczym zwierzeta zawarto w wielu wspomnieniach z
getta. W "Kronice warszawskiego getta" Emanuel Ringelblum napisal:
"Urzednicy Gminy w roli lapaczy, lekarze i inni z opaskami
TUmsiedlungsaktiont wiedzieli, jak pomóc (...). Lapali pracownicy Pogotowia,
zakladów pogrzebowych...". Inny naoczny swiadek, prof. Henryk Makower, który
pracowal jako policyjny lekarz, to samo wydarzenie opisuje w swym
"Pamietniku z getta warszawskiego" w nastepujacy sposób: "Kiedy na rozkaz
SS-manów zazadano 10 tysiecy ludzi (...) Lejkin (...) odwolal sie do
urzedników Gminy jako do sluzby pomocniczej. Nazajutrz, z dziedzinca komendy
SP, zaczely wyjezdzac zespoly cywilów opatrzonych bialymi opaskami i
prowadzonych przez funkcjonariuszy SP. Szli oni srodkiem ulicy w postaci
szeroko otwartej litery V (...), tak zeby nie mozna bylo sie wydostac (...).
Opornych zalatwiano wcale nie mniej brutalnie, niz to robila poprzednio
policja (...). Zreszta lapanki uliczne przy pomocy tzw. czynnika spolecznego
szybko sie skonczyly".
Bez watpienia jest to straszliwy i gleboko traumatyczny obraz tego, co sie
dzialo w duzych gettach na terenie okupowanej Polski. Nie sposób go nie
zaliczyc do tych wzerajacych sie gleboko w swiadomosc. W tego typu
przypadkach Gross ma racje, bo sa to bez watpienia opowiesci "przez rózowe
okulary" tych, którzy... lapali czy stali, przygladajac sie z boku, tych
którzy przezyli.
Dojrzewanie "prawdy"
Ale czy to usprawiedliwia tzw. postawe afirmujaca zródlo historyczne, jakim
jest relacja niedoszlych ofiar holokaustu? Czy jest ona upowazniona i
nieodzowna? Czy w takich kategoriach mozna rzeczywiscie traktowac wszelkie
przekazy, zapominajac o podstawowej prawdzie, jaka jest to, ze pamiec ludzka
jest ulomna i czesto plata nam figle? Czy mozna w sposób afirmacyjny
podchodzic na przyklad do relacji Tobiasza Cytrona, bez watpienia niedoszlej
ofiary holokaustu, która zawarl w swej ksiazce "Dzieje zbrojnego powstania w
gettcie bialostockim"?
Dla zobrazowania tego, o czym pisze, podam moze kilka fragmentów, których
lektura ze wzgledu na wulgaryzm klamstwa, jakim posluguje sie autor, po
prostu wprawila mnie w zdumienie.
"Dzieki pomocy Niemców powstancy w gettcie i partyzanci dostawali bron,
falszywe dokumenty, kenkarty, a niejednokrotnie równiez miejsce schronienia
w czasie lapanki. Wspomniani Niemcy udzielali równiez moralnego wsparcia
partyzantom w lasach. Powstancy i partyzanci popadali niejednokrotnie w
trudne sytuacje, z których wyjsc mogli tylko dzieki pomocy owych Niemców."
"(Polacy) zaczeli mordowac Zydów. I to na wielka skale. W samym tylko okregu
bialostockim AK-owcy zamordowali ok. 1.200 Zydów. Swiadcza o tym dlugie
szeregi grobów na cmentarzu bialostockim i w innych miastach."
"W czasie, gdy wiekszosc panstw demokratycznych - ze Zw. Radzieckim, Anglia
i USA na czele - walczyla z hitlerowska hydra, by raz na zawsze odciac jej
lby, polski rzad w Londynie i niektóre oddzialy AK w Polsce znalazly nowego
Twrogat, garstke ocalalych z zaglady Zydów, zaglodzonych mezczyzn i kobiet,
chorych na gruzlice dzieci".
"W czasie, gdy najlepsi synowie narodu zydowskiego walczyli z hitlerowskim
wrogiem, czesc AK-owców, zapominajac, ze powinni walczyc z Niemcami -
mordowala niewinnych Zydów. Setki Zydów - kobiety, mezczyzni i dzieci -
zginely juz pod koniec wojny. AK-owcy szaleli wszedzie, na drogach, w
pociagach. Zatrzymywali jadace pociagi, wyprowadzali z nich Zydów i
strzelali do nich. Zdarzalo sie, ze wdzierali sie do zydowskich mieszkan i
zabijali na miejscu wszystkich mieszkanców".
Jak widac, relacja Cytrona obfituje w, jak to nazywa Gross, "oczywiste bledy
oceny sytuacji". A zatem, czy mozemy afirmowac ewidentne klamstwo? Wedlug
Grossa, tak. Przynajmniej w tej czesci, której nie da sie jednoznacznie
wykluczyc i podwazyc w sposób nie budzacy watpliwosci, ze jest ona
nieprawdziwa.
To zaskakujace w swej istocie podejscie do zródel historycznych, jakie
proponuje Gross, zapewne zmusiloby nas do zrewolucjonizowania pogladów na
nasza przeszlosc. Co wiecej, mogloby sprawic, ze jakis historyk czytajac za
iles tam lat swiadectwo Tobiasza Cytrona, móglby dojsc do wniosku, ze
napisal on "prawde", tyle ze przez tyle to a tyle lat nikt nie byl w stanie
jej dostrzec. Przypomnijmy - Jan Tomasz Gross potrzebowal, jak sam twierdzi,
az czterech lat na to, aby dotrzec do prawdy o Jedwabnem na podstawie
relacji Szmula Wasersztajna.
Dyrektywy z palacyku MSZ
19 maja ubieglego roku, z udzialem kilkunastu osób w palacyku MSZ przy ul.
Foksal w Warszawie zorganizowano spotkanie, którego celem bylo zasiegniecie
przez MSZ opinii na temat zbrodni w Jedwabnem. Zaproszono na to spotkanie
m.in. prof. prof. Jerzego Holzera, Tomasza Strzembosza, Jerzego
Tomaszewskiego, Feliksa Tycha, Tomasza Szarote, a takze Jana Tomasza Grossa.
Z wypowiedzi, jakie cytowano w prasie po tymze spotkaniu, mozna by wysnuc
wniosek, ze szacowne grono stwierdzilo, ze najgorszym ze sposobów reakcji
polskich wladz i opinii publicznej w tej sprawie bylyby ewentualne próby
podwazenia w zasadniczy sposób wiarygodnosci relacji przedstawianych w
ksiazce Grossa lub skierowanie dyskusji na tory szukania domniemanych
inspiratorów i beneficjentów "antypolskiej kampanii". Tego typu stwierdzenie
w okresie, gdy jeszcze nie wszczeto sledztwa w tej sprawie przez IPN, wydaje
sie co najmniej niestosowne. Stawia to takze pod wielkim znakiem zapytania
celowosc sledztwa, jakie jest prowadzone w tej sprawie. W co najmniej
dwuznacznej sytuacji stawia prowadzacego sledztwo prokuratora Radoslawa
Ignatiewa, którego latwo posadzic w tej sytuacji, ze nie kieruje sie celem
nadrzednym, jakim jest dotarcie do prawdy o wydarzeniach, jakie mialy
miejsce prawie 60 lat temu w miasteczku Jedwabne, a wykonywaniem dyrektyw
politycznych.
Zreszta, nie szukajac daleko: prawda o wydarzeniach, jakie mialy miejsce w
lipcu 1946 r. w Kielcach takze zostala schowana gleboko przed opinia
publiczna. Ustalenia sledztwa nie znalazly naleznego miejsca w swiadomosci
ogólu, bo przeciez malo kto wie o tym, ze wedle ustalen, jakich dokonano na
procesie, tragiczne zajscia rozpoczely sie od zastrzelenia przez mieszkanców
obleganych przez tlum dwóch milicjantów, którzy chcieli sie dostac do
srodka, aby przeszukac posesje, w której rzekomo mial przebywac maly polski
chlopczyk. Obiegowa wersja, która takze znalazla sie na tablicy
upamietniajacej owo wydarzenie, mówi o 42 ofiarach pogromu. Sytuacja wokól
zajsc kieleckich jest bardzo przykra i tym bardziej smuci fakt, ze do
utrzymania sie tej z gruntu nieprawdziwej opinii przyczynily sie wladze III
RP. Przygladajac sie temu, co aktualnie sie dzieje ze sprawa Jedwabnego,
mozna byc pelnym obaw, gdyz mechanizm zastosowany w przypadku zajsc w
Kielcach jest tu powielany. To tez swego rodzaju paradoks, ze w panstwie, w
którym przez 50 lat komunisci karmili nas propaganda nazywana historia,
znów, jakbysmy sie niczego nie nauczyli przez te lata, zamiast faktów i
rzetelnej wiedzy dostajemy literature oparta na tzw. afirmacji zródla
historycznego i zlej lub dobrej woli autora wynurzen, który a priori odrzuca
to, co mu nie pasuje do "jego" wizji wydarzen. "
Monika Rotulska
----------------------------------------------------------------------------
--------------------------
Jedwabne
Ponizej pozwole sobie zamiescic jedna z moich wypowiedzi na temat zajscia w
Jedwabnem. W tej wypowiedzi oparlem sie glownie (lecz nie jedynie) na
opracowaniu p. Andrzeja Kaczynskiego ktore zostalo zamieszczone w
"Rzeczpospolitej" i opracowaniach historycznych prof. Iwo Cypriana
Pogonowskiego, autora miedzy innymi takich ksiazek jak " Poland: A
Historical Atlas" [1987] and "Jews in Poland: A Documentary History" [1993].
Prof. Pogonowski czasie wojny zostal wydany przez Ukraincow w rece
niemieckiej policji,
kolejno przezyl obozy w Oswiecimiu, Oranienburgu-Sachsenhausen i "marsz
smierci" 19 kwietnia 1945 r., gdy SS-mani otworzyli ogien do polskich
wiezniow.
Dwie wersje jednego wydarzenia.
W ksiazce "The Holocaust" piora Martina Gilbertsa, ktorej to ksiazki krytyka
zamieszczona byla w New York Times 04.02.1986, na stronie C-15, autor
opisuje zbrodnie popelniona 10.07.1941 w Jedwabnem. Takze w ksiazce, ktora
byla poprawiona przez Gilberta, "Atlas od the Holocaust", Gilbert pisze ze
zbrodnia w Jedwabnem popelniona byla przez Niemcow.
Natomiast w ksiazce "Jedwabne-History and Memorial Book", Julius L. Baker i
Jacob L. Baker pisza ze zbrodnia ta popelniona zostala przez "sasiadow", jak
to jest delikatnie ujete, przez nie - Zydow.
To samo pisze Jan Gross w swojej ksiazce "Upiorna dekada 1939-1949" w ktorej
oskarza Polakow o popelnienie tej zbrodni.
Z historia opisana przez Grossa i roznymi opisami swiadkow tej zbrodni na
pewno jest Pan swietnie zaznajomiony, widze ze czyta Pan wiele artykulow
publikowanych przez prase polsko - jezyczna. Ale ta historia ma tez druga
wersje. I ta wersje zamierzam Panu (-om) przedstawic.
Wiec zacznijmy od poczatku, od roku 1939, agresji Rosji na Polske i sytuacji
jaka sie wytworzyla w zwiazku z wkroczeniem Armii Czerwonej. Mam w swoim
posiadaniu zeznania paru swiadkow ktorzy przezyli to wkroczenie. Niektore
zeznania swiadkow sa pisane recznie, niektore kopie sa w nienajlepszym
stanie.
Wies Makowskie, gmina Jedwabne, powiat Lomza.
Blediewski Antoni, rolnik, gm. Jedwabne
"Czerwona Armia wkroczyla 26.IX.1939r. Zaraz po wkroczeniu przyjechal
"politruk" ktory zarzadzil zebranie wszystkich zamieszkalych wioski
Makowskie, aby wybrac zarzad wiejski...Namawial ludnosc calej wioski do
stworzenia kolchozu. Przeciwnicy, ktorzy opierali sie temu najblizszej nocy
zostali aresztowani.
Sposob aresztowania.
Przed kazdem aresztowaniem, ktore byly wylecznie noca, przyjezdzalo kilku
"bojcow" i miejscowa milicja, skladajaca sie przewaznie z naszych Zydkow,
otaczala dom aresztowanego, kilku wchodzilo do mieszkania, aresztowanemu
kaza polozyc sie na podloge; jeden przyklada bron do glowy, reszta natomiast
przeprowadza szczegolowa rewizje, zabierajac wszystkie dokumenta, fotografje
i wszystkie papiery..."
Lojewski Marian, slusarz-mechanik gm. Jedwabne.
"Aresztowany zostalem 17.IV.1940r. i odstawiony do wiezienia w
Bialymstoku...
Nastepnie dokonywano rewizji w roznych domach, a to z powodu oskarzen Zydow
handlujacych, ktorzy oskarzyli ze w czasie ich nieobecnosci Polacy pokradli
im rozne towary. Dokonano licznych aresztowan ludzi do ktorych miejscowi
komunisci Zydzi mieli pretensje za sciganie ich przez Panstwo Polski i ich
przesladowanie...
Gdy po kilku takich przemowieniach ludzie nie bardzo sie schodzili, wowczas
prelegenci w osobach Zydowek: Nejmark i Polki Krystowczyk zaczeto straszyc
karami wiezienia...
Zylismy pod ciaglym strachem aresztowania, ktore sie zaczely odbywac na
szeroka skale, nocami mezczyzni nocowali pomimo zimy po stodolach w
kolonjach lub stertach siana...
Naganiacze byli miejscowi Zydzi i donosiciele, po ulicach chodzily patrole z
karabinami, ludnosc pod taka grozba byla bierna tak zakonczyly sie wybory do
deput...
Rybicki Jozef, stelmach. m Jedwabne.
Armje Czerwona przyjmowali Zydzi ktorzy budowali bramy. Zmienili wladze
stara, a zaprowadzili nowa z posrod ludnosci miejscowej (Zydzi i komunisci).
Aresztowano policje, nauczycielstwo."
Dolegowski Antoni, rolnik, pow.Lomza, gm. Kolaki, w. Wroble.
Dn. 23.IX.39r. Armja Czerwona wkroczyla na nasze terytorium. W pierwszych
dniach wladze sowieckie objely urzedy panstwowe, oraz majatki rolne
panstwowe. Nastepnie utworzyli policje, w sklad ktorej wchodzili opryszki,
przewaznie z ludnosci rosyjskiej i zydowskiej, ktorzy za czasow polskich
podejrzani byli o komunizm. Na czele policji byl naczalnik NKWD...
Po przeprowadzeniu takiej rewizji, brakowalo zegarka lub pierscionka, u
danego osobnika, to bylo charakterystyczne....
Kapral podchorazy Ablamowicz Tadeusz - student Politechniki Lwowskiej,
miejsce pobyto w pazdzierniku 1939 - Lwow.
"Po kapitulacji Lwowa 22.X.39 wkroczyly bezposrednio na teren miasta odzialy
pancerne i piechota zmotoryzowana. Wladze porzadkowa objela narazie
samorzutnie zorganizowana przez miejscowych komunistow "czerwona milicja".
Procentowo skladala sie z conajmniej 50% Zydow i tyluz procent Ukraincow.
Procent Polakow byl stosunkowo bardzo maly. Milicja ta uzbrojona w polskie
karabiny zachowywala sie b.agresywnie w stosunku do Polakow i polskich
zolnierzy...
Jedynie na Politechnice Lwowskiej na spotkaniu zwolanym przez zawiazany
Komitet studencki, w celu omowienia organizacji studjow, studenci Zydzi wraz
z pomoca zolnierzy NKWD dokonali masakry na studentach Polakach. Zabitych
zostalo 7 osob.
Pozatem w pozniejszym czasie byly pojedyncze napady i bicie Polakow, a
zwlaszcza czlonkow....i Mlodziezy Wszechpolskiej przez studentow Zydow...
Agitatorzy rekrutowali sie przewaznie z miejscowych komunistow Zydow i
Ukraincow, oraz z agitatorow bolszewickich...
Nowa Wilejka
St.majst.wojsk. Kotlicki Bronislaw - slusarz mechanik.
"Powrocilem z wojny 15 listopada 1939 roku do Nowej Wilejki pod Wilnem, na
ulice osadnicza No.1. do rodzicow mojej zony i anajdowalem sie w tej okolicy
az do aresztowania mnie przez wladze sowiecka....
U wladzy znajdowali sie ludzie miejscowi o najnizszej wartosci jak:
komunisci, wiezniowie nie tylko polityczni, ale i inni, Zydzi i obywatele
sowieccy rowniez Zydzi, ktorzy przybyli z Rosji Sowieckiej...
Na kierowniczych stanowiskach znajdowali sie tylko Zydzi i sowieccy
obywatele...
Ci ostatni byli rowniez kierownikami agitatorow, mieli do pomocy reszte
Zydostwa i czesc miejscowej szumowiny...
Wiele innych zeznan swiadkow, opisow szykan, morderstw, rabunkow dokonanych
przez Zydow na tych terenach przy wspoludziale lub pomocy Sowietow. Andrzej
Kaczynski rowniez pisze o zrodlach gwaltownego pogorszenia sie stosunkow
polsko-zydowskich w tamtych okolicach i ilustruje to dwoma przykladami z
regionu Lomzy: "Poparli nas Zydzi i tylko ich wciaz bylo widac. Zapanowala
tez moda, ze kazdy kierownik instytucji chwalil sie, ze u niego nie pracuje
juz ani jeden Polak" - mowil na naradzie aktywu w 1940 roku naczelnik NKWD w
Lomzy, i nader krytycznie, z punktu widzenia panstwa radzieckiego, ocenil te
sytuacje."
W ksiazce D. i A. Wroniszewscy: "Aby zyc", "Kontakty" 10 lipca 1988
odnotowano relacje polskiego mieszkanca miejscowosci Jedwabne: "Pamietam,
jak wywozili Polakow do transportu na Sybir, na kazdej furmance siedzial Zyd
z karabinem. Matki, zony, dzieci, klekaly przed wozami, blagaly o litosc,
pomoc. Ostatni raz dwudziestego czerwca 1941 roku". Wszak to nie caly
miesiac przed zajsciami w Jedwabnem.
Takze w tym samym miejscu: "Kiedy w 1939 r. do Jedwabnego przyszli Rosjanie,
dla Polakow byli zwyklymi najezdzcami. Natomiast wiekszosc Zydow natychmiast
opowiedziala sie po stronie wladzy radzieckiej. Nie mieli zahamowan przy
zmienianiu orzelkow na gwiazdy, chetnie brali udzial w mityngach. Nastroje
antysemickie wzrosly tez na pewno, kiedy tuz przed wkroczeniem Niemcow
wrocili z lomzynskiego wiezienia ludzie zadenuncjowani przez Zydow".
Doszly do tego drastyczne represje przeciw polskiej konspiracji w polowie
1940 roku. W czerwcu 1940 roku NKWD rozbilo w Jedwabnem konspiracyjna
organizacje, aresztujac jej 35 czlonkow. Miesiac pozniej rozbito Zwiazek
Walki Zbrojnej, aresztujac 79 osob z Jedwabnego i Bialegostoku. Polscy
mieszkancy Jedwabnego dosc powszechnie przypisywali wykrycie obu konspiracji
zydowskim donosom.
Lecz teraz moze wrocimy to tego samego Jana Grossa. Siedemnascie lat
wczesniej napisal on inna ksiazke, pt. "W czterdziestym nas Matko na Sybir
zeslali" wydana w 1983. W tej to ksiazce on sam podaje relacje o nikczemnej
roli Zyda Lewinowicza w podstepnym aresztowaniu Polakow. Byla wstrzasajaca
historia smierci nadlesniczego Labeckiego, ktory odebral sobie zycie,
rzucajac sie pod pociag. "Byl on [nadlesniczy] wezwany do jakiegos urzedu w
dawniejszym miasteczku powiatowym Sokolce. Tam zwykli Zydzi z czerwonymi
opaskami na rekawach i karabinami, ktore na pewno pamietaly Napoleona, ci
Zydzi wykopali go i potlukli. On nie mogl tego zniesc i rzucil sie pod
pociag. Rodzine, tj. zone i szescioletniego synka wywieziono podczas
najokropniejszych mrozow az do Irkucka". W tej to ksiazce sam Gross podal
bogaty material zrodlowy, nie ukrywajacy faktow o prosowieckiej i
antypolskiej kolaboracji wielkiej czesci Zydow na Kresach w latach
1939-1941. We wspomnianej ksiazce przytaczal liczne fakty o donoszeniu na
Polakow, ich szykanowaniu, niszczeniu kapliczek przydroznych przez
sfanatyzowanych Zydow - komsomolcow, o wielkiej roli zbolszewizowanych Zydow
w administracji.
Teraz o samych wypadkach w Jedwabnem. Sa dwie wersje: Grossa i wersja
oficjalna wdl. prokuratora Waldemara Monkiewicza, bylego szefa Okregowej
Komisji
Badania Zbrodni Hitlerowskich, ktory dokladnie badal cala sprawe. O
sledztwie (badaniach) przeprowadzonych przez prokuratora Monkiewicza Gross
nie wspomina ani jednym slowem w swoich opracowaniach. Nie wspomnial, jak
sie zdaje, dlatego iz stwierdzenia prokuratora Monkiewicza natychmiast
obalilyby gmach falszow zbudowany dzieki calej relacji Wasersztajna. Ten
ostatni przypisuje wykonanie calej zbrodni na Zydach w Jedwabnem Polakom.
Zgodnie z ta intencja robi co moze, aby maksymalnie zanizyc liczebny udzial
Niemcow bioracych udzial w calej antyzydowskiej akcji. Wedlug Wasersztajna,
w Jedwabnem bylo wszystkiego osmiu gestapowcow, ktorzy byli faktycznie
biernymi obserwatorami zbrodni popelnionej jakoby przez Polakow.
Tymczasem Monkiewicz konsekwentnie podawal, ze w calej akcji w Jedwabnem
bralo udzial ponad 200 niemieckich funkcjonariuszy. W referacie na sesje
popularnonaukowa zorganizowana 20 czerwca 1986 r., z okazji 250-lecia
nadania praw miejskich Jedwabnemu, prokurator Monkiewicz podal, ze 10 lipca
1941 r. w Jedwabnem lacznie pojawilo sie 232 funkcjonariuszy niemieckiej
policji.
W artykule publikowanym w 1989 roku w "Studiach Podlaskich" Monkiewicz
pisal m.in. "W poczatkach lipca ze skladu batalionow policyjnych 309 i 316
wydzielono ponad 200 funkcjonariuszy, tworzac specjalny oddzial nazywany
"Kommando Bialystok" dowodzony przez Hauptsturmfuehrera Wolfganga Burknera,
oddelegowanego z warszawskiego gestapo. Oddzial ten w dniu 10 lipca 1941
roku przybyl samochodami ciezarowymi do Jedwabnego. W toku akcji podjetej
przeciwko Zydom zaangazowano rowniez zandarmerie i policje pomocnicza
[prawdopodobnie Granatowa Policje]. Ta ostatnia uczestniczyla jedynie w
przyprowadzeniu ofiar na rynek i ich konwojowaniu poza miasto. Tam
hitlerowcy dopuscili sie niesamowitego wrecz okrucienstwa wpedzajac okolo
900 osob do stodoly, ktora nastepnie zamkneli, sciany oblali benzyna i
podpalili, powodujac meczenska smierc znajdujacych sie wewnatrz mezczyzn,
kobiet i dzieci."
Takze w relacji prokuratora Monkiewicza, granatowi policjanci ktorzy
uczestniczyli w masakrze i wina ich zostala udowodniona, poniesli kare. W
1949 w Lomzy 21 Polakow i jeden folksfojcz zostalo oskarzonych i w wyniku
tego oskarzenia skazanych na kary 8-15 lat wiezienia, a w jednym przypadku
zostala wykonana kara smierci. Nikt ze skazanych nie przyznal sie do winy.
Teraz rozwazmy role glownego swiadka Grossa, Wasersztajna. Sam Gross w
swojej ksiazce, narzeka na Wasersztajna: " "W ZIH-u znajdziemy dwa zeznania
Wasersztajna spisane oddzielnie - ani liczby sie w nich nie pokrywaja, ani
rozmaite detale". Wiele tych detali mu sie nie zgadza. Np. taki malenki
"detal" ze w Jedwabnem bylo 230 zandarmow a nie 8. Nie wiele sie tutaj
pomylil, tylko a ponad 200. A dlatego sie "pomylil", ze w ten sposob jest
latwiej powiekszyc udzial Polakow. Teraz roznica w zeznaniach: "Wasersztajn
zeznawal dalej. "Tego samego dnia zaobserwowalem straszliwy obraz.
Kubrzanska Chaja, 28 lat, i Binsztejn Basia, 26 lat, obie z niemowletami na
rekach, poszly nad sadzawke, wolac raczej utopic sie wraz z dziecmi, anizeli
wpasc w rece bandytów. Wrzucily dzieci do wody i wlasnymi rekami utopily.
Pózniej skoczyla Binsztejn Baska, która poszla od razu na dno, podczas gdy
Kubrzanska Chaja meczyla sie przez kilka godzin".
Rywka Fogel podala nieco inne szczególy. Kobiety zamienily sie dziecmi.
Podciely sobie zyly, zanim rzucily sie do wody. Wedlug Wasersztajna,
chuligani zrobili sobie z tragedii widowisko. Fogel podala, ze z pierwszej
próby Polacy wyratowali samobójczynie. Ich mezowie, dzialacze komunistyczni,
uciekli z Rosjanami. "
No to tu mamy jakas roznice w zeznaniach opisujacych to samo zajscie.
Teraz to zeznanie: " Ichak Neumark, byly mieszkaniec Jedwabnego,
opowiedzial, ze wrót pilnowal znany mu Polak z siekiera w dloni. "Byl gotów
zabic kazdego, kto by próbowal wydostac sie. Stalem z rodzina tuz przy
wejsciu, poniewaz na szczescie zostalismy jedni z ostatnich wepchnieci do
stodoly. Nagle od plomieni wrota rozpadly sie. Pilnujacy zamierzyl sie na
mnie siekiera, ale zdolalem mu ja wytracic. Mnie, mojej siostrze i jej
piecioletniej córeczce udalo sie uciec na cmentarz. Widzialem jak mój ojciec
padl w plomieniach na klepisko"."
To ta stodola jest otoczona kordonem zandarmow, juz teraz wiemy ze bylo ich
w Jedwabnem 230, swiadkowie twierdza ze tluszcza szaleje, a on sobie
spokolnie ucieka z tej plonacej stodoly, nawet nie sam, ale z cala rodzina,
nawet z 5 letnim dzieckiem, ba nawet temu znanemu sobie Polakowi wytraca
siekiere (Zyje jeszcze? Bo jak tak to pod sad.). I nikt nic nie robi, nie
strzela, nie goni, tak mu pozwalaja sobie uciec.
Takze w swojej ksiazce Gross nie pisze ze Polacy Karwowski i Antonina
Wyrzykowska uratowali razem 14 Zydow, miedzy innymi samego Wasersztajna.
Sceny dantejskie sie rozgrywaja, rzez, wrzask, placz, a Wasersztajn, Rywka
Fogel i inni swiadkowie ktorzy przezyli, mieli czas i ochote rozgladac sie
dookola i wszystko zapamietywac ze szczegolami. Bzdury. Oni siedzieli w
stodolach, zagrzebani w sianie, slomie, w dziurach i gowno widzieli. Juz
o tym cudownym wzroku Wasersztajna napisalem, ktory siedzi w stodole u
Wyrzykowskiej (albo u Dziedzica, zalezy ktora wersje sobie Pan wybierze) pod
sianem, 3 km. od miejsca kazni, a wszystko widzi co sie dzieje, a takze
slyszy. No,no, w CIA to by go od razu zatrudnili.
Inny niesamowity szczegol z relacji Wasersztajna. Stwierdzil on, ze jeden z
Polakow - stolarz Szlezinski byl tak fanatycznie antysemicki, ze z
nienawisci do Zydow zaofiarowal wlasna stodole jako miejsce do ich spalenia.
On tak tych Zydow nienawidzil, ze z wlasnej checi stodole zaofiarowal?
W sprawie tej wypowiadala sie juz ponad 10 lat temu corka wspomnianego
stolarza, mowiac: "To, ze ofiarowal swoja stodole do spalenia Zydow, jest
czysta bzdura. Tak jakby Niemcy pytali o zgode. Pasowala im, bo stala
niedaleko kirkutu i w bezpiecznym oddaleniu od innych zabudowan" (cyt. za D.
i A. Wroniszewscy: "Aby zyc", "Kontakty" 10 lipca 1988).
W sprawie Jedwabnego sledztwo sie odbylo i 22 ludzi zostalo osadzonych i
skazanych.
Poza Grossem sa takze inne wersje i badania, takie jak np. zaprezentowane
przez badacza zwiazanego z Zydowskim Instytutem Historycznym - Andrzeja
Zbikowskiego. Pisal m.in. w oparciu o zydowskie swiadectwa dotyczace Wilna:
"Nieraz Zydzi wyszydzali, a nawet denuncjowali Polakow, glownie bylych
zolnierzy (...). Umocniona zostala zydowska dominacja w handlu, teraz juz
uspolecznionym, kwitla protekcja i korupcja. Nie inaczej dzialo sie w
Grodnie i Bialymstoku. Niektorzy autorzy relacji pisali z rozzaleniem o
swoich rodakach, ze odniesli sie do Polakow lekcewazaco i czesto ich
ponizali".
W innym tekscie publikowanym przez Zbikowskiego w "Studiach z dziejow Zydow
w Polsce" t. II (wyd. 1995 r., s.64), zacytowal on wypowiedz pewnej Zydowki
z Wilna, iz: "Za czasow zas bolszewickich wzmogl sie w silnym stopniu prad
antysemicki u Polakow. W duzej mierze ponosza za to wine Zydzi sami (...).
Przy kazdej okazji smieli sie z Polakow, wykrzykiwali: juz nie wasza Polska,
minely te czasy (...). Zydowscy komunisci igrali z uczuciami patriotycznymi
Polakow, denuncjowali ich nielegalne rozmowy, wskazywali polskich oficerow
oraz bylych wyzszych urzednikow, z wlasnej woli pracowali w NKWD i brali
udzial w aresztowaniach".
Przytaczajac rozne tego typu przyklady, Zbikowski pisal o narastajacych
wsrod Polakow i Ukraincow pragnieniach odwetu. Wskazuje rowniez na fakt, ze
wszystkie bardziej znaczace zajscia antyzydowskie w czerwcu - lipcu 1941 r.,
po odwrocie wojsk sowieckich (m.in. we Lwowie, Drohobyczu, Tarnopolu) byly
zawsze wywolane znalezieniem w tamtejszych wiezieniach zmasakrowanych zwlok
osob zaaresztowanych wczesniej przez NKWD Ukraincow i Polakow. Wedlug
Zbikowskiego, w zajsciach antyzydowskich jednoznacznie dominowali Ukraincy.
Wymieniajac 31 miejscowosci, gdzie w czerwcu - lipcu 1941 doszlo do zajsc
antyzydowskich z ofiarami smiertelnymi, Zbikowski stwierdza, ze w 18
przypadkach doszlo do takich zajsc z udzialem Ukraincow i tylko dwa razy z
udzialem Polakow. Takze nie przypisuje on znaczacej roli Polaka w zajsciach
w Jedwabnem.
Ale jest wiele nie zbadanych jeszcze do konca zajsc na Kresach. Musi zostac
wyjasniona do konca sprawa niezliczonych zbrodni popelnionych na Polakach w
latach 1939-1941. Musza byc wyjasnione i zbadane sprawy masowych zbrodni na
Polakach popelnionych w wiezieniu w Tarnopolu w czerwcu 1941 roku. W ksiazce
ksiedza Waclawa Szetelnickiego pisano po imieniu o udziale trzech Zydow z
Tremboli: Kramera, Dawida Kzmmela i Dawida Rosenberga w mordowaniu polskich
wiezniow.
Musimy wyjasnic sprawe udzialu zbolszewizowanych Zydow w innych masowych
mordach na polskich wiezniach popelnionych w czerwcu - lipcu 1941 roku,
m.in. w Lucku, Oszmianie, Czortkowie, okolicach Branska, Wolozynie.
Sprawy takie jak wyrozniajace i specjalizujace sie w strzelaniu do wiezniow
(Polakow i Ukraincow) dwie Zydowki z Lucka Blumenkranz i Spiglowej.
Musi byc wyjasniona do konca sprawa zabojstwa osmiu polskich dominikanow
przez Zydow - enkawudzistow w Czortkowie, sprawa zamordowania na
Politechnice Lwowskiej pod zarzutami antysemityzmu kilku tamtejszych
dzialaczy studenckich (sprawa zostala opisana w monografii dziejow
Politechniki Lwowskiej przez dr hab. Zbyslawa Poplawskiego.).
Musimy wyjasnic sprawe zamordowania przez zbolszewizowanych Zydow dwunastu
oficerow polskich w Grabowcu, opisana przez polonijnego autora profesora
Tadeusza Piotrowskiego w ksiazce "Poland's Holokaust". Musimy wyjasnic
sprawe zbrodni zydowsko-bialoruskiej czerwonej milicji na grupie oficerow i
zolnierzy KOP-u w Berdowce, o ktorej pisal Kazimierz Krajewski w monografii
AK na ziemi nowogrodzkiej.
Sprawe strzelania w plecy polskim zolnierza w Grodnie i role jaka w niej
odegrali zkomunizowani Zydzi, ktorzy mordowali jedynych wtedy w Europie
zolnierzy walczacych zbrojnie z Nazistami.
Tak, wiele spraw jest jeszcze nie wyjasnionych.
Musi byc do konca wyjasniona sprawa odpowiedzialnosci za zbrodnie Katynska
niektorych wysokich funkcjonarjuszy NKWD, takich jak general Rajchman.
Notabene, byli oni odpowiedzialni rowniez za zamordowanie w Katyniu duzej
grupy oficerow pochodzenia zydowskiego. ***Zamordowano ich jednak za to, ze
czuli sie polskimi oficerami, polskimi patriotami.***
--
Chris
No ale to ciagle jeszcze nie robi z niego historyka tylko politologa.
Tak to wyglada rozmowa z pewna czescia
Polakow. Ktorzy pisza:
"Notabene, byli oni odpowiedzialni rowniez za zamordowanie w Katyniu
duzej grupy oficerow pochodzenia zydowskiego. Zamordowano ich
jednak za to, ze czuli sie polskimi oficerami, polskimi patriotami."
A skad autor wie kim czuli sie zydowscy Oficerowie WP.
Zydzi czuli sie Zydami ktorzy byli obywatelami RP.
Kropka. i na tym koniec.
Male konstrulowania histori to jeszcze Polacy beda Zydom opowiadac
co czuli Zydzi pomordowani w Katyniu...:))
W.
--
Chris
<wie...@algonet.se> wrote in message news:3A75BC...@algonet.se...
> Ja Panu cos Powiem.
>
> Bez watpienia ten Pan ma racje. Zydzi juz w 1939
> wiedzac o zblizajacej sie zagladzie "sprowokowali"
> swoich polskich sasiadow. Wiedzieli bowiem ze nie
> przezyja wojny.
Nie, nie, oni w 1939 nie prowokowali. Niemcy to w Jedwabnem juz byli od
okolo 07.09.39 do 28.09.39, kiedy to zgodnie z ukladem sowiecko-niemieckim
wycofali sie z tej czesci Polski. Pomimo ze Niemcy juz wtedy palili synagogi
i rabowali mienie zydowskie, jakos Polacy miejscowi w tym nie uczestniczyli.
Czyli do 28.09.39 i takze przed ta data nie prowokowali, a zaczeli dopiero
swoja antypolska dzialalnosc po wkroczeniu Sowietow. I tu sie dopiero
przeliczyli, bo nie spodziewali sie ze Hitler zaatakuje ZSRR w dwa lata
pozniej, pomimo paktu z Rosja. Liczyli Sowieci juz tam zostana na zawsze, i
ich panowanie bedzie trwale. Ale sie przeliczyli, bo Adolf zrobil w konia
nie tylko ich, ale i Batka Stalina.
Jak wiec najlepiej zabezpieczyc
> majatek? Dac sie spalic a pozniej kiedy nadejdzie
> czas - wpierw ksiazka (Gross), a pozniej zadania o
> odszkodowanie.
A tu to sie Panu chronologia wypadkow jakos pomieszala. Zadania o
odszkodowanie byly pierwsze. Radze daty sprawdzic.
Malym problemem jest ze Finkelstein
> roztaczajac perespektywe zydowskiej zemsty nie
> prtzestrzegl Polski przed J. Grossem.
Wiec w swietle powyzszego tego malego problemu nie ma.
>
> Wszystkim Zydom jest bowiem wiadome, ze Gross
> od najwczesniejszych lat byl wychowywany z mysla
> o napisaniu ksiazki o Jdwabnej.
No nie, nie od najwczesniejszych lat, to juz Pan tu przesadza. Oni na ten
pomysl to dopiero pozniej wpadli. Latwiej jest wyciagnac szmal od ludzi
podejrzanych o wspoludzial w zbrodni niz od ofiar tego samego systemu. Ojej,
co z Pana za Zyd, kiedy dopiero ja, goi, musze to Panu tlumaczyc.
Cale jego studia
> i wychowanie szlo w tym kierunku. Przyznam sie ze
> i ja o tym wiedzialem, ale udalo mi sie jakos nie
> wygadac, chociaz sprawa Jedwabne byla tu na scp
> dykutowana juz w 1996 roku.
>
> Koordynatorami calej sprawy jest tak samo jak gdy chodzilo
> o Szwajcarskie Banki - JWC.
No, to po raz pierwszy sie Panu udalo prawde napisac. Gratuluje. To o tych
bankach szwajcarskich i JWC.
Gdyby nie przypadek z tym slawetnym zartem Galczynskiego, z Przekroju,
na temat parlamentu izraelskiego i reakcja nan bezdennego morona -
bylbym "szczesliwym" ignorantem w sprawach stosunkow polsko-zydowskich -
sadzac, ze wszelkie krancowosci sa tu duza przesada. Okazalo sie, ze
bardzo sie mylilem. Antypolskosc paru rozpienionych szowinistow ze sciepy,
zmusila mnie do zapoznania sie ze smutnym problemem polskiej
goscinnosci i daleko idacej tolerancji wobec niektorych mniejszosci
etnicznych,
w tym i Zydowstwa polskiego.
Zabierze mi to troche czasu - ale sadze, ze pewne sprawy nalezy
znac dokladnie, by nie miec watpliwosci tam gdzie nie sa one wskazane.
Bojowkarze, bowiem, wykorzystuja kazda luke w historycznych dokumentach
i faktach, by znieksztalcic jeszcze bardziej historyczny obraz
przeszlosci,
ktory jest i tak juz uplywem czasu zamazany.
Okres komunistycznej przeszlosci i "aktywny w nim udzial Zydow polskich"
nie sprzyjal odkrywaniu prawdy na temat najnowszej historii polski.
Przyszle generacje mlodych Polakow beda miec wiele trudnej pracy w ustaleniu
faktycznego biegu wydarzen tamtych burzliwych lat.
Jdr
"Chris" <Ch...@iqnet.net.au> wrote in message
news:3a76...@usenet.per.paradox.net.au...
8<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<< friendly snip
Pokolei Pogonowski wie tyle o Jedwabne co dowiedzial sie niedawno
tak jak i cala reszta Poloni. Ja dowiedzialem sie w 1996. Byl pozatym
polski film (kobiecy tworca, ktorego nazwiska niepamietam) szedl dawno
temu w szwdzkiej telewizji.
Jak zwykle dokument zostal wykastrowany. No bo to dobrze jest
znac prawde ale dlaczego odrazu CALA PRAWDE?..:)
Zobaczmy wiec co z tego dokumentu zniknelo.
W calym dokumencie brakuje bo wyciete kilku kawalkow.
Moze je wiec zacytuje.
O to one:
**********************************************************************
Po Nowym Roku 1939-1940 zaczela sie intensywna dzialalnosc agitacyjna
na ktorym zlozylo sie urzadzenie na kazdej ulicy w domu wyznaczonym
przez NKWD zebran na ktore byli scigani z calej ulicy ludzie.
Zaprowadzono odczytawynie konstytucji Stalinowskiej i jej korzysci
i odbywaly sie pogadanki na temat dobrodziejstw Zw.Sow. dla uciskanej
przez Polske ludnosci, obiecywano duzo.]
Trwalo to dluzszy czas i potem przedstawiono ze my jako Polacy
powinnismy nalezec do Zachodniej Bialorusi, i musimy dla wlasnego
dobra wybrac przedstawicieli - Deputatow do Rzadu Sowieckiego.]
Agitacja szla w calej pelni, zbierano mityngi w "domu katolickim" naszego
miasteczka skad usunieto wszystko co bylo przedtem i nareszcie wystawiono
kandydatow do Zw. w osobacj Turlejskiego z Lomzy i od nas pewna sluzaca,
========================================================================
ktora byla u niejakiego Pienkowskiego - nazwiska jej nie pamietam.
===================================================================
Na mityngach ich odczytywano i kazano glosowac na nich, nie zakreslajac
ani nie piszac na kartkach juz zgory przygotowanych z nazwiskami wyborcow,
zarzadzono ze kto nie odda glosu tym samym stje sie kontrrewolucjonista ktory
podlega prawu Sw, a Rzad bedzie wiedzial jak z takim postapic. Strach przed
aresztowaniem zmuszal ludzi do glosowania, nawet chorych przyprowadzano aby
glosowali.
Spisy wyborcow odbywaly sie ze pisali cala rodzine, jak starych tak i
maloletnich w dzien wyborow, a bylo to na Wielkanoc w pierwszy dzien
t.j. 31/III NKWD bylo w ruchu nie dano wprzod isc do kosciola, a zmuszano
oddac wprzod glos, kto przechodzil byl odczytany i juz gotowy podany glos
oddawal do urny.]
Cala gehenna nastapila po wyborach, tego tak obiecywanego rajskiego
zycia.
************************************************************************
1) Zydzi wymienieni jako Zydzi ale Polacy jako miejscowa ludnosc.
2) W calym kompletnym dokumencie wystepuje jedno Zydowskie nazwisko.
3) Mimo ze M. Lojewski mieszkal w Jedwabne zapamietal tylko jedno
zydowskie nazwisko, a pamietal Turlejskiego z Lomzy.
Czy go pamiec zawiodla? Czy tez Zydzi w Jedwabne nie uczestniczyli
w "komunizacji" Jedwabne tak jak sie chce abysmy mysleli.
4) Agitacja wyborcza z POLSKIMI kandydatami po ktorych wybraniu
nastapila (jak sam Lojewski pisze) "gehenna"
Tego drugiego dokumentu nie widzialem nigdy w calosci
nie moge wiec nic powiedziec na temat "ciec" w nim poczynionych
A wszystko w imie historycznej PRAWDY - przeciw zaklamaniu..:)
W,
>No ale to ciagle jeszcze nie robi z niego historyka tylko politologa.
A co czyni Pogonowskiego historykiem. Bo chyba nie studia...:))
W.
>Chris
><wie...@algonet.se> wrote in message news:3A75BC...@algonet.se...
>> Ja Panu cos Powiem.
>> Bez watpienia ten Pan ma racje. Zydzi juz w 1939
>> wiedzac o zblizajacej sie zagladzie "sprowokowali"
>> swoich polskich sasiadow. Wiedzieli bowiem ze nie
>> przezyja wojny.
>Nie, nie, oni w 1939 nie prowokowali. Niemcy to w Jedwabnem juz byli od
>okolo 07.09.39 do 28.09.39, kiedy to zgodnie z ukladem sowiecko-niemieckim
>wycofali sie z tej czesci Polski.
Wtedy to Zydzi zaczeli uciekac a polscy sasiedzi rabowac ich domy.
Oczywiscie nie wszyscy. Byli tacu ktorzy tego nie robil, tacy
ktorzy pozniej starali sie ich ratowac.
>Pomimo ze Niemcy juz wtedy palili synagogi
>i rabowali mienie zydowskie, jakos Polacy miejscowi w tym nie uczestniczyli.
Owszem.
Kazdy kto zostal aresztowany za walke z sowietami trabil by dzis
o tym na caly swiat. Lojewski nie pisze za co go aresztowano.
Byl slusarzem wie niebyl oficerem. Do partyzantow nie nalezal
bo Ci byli w lasach, a NKVD zaczelo swoja akcje dopiero w dwa
miesiace pozniej. Zaczelo z pomoca POLKICH kolaboratorow.
Polscy historycy pisza o tym bardzo wyraznie.
Lojewski wspomnia natomiast ze Zydzi oskarzyli pewna czesc
Polakow o szabrowanie ich domow. Najprawdopodobnie dlatego tez
zostal przez sowietow aresztowany.
>Czyli do 28.09.39 i takze przed ta data nie prowokowali, a zaczeli dopiero
>swoja antypolska dzialalnosc po wkroczeniu Sowietow.
Antypolska dzialanosc to w Jedwabnym Polacy. Mimo ze mieszkal
w Jedwabne podal tylko jedno zydowskie nazwisko.
Lojewski wymienia Polakow ktorzy kandydowali na sowieckich listach.
Lojewski sam pisze ze po wybraniu tych Polakow nastapila "gechenna".
>Jak wiec najlepiej zabezpieczyc
>> majatek? Dac sie spalic a pozniej kiedy nadejdzie
>> czas - wpierw ksiazka (Gross), a pozniej zadania o
>> odszkodowanie.
>A tu to sie Panu chronologia wypadkow jakos pomieszala. Zadania o
>odszkodowanie byly pierwsze. Radze daty sprawdzic.
Nieprawda. Ja uslyszalem o Jedwabne w 1996. W USA wymieniono ta
sprawe na jednej z konferencji w 1991. W Izraelu leza dokumenty
od 1962. Datner zrobil swoej opracowanie dla ZiH w 1966.
Kto sie wiec myli?
>Malym problemem jest ze Finkelstein
>> roztaczajac perespektywe zydowskiej zemsty nie
>> przestrzegl Polski przed J. Grossem.
>Wiec w swietle powyzszego tego malego problemu nie ma.
W swietle powyzszego problem dalej istnieje.
W,
Kaczynski Rzeczpospolita 2000-05-05
(wyrywki)
Beda odbierac mienie pozydowskie?
Wielu mieszkanców Jedwabnego wymówilo sie od rozmowy, a jednak bez wiekszego
trudu uzyskalem generalne potwierdzenie zydowskich relacji o sprawcach zaglady.
O tym, ze to przede wszystkim Polacy zadawali Zydom okrutna smierc, wiedzieli i
powiedzieli nie tylko starsi ludzie, którzy przezyli tam wojne, ale i mlodzi,
którzy znali prawde tylko z rodzinnego przekazu. - Nikt z morderców juz nie zyje
- zapewniali. Ale prawie wszyscy zadali zachowania nazwisk w tajemnicy. Naszemu
fotoreporterowi, który na rynku poprosil mlodych ludzi o wskazanie pamiatek po
jedwabienskich Zydach i pomnika ich zaglady, najpierw odpowiedziano pytaniem, z
odcieniem szyderstwa, czy przyjechal odbierac mienie pozydowskie.
"W czerwcu 1940 roku w Jedwabnem NKWD rozbilo dwie konspiracje: "Partyzantke"
(35
czlonków) i Zwiazek Walki Zbrojnej (okolo 80 zolnierzy z Bialegostoku i okolic
Jedwabnego). W grudniu 1940 roku ujawnilo sie przed wladzami radzieckimi okolo
stu dalszych czlonków, dokladnie spenetrowanego przez NKWD, polskiego
podziemia.
Z dokumentów znalezionych w archiwach radzieckich, ogloszonych niedawno przez
profesora Michala Gnatowskiego w "Studiach Lomzynskich", wynika, ze sposród
bylych konspiratorów NKWD zwerbowalo 18 informatorów nie-Zydów; fakt ten nie
byl
oczywiscie znany opinii publicznej"
Kontrowersje historyczne weryfikuja sie w dialogu
"Rz": - Z relacji naocznych swiadków, Zydów ocalalych z pogromu w Jedwabnem 10
lipca 1941 roku, wynika, ze wprawdzie rozkaz zaglady wydali Niemcy, ale wykonala
go glównie grupa miejscowych Polaków. Nie przecza temu polscy swiadkowie,
mieszkancy Jedwabnego. Natomiast polscy historycy albo calkiem przemilczeli
udzial Polaków w tej zbrodni, albo sprowadzaja na przyklad tylko do konwojowania
ofiar na miejsce kazni. Jak wytlumaczyc te róznice, cenzura, autocenzura?
Adam Dobronski:
- Byly pewne ograniczenia cenzuralne co do historii stosunków
polsko-zydowskich. A jesli w jakikolwiek sposób temat zatracal o biezace,
polityczne relacje z ZSRR lub z RFN, to tym surowsze nakladano ograniczenia.
- Jesli byly takie zachowania, to one musialy wynikac z lat poprzednich.
Zwlaszcza w Lomzynskiem relacje polsko-zydowskie tuz przed wojna wyraznie sie
pogorszyly. Przykladem byly chocby Sokoly, gdzie doszlo moze nie do pogromu, ale
do znaczacych ekscesów antyzydowskich. Wiaze sie to z wplywami Narodowej
Demokracji. To byly tereny tradycyjnie endeckie. Sytuacja lepiej wygladala w
Bialostockiem, gdzie, co przyznaja takze Zydzi, to wspólzycie bylo zupelnie
znosne.
- W Jedwabnem zetknalem sie z czyms w rodzaju przestrachu, ze jedyna rzecza,
jaka swiat sie dowie o tym miasteczku, jest to ze tu Polacy pomogli Niemcom
wymordowac Zydów.
- Dotychczas o udziale miejscowej ludnosci w hitlerowskiej eksterminacji Zydów
mówilo sie glównie w odniesieniu do Ukrainy i Litwy. Okazuje sie, ze podobne
rzeczy zdarzyly sie w dawnym województwie bialostockim. Jak to objasnic?
- Jesli byly takie zachowania, to one musialy wynikac z lat poprzednich.
Zwlaszcza w Lomzynskiem relacje polsko-zydowskie tuz przed wojna wyraznie sie
pogorszyly. Przykladem byly chocby Sokoly, gdzie doszlo moze nie do pogromu, ale
do znaczacych ekscesów antyzydowskich. Wiaze sie to z wplywami Narodowej
Demokracji. To byly tereny tradycyjnie endeckie. Sytuacja lepiej wygladala w
Bialostockiem, gdzie, co przyznaja takze Zydzi, to wspólzycie bylo zupelnie
znosne.
Glebokie podzialy dotknely takze polska spolecznosc. Wydaje sie, ze znaczna
czesc ludnosci odczuwala swoisty terror wywierany przez skrajna prawice
narodowa. W najtrudniejszej sytuacji znalezli sie ludzie przechowujac Zydów,
którzy musieli chronic i ich, i siebie zarówno przed Niemcami, jak i przed
rodzimymi bandytami.
- A czy na jednostronnosci ujecia polskich historyków mogly zawazyc warsztatowe
ograniczenia, np. nieznajomosc jidysz, jezyka znacznej czesci zródel zydowskich?
Panie Jdr dla mnie sprawa jest zupelnie inna.
Otoz Ci ktorych Pan oskarza o "antypolskosc"
nie musza tak jak Pan dowiadywac sie niczego
o stosunkach polsko-zydowskich, bo odrobili
swoja lekcje bardzo dawno temu.
Pan robi sobie konska przysluge jezeli jako zrodlo
informacji uzywa Pan Pogonowskiego, Nowaka, Kalewskiego..
Panskie wyrazenie - rozpieniony polski ANTYSEMITYZM.
Ktory wielu Zydom znany jest od lat, a laskawy Pan
jakos sie na to nie natknal. Natknal sie Pan natomiast
na cos co Pan okresla "antypolonizm". A skad Pan wiedzial
ze jest to antypolonizm a nie prawda, skoro jak sam Pan
pisze NIC PAN NA TEN TEMAT NIE WIEDZIAL?
Czy ktos Panu w Angli mowi w pracy Ty Polonusie?
A wie Pan jak to jest gdy w wpolsce w pracy, ktos
mowi ty Zydziaku?
Zenujace, a taki kulturalny i opanowany..:)
W,
Historykiem niekoniecznie jest ten, co ma formalne wyksztalcenie w kierunku
historii, ale ten kto bada historie. Spora liczba znakomitych historykow
polskich nie miala formalnego wyksztalcenia historycznego, jak chocby
Kalinka, filozof, teolog i ksiadz.
sp