W Polsce jest ponad czterdziesci klubów Rotarianskich oraz 11 Klubów
Rotaract. Dlaczego sie tak szybko rozmnozyly? Co ciagnie do nich ludzi? W
internetowej autoreklamie Rotary International czytamy: "Klub Rotary jest
organizacja skupiajaca przywódców gospodarczych i profesjonalnych okreslonej
spolecznosci (miasta, dzielnicy, obszaru komunalnego). Celem dzialalnosci
klubu jest kolezenska wspólpraca i uczynnosc.(...) Czlonkami Klubu sa osoby
dorosle o prawym charakterze i dobrej reputacji, którzy sa wlascicielami,
wspólwlascicielami, czlonkami Zarzadu lub menadzerami przedsiebiorstw lub
pracuja w okreslonej profesji, lub którzy piastuja wazne funkcje z
kompetencjami dyrektorskimi oraz osoby emerytowane a uprzednio pracujace lub
zajmujace w/w stanowiska."
Gdy w przeszukiwarce Alta Vista wpiszemy slowo Rotary na ekranie naszego
komputera pojawi sie, miedzy innymi material Krzsztofa Uscinskiego pt.
"Dyskretna promocja reputacji". Stanowi on swego rodzaju reklame Rotary
Club. Czytamy w nim bowiem: "W swiecie triumfujacego kapitalizmu kazdy
czynny zawodowo obywatel, a juz na pewno kazdy biznesmen, chetnie zgodzilby
sie na posiadanie swoistej licencji na uczciwosc, dyskretnego stempelka,
który informowalby: To jest facet mily i uczciwy - warto z nim robic
interesy!( a pod spodem - setka podpisów osób powszechnie znanych i godnych
zaufania). Nierealne? Sa tysiace ludzi, którym taka zobiektywizowana
autoreklama sie udaje."
Nastepnie Uscinski prezentuje te "szlachetnosc" rotarian. Mówi wiec o
zasadach, którymi sie kieruja (tzw. poczwórny test uczciwosci i trzy zasady
postepowania), o ich dzialalnosci charytatywnej. Przy okazji napomyka tylko,
ze sa ludzie, którzy odnosza sie nieufnie do Rotary. To zjawisko tlumaczy
krótko. Wielu po prostu reprezentuje "mniemanie o ulomnosci natury ludzkiej
i wlasciwej czlowiekowi slabosci i, tylko, dlatego, nie wierzy w
altruistyczna motywacje rotarian."
Wreszcie stwierdza, ze po latach pracy nadszedl dla rotarian "czas
zbierania", poniewaz: "Czlonkostwo Klubu daje zrzeszonym w nim wielorakie
korzysci. Przede wszystkim - prestiz i ogromna moralna satysfakcje: w Polsce
jeszcze niezwykle rzadko, ale na Zachodzie rotarianski znaczek w klapie z
reguly budzi sympatie i zaufanie, podnosi prestiz wlasciciela i z punktu
zbliza obcych sobie jeszcze przed chwila ludzi. Po drugie przynaleznosc do
rotarian ulatwia poznanie swiata i pozwala poznac spore grono interesujacych
ludzi spoza swojej branzy; male byloby prawdopodobienstwo poznania ich
inaczej. Po trzecie - dr Maciej Sygit, przewodniczacy starszego z dwóch
wroclawskich klubów mówi o tym z ociaganiem, ale szczerze - ludzie poznani
przez Klub to bez wyjatku osoby kompetentne i wplywowe. Ulatwia to
niewatpliwie nie tylko dzialanie prospoleczne, ale i wlasna aktywnosc
zawodowa, bo my dla siebie nie jestesmy konkurencja - kazdy reprezentuje
inna profesje czy zajecie. Po czwarte - przynaleznosc taka procentuje
szczególnie na forum miedzynarodowym, Rotarianskie kolo zebate w klapie
marynarki nobilituje nie tylko towarzysko. Wysluchalem - czytamy - niejednej
opowiesci o tym, jak to obcokrajowiec - urzednik czy potencjalny partner w
interesach - zmienial gwaltownie i na korzysc swój stosunek do interesanta
zauwazywszy ów dyskretny symbol przynaleznosci do klubu. Jest wiec
dzialalnosc w Klubie nie tylko dzialalnoscia prospoleczna, ale równiez z
wielu wzgledów praktyczna, bo w sposób bardzo wymierny oplacalna - znaczek w
klapie okazuje sie swietna rekomendacja w interesach, skuteczna rekojmia
osobistej, zawodowej i handlowej solidnosci."
Zobaczmy, specyficzny to altruizm, który przeklada sie na wymierne korzysci,
przede wszystkim w brzeczacej monecie. Rotarianie proponuja wprost
kandydatom wejscie w pewien biznes - zrobisz to a to i bedziesz z tego mial
potrójny zysk.(jest to zapisane nawet w zasadach moralnych rotarian; czwarty
punkt "Testu Uczciwosci" brzmi: "Czy bedzie to korzystne dla wszystkich
zainteresowanych?", a druga zasada moralna ma nastepujace brzmienie: "Ten
zyskuje najwiecej, kto najlepiej pomaga innym") Kazdy lobuz, któremu bysmy
powiedzieli - "jezeli bedziesz uczciwy i przeznaczysz jakas sume na cele
charytatywne to dobrze na tym zarobisz." zastanowi sie i, z pewnoscia
"pójdzie na ten uklad"(jezeli okaze sie on naprawde oplacalny). Czy jednak
nie bedzie to, w konsekwencji tylko gra pozorów, tylko udawanie?
Na uwage, w kontekscie tego pytania, zasluguje Klub Rotarianski w Bydgoszczy
skupiajacy specyficzna "smietanke" tego miasta. Jego czlonków opisala Ewa
Starosta w 1993 roku w ksiazce "Bydgoska osmiornica", która poswiecona jest
wielkim aferom gospodarczym tego regionu. Prezesem Klubu byl wówczas
wojewoda bydgoski dr Gizinski (UD, obecnie UW). W ksiazce tej znajdujemy
opis rotarianskiego balu: "Na balu stawili sie przede wszystkim
organizatorzy, czyli czlonkowie Rotary Club oraz zaproszeni goscie:
poslowie, wladze miejskie, biznesmeni, artysci i dziennikarze. Okazalo sie,
ze czlonkami Klubu Rotarianskiego w Bydgoszczy sa m. in. Eugeniusz
Kopczynski i Marek Jarocinski. Dr Gizinski udzielajac wywiadu jako prezydent
Klubu powiedzial m. in.: Do klubów Rotary zgodnie ze statutem naleza osoby
pelnoletnie o nieposzlakowanym charakterze i nieskazitelnej opinii w swoim
srodowisku zawodowym. Czy dr Gizinski nie wiedzial, ze pan Kopczynski
wylecial dyscyplinarnie z Gieldy Bydgoskiej i toczy sie w jego sprawie
postepowanie w prokuraturze, a postepowanie w sprawie podejrzanego Marka
Jarocinskiego prokuratura zakonczyla postawieniem mu zarzutu o dzialanie na
szkode banku? Rzeczywiscie trzeba byc nie lada specjalista ds. schizofrenii,
by takie osoby uznawac za nieposzlakowane i nieskazitelne. Jednym z
zaproszonych na bal gosci byl Miroslaw Stajszczak wspólzalozyciel
"Weltinexu", którego sprawki jeszcze teraz - dwa lata po ogloszeniu
upadlosci tej spólki - bada prokuratura, gromadzac materialy o oszustwach
celnych i podatkowych, o falszerstwach faktur. Po prostu, nieskazitelny
biznesmen w gronie nieskazitelnych rotarian."
Tak przy okazji. Bardzo ciekawych rzeczy mozna sie dowiedziec ze strony
internetowej wlasnie bydgoskiego Rotary Club. Znajdujemy tam bowiem material
autorstwa Marka N. Jakubowskiego pt. "Historia Bydgoskiego Klubu Rotary". W
nim zas czytamy: "Rok 1936 przyniósl w Polsce zmiany polityczne, których
efektem bylo zdecydowane pogorszenie sie klimatu dla dzialalnosci masonerii,
z która jej krytycy laczyli - jak wiadomo - dosc jednoznacznie ruch
rotarianski. Klub Rotory uznano za przedszkole masonskie, za organizacje w
obrebie której werbowano nowych czlonków lóz. Owi krytycy twierdzili, ze
kazdy klub ma swego masonskiego rezydent' (podejrzewano o to szczególnie
sekretarzy klubowych).(...) Posel Juliusz Dudzinski, tropiciel masonerii
polskiej i glówny aktor antymasonskich inicjatyw parlamentarnych, równie
bacznie obserwowal rozwijajacy sie w Polsce ruch rotarianski, który
traktowal jako przybudówke masonerii.(...) Wiadomo, ze Kosciól próbowal
zapobiec powstaniu klubu w Bydgoszczy, co nie bylo bynajmniej dzialaniem
incydentalnym, wiemy bowiem takze i to, ze za sprawa jego zabiegów nie
doszlo do powstania klubu w Poznaniu. Kiedy w Bydgoszczy zabiegi te w koncu
nie przyniosly rezultatu, proboszcz fary niejednokrotnie zwracal sie do
wiernych ostrzegajac ich przed przynaleznoscia do organizacji rotarianskiej.
Musialo to mocno dolegac czlonkom Klubu, a szczególnie jego zalozycielowi
Esden Tempskiemu, skoro juz w styczniu 1936 r. zaczal zabiegac o interwencje
u prymasa Hlonda majaca na celu wyjasnienie rzeczywistych celów i znaczenia
ruchu rotarianskiego oraz ukazania tego, ze na swiecie spotyka on sie takze
z przychylnym stosunkiem hierarchów Kosciola. Prawdopodobnie skutkiem tej
interwencji bylo, ze kardynal Hlond zwrócil sie do Najwyzszej Kongregacji
Swietego Oficium o wyjasnienie tego problemu. W 1936 i 1937 roku ataki prasy
katolickiej i organizacji katolickich (np. Katolickiego Zwiazku Kobiet)
nasilily sie, a sam kardynal czekajac na orzeczenie Swietego Oficium nie
omieszkal w kwietniu 1937 r. stwierdzic: tymczasem nalezy przestrzegac przed
zapisywaniem katolików do tej organizacji, która ma niewatpliwie kontakty z
masoneria"
Jak wspomnialem wiele informacji o Rotary mozna znalezc w internecie w
bardzo prosty sposób (najlepiej przez przeszukiwarke Alta Vista). W skali
swiata materialów dotyczacych tej organizacji jest ponad 394 000 (slownie:
trzysta dziewiecdziesiat cztery tysiace) w jezyku polskim ponad 100 (glównie
listy czlonków poszczególnych Klubów z podaniem ich wyksztalcenia i
zajmowanych stanowisk oraz tzw. "Listy Gubernatora") Przytocze tu wiec
tylko garsc wazniejszych, moim zdaniem, i przykladowych informacji.
Gubernatorem polskiego Dystryktu Rotary International byl na okres
1998 -1999 Alojzy Leszek Gzella, absolwent polonistyki KUL:, dziennikarz,
redaktor w latach 1957-1981 "Kuriera Lubelskiego", wspólzalozyciel
Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy w Lublinie, inicjator prasy
parafialnej w Diecezji Lubelskiej, autor, wspólautor i redaktor wielu
ksiazek (miedzy innymi redaktor ksiazki "Ojciec Swiety w Lublinie"), czlonek
Rotary Club od 1989 r.
Tzw. Past-Gubernator (poprzednim Gubernatorem) jest Bohdan Kurowski z
Olsztyna, przez wiele lat redaktor diecezjalnego pisma "Poslaniec Warminski"
Tenze Kurowski wslawil sie tym, ze, jako osoba znana Biskupowi
Ordynariuszowi, zwrócil sie do niego z prosba o blogoslawienstwo dla
organizatorów rotarianskiej, dobroczynnej imprezy, a nastepnie, po jego
otrzymaniu, udostepnil je polskim masonom rytu szkockiego, którzy
wydrukowali je w swoim oficjalnym periodyku "Ars Regia" zamieszczajac obok
reklamówke Rotary autorstwa Kamila Opalskiego i uzupelniajace ja materialy
(artykul Olgierda Budrewicza i wywiad z tymze Bohdanem Kurowskim). Tak na
marginesie. Jezeli masoni odzegnuja sie dzis od Rotary, a Rotary odzegnuje
sie od nich to skad to wszystko. Pobiezna analiza numerów "Ars Regia"
wskazuje na to, ze to pismo nie zamieszcza materialów, które nie dotycza
masonerii.
Tzw. Gubernatorem Nominatem Desygnowanym jest Eugeniusz Piatek z Warszawy,
Sekretarzem Dystryktu Zdzislaw Rychlik z Lublina, Skarbnikiem Wojciech
Jezowski z Olsztyna, przewodniczacym Dystryktalnego Komitetu Rotaract Marek
Nowakowski z Lodzi. Za kontakty z prasa odpowiedzialni sa Józef Herold z
"Gazety Wyborczej", Zbigniew Miazga z "Dziennika Wschodniego" i Marek
Remiszewski z "Zycia Warszawy". W sklad Komitetu Sluzby Swiatowej wchodza
Halina Stepien z Warszawy, Ryszard Kaszuba Krzepicki z Trójmiasta i Piotr
Sendecki z Lublina.
W sumie tzw. oficerami polskiego Dystryctu RI jest prawie sto osób. Obok
wymienionych tu funkcji, komitetów, komisji itd. sa równiez, miedzy innymi
takie ciala jak miedzynarodowe Komitety Dystrykalne: "Polska - Belgia -
Luksemburg", "Polska - Francja", "Polska - Holandia", "Polska - Niemcy",
"Polska - Szwecja"; Audytorów, Komitet Rozwoju, Komitet Ryla.
Jesli chodzi o poszczególne Kluby to dobrym przykladem jest tutaj Klub
Rotary Lublin Centrum, który posiada 40 czlonków, w tym 13 dyrektorów duzych
zakladów pracy i banków, 11 lekarzy (przewaznie profesorów i kierowników
klinik, jednego dyrektora sanatorium) 6 biznesmenów, kilku dziennikarzy,
wykladowców wyzszych uczelni ( w tym równiez jeden rektor), pracowników
administracji panstwowej, pracowników lokalnej telewizji i radia.
Lions Club -"poputczicy" masonerii?
Na poczatek pozwole sobie przytoczyc tu cytowany juz w poprzednim rozdziale
fragment rozmowy, która odbyla sie w redakcji "Czasu" W jej trakcie
przedstawiciel redakcji powiedzial do jednego z masonów, Adama Witolda
Wysockiego: "Skoro trudno jest mówic o zyjacych masonach powiedzmy cos o
organizacjach Lions Club, Rotary Club i YMCA."
Wysocki stwierdzil na to: "Bezspornym faktem jest, ze przy tworzeniu tych
organizacji duza role odegrali wolnomularze. Sa tam jednak nie tylko masoni.
Mozna natomiast stwierdzic, ze organizacje te realizuja programy zblizone do
celów wolnomularstwa." Przedstawiciel redakcji zadal wiec nastepujace
pytanie: "Czy z organizacjami typu YMCA, Lwy, Rotarianie nie jest tak jak z
komunistami, którzy mieli swoich poputczików, pozytecznych idiotów?
Odpowiadajac na nie polski mason powiedzial: "W odróznieniu od wszystkich
innych organizacji, do masonerii sie nie wstepuje tylko jest sie do niej
przyjmowanym. W odniesieniu do Lwów i Rotarian uwazam, ze musi istniec jakas
forma dzialalnosci spolecznej, zeby kandydat na masona mógl sie sprawdzic,
pokazac, co potrafi. Taki Lions Club to raczej rodzaj sita, a nie szukanie
poputczików."
Zobaczmy. Z wyzej zacytowanych wypowiedzi Wysockiego jednoznacznie wynika,
ze Lions Club zostal utworzony przez masonów, ze znaczna czesc, jezeli nie
wiekszosc jego czlonków to masoni, ze ci jego czlonkowie, którzy nie sa
masonami zostali do tej organizacji przyjeci przez masonów miedzy innymi po
to, by mogli zostac sprawdzeni pod katem ich przydatnosci dla masonerii
(nadaja sie na to, by zostac jej czlonkami lub nie).
Material zawierajacy te wypowiedzi Wysockiego zostal równiez wydrukowany w
jednym z numerów "Wolnomularza Polskiego". Na tezy w nim zaprezentowane nie
zareagowal publicznie zaden mason. Nie protestowali tez przedstawiciele
Lions Club. Mogli przeciez przekazac do redakcji tego masonskiego periodyku
sprostowanie. Nie uczynili tego.Wniosek jest jasny. Tak pozostali masoni jak
i wladze Lions Club uznaja, ze Wysocki nie powiedzial niczego, co byloby
niezgodne z prawda.
Gdy jednak o powiazaniach Lions Club z masoneria mówia publicznie ci, którzy
nie sa masonami Lwy lub Lwice (organizacja ta ma swój meski i zenski odlam)
stanowczo protestuja. Juz w 1991 r. jedna z Lwic, prezydent zenskiego Lions
Club w Poznaniu Krystyna Szmeja stwierdzila w materiale wydrukowanym na
lamach "Rzeczypospolitej" (13-14.07.91): Wbrew róznym pomówieniom Kluby Lwów
nie maja zadnych powiazan z masoneria.
"Pomówienia" takie wciaz jednak ponawiaja sie w prasie. Tak, wiec np. w
jednym z numerów "Miliardera" (nr 44/94) czytamy: "Tajemnica poliszynela
jest, bowiem fakt, ze przedszkolem lóz masonskich sa kluby Rotarianskie i
Kluby Lwów. Powstaly one jako organizacje towarzyskie, ukierunkowane na
wzajemna pomoc czlonków i dzialalnosc charytatywna. Stad wielu zapraszanych
jest do spotkan w lozach wolnomularskich."
Pierwszy Lions Club skupiajacy mezczyzn wiernych idei przyjazni i chetnych
do wspólnego dzialania powstal w USA w Oak Brook w 1917 roku. Jego twórca
Melvin Jones nazwal go Lions tworzac skrót od "Liberty, Intelligence Our
Nation `s Safety (wolnosc, madrosc, bezpieczenstwo naszego narodu). Od 1920
Kluby Lwów zaczely powstawac poza USA, miedzy innymi w Chinach, Kanadzie,
Meksyku i na Kubie. Po II wojnie swiatowej pojawily sie równiez w Europie.
Dzis - jak czytamy w "Businessmanie" (nr 6/94) - ta najwieksza organizacja
charytatywna na swiecie dziala w ponad 170 panstwach, w których 41 tysiecy
klubów zrzesza ok. 1 mln 600 tys. Osób - przede wszystkim ludzi biznesu i
wolnych zawodów.
Do Polski Lwy dotarly w stanie wojennym wraz z pomoca charytatywna. Polskim
prekursorem byl doktor nauk medycznych Franciszek Wilamowski, który zalozyl
wraz z grupa przyjaciól pierwszy Klub w Poznaniu w 1989 roku. W 1994 roku
bylo juz w naszym kraju 25 takich klubów (w tym dwa zenskie i trzy
dzieciece) zrzeszajacych okolo tysiaca czlonków. Szybko powstal polski
dystrykt tej organizacji. Obecnie dziala okolo 40 klubów. Znajduja sie one
miedzy innymi w: Trójmiescie, Koszalinie, Szczecinie, Olsztynie, Poznaniu
(tutaj jest najwiecej RC), Krotoszynie, Jastarni, Radomiu, Wloszczowej,
Wroclawiu, Gnieznie, Katowicach, Krakowie, Legnicy, Opolu, Pszczynie, Zabrzu
i, oczywiscie, w Warszawie. (tamze)
Jego pierwszym gubernatorem byl wlasnie Franciszek Wilamowski. W marcu 1992
roku podczas II Krajowej Konwencji ruchu nowym gubernatorem zostal wybrany
Maciej Kielbratowski. Pózniej funkcje te zaczal pelnic biznesmen z Warszawy
Tadeusz Kulczycki. Specyfika polskich klubów Lwów jest, jak dowiadujemy sie
z zamieszczonej w "Zyciu Warszawy" rozmowy z Tadeuszem Kulczyckim (z
15.05.94 r.), to, ze sa one plaszczyzna porozumienia starej i nowej
nomenklatury. Sam gubernator Tadeusz Kulczycki stwierdza, ze jest to
niekiedy przyczyna róznych wewnatrzklubowych konfliktów, szczególnie wtedy,
gdy w jednym klubie spotykaja sie ci, którzy kiedys mieli kontakty z dawna
wladza z mloda kadra, która byla w opozycji do komunistów.
Czlonkowie Klubów, jak stwierdza Kulczycki, bez wzgledu na to, z jakiego
kraju pochodza - sa szanowani i doceniani w kazdym panstwie, w kazdym
srodowisku, w jakim sie znajda. Czlonkostwo w Lions Club jest bowiem, jak
stwierdza gubernator polskiego dystryktu, swoista gwarancja uczciwosci i
wielkiej miary czlowieka oraz jego przyjaznego stosunku do innych ludzi.
Charakteryzujac polski Lions Club Tadeusz Kulczycki stwierdza w tym samym
materiale: W naszym kraju jednak Lions Club nie zdominowali przedstawiciele
swiata polityki, np. Jan Krzysztof Bielecki, Andrzej Drzycimski, Janusz
Lewandowski czy Aleksander Luczak. Naleza do nas ludzie dzialajacy w
biznesie (np. Piotr Buchner), pracownicy szkól wyzszych i instytutów
naukowych, lekarze, prawnicy, architekci. Ich cecha wspólna jest to, ze
charakteryzuja sie nieskazitelna postawa etyczna i checia pracy spolecznej.
Powyzszy zestaw nazwisk pojawia sie w wiekszosci publikacji o Lions Club. W
jednym tylko wypadku jest on nieco odmienny. Gdy Wieslawa Sadowska pyta sie
na lamach "Gazety Kieleckiej" ( z 10.02.94 r.) Tadeusza Kulczyckiego: Czy do
waszych klubów naleza osoby o uznanym powszechnie autorytecie? Stwierdza on:
Jest ich niezmiernie duzo. Podam tylko, ze Lionsem jest H. Schmit, kanclerz
Kohl, G. Bush, a z naszych polityków - Bielecki, Olszewski, Drzycimski. Jan
Olszewski publicznie stwierdzil, ze ta informacja jest, w odniesieniu do
jego osoby falszywa. Przyslal nawet dotyczace tego cytatu sprostowanie do
"Naszego Dziennika", który je wydrukowal.
Czesto wymienianymi w prasie jako czlonkowie Lions Club sa: Jacek Dehnel z
Gdanska i Krzysztof Leidler z Krakowa (obaj byli kandydatami na stanowisko
gubernatora polskiego dystryktu w 1994 roku), Dariusz Fikus, Wojciech Kruk
(wlasciciel znanej firmy), Andrzej Smorawinski (przedstawiciel koncernu BMW,
Izabela Gustowska (profesor Panstwowej Wyzszej Szkoly Sztuk Plastycznych w
Poznaniu), prof. Henryk Przybylski, prof. Zbigniew Religa, prof. Jerzy
Kurnal, Alojzy Tomaszewski (pr4ezes LC Gdansk "Neptun"), Edward Kierski
(prezydent LC Warszawa-Centrum w 1993 r.), Ryszard Rychel (prezydent LC
Katowice), Witold Krajewski (prezydent LC Kraków w 1992 r.) oraz znany i
reklamowany przez stacje telewizyjna "POLSAT" bioenergoterapeuta Zbigniew
Nowak. (teraz latwo stwierdzic, jakiego pochodzenia jest moc, która
dysponuje). Ich nazwiska zostaly wymienione w artykulach A. Zielinskiego
(Rzeczpospolita z 21.05.90), I. Janczewskiej Altynskiej (sztandar Mlodych z
5.11.91), G. Stazak (dziennik Polski z 9.05.92), K. Szeligi (Nowiny z
14-16.08.92).
Prasa szeroko rozpisuje sie o spotkaniach Lions Club (bibliografie znalezc
mozna w internetowym archiwum "Gazety Wyborczej"). Wsród gosci tych spotkan
wymienia, miedzy innymi: Zbigniewa Bujaka, Jerzego Eysymonta, Wojciecha
Wlodarczyka, Waldemara Pawlaka, Edwarda Wende, Tadeusza Mazowieckiego,
Bronislawa Geremka, Józefa Oleksego i Michala Straka. (por. chocby E.
Kozakiewicz, Lwy, Glob nr 24 z 27.04.92 i Zycie Warszawy z 25.05.94) Mozna
tez dowiedziec sie z niej o powstawaniu nowych Klubów. Takim swiezo
upieczonym, a bardzo aktywnym Klubem jest zenski Lions Club w Elblagu.
Wiele informacji na temat Lwów mozna odnalezc w internecie wstukujac,
najlepiej w przeszukiwarke Alta Vista haslo "Lions Club". Pojawiaja sie
wtedy listy czlonków poszczególnych Klubów (jednak nie wszystkich) i rózne
informacje na temat ich dzialalnosci.
Ciekawostka moze tu byc "Kodeks Etyczny Czlonków Lions Club". Na pierwszy
rzut oka zachwyca on swoja wzniosloscia. Zaczyna sie on w sposób
nastepujacy: "Bede okazywac ufnosc w celowosc mojego powolania poprzez pelne
oddanie sie zadaniom, które moga przyniesc mi uznanie i dobre imie w nagrode
za nienaganna sluzbe."
Tutaj mozna postawic nastepujace, wydaje sie retoryczne, pytania:
Jakie to jest powolanie?
Jakie to zadania?
Co to za sluzba? Komu?
Steiner i polska szkola.
W sobotnio-niedzielnym "Naszym Dzienniku" z 11-12.12. 1999 r.. ukazal sie
obszerny material autorstwa dr. Andrzeja Szydlaka pt. "Sekta w przedszkolu?"
Mówi on o wydarzeniach w Przedszkolu nr 1 w Luboniu, którego dyrektorka bez
konsultacji z rodzicami i wladzami oswiatowymi przeksztalca je w "placówke
oparta na zasadach pedagogiki steinerewskiej". Grupa zaniepokojonych
rodziców zada od burmistrza jej odwolania. Sprawa zaczyna zataczac coraz
szersze kregi. Redaktor Lis z TVN, jak czytamy w tym materiale, stwierdza,
ze metody Steinerowskie to "metody aprobowane w calym swiecie",
dziennikarz poznanski T. Cylka pisze, ze oparta na nich pedagogika "swieci
triumfy w Europie Zachodniej", pedagodzy z Akademii Nauk z Opola mówia tu o
dobrodziejstwach "naturalnych metod wychowania" i stwierdzaja, ze pedagogika
steinerowska "nie zagraza religii", prof. W. Dykcik, kierownik Zakladu
pedagogiki Specjalnej Uniwersytetu Adama Mickiewicza stwierdza, ze
"Gwarancja dobrego samopoczucia i bezpieczenstwa w kazdej sytuacji,
wychowanie bezstresowe - to glówne przeslanie zawarte w pedagogice
steinerowskiej." Dr Andrzej Szydlak, wspólzalozyciel Dominikanskiego Centrum
Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych w Poznaniu i zalozyciel
Ruchu Pomocy Rodzinom Poszkodowanym przez Sekty ujawnia w swoim materiale
niektóre aspekty doktrynalne ruchu steinerowskiego i pedagogiki
steinerowskiej. Warto tutaj dorzucic garsc informacji.
Znany polski gnostyk Jerzy Propopiuk w swojej ksiazce "Labirynty herezji"
(Warszawa 1999) poswieconej w znacznej mierze zyciu i doktrynie Rudolfa
Steinera pisze, ze w latach 1901-1912 nastapila "rózokrzyzowa inicjacja
Steinera" (s. 121). W ksiazce Rolanda Edighoffera "Rózokrzyzowcy" (Warszawa
1998) w rozdziale "Mistyczne dzieje rózokrzyzowców-Nowe wcielenie
Rózo-Krzyza" czytamy: "Antropozof Rudolf Steiner (1861-1925) równiez
powrócil do zródel, do tekstów Johanna Andreae (siedemnastowieczny
zalozyciel Bractwa Rózokrzyzowców - dop. S. K) - miedzy rokiem 1917 a 1918
wydal w Monachium prace o Godach alchemicznych." (s. 181) . Na tej samej
stronie czytamy: "najwazniejszym zadaniem rózokrzyzowca jest - zdaniem
Steinera - wzniesienie sie w najwyzsze regiony zycia duchowego i czynne
oddzialywanie na swiat fizyczny, a zwlaszcza na ludzi." W swojej, cytowanej
w tej pracy, ksiazce pt. "Teozofia rózokrzyzowców" Steiner pisze:
"zrozumienie wiedzy wspólczesnej (...) zrozumienie opierajace sie scisle na
faktach, dostarcza wlasnie calego szeregu naukowych dowodów, wykazujacych
prawdziwosc pogladów rózokrzyzowców."
Jakie to sa poglady? Edighofer tak je referuje: "Rudolf Steiner zespolil w
swej doktrynie Wschód z Zachodem, przyjmujac hinduistyczna teorie
reinkarnacji i karmy, owej niewidzialnej sily, która oddzialywuje na
wszystkie zywe istoty i sprawia, ze wielokrotnie sie odradzaja. Steiner
uwaza, ze w okresie, w którym Slonce przebiega jedna konstelacje zodiaku,
czlowiek ma dwa wcielenia. Ludzie wtajemniczeni, którzy osiagneli wyzszy
stopien rozwoju duchowego, zachowuja w kolejnych wcieleniach to samo cialo
fizyczne; w wyjatkowych przypadkach osiagaja taki stan, ze smierc w ogóle
nie nastepuje."
Edighofer zahacza w swojej ksiazce o zwiazki zachodzace pomiedzy Bractwem
Rózokrzyza a masoneria. Piszac o osiemnastym wieku stwierdza: "Grup tych
(chodzi o wspólnoty Rózokrzyzowców - dop. S. K.) nie laczyla z
wolnomularstwem zadna oficjalna wiez, cos je jednak ku sobie wzajemnie
przyciagalo; rózokrzyzowcy byli pod wrazeniem poteznego, dobrze
zorganizowanego tajnego stowarzyszenia, na wolnomularzy zas oddzialywal urok
tajemniczych mocy, które przypisywano czlonkom Rózo-Krzyza." (s. 143)
Jednak juz w drugiej polowie XVIII w. masoni i rózokrzyzowcy sie lacza.
Jedna z pierwszy organizacji rózokrzyzowych "o charakterze wolnomularskim"
powstala w roku 1770 na terenie Bawarii. Zalozyla ona liczne loze w Wiedniu,
który od tego czasu stal sie osrodkiem mysli rózokrzyzowej dla Austrii,
Wegier, Bawarii i Wirtenbergii. Masonem i zarazem rózokrzyzowcem byl miedzy
innymi Stanislaw August Poniatowski. W 1777 r. berlinska loza stala sie
osrodkiem nowego rytu, a mianowicie Zakonu Zlotego Rózo-Krzyza Starego
Obrzadku. Zakon ten rozprzestrzenil sie po calym swiecie przedstawiajac sie
jako jedyna prawdziwa masoneria (s. 145,149).
Tadeusz Cegielski, obecnie Wielki Namiestnik Wielkiej Narodowej Lozy
Polskiej charakteryzujac doktryne masonerii w ksiazce "Sekrety masonów"
(Warszawa 1992) stwierdza, ze doktryna masonerii wspiera sie na kabale i
alchemii. Z nimi zas wiaze sie scisle
przenikajaca na wskros doktryne masonerii ideologia rózokrzyzowców, którzy
stworzyli nowy "kosciól chrzescijanski" - "wspólnote wtajemniczonych
medrców, teozofów, mistyków i magów". (s. 29)
Rózokrzyzowcy uznawali istnienie prawdy objawionej. Twierdzili jednak, iz
przekazana ona zostala Adamowi jako wiedza tajemna, która pózniej, "dzieki
staro- i nowo testamentalnym medrcom dotarla do czasów wspólczesnych".
Prawdy tej nie zna Kosciól katolicki. Jest ona nieznana wszystkim tym,
którzy nazywaja siebie chrzescijanami. Dostepna jest tylko wybranym.
Chrystus, mówia rózokrzyzowcy, nauczal, ze Jego Kosciól bedzie zbudowany na
skale. Chodzi tu o "duchowa skale", której czastka beda ludzie jako ""zywe
kamienie" (s. 90). "Podejmujac trud - stwierdza Cegielski - przemiany w zywe
kamienie ludzkosc przejdzie ze stanu grzechu spowodowanego upadkiem Adama,
do stanu niewinnosci i doskonalosci czystego zlota, mistycznego kamienia
filozofów." (s.30)
Aby przedstawic chociazby w przyblizeniu doktryne Rózokrzyzowców trzeba by
przynajmniej kilkunastu stron. Przedstawmy tu zatem tylko jeden jej aspekt.
Ma x Heindel dziewietnastowieczny Rózokrzyzowiec mówi w swoje ksiazce
"Swiatopoglad Rózokrzyzowców" ( bez miejsca wydania, 1993) o istnieniu
aniolów zwanych duchami Lucyferów. Stwierdza, ze zawsze wyprzedzaly
ludzkosc, ale nie potrafily nigdy zdobyc poznania, bo nie posiadaja
odpowiednich organów. Aniolowie ci znalezli sposób na pozbycie sie tej
swojej niedoskonalosci - zaczeli opanowywac mózgi ludzkie. "Gdyby czlowiek
nadal pozostal automatem kierowanym przez Boga - stwierdza Heindel - to nie
znalby do tej pory choroby, bólu i smierci, lecz nie posiadalby swiadomosci
i niezaleznosci, które zdobyl dzieki uswiadomieniu go przez Duchy Lucyferów
tj. przez dawców swiatla. One otworzyly mu oczy, aby pojal swiat i pouczyly
go, w jaki sposób moze wykorzystac swa metne wówczas swiadomosc dla zdobycia
wiadomosci o swiecie fizycznym, który przeznaczony mu byl do zdobycia." (s.
203)
Mam tez przed soba ksiazke Steinera pt. "Kronika Akashy" (Wydawnictwo
Babilon 2, bez daty i miejsca wydania).Na jej okladce znajdujemy wykaz
problemów, jakich dotyczy: "Z czego byly zbudowane i jak wygladaly
najwczesniejsze istoty ludzkie, zanim osiagnely obecny wyglad?; Poprzednie i
przyszle reinkarnacje ziemi, czy czlowiek istnial zanim powstala ziemia?;
Czym byly epoki Saturna, Slonca, Ksiezyca, i kiedy nastapia epoki Jowisza,
Wenus i Wulkana?; Rozwój ludzkosci poprzez siedem stopni swiadomosci od
Saturna do Wulkana."
Z jej pierwszych stron dowiadujemy sie: "Kiedy zatem czlowiek rozwija swoje
zdolnosci poznawcze, uwalnia sie od przymusu polegania na swiadectwach
zewnetrznych przy osiaganiu wiedzy o przeszlosci. Poniewaz wtedy moze
ogladac to w minionych zdarzeniach, co nie jest zmyslowym postrzeganiem, co
nie ulega niszczacemu dzialaniu czasu. Od przemijajacej historii przechodzi
do nieprzemijajacej. Ta ostatnia napisana jest innymi literami, niz zwykla.
W gnozie, w teozofii nazywaja ja Kronika Akashy.(...) Wtajemniczeni
wszystkich czasów i krajów, podaja w istocie jedno i to samo.(...) W chwili
obecnej zobowiazany jestem jeszcze do zachowania milczenia o zródlach
niniejszych wiadomosci. Kto w ogóle wie cokolwiek o tego rodzaju zródlach,
ten rozumie, dlaczego tak byc musi. Od zachowania sie wspólczesnych zalezy
calkowicie, jak wiele nalezy ujawnic z zasobu wiadomosci, utajnionych w
lonie teozoficznego dazenia. I oto pierwszy opis, jaki wolno mi podac." (s.
9-11)
Jakiez to tajemnice ujawnia Steiner? Mówi o codziennym zyciu na Atlantydzie
zaginionym kontynencie, uzupelniajac w ten sposób wiadomosci zawarte w
ksiazce "Atlantyda wedlug zródel okultystycznych" Mówi o róznych ludzkich
rasach i "podrasach", o róznych "wtajemniczonych i ich szkolach", o
"Wyzszych istotach", o bogach ksiezycowych i slonecznych, a wreszcie o
Lucyferze.
Tu stwierdza, miedzy innymi: "W ten sposób dostal sie czlowiek pod podwójne
kierownictwo. W swojej czesci nizszej znalazl sie pod wladza bogów Ksiezyca,
w swojej uksztaltowanej osobowosci dostal sie pod kierownictwo tych
jestestw, objetych nazwa Lucyfer od imienia ich panujacego. Bogowie
lucyferyczni uzupelniali, zatem swój wlasny rozwój poslugujac sie
wznieconymi silami ludzkimi - silami rozsadku. Nie mogly one wczesniej
doprowadzic swojego rozwoju do tego stadium. Razem z tym jednak dali
czlowiekowi zarodek wolnosci, zdolnosc odrózniania dobra od zla.(...)
Bogowie ksiezycowi odbyli juz dawniej swój czas nauki i teraz znajdowali sie
ponad mozliwoscia bledu. Wspóldzialajacy z ludzmi bogowie lucyferyczni
dopiero musieli dopracowac sie takiego przejasnienia. Pod ich kierownictwem
czlowiek musial uczyc sie wykrywania praw swojej istoty. Pod kierownictwem
Lucyfera czlowiek musial stac sie sam jakby jednym z bogów.(...) W ten
sposób znalazly owe Duchy wewnatrz czlowieka sposobnosc podjecia na nowo
swoich zwiazanych ze Sloncem, czynnosci, kiedy juz epoka mglawicy cieplnej
przeminela. I tu wyjasnia sie równiez pochodzenie imienia Lucyfer, tj.
swiatlonosny, i dlatego w wiedzy tajemnej nazywaja te istoty - bogami
slonecznymi " (s. 71-73)
Bardzo ciekawy, w kontekscie steinerowskiej pedagogiki, jest rozdzial X tej
ksiazki pt."Ziemia i jej przyszlosc". Dowiadujemy sie bowiem z niego, ze:
"Czlowiek zbliza sie zatem do stanu, w jakim bedzie posiadac
usposobiona(...) samowiedna swiadomosc obrazowa. Przyszly rozwój Ziemi
doprowadzi - z jednej strony - obecne zycie wyobrazni i mysli do coraz
wyzszego, subtelniejszego, doskonalszego przejawu, z drugiej strony bedzie
sie juz powoli wytwarzac somowiedna swiadomosc obrazowa. Ta ostatnia
osiagnie pelnie zycia w czlowieku dopiero jednak na najblizszej planecie, w
która Ziemia sie przeksztalci, a która w wiedzy tajemnej nazywaja Jowiszem.
Wtedy czlowiek wejdzie w kontakt z istotami, utajonymi zupelnie dla jego
wspólczesnych zmyslów. Rozumie sie, ze wtedy zmieni sie nie tylko jego zycie
spostrzezeniowe, ale równiez zmienia sie zupelnie czyny, uczucia, caly
stosunek do otoczenia. O ile dzis czlowiek moze oddzialywac swiadomie tylko
na istoty zmyslowe, bedzie mógl wówczas swiadomie oddzialywac na zupelnie
inne sily i moce - i sam otrzymywac bedzie od zgola innych niz dzisiaj
panstw dajace sie poznac dokladnie wplywy.(...) Kiedy zatem dusza tak dalece
sie rozwinie, ze odbierac bedzie wplywy swiata zewnetrznego nie za pomoca
narzadów fizycznych, ale przez obrazy, które stworzy z czegos wlasnego,
wtedy równiez dojdzie do punktu, z którego bedzie mogla dowolnie regulowac
swój kontakt ze swiatem otaczajacym, tzn. zycie bez jej woli nie zostanie
zerwane. Stanie sie (dusza) pania narodzin i smierci." (s. 93-94)
Co do stosunku Steinera do chrzescijanstwa. Steiner duzo mówi o teozofii.
Byl czlonkiem Towarzystwa Teozoficznego. Jego antropozofia jest pewna forma
teozofii. Jednym z guru teozofii byla Helena Blawatska. W swojej ksiazce
"Klucz do teozofii" ( Warszawa 1996) pisze: "Uzyje znów porównania: teozofia
tu na ziemi, to biale swiatlo pryzmatu, a kazda religia jest zaledwie jedna
z jego siedmiu barw. Ignoruje wszystkie inne, a nawet wyklina je jako
falszywe; kazdy z tych barwnych promieni uwaza siebie nie tylko za
najdoskonalszy, ale za biale macierzyste swiatlo, natomiast rózne odcienie
wlasnej barwy, od ciemnych do najjasniejszych, pietnuje jako herezje. Jednak
w miare jak slonce prawdy wzniesie sie coraz wyzej i wyzej na horyzoncie
pojec i rozumienia ludzkosci, kazdy z tych oddzielnych promieni bedzie
blednac, az zostanie z powrotem wchloniety w jednorodne biale swiatlo, a
ludzkosc stanie sie wreszcie wolna od klesk tych sztucznych,
przeciwstawiajacych sie sobie biegunów az poczuje sie wreszcie skapana w
czystej bialej swiatlosci slonca." ( tom II, s. 68)
Blawatska mówi tez: "Odrzucamy pojecie Boga osobowego, czy tez poza- lub
ponadkosmicznego, antropomorficznego Boga, który jest tylko gigantycznym
cieniem czlowieka, i to nawet nie najlepszego. Bóg teologii - twierdzimy i
udowadniamy - jest zespolem sprzecznosci i logiczna niemozliwoscia. Totez
nie mamy z nim nic wspólnego." ( tom II, s. 71).
Mam tez przed soba ksiazke pt. "Wychowanie do wolnosci. Pedagogika Rudolfa
Steinera" (Gdynia 1994) napisana przez jednego z uczniów tego teozofa,
wydana "Z finansowym wsparciem Fundacji Wspólpracy Polsko-Niemieckiej ze
srodków Republiki Federalnej Niemiec". Zaczyna sie rozdzialem pt. "Rudolf
Steiner i jego pedagogika". Czytamy w nim, miedzy innymi: "Jesienia 1900
roku Steiner rozpoczal wyglaszanie w wezszych kregach sluchaczy wykladów, w
których ostroznie napomykal o swoich doswiadczeniach ponadzmyslowych. 8
pazdziernika wystapil w Berlinie przed czlonkami zwiazku Giordana Bruna,
towarzystwa naukowego, do którego sam tez nalezal, i publicznie przedstawil
swoje przyszle zadanie zyciowe: znalezc nowe, oparte na podstawach naukowych
metody i badania dziedziny duszy (...) Nie zywil jakichkolwiek zludzen, jak
w swiecie wiedzy akademickiej zostana przyjete zaprezentowane teraz poglady,
w swiecie, do którego on sam przeciez dotychczas nalezal i który jako
oczywistosc przyjmowal prawomocnosc swoich roszczen do wylacznej wladzy
rozstrzygania, co jest nauka, a co nia nie jest. Jego obawy sie ziscily.
Steinera zaczeto traktowac jako teozofa, a oficjalni dzialacze kultury w
Niemczech przez wiele lat pomijali go milczeniem. Wprawdzie od pazdziernika
1902 roku rzeczywiscie prowadzil dzialalnosc prelegencka w ramach
Towarzystwa Teozoficznego, gdyz tam wlasnie znalazl ludzi, majacych
zrozumienie dla badan duchowych." (s. 8)
W rozdziale tym znajdujemy tez wykaz "najpoczytniejszych prac" Steinera. Sa
to miedzy innymi: "Wprowadzenie do nadzmyslowego poznania swiata i
przeznaczenia czlowieka", "Jak uzyskac poznanie wyzszych swiatów", "Wiedza
tajemna w zarysie".
Jezeli ktos tworzy swoja koncepcje pedagogiczna i wyznaczona przez jej
zasady koncepcje szkoly to fundamentem, na którym to wszystko buduje jest
jego koncepcja czlowieka. Steiner zarysowuje typowa
okultystyczno-teozoficzna koncepcje czlowieka, w swietle której czlowiek
jawi sie jako istota, która "obudzil do rozwoju" Lucyfer, istota, która
realizuje jego wskazania i zmierza do przeksztalcenia sie w Boga. Potwierdza
zarazem, ze ta koncepcje zamierza realizowac w szkole: "Nie dazymy do
stworzenia dogmatycznego wychowania, lecz staramy sie przeksztalcic to, co
dane nam bylo uzyskac dzieki wiedzy duchowej, w zywe dzielo wychowawcze."
(s. 19)
Steiner i dzisiejsi jego kontynuatorzy realizuja te sama pedagogike, jaka
zaprezentowal Wielki Mistrz masonski - Andrzej Nowicki, pedagogike, w której
wyakcentowana zostala wolnosc, twórczosc, rola Wolnego Nauczyciela, brak
dyscypliny, dydaktyka szeroko rozumianego obrazu (pisalem o tym w swojej
ksiazce "Masoneria polska 1999")Rozumienie tych podstawowych pojec i
zwiazanych z nimi zabiegów wychowawczych wiaze sie w szkole steinerewskiej
wprost z dwoma blokami problemów.
Pierwszy z nich sygnalizowany jest przez haslo, bedace równiez podstawowym
haslem masonerii, "Wolnosc, Równosc, Braterstwo". "To nie przypadek -
czytamy w "Wychowaniu do wolnosci" - ze od czasów Rewolucji Francuskiej
slowa wolnosc, równosc, braterstwo wciaz napelniaja ludzi entuzjazmem. (...)
Rudolf Steiner dazyl do osiagniecia jasnosci pojeciowej jako pierwszy
konsekwentnie podporzadkowujac te trzy idealy okreslonym funkcjom zycia
spolecznego. Cele, jakie przyswiecaly jego pracom na rzecz trójczlonowosci
spolecznej, mozna wyrazic w trzech krótkich sformulowaniach: wolnosc duchowa
w zyciu kulturalnym, demokratyczna równosc w zyciu prawnym, braterstwo
spoleczne w zyciu gospodarczym" (s. 11)
Steiner akcentuje przede wszystkim wolnosc jako calkowita "duchowa"
niezaleznosc. "Jedna z konsekwencji takiej niezaleznosci jest pelna swoboda
komunikacji i wspólpracy instytucji ksztalcacych i badawczych na calej kuli
ziemskiej, ponad wszystkimi granicami panstwowymi." (s. 12)
Drugi wiaze sie wprost z antropozofia Steinera i "idea
reinkarnacji".Antropozofia ta to wyodrebniona z teozofii wiedza madrosciowa
(zofia) dotyczaca duchowosci czlowieka (antropo). Antropozofia ta ma, z
zalozenia, nie byc, jako taka, prezentowana w szkole, bo jest "droga do
uzyskiwania wiedzy o swiecie i czlowieku", droga, która prowadzi do nabycia
pewnosci, ze "nasz byt fizyczny przepojony jest swiatem ponadzmyslowym i ze
czlowiek w swojej najglebszej istocie stamtad sie wlasnie wywodzi". (s. 104)
Z idea reinkarnacji wiaze sie nastepujace, owocujace okreslonymi postawami
pedagogicznymi, przekonanie: "Jazn czlowieka, jego indywidualnosc, pochodzi
ze swiatów nadzmyslowych i od chwili, gdy przez narodziny wkracza w fizyczny
byt, niesie ze soba okreslone zalozenia i postanowienia, które nie moga byc
wynikiem oddzialywania czynników dziedzicznych ani uwarunkowan
srodowiskowych i które w pelni moga sie rozwinac dopiero w wieku doroslym.
Nauczyciel powinien dazyc do poznania tych potencjalnych mozliwosci,
skrytych w najglebszej warstwie jazni dziecka, przez obserwacje ich
zewnetrznych symptomów. Moze odniesc czasem wrazenie, ze w klasie znajduja
sie osobowosci nad wyraz wiekowe i madre. Poza przymiotami jednoznacznie
okreslonymi przez wiek rozwojowy, srodowisko i czynniki dziedziczne,
posiadaja one w tonie glosu, sposobie poruszania sie i gestach jakas
wewnetrzna dojrzalosc, które zwykle odnalezc mozna jedynie u ludzi
doswiadczonych zyciowo. W pewnych sytuacjach mozna doznac bezposredniego,
silnego wrazenia znalezienia sie w obliczu zachowan czlowieka pochodzacych z
jego minionego zycia ziemskiego. W konfrontacji z takim ja nauczyciel moze
sie nawet niekiedy czuc mlodszy i wrecz odczuwac wlasna nizszosc." (s. 105)
No wystarczy. Wydaje sie, ze powyzsza prezentacja wykazuje, ze pedagogika
steinerowska posiada podloze teozoficzne i lucyferyczne i jest do glebi
przeniknieta doktryna religijna wyznawana przez tych, którzy uwazaja szatana
za ojca wolnosci, przewodnika, duchowy autorytet.
Problemy zwiazane w Polsce z pedagogika Steinera to nie sa problemy tylko
przedszkola nr 1 w Luboniu. W przygotowanym przez Centralny Osrodek
Doskonalenia Nauczycieli pakiecie zwiazanym z reforma szkolnictwa pt.
"Integracja miedzyprzedmiotowa" znajdujemy material Marka Grondasa pt.
"Ujecie holistyczne w edukacji". Po omówieniu podstawowych dyrektyw
przyjetych w ramach programu "Nowa Szkola" Grondas stwierdza: "Dyrektywy te
staly sie podstawa wiekszosci humanistycznie nastawionych kierunków myslenia
o edukacji (pedagogika R. Steinera, M. Montessori, J. L. Moreno, H. G.
Petzolda, G. J. Browna)."
Fundacja Batorego - otwierania na zlo
W "Gazecie Wyborczej" nr 297 z konca 1999 roku ukazal sie artykul pióra
Andrzeja Oseki pt. "Naszosc na tropie". Zebrane sa w nim niektóre zarzuty,
jakie zostaly postawione Fundacji Batorego przez "takie" media jak "Trybuna"
, "Niedziela", "Gazeta Polska", "Nasz Dziennik", "Tygodnik Solidarnosc",
"Zycie" Radio Maryja i "takich" ludzi jak: bp Edward Frankowski, O. Tadeusz
Rydzyk, Maciej Giertych, Marek Jurek, Stanislaw Krajski, ks. Henryk
Czepulkowski czy Cezary Michalski. Oseka tylko je prezentuje nie próbujac
nawet ich zbijac czy z nimi polemizowac (oprócz jednego wypadku). Na koncu
artykulu sugeruje, ze nie nalezy ich w ogóle brac pod uwage, bo media i
osoby je prezentujace przeciwne sa po prostu reprezentowanej przez Fundacje
szczytnej i humanistycznej wizji "spoleczenstwa otwartego", ( i dlatego je
wymyslaja), a wierne sa wizji "spoleczenstwa zamknietego". "Spoleczenstwo"
takie to "klab leków, fobii i negacji", to "zapiekly antyliberalizm", swego
rodzaju narodowy socjalizm ("role zbiorowego wlasciciela srodków produkcji
mialby - zamiast proletariatu pelnic naród") itp., itd.
Oseka stwierdza, ze "oni" chca byc soba: "A wiec - wedle podobnych
koncepcji - aby byc soba nie trzeba sie otwierac, lecz wlasnie zamykac. Nie
przyjmowac obcych idei, byc nieufnym wobec calego swiata, jego chytrych
wybiegów, które maja na celu omamienie, wyzucie z tradycji i bogactw
narodowych. Stad paniczne chowanie sie w "naszosc" - o której mówia tytuly
gazet, audycji radiowych, klubów i stowarzyszen. Swiat kurczy sie do malego
kregu, gdzie powtarza sie wciaz te same rytualne gesty, majace ustrzec przed
obcym, który nie ciekawi, lecz zawsze zagraza."
Czy w Polsce istnieja w istocie zwolennicy tak rozumianego "spoleczenstwa
zamknietego"? Ostatnio w programie telewizyjnym dotyczacym stosunku polskiej
mlodziezy do Kosciola wypowiadala sie studentka, która stwierdzila, ze nie
chce miec nic wspólnego z Kosciolem, który nakazuje podczas wyborów
parlamentarnych glosowac katolikom na pana X, a tym, którzy sie temu nie
podporzadkuja nie daje rozgrzeszenia. Co za bzdura.Spoleczenstwo zamkniete
na wszystko, co nie "nasze", co obce jest wymyslem tych samych ideologów,
którzy stworzyli te bzdure. Ludzie, srodowiska, których tym terminem okresla
Oseka to po prostu ci, którzy zamknieci sa na zlo i falsz we wszystkich ich
postaciach i owocach, jak równiez na to, co w jakikolwiek sposób niszczy lub
chocby neguje dobro i prawde. Gdy my spod znaku Radia Maryja czy "Naszego
Dziennika" mówimy - chcemy byc soba to oznacza, ze chcemy byc ludzmi,
katolikami i Polakami, ze chcemy byc wierni Bogu, prawdzie, dobru,
Kosciolowi, swojej tradycji i swoim przodkom. Nasza tradycja to tradycja
chrzescijanska, to wiec to, co nazywa sie w sposób wlasciwy Europa, to
tradycja polskiego katolicyzmu (nasza, wypracowana przez wieki duchowosc,
która w Kosciele Powszechnym pelni podobna role jak duchowosc dominikanska
czy franciszkanska; Kosciól jest powszechny równiez w swoim duchowym,
wyznaczonym przez swietych, zakony i narody chrzescijanskie pluralizmie), to
wreszcie wyznaczona przez ten katolicyzm nasza polska tradycja ( nasze
polskie, zbiorowe, wielopokoleniowe i wielowiekowe doswiadczenie i nasza
madrosc, które pozwalaja nam kroczyc drogami prawdy i dobra i nie popelniac
wciaz tych samych, glupich bledów).
O. Jacek Woroniecki powiedzial w swoim czasie, ze ten, kto kocha swój naród
chce dla niego prawdy i dobra niezaleznie od tego skad ta prawda i to dobro
pochodzi i wystepuje przeciwko falszowi i zlu niezaleznie od tego, jakie
jest ich zródlo. To wiec, co Oseka nazywa "spoleczenstwem zamknietym" jest w
istocie spoleczenstwem otwartym, ale tylko na wartosci, a nie na glupote,
chamstwo, zlo i klamstwo. Na co w takim razie otwarte jest to "spoleczenstwo
otwarte", które chce zbudowac w Polsce Fundacja Batorego. Juz z artykulu
Oseki wynikaloby, ze na wszystko, na caly ten intelektualny, moralny i
religijny smietnik, z jakim mamy dzis do czynienia na swiecie, na wszystko
to, co obce, ale co zarazem nie jest "ciemne i zasciankowe", a wiec nie jest
tez w zaden sposób zwiazane z tradycja, katolicyzmem, Bogiem, prawda czy
dobrem. Jednym slowem jest to otwarcie na "wartosci" relatywizmu poznawczego
(nie ma prawdy) i moralnego (nie ma dobra), poganstwa, liberalizmu,
kosmopolityzmu, lewicy, masonerii, New Age, itp., itd. Czy jednak tylko o to
chodzi?
Oddajmy tu glos Georgowi Sorosowi, zalozycielowi fundacji Batorego. Z jego
wypowiedzi wynika, ze przed swoimi fundacjami istniejacymi w wielu krajach
Europy postawil on kilka celów. Jeden z nich jest zwiazany z jego zydowskim
pochodzeniem: "Wierze w istnienie zydowskiego geniuszu; wystarczy wziac pod
uwage zydowskie osiagniecia w nauce, ekonomii badz sztuce. Osiagniecia te sa
rezultatem wysilków, jakie czynia Zydzi, by wzniesc sie ponad swój status
mniejszosci i stworzyc wartosci o wymiarze uniwersalnym. Zydzi nauczyli sie
rozstrzygac kazda sprawe z wielu punktów widzenia, nawet tych, które sa ze
soba sprzeczne. Status mniejszosci zmusza Zydów do krytycznego myslenia.
Jezeli mam cos z owego zydowskiego geniusza, to jest zdolnosc krytycznego
myslenia. W tym sensie zydowski charakter jest podstawowym elementem mojej
osobowosci, i jak juz wspomnialem jestem z tego dumny. Jestem jednoczesnie
swiadomy, ze moje myslenie jest w pewnej mierze odbiciem zydowskiego
utopizmu." (G. Soros, Soros o sobie. Na zakrecie. Warszawa 1998, s.
242-243).
Soros dodaje jeszcze: "moje zydowskie pochodzenie jest w moim pojeciu
tozsame z przynaleznoscia do pewnej mniejszosci (...) O tym, ze wyrastam z
takiej tradycji moga swiadczyc moje fundacje. Z tego powodu tak bardzo
przemawia do mnie koncepcja Unii Europejskiej. Kazdy naród jest w Unii
mniejszoscia i z tego wzgledu koncepcja ta wydaje mi sie interesujaca."
(tamze).
Podsumowujac ten watek mozna powiedziec, ze wprowadzana w zycie przez
fundacje Sorosa idea "spoleczenstwa otwartego" ma sluzyc europejskiej
mniejszosci zydowskiej, ma spowodowac, ze bedzie sie ona mogla w kazdym
zakatku Europy czuc jak wszyscy ci, którzy zamieszkuja go od pokolen, ze
bedzie mogla od Uralu az po Gibraltar czuc sie jak u siebie w domu, ze nie
bedzie, gdy "spoleczenstwo otwarte" stanie sie faktem, juz nigdy
mniejszoscia, wspólnota odrózniajaca sie kulturowo czy w jakikolwiek inny
sposób od pozostalych mieszkanców naszego kontynentu.
Inny cel "spoleczenstwa otwartego" jest chyba, jednak, istotniejszy. Nim
jednak blizej cos o nim powiemy trzeba, by wczesniej powiedziec pare slów o
samym Goergu Sorosu. I nie jest tu chyba najwazniejsze to, ze w krótkim
czasie w przedziwny, mówiac bardzo delikatnie, sposób stal sie on jednym z
najbogatszych, jezeli nie najbogatszym, ludzi swiata. Najwazniejszy jest,
jak sie wydaje, jego stosunek do siebie, do innych i do swiata. Z ksiazki
Roberta Slatera "Soros. Tajemnica sukcesu najwiekszego inwestora swiata"
dowiadujemy sie, ze od dziecinstwa byl gleboko przeswiadczony o tym, ze jest
Bogiem (s. 27). W wywiadzie udzielonym 3 czerwca 1993 roku gazecie "The
Independent" powiedzial: "To rodzaj choroby, kiedy uwazasz sie za bóstwo,
stwórce wszechswiata, lecz teraz czuje sie z tym dobrze, zaczalem bowiem
tego doswiadczac." (s. 28). W swojej ksiazce pt. "The Alchemy of Finance"
napisal: "Nie bedzie to dla czytelnika zadne zaskoczenie, jesli przyznam, ze
zawsze mialem wyolbrzymione mniemanie o swojej osobie - mówiac otwarcie
wyobrazalem sobie, ze jestem bogiem. (...) Gdy osiagnalem sukces,
rzeczywistosc zblizyla sie do moich marzen na tyle, ze moglem przyznac sie
do mojego sekretu, przynajmniej przed soba. Nie trzeba dodawac, ze w
rezultacie poczulem sie o wiele lepiej." (tamze). Kiedys jakis dziennikarz
zasugerowal mu, ze powinien zostac wybrany na papieza. "Po co? - zapytal
Soros - Teraz jestem zwierzchnikiem papieza." (tamze). W ksiazce "Soros o
sobie" mówi: "Glówna róznica pomiedzy mna i innymi ludzmi, którzy posiadaja
pieniadze, polega na tym, ze mnie przede wszystkim interesuja idee." (s.
245) W tej samej ksiazce stwierdza: "Bedac mlodziencem snulem oczywiscie
rózne niesamowite fantazje. Zdarzalo sie, ze prowadzilem rozmowy na temat
swego boskiego i mesjanistycznego poslannictwa." (s. 249)
Oto jest pewna prawda o Sorosu to "Bóg" i "Mesjasz". My chrzescijanie wiemy,
ze nie jest on Chrystusem, a wiec czyzby byl Antychrystem? Jakie przeslanie
niesie? W jakim kierunku zamierza przeksztalcic ludzkosc i swiat? Pytania te
wydaja sie retoryczne. Wsluchajmy sie jednak w jego odpowiedzi.
Jeszcze w latach szescdziesiatych Soros napisal prace pt. "Spoleczenstwo
otwarte i zamkniete". Pierwszy raz zostala ona opublikowana chyba w 1990
roku. Jednak dotarla do szerszego czytelnika dopiero w latach
dziewiecdziesiatych, gdy zostala zamieszczona w dodatku do ksiazki "Soros o
sobie". Po "druzgocacej" krytyce tradycyjnego "spoleczenstwa zamknietego"
Soros stwierdza, ze nalezy zbudowac "spoleczenstwo otwarte", które "jest
doskonale przygotowane do wprowadzenia zmian" (s. 272) Spoleczenstwo to
"musi byc potraktowane jako model teoretyczny, w którym charakter wszystkich
stosunków wynika z okreslonej umowy spolecznej." (s. 279) O tym, co jest
prawda i dobrem maja zatem stanowic ludzie poprzez. pewien consensus. To oni
maja stanowic o tym np. kto jest czlowiekiem a kto nie i w jakiej sytuacji
mozna dana jednostke "zneutralizowac". Spoleczenstwo to "nie zapewnia
wszystkim równych mozliwosci. Przeciwnie, jezeli kapitalistyczne metody
produkcji ida w parze z prywatna wlasnoscia (nalezy to, chyba czytac, z
wlasnoscia wielkich ponadnarodowych koncernów - dop. S. K.) nieuchronna
konsekwencja takiej sytuacji sa wielkie nierównosci, które powiekszaja sie
jeszcze bardziej." (s. 279) Spoleczenstwo to Soros nazywa "odwaznym nowym
swiatem" i mówi, ze mogloby ono "zaoferowac alternatywy we wszystkich
dziedzinach zycia: w stosunkach miedzyludzkich, wyrazaniu opinii i gloszeniu
idei, procesach produkcyjnych i zasobach materialnych, organizacji zycia
spolecznego i gospodarczego itd." (s. 280) W takich warunkach, podkresla
Soros, "jednostka zajmowalaby poczesne miejsce w spoleczenstwie." (tamze)
Soros stwierdza, ze ludzkosc jest przygotowana technicznie do
przeksztalcenia sie w "spoleczenstwo otwarte". "Pojawiaja sie mozliwosci
wyboru, które we wczesniejszych epokach przekraczalyby wszelkie wyobrazenie.
Eutanazja, inzynieria genetyczna oraz wywieranie wplywu na ludzka wole - to
fakty czasów wspólczesnych. Istnieje mozliwosc rozbicia na elementy i
sztucznego odtwarzania najbardziej skomplikowanych funkcji organizmu
ludzkiego, takich na przyklad jak procesy myslowe." (s. 281)
Zobaczmy juz tutaj Soros ujawnia pewne swoje intencje. Mówi o pojawianiu sie
mozliwosci wyboru i wsród nich wymienia manipulacje ludzka swiadomoscia i
tzw. pranie mózgu, które eufemistycznie nazywa wywieraniem wplywu na ludzka
wole. Gdzies wiec w podtekscie jest wyraznie, bardzo wyraznie powiedziane,
ze gdy mówi o poczesnym miejscu jednostki i wolnosci wyboru ma na mysli
tylko pewnych wybranych ludzi. Pozostale mozliwosci wyboru: eutanazja,
inzynieria genetyczna itd. To potwierdzaja, bo przeciez ich skutkiem jest
ograniczenie wyboru innych. Poza tym czlowiek traktowany jest tu jako kupa
miesa (procesy myslowe nazwane sa funkcja ludzkiego organizmu). Wszystko to
pachnie masonskim "Nowym Wspanialym Swiatem", którego wizje zarysowal
Huxley, swiatem zniewalajacym ludzkosc w stopniu takim, ze dotad ludzie
nawet nie potrafili sobie tego wyobrazic. Swiat Huxleya to swiat bez
rodziny, bez malzenstwa, bez naturalnej prokreacji, bez wlasnosci
indywidualnej i rodzinnej, bez narodów itp., itd. Dokladnie to samo mówi
Soros tylko, ze bardziej oglednie.
"Byc moze najbardziej uderzajaca cecha spoleczenstwa doskonale
przygotowanego do zmian - stwierdza - jest oslabienie wiezi miedzyludzkich.
Czynnikiem, który sprawia, ze wzajemne stosunki maja charakter osobisty,
jest to, ze odnosza sie one do konkretnej osoby. Przyjaciele, sasiedzi,
mezowie i zony staliby sie - jezeli nie w pelni "wymienialni" na inne
osoby - to przynajmniej zastapienie tych osób ludzmi tylko w niewielkim
stopniu gorszymi (lub lepszymi) byloby uznane za calkiem pozadane; ludzie ci
staliby sie obiektem wyboru w warunkach konkurencji.(...) Osobiste kontakty
moglyby stracic na znaczeniu w obliczu pojawienia sie bardziej skutecznych
srodków komunikowania sie, które zmniejszaja potrzebe fizycznej obecnosci."
(s. 281)
W tym momencie Soros przyznaje, ze: "z tego wszystkiego wylania sie obraz,
który nie napawa zbytnim optymizmem". (tamze). Stwierdza jednak, juz pod
koniec swych rozwazan na temat "spoleczenstwa otwartego", ze ma na te
negatywy pewna recepte. Czesciowo ja tez ujawnia.
Za najwazniejszy uznaje "problem wartosci"(taki zreszta tytul nosi jeden z
podrozdzialów). Mówi: Wielkie dobrodziejstwo spoleczenstwa otwartego oraz
osiagniecia, które sprawiaja, iz moze ono funkcjonowac jako ideal,
wyznaczaja wolnosc jednostki. Najbardziej oczywista zaleta wolnosci ma
charakter negatywny, a jest nia brak ograniczen. (...) Teza, iz wyosobniona
jednostka powinna dzialac, opierajac sie na stalym systemie wartosci, bylaby
zaprzeczeniem samej siebie. Wartosci sa takim samym obiektem wyboru, jak
wszystkie inne rzeczy.(...) Idealy religijne i spoleczne konkuruja ze soba,
a wiec nie maja owego wymiaru nieuchronnosci, który sprawilby, ze ludzie
przyjeliby je bez zadnych zastrzezen. Wiernosc idealom, podobnie jak
wiernosc w stosunku do grupy, staje sie sprawa wyboru." (s. 281, 282, 283)
Zauwazmy, ze idea "spoleczenstwa otwartego" bardzo sie tutaj konkretyzuje.
Coraz bardziej okazuje sie, ze ta otwartosc jest otwartoscia tylko i
wylacznie na pewien zespól wartosci czy jak kto woli antywartosci. Na
poczatku swych rozwazan stanowiacych ksiazke "Soros o sobie" "najwiekszy
inwestor swiata" stwierdza, ze jednym z dogmatów "spoleczenstwa otwartego"
jest zdanie: "Nikt nie posiadl prawdy ostatecznej." (s. 120) W takim
spoleczenstwie nie ma wiec miejsca np. dla katolików. Czlonek "spoleczenstwa
otwartego" to czlowiek, który w teorii i w praktyce uznaje, ze kazdy, takze
on sam, wybiera w sposób zupelnie nieskrepowany wartosci (jakie by one nie
byly, np. satanistyczne), a co za tym idzie, faktycznie uznaje, ze to on
jest ich jedyna, miara i kryterium, a wiec twórca. Pojawia sie tu jako
obowiazujaca konkretna koncepcja, która nazywam koncepcja tolerancji
totalnej. Jest ona totalna, bo odrzuca wszelkie obiektywne normy, a wiec
przyznaje kazdemu prawo do gloszenia i realizacji najbardziej nawet
niemoralnych pogladów. Jest ona tez totalna w tym sensie, ze nie toleruje w
zaden sposób jakichkolwiek koncepcji sprzecznych z nia sama. Swietnie to
wyrazil ostatnio wieloletni przyjaciel i wspólpracownik Jana Józefa
Lipskiego (który przypomnijmy byl kilkanascie lat Wielkim Mistrzem polskiej
masonerii rytu szkockiego) Aleksander Malachowski, który powiedzial cos
mniej wiecej takiego: "Nie ma tolerancji dla nietolerancji.". Przetlumaczyc
to mozna w jeden sposób - Tolerujemy tylko tych, którzy maja takie same
poglady jak my.
Soros przyznaje, ze w "spoleczenstwie otwartym", które charakteryzuje sie
wyborem wartosci przez jednostki musi byc zespól wartosci, które nie moga
byc przedmiotem wyboru i musza byc zaakceptowane przez wszystkich jego
czlonków: "dzialajac samodzielnie, jednostki stwarzaja bardzo niepewny
fundament dla takiego systemu wartosci, który istnialby dluzej niz one same
i który bylby przez nie postrzegany jako wieksza wartosc niz wlasne zycie i
dobro. Taki system wartosci jest jednak potrzebny do utrzymania struktury
spoleczenstwa otwartego." (s. 283)
Dzis juz wszyscy powinnismy dobrze wiedziec, ze totalitaryzm to nie tylko
zjawisko zniewolenia jednych ludzi przez innych za posrednictwem fizycznych
srodków przymusu, ale równiez zjawisko, które polega na tym, ze taki przymus
stosuje sie w swiecie idei. Dobra ilustracja takiego totalitaryzmu sa sekty.
Mozna wiec rzadzic cialami lub rzadzic ideami i osiagac, w praktyce, te same
skutki. Jeden z polskich masonów wyrazil to w sposób nastepujacy: "Nam
zalezy na rzadach dusz." Soros mówi cos podobnego. Gdy dziennikarz
przeprowadzajacy z nim wywiad stanowiacy pierwsza czesc ksiazki "Soros o
sobie" pyta go: "Czy nie bylbys w stanie obalic rzadu?" Soros mówi: "Nie.
Mylisz dwa pojecia: wladze idei i wladze polityczna." (s. 147).
Sw. Augustym mówil o istnieniu dwóch panstw: panstwa Bozego (które jest
panstwem, mówiac tym samym jezykiem, co Soros, idei, idei, nad którymi
panuje Bóg) i panstwa ziemskiego (które jest panstwem spraw cielesnych, nad
którymi panuje w zgodzie z wola Boza wyrazona w Jego ideach, wladza ludzka).
Sw. Augustyn mówi tez, ze moze sie pojawic taka sytuacja, ze ideami beda
zarzadzac ludzie w ramach panstwa ziemskiego. Wtedy, mówi wielki Doktor
Kosciola, powstaje panstwo szatana. "Spoleczenstwo otwarte" posiada
wszystkie wymienione przez Swietego cechy panstwa Szatana.
Dziennikarz przeprowadzajacy z Sorosem rozmowe stwierdza: "Bywasz oskarzany
o wtracanie sie w wewnetrzne sprawy innych krajów." Soros mówi: "to
oczywiste, ze niektórzy traktuja moje dzialania w taki sposób, poniewaz chce
promowac idee spoleczenstwa otwartego. Spoleczenstwo otwarte wykracza poza
granice narodowej suwerennosci." (s. 145).
Ta wypowiedz Sorosa jest dobrym punktem wyjscia na temat roli Sorosa w
demontazu panstw i wspólnot narodowych. Tworzenie "spoleczenstwa otwartego",
jezeli spojrzec na nie z punktu widzenia narodu i panstwowosci prowadzi do
tego, co sam Soros zasygnalizowal juz w swoje wypowiedzi na temat roli
swoich fundacji w przygotowani Europy jako miejsca, w którym Zydzi beda
czuli sie dobrze, ze zanikaja narody i panstwa. "Spoleczenstwo otwarte" to
przeciez spoleczenstwo pewnego kulturowego chaosu, w ramach którego mieszaja
sie ze soba kultury narodowe, religie i ideologie w taki sposób, ze
zaczynaja tworzyc jakas zupelnie nowa kosmopolityczna, "uniwersalistyczna",
globalistyczna jednosc. W tym miejscu warto wspomniec, ze Soros jest, co
sygnalizuje równiez Oseka, czlonkiem nazywanego przez wielu masonskim rzadem
swiatowym, Klubu Bilderberg. (kazdy moze to sobie sprawdzic w internecie). O
Klubie tym i o Sorosu pisalo wielu badaczy masonerii. (por. chocby: J. A.
Cervera, Pajeczyna wladzy, Wroclaw 1997, s. 225-229 i P. Virrion, Rzad
swiatowy. Globalizm, Antykosciól i Superkosciól, Komorów 1999, s. 83-90).
Obszerny artykul poswiecil mu w "Naszej Polsce" (nr 50/99) Pawel
Siergiejczyk (który pisal tez zreszta sporo o Fundacji Batorego). Przypomina
on tam, ze inicjatorem tej organizacji byl Józef Retinger jeden z
najbardziej znanych i wplywowych masonów w historii (oddzielna ksiazke
poswiecil mu Henryk Pajak), czlonek lozy B`nei B`rith skupiajacej wylacznie
Zydów. Czlonkami tego Klubu byli lub sa miedzy innymi: Bill Clinton, Gerald
Ford, Henry Kissinger, ambasador USA przy ONZ Richard Hollbrook, Al Gore
(wiceprezydent USA, kandydat na prezydenta), amerykanscy sekretarze skarbu
Nicholas Brady, Robert Rubin, Lawrence Summers (jest nim obecnie), prezes
Chase Manhattan Bank, Dawid Rockefeller, Zbigniew Brzezinski i Andrzej
Olechowski (takze czlonek Rady Fundacji Batorego) itd. W spotkaniach Klubu
uczesnicza czlonkowie wladz Unii Europejskiej, w tym miedzy innymi Komisji
Europejskiej - Jacques Santer, Leon Brittan, Emma Bonino, Mario Monti, Erkki
Leekanen, kolejni sekretarze generalni NATO Lord Carrington, Manfred Worner,
Willi Claes, Javier Solana i George Robertson i szefowie europejskich
rzadów: Franz Vranitzky (Austria), Wilfried Martens Belgia), Esko Aho
(Finlandia), Laurent Fabius (Francja), Rud Lubbers (Holandia) czy chocby
Margaret Thatcher.
Stalymi goscmi Klubu sa tez prezesi Banku Swiatowego, prezesi banków
centralnych poszczególnych panstw, takze europejskich, szefowie banków
prywatnych, w tym np. Alessandro Profumo, prezes Credito Italiano, który
kilka miesiecy temu kupil 52% udzialów w PEKAO SA. W jednym ze spotkan w
1998 r. uczestniczyla tez Hanna Suchocka (równiez czlonek Rady Fundacji
Batorego).
Takie jest wiec ideowe i organizacyjne zaplecze Fundacji Batorego. Ciekawe
sa tez jej powiazania, które opisal na lamach "Naszej Polski" (nr 45/99)
Andrzej Echolette. Wskazal on mianowicie na jej zwiazki z Instytutem Spraw
Publicznych, którego czlonkami Rady Programowej lub Kolegium sa miedzy
innymi Wlodzimierz Cimoszewicz, Anna Fornalczyk, Bronislaw Geremek (równiez
czlonek Rady Fundacji Batorego), Lech Kaczynski, Ewa Letowska, Tadeusz
Mazowiecki, Anna Radziwill (równiez czlonek Rady Fundacji Batorego), Janusz
Reykowski, bp Tadeusz Pieronek, Tadeusz Syryjczyk, Wieslaw Walendziak,
Michal Boni, Jan Rokita.
Fundusze, którymi dysponuje Fundacja Batorego pochodza od, oprócz
organizacji, za którymi oficjalnie stoi Soros, róznych Fundacji i firm na
calym swiecie (USA, Belgia Holandia, Tajwan itd.), jak równiez np. firmy
Amway (80 000 zl), PZU (50 000 zl), PKO BP (50 000 zl), Fundacja Banku
Slaskiego (50 000). W 1998 r. Fundacja wydala na realizacje swoich programów
i rózne dotacje 37 559 939, 60 zl tj. prawie 38 milionów nowych zlotych, a
wiec 380 miliardów starych zlotych.
Przypomnijmy, ze Fundacja zostala zarejestrowana w 1988 roku. W jej
biuletynie czytamy miedzy innymi: "Fundacja pomaga przede wszystkim
organizacjom pozarzadowym, stowarzyszeniom i fundacjom, które aktywnie
uczestnicza w procesie przemian spolecznych, kulturalnych i gospodarczych. Z
punktu widzenia Fundacji szczególnie cenne sa te inicjatywy, które laczac
ludzi ze wzgledu na wspólny cel i wartosci umacniaja obywatelska
odpowiedzialnosc...(...) Wspieramy takze inicjatywy sluzace integracji
europejskiej."
Do wladz Fundacji obok juz wymienionych osób naleza miedzy innymi: George
Soros, Jan Krzysztof Bielecki, Bogdan Borusewicz, Wojciech Fibak, Jan Gross,
Leszek Kolakowski, Marcin Król, Olga Krzyzanowska, Krzysztof Michalski,
Maria Radomska, Andrzej Szczypiorski, ks. Józef Tischner, Aleksander Smolar,
Grzegorz Lindenberg, Wiktor Osiatynski.
Mam przed soba dwa sprawozdania Fundacji za 1995 i 1998. Jest to ciekawa i
pouczajaca lektura, material do analiz, które pozwolilyby nam odpowiedziec
na wiele ciekawych pytan. Tu pragnalbym zwrócic uwage tylko na pieniadze,
którymi Fundacja obdarzyla katolików lub instytucje czy organizacje
katolickie lub uchodzace za takie. Czemu Fundacja daje pieniadze tym, którzy
z zalozenia powinni byc przeciez przeciwko "spoleczenstwo otwartemu", a za
spoleczenstwem, dla którego wyznacznikami sa obiektywne kategorie prawdy i
dobra? Jakie sa tego skutki? Dlaczego te pieniadze sa przyjmowane? Jaka to
ma moralna wymowe?
Z jej pomocy korzystali miedzy innymi (wynotowalem sobie to tak na chybil
trafil): Franciszkanski Ruch Ekologiczny, dominikanskie Wydawnictwo "W
Drodze" (od lat), jezuickie Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy (od lat),
dominikanskie czasopismo "W Drodze" (od lat), "Znak" (coroczne dotacje),
"Tygodnik Powszechny" (to samo), warszawski KIK, Caritas Diecezji
Warszawsko-Praskiej (1995), Katolickie Stowarzyszenie Mlodziezy w Przemyslu
i Plocku, Caritas Diecezji Opolskiej, Fundacja Akademii Teologii
Katolickiej, jezuicki "Przeglad Powszechny".
Fundacja daje im pieniadze, ewidentnie, z dwóch powodów. Po pierwsze, by sie
uwiarygodnic, by poprzez ten fakt skolowac kogo sie da. Tak postepuje np.
kazda sekta.
Po drugie, by, kogo sie da uzaleznic od siebie, omotac, wciagnac w swój krag
myslenia i dzialania. Ciekawe bylyby tu bardzo np. analizy porównawcze
zawartosci czasopism "W Drodze" i "Przegladu Powszechnego" w okresie przed
braniem pieniedzy od fundacji i okresie w trakcie brania pieniedzy. Jakos
bardzo duzo ostatnio pojawilo sie tam materialów optujacych za Unia
Europejska i "spoleczenstwem otwartym".
"Niedziela" pisala o tym, pisze to za artykulem Oseki, jak fundacja Batorego
"szkoli rodziców i dzieci w kierunku libertynizacji", Maciej Giertych o
masonskim charakterze Fundacji i uzaleznianiu przez nia od siebie polskich
elit, O. Rydzyk o tym jak Fundacja przyklada reke do demoralizacji polskiego
spoleczenstwa.. Nie sa to wszystkie problemy i zagrozenia, jakie wiaza sie z
ta organizacja.
Czym zajmuje sie Fundacja Batorego?
W 35 nr "Naszego Dziennika" z 11.02. 2000 r. ukazala sie krótka notatka pt.
"Lepiej i skutecznie" z Fundacja Batorego. Na notatke te zareagowal rzecznik
prasowy tej fundacji P. Halbersztat przesylajac swoje sprostowanie, które
ukazalo sie w ND. Przytoczyl on w tym sprostowaniu w dosyc okaleczonym
ksztalcie dwa zdania z tej notatki i stwierdzil, ze "zawieraja stwierdzenia
nieprawdziwe", ze to "naraza na szwank dobre imie organizacji, która od
ponad 10 lat wspiera w Polsce róznorodne spolecznie uzyteczne inicjatywy".
Sprostowanie konczy sie grozba skierowania sprawy "na droge postepowania
sadowego".
W USA w jednym ze stanów lokalna gazeta napisala, ze John Brown zamordowal
staruszke wbijajac jej w serce dlugi sztylet. Nazajutrz gazeta ta zamiescila
nastepujace sprostowanie: "Nieprawda jest, ze John Brown zamordowal
staruszke wbijajac jej w serce dlugi sztylet." Czyzby gazeta ta podala
poprzedniego dnia falszywa informacje? Czyzby John Brown nie zamordowal
staruszki? Nie. Zabil on ja, ale bagnetem, a nie dlugim sztyletem.
Równiez w USA urodzilo sie pewnemu malzenstwu kalekie dziecko. Malzenstwo to
stwierdzilo, ze nie chce miec takiego "wybrakowanego" dziecka i poprosilo
lekarza, niejakiego dr. Artura, by pomógl mu "przeniesc sie do wiecznosci".
Lekarz, który byl oczywiscie wielkim "humanista" nie mógl odmówic
zrozpaczonym rodzicom, ale, ze mial dobre serce zastosowal nastepujace
postepowanie. Przestal dziecku dawac jesc. Podawal mu za to wode i srodki
usmierzajace wywolany glodem ból. Dziecko oslabione zapadlo na zapalenie
pluc. Lekarz nie podal mu lekarstw i w dalszym ciagu nie pozwalal podawac mu
pokarmu. Dawal dziecku dalej wode i srodki przeciwbólowe. Dziecko zmarlo.
Organizacje broniace ludzkiego zycia oskarzyly go o morderstwo. Sad jednak
nie uznal ich argumentów stwierdzajac, ze lekarz nie wykonal zadnej
czynnosci zmierzajacej do pozbawienia zycia dziecka. On nic zlego przeciez
nie zrobil. Sad uznal zatem, ze bylo to tylko nie podlegajace osadowi
"bierne przyzwolenie na smierc". Od tego czasu w tamtejszym prawodawstwie
funkcjonuje tzw. "precedens dr. Artura", który umozliwia "eliminacje" dzieci
"wybrakowanych" zaraz po ich urodzeniu.
Amerykanski prezydent dlugo w swych skladanych pod przysiega zeznaniach
upieral sie, ze nie mial zadnego, jakkolwiek rozumianego, stosunku plciowego
z pania M. L. Gdy udowodniono, ze jednak cos tam bylo prezydent stwierdzil,
ze nie poczuwa sie do krzywoprzysiestwa, poniewaz, wedlug niego, stosunek
plciowy nalezy zdefiniowac jako pewien akt, podczas którego mezczyzna sie
rusza, a on nigdy przebywajac w towarzystwie pani M. L. sie nie ruszal.
Jedna pani w Bydgoszczy napisala ksiazke o miejscowych notablach. W tej
ksiazce stwierdzila, ze jeden z nich wielokrotnie publicznie klamal.
Czlowiek ten wniósl przeciwko niej oskarzenie do sadu. Przed sadem pani ta
przedstawila dokumenty i swiadków, udowodnila, ze to, co pisala bylo prawda.
Przegrala jednak sprawe, poniewaz sad uznal, ze w ksiazce nie bylo tych
dokumentów i nie znalazly sie w niej te zeznania swiadków.
Mark Twain, pisarz, którego tu warto zacytowac, bo i mason i dowcipny
opisujac w ksiazce pt. "Pod golym niebem" zmeczenie mulów ciagnacych
dylizans napisal: A gdybym spróbowal dac czytelnikowi pojecie o ich
straszliwym pragnieniu, "zlocilbym zloto najszczersze i malowal lilie".
Umiescilem ten cytat, ale jakos mi tu nie pasuje, zreszta mniejsza o to,
niech zostanie. Uwazam, ze jest slicznym i pelen wdzieku, usilowalem wiec
setki razy znalezc dla niego odpowiednie miejsce, co mi sie nigdy nie udalo.
Te wysilki rozpraszaly moja uwage i denerwowaly mnie, przez co narracja
rwala sie czesto i tracila plynnosc. Wobec tego chyba go zostawie, jak
wyzej, gdyz da to chwilowy przynajmniej odpoczynek od meki dopasowywania
tekstu do tego naprawde pieknego i trafnego cytatu.
Wyprzedzajac wszelkie oskarzenia oswiadczam, ze przytoczone przeze mnie
powyzej przyklady pojawily sie w tym tekscie dokladnie na tej samej
zasadzie, co cytat w ksiazce Marka Twaina. Wszelka zbieznosc i skojarzenia
sa przypadkowe.
P. Halbersztad napisal w swoim sprostowaniu: "Informuje, ze podkreslone
przeze mnie fragmenty zawieraja stwierdzenia nieprawdziwe." Co podkreslil?
Czy przytoczyl jakies zdania w cudzyslowie w takim ksztalcie, w jakim byly
one w ND? W jego sprostowaniu nie ma zadnego cytatu z notatki JM. Podkreslil
zas zacytowane wyzej zdanie zaczynajace sie od slów: "Informuje, ze.." Czy
podkreslil cos jeszcze? Tak. Zdanie nastepujace: "Fundacja finansuje
legalizacje narkotyków i wprowadzenie aborcji. Zadaje tez pytanie czy
slaskie spoleczenstwo ma byc uzaleznione od Fundacji, która proponuje
antykoncepcje, aborcje i eutanazje?"
Zdania takiego nie ma w notatce. Jest tam zdanie o podobnym ksztalcie:
"Fundacja finansuje edukacje seksualna, legalizacje narkotyków, wprowadzenie
antykoncepcji i aborcji. Czy slaskie spoleczenstwo ma socjalnie byc zalezne
od Fundacji, która proponuje antykoncepcje, aborcje i eutanazje?"
W powyzej zacytowanym fragmencie autorka notatki, zapewne ze wzgledu na brak
miejsca i czasu, poszla, jak to sie mówi "na skróty". Rzeczywiscie Fundacja
Batorego nie finansuje wprost programów, których celem jest zalegalizowanie
narkotyków, eutanazji i aborcji. Finansuje ona "jedynie" programy, których
celem jest przyjecie przez polskie spoleczenstwo takiego sposobu myslenia,
które skloni je, miedzy innymi, do zalegalizowania narkotyków, eutanazji i
aborcji. Finansuje ona równiez "jedynie" rózne programy realizowane przez
fundacje czy organizacje, które znaczna czesc swojego wysilku poswiecaja
sprawie zalegalizowania aborcji (por. chocby: "Gazeta Wyborcza nr 267/94, s.
12), a w niedalekiej przyszlosci beda zapewne walczyc o legalizacje
narkotyków i eutanazji. Wiele wskazuje na to, ze bedzie to robic równiez
wprost sama Fundacja Batorego. Ale dzis w Polsce "nie jest na to czas", bo
"ludzie jeszcze nie dorosli" do takiego "postepu". Dlaczego tak mozna
sadzic?
Ano dlatego, ze jej zalozycielem i honorowym czlonkiem jej Rady jest George
Soros. W swojej ksiazce pt. "Soros o sobie" (Wydawnictwo Naukowe PWN,
Warszawa 1998) pisze on, miedzy innymi: "Uwazam, ze bledem jest traktowanie
narkomanii jako zjawiska o charakterze przestepczym. (...) Mozna,
przykladowo, skupiac sie bardziej na samym leczeniu, a nie sciganiu winnych.
Legalizacja narkotyków moglaby skutecznie przyczynic sie do zmniejszenia
szkód wynikajacych z ich uzywania. Jestem bowiem przekonany, ze gdyby
zalegalizowano narkotyki, przynajmniej te mniej szkodliwe, liczba
popelnianych w tej dziedzinie przestepstw moglaby zmniejszyc sie az o 80%.
Wynikle stad oszczednosci moglyby zostac przeznaczone na skuteczniejsze
leczenie." (s. 201 i 203)
Soros stwierdza tez a propos "utrzymania ludzkiego zycia": "Tak sprawa ta ma
dla nas szczególne znaczenie. Uzycie technologii w celu sztucznego
podtrzymywania zycia jest bezcelowe. Skutki takiego dzialania sa bardziej
negatywne niz pozytywne: powstaje niepotrzebny ból i cierpienie, nie
wspominajac o wydatkach. Pogodzenie sie ze smiercia prowadziloby do
zmniejszenia wysilków zmierzajacych do sztucznego przedluzenia zycia za
wszelka cene." (s. 205)
Ostatnio w dziennikach telewizyjnych pojawila sie informacja, ze w USA
kobieta, która byla ponad dziesiec lat w stanie spiaczki i jej "zycie bylo
sztucznie podtrzymywane" ocknela sie i jest calkowicie zdrowa. Co Pan na to
Panie Soros?
Stawiajac wreszcie kropke nad "i" Soros stwierdza mówiac juz wprost na temat
eutanazji: "Eksperci wyrazaja w tej sprawie bardzo rózne opinie, a projekt w
sprawie smierci nie zajmuje jednoznacznego stanowiska. Osobiscie zaluje, ze
tak jest, lecz byc moze moi wspólpracownicy maja racje - wiele jeszcze
nalezy zmienic w dziedzinie kultury umierania, by uniknac niepotrzebnych
dyskusji, w których dochodza do glosu jedynie ludzkie emocje." (tamze)
Soros mówil te slowa pare dobrych lat temu. Teraz na przelomie 1999 i 2000
roku zmienil zdanie. Uznal, ze do glosu zaczyna dochodzic "rozsadek". Podjal
wiec decyzje. Informuje nas o niej niedzielne "Zycie" z 20.02.2000 r. W
Oregonie W USA weszla w zycie ustawa pt. "O asystowanym samobójstwie", o
której amerykanski lekarz Gregory Hamilton mówi, ze jest to ustawa
legalizujaca eutanazje, która zostala tak nazwana, by latwiej ja bylo
wprowadzic w zycie. Na kampanie przeprowadzona na rzecz tej ustawy Soros dal
200 tys. dolarów.
Jaka jest relacja pomiedzy Sorosem a Fundacja Batorego? Sam Soros tak ja
okresla: "W kazdym kraju znalazlem grupe ludzi - wsród nich byly znane
osobistosci, którzy podzielali moje poglady na temat spoleczenstwa otwartego
( a wiec spoleczenstwa, które w równy sposób traktuje wszystkie religie,
kultury, swiatopoglady i ideologie uznajac tym samym relatywizm poznawczy i
moralny za swoje stanowisko - dop. S. K.) i powierzylem im zadania
okreslenia priorytetów. Mialem ogólna wizje dzialania i z biegiem czasu
zdobylem potrzebne umiejetnosci, bazujac na doswiadczeniach poszczególnych
fundacji. Popieralem inicjatywy udane i rezygnowalem z realizacji tych
programów, które nie przynosily efektów. Te programy, które sprawdzily sie w
jednym kraju, próbowalem realizowac w innych."
W ramach swojego sprostowania P. Halbersztad przeprowadza kampanie reklamowa
Fundacji Batorego. Stwierdza miedzy innymi: "Wprowadzamy do szkól Internet."
A moze Fundacja finansuje tez jakies, strony, programy w internecie, dzieki
którym mlodziez bedzie mogla to narzedzie, jakim jest internet wykorzystac
"z pozytkiem"? Oczywiscie. Tak wiec np. w 1998 Fundacja dala, miedzy innymi,
4500 zl na opracowanie strony www "na temat homoseksualizmu i srodowiska
gejowskiego".
P. Halbersztad mówi tez: "Staramy sie tez upowszechniac zasady etyki w zyciu
publicznym. Co to znaczy? Jakiej etyki? Czy jest w niej pojecie dobra? Co
jest tym dobrem? Co moze byc uznawane za dobro w promowanym przez Fundacje
"spoleczenstwie otwartym?
P. Halbersztad stwierdza tez: "Na terenie calego kraju wspieramy
organizatorów ambitnych imprez kulturalnych." Jakie to sa, wedlug Fundacji
Batorego, te "ambitne imprezy kulturalne?. W jej "Sprawozdaniu 1998"
znalazlem dwie, których, przynajmniej nazwy, mnie pociagaja, a wiec
"Mickiewicz a my" (6000zl dotacji) i "VII Swiatowy Festiwal Poezji Marii
Konopnickiej" (5000 zl). A pozostale? Przykladowo: nagranie plyty z
kolysankami zydowskimi Mordechaja Gebirtiga (5000 zl); opracowanie
internetowego serwisu "Jidele - Zydowskie Pismo Otwarte" (8752 zl); "Co pod
koniec XX wieku jest jeszcze tematem tabu?" (2500 zl); organizacja Dnia
Litewskiego (1000 zl), organizacja I Dni Kultury Indianskiej (6000 zl);
organizacja III Miedzywojewódzkiego Konkursu Poezji Frywolnej Renesansu i
Baroku (2000 zl); organizacja imprezy kulturalnej "Swieto Unii
Europejskiej - Dzien Europy w Olesnicy"(6000 zl); organizacja imprezy
kulturalno-ekologicznej "II Wojewódzki Kult Ziemi", Organizacja II
Miedzynarodowego Festiwalu Folkloru Mniejszosci Narodowych i Etnicznych
(5000 zl); koszty pobytu w Polsce przedstawicieli American Jewish Committe
(15 000 zl); renowacja cmentarza zydowskiego w Lodzi (5000 zl), organizacja
w Pinczowie seminarium dla dzialaczy samorzadowych na temat roli Zydów w
historii miasta i regionu (4000 zl); organizacja konferencji "Zydzi i
judaizm we wspólczesnych badaniach polskich" (8000 zl); organizacja VIII
Festiwalu Kultury Zydowskiej (25 000 zl); przygotowanie wystawy poswieconej
warszawskiemu gettu (20 000 zl) itp., itd. Wiele tam imprez "europejskich",
jeszcze wiecej dotyczacych mniejszosci narodowych. Wiele imprez zwiazanych z
kultura poszczególnych regionów. Malo albo w ogóle dotyczacych wielkiej
kultury polskiej, nie mówiac juz o katolickiej. Ale czy to, co polskie i
katolickie jest ambitne?
Sladami Fundacji Batorego -OSKA
Fundacja Batorego wspiera rózne, jak to okreslil jej rzecznik prasowy P.
Halbersztat w swym "Sprostowaniu" bedacym reakcja na jeden z artykulów w ND,
"spolecznie uzyteczne inicjatywy". Jedna z takich inicjatyw jest OSKA -
Osrodek Informacji Srodowisk Kobiecych. Jest to dobry, jak mi sie wydaje,
przyklad. Fundacja Batorego przeznaczyla w 1998 roku 10 318 zl na jego
dzialalnosc i 6840 zl na opracowanie stron www w ramach projektu "OSKA w
Internecie". Przyjrzyjmy sie tylko tekstom zamieszczonym na tych stronach.
Tematem spotkania z cyklu "Rozmowy w OSCe", które odbylo sie 17 czerwca 1998
roku, byly, jak czytamy tam, "Idolki, autorytety, wzorce". Wziely w nim
udzial "studentki, profesorki, przedstawicielki organizacji kobiecych oraz
sympatyczki OSKi". Kobiety te "rozmawialy o kobiecych wzorcach, potrzebie
identyfikacji i próbach odkrycia wlasnych korzeni". Na internetowych
stronach OSK-i przedstawiono fragmenty niektórych wypowiedzi tych pan.
Tak wiec np. pani K. Sz. stwierdzila: "Publiczne relacje sa tak zdominowane
przez meski sadomasochizm, ze nasladujac ten wzór zachowania kobieta moze
sobie wytworzyc pole, w którym bedzie szefem. Jesli jednak chce zachowac
cechy kobiece, cena bedzie to, ze nie wejdzie w role szefa. Dla mnie w tym,
co kobiece, kryja sie pewne znaczenia symboliczne: otwarcie, gleboko
rozumiana dialogicznosc, opiekunczosc zamiast dominacji. Daleko idaca zmiana
byloby, gdybysmy mogly wyobrazic sobie kobiete w relacjach z innymi
kobietami na polu instytucjonalnym, publicznym. Pytanie, skad kobieta by sie
tam wziela. Mysle, ze moze tak sie zdarzyc, wówczas tworzylaby inna relacje
wladzy. Nie byloby sadomasochizmu, dominacji, pojawilby sie dialog i
otwartosc."
Pani A. G. powiedziala zas: "Tak sie sklada, ze jedna z moich idolek jest
równiez lesbijka, totez moje przyjaciólki sadzily, ze jestem jej kochanka.
Wybilo mnie to z równowagi, gdyz byla to relacja czysto platoniczna, a
jednoczesnie szalenie intensywna. Nie moglam wiec potwierdzic ani
zaprzeczyc; na to, co czulam, nie ma w kulturze jezyka. Ciekawi mnie, jak
wiez miedzy kobietami wpisuje sie w rozmaite tabu kulturowe, czy to
milczenie jakos je zmienia."
Pani K. L. wyznala: "Czterech pancernych odbieralam silnie - byly to
najwczesniejsze wzorce, do których moglam sie jakos dopasowac, jednak ani
Marusia, ani Lidka mi nie wystarczaly: nie strzelaly do Niemców. Wczesnie
przeczytalam cala Trylogie i nie da sie ukryc, ze jej bohaterki jako istoty
raczej pasywne tez nie nadawaly sie dla mnie na wzorce osobowe. Rozmyslajac
o idolkach, zdalam sobie sprawe, ze pierwszymi, z którymi moglam sie
identyfikowac, byly dr Helen i Maya z serialu Kosmos 1999. Dr Helen byla
dosc surowa lekarka o duzym autorytecie; Maya - kosmitka, potrafila zmieniac
sie we wszystko - w mineraly, w warzywa, owoce i zwierzeta. W Mayi podobalo
mi sie to, ze byla osoba autonomiczna, nie uwiklana - w przeciwienstwie do
Helen - w relacje damsko-meskie. Wydaje mi sie, ze bohaterki, nazywane z
przekasem przez niektóre z was bohaterkami masowej wyobrazni, sa bardzo
wazne dla dzieci. W takim wieku nikt nie porównuje sie do prof. Janion,
znanych intelektualistek czy feministek - dla dzieci wazni sa bohaterowie
Sienkiewicza, Maya, Marusia, albo Aniolki Charliego. Mam wrazenie, ze ten
obszar lekcewazy sie mówiac, ze to kultura masowa. Dziewczynki nie maja
wzorów takich, jakie sie podsuwa chlopcom, na przyklad walecznych wodzów,
zolnierzy etc. Bawiac sie w dziecinstwie zawsze musialam sobie wymyslac
kobiecy odpowiednik wzoru wodza."
Pani T. O. zauwazyla: "W Polsce zaobserwowac mozna bardzo ciekawe zjawisko,
któremu powinny sie przyjrzec feministki: sa u nas tlumy matek boskich i
zakonnic, ale one nie sa idolkami. Ciekawe, jak funkcjonuje taki wzorzec
kobiecego zachowania, modelu zycia, kobiecych cech i wlasnosci. Ten model
jest, a jakby go nie bylo. Bowiem niektóre wzorce sa z uwagi na swój zespól
cech nieprzekladalne na nasze mozliwosci. Mozemy szanowac te wzorce, one
beda sie powielac w propagandzie, ale nigdy nie bedzie z nimi pelnej
identyfikacji: trudno sie identyfikowac z Matka Boska albo z zakonnica."
Pani J. D. powiedziala zas: "Chcialabym powrócic do watku bohaterów i
bohaterek wyobrazni masowej. Nawet, jezeli wybierzemy sobie swiat, w którym
zyjemy, to i tak kultura, która jest obok nas, na nas wplywa.(...) W zwiazku
z tym chcialabym opowiedziec pewna anegdotke dotyczaca mojej znajomej
mieszkajacej w Stanach, wnuczki Wankowicza. Kiedy bylam w Stanach, spytala
mnie pewnego razu, czy wiem, kiedy przestala chodzic do Kosciola. Kiedy
bylam mala dziewczynka- mówila - jedna z ciotek spytala sie mnie, kim chce
zostac, jak bede dorosla. Powiedzialam, ze papiezem. Ciotka zaczela mi
tlumaczyc, ze to niemozliwe, ze nigdy nie bede mogla zostac papiezem,
poniewaz nie jestem mezczyzna. Przemyslalam to sobie i postanowilam, ze
przestane chodzic do Kosciola i przestane wierzyc w Pana Boga.
W internetowym Biuletynie OSKI znajdujemy tez artykul pani E.A. pt. "Maryja
niejedno ma imie". Przestawia tam rózne przyklady maryjnosci wsród kobiet,
by wreszcie stwierdzic:
"Mysle, ze takich swiadectw doswiadczania solidarnosci Maryi z kobietami
mozna by znalezc wiecej. Warto ich szukac. Okaze sie wówczas byc moze, ze
oprócz tradycyjnego obrazu Maryi, stanowiacego wzór kobiety poslusznej,
cichej, pokornej, usluznej, stojacej w tle, odnalezc mozna Jej rewolucyjne,
wywrotowe oblicze. Wedlug Ewangelii Lukasza to Maryja jest glówna bohaterka
relacji o przyjsciu na swiat Zbawiciela, a wiec tego najwazniejszego
wydarzenia, wydarzenia wieków. To Ona sama podejmuje decyzje o przyjeciu
cudownych narodzin. Nie ma mowy o jakiejkolwiek konsultacji tej decyzji z
Józefem! Co wiecej, Maryja wyrusza w podróz do swej krewnej, co tez dalekie
bylo od przyjetych wówczas zwyczajów. U Elzbiety widzimy Ja bynajmniej nie
jako kobiete milczaca. Wyspiewuje hymn na czesc Boga, który wladców straca z
tronu, a wywyzsza pokornych, Boga, który stoi po stronie slabych,
ucisnionych, a wiec równiez kobiet. Mysle, ze glebsze wnikanie w zaznaczone
tu tylko róznorodne aspekty obrazu Maryi sluzyc moze odkryciu Jej na nowo -
jako wzoru kobiety silnej, samodzielnej, niezaleznej, aktywnie
uczestniczacej w wielkich wydarzeniach, a wiec przelamujacej bariery stojace
przed dzialalnoscia kobiet. Jest to zarazem wzór pojmowany na plaszczyznie
solidarnosci kobiecej, siostrzanosci. Maryja jawic sie moze wówczas jako
Siostra, która przeszla juz przed nami drogi, którymi i my mozemy isc."
Na stronie internetowej OSKI poswieca sie duzo miejsca problemowi
prostytucji. Jaka jest jej ocena moralna? Glos zabiera tu filozofka, pani M.
S, która stwierdza: "Samo pojecie prostytucji kojarzone jest z kobieta.
Slowo prostytutka (równiez: sprzataczka, maszynistka, praczka) nie da sie
wymienic na rodzaj meski; podobnie zreszta jak slowa: geniusz czy medrzec
nie dadza sie wymienic na rodzaj zenski. Natomiast czasownik prostytuowanie
sie ma znaczenie i wymowe znacznie mniej seksistowska i bardziej - jak
sadze - jednoznaczna moralnie. Prostytuuje sie ktos, kto nie ma poczucia
wlasnej godnosci, kto dziala interesownie wbrew swoim wlasnym przekonaniom,
kto sprzedaje swoje talenty i umiejetnosci, dla zdobycia korzysci wlasnej.
Trudno powiedziec, czy ludzie, którzy prostytuuja sie, sa naprawde zli w
sensie moralnym, ale na pewno jest tak, ze nie chcielibysmy miec z nimi do
czynienia. Nie da sie tego powiedziec o prostytutkach. Zawód ten jest
praktykowany przede wszystkim, dlatego, ze istnieje na niego powazne i
ciagle zapotrzebowanie. Jesli ktos potepia prostytucje, to wlasciwie
dlaczego? Poniewaz - mozna powiedziec - prostytutka uzyskuje materialne
korzysci za udostepnianie swojego ciala. Dzialanie interesowne, z którym
mamy niewatpliwie do czynienia w przypadku prostytucji, jest zawsze bardziej
podejrzane moralnie niz dzialanie bezinteresowne, ale rzecz jasna nie zawsze
spotyka sie z potepieniem. Wszak handel i wiele innych instytucji naszej
cywilizacji opiera sie na uzyskiwaniu wzajemnych korzysci i to bardzo
róznymi sposobami (ludzie handluja nawet czesciami wlasnego ciala). Mozna
zreszta podejrzewac, ze prostytutka, która by nie przyjmowala pieniedzy za
uslugi, a dzialala - powiedzmy - z litosci wobec mezczyzn, którzy nie
potrafia normalnie zorganizowac sobie seksualnego zycia, spotykalaby sie
równiez z jakas forma potepienia. Dlaczego? Byc moze, dlatego, ze traktuje
siebie sama, swoje cialo, które wszak do niej integralnie nalezy jako
srodek, jako narzedzie, a nie jako cel sam w sobie. Dokonuje wiec w ten
sposób aktu degradacji. To kantowskie spojrzenie na prostytucje, nie jest
jednak wystarczajace. W koncu wielu ludzi uprawia seks traktujac go, a wraz
z nim wlasne cialo jako srodek do uzyskania przyjemnosci, a malo wszak, kto,
byc moze prócz rygorystycznych katolików, potepilby zycie seksualne,
poniewaz jest degradujace. Poza tym, jesli ktos z wlasnej woli degraduje
samego siebie, jesli traktuje swoje wlasne cialo jako narzedzie (do
uzyskania przyjemnosci lub korzysci materialnych), to nie jest to
wystarczajaca przeslanka, by go potepic moralnie. Ludzie zarabiaja na zycie
bijac sie, kaleczac, deformujac, a nikt wszak nie potepia boksera, fakira
czy cyrkowca."
Panie z OSKI omawiaja ksiazke Nickie Robertsa pt. "Dziwki w historii". Pani
T. O. mówi:
"Jednym z zarzutów wysuwanych pod adresem ruchu feministycznego jest to, ze
ruch ten prowadzac swoja krucjate pozwolil przylaczyc sie ruchom odnowy i
czystosci moralnej. Ruchy te pod pretekstem troski o czystosc moralna
mezczyzn wyrzekly sie wolnosci dla ekspresji seksualnej kobiety. Model
seksualnosci przez nie propagowany to model seksualnosci w obrebie
patriarchalnej instytucji malzenstwa. Feministki z klasy sredniej nie
zaproponowaly prostytutkom - kobietom niezaleznym finansowo - zadnego innego
zródla utrzymania. W zamian otrzymywaly tylko nedzne schroniska i marne
wynagrodzenie, kiedy zas wychodzila na jaw przeszlosc dziewczyny
umieszczonej w liberalnym, mieszczanskim domu, najczesciej musiala go
opuscic. Feministki nie uporaly sie z pewnym mitem, a mianowicie, ze
prostytutki i prostytucja to siedlisko chorób wenerycznych. Pod pretekstem
ochrony tych kobiet i ochrony zdrowia publicznego utrzymywano bardzo
restrykcyjne dla prostytutek prawa. (...) Dobrym przykladem jest polityczne
kobiece lobby w Szwecji, które wnioslo pod obrady szwedzkiego parlamentu
projekt ustawy, gdzie proponuje sie karanie klientów. Tego rodzaju pomysl
prawny wyraznie kryminalizuje niezalezna kobiete, która brala pieniadze za
udostepnianie, badz uzyczanie swego ciala na bardzo okreslonych warunkach.
Roberts ma za zle ruchowi feministycznemu wielkoduszne pochylenie sie nad
kurwa z poczuciem wyzszosci. Ale oddaje przy tym slusznosc ruchowi
feministycznemu lat 60., który doprowadzil do powstania organizacji
prostytutek. (...) Pewna niemiecka feministka twierdzi, ze seksualnosc
kobiety jest tak obwarowana róznymi obyczajowymi i spolecznymi zakazami, ze
to prostytucja jest obszarem wolnej ekspresji seksualnej kobiety. Kobiety
dlatego wybieraja prostytucje, zeby móc sie zrealizowac seksualnie."
Podsumowujac swoje rozwazania stwierdza: "Wracajac do poczatkowego pytania o
stosunek ruchu kobiecego do prostytucji, jedyne, co zrobic mozemy, to
stworzyc sprzyjajacy klimat, zeby za jakis czas polskie kobiety swiadczace
uslugi seksualne mialy odwage powiedziec: tak jestem prostytutka, tak,
jestem kurwa.(...) Dla tej kobiety, tu w Polsce, ogromnym problemem jest jej
wlasny rodzaj identyfikacji z tym, co sie zdarzylo. Powody sa oczywiste:
bycie kurwa nie jest u nas powodem do chwaly. Trzeba doprowadzic do tego, co
sie zdarzylo na Zachodzie Europy, zeby te kobiety mialy odwage ujawnic sie,
nazywac siebie kurwami i mówic we wlasnym imieniu. Wtedy to one beda mogly
dyskutowac, na ile wolny jest to wybór, a ile w nim przymusu, czy czerpia z
tego satysfakcje, czy tylko pieniadze.(...) Na zakonczenie proponuje cytat z
Nicki Roberts: Poziom zycia zapewne podniósl sie od konca XIX wieku, ale
zwiekszyly sie równiez oczekiwania i kobiety nadal odrzucaja nedze,
podejmujac prace w przemysle erotycznym, zwlaszcza te kobiety, które juz na
starcie pozbawione sa szans i które tworza wiekszosc prostytutek. W jaki
inny sposób mialyby zapewnic sobie i swoim rodzinom styl zycia propagowany
przez media zachodnie jako norma - zycie w bezpieczenstwie i luksusie,
oddane konsumpcji? Postawione wobec wyboru miedzy harówka za nedzne grosze,
które nie gwarantowaly im, ze zwiaza koniec z koncem, i zarabianiem
prawdziwych pieniedzy dzieki prostytucji, zwracaly sie ku handlowi seksem -
podejmowaly odpowiedzialna decyzje. Podjecie takiej decyzji nie jest latwe,
nie jest tez latwe zycie prostytutki, gdyz praca - zwlaszcza praca na ulicy,
jest ciezka i wyczerpujaca, a w dodatku prawo i pogarda opinii publicznej
czynia zycie dziwki krancowo trudnym i niebezpiecznym. Biorac jednak pod
uwage jakze niewielka liczbe mozliwosci, z których musi wybierac wspólczesna
kobieta, handel seksem bywa czesto wyborem swiadczacym o najwiekszej
przebojowosci. Potepianie kobiet za to, ze zostaja prostytutkami, i
konsekwentne odwracanie uwagi od ich potrzeb i skupianie jej na niewielkiej
mniejszosci zmuszanych do nierzadu oznacza zamykanie oczu na odwage dziwek i
zwiekszanie brzemienia, które musza one dzwigac na swych barkach."
Rozwazania powyzsze maja tez na stronie internotowej OSKI swoje uzasadnienie
teologiczne (sic!). Pani K.O-S. w materiale pt." Pra...prababki Jezusa i
inne prostytutki" opisuje wszystkie kobiety z Biblii, które mozna by, chocby
na sile, podciagnac pod kategorie prostytutki. Miedzy innymi pisze: "Tamar
postanowila wyegzekwowac, przez Boga przyznane kobietom, prawo do zostania
matka. Wyegzekwowala je sama podstepem i nazwana zostala "sprawiedliwsza od
Judy". Dlaczego? I jak to uczynila? Pozornie prosto. Przebrala sie za
prostytutke. Glowe przykryla chusta i usiadla przy drodze, która mial
podazac Juda, a on - wówczas juz równiez wdowiec - nie rozpoznawszy swojej
synowej, przespal sie z nia. Tamar zaszla w ciaze. Nikt nie wiedzial z kim.
Z nierzadu - orzeczono. Czekala ja smierc przez ukamienowanie. Zostala
jednak uniewinniona i nobilitowana, kiedy pokazala wszystkim obecnym -
pieczec, sznur i laske wreczone jej przez Jude po opisanej przygodzie. Nie
mial on bowiem wówczas przy sobie odpowiedniej ilosci gotówki. Tym sposobem
Tamar, dzialajac w ramach swoich praw, stala sie pra...prababka Jezusa
Chrystusa i to tak szanowana za swój spryt, iz wymieniono ja z imienia w
swietej ksiedze Nowego Testamentu. Szkoda, ze ksieza zapominaja o Tamar w
swoich kazaniach."
Stwierdza tam takze: "Historia Moabitki Rut równiez zwiazana jest z migracja
i losem cudzoziemców. Tym razem przyczyna opuszczenia przez jej przyszla
tesciowa Noemi, tescia i ich dwóch synów ziemi ojczystej - byl glód.
Zamieszkali w Moabie. Kiedy po latach wszyscy mezczyzni zmarli, wówczas
urodziwa Rut zdecydowala sie towarzyszyc swojej owdowialej tesciowej w
powrotnej drodze do kraju jej pochodzenia - do Betlejemu judzkiego. Teraz z
kolei ona byla tutaj obca, praktycznie bez praw. Mogla jedynie zbierac klosy
po zencach i tak utrzymywala przy zyciu - siebie i stara tesciowa. Majetny
Boaz, najblizszy krewny Noemi, zgodnie z prawem (patrz casus Tamar) powinien
sie ozenic z bezdzietna Rut - ale choc docenial jej walory duchowe, jako
mezczyzna nie zwracal na nia wiekszej uwagi. Wówczas obie kobiety uzgodnily
cos, co "rozumujac po chrzescijansku trudno okreslic jako moralne". Rut sie
wykapala, uperfumowala, wlozyla najstrojniejsza szate, a nastepnie
niepostrzezenie wslizgnela sie na poslanie obok Boaza na klepisku, gdzie
zmeczony calodzienna praca, najedzony i napity, polozyl sie do snu. I tak
lezeli do rana. Zanim nastal swit, Boaz obdarowal ja szescioma miarami
jeczmienia. Zmienil zdanie i ozenil sie z Rut, a "synowa lepsza niz siedmiu
synów", jak ja okreslano, zapewnila Noemi dostatnie zycie. Po dziewieciu
miesiacach urodzila Obeda, który stal sie dziadkiem slynnego króla Dawida.
Tym sposobem cudzoziemka Rut wlaczyla sie w Dawidowy rodowód Jezusa. A jej
imie na trwale zapisane zostalo w swietej ksiedze Nowego Testamentu. Szkoda,
ze ksieza zapominaja wspominac wspólczesnym nupturientom skladajacym
przysiege malzenska, ze slowa "dokad ty pójdziesz i ja pójde. Bóg twój - Bóg
mój" w rzeczywistosci powiedziala kobieta - kobiecie, Rut do Noemi, a nie do
swojego przyszlego meza. Czyzby Kosciól uprzejmie kobietom znowu cos
odebral? Tak. Ich wlasna miedzypokoleniowa przysiege wiernosci i milosci
wobec siebie."
Na zakonczenie swych rozwazan mówi: "Podczas wystawnej, na rzymska modle
wydanej uczty, do lezacego, wspartego na lokciu Jezusa, podchodzi majetna
prostytutka i rozbiwszy alabastrowy flakon najdrozszych perfum (z olejku
nardowego, których zapach wypelnil wnetrze calej sali), wylewa je na Jego
glowe i stopy. Placzac i calujac na przemian, nadmiar olejku wyciera
wlasnymi wlosami. Nie odwracajmy sie od tej sceny. Wyobrazmy ja sobie,
chociaz bysmy uznali te wizualizacje za "szarganie swietosci". Nie bójmy
sie, w swoim oburzeniu nie jestesmy odosobnieni. Podobne uczucie ogarnelo
równiez ówczesnych wspólbiesiadników. Wszyscy mówili na raz, spokojne byly
tylko slowa Jezusa: "Czemu wyrzadzacie przykrosc tej kobiecie? Wszak dobry
uczynek spelnila wzgledem mnie. Zaprawde powiadam wam: Gdziekolwiek na calym
swiecie bedzie zwiastowana dobra nowina [o Królestwie Bozym], beda opowiadac
na jej pamiatke i o tym, co ona uczynila." Kosciól skutecznie zadbal o to,
aby slowa Jezusa nie okazaly sie prawda. Milczy na jej temat. Umierajacych
namaszczaja ksieza. I slusznie... bo jakby to wygladalo, gdyby to robily
prostytutki."
Na omawianej stronie internetowej mozna tez znalezc artykul Lynn P. Freedman
pt.
"Wyzwanie fundamentalizmu" Czytamy w nim, miedzy innymi: "Niewiele wydarzen
po zakonczeniu zimnej wojny wywarlo tak duzy wplyw na opinie publiczna jak
narodziny fundamentalizmu. Fundamentalizm zrodzil irracjonalny strach,
rasizm i niemal zupelnie zablokowal myslenie krytyczne. Jakkolwiek jest to
sila, z która trzeba sie liczyc niemal w kazdej dziedzinie zycia
publicznego, fundamentalizm stanowi specyficzne i w pewnym stopniu wyjatkowe
wyzwanie dla mlodego obszaru zdrowia i praw reprodukcyjnych."
O kogo tu chodzi? Dowiadujemy sie, ze to: "Watykan, Uniwersytet Al Azhar,
Bractwo Muzulmanskie, cala gama sil antyaborcyjnych zjednoczonych przeciwko
prawom czlowieka i prawom reprodukcyjnym."
Czym posluguja sie ci obrzydliwi fundamentalisci? Dowiadujemy sie, ze glówne
ich rekwizyty to: "ciala kobiet; ich seksualnosc; rola, jaka odgrywaja w
rodzinie i spoleczenstwie."
Dowiadujemy sie, ze: "Ten spis rekwizytów najlepiej oddaje sedno sprawy.
Ciala kobiet, ich seksualnosc, role spoleczne, narzedzia polityki
ludnosciowej i programów planowania rodziny oraz zasadniczy temat kampanii o
prawa czlowieka kobiet sa takze najwazniejszym instrumentem
fundamentalistycznych programów politycznych."
Na stronie tej pojawia sie równiez "naukowa" rozprawa o czarownicach. Dobre
to miejsce dla tego tematu. Na poczatku dowiadujemy sie ile to niewinnych
kobiet pozbawil zycia Kosciól. Wreszcie dowiadujemy sie jaka to organizacje
ten Kosciól jako zywo przypomina: "Funkcja ofiarna tych kobiet nie skonczyla
sie wraz ze smiercia na stosie. W roku 1935 Himmler powolal do zycia
Hexen-Sonderkommando majace zbadac historie procesów czarownic i przygotowac
grunt pod planowana na po wojnie rozprawe z Kosciolem katolickim, jako
przedstawicielem nie germanskiego swiatopogladu. Trudno nie zadac sobie
pytania, jak karkolomnych ideologicznych operacji nalezalo dokonac, aby
masowi mordercy, przybierajac poze oskarzycieli innych masowych mordów,
mogli wykorzystac to oskarzenia dla usprawiedliwienia swych zbrodni?"
No wystarczy tych cytatów. Niedobrze sie robi. Mysle jednak, ze dokumentacja
przedstawiona tu przeze mnie jest wystarczajaca. Nie zamierzam jej
komentowac. Sadze, ze kazdy czytelnik latwo sobie odpowiedni komentarz
dospiewa. Tylko prosze nie smiejcie sie z tego Panstwo i nie lekcewazcie.
Kiedys to byl swego rodzaju folklor. Teraz to prad, który przenika tzw.
elity w naszym kraju, lobby, które ma wiele do powiedzenia tym bardziej, ze
stoja za nim duze pieniadze, mass media i wplywowe osobistosci.
I tylko jedna uwaga na koniec. Gdy wasza dorastajaca córka zasiadzie za
komputerem sprawdzcie czy nie wlacza internetu i czy nie obcuje za jego
posrednictwem z tym, co rzecznik prasowy Fundacji Batorego nazwal
"spolecznie uzytecznymi inicjatywami" czy "ambitnymi imprezami kulturalnymi"
, z tym, co fundacja ta finansowo wspiera. Ja wiem, ze Panstwa córki to
zdrowo myslace, rozsadne i nieglupie dziewczeta, ale przeciez strzezonego
Pan Bóg strzeze.
Ktos powie: "A ja nie mam córki. Czy nie znalazloby sie cos dla mojego
syna?" Fundacja pomyslala i o naszych pociechach rodzaju meskiego. Ma dla
nich specjalna propozycje w internecie. Sfinansowala opracowanie strony www
"na temat homoseksualizmu i srodowiska gejowskiego".
Kosmiczna chala
Nie bede sie tu osobiscie wyzywal nad filmem "Gwiezdne wojny - mroczne
widmo". Film uznalem, uznaje i bede uznawal za niebezpieczny z duchowego i
moralnego punktu widzenia (jest po prostu ewidentnie reklamówka propagujaca
nachalnie ideologie religijna New Age).
Tym razem chcialem poswiecic uwage jego wartosci artystycznej, a przy okazji
ogólnemu upadkowi kultury, którego jest czytelnym znakiem. Glos oddam tu
jednak krytykom filmowym takiej rangi jak Zygmunt Kaluzynski i Tomasz
Raczek. Mozna im wiele zarzucic (takze gloszenie ideologii bliskiej New
Age), ale nie mozna im odmówic wysokiego poziomu kultury i artystycznego
smaku. "Gwiezdne wojny - mroczne widmo" wyraznie ich zirytowal.
Kaluzynski w rozmowie obu panów zamieszczonej w nr 41 "Wprost" z v1999 r.
stwierdza, ze film jest wydarzeniem marketingowo-handlowym. Raczek pyta go
dlaczego nie powiedzial "filmowym". Na to Kaluzynski: "Odkad istnieje
ludzkosc (...) nie bylo tak genialnych srodków do pokazania absolutnie
wszystkiego, co sie wymysli. Jednoczesnie cala ta wspaniala maszyna sluzy
tresci, która nie tylko jest nedzna, ale wrecz glupia."
Ostateczny wniosek Kaluzynskiego jest nastepujacy: "Pierwsza czesc
Gwiezdnych wojen to wydarzenie na rynku gier komputerowych, które bezprawnie
wepchnelo sie na ekrany."
Na to Raczek: "Animacja jaka tu zastosowano, nosi znamiona pospiesznosci i p
owierzchownosci, co sprawia, ze wykreowane postacie poruszaja sie sztucznie,
przypominajac bohaterów gier komputerowych. Kino prezentuje dzis znacznie
ciekawsze efekty niz te, które mozna zobaczyc w pierwszej czesci Gwiezdnych
wojen". Kaluzynski dopowiadajac stwierdza, ze film go znudzil bo "ta
fantazja cierpi na brak fantazji". Obaj dochodza do wniosku, ze w tym
wypadku "marketing zabil sztuke".
Ciekawa jest pojawiajaca sie gdzies w srodku rozmowy uwaga Raczka, ze film
pomimo to, ze plytki i prymitywny jest dla wielu widzów za trudny. Raczek
przytacza tu nastepujaca wypowiedz jednego ze sluchaczy radiowych, który
powiedzial na antenie o tresci filmu: "Jest zbyt trudna; nie czaje o co
chodzi".
No wlasnie i tu jest drugi (po ideologii New Age) pies pogrzebany. Kultura
rodzacej sie na naszych oczach cywilizacji neopoganskiej jest, i musi byc,
jak samo poganstwo, blizsza jaskini niz temu, co kiedys nazywalo sie Europa.
Produktem tej kultury sa ludzie o poziomie intelektualnym przedszkolaków i
mentalnosci aborygenów, ludzie, którzy jak te przedszkolaki i aborygeni
potrzebuja przede wszystkim bajek (jezeli nie bajdurzen), w których jest
duzo strasznych "smoków" i duzo pieknych ksiezniczek.
"Gwiezdne wojny" sa wielkim wydarzeniem marketingowo-handlowym bo stanowia
taka wlasnie bajke.
Mroczne widmo czyli imperium New Age znów atakuje
22 lata temu pojawil sie na ekranach film Georga Lucasa "Gwiezdne wojny".
Film okazal sie kasowym "hitem". Lucas zrezygnowal uprzednio z polowy
honorarium zadajac w zamian uzyskania praw do wszystkich mogacych
towarzyszyc filmowi gadzetów (koszulek, czapek, zabawek, nadruków na
opakowaniach itd.). Szybko okazalo sie, ze w ten sposób podpisal kontrakt
stulecia i stal sie jednym z najbogatszych ludzi w USA. Zyski z biletów
przyniosly 1,5 miliarda dolarów, a Lucas na gadzetach zarobil 4,5 miliarda.
"Gwiezdne wojny" odbierane byly poczatkowo jako naiwna bajeczka dla dzieci,
która rózni sie tym od innych bajek, iz jej akcja rozgrywa sie w swiecie
przyszlosci naszpikowanym komputerami, robotami itp. Uznano, ze film nie
jest szkodliwy nawet dla najmlodszych, bo nie ma w nim zadnych drastycznych
scen, bo wszystko w nim jest czarno-biale, dobre lub zle (tak, ze latwo
odróznic dobro od zla), bo wreszcie dobro zwycieza.
Dlugo nie zauwazano, ze jest to film kultowy, ze stanowi on wyklad i
promocje nowej religii, która objawila sie poczatkowo amerykanom pod nazwa
New Age.
Z jednej z pierwszych i fundamentalnych prac katolickich o New Age,
ksiazeczki kardynala G. Daneelsa pt. "Nowy Lad, Nowa Ludzkosc, Nowa Wiara,
New Age" dowiadujemy sie, ze w ulotce tego ruchu pojawia sie takie zdanie:
"Jesli podobal ci sie film Gwiezdne Wojny przyjdz do nas".
Gdy przeczytalem, zreszta cale lata temu, ksiazke Daneelsa i zapoznalem sie
z tym zdaniem zrozumialem wiele. Pamietam ogladalem "Gwiezdne wojny" zaraz
po ich polskiej premierze i film nie wywarl na mnie zadnego wrazenia. Ot
taki sobie, nawet niezly film science fictions tyle ze jakos udziwniony.
Zdziwilo mnie wtedy, ze na mojego najblizszego przyjaciela, tak jak ja
zblizajacego sie do dwudziestki, film ten podzialal jak narkotyk. Poszedl na
niego drugi raz namawiajac mnie bym mu towarzyszyl, potem trzeci, czwarty,
piaty, szósty. Wreszcie stracil juz rachube. Wciaz mówil o tym filmie z
zachwytem, wrecz miloscia. Nie skojarzylem wtedy tego z jego dalszymi
losami. Wychowal sie w rodzinie ateistycznej. Nie byl nawet ochrzczony. I
nagle, niedlugo po obejrzeniu "Gwiezdnych wojen", stal sie czlowiekiem
bardzo religijnym, ale w specyficzny sposób. Zwrócil sie bowiem w pierwszym
rzedzie do hinduizmu i buddyzmu, potem zainteresowaly go religie
staroiranska i staroegipska, wreszcie rózne kulty poganskie. Zaczal tez
zajmowac sie astrologia, spirytyzmem. Zauroczyl sie joga i tzw. medytacja
transcedentalna. Zainteresowal sie UFO. Stal sie wreszcie wrogiem Kosciola.
Zaczal tropic jego "zbrodnie".
Teraz wiem, ze wszystko to spowodowaly "Gwiezdne wojny". To one otworzyly go
na poganstwo, wzbudzily w nim tesknote do boskosci uswiadamiajac mu, ze ta
boskosc jest w nim ukryta i ze gdy ja wydobedzie stanie sie bogiem.
Glównym bohaterem "Gwiezdnych wojen" nie jest Han Solo, Oui-Gon Jinn czy
Mace Windu. Glównym bohaterem tego "Pisma Swietego" neopogan jest Moc -
kosmiczna, nieosobowa boska sila, która ma dwie strony ciemna i jasna. (film
wyraznie prezentuje podstawy teologii manichejskiej, w której szatan i Bóg
sa sobie równi). "Niech Moc bedzie z toba" - to zawolanie z filmu stalo sie
dla wielu tym, czym dla katolików jest pozdrowienie: "Niech bedzie
pochwalony Jezus Chrystus". Kolejni bohaterowie kolejnych filmowych odcinków
"Gwiezdnych wojen" (chocby "Imperium kontratakuje", "Powrót Jedi") odkrywaja
w sobie Moc i powoduje to, ze staja sie nadludzmi, ze posiadaja
nadprzyrodzone zdolnosci, ze moga dokonywac czynów takich, do jakich zdolni
byli tylko bogowie z greckiej mitologii. Tysiace widzów, którzy zagubili
gdzies swoje chrzescijanstwo albo urodzili sie i wychowali poza nim zaczyna
szukac w sobie Mocy. Ludzie ci zaczynaja wierzyc, ze moga byc tacy jak
filmowi bohaterowie.
Byc moze, ze jest to taki efekt jak ten, który ma miejsce przy serialu
"Ostry dyzur". Tysiace amerykanów pisze listy do aktora grajacego glówna
role z prosba o porady medyczne. Byc moze, ze jest to jeszcze cos wiecej.
Jakis przekaz do podswiadomosci. Jakas manipulacja. A moze kluczem do
zrozumienia tego fenomenu jest po prostu to, ze film potrafi kusic tak
"profesjonalnie" jak sam Lucyfer. To on przeciez namawial i wciaz namawia
czlowieka do tego, by zbuntowal sie przeciwko Bogu i sam zajal Jego miejsce.
Na ekrany kin na calym swiecie wszedl pod koniec 1999 r. kolejny odcinek
"Gwiezdnych wojen" zatytulowany "Gwiezdne wojny-mroczne widmo". Nikt nie
powinien sie dziwic, ze na koszulkach, czapkach, ksiazkach, których sprzedaz
ma towarzyszyc jego projekcjom widniec bedzie oblicze, które kazdy
chrzescijanin latwo zidentyfikuje jako oblicze szatana.
"Mroczne widmo" ma byc filmem nie tylko roku, lecz wrecz wieku. Ma byc
zapowiedzia, jak glosza to hasla reklamowe, wieku XXI. Gazety rozplywaja sie
glównie nad tym, iz jest on owocem nieistniejacej jeszcze kilka lat temu
techniki. Film bowiem w przewazajacej mierze powstal w wyniku zastosowania
digitalnej technologii komputerowej, która zostala tu uzyta na niespotykana
dotad nigdy skale. Film jest jedna z najdrozszych produkcji w historii kina.
Koszty realizacji wyniosly 120 milionów dolarów. Jest to równiez film o
niespotykanej w dziejach reklamie. Jego produkcja trwala cztery lata.
Przygotowania do niego prawie dziesiec lat. Mial on wstrzasnac swiatem.
Przeciez, jak mozna sie to dowiedziec z prasy, Mistrz Yoda obdarzyl Georga
Lucasa Moca, a ten jest przeciez nie tylko rezyserem i producentem filmu,
ale równiez "pelnym autorem".
Czyzby to w ten sposób, nie w ludzkiej postaci, lecz na tasmie filmowej
antychryst mialby przyjsc na ziemie?
Teologia "Gwiezdnych wojen" - uderz w stól i nozyce sie odezwa
Ukazaniu sie na ekranach kin filmu "Gwiezdne wojny - mroczne widmo"
towarzyszylo pojawienie sie w ksiegarniach ksiazek zwiazanych z tym filmem.
Nie udalo mi sie zapewne dotrzec do wszystkich z nich. Naliczylem ich jednak
az... 44 (slownie: czterdziesci cztery). Zakupilem chyba najwazniejsza:
"Gwiezdne wojny. Czesc I. Mroczne widmo" (Wydawnictwo Amber, Warszawa 1999).
Jest to powiesc napisana przez Terry Brooksa oparta "na opowiadaniu i
scenariuszu George`a Lucasa". Po te wlasnie ksiazke, jak wszystko na to
wskazuje, siegaja dzis najchetniej fani "Gwiezdnych wojen". Tak przy okazji.
Ksiazka ta znalazla sie nas dziesiatym miejscu na liscie zagranicznych
bestsellerów 1999 i zostala sprzedana w ilosci 26 450 egzemplarzy ( Tak, dla
przykladu. "Poezje" Karola Wojtyly sprzedano w ilosci 13 250 egzemplarzy).
Naliczylem w niej ponad 60 wypowiedzi na temat, glównego bohatera tej sagi -
Mocy. Mozna powiedziec, ze znalazlem tam kompletny, w zasadzie, wyklad
teologii Mocy.
Odkrycie Mocy stalo sie powodem zalozenia zakonu Jedi: "Zakon Jedi zalozono
tak dawno, ze o jego narodzinach krazyly wylacznie legendy. Z poczatku
zrzeszal uczonych teologów i filozofów, którzy dopiero z czasem zdali sobie
sprawe z istnienia Mocy, a pózniej dlugie lata poswiecili na zglebienie jej
tajników, kontemplacje jej znaczenia i wreszcie jej opanowanie. Zakon z
wolna ewoluowal i Jedi porzucali stopniowo wiare we wszechmoc samotnych
medytacji, na rzecz odpowiedzialnosci spolecznej i zaangazowania w sprawy
swiata zewnetrznego. Zrozumienie istoty Mocy w stopniu wystarczajacym do jej
nalezytego wykorzystania wymagalo czegos wiecej, niz samotnych studiów,
wymagalo sluzby spoleczenstwu oraz wprowadzenia systemu, który gwarantowalby
wszystkim równe prawa." (s. 26-27).
Zobaczmy. W istnieniu zakonu byla dwa etapy. Charakterystyka pierwszego
odpowiada "toczka w toczke" zakonowi Rózokrzyzowców (którzy sa duchowymi
ojcami tak masonerii, jak New Age). Charakterystyka drugiego jest
charakterystyka masonerii, taka, jaka ona sama siebie przedstawia. Masoneria
mówi dzis glosno o swoim planie przejecia wladzy nad swiatem i stworzenia
Rzadu Swiatowego. Zakon Jedi stanowi fundament juz nie tylko Rzadu
swiatowego, ale wszechgalaktycznego.
Co to jest ta Moc? "Moc byla pojeciem zlozonym, trudnym do ogarniecia.
Wyrastala z równowagi wszechrzeczy i kazde zaklócenie jej przeplywu grozilo
zachwianiem owej równowagi." (s. 114) "Moc skrywa tajemnice, które nielatwo
jest odkryc. Jest wszechobecna, przenika wszystko, co nas otacza i wszystkie
zyjace istoty sa jej czescia." (s. 50). To przenikanie nie ma natury
wylacznie duchowej. Jego posrednikiem sa bowiem tzw. midichloriany:
"Midichloriany to mikroskopijne formy zycia, istniejace w komórkach
wszystkich zywych istot i zdolne do komunikacji z Moca".(s. 194) Pojawiaja
sie one w szczególnym natezeniu w organizmach ludzi "wybranych", z którymi
zyja w symbiozie. (tamze). "Mówimy o niej, gdy dwie formy zycia egzystuja
blisko siebie, wspólpracuja i obie czerpia z tego korzysci. Bez nich zycie
nie mogloby istniec i nie zdawalibysmy sobie sprawy z istnienia Mocy.
Midichloriany caly czas przemawiaja do nas, przekazuja nam wole Mocy."
(tamze). Ich glos moze uslyszec ten wybrany, który "uciszy wlasny umysl"
.(tamze).
Rycerze Jedi to ludzie, w których, gdy byli jeszcze malymi dziecmi odkryto
midichloriany. Sa oni odbierani rodzicom i szkoleni. (s. 51) Rycerze Jedi
staraja sie dzialac zgodnie z rytmem Mocy, zrozumiec jej wielowymiarowa
istote i, wreszcie, opanowac ja. Nie moga zanadto zblizac sie do zywej Mocy,
lecz maja koncentrowac sie na jej "jednoczacym aspekcie". Maja tez
kontaktowac sie "z istotami pochodzacymi z terazniejszosci" i z istotami,
które zamieszkuja "te sama przestrzen" w przeszlosci i przyszlosci. (s.
114). Rycerze Jedi daza do zespolenia z Moca (s. 49). Czynia to starajac sie
nie myslec, koncentrujac sie na biezacej chwili, ufajac instynktowi (s.
136), izolujac sie od otoczenia (s. 141), zanurzajac sie "w glebi swojej
swiadomosci" (s. 142). "W swiecie Jedi równowaga zycia w Mocy stanowila
sciezke, wiodaca do zrozumienia i pokoju". (s. 173) Gdy to zespolenie
osiagnie odpowiedni stopien nabywaja ponadnaturalnych zdolnosci. Moga
odczytywac cudze mysli i przewidywac przyszlosc. (s. 57). Moga, uzywajac
Mocy, przenosic przedmioty, zatrzymywac ich ruch lub nawet je niszczyc. (s.
71). Moga widziec wszystko z zawiazanymi oczami i to, co znajduje sie za ich
plecami czy w innym pomieszczeniu (s. 185). Moga tez wplywac na myslenie
innych ludzi i stosujac Moc zmieniac je, naginac do swojej woli, co jednak
juz nie zawsze im sie udaje. (s. 96).
Moc ma swoja jasna i ciemna strone. Wyznawcami tej drugiej strony Mocy sa w
"Gwiezdnych wojnach" Sithowie: "Pojawili sie na scenie przed blisko dwoma
tysiacami lat jako kult wyznajacy Ciemna Strone Mocy. W pelni zgadzali sie
ze stwierdzeniem, ze wladza, z której dobrowolnie sie rezygnuje, to wladza
stracona. Bractwo Sithów zostalo zalozone przez zbuntowanego rycerza Jedi,
samotnego odszczepienca, który tym sie róznil od swych towarzyszy, iz od
poczatku wiedzial, ze prawdziwa Moc nie lezy po stronie swiatla, lecz kryje
sie w mroku." (s. 112) Zaczal on zglebiac "Ciemna Strone Mocy". "Gardzac
idealami wspólpracy i porozumienia, oparlszy sie na zalozeniu, ze zdobycie
sily dowolnymi sposobami prowadzi do pelni wladzy, Sithowie zaczeli budowac
swa Moc w opozycji do Jedi." (s. 112) Typowy czlonek bractwa jest "postacia
demoniczna", ma "bezwlosa, gladka czaszke, ozdobiona w dodatku krótkimi
rogami". Nad Moca panuje przynajmniej w równym stopniu, co rycerze Jedi (s.
162-163).
Rycerze Jedi oczekuja na spelnienie przepowiedni zwiastujacej "nadejscie
tego, który zaprowadzi w Mocy równowage". (s. 175) Wszystko wskazuje na to,
ze tym mesjaszem Mocy jest bedacy jednym z glównych bohaterów "Gwiezdnych
wojen - mrocznego widma" dziesiecioletni chlopiec, który nie tylko, ze ma we
krwi "niewiarygodne stezenie midichlorianów" i ze koncentruje w sobie Moc
to, ponadto przyszedl na swiat w wyniku niepokalanego poczecia. Jego matka
jest zwykla, prosta kobieta, a ojcem "essencja Mocy" (s. 175, por. tez s.
120).
"Szlachetni" rycerze Jedi nie tylko panuja nad Moca, ale ustalaja sami z
siebie wszelkie reguly gry. Podstawowa z nich brzmi wyraznie: "Cel uswieca
srodki.". Dlatego jeden z nich, chyba "najszlachetniejszy" kradnie, gdy
uznaje to za wskazane (s. 122), oszukuje poslugujac sie Moca (s. 132) lub
stosujac ja próbuje wyludzic potrzebne sobie wartosciowe rzeczy (s. 96).
Tyle chyba wystarczy. Przedstawiona wyzej koncepcja jest mieszanina kabaly
(do której przyznaja sie masoni), manicheizmu, doktryny Rózokrzyzowców i
teozofii. Podpisalby sie pod nia praktycznie kazdy poganin reprezentujacy
tzw. dojrzale poganstwo. Jest to zarazem jedna z podstawowych wersji
teologii, jakie reprezentuje New Age.
Zobaczmy. Moc to absolut, nieosobowe bóstwo, tozsame ze swiatem (klasyczny
panteizm). Bóstwo to ma w sobie wszelkie boskie moce. Ma nawet jakies swoje,
niejasne zreszta, przeslanie. Samo jednak z siebie nie moze nic. Nie jest
przeciez osoba. Jego boskosc moze zatem uruchomic tylko ktos inny - czlowiek
i to wylacznie czlowiek wybrany, który ponadto jest wtajemniczony (posiada
odpowiednia wiedze - gnosis; stad gnoza). Czlowiek taki staje sie, gdy panuj
e juz w pelni nad Moca, doslownie Bogiem. Moze on dzialac zgodnie z natura
(przeslaniem) Mocy. Moze jednak tez realizowac, poslugujac sie Moca, swoje
wlasne plany. Moc-bóstwo nie ma zreszta swojej jednorodnego
duchowo-moralnego wymiaru. Ma przeciez jasna i ciemna strone. Zlo jest tu
wiec przedstawione jako cos realnego, majacego swoje ugruntowanie w bóstwie,
jako cos, co ontycznie (bytowo) jak i moralnie jest równe dobru. Cóz z tego,
ze dobro zwycieza wciaz w "Gwiezdnych wojnach". W kazdej chwili moze
przeciez zwyciezyc zlo.
Jasna strona Mocy-bóstwa nazywana "dobrem" reprezentuje opcje, która tylko
pozornie jest tozsama z rozumieniem dobra zawartym w chrzescijanstwie czy
chocby kulturze europejskiej. To "dobro" ma polegac na sluzbie ludziom. Na
czym jednak polega ta sluzba? Co jest jej celem? Wszystko wskazuje na to, ze
nieograniczona niczym wolnosc czlowieka ("Róbta co chceta."), a nastepnie,
co juz jest logiczne, jego boskosc.
Koncepcja Mocy z zalozenia jednak ogranicza te wolnosc i boskosc poprzez
swoja programowa kastowosc. Ludzi dzieli sie tam na wybranych i
pielegnujacych swoje wybranstwo (to im nalezy sie pelnia wladzy nad
swiatem), wybranych, którzy zagubili swoje wybranstwo lub nie zostali
zaakceptowani przez innych wybranych (maja oni odrobine lepszy status niz
tzw. zwykli ludzi, bo sa szczególnie uzdolnieni) oraz zwyklych ludzi, którym
zostaje, zreszta takze dla ich "dobra",slepe podporzadkowanie sie wybranym.
Dodatkowo w ramach zaprezentowanej koncepcji zarysowana jest bluzniercza
koncepcja mesjasza Mocy, która jest naigrywaniem sie z najwiekszych
swietosci chrzescijanskich, i która oczywiscie ma calkowicie inna wymowe niz
chrzescijanska. Ten moment teologii mocy swiadczy o tym, ze jest ona
sformulowana wlasnie tak, a nie inaczej w celu zwiekszenia swej
atrakcyjnosci w kregu kultury europejskiej (zwiekszenia konkurencyjnosci
wobec chrzescijanstwa). Jest on zreszta zywcem zaczerpniety z doktryny
Maniego (twórcy manicheizmu).
Jesli spojrzec na teologie Mocy z chrzescijanskiego punktu widzenia nalezy
stwierdzic, ze jest to czystej wody satanizm. Pamietajmy, ze prawdziwy
satanizm nie polega na oddawaniu czci szatanowi, ale na realizacji jego
wskazan ("Badzcie bogami"). Realizacja zas tych wskazan jest mozliwa tylko
po przyjeciu takiej teologii Mocy (lub innej doktryny posiadajacej te same
podstawowe "wektory teologiczne").
"Gwiezdne wojny" to wiec dzielo propagandowe, które ma indoktrynowac. Glosi
pewna bardzo okreslona doktryne religijna, ale tak niejako przy okazji,
mimochodem, nie wprost, w taki wiec sposób, ze jego odbiorcy czesto nie
zdaja sobie sprawy, ze dociera do nich takie przeslanie i ze je przyjmuja.
Oni po prostu w pewnym momencie uswiadamiaja sobie, ze zaczeli wierzyc w
cos, w co przedtem nie wierzyli, ze to ukierunkowalo ich zainteresowania i
zmienilo, w konsekwencji, zycie. Przypominam, ze pierwsze ulotki New Age
mialy przyspieszac ten proces przez uswiadomienie czegos odbiorcom
"Gwiezdnych wojen". Glosily przeciez: "Jezeli podobaly ci sie Gwiezdne wojny
przyjdz do nas."
Zauwazmy, ze ten zabieg propagandowy zostal dokonany w kontekscie dwóch
majacych zwiekszac jego skutecznosc elementów.
Po pierwsze, atrakcyjnosc "Gwiezdnych wojen". To nie jakis nudny wyklad
teologiczny, ale czysta rozrywka, pelna przygód, dowcipu, sytuacji
wywolujacych pozytywne emocje, budzacych uczucie zadowolenia,
oszolamiajacych efektów specjalnych. Zauroczenie filmem mialo pociagac, i
czesto pociagalo, zauroczenie jego teologicznym przeslaniem.
Po drugie, teologia ta zostala sformulowana w pewnej, wyraznej opozycji do
propozycji chrzescijanskich. Chrzescijanstwo proponuje obowiazek,
cierpienie, wyrzeczenie, asceze, trud, który owocuje, ale po spelnieniu
wielu wymagan. Tu proponuje sie cos prostego i latwego, cos, co jest
doslownie na wyciagniecie reki, cos, co nie wymaga rezygnacji z niczego,
zadnego prawie trudu, a zarazem cos, co daje efekty natychmiast i to, jakie
efekty - pewne nadprzyrodzone zdolnosci i umiejetnosci, ostatecznie boskosc.
Gdy ukazal sie w "Naszym Dzienniku" pierwszy mój artykul na temat
"Gwiezdnych wojen" redakcja zawiadomila mnie, ze przyszlo wiele listów od
oburzonych fanów tego "arcydziela". Zdziwilem sie. Myslalem dotad, ze
czytelnicy "Naszego Dziennika" rekrutuja sie z ortodoksyjnych srodowisk
katolickich. Okazuje sie, ze sie jednak nie mylilem. Listy byly od tych,
którzy mój artykul odkryli w internecie (jest tam obecny "Nasz Dziennik")
poszukujac materialów dla siebie (a wiec zbierajac wszystko, co dotyczy
ukochanej sagi).
Listy te przewaznie zawieraly wiazanki najbardziej wulgarnych przeklenstw,
obrazliwe uwagi pod moim adresem i adresem redakcji. Wyrazaly tez
zdziwienie, ze mozna nie kochac "Gwiezdnych wojen". Fakt, iz wystapilem
przeciwko nim wiekszosc z autorów listów próbowala sobie (i innym) tlumaczyc
w ten sposób, ze jestem jakims niekompetentnym prostakiem i oszolomem.
Pojawilo sie tam tez jednak kilka bardziej racjonalnych uwag. Przyjrzyjmy
sie kilku z nich.
Pan X (zastrzegl sobie anonimowosc) stwierdza, ze "szkaluje jego ulubiony
film" i próbuje udowodnic, ze przeslanie "Gwiezdnych wojen" da sie pogodzic
z chrzescijanstwem, a zauroczenie nimi nie prowadzi do przyjecia jakiejs
nowej opcji religijnej.( o tym, ze ten film "jest nieszkodliwy" pisze wielu
autorów listów powolujac sie na swoje osobiste doswiadczenia - "Ogladalem
film wielokrotnie. Jestem nim zafascynowany, ale nie zmienil on moich
pogladów religijnych."; "Nie spotkalem nikogo, kto by zmienil swoje poglady
religijne po obejrzeniu Gwiezdnych wojen". Pan X pisze tak: "Otóz jasna
strona mocy NIE jest stawiana na równi z ciemna. Przyklad? Prosze: mistrz
Yoda w odpowiedzi na pytanie swojego ucznia "czy ciemna strona mocy jest
silniejsza od jasnej?" mówi, ze NIE JEST JEDYNIE LATWIEJSZA. A zatem czy
mozna nazwac to stawianiem na równi? Oczywiscie, ze nie." Odpowiadam:
Oczywiscie, ze tak. To, ze nie jest silniejsza i ze jest latwiejsza nie
oznacza, ze jest slabsza. Zwykla dwuwartosciowa logika tego uczy. Pan X
dodaje, ze dobro zwycieza w filmie zlo wiec jest silniejsze. Powtarzam. Te
zwyciestwa nie wynikaja z jakiejs jego strukturalnej przewagi, ale
wyszkolenia Yedi i lutu szczescia. Zawarty w "Gwiezdnych wojnach" opis
teologiczny jest jednoznaczny (patrz wyzej). Pan X polemizuje tez z moja
teza, ze bohaterowie filmu odkrywajac w sobie moc podobni sa do greckich
bogów. Mówi, ze, po pierwsze, tylko, kilka osób w sadze dysponuje Moca, a,
po drugie: "moc nie jest sila wewnetrzna czlowieka, jest sila, która
przenika wszechswiat, sila trudna do sprecyzowania, sila, która tworza
wszystkie organizmy zywe. Jest to zasadnicza róznica." Jaka róznica? Czym od
boga rózni sie czlowiek, który moze nim sie poslugiwac, kiedy chce? Czyz ten
czlowiek nie jest kim wiekszym niz bóg? Tak, przy okazji. Tadeusz Cegielski,
obecnie Wielki Namiestnik polskiej masonerii rytu szkockiego tak
charakteryzuje maga-kabaliste (kabala to fundament doktryny masonskiej) -
"ten, który dazy do zapanowania nad bytem"; "ten, kto zdobywa kreacyjna moc
Najwyzszego".
Pan X pisze: "zdrowy psychicznie czlowiek nie jest na tyle naiwny (zeby nie
powiedziec glupi), aby pod wplywem jakiegokolwiek filmu stracic poczucie
rzeczywistosci i mylic rzeczywistosc z fikcja wzieta z ekranu." Prosze Pana.
Tysiace ludzi pisze kazdego tygodnia do aktora grajacego glówna role w
serialu "Ostry dyzur" z prosba o porade medyczna. Oni wyraznie myla fikcje z
rzeczywistoscia. Prosze Pana. skad w takim razie biora sie sekty gloszace
najbardziej zwariowane doktryny? Czy ci ludzie nie myla fikcji
(niekoniecznie filmowej) z rzeczywistoscia? Cala istota satanizmu polega na
myleniu fikcji z rzeczywistoscia.
Pan X oburza sie, gdy pisze o koszulkach, na których widnieje postac Dartha
Maula z rogami - wcielenie zla i mówie o praktycznym upowszechnianiu przez
nie satanizmu. Stwierdza: "owszem Darth Maul jest postacia sztandarowa
nowych "SW: E1", ale prosze zauwazyc, ze pod koniec filmu zostaje
zniszczony! Pokonany przez dobro, przez prawych ludzi. Czy to umknelo
panskiej uwadze?" Co z tego, ze zostal zabity? Czy jednak, w istocie zostal
pokonany? Iluz swietych zostalo zamordowanych, zginelo meczenska smiercia?
Czy to oznacza, ze zostali pokonani? Ile osób ich dzis czci? Czyz nie warto
sie zastanowic nad tym, dlaczego produkuje sie i, co za tym idzie, sprzedaje
tysiace czy nawet miliony koszulek z podobizna Zlego. Dlaczego ludzie,
przede wszystkim mlodzi, je zakladaja? Gdyby potepiali zlo nie nosiliby
doslownie na sercu jego podobizny. Co spowodowalo ich zauroczenie zlem? Czy
nie "Gwiezdne wojny"?
Pan X pisze wreszcie o tym, ze w filmie prezentuje sie "PRAWDZIWE DOBRO":
"Gwiezdne wojny to saga bajkowa, fantastyczna, gloszaca czy sie to komus
podoba czy nie, idee dobra. Ukazanie postaci wspanialych wladców (królowa
Amidala), dzielnych, broniacych do konca swoich PRAWYCH idealów rycerzy
(...), a takze o sile przyjazni (...), milosci i checi walczenia za nia. A
co najwazniejsze(...), zlo przegrywa."
Na charakter "dobra" przedstawianego w "Gwiezdnych wojnach" zwrócilem tu juz
uwage. Mozna jeszcze dodac, ze kazda sekta zaczyna od prezentacji jakiegos
dobra (np. podejmuje dzialalnosc charytatywna), by pózniej latwiej usidlic
ludzi. Dzis, co pokazuje przyklad Pana X, wielu ludzi nie do konca juz zdaje
sobie tez sprawe z tego, co tak naprawde dobrem w istocie jest, a co nie.
Nie sama milosc jest dobrem. O tym czy jest ona zwiazana z dobrem (czy jest
naprawde miloscia) swiadcza jej owoce. Mozna pomagac ludziom, bo sie cos od
nich chce albo po to, by pózniej sie tym przechwalac lub by, po prostu
dobrze sie czuc. To nie jest dobro.
Autorzy pozostalych listów nie wnosza innych argumentów. Warto jedynie
zwrócic uwage na sposób ich myslenia. Tak wiec np. Pan A.Z. pisze: "Prosze
pamietac tez, ze taki przedstawiciel Buddyzmu moze myslec o panskim Bogu to
samo, co pan o jego, a kazdy z was bedzie zaklinal, ze jego Bóg jest
prawdziwy. Kazdy ma swojego Boga, bo kazdy z nas jest inny." To zdanie mnie
nie dziwi w kontekscie nastepujacej wypowiedzi Pana A. Z.: "Ja sam Gwiezdne
wojny ogladalem juz wiele razy, tak czesto, ze nie jestem w stanie
powiedziec dokladnej liczby seansów." To zdanie to klasyczny przyklad
twierdzenia wchodzacego w sklad doktryny satanistycznej. Cóz bowiem takiego
twierdzi w nim Pan A.Z.? Twierdzi, ze to czlowiek okresla Boga, a nie Bóg
czlowieka, a wiec, ze to czlowiek jest tym wlasciwym, prawdziwym Bogiem.
Ktos powie - Pan A. Z. jest po prostu ateista. Czyz jednak ateizm nie jest
czesto droga na skróty do satanizmu? Wystarczy, ze ateista pooglada sobie
"Gwiezdne wojny".
Pan D.W. pisze zas: "Sam jestem wielkim zwolennikiem gwiezdnej sagi pt. Star
Wars. (...) Jesli przyjac punkt widzenia pana Krajskiego, to nalezaloby
przywrócic system totalitarny (przyklad np. Iranu), gdzie cenzura jest
wszechobecna. A moze panu Krajskiemu marzy sie powrót do czasów, kiedy
Kosciól mial olbrzymi wplyw na to, co dzialo sie wokól. (...) A o ile sie
nie myle to podstawa wiary chrzescijanskiej jest gloszenie Prawdy."
Czy ja proponowalem zdjecie filmu? Ja tylko przed nim ostrzegalem. I to
wlasnie w imie prawdy, w obronie ludzkiej wolnosci, która film ten próbuje
zabrac poprzez indoktrynacje.
Pani A. H., studentka dziennikarstwa, stwierdza zas, ze "Gwiezdne wojny" to
dobry sposób na zarobienie pieniedzy, a to przeciez jest celem wszystkich,
takze "Naszego Dziennika", a kto ma pieniadze ten jest szczesliwy, wiec
czego sie tu czepiac."
Ciekawa jest wypowiedz osoby podpisujacej sie jako Dr Deadman: Musimy
pamietac o tym, ze to nie Lukas zrobil film na uzytek NEW AGE, tylko
organizacje dzialajace w "duchu nowej ery" wykorzystaly, nie majac do tego
prawa, swiat Gwiezdnych Wojen na swój wlasny uzytek i do sobie znanych
celów." Tu rece opadaja. Jest to bowiem próba ignorowania oczywistych
faktów.
Jezeli tak maja myslec nastepne pokolenia dziennikarzy to ja dziekuje.
Zdumiewajacy jest ladunek emocjonalny wlozony przez autorów listów w ich
tresc. Oni sie po prostu, jak mówi to mlodziez, pienia. Tak jakbym ugodzil
ich w najczulsze miejsce lub bluznil przeciwko ich Bogu.
Przyklady: "W tym, co pan Krajski napisal mozna powiedziec, ze jest tylko
ziarnko prawdy. Reszta to stek bzdur." (D.W.); "Czy nie zastanawial sie pan
nad wizyta u jakiegos specjalisty, proponuje psychiatre."; "Jak mozna pisac
takie brednie?" (M. K.); "Ten tekst o Star Wars z 21 wrzesnia to jakis
oszolom nawiedzony, idiota pisal chyba." (Matrix), itp.
Zobaczmy te listy, ta zawarta w nich agresja, brak w nich argumentów
racjonalnych, zachwyt nad filmem, przywiazanie do niego jak do jakies
swietosci to dobre swiadectwo prawdzie, prawdzie o tym, ze film "Gwiezdne
wojny" jest filmem niebezpiecznym, wywolujacym zmiany w mysleniu i
nastawieniu do swiata. Jest, i chyba nikt juz temu nie zaprzeczy po
zapoznaniu sie z wyzej przedstawionymi dowodami, filmem propagujacym jedna z
bliskich satanizmowi wersji dojrzalego poganstwa.
Potwierdza to, dodatkowo, list czytelnika wydrukowany w "Naszym Dzienniku" w
dniu 2.11.99 r. bedacy reakcja na moje artykuly o "Gwiezdnych wojnach"
Czytelnik ten pisze, miedzy innymi: "Uwazam, ze w wiekszosci spraw sie Pan
nie myli. Osobiscie jestem fanem "GW" i wszelkie porównania bede opieral o
swoja osobe Film zainteresowal mnie okolo 6 lat temu. Od tamtego czasu moje
zycie znacznie sie zmienilo. Sciany mam obklejone plakatami, kubki w
ksztalcie bohaterów etc. Zmienilo sie takze moje patrzenie na swiat.
Zaczalem zachowywac sie jak bohaterowie Sagi. Zaczalem uwazac siebie za
kogos lepszego (nie chodzi mio to, ze traktowalem siebie jak Jedi, ale
patrzylem na wszystkich z lekka pogarda). Pana Boga zaczalem wyobrazac sobie
w postaci starca w czarnym kapturze. Kazda wolna chwile wykorzystywalem na
obmyslanie dalszych przygód bohaterów. Nawet z jednym z nich sie
utozsamilem. Obecnie, gdy ogladam "GW" i widze swojego bohatera, odnosze
wrazenie, ze to ja sam. Najgorsze jest to, ze zaczalem patrzec w gwiazdy.
Ogarnal mnie zal, ze nie moge sie wyrwac do tamtego swiata. Pisze to
calkowicie powaznie. Jestem wrazliwcem, cienkoskórnym, i na pewno wielu
fanów takich jak ja nie ma (na szczescie). Ostatnio
ogladalem w kinie "Mroczne widmo" (bylem na tym 4 razy). Musze Panu przyznac
racje, ze zafascynowal mnie Darth Maul (bardziej postac Qui Gon Jinna, ale
zaraz po nim Sith). Wyda-
walo mi sie to normalne, ale jak patrze na to z "zewnatrz", to dochodze do
wniosku, ze cos nie tak sie ze mna stalo. Bylem czlowiekiem religijnym,
kochajacym Boga. Dzisiaj dalej
chodze do kosciola, lecz jest to tylko obecnosc cialem. Duchem jestem w
swiecie "GW". Pana artykul "otworzyl mi oczy". Niestety, majac juz
swiadomosc, czym jest ten film, nie potrafie o nim zapomniec, l choc
chcialbym z powrotem kochac Boga, a nie siebie, nie jestem w stanie tego
dokonac. Przynajmniej na razie. Tak wiec Pana artykul mówi prawde. Ja jestem
na to zywym przykladem."
Cóz mozna radzic. Jezeli ktos ogladal juz "Gwiezdne wojny - mroczne widmo"
lub chce koniecznie obejrzec film o gwiezdnych wojnach proponuje udac sie do
najblizszej wypozyczalni video i wypozyczyc za 2 zlote film Mela Brooksa pt.
"Kosmiczne jaja". Jest to kpina z "Gwiezdnych wojen", kpina troche zlosliwa,
zabawna, ujawniajaca przy okazji caly prymitywizm i smiesznosc przeslania
"wielkiej" sagi. Bedzie to, z pewnoscia, dobra odtrutka, a zarazem lekarstwo
dla tych, którzy poganskie bajki traktuja powaznie.
Zakonczenie
Tak. Poganstwo ma wiele twarzy. Masoneria to poganstwo. "Spoleczenstwo
otwarte" to poganstwo. Teozofia i aotropozofia, jak równiez kazde
odwolywanie sie do tych "nauk" czy powazne ich traktowanie to poganstwo.
Globalizm to poganstwo. Feminizm to poganstwo. "Niech Moc bedzie z toba" -
to poganstwo.
I cóz z tego? To tylko "swiat", ten swiat.
"Nie milujcie swiata - mówi Sw. Jan - ani tego, co jest na swiecie!"
Dlaczego?
"Wszystko bowiem, co jest na swiecie (...) nie pochodzi od Ojca, lecz od
swiata. Swiat zas przemija, a z nim jego pozadliwosc; kto zas wypelnia wole
Boza, ten trwa na wieki."
>Poganstwo ma wiele twarzy. Masoneria to poganstwo. "Spoleczenstwo
> otwarte" to poganstwo. Teozofia i aotropozofia, jak równiez kazde
> odwolywanie sie do tych "nauk" czy powazne ich traktowanie to poganstwo.
> Globalizm to poganstwo. Feminizm to poganstwo. "Niech Moc bedzie z toba" -
> to poganstwo.
> Poganstwo to "relatywizm poznawczy (nie ma prawdy), relatywizm moralny
(nie ma dobra),
>pycha, kult anarchii (róbta co chceta), obojetnosc i biernosc (tzw.
>tolerancja), konsumpcjonizm, kult uzycia, przeswiadczenie o tym, ze
czlowiek
>jest najwyzsza istota, Panem Swiata i Prawodawca (to, co ustalimy jest
>prawda i dobrem) itp."
Obrzydlistwo!
>"Trudno zyc pod jednym dachem chrzescijanom i poganom tym bardziej, ze
>poganie nigdy nie graja czysto".
Dodajmy do tego, ze poganstwo i masoneria to to samo. Wojny, ludobojstwa,
stosy i getta wymyslili poganie. Hitler i Stalin byli masonami. Masoni
rowniez likwidowali Indian, bili Zydow, Mahometan, tepili glupie czarownice
... Nic dziwnego, bo nie znali Jedynej Prawdy, Jedynego Dobra i nie czytali
niejakiego Krajskiego (doktora chyba swietej teologii?).
Amen
gerd2
--
"kaczusia" <obw...@nycmail.com> schrieb im Newsbeitrag
news:KMjl9.8311$om2.1...@twister.rdc-kc.rr.com...
--
"kaczusia" <obw...@nycmail.com> schrieb im Newsbeitrag
news:imkl9.8410$om2.2...@twister.rdc-kc.rr.com...
>
> "gerd" <gerd.2....@spamgourmet.com> wrote in message
> news:an4jbh$lc9$00$1...@news.t-online.com...
> > Kaczusiu, Kaczusiu, nie uczyli Cie streszczac? Po co te 234 KB tekstu,
> skoro
> > rzecz sprowadza sie do paru zdan zakonczenia:
> >
> > > to poganstwo.
I co ma piernik do wiatraka ? Hitler czy Stalin reprezentowali kosciol ? A
ta ferajna odpowiedzialna za wymordowanie kilkaset tysiecy w Polsce juz po
wojnie tez reprezentowala kosciol ? Przeczytaj o nich na stronie
http://www.antyk.org.pl/teksty/ozydach-19.htm
I z taka swoja logika chcesz innych logiki nauczac ?
--
Bardzo madra decyzja.
> W internetowej autoreklamie Rotary International czytamy: "Klub
> Rotary jest organizacja skupiajaca przywódców gospodarczych i
> profesjonalnych okreslonej spolecznosci (miasta, dzielnicy,
> obszaru komunalnego). Celem dzialalnosci klubu jest kolezenska
> wspólpraca i uczynnosc. (...) Czlonkami Klubu sa osoby dorosle
> o prawym charakterze i dobrej reputacji, którzy sa
> wlascicielami, wspólwlascicielami, czlonkami Zarzadu lub
> menadzerami przedsiebiorstw lub pracuja w okreslonej profesji,
> lub którzy piastuja wazne funkcje z kompetencjami dyrektorskimi
> oraz osoby emerytowane a uprzednio pracujace lub zajmujace w/w
> stanowiska."
Swietne! Skoro oni tacy uczciwi, to proponuje
zatrudnic tych wszystkich masonow i rotarian na
ulicy scianowej, zeby oczyscili ta stajnie
augiasza!
--
"Imbéciles réveillez vous!"
Jerzy Pawlowski (j...@panix.com)