Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

„Razwiedka” cały czas rządzi Polską

18 views
Skip to first unread message

u2

unread,
Apr 1, 2017, 10:00:47 AM4/1/17
to
czyli Mordor:))))))))

http://nczas.com/publicystyka/pis-nie-przejal-kontroli-nad-sluzbami-razwiedka-caly-czas-rzadzi-polska/

Gdy 19 listopada 2015 roku 42-letni profesor Piotr Pogonowski obejmował
władzę w ABW, miała to być zapowiedź wielkich zmian. Dość szybko jednak
trzon „starych” funkcjonariuszy Agencji, sam siebie nazywający w żartach
„Mordorem” („kraina zła” w słynnych powieściach J. R. R. Tolkiena),
przejął kontrolę nad szefem.

– Latali do niego z flaszkami, zapraszali na imprezy i tłumaczyli, jak
się cieszą, że wreszcie rządzi nimi uczciwy zawodowiec – opowiada
funkcjonariusz ABW. Pogonowski kupił tę bajkę i oparł swoje rządy o
kluczowych ludzi… Krzysztofa Bondaryka i Dariusza Łuczaka. Tych samych,
którzy rządzili ABW za rządów PO. ABW wtedy ganiała za dziennikarzami i
robiła wszystko, co w jej mocy, aby afery poprzedniej ekipy nie zostały
wyjaśnione. Żeby było śmieszniej (lub smutniej), to za rządów Krzysztofa
Bondaryka ABW współpracowała otwarcie z FSB (bez zgody premiera!), czego
nowa władza w żaden sposób nie oceniła.

Kadry PiS

Doradcą Pogonowskiego jest dzisiaj płk Andrzej Lesiak, który jest
jednocześnie przewodniczącym zespołu ds. połączenia ABW i Agencji
Wywiadu (AW). W poprzednich latach Lesiak najpierw był dyrektorem Biura
Kadr w Agencji, potem szefem jej Centralnego Ośrodka Szkolenia w
podwarszawskim Emowie, a następnie szefem Departamentu Bezpieczeństwa
Wewnętrznego i Audytu.

Należał do najbardziej zaufanych ludzi Krzysztofa Bondaryka i Dariusza
Łuczaka, którzy kierowali wówczas Agencją. Z poprzednim układem związany
był także inny kluczowy człowiek Pogonowskiego – płk. Sylwester Lis,
obecnie dyrektor Departamentu Kontrwywiadu, czyli najważniejszego pionu
w ABW.

W latach 2009-2015 Lis był naczelnikiem Wydziału I w Departamencie
Kontrwywiadu i w praktyce odpowiadał za koordynację działań delegatur
terenowych ABW. Gdy w 2012 roku wybuchła afera Amber Gold, został
wysłany przez szefa ABW Krzysztofa Bondaryka ze specjalną misją do Gdańska.

Zapewne w papierach ABW jest napisane, że miał pomagać i koordynować
śledztwo. Skutek jego działań był jednak taki, że nie doszło do
ujawnienia kontaktów działaczy gdańskiej PO z prawdziwym „mózgiem” Amber
Gold, czyli gangsterem o pseudonimie „Tygrys”, którego nazwisko pojawia
się w aktach śledztwa prokuratury w sprawie tej afery.

Wspomniany „Tygrys” to były oficer komunistycznej Służby Bezpieczeństwa,
a po jej rozwiązaniu jedna z kluczowych postaci w trójmiejskim biznesie.
To właśnie on – zdaniem naszych rozmówców z ABW – zaplanował całe Amber
Gold i do tego celu wybrał właśnie Marcina P. który był jego słupem.
„Tygrys” miał również nader bliskie kontakty z działaczami PO w
Trójmieście, sięgające nawet otoczenia samego Donalda Tuska.

Nadzór Lisa nad śledztwem doprowadził do tego, że wspomniane fakty w
żaden sposób nie pojawiły się w ustaleniach, jakich Agencja miała
dokonać w sprawie Amber Gold i jej powiązań z politykami.

Do zauszników Pogonowskiego zalicza się również obecny szef Delegatury
ABW w Białymstoku ppłk Rafał Rokicki, w przeszłości zastępca Lisa, a
także szef Delegatury ABW w Olsztynie płk Jerzy Witkowski oraz jego
zastępca mjr Piotr Ziółkowski.

STEROWANIE Z TYLNEGO SIEDZENIA

Innym zausznikiem Pogonowskiego jest płk Marek Bogdański, obecnie
zastępca dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Audytu.
Pod koniec rządów koalicji PO-PSL Bogdański został mianowany zastępcą
dyrektora Delegatury ABW w Gdańsku.

On również brał czynny udział w śledztwie w sprawie afery Amber Gold.
Wiemy, z jakim skutkiem.

Funkcjonariusze gdańskiego kontrwywiadu, z którymi rozmawialiśmy,
wskazali, że za jego czasów niszczono w ABW dokumentację, która mogłaby
kompromitować poprzednie kierownictwo tej placówki. Akcja niszczenia
dokumentów miała zostać sfinalizowana w końcu października 2015 roku,
zaraz po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych.

Innym człowiekiem Pogonowskiego jest ppłk Jarosław Szatkowski, zastępca
dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Audytu. Szatkowski
w latach 2011-2015 pełnił stanowisko zastępcy dyrektora Centralnego
Ośrodka Szkolenia w Emowie. Jak ustaliliśmy, to on odpowiadał za
odpowiednie „ugoszczenie” polityków PO, którzy wizytowali ten ośrodek.
Ma zatem unikalną wiedzę na temat kulis i przebiegu tych niecodziennych
wizyt.

Człowiekiem Pogonowskiego stał się także płk Arkadiusz Smędek, który
został przez niego mianowany dyrektorem Centrum Antyterrorystycznego
(CAT) Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, które jest jednostką
koordynacyjno-analityczną w zakresie przeciwdziałania terroryzmowi i
jego zwalczania. Wcześniej, przed dojściem PiS do władzy, kierował
gdańską Delegaturą ABW. Płk Smędek brał także udział w nieudolnym
śledztwie w sprawie Amber Gold. Ta ostatnia mocno obciążała Agencję,
zwłaszcza jej gdańską placówkę. Wszyscy wymieni należą dzisiaj w ABW do
„grupy trzymającej władzę”.

Z tylnego siedzenia

Nieformalnym szefem opisanej grupy ma być płk Marek Wachnik, były
wiceszef ABW. Według obiegowej opinii, to on ma dziś za pośrednictwem
swoich ludzi „pilota” do szefa Agencji. W środowisku ludzi służb
specjalnych Wachnik zaliczany jest do tzw. grupy toruńskiej, której z
kolei nieformalnym szefem jest gen. Zbigniew Nowek (za pierwszego rządu
PiS w latach 2005-2008 szef Agencji Wywiadu).

Wachnik jest absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika
w Toruniu. W latach osiemdziesiątych zajmował się poligrafią podziemnych
wydawnictw w regionie gdańskim. Sam był również redaktorem wielu z nich.
Jego biogram możemy znaleźć w „Encyklopedii Solidarności”.

W 1989 roku Wachnik próbował swoich sił w biznesie, będąc przez jakiś
czas prezesem spółki Soltor sp. z o.o. Ale w 1991 roku porzucił tę
działalność i poszedł do pracy w Urzędzie Ochrony Państwa (UOP). Prawie
od razu został tam naczelnikiem wydziału zamiejscowego w Toruniu, który
podlegał Delegaturze w Bydgoszczy. Potem przez jakiś czas był szefem
Delegatury UOP w Olsztynie. Po dojściu do władzy SLD w 2001 roku Wachnik
został zwolniony ze służby. Przez jakiś czas był wówczas ekspertem od
bezpieczeństwa w Narodowym Banku Polskim (NBP). Gdy w 2004 roku powstała
Sejmowa Komisja Śledcza ds. Afery Orlenu, Wachnik razem ze swoim
patronem Zbigniewem Nowkiem znaleźli się przy niej jako eksperci.

Media rozpisywały się wówczas, że Nowek z Wachnikiem „grają mediami”,
dokonując przecieków z prac tej komisji. Gdy w 2005 roku PiS wygrało
wybory, a szefem ABW został Witold Marczuk, Wachnik został jego
zastępcą. Tak naprawdę to on rządził wówczas w ABW. Gdy jesienią 2007
roku PiS straciło władzę w wyniku kolejnych wyborów parlamentarnych,
Wachnik pokładał jeszcze nadzieję w marszałku Senatu Bogdanie
Borusewiczu, licząc, że dzięki niemu dalej pozostanie w służbie.

Jak pisały media, Wachnik miał sprzedawać wówczas Borusewiczowi trochę
mało wiarygodną historyjkę o tym, że był spychany na drugi plan przez
ludzi Kaczyńskich. Pokładane w Borusewiczu nadzieje jednak zawiodły.
Grupa toruńska była wówczas w całkowitym odwrocie w naszych służbach
specjalnych.

HAKI I AFERY

Wachnik spróbował swoich sił w biznesie. Jedną takich inicjatyw była
założona w 2011 roku spółka Binase, świadcząca usługi doradcze w
zakresie bezpieczeństwa dla podmiotów państwowych. Wśród właścicieli i
władz byli m.in. pułkownicy Andrzej Pawlikowski (niedawno odwołany szef
BOR) i Grzegorz Małecki (do niedawna szef Agencji Wywiadu), były szef
Delegatury ABW w Lublinie Tomasz Piechowiak, Zbigniew Nowek oraz
wspomniany Marek Wachnik. W 2015 roku, po objęciu przez Pawlikowskiego i
Małeckiego funkcji w służbach, prezesem Binase został Sławomir Marek W.,
były pułkownik Agencji Wywiadu.

W. niedawno dostał zarzuty w głośnej sprawie umowy między PKP a spółką,
której był prezesem i współwłaścicielem – Sensus Group. Spółka ta
powstała w wyniku przekształcenia w kwietniu 2016 roku Agencji
Informacyjno-Autorskiej „Best”. Zanim jeszcze zmiana ta pojawiła się w
dokumentach rejestrowych, Sensus Group zawarła z PKP SA umowę na kwotę
ponad 1,9 mln złotych. Chodziło o „realizację przedsięwzięć
profilaktycznych w zakresie zagrożeń terroryzmem bombowym” w okresie
Światowych Dni Młodzieży, jakie były organizowane w Polsce w lecie
ubiegłego roku.

Ten interes firmy ludzi służb z państwową spółką nie spodobał się
Mariuszowi Kamińskiemu, ministrowi koordynującemu działania wszystkich
naszych służb. Nie tylko wymusił on dymisję Pawlikowskiego z funkcji
szefa BOR, a potem Małeckiego z funkcji szefa Agencji Wywiadu, ale i
zlecił CBA zbadanie całej sprawy. W efekcie tych działań na początku
marca br. agenci CBA zatrzymali kilka osób związanych ze spółkami Binase
i Sensus Group, a prokuratura postawiła im zarzuty.

Przy okazji tego śledztwa funkcjonariusze CBA otrzymali od jednego ze
świadków informację o nagraniu (obraz i dźwięk) z zabawy sylwestrowej z
lat 2013/2014, na którym obecni byli m.in. aktualni szefowie: ABW –
Piotr Pogonowski i CBA – Ernest Bejda. Na taśmie ma być utrwalony spór
między bawiącymi się funkcjonariuszami, całość ma wyglądać nieciekawie
dla części uczestników, bo impreza była suto zakrapiana alkoholem. Dziś
tego nagrania szukają przede wszystkim agenci ABW w ramach „akcji
zabezpieczania kontrwywiadowczego szefa”, ale także agenci CBA
prowadzący sprawę PKP.

Zapytana o sprawę ABW odpisała w imieniu szefa: „pytania zadane przez
Pana Redaktora dotyczą informacji co do zdarzeń mających charakter
prywatny i zaistniałych przed objęciem przez prof. Piotra Pogonowskiego
funkcji Szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Agencja nie ma
zwyczaju komentowania spraw prywatnych swoich funkcjonariuszy.

Jednocześnie informujemy, że w przypadku opublikowania przez
dziennikarza informacji nieprawdziwych, naruszających dobra osobiste
Pana Piotra Pogonowskiego, zostaną przez niego podjęte kroki prawne
przeciwko redaktorowi naczelnemu pisma oraz dziennikarzowi – autorowi
publikacji”.


--
General Skalski o zydach w UB :

"Rozanski, Zyd, kanalia najgorszego gatunku, razem z Brystigerowa,
Fejginami, to wszystko (...) nie byli ludzie."

prof. PAN Krzysztof Jasiewicz o zydach :

"Zydow gubi brak umiaru we wszystkim i przekonanie, ze sa narodem
wybranym. Czuja sie oni upowaznieni do interpretowania wszystkiego,
takze doktryny katolickiej. Cokolwiek bysmy zrobili, i tak bedzie
poddane ich krytyce - za malo, ze zle, ze zbyt malo ofiarnie. W moim
najglebszym przekonaniu szkoda czasu na dialog z Zydami, bo on do
niczego nie prowadzi... Ludzi, ktorzy uzywają slow 'antysemita',
'antysemicki', nalezy traktowac jak ludzi niegodnych debaty, ktorzy
usiluja niszczyc innych, gdy brakuje argumentow merytorycznych. To oni
tworza mowe nienawisci".
0 new messages