- Prosze, prosze, Ryszard Filipski w Warszawie. Co na to artystyczna ,warszawka"?
Nacjonalista,
komuch, i - o zgrozo - antysemita wraca z emigracji na Zamojszczyznie. Przyjechal
Pan burzyc nasz
ukochany jasnogród ? Prosze przypomniec, kiedy i w jakich okolicznosciach usunal
sie Pan w
roztoczanskie lasy.
- Reakcja warszawki , to jej problem nie mój. A epitetów przytoczyl Pan stanowczo
za malo. Warto
pamietac, ze komuszenie wybacza sie tym, którzy przyjeli europejska wiare", sa
dzis w UW lub
posteporeformatorskim skrzydle SLD, wzglednie tworza filmy gromiace polski
nacjonalizm ,
antysemityzm i zasciankowosc. Takim, jak ja, elitki nie przebaczaja nigdy. A
jesli chodzi o mój rzekomy
antysemityzm..., a który zwie sie walka z antypolonizmem...
- W tej sprawie przeslucham Pana oddzielnie. Prosze kontynuowac watek zamojski.
- Gdy zblizal sie stan wojenny, a wiedzialem, ze jest juk gabinet cieni; doszedlem do
wniosku, ze nic tu po
mnie. W styczniu 198z r. kupilem ziemie, i wynioslem sie na wies, zaczalem
gospodarowac. Poniewaz nie
wyznaje zasady wszystko na sprzedaz nie chce mówic o tym okresie, zreszta nic
ciekawego wtedy sie nie
zdarzylo. Ten czas jednak duzo mi dal. Zylem z dala od tzw. cywilizacji, otoczony
puszcza - Narodowym
Parkiem Roztoczanskim. W puszczy nauczylem sie nie mniej niz w czytelni Biblioteki
Jagiellonskiej.
Nabralem dystansu do swiata. Teraz wracam do poprzedniego zycia. Zaczalem pisac...
- A jednak nie oderwal sie Pan calkowicie, ma Pan nowe przemyslenia. Czesc z nich
zawarl Pan w
spektaklu pt. Powrót blazna nagranym dla przyjaciól na wideokasecie. Znajdujemy
tam nie tylko
reasumpcje Panskich pogladów politycznych, ale wiecej - pewna filozofie okreslajaca
stosunek
czlowieka do ziemi. Czy móglby Pan przyblizyc swoje przemyslenia na ten temat?
- Bardzo obszerny temat - ksiazka liczy ponad 400 stron. Propaguje w niej zasade
glebokiej wiezi z
ziemia. Poniewaz nie jestem filozofem, pozwolilem sobie na calkowita
nieodpowiedzialnosc w tej
dziedzinie. Uwzgledniam m. in. koncepcje Feliksa Konecznego, który uwaza, ze swiat
jest podzielony na
rózne wykluczajace sie cywilizacje i zwiazane z nimi namietnosci. Sa jednak elementy
cywilizacyjne, które
wedlug mnie mozna polaczyc. Np. hinduskie patrzenie w glab siebie z chrzescijanskim
otwarciem i miloscia
na zewnatrz daje pewna synteze - moim zdaniem pozadana. A jest to potrzebne, gdyz w
Kosciele zamiera
mistycyzm. Mimo wszystkich róznic, ludzi powinna laczyc wiez z ziemia - dostalismy
ja od Boga jedna.
Wedlug naukowca angielskiego Lavelocka z Oxfordu ziemia jest organizmem zywym,
rozwijajacym sie.
Lavelock wylozyl to w swojej ksiazce Gaia. Inni np. twierdza, ze kosmos ujawnia sie
nasza swiadomoscia.
Ponadto ziemia jest organizmem poslugujacym sie takze naszym rozumem. A my wszystko
niszczymy. Te
i inne przemyslenia zawarlem w swojej ksiazce pt. Mzehomo, która niebawem sie ukaze.
- Wraca Pan ze swojego zamoscianskiego Sulejówka. Czy zamierza Pan wrócil do zycia
artystycznego?
- Zamiarów mnóstwo, nie wiem czy starczy mi zycia na ich realizacje. Móglbym zrobic
kilka filmów,
mam o czym mówic. Kogo jednak tym zainteresuja, pana Rywina? On pewnie tez sadzi,
ze jestem
antysemita, wiec z nim na pewno nie. Poza tym powstanie filmu, to nie tylko kwestia
dziela artystycznego,
ale przede wszystkim pieniedzy. Dawniej rezyser byl bogiem, dzisiaj producent, a
producent to sa pieniadze.
Na razie zrealizowalem ,,Powrót blazna". Sluzy on m. in. wypromowaniu ksiazki, ale
napotkalem na
trudnosci, poniewaz nie uchylam sie w nim od wycofania mojego stosunku do Zydów. W
zwiazku z tym juk
mi zdzierano afisze, odwolywano spektakle. Ale - jak wynika z mojego poprzedniego
doswiadczenia - im
wiecej mnie beda atakowac, tym lepiej. Licze na reklame moich, pozal sie Boze,
przeciwników.
- Przypomnijmy Panska sylwetke. Skad Pan pochodzi?
- Urodzilem sie we Lwowie w rodzinie tramwajarskiej, matka zajmowala sie domem. O
charakterze mojego
ojca swiadczy fakt, ze przez 45 lat ani razu nie spóznil sie do pracy.
Pamietam, ze na scianie wisial zegarek kieszonkowy Cyma i rzeczywiscie dom
funkcjonowal jak w zegarku. Zaraz po wojnie bytem u jezuitów w krucjacie
eucharystycznej
Potem chodzilem do gimnazjum o.o. pijarów. Dlaczego o tym wspominam? Jedno i drugie
mialo na mnie
duzy wplyw. To tylko pozornie klóci sie z moja przynaleznoscia do partii, gdzie na
wynos obowiazywal
swiatopoglad materialistyczny. Ten swiatopoglad stanowil jedno wielkie oszustwo,
poniewaz wiekszosc po
cichu, na wsi czy w innym miescie brala sluby koscielne, chrzcila dzieci, a potem
posylala je do komunii itd.
- Jaka szkole teatralna Pan konczyl i kto mial najwiekszy wplyw na formowanie
Panskiej osobowosci
artystycznej?
- Do szkoly teatralnej chodzilem w Krakowie, gdzie uznawano mnie za dobrego studenta,
choc niesfornego.
Bylem ponadto na bakier z marksizmem i... wojskiem. Prof. Tecza wykladal wtedy
marksizm. Pamietam,
ze obiecalem mu nauczyc sie na pamiec krótkiego kursu WKP(b), jezeli dowiedzie mi, ze
wszystko, co sie
tam znajduje jest prawda. Przyznac jednak musze, ze bylo to juz po smierci Stalina,
chociaz daleko bylo
jeszcze do tzw. odwilzy. Szkoly tej nie ukonczylem i - jak Pan widzi - tak bardzo na
zle to mi nie wyszlo.
W tym czasie wielki polski aktor Józef Karbowski dal mi list polecajacy do lodzi do
pani majstrowej
Dziuni Chojnackiej, która prowadzila Teatr Powszechny. Dala mi jednak zbyt mala
gaze, spotkalem Jareme
Stepowskiego, powiedzial mi: Co ty bedziesz robil za tak male pieniadze, chodz do nas
do Teatru
Satyryków. Tak znalazlem sie w rewii, gdzie pracowalem, okolo roku. Rok potem
pojawil sie w moim
zyciu najwiekszy rezyser polski Jerzy Antczak. Przypominam, ze jest on m. in.
autorem wspanialego serialu
Noce i dnie. Zeby Wajda, czy Zanussi wyli do ksiezyca, to umiejetnosci Antczaka nie
przeskocza. To
rezyser, który potrafi znakomicie prowadzic aktora, z krzesla zrobilby dobrego
aktora. Taki zawsze byl.
Szkoda, ze go wymieciono z Polski. Od wielu lat mieszka w Stanach Zjednoczonych.
Ogromna strata dla
kultury polskiej. Nawet bylem w jego sprawie u nieslawnej pamieci Stefana
Olszowskiego - bez skutku. Do
dzis warto ogladac stare spektakle Antczaka np. z Tadeuszem Fijewskim. Podkreslam,
ze z Antczakiem nie
laczyla mnie ani przyjazn, ani chocby zazylosc. Nawet nie gralem w jego filmach.
Cenie go za wielki talent
i umiejetnosci prowadzenia aktorów. Bardzo duzo mnie nauczyl.
Potem dostalem sie do Rozmaitosci w Krakowie, gdzie od razu zaczalem grac z duzym
powodzeniem i w
znaczacych rolach. Po 10 latach trafilem na czlowieka, który przyjechal z Brazylii i
realizowal u Hubnera
brazylijska sztuke Zloty pysk. Obsadzil mnie w glównej roli, bardzo ciekawej a
jednoczesnie zlozonej.
Zlozonej, gdyz byla to ta sama opowiesc w trzech róznych wersjach. W zwiazku z tym
razem gralem
tchórza, raz morderce, a raz wytwornego pana. I ten wlasnie rezyser udowodnil mi po
dziesieciu latach
pracy, ze nie mam duzego pojecia o aktorskim zawodzie. Po trzech miesiacach prób,
pracy z nim zaczalem
rozumiec, na czym polega ten zawód.
- Byl to czas, kiedy w teatrze polskim pojawily sie nowe prady, zwiazane m. in. z
nazwiskiem Kantora.
- Tak, teatr zaczal sie gwaltownie zmieniac. Pojawiali sie Grotowski, Kantor,
Szajna, i inni nowatorzy,
reformatorzy teatru. Tylko jak dotychczas, w historii kultury, z reformatorów teatru
ostal sie tylko
Wyspianski, reszta nie jest wiele warta. Teatr musi byc zrozumialy. Plakac, smiac
sie i cos z tego
zrozumiec i wynosic ma widownia a nie artysci na scenie. Gdy aktorzy placza a
widownia spi, to
przedstawienie jest do niczego. Odmówilem pracy Grotowskiemu, Szajnie i Kantorowi.
Grotowski tworzyl
wtedy Teatr 13 rzedów". I tu mala anegdota. W jakies ksiazce wyczytalem, ze
Grotowski bardzo starannie
dobieral zespól. To nieprawda. W rzeczywistosci szukal wolnych aktorów i w kawiarni
na Karmelickiej na
serwetce wypisalem mu wolnych aktorów, których potem zatrudnil. Jurek Grotowski
pewnie nie zgodzi sie
ze mna gdy powiem, ze najpierw trzeba byc madrym, a potem uczonym. Zawsze pleplal
tak, ze nie tylko
sluchajacy go, ale on sam nie wiedzial o czym mówi.
U Kantora bylem na jednej próbie, u Szajny na jednej i odmówilem im pracy. Zaczelo
mnie to mierzic.
Gratem w jakichs sztukach, na które ludzie przestali przychodzic, mysmy cos tam
mówili, udawali,
uczylismy sie na pamiec, tlukli teksty. Jeszcze troche bylo starych mistrzów -
Fabisiak, Wesolowski,
Ruszkowski. Gdy moje sfrustrowanie osiagnelo szczyt, wymówilem praca i zalozylem
teatr prywatny.
- Jak sie domyslam przechodzimy do nastepnego epizodu Panskiego zycia artystycznego
zwiazanego ze
slynnym Teatrem eref 66 .
- Wlasnie. Zanim go utworzylem, ilez musialem uzyc sposobów, sztuczek, kiwania.
Poczatkowo szlo mi
bardzo dobrze, mialem nawet dobra prase. Moze dlatego ze zaczalem od spektaklu Co
ma wisiec nie
utonie na podstawie Kuchni polskiej Toeplitza. A któzby wówczas wystapil przeciwko
Toeplitzowi?
Jeszcze glosniej sie zrobilo, gdy wystawilem Andrzeja Brychta Raport z Monachium,
powtórzony w
telewizji na specjalne zyczenie publicznosci. Tu juk troche mi zarzucano, ze jestem
specjalista od agitek,
szybkiego, mocnego mówienia. Niemniej, z tej wlasnie okazji odbyla sie specjalna
sesja rady narodowej
Krakowa, która przyznala mi nagrode za wydarzenie kulturalne w kraju. Wiec zrobilem
spektakl, który byl
duzym popisem aktorskim pt. ,Co jest za tym murem", który do dzis niektórzy mi
pamietaja.
- O ,,erefie" bylo wiec glosno. Skad to powodzenie?
W naszych sztukach mówilismy rzeczy oczywiste. Nazwiska drukowalismy na
bialoczerwonych afiszach,
co zobowiazywalo. Adres byl wyrazny - teatr miescil sie na placu Wolnica w Krakowie
i proponuje tylko
rzeczy oczywiste.
- Pasjonuje sie Pan naszymi dziejami. Czy tematyka historyczna byla obecna w
repertuarze ,erefu"?
- Oczywiscie. Wystawilem spektakl o Soborze w Konstancy. Uwazalem bowiem, ze
poczatek XV wieku
jest bardzo znamienny dla historii Kosciola i naszej - polskiej. Wtedy bowiem
rozgrywaly sie tam
generalnie dwie sprawy - spór angielsko-francuski i krzyzacko-polski. Mielismy
wspaniala polityke
Wladyslawa Jagielly; wyslal 800-osobowa delegacje do Konstancy, jej pobyt zaznaczyl
sie wiekopomnymi
traktami Pawla Wlodkowica. Na tym Soborze pierwszy raz padlo haslo eksterminacji
Polaków. Rzucil je
Jan Falhenberg: Polonorum et eorum regis exterminacjonem .
- Zabral sie Pan równiez za wystawienie sztuki w oparciu o glosna w tamtym czasie
ksiazke plk
Zbigniewa Zaluskiego Siedem polskich grzechów glównych .
- Tak, Zaluski bronil historii Polski, jej sensu i godnosci. W jego ksiazce padaly
nazwiska, niektóre znane,
naglasniane i dzis: Wajdy, Sandauera, Kozniewskiego, z reguly zamieszczone w
przypisach. Poniewaz
aktorowi trudno odsylac widza do przypisów, wiec uzywali nazwisk wprost .I wtedy
rzucono sie na mnie,
oskarzajac o antysemityzm. Okazalo sie, ze za polskimi nazwiskami kryja sie Zydzi, o
czym z reszta nie
wiedzialem, interesowal mnie problem a nie ich pochodzenie. To oni mnie uswiadomili
w tej materii!
Nawiasem mówiac, niejednokrotnie z zydami pijalem wódke, to ,zajecie" szlo im
zupelnie dobrze. Mimo to,
zostalem mianowany antysemita. Bylem mlody, porywczy, i juz troche doksztalcany,
odpowiedzialem -
przedstawieniem pt. Ja i mój brat . Spektakl stawial pomnik biednemu zydowskiemu
pachciarzowi, który
przelecial przez komin, zaatakowalem policje zydowska, ,trzynastke" Abrama
Gancweicha, zydowskie
gestapo. Ukazalem ukrywane prawdy o getcie warszawskim. Sztuka konczyla sie cytatem
z Lilienthala,
niezbyt lubianego przez swoich wspólwyznawców. I tu sie dopiero zaczelo. Byl to rok
1972, Do ataku
przystapila prasa na calym swiecie. Okrzyczano mnie pupilem Moczara, antysemita,
itp.
-A znal Pan Moczara?
- Tak sie akurat zlozylo, ze nie znalem pana Mikolaja Demko, trudno byc pupilem kogos
kogo sie nie zna.
Fakty sa jednak niewazne - jak kahal ustali, ze ktos jest pupilem, to nim jest, jak
antysemita to zostaje sie
antysemita. W podobny sposób zostalem mianowany zalozycielem ,Grunwaldu". Nie mam
nic przeciwko
tej organizacji, której przewodzil Bohdan Poreba, znalazlo sie w niej wielu bardzo
przyzwoitych ludzi, ale
nigdy tam nie bylem, nie znam nawet adresu ,Grunwaldu".
-Czym zakonczyla sie nagonka?
Trwala dlugo, ale w koncu przesadzili. W tygodniku Literatura ukazala sie moja
karykatura z
nastepujacymi akcesoriami: palki, kastety, pies, maski na twarzach i puszka cyklonu
B Tym razem mialem
dosc i wytoczylem proces tygodnikowi, jego naczelnemu proces wygralem i musieli
zaplacic sporo
pieniedzy na centrum zdrowia dziecka.
- Tak wiec ustalilismy okolicznosci Panskiej nominacji na antysemite!. Byl to
wówczas juz grzech
ciezki, ale jeszcze nie smiertelny, poniewaz zostal Pan dyrektorem Teatru w Nowej
Hucie.
- Tak, i z tego okresu pozostala mi ogromna satysfakcja. Teatr byl zawsze pelny,
mimo ze polozony na
uboczu Krakowa. Przyczyna powodzenia byla ta sama, co w przypadku ,,erefu".
Wystawialem sztuki
normalne, nie udziwnione. Przykladowo: Dzis do ciebie przyjsc nie moge, Zielony gil,
Och, jaki piekny
swiat, Goscie hotelu du Parc. Dziwne - taki czerwony, a wystawial spektakle
patriotyczne. Nie uwaza Pan?
- Rzecz bez watpienia straszna, a przypadek wrecz beznadziejny. Niech Pan jednak
opowie o ,Naszej
patetycznej", która narobila wiele szumu, ze wzgledu na ,,nieblagonadioznost .
- Sztuke napisal Ryszard Gontarz. To byka pierwsza sztuka-jeszcze przed powstaniem
KOR-u-
zapowiadajaca upadek komunizmu. A byl to rok 1976. Mialem trudnosci z wystawieniem
Patetycznej,
wystawialem ja za pozyczone pieniadze. Spektakl robil duze wrazenie. Któregos dnia
do Krakowa zjechalo
kilku czlonków Biura Politycznego, wiec zaprosilem ich na pokaz specjalnie dla nich.
Dali sie namówic i w
czasie spektaklu palce im w butach trzeszczaly. Po zakonczeniu, do mojego gabinetu
przyszedl Stanislaw
Kania, klócilismy sie troche. Zarzucil mi, ze atakuje partie i Polske Ludowa.
Uwazalem, ze juz wtedy
trzeba bylo myslec, jak ja reformowac. Gdyby o tym wczesniej pomyslano, to moze dzis
nie byloby
parcelacji kraju. Jaka róznica czy parceluja nas Sowieci czy zachodni kramarze.
- Przejdzmy do filmu, z którego byl Pan znany o wiele szerszej publicznosci. Byl Pan
zarówno
aktorem jak i rezyserem. Praca w teatrze przeplatal Pan udzialem w filmach.
- Wlasnie wtedy przyszedl Hubal i wrócilem do filmu, bo przez pewien czas pauzowalem
na czarnej liscie.
Co ciekawe, nazywala sie ona lista Schindiera - od nazwiska Szyndlera, kierownika
produkcji. Poniewaz
spadlem z listy, zaczalem duzo grac, a nawet krótko szefowalem zespolowi filmowemu
,Kraków".
Wyprodukowalismy jeden film i zespól rozwiazano. Popelnilem Kto ty jestes , film
który do dzis lezy na
pólkach. Szczesliwie nie puscily go na ekrany ani ,komuchy" ani ,solidaruchy".
- Zdaje sie, ze mial Pan trudnosci w przebijaniu sie ze swoimi filmami.
- Prawie ze wszystkimi. Dokladnie piec moich filmów lezy na pólkach. Przedtem
przelezaly sie na pólkach
Wysokie loty. Aby serial Zamach stanu ukazal sie w telewizji musialem pisac do
Jaruzelskiego. Takie
spektakl telewizyjny Rówiesnicy, mial trudnosci. Mimo to dostawalem przez wiele lat
nagrody za najlepsze
widowiska telewizyjne roku.
- Jedna z najslynniejszych Panskich ról byla rola tytulowa w Hubalu Bohdana
Poreby. Slyszalem,
ze zanim film zrealizowano, robiono wszystko, aby odebrac film Porebie a Panu glówna
role. Czy to
prawda?
- Pismo wyslal chyba zespól Passendorfera, dotyczylo ono mojej roli. Napisano w tym
pismie, ze nie biora
odpowiedzialnosci, za to jak zagram Hubala. Gdy nie dalo sie mnie wyrzucic z tego
filmu, opór postawili
Hoffmann i Hollender, pod pozorem, ze nie da sie zgrac terminów moich ról, poniewaz w
tym samym czasie
gratem Soroke w Potopie. Sprawa, jak to w tamtych czasach, oparla sie o KC, gdzie
szef wydzialu kultury
KC Kwiatek zdecydowal, ze rezyserzy musza sobie zsynchronizowac terminy, skoro Poreba
chce
Filipskiego. Prognozy sie nie sprawdzily, Hubala zagralem nie najgorzej. Film mial
11 mln widzów. Cóz,
byl to film przeciwko tzw. szkole polskiej, o prawdziwym polskim bohaterze i
prawdziwy.
- Widocznie dlatego Hubal nie jest powtarzany w telewizji, która powtarza nawet
najgorsze gnioty,
slusznych rezyserów, a na kasetach nie uswiadczy sie tego obrazu.
- To jeszcze nic. Jestem chyba jedynym pólkownikiem w Polsce. Do tego usunieto
moje nazwisko z
ostatniego wydania encyklopedii.
- Widocznie awansowal Pan z majora na pólkownika .
- Mam piec fiimów na pólkach. Jest to cykl telewizyjny Kto ty jestes , skladajacy
sie z pieciu godzinnych
odcinków. Oparty jest na spektaklach erefu ; byl dwa razy robiony raz w wersji
czarno-bialej, która zostala
zniszczona: potem pozwolono mi zrobic go w kolorze. Podczas kolaudacji zadano
wyciecia polowy, w
zwiazku z czym przestalem przyjezdzac na kolaudacje.
- O czym traktowaly poszczególne odcinki?
- Jeden film jest o prokuratorze, który ma 26 podejrzanych - 24 moze wsadzic, a dwóch
mu nie wolno.
Drugi to rozmowa dziewczyny z ojcem o klamstwie. Trzeci na podstawie Zaluskiego -
Ciuchy historii i
wreszcie o soborze konstancjanskim. Ten ostatni ma ciekawa historie. Doswiadczylem
wówczas protestu
aktorów, którzy nie chcieli grad u tak trefnego rezysera. W zwiazku z tym sam
zagraniem trzy postaci
sam ze soba: narratora, Jana Faikenberga i Pawla Wlodkowica. Móglbym zagrac i
dziecko w kolysce przy
odpowiedniej charakteryzacji. Teraz wiekszosc aktorów klepie biede. Mysleli, ze jak
zaprotestuja, to
wyladuja w Hollywood. Ci, co trzymaja w lapach Oskary maja tak liczna rodzine, ze
nie dbaja o
protestantów , maja swoich, o których musza dbac.
- Mówil Pan o wielu otrzymanych nagrodach. Czy role Hubala tez nagrodzono?
- Poza nagroda w Gdansku, jakas nagroda z Jugoslawii, otrzymalem nagrode w Panamie
dla najlepszego
aktora festiwalu. Dowiedzialem sie o tym po dwóch latach. Moja nagroda zostala
zmagazynowana i nie
ogloszono tego w prasie. Nawet nie wiem czy to byly pieniadze, czy nagroda innego
rodzaju. Takie metody
stosowano wobec mnie. Niech ci, którzy mnie szykanowali pokaza, co zrobili dla
polskiej kultury. Ich
kultura ma charakter powiedzmy numizmatyczny - z tz róznica, ze zbieraja nie stare, a
nowe pieniadze. - --
- Czy móglby Pan przypomniec inne swoje filmy, gdyz wiekszosci z nich widzowie juz
prawdopodobnie nie zobacza.
- Wymienie tyiko najwazniejsze, które sie podobaly. Wysokie loty przewidujace upadek
PRL-U - film
poczatkowo bardzo pociety, pózniej, po ciezkich walkach, wiekszosc sekwencji
przywrócono. Bardzo
podobal sie inny film Orzel i reszka - jego mysli mozna zawrzec w aforyzmie: Bez
wzgledu na to jaki jest
ustrój, nigdy nie wolno ci Polski zdradzac. Na marginesie - we frakcji narodowej
PZPR, w której ja sie
znajdowalem, nikt Polski nie zdradzal. Orientacja ta zostala wycieta w pien.
Przypomne tez polski western
Poludnik zero o problemie Mazurów, skutecznie odepchnietych od polskosci. Jest tam
scena, w której
uderzam w piers mojego rozmówcy Ewangelia trzymana w reku, mówiac: Jesli tego sie
wyprzesz, nic ci juz
nie zostanie. Tak wiec tow. Filipski wprowadzal oddzial do kosciola, mówil o
potrzebie trzymania sie
Ewangelii w tamtych czasach. No, ale takich idealów powoli wypieramy sie i wracamy
do zlotego cielca.
- Gral Pan wiele ról postaci historycznych - oprócz majora Henryka Dobrzanskiego,
równiez
Pilsudskiego w filmie Zamach . Czy studiowal Pan ich zyciorysy?
- Oczywiscie, i to bardzo dokladnie, a ponadto caly ten okres historyczny. Dam
przyklad. Po filmie
Zamach, który otrzymal nagrode w Gdansku, odbyla sie konferencja prasowa. Sciagniete
tam historyków,
którzy dosyc slabo sobie ze mna radzili. Np. film pokazal sprawe zarzutu, jaki
minister skarbu Jerzy
Zdziechowski skierowal przeciw Pilsudskiemu o przywlaszczenie 8 mln. zl. na fundusz
wyborczy BBWR.
Minister mieszkal na 1 pietrze przy ul. Smolnej 40. W nocy weszlo tam 7 czy 8
oficerów, którzy go
wyciagneli z lózka i skatowali. Otworzyl im stróz ubrany w kozuszek. Nie tylko
wiedzialem, jak wygladal
stróz, ale równiez przy której scianie stalo lózko w sypialni Zdziechowskiego. Moi
oponenci nie mieli wiec
najmniejszej szansy udowodnienia mi jakiejkolwiek niescislosci. Wajda w czasie
kolaudacji powiedzial, ze
nie jest pewny czy tak wlasnie wygladal zamach Pilsudskiego. Wiec go odeslalem do
odpowiedniego tomu
Pism, zeby sobie przeczytal, co marszalek plótl na ten temat. Pilsudski byl przeciez
mistrzem od
autoreklamy.
- Polityka ciagle przewija sie w naszej rozmowie. Jak sie ksztaltowaly Panskie
poglady polityczne?
- Czytalem i studiowalem sporo: Dmowskiego, Kalinke, Konecznego, Stanczyków. Przede
wszystkim
uczylem sie historii naszego kraju. Jestem samoukiem i jak sadze, czlowiekiem
srednio doksztalconym.
Uczylem sie polityki, socjotechniki prawidlowego dziabania propagandy- tu mysle o
stowie,,propagowac , a
wiec cos upowszechniac, a nie w rozumieniu komunistycznym; do tego uniwersytet zycia,
a zycie mialem
bardzo ciekawe, dzieki Bogu. Wiem jak wyglada high life, polityka na górze i wiem
jak sie kryje w lesie.
- Czy pomyle sie, jesli powiem, ze Panskie poglady sa zblizone do narodowej
demokracji?
- Z pewnoscia nie. Uwazam, ze nie ma lepszej politycznej ksiazki jak Polityka i
odbudowa panstwa Romana
Dmowskiego. Te ksiazke nalezy nie tylko przeczytac, ale przestudiowac, zeby bylo
wiadomo co czynic, aby
panstwo mialo rece i nogi. Oczywiscie dostrzegam równiez bledy Narodowej Demokracji:
niedostrzeganie
spraw socjalnych, pycha, przekonanie o nieomylnosci. Przedwojenne spory Kowalskiego z
Jedrzejem
Giertychem, przeniosly sie pózniej na wszystkie kanapy po 1989 r. Zjednoczyly sie
teraz pod szyldem AWS
- niewygodne pewnie odpadna i bedziemy mieli dwie unie wolnosci - a to wystarczy, aby
nie bylo zadnej
wolnosci.
-Mówi Pan o swoich pogladach narodowych, a w partii Pan byl.
Bylem, ale zawsze mialem przekonania narodowe, o czym wiedza doskonale moi
przeciwnicy. swiadczy o
tym moja twórczosc Teraz ja zadam Panu pytanie: jaka partia rzadzila niepodzielnie w
PRL?
-Oczywiscie PZPR.
Skoro wiec chcialem z Poreba wprowadzic wojsko do kosciola i zaspiewac Boze cos
Polske, to mialem byc
w atrapie czy w rzadzacej partii? Wtedy jesli chcialo sie cos zrobic, trzeba bylo
mieli wsparcie partyjne,
znalezc w PZPR takich ludzi, którzy by to podparli. Istnialy wtedy dwie koncepcje.
Jedna - czekac i nic nie
robic az komuna rozwala zachodnie pieniadze, a druga - wchodzic w to i robic swoje.
Wybralem tg druga
koncepcje, dzieki czemu moglem wykonac sporo patriotycznej roboty. Nie prezentuje
sie Panu jako
Wallenrod, których sie ostatnio tak wielu namnozylo. Az sie czfowiek dziwi, ze przy
tylu Wallendrodach
komuna trzymala nas za morde 45 lat, a i dzis ma nieliche wplywy. Przeciek
odbudowalismy wtedy Polske.
Kto to zrobil, komunisci? Nie, naród polski, a pod jakimi haslami, to obojetne.
Zachowalismy swoja
tozsamosc, która teraz jest jeszcze bardziej zagrozona. Byly zrywy, a w partii tez
byfy nie raz objawy
narodowego buntu. Mnie bronia moje dziela. Przypomne tu tylko scene z Wysokich
lotów. Slepa ulica idzie
dwóch sekretarzy i zastanawiaja sie: Co z tym wszystkim bedzie? Tak rozmawiajac,
dochodza do muru, za
którym jest wojsko. Synkopa do stanu wojennego.
- Skoro wspomnial Pan o buntach w partii. Byl Pan jednym z sygnatariuszy ,Listu
2000". Co to byl
za list?
- Nie by to list mily Gierkowi. Ja kierowalem zbieraniem podpisów w Krakowie i Nowej
Hucie, a zbieral je
Mieczyslaw Gil, pózniej jeden z liderów Solidarnosci . Autorami listu byli: Ryszard
Gontarz, Ryszard
Filipski i Andrzej Ochalski. Ten ostatni stal sie pózniej wajdelota . Akcja
zbierania podpisów zostala
zahamowana, gdyby nie to byloby ich wiecej. Ten list czesto mi wypominaja, nie wiem
dlaczego. Moze
dlatego, ze listy i zbieranie podpisów bylo zarezerwowane dla ,intelektualistów" i
,autorytetów moralnych",
a nie dla narodowej opozycji w partii. To nas przede wszystkim cieto, to ja i
Gontarz glównie lezelismy na
pólkach, a nie tzw. opozycjonisci.
- Niepokoi mnie jednak ciagle Panski antysemityzm. Niech Pan sprecyzuje swój
stosunek do zydów.
Mówi Pan o nominacji na antysemita, moze jednak sily postepu mialy racja...
- Na te okolicznosc przytocze cytat z Antoniego Slonimskiego ( Wiadomosci Literackie
z 1924 r.):
Bardzo niewielu znam zydów, którzy nie maja glebokiego przeswiadczenia o tej
wyzszosci rasy
zydowskiej. Dlatego wlasnie ten naród, tak chetnie wszystko bagatelizujacy, nie
lekcewazy najlzejszego
zarzutu, najmniejszej krytyki. Drazliwosc jest tak wielka, ze kazde smielsze
wystapienie staje sie wprost
niebezpieczne dla pisarza. Wolno jest u nas pisac zle o kelnerach, Czechach,
Niemcach, poslach sejmowych,
moga pisarzy denerwowac rzeczy tak doskonale, jak katedra Notre Dame, mozna wytykac
bledy
kompozycyjne Michalowi Aniolowi, ale nie wolno zle i rozumnie mówic przeciw Zydom.
Prócz wstretu
budzi u mnie jeszcze gniew falszywy i nikczemny stosunek Zydów do zagadnien
miedzynarodowych.
Naród ten narzekajacy na szowinizm innych ludów, jest najbardziej szowinistycznym
narodem swiata.
Zydzi, którzy skarza sie na brak tolerancji u innych sa najmniej tolerancyjni, naród
który krzyczy o
nienawisci, która budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzic. Nie wolno mi bylo
rysujac obraz powojennego
pokolenia pisac zle o Zydach, ale nikt z Polaków nie obrazil sie, gdy pisalem o
chamstwie i sklepikarstwie
Aryjczyków. Co drugi snob zydowski mówi teraz o starosci swojej rasy. Zydzi
zaczynaja sie uwazac za
smietanke towarzyska, nawet w banalnym wielkoswiatowym pojeciu .
- Niesamowite, to przeciez, wedlug dzisiejszych kryteriów szczyt antysemityzmu i
rasizmu! A jakby
pan skomentowal te slowa?
- Antoniego Slonimskiego, Zyda, mialem zaszczyt znad, a jego twórczosc szanuje.
Dlaczego dzieje sie tak,
jak to opisal Slonimski? Poniewaz Zydzi maja klopoty z brakiem kultury, brakiem
kultury wspólzycia z
innymi. Normalny czlowiek tak sie nie zachowuje - z wrzaskiem i hucpa.
- Tym razem przeholowal Pan, co sie zowie. Zydzi cierpia na brak kultury?
- To niech Pan poslucha ciagu dalszego tego samego artykulu Slonimskiego: Trudno
wiec wytlumaczyc
Zydom, ze oni nie sa tak niezwykli, ze w sztuce niczego nie dokazali, ze maja w sobie
tragiczna
nieproduktywnosc, wobec których nieproduktywnosc slowianska jest mrzonka. W
literaturze poza
czarujacym Heinem, piszacym po niemiecku kogóz ma literatura zydowska, jakiego
wielkiego muzyka
wydal ten muzykalny naród, sztuk plastycznych nie maja zupelnie, a jezeli znajdzie
sie nawet w literaturze i
muzyce pare nazwisk szlachetnych artystów, nie naleza oni do sztuki zydowskiej, tak
jak Conrad nie nalezy
do literatury polskiej . Jezeli wiec buduja wlasna kulture, to nie zbuduja a jej
nigdy niszczac inne. Na tym
cala zabawa w tej chwili polega. To oni sami pchaja sie w slepa ulice.
- Skoro jestesmy przy kulturze. Jak Pan ocenia obecny stan kultury polskiej?
Wyraznie mamy do czynienia z zamachem na nasza kulture i tradycje - co trwa zreszta
od wielu lat - na
pozbawienie nas polskiej mentalnosci, abysmy stali sie wykorzenionymi narodowosci i
tradycji robolami
Unii Europejskiej. Ten program, dotyczacy nie tylko narodu polskiego, na szczescie
zaczyna sie walic - we
Francji, Ameryce, ostatnio w Szwecji. Dzis widmo amerykanizmu, a nie komunizmu krazy
nad swiatem.
Oni tez wchodza do poszczególnych krajów i uwazaja, ze maja tam swoje interesy - nie
bardzo wiadomo
dlaczego. Narzucaja swój malo etyczny i nieestetyczny styl zycia. Tu jednak chodzi
o cos bez porównania
wazniejszego - o zniszczenie podstawy polskiej tozsamosci - religii katolickiej.
Calkiem niedawno jeden
cudzoziemiec powiedzial mi: To nie mysmy zabili Chrystusa, lecz Wlosi. Dobre, nie
uwaza Pan? Juk
nawet nie Rzymianie lecz w ogóle Wlosi! Zaczelo sie od wyrzucenia karmelitanek, a
ostatnio wyrzucono
krzyze z miejsca meczenstwa i smierci setek tysiecy Polaków. Paradoksalnie, z
ogromna nadzieja patrze na
atak na wiare, nawet jesli idzie on takze z wnetrza Kosciola, poniewaz jest to
poczatek ich przegranej. Z
bardzo prostej przyczyny - kto wygra z Bogiem? Przeciez mimo ich sily, Pan Jezus ma
wieksze mozliwosci.
I gdyby nawet cala masoneria i swiatowe zydostwo sprzeglo sie, to nie dadza rady
Czlowiekowi i Bogu w
bialej szacie. A ze tak sie dzieje niech swiadczy zgoda Kosciola na usuniecie krzyzy
z Auschwitz-Birkenau i
faktyczne usuniecie kaplana, który pozwala sobie publicznie bronic zycia dzieci nie
narodzonych. Nie wiem
czy wygraja z Kosciolem, ale wiem jedno, ze nie wygraja z Chrystusem. Anglicy
chcieli wygrac z Ghandim,
czy udalo im sie? Dlatego, mimo wszystko patrze optymistycznie na ogólnoswiatowa,
polityczna
glupomanie.
- Tak sie! Pan ladnie prezentuje, a tu wyszlo szydlo z worka. Niedawno ukazal sie
wywiad z obecna
minister kultury - Wnuk-Nazarowa, która oskarzyla Pana o wyrzucenie jej z pracy bodaj
w 1975 r. I
co Pan na to?
- To niezupelnie tak. Po prostu organizowalem na nowo zespól, a ona nie miescila sie
w moich planach.
Mialem wokól siebie bardzo duzo ludzi, utalentowanych - aktorów, ale nie tylko. Nie
slyszalem wówczas o
jakichs szczególnych osiagnieciach pani Nazarowej, i widocznie nie dostrzeglem jej
talentu. Zreszta teraz
tez nie. Byc moze osiagnie cos jako minister, chociaz watpie. Rozumiem jej
oskarzenie, gdyz to ja
uwiarygodnia, ba, nobilituje, w oczach takich ministrów jak tow. Geremek czy tow.
Balcerowicz. Dlatego
tak podkresla sluszna partyjnosc Krygiera, a niesluszna partyjnosc Filipskiego,
nazywajac mnie
moczarowcem. Gdyby pani Wnuk-Nazarowa popracowala ze mna piec lat, dzis nie bylaby
ministrem.
Podkreslila wiec swoje credo, a ja sie ciesze, ze nie bede musial chodzic do tego
ministerstwa i poczekam az
sie zmieni szef resortu. Skadinad jej wywiad uwazam za znakomity - szef resortu
kultury nie mówi nic o
swoich zamierzeniach, ale chwali sie, ze Herbert hustal ja na kolanach, a Filipski
wyrzucil z pracy. Jesli
reszta ministrów jest podobna do Wnuk-Nazarowej, czeka nas niebywala prosperity.
- Jest Pan okrutny wobec tej kobiety.
- No to oslodze gorzka pigulke... Do niedawna rzadzili nami byli PZPR-owcy. Akurat
to jest ta grupa ludzi,
o których nie móglbym powiedziec nic dobrego. Dlaczego? Otóz w odpowiedzi zacytuje
Wlodzimierza
Iljicza Lenina z jego wystapienia na XIII zjezdzie RKP(b): Mamy wystarczajaca sile
ekonomiczna, zeby
zbudowac komunizm. Czego nam brak? Jasne jest czego brak. Warstwom rzadzacym
komunistów brak
kultury . Ano wlasnie, taka mamy kulture, jakich komunistów przy wladzy.
- Na zakonczenie naszej rozmowy, niech Pan okresli swoje poglady na polityke i
kulture. Sa one
lewicowe czy prawicowe?
- Podzialy na lewice i prawice uwazam za bzdure. Dla mnie licza sie zupelnie inne
kategorie: dobro - zlo ,
polskie - antypolskie . Swoje poglady, swoja twórczosc i dzialalnosc zawsze
lokowalem i lokowac bede
tylko po jednej stronie - polskiej.
- Dziekuje za rozmowe!.
P. Piotr Trela napisał:
> STANCZYK (psn...@ix.netcom.com) wrote:
przesłał:
> : Z Ryszardem Filipskim - aktorem i rezyserem rozmawia Zbigniew Lipinski
>
> [...]
>
> Toc jasiek z connection 4 dni wczesniej przytoczyl TEN SAM wywiad z
> tym samym legendarnym grunwaldowcem (pseudo "Hubal" vel "Wierny
> Wachmistrz").
I co Pan myslisz, ze pomniejszysz p. Ryszarda Filipskiego
-- uznawanego -- zaraz w kolejnosci po tragicznie
zmarlym p. Cybulskim, za najwybitniejszego polskiego
aktora powojennego, tym epitetem "grunwaldowca" ?
Mylisz sie Pan srogo, bo pomimo, ze p. Filipski wyraznie
odpowiedzial w udzielonym wywiadzie, ze
zostal <<mianowany zalozycielem ,Grunwaldu".>>
i ze nie ma <<nic przeciwko tej organizacji, której
przewodzil Bohdan Poreba>>, gdzie <<znalazlo sie w niej
wielu bardzo przyzwoitych ludzi>>, konczac wyjasnieniem,
ze <<nigdy tam nie bylem, nie znam nawet adresu
"Grunwaldu".>>, to nawet jesliby sie znalazl w tej
zasluzonej w swoim czasie organizacji, to tylko chwaliloby
mu sie to wielce. Takie epitety zostaw se Pan ewentualnie
na wieczory przy szabesowych swieczkach.
> Kolegow Pan nie czytuje?
Odzywasz sie Pan i od razu bez sensu ?...
Jak to moze byc ?...
--
//
O<<<<M I E C Z>>>>>>>>>>>>
\\
T.N.Roman
"Smak publicznosci, jak kazdy inny, laknie
tego czym jest najobficiej karmiony. Smak
publicznosci jest jej nawykiem. Publicznosc
nie dba o zrodlo tego czym sie zywi, lecz
dostosowuje sie do tego czego jej sie dostarcza.
Smak publicznosci podnosi sie lub obniza w miare
jak jakosc strawy poprawia sie lub pogarsza.".
KARDYNALNE PRAWO FORDA
(za "The Dearborn Independent" -
- Zydowski jazz staje sie nasza
muzyka narodowa.)
mailto:polr...@ix.netcom.com
http://www.netcom.com/~polradko/
> Panie Miecz,
> Pan wystepuje z pozycji wielkiego polskiego patrioty.
> jednak caly czas pan tylko cytuje albo Dmowskiego albo Forda.
> Ja mam pytanie:
> Co pan zrobil dla Polski azeby uchodzic za patriote.
A w ktorym to miejscu Pan Miecz podawal sie za
patriote?
> Wie pan gadanie nic nie kosztuje i gadac kazdy moze.
Czego sam jestes najlepszym przykladem.
--
"Imbéciles réveillez vous!"
Jerzy Pawlowski (j...@panix.com)
STANCZYK (psn...@ix.netcom.com) wrote:
: Z Ryszardem Filipskim - aktorem i rezyserem rozmawia Zbigniew Lipinski
[...]
Toc jasiek z connection 4 dni wczesniej przytoczyl TEN SAM wywiad z
tym samym legendarnym grunwaldowcem (pseudo "Hubal" vel "Wierny
Wachmistrz"). Kolegow Pan nie czytuje?
Piotr Trela
Miecz - Sławomir <polr...@ix.netcom.com> wrote in article
<376EEC11...@ix.netcom.com>...
|
Panie Miecz,
Pan wystepuje z pozycji
wielkiego polskiego patrioty.
jednak caly czas pan tylko cytuje
albo Dmowskiego albo Forda.
Ja mam pytanie:
Co pan zrobil dla Polski azeby
uchodzic za patriote.
Wie pan gadanie nic nie kosztuje i gadac
kazdy moze.
ge.
Pozdrawiam,
S.B.
-----------
Subject: Re: Wywiad z Ryszardem Filipskim - aktorem i rezyserem rozmawia
Zbigniew Lipinski
From: j...@panix.com (Jerzy Pawlowski)
Date: Mon, 21 June 1999 10:52 PM EDT
Message-id: <7kmtpn$poa$1...@panix.com>
In article <01bebc55$73c53a60$1ddf60cf@dm1>, Garrio Effutio
<Eff...@deletedeletevideotron.ca> wrote:
> Panie Miecz,
> Pan wystepuje z pozycji wielkiego polskiego patrioty.
> jednak caly czas pan tylko cytuje albo Dmowskiego albo Forda.
> Ja mam pytanie:
> Co pan zrobil dla Polski azeby uchodzic za patriote.
A w ktorym to miejscu Pan Miecz podawal sie za
patriote?
> Wie pan gadanie nic nie kosztuje i gadac kazdy moze.
Czego sam jestes najlepszym przykladem.
>In article <01bebc55$73c53a60$1ddf60cf@dm1>, Garrio Effutio
><Eff...@deletedeletevideotron.ca> wrote:
>
>> Panie Miecz,
>> Pan wystepuje z pozycji wielkiego polskiego patrioty.
>> jednak caly czas pan tylko cytuje albo Dmowskiego albo Forda.
>> Ja mam pytanie:
>> Co pan zrobil dla Polski azeby uchodzic za patriote.
>
> A w ktorym to miejscu Pan Miecz podawal sie za
> patriote?
Czy nalezy zatem rozumiec, ze pan Miecz nie uwaza sie za patriote?
Pan kpisz czy o droge pytasz
Miecz wlasnie _podaje_ sie za patriote
Pan Trela chyba nawet zauwazyl ze
to moze byc zwykla gra na osmieszenie
: > : Z Ryszardem Filipskim - aktorem i rezyserem rozmawia Zbigniew Lipinski
: > [...]
: >
: > Toc jasiek z connection 4 dni wczesniej przytoczyl TEN SAM wywiad z
: > tym samym legendarnym grunwaldowcem (pseudo "Hubal" vel "Wierny
: > Wachmistrz").
: I co Pan myslisz, ze pomniejszysz p. Ryszarda Filipskiego
: -- uznawanego -- zaraz w kolejnosci po tragicznie
: zmarlym p. Cybulskim, za najwybitniejszego polskiego
: aktora powojennego, tym epitetem "grunwaldowca" ?
: [R. Filipski] nie ma <<nic przeciwko tej organizacji, której
: przewodzil Bohdan Poreba>>, gdzie <<znalazlo sie w niej
: wielu bardzo przyzwoitych ludzi>>, ale
: <<nigdy tam nie bylem, nie znam nawet adresu "Grunwaldu".>>
To chyba niedaleko Olsztyna?
Za "grunwaldowca" trzeba mi jednak pana R. Filipskiego trzeba przeprosic -
przeoczylem kawalek o Grunwladzie i nie wiedzialem, ze on tylko
sympatyk ("nie ma nic przeciwko", "wielu bardzo przyzwoitych ludzi",
przewodniczacy -jego kumpel Bohdan Poreba), a nie z legitymacja.
Powinien sie byl trzymac wiec organizacji ktorych legitymacje mial i do
ktorych przynaleznosci sie chyba nie wstydzi:
"Legendarny PZPR-owiec". Lepiej?
[...]
: Takie epitety zostaw se Pan ewentualnie na wieczory przy szabesowych
: swieczkach.
Przy szabesowych swieczkach to my sobie ewentualnie Pana postingi
czytujemy. Aj-waj. Cudesy.
Zaintrygowalo mnie jednak zdanie: "najwybitniejszy po Cybulskim aktor
powojenny? Ja prostaczek nigdy bym pana R., Filipskiego o najwybitnosc
nie podejrzewal - jesli juz to raczej bym spodziewal sie, ja wiem,
jakiegos Lomnickiego, Kobieli, Lapickiego, Olbrychskiego, Pieczki,
Holoubka, czy Gajosa.
: O<<<<M I E C Z>>>>>>>>>>>>
Piotr Trela
Czytajac wywiad Filipskiego trzeba pamietac o podziale polskiego srodowiska
filmowego na "kosmopolitow" i na "narodowcow". Jedni i drudzy przescigali
sie w lizaniu dupy partii. Dzisiejszy glowny film niepokoju moralnego -
"Amator" Kieslowskiego dostal glowna nagrode na festiwalu w Moskwie. A tak
oklaskiwany dzisiaj przez intelektualistow europejskich wybitny tworca swoja
kariere rozpoczal od dwoch propagandowych krotkometrazowek o naszej partii,
nakreconych zaraz po masakrze robotnikow na Wybrzezu.
Oczywiscie - bez slowa krytyki. Za to pelne uwielbienia.
Prawdziwi filmowcy - nie chcac dawac haraczy - zebrani byli w klubie
filmowym "warsztat", usadowionym przy szkole lodzkiej. Bawili sie w srodki
formalne. Wielu na formie filmowej bez mozliwosci dubbingu tresci -
doczekalo emerytury.
Cecylian
___________
Piotr Trela <ptr...@morgan.ucs.mun.ca> wrote in message
news:7krr9e$scu$6...@coranto.ucs.mun.ca...
> Miecz - Sławomir (polr...@ix.netcom.com) wrote:
> : P. Piotr Trela napisał:
> : > STANCZYK (psn...@ix.netcom.com) wrote:
>
> : > : Z Ryszardem Filipskim - aktorem i rezyserem rozmawia Zbigniew
Lipinski
> : > [...]
> : >
> : > Toc jasiek z connection 4 dni wczesniej przytoczyl TEN SAM wywiad z
> : > tym samym legendarnym grunwaldowcem (pseudo "Hubal" vel "Wierny
> : > Wachmistrz").
>
> : I co Pan myslisz, ze pomniejszysz p. Ryszarda Filipskiego
> : -- uznawanego -- zaraz w kolejnosci po tragicznie
> : zmarlym p. Cybulskim, za najwybitniejszego polskiego
> : aktora powojennego, tym epitetem "grunwaldowca" ?
>
> : [R. Filipski] nie ma <<nic przeciwko tej organizacji, której
> : przewodzil Bohdan Poreba>>, gdzie <<znalazlo sie w niej
> : wielu bardzo przyzwoitych ludzi>>, ale
To klisza z gogolowskiego "Rewizora", gdzie krytykowano prowincje i
wicegubernatora (gubernator byl juz za bardzo panstwowy). I zabraklo w
polskich kliszach tej ostatniej kwestii. Do tej pory nikt sie nie smieje.
Zostaly tylko obrazy rektora i diabelskiego komentatora (to z innego
niepokoju).
C.
____________
DonJose <don...@aol.com> wrote in message
news:19990623215159...@ng-fa1.aol.com...
> Troche nie fair. W "Amatorze" nie ma, jesli sie nie myle, zadnego objawu
lzania
> dupy partii.
>
> A swoja droga, jakos mi trudno uwierzyc, ze Filipski jest lepszy od, n.p.
> Stuhra, lub Holoubka.
DonJose wrote:
> >>
> >> : I co Pan myslisz, ze pomniejszysz p. Ryszarda Filipskiego
> >> : -- uznawanego -- zaraz w kolejnosci po tragicznie
> >> : zmarlym p. Cybulskim, za najwybitniejszego polskiego
> >> : aktora powojennego, tym epitetem "grunwaldowca" ?
>
> A swoja droga, jakos mi trudno uwierzyc, ze Filipski jest lepszy od, n.p.
> Stuhra, lub Holoubka.
To nie jest kwestia wiary, a rozumu...
Don Josku...
--
//
O<<<<M I E C Z>>>>>>>>
\\
ascii
``Real questions to X-answers &
Real answers to X-questions".
Š Ž
mailto:polr...@ix.netcom.com
http://www.netcom.com/~polradko/
P. Anna pyta się:
> j...@panix.com (Jerzy Pawlowski) wrote:
>
> >In article <01bebc55$73c53a60$1ddf60cf@dm1>, Garrio Effutio
> ><Eff...@deletedeletevideotron.ca> wrote:
> >
> >> Panie Miecz,
> >> Pan wystepuje z pozycji wielkiego polskiego patrioty.
> >> jednak caly czas pan tylko cytuje albo Dmowskiego albo Forda.
> >> Ja mam pytanie:
> >> Co pan zrobil dla Polski azeby uchodzic za patriote.
> >
> > A w ktorym to miejscu Pan Miecz podawal sie za
> > patriote?
>
> Czy nalezy zatem rozumiec, ze pan Miecz nie uwaza sie za patriote?
>
Przede wszystkim czuje sie nacjonalista,
uznajac to uczucie za wyzszego rzedu
od patriotyzmu, bo podczas kiedy ojczyzna
to wartosc zmaterializowana, to narod
bedzie zawsze stanowil wartosc ponadmaterialna,
bo na nia sie sklada cos wiecej, nizli materia ozywiona.
Niemniej nie twierdze, ze nie jestem patriota, ale
na pewno patriotyzm nie jest tym uczuciem,
ktore stawiam w swojej hierarchii wartosci
na pierwszym miejscu, jakkolwiek zaraz
w kolejnosci za nacjonalizmem, wiec Jurek
w gruncie rzeczy mial racje, bo faktycznie
rzadko odwoluje sie do patriotyzmu.
O wiele czesciej odwoluje sie do nacjonalizmu.
--
//
O<<<<M I E C Z>>>>>>>>>>>>
\\
T.N.Roman
,,Jestem Polakiem - to słowo w głębszem
rozumieniu wiele znaczy.
Roman Dmowski, ,,MYŚLI NOWOCZESNEGO POLAKA
{}{)
(}{)
\
...,,Polska polityka za polskie pieniądze ...
Wincenty Witos
mailto:polr...@ix.netcom.com
http://www.netcom.com/~polradko/
A Kieslowski i jego krotkometrazowki - niezaleznie od Panskich opinii nie
moze Pan uciec od faktow, ze byly krecone za fundusze KC i na partyjne
zamowienie. Nie twierdzi Pan przeciez, ze Kieslowskie wzorem kina-prawdy
zrobil je na osemce i za wlasne pieniadze.
Cecylian
____________
RU8xx <ru...@aol.com> wrote in message
news:19990623210338...@ng64.aol.com...
> Cecylian napisal:
>
> (...)
>
>
> >Czytajac wywiad Filipskiego trzeba pamietac o podziale polskiego
srodowiska
> >filmowego na "kosmopolitow" i na "narodowcow". Jedni i drudzy przescigali
> >sie w lizaniu dupy partii.
> >Dzisiejszy glowny film niepokoju moralnego -
> >"Amator" Kieslowskiego dostal glowna nagrode na festiwalu w Moskwie. A
tak
> >oklaskiwany dzisiaj przez intelektualistow europejskich wybitny tworca
swoja
> >kariere rozpoczal od dwoch propagandowych krotkometrazowek o naszej
partii,
> >nakreconych zaraz po masakrze robotnikow na Wybrzezu.
>
> >Oczywiscie - bez slowa krytyki. Za to pelne uwielbienia.
>
>
> Widac, ze Pan do kina nie chodzil w latach siedemdziesiatych:)))
> Cenzura zatrzymywala filmy "kosmopolitow", a filmy "narodowcow" nie mialy
> klopotow.
>
> Filmy "kosmopolitow' mialy prawie masowa widownie.
> Na knoty "narodowcow" /"Gdzie woda czysta, a trawa zielona", "Jaroslaw
> Dabrowski", "Czerwone ciernie", "W te dni przedwiosenne"itd./ - nikt nie
> chodzil i napewno nikt na SCP ich nawet nie pamieta.
>
> "Amator" dostal nagrode w Moskwie, ale takze "Ziemia obiecana" wiec sama
> nagroda niczego nie dowodzi.
>
> Jezeli natomiast piszac o "propagandowych krotkometrazowkach o naszej
partii"
> ma Pan na mysli "Robotnicy 1971 - nic o nas bez nas" Kieslowskiego i
Zygadly i
> "Refren" Kieslowskiego - to chyba musialy sie one Panu pomylic z czyms
> innym:)))
> A jezeli mysli Pan o "Fabryce" Kieslowskiego - to cenzura trzymala ja na
> polkach od 1969 roku do 1971 i na tamte czasy byl to dokument bardzo
smialy.
>
> >Prawdziwi filmowcy - nie chcac dawac haraczy - zebrani byli w klubie
> >filmowym "warsztat", usadowionym przy szkole lodzkiej. Bawili sie w
srodki
> >formalne. Wielu na formie filmowej bez mozliwosci dubbingu tresci -
> >doczekalo emerytury.
>
> W "warsztacie" pod kierunkiem "wielkiego maga" Robakowskiego nie dzialo
sie
> nic, ale to nic naprawde znaczacego i z tych formalnych eksperymentow
ocalaly
> tylko wspomnienia - Pana i moje pewnie....
>
> Pozdrawiam.
>
>
> Pawel Jedrzejewski RU...@aol.com
Troche nie fair. W "Amatorze" nie ma, jesli sie nie myle, zadnego objawu lzania
dupy partii.
A swoja droga, jakos mi trudno uwierzyc, ze Filipski jest lepszy od, n.p.
Stuhra, lub Holoubka.
>Troche nie fair. W "Amatorze" nie ma, jesli sie nie myle, zadnego objawu
>lzania
>dupy partii.
>
Nie ma wcale.
Wrecz przeciwnie.
>A swoja droga, jakos mi trudno uwierzyc, ze Filipski jest lepszy od, n.p.
>Stuhra, lub Holoubka.
Stuhra, Holoubka, Olbrychskiego, Seweryna, Opani, Pieczki, Machulskiego,
Lukaszewicza, Pszoniaka, Gajosa, Wilhelmiego, Dmochowskiego, Janczara,
Zelnika, Friedmana, Lutkiewicza, Bardiniego, Englerta, Nowickiego,
Fronczewskiego, Lomnickiego, Szalawskiego, Fettinga, Binczyckiego,
Lapickiego, Walczewskiego i pewnie jeszcze kilku innych.....
Pawel Jedrzejewski RU...@aol.com
>Przede wszystkim czuje sie nacjonalista,
>uznajac to uczucie za wyzszego rzedu
>od patriotyzmu, bo podczas kiedy ojczyzna
>to wartosc zmaterializowana, to narod
>bedzie zawsze stanowil wartosc ponadmaterialna,
>bo na nia sie sklada cos wiecej, nizli materia ozywiona.
(...)
>O wiele czesciej odwoluje sie do nacjonalizmu.
Slawomir Miecz, ktory wyrazal radosc z faktu, ze w Polsce PODPALONY zostal
lokal jakiejs partii, z ktorej zalozeniami sie nie zgadza i ubolewal, ze
Eligiusz Niewiadomski zamordowal prezydenta Narutowicza ZAMIAST Jozefa
Pilsudskiego - przyznaje sie do nacjonalizmu.
Akurat przegladalem ksiazke Ericha Fromma, gdzie pisze on te slowa poruszajac
zagadnienia "syndromu rozkladu":
"Wielu jest taich, ktorzy wybrali gwalt, nienawisc, rasizm i NARCYSTYCZNY
NACJONALIZM i ktorych ten syndrom ma we wlasnym wladaniu. Sa to przywodcy,
wierni wyznawcy gwaltu, wojny i zniszczenia. Tylko najmniej zrownowazeni i
chorzy posrod nich odwazaja sie wyrazac swoje cele wprost lub nawet dopuszczac
je do swojej swiadomosci. Daza raczej do racjonalizowania swoich postaw w
kategoriach milosci ojczyzny, obowiazku, honoru itd. Ale kiedy lamia sie
wszelkie formy cywilizowanego zycia, jak w miedzynarodowych lub cywilnych
wojnach, ludzie ci nie potrzebuja juz tlumic swoich najglebszych pragnien:
spiewaja hymn nienawisci i tylko wowczas angazuja sie w sprawy zycia i
rozwijaja cala swa energie, kiedy moga sluzyc sprawom smierci /.../ Wazna jest
wiec rzecza, aby zostali rozpoznani takimi, jakimi sa - jako ludzie, ktorzy
kochaja smierc, ktorzy boja sie niezaleznosci, dla ktorych realne sa tylko
potrzeby WLASNEJ GRUPY."
Pawel Jedrzejewski RU...@aol.com
>"Ziemia obiecana" miala dosc jasne przeslanie - oto Polska szlachecka
>sprzymierza sie z kapitalem, by zabic robotnika niosacego plomien czerwonej
>chusty/sztandaru. To musialo sie w Moskwie podobac. Mimo reymontowego
>pierwowzoru, pisarza bylo nie bylo narodowego.
"Ziemia obiecana" miala jeszcze inne przeslanie : byl to pierwszy film w
historii kina tzw "obozu socjalistycznego", ktory pozwalal widzowi na
utozsamienie sie z zapalem, energia, przyjaznia, mlodoscia kapitalistow: Maksa
Bauma, Moryca Welta i Karola Borowieckiego.
To bylo pierwsze pokazanie kapitalistow, jako zywych, przekonywujacych ludzi, a
nie papierowych postaci "wyzyskiwaczy".
Poza tym "Ziemia obiecana" charakteryzowala sie intensywna swiadomoscia
sytuacji kulturowej - miejsca i czasu wydarzen REALIZACJI tego filmu.
Podobienstwa tego filmu do filmow, ktore pojawily sie pozniej staja sie
widoczne i sugeruja, ze film Wajdy zapoczatkowal caly nurt. Widac to wyraznie,
gdy spojrzymy na ten film z perspektywy wartosci decydujacych o ludzkich
wyborach, z perspektywy zasad etycznych swiata w "Ziemi" i swiata polowy lat
siedemdziesiatych.
Amoralnosc swiata Borowieckiego i spolki nawiazuje ekranowy kontakt z
amoralnoscia swiata "Wodzireja" Falka /podobienstwo postaci Danielaka do
Borowieckiego, a jeszcze bardziej do powiesciowego Wilczka - jest oczywiscie
kwestia przypadku/. Jednak juz przyjazn trojki bohaterow "Ziemi" - jedyny
jasniejszy punkt w ponurym swiecie "Ziemi obiecanej" - nieodparcie kojarzy sie
z przyjaznia bohaterow "Kung Fu" Kijowskiego. Fronczewski-Horn z "Ziemi" jest
zapowiedzia Fronczewskiego-Witka z "Kung Fu".
Zerwanie z literacko-filmowym stereotypem kapitalisty na rzecz sposobu
opowiadania dopuszczajacego solidarnosc widzow z planami bohaterow,
przeniesienie oceny ich swiata na widza - swiadczyly o przelamaniu
dotychczasowej , tradycyjnej postawy wobec tematu.
Brak gotowego, bezdyskusyjnego systemu wartosci, ktory swiat ekranowy mialby
tylko potwierdzac - stanowil odwrocenie owczesnej perspektywy.
>A Kieslowski i jego krotkometrazowki - niezaleznie od Panskich opinii nie
>moze Pan uciec od faktow, ze byly krecone za fundusze KC i na partyjne
>zamowienie. Nie twierdzi Pan przeciez, ze Kieslowskie wzorem kina-prawdy
>zrobil je na osemce i za wlasne pieniadze.
>
>Cecylian
Ani Wajda, ani Konwicki /z wyjatkiem "Ostatniego dnia lata"/, ani Kieslowski,
Zanussi, Zygadlo, Holland, Falk, Bajon - nie robili niczego za wlasne
pieniadze, a jednak w ich filmach byla prawda o tamtych czasach i teraz, z
perspektywy dwudziestu, albo dwudziestu pieciu lat - latwo jest Panu sie
czepiac i wydziwiac, ze za "fundusze KC"
Radze przypomniec sobie te filmy, zamiast pamietac o tych funduszach...:))
Pawel Jedrzejewski RU...@aol.com
"Miecz" mowi o rozumie. Wolna siec. Mozna mowic o cyzms, czego sie nie posiada.