Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Jak inteligetny czlowiek, stal sie swinia

222 views
Skip to first unread message

narciasz

unread,
Jan 12, 2013, 9:17:28 AM1/12/13
to

Na tle przaśnych aparatczyków rządzących powojenną Polską Józef Cyrankiewicz wyróżniał się inteligencją, urokiem osobistym i piękną przeszłością. Ale zbyt łatwo stał się taki jak oni.

"Nienawidzę ciemnego motłochu i unikam go" - lubił recytować w gimnazjum "Pieśń" Horacego nastoletni Cyrankiewicz. Nauczyciele twierdzili, że nie cierpiał uczenia się na pamięć, ale ten wiersz uwielbiał i zawsze był gotów przytoczyć w całości. Nie tylko ulubiona fraza wskazywała, że urodzony przed stu laty, 23 kwietnia 1911 roku, syn inżyniera Józefa Cyrankiewicza i Reginy Szlapak (córki właściciela kilku tartaków) nie miał zadatków na komunistę.

Nie miał również charakteru predestynującego go do roli aparatczyka. W szkole, wedle relacji zamieszczonych w książce Eleonory i Bronisława Syzdków "Zanim zostanie zapomniany", zapamiętano go jako skrajnego indywidualistę chodzącego własnymi drogami. Ale jednocześnie uwielbiał dowodzić innymi i być w centrum uwagi. Przede wszystkim zaś wyróżniał się sympatycznym sposobem bycia i inteligencją.

Liberał
Jak na rodowitego krakowianina przystało, wyniósł z domu liberalne poglądy. To nie dziwi, bo ojciec przez lata sympatyzował z lewicowym Stronnictwem Pracy. Pierwsze kroki młodego Cyrankiewicza w dorosłym życiu nie kolidowały z wzorcami przekazanymi przez rodziców. Tuż po maturze w 1930 roku zgłosił się na ochotnika do Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii, a po odbyciu służby jako podporucznik rezerwy dostał się 1931 roku na Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jednak bardziej od zdobywania wiedzy fascynowała go działalność społeczna.

Wstąpił do Akademickiego Związku Pacyfistów, gdzie natychmiast dostrzeżono jego zdolności oratorskie. "Nasz Związek używał go do tzw. wielkich wystąpień na wiecach i spotkaniach" - wspominała Janina Bogucka-Ordyńcowa. Przygoda z pacyfistami nie trwała jednak długo, a jej najtrwalszym efektem okazał się romans z poznaną w AZP Krystyną Munkówną (siostrą sławnego po wojnie reżysera Andrzeja Munka). O wiele bardziej interesujący dla Cyrankiewicza okazali się socjaliści i Wanda Wasilewska.

Socjalista
Józef Cyrankiewicz zaczął bywać na urządzanych w mieszkaniu Wasilewskich spotkaniach z działaczami Polskiej Partii Socjalistycznej. Publikował też artykuły w związanym z PPS piśmie "Naprzód". Wreszcie zdecydował się wstąpić w szeregi tej partii. Wkrótce o młodzieńcu było głośno w Krakowie. Kiedy na Uniwersytet Jagielloński zawitał minister spraw zagranicznych faszystowskich Włoch, Dino Grandi, Cyrankiewicz wręczył mu po wykładzie wiązankę czerwonych róż. "Proszę, aby pan złożył ją na grobach zamordowanych przez faszystowski reżim socjalistów" - oznajmił. Rozwścieczony podarkiem Grandi (odznaczony wcześniej przez prezydenta Mościckiego Orderem Orła Białego) wyjął portfel i dał Cyrankiewiczowi plik banknotów z prośbą, aby kupił za nie róże na groby zamordowanych w Polsce faszystów. O skandalu pisała krakowska prasa, a odznaczający się ułańską fantazją młodzieniec szybko zdobył w PPS wielu przyjaciół.

I zaczął się zapowiadać na wybitnego przywódcę. Gdy pod koniec marca 1936 roku policja brutalnie spacyfikowała strajk robotnic w fabryce chemicznej Semperit, miasto sparaliżował protest ogłoszony przez PPS. A wszystko dzięki talentom organizacyjnym Cyrankiewicza. On to bowiem namówił taksówkarzy, aby rozwieźli po mieście wezwanie socjalistów do 24-godzinnego strajku powszechnego. Potem na wiecu przed siedzibą związku kolejarzy wygłosił znakomitą mowę, całkowicie panując nad zebranymi. "Na okrzyki komunistów padające z tłumu słuchaczy, żeby przedłużyć strajk, nie kto inny jak Cyrankiewicz odpowiedział: >>Jeśli PPS ogłosił strajk na 24 godziny, to nie będzie go przez minutę dłużej<<" - wspominała po latach działaczka PPS, Lidia Ciołkoszowa. Po wiecu demonstranci ruszyli ul. Warszawską, a spanikowana policja zaczęła do nich strzelać. Zginęło ośmiu robotników. Wówczas Cyrankiewicz wezwał strajkujących do zaniechania demonstracji ulicznych, zapobiegając eskalacji zamieszek i dalszym ofiarom.

Po tych wydarzeniach, mając zaledwie 25 lat, wyrósł na jednego z przywódców partii. Polityka stała się jego żywiołem. Nigdzie nie pracował, był wiecznym studentem. Ale czas wypełniała mu nie nauka, lecz spotkania partyjne, wiece, podróże w teren i kawiarniane dyskusje. Zapowiadał się na błyskotliwego polityka sporego formatu.

Wojna
Jego karierę przerwał najazd III Rzeszy na Polskę. Wojna obronna zakończyła się dla podporucznika Cyrankiewicza 15 września 1939 roku. W bitwie pod Tomaszowem Lubelskim jego bateria została rozbita, a on znalazł się w niewoli. W wagonie bydlęcym wiozącym jeńców był m.in. działacz PPS Zdzisław Jeziorański (Jan Nowak). W książce "Kurier z Warszawy" opisał, że wszyscy myśleli o ucieczce, ale Cyrankiewicz przekonał ich, by poczekać, aż dojadą do Łagiewnik pod Krakowem, gdzie miał znajomych. "Oni na pewno przechowają i dadzą cywilne ubranie" - zapewniał. Tam też uciekł z transportu wraz z dwoma innymi osobami.

Gdy wrócił do rodzinnego miasta, w domu zastał jedynie matkę. Ojciec i młodszy brat Jerzy jak wielu polskich żołnierzy przeszli do Rumunii i zostali internowani. Aby nie trafić w ręce gestapo, zamieszkał u rodziny Munków, choć jego narzeczona Krystyna znalazła się na Zachodzie. Po pół roku wspólnego mieszkania oświadczył się jej siostrze Joannie Halinie i w sierpniu 1940 roku wziął z nią ślub w parafii św. Szczepana.

Wtedy był już przywódcą konspiracyjnego PPS-WRN (Wolność, Równość, Niepodległość) w Krakowie. Rozbudowywał struktury podziemne partii, zgodnie współpracował z szefem okręgu Związku Walki Zbrojnej gen. Tadeuszem Borem-Komorowskim. Sekretarz utworzonego w Londynie Komitetu Zagranicznego PPS Adam Ciołkosz stale utrzymywał z nimi kontakt i wysoko oceniał raporty nadsyłane z kraju. Dużym więc zaskoczeniem było, gdy w grudniu 1940 roku Cyrankiewicz zjawił się w Warszawie i zaproponował jednemu z przywódców PPS, Zygmuntowi Zarembie, by kierownictwo partii nawiązało za pośrednictwem przebywającej w ZSRR Wandy Wasilewskiej kontakt ze Stalinem. Chciał zorganizować delegację, która pojedzie do Moskwy i zaoferuje Sowietom wspólne działania przeciw Niemcom. Pomysł porozumienia się z jednym z okupantów został jednak odrzucony.

Niezrażony tym Cyrankiewicz dalej aktywnie działał i na początku 1941 roku stało się o nim głośno, gdy uratował życie kurierowi ZWZ Janowi Karskiemu. Ujętego w Nowym Sączu kuriera usiłowało złamać miejscowe gestapo. "Nie mogłem już wytrzymać tortur, więc usiłowałem sobie podciąć żyły żyletką, którą miałem ukrytą w podeszwie buta" - wspominał Karski. Okaleczony trafił do szpitala i tam podczas spowiedzi prosił księdza o przekazanie informacji o nim ruchowi oporu. Wkrótce w przebraniu zakonnicy zjawiła się w szpitalu łączniczka przysłana przez Cyrankiewicza. Przekazała kurierowi instrukcje, jaką drogą wymknąć się do innego skrzydła budynku i wyskoczyć przez okno. Potem Karskim zaopiekowali się konspiratorzy z PPS-WRN.

Auschwitz
Niedługo po tej akcji, 19 kwietnia 1941 roku, jej pomysłodawca sam znalazł się w podobnej opresji. W drodze na pociąg do Warszawy Cyrankiewicz wstąpił do konspiracyjnego mieszkania ZWZ przy ul. Sławkowskiej 6. Tam czekali w przygotowanym kotle gestapowcy. Po aresztowaniu na rok trafił do więzienia przy ul. Montelupich w Krakowie, a gdy przyłapano go na próbie ucieczki, znalazł się w transporcie do Auschwitz.

Piekło obozu odmieniło Józefa Cyrankiewicza. Choć i tam radził sobie znakomicie. Dzięki starym znajomym z PPS, Konstantemu Jagielle i Adamowi Kuryłowiczowi, nowy więzień numer 62933 otrzymał przydział do pracy w kancelarii szpitala obozowego. Szybko też znalazł ujście dla talentów przywódczych, obejmując szefostwo nad skupiającą ok. 140 byłych członków PPS konspiracyjną komórką, nazwaną przez nich szumnie Organizacją Bojową. Dokonania Cyrankiewicza - posługującego się pseudonimem Rot - w Auschwitz obrosły licznymi legendami.

W PRL oficjalna historiografia uczyniła z niego następcę sławnego rotmistrza Witolda Pileckiego, po którym miał objąć dowodzenie nad działającym w obozie Związkiem Organizacji Wojskowej. W rzeczywistości Cyrankiewicz najprawdopodobniej nigdy Pileckiego nie spotkał, a do ZOW nawet nie należał. Kilka lat temu tygodnik "Wprost" (z 26.12.2007) opublikował artykuł oskarżający "Rota" o to, że w Auschwitz zajmował się handlem złotem i kosztownościami zrabowanymi Żydom, a "przy okazji" został konfidentem gestapo (nie przedstawiono żadnych dowodów na poparcie tych twierdzeń).

Jednak ludzie pamiętający Cyrankiewicza z czasów obozowych wspominali go z wielkim szacunkiem. Lekarz Stanisław Kłodziński zapamiętał go jako "konsekwentnie walczącego o przetrwanie własne i społeczności współwięźniów". Organizował żywność i leki dla chorych, przesyłał na zewnątrz raporty o tym, co się dzieje w obozie, snuł nawet plany wywołania wśród więźniów powstania. Otarł się też o śmierć.

Na początku listopada 1943 roku Niemcy zrobili rewizję w baraku mieszkalnym "Rota", znajdując cywilny kombinezon i perukę. Podejrzany o przygotowywanie ucieczki Cyrankiewicz znalazł się w bunkrze śmierci, gdzie uwięzieni powoli konali z głodu. "W pewnym momencie zażądał od nas trucizny" - wspominał Kłodziński. Szczęśliwym trafem doszło do zmiany komendanta Auschwitz i przybyły z Berlina Artur Liebehenschel uwolnił wszystkich skazańców z bunkra śmierci. Potem doktor Kłodziński wstrzyknął Cyrankiewiczowi prontosil, wywołując u niego wysypkę podobną do tej, jaka pokrywała skórę zarażonych szkarlatyną. "Rot" trafił do szpitalana blok zakaźny, którego esesmani unikali jak ognia - zanotował Kłodziński.

W styczniu 1945 r. Niemcy rozpoczęli przemieszczanie więźniów z Auschwitz w głąb III Rzeszy. "Rot" przeżył marsz śmierci do Mauthausen. Tam 5 maja uwolnili go Amerykanie. Miał wolną rękę, mógł zostać na Zachodzie. Taką drogę wybrała większość przywódców PPS. On wolał jednak wrócić do Polski.

Jeszcze w obozie zaprzyjaźnił się z austriackimi komunistami, z którymi zorganizował konspiracyjną Kampfgruppe Auschwitz i napisał deklarację ideową, w której podkreślał, że "przyjaźń ze Związkiem Radzieckim jest gwarantem zwycięstwa i pokoju". Kiedy latem 1945 roku spotkał się w Warszawie z Zygmuntem Zarembą, nie ukrywał, że zamierza współpracować z nową władzą. "Cyrankiewicz stale kładł nacisk na konieczność dostosowania się do warunków, w których Rosja otrzymała decydujący wpływ na losy wschodniej Europy" - zanotował Zaremba.

Polska Ludowa
W książce "Towarzysze Niejasnego" Piotr Lipiński zamieścił wspomnienie politologa, prof. Michała Śliwy. "Cyrankiewicz przyznał mi się, że w czasie okupacji doznał tyle strasznego, że po wojnie po prostu chciał żyć po ludzku. Pojeść, popić, zabawić się z dziewczynami" - opowiadał prof. Śliwa. Wielkie znaczenie miały też zapewne olbrzymie ambicje polityczne i poczucie własnej wartości. Z Moskwy przysłano do Polski zbieraninę kreatur, dawnych zdrajców, kryminalistów, agentów NKWD.

Na tym tle Cyrankiewicz z nieskalaną przeszłością prawdziwego socjalisty i bohatera ruchu oporu prezentował się znakomicie. Nic dziwnego, że komuniści wspierali ze wszystkich sił jego karierę. Wkrótce z łatwością pokonał w walce o władzę w PPS, koncesjonowanym przez Kreml, byłego premiera Edwarda Osóbkę-Morawskiego. Kiedy w maju 1946 roku pojechał do Londynu na konferencję europejskich partii socjalistycznych, jak wspominała Lidia Ciołkoszowa, wielu działaczy sądziło, że jest nowym Konradem Wallenrodem, gotowym w odpowiedniej chwili stawić czoło sowieckiemu okupantowi. Ale rozmowa Adama Ciołkosza z Cyrankiewiczem rozwiała złudzenia. Ciołkosz przekonywał go, by zawarł sojusz z PSL Mikołajczyka i spróbował odsunąć komunistów od władzy. Cyrankiewicz uznał to za fantasmagorię, bo nie zamierzał wypowiadać posłuszeństwa Kremlowi.

Był u szczytu powodzenia. Przed wyborami do Sejmu stale podkreślał rolę PPS w walce z Niemcami, twardo negocjował z liderem PPR Władysławem Gomułką parytet miejsc na wspólnej liście wyborczej. Może wierzył, że to on będzie wkrótce rządził. Ale w połowie listopada 1946 roku Stalin zaprosił Cyrankiewicza i Gomułkę do Soczi, aby oznajmić im, jaka będzie przyszłość polityczna Polski Ludowej. Socjaliści i komuniści po wyborach (oczywiście sfałszowanych) mieli wziąć po 31 proc. miejsc w parlamencie i utworzyć wspólny rząd. Po wydaniu instrukcji tyran wypił z gośćmi bruderszaft i świetnie się bawił, upijając Cyrankiewicza.

Po latach pisarzowi Andrzejowi Szczypiorskiemu lider PPS opowiadał, że w pewnym momencie podpity Stalin zagadnął go: "Ty nie lubisz mnie, Cyrankiewicz?". Ten zaprzeczył i spuścił głowę, żeby nie patrzeć despocie w oczy. "I tak łeb schyliłem i mówię sobie w duchu: Najświętsza Panienko, spraw, żeby mi się łysina nie zaczerwieniła ze strachu, bo będę zgubiony" - wspominał Cyrankiewicz. Tyran musiał jednak polubić gościa, bo 8 lutego 1947 roku wygłosił w Sejmie exposé jako premier sformowanego trzy dni wcześniej rządu.

Dotarł na wymarzony szczyt i pozostał na nim aż do 1970 roku, lecz to nie on trzymał w ręku realną władzę. Mógł cieszyć się życiem, dobrymi samochodami, nową piękną żoną (aktorką Niną Andrycz), zażywać luksusu. Jednak chwalebna przeszłość znikła, zakryta przez kolejne łajdactwa: udział w stalinowskim reżimie czy zaakceptowanie rzezi robotników w czerwcu 1956 r. w Poznaniu. Wtedy to dawny obrońca ludzi pracy Cyrankiewicz grzmiał: "Który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie". Potem doszła jeszcze współodpowiedzialność za masakrę w 1970 r. na Wybrzeżu. Wtedy nikt już nie wierzył, że skończony oportunista Józef Cyrankiewicz mógł być kiedyś idealistą i odważnym człowiekiem.

u2

unread,
Jan 12, 2013, 9:27:56 AM1/12/13
to
W dniu 2013-01-12 15:17, narciasz pisze:
> Na tle prza�nych aparatczyk�w rz�dz�cych powojenn� Polsk� J�zef Cyrankiewicz wyr�nia� si� inteligencj�, urokiem osobistym i pi�kn� przesz�o�ci�. Ale zbyt �atwo sta� si� taki jak oni.


Organizowal wg oficjalnej wersji ruch oporu w Auschwitz, ale
prawdopodobnie sawsiem naabarot, kapowal, dlatego przezyl.

Sciepowicz

unread,
Jan 12, 2013, 9:46:31 AM1/12/13
to
On 12/01/2013 14:17, narciasz wrote:
>
> Na tle przaśnych aparatczyków rządzących powojenną Polską Józef Cyrankiewicz wyróżniał się inteligencją, urokiem osobistym i piękną przeszłością. Ale zbyt łatwo stał się taki jak oni.
>
> "Nienawidzę ciemnego motłochu i unikam go" - lubił recytować w gimnazjum "Pieśń" Horacego nastoletni Cyrankiewicz. Nauczyciele twierdzili, że nie cierpiał uczenia się na pamięć, ale ten wiersz uwielbiał i zawsze był gotów przytoczyć w całości. Nie tylko ulubiona fraza wskazywała, że urodzony przed stu laty, 23 kwietnia 1911 roku, syn inżyniera Józefa Cyrankiewicza i Reginy Szlapak (córki właściciela kilku tartaków) nie miał zadatków na komunistę.
>
> 8<<<< kradziony tekst z Newsweek wyciety

http://m.newsweek.pl/historia,jozef-cyrankiewicz--czyli-jak-koncza-idealisci,75928,1,1.html


"narciasz" <narc...@o2.pl> wrote in message
news:3884b066-3600-477d...@googlegroups.com...
>- na sciepie do ... - po... a moze i dluzej.
>
> _ Jak by co, smart questions & stupid answer kierowac na:
> Edward Pleva @ Berdyczow.com sie ustosunkuje - moze?
>
> Bye !
>

Pisales... obiecales ... a robisz z gemby szmate.
I to kradnaca teksty szmate....

Nie wspominajac juz innego tekstu skradzionego Passentowi;
> Cytowanie,[...] z wiedza niewiele ma to wspolnego.

A sam znow ”cytujesz” debilu,?

Wprawdzie w klapie to ty masz guzik...
ale w glowce to masz cale " intelektualne bogactwo" ;
http://i14.tinypic.com/4t9kri9.jpg

Posluchaj to o tobie zlodziejska szumowino;
http://www.youtube.com/watch?v=cPy4_P5j9ow

--- news://freenews.netfront.net/ - complaints: ne...@netfront.net ---

Forte

unread,
Jan 12, 2013, 9:56:47 AM1/12/13
to
"narciasz" wrote in message
news:c454ba61-e474-42f7...@googlegroups.com...
>
> Na tle przaśnych aparatczyków rządzących powojenną Polską Józef
> Cyrankiewicz wyróżniał
> się inteligencją, urokiem osobistym i piękną przeszłością. Ale zbyt łatwo
> stał się taki jak oni.
>>>>> 8<<<<<<<<<<<<<<<<<


“> Cytowanie,[...] z wiedza niewiele ma to wspolnego. “

- a znow ”cytujesz” ukradziony tekst, spamerze, gdzie jest link do
oryginalu ?

Wprawdzie w klapie to ty masz guzik...
ale w glowce to masz cale " intelektualne bogactwo" ;
http://i14.tinypic.com/4t9kri9.jpg

Posluchaj to o tobie ;
http://www.youtube.com/watch?v=cPy4_P5j9ow


narciasz

unread,
Jan 12, 2013, 10:11:17 AM1/12/13
to
To była moja miłość! Złota głowa, niebieskie oczy. Byłby się uchował, bo Niemcy zapytali: "Ty chyba nie jesteś Żydem?". A on odpowiedział: "Jestem". No i zamordowali go - opowiada aktorka Nina Andrycz, legenda warszawskiego teatru i żona PRL-owskiego premiera Józefa Cyrankiewicza.

- Niech pani parę ciasteczek spróbuje. Domowe. Moje urodzinowe.

Jakoś nie podejrzewam, żeby pani sama wypiekała. Przecież kuchni pani nie dotyka.
Herbatę parzę. Te piekł Wróbel, cukiernik wspaniały. Dla mnie piecze domowe, prawdziwe.

Kto był na urodzinach? Pytam, bo widzę, że kwiatów ma pani cały dom.
Te tutaj są od prezydenta Rzeczypospolitej. Dostałam od niego list gratulacyjny. Poznałam prezydenta na kolacji wydanej przez nowego dyrektora Łazienek. Ten dyrektor rozsmarował mnie sobie jak masło na bułce, bo zacytował kawałek mojego wiersza. I na tej kolacji ukoronowano mnie "brylantową" koroną ze szkiełek jako królową sceny polskiej.

Królową była już pani przed wojną. Czy wówczas uważano panią za seksbombę?
Nikt nie używał takich słów! Otrzymałam tytuł królowej mody i elegancji, który obowiązywał przez cały rok. Dzięki temu miałam spore korzyści materialne, bo sklepy dawały mi na raty wszystko, co zapragnęłam.

Ale budziła przecież pani zmysły mężczyzn i zazdrość kobiet.
Naturalnie. Jednak o erotyce po prostu się nie mówiło.

Tylko nosiło się opinające ciało suknie z dekoltami...
Kobiety eksponowały swoje ciała, a jednocześnie były nie do zdobycia. Dekolt był, a i tak starający się o względy stał pod oknem, pod balkonem i bał się nawet w to okno zerknąć. Jak kwiaty były ładne, to na chwilkę zapraszałam. Żyłam w innej epoce. Ludzie wychowani byli na miłości romantycznej. Czekali na nią. A i tamci mężczyźni podświadomie szukali bogini. Jeśli ktoś miał ochotę na inne relacje, to do dyspozycji były wspaniałe burdele i panie z półświatka. W każdym ustroju, za komuny też były.

A te czerwone róże od kogo?
Od kolegów z Teatru Polskiego.

Czy pani wie, co się teraz w tym teatrze dzieje?
Jakżebym mogła nie wiedzieć. To jest palący temat. Przepracowałam w tym teatrze prawie 70 lat, nie położywszy ani jednej roli. To z pewnością rekord Guinnessa. Zaczęłam jako osoba dwudziestoletnia, a skończyłam nie tak dawno.

Zwolniono panią?
Nie, skąd! Odeszłam, bo nie mogłam dłużej patrzeć na tę degrengoladę. Znakomicie idący teatr zamienił się w teatrzyk dla dzieci. Miasto nawet zauważyło, że teatr ginie. Dzieci nagminnie w nim bywające z woli zmęczonych nimi rodziców, kiedy oglądają szekspirowskiego "Makbeta" albo "Burzę", nic nie rozumieją i tylko ze strachu siusiają na fotele. Byłam na "Burzy", przede mną siedział psychicznie udręczony malec, który wiedział, że w żadnym wypadku po marmurowych śliskich schodach nie dobiegnie do toalety, więc wysiusiał się na fotel. W antrakcie speszona wychowawczyni odwróciła się do mnie i zaczęła przepraszać. Powiedziałam, że mnie nie musi, tylko cień dyrektora Szyfmana. Bo on ten teatr stworzył i wtedy bajki grano o 12 w południe, a dzieci rozumiały, co się działo na scenie.

I myśli pani, że te czasy znowu wrócą?
Przez chwilę była nadzieja. Przecież pan Struzik, marszałek naszego województwa, zawarł umowę z wybitnym artystą Andrzejem Sewerynem. Powierzył mu funkcję dyrektora Teatru Polskiego, obiecując pieniądze na działalność. Wierzyłam, że Sewerynowi uda się ożywić Polski, a tymczasem przyjechał z Paryża i okazało się, że nie ma ani grosza na otwarcie sezonu. Zawierzył Struzikowi jako dżentelmenowi... Ta sytuacja trwa już piąty miesiąc. Umieram z żalu i wstydu. Zespół jest rozbity, rozgoryczony. Skandal. A boli mnie sprawa Polskiego z kilku powodów. Wie pani, ten teatr zbudował mój znakomity architekt Czesław Przybylski, ożeniony z Różą Andryczówną, moją ciocią.

Te koneksje pomogły pani dostać angaż w latach 30.?
Skąd! Nic nie powiedziałam dyrektorowi Szyfmanowi, bo nie chciałam żadnej podpórki. I dopiero po jakimś czasie Szyfman zorientował się, że ja jestem z tej rodziny, a nawet zapytał, dlaczego mu nie powiedziałam. "Bo nie chciałam!" - odpowiedziałam hardo.

Prywatnie też była pani taka pewna siebie?
Znowu mnie pani chce na prywatne tematy naciągnąć. Teraz jest taka moda, żeby mówić o seksie, o intymności. Kiedyś tego nie było.

Patrzę na pani portrety i nie chce mi się wierzyć, że na tych balach nie czuła pani na sobie wzroku mężczyzn.
Oczywiście, że czułam. Należały mi się jako aktorce.

I pięknej kobiecie.
Dobrze, że los dał mi dobre warunki do uprawiania tego zawodu. Jednak proszę sobie nie wyobrażać, że po takim balu poszłam z jakimś adoratorem do łóżka. Miałam opinię przyzwoitej kobiety. Byli tacy, którzy musieli dwa lata przysyłać kwiaty, żeby zawrzeć ze mną znajomość. Chodzić, błagać, wielbić, prosić o spotkanie, a ja mogłam ich wodzić za nos.

Chyba zwracała pani uwagę na przystojnych mężczyzn?
No, jak zobaczyłam Gerarda Philipe'a, to byłam zachwycona. A kiedy usiadł ze mną porozmawiać - on grał Cyda, a ja Szimenę w "Cydzie", więc mieliśmy o czym mówić - czułam się szczęśliwa. W tym momencie wynurzyła się jednak z tłumu jego żona i oznajmiła: jesteśmy już bardzo zmęczeni i musimy wracać do hotelu. Wstał i posłuszny jak baranek na tych swoich długich nogach udał się do hotelu. Wiem, że do tego hotelu przychodziły kobiety, które chciały mu się po prostu oddać, a on mówił do ochrony: proszę to sprzątnąć.

Więc jednak tamten świat nie składał się tylko z wielbicieli i przyzwoitych kobiet?
Przecież dla kobiety to jest szczyt poniżenia. Wolałabym codziennie tłuc groch, niż tak się poniżyć. Teraz to jest oczywiście normalne.

Nie ma pani dobrego zdania o współczesnych dziewczynach?
Nie mam, bo większość z nich nie potrafi się cenić. Na pierwszej randce jest po wszystkim. No, ale dość już tych tematów...

No, dobrze, więc gdyby Sewerynowi się udało, wróciłaby pani do teatru?
Kocham pracować. Ale mam już 95 lat. Mogę występować dorywczo. Mam wieczory autorskie, a to jest porządny, solowy występ. I pewnie będzie tak do końca moich dni.

Seweryn może być zawiedziony.
Porozmawiam z nim szczerze. Chciałabym, żeby to wszystko się ładnie skończyło. Teraz czasy są takie, że Janusza Zakrzeńskiego zwolnili z Polskiego jednym papierkiem. Tak przecież nie można. Ode mnie jak gosposia odchodzi, to ja się z nią żegnam jak z domownikiem, bo przecież tańcowała przy mnie przez wiele miesięcy. A Zakrzeński od tego papieru dostał aż lekkiego udaru. Zadzwonił do niego Jan Englert, że dostał zaproszenie od prezydenta Kaczyńskiego, by lecieć z nim do Katynia. Przekazał to zaproszenie Zakrzeńskiemu. Samolot się rozbił, więc Zakrzeński na szczęście martwił się sytuacją w teatrze tylko przez jeden dzień. Wie pani, kiedy teatr miał się najlepiej? W zniewolonej Polsce.

Ma pani na myśli komunę?
Tak, bo w PRL mogło nie być na mieście jedzenia, ale pieniądze na teatr zawsze były. W Rosji sowieckiej też tak było. Głód, ale teatry grały znakomicie. Kultura kwitła. Biuro polityczne dostarczało Szalapinowi, śpiewakowi operowemu, jedzenie, żeby głos mu nie osłabł. A teraz w wolnym kraju nie ma pieniędzy na kulturę. Nawet Marek Piwowski od tego kultowego Mamonia z "Rejsu" nie ma pieniędzy na film.

Mam wrażenie, że ostatnie 20 lat w wolnej Polsce nie należą do pani ulubionych.
Bo te lata to jest powolny upadek mojej branży. Wydam książkę i tam o tym wszystkim napiszę. W modzie jest pluć na PRL, a ja pluć mogę tylko na zniewolenie, a nie na najlepszy teatr w Polsce. Przecież każdy spektakl Hanuszkiewicza, który był pokazywany na świecie, kończył się owacją na stojąco.

Czy pani mąż, premier Józef Cyrankiewicz, lubił teatr?
Lubił. Ale ponieważ teatr był dla mnie ważniejszy niż on, to potem go znienawidził. Bo z rana była próba, obiad, a potem spektakl. No, a po spektaklu byłam zmęczona.

I dlatego małżeństwo się skończyło?
Między innymi. Bo poza tym nie chciałam mieć dzieci.

No właśnie. Czy z tej perspektywy...
... niczego nie żałuję!

Nie byłoby przyjemniej, gdyby wokół pani były dzieci, wnuki i nie byłaby pani sama? Przecież kobiety marzą o tym, żeby być matkami.
Przesada. Rodzenie to jest straszny ból. Wystarczy poczytać, co mówi na ten temat żona Lwa Tołstoja. Ciągle musiała rodzić, bo wtedy nawet nie można było pomyśleć o aborcji.

Kiedy pani postanowiła: żadnych dzieci, tylko kariera?
Pod koniec gimnazjum. Miałam wtedy 17 lat. Kariera jest efektem ciężkiej pracy. Nie miałam głowy do rodzenia. A miłość? To jest moja miłość! (Nina Andrycz wskazuje na portret Aleksandra Węgierki). Złota głowa, niebieskie oczy. Wyglądał jak Duńczyk albo Szwed, ale na pewno nie naród wybrany. Byłby się uchował, bo Niemcy, którzy po niego przyszli, powiedzieli: "Ty chyba nie jesteś Żydem?". A Węgierko odpowiedział zgodnie z prawdą: "Jestem". No i zamordowali go.

Ile pani miała lat, kiedy go poznała?
19. Byłam studentką II roku. On był moim profesorem. Cała szkoła wiedziała. Nasze spojrzenia nas zdradzały. Kiedy on wchodził do klasy, to od razu szukał mnie oczami.

I co, tak bez erotyzmu?
Proszę pani, przeżyłam erotyzm tak piękny, że każdy następny wydawał się niczym. Jeden jego pocałunek był wart wielu tych płomiennych stosunków, za którymi przepadają panowie, a kobiety przeważnie udają. Innymi słowy, moja pierwsza miłość była romantyczna, a jej podkład erotyczny był tak wzniosły, że następne doświadczenia wyglądały... jakby słabiej.

Skąd taka panienka z dobrego domu miała wiedzę na temat erotyzmu?
To nie wiedza, to instynkt. On mi mówił, że Aleksander jest niezwykły. Przecież to się czuje. Jeden ględzi i jest nieinteresujący, a inny tak na panią spojrzy i muśnie ręką, że pani pół nocy nie śpi. I ja też poczułam. Wiedziałam, że ma żonę. Mało tego, ja tę żonę lubiłam. Zdawałam sobie sprawę, że bez niej on by nie zrobił kariery.

On był dorosłym, dojrzałym mężczyzną, a pani dziewczyną. Nie bała się pani, że zostanie wykorzystana?
Nie, bo to był bliski mi człowiek. Duchowe pokrewieństwo to jest potęga, przy nim erotyka wysiada, schodzi na drugi plan. Bo przecież erotycznie może mnie się podobać pan, który oczarował mnie samym wyglądem. O, tak jak Filip, ten fotograf od pani z gazety, wszedł do mojego mieszkania i oczarował mnie, choć nie jest w moim typie. On jest czarny, a ja lubię blondynów archanielskich.

Rozumiem, że między panią a panem Aleksandrem była magia?
Oczywiście, przede wszystkim magia. Ta miłość należy już do innej epoki.

A pomiędzy panią a premierem Cyrankiewiczem była magia? Bo nie wyszła pani za mąż po raz drugi?
Nie trafił się ktoś taki, kto dałby mi życiowy spokój, tyle tolerancji i był tak ciekawym człowiekiem jak Józef. W każdym razie
nikogo ciekawego nie spotkałam. Flirtowałam, i owszem. Ale wiązać się tak trwale to już nie chciałam.

Była pani po pięćdziesiątce i grała rolę Kleopatry. Półnagiej Kleopatry.
Ale wyglądałam na 15 lat mniej. Poza tym miałam świetną figurę.

A poczucie wstydu?
Nie, bo przecież Kleopatra chodziła tak ubrana, a ja czułam się jak Kleopatra, córka Izydy.

Ale Warszawa przychodziła oglądać pani kształty.
W mojej książce jest zdjęcie, na którym jestem prawie naga. Jeśli ktoś ma ochotę, może w każdej chwili popatrzeć. Pamiętam, jak pojechałam z mężem do Sopotu i pływałam w zimnej wodzie, a marynarze się we mnie kochali. Każdy jeden.

Są kobiety, które twierdzą, że po pięćdziesiątce stają się przezroczyste, niezauważalne dla mężczyzn.
To bzdury. Na mnie mężczyźni zwracają uwagę do tej pory (śmiech). Pewnie ma pani na myśli menopauzę. Cóż ta menopauza? Prawo natury. Nie można rodzić i tyle. Ja z tego powodu nie rozpaczałam. Klimaks trzeba przejść, najlepiej w towarzystwie lekarza.

Ludzie mówią, że w małżeństwie z Cyrankiewiczem to pani rządziła.
Póki mnie słuchał, może i rządziłam. Na początku znajomości miał bajeczną, hollywoodzką urodę. Oka nie można było od niego oderwać. Póki mnie słuchał, to wyglądał dobrze. Kiedy zrozumiał, że nie urodzę dziecka, zaczął popijać i przestał słuchać. Gdybym urodziła, nasze małżeństwo przetrwałoby do grobowej deski. Jestem tego pewna. Ale ja rodziłam role i to mi wystarczało.

Plotkowano, że jest pani kobietą fatalną, potworem. Może jednak naprawdę nim pani była.
Zależy, jak na to spojrzeć. To prawda, że kochałam moją pracę bardziej niż męża. Czy to takie straszne? Greta Garbo też kochała swoją pracę bardziej niż tych panów, którzy się o nią starali. Przecież są na świecie takie kobiety. A że kochałam męża innej? Ja sama obiecałam jego żonie, że nie będę o jego miłość walczyć. I nie walczyłam. Ona była ode mnie starsza, czasem traktowała mnie jak córkę. Niech pani spojrzy na mój portret z "Lalki" Prusa - ta piękna koronkowa suknia jest jej projektu. Pewnie odwdzięczała się za dotrzymaną obietnicę. Zresztą, prawdę mówiąc, to ona jednak była lepsza w roli żony niż ja.

Dlaczego?
Bo umiała o niego zadbać. On był jej mężem, dzieckiem, synem, idolem, wszystkim. Nawet mama twierdziła, że taką ofiarną żoną to ja nie potrafię być, bo dla mnie, jak i dla niego, najważniejszy był teatr.

Z mamą łączyła panią chyba bardzo silna relacja?
Kolosalnie silna. Jednak, kiedy mama zobaczyła, że się sprawdzam, że daję sobie radę, to się na wszystko godziła. Mój tata powiedział, że jeśli Osterwa pochwali Ninę, to znaczy, że może być aktorką. Kiedy po pierwszym swoim zwycięstwie - najlepiej w Polsce powiedzianym wierszu - dostałam w nagrodę książeczkę Staffa z dedykacją Osterwy, ojciec przestał mówić, że scena to jest rozpusta, niepewne jutro i inne XIX-wieczne banialuki. A zresztą, jaka tam rozpusta - przecież skończyłam szkołę jako dziewica.

Ma pani na myśli gimnazjum?
Skąd! Studia. Nie tylko ja byłam dziewicą, proszę pani. Jeszcze raz mówię, to była inna epoka.

Przez tę niespełnioną miłość tak mocno poszła pani w pracę i karierę. Mam rację?
Niecałkowitą, bo praca po prostu mnie uratowała. Mój ukochany nie odebrał mi przecież powodzenia ani sympatii u ludzi. Tylko siebie odebrał.

Ile czasu minęło, zanim poczuła się pani gotowa na nową miłość?
Bardzo długo to trwało. To nie znaczy, że nikt mi się nie podobał. Spędzałam czas z innymi mężczyznami. Nie były to jednak żadne związki, bardziej adoracje. A za mąż wyszłam, mając 32 lata. Józef zmusił mnie do małżeństwa. Proponowałam, że zostanę jego przyjaciółką. Powiedział: przyjaciółek to ja miałem dosyć w młodości, a teraz chcę żonę. Taką jak ty. Przyzna pani, że to było bardzo ładne. Nawet mama powiedziała, że to przyzwoity człowiek. Uznałam, że jest godny tego, żeby mnie uwielbiać.

To znaczy?
Nie rozumie pani? Godziłam się na intymność, ale niekoniecznie w nią się angażowałam. Bo zaangażowana byłam tu (Nina Andrycz wskazuje na portret Węgierki).

W trakcie małżeństwa ten portret Węgierki też wisiał w domu?
Tak, ale nie w sypialni, tylko w moim gabinecie. Mąż nawet raz powiedział: jakaś nekrofilia kwitnie w tym domu. Ale żadnej kłótni nie było. On wiedział, że nie zbraknie mi riposty. Pamiętam, jak przyjechał do Polski z oficjalną wizytą Mołotow. Scenicznym szeptem powiedziałam do męża: patrz, ten wał przyszedł! Mąż miał w ręku papierosa, który wypadł, wpadł w mankiet, a spodnie się zapaliły. Ochrona się rzuciła ratować premiera i "ten wał" uszedł mi na sucho. Młodzieży przypomnę, że Mołotow podpisał pakt z Ribbentropem.

Chyba się nie nudziliście we dwoje?
Mieliśmy poczucie humoru. Wyszłam za niego, bo wiedziałam, że doktryna każe mu uszanować kobietę pracującą.

Jest pani feministką?
Zawsze byłam. Sama o sobie decydowałam.

A konwenanse?
Jakie konwenanse? Nie ma żadnych. A w latach 30.? Ludzie się liczyli z tym, co inni powiedzą, trzeba było być jedynie przyzwoitym człowiekiem. Zresztą, później też. A mąż od początku wiedział, że nie jestem typem Haus Frau. Sam też nie należał do tych mężczyzn, którzy wyłożywszy dużą kasę na stół, uważają, że każdą sprawę można z kobietą załatwić. Niedawno oświadczył mi się pewien pan. Po siedemdziesiątce. Mówię mu: pan by przy mnie umarł z głodu, bo ja nie lubię kuchni. A on na to: nie ma problemu, będziemy mieli służbę. Odpowiedziałam: ależ służba nie stworzy przytulnej atmosfery. Wielu jest starszych panów, którzy zachowują się jak gówniarze, a ja z takimi nie chcę mieć do czynienia.

Podobno przepowiedziano pani długowieczność?
Tak, w horoskopie. No i jest ta długowieczność. W naszej cywilizacji 100 lat to granica. Mnie dzieli od niej tylko pięć lat. Przecież na urodzinach ludziom śpiewają "Sto lat, sto lat". A mnie już nie śpiewają... Chciałabym jeszcze pożyć może parę lat. Wie pani, piękną sprawą jest dobrze przeżyte życie. I mam nadzieję, że pan albo pani śmierć łaskawie się ze mną obejdzie. Bo robiłam to, co kochałam najbardziej. Historia z miłością nie wyszła, ale to nie z mojej winy. Kocham go do dziś dnia.

u2

unread,
Jan 12, 2013, 10:21:27 AM1/12/13
to
W dniu 2013-01-12 16:11, narciasz pisze:
> To by�a moja mi�o��! Z�ota g�owa, niebieskie oczy. By�by si� uchowa�, bo Niemcy zapytali: "Ty chyba nie jeste� �ydem?". A on odpowiedzia�: "Jestem". No i zamordowali go - opowiada aktorka Nina Andrycz, legenda warszawskiego teatru i �ona PRL-owskiego premiera J�zefa Cyrankiewicza.


Cie choroba bohaterscy Niemcy go uratowali, a Polacy go zamordowali.
Czyli teza o bezpieczniejszej czeciej rzeszy w pelni uprawniona :-)))

quark

unread,
Jan 12, 2013, 10:56:30 AM1/12/13
to
On Saturday, January 12, 2013 6:27:56 AM UTC-8, u2 wrote:
> W dniu 2013-01-12 15:17, narciasz pisze:
>
> > Na tle przaśnych aparatczyków rządzących powojenną Polską Józef Cyrankiewicz wyróżniał się inteligencją, urokiem osobistym i piękną przeszłością. Ale zbyt łatwo stał się taki jak oni.
>
>
>
>
>
> Organizowal wg oficjalnej wersji ruch oporu w Auschwitz, ale
>
> prawdopodobnie sawsiem naabarot, kapowal, dlatego przezyl.

NIE WIESZ A BREDZISZ, PODSUWALSKI;
WIELU PRZEZYLO AUSCHWITZ;

AUSCHWITZ BYLO OBOZEM PRACY;
NIEMCY POTRZEBOWALI ROBOTNIKOW DLA NIEMIECKIEJ FABRYKI BENZYNY SYNTETYCZNEJ;
WE WCZESNYM OKRESIE ODSIADKA W AUSCHWITZ BYLA OGRANICZONA CZASEM;

TO, ZE KTOS PRZEZYL AUSCHWITZ NIE ZNACZYLO TO SAMO, CO WYJAZD DO USA W CZASIE STANU WOJENNEGO;

POZA TYM, NAWET UMUZYKALNIENI ZYDZI MIELI W AUSCHWITZ SWOJA SZANSE:
W AUSCHWITZ GRALA CODZIENNIE ZYDOWSKA ORKIESTRA SYMFONICZNA;
TAK PRZEZYLA TAM ODSIADKE MATKA MOJEGO KOLEGI;
Message has been deleted

u2

unread,
Jan 12, 2013, 11:13:18 AM1/12/13
to
W dniu 2013-01-12 17:08, David Kowalczyk pisze:
> Moj ojciec siedzial w Auschitz w tym
> samym czasie co Cyrankiewicz. Tez byl wieziony w bunkrze smierci i
> uwolniony zostal z niego przez wizytujacego ten oboz - jakiegos
> wysokiego oficera hitlerowskiego (chyba to byl rudolf Hess), ktory
> zapytal ojca ; za co siedzisz ? Ojciec powiedzial mu, ze nie wie, a
> ten do niego wrzasnal: to uciekaj stad (czy cos w ten desen, bo juz
> dokladnie nie pamietam).
> Ojciec zbaranial, bo pomyslal sobie, ze ten mu strzeli w plecy kiedy
> zacznie uciekac.....ale, on nie strzelil. Pozniej moj ojciec zwial z
> transportu ktorym wiezli wizniow do Siemianowic na roboty.
>
> Jak opowiadal moj ojciec, Cyrankiewicz w Auschitz czesto pracowal w
> kuchni obozowej i obieral ziemniaki:)

No tak, razem z twoim starym podsrywator obierali z kosztownosci z
trupow. :)
Message has been deleted

Unicorn

unread,
Jan 12, 2013, 11:14:01 AM1/12/13
to
On 12/01/2013 15:11, narciasz wrote:
To by�a moja mi�o��! Z�ota g�owa, niebieskie oczy. By�by si� uchowa�, bo Niemcy zapytali: "Ty chyba nie jeste� �ydem?". A on odpowiedzia�: "Jestem". No i zamordowali go - opowiada aktorka Nina Andrycz, legenda warszawskiego teatru i �ona PRL-owskiego premiera J�zefa Cyrankiewicza.

- 888<<<<<<<<<< kradziony tekst wyciety


I znow "cytujesz" kradziony tekst....

Raz zlodziej - cale zycie zlodziej i pojdziesz "do piachu"ďż˝ jako zlodziej,
to juz takaďż˝ plewackiego zlodziejska natura...



“> Cytowanie,[...] z wiedza niewiele ma to wspolnego. “

- aďż˝ znowďż˝ ”cytujesz”ďż˝ ukradziony tekst,�� spamerze,ďż˝ gdzie jest link do

quark

unread,
Jan 12, 2013, 11:14:58 AM1/12/13
to
On Saturday, January 12, 2013 8:08:39 AM UTC-8, David Kowalczyk wrote:
> On 12 Sty, 10:56, quark <quark...@yahoo.com> wrote:
>
>
>
> >
>
> > NIE WIESZ A BREDZISZ, PODSUWALSKI;
>
> > WIELU PRZEZYLO AUSCHWITZ;
>
> >
>
> > AUSCHWITZ BYLO OBOZEM PRACY;
>
> > NIEMCY POTRZEBOWALI ROBOTNIKOW DLA NIEMIECKIEJ FABRYKI BENZYNY SYNTETYCZNEJ;
>
> > WE WCZESNYM OKRESIE ODSIADKA W AUSCHWITZ BYLA OGRANICZONA CZASEM;
>
> >
>
> > TO, ZE KTOS PRZEZYL AUSCHWITZ NIE ZNACZYLO TO SAMO, CO WYJAZD DO USA W CZASIE STANU WOJENNEGO;
>
> >
>
> > POZA TYM, NAWET UMUZYKALNIENI ZYDZI MIELI W AUSCHWITZ SWOJA SZANSE:
>
> > W AUSCHWITZ GRALA CODZIENNIE ZYDOWSKA ORKIESTRA SYMFONICZNA;
>
> > TAK PRZEZYLA TAM ODSIADKE MATKA MOJEGO KOLEGI;
>
>
>
> ma pan zdrowie do tego polgowka:) Moj ojciec siedzial w Auschitz w tym
>
> samym czasie co Cyrankiewicz. Tez byl wieziony w bunkrze smierci i
>
> uwolniony zostal z niego przez wizytujacego ten oboz - jakiegos
>
> wysokiego oficera hitlerowskiego (chyba to byl rudolf Hess), ktory
>
> zapytal ojca ; za co siedzisz ? Ojciec powiedzial mu, ze nie wie, a
>
> ten do niego wrzasnal: to uciekaj stad (czy cos w ten desen, bo juz
>
> dokladnie nie pamietam).
>
> Ojciec zbaranial, bo pomyslal sobie, ze ten mu strzeli w plecy kiedy
>
> zacznie uciekac.....ale, on nie strzelil. Pozniej moj ojciec zwial z
>
> transportu ktorym wiezli wizniow do Siemianowic na roboty.
>
>
>
> Jak opowiadal moj ojciec, Cyrankiewicz w Auschitz czesto pracowal w
>
> kuchni obozowej i obieral ziemniaki:)

MOJ WUJ Z POZNANIA, WZIETY Z LAPANKI, PRZEBYWAL W AUSCHWITZ PRACUJAC JAKO GRYZIPOREK W MAGAZYNIE TAM-CZEGOS;
ZNAL DOBRZE NIEMIECKI;
RODZINA (ADWOKACKA) WYCIAGNELA GO Z TAMTAD ZA LAPOWKA;
ZGINAL W POWSTANIU WARSZAWSKIM -- BYL W AK, GRUPIE ODDELEGOWANEJ Z POZNANIA;

PO WOJNIE ZBYT POPULARNE BYLO CHWALENIE SIE TATUOWANYMI NUMERAMI Z AUSCHWITZ, PRAWDZIWYMI I FALSZYWYMI, ABY POBYT W OBOZIE BYL CALKOWICIE SMIERTELNY;
Message has been deleted

u2

unread,
Jan 12, 2013, 11:22:59 AM1/12/13
to
W dniu 2013-01-12 17:17, David Kowalczyk pisze:
> jestes tak niesamowicie podly i glupi, ze nawet szkoda by bylo na
> ciebie jednego naboju...bolszewicki odpadku.


No tak ty pewnie wolalbys mnie zarznac jak UPA-OUN Polakow na Wolyniu.
Tamci tez naboi nie mieli.

u2

unread,
Jan 12, 2013, 11:24:04 AM1/12/13
to
W dniu 2013-01-12 17:13, David Kowalczyk pisze:
> - "Wysz�am za m�� za lidera niezale�nego PPS. A potem zobaczy�am, jak
> z niego galaret� zrobili. Po�lubi�am bardzo pi�knego cz�owieka, kt�ry
> na moich oczach rozty� si�. Chla�, bo w ten spos�b radzi� sobie z
> rozpacz�. Przecie� on umar� na jak�� chorob� m�zgow�, tak to wszystko
> odcierpiaďż˝*.


No tak kapowanie w Auschwitz do przyjemnosci nie nalezalo.
Message has been deleted

narciasz

unread,
Jan 12, 2013, 12:26:05 PM1/12/13
to
David Kowalczyk napisał:
>
> Ale ciekawe teksty pan wkleil. Z zainteresowaniem przeczytalem. Ten
>
> system ktoremu byl wierny, tez go jednak wykonczyl....zreszta wiekszoc
>
> najwierniejszych sowietom - tak konczyla.
>
>
>
> Nina Andrycz o mezu - Jozefie Cyrankiewiczu tak m.innymi powiedzial:
>
>
>
> * Z Józefem Cyrankiewiczem, partyjnym działaczem PPS, poznał ją ich
>
> wspólny przyjaciel - Zbigniew Mitzner. Po latach Nina Andrycz wspomina
>
> - "Wyszłam za mąż za lidera niezależnego PPS. A potem zobaczyłam, jak
>
> z niego galaretę zrobili. Poślubiłam bardzo pięknego człowieka, który
>
> na moich oczach roztył się. Chlał, bo w ten sposób radził sobie z
>
> rozpaczą. Przecież on umarł na jakąś chorobę mózgową, tak to wszystko
>
> odcierpiał*.
>
>
O Zofii Gomulkowej czy Stanislawie Gierek przez cale lata nie bylo wiadomo wlasciwie nic. Natomiast Nina Andrycz, zona premiera Cyrankiewicza, pojawiala sie w prasie niemal wylacznie jako znana aktorka teatralna.

Józef Cyrankiewicz za mlodu byl podobno pelnym wdzieku, przystojnym mezczyzna i bardzo podobal sie kobietom. Pierwsze malzenstwo, z Joanna Munk, siostra znanego rezysera filmowego, zawarte w 1940 roku, trwalo krotko. Druga jego zona zostala Nina Andrycz, aktorka. Pochodzila z Kresow, studiowala w warszawskiej szkole teatralnej, gdzie jednym z wykladowcow byl znacznie od niej starszy i zonaty Aleksander Wegierko, aktor i rezyser. Kochala sie w nim bez pamieci. "Moja pierwsza milosc byla romantyczna, a jej podklad erotyczny tak wzniosly, ze nastepne doswiadczenia wygladaly... jakby slabiej" - zwierzala sie po latach.

W jej pokoju wisial portret ukochanego, ktory nie przezyl wojny. Cyrankiewicz komentowal to z lekka ironia: "w domu kwitnie nekrofilia".

Podczas okupacji niemieckiej Nina Andrycz pracowala jako kelnerka. Po wojnie natychmiast wrocila do teatru. Jej zyciowym partnerem byl wtedy przystojny porucznik Wojska Polskiego Jan Chyb. Andrycz pisala o nim w swojej ksiazce: "I tak zaczal sie w moim zyciu czas porucznika, a scislej jego erotyczno-uczuciowa edukacja. Z czasem robil w niej postepy, choc podejrzewam, ze nie z przyplywu wielkiego uczucia, tylko z rozpalonej ciekawosci, jak tez te sprawy wygladaja w innym, nieznanym mu swiecie. Musial wiec zupelnie odrzucic swoje zolnierskie nawyki, opanowac brutalnosc odruchow, no i bardzo przedluzyc milosne preludium".

Na deskach Teatru Polskiego Andrycz odniosla sukces w "Szkole obmowy" Boguslawskiego. Wkrotce po premierze otrzymala bukiet roz z bilecikiem podpisanym inicjalami J.C. Cyrankiewicz dosc latwo wygral pojedynek z porucznikiem. Byl inteligentny, elegancki, a w dodatku byl premierem! - Najmlodszym urzedujacym premierem w Europie - podkreslala Andrycz, zwracajac jednoczesnie uwage na jego niebanalna urode. "Golil glowe, niewatpliwie wiedzac, ze ma ladny ksztalt czaszki. To samo robil w Hollywoodzie Yul Brynner. Taki zabieg rozjasnial regularne rysy twarzy, wydobywajac z niejako marmurowego tla zywe, ciemne oczy i zmyslowe usta". Pisala to niewatpliwie zakochana kobieta.

Romans znanej aktorki z premierem stal sie warszawska sensacja. - Oko mi zbielalo - opowiadal dyrektor Teatru Polskiego, Arnold Szyfman - kiedy ujrzalem, jakie orchidee wnoszono do jej garderoby!

Nina przyjela oswiadczyny Jozefa Cyrankiewicza i slub odbyl sie w lipcu 1947 roku.
Przed slubem jednak postawila warunki. Po pierwsze, nie zrezygnuje z pracy zawodowej. "Jestem ludziom potrzebna" - wyjasniala skromnie. Po drugie, nie chce miec dzieci. "Kiedy jest sie naprawde gwiazda, to nie rodzi sie dzieci, rodzi sie role" - mowila, cytujac bohaterke sztuki "Lustro".

Jozef Swiatlo powiadal po swojej ucieczce na Zachod, ze Cyrankiewiczowie bywali czesto w kwaterze marszalka Rokossowskiego, w "wytwornym zameczku mysliwskim" w Legnicy. Tam "polscy dygnitarze, ktorych los obdarzyl strojnymi i przystojnymi zonami", spotykali sie z wyzszymi oficerami Armii Czerwonej.
Latem, Andrycz i Cyrankiewicz jezdzili do Sopotu, gdzie odpoczywali w pieknej willi Claaszena nad samym morzem. Do swojej dyspozycji mieli ogrodzony kawalek plazy.

Pani Nina towarzyszyla mezowi w niektorych zagranicznych podrozach, z ktorych najbardziej znana byla podroz do Indii. "Jezdzilismy na sloniu - relacjonowal Zygmunt Broniarek. - Tygodnik "Szpilki" mial ubaw, bo po raz pierwszy w historii sprawdzilo sie fizycznie slynne powiedzenie "slon a sprawa polska".

Jezdzila oczywiscie takze do Moskwy. Stalin ja polubil i podczas pierwszej wizyty podarowal wspaniale futro z norek. Inna wizyte nagle przerwala tuz przed uroczysta kolacja na Kremlu i wrocila do Warszawy, by wystapic w teatrze. Jakub Berman zemdlal ze strachu, natomiast Stalin przyjal afront spokojnie. - Ta kobieta musi lubic swoja prace - stwierdzil.

Cyrankiewicz bywal na wszystkich premierach w Teatrze Polskim, gdzie blyszczala zona. Obsadzano ja chetnie w rolach krolowych, z ktorych najglosniejsza byla Maria Stuart w dramacie Slowackiego.
Grala takze Elzbiete de Valois, zone krola Hiszpanii Filipa II w "Don Carlosie" Schillera, Kleopatre czy Lady Makbet. W srodowisku aktorskim ironizowano, ze tylko role krolowych zaspokajaja jej ogromne ambicje i ze stanowisko jej meza ma wplyw na obsade przedstawien.

Rodzila wiec swoje role, a gdy zaszla w ciaze, zdecydowala sie na aborcje, nie biorac pod uwage zdania meza, ktory chcial miec dzieci.

Gdy za drugim razem szlam na zabieg - wspominala - moja mama sie poplakala. Tlumaczyla mi: nie rob tego po raz drugi. Z pierwszym zabiegiem sie pogodzil, drugiego ci nie daruje, bo pokazujesz, ze ci na nim nie zalezy.

Tak sie stalo. Zwiazek formalnie trwal, ale premier zwiazal sie z inna kobieta i czekal tylko na okazje, by przeprowadzic rozwod. Musial sie liczyc z opinia pierwszego sekretarza KC PZPR Wladyslawa Gomulki, ktory uwazal, ze prezes Rady Ministrow powinien dawac obywatelom przyklad rodzinnego zycia.

W 1968 roku Jozef Cyrankiewicz jednak rozwod uzyskal i ozenil sie z lekarka Krystyna Tempska.

Gomulkowie
Zona Wladyslawa Gomulki, Zofia, pochodzila z biednej zydowskiej rodziny. Pracowala w fabryce zapalek i byla zaangazowana komunistka. Zamieszkala z towarzyszem Wieslawem bez slubu, co Gomulka tlumaczyl tak: "Komunisci mojego pokroju traktowali slub koscielny jako odstepstwo od zasad ideologicznych. Tak bylo i ze mna, z naszym malzenstwem". W II Rzeczypospolitej cywilnych slubow nie bylo.

W latach 1927-1931 Gomulkowie mieszkali w Zawierciu w jednej izbie, gdzie urodzilo im sie dziecko, ktore wkrotce zmarlo. Problem byl z pochowkiem, bowiem ksiadz nie pozwolil na pochowanie nieochrzczonego dziecka na katolickim cmentarzu, zas gmina zydowska odmowila pochowku na kirkucie i Gomulkowie przez kilka dni trzymali zmarle dziecko w pokoju. Wreszcie pogrzeb niemowlecia odbyl sie na cmentarzu zydowskim.

Wkrotce Zofia urodzila syna Ryszarda (ktory potem zmieni nazwisko na Strzelecki), ale ani matka, ani ojciec nie zajmowali sie jego wychowaniem. Podrzucili malego dziadkom, a sami konspirowali, brali udzial w zebraniach, wiecach i nielegalnych demonstracjach. Podczas jednej z nich, Gomulka zostal postrzelony przez policje, co sprawilo, ze przez cale zycie utykal na lewa noge.

We wrzesniu 1939 roku Zofia Gomulkowa, uciekajac przez Niemcami, przedarla sie do Lwowa. Niebawem dolaczyl do niej maz. Zostal kierownikiem malego zakladu produkujacego koperty. Zofia pracowala jako robotnica w fabryce likierow.

Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej Gomulkowie zdecydowali sie wracac w rodzinne strony Wladyslawa w krosnienskie. Tu wstapil do PPR. Zofia na aryjskich papierach przedostala sie do Warszawy, gdzie sie zatrudnila jako pomoc domowa, zas Wladyslaw w lipcu 1941 roku takze wyjechal do Warszawy, a w listopadzie 1943 roku, po smierci Marcelego Nowotki i Boleslawa Molojca oraz aresztowaniu Pawla Findera, przejal wladze w partii. Zostal pierwszym sekretarzem KC PPR. Zofia byla jego laczniczka i weszla w sklad komitetu centralnego partii.

W 1948 roku Gomulka, oskarzany o "odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne", zostal zdymisjonowany ze stanowiska wicepremiera i ministra ziem odzyskanych. Zeslano go do Wroclawia, na podrzedne stanowisko w ZUS. Znal realia systemu, wiec z dnia na dzien spodziewal sie aresztowania. Z podsluchu zalozonego w mieszkaniu wiadomo, ze Zofia Gomulkowa takze zdawala sobie sprawe z niebezpieczenstwa. Powtarzala: i tak trzeba bedzie oddac glowe, bo nie chcialo sie byc pajacem. Wtedy tez, ze wzgledu na syna, wzieli slub. Aby nie narazac znajomych, na swiadkow poprosili "przypadkowe osoby", jak sie potem okazalo - agentow Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego.

Gdy latem 1951 roku Ryszard wrocil z wakacji, zastal mieszkanie opieczetowane. Pracownicy UB powiedzieli mu o aresztowaniu rodzicow.

Wszyscy sie Gomulki wyparli. Wszyscy, procz Zenona Kliszki.

W marcu 1953 roku zmarl Stalin. Zofie zwolniono w lipcu 1954 roku. Ciezko chorego Wladyslawa wypuszczono w roku nastepnym.

W mieszkaniu Gomulków zaczeli pojawiac sie znajomi. Jeszcze niedawno gorliwie ich oskarzali, a teraz znowu zabiegali o wzgledy. Gomulka nie mial tego za zle, prawdziwy komunista nie mogl miec przeciez pretensji do ludzi wypelniajacych wole partii.

W pazdzierniku 1956 roku Gomulka zostaje I sekretarzem KC PZPR i bohaterem narodowym. Zofia prowadzi dom.
Poczatkowo mieszkaja na Saskiej Kepie, gdzie zajmuja trzypokojowe mieszkanie, potem przeprowadzaja sie na ulice Frascati w centrum stolicy. Stanislaw Zofia umiejetnie trwala na drugim planie. Krecila sie w kuchni, cos pichcila. Gotowala smacznie, chociaz potrawy raczej niewyszukane. Towarzysz Wieslaw lubil domowe ciasta, ktore zona chetnie mu piekla, unikala jednak ciast cytrynowych i kawowych, bowiem pierwszy sekretarz zabronil importu "luksusowych towarow". Za grzech ciezki uwazal "chleptanie kawy", wiec Zofia, ktora kawe lubila, prosila znajomych jezdzacych za granice o kupno paczuszki lub dwoch.
Z mezem na oficjalne wizyty nie jezdzila.
Wakacje Gomulkowie spedzali w gorach lub nad mazurskimi jeziorami. Niekiedy jezdzili na Krym.

Wlasciwie tylko podczas balu sylwestrowego w gmachu KC Gomulkowie pozwalali sobie na luzniejsza zabawe. Wieslaw skrupulatnie tanczyl z przodownicami pracy, Zofia na brak partnerow takze nie narzekala.

Krazyly plotki o jego skapstwie Wieslawa, podobno dzielil papierosa na pol i palil go w szklanej lufce w ten sposob staral sie ograniczyc palenie. Ale w istocie nie byl rozrzutny, choc lubil sie "dobrze ubrac". Zona zamawiala mu garnitury u znanego warszawskiego krawca, co jest o tyle dziwne, ze ow krawiec byl przeciez znienawidzonym przez pierwszego sekretarza "prywaciarzem".
W miare uplywu lat pierwszy sekretarz tracil kontakt z rzeczywistoscia. Mowil publicznie: braki w zaopatrzeniu? Moja zona bez klopotow kupuje mi kalesony!
- Natomiast znajomi widzieli, ze sprowadza je z zagranicy.

Zofia Gomulkowa nie znosila Kaliny Jedrusik. Podobno aktorka narazila sie jej wystepem w koncercie dla robotnikow, gdy spiewala w sukni z dekoltem i krzyzykiem na piersiach!
Oboje malzonkowie nie cierpieli tez Kabaretu Starszych Panow. Wieczorami ogladali Dziennik Telewizyjny, zas co czwartek - sensacyjny teatr Kobra.
Sluchali tez Wolnej Europy, a Gomulka denerwowal sie, ze tak zle slychac!

W 1970 roku Wladyslaw Gomulka zostal odsuniety od wladzy. Ulokowano go wraz z zona w niewielkim domku w Konstancinie.

Gierkowie
O Stanislawie, zonie Edwarda Gierka, opowiadano, ze latala co tydzien do fryzjera w Paryzu. Plotka podobno nie byla prawdziwa, wystarczylo zreszta spojrzec: jej tapirowany koczek nie mogl byc dzielem francuskiego mistrza nozyczek.

Oboje Gierkowie pochodzili z rodzin gorniczych z Zaglebia. Edward jako mlody chlopak wyemigrowal w poszukiwaniu pracy do Francji, ale w 1934 roku zostal stamtad wysiedlony za dzialalnosc komunistyczna. Wrocil do Polski. Wtedy poznal Stasie, wzial z nia slub koscielny, a poniewaz nadal mial problemy ze znalezieniem pracy, wyjechal wraz z zona do Belgii. - Partia partia, komunizm komunizmem, ale jak mowil:
"dla gornika troska o los rodziny jest najwazniejsza".

Do kraju Gierkowie wrocili w 1948 roku. Zamieszkali w trzypokojowym mieszkaniu w Katowicach, Stanislawa nadal zajmowala sie domem. - Byla to prosta, niewyksztalcona kobieta. Miala w sobie wiele ciepla. Typowa Slazaczka dbajaca o rodzine, maz musial miec na czas ugotowane i uprane.

- Ojciec mial swoje ulubione potrawy - wspominal syn Gierków, Adam. - Zalewajka, zacierka, plindze, czyli placki ziemniaczane. Ale lubil tez niektore kozie sery, mule i zupe rybna. Slodka Francja zostawila jednak swoj slad.

Gdy Gierek przejal wladze, w oczach czesci spoleczenstwa poczatkowo uchodzil za polityka w stylu zachodnim. Znal francuski, znal Europe. Coca-cola, Marlboro, magnetofony kasetowe, maly fiat et cetera budzily zachwyt.

"Spotkalem sie z naszym ambasadorem we Wiedniu. Opowiadal mi rózne historyjki o naszych bonzach, na przyklad, ze co najmniej raz na kwartal przyjezdza tu pani Stasia Gierkowa z cala niemal rodzina i dokonuje zakupw"- notowal Mieczyslaw Rakowski w 1977 roku.
Dwa lata potem Rakowski zapisal: "Wilus Szewczyk zaklina sie, ze Stasia Gierkowa w pazdzierniku ubieglego roku obronila prace magisterska. Napisala (to znaczy - ktos za nia napisal) wspomnienia o swojej pracy politycznej w Belgii. Calosc opatrzono tak zwanym aparatem naukowym i w ten sposob Uniwersytet Slaski nadal jej tytul magistra.
- Moczar, ktorego podczas naszego niedawnego spotkania zapytalem, czy to prawda, potwierdzil".

Podobno towarzysz Gierek bardziej niz zony bal sie tylko Leonida Brezniewa.

Gierkowie zyli na wysokiej stopie, korzystali nie tylko z rzadowych rezydencji i sluzbowych aut, Gierek kupowal nawet "sluzbowe" garnitury i obuwie. Stopniowo - jak ich poprzednicy - tracil kontakt z rzeczywistoscia. Strajki na Wybrzezu w sierpniu 1980 roku staly sie kresem jego panowania.

Gdy noca 13 grudnia 1981 roku weszli do domu Gierkow milicjanci, by internowac bylego pierwszego sekretarza, Stanislawa szybko przygotowala mu ciepla bielizne i sweter.

Po 1989 roku prowadzili skromne zycie, utrzymujac sie z francuskiej emerytury Edwarda. Przeniesli sie do Ustronia, ona prowadzila dom, on jezdzil malym fiatem.
Edward Gierek zmarl w 2001 roku, jego zona w 2007. Przezyli razem 64 lata.


u2

unread,
Jan 12, 2013, 12:27:33 PM1/12/13
to
W dniu 2013-01-12 17:31, David Kowalczyk pisze:
> On 12 Sty, 11:22, u2 <u...@o2.pl> wrote:
>
>> No tak ty pewnie wolalbys mnie zarznac jak UPA-OUN Polakow na Wolyniu.
>> Tamci tez naboi nie mieli.
>
> pewnie to twoj tatus robil, a synus teraz bezrobotyna menda, po
> polskich grupach sie szlaja i oczernia Polakow udajac *polskiego
> patriote*.
>

Aj waj ! :)

u2

unread,
Jan 12, 2013, 12:30:58 PM1/12/13
to
W dniu 2013-01-12 18:26, narciasz pisze:
> Rodzila wiec swoje role, a gdy zaszla w ciaze, zdecydowala sie na aborcje, nie biorac pod uwage zdania meza, ktory chcial miec dzieci.
>
> Gdy za drugim razem szlam na zabieg - wspominala - moja mama sie poplakala. Tlumaczyla mi: nie rob tego po raz drugi. Z pierwszym zabiegiem sie pogodzil, drugiego ci nie daruje, bo pokazujesz, ze ci na nim nie zalezy.


No i wydalo sie kto byl prekursorem podziemia aborcyjnego :-)

jfi...@gmail.com

unread,
Jan 12, 2013, 12:43:27 PM1/12/13
to
Przeciez stoi, jak byk, ze go (tzn. Alkesandra Wegierke) zamordowali Niemcy.
Message has been deleted
Message has been deleted

narciasz

unread,
Jan 12, 2013, 12:57:12 PM1/12/13
to
David Kowalczyk napisał:
>
> A beton jak to beton, mogl mu zrobic *ku-
>
> ku* gdyby probowal mu sie zbyt otwarcie przeciwstawic.
>
>
Panie Davidzie, obojetnie w jakim kraju, rzadzi beton. W jednym mniej a w innym bardziej drastycznie. Podobno w Usiech mozna pojsc pod Bialy Dom I wyklinac na prezydenta. Mozliwe, ale ja bym nie poszedl bo poprostu bym sie obawial.

Dzieki za film. Ogladne.

u2

unread,
Jan 12, 2013, 12:59:13 PM1/12/13
to
W dniu 2013-01-12 18:54, David Kowalczyk pisze:
> Aleksander byl blondynem o niebieskich oczach.


To tak jak ja. Mam kolege rowniez o takich parametrach, ale zdradza go
nosek :)

u2

unread,
Jan 12, 2013, 1:01:59 PM1/12/13
to
W dniu 2013-01-12 18:44, David Kowalczyk pisze:
>> Podobno towarzysz Gierek bardziej niz zony bal sie tylko Leonida Brezniewa.
>
> a tak a propos Leonida Brezniewa, to podobno ten komunistyczny gensek
> chcial doprowadzic do zmian w CCCP juz duzo wczesniej,ale beton
> partyjny mu to uniemozliwial. A beton jak to beton, mogl mu zrobic *ku-
> ku* gdyby probowal mu sie zbyt otwarcie przeciwstawic.


To prawda, obu wykonczyly specsluzby.

Ruscy z rozrzewnieniem wspominaja Lonie Brezniewa, a na Miszke Gorbiego
klna ile wlezie.
0 new messages