Zosia lzy rzewne roni i za piers sie chwyta,
Ze to byla dzieweczka z chlopcem nie obyta
Nie wiedziala zaiste czy sie ma calowac
Ze swym mezem, czy plakac, czy pod ziemie schowac
Stoi tedy i milczy, Tadeusz pomalu
Jal sie przygotowywac do ceremonialu.
Od chwili gdy ich slubna przywiozla kareta
Tadeusz mial mysl jedna - mysl ta to mineta
(Sztuka wówczas na Litwie nikomu nie znana,
Dzis juz rozpowszechniona, ale zle widziana
Przez strzegace cór swoich matrony
I ksiezy, którzy nieraz gania ja z ambony).
Tadeusz we Francji dlugie lata bawil
Wielce sie w uzywaniu sztuki owej wprawil,
Niezmiernie lubil lizac, wyrazal mniemanie,
Ze mineta o wiele przewyzsza jebanie,
Bo kutas zmysl dotyku jedynie posiada,
Jezyk zas równiez smakiem prócz dotyku wlada,
A poza tym wszystkie zmysly za wyjatkiem sluchu
Spelniaja pewna role, kiedy jezyk w ruchu.
Na przyklad podniebienie... a i wzrok sie raczy
Tem czego slepy kutas nie zobaczy.
Tak myslac jal Tadeusz piescic swa Zosienke
Najpierw ja z galanteria pocalowal w reke
Na lozu ja posadzil i macajac reka,
Dwa cycuszki jak paczki wyczul pod sukienka,
Reke nizej przesunal, pod suknie wsadzil,
I po nózkach od kolan, az po udka gladzil.
Wyciagnal sie na lozu przy Zosi jak dlugi
Wydobyl jeden cycus, a potem i drugi
I poczal je calowac - dlugo, pozadliwie,
Wreszcie usta oderwal i w naglym porywie
Pól sukienki Zosience narzucil na glowe,
Sciagnal majteczki, dlugie koronkowe,
Dar cioci Telimeny, ku nózkom sie schylil
I zacisniete uda po trochu rozchylil,
Calujac je namietnie od wewnetrznej strony,
A Zosia zapomniala zupelnie obrony
I opór dziewiczej trwogi zaraz odrzucila
Nózki jak tylko mogla, tak je rozstawila
I chowajac w poduszki zawstydzone lice
Pokazywala mezowi cala tajemnice
Co ukryta gleboko wsród zlocistych wlosów
Rózowiala niewinnie jak kwiatek wsród klosów.
Tadeusz po mistrzowsku wykonal minete.
Najpierw lizal po wierzchu, czujac te podniete
Jela Zosia wzdychac, jeczec w koncu krzyczec,
Tadeusz, by jej wiekszej rozkoszy uzyczyc,
Wsadzil glebiej, jezyczkiem jak mlynkiem obracal
Rekami ja od dolu, az do góry macal,
Przy czym jezyk bez przerwy coraz glebiej wpychal
Obracajac jezykiem coraz zywiej, glodniej
Wreszcie zajeczal cicho i spuscil sie w... spodnie
Chwile cicho polezal i odpoczal krzyne
Tulac nozdrza i usta w zlocista gestwine.
Wreszcie podniósl sie z loza, odszedl od Zosienki
I z lekka ocierajac wlosy grzbietem reki
Jal sie zywo rozbierac. Zdjal pas z kutasami,
Sciagnal kontusz i zupan, buty z cholewami,
Koszule zdjal przez glowe, hajdawery zlozyl,
A gacie przemoczone na krzesle polozyl.
Wreszcie usiadl na lozu, odsapnal troszeczke,
Po jajach sie poglaskal, spojrzal na zoneczke
Suknia na twarz rzucona zaslonila jej lica
Odslaniajac cycuszki, pepuszek i pice.
Widok ten znów krew wzburzyl w panu Tadeuszu,
Choc sie dopiero spuscil, nabral animuszu.
Jal rozbierac zoneczke, sposobic poslanie
By tym czasem poczekac, az mu kutas stanie.
Zosia juz odrzuciwszy wstydliwosc wszelka
Na chuja spogladala z ciekawoscia wielka,
Bo dotychczas o chuju niewiele wiedziala -
Raz od sluzebnych cos tam uslyszala
Drugi raz lezac w gaju rankiem, w cieniu drzewa,
Zobaczyla przypadkiem jak sie chlop odlewa.
W grubej garsci trzymajac jakis przedmiot wielki
I otrzasajac na liscie ostatnie kropelki
I ciocia Telimena cos jej tlumaczyla,
Lecz Zosia nie sluchala, strasznie sie wstydzila,
A teraz zona bedac, dziewczatko uznalo,
Ze swiety obowiazek zbadac sprawe cala,
Wiec spytala: "Ach to co? i do czego sluzy?
Przed chwila taki maly, teraz taki duzy,
Oj! Jak to sie rozciaga, jak to sie rozwija
Dlugi taki i gladki, niczym gesia szyja.
A cóz go u dolu tak ladnie przystraja?"
Rzekl Tadeusz z powaga: "Zosiu to sa jaja.
A to co cie w tak wielkie wprawilo zdumienie
Zwie sie (gdy obyczajnie nazwac) - przyrodzeniem.
Kutasem takze zwane, chociaz czesto bywa,
Ze pospólstwo i chlopstwo chujem to nazywa.
Przy tym istnieja inne najrozmaitsze slowa...
A dziwne to, bo przeciez reka albo glowa,
Choc wieksze i wazniejsze jedna nazwe maja
Ten zas widziec niewielki, róznie nazywaja,
Tylu dziwnymi mianami. Sedzia nieraz zrzedzi:
?Jak sie gorac zaczyna, to mnie kuska swedzi?.
Podkomorzy zas walem kutasa nazywa,
A Wojski zaganiaczem go nieraz przezywa,
Maciek mówi wisielec, bo juz stac nie zdola,
A Gerwazy na chlopskie dzieci nieraz wola:
?Nie baw sie Wojtus ptaszkiem?. Jankiel cymbalista
Zwie go smokiem lub bucem i rzecz oczywista
Jeszcze dziwniejsze nazwy ludzie wymyslaja,
Ulani go na przyklad pyta nazywaja".
Tak wyjasnil Tadeusz te sprawy powoli,
A potem tlumaczyl jak kutas pierdoli.
I chcac poprzec nauke stanowczym przykladem
Zaczal wpychac... na prózno, chociaz ruszal zadem.
Choc sapal, choc sie pocil, chuj sie nie zaglebial.
Jebiac dotychczas kurwy z francuskiej stolicy,
Lub nadobne szlachcianki z calej okolicy,
Nie mial do czynienia z taka ot dziewica
Z ciasna, niewyrobiona i zamknieta picza
Co nie zaznala kutasa zadnego
Wiec gdziezby sie tam zmiescil taki chuj jak jego.
Ani w Polsce, ani na Litwie, ni na swietej Zmudzi,
Ani wsród drobnej szlachty, ni wielkich dziedziców,
Ani wsród Horeszków, ani wsród Sopliców,
Ani wsród Radziwillów - ksiazat przepoteznych,
Ani wsród Dobrzynskich, znakomitych meznych,
Ni wsród Bartków i Macków - braci doborowej,
Ni wsród calej rozlicznej braci zasciankowej
Nikt tedy chuja takiego nie posiadal.
Dumny byl zen Tadeusz i dzielnie nim wladal,
A do dumy takowej mial sluszne powody,
Bo na chuju mógl podniesc pelne wiadro wody.
Chuj Tadeusza mierzyl jedenascie cali,
Gruby jak reka w kisci, twardy jak ze stali,
Zahartowany w trudzie, co rzadko sie kladzie,
Zdobny w dwa jaja wielkie jak dwa jablka w sadzie.
Jedyny tylko Gerwazy za czasów mlodosci...
Slynal ponoc z kutasa podobnej wielkosci.
I dzis jeszcze zartujac szlachta sie pytala
Co ma wieksze Gerwazy scyzoryk czy jaja.
Otóz te pyte chcial Tadeusz Zosi
Na sile wepchnac, smiechem sie zanosi
Zosienka, tak sie bawi, smieje do rozpuchu
I jak dziecina wola: "a kuku, a kuku"
Nagle schwyciwszy zrecznie kutasa do reki
Zanucila przekornie slowa tej piosenki:
"Do dziury myszko, do dziury,
Bo cie tam zlapie kot bury,
A jak cie zlapie w pazurki
To cie obedrze ze skórki".
"Myszka?" - krzyknal Tadeusz - "cóz to za mysl dzika
Nazwac sobie ot myszka, tego oto zbika.
Ja ci myszke pokaze, zaraz pozalujesz,
Do dziury ja zapedzasz? zaraz ja poczujesz".
Tak mówiac powstal z lózka i wyszedl z pokoju
Do przedsionka, gdzie stala wielka beczka loju,
Pelna reka zaczerpnal, natluscil kutasa,
Zeby blyszczal jak wielka czerwona kielbasa.
Do pokoju powrócil, zaraz legl na loze,
Pomacal dziurke reka, palcami poszerzyl,
Przytknal równo kutasa, popchnal i uderzyl,
Rozwarly sie podwoje, cos tam z cicha trzaslo
I wjechal kutas w pizde, jak nóz wjezdza w maslo.
Zabolalo Zosienke, az sie poplakala
Raczeta zalamujac gwaltownie krzyczala:
"Wyjm, pan, wyjm natychmiast, to okropnie boli!"
Tadeusz jej nie sluchal, jebie, rznie, pierdoli,
Rece pod pupe wlozyl i mocno je zlaczyl,
Dymal, rabal, chedozyl, az wreszcie zakonczyl.
Piec razy te zabawe powtórzyl
Piec razy sie spuscil, az sie w koncu znuzyl.
Zone na bok odrzucil niczym sprzet zuzyty,
Lecz kutas jeszcze sterczal, wielki chociaz syty.
Wnet tez switac poczelo, Tadeusz zmeczony,
Jak na meza przystalo, legl dupa do zony.
Koldre na grzbiet nacisnal, w jaja sie podrapal,
Twarz do sciany odwrócil i mocno zachrapal.
Ale Zosienka nie spi, lezy na poslaniu,
Oczeta ma otwarte, nie mysli o spaniu.
Przedtem dziewica bedac, tak bardzo sie bala,
Lecz teraz gdy przywykla, to by jeszcze chciala,
Chce obudzic malzonka, lecz Tadeusz chrapie,
Tuli sie do niego, za kutasa lapie,
Do góry go uniosla, palcami ujela,
Obudzil sie Tadeusz i z usmiechem prawi:
"Spójrzcie na te plotke, jak ja kutas bawi,
Mówil kapitan Rykow: ?toc powiadam pieknie
Baby chujem nie straszcie, bo sie nie przeleknie?
I mówia, ze Suworow rzekl raz: ?mili moi,
U najwiekszych rycerzy chuj sie baby boi?.
Ale droga Zosienko, bez twojej urazy
Zrozum, zem sie tej nocy spuscil juz szesc razy,
Trzeba chuja oszczedzac, pozwól mi odsapnac,
Moge ci jesli pragniesz, znów minete chlapnac,
Lecz lepiej daj mu spoczac, pózniej znów kochanie
Wez go troszeczke do buzi, a na pewno stanie.
A wtedy pokaze ci figle rozmaite,
W Paryzu wyprawiano sztuki wysmienite:
Przed lustrem, na siedzaco, lub na stojaka,
Lub tez konno na chuju, na boku, na raka,
A moze miedzy cycki, lub tez na podniete,
Nie wadzi sie wykonac podwójna minete,
Jesli wiesz co to znaczy... lecz Zosiu kochana
Zaraz sie zabawimy, zaczekaj do rana,
Bo miekki kutas niedaleko zajdzie."
Tak mówil, a Zosienka oczeta zamknela
I tulac sie do niego powoli zasnela.
I snila o niezmiernych rozkoszach zamescia
Których zazna przez lata malzenskiego szczescia.
Siadzcie spolem panny, smyki,
Mlodojebce, stare pryki
I nadstawcie dobrze uszy!
Choc na polu sniezek prószy.
W domu cieplo i wygodnie...
Zostaw pan w spokoju spodnie!
Bo zawolam zaraz Mamy!...
Sza! Uwaga! Zaczynamy!
Za morzami, za rzekami,
Za lasami, za górami,
Zyl przed bardzo wielu laty,
Król potezny i bogaty,
Dobrotliwy, szczodrobliwy,
Ale bardzo nieszczesliwy,
Ciagle smutny i zmartwiony
Z winy córki Pizdolony,
Co choc bardzo piekna, mila,
Lecz... nadmiernie sie kurwila.
A dawala bez wyboru
I rycerzom, panom dworu,
I kucharzom, i kuchcikom,
Giermkom, ciurom, pisarczykom,
Na lezaco, na stojaka,
W dupe, w cycki i na raka.
Czy na dworze, czy w salonie,
Czy w klozecie, czy na tronie,
W kazdej chwili, w kazdym czasie
Wciaz myslala o kutasie.
Prózno mówil jej król stary,
Ze we wszystkim trzeba miary,
Nie wypada bowiem pannie
Dawac dupy bezustannie.
Na nic sie to wszystko zdalo,
Wciaz jej chuja bylo malo
I na calym króla dworze
Nikt chedozyc juz nie moze.
Wszyscy byli rozjebani.
Nawet ksieza kapelani.
Raz ja tak swedziala dupa.
Ze zgwalcila az biskupa,
A gdy ten ja zdupczyl marnie
- Poszla dawac pod latarnie.
Az do tego doszlo wreszcie,
ze z burdelów wszystkich w miescie
Od kurewskiej calej nacji
Przyszly kurwy w delegacji.
Ta najbardziej rozjebana,
Padlszy przed nim na kolana,
Z trudem tlumiac rzewne lkanie
Rzekla: "Królu nasz i Panie!
Ty panujac od lat wielu
Ojcem byles dla burdelu.
Burdelowy cech upada
Kurwom grozi dzis zaglada!
Upadaja obyczaje!
Twoja córka dupy daje!
Na ulicy bez pieniedzy,
Przez co wpycha nas do nedzy.
Nikt nas dzis juz nie pierdoli,
Bo darmoche kazdy woli!
A wiec najjasniejszy panie,
Sprawiedliwosc niech sie stanie!"
Król na lzy kurewskie czuly,
Kazal dac ze swej szkatuly
Kazdej kurwie po dukacie...
Po czym zamknal sie w komnacie
W nocy zas przywolal swego
Astrologa nadwornego,
By ten patrzac w gwiezdne szlaki
Znalazl wreszcie sposób jaki,
By królewne mozna bylo
Dobrowolnie, czy tez sila
Wrócic znów do cnoty granic,
A gdy to sie nie zda na nic,
Niech przynajmniej w swojej sferze
Oblapników sobie bierze...
Wiec astrolog wziawszy lupe,
Zajrzal raz królewnie w dupe,
Dwakroc cyrklem pizde zmierzyl,
Po czym zamknal sie w swej wiezy.
Tak byl w pracy pograzony,
Taki przy tym roztargniony,
ze szukajac prawdy na niebie
W roztargnieniu sral pod siebie.
Krecil, wiercil teleskopem,
Wreszcie wrócil z horoskopem
I rzekl: "Smutna wiesc, niestety
objawily mi planety,
Ze królewny nic nie wstrzyma.
Na jej szal lekarstwa ni ma!
Chyba, ze sie znajdzie jaki,
Tegi jebak nad jebaki,
Który ja tak zerznie pieknie,
Ze królewnie picza peknie!
Zywym ogniem sie zapali,
Na kawalki sie rozwali.
Wtedy bedzie pizdolona
Z czaru swego wyzwolona!
I znów stanie sie prawiczka
Z malusienska, ciasna piczka."
Król, choc plakal ze zmartwienia,
Zamknal córke do wiezienia,
By sie wiecej nie puszczala.
Tam codziennie dostawala,
Prócz swietnego utrzymania,
Tysiac swiec do brandzlowania,
Wazeliny beczke cala...
Lecz jej tego bylo malo.
Ciagle placze, ciagle krzyczy:
"To za malo dla mej piczy!"
Wszystkim bylo ogloszone
Ze kto zbawi Pizdolone
Ten dostanie ja za zone
I podzieli sie królestwem
by raz skonczyc z tym kurestwem...
Wiec zjezdzaja sie jebacze,
Czarodzieje, zaklinacze,
I rycerze, królewicze,
By królewnie zerznac picze!
Kazdy swoich sil próbuje,
Lecz choc tegie mieli chuje
Na nic sie to wszystko zdalo,
Bo królewnie wciaz za malo.
Król gdy widzial co sie dzieje
Stracil calkiem juz nadzieje,
Plakal, martwil sie dzien caly
Az mu jaja posiwialy
Bo juz siwy byl na glowie.
...A tymczasem heroldowie
Wiesci dziwne rozglaszali
Coraz dalej, dalej, dalej...
Az dotarly hen daleko,
Gdzie za siódma góra, rzeka,
Stala sobie mala chatka,
W niej mieszkala stara matka
Wraz z synami swymi trzema,
Którym równych w swiecie nie ma.
Kazdy dzielny, tegi, zwinny,
ale kazdy z nich byl inny
I w tym nie ma nic dziwnego:
Kazdy z ojca byl innego,
Bo w mlodosci swojej czasie
Matka strasznie puszczala sie.
Byla strózka przy burdelu
I kochanków miala wielu.
Syn najstarszy mial chuj dlugi
I gruby na ksztalt maczugi,
A po bokach jego byly
jak postronki - grube zyly,
Jakies seki, jakies guzy -
Jaja mial jak dwa arbuzy!
A ze ciagle mu bez mala
ta ogromna pyta stala,
Chujogromem go nazwano.
Pizdoliza nosil miano
Syn nastepny, bo lizanie
Stawial wyzej nad jebanie,
I nie bylo mistrza w swiecie,
Co by sprostal mu w minecie.
Ciesza matke takie dzieci,
Lecz niestety - smuci trzeci,
Który rodu byl zakala,
Bo mial kuske calkiem mala,
A cieniutka na ksztalt glizdy
I nie palil sie do pizdy.
Dobrze, gdy z matczynej woli
Raz na miesiac popierdoli.
A ze malo tak oblapia,
Bracia mieli go za gapia.
No i matka nawet czasem
Nazywala go Gluptasem.
Tak im slodko zycie idzie,
Ani w zbytku, ani w biedzie.
Starsze bowiem dwa chlopaki
Zarabiali w sposób taki,
ze pobozne, starsze panie
Braly ich na utrzymanie.
A i matka, chociaz stara,
Tez dawala za talara.
Tylko trzeci syn - wyskrobek
Wypinal sie na zarobek.
Ze nie udal sie niewiastom,
Dawal dupy pederastom
I ku wielkiej matki zlosci
Nie bral nic od swoich gosci...
Tak im sie wiec dobrze zylo,
I wygodnie, dobrze, milo.
Az dotarla i w ich strony
Wiesc o losie Pizdolony.
Na zarobek wiec lakoma
wola matka Chujogroma
I tak rzecze: "Ty, mój synu
Idz! Dokonaj tego czynu!
Gdy spierdolisz Pizdolone
To dostaniesz ja za zone.
Pól królestwa twoim bedzie!
Tak królewskie brzmi oredzie."
Syn usluchal rady matki.
Zaraz wlozyl czyste gatki.
Wymyl chuja - i bez zwloki
Razno ruszyl w swiat szeroki...
A gdy przybyl do stolicy,
Zaraz poszedl do ciemnicy
Gdzie sie swieca, rozkraczona,
brandzlowala Pizdolona.
Pyta debem mu stanela,
Wiec sie ostro wzial do dziela
I za pierwszym sztosem leci
Blyskawicznie drugi, trzeci,
Czwarty, piaty - az nareszcie
Wyrznal sztosów tysiac dwiescie
I utracil sile cala -
Lecz królewnie wciaz za malo!
Tak byl potem oslabiony,
Ze zlezc nie mógl z Pizdolony,
Az musialy dworskie ciury
sciagnac go za dupe z dziury,
I zaniesli omdlalego,
Do szpitala zamkowego.
A królewna ciagle krzyczy,
Ze to malo dla jej piczy!
Predko, predko basn sie baje,
Nie tak predko kutas staje,
Basn sie baje, czas ucieka,
Chujogroma matka czeka,
W koncu martwic sie zaczyna -
Ze nie widac skurwysyna...
Az ja doszly straszne wiesci...
Powstrzymujac lzy bolesci,
Pizdoliza do sie wzywa
I w te slowa sie odzywa:
- "Bratu, rzecz to nie do wiary,
Nie powiodly sie zamiary.
Kutas zmarnial mu, niestety -
Idz wiec ty, spróbuj minety!"
I Pizdoliz wnet bez zwloki,
Ruszyl predko w swiat szeroki.
W koncu zaszedl do stolicy.
Tam sie udal do ciemnicy,
Gdzie sie swieca, rozkraczona,
Brandzlowala Pizdolona.
Zaraz ja za picze lapie
I minete tego chlapie
Jezyk jego na ksztalt weza
To sie spreza, to rozpreza,
To sie wije jak sprezyna,
W pizde wwiercac sie zaczyna,
To po wierzchu, to od srodka.
Kreci na ksztalt kolowrotka,
To sie zwija znów jak fryga,
ze gdy patrzec - w oczach miga.
Doba tak za doba mija,
On jezorem wciaz wywija.
Lecz z nim takze to sie stalo
Ze utracil sile cala.
Wiec i jego dworskie ciury
sciagnely za dupe z dziury,
I wyniosly omdlalego,
Do szpitala zamkowego.
A królewna ciagle krzyczy,
Ze to malo dla jej piczy!
Predko, predko basn sie baje,
Nie tak predko kutas staje,
Basn sie baje, czas ucieka,
Pizdoliza matka czeka,
I juz martwic sie zaczyna -
Bo nie widac skurwysyna...
W koncu widzac, ze nie wraca
Mysli: "Na nic moja praca...
Biedna dola jest matczyna.
Oto juz drugiego syna
Losy wziely mi zdradziecko!
Jedno mi zostalo dziecko,
I do tego calkiem glupie".
...Gluptas mial to wszystko w dupie.
Raz spokojnie po jedzeniu
Chcial pochrapac sobie w cieniu.
Cos mu jednak spac nie daje,
Cos go ciagle gryzie w jaje.
Wiec sie predko zrywa z trawy,
W portki patrzy sie ciekawy
A tu sie po jajach szwenda
Niby chrabaszcz - wielka menda!
Gluptas juz rozpinal gacie,
By ja zgubic w sublimacie,
Gdy wtem menda nieszczesliwa
Ludzkim glosem sie odzywa:
"Nie zabijaj chlopcze luby!
Czemu pragniesz mojej zguby?
Menda tez stworzenie boze,
Ze inaczej zyc nie moze
I ze czasem w jajo utnie -
Nie gubze jej tak okrutnie!"
Gluptas to serca bierze,
Mysli sobie: "Biedne zwierze,
Ze mnie utniesz, cóz to zlego?
Przeciez nie zjesz mnie calego...
A pocierpiec czasem moge
Idz wiec dalej w swoja droge!"
A tu nagle menda znika
I zmienia sie w czarownika,
Czarownika - czarodzieja,
I do swego dobrodzieja,
Co sie w strachu z miejsca zrywa,
W takie slowa sie odzywa:
- "Ze litosci miales wzgledy
Dla bezbronnej, slabej mendy
I zes jej darowal zycie -
Wynagrodze cie sowicie.
Dam ja ci wskazówki pewne
jak spierdolic masz królewne.
Sil twych malo tu potrzeba
Jest kondona - samojeba,
Który ma te dziwna sile,
Ze gdy wlozysz na swa zyle
I rozkazesz - on za ciebie
sztos za sztosem ciagle jebie
Czarodziejska moca cudna!
Ale zdobyc go jest trudno...
Dupa strzeze go zakleta,
Na przechodniów wciaz wypieta,
Z której moca zlego ducha
Ustawicznie ogien bucha.
I czy z bliska, czy z daleka,
Zarem swoim wszystko spieka.
I w tym mocnym, wielkim zarze
Dupa sie calowac kaze,
Lecz gdy powiesz do niej slowa:
- ?Niech sie ogien w dupie schowa!
Sama sie pocaluj wlasnie!?
- Wtedy ogien w dupie zgasnie.
I powoli, z dobrej woli,
Kondon zabrac ci pozwoli.
Za twa dobroc ja ci moge
Do tej dupy wskazac droge.
Wez ten klebek z soba razem,
On ci bedzie drogowskazem!
Rzuc na ziemie i idz wszedzie,
Gdzie sie klebek toczyc bedzie.
Lecz pamietaj zawsze swiecie
Czarodziejskie to zaklecie!"
Tu czarownik, niby mara,
Zniknl i rozwial sie jak para.
Gluptas wstaje ucieszony,
Bierze klebek, rozbawiony,
I nie mówiac nic nikomu
Po kryjomu znika z domu.
Predko, predko basn sie baje,
Nie tak predko kutas staje.
Gluptas idzie, nie ustaje,
Coraz nowe mija kraje.
Gdy stu granic minal slupy
Zaszedl wreszcie az do dupy,
Z której ogien wieczny tryska.
A podszedlszy do niej z bliska,
Rozzarzonej nad pojecie,
Czarodziejskie swe zaklecie
Gluptas z calej silywrzasnie:
"Sama sie pocaluj wlasnie!..."
Wtedy dupa zawstydzona,
Puscila go do kondona.
Wiec z kondonem, ucieszony,
Pedzi wnet do Pizdolony.
A gdy przybyl do stolicy,
Zaraz poszedl do ciemnicy,
Gdzie sie swieca, rozkraczona,
Brandzlowala Pizdolona.
Wklada kondon na kutasa
I... O dziwo! U gluptasa
Chuj, co zawsze byl jak z ciasta,
Na olbrzyma sie rozrasta!
Na sto chujów sie rozdziela
Kazdy gruby, jak ta bela,
Kazdy twardy, jak ze stali,
Kazdy dlugi na sto cali!
Wszystkie chuje z calej sily
Na królewne sie rzucily,
Kazdy sie jej w picze wwierca,
Kazdy koncem siega serca,
Kazdy jej sie w piczy grzebie,
Kazdy jebie, jebie, jebie...
Gluptas lezy bez wysilku,
Czasem klepnie ja po tylku
Czasem w cycki pocaluje,
A samojeb picze pruje.
Az królewna Pizdolona
Zchedozona, spierdolona,
Ze zmeczenia ledwo zywa,
Krzyczy: - "Cipa sie rozrywa!"
Takie przy tym tarcie bylo,
Az sie w piczy zapalilo.
By ugasic pozar ciala,
Straz zamkowa przyjechala
Z toporami, z bosakami,
Sikawkami i kublami,
Slowem - z calym inwentarzem
Uzywanym przy pozarze.
I po dlugiej, ciezkiej pracy
Ugasili ja strazacy.
Tak zostala Pizdolona
Z czaru swego wybawiona,
I znów stala sie prawiczka
Z malusienka, ciasna piczka.
Gluptas dostal zas w podzieke
Pól królestwa i jej reke.
Król byl taki ucieszony,
Ze zbawienia Pizdolony,
Ze pomimo swej starosci
Kapucyna rznal z radosci,
Tak sie znowu poczul mlody
Potem zas wyprawil gody
Gluptasowi z Pizdolona -
Mnie na gody zaproszono.
Wiec jak mówie, tez tam bylam.
Jadlam, pilam, pierdolilam,
Bawilam sie z nimi spolem,
Az zasnelam gdzies pod stolem...
Tu bajka dobiega konca
Juz za oknem patrzec slonca
Przy kominku babcia siwa
Cos mamrocze, glowa kiwa
Dajac dziatwie pouczenia
O rozkoszach chedozenia.
Których i Wam czytelnicy
Autor tej powiastki zyczy!
Gdy okiem wkolo rzuca, postrzega: to ona!
Telimena samotna, w myslach pograzona,
Od wczorajszej postacia i strojem odmienna,
W bieliznie, na kamieniu, sama jak kamienna;
Twarz schylona w otwarte utulila dlonie,
Choc nie slyszy szlochania, znac, ze we lzach tonie.
Daremnie sie bronilo serce Tadeusza:
Ulitowal sie, uczul, ze go zal porusza,
Dlugo pogladal niemy, ukryty za drzewem,
Na koniec westchnal i rzekl sam do siebie z gniewem:
"Glupi! Cóz ona winna, ze sie ja pomylil!"
Wiec zwolna glowe ku niej zza drzewa wychylil.
Gdy nagle Telimena zrywa sie z siedzenia,
Rzuca sie w prawo, w lewo, skacze skrós strumienia,
Rozkrzyzowana, z wlosem rozpuszczonym, blada,
Pedzi w las, podskakuje, przykleka, upada
I nie mogac juz powstac, kreci sie po darni,
Widac z jej ruchów, w jakiej strasznej jest meczarni;
Chwyta sie za piers, szyje, za stopy, kolana;
Skoczyl Tadeusz myslac, ze jest pomieszana
Lub ma wielka chorobe. Lecz z innej przyczyny
Pochodzily te ruchy. U bliskiej brzeziny
Bylo wielkie mrowisko, owad gospodarny
Snul sie wokolo po trawie, ruchawy i czarny;
Nie wiedziec, czy z potrzeby, czy z upodobania,
Lubil szczególnie zwiedzac Swiatynie Dumania;
Od stolecznego wzgórka az po zródla brzegi
wydeptal droge, która wiódl swoje szeregi.
Nieszczesciem Telimena siedziala sród drózki;
Mrówki, znecone blaskiem bieluchnej ponczoszki,
Wbiegly, gesto zaczely laskotac i kasac,
Telimena musiala uciekac, otrzasac,
Na koniec na murawie siasc i owad lowic.
Nie mógl jej swej pomocy Tadeusz odmówic.
Oczyszczajac sukienke, az do nóg sie znizyl,
Usta trafem ku skroniom Telimeny zblizyl...
"Co pan robi? Nie mozna! Niech pan mrówki lowi!
Panowie tylko prosic sa zawsze gotowi,
A mnie tu mrówki gryza." - "Gdzie?" - "Kolo kolana."
Tadeusz reka siegnal - juz mrówka zlapana.
"Czy jeszcze?" - "Pan sie pyta a mrówki zuchwale
Coraz to wyzej ida!" Za ponczoszki biale
Siegac musial tym razem bohater szczesliwy,
Ze jednak krew nie woda, majtki nie pokrzywy,
Tadeusz siegnal wyzej, gdzie w cieniu ukryte
Rosna wstydliwe wlosy w pierscienie spowite.
Telimena syknawszy padla na murawe.
Tadeusz porzuciwszy na mrówki oblawe,
Otoczyl ja ramieniem, ku sobie przycisnal,
Ogien tajemnych pragnien w oczach jego blysnal,
Ustami ust jej szukal - znalazlszy, w zapale
Rozpalonymi wargi miazdzyl je zuchwale.
Telimena na razie, smialoscia zdumiona,
Odepchnac zaraz chciala mlodzienca ramiona,
Sil jednak i oddechu w piersiach jej nie stalo:
Dreszcz rozkoszy znienacka objal cale cialo,
Ubezwladnil jej czlonki, rzucil krew do twarzy.
A widzac, ze Tadeusz na wszystko sie wazy
Ulegla. Lecz, ze wiele doswiadczenia miala:
"Ach! jeszcze kto zobaczy:" - z cicha wyszeptala.
I sploszona a drzaca, na pól pomieszana,
Miedzy omdlale nogi wpuscila mlodziana,
Odrzuciwszy falbany jednym smialym ruchem.
Jak klin, kiedy go z wierzchu uderza obuchem,
Tak sie wbil pan Tadeusz bez pomocy reki
W ukryte w cieniu spódnic Telimeny wdzieki;
A czujac, ze jej piersi wznosza sie jak fala,
Wzrok namietny krew mloda w zylach mu rozpala;
Nie cofa sie, lecz dazy bez zastanowienia
Do miejsca, które zwie sie szalem zapomnienia.
Jak klacz, kiedy jej jezdziec wbije w bok ostroge,
Nagle rzuca sie naprzód bez wzgledu na droge,
Tak tez i Telimena, jak ostroga spieta,
Rzucila na przód cialem, a biale raczeta
Wokolo Tadeusza owinela szyi.
Równoczesnie jej nogi, jak pierscienie zmii,
Skrepowaly mlodziana tak, ze sie zdawalo,
Iz razem obydwoje jedno tworza cialo.
Pan Tadeusz byl mlody, zdrów i wytrzymaly,
Przy tym zbyt wypoczety, wiec swoje zapaly
Z rozkosza w Telimenie utopic byl gotów;
A ze przyszedl do tego prawie bez klopotów,
Nie poskapil tez za to ochoty i sily.
Wiec go tez jej raczeta jak weze spowily
I pulchne biale nogi scisnely jak kleszcze,
Usta zas wyszeptaly: "Tadeuszu, jeszcze!"
Zaczal sie nad nia znecac jak kogut nad kura,
Lecz mu po malej chwili oczy zaszly chmura,
Oddechu braklo w piersiach, wiec zrezygnowany,
Dajac raz jeszcze nurka pomiedzy falbany,
Zmeczony, legl na miekkim Telimeny lonie
Ukrywszy na jej piersi rozpalone skronie.
Telimena, widzac to, nie zrezygnowala,
A ze prócz doswiadczenia spryt i rozum miala,
Zatem drazniac ustami Tadeusza wargi,
Szepnela pieszczotliwie kilka slówek skargi:
"Wszak to bylo dla ciebie, a co dla mnie bedzie?"
I majac swoje chuci jedynie na wzgledzie,
Jela go palic wzrokiem, usmiechem czarowac,
Wodzic reka po ciele, namietnie calowac,
Wpila w niego swe wargi, na koniec zemdlona
Przycisnela namietnie mlodzienca do lona.
Poznal tedy Tadeusz, z kim ma do czynienia,
Co znaczy dobra szkola obok doswiadczenia.
Juz mu teraz pomogla wlasnymi rekami,
Wlasnym cialem - prócz tego czulymi slówkami
Blagala, by rozkoszy nie popsul pospiechem:
"Bo przeciez noc nie zajac" - mówila z usmiechem -
"Nie ucieknie! Wszak prawda, ty moje kochanie?"
Jakze to nie byc czulym na takie wezwanie!
Jak Moskal, gdy zagraja ?Boze cara chrani?,
Tak rzucil sie Tadeusz. Telimena w dani
Wtórna zniosla z mlodzienczej ochoty ofiare.
Gdyby sie teraz hrabia zjawil na chwil pare,
Mialzeby co szkicowac: Ponad spódnic zwoje
sterczalo rozdzielonych bialych kolan dwoje;
Nizej, w falban, koronek napietrzonej górze,
Nuza sie pan Tadeusz niby w bialej chmurze,
Pod nim sie Telimena zadyszana wije,
Wlos rozwiany, w nieladzie w murawie sie kryje.
Pierwszy powstal Tadeusz wnet ubiór poprawil,
Przez chwile jeszcze oko Telimeny bawil,
Która lezac omdlala i z sil wyczerpana,
Ledwo z jego pomoca wstala na kolana.
Wnet poprawila wlosy, wstazki i falbany,
A widzac, ze Tadeusz, nieco zadumany,
W te do niego bez gniewu ozwala sie slowa:
"Sadze, ze w tajemnicy wszystko pan zachowa.
Zwlaszcza ze czyn panski byl nieco zuchwaly.
Mówie to ni dlatego by prawic moraly,
Lecz postapic w ten sposób z kobieta uczciwa,
Moze nieco zalotna, czula i wrazliwa,
Korzystac z jej niemocy, wyzyskac jej slabosc,
Lagodnie panu powiem, to byla zuchwalosc.
To niegodne, mój panie!... Jednak wiek twój mlody,
Dzien goracy i mrówki, które do swobody
Szerokie daly pole, biorac pod uwage,
Przebaczam... Cóz mam robic?... Kto taka odwage
Wobec damy okazal, jak pan to uczynil,
Ten by tylko w jej oczach zyskal, nie zawinil."
I kiedy ja Tadeusz scisnal za kolana,
Grozac palcem, wyrzekla: "Oj, lotrzyk z wacpana!"
Wulgaryzmy nie sa zagrozeniem dla Jezyka i kultury - wiekszym
zagrozeniem jest brak sensu w wypowiedziach
Alexander
"Wieszczu" wulgaryzmow...
A jeszcze wiekszym zagrozeniem jest brak
i jednego i drugiego; kultury jezyka i sensu -
tak jak to w tekstach, tzw. p. Sharona,daje sie
czesto zauwazyc....;-)
Ach spiewaj Muzo! Jeszcze cie powtornie
Prosze i wzywam i blagam pokornie.
No... i cóz? Milczysz - i odwracasz oczy?
Wzgardzasz haniebnie mój zapal ochoczy?
Jebal-ze cie pies, moja Panno droga!
Bez ciebie znajde, gdzie Parnasu droga!
Kpie z twej pomocy, gniewu sie nie boje,
Spiewac potrafie i juz lutnie stroje!
Glosze wiec sztuke, której liczne swiaty
Ciagle holduja niepomnemi laty,
Sztuke jebania, z której to uzycia
Tryska zdrój czysty rozkoszy i zycia.
Prózno w niej, prózno, Mlodziencze zuchwaly,
Dostapic zechcesz pierszenstwa i chwaly.
Kiedy twa pyta palcami wytarta,
By sie wyprezyc, musi byc podparta,
A jajca zwiedle, co ci dlugo wisza,
Czesto po piasku hieroglify pisza!
Cóz wrózyc patrzac na te sciagle boki,
Na owa noge, jak bambus wysoki?
Lydka okragla, co ja niby zdobi,
Te rekawnicznik za talara robi.
I choc wylozyl dosc miekkimi klaki,
Oko dostrzeze szwu twardego znaki.
Twoja twarz blada, zóltem powleczona,
Wymazuje cie z cnych Jeburów grona.
Idz mlody starcze, pókis jeszcze zywy,
Ognie tegiemi wzmacniac korozywy.
Smaruj masciami podretwiale czlonki,
Albo dla swiata staraj sie malzonki!
Hozy Junaku krwawego rumienca,
Ty dostac mozesz czcigodnego wienca!
Portka opieta, co ledwie nie pryska,
Lubiezne formy walnie ci wyciska;
Póldupki pelne, jak gdyby toczone,
Lydki tegiemi zylami plecione,
W kroku narzedzie, choc go reka tloczy,
Bezwolnie sciaga niewiniatek oczy.
Sa to najpierwsze trwalosci zasady,
Przy nich potrzebne doswiadczenia rady!
Niechaj twa kuska, chcac byc bez przywary,
Cali dwanascie dobrej trzyma miary.
Od urojenia powinna byc wolna.
Po-cóz ma mysl ja podnosic swawolna?
To miekkohuja chwalby jest przyczyna.
Gdy mu wiatr nadmie lub spelni uryna,
Pokazac pytke w dowód oczywisty,
Jak jeszcze tegi i jak zamaszysty.
Ale gdy jestes bliski juz rozprawy,
Niechaj cie nagle wzruszy ogien zwawy,
I niepotrzebny kobiecej pomocy
Binde postawi w jeborodnej mocy.
Jako cieciwa od baszkirskiej dloni,
Silno ciagniety twardy luk nakloni,
Gdy juz grot ostry w powietrze wyrzuci,
I w miejsce pedem niezocznym powróci,
Sila rozchwiana spokojnie nie staje,
Chwile sie trzesie i dzwieki wydaje -
Tak to poteznie wyprezona kucha
Reka swawolna ciagnieta od brzucha,
Puszczona... uciac powinna z loskotem,
A pepek tylnym odezwac sie grzmotem.
Przy dupie twarde, niezbyt wielkie galy,
Niechaj sie trzymaja jak muszla u skaly.
Na tym kolorze niemale zalety
(Przynajmniej wierzyc tak kaza kobiety).
Kazdy z swych czlonków czlek chetniej utraci,
Jak ony worek nikczemny z postaci.
Jeczal Abelard zywota ciag caly,
Ze mu okrutnie oberznieto galy.
Wolalby cierpiec bez reki lub nogi,
A Zeloizie dogodzic niebogi,
Która nieszczesna trac dupa o sciane,
Plakala ciagle strate ukochana.
W jajcach zbiór rozkosz od natury dany
Pamietaj bratku nie jest nieprzebrany.
Pstrykaj obficie, nie oszczedzaj zdroju,
Lecz tam, gdzie warci sa tego napoju.
Malo uzyje lubieznosci daru,
Kto jej nie tlumiac naglego pozaru,
Na lada kurwe obces sie pakuje,
Kiwa sie, kiwa, na koncu popluje.
Z ohyda wyjmie korzen zapienialy,
I niesie predko zapocone galy
Dwakroc zanurzac do zagrzanej wody,
Chroniac sie z strachem od jakowej szkody.
Klnie swe zapaly, gdyz szybko wychodzi;
Miejsce rozkoszy obrzydzenie rodzi.
A odebrane falszywe pieszczoty
Czesto przeplaca dlugiemi klopoty.
O! jakie zale widok ten nie wznieci
W dzien uplyniony drugi albo trzeci!
Gdy reka cisnac grzeszace narzedzie
Perle zielona z kanalu dobedzie!
Przybywaj wtedy rano medycyny!
Zielem dopomóz pedzenie uryny!
Zapisuj hojnie konfekta chlodzace,
Proszki, orzadki bolesci gojace!
Lykaj biedaku te nowe potrawy.
Unikaj dlugo skaczacej zabawy,
By krople zsiadle przez rózne spacery
W jajcach nadetych nie wziely kwatery.
Wino i ponczyk, co wesolosc daje,
Straszna, o Nieba, trucizna sie staje.
Jak serce bije, jakie drzenie ciala,
Gdy potrzebujesz nagle urynala!
Drepcesz na miejscu i zgrzytasz zebami,
Swiat caly w gniewie przeklinasz djablami,
Przysiege czynisz byc madrym Sokratem,
Juz nie oblapiac, zrobic sie kastratem.
Jaka zas przykrosc, gdy ci sny zwodnicze
W nocy rozkoszy wystawia slodycze!
Budzi cie w bolu ostateczna chwila,
Kiedy sie zyla skurczona wysila,
Rzyga sok metny, piekac zdarte rany,
A ty dopychasz i sykasz w przemiany.
Chceszli niewaznie zbyt mocnemi leki
Trypra zatrzymac uporczywe scieki -
W pachwinie bombon gwaltownie narywa,
Szesc niedziel w lózku bolesc cie twa skrywa.
Cyrulik z broda - co nie chca doktory -
Plytkiem zelazem zgala ci kedziory.
Jako botanik nature sledzacy
Pratek zasadzi kwiat obiecujacy,
Pilnie podlewa, umacnia, podpiera,
I co dzien paczka lubego wyziera -
Tak kataplazmem, co ci boki grzeje,
Ty patrzysz, kiedy griczol sie zbieleje,
Kiedy z pomoca chirurgicznej reki,
Wyzionie sapor bolesci i meki.
Nie tu sie koncza sromotne klopoty,
Co czlek kupuje za swój pieniadz zloty!
Szankier gorliwy wiecej dziala szkody,
Gdy glówke sciagnie piekacymi wrzody.
Wtedy sie karmisz pigulki srebrnemi,
Smarujesz cialo masciami tegiemi,
Usta cie swierzbia, a zab zas przy zebie
Jako klawisze lataja po gebie.
I szczescie, jesli przy koncu leczenia,
Nie trza zlotego kupic podniebienia.
Koncze juz stawic te straszne obrazy,
Bys do jebania nie powzial odrazy.
Jeb, Mlodziencze, jeb, lecz miej zwyczaj drogi,
Ze swieca kurwie patrzec miedzy nogi.
Soki cytryny zapusc jej do piczy,
Pewnie ma france, jesli zasyczy.
Jak zas wysuniesz twardy czlonek z dziury,
Te, co go kryje, naciag troche skóry,
Napusc, co strzyma, goracej uryny,
Aby splukala niepewne jebiny.
Nie badz znów tchórzem, by sobie nie szkodzic
(By nóg nie polamac, nie trzebaby chodzic).
Nie czciej plci dwojga lubiezne zapaly,
Co jako prawe Niebo ludziom daly,
Nowym Narcyzem polaczyc sam w sobie.
Niejeden mlodzian w cichej nocy dobie,
Na lechtajacym rozciagniety puchu,
Stwardniala zyla szlufuje po brzuchu;
Chce sie odurzyc róznemi sposoby,
Ze sie dotyka kochanej osoby.
Piers, brzuszek, udka, wszystko przed mysl staje,
Te piescic, owe trzymac mu sie zdaje;
Poduszke sciska i z spoceniem czola,
Konczy palcami co mysla nie zdola.
Lecz cóz...? gdy reszte posoki wyrzyga,
Wnet w nim zbudzona natura sie wzdryga,
Zaluje krzywde, co zdzialal w swym rodzie,
Placze i jeczy... prózny zal po szkodzie!
Ach nieposzukuj podobnej zabawy!
Skutek jej bywa cierpiacy i krwawy.
Hanby zbyt wiele i zadnej zalety,
A nade wszystko - nie cierpisz kobiety!
Piesn II
Powiedz Naturo, bom ja nie jest w stanie,
Przez jakie skryte dowcipu nadanie
Kazde stworzenie, jeno wiek dojrzaly,
Milosnych pieszczot znajduje bieg caly?
Jak wie, bez nauk, gdzie szukac potrzeba,
To, co dla rozkosz utworzyly Nieba?
Tak Stas i Kasia, mlodziuchni oboje,
Miedzy krzewiny pasac trzody swoje,
Chcac w chlodzie spoczac w niewinnej zabawie
Usiedli razem na zielonej trawie.
Zaczeli z figli lechtanie wzajemne,
Co im sie zdalo bardzo byc przyjemne;
Z tego calusek przyszedl jak niechcacy,
Pózniej zas troche, ze to w dzien goracy,
Oboje z wolna z szat sie obzieraja...
Dziwia sie sobie, glaszcza, obzieraja.
O zadziwienie! Wszak dziurke ma Kasia,
A w temze miejscu kolek u Stasia.
I - nie wiem czemu - te macanki dlugie
Sprawily, jedno ze wlazlo na drugie.
Któz go nauczyl twardym czlonkiem wladac?
Któz ja nauczyl nózeta rozkladac?
Rzecz wprawdzie dziwna - niemalo nas mami -
Ale zwazajac szczerze miedzy nami,
Po cóz mam wchodzic w tych dziejów przyczyne?
Wiem tylko, ze jak uchwyce dziewczyne,
Której dupiny i cycka odrasta,
Kuska mi staje - oblapiam i basta!
Jednakze nalezy to wiedziec, ze piczy
Swiat nasz uczony trzy gatunki liczy:
"Cybulka, która prawie pepka bliska" -
"Smrodka, ta podle dupnego siedliska" -
"Trzecia chamajda, czyli tez srodkowa,
Ta ni wprzód idzie, ni sie na tyl chowa".
Pierwszych w krainach poludniowych duzo;
Bardzo pólnocnym rodom drugie sluza;
Rozsadne Polki trzecich sie trzymaja,
Jednak i niemi niezle wyrabiaja.
Prawiczki teraz, w te zepsute czasy,
Dzielic wypada na dwie rózne klasy:
Jedne "czystemi" beda u was zwane,
Które ni palcem zostaly przetkane,
Ni guwernantki jedrnym klitorisem,
Ni sie lechtaly pod czulym Dafnisem;
Ani tez szpicla, lubego Azorka,
Nie znaja dotad wyprawnosc jezorka;
I w takim stanie niewinnosc ich cala,
Jak kiedy na swiat matka je wydala.
Drugie, co chociaz nie znaja sprezyny,
Co na mezatki przerabia dziewczyny,
Idac naprzeciw prawidlom natury,
Co tylko schwyca, wpychaja do dziury;
I nie przestajac lubieznej swawoli
Na palcu, kiedy quotidianke goli,
Sila mysl jeszcze, jakie materjaly
Lepsze byc moga. - To woreczek maly,
Goraca kasza sprezysto nadziany,
To swieca gruba, to burak nadziany,
To chustka cienka, gdy sie w pytke zlozy,
Dzielnie na przemian pizdzinie chedozy.
Te "narcyzkami" nazywac sie maja
I praw niewiele mezczyznom zadaja.
Pierwsza zas "czysta", choc tej bardzo rzadko,
Gdy sie przytrafi, by ja zlupic gladko,
Sluchaj mlodziku, jak w madrym sposobie,
Ciezkich mozolów mozna ulzyc sobie!
Nasmaruj lojem twój czlonek stwardnialym
Gdyz sliski predzej wlizie w obwód maly,
I bez preludjów ruszaj Panie Bracie!
Polóz prawiczke na duzym warsztacie,
Walek lub czapke pod dupe sie kladzie,
Azeby piczka byla na pokladzie.
Gdy tego nie masz, polóz dwa kulaki,
Gdzie sie zazwyczaj pizda tyka sraki.
Paczek otwarty sklniac sie czystym sokiem
Bedzie dla ciebie pomrugiwal okiem.
Wtedy o sciane nogami zaparty,
Nie tracac czasu na dziecinne zarty,
Dzgnij go - a dziewka oglosi cie zuchem,
Krzyk i huczny pierd jednym dajac duchem.
Ci, co nie lubia dzialac w tym zawodzie,
Lub którym duzy brzuch jest na przeszkodzie,
Siadajac biora na siebie prawiczke
I jakby na pal nadziewaja piczke.
Niebezpieczenstwo takie w tem zachodzi,
Ze jak zbyt nagle kusica ugodzi
I przedrze blone i otworek piczny -
Dowód tegosci, ów pierd impetyczny,
Moze lenistwo ukarac hultaja,
Dac kontuzje i okopcic jaja.
A co najgorzej, trafia sie przypadek.
Gdy prostopadle nie przyciska zadek,
Ze sie w bok kuska zwichnie i nachyli -
Wtedy i puszkarz, chociaz sie wysili,
Wziawszy po stronie, nie da jej cel prawy.
Bo to nie lufka mój Panie laskawy!
Wiec z krzywa kuska musisz potem chodzic,
I do niej krzywej dupy wynachodzic.
Cala oblapka z dwóch czesci sie sklada;
Z tych krocie róznych sposobów wypada.
Pierwsza czesc jest ta, w której sama sila
Zmyslów poczatek i koniec sprawila.
W drugiej nie tylko cialo sie porusza,
Lecz lubieznosci uzywa i dusza.
Slowem, bym nie wlazl w czcze rozumowanie,
Z którego moze wyjsc nie bylbym w stanie,
Z którego szczerze kpi swiata polowa,
Bo rozumowac moda juz nie nowa.
Powiem tak krótko: Jeden ma gust taki,
Ze mu niemile wszystkie koperczaki;
Lubi wygodnie wypizdzic dziewczyne,
Nie pytajac nigdy o przyczyne,
Czy te fawory przez milosne zadze
Sprawione, czyli przez lube pieniadze.
Inny zas twierdzi: By czuc nalezycie,
Trzeba w oblapie postepowac skrycie;
Kochac sie, miewac trudnosci tysiace,
A tak nie zgasna pragnienia gorace.
Jeden i drugi moze w tem nie bladzi,
Bo nie ma prawa, gdzie tylko gust rzadzi.
Leon powiada, ze niema rozkoszy,
Jak na dziwce kiedy kto przeploszy,
Wstrzymac tchnienie, czekac wsród ciemnoty,
Póki dokonczyc nie mozna roboty.
Lub jaka radosc w pólnocnej godzinie,
Wlezc do pokoju po malej drabinie,
Sluchac ze strachem posrodku jebania,
Czyli Argusa nie slychac stapania.
I gdy sie ruszy ktokolwiek na schodzie,
Jednem skoczeniem byc z pietra na spodzie.
Tak ostroznosc i troche bojazni
Nibyto zadze powieksza i drazni,
Ale byc pono lepiej niedrazniony,
Jak do sie wracac batem przeploszony.
Tlusty zas Dorant przeciwne ma zdanie:
"Nielubie - mówi - nasze wielkie panie;
Dupy wystygle a zadania wiele;
Jeszcze calujac usta sobie zbiele,
Albo tez czasem nos rózem zczerwienie;
I zawsze trzeba zwazac na skinienie."
To: "Ach mon Ami! jeb mnie na szezlagu;
To na kanapie, krzesle, to na dragu;
Tu zle, tam znowu-m. ciezki na berzerce;
To na loznicy zanadto sie wierce.
I choc czlek osla nature przybiera,
Ona sie przecie o "niedosyc" spiera.
A jebal-ze pies te romanse modne!
Raz spróbowalem - ale niewygodnie.
Na wsi ja wole, gdy w lesie lub sadzie
Jurna dziewica na trawie sie kladzie;
A ja zwale sie na nia jak na loze.
I ciasna dupe od ucha do chedoze.
Ta Dorant wprawdzie niezle rzecz dowodzi,
Jednak lenistwo nadto go uwodzi.
Ja takze lubie wiesniacze dziewczeta;
W nich zdrowie, pieknosc i natura swieta.
Ale trudnosci potrzeba niewiele,
Bo kwiat jest juz zwiedly, gdy sie sam juz sciele.
W ciemnym przysionku czekalem czasami,
Jak na przesmyku, ukryty za drzwiami,
I pokojówke, gdy wyszla przypadkiem,
Wiodlem ze soba, schwyciwszy ukradkiem.
"Ej Panie...ej pfe...kto nadejdzie...Panie!"
Szepcze, a jednak i chwili nie stanie,
Lecz idzie w miejsce upatrzone wprzody,
Na jaki murek lub na ciemne schody.
Tam gniotac usty o sciane opieram,
Lekka spódniczke z koszulka poddzieram...
Juz me kolana miedzy kolanami...
Pieszcze sie troche z cieplemi udkami,
Z malym kedziorkiem, który kazdy lubi,
Co swa gestwinke az na brzuszku gubi...
Nareszcie w krzyzach robie sie wypiety,
By zamach z dolu potezniej byl wziety...
Ach... ach juz sune, juz mi jajca dzwonia...
I gdy milosnie jedna chwytam dlonia
Cycke sprezysta, co wesolo buja,
Druga pakuje sterczacego chuja.
Zwawo dopycham... wznosza sie westchnienia...
Moje rozkoszy - jej zas glos sumienia.
Bo chociaz sama tego dupa chwieje,
Wciaz wola: "Ej! pfe! ej to sie zle dzieje!"
Zwazajcie-z teraz wy ludzie zepsuci,
Goscie wsród miasta z czelusci wyzuci,
Jak we wiesniaczce natura jasnieje,
Jak w jebcu biedna wola: "Zle sie dzieje".
Widziec sie daje najczystsza jej dusza.
Mówciez wiec, mówciez, czy choc jedna przecie,
Czy choc raz jeden dama w waszym swiecie,
W srodku zbyt czulej jebliwej roboty,
Dozna cokolwiek sumienia zgryzoty?
Nie! - Jeszcze zawsze wierzgajac
Gniewliwie mówi: "Dopychaj mon Ami!".
I tylko wtenczas pewnie "ej pfe!" wola,
Gdy ja kto jebac juz wiecej nie zdola.
Piesn III
Tu gdzie malarskiej zgromadzenie sztuki,
Kosztowne czerpac bedziemy nauki;
Z uwaga stojac przed kazdym obrazem,
Postrzezmy latwo zle i dobre razem.
Do których zadza ogólna jebania
W rózne sposoby ród ludzki naklania.
W jak nieprzebrane wynalazki mozna -
Jak czesto mila i jak czesto zdrozna -
Jakie postawy, jakie skutki sprawia -
Wszystko z napisem penzel nam wystawia.
Stad wiec zacznijmy.- Widze Pigmaliona,
Wlasne swe dzielo przyciska do lona...
Kladzie sie, gniecie nieczule marmury,
I rani pyte wyszukujac dziury;
Ledwie odpocznie, ledwie sie oddali,
Wnet z nowym ogniem w zimne uda wali,
Które posoka smaruje obfita.
Ze zas ten luby posag byl kobieta.
Chociaz kobieta z twardego kamienia.
Na szturm kusicy przecie dal znak tchnienia.
Juz Galatea pieknosc z czuciem laczy,
Zyly sie znacza...krew sie po nich saczy...
Piers sie porusza...serce równo bije...
Wzrok bladzi...slowem...Galatea zyje!
Bierze za galy snycerza hultaja
I pierwsze slowa wymawia: "To jaja!"
Potem cudownie gdy czlonkami wlada,
Na pierwszy marmur co jej w rece wpada,
Jakby swój rozum wskazujac z pospiechem:
"To juz nie jaja - zawola - z usmiechem!"
Dalej postrzegam rozmaite wzory,
Jak sie sprawiaja ponure klasztory.
Tam samoloznik wrogiem plci niewiesci
Przeciw naturze meska dupe piesci;
Albo ich zgraja razem sie weseli,
Gdy kazdy siebie miedzy dwóch rozdzieli.
Tak Ksiadz Prowincjal chedozy Przeora,
Przeor Kwestarza, a Kwestarz Lektora,
Lektor Laika, Laik zamaszysty
Najlepiej dosiadl grzbietu Organisty.
Tak jak odyniec z mocnym szumem wzdycha,
I Braciszkowi sromotnie dopycha.
Braciszek w koncu tnie Zakrystyjana.
Chwieje sie razem tluszcza wpól-pijana,
I w miare ruchu dupy Prowincjala
Kazdego wlazi i wylazi pala.
A Ksiadz Predykant przy kuflu z wisniakiem.
Trze reszte flaka goracym kulakiem.
Na drugiej stronie mniszki bojazliwe
Jak moga sprawe malpuja jebliwa.
Tu albo godmisz w ich dloniach sie miga,
Lechce i na czas mleczne zdroje rzyga,
Albo litosnie jedna siostrze drugi
Wprawionym palcem wyrzadza uslugi.
Tam przeorysza póltoraczna w zadzie
Twardy klitoris miedzy uda kladzie
Swej Nowicjantce, co prezeniem ciala
Serdecznie-by go nadsztukowac chciala;
A cztery cycek - ze razem - zdziwione
Na te i owa podaja sie strone.
Siostra Barbara przy wieczornej porze,
Gdy pienia glosi za krata, na chorze,
Zwolna jej z tylu, sunac od kolana,
Podlazi korzen Ksiedza Kapelana.
Poznala zaraz Spiewaczka zbyt rada
Z jakiego klucza spiewac jej wypada.
Tak wiec wyraznie dupa pokazuje,
I "Alegretto" zwawo intonuje;
Mocne "Stokato" w trele potem zmienia,
A na westchnieniu konczy swoje pienia.
Warte uwagi i te mniejsze dziela.
Patrz! jak sie kurwa figlarnie wypiela!
Zolnierz na strazy, oparty na broni,
Jak od niechcenia kuska picze goni!
Szynkarz w piwnicy oblapia gosposie,
Dziarski ekonom na swiezym pokosie,
Na piecu kucharz opaslego lica,
Dragon na siodle, na dyszlu woznica.
Kazdy jak moze i jak mu wypadnie,
Jednak kazdemu do twarzy i ladnie.
Tutaj widziemy, jak mysliwiec mlody
Gwalci dziewczyne nadobnej urody;
Naprózno krzyczac swoich skarbów broni,
Nikt nie uslyszy wsród lasów ustroni.
Mlodzieniec rece krepuje rekami,
Usta zatyka swojemi ustami,
Po bujnej trawie suwa sie z nia wkolo,
Walczy jak z wezem, az zapocil czolo.
Nareszcie dosiadl; jubka juz podnieta,
Jednak uciecha jeszcze mu zamknieta.
Lecz otóz podle postrzec nam sie daje,
Co sie z dziewczyna na trzwniku staje.
Juz sie nie zzyma - ze sily opada -
I drzace uda niechcacy rozklada.
Zwazajac przecie na mdlych jej zrenicach,
Na pieknych mocniej zrumienionych licach,
Pierwszej rozkoszy czucie sie maluje,
I jeszcze wieksze na przyszlosc rokuje.
Tu zas w zamtuzie miekkohuj wybladly
Wsród nagich kurew trze czlonek opadly.
Jedna go mydli, pienia mu sie galy,
Druga rózgami scina zadek caly,
Trzecia schwyciwszy upalona swiece
Pcha postyliona w zawiedla dupnice;
Reszte, przez rózne sztuczki i lechtania,
Pragna go przywiezc do stanu dzialania.
Lecz choc kus wstanie, na nic sie nie nada,
Bo wnet sie chwiej i na dól opada.
Ach! Otóz dzielo Picciniego reki!
Co za dokladnosc, co za liczne wdzieki!
Jaki rys lekki, jak lagodne cienie,
I jakie trafne figur ulozenie!
Jest to szczesliwy Sultan w swym seraju.
Piekne dziewice z róznych czesci kraju
Dlugim szeregiem dwie zajmuja strony.
Patrz! zbiór uczuciów w twarzach wyrazony!
Oko sie iskrzy pod ciezka powieka,
Lice rumience nie kryja, lecz pieka;
Usta ich napól otwarte i drzace
Z wzruszonych piersi ziona tchy gorace;
Na kazdej widac radosc i cierpienie,
Kazda z nich czeka na lube skinienie.
Srodkiem Bisurman wolnym chodzi krokiem.
Chustka w ujeciu bystrem miga okiem;
Z szarawarami chuj mu sie szamocze,
A pelne jajo z radosci dygocze.
Nareszcie staje...reka podniesiona...
Zadrzaly wszystkie...Chustka juz rzucona -
Jak smolna kloda do zaren przytknieta.
W tej samej chwili ogniem jest objeta,
I puszcza strumien skwierczacej zywicy -
Tak jedrna psiocha wybranej dziewicy
W slodkiej nadziei iskre swa znachodzi...
Tleje i szpare szkarlatna rozwodzi.
Malarz ten widok, co nam zmysly drazni,
Wolal zostawic mocy wyobrazni.
Gdziez bowiem penzel lub pióro okresli
Mnogie sposoby niewstrzymanej mysli?
Lecz dal ciag dalszy. I w tem malowaniu
Sultan juz lezy na miekkim poslaniu.
Na nim wpól naga Turczynka szczesliwa
Bez odpoczynku biala dupa kiwa;
I choc trzy razy slabla i ozyla,
Sterczy wciaz jeszcze bisurmanska zyla.
Przy tej zabawie ku wiekszej wygodzie
Jeden z eunuków stojacy na przodzie
Fajke mu trzyma; drugi skrobie w piety,
Trzeci miednica i szczotka zajety.
Cudny obrazie! malarstwa ozdobo!
Cenic i rozstac nie moge sie z toba.
Przyjdzie czas, chociaz wiekiem oddalony,
Ze w pierwsze miejsce bedziesz przeniesiony.
Jeno gust dobry ludziom przetrze oczy.
Tysiac kopistów wkolo cie otoczy.
Ta duza sciana widze tylko miesci
Znanych nam dawno sposobów czterdziesci.
Ale nad wszystkie ten najlepiej wole,
Tegi Sarmata w pelnej zboza szopie
Jebie dziewice na owsianym snopie.
Nie ma tam figli, które swiat dzis chwali;
Jebie, jak slawnie przodkowie jebali.
Jego dzialanie jak natura czyste -
A cala sztuka narzedzie sprezyste.
Tobie Mlodziku taka moja rada:
Tego sposobu trzymac sie wypada!
Nie zerwiesz krzyzów, nie oslabisz nogi,
I jebac bedziesz az w grobowe progi.
Piesn IV
O wy najczulsze malzenskie pieszczoty!
O lubieznosci reka dana cnoty!
Cóz cie wystawic, cóz ci zrównac moze ? -
O jaka rozkosz! ubarwione loze
Zajac radosnie przy kochanej zonie....
Tonac w slodyczach na jej czystym lonie....
Mysla sie bawic, ze jej posiadanie
Jedne dac moglo prawdziwe kochanie.
Ze nikt na tem ksztalt dloni swej nie wspiera,
Który niejeden oczami pozera.
Ach! czemuz sytosc z postacia posepna
Pózniej sie staje prawie nieodstepna?
Czemuz ten zapal niknie i zimnieje,
I jak zar w deszczu tylko slabo tleje?
Nie nim to zwykle kus bywa podjety;
Lecz bedac w nalóg powoli wciagniety,
Napól pecznieje jeno blysna zorze,
I przez sen prawie zbita niwe orze.
Jako wódz w sztuce biegly i uczony,
Chociaz ponura noca otoczony,
Byle dowiedziec zdolal sie nazwiska
Jednego punktu swego stanowiska,
Wie, jak pagórków, jak lasów daleki,
Gdzie drogi, sciezki, gdzie brodziste rzeki -
Tak maz pracowity przebudzon w loznicy,
Gdy reke kladzie na swej polowicy,
Wie, gdzie ma znalezc piersi natloczone,
W jaka do gaju obrócic sie strone;
Wszedzie na pewne wiedzie swoje kroki,
A wie najlepiej, jak wawóz gleboki.
Lecz ten, co wdzieków zakrytych pomrokiem
Nie zna i przebiec nie jest w stanie okiem,
Ten nie gromadzi uczuciów przyjemnych,
Pytajac o nie powabów tajemnych
Dlonia, co sunie po pulchnym okroju
Wsród pojacego zmyslów niepokoju.
Czasem ja zwolna miedzy piersi miesci,
Albo spuszczajac z pólkregiem sie piesci,
Nawet ciekawie schodzi na kolana....
Glaszcze, powraca gdzie strona nieznana,
I na ostatku w rozczulenia porze
Kladzie sie spoczac na cieplym kedziorze.
A wyobraznia stokrotnego czola
Tworzy mu pieknosc, jakiej pragnac zdola.
Gdy jednostajnosc przykrzy nam sie wszedzie,
Niechaj odmiana godlem naszem bedzie!
Ona rozkosze niezliczne nam poda;
Ale przy tejze niech stanie wygoda.
Nie idz sie starac, by w dlugich zachodach
Wyrznac panienke na ciemnych gdzie schodach,
Przyczem do domów wsuwajac sie skrycie,
Mozna po grzbiecie dostac nalezycie.
Nie idz po dachach do cudzej malzonki,
Gdzie w chlodne nocy zimne wnosisz czlonki,
Gdzie meza postac, gorsza od upiora,
Zawsze nie w miejscu pokazac sie skora.
Pelna goryczy, zazdrosci i gniewu
Trwozy cie nawet wsród rozkosz wylewu.
Ale w pewnosci, bez zgielku, obawy,
Uzywaj slodkiej jebucznej zabawy.
I illuzyja, bóstwo dobrotliwe,
Niech swemi kwiaty przeplata prawdziwe;
Gdy nagosc rzeczy nie neci nas szczerze,
Ona niech wtedy miejsce jej zabierze.
Lecz moze, zebys pamietac chcial rady,
Zaraz cudzemi wespre je przyklady.
Zwazaj, jak Waclaw prawym idac torem
Staje sie wszystkim doskonalym wzorem
W ciaglym traktacie z przemyslna Szaicho;
Ona dostarcza, on wygala cicho
Dziewczeta mlode lub z konwiktu wziete,
Lub w panskim domu na sluzbe przyjete;
Lub tez wiesniaczki wabiacej urody,
Co w miasto nosza mleko lub jagody.
Taka dziewczynke wieczór pokryjomu
Wierna sluzaca wprowadza do domu.
Wnet ciepla kapiel odswieza jej wdzieki....
Wlosy sie trefia od fryzjera reki....
Wodki pachnace, przemyslu dar rzadki,
Piczke sciskaja i wzmacniaja zadki.
A po goracym i milym napoju,
Z prawdziwa zadza idzie do pokoju,
Gdzie co wech lechce, co tylko zmysl bawi,
Wszystko na wybór wzrokowi sie stawi.
Dosyc tam wstapic, a czlek mimowolnie
Najspokojniejszy pomysli swawolnie:
"Cóz sie z dziewica w loznicy tam dzieje?"
- Wyglada, pala, trzesie sie i zieje.
Niechaj wiec jeszcze niecierpliwie czeka,
My na Waclawa spojrzyjmy z daleka.
Ten od wieczerzy wykwintnej zaczyna,
Konczy zas wety na butlu wegrzyna.
Potem sie zbliza skrycie do swiatyni,
Gdzie go wyglada pieszczotów bogini.
Wsuwa sie w loze i oslone zdziera....
Mile na wdzieki tysiaczne poziera....
Po toku ciala zwolna reka bladzi....
Tutaj zalechce, a tam ogien zrzadzi.
Prosi dziewczyna drzaca z rozpalenia,
By skonczyl, by chcial zgasic jej plomienia;
I biala dlonia chwyta dziryt twardy,
Który nieczuly potrzasa szczyt hardy.
A gdy palcami objac go nie zdola,
Znowu o litosc na Waclawa wola.
On na to gluchy, bardziej ja rozpala,
Niby zaczyna i wnet sie oddala;
Trzy razy tego przylozona kucha,
Trzy razy nagle odjeta od brzucha,
W koncu, gdy widzi zadze w samej mierze,
Glaszcze....spoglada, do jebca sie bierze....
Wznosi jej nogi, kladzie na swe ramie,
Wymierza chuja....i wstrzymuje w bramie.
Lecz spodnia dupa sama sie przytyka
I po cynadry calego polyka.
W wolnem wzruszeniu przerywanie sapia,
Jajca z tetentem o póldupce chlapia,
A natezonych biódr silnym zaporem
Przytkany kedzior splata sie z kedziorem.
Rozchwiane cialo tylko co sie miga,
Brzuch dupe, dupa brzuch bez przerwy sciga.
On jesli cofnie, tem mocniej dopycha,
Ona wypieta wierci sie i wzdycha.
I juz dwa razy jak zmiekla natlokiem
Jedrna macica zarzygala sokiem,
Gdy dzielny jebur przez mile lechtanie
Poznal, ze bliskie milosci wylanie.
Wtenczas, o Sztuko! niebios drogi darze!
Jakze cie uczcic pieniem sie odwaze!
I czyz wystarczy checi mojej zbytek
Kreslic twa wielkosc, dobroc i pozytek?
Wtenczas, sluchajcie.....jak nieczula skala
Huja zatrzymal, az picza zadrzala -
Tak odpoczywa, w uwazaniu czeka,
Slucha, jak sapor nazad w jajca scieka.
A gdy juz czuje nadeszle ochlody,
Na nowo idzie w jebliwe zawody;
Twardo piluje, az pod serce lechce,
Wtedy zas staje, kiedy mu sie zechce,
Woli podlegly, ale nie potrzebie,
Godzine cala albo wiecej jebie.
Nareszcie widzac, ze sie juz morduje,
Rusza, dopiera, drzy i deszarzuje.
Mlodziencze! twój kus na ten obraz mily
Dzarso powstaje wsród niezgnietej sily.
Oby ci zawsze dotrzymywal wiernie!
Obys rwal kwiaty, nie znajac co ciernie!
A gdy osiagniesz wieniec znakomity,
W tem z prac moich wezme plon obfity.
Moze prawidla ode mnie rzucone,
Kto inny lepiej przez pienia uczone
Nauczyc zdola, obszerniej oznaczy,
I z przyjmnoscia jasniej wytlumaczy.
Mnie jednak, choc-em slabym wierszem kreslil,
Chwala zostanie, zem o dobrem myslil.
Teraz, gdy ta mysl obu nas przejela.....
Chodzmy oblapiac na skonczenie dziela!
Wspieraj mnie Muzo, jak ongi przed laty
Wspieralas Fredre, kiedy poematy
Pisal o piczce, slawiac jej przymioty,
Radzac jak mozna zdobyc wieniec zloty
Jebura! Muzo, spiewaj mi jak Fredrze,
Niech piesn twa w mózg mój sie wwierci i wedrze,
Niechaj calego uchwyci mnie w sidla,
Abym przez Fredre rzucone prawidla,
Ze "Sztuki Oblapiania" czy tez "Pizdolony",
Nowoczesnymi mógl opiewac tony.
Gdy zechcesz milczec - jak Fredro bez ciebie,
Dam sobie rade i niech pies cie jebie.
Czego ci zyczyl i on, gdys jak glupie
Ciele milczala... ergo mam cie w dupie
I juz ubierac w poetyckie pienia
Te "Nowoczesna sztuke chedozenia"
Zaczynam oto... Panowie i panie!
Niech wszyscy wiedza o tym, ze jebanie
To nieprzebrana wiedza, ze to sztuka -
Iluz to mezczyzn w chedozeniu szuka
Jedynej tylko chwili, aby zmysly
Móc zaspokoic, gdy zas chuj obwisly
Nie moze wiecej chedozyc, niestety,
Do spierdolonej wstret czuje kobiety.
Ilez to kobiet, ach ilez, któz zliczy,
Pragnac dogodzic tylko swojej piczy,
We wlasnych nawet myslach sie nie przyzna,
Ze tylko chujem jest dla nich mezczyzna,
Ze cala radosc w twardej, dlugiej pycie,
A nikt nie mysli o tem, ze wspólzycie
Kobiet i mezczyzn, tej odwiecznej spólki
Nie od jedynej zalezy pierdulki,
Ze chodzi o to, aby on i ona,
Czy kochankowie, czy tez maz i zona
Zakuci w wieczne malzenstwa okowy
Zawsze dla siebie mieli pociag plciowy.
Mezczyzno! Wiele zalezy od ciebie,
Gdy chuj twój madrze i z perfidia,
Zawsze sie cipka do niego przywiaze
I choc przypadkiem przy tym zajdzie w ciaze,
Jednak wspanialych wciaz pomna chedozen
Nie bedzie plakac: "Ach, ze mna sie ozen!"
Jak czynia panny, gdy je rozprawiczy
Glupi mezczyzna, lecz ci swojej piczy
Uzyczac bedzie ciagle, bez ustanku,
Chocby twa miala zostac utrzymanka!
O! nie tak latwo obchodzic sie z picza,
Nielatwo zdobyc ja, choc zasadniczo
Kazda poteczke jednak mozna zdobyc.
Tylko... znac trzeba przerózne sposoby!
Wiec jesli gust masz ku nietknietej szparce
Wsadzic kutasa mlodej pensjonarce,
By ja na fale zycia pchnac szersze,
Musisz na sztuki ja brac lub na wiersze,
Lub jako malarz slawic wdzieki sliczne,
Wmawiac, ze cialko ma fotogeniczne,
Które do filmu, az sie cale prosi.
Niechaj przy tancu czuje, jak sie wznosi
Twój twardy kutas, gdy niby niechcaco
Wasze kolana splota sie i traca.
Potem znów duzo o jej fotografii
Mów, ze nikt w swiecie lepiej nie potrafi
Oddac jej wdzieków wspanialych na kliszy,
Ze takie cialko nie mroków i ciszy,
Lecz swiatla zada i ze bez zawodu
Moglaby zostac gwiazda Hollywoodu;
Gdyby swe swiatu ukazala piekno
W podziwie wszystkie narody uklekna.
Wtedy badz pewny, zes zlamal jej serce,
Wnet sie u ciebie zjawi w kawalerce
I po przedwstepnych slowach spyta skromnie
"Ach... co tez sobie pan pomysli o mnie?"
Wówczas juz dzialac z ta skromna dziewczyna
Moze za ciebie... gramofon i wino.
Do tanga sliczna muzyka ja skusi,
Przy czym ci kutas twardo sterczec musi
Tak, aby czula sie jak pod sprezyna.
Potem calusów pare, potem wino,
Potem znów taniec, w którym cicho, skrycie
Podraznij troche niechcaco jej cyce,
To cala dlonia, to tylko palcami,
Nózke jej scisniesz miedzy kolanami;
Na dól prowadzac jej raczke co w dloni
Wciaz dzierzysz, nagle przytniesz chuja do niej -
I wtedy... nie rób nic juz z tego sobie...
Zapyta ona "A fe! Cóz pan robi?"
I... trzymac bedzie juz kutasa w rece,
Lub skromnie spusci oczeta dziewczece,
I raczke cofnie, by za moment maly
Niby przypadkiem, znowuz dotknac paly.
Wtedy juz mozesz, odwaznie i smialo,
Choc delikatnie, rozebrac te mala -
Choc juz nie mozesz powstrzymac swej pyaty,
Co chwila wpadaj w szalone zachwyty
I mów jej "Gdyby Srokowski cie mala
Zobaczyl, zanim napisal 'Kult ciala',
Bylby w wspanialsze slonce ubral formy".
Tymczasem zdejmij dziewczece reformy
I gdy ustami wsród drobnych utarczek
Podraznij szyjke jej swieza i karczek -
Zdejmij koszulke! Gdy ja w calej krasie
Nagosci ujrzysz, pomysl o kutasie!
Szelki rozepnij nieznacznie, by spodnie
Nie gniotly chuja, aby mógl wygodnie
Przez otworzone jednym szybkim gestem
Guziki, cipce zawolac: "tu jestem".
Wtedy najczulsze szepcac zdania,
Nie zostaw chwili do opamietania
Lecz caluj, caluj ja cala jak wsciekly,
By pocalunkami palily ja, piekly...
Usta i oczy, okolice brzuszka -
Leciutko przy tym nadgryzaj jej uszka
Bo sa kobiety, co dla tej pieszczoty
W ogien by poszly, w czasie tej roboty
Pomnij bys twarda i sterczaca palka
Wciaz sie katulal po jej nagim cialku.
Potem, gdy cala bedzie juz jak wrzatek,
Ustami zblizaj sie do jej cycatek
I tu zatrzymaj sie dlugo. Dokola
Wedruj ustami, tak jak krazy pszczola
Dokola kwiatu, zanim jej uzyczy
Kielich najslodszej wspanialej slodyczy.
Wszedzie zatrzymuj sie na moment krótki,
Lecz gdy rózowe wezmiesz w usta sutki
Pomnij, ze one wlasnie sa kielichem
Dajacym slodycz, wiec w natchnieniu cichem
Ssij je namietnie i dlugo, czasami
Najdelikatniej gryzac je zebami.
Nie mysl, ze wtedy w tej rozkosznej mece
Maja bezczynnie spoczywac twe rece.
Jedna podtrzymuj calowane cyce,
Mnij je i glaskaj, druga poslij skrycie
Tam gdzie figowy lisc nosza aniolki.
Wplataj palcami sie miedzy kedziorki,
Które skrywaja cipke pensjonarki,
I wskazujacym palcem zwierzchu szparki
Zacznij poruszac! Wtedy twa bogini
Bez namawiania sama tak uczyni,
Aby twój kutas znalazl sie w jej reku,
Tarmosic zacznie nim silnie panienka,
Wiec bacz gdy czujesz, ze sperma juz goni
Z jajec, bys wyrwal go wtedy z jej dloni,
I sie nie spuscil przedwczesnie - za chwile
Jej raczka sama wróci ku twej zyle.
A teraz, kiedy przepyszne jebanie
Masz zapewnione, gdy juz czeka na nie
Jej drzaca piczka... Tu sie cala sztuka
Zaczyna: Bo jesli tytulu nieuka
Nie pragniesz zyskac, a chcesz te dziewczyne
Nie raz chedozyc, kwadrans czy godzine,
Lecz chcesz by twoja zostala kochanka,
Nie mysl tym razem jeszcze o... jej wianku.
Chocby ci kutas wsciekal sie i palil,
Glupiec na panne cielskiem wnet sie wali
I juz nie baczac czy placze, czy krzyczy
Jego bogdanka, cipke rozprawiczy.
I cóz za korzysc? Gdy do waskiej szpary
Wejdzie od razu kutas duzej miary,
Dziewcze nabierze wstretu - chocby z bólu
Do dalszych pieszczot. Ci co tak pierdola
I z psychologia wcale sie nie licza,
Niech pozegnaja sie z ta mloda picza.
Pójdzie juz ona pod innego chuja,
Co namietnosci lepiej w niej rozbuja!
Ty zas gdys madry, wiedz o tym mój panie,
Ze skarbem kobiet bywa zaufanie.
Kiedy dziewica ciebie sie ni boi,
Kiedy ci ufa, choc czuje, ze stoi
Kutas ci ciagle, kiedy wie o tym samym,
Zes ni brutalem nie jest ani chamem,
Ze jej nie zgwalcisz, chociazbys mógl gwalcic,
Wtedys ja zdobyl naprawde! Juz ksztalcic
Mozesz ja dalej w milosci arkanach,
Az przewertujesz calutki almanach -
Kiedy po pierwszym seansie do domu
Przyjdzie to dziewcze, ni hanby, ni sromu
Nie bedzie czulo, ni wstydu, ni zalu,
Przeciwnie, mysli jej ciebie pochwala,
Jaki on grzeczny, rycerski, przymilny -
Ach, ilez w sobie on woli ma silnej,
Ze mnie nie zgwalcil, choc mu pyta stala,
Ach gdybym byla tak przedtem wiedziala,
Ze nie koniecznie mezczyzn bac sie trzeba,
I ze nie kazdy pragnie zaraz jebac,
Bylabym przedtem juz byla u niego -
Ilez rozkoszy moze byc bez tego
"Rozprawiczania", jaj je pospolicie
Zowia mezczyzni... jak przykrym jest zycie!
Dumna wiec z tego, ze dotad prawiczka
Jeszcze zostala... i bawiac sie piczka,
Zasypia pewna, ze od niej zalezy,
Kiedy ci odda ja i sni, ze dzierzy
Twego twardego kutasa w raczetach.
Tymczasem ty juz trzymasz ja w swych petach,
Bo po raz drugi juz zupelnie smialo
Przyjdzie do ciebie, jakby rozumialo
To samo przez sie! Wtedy rozbieranie
O wiele latwiej juz pójdzie, lecz dla niej
Miej niespodzianke (zawsze cos nowego
Lubia kobiety) wiec sie do golego
I ty tez rozbierz! Tym razem juz wiecej
Caluj jej cyce, mocniej i gorecej,
A ulozywszy je na miekkim lózku,
Chujem wciaz glaskaj ja po udach, brzuszku,
Baw sie jej jedrnym jedwabistym zadkiem,
Niby nie widzac jak ona ukradkiem
Przez palce pyte twoja podgladuje.
Dla mlodych dziewic zawsze bowiem chuje,
O których kazda mysli, czyta,
To wielka nowosc - terra incognita.
Tymczasem palce twoje jak klawisze
Niechaj w gre nerwów przemieniaja cisze
Jej dziewczecego cialka, niech po plecach
Jeden przejezdza, co strasznie podnieca,
Drugi niech merda u cycatek sutka,
A ten od pleców, co bawi tam krótko,
Niechaj po udach dreszcz rozbudza slodki
I powolutku zbliza sie do potki,
Która rozwarta troche juz w tym czasie,
Marzy bez przerwy o twoim kutasie.
Chuj niech wciaz szturcha jej rozwarte nózie,
Usta miej wtedy wtloczone w jej buzie
I wiedz ( bo nie wie o tym tylko ciolek),
Ze meski jezyk to nie martwy kolek,
Lecz wielki sztukmistrz, co wielkie uslugi
Niesie w milosci, to prawie chuj drugi,
Jak druga cipka sa wargi niewiescie,
Wiec niechaj jezyk podniebienie piesci
I posród tego rozkosznego scherca
Niech sie jej w buzie wciaz wkreca i wwierca,
Niechaj koniuszkiem swawolnie, powaznie
Na przemian wargi w jej buzi podrazni.
Kiedy sie wbije zdaje sie dzieweczce,
Ze to juz kutas siedzi w jej poteczce.
I coraz glebiej wbija sie do szparki,
Gdy zas laskocze wargi wtedy ciarki
Przechodza panne na mysl przewspaniala,
Jaka by rozkosz mialo mlode cialo,
Jaki by moment przezylo szczesliwy,
Gdyby twój jezyk szorstki i ruchliwy
W taki sam sposób... ach tu az dziewica
Przestaje myslec, ogniem pala lica.
I znów sie piczka troszeczke rozchyli,
W najdogodniejszej tej dla ciebie chwili
Rozlóz jej nózki i twardym kutasem
Laskotaj wargi jej cipki, a czasem
Na chwile tylko i to calkiem plytko
Udaj, ze wjezdzac chcesz juz w glab swa pytka,
Lecz wnet sie cofnij, bo lepiej w goscine
Byc zaproszonym, niz zdziwiona mine
U gospodarza widziec, co sie wzburza
Ze nieproszony intruz wpadl jak burza!
Najlepsza rozkosz, gdy sie jej pomalu
Zazywa, wiec tez choc "Ach, bierz mnie cala",
Uslyszawszy z ust. jej, nie jeb tej poteczki.
Lepiej sie poswiec i spusc do chusteczki,
Co w pogotowiu lezy pod poduszka.
Nie przestan jednak bawic sie dziewuszka,
Gdy chuj ci zmieknie, przeciwnie, nachalniej
Piesc ja i caluj. Idz do umywalni,
Potem na chwile i pytke caluska
Wymyj dokladnie, gdy zas z czysta kuska
Wrócisz do lózka, niby wyczerpany
Na wznak sie polóz... jest to podstep szczwany,
Gdyz teraz rola sie zmienia i ona
Calowac zacznie ciebie, zadziwiona
Na chuja zerkac bedzie, co sie stalo,
Ze nagle wszystko tak dziwnie zmalalo!
Ze tak sie nagle pokurczyla pyta,
Co taka twarda byla, wysmienita.
I zachwycajac sie twoja budowa
Zacznie calowac miejsce to i owo.
A ze wciaz silnie rozdrazniona bedzie
Szepnie ci czule "Caluje cie wszedzie".
Teraz nareszcie wyjasnic mi trzeba,
Dlaczegom dotad nie radzil ci jebac!
Nie sztuka zdobyc sama tylko picze,
Lecz sztuka wszystkie uzyskac slodycze
Kobiece, wszystkie sa miliony warte.
Otóz wsród kobiet przynajmniej trzy czwarte
Bez wzgledu na ich klase czy tez nacje,
Maja wrodzona juz predestynacje
Ustami piescic calego kutasa.
We Francji zwlaszcza kobiet cala masa
Ten kult uprawia, tam wiec tez kobietki
Sa mistrzyniami tak zwanej minetki.
O sliczna sztuko minetki, gdys chuju
Raz poznal co to znaczy, gdy caluja
Calego ciebie usta bialoglowy,
Wsciekac sie bedziesz z radosci... Wymowy
Tych pieszczot pióro zadne nie jest w stanie
Oddac! Zadaniem twoim jest mój panie,
Gdy chcesz je poznac (sekret ci tu zdradzic
Trzeba) raz tylko panne doprowadzic
Do tego, aby chocby sie wzdragala,
Z poczatku tylko raz pocalowala
Twa kuske, która poprzednio sie godzi
Wymyc w kolonskiej najdokladniej wodzie.
Reszte juz zostaw najzupelniej smialo
Jej intuicji kobiecej. Pomalu
Calujac ciebie calego wsród chuci
Zadz rozbudzonych, jej buzia powróci
Do twego chuja, strasznie sie zadziwi,
Ze tym calusem zmarlego ozywi.
W jej buzi, w oczach, chuj zmiety wyrosnie,
Wiec go calowac bedzie tym radosniej.
Jakiz to moment bedzie dla niej mily,
Gdy pod ustami poczuje jak zyly
Pecznieja ciagle i jak pyta zywa
Sama sie prezy i rozkosznie kiwa
Rózowa glówka, co ma w srodku dziurke.
Juz teraz sama sciagnie w dól te skórke,
Co koniec chuja tak miekko otula
I o policzek pyte wykatula,
Sama tez bedzie na rózne pomysly
Wpadac, by kutas nigdy nie byl zwisly
(I wtedy nigdy tez on ci nie usnie),
To go ustami lekko tylko musnie,
To znów w milosnym upojeniu dzikim
Dokola glówki przejedzie jezykiem,
Przyczem jej raczka coraz bardziej madra
Zsunie sie nizej i popiesci jadra.
Wtedy sie spuscisz, chociaz byles glazem,
Lecz nigdy nie spusc sie za pierwszym razem
Do ust. dziewczynki! W momencie krytycznym
Uciekaj z buzi z szlochem spazmatycznym.
A jeszcze kiedy bedziesz tlumil szlochy,
Niewiesci umysl ciekawy jest i plochy
Juz bedzie myslal: " co tez to tam bylo?"
A moze wlasnie byloby mi milo
Trzymac go wtedy w ustach, gdy speszony
Uciekl? Choc ladnie bylo z jego strony,
Ze delikatnie cofnal sie. Nauka
Skonczona, konca odgadnac nie sztuka
Za trzecim razem juz jej buzia mala
Z chuja, jak cukierek, sperme bedzie ssala.
Ksiega II
Te wszystkie rady tylko sie do piczek
Stosuja mlodych, naiwnych prawiczek.
Jesli zas zdobyc chcesz wianek niewiesci
Panny, co lat ma okolo trzydziesci,
I co o wszystkim na pamiec wie wiele,
Te brac juz musisz nie na duperele,
Poezje, artyzm, zawracanie glowy,
Lecz na powazne, celowe rozmowy.
Tej zacofanej pannie tlumacz przeto,
Ze nigdy nie chcialbys zostac kobieta,
Ze my mezczyzni nieograniczona
W milosci wolnosc mamy, i ze zona
Dopiero panna musi zostac, aby
Milosci poznac przecudne powaby,
Ze zycie dziewczat musi byc przekletem,
Gdy kaza czekac jej z temperamentem.
Az maz sie zjawi! Ze w wdzieki bogata
I krwia kipiaca, nieraz dlugie lata,
Czeka daremnie teskniac nieustannie
"Ach, gdybym panna byl" - Tak mów tej pannie -
"Najmlodszych lat bym nie zmarnowal wcale"
Jeszcze tam znajdzie sie w niej jakies "ale",
Lecz juz przyznala tobie racje w duszy,
Juz, choc sie burzy, i w niej cos sie kruszy
"A nuz sie nigdy nie doczekam meza?"
Pomysli sobie i wnet przezwycieza
Swa dawna skromnosc. Podczas jej wahania
Niech twa wymowa czary jej odslania
Cudnej milosci. Slów pieknych nie zaluj
A przytem tul ja i caluj i caluj.
A gdy obejmiesz ja, niech dobrze czuje,
Ze warto z twoim zapoznac sie chujem.
Niech stoi ciagle, kiedy ja przyciskasz,
Na tym nie stracisz nigdy, jeszcze zyskasz.
W tym bowiem wieku panna jest jak sloma,
Chuj twój zas iskra, gdy pieszczot lakoma
Czuje te iskre pod soba, juz plonie.
Steskniona cipka teskni i lgnie do niej.
Pamietaj o tem, ze ma lat trzydziesci,
Ze kilkanascie lat juz sie w niej miesci
Za meskim czlonkiem straszne pozadanie,
Ze wprawdzie kutas jest nowoscia dla niej,
Bo przez wstyd cipki mu swej nie oddala,
Lecz o jebaniu mase juz slyszala;
Wie przeciez dobrze od swych kolezanek,
Jakim jest jednej maz, drugiej kochanek,
I ile razy który, która piesci,
Tak latwo wierny jest umysl niewiesci
Ze jedna drugiej wierzac w "przyjazn" wielka,
"Skrycie" wyjawi tajemnice wszelka,
Tej pannie przeto, nie sama madroscia
Imponuj, ale najbardziej meskoscia.
Niech ciagle chuja czuje ta panienka,
Mów, ze ja ciagle nosilbys na rekach,
Ze twych rywali siekalbys, szatkowal,
Ze wciaz bys piescil ja i wciaz calowal.
Gdy troche zmieknie z calkiem skromnym gestem
Pod jakimkolwiek zapros ja pretekstem
Do pomieszczenia swego, powód plytki
Moze byc calkiem, niby masz zabytki
Jakies po dziadkach: waze, porcelane,
Czy cos innego, sposoby to znane,
Ale konieczne, to pewne jest bowiem,
Ze ogladanie ani jest jej w glowie,
Ze wie dokladnie co jej proponujesz.
I gdy dojrzala juz sie wtedy czuje,
Aby móc ulec (o czem i ty panie
Masz chyba przedtem wyrobione zdanie),
Przyjdzie do ciebie! Wówczas juz jej cialo
Do ciebie pewnie bedzie nalezalo,
Gdy próg przekroczy - Juz jakbys ja jebal,
Lecz i tu wiele ostroznosci trzeba,
Gdyz ja traktowac musisz i jej szparke
Tak jak mlodziutka calkiem pensjonarke,
O której w pierwszym czytales rozdziale.
Zapomnij wtedy o dzikim zapale,
Nie badz gwaltowny, za meski, za szybki.
Za pierwszym razem jej stesknionej cipki
Nie rozprawiczaj, niechaj jeszcze posci,
A gdy kutasa juz w rzeczywistosci
Nie z opowiadan pozna... jaki dlugi
Twardy i piekny, nawet juz nie czekaj,
Przyjdzie do ciebie... wtedy juz nie czekaj,
Tylko ja piesc, caluj, troszke niby zwlekaj,
Lecz ze sie wsciekac bedzie juz jej picza,
Najdelikatniej picze rozprawiczaj.
Ona juz sama, wstydliwie, pomalu,
Szepnie ci czule "ach, ach, bierz mnie cala".
Ksiega III
Jeszcze jest w koncu kobiet trzy rodzaje.
Z tymi sie jednak rade latwiej daje.
Przewaznie z nimi bywa proces krótki,
Sa to: mezatki, wdowy i rozwódki.
Zaczne od pierwszych, bo to najtrudniejsze,
I z wszystkich kobiet najniebezpieczniejsze,
Jako ze w trójke flirt jest zwykle przykry.
Tu trzeba prawo stosowac "mimikry"
Jak u owadów, ten sposób, mój panie,
Sposób wspanialy to... "upodobanie"
Polega na tym, ze kiedy juz spotkasz
Mezatke, której przewspaniala potka
Podoba ci sie w myslach, gdy ja jebac
Pragniesz koniecznie, na gwalt, wtedy trzeba
Zmienic sie calkiem, az do niepoznania.
Musisz jej wszelkie znac upodobania,
Zwyczaje, gusty, marzenia, nawyczki,
Ile mniej wiecej trzeba dla jej piczki
Namachów machnac i wszystkie zwyczaje
Przejac na siebie, niechaj jej sie zdaje,
Ze nie istnieje na swiecie mezczyzna,
Który tak na niej dokladnie sie wyzna
Jak ty, ze wspólnie macie wszystkie gusta,
Ze ja oceniasz (kobieta jest pusta
Kazda), ze racje przyznasz jej co rzadko
U mezczyzn bywa i w kazdym wypadku
Wierz jej, ze maz jej nie rozumie wcale,
Kochaj jej koty, kapelusze, szale,
Kobiety tego sluchac bardzo rade,
Potrój w jej mezu kazda mala wade,
Która u niego spostrzegla i tobie
Opowiedziala, wzdychaj przy tem sobie,
Aby myslala, zes ty inny zgola...
Mów, ze pracowac chcialbys w pocie czola
Jak chlop u pluga, jak byk, czy tez walach,
By ona wszystko u stóp swoich miala!
O przyjaciólkach jej, tak chytrosc kaze,
Mów, ze we wszystkim nie jest im do twarzy
I mów, (choc nieraz bierze cie cholera)
Ze tylko ona z gustem sie ubiera.
W ten sposób jeno bardzo zatwardziala
Mezatka nabrac by ci sie nie dala.
Sa to wyjatki, a tych bardzo malo,
W malzenstwie przeciez szybko z idealu
Maz sie zwyczajnym staje smiertelnikiem,
Wady ma kazdy, i on ma pewnikiem,
Lecz te co przedtem nieznaczne sie zdaja,
W malzenstwie szybko sie wyolbrzymiaja
I wnet w pozycie wprowadzaja zamet.
Chocby najwiekszy maz mial temperament,
Nie bedzie jebal co dzien wlasnej zony,
Musialby bardzo byc ograniczony
Lub niewybredny, gdyby na obiedzie
Proszonym, zawsze bral na przyklad sledzie,
A pozostawil szynki czy sardynki.
O chuja prosza sie sliczne dziewczynki
I obiecuja dac rozkosz bez miary,
A on ma wkladac go do jednej szpary?
Gdyby zas nawet ochoty nie zdradzal,
Ograniczona jest kutasa wladza.
Gdy wrecz przeciwnie, cipka rozbudzona
Zawsze i wszedzie jest nienasycona.
Jesli zas twoja wybrana mezatka
Teskni za chujem, bo jej maz nie zatka
Codziennie piczki lub by choc bez zdrady
Odkrywa w mezu swym przerózne wady,
A w tobie widzi ideal, sumienie
(Które u niewiast nie jest w wielkiej cenie)
Latwo oszuka i wnet bedzie twoja.
Jesli mezatke masz juz w swym pokoju,
Nie stosuj mojej poprzedniej metody,
Tej do prawiczek, pensjonarek mlodych;
Kiepem bys zostal, a to przykro przecie,
Nie przyszla by juz nigdy za nic w swiecie
Znowu di ciebie, zowiac cie idiota.
Wiedz, ze jedynie przyszla do cie po to,
Abys ja jebal, ze innych zamiarów
Nie miala - Jebal tak jak pulk huzarów,
Jak byk, jak ogier. Gdy wiec próg przekroczy,
Mozesz jak wariat, jak dziki przyskoczyc,
Wpól ja uchwycic, wbic sie w usta, w wargi,
Nieczuly wcale na falszywe skargi:
"Com ja zrobila?... Co pan mysli sobie!"
Caluj ja strasznie i piesc cyce obie,
Ale przez suknie... Jest wielka róznic
W postepowaniu tu, a przy dziewicach.
Prawiczka, jesli juz próg twój przestapi,
Ogladac cialka tobie nie poskapi,
To dla niej nowosc, cos jak u bachora
Z przeciwna plcia zabawa w doktora,
Albo zabawa druga: W tate - mame,
Kiedy sie dzieci pozostawi same.
Mezatka jeszcze niby z swem sumieniem
Walczy, chce gwaltem, abys mial ja w cenie,
Wiec tez na pózniej zostaw rozbieranie.
Kutasa widziec, to nie nowosc dla niej.
Ty wolisz takze wpierw jebac niz patrzec,
Szepcac jej w uszko slówka jak najrzadsze,
I wciaz calujac oczy, usta, uszka,
Nieznacznie zblizaj sie ciagle do lózka.
Ona nie powie na to nic, badz pewny,
Calusów dajac tobie deszcz ulewny,
Potem od razu ja przewróc na loze,
Lub na kanape, co wygodniej moze,
Suknia do góry, spodnie na dól, szybko,
Minute tylko pobaw sie jej cipka
I jeb jak wsciekly, jesli zas mój mily
(A to potrzeba) masz ku temu sily -
Gdy raz sie spuscisz nie wyjmuj kutasa.
Niech ci nie mieknie calkiem, lecz niech hasa.
Dalej w poteczce, niech zostanie w srodku,
Az znów stwardnieje i obracac potke
Zacznie na nowo - wówczas z spermy struga
Nowa - poczekac mozesz bardzo dlugo;
Jesli poczujesz, ze juz z jader goni,
Wyjmij kutasa i przytrzymaj w dloni -
Potem znów wracaj i wal z calej sily -
Dla dziewic krótki stosunek jest mily,
Bo jest bolesny, lecz dla doswiadczonych
Cipek najlepszy bylby nieskonczony.
Ksiega IV
Zostaly jeszcze rozwódki i wdowy.
Z nimi najlatwiej "u nich chleb gotowy".
Jak stare jakies powiada przyslowie,
Latwiej jak innym zawrócic im w glowie.
Jesli w dodatku twa piekna wybrana
Jakis czas dluzszy nie byla jebana,
Latwo ja zdobyc, kazda bowiem potka,
Gdy juz dostala raz chuja do srodka,
Tesknic juz bedzie za nim cale zycie,
Zawsze o twardej marzyc bedzie pycie.
Wyjatek tylko stanowia kobiety,
Które to, zdarza sie nieraz niestety,
Glupcy mezczyzni do chuja zrazili.
W najsubtelniejszej bowiem wlasnie chwili
Dla kobiet, w nocy poslubnej jak chamy
Rozprawiczali brutalnie swe damy,
Brudzac nikczemnie szaty idealów,
Jakby w malzenstwie czasu mieli malo,
Aby swe zony nauczyc tesknoty
Za meskim czlonkiem, tu nie mówie o tych,
Gdyz te zrazone sa na cale zycie,
Lecz inne wszystkie marza o tym skrycie,
O tegich chujach, które by jebaly
Samotne cipki ich przez zywot caly.
Przy wdowach przeto, jako tez rozwódkach,
Nic sie sympatii bardzo latwo utka,
I choc "mimikry" takze trzeba prawo
Stosowac do nich, lecz z jebania sprawa
Najmniej sie zawsze miewa ceregieli
Ze wszystkich kobiet, czasem tylko strzeli
Którejs do glowy, aby sie opierac,
Mysl taka jednak nigdy nie jest szczera,
Ni dlugotrwala, zawsze chuj ja neci,
Bo jej poprzedni pozostal w pamieci.
Groza ci wprawdzie, lecz wyjscie mozliwe
Masz jeszcze, zadnej bowiem "nieszczesliwej"
Wtedy juz nie ma, przeciwnie, ty schnacej
Z tesknoty cipce, w sprawie tryskajacej
Przyniosles szczescie.
Moral
Najwazniejsza rada,
Która na koniec dlatego wykladam:
Nie chodz do kurwy, chociazbys z pragnienia
Usychal, tego czarciego nasienia
Unikaj zawsze, chocby kapucyna
Przyszlo ci urznac, z nimi nie zaczynaj.
Wiedz, ze kloaka jest kurewska potka,
Ze chuja wsadzilbys jak do wychodka,
Bo kazdy, nawet najwstretniejsze chuje,
Jak do kanalu, z chuja do niej pluje,
A chuj twój godny jest chyba salonu.
Jakzebys potem mógl puscic sie z zona
I do jej czystej, rozkosznej poteczki
Wsadzac brudasa, co z smierdzacej beczki
Pil swinska rozkosz. Z tej ohydnej misy
Wyniesiesz trypry, szankry, syfilisy,
I jako czlowiek bedziesz upodlony.
Czy dla kochanki, czyli tez dla zony -
Tak dla mezatki, jak dla wdowy, panny,
W czystosci chowaj chuja nienagannej,
Myj wiec go co dzien, by sie ser nie tworzyl,
A bedziesz zdrowo i dlugo chedozyl.
Domyslanka
Dokoncz niedokonczone zdania mkarwanie
Waska sciezka przez ogródek
zapie....... krasnoludek
Dokad idziesz mój malutki
Na meline szukac wódki
Kon go skopal byk go zje......
Nikt biedaka nie pogrzebal
Wiatr mu nawial lisci kupe
spij biedaku h..... ci w du......
Poprzez laki poprzez pola
idzie sobie Ala, Ola
A za nimi cala klasa
Ciagnie Asa za Ku........
Do biedronki przyszedl mis
W okieneczko pys, pys, pys
Na to rzecze mu biedronka
Wypie........ dzis mam baka
Ujeb....a misia osa
O ty kurwo zlotowlosa
za te bable na mym, nosie
czekaj kurwo pokaz no sie
Ujeb.....a misia pszczola
O ty kur..... misiu wola
Za te meki za te bule
Roz............... wszystkie ule
Idzie pajak po futrynie
dokad idziesz skór.........
Bo tam w kacie lezy mucha
Wlasnie ide ja wyru.......
Przez ogródki i trawniki
zapie........ myszka Miki
za nia Donald glosno sapie
Czekaj kur..... jak cie zlapie
Idzie chrabaszcz po podlodze
nie przepusci ni stonodze
A jak spotka karalucha
Karalucha tez wyr........
Reduta Ordona
Nam strzelac nie kazano.
Wstapilem na dzialo,
Spojrzalem na pole
O ja pierdole.
Saska kepa zielenieje
Tancza kurwy i zlodzieje
Milionerzy i gangsterzy
Prostytutki i rozwódki
Kurwa palto ma rozdarte
Pantofelki chuja warte
Przyszedl rycerz w pieknej szacie
Kazal wszystkim sciagnac gacie
A jak ktos nie sciagnie gaci
To mu chuja utna kaci
Wnet ksiezniczka tam sie zjawia
I sekrety im objawia
Jak pierdolic na stojaco
By nie bylo za goraco
Zaraz to na niej spróbowal ten
Skurwysyn co sie schowal
Publicznie ksiezniczke jebie
Bo to bylo dzis w potrzebie
Ksiaze widzi zamieszanie
A ze mile mu jebanie
Mówi dziewce - kurwo stara
Ja wyrucham cie tu zaraz
Pod publiczne to jebanie
Ksiadz odprawia swe kazanie
Nie pierdolta sie ludziska
Bo sie z zalu serce sciska
Ksiadz do nieba modly wznosi
By przestali chce ich prosic
Az tu jakas kurwa stara
Ksiedzu obciagac sie stara
Taka kurwa nie popusci
I wytrzyma az sie spusci
Gdzies tam w rogu kosciuszkowiec
Tez pierdolil, bo byl wdowiec
Nie zdradza nieboszczki zony
Bo zalozyl trzy kondony
Lecz tak szybko ruszal malym
Ze kondony popekaly
A miliarder w pieknym gescie
Sciagnal majtki swe w protescie
Widzac kat te machinacje
Ucial chuja i mial racje
Bo za forse nie jebanie
Lepiej darmo sie dostanie
Gangster choc ma forsy kupe
Woli darmo jebac w dupe
Zlodziej z okazji korzysta
Ciagle kradnie w rytmie twista
Sciagnal kurwie z cycków stanik
Choc by sama dala za nic
Ksiedzu habit podpierdolil
Gdy sie ten spokojnie golil
Lecz gdy spojrzal on na zbója
Ucial se z wrazenia chuja
Saska kepa zielenieje
Patrzcie ludzie co sie dzieje
Tam rozwódka sie pierdoli
Sto numerów i nie boli
Bo ma pizde jak kapelusz
Na raz potrzebuje wielu
Wiec ja pieciu na raz sciska
Wklada flaszke do pizdziska
I dopiero z flaszki boku
Wklada chuja jej do kroku
W innym kacie jakas kurwa
Ciagla chuja az sie urwal
Teraz flakiem sie brandzluje
Bo to lepiej jej smakuje.
Patrze na to wszystko z góry
Czarne nadplywaja chmury
Od pioruna blaskiem bilo
I jebanie sie skonczylo
Teraz leza tylko trupy
W jasnym sloncu lsnia im dupy
"Alexander Sharon" <a.sh...@shaw.ca> wrote
in message news:Y6uIc.1012078$Pk3.44238@pd7tw1no...
Proba psychologiczna: Ross oczywiscie nie powinien czytac klasycznej
polskiej poezji erotycznej, nie pozwola mu wszak na to pruderyjne wychowanie
perelowskie.
Ale jestem jednak ciekaw czy nie zaglada p. Ross pzrez dziurke do klucza.
Jak sie on odezwie na ten posting, znaczy, ze jednak zaglada, a jak nie, to
znaczy ze nie czyta, albo czyta i nie chce stara kurwa sie przyznac, i szlag
go trafia, ze nie moze sie odezwac, gdyz sie przyzna.
Wot dylema dla kutasa Rossa. Prawdziwy Catch 22.
Murzynek Bambo
Murzynek Bambo w Afryce mieszka
Czarna ma skóre ten nasz kolezka
Czarne ma wszystko tu nikt nie buja
Nawet jak sadze czarnego chuja
Uczy sie pilnie przez cale ranki
Jak dobrze jebac panny kochanki
Az mama wola Bambo, chlopaku
Ty mój malutki czarny jebaku
Jak ze sie synu o ciebie nie bac
Ty mi sie mozesz na smierc zajebac
Lecz Bambo wcale nie slucha mamy
Ten maly, czarny jebak kochany
A chuj mu sterczy niby rusznica
Nie jedna pod nim jeczy dziewica
Tak przepierdolil wiele dziewczynek
Nasz dzielny Bambo, Bambo murzynek
Az w koncu stwierdzil to bez zdziwienia
Ze brak juz panien do pierdolenia
I znów nie slucha Bambo swej mamy
Zabraklo cnotek, poszedl do bramy
Az pewnej nocy nasze Bambisko
Spotkalo Koki, wielkie kurwisko
Które codziennie, bez mala stale
Pizda swedziala i co tam dalej
Lecz tym sie Bambo nic nie przejmuje
Siega pociera, chuja wyjmuje
I z miejsca kurwie Koki dorypal
Ze az sie z pizdy snop iskier sypal
Juz dzien przeminal, jebie noc cala
A Koki wola wciaz malo, malo
Az po tygodniu murzynek mily
Stwierdzil ze brak mu po prostu sily
U Koki piersi twarde jak skala
Wary na pizdzie mocno nabrzmialy
I jest jak posag wciaz niezwyciezona
A biedny Bambo juz prawie kona
Wtem slowa matki znowu zabrzmialy
" Ty sie zajebiesz mój Bambo maly "
Lecz nie pomogly matki blagania
Koki zagania wciaz do jebania
Koki nadstawia ciegle pizdzisko
Cofa do tylu, podstawia blisko
Prezy sie, kurczy jak weza cialo
A usta szepcza wciaz malo, malo
Na prózno Bambo murzynek mily
Chce je wykonczyc, lecz brak mu sily
Tego tez bowiem juz nie dokonal
gdyz na piersisku u Koko skonal.
Alfonsowi stoi pala
kurwa idzie naga cala.
Z lekka mu sie kutas buja
Alfons w szprychy wlozyl chuja
Przyjechali do hotelu
gdzie juz gosci bylo wielu
Jest staruszek z zona mala
jest i mlodzian z wielka pala
Wiec usiedli wokól stola
Pedal juz kelnera wola,
Smaruj dupe panie bracie
zaraz bedziesz na warsztacie
W kacie siedzi sobie mlodzian
i w koszule bedzie odzian
on nie pije wódki, wina
woli trzepac kapucyna
Mili ludzie co czytacie
pole do popisu macie
Wiec zdejmujcie swe odzienie
bierzcie sie za pierdolenie
:-)))))))))))))))))))))
Tak zwany "panie" Sharon, - na prozno starasz sie wymazac
wulgarne plamy jakie pozostawiles za soba na soc.culture.polish.
Niczego nie rozumiesz. Nie jestes w stanie pojac jaka
krzywde sobie wyrzadziles. Twoja glupota przyciska
cie swoim ciezarem. A ty miotasz sie, na prozno szukajac
wyjscia z blednego kola uplecionego z twojej glupoty
i wulgaryzmow.
W ustach Wieszczow przypadkowy, czy zamierzony
nawet czasem, frywolny wulgaryzm brzmi jak poryw
wiatru wsrod nocy... W twoich tekstach wulgaryzm
nie jest niczym innym - jak tylko swinskim wulgaryzmem.
Nie sil sie wiec na puszczanie tu, w swojej obronie,
sprosnych rymow.- Swojej wulgarnej natury niczyja
poezja czy rymami nie upieknisz, nie umaisz.....;-)
Pozostaniesz tym czy jestes - po prostu glupcem
i Sharonem - synonimem sciepwych wulgaryzmow -
tak jak twoj przyjaciel Edzius Lewandsowski.
Urodziles sie z garbem i garbate formy "tworzysz"
ktore o dziwo przypadaja nawet niektorym do gustu.
Oto przyklady, jak zapomiales:
http://tinyurl.com/3cdk7
http://tinyurl.com/2rjp6
http://tinyurl.com/2talh
http://tinyurl.com/2hcuq
http://tinyurl.com/2v4rf
Alem cie wpierniczyl w talmudyczna kropke ; -)))
Ni tuda i ni siuda ;-)))
Wysrasz sie i z niej caly nie wyjdziesz. Zacznij studiowac Talmud, jolopie,
tam znajduja sie wszelakie rozwiazania na rozne okazje zyciowe.
Rowniez na taka w jaka cie zapedzilem.
Narazie to zgrzytaj zebami. Zapomnilaem tobnie powiedzec, ze niczego nie
odwoluje. Takie juz jest zycie Rossie.
"Ja nikogo nie zaczepiam pierwszy. Oddaje sie z nadwyzka...", jak powiadasz
pzry kazdej okazji. Nauka nie poszla w las, chamie.
"Alexander Sharon" <a.sh...@shaw.ca> wrote in message
news:9iuIc.1012126$Pk3.855514@pd7tw1no...
Tytul 9 go odcinka brmial:
"Polska Poezja erotyczna (9) dla p. Rossa - Murzynek Bambo".
I w tym odcinku pzreznaczonym dla ciebie gdyz o Afryce prawie, postawilem
pzred toba dylemat talmudyczny:
Proba psychologiczna: Ross oczywiscie nie powinien czytac klasycznej
polskiej poezji erotycznej, nie pozwola mu wszak na to pruderyjne wychowanie
perelowskie.
Ale jestem jednak ciekaw czy nie zaglada p. Ross pzrez dziurke do klucza.
Jak sie on odezwie na ten posting, znaczy, ze jednak zaglada, a jak nie, to
znaczy ze nie czyta, albo czyta i nie chce stara kurwa sie przyznac, i szlag
go trafia, ze nie moze sie odezwac, gdyz sie przyzna.
--------------------------------------------------------------------
Jestes zaklamana hipokrytyczna kutwa, Rossie. Nie potrafiles nie czytac tego
postingo, sam tytul by cie wpakowal w pulapke. Jestes jednak na tyle glupi,
ze nie potrafiles trzymac morde w kubel, gdyz z tego catch 22 nie ma innego
wyjscia - taka juz jest twoja pieniacz natura ze musisz jedorzyc :-))))))))
Dlazcego pan, panie Roiss czyta wulgaryzmy polskiej poezji, j jezeli pan sie
sprzeciwia jakikolwiek wylgaryzmom. Hipokryzja. zaklamana perrelowska
pruderia? Coz to jest panie Ross?
JD Ross" <j...@world.net> wrote in message
news:2lffqiF...@uni-berlin.de...
============
Przypominam, ze ze wisi nad toba nie odwolane pomowienie:
Na temat antysemickiego incydentu. A moze rzeczywiscie
http://www.wiesenthal.com/ bedzie tym zainteresowane jak
to dzielnie starasz sie przysparzac Zydom przyjaciol na
polskiej grupie internetowej. Ten posting nalezy odwolac.
Im szybciej tym lepiej....
============
From: Alexander Sharon (a.sh...@shaw.ca)
Subject: Re: Prasowka
Newsgroups: soc.culture.polish
Date: 2003-10-08 14:58:18 PST
Ten Jerychiwski Ross to rzeczywiscie wyjatkowo pieprzeniety.
Gowniarz lazi z napisem "Jude raus", a Zydzi maja sie z nim za to jednac?
W morde go.
Rossizm, psia jucha. Jedrychowszczyzna.[copyright]
===============
Ale do tematu...
============
Przypominam, ze wisi nad toba nie odwolane pomowienie
na temat antysemickiego incydentu. A moze rzeczywiscie
http://www.wiesenthal.com/ bedzie tym zainteresowane jak
to dzielnie starasz sie przysparzac Zydom przyjaciol na
polskiej grupie internetowej. Ten posting nalezy odwolac.
Im szybciej tym lepiej....
Smiechu warte.
To jakby anysemita wybieral sie do Waszego Nocnika (czyli "Naszego
Dziennika") ze skarga na wydrukowane tam antysemickie paszkwile Nowaka
Ten zas posting stoi tak jak jest i jak sie zjawisz w piekle, to ci go
pokaza jako kwit.
"JD Ross" <j...@world.net> wrote in message
news:2lfjcjF...@uni-berlin.de...
Przypominam, ze wisi nad toba nie odwolane pomowienie
na temat antysemickiego incydentu. A moze rzeczywiscie
http://www.wiesenthal.com/ bedzie tym zainteresowane jak
to dzielnie starasz sie przysparzac Zydom przyjaciol na
polskiej grupie internetowej. Ten posting nalezy odwolac.
Im szybciej tym lepiej.... Bedziesz miec spokoj.
"Alexander Sharon" <a.sh...@shaw.ca> wrote in message
news:01xIc.80935$WB5.36959@pd7tw2no...
Jestem od lat kontrybutorem i wolontarjuszem Centrum. Podziel sie wiec co ty
nagle wiesz o jakies "sytuacji" jaka zainteresowane jest Centrum o czym ja
sie jeszcce nie dowiedzialem.
Ty zawsze blefujesz?
czego ja nieiwem na temat entrum
>Opowiedz mi jakt centrum jest
> Myslalem nawet, ze twoja nagla zmiana ducha od wulgarnosci do
> poezji - mogla miec z tym zwiazek. Ale nie sadze...;-)
Zabilem ci cwoka w leb. Cala twoja i karawanowa propaganda skierowana
przeciwko wulgarnosci wziela w leb kiedy wyciagnalem kilka wycinkow poezji
polskiej w ktorych pruderyjnie przez Ross & Co, okreslana wulgarnosc jest
znana jako erotyczna poezja.
Swiezy podmuch wiatru.... :-)))
> Jak sobie poczytaja i postudiuja twoje "perelki" to moze
> dobrze wplynac na wlasciwe ulozenie stosunkow
> miedzy nami.
Stosunki miedzy nami? . Ja mam tak sam srtosunek do ciebie jak mialem kiedys
do ZMS i PZPR - ja was serdecznie pierodle.
> Odpowiedzialnosc za slowa -to
> bardzo wazna rzecz. A u ciebie Olus - ksywka Sharon
> lagarzu - i pomamwiaczu - brak tej odpowiedzialnosci.
Ucz swoje wnuki idioto.
> Przypominam, ze wisi nad toba nie odwolane pomowienie
> na temat antysemickiego incydentu. A moze rzeczywiscie
> http://www.wiesenthal.com/ bedzie tym zainteresowane jak
> to dzielnie starasz sie przysparzac Zydom przyjaciol na
> polskiej grupie internetowej. Ten posting nalezy odwolac.
> Im szybciej tym lepiej.... Bedziesz miec spokoj.
>
> http://tinyurl.com/5vhbx
Co ma wisiec Ross, to nie utonie. Bedzie wisiec madal. I co ty mi sieroto
zrobisz?
Rzadko bluffuje...;-)
A jezeli juz - to z reguly nikt o tym nie wie tylko ja.
"Alexander Sharon" <a.sh...@shaw.ca> wrote in message
news:C2yIc.1013241$Pk3.363429@pd7tw1no...