>moim zdaniem jedynym powodem dla ktorego pojawiaja sie takie pomysly w
>rodzaju ''cenzurowanie internetu'' jest wlasnie poczucie zagrozenia
>przez establishment polityczny/ gospodarczy
Właśnie to mam na myśli - internet stał się (czy też staje się w coraz
większym stopniu) ogromnym forum na jakim dochodzi do wymiany myśli,
poglądów itd. poza głównym i kontrolowanym obiegiem informacji. Dziś,
żeby założyć stronę w internecie nie potrzeba 20 milionów złotych jak
na dziennik drukowany, czy nie wiadomo jak wiele milionów na TV +
koncesja od tawariszczy.
Demokracja to w istocie mediokracja - rządy sprawuje ten, kogo widać
w mediach. Polityk, który zostałby przez media olany, totalnie
zamilczany nie ma szansy wygrać wyborów. Już nawet krytyczne mówienie
o kimś, ale jednak mówienie napędza mu poparcie. Ale jak kogoś nie ma
w TV, to nie ma go w ogóle.
Z biegiem lat punkt ciężkości może zostać przeniesiony na sieć, albo
chociaż zyska ona na znaczeniu w stopniu znacznie większym niż
dzisiaj. A wtedy na wynik wyborów będą mogły mieć wpływ "siły"
znajdujące się poza kontrolą szeroko pojętego establishmentu, wtedy
przyjdzie czas na cenzurę.
A co do cenzury za nieprawomyślne poglądy, to pojawi się to niejako
obok tego, o czym piszemy wyżej. Wyśmiewasz to i zbywasz,
niesłusznie. Zastanów się, czy gdybym CI 10 lat temu powiedział, że za
kilka lat w Europie ludzie będą skazywani na więzienie za opinie
sprzeczne z jedyną słuszną prawdą o homoseksualizmie jaką dysponują
totalniacy z LGBT i innych tego typu bojówek?
To co nazywamy demokracją opartą na wolności słowa powoli zaczyna
dryfować w kierunku nowego totalitaryzmu, opartego na kulcie jedynych
słusznych poglądów. W publicznym dyskursie już dziś bezlitośnie
tępione są wszelkie nieprawomyślne poglądy, i to zjawisko coraz
bardziej się rozkręca, za kilka lat możemy się zdziwić co nam demos a
raczej "euros" zgotuje.