> jednak i tak musze sie nie zgodzic z tym co piszesz. tzn nie podoba mi
> sie to, ze roznicujesz ludzi ze wzgledu na to z jakiego kraju
> pochodza, a co za tym prezentujesz myslenie typu: Ukrainiec dobry,
> Somalijczyk zly.
Hola, hola, czy ja napisałem coś takiego? Nie przypominam sobie! Albo
czy napisałem coś, z czego można by wywnioskować taki podział na
"dobrych" i "złych". Absolutnie nie! Tu nie chodzi o żaden rasizm,
nienawiść, nie chodzi też o wartościowanie kultur (i ras) pod względem
cech charakterystycznych, problem leży zupełnie gdzie indziej.
Muzłumanie należą do innej kultury, nie wartościuje, czy lepszej czy
gorszej, po prostu do innej. I my należymy do innej kultury, nasze
kultury więcej dzieli niż łączy (gdyby było inaczej należelibyśmy do
tego samego kręgu kulturowego). Trwa konflikt pomiędzy naszymi
kulturami, coś na kształt właśnie jak pisze Huntington "wojny
cywilizacji". Tu nie chodzi o to, że Arabowie są "źli", problem polega
na tym, że ich kultura ma charakter inwazyjny i wrogi naszej kulturze.
Te kultury nie mogą ze sobą koegzystować w ramach jednej zbiorowości,
to po prostu nie jest możliwe. Przesłanki na jakich opiera się
ideologia multikulti są po prostu fałszywe.
Oni ta swoją kulturę chcą zaszczepić (już to zrobili) u nas, co więcej
z naszą pomocą (o braku sprzeciwu w ogóle nie wspominając). A ich
kultura jest śmiercią naszej kultury, po prostu nie mogą egzystować
razem, ktoś musi ustąpić. Ideologia multikulti może przybrać dwie
formy (moim zdaniem) mianowicie założenia, że:
1) kultury mogą funkcjonować obok siebie w ramach jednej zbiorowości
2) kultury mogą przekształcić się w jedną, inną niż pierwotne "kulturę
multikulturalną" (jakkolwiek by to nie zabrzmiało)
Oba te założenie są fałszywe, są to natchnione pomysły różnych ślepych
na rzeczywistość lewackich farmazonów. A rzeczywistość brutalnie
weryfikuje te deliria. Kultury nie koegzystują, dochodzi do izolacji
rożnych kultur w ramach zbiorowości, napięć, sprzecznych interesów
itd. Odpowiedzią na wszelkie napięcia społeczne jest oczywiście
rzekomy rasizm białych, który obecnie polega już chyba tylko na tym,
że nie padają oni na ziemię przed każdym napotkanym kolorowym.
I teraz reasumując problem z Muzłumanami polega na tym, że stanowią
dla nas zagrożenie. Natomiast emigranci z europy wschodniej (nalezą do
naszej kultury) nie stanowią dla nas zagrożenia wcale, a raczej
stanowią, ale o wiele, wiele mniejsze niż Muzłumanie. A podstawowym
celem naszej kultury jest przetrwanie. Europa ma pozostać Europą a nie
przekształcić się w jakiś Kalifat. Ten pogląd jest nie do
zaakceptowania dla tych, którzy wierzą w możliwość trwałej, pokojowej
koegzystencji kultur. Ale tak jak pisałem, oni są ślepi na
rzeczywistość, nie dostrzegają, że to nie działa, a co gorsza budować
multikulturowość chcą TYLKO na bazie ustępstw z naszej strony, czyli
wyrzekania się swojej tożsamości przez cywilizację zachodu.
Wykorzystują w charakterze broni przede wszystkim nowomowę politycznej
poprawności i oskarżenie o rasizm. Ale to na razie zostawmy.
Jak znajdę czas to zbiorę znane mi aberracje zachodniej cywilizacji i
przykłady usłużnego serwilizmu wobec emigrantów i ich kultury. Tytułem
przykładu podam na razie pomysł, aby prawem obowiązującym Muzłumanów
był Szariat (powrót do zasady osobowości prawa, ciekawe jak by to
miało wyglądać w praktyce wg. autorów), pomysł znany ze Szwecji i
Holandii. Druga kwestia, to aprobata włoskiego związku lekarzy dla
praktyk obrzezania kobiet (jak ktoś nie wie na czym polega ta okrutna
praktyka, to polecam się zapoznać) na terenie Włoch. Pozostawiając
ostatnią kwestię bez komentarza pozostaje mi zadać sobie pytanie,
kiedy Włosi zaakceptują obcinanie rąk za kradzież.
>wiem, ze czasami ksenofobia i brak otwarcia na ''innosc'' przychodzi
>latwiej, niz dojscie do rozwiazania, ktore by zadowolilo wszystkich, a
>do takiego celu wlasnie dazymy.
Zastanawiam się, czy naprawdę w to wierzysz...
Nie ma i nigdy nie będzie rozwiązanie, które zadowoli wszystkich.
Uświadom sobie, że Muzłumanie nie ukrywają, że ich celem jest wyparcie
"niewiernych" z ich krajów i zawojowanie Europy. Ich cele i
elementarne pragnienie człowieka zachodu do spokojnej egzystencji z
głową schowaną w piasku są ze sobą sprzeczne. Nasz program minimum -
spokojna egzystencja obok nich, już kłóci się z ich celami. Oczywiście
konflikt nie zawsze obraca się w okół kwestii wojny cywilizacji,
często chodzi o kwestie o wiele bardziej przyziemne jak choćby żądania
Arabów, ażeby biali utrzymywali ich i ich rodziny i niezadowolenie
białego z powodu tego, że on haruje dzień i noc a i tak zarabia mniej
niż bezrobotny kolorowy sąsiad wyciąga z opieki społecznej (na koszt
białego oczywiście). Oczywiście postawę białego zawsze można nazwać
ksenofobią i brakiem otwartości na inność, zawsze, obojętnie co by
biały nie zrobił, zawsze winny jest on! Bo jest rasistą, natywistą,
faszystą itd.
>zamiast wysuwac argumenty, ktore rzekomo stwierdzaja poziom
>inteligencji z rasa, albo religia, lepiej byloby sie zastanowic jak
>mozna takich ludzi przyblizyc naszemu spoleczenstwu. lepiej zapobiegac
>wykluczeniu i dyskryminacji, a nie po fakcie martwic sie co ''moglismy
>kiedys zrobic lepiej''. trzeba powiedziec ''co mozemy zrobic'', nie
>moglismy.
Tworzy się tysiąc i jeden instrumentów za pomocą których ułatwia się
im asymilację z nami, gdyby chcieli się asymilować, to by się już
dawno zasymilowali. Przecież w wielu krajach, co sam przyznajesz i
opowiadasz, sytuacja imigrantów jest skrajnie korzystna, dostaję wiele
od państwa (tych wstrętnych białych) po prostu za darmo. Moim zdaniem
to sprzeczne z zasada równości, to dyskryminacja białych. Ale mimo
wielu przywilejów oni i tak nie chcą się asymilować. Pomysł
multikulturalności oparty albo na założeniu, że kultury żyją w
koegzystencji, albo przekształcają się w syntetyczną nową
"multikulturę" się nie sprawdza, jak zresztą większość pomysłów z
zakresu inżynierii społecznej.
Zrozum, powoli przestajemy borykać się z "problemem", już wkrótce
możemy walczyć o przetrwanie nas i naszej kultury. A skoro nie ma
wątpliwości, że oni nie zamierzają się z nami asymilować, należy
przestać pozwalać im się u nas osiedlać. A co robi UE? Opracowuje
kolejny ambitny "plan pięcioletni" obejmujący zalecenie (nakaz?),
zakładające, że każdego roku osiedli się w UE milion emigrantów z
krajów III swiata, przy jednoczesnym... ograniczeniu imigracji z
Europy wschodniej!!
>sadze, ze trzeba rozpoczac dyskusje, wyjsc z takiego punktu co nas
>laczy, a nie dzieli. mysle, ze najpierw powinnismy ustalic czym jest
>''dobro wspolne'' o ktore powinnismy dbac i jak wlaczyc w to owych
>''obcych''.
Problem polega na tym, że dyskusja sprowadza się JEDYNIE do tego co
nas łączy, a łączy nas coraz mniej... Na temat tego co nas dzieli już
mówić nie można, bo to faszyzm, nazizm, itd. Adrian, przecież gdyby
ktoś opublikował to, co ja napisałem gdzieś w Europie zachodniej, to
zostałby zlinczowany jako "rasista". Do tego właśnie sprowadza się
dyskusja nad tym tematem. A wszystko zaczęło się właśnie od pomysłu
ażeby dyskutować nad tym, co nas łączy...
Natomiast dobro wspólne każdy definiuje w inny sposób. Ba, nawet w
ramach wspólnoty białych nie jesteśmy w stanie zdefiniować dobra
wspólnego (tu warto zaakcentować tezę jaką spotkałem w "Śmierci
zachodu" Buchanana, że w ramach samego zachodu egzystują już odrębne
kultury umownie dzielące się na "postępowców" i "konserwatystów").
Emigranci koncentrują się na uznawaniu za dobro wspólne ich interesów,
ich wartości, ich zwyczajów, a my bezwiednie godzimy się na to i
chronimy ich kulturę spychając na bok i mordując naszą kulturę (np.
poprzez wszechobecną relatywizację wszystkiego - murzyńskie bębenki to
teraz to samo co Mozart). Ich rozumienie dobra wspólnego stoi w
sprzeczności z naszym, także autentycznego dobra wspólnego ich i nas
po prostu nie ma i być nie może. Możemy zamykać oczy i udawać, że tak
nie jest, ale to do niczego nie zaprowadzi.
Pozdrawiam!