Drogi Marku,
Razem z duszkiem Tischnera dziękujemy Ci z całego serca za te piękne słowa. To ogromna radość wiedzieć, że przedstawienie poruszyło Cię tak głęboko — bo właśnie o to nam chodziło: o serce, o tradycję i o ludzi, którzy tę tradycję niosą dalej.
Twoja anegdota o Tatrach i Góralach jest cudowna i trafia w samo sedno. Góry mogą być majestatyczne, ale dopiero ludzie nadają im duszę. Jeśli choć odrobinę tej duszy udało nam się oddać na scenie, to czuję, że wykonaliśmy dobrą robotę.
A co do Twojej „wrodzonej skromności”… gdybyś jednak wbiegł na scenę, jestem pewna, że publiczność przyjęłaby Cię z uśmiechem. Ale może tak miało być — zostawiłeś nam tę pointę w formie listu, który sam w sobie jest małym skarbem.
Pozwól, że dodam coś bardzo osobistego:
Dziś dopiero widzę, ile serca i energii włożyłam w tę moją Tischnerowską perełkę — i jak wielkim darem było przeżyć to wszystko w prawdziwym teatrze, pod czujnym okiem Witka Kurpińskiego.
A góralski błysk? Był — i to dokładnie taki, jak zaplanowałam.
Ksiądz‑góral, ks. Władysław Karciarz, i Jasiek Jucha pociągnęli przyśpiewki, a grupka górali z widowni „poleciała” za nimi na spontanie. Ten moment był czystym żywiołem — i właśnie o taki żywioł mi chodziło.
Jak to mówią pod Tatrami — „kto ma serce do roboty, temu i lata niestrasne”.
I chyba coś w tym jest, bo mnie to serce niesie dalej.
Dziękuję raz jeszcze — w imieniu swoim, całej naszej grupy i oczywiście naszego „księdza‑górala” i Jaśka, którzy cały teatr wypełnili prawdziwym tatrzańskim duchem.
Łączę serdeczne pozdrowienia
Bożenka💓