Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Do czego jest maz

13 views
Skip to first unread message

Marta Macnar

unread,
Jan 8, 2003, 10:09:59 AM1/8/03
to
Niedawno poklocilam sie z mezem, m. in. o to ze rozmawiamy jedynie na temat
rzeczy codziennych
typu czy w tym sklepie jest drogo, czy Kubus dzis
ladnie zjadl itd. Wkurza mnie to bo calymi dniami siedze
w domu, nie znam nikogo z kim moglabym pogadac
a zreszta nawet gdy mialam jakies tam niby przyjaciolki
to nie umialam sie tak otworzyc jak przed mezem
(jakis tam czas temu). Na moje pretensje facet odrzekl
ze zeby byc moim przyjacielem musialby miec cipke
a maz jest do (uwaga) :
zarabiania pieniedzy i zaspokajania potrzeb seksualnych zony (no jeszcze
pomoc w domu).
Oczywiscie po takim orzeczeniu wpadlam w furie
zapowiadajac ze jak tylko Kubus podrosnie i usamodzielnie sie finansowo to
sie sama zatroszcze
o zaspokajanie wlasnych potrzeb - troche go to ruszylo
i zaczal ze mna normalnie rozmawiac.
A wasi mezowie, czy spowiadacie sie im ze swoich slabosci, lekow, itp. czy
chca tego sluchac? Moze ja jestem za bardzo upierdliwa?
marta


Snajper

unread,
Jan 8, 2003, 10:18:53 AM1/8/03
to
Marta Macnar wrote:

> A wasi mezowie, czy spowiadacie sie im ze swoich slabosci, lekow, itp. czy
> chca tego sluchac? Moze ja jestem za bardzo upierdliwa?

Cos moze i bym napisal, ale...

Moze w domu rowniez "wazniejsze" pytania zadajesz w taki sposob, jak
tu - meska czesc widowni przy tekscie "a wasi mezowie" zamyka buzki na
klodke...?

--
### Pozdrawiam
### Rafal SNAJPER Siwinski
### (przy reply usun "_NO_SPAM_" z mojego maila...)
###


--
Serwis Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/

Dorita

unread,
Jan 8, 2003, 10:22:16 AM1/8/03
to
Użytkownik Marta Macnar napisał:

>
> A wasi mezowie, czy spowiadacie sie im ze swoich slabosci, lekow, itp. czy
> chca tego sluchac? Moze ja jestem za bardzo upierdliwa?
> marta

Ja co prawda nie mam meza, za to mam narzeczonego, z ktorym mieszkam
prawie 3 lata. Rozmawiam z nim o wszystkim, doslownie o wszystkim!! Nie
ma zadnych tematow tabu, zawsze mnie wyslucha chocby to byla rzecz o
ktorej nawijam codziennie z czestotliwoscia 4 razy na minute. Jest to
osoba, ktorej najwiecej powierzam, ktorej ufam bezgranicznie i z ktora
moge rozmawiac nawet o czynnosciach fizjologicznych. Jezeli chodzi o to
kwestie to naprwde jestem szczesciara.

pozdrawiam
>
>

Basia Zygmańska

unread,
Jan 8, 2003, 10:39:53 AM1/8/03
to
> Niedawno poklocilam sie z mezem, m. in. o to ze rozmawiamy jedynie
na temat
> rzeczy codziennych

My mamy z mężem wspólne zainteresowania i bardzo często rozmawiamy o
tym.

Jesli chodzi o swoje obawy i lęki - bywa różnie, w zalezności od jego
humoru.
Ale w odwodzie mam przyjaciół - jak pisałam.

Pozdrowienia.

Basia


mamqa

unread,
Jan 8, 2003, 10:45:53 AM1/8/03
to

Użytkownik "Marta Macnar" <mart...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:avhf28$ij3$1...@news.tpi.pl...


> A wasi mezowie, czy spowiadacie sie im ze swoich slabosci, lekow, itp. czy
> chca tego sluchac? Moze ja jestem za bardzo upierdliwa?
>
>
>

Ja rozmawiam z mezem o wszystkim. Zreszta zawarlismy uklad jak sie
poznalismy ze nie powinno byc miedzy nami zadnych tajemnic o wszystkim mamy
sobie mowic. W tej chwili znamy sie ponad 4 lata, 3 lata mieszkamy razem a
ponad rok jestesmy malzenstwem. Rozmawiamy codziennie o tym co robilismy w
ciagu dnia o co ciekawszych naszych spostrzezeniach, o tym co ogldalismy w
telewizji i w koncu o tym co lubimy a czego nie (rowniez gdy chodzi o
seks). I jeszcze nigdy maz mi czegos takiego jak Twoj - Tobie nie
powiedzial... Mimo iz teraz siedze rowniez w domu na macierzynskim i tez
pewnie jestem bardziej marudna niz wtedy gdy pracuje. Choc z drugiej strony
widujemy sie z mezem tak rzadko (pracuje za granica) ze nie chce psuc tych
kilku chwil razem? Mam jednak nadzieje ze nigdy od niego nie uslysze takich
slow...
Pozdrawiam
--
Mam(q)a
ma...@wp.pl g-g 365511
"Aby cenić i kochać to, co wielkie,
najpierw musisz ćwiczyć się w tym, co małe" /Georg Keil


Cherokee gd

unread,
Jan 8, 2003, 11:08:24 AM1/8/03
to
> Ja co prawda nie mam meza, za to mam narzeczonego, z ktorym mieszkam
> prawie 3 lata. Rozmawiam z nim o wszystkim, doslownie o wszystkim!!
Nie

No właśnie, ja tez mam to szczęście byc narzeczoną tak cudownego
mężczyzny.
Ale to chyba trzeba trafić.

pozdr

cherokee

Mariola Kaiser

unread,
Jan 8, 2003, 12:03:00 PM1/8/03
to
Wiem jak się możesz czuć, kidyś usłyszałam od swojego męża podobne słowa -
stwierdził, że mam mu juz nie opowiadać o tym co dzieje się w klubie
(jeżdzieckim) bo ma ma od tego mdłości. I wtedy przestalam mu mówić o
czymkolwiek. Pewnie się domyślasz jak wyglądalo później nasze życie bez
rozmów.

pozdrowienia


Bożena Trojanowska

unread,
Jan 8, 2003, 12:39:41 PM1/8/03
to

Użytkownik "Dorita" <dor...@tlen.pl> napisał w wiadomości
news:avhfb7$l43$1...@news.tpi.pl...

> Użytkownik Marta Macnar napisał:
> >
> > A wasi mezowie, czy spowiadacie sie im ze swoich slabosci, lekow, itp.
czy
> > chca tego sluchac? Moze ja jestem za bardzo upierdliwa?
> > marta
>
> Ja co prawda nie mam meza, za to mam narzeczonego, z ktorym mieszkam
> prawie 3 lata.


szczęściarą będziesz za kilkanaście lat - jeśli nic się nie zmieni.......

pozdrawiam


Basia Zygmańska

unread,
Jan 8, 2003, 1:00:04 PM1/8/03
to
>
> szczęściarą będziesz za kilkanaście lat - jeśli nic się nie
zmieni.......
>

Ja jestem 19 lat po ślubie, a 23,5 lata znajomości sporo sie zmieniło,
ale cały czas mamy o czym rozmawiać.

A jak pisałam - moje lęki mąż traktuje różnie - to głównie zależy od
tego w jakim sam jest nastroju (teraz akurat złym).

Pozdrowienia.

Basia


Variete

unread,
Jan 8, 2003, 2:05:17 PM1/8/03
to

Użytkownik "Marta Macnar" <mart...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:avhf28$ij3$1...@news.tpi.pl...
> Niedawno poklocilam sie z mezem, m. in. o to ze rozmawiamy jedynie na
temat
> rzeczy codziennych

Niektórzy ludzie są skryci i ne mają zbyt dużej potrzeby dzielenia się tym
co myślą z innymi. taki właśnie jest mój mąż. Jest niewiele takich rzeczy,
które on uważa za warte powiedzenia. Jak już się mówi to nie ma to być
"klepanina" tylko cos konkretnego.

> A wasi mezowie, czy spowiadacie sie im ze swoich slabosci, lekow, itp. czy
> chca tego sluchac? Moze ja jestem za bardzo upierdliwa?

Nie raz poruszaliśmy temat braku rozmów między nami. Bo mi takiej zwykłej
"klepaniny" czasem brakuje. Nigdy nie były to jednak kłótnie i wypominanie
sobie żali. Generalnie zawsze kończyło się na tym, że on bedzie się starał
więcej rozmawiać, a ja bedę się starała mniej od niego wymagać w tej
materii.
Staram się być wyrozumiała, bo wiem, że i tak jak na niego mówi mi wiele. Na
pewno nie ma przede mną tajemnic, na pewno mogę liczyć na jego rady kiedy
tego potrzebuję. Problem w tym, że on potrafi wszytsko powiedzieć w dwóch
zdaniach, a ja bym chciała 50 :-))
Nie ukrywam, że czasem jest mi prze to bardzo smutno. Ale buduje mnie myśl,
że to wynika z jego charakteru (a takiego go własnie kocham), a nie z jego
niechęci do rozmów ze mną.

Pozdrawiam. Variete.


LPoD

unread,
Jan 8, 2003, 2:12:49 PM1/8/03
to

"Variete" <ala...@o2.pl> wrote:


> Staram się być wyrozumiała, bo wiem, że i tak jak na niego mówi mi wiele. Na
> pewno nie ma przede mną tajemnic, na pewno mogę liczyć na jego rady kiedy
> tego potrzebuję. Problem w tym, że on potrafi wszytsko powiedzieć w dwóch
> zdaniach, a ja bym chciała 50 :-))

To mi się przypomniało, z jakiegoś kabaretu:

- No powiedz coś, Marian![...] Marian! Czy ty mnie kochasz,
czy ty mnie w ogóle nie kochasz, co? Marian?! No powiedz,
czy ty mnie kochasz, czy ty mnie w ogóle już nie kochasz?

- No.


(czy jakoś tak...)

P, PNSP :)))

Sampolo

unread,
Jan 8, 2003, 2:34:23 PM1/8/03
to
Do czego jest pralka?


> ladnie zjadl itd. Wkurza mnie to bo calymi dniami siedze
> w domu, nie znam nikogo z kim moglabym pogadac

a czyja to wina że siedzisz całymi dnaimi w domu ? on cie nie wypuszcza
nigdzie? na kluczyk zamyka ?


> a zreszta nawet gdy mialam jakies tam niby przyjaciolki
> to nie umialam sie tak otworzyc jak przed mezem
> (jakis tam czas temu). Na moje pretensje facet odrzekl
> ze zeby byc moim przyjacielem musialby miec cipke
> a maz jest do (uwaga) :
> zarabiania pieniedzy i zaspokajania potrzeb seksualnych zony (no jeszcze
> pomoc w domu).
> Oczywiscie po takim orzeczeniu wpadlam w furie

Orzeczenia jak orzeczenia gorsze słyszałęm i co ? jak by słowa każdej
awantury brało sie do serca były by same rozwody


> zapowiadajac ze jak tylko Kubus podrosnie i usamodzielnie sie finansowo to
> sie sama zatroszcze
> o zaspokajanie wlasnych potrzeb

a tu jest zapowiedz tego co do niego czujesz obecnie czyli jetes z nim bo
cie nie stać na życie samej , jak to sie nazywa ? Obiecałem mojej sie nie
wyrażać to przemilcze

- troche go to ruszylo
> i zaczal ze mna normalnie rozmawiac.
> A wasi mezowie, czy spowiadacie sie im ze swoich slabosci, lekow, itp. czy
> chca tego sluchac? Moze ja jestem za bardzo upierdliwa?
> marta

A moze zastanowisz sie nad swojim życiem i coś z nim zrobisz ?

pozdrawiam sampolo

krys

unread,
Jan 8, 2003, 12:47:56 PM1/8/03
to
Marta Macnar wrote:

> A wasi mezowie, czy spowiadacie sie im ze swoich slabosci, lekow, itp. czy
> chca tego sluchac? Moze ja jestem za bardzo upierdliwa?

Mój nie ma wyjścia;-). Ja mówię mu o tym wszystkim, o czym piszesz, ale z
drugiej strony nie wymagam, żeby On wiedział, o czym ja mówiłam przed 5
minutami ;-). W ten sposób wilk jest syty, i owca cała. Jeśli są poważne
sprawy do omówienia, mąż wie, że lepiej będzie,jeśli przyłoży się do
słuchania ze zrozumieniem. Z kolei nie wymaga ode mnie, żebym odpowiedziała
coś poza "yhm", kiedy uświadamia mnie o parametrach technicznych jakiegoś
modelu telefonu komórkowego, albo karty TV do kompa;-)). Wystarczy, że
słucham( bez zrozumienia, ofcors)


--
Pozdrawiam
Justyna
"Lepiej grzeszyć, i potem żałować,
niż żałować, że się nie grzeszyło"

AsiaS

unread,
Jan 8, 2003, 2:40:26 PM1/8/03
to
Użytkownik "Sampolo"

> a czyja to wina że siedzisz całymi dnaimi w domu ? on cie nie wypuszcza
> nigdzie? na kluczyk zamyka ?
Są sytuacje kiedy nie ma innego wyjścia, na przykład male dziecko
(nie zawsze oczywiście ale bywa i tak), szczególnie kiedy jest chore.

> Orzeczenia jak orzeczenia gorsze słyszałęm i co ?

I to że należy oczekiwać dla siebie szacunku w związku niezależnie
od tego czy inni tego dla siebie wymagają czy nie. Jeśli inne sobie
na to pozwalają ("gorsze słyszałem") to ich sprawa, nie każdy
chce równać do gorszych.

>jak by słowa każdej
> awantury brało sie do serca były by same rozwody

Albo bardziej świadome związki z większym szacunkiem.
--
Pozdrawiam
Asia


Variete

unread,
Jan 8, 2003, 2:43:39 PM1/8/03
to

Użytkownik "Sampolo" <sam...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:avhufj$4lb$1...@news.tpi.pl...

> Orzeczenia jak orzeczenia gorsze słyszałęm i co ? jak by słowa każdej
> awantury brało sie do serca były by same rozwody

Dobrze by jednak było jak by ludzie tak nie klepali byle czego i ponosili
kosekwencje swoich słów.
Naprawdę uwazasz, ze można powiedzieć komuś "gorsze orzeczenia" i przejść
nad tym do porządku dziennego?

Variete.


Marta Macnar

unread,
Jan 8, 2003, 2:45:30 PM1/8/03
to
Troszke nie wyczules sytuacji ale proba nazywania mnie
kurwa to przesada (nie lubie eufemizmow).
Siedze w domu i nie zarabiam pieniedzy bo mamy male dziecko, ktore znosi
tylko krotkotrwale rozlaki ze mna. Nie wiem jak ty ale ja przejmuje sie
kazdym slowem mojego ukochanego moze dlatego tak przezywam kazda awanture.
A dlaczego mam zastanowic sie nad swoim zyciem?
marta


Sampolo

unread,
Jan 8, 2003, 2:49:25 PM1/8/03
to

> Dobrze by jednak było jak by ludzie tak nie klepali byle czego i ponosili
> kosekwencje swoich słów.
> Naprawdę uwazasz, ze można powiedzieć komuś "gorsze orzeczenia" i przejść
> nad tym do porządku dziennego?
>

oczywiście , prosty przykład, czesto wszedzie sie uzywa wylgaryzmów i jak
moja żona do mnie w furji wykrzykuje ty skurwysynu czy huju to co ja mam sie
wyprowadzić z domu bo mnie nie szanuje ? mam już sie rozejść ? no nie wiem

pozdrawiam sampolo

Variete

unread,
Jan 8, 2003, 2:52:19 PM1/8/03
to

Użytkownik "Sampolo" <sam...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:avhvbp$dou$1...@news.tpi.pl...

> oczywiście , prosty przykład, czesto wszedzie sie uzywa wylgaryzmów i jak
> moja żona do mnie w furji wykrzykuje ty skurwysynu czy huju to co ja mam
sie
> wyprowadzić z domu bo mnie nie szanuje ? mam już sie rozejść ? no nie wiem

To czy chcesz się wynieść z domu po takich tekstach to już Twoja sprawa. Ale
na pewno jak ktoś do kogoś zwraca się w ten sposób to go nie szanuje.

Pozdrawiam. Variete.


Sampolo

unread,
Jan 8, 2003, 2:58:05 PM1/8/03
to

Użytkownik "Marta Macnar" <mart...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:avhv6r$c8q$1...@news.tpi.pl...

> Troszke nie wyczules sytuacji ale proba nazywania mnie
> kurwa to przesada (nie lubie eufemizmow).

nie nazwałęm Cie taki słowem niegdzie , na myśli miałem materializm a twoje
skojażenia świadczą o czym innym

> Siedze w domu i nie zarabiam pieniedzy bo mamy male dziecko, ktore znosi
> tylko krotkotrwale rozlaki ze mna.

Oki spoko, wiem jak to jest z małym dzieckiem ale to nie powód zeby nie mieć
znajomych, osobiście uważam że to duże ograniczenie życia

Nie wiem jak ty ale ja przejmuje sie
> kazdym slowem mojego ukochanego moze dlatego tak przezywam kazda awanture.
> A dlaczego mam zastanowic sie nad swoim zyciem?
> marta

Dlaczego ? Pisząc taki post chcesz sie z kimś podzielić swojimi problemami
porozmawiać a sama twerdzisz ze "gdy mialam jakies tam niby przyjaciolki
to nie umialam sie tak otworzyc jak przed mezem" a to co zrobiłaś to co to
jest zwykła plotka ?
zawsze uważałem ze kobiety są silniejsze od nas ale Ty nie jeteś tego
przykładem (bez obrazy) a po drugie planowanie odejścia w przyszłość to
chyba jednak oczymś świadczy


pozdrawiam
sampolo

Sampolo

unread,
Jan 8, 2003, 3:00:39 PM1/8/03
to
> > oczywiście , prosty przykład, czesto wszedzie sie uzywa wylgaryzmów i
jak
> > moja żona do mnie w furji wykrzykuje ty skurwysynu czy huju to co ja mam
> sie
> > wyprowadzić z domu bo mnie nie szanuje ? mam już sie rozejść ? no nie
wiem
>
> To czy chcesz się wynieść z domu po takich tekstach to już Twoja sprawa.
Ale
> na pewno jak ktoś do kogoś zwraca się w ten sposób to go nie szanuje.

oki zgadzam sie z Tym ale co zrobić w takim wypadku ? jak sie to usłyszy
podczas kłutni które są zazwyczaj emocjonalne

sampolo

AsiaS

unread,
Jan 8, 2003, 3:02:18 PM1/8/03
to
Użytkownik "Sampolo"

> oczywiście , prosty przykład, czesto wszedzie sie uzywa wylgaryzmów i jak
> moja żona do mnie w furji wykrzykuje ty skurwysynu czy huju to co ja mam
sie
> wyprowadzić z domu bo mnie nie szanuje ? mam już sie rozejść ? no nie wiem

Przykro mi:( Jeśli masz taką sytuację w domu nie dziwię się Twoim poglądom.
A jednocześnie dziwię się jak możesz tak żyć..Nie sprawia Ci to przykrości?
Nie przeszkadza? Nie burzy marzenia o kobiecie pełnej ciepla, wrażliwości i
szacunku
do innych?
--
Pozdrawiam
Asia

Sampolo

unread,
Jan 8, 2003, 3:05:43 PM1/8/03
to
> Przykro mi:( Jeśli masz taką sytuację w domu nie dziwię się Twoim
poglądom.
> A jednocześnie dziwię się jak możesz tak żyć..Nie sprawia Ci to
przykrości?
> Nie przeszkadza? Nie burzy marzenia o kobiecie pełnej ciepla, wrażliwości
i
> szacunku
> do innych?
> --
> Pozdrawiam
> Asia

Asiu wydaje mie sie że to co mówisz to utopia, nie tylko żyjemy w cieple
wrażliwości i szacunku ale i też zdażają sie w naszym żuciu przeciwnośći
tego z róznych powodów, ale nie jest to też powód do załąmanie sie u
użalania tylko samo życie

Życie to nie jet bajka

pozdraiwam sampolo

AsiaS

unread,
Jan 8, 2003, 3:06:06 PM1/8/03
to
Użytkownik "Sampolo"

> oki zgadzam sie z Tym ale co zrobić w takim wypadku ?
Wiesz..teraz to juz musztarda po obiedzie;-I Można próbować
rozmawiać, prosić, tłumaczyć, nie dopuszczać itp ale coś mi się
nie chce wierzyć że przed ślubem była pełną empatii osobą
na której ustach nigdy nie pojawiło się przekleństwo;) Tak więc
była to Twoja decyzja..

>jak sie to usłyszy
> podczas kłutni które są zazwyczaj emocjonalne

Pewne zasady się ma i pewnym człowiekiem się czy to podczas kłótni
czy po alkoholu czy w cięzkich sytuacjach...
--
Pozdrawiam
Asia

Ryba

unread,
Jan 8, 2003, 3:11:21 PM1/8/03
to
W dniu 03-01-08 20:49,ktoś zowiący się Sampolo napisał:

>
> oczywiście , prosty przykład, czesto wszedzie sie uzywa wylgaryzmów i jak
> moja żona do mnie w furji wykrzykuje ty skurwysynu czy huju to co ja mam sie
> wyprowadzić z domu bo mnie nie szanuje ?

Moja babcia, jak dziadek ją woła: "Hela! Heeeela!"
ona mu na to (przepraszam za wulgaryzmy): "Chuj, nie Hela!"

Dodam, że oboje są po 70tce, staż małżeński około 53 lata. Czy są
szczęśliwi? Chyba tak. Przeżyli ze sobą różne chwile. Być może teraz
życie wspólne to kwestia przyzwyczajenia. Ale kiedy dziadek leży w łóżku
i mówi :" Hela, słabo mi, chyba mi ciśnienie podskoczyło", babcia
biegnie po krople...

Chyba bym tak chciała po tylu latach małżeństwa...

POzdrawiam

Ryba

AsiaS

unread,
Jan 8, 2003, 3:13:53 PM1/8/03
to
Użytkownik "Sampolo"

> Asiu wydaje mie sie że to co mówisz to utopia, nie tylko żyjemy w cieple
> wrażliwości i szacunku ale i też zdażają sie w naszym żuciu przeciwnośći
> tego z róznych powodów, ale nie jest to też powód do załąmanie sie u
> użalania tylko samo życie
> Życie to nie jet bajka

Przykro mi, ale to nie jest utopia ani bajka, ludzie tak właśnie żyją,
w cieple, wrażliwosci i szacunku. Moje małżeństwo, małzeństwa znajomych
bliższych i dalszych to przykłady. Owszem, w każdym związku
pojawiają się problemy, konflikty, trudne sytuacje
ale właśnie sednem sprawy jest wychodzić z nich obronną ręką
i niezłamanymi zasadami takimi jak np. właśnie brak agresji fizycznej
i psychicznej, szacunek i lojalność w stosunku do partnera.
Miej świadomość że to co opisujesz to nie jest norma:(
--
Pozdrawiam
Asia

Sampolo

unread,
Jan 8, 2003, 3:20:59 PM1/8/03
to

Użytkownik "Ryba" <dominika_...@gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:avi0j3$omi$1...@news.tpi.pl...


Właśnie i wcale trego "chuj, nie Hela " nie uważam za brak szacunku

pozdrawiam sampolo

miireek

unread,
Jan 8, 2003, 4:01:51 PM1/8/03
to

Użytkownik "Variete" <ala...@o2.pl> napisał w wiadomości
news:avhsor$hsj$1...@news.tpi.pl...

> Problem w tym, że on potrafi wszytsko powiedzieć w dwóch
> zdaniach,

Uff , nie jestem sam ;)))

> a ja bym chciała 50 :-))

wybaczcie nam nasze zony , ale nie potrafimy inaczej - my umysly scisle :((

> Ale buduje mnie myśl, że to wynika z jego charakteru (a takiego go
własnie kocham), a nie z jego
> niechęci do rozmów ze mną.

piekne, naprawde :))

goraco pozdrawiam
Mirek

mar...@op.pl

unread,
Jan 8, 2003, 6:20:28 PM1/8/03
to
> Na moje pretensje facet odrzekl
> ze zeby byc moim przyjacielem musialby miec cipke
> a maz jest do (uwaga) :
> zarabiania pieniedzy i zaspokajania potrzeb seksualnych zony (no jeszcze
> pomoc w domu).
> Oczywiscie po takim orzeczeniu wpadlam w furie

A on oczywiście nie zrozumiał czemu i nie widział w swoim zachowaniu nic
nagannego :-)

> zapowiadajac ze jak tylko Kubus podrosnie i usamodzielnie sie finansowo to
> sie sama zatroszcze

> o zaspokajanie wlasnych potrzeb - troche go to ruszylo


> i zaczal ze mna normalnie rozmawiac.

No to mu pokazałaś, że się myli co nieco w tej materii, hihi :-)

Problem polega na tym, że ciągle pokutują przestarzałe stereotypy w tej
materii, te wygodne dla facetów. A świat się zmienia i w czasach, kiedy siła
fizyczna nie jest najważniejsza, kobiety mają coraz więcej możliwości...

> A wasi mezowie, czy spowiadacie sie im ze swoich slabosci, lekow, itp. czy
> chca tego sluchac?

Tak, choć staram się hamować z tym nieco. Zwierzanie się w takiej ilości, w
jakiej ja tego potrzebuję może zostać odebrane jako upierdliwość i gderanie...
Ale nie kryję się z tym, że się specjalnie ze względu na niego hamuję, niech
wie, a co :-p

Co prawda nie w czasie awantury, a w rozmowie ratującej przed taką awanturą jak
Twoja nieco sobie wyjaśniliśmy. Różnie pojmujemy sens rozmowy, inne mamy w tej
dziedzinie potrzeby. Mój mąż traktuje rozmowę jedynie jako narzędzie prowadzące
do konkretnego, najczęściej bardzo praktycznego celu. Idea rozmowy jako
rozrywki intelektualnej lub potrzeby samej w sobie przekracza jego możliwości
pojmowania :-)

Myślę, że są to cechy charakterystyczne dla płci, oczywiście w konkretnych
przypadkach w różnym stopniu. Nie chcę generalizować, powiedzieć, że tak jest
zawsze, ale tendencje takie są. I nawet biologiczne uzasadnienie :-)

Przyjęłam to do wiadomości (choć trudno mi to zrozumieć) i wyżywam się
intelektualnie na uczelni i w rozmowach przez internet :-)
Ze zwierzeniami trochę gorzej, poszliśmy na kompromis. Zwierzam się mniej, ale
za to on próbuje zrozumieć.

Z drugiej strony usiłuję go przekonać, by mówił trochę więcej, np. informował
mnie o ważnych dla nas sprawach, nawet jeśli ja osobiście i tak nie mam na nie
wpływu. Po prostu czuję się bezpieczniej, wiedząc np. co się dzieje w jego
sprawach zawodowych.
Argumentacja zdaje się docierać, trudniej przychodzi zmiana nawyków.

> Moze ja jestem za bardzo upierdliwa?

Twój mąż pewnie tak to odbiera :-)

> marta

Sadira


--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl

mar...@op.pl

unread,
Jan 8, 2003, 6:31:26 PM1/8/03
to
> a czyja to wina że siedzisz całymi dnaimi w domu ? on cie nie wypuszcza
> nigdzie? na kluczyk zamyka ?

A czy to ważne, żeby znaleźć winnego? Czy raczej to, co można zrobić, żeby
sytuację naprawić?

> > Oczywiscie po takim orzeczeniu wpadlam w furie
>
> Orzeczenia jak orzeczenia gorsze słyszałęm i co ? jak by słowa każdej
> awantury brało sie do serca były by same rozwody

I nie rozumiesz może jeszcze, skąd ta furia?
Wybacz, ale mną też by wstrząsnęło, gdyby mi mąż powiedział, że celem
małżeństwa jest seks w zamian za utrzymanie.

Nieprawda, że byłyby same rozwody. Nie we wszystkich małżeństwach dochodzi do
takich "orzeczeń", a co dopiero do gorszych. A te, w których dochodzi
potrzebują IMO pomocy specjalisty, bo to nie jest normalne. No, chyba że żadnej
ze stron to nie przeszkadza...

> > zapowiadajac ze jak tylko Kubus podrosnie i usamodzielnie sie finansowo to
> > sie sama zatroszcze
> > o zaspokajanie wlasnych potrzeb
>
> a tu jest zapowiedz tego co do niego czujesz obecnie czyli jetes z nim bo
> cie nie stać na życie samej , jak to sie nazywa ? Obiecałem mojej sie nie
> wyrażać to przemilcze

Nie, tu jest pytanie o to, jaki on widzi sens utrzymywania małżeństwa po
wychowanu dziecka, skoro według własnych kryteriów nie będzie jej już
potrzebny.

> - troche go to ruszylo
> > i zaczal ze mna normalnie rozmawiac.
> > A wasi mezowie, czy spowiadacie sie im ze swoich slabosci, lekow, itp. czy
> > chca tego sluchac? Moze ja jestem za bardzo upierdliwa?
> > marta
>
> A moze zastanowisz sie nad swojim życiem i coś z nim zrobisz ?

A może się właśnie zastanawia i chce się najpierw dowiedzieć od innych, czy jej
osąd sytuacji nie jest przesadzony? Na przykład z powodu emocji, które są w
takiej sytuacji zrozumiałe.

> pozdrawiam sampolo

Zbyszek

unread,
Jan 9, 2003, 2:32:13 AM1/9/03
to
to o Tobie dobrze swiadczy ze chcesz o tym rozmawiac z mezem
Gorzej jest jak zona nic nie chce mowic a cos kombinuje za plecami

MOLNARka

unread,
Jan 9, 2003, 2:50:05 AM1/9/03
to
Użytkownik "Mariola Kaiser" <mka...@interia.pl> napisał

> Wiem jak się możesz czuć, kidyś usłyszałam od swojego męża podobne słowa -
> stwierdził, że mam mu juz nie opowiadać o tym co dzieje się w klubie
> (jeżdzieckim) bo ma ma od tego mdłości.

Może po prostu zazdrościł Ci przeżyć ?
Czy on miał o czym opowiadać ?


> I wtedy przestalam mu mówić o
> czymkolwiek. Pewnie się domyślasz jak wyglądalo później nasze życie bez
> rozmów.

No własnie ... jak ?
Przetrwaliście ?

Pytam bo IMO związek (rodzina) nie może istnieć bez rozmów. I dzięki
Opatrznaści trafiłam na identyczne patrzącego na tą sprawę TŻ.
Więc ciekawi mnie jak to rozwiązaliście.

Pozdrawiam
MOLNARka


Mariola Kaiser

unread,
Jan 9, 2003, 3:30:32 AM1/9/03
to

Użytkownik "MOLNARka" <gkarp...@hot.pl> napisał w wiadomości
news:avj9lc$psg$3...@news.tpi.pl...

> Użytkownik "Mariola Kaiser" <mka...@interia.pl> napisał
>
> > Wiem jak się możesz czuć, kidyś usłyszałam od swojego męża podobne
słowa -
> > stwierdził, że mam mu juz nie opowiadać o tym co dzieje się w klubie
> > (jeżdzieckim) bo ma ma od tego mdłości.
>
> Może po prostu zazdrościł Ci przeżyć ?
> Czy on miał o czym opowiadać ?
>
Miał o czym opowiadać, zresztą sama go wypytywałam,
nie wiem czy to dobrze, czy źle, ale interesowałam się zawsze jego pracą.
Gorzej z zainteresowaniami, bo na piłce naożnej sie nie za bardzo znam ;)

Natomiast moje zainteresowania i pasje były poza jego kręgiem zainteresowań
i stały się z czasem powodem do awantur i nieuzasadnionych wybuchów
zazdrości.
Mąż chciał na manie wymóc abym zrezygnowała w znacznym stopniu ze swojej
pasji,
przestała czynnie uprawiać sport. (To trochę dziwne , ponieważ żeniąc się ze
mną miał świadomość tego, że tylko jakiś nieszczęśliwy wypadek może mieć
wpływ na to czy będę dalej uprawiała ten sport czy nie.)

Wieczne awantury i brak zrozumienia spowodowały , że poprostu przestało mi
zależeć na naszym związku bo niby co to za związek? Co to z dom, do którego
nie chciało mi się wacać po pracy?


>
> > I wtedy przestalam mu mówić o
> > czymkolwiek. Pewnie się domyślasz jak wyglądalo później nasze życie bez
> > rozmów.

Doprowadziło to


>
> No własnie ... jak ?
> Przetrwaliście ?

Niestety, nie przetrwaliśmy, wniosłam pozew o rozwód i w tej chwili jest juz
po wszystkim.
Pewnie się wielu osobom teraz naraże, ale od momentu gdy on się wyprowadził
minęło już prawie pół roku, a nawet przez jedną minutę nie pożałowałam
swojej decyzji.
Teraz patrząc na to z perspektywy czasu wiem, że poprostu nie byliśmy dla
siebie odpowiednimi ludźmi i nigdy nie stworzylibyśmy udanego związku.


> Pytam bo IMO związek (rodzina) nie może istnieć bez rozmów. I dzięki
> Opatrznaści trafiłam na identyczne patrzącego na tą sprawę TŻ.
> Więc ciekawi mnie jak to rozwiązaliście.
>
> Pozdrawiam
> MOLNARka
>

pozdrawiam
Mariola
>


Ania K.

unread,
Jan 9, 2003, 4:53:16 AM1/9/03
to
Użytkownik "krys" <kr...@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:avho8c$36i$5...@localhost.localdomain...

> Marta Macnar wrote:
>
> > A wasi mezowie, czy spowiadacie sie im ze swoich slabosci, lekow, itp.
czy
> > chca tego sluchac? Moze ja jestem za bardzo upierdliwa?
>
> Mój nie ma wyjścia;-). Ja mówię mu o tym wszystkim, o czym piszesz, ale z
> drugiej strony nie wymagam, żeby On wiedział, o czym ja mówiłam przed 5
> minutami ;-).

U mnie jest podobnie. Gadam jak najęta :) a TŻ-cik słucha (raz mniej raz
więcej), a jak się maksymalnie "rozgadam" na jakiś temat to w penym momencie
oboje zaczynamy się z tego śmiać i mamy niezłą radochę z tego jak się
nakręciłam :)
Podobnie nie wymagam, żeby cały czas słuchał, ale jak widzę, że wogóle nie
słucha to pytam co przed chwilą mówiłam :) no i Biedactwo nie zawsze wie,
albo pamięta tylko ostatnie słowa :))))) a nie sens. Dopóki nie jest to
ważne to nie mam pretensji :)
Zresztą codziennie po pracy opowiadamy sobie co się działo ciekawego danego
dnia - oczywiście to żaden przymus tylko tak po prostu mamy, że chcemy się
dzielić tym z drugą osobą. Nie wiem jak to będzie po urodzeniu dziecka, ale
już od lipca będę się o tym przekonywać :))))))))

> W ten sposób wilk jest syty, i owca cała.

To prawda :)

>Jeśli są poważne
> sprawy do omówienia, mąż wie, że lepiej będzie,jeśli przyłoży się do
> słuchania ze zrozumieniem.

To zupełnie inna rozmowa. Najdziwniejsze, że takie poważniejsze/ poważne
rozmowy zwykle przeprowadzamy w nocy, kiedy ja już leżę gotowa do snu, a TŻ
właśnie wybiera się do łazienki :))))

> Z kolei nie wymaga ode mnie, żebym odpowiedziała
> coś poza "yhm", kiedy uświadamia mnie o parametrach technicznych jakiegoś
> modelu telefonu komórkowego, albo karty TV do kompa;-)). Wystarczy, że
> słucham( bez zrozumienia, ofcors)

To prawda, ale jak zaczyna opowiadać o jakiś nowych rozwiązaniach (profesja
budowlana) i chce żebym to rozumiała to robi się problem. Najciekawiej było
jak jeszcze w czasie studiów był zafascynowany mechaniką budowli (V rok) i
próbował mi ją wytłumaczyć :))))) Bardzo się starałam, ale nawet mój umysł
ścisły mi nie pomógł ;))))))))

--
Pozdrawiam serdeczniasto
Ania >:-)<-<
GG 1355764


Marcin Szeffer

unread,
Jan 9, 2003, 7:12:14 AM1/9/03
to
Marta Macnar napisała
[...]
Jeżeli żona czuje potrzebę wygadania się po przyjściu z pracy, opowiadając
cały dzień od początku do końca łącznie z tym, kiedy idzie siusiu, pije kawę
czy plotkuje z Kowalską to chyba lekka przesada i mąż chyba nie jest do
wysłuchiwania tego wszystkiego.
Jak TŻ będzie Ci opwiadał non-stop co robił każdą sekundę dnia
to chyba Cię szlag trafi po tygodniu takich opowiastek, bo w końcu
nudne to jest jak flaki z olejem.
Małżonek przeważnie też ma własną pracę a w niej swoje problemy.
Trzeba mieć na tyle dojrzałości emocjonalnej, żeby nie przenosić na
małżonka _wszystkich_ swoich spraw ze _swojej_ pracy, bo on ma
też swoje problemy.
Nie można też oczekiwać, żeby mąż opowiadał _wszystko_ o swojej
pracy, bo w końcu po to idzie do domu, żeby od tej pracy odpocząć i
nie zawracać sobie nią głowy. Zresztą, czy to praca czy nie, takie
wymaganie ode mnie, żebym _wszystko_ opowiadał traktowałbym jako
atak czy brak zaufania do mnie, jako próbę ograniczenia swojej
prywatności, a jednak, pomimo małżeństwa/konkuboinatu/whatever
każdy ma prawo do odrobiny prywatności.
Tak więc mówi się o sprawach codziennych, _łączących małżonków_, a
nie przenosi _całą_ pracę do domu.
Co do pracy: mówi się o rzeczach ważnych, gdzie mamy podjąć jakąś
decyzję a sami nie jesteśmy pewni, jaką.
Nie zalewamy małżonka paplaniną jak z MTV.
O tym się mówi, a nie o d...e Maryni.
*Ważna jest jakość przekazywanej treści, a nie jej ilość.*
I nie dziwię się, że małżonek zalewany w intensywnym tempie potokiem
zbędnych informacji po prostu się wyłącza. Też bym się wyłączył.
A radio przynajmniej można wyłączyć... To tyle, jeśli chodzi o to, do
czego jest mąż, w kontekście małżeńskich rozmów.

--
shroeder

Dariusz Zmokly

unread,
Jan 9, 2003, 7:28:15 AM1/9/03
to
Variete wrote:

> Dobrze by jednak było jak by ludzie tak nie klepali byle czego i ponosili
> kosekwencje swoich słów.

Madre. Bycie odpowiedzialnym za swe slowa i czyny ulatwia zycie.

globi

puchaty

unread,
Jan 9, 2003, 7:33:01 AM1/9/03
to

Użytkownik "Dariusz Zmokly" <SPAMFR...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:avjq29$c7f$1...@news.tpi.pl...

> Madre. Bycie odpowiedzialnym za swe slowa i czyny ulatwia zycie.

Dodałbym jeszcze za swe myśli

puchaty


Dariusz Zmokly

unread,
Jan 9, 2003, 7:31:31 AM1/9/03
to
Sampolo wrote:

> oczywiście , prosty przykład, czesto wszedzie sie uzywa wylgaryzmów i jak
> moja żona do mnie w furji wykrzykuje ty skurwysynu czy huju to co ja mam
> sie wyprowadzić z domu bo mnie nie szanuje ? mam już sie rozejść ? no nie
> wiem

Ciezko jest zmieniac ludzi ale jesli bedziesz jej za kazdym razem mowil
ze przeszkadza Ci to to ona w koncu przestanie. Tez bym nie chcial
zeby mnie wazna dla mnie osoba co klotnie obelgami obrzucala.

globi

Dariusz Zmokly

unread,
Jan 9, 2003, 7:34:41 AM1/9/03
to
Sampolo wrote:

> Asiu wydaje mie sie że to co mówisz to utopia, nie tylko żyjemy w cieple
> wrażliwości i szacunku ale i też zdażają sie w naszym żuciu przeciwnośći
> tego z róznych powodów, ale nie jest to też powód do załąmanie sie u
> użalania tylko samo życie

Utopia? Szacunek do partnera nazywasz utopia? Dla mnie szacunek to
podstawa, jaka by nie byla kobieta jesli bedzie mnie przy byle okazji
mieszala slownie z blotem nie mam zamiaru z nia byc.

> Życie to nie jet bajka

Ok ale nalezy je swiadomie ksztaltowac. Nie godzic sie na wszystko.
To NASZE zycie i to MY je ksztaltujemy.

globi

Dariusz Zmokly

unread,
Jan 9, 2003, 7:37:39 AM1/9/03
to
Sampolo wrote:

> oki zgadzam sie z Tym ale co zrobić w takim wypadku ? jak sie to usłyszy
> podczas kłutni które są zazwyczaj emocjonalne

Rozmawiac. Jak juz opadna emocje powiedziec jej, ze ciezko Ci
sluchac z jej ust takich slow. Jesli zalezy jej na Tobie
to przy ktorejs z kolejnych klotni moze zacznie sie lekko
hamowac. Nie latwo jest sie zmienic ale da sie.

globi

Oasy

unread,
Jan 9, 2003, 8:40:52 AM1/9/03
to

"puchaty" <padis...@wp.pl> schrieb im Newsbeitrag
news:avjq70$bg5$1...@news.onet.pl...

Moglbys rozwinac, ewentualnie podac jakis przyklad?

Pozdrawiam
Andrzej


Dariusz Zmokly

unread,
Jan 9, 2003, 7:43:59 AM1/9/03
to
puchaty wrote:

> Dodałbym jeszcze za swe myśli

Hmm. Jesli za mysla nie ida czyny to nie.
W glowie czlowieka pojawia sie wiele mysli, czesc jest
bardzo negatywna trudno brac za nie odpowiedzialnosc.

globi

Sampolo

unread,
Jan 9, 2003, 8:03:24 AM1/9/03
to

> hamowac. Nie latwo jest sie zmienic ale da sie.
>

Najwiekszym kłamstwem świata jest ..."zmienie się dla Ciebie"

sampolo

Sampolo

unread,
Jan 9, 2003, 8:07:50 AM1/9/03
to

> Utopia? Szacunek do partnera nazywasz utopia? Dla mnie szacunek to
> podstawa, jaka by nie byla kobieta jesli bedzie mnie przy byle okazji
> mieszala slownie z blotem nie mam zamiaru z nia byc.

nie szacunek, źle zrozumiałeś sprawa sie tyczyła odpowiedzi na post AsiaS
... "Nie burzy marzenia o kobiecie pełnej ciepla, wrażliwości i szacunku do
innych? "... powyżej

to jest dla mnie utopia

pozdrawiam sampolo

Dariusz Zmokly

unread,
Jan 9, 2003, 8:11:52 AM1/9/03
to
Sampolo wrote:

>> hamowac. Nie latwo jest sie zmienic ale da sie.
>
> Najwiekszym kłamstwem świata jest ..."zmienie się dla Ciebie"

Jestem w stanie sie zgodzic. Jednak mi nie chodzi o to zeby
ja sklonic zeby tak powiedziala tylko zeby dac TZ do
zrozumienia ze takie slowa rania. A jesli naprawde zrozumie
to sama po jakims czasie zacznie sie zmieniac. Tak mi sie
przynajmniej (optymstycznie) wydaje.

Jesli sie nie zechce zmienic to moze nie jest to odpowiedni TZ?

globi

AsiaS

unread,
Jan 9, 2003, 8:10:27 AM1/9/03
to
Użytkownik "Sampolo" <

> nie szacunek, źle zrozumiałeś sprawa sie tyczyła odpowiedzi na post AsiaS
> ... "Nie burzy marzenia o kobiecie pełnej ciepla, wrażliwości i szacunku
do
> innych? "... powyżej

> to jest dla mnie utopia

Obracasz się w dziwnym środowisku, to nie jest utopia, to świat dookola.
--
Pozdrawiam
Asia

Dunia

unread,
Jan 9, 2003, 8:23:25 AM1/9/03
to
Marta Macnar <mart...@wp.pl> napisał(a):

> Niedawno poklocilam sie z mezem, m. in. o to ze rozmawiamy jedynie na temat
> rzeczy codziennych
[ciach]


> A wasi mezowie, czy spowiadacie sie im ze swoich slabosci, lekow, itp. czy
> chca tego sluchac? Moze ja jestem za bardzo upierdliwa?

Moj maz jest moim najlepszym przyjacielem - i mysle, ze on czuje to samo.
Nie oznacza to, ze jestesmy identyczni, ale raczej to, ze oboje staramy sie
zrozumiec i zaakceptowac dzielace nas roznice - chocby te wynikajace z plci.
Moze pomaga to, ze oboje jestesmy strasznymi gadulami (az sie ludzie smieja
;) ) ?
Widze, ze moj maz stara sie wysluchiwac niekonczonczych sie refleksji na temat
roznic pomiedzy jednym kremem a drugim, wiec rewanzuje sie skupieniem, kiedy
on wyjasnia mi detale roznych modeli i wersji samochodow.
W ten sposob - jak mi sie wydaje - poszerzamy swoje horyzonty. Ja od meza
nabylam znajomosc i zainteresowanie geografia, on ode mnie - literatura.
Oczywiscie - mamy wiele tematow wspolnych: nauki scisle, podroze, polityka...
Czasem nasz zwiazek wymagal wielu kompromisow - ale jakos poradzilismy sobie,
mysle, ze wlasnie dzieki rozmowie.

Ostatnio wspolnie przeczytalismy ksiazke Pease'ow "Dlaczego mezczyzni nie
sluchaja, a kobiety nie umieja czytac map", ktora goraco kazdemu polecam.
Byla ona rownie goraco krytykowana, jak uwielbiana. W naszym przypadku
przyniosla pozytywny rezultat - wydaje mi sie, ze teraz wiecej rozumiem na
temat "meskiej duszy" i nie reaguje juz tak emocjonalnie na kazdy wyczyn
mojego TZ.
Z drugiej strony on - logicznie myslacy jak wiekszosc panow - z latwoscia
przyjal (i zastosowal w praktyce) opisana w ksiazce teorie.
Oczywiscie, ksiazka ta nie jest jakims tam wielkim dzielem psychologiczno -
filozoficznym, ale w sposob latwy i przyjemny wyjasnia pewne rzeczy, ktore
wiekszosc ludzi intuicyjnie przeczuwa, ale ich nie rozumie.A z braku
zrozumienia drugiej osoby (zwlaszcza plci przeciwnej) wynikaja czasem
prawdziwe nieszczescia...
Oczywiscie, wskazowki zawarte w tej ksiazce dotycza "przecietnej" kobiety i
"przecietnego" mezczyzny, wiec nie beda sie w calosci nadawaly dla kazdego (ja
np. w przeciwienstwie do wiekszosci kobiet mam tzw. "umysl scisly", ale tak
jak wiekszosc mam problemy z orientacja przestrzenna - a wiec wierze, ze
prawie kazdy cos cennego w tej ksiazce znajdzie).
Polecam jako wspolna (najlepiej) lekture w zimowe wieczory - mozna sie i
posmiac, i zastanowic.

Najciekawsze - w kontekscie Twojego postu - to fakt, ze kobieta potrzebuje
powiedziec dziennie ok. 4 razy wiecej slow niz mezczyzna, aby czuc komfort
psychiczny !
Mysle, ze Twoj maz przegaduje swoja pule w pracy, a Ty - nie majac sie do kogo
odezwac podczas dnia - zasypujesz go wieczorem potokiem tycm "limitem" slow,
co jest naturalne.
Postarajcie to sobie szczerze wyjasnic, a dodatkowo znajdz sobie kogos do
pogadania takze w czasie dnia, bedziesz czula mniejszy przymus rozmowy
wieczorem.
Nie uwazam, ze powinniscie rozmawiac tylko o "soczkach i kupkach", zastanow
sie, jakie tematy was oboje interesuja, jesli maz ma jakies hobby postaraj sie
i Ty tym zainteresowac, on na pewno to doceni i w rewanzu chetnie wyslucha
Ciebie.
Moze nie wypytuj go o prace - pewnie po calym dniu jest nia zmeczony i ma
ochote "po prostu posiedziec i wpatrywac sie w ogien" (to cytat z Peasow).
Na pewno sa jakies tematy, ktore pozwola sie jemu zrelaksowac po pracy, a
Tobie "wygadac". Postaraj sie zrozumiec potrzeby meza, ale jednoczesnie
postaraj sie mu zasugerowac Twoje.
Komprosmis jest podstawa zwiazku !

Kasia M.

--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/

Dominika Widawska

unread,
Jan 9, 2003, 8:27:31 AM1/9/03
to
Marcin Szeffer wrote:
>
[...]
> _mówi_się_ o sprawach codziennych, [...]
> Co do pracy: _mówi_się_ o rzeczach ważnych, gdzie mamy podjąć jakąś

> decyzję a sami nie jesteśmy pewni, jaką.
> _Nie_zalewamy_ małżonka paplaniną jak z MTV.
> O tym _się_mówi_, a nie o d...e Maryni.

Prosze, mow za siebie.
Bo wg mnie mowi sie, o czym sie chce, ile sie chce i z kim sie
chce.
Jak ktos lubi podejmowac decyzje sam, ale czerpie satysfakcje z
codziennego gadania o d...e Maryni, to coz Tobie, nam,
komukolwiek poza jego najblizszymi do tego?

Dominika

Marta Macnar

unread,
Jan 9, 2003, 8:25:17 AM1/9/03
to

Różnie pojmujemy sens rozmowy, inne mamy w tej
> dziedzinie potrzeby. Mój mąż traktuje rozmowę jedynie jako narzędzie
prowadzące
> do konkretnego, najczęściej bardzo praktycznego celu. Idea rozmowy jako
> rozrywki intelektualnej lub potrzeby samej w sobie przekracza jego
możliwości
> pojmowania :-)

Chyba wlasnie tak jest w naszym przypadku, poza tym
tak jak napisala wczesniej Variete ja lubie "klepanine"
a on nie - jest konkretny. Pocieszajace jest to iz widze
ze narazie sie stara ja tez - tzn. staram sie nie zalewac
go potokiem moich przemyslen czy zmuszac go do dlugasnych zwierzen.
marta


Sampolo

unread,
Jan 9, 2003, 8:31:28 AM1/9/03
to
> Obracasz się w dziwnym środowisku, to nie jest utopia, to świat dookola.
> --
> Pozdrawiam


fakt zapomniałęm o Matce Teresie z Kalkuty to jedyna kobieta która spełnia
ktyteria pełnej ciepla, wrażliwości i szacunku,

a świat do okoła to żebrzace dzieci na ulicy ile razy przeszłaś obok udając
że ich nie widzisz ? a ile razy zaprosiłaś je na jedzenie ?

pozdrawiam

Marcin Szeffer

unread,
Jan 9, 2003, 8:52:28 AM1/9/03
to
Dominika Widawska napisała

[...]
> > _mówi_się_ o sprawach codziennych, [...]
> > Co do pracy: _mówi_się_ o rzeczach ważnych, gdzie mamy podjąć jakąś
> > decyzję a sami nie jesteśmy pewni, jaką.
> > _Nie_zalewamy_ małżonka paplaniną jak z MTV.
> > O tym _się_mówi_, a nie o d...e Maryni.
>
> Prosze, mow za siebie.
> Bo wg mnie mowi sie, o czym sie chce, ile sie chce i z kim sie
> chce.

Jak oboje chcą to proszę ich bardzo. A jak nie chcą?

> Jak ktos lubi podejmowac decyzje sam, ale czerpie satysfakcje z
> codziennego gadania o d...e Maryni, to coz Tobie, nam,
> komukolwiek poza jego najblizszymi do tego?

Jasne, proszę ich bardzo chętnie.
Ale właśnie chodziło o to, że jedno chce, drugie nie, a to, które chce
nie może zrozumieć tego, które nie chce. A w końcu to gadanie
o d..;.e Maryni, więc czy warto kruszyć o to kopie, czy może
spróbować zrozumieć to drugie i ucichnąć na chwilę?

--
shroeder
No i oczywiście, że to, co napisałem, mówi o moich poglądach, ale
chyba po to Usenet jest? Nikt tu nie mówi za cały świat.

AsiaS

unread,
Jan 9, 2003, 8:41:25 AM1/9/03
to
Użytkownik "Sampolo"

> a świat do okoła to żebrzace dzieci na ulicy ile razy przeszłaś obok
udając
> że ich nie widzisz ? a ile razy zaprosiłaś je na jedzenie ?

Nie można zaspokoić wszystkich dookoła, ale według mnie minimalne
minimum człowieka to przejawiać te cechy _zawsze_ chociaż
wobec najbliższych: rodziny, przyjaciół, znajomych bliższych i dalszych.
Co do pomocy obcym myślę że ze mną także nie jest najgorzej. W każdym
bądź razie jak dla mnie to minimum normalności: ciepło, wrażliwość i
szacunek
w stosunku do ludzi z którymi w jakikolwiek sposób wiąże się życie.
--
Pozdrawiam
Asia

puchaty

unread,
Jan 9, 2003, 8:51:34 AM1/9/03
to

Użytkownik "Oasy" <un_...@poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:avjqls$cu0$1...@news.onet.pl...

> Moglbys rozwinac, ewentualnie podac jakis przyklad?

Jako jednostki, odrębne istoty, żyjemy w kręgu swoich własnych wyobrażen na
temat otaczającego nas świata. Te wyobrażenia, schematy myślowe itd wpływają
na jego odbiór. Świat zatem, mimo swej całej obiektywności jest dla nas
zbiorem subiektywnych ocen - bardziej lub mniej podobnych do ocen innych
jednostek. (np. inne postrzeganie Twej znajomej internetowej przez Ciebie i
przez Twoją żonę - wątek o zazdrości)
Mając wpływ na swe myśli, oceny, wrażenia (to jest założenie, na którym
buduję całą wypowiedź) mamy wpływ na nasze postrzeganie otoczenia.
Postrzeganie otoczenia determinuje nasz stosunek do niego, nasze zachowania
itd. To z kolei jest najczęściej funkcją stosunku otoczenia do nas samych.
Można podejść do problemu odpowiedzialności za własne myśli od strony
energetycznej (cokolwiek by to miało znaczyć:). Myśl jako forma energii
zasila podobne myśli ("podobne przyciąga podobne"). Stąd się np bierze
potocznie mówiąc "nakręcanie się". Myśli negatywne przyciągają takie same,
pozytywne ...
Ciężko o przykłady, ponieważ nie mamy wspólnych znajomych (by mieć wspólne
zdanie o ich światopoglądach). To, co się dzieje na grupie nie pozwala mi na
obserwację ewolucji poglądów jej uczestników wraz ze zmianą ich sytuacji
życiowej (może zbyt krótko tu jestem, może zbyt wiele masek na twarzach).
Jestem natomiast chyba (dla siebie przynajmniej) najlepszym przykładem
zasadności tej teorii. Przezwyciężenie pewnych blokad, schematów myślowych
itd udaje mi się (ciągła praca) poprzez branie odpowiedzialności za to, co
myślę.
Świat mój się zmienia i zmieniają ludzie wokół mnie.

puchaty


Jakub Słocki

unread,
Jan 9, 2003, 9:00:07 AM1/9/03
to
In article <avjtj9$o9a$1...@news.tpi.pl>, sam...@wp.pl says...

> > Obracasz się w dziwnym środowisku, to nie jest utopia, to świat dookola.
> > --
> > Pozdrawiam
>
>
> fakt zapomniałęm o Matce Teresie z Kalkuty to jedyna kobieta która spełnia
> ktyteria pełnej ciepla, wrażliwości i szacunku,

Dochodzi do tego np. AsiaS, czyli moja TZ.
Bo kobieta pelna ciepla, wrazliwosci i szacunku do innych.
Nie Tobie o tym decydowac, skoro nawet jej nie znasz.

> a świat do okoła to żebrzace dzieci na ulicy ile razy przeszłaś obok udając
> że ich nie widzisz ? a ile razy zaprosiłaś je na jedzenie ?

co z tego ze swiat taki jest na swiecie jest wiele roznych rzeczy. Jedne
kobiety wyzywaja mezow, inne sa po prostu inne.
A co do dzieci na ulicy. Ja nie daje im ani grosza. Moja TZ nie wiem,
pewnie tez nie. Nie raz widzialem co z tymi pieniedzmi sie dzieje.
Nie widze problemu natomiast z ew. daniem bulki itp.
Ja wole dac pieniadze komus o kim jestem przekonany ze takich ludzi
nakarmi.

K.

Dominika Widawska

unread,
Jan 9, 2003, 8:57:58 AM1/9/03
to
Marcin Szeffer wrote:
>
> Jak oboje chcą to proszę ich bardzo. A jak nie chcą?

Ja zglaszam zastrzezenia do uzytej przez Ciebie formy z cyklu
"robi sie tak, a nie inaczej".
A przeciez _robi_sie_ roznie.

> A w końcu to gadanie
> o d..;.e Maryni, więc czy warto kruszyć o to kopie, czy może
> spróbować zrozumieć to drugie i ucichnąć na chwilę?

A to juz odrebna kwestia.
Ale niepokojace byloby dla mnie bardzo, gdyby sie moje i mojego
TZ definiowanie d..y Maryni tak wyraznie rozjezdzalo.


> No i oczywiście, że to, co napisałem, mówi o moich poglądach, ale
> chyba po to Usenet jest? Nikt tu nie mówi za cały świat.

Ale mozna mowic w roznej formie. I warto moim zdaniem dokladac
staran, aby ta forma dawala swiadectwo, ze mowimy o swoich
pogladach. Zeby uniknac nieporozumien. I wierz mi, w Usenecie
nie brak ludzi, ktorzy mowia za caly swiat.

BTW, nie dopisuj komentarzy w sygnaturce, bo sie zapodziewaja.
:-)

Dominika

Jakub Słocki

unread,
Jan 9, 2003, 9:01:07 AM1/9/03
to
In article <avjrul$67h$1...@news.tpi.pl>, sam...@wp.pl says...

>
> > hamowac. Nie latwo jest sie zmienic ale da sie.
> >
>
> Najwiekszym kłamstwem świata jest ..."zmienie się dla Ciebie"

Moze w przypadku niektorych ludzi tak. Ale inni potrafia sie zmienic. To
ze nie spotkales kogos takiego to nie znaczy ze takich nie ma.

K.

puchaty

unread,
Jan 9, 2003, 9:09:54 AM1/9/03
to

Użytkownik "Dariusz Zmokly" <SPAMFR...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:avjqvf$c7f$5...@news.tpi.pl...

> Hmm. Jesli za mysla nie ida czyny to nie.

Problem w tym, że najczęściej idą (prędzej czy później)

> W glowie czlowieka pojawia sie wiele mysli, czesc jest
> bardzo negatywna trudno brac za nie odpowiedzialnosc.

To kto jest zatem za nie odpowiedzialny? Albo inaczej - kto je tworzy?

Nie mówiąc już o tym, że zgrzeszyć można:
"MYŚLĄ, mową, uczynkiem i zaniedbaniem" :-)))

puchaty - nie znów taki pobożny ;-)


Marcin Szeffer

unread,
Jan 9, 2003, 9:32:56 AM1/9/03
to
Dominika Widawska napisała

[...]


> > Jak oboje chcą to proszę ich bardzo. A jak nie chcą?
>
> Ja zglaszam zastrzezenia do uzytej przez Ciebie formy z cyklu
> "robi sie tak, a nie inaczej".
> A przeciez _robi_sie_ roznie.

Dobra, może faktycznie sformułowanie "robi się" było zbyt autorytatywne.

> > A w końcu to gadanie
> > o d..;.e Maryni, więc czy warto kruszyć o to kopie, czy może
> > spróbować zrozumieć to drugie i ucichnąć na chwilę?
>
> A to juz odrebna kwestia.
> Ale niepokojace byloby dla mnie bardzo, gdyby sie moje i mojego
> TZ definiowanie d..y Maryni tak wyraznie rozjezdzalo.

Nie tak znowu ogólnie.
Dla niego "d..a Maryni" to gadanie o ciuchach/kuchni/robótkach ręcznych/
o tym, co będzie jutro na obiad.
Dla Ciebie "Maryniowa d." to konfiguracja karty graficznej, grzebanie w
samochodowym silniku/remont mieszkania/majsterkowanie/piłka nożna.
Chodzi o to, żeby wyczuć, co dla tego drugiego jest nieciekawe i odpuścić
sobie informowanie tego drugiego o wszystkim. Ktoś tu napisał, że kobieta
_musi_ powiedzieć 4x więcej niż mężczyzna w ciągu dnia. Ale nigdzie nie
napisano, że mężczyzna _musi_ tego wszystkiego słuchać. Pewnie odwrotne
sytuacje też się zdarzają, (że facet mówi więcej), a w końcu kobieta też nie
musi tego _wszystkiego_ wysłuchiwać. Dajmy sobie żyć we wzajemnym
spokoju.

> BTW, nie dopisuj komentarzy w sygnaturce, bo sie zapodziewaja.

No tak, następny nieoutlookowiec, w końcu przyjdzie zmienić czytnik,
ale gdzie ja drugi taki ładny i lamerski znajdę... ;))

--
shroeder
Disclaimer: _Ja_ mówię zawsze za siebie! :)

Sampolo

unread,
Jan 9, 2003, 9:18:55 AM1/9/03
to

> Dochodzi do tego np. AsiaS, czyli moja TZ.
> Bo kobieta pelna ciepla, wrazliwosci i szacunku do innych.
> Nie Tobie o tym decydowac, skoro nawet jej nie znasz.
>

wrażliwość, szacnek i ciepło tyczy sie wszystkich ludzi a nie zachowania do
najbliższej rodziny czy przyjaciół


> > a świat do okoła to żebrzace dzieci na ulicy ile razy przeszłaś obok
udając
> > że ich nie widzisz ? a ile razy zaprosiłaś je na jedzenie ?
>
> co z tego ze swiat taki jest na swiecie jest wiele roznych rzeczy. Jedne
> kobiety wyzywaja mezow, inne sa po prostu inne.
> A co do dzieci na ulicy. Ja nie daje im ani grosza. Moja TZ nie wiem,
> pewnie tez nie. Nie raz widzialem co z tymi pieniedzmi sie dzieje.
> Nie widze problemu natomiast z ew. daniem bulki itp.
> Ja wole dac pieniadze komus o kim jestem przekonany ze takich ludzi
> nakarmi.

Liczy się czynność a nie bierność, Chęci to za mało i nie jest tłumaczeniem
to że widziałem co z tymi pieniędzmi się dzieje, nie należy brać wszystkich
jedną miarka, nie wszystkie osoby "żebrzące" kupują za to alkohol, a
wystarczy podejść i zaprosić na posiłek w pobliskiej restauracji.
Ale zdecydowana większość nas porostu stara się tego nie widzieć, jest to
bardzo przykre, dlatego nadal twierdze ze ... "Nie burzy marzenia o kobiecie
pełnej ciepła, wrażliwości i szacunku do innych? "... zresztą mężczyzn to
też się tyczy.
Ogólnie panuje wielka znieczulica społeczna, siedzimy w ciepłym domku przed
komputerkiem i udajemy że jesteśmy moralni ale tak naprawdę nie wiele robimy
żeby pomóc drugiemu człowiekowi okazując mu ciepło, wrażliwości i szacunek
nie tylko myślami ale i czynami, szkoda że takich ludzi jak Owsiak jest tak
malutko
przykre to ale prawdziwe

pozdrawiam sampolo

puchaty

unread,
Jan 9, 2003, 9:25:38 AM1/9/03
to

Użytkownik "Sampolo" <Sam...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:avk0c5$p6l$1...@news.tpi.pl...

> Liczy się czynność a nie bierność, Chęci to za mało i nie jest
tłumaczeniem
> to że widziałem co z tymi pieniędzmi się dzieje, nie należy brać
wszystkich
....

Wczoraj musiałeś być na jakimś haju ;)

A dzisiaj, no proszę :-)))

pozdrawiam,

puchaty


Dariusz Zmokly

unread,
Jan 9, 2003, 9:30:34 AM1/9/03
to
puchaty wrote:

> twarzach). Jestem natomiast chyba (dla siebie przynajmniej) najlepszym
> przykładem zasadności tej teorii. Przezwyciężenie pewnych blokad,
> schematów myślowych itd udaje mi się (ciągła praca) poprzez branie
> odpowiedzialności za to, co myślę.
> Świat mój się zmienia i zmieniają ludzie wokół mnie.

Aha. No teraz Twoja wypowiedz jest mi blizsza.
Moge tylko dodac, ze wazniejsze sa mysli ktore czesciej pojawiaja
sie w glowie od tych ktore raz czy kilka razy pojawily sie.
A to dlatego, ze jesli codziennie myslisz zeby np. zabic szefa to byc moze
za 5 lat to faktycznie zrobisz. Zatem problemem moga byc takie natarczywe
mysli. Jednorazowe sa niegrozne ;)

Co do natomiast wplywu mysli na relacje z innymi to fakt jest taki
wplyw. Jednak z drugiej strony nie mozna przeciez wszystkich lubic.
Czesc ludzi lubisz, czesci nie cierpisz. Co zatem proponujesz zrobic
z myslami dotyczacymi tych ostatnich?

globi

AsiaS

unread,
Jan 9, 2003, 9:33:44 AM1/9/03
to
Użytkownik "Sampolo"

> wrażliwość, szacnek i ciepło tyczy sie wszystkich ludzi a nie zachowania
do
> najbliższej rodziny czy przyjaciół

Świat jaki nam pokazujesz to świat gdzie nawet żona wobec męża
nie ma wrażliwości, szacunku i ciepła więc jak możesz pisać
tym którzy żyją tymi zasadami ze wszystkimi osobami jakie znają
że to tyczy się wszystkich ludzi? :(
To są zasady z gatunku takich które najpierw trzeba przyjąć do swojego
serca i mieć je za naturalne, potem próbować wobec tych których
się kocha, potem iść coraz dalej w stronę obcych aż do doskonałości
która jak wiadomo nie istnieje więc nie moze się tyczyć "wszystkich".
Nie da się tak po prostu z chwilą postanowienia stać się ideałem;

> Ogólnie panuje wielka znieczulica społeczna, siedzimy w ciepłym domku
przed
> komputerkiem i udajemy że jesteśmy moralni ale tak naprawdę nie wiele
robimy
> żeby pomóc drugiemu człowiekowi okazując mu ciepło, wrażliwości i
szacunek

Myślę że zza swojego komputerka nie masz prawa ani nawet wystarczającej
wiedzy żeby oceniać kto z nas jest moralny a kto nie, kto z nas
okazuje te zasady i na jak dużą skalę a kto nie. Nie sądzisz?
--
Pozdrawiam
Asia

Dariusz Zmokly

unread,
Jan 9, 2003, 9:36:01 AM1/9/03
to
Sampolo wrote:

> Ogólnie panuje wielka znieczulica społeczna, siedzimy w ciepłym domku
> przed komputerkiem i udajemy że jesteśmy moralni ale tak naprawdę nie
> wiele robimy

Tak. To moze niech kazdy z czytajacych ta liste zrobi dzisiaj pozytywny
gest do jakiejs osoby w potrzebie, w zlym humorze czy cokolwiek ;)

globi

agi ( fghfgh )

unread,
Jan 9, 2003, 9:40:05 AM1/9/03
to
Sampolo wrote:

> a świat do okoła to żebrzace dzieci na ulicy ile razy przeszłaś obok udając
> że ich nie widzisz ? a ile razy zaprosiłaś je na jedzenie ?

Swiat dookola to _rowniez_ zebrzace dzieci na ulicy.
To, ze istnieja ciemne strony swiata nie neguje istnienia tych dobrych.
Wystarczy chciec je zauwazac i starac sie je tworzyc w swoim otoczeniu,
zyciu. Na tym poziomie jestes w stanie sam tworzyc swój swiat. Te
'utopie' istnieja i sprawdzaja sie u innych bo oni je kreuja, u Ciebie
nie - bo zalozyles, ze to niemozliwe.
pzdr
agi zyjaca w utopii

PS próbowales dawac jedzenie zebrzacemu dziecku a nie pieniadze? Jaka
byla reakcja? Bo u mnie w 3 przypadkach na 4 bylo:
-wyrzucenie bulki do smieci,
-wysmianie i odmowa przyjecia,
-szybka rejterada z mruczeniem pod nosem o czegos wariatkach
Ten 4 przypadek to podziekowanie i przyjecie kanapek...ale nadal nie
wiem co z nimi zrobilo po moim odejsciu

Jakub Słocki

unread,
Jan 9, 2003, 9:54:39 AM1/9/03
to
In article <avk0c5$p6l$1...@news.tpi.pl>, Sam...@wp.pl says...

>
> > Dochodzi do tego np. AsiaS, czyli moja TZ.
> > Bo kobieta pelna ciepla, wrazliwosci i szacunku do innych.
> > Nie Tobie o tym decydowac, skoro nawet jej nie znasz.
> wrażliwość, szacnek i ciepło tyczy sie wszystkich ludzi a nie zachowania do
> najbliższej rodziny czy przyjaciół

tak, ale osoba, ktora nie ma tych cech dla rodziny czy przyjaciol
zapewne nie ma ich dla innych. Poza tym nadal nie widze skad czerpiesz
informacje o akurat mojej zonie.

Do tego wrazliwosc, szacunek i cieplo dla obcych nie musi wyrazac sie w
karmieniu wszystkich i rozdawnictwie zebrakom.

> Liczy się czynność a nie bierność, Chęci to za mało i nie jest tłumaczeniem
> to że widziałem co z tymi pieniędzmi się dzieje, nie należy brać wszystkich
> jedną miarka, nie wszystkie osoby "żebrzące" kupują za to alkohol, a
> wystarczy podejść i zaprosić na posiłek w pobliskiej restauracji.

Wystarczy dac im bulke, vide przyklad Agi z postu nizej.

> Ogólnie panuje wielka znieczulica społeczna, siedzimy w ciepłym domku przed
> komputerkiem i udajemy że jesteśmy moralni ale tak naprawdę nie wiele robimy
> żeby pomóc drugiemu człowiekowi okazując mu ciepło, wrażliwości i szacunek
> nie tylko myślami ale i czynami, szkoda że takich ludzi jak Owsiak jest tak
> malutko

Ja sie bie uwazam za moralnego. W wielu kwestiach jest to w zgodzie z
moralnoscia innych, w niektorych nie, ale tak jest w spoleczenstwie.
Natomiast co do pomocy drugiemu czlowiekowi - pomagam jak umiem i komu
uwazam. A przede wszystkim wartosciuje w jakiej kolejnosci osob dawac
myslami, emocjami i czynami.

Ty jak widac jestes czlowiekiem o totalnej miarce - jest tylko
znieczulica i brak pewnych cech, albo jest sie Matka Teresa czy
Owsiakiem.

K.

Dariusz Zmokly

unread,
Jan 9, 2003, 9:48:36 AM1/9/03
to
AsiaS wrote:

> Nie da się tak po prostu z chwilą postanowienia stać się ideałem;

Madre! To musi plynac 'z serca' nie 'z glowy'.

globi

agi ( fghfgh )

unread,
Jan 9, 2003, 9:52:48 AM1/9/03
to

Sampolo wrote:
>
> Użytkownik "Marta Macnar" <mart...@wp.pl> napisał w wiadomości
> news:avhv6r$c8q$1...@news.tpi.pl...
> > Troszke nie wyczules sytuacji ale proba nazywania mnie
> > kurwa to przesada (nie lubie eufemizmow).
>
> nie nazwałem Cie taki słowem niegdzie , na myśli miałem materializm a twoje
> skojarzenia świadczą o czym innym

Wtrace sie- mam wrazenie, ze Marta miala na mysli intencje ukryte w
wypowiedzi meza a nie Twojej.
pzdr
agi

Hanka Skwarczyńska

unread,
Jan 9, 2003, 10:13:27 AM1/9/03
to
Użytkownik "Sampolo" <Sam...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:avk0c5$p6l$1...@news.tpi.pl...
> [...] wrażliwość, szacnek i ciepło tyczy sie

> wszystkich ludzi a nie zachowania do
> najbliższej rodziny czy przyjaciół
> [...]

A ponieważ mało kto potrafi okazywać wrażliwość, szacunek i
ciepło absolutnie wszystkim łącznie z menelami na dworcu, należy
sobie odpuścić i uznać za normę określanie własnego męża
epitetami genitalnymi. Dobrze zrozumiałam?
--
Hanka Skwarczyńska
i kotek Behemotek
KOTY. KOTY SĄ MIŁE


margola & zielarz

unread,
Jan 9, 2003, 9:45:10 AM1/9/03
to

Użytkownik "Sampolo" <sam...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:avjtj9$o9a$1...@news.tpi.pl...

> fakt zapomniałęm o Matce Teresie z Kalkuty to jedyna kobieta która spełnia
> ktyteria pełnej ciepla, wrażliwości i szacunku,

Jedyna Tobie znana - i to nie osobiscie. A Twoja Mama?

>
> a świat do okoła to żebrzace dzieci na ulicy ile razy przeszłaś obok
udając
> że ich nie widzisz ? a ile razy zaprosiłaś je na jedzenie ?


w kazdym razie nie wyzywalam ich od tych, co to wymieniles wczesniej.
Zapraszac nie zapraszalam, ale dawalam jedzenie. Nie pieniadze, a jedzenie
wlasnie.

Margola
(w sumie mnie wystarczy, zeby moj TZ nie wyzywal mnie od najgorszych. Dzieci
zebrzacych do domu juz zapraszac nie musi, ale jesli to zrobi, to nie
wyrzuce)


Sampolo

unread,
Jan 9, 2003, 10:36:26 AM1/9/03
to

> tak, ale osoba, ktora nie ma tych cech dla rodziny czy przyjaciol
> zapewne nie ma ich dla innych. Poza tym nadal nie widze skad czerpiesz
> informacje o akurat mojej zonie.
>

nie czerpie żadnych inforamcji o Twojej żonie i nie pije też do niej tylko
do ogółu. Powtarzam to tyczy sie zdecydowanej wiekszości


> Wystarczy dac im bulke, vide przyklad Agi z postu nizej.
>

wystarczy dać im bułke ? a Ty lubisz jeść posną bułkę ? Tak to jest już gest
"bułka"

sampolo

Sampolo

unread,
Jan 9, 2003, 10:41:21 AM1/9/03
to

> Myślę że zza swojego komputerka nie masz prawa ani nawet wystarczającej
> wiedzy żeby oceniać kto z nas jest moralny a kto nie, kto z nas
> okazuje te zasady i na jak dużą skalę a kto nie. Nie sądzisz?
> --
> Pozdrawiam
> Asia

myślę ze nie oceniam, wypowiedam głóśno co myśle,

sampolo

agi ( fghfgh )

unread,
Jan 9, 2003, 10:53:34 AM1/9/03
to

Sampolo wrote:

> wystarczy dać im bułke ? a Ty lubisz jeść posną bułkę ? Tak to jest już gest
> "bułka"

Przepraszam byles kiedys autentycznie glodny? Tak naprawde, do tego
stopnia, ze poszedles zebrac? Skoro zebrzacy z glodu to nie ma fanaberii
pt. obiad z restauracji jest 'cacy' a bulka pszenna jest 'be'.
Jak dla mnie - skoro mówi, ze glodny-dostaje cos do jedzenia ( a kanapki
przy sobie zazwyczaj akurat nosze ), albo idziemy _wspolnie_ kupic
chocby hamburgera; skoro mówi, ze okradli go i nie ma na bilet- ok
idziemy to zglosic na dworcowy komisariat _i potem_ kupic bilet ( zebys
wiedzial jakim kurcgalopkiem facet na dworcu ode mnie zwiewal po tej
propozycji ); skoro mówi, ze zbiera na poczet domu dziecka czy na
operacje chorej "Alicji" - poprosze numer konta i dane dotyczace tej
akcji.
I wiesz? Jakos powoli odechciewa mi sie dawac tym biednym zebrzacym -
Wole dac psu czy kotu bezpanskiemu. Ono przynajmniej zje bez fanaberii
bo jest autentycznie a nie na pokaz glodne.
pzdr
agi

Oasy

unread,
Jan 9, 2003, 10:00:53 AM1/9/03
to

"puchaty" <padis...@wp.pl> schrieb im Newsbeitrag
news:avjuqe$o52$1...@news.onet.pl...

[...ciach powalajaco madry post ....]

No coz, po raz kolejny lamie swiadomie netykiete. Pisze post tylko po to by
pochylic czola z podziwem :-))))

No moze jeszcze drobne sprostowanie:


> (np. inne postrzeganie Twej znajomej internetowej przez Ciebie i
> przez Twoją żonę - wątek o zazdrości)

Pewnie nie dosc jasno to opisalem, a moze i troszke celowo, ale chodzilo
wlasnie o to ze To wyobrazenie bylo bardzo podobne:-)) Ale mysle ze rozumiem
co chciales przez ten przyklad powiedziec.

Pozdrawiam
Andrzej


Jakub Słocki

unread,
Jan 9, 2003, 12:10:25 PM1/9/03
to
1. umieszczaj wrotki w postach.


Użytkownik "Sampolo" <Sam...@wp.pl> napisał w wiadomości

news:avk4ti$h0p$1...@news.tpi.pl...


| > Wystarczy dac im bulke, vide przyklad Agi z postu nizej.
| >
|
| wystarczy dać im bułke ? a Ty lubisz jeść posną bułkę ? Tak to jest już
gest
| "bułka"

Ja uwielbiam jesc bułki. Serio. Nie ma nic lepszego niż milutka świeżutka
pachnąca bułeczka. Bez omasty. To psuje efekt. (zrozumiałem że chodzi Ci o
bułkę pez dodatków -> "posną" znaczy postną)

Poza tym znowu jak mnie Agi uprzedziła, nie dam temu komuś kawioru z
szampanem, a jak che jeść to bułką nie powinien gardzić.

K.

puchaty

unread,
Jan 10, 2003, 2:08:45 AM1/10/03
to

Użytkownik "Dariusz Zmokly" <SPAMFR...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:avk17b$5df$1...@news.tpi.pl...

> Aha. No teraz Twoja wypowiedz jest mi blizsza.
> Moge tylko dodac, ze wazniejsze sa mysli ktore czesciej pojawiaja
> sie w glowie od tych ktore raz czy kilka razy pojawily sie.
Też tak uważam!

> A to dlatego, ze jesli codziennie myslisz zeby np. zabic szefa to byc moze
> za 5 lat to faktycznie zrobisz. Zatem problemem moga byc takie natarczywe
> mysli.

Dodałbym jeszcze, że myśląc tak o swoim szefie narażałbyś się na to, że on
wcześniej Ciebie skrzywdzi :-)

> Co do natomiast wplywu mysli na relacje z innymi to fakt jest taki
> wplyw. Jednak z drugiej strony nie mozna przeciez wszystkich lubic.
> Czesc ludzi lubisz, czesci nie cierpisz. Co zatem proponujesz zrobic
> z myslami dotyczacymi tych ostatnich?

Bardziej zwracałbym uwagę na to, CO POWODUJE, że kogoś nie lubisz. Nie
chodzi tu o WYPIERANIE negatywnych myśli ale o poznanie schematów, którymi
kieruje się nasza podświadomość. Nic nie da wmawianie sobie "Bardzo go
lubię" jeśli całe Twoje jestestwo mówi "to wierutne kłamstwo!". Można się
wpędzić w schizofrenię ;-).
A może poprzez taką analizę znajdziesz w sobie cechy, ktorych nie
akceptujesz o innych? Jak już wiesz co Ci w sobie nie pasuje, możesz z tym
"pracować". (często sam fakt uświadomienia sobie tych mechanizmów jest
wielkim krokiem)

Odpowiadając jednym zdaniem na pytanie - obserwowuj te myśli, zastanawiaj
się skąd się biorą, spróbuj pracować z ich powodami i ... nie czuj się
winnym, że są! (i myśli i ich powody).

puchaty

Dominika Widawska

unread,
Jan 10, 2003, 4:16:50 AM1/10/03
to
Marcin Szeffer wrote:
>
> Dobra, może faktycznie sformułowanie "robi się" było zbyt autorytatywne.

:-)))))))))))))))



> Nie tak znowu ogólnie.
> Dla niego "d..a Maryni" to gadanie o ciuchach/kuchni/robótkach ręcznych/
> o tym, co będzie jutro na obiad.

Roznie jest z roznymi "Onymi".
Moj TZ akurat wykazuje wystarczajace zainteresowanie kwestiami w
stylu wymienionych przez Ciebie.

> Dla Ciebie "Maryniowa d." to konfiguracja karty graficznej, grzebanie w
> samochodowym silniku/remont mieszkania/majsterkowanie/piłka nożna.

No i tu szczesliwie tez mam pewien prog zainteresowania dla
"jego" tematow.
Chyba mnie mylisz z inicjatorka watku. :-)

> Chodzi o to, żeby wyczuć, co dla tego drugiego jest nieciekawe i odpuścić
> sobie informowanie tego drugiego o wszystkim.

Z grubsza masz racje. O ile jest to mozliwe.
Jesli jedna strona MUSI powiedziec o czyms, czego NIE CHCE
sluchac druga i sytuacja powtarza sie notorycznie, to dobor
partnerow sie nie powiodl. :-(

> Ktoś tu napisał, że kobieta
> _musi_ powiedzieć 4x więcej niż mężczyzna w ciągu dnia. Ale nigdzie nie
> napisano, że mężczyzna _musi_ tego wszystkiego słuchać.

No, nie zaszkodziloby, zeby kobieta miala inna kobiete do
wzajemnego wygadywania sie regularnego.
:-))))))))))))))))

> Dajmy sobie żyć we wzajemnym
> spokoju.

I w tym caly jest ambaras...

Dominika

Oasy

unread,
Jan 10, 2003, 4:59:30 AM1/10/03
to

"puchaty" <padis...@wp.pl> schrieb im Newsbeitrag
news:avlrj6$gb$1...@news.onet.pl...

> Odpowiadając jednym zdaniem na pytanie - obserwowuj te myśli, zastanawiaj
> się skąd się biorą, spróbuj pracować z ich powodami i ... nie czuj się
> winnym, że są! (i myśli i ich powody).

Z konstruktywnych mysli dodalbym jeszcze ze po probie okreslenia dlaczego
dany gosc jest nie lubiany, mozna przemyslec czy my czasem nie powielamy
tych nie lubianych schematow, lub jak ich ewentualnie w przyszlosci nie
powielac. Oraz jak mozna ewentualnie mu pomoc, w zasadzie w jego problemie.
Wczesniej mozna pomyslec tez czy dany gosc nie jest lubiany przez wieksza
ilosc ilosc ludzi, czy tylko przeze mnie, bo w tym przypadku juz na pewno
mozna wyciagac konstruktywne wnioski i podejrzewam ze jeszcze wiele innych
pozytywnych mysli moze przyjsc do glowy po tym jak minie ta pierwsza ze
"najchetniej bym go zaje......" ;-))))
Generalnie rozumiem ze nalezy brac odpowiedzialnosc nie za pojawianie sie
swoich mysli, a za kierowanie ich na wlasciwe drogi. Choc mysle ze nad
pojawianiem sie mysli tez mozna pracowac, ale raczej u potomstwa, starajac
sie byc dobrym przykladem.

Pozdrawiam
Andrzej


Marcin Szeffer

unread,
Jan 10, 2003, 5:00:20 PM1/10/03
to
Dominika Widawska napisała

> > Nie tak znowu ogólnie.
> > Dla niego "d..a Maryni" to gadanie o ciuchach/kuchni/robótkach ręcznych/
> > o tym, co będzie jutro na obiad.
>
> Roznie jest z roznymi "Onymi".
> Moj TZ akurat wykazuje wystarczajace zainteresowanie kwestiami w
> stylu wymienionych przez Ciebie.
>
> > Dla Ciebie "Maryniowa d." to konfiguracja karty graficznej, grzebanie w
> > samochodowym silniku/remont mieszkania/majsterkowanie/piłka nożna.
>
> No i tu szczesliwie tez mam pewien prog zainteresowania dla
> "jego" tematow.

Chodzi o pewien przykład, zobrazowanie sytuacji, a nie o jeden konkretny
przypadek. Może być tak, że On siedzi w kuchni, a Ona grzebie w
komputerowych flakach - jak kto lubi. Można mieć różne hobby a mimo
to świetnie się rozumieć...np. moja żona i ja.

[...]


> > Chodzi o to, żeby wyczuć, co dla tego drugiego jest nieciekawe i
odpuścić
> > sobie informowanie tego drugiego o wszystkim.
>
> Z grubsza masz racje. O ile jest to mozliwe.
> Jesli jedna strona MUSI powiedziec o czyms, czego NIE CHCE
> sluchac druga i sytuacja powtarza sie notorycznie, to dobor
> partnerow sie nie powiodl. :-(

Abyt autorytatywne stwierdzenie. Rozwiązanie sama podałaś niżej:

> > Ktoś tu napisał, że kobieta
> > _musi_ powiedzieć 4x więcej niż mężczyzna w ciągu dnia. Ale nigdzie nie
> > napisano, że mężczyzna _musi_ tego wszystkiego słuchać.
>
> No, nie zaszkodziloby, zeby kobieta miala inna kobiete do
> wzajemnego wygadywania sie regularnego.
> :-))))))))))))))))

I właśnie tej wersji powinni się wtedy trzymać :)

> > Dajmy sobie żyć we wzajemnym
> > spokoju.
>
> I w tym caly jest ambaras...

To nie ambaras. To kwestia umiejętności wzajemnej, bezkonfliktowej
koegzystencji, osiągania kompromisów, a nie stawiania na ostrzu noża
sprawy, że on(ona) _musi_ za wszelką cenę wysłuchać _wszystkiego_
co ja powiem...bo inaczej pa pa.

--
shroeder

Bea

unread,
Jan 11, 2003, 4:02:25 AM1/11/03
to

Użytkownik "Jakub Słocki" <ja...@slocki.net.nospam> napisał w wiadomości
news:avkaee$mm4$1...@news.onet.pl...

Dawanie na ulicy pieniędzy jest pewną formą lenistwa umysłowego.
Wygodnie jest przekazaniem paru złotych zbawiać świat,
zamykać oczy na to że często dajemy zwykłym oszustom.
Dlatego ja osobiście zgadzam się z Agą i Jakubem że ważniejsze jest
wspieranie
instytucji ktore naprawdę pomagają, jutro szykuje się wielka akcja
integrująca naszych rodaków przez pomaganie tym którzy tego
najbardziej potrzebują.

My nie dajemy na ulicy pięniedzy (parę postnych bułek wylądowało w koszu)
i chętnie bierzemy udział w wielu akcjach zorganizowanych.

Bea

jacek

unread,
Jan 11, 2003, 5:41:25 AM1/11/03
to

" Dunia" <duni...@NOSPAM.gazeta.pl> wrote in message
news:avjt4d$155$1...@news.gazeta.pl...
> Marta Macnar <mart...@wp.pl> napisał(a):

> Moze nie wypytuj go o prace - pewnie po calym dniu jest nia zmeczony i ma
> ochote "po prostu posiedziec i wpatrywac sie w ogien" (to cytat z Peasow).
> Na pewno sa jakies tematy, ktore pozwola sie jemu zrelaksowac po pracy, a
> Tobie "wygadac". Postaraj sie zrozumiec potrzeby meza, ale jednoczesnie
> postaraj sie mu zasugerowac Twoje.
> Komprosmis jest podstawa zwiazku !

nic dodać zgadzam sie w pełni

Jacek


Botwinka

unread,
Jan 11, 2003, 4:41:44 AM1/11/03
to
Dnia 2003-01-08 19:00, Użytkownik Basia Zygmańska napisał:

> >
> > szczęściarą będziesz za kilkanaście lat - jeśli nic się nie
> zmieni.......
> >
>
> Ja jestem 19 lat po ślubie, a 23,5 lata znajomości sporo sie zmieniło,
> ale cały czas mamy o czym rozmawiać.
>
> A jak pisałam - moje lęki mąż traktuje różnie - to głównie zależy od
> tego w jakim sam jest nastroju (teraz akurat złym).

Ja mam ciut mniejszy staż od Basi, tylko 15 lat, ale _zawsze_
rozmawiamłam i rozmaiwam z moim mężem o wszystkim.
Półtora roku temu przeprowadziliśmy się do innego miasta i tu nie mamy
przyjaciół. Mój mąż jest moim przyjacielem, ale to już wiedziałam przed
ślubem :-).

--
Pozdrawiam Botwinka

Botwinka

unread,
Jan 11, 2003, 4:54:13 PM1/11/03
to
Dnia 2003-01-09 14:25, Użytkownik Marta Macnar napisał:

> Różnie pojmujemy sens rozmowy, inne mamy w tej
> > dziedzinie potrzeby. Mój mąż traktuje rozmowę jedynie jako narzędzie
> prowadzące
> > do konkretnego, najczęściej bardzo praktycznego celu. Idea rozmowy jako
> > rozrywki intelektualnej lub potrzeby samej w sobie przekracza jego
> możliwości
> > pojmowania :-)
>
> Chyba wlasnie tak jest w naszym przypadku, poza tym
> tak jak napisala wczesniej Variete ja lubie "klepanine"
> a on nie - jest konkretny. Pocieszajace jest to iz widze
> ze narazie sie stara ja tez - tzn. staram sie nie zalewac
> go potokiem moich przemyslen czy zmuszac go do dlugasnych zwierzen.
> marta

Ja widzę jeszcze jedną rzecz. Ty jesteś w domu z dzieckiem, on w pracy.
Czyli, po jego powrocie Ty oczekujesz, że nareszcie porozmawiasz z
dorosłą osobą, nawet o byle czym odreagowując tym samym czas teleranka w
tv czy rozmów i zabaw tylko z dzieckiem, a on po pracy (może bardzo
wymagającej od niego gadania, przebywania wśród ludzi itd) szuka w domu
ciszy i spokoju.
To raczej trudno pogodzić.

--
Pozdrawiam Botwinka

Dominika Widawska

unread,
Jan 13, 2003, 4:13:37 AM1/13/03
to
Marcin Szeffer wrote:
>
> > Z grubsza masz racje. O ile jest to mozliwe.
> > Jesli jedna strona MUSI powiedziec o czyms, czego NIE CHCE
> > sluchac druga i sytuacja powtarza sie notorycznie, to dobor
> > partnerow sie nie powiodl. :-(
> Zbyt autorytatywne stwierdzenie. Rozwiązanie sama podałaś niżej:

Nie zgadzam sie, zwroc uwage, ze napisalam, iz JEDNO MUSI, a
DRUGIE NIE CHCE.
I wtedy to jest problem. Acz wiem, ze to skrajny przypadek.
(jedno musi o chorobie dziecka, debecie na koncie, a drugie nie
chce i juz)

> > I w tym caly jest ambaras...
> To nie ambaras. To kwestia umiejętności wzajemnej, bezkonfliktowej
> koegzystencji, osiągania kompromisów, a nie stawiania na ostrzu noża
> sprawy, że on(ona) _musi_ za wszelką cenę wysłuchać _wszystkiego_
> co ja powiem...bo inaczej pa pa.

No i to jest wlasnie ten ambaras, dwoje ludzi musi chciec dojsc
do porozumienia.
:-)

Dominika

Marcin Szeffer

unread,
Jan 13, 2003, 7:25:06 AM1/13/03
to
Dominika Widawska napisała
[...]
Dobra, niech będzie.
:)

--
shroeder

Dariusz Zmokly

unread,
Jan 13, 2003, 9:17:56 AM1/13/03
to
puchaty wrote:

> Odpowiadając jednym zdaniem na pytanie - obserwowuj te myśli, zastanawiaj
> się skąd się biorą, spróbuj pracować z ich powodami i ... nie czuj się
> winnym, że są! (i myśli i ich powody).

Jednym slowem zazen! ;)

globi

puchaty

unread,
Jan 13, 2003, 9:25:00 AM1/13/03
to

Użytkownik "Dariusz Zmokly" <SPAMFR...@wp.pl> napisał w wiadomości
news:avui0n$ls5$1...@news.tpi.pl...
> Jednym slowem zazen! ;)

No prawie :-)

puchaty

W zazen już chyba nie ma nawet obserwacji - o ile się orientuję.


jacek

unread,
Jan 13, 2003, 6:31:31 PM1/13/03
to

"AsiaS" <as...@nospam.pro.onet.pl> wrote in message
news:avk18r$109$1...@news.onet.pl...

> Użytkownik "Sampolo"
> > wrażliwość, szacnek i ciepło tyczy sie wszystkich ludzi a nie zachowania
> do
> > najbliższej rodziny czy przyjaciół
>
> Świat jaki nam pokazujesz to świat gdzie nawet żona wobec męża
> nie ma wrażliwości, szacunku i ciepła więc jak możesz pisać
> tym którzy żyją tymi zasadami ze wszystkimi osobami jakie znają
> że to tyczy się wszystkich ludzi? :(

[ciach]

az się boję co jaki misz-masz przakazujesz dzieciom w Twoim domu dziecka,
zona bluzgająca i milość do ludzi, jak Ty się w tym odnajdujesz?

Jacek


AsiaS

unread,
Jan 13, 2003, 6:32:42 PM1/13/03
to
Użytkownik "jacek"

> az się boję co jaki misz-masz przakazujesz dzieciom w Twoim domu dziecka,
> zona bluzgająca i milość do ludzi, jak Ty się w tym odnajdujesz?

Hmm.. zastanawiam się czy przez przypadek nie przyciąłeś
tego posta odpowiednio czy świadomie skierowałeś te słowa
do mnie.
--
Pozdrawiam
Asia

jacek

unread,
Jan 13, 2003, 6:39:33 PM1/13/03
to

"AsiaS" <as...@nospam.pro.onet.pl> wrote in message
news:avvibg$d9r$1...@news.onet.pl...

Jesli tak wyszlo to przepraszam
nie o to mi chodzilo
Jacek


AsiaS

unread,
Jan 13, 2003, 6:40:58 PM1/13/03
to
Użytkownik "jacek"

> Jesli tak wyszlo to przepraszam
> nie o to mi chodzilo

Ależ nic się nie stało:) Byłam tylko ciekawa:)
Dobranoc:)
Asia

jacek

unread,
Jan 13, 2003, 6:41:43 PM1/13/03
to

"AsiaS" <as...@nospam.pro.onet.pl> wrote in message
news:avvibg$d9r$1...@news.onet.pl...

Ale gapa ze mnie, wkurzyło mnie takie mieszanie jednego z drugim w wydaniu
Sampolo,
jeszcze raz przepraszam

Jacek


Dariusz Zmokly

unread,
Jan 14, 2003, 8:38:05 AM1/14/03
to
puchaty wrote:

>> Jednym slowem zazen! ;)
>
> No prawie :-)
>
> puchaty
>
> W zazen już chyba nie ma nawet obserwacji - o ile się orientuję.

A mi sie wydaje ze jest...
Niewazne, czy jest czy nie ma doszlismy do tego samego wniosku ;)

globi


0 new messages