Pozdrawiam
Edyta
Edyta napisał(a):
Może Ty zwyczajnie nie potrzebujesz mężczyzny do "szczęścia"?
Zachowujesz się podobnie jak mój mąż - nie mogę powiedzieć aby mi
odpowiadało takie zachowanie. Twój mąż też pewnie czuje się
nieszczęśliwy i odstawiony na inny tor. Po jakimś czasie staniecie się
sobie obcy. Czy warto?
Pozdrowienia
Magda
A wiesz czego szukasz, co Cie nie nudzi ?
> Wcześniej byliśmy ze sobą pięć lat ale nie mieszkaliśmy razem. Mój mąż
jest
> spokojnym człowiekiem, dogadujemy się nieźle on mi ustępuje a ja jemu,
> pomaga mi czasem jak ma chwilkę wolnego czasu, nie pije alkoholu, nie
pali,
> ogląda programy przyrodnicze w TV i w ogóle "ze świecą takiego szukać" :)
> ... a ja już nie mogę z nudów.
Po prostu potrzbujesz adrenaliny.
> Zaczęło się od tego że wyniosłam się z
> naszego wspólnego łóżka bo z nim źle mi się spało i właściwie teraz lepiej
> się wysypiam i jestem nawet z tego zadowolona.
Czy potrafisz rozwinąć słowo źle, co przez to rozumiesz ?
> Później zabrałam komputer do
> mojego pokoju bo mnie denerwowała jego obecność że na mnie patrzy i w
ogóle
> ciągle mi się kręci za plecami teraz jest mi znacznie lepiej i czują się
> bardziej wolna.
Flirtowałaś z kimś ?
> Jednak ostatnio pomimo że jest wiosna to ja wcale nie mam
> ochoty się z nim kochać ... to okropne ale on przestał mnie całkowicie
> podniecać seksualnie... co mam zrobić? Muszę dodać że z jego strony jest
> zupełnie odwrotnie stale za mną chodzi i namawia na seks, powtarza ze mnie
> kocha i jestem piękna. Nie wiem co mam zrobić ... może ktoś ma lub miał
> podobne problemy ... jak sobie z nimi poradziliście?
Bo masz go zbyt łatwo.
A co podobało Ci się w nim wcześniej?
Wróć do tego co podobało Ci się w nim wcześniej, pewnie ta siła spokoju.
Skoro Ty tak bardzo potrzbujesz "wariactwa" (znam dobrze taką potrzbę)
wymyśl jakieś i zaraź nim męża.
Ty wiesz najlepiej dlaczego pobraliscie się, wiesz czy chcesz to niszczyć.
A takie stany jak piszesz zdarzają sie bardzo często, ale od czego
wyobraźnia
tutaj ona jest potrzebna. A tej jak sądzę Ci nie brakuje
Pozdrawiam
Jacek
Jak już tak biegniecie to jeśli dodalibyście odrobine szaleństwa gdzies w
leśnych zakamarków to gwarantuje że nie napiszesz że Twoje małżeństwo
jest nudne.
Pozdrawiam
Jacek
He, he ciekawe co robiłas w tym komputerze - czatowałas, czy gadu-gadu ?
Wiadomo, ze wtedy mąz za plecami przeszkadza...
Jednak ostatnio pomimo że jest wiosna to ja wcale nie mam
> ochoty się z nim kochać ...
z nim nie, ...a z kimś innym ?
to okropne ale on przestał mnie całkowicie
> podniecać seksualnie... co mam zrobić?
moze zaproponusze Mu jakąś forme, która Ciebie "bierze" ?
Przecież kiedyś było Wam dobrze.
Muszę dodać że z jego strony jest
> zupełnie odwrotnie stale za mną chodzi i namawia na seks, powtarza ze mnie
> kocha i jestem piękna.
a jak ma Ciebie zachęcić do seksu, czy mam mówic, ze Ciebie nie kocha i ze
jestes brzydka ?
On Ciebie nudzi, bo jest za dobry, za porządny i za mało szalony
Nie wiem co mam zrobić ... może ktoś ma lub miał
> podobne problemy
Mysle, ze przezywasz to samo, co setki osób, chęc szaleństwa, wiatr we
włosach, ściskanie w żołądku z emocji - ja tez tak czuję i pewnie większość
tu piszących. (Mój stan ducha odzwierciedla piosenka Urszuli "Na sen", a
szczególnie ten fragment:
Pomóż mi odnaleźć nasze najpiękniejsze dni
Zaczaruj moje serce
Zostaw mnie bez tchu raz jeszcze
Pomóż mi kochać wyryj w moim sercu siebie
Zrób to przecież wiesz - to nie boli mnie...)
... jak sobie z nimi poradziliście?
powinnaś odnaleźć w sobie miłość do męza. To wszystko co Ciebie dręczy, to
fakt, że chcesz czuć, że żyjesz, przez duze "Ż", zaraź tym męza, może i On
potrafi być szalony i Ciebie zaskoczy fantazją, daj Mu szansę. A jezeli tak
sie nie stanie, to zwyczajnie Nim pokieruj.
Pozdrawiam Agati
> Witajcie
> Czytam grupę od pewnego czasu i postanowiłam także napisać. Wiem że to
> głupio brzmi "mąż mi się znudził" ale taka jest prawda ... niestety. Mój mąż
> mi się znudził.
>Jesteśmy trzy lata po ślubie i mamy dwuletnią córeczkę.
A czy zastanawialiscie sie, co was wczesniej ciagl do siebie.....?
moze poprzez rutyne, zabieganie i troske o rodzinie zapomnieliscie i
zgubiliscie to co was wczesniej laczylo. Dajcie se jakiegos luzu przez
jakis czas, odpocznijcie, w obecnych czasach bardzo latwo popasc w nudne
zycie.
> Wcześniej byliśmy ze sobą pięć lat ale nie mieszkaliśmy razem.
Dlatego mlodym lepiej radzic by przed slubem pomieszkali ze soba,
spotykanie sie, a byc na co dzien, w problemach, troskach to zupelnie co
innego.
>Mój mąż jest
> spokojnym człowiekiem, dogadujemy się nieźle on mi ustępuje a ja jemu,
> pomaga mi czasem jak ma chwilkę wolnego czasu, nie pije alkoholu, nie pali,
> ogląda programy przyrodnicze w TV i w ogóle "ze świecą takiego szukać" :)
> ... a ja już nie mogę z nudów.
I moze w tym problem, jest za spokojny...? wyszedl by z kolegami, ty bys
sie pomartwila o niego, uczucie w napieciu to milosc goraca.
>aczęło się od tego że wyniosłam się z
> naszego wspólnego łóżka bo z nim źle mi się spało i właściwie teraz lepiej
> się wysypiam i jestem nawet z tego zadowolona. Później zabrałam komputer do
> mojego pokoju bo mnie denerwowała jego obecność że na mnie patrzy i w ogóle
> ciągle mi się kręci za plecami teraz jest mi znacznie lepiej i czują się
> bardziej wolna.
Osobne loze, a tym bardziej pokoj, to wedlug mmnie przesada, to
calkowicie was oddziela, i jeszcze jak ty to napisalas: *moj pokoj* ,
kobieto moze niedlugo bedzie was laczyc tylko dziecko i bedziecie sobie
mowic Pan/ Pani?
>Jednak ostatnio pomimo że jest wiosna to ja wcale nie mam
> ochoty się z nim kochać ... to okropne ale on przestał mnie całkowicie
> podniecać seksualnie... co mam zrobić? Muszę dodać że z jego strony jest
> zupełnie odwrotnie stale za mną chodzi i namawia na seks, powtarza ze mnie
> kocha i jestem piękna. Nie wiem co mam zrobić ... może ktoś ma lub miał
> podobne problemy ... jak sobie z nimi poradziliście?
Nie chce byc stronniczy, jednak wyrazne problemy stwarzasz ty,
zachowujesz sie jakby nikt nie byl ci potrzebny, wyglada na to ze wasze
malzenstwo to wielka pomylka, do zycia potrzeba ci tylko slepej
kawalerki z komputerem. Jesli ci zalezy na swoim mezczyznie, pogadaj z
nim, i wprowadzcie do swojego zycia jakies urozmaicenia, ktore moglyby
okazac sie ciekawsze od stukotu klawiatury, moze wasi rodzice chetnie by
zajeli sie wasza cora, a wy zaprosili znajomych zrobili imprezke, nie
wiem czy sie myle, ale odnosze wrazenie ze wasze kontakty towarzyskie
zamykaja sie tylko miedzy wami, a to faktycznie moze doprowadzic do
nudy. Albo zorganizowac chociaz wypad na weekend.
--
% Bischoop | LRU: #260447 %
% bischoop(at)o2.pl | GG:1002333 |ICQ:159794827 %
% Szanuj siebie i blizniego swego, zielen i netykiete %
> "mąż mi się znudził"
Witam,
co za idiotyczny post :(
w pierwszym odruchu meskiej solidarnosci nasuwa sie : "widzialy galy co
braly"
a po zastanowieniu .... konkluzja . Nie moze byc facet interesujacy i
sexowny a po 3 latach na odwrot. To nie sprzet ktory moze sie znudzic i
odstawiamy , wymieniamy.
A dla feministek dodam, ze gdyby cos podobnego napisal mezczyzna ze mu sie
zona znudzila odpisalbym tak samo wymieniajac "facet" na "kobieta.
Sorry za emocje ale niemoge.......... ;(
Mirek
> A wiesz czego szukasz, co Cię nie nudzi ?
..chmm będę musiała sobie nad tym pomyśleć...
>
> Czy potrafisz rozwinąć słowo źle, co przez to rozumiesz ?
... może to głupio zabrzmi ale czułam się trochę samotna kiedy z nim spałam
wiem że to absurd ale tak było. On zaraz zasypiał a przed zaśnięciem kazał
mi się głaskać jak mały dzidziuś. Zanim urodziłam córeczkę to go głaskałam
czule i przed zaśnięciem i kiedy oglądał TV, drapałam go po plecach i
przeczesywałam jego włosy on tak potrafił całymi godzinami leżeć i spać
sobie na moich kolanach. Wszystko się zmieniło kiedy urodziłam córeczkę
nagle zaczęło mnie to denerwować.Chciałam sobie z nim pogadać w łóżku a on
cięgle o tym głaskaniu poza tym stale się wiercił i podskakiwał co mnie
budziło ...dlatego się przeniosłam.
>
>
> Flirtowałaś z kimś ?
tak flirtowałam ale nie przez Internet tylko tak w życiu kończę studium
informatyczne a tam sami faceci - nic mi z tego flirtowania nie wyszło poza
tym że wszyscy chętnie mnie odwozili do domu i kawki stawiali ... ale
żadnego romansu nie było ... bo ja już tak mam że jak poznam jakiegoś
faceta to musi być zaraz bardzo przyzwoity mężczyzna ...
Pozdrawiam
Edyta
Za to Twój jest niezwykle nieidiotyczny i szalenie pomocny.
Jeśli ktoś pisze:
"Nie wiem co mam zrobić ... może ktoś ma lub miał podobne problemy ... jak
sobie z nimi poradziliście?", to chyba nie po to, żeby go tak podsumować i
powiedzieć mu, że jest głupi i
nieodpowiedzialny.
Nie jesteśmy tu od oceniania, tylko od ewentualnej porady/pomocy, bo tego
tylko oczekiwała Edyta.
Do Edyty: Proponuję przejść się SAMEJ do poradni małżeńskiej, pogadać sobie
z psychologiem. Sądzę, że taka rozmowa naprowadzi Cię na właściwy trop i
bedziesz wiedzieć już, na czym polega problem.
Ola
czy to zle, ze poznajesz przyzwoitych? czy dobrze?
iwon(k)a
> Za to Twój jest niezwykle nieidiotyczny i szalenie pomocny.
Nie czuje sie kompetentny zeby komus doradzac co poczac w tak trudnej
sytuacji ; od tego sa psychoanalitycy. Wyobrazilem sobie tylko upokorzenie
malzonka ( tutaj mezczyzna,ale moze byc pewnie i na odwrot) , ktory sie
"znudzil" , a kocha i sie stara , z efektami jak widac . I wyrazilem swoje
oburzenie. "Idiotyczny " cofam ... emocje :(
Mirek
To zajrzyj do gazety - tam powinien być numer tzw. telefonu zaufania.
Zadzwoń i zapytaj o adresy poradni.
Najbardziej martwi mnie fakt że
> "mieszkając " w osobnym pokoju czuję się o wiele mniej samotna i
> szczęśliwsza niż wcześniej ... wiem że to idiotyczne ale tak jest.
No i dlatego porozmawiaj jednak z "siłą fachową", żeby dojść, dlaczego tak
się dzieje.
Ola
Nieprawda - od tego są głównie psycholodzy, moga być psychiatrzy, a nawet
mądry (co podkreślam) spowiednik. Po co od razu psychoanaliza?!
Pozdrawiam,
Ola
> .... eee sama nie wiem może jak bym mi ktoś "nosa utarł" to wróciła bym
> do swojego mężusia z podkulonymi uszkami :)))))
Miałam kiedyś (nawet nie tak dawno temu) podobne problemy do Twoich. Jednym
słowem było mi "za dobrze", za nudno, za normalnie. Dobry, kochający, dbający
mąż, którego byłam pewna na 200% i to ... też mnie denerwowało. Doceniałam
to, co mam, ale brakowało mi szaleństwa w moim życiu, czegoś elektryzującego.
Męczyłam się z tym, choć wiedziałam, że irracjonalnie.
Do pionu przywróciła mnie dopiero zupełnie niespodziewana wiadomość, że mój
mąż ma ... inną kobietę i kocha ją, a nie mnie. Po prostu ledwo mogłam w to
uwierzyć. Długo zbierałam się po tym wszystkim, był okres, gdy ani on ani ja
nie wiedzieliśmy, co będzie dalej z nami. Koniec końcem, po tych wszystkich
strasznych przeżyciach jesteśmy jednak razem, tamtej kobiety nie ma (tak
myślę) w życiu mojego męża i powoli wszystko wraca do normy. A ja? Dopiero
teraz zrozumiałam, co mogłam stracić.
Wiem, że to nie jest żadna rada dla Ciebie, pewnie nawet nie przestroga. Ale
z drugiej strony może troszkę da Ci ta moja historia do myślenia. Domyślam
się co czujesz, bo czytając Twój, post oczami wyobraźni widziałam siebie
sprzed roku. Ale spróbuj sobie pomyśleć, że tak naprawdę masz w domu skarb
nad skarby i spróbuj docenić to wszystko, czym obdarował Cię los. A
jednocześnie skorzystaj z rady już tu podanych i spróbuj sama wprowadzić w
Wasz związek jakiś element szaleństwa, niecodzienności, zaskoczenia. I
faktycznie spróbuj znaleźć jakiegoś dobrego psychoterapeutę (moja rada -
raczej nie z poradni państwowej, ponieważ często siedzą tam ludzie, którzy
swój zawód wykonują tylko z konieczności, a nie powołania).
Życzę Ci, żeby w Waszym związku znów było kolorowo, podniecająco i szaleńczo
:-)
Thalia
zdawałam sobie sprawę że to idiotycznie brzmi ale nie mogłam znaleźć słowa
bardziej pasującego do mojego stanu.
>To nie sprzęt który może się znudzić i
> odstawiamy , wymieniamy.
i zdaję sobie z tego sprawę dlatego właśnie wysłałam tego psota bo wiem że
coś jest źle
to ja się czuję nieszczęśliwa
Ostatnio rozmawialiśmy na temat naszego małżeństwa on twierdzi że mu nie
przeszkadza że śpię teraz osobno w ogóle twierdzi że jestem idealną żoną bo
akceptuję go takim jakim jest i nie próbuję go zmienić. Nie jest tak że on
czuje się upokorzony. To ja mam problem.
Edyta
ok , ze wszystkim sie zgadzam :) o spowiiedniku nawet niepomyslalem:(
pozdrawiamgoraco
mirek
> zdawałam sobie sprawę że to idiotycznie brzmi ale nie mogłam znaleźć słowa
> bardziej pasującego do mojego stanu.
Nikogo nie oceniem , nie potepiam. Tak naprawde idiotyczna jest sytuacja w
ktorej sie znalazlas, nie twoj post :( jeszcze raz sorry.
Zycze dobrego wyjscia, bo musi sie znalezc :)
mirek
Tfu, tfu - wypluj te słowa!
To nie do końca tak. Mój mąż był do rany przyłoż, ale dopóki jeszcze wszystko
było ok.
Gdy poznał tę kobietę zmienił się totalnie (ja najpierw myślałam, że ta
zmiana to albo jakiś rodzaj zemsty za moje fochy, albo chęć zwrócenia na
siebie mojej uwagi - nawet nie przypuszczałam, ze to inna kobieta) i dopiero
po dłuższym czasie prawda wyszła na jaw.
Wierzę, że u Was teraz wszystko jest ok. Tzn. ze strony Twego męża. Ale miej
na uwadze, że w każdym związku może coś takiego się przydarzyć i dlatego
zawczasu doceń to, że nie masz zmartwień typu "kochanka męża" czy "możliwość
rozwodu".
Wiem, że to żadna rada, bo kurczę wiem jednocześnie, co czujesz. Mi też było
cholernie ciężko i to właśnie nie męża było mi żal (choć jego w jakiś sposób
też), ile siebie. Bo ja chciałam go kochać, chciałam, żeby między nami
iskrzyło, żeby było dobrze i ... nie potrafiłam tego zrobić :-(
Dopiero ten obuch w głowę przywrócił mnie do pionu. Ale mimo wszystko nie
życzę Ci tego. Owszem, to była spora dawka adrenaliny, ale okupiona dużym
stresem.
Thalia
> > czy to zle, ze poznajesz przyzwoitych? czy dobrze?
> .... eee sama nie wiem może jak bym mi ktoś "nosa utarł" to
wróciła bym do
> swojego mężusia z podkulonymi uszkami :)))))
Nosa utarł? Hm... mówisz takie słowa ze śmiechem? Jest to dość
dziwne, jak na mój mały móżdżek.
Jeśli jednak piszemy w ten sposób - radzę mocny, wulgarny i ostry
seks na półsucho z przygodnie poznanym partnerem, np. w jakimś
klubie.
Może brak prezerwatywy będzie dodatkową 'adrenalinką'?
Albo seks z kobietą ("przecież to nie zdrada") - prawda, że
inspirujące i tak dalekie od rutyny?
Po skąpaniu się w jednonocnym kacu (dosłownym i/lub moralnym)
będziesz wiedziała, czemu to dobrze, że masz Jego.
Albo i nie - wówczas to On nie będzie Ciebie wart.
Skoro szukasz wrażeń - droga wolna. A to że później zaboli?
Napiszesz o tym później. Albo zrobi to Twój mąż, whatever.
Tak czy inaczej - sytuacja będzie jaśniejsza. A Ty krok dalej.
--
Z. Boczek
Niedoszłe miliardy dzieci w moim dywanie też mnie nie lubią.
--
Serwis Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Mirku, kolejny raz zaczynasz swoje wypowiedzi od nieprzemyślanej krytyki,
z której potem raczkiem się wycofujesz.
Pomyśl nam tym kiedy bedzie przychodziła Ci do głowy myśl
aby napisać coś niezbyt miłego.
Jacek
Wydaje mi się, że nie zrozumiałeś Edyty. Ona szuka wrażeń, owszem, ale we
własnym związku, a nie poza nim. Niestety, z jakichś powodów ich nie
znajduje, można powiedzieć, że ich małżeństwo w jakimś tam stopniu się
wypaliło, alebo jest na dobrzej drodze do tego. Ale to wcale nie znaczy, że
Edyta chce to wszystko zostawić w cholerę i odejść od męża. Ja zrozumiałam,
że chce jak najbardziej ratować związek, bo zdaje sobie sprawę, że to w niej
głównie siedzi "coś", co nie pozwala temu związkowi dobrze funkcjonować. I
jest jej ciężko z tą świadomością, a raczej z nieświadomością, czym jest to
"coś". Po prostu tego nie rozumie. Nie wie, dlaczego ukochany wcześniej mąż
teraz ją denerwuje, nie wie, dlaczego nie czuje do niego pociągu fizycznego,
nie wie, dlaczego nudzi ją to wszystko. I dlatego szuka pomocy. Dlatego jeśli
nie potrafisz jej pomóc, to spróbuj chociaż nie szydzić z niej i nie drwić.
Tobie wydaje się zapewne, że (brutalnie mówiąc) "w dupie jej się
poprzewracało", a prawda jest taka, że dziewczyna ma cholerny problem, bo
jest naprawdę dużym problemem brak pozytywnych uczuć do partnera bez żadnych
wyraźnych powodów.
Thalia
Dlaczego sie sobie nie nudzimy ?
Każde z nas ma swoją pasję, które to pasje się częściowo ze sobą
"przecinają" tj. mąz - wspinaczka, ja chodzenie po górach.
Obydwoje jesteś my przewodnikami górskimi.
Dzięki czemu zapewne mamy cały czas o czym rozmawiać.
Nigdy nie ograniczamy sie nawzajem w wyjazdach - jeździ każdy kiedy i
gdzie chce, tylko zawsze wymaga to ustaleń organizacyjnych (nie mogą
np. dzieci zostać na 3 dni same w domu, więc jak mąż prowadzi
wycieczkę - to ja nie mogę w tym czasie jechać na delegację).
Po powrocie często jest tak że bardzo jesteśmy za sobą stęsknieni i po
prostu rzucamy sie na siebie ;-)
Lubimy się kochać w dziwnych miejscach, w górach, w kosówce, a czasem
w trakcie rowerowej wycieczki po lesie.
Prowadzimy szerokie życie towarzyskie, jeździmy na imprezy razem, lub
osobno, każde z nas lubi sie bawić, ale nie jesteśmy o siebie
zazdrośni.
W sytuacji Edyty zapewne starłabym sie za wszelką cenę urozmaicić
życie małżeńskie - jakiś wyjazd, moze alkoholowa imprezka tylko we
dwoje z mężem ?
Pozdrowienia.
Basia
> ... może to głupio zabrzmi ale czułam się trochę samotna kiedy z nim
spałam
> wiem że to absurd ale tak było. On zaraz zasypiał a przed zaśnięciem kazał
> mi się głaskać jak mały dzidziuś. Zanim urodziłam córeczkę to go głaskałam
> czule i przed zaśnięciem i kiedy oglądał TV, drapałam go po plecach i
> przeczesywałam jego włosy on tak potrafił całymi godzinami leżeć i spać
> sobie na moich kolanach. Wszystko się zmieniło kiedy urodziłam córeczkę
> nagle zaczęło mnie to denerwować.Chciałam sobie z nim pogadać w łóżku a on
> cięgle o tym głaskaniu poza tym stale się wiercił i podskakiwał co mnie
> budziło ...dlatego się przeniosłam.
Z tego, co piszesz, nie wygląda na to, że głównym problemem jest znudzenie.
Mam wrażenie raczej, że najważniejsze jest właśnie to, że czujesz się
osamotniona, bo mąż nie zaspokaja jakichś Twoich waznych potrzb
emocjonalnych. Wyobrażam sobie, że przynajmniej po uerodzeniu dziecka mogłas
zacząc mieć dość opiekowania się meżem przed snem jak dzieckiem i mogłaś sie
spodziewac, że to on sie przynajmniej czasem Tobą zaopiekuje, a tu nic,
dalej koncentracja na sobie, jakby nie zauważył, że nie jest dzieckiem, a Ty
jego mamusią. Na Twoim miejscu też bym się czuła samotna z takim meżem,
_przynajmniej_ przed snem. I wolałabym być (spac) sama, niż ciągle czekac na
wsparcie psychiczne i ciagle się zawodzić.
Ten cały wywód zmierza do tego, ze może warto by (być może z pomocą dobrego
terapeuty, jak na to wskazywali przedpiszcy) zastanowić się, co jest tak
naprawdę przyczyną Twojej niechęci do męża i spróbować dogadać sie z nim,
jak można naprawić Wasze wspólne życie.
boniedydy
>
> Mirku, kolejny raz zaczynasz swoje wypowiedzi od nieprzemyślanej
krytyki,
> z której potem raczkiem się wycofujesz.
Jacku,
założyłem, że mnie nie pouczasz, a tylko dajesz koleżeńską radę więc
odpowiadam:
1) radę wziąłem sobie do serca,
2) generalizujesz - nie zawsze krytykuję , a poza tym ostatnio rzadko
tu bywam :(
3) jeżeli się wycofuję to z formy , nie z treści
Pozdrawiam
Mirek
=========================
........................................................
Wtajemniczonym dla przypomnienia, a niezorientowanym dla
uświadomienia -
stara życiowa prawda... ;)
Jak uszczęśliwić kobietę?
Musisz tylko być:
1. Przyjacielem
2. Kompanem
3. Kochankiem
4. Bratem
5. Kimś jak ojciec
6. Nauczycielem
7. Mentorem
8. Kucharzem
9. Ogrodnikiem
10. Cieślą
11. Kierowcą
12. Inżynierem
13. Mechanikiem
14. Dekoratorem wnętrz
15. Stylistą
16. Seksuologiem
17. Ginekologiem/położnikiem
18. Psychologiem
19. Psychiatrą
20. Terapeutą
21. Dobrym ojcem
22. Gentlemanem
23. Dobrze zorganizowany
24. Porządny
25. Bardzo czysty
26. Atletyczny
27. Uczuciowy
28. Przyjazny
29. Uważny
30. Ambitny
31. Dający się lubić
32. Elokwentny
33. Odważny
34. Bohaterski
35. Twórczy
36. Śmiały
37. Pochlebny
38. W stanie zrobić wszystko
39. Zdecydowany
40. Inteligentny
41. Pomysłowy
42. Interesujący
43. Pruderyjny
44. Cierpliwy
45. Uprzejmy
46. Namiętny
47. Szanujący
48. Słodki
49. Silny
50. Uzdolniony
51. Wspierający
52. Współczujący
53. Tolerancyjny
54. Wyrozumiały
55. Kimś, kto uwielbia zakupy
56. Kimś, kto nie stwarza problemów
57. Kimś, kto nigdy nie ogląda się za innymi kobietami
58. Bardzo bogaty
Jednocześnie musisz zwracać uwagę na to czy na pewno:
59. Nie jestes ani zazdrosny ani za mało zainteresowany
60. Dobrze dogadujesz się z jej rodzina, ale jednocześnie nie
spędzasz z nimi więcej czasu niż z nią
61. Dajesz jej swobodę, ale okazujesz zainteresowanie tym, co robi
Ponad wszystko ważne jest, by:
62. Nie zapominać dat:
a.. rocznic (wesele, zaręczyny, pierwsza randka, itd.)
a.. urodzin
a.. menstruacji
*********************
Ale nawet jeśli zastosujesz się do powyższych wskazówek perfekcyjnie, nie
masz 100% pewności, że będzie ona szczęśliwa, ponieważ pewnego dnia może
uznać, że dusi ją nieskończona perfekcja jej życia z Tobą i uciec z
pierwszym, dzikim, zapijaczonym, nieokrzesanym dupkiem jakiego spotka...
*********************
Jak uszczęśliwić mężczyznę?
Pozwól mu pobawić się swoimi cycuszkami...
====================================
Pozdrawiam i życzę aby nuda minęła, a młodość, miłość i emocje wygrały w
Waszym związku
Sławek
Mam wrażenie że ona nie szuka wrażeń tylko marudzi że mąż ich jej nie
dostarcza.
[ciach]
> a prawda jest taka, że dziewczyna ma cholerny problem, bo
> jest naprawdę dużym problemem brak pozytywnych uczuć do partnera bez
> żadnych wyraźnych powodów.
>
Oj tak tak - i dobrze by było gdyby się zastanowić jak długo wytrzyma
ten ideał zanim się nie wku...
I jaki ma charakter bo możliwe drogi są różne:
- zejdzie 'na psy' (alkohol, narkotyki, 'świerszczyki')
- pójdzie na inne (znów 2 drogi albo 'na inne' albo 'do innej')
- zostanie - ale będziecie samotni w związku
(i znowu dwie drogi - obojętni lub wrodzy)
wybacz że to powiem ale dla mnie wystarczającym powodem do odejścia
byłaby Twoja wyprowadzka ze wspólnego łoża
Pa - życzę rozumu w rozwiązywaniu problemu adrenaliny - jak masz jej
potrzebę to ją zdobądź a nie czekaj aż ci ją ktoś da.
("ludzie którzy nie 'oczekują' są szczęśliwsi")
Qwax
Ciekawe bo zrozumialem to co pise Edyta tak jak Z.Boczek.
> Ona szuka wrażeń, owszem, ale we
> własnym związku, a nie poza nim.
Wlasnie chodzi o to ze nie szuka, tylko sie odsuwa na bok i tworzy
wlasny swiat. Ona juz zrezygnowala z poszukiwan w obrebie wlasnego
zwiazku, a lekkie proby na zewnatrz jeszcze sie nie udaly. IMO to
kwestia czasu az trafi na kogos z kim moze sie udac. A wtedy podejmie
decyzje - i pewnie niezlaeznie od tego jaka ona bedzie, pozaluje jej po
fakcie.
K.
TAk mi w tym momencie przyszło do głowy:
Wyłącz TV i PC z uzycia na miesiąc (no może na tydzień)
Przyjdź do niego gdy juz zaśnie - nie baw się w głaskanie tylko go
zwyczajnie 'zerżnij' - i potem idź do swojego pokoju (jak pójdzie za
tobą to go wpuść jak nie to jego strata)
Może to ci pomoże
;-)))
Pozdrawiam
Qwax
To nie patrz na TŻ tylko TY rób wszystko byście byli szczęśliwi
razem(!)
Spróbuj spojrzeć na sprawę nie 'Mąż mi się znudził' a "Nudno mi" - i
spróbuj to zmienić wciągnąć do zabawy (w życie) Towarzysza Życia -
zmień swój dzień z dnia na dzień - "może to coś da - kto wie?"
Pozdrawiam
Qwax
Wydaje mi się, że ktoś, kto wynosi się ze spaniem, pracą do innego pokoju,
już nie szuka wrażeń i przyjemność w tym związku.
--
Grzegorz Janoszka odpowiadając POPRAW adres
UWAGA, mam specyficzne poczucie humoru! Na newsach wyrażam swoje prywatne
specyficzne poglądy, a nie moich byłych, obecnych i przyszłych pracodawców.
> Ciekawe bo zrozumialem to co pise Edyta tak jak Z.Boczek.
Ok. To może w takim razie poczekajmy, co sama Edyta powie na ten temat.
> Wlasnie chodzi o to ze nie szuka, tylko sie odsuwa na bok i tworzy
> wlasny swiat. Ona juz zrezygnowala z poszukiwan w obrebie wlasnego
> zwiazku,
Zrezygnowała, bo nie wie, co ma robić. Nie wie, co się z nią dzieje i
dlaczego. I to jest właśnie jej problemem, którego nie rozumie. I tym samym
nie potrafi sobie z nim poradzić.
Ja potrafię sobie wyobrazić, że własny partner może się znudzić i potrafię
zrozumieć, że można nie mieć pomysłu, jak wyjść z tej sytuacji. Wydaje mi
się, że wiem, dlaczego Edyta odsuwa się na bok. Może dlatego, że nie chce
tworzyć pozorów, ze wszystko jest w porządku, że nie chce udawać, nie chce
się zmuszać. Woli uciec w samotność-niesamotność, szuka azylu, unika
sytuacji, w których musiałaby udawać, że jest zadowolona. Ta ucieczka jest z
bezradności. Ja tak to widzę.
I właśnie ta bezradność spowodowała, że dziewczyna prosi nas o pomoc.
> a lekkie proby na zewnatrz jeszcze sie nie udaly. IMO to
> kwestia czasu az trafi na kogos z kim moze sie udac.
Jest to całkiem możliwe.
> A wtedy podejmie decyzje - i pewnie niezlaeznie od tego jaka ona bedzie,
pozaluje jej po
> fakcie.
Zupełnie się z Tobą zgadzam. Dlatego nie ma sensu potępiać jej za to, co robi
(bo może Edyta nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma szanse na kubeł zimnej
wody), lecz życzliwie "potrząsnąć" nią i podpowiedzieć, co powinna zrobić
sama, wewnątrz swego związku. Moim zdaniem bez wizyty u psychologa się NIE
obejdzie.
Thalia
> Mam wrażenie że ona nie szuka wrażeń tylko marudzi że mąż ich jej nie
> dostarcza.
Jedno nie wyklucza drugiego.
> Oj tak tak - i dobrze by było gdyby się zastanowić jak długo wytrzyma
> ten ideał zanim się nie wku...
Masz rację. Dokładnie to samo pisałam w poprzednich moich postach.
Ale zrozum - to nie jest tak prostu uświadomić sobie "wiem, że mam dobrze i
dlatego muszę się z tego cieszyć". Sęk w tym, że ona nie chce "musieć", lecz
"chcieć" się cieszyć. To tak, jak z depresją - pozornie może nie być
obiektywnych powodów, by ktoś czuł się nieszczęśliwie, ale depresja powoduje,
że ten ktoś nie dostrzega tego szczęścia wokół siebie, jakie inni ludzie
dostrzegają. Ona "na rozum" wie, że ma dobrze, ale chciałaby to jeszcze
"czuć"
Przepraszam z góry Edytę, jeśli to, co napisałam nie pasuje do jej sytuacji.
Piszę trochę na podstawie własnych doświadczeń.
> wybacz że to powiem ale dla mnie wystarczającym powodem do odejścia
> byłaby Twoja wyprowadzka ze wspólnego łoża
Każdy ma inne priorytety w życiu.
> Pa - życzę rozumu w rozwiązywaniu problemu adrenaliny - jak masz jej
> potrzebę to ją zdobądź
Ona ją zdobywa, ale nie w taki sposób, w jaki powinna (flirty). Natomiast nie
potrafi zdobyć jej w sposób "legalny". Nie problem w tym, że jej się nie chce
zdobywać - problem w tym, że nie wie, jak to zrobić. Tak myślę.
> ("ludzie którzy nie 'oczekują' są szczęśliwsi")
Nie zawsze.
Thalia
> Wydaje mi się, że ktoś, kto wynosi się ze spaniem, pracą do innego
> pokoju, już nie szuka wrażeń i przyjemność w tym związku.
Nadal nic nie rozumiesz. To tak, jakby ktoś kazał Ci szukać wrażeń i
przyjemności w sto razy przeczytanej książce. Przepraszam za takie porównanie
partnera do książki, ale nic lepszego nie przyszło mi do głowy, żeby opisać,
co może czuć Edyta.
Zdaję sobie sprawę, że są ludzie, którzy tę samą książkę potrafią czytać
tysiące razy, za każdym razem rozkoszując się nia na nowo. I jest to (powinno
być) normalne. Ale Edyta z jakichś powodów tego nie potrafi. I TO stanowi jej
problem, który notabene ją naprawdę martwi, bo wierzę, że dziewczyna
chciałaby móc przytulić się do swego męża z taką miłością i pożądaniem, jak
to robiła kiedyś. Ja ją rozumiem, ale nie potrafię pomóc, bo sama sobie pomóc
nie potrafiłam w niemal identycznej sytuacji :-(
Ci, którzy czegoś takiego nie przeżyli, sądzą, że Edyta wymyśla, że jest
egoistką, że wybrzydza, marudzi. A to naprawdę nie jest takie jednoznaczne.
Nie można się zmusić do uczucia, nie można na siłę szukać przyjemności w
czymś, co nas wkurza, denerwuje, odstręcza. Dlatego nie pisz, że Edyta skoro
wyniosła się z mężowskiego łóżka nie szuka już wrażeń. Ona po prostu nie wie,
jak ich szukać, a wspólne spanie z mężem nie załatwi sprawy samoistnie.
Thalia
Nie. To że nie wie, jak szukać wrażeń, nie oznacza, że musiała się wynosić.
Ja rozumiem, że kobieta ma wielki problem, ale ona cały czas szkodzi temu
związkowi. Zdarza się, że kobiety nie pociąga już mąż, ale dlaczego od
razu musi go odrzucać i demonstrować tak wielką niechęć czy pogardę?
Po prostu żal mi tego faceta, pomyśl też o nim, bo on też jest częścią
tego związku, małżeństwo nie składa się z samej kobiety i bezwolnego
mężczyzny.
Sorry za taki dłuuuugi post ale jakos chciałm to wyrazić a krócej sie nie
dało:)
Edyta
Problem chyba w tym wlasnie odczuwaniu.
Jesli tak to traktuje (jak ta ksiazka) to szans nie ma. Musi zdac sobie
sprawe ze partner i zwiazek to nie cos statycznego (jak ta przykladowa
rzecz) tylko dynaiczny uklad, na ktory ona moze miec ogromny wplyw. Nie
tylko ona, ale to ona powinna dawac bodzce do zmiany tego ukladu (nie
dlatego ze jest kobieta, ale dlatego ze ona znalazla sie w takiej
sytuacji).
Dlatego tylko poszukiwanie - razem z partnerem, moze z pomoca terapii
(choc mysle ze najpierw mozna probowac samodzielnie) jest niezbedne. Byc
moze delikatna zmiana spowoduje kompletne przewartowsciowanie i postaw i
uczuc.
K.
Czy na prawdę? Nie odczyłem checi 'chcenia'. Raczej nastawienie 'on mi
się znudził i nnie wiem co z tym zrobić'
Nie słyszałem by powiedziała:
"spróbowałam stanąć w przedpokoju gdy wraca do domu i oświetlić mu
drogę do mnie światłem mych oczu - ale...."
Nie wystarczy "On mi się znudził" trzeba ocenić "co mogę zmienić we
mnie (lub w nim ;-) ) by chciało mi się z nim być i nie nudzić się" a
tego nie widzę w wypowiedzi Edyty.
> Ona "na rozum" wie, że ma dobrze, ale chciałaby to jeszcze "czuć"
A co robi z tym chceniem. Niby chcieć to móc ale...jak się oczekuje że
... a nie realizuje chęci to tak jak z ddizewicą która chciała by się
seksić ale nie wychodzi z domu i nie spotyka się z osobnikami innymi
niż rodzice (a oni jej nie molestują - wstrętni tacy ;-))) )
> Przepraszam z góry Edytę
Ja też ;-)))
Pozdrawiam
Qwax
No to widać powinna zamieszkać w bibliotece ;-)))
Pozzdrawiam
Qwax
Tak oczami duszy mojej dojrzałem kota który chciałby być głaskany
(uwielbia to) ale znudziło mu się wchodzenie na kolana głaskającej go
osoby.
Czy to jest 'wina' osoby głaszczącej czy kota?
Qwax
Po tym, co napisałaś, mnie się wydaje, że mąż Ci się wcale nie
"znudził", tylko po prostu jesteś nim rozczarowana, zła na niego
i czujesz do niego niechęć. On w ogóle wie coś o tym, że to
dopraszanie się o drapanie, zasypianie w połowie rozmowy, brak
objawów zaangażowania w Twoje problemy Ciebie boli i złości?
Nigdzie w Twoich postach nie widzę zdania w rodzaju "mówiłam mu,
że potrzebuję tego i tego, że to i to sprawia mi przykrość, ale
nic z tego nie wynikło". Na pierwszy rzut oka wygląda to po
prostu na starannie ukrywane przed "autorem" nieporozumienia. A
w sytuacji, kiedy narastają w Tobie niezałatwione problemy i
niewyjaśnione urazy, zaiste trudno o życzliwe zainteresowanie
osobą, z którą się wiążą. Może warto pogadać? Może facet ma jak
najlepsze intencje, tylko zwyczajnie nie zdaje sobie sprawy
(ludzie miewają ołowiane klapki na oczach, naprawdę), że coś
jest nie tak?
Pozdrawiam
--
Hanka Skwarczyńska
i kotek Behemotek
KOTY. KOTY SĄ MIŁE
>Nigdzie w Twoich postach nie widzę zdania w rodzaju "mówiłam mu,
>że potrzebuję tego i tego, że to i to sprawia mi przykrość, ale
>nic z tego nie wynikło". Na pierwszy rzut oka wygląda to po
>prostu na starannie ukrywane przed "autorem" nieporozumienia.
... mówiłam i to wiele razy ale on zawsze powtarza że nic nie może na to
poradzć itd...
Widzisz mój mąż jest osobą bardzo poukładaną psychicznie jeśli można to tak
nazwać on nie ma żadnych kompleksów, żadnych problemów ze sobą, nic mu nie
przeszkadza, zawsze robi to co lubi a jak czegoś nie lubi to zaraz to
polubi, po prostu on nie ma żadnych problemów nic go denerwuje mało co
wzrusza.
"Idzie przez życie jak dziecko szczęścia na polu walki kule świstają
dookoła, granaty wybuchają, trzęsienie ziemi a on nic nie widzi nic nie
słyszy ... kroczy z błogim uśmieszkiem na twarzy i nic go nie dosiega."
On mnie po prostu nie rozumie, nie może skumać o co mi chodzi przecież
wszystko jest O.K. dla niego wszystko co zrobię jest świetne nawet kiedy
umówiłam się z kolegą do kina i wróciłam o 23.00 do domu to tylko zapytał "
i co żabko ładny był filmik ?"
Czasmi to na prawde jestem na niego wściekła bo po co do cholery ja jestem
mu potrzebna ??? no po co???
Później żałuję że byłam na niego wściekła bo przecież jest dobrym mężem a po
tym wszystkim to już mi się staje taki nudny że jakos nic juz nie czuję i to
jest straszne.
Edyta
Po tym wszystkim co piszesz wydaje mi się że to nie tyle "znudzenie",
co rozczarowanie tym, że Twój mąż w ogóle nie zauważa Twoich potrzeb.
Tylko czy Ty mu o Twoich potrzebach jasno mówiłaś ?
Chłopy już takie są, że im trzeba jak krowie na talerzu, żadnych
aluzji i niedomówień nie rozumieją ;-)))).
Wg mnie Twój mąż zachowuje się czasem jak dzieciak, który sam
potrzebuje matkowania. A Ty chciałabyś mieć obok siebie kogoś silnego
na kim mogłabyś się oprzeć. No to mu to powiedz !
Jeszcze do jednego sie odniosę.
Nie jest wg mnie prawdą co pisałaś - że nie mozna się z meżczyzną
zaprzyjażnić. Ja mam wśród swoich kolegów wielu przyjaciół.
Niektórym się nawet zwierzam z problemów małżeńskich.
Mają zresztą swoje partnerki, które też potrzebę tej przyjaźni
rozumieją.
I taka przyjaźń jest bardzo cenna, pozwala spojrzeć na sprawę z
"męskiego" punktu widzenia, co bardzo dużo daje.
No i jeszcze jedno. Ja też kilka lat temu przeżyłam "oczarowanie", na
szczęście tamten facet w odpowiednio wczesnym momencie powiedział
"stop".
Ale po tym wszystkim przez pół roku dochodziłam do siebie.
Wiem ze takie "oczarowanie" inną osobą może powodować ze niechętnie
patrzysz na męża.
Ale to moze uleczyć tylko czas i całkowite odsunięcie sie od tamtej
osoby, nie widywanie go, nie pisanie, nie telefonowanie.
Pozdrowienia.
Basia
Też tak sądzę (przepraszam jeżeli moje interpretacje kogoś uraziły)
Qwax
Oj tak - to jest wkurzające - zabić takiego , na kolana paluchy w
imadło żeby mu ten uśmiech z gęby wreszcie zszedł.
> On mnie po prostu nie rozumie, nie może skumać o co mi chodzi
przecież
> wszystko jest O.K. dla niego wszystko co zrobię jest świetne nawet
kiedy
> umówiłam się z kolegą do kina i wróciłam o 23.00 do domu to tylko
zapytał "
> i co żabko ładny był filmik ?"
> Czasmi to na prawde jestem na niego wściekła bo po co do cholery ja
jestem
> mu potrzebna ??? no po co???
A zastanawiałabyś się Po co ci jest potrzebny gdybyś po "tym filmiku"
wylądowała na ostrym dyżuże z połamaną szczęką?
Pozdrawiam
Qwax
> przepraszam jeżeli moje interpretacje kogoś uraziły
Qwax wyraznie zlagodniales ostatnio ;)
pozdrawiam cieplutko
agi
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Może i ...
ale 'przepraszam' uważałem zawsze za słowo godne użycia ;-))
> pozdrawiam cieplutko
Ja również
Qwax
Pozdrówka
Agata
> Nie. To że nie wie, jak szukać wrażeń, nie oznacza, że musiała się
> wynosić.
Lepiej, żeby udawała, że wszystko jest ok?
> Ja rozumiem, że kobieta ma wielki problem, ale ona cały czas
> szkodzi temu związkowi.
Nie tyle szkodzi, ile nie wie, jak pomóc.
W sumie brak pomocy jest w jakimś sensie szkodzeniem, ale ona nie robi tego
IMO celowo.
>Zdarza się, że kobiety nie pociąga już mąż, ale
> dlaczego od razu musi go odrzucać i demonstrować tak wielką niechęć czy
> pogardę?
Ja tego nie odebrałam jako pogardy czy demonstracji niechęci. Po prostu Edyta
nie ma zamiaru udawać. Uważasz, że lepiej byłoby, gdyby z tym mężem spała
wbrew temu, co czuje, na przekór własnycm uczuciom, na siłę?
Ani jedno rozwiązanie (ucieczka we własny świat) ani drugie (udawanie, że nic
się nie dzieje) nie jest dobre. I tylko o to mi chodziło.
> Po prostu żal mi tego faceta, pomyśl też o nim,
Oczywiście, że pomyślałam. Jest mi go również cholernie żal.
Ale dokładnie tak samo jest mi żal Edyty, bo ona nie robi tego wszystkiego
celowo, na złość.
> bo on też jest częścią tego związku, małżeństwo nie składa się z samej
kobiety i bezwolnego
> mężczyzny.
Zgadzam się z Tobą w 100%.
Ja po prostu widzę dwie osoby, z których każda jest nieszczęśliwa, ale każda
na swój sposób.
Thalia
> > Skoro szukasz wrażeń - droga wolna.
> Wydaje mi się, że nie zrozumiałeś Edyty. Ona szuka wrażeń, owszem,
ale we
> własnym związku, a nie poza nim.
Pozwolisz, że zacytuję jedynie:
Iwonka: czy to zle, ze poznajesz przyzwoitych [INNYCH FACETÓW -
przyp. Z. B.]? czy dobrze?
Edyta: ... eee sama nie wiem może jak bym mi ktoś "nosa utarł"
Mówiąc KTOŚ, chyba nie ma na myśli męża?
Albo ja już jakiś niekumaty (pewnie dlatego, że Polo Cocty
spróbowałem ostatnimi czasy :P)...?
Więc nie wiem, czy problem zamierza rozwiązać w swoim związku. Ty
też nie wiesz - podejrzewasz, narzucając swoje podejrzenia jako
fakty również mi :)
> Niestety, z jakichś powodów ich nie
> znajduje, można powiedzieć, że ich małżeństwo w jakimś tam stopniu
się
> wypaliło, alebo jest na dobrzej drodze do tego. Ale to wcale nie
znaczy, że
> Edyta chce to wszystko zostawić w cholerę i odejść od męża.
A czy ja napisałem 'zostawić w cholerę'? Nie.
Chodziło (_jedynie_ albo _aż_) o to, żeby - skoro się Jej nudzi -
wypróbowała 'kogoś innego'.
Wkurzają mnie Laski, które marudzą, że są grube - a nie robią z tym
nic.
Jeżeli natomiast ćwiczy, próbuje - wówczas może i taką sytuację
rozumiem.
Jeśli nie robię z moim kłopotem nic - nie mam moralnego prawa do
narzekania.
A co zrobiła Edyta? Przeniosła kompa i pościel do swojego pokoju,
gdzie czuje się 'bardziej wolna'.
Moja rada byłaby może bardziej wyważona, ale jeśli czytam: "hi, hi -
przydałby mi się jakiś od utarcia noska, żebym doceniła"... no to
mówię jasno: "latex włóż i szukać ogiera!"
Innymi słowy: Znajdź sobie takiego! Skąp się w kacu moralnym i potem
docenisz swoją małą stabilizację.
> Dlatego jeśli
> nie potrafisz jej pomóc, to spróbuj chociaż nie szydzić z niej i
nie drwić.
> Tobie wydaje się zapewne, że (brutalnie mówiąc) "w dupie jej się
> poprzewracało", a prawda jest taka, że dziewczyna ma cholerny
problem, bo
> jest naprawdę dużym problemem brak pozytywnych uczuć do partnera
bez żadnych
> wyraźnych powodów.
Rozumiem, że rozgryzłaś mój pogląd na tą sprawę. Jestem pod
wrażeniem :]
A tak już bardziej o Niej - doradziłem: niech zdradzi, w czym
problem... skoro komputer i wygoda w łóżku ważniejsza od męża? To
tylko następny krok w życiowym 'ścieleniu sobie i takimż wyspaniu
się'.
Trzymajmy kciuki, żeby z porożem mąż nadal uważał, że ma żonę-ideał.
Kilka(dziesiąt?) wątków udowodniono mi, że ktoś - pisząc na grupę -
ryzykuje różne opinie sypiące się na swoją głowę.
Moja rada brzmi tak, jak napisałem.
Życie jest proste. A mąż zrozumie - poza tym: przecież On jest taki
nudny...
--
Z. Boczek
Wiesz to z Discovery, książek, internetu, czy to po prostu intuicja?
--
Serwis Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
> Myślę, że gdybyś od poczatku napisła to, tak jak teraz łatwiej
byłoby nam
> Ciebie zrozumiec.
> Twój "tytułowy post" ukazuje zupełnie inną Edytę.
> Potrzebujesz przyjaciela, jaka szkoda, ze Twój TZ nim nie jest.
Troche to
> dla mnie dziwne, bo zawsze mi sie zdawało, ze Towarzysz Życia to
kochanek,
> przyjaciel i opiekun (zresztą Towarzyszka Życia też).
Ba - i oczarowanie pierwszy raz w życiu też przeżyła niedawno (przy
poznaniu jakiegoś faceta) - więc również nie 'iskrzyło', jeśli
chodzi o znajomość z mężem...
Może tu tkwi przyczyna? Wpadka? Może małżeństwo z rozsądku?
Widzisz, Thalia? Czasem potrzeba Z. Boczka, żeby dokładniej poznać
problem :]
--
Z. Boczek
Niedoszłe miliardy dzieci w moim dywanie też mnie nie lubią.
ROTFL :]
--
Z. Boczek
Lubię seks. Czasem jednak wolę sikanie.
Dla mnie to jest sprzeczne. Z jednej strony nic nie może poradzić,
a z drugiej strony jest w stanie zmusić się do wszystkiego.
Może zdecyduj się?
>"Idzie przez życie jak dziecko szczęścia na polu walki kule świstają
>dookoła, granaty wybuchają, trzęsienie ziemi a on nic nie widzi nic nie
>słyszy ... kroczy z błogim uśmieszkiem na twarzy i nic go nie dosiega."
Ironia? Wyśmiewanie?
>On mnie po prostu nie rozumie, nie może skumać o co mi chodzi przecież
>wszystko jest O.K. dla niego wszystko co zrobię jest świetne nawet kiedy
>umówiłam się z kolegą do kina i wróciłam o 23.00 do domu to tylko zapytał "
>i co żabko ładny był filmik ?"
Aha, jakby zrobił awanturę z wybuchem zazdrości, to byłoby dobrze?
Matko... miliony kobiet marzą o takim facecie (tak mi się wydaje ;)
Poza tym piszesz, że on Cię nie rozumie, a wcześniej napisałaś, że on
jest w stanie polubić wszystko, zmusić się do wszystkiego.
To też sprzeczne. Może porozmawiaj z nim kiedyś super poważnie,
powiedz, że dla Ciebie pewne rzeczy są ważniejsze niż jego spanie
i drapanie i podkreśl to parę razy, potem potrząśnij nim, niech powtórzy,
zapytaj, czy zrozumiał i co zamierza z tym zrobić.
Najbardziej układny facet na świecie, najbardziej podatny na wychowanie
czy tresowanie (jak zwał tak zwał), a Ty tak marudzisz...
Potwierdzam, należy mówić wyraźnie, dużymi literami, zdania nie więcej
niż trzywyrazowe i wyrazy nie więcej niż pięcioliterowe (tłumaczenie
dla niektórych: nie, nie posiadam prac naukowych udowadniających
to celowe wyolbrzymienie).
>Jeszcze do jednego sie odniosę.
>Nie jest wg mnie prawdą co pisałaś - że nie mozna się z meżczyzną
>zaprzyjażnić. Ja mam wśród swoich kolegów wielu przyjaciół.
Piszesz tylko na swoim przykładzie, a prawda jest taka, że przyjaźń
kobiety i mężczyzny, będąc oczywiście możliwa, jest bardzo trudna.
Trzeba naprawdę panować nad sobą, żeby któraś strona głupio się
nie zakochała, a między zażyłością, a zakochaniem różnice są minimalne.
Przyjaźń damsko-męska to zupełnie inny temat, na który wypisano dużo
atramentu, wyklikano wiele klawiszy, i nie chcę tu go rozwijać, ale
nie do końca się zgadzam z Tobą.
Tak.
>> Ja rozumiem, że kobieta ma wielki problem, ale ona cały czas
>> szkodzi temu związkowi.
>Nie tyle szkodzi, ile nie wie, jak pomóc.
Najpierw problem był tylko w niej. Ale ona go przeniosła na cały związek
(wynosząc się, ochładzając kontakty itd).
>W sumie brak pomocy jest w jakimś sensie szkodzeniem, ale ona nie robi tego
>IMO celowo.
Samo się dzieje? Wiem, że szkodzenie nie jest celowe, ale jest ono
niezamierzonym skutkiem celowego działania, jak separacja.
>>Zdarza się, że kobiety nie pociąga już mąż, ale
>> dlaczego od razu musi go odrzucać i demonstrować tak wielką niechęć czy
>> pogardę?
>Ja tego nie odebrałam jako pogardy czy demonstracji niechęci. Po prostu Edyta
>nie ma zamiaru udawać. Uważasz, że lepiej byłoby, gdyby z tym mężem spała
>wbrew temu, co czuje, na przekór własnycm uczuciom, na siłę?
Tak uważam, o ile oczywiście chciałaby do niego wrócić, dalej go kochać.
Bo ile jej na tym nie zależy, to jej działanie jest zupełnie normalne.
Wiesz, jeśli by mi kiedykolwiek odwaliło tak, że przestałbym kochać
moją żonę (a sobie tego w ogóle nie wyobrażam), to starałbym się
przez jakiś czas udawać, że jest jak było, a w tym czasie SAM poradzić
sobie z tym problemem (o ile rzeczywiście problem jest tylko we mnie).
Inaczej bym miał dwa problemy zamiast jednego. Myślę, że jak ma się
jakiś problem, to lepiej nie mnożyć sobie innych, a zająć się tylko
tym jednym.
Choć znając życie, to kobieta by się i tak zorientowała...
zrób Mu mocną kawę (mam nadzieje, ze pije kawę ?)
a potem mówcie (liczba mnoga), dogadajcie sie i wracaj do wspólnego łoża.
> Pozdrawiam wszystkich serdecznie
> Edyta
3mam za Ciebie kciuki
Agata
Mówisz o kocei wchodzącym na kolana drugiego kota, czy o dorosłym człowieku
wchodzącym na kolana drugiego dorosłego człowiek?
boniedydy
> Aha, jakby zrobił awanturę z wybuchem zazdrości, to byłoby dobrze?
> Matko... miliony kobiet marzą o takim facecie (tak mi się wydaje ;)
Chyba rzeczywiście Ci się tylko wydaje ;-]
boniedydy
> Później żałuję że byłam na niego wściekła bo przecież jest dobrym mężem a
po
> tym wszystkim to już mi się staje taki nudny że jakos nic juz nie czuję i
to
> jest straszne.
Z tego, co piszesz, wygląda na to, ze jest raczej "dobrym dostarczycielem
pieniędzy do domu, który nie pije i nie bije", niż dobrym mężem. Przecież we
wszystkich najpoważniejszych problemach jesteś sama.
boniedydy
Pozdrawiam
Qwax
> > Wlasnie chodzi o to ze nie szuka, tylko sie odsuwa na bok i tworzy
> > wlasny swiat. Ona juz zrezygnowala z poszukiwan w obrebie wlasnego
> > zwiazku,
>
> Zrezygnowała, bo nie wie, co ma robić. Nie wie, co się z nią dzieje i
> dlaczego. I to jest właśnie jej problemem, którego nie rozumie. I tym
samym
> nie potrafi sobie z nim poradzić.
A mnie nasunęła się jeszcze taka myśl.
Otóż przed urodzeniem dziecka, jak pisze Edyta, nie przeszkadzało Jej
"głaskanie męża jak dziecka". Po urodzeniu miała już swoją córkę i w mężu
chce widzieć partnera, który z Nią rozmawia, wspiera itp. a tu trafia na
wcześniejsze zachowania. może od tego się zaczęło???
> Ja potrafię sobie wyobrazić, że własny partner może się znudzić i potrafię
> zrozumieć, że można nie mieć pomysłu, jak wyjść z tej sytuacji. Wydaje mi
> się, że wiem, dlaczego Edyta odsuwa się na bok. Może dlatego, że nie chce
> tworzyć pozorów, ze wszystko jest w porządku, że nie chce udawać, nie chce
> się zmuszać. Woli uciec w samotność-niesamotność, szuka azylu, unika
> sytuacji, w których musiałaby udawać, że jest zadowolona. Ta ucieczka jest
z
> bezradności. Ja tak to widzę.
> I właśnie ta bezradność spowodowała, że dziewczyna prosi nas o pomoc.
Odsuwaniem się nie rozwiąże problemu. Lepiej porozmawiać nawet jeżeli
miałoby to być bolesne. IMO lepsza przykra szczerość od unikania, które jak
widać nie daje żadnego rozwiązania.
--
Pozdrawiam serdeczniasto
Ania >:-)<O<
gg. 1355764
z adresu (wywalto)
Albo alkoholowa imprezka np. we troje ;-)
Pozdrawiam
FK
Uhm.
> [...] Najpierw problem był tylko w niej. Ale ona
> go przeniosła na cały związek (wynosząc się,
> ochładzając kontakty itd).
Uhm. Czyli dopóki "problem jest tylko w niej", a mężowi nic nie
przeszkadza (a - dygresyjnie - mąż Edyty wygląda mi na takiego,
co prędzej go skręci, niż się przyzna, że mu coś przeszkadza,
dopóki nie jest naprawdę niedobrze), to ma trzymać dziób na
kłódkę i z zaciśniętymi zębami odgrywać scenki ze szczęśliwego
pożycia małżeńskiego? Uhm.
> > [...]Uważasz, że lepiej byłoby, gdyby z tym mężem
> > spała wbrew temu, co czuje, na przekór własnycm
> > uczuciom, na siłę?
>
> Tak uważam, o ile oczywiście chciałaby do niego wrócić,
> dalej go kochać. Bo ile jej na tym nie zależy, to jej
> działanie jest zupełnie normalne.
Raczej o ile chciałaby do reszty odebrać sobie jakąkolwiek chęć
pozostania w tym związku. Bo mniej więcej takie skutki wywiera
zmuszanie się do robienia ze słodkim uśmieszkiem czegoś, na samą
myśl o czym dostaje się gęsiej skórki.
ma problem, jeden powazny problem: nieszczesliwa zone.
Zbycho