Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Przewrotnie "Job czyli Antynomie cnoty"

541 views
Skip to first unread message

Misiek Cz

unread,
Sep 19, 2000, 3:00:00 AM9/19/00
to
Dla inteligentnych - wynalazl w sieci
Misiek

Leszek Kołakowski
"Job czyli Antynomie cnoty"

Historia pobożnego Joba miała swój "Prolog w niebie" łudzšco podobny do
"Prologu w niebie" z Fausta Goethego.Odbył się on następujšco:

W najwyższej sferze niebios mie cił się wytworny bar, gdzie Jehowa zwykł
wysłuchiwać sprawozdań z ziemi od swoich wysłanników i gdzie także
Szatan się zjawiał. Bar ten nosił figlarne miano "COCOFLI", co było
skrótem od szeregu nazw, oznaczajšcych różne stopnie wzajemnych
stosunków między dwoma konkurentami: Coexistance - Cooperation -
Friendship - Love - Identity. Jehowa siedział tam razu pewnego popijajšc
swój ulubiony napój: solankę ciechocińskš. Wszedł Szatan i skinšwszy
lekko głowš poprosił barmana o koniak. Przez chwilę palił papierosa
oparty o kontuar i niby przez nieuwagę puszczał kłęby gryzšcego dymu w
twarz Jehowy, który krztusił się, czerwony ze zło ci; potem powiedział
do barmana z udanš obojętno ciš:
- A wie pan, przechadzałem się parę lat po ziemi i przyniosłem pomy lne
wiadomo ci. No, pomy lne z mojego punktu widzenia - dodał niedbale.
- Hm - mruknšł barman, który był neutralistš.
- Tak - cišgnšł Szatan - całkiem pomy lne. Pewien pobożny kapłan zdradza
swojš żonę systematycznie i wyglšda na to, że będzie naszym klientem.
Jehowa poruszył się niespokojnie i odstawił szklankę.
- Młody przewo nik znad brzegów Tygru - kontynuował Szatan - zaršbał
ojca i matkę, po czym jadł wieprzowinę popijajšc mlekiem. Pewna zdobycz.
Jehowa walnšł pię ciš w stolik i aż zadygotał ze zło ci.
- Stara żona rybaka - mówił Szatan w przestrzeń, udajšc, że nie widzi
zdenerwowania swojego rywala - blu nił Bogu po stracie syna i przeklinał
zarzšdzenia Jehowy. Jš też wła ciwie mamy w kieszeni. Jehowa nie
wytrzymał. Przewrócił z hałasem stolik, wstał i posiniały z gniewu
huknšł:
- A Joba widziałe ? Szatan odwrócił się z wyrazem grzecznego zdziwienia
na twarzy. Stali przed sobš - Jehowa wielki, barczysty, z bujnš
czuprynš, ubrany z chłopska i prosto, Szatan niski, elegancki, o
szczupłej twarzy intelektualisty, błyskajšcy brylantem na palcu.
- Joba? - spytał z pobłażliwym ugrzecznieniem. - Owszem, widziałem.
Poczciwy kmiotek, choć niezbyt rozgarnięty.
- Może i na niego masz chrapkę - szydził Jehowa - no? Kogóż on znowu
zamordował? A może blu nił? Szatan u miechnšł się i skłonił.
- Jest to twój sługa doskonały ów Job. Wzór pobożno ci bez skazy.
Trzęsie się ze strachu przed tobš, a w naszym skromnym zakładzie jego
konto jest zupełnie puste. Nie robi nic złego, bo nie ma powodów:
wiedzie mu się znakomicie ma olbrzymi majštek i spędza dnie na ucztach
absolutnie koszernych. Po cóż miałby ci blu nić?
- No widzisz - triumfował Jehowa, dla którego ironia Szatana była nazbyt
subtelna - a chełpisz się, jakby już cały wiat zawojował. Przez twarz
szatana przemknšł cień niesmaku.
- Wyja nijmy sytuację - powiedział spokojnie - Przyznaję, że podzieliłe
ludzi między siebie i mnie w sposób wysoce dla siebie niekorzystny, a
więc z maksimum szlachetno ci. Oddałe praktycznie do mojego
rozporzšdzenia całš ludzko ć poza jednym narodem, który sobie wybrałe ,
a temu narodowi kazałe tępić pozostałe, wskutek czego członkowie owych
innych narodów szybko i tłumnie przenoszš się do lepszego... hm...
lepszego wiata i zaludniajš moje hotele. Co więcej, ulepiłe ludzkš
naturę w ten sposób, że dobroć jest na ogół skojarzona z powodzeniem, a
ciężkie warunki życiowe pchajš do występków, jednocze nie jednak
stworzyłe ludziom najgorsze wła nie warunki istnienia, jakie można
sobie pomy leć, a więc praktycznie olbrzymia większo ć grzę nie po uszy
w oszustwach, złodziejstwach, zawi ci, intrygach i lepych żšdzach, nie
mówišc już o cudzołóstwie, które prawie się nie liczy na tle reszty
grzechów. Zauważ, że nie oceniam tej konstrukcji wiata i nie winikam w
to, czy powstała ona z zamiaru, czy z nieudolno ci - stwierdzam fakt. W
tej sytuacji znikoma czšstka ludzko ci, która ma szanse wej cia do
twoich uroczych ogrodów warzywnych, pachnšcych mlekiem kukurydzš i
pełnych d więku fujarek - otóż czšstka ta składa się z tych, któzy sš
tak zaspokojeni, że nia maja powodów do grzechu, oraz tych, którzy ze
strachu przed tobš nie majš odwagi ryzykować występków. Poza nielicznymi
wyjštkami twoi ludzie składajš się więc z tchórzy i sytych. Job jest
syty i nie wštpię, że póki nim będzie, pozostanie ci wierny. Odbierz mu
dobrobyt, a dodasz jednš duszę do moich rejestrów. Jehowa, który słuchał
z czujnš podejrzliwo ciš, pojšł z całej przemowy Szatana ostatniš
propozycję i natychmiast zawołał z udanš pewno ciš siebie:
- Proszę bardzo! Rób, co chcesz z jego majštkiem, rodzinš i domem tylko
jego samego nie ruszaj. Zobaczysz, że nic nie zachwieje jego wierno ci.
- Doskonale - odparł Szatan wesoło i wypił czwarty kieliszek koniaku.
- Pod warunkiem, że ty mu nie będziesz pomagał. W ten sposób umowa
zaostała zawarta, Jehowa wrócił do swojego stolika, a Szatan na ziemię.
Zabrał się do pracy i z największš łatwo ciš uczynił w cišgu jednego
dnia rzeczy następujšce: Sprawił, że Sabejczycy porwali osły i woły
Joba, a jego niewolników wyrżeneli. Sprawił, że Chaladejczycy porwali mu
wielbłšdy i wyrżneli dalszš czę c niewolników. Spalił piorunami owce
Joba i resztę niewolników. Wymordował wszystkie dziesięcioro dzieci
Joba. Jehowa przyglšdał się z góry tym poczynaniom i u miechał się
chytrze.
- Dobrze zagrałem - mrunkšł. Bo też Job po tych wydarzeniach pokłonił
się Bogu i błogosławił jego imię. Opowiadał też gło no o miłosierdziu
Jehowy. Nazajutrz w barze "COCOFLI" odbyła się następna rozmowa. Jehowa
pęczniał od poczucia triumfu i hała liwie wołał:
- No proszę! A mówiłem! Gdzie teraz twoje głupie teoryjki, których
zresztš i tak nikt nie rozumie? Gdzie masz swojego Joba, cha, cha? Figę
masz, nie Joba! Aż miło spojrzeć, jak mój Job mnie błogosławi. Nie, nie,
mój panie, przeliczyłe się! Wierno ć to wierno ć - nie ma gadania.
Możesz pękać ze zło ci, a Job jest mój.
- Jak już zauważyłem - powiedział Szatan z wyrazem znużenia na twarzy
moje do wiadczenie uczy, że poza nielicznymi wyjštkami twoi ludzie
składajš się z sytych i tchórzy. Job był ci wierny jako syty, teraz jest
nadal; wierny jako tchórz. Boi się ciebie za bardzo, aby blu nić.
Przyznaję, że nie doceniłem siły jego tchórzostwa. Ale i ta reszta
cierpliwo ci pry nie, je li zabierzemy się wprost do jego skóry.
- Proszę bardzo - zawołał Jehowa zacierajšc ręce, po czym walnšł w
stolik tak mocno, że przewrócił kubek z solankš. - Rób z nim dalej, co
chcesz, byle go na razie nie zabijał. Szatan wrócił i niezwłocznie
zaraził Joba przykrš chorobš skórnš, a także dodał mu liczne niezno ne
dolegliwo ci przewodu pokarmowego, nerek, serca, płuc, stawów i
kręgosłupa. Job leżał na pogorzelisku własnego domu skręcony z bólu, na
dnie nieszczę cia i rozpaczy, chwalšc imię Boże. Żona stała przy nim i
wyrzucała mu krzykliwie bezmy lnš pobożno ć:
- Masz swojego Jehowę - wołała. - Jeszcze go błogosławisz! Zaraz
umrzesz, a wiesz dobrze, że wszytskie opowiadania o drugim wiecie to
bajka. Zresztš, je li drugi wiat istnieje, to na pewno nie jest lepszy
od tego. Dosyć! Nablu nij przynajmniej Bogu do syta!
- Głupia jeste - jęknšł Job, z trudem unoszšc głowę. - Cała nasza
moralno ć polega na tym, żeby dziękować Bogu nie tylko za dobro, ale
również za zło, jakie nam zsyła. Inaczej nie mieliby my żadnej zasługi:
być wdzięcznym za dobrodziejstwa potrafi każdy chłystek. Ja -
przeciwnie, szczycę się tym, że chwalę Boga za to, że jestem
nieszczę liwy. Nie będę blu nił; dotrzymam swojemu Panu wierno ci, co do
której się zobowišzałem.
- Ale po co? - krzyknęła żona.
- Powiedziałem już: aby dotrzymać zobowišzania.
- A je li Jehowa, któremu przysięgałe wierno c, okazał się zły, to
dochowujšc mu wierno ci, pomagasz złu.
- To nieważne - odparł Job. - Dochowuję wierno ci nie po to, aby
sprawiać dobro, ale po to, aby dochować wierno ci. rodek i cel sš tu
identyczne. Szatan przysłuchiwał się tej rozmowie ze smutnym u miechem i
wrócił do baru, gdzie czekał na niego Jehowa rozpromieniony i tryskajšcy
rado ciš.
- A widzisz, a widzisz! - pokrzykiwał, wymachujšc rękami. - Mędrkujesz,
filozofujesz, ale prosty człowiek wie lepiej, co ma robić, i nie słucha
twojego głupiego gadania.
- Na pozór przegrałem zakład - powiedział Szatan spokojnie - ale twoje
zwycięstwo jest nader wštpliwej próby. Widac to z trzech okoliczno ci: P
o p i e r w s z e , nie podważa ono mojej doktryny, powiedziałem bowiem,
ze istniejš nieliczne wyjštki, które sš ci wierne dla samej zasady
wierno ci. Ale mój racjonalizm każe mi, oczywi cie, nie zadowolić się
stwierdzeniem, że istniejš wyjštki, lecz wytłumaczyć ich pochodzenie.
Ludzie zachowujš się normalnie w sposób irracjonalny; powiniene
wiedzieć o tym, skoro sam ich skonstruowałe . Jednak ich zachowanie
podlega pewnym prawom i w większo ci wypadków daje się przewidzieć:
reagujš na wydarzenia zgodnie z pożšdaniami swojego ciała. Umówmy się,
że takie zachowanie będziemy nazywali - nie ci le, oczywi cie
racjonalnym: my lę - zachowanie adekwatne do sytuacji życiowych. W tym
sensie przyznaję to chętnie - przeceniłem racjonalno ć ludzkiego
postępowania w wypadku Joba. Okazał się on bardziej bezmy lny, niż
sšdziłem, i dzięki tej jego bezmy lno ci odniosłe swój żałosny sukces.
Job uwierzył w żelaznš moc zasady wieno ci i postanowił być wierny
danwemu opiekunowi również wtedy, gdy ten zamienił się w kata. Moim
zdaniem, jest to szczyt zachowania skrajnie irracjonalnego - ale moja
znajomo ć wiata przewiduje takš możliwo ć. Popełniłem omyłkę w stosunku
do jednostkowego przypadku, nie muszę jednak zmieniać swojego obrazu
rzeczywsito ci. P o d r u g i e , skromnš satysfakcję odniosłem z faktu,
że choć Job pozostał ci wierny, to jednak pozyskałem jego żonę, która,
jak wiesz, obrzuciała cię lawinš niegodziwych blasfemii. A więc w każdym
razie jedna dusza pozyskana. P o t r z e c i e wreszcie, nie dotrzymałe
warunków umowy, poniważ pomogłe skrycie wytrwać swojemu słudze w
cierpliwo ci i cnocie.
- Jak to? - krzyknšł Jehowa - ja pomagałem?
- Oczywi cie - powiedział Szatan. - Twierdzšc inaczej popadasz w herezję
pelagianizmu lub molinizmu, która skšdinšd uchodzi za moje dzieło.
Teologicznie jest rzeczš pewnš, że bez twojego udziału cnota jest
niemożliwa. Je li nawet nie przekona cię o tym dzieło więtego Augustyna
O wolnej woli, które jest bardzo dwuznaczne, to we z półki uchwały
soboru trydenckiego, rozdział De iustificatione, i zechciej sprawdzić.
- Nie bardzo znam się na teologii - wyznał Jehowa niepewnie - i, prawdę
rzekłszy, nie rozumiem dobrze tych wszystkich sporów. Oczywi cie, nie
chce popa ć w herezję. Ale zresztš, je li nawet mu pomagałem, to ty
robiłe to samo w przeciwnym kierunku.
- O, nie - odparł Szatan. - Ja tylko organizowałem zewnętrzne
okoliczno ci, które miały Joba przywie ć do grzechu. Ale warto ć cnoty i
zasługa na tym wła nie polega, że się praktykuje cnotę we wszystkich
okoliczno ciach zewnętrznych. Pozorna łatwo ć mojego zadania w wiecie
polega na tym, że stwarzam tylko sytuacje obiektywne, w którcyh wyniku
ludzie grzeszš już mocš własnych skłonno ci; pozorna trudno ć twojej
roli tkwi w tym, że ty ich musisz uodpornić od wewnštrz, rodkami
duchowymi, przeciwko presji ich zewnętrznych warunków. Ale w
rzeczywisto ci jest nieco inaczej. Moje zadanie jest trudniejsze,
ponieważ działam w rodowisku rzeczy materialnych po to, by sprawiać zło
w wiecie duchowym - a więc muszę znać dobrze prawidłowo ci
przyczynowego oddziaływania między rzeczywisto ciš cielesnš a duchowš,
aby tę ostatnia urabiać przez po rednie wpływy. Ty natomiast działasz
wprost w duszach, a więc masz styczno ć bezpo redniš z tworzywem, które
obrabiasz. Je li mimo to odnoszę takie sukcesy i je li, jak sam
zauważyłe w jednym ze swoich pism, droga zatracenia jest szeroka i
rozległa, a cieżka zbawienia wšska i mało komu dostępna - to wiadczy
to, że nie le wykonuję swoje rzemiosło. A przecież ty urzšdziłe wiat,
nie ja. Chętnej zresztš przypisuję swoje sukcesy raczej twojej
wspaniałomy lno ci w stosunku do mnie niż twojej nieudolno ci, a tym
bardziej - niz moim własnym umiejętno ciom pracy. Dlatego nie męczę cię
dłużej i bez żalu zostawiam ci duszę Joba, majšc aż nadto rekompensaty
w ród pozostałej ludzko ci. Tym bardziej - dodał już niedosłyszalnie
- że spory teoretyczne między nami sš beznadziejne. Dodam nawiasem, że
nie musisz wcale znać sie na teologii, skoro jeste jej przedmiotem. Tak
samo skała nie zna się na petrografii.
- Znowu ta dialektyka - jęknšł Jehowa zniechęcony - kto cię tego
nauczył? Ja tam wiem jedno - dusza Joba ocalaona, zakład wygrałem, a
wasza scholastyka niewiele mnie obchodzi.
- Miło mi jest uznać się za pokonanego - powiedział Szatan dwornie i z
ukłonem opu cił wytworny bar "COCOFLI", zostawiajšc Jehowę w zadumie.
Jest mnóstwo morałów wynikajacych z całej tej historii, która stanowi
tylko prolog do sprawy Joba. Niektóre z nich sš bardzo proste; tak na
przykłšd morał, iż należy zrewidować przysłowie głoszšce, że gdzie sie
dwóch kłuci (np. Jehowa z Szatanem), tam trzeci korzysta; również drugi
morał, iż ludzie pro ci maja powody, by się wystrzegać przyjacielskich
swarów między możnymi; również trzeci morał, iż cnota wierno ci za
wszelkš cenę nie wymaga wcale wybitnego umysłu. Sš również morały
bardziej skomplikowane; oto niektóre z nich:
Morał czwarty: wierno ć jest cnotš sprzecznš wewnętrznie, bo uprawiana
dla nadziei korzy ci przestaje być cnotš, a uprawiana dla niej samej
często każe się godzić na zło, a więc również cnotš być przestaje.
Morał pišty: Jehowa jest dobry, a więc o ile przejawia swojš istotę,
czyni dobro; człowiek chwalšc go chwali dobro, którego doznał - co nie
jest żadnš zasługš. A więc prawdziwy triumf Jehowy przejwia się tam,
gdzie bywa chwalony za zło, to znaczy, gdzie działa wbrew swojej
istocie, czyli Jehowa o tyle odnosi zwycięstwa, o ile okazuje się innym,
niż jest naprawdę. Żeby je stale odnosić, musi stale występować w roli
złoczyńcy, stšd ludziom płytko my lšcym zdaje się, że Jehowa urzšdził
wiat bardzo marnie. W rzeczywisto ci urzšdził go mšdrze: mnoży
nieszczę cia ludzkie, bo przez nie dostępuje moralnych zwycięstw; gdyby
ludzie byli szczę liwi, Szatan miałby małe sukcesy, ale Bóg żadnych.
Widać tedy, że po to, aby furtka niebios otwarła się dla jednostek,
miliony muszš pędzić przez bramy piekielne. Jest to propozycja nowej
teodycei, bardziej zgodnej z ludzkim do wiadczeniem niż teodycee
tradycyjne.
Morał szósty: z Szatanem łatwo jest przegrać w teoretycznej dyskusji, bo
ma wiele argumentów racjonalnych - ale można przecież po prostu go nie
słuchać.
Morał siódmy: gdyby Job sšdził, że jego nieszczę cia sš dziełem Szatana,
starałby się je zwalczać zamiast siedzieć bezczynnie, na przykłšd
poszedłby do dermatologa. Dlatego pożytecznie jest wierzyć wbrew
prawdzie, że zło, które nas spotyka, jest zawsze dziełem złej siły.

Emilian

unread,
Sep 5, 2006, 11:58:29 PM9/5/06
to
Religia nie sprowadza się do samej tylko teologii.

--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl

Konrad

unread,
Oct 4, 2006, 1:35:03 PM10/4/06
to

J. Ja worski _

unread,
Oct 8, 2008, 11:25:46 AM10/8/08
to

Orion _

unread,
Nov 18, 2008, 7:06:45 AM11/18/08
to
.

0 new messages