Co w przypadku pogryzienia obcej osoby na mojej posesji przez mojego psa
w ww. przypadku? Co w przypadku gdy osoba wchodząca na posesję nie umie
czytać/jest ślepa/wkracza w stanie wyższej konieczności?
To samo co byłoby gdybyś zaminował sobie posesje i napisał "Uwaga miny!"
a mimo to ktoś by wszedł i się wysadził.
Arek
> To samo co byłoby gdybyś zaminował sobie posesje i napisał "Uwaga miny!"
> a mimo to ktoś by wszedł i się wysadził.
Czy przypadkiem posiadanie psa w przeciwieństwie do min, nie jest czasem
legalne?
--
marcin
>> To samo co byłoby gdybyś zaminował sobie posesje i napisał "Uwaga miny!"
>> a mimo to ktoś by wszedł i się wysadził.
>
> Czy przypadkiem posiadanie psa w przeciwieństwie do min, nie jest czasem
> legalne?
Dopóki kogoś nie pogryzie.
A jak już pogryzie to wina tego co ma gorszego adwokata.
Pozdrawiam
Nie ma obowiązku umiejętności czytania, nie ma obowiązku znajomości
języka polskiego, nie ma prawa zakazującego poruszania się osobom
niewidomym. Dziecko może zabłądzić, pijany może pomylić furtki.
> Co w przypadku pogryzienia obcej osoby na mojej posesji przez mojego psa
> w ww. przypadku? Co w przypadku gdy osoba wchodząca na posesję nie umie
> czytać/jest ślepa/wkracza w stanie wyższej konieczności?
Masz przerąbane. I słusznie.
Masz psi (heh) obowiązek dopilnować, aby twój pies nikomu nie wyrządził
krzywdy. Nie jest ważne, jak to zrobisz, ale ważne jest, żebyś to zrobił
skutecznie (no i legalnie).
Co więcej wiele razy zdarzało się, że taki świrnięty pies wydostawał się
poza posesję (psy potrafią kopać, jeśli nie wiesz) i tam kogoś atakował.
Masz jakieś problemy z ego, że musisz mieć na swojej posesji swobodnie
latającego groźnego psa?
Bo jeśli masz jakieś wielkie skarby do ochrony, to taniej i bezpieczniej
wyszłoby zatrudnić strażnika.
Jeśli ta osoba nie była szczepiona to poddać psa kwarantannie, mógł
się zarazić.
> Co w przypadku gdy osoba wchodząca na posesję nie umie czytać/jest
> ślepa/wkracza w stanie wyższej konieczności?
To ma pecha. Wtargnięcie na cudzą ogrodzoną posesję jest zabronione
(193 kk) i analafabetyzm czy ślepota niczego nie usprawiedliwia.
A pies jest od tego żeby reagować. Zresztą zwykle najpierw ostrzega,
więc intruz ma czego sam chciał.
Posiadanie psa atakującego ludzi jest tak samo legalne jak posiadanie min.
Arek
> Bo jeśli masz jakieś wielkie skarby do ochrony, to taniej i bezpieczniej
> wyszłoby zatrudnić strażnika.
Taniej strażnika ?
Jakim cudem strażnik wyjdzie taniej niż psia karma ?
Pozdrawiam
>> Co w przypadku gdy osoba wchodząca na posesję nie umie czytać/jest
>> ślepa/wkracza w stanie wyższej konieczności?
>
> To ma pecha. Wtargnięcie na cudzą ogrodzoną posesję jest zabronione (193
> kk)
Literki niby znasz, a jakoś czytać ze zrozumieniem nie umiesz.
Wejście przez otwartą furtkę to nie jest "wdarcie się".
> i analafabetyzm czy ślepota niczego nie usprawiedliwia.
Bredzisz.
> A pies jest od tego żeby reagować. Zresztą zwykle najpierw ostrzega,
> więc intruz ma czego sam chciał.
Jaaaasne. I każdy półmózg z agresywnym psem ma tego psa idealnie
wyszkolonego i oczywiście każdy obywatel ma obowiązek rozumienia psiego
języka.
Dolicz odszkodowanie i odsiadkę za zagryzienie choćby jednej osoby.
Otwartą furtkę to sobie sam wymyśliłeś. Autor pisał o "psie swobodnie
biegającym po podwórku", gdyby furtka była otwarta to by wybiegł.
>> i analafabetyzm czy ślepota niczego nie usprawiedliwia.
>
> Bredzisz.
To wszystko co masz do powiedzenia?
>> A pies jest od tego żeby reagować. Zresztą zwykle najpierw
>> ostrzega,
>> więc intruz ma czego sam chciał.
>
> Jaaaasne. I każdy półmózg z agresywnym psem ma tego psa idealnie
> wyszkolonego
Znów puszczasz wodze fantazji. Nie było mowy o półmózgu ani o
agresywnym psie.
> i oczywiście każdy obywatel ma obowiązek rozumienia psiego języka.
Każdy normalny człowiek bez trudu odbierze ostrzeżenie (podbiegnięcie
do płotu, szczekanie, warczenie, mowa ciała). Pozostali nie powinni
wychodzic z domu bez opiekuna a najlepiej siedzieć pod kluczem.
Ciekawe, że ostrzeżenia "głebokie wykopy", "teren budowy" itp.
(w połączeniu z ogrodzeniem) funkcjonują i są legalne.
Nie powstają po to by kogoś skrzywdzić.
Ale nawet wtedy jak ktoś tam wpadnie i sobie coś zrobi to właściciel ma
przechlapane.
Arek
>> Czy przypadkiem posiadanie psa w przeciwieństwie do min, nie jest
>> czasem
>> legalne?
>
> Posiadanie psa atakującego ludzi jest tak samo legalne jak
> posiadanie min.
Ten pies nie zaatakował bez powodu. I owszem, psy stróżujące są
legalne.
>> Ciekawe, że ostrzeżenia "głebokie wykopy", "teren budowy" itp.
>> (w połączeniu z ogrodzeniem) funkcjonują i są legalne.
>
> Nie powstają po to by kogoś skrzywdzić.
Powstają po to by ostrzec o zagrożeniu. Dokładnie tak samo
jak ostrzeżenie o psie.
> Ale nawet wtedy jak ktoś tam wpadnie i sobie coś zrobi to właściciel
> ma przechlapane.
Chyba w Ameryce.
>>> Bo jeśli masz jakieś wielkie skarby do ochrony, to taniej i bezpieczniej
>>> wyszłoby zatrudnić strażnika.
>> Taniej strażnika ?
>> Jakim cudem strażnik wyjdzie taniej niż psia karma ?
>
> Dolicz odszkodowanie i odsiadkę za zagryzienie choćby jednej osoby.
Nie ma pewności że zagryzie i nie ma pewności że przegra w sądzie
sprawę o odszkodowanie za pogryzienie.
To że pensję trzeba płacić raczej jest pewne. :-)
Pozdrawiam
>> i oczywiście każdy obywatel ma obowiązek rozumienia psiego języka.
> Każdy normalny człowiek bez trudu odbierze ostrzeżenie
Ale to jest Lawa...
--
Jotte
>> Posiadanie psa atakującego ludzi jest tak samo legalne jak posiadanie
>> min.
> Ten pies nie zaatakował bez powodu. I owszem, psy stróżujące są legalne.
A posiadanie stróżującej teściowej trzymanej na posesji bez łańcucha i
kagańca (nawet
jak są tabliczki "Uwaga! Zła teściowa)?
--
Jotte
--
PawełJ
> Posiadanie psa atakującego ludzi jest tak samo legalne jak posiadanie min.
Czy obrona własnej własności nie jest legalna? Poza paragrafami o
odpowiedzialności za zwierzęta masz jeszcze taki:
Art. 25. § 1. Nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera
bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem.
§ 2a. Nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej
odpierając zamach związany z wdarciem się do domu, mieszkania, lokalu,
pomieszczenia, ogrodzonego terenu lub pojazdu, chyba że przekroczenie
granic obrony koniecznej było rażące.
Tak więc reasumując wszyst prawdopodobnie zależy od interpretacji sędziego.
--
marcin
Reasumując to siedzisz ładne parę lat w więzieniu bo nie widzisz, że
jest tam mowa o zamachu.
Arek
Kilka lat temu była sprawa, gdzie pies pogryzł dziecko. Właściciel
nie poniósł kary, bo dziecko samo przeszło przez ogrodzenie do
prywatnego terenu.
--
Liwiusz
Ochrona. Nie obrona.
Przy czym zdaje się mowa o atakującym psie, a nie broniacym sie.
Ostrzezenia nie funkcjonuja.
Jesli ogrodzenie bedzie do bani to niezaleznie od ostrzezen autor wykopu
pojdzie siedziec.
Z jednym wyjątkiem. Zaatakowany pies moze sie bronic.
skad sie urwales?
Ale nienormalny nie.
A on tez jest chroniony.
> Reasumując to siedzisz ładne parę lat w więzieniu bo nie widzisz, że
> jest tam mowa o zamachu.
A jaka jest definicja zamachu? Bo ja w kk nie znalazłem, a sjp podaje:
2. działanie mające na celu wystąpienie przeciwko komuś lub czemuś
Wejście na teren opisany 'Nie wchodzić, własność prywatna" imo jak
najbardziej pasuje.
Z wyszukanych na guglu jakichś egzaminów prawniczych:
"OBRONA KONIECZNA
Na instytucję tę składają się:
· zamach i jego odparcie (obrona) - zamach to takie zachowanie się
człowieka, które stwarza bezpośrednie zagrożenie dla dobra korzystającego z
ochrony prawnej. Najczęściej jest to agresywne działanie, ale również
zaniechanie może stanowić zamach (np. nieopuszczenie pomieszczenia pomimo
żądania osoby uprawnionej,co uzasadnia usunięcie intruza w ramach obrony
koniecznej - art. 193 kk). Zamach może pochodzić tylko od człowieka i musi
być bezprawny, choć niekoniecznie przestępny. Dopuszcza się również
bezprawnego zamachu osoba, której nie można przypisać winy (np. nieletni,
niepoczytalny), albo osoba, która przekroczyła granice przysługującego jej
prawa. (np. granice stanu wyższej konieczności)."
--
marcin
> Przy czym zdaje się mowa o atakującym psie, a nie broniacym sie.
Atakujący pies na prywatnej własności, to pies broniący tej własności.
Wydaje mi się, że rozpatrujemy tu nasze prywatne podejście do sprawy. A to
jakby to rozegrał adwokat i jakie podejście miałby sędzia byłoby kluczowe.
--
marcin
>> Dolicz odszkodowanie i odsiadkę za zagryzienie choćby jednej osoby.
>
> Nie ma pewności że zagryzie
Właściciel musi mieć pewność, że NIE zagryzie.
> i nie ma pewności że przegra w sądzie
> sprawę o odszkodowanie za pogryzienie.
Jest.
> To że pensję trzeba płacić raczej jest pewne. :-)
To hoduj marihuanę - jest szansa, że nie złapią.
>> Literki niby znasz, a jakoś czytać ze zrozumieniem nie umiesz.
>>
>> Wejście przez otwartą furtkę to nie jest "wdarcie się".
>
> Otwartą furtkę to sobie sam wymyśliłeś. Autor pisał o "psie swobodnie
> biegającym po podwórku", gdyby furtka była otwarta to by wybiegł.
"Otwarta" w sensie "nie zamknięta na klucz czy inną kłódkę".
>>> i analafabetyzm czy ślepota niczego nie usprawiedliwia.
>>
>> Bredzisz.
>
> To wszystko co masz do powiedzenia?
Nie.
>>> A pies jest od tego żeby reagować. Zresztą zwykle najpierw ostrzega,
>>> więc intruz ma czego sam chciał.
>>
>> Jaaaasne. I każdy półmózg z agresywnym psem ma tego psa idealnie
>> wyszkolonego
>
> Znów puszczasz wodze fantazji. Nie było mowy o półmózgu ani o agresywnym
> psie.
Była. Naucz się czytać.
>> i oczywiście każdy obywatel ma obowiązek rozumienia psiego języka.
>
> Każdy normalny człowiek bez trudu odbierze ostrzeżenie (podbiegnięcie do
> płotu, szczekanie, warczenie, mowa ciała). Pozostali nie powinni
Nie każdy. Patrz: dzieci, pijani. Poza tym taki pies może się też
zaczaić. Albo zauważyć dopiero po wejściu.
>> Posiadanie psa atakującego ludzi jest tak samo legalne jak posiadanie
>> min.
>
> Ten pies nie zaatakował bez powodu. I owszem, psy stróżujące są legalne.
>
Uhm. Czyli jeśli mam jakikolwiek powód, np. mnie zdenerwujesz, to mogę
ciebie zabić, tak? ;->
Nie ma ogrodzenia budowy/wykopu którego nie da się sforsować.
To nie Alcatraz. Ogrodzenie miejsca niebezpiecznego taśmą na
palikach może być kwestionowane, ale normalny płot musi wystarczyć.
Pokonanie takiej przeszkody wymaga celowego działania i jakiegoś
wysiłku a to wystarczy do stwierdzenia, że chcącemu nie dzieje się
krzywda.
Nieadekwatnie do zagrożenia.
Tak samo nie możesz zastrzelić gościa idącego na ciebie z pięściami.
Przekroczenie obrony koniecznej
O nienormalnych też napisałem, nawet zostało w cytacie.
Może taki np. nie znać zasad ruchu i wskoczyć pod pędzący
samochód. I co, wina szofera bo debile też są chronione?
> Nie ma ogrodzenia budowy/wykopu którego nie da się sforsować.
> To nie Alcatraz. Ogrodzenie miejsca niebezpiecznego taśmą na
> palikach może być kwestionowane, ale normalny płot musi wystarczyć.
O ile nie ma dziur a brama jest zamknięta na klucz.
Inicjator wątku pisał o furtce i kilku przypadkach wejścia bez
dzwonienia - co oznacza, że furtka nie jest zamknięta na klucz.
Czy do twojego mieszkania każdy może sobie wejść, jeśli nie zamkniesz
go na klucz? Nie mówimy o włamaniu tylko o naruszeniu miru, tu nie
chodzi o pokonywanie zabezpieczeń tylko o samo wtargnięcie.
>>>> A pies jest od tego żeby reagować. Zresztą zwykle najpierw
>>>> ostrzega,
>>>> więc intruz ma czego sam chciał.
>>>
>>> Jaaaasne. I każdy półmózg z agresywnym psem ma tego psa idealnie
>>> wyszkolonego
>>
>> Znów puszczasz wodze fantazji. Nie było mowy o półmózgu ani o
>> agresywnym
>> psie.
>
> Była. Naucz się czytać.
No właśnie, naucz się. To że pies pogryzł intruza nie znaczy
że był agresywny. Po prostu wykonał swoją robotę.
>> Każdy normalny człowiek bez trudu odbierze ostrzeżenie
>> (podbiegnięcie do
>> płotu, szczekanie, warczenie, mowa ciała). Pozostali nie powinni
>
> Nie każdy. Patrz: dzieci, pijani. Poza tym taki pies może się też
> zaczaić. Albo zauważyć dopiero po wejściu.
Dziecko, póki nie rozumie tak podstawowych spraw, powinno przebywać
pod opieką.
ale nawet po jego sforsowaniu wykop cie nie zaatakuje.
Pies nie ma prawa zaatakować pierwszy. Jeśli tak się stanie to odpowie
za to jego właściciel. Niezależnie od sposobu w jaki obca osoba dostała
się na teren.
Analogicznie nie możesz podłączyć kierownicy twojego samochodu pod 220V.
Nieważne czy gość się do samochodu włamie, czy przeniesie się psiejsko
czarodziejsko, odpowiesz za to co mu sie tam stanie.
wtargnięcie pod jadący samochód to zupełnie inna sprawa.
Tak samo właściciel psa nie odpowie jak pies pogryzie kogoś kto nagle na
niego wpadł.
Złodziej skacząc przez płot może mieć pecha spadając na budę psa. I
wówczas jesteś kryty.
Za przejechanie nienormalnego w warunkach innych niż wtargnięcie jak
najbardziej odpowiesz.
Zawsze?
A jeśli idzie na mnie rozjuszony zakapior a ja jestem mikry i jedyne
co mam na swoja obronę to pistolet?
Wejśc może, stanowi to naruszenie miru domowego, ale nie daje podstaw do
strzelania tudzież gryzienia takiej osoby.
Od osądzenie jest sąd. Nie pies.
> O nienormalnych też napisałem, nawet zostało w cytacie.
> Może taki np. nie znać zasad ruchu i wskoczyć pod pędzący
> samochód. I co, wina szofera bo debile też są chronione?
Jeśli wyskoczy tak, że kierowca nie miał szans zareagować, to
oczywiście, że nie.
Ale jeśli będzie sobie robił "pajacyki" na środku skrzyżowania -
widoczny z daleka - to w takiej sytuacji kierowca, który spróbuje przez
niego przejechać licząc na to, że ten uskoczy, będzie winny.
Jak to nie? Zaraz za płotem jest stromy, bardzo głęboki wykop najeżony
zbrojeniami. Przybłęda nie ma szans przeżyć.
> Pies nie ma prawa zaatakować pierwszy.
Pierwszy zaatakował intruz przeskajując ogrodzenie.
To nie jest atak.
>> "Otwarta" w sensie "nie zamknięta na klucz czy inną kłódkę".
>
> Czy do twojego mieszkania każdy może sobie wejść, jeśli nie zamkniesz go
> na klucz?
Owszem. Do twojego też.
> Nie mówimy o włamaniu tylko o naruszeniu miru, tu nie chodzi o
> pokonywanie zabezpieczeń tylko o samo wtargnięcie.
Wejście przez otwarte drzwi to nie jest wtargnięcie.
>>>>> A pies jest od tego żeby reagować. Zresztą zwykle najpierw ostrzega,
>>>>> więc intruz ma czego sam chciał.
>>>>
>>>> Jaaaasne. I każdy półmózg z agresywnym psem ma tego psa idealnie
>>>> wyszkolonego
>>>
>>> Znów puszczasz wodze fantazji. Nie było mowy o półmózgu ani o agresywnym
>>> psie.
>>
>> Była. Naucz się czytać.
>
> No właśnie, naucz się. To że pies pogryzł intruza nie znaczy
> że był agresywny. Po prostu wykonał swoją robotę.
Aha. Zupełnie jak personel obozów w np. Oświęcimiu.
>>> Każdy normalny człowiek bez trudu odbierze ostrzeżenie (podbiegnięcie do
>>> płotu, szczekanie, warczenie, mowa ciała). Pozostali nie powinni
>>
>> Nie każdy. Patrz: dzieci, pijani. Poza tym taki pies może się też
>> zaczaić. Albo zauważyć dopiero po wejściu.
>
> Dziecko, póki nie rozumie tak podstawowych spraw, powinno przebywać pod
> opieką.
Pies, póki nie nauczy się nie gryźć ludzi, musi być zamknięty tak, żeby
nikt się na niego przypadkiem/przez pomyłkę nie natknął.
Nie, nie stanowi. Dopiero jak lokator wyrazi życzenie, żeby sobie
poszedł, a ten nie posłucha, albo ktoś wejdzie wbrew wyraźnym protestom
lokatora, to masz naruszenie miru.
Daje podstawę do podjęcia obrony. Pies to nie jest środek nadmierny,
to rozwiązanie standardowe.
> Od osądzenie jest sąd. Nie pies.
To samo mógłbyś powiedzieć każdemu kto chce się bronić przed atakiem.
Potulnie daj się zabić a sąd ukarze sprawcę.
"Idzie na mnie zakapior" nie znaczyło że jakiś sportowiec spokojnie
idzie sobie spacerkiem w moim kierunku tylko że na mnie naciera.
Niewątpliwie atak na posesję, na straży której stoi piesek.
Poza tym człowiek o pokojowych zamiarach jednak skorzysta
z dzwonka i poczeka na zaproszenie. Jak ktoś dokonuje
wtargnięcia to można spodziewać się najgorszego.
Słusznie.
Może jednak przeczytaj stosowny przepis.
Nie daje.
Podstawę do podjęcia obrony daje bezpośredni atak, a nie sama obecność
intruza idącego sobie po twoim podwórku.
>
>> Od osądzenie jest sąd. Nie pies.
>
> To samo mógłbyś powiedzieć każdemu kto chce się bronić przed atakiem.
> Potulnie daj się zabić a sąd ukarze sprawcę.
Osoba wchodząca na twoje podwórko nawet przez płot nie jest osobą
atakującą. Ona jeszcze nikogo nie atakuje.
Podstawę do gryzienia będziesz miał dopiero jak zacznie.
to wówczas jest to atak.
Obca osoba na twoim podwórku nikogo nie atakuje
Nawet w razie ataku środki obrony muszą być adekwatne do metody ataku.
Nie mówię o ataku na osobę (do którego jeszcze nie doszło)
tylko o zamachu na moją posesje (mir domowy, który też podlega
ochronie).
To nie jest jakis amstaff, szkolony do zagryzania obcych :-).
Owczarek niemiecki, ktorego posiadam bo lubie psy.
> Bo jeśli masz jakieś wielkie skarby do ochrony, to taniej i bezpieczniej
> wyszłoby zatrudnić strażnika.
No tak, ale czy to oznacza ze pies juz nie moze swobodnie biegac po
(ogrodzonej) posesji?
Nie. To nie jest atak.
To w zasadzie jest nic.
Zwróć uwagę, że nie ma w KK czegoś takiego jak włamanie.
Jest kradzież i kradzież z włamaniem.
Za samo włamanie możesz takiej osobie nabimbać.
Pierwsze naruszenie prawa będzie wówczas jeśli taka osoba nie opuści
terenu na wezwanie. Wówczas możesz złożyć wniosek do sądu o ukaranie za
naruszenie miru domowego.
Ataku ciągle tu nie ma.
> Poza tym człowiek o pokojowych zamiarach jednak skorzysta
> z dzwonka i poczeka na zaproszenie. Jak ktoś dokonuje
> wtargnięcia to można spodziewać się najgorszego.
>
To jest twoje wyobrażenie nie dające podstawy do jakiegokolwiek gryzienia.
> "Idzie na mnie zakapior" nie znaczyło że jakiś sportowiec spokojnie
> idzie sobie spacerkiem w moim kierunku tylko że na mnie naciera.
1. uzbrojony?
2. masz jakichś świadków?
>> Nie, nie stanowi. Dopiero jak lokator wyrazi życzenie, żeby sobie
>> poszedł, a ten nie posłucha, albo ktoś wejdzie wbrew wyraźnym protestom
>> lokatora, to masz naruszenie miru.
>
> Może jednak przeczytaj stosowny przepis.
Ty go przeczytaj - ze zrozumieniem tekstu.
słusznie, przeczytaj.
Mowa jest o wdzieraniu się.
Samo wejście naruszeniem miru domowego nie jest. jest nim dopiero odmowa
opuszczenia na wezwanie.
Nieprawda:
"Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia
albo ogrodzonego terenu [...]"
O opuszczeniu na wezwanie jest dopiero następne zdanie.
> Wówczas możesz złożyć wniosek do sądu o ukaranie za naruszenie miru
> domowego.
> Ataku ciągle tu nie ma.
Atak to nie tylko bicie czy kłucie nożem.
Zaatakowane zostało moje dobro jakim jest mir domowy.
Nie daje.
> Pies to nie jest środek nadmierny, to
> rozwiązanie standardowe.
Szczekający - tak. Gryzący, zwłaszcza poważnie - nadmierny.
Mir domowy podlega ochronie i od tego jest sąd aby taką osobę ukarać.
Podstawy do zastosowania jakiejkolwiek obrony w postaci ataku na taką
osobę nie masz.
No to analogicznie:
"Życie podlega ochronie i od tego jest sąd aby taką osobę ukarać.
Podstawy do zastosowania jakiejkolwiek obrony w postaci ataku na taką
osobę nie masz."
Tak?
to niech się mir broni.
Ty ani twój pies zaatakowani nie zostaliście.
Zaczyna się akademicka dyskusja.
Bronisz przegranej sprawy, nie bardzo wiesz jak sie teraz z tego wycofac
wiec sie okopujesz absurdalnymi stwierdzeniami o ataku na mir domowy.
Z mojej strony EOT bo szkoda czasu na pierdoły.
> Nie mówię o ataku na osobę (do którego jeszcze nie doszło)
> tylko o zamachu na moją posesje (mir domowy, który też podlega
> ochronie).
>
Zapoznaj się łaskawie z przepisami dotyczącymi obrony koniecznej.
Pomijając taki detal, że wejście przez otwarte drzwi to nie jest
naruszenie miru, środki użyte do jego obrony muszą być adekwatne - tj.
dobro chronione obroną konieczną musi być co najmniej tak samo "ważne"
jak dobro naruszane danym środkiem obrony.
Jeśli czyjeś życie lub zdrowie jest dla ciebie mniej ważne od twojego
"spokoju ducha", to powinieneś się leczyć.
Może, jeśli upewnisz się, że nikogo nie pogryzie. Albo szkoląc tego psa,
albo skutecznie zabezpieczając teren przed np. przypadkowym/omyłkowym
wejściem.
> Nieprawda:
> "Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo
> ogrodzonego terenu [...]"
> O opuszczeniu na wezwanie jest dopiero następne zdanie.
Ponownie, drogi ignorancie: wejście przez otwarte drzwi nie jest
"wdzieraniem się".
>> Wówczas możesz złożyć wniosek do sądu o ukaranie za naruszenie miru
>> domowego.
>> Ataku ciągle tu nie ma.
>
> Atak to nie tylko bicie czy kłucie nożem.
> Zaatakowane zostało moje dobro jakim jest mir domowy.
To nie jest atak, tylko naruszenie dobra chronionego prawem - zakładając
że nie był to przypadek wejścia przez otwarte drzwi, bo wtedy to nie
jest nawet naruszenie miru.
Możesz ten mir bronić, ale tylko środkami proporcjonalnymi do zagrożenia
- czyli np. możesz chwycić za kark i wyprowadzić, ale nie możesz np.
zastrzelić tylko dlatego, że ktoś sobie wszedł i stoi nieruchomo
odmawiając wyjścia.
Użytkownik "Andrzej Lawa" <alawa...@lechistan.SPAM_PRECZ.com> napisał w
wiadomości grup dyskusyjnych:4c3ab665$1...@news.home.net.pl...
> Inicjator wątku pisał o furtce i kilku przypadkach wejścia bez
> dzwonienia - co oznacza, że furtka nie jest zamknięta na klucz.
problem w tym, ze polskie durne prawo kladzie na to czy furtka byla
zamknieta, kilka lat temu czytalem o wyroku w takiej sprawie, teren
ogrodzony, tabliczka wisiala, gnojek przelazl przez siatke, pies go pogryzl,
winny oczywiscie wlasciciel
>
> Może, jeśli upewnisz się, że nikogo nie pogryzie. Albo szkoląc tego psa,
> albo skutecznie zabezpieczając teren przed np. przypadkowym/omyłkowym
> wejściem.
... a jeśli to nie jego pies, tylko "dziki lokator"?
Idiotyzmy naszych tfurcuff prawa nie znają granic. W kwestii psów
wymyślili zakaz trzymania "pewnych ras" bez zezwolenia, ale na trzymanie
kundla będącego krzyżówką najwredniejszych ras zezwolenie nie jest już
wymagane.
Walka z dopalaczami to też przykład żałosnej impotencji polskiego państwa.
(Owszem, potrolluję sobie trochę, raz na kwartał... Kolinie wolno, to
dalczego mnie nie?)
--
Dziękuję. Pozdrawiam. Młotkowy
Użytkownik "Andrzej Lawa" <alawa...@lechistan.SPAM_PRECZ.com> napisał w
wiadomości grup dyskusyjnych:4c3a3360$1...@news.home.net.pl...
> Co więcej wiele razy zdarzało się, że taki świrnięty pies wydostawał się
> poza posesję (psy potrafią kopać, jeśli nie wiesz) i tam kogoś atakował.
niejedokrotnie takie psy sa grozne jedynie przez siatke, po wyjsciu poza nia
sa zupelnie spokojne
> Masz jakieś problemy z ego, że musisz mieć na swojej posesji swobodnie
> latającego groźnego psa?
a co to za durne pytanie, to gdzie taki pies ma latac swobodnie, w lesie
nie, bo zwierzatka, w parku na lace tez nie bo ludzie, na ulicy nie bo
ludzie, a ty sugerujesz ze nawet na wlasnym ogrodzonym terenie nie powinien
Żartujesz.
Wdarciem się jest wejście bez zgody właściciela.
> Wdarciem się jest wejście bez zgody właściciela.
Uprzedniej czy następczej?
--
spp
> Walka z dopalaczami to też przykład żałosnej impotencji polskiego państwa.
http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1683
W ostatnich dniach (esperons, że nie są to jeszcze zapowiedziane „dni
ostatnie”) zyskaliśmy kolejny dowód, że III Rzeczpospolita jest
organizacją przestępczą. Oto urzędy skarbowe w całym kraju
przeprowadziły zmasowane kontrole sklepów z tzw. dopalaczami. Indagowani
kontrolerzy wyjaśniali z całą otwartością, że „ponieważ nie ma ustawy”
zakazującej sprzedawania „dopalaczy”, to ta zmasowana kontrola ma na
celu „nękanie” właścicieli sklepów w celu „zniechęcenia ich” do dalszego
ich prowadzenia. Okazuje się, że z punktu widzenia funkcjonariuszy
pozostających na służbie organizacji przestępczej, jaką jest III
Rzeczpospolita, brak ustawy penalizującej jakieś zachowania – w tym
przypadku – prowadzenie sklepów z ”dopalaczami” - stanowi okoliczność
obciążającą. Problem wszelako polega na tym, że ustawodawstwo III
Rzeczypospolitej, a w szczególności – kodeks karny – nie przewiduje
„nękania” przez organy państwowe nie tylko jako kary samoistnej, ale
także „nękania w celu zniechęcenia” – zwłaszcza jeśli stosowana ma być
wobec podatników, od których III Rzeczpospolita pobiera podatki od
czynności, do których jednocześnie właśnie ich „zniechęca”.
Dalsza część problemu, to art. 7 konstytucji, stanowiący, że „organy
władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”, co
oznacza, że każda czynność takich organów musi – po pierwsze – wynikać z
wyraźnego upoważnienia ustawy, a po drugie – nie może wykraczać poza
zakres tego upoważnienia. Tymczasem akcja „nękania w celu zniechęcenia”
nosi znamiona posługiwania się ustawowym upoważnieniem do kontrolowania
podatników do dokonania przestępstwa z art. 231 kodeksu karnego, które
polega na przekroczeniu przez funkcjonariusza publicznego jego uprawnień
na szkodę interesu prywatnego, w dodatku teoretycznie chronionego
prawem, bo legalnego. I o ile urzędnicy dokonujący kontroli mogli
działać nieumyślnie (art.231 paragraf 3 KK), o tyle Ministerstwo
Finansów, które za pośrednictwem podległych sobie agend akcję tę
nakazało, dopuściło się sprawstwa kierowniczego. No i przede wszystkim –
skoro takie, maskowane pozorami legalności przestępstwa dokonywane są
przeciwko właścicielom sklepów z „dopalaczami”, to tym bardziej mogą być
dokonywane na szkodę gospodarczych konkurentów lub politycznych
przeciwników osób kierujących tą organizacją przestępczą. Ciekawe, czy
zwróci na to uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich, czy też wystąpi raczej w
charakterze poplecznika III Rzeczypospolitej, która jemu też wypłaca dolę?
--
Liwiusz
Użytkownik "Liwiusz" <lma...@bez.tego.poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
grup dyskusyjnych:i1di72$qmf$2...@news.onet.pl...
> Kilka lat temu była sprawa, gdzie pies pogryzł dziecko. Właściciel nie
> poniósł kary, bo dziecko samo przeszło przez ogrodzenie do prywatnego
> terenu.
napewno?
bo ja mam wrazenie ze wlasnie bylo na odwrot i teraz nie wiem ktory z nas
sie myli ;)
masz jakiego slinka do artykulu czy cos w ten desen?
Jeśli ma świadków że szedł na niego zakapior to już przegrał,
potrzebuje świadków że zakapior go zaatakował i najlepiej że
był uzbrojony w niebezpieczne narzędzie/broń co by tłumaczyło
potrzebę użycia broni palnej.
To na ulicy, na terenie własnej posesji to już troszkę inaczej
będzie wyglądało o czym zapominają wymyślacze takich przykładów.
Przy czym sąd weźmie pod uwagę czy posesja była ogrodzona,
miała zamknięte furtki i bramy (na klucz czy tylko klamkę)
oraz miała dzwonki czy domofony.
Pozdrawiam
Widocznie inaczej zapamiętaliśmy opis tego samego zdarzenia ;)
To co ja pamiętam, było już dawno, teraz google na hasło "pies
pogryzł dziecko na prywatnej posesji" wyrzuca między innymi ten artykuł
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100511/LEZAJSK/851212622
gdzie:
"13-latka weszła na teren ogrodzonej prywatnej posesji i została
zaatakowana przez biegającego tam psa"
a konkluzja:
"Jak dodaje Bogumiła Dąbek, właściciel psa dochował jednak wszelkich
zasad. Pies nie tylko biegał po ogrodzonej posesji. Wywiesił też
tabliczkę informującą, że na tym terenie przebywa pies."
--
Liwiusz
>>> Zaatakowane zostało moje dobro jakim jest mir domowy.
>>
>> to niech się mir broni.
>
> Żartujesz.
Nie. Jeśli taki pogryziony czy pobity dochodzi przed sądem
odszkodowania za pogryzienie to udaje niewinnego przechodnia
który na posesji znalazł się przez pomyłkę. Nie ma możliwości
udowodnienia że znalazł się tam celowo ale można przekonać
sędziego że przy istniejących zabezpieczeniach czyli wysokie
ogrodzenie i zamknięte na klucz furtki i bramy nie mógł się
tam dostać przypadkiem bo pomylił posesje.
Pozdrawiam
>>> Dolicz odszkodowanie i odsiadkę za zagryzienie choćby jednej osoby.
>> Nie ma pewności że zagryzie
>
> Właściciel musi mieć pewność, że NIE zagryzie.
Dla mnie taka pewność to odpowiednio wysokie ogrodzenie,
zamknięte furtki i dzwonek z domofonem przy furtce.
>> i nie ma pewności że przegra w sądzie
>> sprawę o odszkodowanie za pogryzienie.
>
> Jest.
Nie zawsze przegra, jeśli posesja była odpowiednio
dobrze zabezpieczona sąd nie uzna że poszkodowany wszedł
tam przypadkiem przez pomyłkę i odszkodowania nie zasądzi.
>> To że pensję trzeba płacić raczej jest pewne. :-)
>
> To hoduj marihuanę - jest szansa, że nie złapią.
Dziękuję nie używam.
Ale ty się nie krępuj. :-)
Pozdrawiam
> pawelj pisze:
>>> Dolicz odszkodowanie i odsiadkę za zagryzienie choćby jednej osoby.
>> A jak strażnik zastrzeli choćby jedną osobę? to kto będzie płacił
>> odszkodowanie ?
>>
> Strażnik oczywiście. W odróżnieniu od psa jest osobą, więc odpowiada za
> swoje czyny.
E tam. "Odpowiada ale może nie wiedzieć".
Przyroda zdaje się zna przypadki stwierdzenia przez sędziego
(wróć, chyba przez asesora) że "ochroniarz może nie znać prawa".
Albo jakoś tak podobnie
Prawda li to?
;)
pzdr, Gotfryd
jeśli ma ubezpieczenie domu, to zapewne ma wykupione ubezpieczenie OC w
życiu prywatnym. Wtedy nie zapłaci ani grosza.
--
Pozdrawiam
Krzysiek
www.cashbook.pl
Użytkownik "Liwiusz" <lma...@bez.tego.poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
grup dyskusyjnych:i1ehjs$if6$3...@news.onet.pl...
> Widocznie inaczej zapamiętaliśmy opis tego samego zdarzenia ;)
byc moze, ja pamietam swoja irytacje, ze ktos odpowiada za to, ze ktos inny
wlazl bez pytania przez plot na jego posesje, i ze jego pies bronil terenu
> http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100511/LEZAJSK/851212622
tak, tylko to nie to, tamten malolat nie mial powodu do przebywania na tym
terenie, mam wrazenie ze tlumaczyl sie ze chcial pojsc na skroty, no i to
byl chlopak, o ile mnie pamiec nie myli oczywiscie
>> Podstawę do podjęcia obrony daje bezpośredni atak, a nie sama obecność
>> intruza idącego sobie po twoim podwórku.
>
> Nie mówię o ataku na osobę (do którego jeszcze nie doszło) tylko o
> zamachu na moją posesje (mir domowy, który też podlega ochronie).
Abstrahując od wszystkiego -- środki zastosowane przy OK czy SWK powinny
być adekwatne do zagrożenia (jego intensywności oraz rodzaju dobra
zagrożonego).
--
pozdrawiam serdecznie, Olgierd
Lege Artis ==> http://LegeArtis.org.pl <==
pstryczki ==> http://www.flickr.com/photos/olgierd/
[reklama] dobre foto we Wrocławiu ==> http://foto-krzyki.pl
> Użytkownik "Andrzej Lawa" <alawa...@lechistan.SPAM_PRECZ.com> napisał
>>>>
>>>> Czy do twojego mieszkania każdy może sobie wejść, jeśli nie zamkniesz
>>>> go na klucz?
>>>
>>> Wejśc może, stanowi to naruszenie miru domowego,
>>
>> Nie, nie stanowi. Dopiero jak lokator wyrazi życzenie, żeby sobie
>> poszedł, a ten nie posłucha, albo ktoś wejdzie wbrew wyraźnym protestom
>> lokatora, to masz naruszenie miru.
>
> Może jednak przeczytaj stosowny przepis.
Dołączę do polecających tę operację Tobie :) - wg Twojej koncepcji, jak
listonosz wchodzi przez nie zamknięte na zamek:
- drzwi do posesji (budynku - w końcu jest czyjąś własnością)
- furtkę lub bramkę do posesji
...to narusza mir.
pzdr, Gotfryd
> Alek wrote:
>>
>> Niewątpliwie atak na posesję, na straży której stoi piesek.
>
> Nie. To nie jest atak.
> To w zasadzie jest nic.
W zupełności się zgadzam.
> Zwróć uwagę, że nie ma w KK czegoś takiego jak włamanie.
> Jest kradzież i kradzież z włamaniem.
> Za samo włamanie możesz takiej osobie nabimbać.
Zależy jak rozumieć "włamanie".
IMHO najbliższe rozumienia karalności włamania jest karalność
z art.288 - za zniszczenie zamka, w tym podrobienie kluczy (co
powoduje "niezdatność do użytku" tegoż zamka).
Ale wymaga fizycznego zniszczenia lub naruszenia przydatności
(patrz podrobienie kluczy) jakiegoś środka ochrony, a nie
skorzystanie z klamki rzecz jasna :D
>> wtargnięcia to można spodziewać się najgorszego.
>>
> To jest twoje wyobrażenie nie dające podstawy do jakiegokolwiek gryzienia.
Przedstawia tezę iż "wejście == wtargnięcie".
Wtargnie ktoś taki ze zgłoszeniem na komisariat i kłopoty będą ;)
pzdr, Gotfryd
> Analogicznie nie możesz podłączyć kierownicy twojego samochodu pod 220V.
A mogę coś w kwestii domniemanej niemożliwości skręcenia w lewo
na rondzie? (bo akurat na to mam dowody rzeczowe, a na podpinanie
220 V nie))
pzdr, Gotfryd
(dobra, czepiam się, można splonkować ;))
> Wdarciem się jest wejście bez zgody właściciela.
Abstrahując od faktu, że stosujesz jakiś polski odmienny od
powszechnie przyjętego, por:
http://sjp.pwn.pl/slownik/2535084/wedrze%C4%87_si%C4%99
(bo jak mniemam otwieranie klamką nie jest "podstępem"?)
...to bardzo jestem ciekaw odpowiedzi na pewne pytanie.
Po czym tę zgodę rozpoznasz?
Albo inaczej - czy jak zeżre Cię pies policyjny przy okazji
Twojego "wdzierania się" na komisariat (ze zgłoszeniem, że
ktoś Ci się "wdarł"), to wszystko będzie w porządku?
Bo tak to przedstawiasz.
pzdr, Gotfryd
> Andrzej Lawa pisze:
>
>> Może, jeśli upewnisz się, że nikogo nie pogryzie. Albo szkoląc tego psa,
>> albo skutecznie zabezpieczając teren przed np. przypadkowym/omyłkowym
>> wejściem.
>
> ... a jeśli to nie jego pies, tylko "dziki lokator"?
Też "wtargnął", i to dopiero przed chwilą? :D
Bo jak nie, lecz został przygarnięty, to art.183 oraz 435 KC
i z buta - traktowany jest na jak stanowiący własność.
Inaczej mówiąc, jak ktoś podkarmia krokodyla (który rzecz
jasna sam i niechcący się przypałętał) za płotem, żeby
tenże służył jako "ochrona", to łapie się pod 435 KC.
> Idiotyzmy naszych tfurcuff prawa nie znają granic.
Oj no... takie "oryginalne" bywają.
Toć "walka z fakturą" (zasadami wystawiania, pieczątkami, podpisami,
kopiami...) może kiedyś być treścią epopei u jakiegoś przyszłego
Sienkiewicza (autor powołany celowo).
> Walka z dopalaczami to też przykład żałosnej impotencji polskiego państwa.
IMO, jak ktoś kiedyś będzie chciał wyciągnąć, będzie pasować do
zadań Trybunału Stanu. Nie widać żadnego uzasadnienia do działań
które odbywają się tylko pod przykrywką legalności - "dopalacze"
nie wyskoczyły z pudełka, tylko przewijają się od lat, więc
nawet argumenty o "pilności" i "nagłym niebezpieczeństwie"
odpadają.
Niestety zgoda, do spełnienia Art.2 Konstytucji jest daleko.
> (Owszem, potrolluję sobie trochę, raz na kwartał... Kolinie wolno, to
> dalczego mnie nie?)
To ja też - chyba powinno być "mi nie" (a nie "mnie"), co, nie? ;)
pzdr, Gotfryd
> Walka z dopalaczami to też przykład żałosnej impotencji polskiego państwa.
Indolencji
Panstwo to raczej nie moze charakteryzowac impotencja...:D
Ja wiem, ze to podobne okreslenia, ale jednak oznaczaja calkiem co innego.
--
Mark
W moim papierowym słowniku jest też znaczenie "wchodzić, przedostawać
się mimo przeszkód". Przeszkodą jest ogrodzenie, zamknięta furtka,
pies oraz tabliczka z ostrzeżeniem. Skoro tak to wygląda to każde
wejście bez zgody jest wtargnięciem.
> ...to bardzo jestem ciekaw odpowiedzi na pewne pytanie.
>
> Po czym tę zgodę rozpoznasz?
- Dzyn dzyń.
- Kto tam?
- Alek z wizytą.
- Zapraszam, proszę wejść.
> Albo inaczej - czy jak zeżre Cię pies policyjny przy okazji
> Twojego "wdzierania się" na komisariat (ze zgłoszeniem, że
> ktoś Ci się "wdarł"), to wszystko będzie w porządku?
>
> Bo tak to przedstawiasz.
Nie, komisariat jest miejscem publicznym, dostępnym dla każdego.
Zaś w niniejszym przypadku mówimy o prywatnej posesji którą
właściciel ogrodził i dał wyraźne ostrzeżenie i zalecenie:
'Uwaga groźny pies, proszę skorzystać z dzwonka przy furtce'.
A czym różni się listonosz?
Zresztą dla listonosza umieszczono na zewnątrz skrzynkę na listy
a jak potrzebuje pokwitowania to jest i dzwonek.
> Idiotyzmy naszych tfurcuff prawa nie znają granic. W kwestii psów
> wymyślili zakaz trzymania "pewnych ras" bez zezwolenia, ale na
> trzymanie kundla będącego krzyżówką najwredniejszych ras zezwolenie
> nie jest już wymagane.
Nawet nie musi być kundel. Może być całkowicie rasowy, ale...
bez rodowodu! Brak rodowodu dla urzędnika oznacza, że pies
nie jest rasowy i zakaz go nie obejmuje.
> Atak to nie tylko bicie czy kłucie nożem.
> Zaatakowane zostało moje dobro jakim jest mir domowy.
Facet, tyś się za dużo hamerykanskich filmów naoglądał, a tu jest Polska.
To nieważne, że ktoś ci wlazł do chaty, a nie miał prawa. Ty go musisz
poprosić, żeby sobie poszedł, bo go nie lubisz. Najlepiej na piśmie, żebyś
miał dowód. Możesz nie zdążyć, trudno, ale kogo to obchodzi?
No i jeśli on będzie tylko stał, a ty go poszczujesz swoim pilnującym
żółwiem czy innym zaskrońcem i on go dotkliwie porani albo zagryzie, to
poważne kłopoty będziesz mieć ty.
Takie jest prawo w Polsce i już, przestań się sprzeczać i wymyślać teorie.
To jest prawo, nie logika - kapujesz wreszcie?
--
Jotte
> W moim papierowym słowniku jest też znaczenie "wchodzić, przedostawać
> się mimo przeszkód". Przeszkodą jest ogrodzenie, zamknięta furtka,
> pies oraz tabliczka z ostrzeżeniem. Skoro tak to wygląda to każde
> wejście bez zgody jest wtargnięciem.
Furtka zamknięta tylko na klamkę to nie jest żadna przeszkoda.
Inaczej wdzierałbyś się do sklepów, aptek itepe ;->
[ciach]
>> Albo inaczej - czy jak zeżre Cię pies policyjny przy okazji
>> Twojego "wdzierania się" na komisariat (ze zgłoszeniem, że
>> ktoś Ci się "wdarł"), to wszystko będzie w porządku?
>>
>> Bo tak to przedstawiasz.
>
> Nie, komisariat jest miejscem publicznym, dostępnym dla każdego.
Och, czyżby?
> Zaś w niniejszym przypadku mówimy o prywatnej posesji którą
> właściciel ogrodził i dał wyraźne ostrzeżenie i zalecenie:
> 'Uwaga groźny pies, proszę skorzystać z dzwonka przy furtce'.
Czyli wg. ciebie tacy np. niewidomi oraz obcokrajowcy zasługują na śmierć.
>> Właściciel musi mieć pewność, że NIE zagryzie.
>
> Dla mnie taka pewność to odpowiednio wysokie ogrodzenie,
> zamknięte furtki i dzwonek z domofonem przy furtce.
Zamknięte jak?
>>> i nie ma pewności że przegra w sądzie
>>> sprawę o odszkodowanie za pogryzienie.
>>
>> Jest.
>
> Nie zawsze przegra, jeśli posesja była odpowiednio
> dobrze zabezpieczona sąd nie uzna że poszkodowany wszedł
> tam przypadkiem przez pomyłkę i odszkodowania nie zasądzi.
Jeśli. Furtka zamknięta tylko na klamkę nie jest dobrym zabezpieczeniem.
>>> To że pensję trzeba płacić raczej jest pewne. :-)
>>
>> To hoduj marihuanę - jest szansa, że nie złapią.
>
> Dziękuję nie używam.
> Ale ty się nie krępuj. :-)
Jak dla mnie świat jest dość szalony bez dodatków...