Aby zrozumiec cala absurdalnosc tej sytuacji wystarczy porównac kilka liczb.
Zapotrzebowanie Polski na ryby szacuje sie na okolo 350 tysiecy ton rocznie.
W ubieglym roku polskie statki rybackie odlowily na lowiskach dalekomorskich
i sprzedaly za granica(!) okolo 50 tysiecy ton ryb. Na Baltyku polskie
jednostki lowcze zlowily ponad 150 tysiecy ton ryb, z czego znaczna czesc
tez z koniecznosci sprzedano za granica. Jednoczesnie ogromne ilosci ryb
pochodzacych z polowów dalekomorskich sprowadza sie do Polski z Norwegii,
Holandii, Islandii, Rosji i Chin.
Oczywiscie, sytuacja rybolówstwa dalekomorskiego jest tylko jednym z wielu
symptomów agonii calej polskiej gospodarki morskiej. To, ze polskie stocznie
jeszcze w ogóle istnieja, wynika tylko z leku politycznych ,,elit" przed
nowymi ,,wydarzeniami grudniowymi". Ostatnio w Sejmie protestowano przeciwko
próbom drastycznej redukcji nakladów na morskie akademie, grozacym
likwidacja tych znakomitych uczelni.
Odpowiedz na pytanie o przyczyne takiego stanu pozornie jest oczywista :
jest nia brak jakiejkolwiek polityki morskiej panstwa. Natomiast nie jest
oczywista odpowiedz na najwazniejsze pytanie: dlaczego mimo ponawianego
przez rózne organizacje i srodowiska zwiazane ze wszystkimi stronnictwami
politycznymi postulatu powrotu do uprawiania przez kolejne rzady polityki
morskiej panstwa, rzadzacy Polska po roku 1989 polityczny establishment
konsekwentnie ignoruje ten postulat i to niezaleznie od formalnej
politycznej barwy. Wrecz szokuje zdumiewajaca jednomyslnosc rzadzacej do tej
pory ,,lewicy" i ,,prawicy", wyjatkowo solidarnie unicestwiajacych polska
gospodarke morska.
Nie ma potrzeby dowodzenia oczywistej prawdy, ze bez gospodarki morskiej
Polska nigdy nie bedzie w stanie wykorzystac walorów wrecz kapitalnego z
gospodarczego punktu widzenia polozenia geograficznego nad Baltykiem, w
srodku Europy, na przecieciu glównych szlaków komunikacyjnych swiata
Poludnie-Pólnoc i Wschód-Zachód. Ze rezygnacja z uprawiania polityki
morskiej panstwa i w konsekwencji likwidacja gospodarki morskiej oznacza
nieuchronna degradacje Polski do poziomu ubogiego krewnego Europy ze
wszystkiego tego stanu zgubnymi konsekwencjami, takze i w wymiarze poziomu
zycia przecietnego polskiego obywatela. W zestawieniu ze stanem calej
polskiej gospodarki i finansów unicestwianie polskiej gospodarki morskiej
jednoznacznie przedstawia sie jako podstawowy element dlugofalowego planu,
majacego na celu rzucenie Polski na kolana i pozbawienia naszego panstwa
suwerennosci gospodarczej i w rezultacie - realnej suwerennosci panstwowej.
Ostatnie wybory samorzadowe wykazaly, ze wzrasta poziom swiadomosci
politycznej spoleczenstwa i rosnie zapotrzebowanie na nowe polityczne
ugrupowanie, które rzeczywiscie zacznie realizacje polityki zgodnej z jak
najszerzej rozumianym polskim interesem narodowym. Liga Polskich Rodzin
staje wiec przed wielka szansa, której nie wolno przemarnowac. Aby myslec o
autentycznym sukcesie, nie wolno powielac starych bledów ,,prawicy", wsród
których najciezszym byla zwyczajna niekompetencja ludzi aspirujacych do
rzadzenia krajem na wszystkich szczeblach. Chcac myslec o autentycznym
sukcesie w nastepnych wyborach juz dzis nalezy skupiac ludzi zdolnych i
kompetentnych, o jak najwyzszych kwalifikacjach. Juz dzis nalezy tworzyc
konkretne programy, przede wszystkim program gospodarczy, w którym polskiej
gospodarce morskiej powierzona bedzie rola kola zamachowego calej gospodarki
narodowej.
Nasi parlamentarzysci musza natychmiast podjac wszelkie mozliwe dzialania,
aby ratowac to wszystko, co jeszcze do uratowania jest mozliwe. Nie wolno
dopuscic do upadku polskiego przemyslu stoczniowego i PZM. Trzeba
natychmiast rozpoczac budowe autostrad A-1 i A-3, aby utrzymac sens
istnienia polskich portów morskich. Trzeba ratowac zagrozone likwidacja
polskie szkolnictwo morskie. Jak to slusznie pisal prof. Koneczny, Polska
silna, mocarstwowa, zawsze opierala sie o Baltyk i odwrotnie - oddalanie sie
od morza przynosilo oslabienie i w konsekwencji utrate niepodleglosci. W
dzisiejszych czasach stwierdzenie to w niczym nie utracilo na aktualnosci, w
wymiarze globalnym zyskujac tylko dodatkowe uzasadnienie.
Waldemar Reksc
a gdzie i co beda lowili?
kto ich wposci?
moza Kanada? alebo na Antarktydzie?
mogli by zlowic takiego wala...
jak maja ochote jest japonia - jak pozwoli
Kanada - jak pozwoli, albo antarktyda...
ty zawsze mowiesz o sobie w trzej osobie?
Rozmowa z prof. Jerzym Robertem Nowakiem
Pozew 11 amerykanskich Zydów przeciwko Polsce mozna rozpatrywac na róznych
plaszczyznach. Proponuje zatrzymac sie przy historycznym uzasadnieniu
roszczen. Uderzajaca jest skala manipulowania przeszloscia, w koncu
nieodlegla, o której wciaz zywa jest pamiec. Jaki jest komentarz historyka
do tej czesci pozwu?
- Adwokaci zydowscy ze Stanów Zjednoczonych obciazyli Polske i Polaków
oskarzeniami o wspóludzial z Hitlerem w zbrodniach na Zydach, o
kontynuowanie czystek etnicznych i rasowych po wojnie. Dla ogromnej czesci
polskich czytelników to znieksztalcenie historii moze sie wydac szokujace.
Dla tych, którzy od lat zajmuja sie stosunkami polsko-zydowskimi, którzy
badaja problem antypolonizmu, którzy wiedza, co na ten temat pisze sie w
róznych odlamach prasy zachodniej, nie bylo zaskoczenia.
"Gazeta Wyborcza" naswietlila jednak inaczej pojawienie sie zydowskiego
pozwu, pomijajac milczeniem kontekst regularnie pojawiajacych sie w
zachodnich mediach antypolskich wystapien.
- Adam Michnik dokonal pewnego rodzaju manipulacji, przedstawiajac sprawe
pozwu jako odosobniony wybryk grupy adwokatów zydowskich. Przeciez tej samej
argumentacji od lat uzywa sie przeciwko Polakom w czesci bardzo wplywowych
mediów zydowskich w USA, Anglii, Niemczech. Wciaz sie próbuje obciazac
Polaków wspólodpowiedzialnoscia za mordowanie Zydów w czasie II wojny
swiatowej. Przeciez to nie grupa adwokatów zydowskich ze Stanów wymyslila
zarzut, ze Oswiecim i inne obozy dlatego powstaly na ziemiach polskich, bo
Polacy byli bardzo antysemiccy. Przemilcza sie fakt, ze pierwszymi ofiarami
Oswiecimia byli polscy wiezniowie polityczni. Przemilcza sie fakt, ze Niemcy
dlatego wybrali Polske na miejsce masakry Zydów, bo tu zyla najwieksza czesc
Zydów w Europie. Te bolesne oskarzenia pojawialy sie juz wczesniej. W pozwie
szokuje nowy watek - zarzuty pod adresem powojennych rzadów polskich,
przypisywanie im kontynuowania hitlerowskiej polityki Judenrein:
"mordowanie, bicie, gwalcenie, terroryzowanie, torturowanie" Zydów. Trudno
to juz nazwac ignorancja historii. Przypomnijmy wiec, ze akurat w pierwszym
dziesiecioleciu rzadów komunistycznych, narzuconych Polsce sila przez wojska
sowieckie, wbrew woli ogromnej czesci Polaków, politycy pochodzenia
zydowskiego mieli ogromny wplyw w takich strategicznych sektorach jak
bezpieczenstwo czy gospodarka. W PKWN, czyli w pierwszym marionetkowym
pseudorzadzie w 1944 r., za gospodarke odpowiedzialny byl Jan Stefan
Hanemann, dzialacz komunistycznej PPR, zydowskiego pochodzenia. Pózniej
przez cale pierwsze dziesieciolecie, az do 1956 r., gospodarka w Polsce
zawiadywal, z katastrofalnymi skutkami, Hilary Minc, czlonek BP KC PZPR.
- Jaki byl udzial w elicie wladzy osób pochodzenia zydowskiego w pierwszej
dekadzie Polski Ludowej?
- Polska rzadzila wlasciwie trójka osób: Bierut, Berman i Minc. Powszechnie
uwaza sie, ze to Berman byl swego rodzaju szara eminencja, jako
odpowiedzialny jednoczesnie za bezpieczenstwo i za kulture, a wiec takze za
ideologie. Zarówno Berman, jak i Minc byli politykami pochodzenia
zydowskiego. Do tego dodajmy role odgrywana przez komunistycznych dzialaczy
pochodzenia zydowskiego w organach bezpieczenstwa. Byli strasznymi,
bezwzglednym katami dla wiezionych Polaków. Mozna wymieniac dziesiatki
nazwisk, od wiceministra spraw bezpieczenstwa publicznego Romkowskiego,
majacego bardzo duza wladze przy figurancie Radkiewiczu, poprzez dyrektorów
departamentów takich jak Luna Brystygierowa, znana z bezwzglednosci,
wyspecjalizowana w walce z Kosciolem, jak Fejgin, Rózanski, Swiatlo, jak
inny dyrektor departamentu bezpieki Leon Andrzejewski. Przypomnijmy
dominacje politruków pochodzenia zydowskiego w bezpieczenstwie na Slasku, o
czym pisal John Sack, uczciwy autor pochodzenia zydowskiego, w ksiazce "Oko
za oko". Przywolal w niej zbrodnie Zydów z aparatu bezpieczenstwa w obozie w
Swietochlowicach. Byl on zarzadzany przez jednego z takich bezpieczniaków,
Salomona Morela, i stal sie miejscem wymordowania okolo 1.500
zgermanizowanych Slazaków i Polaków. Katowano niewinnych z zemsty za Zydów
zamordowanych w czasie wojny.
- Czy pól wieku temu tez pojawialy sie zdania, ze rzad Polski Ludowej
prowadzi czystki etniczne wobec Zydów?
- Oskarzenie rzadu i wladz komunistycznych o swiadome mordowanie i grabienie
Zydów zakrawa na prawdziwa groteske, zwlaszcza jesli zestawi sie to z
opiniami przekazywanymi w latach 1945-47 przez zydowska prase amerykanska.
Powszechnie wówczas wychwalano rzad Bieruta, Bermana i Minca jako rzekomo
pierwszy nie antysemicki rzad w Polsce. Przypomne tu, co pisano w wydanym w
Filadelfii "The American Jewish Year Book" za okres od 18 wrzesnia 1944 r.
do 7 wrzesnia 1945 r. w odniesieniu do zdominowanego przez komunistów
Tymczasowego Rzadu Jednosci Narodowej: "Po raz pierwszy w nowoczesnej
historii Polska byla rzadzona przez rzad nie tylko wolny od antysemitów,
lecz pryncypialnie przeciwstawiajacy sie antysemityzmowi". Przewodniczacy
Swiatowego Kongresu Zydów Polskich Józef Tenenbaum pisal w wydanej w 1948 r.
ksiazce "In Search of a Lost People. The Old and the New Poland", New York
1948 r., s. 213, ze Polska po raz pierwszy w swej historii posiadala rzad
wolny od przesadów i bigoterii. Cytaty tego typu mozna mnozyc, bo wówczas
swiatowe zydostwo skrajnie wychwalalo komunistyczny rzad Bermana, Minca,
Bieruta, a gwaltownie atakowalo gen. Andersa i polskie podziemie
antykomunistyczne. Czemu maja taka krótka pamiec?
Niedawno czytalem, ze wlasnie w tamtych latach bardzo szybko zalatwiano
postulowany przez Zydów zwrot mienia, natomiast bardzo ostro wystepowano
przeciwko Polakom posadzonym o jakikolwiek antysemityzm. Bardzo latwo mozna
bylo zostac skazanym po oskarzeniach zydowskiego politruka czy
bezpieczniaka. Marian Brandys, publicysta i pisarz historyczny, który nigdy
nie ukrywal swego zydowskiego pochodzenia, a przy tym czul sie Polakiem,
napisal w swoich dziennikach, ze wówczas Zydzi byli czyms w rodzaju klasy
panujacej, ze pchali sie jak cmy na urzedy. Nawet Alina Grabowska, znana
tropicielka antysemityzmu w Polsce, przyznala w koncu lat 60. w "Kulturze"
paryskiej, ze "znakomita, niestety, wiekszosc pracowników UB stanowili
Zydzi". To sa fakty, o których niektórzy zapominaja. Jesli na czele MBP i
UB, a wiec glównych organów przymusu, które terroryzowaly Naród, spowodowaly
zabicie dziesiatków tysiecy Polaków, stalo tak wiele wplywowych osób
pochodzenia zydowskiego, jesli kluczowe stanowiska byly w ich rekach, to jak
mozna mówic, ze to polskie wladze tepily Zydów? Bylo wrecz odwrotnie.
Przypomne, ze pisal o tym slynny intelektualista katolicki ojciec Józef M.
Bochenski na lamach paryskiej "Kultury" (nr 7-8 z 1986 r.): "Jak wiadomo,
wladza lezala w duzej mierze w ich (Zydów - JRN) rekach po zajeciu Polski
przez wojska sowieckie - w szczególnosci pewni Zydzi kierowali policja
bezpieczenstwa. Otóz ta wladza i ta policja jest odpowiedzialna za mord
bardzo wielu sposród najlepszych Polaków (...). Polacy maja, moim zdaniem,
znacznie wieksze prawo mówic o pogromie Polaków przez Zydów niz Zydzi o
pogromach polskich".
- Solidarnosc pokolen KPP
Czy nie zdziwila jednak Pana reakcja Adama Michnika, znanego z niechetnych
Polsce wystapien, który komentujac pozew 11 Zydów nagle stanal w obronie
Polaków?
- Mysle, ze glównym celem Michnika bylo odciecie sie od pozwu, który swa
pelna kalumnii stylistyka jest az nazbyt kompromitujacy dla Zydów.
Znamienne, ze "Gazeta Wyborcza" zaczela drukowac tekst zydowskiego pozwu
dopiero prawie tydzien po prawicowej "Naszej Polsce", widzac, ze nie da sie
juz przemilczec jego pelnego tekstu, z cala glupawa absurdalnoscia zawartych
w nim oskarzen. Michnik chcial równiez przekonac czytelników - wbrew faktom,
ze pozew stanowi tylko odosobniony wybryk malej grupy Zydów z USA. W istocie
jest on tylko czastka kalumnii typowych dla ogromnej fali antypolonizmu z
ostatnich kilkunastu lat. Sadze równiez, ze Michnika zdenerwowala ta czesc
pozwu, która uderza we wladze komunistyczne, w powojenny, zdominowany przez
Zydów rzad, z którym zwiazani byli jego rodzice: ojciec Ozjasz Szechter,
byly czlonek Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, i matka, autorka
podreczników do historii. Ojciec Michnika pelnil tez funkcje zastepcy
redaktora naczelnego pisma zwiazków zawodowych "Glos Pracy", którego szefem
byl ojciec Dawida Warszawskiego, Gebert, jeden z przywódców Komunistycznej
Partii USA, zanim wyemigrowal do Polski. W "Gazecie Wyborczej" jest wiele
osób zwiazanych z dawnymi rzadami komunistycznymi, z pierwsza grupa rzadzaca
Bermana, Minca, Zambrowskiego. Ich rodzice przezywali wówczas najpiekniejsze
chwile swego zycia, sprawowali rzady, a tu nagle Zydzi amerykanscy atakuja
ich jako sprawców cierpienia Zydów. Strzal byl wyjatkowo spudlowany.
Przypomne tu, ze swietny publicysta chicagowskiego "Dziennika Zwiazkowego",
Robert Strybel, w numerze tej gazety z 6 sierpnia br. jednoznacznie
skrytykowal reakcje Michnika. Strybel pokazal, ze Michnik wykorzystal nawet
okazje zydowskiego pozwu do przypomnienia zajsc antyzydowskich w Kielcach w
1946 r., piszac o nich jako o "polskim wstydzie", milczac o tym, ze to byla
prowokacja NKWD. Równoczesnie zas, jak akcentowal Strybel, Michnik milczal
jak grób na temat roli odegranej przez komunistów pochodzenia polskiego w
stalinizacji Polski, zwlaszcza w zbrodniach bezpieki.
- Odezwala sie znowu solidarnosc pokolen Komunistycznej Partii Polski.
- Z wypowiedzi na lamach "Gazety Wyborczej" widac, ze chetnie poparliby oni
zadania zydowskie, jak przyznal to np. Stanislaw Krajewski, wnuk Adolfa
Warskiego, przywódcy KPP, tylko nie podoba im sie uzasadnienie pozwu. Przy
tej jednak okazji "GW" zdecydowala sie wydrukowac kilka tekstów, jakich
normalnie na jej lamach sie nie spotyka. Np. opublikowano artykul Uri
Hupperta, bardzo ciekawego publicysty izraelskiego pochodzenia, autora
ksiazki o rabinach i heretykach, pietnujacej fanatyzm zydowskiego panstwa
wyznaniowego, notabene ksiazki przemilczanej przez naszych
pseudoeuropejczyków, poniewaz kompromitowala fanatyzm izraelskiego panstwa
religijnego. Fanatyzm, o którym sie zazwyczaj w Polsce milczy, i to w tych
samych przekaziorach, które falszywie atakuja rzekoma dominacje Kosciola w
Polsce i grozbe panstwa wyznaniowego. Otóz Uri Huppert nagle zostal
wydrukowany w "Gazecie Wyborczej", i to z tekstem bardzo mocnym. Warto
zacytowac jego fragment: "Wstydze sie tego pozwu. Rzuca sie w oczy
absurdalne, pseudohistoryczne tlo i koncepcja spisku, lansowane w pozwie
przez prawników amerykanskich. Pozew ten obraza mnie osobiscie. Wstydze sie
tego pozwu jako dziecko Holocaustu, jako syn ojca straconego przez gestapo i
matki wiezionej przez hitlerowców, i cudem uratowanej przez Polke". Co
najciekawsze, Huppert przypomnial, ze nic dziwnego, ze "krazy poglad o
bardzo mizernym poziomie ksztalcenia w pewnych gimnazjach amerykanskich.
Moze dlatego nie doszlo do wiadomosci szanownych mecenasów, iz obóz
oswiecimski zostal utworzony dla polskich wiezniów politycznych, komunistów
niemieckich i innych wrogich Hitlerowi elementów". I jeszcze jedno bardzo
ciekawe: "W swoim pozwie panowie prawnicy uzywaja zwrotu
nazisci-kolaboranci. Moze blednie tlumacze sobie, ze w ich oczach
kolaboranci to jakoby Polacy. Pozwalam sobie przypomniec, ze kolaborantami
byli nie tylko antysemici, lecz równiez policjanci zydowscy w gettach i
zydowscy kapo w obozach".
To bylo w "GW" z 6 sierpnia. Przypomne, ze "Gazeta Wyborcza" od dawna
milczala o rozmiarach kolaboracji Judenratów, czy policjantów zydowskich,
katujacych wlasnych rodaków.
Kreujac za to na bohaterów zydowskich policjantów wydajacych na smierc
swoich rodaków, jak Perechodnika, autora wspomnien "I ja jestem morderca".
- Prof. Izrael Shahak, bardzo uczciwy zydowski naukowiec, autor znakomitej
ksiazki "Zydzi i goje", stwierdzil, ze najwieksza bezposrednia role w
mordowaniu Zydów odegrali wspólbracia zydowscy, nadgorliwie dostarczajac
kolejne ilosci Zydów na smierc. Straszna postacia byl tzw. król getta w
Lodzi, Chaim Rumkowski, który wyekspediowal tysiace Zydów na smierc, a potem
sam sie znalazl w krematorium. Mysle, ze najwyzszy czas przypomniec te
zapomniane fakty, zwlaszcza dzis, kiedy sie obciaza Polaków za holokaust.
Przypomnijmy zwlaszcza to, co pisala o kolaboracji Judenratów i zydowskiej
policji z Niemcami slynna intelektualistka zydowska Hannah Arendt w tak
swiadomie przemilczanej dzis ksiazce "Eichmann w Jerozolimie"
Chcialbym przy okazji zwrócic uwage Czytelnikom "Naszego Dziennika" na to,
jak wiele uczciwych ksiazek - swiadectw polskich i zydowskich autorów jest
przemilczanych. Ogromnie ubolewam, ze prawie nieznana jest ksiazka "Scroll
in Agony" Chaima Kaplana, rabina zydowskiego, który zginal w 1943 r. w
Warszawie. Dlaczego? Bo zawiera niewygodne prawdy dla niektórych
oskarzycieli Polaków o rzekomy antysemityzm. Chaim Kaplan, który byl
najpierw pelen uprzedzen wobec Polaków, na kartach tej ksiazki ze zdumieniem
konstatuje, ze Polacy nie dali sie wciagnac w niemieckie oferty przeciwko
Zydom. Bardzo krytycznie pisze tez o niektórych odpowiedzialnych z rad
zydowskich czy policji. Przemilczana jest swietna ksiazka Klary Mirskiej,
Zydówki, która wyemigrowala w 1968 r., ale nigdy nie wpadla w fobie
antypolskie i bardzo cieplo pisala o Polakach w czasie II wojny swiatowej.
Przemilcza sie ksiazke znakomitego uczonego-matematyka Chaskielewicza
"Ukrywalem sie w Warszawie", który pisze bardzo ostro o policji zydowskiej,
jak mordowala wlasnych wspólbraci. Ksiazka ta zasluguje na dodatkowa uwage w
"Naszym Dzienniku", poniewaz przeciwstawia sie klamstwom antykatolickim, tak
czesto lansowanym przez licznych wplywowych Zydów, od rabina Weissa po
laureata Nagrody Nobla Elie Wiesela. Chaskielewicz twierdzi, ze o pomocy
Zydom w najwiekszym stopniu decydowal gleboki katolicyzm.
Przemilczana jest ksiazka Andrzeja Wróblewskiego "Byc Zydem", rozmowa
Norwega Halvorsena z A. Wróblewskim, znanym krytykiem teatralnym pochodzenia
zydowskiego. Bardzo ostro ocenia role ubeków i politruków pochodzenia
zydowskiego.
Mysle, ze przy okazji tak obrzydliwie sformulowanego pozwu amerykanskich
Zydów ma szanse wyjsc na jaw szereg zapomnianych faktów. Moze wreszcie
spoleczenstwo dowie sie, jaki na Zachodzie dominuje styl mówienia o Polsce.
Kto jest w mediach zainteresowany lansowaniem takiego wizerunku naszego
kraju?
- Dzieje sie to w interesie nie tylko skrajnych kól zydowskich, ale tez
niektórych bardzo wplywowych kól niemieckich. Tych, które za wszelka cene
chca wybielenia Niemiec ze zbrodni, kosztem oczerniania Polaków. Pomagaja im
w tym nie tylko Zydzi, ale równiez takie osoby jak anty-Polak Andrzej
Szczypiorski, który potrafi publicznie powiedziec w Niemczech, ze Polacy sa
wspólodpowiedzialni za mordowanie Zydów. Mysle, ze jest to robione takze w
interesie czesci postsowieckiego imperialnego wywiadu i rosyjskiej
propagandy, zawsze chetnie korzystajacej z okazji, by oczernic tych
"krnabrnych" Polaków, którzy zawsze byli Rosji sola w oku.
Polska przed sadem. Jest jeszcze jeden aspekt sprawy. Próbuje sie Polsce
wytoczyc sprawe przed sadem amerykanskim wbrew wczesniejszemu ukladowi z
USA, naruszajac suwerennosc niepodleglego kraju.
- Postawa sadu amerykanskiego w sprawie pozwu Zydów wobec Polaków bedzie tym
wymowniejsza w zestawieniu z poprzednia sprawa dotyczaca suwerennego
panstwa. Chodzilo o pozew w sprawie zbrodni katynskiej przeciwko Rosji. Otóz
wtedy sprawa byla ewidentna, chodzilo o mord dokonany z zimna krwia na paru
dziesiatkach tysiecy Polaków, swiadectwa mordu sa dostatecznie przekonujace.
Sad amerykanski przyjal argumentacje Rosji, ze nie ma on kompetencji sadzic
i rozstrzygac w sprawie suwerennego panstwa. Jesli argument suwerennosci
panstwa mógl byc uzasadnieniem dla bronienia Rosji przed rozliczeniami za
okrutna zbrodnie katynska, to byloby tym bardziej szokujace, gdyby w
przypadku Polski nie uznano tego argumentu. Zwlaszcza ze oskarza sie nas na
podstawie bezprzykladnego oszczerstwa. To jak to? W róznych krajach sadzi
sie za klamstwo oswiecimskie, a Polaków mozna bezkarnie oskarzac o zmyslone
zbrodnie?
A jak Pan ocenia reakcje rzadu polskiego na pozew?
- Nijaka, wrecz zalosna. Jakos nie przypominam sobie, zeby min. Geremek
zabral glos w tej sprawie, zeby premier Polski wypowiedzial sie odpowiednio
stanowczo. A przeciez na takie oszczerstwa trzeba bylo walnac piescia w
stól. Porównywanie nas z hitlerowcami, pisanie w ten sposób o Polsce, o
kraju, który poniósl najwieksze zniszczenia w czasie wojny, nie dostal
zadnych odszkodowan, jest oszczerstwem kwalifikujacym sie do sadu. Slysze za
to, ze pan premier Buzek mówi o "niezbyt dyplomatycznym" jezyku pozwu.
Przepraszam bardzo, ale jestem przerazony taka postawa premiera rzadu, który
tak reaguje na bezprzykladne oszczerstwa wysuwane przeciwko Polakom, o
bardzo groznych skutkach.
Przemilczane swiadectwaW tym z gruntu falszywym obrazie najnowszych dziejów
Polski zabraklo tez, co bardzo charakterystyczne, jakiegokolwiek odniesienia
do lat 1939-41 na Kresach Wschodnich, gdy Polacy doznali wielu
niesprawiedliwosci od osób pochodzenia zydowskiego. Symbolem ich wspólpracy
z sowieckim okupantem byly stawiane 17 wrzesnia 1939 r. bramy tryumfalne...
- Na poczatku wrzesnia ukaze sie moja najnowsza ksiazka "Przemilczane
zbrodnie. Zydzi a Polacy na Kresach 1939-41", która podnosi ten problem.
Ciagle za malo wiemy o pomocy zbolszewizowanych Zydów w mordowaniu Polaków,
deportowaniu na wschód, wylapywaniu urzedników polskich, oficerów, z których
wielu znalazlo sie na liscie katynskiej, grabieniu mienia polskiego. Polonia
na Zachodzie opublikowala juz szereg cennych publikacji na ten temat, m.in.
w ksiazce "Story of Two Shtetl", w ksiazce Tadeusza Piotrowskiego "Polski
Holocaust", czy czesciowo w pracy prof. Iwo Pogonowskiego "Jews in Poland".
Cytowalem juz w "Naszej Polsce" fragment listu bp. przemyskiego Franciszka
Bardy, z 4 listopada 1939 r., który poinformowal listownie Papieza Piusa
XII, ze gmach Kurii Biskupiej zajeto na mieszkania dla Zydów. Czy nie byla
to grabiez mienia? Bp Wincenty Urban pisal, ze Zydzi przejeli zaklad
wychowawczy dla sierot prowadzony przez siostry sluzebniczki starowiejskie w
Bilce Szlacheckiej pod Lwowem. Abp grecko-katolicki Andrzej Szeptycki, znany
z pomocy dla ratowania dzieci zydowskich, pisal do sekretarza Kongregacji
Kosciolów Wschodnich, kard. Tisseranta, o zubozeniu ludnosci wskutek
dzialalnosci Zydów wykupujacych za bezcen oszczednosci. Liczne relacje
Polaków wskazuja na role Zydów w wymuszaniu na Polakach sprzedazy ich mienia
za bezcen, ze wzgledu na grozaca im deportacje.
Nikogo nie pociagnieto do odpowiedzialnosci za te zbrodnie, nikt z Polaków
nie otrzymal zadoscuczynienia za doznane krzywdy. Mamy bic sie w piersi za
nie swoje grzechy...
Z roszczeniami wychodza Zydzi z bogatego kraju, którego prezydent,
Roosevelt, jest odpowiedzialny za rzady komunistyczne w Polsce, za nedze, za
sprzedanie nas w Jalcie. Czy to nie jest wprost haniebne, ze nie ma
odszkodowan dla rodzin setek tysiecy Polaków, którzy byli w lagrach
sowieckich, najlepszych polskich patriotów, akowców. Nie ma odszkodowan za
lata wiezienne i obozowe dla Polaków wiezionych w kraju. Nikt nie zwróci
zycia zabitym, zamordowanym w latach 1939-41 na Kresach przez Sowietów i
mordowanych przez bedacych na ich uslugach Zydów. Przypomne tu chocby
dokonany przez Zydów-NKWD-zistów mord na dominikanach w Czortkowie, czy
zabójstwo przywódców studenckich na Politechnice Lwowskiej w 1939 r. za
rzekomy antysemityzm. Nikt nie zwrócil mienia rodzinom osób zamordowanych,
uwiezionych w latach stalinizmu. A kto pociagnal do odpowiedzialnosci Romana
Zambrowskiego, polityka zydowskiego pochodzenia, za zbrodnie, jakie
popelnil, nadzorujacego po wojnie obozy pracy, gdzie w nieludzkich warunkach
pracowalo ponad 100 tys. Polaków, oskarzanych pod byle pretekstem o
nieblagonadioznost polityczna. Jest wielki rachunek krzywd, których nikt nie
wyrównal. Tylko jeden naród - zydowski - dostal od Niemców bardzo wysokie
odszkodowania, a Polacy sa dalej spychani w cien, i nie tylko nie naprawia
im sie ich krzywd, ale stara sie przemilczec jego martyrologie. Wciaz trwa
zapomniany polski holokaust, jak pisal w tytule swej swietnej, ale tez
przemilczanej ksiazki Richard C. Lucas. Nie tylko przemilcza sie polska
zaglade, ale jeszcze próbuje sie oszczerczo zrzucac na nas odpowiedzialnosc
za zbrodnie popelnione przez polskich i zydowskich katów.
Sojusz antypolonizmów.
W pozwie Polacy w ogóle znikaja jako ofiara nazistowskich Niemiec, sa tylko
wspólnikami Hitlerami. Dlaczego w tych oskarzeniach celuja wlasnie Zydzi
amerykanscy? Co chca ukryc we wlasnych sumieniach?
- W tej akurat sprawie wladze Izraela zachowuja sie bardziej powsciagliwie,
nawet odcinaja sie od oskarzen zawartych w pozwie Zydów amerykanskich.
Mysle, ze Zydzi amerykanscy maja sie czego wstydzic. Chca ukryc, ze w czasie
wojny nie kiwneli palcem w obronie zagrozonych Zydów europejskich, ze bali
sie ich przyjazdu, zwlaszcza Zydów wschodnioeuropejskich do Ameryki.
Wiekszosc z nich stanowili Zydzi ubodzy, chalatowi, ortodoksyjni i samym
swoim wygladem mogli prowokowac antyzydowskosc. Zydzi amerykanscy bali sie
wlasnie tego i woleli zostawic swoich wspólbraci na pastwe losu. Skutki tej
biernosci w czasie wojny sa znane. To sklania Zydów amerykanskich do
nadgorliwosci w szukaniu na sile winnych gdzie indziej, byle przeslonic
swoja wine.
Jakie moga byc dalsze skutki pozwu?
- Nie mozemy bezradnie czekac, az dojdzie do rozstrzygniecia. Dziwie sie
ogromnej biernosci rzadu premiera Buzka; jego oswiadczenie o "niezbyt
dyplomatycznym jezyku" pozwu jest kompromitujace. Czekam na oswiadczenie
ministra Geremka i innych postaci zycia publicznego, od przywódcy AWS
Krzaklewskiego, po marszalka Sejmu Plazynskiego. Ta sprawa jest zbyt istotna
dla dobrego imienia Polski. Potrzebny jest zbiorowy protest intelektualistów
polskich, trzeba tez zmobilizowac przyjaciól Polski na Zachodzie i na
Wschodzie. Teraz widze, jak sluszne sa oskarzenia wysuwane przez prezesa
Kongresu Polonii Amerykanskiej Edwarda Moskala i innych przywódców
polonijnych, m.in. prezesa Zwiazku Klubów Polskich w Chicago Adama Ocytke.
Zarzucaja oni polskim kregom rzadzacym, od pelniacego obowiazki prezydenta
RP Aleksandra Kwasniewskiego, po róznych innych polityków polskich,
niebronienie dobrego imienia Polski. Naprawde mozemy byc dumni z naszej
historii, mamy prawo o tym mówic, ale mamy tez dlug wobec przeszlych pokolen
Polski, które tak ciezko zaplacily za obrone naszej suwerennosci. Ci, którzy
nami rzadza, powinni byc godni tamtych wielkich Polaków i umiec wystapic w
obronie dobrego imienia Polski. Dawniej za to placono zyciem, a dzis trzeba
tylko, albo az tak wiele, powiedziec publicznie prawde.
Czy sprawa zydowskich roszczen nie powinna nas przynaglac do budowania
polskiego lobby w swiecie? Dzis nikt nie wystepuje w naszej obronie.
- Podczas pobytu w USA i Kanadzie, w Austrii, Szwajcarii, w rozmowach z
przedstawicielami Polonii przekonalem sie, ze Polonia jest duzo bardziej
jednoznacznie chrzescijanska, narodowa i antykomunistyczna niz Polacy w
kraju. Bardziej zdaje sobie sprawe z róznych zagrozen dla Polski. Mysle, ze
byloby bardzo cenne polaczenie wysilków wszystkich myslacych po polsku
zagranica i w kraju, stworzenie duzo szerszego frontu wspóldzialania. Trzeba
tworzyc polskie lobby w róznych krajach, a równoczesnie popularyzowac w
wiekszym stopniu czolowe postacie Polonii zagranicznej, nie ograniczajac sie
do kilku osób. Juz mam dosc powtarzania do znudzenia paru nazwisk,
Brzezinski, Milosz, Baranczak, Nowak-Jezioranski, gdy przemilcza sie
dziesiatki innych ciekawych polskich intelektualistów w USA i Kanadzie.
Jakze potrzebna nam jest ksiazka o wybitnych postaciach swiata nauki,
kultury Polonii. Dlaczego nie mamy ksiazki "100 slynnych Polaków". Iluz
Polaków swoimi wysilkami przyczynilo sie do budowy kultury, rozwoju nauki w
innych krajach. U Wankowicza po raz pierwszy przeczytalem, ze w XVII wieku
Polak, dr Kurcjusz, byl twórca pierwszej politechniki w USA. Jak malo znamy
takie fakty. Ilez dumy sie odczuwa idac kolo wodospadu Niagara, kiedy widzi
sie, ze jedyne nazwisko, które zostalo tam uwiecznione, to nazwisko Polaka,
Gzowskiego, zarzadcy Ontario w XIX. Warto, zebysmy w pismach róznej opcji
pokazali wklad Polaków w cywilizacje i kulture swiata jako cos, co nas
laczy, budzi dume narodowa i obala poczucie rzekomej gorszosci Polski. W
niektórych przekaziorach, od telewizji po "Wprost" upowszechnia sie
poczucie, ze nie warto byc Polakiem. To prowadzi do emigrowania z Polski,
apatii spolecznej, znieczulicy. Podniesienie sie Polski moze nastapic tylko
na zasadzie odbudowy patriotyzmu i swiadomosci narodowej, tak mocno
niszczonych przez dziesieciolecia.
Tylko wtedy damy rade sie obronic przed róznego rodzaju antypolonizmami?
- Tak. Jednoczesnie nasz rzad, organa wladzy, musza zadbac o wlasciwe
reprezentowanie polskich interesów narodowych. Mam nadzieje, ze przy okazji
oszczerczego pozwu zydowskiego do Polaków dotrze duzo wiecej prawdy o
zagrozeniach dla polskosci. Obawiam sie bowiem, ze predzej czy pózniej
dojdzie do otwartego zamanifestowania tego, co juz dziala po cichu - sojuszu
antypolonizmów. Sojuszu antypolskiej czesci srodowisk zydowskich,
niemieckich, rosyjskich. Najgrozniejszy dla nas moze byc sojusz bardzo
wplywowych srodowisk zydowskich i niemieckich. W tym momencie widzimy, jak
falszywe byly iluzje na temat Niemiec, iluzje podtrzymywane m.in przez p.
Geremka, który mówi o cudzie pojednania polsko-niemieckiego. Wszystko
wskazuje na to, ze zamiast cudu pojednania mamy kicz pojednania. Widzimy,
jak prysly iluzje zwiazane z poparciem Niemców jako "adwokatów Polski" dla
naszego wejscia do UE, widzimy, jak Niemcy chca na tym skorzystac. Wszystko
uzyskac dla siebie i zadnych ograniczen. Wykupic polska ziemie, prase,
przedsiebiorstwa na ziemiach odzyskanych, dokonac pokojowego Drang nach
Osten. A w tym pokojowym Drang-u dokonywanym sila marki, bardzo duza role
moze odegrac wspóldzialanie z niektórymi wplywowymi szowinistami i
oszczercami zydowskimi. Chodzi o te sama metode: obalic prawde o Polakach
jako narodzie ofiar, który walczyl przez cala wojne, tworzac wspaniale
panstwo podziemne, narodu bez Quislingów, bez kolaborantów z Niemcami, kraju
który poniósl tak wielkie zniszczenia. Chca zagluszyc te prawde i wykreowac
falszywa, czarna legende Polaków jako narodu szmalcowników, jako narodu,
który byl faktycznie wspólpracownikiem Hitlera, który utworzyl rzekomo
polskie obozy koncentracyjne. Przez delikatnosc najpierw zniknelo slowo
"niemieckie obozy koncentracyjne", pojawily sie obozy nazistowskie, a teraz
coraz bardziej obozy polskie. Dzis na Zachodzie coraz czesciej mysli sie, ze
nazisci byli Polakami. Jesli nie rozbije sie tej propagandy, mobilizujac
cala propolska opinie w swiecie, to koszty beda katastrofalne. Stworzymy
okazje do podjecia roszczen niemieckich, które beda wówczas ulatwione. Raz
utrwaliwszy obraz Polaków jako narodu szmalcowników, morderców, bedzie
latwiej potem przeprowadzac rózne rzeczy wobec Polaków. A co mozna robic dla
obrony praw mniejszosci w sposób skrajny, zobaczylismy na przykladzie
Kosowa. Bardzo sie obawiam, zeby w pewnym momencie Opolszczyzna nie zmienila
sie w takie Kosowo, w którym sila marki bedzie prowadzila do przeróznych
antypolskich prowokacji, wypychania Polaków i przeksztalcania ich w
mniejszosc polska na tym terenie, czego juz pierwsze objawy mamy.
Bolesne, ze ten bezprecedensowy atak na Polske nastapil u progu 60. rocznicy
wybuchu II wojny swiatowej. Moze chce nam sie odebrac moralne prawo do bycia
ofiara agresji Hitlera?
- Wladzom przez dziesieciolecia nie zalezalo na pokazywaniu wielkiej czesci
naszego udzialu w wojnie. Nie chciano przypominac, ze bylismy tak
prozachodni w kraju, który mial byc przybudówka Rosji sowieckiej. Nie
pokazywano przez dziesieciolecia Powstania Warszawskiego, za to naglasniano
walke w getcie. Chodzilo o to, zeby przedstawic zbrojne wystapienie w getcie
jako powstanie, i jak to podkreslal historyk z ZIH, Pawel Szapiro, swiadomie
przeciwstawic je Powstaniu Warszawskiemu. To sie udalo do tego stopnia, ze
prezydent Niemiec Herzog, zjawiwszy sie na obchodach rocznicy Powstania
Warszawskiego, pomylkowo okreslil je jako powstanie w getcie. Czytalismy
niedawno o tym, ze Brytyjczycy zniszczyli archiwa polskiego wywiadu, znamy
historie zacierania prawdy o roli Polaków w wykryciu Enigmy. Dla czesci
polityków zachodnich bylismy bardzo niewygodni, bo ze swoja
nonkonformistyczna postawa psulismy ich dogadanie sie za wszelka cene,
chocby kosztem naszych interesów, ze Zwiazkiem Sowieckim.
Sprawa pozwu nie moze byc zlekcewazona. Gdyby udalo sie przeforsowac
roszczenia zydowskie w ich maksymalnej wersji, grozi to katastrofalnymi
wrecz skutkami dla gospodarki polskiej i zubozeniem Polaków jako narodu.
Mysle, ze Polacy jeszcze nie zdaja sobie w pelni sprawy, jak grozne mogloby
byc zaspokojenie tych roszczen, tym bardziej, ze trzeba sie liczyc z
oszustwami i naduzyciami w tej dziedzinie. Wiemy juz teraz, ze doszlo do
rozlicznych oszustw przy rewindykacji mienia zydowskiego w Krakowie.
Dodajmy, ze trudny do posadzenia o niechec do Zydów tygodnik "Polityka"
opublikowal w numerze z 24 lipca br. Artykul Piotra Pytlakowskiego "Pozew
Wellera", udowadniajacy calkowity falsz roszczen jednego z 11 Zydów
oskarzajacych Polske, do posesji w Kaluszynie. Okazalo sie, ze "nikt w
Kaluszynie nie pamieta Srula Wellera, a w ksiegach hipotecznych nie
uwieczniono jego nazwiska". Obawiam sie, ze przy skorumpowaniu róznych wladz
w Polsce, mogloby dojsc do maksymalnych naduzyc przy rewindykacji mienia. W
ogóle jestem przeciwny zwrotowi mienia na rzecz osób nie majacych
obywatelstwa polskiego.
Dziekuje za rozmowe.
Malgorzata Rutkowska
Po co? Zaden sad nie bedzie na to zwracal uwagi.
I. Szefowie syndykatu zbrodni
Domorosly historyk Jacek Kuron stwierdzil na sesji "Marzec 1968",
zorganizowanej w 1981 r. na Uniwersytecie Warszawskim, ze nie wydaje mu sie
wazne ilu bylo Zydów w UB. To, co nie jest wazne dla Kuronia, powinno byc
jednak bardzo wazne dla ogólu Polaków, dla naszej wiedzy o najnowszej
historii Polski. Nie byloby tak wazne, gdyby Zydzi stanowili 20 czy 25
procent kadr dominujacych w bezpiece, co i tak byloby nieproporcjonalnie
duzo w porównaniu ze stosunkiem procentowym Zydów do calej ludnosci Polski w
tym czasie.
Bylo jednak bardzo wazne w sytuacji, gdy Zydzi stanowili co najmniej 90
procent kadr kierowniczych w stalinowskiej bezpiece, tych, którzy faktycznie
nia rzadzili: od Bermana i Romkowskiego do Brystygierowej i Fejgina.
Najsprytniejszy nawet "Europejczyk" - manipulator z "Gazety Wyborczej" czy
"Polityki" nie moze zaprzeczyc temu podstawowemu faktowi, ze niemal wszyscy
faktyczni dyrygenci terroru ubeckiego w Polsce byli Zydami z pochodzenia.
Zaprzeczanie temu byloby czyms groteskowym.
Aby zrozumiec, jak absurdalne i nie majace niczego wspólnego z obiektywna
prawda historyczna sa wszelkie próby wybielania roli Zydów w UB, wystarczy
po prostu przyjrzec sie dokladnie czolowym postaciom dominujacym w
stalinowskim Ministerstwie Bezpieczenstwa Publicznego, czyli faktycznym
syndykatem zbrodni w ówczesnej Polsce. Okaze sie wówczas, ze wszyscy czolowi
prominenci MBP (poza jednym ministrem-figurantem Stanislawem Radkiewiczem)
byli komunistami pochodzenia zydowskiego. A dzialo sie tak nieprzypadkowo,
lecz zgodnie ze stala zasada Stalina: dziel i rzadz, wykorzystujaca ludzi z
mniejszosci narodowych z Rosji i róznych krajów ujarzmionych przez ZSRR do
tym lepszego podporzadkowywania narodów w nich zamieszkujacych, niszczenia
ich uczuc narodowych i religii, które wyznawali. Do tego zas najlepiej
nadawali sie ludzie jak najdalsi od patriotyzmu polskiego, wegierskiego,
rumunskiego, czeskiego czy litewskiego, a takze od religii chrzescijanskiej,
a wiec komunisci zydowscy. Fakty sa uparte. Nikt w oparciu o nie nie moze
podwazyc stwierdzen, ze wlasnie opisana przeze mnie nizej grupa ludzi byla
najbardziej odpowiedzialna za konsekwentne terroryzowanie Narodu
najkrwawszymi sowieckimi metodami. A byli to (poza jednym Radkiewiczem)
wylacznie ludzie narodowosci zydowskiej.
Warto przypomniec tu dosc znamienna opinie prof. Andrzeja Paczkowskiego na
temat hierarchii waznosci dyrektorów Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego
w dobie stalinizmu. Prof. Paczkowski stwierdzil na lamach "Gazety Wyborczej"
z l lutego 1996 r., iz poza scislym kierownictwem MBP, czyli wiceministrami
i ministrami najbardziej aktywni byli: Luna Brystygierowa, dyrektor
Departamentu V, Józef Czaplicki, dyrektor Departamentu III i oczywiscie
Anatol Fejgin, dyrektor Departamentu X. W ten sposób szczególna role
dyrektorów-Zydów w bezpiece potwierdzil, choc nie mówiac o ich pochodzeniu
takze prof. Paczkowski, zwiazany ze srodowiskiem "Gazety Wyborczej" i nader
sklonny do wybielania roli Zydów w antypolskich zbrodniach.
Berman
Decydujace znaczenie dla sytuacji w stalinowskim Ministerstwie
Bezpieczenstwa Publicznego mial fakt, ze glównym i niekontrolowanym przez
nikogo w Polsce nadzorca bezpieki w Biurze Politycznym KC PPR, a pózniej
Biurze Politycznym KC PZPR byl zydowski komunista Jakub Berman, niezwykle
dynamiczny i bardzo inteligentny "morderca zza biurka". To on byl tez
faktycznie osoba Numer Jeden w komunistycznym establishmencie w Polsce,
"szara eminencja" ówczesnej wladzy, spychajac w cien duzo mniej
inteligentnego i bezbarwnego Bieruta. A przede wszystkim posiadajac duzo
lepsze od niego kontakty na Kremlu. W odróznieniu od rzadzacego Wegrami
krwawego Zyda Matyasa Rakosiego Berman nie pchal sie jednak na czolowe
stanowisko w Polsce. Jak pózniej wyznal w rozmowie z Teresa Toranska (por.
jej ksiazke "Oni"): Zdawalem sobie jednak sprawe, ze najwyzszych stanowisk
jako Zyd objac albo nie powinienem, albo nie móglbym (...). Faktyczne
posiadanie wladzy nie musi wcale isc z eksponowaniem wlasnej osoby. Zalezalo
mi, zeby wniesc swój wklad, wycisnac pietno na tym skomplikowanym tworze
wladzy, jaki sie ksztaltowal, ale bez eksponowania sie. Wymagalo to
naturalnie pewnej zrecznosci. Wycisnal rzeczywiscie straszne pietno na
wszystkim, czym kierowal, bedac glównym dysponentem krwawych
bezpieczniackich rozpraw z Narodem.
Dysponujac poteznymi dzwigniami wladzy byl od poczatku bezwzglednym
rzecznikiem stosowania polityki "twardej reki"". Juz jesienia 1945 r. mówil:
Nalezy utrzymac silna reke nie tylko na zewnatrz, ale i wewnatrz w stosunku
do administracji, czlonków partii itp. (...). Twarda reka w bezpieczenstwie
moze wiele pomóc. Inspirowal maksymalne stosowanie przemocy wobec
PSL-owskiej opozycji, bez przebierania w srodkach. W wystapieniu na
posiedzeniu Biura Politycznego KC PPR bezposrednio po skrajnym zafalszowaniu
przez komunistów wyborów ze stycznia 1947 r. mówil: Zmobilizowalem wszystkie
sily nacisku moralnego i fizycznego (...). Gdyby swiat dowiedzial sie o
prawdziwych wynikach wyborów na calym obszarze Polski, przypuszczono by na
nas atak. Berman ponosi zdecydowanie najwieksza odpowiedzialnosc za krwawy
terror doby stalinizmu w Polsce, który nadzorowal przez "swoich" ludzi w
bezpieczniackim syndykacie zbrodni: glównie R. Romkowskiego, J. Rózanskiego
i A. Fejgina. Koordynowal przygotowania setek procesów politycznych,
przesladowania kilkusettysiecznej rzeszy czlonków Armii Krajowej, Batalionów
Chlopskich i Narodowych Sil Zbrojnych oraz bezwzgledna, systematyczna walke
z Kosciolem. Dyrektorom departamentów w MBP wielokrotnie zarzucal, ze nie
doceniaja "roli kleru w dywersji przeciw naszej Partii".
W przemówieniu na radzie partyjnej w marcu 1949 r. akcentowal, ze centralnym
zagadnieniem jest rozwój agentury bezpieczenstwa, która trzeba rozbudowywac
z calym uporem. Zdecydowanie zwalczal jakiekolwiek próby uwzglednienia
narodowej specyfiki w polityce PPR, szczególnie ostro przeciwstawiajac sie
tego typu przejawom w dzialalnosci Wladyslawa Gomulki. Nalezal do glównych
rzeczników rozprawy z gomulkowszczyzna, atakujac ja jako niebezpieczne
"odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne". Po sfabrykowanym procesie bylego
komunistycznego ministra spraw wewnetrznych Laszló Rajka i straceniu go jako
rzekomego "agenta Tito", wystapil na naradzie w KC PZPR solidaryzujac sie z
katami Rajka i zapowiadajac szukanie "polskich Rajków". Prowadzil
konsekwentna polityke sowietyzacji i rusyfikacji polskiej kultury, dazac do
wytrzebienia polskiego narodowo-katolickiego sposobu myslenia. Ze wzgledu na
równoczesne laczenie przez Bermana nadzoru nad bezpieczenstwem i kultura
popularne stalo sie zlosliwe powiedzenie, ze odtad w malarstwie dopuszczone
beda wylacznie trzy kierunki:
"fornalizm, ubizm i represjonizm".
Realizujac za parawanem systemu komunistycznego skrajnie szowinistyczna
polityke zydowska i tepiac najlepszych polskich patriotów, nie zwazal na
konkretne zaslugi represjonowanych w akcji ratowania Zydów. Bardzo wymowny
pod tym wzgledem byl taki oto dialog T. Toranskiej z Bermanem:
Toranska: - A zamykanie? Na przelomie 1948/1949 aresztowaliscie czlonków
AK-owskiej Rady Pomocy Zydom "Zegota".
Berman: - No tak, objelo sie szeroka gama wszystkie organizacje zwiazane z
AK.
Toranska: - Prosze pana! UB, w którym wszyscy lub prawie wszyscy dyrektorzy
byli Zydami, aresztuje Polaków za to, ze w czasie okupacji ratowali Zydów, a
pan twierdzi, ze Polacy sa antysemitami, nieladnie.
Berman: - Zle sie stalo. Na pewno zle sie stalo (T. Toranska "Oni", wyd.
podziemne "Przedswit", Warszawa 1985, s. 237).
Usuniety w maju 1956 r. z kierownictwa partii i rzadu, ostatecznie uniknal
jakiejkolwiek kary (poza usunieciem go w maju 1957 r. ze skladu KC i
partii). Przez wiele lat spokojnie pracowal jako recenzent-konsultant w
redakcji historycznej partyjnego wydawnictwa "Ksiazka i Wiedza". Co wiecej,
ten najwiekszy zbrodniarz PRL-owski za rzadów gen. Jaruzelskiego w grudniu
1983 r. zostal odznaczony w Sejmie Medalem Krajowej Rady Narodowej.
Nawet po dziesiecioleciach Berman, krwawy morderca zza biurka, nie odczuwal
zadnych wyrzutów sumienia za zbrodnie popelnione (na Polakach - wtr. WK)
przez Zydów. Przeciwnie, dalej ich oskarzal... o antysemityzm. Z jakze celna
ironia opisal te postawe Bermana (na tle prowadzonej z nim rozmowy przez T.
Toranska) zydowski dziennikarz z USA John Sack w ksiazce "Oko za oko"
(op.cit., s. 237):
Potem Jakub zostal wylany z pracy, wyrzucony z partii i usuniety z Wielkiej
Encyklopedii - te serie nieszczesc Berman, ubrany w stary, szary sweter,
saczac herbate i z wdziekiem obierajac pomarancze z Izraela, przypisal w
czasie pogawedki, która odbyl w '1983 r. z nalezaca do "Solidarnosci" polska
pisarka, polskiemu antysemityzmowi.
- ...spoleczenstwo polskie - powiedzial Jakub, saczac herbate i obierajac
wychudlymi palcami pomarancze - "jest w swojej konsystencji bardzo
antysemickie".
- Pan to mówi? Pan? - obruszyla sie kobieta z "Solidarnosci".
- Bo taka jest, niestety, prawda. Moja córke wielokrotnie przezywano w
szkole sledziara.
- I nie rozumie... - mówila pisarka, która calymi godzinami musiala
przypominac mu, jak Urzad torturowal Polaków, jak wyrywal im paznokcie,
wycinal jezyki, wypalal oczy, nie mówiac iuz o tym, jak ich zabijal, po czym
sluchala, jak Jakub z uporem powtarza, ze "Rewolucja to rewolucja". - I nie
rozumie pan dlaczego?
- Nie... - odpowiedzial Jakub.
Rózanski
Zasluzona slawe najokrutniejszego kata bezpieki zyskal sobie dyrektor
Departamentu Sledczego w Ministerstwie Bezpieczenstwa Publicznego Józef
Rózanski (Goldberg). Wedlug raportu tzw. komisji Nowaka, powolanej na VIII
Plenum KC PZPR w 1957 r. wlasnie Rózanski szczególnie wyróznil sie we
wprowadzaniu metod znecania sie nad oskarzonymi przez bezposredni przyklad i
udzial w znecaniu sie. Od bylego oficera AK Kazimierza Moczarskiego, który
byl jedna z ofiar "piekielnego sledztwa" prowadzonego pod nadzorem
Rózanskiego wiemy, jakie byly metody katowania wiezniów przesluchiwanych w
MBP. Sposród czterdziestu dziewieciu rodzajów maltretacji i tortur, którym
go poddawano, Moczarski wymienil m.in.:
1) bicie palka gumowa specjalnie uczulonych miejsc ciala (np. nasady nosa,
podbródka i gruczolów sluzowych, wystajacych czesci lopatek itp.);
2) bicie batem, obciagnietym w tzw. lepka gume, wierzchniej czesci nagich
stóp - szczególnie bolesna operacja torturowa;
3) bicie palka gumowa w piety (seria po 10 uderzen na piete - kilka razy
dziennie);
4) wyrywanie wlosów ze skroni i karku (tzw. podskubywanie gesi), z brody, z
piersi oraz z krocza i narzadów plciowych;
5) miazdzenie palców miedzy trzema olówkami (wskutek tego "zabiegu"
dwukrotnie zeszlo mi szesc paznokci);
6) przypalanie rozzarzonym papierosem okolicy ust i oczu;
7) przypalanie plomieniem palców obu dloni;
8) zmuszanie do niespania przez okres 7-9 dni, droga "budzenia" wieznia,
który stal w mroznej celi, uderzeniami w twarz, zadawanymi przez
dozorujacego urzednika bylego MBP; metoda ta, nazywana przez oficerów
sledczych "plaza" lub "Zakopanem", wywoluje póloblakanczy stan u wieznia i
wywiera zaburzenia psychiczne, powodujace widzenia barwne i dzwiekowe,
zblizone do odczuwanych po spozyciu peyotlu lub meskaliny (cyt. za: K.
Moczarski "Piekielne sledztwo", "Odrodzenie", 21 stycznia 1989 r.).
Wyrafinowane osobiste katowanie przesluchiwanych stalo sie dla Rózanskiego
(Goldberga) prawdziwa rutyna. Leon Wudzki powiedzial w slynnym,
oskarzycielskim wystapieniu na VIII Plenum KC w pazdzierniku 1956 r., iz
(...) cale miasto wiedzialo, ze Rózanski zdziera ludziom paznokcie osobiscie
z rak (...). Rózanski upodobal sobie m.in. zwyczaj gaszenia papierosa na
wierzchu dloni osoby przesluchiwanej w czasie sledztwa. Z wyksztalcenia byl
prawnikiem. Byla laczniczka AK Maria Hatowska, która przesluchiwano w 1946
r. w MBP na Koszykowej w gabinecie Rózanskiego, padla ofiara sadystycznych
katowan. Gdy odmówila ujawnienia swych znajomych z AK, Rózanski kopnal ja
tak silnie, ze przewrócila sie z krzeslem. Kiedy sie podniosla, kopal ja w
brzuch. Zemdlala (wedlug K. Bogomilska "Rozpoznalabym go nawet w piekle",
"Gazeta Polska" z 3 listopada 1994 r.). Tomasz Grotowicz w "Naszej Polsce" z
8 lipca 1998 r. przypomnial fragment zeznania z 1957 r. dotyczacy
torturowania na rozkaz Rózanskiego jednej z polskich patriotek: (...)
zostala ukarana przez pulkownika Rózanskiego stójka, która trwala 16 dni.
Stójka polegala na tym, ze przez caly dzien i noc nie wolno bylo sie opierac
ani usiasc, natomiast na noc zabierali ja do pustej celi i stawiali na
betonowej podlodze boso tylko w bieliznie, przy otwartym oknie, bez wzgledu
na pore dnia. Niejednokrotnie, gdy wiezien zasypial, polewano go woda (...).
Zbiegly na Zachód inny zydowski komunista-oprawca w MBP Józef Swiatlo
(Fleichfarb) mówil w swych "rewelacjach" dla Radia Wolna Europa o specjalnym
raporcie zlozonym po uwolnieniu do Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej
przez dwie czlonkinie PZPR wiezione przez Rózanskiego: Eugenie Piwinska i
Haline Siedlik. Wedlug Swiatlo obie opisywaly, jak Rózanski bil je w
sledztwie, wyzywal obrzydliwymi wyrazami, wybijal zeby, plul i kopal. W
raporcie tym oskarzyly go, ze jest zboczencem i sadysta. Jedna z ulubionych
metod "przekonywania" wiezniów przez Rózanskiego bylo dawanie im do
zrozumienia, ze jest panem ich zycia i smierci. Kazimierz Moczarski np.
opisal w czasie swego procesu rehabilitacyjnego w 1956 r., iz: Rózanski
podkreslal, ze los mój zalezy calkowicie od wladz sledczych - i jak mówil -
sad jest w ich rekach i jesli wladze te postawia krzyzyk, to sad musi dac
krzyzyk. Pod slowem krzyzyk, jak wynikalo z rozmowy, Rózanski rozumial kare
smierci.
Rózanski byl odpowiedzialny za dzialanie tajnej grupy ubeckich morderców,
którzy na jego polecenie potajemnie mordowali w lesie wybranych
aresztowanych zolnierzy AK i porywanych z ulicy ludzi. Tak zamordowano m.in.
formalnie zwolnionego z aresztu bylego kapelana 27. dywizji AK ksiedza
Antoniego Dabrowskiego. Jedna z ofiar skrytobójczego mordu stal sie byly
naczelnik wiezienia w Rawiczu (do wrzesnia 1939 r.) Zygmunt Grabowski. Po
wybuchu wojny otworzyl on wiezienie i wypuscil na wolnosc licznych
komunistów, w tym pózniejszych czolowych zarzadców MBP: Radkiewicza,
Romkowskiego i Rózanskiego. Córka Grabowskiego, Barbara
Stypulkowska-Rastenska podejrzewala, ze jej ojca zamordowano, bo cos
wiedzial kompromitujacego o wiezionych u niego w Rawiczu bylych wiezniach
komunistach: Radkiewiczu,
Rózanskim i Romkowskim (wedlug tekstu J. Morawskiego w "Zyciu" z 11
pazdziernika 1995 r.). Wsród skrytobójczo zamordowanych po wywiezieniu z
wiezienia do lasu byl m.in. byly pulkownik AK Aleksander Bieniecki, na
którym bezpiece nie udalo sie wymusic oczekiwanych zeznan oraz jego zona.
Usuniety w marcu 1954 r. z resortu MBP Rózanski zostal najpierw jednym z
dyrektorów w Polskim Radiu, a pózniej naczelnym dyrektorem Panstwowego
Instytutu Wydawniczego. Aresztowany 8 listopada 1954 r. zostal poczatkowo
skazany na 5 lat wiezienia, pózniej po rewizji nadzwyczajnej w jego sprawie
na 15 lat pozbawienia wolnosci (11 listopada 1957 r.). Juz 8 pazdziernika
1964 r. wyszedl jednak na wolnosc wraz z paru innymi bylymi oprawcami,
skazanymi za stosowanie niedozwolonych metod przy przesluchiwaniu wiezniów.
Swiatlo
Inny oslawiony kat Polaków Józef Swiatlo (Fleichfarb) wicedyrektor
Departamentu X (Sledczego) MBP szybkie przyspieszenie kariery zawdzieczal
glównie rozpoczetej juz w 1944 r. gorliwej wspólpracy z NKWD. W marcu 1945
r. dal szczególnie wymowny dowód oddania swym stalinowskim mocodawcom,
walnie przyczyniajac sie do rozpracowania i porwania 16 przywódców Polski
Podziemnej z wicepremierem Rzadu RP w Londynie Jankowskim i ostatnim dowódca
AK, generalem Okulickim na czele. Swiatlo odegral tez wielka role w
dokonywanych we wspólpracy z oddzialami NKWD aresztowaniach "elementów
reakcyjnych" (czytaj: zolnierzy AK i BCh) z Bialostocczyzny. Wywozono ich
potem calymi eszelonami W latach 1945-1948 byl kolejno zastepca szefa
Wojewódzkiego Urzedu Bezpieczenstwa Publicznego w Warszawie, Olsztynie i
Krakowie. Osobiscie aresztowal licznych (zolnierzy - wtr. WK) Polski
Podziemnej i wielu z nich osobiscie torturowal. Szczególnie okrutnie
zachowywal sie podczas przesluchan dzialaczy dawnego Stronnictwa Narodowego.
Mówil: Teraz popamietacie, co to jest antysemityzm. Znany byl fakt, ze jeden
z przesluchiwanych przez Swiatlo i towarzyszy, polany zimna woda po omdleniu
z bólu, wracajac do przytomnosci powiedzial: antysemityzm nigdy u nas nie
prowadzil do tortur, jak wasz antypolonizm (wedlug C. Leopold, K. Lechicki
"Wiezniowie polityczni w Polsce w latach 1945-1956", wyd. podziemne, Gdansk
1981, s. 15).
Nadzorowal tajne wiezienie w Miedzeszynie, gdzie do metod wydobywania zeznan
nalezalo m.in. kleczenie na podlodze z cegiel z podniesionymi do góry rekami
przez piec godzin, przepedzanie nago korytarzami z jednoczesnym chlostaniem
stalowymi pretami, bicie palka spleciona ze stalowych drutów (T. Grotowicz
"Józef Swiatlo", "Nasza Polska" z 22 lipca 1998 r.). Swiatlo, cieszacy sie
szczególnym zaufaniem wladz sowieckich, byl wykorzystywany do specjalnych
zadan typu aresztowan podejrzanych komunistycznych prominentów. To on
osobiscie aresztowal Wladyslawa Gomulke, jego zone Zofie, gen. Mariana
Spychalskiego i Zenona Kliszke oraz przygotowywal proces Gomulki. Od l marca
1950 r. byl wicedyrektorem X Departamentu MBP. Byla uczestniczka walk AK
Anna Rószkiewicz-Litwinowiczowa, wieziona w wiezieniu mokotowskim pisala, iz
oslawiony plk Swiatlo, Izaak Fleichfarb, "krwawy Zyd" - jak go nazwano na
Mokotowie - osobiscie katowal wiezniów (A. Rószkiewicz-Litwinowiczowa
"Trudne decyzje". Warszawa 1991). Po rozstrzelaniu jego sowieckich
mocodawców: Berii, Merkulowa i Dekanosowa, Swiatlo w grudniu 1953 r. zbiegl
do Berlina Zachodniego, ujawniajac pózniej tajniki UB w serii rozlicznych
audycji w Radiu Wolna Europa pt. "Za kulisami bezpieki i partii".
"Krwawa Luna"
Do najkrwawszych i zarazem najbardziej wplywowych dyrektorów Departamentu w
Ministerstwie Bezpieczenstwa Publicznego nalezala dyrektor V Departamentu
Julia Brystygier. Oto jak ja charakteryzowal byly towarzysz w bezprawiu
Józef Swiatlo w audycji na falach RWE:
(...) Swa kariere rozpoczela we Lwowie z chwila wkroczenia armii sowieckiej
w 1939 r. Jako byla zona dr. Natana Brystygiera, lwowskiego przedwojennego
dzialacza syjonistycznego, Luna miala wszystkie potrzebne kontakty i
znajomosci. Natychmiast po wkroczeniu wojsk bolszewickich do Lwowa w 1939 r.
Brystygierowa zaczela tak ordynarnie donosic i sypac, ze narazila sobie
nawet wielu towarzyszy partyjnych, bo data im sie we znaki. Z tego okresu
datuje sie ostra walka miedzy nia a plk. Rózanskim, obecnym dyrektorem
departamentu sledczego bezpieki. W tym czasie ona, Rózanski i zmarly
niedawno Jerzy Borejsza, brat Rózanskiego, donosili do NKWD na wyscigi.
Rywalizacja miedzy nimi w tej dziedzinie byla bardzo zacieta. Aby ja wygrac,
Luna Brystygierowa, zgodnie z moralnoscia tow. Bieruta, napisala raport do
NKWD, ze Rózanski pochodzi z syjonistycznej rodziny. Rzeczywiscie, ojciec
jego, dr Goldberg, byl przed wojna redaktorem Hajntu w Warszawie. Rózanski
znal ten raport i pamietam, jak skarzyl sie mnie: "pomyslcie towarzyszu, ze
ta... napisala raport na mnie. Ale tow. Luna zapomina, ze ja mam dluzsza
kariere w NKWD niz ona". Rózanski ma istotnie dluga kariere w NKWD i dzieki
temu trwa na swoim stanowisku.
Po wkroczeniu wojsk sowieckich do Lwowa Brystygierowa prowadzila swa
dzialalnosc donosicielska w ten sposób, ze zorganizowala tak zwany Komitet
Wiezniów Politycznych. Przy pomocy tego Komitetu NKWD wylapywalo wszystkich
odchylencow partyjnych i w ten sposób Brystygierowa dala sie we znaki swoim
towarzyszom. Ale dzis ma w centrali bezpieki mocna pozycje. Nazywa sie ja
piatym wiceministrem bezpieczenstwa. Przyczyna jest bardzo prosta: w swej
bogatej karierze Brystygierowa byla w Rosji przez dluzszy czas równoczesnie
kochanka Bemiana, Minca i Szyra. Dwaj pierwsi zwlaszcza maja w zwiazku z tym
wobec niej powazne zobowiazania. I dzieki temu, jak Brystygierowa, chce cos
przeprowadzic, nawet przeciw Radkiewiczowi czy Romkowskiemu w bezpiece, to
wszystko moze zrobic. Ilez to razy Radkiewicz nie zdazyl jeszcze zreferowac
jakiejs sprawy Bierutowi, a juz Bierut czy Berman dzwonili do niego z
zapytaniem: "sluchaj no, jest u ciebie taka a taka sprawa, dlaczego nam o
tym nic nie mówisz?". Radkiewicz nie zdolal im jeszcze zreferowac, a oni juz
wiedzieli, bo oczywiscie Brystygierowa referuje im wszystko nocami (por. Z.
Blazynski "Mówi Józef Swiatlo. Za kulisami bezpieki i partii 1950-1955",
Londyn 1986, s. 64-65).
Brystygierowa byla w latach 1945-1950 p.o. dyrektora Departamentu V
(Spoleczno-Politycznego) Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego, a od
stycznia 1950 r. do lipca 1954 r. dyrektorem tego Departamentu. "Wslawila
sie" jako fanatyczna nadzorczyni walki z Kosciolem i religia katolicka. To
ona juz w pazdzierniku 1947 r. zalecala "systematyczne rozpracowywanie
instytucji Kosciola w terenie", akcentujac m.in.: Nalezy zerwac z
rozpowszechnionym pogladem, ze "klasztoru nie da sie rozpracowac". (...)
Kierunek dojscia: zebracy, dostawcy klasztorni itp.". Brystygierowa
zachecala równiez do "systematycznego rozpracowywania katechetów szkolnych"
i "przeciwdzialania rozszerzaniu sie prasy katolickiej". Jak podkreslal
Leszek Zebrowski w "Encyklopedii bialych plam" (t. 2, s. 193-194): Wynikiem
pracy kierowanego przez nia (Brystygierowa - J.R.N.) Departamentu bylo
aresztowanie m.in. ok. 900 ksiezy katolickich, kilku biskupów oraz
"internowanie" Prymasa Polski kardynala Stefana Wyszynskiego, unicestwione
zostaly liczne organizacje katolickie, w tym charytatywne (Caritas). (...)
Jeszcze w pazdzierniku 1955 r. na odprawie kierownictwa bezpieki
Brystygierowa wezwala do likwidacji zakonów.
Brystygierowa odznaczala sie szczególna gorliwoscia w zwalczaniu polskiej
inteligencji patriotycznej. Znamienny byl typ instrukcji udzielanych przez
nia na szkoleniowych odprawach dla funkcjonariuszy. "Wyjasniala" im, ze w
istocie cala polska inteligencja jest przeciwna systemowi komunistycznemu i
wlasciwie nie ma szans na jej reedukacje. Pozostaje wiec jej zlikwidowanie.
Poniewaz jednak nie mozna zrobic bledu, jaki uczyniono w Rosji po rewolucji
1917 r., eksterminujac inteligencje i w ten sposób opózniajac rozwój
gospodarczy kraju, nalezy wytworzyc taki system nacisków i terroru, aby
przedstawiciele inteligencji nie wazyli sie byc czynni politycznie.
Przydatne maja byc tylko ich umiejetnosci (Czeslaw Leopold, Krzysztof
Lechicki "Wiezniowie polityczni w Polsce 1945-1956", Wydawnictwo Mloda
Polska, Gdansk 1981, s. 20).
Brystygierowa odgrywala wielka role równiez w dzialaniach zmierzajacych do
skrytobójczego mordowania szczególnie niewygodnych dla komunistów dzialaczy
PSL-u. Jerzy Morawski pisal w tekscie "Strzaly zza wegla" ("Zycie" z 7
listopada 1995 r.), iz: Departament Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego
kierowany przez Lune Brystygierowa, na co wskazuje coraz wiecej faktów,
typowal do fizycznej likwidacji dzialaczy PSL (propozycje zatwierdzono na
najwyzszym szczeblu).
Z powodu bezwzglednosci, z jaka przesluchiwala wiezniów, nazywano ja "krwawa
Luna". Zolnierz AK i byly wiezien polityczny Anna Rószkiewicz-Litwinowiczowa
pisala w swych wspomnieniach, iz: Julia Brystygierowa slynela z
sadystycznych tortur zadawanych mlodym wiezniom, byla zdaje sie zboczona na
punkcie seksualnym i tu miala pole do popisu (A. Rószkiewicz-Litwinowiczowa
"Trudne decyzje. Kontrwywiad Okregu Warszawa AK 1933-1944. Wiezienie
1949-1954", Warszawa 1991, s. 106). W róznych relacjach powtarzaja sie
opowiesci o sadyzmie Brystygierowej, bijacej rozebranych mlodych wiezniów
szpicruta po jadrach, aby wymusic przyznanie sie do winy. Tomasz Grotowicz
opisal na lamach "Naszej Polski" z 4 sierpnia 1999 r. za wspomnieniami
bylego wieznia PSL-owca, jak "krwawa Luna" znecala sie nad szefem propagandy
PSL na województwo olsztynskie Szafarzynskim: (...) maltretowany przez Lune
Szafarzynski stanowil widok przerazajacy. Jadra mial na wysokosci kolan.
Brystygierowa wsadzala mu przyrodzenie do szuflady i nastepnie
zatrzaskiwala, a takze bez opamietania bila wieznia. Szafarzynski wkrótce
zmarl wskutek ogólnego wycienczenia.
Nigdy nie poniosla odpowiedzialnosci karnej za swe zbrodnicze "wyczyny". Po
1956 r. dzialala jako "literatka", publikujac dwie ksiazki, dosc miernej
jakosci, pod nazwiskiem Julii Prajs.
Figurant Radkiewicz
Niektórzy próbuja przeciwstawic sie twierdzeniom o przemoznej roli Zydów w
UB powolujac sie na fakt, ze na czele MBP stal Polak -minister Stanislaw
Radkiewicz. Dziwnie nie dodaja jednak - co bylo w swoim czasie rzecza
powszechnie znana - ze ten jedyny Polak na wysokim stanowisku w MBP byl w
swym ministerstwie zalosnym figurantem wobec swoich zydowskich podwladnych.
Radkiewicz byl ozeniony z Zydówka Ruta Teltsch (por. ksiazke zydowskiego
autora Johna Sacka "Oko za oko", Gliwice 1995, s. 299). Wedlug samokrytyki
zastepcy Radkiewicza wiceministra Romana Romkowskiego (Natana
Gruenspan-Kikiela): Kierownictwo partyjne dobrze wiedzialo, co soba
przedstawia Radkiewicz - czlowiek, z którym najlepiej mozna bylo rozmawiac
na tematy - jeleni, saren, dzików, polowania; czlowiek, który nazajutrz
najczesciej zapominal referowana mu sprawe operacyjna, który nigdy nie
przeczytal ani jednej sprawy operacyjnej czy sledczej (cyt. za: S. Marat, J.
Snopkiewicz "Ludzie bezpieki". Warszawa 1990, s. 140). Nici wszystkich spraw
w bezpiece znajdowaly sie wiec w rekach jego zydowskich podwladnych.
Wiedzieli oni, podobnie jak na górze Berman, o bardzo kompromitujacej
tajemnicy Radkiewicza, która ulatwiala trzymanie go w reku. Radkiewicz po
aresztowaniu przed wojna jako sekretarz KZMP podpisal na policji tzw.
lojalke (tamze, s. 14 - z notatek Romkowskiego).
Romkowski (Grunspan-Kikiel)
Roman Romkowski (Natan Grunspan-Kikiel), syn Stanislawa i Marii z domu
Blajwajs, byl jednym z najbardziej bezwzglednych i wplywowych decydentów w
Ministerstwie Bezpieczenstwa Publicznego w latach 1949-1954. W czasie wojny,
w latach 1941-1944 komisarz polityczny, szef wywiadu i kontrwywiadu oraz
dowódca "oddzialu specjalnego" im. Stalina na Nowogródczyznie w stopniu
majora. Od 1946 r. jako pomocnik ministra resortu bezpieczenstwa,
koordynowal cala prace resortu. Po zostaniu wiceministrem MBP sprawowal
nadzór nad szczególnie waznymi w tym resorcie departamentami operacyjnymi,
tj. I - kontrwywiadu, III - podziemia, V - partii i organizacji, VII -
wywiadu, X i sledczym. Swiatlo w swych "rewelacjach" na falach RWE
akcentowal, ze Romkowskiemu bezposrednio podlega szczególnie wazny
Departament X, w którym "zbieraja sie wszystkie nici terroru" i "kontrola
nad spoleczenstwem w kraju" i stwierdzal, ze: Romkowski odgrywa w bezpiece
role decydujaca, w pewnym sensie wazniejsza od Radkiewicza (ówczesnego
ministra bezpieczenstwa - J.R.N.), trzesie ministerstwem (por. Z. Blazynski
"Mówi Józef Swiatlo. Za kulisami bezpieki i partii 1940-1955", Londyn 1985,
s. 72-73). Aresztowany w kwietniu 1956 r. zostal skazany na 15 lat wiezienia
za stosowanie niedopuszczalnych metod presji fizycznej i moralnej, lecz go
zwolniono z odbywania kary duzo wczesniej, bo juz w 1964 r.
Fejgin
Anatol Fejgin, syn Mojzesza i Marii z domu Kacenelenbogen, pod koniec 1945
r. zostal zastepca szefa Glównego Zarzadu Informacji Wojska Polskiego, a
wiec jednej z instytucji najbardziej odpowiedzialnych za terror i bezprawie.
Jak widac sprawial tam sie bardzo skutecznie, skoro w pazdzierniku 1949 r
przeniesiono go z Informacji Wojskowej na stanowisko dyrektora X
Departamentu MBP, departamentu sledczego, bedacego swego rodzaju
kontrwywiadem partii, zwalczajacego "wszelkie odchylenia" i walczacego z
obcym wywiadem. Byl odpowiedzialny za wiele szczególnie okrutnych
przesluchan. Jego bezwzglednosc dobrze ilustruje historia z marca 1946 r.,
gdy doszlo do incydentu z zona skazanego na smierc plut. Józefa Szolochowa.
Jego zona podeszla do kierujacego akcja pplk. Fejgina i zapytala go, czy
zgodnie z wczesniejsza obietnica rodziny moga chwile porozmawiac ze
skazanymi i przekazac im paczki zywnosciowe. Na to Fejgin usmiechnal sie
cynicznie, poklepal J. Szolochowa po ramieniu i po rosyjsku powiedzial:
Spokojnie, spokojnie, zobaczysz sie z nim w niebie. Wyprowadzona tym z
równowagi J. Szolochowa odpowiedziala mu bez zastanowienia: Uwazaj bandyto,
zebys sie tam nie znalazl jeszcze przed moim mezem (M. Zaborski "Proces 23 -
pierwszy wielki proces pokazowy w Polsce Ludowej (czesc II)", "Gazeta
Polska" z 9 grudnia 1993 r.). Fejgin, uslyszawszy slowa Szolochowej,
próbowal natychmiast na miejscu ja zastrzelic z pistoletu. Udalo sie jej
jednak ukryc dzieki naglemu ruszeniu kolumny konwoju z czolgami i
samochodami ciezarowymi, za którymi sie ukryla. Fejgin wystrzelal do
uciekajacej Szolochowej, próbujac ja zabic, caly magazynek amunicji.
Usuniety z MBP w 1954 r. i skazany w 1957 r. na 12 lat wiezienia,
ulaskawiony w 1964 r.
Mietkowski (Bobrowicki)
Mieczyslaw Mietkowski (Mojzesz Bobrowicki), wiceminister MBP od 1945 do 1954
r. W skrajnie cyniczny i bezwzgledny sposób kierowal rozpracowaniem
sfabrykowanej sprawy gen. Stanislawa Tatara i uwiezionych wraz z nim
wojskowych. Jego styl "demaskowania wrogów" dobrze ilustrowala opowiedziana
przez dyrektora departamentu III MBP Józefa Czaplickiego wypowiedz
Mietkowskiego: Wystarczy, bym powiedzial - ze jeszcze nie ma wywiadu
francuskiego, a po dwóch dniach znajdzie sie wywiad francuski. Jak wspominal
pózniej Czaplicki, rzeczywiscie po dwóch dniach uzyskali takie "wyjscie". W
maju 1955 r. Mietkowski zostal zwolniony ze stanowiska, lecz ukarano go
jedynie wykluczeniem z PZPR.
Brak miejsca nie pozwala na szczególowe omówienie dzialalnosci licznych
innych Zydów-dyrektorów departamentów w MBP czy sprawujacych inne funkcje
kierownicze w stalinowskim aparacie terroru. By wymienic chocby takie osoby,
jak dyrektor III Departamentu Józef Czaplicki - nazywany Akowerem z powodu
wyspecjalizowania w przesladowaniu AK-owców, dowódca Korpusu Bezpieczenstwa
Wewnetrznego Juliusz Hibner, dyrektor Gabinetu Ministra BP, pózniej m.in.
p.o. dyrektora Departamentu III MBP Leon Ajzen-Andrzejewski, dyrektor
Departamentu IV MBP Józef Kratko, dyrektor Departamentu II Leon Rubinsztejn,
dyrektor Departamentu Organizacji i Planowania MBP Michal Hakman, dyrektor
Centralnych Konsumów MBP Feliks Goldsztajn, dyrektor Centralnego Archiwum
MBP Zygmunt Okret, dyrektor Gabinetu Ministra BP Juliusz Burgin i rozliczni
inni zydowscy dyrektorzy i naczelnicy w MBP. Dodajmy do tego rozlicznych
odpowiedzialnych za represje prokuratorów i sedziów zydowskiego pochodzenia
typu Heleny Wolinskiej, bezposrednio odpowiedzialnej za doprowadzenie do
mordu na generale "Nilu" E. Fieldorfie, sedzi Marii Gurowskiej, która wydala
na niego wyrok smierci, zastepcy prokuratora generalnego PRL Henryka
Podlaskiego, zastepcy szefa Najwyzszego Sadu Wojskowego i szefa Zarzadu
Sadownictwa Wojskowego Oskara Szyi Karlinera (doprowadzil on do takiego
opanowania stanowisk w tym Zarzadzie przez oficerów zydowskiego pochodzenia,
ze instytucje te zlosliwie nazywano "Naczelnym Rabinatem Wojska Polskiego),
szefa Glównego Zarzadu Informacji Wojska Polskiego plk. Stefana Kuhla,
zwanego "krwawym Kuhlem", prokuratora Benjamina Wajsblecha, prokuratora
Pauliny Kern, sedziego Emila Merza, plk. Józefa Feldmana, plk. Maksymiliana
Litynskiego, plk. Mariana Frenkiela, plk. Nauma Lewandowskiego, prokuratorów
w Prokuraturze Generalnej:
Benedykta Jodelisa, Pauline Kern, plk. Feliksa Aspisa, plk. Eugeniusza
Landsbergisa, sedziego Adama (powinno byc Stefana wtr. WK) Michnika, etc.
etc. Dosc przypomniec, ze tylko w 1968 r. wyjechalo okolo 1000 osób z
dawnego aparatu wladzy, skompromitowanych udzialem w sluzbach specjalnych,
UB, etc. (wedlug informacji podanej w audycji telewizyjnej 12 marca 1993 r.
przez wybitnego badacza nowszej historii plk. Jerzego Poksinskiego). A
przypomnijmy, ze czesc zydowskich ubeków, najbardziej skompromitowanych
dzialaniami w aparacie terroru, opuscila Polske juz w pierwszych latach po
1956 r.
Teoretycy bezprawia
W torowaniu gruntu dla rzadów terroru szczególna role odgrywali prawnicy,
teoretycy bezprawia. Dominujaca role wsród nich odgrywali zydowscy komunisci
na czele z wiceministrem sprawiedliwosci Leonem Chajnem, który faktycznie
niczym nie liczac sie z ministremfigurantem H. Swiatkowskim, trzasl calym
resortem. Jak wspominal Waclaw Barcikowski we wspomnieniach z owych lat pt.
"W kregu prawa i polityki" (Katowice 1988, s. 142): (...) faktycznym
kierownikiem Ministerstwa Sprawiedliwosci byl Leon Chajn. Chajn, który
samowolnie podporzadkowal sobie sady i prokuratury, ponosi ogromna
odpowiedzialnosc za dyktowanie bezwzglednych wyroków w sfabrykowanych
procesach. Nader typowe pod tym wzgledem byly jego kategoryczne stwierdzenia
w broszurce wydanej w 1947 r., iz: Sa jeszcze prokuratorzy, którzy zdradzaja
zbytek gorliwosci formalnej przy przetrzymywaniu zbirów z NSZ. Najwyzszy
czas skonczyc z tym marazmem i dobrym sercem w stosunku do bratobójców! (L.
Chajn "Trzy lata demokratyzacji prawa i wymiaru sprawiedliwosci". Warszawa
1947, s. 76-77).
Aby przerwac "niepotrzebne" liczenie sie ze zbednymi formalnosciami (czytaj:
regulami prawa) Chajn wzywal do przyspieszonych czystek. Juz w kwietniu 1946
r. podczas dyskusji w KRN gromko pietnowal to, ze w polskim sadownictwie
jest zbyt wiele starych kadr sedziowskich i prokuratorskich, akcentujac:
Chcielibysmy (...) wprowadzic do sadownictwa nowy strumien krwi spolecznej.
I wprowadzono rzeczywiscie cala mase nowych sedziów "doksztalconych" w
przyspieszonym trybie, którzy bez skrupulów wydawali krwiozercze wyroki
zgodnie z zyczeniami zwierzchników. W latach 1946-1952 prawie 440 nowych
sedziów dolaczylo do wymiaru sprawiedliwosci po ukonczeniu
pietnastomiesiecznych kursów sedziowskich. Jeszcze w 1969 r. 100 sedziów
posiadalo jedynie wyksztalcenie srednie.
Przyspieszonym awansom mlodych adeptów prawa pochodzenia zydowskiego na
sedziów i prokuratorów w pierwszych latach powojennych sprzyjaly wolne
stanowiska w aparacie sprawiedliwosci, po aresztowaniach i wywózkach w glab
ZSRR w pierwszych miesiacach 1945 r., wielu nie budzacych sowieckiego
zaufania Polaków - sedziów i prokuratorów. Sprawa ta ciagle jest za malo
znana. Na miejsca "opróznione" przez uwiezionych wchodzili nowi towarzysze,
chcacy jak najgorliwiej wprowadzac idee sowieckiego sadownictwa i wzorzec
rozpraw z wrogami ludu, zgodny z koncepcjami stalinowskiego oberprokuratora
Andrieja Wyszynskiego.
Jaskrawym przykladem takiego "prawnika" z awansu byl Marian Muszkat,
pulkownik WP zydowskiego pochodzenia (wyemigrowal do Izraela w 1968 r.).
Stefan Korbonski opisal w swej znakomitej ksiazce "W imieniu Kremla" (Paryz
1956, s. 181) wystapienie Muszkata na walnym zgromadzeniu Zrzeszenia
Prawników Demokratów. Muszkat stwierdzil tam, ze sad winien zrozumiec, ze do
kazdego przepisu nalezy stosowac marksistowska wykladnie, wedlug której
dobro demokracji ludowej jest naczelnym nakazem i jesli pewien przepis temu
warunkowi nie odpowiada, to nie moze byc stosowany. Muszkat zazadal
wyposazenia prokuratury w nadzwyczajne uprawnienia w nowej rewolucyjnej
sytuacji. Wedlug Korbonskiego w mysl koncepcji Muszkata prokuratorzy mieli
zostac panami zycia i smierci kazdego czlowieka. Adwokat zas winien
zapomniec o przedwojennej zasadzie, ze jego zadaniem jest obrona oskarzonego
przed kara. W ludowym wymiarze sprawiedliwosci mial on teraz stac sie - obok
sadu i prokuratury - trzecim organem, którego zadaniem jest wykrycie
przestepcy, chocby byl nim jego wlasny klient. Adwokat mial sie stac
pomocniczym funkcjonariuszem policji sledczej (por. S. Korbonski, op.cit, s.
181).
Inny zydowski teoretyk prawa - plk Leo Hochberg "wslawil sie" jako twórca
prawa, wedlug którego szeptana propagande uznano za zbrodnie stanu. Godne
przypomnienia sa równiez haniebne "innowacje" prawne wyszle spod pióra Leona
Schaffa, mlodszego brata znanego stalinowskiego inkwizytora nauki polskiej
filozofa Adama Schaffa. Leon Schaff wystapil z szeroka wykladnia terroru
wobec wszystkich warstw i klas uznanych za niechetne wobec komunistycznego
rezimu. W wydanym w 1950 r. podreczniku "Polityczne zalozenia wymiaru
sprawiedliwosci w Polsce Ludowej" L. Schaff postulowal "pozbawienie tych
klas praw obywatelskich" i jak najszersze zastosowanie wobec nich "metod
pozasadowych". Leon Schaff byl równiez zarliwym zwolennikiem stosowania
"procesów pokazowych" wobec "wrogów ludu", akcentujac w cytowanej juz pracy
z 1950 r.: Tego typu procesy, jak grup bylej AK, NSZ, WiN, jak proces
Doboszynskiego, demaskowaly istotne oblicze polskiej reakcji. Procesy te
ujawnialy nikczemna role tych ugrupowan, wykazaly ich bezideowosc
polityczna, wykazaly ich scisly zwiazek z obcym wywiadem. Procesy te
spelnialy niewatpliwie doniosla role w zakresie mobilizacji spoleczenstwa,
wzrostu jego czujnosci politycznej, odizolowaly reakcje od mas ludowych.
Zbrodniczy triumwirat
Fakt, ze Jakub Berman byl przez caly okres stalinizmu decydujacym o
wszystkim w bezpiece jej nadzorca w Biurze Politycznym KC PPR, a pózniej
PZPR, stwarzal zydowskim szefom ubeckiego syndykatu zbrodni absolutne
poczucie bezkarnosci. Bylo ono tym wieksze, ze wiedzieli, iz Polska w
imieniu Stalina rzadzi triumwirat calkowicie zdominowany przez Zydów. W
sklad tego triumwiratu wchodzili Berman, Bierut i Minc. Dwaj zydowscy
czlonkowie triumwiratu: Berman i Minc wyraznie dominowali sprytem i
inteligencja nad bezbarwnym Bierutem, a stopniowo wyraznie dokooptowali do
rzadzacej trójki jeszcze jednego zydowskiego "bolszewika" - Romana
Zambrowskiego. W tekscie Piotra Lipinskiego w "Magazynie Gazety Wyborczej" z
25 maja 2000 r. czytamy na ten temat m.in.: Jakub Berman odpowiadal w
"triumwiracie" za propagande, sluzby bezpieczenstwa, Hilary Minc za
gospodarke. -Bierut zdawal sobie sprawe, ze otaczaja go ludzie
inteligentniejsi, Berman i Minc - mówi Aleksander Kochanski, historyk,
kiedys pracownik Centralnego Archiwum KC (...). Rola figuranta Bieruta,
spelniajacego role dekoracyjna na tle Bermana i Minca, trzymajacych w swych
rekach kluczowe resorty troche przypominala role, jaka wspólczesnie odegral
marionetkowy Buzek na tle o ilez bardziej wyrazistych w dazeniu do
realizowania celów Unii Wolnosci Balcerowicza i Geremka.
Ta sytuacja w polskiej partii komunistycznej znajdowala wyrazne odbicie juz
od lipca 1949 r. w raportach sowieckiego "namiestnika" w Warszawie -
ambasadora Wiktora Lebiediewa. Pisal on do ministra spraw zagranicznych ZSRR
Andrieja Wyszynskiego: Kierownicze jadro partii stanowia Bierut, Berman,
Minc. Jako czwarty do grupy tej nalezy Zambrowski. Wsród nich tylko Bierut
jest narodowosci polskiej (...). W polskiej partii toczy sie ukryta, za to
zaciekla walka o wladze, w której Bierut jest na razie "izolowany" od
pozostalych polskich towarzyszy przez grupe dzialaczy wyraznie cierpiacych
na zydowski nacjonalizm (cyt. za: P. Lipinski "Boleslaw Niejasny", "Magazyn
Gazety Wyborczej" z 25 maja 2000 r.). Zarzucajac Bermanowi, Mincowi i
Zambrowskiemu izolowanie Bieruta od kontaktów z szerszym aktywem partyjnym,
Lebiediew twierdzil, ze dzialacze polskiego kierownictwa, tacy jak: Berman,
Minc i Zambrowski nie uwolnili sie od silnych przesadów nacjonalistycznych.
Przypominajac, ze Berman rozpoczal przed wojna dzialalnosc polityczna w
zydowskiej organizacji nacjonalistycznej, Lebiediew staral sie dowiesc w ten
sposób, ze nieprzypadkowy jest akcentowany przez niego fakt, ze w
Ministerstwie Bezpieczenstwa Publicznego wszyscy wiceministrowie i
dyrektorzy departamentów to Zydzi. Lebiediew zwracal uwage równiez na to, ze
Hilary Minc, jako minister przemyslu, nie mial ani jednego zastepcy Polaka.
Wszystko to oczywiscie wynikalo ze swiadomej polityki Stalina, który
sowietyzujac Polske, konsekwentnie chcial oprzec sie na zydowskich
komunistach jako najdogodniejszym instrumencie w walce z polskim
patriotyzmem i religia katolicka. Czynil to zreszta jakze chetnie i w
odniesieniu do innych krajów Europy Srodkowej (vide: zdominowanie Wegier
przez rzady komunistów zydowskich na czele z "krwawym Maciejem" -
komunistycznym dyktatorem Matyasem Rakosim (Rothem), rola sekretarza
generalnego KP Czechoslowacji Rudolfa Slanskyego (Salzmanna), czy krwawej
Anny Pauker, dyrygujacej sowietyzacja w Rumunii. Jakze dosadnie przedstawila
te niechlubna role zydowskich komunistów w stalinizacji Europy Srodkowej
pisarka Maria Dabrowska. W zapisku w swych "Dziennikach" pod data 30
listopada 1948 r. odnotowala uwage o malenkiej Europie, nad która zawisa
straszliwy rekin rosyjski, gotowy wszystko polknac. Zydzi odgrywaja role
kucharzy, przyrzadzajacych z nas wszystkich potrawe dla paszczy wieloryba
(...) (M. Dabrowska "Dzienniki powojenne 1945-1948", Warszawa 1996, s. 339).
II. Zydzi z terenowych UB
Znakomity izraelski intelektualista, prof. Israel Shahak pisal juz przed
laty o tym, jak niebezpieczne stalo sie przybieranie na sile po 1945 roku
zjawiska "slepego, iscie stalinowskiego poparcia dla wszelkiego zla, byle
tylko bylo ono pochodzenia zydowskiego" (I. Shahak: "Zydowskie dzieje i
religia", Warszawa-Chicago 1997, s. 48). Niestety, konstatacja ta byla
bardzo prawdziwa równiez w odniesieniu do jakze duzej czesci Zydów w Polsce,
którzy uznali za "wlasne" zdominowane przez komunistów zydowskich rzady w
Polsce. Tylko na tym tle mozna zrozumiec tak wielkie skupienie
Zydów-komunistów nie tylko w warszawskiej centrali Ministerstwa
Bezpieczenstwa Publicznego, ale równiez i w rozlicznych UB terenowych.
Amerykanski dziennikarz, reporter i korespondent wojenny pochodzenia
zydowskiego - John Sack w ksiazce "Oko za oko" (Gliwice 1995, s. 95) pisal,
ze Zyd z pochodzenia, major Josef Jurkowski byl szefem Urzedu Bezpieczenstwa
Publicznego na obszar Slaska. Sack (op.cit, s. 279) powolywal sie na
informacje Pinka Maki, bylego sekretarza Bezpieczenstwa Publicznego na
obszar Slaska, ze w podleglym mu regionie liczba zydowskich oficerów
bezpieczenstwa wynosila od 150 do 225. Wedlug Sacka 70 do 75% oficerów
bezpieczenstwa na tym terenie bylo Zydami (tamze, s. 292). Sack twierdzil
równiez, ze we Wroclawiu Zydami byli:
komendant milicji, szef zajmujacej sie Niemcami sekcji UB, szef Korpusu
Bezpieczenstwa Wewnetrznego, pulkownik Rubinstein z Lodzi i burmistrz miasta
Boleslaw Drobner (tamze, s. 227, 344). Wedlug Sacka szefem milicji w
Lublinie byl kapitan Szmul Gross, pózniej szef milicji we Wroclawiu. W
Katowicach szefem milicji byl Pink Piekanowski, w Hrubieszowie - Yechiel
Grynspan, szefem wieziennictwa w Krakowie Stefan Finkel, szefem
wieziennictwa na calym obszarze Dolnego Slaska Schumacher, dyrektor Wydzialu
Wiezien i Obozów na caly Slask, Chaim Studniberg (por. J. Sack: op.cit., s.
296, 333, 343-344, 359, 363). Sack, powolujac sie na Szmula Grossa, szefa
milicji w Lublinie do maja 1945 r. twierdzil, ze 80% oficerów milicji w
Lublinie i 50% tamtejszych milicjantów bylo Zydami (J. Sack: op.cit., s.
344).
Ciagle zbyt malo znane sa fakty ilustrujace wplyw nagromadzenia osób
pochodzenia zydowskiego na czolowych stanowiskach w kieleckim aparacie
wladzy na nastroje w tym miescie. Zydami z pochodzenia byli: prezydent
miasta Kielce - Tadeusz Zarecki, szef Wojewódzkiego Urzedu Bezpieczenstwa
Publicznego - Andrzej Kornecki (Dawid Kornhendler), zastepca szefa
Powiatowego Urzedu Bezpieczenstwa Publicznego - Albert Gruenbaum, szef
Sekretariatu Wojewódzkiego Urzedu Bezpieczenstwa Publicznego - Eta
Lewkowicz-Ajzenman, dowódca, szef wydzialu personalnego WUBP Kwasniewski,
dowódca oddzialu wojskowego wyslanego na pomoc Zydom na Plantach - major
Konieczny (Dane za "Antyzydowskie wydarzenia kieleckie 4 lipca 1946 roku.
Dokumenty i materialy". Kielce 1994, t. II, s. 139, 81,102,106; "Zabic Zyda.
Kulisy i tajemnice pogromu kieleckiego 1946", oprac. T. Wiacek, Kraków 1992,
s. 6 i 11; K. Kakolewski: "Komunistyczny antysemityzm, "Gazeta Polska" 6
czerwca 1996 r.). Do komunistów zydowskiego pochodzenia w Kielcach nalezeli
m.in.: I sekretarz KW PPR Jan Kalinowski i kierownik wydzialu
Organizacyjnego PPR Julian Lewin (wg K. Urbanski: "Kieleccy Zydzi", Kraków
1993, s. 191).
Zarówno prezydent Kielc T. Zarecki, jak i szef Wojewódzkiego Urzedu
Bezpieczenstwa T. Kornecki wywolywali powszechne oburzenie swymi
naduzyciami. Zareckiego za popelnienie szeregu naduzyc miejscowa organizacja
wyrzucila z PPR. KC przywrócil mu jednak prawa czlonka partii, po czym
Zarecki wyjechal do zachodniej Polski, gdzie równiez popelnil szereg naduzyc
(por.: "Antyzydowskie ...", op.cit., t. II, s. 139). Nie lepszy byl
Kornecki. Wedlug tekstu Wlodzimierza Kalickiego "Zabij Zyda" w "Gazecie
Wyborczej" z 7-8 lipca 1990:
Zwolenników PPR irytowala z kolei wszechwladza osób pochodzenia zydowskiego.
Poprzedni szef WUBP Andrzej Kornecki, wedle doczesnych relacji wielokrotnie
popelnial rozmaite wykroczenia i naduzycia - i zawsze byl ratowany przez
wladze zwierzchnie (...). Milicjanci nie cierpieli UB, utozsamianego z
Zydami. To wszystko stwarzalo korzystny grunt dla przygotowanej przez NKWD
zbrodniczej prowokacji kieleckiej z lipca 1946 roku (vide zachowanie
milicjantów w czasie zajsc antyzydowskich).
Wedlug raportu Nikolaja Seliwanowskiego, glównego doradcy sowieckiego przy
MBP, wyslanego do Berii 20 pazdziernika 1945 r. Zydzi stanowili 82,3% w
radomskim PUBP (por. "Komunizm. Ideologia. System. Ludzie", Warszawa 2001,
s. 196, 198). W Lodzi - wedlug sprawozdania instruktora Wydzialu
Organizacyjnego KC PPR, Stanislawa Brodzinskiego, który 12-18 sierpnia 1945
roku przeprowadzil inspekcje na terenie Lodzi w organach UB Zydzi zajmowali
50% etatów (wg K. Lesiakowski: "Mieczyslaw Moczar 'Mietek'. Biografia
polityczna", Warszawa 1998, s. 101). Jak pisal Lesiakowski: Powolujac sie na
opinie lokalnych dzialaczy PPR, Stanislaw Brodzinski utrzymywal, ze wlasnie
Zydzi mieli zajac co lepsze stanowiska. Utrzymywanie tego stanu - wedlug
jego opinii - moglo miec szkodliwy wplyw na odbiór pracy aparatu
bezpieczenstwa przez spoleczenstwo.
Nagromadzenie osób zydowskiego pochodzenia w wojewódzkich UB bylo zauwazalne
w calej Polsce. Jerzy Lech Rolski wspominal w swej relacji, przygotowanej na
ogólnopolskie sympozjum "Zbrodnie stalinowskie wobec Polski w 1990 roku", iz
szefem Powiatowego Urzedu Bezpieczenstwa Publicznego w Jeleniej Górze w 1947
roku byl Zyd, zastepca tez Zyd (Baumgarten), prokuratorem równiez Zyd.
Rolski opisywal dosc znamienna rozmowe, w czasie gdy byl wieziony we
Wroclawiu: Spotkalem tam porzadnego Zyda, z którym sie zaprzyjaznilem do
czasu, kiedy nie wyjechal do Izraela. Wyjezdzajac powiedzial, ze nie chce
odpowiadac za zbrodnie, jakich Zydzi dokonuja na AK-owcach. Mial dobre
rozeznanie, kto pracuje w UB, prokuraturze i informacji.
Henryk Pajak i Stanislaw Zochowski w ksiazce "Rzady zbirów 1940-1990"
(Lublin 1996, s. 141), wymieniajac najbardziej eksponowanych zbirów UB,
wyliczyli miedzy innymi nastepujacych wojewódzkich szefów UB zydowskiego
pochodzenia: Jana Tataja - szefa WUBP w Kielcach, Tadeusza Paszte - szefa
WUBP w Warszawie, Józefa Mrozka - szefa WUBP w Gdansku, Józefa Plute -
zastepce szefa UB w Bialymstoku, Jana Olkowskiego - szefa WUBP w Krakowie,
Zbigniewa Paszkowskiego - szefa UBP na miasto Warszawe, plk Korneckiego -
szefa WUBP w Poznaniu.
Arkadiusz Rybicki i Antoni Wrega pisali w ksiazce "Wiezniowie polityczni w
Polsce 1945-1956), wydanej miedzy innymi w 1983 roku w Paryzu pod
pseudonimami Czeslawa Leopolda i Krzysztofa Lechickiego (s. 10-11), o
ogromnej bezwzglednosci wobec polskiej patriotycznej opozycji studenckiej,
przejawianej przez krakowskiego komendanta UBP, Zyda z pochodzenia - Jana
Frey-Bieleckiego. Po rozproszeniu z pomoca sowieckich czolgów manifestacji
3-majowych 1946 roku w Krakowie, Bielecki zarzadzil oblawe na pozostalych
studentów. Wieczorem otoczono domy akademickie, wszystkich studentów
wyprowadzono do przygotowanych "bud" samochodowych i wywieziono do kilku
obozów zorganizowanych na peryferiach Krakowa. Wywolalo to tak wielkie
oburzenie i protesty w Krakowie i innych osrodkach akademickich, ze musial
lagodzic sytuacje rezimowy premier Osóbka-Morawski. Przybyl on do Krakowa,
usunal Bieleckiego z UBP (przeszedl on do wojska) i doprowadzil do
zwolnienia studentów przetrzymywanych w obozach. Uwolnieni studenci oglosili
jednak bojkot wykladów i strajk, który ogarnal takze szkoly srednie w kilku
miastach.
Generalnie ciagle za malo znane sa liczne zbrodnie lokalne popelnione w
róznych województwach na polecenie i pod dowództwem miejscowych zydowskich
ubeków. Typowym przykladem pod tym wzgledem jest sprawa zbrodni na 16
Polakach - zolnierzach AK, NSZ i innych organizacji niepodleglosciowych
dokonana w Siedlcach w dniach 12 i 13 kwietnia 1945 roku. 8 lutego 1990
wniosek o sciganie winnych tej zbrodni zlozyl do Prokuratury Rejonowej w
Siedlcach prezes Zwiazku Sybiraków Oddzial w Siedlcach Zygmunt Golawski. W
toku postepowania prokuratorskiego bezspornie udowodniono, ze mordu dokonali
pracownicy Powiatowego urzedu Bezpieczenstwa Publicznego w Siedlcach. W
czasie zbrodni szefem ówczesnego UB w Siedlcach byl por. Edward Slowik,
oficer narodowosci zydowskiej, majacy za "doradce" oficera NKWD - majora
Timoszenko. Jak stwierdzano na okolicznosciowej karcie wydanej 3 czerwca
2001 roku z okazji odsloniecia pamiatkowej tablicy ku czci pomordowanych 16
polskich patriotów: W momencie zbrodni w calym ówczesnym siedleckim UB na
okolo 50 pracowników, okolo 20 bylo narodowosci zydowskiej.
-----------------
I jeszcze co podaje John Sack, amerykanski dziennikarz, publicysta i pisarz
mojzeszowego wyznania, ktory poswiecil 8 lat pracy temu zagadnieniu:
W 1945 roku wielu Polakow uwazalo ( i nie bez przyczyny ) ze Zydzi kierowali
Urzedem Bezpieczenstwa ... Urzad nadzorowal Jakub Berman, Zyd oraz
dyrektorami wszystkich albo prawie wszystkich departamentow MBP byli Zydzi.
Okolo 75% oficerow UB na Slasku bylo Zydami. Wielu Zydow w komunistycznym
aparacie terroru zmienilo swoje nazwiska na polskie jak np. general
Romkowski, kapitan Rozanski, kapitan Studencki czy porucznik Jurkowski.
kogo ty pedale cytujesz ?
zajrzyj lepiej do "Zdania" (najlepszy jest ten numer z lipca
1982), gdzie Nowak snuje dywagacje na temat podobienstw
kontrrewolucji wegierskiej '56 do tej solidarnosciowej...
dobry jest tez ten kawalek o 'niezaleznosci' Albanii .
Robcio smazyl takie artykuly w prawie kazdym numerze
'Zdania'
Ile razy glabie mam ci mkowic ze 1981 Kuron ani nikt
nie wiedzial jaki byl sklad UB. Dzis znany jest raport
Radkiewicza 13% na wyzszych stanowiskach, 1,7% totalnie
pare % rosian a reszta polscu UB'ecy.
gdzie to jest? masz tego wiecej - prosze na priv.
Zbieram te wszystkie _rarytasy_ przydal by mi sie
Raina z zipowany
pzdr.
w.
powyzej pisze "kaczusia wrote:" ?????????
Wlecze sie za Polonia wszystkich krajow wywiadowczy i kontrwywiadow- czy
"Ogon" zydowskich funkcjonariuszy UB, wywiadu, kontrwywiadu, wszystkich
ogniw wojskowych, partyjnych i administracyjnych, z ktorych wiekszosc
wybrala wolnosc na zachodzie. Wszyscy potem wlaczyli sie do akcji
szkalowania Polakow, polskosci, dmiac ze szczegolnym wigorem w surmy
antysemityzmu Polakow.
Przygnebiajacy jest w tej materii spacer Stanislawa Wysockiego w przywolanej
juz kilkakroc ksiazce Zydzi w dziejach Polski, po tych sciezkach wladzy,
ktore byly i pozostana nieznane ogolowi polskich "antysemitow". Warto
odzalowac troche miejsca na obszerne fragmenty ksiazki, odwolujace sie do
tego watku: "W akcji szkalowania Polakow wzieli aktywny udzial uciekinierzy
z Polski, tacy zajadli syjonisci jak: M. Muszkat - byly profesor prawa UW;
I. Iserles - byly sedzia Sadu Najwyzszego PRL; Jozef Swiatlo (I.
Fleischfarb) - byly wicedyrektor Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego; W.
Tykocinski (E. Tikhotyner) - byly szef polskiej misji wojskowej w Berlinie
Zachodnim; S. Bialer - byly pracownik naukowy Instytutu Ksztalcenia Kadr
Naukowych przy KC PZPR i PAN oraz lektor KC PZPR; Stanislaw Wygodzki -
pisarz; J. Muszkat - Jotem - dziennikarz; A. Donat - autor ksiazki pt.
Krolestwo calopalenia, wydanej w USA w roku 1964; 0. Pinkus - autor ksiazki
Dom popiolow wydanej w Izraelu w 1964 roku;J. Kosinski [Lewikopf - przyp.
aut.] - autor ksiazki Malowany ptak wydanej w USA w 1965 r. oraz J.
Grynberg - byly aktor Teatru Zydowskiego i autor ksiazki pt. Wojna zydowska
wydanej w USA w 1968 roku ( ... )"
Dazenia Zydow do obejmowania kluczowych stanowisk z cala jaskrawoscia
uwidocznily sie w ogniwach Wojska i Bezpieczenstwa.
W samym tylko Wydziale Oswiatowym I Dywizji Kosciuszkowskiej latem i
jesienia 1943 roku pracowato z1 oficerow pochodzenia zydowskiego. Byli to:
A. Bromberg, J. Burgin, A. Ford, J. Gawronski,P. Hoffman, St. Kalinowski, A.
Klos, W. Konopka, B. Marczewski, J. Putrament, L. Szenwald, M. Mietkowski,
H. Minc, K. Naszkowski, St. Okecki, L. Pasternak, M. Wagrowski, E. Werfel,
H. Wemer, R. Zambrowski i St. Zawadzki.
Natomiast w aparacie ogwiatowym oddzialow i samodzielnych pododdzialow tej
dywizji w tym samym czasie bylo zatrudnionych 60 pracownikow pochodzenia
zydowskiego. Do nich m.in. nalezeli: L. Andrzejewski, S. Arkuszewski, N.
Bajtner, F. Debski, J. Bengom, L. Bibrowska, Z. Bibrowski, K. Biernacki, J.
Burgin, M. Czarnota, A. Fejgin, B. Gabara, J. Gorecki, M. Gruda, T. Gutt, P.
Hoffman, M. Jekiel, J. Kole, J. Komar, J. Kowalski, A. Kostasznik, J.
Krakowski, J. Kratko, W. Kuber, W. Ley, M. Ludwikowski, St. Lukasik, R.
Mandel, W. Matwin, M. Mazur, M. Minor, Fr. Mroz, E. Ochab, Z. Okret, A.
Paczkowski, H. Palka, R. Razinski, J. Perkowski, J. Prusak, St. Rozanski, M.
Rybicki, J. Siedlecki, J. Sigalin, St. Sobczak, Wl.Stapor A. Stock, W.
Strasser,R. Stypula, A. Suchanek, L. Szybek, F. Swietlik, K. Swietlik, St.
Wancerz, K. Witaszewski, M. Wodnar, E. Zadrzynski i J. Ziolkowski.
Obiektem szczegolnego zainteresowania i duzej infiltracji Zydow staly sie
organa kadrowe rozrastajacego sie Wojska Polskiego. I tak: w lipcu 1946 r.
Szefem Departamentu Personalnego WP byl gen. bryg. Stanislaw Zawadzki scisle
powiazany porzez zone z tym narodem. Zastepcami Szefa Departamentu
Personalnego byli: plk Jakub Wachtel i plk Stefan Kuhl. Szefem Wydzialu I
tego Departamentu zajmujacego sie oficerami piechoty, sztabow i instytucji
byl pplk Julian Rotnicki; szefem Wydzialu Awansow i Odznaczen byl pplk Adam
Brandel; szefem Wydzialu VII zajmujacego sie powolywaniem oficerow do sluzby
wojskowej i zwolnien z tej sluzby, administracja rezerw oficerskich, obsada
kadrowa WKR i sprawami zwiazanymi z przyznawaniem emerytur - byl ppik Edward
Pfeffer; szefem Wydzialu Oficerow Kwatermistrzostwa byl pplk Mieczyslaw
Wodnar. Po sierpniowo-wrzesniowym plenum KC Partii 1948 r. do Departamentu
Personalnego WP przybyli nowi oficerowie pochodzenia zydowskiego, a takze
nastapily pewne zmiany na kluczowych stanowiskach w tej instytucji
umacniajace pozycje i wplywy oficerow narodowosci zydowskiej. Po
przeprowadzeniu wiosna 1950 r. reorganizacji Departamentu Kadr
pomimo -istniejacego szefa tego Departamentu plk. Turskiego i jego zastepcy
oficera radzieckiego plk. Kozucha, wyloniono 3-osobowa kierownicza ekipe
zydowskiego pochodzenia w osobach: plk. Ziemiana, plk. Mazura i plk.
Wojnara. Te, trojke cechowala wynioslosc, arogancja, a nawet brutalnosc,
przypisywanie sobie monopolu na madrose i nieomylnosc. W wyniku polityki
personalnej realizowanej przez oficerow pochodzenia zydowskiego zajmujacych
kierownicze stanowiska w Departamencie Kadr i terenowych organach kadrowych,
powazna czesc waznych stanowisk w dowodztwach okregow wojskowvch i rodzajow
Sil Zbrojnych, instytucjach centralnych MON, szefostwach rodzaju wojsk i
sluzb, byla obsadzona przez oficerow zydowskiego pochodzenia, w stosunku do
ktorych nie byly w zasadzie stosowane kryteria polityczno-moralne, ani
wymogi kwalifikacyjne. Jesli chodzi o obsade szefow Wydzialow Personalnych
okregow wojskowych, to przedstawiala sie, ona we wspomnianym okresie
nastepujaco: szefem Wydzialu Personalnego DOWI (Warszawa) byl pplk Jan
Wisniewski, pozniejszy kontradmiral, a po nim pplk Rosinski (Rosenberg);
szefem Wydzialu Personalnego DOW2 (Bydgoszcz) byl pplk Adolf Kolb; szefem
Wydzialu Personalnego DOW4 (Wroclaw) byl pplk Marian Mazur, a po nim mjr.
Roman Domanski (Rosenband); szefem Wydzialu Personahiego DOW5 (Krakow) byl
kpt. Bronislaw Lampel, a po rozformowaniu tego okregu objal on w maju 1952
r. takie samo stanowisko w DOW4. Szefem Wydzialu Personalnego DOW6 (Lodz)
byl pplk Henryk Ziemian (Zysman), a po rozwiazaniu tego okregu objal takie
samo stanowisko w DOW3 (Poznan); szefem Wydzialu Personalnego DOW7 (Lublin)
byl pplk Jan Dolanowski (Dollinger);szefem Wydzialu Personalnego w
Dowodztwie Wojsk Lotniczych byl pplk Leon Turski (Tannenbaum), a w Wojskach
Ochrony Pogranicza - pplk Michal Rudawski. W aparacie politycznym WP przez
wiele lat kluczowe stano- wiska sluzbowe obsadzone byly przez oficerow
zydowskiego pochodzenia. I tak: kolejno zmieniajacymi sie szefami Glownego
Zarzadu Politycznego WP byli: gen. Wiktor Grosz (Izaak Medres), gen.
Mieczystaw Wagrowski (Izaak Pustelman), gen. Swietlik, gen. Edward Ochab,
gen. Naszkowski, gen. Janusz Zarzycki (Neugebauer). Zastepcami szefa GZP WP
byli: gen. Malko i gen. Leszek Krzemien. Szefem Zarzadu Organizacyjnego GZP
WP byl plk Jekiel, ktory po zwolnieniu go do rezerwy objal stanowisko
zastepcy przewodniczacego Glownego Komitetu Kultury Fizycznej. Szefem
Zarzadu Propagandy GZP WP przez dlugi okres byl plk, a pozniej gen. Blum.
Ponadto w GZP WP pracowali: plk. Alster, plk Friedman, plk Szliferstejn, plk
Lider, plk Brones, plk Hubert, plk Jegier,plk Gradlewski (Goldberg), plk
Malczewski i inni. Analogiczna sytuacja istniala w Zarzadach Politycznych
okregow wojskowych i rodzajow Sil Zbrojnych, Wojskowej Akademii Politycznej
i Wojskowym Instytucie Historycznym. Interesujacym jest fakt, ze w celu
zatarcia sladow zydowskiego pochodzenia, na wniosek okreslonej grupy
oficerow owczesnego Departamentu Personalnego przeforsowano okoto 1947 r.
wydanie odpowiedniego aktu normatywnego upowazniajacego Ministra Obrony
Narodowej do przeprowadzania we wlasnym zakresie zmiany nazwisk oficerow.
Formalnosci z tym zwiazane zatatwial Departament Personalny WP opracowujac
odpowiednie rozkazy personalne. Sprawy takie byly zalatwiane bardzo
operatywnie. Z tej mozliwosci skorzystalo wielu oficerow narodowosci
zydowskiej. Zespol autorow organu teoretyczno-politycznego GZP WP "Nasza
Mysl" skladal sie z oficerow pochodzenia zydowskiego. W sklad tego zespolu
wchodzili: gen. Janusz Zarzycki, plk Leon Grosfeld, plk Henryk Werner, pplk
Dorian Plonski, Roman Werfel, mjr Wlodzimierz Brus, mjr Wlodzimierz Baczko,
mjr Julian Lider, pplk Zenon Welfeld, pplk Leon Sternik, mjr Zbigniew
Safian, plk Adam Bromberg i pplk Ignacy Blum. Czesc z nich posiadala
skompromitowana przeszloc jak np. mjr Safian, ktory w czasie okupacji
hitlerowskiej byl policjantem zydowskim w getcie.
Ludzie ci w swej dzialalnosci publicystycznej tendencyjnie pomniejszali role
ruchu oporu w kraju (AK, BCh, GL i AL), w sposob niezwykle uproszczony
oceniali kampanie wrzesniowa oraz wytwarzali sztucznie klimat podejrzliwosci
wobec oficerow polskich przebywajacych w kraju w czasie okupacji. Ich
artykuly staly sie wybitnie nihilistyczne wobec tradycji naszego narodu, a
nawet jego wkladu w druge wojne swiatowa. Natomiast reportaze St. Daleckiego
z Bliskiego Wschodu po 1948 r. gloryfikowaly walke organizacji
syjonistycznych w Palestynie. Byla nawet mowa o ich "misji cywilizacyjnej" w
tej czesci swiata. Walka zas krajow arabskich zdecydowanie okreslana byla
jako niesprawiedliwa.
Od 1950 roku czasopisma i prasa wojskowa opanowana w dalszym ciagu przez
ludzi zydowskiego pochodzenia z wyjatkowa pasja podjely problem tzw.
"odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego", a calosc wychowania politycznego
kadry i zolnierzy zostala sprowadzona do walki z owym odchyleniem. Pominieto
sprawe patriotycznego wychowania. W programach szkolenia ideowo-politycznego
niebywale wyeksponowano historie WKPB, programy zas historii Polski wyprane
z politycznego tla wekslowaly ja na tory historii gospodarczej. Historia
polskiego ruchu robotniczego pozbawiona faktow, a zwlaszcza nazwisk,
przerodzila sie w dociekania istoty bledow i wypaczen tego ruchu. W tego
rodzaju programach prym wiodla Wojskowa Akademia Polityczna, dla ktorej
starannie dobrano kadre wykladowcza w duzej czesci zydowskiego pochodzenia z
gen. Uzieblo, Plk. Hoffmanem, Plk. Piaseckim, Plk. Haliczem, Plk.
Pawlowskim, Plk. Pirko, Plk. Wachtlem, Plk. Ochockim, mjr. Lewandowskim,
Plk. Malczewskim, Plk. Grotem, Plk. Sokolowskim i mjr. Zillbersteinem. Na
szefow katedr powolywano nawet ludzi nie posiadajacych zadnego przygotowania
(m.in. kpt. Dworniaka), czy tez posiadajacych trudnosci w poslugiwaniu sie
jezykiem polskim (m.in. mjr Zillberstein). Zasadniczym kryterium
przydatnosci nie byla wiedza, ani umiejetnosci zawodowe lecz przynaleznosc
do narodowosci zydowskiej. Po wydarzeniach pazdziernikowych 1956 r. grupa
zydowskich dzialaczy zajmujaca eksponowane stanowiska w Wojsku i
odpowiedzialna za wypaczenia i bledy lat 1948-1956 postanowila zrzucic z
siebie odpowiedzialnosc i przedstawic sie jako ofiary kultu jednostki i
glowni rzecznicy odnowy. Wykorzystali do tego narade wyzszych dowodcow i
oficerow politycznych, ktora odbyla sie 27.10.1956 r. przy udziale Gomulki,
Spychalskiego, Zawadzkiego i Cyrankiewicza. Na tej naradzie specjalnie
przygotowani przez Bluma i Malczewskiego polemisci przypuscili ostry atak na
wojsko pod plaszczykiem troski o jego demokratyczne oblicze. Domagano sie
odwolania ludzi skompromitowanych z wojska, ale o jakich ludzi chodzi, tego
nie precyzowano. Chodzilo im bowiem o tych dowodcow i oficerow politycznych,
ktorzy zachowali rozwage i nie dali sie poniesc emocjom. Chodzilo im takze o
rozbicie zwartego kierownictwa wojskowego postulujac utworzenie Ministerstwa
Spraw Wojskowych i odrebnego stanowiska naczelnego dowodcy (plk
Mojsiejewicz). Postulowano zastapienie jednoosobowego dowodzenia dzialnoscia
rad wojskowych i rad wojennych na wzor chinski (gen. Frey-Bielecki).
Domagano sie takze otwartego pisania w prasie o sprawach wojskowych bez
cenzury. Podobne postulaty zglosili gen. Hubner i inni. Te rewizjonistyczne
tendencje spotkaly sie z krytyka kierownictwa partii i rzadu. Objecie przez
gen. Janusza Zarzyckiego (Neugebauera) stanowiska szefa GZP WP powaznie
wzmocnilo pozycje i wplywy zydowsko-rewizjonistycznej grupy w tej
instytucji. W sklad tej grupy wchodzili: Fryderyk Malczewski, Ignacy Blum,
Zygmunt Hofman, Michal Friedman, Stanislaw Nadzin, Miroslaw Nadelwicz, Jan
Zamoyski, Bronislaw Bednarz, Eugeniusz Kuszko i Piotr Borowy. Korzystajac z
opieki Zambrowskiego, Morawskiego i Ochaba grupa ta zaczela lansowac
wyraznie tendencje rewzjonistyczne. Ukazaly sie w pismiennictwie wojskowym
odpowiednie w tym duchu artykuly plk. J. Bluma, cykl artykulow Z. Baumana.
Publikowal sie tez W. Gornicki - juz znany wowczas jako syjonista i
rewizjonista.
Organ teoretyczny GZP WP "Wojsko Ludowe" i prasa wojskowa podjely tez nader
szkodliwa dyskusje o "bohaterszczyznie", ktora zapoczatkowal plk Janusz
Przymanowski piszac m.in.: ,Skonczmy z gloryfikacja bohaterstwa pustych rak!
" "Dosyc juz wyslawiania bohaterstwa, ktore bylo bezuzytecznym szalenstwem
lub nastepstwem glupoty czy balaganu". Podjeto takze walkae z urojonym przez
zydow rzekomo pleniacym sie wsrod Polakow antysemityzmem. Z inicjatywy szefa
GZP WP gen. Zarzyckiego wydano w marcu 1957 r. broszure poswiecona
antysemityzmowi w Polsce, w ktorej usilowano wykazac, ze Polska to kraj
zagorzalych antysemitow. Dla uzasadnienia tego domniemania przedrukowano
prace J. Marchlewskiego pt. Antysemityzm a robotnicy, szkic E. Orzeszkowej
pt. O Zydach i kwestii zydowskiej, esej J. Tuwima pt. My zydzi polscy oraz
paszkwilancki artykul z "Po prostu" pt. Gdy budza sie upiory piora J.
Ambroziewicza, E. Gonczarskiego i J. Olszewskiego. Na naradzie aktywu
partyjnego 27.05.1957 r. owczesny szef GZP WP gen. J. Zarzycki przestrzegal
oswiadczajac wprost: "poddaje sie w watpliwosc nasz sojusz ze Zwiazkiem
Radzieckim... Ten antyradziecki nurt wiaze sie czesto z antysemityzmem,
ktory jakkolwiek rzadko manifestuje sie otwarcie, wystepuje jednak w ukryciu
zazwyczaj pod postacia falszywych hitlerowskich niemal plotek". W latach
1957-1958 na lamach "Zolnierza Wolnosci" ukazywac sie zaczely alarmujace
artykuly i reportaze pietnujace ostre przejawy rzekomego polskiego
antysemityzmu.
G1owny Zarzad informacji WP od samego Poczatku swego istnienia obsadzony byl
przez oficerow zydowskiej narodowosci. I tak: szefami GZJ byli: plk Jan
Rutkowski, a po nim oslawiony ,,krwawy" Stefan Kuhl. Zastepcami szefa GZL
byli: plk Adam Gajewski, plk Eugeniusz Zadrzynski, plk Anatol Fejgin, plk
Antoni Skulbaczewski i plk Jerzy Dobrowolski. Obsade zarzadow i oddzialow
GZJ stanowili: Plk Ignacy Krzemien, plk Jerzy Szerszen, plk Wincenty
Klupitiski, pplk Eugeniusz Wyszkowski, pplk.Aleksander Synaj, pplk
Aleksander Andruszewicz, plk Neumian Lewandowski, pplk Stefan Sarnowski,
pplk Stefan Lewkowicz, mjr Jerzy Fonkiewicz, mjr Mateusz Frydman, pplk
Wincenty Klupinski, pplk Robert Knap, pplk Jozef Wargin-Slomenski, pplk
Andrzej Szydlowski, mjr Edward Umer, mjr Stanislawa Sowinska, plk Wladyslaw
Halbersztadt, pplk Anatol Leszczynski, plk Isser Rabinowicz. Podobnie
obsadzone byly kierownicze stanowiska w Zarzadach Informacii Okregow
Wojskowych. Po rozwiazaniu G1ownego Zarzadu Informacji, zostala powolana w
lutym 1957 r. Wojskowa Stulba Wewnetrzna. Zwolnieni z organow informacji
oficerowie zydowskiego pochodzenia odpowiedzialni za lamanie praworzadnosci,
bezprawie i terror, otrzymali eksponowane stanowiska w administracji
panstwowej,dyplomacji itd. Do nich m.in. nalezli: plk Stefan Kuhl, ow znany
,,krwawy" oprawca zostal mianowany wiceministrem, plk Ignacy Krzemien zostal
sekretarzem ambasady PRL w Sofii, plk Boleslaw Jelen zostat ambasadorem PRL
w Meksyku, plk Jerzy Dobrowolski zostal szefem Departamentu Kadr MON, plk
Jozef Maruszewicz i ppfk Madyslaw Godlewski zostali kierowniczymi
pracownikami w Orbisie, pplk Leopold Cetkin zostil pracownikiem misji
handlowej PRL w Moskwie; mjr Aleksander Mirecki i mjr Jerzy Zukowski zostali
zatrudnienie w dziennikarstwie. Natomiast wielu innych zwolnionych z
informacji oficerow narodowosci polskiej zostalo pozostawionych wtasnemu
losowi i z trudem uzyskiwali oni prace i srodki do dalszej egzystencji.
Szczegolne skoncentrowanie oficerow zydowskiego pochodzenia mialo miejsce w
instytucjach centralnych MON. I tak: w Sztabie Generalnym WP glownym
Inspektorem Techniki i Planowania byl w latach 1956-1967 gen. Marian
Graniewski, szefem Zarzadu Operacyjnego byl w latach 1954-1960 gen. Jan
Drzewiecki (Holzer), szefem Zarzadu II byl w latach 1946-1950 gen. Waclaw
Komar, szefem Zarzadu Organizacyinego byl w latach 1952-1954 plk Czeslaw
Berman, szefem Zarzadu Planowania Materialowego byl w latach 1952-1967 gen.
Edward Pfeffer, szefem Oddzialu Szyfrowego byl w latach 1946-1952 plk
Joachim Erlich, szefem Oddzialu Cenzury byl w latach 1953-1963 plk Tadeusz
Polanowski. Piastujac stanowisko Szefa Zarzadu II Sztabu Generalnego WP juz
od 1946 r. gen. bryg. Waclaw Komar rozpoczal intensywne angazowanie do pracy
w tym Zarzedzie osob pochodzenia zydowskiego, wsrod nich i takich, ktorzy
nie posiadali odpowiedniego wyksztalcenia i niezbednych kwalifikacji, a
nawet i takich, ktorzy nie mieli polskiego obywatelstwa. Pracownicy ci byli
bezposrednio sciagani z Palestyny, Francji, Wloch i roznych instytucji
krajowych. Tak zostali sciagnieci z Palestyny m.in. Bryn Trojan (Adler),
Gineberg, Botwinska i inni.
Obok szefa Zarzadu II gen. W, Komara, zydowskiej narodowosci byli dwaj
zastepcy szefa Zarzadu - plk Stanislaw Flato i plk Wladyslaw Leder. Szefem
Wydzialu Operacyjnego byl plk Stanislaw Bielski, szefem Wydzialu
Informacyjnego - plk Adam Brandel, szefem Wydzialu I - plk Michal Bron
(Bronstein), szefem Oddzialu III - plk Anatol Liberman, szefem Wydzialu
Finansow kpt. Marcin Sochaczewski. Ponadto pracowali tam dalsi oficerowie
tego samego pochodzenia jak plk Leon Herzog, plk Pawel Monat, plk Jan
Rochwerger, plk Maksymilian Sznapf, mjr Boleslaw Wlodynger, mjr Maksymilian
Berezowski i inni. Wszystkie wazniejsze stanowiska w podstawowych komorkach
Zarzadu II byly obsadzone przez pracownikow tej narodowoeci, a np. w sekcji
agenturalnej amerykanskiej na 9 pracownikow kadrowych 8 z nich bylo
zydowskiego pochodzenia wraz z szefem tej sekcji plk. Leonem Zagorskim.
Jezeli w latach 1945-1949 stanowiska w Misjach i Attachatach Wojskowych
obsadzone byly oficerami przedwojennymi (m.in. gen. Modelski, gen.
Kuropieska, gen. Mossor, plk Rozen-Zawadzki ' plk Krajewski. plk Bukowski i
inni), to po tym okresie stanowiska te obejmuja stopniowo oficerowie
zydowskiego pochodzenia w osobach: plk Tykocinski (Tykotyner), plk Herzog,
plk Monat, plk Bron, plk Hirszowicz, pplk Kornecki, pplk Kofler, pplk Czarny
i mjr Rochwerger. Aparat kadrowy pod przykryciem byl obsadzony przede
wszystkim przez osoby narodowoeci zydowskiej. I tak np. w latach 1948-1953 w
USA na 8 pracownikow pod przykryciem wszyscy byli zydowskiego pochodzenia
(Zagorski, Klon, Groniewicz, Krakowski, Maliszewski, Heliman, Welker,
Hamerlak). Podobnie przedstawiala sie sytuacja na terenie innych krajow.
Jedynie do pracy pomocniczej angazowano mlodych oficerow narodowosci
polskiej. Poczawszy od 1953 r. do pracy w attachatach wojskowych kierowani
byli oficerowie polscy, a tylko nieliczni pochodzenia zydowskiego jak np.
Monat do Waszyngtonu, a Bron do Jugoslawii. Do organizowania siatek
agenturalnych w roznych krajach poczawszy od 1948 r. wysylano pracownikow
wylacznie zydowskiego pochodzenia. m.in. zostali wystani: Trojan (Adler),
Lubiejski (Zygielman), Rajski (Rajgrodzki), Kot (Szterenzys), Zagorski
(Winter),Wolf, Hubner, Tykocinski (Tikotiner) i inni. Organizowali oni
siatki wywiadowcze w oparciu o koneksje rodzinne i srodowiska zydowskie.
Werbowali najczesciej osoby bezwartosciowe, skorumpowane, a w wielu
wypadkach wykazywali fikcyjne werbunki w celu uzasadnienia nadmiernych
wydatkow finansowych.
W Inspektoracie Szkolenia wazne stanowiska zajmowali tacy oficerowie
zydowskiego pochodzenia jak plk Szulczynski - Redaktor naczelny Przegladu
Wojsk Ladowych; plk Welfeld - p.o. szefa Zarzadu Szkolnictwa Wojskowego,
ktory kierowal caloksztaltem spraw organizacyjnych, programowych i
personalnych w tym Inspektoracie i plk Sadykiewicz z-ca szefa Zarzadu I. W
Akademii Sztabu Generalnego czolowe stanowisko zijmowali tacy oficerowie
narodowogci zydowskiej jak: plk Broch, plk Berman, plk Demner, plk
Bielawski, plk Makowski, plk Szlifersztejn i inni. W Biurze Studiow MON -
plk Heistein i plk Speizer. W aparacie kwatermistrzowskim dzieki Glownemu
Kwatermistrzowi WP gen. Komarowi i szefowi Wydzialu Kadr G1ownego
Kwatermistrzostwa pplk. Tatarynowiczowi znaczna czesc kierowniczych
stanowisk zajmowali oficerowie narodowoeci zydowskiej m.in.: plk Cukierman,
pplk Zawadzki, pplk Pakier, pplk Haliliski, pplk Malachowski i pplk Weis,
ktory w 1956 r. zdradzil Polske. Do osob, ktore byly specjalnie wyrozniane i
przewidywane do objecia eksponowanych stanowisk nalezeli: plk Herc
Antopolski, plk Henryk Flikielski, plk Henryk Ebensztejn, plk Jozef Guterman
i plk Henryk Cukierman. W pionie technicznym wojsk pancernych wazniejsze
stanowiska byly w latach 1950-1954 obsadzone przez oficerow zydowskiego
pochodzenia takich m.in. jak plk Rotowski (Rotholtz), plk Szulc, plk
Bochniewicz, plk Bergerson, plk Sztuhl, plk Krygier, plk Wohlmuth, plk
Magler i pplk Neuberg. Po odwolaniu plk Rotowskiego ze stanowiska szefa
Zarzadu Sluzby Techniczno Czolgowej, zgodnie z decyzja b. szefa Departamentu
Kadr MON gen. Fonkowicza, na powyzsze stanowisko zostat wyznaczony plk
Ludwik Szulc, mimo zgloszonych bardziej odpowiednich kandydatow. W wielu
przypadkach oficerowie narodowoeci zydowskiej zajmujacy odpowiedzialne
stanowiska w pionie technicznym tych wojsk nie posiadali nawet sredniego
wyksztalcenia, jednak zawsze oceniani byli przez kierownictwo stuzby jako
wybitni fachowcy. W sluzbie samochodowej MON jej kierownictwo w osobach: plk
Pawel Solski (Pinkus) w latach 1948-1950 i gen. Nowicki od 1952 r. w sposob
swiadomy i celowy obsadzali wazne stanowiska w tej sluzbie oficerami
narodowosci zydowskiej, czesto o niskich wartosciach fachowych i moralnych
jak np. b. plk Jozef Malagowski - zdegradowany za naduzycia i skazany na 6
lat wiezienia; plk Ukrainski, zdegradowany, porzucil zone i dzieci,
szczegolna opieka otaczal go szef sluzby gen. Nowicki; plk Bolestaw Badian
pelnil sluzbe do 1967 r. w pionie organizacyjno-mobilizacyjnym o
przecietnych wartosciach; pplk Rafal Lekach nie posiadal w ogole
wyksztalcenia i praktyki w sluzbie samochodowej; pplk Henryk Majsiak -
wyrzucony z informacii w 1967 r. zostal przyjety do sluzby samochodowej bez
jakichkolwiek kwalifikacji; pplk Tadeusz Sarzycki - zwolniony z wojska za
wroga dzialalnose w czasie okupacji. Po zabiegach gen. Nowickiego powtornie
powolany do sluzby wojskowej; pplk Szymon Gladysz - posiadal zaledwie 7 klas
szkoly powszechnej, wyjechal do Izraela w 1956 r. oraz plk Ignacy Rutkowski
z wyksztalceniem 6 klas szkoly powszechnej, byl naczelnym dyrektorem WZ Mot.
Zaciekly syjonista, wybieral sie do lzraela, lecz zmarl na zawal serca na
krotko przed planowanym wyjazdem.
Szczegolnie duze skupisko oficerow narodowosci zydowskiej bylo w sluzbie
zdrowia, a zwlaszcza w Departamencie Stuzby Zdrowia WP. Stalo sie tak dzieki
temu, ze przez wiele lat szefowal temu Departamentowi plk, a pozniej general
Leo Samet, ktory do 1958 r. nie posiadal dyplomu lekarza, aczkolwiek przez
caly czas swego szefowania tytulowat sie "doktorem". Jego nastepca gen.
Kowalski z pochodzenia rowniez Zyd, wyznaczony na to stanowisko po
pazdzierniku 1956 r. nie zrobil nic aby uzdrowic sytuacje kadrowa w
podleglej mu sluzbie. Powazna koncentracja pracownikow narodowoci zydowskiej
wystapila w Departamencie Sluzby Sprawiedliwoci, Najwyzszym Sadzie
Wojskowym, Naczelnej Prokuraturze Wojskowej oraz w sadach i prokuraturach
terenowych. Nie bylo takiego sadu ani prokuratury w wojsku, w ktorej
oficerowie zydowskiego pochodzenia nie piastowaliby kluczowych stanowisk. W
Departamencie Sluzby Sprawiedliwogci stanowiska szefa Departamentu, szefow
Wydzialow, Radcow i Inspektorow piastowali oficerowie tegoz pochodzenia w
osobach: Henryk Holder, Winawer, Mieczyslaw Halski, Jakub Lubowski (Chasze
Smen), Helena Wolinska, Borys Olomucki, Mieczyslaw Freudenhaym, Leopold
Kielski, Marian Malinowski, Arnold Rak, Franciszek Szelinski, Jan Zaborowski
i Ludwik Fals. W Najwyzszym Sadzie Wojskowym funkcje zastepcow Prezesa badz
sedziow NSW pelnili: Marian Muszkat, Oskar Karliner, Marcin Dancyg, Leo
Hohberg, Roman Rawicz (Vogel), Marian Rozenblit, Marian Berton, Jozef
Warecki. W Naczelnej Prokuraturze Wojskowej stanowiska zastepcow Naczelnego
Prokuratora, szefow Wydzialow i Prokuratorow pelnili: Henryk Podlaski,
Maksymilian Lityliski (Lifsches), Stanislaw Lex-Majewski, Marian Frenkel,
Mieczyslaw Bogucki, Feliks Aspis, Edward Gol, Witold Grodzinski, Adam
Masz,Jerzy Modlinger, Tadeusz Miernik, Mojzesz Ponarski, Zenon
Rychlik,Feliks Slonimski, Rubin Szweig, Wlodzimierz Winawer, Emil Ziegler i
Henryk Zelnik.
W terenowych prokuraturach i sadach wojskowych funkcje szefow badz zastepcow
szefow pelnili oficerowie tejze narodowosci m.in. tacy jak: Kazimierz Graf,
Arnold Zaleski (Zalkind), Adolf Brunicki, Marek Szauber, Stanislaw Sliwa,
Piotr Smolnicki, Jozef Fledman, Maks Auster, Jerzy Tranier, Jozef Rajch,
Filip Berski (Badner), Mieczyslaw Fajnsztajn, Antoni Mamrot, Eugeniusz
Landsberg, Jan Orlinski (Unterweiser), Jan Kant, Roman Bojko, Julian Wilf,
Edward Milewski, Juliusz Surozki, Ryszard Wierciech, Jozef Rajch i
Aleksander Warecki. Sposrod wymienionych wyemigrowali do Izraela: Marian
Muszkat, Jan Kant (prokurator Marynarki Wojennej w Gdyni), Ludwik Fels,
Marcin Dancyg, Edward Gol, Edward Milliblit, Eugeniusz Landsberg, Adolf
Brunicki, Michal Salpeter, Mieczyslaw Mirski i Andrzej Makowicz.
Na przelomie lat 40-50-tych oficerowie narodowosci zydowskiej zajmowali tez
sporo odpowiedzialnych stanowisk dowodczych w tym: dowodcow pulkow i dywizji
wprowadzanych w miejsce odkomnderowanych oficerow Armii Radzieckiej. Do nich
m.in. nalezeli: plk Szulczynski (Szulcyger) - dowodca pulku, plk Izydor
Helin - dowodca pulku czolgow, wyjatkowo nieudolny, o niskich wartosciach
etyczno-moralnych, ktory juz w 1948 r. napisal raport o wyjazd do Izraela,
co wcale mu nie przeszkadzalo w dalszym sprawowaniu swego stanowiska;
dowodcy dywizji i korpusow: plk Sadykiewicz, plk. Gross, plk. Lech, plk.
Heistein (szef sztabu korpusu), plk. Majtek, plk. Peste i plk. Garbowski
(Caber).
Dobor na studia w radzieckich akademiach wojskowych dokonywal sie u nas
rowniez pod okreslonym katem narodowosciowym. Spora czesc oficerow
kierowanych na te studia byla pochodzenia zydowskiego. Wsrod absolwentow
tych uczelni znalezli sie m.in. tacy oficerowie tego pochodzenia jak: plk.
Wisniewski (pozniejszy wiceadmiral), plk. Spajzer, plk. Drzewiecki (Holzer)
pozniejszy general, plk Frey-Bielecki (pozniejszy general), plk. Lach, plk.
Lapinski (pozniejszy general), plk. Grabowski i plk.Heinrich. Oficerowie
narodowosci zydowskiej nie wykazujacy wystar- czajacych wartosci umyslowych
lub nie widzacy realnych mozliwosci objecia odpowiednich eksponowanych
stanowisk w dotychczasowych ich pionach pracy, kierowani byli na kluczowe
stanowiska w departamentach i biurach wojskowych ministerstw i urzedow
centralnych. W 39 tego typu komorkach na kierowniczych stanowiskach bylo 40
oficerow pochodzenia zydowskiego, z tego 17 dyrektorow biur i departamentow.
Przez okolo 10 lat procesem szkolenia i wychowania wojskowego w
Ministerstwie Szkolnictwa Wyzszego jako Dyrektor Departamentu Wojskowego
kierowal plk. Bartkiewicz nie reprezentujacy soba zadnych wartosci
ideowo-moralnych. Dyrektorem Departamentu Wojskowego w Ministerstwie Zeglugi
byl plk. Horoszewicz, a w b. Ministerstwie Oswiaty - nadzor i opieke nad
realizacja programu przysposobienia obronnego mlodziezy w szkolach srednich
i technikach sprawowal plk. Woch.
W Ministerstwie Zdrowia i Opieki Spcaecznej dyrektorem Departamentu
Wojskowego przez ponad 10 lat byl plk. Wadlewski (Waldman). Podobnie byto z
obsada kierownikow utworzonych na poczatku 1950 r. wojskowych studiach przy
wyzszych uczelniach cywilnych. Kierownikiem takiego studium Uniwersytetu
Jagiellonskiego byl plk Cynkin skazany wyrokiem sadu za sprzedaz dyplomow, a
po nim na tymze Uniwersytecie - plk. Jozef Morzycki. Wieloletnim
kierownikiem Studium na Uniwersytecie Warszawskim byl plk Maksymilian
Sznepf. Wielu z pracownikow studium bylo skorumpowanych i skompromitowanych
na uprzednio zajmowanych stanowiskach. I tak np. plk Stanislaw Garder przed
objeciem funkcji kierownika Studium Wojskowego zamieszany byl w naduzycia
gospodarcze; plk Andrzej Liwocki obciazony byl odpowiedzialnoscia moralna za
falszowanie dokumentow w wyniku czego zostal usuniety ze stanowiska Szefa
Oddzialu Kadr SOW. Skompromitowani byli tez plk Helin, pplk Namedynski i
pplk Szeremeta.
Tolerowano na stanowiskach kierownikow Studiow Wojskowych ludzi, ktorzy nie
mieli zadnych predyspozycji fachowych badz ideowo-moralnych. Do takich m.in.
nalezeli: plk. Wiktor Szyszka z Politechniki Czestochowskiej, plk. Adam
Gloca z Uniwersytetu Wroclawskiego, plk. Piotr Pioro z Uniwersytetu
Lubelskiego, pplk Konrad Zywicki z Wyzszej Szkoly Wychowania Fizycznego w
Poznaniu, plk Klemens Nusbaum z Politechniki Warszawskiej maz
przewodniczacej Ligi Kobiet - Zawadeckiej. Dosc czesto przenoszono
skompromitowanych oficerow narodowosci zydowskiej z jednej do drugiej
uczelni jak mialo to miejsce m.in. z plk. Diduchem i pplk. Jurkowskim.
W mlodziezowej organizacji "Sluzba Polsce" powolanej w 1948 r.
skoncentrowala sie wiekszose oficerow i pracownikow narodowosci zydowskiej.
Zajmowali oni w tej organizacji kluczowe stanowiska. I tak: Komendantem
Glownym tej organizacji byli po sobie: plk. Edward Braniewski
(Brandsteter) - pozniejszy general i plk Aleksander Slaw. Szefem sztabu byl
do maja 1949 r. Otto Finski (Finkenstein), a od maja 1949 r. plk. Jerzy
Siodmak. Kwatermistrzem - plk Herc Antopolski, szefem Zarzedu Polityczno
Wychowawczego - mjr Michal Gorski, szefem Oddzialu Organizacyjnego sztabu -
mjr Henryk Uminski (Keff), szefem Oddzialu Propagandy Zarzadu Politycznego -
mjr M. Sawicki, szefem Wydzialu Wydawnictw - mjr Jozef Sliwinski
(Flaumanbaum) i szefem Wydzialu Prawnego - dr Jerzy Lecki.
Wielu z tych oficerow nie mialo nie tylko wlasciwego przygotowania
zawodowego, ale i czesto wartosci moralno-etycznych, co potwierdzaja
nastepujace fakty: plk Otto Finski, kosmopolita, wyksztalcony w Austrii i
Niemczech, matka na state mieszkala w Wiedniu; plk. Jerzy Siodmak - syn
krakowskiego kamienicznika nalezal do 1939 r. do syjonistycznej organizacji
"EI-Al "; mjr Henryk Uminski falszywie podawal w dokumentach, ze byl w KZMP.
Rodzinnie powiazany z konfidentem policji w polskim ruchu robotniczym, czego
nie ujawnil w dokumentach personalnych. Mjr Michat Gorski - aresztowany pod
zarzutem wspolpracy z okupantem (byl policjantem w getcie zydowskim), pplk
Henryk Nachsatz - bez zadnego przygotowania fachowego, w 1957 r. wyjechal do
Izraela; pplk Albert Galina - syn bogatego kusnierza warszawskiego o bardzo
niskim poziomie umyslowym, w 1958 r. wyjechal do Francji; pplk Leon
Blacharski - wrogo ustosunkowany do Polakow, w 1957 r. wyjechal do Izraela;
mjr Jozef Sliwinski - o niezwykle niskim poziomie umyslowym, nie potrafil
poprawnie mowic po polsku; pplk Dawid Lerner - syn zydowskiego kapitalisty,
nieprzyjaznie ustosunkowany do Polakow, kpt Samuel Lewin tyran swoich
podwladnych, zastrzelil oficera, za co nie poniosl zadnych konsekwencji.
Korpus Bezpieczeiistwa Wewnetrznego (KBW) byl przez srodowisko zydowskie
calkowicie opanowany. Dowodca KBW od 1946 r. byl gen. bryg. Konrad Swietlik,
nastepnie gen. bryg. Juliusz Hubner. Po 1956 r. przez okres pobytu gen.
Musia w rosyjskiej Akademii Sztabu Generalnego, obowiazki dowodcy KBW pelnil
gen. bryg. Waclaw Komar - dowodca Wojsk Wewnetrznych. Na stanowisku zastepcy
dowodcy KBW do spraw politycznych pozostawal plk Zdzislaw Bibrowski
(delegowany w 1954 r. do Komisji Kontroli i Nadzoru w Korei wraz z zona Anna
powolana specjalnie do sluzby czynnej, za naduzycia zwolnieni oboje z wojska
w 1956 r; po nim plk Puteczny przekazany po 1956 r. do MON. Szefem sztabu KB
byl plk Edward Koninski - syn fabrykanta, rzekomy dzialacz KZMP. Szefem
Oddzialu Mobilizacyjnego KBW byl plk. Kocubej - zwolniony w 1958 r.,
wyjechal do Izraela. Szefem Oddzialu Lacznosci byl plk Oskar Weiss.
Wieloletnim szefem Od- dzialu Personalnego KBW byl plk. Niewiadomski.
Stanowisko do- wodcy Artylerii i Broni Pancemej KBW piastowal przez wiele
lat (do 1964 r. ) plk. Leon Helfer, dowodca brygady byl plk Dymitr Pliskin -
nieudolny, nie umiejacy zyc z kolektywem. plk. Stanislaw Konar jako dowodca
brygady bez sredniego wyksztalcenia i wojskowego wyszkolenia, dopuscil sie
szeregu wykroczen. Plk Karol Glajcher jako dowodca pulku byl nieudolnym,
slabym organizatorem. Podobnymi cechami charakteryzowali sie: plk. Hanski b.
szef sztabu KBW, plk. Wasilkowski i plk. Dobrowolski - komendanci
Oficerskiej Szkoly KBW. Pplk Resiur jako szef sztabu 2 Brygady KBW wzial w
1957 r. udzial w mundurze w zebraniu gminy zydowskiej w Bialymstoku z okazji
przyjazdu przdstawiciela Zydow z Kanady. W 1958 r. zostal zwolniony ze
sluzby.
Rowniez Dowodztwo Wojsk Ochrony Pogranicza (WOP) stalo sie powaznym
skupiskiem oficerow i pracownikow cywilnych zydowskiego pochodzenia.
Zajmowali w nim kierownicze stanowiska tacy oficerowie jak: plk Roman
Grabowski, plk. Stefan Sobczak, plk Adam Broda, plk August Bernard, plk.
Aleksander Grylak, plk Oberhard, plk. Fuks, plk Tubak, pplk Jakub Margules,
plk Michal Rajewski, pplk Marek Tempel, pplk Tadeusz Korobkow, plk.
Stanislaw Banski i plk. Roman Wasilkowski.
W Ministerstwie Bezpieczetistwa Publicznego i jego organach terenowych
wszystkie kierownicze stanowiska obsadzone byly przez oficerow i pracownikow
cywilnych narodowogci zydowskiej. Jak wiadomo glownym zarzadca nad cala
bezpieka w Polsce byl Jakub Berman, czlonek Biura Politycznego Komitetu
Centralnego PZPR. To on patronowal okrutnym, wciaz udoskonalanym ubeckim
metodom znecania sie i mordowania polskich patriotow z AK i innych ugrupowan
politycznych. To on ponosi za to, co wyrabiali ubowscy oprawcy z polskimi
patriotami calkowita i niezmazalna wine.
Sekundowali mu w tej zbrodniczej dziaalnosci tacy wiceministrowie tego
resortu jak: gen. Roman Romkowski (Natan Grunspan - Kikiel), gen. Alster,
gen. Bukojemski, gen. Matejewski (Kugelschwanz) - gangster od przemytu zlota
i dukatow w MBP (fikcyjnie skazany na 5 lat, wyroku nie odsiedzial, zloto
zas zostalo podzielone miedzy takimi jak on "kolezkami"); gen. Milewski-
czolowy mafioso od przemytu i pozaprawnych zbrodni, szef afery "zelazo",
pozostal bezkamy; Mieczystaw Mietkowski (Moj- zesz Bobrowicki) - byly
policjant zydowski w gettcie; doradca Mi- nistra Bezpieki - plk Gajewski i
dyrektor gabinetu Ministra BP - Leon Andrzejewski (Lajb Wof Ajzen). W niczym
nie byli gorsi od nich dyrektorzy departamentow MBP: Jozef Rozanski (Josek
Goldberg) - dyrektor departamentu sledczego; plk Czaplicki - dyrektor
departamentu III nazywany ,,Akowerem" gdyz specjalizowal sie w znecaniu sie
nad Akowcami; plk. Galczewski - dyrektor departamentu IV; plk. Julia
Brustygier (Brustiger) - dyrektor departamentu V (politycznego) zwana
,krwawa "Luna"; plk. Duliasz - dyrektor departamentu VI; plk. Zabawski -
dyrektor departamentu VIII, do 1939 r. byl agentem NKWD na Polske; plk
Gorecki (Goldberg) - dyrektor departamentu IX; plk. Anatol Fejgin - dyrektor
departamentu X; plk. Orechwa - dyrektor departamentu Kadr MBP, plk. Stuczek
dyrektor departamentu Lacznogci i Podsluchu; plk. Grzybowski dyrektor
departamentu Ochrony rzadu MBP; plk. Kisielew - dyrektor departamentu
finansowego MBP; plk. Jozef Kratko - dyrektor departamentu szkolenia; plk.
Jarczewski - dyrektor departamentu, adwokat od prawa mojzeszowego i
PRL-owskiego; plk. Modecki - dyrektor departamentu, specjalista od "zlotego
Banku"; plk Kowalik - dyrektor departamentu , specjalista od ,Zlotego
Cielca" oraz grupa pozostalych dyrektorow departamentow w osobach: plk
Sienkiewicz (Lewi), plk Gangel, plk. Kalecki, Rubinsztejn, Sajewski,
Krupski, Drzewiecki, inz. Wolski, Siedlecki, Zabludowski, Burgin, Tyborski
ktory byl policjantem zydowskim w getcie oraz plk. Jozef Switalo (Izaak
Fleischfarb) - zastepca dyrektora departamentu X.
W Ministerstwie Bezpieczetistwa Publicznego byli zatrudnieni i tacy
pracownicy, ktorzy byli w czasie hitlerowskiej okupacji policjantami
zydowskimi w gettach. Do nich m.in. nalezeli: mjr Fegman, mjr. Trochimowicz,
kpt Branda, kpt Dabrowski, kpt Grunblat, por. Tron i por. Madalinska.
Racje ma Jerzy Robert Nowak, gdy w jednym ze swych artykulow zamieszczanych
na lamach "Slowa - Dziennik Katolicki" stwierdza, ze obsadzanie ogromnej
czesci kluczowych stanowisk w UB osobami zydo- wskiego pochodzenia nie
zwiazanych uczuciowo z polskoscia, polskim tradycjami narodowymi i
patriotyzmem, stawalo sie dla sterujacych w Polsce dygnitarzy sowieckich
najlepsza gwarancja bezwzglednoci w walce z polskimi patriotami.
To wlasnie sposrod pracownikow bezpieki, sedziow i prokuatorow narodowosci
zydowskiej rekrutowala sie szczegolnie duza liczba najbardziej zacieklych
"pogromcow" polskiego podziemia Akowskiego gotowych do konstruowania przeciw
niemu najbardziej absurdalnych oskarzen. Typowym pod tym wzgledem byl sedzia
Dawid Rozenfeld, ktory przy uzasadnieniu wyroku skazujacego agentke gestapo
odwazyl sie bezczelnie stwierdziec " oskarzona jest ofiara zbrodniczej
dzialalnosci kierownictwa AK, ktore, jak wiemy obecnie, wspolpracowalo z
gestapo, byto na uslugach gestapo i wraz z gestapo walczylo przeciw wiekszej
czesci narodu polskiego w jego walce o narodowe i spoleczne wyzwolenie".
Istnieje wiele swiadectw o wyjatkowo okrutnym zachowywaniu sie niektorych
czolowych funkcjonariuszy bezpiek:i zydowskiego pochodzenia poczawszy od
znienawidzonego Rozanskiego, ktorego specjalnogcia bylo przypalanie
papierosem ciala swych ofiar w trakcie ich przesluchiwania. Znany adwokat w
sprawach politycznych Aniela Steinberg opisywala, ze pewien maltretowany
mlody rabin rzucil w twarz Rozanskiemu, ktory go przesluchiwal w urzedzie
bezpieczeastwa: "Przez takich jak ty, beda w Polsce pogromy." Dla czolowych
zydowskich funkcjonariuszy w bezpiece niewiele liczyly sie nawet konkretne
zaslugi polskich patriotow w ratowaniu Zydow, np. aktywny udzial w
AK-owskiej Radzie Pomocy z:ydom (zegota). Jednego z najbardziej zasluzonych
dzialaczy tej Rady Wladystawa Bartoszewskiego, obecnego ministra spraw
zagranicznych RP trzymano w ubeckich wiezieniach az 7 lat. Niektorzy
uratowani przez Polakow Zydzi w szczegolny sposob splacali wobec nich swoj
dlug wdziecznosci mordujac ich z zimna krwia. Tak postapil m.in. Zyd Hirszek
we wsi Mikody, ktory za przechowanie go u mlynarza, uratowanie mu przezen
zycia, po wejsciu wojsk sowieckich w towarzystwie ubekow "splacil" swoj dlug
wdziecznogci zastrzeleniem 8 mlynarzy.
Mimo niezaprzeczalnych faktow zdominowania przez Zydow polskiej bezpieki i
ich zbrodniczego postepowania wobec polskich patriotow, znalezli sie
tendencyjni autorzy zydowskiego pochodzenia, ktorzy od lat usiluja podwazac
fakt, ze polska bezpieka byla zdominowana przez Zydow, wybielac ubeckich
dreczycieli i mordercow oraz wzmagac absurdalne oskarzkenia przeciwko
Polakom, usilujac obciazyc ich wspolodpowiedzialnoscia za los Zydow w
okresie hitlerowskiej okupacji na terenie Polski, aby zmniejszyc
odpowiedzialnosc Niemcow, ktorzy za to sowicie Izraelowi zaplacili (ponad
~90 miliardow marek). Do grona tych autorow m.in. naleza: Krystyna Kersten,
Alina Grabowska, S. Blumsztajn, H. Grynberg i inni.
Krystyna Kersten na lamach swej klamliwej ksiazki pt. Polacy.Zydzi. Komunizm
wydanej w 1992 r. w Warszawie, usiluje wykazac, ze wcale nie bylo dominacji
Zydow w sluzbie polskiej bezpieki gdyz stanowili oni w listopadzie 1945 r.
tylko 438 sposrod 25,6 tysiecy pracownikow, co stanowilo zaledwie 1,7% ogolu
zatrudnionych. Kersten dyskretnie pomija fakt, iz przytoczone przez nia
dane, gdyby byly nawet prawdziwe, nie moga sluzyc do uogolnien, gdyz - jak
slusznie zauwaza Jerzy Robert Nowak - liczba Zydow w UB stale wzrastala w
nastepnych latach. Istotna przy tym rzecza jest to, ze nie chodzi tu o
tysiace szeregowych pracownikow UB, ale o "wierchuszke" urzedow
bezpieczenstwa i samego Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego, a te
stanowili w przygniatajacej wiekszosci pracownicy zydowskiego pochodzenia.
Fakt ten zmuszona byla przyznac nawet tak znana tropicielka polskiego
"antysemityzmu" Alina Grabowska piszac na lamach paryskiej "Kultury" w
grudniu 1969 r., iz "W pierwszych latach powojennych (a nawet i pozniej)
znakomita - niestety - wiekszosc pracownikow UB stanowili Zydzi". Andrzej
Wroblewski krytyk teatralny zydowskiego pochodzenia na lamach swej ksiazki -
Byc Zydem- z oburzeniem pisal o tych Zydach "..ktorzy sluzyli w UB, byli
sedziami czy prokuratorami z rekami umazanymi po lokcie we krwi."
Znany z bezkompromisowosci w walce o prawdziwal demokratyzacje w Polsce
pisarz Jerzy Narbutt na walnym zebraniu ZLP w grudniu 1980 r. mowil z
gorycza o rzece "krwi polskiej wylanej w stalinowskim okresie na
Rakowieckiej, w Rawiczu i Wronkach przez tych Zydow, ktorzy con amore
wlaczyli sie w struktury stalinizmu." Stanislaw Krajewski (Abel Kainer) na
lamach podziemnej KOR-owskiej "Krytyki"' z 1983 r. przyznawal, ze "Istotnie
powazna czesc kierowniczych stanowisk w MBP za czasow Bieruta zajmowali
Zydzi, czy ludzie pochodzenia zydowskiego. Jest to fakt, ktorego nie wolno
pomijac, fakt malo znany na Zachodzie niechetnie wspominany przez Zydow w
Polsce."
Znamienne jest i to, ze to on - Stanislaw Krajewski na miedzynarodowej
konferencji w 1994 r. jako wspolprzewodniczacy Polskiej Rady Chrzescijan i
Zydow zdobyl sie na publiczne przyznanie: ,,Czuje sie zawstydzony z powodu
przestepstw popelnionych przez zydowskich komunistow". Znany i ceniony
katolicki intelektualista ojciec Jozef Maria Bochenski z oburzeniem pisal do
paryskiej "Kultury" o antypolskiej nagonce prowadzonej przez licznych Zydow
zarowno w kraju jak i poza jego granicami. Zdaniem ojca Bochenskiego
"...jesli z reki pewnych Polakow zgineto w XX wieku pare tuzinow Zydow, to
znacznie wiecej Polakow zostalo po 1945 r. zamordowanych przez pewnych
Zydow. Jak wiadomo wladza lezala w duzej mierze w ich rekach po zajeciu
Polski przez wojska sowieckie, a w szczegolnosci pewni Zydzi kierowali
policja bezpieczenstwa. Otoz ta wladza i ta policja jest odpowiedziala za
mord bardzo wielu sposrod najlepszych Polakow.. Polacy maja, moim zdaniem,
znacznie wieksze prawo mowic o pogromach Polakow przez Zydow niz Zydzi o
pogromach polskich."
Gen. August Emil Fieldorf pseudonim "Nil", zolnierz Legionow Polskich,
dowodca 51 pp. Strzelcow Kresowych w kampanii wrzesniowej, komendant
"Kedywu" KG AK, komendant organizacji Niepodleglosc "Nie", po wojnie wiezien
lagrow sovieckich, po powrocie do kraju oskarzony przez zydowskie UB o
wspolprace z Niemcami, wieziony razem z niemieckim generalem SS
Sporenbergiem i plk. Wenzlem. Skazany na kare smierci za odmowe wspolpracy i
wydania polecenia aby jego podkomendni wykonywali polecenia zydowskich
mordercow z UB. Oskarzycielem byl zydowski prokurator Beniamin Wajbloch,
przewodniczcym skladu sedziowskiego byla Gurkowska. Po rozprawie rewizyjnej
w Sadzie Najwyzszym ktoremu przewodzil Zyd dr. Mertz wyrok smierci
utrzymano, general Fieldorf zostal stracony strzalem w tyl glowy 24 lutego
1953 w piwnicach zydowskiej katowni na Mokotowie.
Ofiarami zydowskich sedziow, prokuratorow , prezesow sadow i prokuratorow
wojskowych padlo wielu przedwojennych oficerow Wojska Polskiego, ktorzy po
decyzji powrotu do kraju byli oskarzani o szpiegostwo, torturowani w celu
wymuszenia przyznania sie do winy i skazywani na smierc. Tylko kilka
przykladow z ksiazki Jerzego Pokosinskiego "Victis hones"
Pplk. Zdzislaw Barbasiewicz celujaco ukonczyl Szkole Podchorazych w Ostrowi
Mazowieckiej, we Wrzesniu 1939 walczyl w 95 pp 39 DP pod Deblinem,
Krasnymstawem, Czesnikami, Suchowola i Krasnobrodem. Za walki pod czesnikami
otrzymal Krzyz Walecznych, inne odznaczenia to: Order Odrodzenia Polski,
Zloty Krzyz Zaslugi, Virtuti Militari, Krzyz Partyzancki. Aresztowany i
troturowany w kwietniu 1950, skazany na smierc 29.X.1951 przez Zydow pplk
Feliksa Aspis i mjr. Karczmarza.
Mjr. Zefrin Machalla absolwent Szkoly Podchorazych w Komorowie. Po klesce
wrzesniowej zatrzymany przez sovietow podczas proby przekroczenia granicy w
okolicach Stanislawowa. Zeslany do katorzniczej pracy w lagrze, a potem z
armia gen. Andersa walczy na zachodzie.
Powraca do kraju i sluzy w Oddziale II Sztabu Generalnego. W kwietniu 1950
usuniety z wojska, aresztowany i torturowany przez Zyda plk.Kochana.
Oskarzycielem byl Zyd plk. Frenkiel, sklad sedziowski to Zydzi pplk. Aspis,
mjr.Karczmarz i ppor. Stefan Szechter brat Adama Michnika. Stracony 10.I.
1952 roku
Plk. pilot Bernard Adamiecki, przedwojenny wykladowca Wyzszej Szkoly
Lotniczej, sluzyl w silach powietrznych Armii Modlin. W 1940 nawiazuje
kontakt z komendantem ZWZ "Grotem" Roweckim. Uczestniczyl w przezutach
polskich lotnikow na zachod, w Powstaniu Warszawskim po ktorym dostaje sie
do niewoli. Po wojnie w wojsku, aresztowany 21.X.1950 przesluchujacycm byl
juz wymieniony Zyd plk Amons, oskarzycielem byl zyd kpt.Lindauer, sadzony w
procesie zbiorowym z innymi polskimi oficerami. Skaldowi mordercow
przewodniczyl Zyd plk. Parzecki, tym razem oskarycielem byl ten sam plk.
Amons. Plk.Adamicki rozstrzelany zostal 7.VIII. 1952 w wiezieniu
mokotowskim.
Plk.dypl. Jozef Ryngraw uczestnik wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku.
Wykladowca w Centrum Wyszkolenia Artylerii, potem w Oddziale III Sztabu
Generalnego, w czerwcu 1940 szef Wyszkolenia Bojowego w Inspektoriacie
Polskich Sil Powietrznych w Londynie, pod koniec 1946 powrocil do kraju.
usuniety z wojska w styczniu 1950, w lipcu 1950 aresztowany isadzany w
procesie w tym samym procesie zbiorowym co w/w plk .Adamicki. Rozstrzelany 7
.VIII. 1950 w wiezieniu mokotowskim.
Plk. pilot August Menczak przed wojna zawodowy wojskowy, w drugiej wojnie
nie uczestniczyl ze powodu zdrowia. Po wojnie powolany do sluzby w sztabie
Kwatermistrzostwa Wojsko Lotniczych, w kwietniu 1951 aresztowany,
torturowany przez Zydow kpt.Urbaniak, kpt.Kulak, sadzony przez Zyda
plk.Parzeckiego, oskarzony przez zyda plk.Amonsa. Zamordowany 7.VI. 1952
roku.
Pplk dyplomowany Stanislaw Michowski. Cala rodzina Michowskich przeszla
przez oswiecim, tylko on przedwojenny pilot i wykladowca w Centrum
Wyszkolenia Oficerow Lotnictwa, zdolal przedostac sie na zachod, gdzie latal
w eskadrach bombowych. jego dywizjon wykonal 587 lotow bojowych. Do kraju
powrocil w maju 1947 r. obejmujac odpowiedzialne funkcje w lotnictwie.
Aresztowany i poddany torturom w celu wymuszenia falszywych zeznan,
oskarzany na procesie przez Zyda pplk. Julisza Krupskiego, rozstrzelany
7.VII. 1952 roku.
Pplk. nawig. Wladyslaw Minkowski, pilot bombowy w czasie wojny. Po powrocie
do kraju specjalista od fotografii lotniczej, byl dowodca w Eskadrze
Aerofotograficznej. aresztowany i sadzony na polecenie Zyda pplk. Nauma
Lewandowskiego, sokarzycielam byl pplk.Amons a sedzia plk.Parzecki obaj
Zydzi. Skazany na kare smierci i zamordowany 13.V. 1952 roku.
Plk. pilot Szczepan Scibior komendant Oficerskiej Szkoly Lotniczej w
Deblinie, wspanialy pilot 305 Dywizjonu Bombowego Ziemi Wielkopolskiej,
kawaler Virtuti Militari V klasy i Krzyza Walecznych. Aresztowany i
torturowany przez tych samych Zydow Urbaniaka i Kulaka, oskarzany przez
Zydow Amonsa i Lindauera, skazany jak wszyscy polscy oficerowie za
"nikczemna zdrade ojczyzny" na kare smierci przez Zyda plk.Parzeckiego.
Zamordowany 7.VII.1951 w wiezieniu mokotowskim.
Kmdr Zbigniew Przybyszewski od pazdziernika 1938 roku byl dowodca 31 baterii
na Helu. Bral udzial w bitwie o Hel, broniac sie skutecznie az do
2pazdziernika 1939. Pobyt w oflagu, powraca do kraju i obejmuje liczne
funkcje w marynarce wojennej. Aresztowany we wrzesniu 1950 torturowany w
celu przyznania siedo winy, skazany na kare smierci przez Zyda plk.
Parzeckiego 21.VII.1952. Zamordowany 16.XII. 1952 w zydowskiej katowni na
Mokotowie.
Kmdr Stanislaw Artur Mieszkowski aresztowany w pazdzierniku 1950 jako
dowodca Floty Wojennej, torturowany i meczony przez dwa lata przez Zydow
kpt. Sterna, por. Turczynskiego, kpt. Kulika i ppor. Gieca. W zeznaniach z
przesluchaniu odonotowano nastepujaca wypowiedz torturowanego
kmdr.Mieszkowskiego " Wy sie zajmujecie prowokatorstwem, to jest wasz zawod
! jestescie mordercami w imie waszej racji. Jestescie bez czci i wiary ze
skory obdarci, padlina zyjacy tatarzy !" Na procesie oskarzal Zyd Leonard
Azarkiewicz, skazany na kare smierci i zamordowany 16.XII.1952 r. w
wiezieniu mokotowskim.
Kmdr.Jerzy Stankiewicz absolwent Szkoly Podchorazych Piechoty w warszawie i
Oficerskiej Szkoly marynarki Wojennej w Toruniu. W 1937 szef Wydzialu Mob.
Dowodztwa Floty, ogromnie zasluzony w obronie Wybrzeza, po kapitulacji
2.X.1939 przez piec lat przebywa w oflagach. Do sluzby czynnej powrocil w
lutym 1945, a juz w 1949 zostaje szefem Wydzialu Marynarki Wojennej Sztabu
Generalnego. Aresztowany 10.XII.1951 r. oskarzony przez Zyda Leonarda
Azarkiewicza skazany na smierc przez Zyda plk.Parzeckiego, zamordowany
10.XII.1952r.
Pplk. Marian Orlik absolwent szkoly Podchorazych Piechoty w Ostrowi
Mazowieckiej. Do niewoili niemieckiej dostal sie 5.X.1939, wieziony w oflagu
do konca wojny. Po powrocie do kraju powrocil do sluzby wojskowej, zamierzal
podjac studia w akademii Sztabu Generalnego, uznany w raporcie GZI uznany
antysemita za redagowanie listu do marszalka Zymirskiego w sprawie usuniecia
ze sztabu dwoch oficerow narodowosci zydowskiej. W maju dwaj Zydzi szefowie
GZI - Wozniesienski i Skulbaszewski podpisali nakaz aresztowania.
Oskarzycielem byl jedyny w tym towarzystwie Polak ze wsi kolo Przasnysza
mjr. Stanislaw Banaszek. Skazany na kare smierci przez Zydow pplk.
Krupskiego, plk. Krasuckiego i mjr. Wnorowskiego.
Pplk.Aleksander Kita absolwent szkoly Podchorazych Piechoty w Ostrowi
Mazowieckiej, uczestnik kampanii wrzesniowej w Armii "Prusy", wojne spedza w
niemieckich oflagach. Po wojnie wraca do kraju, przygotowuje sie do studiow
w Akademii Sztabu Generalnego, awansuje do stopnia pulkownika. Aresztowany
23.V.1952 r. przez trzy tygodnie maltretowany w celu wymuszenia przyznania
sie do winy, sadzony we wspolnym procesie z wczesniej wymienionymi plk.
Glowackim, pplk. Orlikiem przez Zyda pplk. Julisza Krupskiego. Zamordowany
3.XII.1952 r.
Por. mar. Zdzislaw Ficek obronca Helu, wieziony razem z dowodcami floty w
forcie Spitzberg, gdzie zostaje awansowany przez gen.Unruga do stopnia
bosmana, po wojnie zweryfikowany do stopnia porucznika. Aresztowany
7.VIII.1951 i poddany torturom. Oskarzycielem byl Zyd mjr. Rilkin, sadzili
Zydzi pplk. Szerszen i szef prokuratury Marynarki Wojennej Leonard
Azarkiewicz. Apelacja do Sadu Najwyzszego zostala odrzucona przez zydow
pplk. Beniamin Karpinski, Krasuski i Mioduski. Zamordowany strzalem w tyl
glowy 2.XII.1952 r.
plk.dypl. Mieczyslaw Oborski po podchorazowce ukonczyl Wyzsza Szkole
Wojenna, po przekroczeniu granicy w 1939 otrzymal przydzial do II Dywizji
strzelcow Pieszych, internowanej potem w Szwajcarii, przerzuceni do Anglii
weszli w sklad IV Dywizji Grenadierow, po wojnie wraca do kraju. Aresztowany
12.V.1952 sledztwo prowadzi Zyd plk. Wladyslaw Kochan Oskarzal jedyny Polak
Banaszak, sadzil Zyd pplk.Krupski. Apelacja zostala odrzucona a plk. Oborski
zamordowany zaraz po odczytaniu mu wyniku apelacji. Jak wszyscy inni zostal
pogrzebany w bezimiennej mogile Cmentarza Komunalnego na Powazkach.
Pplk.pilot Roman Rypson oficer Pulku Ulanow Krechowieckich, absolwent
Oficerskiej Szkoly Lotnictwa, po wybuchu wojny dowodca eskadry
obserwacyjnej, dwukrotnie unikal niewoli niemieckiej. Po powrocie do kraju
zostaje wykladowca pulku lotniczego w Radomiu i szkoly lotniczej w Deblinie.
W 1950 szef Wydzialu Planowania Dowodztwa Wojsk Lotniczych. Aresztowany,
torturowany i sadzony 15.X.1952 przez Zyda pplk. Krupskiego, skazany na kare
smierci i zamordowany 28.IV.1953 r.
Pplk. Zygmund Sokolowski wykladowca taktyki lotnictwa mysliwskiego po zdaniu
egzaminow wstepnych do Wyzszej Szkoly Wojennej wybucha wojna, przez Francje
dociera do Anglii gdzie wchodzi w sklad dywizjonu lotniczego 304. Po
powrocie do kraju aresztowany 21.V. 1952 roku, torturowany w czasie sledztwa
przez Zyda plk. Kochana, sadzony przez Zyda pplk. Krupskiego i skazany na
kare smierci. Zamordowany 29.VIII.1953 roku.
Mjr. Beno Zerbst oficer zwiadowczy artylerii II Korpusu pod Monte Casino, po
wojnie oficer Sztabu Generalnego wyrok smierci wydal ten sam Zyd
pplk.Krupski. Zamordowany 21.VIII.1952 w wiezieniu mokotowskim.
Plk.Feliks Michalowski we wrzesniu 1939 bral udzial w walce o Warszawe,
trzykrotnie awansowany az do stopnia podpulkownika, uznawany za oficera
blyskotliwej inteligencji. W 1952 roku po szykanach pisze raport o
zwolnienie ze sluzby z powodu traktowania jego i rodziny jako
niepelnoprawnych czlonkow spoleczenstwa. Aresztowany 21.X.1952 r. i poddany
torturom przez 22 dni. W styczniu sadzony przez tych samych Zydow Krasucki,
Karczmarz i skazany na kare smierci. Zamordowany 26.V.1953 r.
Plk.Aleksander Rode we wrzesniu wlaczyl w skladzie Armii "Krakow" , dostaje
sie do niemieckiej niewoli. Po wojnie sluzy w Centrum Wyszkolenia Broni
Pancernej w Modlinie. W kwietniu 1949 jest szefem sztabu i Korpusu
Pancernego, potem inspektorem broni pancernej w Glownym Inspektoracie
Wyszkolenia Bojowego. Aresztowany, torturowany i zamordowany 26.V.1953.
Wszyscy zamordowani przez zydowskie UB oficerowie byli grzebani bezimiennie
a zwlok nigdy nie wydawano rodzinom. Po 1956 Zyd Marian Rybicki w roli
prokuratora Generalnego PRL wreczyl wdowom i sierotom po wszystkich
zamordowanych przez Zydow polskich zolnierzach i oficerach akty
uniewaznienia wydanych na nich wyrokow.
Glowni sprawcy morderstw na dziesiatkach polskich oficerow to Zydzi: Amons,
Skulbaczewski, Wozniesinski, Aspis, Azarkiewicz, Drochomirecki, Feldman,
Frenkiel, Graff, Hochberg, Karczmarz, Karliner, Karpinski, Ligeza, Litynski,
Szechter, Milcyn, Swiatkowski, Widaj, Wizelberg, Wnorowski, Wolinska, Mertz.
to oni wszyscy sa na psp???
stary ty idz sie leczyc !!!
czesc z nich juz nie zyje!!!
ty bracie jakis schizofrenik !!
> Gen. August Emil Fieldorf pseudonim "Nil", zolnierz Legionow Polskich,
co ty za bzdury wypisujesz to NIL
byl zbrodniarzem?
no wiec prawidlowo ;)
Pizzer
Przywódca drugiego ugrupowania, Jakub Berman, obywatel sowiecki, zostal
ukryty na drugoplanowej pozycji podsekretarza stanu Ministerstwa Spraw
Zagranicznych, a pózniej w Biurze KC, z którego sprawowal kontrole nad
wszystkimi organami rzadu. Posiadal bezposrednia linie telefoniczna na Kreml
i do samego Stalina. Z telefonu skorzystal kiedys, po godzinach pracy,
William Tonesk, Amerykanin polskiego pochodzenia, który opisal to wydarzenie
w wywiadzie opublikowanym przez New York Polish Daily 9 czerwca 1987 roku.
Glównym instrumentem wladzy Bermana byla pelna kontrola nad Ministerstwem
Bezpieczenstwa Publicznego, które zaczelo - zgodnie z poleceniem Stalina -
likwidacje wszystkich osrodków mozliwej opozycji, czesto po prostu mordujac
osoby podejrzane o poglady niepodleglosciowe, szczególnie bylych czlonków
Armii Krajowej, która w czasie okupacji walczyla z Niemcami.
W czasie kampanii wyborczej poprzedzajacej wybory 19 stycznia 1947 roku,
agenci policji politycznej, nazywanej "Bezpieka", zabili 118 aktywistów
niezaleznych partii, Polskiej Partii Socjalistycznej i Stronnictwa Ludowego.
Lista ich nazwisk zostala opublikowana w ksiazce Stefana Korbonskiego W imie
Kremla. Nazwiska zamordowanych przez policje polityczna dziesieciu
pozostalych czlonków Stronnictwa Ludowego i czterech Polskiej Partii
Socjalistycznej, podaly Zeszyty paryskiej Kultury.
Stosunki miedzy Bermanem i Stalinem opisane sa w wywiadzie, którego udzielil
on Teresie Toranskiej, opublikowanym w jej ksiazce Oni. Opisuje ona wystawne
przyjecia dla waskiego grona znajomych odbywajace sie w daczy Stalina,
zaczynajace sie o 22.00 i trwajace az do switu. Na jednym z takich przyjec,
z reguly nie bylo zadnych kobiet, Berman tanczyl walca z Molotowem, a Stalin
nastawial gramofon i zmienial plyty.
Kariera Bermana skonczyla sie w roku 1957, gdy zostal wyrzucony przez tajna
policje Bezpieki z "Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej" (która
faktycznie byla partia komunistyczna) za "powazne naruszenie prawa".
"Naruszeniem prawa" nazwano aresztowania oparte na falszywych oskarzeniach,
torturowanie wiezniów i zamordowanie tysiecy ludzi.
Na poczatku swoich rzadów Berman zebral wokól siebie grupe dygnitarzy,
samych Zydów. Byli to:
1. General Roman Romkowski (Natan Grunsapau-Kikiel) zostal wiceministrem
Urzedu Bezpieczenstwa Panstwa. Byl czlonkiem nielegalnej Organizacji Mlodych
Komunistów i przeszedl szkolenie w Kominternie "Szkola Lenina". Jako
wiceminister Urzedu Bezpieczenstwa, konfident Bermana nadzorowal
departamenty: sledczy, szkolenia i inwigilacji. Zarzadzal równiez tajnym
skarbcem Politbiura, kontrolowanym przez Jakuba Bermana, Hilarego Minca i
Boleslawa Bieruta, zrusyfikowanego Polaka popieranego przez Stalina. Bierut
sluzyl przez wiele lat jako miedzynarodowy agent Kominternu.
Jedynie Romkowski mial dostep do trzech olbrzymich sejfów, które zawieraly
miliony dolarów w gotówce, sztabki zlota i diamenty. Romkowski czesto
osobiscie przesluchiwal wiezniów, miedzy innymi Stefana Korbonskiego.
Aktywnie wlaczyl sie w sfalszowanie wyborów z 19 stycznia 1947 roku i
prowadzil dochodzenie w sprawie Wladyslaw Gomulki, o którym bedzie mowa
pózniej. Wyslany do Budapesztu w zwiazku ze sprawa Laszlo Rayka i do Pragi w
sprawie Slansky'ego. Obaj ci przywódcy komunistyczni zostali straceni za
rzekome odejscie od linii Partii. Po dojsciu Gomulki do wladzy, Romkowski
zostal 5 kwietnia 1955 roku usuniety z partii komunistycznej, aresztowany i
skazany na 15 lat wiezienia za "naruszenia" w Ministerstwie Bezpieczenstwa
Publicznego.
2. General Juliusz Hibner, urodzony jako Dawid Schwartz, byl komunista,
który bral udzial w Wojnie Domowej w Hiszpanii w latach 1936-1938. Byl tam
prawa reka ministra Bezpieczenstwa Panstwowego, dowódca Przygranicznych
Korpusów Obrony i Korpusów Bezpieczenstwa Wewnetrznego. W latach 1951-1956
byl dowódca panstwowych sil zbrojnych, a w latach 1956-1960, wiceministrem
Spraw Wewnetrznych.
3. Luna Brystygier byla dyrektorka piatego departamentu Ministerstwa
Bezpieczenstwa Publicznego. Józef Swiatlo (Licht), pulkownik policji
bezpieczenstwa, który uciekl do Stanów Zjednoczonych 5 stycznia 1953 roku,
tak pisze o Brystygier:
Do oficjalnych zadan jej departamentu nalezalo przesladowanie zagranicznych
i niesowieckich wplywów w polskich partiach politycznych, poza sama partia
komunistyczna, w handlu i organizacjach mlodziezowych. Luna Brystygier jest
szczególna postacia. Ma powyzej piecdziesieciu lat, czas jej nie sluzy, jako
ze miala burzliwy zyciorys.
Kariere rozpoczela we Lwowie, w momencie wstapienia do armii sowieckiej w
1939 roku. Jako byla zona dra Natana Brystygiera, przedwojennego dzialacza
syjonistycznego, Luna posiadala wszystkie potrzebne kontakty i powiazania.
Natychmiast po wejsciu Armii Czerwonej do Lwowa w 1939 roku, Brystygier
zaczela donosic na taka skale, ze zrazila do siebie nawet niektórych
czlonków partii komunistycznej. To byl poczatek jej nienawisci z
pulkownikiem Rózanskim, obecnie dyrektorem departamentu sledczego policji
politycznej Bezpieki. W tym samym czasie ona, Rózanski i Borejsza, jego
brat, przescigali sie w denuncjacjach do NKWD (obecnie KGB). W tej
dziedzinie toczyla sie miedzy nimi ostra rywalizacja. Aby okazac sie
najlepsza, Brystygier napisala do NKWD raport, oskarzajac Rózanskiego o
przynaleznosc do rodziny syjonistów. Prawda bylo, ze jego ojciec, dr
Goldberg, przed wojna byl wydawca syjonistycznego pisma "Haynt". Rózanski
wiedzial o tym raporcie i odpowiedzial na niego, skarzac sie: "Pomyslcie
tylko, towarzyszu, ze... doniosla na mnie! Ale towarzyszka Luna zapomniala,
ze moja kariera w NKWD jest dluzsza niz jej." Rózanski rzeczywiscie mial
duze zaslugi dla NKWD i dlatego pozostal na swoim stanowisku.
Po wejsciu Armii Czerwonej do Lwowa, Brystygier prowadzila dzialalnosc
informatora, organizujac tak zwany Komitet dla Wiezniów Politycznych.
Komitet mial na celu wylapanie dla NKWD niepoprawnych politycznie czlonków
partii. W ten sposób Brystygier wykonczyla niektórych towarzyszy. Obecnie ma
bardzo wysoka pozycje w Bezpiece. Nazywaja ja piecdziesiatym wiceministrem
Bezpieczenstwa Publicznego. A to dlatego, ze w czasie pobytu w Rosji,
Brystygier przez dlugi czas byla kochanka jednoczesnie Bermana, Minca i
Szyra. Dwaj pierwsi maja do niej szczególna slabosc. Wlasnie dlatego, kiedy
Brystygier chce przeprowadzic cos w Ministerstwie Bezpieczenstwa
Publicznego, nawet wbrew swoim przelozonym: Radkiewiczowi i Romkowskiemu,
zawsze jej sie to udaje. Wielokrotnie zdarzalo sie, ze Radkiewicz nawet nie
zdazyl przedstawic propozycji Bierutowi, gdy sam Bierut, lub Berman, wzywal
go i mówil: "Masz na swoim biurku to i to. Dlaczego nam o tym nie
powiedziales?" Wiedzieli wszystko, zanim Radkiewicz zdazyl im zdac raport,
poniewaz Brystygier opowiadala im o wszystkim w nocy. Pieknie, towarzyszu
Tomaszu? Ale to dzieki tobie i twoim najblizszym wspólpracownikom, Bermanowi
i Mincowi, ona zyskala taka wladze...
4. Pulkownik Anatol Fejgin byl dyrektorem dziesiatego departamentu
Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego. Jego zadaniem bylo tropienie i
likwidowanie wszelkiego rodzaju wplywów zachodnich oraz gromadzenie
kompromitujacych materialów na temat wszystkich czlonków Partii, z wyjatkiem
Bieruta. Po aresztowaniu Wladyslawa Gomulki w lipcu 1951 (zwolniono go
grudniu 1954) i dezercji na Zachód (5 grudnia 1953) jego zastepcy,
pulkownika policji bezpieczenstwa, Józefa Swiatlo (Licht), Fejgin zostal
aresztowany w kwietniu 1955 roku i skazany na 15 lat wiezienia.
5. Pulkownik policji bezpieczenstwa Józef Swiatlo w mlodosci nalezal do
Zwiazku Mlodych Komunistów. W 1942 roku wstapil do tworzacej sie w Rosji
armii Berlinga i zostal przydzielony do pracy w zakresie bezpieczenstwa,
gdzie spotkal swego kolege z organizacji komunistycznej, Romkowskiego. Potem
zostal przeniesiony do Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego (polski
odpowiednik KGB) i mianowany zastepca dyrektora dziesiatego departamentu, na
którego czele stal pulkownik Anatol Fejgin. Ze wzgledu na znajomosc z
Romkowskim, Swiatlo mial faktycznie wyzsza pozycje niz Fejgin, bezposrednie
polaczenie telefoniczne z Moskwa i prawo dostepu do prawej reki Stalina,
Berii. Dwa stalowe sejfy stojace w jego biurze miescily materialy
kompromitujace kazda wazna osobistosc od Bermana w dól i byly trzymane w
celu szantazu. W roku 1953 Swiatlo zdal sobie sprawe z tego, ze wie za duzo
i w czasie wizyty w Berlinie Zachodnim 5 grudnia 1953 roku uciekl do Stanów
Zjednoczonych i 23 grudnia znalazl sie w Waszyngtonie.
Podczas dziesieciomiesiecznego sledztwa Swiatlo powiedzial wszystko, co wie.
Jego zeznania, opracowane przez Zbigniewa Blazynskiego z Radia Wolna Europa,
byly nadawane w Polsce przez te stacje w okolo 200 odcinkach i wywolaly
efekt bomby jadrowej. W rezultacie Ministerstwo Bezpieczenstwa Publicznego
zostalo zlikwidowane 7 grudnia 1954 roku, a Romkowski i Fejgin zostali
wyrzuceni z Partii i skazani na 15 lat wiezienia. Szef departamentu
sledczego w Ministerstwie, pulkownik Józef Rózanski, zostal aresztowany w
tym samym czasie.
6. Pulkownik Józef Rózanski (Goldberg), byly urzednik warszawskiego biura
prawniczego i weteran komunistyczny, byl szefem departamentu dochodzeniowego
w Ministerstwie Bezpieczenstwa Publicznego. W 1945 roku przejal sprawe
Stefana Korbonskiego, bylego Delegata polskiego Rzadu na Uchodzstwie w
Londynie, uznanego przez rzady krajów alianckich. Delegat - w czasie
Powstania Warszawskiego byl nim Jan Stanislaw Jankowski - byl przywódca
Polskiego Panstwa Podziemnego, sprawujacym kontrole nad calym ruchem oporu i
Armia Krajowa. Korbonski i jego zona, Zofia, zostali aresztowani w Krakowie
w nocy 28 czerwca 1945 roku. Rózanski przetrzymywal ich w gmachu
Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego lecz nie stosowal tortur, choc byl
to jego ulubiony sposób uzyskiwania zeznan. Stosowal za to meczace,
calonocne przesluchania i straszyl egzekucja calej rodziny. Jego stosunkowo
lagodne podejscie z pewnoscia mozna wytlumaczyc opinia najwyzszego
zwierzchnika, Jakuba Bermana, który powiedzial: "Korbonski byl jedynym w tej
reakcyjnej bandzie, który próbowal ratowac Zydów." Oskarzony o naduzycie
wladzy i torturowanie wiezniów, Rózanski zostal skazany w grudniu 1955 roku
najpierw na 5, a nastepnie na 15 lat wiezienia.
7. Pulkownik Czaplicki (falszywe nazwisko), który stal na czele trzeciego
departamentu Ministerstwa Bezpieczenstwa Publicznego, a jego zadaniem bylo
przesladowanie Armii Krajowej, która byla organizacja walczaca z faszystami
w czasie II wojny. Przezwano go "Akower", co bylo zydowska wersja inicjalów
AK. Okazywal nieco mniej okrucienstwa niz inni szefowie Bezpieki.
8. Zygmunt Okret byl dyrektorem departamentu archiwów Ministerstwa i
odpowiadal za nagrania i teczki osobowe.
Wyzej wymienieni dygnitarze nie byli oczywiscie jedynymi Zydami w
Ministerstwie. Wiktor Klosiewicz, komunista i czlonek Rady Panstwa, tak
rozpoczal wywiad, który przeprowadzila z nim Teresa Toranska: "W 1955 roku
trzeba bylo zakonczyc porachunki i szkoda, ze wszyscy dyrektorzy
departamentu w Ministerstwie Bezpieczenstwa Publicznego byli Zydami."
Powodem tego byla decyzja Stalina, zeby nie obsadzac tych stanowisk
Polakami, którym nie ufal, lecz bardziej kosmopolitycznym elementem.
Sytuacje te trafnie opisal Abel Kainer w eseju Zydzi i komunizm, który
zostal opublikowany w kwartalniku Krytyka.
W pierwszych dziesieciu latach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, archetyp
Zyda generalnie funkcjonowal jako agent tajnej policji politycznej. Prawda
jest, ze za Bieruta i Gomulki (przed rokiem 1948) kluczowe stanowiska w
Ministerstwie Bezpieczenstwa Publicznego zajmowali Zydzi, lub osoby
zydowskiego pochodzenia. Tego faktu nie mozna pominac, chociaz jest malo
znany na Zachodzie i rzadko sie o nim mówi wsród Zydów w Polsce. I tu i tam
wola raczej mówic o antysemityzmie Stalina (spisek "lekarzy", etc.). System
komunistycznego terroru dzialal w Polsce w sposób podobny do tego, jaki
funkcjonowal w innych krajach na swiecie rzadzonych przez komunistów.
Odpowiedzi wymaga tylko pytanie: dlaczego kieruja nim Zydzi? Powodem jest
to, ze policja polityczna, stanowiaca podstawe rzadów komunistycznych,
wymagala personelu o niekwestionowanej lojalnosci wobec komunizmu. Byli to l
udzie, którzy wstapili do Partii przed wojna, a w Polsce byli to przede
wszystkim Zydzi.
Stad hierarchia: na szczycie Stalin w Moskwie, wydajacy rozkazy Bermanowi
ustnie podczas jego wizyt i calonocnych zabaw lub telefonicznie; Berman
rozdzielajacy obowiazki dyrektorom róznych departamentów w Ministerstwie, z
których kazdy jest Zydem. Poniewaz w tamtych czasach Ministerstwo decydowalo
o zyciu i smierci, utrzymywalo terror w Polsce w latach 1945-1955, kosztem
wielu ofiar. Brak jest dokladnych danych, ale powszechnie wiadomo, ze
tysiace ludzi zginelo w wiezieniach, bylo torturowanych i maltretowanych,
np. Przewodniczacy Rady Jednosci Narodowej, Kazimierz Puzak. Innych po
prostu rozstrzeliwano, tak jak Wladyslawa Kojdera czy Narcyza Wiatra,
dowódców Batalionów Chlopskich. Ofiary pierwszego dziesieciolecia rzadów
terroru narzuconego przez Stalina i egzekwowanego przez podporzadkowanych mu
Zydów liczy sie w dziesiatkach tysiecy. Wiekszosc z nich to Polacy, którzy
walczyli z Niemcami w ruchu oporu. Komunisci sadzili, i slusznie, ze tacy
Polacy najpewniej beda sie sprzeciwiac rzadom sowieckim i dlatego ich
usuwali. Zadanie to zlecono Zydom, poniewaz uwazano, ze sa pozbawieni
patriotyzmu wobec Polski, który byl faktycznym wrogiem.
aaaa no tak.. a ci glupi polscy komunisci dali
mu soba rzadzic.. rany julek jak jest mi ich zal..
zwlasza Boleslaw Bierut - czy tak?
Kosciól przesladowany
10 lipca 1945 r., na dzien przed swoim powrotem do Polski i niespelna trzy
tygodnie przed zakonczeniem obrad konferencji w Poczdamie, Prymas Polski
kardynal August Hlond otrzymal list od podsekretarza stanu Stolicy
Apostolskiej monsignore Domenico Tardiniego. W korespondencji tej D. Tardini
w imieniu Papieza Piusa XII poinformowal Prymasa Polski o nadaniu mu
specjalnych uprawnien decyzja Swietej Kongregacji dla Nadzwyczajnych Spraw
Koscielnych. Jakie przeslanki zdecydowaly o tym, iz w czasie, kiedy
alianckie tuby propagandowe oznajmialy swiatu zwyciestwo nad armiami Adolfa
Hitlera, sytuacje na ziemiach polskich oceniono w Watykanie jako szczególna,
odbiegajaca od kreowanej przez deklaracje sojusznicze normalnosci?
Z tresci dokumentu, przeslanego Prymasowi Polski przez mons. D. Tardiniego,
przebijal gleboki niepokój Stolicy Apostolskiej o zakres swobodnego
kontaktowania sie miedzy Watykanem a biskupami polskimi.
Cezaropapizm stalinowski
Czy obawy te byly uzasadnione? Przeciez obowiazywal Konkordat zawarty przez
Rzeczpospolita Polska 25 lutego 1925 r. W okresie miedzywojennym biskupi
polscy wypracowali wraz z wladzami panstwowymi model wzajemnych relacji. Oba
podmioty szanowaly sie i byly sobie potrzebne. Ich stosunki nigdy nie
przybraly ksztaltu ostrego konfliktu.
Jednakze ziemie polskie zajete przez Armie Czerwona traktowane byly przez
Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej jak obszar, na którym nadal toczy sie
wojna, jak terytorium pozbawione wladzy panstwowej, która - zgodnie z
Konkordatem - pomoglaby biskupom, w ramach posiadanych kompetencji, w
uporzadkowaniu spraw koscielnych.[1]
Kilkadziesiat kolejnych lat zapisanych na kartach historii
srodkowo-wschodniej Europy mialo dowiesc precyzji i dalekowzrocznosci Ojców
Kosciola w ocenie zaistnialej wówczas sytuacji spoleczno-politycznej. Ocena
ta byla zgodna z doswiadczeniami Stolicy Apostolskiej na temat ZSRS -
panstwa ateistycznego, rzadzonego przez barbarzynców niszczacych
bezwzglednie katolicyzm.
Powstal swoisty system relacji panstwa do Kosciola, uksztaltowany w Rosji
Sowieckiej, okreslany jako "cezaropapizm stalinowski". Termin ten okreslaly
nastepujace czynniki:
- tradycja cezaropapizmu bizantyjsko-moskiewskiego, charakteryzujacego sie
zwierzchnictwem wladzy panstwowej nad koscielna oraz polityka drobiazgowego
nadzoru i ingerencji aparatu panstwowego w sfery wewnetrzne Kosciola;
- ideologia komunistyczna, zmierzajaca do narzucenia calemu spoleczenstwu
swiatopogladu ateistycznego przy uzyciu aparatu panstwowego, poslugujacego
sie w tym celu terrorem;
- marksistowska koncepcja prawa jako instrumentu wladz partyjno-panstwowych
w osiaganiu okreslonych celów ideologicznych; byla to swoista odmiana
pozytywizmu prawniczego, odrzucajacego istnienie norm prawa naturalnego jako
nadrzednych w stosunku do prawa stanowionego; prawo mialo charakter klasowy,
sluzebny wobec interesów klasy panujacej, faktycznie natomiast sluzylo
interesom absolutnych rzadów partii komunistycznej, a scislej - oligarchii
partyjnej (nomenklatury).[2]
Plan Sierowa
Plan walki z Kosciolem powszechnym w Polsce opracowany zostal w latach 40.
przez pelnomocnika NKWD na Polske, gen. Iwana Sierowa, który ustalil
zasadnicze wytyczne i metody dzialania rezimu Boleslawa Bieruta. Opracowujac
ten plan, gen. I. Sierow wzorowal sie na doswiadczeniach sowieckich,
przystosowujac je do polskich warunków. Zdawal sobie sprawe z tego, ze NKWD
po raz pierwszy dziala w kraju w ogromnej wiekszosci katolickim. Uwazal, ze
metody tej walki powinny byc subtelniejsze oraz obliczone na dluzszy
okres.[3]
Akcja antykoscielna zajmowalo sie na najwyzszym szczeblu drabiny partyjnej
Biuro Polityczne PPR, pózniej PZPR. Opracowywanie skonkretyzowanych,
strategicznych zadan w tym zakresie przydzielano kilku towarzyszom na
najwyzszych szczeblach nomenklatury. Mieli oni do dyspozycji dwa
instrumenty - do 1950 r. specjalny Departament ds. Wyznan, utworzony, wzorem
ZSRS, w Ministerstwie Administracji Publicznej, w którego miejsce utworzono
Urzad ds. Wyznan przy Prezydium Rady Ministrów, oraz XI Departament MBP,
pózniej IV Departament MSW. Urzad ds. Wyznan nie prowadzil wlasnej
polityki - byl de facto wykonawczym organem Biura Politycznego partii w
zakresie "polityki wyznaniowej". Zasadniczym natomiast instrumentem terroru
politycznego i fizycznego wobec duchowienstwa pozostawal wspomniany
departament MBP - MSW, który sprawowal wyspecjalizowana "opieke" nad
Kosciolem.
Ten model organizacji aparatu represji oraz generalne zalozenia walki z
Kosciolem katolickim pozostawaly aktualne przez caly okres trwania PRL.
Warunkiem koniecznym jego istnienia i funkcjonowania byla stalosc
moskiewskiego zaplecza.
Usunac Kosciól
Walke z duchowienstwem katolickim przyjmowano w dokumentach programowych -
najpierw PPR, a pózniej PZPR, oraz w uchwalanych pod ich dyktando aktach
normatywnych - jako podstawowe zadanie panstwa komunistycznego. Przez caly
okres - od 1944 r. do 1989 r. - cel ten pozostawal niezmienny, niezaleznie
od profilu poszczególnych ekip KC i kreujacych coraz to "nowsza
rzeczywistosc" sylwetek pierwszych sekretarzy.
Przepisy stanowionych ustaw i dekretów przybieraly postac norm
restrykcyjnych, prowadzacych do ograniczenia wolnosci religijnej w wymiarze
indywidualnym i instytucjonalnym. Regulacje te zmierzaly wprost do usuniecia
religii z zycia publicznego i pozbawienia Kosciola dotychczasowych
uprawnien. Usankcjonowane w ten sposób represje dotyczyly:
- usuwania symboli wiary z zycia publicznego, w tym zniesienia przysiegi
religijnej skladanej w urzedach panstwowych,
- laicyzacji zycia rodzinnego,
- pozbawienia instytucji koscielnych praw majatkowych,
- likwidacji stowarzyszen katolickich,
- upanstwowienia szpitali, zakladów opieki spolecznej, organizacji Caritas,
- znoszenia swiat koscielnych,
- likwidacji prasy i wydawnictw katolickich,
- usuwania nauki religii ze szkól publicznych, likwidacji szkól katolickich,
- ingerencji w sprawy wewnetrzne Kosciola, a zwlaszcza w obsadzanie urzedów
koscielnych,
- powolania do zycia organów panstwowych do walki z Kosciolem.[4]
Wróg klasowy
Od 13 do 14 kwietnia 1947 r. obradowalo w Warszawie plenum KC PPR. W trakcie
obrad towarzysz Wladyslaw Gomulka stwierdzil m.in., iz "oddzielna kategorie
warstwy reakcyjnej stanowi znakomita wiekszosc kleru na czele z hierarchia
koscielna oraz pokazna czesc tzw. swiata nauki i inteligencji. Kategoria ta,
mimo swej malej liczebnosci, stanowi bardzo powazna sile reakcji, gdyz jest
szerokim rozsadnikiem ideologii (...). Wkladem w to pojecie i stare, i
szkodliwe, a niezwalczone dotychczas w zupelnosci, sa tradycje historyczne i
codzienne wsaczanie ideologii reakcyjnej w ducha narodu przez Kosciól (...).
Zwlaszcza wiele sobie obiecuje, wielkie nadzieje poklada reakcja polska i
miedzynarodowa w dzialalnosc kleru rzymskokatolickiego w Polsce i w
katolickim duchu narodu polskiego, który to duch, wedlug tej rachuby, ma mu
zamknac droge postepowego rozwoju, ma go utrzymac w ciemnocie i
konserwatyzmie".
W stosunku do Kosciola, zaliczonego w poczet wrogów "klasowych" i
panstwowych, nalezalo - wedlug wymienionego komunistycznego przywódcy - uzyc
tych samych narzedzi, którymi od 1944 r. zwalczano podziemie
niepodleglosciowe, najpierw z AK, potem z PSL.[5]
Podobny ton przebija z dokumentów programowych KC PZPR, przyjetych 37 lat
pózniej. W "Zalozeniach polityki wyznaniowej panstwa" uchwalonych 6
listopada 1984 r. przez Wydzial Administracyjny KC PZPR stwierdzono:
"Nasze pryncypia ideowe i strategiczne cele socjalizmu, warunkujace
kontynuacje polityki wyznaniowej panstwa wobec kosciolów, zwiazków
wyznaniowych i ludzi wierzacych, pozostaja niezmienne. Polityka wyznaniowa
jest sluzebna wobec zadan klasowych panstwa socjalistycznego. W sferze
ideologicznej wymaga to prowadzenia walki z doktryna spoleczna Kosciola. W
sferze politycznej - niezmiennego przestrzegania rozdzialu Kosciola od
panstwa i przeciwdzialania tendencjom wykorzystywania Kosciola
rzymskokatolickiego do walki z panstwem socjalistycznym (...). Katolicyzm
jest waznym elementem zycia narodu polskiego, a potrzeby religijne obywateli
sa zjawiskiem dlugotrwalym. Postepy laicyzacji maja bowiem powolny przebieg
i zahamowania, spowodowane spadkiem aktywnosci ideologicznej partii i
panstwa oraz zwiekszona agresywnoscia klerykalizmu (...). Zdarzaja sie fakty
wykorzystywania wierzen religijnych do antysocjalistycznych celów
politycznych (...). Reformy ustrojowe przeprowadzone wbrew woli Kosciola
zdjely z niego odium sluzenia klasom wyzyskujacym. Ulatwia mu to dzis
przyjmowanie roli obroncy interesów narodowych i ´rzecznika postulatów
niezadowolonego spoleczenstwa´ (...). Zachodnie osrodki propagandowe i
dywersyjne od lat staraja sie wykorzystac Kosciól do walki z komunizmem. Nie
ukrywaja swoich zamiarów zwlaszcza po rozwiazaniu ´Solidarnosci´ (...).
Wystepuja zjawiska agresywnego zachowania sie ekstremy koscielnej i
demonstrowania przez nia antysocjalistycznych pogladów i postaw. Ingerencje
wladz panstwowych w episkopacie i kuriach przynosza ograniczone, czesciowe
skutki (...). Doktryna spoleczna Kosciola i wzrost jego aktywnosci stanowia
wyzwanie i zagrozenie dla socjalistycznych wartosci (...). Panstwo (...)
musi zdecydowanie przeciwstawic sie naduzywaniu tej swobody w celach
sprzecznych z porzadkiem prawnym (...). W tym celu (...) - demaskowac i
zwalczac sily dazace do nadania Kosciolowi charakteru ´legalnej opozycji
politycznej´ oraz przecinac wiezi faktycznej opozycji antysocjalistyczne z
Kosciolem (...) - w politycznej neutralizacji ekstremalnego nurtu Kosciola,
zwalczac zjawiska wojujacego klerykalizmu i angazowanie sie w dzialania
naruszajace porzadek spoleczny, prowadzic dzialania zapobiegajace i
ograniczajace wrogie inicjatywy kleru wojujacego, konsekwentnie
przeciwdzialac naduzywaniu miejsc kultu religijnego do gloszenia pogladów
wrogich socjalizmowi i wykorzystywaniu symboli religijnych do celów
politycznych (...), prowadzic dzialania dyscyplinujace ksiezy zaangazowanych
przeciwko panstwu".[6]
W "Harmonogramie realizacji zalozen polityki wyznaniowej panstwa na lata
1985-1986", uchwalonym przez Biuro Polityczne
KC PZPR 26 lutego 1985 r., przyjeto dla poszczególnych resortów m.in.
nastepujace "zadania biezace polityki wyznaniowej":
- Urzad ds. Wyznan i Prokuratura Generalna maja "przeciwstawic sie
poczynaniom politycznym niektórych przedstawicieli Kosciola i zwiazanych z
nim sil, które daza do destabilizacji panstwa i potegowania napiec";
- MSW, Urzad ds. Wyznan i Prokuratura Generalna maja "przeciwdzialac
naduzywaniu miejsc kultu i symboli religijnych do gloszenia pogladów wrogich
socjalizmowi oraz opracowac system dzialan wobec politycznie wojujacych
ksiezy, uniemozliwiajac im kontynuowanie wrogiej dzialalnosci".[7]
Teczki
Aparat bezpieczenstwa posiadal osobna teczke obserwacyjno-agencyjna dla
kazdej parafii. W teczce tej znajdowaly sie szczególowe dane o wszystkich
duchownych dzialajacych w danej parafii, informacje o ich przeszlosci,
powiazaniach rodzinnych i osobistych. W teczce tej gromadzono równiez teksty
homilii, listów pasterskich i innych dokumentów, które ksieza otrzymywali od
wladzy duchownej. Taka sama teczke zakladano kazdej organizacji katolickiej
dzialajacej w danej parafii, z informacjami o jej czlonkach i
funkcjonowaniu.
Prowadzenie tak szczególowej i obszernej dokumentacji, poczawszy od PUBP
poprzez WUBP trafiajacej ostatecznie do XI Departamentu MBP, a pózniej,
przez odpowiednie szczeble resortu, do Departamentu IV MSW, mialo scisle
okreslony cel. Bylo nim, w pierwszym rzedzie, wytypowanie przyszlych tajnych
wspólpracowników i osób kwalifikowanych do innych form wspólpracy z wladzami
bezpieczenstwa. Zdobywane ta droga informacje o proboszczach, czlonkach
zgromadzen zakonnych, dzialaczach katolickich pozwalaly na to, by w drodze
szantazu zmusic te osoby do tej kategorii kontaktów.[8]
Specjalne komórki sluzb bezpieczenstwa prowadzily dzialania, w wyniku
których do seminariów duchownych i zgromadzen zakonnych zglaszali sie
zwerbowani wczesniej przez aparat bezpieczenstwa homoseksualisci oraz osoby
objete innymi dewiacjami, którym przydzielano okreslone, dlugofalowe zadania
w srodowiskach osób duchownych. Dzialania te byly inspirowane i kontrolowane
przez prowadzacych funkcjonariuszy UB-SB.[9]
Obiekt "K"
Do wlasciwych jednostek organizacyjnych MBP-MSW przydzielane byly tzw. grupy
techniczne, których zadaniem bylo przedostanie sie do pomieszczen kazdego
biskupa w celu zainstalowania urzadzen podsluchowych.
Oto fragmenty dokumentu sporzadzonego przez naczelnika Wydzialu IV WUSW w
"X" 8 sierpnia 1988 r.:
"Notatka sluzbowa dot. obiektu ´K´ (...). W zwiazku z zaistniala sytuacja na
obiekcie w dniu 8.08.1988 r. omówiono i przeprowadzono analize sprawy
obiektowej (...) w celu wypracowania koncepcji zmierzajacej do calkowitej
likwidacji istniejacej instalacji PP (...). Obiekt (...) zrealizowany zostal
w roku 1959 na potrzeby pionu IV-go, eksploatowany byl do 1961 r. Wartosc
uzyskanych materialów byla znaczna. W 1961 r. nastapila awaria
zainstalowanych urzadzen. Podjete czynnosci techniczne wykazaly, ze
uszkodzenie nastapilo wewnatrz i usuniecie moze nastapic w drodze wejscia do
obiektu (...). Od chwili awarii urzadzen do dnia dzisiejszego tut. Wydzial
IV prowadzi stala operacyjna ochrone obiektu, pozwalajaca na wydostanie
wyprzedzajacych informacji na obiekcie, szczególnie w przypadku sytuacji
zagrozeniowych majacych doprowadzic do dekonspiracji".[10]
W "wytycznych" Departamentu IV MSW w "sprawie ochrony techniki operacyjnej w
obiektach ´K´" z pazdziernika 1980 r. polecano:
"Prowadzic systematycznie prace w kierunku technicznego poprawienia i
modernizacji instalacji w obiektach ´K´, która nie odpowiada aktualnym
wymogom, jest zuzyta, przestarzala i stwarza tym samym zagrozenie (...). W
sprawach ´K´ kierownictwo SB KW MO moze prowadzic rozmowy w Departamencie IV
tylko z Dyrektorem Departamentu, jego zastepcami i naczelnikiem Wydzialu I
(...). Nalezy do minimum ograniczac liczbe osób angazowanych do dzialan w
obiektach ´K´ w zwiazku z instalowaniem, modernizacja lub likwidacja srodków
techniki operacyjnej. Do tych czynnosci moga byc angazowani tylko
funkcjonariusze SB legitymujacy sie odpowiednim doswiadczeniem i stazem. W
okreslonych przypadkach dopuszcza sie równiez udzial sprawdzonych tajnych
wspólpracowników, po wczesniejszym uzyskaniu zgody Departamentu IV
(...)".[11]
Wedlug relacji wysokiego funkcjonariusza MBP, na poczatku lat
piecdziesiatych dyrektor gabinetu ministra bezpieczenstwa publicznego
zalozyl przy pomocy wspóldzialajacych z nim techników instalacje podsluchowa
w pomieszczeniach kurii biskupiej w Olsztynie. Takie same urzadzenia
zainstalowano wówczas w kurii biskupiej w Tarnowie i we Wroclawiu.
Najwieksza jednak operacja w tym zakresie bylo umieszczenie aparatów
podsluchowych w siedzibie Prymasa Polski kard. Stefana Wyszynskiego w
Warszawie. Nastapilo to dzieki - jak zrecznie brylowala oficjalna
propaganda - "wspanialej pomocy" resortu spraw wewnetrznych w przebudowie i
odremontowaniu palacu ks. Prymasa. Faktycznie zas MBP wlaczylo natychmiast
swoich funkcjonariuszy do "niosacych pomoc" ekip murarskich,
elektrotechnicznych i hydraulicznych. W wyniku tej akcji MBP na szereg
miesiecy przed aresztowaniem ks. Prymasa nagrywalo wszystkie rozmowy w jego
pomieszczeniach. Z tej formy prób operacyjnej penetracji wielkiej wagi
obiektu "K" aparat bezpieczenstwa PRL nie zrezygnowal do konca swego
istnienia.[12]
"Szara propaganda" i dzialania pozaprawne
Dzialania specjalne resortu spraw wewnetrznych PRL, podejmowane w stosunku
do Kosciola katolickiego, mozna bylo umownie podzielic na tzw. szara
propagande i dzialania typu represyjnego.
"Szara propaganda" to pomówienia, znieksztalcanie wypowiedzi i totalne
przedstawianie osób, grup spolecznych, organizacji i instytucji w tzw.
krzywym zwierciadle. Dzialania specjalne w ramach "szarej propagandy"
nasilono i prowadzono szczególnie intensywnie i w bardzo szerokim zakresie
po powstaniu "Solidarnosci", do konca lat osiemdziesiatych. Wprowadzenie
stanu wojennego i zmiana struktury organizacyjnej MSW po objeciu w tym
resorcie teki ministra przez gen. Czeslawa Kiszczaka zaznaczyly sie tym, ze
wszystkie niemal jednostki operacyjne MSW, jak i jednostki MSW w terenie,
mialy za zadanie prowadzenie takich dzialan. W okresie stanu wojennego w
gabinecie ministra Kiszczaka utworzono wydzial tzw. prasowy, który liczyl
kilkanascie osób. Zadaniem tego wydzialu, poza przekazywaniem oficjalnych
informacji (jak czynil to rzecznik ministra), byla przede wszystkim
koordynacja wspóldzialania pomiedzy przedstawicielami TVP, prasy i radia - w
tym ich osrodków terenowych z departamentami i jednostkami operacyjnymi
resortu spraw wewnetrznych. Wspóldzialanie to czesto polegalo na
preparowaniu informacji "pozadanych" przez kierownictwo partii. Wydzial
prasowy sporzadzal miesieczne lub kwartalne sprawozdania przedstawiajace
wyniki osiagniete w tak rozumianych "dzialaniach propagandowych" przez
jednostki operacyjne resortu, w tym przez poszczególne WUSW.
Dzialania typu represyjnego, jako druga forma dzialan specjalnych, dzielily
sie na dzialania znajdujace podstawe w obowiazujacych przepisach prawa oraz
na tzw. dzialania pozaprawne.
Do dzialan represyjnych znajdujacych podstawe, niezaleznie od
przyswiecajacego im celu, w przepisach obowiazujacego wówczas prawa, mozna
zaliczyc np. wcielanie do wojska - w tym ksiezy katolickich - do specjalnej
jednostki, powolywanie rezerwistów na okresowe cwiczenia i szkolenia,
powodowanie zwolnien z pracy, inicjowanie spraw o wykroczenia niezwiazane z
dzialalnoscia polityczna (np. niesprawne swiatla w samochodzie, inne
wykroczenia drogowe, nieszczepiony pies itp.).
Dzialania represyjne, tzw. pozaprawne, to róznej kategorii czyny kryminalne,
przestepstwa przeciwko mieniu, wolnosci oraz przeciwko zyciu i zdrowiu oraz
inne przestepstwa popelniane w stosunku do osób uznanych za przeciwników i
wrogów politycznych resortu spraw wewnetrznych, poczawszy od przebijania
opon w samochodach ksiezy, poprzez napady rabunkowe i uprowadzenia, po
brutalne pobicia i skrytobójcze morderstwa.[13]
W sercu Kosciola
Zapewne do grupy owych subtelniejszych metod prowadzenia walki z Kosciolem w
Polsce, wylansowanych przez gen. NKWD I. Sierowa, bylo zorganizowanie przez
wladze komunistyczne ruchu tzw. ksiezy - patriotów.
We wrzesniu 1949 r. ksieza przyjeci przez B. Bieruta na zjezdzie
zjednoczeniowym ZBoWiD utworzyli przy tej organizacji Komisje Ksiezy. Akcja
tworzenia ruchu, który przypisal sobie to - rozmijajace sie z rzeczywistym
obrazem stanu rzeczy - miano, kierowala dyrektor Departamentu Spraw
Wyznaniowych MBP, plk Julia "Luna" Brystygierowa. Strategicznym celem
wykreowanej pod tym szyldem przez resort dzialalnosci ksiezy bylo rozbicie
od wewnatrz Kosciola, który - wedlug rezyserów przedsiewziecia - mialby stac
sie po serii "zabiegów" komunistyczna agenda partyjno-rzadowa. Planowano
spenetrowanie wewnetrznych struktur Kosciola, doprowadzenie do podzialu
duchowienstwa katolickiego na zwalczajace sie frakcje.
W 1950 r. resort spraw wewnetrznych zorganizowal w Politechnice Warszawskiej
zjazd "ksiezy - patriotów", w którym wzielo udzial okolo 1,2 tys. ksiezy.
Wielu z nich zostalo zmuszonych do skorzystania ze swoistego zaproszenia do
uczestnictwa w zjezdzie. W jego trakcie kilkunastu "ksiezy - patriotów"
wyglosilo napastliwe przemówienia pod adresem biskupów.
O ich wypowiedzi zatroszczyli sie funkcjonariusze resortu, preparujac tresc
wystapien.[14]
Plan zaktywizowania ruchu "ksiezy - patriotów" spalil na panewce. Twórcy
sowieckiego establishmentu nie znalezli wsród polskich duchownych
katolickich wystarczajaco szczerych i zaangazowanych zwolenników. Ci, którzy
podjeli sie haniebnej wspólpracy, byli wyjatkami: czesto ofiarami
wyrafinowanego szantazu, ludzmi zlamanymi fizycznie i moralnie przez
hitlerowskie obozy i sowieckie lagry, o slabych charakterach, powodowanymi w
swych wyborach bojaznia i chciwoscia.
Wladze komunistyczne w Polsce, pomimo fiaska tego planu, do ostatnich dni
PRL nie zrezygnowaly z propagowania koncepcji podzialu duchowienstwa na tzw.
ekstreme - zdeklarowanych wrogów i przeciwników politycznych, oraz ksiezy
tzw. postepowych, stroniacych od jakichkolwiek form konfrontacji.
Aresztowania
W lipcu 1951 r. moskiewski organ KC KPZR "Prawda" oskarzyl ks. Prymasa
Stefana Wyszynskiego o "podkopywanie zywotnych interesów Polski". Publikacja
stanowila sygnal do masowych aresztowan ksiezy katolickich w Polsce, którym
stawiano zarzuty prowadzenia "dzialalnosci antypanstwowej". 20 stycznia 1951
r. aresztowano ordynariusza kieleckiego ks. bp. Czeslawa Kaczmarka. Pod
koniec 1951 r. w wiezieniach znajdowalo sie juz okolo 900 ksiezy.[15]
27 stycznia 1953 r. ogloszono wyrok w sfingowanym procesie ksiezy kurii
krakowskiej, aresztowanych na jesieni 1952 r. i oskarzonych o "szpiegostwo"
na rzecz USA oraz "sprzedawanie swojej Ojczyzny za judaszowe pieniadze".
Glówny oskarzony, ks. Józef Lelito, zostal skazany na kare smierci. W
stosunku do ks. Wita Brzyckiego orzeczono kare 15 lat wiezienia.
Majac w ten sposób przygotowany, w swym mniemaniu, odpowiedni grunt, wladze
komunistyczne zazadaly od ks. Prymasa S. Wyszynskiego obsadzenia waznych
stanowisk parafialnych i kurialnych "ksiezmi - patriotami" oraz potepienia
polityki "imperialistów amerykanskich". Prymas Polski trwal nieugiety w
odmowie.[16]
Zdecydowano zatem o zakladanym jako decydujace uderzeniu w Prymasa Polski.
Zwiastunem tego kierunku postepowania wladz panstwowych bylo zainicjowanie
14 wrzesnia 1953 r. procesu sadowego ks. bp. Cz. Kaczmarka, który byl
pozbawiony wolnosci od dnia aresztowania. Proces sadowy ks. biskupa - tzw.
pokazowy, obliczony na duzy efekt propagandowy - toczyl sie przed Wojskowym
Sadem Rejonowym w Warszawie. Oskarzonym zarzucano w akcie oskarzenia,
sporzadzonym w Moskwie, utworzenie osrodka "dywersyjno-szpiegowskiego",
usilowanie obalenia przemoca ustroju PRL, wroga propagande na rzecz
"waszyngtonsko-watykanskich" mocodawców oraz kolaboracje z Niemcami. W
trakcie naglasnianego w sposób szczególny procesu wyglaszano twierdzenia, iz
dzialalnosc oskarzonych mozliwa byla jedynie pod zwierzchnictwem ks. kard.
Adama Sapiehy i ks. kard. Augusta Hlonda, zwlaszcza zas - ks. Prymasa
Stefana Wyszynskiego. Z perfidia wysuwano sugestie, ze to Watykan naklonil
Hitlera do wojny w 1939 r. dla realizacji dlugofalowych planów, oraz ze
Prymas Polski kard. S. Wyszynski solidaryzowal sie w tym z Watykanem i
"imperializmem zachodnim". Zniewolony ks. bp Cz. Kaczmarek wyrazil werbalnie
skruche i odcial sie od polityki Watykanu sadzac, iz ulegajac przyczyni sie
dla dobra Kosciola. 22 wrzesnia 1953 r. ogloszono wyrok skazujacy ks.
biskupa na kare 12 lat wiezienia, zas pozostale wspóloskarzone osoby na kary
od 5 do 10 lat pozbawienia wolnosci.[17]
Uwiezienie Prymasa
W trzy dni pózniej, 25 wrzesnia 1953 r., Prymas Polski w homilii wygloszonej
w kosciele sw. Anny w Warszawie powiedzial: "Kosciól bedzie wiecznie zadac
prawdy i wolnosci. Moze dlatego Kosciól ma tylu wrogów, bo chrzescijanstwo
bedzie zawsze wzywalo do oporu, do walki z kazdym zaklamaniem".
W tym samym czasie w Moskwie Boleslaw Bierut i Franciszek Mazur
zdecydowali - wespól z kierowniczymi czynnikami sowieckimi - o uwiezieniu
ks. Prymasa S. Wyszynskiego. Wykonanie tej decyzji nastapilo w nocy z 25 na
26 wrzesnia 1953 r. Spelnily sie tym samym marzenia B. Bieruta, który o
aresztowanie Prymasa Polski zabiegal u Józefa Stalina jeszcze w 1950 r.
Wówczas Stalin nakazal wstrzymanie sie od tego kroku.[18]
Zarzuty stawiane ks. Prymasowi S. Wyszynskiemu ogloszono nazajutrz, 26
wrzesnia 1953 r., w "Trybunie Ludu" - polskojezycznym odpowiedniku
moskiewskiej "Prawdy". Publikacje opatrzono znamiennym tytulem: "Kto
przeszkadza w normalizacji stosunków miedzy Kosciolem a panstwem?".
Prymasowi Polski zarzucano:
- "wywieranie przemoznego wplywu na dzialalnosc Episkopatu Polski,
zdazajacego do rozbicia jednosci narodu, do sklócenia wierzacych z
niewierzacymi, do przekreslenia zasad ´porozumienia´ zawartego pomiedzy
wladzami panstwowymi a Kosciolem w 1950 r.;
- traktowanie ´porozumienia´ jako parawanu do zaslaniania wrogiej ludowi i
narodowi dzialalnosci politycznej, wymierzonej przeciw panstwu ludowemu;
- niewyciagniecie konsekwencji kanonicznych wobec ksiezy wiernych
dzialalnosci antypanstwowej;
- niepotepienie przestepców w procesie ks. bp. Cz. Kaczmarka ani
nieodgrodzenie sie od wrogiej akcji amerykansko-watykanskiej, rozwijanej
przeciw Polsce;
- Prymas Polski w pierwszym rzedzie ponosi odpowiedzialnosc (...) za
faktyczna pomoc okazywana zachodnioniemieckim Krzyzakom i anglo-amerykanskim
wrogom naszego narodu, w szkalowaniu i zohydzaniu Polski Ludowej".
W artykule zastrzegano, iz "wielokrotne ostrzezenia ze strony rzadu i
spoleczenstwa nie zmitygowaly awanturniczego wychowanka Watykanu". Grozono,
iz "warcholstwo karmazynów w Polsce Ludowej nie moze ujsc bezkarnie".
W niedziele, 27 wrzesnia 1953 r., "Trybuna Ludu" wysunela kolejne zarzuty
pod adresem uwiezionego Prymasa Polski, który wedlug jego oskarzycieli:
- "zabieral glos dla szkalowania wladzy ludowej;
- nie protestowal przeciwko oswiadczeniu Adenauera w sprawie ziem
zachodnich;
- nie tylko milczal, ale zabieral glos wbrew interesom narodu;
- torpedowal wszelkimi sposobami likwidacje tymczasowosci stanowisk
koscielnych na Ziemiach Odzyskanych; w Watykanie stanal w tej sprawie
calkowicie na antypolskiej platformie;
- szykanowal i zwalczal duchownych, którzy zajeli stanowisko wobec
rewizjonistycznej hecy;
- zajadle zwalczal wladze ludowa, oslanial i ochranial ksiezy-zbrodniarzy,
skazanych za przestepstwa przez sad;
- usilowal oszukac opinie polska i zataic przed nia rzeczywista polityke
Watykanu w sprawie ziem zachodnich;
- zajmowal konsekwentne, antyludowe, prowatykanskie, proimperialistyczne, a
wiec i antypolskie stanowisko".
Ostateczna rozprawa
Po uplywie 29 lat od aresztowania Prymasa Polski i wysuniecia w stosunku do
niego powyzszych oskarzen - wedlug relacji wysokiego ranga funkcjonariusza
MSW - prostalinowskie wladze partyjno-rzadowe PRL podjely zakrojone na
szeroka skale przygotowania do kolejnego, ostatecznego tym razem w zamysle,
rozprawienia sie z Kosciolem katolickim w Polsce oraz do rozwiazania raz na
zawsze kwestii tzw. kleru wojujacego. Zdecydowany na ujawnienie czesci
znanych sobie faktów, oficer SB podaje:
"W 1982 r. w Departamencie IV MSW sporzadzono na okres 2 lat plan
kierunkowych dzialan przeciwko przedstawicielom kleru rzymskokatolickiego
oraz innym osobom, które uznano za niebezpieczne dla realizacji
spoleczno-politycznych celów PZPR. Przygotowywano i po czesci zrealizowano:
- w stosunku do Papieza Jana Pawla II: spreparowanie i podrzucenie do
krakowskiego mieszkania przyjaciela Papieza, ks. Andrzeja Bardeckiego,
listów i pamietników pani Kinaszewskiej, majacych skompromitowac Ojca
Swietego. Przewidywano w zwiazku z tym kampanie prasowa;
- wobec ks. Jerzego Popieluszki: spowodowanie przeniesienia go na parafie
podmiejska lub skierowania do Rzymu na studia zagraniczne; kompromitowanie
go w oczach kleru poprzez przedstawianie go jako opozycjonisty wobec Prymasa
Polski; kompromitowanie wobec "Solidarnosci" jako defraudanta funduszy
organizacyjnych zwiazku; wykazanie, iz w mieszkaniu przy ul. Chlodnej
prowadzi tryb zycia niegodny osoby duchownej; pózniej plan w tej czesci
uzupelniono o prowokacyjne podrzucanie ulotek i materialów wybuchowych i
spowodowanie przez to wszczecia postepowania karnego w stosunku do niego,
pózniej - wobec fiaska tych dzialan - zaplanowano fizyczna eliminacje;
- wobec ks. pralata Henryka Jankowskiego: kompromitowanie go poprzez
eksponowanie jego rzekomej germanofilii i historii podpisania przez jego
ojca volkslisty, kolportowanie informacji o bogactwie pochodzacym z
pieniedzy koscielnych; podjecie dzialan zmierzajacych do wytoczenia mu
procesu o dzialalnosc antypanstwowa; wobec fiaska plan w tej czesci
zmodyfikowano, przewidujac fizyczna eliminacje;
- wobec ks. Stanislawa Malkowskiego: kompromitowanie poprzez kolportaz
informacji o rzekomym leczeniu w poradni zdrowia psychicznego oraz
spreparowanie memorandum, rzekomo jego autorstwa, krytycznego wobec Prymasa
Polski; pózniej zakladano fizyczna eliminacje;
- wobec ks. Adolfa Chojnackiego: podjecie dzialan zmierzajacych do usuniecia
go z Krakowa poprzez skompromitowanie droga rozglaszania falszywych
informacji o jego intymnych zwiazkach z kobietami i ojcostwie;
- wobec ks. Prymasa Józefa Glempa: prowadzenie dzialan celem spreparowania
legendy o jego rzekomej kolaboracji z okupantem w czasie pobytu na robotach
w Niemczech; podejrzenia o rozglaszanie tych informacji skierowac na ks. J.
Popieluszke i ks. S. Malkowskiego;
- wobec ks. bp. Ignacego Tokarczuka: zmierzac do wydobycia na swiatlo
dzienne rzekomej wspólpracy z gestapo i zainicjowac w tej sprawie sledztwo
przez Glówna Komisje Badania Zbrodni Hitlerowskich;
- wobec ks. bp. Tadeusza Werno: podjac dzialania zmierzajace do
zamieszczenia spreparowanych, kompromitujacych zdjec w brukowej prasie
zachodniej;
- wobec ks. bp. Henryka Gulbinowicza: zmierzac do skompromitowania go w
Watykanie poprzez wprowadzenie spreparowanego watku o podlozu seksualnym;
zmierzac do utrudnienia w nadaniu mu godnosci kardynala; zmierzac do
poróznienia go z Prymasem Polski".[19]
Dzialania specjalne
Ze wzgledu na wzrost zapotrzebowania na wyniki pracy operacyjnej SB w
zakresie inwigilacji duchowienstwa katolickiego i srodowisk wyznaniowych po
wprowadzeniu stanu wojennego nastapilo dalsze ilosciowe rozbudowanie
Departamentu IV MSW i podleglych mu w terenie wydzialów IV WUSW. Podyktowane
to bylo koniecznoscia zapewnienia mozliwosci inwigilacji kazdego duchownego
katolickiego od momentu wstapienia do seminarium do konca zycia. Radykalne
dzialania w tym zakresie podjeto juz nastepnego dnia po wyborze ks. kard.
Karola Wojtyly na Stolice Piotrowa.
Teczki Ewidencji Operacyjnej zakladane byly na kazda jednostke organizacyjna
Kosciola oraz na kazdego duchownego.
Zaktywizowano dzialania dezinformacyjno-dezintegracyjne, realizowane przez
powolany w 1977 r. wydzial VI Departamentu IV oraz utworzone pózniej
odpowiedniki tego wydzialu w województwach: czestochowskim, katowickim,
leszczynskim, opolskim, ostroleckim, przemyskim, plockim, rzeszowskim,
walbrzyskim i krakowskim. Dzialania dezinformacyjno-dezintegracyjne w tym
okresie mialy najczesciej charakter dzialan specjalnych, polegajacych na:
- opracowywaniu i kolportowaniu wydawnictw podszywajacych sie pod
wydawnictwa wyznaniowe ("Ancora", "Nowa Droga", "Forum Katolików");
- dezorganizowaniu przebiegu pielgrzymek (pobicia, niszczenie mienia, inne
dzialania);
- akcjach specjalnych zmierzajacych do dyskredytacji osób duchownych;
- stosowaniu zróznicowanych form zastraszania osób duchownych;
- niszczeniu mienia osób duchownych;
- pobiciach i uprowadzeniach osób duchownych.[20]
Rozbijanie pielgrzymek
W Departamencie IV MSW rokrocznie otaczano "szczególna troska" pielgrzymów
udajacych sie w sierpniu kazdego roku na Jasna Góre. Czy chodzilo jednak o
niesienie pomocy w organizacji i trudach wielodniowej wedrówki? Podkreslenie
jej modlitewnego charakteru?
Odpowiedzi na tak postawione pytania niech posluza nastepujace wyjatki z
tresci opracowanego w MSW w 1978 r. dokumentu o nazwie "Dzialania
Departamentu IV dotyczace zabezpieczenia 267. pieszej pielgrzymki z Warszawy
do Czestochowy":
"Departament IV, wykorzystujac dotychczasowe doswiadczenia, podjal aktywne
dzialania operacyjne dotyczace zabezpieczenia przemarszu 267. pieszej
pielgrzymki z Warszawy do Czestochowy (...). Do zabezpieczenia 267.
pielgrzymki zaangazowano 85 TW [tajnych wspólpracowników - przyp. A.W.] z
pionu IV - podczas trwania pielgrzymki w okresie od 30 VII do 15 VIII
aktywnie wykorzystano 43 TW (...), ogólem uzyskano 406 informacji
operacyjnych (...). W kierownictwie i administracji grupy ´17´ uplasowano 10
TW. Do obslugi osobowych zródel informacji i bezposredniego prowadzenia
dzialan specjalnych zorganizowano sposród pracowników wydzialu V i VI
Departamentu IV oraz wydzialów IV KW MO w Lodzi, Krakowie, Opolu, Gorzowie
Wlkp. i Lublinie - 10-osobowa grupe operacyjna, która (...) dzialala
bezposrednio wsród pielgrzymów, skutecznie dezorganizujac sluzby
pielgrzymkowe, jak transport, sanitariat, lacznosc, zaopatrzenie,
kwatermistrzostwo (uszkodzono m.in. 5 samochodów osobowych, przejeto i
zniszczono radiotelefon, tuby naglasniajace, namioty, spiwory, plecaki,
zanieczyszczono miejsca postojów i zywnosc) (...); - w czasie trwania
pielgrzymki na drzewach, murach i slupach w poblizu miejsc biwakowania
naklejano plakaty o tresciach satyrycznych na temat unikania trudów
pielgrzymkowych oraz na temat homoseksualizmu wsród ksiezy pracujacych z
mlodzieza (...); - dla udowodnienia, ze mlodziez z krajów zachodnich
przywozi do Polski narkotyki i materialy pornograficzne, przeprowadzono
dzialania: w 6 miejscowosciach uczestnicy pielgrzymki zglosili do organów MO
znalezienie materialów pornograficznych i opakowan po narkotykach (...); - w
celu wylaczenia na pewien okres z aktywnej dzialalnosci osób znanych z
postawy antypanstwowej zastosowano specjalne srodki odurzajace wobec ksiezy:
Wisniewskiego, Jonczyka, Sonika oraz kilku innych ksiezy: - ruch ´Samoobrona
Wiary´ rozkolportowal 5 ulotek, o lacznym nakladzie 2.000 egzemplarzy, w tym
700 egzemplarzy opracowania poswieconego problemowi upadku autorytetu wladzy
w Kosciele. Sprawe zobrazowano konfliktem ks. kard. Wyszynskiego z Watykanem
na tle stosunku do paulinów (...); przez TW dezorganizowano prace
sanitariatu grupy ´17´; - doprowadzono do konfliktu miedzy kierownictwem
pielgrzymki a kierownikiem grupy ´17´; - realizowano dzialania majace na
celu dyskredytowanie uczestników pielgrzymki w oczach ludnosci na trasie
pielgrzymki; - poprzez TW dezorganizowano system porzadkowy w grupach
pielgrzymkowych (opóznianie transportu, mieszanie bagazy, uszkadzanie
sprzetu naglasniajacego). Ogólem realizowano dziennie 14 zadan tego typu
(...); - w wyniku udzialu w pielgrzymce kilkunastu TW poszerzylo swoje
mozliwosci operacyjne poprzez umocnienie swojej pozycji w srodowiskach
duszpasterstwa akademickiego i elementów antysocjalistycznych; -
zaangazowani funkcjonariusze SB wykazali szereg inicjatyw w realizacji zadan
sluzbowych".21
Sledztwa
Prokurator Instytutu Pamieci Narodowej - Komisji Scigania Zbrodni przeciwko
Narodowi Polskiemu, prowadzi sledztwo w sprawie funkcjonowania w resorcie
spraw wewnetrznych PRL w okresie od 28 listopada 1956 r. do 31 grudnia 1989
r. zwiazku przestepczego, którego czlonkowie dopuscili sie szeregu
przestepstw w stosunku do duchownych katolickich i dzialaczy opozycji
politycznej, w tym w sprawie kierowania wykonaniem zabójstwa ks. Jerzego
Popieluszki przez osoby, które w hierarchii partyjno-sluzbowej MSW zajmowaly
wyzsze stanowiska od generalów Wladyslawa Ciastonia i Zenona Platka, w
sprawach zgonów ksiezy Romana Kotlarza, Stefana Niedzielaka, Stanislawa
Suchowolca i Sylwestra Zycha.
Pomimo iz postepowanie przygotowawcze we wskazanej kwestii kontynuowane jest
po uplywie od kilkunastu do kilkudziesieciu lat od zaistnialych zdarzen, ze
wzgledu na jego dobro nie jest aktualnie mozliwe dodanie - doslownie -
niczego wiecej na jego temat.
O pierwszych ustaleniach sledztwa opinia publiczna zostanie poinformowana
wówczas, kiedy wyniki prowadzonych czynnosci w ocenie prokuratora uzyskaja
range niekwestionowanych dowodów. Nie jest w tej sprawie mozliwa publiczna
dyskusja, dotyczaca prowadzonych czynnosci procesowych i ich walorów
dowodowych. Nalezalo o tym nadmienic, gdyz przyjety porzadek niniejszego
opracowania domaga sie w tym miejscu zaprezentowania tematyki zdarzen
wchodzacych w zakres powolanego postepowania przygotowawczego.
Konkluzja tej ponurej w tresci wypowiedzi wpisuje sie w piekne, ujmujace
swiadectwo czlowieka swietego.
Oto 13 marca 1956 r. w komunistycznym wiezieniu, na siedem miesiecy przed
odzyskaniem wolnosci, Prymas Tysiaclecia odnotowal w swoich zapiskach:
"Bierut umarl obciazony ekskomunika koscielna. Nie dlatego ze byl komunista,
ale dlatego ze wspóldzialal w gwalcie, dokonywanym na osobie kardynala, przy
jego deportacji z Warszawy. Dekret Swietej Kongregacji Konsystorialnej z
dnia 30 wrzesnia 1953 r. wyraznie to stanowi. Mógl sobie nic nie robic z
tego dekretu, jak gwalcil tyle praw Kosciola; ale dla mnie ta okolicznosc
jest wyjatkowo ciezka, ze z mego powodu stanela jeszcze jedna przeszkoda
miedzy sprawiedliwym sedzia a zmarlym. Jak trudno w takiej sytuacji byc
pelnym chrzescijaninem! Pogwalcone prawo Kosciola wymaga kary. Czesc nalezna
woli Bozej musi byc okazana. To musze uznac i tego chciec; musze chciec
sprawiedliwosci Boga, który walczy w obronie swoich pomazanców. A jednak
pragnalbym, by ta ostatnia przeszkoda nie istniala. Tym wiecej pragne modlic
sie o milosierdzie Boze dla czlowieka, który tak bardzo mnie ukrzywdzil.
Jutro odprawie Msze Sw. za zmarlego; juz teraz odpuszczam mojemu winowajcy,
ufny, ze sprawiedliwy Bóg znajdzie w tym zyciu jasniejsze czyny, które
zjednaja Boze Milosierdzie".22
Andrzej Witkowski
Autor jest prokuratorem - Naczelnikiem Oddzialowej Komisji Scigania Zbrodni
przeciwko Narodowi Polskiemu w Lublinie.
[1] J. Zaryn, Kosciól a wladza w Polsce (1945-1950), Wydawnictwo DiG,
Warszawa 1997, s. 19-20.
[2] J. Krukowski, Represyjnosc prawa polskiego w zastosowaniu do Kosciola
katolickiego w latach 1944-1956. Materialy z konferencji naukowej
zorganizowanej 18 XI 1998 r. przez OKBZpNP-IPN w Lublinie, Lublin 1999, s.
23-24.
[3] Z. Blazynski, Mówi Józef Swiatlo, II obieg, s. 174.
[4] J. Krukowski, op. cit., s. 29.
[5] J. Zaryn, op. cit., s. 151.
[6] Materialy OKSZpNP w Lublinie.
[7] Tamze.
[8] Tamze.
[9] Dane ze zbiorów autora.
[10] Materialy OKSZpNP w Lublinie.
[11] Tamze.
[12] Z. Blazynski, op. cit., s. 177.
[13] Materialy OKSZpNP w Lublinie.
[14] A. Albert, Najnowsza historia Polski 1918-1980, Puls Publications Ltd,
Londyn 1991, s. 639.
[15] Tamze, s. 638.
[16] Tamze, s. 640.
[17] Tamze, s. 674.
[18] Tamze, s. 675.
[19] Materialy OKSZpNP w Lublinie.
[20] Tamze.
[21] Tamze.
[22] Stefan kard. Wyszynski Prymas Polski, Zapiski wiezienne, II obieg,
1983, s. 222.
taaa... niewiniątko.... czysty jak dziewica Maryśka... rotfl...
Pizzer
Walka z Kościołem po 1989 roku
W wydanej w 1999 roku w wydawnictwie "Nasza Przyszłość" w Szczecinku książce
"Walka z Kościołem wczoraj i dziś" pisałem już szeroko o różnych przejawach
walki z Kościołem i religią po 1989 roku w Polsce. Na łamach "Naszego
Dziennika" chciałbym zwrócić uwagę tylko na niektóre aspekty tej walki,
zwłaszcza w ostatnich latach. Na wstępie postaram się wyjaśnić, dlaczego tak
wielkie są rozmiary kampanii antyreligijnej i antykościelnej w dzisiejszej
Polsce i dlaczego jest ona aż tak agresywna.
Otóż także i tu płacimy ogromną cenę za politykę "grubej kreski", za
nierozliczenie i niewykrycie jakże wielu sprawców zbrodniczych wręcz
przejawów prześladowania Kościoła (zabójstw księży etc.), a także za
nierozliczenie sprawców patologicznych PRL-owskich antykościelnych kampanii
nienawiści (rola J. Urbana w szkalowaniu ks. Jerzego Popiełuszki). Jakże
słusznie piętnował ksiądz biskup Adam Lepa, fakt, że nikt nawet nie
przeprosił katolików w Polsce za dziesięciolecia prześladowań przez rządy
komunistyczne, akcentując: "Długi okres walki z religią i Kościołem niczego
nie nauczył niektórych obywateli tego kraju (...) nadal trwa w Polsce ´czas
starego ubrania i starej łaty´. (...) Panujący ponad 40 lat totalitaryzm nie
został należycie oceniony i osądzony". To właśnie ks. biskup Adam Lepa już w
1992 roku zaakcentował, że ataki na Kościół i na rzekomy "polski
nacjonalizm" mają na celu odwrócenie uwagi od ciągle nierozwiązanej sprawy
rozliczeń ze zbrodniami komunizmu. Nic dziwnego, że w tych atakach tak
wydatną rolę odgrywają tygodnik "Nie", najgorszego reżimowego propagandysty
sprzed 1989 r. Jerzego Urbana, i tygodnik "Wprost", redagowany przez byłego
sekretarza KC PZPR Marka Króla.
Książki przemycające fałsze antychrześcijańskie
Wielu katolików nie zdaje sobie nawet sprawy, z jak wielostronną i jak
wyrafinowaną propagandą antyreligijną mają na co dzień do czynienia. Bo nie
chodzi tu tylko o ogromne rozmiary publikacji książkowych i prasowych,
filmów, otwarcie atakujących religię i Kościół. Otóż poza nimi istnieje
jakże wiele pozycji bardziej perfidnych, bardziej zawoalowanie i skrycie,
ale tym bardziej niebezpiecznie atakujących wszystko to, co jest związane z
wiarą i wartościami chrześcijańskimi. Chciałbym to szerzej przedstawić na
omówionym poniżej przykładzie.
Będzie nim pozycja Seymoura-Smitha "100 najważniejszych książek świata",
wydana w Warszawie w 2001 r. przez Bertelsmann Media w publikowanej od lat
wielkiej serii wydawniczej Klubu Świata Książki. Książki te rozsyłane są
corocznie do wszystkich prenumeratorów Klubu. Tym bardziej oburzający jest
więc fakt, że jedną z nich jest książka godząca w uczucia religijne Polaków,
a wierzącymi jest wszak przeważająca większość naszych rodaków. Tyle, że
atak na religię jest w tej książce bardzo zawoalowany, ukryty, stanowi tylko
krótkie fragmenty niektórych omówień książkowych. Otóż metoda ataku polega
na tym, aby czytelnik przełykał godzące w jego świadomość religijną fałsze w
sposób niezauważalny, nie spodziewając się niczego takiego w książce pod
rzekomo wyłącznie popularyzującym kulturę tytułem "100 najważniejszych
książek świata".
Oto co pisze Martin Seymour-Smith na stronach 152-155 wspomnianego wydania
przy okazji omawiania "Wyznań św. Augustyna": "Duchowa atrakcyjność
chrześcijaństwa, o ile nie samego Chrystusa, należy do przeszłości. Kościoły
nie spełniły swojej misji i dziś składają się z licznych klubów liberałów,
homoseksualistów oraz innych, nie w pełni prawomyślnych grup. Historię piszą
zwycięzcy dla swoich własnych celów. Jednak Chrystus instytucji nazywanej
Kościołem chrześcijańskim, często podstępnej, często okrutnej, zawsze pewnej
siebie i swojej świętości - jest dziś martwy. Po apostołach Augustyn [autor
zawsze używa określenia Augustyn zamiast święty Augustyn - przyp. J.R.N.]
jest najważniejszym apologetą tego Kościoła czy kościołów. Wydaje się, że
można już zasiąść do pisania prawdziwszej i mniej neurotycznej wersji
dziejów". W innym miejscu (s. 30) przy omawianiu Starego Testamentu
Seymour-Smith pisze: "Chrześcijaństwo, w tej formie, w jakiej je wyznawano i
praktykowano w ciągu minionych dwóch tysięcy lat, jest martwe". Przy innej
okazji (w przedmowie autora, s. 15) czytamy dość zdumiewające porównanie:
"Jaka jest bowiem różnica, jeśli w ogóle jest jaka, między bardzo bogatym i
potężnym przemysłowcem a Chrystusem - i dlaczego takie pytania uważa się za
niepoważne i nieprzyzwoite?". Na s. 201 czytamy przy okazji omówienia dzieła
Jana Kalwina: "Wystąpienie Kalwina przyniosło równie drastyczne i
diaboliczne pogwałcenie przyzwoitości i miłosierdzia, jak zdrada, której
dopuścił się Paweł [chodzi o świętego Pawła - przyp. J.R.N.], zawłaszczając
przesłanie Chrystusa, żeby zbudować własny, nienawistny wobec życia ruch
religijny". Tak kolejny raz szkaluje chrześcijaństwo Martin Seymour-Smith.
Na s. 422 w tekście o książce Freuda znalazł się maleńki en passant, atak na
Ojców Kościoła, stwierdzenie, że "ich koncepcja nie pokrywała się z nauką
Chrystusa, którego przesłanie zniekształcili dla swoich własnych -
faryzejskich, świeckich czy innych celów". O pisarzu pełnym tak wielkiej,
przejmującej religijności jak Lew Tołstoj czytamy u Seymour-Smitha (s. 499),
jakoby "przeczył boskości Chrystusa". Przypomnijmy tu choćby jakże piękne
wyznanie Lwa Tołstoja: "Boga poznajesz nie tyle rozumem, nawet nie sercem,
ale poprzez poczucie całkowitej zależności od Niego, podobne do tego
uczucia, które doznaje niemowlę w rękach matki. Nie wie ono, kto je trzyma,
kto ogrzewa, kto karmi, ale wie, że jest ktoś, i mało tego, że wie - kocha
go". Na s. 113 czytamy dość szczególne "odkrycie" Seymour-Smitha: "Z czasem
Jezus doszedł do przekonania, że jego mesjaniczne posłannictwo wymaga od
niego cierpienia i śmierci. Niewykluczone, że umówił się z Judaszem
Iskariotą, swoim ulubionym uczniem, że Judasz pozornie go zdradzi.
Prawdopodobnie więc Judasz odegrał zgoła przeciwną rolę niż ta, jaką
przypisała mu historia (...)". Wśród innych rewelacji Seymour-Smitha
znajdują się jeszcze m.in. stwierdzenia o "odrażającym charakterze
kalwinizmu, z jego niewyobrażalnie okrutnym obrazem Boga" (s. 198), o Lutrze
jako tym, który potrafił być "rozmyślnie tępy, jeśli mu to odpowiadało" (s.
191) etc, etc. Myślę, że ta garść cytatów wystarczy do pokazania, jak bardzo
tendencyjne i antychrześcijańskie jest "przesłanie" Seymour-Smitha,
zakamuflowane pod pozorem omawiania "100 największych książek świata".
Antykościelne fałsze w podręcznikach szkolnych
Szczególnie szokujący jest fakt, że skrajne fałsze antykatolickie i
antykościelne częstokroć są upowszechniane nawet na kartach podręczników
szkolnych. Nader typowe pod tym względem są antykościelne kłamstwa w
podręcznikach profesora Andrzeja Garlickiego. W dobie PRL przez
dziesięciolecia Garlicki był jednym z najbardziej wpływowych PZPR-owskich
historyków. "Wsławił się" zwłaszcza starannym zafałszowaniem postaci
Piłsudskiego. Głośny stał się list skierowany do Garlickiego przez profesora
Jędrzejewicza z Nowego Jorku: "Szanowny Panie Profesorze! Z obrzydzeniem
odłożyłem kolejny tom Pana książki" [o Piłsudskim]. Garlicki, nawet wśród
PZPR-owskich towarzyszy partyjnych, zawsze "wyróżniał się" skrajnym
fanatyzmem antykościelnym. Na przykład już 19 października 1963 roku
"donosił" na łamach "Polityki", że: "Nasi przeciwnicy nie zakładają rąk", i
oto w 16 tysiącach punktów katechetycznych mącą uczniom w głowach, nauczając
historii w inny sposób, niż tego chce partia. W latach 90. dzięki osławionej
polityce "grubej kreski" Garlicki mógł dalej prosperować w najlepsze, ba
nawet był trzykrotnie dziekanem Wydziału Historycznego Uniwersytetu
Warszawskiego. Pozostał najwyraźniej wierny swym antykatolickim obsesjom. W
dość szczególnym podręczniku szkolnym (!) jego pióra "Historia 1815-1939 dla
szkół średnich" (Warszawa 1998) czytamy na s. 111-112 np. takie oto
stwierdzenia o arcybiskupie Zygmuncie Szczęsnym Felińskim: "Był
przeciwnikiem Powstania Styczniowego. Miał poglądy wyraźnie konserwatywne.
Wartość nadrzędną stanowił dla niego interes Kościoła, jeśli tylko nic mu
nie zagrażało, był gotów pozostawać lojalnym poddanym cara. Była to częsta w
sferach kościelnych postawa, w dużej części niezrozumiała dla patriotycznych
poglądów społeczeństwa" [podkr. - J.R.N]. Tak Garlicki oczerniał jednego z
największych polskich patriotów XIX wieku. Hierarchę, który już w młodości
zamieszany był w spisek słynnego emisariusza Szymona Konarskiego (matkę
Felińskiego zesłano za Tobolsk). W 1848 roku Feliński pośpieszył z Paryża do
walki w polskich oddziałach przeciw Prusakom w Poznańskiem i został ranny w
bitwie pod Miłosławiem. Za zdecydowane wystąpienie do cara w 1863 roku o
niepodległość narodową, tylko dynastycznie połączoną z Rosją, arcybiskup
Feliński został zesłany do Jarosławia nad Wołgą i przebywał aż 20 lat na
wygnaniu. Pozostawił po sobie wspaniałe patriotyczne pamiętniki, których
znany z ignorancji Garlicki najwidoczniej nie czytał. Dla wyrażenia kolejny
raz swych antykatolickich uprzedzeń Garlicki wybrał sobie przykład
najbardziej niedorzeczny z możliwych, drukując zdania niegodnie oczerniające
arcybiskupa Felińskiego w podręczniku szkolnym.
Od podobnych stwierdzeń, pełnych uprzedzeń wobec Kościoła katolickiego, roi
się również w innym podręczniku szkolnym (!) Garlickiego - "Historia
1939-1997/98" (wyd. Warszawa 1998). Na s. 69 Garlicki oskarża tam hierarchię
katolicką, stwierdzając, iż: "Milczenie w sprawie eksterminacji ludności
żydowskiej zachowała hierarchia Kościoła katolickiego", równocześnie
starannie przemilczając fakt, że kilku polskich biskupów i kilka tysięcy
księży zostało zamordowanych przez niemieckich nazistowskich zbrodniarzy.
Szczególnie obrzydliwe pomówienia pod adresem Kościoła katolickiego
znajdujemy w podrozdziale podręcznika Garlickiego na temat zajść
antyżydowskich w Kielcach w lipcu 1946 r. Garlicki pisze (na s. 163), że:
"Na złagodzenie nastrojów nie wpływała instytucja o najwyższym autorytecie
moralnym, czyli Kościół. Większość duchowieństwa w swych wypowiedziach lub
kazaniach powielała stereotyp Żyda, wyrosły z tradycji polsko-katolickiej, o
cechach na wskroś negatywnych. Niestety poglądy takie nie były tylko domeną
duchownych niższego szczebla, ale także najwyższych dostojników kościelnych.
Oblicza się, że w latach 1944-1947 zamordowano około 2 tysięcy Żydów".
Znamienne jest to przejście Garlickiego od negatywnego obrazu stosunku
duchownych katolickich wobec Żydów do informacji o rzekomym "zamordowaniu
około 2 tys. Żydów", niedwuznacznie sugerujące winę Kościoła za duchowe
przygotowanie do tych mordów. (Faktycznie Żydzi ginęli nie jako Żydzi, ale
jako ubecy, funkcjonariusze partyjni etc.). Zapytajmy, na jakiej podstawie
Garlicki umieścił w swym podręczniku szkolnym tak oburzające
nieodpowiedzialne sądy, że w pierwszych latach powojennych "większość
duchowieństwa powielała stereotyp Żyda o cechach na wskroś negatywnych".
Skąd Garlicki czerpie tego typu oceny? Z ocen żydowskich szefów bezpieki? Z
ocen twórców sowieckiej propagandy antyreligijnej kierowanej na Zachód? Czy
z jeszcze innych źródeł? Może wreszcie je wyjawi. Dodajmy, że Garlicki w
swym bardzo szerokim i bardzo wypaczonym obrazie zajść antyżydowskich w
Kielcach starannie pomija wysiłki ludzi Kościoła, dążących do uspokojenia
sytuacji (nieprzepuszczenie księży), a także wystąpienie biskupa
częstochowskiego z apelem przeciw wzniecaniu nastrojów antyżydowskich.
Antykatolickie pomówienia w mediach
Jeśli tego typu zafałszowania ukazują się nawet w czymś, co miało być
podręcznikiem szkolnym, to czyż naprawdę można się dziwić rozmiarom fałszów
i pomówień na temat Kościoła katolickiego, zawartym w licznych bardzo
wpływowych mediach od telewizji publicznej i TVN poprzez "Gazetę Wyborczą",
"Nie", "Wprost", "Politykę", "Trybunę" czy "Fakty i mity". Wielokrotnie
pisałem na temat tych zafałszowań w moich wcześniejszych książkach i
artykułach, m.in. w książce "Walka z Kościołem wczoraj i dziś", I tomie
"Zagrożeń dla Polski i polskości", na łamach "Niedzieli", "Słowa - dziennika
katolickiego", "Głosu" czy "Naszej Polski". Nie chcąc powtarzać spraw
wcześniej opisywanych, zwrócę tu uwagę tylko na kilka szczególnie wymownych
zjawisk oraz parę najnowszych.
Szczególnie niebezpiecznym źródłem manipulacji antykościelnych po 1989 roku
stało się przyłączenie do ofensywy antykościelnej, prowadzonej przez byłych
PZPR-owskich towarzyszy na łamach "Nie", "Wprost", "Polityki" i "Trybuny",
środowisk byłej tzw. opozycji laickiej. Tych samych środowisk, które w
latach 80., czując się słabymi i zagrożonymi, tym chętniej uciekały się pod
opiekę Kościoła, szukając tam (nie na próżno) schronienia i pomocy. Nader
typowym przykładem oszukańczej mimikry ze strony tych środowisk były kolejne
zwody i zakręty obecnego naczelnego redaktora "Gazety Wyborczej" Adama
Michnika. W połowie lat 60. znany on był ze swej skrajnej niechęci do
Prymasa Tysiąclecia ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego, którego określał
jako "anachronicznego", "reakcyjnego" hierarchę i "nacjonała". W 1966 r.
Michnik "wsławił się" żałosnym atakiem na list biskupów polskich do biskupów
niemieckich, publikowanym na łamach ateistycznych "Argumentów". Po latach, w
1977 roku, kiedy tak bardzo potrzebne mu były opiekuńcze skrzydła Kościoła,
Michnik tak kajał się samokrytycznie w związku ze swoim udziałem w
potępianiu listu biskupów polskich: "(...) w tym nieprzyzwoitym spektaklu
sam wziąłem udział i na samo wspomnienie czerwienię się ze wstydu. Wstydzę
się swojej głupoty". Pisał wówczas o swoim środowisku lewicy laickiej:
"Popieraliśmy politykę represji, często okrutnych, widząc w niej drogę do
nowego wspaniałego świata. Oskarżaliśmy Kościół o reakcyjność (...)".
Później, gdy w drugiej połowie lat 80. kościół Świętej Brygidy w Gdańsku
stał się dzięki księdzu prałatowi Henrykowi Jankowskiemu swoistą ambasadą
podziemnej "Solidarności", Michnik maksymalnie przymilał się do księdza
prałata, który niejednokrotnie pomagał mu materialnie w trudnych chwilach i
stwarzał możliwości publicznych wystąpień, narażając się za to na szykany
generałów stanu wojennego. W owym czasie Michnik wypisywał na dedykacjach
swoich książek dla księdza prałata najgorętsze podziękowania w stylu:
"Kochanemu ks. Henrykowi Jankowskiemu, memu przyjacielowi i Mentorowi z
pogańską pokorą, maj 1988 r., Gdańsk, Adam Michnik". Już siedem lat później
Michnik "odpowiednio" odpłacił się "kochanemu ks. Jankowskiemu", inicjując
na łamach "Gazety Wyborczej" przeciw niemu prawdziwą kampanię napaści i
dezinformacji za rzekomy "antysemityzm".
Świetny przykład michnikowskiej oszukańczej mimikry stanowiły pierwsze
numery "Gazety Wyborczej" z maja 1989 roku. W tym czasie Michnik i jego
koledzy z tzw. opozycji laickiej jeszcze czuli się słabi i niepewni, dlatego
gorliwie starali się ukrywać swe prawdziwe oblicze. W tym początkowym
okresie starali się maksymalnie prezentować "Gazetę Wyborczą" jako rzekomy
dziennik radykalnie antykomunistyczny, patriotyczny i redagowany przez...
absolutnych przyjaciół i entuzjastów Kościoła. Dość przypomnieć tylko te
ówczesne numery gazety Michnika. W pierwszym numerze "GW" z maja 1989 roku
na pierwszej stronie drukowano największymi możliwie czcionkami, z wyrazami
najgłębszego szacunku, tekst zatytułowany "PRYMAS POLSKI" (o rozmowach ks.
Prymasa Józefa Glempa). Już kilka miesięcy później Michnik, kiedy poczuł się
odpowiednio silny, zainicjował właśnie w "Gazecie Wyborczej" kampanię
nienawiści przeciw ks. Prymasowi J. Glempowi w związku z jego homilią w
obronie karmelitanek w Oświęcimiu. W drugim numerze "Gazety Wyborczej" z 9
maja 1989 roku na czołowym miejscu pierwszej strony czytamy z kolei wywiad z
ks. biskupem Gocłowskim. W numerze 15. z 29 maja 1989 roku główną pozycją na
pierwszej stronie numeru był tekst o Prymasie Tysiąclecia, którego już kilka
lat później Michnik tak uporczywie szkalował. Na tej samej pierwszej stronie
"GW" można było jeszcze przeczytać informację o poświęceniu lokalu redakcji
"Gazety Wyborczej" przez ks. arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego. Michnik,
redaktor naczelny "GW", ateista, podobnie jak wielu innych członków
redakcji, starali się przez poświęcenie lokalu "GW" pokazać, jacy są z nich
wierni przyjaciele Kościoła. Cóż, diabeł ubrał się w ornat i ogonem dzwonił,
jak mówi stare polskie przysłowie. Już niedługo miała ta sama "Gazeta
Wyborcza" przejść do konsekwentnych ataków, w zręczny, wyrafinowany sposób
osłabiających znaczenie religii i Kościoła katolickiego w Polsce, wpływania
na jego podzielenie, nawet publikowania złośliwych docinków pod adresem
wielkiego Papieża-Polaka. Różni członkowie "Gazety Wyborczej" wielokrotnie
wyróżniali się niezwykle agresywnym tonem swoich ataków na Kościół katolicki
w Polsce. Dość wymienić tu choćby osławionego Dawida Warszawskiego
(Geberta), który już w 1989 roku splamił się niezwykle grubiańskim atakiem
na Kościół katolicki i osobiście na Prymasa Polski ks. Józefa Glempa na
łamach żydowskiego czasopisma "Tikkun" w Stanach Zjednoczonych. Swą
ordynarną napaścią na głowę Kościoła katolickiego w Polsce członek
żydowskiej gminy wyznaniowej aż nadto wyraźnie pokazał, jak swoiście rozumie
"dialog" między judaizmem a chrześcijaństwem.
Dość osobliwie pojmują prawdę o Kościele tak bliscy współpracownicy "Gazety
Wyborczej" i Unii Wolności, jak pseudoautorytety Stefan Bratkowski i Jan
Nowak-Jeziorański. Obaj panowie wyróżnili się między innymi pełnymi kłamstw
i pomówień atakami na Radio Maryja. Jan Nowak-Jeziorański "popisał się"
wręcz paranoicznym atakiem na Ojca Dyrektora Tadeusza Rydzyka w oszczerczym
tekście "Ojciec Rydzyk kontra Papież" (spotkanie internetowe z Janem
Nowakiem-Jeziorańskim oraz "Wprost", nr 51-52 z 2001 roku). Nawet na łamach
marksistowskiego "Dziś", redagowanego przez ostatniego komunistycznego
premiera M.F. Rakowskiego, uznano za skrajne pomówienie
Nowaka-Jeziorańskiego skierowane przeciwko ojcu Tadeuszowi Rydzykowi. Józef
Nitecki pisał na łamach "Dziś" z kwietnia 2002 r.: "Może trafnie sądzi Jan
Nowak-Jeziorański, że po śmierci Jana Pawła II może dojść do rozłamu w
polskim Kościele". Czy jednak ma rację, gdy mówi, że "ojciec Rydzyk dawno
już wypowiedział posłuszeństwo Ojcu Świętemu". Wydaje się to co najmniej
problematyczne, wobec takich faktów, jak: sponsorowanie radiostacji przez
rzymskie Radio Maryja, realizujące watykańskie koncepcje "nowej
ewangelizacji", troska Jana Pawła II o radio toruńskie i personalnie o ks.
Tadeusza (znajdująca wyraz w przypomnianych przez "Naszą Polskę"
przemówieniach, wzmacnianych stukaniem laską); treść listu wystosowanego do
Ojca Dyrektora przez generalnego przełożonego zakonu redemptorystów z okazji
jubileuszu 10-lecia. A przecież, co należy mieć na uwadze, ani rzymska, ani
toruńska radiostacja redemptorystów nie działa w odosobnieniu, lecz w
konglomeracie kościelnych przedsięwzięć prasowo-wydawniczych i
elektronicznych, przystosowanych do potrzeb "nowej ewangelizacji" w trzecim
tysiącleciu. Tak więc doszło do prawdziwego absurdu. Nawet marksista z
"Dziś" musi prostować jako niewiarygodne, pełne nienawiści pomówienie ze
strony pseudoautorytetu, "kuriera z Waszyngtonu", Jana
Nowaka-Jeziorańskiego!
Rozmiary antyklerykalnych pomówień i patologii (bo jak inaczej można nazwać
niektóre pełne nienawiści teksty antykościelne na łamach "Nie", "Faktów i
mitów" czy "Wprost") zaskakują wprost swoim grubiaństwem
i brutalnością. Podobnie jak np. zachowanie redaktorów znanej z fanatycznych
uprzedzeń antykościelnych stacji telewizyjnej TVN, którzy niespodziewanie
zjawili się "akurat" w tym momencie w jakiejś małej miejscowości, gdy doszło
do pobicia miejscowego księdza przez grupę mieszkańców. (Tak dobrze
"przewidzieli" czas pobicia!). Co najgorsze, chuligaństwo antykościelnych,
antychrześcijańskich wystąpień w mediach powoduje coraz częściej dużo gorsze
skutki w praktyce. Z roku na rok dochodzi do coraz większej liczby
świętokradztw, dewastowania świątyń i cmentarzy katolickich, podpaleń
kościołów, przypadków pobicia księży czy nawet ich zamordowania. Jeszcze
bardziej nasilają się przerażające skutki antykościelnych kampanii
nienawiści, przed którymi tak wstrząsająco ostrzegał już w 1984 roku Michał
Mońko w znakomitym tekście "Ogniem i słowem" na łamach "Tygodnika
Solidarność", nr 52.
A takze za lontynuacje totalitarnych nagonek:
Antychrystianizm a antypolonizm
Warto zwrócić uwagę na rzecz szczególnie wymowną, acz ciągle za rzadko
akcentowaną. Najbardziej zajadli przeciwnicy Kościoła katolickiego i
wartości chrześcijańskich są zarazem szczególnie zajadłymi przeciwnikami
polskiego patriotyzmu i tradycji narodowych. Dość przypomnieć, że tak często
podważający Kościół katolicki, szkalujący wielkiego Prymasa Tysiąclecia,
Adam Michnik jest odpowiedzialny między innymi za wydrukowanie jednego z
najobrzydliwszych paszkwili antypolskich (tekstu Michała Cichego na łamach
"Gazety Wyborczej" z 1994 roku, szkalującego Powstanie Warszawskie jako
rzekomy czas wymordowania przez powstańców (!) wielu dotąd ocalałych Żydów).
To Michnik udziela maksymalnego, panegirycznego wręcz poparcia (także we
wstępie do niemieckiego wydania "Sąsiadów"), najskrajniejszemu dziś
antypolskiemu oszczercy J.T. Grossowi. To Dawid Warszawski (Gebert), tak
znany z ataków na Kościół katolicki, "wsławił się" niedawnym ohydnym
antypolskim wystąpieniem w amerykańskiej telewizji CBS i rozlicznymi innymi
zagranicznymi "donosami na Polskę i Polaków". To nieżyjący już dziś
"stachanowiec antypolonizmu" Andrzej Szczypiorski, niegdyś w 1982 r. udający
spektakularnie swe nawrócenie, po 1989 roku równocześnie przodował w atakach
na Kościół i na polski patriotyzm. To on, w pogoni za popularnością w
Niemczech, głosił niemieckim słuchaczom i czytelnikom, że "Polacy są
współodpowiedzialni za mordowanie Żydów". Przykłady postaw łączących ataki
na Kościół katolicki z atakami na polski patriotyzm można by długo mnożyć,
od Jerzego Urbana poprzez "faryzeusza" Aleksandra Małachowskiego po Tomasza
Jastruna (Smecza). Wszystko to wskazuje, że znów, jak tyle razy w historii,
sprawy obrony Kościoła katolickiego i Narodu są ze sobą nierozłącznie
związane wobec napaści tych samych brutalnych i pozbawionych skrupułów
przeciwników.
prof. Jerzy Robert Nowak
a co ma Gross z tym wspolnego ?
nie widzialem ze by sie wypowiadal na ten temat
glupi Labundziu..
swieta racje !!! wlasnie skazali jednego na 12 lat
za wspoludzila w morderstiw Popieluszki - polec i kaz mu
przeprosic
> Kosciól przesladowany
> 10 lipca 1945 r., na dzien przed swoim powrotem do Polski i niespelna trzy
> tygodnie przed zakonczeniem obrad konferencji w Poczdamie, Prymas Polski
> kardynal August Hlond otrzymal list od podsekretarza stanu Stolicy
Wedlug "Rzeczpospolitej" z 2-3 listopada 2002 r. wreszcie z ogromnym
opóznieniem, po kilkakrotnych przesuwaniach terminów, ukazal sie dwutomowy
zbiór IPN "Wokól Jedwabnego", zawierajacy studia i dokumenty. Juz w tej
chwili widac z relacji "Rzeczpospolitej", ze bedzie to publikacja skrajnie
tendencyjna i jednostronna, w kieresowym duchu.
Leon Kieres, prezes IPN, od poczatku pracowal z teza, by za wszelka cene
dowiesc winy Polaków, i to mozliwie w jak najszerszym stopniu, bez
akcentowania podstawowego faktu, ze za wszystko, co sie dzialo wówczas na
terenach podbitej Polski, odpowiadali niemieccy okupanci. I to ich
prezydent, a nie prezydent RP, powinien dzis przepraszac ofiary z
Jedwabnego. Potezne lobby zydowskie w USA potrzebuje jednak jak
najsilniejszego upokorzenia Polski i Polaków, przedstawiania nas jako
rzekomego "narodu katów", aby tym lacniej wydusic na Polsce 65 miliardów
dolarów roszczen za zydowskie mienie (tak szacuje slynny krytyk tych
zydowskich szantazystów prof. Norman Finkelsztajn z USA). Dziwnym trafem
kieresowski IPN na czele ze swym szefem od dawna stosowal taki sposób
badania zbrodni wojennych, jaki najlepiej odpowiadal zydowskiemu lobby.
Skupiono sie wiec przede wszystkim na badaniu wszelkich niegodnych czynów
obywateli polskiej narodowosci, skrzetnie pomijajac niegodne czyny obywateli
innych narodowosci wobec Polaków czy wobec swoich wspólrodaków (np.
zbrodniczych dzialan Judenratów czy policji zydowskiej, tak sluzalczych
wobec Niemców, eksterminujacych Zydów). Chcialbym tu na przykladzie
najnowszej publikacji "Rzeczpospolitej" o materialach IPN na temat
Jedwabnego pokazac, jaki typ manipulacji i przemilczen jest wciaz tak
nachalnie stosowany.
Manipulacje w "Rzeczpospolitej"
Publicysta "Rzeczpospolitej" Andrzej Kaczynski, który pare lat temu jako
pierwszy wystapil z oskarzeniami pod adresem Polaków w sprawie Jedwabnego,
takze i teraz wystepuje z gromkimi oskarzeniami, powolujac sie na materialy
zebrane przez ludzi Kieresa. Na czolowym miejscu w "Rzeczpospolitej" z 2-3
listopada 2002 pod tytulem "Nie tylko Jedwabne" Kaczynski powoluje sie na
zgromadzone przez IPN dowody popelnionych rzekomo przez Polaków zbrodni na
Zydach. Stwierdza: "Oprócz procesów za zbiorowe ekscesy odbylo sie na
Podlasiu kilkaset procesów przeciw Polakom za indywidualne czyny przestepcze
na szkode Zydów. Czekaja one na zbadanie.
Czyny, o których mówia zródla, byly róznej miary i skali. Donosy, rabunki,
niszczenie mienia, terror psychiczny, wymuszanie okupu, zniewazanie uczuc
religijnych, miejsc i przedmiotów kultu, bicie, gwalty, pojedyncze
zabójstwa, w koncu masowe mordy" [podkr. - J.R.N.].
Kaczynski oskarzycielsko przywoluje, w oparciu o materialy IPN, przeciwko
Polakom zarzuty popelnienia wspomnianych zbrodniczych czynów wobec Zydów na
Podlasiu w ciagu pierwszych tygodni okupacji niemieckiej w 1941 roku.
Czynów, za które sadzono juz po wojnie winnych Polaków. Z triumfem oglasza
te ustalenia. Tylko ze nasuwa sie pytanie, co dotad zrobil IPN dla zbadania
takich samych jak wymienione zbrodniczych czynów, tyle ze popelnionych
przeciwko Polakom przez zbolszewizowanych Zydów. I to popelnianych nie w
ciagu kilku tygodni, a w ciagu ponad póltora roku sowieckiej okupacji bylych
Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej. I pózniejszych zbrodni
zbolszewizowanych Zydów (wymordowania calej polskiej ludnosci wsi Naliboki -
w 1943 roku, wsi Koniuchy - 1944 r. i jeszcze pózniejszych zbrodni Bermana,
Fejgina, Rózanskiego, Swiatly, Brystygierowej, Romkowskiego, Wolinskiej,
Morela, Stefana Michnika etc.). Przypomnijmy tu, ze slynny katolicki
intelektualista na emigracji ojciec Józef M. Bochenski akcentowal na lamach
paryskiej "Kultury" (nr 7-8 z 1986 r.): "Jak wiadomo - wladza lezala w duzej
mierze w ich [Zydów - J.R.N.] rekach po zajeciu Polski przez wojska
sowieckie - w szczególnosci pewni Zydzi kierowali policja bezpieczenstwa.
Otóz ta wladza i ta policja jest odpowiedzialna za mord bardzo wielu sposród
najlepszych Polaków. Polacy maja, moim zdaniem, znacznie wieksze prawo mówic
o pogromie Polaków przez Zydów niz Zydzi o pogromach polskich" [podkr. -
J.R.N.].
Zapytajmy, dlaczego IPN ciagle jakos nie oglasza triumfalnie wyników swych
badan nad zbrodniami popelnionymi przez zbolszewizowanych Zydów, choc
przebieg wielu z nich jest duzo latwiejszy do zrekonstruowania niz zbrodnia
w Jedwabnem i jest bardzo dobrze udokumentowany. Przeciez na przyklad opisy
wymordowania mieszkanców polskiej wioski Koniuchy sa przedstawione w
wydanych w Stanach Zjednoczonych ksiazkach zydowskich autorów i nie trzeba
nawet przeprowadzac zadnej ekshumacji dla potwierdzenia faktu tej potwornej
zbrodni. W ksiazce "Przemilczane zbrodnie. Zydzi i Polacy na kresach w
latach 1939-1941", wydanej juz w 1999 roku, podalem szeroko udokumentowane,
takze w oparciu o liczne materialy zydowskie (relacje i opracowania
historyków) opisy zbrodni popelnionych na Polakach przez zbolszewizowanych
Zydów. Dlaczego kieresowski IPN nie zbadal tych zbrodni i jakos nie
przygotowal na ich temat zadnej "Bialej Ksiegi". A przeciez przeciwko
sprawcom tych zbrodni na Polakach nigdy nie odbyly sie zadne procesy w
odróznieniu od procesów przeciwko Polakom na Podlasiu. Czasy PRL-u nie
sprzyjaly wszak sciganiu zbrodni popelnionych przez zydowskich komunistów. A
IPN - polski Instytut Pamieci Narodowej, jakos nie spieszy sie z
wytropieniem zydowskich sprawców zbrodni na Polakach. Czy dlatego ze to
byloby uznane za "niepoprawne politycznie" przez rózne dominujace osoby z
"elit" politycznych, czy tak wplywowe przekaziory jak TVP, TVN, "Gazeta
Wyborcza" czy "Rzeczpospolita"?!
A przeciez jakze latwo byloby znalezc rozliczne udokumentowane przyklady
zbrodniczych czynów popelnionych przeciwko Polakom w latach 1939-1941 przez
zbolszewizowanych Zydów: "donosów, rabunków, niszczenia mienia, terroru
psychicznego, zniewazania uczuc religijnych, miejsc przedmiotów kultu,
bicia, gwaltów, pojedynczych zabójstw, w koncu masowych mordów". Przytocze
tu pokrótce choc po kilka przykladów z kazdej kategorii tych zbrodniczych
czynów popelnionych na Polakach przez zbolszewizowanych Zydów.
Donosy
"Zabójczym" donosom zbolszewizowanych Zydów przeciw Polakom poswiecilem caly
osobny rozdzial wspomnianej juz wyzej mojej ksiazki "Przemilczane zbrodnie"
(op. cit., s. 69-84). Przypomne tu najpierw raport kuriera Jana Karskiego z
lutego 1940 roku, stwierdzajacy m.in.: "Proletariat zydowski, drobne
kupiectwo, rzemioslo (...) ci wszyscy równiez pozytywnie, jesli nie
entuzjastycznie, odniesli sie do nowego régime'u. Trudno im zreszta dziwic
sie. Gorzej jest np., gdy denuncjuja oni [Zydzi - J.R.N.] Polaków, polskich
narodowych studentów, polskich dzialaczy politycznych, gdy kieruja praca
milicji bolszewickich zza biurek, lub sa czlonkami tych milicji, gdy
niezgodnie z prawda szkaluja stosunki w dawnej Polsce. Niestety trzeba
stwierdzic, ze wypadki te sa bardzo czeste (...)" (por. A. Eisenbach: Raport
Jana Karskiego o sytuacji Zydów na okupowanych ziemiach polskich na poczatku
1940 r., "Dzieje najnowsze" 1989, nr 2, s. 193-195.).
Najslynniejszy zagraniczny badacz historii Polski - prof. Norman Davies,
pisal juz 9 kwietnia 1987 roku na lamach "The New York Review of Books":
"Wsród kolaborantów, którzy przybyli, aby pomagac sowieckim silom
bezpieczenstwa w wywózce wielkiej liczby niewinnych mezczyzn, kobiet i
dzieci na odlegle zeslanie i przypuszczalnie smierc, byla nieproporcjonalnie
wielka liczba Zydów". Zydowski autor ze Stanów Zjednoczonych Harvey Sarner
pisal w ksiazce "General Anders and the Soldiers of the Second Polish
Corps", Brunswick Press 1997, s. 4: "(...) nie pomoglo stosunkom miedzy
Polakami a Zydami to, ze niektórzy Zydzi witali najezdzcza Armie Czerwona.
(...) Czesc Zydów wspóldzialala z Rosjanami przez rozpoznawanie polskich
oficerów, których potem aresztowano. Aby zrozumiec jak powaznie takie akcje
wplywaly na stosunki polsko-zydowskie, musi sie zdawac sprawe, ze wiekszosc
schwytanych polskich oficerów byla pózniej stracona przez Sowietów w Katyniu
i innych miejscowosciach". Znany intelektualista pochodzenia zydowskiego
Aleksander Wat stwierdzal w slynnym "Moim wieku" (wyd. podziemne "Krag",
Warszawa 1983, cz. 2, s. 298), iz we Lwowie "sporo bylo donosicieli Zydów,
nieslychanie duzo". Komendant Zwiazku Walki Zbrojnej - gen. Stefan
Rowecki-Grot, uskarzal sie w meldunku z 21 listopada 1940 roku, ze to
"przede wszystkim Zydzi" dominuja w donosach dla bolszewików przeciwko
Polakom (cyt. za J. Wegierski: "Lwów pod okupacja sowiecka 1939-1941",
Warszawa 1991, s. 218). Jeszcze ostrzejsze byly slowa gen. Roweckiego-Grota
w notatce wyslanej do Londynu 25 wrzesnia 1941 roku: "Ujawnilo sie, ze ogól
zydowski we wszystkich miejscowosciach, a juz szczególnie na Wolyniu,
Polesiu i Podlasiu (...) po wkroczeniu bolszewików rzucil sie z cala furia
na urzedy polskie, urzadzal masowe samosady nad funkcjonariuszami Panstwa
Polskiego, dzialaczami polskimi, masowo wylapujac ich jako antysemitów i
oddajac na lup przybranych w czerwone kokardy metów spolecznych" (por. J.R.
Nowak, Przemilczane..., s. 238). Wspólpracownik IPN dr Marek Wierzbicki
pisal w ksiazce "Polacy i Zydzi w zaborze sowieckim" (Warszawa 2001, s.
152): "Donosili miejscowi sympatycy nowej wladzy rekrutujacy sie z ludnosci
zydowskiej. Na pewno nie tylko oni, ale w gronie donosicieli stanowili grupe
zdecydowanie najwieksza". W swej ksiazce "Przemilczane zbrodnie" pisze o
licznych smiertelnych ofiarach tych zydowskich donosów (por. J.R. Nowak,
Przemilczane..., s. 73, 74, 76, 77 i in.). Wystarczy? Dlaczego kieresowski
IPN nie ujawnia nazwisk autorów tych zbrodniczych czynów na Polakach?
Rabunek i niszczenie mienia
W róznych relacjach polskich powtarzaja sie dramatyczne opowiesci o
niezwykle sadystycznym zachowaniu mlodych milicjantów zydowskich podczas
wywózki rodzin polskich, ich udziale w rozgrabianiu polskiego mienia. Bardzo
czesto zydowscy komunisci ze szczególna skwapliwoscia przywlaszczali sobie
mienie nalezace do Kosciola katolickiego. Amerykanski historyk Richard C.
Lucas pisal w swietnej, a przemilczanej u nas ksiazce "Zapomniany holocaust"
(Kielce 1995, s. 164), ze: "Niektóre klasztory zamieniono na synagogi". Juz
14 listopada 1939 roku biskup przemyski Franciszek Barda poinformowal
Papieza Piusa XII, ze gmach kurii biskupiej w Przemyslu zagarnieto na
mieszkanie dla Zydów. Inny polski biskup Wincenty Urban (wg. J.F. Morley:
"Vatican Diplomacy and the Jews during the Holocaust 1939-1943", New York
1980, s. 133), piszac o roli Zydów jako fanatycznych antyreligijnych
agitatorach na terenie diecezji lwowskiej, przypomnial, iz: "Zydzi przejeli
jako wychowawcy Zaklad Sierot (...) w Bilce Szlacheckiej pod Lwowem. Zydzi
weszli tez do szkoly jako wychowawcy i nauczyciele polskiej mlodziezy i
wpajali jej, ze nie ma Boga i nie potrzeba Go" (por. ks. bp W. Urban: "Droga
krzyzowa diecezji lwowskiej w latach drugiej wojny swiatowej 1939-1945",
Wroclaw 1983, s. 87). Byly kierownik archiwum miejskiego w Przemyslu Jan
Smolka z oburzeniem wspominal barbarzynskie dzialania naslanej do archiwum
zydowskiej bolszewiczki Heleny Szwarcowej. Swiadomie i celowo niszczyla ona
obrazy z dzialu sztuki koscielnej, m.in. przedziurawila az 7 obrazów
pochodzacych z XVII wieku (por. J. Smolka: "Przemysl pod sowiecka okupacja.
Wspomnienia z lat 1939-1941", Przemysl 1999, s. 94). Kiedy IPN ujawni rózne
fakty na temat dzialania tych antyreligijnych wandali?
Terror psychiczny
Sa doslownie tysiace przykladów stosowania terroru psychicznego wobec
Polaków traktowanych jako przedstawiciele narodu podbitego przez
zbolszewizowanych Zydów. Na porzadku dziennym byly wciaz przejawy
publicznego manifestowania przez zbolszewizowana czesc Zydów radosci z
powodu upadku Polski (np. triumfalne obnoszenie trumny z napisem "Polska" po
ulicach Lwowa, szydzenie z Polaków jako narodu rzekomo juz calkowicie
przegranego i pozbawionego jakichkolwiek szans na przyszlosc). Profesor
Norman Davies okreslil rozliczne przyklady tego typu zydowskiej
Schadenfreude jako "tanczenie na polskim grobie". Szczególnie czestym
przykladem triumfalizmu zbolszewizowanych Zydów bylo publiczne upokarzanie
prowadzonych przez Sowietów polskich jenców. General brygady Jan Lachowicz
odnotowal w swych wspomnieniach, jak po obu stronach eskortowanej przez
zolnierzy sowieckich polskiej kolumny jenców "zebral sie motloch mlodych
Zydów (...). Wkrótce zaczeli na nas pluc, a nawet gdzieniegdzie obrzucali
kolumne kamieniami" (cyt. za K. Liszewski (R. Szawlowski): "Wojna
polsko-sowiecka 1939 r., Londyn 1988, s. 265-266). Podobne wspomnienia
znajdujemy w relacji Edmunda Zaremby. Opisywal on przemarsz polskich jenców
przez miasteczko Kostopol 21 lub 22 wrzesnia 1939 roku: "Gdy kolumna szla
przez miasteczko miejscowi Zydzi pluli na zolnierzy polskich, wyzywali ich
najbardziej plugawymi slowami, rzucali na nich kamieniami" (cyt. za relacja
E. Zaremby, spisana przez J. Pelca Piastowskiego pt.: "Gdzie sa ci jency?,
"Niepodleglosc i Pamiec" 1995, nr 3-4, s. 104).
Ranny polski jeniec - zolnierz z Zaleszczyk, tak wspominal brutalnosc
pilnujacych ich Zydów: "(...) lezalem w szpitalu w Zaleszczykach. Los nasz
byl straszny. NKWD oddalo nas w rece Zydów uzbrojonych w karabiny reczne i
bron krótka. (...) Obchodzili sie z nami, rannymi zolnierzami, niezwykle
brutalnie. Bito nas i kopano, wyszukiwano oficerów, a znalezionych oddawano
w rece NKWD. Do nas krzyczeli, ze jestesmy pacholkami burzuazji i ze my do
tej pory pilismy ich krew, a oni teraz beda pic nasza. Rzucano wobec nas
wiele obelg, których powtórzyc nie moge, bo sa ordynarne. Zasypywali nas
bluznierstwami" (cyt. za P. Zaron: "Agresja Zwiazku Radzieckiego na Polske
17 wrzesnia 1939 r. Los jenców polskich", Torun 1998, s. 126). Marek
Wierzbicki pisal, iz: "22-letni Zyd z Wilna wspomina, ze Zydzi rozbrajali
Polaków 'w brzydki sposób z wielka satysfakcja'. Na przyklad zdarzaly sie
przypadki plucia w twarz zolnierzom, którym odbierano karabiny" (M.
Wierzbicki: "Polacy i Zydzi...", s. 148). W anonimowej relacji 20-letniej
zydowskiej uciekinierki z Warszawy, zlozonej przed przedstawicielem "Oneg
Szabat" na temat polozenia ludnosci zydowskiej w Grodnie pod okupacja
sowiecka, mozna bylo przeczytac m.in.: "Przybycie bolszewików przyjeli Zydzi
z wielka radoscia (...) uwazali sie niemal za panów sytuacji, zas Polaków
traktowali z góry i arogancko, dawali im czesto odczuc ich niemoc i
naigrywali sie z niej. W Grodnie mialy miejsce liczne takie wypadki, ze gdy
Polka dochodzila do zydowskiej przekupki, by kupic warzywa, ta jej
odpowiadala: 'Ty Polaczka, idz won, znac cie nie chce'. Bylo wielu takich
Zydów, którzy przy kazdej sposobnosci wspominali Polakom z zadowoleniem, ze
ich czasy sie skonczyly, ze obecnie nie maja oni nic do powiedzenia i musza
byc posluszni wladzy sowieckiej" (cyt. za M. Wierzbicki: op. cit., s. 269).
Zniewazanie uczuc religijnych, miejsc i przedmiotów kultu
Zbolszewizowani Zydzi znajdowali sie przez dziesieciolecia w Zwiazku
Sowieckim w "awangardzie" walki z religia i Kosciolami. Nieprzypadkowo na
czele glównej organizacji walczacej z religia w ZSRS - oslawionego Zwiazku
Bezbozników, stal komunista zydowskiego pochodzenia Jemelian Jaroslawski
(wlasciwie Miniej Izrailewicz Gubelman). Autor ksiazki "Rosja i krzyz"
Andrzej Grajewski pisal o Gubelmanie: "Ten morderca zza biurka byl
odpowiedzialny za katorge tysiecy ludzi duchownych i ludzi swieckich,
zniszczenie bezcennych zabytków starej kultury rosyjskiej, ruine tysiecy
cerkwi" (A. Grajewski: "Rosja i krzyz", Wroclaw 1989, s. 14). Po sowieckiej
agresji na Polske 17 wrzesnia 1939 roku zydowscy bolszewicy odegrali
decydujaca role w przesladowaniu religii i walce z Kosciolem. Na kazdym
kroku starali sie zniewazac uczucia religijne Polaków, poniewierajac
najswietsze dla nich rzeczy. "Pomyslowosc" zydowskich ateizatorów nie miala
pod tym wzgledem granic. Edward Flis, w momencie najazdu wojsk sowieckich
mlody chlopak, chodzacy do szkoly, pisal we wspomnieniach z tamtych lat, iz
"w Uscilugu [Uscilug nad Bugiem kolo Wlodzimierza - J.R.N.] Zydzi urzadzili
ateistyczny pokaz. Ubrali konia w koscielne szaty i prowadzili po miescie"
(E. Flis: "Naród niewybrany", Warszawa 1994, s. 11). Wlodzimierz
Drohomirecki tak wspominal po latach drastyczne przejawy wojny z religia,
toczonej w jego szkole przez zydowska nauczycielke (dzialo sie to w
miejscowosci Derezne, powiat Kostopol na Wolyniu): "Przed Bozym Narodzeniem
1939 r. nauczycielka, Zydówka Berta Aros, dokonala w klasach przegladu
noszonych przez dzieci medalików. Co wartosciowsze, w tym mój zloty krzyzyk
z lancuszkiem, prezent chrztu swietego od mego ojca chrzestnego, zostaja
zerwane i zabrane" (por. "Swiadkowie mówia", wyd. Swiatowy Zwiazek Zolnierzy
Armii Krajowej, Okreg Wolyn, Warszawa 1996, s. 97). Nawet Jan Tomasz Gross
przed laty, kiedy zdobywal sie na rzetelniejsze relacje, przytoczyl we
wstepie uwage o Zydzie z miasteczka Wielkie Oczy wspominajacym mlodziez
zydowska, która zalozywszy, jak powiada, "komsomol", objezdzala pózniej caly
powiat, "stracajac kapliczki przydrozne i rozbijajac je" (cyt. za: "W
czterdziestym nas Matko na Sibir zeslali. Polska a Rosja 1939-42", wybór i
oprac. J.T. Gross i I. Grudzinska-Gross, Warszawa 1989, s. 29). Profesor
Ryszard Szawlowski pisal, ze ukrainsko-zydowska milicja w Lucku "popisala
sie" szczególnie barbarzynskim czynem, wykluwajac bagnetami oczy na
portretach biskupów umieszczonych w palacu biskupim w Lucku (wg R.
Szawlowski: "Wojna polsko-sowiecka 1939", Warszawa 1997, t. I, s. 399, t.
II, s. 383). Przyklady tego typu mozna by dlugo mnozyc. Na przyklad w
Wisniowcu mlodzi Zydzi obrzucili kamieniami kosciól, niszczac cenne
historyczne witraze, w Zambrowie kolo Lomzy Zydzi podczas uroczystosci
pierwszomajowych obrzucili kamieniami figure sw. Jana, w Worochcie w lutym
1940 roku miejscowi Zydzi-komunisci wtargneli do kosciola, niszczac i
zabierajac obrazy i urzadzenia koscielne.
Pojedyncze zabójstwa i masowe mordy
W ksiazce "Przemilczane zbrodnie" przytoczylem liczne przyklady mordowania
Polaków w latach 1939-41 przez zbolszewizowanych Zydów (m.in. zamordowania
lwowskich dzialaczy studenckich, wymordowania dominikanów z klasztoru w
Czortkowie przez zydowskich enkawudzistów, wymordowaniu policjantów w
Kolkach i Sarnach, masakry polskich wiezniów w wiezieniu w Tarnopolu,
dokonanej przez Zydów w Trembowli: Kramera, Kummela i Dawida Rosenberga). W
ciagu kilku lat, jakie uplynely od wydania moich "Przemilczanych zbrodni",
znalazlem duzo wiecej informacji na temat podobnych zbrodni dokonanych przez
zbolszewizowanych Zydów na Polakach w latach 1939-41. O niektórych z nich
pisalem w ksiazce "100 klamstw J.T. Grossa o zydowskich sasiadach i
Jedwabnem" (Warszawa 2001, s. 100-114). Dziwne, ze kieresowski IPN nie chce
jakos szerzej ujawnic i napietnowac tych zbrodni. A przeciez wsród
wspólpracowników tegoz IPN jest m.in. Marek Wierzbicki, który pisal m.in.,
iz: "Wspomniane wczesniej denuncjacje dokonywane przez miejscowych Zydów w
Grodnie bezposrednio po zajeciu miasta przez Armie Czerwona spowodowaly
aresztowanie kilkuset i rozstrzelanie prawdopodobnie ponad 100 osób, glównie
Polaków" (M. Wierzbicki: "Polacy i Zydzi...", s. 116-117). W innym miejscu
swej ksiazki (op. cit., s. 76) Wierzbicki pisze o terrorze panujacym w
Pinsku i kierowanym przez Gwardie Robotnicza, dowodzona glównie przez
czlonków Komunistycznej Partii Zachodniej Bialorusi narodowosci zydowskiej
(m.in. M.Sz. Zukowskiego-Zilbera, Abrama Gorbata i Judel Kot). Zajmowali sie
oni chwytaniem i rozstrzeliwaniem polskich oficerów i policjantów. Wladze
sowieckie nie scigaly tych zabójstw.
W innej, wczesniejszej ksiazce M. Wierzbicki wspominal o szeregu innych
zbrodni dokonanych przez zbolszewizowanych Zydów. Pisal np., iz "w Sokólce
szewc Goldacki zastrzelil trzech policjantów. Tego samego dokonal kowal Abel
Labedych we wsi Bogusze 24 wrzesnia" (M. Wierzbicki: "Polacy i Bialorusini w
zaborze sowieckim", Warszawa 2000, s. 116). W innym miejscu (s. 71-72)
Wierzbicki pisze o okrutnym mordzie dokonanym na hrabiostwie Wolkowickich
przez komunistyczna bande, której przewodzil Zyd Ajzik.
Brak miejsca nie pozwala na szczególowe relacjonowanie rozlicznych mordów
tego typu. Przygotowuje na temat zbrodniczych czynów zbolszewizowanych Zydów
na Kresach dwutomowa, ponad 1000-stronicowa monografie. Zastanawia tylko
fakt, jak to sie stalo, ze wladze kieresowskiego IPN-u nie mogly sie zdobyc
na publiczne ujawnienie i napietnowanie rozlicznych zbrodni tego typu
popelnionych na Polakach, choc z ogromna zarliwoscia tropia kazdy szczegól w
sprawach przestepstw Polaków juz dawno sadzonych i karanych przez PRL-owskie
sady. Pan Leon Kieres powiedzial kiedys w wywiadzie, ze 95 proc. pracy jego
IPN to sprawy zbrodni popelnionych na Polakach, a tylko 5 proc. to sprawy
zbrodni popelnionych przez Polaków na innych. Gdziez sa wiec wyniki scigania
sladów tych 95 proc. zbrodni? Kiedy p. Kieres powiedzial o nich szerzej
publicznie? Czy kierowany przez niego instytut jest polskim IPN czy raczej
Zydowskim Instytutem Pamieci Narodowej albo Centrum Wiesenthala-bis? Pytam o
to, bo nie widze dotad na przyklad zadnych postepów w ujawnieniu przez IPN
prawdy o innych okrutnych zbrodniach, popelnionych na Polakach, chocby
sprawy wymordowania polskich mieszkanców wsi Koniuchy. Kieresowski IPN nie
zdobyl sie nawet na ogloszenie najmniejszej informacji o postepach sledztwa
w tej sprawie, pomimo licznych ponaglen ze strony Kongresu Polonii
Kanadyjskiej, który przysylal do IPN w tej sprawie udokumentowane informacje
faktograficzne.
prof. Jerzy Robert Nowak
za to ostatnie to ty UB'eku i twoi szmalcownicy
z Jedwabne powinni przepraszac a nie Kwasniewski
za pisanie na pomnikach "Niemcy" zamiast napisac
"MY"...
[cut]
jedna tylko prosba: prosze ciac cytaty, dobrze?
Pizzer
W poprzednim odcinku pisalem o wyjatkowo silnej sprzecznosci miedzy
deklarowanymi zasadami Instytutu Pamieci Narodowej (IPN) a jego faktyczna
praktyka dzialania. Miedzy stwierdzeniami prezesa IPN Leona Kieresa, ze jego
Instytut skupia sie w 95 proc. na zbrodniach popelnionych na Polakach a
równoczesnym skoncentrowaniu sie IPN na badaniach dotyczacych domniemanych
"polskich zbrodni" i niemal wylacznym publicznym naglasnianiu informacji na
ich temat. Dzieje sie to przy jakze wymownym milczeniu o okrucienstwach,
które wyrzadzili nam inni, zwlaszcza zbolszewizowani Zydzi.
Tym zadziwiajacym dysproporcjom w pracy IPN towarzysza maksymalnie
naglasniane wypowiedzi skrajnie filosemickich autorów, którzy za wszystko
zle w stosunkach polsko-zydowskich konsekwentnie staraja sie obciazyc tylko
i wylacznie Polaków. Nader typowe pod tym wzgledem byly rozliczne
wystapienia ksiedza Michala Czajkowskiego, o którym powiedzial sam Prymas
Polski ks. kardynal Józef Glemp, ze "robi bardzo zla robote". (Bardzo to
wzburzylo wspólpracowników ks. M. Czajkowskiego z katolewicowej "Wiezi".)
Chodzi tu przede wszystkim o ciagle, niczym nieuzasadnione dywagacje ks.
Czajkowskiego o rzekomym "polskim antysemityzmie" i "chrzescijanskim
antysemityzmie". Nieprawde wytknal mu przed laty jakze celnie w polemice na
lamach "Wiezi" slynny historyk papiestwa ks. profesor Zygmunt Zielinski z
KUL-u. Ja sam juz 30 czerwca 1995 roku obnazylem na lamach "Slowa-Dziennika
Katolickiego" niedopuszczalne klamstwa, jakich dopuscil sie ks. Michal
Czajkowski, piszac nawet wbrew swiadectwom zydowskich historyków o rzekomych
pogromach na Zydach, dokonanych przez Polaków w 1905 roku. Na prózno jednak
kilkakrotnie wzywalem ks. Czajkowskiego, by w imie uczciwosci intelektualnej
zdobyl sie na przeproszenie czytelników "Wiezi" za swe oparte na
nieprawdziwych informacjach pomówienia pod adresem Polaków. Jesienia
zeszlego roku doszlo do dosc znamiennego wydarzenia. Ksiadz Czajkowski
zrejterowal z prowadzonego na ratuszu we Wroclawiu polsko-zydowskiego panelu
w sytuacji, gdy przy aprobacie ogromnej czesci zebranych wykazalem razaca
nieprawde jego twierdzen. Chodzilo o wypowiedziane przez ks. Czajkowskiego w
dyskusji redakcyjnej "Gazety Wyborczej" z 16-17 wrzesnia 2000 roku slowa, ze
zaden Polak nie zginal od zydowskiego antypolonizmu, podczas gdy miliony
Zydów zginely od antysemityzmu. Polecilem mu, ku jego krancowej
konsternacji, by na przyszlosc lepiej przemyslal swoje osady. I by
przeczytal duzo wiecej na tematy, o których nie ma pojecia. A wtedy dowie
sie chociazby o rozlicznych zbrodniach popelnionych na Polakach na Kresach w
latach 1939-41 przez zbolszewizowanych Zydów, w tym chocby o opisanym przez
ks. Zygmunta Mazura wymordowaniu przez zydowskich NKWD-zistów ojców
dominikanów z klasztoru w Czortkowie w nocy z 1 na 2 lipca 1941 roku (por.
szerzej J.R. Nowak "Przemilczane zbrodnie", Warszawa 1999, s. 51-52).
Radzilem ks. Czajkowskiemu równiez, by raczyl wreszcie zapoznac sie z
dostepnymi materialami na temat wymordowania calych polskich wsi Naliboki i
Koniuchy przez zydowskich partyzantów sowieckich i pózniejszych zbrodni
Bermana, Fejgina, Rózanskiego, Morela, etc.
Rzez w Nalibokach
Dwulicowosc i hipokryzje IPN najlepiej ilustruje nastepujaca sprawa. Z
jednej strony mielismy ogromna ilosc, doslownie setki wystapien czlonków
kierownictwa IPN na czele z samym L. Kieresem, "demaskujacych" rozmiary
"polskiej zbrodni" w Jedwabnem. Z drugiej strony ci sami ludzie nabrali wody
w usta w odniesieniu do rozlicznych zbrodni popelnionych na Polakach przez
zbolszewizowanych Zydów, milcza jak grób na ten temat w swych publicznych
wystapieniach. A przeciez powinni publicznie zabrac glos chociazby na temat
postepów sledztwa w sprawach wymordowania przez sowieckich partyzantów
zydowskich mieszkanców polskiego miasteczka Naliboki (w 1943 roku) i wsi
Koniuchy (w 1944 roku). Czy polskie tragedie, czy polska krew sie dla nich
nie licza? Na prózno Kongres Polonii Kanadyjskiej wielokrotnie slal do IPN
ponaglenia w tej sprawie. Kierownictwo IPN unikalo naglosnienia zbrodni
popelnionych na Polakach i ograniczalo sie jak dotad do trafiajacych do o
wiele mniejszego kregu komunikatów jednego z oddzialów IPN (por. internetowy
komunikat oddzialowej Komisji IPN w Lodzi z 5 wrzesnia 2002 roku). Dlaczego
o sprawach tych zbrodni nie wypowiadal sie publicznie sam prezes IPN Leon
Kieres, dlaczego w czasie swych unizonych przeproszen wobec Zydów w USA nie
zdobyl sie np. na polecenie im zapoznania sie z wydanymi w USA ksiazkami
zydowskich autorów, dokumentujacych zbrodnie zbolszewizowanych Zydów w
Koniuchach na Polakach? Dlaczego? Odpowiedz na to jest az nadto prosta - p.
Kieres wyraznie nie przejmuje sie takimi "drobiazgami" jak zbrodnie na
Polakach, on - z jakichs tylko jemu wiadomych wzgledów - nabiera niezwyklej
energii i pasji potepienczej, gdy ma publicznie osadzac rózne domniemane
"polskie zbrodnie".
A oto, jak wygladala pierwsza z tych przemilczanych przez L. Kieresa
zbrodni - rzez na Polakach w miasteczku Naliboki w powiecie Stolpce,
województwo nowogrodzkie. Dnia 8 maja 1943 roku o swicie 128 polskich
mieszkanców tego miasteczka zostalo wymordowanych przez partyzantów
dowodzonych przez dwóch zydowskich dowódców: Tuwie Bielskiego i Szolema
Zorina. Waclaw Nowicki, uratowany swiadek tych wydarzen, tak opisywal w
ksiazce "Zywe echa" (Warszawa, 1993) rzez na Polakach, gdy o swicie przybyli
partyzanci-mordercy: "Godzina 5 rano, 8 maja 1943 roku. Dluga seria z kaemu
rozprula ponizej okien frontowa sciane naszego domu, stojaca pod nia
kanape - przeleciala przez pokój i ugrzezla w przeciwleglej scianie zaledwie
kilka centymetrów nad naszymi glowami (...). Mama dopadla okna. - 'Wies
plonie!' - krzyczy (...) o godzinie 7.00 (...) jeki ucichly. Zewszad wialo
groza smierci i zniszczenia. Ocaleni z pogromu mogli teraz zobaczyc tragedie
swego miasteczka i dokonanego w nim ludobójstwa. W niespelna 2 godziny
zginelo 128 niewinnych ludzi. Wiekszosc z nich, jak stwierdzili potem
naoczni swiadkowie, z rak siepaczy Bielskiego i 'Pobiedy'.
Mordercy obojga plci wpadali do mieszkan i seriami z automatów unicestwiali
we snie cale rodziny, a obrabowane w pospiechu (nawet z zegarków) domostwa
palili i pijani od krwi z okrzykiem 'hura' szli dalej mordowac. Wielu
zbudzonych nagla strzelanina i jekiem sasiadów wylatywalo na podwórko. Tych
rozstrzeliwano z dziecmi pod scianami chat. Jedni i drudzy wraz z domostwem
obracali sie w popiól. Daleko slychac bylo ryk bydla i rzenie zagrabionych
koni. Podczas dantejskiego pogrzebu trudno bylo zidentyfikowac pozostale
czasem tylko konczyny dzieci, rodziców, dziadków z rodów Karniewiczów,
Lojków, Chmarów i wielu innych".
Dodajmy, ze wsród ludzi tak okrutnie mordujacych polskich mieszkanców
miasteczka Naliboki znalezli sie równiez ich zydowscy "sasiedzi" (by uzyc
ulubionego okreslenia J.T. Grossa). Jednoznacznie stwierdza sie to w
internetowym komunikacie lódzkiej komisji IPN-u: "Czesc swiadków wskazuje na
nazwiska atakujacych, zeznajac, ze wsród nich znajdowali sie równiez byli
mieszkancy narodowosci zydowskiej".
Warto tu dodac, ze zydowski dowódca partyzancki Tuwia Bielski byl wymieniany
jednoczesnie jako sprawca okrutnej rzezi w Nalibokach miedzy innymi w
publikowanym w "Magazynie Gazety Wyborczej" z 15 listopada 1996 r. tekscie
Jacka Hugona Badera "A rewolucja to miala byc przyjemnosc". Bader pisal
m.in. cytujac relacje partyzanckie z tamtych lat: "Zaczely sie masowe
rabunki wsi. I to nie bylo raz czy dwa, ale jedni wychodzili, drudzy
wchodzili. Miejscowi zaczeli wiec walczyc o chleb, organizowali
polsko-bialoruska samoobrone. My ja wspieralismy. Sowieci likwidowali.
Wykanczali wioski. Derewno, Rubieszewice, Starynki, Michalowo. W Nalibokach
wyrzneli 127 ludzi z samoobrony. Wszyscy mówili, ze Naliboki zrobil
Bielski". Wczesniej J. Hugo Bader pisal, ze Tuwia Bielski byl partyzantem
zydowskim. Inny rozmówca Badera - Boradyn tak mówil o zydowskich
partyzantach z oddzialów Tuwii Bielskiego i Szolema Zorina: "Grupy rabusiów
i tyle, którzy brali od kogo popadnie. Jedzenie, dzieciece ubranie, posciel,
lyzki, widelce, kosztownosci...". Obraz uzupelnia w tekscie Badera relacja
bylego zydowskiego partyzanta, dzis emeryta - Jakowa Rumowicza. Wspominal
on: "U nas prawie polowa to Zydzi byli, ale co to za partyzanci? Grabili
tylko i gwalcili".
W internetowym komunikacie IPN z 5 wrzesnia 2002 roku m.in. czytamy na temat
rzezi w Nalibokach: "Miasteczko Naliboki, powiat Stolpce, woj. nowogródzkie
do wrzesnia 1939 r. zamieszkane bylo glównie przez ludnosc polska i
zydowska. Poczawszy od 1942 r. na Naliboki zaczely napadac bandy rabunkowe,
rekrutujace sie z rozbitych przez Niemców zdemoralizowanych oddzialów
sowieckich, ukrywajacych sie w okolicznych lasach. Dzialalnosc tych band
miala charakter wylacznie rabunkowy. W celu ochrony ludnosci polskiej w
Nalibokach powstal skladajacy sie z Polaków oddzial 'samoobrony', którego
dowódca zostal Eugeniusz Klimowicz. Poczatkowo Polacy wspólpracowali ze
stacjonujacymi w bazach polozonych w Puszczy Nalibockiej partyzantami
sowieckimi, dowodzonymi przez mjr Rafala Wasilewicza. Wspólnie zwalczali oni
grasujace na tych terenach bandy rabunkowe, jak i Niemców. Wiosna 1943 r.
doszlo do dwóch spotkan Eugeniusza Klimowicza i Rafala Wasilewicza. Dowódcy
sowieccy pragneli podporzadkowac sobie 'samoobrone' z Nalibok. Polacy nie
wyrazili na to zgody. Zawarto jednak porozumienie, na mocy którego
partyzanci sowieccy i czlonkowie polskiej 'samoobrony' mieli zaniechac
wzajemnych napadów. Miasteczko Naliboki i pobliskie osady mialy stanowic
domene Polaków z 'samoobrony'. Pomimo tego w nocy z 8 na 9 maja 1943 r.
partyzanci sowieccy zaatakowali Naliboki. Zatrzymywali oni glównie mezczyzn
i po wyprowadzeniu ich z domów rozstrzeliwali. Spalili równiez szereg
zabudowan oraz miejscowy kosciól. Lacznie zginelo ok. 120-128 mezczyzn oraz
3 kobiety" [podkr. J.R.N.].
Zdumiewa fakt, ze zarówno w cytowanym przeze mnie fragmencie komunikatu
lódzkiej komisji IPN, jak i w pozostalej czesci nie zdobyto sie na
wymienienie 2 nazwisk zydowskich dowódców band rabunkowych, które dokonaly
rzezi Polaków: Tuwii Bielskiego i Szolema Zorina. Zapomniano równiez
zaznaczyc, ze w wielkiej czesci wspomniane mordercze bandy skladaly sie z
Zydów. Czyzby autorzy komunikatu lódzkiej komisji IPN-u obawiali sie, ze
gdyby podali tak wazne i niezbedne informacje o roli zbrodniczych zydowskich
partyzantów sowieckich, to srodze pogniewa sie na nich sam prezes L. Kieres.
Jak ocenic jednak tego typu zatajenia?
Masakra Polaków we wsi Koniuchy
Kolejna wciaz dziwnie przemilczana w publicznych wystapieniach Kieresa i
innych IPN-owskich prominentów sprawa jest historia okrutnej rzezi
popelnionej na mieszkancach we wsi Koniuchy 29 stycznia 1944 r. Publiczne
milczenie w tej sprawie, poza skierowanym do duzo wezszych kregów
internetowym komunikatem lódzkiej Komisji IPN z 5 wrzesnia, prawdziwie
szokuje. Przeciez w sprawie masakry w Koniuchach, o której jak najszybsze
zbadanie po tylekroc upominal sie Kongres Polonii Kanadyjskiej, nie trzeba
przeprowadzac nawet zadnej ekshumacji jak w przypadku Jedwabnego, ze wzgledu
na fakt, ze paru zbrodniczych zydowskich partyzantów otwarcie chlubilo sie
swymi "wyczynami" w ksiazkach opublikowanych w Stanach Zjednoczonych. Na
przyklad Chaim Lazar opisywal w ksiazce "Destruction and Resistance" (New
York, Schengold Publisher, 1985, s. 174-175): "Pewnego wieczoru stu
dwudziestu partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepsza bron,
wyruszylo w kierunku wsi. Bylo wsród nich okolo 50 Zydów, przewodzonych
przez Jacoba Prennera. O pólnocy przybyli oni na koniec wsi i zajeli
odpowiednie pozycje. Rozkaz nakazywal, aby nie darowac nikomu zycia. Nawet
zwierzeta domowe mialy byc wybite, a cala wlasnosc zniszczona... Sygnal dano
tuz przed switem. W ciagu niewielu minut okrazono wies z trzech stron. Z
czwartej byla rzeka i jedyny most, który znajdowal sie w rekach partyzantów.
Partyzanci, z zawczasu przygotowanymi pochodniami palili domy, stajnie i
spichlerze, gesto ostrzeliwujac siedliska ludzkie... Pólnadzy chlopi
wyskakiwali przez okna i usilowali szukac drogi ratunku. Ale zewszad czekaly
na nich smiertelne pociski. Wielu wskakiwalo do rzeki i plynelo nia ku
drugiemu brzegowi, ale i ich równiez spotkal taki sam los. Zadanie wykonano
w krótkim czasie. Szescdziesiat gospodarstw chlopskich, w których mieszkalo
okolo 300 osób, zniszczono. Nie uratowal sie nikt".
Potwierdzenie opisów okrutnej rzezi dokonanej na Polakach znajdujemy równiez
w paru innych ksiazkach autorów zydowskich, wydanych w USA. Miedzy innymi
Isaac Kowalski pisal: "Nasz oddzial otrzymal rozkaz, aby zniszczyc wszystko,
co sie rusza i zamienic wies w popioly. Dokladnie o ustalonej godzinie i
minucie wszyscy partyzanci z czterech stron wsi otworzyli ogien z karabinów
recznych i maszynowych, strzelajac kulami zapalajacymi w zabudowania wioski.
Tym sposobem dachy gospodarstw zaczely sie palic (...) Gdy pózniej
przemaszerowalismy przez Koniuchy (...) byl to jak gdyby przemarsz przez
cmentarz" (por. I. Kowalski "A Secret Press in Nazi Europe. The Story of a
Jewish United Partisan Organization", New York, Central Guide Publication,
1969, s. 333-334. Zob. takze I. Kowalski, wybór i redakcja "Anthology on
Armed Jewish Resistance, 1939-1945" t. IV, New York 1991, Jewish Combatants
Publishers House, s. 390-391).
O rzezi polskich mieszkanców w Koniuchach pisze z duma równiez inny autor
zydowski Rich Cohen w ksiazce pod wymownym tytulem "Msciciele" ("The
Avengers"): "Koniuchy byly wioska o zakurzonych drogach i osiadlych w ziemi,
nie pomalowanych domach. (...) Partyzanci (...) zaatakowali Koniuchy od
strony pól, a slonce swiecilo im w plecy. (...) Partyzanci wrzucili granaty
na dachy, a w domach wystrzelily plomienie. Chlopi wybiegali drzwiami i
biegli droga. Partyzanci ich gonili strzelajac do mezczyzn, kobiet i dzieci.
(...) Setki chlopów zginely w ogniu krzyzowym" (R. Cohen "The Avengers", New
York, Alfred A. Knopf, 2000, s. 145). Ogromnie zasluzona w dzialaniach na
rzecz obrony dobrego imienia Polaków Hanna Sokolska z Komisji Informacyjnej
przy Zarzadzie Glównym Kongresu Polonii Kanadyjskiej w liscie do szefów
IPN-u 17 lutego 2001 r., podajac bogato udokumentowane dowody zbrodni
zydowskich partyzantów sowieckich w Koniuchach, powolala sie równiez na
potwierdzenie rzezi w Koniuchach, zawarte w dzienniku partyzantów zydowskich
pt. "Operations Diary of a Jewish Partisan Unit in Rudniki Forest". Wedlug
Sokolskiej, dziennik ten jest dostepny w internecie:
www.yadvashem.org/about_holocaust/documents/part3/ doc211.html. W dzienniku
tym podano, ze w napadzie na wies uczestniczyli partyzanci z oddzialów J.
Prennera ("Smierc faszystom") i Shmuela Kaplinskiego ("Ku zwyciestwu").
Ponadto swój udzial w akcesji likwidacji wsi Koniuchy potwierdzil - wg
Sokolskiej - Zalman Wylozny, który sluzyl w oddziale "Smierc faszystom".
Stwierdzil on, ze "cala wies zostala puszczona z dymem, a mieszkancy
wymordowani" (zob. J. Golota "Losy Zydów ostroleckich w czasie II wojny
swiatowej"; "Biuletyn Zydowskiego Instytutu Historycznego", nr 187 /1998/,
s. 32). Autor powolywal sie na zeznania Z. Wyloznego (Yad Vashem 1503-80-1).
Sokolska pisala w liscie do szefów IPN-u z 17 lutego 2001 r. równiez o tym,
ze obecnie znane sa juz nazwiska niektórych zydowskich sprawców rzezi:
Jacoba Prennera, Shmuela Kaplinskiego, Shlomo Branda, Isaaca Kowalskiego,
Chaima Lazara, Israela Weissa i Zalmana Wyloznego. Byli oni - wg
Sokolskiej - "przewaznie obywatelami RP".
Znamienne, ze sprawcy rzezi Polaków we wsi Koniuchy uzasadniali te masakre
calej wioski tym, ze byla to wies "reakcyjna". Przypomnijmy wiec, ze wsród
wymordowanych "reakcjonistów" byla m.in. 1,5-roczna N. Molisówna. Mozna
domniemywac, ze swa "reakcyjnosc" wyssala z mlekiem matki, podobnie jak inna
zamordowana - 4-letnia Marysia Tubisówna. W wydawanej w Wilnie "Naszej
Gazecie" z 29 marca 2001 r. czytamy wyliczenie niektórych nazwisk polskich
ofiar zamordowanych przez zydowskich partyzantów sowieckich w Koniuchach.
Byly wsród nich m.in. obok wspomnianych juz 1,5-rocznej Molisówny i
4-letniej Tubisówny cale rodziny, np. Zygmunt Bandalewicz (8 lat),
Mieczyslaw Bandalewicz (9 lat), Stanislaw Bandalewicz (45 lat), Józef
Bandalewicz (54 lata), Stefania Bandalewiczowa (48 lat). Jak pisano w
"Naszej Gazecie": "Póltoraroczna córeczka Molisowej zginela wraz matka, gdy
ta uciekala posród kul, trzymajac ja na reku". Andrzej Kumor cytowal w
artykule publikowanym na lamach polonijnej "Gazety" w Toronto z 4-6 maja
2001 r. rozmowe z naocznym swiadkiem tamtych okrutnych wydarzen Edwardem
Tubinem (mial wówczas 13 lat). Tubin opisywal: "Nie bylo róznicy, kogo
zlapali, to wszystkich bili. Nawet kobiete jedna, uciekala tam w las ku
cmentarzu, to nie strzelali, ale kamieniem zabili, kamieniem w glowe. Jak
mame zabili, to moze z 8 kul po piersiach puscili (...). Wojtkiewicza zona
byla w ciazy i chlopak byl, nie mial nawet 2 latka. Zabili ja, a chlopak
zostal zywy. Przyniesli slome, na nia rzucili, zapalili. Temu chlopaczkowi
nogi poopalalo - paluszki jemu odpadly. Przezyl pod ta matka. Jak zapalili,
to tylko nogi mu sie spalily. Bylo strasznie, bylo strasznie, nie
przepuscili nikomu".
W internetowym komunikacie Oddzialowej Komisji IPN w Lodzi z 5 wrzesnia 2002
r. m.in. czytamy na temat rzezi w Koniuchach: "Jeden ze swiadków byl w
Koniuchach w dniu 2 lutego 1944 r., a wiec w kilka dni po napadzie. Zeznal,
iz widzial popalone domy, rozpaczajacych, ludzi, pozostawione dzieci. Z
relacji osoby, która zdolala sie ukryc w czasie napadu, slyszal, iz wies
podpalono z obu stron, a potem strzelano do uciekajacych ludzi. (...) Z
zeznan wynika, iz czesc ofiar, zwlaszcza osoby stare i schorowane, zginela,
spalona we wlasnych domach. Natomiast do czesci mieszkanców, którzy starali
sie uciekac, strzelano. W taki sposób zginely osoby z rodziny P. Zwloki
malzonków Stanislawa i Katarzyny P. odnaleziono zweglone w domu. Cialo ich
córki Genowefy P. ze sladami kul i przypalonymi stopami lezalo na podwórku".
Dlaczego dokonano tego mordu na Polakach w Koniuchach? Bo chciano
"odpowiednio" odstraszajaco ukarac mieszkanców wsi, która chciala sie bronic
przed ciaglymi niszczacymi ja do cna rabunkami. Polscy chlopi zorganizowali
jednostke "samoobrony", aby ochronic wies przed ciaglym rekwirowaniem
zywnosci. Wies w tym czasie nie miala juz doslownie srodków do zycia.
Wilenska "Nasza Gazeta" z 29 marca 2001 r. przytoczyla relacje naocznego
swiadka Liliany Narkowicz opisujaca, ze partyzanci "dokonywali wciaz
grabiezczych napadów, niczym bandyci. Nasi mezczyzni zbuntowali sie. Nie
mielismy czym karmic wlasnych dzieci. U niektórych bieda az piszczala".
Dlaczego L. Kieres i inni szefowie IPN-u nie naglasniaja publicznie
przebiegu zbrodniczej rzezi na Polakach w Koniuchach? Czy dlatego, ze w
Koniuchach zgineli "tylko" Polacy, a w zbrodni aktywnie uczestniczylo 50
zydowskich partyzantów sowieckich, poza Rosjanami i Litwinami?
prof. Jerzy Robert Nowak
Nie ma zadnej sprzecznosci. Sprzecznosc istnieje
w durnych lbach nieukow.. ktorz sa siwiecie przekonani
ze za zbrdonie komuny sq odpowiedzialni Zydzi..
a tu gowno prawda..
Zanim przejde do szczególowego opisu konkretnych zbrodni popelnionych po
wojnie przez zbolszewizowanych Zydów, a zwlaszcza Zydów-ubeków, na Polakach,
musze szerzej ustosunkowac sie do róznych klamliwych stwierdzen próbujacych
zaciemnic prawdziwy obraz roli zydowskich komunistów w stalinizacji Polski.
Im dalej od czasów stalinizmu, tym uporczywsze sa próby wybielania zbrodni
zydowskich ubeków, pomniejszania rozmiarów ich roli w katowaniu i mordowaniu
polskich patriotów, drastycznego zanizania liczby ubeków zydowskiego
pochodzenia. Swoisty rekord pod tym wzgledem pobil rok temu ambasador
Izraela w Warszawie Szewach Weiss, publicznie gloszac absurdalne nieprawdy o
zaledwie kilku komunistycznych funkcjonariuszach zydowskiego pochodzenia w
Polsce. Niezle wtórowal mu oslawiony oszczerca Polaków zza Oceanu - Jan
Tomasz Gross, piszac o rzekomo zaledwie "kilku tuzinach" Zydów-ubeków w
Polsce, czyli "drobiazdzku bez znaczenia", jak to filuternie okreslil. W
rzeczywistosci zas mielismy jednoznaczna dominacje zydowskiego pochodzenia
zbrodniarzy komunistycznych na kluczowych pozycjach ubeckiego syndykatu
zbrodni w dobie stalinizmu. Poczawszy od faktycznego nadzorcy calego aparatu
terroru, niszczacego tysiace polskich patriotów - Jakuba Bermana, przez lata
czlonka Biura Politycznego KC PPR, a pózniej KC PZPR, odpowiedzialnego za
nadzór nad bezpieka. Byl to najbardziej niebezpieczny dla Polaków "morderca
zza biurka", faktycznie zbrodniarz numer jeden, którego nigdy nie ukarano za
jego zbrodnie na Polakach. Przypomnijmy, ze nawet tak skrajna tropicielka
rzekomego "antysemityzmu" w Polsce jak Alina Grabowska przypomniala w swoim
czasie na lamach paryskiej "Kultury" (grudzien 1969 roku), iz: "W pierwszych
latach powojennych (a nawet i pózniej) znakomita, niestety, wiekszosc
pracowników UB stanowili Zydzi".
Obok dominacji zydowskich komunistów w UB trzeba zwrócic uwage na jeszcze
jedno zjawisko, zbyt czesto pomijane w ksiazkach o ówczesnej historii. Otóz
nie bylo chyba zadnej takiej haniebnej zbrodni na polskich bohaterach, na
najszlachetniejszych polskich patriotach w dobie stalinizmu w Polsce, gdzie
w tle nie krylyby sie cienie jakichs zydowskich katów. Od Bermana,
Rózanskiego, Fajgina, Brystygierowej, Romkowskiego, Swiatly, po Morela,
Wolinska, Gurowska i Stefana Michnika. By przypomniec chocby najskrajniejsze
i najtrudniejsze do wyjasnienia zbrodnie: na bohaterskim generale "Nilu" -
Fieldorfie, slynnym "Anodzie" z "Zoski i Parasola" A. Kaminskiego czy
westerplatczyku majorze Slabym.
Aby zrozumiec, jak absurdalne i nie majace niczego wspólnego z obiektywna
prawda historyczna sa wszelkie próby wybielania roli zbolszewizowanych Zydów
w UB, wystarczy po prostu przyjrzec sie dokladnie czolowym postaciom
dominujacym w stalinowskim Ministerstwie Bezpieczenstwa Publicznego, czyli
faktycznym syndykacie zbrodni w ówczesnej Polsce. Okaze sie wówczas, ze
wszyscy czolowi prominenci MBP (poza jednym ministrem figurantem -
Stanislawem Radkiewiczem) byli pochodzenia zydowskiego (por. szerzej mój
tomik "Zbrodnie UB", "Biblioteka ksiazek niepoprawnych politycznie", wyd.
MaRoN, Warszawa 2001, s. 5-25). Dzialo sie tak nieprzypadkowo, lecz zgodnie
z zasada Stalina: "dziel i rzadz", wykorzystujaca ludzi z mniejszosci
narodowych w Rosji i innych krajach ujarzmionych przez ZSRS do tym lepszego
podporzadkowywania narodów w nich zamieszkujacych, zniszczenia ich uczuc
narodowych i religii, które wyznawali. Do tego zas najlepiej nadawali sie
ludzie jak najdalsi od patriotyzmu polskiego, wegierskiego, rumunskiego,
czeskiego czy litewskiego, a takze od religii chrzescijanskiej, a wiec
komunisci zydowscy. Fakty sa uparte w tym wzgledzie.
Katowano glównie Polaków
Wybielaczom roli Zydów w UB i generalnie w stalinowskiej wladzy oraz
popelnionych przez nich zbrodni warto przypomniec jednobrzmiace swiadectwa
na ten temat osób z jakze róznych srodowisk intelektualnych od Marii
Dabrowskiej, Bohdana Cywinskiego i ojca Józefa M. Bochenskiego po Stefana
Kisielewskiego i Czeslawa Milosza. Najwybitniejsza chyba pisarka tego
okresu, Maria Dabrowska, w zapiskach w swym dzienniku pisala pod data 17
czerwca 1947 roku: "UB, sadownictwo sa calkowicie w reku Zydów. W ciagu tych
przeszlo dwu lat ani jeden Zyd nie mial procesu politycznego. Zydzi osadzaja
i na kazn wydaja Polaków". Bardzo podobne w swej wymowie byly zapiski
Stefana Kisielewskiego. W dzienniku pod data 18 pazdziernika 1968 roku
Kisielewski pisal: "Dwadziescia lat temu powiedzialem Wazykowi, ze to, co
robia Zydzi, zemsci sie na nich srodze. Wprowadzili do Polski komunizm w
okresie stalinowskim, kiedy malo kto chcial sie tego podjac z gojów".
Niewiele pózniej, 4 listopada 1968 r., Kisielewski zapisal w swym dzienniku:
"Po wojnie grupa przybylych z Rosji Zydów-komunistów (Zydzi zawsze kochali
komunizm) otrzymala pelnie wladzy w UB, sadownictwie, wojsku, dlatego ze
komunistów nie-Zydów prawie tu nie bylo, a jesli byli, to Rosja sie ich
bala. Ci Zydzi robili terror, jak im Stalin kazal". Z kolei Bohdan Cywinski
tak ocenial role Zydów w stalinizacji Polski na lamach podziemnego periodyku
"Glos" w kwietniu 1985 roku: "Fakty manifestacyjnego popierania wladzy
komunistycznej zaraz po wojnie, wyjatkowe nagromadzenie osób pochodzenia
zydowskiego w aparacie wladzy, a zwlaszcza w najbardziej znienawidzonych
spolecznie resortach bezpieczenstwa i propagandy oraz mnogosc przykladów
szczególnej ich wrogosci wobec przejawów polskiego szacunku dla narodowej
tradycji - wszystko to w jakiejs mierze pozostalo w swiadomosci starszych
pokolen, powodujac zrozumiale urazy". W pierwszym odcinku tego cyklu
przypominalem juz wypowiedz innego intelektualisty katolickiego - ojca
Józefa M. Bochenskiego na lamach paryskiej "Kultury" (nr 7-8 z 1986 r.)
akcentujaca role Zydów kierujacych komunistyczna policja bezpieczenstwa za
wymordowanych przez te policje "bardzo wielu sposród najlepszych Polaków".
I wreszcie swiadectwo noblisty Czeslawa Milosza, tym wymowniejsze, ze chodzi
o intelektualiste znanego ze skrajnie prozydowskiej postawy. Otóz wlasnie
Milosz stwierdzil w niemal zupelnie nieznanym w Polsce (poza moimi tekstami)
wywiadzie dla wydawanego w Stanach Zjednoczonych czasopisma "Tikkun" (nr 2 z
1987 roku), mówiac o zydowskich komunistach: "Oni zajeli wszystkie czolowe
pozycje w Polsce i równiez w bardzo okrutnej policji bezpieczenstwa,
poniewaz oni byli po prostu bardziej godni zaufania niz miejscowa ludnosc"
[podkr. - J.R.N.]. W tym stwierdzeniu Milosz nieco przesadzil i ktos malo
poinformowany móglby go nawet oskarzyc o antysemityzm. Zydzi nie zajeli
jednak wszystkich co do jednego stanowisk na szczytach partii i w bezpiece.
Pare waznych stanowisk zostawili, byly tam nie-zydowskie wyjatki, jak chocby
Bierut czy Radkiewicz (zonaty z zydowska komunistka), ale obaj grali raczej
role figurantów. Generalnie jednak Milosz celnie okreslil wyjatkowa,
dominujaca role komunistów zydowskiego pochodzenia w stalinizacji Polski.
Z rekami umaczanymi po lokcie we krwi
Wybielaczom roli Zydów w UB i w stalinizacji Polski warto przypomniec
równiez prawdziwie uczciwe i obiektywne swiadectwa Polaków zydowskiego
pochodzenia lub polskich Zydów na ten temat. Andrzej Wróblewski, wybitny
krytyk teatralny zydowskiego pochodzenia, w ksiazce "Byc Zydem", Warszawa
1993 r., s. 181, pisal: "Proporcjonalnie wiecej bylo Zydów wsród katów niz
ofiar". W innym miejscu swej ksiazki Wróblewski ubolewal, ze w 1968 roku pod
plaszczykiem dotknietej godnosci wyjezdzali z kraju Zydzi, którzy sluzyli w
UB, "byli sedziami czy prokuratorami z rekami umaczanymi po lokcie we krwi"
[podkr. J.R.N.]. Najwybitniejszy chyba polski twórca pochodzenia
zydowskiego, który zadebiutowal po wojnie, Leopold Tyrmand, tak pisal w 1972
roku w swej wciaz swiadomie przemilczanej w Polsce ksiazce "Cywilizacja
komunizmu": "Amerykanskie uniwersytety przygarniaja dzis Zydów, którzy przez
prawie 25 lat swych sluzb w policjach politycznych Europy Wschodniej ciezko
przesladowali ludzi - w tym takze innych Zydów - walczacych o prawo do
niezawislosci sumienia. (...) Ludzie ci nie maja moralnego prawa do obrony
przede wszystkim jako niestrudzeni architekci tej rzeczywistosci, w której
po 25 latach dojsc moglo do tak karykaturalnych zwyrodnien mysli i pojec,
jako inzynierowie tej struktury, w której monstrualne klamstwo tak latwo
jest uczynic prawem zycia. Trudno jest zapomniec ich fanatyczna wiare w zlo,
jaka glosili w komunistycznych gazetach, ksiazkach, artykulach, filmach" (L.
Tyrmand: "Cywilizacja komunizmu", Londyn 1972, s. 220-221).
Zaciskali petle na szyjach narodów
W innym miejscu swej ksiazki Tyrmand przypomnial z gorycza, w jak wielkim
stopniu dzialacze komunistyczni pochodzenia zydowskiego stali sie
nieocenionym wprost narzedziem dla Sowietów w ich terrorze zmierzajacym do
trwalego ujarzmienia Europy Srodkowej. Jak pisal Tyrmand: "Gdy Armia
Czerwona przystepowala do sowietyzowania Europy Wschodniej na czele
czechoslowackiej ekipy partyjnej stal Zyd [R. Slansky - sekretarz generalny
partii komunistycznej - J.R.N.], Wegry kneblowal Zyd [M. Rakosi - J.R.N.], w
Rumunii rzadzila Zydówka [A. Pauker - J.R.N.], a Polska miala u wladzy
figuranta - Polaka, za którym na wezlowych pozycjach stali zydowscy
komunisci, wypelniajacy z fanatycznym oddaniem najbezwzgledniejsze rozkazy
Kremla. Za przywódcami zas staly lojalne szeregi komunistów zydowskiego
pochodzenia, którzy jedynie byli w stanie uruchomic gospodarke i
administracje w Polsce, Rumunii, na Wegrzech, czyli w krajach
drobnomieszczanskich, w których antykomunizm byl rodzajem ogólnonarodowej
religii. O czym Stalin wiedzial. Wiedzial, ze tylko fanatycznie oddani
komunizmowi Zydzi moga zrobic dlan te wstepna i niezbyt czysta robote, co
bylo czescia nr 1 planu. Z nadgorliwym zapalem rzucili sie [Zydzi - J.R.N.]
do sowietyzowania wschodnioeuropejskich spoleczenstw, do budowania
socjalizmu, do zaciesniania komunistycznej petli na szyjach narodów starych
[podkr. J.R.N.], odpornych na przemoc i doswiadczonych w walce o polityczna
niepodleglosc. Swym zelanctwem przekreslili najwieksza szanse, jaka mieli
Zydzi na tych terenach od sredniowiecza (...) eksponowany serwilizm
Zydów-komunistów w sluzbie sowieckiego imperializmu sprawial wrazenie
samobójczego obledu".
Przypomnijmy jeszcze pare obiektywnych swiadectw osób wywodzacych sie ze
srodowisk zydowskich. Wybitny twórca polski pochodzenia zydowskiego Marian
Brandys zapisal w swym "Dzienniku 1976-1977" (Warszawa 1996, s. 233, 244):
"Zydzi, którzy pozostali, weszli niemal w calosci do nowej klasy rzadzacej
(...) Zydzi garneli sie do wladzy jak cmy do ognia". Slynny zydowski
partyzant, pózniej zakonnik, ojciec Daniel Rufeisen stwierdzil: "I jeszcze
do tego po wojnie Zydzi zle przysluzyli sie sprawom Polski" (cyt. za A.
Tuszynska: "Kilka portretów z Polska w tle", Gdansk 1993, s. 138).
Zydowska lekarka A. Blady Szwajgier tak po latach zwierzala sie w rozmowie z
Anka Grupinska: "Prosze nie zapominac, jaka byla rola Zydów w Polsce w
okresie powojennym. Kiedy dzis rozlicza sie zbrodnie stalinizmu... A nie
moge powiedziec, zeby tam Zydów nie bylo (...) Niech pani pamieta, ze
wiekszosc tych Zydów, którzy wrócili po wojnie z Rosji, zajela natychmiast
najlepsze stanowiska (...) Latwiej bylo Zydowi o to stanowisko niz Polakowi.
Bardzo to madra polityka Stalina (...) Zydom bardziej wierzono niz Polakom
(...) Ja mysle, ze Polacy po wojnie, wielu z nich przezylo potworny koszmar.
I niestety, utozsamiane to jest z Zydami (...) Ta ojczyzna byla niedobra nie
tylko dla Zydów, prawda? Zreszta po wojnie byla najmniej niedobra dla Zydów"
(A. Grupinska: "Ciagle po kole. Rozmowy z zolnierzami getta warszawskiego",
Warszawa 2000, s. 184, 186).
Jak mordowano Polaków
Przypomnijmy tu równiez, jak ocenial role Zydów w polskiej bezpiece swietnie
znajacy problematyke stosunków polsko-zydowskich po 1944 roku zydowski
publicysta z USA John Sack. W ksiazce wydanej równiez w polskim przekladzie
w latach 90. w Gliwicach, lecz starannie przemilczanej w najbardziej
wplywowych mass mediach, Sack opisal zbrodnie Salomona Morela i
wspóldzialajacych z nim zydowskich ubeków na setkach niewinnych wiezniów,
zgromadzonych w obozie w Swietochlowicach w 1945 roku. Sack pisal tam m.in.
(polski przeklad s. 96): "(...) dlaczego wiec Stalin byl stronniczy wobec Zy
dów (...) Z jego rozkazu pewien Zyd, którego ojciec zginal w Treblince, mial
zostac szefem Urzedu Bezpieczenstwa Publicznego, a szefami wszystkich jego
departamentów mieli takze zostac Zydzi, aczkolwiek od tego momentu ich
nazwiska nie mialy byc zydowskie, tylko takie jak 'general Romkowski' albo
'pulkownik Rózanski'. Z czasem ci ludzie wyznaczyli wszystkich dowódców
bezpieczenstwa w Polsce".
W innym miejscu tej samej ksiazki (s. 228-229) John Sack pisal: "W miejscach
takich jak Gliwice, Polacy stawali przy wieziennych scianach, a ludzie z
Wydzialu Wykonawczego przywiazywali ich do wielkich, zelaznych pierscieni,
mówili: - Gotów! - Cel! Pal! - zabijali ich i ostrzegali polskich
strazników - Trzymajcie jezyk za zebami! - Straznicy, jako Polacy nie byli
tym zachwyceni, ale Jakubowie, Józefowie i Pinkowie z wyzszych szczebli
Urzedu, pozostali wierni Stalinowi, poniewaz uwazali sie za Zydów, nie zas
polskich patriotów (...) [podkr. J.R.N.]. Warto zapamietac to stwierdzenie
znakomitego zydowskiego autora z USA, akcentujacego, ze zydowscy mordercy
ubeccy zabijajacy Polaków wcale nie tracili zydowskiej tozsamosci narodowej
po zostaniu komunistami, lecz dalej uwazali sie za Zydów.
Godna uwagi jest równiez ocena jednego z czolowych intelektualistów
zydowskiego pochodzenia na emigracji - Zygmunta Hertza, wspólzalozyciela
Instytutu Literackiego w Paryzu. Znany skadinad ze sklonnosci do
idealizowania Zydów i ostrego dokladania przy róznych okazjach Polakom jako
"Polaczyskom", Hertz zdobyl sie jednak na bardziej obiektywna refleksje na
tle wydarzen marcowych z 1968 roku. Refleksje, na która na pewno nie byloby
stac ani Adama Michnika, ani Dawida Warszawskiego, ani Wladyslawa
Bartoszewskiego, et consortes. Otóz wlasnie wówczas, 26 marca 1968 roku, Z.
Hertz tak pisal w liscie do Czeslawa Milosza: "Antysemityzm wypuscil nie
tylko nowe liscie, ale zakwitl róza. I ja sie tez nie dziwie. Zydzi grali od
poczatku glupio - po cóz byl ten run na UB i posady [podkr. - J.R.N.]. Jakaz
niegodnosc w tym narodzie. Przykro mi to stwierdzic, ale dali antysemitom
znakomita bron do reki" (cyt. za: Z. Hertz: "Listy do Czeslawa Milosza
1952-1979", Warszawa, s. 286).
Rózanski - "Polak", Mickiewicz - "Zyd"
Od lat ulubiona metoda negowania odpowiedzialnosci Zydów za zbrodnie
stalinizmu w Polsce stala sie formula gloszaca, ze Zyd-komunista i ubek
jakims dziwnym sposobem przestawal byc Zydem, bo przechodzac na komunizm,
wyrzekal sie religii zydowskiej. Co ciekawsze, glównymi glosicielami tego
typu teorii sa najczesciej osoby sklonne równoczesnie do najskrajniejszych
oskarzen na temat rzekomych zbrodni "polskiego antysemityzmu" wobec Zydów,
ba, doszukiwania sie ich rzekomego chrzescijanskiego rodowodu. Absurdy
dowodzen, gloszacych, ze Zyd, stajac sie komunista i ubekiem, momentalnie
przestaje byc Zydem, mozna by bylo obalac na rozlicznych przykladach. Jak na
przyklad wytlumaczyc to, ze tak liczni Zydzi, byli ubecy i KGB-owcy, po
straceniu szans na "twórcze" rozwijanie swego bezpieczniackiego zawodu w
Polsce czy w Rosji, tak gromadnie pospieszyli do Izraela. Czy to wraz z
utrata bezpieczniackich synekur nagle niespodziewanie budzila sie w nich
dopiero zydowskosc. Przypomne, ze znany izraelski pisarz Amos Oz mówil w
wywiadzie dla "Wprost" 2 pazdziernika 1994 r., ze Izrael stal sie
schronieniem dla co najmniej 20 tysiecy bylych oficerów KGB. Czy to tylko
przypadkiem w Izraelu znalezli schronienie tacy niegdys zbrodniczy ubecy jak
Salomon Morel?! I dlaczego Izrael nie chce wydac Polsce tego rzekomo nie
Zyda, bo ubeka i komuniste, Polsce, która sciga go miedzynarodowym listem
gonczym za ludobójstwo?
A jak wytlumaczyc to, ze najkrwawsi nawet zydowscy zbrodniarze z bezpieki
zyczyli sobie przed smiercia zydowskiego pogrzebu religijnego? Tak bylo w
przypadku okrutnego nadrzadcy wegierskiej bezpieki w Biurze Politycznym KC
WPP - "wegierskiego Bermana" - Mihaya Farkasa. I tak bylo w przypadku
jednego z najokrutniejszych katów Polaków Jacka Rózanskiego (Goldberga) -
wspomnial o tym prof. Andrzej Paczkowski. W przypadku Rózanskiego
(Goldberga) mialo wiec miejsce ciagle zmienianie przynaleznosci narodowej:
najpierw Zyd, potem jako komunista i ubek - juz rzekomo nie-Zyd i wreszcie
na lozu smierci - znowu najprawdziwszy Zyd. Swoja droga ciekawa jest metoda,
z jaka niektórzy zydowscy szowinisci próbuja sie zapierac zydowskosci
zbrodniarzy typu Rózanskiego, Bermana czy Morela, a równoczesnie tym
skwapliwiej przywlaszczac na rzecz zydowskosci róznych wielkich Polaków typu
Adama Mickiewicza. Przez wiele lat autorzy zydowscy od Adama Sandauera po
Henryka Grynberga atakowali jako rzekomych "antysemitów" wszystkich polskich
badaczy przeczacych rzekomej "zydowskosci" Mickiewicza jako "antysemitów".
Az nagle cala bajda prysla jak banka mydlana. Bialoruski uczony znalazl
dokumenty na temat rodowodu matki Mickiewicza, wywodzacej sie z polskiej
rodziny szlacheckiej, znanej na Nowogródczyznie juz na poczatkach XVII
wieku. Pytam, kiedy pan H. Grynberg zdobedzie sie na przeproszenie polskich
mickiewiczologów, których z taka latwoscia oskarzal jako antysemitów, bo
negowali klamstwa o pochodzeniu naszego wieszcza?
Istnieje wiele innych szczególowych swiadectw, takze autorów zydowskich,
dowodzacych, ze dominujacy w stalinowskim UB Zydzi byli zydowskimi
szowinistami - polakozercami, którzy po prostu dawali upust swej nienawisci
wobec bezbronnych Polaków. Taka opinie wyraza Teofila Weintraub, Zydówka z
pochodzenia, w zbiorze wywiadów Ruty Pragier: "Zydzi czy Polacy" (Warszawa
1992, s.120: "Rózanski. Jego sekretarka mówila mi, ze byl polakozerca.
Nienawidzil ludzi". Pisalem juz, ze oslawiony wicedyrektor departamentu
sledczego MBP Józef Swiatlo (Fleischfarb) osobiscie torturowal wielu
polskich patriotów, szczególnie okrutnie zachowujac sie podczas przesluchan
dzialaczy dawnego Stronnictwa Narodowego. Zwierzchnik Swiatly, Roman
Romkowski (Natan Grunspan-Kikiel), w oswiadczeniu zlozonym 10 pazdziernika
1954 r. stwierdzal, ze "w róznych wynurzeniach Swiatly wystepowal coraz
silniej nacjonalistyczno-zydowski sposób reagowania na niektóre posuniecia
personalne" (por. S. Marat, J. Snopkiewicz: "Ludzie bezpieki", Warszawa
1990, s. 23). Inny twórca ubeckiego terroru, dyrektor departamentu sledczego
Anatol Fejgin znany byl z rozlicznych donosów na rzekomych "nacjonalistów
polskich" juz w okresie lwowskim 1939-41. Zydowskim szowinista, tropicielem
"polskiego nacjonalizmu" i "antysemityzmu" byl glówny odpowiedzialny za
zbrodnie stalinowskie w Polsce Jakub Berman, który odpowiedzialnosc w Biurze
Politycznym KC PPR, a pózniej KC PZPR za sprawy bezpieki laczyl z nadzorem
zycia ideologicznego i kultury. Prowadzil on nieublagana walke z polskim
dziedzictwem narodowym, zgodnie z gloszona przez niego zasada, ze wszelki
flirt z polskim uczuciem narodowym doprowadzi do "wypuszczenia zlych duchów
Polski, z antysemityzmem wlacznie" (por. ksiazka filozofa Andrzeja
Walickiego, skadinad bardzo zaprzyjaznionego z naszymi czolowymi
"Europejczykami", pt. "Zniewolony umysl po latach", Warszawa 1993, s. 329).
Berman, który powinien przykladnie zawisnac na szubienicy za swe zbrodnie
wobec Polaków, mial czelnosc jeszcze w wiele lat pózniej - w 1981 roku -
przekonywac Toranska, ze polskie spoleczenstwo jest w swojej konsystencji
bardzo semickie.
Dawni ubecy oskarzaja Polaków
Ciagle za malo znana jest niezwykle szkodliwa rola, jaka odegrali emigrujacy
na Zachód po 1956 roku lub w kolejnej fali po marcu 1968 roku byli zydowscy
ubecy. Wszedzie, gdzie przybywali, do USA, Izraela, Szwecji czy Danii,
starali sie upowszechniac jak najgorsze opinie o Polsce i Polakach. Przede
wszystkim starali sie "odegrac" na Polakach za utrate w czasie
postalinowskiej "odwilzy" intratnych posad piastowanych przez lata w
stalinowskim aparacie wladzy. Wskazal na to w jednym z wywiadów jako na
istotne zródlo upowszechnienia postaw antypolskich Andrzej Zakrzewski,
zmarly pare lat temu minister kultury RP, mówiac: "(...) istnieje grupa
ludzi, na która zwrócili mi uwage przyjaciele w Izraelu. Nazwali ich
'poszukiwaczami antysemityzmu'. Ci lapacze rekrutuja sie z dawnego aparatu
partyjnego, bezpieki, którym tu bylo dobrze - dywany, telefony, sekretarka.
Wyjechali - i okazalo sie, ze sa bez zawodu. Tu rzadzili, a tam? Ta zadra
ich uwiera" ("Chamy i Zydy - rok 1995. Rozmowa R. Walenciaka z prof. A.
Zakrzewskim, "Przeglad Tygodniowy" z 2 sierpnia 1995).
Czesc z tych bylych ubeków, sedziów i prokuratorów zydowskiego pochodzenia,
zamieszanych w katowanie Polaków w dobie stalinizmu, dostrzegla bardzo dla
siebie dogodna okazje w kampanii antypolonizmu. Z jednej strony byla to dla
nich szansa na calkowite odwrócenie uwagi od swej ponurej przeszlosci. Z
drugiej zas okazja do przedstawienia ofiar komunistycznego terroru, który
sami reprezentowali, jako narodu "faszystów" i "antysemitów" (vide: to co
sie dzisiaj robi dla zapobiezenia wydania bylej prokurator Wolinskiej).
Profesor Andrzej Walicki tak pisal na temat zachowania bylych zydowskich
ubeków w krajach skandynawskich: "Otóz spotkalem w Danii równiez pomarcowych
emigrantów. Ale E., znajoma Zimanda, urocza dziewczyna, zraniona i oburzona
wypadkami 1968 roku, ale jeszcze bardziej oburzona zachowaniami bylych
funkcjonariuszy aparatu bezpieczenstwa, którzy po przyjezdzie do Danii
zaczeli odgrazac sie Polakom, wystepowac z antypolskimi wypowiedziami w
telewizji, a we wlasnym gronie spiewac po hebrajsku syjonistyczne piesni
(zdumiewalo ja - i mnie tez - ze takie piesni byly im znane)" (por. A.
Walicki: "Zniewolony umysl po latach", Warszawa 1993, s. 71). Pod wplywem
pobytu w Danii prof. Walicki tak komentowal partyjne boje frakcji "chamów" i
"Zydów" w PZPR: "Pobyt w Danii utwierdzil mnie w przekonaniu, ze u podstaw
wszystkiego leza konflikty zdegenerowanej góry partyjnej i panów z MSW -
mówili mi tu znajomi emigranci (a wiec nie moczarowcy), ze do Danii
przyjechalo takze sporo 'pulkowników' z niesamowita hucpa, nienawiscia do
Polski (bo dla nich Polska to ich koledzy) i autentycznym, zrodzonym z
'niewdziecznosci' tych, dla których pracowali nacjonalizmem zydowskim" (por.
tamze, s. 73).
To wlasnie z tego grona dawnych stalinowców, ubeków i politruków wywodzila
sie i wywodzi duza czesc najbardziej nieublaganych oszczerców Polski i
Polaków na Zachodzie. To im najbardziej zalezalo na znieslawieniu Polski w
swiecie, aby calkowicie podwazyc wiarygodnosc jakichkolwiek przyszlych
oskarzen za ich dawne czyny w Polsce.
prof. Jerzy Robert Nowak
Nalezy wynmienic takie osoby jak ojca najwiekszej
terorystycznej organizacji Dzierzynskiego, jego
nastepce Mierzynskiego oraz caly szereg polskich
komunistow typ Wanda Wasilewska...