http://statystyk.salon24.pl/719923,jak-niemcy-wykonczyli-polski-przemysl-cukrowniczy
Jak Niemcy wykończyli polski przemysł cukrowniczy
I przy „okazji” zarobili dodatkowo jakiś mld Euro na odkręcaniu polskich
śrub.
Wie ktoś jak można zarobić miliard Euro na odkręcaniu niemieckich śrub?.
A Niemcy wiedzieli jak zarobić na polskich i ten miliard Euro sobie
wydaje się bez problemu uciułali. Polska, jako bogaty sąsiad dodatkowo
dołożyła tym „biedakom zza Odry” ok. 61% swojego rynku cukru już
całkowicie za frajer. Taki prezent z serca dla uboższego „unijnego brata”.
Ktoś po przeczytaniu tego tekstu może zawołać – to skandal!. Jaki
skandal?- to tylko nasi najlepsi przyjaciele, żeby nie powiedzieć
„najukochańsi unijni bracia” Niemcy, korzystając, że Unia jest
praktycznie „ich” przyszli po prostu jak po swoje.
Ostatnia cukrownia w Polsce została zbudowana „za Gierka”, w Ropczycach
w 1979. W 1989 było 78 cukrowni, w 1996 zamknięto 2. W roku 1997 w
Polsce funkcjonowało 76 cukrowni i do roku 2001 nie zamknięto żadnej.
Obecnie jest 18. Do 1996 wszystkie cukrownie były własnością Skarbu
Państwa. W 1997 roku, za rządów Buzka, z Balcerowiczem na czele
finansów, rozpoczął się zmasowany atak prywatyzacyjny. Do 2003 roku w
rękach zagranicznych, głównie niemieckich znalazło się 49 z 76 cukrowni
(65%). Od 2001 rozpoczęło się masowe zamykanie cukrowni. Tak masowe, że
w kampanii cukrowniczej 2006/07 z 12 cukrowni Pfeifer & Langen pracowały
4 czyli 33%, Sudzucker z 22, 10, czyli 45%, Nordzucker z 6, 2, czyli
33%, a z BSO 2 z 10, czyli 20%. Tu uwaga, choć cukrownie były zamknięte,
nie zostały zlikwidowane, czyli można je było teoretycznie w każdej
chwili powtórnie uruchomić. Sumując, do 2006 roku nie zlikwidowano ani
jednej cukrowni w Polsce. Czy to nie wydaje się dziwne, że
kapitalistyczne, czyli nastawione na zysk niemieckie koncerny przez 5
lat trzymają niepracujące zakłady, jako aktywa. Przecież utrzymanie tych
cukrowni, zabezpieczenie itd. musiało generować olbrzymie koszty. I
zamrożony kapitał też nie pracował, choć mógłby , prawda?. Z logicznego
i finansowego punktu widzenia, te działania koncernów należałoby uznać
za całkowicie pozbawione sensu. A nawet za działanie na własną szkodę i
sabotaż. No chyba, że.., no właśnie co?. No chyba, ze założymy, że
koncerny nie działały na własną szkodę. Że wiedziały, że trzymanie przez
5 lat zamkniętych cukrowni i ponoszenie kosztów się jednak opłaci. Ale
jak, przecież te zamknięte cukrownie, to już były praktycznie ruiny.
Okazuje się, że Niemiec, to nie Polak i potrafi zarobić nawet na
ruinach, byle polskich. I nie tylko ruinach, nawet na super działających
firmach. Też je potrafi zamknąć w sekundę, jak zobaczy parę worków Euro.
A to że ta likwidacja będzie tragedią dla tubylców, to niech się już o
to polski Urząd Pracy martwi.
No więc ja to Niemcy zrobili, ze zarobili setki milionów Euro, może
miliard, a może i więcej na ruinach?. Potrzebne było prawo. Najlepiej
unijne, żeby to Niemców niewiele kosztowało. No i Unia, czyli Niemcy
takie prawo sobie stworzyła.
W 2006 roku Unia doszła do wniosku, ze cukru będzie za dużo i ceny
spadną i trzeba coś zrobić. I zrobiono. Wprowadzono system
restrukturyzacji który, cytat :
„W przypadku całkowitego demontażu urządzeń produkcyjnych za każdą
wycofaną tonę kwoty wypłacono rekompensatę z funduszu
restrukturyzacyjnego w wysokości 730 EUR/t. Stawka pomocy
restrukturyzacyjnej była identyczna w roku 2007/2008, ale w późniejszym
okresie
ulegnie obniżeniu do 625 EUR/t w roku 2008/2009 oraz do 520 EUR/t w
czwartym i
ostatnim roku programu - 2009/2010.”
Piękne sformułowanie „demontaż” prawda?. Gdyby zapisano np. „nieczynne”,
”zamknięte”, to by niemieckim koncernom nie dało nic. Ale „demontaż”
tak. I zaczęło się. Internet jest pełen, "mrożących krew w żyłach"
relacji o demontażu urządzeń w polskich cukrowniach od roku 2006. Tak
Niemcy skutecznie działali, ze obecnie zostało 18 cukrowni z 76.
Ale jeden przypadek jest wybitny i świadczy, co dla Niemców znaczą takie
pojęcia jak etyka w biznesie, czy kultura korporcyjna jak Niemcom
nadarzy się okazja do zarobienia tzw. "easy money". Jest to drastyczny
opis, jak Niemcy zamknęli dla jednorazowego zarobku 50 mln Euro
rewelacyjnie działający zakład.
Relacja :
Rozpoczął się demontaż maszyn w Cukrowni Góra Śląska (12.04.2006)
Największa cukrownia na Dolnym Śląsku oraz jedna z największych w Polsce
i grupie Pfeifer & Langen już niedługo przestanie istnieć. Kilka dni
temu w Cukrowni Góra Śląska rozpoczął się demontaż części maszyn
produkcyjnych. Demontowane są "Elfy" oraz kompleksy, a w ciągu dwóch lat
ma zniknąć większość budynków. Tak szybki demontaż zaskoczył wszystkich,
podobnie jak zamknięcie cukrowni 16 stycznia. Jak widać dyrekcji
koncernu wystarczyły niecałe trzy miesiące na podjęcie decyzji o
demontażu maszyn. Część z nich zostanie zamontowana w innych cukrowniach
koncernu Pfeifer & Langen, reszta zostanie sprzedana na wschód lub na
złom. Dyrekcja koncernu zamknięcie cukrowni w Górze tłumaczy zmianami na
rynku cukru, brakiem możliwości rozbudowy obiektu a także oraz zbyt
dużym oddaleniem cukrowni od bazy plantacyjnej. W prasie pojawiły się
nawet nieprawdziwe informujące o tym, że górowska cukrownia już dwa lata
nie produkuje cukru. Przeciwko tym oszczerstwom stanowczo protestował
górowski starosta. Tymczasem jak się okazuje Cukrownia Góra Śląska
osiągnęła jedne z najlepszych wyników produkcyjnych podczas ostatnich
kampanii, wyprzedzając pod tym względem między innymi cukrownię w
Miejskiej Górce czy gruntownie zmodernizowaną za duże pieniądze
cukrownię Środa Wielkopolska. Ponadto zakład zużywał znacznie mniej
energii na wyprodukowanie tony cukru, co przy spadających dopłatach do
produkcji cukru ma duże znaczne znaczenie ekonomiczne. W ramach koncernu
nieznacznie mniejszym zużyciem energii wykazała się tylko Cukrownia Gostyń.
Wokół Cukrowni Góra Śląska znajduje się wiele hektarów nieużytków oraz
pól uprawnych, na których można rozbudowywać i tak spory już zakład. Ale
zarzut niemożności rozbudowy postawiono zakładowi w Górze, a nie
znajdującej się w centrum miasta Cukrowni Gostyń, której możliwości
rozbudowy są niemalże zerowe, a dojazd jest znacznie utrudniony ze
względu na konieczność przejechania niemal całego miasta.
Teraz czas pokaże, czy Cukrownia Miejska Górka, posiadająca znacznie
mniejsze moce przerobowe poradzi sobie z ponad dwukrotnie większą
ilością surowca. Już podczas ostatniej kampanii zakład przerabiał 337
tysięcy ton buraków w ciągu 96 dni. W jakim czasie przerobi kolejne 400
tysięcy, podczas gdy jak na razie nie widać żadnych większych
inwestycji? Czas pokaże. Niepokojące jest tylko to, że
najprawdopodobniej jednak stracą na tym rolnicy, którym pogorszą się
warunki współpracy z cukrownią ze względu na zwiększone kolejki oraz
wydłużony czas kampanii, co w miesiącach zimowych może powodować
wymarzanie buraków na pryzmach. – koniec relacji
Dlaczego Niemcy nie zamknęli teoretycznie gorszej cukrowni?. Bo ta
lepsza dała zarobek z Unii prawie 50 mln Euro ( produkcja 68480 ton x
730 Euro/ t ), a ta gorsza dałaby tylko ok. 44 mln Euro (60022 ton x 730
Eur/t)?. Czy 6 mln Euro nawet dla koncernu niemieckiego to jest jakiś
pieniądz, po który się warto schylić?. A to, ze to będzie niekorzystne
dla tubylców?. No, cóż mogli nie sprzedawać, prawda?.
Żeby perfidię tego planu uzupełnić, to demontowane maszyny i całe moduły
były często wywożone z Polski do innych cukrowni, będących własnością
niemieckich firm, zwiększając ich moce produkcyjne. Czyli wydaje się, że
w wielu przypadkach Niemcy zwyczajnie oszukali Unię i wzięli pieniądze
za nic. Oczywiście jeśli za „nic” przyjmie się zaplanowaną likwidację
przez Niemcy konkurencji dla niemieckiego przemysłu cukrowego na terenie
Polski.
--
General Skalski o zydach w UB :
"Rozanski, Zyd, kanalia najgorszego gatunku, razem z Brystigerowa,
Fejginami, to wszystko (...) nie byli ludzie."
prof. PAN Krzysztof Jasiewicz o zydach :
"Zydow gubi brak umiaru we wszystkim i przekonanie, ze sa narodem
wybranym. Czuja sie oni upowaznieni do interpretowania wszystkiego,
takze doktryny katolickiej. Cokolwiek bysmy zrobili, i tak bedzie
poddane ich krytyce - za malo, ze zle, ze zbyt malo ofiarnie. W moim
najglebszym przekonaniu szkoda czasu na dialog z Zydami, bo on do
niczego nie prowadzi... Ludzi, ktorzy uzywają slow 'antysemita',
'antysemicki', nalezy traktowac jak ludzi niegodnych debaty, ktorzy
usiluja niszczyc innych, gdy brakuje argumentow merytorycznych. To oni
tworza mowe nienawisci".