W dniu 11/29/2013 8:24 AM, Bogdan Idzikowski pisze:
>
> Użytkownik "wawa" <
wa...@nospam.com> napisał w wiadomości
> news:l7a1ri$hla$1...@speranza.aioe.org...
>> W dniu 11/29/2013 1:38 AM, Mark Woydak pisze:
>>>
>>> Skłonność do kobiet. Pożyczki od lobbysty. Kłamstwa w ankiecie
>>> bezpieczeństwa. Tyle kontrwywiad zebrał na generała Waldemara
>>> Skrzypczaka,
>>> wiceszefa MON. Mimo że dowodów na korupcję nie ma, generał jest w
>>> kłopotach. Po informacjach od Służby Kontrwywiadu Wojskowego prokuratura
>>> wszczęła śledztwo. Już dziś generał, który decyduje o wydawaniu
>>> miliardów
>>> na uzbrojenie, nie może być mocnym partnerem dla koncernów
>>> zbrojeniowych:
>>> ma zakaz zbliżania się do informacji ściśle tajnych.
>>
>> No i co na to dziadzio Idzikowski, grupowy specjalista od wyszukiwania
>> przekupnych bawidamków na usługach tuskowej Rady Ministrów? Czyżby
>> kolejny zawodnik z drużyny, okazał się wykonywać usługi "z chujowym
>> skutkiem ślizgając się na dupie tej służby. Gdy został politykiem, nagle
>> zaczął ślizgać się na dupie narzeczonej"? Staruszek ma dzisiaj
>> zagwozdkę, chciałby ugryźć ale nie wie jak to zrobić i nie naszczać
>> sobie na buty :)
>
> I od kobiet pożyczał drogie samochody? Jeśli tak, to jest równy
> żigolakowi Tomusiowi.
Dziadku, drogi dziadku, nie chcemy jeszcze spać, chodź tu zabawić nas,
przecież wiesz, na dobranoc bajka musi być :)
> Ja też mam skłonność do kobiet. Nigdy nie miałem skłonności do mężczyzn.
> To jest zdrowe czy chore, bo już się pogubiłem?
Zapytaj pod tęczą w Warszawie, tam tacy jak ty mają ten temat opanowany.
> Wydaje mi się, że w otoczeniu prezesa PiS skłonność mężczyzn do kobiet
> jest naganna.
Jak zwykle masz rację staruszku, w PiS żonaci i ze skłonnościami do
kobiet tak jak Kaczmarek, są wyrzucani na zbitą twarz :)
> Natomiast w normalnym świecie taka skłonność jest
> oczywistą oczywistością.
Podboje wodza naszej armii
ANDRZEJ SIKORSKI Nr 10/2009, 2009-03-02, str. 1
Czy generał Skrzypczak zagraża bezpieczeństwu państwa i NATO?
Dowódca Wojsk Lądowych generał broni Waldemar Skrzypczak jest albo
kłamcą, oszustem i rozpustnym kobieciarzem, albo ofiarą zmowy swoich
byłych przyjaciółek. Tak czy inaczej źle to świadczy o człowieku nr 2 w
Wojsku Polskim, o armii i o kierujących nią rządach. W każdym razie -
wbrew zapowiedziom prasy - nie został ostatnio szefem sztabu
generalnego. Gdy kandydował "NIE" rozmawiało już o nim z instytucjami
wojskowymi.
Wyobraźmy sobie żonatego sierżanta WP, który:
- wynosi z jednostki i przechowuje u kochanki dokumenty wyłącznie do
użytku służbowego;
- nie wywiązuje się z pisemnego zobowiązania zapłaty 100 tys. zł
złożonego innej byłej kochance za jej rzekomo stracony czas i straty
moralne;
- robi sobie sprośne zdjęcia i posyła je kochance;
- utrzymuje intymne kontakty z kilku kochankami naraz;
- koresponduje z ponad stu kobietami na portalach randkowych.
Wyobraźmy sobie agenta obcego wywiadu, który chciałby zwerbować tego
sierżanta. Czy miałby trudności ze znalezieniem na niego haka?
Ateraz wyobraźmy sobie, że to nie sierżant, tylko trzygwiazdkowy
generał, który dla każdego wywiadu świata jest wielokroć cenniejszy niż
byle sierżancina. Zresztą nie tylko dla wywiadu; wystarczy
przedsiębiorca, który chce wygrać przetarg na roboty budowlane dla wojska.
Żona w każdym porcie
Wlutym 2008 r. w "Głosie Szczecińskim" ukazała się rozmowa z gen.
Skrzypczakiem, jednym z najbardziej charyzmatycznych polskich dowódców,
zatytułowana "Nikt nie zwalnia żołnierza od myślenia".
- Myśli pan o tym, by po przejściu w stan spoczynku zafundować żonie
jakąś formę zadośćuczynienia (za to, że podczas wielu lat służby mąż ma
dla niej tak mało czasu)? - pyta dziennikarka.
- Jestem żeglarzem. Zapowiedziałem żonie, że kupię jacht i popłyniemy
dookoła świata. Będziemy pływać przez jakieś pięć lat. Ale ona nie chce,
bo cierpi na chorobę morską. Umówiliśmy się więc, że będzie dojeżdżać do
każdego portu, do którego dotrę.
- Będzie pan miał więc kobietę w każdym porcie!
- Tak jest! I to w każdym porcie tę samą. Trzy miesiące przed
opublikowaniem tego wywiadu gen. Skrzypczak powziął decyzję o rozwodzie
z żoną Teresą. W chwili publikacji wniósł do sądu pozew o rozwód.
Okłamał więc dziennikarkę i jej czytelników.
Na internetowym forum gazety rozgorzała wielomiesięczna (!) dyskusja
bynajmniej nie na temat taktycznych umiejętności generała:
magda: Perfidnie mnie oszukiwał.
Mieszkałam z nim przez 3 lata.
Rozwodził się niby dla mnie, a już był z nową narzeczoną. Cieszę się, że
odkryłam prawdę i pozbyłam się tego oszusta i patologicznego kłamcy.
Też ona: Magda, miał żonę, z Tobą mieszkał i miał 5-10 innych
narzeczonych. Nie wiem, czy on sam wie, ile ich miał i ma.
Ooona2: Biedny generał, kobiety za nim biegały stadami. W Legionowie,
Warszawie, Żarach, Jeleniej Górze itd. Właziły mu na siłę do łóżka, a
on, biedny, nie umiał się opędzić. To jest jego wersja dla kucharek,
służących i sekretarek.
Ooona: Jedna taka z Żar się odgrażała, bo podobno jej się oświadczył, a
potem się okazało, że w tym samym czasie kilku innym też.
Regina: On pracował u nas w SG (Sztabie Generalnym), nie powiem, jaką
miał ksywę, bo się wstydzę. W każdym razie uwielbia kobietki, blondynki
szczególnie. Raczej po 40., młodsze chyba mu się z córką kojarzą.
To tylko fragmenty. Całą dyskusję przeczytała w internecie druga żona
gen. Skrzypczaka (wziął z nią ślub w październiku 2008 r.) i z żalem mu
o tym powiedziała.
- Winternecie można napisać wszystko. Bezkarnie - wzdycha gen.
Skrzypczak. - Wiem od Służby Kontrwywiadu Wojskowego, która sprawdziła
te wpisy, że oprócz kobiet było tam dwóch sierżantów, z których jednego
wylałem z wojska za pijaństwo. O czym tu mówić?
Wojak łaknie ciepła
Służba Kontrwywiadu Wojskowego sprawdzała internet oraz billingi
telefonów należących do generała z powodu śledztwa, które prowadziła
Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. Śledztwo wszczęto po skardze
Elżbiety F. na zachowanie gen. Skrzypczaka, z którym przez ponad 10 lat
pozostawała w nieformalnym związku.
Pani F. oskarżała generała o mnóstwo niegodziwości, np. o gwałt, ale tak
naprawdę chodziło jej o to, że ją porzucił, choć latami obiecywał
małżeństwo, podczas gdy nawet nie miał rozwodu z pierwszą żoną.
Wersja Elżbiety F.: Była ze Skrzypczakiem przez 13 lat. Poznała go, gdy
był podpułkownikiem. Sprawiał wrażenie skrzywdzonego przez los.
Twierdził, że jest w separacji, ma zamiar się rozwieść. Zostali parą.
Rzekomo jeździł na rozprawy rozwodowe. W 1994 r. oświadczył, że się
rozwiódł. Mieszkali już wtedy razem. Nigdy nie domagała się, by pokazał
wyrok rozwodowy. Był oficerem, dlaczego więc miałaby mu nie wierzyć?
Żyli jak przykładne małżeństwo. Bywali na spotkaniach towarzyskich.
Generał przedstawiał ją znajomym jako żonę. W piśmie "Wojska Lądowe" z
lutego 2002 r. opublikowano relację z I Gali Sił Zbrojnych w warszawskim
hotelu Sobieski. Na zdjęciach wśród gości jest Skrzypczak z Elżbietą. F.
ogląda albumy ze zdjęciami dokumentującymi ich związek. Na jednym
generał siedzi nago w wannie, na innym stoi przepasany ręcznikiem, na
kolejnym wyleguje się na tapczanie. Zdjęcia z wyjazdów, imprez ze
znajomymi, generalicją.
- To jest sylwester w Elblągu, tu jest na zdjęciach z moją wnuczką, tu z
córką, pożegnanie jednego z pułkowników, który odchodził do rezerwy, to
zdjęcie z poligonu na Pomorzu, gdzie mnie zabrał, to Krynica Morska, to
jest Żagań, moje urodziny, ślub córki pułkownika R. - pokazuje F.
Czterokrotnie oświadczał się Elżbiecie, dwukrotnie ofiarowywał
pierścionki zaręczynowe. Słał czułe listy. Zapewniał o miłości. Snuł
wizje wspólnej przyszłości, chciał mieć z nią dzieci. W 1999 r. został
ojcem chrzestnym wnuczki Elżbiety. Podczas uroczystości przy świadkach
oświadczył, że co miesiąc będzie przeznaczał dla chrześnicy po 500 zł.
Nie dał ani złotówki. Matce dziecka powiedział, by wynajęła salę na
przyjęcie dla gości, on za nią zapłaci. Nie zapłacił. Skrzypczak często
znikał na kilka lub kilkanaście dni. Tłumaczył się, że był na
konferencjach, naradach, szkoleniach. W grudniu 2004 r. zniknął bez
słowa. Miał wyłączony telefon. Zaniepokojona Elżbieta zadzwoniła do
rzekomo byłej żony Teresy. Od niej dowiedziała się, że nadal są
małżeństwem. Dobił ją artykuł w "Super Expressie". Na zdjęciach w
czułych objęciach z żoną Skrzypczak opowiada o udanym życiu rodzinnym.
Tytuł artykułu: "Wódz w wersji rodzinnej".
Wersja generała: Rzeczywiście był z F. długo - 9 lat. Przez cały czas
zdawała sobie sprawę, że jej partner nie ma rozwodu, ale w ogóle jej to
nie przeszkadzało.
- Nigdy nie proponowałem jej małżeństwa - mówi gen. Skrzypczak. - No,
może raz, ale to było po alkoholu i podczas zabawy. Mogła odnieść takie
wrażenie.
Rzeczywiście został ojcem chrzestnym wnuczki F. Prosił go o to oficer z
batalionu, który mu podlegał, ojciec dziewczynki, zięć F. To normalne,
że gdy podwładny prosi, to przełożony się godzi. Taka wojskowa tradycja.
Nigdy nie przedstawiał F. jako żony.
- Najwyżej w Elblągu... - mówi Skrzypczak.
Nie przeczy, że zabierał ją na oficjalne imprezy. W charakterze osoby
towarzyszącej. Ale to nieprawda, że obiecał 500 zł co miesiąc dla
chrześniaczki. Tak mogą twierdzić tylko krewni F.
- Dałem chyba jeden pierścionek, ale nie zaręczynowy - mówi. - Pani F.
chodziło tylko o moje pieniądze, byłem dojną krową. Sponsorowałem ją i
jej rodzinę. Córce i zięciowi pożyczyłem pieniądze na samochód, nigdy
ich nie oddali. Przed moim wyjazdem do Iraku ona już liczyła pieniądze,
które przywiozę. Powiedziałem: do widzenia. Zdążyłem jeszcze kupić dla
niej mieszkanie w TBS, zapłaciłem 60 tysięcy.
Skargi, które od roku 2005 F. pisała do ministra obrony, szefa Sztabu
Generalnego i prokuratury wojskowej, to zemsta za to, że generał
zdecydował się odejść.
Cóż, romans, jakich wiele. On, pełniący służbę z dala od rodziny (żona i
dzieci mieszkały w Kołobrzegu), potrzebował trochę ciepła po całym dniu
pracy. Ona, jeszcze całkiem atrakcyjna, grzała się w cieple generalskich
gwiazdek, bywała na rautach, snuła plany na przyszłość. Obydwoje
cieszyli się swoim małym szczęściem aż do rozstania. Teraz oboje
pielęgnują urazy uważając, że jedno było wykorzystywane przez drugie.
Tylko że on nie robi z tego publicznej afery.
Romeo w Iraku
W styczniu 2005 r. gen. Skrzypczak wyjechał do Iraku, gdzie w ramach IV
zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego dowodził Wielonarodową Dywizją
Centrum-Południe. Na misji poznał Iwonę S.
Wersja Iwony S.: Oszalał na jej punkcie. Mówił, że ją kocha, roztaczał
wizję wspólnej przyszłości. Zapewniał, że rozwiedzie się z żoną. Wrócił
do Polski pierwszy, koniecznie chciał poznać jej rodziców. Pojechał ich
odwiedzić - samochodem służbowym z kierowcą, w galowym mundurze, z
bukietem róż dla matki i butelką alkoholu dla ojca, emerytowanego
pułkownika WP. Gdy wróciła, zamieszkali razem w służbowym mieszkaniu
wWarszawie.
- Zrobił wspaniałe wrażenie. W lipcu 2006 r. oświadczył moim rodzicom,
że jest już rozwiedziony patrząc im prosto w oczy - wspomina S.
-Wcześniej przy mnie napisał pozew, mówił, że go złożył, teraz wiem, że
wyrzucił do kosza... Mieliśmy wziąć ślub. Trzy lub cztery razy
wybieraliśmy się do urzędu stanu cywilnego, by załatwić formalności, ale
zawsze mu coś wypadało: a to konferencja u ministra, a to niespodziewany
wyjazd. Ustalaliśmy już datę ślubu... Służbowym samochodem jeździliśmy
oglądać mieszkania i działki pod budowę naszego przyszłego domu.
W święta Bożego Narodzenia 2006 r. oboje mieli się spotkać z jej
rodzicami. Generał wyszedł z domu do jednostki i zniknął... Po jakimś
czasie zaczął przysyłać esemesy: święta musiał spędzić z wojskiem, bo
tylko żołnierze go rozumieją, wróci, tylko nie wiadomo, kiedy.
- Po kilku tygodniach zadzwoniłam do jego, byłam przekonana, byłej żony,
myślałam, że jest u dzieci - mówi S. -Powiedziałam, że wkrótce planujemy
ślub, a ona mi na to, że Skrzypczak nigdy się nie rozwiódł. Że nie
jestem pierwsza, której obiecuje małżeństwo. Podała nazwiska innych,
numery telefonów...
Wrócił, jak obiecał. Przeprosił, że musiał pojechać do dzieci. Bez
mrugnięcia okiem zapewniał, że jest rozwiedziony. Iwona zażądała, aby
pokazał orzeczenie o rozwodzie. Powiedział, że ma schowane w sejfie.
Dała mu tydzień, aby je przyniósł i pokazał. Nie zrobił tego.
- We wrześniu 2007 r. mieliśmy jechać na wesele do moich znajomych. Trzy
dni przed wyjazdem powiedział, że musi jechać na poligon, ale w sobotę
wróci. W piątek nie odbierał już telefonu, na weselu oczywiście się nie
pojawił. Przepadł na kilka tygodni. Wtedy skontaktowałam się z Elżbietą
F. - opowiada S.
Wersja generała: Rzeczywiście w Iraku poznał kobietę pełną ciepła.
Myślał, że z nią zwiąże się na stałe. Pomylił się, rozczarował. Iwonie
S. chodziło tylko o jego pieniądze i pozycję.
- Faktycznie byłem u jej rodziców, ale nie w mundurze ani z kierowcą -
mówi gen. Skrzypczak. - Przyjechałem na kawę i kieliszek wódki, może
dwa. W ogóle nie było rozmowy na temat małżeństwa ani rozwodu. Nigdy nie
jeździliśmy służbowym samochodem szukać mieszkania albo domu. Napisała
dla mnie pozew, bo była rozwódką i wiedziała, jak to się robi. Nie
ustalaliśmy terminu ślubu. Pani S. ma skłonności do konfabulowania,
fantazjowania. Poza tym stosowała groźby karalne i terror psychiczny
wobec mnie i wobec swoich dzieci. Po rozstaniu powiedziała, że mnie
zniszczy, że jej ojciec pójdzie na skargę do prezydenta.
Cóż, zwykły romans...
150 sympatii
- Czy to prawda, że napisał Pan dla pani S. oświadczenie o tym, że
przekaże jej Pan 100 tys. zł? - pytamy generała.
- To niestety prawda. I przekazałem. Dałem jej 60 tysięcy, wzięła też
samochód i rzeczy z domu: zmywarkę, telewizor. Musiałem wziąć kredyt,
żeby móc zapłacić, do dziś go spłacam.
- Za co to były pieniądze?
- Coś w rodzaju rekompensaty za stracony czas... Ona twierdziła, że za
doznane krzywdy, choć żadnej krzywdy jej nie wyrządziłem.
- Czy potem odebrał Pan oświadczenie? - Nie. I to był mój błąd.
Iwona S.: - Skrzypczak podał mi hasło do jednej ze swoich skrzynek
e-mailowych i zapomniał o tym. Jak weszłam na jego pocztę, znalazłam
chyba ze 150 kontaktów do kobiet z portalu randkowego "Sympatia". Kilka
listów wydrukowałam. Nawiązałam kontakt np. z Dorotą. Spotykali się
przez rok, obiecywał jej złote góry, później zniknął. Powiedziałam, że
to już koniec. Zapewniał, że mnie kocha i przy mnie skasował profil na
"Sympatii". Miał nick "Waldek Irak". Po jakimś czasie ponownie się
zarejestrował... - Jak znajdował Pan czas na tak dużo znajomości? -
pytamy generała.
- Zamieściłem swój profil na "Sympatii" w Iraku. Wszyscy tam tak robili,
to dobry sposób na przeniesienie emocji, na odreagowanie. Nie miałem stu
kontaktów, to niemożliwe. Mogło być ich kilka, kilkanaście. Ale internet
to przecież nie seks. Żaden taki kontakt nie miał finału w łóżku. Nie
dawałem pani S. hasła do swojego konta, sama jakoś weszła w jego
posiadanie. Dorota? A, ta z Zielonej Góry...
To jakieś wariatki
Wpaździerniku 2008 r. Iwona i Elżbieta dowiedziały się, że generał się
żeni. Wpadły na pomysł, by go odwiedzić i powiadomić drugą żonę, co za
ziółko z jej męża.
Wersja Elżbiety F. i Iwony S.: Wpadł w szał, gdy je obie zobaczył.
Krzyczał, że wezwie Żandarmerię Wojskową. No to wzywaj - odparły.
Generał odepchnął je i wystraszony, w kapciach, zaczął uciekać przez
podwórko w kierunku garażu. Ruszyły za nim. Generale, dowódco wojsk
lądowych, dlaczego uciekasz?! - krzyczały. Generał wykonał manewr
okrążający, obiegł zabudowania, wyprowadził kobiety w pole i migiem
wrócił do mieszkania, gdzie skutecznie się zabarykadował. Kobiety nie
dały za wygraną. Przyczaiły się przy domofonie. Skrzypczak nie odłożył
słuchawki od domofonu, usłyszały dźwięki awantury, jaką urządziła mu
żona: Mówiłeś, że to już wszystko skończone przed Irakiem! Ile jeszcze
jest tych kobiet? Na to generał: Kochanie, uspokój się. To nieprawda, to
jakieś wariatki, nie znam ich.
Wersja generała: To było najście. Drzwi otworzyła teściowa. S. wtargnęła
do domu, zareagowałem odepchnięciem jej. Wezwałem policję i żandarmerię,
ale gdy przyjechały patrole, ich już nie było.
Dwie narzeczone generała zrekonstruowały ostatnie kilka lat życia ze
Skrzypczakiem: walentynki spędzał z Iwoną, Dzień Kobiet z Elżbietą.
Romantyczna kolacja z Iwoną, niedzielny obiad z Elżbietą. Iwonie mówił,
że jest na służbowym wyjeździe, a był wtedy u Doroty. Oświadczał się
Dorocie, kilka dni później mówił Elżbiecie, że chce mieć z nią
dziecko... A w przerwach nagłe zniknięcia, tygodnie bez kontaktu.
- To nieprawda. Wiązałem się z tymi kobietami, ale nie było tak, że
byłem z nimi jednocześnie, lecz z każdą po kolei - mówi gen. Skrzypczak.
Analiza wydarzeń pozwala nam stwierdzić z całą pewnością, że generał się
myli albo wprowadza nas w błąd. Nawet długo po rozstaniu z Elżbietą F.
przysyłał jej zdjęcia, kartki, listy i zapewniał o miłości. Gen.
Skrzypczak zaprzecza: to ona się do niego odzywała, on najwyżej wysyłał
jej życzenia imieninowe. To kwestia - twierdzi - grzeczności.
- Czy byłby Pan zdziwiony, gdyby znalazły się kobiety inne niż F. i S.
oraz obie pana żony, które by twierdziły, że utrzymywały z panem
kontakty intymne w ciągu ostatnich 4 lat? - pytamy. Generał zastanawia
się dłuższą chwilę. - Może była jeszcze taka kobieta z okresu dowodzenia
w Żaganiu - odpowiada.
Kąsek dla szpiegów
Generał zaprzecza, by przechowywał u narzeczonych dokumenty wojskowe. -
Najwyżej jakieś materiały szkoleniowe i notatki z zakresu nauki, nic o
charakterze wojskowym - mówi. - Także w komputerze nie miałem żadnych
dokumentów z wojska, lecz wyłącznie prywatne. Sprawdzała to Służba
Kontrwywiadu Wojskowego.
I tym razem gen. Skrzypczak mija się z prawdą. Jesteśmy w posiadaniu
"Zeszytu pracy" płk. dypl. Waldemara Skrzypczaka z roku 1999, gdy
dowodził Jednostką Wojskową nr 2234. Stempel: "Do użytku służbowego, RWD
Nr 1/15". Na 246 ponumerowanych stronach odręczne notatki i wklejone
dokumenty. Struktura jednostki, rozkłady zajęć, plany zadań. Nazwiska i
charakterystyka podwładnych ("alkoholizm", "narkotyki"). Fachowcy
twierdzą, że dziś jest to bez wartości, ale 10 lat temu, kiedy generał
przypuszczalnie wyniósł dokument z jednostki, byłaby to gratka dla
wrogów naszego wojska.
Generał wyklucza, aby robił sobie nieobyczajne fotografie i wysyłał je
komukolwiek. Jedna z byłych przyjaciółek mówi co innego. Nie
zdecydowaliśmy się zreprodukować takiego zdjęcia, bo istotnie - wśród
różnych części ciała nie ma na nim twarzy gen. Skrzypczaka, nie sposób
więc z całą pewnością go zidentyfikować.
Słabiutki
Generał mówi, że to były toksyczne związki. Dlaczego zatem w nich tkwił?
Dlaczego był tak długo z F.? Aż tyle czasu potrzebował, by poznać jej -
jak twierdzi - interesowny charakter?
- Łatwo to oceniać dziś, z perspektywy czasu. Całe dnie spędzałem w
pracy. Wracałem późno, nie miałem czasu na analizy. W domu dłużej mnie
nie było niż byłem. W pracy człowiek jest perfekcjonistą, a czasami w
życiu prywatnym bywa słabiutki. Za każdym razem myślałem, że zmienię
swoje życie. Miałem nadzieję, że coś z tego będzie. Popełniłem błędy, bo
byłem łatwowierny. Człowiek dojrzewa do pewnych decyzji. Ja
najwidoczniej dojrzałem za późno. I dlatego ponoszę konsekwencje swoich
błędów.
- Czy jest Pan szczery wobec kobiet? - Zależy kiedy, ale raczej nie
dzieliłem się z kobietami wspomnieniami o innych kobietach.
- Żałuje Pan czegoś?
- Przykro mi wobec najbliższych. Wobec obecnej żony. Wobec byłej żony,
wobec moich dzieci. Żadne z nich nie zawiniło.
Okłopotach sercowych gen. Skrzypczaka wiedzą co najmniej od początku
roku 2005:
- kolejni ministrowie obrony narodowej: Jerzy Szmajdziński, Radosław
Sikorski, Aleksander Szczygło i Bogdan Klich;
- kolejni szefowie Sztabu Generalnego WP: gen. Czesław Piątas i gen.
Franciszek Gągor; - Naczelna Prokuratura Wojskowa; - Służba Kontrwywiadu
Wojskowego. Gen. Skrzypczak twierdzi, że jego wrogowie chcieli
wykorzystać skargi przyjaciółek i nie dopuścić, aby pojechał na misję do
Iraku. To, że pojechał, zawdzięcza ministrowi Szmajdzińskiemu.
siko...@redakcja.nie.com.pl
Waldemar Skrzypczak
Służbę wojskową rozpoczął w 1976 r. Pierwsze stanowisko - dowódcy
plutonu czołgów - objął w 16 Pułku Czołgów 8 Dywizji Zmechanizowanej w
Słupsku. Po ukończeniu w 1987 r. Akademii Sztabu Generalnego WP został
aspirantem w Głównym Zarządzie Szkolenia Bojowego WP. W 1996 r.
awansowany na stopień pułkownika. Po ukończeniu Podyplomowych Studiów
Operacyjno-Strategicznych w Akademii Obrony Narodowej (1997) został
zastępcą szefa Szkolenia Bojowego Dowództwa Wojsk Lądowych. Jako dowódca
16 Dywizji Zmechanizowanej w Elblągu w roku 2000 otrzymał awans na
stopień generała brygady. W 2001 r. został wyznaczony na stanowisko
szefa w Szefostwie Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych DW Ląd, a
następnie na szefa Zarządu Doktryn i Szkolenia Sił Zbrojnych SGWP. Od
grudnia 2003 r. dowodził 11 Dywizją Kawalerii Pancernej w Żaganiu. W
lutym 2005 r. przejął dowodzenie Wielonarodową Dywizją Centrum-Południe
w Iraku. We wrześniu 2006 r. prezydent RP Lech Kaczyński awansował go do
stopnia generała broni i wyznaczył na stanowisko Dowódcy Wojsk Lądowych.
Jest dowódcą cenionym przez zwierzchników i lubianym przez żołnierzy.
Wystąpił w obronie sześciu żołnierzy WP oskarżonych o zabicie afgańskich
cywili w wiosce Nanghar Khel; zapowiedział, że jeśli sąd skaże żołnierzy
za zbrodnię wojenną, to odejdzie z armii.
"Dziennik" informował, że gen. Skrzypczak był jednym z kandydatów na
szefa Sztabu Generalnego WP.
Kodeks honorowy żołnierza Wojska Polskiego (fragmenty, wyróżnienia
pochodzą od redakcji): "- Fundamentalnymi cnotami żołnierza zawodowego
są: patriotyzm, męstwo, uczciwość, odpowiedzialność, sprawiedliwość,
prawdomówność i solidarność zawodowa. - Cechuje go szczerość i szacunek
dla innych. - Czynami niegodnymi żołnierza są w szczególności: zdrada
Ojczyzny, tchórzostwo na polu walki, obłuda, prywata, niewywiązywanie
się z przyjętych zobowiązań. - W środowisku społecznym prezentuje
najwyższe wartości moralne. Jest wzorem kultury osobistej i dobrego
wychowania. - Dąży do umiejętnego łączenia potrzeb służby z troską o
dobro swojej rodziny".