Dzisiaj podczas kąpieli nasza pociecha łyknęła małe conieco... Chwila
nieuwagi, odwróciłem głowę rozmawiając z żoną, Ania chciała "pocałować"
pływającą kaczuszkę, nie trafiła, no i zamiast pocałunku wyszło jej
zanurzenie połączone z zassaniem wody. Ania ma 6 miesięcy - kąpałem ja...
Cóż, zdarza się i w sumie nic takiego strasznego się nie stało. Mała
nieźle się wystraszyła, zakrztusiła, ale w sumie wodę przełkneła.
Oczywiście było mnóstwo płaczu - moim zdaniem bardziej ze strachu.. ale
ja nie o tym.
Podczas i po zdarzeniu wytworzyła się między mną a żoną mała różnica zdań.
Chodzi o to, iż ja uważam że dziecko powinno puścić się "na żywioł" .Jak
się parę razy sparzy (czyt. opije wody), to nauczy się że źle jest
zanurzać tam główkę. No a żona nieźle chyba wystraszona - zrobiła mi burę
i stwierdziła że dziecko trzeba od tego żywiołu chronić. Pytanie do Was;
na co pozwalacie podczas kąpieli swoim pociechom? Czy to faktycznie jest
tak, że dziecko trzeba od tej wody chronić, czy też lepiej pozwolić mu na
naukę poprzez błędy.
Nie chcę aby mała nabawiła się jakiegoś niezdrowego strachu przed wodą.
--
Artur 'Bzyk' Frydel | artur.frydel[at]gmail-dot-com
"Always look on the bright side of life."
> Czy to faktycznie jest
> tak, że dziecko trzeba od tej wody chronić, czy też lepiej pozwolić mu na
> naukę poprzez błędy.
Moim zdaniem - puscic na zywiol jednoczesnie bedac gotowym do udzielenia
pomocy w razie faktycznej potrzeby.
I tyle.
Jak dlugo bedziesz stal nad corka trzesac sie ze strachu zeby sie woda nie
opila?
Jak ma sie nauczyc tego ze w wodzie musi byc ostrozna?
Nadmiernie chroniona od przykrych przygod - nie nauczy sie ich unikac.
--
Pozdrawiam serdecznie
Agnieszka Mockałło
http://republika.pl/kocia_stronka/
Odpisując na priv, wytnij USUN_TO z adresu.
Ja na dużo :-) Ale na wszelki wypadek nie wypowiem się w kwestii zdania
żony w tym temacie :-)
> Czy to faktycznie jest tak, że dziecko trzeba od tej wody chronić,
> czy też lepiej pozwolić mu na naukę poprzez błędy.
Nie trzeba go od wody chronić, ale nie pozwoliłbym na naukę przez
"błędy" jak to nazwałeś. Oswajaj córę z wodą w sposób kontrolowany, a
nie przez tego typu WYPADKI. W przypadku wypadku dbaj tylko o to żeby
nic się nie stało...
Ja się np. bawię w różne wersje fontanny. Na różne sposoby polewam
dzieciaki wodą z wannowego prysznica, np. tak, żeby woda spływała
im po głowie na oczy, nosy, usta. Dzieciaki mają też swoje kąpielowe
zabawki, konewki, kubeczki itp. rzeczy, z których polewają sie same :-)
BTW. Przypomniało mi sie jakie wrażenie zrobiły "taty czary" z wodą.
Są takie tabletki do kąpieli barwiące wodę (i kilka innych specyfików,
ja to kupowałem w Niemczech, ale pewnie u Nas też są) Jak się
odpowiednio zrobi czary mary to szczęki o wannę zahaczają :-)
Stalker
--
Hania 2004-03-08, Antek 2006-07-07
http://picasaweb.google.pl/AgaTomAlbum
Dzieciak ma 6 miesięcy, przypuszczam, że nawet jeśli siedzi
samodzielnie, to zakichanym obowiązkiem taty, który je kąpał było
przypilnowanie, żeby zachłyśnięcie się wodą nie miało miejsca.
p.
dziecko jest male, i nie puszcza sie wtedy dziecka na zywiol. Na zywiol to sie
dzieci nieco juz wieksze potrafia utopic w wiaderku z woda, ktorej nie jest do
pelna. Dziecko w tym wieku nie ma zielonego pojecia o ponoszeniu konsekwencji,
i wyciaganiu wnioskow z zaistnialej sytuacji. Popieram zone :)
i.
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Bzdura. Obowiązkiem było przypilnowanie żeby się dziecku krzywda nie stała i
to załatwił.
Paweł Pluta
--
-.-. --.. . -- ..- -- --- -- ... ... . -. -. .. . ---
-.. .--. --- .-- .. .- -.. .- --- -.. -... .. --- .-.
No to o co w ogóle chodzi? Bardzo dobrze się stało, trzeba było wyjąć,
otrzepać i wsadzić do wody z powrotem, żeby rozumiała, że to nic takiego i
można się bawić dalej.
> Oczywiście było mnóstwo płaczu - moim zdaniem bardziej ze strachu.. ale
> ja nie o tym.
> Podczas i po zdarzeniu wytworzyła się między mną a żoną mała różnica zdań.
> Chodzi o to, iż ja uważam że dziecko powinno puścić się "na żywioł" .Jak
No i bardzo słusznie. Dopóki uważasz na tyle, żeby dziecko wyjąć jak samo
sobie nie poradzi, nie ma sprawy.
> się parę razy sparzy (czyt. opije wody), to nauczy się że źle jest
> zanurzać tam główkę. No a żona nieźle chyba wystraszona - zrobiła mi burę
> i stwierdziła że dziecko trzeba od tego żywiołu chronić. Pytanie do Was;
To jak będzie miała swoje dziecko to wpuści je do wody dopiero jak się ono
pływać nauczy. A teraz niech nie panikuje. Wielkie mi rzeczy - łyk wody.
> na co pozwalacie podczas kąpieli swoim pociechom? Czy to faktycznie jest
> tak, że dziecko trzeba od tej wody chronić, czy też lepiej pozwolić mu na
> naukę poprzez błędy.
>
> Nie chcę aby mała nabawiła się jakiegoś niezdrowego strachu przed wodą.
No to mówię - ustabilizować sytuację jeżeli się zakrztusiła i z powrotem do
wanny. Aha, oczywiście w wannie jest tylko woda, a nie jakieś pierdoły
pieniąco-śmierdzące?
Jakie znowu wypadki? Łyk wody? No bez jaj...
[...]
Karetki nie wzywali, wiec w sumie masz rację...
Pieprzenie. Wielka mi rzecz - łyk wody, w połowie pewnie wykasłany.
> dzieci nieco juz wieksze potrafia utopic w wiaderku z woda, ktorej nie jest do
Teoretycznie tak, tylko ileż to musi wymagać determinacji ze strony takiego
dziecka i ile pomocy rodziców... Znudzi się zanim da radę i dawno wychlapie
się ta nie do pełna woda.
> pelna. Dziecko w tym wieku nie ma zielonego pojecia o ponoszeniu konsekwencji,
> i wyciaganiu wnioskow z zaistnialej sytuacji. Popieram zone :)
No więc to jest bzdura z tym wyciąganiem wniosków. Owszem, jak najbardziej,
półroczne niemowlę spoko sobie może radzić z wodą lejącą się do ust. I to
już od paru miesięcy może to umieć.
Czekaj, to miała być kąpiel, a nie picie wody z wanny/wanienki.
> Dzieciak ma 6 miesięcy, przypuszczam, że nawet jeśli siedzi
> samodzielnie, to zakichanym obowiązkiem taty, który je kąpał było
> przypilnowanie, żeby zachłyśnięcie się wodą nie miało miejsca.
Rozumiem ze mial ja caly czas trzymac?
Bo w innym wypadku zaden zakichany obowiazek ani jego poczucie nie
zapobiegnie temu zeby dziecko sie nagle nie pochylilo i troche wody nie
lyknelo albo do nosa nie wciaglelo.
> No więc to jest bzdura z tym wyciąganiem wniosków. Owszem, jak najbardziej,
> półroczne niemowlę spoko sobie może radzić z wodą lejącą się do ust. I to
> już od paru miesięcy może to umieć.
Dziecko sobie może radzić, ale tłumaczenie własnego błędu tym, że
dziecku nic się przecież nie stało jest głupie i dziecinne.
> Karetki nie wzywali, wiec w sumie masz rację...
Nie wydaje Ci się, że "odrobinkę" przesadzasz?
J.
> Karetki nie wzywali, wiec w sumie masz rację...
Ciekawe czy na basenach dla niemowlakow wzywaja karetke za kazdym razem gdy
ktorys z maluszkow wciagnie troche wody do noska albo sie jej opije ;)
Pewnie nie :)
> Dziecko sobie może radzić, ale tłumaczenie własnego błędu tym, że
> dziecku nic się przecież nie stało jest głupie i dziecinne.
A co jest tym bledem?
Odwrocenie na chwilke wzroku od kapiacego sie dziecka?
Nawet gdyby w nie wzrok wlepial to pewnie by tej sytuacji nie zapobiegl bo
to trwa sekunde.
Wazne zeby byc blisko i moc w razie potrzeby pomocy udzielic.
A to bylo.
Tak
> Bo w innym wypadku zaden zakichany obowiazek ani jego poczucie nie
> zapobiegnie temu zeby dziecko sie nagle nie pochylilo i troche wody nie
> lyknelo albo do nosa nie wciaglelo.
>
Ja nie mówię o sytuacjach na które nie mamy wpływu. Zagapił się, dziecko
napiło się wody, nic się nie stało. Szukanie usprawiedliwienia dla tego
zdarzenia pdt " Czy to faktycznie jest
> tak, że dziecko trzeba od tej wody chronić, czy też lepiej pozwolić mu na
> naukę poprzez błędy." jest głupie, bo to on popełnił błąd a nie 6 miesięczne dziecko.
Znaczy jak kto będzie miał swoje dziecko? Jak sobie żona Artura zrobi swoje
własne, bez pomocy Artura czy jak? ;-)
Agnieszka nieskumana
Te trzy zastosowane kropki miały na celu właśnie przesadyzm, żeby
problem zobrazować :)
Cóż za głęboki i miażdżący sarkazm. Szkoda tylko że nietrafiony. To może bez
metafor? Czemuż to obowiązkiem, i to aż zakichanym, jest niedopuszczenie
żeby dziecko uczyło się radzić sobie z wodą chlupiącą do ust?
Tylko że tu nie ma żadnego błędu. Znaczy, jest, tylko że jego żony.
Kąpiel dziecka ma to do siebie, że woda przy tym chlapie. Także w usta.
A to sorry moja dwójka się nie opiła jeszcze. Się widać nie znam.
Hmm 6 miesięcznemu dziecku rodzice selekcjonują dobór wrażeń: kupują
odpowiednie zabawki, piorą w Jelpie, karmią mlekiem własnym albo
odpowiednio dobranym modyfikowanym, martwią się o jakość dań
słoiczkowych albo szukają ekologicznych warzyw i drobiu z odpowiedniego
chowu, a potem dają mu się zachłysnąć kranówką /sarkazm mode on/
Jakiż to zatem żona błąd popełniła, bo ja nie rozumiem.
p. naturalna blondynka
A potem ludzie opowiadają jak to dziecko nie lubi się kąpać i jakie to w
ogóle trudne to wychowanie. Kurde, żadnego dziecka starszego niż miesiąc,
może dwa nie trzymałem przy kąpieli i nie przydarzyła się im żadna
niebezpieczna sytuacja.
>> Bo w innym wypadku zaden zakichany obowiazek ani jego poczucie nie
>> zapobiegnie temu zeby dziecko sie nagle nie pochylilo i troche wody nie
>> lyknelo albo do nosa nie wciaglelo.
>>
>
> Ja nie mówię o sytuacjach na które nie mamy wpływu. Zagapił się, dziecko
> napiło się wody, nic się nie stało. Szukanie usprawiedliwienia dla tego
> zdarzenia pdt " Czy to faktycznie jest
> tak, że dziecko trzeba od tej wody chronić, czy też lepiej pozwolić mu na
> naukę poprzez błędy." jest głupie, bo to on popełnił błąd a nie 6 miesięczne dziecko.
Wręcz przeciwnie. Dziecko zrobiło błąd techniczny początkującego kąpielisty,
a ojciec zareagował prawidłowo na rutynową sytuację.
Boszzz... jaka ja nieodpowiedzialna byłam. Moje dzieci od 3 miesiąca życia
chodziły na basen. Zanurzaliśmy je w całości nie w kranówie tylko w
chlorowanej basenowej wodzie...
Agnieszka (a Jelpa na oczy nie widziałam)
pieprzysz wasc....
6 miesięczne dziecko i błąd techniczny = idę spać(koniec kropka)
--
Paulinka
Niepotrzebnie panikuje. Wbrew powszechnemu przekonaniu o powinnościach
troskliwych matek - błąd bardzo poważny, bo powtarzalny i znieczulający
dziecko na otrzeżenia o realnych zagrożeniach, ewentualnie prowadzący do
wychowania klienta psychoterapeuty ze stertą bezsensowych strachów i
przekonań o swojej nieudolności.
Się jak się. Raczej nie dowiedziałaś się o czymś, co dzieci uznały za banał
niewart wzmianki.
Toż sarkazm włączyłam.
> Agnieszka (a Jelpa na oczy nie widziałam)
Ja też:)
--
Paulinka
Świr żyjący marchewką obsrywaną przez szczęśliwe kury będzie kąpał dziecko w
kranówie? E, na pewno ma w domu cysternę źródlanej wody puszczonej przez
filtr węglowy.
Ale konkretów _dlaczego_ niby jest to pieprzenie jak zwykle się nie
doczekam, prawda?
Znowu ten nietrafiony sarkazm. Tak, to jest błąd techniczny dziecka. Dziecko
poznaje technikę stania, technikę raczkowania, technikę siedzenia, technikę
jedzenia łyżeczką i tak dalej. Błędy przy tym popełniane są błędami
technicznymi.
O właśnie, technika stania. Są też czuby, co nie dają dzieciom stawać "bo on
się jeszcze przewraca". Chyba jeszcze lepsze od tego kąpania bez chlapania.
>> Oswajaj córę z wodą w sposób kontrolowany, a
>> nie przez tego typu WYPADKI. W przypadku wypadku dbaj tylko o to żeby
>> nic się nie stało...
>
> Jakie znowu wypadki? Łyk wody? No bez jaj...
Rozbawiłeś mnie przed snem :-)
Wypadek, czyli coś co wydarzyło się w sposób niekontrolowany.
Jeśli chcesz możesz oczywiście oswajać dziecko z wodą czekając aż do
niej wpadnie, ale mimo wszystko proponowałbym nie polegać na tego typu
metodach :-)
Stalker
--
Hania 2004-03-08, Antek 2006-07-07
http://picasaweb.google.pl/AgaTomAlbum
> Boszzz... jaka ja nieodpowiedzialna byłam. Moje dzieci od 3 miesiąca
> życia chodziły na basen. Zanurzaliśmy je w całości nie w kranówie tylko
> w chlorowanej basenowej wodzie...
Tak jak i My nasze :-)
> Czemuż to obowiązkiem, i to aż zakichanym, jest niedopuszczenie
> żeby dziecko uczyło się radzić sobie z wodą chlupiącą do ust?
Bo zanim się samo nauczy to się utopi?
> Dzieciak ma 6 miesięcy, przypuszczam, że nawet jeśli siedzi
> samodzielnie, to zakichanym obowiązkiem taty, który je kąpał było
> przypilnowanie, żeby zachłyśnięcie się wodą nie miało miejsca.
A tata to pewnie specjalnie spuścił dziecko z oczu, a niech ćwiczy??
Paulinka, naprawdę nie masz sobie nić do zarzucenia pod tym względem??
--
Elżbieta
W sensie, wydarzył sie groźny wypadek, mydło nagle wpadło do wanny?
> Jeśli chcesz możesz oczywiście oswajać dziecko z wodą czekając aż do
> niej wpadnie, ale mimo wszystko proponowałbym nie polegać na tego typu
> metodach :-)
Poleganie na samodzielnej nauce radzenia sobie z nagłą obecnością wody w
ustach i nosie spowodowało, że dziecko wpadające plecami do wody nie nabiera
jej do ust ani kropli. Co więcej, może nawet zanurzanie głowy uznać za
świetną zabawę. Zanurzanie _tyłem_. Jakoś nie wyobrażam sobie dojścia do
takich wyników metodą długich, szczerych, pełnych miłości rozmów i
perswazji.
Doświadczenia nie potwierdzają realnego istnienia takiego zagrożenia.
> Nie trzeba go od wody chronić, ale nie pozwoliłbym na naukę przez
> "błędy" jak to nazwałeś. Oswajaj córę z wodą w sposób kontrolowany, a
> nie przez tego typu WYPADKI. W przypadku wypadku dbaj tylko o to żeby
> nic się nie stało...
Ta opcja najbardziej mi odpowiada.
--
Elżbieta
> Pieprzenie. Wielka mi rzecz - łyk wody, w połowie pewnie wykasłany.
Jednemu nic nie będzie, a drugie się tak wystraszy, że koniec z wodą na
długo.
--
Elżbieta
> agapił się, dziecko
> napiło się wody, nic się nie stało. Szukanie usprawiedliwienia dla tego
> zdarzenia pdt " Czy to faktycznie jest
Dziecko ktore uczy sie jesc cos gesciejszego niz mleko wielokrotnie sie
zakrztusi, czasem nawet do wymiotow - analogicznie do sytuacji w kapieli,
sadzisz ze nalezy dziecko karmic papka az da mu sie wytlumaczyc w jaki
sposob nalezy gryzc i przelykac? :)
Mysle ze nie.
Dziecko musi sie uczyc - takze na przykrych doswiadczeniach - jak pewne
rzeczy sie robi i czego sie nie robi.
Takie zakrztuszenie sie w kapieli bedzie dla niego o wiele lepsza nauka
ostroznosci, juz teraz, gdy jest caly czas pod opieka rodzicow - niz
milion slow na przyszlosc.
Tej dziewczynce nic nie grozilo, rodzice bylo obok.
A trzymanie w kapieli 6 miesiecznego dziecka przez caly czas uwazam juz za
lekka przesade osobiscie. Nie mowiac o malej sensownosci tego postepowania
;)
--
Pozdrawiam serdecznie
Agnieszka Mockałło
http://republika.pl/kocia_stronka/
Odpisując na priv, wytnij USUN_TO z adresu.
Nie potwierdza powiadasz? Zanim następnym razem napiszesz głupotę
sprawdź może czym jest np. zachłyśnięcie i porozmawiaj sobie np. z Ewą
Błaszczyk.
> Poleganie na samodzielnej nauce radzenia sobie z nagłą obecnością wody w
> ustach i nosie spowodowało, że dziecko wpadające plecami do wody nie nabiera
> jej do ust ani kropli.
Jeśli Twoje dziecko uczyło się obcować z wodą w taki sposób, to znaczy
że ma więcej szczęścia niż ty rozumu...
> Zanim następnym razem napiszesz głupotę
> sprawdź może czym jest np. zachłyśnięcie i porozmawiaj sobie np. z Ewą
> Błaszczyk.
Jej 6 letnia coreczka zachlysnela sie o ile mnie pamiec nie myli nie w
wannie a popijajac tabletke.
A na dodatek coreczka autora watku nie zachlysnela sie a zakrztusila.
To mala roznica, chcialam zauwazyc.
Od jednego łyku? To jeżeli dorwie je ta bojąca się matka i podkręci chwilowe
wystraszenie do traumatycznej paniki.
>>> Pieprzenie. Wielka mi rzecz - łyk wody, w połowie pewnie wykasłany.
>>
>> pieprzysz wasc....
>
> Ale konkretów _dlaczego_ niby jest to pieprzenie jak zwykle się nie
> doczekam, prawda?
Sytuacja nagłego, niezamierzonego znalezienia sie pod wodą jest
niebezpieczna nawet dla wyczynowego pływaka, a co dopiero dla małego
dziecka. Grozi zachłyśnięciem i fatalnymi konsekwencjami z utonięciem
włącznie. Właśnie taką sytuacją (WYPADKIEM) jest sytuacja, w której
dziecko poślizgnie się, potknie w wannie i zanurzy się.
Nie ma to NIC wspólnego z oswajaniem z wodą, czy z nauką pływania, które
powinny się odbywać w sposób kontrolowany i stopniowy. Tylko w taki
sposób można dziecko nauczyć nie bać się wody i nauczyć je właściwych
reakcji w wodzie. Dzięki temu będzie też miało szansę poradzić sobie w
sytuacji "nieplanowanego" zanurzenia...
Liczenie na to, że dziecko oswoi się z wodą i nauczy pływać kilka razy
do niej wpadając jest głupotą...
Stalker
P.S. Opisane przez Artura sytuacja JEST niebezpieczna (tak jak zresztą
wiele innych w życiu). W takim momencie najważniejsze jest opanowanie
sytuacji i sprawdzenie czy nic się nie stało. I tak zrobił. Ew. później
zadaniem rodziców jest takie pokierowanie wydarzeniami, żeby dziecku nie
pozostał uraz do wody... I próbuje to zrobić, ale nie robiłbym tego
przez bagatelizowanie takich spraw, tylko przez pracę z dzieckiem.
Jeśli chcesz nauczyć dziecko pływać, to nie przy pomocy takich sytuacji!
> Od jednego łyku?
Zdarza się. Ja tam panikara nie jestem, dziecko chodziło na basen,
stawiałam na drabinki itd., itp. A jednak mam egzemplarz, który się boi
wszystkiego i baaaaardzo ostrożnie podchodzi do każdej nowości. A basen, no
cóż chodzi, bo cała klasa chodzi, ale traktuje to niemal jak karę, ot taki
egzemplarz :)
--
Elżbieta
> Jej 6 letnia coreczka zachlysnela sie o ile mnie pamiec nie myli nie w
> wannie a popijajac tabletke.
Tak... wystarczył łyk napoju. Jak myślisz co sie może stać w przypadku
nagłego, zaskakującego zanurzenia w wodzie? A teraz pomyśl jak rośnie
ryzyko zachłyśnięcia jeśli dziecko wpadnie do wody tyłem?
> A na dodatek coreczka autora watku nie zachlysnela sie a zakrztusila.
I całe szczęście...
> To mala roznica, chcialam zauwazyc.
Sugerujesz, że wszyscy którzy wpadną pod wodę to sie tylko krztuszą?
> Dziecko ktore uczy sie jesc cos gesciejszego niz mleko wielokrotnie sie
> zakrztusi, czasem nawet do wymiotow - analogicznie do sytuacji w kapieli,
Fatalna analogia
> sadzisz ze nalezy dziecko karmic papka az da mu sie wytlumaczyc w jaki
> sposob nalezy gryzc i przelykac? :)
Czyli papką się nie zakrztusi?
No dobra, faktycznie może być i egzemplarz. Ale nawet taki egzemplarz chyba
lepiej uczyć wykrztuszania wody we własnej wannie niż na obcym basenie? Bo w
możliwość uchronienia dziecka przed nałykaniem się wody to ja nie wierzę.
Najwyżej po prostu nie będzie lubić tej wody, trudno. Zajmie się w takim
razie base jumpingiem.
Jak zwykle ich nie zrozumiesz.
i.
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
dodam tylko
http://www.powiat-olsztynski.pl/t2/index.php?page=woda
http://www.ratmor.neostrada.pl/kpl.html
http://www.kppspdzialdowo.internetdsl.pl/porady4.htm
http://www.google.com/search?q=zachlysniecie+woda+&hl=en&start=20&sa=N
nie o to nawet chodzi, ale o reakcje miesniowki w drzewie oddechowym. Moze
dojsc do gwaltownego skurczu. Pomijam juz wode zaaspirowana do samego
oskrzela, czy pluc....
> >> Czekaj, to miała być kąpiel, a nie picie wody z wanny/wanienki.
> >
> > Kąpiel dziecka ma to do siebie, że woda przy tym chlapie. Także w usta.
> >
>
> A to sorry moja dwójka się nie opiła jeszcze. Się widać nie znam.
nadopiekunczoprzewrazliwiona mamuska jestes ;))
> Witam.
[ciach]
> Nie chcę aby mała nabawiła się jakiegoś niezdrowego strachu przed wodą.
Polecam basen, my z Gabrysiem chodzimy od kąd skończył 4 mc i woda...
cóż... strachu ni ma, może czasem płacz, że już trzeba wychodzić :p
--
pozdrawiam
www.asfalt.net.pl
Tylko że to wszystko dotyczy jezior, a nie wanny przy której są rodzice.
A co, znowu pochodzą ze skróconego kursu fizjologii dla dentystów?
> Tylko że to wszystko dotyczy jezior, a nie wanny przy której są rodzice.
Co oczywiście zasadniczo zmienia postać rzeczy, albowiem jak wszyscy
dobrze wiedzą woda znajduje się tylko w jeziorach...
Z całej tej dyskusji może być jednak pożytek, jeśli przy okazji ktoś się
zainteresuje np. zagadnieniami pierwszej pomocy w takich przypadkach.
Wrzucę, chociaż każdy może znaleźć w guglu:
"...Zachłyśnięcie jest odmianą zadławienia, lecz spowodowane jest
określoną przyczyną, jaką jest niespodziewane przedostanie się wody,
płynnego pokarmu lub np. śliny (jako ciała obcego) do dróg oddechowych.
Zdarza się to zwykle przy gwałtownym piciu płynów, podczas nurkowania
lub kąpieli.
W takim przypadku najlepiej przewiesić ciało ratowanego przez ustawione
pod kątem prostym udo głową do dołu. Następnie lekko uciskać
naprzemiennie plecy (klatka piersiowa) i okolicę lędźwiową (jama
brzuszna) i w ten sposób wymóc lepszy odpływ zalegającego płynu z dróg
oddechowych i górnego odcinka przewodu pokarmowego.
Jeżeli po wpłynięciu płynu, ofiara jest nieprzytomna, należy natychmiast
podjąć sztuczne oddychanie metodą usta- -usta aż do przybycia pogotowia.
Zadławieniem (zakrztuszeniem) nazywamy zaś przerwanie przepływu
powietrza w drogach oddechowych. Przyczyną jest zwykle przypadkowe
przedostanie się (wpadnięcie) do dróg oddechowych jakiegoś drobnego
przedmiotu (koralik, pestka, kamyk, guzik) lub kęsów pokarmowych, np.
podczas szybkiego jedzenia lub rozmowy w tym czasie.
Jako pierwszą pomoc zaleca się kilkakrotne silne uderzenie w plecy.
Jeśli to nie pomaga, stosuje się tzw. manewr Heimlicha. Ratujący
powinien, stojąc, objąć ofiarę od tyłu w pasie powyżej pępka. Ułożyć
dłonie tak, aby móc silnie i nagle szybkimi ruchami uściskać (wpychać)
nadbrzusze ku górze pięścią wspartą drugą dłonią.
Jeśli poszkodowane jest małe dziecko (a jest przytomne), należy je
ułożyć na swojej dłoni twarzą w dół z główką niżej niż pośladki i
uderzać drugą dłonią w plecy w okolicę międzypłatkową. Gdy nie ma innej
możliwości, można spróbować podnieść je za nogi z główką opuszczoną w dół.
Wielu lekarzy uważa te zabiegi za niebezpieczne, ponieważ ciało obce
może przemieścić się do górnych dróg oddechowych i spowodować ich
całkowitą niedrożność. Wydaje się jednak słuszne stosowanie tych
zabiegów w dramatycznych okolicznościach, kiedy choremu bezpośrednio
zagraża uduszenie..."
dr n. med. Beata Zielnik-Jurkiewicz
Całość na:
http://www.resmedica.pl/zdlekarz1298.html
Zachlysnela sie tabletka, a nie napojem. Napoj to byla juz kwestia
wtorna.
pozdrawiam
Gosia
Kurde, podziwiam Cie. Nie boisz sie tu przyznawac do takich rzeczy? Co
poniektorzy gotowi gdzies zadzwonic i odebrac Ci prawa rodzicielskie.
Ja sie nigdy nie przyznam, ze pozwolilam swojej corce 2 razy dotknac
goracego garnka, zeby wiedziala, ze nie dotyka sie niczego co stoi na
kuchence.
pozdrawiam
Gosia
"...Wróciłyśmy do domu, w sobotę Ola i Mania miały mieć przyjęcie
imieninowe w ogrodzie. Były podziębione, a chciały być w dobrej formie.
Ola mówi: 'Zaproś mi jeszcze tę koleżankę'. Zadzwoniłam do jej rodziców.
W trakcie niania podała Oli do połknięcia tabletkę. I ona się
zakrztusiła, a potem chciała to popić i ice tea wlała sobie tak, że
poleciało jej w płuca..."
No to czym sie wg Ciebie zakrztusila? Ice tea czy tabletka? Tabletka
utkwila jej w przelyku w taki sposob, ze popicie jej spowodowalo
wlanie plynu bezposrednio do pluc. Mnie chodzi tylko o to, ze to zly
przyklad do straszenia Artura skutkami zachlysniecia sie woda.
pozdrawiam
Gosia
No i? Jakie jest z tego realne zagrożenie?
Dajesz dziecku tabletki do połknięcia? Jak możesz, nieodpowiedzialny
ryzykancie!
> nagłego, zaskakującego zanurzenia w wodzie? A teraz pomyśl jak rośnie
> ryzyko zachłyśnięcia jeśli dziecko wpadnie do wody tyłem?
No właśnie. Dlatego powinno umieć sobie radzić.
[...]
Jak się im zdarzały takie rzeczy to już były nauczone.
Ja im mogę nawet ikonografię pokazać. Ale ja tu mam opinię faceta robiącego
rzeczy niemożliwe, są tylko różnice zdań co do tego czy robię je
rzczywiście, czy też nie mam dzieci :->
> poniektorzy gotowi gdzies zadzwonic i odebrac Ci prawa rodzicielskie.
> Ja sie nigdy nie przyznam, ze pozwolilam swojej corce 2 razy dotknac
> goracego garnka, zeby wiedziala, ze nie dotyka sie niczego co stoi na
> kuchence.
Paweł Pluta
Dziecko ,,pocalowalo kaczuszke'', wiec raczej zanurzylo sie przodem.
Moje (troche starsze, 1,5 roku) tez tak robi - siedzi i pochyla sie,
zeby buzia dotknac wody i czesto dziwi sie, gdy dotknie wody ;) . Poza
tym ,,krztusi'' sie gdy ma splukiwana glowke, nie mowiac juz, co sie
dzialo na basenie - tam to dopiero czyha niebezpieczenstwo jedno za drugim.
Qrcze, dziecko napilo sie wody (niech podniesie reke ten, ktorego
dziecko nigdy tak w kapieli nie zrobilo), a tu (to nie o tobie, Pawle)
watek zboczyl w strone utoniec w jeziorze, zakrztuszen tabletkami i
niepilnowania dzieci w kapieli.
th
Dla wyczynowego pływaka w niezmierzonych odmętach wanny, co? Asekurowanego z
"brzegu"?
> dziecka. Grozi zachłyśnięciem i fatalnymi konsekwencjami z utonięciem
Żeby utonąć to trzeba trochę w tej wodzie zostać.
> włącznie. Właśnie taką sytuacją (WYPADKIEM) jest sytuacja, w której
> dziecko poślizgnie się, potknie w wannie i zanurzy się.
Chuja tam wypadkiem, że zacytuję klasyka. Wypadkiem to by było jakby dziecko
siedziało w tej wannie samo bez opieki i nie dało rady samo się wydostać.
Jako bonus dodam, że owszem, widziałem dzieci ślizgające się w wannach,
tylko że żadne nie było moje. Bo moje po prostu umieją się w wannie
poruszać.
> Nie ma to NIC wspólnego z oswajaniem z wodą, czy z nauką pływania, które
> powinny się odbywać w sposób kontrolowany i stopniowy. Tylko w taki
No, stopniowo, od etapu niemowlaka leżącego na plecach, dziecko uczy się, że
do buzi może chlapnąć i co wtedy zrobić. Wszystko pod kontrolą rodziców.
> sposób można dziecko nauczyć nie bać się wody i nauczyć je właściwych
> reakcji w wodzie. Dzięki temu będzie też miało szansę poradzić sobie w
> sytuacji "nieplanowanego" zanurzenia...
>
> Liczenie na to, że dziecko oswoi się z wodą i nauczy pływać kilka razy
> do niej wpadając jest głupotą...
Na razie tylko Ty opowiadasz tę głupotę.
[...]
Stary, pierdzielisz jak rozhisteryzowana baba. Weź sobie przeczytaj co w
tych linkach było i jeżeli znalazłeś tam (bo mnie się nie udało, ale może to
dobrze ukryte) informację, że zakrztuszenie lub zachłyśnięcie jest
niebezpieczne samo w sobie, to pokaż gdzie to jest. Bo ja tam widzę tylko
niebezpieczeństwo polegające na tym, że naokoło jest masa wody, nikt nie
asekuruje i w takiej sytuacji pływak zostaje chwilowo obezwładniony
niekontrolowanym łykiem.
[...]
Masz rację. Przesadziłem. Oczywiście Mała Artura mogłaby się zachłysnąć
tylko wtedy gdyby akurat w wannie była jednocześnie tabletka, którą
najpierw by się zaczęła krztusić, a później chciała ja popić wodą z
wanny. Gdzie ja oczy miałem...
Ty to na poważnie piszesz? Przykład Ewy Błaszczyk pokazuje jak niewiele
trzeba żeby się ZACHŁYSNĄĆ i jakie mogą być skutki "łyku wody"
> Masz rację. Przesadziłem. Oczywiście Mała Artura mogłaby się zachłysnąć
> tylko wtedy gdyby akurat w wannie była jednocześnie tabletka, którą
> najpierw by się zaczęła krztusić, a później chciała ja popić wodą z
> wanny. Gdzie ja oczy miałem...
>
> Ty to na poważnie piszesz? Przykład Ewy Błaszczyk pokazuje jak niewiele
> trzeba żeby się ZACHŁYSNĄĆ i jakie mogą być skutki "łyku wody"
>
Skoro to takie niebezpieczne, to moze zakazac podawania tabletek? Albo
ich popijania?
th
... w sytuacji gdy przelyk _zatkany jest tabletka_.
Tez moge zapytac, czy Ty na powaznie nie widzisz, ze te dwie sprawy
sie roznia? Czy to tylko tak sobie piszesz, bo Twoje musi byc na
wierzchu?
pozdrawiam
Gosia
> Skoro to takie niebezpieczne, to moze zakazac podawania tabletek? Albo
> ich popijania?
Ludzie, o czym wy piszecie? Jeśli coś się robi, to trzeba mieć
świadomość czym to grozi i jak sobie z tym radzić.
Oczywiście, że przy połykaniu można się zachłysnąć.
Wpadnięcie dziecka do wody grozi dokładnie tym samym, ze wszystkimi
tego konsekwencjami i trzeba mieć tego świadomość. I później cieszyć się
że się NIC NIE STAŁO, a nie szukać sobie potwierdzenia że NIC SIĘ NIE
MOGŁO STAĆ.
Czyli to wina zony a nie Twoja ;) Zrob jej bure, zeby Cie nie
zagadywala podczas tak niebezpiecznych czynnosci jak kapiel
polrocznego dziecka.
pozdrawiam
Gosia
Czyli twoim zdaniem wodą nie można się zachłysnąć, np. przewracając się
w wannie?
Moim zdaniem odwracanie kota ogonem jest dla kota bardzo
niebezpieczne.
heh... czyli jednak chodzi tylko o to, ze Twoje musi byc na wierzchu.
Wobec tego OT bo szkoda czasu, w niedziele zwlaszcza..
pozdrawiam
Gosia
> Stary, pierdzielisz jak rozhisteryzowana baba. Weź sobie przeczytaj co w
> tych linkach było
To nie moje linki...
> i jeżeli znalazłeś tam (bo mnie się nie udało, ale może to
> dobrze ukryte) informację, że zakrztuszenie lub zachłyśnięcie jest
> niebezpieczne samo w sobie, to pokaż gdzie to jest.
Chłopie żeby znaleźć informacje na temat konsekwencji jakie niesie
zachłyśnięcie wystarczy w gugla wpisać... albo do Fundacji Ewy Błaszczyk
zadzwonić. Ja piszę z pozycji ratownika wodnego, a dodatkowo miałem
okazję ratować osobę, która zachłysnęła się kompotem podczas obiadu
Stalker
> Moim zdaniem odwracanie kota ogonem jest dla kota bardzo
> niebezpieczne.
> heh... czyli jednak chodzi tylko o to, ze Twoje musi byc na wierzchu.
> Wobec tego OT bo szkoda czasu, w niedziele zwlaszcza..
Jakie odwracanie kota ogonem? Nie możemy się dogadać więc zadałem proste
pytanie: Czy Twoim zdaniem nie można się zachłysnąć wodą z wanny?
Niech będzie: córka Ewy Błaszczyk zakrztusiła sie tabletką, co
doprowadziło do zachłyśnięcia sie później płynem. Córka Artura mogła się
zachłysnąć wodą.
Co to zmienia jeśli chodzi o ew. konsekwencje zachłyśnięcia?
> On Sun, 13 Apr 2008 09:20:45 +0200, Ma?Gosia
> <gosskaW...@op.pl> wrote:
>> Pawe? Pluta napisa?
>> Kurde, ?adnego dziecka starszego ni? miesi?c,
>>> mo?e dwa nie trzyma?em przy k?pieli i nie przydarzy?a si? im ?adna
>>> niebezpieczna sytuacja.
>>
>> Kurde, podziwiam Cie. Nie boisz sie tu przyznawac do takich rzeczy? Co
>
> Ja im mogę nawet ikonografię pokazać. Ale ja tu mam opinię faceta robiącego
> rzeczy niemożliwe, są tylko różnice zdań co do tego czy robię je
> rzczywiście, czy też nie mam dzieci :->
>
Ja wlaze z Pyza do balii z woda. Poki byla nieruchawa to byl spokoj, ale
juz sie nam kilka razy opila. A wczesniej sadza golasa za podlodze, myje
polewajac woda z miski a zeby mi nie lazila po katach daje do zabawy miske
pelna wody, bo akurat ma taka faze.
Niebezpiecznych sytuacji na razie brak, ale podobno w tym kraju kazdy choc
raz swoje dziecie w balii upuszcza do wody, wiec wszystko przed nami ;)
--
Pozdrawiam,
Alicja
Pliterki pojawia sie jak moj komputer zacznie je obslugiwac. Na razie tylko
udaje, ze chce - wyswietla ale nie wysyla.
> No to mówię - ustabilizować sytuację jeżeli się zakrztusiła i z powrotem do
> wanny. Aha, oczywiście w wannie jest tylko woda, a nie jakieś pierdoły
> pieniąco-śmierdzące?
>
Przyznaję ze skruchą; była piana. I to po raz pierwszy. Co po przemyśleniu
wydaje mi sie teraz totalną głupotą :/ Cóż, różne głupstwa w życiu się
popełnia, szczęśliwie to nie miało groźnych następstw.
Do wody po wypadku już nie wsadzaliśmy, bo Ania naprawdę porządnie się
rozbeczała - nie chciałem na siłę pakować jej tam z powrotem, zresztą to
była już jej pora na karmienie i spanie, więc wolałem nie przeginać pały i
nie drażnić rozjuszonej matki pomysłami o ponownej kąpieli :)
--
Artur 'Bzyk' Frydel | artur.frydel[at]gmail-dot-com
"Always look on the bright side of life."
To ja może posłużę się linkiem (jak sobie radzić w takich wypadkach);
http://www.przeworsk.info/index.php?option=com_content&task=blogsection&id=7&Itemid=58
Jeżeli ktoś ma jakieś materiały które w sposób istotny uzupełniałyby
wiadomości z powyższej strony, to bardzo proszę o podanie linków.
Jaka jest różnica między zachłyśnięciem a zakrztuszeniem?
W naszym wypadku wyglądało to tak; zanurzenie, wyjście z zanurzenia, ~5s
przerażenia na twarzy i problem z nabraniem oddechu, kaszel (krótki, bez
wypluwania wody), płacz.
Ano nie wzywaliśmy, bo nie było i po co. Przyznaję bez bicia - Ania
zakrztusiła się z mojej winy. Moim zdaniem nic strasznego się nie stało,
trochę płaczu, trochę nadszarpniętych nerwów żony... Nie ma o czym gadać
:) Bardziej interesuje mnie metoda postępowania na przyszłość.
ROTFL :D
Ja to widze tak; mogę od dzisiaj w skupieniu, z potem na czole (od tego
skupienia), ostrooożżnie zanurzać dziecko i broń mnie Panie Boże od
opuszczania główki dziecka niżej niż 30cm nad wodę - do tego asekuracja
pełnej strachu żony (no bo gdybym ja tak przypadkiem zasłabł...).
Lub mogę kąpać tak jak do tej pory - ze śmiechem, zabawą, pluskaniem wodą
gdzie popadnie, i z ogólnym luzem.
Absolutnie nie była puszczona na żywioł. W momencie gdy to się stało
trzymałem ją za ramiona. Odwracając głowę do tyłu puściłem jedno ramię
(drugie dalej trzymałem), no ale małej to wystarczyło... Szarpnęła się do
przodu i zdążyła zanurzyć.
Nie chcę się tłumaczyć z błędu. Jestem szczęśliwy iż POMIMO mojego
niedopatrzenia nic się nie stało. Pisząc tutaj o tym zdarzeniu byłem
ciekaw raczej jak inni rodzice postępują podczas kąpieli. Czy pozwalają
swoim malcom na swobodną kąpiel, czy też ze wszelkich miar starają się
swoje pociechy ustrzec przed "niebezpieczną" wodą.
W sumie ja swoje zdanie na ten temat mam, a wywołując ten wątek miałem
nadzieję na dodatkowy argument (patrz; inni też się tym nie przejęli:) w
rozmowie z żoną.
No a jak byś sobie wyobrażał taką metodę? Podwieszenie dziecka na bloczkach
pod sufitem i kontrolowane zanurzanie nie szybciej niż centymetr na minutę?
Paweł Pluta
Dokładnie tak. Mała siedziała na pupie, kaczka pływała przed nią. Poziom
wody nie był zbyt wysoki (woda sięgała gdzieś do pępka), no ale taki
maluch potrafi nieźle się "poskładać". Wieć głóowkę zanurzyć dała radę.
jak zwykle nie wiesz kompletnie nic na tamaty, na ktore piszesz. Jeszcze raz
powiem "pieprzysz wasc".
i.
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
a mowilam, ze nie zrozumiesz.... pa.
ja od razu proponuje calkowity zakaz rozmnazania, sterylizajce komplenta
wszystkich, bo zycie jest niebezpieczne.....
no dobrze, a co miales na mysli piszac (czy pytajac)
"Chodzi o to, iż ja uważam że dziecko powinno puścić się "na żywioł""-
w jaki sposob zamierzasz puscic na zywiol na nastepny raz swoje 6 mieseiczne
dziecko? moze dotetalizuj nam bo widzisz jakie jest zamieszanie :)
Nie no, piana do zabawy fajna rzecz, tylko to zazwyczaj chyba jest paskudne
w smaku i w tym może być większy problem niż z samym chlupnięciem.
(Osobna rzecz, że w zupełności do codziennej kąpieli starcza czysta woda i
jakieś drobne zabawki. I wygodniej.)
> Do wody po wypadku już nie wsadzaliśmy, bo Ania naprawdę porządnie się
> rozbeczała - nie chciałem na siłę pakować jej tam z powrotem, zresztą to
> była już jej pora na karmienie i spanie, więc wolałem nie przeginać pały i
> nie drażnić rozjuszonej matki pomysłami o ponownej kąpieli :)
Nienienie. Do wody z powrotem tylko uspokojone (albo prawie z korzystną
tendencją) dziecko.
Ale kurde, człowieku, jakiego błędu? Błąd to by był jakbyś potem patrzył
bezradnie i dzwonił do mamusi "co robić, dziecko mi łyknęło wody i ma takie
wielkie oczka".
[...]
> W sumie ja swoje zdanie na ten temat mam, a wywołując ten wątek miałem
> nadzieję na dodatkowy argument (patrz; inni też się tym nie przejęli:) w
> rozmowie z żoną.
No to tak dobrze nie będzie, ale przynajmniej nikt nie podał realnego
zagrożenia takim łykiem w warunkach wanny. Bo oczywiście jezioro to inna
sprawa, no ale chyba nie kąpałeś w jeziorze.
Normalna rzecz. Acz może nie za każdym razem, bo jednak wanna trochę ciasna
na taki tłum, ale jako atrakcja od czasu do czasu to kąpiel z matką czy
ojcem jest w cenie :-)
> juz sie nam kilka razy opila. A wczesniej sadza golasa za podlodze, myje
> polewajac woda z miski a zeby mi nie lazila po katach daje do zabawy miske
> pelna wody, bo akurat ma taka faze.
> Niebezpiecznych sytuacji na razie brak, ale podobno w tym kraju kazdy choc
> raz swoje dziecie w balii upuszcza do wody, wiec wszystko przed nami ;)
Paweł Pluta
Tata popełnił błąd, zdarza się.
> Paulinka, naprawdę nie masz sobie nić do zarzucenia pod tym względem??
Mam. Raz mi Misiek tak nachlapał w łazience, że wyciągając z wody Maćka
poślizgnęłam się i Maciek zaliczył totalne zanurzenie. Tylko ja tego nie
tłumaczę jako 'naukę przez błędy'.
--
Paulinka
Metoda jest prosta im bardziej samodzielne dziecko, tym mniej ingerujesz
w kąpiel. Mój dwulatek mył się sam. Drzwi od łazienki były otwarte,
parzyłam tylko na to, co on robi.
--
Paulinka