Miałem wczoraj wizytę Dzielnicowego, który przesłuchał mnie
na okoliczność wniesienia pozwu przez sąsiada przeciwko mnie
z art. 51 par. 1 Kodeksu Wykroczeń.
Sąsiad podniósł sprawę głośnego zachowania dzieci (mam dwóch
chłopców w wieku 4 i 2 lata). Mieszkamy nad sąsiadem.
Staramy się, aby dzieci nie hałasowały do godz. 8 rano i po
20 wieczorem - aby mogli spać. W ciagu dnia nie pozwalamy im
na szczególnie hałaśliwe zabawy, typu walenie zabawkami w
podłogę czy stukanie młotkiem. Rozumiemy problem sąsiada
i próbujemy temu zaradzić. Niestety, nie możemy spętać
dzieciom nóg i są momenty gdy biegają i skaczą w domu. Zresztą
nie chcę też wprowadzić takiego reżimu, żeby dzieci w domu bały
się ruszyć z miejsca.
Sąsiad napadł _słownie_ moją żonę w windzie i wywołał
u niej poczucie zagrożenia. Sąsiadka w naszych drzwiach, podczas
przepychania się z żoną wyzwała ją od świń. W końcu założyli sprawę.
O przypadkach niewłaściwego zachowania wobec nas powiadomiłem
dzielnicowych, zaprosiłem ich na rozmowę i opowiedziałem o całej
sytuacji.
Nie jestem mściwy i staram się zrozumieć sąsiada. Korzysta on
oczywiście ze swojego prawa do dochodzenia sprawiedliwości
w sądzie. Nie załatwił tego jednak w żaden sposób ze mną, tzn.
nie przyszedł i nie porozmawiał, tylko walił w kaloryfer i napisał
list, który nas obraził (niestety podarłem go). Sąsiad jest ogólnie
znanym pieniaczem i dał temu wyraz przy wielu osobach podczas
zebrania Wspólnoty Mieszkaniowej. Nie potrafi zrozumieć sytuacji,
chociaż sam ma dziecko, już w wieku 12 lat.
Jak się bronić i co uczynić, aby sąd nie ukarał mnie grzywną?
Jakich argumentów użyć? Czy znacie takie problemy z praktyki?
Do kogo udać się po pomoc? Czy organizacje broniące praw dzieci
mogą pomóc?
Proszę o poradę.
Pzdr,
Bam
Co masz na podlodze?
Czy rozwazasz dodatkowe wyciszenie podlogi?
Czy proponowales sasiadowi wspolfinansowanie
wyciszenia stropow od strony jego sufitu?
Znam problem. Z drugiej strony. Na szczescie
to nie ja mieszkam pod tamta rodzina.
:-)
Zycze s-pokoju.
Dominika
Ja proponuje zaproszenie sasiada na herbate i zalatwienie sprawy
kulturalnymi sposobami. Byc moze przekonacie go do swoich argumentow i
obiecacie cos z tym zrobic, np. w sposob opisany przez Dominike.
Jesli Wam sie uda, moze jeszcze zyskacie nowych przyjaciol. Osoby takie
bywaja w gruncie rzeczy samotne i dlatego mszcza sie na kim popadnie.
pozdr, magda
Dobry pomysl, zeby sasiad zyskal troche argumentow do procesowania sie.
Wczuj sie w sytuacje tego sasiada. My mamy od niedawna jakas
rodzinke w mieszkaniu wyzej, z dwoma dziecinami w zblizonym wieku
do opisanych, tupia jak stado sloni od 7ej rano (w dni swiateczne
rowniez) do 21-ej, skacza jak stado bawolow (jak takie male dzieci moga
skakac tak ciezko jak zapasnicy sumo) i rzucaja pilka czy jakimis
kulkami. Szaleja w tych galopadach po calym duzym mieszkaniu, nie tylko
w swoim pokoju. Oszalec mozna.
Lepiej poloz te wykladziny, moze co pomoga, zamiast isc na udry z
sasiadem.
M.M.
Takie są niestety uroki mieszkania w blokach - cóż rzec... moja wcześniejsza
wypowiedź to oczywiście żart (widać chyba na końcu emotion ;) ),ale jak
już sąsiad zaczyna słać listy z wyzwiskami a na klatce można pod swoim
adresem usłyszeć pewne epitety - no to cóż.. nie ma się co użalać na
chamstwem.
Pozdr Kris
Niestety dzieci tak mają, że nie wyczuwają kiedy święto;-)))
a tak na poważnie - tak to już jest w bloku, całe uroki życia:)
pozdrawiamy
Piotrosia
Maja - 5.03.2002
Serduszko ~ listopad/grudzień 2003
www.piotrosie.pl
> Niestety dzieci tak mają, że nie wyczuwają kiedy święto;-)))
>
> a tak na poważnie - tak to już jest w bloku, całe uroki życia:)
>
Nie tlumacz mi co to sa uroki zycia ;).
Zreszta to nie blok, tylko raczej kamienica, kilka mieszkan
na klatce, a trudno zeby w duzym miescie wszyscy mieszkali
w domkach jednorodzinnych.
Ale nie o to chodzi, tylko o to, ze trzeba jakos starac sie
szanowac prawo do spokoju innych ludzi, sasiadow, otoczenia.
Jasne, ze dla dzieci nie ma znaczenia czy dzien wolny od pracy,
ale rodziciele juz chyba zdja sobie sprawe, ze inni chca odpoczac
i moga jakos okielznac pociechy zeby rozpoczely harce przynajmniej
godzine pozniej. Tlumaczenie bo 'takie sa dzieci', to jednak
pojscie na latwizne. Zreszta z punktu widzenia sasiadow znajdujacych sie
ponizej, to nie ma znaczenia czy to sa dzieci,
starcy, czy mlodociane osilki. Jest to zrodlo halasow, trwajacych
caly dzien i niezle uprzykrzajacych zycie.
M.M.
> Tlumaczenie bo 'takie sa dzieci', to jednak
> pojscie na latwizne. Zreszta z punktu widzenia sasiadow znajdujacych sie
> ponizej, to nie ma znaczenia czy to sa dzieci,
> starcy, czy mlodociane osilki. Jest to zrodlo halasow, trwajacych
> caly dzien i niezle uprzykrzajacych zycie.
>
wiesz, z tym "całym dniem" to przesada. Mam dziecko i wiem jak potrafi
dokazywać i czasami szaleje jak szatan a czasami zajmie się książeczką,
filmem, malowaniem - więc na pewno nie jest cały dzień na wysokich obrotach.
Ponadto istnieje coś takiego jak przedszkole ( i pewnie większosć rodziców z
tego korzysta ) jeśli nie to dzieci wychodzą na spacer, jedzą obiad idą do
kibelka ! Naprawdę tylko ludzie o złej woli mówią o całodziennym hałasie.
I dziwi mnie to że zazwyczaj najwięcej zastrzeżeń mają osoby które również
posiadają dzieci.
--
Kasia + Weronika ( 2 latka i 9 miesięcy )
gg 181718
Kochani,
Wątek jest ciekawy, czytam i widzę, że rozwija się w kierunku,
którego nie zaplanowałem i o który nie prosiłem... czyli jak
zwykle w takich przypadkach odbywają się potyczki personalne...
O ile jeszcze pamiętacie, o czym napisałem w pierwszym poście
- to było tam też m.in. o tym, że wiem, iż jest to uciążliwe
i staramy się okiełznać dzieci. Nie sposób jednak ich "uciszyć"
skutecznie na przestrzeni całego dnia. Chcę polubownie załawić
sprawę i ze zrozumieniem traktuję problem sąsiada. Stąd pewne
kroki, których on jednak nie docenia - więcej, skierował sprawę
do sądu.
Proszę więc o rady jak się bronić przed wyrokiem sądu - a nie
o uświadamianie mnie o hałasie i sposobach na "załatwienie"
sąsiada. Wyciągam do niego ręke, lecz on ją odtrąca, żądając
absolutnej ciszy, czego nie mogę mu zapewnić - stąd sąd.
Skupcie się więc, proszę, na złagodzeniu sprawy przed sądem
z mojej strony, abym nie dostał jakiegoś absurdalnego wyroku.
Dzięki.
Pzdr,
Bam
> Proszę więc o rady jak się bronić przed wyrokiem sądu - a nie
> o uświadamianie mnie o hałasie i sposobach na "załatwienie"
> sąsiada. Wyciągam do niego ręke, lecz on ją odtrąca, żądając
> absolutnej ciszy, czego nie mogę mu zapewnić - stąd sąd.
>
> Skupcie się więc, proszę, na złagodzeniu sprawy przed sądem
> z mojej strony, abym nie dostał jakiegoś absurdalnego wyroku.
Znając nasze sądownictwo, na rozprawę trzeba będzie trochę poczekać, stąd
podpowiedzi polubownego załatwienia sprawy są nie od rzeczy. Spodobała mi
się rada Dominiki - tzn. wyciszenie podłogi/współfinansowanie wyciszenia
sufitu sąsiada. Zaproponowałeś mu coś takiego?
ER
Napisalam cos o przywiazywaniu do czegokolwiek?
Tak, dzien wolny jest dla odpoczynku i ludzie maja do niego
prawo. Dorosli tez maja jakies prawa.
Masz odpowiedni nick zaiste.
Jesli rodzice nie potrafia wplynac na dzieci, zeby 2 razy w tygodniu
wstaly godzine pozniej, albo zajely sie jakas spokojniejsza zabawa niz
galopada, skoki i rzucanie przedmiotami, to faktycznie nie ma o czym
gadac. Tylko, ze prawda jest na ogol inna, rodzicom nie chce sie zadac
sobie fatygi, zeby co jakis czas uspokoic dzieciarnie, do lubego halasu
sa juz przyzwyczajeni, moze nawet potrafia przy nim spac, a spokoj
innych, po prostu ich guzik obchodzi.
Piszac pierwszy post w tym watku, chcialam zasadniczo wyrazic
poglad, ze lepiej zalatwic sprawe z sasiadem kompromisowo.
Ale jak widze stosowanie takich demagogicznych sztuczek jak
ta z przypisywaniem dyskutantowi drastycznych pogladow
('przywiazywanie'), to przestaje sie dziwic sasiadowi
pieniaczowi i jego metodom rozwiazywania problemu.
Moze istotnie nie warto sie bawic w dyskusje, tlumaczenia, prosby, tylko
od razu skarga na policje i do sadu.
M.M.
Jesli nie masz innego, lepszego sposobu - to tak...
To mowilem ja, ojciec trzylatka.
--
K.
Support bacteria -- it's the only culture some people have!
do sądu. do dzielnicowego zbierać dokumentację i zawnioskować o wydalenie ze
wspólnoty, spółdzielni za łamanie zasad i regulaminów etc, etc idzie
uzyskać, potem wyrok sądu i mają pól roku na sprzedarz mieszkania i
wyprowdzkę,
No dobrze, rozumiem... Ale jak chcesz mi pomóc?
Pzdr,
Bam
musisz wyciszyć podłogę, czasami zwykła wykładzina działa cuda
Widzisz, nie potrafisz zrozumiec, ze dla tzw. sasiada z dolu
nie jest wazne czy to jest dziecko roczne, piecioletnie czy
stary chlop. Czy rzuca pilka czy rozwala meble.
Chodzi o to, ze cos mu tupie, skacze, halasuje, "urywa sufit".
Ty jako 'halasujacy sasiad z gory' mozesz oczywiscie tlumaczyc sie, ze
przeciez to sa dzieci i one tak musza, i ze nie znasz innego
sposobu na uspokojenie dzieci od przywiazywania do kaloryfera czy
zamykania w klatce. Nie wiem tylko czy sad bedzie bardzo zbudowany
Twoimi umiejetnosciami rodzicielskimi.
M.M.
A tak poza wszystkim - nie wiedziałam że komuś może przeszkadzać skakanie
Niki po kanapie. No chyba ze przeszkadza samej kanapie ;)
> Ty jako 'halasujacy sasiad z gory' mozesz oczywiscie tlumaczyc sie, ze
> przeciez to sa dzieci i one tak musza, i ze nie znasz innego
> sposobu na uspokojenie dzieci od przywiazywania do kaloryfera czy
> zamykania w klatce. Nie wiem tylko czy sad bedzie bardzo zbudowany
> Twoimi umiejetnosciami rodzicielskimi.
>
no i tu jest klasyczny przykład nadinterpretacji - nie pisałam że ja tylko
znam taki sposób - sugerowałam jedynie taką ewentualność Tobie.
Natomiast co do kompetencji rodzicielskich i sądowych - nie uważasz że żeby
się sądzić to trzeba coś więcej niż rozbrykane dziecko ?
Ty chyba mieszkasz w domku, prawda ?
marcin
> > > i moga jakos okielznac pociechy zeby rozpoczely harce przynajmniej
> > > godzine pozniej.
> > >
> > więc sugerujesz przywiązywanie dzieci do kaloryfera tylko dlatego że
jest
> > dzień wolny i sąsiedzi chcą dłużej pospać ?
>
> Jesli nie masz innego, lepszego sposobu - to tak...
>
Wiesz, ile hałasu robi odrywany od ściany i ciągany po mieszkaniu kaloryfer?
ER
Jesteś absolutnie pewien? Bo ZTCW są także inne materiały tłumiące dźwięki
poza wykładzinami (korek? styropian?)
ER
Sporadyczne halasy sa nieuniknione i nie sensu sie o to pienic.
Mowie o halasie czynionym praktycznie non stop od 7 do 21. W dni wolne
od pracy, pracowe pomijam laskawie.
A w naszym kraju nie jet jeszcze tak dobrze, zeby mozna bylo sobie
wybierac miezkanie w willi czy w domu wielomieszkaniowym.
> Natomiast co do kompetencji rodzicielskich i sądowych - nie uważasz że żeby
> się sądzić to trzeba coś więcej niż rozbrykane dziecko ?
>
Chodzi o uciazliwy halas.
> Ty chyba mieszkasz w domku, prawda ?
>
Niestetyz nie, w domu kilkumieszkaniowym. Bylo cicho, jest glosno.
M.M.
> Chodzi o uciazliwy halas.
>
dla mnie uciązliwy hałas to wiertarka chodząca 6 h non stop, dla innego
będzie to dziecko biegające po domu w skarpetkach ( bo sufit się trzęsie ).
Każdy ma inny próg tolerancji, np. mojemu sąsiadowi przeszkadzało
rozścielanie kanapy ;)
Mi przeszkadza sąsiad który wyjątkowo głośnie słucha muzyki - no ale się nie
awanturuje przez to.
> Niestetyz nie, w domu kilkumieszkaniowym. Bylo cicho, jest glosno.
>
a na czym ta "głośność" polega ?
Nie jestem przekonany czy rozmowa coś może pomóc... jeśli by tak było to juz
pewnie by i rozmawiali... W końcu normalny człowiek nie leci z byle czym do
sądu - a;bo wiec Pan Bambaryła to faktyzni hałaśliwa i uciążliwa rodzina,
czego on sam nie dostrzega (bo postrzeganie tego co wolno a czego niewe
własnym domku i własnym dzieciom może znacząco się różnić), a nam przez net
ciężko to stwierdzić, albo też sąsiad jest pieniaczem ew kimś znerwicowanym
i tylko szuka okazji żeby z kimś sieposądować, komuś napyskować itp - albo
też ... prawda leży gdzieś po środku.
Dalsze działania zależą niestety od tego jaki jest stan faktyczny: jak to
pierwsze - lepiej faktycznie trochęskarcić dzieci, wyciszyć podłogę/sufit i
przeprosić sąsiada, bo jeśli inni sąsiedzi potiwerdzą "ponadnormatywne"
hałasy, może być grzywna. Jak to drugie - niestety pozostaje wykazanie
siedobrą wolą i wykazanie przed sądem że sąsiad to pieniacz (czyli to co
pisałem poprzednio - opinie od sąsiadów, dowody na dobrą wolę w postaci
wykładzin itp) - do tego przeanalizować różne warianty rozwoju sytuacji bo
nie wiadomo jaką amunicję przygotował sąsiad (może adwokat?).
Gorzej jeśli to trzecie, bo ciężko zorientować sie w stanie faktycznym... no
ale zawsze poprawę należy zacząć od siebie...
Co to ma do rzeczy? (Jeszcze nie słyszałam o zaświadczeniach "że dzieci są
pełne energii", za to np. o migrenie czy nerwicy potęgowanej przez hałas
owszem).
(nie da sie uzyc jesli jest
> plac zabaw pod domem)
A jak jest 500 m od domu?
ER
>Jesli rodzice nie potrafia wplynac na dzieci, zeby 2 razy w tygodniu
>wstaly godzine pozniej,
Ja tam mojemu sypię na noc srodki nasenne do butelki zeby wstał godzinę
później bo się sąsiad chce wyspać. ;)
Co Ty Złośliwa - nie próbowałaś tego? ;)
mega rotfl z tego wstawania godzinę później ;)
m
A ja i owszem - dzieci sasiada mialy takie zaswiadczenia, ze wzgledu na
'nadpobudliwosc ruchowa' czy jakos tak, co powodowalo, ze w szkole nie mogly
usiedziec w miejscu. Co ciekawe, tylko 2 z nich, 3, najmlodzszy go nie
potrzebowalo, mimo ze byli w tej samej szkole.
> (nie da sie uzyc jesli jest
> > plac zabaw pod domem)
>
> A jak jest 500 m od domu?
to sie nie da. Osoba zajmujaca sie dzieckiem lub same dzieci musialyby miec
problem z poruszaniem sie (a dzieci nie maja, stad problem), zeby taki
dystans wplynal w jakikolwiek sposob na ocene sprawy.
marcin
A czy ja jestem od pomagania? Sama mam problem z podobnymi do Ciebie
sąsiadami. :-( Chciałam tylko zaznaczyć, że z drugiej strony też to za
fajnie nie wygląda...
A pomóc możesz sobie sam - wystarczy pomyśleć, że wokół też mieszkają
ludzie.
I.
> nieeeeee, ja swoją do kaloryfera przywiązywałam ;)
I co? nie wrzeszczała ? czy zakneblowałaś ;-))
--
Kasia i Patryk
Łódź
> Mowie o halasie czynionym praktycznie non stop od 7 do 21.
Chyba przesadzasz i to zdrowo.
Naprawdę trudno mi sobie wyobrazić, by jakiekolwiek dziecko mogło czynić
hałas nie do wytrzymania przez 14 godzin non-stop.
--
PozdrawiaM.
> Jesli rodzice nie potrafia wplynac na dzieci, zeby 2 razy w tygodniu
> wstaly godzine pozniej,
Przepraszam, czy Ty masz/miałaś małe dzieci?
Jeśli tak, to podziel się BŁAAAAAAAGAM choć jednym super sposobem na to, by
dzieci wstawały godzinę później. Od razu zaznaczam, że chodzenie spać
poprzedniego dnia po godzinie 00:00 nie wchodzi w rachubę.
--
PozdrawiaM.
Tych pierwszych dwoje pewnie miało ADHD... Nie wszystkie dzieci w rodzinie
muszą być chore. A zaświadczenia potwierdzającego chorobę, której nie ma
żaden lekarz nie wystawi.
--
Joanna
http://jduszczynska.republika.pl
> Witam,
>
> Miałem wczoraj wizytę Dzielnicowego, który przesłuchał mnie
> na okoliczność wniesienia pozwu przez sąsiada przeciwko mnie
> z art. 51 par. 1 Kodeksu Wykroczeń.
>
"Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój,
porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu
publicznym" - o to chodzi?
Prawnik na sali jest, może zaprzeczy lub potwierdzi - bo na mój gust to tu
nie chodzi o subiektywne poczucie spokoju sąsiada, tylko o zakłócenie
ogólne. Czyli potrzeba coś więcej niż stwierdzenie "wysoki sądzie, oni mi
żyć nie dają tymi hałasami, więc domagam się zamknięcia ich w więzieniu".
Proponuję bronić się na zasadzie "wredny sąsiad się czepia", podpierając to
zastosowaniem się (udokumentowanym) do rad Dominiki.
--
Z wyrazami
Jarek, Kamil 27-11-1998
Police obok Szczecina, ale nie nad morzem.
> Skupcie się więc, proszę, na złagodzeniu sprawy przed sądem
> z mojej strony, abym nie dostał jakiegoś absurdalnego wyroku.
>
> Dzięki.
>
> Pzdr,
> Bam
Sad nie wymierzy zadnego absurdalnego wyroku.
Zastanów sie co zrobiles w kierunku zmniejszenia niedogodnosci znoszonych
przez sasiada. To sie nazywa wykazywanie dobrej woli, ulubione wytlumaczenie
sadu;) Jesli robiles cos w tym kierunku, np jak Ci sugerowali polozyles
wykladzine, powstrzymywales dzieci przed halasowaniem itp, to zaden sad nie
dopatrzy sie w Twoim postepowaniu winy, a juz napewno nie skaze Cie za to ze
masz dzieci.
Uspokój sie i poczekaj. Sprawa moze byc jeszcze oddalona;)
Ze wzgledu na absurdalnosc zarzutów.
Wszystkiego Dobrego
Kinga
Na górze mam sąsiadki (na pewno trochę starsze, niż Twoje dzieci ;-)), które
zakłócają ciszę nie tylko mnie, ale i sąsiadom z boku. One radza sobie w
bardzo prosty sposób. Otóż, tę ciszę zakłócają z ... policjantami! I nikt im
nic jeszcze nie zrobił, mimo usilnych prób. Nie masz w rodzinie czy wśród
znajomych jakiegoś policjanta czy straznika miejskiego? Zapraszaj go od
czasu do czasu do siebie i on w sądzie potwierdzi, że sąsiad jest pieniacz.
Dodając do tego rady o dobrej woli wyjdziesz z opresji cało.
Pozdrawiam, Aga i Kropki (Adaś i Oleczek 24.04.2003)
Mialam ostatnio podobna sytuacje, troszeczke podobna... Sasiad A wniosl
pozew do sadu przeciwko sasiadowi B, ktory od dwoch lat nachodzi mnie i
sasiada A twierdzac ze prowadzimy w zmowie nielegalna manufakture noca...
Byl u nas dzielnicowy aby nas przesluchac, potem bylam w sadzie. I
dzielnicowy i sedzia powiedzial ze dzieci moga sobie halasowac kiedy chca,
byle nie wtedy kiedy jest cisza nocna. (ja sama przyznalam ze w dzien moze i
jest u nas glosno bo mam dwojke malych dzieci, ale w nocy to na 100% jest
cicho). Mysle ze jak podkreslisz ze dzieci moze i halasuja ale tylko w dzien
to sad Cie zrozumie. Ja np. dodalam jeszcze ze moje dzieci sa potwornymi
alergikami i nie moge polozyc zadnej wykladziny wyciszajacej na podloge...
Marta, Kubus (3,6) i Krzys (1,1)
Nie wiem, na szczescie dogadujemy sie z nia i nie musimy przywiazywac do
kaloryfera... ale mamy za to kajdanki do lozka przypiete :)
Ale na moj rozum zanim ten kaloryfer bedzie dobrze naruszony, zeby juz
zaczal byc glosny, to minie godzina/dwie :)
--
K.
Support bacteria -- it's the only culture some people have!
My tez mielismy taka nadzieje ale jednak musielismy isc do sadu (sasiad
oskarza mnie i innych lokatorow o nielegalna manufakture oraz palenie
swiatla po 22.00)
A kto mowi o zabronieniu wstawania? Emilka tak jakos ma, ze w weekendy
wstaje nawet wczesniej niz w dni powszednie. Ale tonie oznacza ze ma byc
glosno i ze ma szalec.
|A pozatym z tego co zaobserwowałam - dzieci rozrabiają kiedy się nudzą.
Nie wszystkie, choc Emilce tez sie czasem zdarzy.
|A tak poza wszystkim - nie wiedziałam że komuś może przeszkadzać skakanie
|Niki po kanapie. No chyba ze przeszkadza samej kanapie ;)
Mi nie przeszkadza :)
A w ogole to najlepiej byc samemu sobie sasiadem z dolu.
Mozesz mi powiedziec jak sie na dzieci "wplywa" zeby wstaly 2 razy w
tygodniu o godzine pozniej? Bo chetnie skorzystam z takiej porady...
No i tu jest chyba sedno sprawy - kto jest odpowiedzialny za to, że dzieci
się nudzą?
Iwonka
Prawda - trudno to sobie wyobrazić... Tym bardziej jest to dokuczliwe. A jak
nie wierzysz, żew dzieci mogą biegać po mieszkaniu, wywołując taki hałas,
jak stado bawołów, to zapraszam do nas. :-)
Są przerwy - owszem - najdłuższa to jakieś pół godziny... :-(
Iwonka
Deszcz. Wszyscy wiedzą, że w czasie deszczu dzieci się nudzą :-D
> Jesteś absolutnie pewien?
> Bo ZTCW są także inne materiały tłumiące dźwięki poza wykładzinami (korek? styropian?)
> Prawda - trudno to sobie wyobrazić...
Naprawdę trudno, ponieważ większość dzieci także je w ciągu dnia, myje się,
wychodzi na dwór, rysuje, bawi się zabawkami, ogląda TV, "czyta" książeczki
itp. Mam dwójkę naprawdę "energetycznych" dzieci i momenty krytyczne mają
miejsce ze 2-3 razy dziennie po pół godziny - rano, popołudniu, pod wieczór
(przed pójściem spać). Biegają wtedy, skaczą, tłuką się wzajemnie i drą przy
tym niemiłosiernie, ale to jest_góra_30 minut, bo nawet one same nie są w
stanie wytrzymać tego hałasu i wysiłku fizycznego. Potem padają jak zziajane
psy i jest spokój. Zaczynają bawić się w miarę normalnie albo idą spać.
Dlatego nie potrafię sobie wyobrazić, jak można pozostawać w stanie ciągłego
ruchu, wrzasku, łomotu itp, przez ponad pół doby. Wydaje mi się, że po prostu
trochę przesadzasz, albo odgłosy, które Ty uważasz za hałas nie do
zniesienia, są po prostu zwykłymi odgłosami bawiącego się dziecka.
> Tym bardziej jest to dokuczliwe. A jak nie wierzysz, żew dzieci mogą biegać
po mieszkaniu,
> wywołując taki hałas, jak stado bawołów, to zapraszam do nas. :-)
Iwona, ja wierzę, bo moje dzieci też generują taki hałas :-)
Ale nie wierzę, że u Twoich sąsiadów dzieje się to przez 14 godzin non-stop.
Nawet chart wyścigowy po godzinnej gonitwie pada na pysk ;-)
> Są przerwy - owszem - najdłuższa to jakieś pół godziny... :-(
Czyli już coś ;-)
--
PozdrawiaM.
Ze co? palenie swiatla?:)
A stosownych papierów przy okazji nie nabyl? Takich ze klepki ma nie po
kolei?;) A manufakure to pewnie (3.6) odstawia a (1.1) sie wdraza?;)
Ot zaradna matka;)
Sprytnas;)
Kinga
PS Wiekszosc sedziów to dzieciate kobitki... nie wyobrazam sobie wyroku za
halasowanie dzieci... Zwlaszcza ze powód na normalnego mi nie wyglada...;)
> Skupcie się więc, proszę, na złagodzeniu sprawy przed sądem
> z mojej strony, abym nie dostał jakiegoś absurdalnego wyroku.
A pytałeś na pl.soc.prawo?
--
pozdrawiamy
Ewa i Julka (22.08.02)
Kraków
http://buziek.fr.pl
Ja tez! Ja tez!;)
Kinga
A to ja muszę przyznać, że nasze w takim razie spokojne są. Po
dzisiejszym dniu, kiedy to zostali w domu bo kaszel ich męczył, jestem w
sumie zaskoczona. Prawdę mówiąc, to nie tłukli się chyba wcale. Budowali
coś, wycinali, rysowali. Bajzel zrobili taki, że potem godzinę sprzątali,
ale słyszałam tylko rozmowy, czasem kłótnie czy śpiewy.
Przyznam szczerze, nie wytrzymałabym biegania, rzucania przedmiotami i
wrzasków moich pociech dłużej niż godzinę dziennie. I co dziwne, oni
wcale tego nie potrzebują. Męczą mnie tylko pytaniami, czy wolno wycinać,
wyciągnąć koce z szafek i budować domki, kleić, rysować, zdjąć klocki z
górnej półki i takie tam inne. Owszem, urządzamy sobie rykowisko i wtedy
jest szał na całego, ale nie trwa to cały dzień, baaa ... pewnie nawet
nie całą godzinę.
Tak więc za Mają wykażę brak wyobraźni i napiszę: nie wyobrażam sobie,
aby jakieś dziecko mogło hałasować nie do wytrzymania przez cały dzień.
Przecież kiedyś się musi zmęczyć ;-)
Pozdrawiam,
Nela
Ja sobie chyba ten tekst Marii naiwnej w sygnaturke wkleje.... ;-))))
Niesamowicie sie obsmialam po bardzo ciezkim dniu.
Ania
Ale wczesne wstanie nie musi oznaczać szaleństwa. Wystarczy, że się
ustali zwyczaj, że po wstaniu dzieci coś zjadają i rysują. Moje to
uwielbiają, zresztą ... moje lubią wiele różnych rzeczy niekoniecznie
wymagających postawienia na nogi sąsiadów z dołu.
I chyba to procentuje, bo mi babcie wzrokiem dzieci nie zabijają, a
nawet zagadują i (o zgrozo!) cukierkami częstują, wypytują o szczegóły z
życia pociech i takie tam inne ...
I bynajmnniej, wcale nie jest tak, że ja dzieci uciszam czy uspokajam ze
względu na sąsiadów i że w domu muszę je ograniczać. Jeśli już to z
obawy o zdrowie własne lub ich ;-).
Pozdrawiam,
Nela
Nie w chodzi w rachubę to trochę źle powiedziane - to po prostu _nie
działa_, bo dzieci i tak wstają tak jak zawsze albo wcześniej, tylko rodzice
nie maja tyle pary co zwykle.
Sowa
Ala i Karola
Dlatego napisałam, że taka rada nie wchodzi w rachubę, bo jest OKDR.
Ja w ogóle zaobserwowałam dość interesujące zjawisko. A mianowicie, że
dorosły człowiek, gdy padnie do wyra grubo po północy, to na drugi dzień śpi
do oporu (w warunkach sprzyjających). Dzieci natomiast działają dziwnie, bo
im później chodzą spać, tym wcześniej wstają. Niestety - w drugą stronę to
nie wychodzi ;-)
--
PozdrawiaM.
Zapewniam - ja też sobie tego nie wyobrażam! Dlatego (jeszcze raz podkreślę)
jest to tym bardziej uciążliwe. :-( Wyobraźnia sobie, słuch i wytrzymałość
na łomot taki, że szkło nam w szafkach grzechocze -sobie.
> Wydaje mi się, że po prostu
> trochę przesadzasz, albo odgłosy, które Ty uważasz za hałas nie do
> zniesienia, są po prostu zwykłymi odgłosami bawiącego się dziecka.
Słuchać przez cały czas bieganinę, skoki itp. U nas jest jednocześnie
włączony TV, gotuje się obiad (wywietrznik), pralka chodzi i w dalszym ciągu
słychać 'te odgłosy'. I drgania. Książki nie można w spokoju poczytać, jak
już mi się uda zasnąć w ciągu dnia, to 'te odgłosy' potrafią wybudzić. :-(
Z przesadą to nie ma za wiele wspólnego, niestety. :-(
W tygodniu jest w miarę OK, bo dzieciaki chodzą do przedszkola (czy gdzieś).
'Jedynie' od 17-tej się zaczyna. W sobotę i niedzielę jest apogeum. :-(
Iwonka
Nie bardzo rozumiem, zartujesz czy mowisz powaznie ze mam sobie cos polozyc
pod podloge???
Tak:-) On mieszka na 7 pietrze, ja na 9 pietrze. I bardzo przeszkadza
facetowi to ze ja wieczorem mam zapalone swiatlo:-) Sedzia jak to uslyszal
to bardzo powstrzymywal sie od smiechu:-)
Przeszkadza facetowi ze mam zapalone swiatlo:-) Mam nadzieje wlasnie ze
sedzia skieruje faceta na jakies leczenie czy cos:-) A nasza nocna
manufaktura jest tak glosna ze on nie moze spac (my na dziewiatym pietrze a
on na siodmym). Ale mina sedziego wskazywala na to ze bardziej wierzy mojej
wersji (dzieci w nocy spia) niz jego wersji (sasiedzi noca odpalaja "sprzed
ciezki" jak to sam powiedzial)...
To ja mysle ze Sedzia, bardzo sie ucieszy ze taki dowcipnis mu do Sadu
przyszedł i doceni jego blaznowatosc odpowiednio;)
Jak ja sie ciesze ze moi sasiedzi nie cierpia na psychozy... narazie;))))
Kinga
No pewnie, wystarczy tylko zerwac panele, lub jesli ktos ma kafle, podlozyc
cos pod nie, po czym polozyc wszystko od nowa. Na koniec okaze sie ze
dzieci maja reakcje alergiczna tak czy siak, i znowu wystarczy to zerwac.
Wyluzj.
marcin
> No pewnie, wystarczy tylko zerwac panele, lub jesli ktos ma kafle,
podlozyc
> cos pod nie, po czym polozyc wszystko od nowa. Na koniec okaze sie ze
> dzieci maja reakcje alergiczna tak czy siak, i znowu wystarczy to zerwac.
> Wyluzj.
>
sam wyluzuj i nabierz dystansu do tego co czytasz, uruchom szare komórki i
myśl, będziesz szczęśliwszy
> tak się dziwnie składa że ja też mam 3-latkę w domu i na myśl mi nie
> przeszło żeby zabronić jej wczesnego wstawania z łóżka
> A pozatym z tego co zaobserwowałam - dzieci rozrabiają kiedy się nudzą.
A gdyby tak sasiad mieszkajacy pod Toba razu jednego w sobote/niedziele
sie nudzil i wstal wczesnie i zaczal sluchac calej swojej wielkiej
kolekcji plyt z np. havy metalem. I zalozmy ze sprzet mialby wypasiony,
wiec nawet jakby podglosnil w granicach rozsadku to i tak by bylo glosno
i zeszlo by mu tak do poludnia albo dalej to co wtedy?
pozdrawiam
Nea
> A gdyby tak sasiad mieszkajacy pod Toba razu jednego w sobote/niedziele
> sie nudzil i wstal wczesnie i zaczal sluchac calej swojej wielkiej
> kolekcji plyt z np. havy metalem. I zalozmy ze sprzet mialby wypasiony,
> wiec nawet jakby podglosnil w granicach rozsadku to i tak by bylo glosno
> i zeszlo by mu tak do poludnia albo dalej to co wtedy?
zależy, czasami z dołu tak nie niesie jak z góry
I że wcale nic się co gorsza nie wyciszyło :-(
--
PozdrawiaM.
Cos mi to przypomina :))))) Ja w trosce o sen sąsiadów wstawałąm przez cały
tydzień o 4.30 i robiłam wszysko co w mojej mocy, aby mój skowroneczek
zachowywał się w miarę cicho. O wstaniu później nie było mowy. Danusia
odbywałą swoją "popołudniową dzremkę" w godzinach 8.00-9.00. Potem aktywność
do 18.00 i pad. Wszelkie próby przestawienia nie zdawały się na nic.
Pierwszy wróbel zaćwierkał to ona była na nogach. O 20.00 jesli nie spała to
biegała obijając się o ściany i rycząc. Taki model. Teraz to by spała do
9.00, ale to dopiero po11 latach życia.
Całeszczęście, że my mieszkamy na parterze, bo ona odkąd skończyła rok
przestała umiec chodzić, a TYLKO biegała. Na prawdę nie wiem jak bym sobie z
nią poradziła (Agatka spokojniejsza), spacery były obowiązkowe, jak z
pieskiem, który musi się wybiegać nawet w deszcz, a i tak ją roznosiło.
Kasia
( całe szczęście ze moje dziecko wraz z zimą zamienia się w misia i wstaje
koło 9.00 rano )
:D
--
Kasia + Weronika ( 2 latka i 9 miesięcy )
gg 181718
Mialo byc oczywiscie "sprzet ciezki":-)
> to sad Cie zrozumie. Ja np. dodalam jeszcze ze moje dzieci sa potwornymi
> alergikami i nie moge polozyc zadnej wykladziny wyciszajacej na podloge...
>
Czytam cały wątek i troche nie rozumiem - czy nie mozna jakoś obiektywnie
zmierzyć poziomu halasu generowanego przez dzieci? Wszyscy pisza - ustąp
sasiadowi, wyciszaj swoje mieszkanie, połóz wykladziny - przecież to
wszystko wiaże sie z całkiem sporymi kosztami, nie mówiąc o tym, ze ktoś w
mieszkaniu z wykładzinami może sie czuć zwyczajnie źle (ja osobiście nie
cierpię wszelkich wykładzin dywanowych), powodowac np. problemy ze
sprzątaniem - ciekawe,, czy codzienne odkurzanie takiej wykładziny, co przy
małych dzieciach może być konieczne, też dla sąsiada nie bedzie uciążliwe,
tak samo wszelkie roboty typu zrywanie podłogi i wytłumianie jej - nasz
sasiad od pół roku remontuje swoje mieszkanie i jego roboty przy podłogach
trwały ze dwa, trzy miesiace i byly bardzo uciązliwe. Ponadto - naprawde
duze koszty - koniecznośc np. czasowego wyprowadzenia sie z mieszkania - jak
dla mnie takie postawienie sprawy, to jakas paranoja. Jesli podłoga jest
drewniana, to można ewentualnie w newralgicznych punktach (pokój dzieci)
położyc dywan i nie chodzić w drewniakach, tylko miekkich kapciach,
natomiast kafelki wcale nie są az takie głośne. Natomias jesli chodzi o
wrzaski dzieci, to wytłumienie podłogi chyba to i tak nie pomoże - trzeba by
sobie całe mieszkanko wyłozyć styropianikiem, może jakis efekt by był. Moje
dzieci też czasem wrzescza, czasem biegają po mieszkaniu w ta i nazad, jakby
miały troszka nie po kolei, ale ogólnie chyba bardzo głośne nei sa - choć
gdyby ktos był bardzo czepliwy, to pewnie coś by sie znalazło. Ale na
szczęście wiekszosć najbliższych sąsiadow generuje różne hałasy, wiec nie
bardzo moga sie czepiac. Ale np. jedna sasiadka z sasiedniej klatki
twierdziła, ze dzieci ciągle trzaskaja drzwiami od łazienki - cóż - mi tez
to przeszkadza i z tym walcze, ale zdarza sie niestety. A sasiadka moze sie
"zemścic" i donieść do spółdzielni, ze mieszka nas juz sześć sztuk a nie
pięć (wszystko mamy na liczniki, wiec płacimy za rzeczywiste zuzycie, a nie
w zależności od liczby osób).
Gdyby mnie spotkało coś takiego, to sorry, ale nie wymieniałabym w tym
momencie podłóg, zeby ugłaskć sąsiada - sprawa juz jest w sądzie, sąsiad nie
byl łaskaw negocjować wczesniej, a nie sądze, zeby mozna was było jakoś
ukarac za hałas w godzinach ustawowych - czyli do tej 22-giej. Jeśli mozna w
tym czasie bez powiadamiania sąsiadow kuc sciany przez cały dzień, to nie
sądze, zeby normalna aktywnosć dzieci mogla byc jakoś ukarana.
Pozdraiwma - Ula
To prawda, ale nie bede przeciez teraz klepki zrywac...
Wcale nie musi pomoc ... chodzi glownie o swiadkow i _ich_ pozniejsza
relacje w sadzie. Jesli Pan Bambaryla okaze sie ugodowym czlowiekiem,
gotowym ulzyc doli sasiadow, i potraktuje ich ze zrozumieniem, zas sasiad
bedzie odrzucal ugode lub puszcza mu nerwy ... dla sadu bedzie to mialo
spore znaczenie - potrzebni sa swiadkowie.
Sugerujac rozmowe przy swiadkach wcale nie sugerowalem rozwiazania problemu
za wszelka cene na korzysc sasiadow, jak rowniez, _osobiscie_ nie
wytlumilbym mieszkania, skoro gosc poszedl juz do sadu. Chodzi tylko i
wylacznie o uzyskanie dodatkowego argumentu.
marcin
Mozna, ale jesli kapie Ci kran w kuchni, to mimo ze kapanie jest ciche - to
przeszkadza prawda ? Jak juz pisalem, _osobiscie_ na pewno nie wytlumialbym
mieszkania, ale pomiar halasu nic tu IMHO nie da - tu chodzi raczej o to,
czy halas naprawde jest permanentny czy tez sasiad przesadza.
marcin
Winda, śmieci/na osobę :)
Dobre podsumowanie wątku cały ten post. Ja też nie mogę uwierzyuć w to, że
dzieci nono stop zachowują się tak głóśno, że przeszkadza to sąsiadom w
normalnym funkcjonowaniu. Byłam sąsiadką dwójki małych dzieci i owszem było je
słychać w pewnych godzinach, ale głowy mi nie przyszło żeby się procesować z
tego powodu. Sama mam dziecko w wieku 4 lat i owszem zdarza jej się szaleć, ale
nie 12 godzin na dobę.
> Jeśli mozna w
> tym czasie bez powiadamiania sąsiadow kuc sciany przez cały dzień, to nie
> sądze, zeby normalna aktywnosć dzieci mogla byc jakoś ukarana.
Otóż to ja robiłam ostatnio w mieszkaniu remont generalny, bywało głośno,
sąsiedzi mruczeli pod nosem ale do Sądu nikt tego nie zgłaszał. Fakt,
współczułam im (ja mieszkałam jeszcze w starym mieszkaniu :) ) ale niestety
zrobić to póki było puste musiałam. I gdy remont będzie u sąsiadów cierpliwie
wytrzymam. Podobnie jest z dziećmi, tylko Ci którzy nie mieli nigdy z nimi
doczynienia mogą mieć ww pretensje i nie sądzę, aby to było jakoś ukarane
sądownie.
pzdr.
Ania
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
> Prawda - trudno to sobie wyobrazić... Tym bardziej jest to dokuczliwe. A jak
> nie wierzysz, żew dzieci mogą biegać po mieszkaniu, wywołując taki hałas,
> jak stado bawołów, to zapraszam do nas. :-)
Ciekawa jestem, jak Twoi sasiedzi zachowaja sie, gdy urodzi sie Wam
dzidzia i byc moze bedzie ciagle plakac (czego Wam nie zycze)...
Albo przyjda sie awanturowac, albo wszelkie problemy z ich strony sie
skoncza.....
magda
>A gdyby tak sasiad mieszkajacy pod Toba razu jednego w sobote/niedziele
>sie nudzil i wstal wczesnie i zaczal sluchac calej swojej wielkiej
>kolekcji plyt z np. havy metalem. I zalozmy ze sprzet mialby wypasiony,
>wiec nawet jakby podglosnil w granicach rozsadku to i tak by bylo glosno
>i zeszlo by mu tak do poludnia albo dalej to co wtedy?
Skoczyłabym po browce i razem z mężem poszlibyśmy do sąsiada posłuchać
normalnej muzyki :)
A w między czasie może podrzuciłabym mu parę własnych płyt, bo ja nie
mam wypasionego sprzętu a czasem chciałoby się jakiejś dobrej
diabelskiej muzyki głośniej posłuchać.
Reasumując:
daj mi Boziu tylko takich sąsiadów! :)
M
> Słuchać przez cały czas bieganinę, skoki itp. U nas jest jednocześnie
> włączony TV, gotuje się obiad (wywietrznik), pralka chodzi i w dalszym ciągu
> słychać 'te odgłosy'. I drgania. Książki nie można w spokoju poczytać, jak
> już mi się uda zasnąć w ciągu dnia, to 'te odgłosy' potrafią wybudzić. :-(
> Z przesadą to nie ma za wiele wspólnego, niestety. :-(
>
> W tygodniu jest w miarę OK, bo dzieciaki chodzą do przedszkola (czy gdzieś).
> 'Jedynie' od 17-tej się zaczyna. W sobotę i niedzielę jest apogeum. :-(
>
To jest identycznie jak u nas. Dzieci powyzej poruszaja sie mniej
wiecej jak trojskoczek, to nie jest zwykla bieganina, tylko takie:
lup - lup - lup - lubudu. Owszem, kilkunastominutowe przerwy wystepuja,
czasem przeciez jedza, chodza do lazienki albo zmecza sie na pare minut
(bo nie podejrzewam, zeby te dzieci byly zdolne zajac sie rysowaniem czy
ukladanka), po czym lomot nastepuje ze zdwojona sila.
Niestety widze, ze ludzie, ktorzy maja spokojniejsze dzieci, i nie
mieli do czynienia z podobnymi sasiadami na gorze, po prostu
nie rozumieja wagi problemu. Coz, zlosliwie zycze, zeby kiedys
wprowadzili sie nad nimi sasiedzi z podobnie energicznymi malenstwami
;). Nie wiem czy wtedy z poblazliwym usmiechem beda
mowic, ze 'sa to zwykle odglosy bawiacego sie dziecka'.
M.M.
Ja tez jestem ciekawa... ;-)
A na powaznie - jesli Dzidzia bedzie placzliwa (Boze uchron!), to
_dolozymy_wszelkich_staran_, by nie plakala ciagle. A jesli bedzie, to jest
to, niestety, tzw. sila wyzsza. :-( Bo nad np. 'kolkowym' maluszkiem nie
mozna zapanowac, chocby sie z calego serca chcialo. Natomiast 2 czy 3-latka
jak najbardziej mozna okielznac, chociazby poswiecajac mu nieco czasu i
uwagi - np. zachecajac do jakiejs rozwijajacej (nie tylko miesnie...)
zabawy. Ale do tego potrzebni sa myslacy rodzice...
> Albo przyjda sie awanturowac, albo wszelkie problemy z ich strony sie
> skoncza.....
Nie przyjda sie awanturowac, bo jest im zwyczajnie obojetne, co sie dzieje
naokolo, tak, jak jest im obojetne, co sie dzieje w ich wlasnym domu. :-(
Poza tym, jakie awanturowac, skoro koles wierci i puka w kazda niedziele...
:-(
Pozdrawiam!
Iwonka
Jeśli nie możesz, to zapraszam do nas w dni wolne od pracy.
> Otóż to ja robiłam ostatnio w mieszkaniu remont generalny, bywało głośno,
W niedziele też kułaś ściany i wierciłaś?
Ludziom się po prostu odpoczynek należy w dni wolne od pracy. W niektórych
krajach jest to prawnie usankcjonowane, na sasadzie: dzień wolny od pracy,
to dzień święty i nikt nie może innym zakłócać wtedy spokoju jakimiś
remontami czy inną formą hałasu. I ludzie się stosują! Ale nasz mental by
tego, niestety, nie zniósł! :-// Dlatego obcokrajowcy, którzy się tu
przeprowadzają, są zaskoczeni naszym ignoranctwem i brakiem szacunku wobec
innych.
Amen!
> Podobnie jest z dziećmi, tylko Ci którzy nie mieli nigdy z nimi
> doczynienia mogą mieć ww pretensje i nie sądzę, aby to było jakoś ukarane
> sądownie.
'Tylko ci'? Bo Ty tylko 'tym' dajesz do prawo do tego, by mogli mieć
pretnesje?
Iwonka
Jak ja 'uwielbiam' takie kategoryczne opinie i wypowiedzi z ust kogoś, kto
jeszcze nigdy do tej pory nie był rodzicem 2-3 latka :-) Poczekamy, zobaczymy
Marchewko. Już niejedna osoba z tej grupy odszczekiwała pod stołem to, co
wcześniej wygłaszała z taką pewnością i stanowczością w głosie.
> Poza tym, jakie awanturowac, skoro koles wierci i
> puka w kazda niedziele... :-(
Zapewne jest to takie swoiste hobby - remontowanie własnego mieszkania w
wolnej chwili.
A że przy okazji robi Wam przy tym na złość, to jeszcze bardziej mu się humor
poprawia.
--
PozdrawiaM.
Bardzo możliwe, że 'zobaczymy'... :-) Naturalnie, może się okazać, że
Dzidzia (wraz ze swoim rodzeństwem w przyszłości :-)) będzie nader ruchliwa,
z zadatkami na lekkoatletkę. ;-) Jednak nie jestem dyletantką, by pozwolić
Jej biegać jak oszalała cały czas, _wiedząc doskonale_, że sąsiadom z dołu
życie to zatruwa. Po prostu byłoby mi jakoś głupio czy jak, że ktoś odczuwa
przeze mnie niezasłużoną niewygodę, której mogę zapobiec.
> Zapewne jest to takie swoiste hobby - remontowanie własnego mieszkania w
> wolnej chwili.
Wiesz co, Maju, niektórzy ciężko zapychają cały tydzień (mój TŻ czasami
także w niedzielę w domu) i naprawdę ostatnią rzeczą, o jakiej 'marzą' jest
wtedy, żeby ktoś wiercił uparcie i stukał. I bezczelnie w niedzielne
popołudnie mówił, że 'to jeszcze potrwa ze 2 godziny'. Innym zwyczajnie
należy się spokój w taki dzień, jak niedziela czy tym bardziej w dzień
zadumy czyli Wszystkich Świętych. Niech sobie urlop weźmie i wierci, do
diaska!
> A że przy okazji robi Wam przy tym na złość, to jeszcze bardziej mu się
humor
> poprawia.
Akurat ten jegomość na takiego właśnie wygląda... :-(
Pozdrawiam!
Iwonka
> Natomiast 2 czy 3-latka
> jak najbardziej mozna okielznac
Hłe hłe hłe :))))
Moje dziecko ma 9 lat. Powoli dochodzimy do tego, że po mieszkaniu porusza
się _idąc_ a nie _biegnąc_. Mieszam szczęśliwie na parterze ;)
--
... :: s i w a ( a t ) v e g e . p l :: ...
... :: ICQ:67729327 :.....: GG:25557 :: ...
... :: .... JID:si...@jabber.org .... :: ...
A może to co Ty interpretujesz jako przemarsz stada bawołów jest normalną
aktywnością wszystkich członków rodziny (rodziców też), a zwielokrotnienie
odgłosów jest spowodowane li tylko złą akustyką w budynku, czy złym
wytłumieniem w mieszkaniu sąsiadów?
Nade mną mieszka samotna młoda kobieta, zachowuje się cicho i spokojnie, ale
wieczorami każdy jej kroczek po mieszkaniu słyszę, jakby sobie kucyka
sprowadziła;-).
--
Aga
Mateusz (Teuś) 6 l.
Martusia 2,5 l.
A co to za różnica, co jest źródłem uporczywego hałasu i wprawadzania takich
wibracji, że szklanki drżą w szafce??
Iwonka
Niezbyt precyzyjnie się mozę wyraziłam - można okiełznać, w przeciwieństwie
do płaczu niemowlaka, gdy często nie ma żadnych środków... :-(
Pozdrawiam!
Iwonka
Podloga z pewnoscia jest tam zle wytlumiona, ale bez przesady. Mieszkalo
tam juz kilka roznych osob (mieszkanie jest stale wynajmowane), w tym
rodzina z malym dzieckiem, i to dziecko owszem, czasem biegalo, ale w
zaden sposob nie da sie porownac do tego co wyprawiaja teraz ci dwaj
mali chlopcy. Stapania doroslych tez jakos slychac, ale to sa po prostu
stapania, a nie dzika galopada.
To nie jest tak, ze jestemy jakos przesadnie wyczuleni na halasy i
czepiamy sie kazdego odglosu.
M.M.
M.M.
U mnie taki sam hałas może wytwarzać pies który skacze i cieszy się jak
wracam do domu, to co ? Uśpić mam żeby sąsiadowi nie przeszkadzało ? ;)
Aaa i dodam złośliwie że mam wszędzie podłogę szwedzką bo nie trawię
dywanów - i gdyby kazał mi ktoś wyciszyć podłogę to owszem - ale zrobiłabym
to na koszt proszącej.
> od razu mi się przypomina pewna noc w internacie na obozie harcerskim.
> Nocowaliśmy w szkole i przez całą noc było słychać takie tupotanie jakby
> pluton żołnierzy przechodził tam i spowrotem. Jak się okazało na górze była
> studniówka i ..... ludzie po prostu tańczyli.
> Także to co Ty odbierasz jako łupanie może się okazać czymś zgoła trywialnym
> jak tańczenie, bieganie, układanie i rozwalanie klocków i co tam jeszcze
> innego :)
>
Slowa 'lup - lup' uzylam dla zobrazowania dzwiekow, a nie jako
okreslenie lupania. Oczywiscie, ze jest to bieganina, skoki
i rozwalanie klockow, i rzucanie jakimis przedmiotami. Z punktu
widzenia 'sasiada z dolu' bez znaczenia co to dokladnie jest za
czynnosc ;).
M.M.