Mój 14-latek (chłopak, żeby nie było niejasności, o czym większość wie)
powiedział mi wczoraj że chce sobie ufarbować włosy na czarno. Jest ciemnym
szatynem i uważa że ma fatalny kolor włosów. Włosy ma bardzo ładne, gęste,
proste, w tej chwili krótkie , ale chce sobie zapuścić, czemu się nie
sprzeciwiam.
Jak na razie wybiłam mu z głowy (tzn. wytłumaczyłam) kupowanie trwałej farby
i stanęło na tym ze kupi farbę, która zmywa się po 4-8 myciach.
Na dodatek ma to zrobić wtedy kiedy przez dłuższy czas nie będzie chodził do
szkoły (np. przed Świętami) aby miało szanse zleźć z głowy jak wyjdzie
brzydko.
Że wyjdzie fatalnie to ja wiem, bo kolor czarny jest bardzo "jaskrawy" i
nienaturalny, wiem bo sama kiedyś zafarbowałam włosy na czarno i byłam
bardzo niezadowolona. Niestety ten argument do niego nie trafia.
Na razie na szczęście nie znalazł w drogeriach farby, której szuka.
No i co tu zrobić z takim ?
Macie jakieś pomysły jak wyperswadować ?
Pozdrowienia.
Basia
Podrzucić do przeczytania "Anię z Zielonego Wzgórza" ;-)
Agnieszka
>Macie jakieś pomysły jak wyperswadować ?
Odrosty. Raz, że fatalnie będzie wyglądał z chociaż kilkumilimetrowym
odrostem. Dwa, że aby uniknąć owych odrostów, farbowanie będzie musiał
powtarzać regularnie co kilka tygodni. Albo ściąć.
Agnieszka
--
Proudly (-.-------.- Folk Lore for the Masses -.--------.-)
Presents: ("Kobieta znacznie mniej odpowiada za to, co robi.)
GG:1584 ( Mężczyzna powinien się wstydzić." Jacek Kijewski)
A chcesz wyperswadować z przyczyn ideologicznych ;) czy estetycznych (w
sensie fatalnego wyjścia samej farby, a nie ewentualnego wyglądu z kolorową
głową)?
Pozdrawiam
--
Hanka Skwarczyńska
i kotek Behemotek
KOTY. KOTY SĄ MIŁE.
>
> A chcesz wyperswadować z przyczyn ideologicznych ;) czy estetycznych (w
> sensie fatalnego wyjścia samej farby, a nie ewentualnego wyglądu z
kolorową
> głową)?
>
Czysto estetycznych.
Mi się bardzo nie podobają faceci z farbowanymi włosami (tzn farbowanymi na
kolory nienaturalne, no bo naturalnych to nie widać).
Pozdrowienia.
Basia
> Czysto estetycznych.
> Mi się bardzo nie podobają faceci z farbowanymi włosami (tzn farbowanymi
na
> kolory nienaturalne, no bo naturalnych to nie widać).
I dokładnie to mu powiedz - że dziewczyny nie lubią farbowanych,
ondulowanych i malowanych facetów. (Bo większość chyba jednak rzeczywiście
nie lubi) Może to go przekona?
Anka
Znaczy, z ideologicznych :)
W sumie na to też powinno pomóc. Weź mu powiedz, że nie zgadzasz się na
farbowanie w domu, bo będzie wyglądać jak pomalowany plakatówką (bo będzie
:>) Jak chce mieć czarne, to niech sobie zrobi profesjonalną łatwozmywalną
koloryzację w dobrym salonie - za swoje, oczywiście. Nawet jak go
konieczność wydania kilkudziesięciu zeta nie odstraszy, to przynajmniej
będzie miał "prawdziwe" czarne włosy, a taki np. Diacolor L'oreala (bardzo
ciemny fiolet na moich ciemnomyszowatych włosach) spiera się bez śladu,
zanim się pojawią jakiekolwiek odrosty.
Ja bym się nie wtrącała - poważnie. Sama kiedyś ufarbowałaś włosy na czarno
i już wiesz, że nie było warto. Daj mu też szansę pozyskania takich
doświadczeń. Dziewczynom się pewnie nie spodoba, koledzy może się trochę
pośmieją, będą odrosty, może trzeba będzie potem ściąć nawet na zero... Może
nie będzie to przyjemne ani dla niego, ani dla Ciebie, ale przy najmniej nie
będzie mógł niczego zarzucić Tobie - wyraziłaś swoje zdanie, natomiast
ostateczną decyzję pozostawiłaś Jemu, "prawie dorosłemu" synowi. Niech robi,
co chce. Jego głowa i niech on się w razie czego martwić, jak przywrócić jej
estetyczny wygląd ;-)
D.
> Czysto estetycznych.
> Mi się bardzo nie podobają faceci z farbowanymi włosami (tzn
> farbowanymi na kolory nienaturalne, no bo naturalnych to nie widać).
A może ponegocjuj? Niech ufarbuje zmywalna farba, ale w odcieniu
własnych włosów ( lbo troche ciemniejszym), najlepiej kiepską farbą,
żeby szybko sie zmyła;-). Nie wiem, jaka jest szybko zmywalna - ja jak
sobie fundnęłam dwie saszetki za 3,5 zł marchewkowego, to chodziłam 2
miesiące ruda - ale ja nie mam 14 lat i rudy akurat jest ulepszoną
wersją moich własnych włosów.
--
Pozdrawiam
Justyna
Iza (12) i Marcin (8)
ja bym pozwolila ,
niech zrobi sobie ku-ku:)
p.
Pozdr.
--
Old Rena, matka spokojnego pomysłowego czternastolatka
[Renata Gierbisz]
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
> Czysto estetycznych.
Spróbuj homofobicznie (będziesz wyglądał jak gej) albo mizoginicznie
(jak baba). Albo kategorycznie (po moim trupie).
--
s i w a
nie wiem co bym zrobiła :(
Kadawerycznie. Jeszcze można zastraszyć, że włosy wylizą (przy taniej farbie
DYI prawdopodobieństwo niezerowe).
> Czysto estetycznych.
> Mi się bardzo nie podobają faceci z farbowanymi włosami (tzn farbowanymi na
> kolory nienaturalne, no bo naturalnych to nie widać).
Dobrze położona dobra czarna farba wygląda estetycznie. Miałam włosy
ufarbowane na czarno przez półtora roku, bardzo sobie ten okres chwalę.
Dodam też, że bardzo lubię facetów z ufarbowanymi, zadbanymi włosami.
Bardziej niż byle jak ostrzyżonych "naturalnych" (niektórzy
"farbowani" wiele zyskują z kolorem).
Zuzanka (a szwagra mam farbowanego na czerwono)
--
.:*Z*:._.:*U*:._.:*Z*:._.:*A*:._.:*N*:._.:*K*:._.:*A*:.
Małgorzata Krzyżaniak ..... http://www.pawnhearts.eu.org/~zuzanka/
Powinno się wystawić Cię w Sevres jako wzorzec cynizmu ;-) (C) Tib
> Dobrze położona dobra czarna farba wygląda estetycznie. Miałam włosy
> ufarbowane na czarno przez półtora roku, bardzo sobie ten okres chwalę.
> Dodam też, że bardzo lubię facetów z ufarbowanymi, zadbanymi włosami.
> Bardziej niż byle jak ostrzyżonych "naturalnych" (niektórzy
> "farbowani" wiele zyskują z kolorem).
No to doprecyzuję.
Maciek ma bardzo zbliżony kolor włosów do mojego naturalnego, bardzo ciemny
"zimny" brąz, ładnie moim zdaniem dopasowany do koloru oczu (jak i u mnie
;-), ja mam oczy jasno szare, Maciek zielone obydwoje z granatową obwódką),
jednym słowem typowa "zima", zarówno on jak i ja.
Ja ponieważ mam już niestety włosy poprzetykane siwizną bardzo długo
szukałam dla siebie odpowiedniego koloru farby do włosów, jak najbardziej
zbliżonej do mojego naturalnego, niestety nie znalazłam.
W trakcie poszukiwań wypróbowałam m.in. kolor czarny, który na mojej głowie
wyglądał fatalnie, podobnie jak i wszelkiego rodzaju rudości i fiolety.
Ogólnie ładnie mi w ciemnym "zimnym" brązie, najbardziej zbliżonym do
naturalnego i przypuszczam ze Maćkowi także. Niestety przypuszczam, że on
zacznie doceniać swój kolor włosów dopiero w moim wieku, jak mu już siwizna
je przyprószy ;-). Obecnie uważa swój kolor włosów za "nijaki" jak
powiedział.
Ja też w wieku lat około 14 bardzo chciałam mieć kruczoczarne włosy, tylko
że mi nie przyszło do głowy farbowanie (technicznych możliwości nie było).
Pozdrowienia.
Basia
> Maciek ma bardzo zbliżony kolor włosów do mojego naturalnego, bardzo ciemny
> "zimny" brąz, ładnie moim zdaniem dopasowany do koloru oczu (jak i u mnie
> ;-), ja mam oczy jasno szare, Maciek zielone obydwoje z granatową obwódką),
> jednym słowem typowa "zima", zarówno on jak i ja.
Ale jak widać ma potrzebę zmian. To zdrowe jest. Miałam włosy rude,
czerwone, czarne, brązowe, miałam niebieską perukę, chociaż najbardziej
pasują mi ciemnobrązowe.
[..]
> Ja też w wieku lat około 14 bardzo chciałam mieć kruczoczarne włosy, tylko
> że mi nie przyszło do głowy farbowanie (technicznych możliwości nie było).
A teraz są ;-)
Zuzanka
[do Basi]
i co, jak bys sie czula, gdyby mozliwosci byly, a mama zabronila? :)
> A teraz są ;-)
no wlasnie.
w wieku lat 14 zrobilam sobie trwala (mama dala sie namowic),
i bardzo sie sobie i innym podobalam w loczkach. niestety,
zniszczyl mi ten zabieg niezle wlosy, ale w sumie i tak
nie zalowalam.
daj Basiu chlopakowi poeksperymentowac. wlosy odrastaja, przeciez
ten czarny mu nie zostanie na cale zycie.
-- kasica (do niedawna ruda, obecnie w blond pasemkach na brazie)
> [do Basi]
> i co, jak bys sie czula, gdyby mozliwosci byly, a mama zabronila? :)
>
Ponieważ z moją mamą miałam bardzo dobre układy przypuszczam, że taką
decyzję przedyskutowałabym z nią i pewnie poszła na jakiś kompromis.
O ile pamiętam to jak byłam w wieku lat 14 to moja mama już farbowała włosy
(właśnie na kruczo-czarny ale jej było w tym kolorze bardzo dobrze). Mi
jakoś to farbowanie jednak do głowy nie przyszło chyba ze względu na
"nieuchronność" zmiany koloru.
Trwałą zrobiłam sobie w wieku lat chyba 17 ale stwierdziłam (i słusznie) że
wyglądam po prostu fatalnie no i potem miałam problem jak się pozbyć tych
loków. Niestety musiały po prostu odrosnąć.
>
> daj Basiu chlopakowi poeksperymentowac. wlosy odrastaja, przeciez
> ten czarny mu nie zostanie na cale zycie.
>
Może to jest jakaś myśl. Wolę jednak aby nie musiał chodzić z takimi włosami
do szkoły.
Przypuszczam, że go po prostu obśmieją.
Pozdrowienia.
Basia
> No to doprecyzuję.
> Maciek ma bardzo zbliżony kolor włosów do mojego naturalnego, bardzo ciemny
> "zimny" brąz, ładnie moim zdaniem dopasowany do koloru oczu (jak i u mnie
> ;-), ja mam oczy jasno szare, Maciek zielone obydwoje z granatową obwódką),
> jednym słowem typowa "zima", zarówno on jak i ja.
Typowej zimie to czarny akurat świetnie pasuje ;)
Ale prawda jest taka, ze farby czarne i czarne. Niekótre wyglądaja
paskudnie sztucznie, a inne ładnie współgrają ze wszystkim, i wyglądają
naturalnie. IMO ładny czarny ma Safira (jakbys mu jednak pozwoliła sie
ufarbować.)
> Ja też w wieku lat około 14 bardzo chciałam mieć kruczoczarne włosy, tylko
> że mi nie przyszło do głowy farbowanie (technicznych możliwości nie było).
>
To chłopak jest, łatwo mu przyjdzie ścięcie włosów jak ta czerń okaże się
być koszmarem :)
--
Lia GG 1516512 ICQ 166035154 JID isk...@jabberpl.org
*psy mają właścicieli, koty mają służących*
w tym przypadku nie bedzie ona taka nieuchronna - farby, nawet te
trwale, tez sie zmywaja. na moich wlosach czarny po jakims czasie
robi sie ciemnobrazowy, zblizajac sie do mojego naturalnego koloru,
moze w jego przypadku tez tak bedzie.
> Może to jest jakaś myśl. Wolę jednak aby nie musiał chodzić z takimi włosami
> do szkoły.
> Przypuszczam, że go po prostu obśmieją.
no to go obsmieja, to jego sprawa przeciez :)
-- kasica
> Typowej zimie to czarny akurat świetnie pasuje ;)
> Ale prawda jest taka, ze farby czarne i czarne. Niekótre wyglądaja
> paskudnie sztucznie, a inne ładnie współgrają ze wszystkim, i wyglądają
> naturalnie. IMO ładny czarny ma Safira (jakbys mu jednak pozwoliła sie
> ufarbować.)
Ja ostatnio używam wyłącznie Safiry, bo ma ładne naturalne odcienie :-)
Ale nie czarny tylko ten najciemniejszy lub trochę jaśniejszy brąz (bez
czerwieni).
Ale Safira to farba "na stałe" ja myślałam raczej o zakupie saszetki z farbą
schodzącą po 4-6 myciach (chociaż wiem ze z tym różnie bywa).
No i na szczęście z tym Maciek się zgodził.
Pozdrowienia.
Basia
> Ale Safira to farba "na stałe" ja myślałam raczej o zakupie saszetki z farbą
> schodzącą po 4-6 myciach (chociaż wiem ze z tym różnie bywa).
>
> No i na szczęście z tym Maciek się zgodził.
Takie saszetki bardziej niszczą włosy niż farby.
I z tym zmywaniem... no nie liczyłabym, że po kilku myciach kolor się
zmyje.
jesli Ci to bardzo przeszkadza, to ustal z nim jakis wiek, kiedy
bedzie mogl sobie zafarbowac wlosy "pod Twoim dachem" :))
w kazdym badz razie podaj argumenty dlaczego Ty jestes przeciw.
iwon(k)a
--
Kasia + prawie 5 letnia Weronika
http://www.weronika.ckj.edu.pl/
gg 181718
> Ale jak widać ma potrzebę zmian. To zdrowe jest. Miałam włosy rude,
> czerwone, czarne, brązowe, miałam niebieską perukę, chociaż najbardziej
> pasują mi ciemnobrązowe.
Chciałem się dla jaj zrobić na marchewkę, najbliższe co znalazłem to
była czerwona porzeczka, a wyszedł kasztan i wszyscy myśleli, że ja tak
na poważnie. Teraz planuję zielony, na wiosnę.
Best,
Borek
--
http://www.chembuddy.com
http://www.chembuddy.com/?left=EBAS&right=equation-balancing-stoichiometry
http://www.chembuddy.com/?left=BATE&right=basic_acid_titration_equilibria
http://www.chembuddy.com/?left=CASC&right=concentration_and_solution_calculator
Dlaczego?
--
Old Rena ciekawska
[Renata Gierbisz]
== strona Lisów http://www.lisy.bo.pl ==
gg 1813895
> No i co tu zrobić z takim ?
>
> Macie jakieś pomysły jak wyperswadować ?
>
Ja bym pozwolila zafarbowac,niech sie na swojej skorze przekona ze
beznadziejnie wyglada .Tyle tylko ze pewnie nie bedzie to dla niego
problem,obetnie wlosy i juz :)
Magda
> > Czysto estetycznych.
>
> Spróbuj homofobicznie (będziesz wyglądał jak gej) albo mizoginicznie
> (jak baba). Albo kategorycznie (po moim trupie).
Na moja czternastolatke takie gadki nie robia wrazenia.Jak nie pozwole
zafarbowac w domu to zrobi to na kolonii,tam co druga osoba farbuje wlosy.
Magda
> Macie jakieś pomysły jak wyperswadować ?
Niech sobie farbuje, dlaczego nie ? Czytajac Twoje posty mam wrazenie,
ze starasz sie chronic swoich synow przed bledami zyciowymi (zaraz
zaprzeczysz, ale ja wiem swoje ;-) ).
IMHO warto mlodym ludziom pozwolic przezyc rozne rzeczy na wlasnej
skorze, tym bardziej, ze farbowanie wlosow to w sumie drobiazg...
D.
--
Monchmoi host olle Zeit da Wöd
Und daun die oa Sekundn de da so föhlt
> IMHO warto mlodym ludziom pozwolic przezyc rozne rzeczy na wlasnej
> skorze, tym bardziej, ze farbowanie wlosow to w sumie drobiazg...
Dokladnie.
Magda
> A ja nie pozwoliłabym.
A jakie byś podała argumenty?
Bo "nie pozwalam i już" na pewno do 14-latka nie trafi ;-)
Ja bym machnęła ręką. W końcu to nic takiego, włosy odrastają.
A gdyby coś nie wyszło, to dziecko na własnej skórze zrozumie, że gdy matka
zrzędzi, to czasem miewa rację ;-)
--
PozdrawiaM
> Niech sobie farbuje, dlaczego nie ? Czytajac Twoje posty mam wrazenie,
> ze starasz sie chronic swoich synow przed bledami zyciowymi (zaraz
> zaprzeczysz, ale ja wiem swoje ;-) ).
> IMHO warto mlodym ludziom pozwolic przezyc rozne rzeczy na wlasnej
> skorze, tym bardziej, ze farbowanie wlosow to w sumie drobiazg...
Dunia, jak ściągasz ode mnie, to trochę bardziej treść zmieniaj ;-)
--
PozdrawiaM
ja nie pozwolilam farbowac wlosow mojej corce, bo uznalam, ze
jest jeszcze ba takie dlugotrwale zmienianie "urody" za mloda ;)
prosila mnie o to w wieku 13 lat. nie maialm nic przeciwko malowaniu,
teraz toleruje, ze lazi bez czapki i w jesiennym zakieciku przy -10
za oknem. ale co do wlosow jakos jestem mniej przekonana.
przelknela. nie zgodzialbym sie rozwniez na tatuaze, czy tez kolczyki
w nosie.
iwon(k)a
> ja nie pozwolilam farbowac wlosow mojej corce, bo uznalam, ze
> jest jeszcze ba takie dlugotrwale zmienianie "urody" za mloda ;)
> prosila mnie o to w wieku 13 lat. nie maialm nic przeciwko malowaniu,
> teraz toleruje, ze lazi bez czapki i w jesiennym zakieciku przy -10
> za oknem. ale co do wlosow jakos jestem mniej przekonana.
> przelknela. nie zgodzialbym sie rozwniez na tatuaze, czy tez kolczyki
> w nosie.
Na tatuaz takze nie wyrazilabym zgody,pomimo ze sama mam dwa, na
kolczyk -tak ,w koncu dziura zarosnie.
Magda
|
| Ja bym machnęła ręką. W końcu to nic takiego, włosy odrastają.
|
pewnie że tak - ale wydaje mi się że chodzi tu o samo przyzwolenie, są
zasady więc się ich trzymamy :)
| A gdyby coś nie wyszło, to dziecko na własnej skórze zrozumie, że gdy
matka
| zrzędzi, to czasem miewa rację ;-)
|
taaa, to na pewno będę ja :) Już teraz zrzędzę to co będzie za 10-12 lat ;)
> ulubione starych bab "ja w Twoim wieku ..." ;)
> A tak na poważnie, już teraz obznajamiam moje dziecko co jej będzie wolno
i
> kiedy. Farbowanie włosów po 18 roku życia, wykolczykowanie się od stóp do
> głów i tatuaże najlepiej po 20-stce ( chociaż śmiem wątpić czy jeszcze
> będzie moje zdanie się w tej kwestii liczyło).
Ja tez tak zakladalam,ale w praniu wyszlo ze wszyscy rodzice pozwalaja na
rozne rzeczy tylko ja nie ,no i pomalu zaczynam miekknac ;)
Magda
> Dunia, jak ściągasz ode mnie, to trochę bardziej treść zmieniaj ;-)
>
Hue hue. Ja mam w ogole wlosowa traume, bo ojciec dal mi veto na na
trwala jak mialam 14 lat i byl straszny dramat. ;-( Przez rok tak
jojczalam, ze w koncu udalo sie na wakacje po osmej klasie. Nie macie
pojecia jak mnie to uszczesliwilo :-) A wygladalam nawet calkiem ladnie
w tych loczkach.
Dlatego uwazam, ze w takich badz co badz blahych sprawach warto sobie
ustepowac (nie tylko w relacjach rodzice dzieci, ale np. w relacjach z
TZ). Wiadomo, czasem sa to glupie kaprysy, ale jak dla kogos to jest
akurat wazne ? No i sadze, ze w tym wieku (14 lat) mozna naprawde juz
samodzielnie wyciagac wnioski z nietrafionych eksperymentow natury
estetycznej.
> sama miałam pofarbowane
> włosy w wieku 19 lat i na taki wiek mogłabym się zgodzić.
ROTFL :) Chyba żartujesz.
To już w moich, dinozaurzych czasach farbowanie, balejaże, trwałe nie były
niczym dziwnym w wieku powyżej 15 lat (ogólniak), a Ty mówisz o pozwoleniu
dopiero po ukończeniu 19?
Nie zapominaj przy tym, że rok wcześniej Twoja córka osiągnie pełnoletność i
może mieć w nosie Twoje zakazy :-)
> Jestem również przeciwko tatuażom, kolczykowaniu sobie pępka, brwi,
> języka, kilkunastu kolczykom w uchu
Nie widzę żadnej analogii między powyższym, a farbowaniem włosów.
--
PozdrawiaM
> ulubione starych bab "ja w Twoim wieku ..." ;)
U mnie by to nie przeszlo, bo robilam trwala, farbowalam sie i malowalam
grubo przed 18stka :-)
> pewnie 縠 tak - ale wydaje mi si� 縠 chodzi tu o samo przyzwolenie, s�
> zasady wi阠 si� ich trzymamy :)
Pewnie tak, ale jak sie jest nastolatkiem to zasady sa po to, zeby je
lamac. Kilka moich kolezanek w LO mialo rodzicow o podobnie
restrykyjnych zasadach jak Twoje: malowaly sie w szkolnej lazience i
zmywaly wszystko przed pojsciem do domu.
Podobnie dzieciaki obchodza rodzcielskie "zasady" dotyczace alkoholu,
papiersow, seksu itp. (nie stawiam w jednym rzedzie z makijazem, ;-) to
tylko przyklady).
Udzielalam kiedys korepetycji, to sie napatrzylam ;-) Nigdy nie zapomne,
jak moj 16letni uczen pokazal mi cwiartke zubrowki ukryta w pluszoym
misku ;-)
Nie ma "swietych dzieci", sa tylko te bardziej pomyslowe ;-)
| To już w moich, dinozaurzych czasach farbowanie, balejaże, trwałe nie były
| niczym dziwnym w wieku powyżej 15 lat (ogólniak), a Ty mówisz o pozwoleniu
| dopiero po ukończeniu 19?
|
po ukończeniu szkoły - tak :)
| Nie zapominaj przy tym, że rok wcześniej Twoja córka osiągnie pełnoletność
i
| może mieć w nosie Twoje zakazy :-)
|
ano, może mieć je w nosie nawet w wieku 12 lat ...
| > Jestem również przeciwko tatuażom, kolczykowaniu sobie pępka, brwi,
| > języka, kilkunastu kolczykom w uchu
|
| Nie widzę żadnej analogii między powyższym, a farbowaniem włosów.
|
może i nie ma, ale jakieś zasady miec trzeba ! :)
> Hue hue. Ja mam w ogole wlosowa traume, bo ojciec dal mi veto na na
> trwala jak mialam 14 lat i byl straszny dramat. ;-( Przez rok tak
> jojczalam, ze w koncu udalo sie na wakacje po osmej klasie. Nie macie
> pojecia jak mnie to uszczesliwilo :-) A wygladalam nawet calkiem
> ladnie w tych loczkach.
To niemal tak, jak ja, ale w wieku 15 lat.
Trwałej prawie nikt nie zauważył (lekka była ;-), ale nową fryzurę i owszem.
Wyglądałam o niebo (ba! trzy nieba) lepiej i błogosławiłam moją matkę, że
sama zaprowadziła mnie do fryzjera, żeby coś zrobił z tymi moimi mysimi
włosinkami ;-)
--
PozdrawiaM
> ulubione starych bab "ja w Twoim wieku ..." ;)
Chodziło mi o bardziej rozsądny.
Co jest takiego złego w pofarbowaniu sobie przez nastolatka włosów, że nie
wyrazisz na to zgody?
> A tak na poważnie, już teraz obznajamiam moje dziecko co jej będzie
> wolno i kiedy.
No dobrze, ale ja pytałam "dlaczego nie będzie wolno"?
> chociaż śmiem wątpić czy jeszcze będzie moje zdanie się w tej kwestii
> liczyło).
Jeśli argumentacja faktycznie będzie: "bo ja w twoim wieku" albo "nie
pozwalam i już", to na pewno Twoje zdanie nie będzie się liczyło.
Nawet się nie łudź ;-)
>> Ja bym machnęła ręką. W końcu to nic takiego, włosy odrastają.
> pewnie że tak - ale wydaje mi się że chodzi tu o samo przyzwolenie, są
> zasady więc się ich trzymamy :)
Stąd moje pytanie - co to za zasady, wg których nie pozwala się na
farbowanie włosów?
Ja, jeśli na coś nie pozwalam, to staram się wytłumaczyć dlaczego.
[Dziś Martyna uparła się iść do szkoły w krótkiej spódniczce, ale ponieważ
wybierali się na piechotę do teatru, to uznałam, że jest za zimno i ma
nałożyć spodnie. I to jest wytłumaczenie, które ma szanse do dziecka
dotrzeć. I dotarło. Gdybym powiedziała tylko "nie i już", to awantura byłaby
gotowa.]
> taaa, to na pewno będę ja :) Już teraz zrzędzę to co będzie za 10-12
> lat ;)
Na Twoim miejscu zaczęłabym się tym raczej niepokoić, niż cieszyć.
Poważnie mówię.
--
PozdrawiaM
> Więc skoro do rygoru jest
> przyzwyczajana od młodego [...]
Pytanie tylko po co ten rygor?
Tzn. w takich błahych sprawach.
--
PozdrawiaM
| Podobnie dzieciaki obchodza rodzcielskie "zasady" dotyczace alkoholu,
| papiersow, seksu itp. (nie stawiam w jednym rzedzie z makijazem, ;-) to
| tylko przyklady).
| Udzielalam kiedys korepetycji, to sie napatrzylam ;-) Nigdy nie zapomne,
| jak moj 16letni uczen pokazal mi cwiartke zubrowki ukryta w pluszoym
| misku ;-)
|
i ja znam syndrom "spuszczenia z łańcucha" - fatalna sprawa. No ale chyba
nie ma jednej dobrej metody wychowawczej, a jeśli jest to ja jeszcze nie
dostąpiłam wtajemniczenia w jej arkana :(
> [Dziś Martyna uparła się iść do szkoły w krótkiej spódniczce, ale ponieważ
> wybierali się na piechotę do teatru, to uznałam, że jest za zimno i ma
> nałożyć spodnie. I to jest wytłumaczenie, które ma szanse do dziecka
> dotrzeć. I dotarło. Gdybym powiedziała tylko "nie i już", to awantura
> byłaby gotowa.]
marne tlumaczenie. moja corka odpowiada na takie
typu argument " mnie jest cieplo".
iwon9k)a
No takie mam poglądy i koniec.
>> pewnie 縠 tak - ale wydaje mi si� 縠 chodzi tu o samo przyzwolenie, s�
>> zasady wi阠 si� ich trzymamy :)
>
> Pewnie tak, ale jak sie jest nastolatkiem to zasady sa po to, zeby je
> lamac. Kilka moich kolezanek w LO mialo rodzicow o podobnie restrykyjnych
> zasadach jak Twoje: malowaly sie w szkolnej lazience i zmywaly wszystko
> przed pojsciem do domu.
niektorzy uznaja, ze w ogole zasady sa po to zeby je lamac, jednak
zasady wciaz trawaja i maja sie nieraz calkiem dobrze. to, ze dziecko
zlamie zadase, nie znaczy ze ich nalezy nie miec. imo kazdy rodzic ma
swoje zasady czy tez podejscie do wychowania. sa dzieci, ktore zlamia owe,
a sa ktore nie. powiem wiecej, dzieci lepiej sie rozwijaja, nie tylko te
male,
kiedy maja jasne wytyczne. To ze dziecko ma w misiu alkohol, znaczy iz wie
ze rodzice sa przeciw alkoholowi. i dobrze ze to wlasni wie. wie co jest zle
dzieki temu. gorzej, gdyby rodzice jawnie podali mu ten alkohol bo chcial.
>
> Nie ma "swietych dzieci", sa tylko te bardziej pomyslowe ;-)
i nie wyklucza to bynajmniej zakazow. one sa drogowskazami.
nie kazdy chce z nich zrezygnowac. ale nawet jesli to dobrze
wie, ze jest to cos niewlasciwego. pomyslowosc tu jest drugorzedna.
iwon(k)a
(...)
> No takie mam poglądy i koniec.
no i dobrze. :) ja tez nie jestem za tym, ze to, iz Kasi pozwolili rodzice
znaczy i ja mam na to pozwolic.
iwon(k)a
> marne tlumaczenie. moja corka odpowiada na takie
> typu argument " mnie jest cieplo".
Wtedy bym puściła i niech sobie sama zobaczy, jak to fajnie popitalać parę
kilometrów w samych rajstopkach przy temperaturze 2 C :)
Ale uwierzyła na słowo, że będzie zimno i nałożyła spodnie.
--
PozdrawiaM
> Dzieci mogą się
> wyróżniać w każdy inny sposób - niekoniecznie szokować zmieniającym
> sie kolorem włosów czy też wyzywającym strojem.
Przecież włosów nie farbuje się tylko i wyłącznie w celu szokowania, ale też
(a może przede wszystkim) w celu polepszenia swojego wyglądu (a tym samym
samopoczucia).
--
PozdrawiaM
> i nie wyklucza to bynajmniej zakazow. one sa drogowskazami.
> nie kazdy chce z nich zrezygnowac. ale nawet jesli to dobrze
> wie, ze jest to cos niewlasciwego.
Wie jedynie, że coś jest niewłaściwe dla_jego_rodziców, a nie w ogóle.
I nie sądzę, by świadomość takiego stanu rzeczy była aż taka ważna.
Życie człowiek spędza w oparciu o swoje własne zasady, a nie o zasady
rodziców.
I jeśli od zawsze miał wpajane, że "nie, bo nie", bez żadnej sensownej
argumentacji, a jedynie z wytłumaczeniem "bo ja mam takie zasady i poglądy",
to nauczy się tylko i wyłącznie tego, by w danych kwestiach nie dyskutować z
rodzicami (bo to niczego nie zmieni), ale gdy rodziców nie ma, to można żyć
po swojemu.
--
PozdrawiaM
> no i dobrze. :) ja tez nie jestem za tym, ze to, iz Kasi pozwolili
> rodzice znaczy i ja mam na to pozwolic.
A kto powiedział, że ci bardziej liberalni rodzice używają takich właśnie
argumentów?
Może pozwalają na coś, bo wiedzą, że dziecku na tym zależy, że będzie
szczęśliwe niewielkim kosztem, a jeśli jest to sprawa tak błaha, jak
pofarbowanie włosów nastolatka, to naprawdę nie widzę sensu w robieniu z
siebie starego, nieugiętego zgreda z jałowymi zasadami. IMHO w ten sposób na
pewno nie buduje się autorytetu.
--
PozdrawiaM
a gdyby wczesniej np byla chora itp tez bys ja puscila ?
> Ale uwierzyła na słowo, że będzie zimno i nałożyła spodnie.
teraz tak. nie wiadomo co bedzie za pare lat :)
iwon(k)a
>> no i dobrze. :) ja tez nie jestem za tym, ze to, iz Kasi pozwolili
>> rodzice znaczy i ja mam na to pozwolic.
>
> A kto powiedział, że ci bardziej liberalni rodzice używają takich właśnie
> argumentów?
zlosliwa uzyla takowego, i ja sie pod nia podpisalam, iz mam
podobnie. :) osobiscie nie interesuja mnie argumenty
innych rodzicow.
> Może pozwalają na coś, bo wiedzą, że dziecku na tym zależy, że będzie
> szczęśliwe niewielkim kosztem, a jeśli jest to sprawa tak błaha, jak
> pofarbowanie włosów nastolatka, to naprawdę nie widzę sensu w robieniu z
> siebie starego, nieugiętego zgreda z jałowymi zasadami. IMHO w ten sposób
> na pewno nie buduje się autorytetu.
autorytet w tym wieku juz dawno rodzic powinien miec zbudowany.
nie uwazam zadnych rodzicow, ktorzy nie pozwalaja na to co ja corce,
za starch zgredow, z jalowymi zasadami. szanuje ich i ich decyzje.
jesli taka postawe moja corka widzi, to i bedzie potrafila szanowac moje
decyzje, jak i innych ludzi.
iwon(k)a
> i nie wyklucza to bynajmniej zakazow. one sa drogowskazami.
> nie kazdy chce z nich zrezygnowac.
Brzmi to dosc pompatycznie w odniesieniu do farbowania wlosow :-)
Nie wiem, jaka nauka ma wyplynac dla mlodego czlowieka z tego faktu.
> ale nawet jesli to dobrze
> wie, ze jest to cos niewlasciwego.
No i moge to zrozumiec w stosunku np. do napojow wyskokowych (bo w sumie
i prawo tak to reguluje), natomiast nadal nie rozumiem, jakie zasady
dyktuja rodzicowi zabranianie farbowania wlosow czy uzywania tuszow do
rzes (zakladam, ze np. regulamin szkoly tego nie zabrania).
Zawsze wydawalo mi sie, ze jestem raczej konserwatywna, a tu taka
niespodzianka ;-)
i co w tym zlego? dziecko jest czescia rodziny. i chyba powinno wiedziec,
ze jest to jego pierwsza spolecznosc, w ktorej sa jakies tam zasady.
> I nie sądzę, by świadomość takiego stanu rzeczy była aż taka ważna.
> Życie człowiek spędza w oparciu o swoje własne zasady, a nie o zasady
> rodziców.
"swoje zasady" to w wiekszosci zasady wyniesione z domu.
> I jeśli od zawsze miał wpajane, że "nie, bo nie", bez żadnej sensownej
> argumentacji, a jedynie z wytłumaczeniem "bo ja mam takie zasady i
> poglądy", to nauczy się tylko i wyłącznie tego, by w danych kwestiach nie
> dyskutować z rodzicami (bo to niczego nie zmieni), ale gdy rodziców nie
> ma, to można żyć po swojemu.
nikt tutaj nie podal takiej argumentacji. ale jesli teoretyzujemy
to uwazam, iz argument, "bo sa takie zasady" jest imo dopuszczalnym
argumentem. dzieco powinno wiedziec, ze kazda spolecznosc, rodzina,
szkola, podworko ma zasady takie czy inne. czy nauka iz przynaleznosc
do jakiejs tam spolecznosci to tez jest przestrzeganie zasad jest zla?
imo nie.
iwon(k)a
moze dlatego, ze Twoim przykladem byl alkohol w misiu.
> Nie wiem, jaka nauka ma wyplynac dla mlodego czlowieka z tego faktu.
ze zyje w rodzinie, a w tej rodzinie sa pewne zasady?
>
>> ale nawet jesli to dobrze
>> wie, ze jest to cos niewlasciwego.
>
> No i moge to zrozumiec w stosunku np. do napojow wyskokowych (bo w sumie i
> prawo tak to reguluje), natomiast nadal nie rozumiem, jakie zasady dyktuja
> rodzicowi zabranianie farbowania wlosow czy uzywania tuszow do rzes
> (zakladam, ze np. regulamin szkoly tego nie zabrania).
dla mnie akurat farbowanie 13 latki bylo wiekiem za mlodym.
wytlumaczylam to corce. teraz gdyby chciala zapewne bym jej
pozwolila, widze jak sie zmienila od tego czasu. jaki jest
argument innych rodzcicow nie wiem. w kazdym badz razie szanuje
wybory innych. ich dzieci, ich decyzje.
>
> Zawsze wydawalo mi sie, ze jestem raczej konserwatywna, a tu taka
> niespodzianka ;-)
ciekawe co sie dowiesz jeszcze o sobie przez nastepne 20 lat ;)
iwon(k)a
Rzecz w tym, że chyba sie mylisz. Z tego co zaobserwowałam jest
dokładnie odwrotnie. Dziwne czasy.
Eulalka
> Że wyjdzie fatalnie to ja wiem, bo kolor czarny jest bardzo "jaskrawy" i
> nienaturalny, wiem bo sama kiedyś zafarbowałam włosy na czarno i byłam
> bardzo niezadowolona.
Optymistka.
Farba to może zrobi czerń, ale to coś z saszetki... przygotuj go na fiolet.
Zakład?
Eulalka
> Na tatuaz takze nie wyrazilabym zgody,pomimo ze sama mam dwa, na
> kolczyk -tak ,w koncu dziura zarosnie.
No nie wiem mi od kilku dobrych lat jakoś zarosnac nie moze :).
Pozdrawiam
Paulinka
To ze dziecko ma w misiu alkohol, znaczy iz wie
> ze rodzice sa przeciw alkoholowi. i dobrze ze to wlasni wie. wie co jest
zle
> dzieki temu. gorzej, gdyby rodzice jawnie podali mu ten alkohol bo chcial.
To nie ma sensu. Czego chcemy dziecko nauczyć? Że alkohol to owoc zakazany,
dostępny od dnia 18-tych urodzin i wtedy można już używać go do wypęku? Czy
że alkohol to dodatek do wykwintnego posiłku, na wyjątkowe okazje, pity w
niewielkich ilościach, w odpowiedniej oprawie, dla smaku, a nie po to, żeby
się upić? Że alkohol nie jest OBOWIĄZKOWYM dodatkiem do każdego
towarzyskiego spotkania? Dziecko, które w misiu chowa przed rodzicami
żubrówkę to dla mnie oznaka kompletnej wychowawczej porażki tych rodziców.
To znaczy, że dziecku dorosłość kojarzy się z alkoholem. To ja już wolę dać
Adamowi jawnie spróbować, jak smakuje wino, czy piwo, czy szampan, (przy
czym, spróbować znaczy spróbować, a nie pić) właśnie po to, żeby nie
odczuwał potrzeby samodzielnego eksperymentowania z naszym barkiem (otwartym
i dostępnym) i żeby nie dał się namówić na takie eksperymenty kolegom.
Wydaje mi się, że w tym wypadku własny przykład działa o wiele lepiej niż
zakazy. Moi rodzice też nigdy nie zakazywali mi alkoholu. Jako nastolatka
dostawałam wino do świątecznego obiadu i szampana na Sylwestra i jakoś
alkoholiczką nie jestem. Mój brat też nie. Rodzice pili mało i rzadko i my
oboje też pijemy mało i rzadko (za to dobre rzeczy:) Ani on ani ja nigdy w
życiu się nie upiliśmy. Uwierzycie??? Ale gdyby rodzicielski barek był
zamknięty na klucz, włamalibyśmy się do niego na 100%, a zakaz picia
łamalibyśmy na każdej prywatce:)))) Przez zwyczajną przekorę. Bo zakazany
owoc automatycznie staje się owocem bardzo pożądanym. Dostępność
zdecydowanie zmniejsza pożądanie:)))
Anka
Może obracam się w niewłaściwym towarzystwie:))
Anka
> Macie jakieś pomysły jak wyperswadować ?
Pozwolić i niech sam zobaczy, jak mu w tym będzie głupio (albo i nie
;-)). Tylko niech to zrobi szamponem koloryzującym, żeby w razie czego
szybko zlazło :-).
Pozdrawiam
Ewa
A ja wlasnie zaproponowalam corce ze jesli bedzie chciala sprobowac
alkoholu to jej dam,nie chcialam aby pila po katach,no ale nie
skorzystala,zrobila po swojemu.
Magda
> a gdyby wczesniej np byla chora itp tez bys ja puscila ?
Wtedy bym jej powiedziała, że ponieważ była wcześniej chora, to wolałabym,
by nie ryzykowała wyjściem w samych rajstopach, bo znów się może
rozchorować.
>> Ale uwierzyła na słowo, że będzie zimno i nałożyła spodnie.
> teraz tak. nie wiadomo co bedzie za pare lat :)
Wtedy może sobie chodzić nawet z gołym tyłkiem ;-)
Najwyżej pozna na własnej skórze, czy matka miała rację zrzędząc, czy też
nie.
Nauka na własnych błędach jest najbardziej efektywna :) Wiem to z własnego
doświadczenia.
--
PozdrawiaM
> Bo wybitnie niecierpie tandetnych tatuaży z gum. Są paskudne a jeszcze
> gorsze po jednym dniu noszenia :/ I wybitnie nie podobają mi się ręce
> dzieci obtatuażowane od przedramienia po kłykcie palców.
A nie pomyślałaś, że jej samej może się to podobać?
I IMHO chyba to jest ważniejsze.
[tylko błagam - bez argumentów typu "a jak się jej spodoba picie piwa, to
co?" ;-]
--
PozdrawiaM
Pozdrawiam
--
Old Rena
[Renata Gierbisz]
== strona Misia http://misio.7u.pl ==
gg 1813895
> autorytet w tym wieku juz dawno rodzic powinien miec zbudowany.
Powinien, ale z takim podejściem jest to IMHO awykonalne.
> nie uwazam zadnych rodzicow, ktorzy nie pozwalaja na to co ja corce,
> za starch zgredow, z jalowymi zasadami.
A ja owszem.
I podkreślę, że chodzi mi o sytuacje, gdy świat się w żaden sposób nie
zawali, jeśli pozwoli się dziecku na coś nowego, innego, a tylko dziwnie
pojmowane zasady nie pozwalają zmienić rodzicowi swojego sztywnego punktu
spojrzenia.
> jesli taka postawe moja corka widzi, to i bedzie potrafila szanowac
> moje decyzje, jak i innych ludzi.
Ja nie szanowałam i nie szanuję cudzych_nieuzasadnionych_decyzji odnośnie
mojej osoby.
Tak mnie wychowano :)
Dla mnie to jedynie suche rozkazy i nakazy.
--
PozdrawiaM
>>> i nie wyklucza to bynajmniej zakazow. one sa drogowskazami.
>>> nie kazdy chce z nich zrezygnowac. ale nawet jesli to dobrze
>>> wie, ze jest to cos niewlasciwego.
>> Wie jedynie, że coś jest niewłaściwe dla_jego_rodziców, a nie w
>> ogóle.
> i co w tym zlego?
Jest to być może tylko półprawda, a taka nie wystarcza, by traktować ją jako
drogowskaz w życiu.
> "swoje zasady" to w wiekszosci zasady wyniesione z domu.
Niekoniecznie. To nie jest regułą.
Zwłaszcza w sytuacji, gdy zasady panujące w domu rodzinnym były, delikatnie
mówiąc, kretyńskie.
>> I jeśli od zawsze miał wpajane, że "nie, bo nie", bez żadnej
>> sensownej argumentacji, a jedynie z wytłumaczeniem "bo ja mam takie
>> zasady i poglądy", to nauczy się tylko i wyłącznie tego, by w danych
>> kwestiach nie dyskutować z rodzicami (bo to niczego nie zmieni), ale
>> gdy rodziców nie ma, to można żyć po swojemu.
> nikt tutaj nie podal takiej argumentacji.
Złośliwa taką właśnie podała.
Do tej pory nie wiem, co złego widzi w pofarbowaniu się dziewczyny przed
ukończeniem ogólniaka, a jej jedynym argumentem było "Bo takie mam zasady i
moja córka nie będzie się farbować" itp.
> ale jesli teoretyzujemy
> to uwazam, iz argument, "bo sa takie zasady" jest imo dopuszczalnym
> argumentem.
Nie, "bo takie są zasady" lecz "bo takie mam zasady". To znacząca różnica.
--
PozdrawiaM
>> a gdyby wczesniej np byla chora itp tez bys ja puscila ?
>
> Wtedy bym jej powiedziała, że ponieważ była wcześniej chora, to wolałabym,
> by nie ryzykowała wyjściem w samych rajstopach, bo znów się może
> rozchorować.
ale pytanie brzmialo nie co bys powiedziala, czy bys ja pusciala
tak ubrana :)
>
>>> Ale uwierzyła na słowo, że będzie zimno i nałożyła spodnie.
>
>> teraz tak. nie wiadomo co bedzie za pare lat :)
>
> Wtedy może sobie chodzić nawet z gołym tyłkiem ;-)
> Najwyżej pozna na własnej skórze, czy matka miała rację zrzędząc, czy też
> nie.
> Nauka na własnych błędach jest najbardziej efektywna :) Wiem to z własnego
> doświadczenia.
zapewne. sa jednak sytuacje kiedy lepiej jednak uzyc rodzicielskiego
autorytetu :)
iwon(k)a
czyli z jakim?
>
>> nie uwazam zadnych rodzicow, ktorzy nie pozwalaja na to co ja corce,
>> za starch zgredow, z jalowymi zasadami.
>
> A ja owszem.
> I podkreślę, że chodzi mi o sytuacje, gdy świat się w żaden sposób nie
> zawali, jeśli pozwoli się dziecku na coś nowego, innego, a tylko dziwnie
> pojmowane zasady nie pozwalają zmienić rodzicowi swojego sztywnego punktu
> spojrzenia.
to sie jak widac roznimy.
>
>> jesli taka postawe moja corka widzi, to i bedzie potrafila szanowac
>> moje decyzje, jak i innych ludzi.
>
> Ja nie szanowałam i nie szanuję cudzych_nieuzasadnionych_decyzji odnośnie
> mojej osoby.
> Tak mnie wychowano :)
> Dla mnie to jedynie suche rozkazy i nakazy.
oczywiscie. jednak jesli ma to uzasadnienie, moze nawet brzmiaca
dziwnie dla dziecka, i nawet nieakceptowalnie, takie nakazy
zakazy sa jak najbardziej na miejscu.
iwon(k)a
>>> Wie jedynie, że coś jest niewłaściwe dla_jego_rodziców, a nie w
>>> ogóle.
>
>> i co w tym zlego?
>
> Jest to być może tylko półprawda, a taka nie wystarcza, by traktować ją
> jako drogowskaz w życiu.
"byc moze"?? rodzice glownie wychowuja dziecko. jesli maja jakies zasady
wiec chyba naturalna koleja rzeczy jest to, ze chca tego dziecka nauczyc.
>
>> "swoje zasady" to w wiekszosci zasady wyniesione z domu.
>
> Niekoniecznie. To nie jest regułą.
> Zwłaszcza w sytuacji, gdy zasady panujące w domu rodzinnym były,
> delikatnie mówiąc, kretyńskie.
wg kogo kretynskie? wg Nixe? sorki, ale kazdy rodzic (czlowiek) ma
prawo do wlasnych pogladow. jesli dla dziecka wyda sie zakaz picia
przez 13 latka kretynskim, to sory ale czy to ma zostac wyeliminowane?
>
>>> I jeśli od zawsze miał wpajane, że "nie, bo nie", bez żadnej
>>> sensownej argumentacji, a jedynie z wytłumaczeniem "bo ja mam takie
>>> zasady i poglądy", to nauczy się tylko i wyłącznie tego, by w danych
>>> kwestiach nie dyskutować z rodzicami (bo to niczego nie zmieni), ale
>>> gdy rodziców nie ma, to można żyć po swojemu.
>
>> nikt tutaj nie podal takiej argumentacji.
>
> Złośliwa taką właśnie podała.
napisala
"bo JA tego nie akceptuje wśród dzieci szkolnych. Dzieci mogą się wyróżniać
w
każdy inny sposób - niekoniecznie szokować zmieniającym sie kolorem włosów
czy też wyzywającym strojem.
No ale na moje to w dzieciach trzeba ten "odruch" wykształcić, nie wszystko
co pasuje Asi, Zosi, Marioli i Martynie pasuje też Weronice i nie wszystko
co może Mariola, Zosia Krzyś może zrobić też Weronika."
gdzie tu widzisz, "bo nie"?
> Do tej pory nie wiem, co złego widzi w pofarbowaniu się dziewczyny przed
> ukończeniem ogólniaka, a jej jedynym argumentem było "Bo takie mam zasady
> i moja córka nie będzie się farbować" itp.
jw.
>
>> ale jesli teoretyzujemy
>> to uwazam, iz argument, "bo sa takie zasady" jest imo dopuszczalnym
>> argumentem.
>
> Nie, "bo takie są zasady" lecz "bo takie mam zasady". To znacząca różnica.
alez oczywiscie. bo kazdy rodzic ma inne zasady na temat np
kolczyka w nosie. ma prawo do powiedzenia "nie".
iwon(k)a
> To ze dziecko ma w misiu alkohol, znaczy iz wie
>> ze rodzice sa przeciw alkoholowi. i dobrze ze to wlasni wie. wie co jest
> zle
>> dzieki temu. gorzej, gdyby rodzice jawnie podali mu ten alkohol bo
>> chcial.
> To nie ma sensu. Czego chcemy dziecko nauczyć?
to, ze alkohol jest uzywka. w zasadzie jest trucizna komorkowa.
i mlody czlowiek nie bedzie mial wiecej klepek w glowie, a nawet
bym powiedziala, ze mniej jesli bedzie pil ten alkohol. nauczyc o
konsekwencjach alkoholu.
>Że alkohol to owoc zakazany,
> dostępny od dnia 18-tych urodzin i wtedy można już używać go do wypęku?
jesli tak bedziesz uczyla dziecko, to i woszem tak bedzie sie do tego
odnosic.
> Czy
> że alkohol to dodatek do wykwintnego posiłku, na wyjątkowe okazje, pity w
> niewielkich ilościach, w odpowiedniej oprawie, dla smaku, a nie po to,
> żeby
> się upić?
jw.
>Że alkohol nie jest OBOWIĄZKOWYM dodatkiem do każdego
> towarzyskiego spotkania?
jw.
>Dziecko, które w misiu chowa przed rodzicami
> żubrówkę to dla mnie oznaka kompletnej wychowawczej porażki tych
> rodziców.
> To znaczy, że dziecku dorosłość kojarzy się z alkoholem.
jesli byl nauczocny ze tylko dorosly moze pic to i owszem.
>To ja już wolę dać
> Adamowi jawnie spróbować, jak smakuje wino, czy piwo, czy szampan, (przy
> czym, spróbować znaczy spróbować, a nie pić) właśnie po to, żeby nie
> odczuwał potrzeby samodzielnego eksperymentowania z naszym barkiem
> (otwartym
> i dostępnym) i żeby nie dał się namówić na takie eksperymenty kolegom.
a moja corka nawet nie chce sama spobowac, ani nawet kiedy ja spytalam
czy chce skosztowac szampana na sylwestra.
> Wydaje mi się, że w tym wypadku własny przykład działa o wiele lepiej niż
> zakazy. Moi rodzice też nigdy nie zakazywali mi alkoholu.
rozumiem, ze kiedy chcialas sie napic to dawali Ci tyle ile chcialas :>
Jako nastolatka
> dostawałam wino do świątecznego obiadu i szampana na Sylwestra i jakoś
> alkoholiczką nie jestem. Mój brat też nie. Rodzice pili mało i rzadko i my
> oboje też pijemy mało i rzadko (za to dobre rzeczy:) Ani on ani ja nigdy w
> życiu się nie upiliśmy. Uwierzycie??? Ale gdyby rodzicielski barek był
> zamknięty na klucz, włamalibyśmy się do niego na 100%, a zakaz picia
> łamalibyśmy na każdej prywatce:)))) Przez zwyczajną przekorę. Bo zakazany
> owoc automatycznie staje się owocem bardzo pożądanym. Dostępność
> zdecydowanie zmniejsza pożądanie:)))
czy ja gdzies pisalam o ZAKAZIE????? napisalm, iz rodzice
sa przeciw alkoholowi. rozumiem, ze sa rodzice ktorzy nie maja
nic przeciwko alkoholowi wsrod swoich dzieci, nierzadko czytam
kiedy to sami rodzice tego alkoholu dostarczaja. tez tak mozna.
iwon(k)a
> Niech sobie farbuje, dlaczego nie ? Czytajac Twoje posty mam wrazenie,
> ze starasz sie chronic swoich synow przed bledami zyciowymi (zaraz
> zaprzeczysz, ale ja wiem swoje ;-) ).
Wcale nie zaprzeczam.
To jest chyba oczywiste dla każdej mamy.
;-)
Z tym że faktycznie w tym wypadku chodzi o drobiazg, więc może faktycznie
warto pozwolić na popełnienie błędu.
Pozdrowienia.
Basia
>
> marne tlumaczenie. moja corka odpowiada na takie
> typu argument " mnie jest cieplo".
>
Skąd ja to znam ?
Przy tak paskudnej pogodzie chodzi do szkoły z gołą głową a pod dość cienką
kurtką ma tylko podkoszulek z krótkim rękawem i na to kamizelkę polarową.
Również żadne argumenty w rodzaju "zachorujesz" do niego nie trafiają, bo
odpowiada "przynajmniej nie będę chodził do szkoły".
Pozdrowienia.
Basia
>> i nie wyklucza to bynajmniej zakazow. one sa drogowskazami.
>> nie kazdy chce z nich zrezygnowac.
>
>Brzmi to dosc pompatycznie w odniesieniu do farbowania wlosow :-)
>Nie wiem, jaka nauka ma wyplynac dla mlodego czlowieka z tego faktu.
Wszystko w należytym kontekście. Dla mnie wystarczy porozglądać się w
środowisku 13-14 latków, by zauważyć pewną zasadę (oczywiście nie
stuprocentową, ale trend jest dosyć wyraźny): dzieci w tym wieku,
których rodzice dość luźno traktują kwestie wyglądu, ogólnie są dość
luźno wychowywane . Słowo "luźne" bynajmniej nie jest tu określeniem
pozytywnym.
Oczywiście są wyjątki, jak zawsze. Niemniej jednak zauważyłam, że im
większa swoboda w "udorosłowieniu" dziecka, tym wyraźniejsze jest, że
owemu dziecku na zdrowie owa swoboda nie wychodzi.
Faktem jest, że powyższe odnosi się głównie do dziewczynek. Chłopcom
jakoś wygląd nie rzuca się w takim stopniu na mózg.
Agnieszka
--
Proudly (-.-------.- Folk Lore for the Masses -.--------.-)
Presents: ("Kobieta znacznie mniej odpowiada za to, co robi.)
GG:1584 ( Mężczyzna powinien się wstydzić." Jacek Kijewski)
>a moja corka nawet nie chce sama spobowac, ani nawet kiedy ja spytalam
>czy chce skosztowac szampana na sylwestra.
Brałaś kiedyś pod uwagę, że może nie chce spróbować _przy tobie_? Bo
nawet jesli obecnie nie ma pociągu do tej stacji, to peer pressure jest
w pewnym wieku (nie mówię, że akurat w tym wieku, w jaki twoja córka
jest teraz) wystarczajaco mocna, że rodzic może się nawet nie
dowiedzieć, jakie eksperymenty latorośl sobie funduje.
Oczywiście ty w Stanach masz nieco ułatwione zadanie, bo u ciebie zakaz
sprzedaży alkoholu osobom niepełnoletnim jest faktycznie egzekwowany,
niemniej jednak.
Agieszka
| I IMHO chyba to jest ważniejsze.
| [tylko błagam - bez argumentów typu "a jak się jej spodoba picie piwa, to
| co?" ;-]
|
bardziej mi chodził po głowie argument "mamo mam za małe piersi, mogę sobie
powiększyć?" ;)
--
Kasia + prawie 5 letnia Weronika
http://www.weronika.ckj.edu.pl/
gg 181718
> No i co tu zrobić z takim ?
Nie wiem.
Ale może weźcie się z mężem i pojedźcie na jakiś urlop we dwoje.
puchaty
> Wydaje mi się, że w tym wypadku własny przykład działa o wiele lepiej niż
> zakazy. Moi rodzice też nigdy nie zakazywali mi alkoholu. Jako nastolatka
> dostawałam wino do świątecznego obiadu i szampana na Sylwestra i jakoś
> alkoholiczką nie jestem.
My robimy tak samo.
Owszem pijemy czasem w domu alkohol (po jednym piwie wieczorem), z okazji
uroczystości pozwalaliśmy spróbować wina lub szampana.
3 lata temu ze starszym (wtedy 16-latkiem) na Sylwestra w kuchni chatki
otwieraliśmy wspólnie wszystkie butelki (dobrego) wina i z każdej próbowali
po ćwierć kieliszka.
Obecnie ma 19 lat i czasem wypije piwo, chociaż raczej nie lubi ale nawet z
"osiemnastek" swoich kolegów wracał całkowicie trzeźwy. To ja się przyznam
że ja w jego wieku miałam więcej na sumieniu, bo w moim wypadku na I roku
studiów klasycznie zadziałał syndrom "spuszczenia z łańcucha".
Tylko że ze starszym synem nigdy nie miałam żadnych problemów dotyczących
właśnie jego wyglądu (typu farbowanie włosów) ten starszy należy do takiej
frakcji co wygląd jest im całkiem obojętny (chociaż o higienę bardzo dba),
co nosi nie to co modne, ale to co dla niego jest wygodne, je to co mu
smakuje, nie przynależy do żadnej grupy, bo jest zbyt dużym indywidualistą.
No w każdym razie zawsze idzie pod prąd, ale mimo tego ma wśród swoich
znajomych dużą popularność i szacunek.
I dlatego przyznam że teraz problemy 14-latka mnie nieco zaskoczyły, bo
myślałam ze już to przerabiałam.
Pozdrowienia
Basia
Wiesz, moja 14-letnia corka zapytała sie kiedys, czy może zafarbowac włosy
probka farby (ciemny fiolet) z Filipinki. Powiedzialam, ze wolę nie - bo:
- jej naturalny kolor dobrze odpowiada barwie i oprawie jej ócz :-)
- farba nie poprawi kondycji wlosow
- kiedy, jak nie teraz, ma blyszczec swoją naturalną, młodzieńczą urodą
Przekonałam ;-)
Pozdrowienia,
Lila
> Użytkownik "Nixe" <ni...@faupe.peel> napisał
>| Przecież włosów nie farbuje się tylko i wyłącznie w celu szokowania, ale
> też
>| (a może przede wszystkim) w celu polepszenia swojego wyglądu (a tym samym
>| samopoczucia).
>|
> polepszeniem swojego wyglądu wg dziecka może byc też tatuaż na czole, może
> być chodzenie w obszarpanej bluzce do szkoły, odsysanie tłuszczu,
> zwiększenie piersi, korekta nosa
Dorośli mają identycznie, nie rozumiem rozróżnienia.
>... Moim zadaniem jest utwierdzać moje dziecko w tym ze
> jest śliczną, kochaną córeczką akceptowaną przez wszystkich ( pomimo wady
> zgryzu )
IMO błąd. Zadaniem rodziców jest budować w dziecku poczucie samoakceptacji
bez względu na opinie otoczenia.
> i nie musi się upiększać żeby się przypodobać reszcie bo dla mnie
> jest najpiękniejsza na świecie :)
Dla Ciebie jest, dla tatusia pewnie też ale w szkole nagle się okaże, że
inne mają bardziej/mniej...
> Gdybym w pewnym momencie powiedziała "tak,
> możesz ufarbować włosy bo wygladasz niekorzystnie" to by było jak olewactwo,
> jakby wszystko co do tej pory mówiłam i w co wierzyłam było jednym wielkim
> oszustwem i zwodzeniem.
Bo było.
IMO nie rzecz w tym by się sobie podobać lub nie ale w tym by się wyglądem
nie przejmować zanazbyt. Bo nikt nie jest doskonały a problem jeśli chcesz
zawsze w lustrze wypatrzysz. Dlatego niech się i pofarbuje syn Basi - jego
sprawa. IMO to pierwszy poważny krok w stronę świadomości, że wygląd nie
jest taki ważny (szczególnie dla faceta).
puchaty
> Jak nie pozwole
> zafarbowac w domu to zrobi to na kolonii,tam co druga osoba farbuje wlosy.
Wyslę na kolonie karne albo z Radiem Maryja!
--
s i w a
w pozyczonym berecie
| >... Moim zadaniem jest utwierdzać moje dziecko w tym ze
| > jest śliczną, kochaną córeczką akceptowaną przez wszystkich ( pomimo
wady
| > zgryzu )
|
| IMO błąd. Zadaniem rodziców jest budować w dziecku poczucie samoakceptacji
| bez względu na opinie otoczenia.
|
myślałam że to samo napisałam ?
To ze otoczenie nas akceptuje to zasługa tego że sami się akceptujemy ( a
sami się akceptujemy wtedy kiedy nasze kompleksy nie trafiają na podatny
grunt który w pierwszych latach życia to rodzina ) - IMHO oczywiście.
| > i nie musi się upiększać żeby się przypodobać reszcie bo dla mnie
| > jest najpiękniejsza na świecie :)
|
| Dla Ciebie jest, dla tatusia pewnie też ale w szkole nagle się okaże, że
| inne mają bardziej/mniej...
|
a co mnie interesuje co inne dzieci mają w szkole ? Gdyby wszystkie dzieci w
zimę nagle przyszły bez butów do szkoły to znaczy że ja w ramach
solidarności mam puścić dziecko również bez butów ?
Kiedy można pozwolić a nawet lekko popchnać w stronę solidarności - to można
a kiedy kłóci się to z naszym rozsądkiem to czemu mam niby popierać ? Ja
jestem ostatnią z tych co to wskakuja w ogień bo przywódca tak powie :/
Niestety, spotkałam się z tym problemem już teraz - "mamo a Martyna
powiedziała że ja się brzydko ubieram" - nie szaleję jednak i nie zmieniam
garderoby córki pod dyktando Martyny tylko tłumaczę dziecku że są różne
style ubierania się i ze akurat to co się podoba Martynce niekoniecznie musi
się jej podobać - z góry mówię że 3/4 ciuchów córki to rzeczy które ona lubi
nosić i akceptuje je.
|
| IMO nie rzecz w tym by się sobie podobać lub nie ale w tym by się wyglądem
| nie przejmować zanazbyt.
|
ooo własnie :) I tu chyba kryje się cały sekret - no ale wiadomo, są dzieci
które się nie przejmują a są i takie co to przeżywają strasznie. Dlatego
IMHO potrzebne są jakieś zasady.
> wyszłam .... z czerwienią strażacką na włosach.
wyglada na to, ze masz, hmm... zle doswiadczenia w kwestii farbowania
wlosow. nie dosc, ze decyzja wyszla od mamy, to jeszcze nie wyszlo -
IMHO najgorsza kombinacja :)
moze jednak nie przerzucaj emocji z tym zwiazanych na swoje decyzje jako
rodzica?
-- kasica
Napiszę coś z perspektywy osoby, której _zawsze_ jest za ciepło i której zawsze
wszyscy mówia 'ubierz się cieplej'.
(I, która wcale nie choruje częściej niż reszta znanej mi populacji)
Odczepcie się !
Jesteśmy dorośli i naprawdę wiemy jak sie mamy ubrać!
To jest makabrycznie denerwujące jak wszyscy wiedzą lepiej co powinnam włożyć,
zeby mi było 'ciepło' a ja w danej rzeczy czuje się jak kurczak na rożnie.
Pozdrawiam
MOLNARka ... o matko Ty znowu rozgogolona :-)
| moze jednak nie przerzucaj emocji z tym zwiazanych na swoje decyzje jako
| rodzica?
|
nie dorabiaj ideologii :) Moje doświadczenia z farbowaniem włosów ( a jakby
nie było trwają już 10 lat ) nie mają nic współnego z tym czy podobają mi
się takie włosy u 14 latki czy też nie.
> jestem ostatnią z tych co to wskakuja w ogień bo przywódca tak powie :/
Masz dystans do przywódców i tego też oczekujesz od Weroniki. Ale
równocześnie oczekujesz, że będzie się podporządkowywać Tobie dlatego, że
tak? Nie bardzo też sobie wyobrażam, jak chcesz nauczyć córkę
nieprzywiązywania zbytniej wagi do wyglądu, skoro sama piszesz, jak bardzo
Ci na takim a nie innym wyglądzie zależy.
Małgosia
Nie bardzo też sobie wyobrażam, jak chcesz nauczyć córkę
| nieprzywiązywania zbytniej wagi do wyglądu,
|
nieprawda - nigdzie nie pisałam że chcę jej tego nauczyć. Chcę wykształcić w
niej niepoddawanie się opiniom i sugestiom klasowego guru. Bo nie wierzę że
dziecko które akceptuje swój wygląd przez 14 lat, które same sobie się
podoba na raz stwierdza że ma krzywy nos, odstające uszy, za małe piersi i
że wypadałoby coś zrobić z włosami - musi to byc podyktowane chwilowym
zauroczeniem kimś kto akurat ma wpływ na dziecko.
> chodzenie w obszarpanej bluzce do szkoły,
<nieufnie>To jakaś patologia jest?
--
s i w a
300 łat na dżinsach...
to se ne wrati...
No ale cały wątek zaczął się od nastolatka, który chciał poeksperymentować z
fryzurą, a eksperymentowanie w tym wieku jest rzeczą naturalną i
niekoniecznie jest związane z brakiem samoakceptacji czy też zgubnym wpływem
kogokolwiek. Chciał zrobić coś, co tysiące ludzi codziennie robi w zaciszu
swoich domów i nikogo to nie bulwersuje. Ani nie jest tematem na pierwsze
strony kolorowych piśmideł jak poprawianie nosa (Kayah), uszu (moda
komunijna) czy piersi (a nie wiem kto tam sobie na przestrzeni ostatnich 10
lat coś powiększał/pomniejszał). I jakkolwiek jestem w zasadzie przeciwna
farbowaniu włosów przez młodzież, to jednak gdy widzę w jednym rzędzie coś o
piersiach (choć, na litość, tego chyba syn Basi nie zamierza na razie
zmieniać) i o farbowaniu włosów, to mi się przypomina hrabia Fredro i jego
"znaj proporcją, mociumpanie"...
Agnieszka
>|> polepszeniem swojego wyglądu wg dziecka może byc też tatuaż na czole,
> może
>|> być chodzenie w obszarpanej bluzce do szkoły, odsysanie tłuszczu,
>|> zwiększenie piersi, korekta nosa
>| Dorośli mają identycznie, nie rozumiem rozróżnienia.
> nie rozumiesz jaka jest różnica między 40-latką a 14-latką ?
Biorąc pod wzgląd aspekty, które wywołują chęć tej zmiany - nie rozumiem.
> Nie wierzę że gdyby szczęscie Twojego dziecka zależało od tego czy ma
> miseczkę w rozmiarze D czy A to zgodziłbyś się na powiększenie piersi swojej
> pociesze ;)
Jeżeli jej szczęście by od tego zależało to byłaby to moja porażka jako
rodzica. A wtedy mogę sobie pozwalać lub nie - bez znaczenia.
>|>... Moim zadaniem jest utwierdzać moje dziecko w tym ze
>|> jest śliczną, kochaną córeczką akceptowaną przez wszystkich ( pomimo
> wady
>|> zgryzu )
>| IMO błąd. Zadaniem rodziców jest budować w dziecku poczucie samoakceptacji
>| bez względu na opinie otoczenia.
> myślałam że to samo napisałam ?
> To ze otoczenie nas akceptuje to zasługa tego że sami się akceptujemy ( a
> sami się akceptujemy wtedy kiedy nasze kompleksy nie trafiają na podatny
> grunt który w pierwszych latach życia to rodzina ) - IMHO oczywiście.
W grunicie rzeczy w nawiasie napisałaś, że akceptujemy siebie jeśli
otoczenie nas akceptuje a na początku życia jest tym otoczeniem rodzina.
Czyli otoczenie nas akceptuje jak my siebie akceptujemy a my siebie
akceptujemy jak akceptuje nas otoczenie:-/
Otóż wydaje mi się, że nie do końca tak jest. Wydaje mi się, że nie wolno
chronić dziecka przed nieakceptacją ale raczej sprawiać by czuło się
możliwie dobrze niezależnie od poziomu akceptacji jakie dostaje od
otoczenia.
>|> i nie musi się upiększać żeby się przypodobać reszcie bo dla mnie
>|> jest najpiękniejsza na świecie :)
>| Dla Ciebie jest, dla tatusia pewnie też ale w szkole nagle się okaże, że
>| inne mają bardziej/mniej...
> a co mnie interesuje co inne dzieci mają w szkole ?
Mówię o Twoim dziecku.
>| IMO nie rzecz w tym by się sobie podobać lub nie ale w tym by się wyglądem
>| nie przejmować zanazbyt.
> ooo własnie :) I tu chyba kryje się cały sekret - no ale wiadomo, są dzieci
> które się nie przejmują a są i takie co to przeżywają strasznie.
A ja myślę, że wpierw są rodzice, którzy się nie przejmują i tacy, co
przeżywają strasznie.
> Dlatego
> IMHO potrzebne są jakieś zasady.
Jeśli się chce wpływać na dziecko a nie na siebie - jak najbardziej.
puchaty
> Czy już możemy zakończyć tą dyskuję ? :)
Niby jak mamy to zrobić?
puchaty
Zauważ, że ja się w ogóle w dyskusji o pozwalaniu nie udzialałam.
Mnie tylko zadziwiło postawienie w jednym rzędzie farbowania włosów i
korekty piersi ;-)
Agnieszka
> Mrówka <mrow...@buziaczek.pl> napisał(a):
>
> > Jak nie pozwole
> > zafarbowac w domu to zrobi to na kolonii,tam co druga osoba farbuje wlosy.
>
> Wyslę na kolonie karne
>
Żeby po powrocie śmierdział fajkami?
> albo z Radiem Maryja!
>
Wróci z ufarbowanymi pod moherowym beretem.
--
Jarek
Kamil 27.11.98, Police
To tylko moje prywatne opinie.