Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

Milosc to tylko - fenyloetyloamina

126 views
Skip to first unread message

Kasia Rysik

unread,
May 22, 2000, 3:00:00 AM5/22/00
to
To wedlug Ciebie czlowiek jest jak zwierze, pozbawiony calkowicie uczuc
wyzszych?

Kasia

Uzytkownik "BlackGhost" <black...@warsaw.com.pl> napisal w wiadomosci
news:39284C3A...@warsaw.com.pl...
> Tak, fenyloetyloamina jest substancja nalezaca do grupy amin i
> najbardziej zblizona do - amfetaminy. Wywoluje ona euforie, oraz bardzo
> przyjemne doznania zwane miloscia. Wytwarza sie ona na widok tzw.
> ukochanej osoby i co ciekawsze - silnie uzaleznia psychicznie (na cale
> zycie) podobnie jak opiaty. Skutki ujemne sa liczne a miedzy innymi:
> otepienie, spadek zdolnosci do nauki, degradacja spoleczna. Osoba
> znajdujaca sie na glodzie fenyloetyloaminowym potrzebuje kontaktu
> (czesto za wszelka cene) drugiej osoby, aby pod wplywem jej wytworzyla
> sie fenyloetyloamina, to tez powoduje ze dosc czesto (jak nie zawsze)
> musi zdobyc coraz wieksze ilosci pieniedzy, aby podkupic swoja
> "ukochana" osobe, zeby jej np. nie zostawila. Najciekawsze jest to, ze w
> momencie naglego braku fenyloetyloaminy powstaje szok oraz ciezki glod
> fenyloetyloaminowy, ktory czasami prowadzi np. do samobojstw, itp.
> Brakiem oczywiscie jest porzucenie kochanka lub kochanki. Dokladny
> odpowiednik jest w zblizonej do fenyloetyloaminy - amfetaminy - srodka
> psychotropowego wpisanego na liste narkotykow. Podsumowujac wszystko
> razem do kupy odoba ktora "kochamy" jest niczym wiecej jak dealerem
> narkotykowym, a sama definicja fenyloetyloaminy zostala udowodniona w
> sposob racjonalny i naukowy, wiec fakt jej dzialania i istnienia jest
> oczywisty.
>
> Black Ghost
>

archemagik

unread,
May 22, 2000, 3:00:00 AM5/22/00
to

"BlackGhost" <black...@warsaw.com.pl> wrote in message

news:39284C3A...@warsaw.com.pl...
> Tak, fenyloetyloamina jest substancja nalezaca do grupy amin i
> najbardziej zblizona do - amfetaminy. Wywoluje ona euforie, oraz bardzo
> przyjemne doznania zwane miloscia. Wytwarza sie ona na widok tzw.
> ukochanej osoby i co ciekawsze - silnie uzaleznia psychicznie (na cale
> zycie) podobnie jak opiaty. Skutki ujemne sa liczne a miedzy innymi:
> otepienie, spadek zdolnosci do nauki, degradacja spoleczna. Osoba
> znajdujaca sie na glodzie fenyloetyloaminowym potrzebuje kontaktu
> (czesto za wszelka cene) drugiej osoby, aby pod wplywem jej wytworzyla
> sie fenyloetyloamina, to tez powoduje ze dosc czesto (jak nie zawsze)
> musi zdobyc coraz wieksze ilosci pieniedzy, aby podkupic swoja
> "ukochana" osobe, zeby jej np. nie zostawila. Najciekawsze jest to, ze w
> momencie naglego braku fenyloetyloaminy powstaje szok oraz ciezki glod
> fenyloetyloaminowy, ktory czasami prowadzi np. do samobojstw, itp.
> Brakiem oczywiscie jest porzucenie kochanka lub kochanki. Dokladny
> odpowiednik jest w zblizonej do fenyloetyloaminy - amfetaminy - srodka
> psychotropowego wpisanego na liste narkotykow. Podsumowujac wszystko
> razem do kupy odoba ktora "kochamy" jest niczym wiecej jak dealerem
> narkotykowym, a sama definicja fenyloetyloaminy zostala udowodniona w
> sposob racjonalny i naukowy, wiec fakt jej dzialania i istnienia jest
> oczywisty.
>
> Black Ghost

Czyli okazuje sie ze tak zwana "milosc" to jedynie narkotyczne odurzenie
wywolane prostacka mieszanka chemiczna. Mam wiec tzw. "milosc" jako kolejna
rzecz ktora moge zaliczyc do swiata zwidow i urojen, zaliczyc ja do panteonu
mitow i reliktow dziecinnej naiwnosci i beztroski. Trafi ona tam jako
kolejna po religii, zielonych ludzikach latajacych na talerzach, "szczesciu
zycia", itd. Choc sie zastanawialem kiedykolwiek wczesniej czy mozna w to
wierzyc ?

Archemagik
***********
"Pytania sa zawsze ciekawsze niz odpowiedzi"
Madrosc chinska

archemagik

unread,
May 22, 2000, 3:00:00 AM5/22/00
to

"gusiana" <gus...@wb.home.pl> wrote in message
news:1l6W4.13647$zA1.3...@news.tpnet.pl...
>
> archemagik napisał(a) w wiadomości: <3928...@security.net.pl>...

> >"BlackGhost" <black...@warsaw.com.pl> wrote in message
> >news:39284C3A...@warsaw.com.pl...
>
> >Czyli okazuje sie ze tak zwana "milosc" to jedynie narkotyczne odurzenie
> >wywolane prostacka mieszanka chemiczna. Mam wiec tzw. "milosc" jako
kolejna
> >rzecz ktora moge zaliczyc do swiata zwidow i urojen, zaliczyc ja do
> panteonu
> >mitow i reliktow dziecinnej naiwnosci i beztroski. Trafi ona tam jako
> >kolejna po religii, zielonych ludzikach latajacych na talerzach,
"szczesciu
> >zycia", itd. Choc sie zastanawialem kiedykolwiek wczesniej czy mozna w to
> >wierzyc ?
> Hmm.. A ja sie zastanawiam, dlaczego?
> Bo przecież do wszystkiego można podejść w sposób naukowy.. np. myślenie
też
> jest procesem chemicznym.. też do lamusa?

Gusiano, myslenie jest procesem jak najbardziej rzeczywistym i odnoszacym
sie do rzeczywistosci. Rzucasz kamieniam w moja glowe i leci mi krew. Jesli
myslisz racjonalnie, to wiesz, ze drugi rzut kamieniem w moj leb spowoduje
taki sam skutek. Inny przyklad wynalzki: ktos wymyslil komputery i zrobil
rzecz bardzo przydatna, co jest tu namacalnie odczuwalne. Nie wspomne setek
innych wynalazkow, np. w genetyce i medycynie (choc nie tylko), dzieki
ktorym wiele juz zawdzieczamy. Nie jest to wiec zaden swiat fantazji mimo iz
myslenie wywolane jest elektrochemicznym procesem. Myslenie jest wiec ze
wszechmiar przydatne. Natomiast jak sie ma sprawa z fenyloetyloaminowym
odurzeniem zwanym powszechnie "miloscia" ? Otoz jest to po prostu zwykle
odurzenie narkotyczne przenoszace Ciebie w swiat halucynacji i wychcianej
rzeczywistosci. Rzeczywiscie, kiedys gdy jeszcze mialem nieprzyjemnosc
zapadania na ta chorobe, to pamietam, ze moje obiekty westchnien, byly
niewiadomo jakie naj, naj, bez wad co nawet smialem wtedy twierdzic. Po
uplywie roku, dwoch ze swiata narkotycznego amoku wracalem na ziemie i
okazywalo sie ze ani ja nie jestem juz dla mej partnerki naj ani ona dla
mnie. Stawalismy sie dla siebie tak samo nudni i zniecheceni soba. Nie
dzialaly juz zaklecia wypowiadane w swietle ksiezyca i uniesienia typowe dla
romantycznych poetow. Swiat szklanej kuli w ktorym zylismy pekl, choc co
ciekawe zachowywalismy sie tak samo i probowalismy byc tacy sami jak zawsze,
ale po prostu magia juz nie dzialala. Dlaczego ? Dzis ta magia okazuje sie
byc prostym narkotykiem jakim nasz organizm nas szprycuje. Jesli jestesmy
tacy wspaniali, a wartosci jakie nosimy w sobie powinny byc przez nas
oceniane jako wspaniale same w sobie, to dlaczego organizm uzywa do tego
chemii i musi nas odurzac ? Czyzby wartosci same w sobie jakie kobieta wobec
mezczyzny prezentuje nie byly wystarczajace do wywolania fascynacji u
partnera ? Organizm jednak ma to gdzies, bo nas szprycuje. Nie wierzy ze
sobie bez jego srodkow odurzajacych poradzimy i ze sie soba zachwycimy bez
tego. Dowodem na krotkowzrocznosc i pozornosc tej prozaicznej chemii, na
ktorej wiekszosc wrecz marzy zbudowac swe najwieksze szczescie jest to, ze
dzis wiekszosc zwiazkow sie rozpada. Rozwody i flirty to rzecz bedaca dzis w
rekordowej ilosci. "Milosc" wiec to kolejny relikt, ktory dla jednych
najwiekszym szczesciem, okazal sie byc chwilowym zwyklym narkotycznym
zakloceniem naszej swiadomosci.

Wyrazy szacunku

Archemagik
**************
"Pytania sa ciekawsze niz odpowiedzi"

Maciek Pasternacki

unread,
May 22, 2000, 3:00:00 AM5/22/00
to
Dnia Sun, 21 May 2000 22:51:06 +0200, BlackGhost przypadkowo uderzyl/a klawisze:
>[fenyloalanina] silnie uzaleznia psychicznie (na cale
>zycie) podobnie jak opiaty.
No cóż... fenyloalanina (czyli PEA) jest analogiczna do *amfetaminy*.
Amfetamina a opiaty to jest duża różnica (patrz: http://www.lycaeum.org,
http://www.hyperreal.art.pl). Amfetamina (która działa na receptory
przeznaczone do odbierania PEA) działa *pobudzająco*, a opiaty, które działają
na receptory przeznaczone do odbierania endorfin, działają uspokajająco i
wywołują uczucia pełnego zaspokojenia potrzeb i sennej błogości (nie, nie wiem
tego z własnych doświadczeń). Endorfiny też mają co nieco wspólnego z miłością
- tylko rozróżnia się stan 'zakochania' (oparty na PEA) i stan 'miłości'
(oparty na endorfinach). Jak łatwo się domyśleć, ten drugi stan jest
spokojniejszy, stabilniejszy i silniejszy.

>Black Ghost
Hm?
Zabawne...
Ostatnio chyba Cie splonkowalem, czy nie?

--japhy

--
__ Maciek Pasternacki <ja...@moo.pl> [ http://moo.pl/~japhy/ ] -><-
`| _ |_\ / GCM/MU>CS/AT d-? s:-- a--- C++(+++) UL++>++++$ P L+++ E--- W-
,|{-}|}| }\/ N++ w--- O? M-- V? PS+++ !PE PGP-- t+ X++(-) R tv-- b++>+++ DI++
\/ |____/ D-- G++ e* h* -><- [ finger me for more info ] -><-

Maciek Pasternacki

unread,
May 22, 2000, 3:00:00 AM5/22/00
to
Dnia Mon, 22 May 2000 10:56:17 +0200, archemagik przypadkowo uderzyl/a klawisze:

>Czyli okazuje sie ze tak zwana "milosc" to jedynie narkotyczne odurzenie
>wywolane prostacka mieszanka chemiczna. Mam wiec tzw. "milosc" jako kolejna
>rzecz ktora moge zaliczyc do swiata zwidow i urojen, zaliczyc ja do panteonu
>mitow i reliktow dziecinnej naiwnosci i beztroski. Trafi ona tam jako
>kolejna po religii, zielonych ludzikach latajacych na talerzach, "szczesciu
>zycia", itd. Choc sie zastanawialem kiedykolwiek wczesniej czy mozna w to
>wierzyc ?
>
Nie tylko... to *nie* tylko jedna reakcja biochemiczna, to jest proces na tyle
złożony, że nawet częściowe wyjaśnienie go nic mu nie ujmuje (przynajmniej w
moim postrzeganiu). Tak samo jak nic nie ujmuje myśleniu i uczuciom fakt, że
są one tylko zbiorem kilku na krzyż reakcji biochemicznych i interakcji między
neuronami.

--Irving Washington

archemagik

unread,
May 22, 2000, 3:00:00 AM5/22/00
to

"Maciek Pasternacki" <ja...@jessie.lonet.gdynia.pl> wrote in message
news:slrn8iie27...@jessie.lonet.gdynia.pl...

> Dnia Mon, 22 May 2000 10:56:17 +0200, archemagik przypadkowo uderzyl/a
klawisze:
> >Czyli okazuje sie ze tak zwana "milosc" to jedynie narkotyczne odurzenie
> >wywolane prostacka mieszanka chemiczna. Mam wiec tzw. "milosc" jako
kolejna
> >rzecz ktora moge zaliczyc do swiata zwidow i urojen, zaliczyc ja do
panteonu
> >mitow i reliktow dziecinnej naiwnosci i beztroski. Trafi ona tam jako
> >kolejna po religii, zielonych ludzikach latajacych na talerzach,
"szczesciu
> >zycia", itd. Choc sie zastanawialem kiedykolwiek wczesniej czy mozna w to
> >wierzyc ?
> >
> Nie tylko... to *nie* tylko jedna reakcja biochemiczna, to jest proces na
tyle
> złożony, że nawet częściowe wyjaśnienie go nic mu nie ujmuje (przynajmniej
w
> moim postrzeganiu). Tak samo jak nic nie ujmuje myśleniu i uczuciom fakt,
że
> są one tylko zbiorem kilku na krzyż reakcji biochemicznych i interakcji
między
> neuronami.


Hmm....... niezaleznie od zlozonosci procesow pozostaje nam przyjrzec sie
efektowi koncowemu, ktory skrzetnie i sprytnie pominales. Jaki on jest ? Ano
taki, ze fenyloetyloamina ma dzialanie narkotyczne, a w procesach myslowych,
choc tez sa one chemiczne, nie zachodza zadne narkotyczne stany, no w kazdym
razie nie takie ktore by pacjenta przenosily w swiat halucynacji i oderwania
od rzeczywistosci co jest tak typowe dla niepowaznie i nieracjonalnie
myslacych o sobie i swiecie "zakochanych". Nie wolno wiec chyba tak
pochopnie sprowadzac tu jednego do drugiego. Powszechnie wiadomo jest, ze
pod wplywem halucynogennych (nie oszukujmy sie i nazwijmy to po imieniu)
stanow milosnych rzeczywistosc zaczyna byc wykrzywiana. Jesli brales
kiedykolwiek "milosne" odurzenie w calym spektrum zjawiska, to na pewno sie
z tym zgodzisz. Zwykly partner/ka nagle zaczyna byc najpiekniejsza/y na
swiecie, najmadrzejszy/a, dobry/a ze wszechmiar, bez wad, etc. Odurzona
fenyloetyloamina osoba po prostu nie 'kocha" rzeczywistej osoby a swoja
narkotyczna i wyidealizowana projekcje tej osoby. Jesli sie znajdowales
kiedys w tym chorym stanie wiesz o co mi chodzi. Oczywiscie mozemy probowac
sie tu przekonywac, ze nie poddawalismy sie podczas "zakochania" takim
niepowaznym mitom, Ty, czy ja. Jednak faktem pozostaje, ze wiekszosc ludzi
bierze to calkiem serio i naprawde w to wierzy. Moja siostra na przyklad
kiedys "zakochala" sie w jednym chlopaku i wszedzie zaczela widziec jemu
podobnych. Powiedziala mi nawet ze ja tez jestem do niego bardzo podobny, co
oczywiscie bylo jawna halucynacja, bo tamten byl kruczym brunetem, a ja
jestem blondynem, tamten mial niebieskie oczy, a ja mam piwne, tamten byl
bardzo wysoki, ja jestem nizszy od niego, etc. Zauwazylem ze jest to typowy
proces dla zakochanych iz w kazdym staraja sie dostrzec te upragniona osobe.
Dzis gdy juz sie wyleczyla z choroby, pytam ja czy jestem naprawde do niego
podobny, ona mowi ze nie wie dlaczego tak to klasyfikowala. Po prostu zyla w
swiecie zaklocenia procesow myslowych i zaburzonej percepcji rzeczywistosci,
podobnie jak zyja ci ktorzy pala trawe i widza biale myszki plynace w rzece
smietany wylewajacej sie z ich kolan. Innym przykladem jest idealizowanie
"obiektu westchnien". Otoz "zakochani" czesto wyolbrzymiaja cechy
"pozytywne" wygladu czy charakteru owego "obiektu". Dwa razy w zyciu mialem
taka smieszna sytuacje. Raz to bylo wziete z zycia mego znajomego. Kiedys
"zakochana" w nim dziewczyna powiedziala publicznie na imprezie, ze jej
chlopak jest podobny do Kevina Costnera. Wszyscy buchneli smiechem gdy to
uslyszeli, wlacznie z nim samym na czele, bowiem nikt sie w nim nigdy
przedtem tego nie mogl dopatrzec. Na dodatek nasz bohater byl pryszczaty,
nosil okulary i mial nawet lekkiego zeza, co bylo tym bardziej dziwne skad
ta analogia. Na koniec dziewczyna poplakala sie, ze wszyscy sie z niej
zasmiali i wyszla z imprezy sama obrazona na wszystkich. Inny przyklad
wyczytalem w prasie. Kiedys jedna z pan w wywiadzie powiedziala, ze jej maz
podoba sie jej dlatego, ze "ma urode w stylu Harrisona Forda". Jakby na
zlosc tej pani gazeta ta zamiescila zdjecie jej i meza, ale jak slowo daje z
Harrisonem Fordem mial on w wygladzie mniej wiecej tyle wspolnego, co np.
Barbara Labuda z Pamela Anderson.
Najciekawsze jest to, ze potem gdy dzialanie chemii juz jest prawie zerowe,
to najczesciej slyszymy to slynne: "Co ja w nim widzialam ?" albo "To nie
ten". Pacjent/ka mysli, ze sie po prostu pomylila, a to po prostu chemia juz
nie dziala. Potem mamy cale pasmo schodzenia sie i rozchodzenia, pozniej
rozwodow i niezliczonych flirtow pozamalzenskich, etc. Zatem "jedzmy i
pijmy, bo i tak jutro pomrzemy" ? Otoz wszystko zalezy od punktu widzenia.
Jesli ktos nie moze np. obyc sie sam w zyciu, nie przejawia dekadenckiego
nastawienia antyspolecznego, to niech sie wiaze w jakis zwiazek, Free
country, free World. Zalozmy ze z racjonalnego punktu widzenia jest to
bardzo komus wygodne. Bedzie chcial miec kiedys np. dzieci, a potem wnuczki,
z ktorymi bedzie sobie chcial na stare lata pojsc na spacer lub na ryby co
jakis czas. Inny lubi nadmiernie pociupciac (bardzo czeste u facetow) i nie
chce mu sie chodzic do agencji i jeszcze za to placic. Wiaze sie wiec tylko
z tego powodu, zonie wmawiajac ze ja "bardzo kocha". Znam takich przypadkow
mnostwo. Aktualnie wiekszosc moich ochajtanych juz kumpli przyznalo mi sie
juz, ze milosc to bzdura i krotkie zauroczenie, ktore juz dawno im
przeminelo i doszli do wniosku, ze oni ohajtali sie tylko z lenistwa,
poniewaz chca sobie po prostu pociupciac bez zbytniego zabiegania o to
gdzies daleko. Mowia ze zona nie wzbudza w nich juz swoja osoba
jakiejkowlwiek fascynacji. Nie wiedza co ich tak przedtem w niej rozpalilo.
Dodaja tez czasem, ze zona ma na przyklad mieszkanie i jej pensja dolozona
do mojej to juz cos co daje zyc i jest to nawet przedsiebiorcze (inni mowia
ze maja mniej forsy przy zonie niz mieli bez niej, ale to juz brak
przedsiebiorczych rozwiazan, he, he, he). Jesli wiec ktos sie racjonalnie
z druga osoba wiaze z takich praktycznych wzgledow to jest to juz jakos
uzasadnione. To co piszesz powyzej o nie do konca jeszcze zbadanych
procesach chemicznych, mozna by potraktowac jako cos juz zupelnie rozne od
stanu fenyloetyloaminowego odurzenia. Juz nie milosc, a po prostu
racjonalizm przechodzacy w jakis stan zaakceptowania drugiej osoby jako
czesci swego zycia. Jakies przywiazanie, moze nawet fascynacje, ale
fascynuja nas przez cale zycie przeciez rozne osoby, nawet z tej samej co my
plci, wiec czy to tez jest od razu milosc ? Nie. Po prostu moga to byc
procesy juz z tym pojeciem kompletnie nie zwiazane. Nic z tego nie
znajdziesz w "odach do milosci" nawiedzonych i nieracjonalnie myslacych
romantycznych poetow XIX wieku. Oni tam wszyscy jada na haju
fenyloetyloaminy, wcale co gorsza o tym nie wiedzac. Ale to nie ich wina,
takie mieli czasy, a medycyna byla wtedy na niskim poziomie. Natomiast
wszystkich romantykow dzis zyjacych, poetyckie dusze piszace "ody do
milosci", i innych czekajacych na wielka "milosc" swego zycia jako jego
spelnienie i cel, trzeba by chyba zaczac po prostu powoli leczyc. Zyja wciaz
w atawistycznej rzeczywistosci XIX wieku. Czy fenyloetyloamina, czy pozniej
endorfina, zawsze to jednak chemia, tak czy inaczej, na ktora organizm sie
coraz bardziej uodporni i juz. Wielkiej milosci ani sladu w naszym smutnym
swiecie. Jesli bedziesz chcial bronic dalej idei milosci jako
niepowtarzalnego i tajemniczego uczucia z krainy krolewny sniezki, zastanow
sie czy nie jest to jakies wychcianie tego lub autosugestia. Popatrz na
zwiazki i ich trwalosc i odpowiedz sobie szczerze jak jest ?

Archemagik
***********
"Pamietaj, tylko smierc jest pewna"
Hellhammer.

Pare linkow do tematu, zeby nie bylo ze jestem goloslowny:

http://ftp.complex.com.pl/~wisienka/milosc.htm

http://www.gwiazdy.com.pl/13_98/2.htm

http://www.ds2.pg.gda.pl/~krash/chemia.htm#top

http://www.silesia.com.pl/Chatka/Kangur/female/alchemiaeros.htm

http://www.free.com.pl/bielun/dok1.html


BlackGhost

unread,
May 22, 2000, 3:00:00 AM5/22/00
to
Maciek Pasternacki wrote:
>
> Dnia Sun, 21 May 2000 22:51:06 +0200, BlackGhost przypadkowo uderzyl/a klawisze:
> >[fenyloalanina] silnie uzaleznia psychicznie (na cale
> >zycie) podobnie jak opiaty.
> No cóż... fenyloalanina (czyli PEA) jest analogiczna do *amfetaminy*.
> Amfetamina a opiaty to jest duża różnica (patrz: http://www.lycaeum.org,
> http://www.hyperreal.art.pl). Amfetamina (która działa na receptory
> przeznaczone do odbierania PEA) działa *pobudzająco*, a opiaty, które działają
> na receptory przeznaczone do odbierania endorfin, działają uspokajająco i
> wywołują uczucia pełnego zaspokojenia potrzeb i sennej błogości (nie, nie wiem
> tego z własnych doświadczeń). Endorfiny też mają co nieco wspólnego z miłością
> - tylko rozróżnia się stan 'zakochania' (oparty na PEA) i stan 'miłości'
> (oparty na endorfinach). Jak łatwo się domyśleć, ten drugi stan jest
> spokojniejszy, stabilniejszy i silniejszy.
>
> >Black Ghost
> Hm?
> Zabawne...
> Ostatnio chyba Cie splonkowalem, czy nie?
>
> --japhy
>
> --
> __ Maciek Pasternacki <ja...@moo.pl> [ http://moo.pl/~japhy/ ] -><-
> `| _ |_\ / GCM/MU>CS/AT d-? s:-- a--- C++(+++) UL++>++++$ P L+++ E--- W-
> ,|{-}|}| }\/ N++ w--- O? M-- V? PS+++ !PE PGP-- t+ X++(-) R tv-- b++>+++ DI++
> \/ |____/ D-- G++ e* h* -><- [ finger me for more info ] -><-
Kolego piszesz, a nie rozumiesz moich slow. Chodzilo mi o sile
uzaleznienia, a nie odczucia. Jesli byles np. uzalezniony od opiatow i
rzuciles ten nalog to jak ktos Ci pokaze lub podstawi pod nos np. kompot
po nawet 20 latach po odwyku to cie moze tak kopnac, ze sie nie
powstrzymasz i zaczniesz cpac na nowo, i to samo jest z
fenyloetyloamina. Mozesz nie ruchac przez 20 lat albo i wiecej, a jak
bedziesz szedl na ulicy i zobaczysz jakies niezle miecho w mini to ci,
fujara stanie i sie nie powstrzymasz i stracisz rozum. Wracajac juz do
endorfiny to uczucie blogosci przypomina uczucie orgazmu w
najsilniejszym jego momencie z tym, ze trwa to pare godzin. Nie sa to
moje relacje tylko kumpla, ktory dwa lata temu byl na detoksie i rzucil.
Jest to moj bliski kumpel wiec nie mial powodow, aby klamac.

Black Ghost

BlackGhost

unread,
May 22, 2000, 3:00:00 AM5/22/00
to
gusiana wrote:
>
> archemagik napisał(a) w wiadomości: <3928...@security.net.pl>...
> >"BlackGhost" <black...@warsaw.com.pl> wrote in message
> >news:39284C3A...@warsaw.com.pl...
>
> >Czyli okazuje sie ze tak zwana "milosc" to jedynie narkotyczne odurzenie
> >wywolane prostacka mieszanka chemiczna. Mam wiec tzw. "milosc" jako kolejna
> >rzecz ktora moge zaliczyc do swiata zwidow i urojen, zaliczyc ja do
> panteonu
> >mitow i reliktow dziecinnej naiwnosci i beztroski. Trafi ona tam jako
> >kolejna po religii, zielonych ludzikach latajacych na talerzach, "szczesciu
> >zycia", itd. Choc sie zastanawialem kiedykolwiek wczesniej czy mozna w to
> >wierzyc ?
> Hmm.. A ja sie zastanawiam, dlaczego?
> Bo przecież do wszystkiego można podejść w sposób naukowy.. np. myślenie też
> jest procesem chemicznym.. też do lamusa?
>
> >Archemagik
>
> całuskam
> gusiana
Nie do konca myslenie jest procesem chemicznym, jesli juz to po czesci
elektrycznym, a tak wogole to nie ma pewnosci co do procesow myslenia bo
sa one do tej pory niewytlumaczone, a dzialanie fenyloetyloaminy jest
udowodnione jak to, ze srasz czy szczasz, czy grzebierz sobie palcem
miedzy twoimi wargami sromowymi. Ciezko jest uwierzyc w cos co jest
prawdziwe, bo ta wlasnie bajka o milosci jest Twoim najwazniejszym celem
i glowna pasja oraz rozwojem intelektualnym. Na sama mysl, ze tego w co
wierzysz nie ma bys sie pochlastala, nie mialabys sensu zycia.

Black Ghost

LPoD

unread,
May 22, 2000, 3:00:00 AM5/22/00
to

BlackGhost <black...@warsaw.com.pl> wrote:

> Tak, fenyloetyloamina jest substancja nalezaca do grupy amin i
> najbardziej zblizona do - amfetaminy. Wywoluje ona euforie, oraz bardzo
> przyjemne doznania zwane miloscia. Wytwarza sie ona na widok tzw.

> ukochanej osoby i co ciekawsze - silnie uzaleznia psychicznie (na cale
> zycie) podobnie jak opiaty.

To mi sie zaczyna podobac. Mowisz, ze uzaleznia tylko psychicznie...?

> Skutki ujemne sa liczne a miedzy innymi:
> otepienie, spadek zdolnosci do nauki, degradacja spoleczna.

No wiesz, sa plusy dodatnie i plusy ujemne, jak zwykl mawiac mistrz Pluton ;>

> Osoba znajdujaca sie na glodzie fenyloetyloaminowym potrzebuje kontaktu
> (czesto za wszelka cene) drugiej osoby, aby pod wplywem jej wytworzyla
> sie fenyloetyloamina, to tez powoduje ze dosc czesto (jak nie zawsze)
> musi zdobyc coraz wieksze ilosci pieniedzy, aby podkupic swoja
> "ukochana" osobe, zeby jej np. nie zostawila.

A nie pomyslales, ze to moze dzialac w obie strony? Mowisz, jak mniemam, na podstawie
wlasnych doswiadczen, a przeciez podobno istnieje cos takiego jak szczesliwa milosc
(istnieja takze krasnoludki i trojtrabiaste slonie, ale tego chyba nikt tutaj nie kwestionuje;>).

> Najciekawsze jest to, ze w momencie naglego braku fenyloetyloaminy powstaje
> szok oraz ciezki glod fenyloetyloaminowy, ktory czasami prowadzi
> np. do samobojstw, itp.

E tam...'czlowiek jest podly i do wszystkiego sie przyzwyczaja'.
Wystarczy w mowic sobie, ze on/ona jest szmata, tak samo jak wczesniej
wmowilismy sobie, ze bez Niej/Niego nie mozemy zyc. Gdybym tak chcial za kazdym
razem sie zabijac, to nie zylbym juz co najmniej trzykrotnie ;>

> Brakiem oczywiscie jest porzucenie kochanka lub kochanki.

Moze raczej porzucenie _przez_ kochanka/kochanke - pewnie o to Ci chodzilo,
chociaz zabrzmialo dwuznacznie. Jesli to Ty ja porzucasz

> Dokladny odpowiednik jest w zblizonej do fenyloetyloaminy - amfetaminy
> - srodka psychotropowego wpisanego na liste narkotykow.

Serio? Kurde...a ja myslalem, ze te tabletki to mietowe dropsy - ONI znowu mnie oszukali ;>

> Podsumowujac wszystko razem do kupy osoba ktora "kochamy" jest niczym wiecej
> jak dealerem narkotykowym,

Owszem, jest czyms wiecej(o ile kochamy z wzajemnoscia, chociaz Ty, zdaje sie, taka sytuacje
negujesz) - jest rowniez biorca.

> a sama definicja fenyloetyloaminy zostala udowodniona w
> sposob racjonalny i naukowy, wiec fakt jej dzialania i istnienia jest
> oczywisty.

Sa rzeczy na niebie i ziemi, o ktorych sie nie snilo waszym filozofa.
Czy slepo wierzysz w naukowcow? Nauka jest Twoim bogiem? Wspolczuje....
Zreszta - jesli nawet to tylko chemia(zreszta co nia nie jest? zycie ludzkie, wszystkie
procesy myslowe to tylko szereg reakcji fizykochemicznych), to ma wiele plusow,
ktore warto wziac pod uwage. A jesli ta druga strona jest tylko dealerem?
Coz..."to tylko pewnego przykrosc, jesli sie nie jest kochanym. Nieszczesciem jest,
jesli sie nie kocha."(to cytat zamykajacy moja prace maturalna na temat: "zycie jest
mieszanka szalenstwa i rozsadku", czy cos w tym stylu:>)


ch.
--
"- Chcesz mi moze dac do zrozumienia, ze mam nie jesc salaty?
- Wlasciwie to znam wiele warzyw, ktore maja na temat bycia jedzonym jednoznaczna opinie.
Dlatego tez postanowiono rozwiazac ow skomplikowany problem raz na zawsze i wyhodowac zwierze,
ktore naprawde chce byc jedzone i umie wyraznie to powiedziec."

xMad

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to
BlackGhost bredzi:
[ciach]

> Kolego piszesz, a nie rozumiesz moich slow. Chodzilo mi o sile
> uzaleznienia, a nie odczucia. Jesli byles np. uzalezniony od opiatow i
> rzuciles ten nalog to jak ktos Ci pokaze lub podstawi pod nos np. kompot
> po nawet 20 latach po odwyku to cie moze tak kopnac, ze sie nie
> powstrzymasz i zaczniesz cpac na nowo, i to samo jest z
> fenyloetyloamina. Mozesz nie ruchac przez 20 lat albo i wiecej, a jak
> bedziesz szedl na ulicy i zobaczysz jakies niezle miecho w mini to ci,
> fujara stanie i sie nie powstrzymasz i stracisz rozum. Wracajac juz do
> endorfiny to uczucie blogosci przypomina uczucie orgazmu w
> najsilniejszym jego momencie z tym, ze trwa to pare godzin. Nie sa to
> moje relacje tylko kumpla, ktory dwa lata temu byl na detoksie i rzucil.
> Jest to moj bliski kumpel wiec nie mial powodow, aby klamac.

Kolego, czytam, a nie rozumiem twoich slow. Myslalem, ze posty Libido sa
chore. Jakze sie mylilem, nawet zaczyna mi ich brakowac.
Najpierw w jednym z postow piszesz
[1]
>Bo chca miec wladze nad toba, chca toba kierowac, a co za tym idzie
>oszukac, wykorzystac, itp. Nie zapomnij kazdy wszystko i zawsze robi dla
>siebie, czasami tylko mowi, ze to dla ciebie, a tylko po to aby cie
>zrobic na jajo i to wczesniej czy pozniej.

a pozniej to co na poczatku tego postu. Badz konsekwentny. KAZDY robi
wszystko dla siebie i zawsze robi dla siebie...a tylko po to by zrobic
cie na jajo...a jednoczesnie TWOJ BLISKI KUMPEL opowiedzial ci o swoich
przezyciach. I jeszcze to wytlumaczenie. Cytuje: "Jest to moj bliski
kumpel, wiec nie mial powodow, aby klamac". Koniec cytatu. Widzisz
smiesznosc swoich slow ? Rownie zalosne jak klasyczne: "Wszystkie
kobiety to kurwy...oprocz mojej matki".
Caly swiat jest zly, z wyjatkiem mojego kumpla. On nie klamie, bo jest
moim bliskim kumplem. Argumentacja zwalajaca z nog.
Masz BLISKIEGO KUMPLA ??? A co powiesz na:
[2]
>"To sie ciesz, jednego masz z glowy, tzn. nie oszuka cie, nie wypieprzy
>twojej nowej dupy itp."

Po co ci kumpel ? Oszuka cie i wypieprzy twoja nowa dupe.
Bez urazy, ale nie wiem czemu maja sluzyc twoje posty. Niesmaczne i
pelne problemow z wyslowieniem sie. "A potem wysrasz mu bachora i bedzie
utrzymywal ciebie i to cale wysrane gowno". Szczyt elokwencji. Nie stac
cie na nic wiecej ?
I po co to piszesz ? Zeby kogos ostrzec przed niebezpieczenstwami zycia.
Po co ? Przeciez "kazdy robi wszystko...". Chyba, ze sa to posty typu
"wlasnie rzucila mnie dziewczyna" lub "swiat jest brzydki i zly, a ja
taki zagubiony i potrzebuje kogos, kto bardzo mocno by mnie kochal". Po
co tyle zachodu ?
Tobie tez fujara staje, gdy zobaczysz jakies niezle miecho na ulicy, czy
ty jestes taki nieszczesliwy i uduchowiony, ze jestes ponad to ?
Tak, masz racje, jestes obrzydliwy jak cholera. W zwiazku z
reprezentowanym przez ciebie poziomem wypowiedzi zastanawiam sie, czy
nie dostapisz zaszczytu znalezienia sie jako pierwszy w moim kf. Wypada
tylko kolejny raz spytac. Skad sie tacy biora ?

xMad
--
-------------
-Kill'em all-
-Kill'em all-
-For slander-
-------------
PS. A tak przy okazji to proponowalbym popracowac nad swoja forma
wypowiedzi. Poczawszy od bledow...
>Napewno nie da Ci tego zadna baba [...] (NA PEWNO)
>Raczej logika na to wskazuje, spojrz na wszelkiego rodzaju zwiaski [...] (ZWIAZKI)


>Nie do konca myslenie jest procesem chemicznym, jesli juz to po czesci

>elektrycznym, a tak wogole [...] (W OGOLE)
> Sa ludzie madrzy i niemadrzy, lecz po srodku lezy prawda. (POSRODKU)
> [...] udowodnione jak to, ze srasz czy szczasz, czy grzebierz sobie palcem [...] (GRZEBIESZ)

LPoD

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to

archemagik <m...@onet.poczta.pl> wrote:
[chlast - tnijcie, tnijcie, wrrrr...]

> Myslenie jest wiec ze wszechmiar przydatne.

Owszem, ale, jak widac na zalaczonym obrazku, w nadmiarze szkodzi.

> Natomiast jak sie ma sprawa z fenyloetyloaminowym odurzeniem zwanym
> powszechnie "miloscia" ?

Juz to kiedys mowilem - odurzenie i milosc to dwie rozne sprawy,
przynajmniej IMO(japhy tez o tym wspominal).
A to, ze jest czesto z nia mylone, to fakt. Moze nie tyle mylone - po
prostu
kazdy nazywa miloscia cos innego i kazdy oczywiscie ma racje.
To, ze milosc jest czyms irracjonalnym(z reszta...wszystko jest
absurdem),
w niczym jej nie umniejsza. Milosc jest piekna i podzielna przez piec ;>


> Otoz jest to po prostu zwykle odurzenie narkotyczne przenoszace Ciebie
w swiat
> halucynacji i wychcianej rzeczywistosci.

A moze tylko daltonisci widza poprawnie kolory? Skad wiesz,
co jest rzeczywistoscia i czy w ogole ona istnieje?
42 !


> Rzeczywiscie, kiedys gdy jeszcze mialem nieprzyjemnosc
> zapadania na ta chorobe, to pamietam, ze moje obiekty westchnien, byly
> niewiadomo jakie naj, naj, bez wad co nawet smialem wtedy twierdzic.
Po
> uplywie roku, dwoch ze swiata narkotycznego amoku wracalem na ziemie
i
> okazywalo sie ze ani ja nie jestem juz dla mej partnerki naj ani ona
dla
> mnie. Stawalismy sie dla siebie tak samo nudni i zniecheceni soba. Nie
> dzialaly juz zaklecia wypowiadane w swietle ksiezyca i uniesienia
typowe dla
> romantycznych poetow. Swiat szklanej kuli w ktorym zylismy pekl, choc
co
> ciekawe zachowywalismy sie tak samo i probowalismy byc tacy sami jak
zawsze,
> ale po prostu magia juz nie dzialala. Dlaczego ?

Podobno dlatego, ze nasz organizm przestaje wytwarzac endorfinki(czy tez
fenyloetylo...nie, milosc to nie moze byc to - zbyt skomplikowana
nazwa;))
maksymalnie po czterech latach - pozniej potrzebuje do ich wytwarzania
innego
'katalizatora'. Nauka to jednak tylko jeden ze sposobow widzenia
rzeczywistosci.
Heh, wspolczuje zakochanym biochemikom ;>


> Dzis ta magia okazuje sie byc prostym narkotykiem jakim nasz organizm
> nas szprycuje.

I don't like the drugs, but the drugs like me...


> Organizm jednak ma to gdzies, bo nas szprycuje. Nie wierzy ze
> sobie bez jego srodkow odurzajacych poradzimy i ze sie soba zachwycimy
bez
> tego.

To wszystko, o czym piszesz, to odurzenie, ktore ma sie do milosci
tak, jak hulajnoga do harleya.
Kiedy kochasz(a nie jestes 'zakochany'), _dostrzegasz_ i _akceptujesz_
wady drugiego czlowieka - nie idealizujesz go. Fascynacja, zachwyt - to
mija,
jak wszystko. Milosc tez mija, wygasa, blednie.
Vanitas vanitatum et omnia vanitas ergo carpe diem!
(jak zwykl mawiac mistrz Pluton)

> Dowodem na krotkowzrocznosc i pozornosc tej prozaicznej chemii,
> na ktorej wiekszosc wrecz marzy zbudowac swe najwieksze szczescie jest
> to, ze dzis wiekszosc zwiazkow sie rozpada. Rozwody i flirty to rzecz
> bedaca dzis w rekordowej ilosci.

Dlaczego mowisz "dzis"? A kiedys nie bylo milosci? Rozwody i flirty(te
drugie
w ilosci zapewne nie mniejszej, niz obecnie) byly od zawsze, a scislej -
odtad,
kiedy ludziom przyszlo do glowy zyc w dwuosobowych 'stadach'.

> "Milosc" wiec to kolejny relikt, ktory dla jednych
> najwiekszym szczesciem, okazal sie byc chwilowym zwyklym narkotycznym
> zakloceniem naszej swiadomosci.

Taaaa...milosc to nie choroba serca - to choroba mozgu, jak mawial
mistrz Pluton.

ch.
--
"Nie kocha sie za cos - kocha sie mimo wszystko."

Break

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to
Jest troche w tym racji bo czym sie rozni ludzka milosc od psiej milosci w
sumie niczym jedynie podkladem aktu zaplodnienia. Pies nie spi po nocy -
ludzie tez, piszczy - ludzie placza, itp. W sumie tak mowiac miedzy nami,
tak naprawde to chodzi tylko o stosunek seksualny. Zwroccie uwage, konczy
sie lozko, to nagle konczy sie milosc, zachowanie normalne i czesto
opisywane na sprawach rozwodowych. To nie znaczy, ze milosc nie istnieje.

Użytkownik "LPoD" <cha...@fenix.xyz.lublin.pl> napisał w wiadomości
news:01bfc435$88ff3280$0100007f@default...

Marysia

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to

>> archemagik napisał(a) w wiadomości: <3928...@security.net.pl>...
(ciach)

>Natomiast jak sie ma sprawa z >fenyloetyloaminowym
>odurzeniem zwanym powszechnie "miloscia" ? Otoz jest to po prostu zwykle

>odurzenie narkotyczne przenoszace Ciebie w swiat halucynacji i wychcianej
>rzeczywistosci. Rzeczywiscie, kiedys gdy jeszcze mialem nieprzyjemnosc

>zapadania na ta chorobe, to pamietam, ze moje obiekty westchnien, byly
>niewiadomo jakie naj, naj, bez wad co nawet smialem wtedy twierdzic.

stop!
skoro byly naj, naj, bez wad, to znaczy, ze to nie byla milośc, tylko
zauroczenie!
Prawdziwa, dojrzala(nie w sensie wieku) milośc polega na dostrzeganiu CALEGO
CZLOWIEKA. Akceptowaniu nie tylko jego zalet ale i wad. W Twoim przypadku
nie bylo czegoś takiego, stad tez:

Po
>uplywie roku, dwoch ze swiata narkotycznego amoku wracalem na ziemie i
>okazywalo sie ze ani ja nie jestem juz dla mej partnerki naj ani ona dla
>mnie. Stawalismy sie dla siebie tak samo nudni i zniecheceni soba. Nie
>dzialaly juz zaklecia wypowiadane w swietle ksiezyca i uniesienia typowe
dla
>romantycznych poetow. Swiat szklanej kuli w ktorym zylismy pekl, choc co
>ciekawe zachowywalismy sie tak samo i probowalismy byc tacy sami jak
zawsze,
>ale po prostu magia juz nie dzialala.

znowu stop! no wlasnie, nie dzialala, bo to nie byla milosc.
(Nie chcialabym, by moj facet wylacznie sie mna zachwycal. Wolalabym by
akceptowal mnie taka jaka jestem, a nie kochal sie w moim wyidealizowanym-a
wiec nieprawdziwym- obrazie.)

Dlaczego ? Dzis ta magia okazuje sie
>byc prostym narkotykiem jakim nasz organizm nas szprycuje. Jesli jestesmy
>tacy wspaniali, a wartosci jakie nosimy w sobie powinny byc przez nas
>oceniane jako wspaniale same w sobie, to dlaczego organizm uzywa do tego
>chemii i musi nas odurzac ? Czyzby wartosci same w sobie jakie kobieta
wobec
>mezczyzny prezentuje nie byly wystarczajace do wywolania fascynacji u

>partnera ? Organizm jednak ma to gdzies, bo nas szprycuje. Nie wierzy ze


>sobie bez jego srodkow odurzajacych poradzimy i ze sie soba zachwycimy bez

>tego. Dowodem na krotkowzrocznosc i pozornosc tej prozaicznej chemii, na


>ktorej wiekszosc wrecz marzy zbudowac swe najwieksze szczescie jest to, ze
>dzis wiekszosc zwiazkow sie rozpada.

Milośc niekoniecznie musi zaistniec od pierwszego wrazenia. Czasem "rodzi
sie" w nas nawet kilka lat, przez wspolne zainteresowania, rozmowy i co
najwazniejsze PRZYJAZN.
Chemia powstajaca w naszym mozgu co najwyzej wspomaga to uczucie.

Rozwody i flirty to rzecz bedaca dziś w
>rekordowej ilosci.

To o niczym nie świadczy. Chociaz moze świadczy, np. o tym, ze ludzie zbyt
szybko wchodza w zwiazki typu "malzenstwo", nie znajac sie zbyt dobrze.
Zreszta pytanie -dlaczego ludzie sie zenia/wychodza za maz, to raczej osobny
temat, na inna dyskusje.

"Milosc" wiec to kolejny relikt, ktory dla jednych
>najwiekszym szczesciem, okazal sie byc chwilowym zwyklym narkotycznym
>zakloceniem naszej swiadomosci.
>

>Wyrazy szacunku
>
Pozdrawiam
>Archemagik
M.
P.S. polecam lekture ksiazki: E. Fromm "Miłość, płeć i matriarchat", Rebis
1997
P.S.2. na pl.sci.psychologia miala miejsce swego czasu interesujaca dyskusja
na temat milosci (bylo tez o zauroczeniu).


archemagik

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to

"LPoD" <cha...@fenix.xyz.lublin.pl> wrote in message
news:01bfc44a$e0f5eaa0$0100007f@default...

>
>
> archemagik <m...@onet.poczta.pl> wrote:
> [chlast - tnijcie, tnijcie, wrrrr...]
>
> > Myslenie jest wiec ze wszechmiar przydatne.
>
> Owszem, ale, jak widac na zalaczonym obrazku, w nadmiarze szkodzi.

Jesli Tobie szkodzi to juz nie moj problem.

> > Natomiast jak sie ma sprawa z fenyloetyloaminowym odurzeniem zwanym
> > powszechnie "miloscia" ?
>

> Juz to kiedys mowilem - odurzenie i milosc to dwie rozne sprawy,
> przynajmniej IMO(japhy tez o tym wspominal).

Taaaa, .... to taki wyswiechtany i stary slogan ze "milosc to nie odurzenie"
ze az Cie o to nie podejrzewalem. Myslalem ze wymyslisz cos
oryginalniejszego szczerze Ci powiem.

> A to, ze jest czesto z nia mylone, to fakt. Moze nie tyle mylone - po
> prostu
> kazdy nazywa miloscia cos innego i kazdy oczywiscie ma racje.
> To, ze milosc jest czyms irracjonalnym(z reszta...wszystko jest
> absurdem),
> w niczym jej nie umniejsza. Milosc jest piekna i podzielna przez piec ;>


Nie wiem nic o zadnej milosci o jakiej piszesz. Moze po prostu szukasz
jakiejs krainy marzen do ktorej chcialbys sobie uciec od tego cholernie
smutnego swiata. No coz......
wiem ze rzeczywistosc jest tragiczna i strasznie napawa pesymizmem. Ten fakt
nie usprawiedliwia jednak tego, zeby tworzyc sobie jakies malo pozbawione
logiki milosne
krolestwa pelne ksieciow i ksiezniczek z bajek w ktore zamienia sie partner
lub partnerka. W rzeczywistosci jednak, jest to tylko chorym urojeniem a
panem i sedzia
tej farsy okazala sie zwykle chemiczna substancja
pt.fenyloetyloamina,doprowadzajaca ludzi do zaklocen procesow myslowych i
trzezwego postrzegania rzeczywistosci. To typowe objawy chorobowe dla tzw.
"zakochanych", ktorzy nie chca wiedziec, ze to co przezywaja nie jest zadna
"piekna" i nadzwyczajna rzeczywistoscia, a jedynie narkotycznym omamem i
przywidzeniem.W normalnym swiecie, wsrod ludzi trzezwo myslacych to co
piszesz o jakiejs "wielkiej milosci" jest uwazane za rzecz smieszna. Za
halucynacje.
Nawet wsrod tych, ktorzy kiedys swiecie byli przekonani ze wielka milosc
istnieje,
istnieja ludzie, ktorzy na trzezwo przekonali sie, ze w tym wszystkim chodzi
jedynie o zwykle przedluzenie gatunku i odchowanie potomstwa, i koniec. Mam
to z pierwszej reki od wszystkich tych, ktorzy sa juz nawet zaledwie pare
lat po slubie. O tych ktorzy sa dluzej juz nawet nie wspomne. Tak wiec nie
ma w tym wszystkim zadnej glebi, a
jedyne stany blogosci i szczescia jakie sa w tym zwiazku doswiadczane to
przejsciowe odurzenie chemia. Natomiast jesli piszesz ze milosc to nie
odurzenie a cos po tym, to zapytaj sie wszystkich, ktorzy sa w malzenstwie i
przeszli okres odurzenia Pea. Wszyscy oni na pytanie czym jest "milosc"
odpowiadaja, ze to juz pozniej tylko przyzwyczajenie i wspolna
odpowiedzialnosc dwoch stron za odchowanie potomstwa. Tylko to pozostaje.
Zadnej sielanki a tylko trud w znojach wspolnego zycia, czesto niezgodnosci
charakterow wzajemnego egoizmu, etc. Do tego czasem dochodzi
odpowiedzialnosc i przyzwyczajenie, plus ewentualnie potrzeba ciupciania.
Naprawde nie widze potrzeby zeby taki przykry obowiazek wzajemnego znoszenia
sie dwoch osob przez 24 godziiny na dobe nazywac szumnie "miloscia" i
nobilitowac to do rangi wielkich przezyc. No chyba ze ktos ma potrzebe zycia
w swiecie urojen, co jest czesta choroba naszej cywilizacji horoskopow,
wiary w reinkarnacje, kultu watykanskich guru, wrozb i innych halucynacji.
To co Ty szumnie nazywasz miloscia okreslilbym bardziej trzezwo.Nazwalbym to
raczej trudnym obowiazkiem zycia we wspolnocie, gdzie czesto niezgodnosc
charakterow dwoch stron nie daje zyc, a jedynym cementem utrzymujacym w
kupie ten absurdalny zwiazek jest potomstwo i instynkt w nas, ktory nakazuje
nam wziac za nie odpowiedzialnosc. Zatem nic nowego, tyle samo mniej wiecej
co w swiecie zwierzat. Zadnych nadzwyczajnych przezyc. Po co wiec te szumne
"ody do milosci" jadacych na haju poetow minionego wieku ?


>A moze tylko daltonisci widza poprawnie kolory? Skad wiesz,
> co jest rzeczywistoscia i czy w ogole ona istnieje?
> 42 !

A moze, .... krasnoludki byly Twoja mama i tata ? A moze ja jestem baba jaga
?
A moze ty zawsze bedziesz mial 42 lata ? Chlopie w jakim Ty swiecie zyjesz.
Twoj wywod o ONYCH ktorzy dali Ci odpowiedz na zycie pod tytulem 42 pozwole
sobie pozostawic bez komentarza.

> > ale po prostu magia juz nie dzialala. Dlaczego ?

> Podobno dlatego, ze nasz organizm przestaje wytwarzac endorfinki(czy tez
> fenyloetylo...nie, milosc to nie moze byc to - zbyt skomplikowana
> nazwa;))
> maksymalnie po czterech latach - pozniej potrzebuje do ich wytwarzania
> innego
> 'katalizatora'. Nauka to jednak tylko jeden ze sposobow widzenia
> rzeczywistosci.
> Heh, wspolczuje zakochanym biochemikom ;>

Nie wiem nic o zadnych innych sposobach odpowiedzialnego postrzegania
rzeczywistosci. Chyba nie oczekujesz, ze w normalnym swiecie ktos bedzie
bral Cie powaznie jesli myslisz inaczej. Aktualnie fenyloetyloamina okazala
sie prosta substancja odurzajaca, ktora nie przenosi w swiat zadnej
"milosci", a jedynie zwyklych halucynacji i smiesznosci z dziecinnym
infantylizmem w pojmowaniu partnera na czele. Chyba nie oczekujesz ode mnie
jako pesymisty i racjonalisty, ze dam sie na taka dziecinade Ci
namowic ?

> To wszystko, o czym piszesz, to odurzenie, ktore ma sie do milosci
> tak, jak hulajnoga do harleya.
> Kiedy kochasz(a nie jestes 'zakochany'), _dostrzegasz_ i _akceptujesz_
> wady drugiego czlowieka - nie idealizujesz go. Fascynacja, zachwyt - to
> mija,
> jak wszystko. Milosc tez mija, wygasa, blednie.
> Vanitas vanitatum et omnia vanitas ergo carpe diem!
> (jak zwykl mawiac mistrz Pluton)


Tak. Dlaczego mamy wiec to nobilitowac do rangi jakiegos wielkiego przezycia
skoro jak piszesz "fascynacja soba mija" ? Okreslmy to czym to jest:
Odpowiedzialna instytucja zwana powszechnie rodzina, ktora motywowana
instynktem wychowania potomstwa spelnia swa posluge wobec przyrody. Po co od
razu te bredzenie poetow o "Wielkiej milosci" ? Czy musimy naprawde sie
oglupiac patetycznymi haslami ?
Nazwijmy to po prostu przykrym obowiazkiem zycia we wspolnocie.

> Dlaczego mowisz "dzis"? A kiedys nie bylo milosci? Rozwody i flirty(te
> drugie
> w ilosci zapewne nie mniejszej, niz obecnie) byly od zawsze, a scislej -
> odtad,
> kiedy ludziom przyszlo do glowy zyc w dwuosobowych 'stadach'.

To tylko potwierdza, ze ciagle chemia ma tu nadrzedna role. Od czasow jak
zeszlismy z drzew a nawet wczesniej.

> Taaaa...milosc to nie choroba serca - to choroba mozgu, jak mawial
> mistrz Pluton.

Tez ladnie.
Milo bylo pogadac.

Archemagik
**********
"Nieciekawe; nie ma dramatu"
Henryk Elzenberg, Klopoty z istnieniem.

Lord Death

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to
"archemagik" <m...@onet.poczta.pl>
przemawia do dekadenckiej braci temi słowy:

>Nie wiem nic o zadnej milosci o jakiej piszesz. Moze po prostu szukasz

[...]


>wiem ze rzeczywistosc jest tragiczna i strasznie napawa pesymizmem.

[...]

Powtarza się temat, który odwiecznie przewija się przez psd,
wracając cyklicznie, jakby jakiś cholerny feniks...

#1 - Fakt, że czegoś nie widzę nie dowodzi nieistnienia tego.
#2 - Rzeczywistość jest kreowana przez nas samych, jest
subiektywna, taka, jakiej jej oczekujemy, na ile potrafimy ją
postrzegać.
#3 - Miłość, podobnie jak Bóg jest kwestią wiary - jeśli nie
wierzysz - nie istnieje dla Ciebie, ale jednocześnie istnieje dla
tych, którzy wierzą. Nie stawiaj jej autorytatywnie nagrobka. Wiara
zmienia się, przekonania się zmieniają. To czego w tej chwili nie
widzisz, możesz zauważyć, kiedy się odwrócisz... Nie twierdzę, że
_musisz_ to kiedyś zauważyć, ale _możesz_.
--
"Nienawidzę swoich czarnych garniturów ****** Lord Death *****
Rękawiczek, masek z których patrzy śmierć **** Dominik Kaszuba ****
Nawet kiedy w nocy żonę swą przytulam *** lo...@free.art.pl ***
Boję się mą dłonią dotknąć szyi jej" (GC) HTTP://free.art.pl/lordd/

Maciek Pasternacki

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to
Dnia Mon, 22 May 2000 22:37:28 +0200, BlackGhost przypadkowo uderzyl/a klawisze:

>Kolego piszesz, a nie rozumiesz moich slow. Chodzilo mi o sile
>uzaleznienia, a nie odczucia. Jesli byles np. uzalezniony od opiatow i
>rzuciles ten nalog to jak ktos Ci pokaze lub podstawi pod nos np. kompot
>po nawet 20 latach po odwyku to cie moze tak kopnac, ze sie nie
>powstrzymasz i zaczniesz cpac na nowo, i to samo jest z
>fenyloetyloamina. Mozesz nie ruchac przez 20 lat albo i wiecej, a jak
>bedziesz szedl na ulicy i zobaczysz jakies niezle miecho w mini to ci,
>fujara stanie i sie nie powstrzymasz i stracisz rozum. Wracajac juz do
>endorfiny to uczucie blogosci przypomina uczucie orgazmu w
>najsilniejszym jego momencie z tym, ze trwa to pare godzin. Nie sa to
>moje relacje tylko kumpla, ktory dwa lata temu byl na detoksie i rzucil.
>Jest to moj bliski kumpel wiec nie mial powodow, aby klamac.
Kolego, odpowiadasz, a nie rozumiesz moich slow. Chodzi mi o to, ze mimo, ze
pod tym wzgledem masz racje (chociaz odbierasz raczej jednostronnie - a
wzajemnosc? A racjonalne myslenie obok narkotyku? I jeszcze inne reakcje
biochemiczne, nieco zbyt zlozone, zeby je pojac?), popelniasz blad *rzeczowy*,
ktory prostuje.

>Black Ghost
(oba artykuly doszly rykoszetem, czyli jako cytat - zeby nie bylo, ze nie
umiem nawet porzadnie splonkowac. EOT)

Maciek Pasternacki

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to
Dnia Mon, 22 May 2000 22:33:27 GMT, LPoD przypadkowo uderzyl/a klawisze:

>> Tak, fenyloetyloamina jest substancja nalezaca do grupy amin i
>> najbardziej zblizona do - amfetaminy. Wywoluje ona euforie, oraz bardzo
>> przyjemne doznania zwane miloscia. Wytwarza sie ona na widok tzw.
>> ukochanej osoby i co ciekawsze - silnie uzaleznia psychicznie (na cale
>> zycie) podobnie jak opiaty.
Kolejna rzecz, w ktorej sie walnal - zarowno PEA jako odpowiednik amfetaminy,
jak i endorfiny, bedace odpowiednikiem opiatow uzalezniaja *fizycznie*. I to
naprawde silnie.

--Washington Irving

Maciek Pasternacki

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to
Dnia Tue, 23 May 2000 20:22:04 +0200, archemagik przypadkowo uderzyl/a klawisze:
>Droga pani, to co pani pisze o akceptowaniu drugiego czlowieka po okresie
>Pea, to juz nie jest zadna milosc, a jedynie jakas "akceptacja" ktora jest
>po prostu genetycznym sklasyfikowaniem partnera jako jednostki przydatnej do
>utrzymania biegu ewolucji. Nic wiecej. Jesli nazwiesz to miloscia, to jest
>to chyba jakis kaprys zupelnie niepojety. Rownie dobrze mozna to nazwac snem
>Pana Kleksa. Tez glupio, ale przynajmniej sie nie kojarzy jakos tak
>wzniosle, jak to zreszta odbiera 100% naszej populacji. Nie widze nic
>wznioslego w zaakceptowaniu kobiety jako partnerki mego zycia.
Hm. Kwestia nazewnictwa. Ja osobiscie widzę w całkowitym zaakceptowaniu danej
osoby więcej wzniosłości niż w odurzeniu PEA...

>Najwyzej
>jakis pragmatyzm, przyjazn, lubienie, ale dlaczego od razu wzniosle to
>okreslac ? Po drugie jesli piszesz o akceptowaniu "calego czlowieka" to
>ciekaw jestem czy wiesz o czym mowisz. Zauwaz i sobie szczerze odpowiedz
>czym jest dla Ciebie akceptacja partnera. Jest to nie akceptacja jego samego
>dla niego samego a jedynie akceptacja bedaca ocenieniem jego ewolucyjnej
>przydatnosci dla Ciebie, jako tej ktora chce podolac zadaniu wyznaczonemu
>jej przez ewolucje (przedluzenie gatunku). Badzmy szczerzy. Powszechnie
>wiadomo, ze kazda jednostka determinuje swoj wybor przez ocene w 90%
>fizycznego wygladu partnera, w dalszych 8 % pod wzgledem jego zyciowej
>zaradnosci, ktora gwarantuje bezpieczenstwo zycia a jedynie chyba w znikomej
>ilosci bierze sie pod uwage takie wartosci jak wiedza charakter intelekt i
>dobrotliwosc, ktore dzis sa juz reliktem przeszlosci.
Czyli ja nie jestem "każdą jednostką" na przykład. Nie należę do zbioru
"wszyscy". Mógłbyś nie rzucać na prawo i lewo pojęciami "wszyscy", "każdy",
"powszechnie wiadomo"? Dwa pierwsze nigdy nie są prawdziwe (są nienormalni na
tym świecie), a ostatnie mówi tylko tyle, że rzucający gdzieś (lub w kilku
miejscach) zasłyszał dane stwierdzenie, ale nie pamięta, gdzie, kto to
stwierdził itd.

>To juz sie ocenia na
>zasadzie, zeby nie bylo mi z nim zbyt ciezko, zeby nie byl zlosliwy, etc.
>Takie prawa nam ustalil ewolucjonizm i te prawa decyduja o wyborze a nie
>jakas wysniona altruistyczna cecha bedaca bezinteresownym "zaakceptowaniem
>drugiej osoby" w "milosci". Czy Ty naprawde w to wierzysz ? W
>ewolucjonizmie jaki nas wydal na ten smutny swiat, nie ma altruizmu,
>bezinteresownosci, a jedynie bezduszny dobor zwany doborem naturalnym i
>selekcja. Przetrwaja jednostki genetycznie najsilniejsze. Jesli pamietasz
>ze szkoly ewolucjonizm wiesz o co chodzi. Przemykaja sie jednostki
>najdorodniejsze genetycznie. Tak jest w swiecie zwierzat, i tak jest tym
>razem.
Tylko te mechanizmy w przypadku ludzi zawodzą, ale to już kwestia na osobną
dyskusję.

archemagik

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to

"Marysia" wrote:

> stop!
> skoro byly naj, naj, bez wad, to znaczy, ze to nie byla milośc, tylko
> zauroczenie!
> Prawdziwa, dojrzala(nie w sensie wieku) milośc polega na dostrzeganiu
CALEGO
> CZLOWIEKA. Akceptowaniu nie tylko jego zalet ale i wad. W Twoim przypadku
> nie bylo czegoś takiego

Droga pani, to co pani pisze o akceptowaniu drugiego czlowieka po okresie


Pea, to juz nie jest zadna milosc, a jedynie jakas "akceptacja" ktora jest
po prostu genetycznym sklasyfikowaniem partnera jako jednostki przydatnej do
utrzymania biegu ewolucji. Nic wiecej. Jesli nazwiesz to miloscia, to jest
to chyba jakis kaprys zupelnie niepojety. Rownie dobrze mozna to nazwac snem
Pana Kleksa. Tez glupio, ale przynajmniej sie nie kojarzy jakos tak
wzniosle, jak to zreszta odbiera 100% naszej populacji. Nie widze nic

wznioslego w zaakceptowaniu kobiety jako partnerki mego zycia. Najwyzej


jakis pragmatyzm, przyjazn, lubienie, ale dlaczego od razu wzniosle to
okreslac ? Po drugie jesli piszesz o akceptowaniu "calego czlowieka" to
ciekaw jestem czy wiesz o czym mowisz. Zauwaz i sobie szczerze odpowiedz
czym jest dla Ciebie akceptacja partnera. Jest to nie akceptacja jego samego
dla niego samego a jedynie akceptacja bedaca ocenieniem jego ewolucyjnej
przydatnosci dla Ciebie, jako tej ktora chce podolac zadaniu wyznaczonemu
jej przez ewolucje (przedluzenie gatunku). Badzmy szczerzy. Powszechnie
wiadomo, ze kazda jednostka determinuje swoj wybor przez ocene w 90%
fizycznego wygladu partnera, w dalszych 8 % pod wzgledem jego zyciowej
zaradnosci, ktora gwarantuje bezpieczenstwo zycia a jedynie chyba w znikomej
ilosci bierze sie pod uwage takie wartosci jak wiedza charakter intelekt i

dobrotliwosc, ktore dzis sa juz reliktem przeszlosci. To juz sie ocenia na


zasadzie, zeby nie bylo mi z nim zbyt ciezko, zeby nie byl zlosliwy, etc.
Takie prawa nam ustalil ewolucjonizm i te prawa decyduja o wyborze a nie
jakas wysniona altruistyczna cecha bedaca bezinteresownym "zaakceptowaniem
drugiej osoby" w "milosci". Czy Ty naprawde w to wierzysz ? W
ewolucjonizmie jaki nas wydal na ten smutny swiat, nie ma altruizmu,
bezinteresownosci, a jedynie bezduszny dobor zwany doborem naturalnym i
selekcja. Przetrwaja jednostki genetycznie najsilniejsze. Jesli pamietasz
ze szkoly ewolucjonizm wiesz o co chodzi. Przemykaja sie jednostki
najdorodniejsze genetycznie. Tak jest w swiecie zwierzat, i tak jest tym

razem. Jesli nie wierzysz to popatrz jak ludzie sie dobieraja albo jak
wiekszosc Twych kolezanek ocenia partnera: w 90 % dla wygladu. Nie oszukujmy
sie. Po naszej stronie jest to samo. Jak cwierc wieku juz petam sie po
ziemskim padole nigdy nie slyszalem zeby jakikolwiek mezczyzna wyrazil sie o
kobiecie jako atrakcyjnej z innych powodow jak nie wyglad przede wszystkim.
Intelektualne cechy czy charakter byly rzadko brane pod uwage, i zawsze po
wstepnie dokonanej ocenie wygladu, ktory zawsze ma znaczenie decydujace.
Popatrz na dziewczyny otyle. Malo kto je chce. Co do mezczyzn, to wezmy np.
taki przyklad. Masz bezdomnego z dworca Centralnego w W-wie, ktory to
czlowiek powinien byc zaakceptowany wedlug Twych kryteriow jako "caly
czlowiek" i to powinno rozstrzygac wedlug Ciebie ostatecznie o jego
wartosci. Zalozmy, ze jest to czlowiek dobry i inteligentny w wieku np. 30
lat z cechami czlowieczenstwa nadajacymi sie do zawartosciowania. Jest
jednak bez srodkow do zycia, jego zeby sa sprochniale a on jest np. juz
lysy i bardzo slaby z z powodu wieloletniego niedozywienia organizmu. Jego
organizm juz nigdy nie odzyska zdrowej kondycji z powodu wyniszczenia
wieloletnia glodowka. Zapytaj sie teraz samej siebie, czy zaakceptujesz go
na swego partnera z jego wszystkimi wadami w "pelni czlowieczenstwa" jak
piszesz ? Mysle ze nie bedzie Cie on obchodzil jako partner zupelnie. Twe
slogany o czlowieczenstwie jako glownym kryterium oceny sa pustoslowiem.
Popatrz na swego partnera albo na partnerow Twych kolezanek i zastanow sie
gdzie tam bierze sie pod uwage calego czlowieka. Bierze sie jedynie jego
uzytecznosc, co jest nam podyktowane przez brutalne prawa bezlitosnego
ewolucjonizmu. Milosc jest tu tylko sztucznie doklejona ideologia, ktora
chcesz podac jako opium dla swej psychiki znudzonej przykra ewolucyjna
rzeczywistoscia. Rzeczywistoscia przykra, bo nie majaca w sobie zadnej
glebi, traktujacej Ciebie jedynie jako ogniwo i budulec ktory po spelnieniu
swej marnej roli (przedluzenie gatunku) pojdzie na smietnik ewolucji zwanej
potocznie cmentarzem. Takim samym opium dla ludu jest opowiadanie o jakichs
"innych glebokich czynnikach" decydujacych o milosci, ktore sobie gdzies tam
moze istnieja a moze nie. Wszystko to jest powodem jakiegos chciejstwa i
marzen, ze strachu przed smutna rzeczywistoscia naszej podlej i bezcelowej
egzystencji.

> znowu stop! no wlasnie, nie dzialala, bo to nie byla milosc.

Dobrze wiemy oboje, ze jedynym stanem jaki zasluguje na ocene jako wyjatkowy
jest zauroczenie. Chcielibysmy, zeby trwal on jak najdluzej i Ty i ja i nie
oszukujmy sie. Jest to po prostu stan najmilszy, choc oglupiajacy. To
jednak okazalo sie prostym narkotycznym urojeniem bez zadnej rzeczywistej
tresci. Wszystko co potem przychodzi jest juz pragmatyzmem i rutyna,
szaroscia zycia i przyzwyczajeniem, ktore jesli nie jest podsycane jakims
tam rodzajem chemii nie ma w sobie nic barwnego. Jest zwykla szaroscia dnia
i smiertelnie nudna rutyna, ktora tylko dlatego sie nie zawali, bo np. wiaze
to dziecko. Czasem nawet i to bierze w leb, bo ludzie sie i tak rozchodza.
Ci ktorzy sa razem robia to np. bo juz nie chce im sie zmian. Wiem to po
sobie i wiele ludzi to wie. Nie wszyscy sie oczywiscie beda chcieli do tego
przyznac i w tym sek. Wiekszosc jednak w chwili slabosci sie przyzna. Jesli
Ty chcesz sobie wmawiac ze cos w tym jest wspanialego, glebszego, czy
niepowtarzalnego, i nazwiesz to jeszcze "miloscia" to juz Twoja sprawa, ale
wiedz ze w rzeczywistym swiecie bedzie to potraktowane jako dziecinne
marzenie. Zdaje sobie sprawe ze zyjemy w cholernie smutnym i okropnie nudnym
swiecie i jest to nie do zniesienia. Pozostaja dwa wyjscia. Pierwsze to to,
ktore ja wybralem, tzn. postawienie sie w sytuacji, ze jedynym co mi
realistycznie pozostalo jest smutek i pesymizm, bo i tak glebszej tresci
odnalezc sie nie da w niczym innym, a smutek i pesymizm w oczekiwaniu na
nieuchronna smierc sa jedynym co jest pewne i nieprzemijalne i
nieiluzoryczne. Zatem prawdziwe. Wiem ze trudno sie z tym pogodzic i bardzo
dlugo sam do tego bolesnego przebudzenia sie dojrzewalem, ale jest to
spojrzenie prawdzie w twarz. Wielu oczywiscie nigdy nie odwazy sie wziac pod
uwage tej smutnej rzeczywistosci. To jedno wyjscie. Stanac mocno na nogach
i powiedziec sobie, stary pozbadz sie zludzen i nie badz naiwny. Natomiat
drugim wyjsciem jest to ktore obiera wiekszosc ludzi z powodu strachu przed
prawda o tym strasznym swiecie. Te wyjscie to uciekanie w swiat urojonej i
wymarzonej rzeczywistosci jak np. "radosc zycia", "milosc", "flirty",
"uciechy mlodosci", i wiele wiele innych zyczen dajacych sie sprowadzic do
stwierdzenia iz " wierze ze moze bedzie fajnie".


> (Nie chcialabym, by moj facet wylacznie sie mna zachwycal. Wolalabym by
> akceptowal mnie taka jaka jestem, a nie kochal sie w moim
wyidealizowanym-a
> wiec nieprawdziwym- obrazie.)


Ja tez bym wiele rzeczy wolal, ale zyjemy w cholernie smutnym swiecie, ktory
nasze chcenie po prostu ma gdzies. On kwalifikuje i wybiera najsilniejszych.
Prawo dzungli kochanie. Tak juz pozostanie i nie mamy na to zadnego wplywu.
Mlecze sa piekne gdy kwitna prawda ? Tak ale nie dla siebie sa piekne, ale
po to zeby byc zapylonymi. Gdy to sie juz stanie okrutna przyroda ma gdzies
ich piekno i zamienia sie on w siwa pylice, jak my sie kiedys na starosc
wszyscy zamienimy po odegraniu roli wyznaczonej nam w podlym spektaklu
bezlitosnej ewolucji. Pamietaj dobor naturalny determinuje Twe wybory nie
wartosci "wyzsze" Twego partnera jak sobie chcesz wmowic.


> Milośc niekoniecznie musi zaistniec od pierwszego wrazenia. Czasem "rodzi
> sie" w nas nawet kilka lat, przez wspolne zainteresowania, rozmowy i co
> najwazniejsze PRZYJAZN.

"Milosc rodzi sie" ? Czy Ty zdajesz sobie sprawe z tego co piszesz ? W
normalnym swiecie ludzi trzezwo myslacych to sie nazywa fantazjowaniem,
wiesz o tym ?


> Chemia powstajaca w naszym mozgu co najwyzej wspomaga to uczucie.

Zatem to "uczucie" jest do kitu. Jesli mialo by zaistniec w swej pelni i
zaslugiwac na uwage musialo by powstac bezinteresownie, z czystej fascynacji
wartoscia drugiej osoby. To sama wartosc tkwiaca w drugim czlowieku
wystarczyla by do wywolania tego uczucia. Jak widac my i nasz organizm ma
tak naprawde te wzniosle idealy gdzies, bo musi nas po prostu naszprycowac i
wprawic w stan halucynacji. Wydaje sie nam wiec tylko ze jest cos nas w tym
czlowieku fascynuje, tymczasem to tylko ewolucja domaga sie swego. Reszta
fascynacji tym czlowiekiem da sie sprowadzic np. do fascynacji ktora jest
taka sama jak w przyjazni. Nie zasluguje to wiec na range okreslania tego
szumnie "miloscia" co zdarzalo sie zbyt czesto dawnym poetom. Nazwijmy to
po prostu glebsza przyjaznia (ktora zdarza sie tez przeciez miedzy
mezczyznami, czy to od razu ma byc nazwane miloscia ?), przywiazaniem,
przyzwyczajeniem, zwiazkiem z rozsadku, zwiazkiem z potrzeby posiadania
dzieci z ktorymi pojdzie sie na ryby, itd. Jesli tak to bez wyolbrzymiania
nazwiemy, to bedzie po sprawie i unikniemy stosowania przesadzonych terminow
nie majacych zadnego logicznego odniesienia do rzeczywistosci.


> Rozwody i flirty to rzecz bedaca dziś w
> >rekordowej ilosci.
>
> To o niczym nie świadczy.

Wlasnie ze swiadczy bardzo wiele. Najczestsza motywacja jest wlasnie
znudzenie partnerem. Tylko ze wstydu mowi sie ze chodzi o "niezgodnosc
charakterow". W rzeczywistosci chodzi o to, ze szuka sie nowego odurzenia
spowodowanego przez fenyloetyloamine, ktora juz nie wydobywa sie z powodu
obecnosci starego partnera.
Powstaje glod narkotyczny i to w dodatku fizycznie nas dreczacy. Stad
"rozczarowanie" partnerem, ktory juz nie powoduje ze nasz mozg dostaje
narkotyk tak silnie jak kiedys. Stad potrzeba szukania wciaz nowych bodzcow
do otrzymania narkotyku. Szkoda tylko, ze tym bodzcem ma byc nastepny
czlowiek.


> P.S. polecam lekture ksiazki: E. Fromm "Miłość, płeć i matriarchat", Rebis
> 1997

Zapoznam sie jesli znajde dostep, choc na kochliwego to juz sie raczej
nigdy nie nadam. No chyba ze przedwczesnie i przed trzydziestka uda mi sie
zachorowac na Alzheimera, co sie chyba nie zdarza o ile wiem. Ale czy wtedy
bede jeszcze przydatny genetycznie na odpowiedzialnego malzonka ?

Archemagik
************

Maciek Pasternacki

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to
Dnia Mon, 22 May 2000 19:03:59 +0200, archemagik przypadkowo uderzyl/a klawisze:

>Hmm....... niezaleznie od zlozonosci procesow pozostaje nam przyjrzec sie
>efektowi koncowemu, ktory skrzetnie i sprytnie pominales. Jaki on jest ? Ano
>taki, ze fenyloetyloamina ma dzialanie narkotyczne, a w procesach myslowych,
>choc tez sa one chemiczne, nie zachodza zadne narkotyczne stany, no w kazdym
>razie nie takie ktore by pacjenta przenosily w swiat halucynacji i oderwania
>od rzeczywistosci co jest tak typowe dla niepowaznie i nieracjonalnie
>myslacych o sobie i swiecie "zakochanych". Nie wolno wiec chyba tak
>pochopnie sprowadzac tu jednego do drugiego. Powszechnie wiadomo jest, ze
>pod wplywem halucynogennych (nie oszukujmy sie i nazwijmy to po imieniu)
>stanow milosnych rzeczywistosc zaczyna byc wykrzywiana.
Człowieku, zastanów się co mówisz, bo to jest bełkot. Po pierwsze: PEA *nie*
jest halucynogenna, jak i amfetamina. Nie ma "halucynacji i oderwania od
rzeczywistości", jest zaburzone postrzeganie *jednej konkretnej osoby*.

>Jesli brales
>kiedykolwiek "milosne" odurzenie w calym spektrum zjawiska, to na pewno sie
>z tym zgodzisz. Zwykly partner/ka nagle zaczyna byc najpiekniejsza/y na
>swiecie, najmadrzejszy/a, dobry/a ze wszechmiar, bez wad, etc. Odurzona
>fenyloetyloamina osoba po prostu nie 'kocha" rzeczywistej osoby a swoja
>narkotyczna i wyidealizowana projekcje tej osoby. Jesli sie znajdowales
>kiedys w tym chorym stanie wiesz o co mi chodzi. Oczywiscie mozemy probowac
>sie tu przekonywac, ze nie poddawalismy sie podczas "zakochania" takim
>niepowaznym mitom, Ty, czy ja.

No cóż. Widocznie nie miałem do czynienia "w całym spektrum zjawiska", ale
*zawsze* odczuwałem to jako tylko i wyłącznie moje podejście, jako
*akceptację* tego, co jest (jak mi przechodziło odurzenie, przechodziła i
akceptacja), ale to było tylko i wyłącznie inne podejście do tego samego, nie
postrzegałęm danej osoby inaczej, tylko inaczej oceniałem wyniki.

>Innym przykladem jest idealizowanie
>"obiektu westchnien". Otoz "zakochani" czesto wyolbrzymiaja cechy
>"pozytywne" wygladu czy charakteru owego "obiektu".

Przerzucenie odważników. Tylko. Widać to samo, inaczej się interpretuje.

Maciek Pasternacki

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to
Dnia Tue, 23 May 2000 11:57:35 +0200, archemagik przypadkowo uderzyl/a klawisze:

>>> Natomiast jak sie ma sprawa z fenyloetyloaminowym odurzeniem zwanym
>>> powszechnie "miloscia" ?
>> Juz to kiedys mowilem - odurzenie i milosc to dwie rozne sprawy,
>> przynajmniej IMO(japhy tez o tym wspominal).
>Taaaa, .... to taki wyswiechtany i stary slogan ze "milosc to nie odurzenie"
>ze az Cie o to nie podejrzewalem. Myslalem ze wymyslisz cos
>oryginalniejszego szczerze Ci powiem.
No cóż... ja osobiście wolę jak ktoś mówi tak, jak jest naprawdę, niż sili się
na oryginalność.

>panem i sedzia
>tej farsy okazala sie zwykle chemiczna substancja
>pt.fenyloetyloamina,doprowadzajaca ludzi do zaklocen procesow myslowych i
>trzezwego postrzegania rzeczywistosci. To typowe objawy chorobowe dla tzw.
>"zakochanych", ktorzy nie chca wiedziec, ze to co przezywaja nie jest zadna
>"piekna" i nadzwyczajna rzeczywistoscia, a jedynie narkotycznym omamem i
>przywidzeniem.W normalnym swiecie, wsrod ludzi trzezwo myslacych to co
>piszesz o jakiejs "wielkiej milosci" jest uwazane za rzecz smieszna. Za
>halucynacje.

Jeśli już to urojenia. Urojenie a halucynacja to jest *duża* różnica.

W każdym razie wniosek jest jeden: rozmijamy się i ta dyskusja do niczego nie
prowadzi. EOT.

--Washington Irving

archemagik

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to

"Maciek Pasternacki" wrote

> Człowieku, zastanów się co mówisz, bo to jest bełkot. Po pierwsze: PEA
*nie*
> jest halucynogenna, jak i amfetamina. Nie ma "halucynacji i oderwania od
> rzeczywistości", jest zaburzone postrzeganie *jednej konkretnej osoby*.


Tak czy inaczej jest "zaburzone postrzeganie" wiec nie zasluguje to na
powage. Znow czepiasz sie nieistotnych roznic.

> No cóż. Widocznie nie miałem do czynienia "w całym spektrum zjawiska", ale
> *zawsze* odczuwałem to jako tylko i wyłącznie moje podejście, jako
> *akceptację* tego, co jest (jak mi przechodziło odurzenie, przechodziła i
> akceptacja), ale to było tylko i wyłącznie inne podejście do tego samego,
nie
> postrzegałęm danej osoby inaczej, tylko inaczej oceniałem wyniki.

Akceptacja ale dlaczego ma to byc miloscia ? Przeciez akceptowac mozna tez
np. wlasna nauczycielke, czy to bedzie milosc ?

> >Innym przykladem jest idealizowanie
> >"obiektu westchnien". Otoz "zakochani" czesto wyolbrzymiaja cechy
> >"pozytywne" wygladu czy charakteru owego "obiektu".

Przerzucenie odważników. Tylko. Widać to samo, inaczej się interpretuje.

Zatem poprzednia interpretacja byla niezdrowa.

Zdrowka

Archemagik

archemagik

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to

"Maciek Pasternacki" wrote

> No cóż... ja osobiście wolę jak ktoś mówi tak, jak jest naprawdę, niż sili
się
> na oryginalność.

On nie zrobil ani jednego ani drugiego.


> Jeśli już to urojenia. Urojenie a halucynacja to jest *duża* różnica.

Czepiasz sie detali. Tak czy inaczej wiadomo o co chodzi.

> W każdym razie wniosek jest jeden: rozmijamy się i ta dyskusja do niczego
nie
> prowadzi. EOT.

Rzeczywiscie sie rozmijamy. Piszesz nie na temat uczac mnie jedynie drobnych
nieistotnych roznic miedzy slowami.

archemagik

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to

"Maciek Pasternacki" <ja...@jessie.lonet.gdynia.pl> wrote in message
news:slrn8ilgdq...@jessie.lonet.gdynia.pl...
> Dnia Tue, 23 May 2000 20:22:04 +0200, archemagik przypadkowo uderzyl/a
klawisze:

> >Droga pani, to co pani pisze o akceptowaniu drugiego czlowieka po okresie
> >Pea, to juz nie jest zadna milosc, a jedynie jakas "akceptacja" ktora
jest
> >po prostu genetycznym sklasyfikowaniem partnera jako jednostki przydatnej
do
> >utrzymania biegu ewolucji. Nic wiecej. Jesli nazwiesz to miloscia, to
jest
> >to chyba jakis kaprys zupelnie niepojety. Rownie dobrze mozna to nazwac
snem
> >Pana Kleksa. Tez glupio, ale przynajmniej sie nie kojarzy jakos tak
> >wzniosle, jak to zreszta odbiera 100% naszej populacji. Nie widze nic
> >wznioslego w zaakceptowaniu kobiety jako partnerki mego zycia.
> Hm. Kwestia nazewnictwa. Ja osobiscie widzę w całkowitym zaakceptowaniu
danej
> osoby więcej wzniosłości niż w odurzeniu PEA...

To juz to co chcesz widziec. Nie bede Cie przekonywal co Cie uszczesliwia.
Pamietaj, ze tak czy inaczej z pozycji trzezwego spojrzenia wciaz jest to
pozorne szczescie bo wciaz masz swiadomosc ze bedziesz musial sie z tym
kiedys rozstac. Jest to wiec tak czy inaczej zrodlo bolaczki, wiec moze byc
tak ze oszukujesz sie uwazajac to za szczescie. Ale to twoja sprawa.
Dalej. Wiesz ze prawa jakie rzadza nami sa bolesne. Oczywiscie, mozemy sie
do tych praw nie zastosowac i byc altruistycznie bohaterskimi marzycielami.
Bedzie to jednak znow bolesne. Zalozmy ze nie jak wszyscy postepujesz jak
altruista i znajdujesz sobie kobiete bardzo malo atrakcyjna, majac
jednoczesnie 25 lat i bedac bardzo atrakcyjnym mezczyzna jednoczesnie, tak
ze wlasciwie mozesz miec kazda jak zechcesz. Oczywiscie mozesz sie potem
przed innymi chwalic ze zrobiles to z dobroci serca i dla wartosci nie
bedacych w zasiegu Pea (zgodnie z tym jak sie sportretowales wyzej). W
rzeczywistosci musisz jednak walczyc z bolem, ze nie wybrales kobiety ladnej
i mlodszej, ktore ci sie beda jeszcze trafiac czesciej w zyciu i nawet
powodowac, ze Pea cie odurzy. Znow wiec bolaczka. Tak zle i tak nie dobrze.
Nie da sie wygasic w sobie bolu z powodu decyzji, mozna jedynie go
przetrwac. Ale czy to jest sposob ? Tak wiec mnie osobiscie to pachnie uluda
szczescia niz szczesciem. Ale kazdemu droga wolna niech robi co
chce.Osobiscie uwazam, ze zwiazki sa malo warte tego, zeby okreslac to
terminem "milosc" Nie widze tu zadnej roznicy na przyklad miedzy przyjaznia.

e, kto to
> stwierdził itd.

Czepiasz sie slowek a sprawy istotne pomijasz. Oczywiscie wiadomo, ze mowiac
wszyscy ma sie na mysli wiekszosc. Jest to tak oczywiste dla wszystkich, a
ty sie musiales o to doczepic.

> Tylko te mechanizmy w przypadku ludzi zawodzą, ale to już kwestia na
osobną
> dyskusję.

Rzadza nami takie same prawa jak swiatem zwierzat. Np. ponad 90 % genotypu
szympansa to nasz genotyp. Jestesmy wiec prawie tak sami, roznice sa malo
istotne do omawianego tu zagadnienia. Jedyne co mamy nowego, to ze mozemy
sie tym prawom oprzec jak nam sie to podoba bedac bohaterami.

xMad

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to
archemagik bredzi i domniemywa:

> To juz to co chcesz widziec. Nie bede Cie przekonywal co Cie uszczesliwia.
> Pamietaj, ze tak czy inaczej z pozycji trzezwego spojrzenia wciaz jest to
> pozorne szczescie bo wciaz masz swiadomosc ze bedziesz musial sie z tym
> kiedys rozstac. Jest to wiec tak czy inaczej zrodlo bolaczki, wiec moze byc
> tak ze oszukujesz sie uwazajac to za szczescie. Ale to twoja sprawa.
> Dalej. Wiesz ze prawa jakie rzadza nami sa bolesne. Oczywiscie, mozemy sie
> do tych praw nie zastosowac i byc altruistycznie bohaterskimi marzycielami.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
ROTFL !!! (nie uzywam przewaznie tego zwrotu, ale przy twoich postach
trudno sie powstrzymac)
Dlaczego niestosowanie sie do praw kierujacych nami czyni nas
altruistami i marzycielami ??? Rownie dobrze mogles napisac cokolwiek.
Twoje wnioski nie przestaja mnie zadziwiac.
Wg mnie czyni nas raczej bytami, ktore wylamuja sie ze zwierzecych
popedow.
A moze czyni nas zakochanymi ???

> Bedzie to jednak znow bolesne. Zalozmy ze nie jak wszyscy postepujesz jak
> altruista i znajdujesz sobie kobiete bardzo malo atrakcyjna, majac

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^


> jednoczesnie 25 lat i bedac bardzo atrakcyjnym mezczyzna jednoczesnie, tak
> ze wlasciwie mozesz miec kazda jak zechcesz.

ROTFL !!!!
Dlaczego niepostepowanie wraz z Pea, czy prawami ma zaowocowac bardzo
malo atrakcyjnym partnerem ? Twierdzisz, ze nie mozna wybrac sobie na
trzezwo atrakcyjnej kobiety ? Czy dla ciebie wady to tylko
nieatrakcyjnosc ?

> Oczywiscie mozesz sie potem
> przed innymi chwalic ze zrobiles to z dobroci serca i dla wartosci nie
> bedacych w zasiegu Pea (zgodnie z tym jak sie sportretowales wyzej). W
> rzeczywistosci musisz jednak walczyc z bolem, ze nie wybrales kobiety ladnej

^^^^^^


> i mlodszej, ktore ci sie beda jeszcze trafiac czesciej w zyciu i nawet
> powodowac, ze Pea cie odurzy.

ROTFL !!!
MUSI ??? Co jeszcze MUSI ??? Moze przestaniesz domniemywac o stanach
duchowych obcych ci osob ?

> Znow wiec bolaczka. Tak zle i tak nie dobrze.
> Nie da sie wygasic w sobie bolu z powodu decyzji, mozna jedynie go
> przetrwac. Ale czy to jest sposob ? Tak wiec mnie osobiscie to pachnie uluda
> szczescia niz szczesciem. Ale kazdemu droga wolna niech robi co
> chce.Osobiscie uwazam, ze zwiazki sa malo warte tego, zeby okreslac to
> terminem "milosc" Nie widze tu zadnej roznicy na przyklad miedzy przyjaznia.

Czyli dopuszczasz istnienie zwiazkow bez Pea ???
Dlaczego wg ciebie zwiazki bez Pea i akceptacja drugiej osoby z zaletami
i wadami to nie jest milosc ???

> e, kto to
> > stwierdził itd.
>
> Czepiasz sie slowek a sprawy istotne pomijasz. Oczywiscie wiadomo, ze mowiac
> wszyscy ma sie na mysli wiekszosc. Jest to tak oczywiste dla wszystkich, a
> ty sie musiales o to doczepic.

ROTFL !!!
To ciekawe, bo ja tez nie wiem, ze wszyscy = wiekszosc. Zawsze wydawalo
mi sie, ze wszyscy != wiekszosc. Jak widac nie.
Czy nie za duzo tych zalozen ? Wkladasz swoje domniemania w cudze usta.
Caly czas mowisz tylko _wszyscy_, _kazdy_. A teraz tlumaczac sie
dopisujesz jeszcze "Oczywiscie wiadomo..." i znowu "...oczywiste dla
wszystkich...". Po co to piszesz skoro wszyscy to wiedza ??? Wszedzie
aksjomaty. Cala twoja teoria to jedno wielkie zalozenie. Wszedzie
napotykamy na _wszyscy_, _kazdy_ poparte adresem strony
www.gwiazdy.com.pl.
I jeszcze to....


"Pare linkow do tematu, zeby nie bylo ze jestem goloslowny:"

ROOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOTFL !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Moze jeszcze poprzesz swoje teorie jakims numerem "Skandali" ?????
Ta strona (www.gwiazdy.com.pl) nie jest najlepszym zrodlem wiedzy.
Przeczytalem w tym pismie ("Gwiazdy mowia" - pismo astrologiczne) miedzy
innymi o panu Zbyszku bodajze, ktory to poszedl wyrzucic smieci i
zaginal. Wrocil po roku niezmieniony i pustym kublem. Zostalo to
wytlumaczone tym, ze wpadl w petle czasowa. W innym artykule
dowiedzialem sie o pani Basi bodajze, ktora to zmontowala system
alarmowy dla banku w oparciu o przeswiadczenie, ze rosliny wyczuwaja
zamiar popelnienia przestepstwa. I to wszystko w jednym numerze.
Jesli opierasz swoja wiedza na tego typu gazetkach, to krzyz na droge.
To nie milosc, a twoje zycie jest jedna wielka halucynacja !
Pozostala garsc linkow to prywatne strony, na jednej zas jest przedruk z
"Gwiazdy mowia", na innej jest przedruk z NF rowniez pelen domniemywan.
Nie widzialem tam linka do POWAZNEJ publikacji, wiec nie mow, ze zostalo
to udowodnione ponad wszelka watpliwosc i ze WSZYSCY ...i ze to takie
proste...fenyloetyloamina i koniec...sidla milosci.
Nastepnym razem piszac "wszyscy" oprocz wylaczenia sposrod tego grona
japhy'ego, wylacz i mnie.



> Rzadza nami takie same prawa jak swiatem zwierzat. Np. ponad 90 % genotypu
> szympansa to nasz genotyp. Jestesmy wiec prawie tak sami, roznice sa malo
> istotne do omawianego tu zagadnienia. Jedyne co mamy nowego, to ze mozemy
> sie tym prawom oprzec jak nam sie to podoba bedac bohaterami.

ROTFL !!!
Sam sobie zaprzeczasz. Najpierw piszesz, ze rzadza nami TAKIE SAME prawa
jak swiatem zwierzat i ze roznice miedzy nami i zwierzetami SA MALO
ISTOTNE, a potem, ze MOZEMY sie tym prawom OPRZEC. Dla mnie to BARDZO
ISTOTNA ROZNICA. I to nie jest czepianie sie szczegolow.
Twoje posty sa przydlugie, pelne sprzecznosci i bezsensownych zalozen, o
ktorych jak sam twierdzisz wszyscy wiedza. I jeszcze porownywanie
milosci do halucynacji !!! I halucynacje po amfetaminie !!! Wymiekam...
Dawno nie czytalem takich bredni. Hmm...zapomnialem o postach Black
Ghosta. Znacie sie ?
I to tyle...
xMad
--
-------------------------
-Kill'em all -
-Kill'em all for slander-
-------------------------

LPoD

unread,
May 23, 2000, 3:00:00 AM5/23/00
to

archemagik <m...@onet.poczta.pl> wrote:
[...]

> Taaaa, .... to taki wyswiechtany i stary slogan ze "milosc to nie
odurzenie"
> ze az Cie o to nie podejrzewalem. Myslalem ze wymyslisz cos
> oryginalniejszego szczerze Ci powiem.

Przeciez wiesz, ze myslenie mi szkodzi. To, ze cos jest stare i
wyswiechtane,
nie znaczy, ze nie mozna sie z tym zgodzic, przyjac od wiadomosci,
zaakceptowac. Jesli na przyklad podoba mi sie jakis utwor, ktory
jest na pierwszych miejscach list przebojow, to nie staram sie za
wszelka
cene go bojkotowac. Tak samo powszechnosc czy popularnosc jakiegos
pogladu nie oznacza ani tego, ze i ja go musze przyjac, ani tym
bardziej,
ze musze go odrzucic. Nie staram sie byc oryginalny - staram sie byc
soba.
('byc soba' - to tez stare i wyswiechtane...)

> Nie wiem nic o zadnej milosci o jakiej piszesz. Moze po prostu szukasz
> jakiejs krainy marzen do ktorej chcialbys sobie uciec od tego
cholernie
> smutnego swiata. No coz......

A ktoz jej nie szuka? Kto nie ucieka do arkadii? Co zlego jest
w uciekaniu do krainy marzen? Mozna byc jednoczesnie racjonalista
i marzycielem, czego najwyrazniej nie potrafisz zrozumiec.

> wiem ze rzeczywistosc jest tragiczna i strasznie napawa pesymizmem.

To Twoja rzeczywistosc jest taka. Pozwole sobie wklepac fragment
ksiazki, ktora wlasnie wczoraj przeczytalem. Zawarty w nim
poglad na rzeczywistosc jest bardzo interesujacy i, co ciekawe,
moge sie z nim zupelnie zgodzic, poniewaz wczesniej sam wymyslilem
prawie to samo:

[Zarniwoop, Trillian i Zaphot Beeblebrox przybywaja na mala, nic nie
znaczaca
planete, gdzie mieszka wladca wszechswiata ze swym kotem Bogiem.
Zaczynaja zadawac mu pytania, aby dowiedziec sie czegos o czlowieku,
ktory rzadzi wszechswiatem, chociaz nikt, lacznie z nim samym o tym nie
wie.]

"Zarniwoop wyjal z kieszeni kilka karteluszkow.
- A wiec - zaczal - rzadzisz wszechswiatem, tak?
- Skad mam to wiedziec?
Zarniwoop postawil przy pierwszym pytaniu ptaszka.
- Od kiedy to robisz?
- To pytanie o przeszlosc?
Zarniwoop zbaranial. Nie tego oczekiwal.
- Tak - odpowiedzial.
- Skad mam to wiedziec - dumal gospodar - czy przeszlosc nie jest
fikcja,
wymyslono jedynie po to, by wyjasnic rozbieznosc pomiedzy aktualnymi
doznaniami mych zmyslow a stanem mego ducha?
Zarniwoop tepo sie gapil. Z jego przemoczonego ubrania zaczela unosic
sie para.
- Zawsze tak odpowiadasz na pytania? - spytal.
Odpowiedz byla natychmiastowa.
- Jesli uwazam, ze slysze czyjes pytanie, mowie, co mi przyjdzie do
glowy.
Nic wiecej ci nie moge powiedziec.
Zaphod rozesmial sie ze szczescia.
- Wypije za to - uznal i wyciagnal butelke dzankskiego sznapsa.
Blyskawicznym
ruchem wstal i podal flaszke wladcy wszechswiata, ktory wzial ja z
radoscia.
- Zdrowie, mistrzu! Wal bez ogrodek!
- Posluchaj - probowal Zarniwoop - przyjezdzaja do ciebie ludzie, nie?
W statkach
kosmicznych...
- Sadze, ze tak - odparl gospodarz i podal butelke Trillian.
- I prosza cie - ciagnal Zarniwoop - bys podejmowal za nich rozne
decyzje?
Dotyczace zycia narodow, przyszlosci swiatow, problemow gospodarczych,
wojen, w sumie wszystkiego, co dzieje sie na zewnatrz w calym kosmosie?
- Na zewnatrz? - zdziwil sie gospodarz. - Gdzie na zewnatrz?
- Tam! - Zarniwoop wskazal na drzwi.
- Skad wiesz, ze tam cos jest? Drzwi sa przeciez zamkniete.
Deszcz dalej bebnil o dach. W baraczku bylo cieplutko.
- Chyba wiesz, ze na zewnatrz jest kosmos?! - wrzasnal Zarniwoop. - Nie
mozesz
uchylac sie odpowiedzialnosci udajac, ze go nie ma! - Trzasl sie z
wscieklosci.
Wladca wszechswiata dlugo myslal.
- Jestes bardzo pewny niektorych faktow - uznal w koncu. - Nie ufalbym
zdaniu
czlowieka, ktory z gory zaklada istnienie wszechswiata.[!!! To zdanie
przekazuje
mojemu sygnaturkowcowi :>]
Zarniwoop dalej sie trzasl, ale milczal.
[------------------------------------------------------------------------
--------]
- Decyduje jedynie o moim wlasnym wszechwiecie - mowil gospodarz
spokojnie.
- Moj wszechswiat to moje oczy i uszy. Wszystko inne to niesprawdzone
pogloski.
[------------------------------------------------------------------------
--------]
- Nie wierzysz absolutnie w nic?!
Wladca wszechwiata wzruszyl ramionami i podniosl kota z ziemi.
- Nie rozumiem, o czym mowisz.
- Nie rozumiesz, ze decyzje, ktore podejmujesz w tej norze, maja wplyw
na zycie
i losy milionow istnien?
- A skad to wiadomo? Nigdy nie spotkalem tych, o kim mowisz. Ty, jak
sadze,
tez nie. Istnieja jedynie w slowach, ktore slyszymy. Jak mozna
twierdzic,
ze sie wie, co przydarza sie ludziom? Tylko oni to wiedza - jesli
istnieja.
Maja wlasny wszechswiat swych oczu i uszu."
[Douglas Adams, 'Restauracja na koncu wszechswiata']

Pozostawiam bez komentarza, bo IMHO zbedny.

> W normalnym swiecie,

Raczej w Twoim swiecie. Przeciez podalem moja definicje normalnosci;>

> wsrod ludzi trzezwo myslacych to co
> piszesz o jakiejs "wielkiej milosci" jest uwazane za rzecz smieszna.

AFAIR nie pisalem nic o zadnej "wielkiej milosci". Napisalem tylko,
ze to tak jak z dekadentyzmem - kazdy ma swoja wizje i kazda jest
wlasciwa.

> Natomiast jesli piszesz ze milosc to nie
> odurzenie a cos po tym, to zapytaj sie wszystkich, ktorzy sa w
malzenstwie i
> przeszli okres odurzenia Pea. Wszyscy oni na pytanie czym jest
"milosc"
> odpowiadaja, ze to juz pozniej tylko przyzwyczajenie i wspolna
> odpowiedzialnosc dwoch stron za odchowanie potomstwa. Tylko to
pozostaje.

A czego sie spodziewales? Nic nie trwa wiecznie.

> Zadnej sielanki a tylko trud w znojach wspolnego zycia, czesto
niezgodnosci
> charakterow wzajemnego egoizmu, etc.

Jak mawiali starozytni: "lajf iz brutal end ful of zasadzkaz end
samtajmz
kopas w dupas" - nikt nie mowi, ze jest latwo i ze to tylko sielanka.
Milosc to takze lzy, trzaskajace drzwi, odejscia i powroty - z pewnoscia
nie jest to zadna sielanka.


> Do tego czasem dochodzi odpowiedzialnosc i przyzwyczajenie, plus
ewentualnie
> potrzeba ciupciania.

E tam - a wspolnota majatkowa, wspolne rozliczanie z fiskusem,
ulgi prorodzinne? Zapomniales o pieniadzach ;))
Poza tym - koszty rozwodu...

> To co Ty szumnie nazywasz miloscia okreslilbym bardziej
trzezwo.Nazwalbym to
> raczej trudnym obowiazkiem zycia we wspolnocie, gdzie czesto
niezgodnosc
> charakterow dwoch stron nie daje zyc, a jedynym cementem utrzymujacym
w
> kupie ten absurdalny zwiazek jest potomstwo i instynkt w nas, ktory
nakazuje
> nam wziac za nie odpowiedzialnosc.

I to jest wlasnie milosc - po co uzywac takiego dlugiego opisu,
skoro mozna okreslic to jednym slowem?
A co powiesz o przyjazni, ktora IMHO powinna zawsze towarzyszyc milosci?

> Zatem nic nowego, tyle samo mniej wiecej
> co w swiecie zwierzat.

Jestesmy bardzo podobni do zwierzat - tylko troche od nich gorsi.


> A moze, .... krasnoludki byly Twoja mama i tata ? A moze ja jestem
baba jaga
> ?

Niczego nie mozna wykluczyc...

> A moze ty zawsze bedziesz mial 42 lata ? Chlopie w jakim Ty swiecie
zyjesz.

No wlasnie...w jakim?

> Nie wiem nic o zadnych innych sposobach odpowiedzialnego postrzegania
> rzeczywistosci. Chyba nie oczekujesz, ze w normalnym swiecie ktos
bedzie
> bral Cie powaznie jesli myslisz inaczej.

Nie oczekuje. To moze Ty mi teraz zdefiniujesz,
co to jest normalny swiat? Ciagle o tym mowisz...


> Aktualnie fenyloetyloamina okazala
> sie prosta substancja odurzajaca, ktora nie przenosi w swiat zadnej
> "milosci", a jedynie zwyklych halucynacji i smiesznosci z dziecinnym
> infantylizmem w pojmowaniu partnera na czele.

Czyli w swiat milosci ;>


> Chyba nie oczekujesz ode mnie jako pesymisty i racjonalisty, ze dam
sie na taka
> dziecinade Ci namowic ?

Alez ja niczego nie oczekuje!
Zwlaszcza, ze zdecydowanie wole kobiety;)
Jesli uwazasz, ze probuje Cie do czegos namowic...coz, chyba to Ty masz
jakies halucynacje.

> Po co od razu te bredzenie poetow o "Wielkiej milosci" ? Czy musimy
naprawde
> sie oglupiac patetycznymi haslami ?

Nic nie musimy. Po prostu chcemy - to nasza naturalna potrzeba,
instynkt, 'potrzeba ciupciania'...nazwij to jak chcesz.

> Nazwijmy to po prostu przykrym obowiazkiem zycia we wspolnocie.

Zaraz...to o co my sie wlasciwie klocimy? O slowa?
Patrzac z punktu widzenia racjonalisty:
"przykry obowiazek zycie we wspolnoscie" to 5 wyrazow, na ktorych
wymowienie musimy skonsumowac tak wiele bezcennego przeciez czasu.
"Milosc" - to slowo nie istnieje w naszym(racjonalistow) slowniku,
a latwo sie je wymawia.
Nazwijmy wiec przykry obowiazek zycie we wspolnoscie MILOSCIA.
:P


>

> > Dlaczego mowisz "dzis"? A kiedys nie bylo milosci? Rozwody i
flirty(te
> > drugie
> > w ilosci zapewne nie mniejszej, niz obecnie) byly od zawsze, a
scislej -
> > odtad,
> > kiedy ludziom przyszlo do glowy zyc w dwuosobowych 'stadach'.
>
> To tylko potwierdza, ze ciagle chemia ma tu nadrzedna role. Od czasow
jak
> zeszlismy z drzew a nawet wczesniej.

Czlowiek to bioforma zbudowana na bazie wegla. Jestesmy mieszanina
zwiazkow chemicznych, z ktorych ponad 70% to H2O. Z racjonalistycznego
punktu widzenia oczywiscie. Z biologicznego - jestesmy zwierzetami.
Z humanistycznego - ludzmi. Z mojego - nie ma nas ;>


ch.
--
"Raz ruszylem teleportem
Z Ronem, Maggie, Johnem w droge.
Ron wnet ukradl serce Maggie
Ja dostalem Johna noge."

archemagik

unread,
May 24, 2000, 3:00:00 AM5/24/00
to

"Maciek Pasternacki" wrote:

> Hm. Kwestia nazewnictwa. Ja osobiscie widzę w całkowitym zaakceptowaniu
danej
> osoby więcej wzniosłości niż w odurzeniu PEA...

Musisz sie jednak juz w takim razie zastanowic czy to nie jest juz cos
zupelnie zwyklego i innego. Nie neguje ze piszesz prawde. Napisze troche o
moich doswiadczeniach. W zyciu przezylem dwa zwiazki. To co bylo udane i
dojrzale i wydawalo sie miloscia, pewnego dnia zamienilo sie w rutyne.
Konfliktow nie bylo nawet tak duzo, zeby mozna bylo stwierdzic iz koniec
tego jest spowodowany jakims niezrozumieniem. Przeciwnie, bylo zrozumienie i
nawet wspolnota pogladow i podejscuia do zycia. Nie jeden powie idealne
podloze do zwiazku na stale. I pewnie bedzie mial racje. Z tymi kobietami
nadal zyje w przyjazni, i w zrozumieniu. Stwierdzilem jednak, ze to nie ma
sensu trwac w jakims zwiazku. Po prostu dla mnie to bylo zbyt blache zeby
czynic z tego cos tak wielkiego odpowiedzialnego i spektakularnego jak
wspolnote calego zycia. Owszem istnialy miedzy nami fascynacje i nadal
istnieja zarowno fizycznie jak i psychicznie. Istnialo i istnieje glebokie
zrozumienie a nawet potrzeba wzajemnego odwiedzania sie i spotykania, co
robie do dzis. Cos co ty bys tu pewnie nazwal miloscia dla mnie jednak
pozostanie juz tylko gleboka przyjaznia i niczym wiecej. Nie widze w tym
zadnego rodzaju wznioslych uczuc, pewne wartosci tak, ale rownie dobrze
moglbym znalezc to w znajomosciach z przyjaciolmi tej samej plci co ja a
nawet w fascynacjach nie zwiazanych z ludzmi. Uwazam ze nie ma w zwiazku
mezczyzny i kobiety nic co by moglo byc nobilitowane do rangi czegos
niepowtarzalnego. Cos wartosciowego moze to jest, ale nie wyjatkowego. Nie
potrafie odnalezc tego o czym piszesz. Moze tobie sie udalo mi nie, ja w to
nie wierze i juz to dla mnie pozostanie czcza gadanina i urojeniem. Wydaje
mi sie jednak raczej, ze sobie dopowiedziales iz to wielka fascynacja. Nikt
mi takiego czegos na szczerze nigdy nie powiedzial po dluzszym przebywaniu w
zwiazku i sam tez tego nie widzialem. Wiem ze nie jestem odosobniony w tym,
bo znam ludzi ktorzy sie zwiazali i zaluja ze to zrobili bo mysla podobnie
jak ja. Ich zwiazki sa nawet bardzo udane i spelnione, ale przyznaja sie ze
zbyt wiele w tym rutyny zeby mozna bylo widziec w tym cos nadzwyczajnego.
Jakis rodzaj przyzwyczajenia i glebokiej przyjazni, ale sladu czegos
nadzwyczajnego nie ma. O zwiazkach ludzi bedacych po 40 to juz nawet nie
warto wspominac. Ludzie ktorzy zaszli w tym daleko juz zupelnie nic w tym
nie widza. Tak przynajmniej mowiono mi i tak wynikalo z obserwacji mojej
tych zwiazkow. Tak wiec ja to redukuje do jakiejs byc moze wartosciowej
przyjazni, ale tylko przyjazni. Jesli ktos spodziewa sie ze to bedzie cos
wiecej, moim zdaniem miewa urojenia. No, napisalem co mysle i staralem sie
powstrzymac ironie jak moglem. Mam nadzieje ze mnie zrozumiesz bo ja Ciebie
juz chyba rozumiem. W takim wypadku dalsza wymiana pogladow wydaje sie
zbyteczna.

Archemagik

archemagik

unread,
May 24, 2000, 3:00:00 AM5/24/00
to

"xMad" wrote

> ROTFL !!! (nie uzywam przewaznie tego zwrotu, ale przy twoich postach
> trudno sie powstrzymac)
> Dlaczego niestosowanie sie do praw kierujacych nami czyni nas
> altruistami i marzycielami ??? Rownie dobrze mogles napisac cokolwiek.
> Twoje wnioski nie przestaja mnie zadziwiac.
> Wg mnie czyni nas raczej bytami, ktore wylamuja sie ze zwierzecych
> popedow.
> A moze czyni nas zakochanymi ???

Trujesz koles. Wlasciwie twoj post jest jedna wielka ignorancja a ilosc
wykrzyknikow na koncu twoich zdan wcale nie oznacza ze krzyczac glosniej
masz wieksza racje. Niestety ujawniles sie jako wielce niepowazny dyskutant.
Przed toba zaden dyskutant nie probowal zarzucac mi ze odkrycie zwiazku
fenyloetyloaminy z tzw. "milosnym odurzeniem" jest moim wymyslem czy jedynie
paru stron internetowych. Po prostu odkrycie tego faktu bylo glosne i kazdy
o tym slyszal. Ja o tym slyszalem wiele kilka lat temu i wciaz bylo o tym
glosno. czytalem tez o tym czesto w normalnej prasie wcale nie typu
"Skandale". Pisal o tym m.in. Spectator o ile dobrze pamietam. Wstukaj do
wyszukiwarki anglojezycznej to haslo a na pewno cos ci sie pokaze jakis
powazny link. No chyba ze chcesz pozostac w wygodnej niewiedzy, twoj
problem. Nikt normalny nie bedzie zaprzeczal rzeczom ogolnie znanym, bo sie
nie chce osmieszyc. Ty natomiast to zrobiles. Okazuje sie jednak ze ty byles
gdzies nie w tym swiecie jesli tego nie wiesz. Zarzucasz mi w poscie
sprzecznosci a sam wpadasz w nie. Na przyklad nizej uznajesz dzialanie Pea:

> Dlaczego niepostepowanie wraz z Pea, czy prawami ma zaowocowac bardzo
> malo atrakcyjnym partnerem ?

A kiedy indziej zaprzeczasz ze wierzysz w to:

wiec nie mow, ze zostalo
> to udowodnione ponad wszelka watpliwosc i ze WSZYSCY ...i ze to takie
> proste...fenyloetyloamina i koniec...sidla milosci.

Zatem zanim zaczniesz mi cos zarzucac sam sie wez w garsc. To ze wpadam w
sprzecznosci nie oznacza ze tak jest, oznacza jedynie ze ty tylko zyczysz
sobie zeby tak bylo. Swoje zyczenia mozesz pozostawic na gwiazdke.

> > Bedzie to jednak znow bolesne. Zalozmy ze nie jak wszyscy postepujesz
jak
> > altruista i znajdujesz sobie kobiete bardzo malo atrakcyjna, majac
> ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
> > jednoczesnie 25 lat i bedac bardzo atrakcyjnym mezczyzna jednoczesnie,
tak
> > ze wlasciwie mozesz miec kazda jak zechcesz.
>
> ROTFL !!!!
> Dlaczego niepostepowanie wraz z Pea, czy prawami ma zaowocowac bardzo
> malo atrakcyjnym partnerem ? Twierdzisz, ze nie mozna wybrac sobie na
> trzezwo atrakcyjnej kobiety ? Czy dla ciebie wady to tylko
> nieatrakcyjnosc ?

Nie wiem o co ci chodzi z wadami koles, pisz w jakims ludzkim jezyku. Co do
postepowania zgodnie z prawami natury to wiadomo ze nie wybierzesz sobie na
zone bazyla mowiac niezbyt oglednie ale zrozumiale. Mozesz mi oczywiscie tu
napisac ze ty jestes wyjatkowy szlachetny i nietypowy i nie patrzysz na
urode li tylko, ale na charakter etc. Fakty sa jednak takie ze zawsze
bedziesz chcial miec raczej ladna dziewczyne niz brzydka, moze nie ? To
samo jest u dziewczyn. To sie w psychologii okresla jako dosc szeroko
reprezentowana teoria tzw. doboru pod wzgledem sily przetrwania genow. Jest
to w zasadzie zgodne z doswiadczeniem naszego zycia a wynika pewnie z
ewolucyjnego doboru naturalnego gdzie mutacje neutralne przystosowuja sie
korzystnie lub nie do nowego srodowiska. Wiadomo, ze patrzac na partnerke
szacujesz swiadomie lub mniej pod katem swego przyszlego dziecka i czy twe
dziecko bedzie wystarczajaco silne i atrakcyjne do dalszego wystapienia
cyklu ewolucyjnego. To znaczy czy w przyszlosci bedzie mialo powodzenie i w
ten sposb dalsze duze mozliwosci do zrodzenia dalszego potomstwa. Taki
poglad reprezentuje teoria doboru pod wzgledem sily przetrwania genow. Jest
to zgodne z naszym doswiadczeniem no chyba ze zyjesz w jakim klasztorze i
nic o tym nie wiesz. Tak to ewolucja brutalnie ustawila ze jestesmy tacy a
nie inni. Nie oszukujmy sie, zycie jest brutalne. Zyjemy w swiecie
przyrody, gdzie rzadzi zasada dobierania sie wedlug fizycznej atrakcyjnosci
i przetrwania genow. Tak wiec koles nie truj mi, ze ty nie chcialbys miec
ladnej dziewczyny i pod tym katem nie szukasz partnerki. No chyba ze jestes
ciamajda i nie bylo cie stac na znalezienie sobie ladnej kobiety i teraz
probujesz to zaslonic przez "bezinteresowne" postrzeganie plci przeciwnej.
Ale to juz nie moj problem.

> > Oczywiscie mozesz sie potem
> > przed innymi chwalic ze zrobiles to z dobroci serca i dla wartosci nie
> > bedacych w zasiegu Pea (zgodnie z tym jak sie sportretowales wyzej). W
> > rzeczywistosci musisz jednak walczyc z bolem, ze nie wybrales kobiety
ladnej
> ^^^^^^
> > i mlodszej, ktore ci sie beda jeszcze trafiac czesciej w zyciu i nawet
> > powodowac, ze Pea cie odurzy.
>
> ROTFL !!!
> MUSI ??? Co jeszcze MUSI ??? Moze przestaniesz domniemywac o stanach
> duchowych obcych ci osob ?

Bredzisz. Chyba nie napiszesz mi ze jestes jakims bozkiem, ktory nic nie
musi co ? Moze nie musisz walczyc ze soba, gdy sie "zakochasz" a nie chcesz
tego zwiazku lub cie na niego nie stac ? Pstryk i po problemie ? Jak to
robia bozki, allahy jezusy i inne tam urojenia, co ? Chlopie ja nie jestem
naiwny. Cos mi sie zdaje zes ty sie nazarl jakiejs fenyloetyloaminy bo ledwo
kontaktujesz z rzeczywistoscia. W normalnym swiecie nikt sie tak nie
zachowuje jak ty. No chyba ze jestes bywalcem listy paranauki, byl tu juz
taki jeden "trzezwo myslacy".


> > Znow wiec bolaczka. Tak zle i tak nie dobrze.
> > Nie da sie wygasic w sobie bolu z powodu decyzji, mozna jedynie go
> > przetrwac. Ale czy to jest sposob ? Tak wiec mnie osobiscie to pachnie
uluda
> > szczescia niz szczesciem. Ale kazdemu droga wolna niech robi co
> > chce.Osobiscie uwazam, ze zwiazki sa malo warte tego, zeby okreslac to
> > terminem "milosc" Nie widze tu zadnej roznicy na przyklad miedzy
przyjaznia.
>
> Czyli dopuszczasz istnienie zwiazkow bez Pea ???
> Dlaczego wg ciebie zwiazki bez Pea i akceptacja drugiej osoby z zaletami
> i wadami to nie jest milosc ???

A czym to sie np. rozni od przyjazni co ? No chyba ze uciekasz w swiat
jakichs urojen co mnie specjalnie nie zdziwi. Przypatrz sie zwiazkom po
wytrzezwieniu z Pea. Tam juz jest tylko przyzwyczajenie, tak mowia ludzie
szczerzy i trzezwo myslacy. No chyba ze chca sobie pofantazjowac to ci tego
nie powiedza.


> > e, kto to
> > > stwierdził itd.
> >
> > Czepiasz sie slowek a sprawy istotne pomijasz. Oczywiscie wiadomo, ze
mowiac
> > wszyscy ma sie na mysli wiekszosc. Jest to tak oczywiste dla wszystkich,
a
> > ty sie musiales o to doczepic.
>
> ROTFL !!!
> To ciekawe, bo ja tez nie wiem, ze wszyscy = wiekszosc. Zawsze wydawalo
> mi sie, ze wszyscy != wiekszosc. Jak widac nie.
> Czy nie za duzo tych zalozen ? Wkladasz swoje domniemania w cudze usta.
> Caly czas mowisz tylko _wszyscy_, _kazdy_. A teraz tlumaczac sie
> dopisujesz jeszcze "Oczywiscie wiadomo..." i znowu "...oczywiste dla
> wszystkich...". Po co to piszesz skoro wszyscy to wiedza ??? Wszedzie
> aksjomaty. Cala twoja teoria to jedno wielkie zalozenie. Wszedzie
> napotykamy na _wszyscy_, _kazdy_ poparte adresem strony
> www.gwiazdy.com.pl.

Przesadzasz i wykrzywiasz rzeczywistosc. Wplyw fenyloetyloaminy jest faktem
odkrytym przez nauke a link "gwiazdy" to kropla w morzu z tej literatury
ktora to opisywala. Dalem tylko przyklady z Netu, jak ktos chce na pewno
znajdzie wiecej o tym off-line. Zreszta strony podaja ze uczeni to odkryli a
nie jest to zaden wymysl sezonu ogorkowego.

> "Pare linkow do tematu, zeby nie bylo ze jestem goloslowny:"
> ROOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOTFL !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
> Moze jeszcze poprzesz swoje teorie jakims numerem "Skandali" ?????
> Ta strona (www.gwiazdy.com.pl) nie jest najlepszym zrodlem wiedzy.
> Przeczytalem w tym pismie ("Gwiazdy mowia" - pismo astrologiczne) miedzy
> innymi o panu Zbyszku bodajze, ktory to poszedl wyrzucic smieci i
> zaginal. Wrocil po roku niezmieniony i pustym kublem. Zostalo to
> wytlumaczone tym, ze wpadl w petle czasowa. W innym artykule
> dowiedzialem sie o pani Basi bodajze, ktora to zmontowala system
> alarmowy dla banku w oparciu o przeswiadczenie, ze rosliny wyczuwaja
> zamiar popelnienia przestepstwa. I to wszystko w jednym numerze.
> Jesli opierasz swoja wiedza na tego typu gazetkach, to krzyz na droge.
> To nie milosc, a twoje zycie jest jedna wielka halucynacja !
> Pozostala garsc linkow to prywatne strony, na jednej zas jest przedruk z
> "Gwiazdy mowia", na innej jest przedruk z NF rowniez pelen domniemywan.
> Nie widzialem tam linka do POWAZNEJ publikacji, wiec nie mow, ze zostalo
> to udowodnione ponad wszelka watpliwosc i ze WSZYSCY ...i ze to takie
> proste...fenyloetyloamina i koniec...sidla milosci.

Niestety przez to co tu napisales kompromitujesz sie. Odkrycie wplywu Pea na
mozg bylo faktem naukowym glosno omawianym przez normalne srodki przekazu.
Zreszta nikt sie tu nie sprzeczal z tym bo kazdy to zna ale jak widac nie ty
bo spadles z ksiezyca. Jak pisalem, ja o tym bardzo szeroko czytalem nawet w
normalnej prasie, czesc po angielsku. Linki ktore podalem opisuja juz dawno
odkryty przez uczonych fakt i nie prezentuja swych wymyslow typu "Skandale"
czy tym bardziej moich wymyslow. Jesli kilka stron internetowych relacjonuje
to niezaleznie od siebie to kazdy glupek dostrzeze absurdalnosc twego
zarzutu ze jest to wymysl nedznych www.gwiazdy.com.pl a la Skandale. Mi sie
wydaje ze ty jestes kolejnym, ktory po prostu chce zyc w swiecie chciejstwa
i urojen co ci sie przywidzialo jako "milosc".
Jestes slaby. Milosci nie ma, a ty boisz sie smutnej rzeczywistosci.
Wspolczuje.
Coz....... rozumiem ze jesli sie ma w zyciu tylko jeden cel pt. "milosc" to
jest przykre gdy ktos powie ze to po prostu jedynie przejsciowe zaklocenie
swiadomosci. Jest to dla was denerwujace. Jednak gdyby to istnialo jak sobie
to probujecie uroic, to ludzie wiazali by sie ze soba bezinteresownie. Zadna
dziewczyna nie miala by problemem ze znalezienia chlopaka i na odwrot.
Tymczasem na tym polu zdobycie partnera czesto jest tak samo trudne jak
znalezienie pracy na naszym agresywnym rynku zatrudnienia. Jesli wszystko
jest takie cacy bracie, to czemu lecisz na ladne lachy, a na np. grube nawet
nie spojrzysz, co ?

Nastepnym razem piszac "wszyscy" oprocz wylaczenia sposrod tego grona
> japhy'ego, wylacz i mnie.

Kolega japhy okazal sie odpowiedzialnym dyskutantem, ktory nie zaprzeczal
faktom oczywistym jak ty zrobiles, a staral sie pisac obiektywnie i
rzetelnie wskazujac mi ze moge sobie tez inaczej cos zinterpretowac. Ty
niestety pokazales jedynie pyskowke, wielkie litery i kilogramy wykrzyknikow
co zdradza jedynie twe bezradne emocjonalne nastawienie.

> Sam sobie zaprzeczasz. Najpierw piszesz, ze rzadza nami TAKIE SAME prawa
> jak swiatem zwierzat i ze roznice miedzy nami i zwierzetami SA MALO
> ISTOTNE, a potem, ze MOZEMY sie tym prawom OPRZEC. Dla mnie to BARDZO
> ISTOTNA ROZNICA. I to nie jest czepianie sie szczegolow.

Niestety jest. Przestan pisac wielkimi literami bo to ze krzyczysz na pewno
nie dowodzi ze masz racje. Nie ma tu istotnego bledu ani zadnej
sprzecznosci. Wiekszosc ludzi zyje wedle swiata praw zwierzat: nazrec sie,
pociupciac, dobrze wyspac. To ze malo kto uwaza za sensowne zyc inaczej jest
wlasnie tym ze ludzie zyja jak w swiecie zwierzat. Natomiast to ze niektorzy
sie opieraja takim prawidlom hedonizmu, jest wlasnie tym, ze mozemy sie tym
prawom oprzec. Twoje wyczytywanie z tego wiecej niz tu jest, czyli jakichs
sprzecznosci, pozostaje wiec twym poboznym zyczeniem, ktore sie nie
spelnilo.


> Twoje posty sa przydlugie, pelne sprzecznosci i bezsensownych zalozen


To tylko twoje zyczenia, ktorych nie byles w stanie dowiesc. Poczekaj z tym
na Mikolaja. Napisac cos kazdy moze, a udowodnic malo kto. Ty niestety do
tej mniejszosci sie nie zaliczyles.

, o
> ktorych jak sam twierdzisz wszyscy wiedza.


Wiedza ale probuja zapomniec.

I jeszcze porownywanie
> milosci do halucynacji !!! I halucynacje po amfetaminie !!!

Pokaz koles gdzie napisalem ze halucynacje sa po amfetaminie. Mysle ze nie
bedziesz w stanie tego zrobic bo nie pamietam zebym tak napisal. Jesli tego
nie bedziesz w stanie zrobic, to ja wtedy sie ciebie spytam, jak mozesz mi
zarzucac nierzetelnosc samemu bredzac. Inni zobacza co jestes wart z tym
swoim pieniactwem na buzce. Zobacza jaka jest twa wiarygodnosc.


Wymiekam...
> Dawno nie czytalem takich bredni. Hmm...zapomnialem o postach Black
> Ghosta. Znacie sie ?

Piszesz nie na temat. Wycieczki personalne zostaw sobie na rozmowy z kim
innym.

> I to tyle...

Czyli w zasadzie nic.


> xMad
> --
> -------------------------
> -Kill'em all -
> -Kill'em all for slander-
> -------------------------

Czyzby to byly wartosci jakie prezentujesz ?

Archemagik

Marysia

unread,
May 24, 2000, 3:00:00 AM5/24/00
to

archemagik próbował(a) polemizowac:

>Droga pani, to co pani pisze o akceptowaniu drugiego czlowieka po okresie
Pea, to juz nie jest zadna milosc, a jedynie jakas "akceptacja...
dlaczego "po okresie", a gdzie ja to napisalam? Jesli juz to w trakcie moj
drogi panie, w trakcie.

" ktora jest
>po prostu genetycznym sklasyfikowaniem partnera jako jednostki przydatnej
do
>utrzymania biegu ewolucji. Nic wiecej. Jesli nazwiesz to miloscia, to jest
>to chyba jakis kaprys zupelnie niepojety. Rownie dobrze mozna to nazwac
snem
>Pana Kleksa. Tez glupio, ale przynajmniej sie nie kojarzy jakos tak
>wzniosle, jak to zreszta odbiera 100% naszej populacji. Nie widze nic
>wznioslego w zaakceptowaniu kobiety jako partnerki mego zycia. Najwyzej
>jakis pragmatyzm, przyjazn, lubienie, ale dlaczego od razu wzniosle to
>okreslac ? Po drugie jesli piszesz o akceptowaniu "calego czlowieka" to
>ciekaw jestem czy wiesz o czym mowisz. Zauwaz i sobie szczerze odpowiedz
>czym jest dla Ciebie akceptacja partnera.

m.in. to, ze wiem, jakie ma wady i jestem w stanie sie z tym pogodzic.
Niestety, ja tez nie jestem doskonala. Nie usiluje go tez zmieniac na moja
modle, bo przeciez zycie z kims podobnym do mnie byloby nie do
wytrzymania.;)


Jest to nie akceptacja jego samego
>dla niego samego a jedynie akceptacja bedaca ocenieniem jego ewolucyjnej
>przydatnosci dla Ciebie,
jako tej ktora chce podolac zadaniu wyznaczonemu
>jej przez ewolucje (przedluzenie gatunku).

Bzdura. A skad to dziwne przeswiadczenie, ze chce przedluzac gatunek? bo co,
bo jestem kobieta i powinnam miec instynkty macierzynskie?
Czy wobec tego moj wybranek powinien byc wg Ciebie tepym osilkiem, ktorego
glowna zaleta jest zdrowie i umiejetnosc zarabiania forsy???


Badzmy szczerzy. Powszechnie
>wiadomo, ze kazda jednostka determinuje swoj wybor przez ocene w 90%
>fizycznego wygladu partnera, w dalszych 8 % pod wzgledem jego zyciowej
>zaradnosci, ktora gwarantuje bezpieczenstwo zycia a jedynie chyba w
znikomej

Cholera, to ja jednak nie jestem normalna. Nigdy nie robili na mnie wrazenia
czarujacy panowie w rodzaju Banderasa.


>ilosci bierze sie pod uwage takie wartosci jak wiedza charakter intelekt i
>dobrotliwosc, ktore dzis sa juz reliktem przeszlosci.

To po co mi facet, z ktorym nie moge porozmawiac? ilez czasu mozna spedzic
przed telewizorem, video, czy nawet w lozku?
(chyba rzeczywiscie cos ze mna nie tak, bo mnie facet jest w stanie
zainteresowac wlasnie intelektem. To jest ten pierwszy element, ktory
dostrzegam w mezczyznie.)


To juz sie ocenia na
>zasadzie, zeby nie bylo mi z nim zbyt ciezko, zeby nie byl zlosliwy, etc.
>Takie prawa nam ustalil ewolucjonizm i te prawa decyduja o wyborze a nie
>jakas wysniona altruistyczna cecha bedaca bezinteresownym "zaakceptowaniem
>drugiej osoby" w "milosci". Czy Ty naprawde w to wierzysz ?

sorry, wierze.


W
>ewolucjonizmie jaki nas wydal na ten smutny swiat, nie ma altruizmu,
>bezinteresownosci, a jedynie bezduszny dobor zwany doborem naturalnym i
>selekcja. Przetrwaja jednostki genetycznie najsilniejsze.

Kochanie, piszesz o swiecie zwierzat czy ludzi?, bo dla mnie to sa jednak
rozne swiaty.


Jesli pamietasz
>ze szkoly ewolucjonizm wiesz o co chodzi.

przykro mi, ale to bylo tak dawno:)


Przemykaja sie jednostki
>najdorodniejsze genetycznie. Tak jest w swiecie zwierzat, i tak jest tym
>razem. Jesli nie wierzysz to popatrz jak ludzie sie dobieraja albo jak
>wiekszosc Twych kolezanek ocenia partnera: w 90 % dla wygladu. Nie
oszukujmy
>sie. Po naszej stronie jest to samo. Jak cwierc wieku juz petam sie po
>ziemskim padole nigdy nie slyszalem zeby jakikolwiek mezczyzna wyrazil sie
o
>kobiecie jako atrakcyjnej z innych powodow jak nie wyglad przede wszystkim.

to dlaczego pary, ktore spotykam nie przypominaja mi Banderasa i Melanii
Griffith, tylko sa tacy zwyczajni?

>Intelektualne cechy czy charakter byly rzadko brane pod uwage, i zawsze po
>wstepnie dokonanej ocenie wygladu, ktory zawsze ma znaczenie decydujace.

pisalam o tym juz wczesniej. Ale moze rzeczywiscie nie mozna na podstawie
mnie oceniac innych.


>Popatrz na dziewczyny otyle. Malo kto je chce. Co do mezczyzn, to wezmy np.
>taki przyklad. Masz bezdomnego z dworca Centralnego w W-wie, ktory to
>czlowiek powinien byc zaakceptowany wedlug Twych kryteriow jako "caly
>czlowiek" i to powinno rozstrzygac wedlug Ciebie ostatecznie o jego
>wartosci. Zalozmy, ze jest to czlowiek dobry i inteligentny w wieku np. 30

odpada, za mlody (hi, hi)


>lat z cechami czlowieczenstwa nadajacymi sie do zawartosciowania. Jest
>jednak bez srodkow do zycia, jego zeby sa sprochniale a on jest np. juz
>lysy i bardzo slaby z z powodu wieloletniego niedozywienia organizmu. Jego
>organizm juz nigdy nie odzyska zdrowej kondycji z powodu wyniszczenia
>wieloletnia glodowka. Zapytaj sie teraz samej siebie, czy zaakceptujesz go
>na swego partnera z jego wszystkimi wadami w "pelni czlowieczenstwa" jak
>piszesz ? Mysle ze nie bedzie Cie on obchodzil jako partner zupelnie.

przyklad kompletnie bez sensu.


Twe
>slogany o czlowieczenstwie jako glownym kryterium oceny sa pustoslowiem.

dla Ciebie na pewno.


>Popatrz na swego partnera albo na partnerow Twych kolezanek i zastanow sie
>gdzie tam bierze sie pod uwage calego czlowieka. Bierze sie jedynie jego
>uzytecznosc, co jest nam podyktowane przez brutalne prawa bezlitosnego
>ewolucjonizmu.

powtarzasz sie.


Milosc jest tu tylko sztucznie doklejona ideologia, ktora
>chcesz podac jako opium dla swej psychiki znudzonej przykra ewolucyjna
>rzeczywistoscia. Rzeczywistoscia przykra, bo nie majaca w sobie zadnej
>glebi, traktujacej Ciebie jedynie jako ogniwo i budulec ktory po spelnieniu
>swej marnej roli (przedluzenie gatunku)

znowu sie powtarzasz
(ciach)


Pozostaja dwa wyjscia. Pierwsze to to,
>ktore ja wybralem, tzn. postawienie sie w sytuacji, ze jedynym co mi
>realistycznie pozostalo jest smutek i pesymizm, bo i tak glebszej tresci
>odnalezc sie nie da w niczym innym, a smutek i pesymizm w oczekiwaniu na
>nieuchronna smierc sa jedynym co jest pewne i nieprzemijalne i
>nieiluzoryczne.

wybacz, ale wolalabym sie od razu pociac, niz zyc, o ile mozna to nazwac
jeszcze zyciem, z przeswiadczeniem, ze nic nie ma sensu.


Zatem prawdziwe. Wiem ze trudno sie z tym pogodzic i bardzo
>dlugo sam do tego bolesnego przebudzenia sie dojrzewalem, ale jest to
>spojrzenie prawdzie w twarz. Wielu oczywiscie nigdy nie odwazy sie wziac
pod
>uwage tej smutnej rzeczywistosci. To jedno wyjscie. Stanac mocno na
nogach
>i powiedziec sobie, stary pozbadz sie zludzen i nie badz naiwny. Natomiat
>drugim wyjsciem jest to ktore obiera wiekszosc ludzi z powodu strachu przed
>prawda o tym strasznym swiecie. Te wyjscie to uciekanie w swiat urojonej i
>wymarzonej rzeczywistosci jak np. "radosc zycia", "milosc", "flirty",
>"uciechy mlodosci", i wiele wiele innych zyczen dajacych sie sprowadzic do
>stwierdzenia iz " wierze ze moze bedzie fajnie".

kurcze, "wierze ze moze bedzie fajnie", a wiem ze JEST lub BYWA fajnie to
co innego.
ja wole swoja wersje. Gdybym chciala spedzic zycie na "gdybaniu", jak to
kiedys moze bedzie fajnie, to znowu lepsze byloby dobre ciecie. Czlowieku,
przeciez to nie zycie, to WEGETACJA.


>
>> (Nie chcialabym, by moj facet wylacznie sie mna zachwycal. Wolalabym by
>> akceptowal mnie taka jaka jestem, a nie kochal sie w moim
>wyidealizowanym-a
>> wiec nieprawdziwym- obrazie.)
>
>
>Ja tez bym wiele rzeczy wolal, ale zyjemy w cholernie smutnym swiecie,
ktory
>nasze chcenie po prostu ma gdzies.

dobra, wyrazilam sie nieprecyzyjnie. Moj facet wlasnie tak mnie widzi. Skad
wiem? proste, widzial mnie rano jeszcze przed zrobieniem makijazu i wciaz
jest ze mna.(hi, hi)


On kwalifikuje i wybiera najsilniejszych.
>Prawo dzungli kochanie. Tak juz pozostanie i nie mamy na to zadnego wplywu.
>Mlecze sa piekne gdy kwitna prawda ? Tak ale nie dla siebie sa piekne, ale
>po to zeby byc zapylonymi. Gdy to sie juz stanie okrutna przyroda ma gdzies
>ich piekno i zamienia sie on w siwa pylice, jak my sie kiedys na starosc
>wszyscy zamienimy po odegraniu roli wyznaczonej nam w podlym spektaklu
>bezlitosnej ewolucji. Pamietaj dobor naturalny determinuje Twe wybory nie
>wartosci "wyzsze" Twego partnera jak sobie chcesz wmowic.
>

znowu piszesz to samo


>
>"Milosc rodzi sie" ? Czy Ty zdajesz sobie sprawe z tego co piszesz ? W
>normalnym swiecie ludzi trzezwo myslacych to sie nazywa fantazjowaniem,
>wiesz o tym ?
>
>

troche juz o tym pisalam, ale napisze jeszcze raz. W moim przypadku (wiem,
wiem pewnie nie jestem normalna), facet w ktorym sie zakochalam wkurzal
mnie! serio! dopiero pozniej, po ilus tam rozmowach, spotkaniach itp.
zauwazylam, ze cos w nim jest. A potem samo juz poszlo.


>> Chemia powstajaca w naszym mozgu co najwyzej wspomaga to uczucie.
>
>Zatem to "uczucie" jest do kitu. Jesli mialo by zaistniec w swej pelni i
>zaslugiwac na uwage musialo by powstac bezinteresownie, z czystej
fascynacji
>wartoscia drugiej osoby.

niezrozumiales, uzylam slowa WSPOMAGA.


To sama wartosc tkwiaca w drugim czlowieku
>wystarczyla by do wywolania tego uczucia. Jak widac my i nasz organizm ma
>tak naprawde te wzniosle idealy gdzies, bo musi nas po prostu naszprycowac
i
>wprawic w stan halucynacji. Wydaje sie nam wiec tylko ze jest cos nas w tym
>czlowieku fascynuje, tymczasem to tylko ewolucja domaga sie swego.

masz obsesje na punkcie ewolucji, czy co?


Reszta
>fascynacji tym czlowiekiem da sie sprowadzic np. do fascynacji ktora jest
>taka sama jak w przyjazni. Nie zasluguje to wiec na range okreslania tego
>szumnie "miloscia" co zdarzalo sie zbyt czesto dawnym poetom. Nazwijmy to
>po prostu glebsza przyjaznia (ktora zdarza sie tez przeciez miedzy
>mezczyznami, czy to od razu ma byc nazwane miloscia ?), przywiazaniem,
>przyzwyczajeniem, zwiazkiem z rozsadku, zwiazkiem z potrzeby posiadania
>dzieci z ktorymi pojdzie sie na ryby, itd. Jesli tak to bez wyolbrzymiania
>nazwiemy, to bedzie po sprawie i unikniemy stosowania przesadzonych
terminow
>nie majacych zadnego logicznego odniesienia do rzeczywistosci.
>
>
>> Rozwody i flirty to rzecz bedaca dziś w
>> >rekordowej ilosci.
>>
>> To o niczym nie świadczy.
>
>Wlasnie ze swiadczy bardzo wiele.

nie wyrywaj moich slow z kontekstu. tam bylo tak: >> To o niczym nie
świadczy.


Chociaz moze świadczy, np. o tym, ze ludzie zbyt szybko wchodza w zwiazki
typu "malzenstwo", nie znajac sie zbyt dobrze.
Zreszta pytanie -dlaczego ludzie sie zenia/wychodza za maz, to raczej osobny
temat, na inna dyskusje.

Najczestsza motywacja jest wlasnie


>znudzenie partnerem. Tylko ze wstydu mowi sie ze chodzi o "niezgodnosc
>charakterow". W rzeczywistosci chodzi o to, ze szuka sie nowego odurzenia
>spowodowanego przez fenyloetyloamine, ktora juz nie wydobywa sie z powodu
>obecnosci starego partnera.
>Powstaje glod narkotyczny i to w dodatku fizycznie nas dreczacy. Stad
>"rozczarowanie" partnerem, ktory juz nie powoduje ze nasz mozg dostaje
>narkotyk tak silnie jak kiedys. Stad potrzeba szukania wciaz nowych bodzcow
>do otrzymania narkotyku. Szkoda tylko, ze tym bodzcem ma byc nastepny
>czlowiek.
>
>
>> P.S. polecam lekture ksiazki: E. Fromm "Miłość, płeć i matriarchat",
Rebis
>> 1997
>
>Zapoznam sie jesli znajde dostep, choc na kochliwego to juz sie raczej
>nigdy nie nadam. No chyba ze przedwczesnie i przed trzydziestka uda mi sie
>zachorowac na Alzheimera, co sie chyba nie zdarza o ile wiem. Ale czy wtedy
>bede jeszcze przydatny genetycznie na odpowiedzialnego malzonka ?

genetycznie moze i nie, ale do czego innego na pewno tak.
>Archemagik
Marysia

Maciek Pasternacki

unread,
May 24, 2000, 3:00:00 AM5/24/00
to
Dnia Tue, 23 May 2000 22:04:13 +0200, archemagik przypadkowo uderzyl/a klawisze:

>Akceptacja ale dlaczego ma to byc miloscia ? Przeciez akceptowac mozna tez
>np. wlasna nauczycielke, czy to bedzie milosc ?
Akceptacja - w sensie 'pełne przyjęcie danej osoby do swojego życia',
zaakceptować w znaczeniu dosłownym znaczy właśnie 'przyjąć'...


--
__ Maciek Pasternacki <ja...@moo.pl> [ http://moo.pl/~japhy/ ] [ #173413 ]


`| _ |_\ / GCM/MU>CS/AT d-? s:-- a--- C++(+++) UL++>++++$ P L+++ E--- W-
,|{-}|}| }\/ N++ w--- O? M-- V? PS+++ !PE PGP-- t+ X++(-) R tv-- b++>+++ DI++

\/ |____/ D-- G++ e* h* -><- [ http://leeloo.moo.pl/~japhy/zdjecia/ ] -><-

Maciek Pasternacki

unread,
May 24, 2000, 3:00:00 AM5/24/00
to
Dnia Tue, 23 May 2000 22:04:16 +0200, archemagik przypadkowo uderzyl/a klawisze:

>> W każdym razie wniosek jest jeden: rozmijamy się i ta dyskusja do niczego nie
>> prowadzi. EOT.
>Rzeczywiscie sie rozmijamy. Piszesz nie na temat uczac mnie jedynie drobnych
>nieistotnych roznic miedzy slowami.
Na temat uczuć piszę mało, bo wiem to, co wiem, ale werbalizacja tego jest
rzeczą trudniejszą. Zresztą werbalizacja uczuć nie jest rzeczą dobrą, bo wtedy
zacznę wszystko postrzegać pod kątem tej interpretacji i uczucia dopasowywać
do niej, zawężając je tym samym.

Różnice między słowami, a tym bardziej między pojęciami (mylenie PEA z
opiatami, uznawanie PEA za substancję halucynogenną) zaciemnia odbiór,
zamieniając go momentami z demagogiczny bełkot. Tym bardziej dla ludzi, którzy
nie wiedzą dokładnie, o czym mowa (większość ludzi uwierzy, jak im zaczniesz
wmawiać, że np. amfetamina jest halucynogenna, co raczyłeś pośrednio
stwierdzić).

EOT.

xMad

unread,
May 24, 2000, 3:00:00 AM5/24/00
to
archemagik wrote:
[ciach...niestety musialem troche powycinac.]
> Trujesz koles.

A ty nie odpowiadasz na moje pytania, jak np. powyzej tylko nazywasz
mnie ignorantem itd. Znasz definicje altruizmu ?

> Wlasciwie twoj post jest jedna wielka ignorancja a ilosc
> wykrzyknikow na koncu twoich zdan wcale nie oznacza ze krzyczac glosniej
> masz wieksza racje. Niestety ujawniles sie jako wielce niepowazny dyskutant.
> Przed toba zaden dyskutant nie probowal zarzucac mi ze odkrycie zwiazku
> fenyloetyloaminy z tzw. "milosnym odurzeniem" jest moim wymyslem czy jedynie
> paru stron internetowych. Po prostu odkrycie tego faktu bylo glosne i kazdy
> o tym slyszal. Ja o tym slyszalem wiele kilka lat temu i wciaz bylo o tym
> glosno. czytalem tez o tym czesto w normalnej prasie wcale nie typu
> "Skandale". Pisal o tym m.in. Spectator o ile dobrze pamietam. Wstukaj do
> wyszukiwarki anglojezycznej to haslo a na pewno cos ci sie pokaze jakis
> powazny link. No chyba ze chcesz pozostac w wygodnej niewiedzy, twoj
> problem. Nikt normalny nie bedzie zaprzeczal rzeczom ogolnie znanym, bo sie
> nie chce osmieszyc. Ty natomiast to zrobiles. Okazuje sie jednak ze ty byles
> gdzies nie w tym swiecie jesli tego nie wiesz.

Moge o tym nie wiedziec. I "Gwiazdy mowia" nie jest dobrym linkiem.
Jesli sa jakies powazne publikacje, powinienes je podac, a nie teraz
twierdzic, ze wystarczy wpisac w przegladarce....Dlaczego sam nie
wpisales i nie podales sensownych linkow ?

> Zarzucasz mi w poscie
> sprzecznosci a sam wpadasz w nie. Na przyklad nizej uznajesz dzialanie Pea:

> > Dlaczego niepostepowanie wraz z Pea, czy prawami ma zaowocowac bardzo
> > malo atrakcyjnym partnerem ?

Nie twierdze, lecz zadaje pytania, na ktore ty nie raczysz odpowiedziec.



> A kiedy indziej zaprzeczasz ze wierzysz w to:
>
> wiec nie mow, ze zostalo
> > to udowodnione ponad wszelka watpliwosc i ze WSZYSCY ...i ze to takie
> > proste...fenyloetyloamina i koniec...sidla milosci.

Wycinasz z kontekstu...Wyzej napisalem o twoich niepowaznych linkach,
ktore zaprezentowales by nie byc _goloslownym_. To jest smieszne wg
mnie. Zestawienie _goloslowny_ z adresami stron, ktore podales.
Wybacz, ale ja nie podparlbym sie szmatlawcem typu "Gwiazdy mowia".
Osmieszyles sie w ten sposob. Nic nie powiedzialbym gdybys w miejsce
tych linkow zamiescil linki do jakichs powaznych publikacji, badz
ksiazki. Nie zrobiles tego i podparles sie nic nie warta gazetka.
Wybacz, ale to zalosne.



> Zatem zanim zaczniesz mi cos zarzucac sam sie wez w garsc. To ze wpadam w
> sprzecznosci nie oznacza ze tak jest, oznacza jedynie ze ty tylko zyczysz
> sobie zeby tak bylo. Swoje zyczenia mozesz pozostawic na gwiazdke.

Kolego. To co wyzej to jedna wielka brednia. Wszystko podporzadkowujesz
swojej chorej teorii pt. "Milosci nie ma" i nie dopuszczasz do siebie
mysli, ze w niej moze byc dziura.

[ciach]


> Nie wiem o co ci chodzi z wadami koles, pisz w jakims ludzkim jezyku.

Chodzi mi o to, ze wady to cos wiecej niz nieatrakcyjnosc. Ktos wyzej
napisal, ze milosc to akceptowanie partnera z wszystkimi jego zaletami i
wadami, na co ty walnales swoj tekst o "altruistach" (ktore
sformulowanie tam nie pasuje, ale to pewnie szczegol ?) i "bardzo malo
atrakcyjnym" partnerze. A wady to rowniez drobiazgowosc, zazdrosc, latwe
irytowanie sie itp.

> Co do
> postepowania zgodnie z prawami natury to wiadomo ze nie wybierzesz sobie na
> zone bazyla mowiac niezbyt oglednie ale zrozumiale. Mozesz mi oczywiscie tu
> napisac ze ty jestes wyjatkowy szlachetny i nietypowy i nie patrzysz na
> urode li tylko, ale na charakter etc. Fakty sa jednak takie ze zawsze
> bedziesz chcial miec raczej ladna dziewczyne niz brzydka, moze nie ?

Jak sie to ma do Pea ? Nie moge wybrac sobie ladnej dziewczyny bez
udzialu Pea ? Musi to byc od razu brzydka dziewczyna ?
Nie rozumiem dlaczego dla ciebie wybranie kobiety bez Pea oznacza
wybranie brzyduli. Moze odpowiesz na moje pytania, ktore notabene
zadalem juz wczesniej ?
Nie lubie sie powtarzac.

> To
> samo jest u dziewczyn. To sie w psychologii okresla jako dosc szeroko
> reprezentowana teoria tzw. doboru pod wzgledem sily przetrwania genow. Jest
> to w zasadzie zgodne z doswiadczeniem naszego zycia a wynika pewnie z
> ewolucyjnego doboru naturalnego gdzie mutacje neutralne przystosowuja sie
> korzystnie lub nie do nowego srodowiska. Wiadomo, ze patrzac na partnerke
> szacujesz swiadomie lub mniej pod katem swego przyszlego dziecka i czy twe
> dziecko bedzie wystarczajaco silne i atrakcyjne do dalszego wystapienia
> cyklu ewolucyjnego. To znaczy czy w przyszlosci bedzie mialo powodzenie i w
> ten sposb dalsze duze mozliwosci do zrodzenia dalszego potomstwa. Taki
> poglad reprezentuje teoria doboru pod wzgledem sily przetrwania genow.

Kolego, to dotyczy swiata zwierzat. Dlaczego mamy tak wiele zwiazku, w
ktorych jeden z partnerow ma jakis defekt np. slaby wzrok, jakas przykra
chorobe ???
Jest tu istotna roznica. Zgodze sie, ze czesc populacji moze podlegac
tym prawom, ale nie wszyscy. I nie nazywaj lamania tych praw altruizmem,
bo chyba nie rozumiesz tego slowa.
Nie potrafisz rozroznic swiata zwierzat od swiata ludzi ???

> Jest
> to zgodne z naszym doswiadczeniem no chyba ze zyjesz w jakim klasztorze i
> nic o tym nie wiesz. Tak to ewolucja brutalnie ustawila ze jestesmy tacy a
> nie inni. Nie oszukujmy sie, zycie jest brutalne. Zyjemy w swiecie
> przyrody, gdzie rzadzi zasada dobierania sie wedlug fizycznej atrakcyjnosci
> i przetrwania genow. Tak wiec koles nie truj mi, ze ty nie chcialbys miec
> ladnej dziewczyny i pod tym katem nie szukasz partnerki. No chyba ze jestes
> ciamajda i nie bylo cie stac na znalezienie sobie ladnej kobiety i teraz
> probujesz to zaslonic przez "bezinteresowne" postrzeganie plci przeciwnej.
> Ale to juz nie moj problem.

Zyjemy w swiecie, w ktorym ewolucja ma coraz mniej do gadania. Slyszales
o rozwoju medycyny ? Teraz nie umieraja slabi, koryguje sie roznego
rodzaju wady, leczy choroby, pozostawiajac w ten sposob osobniki z
defektami. I osobniki te znajduja partnerow. Gdzie tu prawa ewolucji ?
Nie wydaje ci sie, ze troche sie zmienily ?



> Bredzisz. Chyba nie napiszesz mi ze jestes jakims bozkiem, ktory nic nie
> musi co ?

Co to pytanie ma do naszej dyskusji ? Jesli nawet sa rzeczy, ktore musze
zrobic, to ty nie musisz wiedziec co to za rzeczy. Wiesz o co mi chodzi,
czy znowu mam pisac to samo ?

> Moze nie musisz walczyc ze soba, gdy sie "zakochasz" a nie chcesz
> tego zwiazku lub cie na niego nie stac ? Pstryk i po problemie ? Jak to
> robia bozki, allahy jezusy i inne tam urojenia, co ? Chlopie ja nie jestem
> naiwny.

Tak masz racje. Spotkam jakas dziewczyne, powali mnie fenyloetyloamina i
jestem jej na zawsze, bo nie wyzwole sie z jej macek. To nie jest
naiwnosc ? Moze jeszcze wierzysz w te feromony w sprayu, po ktorych
dziewczyna ma sie rozlozyc laknac seksu z toba ?

> Cos mi sie zdaje zes ty sie nazarl jakiejs fenyloetyloaminy bo ledwo
> kontaktujesz z rzeczywistoscia. W normalnym swiecie nikt sie tak nie
> zachowuje jak ty. No chyba ze jestes bywalcem listy paranauki, byl tu juz
> taki jeden "trzezwo myslacy".

Bredze ? Ja nie pisze "musisz". Nie domniemywam o stanach emocjonalnych
innych osob. Ty to robisz. I to sa brednie. Uwazam, ze zamiast "musisz"
moglbys lepiej napisac "duza czesc z nas". Ale pisanie "musisz" to
brednie. Wybacz.
A wycieczki personalne zostaw sobie na rozmowe z kims innym. Nie jestem
pod wplywem fenyloetyloaminy. Wiesz, ze zyjemy w swiecie, w ktorym nie
trzeba poddawac sie nalogom, gdzie ludzie zwyciezaja z nalogami ? Nie
zyjemy w swiecie malp, tylko ludzi.



> A czym to sie np. rozni od przyjazni co ? No chyba ze uciekasz w swiat
> jakichs urojen co mnie specjalnie nie zdziwi. Przypatrz sie zwiazkom po
> wytrzezwieniu z Pea. Tam juz jest tylko przyzwyczajenie, tak mowia ludzie
> szczerzy i trzezwo myslacy. No chyba ze chca sobie pofantazjowac to ci tego
> nie powiedza.

Moze rozni sie tym, ze poprzedza je istnienie okresu
fascynacji/zauroczenia, ktore co pewien czas sie odradza. Moze rozni sie
tym, ze dochodzi seks, reprodukcja itp. Wg niektorych milosc to troche
wiecej niz przyjazn.


> Przesadzasz i wykrzywiasz rzeczywistosc. Wplyw fenyloetyloaminy jest faktem
> odkrytym przez nauke a link "gwiazdy" to kropla w morzu z tej literatury
> ktora to opisywala. Dalem tylko przyklady z Netu, jak ktos chce na pewno
> znajdzie wiecej o tym off-line. Zreszta strony podaja ze uczeni to odkryli a
> nie jest to zaden wymysl sezonu ogorkowego.

Nie wykrzywiam. Bredzisz mowiac, ze wszyscy = wiekszosc. I podajesz link
do "Gwiazdy mowia". To sa fakty. Mogles podac link do jakiejs powaznej
publikacji. A podajesz link do szmatlawca i kilku prywatnych stron. To
jest smieszne. Skoro to kropla to ciekawe, ze akurat podales ja, a nie
wartosciowszy link.



> Niestety przez to co tu napisales kompromitujesz sie. Odkrycie wplywu Pea na
> mozg bylo faktem naukowym glosno omawianym przez normalne srodki przekazu.
> Zreszta nikt sie tu nie sprzeczal z tym bo kazdy to zna ale jak widac nie ty
> bo spadles z ksiezyca. Jak pisalem, ja o tym bardzo szeroko czytalem nawet w
> normalnej prasie, czesc po angielsku. Linki ktore podalem opisuja juz dawno
> odkryty przez uczonych fakt i nie prezentuja swych wymyslow typu "Skandale"
> czy tym bardziej moich wymyslow. Jesli kilka stron internetowych relacjonuje
> to niezaleznie od siebie to kazdy glupek dostrzeze absurdalnosc twego
> zarzutu ze jest to wymysl nedznych www.gwiazdy.com.pl a la Skandale. Mi sie
> wydaje ze ty jestes kolejnym, ktory po prostu chce zyc w swiecie chciejstwa
> i urojen co ci sie przywidzialo jako "milosc".

Ja o tym nie slyszalem. A od czasu do czasu pojawia sie jakies
"odkrycie" naukowcow, ktore jest watpliwe i rozdmuchane przez prase do
absurdalnych wnioskow.
A co do www.gwiazdy.com.pl, to nie ja podalem adres tej strony, wiec
jesli ktos jest niepowazny i kompromituje sie to chyba ty.
Kilka stron relacjonuje to niezaleznie od siebie tzn ze to prawda ? Tak
mam to rozumiec ? Dodajmy do tego, ze NIEPOWAZNYCH stron, bo chyba caly
czas o tym zapominasz. Kolego, w ufo tez wierzysz ? Przeciez jest
mnostwo stron o tym, relacje swiadkow, zdjecia itd...Przeciez to sa
bzdury.

> Jestes slaby. Milosci nie ma, a ty boisz sie smutnej rzeczywistosci.

Milosci nie ma wg ciebie. Szkoda tylko, ze wiekszosc sadzi, iz istnieje.
A tylko kilka osob twierdzi tak jak ty.

> Wspolczuje.

I nawzajem.

> Coz....... rozumiem ze jesli sie ma w zyciu tylko jeden cel pt. "milosc" to
> jest przykre gdy ktos powie ze to po prostu jedynie przejsciowe zaklocenie
> swiadomosci. Jest to dla was denerwujace. Jednak gdyby to istnialo jak sobie
> to probujecie uroic, to ludzie wiazali by sie ze soba bezinteresownie. Zadna
> dziewczyna nie miala by problemem ze znalezienia chlopaka i na odwrot.
> Tymczasem na tym polu zdobycie partnera czesto jest tak samo trudne jak
> znalezienie pracy na naszym agresywnym rynku zatrudnienia. Jesli wszystko
> jest takie cacy bracie, to czemu lecisz na ladne lachy, a na np. grube nawet
> nie spojrzysz, co ?

Kolego...kolejny raz. NIE DOMNIEMYWAJ O STANACH/MYSLACH INNYCH OSOB. Mam
ci to napisac w htmlu czcionka 30-stka ? Nie mam celu w zyciu, a jesli
nawet mialbym to nie musialbys wiedziec o tym ty. Ale jak widac ty wiesz
o wszystkim.
Co do grubych dziewczyn. Sa ladne grube dziewczyny. Atrakcyjnosc jest
rzecza wzgledna, powinienes o tym wiedziec. Ludzie lacza sie z osobami
malo atrakcyjnymi. Czy tego chcesz ty i twoja chora teoria czy nie.
Moja dziewczyna jest ladna i jest brzydka. Ma wady, ma zalety, ktorych
tutaj nie bede wymienial. Nie jest idealem. Nie otacza jej aura boskosci
i co ty na to ?
Moze to jest ta akceptacja, o ktorej usilowalo mowic tu kilka osob, po
czym zostaly zalane twoim slowotokiem ?

> Nastepnym razem piszac "wszyscy" oprocz wylaczenia sposrod tego grona
> > japhy'ego, wylacz i mnie.
>
> Kolega japhy okazal sie odpowiedzialnym dyskutantem, ktory nie zaprzeczal
> faktom oczywistym jak ty zrobiles, a staral sie pisac obiektywnie i
> rzetelnie wskazujac mi ze moge sobie tez inaczej cos zinterpretowac. Ty
> niestety pokazales jedynie pyskowke, wielkie litery i kilogramy wykrzyknikow
> co zdradza jedynie twe bezradne emocjonalne nastawienie.

Do ciebie inaczej nie mozna. Nie odpowiadasz na pytania. Przekrecasz
fakty. Jesli ktos zwroci ci uwage, to mowisz, ze to szczegol. Ja sam
musze po kilka (slownie dwa) razy pisac, bo czytasz i nie wiesz o co
chodzi, lub nie odpowiadasz na moje pytania. Caly czas to samo, rzeka
slow, byle zalac i zniechecic dyskutanta.



> > Sam sobie zaprzeczasz. Najpierw piszesz, ze rzadza nami TAKIE SAME prawa
> > jak swiatem zwierzat i ze roznice miedzy nami i zwierzetami SA MALO
> > ISTOTNE, a potem, ze MOZEMY sie tym prawom OPRZEC. Dla mnie to BARDZO
> > ISTOTNA ROZNICA. I to nie jest czepianie sie szczegolow.
>
> Niestety jest. Przestan pisac wielkimi literami bo to ze krzyczysz na pewno
> nie dowodzi ze masz racje.

Nie krzycze, tylko zwracam uwage na istotne miejsca. Jak widac nawet to
do ciebie nie dociera.

> Nie ma tu istotnego bledu ani zadnej
> sprzecznosci. Wiekszosc ludzi zyje wedle swiata praw zwierzat: nazrec sie,
> pociupciac, dobrze wyspac. To ze malo kto uwaza za sensowne zyc inaczej jest
> wlasnie tym ze ludzie zyja jak w swiecie zwierzat. Natomiast to ze niektorzy
> sie opieraja takim prawidlom hedonizmu, jest wlasnie tym, ze mozemy sie tym
> prawom oprzec. Twoje wyczytywanie z tego wiecej niz tu jest, czyli jakichs
> sprzecznosci, pozostaje wiec twym poboznym zyczeniem, ktore sie nie
> spelnilo.

Wymiekam...Czlowieku idz pod prysznic...
Fakt, ze czesc ludzi poddaje sie prawidlom hedonizmu, wcale nie oznacza,
ze robia to wszyscy. Chodzi mi tylko o to, ze nie rzadza nami te same
prawa. O to, ze sa to prawa podrzedne, ktore mozemy zlamac i obejsc,
jesli tylko chcemy. To jest dodatkowa zasada, ktora rozni nas od swiata
zwierzat. Ale wg ciebie to malo istotna roznica. A to twoje ostatnie
zdanie z cytatu powyzej po prostu zwala mnie z nog. Roznica, o ktorej
mowie jest istotna roznica. Ludzie potrafia zwalczyc, przeciwstawic sie
wielu rzeczom/zasadom/prawidlom.
Tez poddajesz sie prawom swiata zwierzat: nazrec sie, pociupciac i
dobrze wyspac ?

> > Twoje posty sa przydlugie, pelne sprzecznosci i bezsensownych zalozen
>
> To tylko twoje zyczenia, ktorych nie byles w stanie dowiesc. Poczekaj z tym
> na Mikolaja. Napisac cos kazdy moze, a udowodnic malo kto. Ty niestety do
> tej mniejszosci sie nie zaliczyles.

Moze zaczniesz odpowiadac na pytania, ktore ci zadalem, a ktore
pozostawiles bez odpowiedzi, badz przekreciles, a nie dyskredytujesz
mnie.



> , o
> > ktorych jak sam twierdzisz wszyscy wiedza.
>
> Wiedza ale probuja zapomniec.

Wymiekam....Nie mow _wszyscy_, bo to idiotyzm.



> I jeszcze porownywanie
> > milosci do halucynacji !!! I halucynacje po amfetaminie !!!
>
> Pokaz koles gdzie napisalem ze halucynacje sa po amfetaminie. Mysle ze nie
> bedziesz w stanie tego zrobic bo nie pamietam zebym tak napisal. Jesli tego
> nie bedziesz w stanie zrobic, to ja wtedy sie ciebie spytam, jak mozesz mi
> zarzucac nierzetelnosc samemu bredzac. Inni zobacza co jestes wart z tym
> swoim pieniactwem na buzce. Zobacza jaka jest twa wiarygodnosc.

Ok...moja wina...Czytalem post japhy'ego, w ktorym napisal wyrazenie,
ktore zle zrozumialem. Sadzilem, ze to ty napisales o amfetaminie.
Zrobil to Black Ghost, a japhy napisal w ten sposob, iz myslalem ze to
ty. W przeciwienstwie do ciebie potrafie sie przyznac do pomylek.
Ale "zapomniales" jeszcze powiedziec o milosci jako halucynacji. Chyba
nie chcesz sie tego tez wypierac ? To szczegol, tak ?



> Wymiekam...
> > Dawno nie czytalem takich bredni. Hmm...zapomnialem o postach Black
> > Ghosta. Znacie sie ?
>
> Piszesz nie na temat. Wycieczki personalne zostaw sobie na rozmowy z kim
> innym.

I vice versa. (patrz wyzej)



> > I to tyle...
>
> Czyli w zasadzie nic.

A ty znowu to samo.



> > xMad
> > --
> > -------------------------
> > -Kill'em all -
> > -Kill'em all for slander-
> > -------------------------
>
> Czyzby to byly wartosci jakie prezentujesz ?

To slowa z utworu. A swoja droga co wnosi to pytanie do dyskusji ?

xMad
--
-------------
-City limits-
-------------

archemagik

unread,
May 24, 2000, 3:00:00 AM5/24/00
to

"Maciek Pasternacki" <ja...@jessie.lonet.gdynia.pl> wrote in message
news:slrn8in7al...@moo.pl...

> Dnia Tue, 23 May 2000 22:04:16 +0200, archemagik przypadkowo uderzyl/a
klawisze:
> >> W każdym razie wniosek jest jeden: rozmijamy się i ta dyskusja do
niczego nie
> >> prowadzi. EOT.
> >Rzeczywiscie sie rozmijamy. Piszesz nie na temat uczac mnie jedynie
drobnych
> >nieistotnych roznic miedzy slowami.
> Na temat uczuć piszę mało, bo wiem to, co wiem, ale werbalizacja tego jest
> rzeczą trudniejszą. Zresztą werbalizacja uczuć nie jest rzeczą dobrą, bo
wtedy
> zacznę wszystko postrzegać pod kątem tej interpretacji i uczucia
dopasowywać
> do niej, zawężając je tym samym.
>
> Różnice między słowami, a tym bardziej między pojęciami (mylenie PEA z
> opiatami, uznawanie PEA za substancję halucynogenną) zaciemnia odbiór,
> zamieniając go momentami z demagogiczny bełkot. Tym bardziej dla ludzi,
którzy
> nie wiedzą dokładnie, o czym mowa (większość ludzi uwierzy, jak im
zaczniesz
> wmawiać, że np. amfetamina jest halucynogenna, co raczyłeś pośrednio
> stwierdzić).

Nie wiem co raczylem posrednio stwierdzic. Moze cos sobie dopowiedziales.
Zreszta to nieistotne roznice akurat w tej dyspucie. Sam zreszta zgadzasz
sie z tym "belkotem" piszac, ze fenyloetyloamina powoduje

> zaburzone postrzeganie *jednej konkretnej osoby*.

Nie wiem czy odurzenie Pea jest godne powagi. Sam uwazasz ze nie, wiec nie
ma sprawy. Tak wiec czy mamy tu halucynacje, czy zaburzenia postrzegania
rzeczywistosci, to mniej wiecej wychodzi na to samo. Halucynacja tez jest
zaburzonym postrzeganiem rzeczywistosci, choc masz racje ze jest bardziej
tworcza niz urojenie.

archemagik

unread,
May 24, 2000, 3:00:00 AM5/24/00
to

"xMad" <xm...@topnet.pl> wrote in message news:392BAB82...@topnet.pl...

> archemagik wrote:
> [ciach...niestety musialem troche powycinac.]
> > Trujesz koles.
>
> A ty nie odpowiadasz na moje pytania, jak np. powyzej tylko nazywasz
> mnie ignorantem itd. Znasz definicje altruizmu ?

Znow trujesz koles i probujesz mnie zlapac za pojedyncze slowka, robisz
konkursy na erudycje i znajomosc slowek i nie wiadomo co tam jeszcze ci
przyjdzie do glowy. Po prostu brak ci argumentow, to widac. Slowko znam
sprzed lat ze zwyklego slownika jezyka polskiego. Kontekst w jakim go uzylem
byl uzasadniony i dobrze wiesz o co mi chodzilo tylko rzniesz teraz glupa.

> Moge o tym nie wiedziec.

To juz twoje niedoinformowanie, ktore jest twym problemem. Zauwaz ze na
grupie nikt tego co pisze nie kwestionuje oprocz ciebie. Owszem, np. japhy
sie ze mna nie zgadza ogolnie co do milosci, ale fakt istnienia
wykrzywiajacego postrzeganie rzeczywistosci dzialania Pea w tzw. "pierwszej
milosci" akceptuje jako rzecz oczywista i ogolnie znana. To samo inni ktorzy
ze mna dyskutowali. Ty natomiast probujesz przeforsowac teze, ze slonce nie
istnieje, choc wszyscy to na co dzien widza.


I "Gwiazdy mowia" nie jest dobrym linkiem.
> Jesli sa jakies powazne publikacje, powinienes je podac, a nie teraz
> twierdzic, ze wystarczy wpisac w przegladarce....Dlaczego sam nie
> wpisales i nie podales sensownych linkow ?


Rzeczy oczywistych sie nie dowodzi. Zawsze moglbym ci podac link z netu, a
tobie i tak by sie to nie podobalo, bo bys mi napisal jak nizej ze "fakt iz
to jest w necie nie znaczy, ze tak jest naprawde". Natomiast gdybym sie
naszukal i podal jakies czasopismo naukowe na ten temat nie z netu, to ty
bys to znowu skontestowal, ze nie kazdy ma do tego dostep, etc. I tak bysmy
sie klocili bez konca dzielac wlos na czworo. Owszem, mozna i tak, ale znam
ciekawsze rzeczy do roboty. Dla mnie fakt dzialania Pea na mozg w "milosci"
jest sprawa oczywista, bo znam to z zwyklej prasy gdzie relacjonowano to
naukowe odkrycie. Trafialem na to nawet w Spectator, ktore bylo przedrukiem
tekstow medycznych z prasy naukowej, i bylo tekstem przeznaczonym do nauki
angielskiego dla chcacych czytac anglojezyczna literature medyczna.


> > Zarzucasz mi w poscie
> > sprzecznosci a sam wpadasz w nie. Na przyklad nizej uznajesz dzialanie
Pea:
>
> > > Dlaczego niepostepowanie wraz z Pea, czy prawami ma zaowocowac bardzo
> > > malo atrakcyjnym partnerem ?
>
> Nie twierdze, lecz zadaje pytania, na ktore ty nie raczysz odpowiedziec.
>
> > A kiedy indziej zaprzeczasz ze wierzysz w to:
> >
> > wiec nie mow, ze zostalo
> > > to udowodnione ponad wszelka watpliwosc i ze WSZYSCY ...i ze to takie
> > > proste...fenyloetyloamina i koniec...sidla milosci.
>
> Wycinasz z kontekstu...

Tylko bys chcial.


Wyzej napisalem o twoich niepowaznych linkach,
> ktore zaprezentowales by nie byc _goloslownym_. To jest smieszne wg
> mnie. Zestawienie _goloslowny_ z adresami stron, ktore podales.
> Wybacz, ale ja nie podparlbym sie szmatlawcem typu "Gwiazdy mowia".
> Osmieszyles sie w ten sposob. Nic nie powiedzialbym gdybys w miejsce
>tych linkow zamiescil linki do jakichs powaznych publikacji, badz
> ksiazki. Nie zrobiles tego i podparles sie nic nie warta gazetka.
> Wybacz, ale to zalosne.

Ty sie osmieszyles nieznajomoscia faktow, ktore sa od lat powszechnie znane
a powyzsze linki zarejestrowaly jedynie niezaleznie od siebie fakt, ze bylo
to odkryte przez uczonych. Nie upieraj sie wiec przy tych gwiazdach
mowiacych, bo jestes smieszny. Rozumiem ze trudno przyznac sie do niewiedzy.
Nikt normalny temu nie zaprzeczal, nawet tu. Poczytaj inne posty.

> > Zatem zanim zaczniesz mi cos zarzucac sam sie wez w garsc. To ze wpadam
w
> > sprzecznosci nie oznacza ze tak jest, oznacza jedynie ze ty tylko
zyczysz
> > sobie zeby tak bylo. Swoje zyczenia mozesz pozostawic na gwiazdke.
>
> Kolego. To co wyzej to jedna wielka brednia. Wszystko podporzadkowujesz
> swojej chorej teorii pt. "Milosci nie ma" i nie dopuszczasz do siebie
> mysli, ze w niej moze byc dziura.

Popatrzmy wiec co ty dopuszczasz do siebie. Jest milosc........ piekne.....
rozczulilem sie, ...... zachwycilem sie, ....... kochamy sie z jakas pania
bezinteresownie, ..... dla samych siebie, .....zawsze......, do grobowej
dechy, ...... Koles, ty nie bedziesz potrafil udowodnic ze jest milosc.
Zobaczysz. Przygotuj sie na to ze spotka cie przykre rozczarowanie i swiat
twych urojen okaze sie smutnym przywidzeniem ktore cie kiedys rozczaruje.
Moje posty podaja do wiadomosci ogolnie znane fakty z zycia. To widac golym
okiem po prostej obserwacji zwiazkow. Wiem to zarowno po sobie, jak i po
innych. Nikt powazny mi nie powiedzial jeszcze o trwalej milosci jako
uczuciu. Pytalem sie dziesiatek ludzi o to czy cos jest w ich zwiazku. Nikt
logicznie myslacy mi nie powiedzial, ze zostalo cokolwiek poza prozaicznym
przyzwyczajeniem. Zadnych glebokich przezyc. Mowili mi to ludzie juz po
zaledwie 4-5 letnich zwiazkach. Kazdy, bez wyjatku kogo pytalem mowil mi to
samo. Nie wspomne juz co mowia ludzie bedacy w zwiazkach 10 lat i dluzej.
nie wspomne, ze ja mam te same odczucia po zwiazkach. Chlopie, zejdz wiec na
ziemie. Albo uciekaj dalej w swiat marzen. Mysle jednak, ze ty na pewno tez
to slyszales nie raz. chyba ze chcesz isz w zaparte dla sztuki i udowodnic
ze ziemia jest plaska. To twoj problem. Nie powiesz mi, ze ja cos czuje
czego ja nie czuje. To ze jestes slaby i nie chcesz tego przyjac jest tylko
twoim zalosnym chceniem ktore dostanie po dupie od zycia. Zazadam od ciebie
grzecznie i uprzejmie punkt po punkcie zebys przekonal mnie ze istnieje
milosc jako szczescie i nieulotne uczucie, a ty sie pogubisz. Zobaczysz.
Piszac ze ja sobie cos chorobliwie wydumalem osmieszasz sie. Ja sobie nie
dumam kolezko. Jesli czegos nie widze lub doswiadczam zbyt ulotnie, to po
prostu traktuje to jako urojenie niegodne uwagi. Ty natomiast blizej
niedefiniowalne nawet wsrod ludzi przelotne stany uznajesz za cos
patetycznego i wartego wyczekiwania cale zycie.

> [ciach]
> > Nie wiem o co ci chodzi z wadami koles, pisz w jakims ludzkim jezyku.
>
> Chodzi mi o to, ze wady to cos wiecej niz nieatrakcyjnosc. Ktos wyzej
> napisal, ze milosc to akceptowanie partnera z wszystkimi jego zaletami i
> wadami, na co ty walnales swoj tekst o "altruistach" (ktore
> sformulowanie tam nie pasuje, ale to pewnie szczegol ?) i "bardzo malo
> atrakcyjnym" partnerze. A wady to rowniez drobiazgowosc, zazdrosc, latwe
> irytowanie sie itp.

Wszystko tam pasuje. Znow placzesz sie. Wiadomo, ze altruista bedzie ten kto
z litosci wezmie sobie nietrakcyjna dla siebie dziewczyne (znam takie
przypadki) choc mial okazje sie ozenic lepiej. Robil to z litosci. Tylko o
to mi chodzilo, a przyklad byl teoretyczny. Moj przedmowca nie zauwazyl tu
nic nieprawidlowego, a ty czepiasz sie pierdolek.

> Jak sie to ma do Pea ? Nie moge wybrac sobie ladnej dziewczyny bez
> udzialu Pea ? Musi to byc od razu brzydka dziewczyna ?
> Nie rozumiem dlaczego dla ciebie wybranie kobiety bez Pea oznacza
> wybranie brzyduli. Moze odpowiesz na moje pytania, ktore notabene
> zadalem juz wczesniej ?
> Nie lubie sie powtarzac.

Nie wiem co te pytania maja do rzeczy. Piszesz po prostu nie na temat
placzac w jakiejs nieprzejrzystej logice sie i czepiajac sie strzepkow mych
mysli, ktorych kontekst wypaczasz jak mi sie wydaje. Pea i ferony decyduja
co jest dla ciebie atrakcyjne od poczatku. Ty nie masz na to wplywu. Nawet
jesli jest to dziewczyna nie uwazana powszechnie za atrakcyjna, a ty mowisz
ze cos w niej "widzisz", to nie jest to twoje dobre serce jak ci sie wydaje,
ale po prostu twoj organizm akceptuje ja jako odpowiednia dla ciebie
partnerke. Poczytaj sobie o feronach, ktore maja tu nieposlednia role w tym
wyborze. Chemia bracie, chemia od poczatku do konca. Tak mowia uczeni a nie
jest to moj wymysl. Jesli uczeni powiedza ze tak nie jest to wtedy to uznam.
Na razie nie slyszalem innych teorii.


> Kolego, to dotyczy swiata zwierzat. Dlaczego mamy tak wiele zwiazku, w
> ktorych jeden z partnerow ma jakis defekt np. slaby wzrok, jakas przykra
> chorobe ???
> Jest tu istotna roznica. Zgodze sie, ze czesc populacji moze podlegac
> tym prawom, ale nie wszyscy.

Nie czesc brachu, ale duza czesc. Popatrz na swiat wokol ciebie i zapytaj
sie siebie uczciwie, co sie liczy coraz bardziej ? Popatrz co sie mowi o
dziewczynach ladnych a co o brzydkich. Albo inne pytanie: wolalbys trafic na
bezludna wyspe z Pamela Anderson, czy Barbara Labuda ? :-) A w windzie z
ktora z nich wolalbys sie zaciac :-)
Tak troche na powazniej, to nie chce byc niemozliwie uparty i oczywiscie nie
wliczam wszystkich ludzi pod bezwolne opieranie sie tym prawom.
Najskromniejszym przykladem tego jestem ja sam oczywiscie, potem moze papiez
jan Pawel II, a na koncu Ty i japhy :-) No dobra, starczy bo przyszlo mi tu
na wyglupy.


I nie nazywaj lamania tych praw altruizmem,
> bo chyba nie rozumiesz tego slowa.

Teraz ty sie powtarzasz.

> Nie potrafisz rozroznic swiata zwierzat od swiata ludzi ???

Eeeech...... xMad. Oczywiscie ze potrafie, ale dzielimy z nimi wiecej niz
nas od nich dzieli. Piszesz przeciez powyzej, ze podlegamy tym prawom. No
chyba ze wierzysz iz Ciebie stworzyl jakis wysniony gdzies tam bozek i dal
ci dusze, ale wtedy przestaniesz byc juz calkiem powaznym dyskutantem. Chyba
nie jestes az tak naiwny, co ?

> Zyjemy w swiecie, w ktorym ewolucja ma coraz mniej do gadania. Slyszales
> o rozwoju medycyny ? Teraz nie umieraja slabi, koryguje sie roznego
> rodzaju wady, leczy choroby, pozostawiajac w ten sposob osobniki z
> defektami. I osobniki te znajduja partnerow. Gdzie tu prawa ewolucji ?
> Nie wydaje ci sie, ze troche sie zmienily ?

Na niektore prawa ewolucji nigdy nie wplyniemy. Te, ktore akurat wymieniles
moga sie korygowac, ale zasada doboru partnerow wciaz sie opiera na tej
smutnej rzeczywistosci ze szukamy osoby genetycznie naszemu organizmowi
odpowiedniej. Nasze swiadome wybory, moga to oczywiscie zakwestionowac, ale
powstanie pewna rozterka. Na punkcie jednej kobiety bedziesz wzdychal a
druga bedziesz tylko cenil. Mozesz oczywiscie wybrac na partnerke te ktora
cenisz, ale jakis zal pozostanie ze tamtej byles obojetny i nie wyszlo. To
jest czysto ludzkie. Chyba ze za milosc uwazasz jakies zupelnie racjonalne
procesy. Ale one sa raczej bezduszne. Tak jestesmy zrobieni i juz. To co
emocjonalne zawsze bedzie nas rajcowac najbardziej.


> > Bredzisz. Chyba nie napiszesz mi ze jestes jakims bozkiem, ktory nic nie
> > musi co ?
>
> Co to pytanie ma do naszej dyskusji ? Jesli nawet sa rzeczy, ktore musze
> zrobic, to ty nie musisz wiedziec co to za rzeczy. Wiesz o co mi chodzi,
> czy znowu mam pisac to samo ?


Filozofujesz w dodatku niepotrzebnie. Przeciez wiesz ze pewnym uczuciom sie
mozesz przeciwstawic ale one drecza. Znasz to "serce nie sluga.." ? Znasz,
znasz. O to mi chodzilo.


> > Moze nie musisz walczyc ze soba, gdy sie "zakochasz" a nie chcesz
> > tego zwiazku lub cie na niego nie stac ? Pstryk i po problemie ? Jak to
> > robia bozki, allahy jezusy i inne tam urojenia, co ? Chlopie ja nie
jestem
> > naiwny.
>
> Tak masz racje. Spotkam jakas dziewczyne, powali mnie fenyloetyloamina i
> jestem jej na zawsze, bo nie wyzwole sie z jej macek. To nie jest
> naiwnosc ? Moze jeszcze wierzysz w te feromony w sprayu, po ktorych
> dziewczyna ma sie rozlozyc laknac seksu z toba ?

Hmmmm.... teraz to karykaturujesz. Wiesz ze fenyloetyloamina dziala krotko.
dlaczego piszesz na "zawsze", co Mad ? czy ja tak gdzies wciskalem ?
Ochlodniej troche.

> Bredze ? Ja nie pisze "musisz". Nie domniemywam o stanach emocjonalnych
> innych osob. Ty to robisz. I to sa brednie. Uwazam, ze zamiast "musisz"
> moglbys lepiej napisac "duza czesc z nas". Ale pisanie "musisz" to
> brednie. Wybacz.

Wybaczam. Ponad to, "duza czesc z nas" jest stwierdzeniem, ktore juz samo za
siebie mowi. Jesli wieksza czesc naszej populacji odczuwa pustke i brak
jakiejkolwiek satysfakcji wobec partnera po ustaniu Pea i innych hajow, to
juz cos mowi na temat tzw. trwalosci "milosci". Mozesz mi oczywiscie pisac,
ze "glebokie procesy psychiczne jakie sa dotychczas niezbadane nadal
odgrywaja w milosci gleboka role" po ustaniu chemii, ale zarowno ja jak i
mnostwo osob bedacych w zwiazkach powie Ci, ze nic nie czuja. Powiedza to
juz nawet po paru latach od zawarcia malzenstwa. Mi to mowili wszyscy przeze
mnie "respondowani", czesto bez wzgledu na to, czy chcialem tego sluchac czy
nie. to samo mowilem potem ja po swych doswiadczeniach. Nie czulem nic
wielkiego, a przynajmniej wiekszego niz np. inne znane mi uczucia jak
szacunek i przyjazn..... Co do stanow emocjonalnych osob takich jak Ty,
ktore podobno cos tam czuja niezwyklego, to moze Ty jestes jednym z tych
niezwyklych ONYCH o ktorych pisal mi LPoD ?

> A wycieczki personalne zostaw sobie na rozmowe z kims innym. Nie jestem
> pod wplywem fenyloetyloaminy. Wiesz, ze zyjemy w swiecie, w ktorym nie
> trzeba poddawac sie nalogom, gdzie ludzie zwyciezaja z nalogami ? Nie
> zyjemy w swiecie malp, tylko ludzi.

Hmmm ale od zwierzat sie wywodzimy. Zatem dziedziczymy bardzo wiele i chcac
nie chcac wplywa to na nasze wybory bardzo silnie. nawet jesli sie temu nie
chcesz poddac, to powoduje to rozterke. Wiesz o tym, nie zaprzeczaj. Podly
jest ten swiat i koniec.


> > A czym to sie np. rozni od przyjazni co ? No chyba ze uciekasz w swiat
> > jakichs urojen co mnie specjalnie nie zdziwi. Przypatrz sie zwiazkom po
> > wytrzezwieniu z Pea. Tam juz jest tylko przyzwyczajenie, tak mowia
ludzie
> > szczerzy i trzezwo myslacy. No chyba ze chca sobie pofantazjowac to ci
tego
> > nie powiedza.
>
> Moze rozni sie tym, ze poprzedza je istnienie okresu
> fascynacji/zauroczenia, ktore co pewien czas sie odradza. Moze rozni sie
> tym, ze dochodzi seks, reprodukcja itp. Wg niektorych milosc to troche
> wiecej niz przyjazn.


Najczesciej wedlug tych, ktorzy czekaja na to. Ci bedacy w mowia ze milosci
nie ma a przynajmniej nie jest to jakies niezwykle przezycie na dluzsza
mete.. przynajmniej wszyscy ci tak mowia ktorych ja przez cale zycie
spotkalem. Mysle ze masz podobne doswiadczenie, czemu pewnie zaprzeczysz,
ale wiekszosc ludzi i tak wie jaka smutna jest ta rzeczywistosc, niezaleznie
od tego, jak sie zakonczy ta dyskusja.

> > Przesadzasz i wykrzywiasz rzeczywistosc. Wplyw fenyloetyloaminy jest
faktem
> > odkrytym przez nauke a link "gwiazdy" to kropla w morzu z tej literatury
> > ktora to opisywala. Dalem tylko przyklady z Netu, jak ktos chce na pewno
> > znajdzie wiecej o tym off-line. Zreszta strony podaja ze uczeni to
odkryli a
> > nie jest to zaden wymysl sezonu ogorkowego.
>
> Nie wykrzywiam. Bredzisz mowiac, ze wszyscy = wiekszosc. I podajesz link
> do "Gwiazdy mowia".

> A co do www.gwiazdy.com.pl, to nie ja podalem adres tej strony, wiec
> jesli ktos jest niepowazny i kompromituje sie to chyba ty.
> Kilka stron relacjonuje to niezaleznie od siebie tzn ze to prawda ? Tak
> mam to rozumiec ? Dodajmy do tego, ze NIEPOWAZNYCH stron, bo chyba caly
> czas o tym zapominasz. Kolego, w ufo tez wierzysz ? Przeciez jest
> mnostwo stron o tym, relacje swiadkow, zdjecia itd...Przeciez to sa

> bzdury. To sa fakty. Mogles podac link do jakiejs powaznej


> publikacji. A podajesz link do szmatlawca i kilku prywatnych stron. To
> jest smieszne. Skoro to kropla to ciekawe, ze akurat podales ja, a nie
> wartosciowszy link.

Tak tak, tylko ten jedyny link o tym bredzil. Chlopie, to sa fakty
powszechnie opisywane, a ten link jest kropla w morzu. Znowu wracamy do tego
samego. Ja te linki zebralem w pol godziny, a temat znalem od lat ze zwyklej
prasy. Nie dalem tego jako dowod, ale jako wprowadzenie do tematu dla tych
ktorzy chcieli sie przyjrzec dyskusji. Moi dyskutanci sprawe znali takze i
nikt sie nie krzywil ze to wymysl "gwiazd" bo kazdy z dyskutujacych ze mna
tez o tym wczesniej slyszal jak wynikalo z reakcji rozmowcow. x Madzie, badz
powazny...... poza tym na liscie religia o ile pamietam tez przypadkowo tam
bedac widzialem podobny post pt. "milosc to fenyloetyloamina" Tam tez to
omawiali i podawali jeszcze inne linki. Nie jest to wymysl gwiazd. Wiedz, ze
to nie jest informacja z bezludnej wyspy, naprawde nie chce niczego zmyslac.

> Ja o tym nie slyszalem.

dziwie sie bardzo, ja o tym slysze od lat, choc o to nie zabiegam. Co i rusz
mi to wpadnie do reki artykul o tym w prasie, wcale nie typu Skandale.

A od czasu do czasu pojawia sie jakies
> "odkrycie" naukowcow, ktore jest watpliwe i rozdmuchane przez prase do
> absurdalnych wnioskow.

Jesli odkrycie okaze sie przesadzone, bedzie o tym wiadomo. Na razie tego
nikt nie kwestionuje a odkrycie trzyma sie od lat i jest przyjmowane. Nie
slyszalem o zastrzezeniach. No chyba, ze nauka jest dla Ciebie niepowazna,
ale to juz nic na to nie poradze.


>
> > Jestes slaby. Milosci nie ma, a ty boisz sie smutnej rzeczywistosci.
>
> Milosci nie ma wg ciebie. Szkoda tylko, ze wiekszosc sadzi, iz istnieje.
> A tylko kilka osob twierdzi tak jak ty.

Wiekszosc ktorzy sa PRZED. Porozmawiaj sobie z tymi, ktorzy sa pare lat po i
musza byc w zwiazku. Nie powiedza Ci nic o nadzwyczajnych przezyciach, a o
przykrym obowiazku wytrwania z odmiennosciami drugiej osoby. No chyba ze sa
dopiero rok po slubie.

> Kolego...kolejny raz. NIE DOMNIEMYWAJ O STANACH/MYSLACH INNYCH OSOB. Mam
> ci to napisac w htmlu czcionka 30-stka ?

Zatem rzeczywiscie jestes jednym z ONYCH. No chyba ze ewolucja nobilitowala
Ci i dala Ci stale bateryjki milosne. Niestety tak nie bylo ze mna. A moze
Cie stworzyl Amorek ?


Nie mam celu w zyciu,

A "milosc", nie jest twym celem ? Bo mysle ze tak. Napiszesz pewnie ze sie
pomylilem, oczywiscie moge sie mylic.

a jesli
> nawet mialbym to nie musialbys wiedziec o tym ty. Ale jak widac ty wiesz
> o wszystkim.

Nic mi o tym nie wiadomo. Szkoda ze takie nieprawdopodobne rzeczy widzisz.
Ja po prostu potrafie byc przekonany co do swego pogladu, ktorego zmiane w
przyszlosci oczywiscie nie wykluczam. To wlasnie jest posiadanie wlasnego
zdania. A nie powtarzanie za telewizorem "jest milosc" "wszyscy tak
twierdza" (tzn. w serialu Klan tak powiedzieli).

> Co do grubych dziewczyn. Sa ladne grube dziewczyny. Atrakcyjnosc jest
> rzecza wzgledna, powinienes o tym wiedziec. Ludzie lacza sie z osobami
> malo atrakcyjnymi. Czy tego chcesz ty i twoja chora teoria czy nie.

Taaa... po prostu akceptacja przyszlego dawcy genow i klasyfikacja go
pozytywna i juz. A ze padlo akurat na otyla, coz..... Mam propozycje, wyjdz
za pania po 50 tce i w dodatku otyla. Wtedy uwierze ze jest milosc a Ty ze
jestes bezinteresowny i szukasz jedynie wznioslych uczuc niezaleznych od
spraw powierzchownych. Interesuje Cie glownie osobowosc i czlowiek w calej
pelni. Ciekawe czy drzemiacy w tobie samiec w tobie zaakceptuje ja do
obiecujacego wydania potomstwa. Zobaczymy jak sie umiesz nie poddawac prawom
rzeczywistosci. Stary ja nie jestem naiwny. Jesli pokazesz mi przynajmniej
50 takich zwiazkow na calej ziemi, uwierze ci w milosc niezalezna od "praw"
jakim sie nie chcesz poddac.

> Moja dziewczyna jest ladna i jest brzydka. Ma wady, ma zalety, ktorych
> tutaj nie bede wymienial. Nie jest idealem. Nie otacza jej aura boskosci
> i co ty na to ?

Gratuluje !!!!! Przekonales mnie !!!!! Milosc musi byc !!!!!! Dzieki o panie
!!!!!!

> Moze to jest ta akceptacja, o ktorej usilowalo mowic tu kilka osob, po
> czym zostaly zalane twoim slowotokiem ?

Ile z nia jestes, co ? Poczekaj z pare lat a zobaczymy czy bedziesz nadal w
entuzjazmie.
Wiekszosc juz nie moze tego zniesc po paru prozaicznych latach. Tak bylo ze
mna rowniez. Nie znam nikogo, komu by sie to wczesniej czy pozniej nie
nudzilo. Nie bylo takich.

> > Nastepnym razem piszac "wszyscy" oprocz wylaczenia sposrod tego grona
> > > japhy'ego, wylacz i mnie.

Dobrze, o wpanialoduszny .......


> Do ciebie inaczej nie mozna. Nie odpowiadasz na pytania. Przekrecasz
> fakty. Jesli ktos zwroci ci uwage, to mowisz, ze to szczegol. Ja sam
> musze po kilka (slownie dwa) razy pisac, bo czytasz i nie wiesz o co
> chodzi, lub nie odpowiadasz na moje pytania. Caly czas to samo, rzeka
> slow, byle zalac i zniechecic dyskutanta.

Pustoslowie.


>
> Wymiekam...Czlowieku idz pod prysznic...
> Fakt, ze czesc ludzi poddaje sie prawidlom hedonizmu, wcale nie oznacza,
> ze robia to wszyscy. Chodzi mi tylko o to, ze nie rzadza nami te same
> prawa. O to, ze sa to prawa podrzedne, ktore mozemy zlamac i obejsc,
> jesli tylko chcemy. To jest dodatkowa zasada, ktora rozni nas od swiata
> zwierzat. Ale wg ciebie to malo istotna roznica. A to twoje ostatnie
> zdanie z cytatu powyzej po prostu zwala mnie z nog. Roznica, o ktorej
> mowie jest istotna roznica. Ludzie potrafia zwalczyc, przeciwstawic sie
> wielu rzeczom/zasadom/prawidlom.


Wielu. Czyzbys zawsze wybieral tylko dla tej drugiej osoby ? Powiedz Madzie,
jesli wybierasz bezinteresownie, i opierasz sie wszelkim samolubnym prawom,
to czemu nie wybieramy sobie kobiet starszych od siebie do kochania ? Jesli
milosc jest tak wspaniala, to czemu nie jest tak bezinteresowna. Przyklad
powyzszy z otyla 50 ka ? Czemu nie widzialem takich zwiazkow ? Moze
napiszesz o wielkoduszny, ze Ty bys w taki zwiazek wszedl na stale, gdybys
nie byl juz w tym zwiazku ? Czyzby tak naprawde jedynie przyszle potomstwo
bylo ukrytym celem dwoch osob, a nie oni sami dla siebie ? Gdzie tu dobro i
akceptacja jedynie drugiej strony dla jej samej ? Zadnej interesownosci ?
Widze jak na razie troske glownie ewolucji o to zeby zwiazek byl raczej
wypelniaczem jej celow, a nie bezinteresownie ceniacych sie osob bedacych ze
soba jedynie dla samych siebie bez wzgledu na wszystko. podobno milosc
wszystko przezwyciezy, ale nie wszystko chyba moze.
Jesli jedynie kryterium osoby jest dla ciebie celem, to czemu wiek partnerki
sie zawsze liczy i wyglad ? Popatrz na oferty towarzyskie. To przypomina
skup i sprzedaz towaru, gdzie cena tym wyzsza im mniejszy czas
"uzytecznosci" "produktu". Ludzie w ogloszeniach matrymonialnych czesto
traktuja sie jak towar:

mlody, przystojny, z wlasnym mieszkaniem, samochodem i jachtem, szuka
partnerki do lat 35 zadbanej.

Czy widzisz tu troske i mysl o wartosci osobowe o jakich piszesz ? Czy
raczej o licytacje towarem typu, "kto da wiecej, kto ma wiecej, kto ma
najladniejsze" "kto jest genetycznie silniejszy i atrakcyjniejszy na rynku
ewolucji" ?

> Tez poddajesz sie prawom swiata zwierzat: nazrec sie, pociupciac i
> dobrze wyspac ?

Zredukowalem do pierwszego i trzeciego.


> Moze zaczniesz odpowiadac na pytania, ktore ci zadalem, a ktore
> pozostawiles bez odpowiedzi, badz przekreciles, a nie dyskredytujesz
> mnie.

Pytania byly nie na temat. poza tym nie przypominam sobie zebym na cos nie
odpowiedzial, chyba ze przegapilem.


> Wymiekam....Nie mow _wszyscy_, bo to idiotyzm.

Dobrze wspanialoduszny.......


> > Pokaz koles gdzie napisalem ze halucynacje sa po amfetaminie. Mysle ze
nie
> > bedziesz w stanie tego zrobic bo nie pamietam zebym tak napisal. Jesli
tego
> > nie bedziesz w stanie zrobic, to ja wtedy sie ciebie spytam, jak mozesz
mi
> > zarzucac nierzetelnosc samemu bredzac. Inni zobacza co jestes wart z tym
> > swoim pieniactwem na buzce. Zobacza jaka jest twa wiarygodnosc.
>
> Ok...moja wina...Czytalem post japhy'ego, w ktorym napisal wyrazenie,
> ktore zle zrozumialem. Sadzilem, ze to ty napisales o amfetaminie.
> Zrobil to Black Ghost, a japhy napisal w ten sposob, iz myslalem ze to
> ty. W przeciwienstwie do ciebie potrafie sie przyznac do pomylek.

Widzisz jaki jestes wspanialy ......

> Ale "zapomniales" jeszcze powiedziec o milosci jako halucynacji. Chyba
> nie chcesz sie tego tez wypierac ? To szczegol, tak ?


Tak czy inaczej zachodzi zaburzenie postrzegania rzeczywistosci. Wydaje sie
ludziom ze sa naj, naj, naj, a to fenyloetyloamina i koniec. Moze nie widac
po tym bialych myszek, ale widac inne rzeczy ktorych po prostu nie ma. "To
ten, na ktorego czekalam cale zycie" "lepszego nie bedzie" .....
"Najpiekniejsza jestes na swiecie"..... "Nigdy cie nie opuszcze" "az do
smierci" (przed oltarzem w kosciele) ...."jestesmy dla siebie stworzeni"
.... "umre sam bez ciebie" .....

To urojenia, a do halucynacji tu niewiele. Z pewnego punktu widzenia to
nawet halucynacja, bo widac cos czego nie ma.

> > Wymiekam...
> > > Dawno nie czytalem takich bredni. Hmm...zapomnialem o postach Black
> > > Ghosta. Znacie sie ?
> >
> > Piszesz nie na temat. Wycieczki personalne zostaw sobie na rozmowy z kim
> > innym.
>
> I vice versa. (patrz wyzej)
>
> > > I to tyle...
> >
> > Czyli w zasadzie nic.
>
> A ty znowu to samo.
>
> > > xMad
> > > --
> > > -------------------------
> > > -Kill'em all -
> > > -Kill'em all for slander-
> > > -------------------------
> >
> > Czyzby to byly wartosci jakie prezentujesz ?
>
> To slowa z utworu. A swoja droga co wnosi to pytanie do dyskusji ?


Nic nie wnosi i bylo zadane poza dyskusja. Slowa z utworu Metallici, tak
tylko sobie cytujesz ?

Zdrowka, choc i tak pomrzemy.

archemagik

unread,
May 24, 2000, 3:00:00 AM5/24/00
to

"LPoD" wrote:
> > Taaaa, .... to taki wyswiechtany i stary slogan ze "milosc to nie
> odurzenie"
> > ze az Cie o to nie podejrzewalem. Myslalem ze wymyslisz cos
> > oryginalniejszego szczerze Ci powiem.
>
> Przeciez wiesz, ze myslenie mi szkodzi.

Nie zartuj.


To, ze cos jest stare i
> wyswiechtane,
> nie znaczy, ze nie mozna sie z tym zgodzic, przyjac od wiadomosci,
> zaakceptowac. Jesli na przyklad podoba mi sie jakis utwor, ktory
> jest na pierwszych miejscach list przebojow, to nie staram sie za
> wszelka
> cene go bojkotowac. Tak samo powszechnosc czy popularnosc jakiegos
> pogladu nie oznacza ani tego, ze i ja go musze przyjac, ani tym
> bardziej,
> ze musze go odrzucic. Nie staram sie byc oryginalny - staram sie byc
> soba.
> ('byc soba' - to tez stare i wyswiechtane...)


Hmmm.... zgadzam sie. Wiesz, po prostu mam swoje zdanie i je wyrazam, co byc
moze uznacie za cynizm, ale ja mam swoje zdanie i juz. Nikomu nie chce
nakazac robic jak ja, ...powtarzam sie zreszta. Gdyby wszyscy byli takimi
pesymistami jak ja, to byloby to chore. Musza byc optymisci, tak samo jak
pesymisci. Ktos wyraza radosne opinie a ktos pesymistyczne. Rownowaga.

> > Nie wiem nic o zadnej milosci o jakiej piszesz. Moze po prostu szukasz
> > jakiejs krainy marzen do ktorej chcialbys sobie uciec od tego
> cholernie
> > smutnego swiata. No coz......

> A ktoz jej nie szuka? Kto nie ucieka do arkadii? Co zlego jest
> w uciekaniu do krainy marzen? Mozna byc jednoczesnie racjonalista
> i marzycielem, czego najwyrazniej nie potrafisz zrozumiec.

Nie potrafie. Widzisz jaki jestem niepelnosprawny.

IMHO zbedny.

A czy moja wizja iz "milosc" to brak milosci podlicza sie pod to ?

> > Natomiast jesli piszesz ze milosc to nie
> > odurzenie a cos po tym, to zapytaj sie wszystkich, ktorzy sa w
> malzenstwie i
> > przeszli okres odurzenia Pea. Wszyscy oni na pytanie czym jest
> "milosc"
> > odpowiadaja, ze to juz pozniej tylko przyzwyczajenie i wspolna
> > odpowiedzialnosc dwoch stron za odchowanie potomstwa. Tylko to
> pozostaje.
>
> A czego sie spodziewales? Nic nie trwa wiecznie.

> Milosc to takze lzy, trzaskajace drzwi, odejscia i powroty - z pewnoscia
> nie jest to zadna sielanka.

I za ta odpowiedz Cie polubilem. Chyba sie nie obruszysz mam nadzieje.

> > Do tego czasem dochodzi odpowiedzialnosc i przyzwyczajenie, plus
> ewentualnie
> > potrzeba ciupciania.
>
> E tam - a wspolnota majatkowa, wspolne rozliczanie z fiskusem,
> ulgi prorodzinne? Zapomniales o pieniadzach ;))
> Poza tym - koszty rozwodu...

Tak, tak.

A co powiesz o przyjazni, ktora IMHO powinna zawsze towarzyszyc milosci?

Hmmm... przyjazn to juz cos namacalnego i trwalego. To szanuje. A ty co
powiesz ?

> > Zatem nic nowego, tyle samo mniej wiecej
> > co w swiecie zwierzat.
>
> Jestesmy bardzo podobni do zwierzat - tylko troche od nich gorsi.


Znow sie zgadzam.

Chlopie w jakim Ty swiecie
> zyjesz.
>
> No wlasnie...w jakim?

Oto jest pytanie.

To moze Ty mi teraz zdefiniujesz,
> co to jest normalny swiat? Ciagle o tym mowisz...

Myslalem raczej o jego postrzeganiu, bo normalny ten swiat nie jest.
Oczywiscie masz racje.


> > Aktualnie fenyloetyloamina okazala
> > sie prosta substancja odurzajaca, ktora nie przenosi w swiat zadnej
> > "milosci", a jedynie zwyklych halucynacji i smiesznosci z dziecinnym
> > infantylizmem w pojmowaniu partnera na czele.
>
> Czyli w swiat milosci ;>

szkoda ze tylko milosci, nieprawdaz ?.......


> Alez ja niczego nie oczekuje!
> Zwlaszcza, ze zdecydowanie wole kobiety;)
> Jesli uwazasz, ze probuje Cie do czegos namowic...coz, chyba to Ty masz
> jakies halucynacje.

Oj nie bierz mnie az tak serio. Ja po prostu miewam zgorzkniale stany.

> > Po co od razu te bredzenie poetow o "Wielkiej milosci" ? Czy musimy
> naprawde
> > sie oglupiac patetycznymi haslami ?
>
> Nic nie musimy. Po prostu chcemy - to nasza naturalna potrzeba,
> instynkt, 'potrzeba ciupciania'...nazwij to jak chcesz.

Niektorzy mowia o nalogu seksu, ze nie potrafia nad tym zapanowac.
Chcenie...?

> Nazwijmy wiec przykry obowiazek zycie we wspolnoscie MILOSCIA.
> :P

Kurcze LPoD ty mnie normalnie milo zaskakujesz. Oczywiscie nie oczekuje ze
Ci na tym zalezy, ale opinie sobie wyrazam, a niech tam :)


Dlaczego mowisz "dzis"? A kiedys nie bylo milosci? To tylko potwierdza, ze


ciagle chemia ma tu nadrzedna role. Od czasow
> jak
> > zeszlismy z drzew a nawet wczesniej.


LPoD wciaz sie z Toba zgadzam.

> Czlowiek to bioforma zbudowana na bazie wegla. Jestesmy mieszanina
> zwiazkow chemicznych, z ktorych ponad 70% to H2O. Z racjonalistycznego
> punktu widzenia oczywiscie. Z biologicznego - jestesmy zwierzetami.
> Z humanistycznego - ludzmi. Z mojego - nie ma nas ;>

A niech Ci bedzie. Rzeczywiscie, czy to jak zyjemy mozna nazwac sensownym
"jest" ?


archemagik

unread,
May 24, 2000, 3:00:00 AM5/24/00
to
Marysia" <pe...@poczta.onet.pl> wrote in message
news:lmLW4.23481$zA1.5...@news.tpnet.pl...

>
> archemagik próbował(a) polemizowac:
> >Droga pani, to co pani pisze o akceptowaniu drugiego czlowieka po okresie
> Pea, to juz nie jest zadna milosc, a jedynie jakas "akceptacja...
> dlaczego "po okresie", a gdzie ja to napisalam? Jesli juz to w trakcie moj
> drogi panie, w trakcie.

Tym gorzej. Pea uniemozliwia pozytywna ocene zachowan i oceny na tej
podstawie rzeczywistosci.

Zauwaz i sobie szczerze odpowiedz
> >czym jest dla Ciebie akceptacja partnera.

> m.in. to, ze wiem, jakie ma wady i jestem w stanie sie z tym pogodzic.
> Niestety, ja tez nie jestem doskonala. Nie usiluje go tez zmieniac na moja
> modle, bo przeciez zycie z kims podobnym do mnie byloby nie do
> wytrzymania.;)

Pea pomoze przetrwac.....

> Bzdura. A skad to dziwne przeswiadczenie, ze chce przedluzac gatunek? bo
co,
> bo jestem kobieta i powinnam miec instynkty macierzynskie?
> Czy wobec tego moj wybranek powinien byc wg Ciebie tepym osilkiem, ktorego
> glowna zaleta jest zdrowie i umiejetnosc zarabiania forsy???

W takim razie ciekawe dlaczego nie gustujesz w np. staruszkach
bedacych bardzo wartosciowymi ludzmi ? Marysiu nie obraz sie ze ja zadaje
takie pytania, ale ja naprawde widze w tym wszystkim zbyt wiele myslenia o
sobie i bardziej troski o stan biologiczny twego partnera niz jego wartosci
"wewnetrzne" o jakich piszesz.
Po prostu procesy chemiczne jakie w sobie mamy zawsze nas popchna do
biologicznie doskonalszego partnera niz jego wartosci duchowych. prawa
ewolucji i juz kochana, a nie "wartosci" jakies tam. Licza sie glownie
egoistyczne cele. Tak nas uksztaltowala ewolucja i jest to podle, ale
inaczej nie byloby nas.

> Cholera, to ja jednak nie jestem normalna. Nigdy nie robili na mnie
wrazenia
> czarujacy panowie w rodzaju Banderasa.

Przechwalasz sie czy co ? Moze napiszesz ze wolisz starcow mogacych chodzic
jedynie o kulach ?


> >ilosci bierze sie pod uwage takie wartosci jak wiedza charakter intelekt
i
> >dobrotliwosc, ktore dzis sa juz reliktem przeszlosci.
> To po co mi facet, z ktorym nie moge porozmawiac? ilez czasu mozna spedzic
> przed telewizorem, video, czy nawet w lozku?

Ale czy to kuz nie jest to co okresla sie jako przyjazn ? Dlaczego od razu
nazwac to miloscia ? Przeciez moze byc tak ze przezywasz gleboka i piekna
przyjazn a nie milosc ? Sklad wiesz ze to akurat milosc nie przyjazn ? Moze
snisz na jawie i wmawiasz sobie ze czujesz cos czego nie ma i co jest
jedynie przyjaznia ?

> (chyba rzeczywiscie cos ze mna nie tak, bo mnie facet jest w stanie
> zainteresowac wlasnie intelektem. To jest ten pierwszy element, ktory
> dostrzegam w mezczyznie.)

Tak, tak.


Kochanie, piszesz o swiecie zwierzat czy ludzi?, bo dla mnie to sa jednak
> rozne swiaty.

Nie na tyle zeby byly dla na nie decydujace.

> to dlaczego pary, ktore spotykam nie przypominaja mi Banderasa i Melanii
> Griffith, tylko sa tacy zwyczajni?

Bo moze to juz byla koniecznosc i strach przed samotnoscia ? To sie nazywa
"desperado"


> >Intelektualne cechy czy charakter byly rzadko brane pod uwage, i zawsze
po
> >wstepnie dokonanej ocenie wygladu, ktory zawsze ma znaczenie decydujace.
> pisalam o tym juz wczesniej. Ale moze rzeczywiscie nie mozna na podstawie
> mnie oceniac innych.

Wzyscy tak gadaja a rzeczywistosc jest taka jaka jest.

> >Popatrz na dziewczyny otyle. Malo kto je chce. Co do mezczyzn, to wezmy
np.
> >taki przyklad. Masz bezdomnego z dworca Centralnego w W-wie, ktory to
> >czlowiek powinien byc zaakceptowany wedlug Twych kryteriow jako "caly
> >czlowiek" i to powinno rozstrzygac wedlug Ciebie ostatecznie o jego
> >wartosci. Zalozmy, ze jest to czlowiek dobry i inteligentny w wieku np.
30
> odpada, za mlody (hi, hi)
> >lat z cechami czlowieczenstwa nadajacymi sie do zawartosciowania. Jest
> >jednak bez srodkow do zycia, jego zeby sa sprochniale a on jest np. juz
> >lysy i bardzo slaby z z powodu wieloletniego niedozywienia organizmu.
Jego
> >organizm juz nigdy nie odzyska zdrowej kondycji z powodu wyniszczenia
> >wieloletnia glodowka. Zapytaj sie teraz samej siebie, czy zaakceptujesz
go
> >na swego partnera z jego wszystkimi wadami w "pelni czlowieczenstwa" jak
> >piszesz ? Mysle ze nie bedzie Cie on obchodzil jako partner zupelnie.
> przyklad kompletnie bez sensu.

Nie jest bez sensu. Uciekasz od problemu. Celowo go dalem, bo jest naoczny
choc nieco dziwaczny dla szczesliwcow jaka zapewne cieszysz sie byc.
Pokusmy sie o stwierdzenie, ze milosc jest piekna i dobra. Zatem powinna byc
tez bezinteresowna, ale nie jest. Po prostu pan w powyzszym przykladzie, nie
spelnil pewnych uzytecznych ewolucyjnie warunkow i jest ignorowany przez
brutalny swiat. Jego ludzkie wartosci o ktorych piszesz i ktore podobno
decyduja o
wszystkim nikogo nie obchodza. Dlaczego go zadna partnerka nie kocha i nie
chce, moze jest bardzo ciekawy a podobno to sa rozstrzygajace w zwiazku
wartosci ? Nawiasem mowiac jest to przyklad troche z zycia bo kiedys mowili
w TV ze na Dw. Centralnym mieszka taki czlowiek z tytulem profesora jako
bezdomny.

> wybacz, ale wolalabym sie od razu pociac, niz zyc, o ile mozna to nazwac
> jeszcze zyciem, z przeswiadczeniem, ze nic nie ma sensu.

A czy masz jakies przekonujace przeslanki ze ma ? Co niby ma sens skoro
wszystko przemija ? Tylko rozpaczac.


> kurcze, "wierze ze moze bedzie fajnie", a wiem ze JEST lub BYWA fajnie to
> co innego.
> ja wole swoja wersje. Gdybym chciala spedzic zycie na "gdybaniu", jak to
> kiedys moze bedzie fajnie, to znowu lepsze byloby dobre ciecie. Czlowieku,
> przeciez to nie zycie, to WEGETACJA.

To zycie w szczerosci wobec tego jaki swiat jest naprawde.

> dobra, wyrazilam sie nieprecyzyjnie. Moj facet wlasnie tak mnie widzi.
Skad
> wiem? proste, widzial mnie rano jeszcze przed zrobieniem makijazu i wciaz
> jest ze mna.(hi, hi)

> troche juz o tym pisalam, ale napisze jeszcze raz. W moim przypadku (wiem,
> wiem pewnie nie jestem normalna), facet w ktorym sie zakochalam wkurzal
> mnie! serio! dopiero pozniej, po ilus tam rozmowach, spotkaniach itp.
> zauwazylam, ze cos w nim jest. A potem samo juz poszlo.

Ciekawe czy to "cos" to nie byly przypadkiem ferony ?

> >> Chemia powstajaca w naszym mozgu co najwyzej wspomaga to uczucie.
> >
> >Zatem to "uczucie" jest do kitu. Jesli mialo by zaistniec w swej pelni i
> >zaslugiwac na uwage musialo by powstac bezinteresownie, z czystej
> fascynacji
> >wartoscia drugiej osoby.


> niezrozumiales, uzylam slowa WSPOMAGA.

Wspomaga sie cos co samo z siebie nie jest wystarczajaco dobre i dlatego sie
nie moze ostac. Zatem jest do kitu.

> masz obsesje na punkcie ewolucji, czy co?

Ona tak wiele zachowan naszych tlumaczy.

> Chociaz moze świadczy, np. o tym, ze ludzie zbyt szybko wchodza w zwiazki
> typu "malzenstwo", nie znajac sie zbyt dobrze.

A co to znaczy "znac sie dobrze" ?

> Zreszta pytanie -dlaczego ludzie sie zenia/wychodza za maz, to raczej
osobny
> temat, na inna dyskusje.

> >Zapoznam sie jesli znajde dostep, choc na kochliwego to juz sie raczej
> >nigdy nie nadam. No chyba ze przedwczesnie i przed trzydziestka uda mi
sie
> >zachorowac na Alzheimera, co sie chyba nie zdarza o ile wiem. Ale czy
wtedy
> >bede jeszcze przydatny genetycznie na odpowiedzialnego malzonka ?

> genetycznie moze i nie, ale do czego innego na pewno tak.

Do czego niby ?


Archemagik


************
"Nieciekawe; nie ma dramatu"
Henryk Elzenberg, Klopoty z istnieniem.

PS Jakbys mogla robic odstepy miedzy tym co ja a Ty piszesz bylbym
wdzieczny.


LPoD

unread,
May 24, 2000, 3:00:00 AM5/24/00
to

Tako rzecze archemagik <m...@onet.poczta.pl> :
[...]

> Hmmm.... zgadzam sie. Wiesz, po prostu mam swoje zdanie i je wyrazam,
co byc
> moze uznacie za cynizm, ale ja mam swoje zdanie i juz.

Gdybys jeszcze raczyl wyrazac je w jakis mniej agresywny i bardziej
zrozumialy sposob...

> Nikomu nie chce nakazac robic jak ja, ...powtarzam sie zreszta.
> Gdyby wszyscy byli takimi pesymistami jak ja, to byloby to chore.

Mysle, ze wcale nie jestes takim pesymista, na jakiego sie kreujesz.
IMHO jestes po prostu sfrustrowany. Tylko nie mow, ze znowu urzadzam
sobie 'wycieczki personalne' - to tylko wniosek, jaki wysnulem
po dzielnym przeanalizowaniu(faktycznie przydlugich i monotematycznych)
postow.

> Musza byc optymisci, tak samo jak pesymisci. Ktos wyraza radosne
opinie
> a ktos pesymistyczne. Rownowaga.

Istnieja jeszcze realisci, chociaz niektorzy zaliczaja ich rowniez
do grona pesymistow...


> > Mozna byc jednoczesnie racjonalista i marzycielem, czego
najwyrazniej
> > nie potrafisz zrozumiec.
>
> Nie potrafie. Widzisz jaki jestem niepelnosprawny.

Moze 'sprawny inaczej' ;)
Polecam "Narcyza i Zlotoustego" - ta ksiazka Hessego bardzo
ciekawie ujmuje odwieczny problem konfliktu uczucia i rozumu.
Zapewne dostrzezesz swe podobienstwo do Narcyza.(do tego jeszcze te
sluby
czystosci;)
Dowiesz sie tez wiele o przyjazni i milosci - nie takiej wyidealizowanej
przez romantykow, ale takiej, jaka istnieje naprawde(przynajmniej Ty w
inna
nie wierzysz/uznajesz..), czyli ulotnej i zmyslowej.
IMHO zarowno Narcyz jak i Zlotousty BYLI szczesliwi, chociaz wybrali
bardzo rozne drogi - byc moze dojdziesz do tego samego wniosku.
Milosc, jak to raczyl zauwazyc bodajze xMad jest kwestia wiary(coz nia
nie jest?
w koncu wiara w nauke to tez tylko wiara...), dlatego tez dyskusje
na ten temat budza nie mniejsze emocje, niz kwestia istnienia Boga.
Zauwaz, ze jako tak zdecydowanie zdeklarowany racjonalista, Ty rowniez
ulegasz tutaj emocjom - przeczytaj uwaznie jeszcze raz to, co dotychczas
napisales w tym watku, a z pewnoscia to zauwazysz.

> > AFAIR nie pisalem nic o zadnej "wielkiej milosci". Napisalem tylko,
> > ze to tak jak z dekadentyzmem - kazdy ma swoja wizje i kazda jest
> > wlasciwa.
>
> A czy moja wizja iz "milosc" to brak milosci podlicza sie pod to ?

Oczywiscie. Sprawiasz wrazenie, jakbys sam watpil w to,
o czym tak goraco chcesz przekonac innych.

> > Nic nie trwa wiecznie.
> > Milosc to takze lzy, trzaskajace drzwi, odejscia i powroty - z
pewnoscia
> > nie jest to zadna sielanka.
>
> I za ta odpowiedz Cie polubilem. Chyba sie nie obruszysz mam nadzieje.

Alez skad. Zaczynam sie tylko zastanawiac, czy faktycznie
jest juz ze mna az tak zle;>


> > A co powiesz o przyjazni, ktora IMHO powinna zawsze towarzyszyc
milosci?
>
> Hmmm... przyjazn to juz cos namacalnego i trwalego. To szanuje. A ty
co
> powiesz ?

Ze przyjazn powinna byc podstawa trwalego zwiazku - to ona pozostaje,
gdy plomien milosci przygasa. Oczywiscie ta wiez rowniez moze zostac
zerwana, ale jest to z pewnoscia cos znacznie trwalszego, opartego
wlasnie na wzajemnej akceptacji, zrozumieniu, wspolnych
zainteresowaniach
i pogladach.
Byc moze "prawdziwa"(tzn. taka, jaka jestes w stanie uznac) milosc
od przyjazni rozni tylko seks? Tylko? A moze az seks. To juz zalezy
od pogladu na tenze, bo oczywiscie mozna sprowadzic te kwestie
do zwyklego, zwierzecego aktu kopulacji, albo "dorobic" do tego
ideologie.
przyjazn+fascynacja_seksualna=milosc ?
Hmmm...brzmi obiecujaco, tylko jest jeden problem - oba skladniki sumy
musza byc skierowane do jednej osoby, aby zachodzila rownosc,
a z tym bywa niestety roznie...


> > > Aktualnie fenyloetyloamina okazala
> > > sie prosta substancja odurzajaca, ktora nie przenosi w swiat
zadnej
> > > "milosci", a jedynie zwyklych halucynacji i smiesznosci z
dziecinnym
> > > infantylizmem w pojmowaniu partnera na czele.
> >
> > Czyli w swiat milosci ;>
>
> szkoda ze tylko milosci, nieprawdaz ?.......

Dla Ciebie 'tylko', dla innych 'az'...mnie osobiscie trudno sie w tej
kwestii wypowiedziec, poniewaz nie mam na tyle doswiadczenia w tych
sprawach. To co pisze jest glownie wynikiem moich obserwacji i
przemyslen.
Tak naprawde to g. wiem o zyciu i zapewne wiele razy mnie ono zaskoczy.
Jesli bede oczekiwal najgorszego, to prawdopodobnie to zaskoczenie
bedzie mile. Wniosek - badzmy pesymistami ;)


> > Nic nie musimy. Po prostu chcemy - to nasza naturalna potrzeba,
> > instynkt, 'potrzeba ciupciania'...nazwij to jak chcesz.
>
> Niektorzy mowia o nalogu seksu, ze nie potrafia nad tym zapanowac.
> Chcenie...?

Wiesz, dlaczego jestesmy gorsi od zwierzat?

> > Czlowiek to bioforma zbudowana na bazie wegla. Jestesmy mieszanina
> > zwiazkow chemicznych, z ktorych ponad 70% to H2O. Z
racjonalistycznego
> > punktu widzenia oczywiscie. Z biologicznego - jestesmy zwierzetami.
> > Z humanistycznego - ludzmi. Z mojego - nie ma nas ;>
>

> A niech Ci bedzie.Rzeczywiscie, czy to jak zyjemy mozna nazwac
sensownym
> "jest" ?

42


ch.
--
"Latanie to nie sztuka, a raczej sztuczka.
Dowcip polega na tym, by nauczyc sie rzucac
na ziemie i nie trafiac w nia."
[Douglas Adams, 'Zycie, wszechswiat i cala reszta']

archemagik

unread,
May 25, 2000, 3:00:00 AM5/25/00
to

"LPoD" wrote

Wiesz, po prostu mam swoje zdanie i je wyrazam,
> co byc
> > moze uznacie za cynizm, ale ja mam swoje zdanie i juz.
>
> Gdybys jeszcze raczyl wyrazac je w jakis mniej agresywny i bardziej
> zrozumialy sposob...

Staralem sie byc zrozumialy, dawac przyklady z zycia, o tej Pea i zwiazkach
miedzy ludzmi na podstawie obserwacji par i mych zwiazkow..... wciaz mysle
ze wiele ludzi dobrze wie o co mi chodzi. Wczoraj rozmawialem z dwoma
kumplami, (obaj zonaci od kilku lat, zwiazki uwazaja za udane) i pokazalem
im gdy do mnie przyszli co tu pisze o milosci. Zapytalem jak oni by napisali
na mym miejscu. Obaj powiedzieli ze to samo, choc moze zrobiliby to o wiele
uprzejmiej niz ja to robie, ale to samo by napisali. Oczywiscie nie przekona
to nikogo kto dopiero bedzie "kochal", ale ja po raz kolejny wiem, ze nie
bladze

> > Nikomu nie chce nakazac robic jak ja, ...powtarzam sie zreszta.
> > Gdyby wszyscy byli takimi pesymistami jak ja, to byloby to chore.
>
> Mysle, ze wcale nie jestes takim pesymista, na jakiego sie kreujesz.

Hee, dolujesz mnie, ale to dobrze, bo sie tylko poglebi moj pesymizm :)


> IMHO jestes po prostu sfrustrowany.

Tak czy inaczej stan ten nie nalezy do "slonecznych nastrojow". W zasadzie
to nie lubie za duzo mowic o sobie i tak troche pluje sobie w brode ze to tu
wyrazilem zbyt szczerze, bo wiem ze to nieladnie kogos zanudzac soba bo to
tylko moja sprawa i problem z ktorym ja bede musial zyc w tym cholernym
swiecie. Nikogo to tak naprawde nie obchodzi, wiesz o tym dobrze, sam bowiem
dales do zrozumienia ze masz gdzies co ja tak naprawde mysle przez zwrocenie
mi nizej uwagi ze moje posty sa za dlugie. A jesli nie wiesz ze to ludzi nie
obchodzi to zobaczysz kiedys po 100 razy ze tak wlasnie jest. Nikogo nie
obchodzi iz doswiadczasz bolu istnienia czy masz tam jakies glebokie
oczekiwania wobec kogos lub czegos. Kazdy ma to gdzies co tam czujesz i
najbardziej przejmuje sie soba. Nawet ludzie ktorych uwazasz za najblizszych
tylko udaja ze Ci wspolczuja. Zobaczysz jak bedziesz patrzyl bardzo
dokladnie na nich, ze to tylko pozory. Taki jest cholerny ten swiat i
koniec. Moj przyjaciel pesymista zwykl powtarzac cos co jest jednym z
niewielu moich dogmatow:
"Kazdy jest sam" Tak uwazam, ze zawsze trzeba liczyc na zrozumienie i tylko
u siebie. Innych to po prostu nie bedzie obchodzic. Pielgrzymujemy wszyscy
tak naprawde samotnie do lodowych bram krolestwa wielkiej Pani Smierci. U
boku innych, ale samotnie....... Ueeeh, za bardzo patetyzuje. Schodze na
ziemie. Ale jak ja, tak i inni tez to tu robia i projektuja swoja
frustracje. Widzialem inne posty, wiec badz co badz trafilem nie najgorzej i
po czesci jestem usprawiedliwiony za swe gowno kogokolwiek obchodzace
wyznania. Po prostu czasem mozna to wyrzucic wobec siebie, wtedy jakos lzej,
co odczulem.


Tylko nie mow, ze znowu urzadzam
> sobie 'wycieczki personalne' - to tylko wniosek, jaki wysnulem
> po dzielnym przeanalizowaniu(faktycznie przydlugich i monotematycznych)
> postow.

Moze i przydlugie sa, ale widzisz, czasem zeby sie wyrazic trzeba dlugo
napisac. Po prostu moga potem powstac pewne niejasnosci i pytania wiec
lepiej od razu to napisac.
Chwila jest i mysl jest, a potem to juz uleci i juz nie wyrazisz tego co
myslisz tak trafnie jak mozesz to zrobic w danej chwili.


> > Musza byc optymisci, tak samo jak pesymisci. Ktos wyraza radosne
> opinie
> > a ktos pesymistyczne. Rownowaga.
>
> Istnieja jeszcze realisci, chociaz niektorzy zaliczaja ich rowniez
> do grona pesymistow...

Eeeech, w takim razie ci "niektorzy" twardo stapaja po ziemi. To jest
wlasnie cos co ja nazywam "trzezwym mysleniem". To nie pozwala sie zagubic w
swiecie urojen, co tak wielu sie dzis zdarza ze strachu przed prawda o tym
smutnym swiecie. Co innego podekadentyzowac o losiach i jezach, czy jak to
wysmienicie czyni Lord Death zatrzymujac sie dowcipnie miedzy ironia a
zwatpieniem i laczac to w calosc co jest pieknym rodzajem dekadenckiej
sztuki. To juz groteski zupelnie usprawiedliwione jako forma dekadenckiej
sztuki, zadne tam urojenia. Dlatego lubie tu byc i czytac dekadenckie
teksty. To chyba PI sie oburzyl na Czarna Zuze, ze nic z tego nie rozumie co
ona pisze. Szukal tam rozumem logiki i ladu. Tymczasem tam chodzilo nie o
rozumienie podczas czytania, a o klimat sytuacji. Teskt ten wlasnie przez
oszczednosc ale odpowiednia proporcje srodkow wyrazu byl dla mnie uroczy.
Trzeba bylo tam tylko czuc nastroj, a nie myslec. Liczyl sie ten klimat i
detale z pozoru nieistotne a decydujace o wszystkim, jej czarny sweterek, ze
miala gleboko gdzies ze ludzie widza te plamy, ze drwila z kaprysnego losu
jaki chcial jej dokuczyc. To wlasnie bylo tak dekadenckie, bo w koncu sie
okazalo ze ona zrobila losowi psikusa a nie psikus jej.


> > > Mozna byc jednoczesnie racjonalista i marzycielem, czego
> najwyrazniej
> > > nie potrafisz zrozumiec.
> >
> > Nie potrafie. Widzisz jaki jestem niepelnosprawny.
>
> Moze 'sprawny inaczej' ;)
> Polecam "Narcyza i Zlotoustego"

Dzieki


- ta ksiazka Hessego bardzo
> ciekawie ujmuje odwieczny problem konfliktu uczucia i rozumu.
> Zapewne dostrzezesz swe podobienstwo do Narcyza.(do tego jeszcze te
> sluby
> czystosci;)
> Dowiesz sie tez wiele o przyjazni i milosci - nie takiej wyidealizowanej
> przez romantykow, ale takiej, jaka istnieje naprawde(przynajmniej Ty w
> inna
> nie wierzysz/uznajesz..), czyli ulotnej i zmyslowej.
> IMHO zarowno Narcyz jak i Zlotousty BYLI szczesliwi, chociaz wybrali
> bardzo rozne drogi - byc moze dojdziesz do tego samego wniosku.

Wiesz w pewnym sensie mozna nawet zaryzykowac ryzykowne stwierdzenie, ze
jakos czuje sie szczesliwy bo wiem ze nie ulegam zludzeniom, a wiec juz
mniej wiecej wiem co jest prawda a co nie. To juz jakas forma szczescia
pewnie, bo gdyby tak nie bylo to bym sobie chyba strzelil w leb. Ale teza ta
jest w duzym stopniu naciagana zdaje sie, i chyba zaczynam ulegac zbyt
smiesznym urojeniom.


> Milosc, jak to raczyl zauwazyc bodajze xMad jest kwestia wiary(coz nia
> nie jest?
> w koncu wiara w nauke to tez tylko wiara...)

Hmmm, .. z pewnego punktu widzenia .... ale to juz najrozsadniejsze z wyjsc.
Po prostu wiesz ze tedy najblizej do prawdy, jesli tu jej nie znajdziesz to
juz nigdzie. Na pewno predzej tu, niz klepiac zaklecia do jakichs urojonych
bozkow, czy czytajac horoskopy jak to niestety wielu robi na serio traktujac
to jako prawde zyciowa.

, dlatego tez dyskusje
> na ten temat budza nie mniejsze emocje, niz kwestia istnienia Boga.
> Zauwaz, ze jako tak zdecydowanie zdeklarowany racjonalista, Ty rowniez
> ulegasz tutaj emocjom - przeczytaj uwaznie jeszcze raz to, co dotychczas
> napisales w tym watku, a z pewnoscia to zauwazysz.

Tak, bo jestesmy emocjonalni i mamy to po to, zeby z tego pokorzystac. Ale
nie mozemy tego czynic narzedziem wyborow, bo jest to zbyt sliskie.

> > A czy moja wizja iz "milosc" to brak milosci podlicza sie pod to ?
>
> Oczywiscie. Sprawiasz wrazenie, jakbys sam watpil w to,
> o czym tak goraco chcesz przekonac innych.

Eeeech.... docinasz, docinasz. Ale takie jest zycie i juz sie
przyzwyczailem.


> > > Nic nie trwa wiecznie.
> > > Milosc to takze lzy, trzaskajace drzwi, odejscia i powroty - z
> pewnoscia
> > > nie jest to zadna sielanka.
> >
> > I za ta odpowiedz Cie polubilem. Chyba sie nie obruszysz mam nadzieje.
>
> Alez skad. Zaczynam sie tylko zastanawiac, czy faktycznie
> jest juz ze mna az tak zle;>

Po prostu stapasz twardo po ziemi.

przyjazn powinna byc podstawa trwalego zwiazku - to ona pozostaje,
> gdy plomien milosci przygasa. Oczywiscie ta wiez rowniez moze zostac
> zerwana, ale jest to z pewnoscia cos znacznie trwalszego,

Naprawde stapasz twardo po ziemi.

opartego
> wlasnie na wzajemnej akceptacji, zrozumieniu, wspolnych
> zainteresowaniach
> i pogladach.
> Byc moze "prawdziwa"(tzn. taka, jaka jestes w stanie uznac) milosc
> od przyjazni rozni tylko seks? Tylko? A moze az seks. To juz zalezy
> od pogladu na tenze, bo oczywiscie mozna sprowadzic te kwestie
> do zwyklego, zwierzecego aktu kopulacji, albo "dorobic" do tego
> ideologie.

Wlasnie, dorobic ideologie latwo.


> przyjazn+fascynacja_seksualna=milosc ?
> Hmmm...brzmi obiecujaco, tylko jest jeden problem - oba skladniki sumy
> musza byc skierowane do jednej osoby, aby zachodzila rownosc,
> a z tym bywa niestety roznie...

Wlasnie. Seks jest mimo wszystko czyms zbyt tymczasowym nawet w udanym
zwiazku i wielu mysli ze on daje jakies nieprzecietnie nowy horyzonty w
postrzeganiu nowej osoby. Tymczasem wiele zwiazkow widzi w tym przesade.
Nawet Marysia pisze wyzej
ze najbardziej ceni ze sobie moze pogadac z tym swym facetem (cos co ja
nazwalem tam przyjaznia), a tylko lozko to byloby zbyt nudne. Takze chyba
wlasnie ta przyjazn
to cos co da zyc. Ale przyjazn jest przeciez tez miedzy mezczyznami. Wiec po
co od razu "milosc" Nazywajmy to wielka przyjaznia, czy to nie jest na tyle
wartosciowe, zeby jakas urojona milosc czyms tak rzeczywistym zastapic ?

> > szkoda ze tylko milosci, nieprawdaz ?.......
>
> Dla Ciebie 'tylko', dla innych 'az'...mnie osobiscie trudno sie w tej
> kwestii wypowiedziec, poniewaz nie mam na tyle doswiadczenia w tych
> sprawach. To co pisze jest glownie wynikiem moich obserwacji i
> przemyslen.
> Tak naprawde to g. wiem o zyciu i zapewne wiele razy mnie ono zaskoczy.
> Jesli bede oczekiwal najgorszego, to prawdopodobnie to zaskoczenie
> bedzie mile. Wniosek - badzmy pesymistami ;)


Tak. Ale naprawde sie nie spodziewaj zbyt wiele po zyciu. Mozna z tym zyc,
wcale na nic wielkiego nie czekajac, ja jestem sam dla siebie dowodem.

>
> Wiesz, dlaczego jestesmy gorsi od zwierzat?

No, dlaczego ?

xMad

unread,
May 25, 2000, 3:00:00 AM5/25/00
to
archemagik wrote:
> Znow trujesz koles i probujesz mnie zlapac za pojedyncze slowka, robisz
> konkursy na erudycje i znajomosc slowek i nie wiadomo co tam jeszcze ci
> przyjdzie do glowy. Po prostu brak ci argumentow, to widac. Slowko znam
> sprzed lat ze zwyklego slownika jezyka polskiego. Kontekst w jakim go uzylem
> byl uzasadniony i dobrze wiesz o co mi chodzilo tylko rzniesz teraz glupa.

Wg mnie uzyty byl zle. I nadal nie rozumiem, dlaczego opierajac sie tym
wszystkim prawom musze byc altruista. O to mi caly czas chodzi.



> To juz twoje niedoinformowanie, ktore jest twym problemem. Zauwaz ze na
> grupie nikt tego co pisze nie kwestionuje oprocz ciebie. Owszem, np. japhy
> sie ze mna nie zgadza ogolnie co do milosci, ale fakt istnienia
> wykrzywiajacego postrzeganie rzeczywistosci dzialania Pea w tzw. "pierwszej
> milosci" akceptuje jako rzecz oczywista i ogolnie znana. To samo inni ktorzy
> ze mna dyskutowali. Ty natomiast probujesz przeforsowac teze, ze slonce nie
> istnieje, choc wszyscy to na co dzien widza.

Zakwestionowalem to tylko dlatego, ze podales te poldebilne linki.
Szczerze mowiac obilo mi sie to i owo o uszy na temat chemicznej teorii
milosci. Ale te linki mnie rozbawily. Poza tym jak przypuszczam,
milosc/fascynacja nie ogranicza sie tylko do Pea. Sa to bardziej
skomplikowane procesy. Ale o tym pisal juz ktos wczesniej w tym watku.



> I "Gwiazdy mowia" nie jest dobrym linkiem.
> > Jesli sa jakies powazne publikacje, powinienes je podac, a nie teraz
> > twierdzic, ze wystarczy wpisac w przegladarce....Dlaczego sam nie
> > wpisales i nie podales sensownych linkow ?
>
> Rzeczy oczywistych sie nie dowodzi.

Niepowaznych linkow sie nie podaje. ;)

> Zawsze moglbym ci podac link z netu, a
> tobie i tak by sie to nie podobalo, bo bys mi napisal jak nizej ze "fakt iz
> to jest w necie nie znaczy, ze tak jest naprawde".

Przekrecasz. Chodzilo mi o to, ze informacje, ktore podales sa na
niepowaznych stronach. Dziwnym trafem caly czas o tym zapominasz. O tym,
ze byly to niepowazne strony. Jesli informacja znajdowalaby sie na
powazniejszej stronie, nie kwestionowalbym jej.

> Natomiast gdybym sie
> naszukal i podal jakies czasopismo naukowe na ten temat nie z netu, to ty
> bys to znowu skontestowal, ze nie kazdy ma do tego dostep, etc. I tak bysmy
> sie klocili bez konca dzielac wlos na czworo.

Znowu mijasz sie z prawda w swoich domniemywaniach.

> Owszem, mozna i tak, ale znam
> ciekawsze rzeczy do roboty. Dla mnie fakt dzialania Pea na mozg w "milosci"
> jest sprawa oczywista, bo znam to z zwyklej prasy gdzie relacjonowano to
> naukowe odkrycie. Trafialem na to nawet w Spectator, ktore bylo przedrukiem
> tekstow medycznych z prasy naukowej, i bylo tekstem przeznaczonym do nauki
> angielskiego dla chcacych czytac anglojezyczna literature medyczna.

Zakwestionowalem Pea tylko z powodu tych debilnych linkow. To wszystko.



> > Wycinasz z kontekstu...
>
> Tylko bys chcial.

Czytaj uwazniej. Bo zaczyna meczyc mnie pisanie tego samego. Ale z
uporem maniaka. Zakwestionowalem istnienie Pea z powodu twoich debilnych
linkow, bo jak uwazam mialem do tego prawo.



> Ty sie osmieszyles nieznajomoscia faktow, ktore sa od lat powszechnie znane
> a powyzsze linki zarejestrowaly jedynie niezaleznie od siebie fakt, ze bylo
> to odkryte przez uczonych. Nie upieraj sie wiec przy tych gwiazdach
> mowiacych, bo jestes smieszny. Rozumiem ze trudno przyznac sie do niewiedzy.
> Nikt normalny temu nie zaprzeczal, nawet tu. Poczytaj inne posty.

Patrz wyzej.



> Popatrzmy wiec co ty dopuszczasz do siebie. Jest milosc........ piekne.....
> rozczulilem sie, ...... zachwycilem sie, ....... kochamy sie z jakas pania
> bezinteresownie, ..... dla samych siebie, .....zawsze......, do grobowej
> dechy, ......

I po co ta ironia ? Rownie dobrze ja moge teraz napisac cos takiego. Nie
ma milosci....smutne....ogarnela mnie wielka depresja....jestem sam i
zawsze bede sam....dla samego siebie...zawsze...do grobowej deski....

> Koles, ty nie bedziesz potrafil udowodnic ze jest milosc.

Szczerze mowiac _koles_ mnie troche irytuje. To taka gadka jak do goscia
spod budki z piwem. ;)

> Zobaczysz. Przygotuj sie na to ze spotka cie przykre rozczarowanie i swiat
> twych urojen okaze sie smutnym przywidzeniem ktore cie kiedys rozczaruje.

Zobacze, no chyba, ze nie zobacze. ;)

> Moje posty podaja do wiadomosci ogolnie znane fakty z zycia. To widac golym
> okiem po prostej obserwacji zwiazkow. Wiem to zarowno po sobie, jak i po
> innych. Nikt powazny mi nie powiedzial jeszcze o trwalej milosci jako
> uczuciu. Pytalem sie dziesiatek ludzi o to czy cos jest w ich zwiazku. Nikt
> logicznie myslacy mi nie powiedzial, ze zostalo cokolwiek poza prozaicznym
> przyzwyczajeniem. Zadnych glebokich przezyc. Mowili mi to ludzie juz po
> zaledwie 4-5 letnich zwiazkach. Kazdy, bez wyjatku kogo pytalem mowil mi to
> samo. Nie wspomne juz co mowia ludzie bedacy w zwiazkach 10 lat i dluzej.
> nie wspomne, ze ja mam te same odczucia po zwiazkach.

Pytales wszystkich ludzi bedacych w zwiazkach ? Nie sadze. To co robisz
to generalizowanie na podstawie malej probki z populacji.

> Chlopie, zejdz wiec na
> ziemie. Albo uciekaj dalej w swiat marzen. Mysle jednak, ze ty na pewno tez
> to slyszales nie raz. chyba ze chcesz isz w zaparte dla sztuki i udowodnic
> ze ziemia jest plaska. To twoj problem. Nie powiesz mi, ze ja cos czuje
> czego ja nie czuje. To ze jestes slaby i nie chcesz tego przyjac jest tylko
> twoim zalosnym chceniem ktore dostanie po dupie od zycia.

To moze...To ze jestes slaby i dostales po dupie od zycia, wcale nie
znaczy, ze wszyscy dostana. ;)

> Zazadam od ciebie
> grzecznie i uprzejmie punkt po punkcie zebys przekonal mnie ze istnieje
> milosc jako szczescie i nieulotne uczucie, a ty sie pogubisz. Zobaczysz.

Tak samo ty nie udowodnisz, ze milosci nie ma. Nie mozna dowodzic czegos
podpierajac sie mala probka sposrod populacji. Jesli chcesz udowodnic,
ze cos nie istnieje, musialbys pokazac mi na kazdym przypadku, iz to nie
jest milosc. To, iz nie widziano rozowych sloni wcale nie znaczy, ze nie
istnieja. Pomijajac juz fakt, ze dla ciebie i zauroczenie Pea nie jest
miloscia, a takze i akceptacja po fascynacji nie jest. Szczerze mowiac
nie wiem, dlaczego odzierac milosc z jej otoczki na podstawie tych
chemicznych teorii. Poza tym sa to nie zbadane do konca jeszcze procesy
i moze kryc sie za tym cos jeszcze.

> Piszac ze ja sobie cos chorobliwie wydumalem osmieszasz sie. Ja sobie nie
> dumam kolezko. Jesli czegos nie widze lub doswiadczam zbyt ulotnie, to po
> prostu traktuje to jako urojenie niegodne uwagi. Ty natomiast blizej
> niedefiniowalne nawet wsrod ludzi przelotne stany uznajesz za cos
> patetycznego i wartego wyczekiwania cale zycie.

Nigdzie tak nie napisalem tj. "ze milosc to cos patetycznego i wartego
wyczekiwania cale zycie". To juz sa twoje pobozne zyczenia.



> Wszystko tam pasuje. Znow placzesz sie. Wiadomo, ze altruista bedzie ten kto
> z litosci wezmie sobie nietrakcyjna dla siebie dziewczyne (znam takie
> przypadki) choc mial okazje sie ozenic lepiej.

Altruista ? Litosc ? Przesadzasz.

> Robil to z litosci. Tylko o
> to mi chodzilo, a przyklad byl teoretyczny. Moj przedmowca nie zauwazyl tu
> nic nieprawidlowego, a ty czepiasz sie pierdolek.

Czepiam sie tego, ze przyklad byl troche przesadzony. Poza tym nie widze
tu nigdzie pierdolek. Chodzilo mi tylko o to, ze ludzie maja wady i sa
one widziane przez partnerow, a mimo wszystko sa razem.
A co do wybierania nieatrakcyjnego partnera. Moj znajomy znalazl sobie
kobiete starsza od niego o dziesiac lat albo i wiecej lat z dwojgiem
dzieci, ktora wg mnie nie byla specjalna. Nie wiem czy dalej sa razem,
bo to troche krepujaca sprawa pytac sie o to. Ale to skrajny przypadek.
Chyba taki chciales ?



> Nie wiem co te pytania maja do rzeczy. Piszesz po prostu nie na temat
> placzac w jakiejs nieprzejrzystej logice sie i czepiajac sie strzepkow mych
> mysli, ktorych kontekst wypaczasz jak mi sie wydaje.

I kto to mowi....

> Pea i ferony decyduja
^^^^^^


> co jest dla ciebie atrakcyjne od poczatku. Ty nie masz na to wplywu. Nawet
> jesli jest to dziewczyna nie uwazana powszechnie za atrakcyjna, a ty mowisz
> ze cos w niej "widzisz", to nie jest to twoje dobre serce jak ci sie wydaje,
> ale po prostu twoj organizm akceptuje ja jako odpowiednia dla ciebie
> partnerke. Poczytaj sobie o feronach, ktore maja tu nieposlednia role w tym

^^^^^^^^


> wyborze. Chemia bracie, chemia od poczatku do konca. Tak mowia uczeni a nie
> jest to moj wymysl. Jesli uczeni powiedza ze tak nie jest to wtedy to uznam.
> Na razie nie slyszalem innych teorii.

Moze ty tez poczytaj ;))))
Z tego co wiem, powinno byc o FEROMONACH. To tyle a propos
kompromitacji.
Ale dla ciebie to znowu czepianie sie slowek, konkurs erudycyjny i
wytykanie szczegolow. Co nie zmienia faktu, ze piszac cos takiego
osmieszasz sie, szczegolnie, ze jak sam twierdzisz jestes znawca tematu.



> > Kolego, to dotyczy swiata zwierzat. Dlaczego mamy tak wiele zwiazku, w
> > ktorych jeden z partnerow ma jakis defekt np. slaby wzrok, jakas przykra
> > chorobe ???
> > Jest tu istotna roznica. Zgodze sie, ze czesc populacji moze podlegac
> > tym prawom, ale nie wszyscy.
>
> Nie czesc brachu, ale duza czesc.

Nie przeprowadzam badan statystycznych, wiec nie wiem ile. Dlatego wole
powiedziec "czesc".

> Popatrz na swiat wokol ciebie i zapytaj
> sie siebie uczciwie, co sie liczy coraz bardziej ? Popatrz co sie mowi o
> dziewczynach ladnych a co o brzydkich.

Pomijasz fakt, ze nieatrakcyjne osoby tez znajduja partnerow.

> Albo inne pytanie: wolalbys trafic na
> bezludna wyspe z Pamela Anderson, czy Barbara Labuda ? :-) A w windzie z
> ktora z nich wolalbys sie zaciac :-)

Moze cie to zdziwi. Ale z Barbara Labuda. Bynajmniej nie w celu igraszek
seksualnych. Nie wiem jak ty, ale nie dymam wszystkiego co sie rusza i
nie wykorzystuje do tego celu byle okazji. ;)

> Tak troche na powazniej, to nie chce byc niemozliwie uparty i oczywiscie nie
> wliczam wszystkich ludzi pod bezwolne opieranie sie tym prawom.
> Najskromniejszym przykladem tego jestem ja sam oczywiscie, potem moze papiez
> jan Pawel II, a na koncu Ty i japhy :-) No dobra, starczy bo przyszlo mi tu
> na wyglupy.

Ja tez znam kilka osob...Jesli tak kazdy doda tu pare osob, moze zrobic
sie niezle stadko. ;)



> I nie nazywaj lamania tych praw altruizmem,
> > bo chyba nie rozumiesz tego slowa.
>
> Teraz ty sie powtarzasz.

Tak jakos wyszlo. ;)



> > Nie potrafisz rozroznic swiata zwierzat od swiata ludzi ???
>
> Eeeech...... xMad. Oczywiscie ze potrafie, ale dzielimy z nimi wiecej niz
> nas od nich dzieli. Piszesz przeciez powyzej, ze podlegamy tym prawom. No
> chyba ze wierzysz iz Ciebie stworzyl jakis wysniony gdzies tam bozek i dal
> ci dusze, ale wtedy przestaniesz byc juz calkiem powaznym dyskutantem. Chyba
> nie jestes az tak naiwny, co ?

Napisalem, ze sa to prawa podrzedne, ktore w kazdej chwili mozna zlamac.
Wg mnie czlowiek MOZE poslugiwac sie rozumem/wyzszymi zasadami
jakkolwiek to nazwiesz, a nie podlegac popedom/zwierzecym prawom. Co nie
znaczy, ze wszyscy i zawsze tak postepuja. Ale nie mozesz pisac, ze
wszyscy i zawsze tak nie postepuja.
Znam pare osob, ktore nie dymaja wszystkiego co im wskoczy na kolana.



> Na niektore prawa ewolucji nigdy nie wplyniemy.

Zapominasz, ze proces ewolucji jeszcze sie nie skonczyl. Dlatego wydaje
mi sie, ze prawa moga ulec zmianom. ;)

> Te, ktore akurat wymieniles
> moga sie korygowac, ale zasada doboru partnerow wciaz sie opiera na tej
> smutnej rzeczywistosci ze szukamy osoby genetycznie naszemu organizmowi
> odpowiedniej. Nasze swiadome wybory, moga to oczywiscie zakwestionowac, ale
> powstanie pewna rozterka. Na punkcie jednej kobiety bedziesz wzdychal a
> druga bedziesz tylko cenil.

Przyznaje, ze podobaja mi sie kobiety i znam atrakcyjniejsze, co nie
zmienia faktu, ze nie chce ich dymac i nie wzdycham do nich.

> Mozesz oczywiscie wybrac na partnerke te ktora
> cenisz, ale jakis zal pozostanie ze tamtej byles obojetny i nie wyszlo. To
> jest czysto ludzkie. Chyba ze za milosc uwazasz jakies zupelnie racjonalne
> procesy. Ale one sa raczej bezduszne. Tak jestesmy zrobieni i juz. To co
> emocjonalne zawsze bedzie nas rajcowac najbardziej.

A moze milosc to emocje + racjonalizm ??? Jakas mieszanka jednego i
drugiego ?



> > Co to pytanie ma do naszej dyskusji ? Jesli nawet sa rzeczy, ktore musze
> > zrobic, to ty nie musisz wiedziec co to za rzeczy. Wiesz o co mi chodzi,
> > czy znowu mam pisac to samo ?
>
> Filozofujesz w dodatku niepotrzebnie. Przeciez wiesz ze pewnym uczuciom sie
> mozesz przeciwstawic ale one drecza. Znasz to "serce nie sluga.." ? Znasz,
> znasz. O to mi chodzilo.

Znam tez "Na Urbana chwile jakie, to i lato bedzie takie". ;)
Caly czas mi chodzi o to, ze uzurpujesz sobie prawo do opisywania
uczuc/stanow emocjonalnych innych osob. Kazdy cos musi. Ale nie musi on
podpadac pod twoja teorie. I ty nie musisz o tym wiedziec. Poza tym to,
ze przeciwstawie sie jakims uczuciom nie musi dreczyc. Moze nawet
przyniesc satysfakcje. Tak jak z nalogami. Moze bedzie w tym troche
udreki, ale nie musi byc. Czytalem kiedys o jakims naukowcu, ktory to
zakochal sie w jakiejs kobiecie. Nie mogl spac myslac o niej, nie mogl
sie skupic, pracowac. Przeszkadzalo mu to w pracy, wiec przestal. Jakos
tak. ;)



> > > Moze nie musisz walczyc ze soba, gdy sie "zakochasz" a nie chcesz
> > > tego zwiazku lub cie na niego nie stac ? Pstryk i po problemie ? Jak to
> > > robia bozki, allahy jezusy i inne tam urojenia, co ? Chlopie ja nie
> jestem
> > > naiwny.
> >
> > Tak masz racje. Spotkam jakas dziewczyne, powali mnie fenyloetyloamina i
> > jestem jej na zawsze, bo nie wyzwole sie z jej macek. To nie jest
> > naiwnosc ? Moze jeszcze wierzysz w te feromony w sprayu, po ktorych
> > dziewczyna ma sie rozlozyc laknac seksu z toba ?
>
> Hmmmm.... teraz to karykaturujesz. Wiesz ze fenyloetyloamina dziala krotko.
> dlaczego piszesz na "zawsze", co Mad ? czy ja tak gdzies wciskalem ?
> Ochlodniej troche.

Po pierwsze karykaturuje, poniewaz ty zrobiles to pierwszy, porownujac
mnie do bozkow itp...A po drugie to xMad. ;)
Poza tym sa ludzie, ktorzy wierza w te feromony w sprayu.



> > Bredze ? Ja nie pisze "musisz". Nie domniemywam o stanach emocjonalnych
> > innych osob. Ty to robisz. I to sa brednie. Uwazam, ze zamiast "musisz"
> > moglbys lepiej napisac "duza czesc z nas". Ale pisanie "musisz" to
> > brednie. Wybacz.
>
> Wybaczam. Ponad to, "duza czesc z nas" jest stwierdzeniem, ktore juz samo za
> siebie mowi. Jesli wieksza czesc naszej populacji odczuwa pustke i brak
> jakiejkolwiek satysfakcji wobec partnera po ustaniu Pea i innych hajow, to
> juz cos mowi na temat tzw. trwalosci "milosci".

Moze duza czesc naszej populacji nie moze odczuwac milosci ? A moze
milosc to wlasnie to, czyli Pea i pozniejsza akceptacja ?

> Mozesz mi oczywiscie pisac,
> ze "glebokie procesy psychiczne jakie sa dotychczas niezbadane nadal
> odgrywaja w milosci gleboka role" po ustaniu chemii, ale zarowno ja jak i
> mnostwo osob bedacych w zwiazkach powie Ci, ze nic nie czuja. Powiedza to
> juz nawet po paru latach od zawarcia malzenstwa. Mi to mowili wszyscy przeze
> mnie "respondowani", czesto bez wzgledu na to, czy chcialem tego sluchac czy
> nie. to samo mowilem potem ja po swych doswiadczeniach. Nie czulem nic
> wielkiego, a przynajmniej wiekszego niz np. inne znane mi uczucia jak
> szacunek i przyjazn..... Co do stanow emocjonalnych osob takich jak Ty,
> ktore podobno cos tam czuja niezwyklego, to moze Ty jestes jednym z tych
> niezwyklych ONYCH o ktorych pisal mi LPoD ?

Nie rozpisuje sie o moim zyciu prywatnym zbyt wiele. Poza tym to, ze
czesc lub nawet duza czesc lub nawet wiekszosc nie odczuwa czegos wcale
nie znaczy, ze tego nie moze odczuwac ktos inny. Wiesz ze np. sa ludzie,
ktorzy sa w stanie uslyszec dzwieki spoza zakresu dostepnego wiekszosci
?

> Hmmm ale od zwierzat sie wywodzimy. Zatem dziedziczymy bardzo wiele i chcac
> nie chcac wplywa to na nasze wybory bardzo silnie. nawet jesli sie temu nie
> chcesz poddac, to powoduje to rozterke. Wiesz o tym, nie zaprzeczaj. Podly
> jest ten swiat i koniec.

Wywodzimy sie od zwierzat. Nie zaprzeczam. Ale troche nas rozni. Moze
nawet wiecej mamy wspolnego niz roznic. Ale najwazniejsza roznica jest
umysl. Zwierzeta nie tworza cywilizacji itp...



> Najczesciej wedlug tych, ktorzy czekaja na to. Ci bedacy w mowia ze milosci
> nie ma a przynajmniej nie jest to jakies niezwykle przezycie na dluzsza
> mete.. przynajmniej wszyscy ci tak mowia ktorych ja przez cale zycie
> spotkalem. Mysle ze masz podobne doswiadczenie, czemu pewnie zaprzeczysz,
> ale wiekszosc ludzi i tak wie jaka smutna jest ta rzeczywistosc, niezaleznie
> od tego, jak sie zakonczy ta dyskusja.

Tak zaprzecze. Co jest kolejnym dowodem na blednosc twoich domniemywan.
;)
Poza tym wiekszosc to nie wszyscy.

> Tak tak, tylko ten jedyny link o tym bredzil.

Wszystkie linki byly gowno warte, mowiac dosadnie.

> Chlopie, to sa fakty
> powszechnie opisywane, a ten link jest kropla w morzu. Znowu wracamy do tego
> samego. Ja te linki zebralem w pol godziny, a temat znalem od lat ze zwyklej
> prasy. Nie dalem tego jako dowod, ale jako wprowadzenie do tematu dla tych
> ktorzy chcieli sie przyjrzec dyskusji.

Powinienes wybrac powazne linki. Te byly smieszne i wg mnie nic nie
znaczace. Nastepnym razem jesli chcesz sie na cos powolac sprawdz to.

> Moi dyskutanci sprawe znali takze i
> nikt sie nie krzywil ze to wymysl "gwiazd" bo kazdy z dyskutujacych ze mna
> tez o tym wczesniej slyszal jak wynikalo z reakcji rozmowcow. x Madzie, badz
> powazny...... poza tym na liscie religia o ile pamietam tez przypadkowo tam
> bedac widzialem podobny post pt. "milosc to fenyloetyloamina" Tam tez to
> omawiali i podawali jeszcze inne linki. Nie jest to wymysl gwiazd. Wiedz, ze
> to nie jest informacja z bezludnej wyspy, naprawde nie chce niczego zmyslac.

Nie neguje istnienia Pea. Domyslam sie, ze to prawda. Co nie zmienia
faktu, ze moze byc to zjawisko nie do konca zbadane. Chcialem tylko
zwrocic uwage na debilne linki.



> dziwie sie bardzo, ja o tym slysze od lat, choc o to nie zabiegam. Co i rusz
> mi to wpadnie do reki artykul o tym w prasie, wcale nie typu Skandale.

Obilo mi sie tylko cos o uszy. Ale nazwy fenyloetyloamina nie slyszalem.
Moze dlatego, ze raczej nie przepadam za srodkami masowego przekazu.



> Jesli odkrycie okaze sie przesadzone, bedzie o tym wiadomo. Na razie tego
> nikt nie kwestionuje a odkrycie trzyma sie od lat i jest przyjmowane. Nie
> slyszalem o zastrzezeniach. No chyba, ze nauka jest dla Ciebie niepowazna,
> ale to juz nic na to nie poradze.

W nauce zawsze pojawia sie cos nowego. Nie wszystkie odkrycia sa
prawdziwe, a czesc jest tylko naginaniem faktow i wynikow doswiadczen.
Np. Ostatnio dowiedzialem sie, ze ktos tam na podstawie piesni o Robin
Hoodzie doszedl do wniosku, ze byl on homoseksualista. Smieszy ? Mnie
tak.
A troche wczesniej jeden czlowiek udowodnil, ze zbudowanie maszyny
latajacej przez czlowieka jest niemozliwe. Nauka jest powazna, ale
zdarzaja sie tego typu fakty i falszywe odkrycia.



> > Milosci nie ma wg ciebie. Szkoda tylko, ze wiekszosc sadzi, iz istnieje.
> > A tylko kilka osob twierdzi tak jak ty.
>
> Wiekszosc ktorzy sa PRZED. Porozmawiaj sobie z tymi, ktorzy sa pare lat po i
> musza byc w zwiazku. Nie powiedza Ci nic o nadzwyczajnych przezyciach, a o
> przykrym obowiazku wytrwania z odmiennosciami drugiej osoby. No chyba ze sa
> dopiero rok po slubie.

Na podstawie kilku/kilkunastu/kilkudziesieciu relacji nie mozesz
aproksymowac. Szczegolnie, ze twoje aproksymowanie siega rowniez w
przeszlosc. Moze kiedys ludzie mieli inna mentalnosc ?



> > Kolego...kolejny raz. NIE DOMNIEMYWAJ O STANACH/MYSLACH INNYCH OSOB. Mam
> > ci to napisac w htmlu czcionka 30-stka ?
>
> Zatem rzeczywiscie jestes jednym z ONYCH. No chyba ze ewolucja nobilitowala
> Ci i dala Ci stale bateryjki milosne. Niestety tak nie bylo ze mna. A moze
> Cie stworzyl Amorek ?

Niepotrzebna ironia i kolejny zestaw domniemywan. I nie wiem jak to ma
sie odnosci c do mojej wypowiedzi.



> Nie mam celu w zyciu,
>
> A "milosc", nie jest twym celem ? Bo mysle ze tak. Napiszesz pewnie ze sie
> pomylilem, oczywiscie moge sie mylic.

Kolejny raz domniemania. Kolejny raz bledne. Nie bede sie rozpisywal o
moich zapatrywaniach ezgystencjalnych.



> a jesli
> > nawet mialbym to nie musialbys wiedziec o tym ty. Ale jak widac ty wiesz
> > o wszystkim.
>
> Nic mi o tym nie wiadomo. Szkoda ze takie nieprawdopodobne rzeczy widzisz.
> Ja po prostu potrafie byc przekonany co do swego pogladu, ktorego zmiane w
> przyszlosci oczywiscie nie wykluczam. To wlasnie jest posiadanie wlasnego
> zdania. A nie powtarzanie za telewizorem "jest milosc" "wszyscy tak
> twierdza" (tzn. w serialu Klan tak powiedzieli).

Potrafisz byc tak przekonany do niego, ze znasz mysli innych ludzi. A co
do "Klanu"....rownie dobrze ja moge przytoczyc, ktoras z brazylijskich
telenowel, w ktorej to od czasu do czasu padaja zdania typu: "Milosci
nie ma". Tylko, ze to bez sensu, takie przytaczanie fikcyjnych slow.



> Taaa... po prostu akceptacja przyszlego dawcy genow i klasyfikacja go
> pozytywna i juz. A ze padlo akurat na otyla, coz..... Mam propozycje, wyjdz
> za pania po 50 tce i w dodatku otyla.

To skrajny przypadek. Ale jak pisalem wyzej znam jeden skrajny
przypadek, ktory nawet mnie zwalil z nog.

> Wtedy uwierze ze jest milosc a Ty ze
> jestes bezinteresowny i szukasz jedynie wznioslych uczuc niezaleznych od
> spraw powierzchownych. Interesuje Cie glownie osobowosc i czlowiek w calej
> pelni. Ciekawe czy drzemiacy w tobie samiec w tobie zaakceptuje ja do
> obiecujacego wydania potomstwa.

To ciekawe, ze o tym wspominasz, bo raczej nie planuje potomstwa. Czy
twoja teoria nie sypie sie w tym momencie ? ;)

> Zobaczymy jak sie umiesz nie poddawac prawom
> rzeczywistosci. Stary ja nie jestem naiwny. Jesli pokazesz mi przynajmniej
> 50 takich zwiazkow na calej ziemi, uwierze ci w milosc niezalezna od "praw"
> jakim sie nie chcesz poddac.

Wiesz, ze to niemozliwe, a raczej trudno wykonalne. Nie bede lazil po
calym swiecie tylko po to by udowodnic swoja racje. Poza tym ty i tak
mozesz moje przyklady zakwestionowac. Moze zrobimy inaczej. Pokaz mi na
kazdym zwiazku na Ziemi, ktory istnieje i istnial, ze nie ma w nim
milosci. ;)))
Jesli w kazdym nie bedzie milosci to ci uwierze. ;)
Chyba tez niemozliwe.

> > Moja dziewczyna jest ladna i jest brzydka. Ma wady, ma zalety, ktorych
> > tutaj nie bede wymienial. Nie jest idealem. Nie otacza jej aura boskosci
> > i co ty na to ?
>
> Gratuluje !!!!! Przekonales mnie !!!!! Milosc musi byc !!!!!! Dzieki o panie
> !!!!!!

Lubisz ironie, a czepiasz sie mojej.



> Ile z nia jestes, co ? Poczekaj z pare lat a zobaczymy czy bedziesz nadal w
> entuzjazmie.
> Wiekszosc juz nie moze tego zniesc po paru prozaicznych latach. Tak bylo ze
> mna rowniez. Nie znam nikogo, komu by sie to wczesniej czy pozniej nie
> nudzilo. Nie bylo takich.

Co nie znaczy, ze moga takowi istniec.



> > > Nastepnym razem piszac "wszyscy" oprocz wylaczenia sposrod tego grona
> > > > japhy'ego, wylacz i mnie.
>
> Dobrze, o wpanialoduszny .......

Dzieki. Mam nadzieje, ze nie "zapomnisz". ;)

> Pustoslowie.

Rownie dobrze mogles nic nie napisac.



> > Wymiekam...Czlowieku idz pod prysznic...
> > Fakt, ze czesc ludzi poddaje sie prawidlom hedonizmu, wcale nie oznacza,
> > ze robia to wszyscy. Chodzi mi tylko o to, ze nie rzadza nami te same
> > prawa. O to, ze sa to prawa podrzedne, ktore mozemy zlamac i obejsc,
> > jesli tylko chcemy. To jest dodatkowa zasada, ktora rozni nas od swiata
> > zwierzat. Ale wg ciebie to malo istotna roznica. A to twoje ostatnie
> > zdanie z cytatu powyzej po prostu zwala mnie z nog. Roznica, o ktorej
> > mowie jest istotna roznica. Ludzie potrafia zwalczyc, przeciwstawic sie
> > wielu rzeczom/zasadom/prawidlom.
>
> Wielu. Czyzbys zawsze wybieral tylko dla tej drugiej osoby ? Powiedz Madzie,
> jesli wybierasz bezinteresownie, i opierasz sie wszelkim samolubnym prawom,
> to czemu nie wybieramy sobie kobiet starszych od siebie do kochania ? Jesli
> milosc jest tak wspaniala, to czemu nie jest tak bezinteresowna. Przyklad
> powyzszy z otyla 50 ka ?

Nie rozumiem dlaczego dla ciebie milosc to tylko stare i grube baby. A
tzw. mezalianse ? Krol Edward II bodajze, ktory zrzekl sie tronu dla
kobiety ?

> Czemu nie widzialem takich zwiazkow ? Moze
> napiszesz o wielkoduszny, ze Ty bys w taki zwiazek wszedl na stale, gdybys
> nie byl juz w tym zwiazku ? Czyzby tak naprawde jedynie przyszle potomstwo
> bylo ukrytym celem dwoch osob, a nie oni sami dla siebie ? Gdzie tu dobro i
> akceptacja jedynie drugiej strony dla jej samej ? Zadnej interesownosci ?

Moze troche. Ale nie mozna mowic, ze caly zwiazek to jedno wielkie
potwierdzenie praw zwierzecych.

> Widze jak na razie troske glownie ewolucji o to zeby zwiazek byl raczej
> wypelniaczem jej celow, a nie bezinteresownie ceniacych sie osob bedacych ze
> soba jedynie dla samych siebie bez wzgledu na wszystko. podobno milosc
> wszystko przezwyciezy, ale nie wszystko chyba moze.
> Jesli jedynie kryterium osoby jest dla ciebie celem, to czemu wiek partnerki
> sie zawsze liczy i wyglad ? Popatrz na oferty towarzyskie. To przypomina
> skup i sprzedaz towaru, gdzie cena tym wyzsza im mniejszy czas
> "uzytecznosci" "produktu". Ludzie w ogloszeniach matrymonialnych czesto
> traktuja sie jak towar:
>
> mlody, przystojny, z wlasnym mieszkaniem, samochodem i jachtem, szuka
> partnerki do lat 35 zadbanej.
>
> Czy widzisz tu troske i mysl o wartosci osobowe o jakich piszesz ? Czy
> raczej o licytacje towarem typu, "kto da wiecej, kto ma wiecej, kto ma
> najladniejsze" "kto jest genetycznie silniejszy i atrakcyjniejszy na rynku
> ewolucji" ?

Ludzie w ogloszeniach czesto, ALE NIE ZAWSZE traktuja sie jak towar.
Widze znaczaca poprawe, zamiast zawsze uzyles czesto ;)))
Chyba nie chcesz powiedziec, ze nie istnieja bardziej "romantyczne"
anonse ?
Wiekszosc nie oznacza wszyscy, czy tego chcesz czy nie.



> > Tez poddajesz sie prawom swiata zwierzat: nazrec sie, pociupciac i
> > dobrze wyspac ?
>
> Zredukowalem do pierwszego i trzeciego.

Czyli jednak obszedles/zwalczyles jedna z tych zasade, ktorych tak
gorliwie bronisz. ;)



> Pytania byly nie na temat. poza tym nie przypominam sobie zebym na cos nie
> odpowiedzial, chyba ze przegapilem.

Najciemniej pod latarnia.


> > Wymiekam....Nie mow _wszyscy_, bo to idiotyzm.
>
> Dobrze wspanialoduszny.......

W koncu do czegos dochodzimy. Ale z ta ironia to juz chyba przesadzasz.



> Widzisz jaki jestes wspanialy ......

I znowu ironia...



> Tak czy inaczej zachodzi zaburzenie postrzegania rzeczywistosci. Wydaje sie
> ludziom ze sa naj, naj, naj, a to fenyloetyloamina i koniec. Moze nie widac
> po tym bialych myszek, ale widac inne rzeczy ktorych po prostu nie ma. "To
> ten, na ktorego czekalam cale zycie" "lepszego nie bedzie" .....
> "Najpiekniejsza jestes na swiecie"..... "Nigdy cie nie opuszcze" "az do
> smierci" (przed oltarzem w kosciele) ...."jestesmy dla siebie stworzeni"
> .... "umre sam bez ciebie" .....
>
> To urojenia, a do halucynacji tu niewiele. Z pewnego punktu widzenia to
> nawet halucynacja, bo widac cos czego nie ma.

Kolego...rownie dobrze moglbys porownac poloneza do mercedesa. Jedno i
drugie, ale roznica jest bardzo duza.



> > > > -------------------------
> > > > -Kill'em all -
> > > > -Kill'em all for slander-
> > > > -------------------------
> > >
> > > Czyzby to byly wartosci jakie prezentujesz ?
> >
> > To slowa z utworu. A swoja droga co wnosi to pytanie do dyskusji ?
>
> Nic nie wnosi i bylo zadane poza dyskusja. Slowa z utworu Metallici, tak
> tylko sobie cytujesz ?

Wiesz, ze dzwonia, ale nie wiesz, w ktorym kosciele. ;)
Zasugerowales sie tytulem plyty Metallici, z tego co wiem, nie ma
piosenki "Kill'em All", a moze sie myle...
W kazdym badz razie slowa pochodza z utworu Morbid Angel "Lion's Den"
bodajze....A wpisuje je dosc czesto...przewaznie, gdy nie przyjdzie mi
nic lepszego do glowy ;)



> Zdrowka, choc i tak pomrzemy.

Milosci...;)

xMad
--
----------------------------
-Bing bong the witch's gone-
----------------------------

Lord Death

unread,
May 25, 2000, 3:00:00 AM5/25/00
to
"LPoD" <cha...@fenix.xyz.lublin.pl>

przemawia do dekadenckiej braci temi słowy:

>Polecam "Narcyza i Zlotoustego" - ta ksiazka Hessego bardzo


>ciekawie ujmuje odwieczny problem konfliktu uczucia i rozumu.

[...]

Everybody understands Mickey Mouse.
Few understand Herman Hesse.
Only a hand full understood Albert Einstein.
And nobody understood Emperor Norton.
("PrDis" ;)
--
/) /) (___ /) * http://free.art.pl/lordd .
/ _ _ _'/ / \ _ _ _/_(/ * lo...@free.art.pl . .
(/__)(_)(_(_(_ _/__/(/_(_(_(__/ )_* Dominik Kaszuba .<O>.
HAIL ERIS! -><- KALLISTI -><- ALL HAIL DISCORDIA! -><- FNORD?.......

archemagik

unread,
May 25, 2000, 3:00:00 AM5/25/00
to

"xMad" wrote

> Wg mnie uzyty byl zle. I nadal nie rozumiem, dlaczego opierajac sie tym
> wszystkim prawom musze byc altruista. O to mi caly czas chodzi.

XMadzie, rany boskie, naprawde nie chcesz mnie pojac ? Napisalem japhy, ze
pewne wybory pociagaja za soba bolesne doswiadczenie..... Przyznaje sie do
grzechu, ze troche byla to wolna mysl, taka luzna dygresja podczepiona do
watku tematu. Napisalem:

>Wiesz ze prawa jakie rzadza nami sa bolesne. Oczywiscie, mozemy sie
do tych praw nie zastosowac i byc altruistycznie bohaterskimi marzycielami.

Bedzie to jednak znow bolesne. Zalozmy ze nie jak wszyscy postepujesz jak

*altruista*


i znajdujesz sobie kobiete bardzo malo atrakcyjna, majac

jednoczesnie 25 lat i bedac bardzo atrakcyjnym mezczyzna jednoczesnie, tak

ze wlasciwie mozesz miec kazda jak zechcesz. Oczywiscie mozesz sie potem


przed innymi chwalic ze zrobiles to z dobroci serca i dla wartosci nie

bedacych w zasiegu Pea,

Tak napisalem. To byla taka moja mysl, ze altruista jest wybierajacy wbrew
wyborom Pea postepujac bezinteresownie w ten sposob, wybierajac inna
partnerke. Przypuszczam, ze dlatego tak zrozumiales to opacznie bo nie
napisalem, ze wybor jest dla innej partnerki, ktorej on nie wybral z
bezinteresownego wyboru dla tamtej z litosci. Przyznasz, ze to pewna
bezinteresownosc z "powodu wyborowi wbrew Pea".
Znam osobiscie taki przypadek i go podziwiam. Do tego nawiazywalem, bo to
wg. mnie altruizm, tak samo jak altruizmem byloby zrzec sie glodujacemu
jedzenia przez innego glodujacego. Postapienie wbrew naturalnemu prawu.
Odurzenia Pea lub uczuciu glodu. Sprawi to w obu przypadkach bol choc bedzie
szlachetne. To byla moja kontestacja, ze pewne wybory pociagaja za soba zal
(choc nawet sa szlachetne) i dlatego nie moga wystarczajaco
satysfakcjonowac. Tylko o to mi chodzilo. Kontestacja zalu wynikajacego z
wyboru ktorego sie nie "chce" ale dokonuje.

> Zakwestionowalem to tylko dlatego, ze podales te poldebilne linki.
> Szczerze mowiac obilo mi sie to i owo o uszy na temat chemicznej teorii
> milosci. Ale te linki mnie rozbawily. Poza tym jak przypuszczam,
> milosc/fascynacja nie ogranicza sie tylko do Pea. Sa to bardziej
> skomplikowane procesy. Ale o tym pisal juz ktos wczesniej w tym watku.

> Niepowaznych linkow sie nie podaje. ;)

> Przekrecasz. Chodzilo mi o to, ze informacje, ktore podales sa na
> niepowaznych stronach. Dziwnym trafem caly czas o tym zapominasz. O tym,
> ze byly to niepowazne strony. Jesli informacja znajdowalaby sie na

> powazniejszej stronie, nie kwestionowalbym jej.> Zakwestionowalem Pea


tylko z powodu tych debilnych linkow. To wszystko

Jak pisalem i pisze to ostatni raz znajdywalem to tez w prasie, ktora ci
wymienialem
w poprzednim poscie.
Nie bylo dla mnie i nie ma z tym problemu, bo wszyscy moi rozmowcy uznali
niebagatelna role chemii, fenyloetyloaminy, endorfiny, etc. w milosci
a linki podalem jako wprowadzenie do tematu dla tych ktorzy slyszeli o
temacie i wiedzieli ze tak uczeni odkryli, ale wiedzieli zbyt malo. Takim
bylem ja tez po napisaniu listu przez Black Ghosta. Znalem sprawe pobieznie
i chcialem cos wiecej poczytac zeby byc tyle o ile wiecej w teamacie bo
wiedzialem niewiele.Okazalo sie ze jest ciut wiecej niz znalem to z prasy
ktora zrelacjonowala ten fakt jako odkrycie ale zbyt wiele nie podawala.
Artykul w Spectator sprzed dwoch lat mowil najwiecej o tym o ile pamietam.
Pisalem Ci o tym jednak,wiec sie nie bede powtarzal.
Jedynym, ktory to zakwestionowales byles Ty. Trudno. Ja i tak swoje na ten
temat czytalem poza netem, Ty takiej okazji nie miales. nizej akceptujesz
jednak te sprawy wiec zostawiam to na razie. Odurzenie i tak jest chwilowe i
przemija. Ja to nazywam urojeniem Pea a Ty nazywaj to jak chcesz. Fakt
zauroczenia i jego przemijalnosc istnieje, wiec nie ma sie co spierac.

> Szczerze mowiac _koles_ mnie troche irytuje. To taka gadka jak do goscia
> spod budki z piwem. ;)

Dobra bede pisal kolego, pasuje ?

> Pytales wszystkich ludzi bedacych w zwiazkach ? Nie sadze. To co robisz
> to generalizowanie na podstawie malej probki z populacji.

Tak samo ty nie udowodnisz, ze milosci nie ma. Nie mozna dowodzic czegos
> podpierajac sie mala probka sposrod populacji. Jesli chcesz udowodnic,
> ze cos nie istnieje, musialbys pokazac mi na kazdym przypadku, iz to nie
> jest milosc. To, iz nie widziano rozowych sloni wcale nie znaczy, ze nie
> istnieja.

Przyklad z rozowymi sloniami pozostawie bez komentarza. Co do probek malej
ilosci populacji to pamietaj przeprowadza sie tez sondaze na malej probce
respondentow i sa trafne jak wiesz. Mozna okreslic na tej podstawie z bledem
zaledwie
2, 3 procent, jakie jest istnienie lub nie czegos (pogladu czy uczucia)w
danej czesci populacji lub nawet populacji ziemi. Nastepnie. Inne przyklady
ale do tematu sie odnoszace. Chcesz sie dowiedziec czy ktos widzial
krasnoludki bedace w dodatku murzynami. Ty nie widziales, a ja Cie usilnie
przekonuje, ze sa, bo ja widzialem pare razy w zyciu, a nawet "rozmawialem"
z nimi. Potem spotykasz mojego kolege ktory rowniez mowi Ci ze widzial.
Nastepnie trafiasz na tymczasowo zwolnionego pacjenta szpitala
psychiatrycznego w Tworkach i on tez sie zaklina na Matke Boska ze widzial.
Przekonuje Cie nawet gorliwiej niz ja, ze widzial, a nawet ze jego koledzy z
zakladu w ktorym byl tez moga Ci "poswiadczyc" ze istnieja krasnale.
Zaczynasz sie wiec zastanawiac co to za niesamowita rasa krasnoludkow i
zaczynasz pytac wiekszosc ludzi czy widzieli. Oczywiscie nie dasz rady
przepytac calej populacji. Zalozmy ze dojdziesz w pytaniach do miliardowego
mieszkanca ziemi. Wszyscy oprocz mnie, mego kolegi i powyzszego
pensjonariusza mowili Ci ze nie widzieli. Dochodzisz wiec do wniosku, ze
krasnoludki nie istnieja i nie musisz sprawdzic nastepnych paru miliardow
naszych mieszkancow zeby to wiedziec. Natomiast potem dochodzisz do
nastepnego slusznego wniosku, ze ja, moj kolega i pensjonariusz z powyzszego
przykladu powinni po prostu wrocic do Tworek. Oczywiscie mozesz pisac tez,
ze na przyklad nie ma nas kilkadziesiat milionow Polakow bo nikt Ci nie
przyprowadzil ich nie postawil w rzadek i nie policzyl. Na tej podstawie
mozemy tez napisac ze ziemia jest plaska, bo nie widziales tego na wlasne
oczy z ksiezyca etc. Rozumiesz wiec ze moge sie zastanawiac czy to co
czujesz jest na pewno miloscia, skoro wiekszosc dotychczas przeze mnie
"respondowanych" mowi zgodnie, ze nie czuje nic specjalnego po paru latach
zwiazku.Oczywiscie nie ma to nic wspolnego z tym, ze ja mowie ze ty nic nie
czujesz, tylko sie zastanawiam co to jest i czy mozna to zasadnie nazwac
miloscia.

Pomijajac juz fakt, ze dla ciebie i zauroczenie Pea nie jest
> miloscia, a takze i akceptacja po fascynacji nie jest. Szczerze mowiac
> nie wiem, dlaczego odzierac milosc z jej otoczki na podstawie tych
> chemicznych teorii. Poza tym sa to nie zbadane do konca jeszcze procesy
> i moze kryc sie za tym cos jeszcze.

Tak czy inaczej nie jest to doswiadczalne jako nadzwyczajne uczucie dla
przecietnie respondowanego czlonka tej populacji. Tak samo jak nie jest w
zadnym stopniu odczuwalne np. trawienie, choc wiadomo ze istnieje. Jest
jednak neutralne jako cos "nadzwyczajnego".

> Nigdzie tak nie napisalem tj. "ze milosc to cos patetycznego i wartego
> wyczekiwania cale zycie". To juz sa twoje pobozne zyczenia.

Ale bronisz tego jako czegos trwalego. Nie bronil bys gdybys mysla jak ja,
ze jest to
zbyt nietrwale i oderwane od rzeczywistosci, zatem nie zasluguje zeby byc
traktowane powaznie. Gdybys powiedzial ze to jest nietrwale i przemija
stajac sie potem zwyklym
przyjaznym byciem dwoch osob bez czegos w tym super nadzwyczajnego (co
zrobil np. LPoD), to bysmy sobie podali wirtualnie graby i powiedzieli, do
widzenia. Byloby po problemie bo bysmy sie porozumieli.


> Altruista ? Litosc ? Przesadzasz.
>
> > Robil to z litosci. Tylko o
> > to mi chodzilo, a przyklad byl teoretyczny. Moj przedmowca nie zauwazyl
tu
> > nic nieprawidlowego, a ty czepiasz sie pierdolek.
>
> Czepiam sie tego, ze przyklad byl troche przesadzony. Poza tym nie widze
> tu nigdzie pierdolek. Chodzilo mi tylko o to, ze ludzie maja wady i sa
> one widziane przez partnerow, a mimo wszystko sa razem.

Ale tez tak jest w przyjazni, ktora czasem przetrwa niejedna "milosc"

> A co do wybierania nieatrakcyjnego partnera. Moj znajomy znalazl sobie
> kobiete starsza od niego o dziesiac lat albo i wiecej lat z dwojgiem
> dzieci, ktora wg mnie nie byla specjalna. Nie wiem czy dalej sa razem,
> bo to troche krepujaca sprawa pytac sie o to. Ale to skrajny przypadek.
> Chyba taki chciales ?

Ja tez znam takie przypadki, ale troche o cos innego mi chodzilo.
Ci ktorzy wybieraja starsze tez maja granice ktorej nie przekrocza. xMadzie
powiedz mi DLACZEGO WIEK KOBIETY PRZEZ CIEBIE WYBIERANEJ ZAWSZE JEST
OKRESLONY NA JAKAS GORNA GRANICE (pisze duzymi literami choc nie lubie tego,
sorry). Nie wiem ile masz lat, ale przypuszczam ze nie wybral bys juz
starszej od siebie o 5 lat. Sam zrezta sklasyfikowales ponizej wybor Twego
kolegi (ktory wybral o 10 lat starsza od siebie) jako "skarajny przypadek" a
wiec pokazales ze nie chec obdarzenia osoby miloscia bez wzgledu na to jaka
ona jest, jest dla ciebie celem glownym ale raczej jak widze liczy sie dla
ciebie posiadanie okreslonego wiekowo "towaru ewolucyjnego". Nie obraz sie
ale tak to wyglada. Dlaczego tez jest tak, ze patrzy sie u starszych kobiet
szczegolnie na pozostalosci bycia atrakcyjna ? Jesli milosc jest to
akceptacja osoby jak piszesz, to czemu wiek jest dogmatem ? Przeciez powinno
sie liczyc wnetrze, etc. Liczy sie jednak przede wszystkim "jakosc
ewolucyjna produktu" Powiedz sobie szczerze, czy gdy widzisz starsza
nieatrakcyjna kobiete, taka ktora nie ma np. zebow z przodu, to czy myslisz
o niej w sensie, "moglbym ja kochac, za jakies niesamowite cechy bycia
osoba" "za wewnetrzne zalety " "zaakceptowac ja taka jaka jest z wadami i
zaletami" jako partnerke (taka definicje milosci podales) ? Przeciez osoba
ludzka zyskuje na wartosciach wewnetrznych w miare uplywu czasu, a na
urodzie nie. Nikomu nie podobajaca sie starsza pani bez zebow tez nadal
przeciez pozostaje osoba, wciaz bedac wartosciowa wewnetrznie. A jednak nikt
jej nie chce i nie interesuje sie nia z mlodych facetow takich jak np. Ty
(no chyba ze mi teraz napiszesz ze Twe dziewcze jest po szescdziesiatce i je
tylko zupy).Gdyby cechy wewnetrzne odgrywaly role decydujaca i byly by
czynnikami konstytuujacymi milosc w jej istocie, to bysmy mieli cala chmare
mlodych atrakcyjnych chlopcow zainteresowanych takimi starszymi paniami bez
zebow. Wszystko oczywiscie, dla cech partnera takich jak intelekt, ciekawosc
wnetrza, etc. Tak jednak nie ma nigdzie na ziemi. Dlaczego ? Poniewaz w
rzeczywistosci decyduje wyglad i mlodosc partnerki, a nie wnetrze, osoba
sama w sobie, intelekt, etc jak pisali mi przedmowcy. Zatem zwykle
traktowanie kogos jak ladnego obrazka, takiego ktorego widok glownie MI ma
sprawiac przyjemnosc,choc moze inni powiedza ze jest "brzydka". Moje ma byc
wiec na poczatku, a jego moze tez sie wliczy pod uwage, ale potem. Nie widze
w takim traktowaniu sie przy "dobieraniu" sie partnerow niczego
szlachetnego. Genetyczny ewolucyjny dobor najbardziej pasujacych do siebie
osobnikow. Dlatego uwazam ze wybieramy jak natura chce, a nie ze wzgledu na
swe czule i opiekuncze serca troszczace sie jedynie o wnetrze drugiego
czlowieka. Na celu jest nie osoba a nasze geny. Jesli to odrzucimy zostaje
nic. Zostaje przyjazn. Cos co jest chyba w tym momencie cenniejsze bo nie
klasyfikuje po wygladzie, wieku, etc. Fenyloetyloamina sie nie wydziela
feromony nie dzialaja, laboratorium chemii w nas jest ciche i opustoszale.
Do takiej osoby nie czujemy nic poza pewna sympatia. Ja sie np. przyjaznie z
pewna pania dr paleontologii, ktora odwiedzam i zapraszamy sie czesto
wzajemnie na herbate. Ona ma 71 lat. Przyjazn ta jest dla mnie o wiele
cenniejsza niz to co wy szczesliwi nazywacie "wielkim niepowtarzalnym
uczuciem tzn. miloscia" i co uwazam za urojenie, bo w kategoriach milosci
jakie sa powszechnie uznane nie moglbym tej pani dr uznac jako 25 letni
mezczyzna. Mysle ze nikt. Co jest wiec warta ta wasza "milosc" ?
Uwazam za uczonymi ze feromony i fenyloetyloamina nie zawsze dochodza do
glosu, ale one decyduja ze mowimy lub nie "kocham" nie wiedzac lub nie chcac
wiedziec ze to tylko podstepne dzialanie swiatow chemii a nie zachwycania
sie naszymi wartosciami. Ktos kiedys powiedzial bardzo madrze ze milosc jest
slepa. Pewnie znasz. To wlasnie to o co mi chodzi. Na punkcie jednej kobiety
szalejesz na punkcie innej nie.
Czesto te "nasze wybory" sa wbrew logice i nic z czyms wartosciowym nie
maja. Czasem powstaja przypadki wrecz komiczne. Ktos wybiera sobie partnera
zupelnie do niego nie pasujacego. Wszyscy mowia "co on/a w nim/niej widzi ?"
I maja racje. Milosc jest slepa. Na przyklad kiedys moja kolezanka
powiedziala, ze jej chlopak jest dla niej mniej wiecej tyle wart co
"krzeslo". Na pytanie dlaczego, powiedziala, ze "jest uzyteczny,
przynajmniej mi co wakacje funduje wyjazd za granice." Powiedziala to w
towarzystwie, zeby inni slyszeli. Tylko raz w zyciu, widzialem taki
przypadek. Potem bylo cale pasmo takich przykrych sytuacji z tym zwiazkiem
zwiazanych. Ona powiedziala mu zeby rzucil studia i zarabial dla niej
pieniadze, zrobil to. Glupie nie ? Od tamtej pory moi znajomi i ja wciaz sie
zastanawiamy co on w niej widzi. Normalnie nikt logicznie myslacy nie
dostrzeglby wartosci trwania w takim zwiazku, poniewaz "byc krzeslem" na
pewno nie jest niczym rozsadnym i nie ma trwanie w takim zwiazku niczego
godnego. Nie ma tu nic wznioslego. Oni sa jednak 3 lata, a on wciaz mowi, ze
ja "kocha". Naprawde nie widze w tym wszystkim nic wartosciowego i zadnego
logicznego postrzegania rzeczywistosci. Gdybym ja mu powiedzial ze jest
krzeslem, powiedzialby, czesc kolego nie znamy sie. Postapilby logicznie.
Tam postapil antylogicznie, bo nic nie zrobil. Mysle wiec, ze po czesci
wiesz dlaczego ja uwazam fenyloetyloamine za srodek szkodliwy dla ludzkosci
i bycie dzieki niej w nierzeczywistym swiecie. To tak na marginesie, nie
odnos sie do tego przykladu z tym "krzeslem" jak nie chcesz bo to byla
ciekawostka. choc jestem ciekaw z drugiej strony, co o tym powiesz.


> Moze ty tez poczytaj ;))))
> Z tego co wiem, powinno byc o FEROMONACH. To tyle a propos
> kompromitacji.

Ueeech, pomylka slowna. Czy ja ci pisze dyktando a Ty to sprawdzasz ?

Co nie zmienia faktu, ze piszac cos takiego
> osmieszasz sie,

Osmieszalbym sie kolego, gdybym napisal ze mamy np. mocz w zylach a nie
krew. To
natomiast, drobne przekrecenie terminu, to tylko jest cos co nie wplywa
merytorycznie na jakosc argumentow. Ty sie naprawde uparles zeby mnie
koniecznie na czyms przylapac. Ja do wszelkich nazw nie mam glowy, dlugo
mowilem fenyloamina zanim sie nauczylem poprawiac sam siebie.

szczegolnie, ze jak sam twierdzisz jestes znawca tematu.

Gdzie tak twierdze ?


> Nie przeprowadzam badan statystycznych, wiec nie wiem ile. Dlatego wole
> powiedziec "czesc".

Zrob prywatny sondaz na podstawie dostepnej Ci populacji z twego otoczenia.
Powiedz sobie, czy to tylko "czesc".

> > Popatrz na swiat wokol ciebie i zapytaj
> > sie siebie uczciwie, co sie liczy coraz bardziej ? Popatrz co sie mowi
o
> > dziewczynach ladnych a co o brzydkich.
>
> Pomijasz fakt, ze nieatrakcyjne osoby tez znajduja partnerow.

Czesto sa to zwiazki z rozsadku, zeby bylo mniej nudno i juz. Taka
sformalizowana przyjazn na stale. Mi chodzilo dlaczego starsze kobiety, nie
bedace juz atrakcyjne nie znajduja partnerow wsrod MLODEJ POPULACJI
mezczyzn. Gdyby milosc byla akceptacja osoby bez wzgledu na wyglad, nie
szukalbys partnerki wsrod jeszcze "swiezych cialek" jak to mowia nasi
wspolplciowcy.

> > Albo inne pytanie: wolalbys trafic na
> > bezludna wyspe z Pamela Anderson, czy Barbara Labuda ? :-) A w windzie z
> > ktora z nich wolalbys sie zaciac :-)
>
> Moze cie to zdziwi. Ale z Barbara Labuda. Bynajmniej nie w celu igraszek
> seksualnych. Nie wiem jak ty, ale nie dymam wszystkiego co sie rusza i
> nie wykorzystuje do tego celu byle okazji. ;)

No to i ja sie musze pochwalic tez jak i Ty, ze jestem szlachetny. Ostatnio
moj kumpel, ktory zreszta ma zone od 5 lat (i 4 letniego syna) pytal sie
mnie czy nie pojde z nim do agencji pociupciac, bo zona mu sie "znudzila".
Mowi "chodz, ja ci stawiam kurwe z wlasnej forsy. Pociupciamy sobie bo widze
facet, ze ty jakos ostatnio cos usychasz bez tego sportu. Ty sie marnujesz
chlopie" Jakos tak wyszlo, ze nie poszedlem, choc nie wiem, moze i z
lenistwa a nie ze "szlachetnego serca" o ktore sie niezbyt podejrzewam.


> Ja tez znam kilka osob...Jesli tak kazdy doda tu pare osob, moze zrobic
> sie niezle stadko. ;)

To moze zalozymy jakies klasztory ascetycznej wspolnoty dekadenckiej ?
Eeeeh, cos mi naprawde juz "glupoty przychodza do glowy" jak mawia moja
siostra mowiac "To z braku dupy, zrob cos ze soba ty miernoto zyciowa. Bierz
sie za jakas babe ciamajdo"

> Napisalem, ze sa to prawa podrzedne, ktore w kazdej chwili mozna zlamac.
> Wg mnie czlowiek MOZE poslugiwac sie rozumem/wyzszymi zasadami
> jakkolwiek to nazwiesz, a nie podlegac popedom/zwierzecym prawom. Co nie
> znaczy, ze wszyscy i zawsze tak postepuja. Ale nie mozesz pisac, ze
> wszyscy i zawsze tak nie postepuja.
> Znam pare osob, ktore nie dymaja wszystkiego co im wskoczy na kolana.

Ja takich nie znam a obracam sie w roznych srodowiskach nawet ludzi gorliwie
wierzacych. Gdy zbierze sie grupa facetow niezaleznie czy zonatych,
poboznych czy jeszcze innych, to sa wszyscy jednakowo zwierzecy.Obejrza sie
tylko czy zadna kobieta ich nie slyszy i temat jest juz tylko jeden:
"Przedupczyl bym te i tamta, bo ma fajne to czy tamto"
Clinton tez niby taki pobozny, a Lewinsky ciagnela mu druta.
Chlopie gdzie ty zyjesz ? Na ksiezycu ? Naprawde znasz takich swietoszkow ?
Dzis nie ma Janosikow, dupczenie albo jestes frajer, przynajmniej ja nie
spotykalem Janosikow. No oczywiscie poza Toba soba, japhy i Janem Pawlem
drugim :-)
Poza tym piszac o zwierzecych prawach troche mi chodzilo o cos innego. Skad
wiesz ze feromony nie spowodowaly ze wybrales jak wybrales ? Dlaczego nie
wybierales wsrod starszych pan jesli cielesna strona partnerki nie
interesuje Cie bardziej niz wartosci osobowe partnerki ? Mozemy sie
sprzeciwic popedowi, zgoda. Ale skad wiemy kiedy a kiedy nie feromony
determinuja nasze wybory ?
To co mowilem wyzej o atrakcyjnej wewnetrznie pani bez zebow.


> > Na niektore prawa ewolucji nigdy nie wplyniemy.
>
> Zapominasz, ze proces ewolucji jeszcze sie nie skonczyl. Dlatego wydaje
> mi sie, ze prawa moga ulec zmianom. ;)

Eeeeee bracie nie doczekamy. Do tego czasu bedziemy juz spelniac nowe
"wspaniale"
"funkcje" w tej "ulegajacej rewolucyjnym zmianom ewolucji" bedac po prostu
niczym innym jak karma dla robali cmentarnych.

> Przyznaje, ze podobaja mi sie kobiety i znam atrakcyjniejsze, co nie
> zmienia faktu, ze nie chce ich dymac i nie wzdycham do nich.

Ale czy sa atrakcyjniejsze dla ciebie niz Twa partnerka w sensie wybranki ?


> Caly czas mi chodzi o to, ze uzurpujesz sobie prawo do opisywania
> uczuc/stanow emocjonalnych innych osob.

Hmmm,.... jesli nie spotkalem kogos kto COS czuje w zwiazku, samemu NIC nie
czujac rowniez, to chyba inni nie sa z czegos innego i ewolucja nie dala im
amorka wyrozniajac ich nie dajac go jednoczesnie mi i tym ktorych ja
"respondowalem" nie ?
Moge domniemywac ze tylko wmawiaja sobie ze cos wielkiego czuja a wcale tak
nie musi byc.Moze odczuwasz gleboka przyjazn, moze to sie zmieni ? Poczekaj
pogadamy o tym kiedys czy nadal czujesz to samo. Moze sie jednak okazac ze
byla to tylko fenyloetyloamina, i "kochales" tak naprawde iluzoryczny
narkotyczny stan a nie osobe.
Piszesz mi nie domniemuj ze jest tak na pewno, a ja tobie moge tez tak
powiedziec: nie domniemuj ze to co czujesz jest miloscia bo mozesz zyc w
swiecie urojen i mozesz niedlugo nie czuc juz nic, jak bylo z wieloma,
ktorzy tez byli pewni ze jest milosc a potem zorientowali sie ze byli
odurzeni.

Poza tym to,
> ze przeciwstawie sie jakims uczuciom nie musi dreczyc. Moze nawet
> przyniesc satysfakcje. Tak jak z nalogami. Moze bedzie w tym troche
> udreki, ale nie musi byc. Czytalem kiedys o jakims naukowcu, ktory to
> zakochal sie w jakiejs kobiecie. Nie mogl spac myslac o niej, nie mogl
> sie skupic, pracowac. Przeszkadzalo mu to w pracy, wiec przestal. Jakos
> tak. ;)

sprawa jednak skomplikowala by sie gdyby mial wybierac pomiedzy partnerkami.
juz nie byloby mu latwo wykumac czy to feromony mu dyktuja co wybierac czy
jego "dobroc serca".

> Moze duza czesc naszej populacji nie moze odczuwac milosci ?

Hmmm.... ale w takim razie pojawia sie pytanie, czy ci co odczuwaja nie sa
jacys chorzy ? Moze to jakies nerwice ludzkosci i stan nierzeczywisty ?
Mysle wciaz jednak ze pewna czesc sobie wmawia ze to czuje. Tez mozna
przyjac takie wyjscie jesli ty przyjmujesz powyzsze wyjscie.

A moze
> milosc to wlasnie to, czyli Pea i pozniejsza akceptacja ?

Jesli bys przyjal taki poglad za chociaz prawdopodobny, to bysmy sobie juz
ulatwili dyskusje. Widzisz przyznasz ze stan zauroczenia jest tak silny i
oszalamiajacy, ze nie trudno uwierzyc ze to wlasnie Pea, nie ? Jesli nie to
co go powoduje ? Dlaczego jest tak silny, cos mi mowi ze to jednak Pea, nie
znam takich stanow z innych sytuacji ktore sa wyborem jakichs osob (np.
przyjaciol). Dziwne jest zwlaszcza to ze ten stan przemija i jest zmienny,
choc przeciez osoba sie nic a nic nie zmienia. Potem jest to "Co ja w nim
takiego widzialam ?" Jesli chodzi o pozniejsza akceptacje to co wielkiego
jest w akceptacji, czy to ma byc milosc od razu ?
Przeciez mozemy powiedziec ze to po prostu cenna przyjazn, wspolnota osob,
ale jakies wielkie przezycie.... mozna sobie przeciez tu latwo cos wmowic,
eh. Chodzi mi tylko zeby nie robic z czegos swiata marzen, nie uciekac w
iluzje, ale juz sie powtarzam, wiesz o co chodzi.

> Nie rozpisuje sie o moim zyciu prywatnym zbyt wiele. Poza tym to, ze
> czesc lub nawet duza czesc lub nawet wiekszosc nie odczuwa czegos wcale
> nie znaczy, ze tego nie moze odczuwac ktos inny. Wiesz ze np. sa ludzie,
> ktorzy sa w stanie uslyszec dzwieki spoza zakresu dostepnego wiekszosci
> ?


A wiesz ze sa tacy co widza biale myszki tam gdzie ich nie ma ?
Moze byc tez tak, ze macie po prostu nierzeczywiste urojenie bedace
interpretowane przez was jako przejaw jakiegos uczucia i nic wiecej. Nie mam
na to dowodu ze jest jak mowisz, moze byc ze tylko tak chcesz. Przyklad jaki
dales swiadczy tylko o dzwieku i jest medycznie udowodniony. Nie mam
wystarczajacego powodu zeby go przenosic na psychike. Przypuszczam tylko ze
tak moze byc. Moze masz racje, moze nie, cholera wie. Ale to juz tylko
spekulacja i nie ma jakiegos kryterium chocby ogolnego jak to sprawdzic
.Wiele rzeczy moze byc. Moga byc krasnale. Troche sie chyba gubisz. Jesli
milosc jest zalezna od wartosci osoby ukochanej jak wyzej piszesz, to
znaczyloby ze zrodlo milosci powinno byc w osobie kochanej a nie w zdolnosci
osob kochajacych. Przeciez drugiego czlowieka mozna doceniac bez specjalnych
zdolnosci do tego. Nie potrzeba by do tego uczuc nadzwyczajnych. ja np.
doceniam moich wykladowcow na studiach za wiedze, znaczy ze ich kocham ?
Jesli milosc jak mowisz bylaby udzialem pewnych osob, a pewnych nie bylaby
to roznica ta juz bylaby pewnie odnotowana i znana przez psychologie.
Tymczasem sobie tylko gdybamy.

> Wywodzimy sie od zwierzat. Nie zaprzeczam. Ale troche nas rozni. Moze
> nawet wiecej mamy wspolnego niz roznic. Ale najwazniejsza roznica jest
> umysl. Zwierzeta nie tworza cywilizacji itp...

Tak jest roznica. Stare dobra prawa ewolucji nami rzadza a my mozemy je
olac. Jestesmy tez cwansi. Potrafimy latac, etc. Wciaz jednak widze ze
wybieramy jak zwierzeta, a dobroci serca w wyborach i "akceptacji czlowieka
jakim jest" ani sladu.Wciaz tylko chcemy miec partnera jak jakis obrazek
pasujacy do nas zwlaszcza genetycznie a nie przede wszystkim jako osobe ze
swym bogactwem wewnetrznym. Przyklad powyzszy z paniami bez klawiatury z
przodu.

> Poza tym wiekszosc to nie wszyscy.

Rozumiem, ze jestes w tej lepszej mniejszosci ktora cudem moze kochac. Ja
natomiast jestem w wiekszosci, ktora nie moze.


> Nie neguje istnienia Pea. Domyslam sie, ze to prawda. Co nie zmienia
> faktu, ze moze byc to zjawisko nie do konca zbadane. Chcialem tylko
> zwrocic uwage na debilne linki.

Dobra wiec zakladajmy istnienie Pea i tak nawet odrzucenie jej nic tu nie
da, bo czy Pea czy nie, to mozemy powiedziec inaczej nadchodzi "zauroczenie
ktore przechodzi" i potem spadamy na ziemie i wraca szara rzeczywistosc.
Istnieniu zauroczenia ktore przemija juz nie zaprzeczysz. Bez wzgledu na
to, czy wywoluje to Pea czy nie, zauroczenie jest i potem go nie ma i
zostaje cos chyba niezbyt wielkiego, bo wiekszosc ludzi twierdzi ze juz nic
nie czuje. Jak widzisz Pea nie jest tak wazna, tak czy inaczej do naszych
rozwazan. Po prostu wieksza czesc populacji nie czuje nic po zauroczeniu i
to jest problem naszej dyskusji. Dlaczego ty czujesz a wieksza czesc
ludzkosci nie ? Czy jestes wybrancem ewolucji ? A moze sobie tylko uroiles ?
Moze jestes wciaz na etapie zauroczenia, ile jestes w zwiazku ? Znam ludzi,
ktorzy sa krociutko zauroczeni, a w innych wypadkach jest to dluzsze. W obu
przypadkach to jednak przemija, moze Ty jestes w tej grupie ktora to odczuwa
dluzej i myslisz dlatego ze to nigdy nie przeminie ? Widzisz jak wiele jest
pytan..........
To jest problem naszej dyskusji, a Pea jest tylko elementem dyskusji.
Oczywiscie nie udowodnie juz ze Ty czegos nie czujesz lub czujesz jak
twierdzisz, ktore to uczucie rzekomo nie jest dostepne wiekszej czesci
ludzkosci. Ja nie wiem co tak naprawde czujesz. W pewnym sensie jest to juz
nawet dowod ze nie ma milosci, bo jesli duza czesc tego nie doswiadczy, to
mowimy o czyms co jest ? Czy nie ma ? Co to ludziom da, ze jakas mala grupka
wybrancow to odczuwa jesli oni tego nie odczuwaja ?

> Obilo mi sie tylko cos o uszy. Ale nazwy fenyloetyloamina nie slyszalem.
> Moze dlatego, ze raczej nie przepadam za srodkami masowego przekazu.

Szkoda, moze by wtedy nie bylo tych nieporozumien.

> W nauce zawsze pojawia sie cos nowego. Nie wszystkie odkrycia sa
> prawdziwe, a czesc jest tylko naginaniem faktow i wynikow doswiadczen.
> Np. Ostatnio dowiedzialem sie, ze ktos tam na podstawie piesni o Robin
> Hoodzie doszedl do wniosku, ze byl on homoseksualista. Smieszy ? Mnie

Tu jest troche inaczej. Robin Hood jest dawno w brzuchach robakow
cmentarnych (jesli w ogole istnial), a w tym przypadku jest material do
badan pod reka w postaci zywego czlowieka i tego co mozna w nim po rozcieciu
zobaczyc i poddac analizie chemicznej. Jest to material empirycznie
uchwytny, a tam w ogole. Jest roznica i stad tu wyniki badan sa o wiele
powazniejsze.

Na podstawie kilku/kilkunastu/kilkudziesieciu relacji nie mozesz
> aproksymowac. Szczegolnie, ze twoje aproksymowanie siega rowniez w
> przeszlosc. Moze kiedys ludzie mieli inna mentalnosc ?

"Back to square one" jak to mowia Anglicy, czyli wracamy do punktu wyjscia.
Wedlug Ciebie wiec na podstawie paru tysiecy osob nie powinno sie robic
sondazy, bo glosuje kilka milionow Polakow. A jednak sondaz odzwierciedla
prawde o istnieniu czegos w umyslach o wiele wiekszej czesci populacji niz
ta ktora sondaz respondowal. Widac to np. po prognozowaniu kto wygra w
wyborach.

> > Zatem rzeczywiscie jestes jednym z ONYCH. No chyba ze ewolucja
nobilitowala
> > Ci i dala Ci stale bateryjki milosne. Niestety tak nie bylo ze mna. A
moze
> > Cie stworzyl Amorek ?
>
> Niepotrzebna ironia i kolejny zestaw domniemywan. I nie wiem jak to ma
> sie odnosci c do mojej wypowiedzi.

Tak, ze nie wiem czy bysmy sie mieli az tak od siebie roznic ze Ty
doswiadczasz wielkich stanow uczuciowych a ja i wielu innych ludzi nie. Po
prostu chlopie wyplula nas na ten swiat jedna i ta sama ewolucja w tym samym
czasie. Nie widze powodu, zebysmy mieli byc zrobieni lepiej czy doskonalej.
Np Ty niz ja. Moze troche inaczej ale nie az tak zebys Ty byl ustrzelony
przez Amorka a ja i wielu innych (wszystkich wlasciwie ktorych spotkalem)
nie. Po prostu nie bardzo mi sie chce w to wierzyc brachu.

> To skrajny przypadek. Ale jak pisalem wyzej znam jeden skrajny
> przypadek, ktory nawet mnie zwalil z nog.

Dlaczego ma byc skrajny ? Czyzby pani po 50 tce byla mniej do zaakceptowania
ze swymi wartosciami jako pelny czlowiek z wadami i zaletami, niz np. twa
dziewczyna, mlody narybek ? Przypominam ze wlasnie tak okresliles milosc -
akceptacja osoby z wadami i zaletami. Kryterium wyboru oceniles pelnie
osoby, nie powinienes wiec cenic w niej bardziej np. wieku i wygladu niz
osobowosci. Z Twych wyborow i stwierdzenia "skrajny przypadek" (co zdradza
ze uwazasz to za nienormalny wybor) to jednak wynika. Wartosciujesz wiec
bardziej cielesna czesc kobiety niz osobowa czesc.

> To ciekawe, ze o tym wspominasz, bo raczej nie planuje potomstwa. Czy
> twoja teoria nie sypie sie w tym momencie ? ;)

Nie sypie sie, bo wciaz "serce" (nie sluga) wybiera genetycznie
odpowiedzialnego ci partnera/ke. Feromony, etc.Te czynniki, ktore moze sobie
interpretujesz jako twa dobroc, ale coz nie zapominaj ze jestesmy wciaz po
czesci zwierzetami. Oczywiscie mozesz odrzucic wybor "serca" jak ten
naukowiec ktorego wyzej wspomniales, ale nie zrobiles tego jak widze bo
jestescie razem z Twa luba. Gdyby bylo inaczej i tylko wybieralibysmy za
"wartosci wewnetrzne osobowe" to bysmy mieli te panie bezzebne w zwiazkach
z mlodymi jurnymi byczkami ktore moga tez miec dwudziestke z ladnymi nogami
jak sie postaraja.


> > Zobaczymy jak sie umiesz nie poddawac prawom
> > rzeczywistosci. Stary ja nie jestem naiwny. Jesli pokazesz mi
przynajmniej
> > 50 takich zwiazkow na calej ziemi, uwierze ci w milosc niezalezna od
"praw"
> > jakim sie nie chcesz poddac.
>
> Wiesz, ze to niemozliwe, a raczej trudno wykonalne. Nie bede lazil po
> calym swiecie tylko po to by udowodnic swoja racje.

Masz racje nie musisz. Ale wystarczy ze takich zwiazkow nie widzielismy w
zasadzie wcale dotychczas, i Ty i ja, wiec sa one w zasadzie nie
egzystujace. Oczywiscie sa tez odstepstwa od normy, niektorzy robia to nawet
ze zwierzatkami, ale to juz sie nadaje do psychiatry.

Poza tym ty i tak
> mozesz moje przyklady zakwestionowac. Moze zrobimy inaczej. Pokaz mi na
> kazdym zwiazku na Ziemi, ktory istnieje i istnial, ze nie ma w nim
> milosci. ;)))
> Jesli w kazdym nie bedzie milosci to ci uwierze. ;)
> Chyba tez niemozliwe.

Tak, ale powtarzamy sie obaj. Mozna na podstawie okreslonej probki okreslic
jak jest z wiekszoscia, calkiem sprawnie i trafnie.


> > > > Lubisz ironie, a czepiasz sie mojej.

No bo jesli juz tobie wolno, to czemu i mnie nie......

> > Ile z nia jestes, co ? Poczekaj z pare lat a zobaczymy czy bedziesz
nadal w
> > entuzjazmie.
> > Wiekszosc juz nie moze tego zniesc po paru prozaicznych latach. Tak bylo
ze
> > mna rowniez. Nie znam nikogo, komu by sie to wczesniej czy pozniej nie
> > nudzilo. Nie bylo takich.
>
> Co nie znaczy, ze moga takowi istniec.


A propos nie odpowiedziales ile jestescie, wtedy mozna bylo by okreslic na
jakim etapie jest twoj zwiazek. Ja gdy bylem na etapie fenyloetyloaminowego
zycia w urojeniach, tzn. gdzies ze 2 lata po zwiazku, to myslalem podobnie
jak Ty.

> Nie rozumiem dlaczego dla ciebie milosc to tylko stare i grube baby. A
> tzw. mezalianse ? Krol Edward II bodajze, ktory zrzekl sie tronu dla
> kobiety ?

A ile mial lat ? Moze znow zauroczenie ktore mu przeszlo, nie znam tej
sprawy.

Zadnej interesownosci ?
>
> Moze troche.

Widzisz. Moze tyle ze determinuje nasze wybory na tyle ze zbyt to robimy dla
siebie i juz a nie dla tego kogos przede wszystkim tylko jest wybor.
Co wiec przewaza jesli nigdy Ty i ja nie wybralibysmy pewnie bezzebnej
piecdzisiatki i otylej w dodatku ? czy to nie podle wartosciowanie glownie
fizycznej strony kobiety, a nie wnetrza ?


> Ludzie w ogloszeniach czesto, ALE NIE ZAWSZE traktuja sie jak towar.
> Widze znaczaca poprawe, zamiast zawsze uzyles czesto ;)))
> Chyba nie chcesz powiedziec, ze nie istnieja bardziej "romantyczne"
> anonse ?
> Wiekszosc nie oznacza wszyscy, czy tego chcesz czy nie.

No dobra Ty i japhy nie, OK, OK. Abstrahujac od Was znalem wielu ktorzy
mowili, "ja sobie znajde dziewczyne niekoniecznie ladna ale byle byla dobra"
Wszyscy pokonczyli na ladnych zonach z paskudnymi charakterami, na co sie w
koncu zgodzili i teraz zrzedza ze w ogole by juz nie chcieli miec zadnych
zon. Liczyl sie obrazek ktory sie juz znudzil i juz. Nie wiem co ty zrobisz,
czy zrobiles, ale wiem jakie jest zycie. Kazdy chce mowic cos takiego zeby
ladnie brzmialo i szlachetnie, ale potem i tak robi cos co zaprzecza jego
deklaracjom i idealom. Taki jest ten podly swiat, jedno sie mowi drugie sie
robi. naprawde do dupy jest ten swiat. Samobojcy okazuja sie ludzmi calkiem
rozsadnie oceniajacymi rzeczywistosc. Caly czas abstrachuje od Ciebie mowiac
o zlym swiecie. Wiem ze ty jestes dobry :)

> > > Tez poddajesz sie prawom swiata zwierzat: nazrec sie, pociupciac i
> > > dobrze wyspac ?
> >
> > Zredukowalem do pierwszego i trzeciego.
>
> Czyli jednak obszedles/zwalczyles jedna z tych zasade, ktorych tak
> gorliwie bronisz. ;)

Gdzie bronilem gorliwie zasad iz ciupcianie to cos czemu nie moge sie poddac
? Oj kolego, przeginasz.

> Kolego...rownie dobrze moglbys porownac poloneza do mercedesa. Jedno i
> drugie, ale roznica jest bardzo duza.

Oba spelnia role samochodu tak samo.

> > > > > -------------------------
> > > > > -Kill'em all -
> > > > > -Kill'em all for slander-
> > > > > -------------------------
> > > >
> > > > Czyzby to byly wartosci jakie prezentujesz ?
> > >
> > > To slowa z utworu. A swoja droga co wnosi to pytanie do dyskusji ?
> >
> > Nic nie wnosi i bylo zadane poza dyskusja. Slowa z utworu Metallici, tak
> > tylko sobie cytujesz ?
>
> Wiesz, ze dzwonia, ale nie wiesz, w ktorym kosciele. ;)
> Zasugerowales sie tytulem plyty Metallici, z tego co wiem, nie ma
> piosenki "Kill'em All", a moze sie myle...
> W kazdym badz razie slowa pochodza z utworu Morbid Angel "Lion's Den"
> bodajze....A wpisuje je dosc czesto...przewaznie, gdy nie przyjdzie mi
> nic lepszego do glowy ;)

Czyli wpisales to tak bez zadnego celu ??


> > Zdrowka, choc i tak pomrzemy.
>
> Milosci...;)


No chyba ze przedtem dostane sklerozy, co byloby nawet i zabawne.


Mimoi to zdrowka, choc i tak pomrzemy.

Marysia

unread,
May 25, 2000, 3:00:00 AM5/25/00
to

archemagik napisał(a) w wiadomości:

>Tym gorzej. Pea uniemozliwia pozytywna
ocene zachowan i oceny na tej
>podstawie rzeczywistosci.

dlaczego uniemozliwia?
Chcesz mi wmowic, ze skoro ja dostrzegalam/dostrzegam wady mojego faceta to
go nie kocham?
Przeciez milosc nie musi byc slepa.


>Zauwaz i sobie szczerze odpowiedz
>> >czym jest dla Ciebie akceptacja partnera.
>
>> m.in. to, ze wiem, jakie ma wady i jestem w stanie sie z tym pogodzic.
>> Niestety, ja tez nie jestem doskonala. Nie usiluje go tez zmieniac na
moja
>> modle, bo przeciez zycie z kims podobnym do mnie byloby nie do
>> wytrzymania.;)
>
>Pea pomoze przetrwac.....

kurcze to byl zart. Uwierz mi, widze jego wady, wkurzaja mnie czasem
niektore jego zachowania, ale to nie znaczy, ze go nie kocham.

(ciach)

>W takim razie ciekawe dlaczego nie gustujesz w np. staruszkach
>bedacych bardzo wartosciowymi ludzmi


dlaczego popadasz w skrajnosci?
pomiedzy tepym osilkiem a staruszkiem zyje sobie jeszcze mnostwo innych
facetow.
Poza tym na jakiej podstawie twierdzisz, ze staruszkowie to sami wartosciowi
ludzie, wszyscy?

Marysiu nie obraz sie ze ja zadaje
>takie pytania, ale ja naprawde widze w tym wszystkim zbyt wiele myslenia o
>sobie i bardziej troski o stan biologiczny twego partnera niz jego wartosci
>"wewnetrzne" o jakich piszesz.

no widzisz, problem polega na tym, ze tak naprawde nic o mnie nie wiesz.
Jasne, masz prawo mi nie wierzyc, ale i tak napisze; moj facet nie jest
super przystojny ani bogaty. Jasne, ze wolalabym jezdzic dajmy na to toyota,
czy czyms takim, a musze pociagiem i tramwajem. Ale jak sobie pomysle, ze
moja przyjaciolka kupila sobie samochod, po to by wozic nim swojego (o 8 lat
mlodszego) kochanka to mi jej tak zal.

>Po prostu procesy chemiczne jakie w sobie mamy zawsze nas popchna do
>biologicznie doskonalszego partnera niz jego wartosci duchowych. prawa
>ewolucji i juz kochana, a nie "wartosci" jakies tam. Licza sie glownie
>egoistyczne cele. Tak nas uksztaltowala ewolucja i jest to podle, ale
>inaczej nie byloby nas.
>
>> Cholera, to ja jednak nie jestem normalna. Nigdy nie robili na mnie
>wrazenia
>> czarujacy panowie w rodzaju Banderasa.
>
>Przechwalasz sie czy co ?

no i jak mam Ci udowodnic, ze to prawda?

Moze napiszesz ze wolisz starcow mogacych chodzic
>jedynie o kulach ?

znowu przesadzasz


>> >ilosci bierze sie pod uwage takie wartosci jak wiedza charakter intelekt
>i
>> >dobrotliwosc, ktore dzis sa juz reliktem przeszlosci.
>> To po co mi facet, z ktorym nie moge porozmawiac? ilez czasu mozna
spedzic
>> przed telewizorem, video, czy nawet w lozku?
>
>Ale czy to kuz nie jest to co okresla sie jako przyjazn ?


przyjazn w lozku? a to ciekawe, czy moze z tym przyjacielem od ryb? :)


Dlaczego od razu
>nazwac to miloscia ? Przeciez moze byc tak ze przezywasz gleboka i piekna
>przyjazn a nie milosc ? Sklad wiesz ze to akurat milosc nie przyjazn ? Moze
>snisz na jawie i wmawiasz sobie ze czujesz cos czego nie ma i co jest
>jedynie przyjaznia ?
>

nie sadze


>> (chyba rzeczywiscie cos ze mna nie tak, bo mnie facet jest w stanie
>> zainteresowac wlasnie intelektem. To jest ten pierwszy element, ktory
>> dostrzegam w mezczyznie.)
>
>Tak, tak.

czy to kpina?

>
>Kochanie, piszesz o swiecie zwierzat czy ludzi?, bo dla mnie to sa jednak
>> rozne swiaty.
>
>Nie na tyle zeby byly dla na nie decydujace.
>
>> to dlaczego pary, ktore spotykam nie przypominaja mi Banderasa i Melanii
>> Griffith, tylko sa tacy zwyczajni?
>
>Bo moze to juz byla koniecznosc i strach przed samotnoscia ? To sie nazywa
>"desperado"
>


i to jest temat na nowa dyskusje: dlaczego ludzie sie zenia/wychodza za maz?


>> >Intelektualne cechy czy charakter byly rzadko brane pod uwage, i zawsze
>po
>> >wstepnie dokonanej ocenie wygladu, ktory zawsze ma znaczenie decydujace.
>> pisalam o tym juz wczesniej. Ale moze rzeczywiscie nie mozna na podstawie
>> mnie oceniac innych.

>Wzyscy tak gadaja a rzeczywistosc jest taka jaka jest.
>

i znowu zapytam, jak mam Ci udowodnic, ze w moim przypadku jest inaczej?

(ciach)
Mysle ze nie bedzie Cie on(bezdomny) obchodzil jako partner zupelnie.


>> przyklad kompletnie bez sensu.
>
>Nie jest bez sensu. Uciekasz od problemu. Celowo go dalem, bo jest naoczny


nie uciekam, ale jak to sobie wyobrazasz, - siade obok niego i powiem - no
to pogadajmy?
(a konwenanse?);)

>choc nieco dziwaczny dla szczesliwcow jaka zapewne cieszysz sie byc.

czy to znowu kpina?

>Pokusmy sie o stwierdzenie, ze milosc jest piekna i dobra. Zatem powinna
byc
>tez bezinteresowna, ale nie jest. Po prostu pan w powyzszym przykladzie,
nie
>spelnil pewnych uzytecznych ewolucyjnie warunkow i jest ignorowany przez
>brutalny swiat. Jego ludzkie wartosci o ktorych piszesz i ktore podobno
>decyduja o
>wszystkim nikogo nie obchodza. Dlaczego go zadna partnerka nie kocha i nie
>chce, moze jest bardzo ciekawy a podobno to sa rozstrzygajace w zwiazku
>wartosci ? Nawiasem mowiac jest to przyklad troche z zycia bo kiedys
mowili
>w TV ze na Dw. Centralnym mieszka taki czlowiek z tytulem profesora jako
>bezdomny.


skoro facet mieszka na dworcu, to moze mu to odpowiada. Mnie akurat nie, to
dlaczego mialabym z nim zostac(pomijajac juz inne powody)?


>> wybacz, ale wolalabym sie od razu pociac, niz zyc, o ile mozna to nazwac
>> jeszcze zyciem, z przeswiadczeniem, ze nic nie ma sensu.
>
>A czy masz jakies przekonujace przeslanki ze ma ? Co niby ma sens skoro
>wszystko przemija ? Tylko rozpaczac.

jest jednak pare fajnych rzeczy, ktore mozna robic. Zreszta trudno nam sie
bedzie porozumiec w tej kwestii, mowimy z roznych pozycji.


>> kurcze, "wierze ze moze bedzie fajnie", a wiem ze JEST lub BYWA fajnie
to
>> co innego.
>> ja wole swoja wersje. Gdybym chciala spedzic zycie na "gdybaniu", jak to
>> kiedys moze bedzie fajnie, to znowu lepsze byloby dobre ciecie.
Czlowieku,
>> przeciez to nie zycie, to WEGETACJA.
>
>To zycie w szczerosci wobec tego jaki swiat jest naprawde.
>
>> dobra, wyrazilam sie nieprecyzyjnie. Moj facet wlasnie tak mnie widzi.
>Skad
>> wiem? proste, widzial mnie rano jeszcze przed zrobieniem makijazu i wciaz
>> jest ze mna.(hi, hi)
>
>> troche juz o tym pisalam, ale napisze jeszcze raz. W moim przypadku
(wiem,
>> wiem pewnie nie jestem normalna), facet w ktorym sie zakochalam wkurzal
>> mnie! serio! dopiero pozniej, po ilus tam rozmowach, spotkaniach itp.
>> zauwazylam, ze cos w nim jest. A potem samo juz poszlo.
>
>Ciekawe czy to "cos" to nie byly przypadkiem ferony ?
>

A Ty ciagle swoje. Wkurzal mnie, a potem zainteresowal. Dobrze mi sie z nim
gadalo. Nie nudzilam sie z nim i nie nudze nadal, czy to malo?
Potem juz byla cala reszta, rownie interesujaca (tak, chodzi mi o
seks) i bylo jeszcze lepiej.

>> >> Chemia powstajaca w naszym mozgu co najwyzej wspomaga to uczucie.
>> >
>> >Zatem to "uczucie" jest do kitu. Jesli mialo by zaistniec w swej pelni i
>> >zaslugiwac na uwage musialo by powstac bezinteresownie, z czystej
>> fascynacji
>> >wartoscia drugiej osoby.
>
>
>> niezrozumiales, uzylam slowa WSPOMAGA.
>
>Wspomaga sie cos co samo z siebie nie jest wystarczajaco dobre i dlatego
sie
>nie moze ostac. Zatem jest do kitu.
>


nie, nie, chodzilo mi o to, ze jest wazne jedno i drugie. Gdybysmy uznali,
ze milosc to np. tylko glebsza przyjazn, to za ilu facetow musialabym wyjsc!
A tak dochodzi chemia, wspomaga i tamci zostaja przyjaciolmi, a zostaje ten
jeden.

>> masz obsesje na punkcie ewolucji, czy co?
>
>Ona tak wiele zachowan naszych tlumaczy.
>
>> Chociaz moze świadczy, np. o tym, ze ludzie zbyt szybko wchodza w zwiazki
>> typu "malzenstwo", nie znajac sie zbyt dobrze.
>
>A co to znaczy "znac sie dobrze" ?
>

Przyznam, ze jestem zwolenniczka dosc kontrowersyjnej byc moze dla
niektorych formy poznawania sie. Powinno sie pomieszkac ze soba przez jakis
czas, albo przynajmniej spotykac sie codziennie. Wspolne zycie pokazuje
jakim sie jest naprawde. I tu przyklad z mojego
zycia. Poznalam kiedys faceta i szok. Wiesz, rece sie trzesa, lomot serca,
on wpatrzony we mnie jak w obrazek, nawet wiersze o mnie pisal! (moje
kolezanki mialy ubaw, bo facet kompletnie glupial na moj widok). Umawialismy
sie na randki dosc rzadko, ale prawie przez 2 lata i bylo ok. Potem
zaczelismy sie spotykac codziennie. Jezu, to dopiero
szok! Facet okazal sie zwyczajnym szajbusem. Jak sobie zdalam z tego sprawe,
to zaczelam sie zaraz wycofywac. I tu jeszcze jakis usmiech w jego strone,
(na "komplementy"
rzucane pod moim adresem
przestalam zwracac uwage, no bo jak ktos jest chory i obrzyga ci mieszkanie,
to nie mozesz miec pretensji, a ten byl chory-szajba)a tu juz reka na
klamce. Bo
wiesz milosc miloscia, ale pozwolic, by jakis szajbus (ktory swa szajbe
nazywa wrazliwoscia) szarpal mi nerwy???


(ciach)


Ale czy wtedy
>> >bede jeszcze przydatny genetycznie na odpowiedzialnego malzonka ?
>> genetycznie moze i nie, ale do czego innego na pewno tak.
>
>Do czego niby ?
>

czekaj, bo ja juz sie zgubilam. Ty tak ciagle o tym przedluzaniu gatunku, no
wiec dobrze, mam 2 pytania:
1) czy kobiety(facetow) bezplodne powinno sie odstawic na smietnik?
2)czy do lozka idzie sie tylko po to, by splodzic dziecko?

>Archemagik
>************
>"Nieciekawe; nie ma dramatu"
>Henryk Elzenberg, Klopoty z istnieniem.
>
>PS Jakbys mogla robic odstepy miedzy tym co ja a Ty piszesz bylbym
>wdzieczny.
>

P.S. Wybacz, robilam, ale gdzies mi je po drodze "wcielo".
>
>
>
>
>

LPoD

unread,
May 25, 2000, 3:00:00 AM5/25/00
to

archemagik <m...@onet.poczta.pl> wrote:

> Staralem sie byc zrozumialy, dawac przyklady z zycia, o tej Pea i
zwiazkach
> miedzy ludzmi na podstawie obserwacji par i mych zwiazkow..... wciaz
mysle
> ze wiele ludzi dobrze wie o co mi chodzi.

Tak sie sklada, ze dekadenci(jak wszyscy ludzie) sa z natury leniwi
i nie jestem pewien, czy po stwierdzeniu, ze post ma ponad 700 linijek,
w dodatku autorstwa Archiego(moge Cie tak nazywac?), ktory zapewne
kolejny raz napisal to samo, nie zaznaczyl po prostu posta jako
przeczytanego
i zrezygnowal z dyskusji na temat, w ktorym nikt nigdy nie dojdzie
do porozumienia.

> Wczoraj rozmawialem z dwoma kumplami, (obaj zonaci od kilku lat,
zwiazki
> uwazaja za udane) i pokazalem im gdy do mnie przyszli co tu pisze o
milosci.
> Zapytalem jak oni by napisali na mym miejscu. Obaj powiedzieli ze to
samo,
> choc moze zrobiliby to o wiele uprzejmiej niz ja to robie, ale to samo
> by napisali.


> Oczywiscie nie przekona to nikogo kto dopiero bedzie "kochal", ale ja
> po raz kolejny wiem, ze nie bladze

WIESZ? Nie mozesz byc niczego pewnym...
Poza tym masz racje. Jesli zabronisz dziecku dotykac wlaczonego zelazka
tlumaczac mu, ze zrobi sobie w ten sposob krzywde, to ono dotknie go
chociazby z przekory. A kto sie raz sparzy...
Dlatego nie mowilbym nikomu: "nie kochaj", "to nie ma sensu", czy "nie
jedz
ryb";> - do niektorych rzeczy trzeba dojsc samemu...
Zaraz zreszta wysle post o lataniu.


> > Mysle, ze wcale nie jestes takim pesymista, na jakiego sie kreujesz.
>
> Hee, dolujesz mnie, ale to dobrze, bo sie tylko poglebi moj pesymizm
:)

Widzisz, jaki z Ciebie optymista - nie ma tego zlego, co by na dobre
nie wyszlo? ;>

> Nikogo to tak naprawde nie obchodzi, wiesz o tym dobrze,

Zywo przypominasz paranoidalnego androida Marvina...


> sam bowiem
> dales do zrozumienia ze masz gdzies co ja tak naprawde mysle przez
zwrocenie
> mi nizej uwagi ze moje posty sa za dlugie.

Nie obraz sie, ale Twoje posty niewiele wspolnego maja z mysleniem -
dajesz
sie poniesc emocjom, ktore tak gorliwie zwalczasz. Przesadzasz,
histeryzujesz, popadasz w skrajnosci - odzarkwon sie od tych starych
kobiet,
bo jeszcze posadze Cie o gerantofilie(czy jak to sie tam nazywa...)! ;>
Moglbys popracowac nad bardziej zwiezlym i jasniejszym wyrazaniem mysli.
Czytam WSZYSTKIE bez wyjatku posty na psd, a gdybym nie byl masochista
to musialbym niestety z Twoich zrezygnowac. Nie zrobilem tego,
wiec byc moze nie mam 'gdzies' co naprawde myslisz - staram sie sluchac
ludzi. Bog dal czlowiekowi dwoje uszu, aby dwa razy wiecej sluchal,
niz mowil ;>

> A jesli nie wiesz ze to ludzi nie
> obchodzi to zobaczysz kiedys po 100 razy ze tak wlasnie jest. Nikogo
nie
> obchodzi iz doswiadczasz bolu istnienia czy masz tam jakies glebokie
> oczekiwania wobec kogos lub czegos.

Raaany! Robot Marvin, jak zywy :>


> Kazdy ma to gdzies co tam czujesz i najbardziej przejmuje sie soba.

To chyba normalne. Zwlaszcza na psd, gdzie, jak wiesz, przewazaja
egocentrycy.

> Nawet ludzie ktorych uwazasz za najblizszych tylko udaja ze Ci
wspolczuja.

A Ty oczywiscie jestes inny i pelen empatii? ;P

> Zobaczysz jak bedziesz patrzyl bardzo dokladnie na nich, ze to tylko
pozory.
> Taki jest cholerny ten swiat i koniec.

Nic - tylko placz i zal i mrok
i nieswiadomosc i zatrata !
Takiz to swiat! Niedobry swiat!
Czemuz innego nie ma swiata?

Jest tylko jedno wyjscie z tej pieprzonej sytuacji - NAUCZYC SIE LATAC
;>

> Moj przyjaciel pesymista zwykl powtarzac cos co jest jednym z
> niewielu moich dogmatow: "Kazdy jest sam"

"Chyba kazdy czlowiek ma odmienne nastroje, nawet jesli prawie caly czas
jest odwazny, to momentami boi sie jak kroliczek w norze. Nawet jak
jest madry,
to momentami robi najglupsze rzeczy na swiecie. Ale w pewnym sensie
kazdy
jest samotny. Bo nie umiera sie parami ani w grupie, ale pojedynczo."

Heh, ktory juz raz ja to cytuje...ale to prawda. "Kazdy jest sam" -
zwlaszcza
w tlumie.

> Tak uwazam, ze zawsze trzeba liczyc na zrozumienie i tylko
> u siebie. Innych to po prostu nie bedzie obchodzic.

Powtorze: a czy Ciebie obchodzi los innych? interesuja Cie czyjes
problemy?

Czlowiek jest ze swej natury taki, jaki jest - z jednej strony
"spoleczny",
ale jednak egocentryczny.

> Pielgrzymujemy wszyscy
> tak naprawde samotnie do lodowych bram krolestwa wielkiej Pani
Smierci. U
> boku innych, ale samotnie....... Ueeeh, za bardzo patetyzuje.

Moze zajalbys sie pisaniem wierszy? Juz lepsze to, niz przydlugie posty,

ktorych, wedlug Twojej teorii nikt nie czyta, a wedlug mojej - czyta
niewielu.


> Schodze na ziemie. Ale jak ja, tak i inni tez to tu robia i
projektuja swoja
> frustracje. Widzialem inne posty, wiec badz co badz trafilem nie
najgorzej
> i po czesci jestem usprawiedliwiony za swe gowno kogokolwiek
obchodzace
> wyznania. Po prostu czasem mozna to wyrzucic wobec siebie, wtedy jakos
lzej,
> co odczulem.

Heh...jeszcze wyleczysz sie ze swojego pesymizmu i co wtedy? ;>


> Moze i przydlugie sa, ale widzisz, czasem zeby sie wyrazic trzeba
dlugo
> napisac. Po prostu moga potem powstac pewne niejasnosci i pytania wiec
> lepiej od razu to napisac.

Nie ilosc sie liczy, lecz jakosc.

> Chwila jest i mysl jest, a potem to juz uleci i juz nie wyrazisz tego
co
> myslisz tak trafnie jak mozesz to zrobic w danej chwili.

Trafnie nie oznacza obszernie...


> Wiesz w pewnym sensie mozna nawet zaryzykowac ryzykowne stwierdzenie,
ze
> jakos czuje sie szczesliwy bo wiem ze nie ulegam zludzeniom,

Skoro czujesz sie szczesliwy, to jestes szczesliwy.

> a wiec juz
> mniej wiecej wiem co jest prawda a co nie. To juz jakas forma
szczescia
> pewnie, bo gdyby tak nie bylo to bym sobie chyba strzelil w leb. Ale
teza ta
> jest w duzym stopniu naciagana zdaje sie, i chyba zaczynam ulegac zbyt
> smiesznym urojeniom.

Zycie to jedno wielkie urojenie. Uciekajac od jednych urojen ulegamy
innym...


> > Zauwaz, ze jako tak zdecydowanie zdeklarowany racjonalista, Ty
rowniez
> > ulegasz tutaj emocjom - przeczytaj uwaznie jeszcze raz to, co
dotychczas
> > napisales w tym watku, a z pewnoscia to zauwazysz.
>
> Tak, bo jestesmy emocjonalni i mamy to po to, zeby z tego pokorzystac.

A czym, wedlug Ciebie sa emocje? Czy to nie chemia?

> Ale nie mozemy tego czynic narzedziem wyborow, bo jest to zbyt
sliskie.

Ty w swoich postach kierujesz sie wlasnie emocjami IMHO.



> Wlasnie. Seks jest mimo wszystko czyms zbyt tymczasowym nawet w udanym
> zwiazku i wielu mysli ze on daje jakies nieprzecietnie nowy horyzonty
w
> postrzeganiu nowej osoby. Tymczasem wiele zwiazkow widzi w tym
przesade.
> Nawet Marysia pisze wyzej
> ze najbardziej ceni ze sobie moze pogadac z tym swym facetem (cos co
ja
> nazwalem tam przyjaznia), a tylko lozko to byloby zbyt nudne. Takze
chyba
> wlasnie ta przyjazn
> to cos co da zyc. Ale przyjazn jest przeciez tez miedzy mezczyznami.
Wiec po
> co od razu "milosc" Nazywajmy to wielka przyjaznia, czy to nie jest na
tyle
> wartosciowe, zeby jakas urojona milosc czyms tak rzeczywistym zastapic
?

No...milosc tez bywa miedzy mezczyznami ;)
Dla mnie milosc, jak zauwazyl xMad, jest mieszanka 'chemii' i rozumu.
Moge kogos bardzo kochac, co nie znaczy, ze dla niego sie zabije
(tylko dla siebie warto sie zabic), obrabuje bank, czy rzuce szkole -
taka
'milosc' jest godna pozalowania.
Milosc to pragnienie szczescia drugiej osoby. IMO oczywiscie.



> >
> > Wiesz, dlaczego jestesmy gorsi od zwierzat?
>
> No, dlaczego ?

Zapytalem pierwszy ;P
Chociazby dlatego, ze zwierze zabija po to, zeby przezyc - czlowiek
potrafi zabijac dla rozrywki.

ch.

--
"Dotyka sie lagodnie
Kazdy dotyk ma echo
I oczy sie odwraca
Z delikatnoscia zwierzat"


archemagik

unread,
May 26, 2000, 3:00:00 AM5/26/00
to

"Marysia" wrote

> dlaczego uniemozliwia?
> Chcesz mi wmowic, ze skoro ja dostrzegalam/dostrzegam wady mojego faceta
to
> go nie kocham?
> Przeciez milosc nie musi byc slepa.

Nie nie o to mi chodzi, ze nie widzisz wad faceta, ale po prostu te wady sa
do zniesienia w stanie Pea i ci to mowiac potocznie zwisa i powiewa, tak
samo jak choremu zwisa choroba gdy dostanie zastrzyk morfiny ktory wprawia
go w stan odurzenia i znieczulenia. Ty tez jedziesz teraz na podobnie
dzialajacym "zastrzyku" tyle ze z fenyloetyloaminy. Wszystko wam sie wydaje
piekniejsze niz jest w rzeczywistosci, wady malo istotne, choc sie moze o
cos tam czasem poklocicie jak piszesz, dokladnie nie wiem jak jest.
Zobaczymy jak bedziesz traktowac te same wady po okresie ustania lub
radykalnego zmniejszenia sie dzialania Pea, endorfiny i cholera wie, czego
tam jeszcze. Stana sie wtedy prawdopodobnie te wady nie do zniesienia, albo
wiele trudniej bedzie je zniesc i nie wiem czy wtedy nadal bedziesz
dostrzegac w zwiazku jakis sens. Moze nawet zostaniecie razem, nauczycie sie
moze nawet nie klocic, ale nie zdziw sie, jesli stwierdzisz pewnego dnia ze
w tym byciu obok niego nie ma w tym nic nadzwyczajnego. No chyba ze
endorfina da zyc. Ale takie wyjscie tez jest do kitu z punktu widzenia
przynajmniej takiego racjonalisty jak ja, dla ktorego wciaz jest tu chemia
umilajaca zycie i moze nawet je "ubarwiajaca" a z rzeczywistosci wiele
szczerze mowiac nie pozostaje. Tak czy inaczej prawie zawsze na haju, w
jakims tam stanie odurzenia, ktory sam w sobie jest celem, a drugi czlowiek
ma jedynie bezduszna funkcje strzykawki, receptora, ktorego zadaniem jest
powodowanie aby jakies powodujace blogosc i przyjemnosc srodki wciaz
wplywaly do twego mozgu.On zreszta tez traktuje cie jako receptor,
strzykawke, tez doswiadcza dzialania narkotyku. Tak tlumacza uczeni
RZECZYWISTA "potrzebe" posiadanie przez nas partnera. "Kochamy" sie wiec nie
w osobie, a w stanach odurzenia jakie sa spowodowane chemia wplywajaca
dzieki obecnosci przy tobie tej osoby.
Czy naprawde uwazasz ze to jest powazne doswiadczanie rzeczywistosci ?
Potem gdy juz na starosc na przyklad to poustaje to pozostaje przyjazn,
przyzwyczajenie. Tak jak kiedys powiedziala mi matka "synu milosc jest dla
ludzi mlodych. Potem juz zostaje tylko jakies przyzwyczajenie i sympatia ale
nic wielkiego z tego co bylo kiedys" Tak mowi mi zreszta wiele osob. Czasem
nawet gdy ich o to nie prosze zwierzaja sie, ze sie rozczarowali bo juz
zostala im w zwiazku tylko jakas ciepla znajomosc do powspominania a
spodziewali sie czegos wiekszego.

kurcze to byl zart. Uwierz mi, widze jego wady, wkurzaja mnie czasem
> niektore jego zachowania, ale to nie znaczy, ze go nie kocham.

Odnosnie twego "kocham" patrz 11 linijek wyzej.

>
> >W takim razie ciekawe dlaczego nie gustujesz w np. staruszkach
> >bedacych bardzo wartosciowymi ludzmi
>
>
> dlaczego popadasz w skrajnosci?
> pomiedzy tepym osilkiem a staruszkiem zyje sobie jeszcze mnostwo innych
> facetow.

Nie wpadam w skrajnosci a chce zebys przesledzila swe motywy bez dodawania
ideologii. Zauwaz jak posrodkujesz i ustawiasz z gory pokreslajac kategorie
wyboru dzielac jednostki ludzkie na tych do wyboru i na tych nie, czyli w
pewnym sensie gorszych i lepszych. Podobne pytanie zadalem xMadowi, wiec
zadam je teraz Tobie. Dlaczego jesli jak napisalas w poprzednim poscie,
cytuje

bo mnie facet jest w stanie

> >> zainteresowac wlasnie intelektem. To jest ten *pierwszy* element, ktory
> >> dostrzegam w mezczyznie

to dlaczego jesli intelekt jest dla Ciebie elementem dominujacym w wyborze
mezczyzny wartosciujesz kategorie wyboru na "raczej nie starszych przeciez
sa tez inni (jak rozumiem mlodsi)" Czy naprawde intelekt jest dla Ciebie
czynnikiem dominujacym, czy cos innego - wiek ? POTEM dopiero intelekt staje
sie czynnikiem wyboru, nie jest wiec *pierwszym* czynnikiem. Intelekt jest
wiec wartoscia *dodatkowa* nie nadrzedna. Oszukujesz sie chyba. Jak
przypuszczam okreslasz sobie pewne kategorie wiekowe w ktorych wybierasz.
Przypuszczam, ze nie bralas pod uwage pewnej grupy wiekowej mezczyzn podczas
wyboru swego aktualnego partnera, czy mam racje ? Mowilas sobie, jesli
znajde, musi miec tyle a tyle lat, przedzial taki a taki, czy dobrze mowie ?
Jeszcze inne pytanie, czy milosc Twym zdaniem powinna byc bezinteresowna ?
A jesli tak, to na czym to polega ?

> Poza tym na jakiej podstawie twierdzisz, ze staruszkowie to sami
wartosciowi
> ludzie, wszyscy?

Oczywiscie, ze nie. Ale dla mnie rozmowa ze starsza kobieta jest czyms o
wiele glebszym i ciekawszym niz zwiazki jakie przechodzilem. Taki przyklad.
Pewna staruszka jest moja przyjaciolka, czesto sie odwiedzamy w celach
czysto towarzyskich. Jest doktorem paleontologii i jest szalenie
interesujaca wewnetrznie i ma 71 lat. Potrafila mi zwrocic uwage na wiele
rzeczy ktorych nie dostrzegalem w swiecie. Rzecz jasna nie moze nas laczyc
milosc, bo ta nie istnieje i istniec nigdy nie bedzie. Laczy nas przyjazn.
Przyjazn od lat, ktora jest dluzsza niz wiele zwiazkow jakie znalem i ktore
podobno byly "wielkimi przezyciami" i juz dzis ich nie ma. Otoz podczas tej
przyjazni przezylem wiele interesujacych chwil, ktorych nie przezylem w
zadnym zwiazku. Po prostu dziewczyny w mym wieku, nie potrafily nic tak
ciekawie powiedziec, nie mialy tylu doswiadczen i "zlotych mysli" co ona.
Oczywiscie powiesz mi ze moglem trafic lepiej a nie trafilem, ze mialem
glupie dziewczyny etc, ze sa madrzejsze. Badzmy jednak realistami. Ludzie
starsi sa najciekawsi w zasadzie, bo przezyli najwiecej i o zyciu moga
powiedziec najwiecej. Widzisz a Ty mowisz ze nie wszyscy staruszkowie sa
interesujacy. Wielu, wystarczy wielu, niektorzy sa jak dzieci i niespelna
rozumu sprawa wieku. Oczywiscie nie kaze Ci sie tu wiazac ze staruszkami,
czy cos. Przyklad jaki rozpatrujemy jest w 100% teroetyczny, zeby pokazac
jak wmawiamy sobie pewne rzeczy choc chodzi nam w rzeczywistosci o cos
innego w partnerze. Nasze slowa o "intelekcie", "wartosciach osobowych", ze
to sie liczy u partnera najbardziej, etc, to takie tam opium dla ludu i
piekne hasla. To sie owszem liczy ale nie najbardziej. Jesli bedziesz wobec
siebie szczera, to zobaczysz to sama doskonale ze wartosciujesz wedlug
zupelnie innych kategorii niz chcialabys to robic. Tacy sie urodzilismy i
juz. Nie nasza w tym wina.

****************************************************************
Doceniamy w ludziach rzeczy NIEROWNO podczas zwiazkow. Na pewno nie
doceniamy najbardziej tego co oni by chcieli aby bylo w nich doceniane, i to
samo idzie w nasza strone. Oni doceniaja w nas inne rzeczy niz my bysmy
chcieli. Zobaczysz. Postaram sie to ukazac w dyskusji.
****************************************************************

> Marysiu nie obraz sie ze ja zadaje
> >takie pytania, ale ja naprawde widze w tym wszystkim zbyt wiele myslenia
o
> >sobie i bardziej troski o stan biologiczny twego partnera niz jego
wartosci
> >"wewnetrzne" o jakich piszesz.
>
> no widzisz, problem polega na tym, ze tak naprawde nic o mnie nie wiesz.
> Jasne, masz prawo mi nie wierzyc, ale i tak napisze; moj facet nie jest
> super przystojny ani bogaty.

Marysiu, on nie musi byc super przystojny ale odpowiedni do celow jakie
wyznaczyla Wam ewolucja. Ewolucja dala Ci zycie i pewnie sie z tego
cieszysz, ale ewolucja chce od Ciebie teraz tez cos w zamian, bo inaczej nie
utrzyma sie w swym pedzie. Uprzedmiatawia nas i jest podla ale taka ma byc
bo nie bedzie nastepnych po nas. Nasze piekne hasla ja obchodza tyle, co
Ciebie zeszloroczny snieg. Naprawde nie mam obsesji na punkcie ewolucji, ale
ona rzadzi swiatem i naszymi zachowaniami, wiec dzieki temu mozemy zrozumiec
co robimy. Nie wszystko oczywiscie, ale duzo. Ewolucja musiala "wymyslec"
jakis sposob na nas, zeby nam sie nie odechcialo pewnego dnia z nudow
przedluzac gastunku. Musiala sie jakos zabezpieczyc przed tym. Czy nie
przyszlo Ci to do glowy ? To ze niektorzy nie chca miec dzieci to juz jest
fakt, ze ewolucje po czesci wyrolujemy jak chcemy. Ale ona nie jest jakims
bozkiem i dziala na slepo, dlatego jest to mozliwe. Wciaz nas jednak jej
mechanizmy pchaja ku sobie bo sa slepe, a my sie dopatrujemy w tym jakiejs
glebi bo nas to nieprzecietnie chwyta. Chwytac nas ma, dlatego widzimy to
tak wzniosle, bo sie nie mozemy temu prawie w ogole oprzec. Dlatego tak nas
to fascynuje. Wszystko co silne i zniewalajace nas fascynuje.

> >Przechwalasz sie czy co ?
>
> no i jak mam Ci udowodnic, ze to prawda?

Nie musisz. Wiem ze Ciebie nie musza fascynowac mezczyzni przystojni w
klasycznym tego slowa znaczeniu, ale mezczyzni *odpowiedni* dla Ciebie beda
Cie fascynowac. Tu jest chaczyk ewolucji. Wiesz przeciez ze masz w sobie ten
instynkt macierzynski Marysiu, ktory popycha Cie ku mezczyznie. Wiesz ze to
motor. Najpierw oczywiscie fenyloetyloamina, zebys sie nie rozmyslila zbyt
latwo. To wszystko dziala, nie mysl ze to spi. Tacy mezczyzni beda na Ciebie
dzialac, ktorych zaakceptuje w Tobie organizm, i matka ktory szuka swej
ewolucyjnej powinnosci. Organizm to nie rozum, ktory moze sie temu
sprzeciwiac i czyni Cie wolna w razie jak chcesz. Tak jak czyni wolnym na
przyklad mnie, bo postanowilem sie juz nigdy nie zwiazac z zadna kobieta.
Nawet fakt, ze nie chcesz miec dziecka w myslach, nie obchodzi jakby twego
organizmu, ktory jest slepy i Cie bedzie i tak pchal ku mezczyznie bez
wyraznego informowania Cie (przecie to nie rozum) ze chodzi tu o dziecko.
Tak mnie przynajmniej uczono w szkole na biologii.

> przyjazn w lozku?

Czemu nie ? Z dodatkiem seksu, calkiem fajna mieszanka.....


a to ciekawe, czy moze z tym przyjacielem od ryb? :)

?????


> Dlaczego od razu
> >nazwac to miloscia ? Przeciez moze byc tak ze przezywasz gleboka i piekna
> >przyjazn a nie milosc ? Sklad wiesz ze to akurat milosc nie przyjazn ?
Moze
> >snisz na jawie i wmawiasz sobie ze czujesz cos czego nie ma i co jest
> >jedynie przyjaznia ?
> >
>
> nie sadze


Wiem ze trudno to uznac, bo jest to przykre. Ale popatrz na fakty....

> i to jest temat na nowa dyskusje: dlaczego ludzie sie zenia/wychodza za
maz?

Judeo - chrzescijanska tradycja i jej wplyw na nasze korzenie cywilizacyjne
europy ?

> i znowu zapytam, jak mam Ci udowodnic, ze w moim przypadku jest inaczej?

Nie musisz mi udowadniac nic. Tylko wzajemnie poddajemy pytaniom swe
rozumienie.
I tak wiemy Ty i ja ze ta dyskusja nie zmieni naszych przekonan, mimo to
sobie rozmawiamy.

Nie jest bez sensu. Uciekasz od problemu. Celowo go dalem, bo jest naoczny
>
>
> nie uciekam, ale jak to sobie wyobrazasz, - siade obok niego i powiem - no
> to pogadajmy?
> (a konwenanse?);)

A dlaczego by nie ? Jest to jednostka ludzka reprezentujaca wartosci,
ktorych podobno szukasz w mezczyznie ? Specjalnie tak skonstruowalem ten
przyklad, ze ma ten mezczyzna ceche intelektu jako te ktora wybralas jako te
glowna. Zalozmy ze wiesz iz reprezentuje on te ceche ktorej szukasz bo np
slyszalas jak on powiedzial cos co cie ujelo (stojac np. w kolejce do kiosku
i nie chcacy slyszac jego rozmowe z kims innym). Stwierdzasz ze reprezentuje
kryterium intelektu, ktorego poszukujesz. A moze szukasz innych wartosci niz
te ktore przedstawilas wyzej ? Przyklad jest czysto teoretyczny. Wydaje Ci
sie dziwny, poniewaz reagujesz stereotypami i nabytym odruchem odrazy, jakie
nabywamy w stadzie ktore sie zwie podobno spoleczenstwem cywilizowanym, a w
rzeczywistosci jest nietolerancyjnym buszem ze swymi ulubionymi odruchami
dyskryminujacymi "innych" "brzydszych" "gorzej ubranych" Nie zyjesz na
ksiezycu i wiesz jak ocenia sie innych w naszym spoleczenstwie. Nawet jesli
nie lubimy tego, Ty czy ja odruchowo stosujemy te oceny i czasem nie mamy
wyjscia. Dlatego jest to tak podle. Stad Twoja reakcja, przez to, ze inne
nietypowe, napietnowane jako gorsze jest przez *stado* nielubiane wiec sie
trzymajmy od tego z daleka. Jestesmy jednostkami spolecznymi i nabywamy te
cechy dyskryminujace mniej swiadomie lub bardziej (wiekszosc jak sadze
nabywa je nieswiadomie i nie zastanawia sie nad nimi). Spojrz na siebie
szczerze, a zauwazysz jak wiele rzeczy musimy czasem powiedziec lub zrobic
ze wzgledu na otoczenie. Zauwaz np. jak sie ubierasz i z jakiego powodu, czy
tylko dla siebie zawsze to robisz ? Wiem ze napiszesz mi zaraz, iz przeciez
jest tylu innych mezczyzn wokolo, a ten bezdomny nie jest jedyny, etc....
Ale kto decyduje co jest wokolo, gdzie sa lepsi, gdzie sa gorsi, czy nie
poddajemy sie odgornemu osadowi mowiac "obok tego usiade obok tamtego
nie..." "obok tych mozna usiasc obok tamtych nie " Skad to prawo ? Przeciez
to najzwyklejsze wyrokowanie nie zwiazane z *pierwszym* kryterium oceny
mezczyzny jakie powyzej przedstawiasz: *intelekt* Ocenianie typu "obok
niego nie usiade" jest ocena powierzchowna i zewnetrzna (wyglad i zniszczone
zdrowie) a nie calego czlowieka ze wszystkimi wartosciami glownie
wewnetrznymi.
W moim przykladzie bezdomnego wstawilem Ci intelekt, w czym wiec problem ?

> >choc nieco dziwaczny dla szczesliwcow jaka zapewne cieszysz sie byc.
>
> czy to znowu kpina?

Nie jestes szczesliwa ? Tak Cie odebralem, byc moze sie myle, nie wiem.


> skoro facet mieszka na dworcu, to moze mu to odpowiada. Mnie akurat nie,
to
> dlaczego mialabym z nim zostac

Dlatego, ze np. reprezentuje kryterium ktorego szukasz, i ktore wymienilas,
jako glowne i wiesz ze ma to kryterium. Dodatkowo Ty np. masz mieszkanie do
ktorego mozesz go sprowadzic. Jesli nie robisz tego, to dlaczego skoro ma
kryterium ktorego szukasz ?

pomijajac juz inne powody)?

Rozumiem powody niezakceptowania go ? Jakie sa ?

> jest jednak pare fajnych rzeczy, ktore mozna robic. Zreszta trudno nam sie
> bedzie porozumiec w tej kwestii, mowimy z roznych pozycji.


Tak.

facet w ktorym sie zakochalam wkurzal
> >> mnie! serio! dopiero pozniej, po ilus tam rozmowach, spotkaniach itp.
> >> zauwazylam, ze cos w nim jest. A potem samo juz poszlo.
> >
> >Ciekawe czy to "cos" to nie byly przypadkiem ferony ?


> A Ty ciagle swoje.

Nie swoje. Odkryto, ze uczucia ktore przezywasz jako wzniosle i szlachetne
sa zwyklym narkotycznym transem nie majacym nic wspolnego z zadnym tam
pieknym dowartosciowywaniem sie dwoch osob za cos tam niby specjalnie
szlachetnego w tych osobach. To wszystko. Nie ma zadnej glebszej tresci.
Wiem ze to smutne.

Wkurzal mnie, a potem zainteresowal. Dobrze mi sie z nim
> gadalo. Nie nudzilam sie z nim i nie nudze nadal, czy to malo?

Czy nie nudzenie sie z kims jest miloscia ?


> Potem juz byla cala reszta, rownie interesujaca (tak, chodzi mi o
> seks) i bylo jeszcze lepiej.

A moze to "jeszcze lepiej" jest dzieki czemus innemu ? Biorac pod uwage co
odkryto o chemii milosnej nie bierzesz pod uwage ze moze Ci sie tylko
wydawac iz on jest zrodlem tej fascynacji ? Moze bierzesz za zrodlo tej
fascynacji pomylkowo cos co w nim niby gdzies tam jest, choc tak naprawde
podstepnie ukrylo sie to jedynie w Tobie pod postacia pewnej prozaicznej
mieszanki chemicznej ktorej nazwa rozpoczyna sie na litere f ? Wiesz ze ja
jestem nietypowy ? A wiesz dlaczego ? Bo chce z Toba rozmawiac, choc
slyszalem jak w normalnym swiecie ludzi trzezwo myslacych mowia, ze z
zakochanymi sie nie rozmawia, bo nie zyja w rzeczywistym swiecie i nic
logicznego do nich nie trafia. Slyszalas o tym ?

niezrozumiales, uzylam slowa WSPOMAGA.
> >
> >Wspomaga sie cos co samo z siebie nie jest wystarczajaco dobre i dlatego
> sie
> >nie moze ostac. Zatem jest do kitu.

> nie, nie, chodzilo mi o to, ze jest wazne jedno i drugie. Gdybysmy uznali,
> ze milosc to np. tylko glebsza przyjazn, to za ilu facetow musialabym
wyjsc!
> A tak dochodzi chemia, wspomaga i tamci zostaja przyjaciolmi, a zostaje
ten
> jeden.

Wreszcie jakies przeblyski Marysiu czegos sensowniejszego. Nazwijmy wiec
odwaznie to co przezywasz nie zadna tam fascynacja wartosciami w innych
osobach, a po prostu zwyklym narkotycznym odurzeniem, ktore Cie fascynuje, i
ktore rzecz jasna lubisz, a Twoj facet jest akurat szanowanym przez Ciebie
receptorem pomagajacym Ci po prostu najzwyklej w swiecie spowodowac przeplyw
tych srodkow do mozgu, ktore bez jego obecnosci same z siebie by nie
przeplynely na Twe zyczenie. To wszystko. Oto cala milosc. Ten jest od
chemii a tamci od przyjazni. Kazdy do czegos tam sie nada. A jak juz chemia
sie skonczy to zostanie na potem przyjazn, rzecz calkiem lepsza ktora bedzie
na pozniej i jest rzecza cenna i zwykla, zdarzajaca sie miedzy wszystkimi
ludzmi. Oczywiscie zycze Ci jej jak tez sobie, bez ironii.


> >A co to znaczy "znac sie dobrze" ?
>
>
> Przyznam, ze jestem zwolenniczka dosc kontrowersyjnej byc moze dla
> niektorych formy poznawania sie. Powinno sie pomieszkac ze soba przez
jakis
> czas, albo przynajmniej spotykac sie codziennie. Wspolne zycie pokazuje
> jakim sie jest naprawde. I tu przyklad z mojego
> zycia. Poznalam kiedys faceta i szok. Wiesz, rece sie trzesa, lomot serca,
> on wpatrzony we mnie jak w obrazek, nawet wiersze o mnie pisal! (moje
> kolezanki mialy ubaw, bo facet kompletnie glupial na moj widok).


Co ta fenyloetyloamina robi z ludzi, nie ?

Umawialismy
> sie na randki dosc rzadko, ale prawie przez 2 lata i bylo ok. Potem
> zaczelismy sie spotykac codziennie. Jezu, to dopiero
> szok! Facet okazal sie zwyczajnym szajbusem. Jak sobie zdalam z tego
sprawe,
> to zaczelam sie zaraz wycofywac. I tu jeszcze jakis usmiech w jego strone,
> (na "komplementy"
> rzucane pod moim adresem
> przestalam zwracac uwage, no bo jak ktos jest chory i obrzyga ci
mieszkanie,
> to nie mozesz miec pretensji, a ten byl chory-szajba)a tu juz reka na
> klamce. Bo
> wiesz milosc miloscia, ale pozwolic, by jakis szajbus (ktory swa szajbe
> nazywa wrazliwoscia) szarpal mi nerwy???

Tak. Nie warto pozwolic zeby ktos szarpal ci nerwy, zycie szarpie
wystarczajaco......

> czekaj, bo ja juz sie zgubilam. Ty tak ciagle o tym przedluzaniu gatunku,
no
> wiec dobrze, mam 2 pytania:
> 1) czy kobiety(facetow) bezplodne powinno sie odstawic na smietnik?

Dlaczego niby ?


> 2)czy do lozka idzie sie tylko po to, by splodzic dziecko?

Idzie sie tez po to zeby bylo wszystkim przyjemnie i wesolo. Dobrze wiadome
to jest powszechnie, wiec po co pytasz ? To takie wedzidelko ewolucji, zeby
sie nam nie chcialo rozmyslic realizowac jej plany.


Archemagik

archemagik

unread,
May 26, 2000, 3:00:00 AM5/26/00
to

"LPoD" wrote

> Tak sie sklada, ze dekadenci(jak wszyscy ludzie) sa z natury leniwi
> i nie jestem pewien, czy po stwierdzeniu, ze post ma ponad 700 linijek,
> w dodatku autorstwa Archiego(moge Cie tak nazywac?), ktory zapewne
> kolejny raz napisal to samo, nie zaznaczyl po prostu posta jako
> przeczytanego
> i zrezygnowal z dyskusji na temat, w ktorym nikt nigdy nie dojdzie
> do porozumienia.

Nie pisze caly czas tego samego. Rodza sie nowe watki w dysksjach i cos
dochodzi. Zatem sie przyczepiasz kolego, albo sie zgrywasz. Mozna zapytac,
co za to pisza moi przedmowcy. Czy oni caly czas nie robia to samo piszac
ogolnikowo o nieuchwytnym uczuciu ktorego " chyba wieksza czesc populacji
nie moze odczuwac, ale oni sa wsrod tych szczesliwcow ktorzy moga" ?


> WIESZ? Nie mozesz byc niczego pewnym...
> Poza tym masz racje. Jesli zabronisz dziecku dotykac wlaczonego zelazka
> tlumaczac mu, ze zrobi sobie w ten sposob krzywde, to ono dotknie go
> chociazby z przekory. A kto sie raz sparzy...
> Dlatego nie mowilbym nikomu: "nie kochaj", "to nie ma sensu", czy "nie
> jedz
> ryb";> - do niektorych rzeczy trzeba dojsc samemu...
> Zaraz zreszta wysle post o lataniu

Tak. Jednak powiedziec im ze sie moga rozczarowac tez mozna. Nie jest to
"nie kochajcie" i juz. Ale "wiesz co czujesz, wiesz ze uczeni mowia ze to
chemia, skad wiesz ze to nie przejdzie" etc.


> Nie obraz sie, ale Twoje posty niewiele wspolnego maja z mysleniem -
> dajesz
> sie poniesc emocjom, ktore tak gorliwie zwalczasz.

Pokaz co nie jest tam wspolnego z mysleniem. Chetnie sobie o tym
podyskutuje. Wszystko co pisze jest zaczerpniete od ludzi madrzejszych ode
mnie, uczonych psychologow, etc. Fenyloetyloamina, szukanie u partnera sily
genow, ewolucjonizm ktory wykladano mi na studiach (troche juz zapomnialem
szczegolow, ale cos tam sie przypomni, mam nadzieje ze nic nie przekrece),
etc. To ze mnie ponosza emocje, to nie musi oznaczac ze nie trzymam sie
ciagu jakiegos watku. Tak jak pisze, mysli sie w normalnym swiecie.


Przesadzasz,
> histeryzujesz, popadasz w skrajnosci - odzarkwon sie od tych starych
> kobiet,
> bo jeszcze posadze Cie o gerantofilie(czy jak to sie tam nazywa...)! ;>
> Moglbys popracowac nad bardziej zwiezlym i jasniejszym wyrazaniem mysli.

Czepiasz sie kolego i juz. Musze dawac skrajne przyklady, bo dobrze wiesz,
ze w skarajnych sytuacjach wychodzi dopiero jaka jest prawda o nas, ze
jestesmy wielkimi egoistami i juz. Nie wylaczam siebie z tego, choc inni nie
lubia sie do tego przyznawac. Wiadomo, ze latwo jest powiedziec iz sie
"kocha" gdy ma sie ladna dziewczyne, ktora w dodatku chce z nami spac, itd.
Latwo jej wtedy dac kwiatka, powiedziec cos milego, bo cos sie z tego ma.
Mowimy jej, ze kochamy "bezinteresownie" ze "nie patrzymy na wyglad, ale na
wnetrze" etc. Chcemy byc szlachetni, a nawet nie wiemy ile swego szukamy,
posiadania danej osoby, a nie dawania jej szczescia, itd. Z moimi rozmowcami
wlasnie probujemy sobie przesledzic motywy ich postepowania, czy tak
naprawde druga osoba w zwiazku jest celem, a moze moje wlasne dobro raczej
sie liczy ? Jesli tak jest, to dlaczego mowimy ze kochamy druga osobe ? Moze
po prostu kochamy tylko swoj obraz w tamtej osobie jak pytal nasz fokusowy
(patrz nizej) psycholog ?...............................
Wiem, ze moze to przykre i mowic o tym komus nie nalezy do spraw
przyjemnych, ale musimy sie nad tym zastanawiac. Ja nie prosilem xMada i
Marysi do dyskusji sami sie wlaczyli. Przyznam Ci sie, ze tego nawiazywania
do starych kobiet nie wymyslilem sam. Kiedys zaproszono mnie na tzw. fokus.
Bylo to cos w rodzaju experymentu psychologicznego przeprowadzonego przez
jeden z osrodkow Badan opinii publicznej, chyba Pentor, tak Pentor, teraz
pamietam na pewno. Temat byl dokladnie ten sam co tu, a dokladnie "Kochamy,
czy raczej chcemy byc kochanymi - jak to rozumiemy". Prowadzil go
doswiadczony psycholog, ktory po prostu udowodnil ku zszokowaniu
zgromadzonych, ze nie kochamy, ale chcemy byc kochani i szukamy raczej swego
w zwiazku niz czyjegos. Spotkanie bylo nagrywane na co sie wyrazalo piemna
zgode. Przebieg tamtej rozmowy i argumentow staram sie tu odtworzyc.
Argumenty tego psychologa o starych kobietach tu wykorzystuje. Pokazal on
uczestnikom przy pomocy tych skrajnych przykladow ile szukaja swego, a nie
cudzego w zwiazku. Jak malo ma wspolnego z prawda "ze glownie charakter" sie
dla nas liczy, etc. Wszyscy zebrani wokol tematu naprawde mieli watpliwosci
pod koniec spotkania czy naprawde kochaja. Ze mna na czele.

> A Ty oczywiscie jestes inny

A z ktorych moich slow to wynika ?


> Powtorze: a czy Ciebie obchodzi los innych? interesuja Cie czyjes
> problemy?

Czasami. Ale bardziej moje i juz. Taki jest ten swiat. Jak jest z Toba
spytam, moze Ty jestes wyjatkiem ?

> Moze zajalbys sie pisaniem wierszy? Juz lepsze to, niz przydlugie posty,
>
> ktorych, wedlug Twojej teorii nikt nie czyta, a wedlug mojej - czyta
> niewielu.

I tak mnie nie obchodzi kto to czyta. Wystarczy ze moi rozmowcy czytaja, to
juz przysparza mi urwanie glowy. Poza tym to szydzisz, wiesz kolezko ?


> Heh...jeszcze wyleczysz sie ze swojego pesymizmu i co wtedy? ;>

Swiat musialby sie zmienic, co nie nastapi.


> Nie ilosc sie liczy, lecz jakosc.

Czasem jedno bez drugiego nie moze isc w parze.


> Trafnie nie oznacza obszernie...

Zapewniam Cie, ze musze sie czasami powtarzac, chocby dlatego ze rozmowcy
"nie wiedza" o co mi chodzi.


> Zycie to jedno wielkie urojenie. Uciekajac od jednych urojen ulegamy
> innym...

Chyba troche fantazjujesz sobie, bo tak ladnie to brzmi ze jestesmy
urojeniem, ze nas nie ma, etc. To tylko ladnie brzmi, nic wiecej. Zapytaj
umierajacego na raka, dlaczego jego bol mu przeszkadza, przeciez nie jest
rzeczywisty, tylko to urojenie ? Plunie Ci w twarz za szyderstwo.

> A czym, wedlug Ciebie sa emocje? Czy to nie chemia?

Bierzesz zbyt pobieznie, o czym przypuszczam ze wiesz. Miedzy
fenyloetyloamina a chemicznym procesami emocji w moim mozgu jest taka
roznica jak miedzy dzialaniem flegaminy a morfiny. Dobrze wiesz jakie
roznice w swiadomosci zachodza po zazyciu jednego i drugiego. Chyba nie
bedziesz tego zrownywal co ?
Bo to wlasnie robisz przyrownujac moj emocjonalny ton z dzialaniem
fenyloetyloaminy.


> Ty w swoich postach kierujesz sie wlasnie emocjami IMHO.

Czepiasz sie kolezko i czepiasz. Kieruje sie emocjami jak Ty teraz i prawie
zawsze. Tak samo ja. Zanim cos napisze to spokojnie przemysle. Nie pisze z
doskoku w emocjach. Przy pisaniu dopiero to nastepuje, ale wczesniej wnioski
byly wyciagane na chlodno.

> No...milosc tez bywa miedzy mezczyznami ;)
> Dla mnie milosc, jak zauwazyl xMad, jest mieszanka 'chemii' i rozumu.
> Moge kogos bardzo kochac, co nie znaczy, ze dla niego sie zabije
> (tylko dla siebie warto sie zabic), obrabuje bank, czy rzuce szkole -
> taka
> 'milosc' jest godna pozalowania.
> Milosc to pragnienie szczescia drugiej osoby. IMO oczywiscie.

Oj tak by sie nam nie stety chcialo. Zobacz jak wybierasz i zastanow sie czy
kierujesz sie jedynie pragnieniem szczescia danej osoby, a moze swoim ?
Wlasnie to probujemy sobie omawiac. Wiem ze tak jest ladnie mowic jak
piszesz, ale jest tez rzeczywistosc.


> Chociazby dlatego, ze zwierze zabija po to, zeby przezyc - czlowiek
> potrafi zabijac dla rozrywki.

Tak myslalem.

Zdrowka, choc i tak pomrzemy.

emagik

Miros/law `Jubal' Baran

unread,
May 26, 2000, 3:00:00 AM5/26/00
to
PT archemagik pisze:

> Tak. Jednak powiedziec im ze sie moga rozczarowac tez mozna. Nie jest to
> "nie kochajcie" i juz. Ale "wiesz co czujesz, wiesz ze uczeni mowia ze to
> chemia, skad wiesz ze to nie przejdzie" etc.

Ależ to *jest* chemia. I przejdzie. Tzn. charakter uzależnienia się
zmieni. Tyle, że to nic strasznego. Myślenie to też chemia. :->

> Chyba troche fantazjujesz sobie, bo tak ladnie to brzmi ze jestesmy
> urojeniem, ze nas nie ma, etc. To tylko ladnie brzmi, nic wiecej. Zapytaj
> umierajacego na raka, dlaczego jego bol mu przeszkadza, przeciez nie jest
> rzeczywisty, tylko to urojenie ? Plunie Ci w twarz za szyderstwo.

Lubię tę demagogię; Schopenhauer byłby z Ciebie dumny.

> Bierzesz zbyt pobieznie, o czym przypuszczam ze wiesz. Miedzy
> fenyloetyloamina a chemicznym procesami emocji w moim mozgu jest taka
> roznica jak miedzy dzialaniem flegaminy a morfiny. Dobrze wiesz jakie
> roznice w swiadomosci zachodza po zazyciu jednego i drugiego. Chyba nie
> bedziesz tego zrownywal co ?

Huhuhuhu, raczej nie. Jak między działaniem fenyloetyloaminy a alkoholu
raczej. :->

Jubal

--
[ Miros/law L Baran, baran-at-knm-org-pl, neg IQ, cert AI ] [ 0101010 is ]
[ BOF2510053411, makabra.knm.org.pl/~baran/, alchemy pany ] [ The Answer ]

WNG FROM OPERATOR: YOU HAVE S O M E NERVE LOGGING ON AGAIN AFTER
WHAT YOU JUST DID!

archemagik

unread,
May 26, 2000, 3:00:00 AM5/26/00
to

"Miros/law `Jubal' Baran" wrote

> Ależ to *jest* chemia. I przejdzie.

Zatem sa sprawy powazniejsze do roboty.

Tzn. charakter uzależnienia się
> zmieni.

Narkotyczne uzaleznienia powinno sie leczyc.

Tyle, że to nic strasznego. Myślenie to też chemia. :->

Myslenie tez Ci "przejdzie" ?

> Lubię tę demagogię; Schopenhauer byłby z Ciebie dumny.

Schopenhauera troche znam, ale nie wiem o co Ci chodzi, moze tylko piszesz
to co *chcesz* zeby bylo prawda ? Od chcenia jest Sw. Mikolaj jakby co.

> Huhuhuhu, raczej nie. Jak między działaniem fenyloetyloaminy a alkoholu
> raczej. :->

Znow czegos sobie pochciewasz.

Archemagik

Miros/law `Jubal' Baran

unread,
May 26, 2000, 3:00:00 AM5/26/00
to
PT Poważny Jak Stado Archetypowych Mamutów archemagik pisze:

> "Miros/law `Jubal' Baran" wrote

>> Ależ to *jest* chemia. I przejdzie.

> Zatem sa sprawy powazniejsze do roboty.

>> Tzn. charakter uzależnienia się zmieni.

> Narkotyczne uzaleznienia powinno sie leczyc.

Od substancji wydzielanych przez Twój własny organizm? A jak chciałbyś
to zrobić? Nie masz wpływu na mechanizmy funkcjonowania Twojego
organizmu, na dłuższą metę. Nie zmienisz faktu, że stan zakochania
można zdefiniować jako ostrą, fizjologiczną psychozę wywołaną
zwiększoną podażą PEA. Nie zmienisz faktu, że podaż PEA w miarę
utrzymywania się związku maleje, rośnie za to stężenie endorfin. I nie
zmienisz tego, że w miarę trwania związku zmienia się jego charakter.

>> Tyle, że to nic strasznego. Myślenie to też chemia. :->

> Myslenie tez Ci "przejdzie"?

Jesteś nieuprzejmy, a jestem o krok od stwierdzenia, że i bezmyślny
nieco. Ale wyjaśnię: otóż sprawiasz wrażenie, jakbyś uważał, iże
myślenie, miłość i t.p. przejawy aktywności biochemicznej komórek są
czymś od biologii organizmu oderwanym, niezależnym. Co jest,
oczywiście, pięknym złudzeniem.

>> Lubię tę demagogię; Schopenhauer byłby z Ciebie dumny.

> Schopenhauera troche znam, ale nie wiem o co Ci chodzi, moze tylko
> piszesz to co *chcesz* zeby bylo prawda?

Nie, nie piszę tego, co chcę, aby było prawdą. Referuję dostępne mi
informacje, ubierając je w atrakcyjny językowo kształt.

> Od chcenia jest Sw. Mikolaj jakby co.

Czy zechciałbyś łaskawie rozjaśnić nieco mroki mego umysłu i wyjawić,
co chciałeś napisać, pisząc powyższe?

>> Huhuhuhu, raczej nie. Jak między działaniem fenyloetyloaminy a
>> alkoholu raczej. :->

> Znow czegos sobie pochciewasz.

Czy zechciałbyś łaskawie ulitować się nade mną, nieszczęsnym i raz
jeszcze rozjaśnić mroki mego umysłu wyjawiając, co chciałeś napisać,
pisząc powyższe?

Jubal

--
[ Miros/law L Baran, baran-at-knm-org-pl, neg IQ, cert AI ] [ 0101010 is ]
[ BOF2510053411, makabra.knm.org.pl/~baran/, alchemy pany ] [ The Answer ]

NOBODY EXPECTS THE SPANISH INQUISITION

LPoD

unread,
May 26, 2000, 3:00:00 AM5/26/00
to

archemagik <m...@onet.poczta.pl> wrote:
[...]

> Nie pisze caly czas tego samego.

Dobra. Nie piszesz. Ustalmy po prostu, ze piszesz _za duzo_.


> Tak. Jednak powiedziec im ze sie moga rozczarowac tez mozna. Nie jest
to
> "nie kochajcie" i juz. Ale "wiesz co czujesz, wiesz ze uczeni mowia ze
to
> chemia, skad wiesz ze to nie przejdzie" etc.

Zastanow sie. Policz do dziesieciu. Przejrzyj wszystkie posty w tym
watku.
(chociaz pewnie nie dasz rady)

A teraz:
Czy ktokolwiek, kto odwazyl sie z Toba polemizowac, (przyznaje, ze ja
juz
wymiekam i nie mam zamiaru nic wiecej pisac w tym watku) twierdzil
rzeczywiscie,
ze to 'nie przechodzi', jest wieczne, jest czyms najwspanialszym na
swiecie?
Wszyscy, bez wyjatku, probuja Ci uprzytomnic, ze czlowiek(jego organizm
konretnie, no ale przeciez dla racjonalisty dusza nie istnieje) to jedno
wielkie laboratorium chemiczne, a wszystkie uczucia, mysli i stany
emocjonalne
to tylko bardziej lub mniej skomplikowane reakcje elektrochemiczne.
Roznica w pogladach polega na tym, ze Ty widzisz w tym problem - brakuje
Ci miedzy innymi wlasnie zdrowego cynizmu, nie mozesz pogodzic sie z tym
faktem, ze milosc to _jest_ chemia i nie zauwazylem, aby ktos temu
zaprzeczal.
Po prostu - jedni lubia chemie, inni jej nie lubia - kwestia podejscia
;)

> Pokaz co nie jest tam wspolnego z mysleniem. Chetnie sobie o tym
> podyskutuje.

Ale JA mam juz _dosc_.
Moze jestem niegrzeczny...nie zalezy mi...zreszta, moze i faktycznie
myslales, gdy to pisales - byles wiec pod wplywem chemii(no...z
domieszka
fizyki;>)

> Tak jak pisze, mysli sie w normalnym swiecie.

Co to jest ten normalny swiat?
Moze wpadne tam kiedys ;>


> Czepiasz sie kolego i juz. Musze dawac skrajne przyklady, bo dobrze
wiesz,
> ze w skarajnych sytuacjach wychodzi dopiero jaka jest prawda o nas, ze
> jestesmy wielkimi egoistami i juz.

IMHO wiem lepiej od Ciebie, ze jestesmy egoistami i nigdzie tego nie
negowalem.
To Ty, zdaje sie, nie mozesz sie z tym pogodzic.
Skrajne przyklady - w porzadku, ale Ty z tym sw. Mikolajem i starymi
kobietami
jestes TROCHE nudny. Tylko tyle.



> Nie wylaczam siebie z tego, choc inni nie lubia sie do tego
przyznawac.

Nie wiem jak inni, ale ja sie do tego calkowicie przyznaje.
Jestem pieprzonym egoista. Jestem egocentrykiem. Jestem los^H^H^H
czlowiekiem,
niestety, chociaz chcialbym byc warzywem. Przyznaje sie - JESTEM WINNY
:>


> Wiadomo, ze latwo jest powiedziec iz sie
> "kocha" gdy ma sie ladna dziewczyne, ktora w dodatku chce z nami spac,
itd.
> Latwo jej wtedy dac kwiatka, powiedziec cos milego, bo cos sie z tego
ma.

A Ty znowu zaczynasz...to robi sie naprawde niezdrowe.
Nawet u mnie zaczynaja pojawiac sie(zdecydowanie negatywne, dodajmy
emocje)
Wrrr...kill 'em all! :>

> Mowimy jej, ze kochamy "bezinteresownie" ze "nie patrzymy na wyglad,
ale na
> wnetrze" etc. Chcemy byc szlachetni, a nawet nie wiemy ile swego
szukamy,

Nie pisz "my" - no chyba, ze jestes schizofrenikiem.

> posiadania danej osoby, a nie dawania jej szczescia, itd. Z moimi
rozmowcami
> wlasnie probujemy sobie przesledzic motywy ich postepowania, czy tak
> naprawde druga osoba w zwiazku jest celem, a moze moje wlasne dobro
raczej
> sie liczy ?

Mysle, ze podchodzisz do zagadnienia zbyt jednostronnie, czemu wlasciwie
nie mozna sie dziwic, bo chyba nigdy nie byles kobieta ;>
Wyobraz sobie przez chwile, ze nia jestes. W dodatku nie jakas stara
i nawet niebrzydka. Masz 'faceta'(uh...nie lubie tego okreslenia).
Jestes egoistka. On tez jest egoista.
On nie ma zludzen - 'wydaje sie' mu(hihi..na tym wlasnie polega
sztuka...a raczej sztuczka;>), ze liczy sie tylko jego wlasne
dobre - jest, jak napisales, 'celem'.
Ona mysli tak samo.
I oto mamy przyklad szczesliwej, wielkiej(przymiotnik 'wielka' jest
tutaj IMHO zbedny - jezeli to jest TO, to sila rzeczy jest wielkie)
MILOSCI dwoch racjonalistow, KTORZY NIE MAJA ZLUDZEN :P

Amen.

Jesli nie zrozumiales, to wspolczuje.

> Jesli tak jest, to dlaczego mowimy ze kochamy druga osobe ?

"Mowi sie kocham, bo chce sie odzewu..."

> Moze po prostu kochamy tylko swoj obraz w tamtej osobie jak pytal nasz
> fokusowy (patrz nizej) psycholog ?...............................
> Wiem, ze moze to przykre i mowic o tym komus nie nalezy do spraw
> przyjemnych, ale musimy sie nad tym zastanawiac.

Zastanawiam sie. Myslalem nad tym _naprawde_ dlugo - dlatego jestem
warietem ;>

> Ja nie prosilem xMada i Marysi do dyskusji sami sie wlaczyli. Przyznam
Ci sie,
> ze tego nawiazywania do starych kobiet nie wymyslilem sam.

No to wymysl cos swojego - badz oryginalny ;)
Przynajmniej Ty sie staraj.

> Kiedys zaproszono mnie na tzw. fokus.
> Bylo to cos w rodzaju experymentu psychologicznego przeprowadzonego
przez
> jeden z osrodkow Badan opinii publicznej, chyba Pentor, tak Pentor,
teraz
> pamietam na pewno. Temat byl dokladnie ten sam co tu, a dokladnie
"Kochamy,
> czy raczej chcemy byc kochanymi - jak to rozumiemy".

Tego nie mozna 'zrozumiec'. Sa rzeczy, ktorych nie mozna zrozumiec.
Mozna je poznac, ale nie zrozumiec.

> Prowadzil go
> doswiadczony psycholog, ktory po prostu udowodnil ku zszokowaniu
> zgromadzonych, ze nie kochamy, ale chcemy byc kochani i szukamy raczej
swego
> w zwiazku niz czyjegos.

Tez mi nowosc. Oczywiscie, ze chcemy byc kochani - tylko co z tego?

> Spotkanie bylo nagrywane na co sie wyrazalo piemna
> zgode. Przebieg tamtej rozmowy i argumentow staram sie tu odtworzyc.
> Argumenty tego psychologa o starych kobietach tu wykorzystuje. Pokazal
on
> uczestnikom przy pomocy tych skrajnych przykladow ile szukaja swego, a
nie
> cudzego w zwiazku. Jak malo ma wspolnego z prawda "ze glownie
charakter" sie
> dla nas liczy, etc. Wszyscy zebrani wokol tematu naprawde mieli
watpliwosci
> pod koniec spotkania czy naprawde kochaja. Ze mna na czele.

Tego nigdy nie mozna byc pewnym.
Znowu podchodzisz do tematu jednostronnie - milosc to nie 'single user'
;P
W zwiazku OBIE osoby szukaja, jak napisales, swego. I czasami znajduja.

> > A Ty oczywiscie jestes inny
>
> A z ktorych moich slow to wynika ?

Z kontekstu.

> > Powtorze: a czy Ciebie obchodzi los innych? interesuja Cie czyjes
> > problemy?
>
> Czasami. Ale bardziej moje i juz. Taki jest ten swiat. Jak jest z
Toba
> spytam, moze Ty jestes wyjatkiem ?

Tak. Jestem wyjatkiem - jestem wyjatkowo egoistyczny. Bardziej, niz
inni, a nawet bardziej, niz ci INNI inni ;>


>
>
>
> > Moze zajalbys sie pisaniem wierszy? Juz lepsze to, niz przydlugie
posty,
> >
> > ktorych, wedlug Twojej teorii nikt nie czyta, a wedlug mojej - czyta
> > niewielu.
>
>
>
> I tak mnie nie obchodzi kto to czyta.

A wiec kokieteria...


> Wystarczy ze moi rozmowcy czytaja, to juz przysparza mi urwanie glowy.

> Poza tym to szydzisz, wiesz kolezko ?

Wiem. Ty tez szydzisz, mowiac do mnie 'kolezko'.

>
> > Heh...jeszcze wyleczysz sie ze swojego pesymizmu i co wtedy? ;>
>
>
>
> Swiat musialby sie zmienic, co nie nastapi.

Skad jestes taki pewien?
Zacytuje Ciebie: "skad wiesz, ze to nie przejdzie?"
Twoj stan, w jakim sie teraz znajdujes to _dokladnie_ ta sama
chemia. Moze tylko inny zwiazek, a moze nawet to ta sama
fenyloetyloamina - podloze procesow myslowych i stanow
emocjonalnych nie zostaly jeszcze dokladnie poznane.


> > Nie ilosc sie liczy, lecz jakosc.
>
> Czasem jedno bez drugiego nie moze isc w parze.

A czasem moze.
(wiem wiem...demagogia)


> > Trafnie nie oznacza obszernie...
>
> Zapewniam Cie, ze musze sie czasami powtarzac, chocby dlatego ze
rozmowcy
> "nie wiedza" o co mi chodzi.

Nie wiem jak oni, ale ja _wiem_, tylko sie _nie_zgadzam_ - a to pewna
roznica.
Dlaczego poglady odmienne od Twoich nazywasz niewiedza?

> > Zycie to jedno wielkie urojenie. Uciekajac od jednych urojen ulegamy
> > innym...
>
> Chyba troche fantazjujesz sobie, bo tak ladnie to brzmi ze jestesmy
> urojeniem, ze nas nie ma, etc. To tylko ladnie brzmi, nic wiecej.

"Milosc - to tylko fenyloetyloamina" tez ladnie brzmi IMHO.
Ale coz...piekno to pojecie wzgledne...jak kazde.

> Zapytaj
> umierajacego na raka, dlaczego jego bol mu przeszkadza, przeciez nie
jest
> rzeczywisty, tylko to urojenie ? Plunie Ci w twarz za szyderstwo.

Nie szydze z bolu. Nie szydze tez z milosci. Nie zmienia to jednak
faktu,
ze jedno i drugie jest wywolane bodzcami fizycznymi lub chemicznymi.


> > A czym, wedlug Ciebie sa emocje? Czy to nie chemia?
>
> Bierzesz zbyt pobieznie, o czym przypuszczam ze wiesz.

Nie wiem(TM)

> Miedzy
> fenyloetyloamina a chemicznym procesami emocji w moim mozgu jest taka
> roznica jak miedzy dzialaniem flegaminy a morfiny. Dobrze wiesz jakie
> roznice w swiadomosci zachodza po zazyciu jednego i drugiego.

Nie wiem(TM), co to jest swiadomosc - i byc moze nigdy sie nie dowiem.


> Chyba nie
> bedziesz tego zrownywal co ?

Nie wiem(TM)

> Bo to wlasnie robisz przyrownujac moj emocjonalny ton z dzialaniem
> fenyloetyloaminy.

Uwazam, ze mam podstawy do porownan.
Nie uwazam jednak, ze nie moge sie mylic.

> > Ty w swoich postach kierujesz sie wlasnie emocjami IMHO.
>
> Czepiasz sie kolezko i czepiasz.

Wyrazam tylko moja opinie.

> Kieruje sie emocjami jak Ty teraz i prawie
> zawsze. Tak samo ja.

Tylko ze mi nie przychodzi do glowy, by to negowac.

> Zanim cos napisze to spokojnie przemysle. Nie pisze z
> doskoku w emocjach. Przy pisaniu dopiero to nastepuje, ale wczesniej
wnioski
> byly wyciagane na chlodno.

Moge ich nie akceptowac. Ja tez mam mozg. Chory, ale mam.


> Oj tak by sie nam nie stety chcialo. Zobacz jak wybierasz i zastanow
sie czy
> kierujesz sie jedynie pragnieniem szczescia danej osoby, a moze swoim
?

Dobra. Przyznaje, ze tutaj popelnilem blad.
Poprawiam: "milosc to pragnienie szczescia dwoch osob - kazda wlasnego"


> Wlasnie to probujemy sobie omawiac. Wiem ze tak jest ladnie mowic jak
> piszesz, ale jest tez rzeczywistosc.

"Rzeczywistosc to iluzja. Istnieje tylko Matrix."(czy jakos tak) ;)
(mam nadzieje, ze wiesz co oznacza ";)" i nie najedziesz na mnie,
ze sie naogladalem bajek...)
W zupelnosci sie z Toba zgadzam - pragniemy TYLKO I WYLACZNIE wlasnego
szczescia. Nawet kiedys to pisalem, ze pomagajac innym, pomagamy tak
naprawde sobie, na co bodajze Gusiana odpowiedziala, ze co z tego,
skoro druga strona tez czuje sie z tego powodu lepiej?
No wlasnie - co z tego, ze pragniemy wlasnego szczecia?
Co z tego, ze druga strona, pragnie takze swojego?
Skoro oboje je znajduja...to mysle, ze nie musza sobie wyrzucac,
ze sa pieprzonymi egoistami.
Powtarzam po raz n-ty(znowu masz racje...czasami nie sposob uniknac
powtorzen) - spojrz na to z drugiej strony.
Zreszta wydaje mi sie, ze o to Ci wlasnie chodzi - aby pozbyc
sie zludzen, tego 'altruizmu', a nie wyrzekac sie zwiazkow uczuciowych.

> > Chociazby dlatego, ze zwierze zabija po to, zeby przezyc - czlowiek
> > potrafi zabijac dla rozrywki.
>
> Tak myslalem.

Akurat.

Wybacz, ze nie bede odpisywal na Twa ewentualna riposte, ale uwazam,
ze w tym watku napisalem juz wszystko, co mialem do powiedzenia.
Gdybym to kontynuowal, zaczalbym bredzic(a byc moze bredzilem
od samego poczatku).

EOT.

Szczescia, choc i tak(moze?) umrzemy.
NIE WIEM(TM)
Naprawne NIE WIEM(TM)
Nawet NIE WIEM(TM), czy kiedys bede wiedzial.
Odnosze wrazenie, ze nawet masz racje, tylko nie potrafisz tego wyrazic.


ch.

--
"Potrafie byc meski - mam to po matce."

archemagik

unread,
May 27, 2000, 3:00:00 AM5/27/00
to

"Miros/law `Jubal' Baran" wrote

> > Narkotyczne uzaleznienia powinno sie leczyc.

> Od substancji wydzielanych przez Twój własny organizm? A jak chciałbyś
> to zrobić? Nie masz wpływu na mechanizmy funkcjonowania Twojego
> organizmu, na dłuższą metę. Nie zmienisz faktu, że stan zakochania
> można zdefiniować jako ostrą, fizjologiczną psychozę wywołaną
> zwiększoną podażą PEA. Nie zmienisz faktu, że podaż PEA w miarę
> utrzymywania się związku maleje, rośnie za to stężenie endorfin. I nie
> zmienisz tego, że w miarę trwania związku zmienia się jego charakter.


Nie no nie da sie pojsc z tym na odwyk, wiadomo. Ale tak czy inaczej czym
sie to rozni od zwyklego narkotycznego odurzenia ? Niczym. To trzeba miec na
uwadze jako wynik koncowy. Inaczej mowiac, nie lubie traktowac osoby
ludzkiej jako receptora ktory sluzy mi tylko do spowodowania wtrysku Pea do
mozgu. Niestety tak to wyglada w tej sytuacji.
Co wiec w tym takiego wielkiego ? Abstrahujac od mojego i Twojego przypadku
uwazam ze Pea bardziej szkodzi zwiazkom niz pomaga. Ludzie w wiekszej czesci
naszej populacji traktuja sie nawzajem jako "strzykawki" potrzebne do
zaaplikowania Pea. Czesto osobowe kryteria wyboru jednostki w pelni jej
ksztaltu wewnetrznego schodza na dalszy plan, a odgrywa role Pea i juz.
Wiekszosc ludzi pod tym wzgledem kwalifikuje partnera a nie za te cechy
ktore on by chcial (intelekt, etc.). Gdyby nie Pea wiele zwiazkow ktore sie
rozpadly by nigdy nie powstalo. Zatem czy caly ten ciag slepych biologicznie
zdarzen nie bioracych pod uwage wartosci czlowieka takich jak np. intelekt
mozna nazwac wzniosle czyms wielkim ? Czy zwyklymi bezdusznymi procesami
ujmujacymi czlowieka jako jedynie "dopasowanego biologicznie" i
wybierajacego pod wplywem banalnych feromonow a nie czegos wartosciowszego
jak np. intelekt, cechy osoby etc. Z kolei, jesli zejdziemy sie z kims z
przyjazni np. i nie wydzieli sie pea, endorfina, etc (znam takie zwiazki) to
bedzie to zwiazek bardziej wartosciowy na pewno niz dokonany pod wplywem
pea. Ale czy wtedy bedzie to milosc czy juz tylko przyjazn ?


> >> Tyle, że to nic strasznego. Myślenie to też chemia. :->
>
> > Myslenie tez Ci "przejdzie"?
>
> Jesteś nieuprzejmy, a jestem o krok od stwierdzenia, że i bezmyślny
> nieco. Ale wyjaśnię: otóż sprawiasz wrażenie, jakbyś uważał, iże
> myślenie, miłość i t.p. przejawy aktywności biochemicznej komórek są
> czymś od biologii organizmu oderwanym, niezależnym. Co jest,
> oczywiście, pięknym złudzeniem.

Nie sa czyms oderwanym, wiadomo. Ale sa roznymi stanami odurzenie Pea i
myslenie. Piszac Ci "przejdzie" mialem na mysli trwalosc myslenia i
nietrwalosc odurzenia Pea. Poza tym jedno przenosi w swiat iluzji, drugie
nie przenosi, a nawet jest pozyteczne jak wiadomo.


> Nie, nie piszę tego, co chcę, aby było prawdą. Referuję dostępne mi
> informacje, ubierając je w atrakcyjny językowo kształt.

Nazwales demagogia moje stwierdzenie ze swiat nie jest iluzja, czy to
powazne ? W takim razie demagogia jest me stwierdzenie ze nie jest ?


> Od chcenia jest Sw. Mikolaj jakby co.
>
> Czy zechciałbyś łaskawie rozjaśnić nieco mroki mego umysłu i wyjawić,
> co chciałeś napisać, pisząc powyższe?

"Referuję dostępne mi
informacje, ubierając je w atrakcyjny językowo kształt."

> >> Huhuhuhu, raczej nie. Jak między działaniem fenyloetyloaminy a
> >> alkoholu raczej. :->
>
> > Znow czegos sobie pochciewasz.
>
> Czy zechciałbyś łaskawie ulitować się nade mną, nieszczęsnym i raz
> jeszcze rozjaśnić mroki mego umysłu wyjawiając, co chciałeś napisać,
> pisząc powyższe?

Byla to niegrzeczna odpowiedz na Twe niegrzeczne stwierdzenie, ze jestem
pijany.

Archemagik

archemagik

unread,
May 27, 2000, 3:00:00 AM5/27/00
to
Archemagik: Troche nas poucinalem bo robi sie tasiemiec (naprawde juz
zaczynam miec chyba skleroze, bo zaczynam przejawiac tendencje do
skracania).

"LPoD" wrote


> Czy ktokolwiek, kto odwazyl sie z Toba polemizowac, (przyznaje, ze ja
> juz
> wymiekam i nie mam zamiaru nic wiecej pisac w tym watku) twierdzil
> rzeczywiscie,
> ze to 'nie przechodzi', jest wieczne, jest czyms najwspanialszym na
> swiecie?

Oj poczytaj mych rozmowcow dokladniej jak ci sie chce (watpie, mi by sie nie
chcialo). Zobaczysz, ze to wynika z ich slow (xMad, ze czesc populacji nie
odczuwa twego trwale [ja i moi respondenci] co zdaje sie sugerowac ze jest
czesc ktora tak to bedzie odczuwac).

> "Mowi sie kocham, bo chce sie odzewu..."

Znow jest to wiec do kitu. Zwykla prozaiczna zasada handlowa, daje ale tylko
bo chce brac.

> No to wymysl cos swojego - badz oryginalny ;)
> Przynajmniej Ty sie staraj.

Sa madrzejsi ode mnie, z ktorymi moge sie czasem zgadzac. To robie jesli
widze w tym solidne uzasadnienie w przykladach z zycia. Czasem sam do czegos
dojde ale dlaczego tylko wlasne wnioski brac pod uwage ? Inni moga miec i
maja o wiele madrzejsze wnioski.

> Tez mi nowosc. Oczywiscie, ze chcemy byc kochani - tylko co z tego?

Bardziej kochani niz kochac, wczesniej czy pozniej wychodzi to na jaw zatem
jest do kitu jako cos szlachetnego. Nie powiesz kocham jesli dziewczyna Ci
sie nie bedzie podobac takze fizycznie a nie tylko psychicznie. Jesli tylko
psychicznie Ci zaimponuje to bedzie dla Ciebie przyjaciolka ale bedziesz
mial problemy ze zrobieniem z tego milosci. Tak jakos jestesmy zrobieni ze
szukamy mimowolnie glownie tej atrakcyjnosci fizycznej. Wybiera sie partnera
glownie dla siebie a nie dla tego za co on by chcial byc doceniony
najbardziej. Jest to tylko fajne i wygodne dla ludzi ale nie jest
szlachetne. Wiekszosc dziewczyn oburza sie ze beda wybierane za wyglad nie
za wartosci w psychice. I maja racje bo widza ze nie jest to nic
szlachetnego.

> Tak. Jestem wyjatkiem - jestem wyjatkowo egoistyczny. Bardziej, niz
> inni, a nawet bardziej, niz ci INNI inni ;>


Szczerosc wobec siebie to cos co jest potrzebne nam najbardziej.


> Dobra. Przyznaje, ze tutaj popelnilem blad.
> Poprawiam: "milosc to pragnienie szczescia dwoch osob - kazda wlasnego"

Dam ale zeby dostac. Nic wiec nadzwyczajnego. Czym to sie rozni od kupienia
towaru w sklepie ?

> W zupelnosci sie z Toba zgadzam - pragniemy TYLKO I WYLACZNIE wlasnego
> szczescia. Nawet kiedys to pisalem, ze pomagajac innym, pomagamy tak

naprawde sobie.

Tak. Jakie to smutne ale taki jest swiat. Byc moze Ty ktory umiesz sie do
tego przyznac jestes wiec wartosciowszy niz Ci ktorzy udaja ze tak nie ma ?
Zauwaz ze nawet swieci chrzescijanscy zdawali sie ginac z egoizmun a nie z
milosci do tych za ktorych oddawali zycie. Nie tylko zeby ktos dzieki nim
zyl, ale zeby byc potem w "niebie".

No wlasnie - co z tego, ze pragniemy wlasnego szczecia?
Co z tego, ze druga strona, pragnie takze swojego?

Nie tylko "takze swojego", ale *przede wszystkim* swojego. wczesniej czy
pozniej wychodzi to na jaw. Tu tkwi haczyk i niesprawiedliwosc. Obdarzenie
szczesciem drugiej osoby jest warunkowane ze ja dostane glownie to co chce.
Dopiero potem dam.

Skoro oboje je znajduja...to mysle, ze nie musza sobie wyrzucac,
ze sa pieprzonymi egoistami.

Nie musza wyrzucac, ale na poziomie intencjonalnym czyn ten nie jest niczym
szlachetnym jak pisalem. Czyn LPoDzie jak widze rozpatrujesz jedynie na
zasadzie czynu i skutkow czynu. Kto co ma z czynu i co przedtem zrobil. A
ja rozpatruje jeszcze inaczej, bo tez intencje czyniacych biore pod uwage a
te sa egoistyczne (dam, ale tylko jak cos bede mial za to). Zatem znow
wychodzi na to ze wszystko co podobno szlachetne miedzy ludzmi (z "miloscia"
na czele) jest zwykla pragmatyczna wymiana handlowa. Bracie LPoD wiec na tej
konkluzji mozemy zakonczyc dyskusje odnosnie fenylo. I tak juz do niczego
nie dojdziemy.


> > > Chociazby dlatego, ze zwierze zabija po to, zeby przezyc - czlowiek
> > > potrafi zabijac dla rozrywki.
> >
> > Tak myslalem.
>
> Akurat.

A dlaczego akurat mialem nie myslec tak. Uwazasz ze jestem za glupi zeby
wpasc na ten banal ?


> Wybacz, ze nie bede odpisywal na Twa ewentualna riposte, ale uwazam,
> ze w tym watku napisalem juz wszystko, co mialem do powiedzenia.
> Gdybym to kontynuowal, zaczalbym bredzic(a byc moze bredzilem

Dobra konczymy na tym poscie. Ja tez mam juz mniej czasu na odpisywanie.
Zdrowka ! Zebysmy nie pomarli zbyt predko !


Archemagik

Marysia

unread,
May 27, 2000, 3:00:00 AM5/27/00
to

archemagik napisał(a) w wiadomości:

Tak jak kiedys powiedziala mi matka "synu milosc jest dla
>ludzi mlodych. Potem juz zostaje tylko jakies przyzwyczajenie i sympatia
ale
>nic wielkiego z tego co bylo kiedys" Tak mowi mi zreszta wiele osob. Czasem
>nawet gdy ich o to nie prosze zwierzaja sie, ze sie rozczarowali bo juz
>zostala im w zwiazku tylko jakas ciepla znajomosc do powspominania a
>spodziewali sie czegos wiekszego.
>


Rzeczywiscie nie wiem jak bedzie to wygladalo na starosc, ale takich rzeczy
nikt nie wie. To nie jest jednak argument, ze milosci nie ma w ogole, lub ze
to tylko chemia. Moze to znow beda banaly, co napisze, ale milosc trzeba
pielegnowac. Serio. Nie mozna po prostu sie tylko cieszyc, ze jest.
Pielegnowac to znaczy np. nie ranic tej drugiej osoby, nie wyladowywac na
niej swojej zlosci, tylko dlatego, ze jest "pod reka". To robienie sobie
jakis milych niespodzianek, ot tak bez powodu. A tak naprawde z jednego
powodu - sprawia Ci przyjemnosc, ze Twoja ukochana/y jest szczesliwa. Nie
myslec tylko o sobie i o tym, by "mi bylo dobrze", ale by "jej/jemu bylo
dobrze", albo - zeby NAM bylo dobrze.


>Nie wpadam w skrajnosci a chce zebys przesledzila swe motywy bez dodawania
>ideologii. Zauwaz jak posrodkujesz i ustawiasz z gory pokreslajac
kategorie
>wyboru dzielac jednostki ludzkie na tych do wyboru i na tych nie, czyli w
>pewnym sensie gorszych i lepszych. Podobne pytanie zadalem xMadowi, wiec
>zadam je teraz Tobie. Dlaczego jesli jak napisalas w poprzednim poscie,
>cytuje
>
>bo mnie facet jest w stanie
>> >> zainteresowac wlasnie intelektem. To jest ten *pierwszy* element,
ktory
>> >> dostrzegam w mezczyznie
>
>to dlaczego jesli intelekt jest dla Ciebie elementem dominujacym w wyborze
>mezczyzny wartosciujesz kategorie wyboru na "raczej nie starszych przeciez
>sa tez inni (jak rozumiem mlodsi)" Czy naprawde intelekt jest dla Ciebie
>czynnikiem dominujacym, czy cos innego - wiek ? POTEM dopiero intelekt
staje
>sie czynnikiem wyboru, nie jest wiec *pierwszym* czynnikiem. Intelekt jest
>wiec wartoscia *dodatkowa* nie nadrzedna. Oszukujesz sie chyba. Jak
>przypuszczam okreslasz sobie pewne kategorie wiekowe w ktorych wybierasz.


tu sie zgodze. Kiedys, gdy mialam nascie lat, to wydawalo mi sie, ze facet
po 20-ce to starzec. Sadzilam, ze zawsze beda podobac mi sie tylko tacy
przed 20-tka. A tu prosze, ja sie starzeje i moje zainteresowanie plcia
przeciwna sie zmienia. Przy czym nie polega to na zalozeniu, z tym nie
gadam, bo to gowniarz, jakos bezwiednie wybieram starszych. Ale zaznaczam
znowu, nie moge tego uogolnic na wszystkie kobiety. W poprzednim poscie
wspomnialam juz o swojej przyjaciolce, ktora ma o 8 lat mlodszego kochanka i
przyznala mi sie, ze starsi (badz w jej wieku) faceci wydaja sie jej oblesni
i nieciekawi.


>Przypuszczam, ze nie bralas pod uwage pewnej grupy wiekowej mezczyzn
podczas
>wyboru swego aktualnego partnera, czy mam racje ? Mowilas sobie, jesli
>znajde, musi miec tyle a tyle lat, przedzial taki a taki, czy dobrze mowie
?

odpowiedzial juz wczesniej. Jesli tak bylo, to absolutnie bezwiednie, nigdy
nie ustalam sobie takiej granicy.


>Jeszcze inne pytanie, czy milosc Twym zdaniem powinna byc bezinteresowna ?
>A jesli tak, to na czym to polega ?
>


Milosc to branie i dawanie. I to jest jedyna mozliwa odpowiedz na takie
pytanie.


Badzmy jednak realistami. Ludzie
>starsi sa najciekawsi w zasadzie, bo przezyli najwiecej i o zyciu moga
>powiedziec najwiecej.

To co sie dzieje z mordercami, gwalcicielami prostytutkami i innymi metami
na starosc? Nie dozywaja do tego wieku? Czegoz to oni moga nauczyc?

Jesli bedziesz wobec
>siebie szczera, to zobaczysz to sama doskonale ze wartosciujesz wedlug
>zupelnie innych kategorii niz chcialabys to robic.


staram sie byc wobec siebie szczera i ciagle uwazam, ze ja wartosciuje wg
takich wlasnie kategorii. Nie wiem, moze rzeczywiscie nie jestem normalna?
Zreszta, dobra dam Ci przyklad. Kiedys pewien facet zrobil na mnie ogromne
wrazenie, no wiesz, ze taki inteligentny, wrazliwy, a przy tym przystojny.
Jakos przypadkiem, w rozmowie z jedna z kolezanek przyznalam sie do tego, a
ona mi na to: "no cos ty, przeciez on jest lysy!"
A mnie po prostu zatkalo. W ogole nie przyszlo mi do glowy, ze to moze byc
jakis mankament, ze o czyms moze decydowac. No sam przyznaj, jednak nie
jestem normalna.


>****************************************************************
>Doceniamy w ludziach rzeczy NIEROWNO podczas zwiazkow. Na pewno nie
>doceniamy najbardziej tego co oni by chcieli aby bylo w nich doceniane, i
to
>samo idzie w nasza strone. Oni doceniaja w nas inne rzeczy niz my bysmy
>chcieli. Zobaczysz. Postaram sie to ukazac w dyskusji.
>****************************************************************

>
>> Marysiu nie obraz sie ze ja zadaje
>> >takie pytania, ale ja naprawde widze w tym wszystkim zbyt wiele myslenia
>o
>> >sobie i bardziej troski o stan biologiczny twego partnera niz jego
>wartosci
>> >"wewnetrzne" o jakich piszesz.
>>


troche juz o tym pisalam

>
>Nie musisz. Wiem ze Ciebie nie musza fascynowac mezczyzni przystojni w
>klasycznym tego slowa znaczeniu, ale mezczyzni *odpowiedni* dla Ciebie beda
>Cie fascynowac. Tu jest chaczyk ewolucji. Wiesz przeciez ze masz w sobie
ten
>instynkt macierzynski Marysiu,


no dobra mam go. Ale przypomnialo mi sie teraz ciekawe zdanie mojej
przyjaciolki (ach te przyjaciolki), ktora nie chciala miec dzieci, ale maz i
rodzina tak, wiec je urodzila, bo wszyscy jej mowili, ze instynkt pojawi sie
wraz z narodzinami dzidziusia. Gdy ja wiec po urodzeniu dziecka zapytalam,
"no i co pojawil sie instynkt macierzynski?" , odpowiedziala: "tak pojawil i
znowu sobie poszedl". Oni po prostu wmowili jej, ze jest jej dziecko
potrzebne i tyle. Z instynktem tez sprawa nie jest wiec tak do konca pewna.


Najpierw oczywiscie fenyloetyloamina, zebys sie nie rozmyslila zbyt
>latwo. To wszystko dziala, nie mysl ze to spi. Tacy mezczyzni beda na
Ciebie
>dzialac, ktorych zaakceptuje w Tobie organizm, i matka ktory szuka swej
>ewolucyjnej powinnosci. Organizm to nie rozum, ktory moze sie temu
>sprzeciwiac i czyni Cie wolna w razie jak chcesz. Tak jak czyni wolnym na
>przyklad mnie, bo postanowilem sie juz nigdy nie zwiazac z zadna kobieta.
>Nawet fakt, ze nie chcesz miec dziecka w myslach, nie obchodzi jakby twego
>organizmu, ktory jest slepy i Cie bedzie i tak pchal ku mezczyznie bez
>wyraznego informowania Cie (przecie to nie rozum) ze chodzi tu o dziecko.
>Tak mnie przynajmniej uczono w szkole na biologii.

No wlasnie, ale po to mam rozum, by samej zdecydowac, czy chce tego dziecka,
czy nie.

>
>Czemu nie ? Z dodatkiem seksu, calkiem fajna mieszanka.....
>


naprawde? :)))


>
>> Dlaczego od razu
>> >nazwac to miloscia ? Przeciez moze byc tak ze przezywasz gleboka i
piekna
>> >przyjazn a nie milosc ? Sklad wiesz ze to akurat milosc nie przyjazn ?


m.in. dlatego, ze z kims, kto bylby tylko moim przyjacielem do lozka bym nie
poszla.


.
>I tak wiemy Ty i ja ze ta dyskusja nie zmieni naszych przekonan, mimo to
>sobie rozmawiamy.
>

no wlasnie

Nawet jesli
>nie lubimy tego, Ty czy ja odruchowo stosujemy te oceny i czasem nie mamy
>wyjscia.

To prawda, nie znioslabym obok siebie faceta, ktory, nazywajac rzecz po
imieniu, smierdzialby. Ale moze dlatego, ze jestem wyczulona na zapachy? Po
prostu odor potu, czy buchajacego z ust alkoholu/piwa wywoluje u mnie odruch
wymiotny.


Spojrz na siebie
>szczerze, a zauwazysz jak wiele rzeczy musimy czasem powiedziec lub zrobic
>ze wzgledu na otoczenie. Zauwaz np. jak sie ubierasz i z jakiego powodu,
czy
>tylko dla siebie zawsze to robisz ?


Raczej tak,

>Ale kto decyduje co jest wokolo, gdzie sa lepsi, gdzie sa gorsi, czy nie
>poddajemy sie odgornemu osadowi mowiac "obok tego usiade obok tamtego
>nie..." "obok tych mozna usiasc obok tamtych nie " Skad to prawo ? Przeciez
>to najzwyklejsze wyrokowanie nie zwiazane z *pierwszym* kryterium oceny
>mezczyzny jakie powyzej przedstawiasz: *intelekt* Ocenianie typu "obok
>niego nie usiade" jest ocena powierzchowna i zewnetrzna (wyglad i
zniszczone
>zdrowie) a nie calego czlowieka ze wszystkimi wartosciami glownie
>wewnetrznymi.
>W moim przykladzie bezdomnego wstawilem Ci intelekt, w czym wiec problem ?


troche juz o tym pisalam; przypomne-zwyczajnie nie wypada mi tego zrobic,
moze smierdziec, moge go w ogole nie zauwazyc.


>> >choc nieco dziwaczny dla szczesliwcow jaka zapewne cieszysz sie byc.
>>
>> czy to znowu kpina?
>
>Nie jestes szczesliwa ? Tak Cie odebralem, byc moze sie myle, nie wiem.
>

Wydaje mi sie, ze nie mozna uzywac okreslen: jestem szczesliwa, badz jestem
nieszczesliwa. I takim i takim sie w zyciu BYWA.


>Rozumiem powody niezakceptowania go ? Jakie sa ?
>

juz je podalam


>Czy nie nudzenie sie z kims jest miloscia ?
>

to tylko jeden z elementow milosci


>A moze to "jeszcze lepiej" jest dzieki czemus innemu ? Biorac pod uwage co
>odkryto o chemii milosnej nie bierzesz pod uwage ze moze Ci sie tylko
>wydawac iz on jest zrodlem tej fascynacji ? Moze bierzesz za zrodlo tej
>fascynacji pomylkowo cos co w nim niby gdzies tam jest, choc tak naprawde
>podstepnie ukrylo sie to jedynie w Tobie pod postacia pewnej prozaicznej
>mieszanki chemicznej ktorej nazwa rozpoczyna sie na litere f ? Wiesz ze ja
>jestem nietypowy ? A wiesz dlaczego ? Bo chce z Toba rozmawiac, choc
>slyszalem jak w normalnym swiecie ludzi trzezwo myslacych mowia, ze z
>zakochanymi sie nie rozmawia, bo nie zyja w rzeczywistym swiecie i nic
>logicznego do nich nie trafia. Slyszalas o tym ?

to znaczy, ze zakochany to jednak troche taki szajbus?

>Wreszcie jakies przeblyski Marysiu czegos sensowniejszego. Nazwijmy wiec
>odwaznie to co przezywasz nie zadna tam fascynacja wartosciami w innych
>osobach, a po prostu zwyklym narkotycznym odurzeniem, ktore Cie fascynuje,
i
>ktore rzecz jasna lubisz, a Twoj facet jest akurat szanowanym przez Ciebie
>receptorem pomagajacym Ci po prostu najzwyklej w swiecie spowodowac
przeplyw
>tych srodkow do mozgu, ktore bez jego obecnosci same z siebie by nie
>przeplynely na Twe zyczenie. To wszystko. Oto cala milosc. Ten jest od
>chemii a tamci od przyjazni.


ale moze byc przeciez jeden - i od tego i od tego.

>> 1) czy kobiety(facetow) bezplodne powinno sie odstawic na smietnik?
>
>Dlaczego niby ?

bo nie przedluzaja gatunku

>> 2)czy do lozka idzie sie tylko po to, by splodzic dziecko?
>
>Idzie sie tez po to zeby bylo wszystkim przyjemnie i wesolo. Dobrze wiadome
>to jest powszechnie, wiec po co pytasz ? To takie wedzidelko ewolucji, zeby
>sie nam nie chcialo rozmyslic realizowac jej plany.
>

bo czasami odnosilam wrazenie, ze Ty tak wlasnie uwazasz.

>Archemagik

Marysia

archemagik

unread,
May 27, 2000, 3:00:00 AM5/27/00
to
Uffff........ ale jestes wytrwala wobec tych mych starokawalerskich
dziwactw. Twoj facet trafil na naprawde cierpliwe i uparte dziewcze. No
dobra odpisuje i tym razem. Postaram sie troche skracac wywody bo to tylko
utrudnia dyskusje. Bedzie nam latwiej, dlatego duzo nie na temat
powycinalem. Skoncentrujemy sie na sprawach istotnych.

"Marysia" wrote

To robienie sobie
> jakis milych niespodzianek, ot tak bez powodu. A tak naprawde z jednego
> powodu - sprawia Ci przyjemnosc, ze Twoja ukochana/y jest szczesliwa. Nie
> myslec tylko o sobie i o tym, by "mi bylo dobrze", ale by "jej/jemu bylo
> dobrze", albo - zeby NAM bylo dobrze.

To moze byc znow iluzja i schemat ktory przyjelismy mimowolnie, bo brzmi
szlachetnie ale z rzeczywistoscia nie musi miec wiele wspolnego. Pewnych
partnerow nigdy nie zakwalifikujesz do wyboru. Wiesz o tym i ja tez.
Ponizsze przyklady jakie dalem ze starcem i zebrakiem ktorzy co prawda
reprezentuja cechy ktore skwalifikowalas jako najwazniejsze w mezczyznie
(intelekt) nie zostali przez Ciebie wzieci pod uwage jako partnerzy. Przez
to wskazalas ze wartosciujesz w mezczyznach tak naprawde bardziej fizyczna
strone niz osobowa. Czy tego chcesz czy nie tak sie juz stalo. Wiesz o tym,
ze nikt nie chce byc tak sklasyfikowany. Ty na pewno tez nie. Ja tez nie.
Nikt...... Ale taka klasyfikacja idzie. Z tego rodza sie konsekwencje
odnosnie Twego powyzszego wywodu. Czy rzeczywiscie chcesz zeby "bylo dobrze"
drugiej stronie, czy wazniejsze jest to co chcesz "miec" z posiadania
(przepraszam za slowo) tej drugiej strony ? Istnieje zatem po rowno branie i
dawanie, czy najpierw branie potem dopiero dawanie ? Odpowiedz.


> tu sie zgodze. Kiedys, gdy mialam nascie lat, to wydawalo mi sie, ze facet
> po 20-ce to starzec. Sadzilam, ze zawsze beda podobac mi sie tylko tacy
> przed 20-tka. A tu prosze, ja sie starzeje i moje zainteresowanie plcia
> przeciwna sie zmienia.

Ale caly czas jest gorna granica wyboru wiekowego, nie ?


> >Przypuszczam, ze nie bralas pod uwage pewnej grupy wiekowej mezczyzn
> podczas
> >wyboru swego aktualnego partnera, czy mam racje ? Mowilas sobie, jesli
> >znajde, musi miec tyle a tyle lat, przedzial taki a taki, czy dobrze
mowie
> ?
>
> odpowiedzial juz wczesniej. Jesli tak bylo, to absolutnie bezwiednie,
nigdy
> nie ustalam sobie takiej granicy.

Ha widzisz, bezwiednie a jednak. Czyli klasyfikacja idzie biologicznie a nie
po cechach wewnetrznych za ktore chcemy byc najbardziiej docenieni. Uwazam
ze jest to klasyfikacja krzywdzaca osobe. To powoduje ze to co czujecie nie
uwazam za cos szlachetnego. Jedynie za bezduszny mechanizm ewolucji nie
uwzgledniajacy tego co chcemy w czlowieku (intelekt, etc.) a jedynie
fizyczna strone jako wazniejsza. Przyklad taki. Jak wiesz bo pisalem Ci juz,
mam 25 lat. Ty masz (nie wiem nie wazne) zalozmy 45 i nie jestes juz
atrakcyjna dla mnie (teoretyzuje li tylko). Spotykamy sie na np......
imprezie. Ja jestem tym kim jestem w rzeczywistosci, czyli typem nie
umiejacym odczuwac w zwiazkach zadnych uczuc wyzszych ktore zwiecie
miloscia, potrafie odczuwac jedynie przejsciowe odurzenia Pea i endorfiny,
ktore traktuje jak urojenia (co zreszta nie odbiega od prawdy). I teraz Ty
"zakochujesz sie" we mnie, a ja nie doznaje odurzenia Pea, bo moj organizm
bezwiednie ocenia ze jestes dla mnie za stara i nieatrakcyjna (nie obraz
sie). Jedyne co biore pod uwage w Twoim wypadku to przyjazn bo chemii sie
nie chce tu wydzielic nic a nic.Ciebie jednak z kolei to nie zadowala bo
chcesz czegos wiecej, czegos co nazywacie "miloscia". Smucisz sie ze nie
jestes mlodsza, bo moze wtedy wydzielila by sie w moim mozgu Pea. Zatem
powiedz nie czujesz sie skrzywdzona mechanizmami jakie nami rzadza ? Uwazasz
je za jakis wyzszy rodzaj uczuc ? Czy za prosta slepa biologie ?

> Milosc to branie i dawanie. I to jest jedyna mozliwa odpowiedz na takie
> pytanie.

Chaczyk tkwi w proporcjach miedzy tym. To rozstrzyga czy szlachetne jest to
co czujecie i nazywacie miloscia. Ale o tym bylo wyzej.


> To co sie dzieje z mordercami, gwalcicielami prostytutkami i innymi metami
> na starosc? Nie dozywaja do tego wieku? Czegoz to oni moga nauczyc?


Oj Marysiu wiadomo ze pewna czesc ludzkosci nie dojrzewa :-) Sa tacy ktorzy
dojrzewaja tez. O nich mowimy.


> Jesli bedziesz wobec
> >siebie szczera, to zobaczysz to sama doskonale ze wartosciujesz wedlug
> >zupelnie innych kategorii niz chcialabys to robic.
>
>
> staram sie byc wobec siebie szczera i ciagle uwazam, ze ja wartosciuje wg
> takich wlasnie kategorii. Nie wiem, moze rzeczywiscie nie jestem normalna?
> Zreszta, dobra dam Ci przyklad. Kiedys pewien facet zrobil na mnie ogromne
> wrazenie, no wiesz, ze taki inteligentny, wrazliwy, a przy tym przystojny.
> Jakos przypadkiem, w rozmowie z jedna z kolezanek przyznalam sie do tego,
a
> ona mi na to: "no cos ty, przeciez on jest lysy!"
> A mnie po prostu zatkalo. W ogole nie przyszlo mi do glowy, ze to moze byc
> jakis mankament, ze o czyms moze decydowac. No sam przyznaj, jednak nie
> jestem normalna.

Ale byl dla Ciebie przystojny. A wiec wystarczylo aby nastapilo caly proces
chemicznych odurzen, ktore zwiecie "miloscia". Moglo byc tak ze
schematycznie zalozylas ze to nie przewazylo w procesie wartosciowania,
tylko intelekt przewazyl. Wlasnie temu sie przygladamy. Innymi slowy, czy
umiala bys sie zwiazac z mezczyzna ktory nie spowodowal by mozliwosci
odurzania sie Pea ? Tak tylko z wartosci "intelektualnych" ? I gdyby byl np.
impotentem ? I gdybys byla sama ? I czy to bylaby milosc ? Czy jego cecha
glowna *intelekt* i sama Twoja fascynacja nia bylaby juz dla Ciebie miloscia
?
Chyba nie, bo nizej piszesz ze nie poszlabys z przyjacielem do lozka. A
PODOBNO ZA INTELEKT KOCHASZ.

instynkt macierzynski Marysiu,
>
>
> no dobra mam go. Ale przypomnialo mi sie teraz ciekawe zdanie mojej
> przyjaciolki (ach te przyjaciolki), ktora nie chciala miec dzieci, ale maz
i
> rodzina tak, wiec je urodzila, bo wszyscy jej mowili, ze instynkt pojawi
sie
> wraz z narodzinami dzidziusia. Gdy ja wiec po urodzeniu dziecka zapytalam,
> "no i co pojawil sie instynkt macierzynski?" , odpowiedziala: "tak pojawil
i
> znowu sobie poszedl". Oni po prostu wmowili jej, ze jest jej dziecko
> potrzebne i tyle. Z instynktem tez sprawa nie jest wiec tak do konca
pewna.


Mogla nie rozumiec na czym polega odczuwanie tego instynktu. Mogl sie
uwidocznic w sytuacji gdy byl potrzebny, np. skrajnego niebezpieczenstwa
zycia dziecka, etc. Zauwaz ze po urodzeniu dziecka rodzice juz cenia
bardziej dzieci niz siebie nawzajem. Gdzie wiec ginie to co zwiecie miloscia
?


> No wlasnie, ale po to mam rozum, by samej zdecydowac, czy chce tego
dziecka,
> czy nie.


Oczywiscie, ale o cos innego chodzi. Chodzi ze nasz organizm moze nas robic
w konia bo jest ewolucyjna machina i juz. My myslimy ze "kochamy" partnera
tymczasem kochamy tylko obraz naszego przyszlego dziecka w tym partnerze.
Mozemy z taka iluzja zyc do konca zycia ze kochamy partnera i nawet nie
godzac sie na dziecko. Ale mechanizmy ewolucji sa slepe. Tak mowia
psycholodzy i biolodzy ze szukamy silnych genow w partnerze. Czytalem o tym
i slyszalem, dosc slynne spostrzezenie uczonych. Widzimy mozliwosc trafnej
lokaty swych genow w partnerze niz raczej tego partnera samego w sobie.
Mozecie nawet o tym nie wiedziec do konca zycia, myslac naiwnie ze "kochacie
partnera", zyjac tak naprawde w urojeniu przed ktorym takich jak wy jedynie
przestrzegam. Mozesz np. "kochac" partnera genetycznie, za cialo, za meski
potencjal, a intelekt jedynie doceniac i nic wiecej. Skad wiesz ze tak nie
jest ?


> >Czemu nie ? Z dodatkiem seksu, calkiem fajna mieszanka.....
> >
>
>
> naprawde? :)))


Czemu nie ? Dla ciebie pewnie nie, coz. Ale co to ma za znaczenie dla naszej
dyskusji, nie zbaczamy z tematu ?

> m.in. dlatego, ze z kims, kto bylby tylko moim przyjacielem do lozka bym
nie
> poszla.

Zatem chemia tu decyduje. Tak czy tak zle.

> Nawet jesli
> >nie lubimy tego, Ty czy ja odruchowo stosujemy te oceny i czasem nie mamy
> >wyjscia.
>
> To prawda, nie znioslabym obok siebie faceta, ktory, nazywajac rzecz po
> imieniu, smierdzialby. Ale moze dlatego, ze jestem wyczulona na zapachy?
Po
> prostu odor potu, czy buchajacego z ust alkoholu/piwa wywoluje u mnie
odruch
> wymiotny.

W przykladzie jaki stworzylem nie bylo ze on jest pijany.


> troche juz o tym pisalam; przypomne-zwyczajnie nie wypada mi tego zrobic,
moze smierdziec, moge go w ogole nie zauwazyc.


Zatem nie jest pierwsze kryterium *intelektu* jak mowisz a jedynie oceniasz
po zewnetrznym wygladzie. Na marginesie, mozna by go wykapac. Mozna go tez
zauwazyc co w przykladzie zawarlem. W przykladzie wymyslilem Ci ze posiadasz
wlasne mieszkanie. Dodajmy tu, ze z lazienka. Postaw sie teraz na jego
miejscu. Chcialabys zeby cie tak sklasyfikowano jako partnerke jak jego Ty
powyzej, czyli po wygladzie ? Odpowiedz sobie szczerze, ze wolalabys chyba
zeby cie oceniono za intelekt nie ? Zatem gdzie tu cos szlachetnego w tym co
nazywacie miloscia i doborach jakie ona wytwarza ?


> to znaczy, ze zakochany to jednak troche taki szajbus?

Moja kolezanka powiedziala o swoim chlopaku ze jest "krzeslem" Po prostu
jest dla niej "uzyteczny" bo funduje jej wyjazdy do Austrii na wczasy. On to
slyszal i slyszeli inni. Zostal osmieszony i wie o tym bo byl przy tym jak
inni slyszeli. Poza tym rzucil dla niej studia na UW na jej zyczenie (mowila
mu ze nie zarabia pieniedzy na nia a sie uczy niepotrzebnie). Wiec poszedl
do pracy. Sa wciaz razem i on uparcie twierdzi ze ja "kocha".
Fenyloetyloamina to jest naprawde trucizna. Szkodzi ludzkosci. Gdybym ja
powiedzial mu ze jest krzeslem powiedzialby "czesc kolego, nie znamy sie". I
mialby racje. Zatem nie szajbusy Maryniu ? Jak mozna porownac procesy
chemiczne Pea w mozgu do myslenia ? Przeciez widac ze jest roznica miedzy
jednym a drugim w rozsadnym postrzeganiu rzeczywistosci. Dlatego uwazam ze
to co odczuwacie i nazywacie wznioslym przezyciem -"miloscia" jest tak
naprawde urojeniem. Choroba. Chemicznym zatruciem mozgu. Na szczescie
przejsciowym.

> >> 1) czy kobiety(facetow) bezplodne powinno sie odstawic na smietnik?
> >
> >Dlaczego niby ?
>
> bo nie przedluzaja gatunku

Ale wzbudzaja pozadanie mezczyzn wciaz. Mechanizmy biologiczne w tych
mezczyznach nie wiedza o tym, ze jest bezplodna dzialaja na slepo. o tym wie
mozg. Ale on nie kocha tylko mysli. Nikogo sie nie powinno odstawic na
smietnik.


> >> 2)czy do lozka idzie sie tylko po to, by splodzic dziecko?
> >
> >Idzie sie tez po to zeby bylo wszystkim przyjemnie i wesolo. Dobrze
wiadome
> >to jest powszechnie, wiec po co pytasz ? To takie wedzidelko ewolucji,
zeby
> >sie nam nie chcialo rozmyslic realizowac jej plany.
> >
>
> bo czasami odnosilam wrazenie, ze Ty tak wlasnie uwazasz.

To znaczy ze uwazam, ze tylko dla dziecka sie idzie do lozka ?

Zdrowka.


Archemagik

Marysia

unread,
May 29, 2000, 3:00:00 AM5/29/00
to

archemagik napisał(a) w wiadomości:


>Uffff........ ale jestes wytrwala wobec tych mych starokawalerskich
>dziwactw. Twoj facet trafil na naprawde cierpliwe i uparte dziewcze.

Jestem spod znaku Barana;))

Ale moze rzeczywiscie zakonczmy ten watek, bo jak tak dalej pojdzie, to w
koncu zrobi sie z tego dyskusja archemagika z Marysia.

Pozdrawiam

Marysia

archemagik

unread,
May 29, 2000, 3:00:00 AM5/29/00
to

"Marysia"

> Ale moze rzeczywiscie zakonczmy ten watek, bo jak tak dalej pojdzie, to w
> koncu zrobi sie z tego dyskusja archemagika z Marysia.

No jak chcesz, choc troche szkoda bo w takim ciekawym momencie juz bylismy.
Dzieki za cierpliwosc i postawe odpowiedzialnego dyskutanata. Poza LPoDem
bylas z tych ktorzy sie dolaczyli do tej dyskusji jedyna umiejaca stanac
szczerze wobec tematu.

Lord Death

unread,
May 29, 2000, 3:00:00 AM5/29/00
to
"archemagik" <m...@onet.poczta.pl>

przemawia do dekadenckiej braci temi słowy:

>Wszystko co pisze jest zaczerpniete od ludzi madrzejszych ode
>mnie, uczonych psychologow, etc.
A co Ty o tym wszystkim sądzisz?
--
"Mówili, że jest piękna ________________________________
Że wolność też się liczy [ Dominik Kaszuba vel Lord Death ]
Lecz nikt z nią nie poszedł [ lo...@free.art.pl ]
Do domu tajemnicy" (LC) [___ HTTP://free.art.pl/lordd ___]

xMad

unread,
May 29, 2000, 3:00:00 AM5/29/00
to
archemagik wrote:
[ciach]
> Tak napisalem. To byla taka moja mysl, ze altruista jest wybierajacy wbrew
> wyborom Pea postepujac bezinteresownie w ten sposob, wybierajac inna
> partnerke. Przypuszczam, ze dlatego tak zrozumiales to opacznie bo nie
> napisalem, ze wybor jest dla innej partnerki, ktorej on nie wybral z
> bezinteresownego wyboru dla tamtej z litosci. Przyznasz, ze to pewna
> bezinteresownosc z "powodu wyborowi wbrew Pea".
> Znam osobiscie taki przypadek i go podziwiam. Do tego nawiazywalem, bo to
> wg. mnie altruizm, tak samo jak altruizmem byloby zrzec sie glodujacemu
> jedzenia przez innego glodujacego. Postapienie wbrew naturalnemu prawu.
> Odurzenia Pea lub uczuciu glodu. Sprawi to w obu przypadkach bol choc bedzie
> szlachetne. To byla moja kontestacja, ze pewne wybory pociagaja za soba zal
> (choc nawet sa szlachetne) i dlatego nie moga wystarczajaco
> satysfakcjonowac. Tylko o to mi chodzilo. Kontestacja zalu wynikajacego z
> wyboru ktorego sie nie "chce" ale dokonuje.

Wiem o co ci chodzilo. Ale wg mnie sformulowanie altruista nie pasuje w
tym miejscu. Bezinteresownosc/wylamywanie sie z regul nie jest
altruizmem. Tak samo jak zaburzone postrzeganie rzeczywistosci nie jest
halucynacja. Za duzo przesady i niescislosci. Tego kumpla, o ktorym
pisalem poprzednio, tez nie uwazam za
altruiste. Jesli juz to za idealiste, badz frajera (chociaz to
okreslenie tez jest troche przesadzone). Mieszkalem z nim przez dwa
lata, to wiem co mowie. ;)

[ciach...zrodla o fenyloetyloaminie]

> Jedynym, ktory to zakwestionowales byles Ty. Trudno. Ja i tak swoje na ten
> temat czytalem poza netem, Ty takiej okazji nie miales. nizej akceptujesz
> jednak te sprawy wiec zostawiam to na razie. Odurzenie i tak jest chwilowe i
> przemija. Ja to nazywam urojeniem Pea a Ty nazywaj to jak chcesz. Fakt
> zauroczenia i jego przemijalnosc istnieje, wiec nie ma sie co spierac.

Istnieje w duzej czesci/wiekszosci przypadkow. ;)



> > Szczerze mowiac _koles_ mnie troche irytuje. To taka gadka jak do goscia
> > spod budki z piwem. ;)
>
> Dobra bede pisal kolego, pasuje ?

Taaa...kolego moze byc. ;)



> Przyklad z rozowymi sloniami pozostawie bez komentarza.

A ja tylko dodam, ze rozowe slonie mogly istniec, badz moga sie pojawic,
badz istnieja. Jakas nowa mutacja, stukniety facio wsadzajacy miliony
dolarow w manipulacje kodu DNA by uzyskac pozadany efekt , badz po
prostu pomalowanie (ale wtedy chyba dlugo by nie zyl). ;)
Z tego co pamietam dzieki kilku latom staran uzyskano roze o jakims tam
nienaturalnym kolorze. Nie pamietam juz, ale bodajze czarnym. Notabene
wczesniej byly z tego co wiem barwione.
Dlatego staram sie nie mowic zawsze, nigdy, wszyscy. Bo zawsze jest/moze
byc jakies ale. ;)

> Co do probek malej
> ilosci populacji to pamietaj przeprowadza sie tez sondaze na malej probce
> respondentow i sa trafne jak wiesz. Mozna okreslic na tej podstawie z bledem
> zaledwie
> 2, 3 procent, jakie jest istnienie lub nie czegos (pogladu czy uczucia)w
> danej czesci populacji lub nawet populacji ziemi. Nastepnie.

Badania statystyczne zawsze sa tylko badaniami. I jak sam napisales
przewaznie jest blad rzedu kilku procent badz mniej. Poza tym twoje
"badania" ograniczaja sie jak zakladam do terazniejszych Polakow...a
ludzie maja rozna mentalnosc w zaleznosci od narodowosci i czasu w
ktorym zyja...itp...itd...

> Inne przyklady
> ale do tematu sie odnoszace. Chcesz sie dowiedziec czy ktos widzial
> krasnoludki bedace w dodatku murzynami. Ty nie widziales, a ja Cie usilnie
> przekonuje, ze sa, bo ja widzialem pare razy w zyciu, a nawet "rozmawialem"
> z nimi. Potem spotykasz mojego kolege ktory rowniez mowi Ci ze widzial.
> Nastepnie trafiasz na tymczasowo zwolnionego pacjenta szpitala
> psychiatrycznego w Tworkach i on tez sie zaklina na Matke Boska ze widzial.
> Przekonuje Cie nawet gorliwiej niz ja, ze widzial, a nawet ze jego koledzy z
> zakladu w ktorym byl tez moga Ci "poswiadczyc" ze istnieja krasnale.
> Zaczynasz sie wiec zastanawiac co to za niesamowita rasa krasnoludkow i
> zaczynasz pytac wiekszosc ludzi czy widzieli. Oczywiscie nie dasz rady
> przepytac calej populacji. Zalozmy ze dojdziesz w pytaniach do miliardowego
> mieszkanca ziemi. Wszyscy oprocz mnie, mego kolegi i powyzszego
> pensjonariusza mowili Ci ze nie widzieli. Dochodzisz wiec do wniosku, ze
> krasnoludki nie istnieja i nie musisz sprawdzic nastepnych paru miliardow
> naszych mieszkancow zeby to wiedziec. Natomiast potem dochodzisz do
> nastepnego slusznego wniosku, ze ja, moj kolega i pensjonariusz z powyzszego
> przykladu powinni po prostu wrocic do Tworek.

Twoj przyklad jest troche z pogranicza. Ale....
Rownie dobrze moge pytac czy czlowiek jest klonowany. Wiekszosc osob
powie, ze nie, bo przeciez nigdzie o tym nie slyszeli, czytali.
Natomiast przeciwne zdanie wyrazi banda swirow i gosci opierajacych
swoje opinie na wlasnych domyslach. A tak naprawde bardzo mozliwe jest,
ze w jednym z laboratoriow juz sie w to bawia.
Inny przyklad. Moge zapytac czy mozliwe jest "sciaganie" z
kilkudziesieciu/kilkunastu metrow tego co znajduje sie na jakims
monitorze. Wiekszosc osob prawdopodobnie powie nie, a gdybym pytal kilka
lat wczesniej grupa ta bylaby jeszcze wieksza. Tylko mala grupka osob
twierdzilaby z cala pewnoscia, ze to mozliwe. A to jest mozliwe.
Istnieja i istnialy duzo wczesniej urzadzenia, ktore to umozliwiaja i
podobno uzywane sa/byly w celach przewaznie szpiegowskich.
Poza tym staram sie nie przyjmowac zawsze zdania wiekszosci.

> Oczywiscie mozesz pisac tez,
> ze na przyklad nie ma nas kilkadziesiat milionow Polakow bo nikt Ci nie
> przyprowadzil ich nie postawil w rzadek i nie policzyl. Na tej podstawie
> mozemy tez napisac ze ziemia jest plaska, bo nie widziales tego na wlasne
> oczy z ksiezyca etc. Rozumiesz wiec ze moge sie zastanawiac czy to co
> czujesz jest na pewno miloscia, skoro wiekszosc dotychczas przeze mnie
> "respondowanych" mowi zgodnie, ze nie czuje nic specjalnego po paru latach
> zwiazku.Oczywiscie nie ma to nic wspolnego z tym, ze ja mowie ze ty nic nie
> czujesz, tylko sie zastanawiam co to jest i czy mozna to zasadnie nazwac
> miloscia.

Ja sam nie wiem czy mozna to nazwac miloscia. Poza tym nie planowalem
wywnetrzniania sie tutaj. Ale jakos wyszlo i chyba wiecej nie bedzie. ;)



> Tak czy inaczej nie jest to doswiadczalne jako nadzwyczajne uczucie dla
> przecietnie respondowanego czlonka tej populacji. Tak samo jak nie jest w
> zadnym stopniu odczuwalne np. trawienie, choc wiadomo ze istnieje. Jest
> jednak neutralne jako cos "nadzwyczajnego".

Wiatr to tylko ruchy powietrza wywolane roznica cisnien, a pioruny to
tylko wyladowania atmosferyczne. Co wcale nie ujmuje im uroku. Wg mnie.
Duzo rzeczy mozna juz wytlumaczyc....ale co z tego ? Czy staja sie przez
to gorsze ? Dla mnie wiatr i pioruny zawsze beda mialy w sobie
piekno...niezaleznie od tego czym sa.



> Ale bronisz tego jako czegos trwalego. Nie bronil bys gdybys mysla jak ja,
> ze jest to
> zbyt nietrwale i oderwane od rzeczywistosci, zatem nie zasluguje zeby byc
> traktowane powaznie. Gdybys powiedzial ze to jest nietrwale i przemija
> stajac sie potem zwyklym
> przyjaznym byciem dwoch osob bez czegos w tym super nadzwyczajnego (co
> zrobil np. LPoD), to bysmy sobie podali wirtualnie graby i powiedzieli, do
> widzenia. Byloby po problemie bo bysmy sie porozumieli.

Bronie, bo nie lubie, gdy ktos mowi "zawsze", "wszyscy", "nigdy". I do
tego przesadza w swoich postach uzywajac sformulowan typu halucynacje
itp.
Uwazam, ze przewaznie jest jakies odstepstwo od reguly.



> > Czepiam sie tego, ze przyklad byl troche przesadzony. Poza tym nie widze
> > tu nigdzie pierdolek. Chodzilo mi tylko o to, ze ludzie maja wady i sa
> > one widziane przez partnerow, a mimo wszystko sa razem.
>
> Ale tez tak jest w przyjazni, ktora czasem przetrwa niejedna "milosc"

A kto mowi, ze milosc to nie przyjazn ? Wydaje mi sie, ze to przyjazn +
cos jeszcze. Ale co sklada sie na drugi skladnik, to nie wiem.



> Ja tez znam takie przypadki, ale troche o cos innego mi chodzilo.
> Ci ktorzy wybieraja starsze tez maja granice ktorej nie przekrocza. xMadzie
> powiedz mi DLACZEGO WIEK KOBIETY PRZEZ CIEBIE WYBIERANEJ ZAWSZE JEST
> OKRESLONY NA JAKAS GORNA GRANICE (pisze duzymi literami choc nie lubie tego,
> sorry).

Istnieje duzo powodow. Szybciej umrze. Inne zainteresowania. Osoby
rozniace sie wiekiem, to czesto osoby z roznych epok i nie moga sie
porozumiec. Np. Podczas gdy jedno z nich zachwyca sie literatura, drugie
komputerami. Starsze osoby sa jakby sterane zyciem. Mniej w nich zycia.

> Nie wiem ile masz lat, ale przypuszczam ze nie wybral bys juz

^^^
To tak a propos dyktanda. Taka uwaga na marginesie. Wyzej tez tak ci sie
zdarzylo z tego co pamietam. I to jest wg mnie szczegol, ktory nie wnosi
nic do dyskusji. Ale pisz uwazniej. ;)

> starszej od siebie o 5 lat.

Szczerze mowiac to kiedys doszedlem do wniosku, ze nie wybiore kobiety
starszej ode mnie o wiecej niz rok, nie wybiore kobiety palacej i
pijacej, cos tam jeszcze bylo ale juz nie pamietam. To bylo dawno temu.
W kazdym razie moja dziewczyna nie jest starsza ode mnie, ale pali i
pije, a dokladniej palila i pila. A zostala wybrana pomimo to.

> Sam zrezta sklasyfikowales ponizej wybor Twego
> kolegi (ktory wybral o 10 lat starsza od siebie) jako "skarajny przypadek" a
> wiec pokazales ze nie chec obdarzenia osoby miloscia bez wzgledu na to jaka
> ona jest, jest dla ciebie celem glownym ale raczej jak widze liczy sie dla
> ciebie posiadanie okreslonego wiekowo "towaru ewolucyjnego".

Jest to skrajny przypadek. Jesli sie patrzy z daleka, z boku. Co nie
zmienia faktu, ze moze sam moglbym tak wybrac. Jak i mogloby tak wybrac
wiele osob, ktore sie zapieraja, ze tego nie zrobia. Ludzie tak
wybieraja.

> Nie obraz sie
> ale tak to wyglada. Dlaczego tez jest tak, ze patrzy sie u starszych kobiet
> szczegolnie na pozostalosci bycia atrakcyjna ? Jesli milosc jest to
> akceptacja osoby jak piszesz, to czemu wiek jest dogmatem ? Przeciez powinno
> sie liczyc wnetrze, etc. Liczy sie jednak przede wszystkim "jakosc
> ewolucyjna produktu" Powiedz sobie szczerze, czy gdy widzisz starsza
> nieatrakcyjna kobiete, taka ktora nie ma np. zebow z przodu, to czy myslisz
> o niej w sensie, "moglbym ja kochac, za jakies niesamowite cechy bycia
> osoba" "za wewnetrzne zalety " "zaakceptowac ja taka jaka jest z wadami i
> zaletami" jako partnerke (taka definicje milosci podales) ? Przeciez osoba
> ludzka zyskuje na wartosciach wewnetrznych w miare uplywu czasu, a na
> urodzie nie. Nikomu nie podobajaca sie starsza pani bez zebow tez nadal
> przeciez pozostaje osoba, wciaz bedac wartosciowa wewnetrznie.

Moze masz racje do pewnego stopnia. Ale i tak nie mozesz pisac "kazdy".
Bo sa rozne przypadki. Poza tym nie powinienes sprowadzac tego tylko do
jej przydatnosci reprodukcyjnej. Wydaje mi sie, ze duzo jest w tym
nacisku spoleczenstwa.
Ludzie krzywo sie patrza na takie pary. Koledzy pukaja sie w czolo itd.
A malo kto chce znalezc sie "poza stadem".

> A jednak nikt
> jej nie chce i nie interesuje sie nia z mlodych facetow takich jak np. Ty
> (no chyba ze mi teraz napiszesz ze Twe dziewcze jest po szescdziesiatce i je
> tylko zupy).

;)
Nie...az tak to nie. Tzn nie ma 60 lat, ale ma problemy z gryzieniem,
tzn nie do konca moze.
Jasnowidz jaki czy co ? ;)))
Nie zartuje.

> Gdyby cechy wewnetrzne odgrywaly role decydujaca i byly by

^^^^
Czyzby trzecie miejsce ? (tak poza dyskusja)

> czynnikami konstytuujacymi milosc w jej istocie, to bysmy mieli cala chmare
> mlodych atrakcyjnych chlopcow zainteresowanych takimi starszymi paniami bez
> zebow. Wszystko oczywiscie, dla cech partnera takich jak intelekt, ciekawosc
> wnetrza, etc. Tak jednak nie ma nigdzie na ziemi. Dlaczego ? Poniewaz w
> rzeczywistosci decyduje wyglad i mlodosc partnerki, a nie wnetrze, osoba
> sama w sobie, intelekt, etc jak pisali mi przedmowcy. Zatem zwykle
> traktowanie kogos jak ladnego obrazka, takiego ktorego widok glownie MI ma
> sprawiac przyjemnosc,choc moze inni powiedza ze jest "brzydka". Moje ma byc
> wiec na poczatku, a jego moze tez sie wliczy pod uwage, ale potem. Nie widze
> w takim traktowaniu sie przy "dobieraniu" sie partnerow niczego
> szlachetnego. Genetyczny ewolucyjny dobor najbardziej pasujacych do siebie
> osobnikow. Dlatego uwazam ze wybieramy jak natura chce, a nie ze wzgledu na
> swe czule i opiekuncze serca troszczace sie jedynie o wnetrze drugiego
> czlowieka. Na celu jest nie osoba a nasze geny. Jesli to odrzucimy zostaje
> nic. Zostaje przyjazn. Cos co jest chyba w tym momencie cenniejsze bo nie
> klasyfikuje po wygladzie, wieku, etc.

Skad wiesz, ze nie ? Slyszalem kiedys opinie, ze naszymi przyjaciolmi
staja sie ludzie, ktorzy maja cos czego my chcemy, co nam sie podoba.

> Fenyloetyloamina sie nie wydziela
> feromony nie dzialaja, laboratorium chemii w nas jest ciche i opustoszale.
> Do takiej osoby nie czujemy nic poza pewna sympatia. Ja sie np. przyjaznie z
> pewna pania dr paleontologii, ktora odwiedzam i zapraszamy sie czesto
> wzajemnie na herbate. Ona ma 71 lat. Przyjazn ta jest dla mnie o wiele
> cenniejsza niz to co wy szczesliwi nazywacie "wielkim niepowtarzalnym
> uczuciem tzn. miloscia" i co uwazam za urojenie, bo w kategoriach milosci
> jakie sa powszechnie uznane nie moglbym tej pani dr uznac jako 25 letni
> mezczyzna. Mysle ze nikt. Co jest wiec warta ta wasza "milosc" ?

Czy to nie za "duze" slowo ? Przyjazn z ta kobieta ? Oddalbys za nia
zycie ? Dlaczego uwazasz, ze to przyjazn, a nie znajomosc ? Wierzysz w
Przyjazn, przez duze P ? Co jest warta ta wasza "przyjazn" ? ;)

> Uwazam za uczonymi ze feromony i fenyloetyloamina nie zawsze dochodza do

^^^^^^^^^^
I o to mi caly czas chodzi...Nie zawsze dochodza do glosu.

> glosu, ale one decyduja ze mowimy lub nie "kocham" nie wiedzac lub nie chcac
> wiedziec ze to tylko podstepne dzialanie swiatow chemii a nie zachwycania
> sie naszymi wartosciami. Ktos kiedys powiedzial bardzo madrze ze milosc jest
> slepa. Pewnie znasz. To wlasnie to o co mi chodzi. Na punkcie jednej kobiety
> szalejesz na punkcie innej nie.

Gdybys szalal na punkcie wszystkich kobiet trudno byloby to nazwac
miloscia. ;)

> Czesto te "nasze wybory" sa wbrew logice i nic z czyms wartosciowym nie
> maja. Czasem powstaja przypadki wrecz komiczne. Ktos wybiera sobie partnera
> zupelnie do niego nie pasujacego. Wszyscy mowia "co on/a w nim/niej widzi ?"
> I maja racje. Milosc jest slepa. Na przyklad kiedys moja kolezanka
> powiedziala, ze jej chlopak jest dla niej mniej wiecej tyle wart co
> "krzeslo". Na pytanie dlaczego, powiedziala, ze "jest uzyteczny,
> przynajmniej mi co wakacje funduje wyjazd za granice." Powiedziala to w
> towarzystwie, zeby inni slyszeli. Tylko raz w zyciu, widzialem taki
> przypadek. Potem bylo cale pasmo takich przykrych sytuacji z tym zwiazkiem
> zwiazanych. Ona powiedziala mu zeby rzucil studia i zarabial dla niej
> pieniadze, zrobil to. Glupie nie ? Od tamtej pory moi znajomi i ja wciaz sie
> zastanawiamy co on w niej widzi. Normalnie nikt logicznie myslacy nie
> dostrzeglby wartosci trwania w takim zwiazku, poniewaz "byc krzeslem" na
> pewno nie jest niczym rozsadnym i nie ma trwanie w takim zwiazku niczego
> godnego. Nie ma tu nic wznioslego. Oni sa jednak 3 lata, a on wciaz mowi, ze
> ja "kocha".

Czy 3 lata to nie jest juz zbyt duzo na dzialanie Pea ?

> Naprawde nie widze w tym wszystkim nic wartosciowego i zadnego
> logicznego postrzegania rzeczywistosci. Gdybym ja mu powiedzial ze jest
> krzeslem, powiedzialby, czesc kolego nie znamy sie. Postapilby logicznie.
> Tam postapil antylogicznie, bo nic nie zrobil. Mysle wiec, ze po czesci
> wiesz dlaczego ja uwazam fenyloetyloamine za srodek szkodliwy dla ludzkosci
> i bycie dzieki niej w nierzeczywistym swiecie. To tak na marginesie, nie
> odnos sie do tego przykladu z tym "krzeslem" jak nie chcesz bo to byla
> ciekawostka. choc jestem ciekaw z drugiej strony, co o tym powiesz.

Milosc jest nielogiczna. Nie mozna kochac z rozsadku. To nie bylaby
milosc, lecz ocena faktow i wybor odpowiedniego. Znam podobne
przypadki. Ale sa tez przypadki ludzi szczesliwych, ktorzy cenia siebie
i chca byc ze soba itp...co nie znaczy, iz uwazam ze zawsze beda sie
kochac itp...



> > Moze ty tez poczytaj ;))))
> > Z tego co wiem, powinno byc o FEROMONACH. To tyle a propos
> > kompromitacji.
>
> Ueeech, pomylka slowna. Czy ja ci pisze dyktando a Ty to sprawdzasz ?

Dyktando masz dopiero w tym poscie. (patrz wyzej)



> Co nie zmienia faktu, ze piszac cos takiego
> > osmieszasz sie,
>
> Osmieszalbym sie kolego, gdybym napisal ze mamy np. mocz w zylach a nie
> krew. To
> natomiast, drobne przekrecenie terminu, to tylko jest cos co nie wplywa
> merytorycznie na jakosc argumentow. Ty sie naprawde uparles zeby mnie
> koniecznie na czyms przylapac. Ja do wszelkich nazw nie mam glowy, dlugo
> mowilem fenyloamina zanim sie nauczylem poprawiac sam siebie.

Jest to bledem czy tego chcesz czy nie. Tyle, ze pomniejszym. A czepiam
sie, bo mnie to rozsmieszylo, tak jak strona Gwiazdy.....;)



> szczegolnie, ze jak sam twierdzisz jestes znawca tematu.
>
> Gdzie tak twierdze ?

Slowa "znawca" uzylem raczej ironicznie. Ale sam mowiles, ze
slyszales/czytales duzo o tychze sprawach. A takie potkniecie troche
podaje to w watpliwosc. W miejsce "duzo slyszalem/czytalem" wypadaloby
wpisac "obilo mi sie o uszy". ;)



> > Nie przeprowadzam badan statystycznych, wiec nie wiem ile. Dlatego wole
> > powiedziec "czesc".
>
> Zrob prywatny sondaz na podstawie dostepnej Ci populacji z twego otoczenia.
> Powiedz sobie, czy to tylko "czesc".

Statystyka to piaty rodzaj klamstwa, czy jakos tak. Slyszales to kiedys
?
Nikt mi nie udowodni, ze czegos nie ma pytajac sie grupki osob i podajac
ich odpowiedzi.



> > Pomijasz fakt, ze nieatrakcyjne osoby tez znajduja partnerow.
>
> Czesto sa to zwiazki z rozsadku, zeby bylo mniej nudno i juz. Taka

A te przypadki, ktore nie lapia sie w "czesto" ?

> sformalizowana przyjazn na stale. Mi chodzilo dlaczego starsze kobiety, nie
> bedace juz atrakcyjne nie znajduja partnerow wsrod MLODEJ POPULACJI
> mezczyzn. Gdyby milosc byla akceptacja osoby bez wzgledu na wyglad, nie
> szukalbys partnerki wsrod jeszcze "swiezych cialek" jak to mowia nasi
> wspolplciowcy.

Moze ze wzgledow estetycznych ? Powiedzmy sobie szczerze, starsze osoby
sa nieladne. Wygladaja jak sflaczale, nieswieze owoce. Przypominaja
smierc. Ludzie boja sie smierci.
Ale i tak znajda sie osoby, ktorych to nie odstrasza.



> No to i ja sie musze pochwalic tez jak i Ty, ze jestem szlachetny. Ostatnio
> moj kumpel, ktory zreszta ma zone od 5 lat (i 4 letniego syna) pytal sie
> mnie czy nie pojde z nim do agencji pociupciac, bo zona mu sie "znudzila".
> Mowi "chodz, ja ci stawiam kurwe z wlasnej forsy. Pociupciamy sobie bo widze
> facet, ze ty jakos ostatnio cos usychasz bez tego sportu. Ty sie marnujesz
> chlopie" Jakos tak wyszlo, ze nie poszedlem, choc nie wiem, moze i z
> lenistwa a nie ze "szlachetnego serca" o ktore sie niezbyt podejrzewam.

Zenujace. Tzn. ten kumpel. Znam podobne osoby, podobne przypadki.
Zalosne sa dla mnie.



> To moze zalozymy jakies klasztory ascetycznej wspolnoty dekadenckiej ?
> Eeeeh, cos mi naprawde juz "glupoty przychodza do glowy" jak mawia moja
> siostra mowiac "To z braku dupy, zrob cos ze soba ty miernoto zyciowa. Bierz
> sie za jakas babe ciamajdo"

Eeee tam...nigdy nie pociagalo mnie zycie ascety...hmmm...prawie
nigdy...tzn moze nie do konca ascety...niewazne.
Swoja droga siostra ma konkretne podejscie do zycia jak widze ;)



> Ja takich nie znam a obracam sie w roznych srodowiskach nawet ludzi gorliwie
> wierzacych. Gdy zbierze sie grupa facetow niezaleznie czy zonatych,
> poboznych czy jeszcze innych, to sa wszyscy jednakowo zwierzecy.Obejrza sie
> tylko czy zadna kobieta ich nie slyszy i temat jest juz tylko jeden:
> "Przedupczyl bym te i tamta, bo ma fajne to czy tamto"

Czesc z tego to tylko "zgrywanie cwaniaka". Glupio palnac ni z tego ni z
owego "a ja to kocham moja zona/dziewczyne". Wiekszosc facetow stara sie
byc twardzielami z tego co mi sie wydaje. ;)

> Clinton tez niby taki pobozny, a Lewinsky ciagnela mu druta.

Nie mieszajmy do tego wiary. Ksiedza tez sie dymaja po zakrystiach.

> Chlopie gdzie ty zyjesz ? Na ksiezycu ? Naprawde znasz takich swietoszkow ?

np. Ciebie ;)

> Dzis nie ma Janosikow, dupczenie albo jestes frajer, przynajmniej ja nie
> spotykalem Janosikow. No oczywiscie poza Toba soba, japhy i Janem Pawlem
> drugim :-)
> Poza tym piszac o zwierzecych prawach troche mi chodzilo o cos innego. Skad
> wiesz ze feromony nie spowodowaly ze wybrales jak wybrales ? Dlaczego nie
> wybierales wsrod starszych pan jesli cielesna strona partnerki nie
> interesuje Cie bardziej niz wartosci osobowe partnerki ? Mozemy sie
> sprzeciwic popedowi, zgoda. Ale skad wiemy kiedy a kiedy nie feromony
> determinuja nasze wybory ?
> To co mowilem wyzej o atrakcyjnej wewnetrznie pani bez zebow.

O rany...i znowu o mnie. Znalem wczesniej dosc dlugo moja babe niz ja
widzialem i juz wtedy bylo miedzy nami cos. A nie widzialem jej na oczy.
Widze ja raz na 3-5 tygodni...czasem nawet przerwa jest jeszcze
dluzsza....
Ale nie wiem...moze to i feromony...moze



> > Zapominasz, ze proces ewolucji jeszcze sie nie skonczyl. Dlatego wydaje
> > mi sie, ze prawa moga ulec zmianom. ;)
>
> Eeeeee bracie nie doczekamy. Do tego czasu bedziemy juz spelniac nowe
> "wspaniale"
> "funkcje" w tej "ulegajacej rewolucyjnym zmianom ewolucji" bedac po prostu
> niczym innym jak karma dla robali cmentarnych.

Skad wiesz, ze juz sie nie zmienily ? Dlatego, ze zaden naukowiec tego
nie opisal ? ;)



> > Przyznaje, ze podobaja mi sie kobiety i znam atrakcyjniejsze, co nie
> > zmienia faktu, ze nie chce ich dymac i nie wzdycham do nich.
>
> Ale czy sa atrakcyjniejsze dla ciebie niz Twa partnerka w sensie wybranki ?

Tak. Np. Pamela jest atrakcyjna, wulgarnie ale jest...Taka rasowa
samica, duze cyce, kragla dupcia itd...hmmm...tzn Pamela mi sie nie
podoba, bo ma taka urode jak z pornola...chociaz z drugiej
strony...hmmm....nie...Pamela mi sie nie podoba....Ale sa kobiety, ktore
uwazam za
ladniejsze/atrakcyjniejsze...ale mnie to nie obchodzi



> > Caly czas mi chodzi o to, ze uzurpujesz sobie prawo do opisywania
> > uczuc/stanow emocjonalnych innych osob.
>
> Hmmm,.... jesli nie spotkalem kogos kto COS czuje w zwiazku, samemu NIC nie
> czujac rowniez, to chyba inni nie sa z czegos innego i ewolucja nie dala im
> amorka wyrozniajac ich nie dajac go jednoczesnie mi i tym ktorych ja
> "respondowalem" nie ?

Jesli nie jestem czarny....i nie spotkalem nigdy murzyna...to chyba inni
nie sa z czegos innego i natura nie dala im ....;)))
Ta argumentacja nie jest najlepsza...

> Moge domniemywac ze tylko wmawiaja sobie ze cos wielkiego czuja a wcale tak
> nie musi byc.Moze odczuwasz gleboka przyjazn, moze to sie zmieni ? Poczekaj
> pogadamy o tym kiedys czy nadal czujesz to samo. Moze sie jednak okazac ze
> byla to tylko fenyloetyloamina, i "kochales" tak naprawde iluzoryczny
> narkotyczny stan a nie osobe.
> Piszesz mi nie domniemuj ze jest tak na pewno, a ja tobie moge tez tak
> powiedziec: nie domniemuj ze to co czujesz jest miloscia bo mozesz zyc w
> swiecie urojen i mozesz niedlugo nie czuc juz nic, jak bylo z wieloma,
> ktorzy tez byli pewni ze jest milosc a potem zorientowali sie ze byli
> odurzeni.

Moze i zyje w swiecie urojen...ale to wcale nie zmienia faktu, ze ktos
inny moze czuc milosc. O to mi caly czas chodzi.



> Poza tym to,
> > ze przeciwstawie sie jakims uczuciom nie musi dreczyc. Moze nawet
> > przyniesc satysfakcje. Tak jak z nalogami. Moze bedzie w tym troche
> > udreki, ale nie musi byc. Czytalem kiedys o jakims naukowcu, ktory to
> > zakochal sie w jakiejs kobiecie. Nie mogl spac myslac o niej, nie mogl
> > sie skupic, pracowac. Przeszkadzalo mu to w pracy, wiec przestal. Jakos
> > tak. ;)
>
> sprawa jednak skomplikowala by sie gdyby mial wybierac pomiedzy partnerkami.

^^^^
Juz sam nie wiem czy to blad...czy moje widzimisie....za duzo tego
widze...

> juz nie byloby mu latwo wykumac czy to feromony mu dyktuja co wybierac czy
> jego "dobroc serca".

Wiesz...to mi cos przypomnialo...zastanawialem sie kiedys nad
hipotetyczna sytuacja...jest dwoje osob razem...milosc itd...i nagle
jedno z nich spotyka kogos innego...i wie, ze na pewno bedzie jej lepiej
z ta spotkana osoba...tez milosc niby itd...tylko lepiej...i co
teraz...?



> > Moze duza czesc naszej populacji nie moze odczuwac milosci ?
>
> Hmmm.... ale w takim razie pojawia sie pytanie, czy ci co odczuwaja nie sa
> jacys chorzy ? Moze to jakies nerwice ludzkosci i stan nierzeczywisty ?
> Mysle wciaz jednak ze pewna czesc sobie wmawia ze to czuje. Tez mozna
> przyjac takie wyjscie jesli ty przyjmujesz powyzsze wyjscie.

W sumie...wszystko zalezy od tego jak definiujesz milosc...
Ostatnio czytalem o takim przypadku...Trudno powiedziec czy to
prawda...ale podobno...W kazdym razie byl sobie Filip Piekny i Joanna
Kastylijska zw. Szalona...Pobrali sie...wielka milosc...figo fago..tzn
minelo troche czasu...;)
urodzilo im sie troche dzieci...I nagle on umarl...a ona...Wziela jego
cialo...ruszyla z nim w wedrowke...byla w ciazy z nim jeszcze...gadala
do tego trupa...i urodzila dziecko...pozniej zatrzymala sie kolo
jakiegos klasztoru...pochowala go gdzies tam...a sama spedzila reszte
zycia w klasztorze, w celi, ktorej okno wychodzilo na jego mogile....I
to jest wg mnie prawdziwa milosc...Piekne tylko, ze to
chore...oblakane...
Ja nie kocham wg tej definicji.



> A moze
> > milosc to wlasnie to, czyli Pea i pozniejsza akceptacja ?
>
> Jesli bys przyjal taki poglad za chociaz prawdopodobny, to bysmy sobie juz
> ulatwili dyskusje. Widzisz przyznasz ze stan zauroczenia jest tak silny i
> oszalamiajacy, ze nie trudno uwierzyc ze to wlasnie Pea, nie ? Jesli nie to
> co go powoduje ? Dlaczego jest tak silny, cos mi mowi ze to jednak Pea, nie
> znam takich stanow z innych sytuacji ktore sa wyborem jakichs osob (np.
> przyjaciol). Dziwne jest zwlaszcza to ze ten stan przemija i jest zmienny,
> choc przeciez osoba sie nic a nic nie zmienia. Potem jest to "Co ja w nim
> takiego widzialam ?" Jesli chodzi o pozniejsza akceptacje to co wielkiego
> jest w akceptacji, czy to ma byc milosc od razu ?
> Przeciez mozemy powiedziec ze to po prostu cenna przyjazn, wspolnota osob,
> ale jakies wielkie przezycie.... mozna sobie przeciez tu latwo cos wmowic,
> eh. Chodzi mi tylko zeby nie robic z czegos swiata marzen, nie uciekac w
> iluzje, ale juz sie powtarzam, wiesz o co chodzi.

Wiem...a kto mowi o swiecie marzen i uciekaniu w iluzje ? Nigdy nie
mowilem, ze "nie opuszcze cie az do smierci" i tego typu sloganow...
Moze i masz racje...Do twojego postu przyczepilem sie tylko z powodu
kilku irytujacych mnie rzeczy (Gwiazdy, kazdy, halucynacje i zwierzece
prawa...tak pokrotce)....a dalej jakos poszlo...ty podales jakies tam
argumenty, ja jakos tam odpowiedzialem....i zostalem obronca czegos do
istnienia czego sam nie jestem do konca przekonany ;)))
A poza tym nie lubie gadek pt "milosci nie ma". Bardzo mnie to irytuje.
Takie gadanie starych bab i faciow, ktorych to niedawno rzucila
dziewczyna...I cos tam jeszcze mnie zirytowalo.

> > Nie rozpisuje sie o moim zyciu prywatnym zbyt wiele. Poza tym to, ze
> > czesc lub nawet duza czesc lub nawet wiekszosc nie odczuwa czegos wcale
> > nie znaczy, ze tego nie moze odczuwac ktos inny. Wiesz ze np. sa ludzie,
> > ktorzy sa w stanie uslyszec dzwieki spoza zakresu dostepnego wiekszosci
> > ?
>
> A wiesz ze sa tacy co widza biale myszki tam gdzie ich nie ma ?

A wiesz, ze myslenie to tez chemia i zespol innych procesow ? Wiesz, ze
tak do konca nie wiadomo jak wyglada swiat, w ktorym zyjesz ? Swiat
odbierasz przez zmysly, ktore jak wiadomo moga byc zawodne...Moze tylko
snisz ? Moze jest cos wyzej, a ten swiat to tylko rodzaj gry ? Moze to
wszystko istnieje tylko w twojej glowie ? Moze biale myszki faktycznie
istnieja tam gdzie ich nie ma ? ;)

> Moze byc tez tak, ze macie po prostu nierzeczywiste urojenie bedace
> interpretowane przez was jako przejaw jakiegos uczucia i nic wiecej. Nie mam
> na to dowodu ze jest jak mowisz, moze byc ze tylko tak chcesz. Przyklad jaki
> dales swiadczy tylko o dzwieku i jest medycznie udowodniony. Nie mam
> wystarczajacego powodu zeby go przenosic na psychike. Przypuszczam tylko ze
> tak moze byc. Moze masz racje, moze nie, cholera wie. Ale to juz tylko
> spekulacja i nie ma jakiegos kryterium chocby ogolnego jak to sprawdzic
> .Wiele rzeczy moze byc. Moga byc krasnale.

I o to mi caly czas chodzi. Milosc MOZE istniec.

> Troche sie chyba gubisz. Jesli
> milosc jest zalezna od wartosci osoby ukochanej jak wyzej piszesz, to
> znaczyloby ze zrodlo milosci powinno byc w osobie kochanej a nie w zdolnosci
> osob kochajacych. Przeciez drugiego czlowieka mozna doceniac bez specjalnych
> zdolnosci do tego. Nie potrzeba by do tego uczuc nadzwyczajnych. ja np.
> doceniam moich wykladowcow na studiach za wiedze, znaczy ze ich kocham ?
> Jesli milosc jak mowisz bylaby udzialem pewnych osob, a pewnych nie bylaby
> to roznica ta juz bylaby pewnie odnotowana i znana przez psychologie.
> Tymczasem sobie tylko gdybamy.

Faktycznie troche sie gubie...Bo nie pamietam gdzie tak powiedzialem i o
co ci do konca chodzi...moze dlatego, ze odpowiadam po dluzszej
przerwie.
Jakkolwiek milosc nie jest docenianiem. Nie wiem czym jest milosc i nie
wiem czy kocham. Ale wydaje mi sie, ze zrodlo milosci jest w nas samych.
Tzn to ze ja kocham, lub mi sie tak wydaje eeee....Nie zalezy to od
kochanej osoby tzn. po czesci tak...ale to tlo.... Chodzi o to, ze ja
kocham....hmmmm...czy jakos tak...
Moze inaczej...To tak jak z tym, ze uwazam, iz jest mala roznica miedzy
przejmowaniem sie losem matki, a przejmowaniem sie losem bohatera
serialu. Chodzi o to, ze ja/ktos sie przejmuje, ze zachodzi akt
przejmowania sie..A to o kogo sie przejmujemy to juz tlo...ale w tym
miejscu dyskusja zaczyna schodzic na dziwne tory...



> > Wywodzimy sie od zwierzat. Nie zaprzeczam. Ale troche nas rozni. Moze
> > nawet wiecej mamy wspolnego niz roznic. Ale najwazniejsza roznica jest
> > umysl. Zwierzeta nie tworza cywilizacji itp...
>
> Tak jest roznica. Stare dobra prawa ewolucji nami rzadza a my mozemy je
> olac. Jestesmy tez cwansi. Potrafimy latac, etc. Wciaz jednak widze ze
> wybieramy jak zwierzeta, a dobroci serca w wyborach i "akceptacji czlowieka
> jakim jest" ani sladu.Wciaz tylko chcemy miec partnera jak jakis obrazek
> pasujacy do nas zwlaszcza genetycznie a nie przede wszystkim jako osobe ze
> swym bogactwem wewnetrznym. Przyklad powyzszy z paniami bez klawiatury z
> przodu.

Sa slady. Nieliczne, ale sa. Piszesz, ze chcemy miec partnera jak
obrazek. Nie zgodze sie z tym. Niektorzy ludzie wybieraja partnerow mimo
wad i mimo tego, ze sa atrakcyjniejsze osobniki.
A to ze duza czesc facetow chcialaby wydymac Pamele to smutna
rzeczywistosc..



> > Poza tym wiekszosc to nie wszyscy.
>
> Rozumiem, ze jestes w tej lepszej mniejszosci ktora cudem moze kochac. Ja
> natomiast jestem w wiekszosci, ktora nie moze.

Nie powiedzialem, ze ja tam jestem..;)



> Dobra wiec zakladajmy istnienie Pea i tak nawet odrzucenie jej nic tu nie
> da, bo czy Pea czy nie, to mozemy powiedziec inaczej nadchodzi "zauroczenie
> ktore przechodzi" i potem spadamy na ziemie i wraca szara rzeczywistosc.
> Istnieniu zauroczenia ktore przemija juz nie zaprzeczysz. Bez wzgledu na
> to, czy wywoluje to Pea czy nie, zauroczenie jest i potem go nie ma i
> zostaje cos chyba niezbyt wielkiego, bo wiekszosc ludzi twierdzi ze juz nic
> nie czuje. Jak widzisz Pea nie jest tak wazna, tak czy inaczej do naszych
> rozwazan. Po prostu wieksza czesc populacji nie czuje nic po zauroczeniu i
> to jest problem naszej dyskusji. Dlaczego ty czujesz a wieksza czesc
> ludzkosci nie ? Czy jestes wybrancem ewolucji ? A moze sobie tylko uroiles ?
> Moze jestes wciaz na etapie zauroczenia, ile jestes w zwiazku ? Znam ludzi,
> ktorzy sa krociutko zauroczeni, a w innych wypadkach jest to dluzsze. W obu
> przypadkach to jednak przemija, moze Ty jestes w tej grupie ktora to odczuwa
> dluzej i myslisz dlatego ze to nigdy nie przeminie ? Widzisz jak wiele jest
> pytan..........
> To jest problem naszej dyskusji, a Pea jest tylko elementem dyskusji.
> Oczywiscie nie udowodnie juz ze Ty czegos nie czujesz lub czujesz jak
> twierdzisz, ktore to uczucie rzekomo nie jest dostepne wiekszej czesci
> ludzkosci. Ja nie wiem co tak naprawde czujesz. W pewnym sensie jest to juz
> nawet dowod ze nie ma milosci, bo jesli duza czesc tego nie doswiadczy, to
> mowimy o czyms co jest ? Czy nie ma ? Co to ludziom da, ze jakas mala grupka
> wybrancow to odczuwa jesli oni tego nie odczuwaja ?

Dlaczego szara rzeczywistosc ? Caly czas tego nie rozumiem. A dlaczego
nie rzeczywista rzeczywistosc ? ;) Dlaczego nie po
prostu...rzeczywistosc ? Nie rozumiem dlaczego szara...Robisz z
ksiezniczki potwora w ten sposob...A to nieprawda...moge sie zgodzic, ze
ludzie troche idealizuja swoich partnerow...ale nie mozesz robic z tego
upadku w przepasc....
Mowisz to w ten sposob jakbym widzial Pamele w czasie dzialania Pea, a
gdy mi minie widze babcie bez zebow.
Ja raczej nazwalbym to przejsciem....zwolnieniem tempa...a ze dla
niektorych to "szara rzeczywistosc ze szkarada za kolkiem" to trudno...
Moze zyje w swiecie urojen, moze mi sie tylko wydaje, moze idealizuje
moje zycie/emocje, a moze faktycznie to czuje...a moze inni przesadzaja
??...Ale jesli ja tego nie wiem to tym bardziej nie masz pojecia o moim
stanie ty ;)



> > Obilo mi sie tylko cos o uszy. Ale nazwy fenyloetyloamina nie slyszalem.
> > Moze dlatego, ze raczej nie przepadam za srodkami masowego przekazu.
>
> Szkoda, moze by wtedy nie bylo tych nieporozumien.

Nieporozumien nie byloby gdybys zamiast debilnych linkow podal...
Ale to juz bylo ;)



> > W nauce zawsze pojawia sie cos nowego. Nie wszystkie odkrycia sa
> > prawdziwe, a czesc jest tylko naginaniem faktow i wynikow doswiadczen.
> > Np. Ostatnio dowiedzialem sie, ze ktos tam na podstawie piesni o Robin
> > Hoodzie doszedl do wniosku, ze byl on homoseksualista. Smieszy ? Mnie
>
> Tu jest troche inaczej. Robin Hood jest dawno w brzuchach robakow
> cmentarnych (jesli w ogole istnial), a w tym przypadku jest material do
> badan pod reka w postaci zywego czlowieka i tego co mozna w nim po rozcieciu
> zobaczyc i poddac analizie chemicznej. Jest to material empirycznie
> uchwytny, a tam w ogole. Jest roznica i stad tu wyniki badan sa o wiele
> powazniejsze.

Ale nie badano wszystkich osob oraz tych ktore zyly i zyc beda. Badano
tylko pewna probke. Poza tym czesto odkrycia naukowe sa korygowane,
rozszerzane o pewne nowe fakty. Zawsze sie moze znalezc jakis szczegol.
I jeszcze to co napisalem wczesniej, ze czasem fakty sa naginane przez
naukowcow.



> Na podstawie kilku/kilkunastu/kilkudziesieciu relacji nie mozesz
> > aproksymowac. Szczegolnie, ze twoje aproksymowanie siega rowniez w
> > przeszlosc. Moze kiedys ludzie mieli inna mentalnosc ?
>
> "Back to square one" jak to mowia Anglicy, czyli wracamy do punktu wyjscia.
> Wedlug Ciebie wiec na podstawie paru tysiecy osob nie powinno sie robic
> sondazy, bo glosuje kilka milionow Polakow. A jednak sondaz odzwierciedla
> prawde o istnieniu czegos w umyslach o wiele wiekszej czesci populacji niz
> ta ktora sondaz respondowal. Widac to np. po prognozowaniu kto wygra w
> wyborach.

Jak juz pisalem wczesniej...zalozylem, ze twoje probki to terazniejsi
Polacy. A inne narodowosci, a osoby z innych czasow ? Inne narody
posiadaja inne mentalnosci. I nikt mi nie udowodni, ze czegos nie ma,
podajac mi odpowiedzi tylko czesci populacji. A szczegolnie takie male
czesci jakie podajesz ty. Co innego badanie preferencji wyborczych, a co
innego udowadnianie, ze czegos nie ma. Chyba nie chcesz mi powiedziec,
ze to iz wiekszosc respondowanych powie, ze czegos nie ma tzn ze to
prawda ??? Zreszta pisalem o tym wyzej chyba...



> Tak, ze nie wiem czy bysmy sie mieli az tak od siebie roznic ze Ty
> doswiadczasz wielkich stanow uczuciowych a ja i wielu innych ludzi nie. Po
> prostu chlopie wyplula nas na ten swiat jedna i ta sama ewolucja w tym samym
> czasie. Nie widze powodu, zebysmy mieli byc zrobieni lepiej czy doskonalej.
> Np Ty niz ja. Moze troche inaczej ale nie az tak zebys Ty byl ustrzelony
> przez Amorka a ja i wielu innych (wszystkich wlasciwie ktorych spotkalem)
> nie. Po prostu nie bardzo mi sie chce w to wierzyc brachu.

I co z tego, ze wyplula nas ta sama ewolucja ? Tzn ze tacy sami mamy byc
? Nawet blizniaki sie roznia. Chyba nie chcesz twierdzic, ze ludzie sa
identyczni ???
Nie wiem dlaczego uparles sie na mnie...no ale...Moze odczuwamy
podobnie, ale rozni nas interpretacja ??? Dla jednych brak Pea to "szara
rzeczywistosc", a dla mnie/innych to rzeczywistosc/zwolnienie
tempa/przejscie/akceptacja ???
[Koniec czesci pierwszej]

Kurwa wymiekam...Nie wiem jak to mozliwe....ale w tym miejscu przycielo
mi post i nie moge wkleic...Za dlugie te posty piszesz ;))
xMad
--
-------------------------------
-And you poured Eros' maggots -
-Down my throat until I choked-
-------------------------------

xMad

unread,
May 30, 2000, 3:00:00 AM5/30/00
to
archemagik wrote:
[ciag dalszy]

>> To skrajny przypadek. Ale jak pisalem wyzej znam jeden skrajny
>> przypadek, ktory nawet mnie zwalil z nog.
>
>Dlaczego ma byc skrajny ? Czyzby pani po 50 tce byla mniej do zaakceptowania
>ze swymi wartosciami jako pelny czlowiek z wadami i zaletami, niz np. twa
>dziewczyna, mlody narybek ? Przypominam ze wlasnie tak okresliles milosc -
>akceptacja osoby z wadami i zaletami. Kryterium wyboru oceniles pelnie
>osoby, nie powinienes wiec cenic w niej bardziej np. wieku i wygladu niz
>osobowosci. Z Twych wyborow i stwierdzenia "skrajny przypadek" (co zdradza
>ze uwazasz to za nienormalny wybor) to jednak wynika. Wartosciujesz wiec
>bardziej cielesna czesc kobiety niz osobowa czesc.

Jest to skrajna wada wiec przypadek jest skrajny. Dlatego. ;)
Chyba nie chcesz twierdzic, ze wszystkie wady sa identyczne ?
Niektore sa latwiejsze lub trudniejsze do przelkniecia. To malo mozliwe,
bym zwiazal sie z kims, kogo wady doprowadzaja mnie do furii itp...

>> To ciekawe, ze o tym wspominasz, bo raczej nie planuje potomstwa. Czy
>> twoja teoria nie sypie sie w tym momencie ? ;)
>
>Nie sypie sie, bo wciaz "serce" (nie sluga) wybiera genetycznie
>odpowiedzialnego ci partnera/ke. Feromony, etc.Te czynniki, ktore moze sobie
>interpretujesz jako twa dobroc, ale coz nie zapominaj ze jestesmy wciaz po
>czesci zwierzetami. Oczywiscie mozesz odrzucic wybor "serca" jak ten
>naukowiec ktorego wyzej wspomniales, ale nie zrobiles tego jak widze bo
>jestescie razem z Twa luba. Gdyby bylo inaczej i tylko wybieralibysmy za
>"wartosci wewnetrzne osobowe" to bysmy mieli te panie bezzebne w zwiazkach
>z mlodymi jurnymi byczkami ktore moga tez miec dwudziestke z ladnymi nogami
>jak sie postaraja.

Powiedzialbym raczej, ze wada pt. "bezzebnosc" ma ujemna wage w procesie
decyzyjnym...czy jakos tak...;)
Nie twierdze, ze wybieramy tylko "wartosci wewnetrzne osobowe",
oczywiscie brana jest pod uwage atrakcyjnosc. Ale czasem ta atrakcyjnosc
jest tylko potwierdzeniem jakby, ostatnim elementem ukladanki. W koncu
jestesmy wszyscy estetami...no prawie wszyscy. Ale istnieja zwiazki
ekstremalne, ze tak powiem. Nie zaprzeczysz chyba temu ?

>> Wiesz, ze to niemozliwe, a raczej trudno wykonalne. Nie bede lazil po
>> calym swiecie tylko po to by udowodnic swoja racje.
>
>Masz racje nie musisz. Ale wystarczy ze takich zwiazkow nie widzielismy w
>zasadzie wcale dotychczas, i Ty i ja, wiec sa one w zasadzie nie
>egzystujace. Oczywiscie sa tez odstepstwa od normy, niektorzy robia to nawet
>ze zwierzatkami, ale to juz sie nadaje do psychiatry.

Fakt, ze czegos nie widziales nie oznacza, ze tego nie ma.

>Poza tym ty i tak
>> mozesz moje przyklady zakwestionowac. Moze zrobimy inaczej. Pokaz mi na
>> kazdym zwiazku na Ziemi, ktory istnieje i istnial, ze nie ma w nim
>> milosci. ;)))
>> Jesli w kazdym nie bedzie milosci to ci uwierze. ;)
>> Chyba tez niemozliwe.
>
>Tak, ale powtarzamy sie obaj. Mozna na podstawie okreslonej probki okreslic
>jak jest z wiekszoscia, calkiem sprawnie i trafnie.

Rany...ale zrozum, ze nie mozna udowodnic, ze cos nie istnieje
poslugujac sie statystyka.

> > Lubisz ironie, a czepiasz sie mojej.

>No bo jesli juz tobie wolno, to czemu i mnie nie......

No w sumie...pozwalam ;)

> A propos nie odpowiedziales ile jestescie, wtedy mozna bylo by okreslic na
>jakim etapie jest twoj zwiazek. Ja gdy bylem na etapie fenyloetyloaminowego
>zycia w urojeniach, tzn. gdzies ze 2 lata po zwiazku, to myslalem podobnie
>jak Ty.

Fakt. Wymknelo mi sie..tzn widzialem to pytanie jak czytalem post, ale w
czasie odpowiadania umknelo mi to jakos.
2 lata. Chociaz jest to zwiazek na odleglosc troche, wiec nie wiem czy
dwa lata i czy tak do konca jest to punkt dla nas czy minus.

>> Nie rozumiem dlaczego dla ciebie milosc to tylko stare i grube baby. A
>> tzw. mezalianse ? Krol Edward II bodajze, ktory zrzekl sie tronu dla
>> kobiety ?
>
>A ile mial lat ? Moze znow zauroczenie ktore mu przeszlo, nie znam tej
>sprawy.

Cos kolo 30-40...z tego co mi sie wydaje. Ale jest to krok desperata
musisz przyznac.

>>>Zadnej interesownosci ?
>
>> Moze troche.
>
>Widzisz. Moze tyle ze determinuje nasze wybory na tyle ze zbyt to robimy dla
>siebie i juz a nie dla tego kogos przede wszystkim tylko jest wybor.
>Co wiec przewaza jesli nigdy Ty i ja nie wybralibysmy pewnie bezzebnej
>piecdzisiatki i otylej w dodatku ? czy to nie podle wartosciowanie glownie
>fizycznej strony kobiety, a nie wnetrza ?

Ciezko wybierac kogos kto jest jedna noga w grobie i caly czas
przypomina ci o smierci....


>No dobra Ty i japhy nie, OK, OK. Abstrahujac od Was znalem wielu ktorzy
>mowili, "ja sobie znajde dziewczyne niekoniecznie ladna ale byle byla dobra"
>Wszyscy pokonczyli na ladnych zonach z paskudnymi charakterami, na co sie w
>koncu zgodzili i teraz zrzedza ze w ogole by juz nie chcieli miec zadnych
>zon.

Coz moge powiedziec. Dobry przyklad dla innych. Nie zwracaj uwagi tylko
na opakowanie. ;)
Ja znam pare przykladow jeszcze bardziej zalosnych. Kolega sobie
znajduje panienke do dymania i wszystko jest ok, az dziewczyna zajdzie w
ciaze....Wtedy tworza sie takie malzenstwa z przypadku...Ciezko
powiedziec takiej dziewczynie "Wiesz, ja cie tylko dymalem.."

>Liczyl sie obrazek ktory sie juz znudzil i juz. Nie wiem co ty zrobisz,
>czy zrobiles, ale wiem jakie jest zycie. Kazdy chce mowic cos takiego zeby
>ladnie brzmialo i szlachetnie, ale potem i tak robi cos co zaprzecza jego >deklaracjom i idealom. Taki jest ten podly swiat, jedno sie mowi drugie sie
>robi.

Niektorzy robia to co mysla. Podziwiam takich ludzi, z politowaniem, ale
podziwiam...chociaz mi czasem tez przydaloby sie troche politowania...;)

>naprawde do dupy jest ten swiat. Samobojcy okazuja sie ludzmi calkiem
>rozsadnie oceniajacymi rzeczywistosc. Caly czas abstrachuje od Ciebie mowiac
>o zlym swiecie. Wiem ze ty jestes dobry :)

Sami uczynilismy ten swiat takim jaki jest, a inna sprawa jest to, ze
kazdy widzi swiat inaczej. Dla jednych jest ohydny, dla innych piekny.
Samobojcy to chorzy ludzie w wiekszosci, ktorzy nie potrafia sobie
poradzic z rzeczywistoscia...tez mam czasem samobojcze mysli, ale raczej
nie popelnie samobojstwa...chociaz...jest to odejscie z klasa.
Hehe...Ja nie jestem dobry...ani zly...JA NIE PODLEGAM OCENIE. JESTEM
TEN, KTORY BYL JEST I BEDZIE... ;)

>> Czyli jednak obszedles/zwalczyles jedna z tych zasade, ktorych tak
>> gorliwie bronisz. ;)
>
>Gdzie bronilem gorliwie zasad iz ciupcianie to cos czemu nie moge sie poddac
>? Oj kolego, przeginasz.

Nie wiem jak dla ciebie, ale dla mnie ciupcianie jest zwierzecym prawem,
ktoremu podlegamy i duzo osob nie potrafi sobie tego odmowic. Ty
potrafisz jak widac. A wczesniej twierdziles, ze wszyscy podlegamy
zwierzecym prawom itp itd..

>> Kolego...rownie dobrze moglbys porownac poloneza do mercedesa. Jedno i
>> drugie, ale roznica jest bardzo duza.
>
>Oba spelnia role samochodu tak samo.

Tak samo ? ;)))))))))))))))))))))
To chyba zart....a moze nie...
Jest duza roznica, choc zastosowanie to samo. Nie wiem jak ty, ale
wydaje mi sie, ze mercedes jest lepszym rozwiazaniem.

>> Wiesz, ze dzwonia, ale nie wiesz, w ktorym kosciele. ;)
>> Zasugerowales sie tytulem plyty Metallici, z tego co wiem, nie ma
>> piosenki "Kill'em All", a moze sie myle...
>> W kazdym badz razie slowa pochodza z utworu Morbid Angel "Lion's Den"
>> bodajze....A wpisuje je dosc czesto...przewaznie, gdy nie przyjdzie mi
>> nic lepszego do glowy ;)
>
>Czyli wpisales to tak bez zadnego celu ??

Tak wpisalem to dlatego, ze nic innego nie przyszlo mi do glowy wtedy, z
tego co pamietam sluchalem wtedy Rachmaninowa....Nie bylo tam slow, jak
pewnie sie domyslasz....A przewaznie wpisuje teksty z piosenek, ktore
slucham. W tym przypadku wybralem jedno z moich czestszych tekstow na
tego typu okazje.

>> Milosci...;)
>
>No chyba ze przedtem dostane sklerozy, co byloby nawet i zabawne.

Wrzuc luz, nie pekaj. ;)
[Koniec czesci drugiej]
xMad
PS. A teraz slucham Nile'a...i znowu wpisze jakis dyzurny tekst, chyba,
ze cos innego wymysle....skad mam wiedziec co oni tam bulgocza ? ;)
--
--------------------
-Do Not Resuscitate-
--------------------

archemagik

unread,
May 30, 2000, 3:00:00 AM5/30/00
to

"xMad"

> Kurwa wymiekam...Nie wiem jak to mozliwe....ale w tym miejscu przycielo
> mi post i nie moge wkleic...Za dlugie te posty piszesz ;))
> xMad

No co Ty ...... Kiedys wyslales w tym thread post 68 KB i poszedl. A ten ma
polowe mniej i nie chce ? Bez przesady xMadzie. Odpowiem Ci na posty jutro,
bo na razie mam na glowie egzamin i dzis nie zdziw sie jak nie dostaniesz
odpowiedzi.
Zdrowka
Archemagik


xMad

unread,
May 30, 2000, 3:00:00 AM5/30/00
to
archemagik wrote:
>
> "xMad"

> > Kurwa wymiekam...Nie wiem jak to mozliwe....ale w tym miejscu przycielo
> > mi post i nie moge wkleic...Za dlugie te posty piszesz ;))
> > xMad
>
> No co Ty ...... Kiedys wyslales w tym thread post 68 KB i poszedl. A ten ma
> polowe mniej i nie chce ? Bez przesady xMadzie. Odpowiem Ci na posty jutro,
> bo na razie mam na glowie egzamin i dzis nie zdziw sie jak nie dostaniesz
> odpowiedzi.

Hmmm...moze i racja...moze to ten nowy "lepszy" netscape ? Ale
probowalem kilka razy...i nic ucinal....
Nie spiesz sie...ja mam prace do napisania :/
xMad
--
--------------------------------
-Through dark and damned desire-
-Dark Eros wounding me -
--------------------------------

archemagik

unread,
May 31, 2000, 3:00:00 AM5/31/00
to
Czesc xMad.
Troche nas pochlastalem, bedzie zwiezlej. Gdzie sie powtarzalismy staralem
sie pociac. Czasem moze cos mi umknelo, ale tlumacz sobie to moja skleroza.


"xMad"

Bezinteresownosc/wylamywanie sie z regul nie jest
> altruizmem.

Bezinteresownosc nie jest altruizmem ? Popatrz co podaje "Slownik - wyrazow
obcych i zwrotow obcojezycznych" W Kopalinskiego pod haslem altruizm:

"B_e_z_i_n_t_e_r_e_s_o_w_n_a_ troska o dobro innych" (str 28).

O co Ci chodzi ? Odnosze wrazenie ze za wszelka cene chcesz mnie przylapac
na bledzie ktorego nie popelnilem. Raz uwazam Cie za powaznego dyskutanta a
kiedy indziej trudno mi w to wierzyc. Zwiazek jaki opisywalem to tez
wylamywanie sie z regul. Malo kto idzie w zwiazek na stale jesli nie jest
zakochany czyli nie doznaje odurzenia Pea. Bylo to wiec takze wylamanie sie
z regul.

>Tak samo jak zaburzone postrzeganie rzeczywistosci nie jest
> halucynacja. Za duzo przesady i niescislosci.

Niescislosci polecalbym tez poszukac u siebie. Terminu halucynacja uzywalem
odnosnie ludzi pod wplywem Pea. Fakt i Twa racja bedzie, ze byl on moze
troche uzyty w przenosni, ale nie mozna tez sugerowac jdo konca jak chcesz,
ze nie ma on zupelnie zwiazku z zjawiskiem jakie opisywalem. Dla mnie
czlowiek ktory slyszy ze jest "krzeslem" a mimo to mowi, ze kocha bo -
"ona jest najlepsza na swiecie i dlatego z nia bede" (cytat mego kolesia na
me stwierdzenie ze sie kompromituje) doznaje "zludnego postrzegania czegos
nie istniejacego w rzeczywistosci" co powyzszy slownik Kopalinskiego nazywa
"halucynacja". Czlowiek ten nie widzial wad wybranki nie widzial ze zostal
ponizony, widzial cos odwrotnego. Nie chce juz wchodzic na Ciebie, wiec
proponuje Ci sie przysluchac co mowia ludzie chorobliwie trwajacy w swiecie
odurzenia narkotycznego zwanego potocznie "miloscia". Nie da sie sluchac
tych bredni i nie mozna zniesc jak niezaleznie od tego, czy ktos chce
sluchac czy nie, wyolbrzymiaja znaczenie osoby, ktora powoduje w nich
odurzenie. Sam zreszta wiem co powoduje Pea i jak sie mysli o "wybrance" gdy
sie jest pod wplywem tego syfu. To co sie mysli jest chore i nijak odnosi
sie do rzeczywistosci. Uwazam to za urojenie a nawet swego rodzaju
halucynacje, bo o drugim czlowieku mysli sie w kategoriach ktorych on nie
moze byc nosnikiem. No coz............ zyjemy w wolnym swiecie i kazdy moze
sobie wybrac droge do swiata urojen, chemicznego zatrucia mozgu. Moze to
nazwac "miloscia", tlumaczyc sobie to jak tam chce, wmawiac sobie co chce,
etc. Nie moze jednak liczyc na to, ze gdy znajdzie sie w normalnym swiecie
ludzi racjonalnych, to bedzie traktowany powaznie ten pan "krzeslo". Ja go
powaznie nie traktuje. O co sie zreszta juz poklocilismy nie raz.

[ciachalem x Madzie troche nieistotne fragmenty i powtorki o altruizmie i
odurzeniu]

> Badania statystyczne zawsze sa tylko badaniami. I jak sam napisales
> przewaznie jest blad rzedu kilku procent badz mniej.

Malutko i tak. Odnosnie milosci wychodziloby w tym wypadku, ze zgodnie z tym
co mowisz jedynie 2, 3% populacji odczuwa "milosc", reszta nie. Cos
fantastycznie mi to brzmi. Moze te 3% powinno sie zastanowic co czuje i czy
naprawde cos czuje ? Reszta ludzkosci nie rozni sie od nich az tak bardzo,
zeby odczuwac kompletnie cos diametralnego.


Poza tym twoje
> "badania" ograniczaja sie jak zakladam do terazniejszych Polakow...a
> ludzie maja rozna mentalnosc w zaleznosci od narodowosci i czasu w
> ktorym zyja...itp...itd...


Eeeee Ludzie to ludzie. Ty, ja i np. Anglik sikamy tak samo, podobnie sie
wkurwiamy, za podobne rzeczy lubimy, tak samo spimy, podobnie szanujemy
rodzicow, nie lubimy nauczycieli robiacych zbyt czesto kartkowki w szkole,
etc. Nie ma tu roznic diametralnych. Jakies sa, ale nie az takie, ze np. Ty
mozesz i paru wybrancow mozecie doswiadczac czegos wielkiego, a ja i wielka
reszta nic.

> Twoj przyklad jest troche z pogranicza. Ale....
Rownie dobrze moge pytac czy czlowiek jest klonowany. Wiekszosc osob
powie, ze nie, bo przeciez nigdzie o tym nie slyszeli, czytali.
Natomiast przeciwne zdanie wyrazi banda swirow i gosci opierajacych
swoje opinie na wlasnych domyslach. A tak naprawde bardzo mozliwe jest,
ze w jednym z laboratoriow juz sie w to bawia.
Inny przyklad. Moge zapytac czy mozliwe jest "sciaganie" z
kilkudziesieciu/kilkunastu metrow tego co znajduje sie na jakims
monitorze. Wiekszosc osob prawdopodobnie powie nie, a gdybym pytal kilka
lat wczesniej grupa ta bylaby jeszcze wieksza. Tylko mala grupka osob
twierdzilaby z cala pewnoscia, ze to mozliwe. A to jest mozliwe.
Istnieja i istnialy duzo wczesniej urzadzenia, ktore to umozliwiaja i
podobno uzywane sa/byly w celach przewaznie szpiegowskich.
Poza tym staram sie nie przyjmowac zawsze zdania wiekszosci.


W tym wypadku rozmawiamy jednak o czyms co mozna czuc, nie powinno byc
ukryte a ludzie nie czuja tego tak jak sie o tym mowi. Oprocz paru
przypadkow.

Oczywiscie nie ma to nic wspolnego z tym, ze ja mowie ze ty nic nie
> > czujesz, tylko sie zastanawiam co to jest i czy mozna to zasadnie nazwac
> > miloscia.

> Ja sam nie wiem czy mozna to nazwac miloscia.


Poza tym nie planowalem
> wywnetrzniania sie tutaj. Ale jakos wyszlo i chyba wiecej nie bedzie. ;)


Zawsze sie wywewnetrzniamy. Taki slad nas musi czasem zostac, jak odcisk
palca na ktorego tez nie ma sie wplywu, zostawi sie go i juz.


> Wiatr to tylko ruchy powietrza wywolane roznica cisnien, a pioruny to
> tylko wyladowania atmosferyczne. Co wcale nie ujmuje im uroku. Wg mnie.
> Duzo rzeczy mozna juz wytlumaczyc....ale co z tego ? Czy staja sie przez
> to gorsze ? Dla mnie wiatr i pioruny zawsze beda mialy w sobie
> piekno...niezaleznie od tego czym sa.


Tak, .... tylko musisz uwazac zebys nie przesadzal z nazwami tej burzy. Dla
czlowieka pierwotnego piorun byl utozsamiany z bostwem i inne sily natury
tez. Okazalo sie ze nie jest to tym z czym to utozsamiano. Wyglada wiec na
to, ze obaj czulismy w zwiazkach piekna przyjazn. Dla mnie nie byla to
milosc, a dla Ciebie jest.

> A kto mowi, ze milosc to nie przyjazn ?

Czemu wiec nie nazywac tego po imieniu i w ten sposob nie wpadac w przesade
?

Wydaje mi sie, ze to przyjazn +
> cos jeszcze. Ale co sklada sie na drugi skladnik, to nie wiem.


No wlasnie, ..... ponizej sie zastanawiamy, czy ten drugi skladnik to po
prostu nie jedynie nasze zwykle mechanizmy zmuszajace nas do wypelnienia
ewolucyjnej powinnosci. Czyli przyjazn + ewolucyjna powinnosc, nic
wznioslego.
Wiele malzenstw bowiem po tym jak im sie urodzi dziecko bardziej ceni
dziecko niz siebie nawzajem. Sam slyszalem, widzialem, przypuszczam Ty tez.
To refleksja, pamietam ze Ty nie planujesz dzieci.

> > Ja tez znam takie przypadki, ale troche o cos innego mi chodzilo.
> > Ci ktorzy wybieraja starsze tez maja granice ktorej nie przekrocza.
xMadzie
> > powiedz mi DLACZEGO WIEK KOBIETY PRZEZ CIEBIE WYBIERANEJ ZAWSZE JEST
> > OKRESLONY NA JAKAS GORNA GRANICE (pisze duzymi literami choc nie lubie
tego,
> > sorry).

> Istnieje duzo powodow. Szybciej umrze. Inne zainteresowania. Osoby


> rozniace sie wiekiem, to czesto osoby z roznych epok i nie moga sie
> porozumiec. Np. Podczas gdy jedno z nich zachwyca sie literatura, drugie
> komputerami. Starsze osoby sa jakby sterane zyciem. Mniej w nich zycia.

Teraz ty uogulniasz. Wiesz ze czesto jest inaczej. Nie musiimy mowic o
osobach koniecznie bardzo starych, steranych zyciem, etc. Mowimy o pani
nieatrakcyjnej dla Ciebie i starszej o tyle ze juz nie akceptujesz jej jako
partnerki. Zastanow sie, czy wybierasz tylko dla cech wewnetrznych i czy
umialbys sie kochac sie w takiej pani ?
Wtedy zobaczymy za co sie "kocha". Czyzby glownie za wnetrze ? Tu moze jest
to "wzniosle" cos co dodales do przyjazni tam wyzej.

Jest to skrajny przypadek. Jesli sie patrzy z daleka, z boku. Co nie
> zmienia faktu, ze moze sam moglbym tak wybrac. Jak i mogloby tak wybrac
> wiele osob, ktore sie zapieraja, ze tego nie zrobia. Ludzie tak
> wybieraja.

Niescislosc. Moga tak wybierac, a nie wybieraja w praktyce. Ci co tak
wybieraja czesto robia to juz nie z milosci, a z strachu przed samotnoscia,
z przyjazni, etc. Popatrz jak wybiera wiekszosc i jak motywuje. Naprawde
wybory wiekszosci sa reprezentacyjne dla tego jak jestesmy zrobieni. To ze
Ty czy ja sie sprzeciwiamy temu to cos zupelnie innego.

Powiedz sobie szczerze, czy gdy widzisz starsza
> > nieatrakcyjna kobiete, taka ktora nie ma np. zebow z przodu, to czy
myslisz
> > o niej w sensie, "moglbym ja kochac, za jakies niesamowite cechy bycia
> > osoba" "za wewnetrzne zalety " "zaakceptowac ja taka jaka jest z wadami
i
> > zaletami" jako partnerke (taka definicje milosci podales) ? Przeciez
osoba
> > ludzka zyskuje na wartosciach wewnetrznych w miare uplywu czasu, a na
> > urodzie nie. Nikomu nie podobajaca sie starsza pani bez zebow tez nadal
> > przeciez pozostaje osoba, wciaz bedac wartosciowa wewnetrznie.

> Moze masz racje do pewnego stopnia. Ale i tak nie mozesz pisac "kazdy".
> Bo sa rozne przypadki.


> Ludzie krzywo sie patrza na takie pary. Koledzy pukaja sie w czolo itd.

A gdyby sie tylko przyjaznili ? To wtedy nikt by nie patrzyl krzywo.
Przyjazn moglaby tez trwac do konca zycia. Zatem jak myslisz, czy przyjazn
nie bylaby czyms wartosciowszym niz malo mozliwa w tym wypadku "milosc" ?
Zauwaz ze przyjazn jest mozliwa miedzy kazdym, ze wzgledu na wiek, status
spoleczny, wyglad, etc. A cos co zwiecie miloscia NIE zawsze jest mozliwe.
Musza byc spelnione kryteria jak wiek, wyglad, etc. Zatem czy przyjazn nie
jest w tym wypadku czyms szlachetniejszym nawet ? A jesli jest, to czemu to
co zwiecie "miloscia" ma opinie czegos co nad przyjazn sie potocznie
wywyzsza ? Moze wiec przyjazn jest wartosciowsza ? Zdarza sie przeciez nawet
miedzy mezczyznami. Moze wiec wiekszosc ludzi czeka na wielka milosc jako
tak naprawde urojone "najwieksze szczescie zycia" skoro cos wiekszego jak
przyjazn mamy juz o wiele wczesniej nawet w dziecinstwie ? Odpowiedz prosze
na te wszystkie pytania.


> A malo kto chce znalezc sie "poza stadem".


Ja takiej pary nie widzialem, pani bez zebow w wieku np. -obnizmy jeszcze -
45 lat otyla i "zakochany" w niej np. taki facet jak ja 20 lat mlodszy. Nie
umialbym jej "kochac", sadze ze nikt w mej sytuacji. Przyjazn moze, ale
"milosc" ? Widze ze cos brakuje do zakochania, ODPOWIEDNIEGO WYGLADU.
Dlatego sadze ze milosc nie jest powodowana osobowoscia partnera a wygladem,
dopiero pozniej patrzy sie na "resztki" osoby - osobowosc. Doceniamy w
partnerze wiec to co on nie chce zeby bylo docenione najbardziej - wyglad.
Wolalby byc doceniony za osobowosc a nie jest. Przypuszczam ze Ty tez
chcialbys byc glownie oceniony za osobowosc. To mogloby byc docenione
obiektywnie jako wartosc. Ale wyglad nigdy nie bedzie oceniony jako wartosc,
bo zawsze sie ktorejs nie spodobasz. Okazuje sie wiec ze za tym wszystkimi
wyborami "ukochanej/ego" stoja wiec biologiczne bardziej motywy, niz te
najpiekniejsze i wzniosle jak "milosc". Zgodzisz sie ze nic w takich
wyborach wznioslego ? Zwroc uwage czy te motywy nie byly tez i przez Ciebie
stosowane podczas wyboru. Szczerze sobie odpowiedz czy tak a jesli tak to na
ile. Wtedy moze uda nam sie dostrzec czy cos w wyborach miedzy ludzmi jest
zaslugujacego na uwage.Czy nie tylko zwykle biologiczne podswiadome motywy
wyboru jako odpowiadajeacego nam partnera istnieja.

no chyba ze mi teraz napiszesz ze Twe dziewcze jest po szescdziesiatce i je
> > tylko zupy).

> Nie...az tak to nie. Tzn nie ma 60 lat, ale ma problemy z gryzieniem,


> tzn nie do konca moze.
> Jasnowidz jaki czy co ? ;)))
> Nie zartuje.


Cholera, nic nie wiedzialem o swym jasnowidztwie jak dotad ;)

> Skad wiesz, ze nie ? Slyszalem kiedys opinie, ze naszymi przyjaciolmi
> staja sie ludzie, ktorzy maja cos czego my chcemy, co nam sie podoba.


Hmmmm...... OK zalozmy ze tak jest. Jednak jak pisalem wyzej, przyjaznic sie
mozesz bez wzgledu na wyglad z kim wlasciwie chcesz. Starym, mlodym,
brzydkim, ladnym, obrzydliwym, etc. Cechy osobowe wysuwaja sie na pierwszy
plan, a nie doboru partnerow opartego na czystym biologizmie jak to jest w
milosci gdzie cechy osobowe sa spychane na bok. Jak pisalem "kochac" sie
mozesz nie w kazdym, a przyjaznic wlasciwie z kim chcesz, bo przede
wszystkim za osobowosc sie przyjaznimy.
To pokazuje rzeczywista roznice miedzy "miloscia" a "przyjaznia". Od razu
widac co decyduje w jednym i drugim o wyborze. W "milosci" decyduje glownie
wyglad w przyjazni osobowosc i charakter. Nie sadzisz ?

> Czy to nie za "duze" slowo ? Przyjazn z ta kobieta ? Oddalbys za nia
> zycie ? Dlaczego uwazasz, ze to przyjazn, a nie znajomosc ? Wierzysz w
> Przyjazn, przez duze P ? Co jest warta ta wasza "przyjazn" ? ;)


Nawet jesli znajomosc, to i tak warta bardziej niz "milosc" bo cenie ja za
wnetrze, nie wyglad czy wiek. W "milosci" gdyby te kryteria zostaly wziete
pod uwage to by Ci z miejsca wybily zwiazek. A znajomosc, przyjazn, jak to
tam nazwiemy, cos za co ja doceniam, trwa i juz. Znow widac jakie motywy
decyduja w przyjazni (osobowosc) a jakie w milosci (wyglad).

> > Uwazam za uczonymi ze feromony i fenyloetyloamina nie zawsze dochodza do

> ^^^^^^^^^^
> I o to mi caly czas chodzi...Nie zawsze dochodza do glosu.

Ale czy wtedy nie jest to juz przyjazn, znajomosc, fascynacja osoba, ktorej
doznac mozesz wobec kazdego ? Co w tym z "milosci" ?

> Gdybys szalal na punkcie wszystkich kobiet trudno byloby to nazwac
> miloscia. ;)


Znow wiec do kitu.

> Czy 3 lata to nie jest juz zbyt duzo na dzialanie Pea ?


Zalezy od "egzemplarza" Jak pisza, fenyloszal przechodzi gdy juz sie
organizm przyzwyczaji do dawek i przestaja go odurzac. Rozne sa organizmy,
slabsze, silniejsze, etc. Jeden choruje na cos dluzej inny zdrowieje krocej
etc. Potem endorfinka. Moze to go teraz "buja" ? Nie wiem. Zawsze byl
"romantykiem" jak mowil. Mowil ze milosc jest ostatecznym celem czlowieka.
K.... co za gosc.


> Milosc jest nielogiczna. Nie mozna kochac z rozsadku.

No to powoli dochodzimy do ladu. Wnetrze czyjejs osobowosci, czyli cos co
decyduje o prawdziwym poszanowaniu i docenieniu osoby, mozna docenic tylko z
rozsadku.


To nie bylaby
> milosc, lecz ocena faktow i wybor odpowiedniego. Znam podobne
> przypadki. Ale sa tez przypadki ludzi szczesliwych, ktorzy cenia siebie
> i chca byc ze soba itp...co nie znaczy, iz uwazam ze zawsze beda sie
> kochac itp...


No wlasnie, w tym sek, czy istnieje na powaznie cos tak nietrwalego i
kaprysnego ? Sympatia do ludzi i znajomosci czesto nie przemijaja do poznej
starosci, a milosc ... patrz ile jest rozwodow i znudzenia partnerem. Czy to
cos wartosciowego ?


> Slowa "znawca" uzylem raczej ironicznie. Ale sam mowiles, ze
> slyszales/czytales duzo o tychze sprawach. A takie potkniecie troche
> podaje to w watpliwosc. W miejsce "duzo slyszalem/czytalem" wypadaloby
> wpisac "obilo mi sie o uszy". ;)


Czytalem ile mialem okazje. Slyszalem duzo. Np. wiecej razy niz ze Walesa to
"bolek" Chyba wiec cos wiecej niz obicie sie o uszy ;)

> Statystyka to piaty rodzaj klamstwa, czy jakos tak. Slyszales to kiedys
> ?
> Nikt mi nie udowodni, ze czegos nie ma pytajac sie grupki osob i podajac
> ich odpowiedzi.


Nie o to chodzi zeby Ci udowodnic ze tego nie ma. Tylko o to, ze wiekszosc
tego nie odbiera jako wielkie uczucie po uplywie kilku lat jest juz powazna
przeslanka ze to jest iluzja pewnej grupy ktora moze jedynie chciec w to
wierzyc. Jesli wiekszosc nie, to czy ta mniejszosc, czyli ci, ktorzy to
odczuwaja nie wmawiaja sobie tego przypadkiem ? Sam piszesz "nie wiem co to
jest". Ja bym sie spytal siebie dalej po tym, "w takim razie,
czy to w ogole jest" ? Twoj problem jestes wolnym czlowiekiem. Ja siebie sie
kiedys bedac w zwiazkach pytalem i mowie, cos tam niby jest, ale nic
wielkiego np. wiekszego niz przyjazn. To samo czuly me partnerki wiec sie z
nimi w zgodzie i przyjazni rozstawalem. Przechodzilismy na przyjazn, co trwa
do dzis. Jest nawet wartosciowsze niz bylo, ale razem byc nie chcemy juz.


> A te przypadki, ktore nie lapia sie w "czesto" ?


Moze sympatia ?

> > sformalizowana przyjazn na stale. Mi chodzilo dlaczego starsze kobiety,
nie
> > bedace juz atrakcyjne nie znajduja partnerow wsrod MLODEJ POPULACJI
> > mezczyzn. Gdyby milosc byla akceptacja osoby bez wzgledu na wyglad, nie
> > szukalbys partnerki wsrod jeszcze "swiezych cialek" jak to mowia nasi
> > wspolplciowcy.
>

> Moze ze wzgledow estetycznych ? Powiedzmy sobie szczerze, starsze osoby
> sa nieladne. Wygladaja jak sflaczale, nieswieze owoce. Przypominaja
> smierc. Ludzie boja sie smierci.


A widzisz ! Wyglad jest determinantem wyborow ! Czyli stare dobre wybory
biologiczne. Po co sie wiec oszukiwac tymi formulkami o pieknej milosci ? Po
prostu wybieraja dla pociechy swych oczu i juz. Zwykla biologia i wybory za
cialo.

Zenujace. Tzn. ten kumpel. Znam podobne osoby, podobne przypadki.


Widzisz.....


Zalosne sa dla mnie.


Dla mnie tez........


> Eeee tam...nigdy nie pociagalo mnie zycie ascety...hmmm...prawie
> nigdy...tzn moze nie do konca ascety...niewazne.


Oj chlopie, he, he, he Ty jestes calkiem ciekawy czlek.

> Swoja droga siostra ma konkretne podejscie do zycia jak widze ;)


Taaaaaaa


> Czesc z tego to tylko "zgrywanie cwaniaka". Glupio palnac ni z tego ni z
> owego "a ja to kocham moja zona/dziewczyne". Wiekszosc facetow stara sie

> byc twardzielami z tego co mi sie wydaje. ;)

No moze tak, trudno sie tu nie zgodzic.......


O rany...i znowu o mnie. Znalem wczesniej dosc dlugo moja babe niz ja
> widzialem i juz wtedy bylo miedzy nami cos. A nie widzialem jej na oczy.
> Widze ja raz na 3-5 tygodni...czasem nawet przerwa jest jeszcze
> dluzsza....
> Ale nie wiem...moze to i feromony...moze


Kurcze, wracasz do zdrowia ;) ;) ;) Tak na marginesie "jasnowidzuje" ze
poznales ja na necie, dobrze glowkuje ?


> Tak. Np. Pamela jest atrakcyjna, wulgarnie ale jest...Taka rasowa
> samica, duze cyce, kragla dupcia itd...hmmm...tzn Pamela mi sie nie
> podoba, bo ma taka urode jak z pornola...chociaz z drugiej
> strony...hmmm....nie...Pamela mi sie nie podoba....Ale sa kobiety, ktore
> uwazam za
> ladniejsze/atrakcyjniejsze...ale mnie to nie obchodzi


Nie w atrakcyjnosci musi byc chaczyk. Mi sie np. bardzo podobaja kobiety
ktore maja cos nietypowego w urodzie. Wiele dziewczyn ma moim zdanie
przecietna urode. Sa ladne, ale nic w nich nie chwyta. Czasem trafia sie
taka, ktora jest strasznie nieprzecietna w urodzie. Albo to feromony sa,
albo jest naprawde ladna, .......hmmmm, skolowany jestem juz calkowicie,
nie wiem...... cholera jesli jakis bozek nas stworzyl to musial byc naprawde
chory.

> > Jesli nie jestem czarny....i nie spotkalem nigdy murzyna...to chyba inni
> nie sa z czegos innego i natura nie dala im ....;)))
> Ta argumentacja nie jest najlepsza...


Ta tez nie.... :) Murzyn jest tylko z zewnatrz inny


> > Moge domniemywac ze tylko wmawiaja sobie ze cos wielkiego czuja a wcale
tak
> > nie musi byc.Moze odczuwasz gleboka przyjazn, moze to sie zmieni ?
Poczekaj
> > pogadamy o tym kiedys czy nadal czujesz to samo. Moze sie jednak okazac
ze
> > byla to tylko fenyloetyloamina, i "kochales" tak naprawde iluzoryczny
> > narkotyczny stan a nie osobe.
> > Piszesz mi nie domniemuj ze jest tak na pewno, a ja tobie moge tez tak
> > powiedziec: nie domniemuj ze to co czujesz jest miloscia bo mozesz zyc w
> > swiecie urojen i mozesz niedlugo nie czuc juz nic, jak bylo z wieloma,
> > ktorzy tez byli pewni ze jest milosc a potem zorientowali sie ze byli
> > odurzeni.
>

> Moze i zyje w swiecie urojen...ale to wcale nie zmienia faktu, ze ktos

> inny moze czuc milosc. O to mi caly czas chodzi.

No to juz co innego. Ustalmy wiec Ty i ja, ze chcemy zeby byla milosc taka
jak ja tu omawiamy, ze ktos gdzies czuje i my tez chcemy. Ale to juz jest
chciejstwo. Z chcenia czesto nic nie ma (o, nawet rym zlapalem ;)


> > sprawa jednak skomplikowala by sie gdyby mial wybierac pomiedzy
partnerkami.

> ^^^^
> Juz sam nie wiem czy to blad...czy moje widzimisie....za duzo tego
> widze...


W czym blad ?


> Wiesz...to mi cos przypomnialo...zastanawialem sie kiedys nad
> hipotetyczna sytuacja...jest dwoje osob razem...milosc itd...i nagle
> jedno z nich spotyka kogos innego...i wie, ze na pewno bedzie jej lepiej
> z ta spotkana osoba...tez milosc niby itd...tylko lepiej...i co
> teraz...?

A potem spotkaja "trzeciego wlasciwego" z ktorym lepiej, etc. Na moim
osiedlu jest wiecej zwiazkow z rozwodow niz z pierwotnego malzenstwa. Czesto
to nawet juz 3 a nawet 4 zwiazek.Tylko dzieci przybywa, a milosci nie......

> > > Moze duza czesc naszej populacji nie moze odczuwac milosci ?
> >
> > Hmmm.... ale w takim razie pojawia sie pytanie, czy ci co odczuwaja nie
sa
> > jacys chorzy ? Moze to jakies nerwice ludzkosci i stan nierzeczywisty ?
> > Mysle wciaz jednak ze pewna czesc sobie wmawia ze to czuje. Tez mozna
> > przyjac takie wyjscie jesli ty przyjmujesz powyzsze wyjscie.
>

> W sumie...wszystko zalezy od tego jak definiujesz milosc...
> Ostatnio czytalem o takim przypadku...Trudno powiedziec czy to
> prawda...ale podobno...W kazdym razie byl sobie Filip Piekny i Joanna
> Kastylijska zw. Szalona...Pobrali sie...wielka milosc...figo fago..tzn
> minelo troche czasu...;)
> urodzilo im sie troche dzieci...I nagle on umarl...a ona...Wziela jego
> cialo...ruszyla z nim w wedrowke...byla w ciazy z nim jeszcze...gadala
> do tego trupa...i urodzila dziecko...pozniej zatrzymala sie kolo
> jakiegos klasztoru...pochowala go gdzies tam...a sama spedzila reszte
> zycia w klasztorze, w celi, ktorej okno wychodzilo na jego mogile....I
> to jest wg mnie prawdziwa milosc...Piekne tylko, ze to
> chore...oblakane...
> Ja nie kocham wg tej definicji.

Ja tym bardziej.

> Wiem...a kto mowi o swiecie marzen i uciekaniu w iluzje ? Nigdy nie
> mowilem, ze "nie opuszcze cie az do smierci" i tego typu sloganow...
> Moze i masz racje...Do twojego postu przyczepilem sie tylko z powodu
> kilku irytujacych mnie rzeczy (Gwiazdy, kazdy, halucynacje i zwierzece
> prawa...tak pokrotce)....a dalej jakos poszlo...ty podales jakies tam
> argumenty, ja jakos tam odpowiedzialem....i zostalem obronca czegos do
> istnienia czego sam nie jestem do konca przekonany ;)))


Zatem sie klocimy jedynie przez to, ze odmiennie wyrazamy jedynie te same
idee ?

> A poza tym nie lubie gadek pt "milosci nie ma". Bardzo mnie to irytuje.
> Takie gadanie starych bab i faciow, ktorych to niedawno rzucila
> dziewczyna...I cos tam jeszcze mnie zirytowalo.


Mnie nikt nigdy nie rzucil. Ani ja nikogo. Rozstawalem sie zawsze w
przyjazni.
W przyjazni po zwiazku dowiedzielismy sie o sobie czesto wiecej niz w
zwiazku.
Naprawde nie mam powodow do frusttracji na tym punkcie. Chlodno patrze, i
juz.
Milosc a zwlaszcza jej wyobrazenia ludzi o tym (szczegolnie wielu kobiet)
jest dla mnie ucieczka w swiat urojenia i koniec. Taki juz jestem. Ale
powtarzam sie znow, cholera, chyba naprawde juz dostaje Alzheimera przed
trzydziestka ?!


> A wiesz, ze myslenie to tez chemia i zespol innych procesow ? Wiesz, ze
> tak do konca nie wiadomo jak wyglada swiat, w ktorym zyjesz ? Swiat
> odbierasz przez zmysly, ktore jak wiadomo moga byc zawodne...Moze tylko
> snisz ? Moze jest cos wyzej, a ten swiat to tylko rodzaj gry ? Moze to
> wszystko istnieje tylko w twojej glowie ? Moze biale myszki faktycznie

> istnieja tam gdzie ich nie ma ? ;)

Hmmmmm.... ;)

> I o to mi caly czas chodzi. Milosc MOZE istniec.


Dobra. KRASNALE moga istniec. Przyjmujemy tez i to ?


> Faktycznie troche sie gubie...Bo nie pamietam gdzie tak powiedzialem i o
> co ci do konca chodzi...moze dlatego, ze odpowiadam po dluzszej
> przerwie.

Tez mi umknal ten fragment dyskusji z pamieci. O ile pamietam, to byla
chyba odpowiedz na to ze milosc moze istniec jedynie wsrod malej liczby
populacji. Tak, teraz sobie przypominam.


> Jakkolwiek milosc nie jest docenianiem. Nie wiem czym jest milosc i nie
> wiem czy kocham. Ale wydaje mi sie, ze zrodlo milosci jest w nas samych.
> Tzn to ze ja kocham, lub mi sie tak wydaje eeee....Nie zalezy to od
> kochanej osoby tzn. po czesci tak...ale to tlo.... Chodzi o to, ze ja
> kocham....hmmmm...czy jakos tak...

Kurde xMad, he, he, he ....eech coraz luzniejsza ta dyskusja choc temat
powazny. Moze i lepiej, przynajmniej jest tak jakos sympatycznie.
.......przynajmniej dla mnie.
Zrodlo milosci jest "tam" bo kochasz zewnetrzny "obiekt" Tak naprawde jednak
w zrodle milosci szukasz swego uwielbianego obrazu, w obu przypadkach w
milosci szukasz swego a nie czyjegos. Tak kiedys pisal jeden psycjholog, a
wyczytalem to gdy bylem jeszcze kochliwym kolesiem.

> Moze inaczej...To tak jak z tym, ze uwazam, iz jest mala roznica miedzy
> przejmowaniem sie losem matki, a przejmowaniem sie losem bohatera
> serialu. Chodzi o to, ze ja/ktos sie przejmuje, ze zachodzi akt
> przejmowania sie..A to o kogo sie przejmujemy to juz tlo...ale w tym
> miejscu dyskusja zaczyna schodzic na dziwne tory...


Powiem Ci szczerze, ze w dyskusji z Toba od cholery musze myslec. Jestes
cholernie wymagajacym dyskutantem. Ale tu juz nie umiem Cie wyczytac, choc
staram sie jak najglebiej w Ciebie wpatrywac myslami.

> Sa slady. Nieliczne, ale sa. Piszesz, ze chcemy miec partnera jak
> obrazek. Nie zgodze sie z tym. Niektorzy ludzie wybieraja partnerow mimo
> wad i mimo tego, ze sa atrakcyjniejsze osobniki.


Atrakcyjniejsze osobniki jest pojeciem wzglednym. Ja np. zawsze dostawalem
fijola na punkcie dziewczyn albo nietypowej urody jak wyzej pisalem, albo 2)
ciemnych, dlugie ciemne wlosy, wysokie, czarne oczy, cyganska uroda, etc.
Nawet gdy byla starsze ode mnie. Mogla byc kobieta 15 lat ode mnie starsza,
nieatrakcyjna dla jakiegos innego faceta jak ja, ale ja dostawalem fijola i
juz. Musiala byc szczupla i wysoka, obowiazkowo. Nie musiala miec specjalnie
pieknej facjaty, raczej ten typ urody, taki bliskowschodni jakis, nie wiem
jak to okreslic blizej. Kumpel sie ze mnie zawsze smial ze mi sie tylko
podobaja Zydowy. Chyba trafil w sedno.
Smieli sie ze mnie tez inni koledzy i siostra, mowiac "glupis stara baba",
"brzydka" "sa mlodsze" etc. Nie dzialalo. Fijola dostawalem we lbie i
koniec. Z punktu widzenia otoczenia genetycznie szukajacego innych osobnikow
bylem chory. Z mojego punktu widzenia oni byli nudni, moje wybory byly
"najtrafniejsze". Taki byl moj genetyczny program. Zawsze mowilem, blondynka
nigdy nie przebije brunetki, nawet jak brunetka starsza, to cos w sobie ma i
koniec. A blondynka prawie nigdy.Genetyczny program.


> A to ze duza czesc facetow chcialaby wydymac Pamele to smutna
> rzeczywistosc..


Smutna....

> > Rozumiem, ze jestes w tej lepszej mniejszosci ktora cudem moze kochac.
Ja
> > natomiast jestem w wiekszosci, ktora nie moze.
>

> Nie powiedzialem, ze ja tam jestem..;)


Wiec.... zrobil sie z Ciebie milosny sceptyk, he ;)

> Dlaczego szara rzeczywistosc ? Caly czas tego nie rozumiem. A dlaczego
> nie rzeczywista rzeczywistosc ? ;) Dlaczego nie po
> prostu...rzeczywistosc ? Nie rozumiem dlaczego szara...Robisz z
> ksiezniczki potwora w ten sposob...A to nieprawda...moge sie zgodzic, ze
> ludzie troche idealizuja swoich partnerow...ale nie mozesz robic z tego
> upadku w przepasc....
> Mowisz to w ten sposob jakbym widzial Pamele w czasie dzialania Pea, a
> gdy mi minie widze babcie bez zebow.
> Ja raczej nazwalbym to przejsciem....zwolnieniem tempa...a ze dla
> niektorych to "szara rzeczywistosc ze szkarada za kolkiem" to trudno...
> Moze zyje w swiecie urojen, moze mi sie tylko wydaje, moze idealizuje
> moje zycie/emocje, a moze faktycznie to czuje...a moze inni przesadzaja
> ??...Ale jesli ja tego nie wiem to tym bardziej nie masz pojecia o moim
> stanie ty ;)


No nie taka szara. Jak zwykle od punktu widzenia zalezymy. Dla mnie przyjazn
z mymi bylymi lubymi to cos wiecej niz to co bylo. Wcale nie tak szaro. Ale
milosc to nie jest na pewno. Odczuwam cos podobnego do przyjaciol. To jest
gleboka fascynacja czlowiekiem, przyjazn, czy jak to tam nazwiesz. Ale nie
milosc. Szaro byc nie musi a nawet nie jest.


> Ale nie badano wszystkich osob oraz tych ktore zyly i zyc beda. Badano
> tylko pewna probke. Poza tym czesto odkrycia naukowe sa korygowane,
> rozszerzane o pewne nowe fakty. Zawsze sie moze znalezc jakis szczegol.
> I jeszcze to co napisalem wczesniej, ze czasem fakty sa naginane przez
> naukowcow.


Zatem trzeba czekac. Klamstwo wyjdzie na jaw. Wciaz jednak nic nie czuje
wiele ludzi, czy oni naginaja czy nie cos podobno "wielkiego" przychodzi i
kaprysnie znika a potem zostaje proza i ani sladu po czyms wielkim.
Przygladaj sie sobie uwaznie. Czas to sprawdzi.


> I co z tego, ze wyplula nas ta sama ewolucja ? Tzn ze tacy sami mamy byc

> ? Nawet blizniaki sie roznia. Chyba nie chcesz twierdzic, ze ludzie sa
> identyczni ???

Zauwaz jak niewiele jest roznic. Porownaj to potem do tego ile cech ludzi
laczy.


> Nie wiem dlaczego uparles sie na mnie...no ale...Moze odczuwamy
> podobnie, ale rozni nas interpretacja ???

He ! Tez na to wpadlem wyzej !

Dla jednych brak Pea to "szara
> rzeczywistosc", a dla mnie/innych to rzeczywistosc/zwolnienie
> tempa/przejscie/akceptacja ???

Czy to juz nie sympatia i przyjazn ? Cos wielkiego, byc moze nawet wiekszego
od "milosci" Wiesz jak mi sie wydaje....... ze ludzie wyolbrzymili milosc do
rozmiarow czegos wielkiego. I w takiej cywilizacji marzen sie urodzilismy.
Widzimy, ze to sie nie zgadza z tym idealem i stad rozczarowanie. Czekalo
sie na cos wielkiego, poeci rozdmuchiwali to, ..... a tu sie okazuje
przejsciowe i kaprysne zostalo uczynione i wyidealizowane do trwalego. Stad
caly ten zamet. Potem pojawia sie taki koles jak ja i twierdzi, ze ci ktorzy
tak o tym wzniosle mysla zyja w swiecie urojen. Stwarzaja sobie alternatywy
uczynienia z tego czegos wielkiego. Kombinuja. Przedluzaja i probuja ozywic
trupa gdy juz skonczy sie im fenyloetyloamina we glowie. Wmawiaja sobie ze
cos wielkiego czuja choc czuja cos innego co moze jest tez wielkie ale nie
jest to to jak oni to nazywaja i o tym mysla. Tak to widze.

> Jest to skrajna wada wiec przypadek jest skrajny. Dlatego. ;)
> Chyba nie chcesz twierdzic, ze wszystkie wady sa identyczne ?
> Niektore sa latwiejsze lub trudniejsze do przelkniecia. To malo mozliwe,
> bym zwiazal sie z kims, kogo wady doprowadzaja mnie do furii itp...

Ale np. aniol z charakteru ?

> Powiedzialbym raczej, ze wada pt. "bezzebnosc" ma ujemna wage w procesie
> decyzyjnym...czy jakos tak...;)

Wstawmy wiec zeby. Jestem bozkiem i wstawiam zeby na odleglosc.

> Nie twierdze, ze wybieramy tylko "wartosci wewnetrzne osobowe",
> oczywiscie brana jest pod uwage atrakcyjnosc. Ale czasem ta atrakcyjnosc
> jest tylko potwierdzeniem jakby, ostatnim elementem ukladanki. W koncu
> jestesmy wszyscy estetami...no prawie wszyscy.

Czy ostatnim elementem ukladanki ? Pamietasz co pisales wyzej o "sflaczalym
ciele" ?
To tak ladnie brzmi ze ostatnim. A nie pierwszym ? Zwiazki bylyby wtedy nie
ze wzgledu na wyglad ale przy okazji wygladu.

Ale istnieja zwiazki
> ekstremalne, ze tak powiem. Nie zaprzeczysz chyba temu ?

Watpie ze za calkowita intencja stron, lub raczej strony. Poza tym, istnieja
tez tacy co bawia sie ze zwierzatkami...... w lozku na golaska. To sie
nadaje do psychiatry.

> Rany...ale zrozum, ze nie mozna udowodnic, ze cos nie istnieje
> poslugujac sie statystyka.

Nie potrzeba nam dowodu o jakim mowisz. Statystyka jest dowodem w innym
znaczeniu. Ja np. nie potrzebuje jasnowidza, zeby wiedziec ze Kwasniewski
wygra w przyszlych wyborach. Wystarczy mi statystyka, ktora okreslala to
trafnie dotychczas na innych przypadkach i przez to sie uwiarygodnila. Zatem
jasnowidz nie jest w jej przypadku potrzebny. Ona sama wystarcza. Tak samo i
tu, dowod na kazdym czlowieku nie jest potrzebny. Naprawde nie wierze ze
ludzie sa az tak rozni, zeby jedni mogli to odczuwac a inni nie. Owszem nie
mozna tego wykluczac masz racje..... ale to tak malo jednoczesnie zeby byc
pewnym ze to jest....... mimo wszystko nie mysl ze jestem typem, ktory nie
chcialby zeby milosc byla. Naprawde bym chcial. Chcialbym tez zeby istnial
Bog. Wiele bym chcial i to bardzo. Ale rzeczywistosc mowi brutalnie nie.
Doswiadczenie narzuca mi sie takie a nie inne. Sprobuj tez mnie troche
zrozumiec, bedzie nam latwiej.

> > A propos nie odpowiedziales ile jestescie, wtedy mozna bylo by okreslic
na
> >jakim etapie jest twoj zwiazek. Ja gdy bylem na etapie
fenyloetyloaminowego
> >zycia w urojeniach, tzn. gdzies ze 2 lata po zwiazku, to myslalem
podobnie
> >jak Ty.
>
> Fakt. Wymknelo mi sie..tzn widzialem to pytanie jak czytalem post, ale w
> czasie odpowiadania umknelo mi to jakos.
> 2 lata. Chociaz jest to zwiazek na odleglosc troche, wiec nie wiem czy
> dwa lata i czy tak do konca jest to punkt dla nas czy minus.

Hmmm.... to duzo wyjasnia. Wiesz co mysle, nie musze pisac. Teraz juz wiem,
czemu tak troche przesuwales sie wyzej na moj punkt myslenia i byles
niepewny czy jest milosc .... po prostu dojrzale nie antycypujesz w
przyszlosc tego co jest, zakladajac ze mozna antycypowac inaczej.....
Dojrzale i to bardzo. Wiecej pisac nie musze.

Gdzie bronilem gorliwie zasad iz ciupcianie to cos czemu nie moge sie poddac
> >? Oj kolego, przeginasz.
>
> Nie wiem jak dla ciebie, ale dla mnie ciupcianie jest zwierzecym prawem,
> ktoremu podlegamy i duzo osob nie potrafi sobie tego odmowic. Ty
> potrafisz jak widac. A wczesniej twierdziles, ze wszyscy podlegamy
> zwierzecym prawom itp itd..

Mowilem ze podlegamy wyborom partnera nie wiedzac juz czy to feromony
zadecydowaly czy my. Eeeeech.....xMad raz jestes powazny a kiedy indziej
gdzies odplywasz z roztargnienia. Ciupciania odmowic jest sobie latwo. Ja
nie ciupciam i zyje jak widzisz. Moge sie opanowac. Ale np. nie wiedzialbym,
czy gdy wybieram kobiete na swe partnerke, to decyduja feromony czy moja jej
"fascynacja osoba". Bylbym skolowany. W tym sensie podlegamy mechanizmom
biologii i o tym pisalem myslac, ze sie nie mozemy czasem nie poddac prawom.
Nie wiemy czy nasz organizm nas przypadkiem nie koluje feromonami, co sie
zdarza nawet gdy myslimy ze wybieramy "nieatrakcyjna" ona jest dla naszej
wewnetrznej biologi w sam raz. Przypomnij sobie jak pisalem Ci o troche
starszych ode mnie wysokich brunetkach.

> >> Kolego...rownie dobrze moglbys porownac poloneza do mercedesa. Jedno i
> >> drugie, ale roznica jest bardzo duza.
> >
> >Oba spelnia role samochodu tak samo.
>
> Tak samo ? ;)))))))))))))))))))))
> To chyba zart....a moze nie...
> Jest duza roznica, choc zastosowanie to samo. Nie wiem jak ty, ale
> wydaje mi sie, ze mercedes jest lepszym rozwiazaniem.

Jest roznica w jakosci, klasie, trwalosci, ale w funkcji bycia jezdzidlem
niewielka. jednym i drugim wyjedziesz na wakacje nad morze i wrocisz bez
problemu. To jak z roznicami w slowach jakie pisze. Ale to juz tluklismy na
poczatku postu, wiec sie nie powtarzam.


Milosci...;)
> >
> >No chyba ze przedtem dostane sklerozy, co byloby nawet i zabawne.
>
> Wrzuc luz, nie pekaj. ;)

Sprobuje. Jak dostane sklerozy, to mam nadzieje ze wtedy pomozesz mi znalezc
sobie jakas "milosc" mego zycia, obowiazkowo czarna wysoka szczupla
brunetke, do tego bedziesz mnie co niedziela podprowadzal do kosciolka na
msze ;) Ja Ci sie odwdziecze i pobije rekordy dekadenckiej paranoi na tej
liscie, bedziesz mial ubaw.

Zdrowka

Archemagik


archemagik

unread,
Jun 4, 2000, 3:00:00 AM6/4/00
to
Ten sam tekst jeszcze raz xMadzie bo pare bledow bylo. Sorrrrry
***************************************************************


"xMad"

Zauwaz ze przyjazn jest mozliwa miedzy kazdym, bez wzgledu na wiek, status

xMad

unread,
Jun 9, 2000, 3:00:00 AM6/9/00
to
archemagik wrote:

> Czesc xMad.
> Troche nas pochlastalem, bedzie zwiezlej. Gdzie sie powtarzalismy staralem
> sie pociac. Czasem moze cos mi umknelo, ale tlumacz sobie to moja skleroza.

Spoko...Troche bylo tego powtarzania.
To chyba jednak ten nowy, lepszy netscape :/ Zajoba mozna dostac...jako htmla
wciaga cale...jako plain text ucina...I musze odpowiedziec w htmlu i pozniej
wyslac jako plain text...niby proste...ale troche inaczej sie edytuje...jakies
zjebane niebieskie linie zamiast ">"
Zawsze tak sie konczy instalowanie nowych wersji za czym raczej nie jestem...ale
czasem musze...i pozniej sie to na mnie msci.

> Bezinteresownosc/wylamywanie sie z regul nie jest
> > altruizmem.
>
> Bezinteresownosc nie jest altruizmem ? Popatrz co podaje "Slownik - wyrazow
> obcych i zwrotow obcojezycznych" W Kopalinskiego pod haslem altruizm:
>
> "B_e_z_i_n_t_e_r_e_s_o_w_n_a_ troska o dobro innych" (str 28).

Nie jest sama bezinteresownoscia...Jest bezinteresownym dzialaniem na korzysc
innych...Badz troska jak wyzej...Jest czyms wiecej niz tylko
bezinteresownoscia...Bezinteresownie mozna rowniez kogos kopnac w zad. A trudno
powiedziec by bylo to w trosce o czyjes dobro.

> O co Ci chodzi ? Odnosze wrazenie ze za wszelka cene chcesz mnie przylapac
> na bledzie ktorego nie popelnilem. Raz uwazam Cie za powaznego dyskutanta a
> kiedy indziej trudno mi w to wierzyc. Zwiazek jaki opisywalem to tez
> wylamywanie sie z regul. Malo kto idzie w zwiazek na stale jesli nie jest
> zakochany czyli nie doznaje odurzenia Pea. Bylo to wiec takze wylamanie sie
> z regul.

Po prostu nie widze w tym altruizmu, w zwiazku bez Pea... Wydaje mi sie, ze w
kazdym zwiazku mamy raczej do czynienia z egoizmem...Jestesmy w zwiazku, bo jest
nam dobrze.

> Niescislosci polecalbym tez poszukac u siebie. Terminu halucynacja uzywalem
> odnosnie ludzi pod wplywem Pea. Fakt i Twa racja bedzie, ze byl on moze
> troche uzyty w przenosni, ale nie mozna tez sugerowac jdo konca jak chcesz,
> ze nie ma on zupelnie zwiazku z zjawiskiem jakie opisywalem. Dla mnie
> czlowiek ktory slyszy ze jest "krzeslem" a mimo to mowi, ze kocha bo -
> "ona jest najlepsza na swiecie i dlatego z nia bede" (cytat mego kolesia na
> me stwierdzenie ze sie kompromituje) doznaje "zludnego postrzegania czegos
> nie istniejacego w rzeczywistosci" co powyzszy slownik Kopalinskiego nazywa
> "halucynacja". Czlowiek ten nie widzial wad wybranki nie widzial ze zostal
> ponizony, widzial cos odwrotnego. Nie chce juz wchodzic na Ciebie, wiec
> proponuje Ci sie przysluchac co mowia ludzie chorobliwie trwajacy w swiecie
> odurzenia narkotycznego zwanego potocznie "miloscia". Nie da sie sluchac
> tych bredni i nie mozna zniesc jak niezaleznie od tego, czy ktos chce
> sluchac czy nie, wyolbrzymiaja znaczenie osoby, ktora powoduje w nich
> odurzenie.

Nie chce sie powtarzac...ale ;)
Troche naciagasz...Szczerze mowiac nie slyszalem nigdy takich sformulowan typu
"on/ona jest najpiekniejsza" i sam ich nie uzywam, a to dlatego, ze moja zycie
prywatne to moje zycie i nie zamierzam sie z nim obnosic, a poza tym wcale tak
nie sadze...tzn...zreszta juz o tym pisalem, sa atrakcyjniejsze kobiety i zdaje
sobie z tego sprawe. Domyslam sie, ze sa tacy ludzie, ktorzy takich sformulowan
uzywaja, ale i tak nie jest to halucynacja. Jest to twoje swego rodzaju
wyolbrzymienie, ktore nie jest tu potrzebne, bo jak napisal wczesniej bodajze
japhy zaciemnia to obraz. I mozna sie do niego przyczepic ;)
Aaa...i jeszcze przypomnialo mi sie cos a propos twojego przykladu o tym jak to
jakas laska porownala swojego chlopaka do jakiegos slawnego aktora, bodajze
Harrisona Forda....
Moja baba porownala mojego brata (nie mnie ;)) do Radka Pazury...chociaz nikt
nie zauwazyl tego podobienstwa...Takze ten twoj przyklad tez raczej nazwalbym
pomylka...a nie idealizowaniem partnera...Ale to szczegol.

> Sam zreszta wiem co powoduje Pea i jak sie mysli o "wybrance" gdy
> sie jest pod wplywem tego syfu. To co sie mysli jest chore i nijak odnosi
> sie do rzeczywistosci. Uwazam to za urojenie a nawet swego rodzaju
> halucynacje, bo o drugim czlowieku mysli sie w kategoriach ktorych on nie
> moze byc nosnikiem. No coz............ zyjemy w wolnym swiecie i kazdy moze
> sobie wybrac droge do swiata urojen, chemicznego zatrucia mozgu. Moze to
> nazwac "miloscia", tlumaczyc sobie to jak tam chce, wmawiac sobie co chce,
> etc. Nie moze jednak liczyc na to, ze gdy znajdzie sie w normalnym swiecie
> ludzi racjonalnych, to bedzie traktowany powaznie ten pan "krzeslo". Ja go
> powaznie nie traktuje. O co sie zreszta juz poklocilismy nie raz.

Chemiczne zatrucie mozgu...;)
Ciekawe sformulowanie...ja nazwalbym to raczej iluzorycznym szczesciem...Ludzie
czuja sie szczesliwi w tym stanie...przynajmniej tak mi sie wydaje. A kogo to
obchodzi, ze to tylko iluzja ? Zreszta czy istnieje szczescie, ktore nie jest
iluzja/uluda ? Przeciez to tylko stan umyslu, mozesz byc szczesliwy myjac
podloge...eeee...chyba zaczynam zbaczac...W kazdym razie jest to szczescie, a
ludzie chca byc szczesliwi. Chyba, ze wola unieszczesliwiac sie na sile. Jestes
szczesliwy, zadowolony z zycia ? Moze powinienes przestac rozpisywac sie na
liscie tylko posluchac rad siostry ? ;)))

> > Badania statystyczne zawsze sa tylko badaniami. I jak sam napisales
> > przewaznie jest blad rzedu kilku procent badz mniej.
>
> Malutko i tak. Odnosnie milosci wychodziloby w tym wypadku, ze zgodnie z tym
> co mowisz jedynie 2, 3% populacji odczuwa "milosc", reszta nie. Cos
> fantastycznie mi to brzmi. Moze te 3% powinno sie zastanowic co czuje i czy
> naprawde cos czuje ? Reszta ludzkosci nie rozni sie od nich az tak bardzo,
> zeby odczuwac kompletnie cos diametralnego.

Ludzie, ktorzy slysza dzwieki poza skala tez powinni sie zastanowic co slysza i
czy naprawde cos slysza ?;)))
Nie przekonuje mnie ten argument...szczegolnie, iz ludzi ktorzy mysla, ze
kochaja jest dosc duzo chyba jednak, wystarczy zobaczyc co sie dzieje 14 lutego
w te debilne swieto zwane Walentynkami, wszyscy dostaja swira i kupuja jakies
bzdety nabijajac kabzy kupcom...
Przypomnialo mi sie jak to nasi madrale z akademika ulozyli z zapalonych swiatel
w pokojach serce na Dzien Kobiet...wymieklem...i jakie zbiegowisko...i ile
dumnych twarzy...

> Poza tym twoje
> > "badania" ograniczaja sie jak zakladam do terazniejszych Polakow...a
> > ludzie maja rozna mentalnosc w zaleznosci od narodowosci i czasu w
> > ktorym zyja...itp...itd...
>
> Eeeee Ludzie to ludzie. Ty, ja i np. Anglik sikamy tak samo, podobnie sie
> wkurwiamy, za podobne rzeczy lubimy, tak samo spimy, podobnie szanujemy
> rodzicow, nie lubimy nauczycieli robiacych zbyt czesto kartkowki w szkole,
> etc. Nie ma tu roznic diametralnych. Jakies sa, ale nie az takie, ze np. Ty
> mozesz i paru wybrancow mozecie doswiadczac czegos wielkiego, a ja i wielka
> reszta nic.

Tu sie nie zgodze. Roznice sa dosc duze miedzy narodowosciami. Np. to ze
Japonczycy sa tacy pracowici i zdyscyplinowani (slyszales o sektorze japonskim
na bodajze ostatniej olimpiadzie ?)...Niemcy to tez dyscyplina....Anglicy sa
jakby spowolnieni...itp...Kazdy narod ma swoja mentalnosc...no prawie
kazdy...Sikanie jest czynnoscia fizjologiczna i wiadomo, iz kazdy czlowiek
sika....Ale kazdy sika na swoj sposob...jedni gwizdza...inni sie drapia....ktos
tam sobie wywija zawadiacko...inny robi to szybko...ktos inny
czesto...itp..itd...Jedni mowia "ide do kibla"..inni "ide za potrzeba"..."skocze
na sikanko"..itp...

> W tym wypadku rozmawiamy jednak o czyms co mozna czuc, nie powinno byc
> ukryte a ludzie nie czuja tego tak jak sie o tym mowi. Oprocz paru
> przypadkow.

I o te przypadki mi chodzi...moze po prostu maja jakies skrzywienie...moze im
sie wydaje...moze im przejdzie...ale to czuja....i wydaje im sie, ze wiedza co
to jest...i moze maja racje...

> Zawsze sie wywewnetrzniamy. Taki slad nas musi czasem zostac, jak odcisk
> palca na ktorego tez nie ma sie wplywu, zostawi sie go i juz.

Ja sie nie wywnetrzniam...tzn..zawsze jest granica, ktorej nie przekraczam w
mowieniu o sobie...zalezy tez od osoby...

> Tak, .... tylko musisz uwazac zebys nie przesadzal z nazwami tej burzy. Dla
> czlowieka pierwotnego piorun byl utozsamiany z bostwem i inne sily natury
> tez. Okazalo sie ze nie jest to tym z czym to utozsamiano. Wyglada wiec na
> to, ze obaj czulismy w zwiazkach piekna przyjazn. Dla mnie nie byla to
> milosc, a dla Ciebie jest.

A kto mowi o nazywaniu..Ja lubie to co piekne dla mnie...troche banalne
stwierdzenie...;)
Tak tez jest z wiatrem i deszczem i piorunami...To czym w rzeczywistosci sa to
tlo...dodatkowa informacja...ktora nie zmienia mego stosunku do tych zjawisk...

>
> > A kto mowi, ze milosc to nie przyjazn ?
>
> Czemu wiec nie nazywac tego po imieniu i w ten sposob nie wpadac w przesade
> ?

Dlatego, ze jest roznica miedzy przyjaznia i miloscia. Nieuchwytna troche, ale
jest. Przyjazn to tylko czesc milosci...Podobno na przyjazni budowane sa
najtrwalsze zwiazki.

> Wydaje mi sie, ze to przyjazn +
> > cos jeszcze. Ale co sklada sie na drugi skladnik, to nie wiem.
>
> No wlasnie, ..... ponizej sie zastanawiamy, czy ten drugi skladnik to po
> prostu nie jedynie nasze zwykle mechanizmy zmuszajace nas do wypelnienia
> ewolucyjnej powinnosci. Czyli przyjazn + ewolucyjna powinnosc, nic
> wznioslego.

> Wiele malzenstw bowiem po tym jak im sie urodzi dziecko bardziej ceni

> dziecko niz siebie nawzajem. Sam slyszalem, widzialem, przypuszczam Ty tez.

> To refleksja, pamietam ze Ty nie planujesz dzieci.

Zaraz mnie trafi z tym edytorem...:/
Ewolucyjna powinnosc ? Hmm...moze...ale zauwaz, ze teraz zaczyna przewazac model
malych rodzin...z jednym lub bez dzieci...No i jeszcze homoseksualizm tez raczej
nie ma na celu reprodukcji.
Troche nie pasuje to do zamyslow Matki Natury...Przeciez powinnismy sie
rozmnazac, by nasz garunek przetrwal...

> Teraz ty uogulniasz. Wiesz ze czesto jest inaczej. Nie musiimy mowic o

^ tak a propos dyktanda...

>
> osobach koniecznie bardzo starych, steranych zyciem, etc. Mowimy o pani
> nieatrakcyjnej dla Ciebie i starszej o tyle ze juz nie akceptujesz jej jako
> partnerki. Zastanow sie, czy wybierasz tylko dla cech wewnetrznych i czy
> umialbys sie kochac sie w takiej pani ?
> Wtedy zobaczymy za co sie "kocha". Czyzby glownie za wnetrze ? Tu moze jest
> to "wzniosle" cos co dodales do przyjazni tam wyzej.

W sumie przyszedl mi jeszcze jeden powod...Zboczenie....Takie zwiazki sa czesto
traktowane jako zboczenie..Tak samo jak zboczeniem jest dobieranie sie do malych
dzieci, tak samo duza czesc ludzi traktuje jako zboczenie zwiazki ze starszymi
osobami...Moze dlatego tez ?
Ale to takie gdybanie...

> Jest to skrajny przypadek. Jesli sie patrzy z daleka, z boku. Co nie
> > zmienia faktu, ze moze sam moglbym tak wybrac. Jak i mogloby tak wybrac
> > wiele osob, ktore sie zapieraja, ze tego nie zrobia. Ludzie tak
> > wybieraja.
>
> Niescislosc. Moga tak wybierac, a nie wybieraja w praktyce. Ci co tak
> wybieraja czesto robia to juz nie z milosci, a z strachu przed samotnoscia,
> z przyjazni, etc. Popatrz jak wybiera wiekszosc i jak motywuje. Naprawde
> wybory wiekszosci sa reprezentacyjne dla tego jak jestesmy zrobieni. To ze
> Ty czy ja sie sprzeciwiamy temu to cos zupelnie innego.

Ten strach przed samotnoscia to juz twoje domysly. Nie wiemy jak jest dokladnie.
Poza tym wiekszosc naszych domniemywan dotyczy schematu "facet wybiera
dziewczyne", a nie "dziewczyna wybiera faceta" (to tak na marginesie). Ale co to
ja mialem....aaaa...Znam taka parke, zakochani i w ogole...I facet jest po
prostu...hmmm...odpychajacy i dziwaczny...totalnie nieatrakcyjny...Nie jest to
raczej zwiazek ze strachu itd...Jakos sie dobrali. Sa zwiazki nietypowe. Chociaz
z drugiej strony zawsze mozna sie upierac, ze jedna z pary ma dziwny gust i
takie preferencje dziwne w doborze partnera...

> > Moze masz racje do pewnego stopnia. Ale i tak nie mozesz pisac "kazdy".
> > Bo sa rozne przypadki.
> > Ludzie krzywo sie patrza na takie pary. Koledzy pukaja sie w czolo itd.
>
> A gdyby sie tylko przyjaznili ? To wtedy nikt by nie patrzyl krzywo.
> Przyjazn moglaby tez trwac do konca zycia. Zatem jak myslisz, czy przyjazn
> nie bylaby czyms wartosciowszym niz malo mozliwa w tym wypadku "milosc" ?

Wydaje mi sie, ze zbyt szafujesz pojeciem "przyjazn". Wstawiasz je rowniez w
miejsce prostej znajomosci. Przyjazn to mocne slowo, jak i milosc i ja ich
raczej nie uzywam. Jak juz napisalem wczesniej ja nie kocham, bo kochac to mocne
slowo. Tak samo przyjazn. To mocne slowo. Szanse na przyjazn ze starsza osoba sa
podobne jak szanse milosci z nia. Jakos ciezko mi uwierzyc w przyjazn ze starsza
osoba. To o czym caly czas mowisz to znajomosc.
A znajomosc moim zdaniem jest gowno warta. Przychodzi i odchodzi. Jak sie
skonczy to nikt nie placze.

> Zauwaz ze przyjazn jest mozliwa miedzy kazdym, ze wzgledu na wiek, status
> spoleczny, wyglad, etc. A cos co zwiecie miloscia NIE zawsze jest mozliwe.

Bzdura. Przyjazn nie jest mozliwa w kazdym przypadku. Przyjazn to mocne slowo.
Powinnismy odroznic przyjazn od znajomosci. Ale pisalem o tym wyzej. Poza tym w
wiekszosci szkol/klas sa tzw. chlopcy do bicia. Wiesz o co chodzi ? Osoby,
ktorych nikt nie lubi. Chodza obdarci, maja problemy z nauka, okulary nosza, sa
otyli, sa innej narodowosci, maja zajecza warge, kuleja. Wstaw tu co chcesz. Oni
czesto nie maja przyjaciol. Ich sie gnebi. Nikt nie poda im reki, zeby nie
zarazic sie od nich tradem. Przyjaznia rzadza podobne prawa jak i miloscia. To
tyle a propos twojej wielkiej przyjazni.

> Musza byc spelnione kryteria jak wiek, wyglad, etc. Zatem czy przyjazn nie
> jest w tym wypadku czyms szlachetniejszym nawet ? A jesli jest, to czemu to
> co zwiecie "miloscia" ma opinie czegos co nad przyjazn sie potocznie
> wywyzsza ? Moze wiec przyjazn jest wartosciowsza ? Zdarza sie przeciez nawet
> miedzy mezczyznami. Moze wiec wiekszosc ludzi czeka na wielka milosc jako
> tak naprawde urojone "najwieksze szczescie zycia" skoro cos wiekszego jak
> przyjazn mamy juz o wiele wczesniej nawet w dziecinstwie ? Odpowiedz prosze
> na te wszystkie pytania.

Przyjazn nie jest wartosciowsza od milosci. Jest porownywalna z nia. Malo jest
prawdziwych przyjazni, wiekszosc to tylko przelotne znajomosci, ktore predzej
czy pozniej wygasna. Milosc to tez przyjazn, a wiec trudno powiedziec, ze
przyjazn jest wartosciowsza, bo to prawie to samo. ;) Prawie....

> > A malo kto chce znalezc sie "poza stadem".
>
> Ja takiej pary nie widzialem, pani bez zebow w wieku np. -obnizmy jeszcze -
> 45 lat otyla i "zakochany" w niej np. taki facet jak ja 20 lat mlodszy. Nie
> umialbym jej "kochac", sadze ze nikt w mej sytuacji. Przyjazn moze, ale
> "milosc" ? Widze ze cos brakuje do zakochania, ODPOWIEDNIEGO WYGLADU.

To samo moze dotyczy przyjaznii. Bo ja nie widzialem przyjazni miedzy takimi
osobami. A ty widziales ?

> Dlatego sadze ze milosc nie jest powodowana osobowoscia partnera a wygladem,
> dopiero pozniej patrzy sie na "resztki" osoby - osobowosc.

Tak samo z przyjaznia. Malo kto zaprzyjazni sie z toba jesli wygladasz jak
kretyn.


> Doceniamy w
> partnerze wiec to co on nie chce zeby bylo docenione najbardziej - wyglad.
> Wolalby byc doceniony za osobowosc a nie jest. Przypuszczam ze Ty tez
> chcialbys byc glownie oceniony za osobowosc.

Chcialbym byc oceniany w calosci. Jako czlowiek, z wszystkimi atrybutami.
Cokolwiek to znaczy. ;)


> To mogloby byc docenione
> obiektywnie jako wartosc. Ale wyglad nigdy nie bedzie oceniony jako wartosc,
> bo zawsze sie ktorejs nie spodobasz. Okazuje sie wiec ze za tym wszystkimi
> wyborami "ukochanej/ego" stoja wiec biologiczne bardziej motywy, niz te
> najpiekniejsze i wzniosle jak "milosc". Zgodzisz sie ze nic w takich
> wyborach wznioslego ?

A co jest wznioslego w przyjazni ? Przeczytaj to co napisalem wyzej.


> Zwroc uwage czy te motywy nie byly tez i przez Ciebie
> stosowane podczas wyboru. Szczerze sobie odpowiedz czy tak a jesli tak to na
> ile. Wtedy moze uda nam sie dostrzec czy cos w wyborach miedzy ludzmi jest
> zaslugujacego na uwage.Czy nie tylko zwykle biologiczne podswiadome motywy
> wyboru jako odpowiadajeacego nam partnera istnieja.

Moze i byly. Ale jak juz powiedzialem, moj zwiazek rozpoczal sie wczesniej niz
mialem dane zobaczyc ja. Nie wiem czy istnialby gdyby wygladala inaczej. Moze
nie...moze tak.

> Cholera, nic nie wiedzialem o swym jasnowidztwie jak dotad ;)

Eee...tam...To dopasowanie zaistnialych juz faktow do proroctwa. Jak czesto ma
to miejsce.

> Hmmmm...... OK zalozmy ze tak jest. Jednak jak pisalem wyzej, przyjaznic sie
> mozesz bez wzgledu na wyglad z kim wlasciwie chcesz. Starym, mlodym,
> brzydkim, ladnym, obrzydliwym, etc. Cechy osobowe wysuwaja sie na pierwszy
> plan, a nie doboru partnerow opartego na czystym biologizmie jak to jest w
> milosci gdzie cechy osobowe sa spychane na bok. Jak pisalem "kochac" sie
> mozesz nie w kazdym, a przyjaznic wlasciwie z kim chcesz, bo przede
> wszystkim za osobowosc sie przyjaznimy.
> To pokazuje rzeczywista roznice miedzy "miloscia" a "przyjaznia". Od razu
> widac co decyduje w jednym i drugim o wyborze. W "milosci" decyduje glownie
> wyglad w przyjazni osobowosc i charakter. Nie sadzisz ?

Nie, nie sadze. Patrz wyzej.
Nie wiem czy milosc nie jest wartosciowsza. Zaklada nam na oczy rozowe okulary
przez co wyglad partnera spada na dalsza pozycje. Moze robi to wlasnie Pea. W
przyjazni tego nie ma. Od kilku juz lat widuje pare. Ladna drobna dziewczyna i
chlopak, ktory bylby dosc przystojny, gdyby nie to, ze ma prawie cala twarz
poparzona. Jakies takie plamy czerwone i blizny...Dokladnie sie nie
przygladalem. Nie jest atrakcyjny, a jest w zwiazku.

> > Czy to nie za "duze" slowo ? Przyjazn z ta kobieta ? Oddalbys za nia
> > zycie ? Dlaczego uwazasz, ze to przyjazn, a nie znajomosc ? Wierzysz w
> > Przyjazn, przez duze P ? Co jest warta ta wasza "przyjazn" ? ;)
>
> Nawet jesli znajomosc, to i tak warta bardziej niz "milosc" bo cenie ja za
> wnetrze, nie wyglad czy wiek. W "milosci" gdyby te kryteria zostaly wziete
> pod uwage to by Ci z miejsca wybily zwiazek. A znajomosc, przyjazn, jak to
> tam nazwiemy, cos za co ja doceniam, trwa i juz. Znow widac jakie motywy
> decyduja w przyjazni (osobowosc) a jakie w milosci (wyglad).

Znajomosc jest gowno warta. Jak juz napisalem wczesniej. To spotkania przy
herbatce, piwie. Wymiana plotek, informacji. Pozyczanie cukru, ksiazek itp. Nikt
nie rozdziera szat, gdy sie konczy, bo zawsze sie znajdzie inny znajomy.
Cenisz ja ? Cenisz jej wnetrze ? Jestes tego pewien ? A moze po prostu nie
zwracasz zbytniej uwagi na jej wnetrze ? Moze rownie dobrze moglaby byc zupelnie
kims innym, mogla miec zupelnie inny zestaw cech, byleby nie byla upierdliwa ?
Jest roznica miedzy jednym a drugim.

>
> > > Uwazam za uczonymi ze feromony i fenyloetyloamina nie zawsze dochodza do
> > ^^^^^^^^^^
> > I o to mi caly czas chodzi...Nie zawsze dochodza do glosu.
>
> Ale czy wtedy nie jest to juz przyjazn, znajomosc, fascynacja osoba, ktorej
> doznac mozesz wobec kazdego ? Co w tym z "milosci" ?

Nie wiem. Moze glupie przeswiadczenie, ze to ta jedyna, ze to przeznaczenie ?
A co jest takiego w przyjazni ? Czy nie mozesz jej tez doznac wobec kazdego ?
Chyba nie. Milosc i przyjazn sa podobne.

> Zalezy od "egzemplarza" Jak pisza, fenyloszal przechodzi gdy juz sie
> organizm przyzwyczaji do dawek i przestaja go odurzac. Rozne sa organizmy,
> slabsze, silniejsze, etc. Jeden choruje na cos dluzej inny zdrowieje krocej
> etc. Potem endorfinka. Moze to go teraz "buja" ? Nie wiem. Zawsze byl
> "romantykiem" jak mowil. Mowil ze milosc jest ostatecznym celem czlowieka.
> K.... co za gosc.

Gosc typu gosc. Chyba lepszy taki cel w zyciu niz beznamietne zbijanie kasy.

> > Milosc jest nielogiczna. Nie mozna kochac z rozsadku.
>
> No to powoli dochodzimy do ladu. Wnetrze czyjejs osobowosci, czyli cos co
> decyduje o prawdziwym poszanowaniu i docenieniu osoby, mozna docenic tylko z
> rozsadku.

Tak sadzisz ? Nie wydaje ci sie, ze w przyjazni rowniez duzo do powiedzenia maja
emocje ?
Niektore rzeczy nas irytuja, sami do konca nie wiemy dlaczego. Czasem irytuja
tak, ze nie mozna tego zniesc. I po przyjazni. Potrafisz sobie wybrac na trzezwo
przyjaciela ? Przyjazn rodzi sie jak milosc, spontanicznie. Nie ma tam chlodnych
kalkulacji.

> To nie bylaby
> > milosc, lecz ocena faktow i wybor odpowiedniego. Znam podobne
> > przypadki. Ale sa tez przypadki ludzi szczesliwych, ktorzy cenia siebie
> > i chca byc ze soba itp...co nie znaczy, iz uwazam ze zawsze beda sie
> > kochac itp...
>
> No wlasnie, w tym sek, czy istnieje na powaznie cos tak nietrwalego i
> kaprysnego ? Sympatia do ludzi i znajomosci czesto nie przemijaja do poznej
> starosci, a milosc ... patrz ile jest rozwodow i znudzenia partnerem. Czy to
> cos wartosciowego ?

Patrz na zwiazki, ktore dotrwaly do konca. A poza tym, moze milosc nie jest
wieczna ? Moze taka wlasnie powinna byc ...kilka lat i koniec ?

> Czytalem ile mialem okazje. Slyszalem duzo. Np. wiecej razy niz ze Walesa to
> "bolek" Chyba wiec cos wiecej niz obicie sie o uszy ;)

Heh...nie bede sie juz sprzeczal...

> > Statystyka to piaty rodzaj klamstwa, czy jakos tak. Slyszales to kiedys
> > ?
> > Nikt mi nie udowodni, ze czegos nie ma pytajac sie grupki osob i podajac
> > ich odpowiedzi.
>
> Nie o to chodzi zeby Ci udowodnic ze tego nie ma. Tylko o to, ze wiekszosc
> tego nie odbiera jako wielkie uczucie po uplywie kilku lat jest juz powazna
> przeslanka ze to jest iluzja pewnej grupy ktora moze jedynie chciec w to
> wierzyc. Jesli wiekszosc nie, to czy ta mniejszosc, czyli ci, ktorzy to
> odczuwaja nie wmawiaja sobie tego przypadkiem ? Sam piszesz "nie wiem co to
> jest". Ja bym sie spytal siebie dalej po tym, "w takim razie,
> czy to w ogole jest" ? Twoj problem jestes wolnym czlowiekiem. Ja siebie sie
> kiedys bedac w zwiazkach pytalem i mowie, cos tam niby jest, ale nic
> wielkiego np. wiekszego niz przyjazn. To samo czuly me partnerki wiec sie z
> nimi w zgodzie i przyjazni rozstawalem. Przechodzilismy na przyjazn, co trwa
> do dzis. Jest nawet wartosciowsze niz bylo, ale razem byc nie chcemy juz.
>

Rownie dobrze mozna twierdzic, ze to ta wiekszosc sobie to wmawia. ;)
Moze zreszta milosc jest iluzja...co w tym zlego ?

> > A te przypadki, ktore nie lapia sie w "czesto" ?
>
> Moze sympatia ?

Sympatia to malo.

> > Moze ze wzgledow estetycznych ? Powiedzmy sobie szczerze, starsze osoby
> > sa nieladne. Wygladaja jak sflaczale, nieswieze owoce. Przypominaja
> > smierc. Ludzie boja sie smierci.
>
> A widzisz ! Wyglad jest determinantem wyborow ! Czyli stare dobre wybory
> biologiczne. Po co sie wiec oszukiwac tymi formulkami o pieknej milosci ? Po
> prostu wybieraja dla pociechy swych oczu i juz. Zwykla biologia i wybory za
> cialo.

Widziales kiedys przyjazn miedzy takimi osobami ? Ale nie znajomosc lecz
przyjazn przez duze P ? Po co oszukiwac sie formulkami o pieknej przyjazni ? ;)

>
> Zenujace. Tzn. ten kumpel. Znam podobne osoby, podobne przypadki.
>
> Widzisz.....

Ale znam tez inne. Mniej ich jest...ale sa.

>>Zalosne sa dla mnie.
>Dla mnie tez........

Ooo...w koncu sie zgadzamy ;)


> > Eeee tam...nigdy nie pociagalo mnie zycie ascety...hmmm...prawie
> > nigdy...tzn moze nie do konca ascety...niewazne.
>
> Oj chlopie, he, he, he Ty jestes calkiem ciekawy czlek.

Wyzbycie sie pragnien...Cos w tym jest...;)
Ale po co ?

> O rany...i znowu o mnie. Znalem wczesniej dosc dlugo moja babe niz ja
> > widzialem i juz wtedy bylo miedzy nami cos. A nie widzialem jej na oczy.
> > Widze ja raz na 3-5 tygodni...czasem nawet przerwa jest jeszcze
> > dluzsza....
> > Ale nie wiem...moze to i feromony...moze
>
> Kurcze, wracasz do zdrowia ;) ;) ;) Tak na marginesie "jasnowidzuje" ze
> poznales ja na necie, dobrze glowkuje ?

A gdziezby jak nie na necie ? ;)

> Nie w atrakcyjnosci musi byc chaczyk. Mi sie np. bardzo podobaja kobiety

^ tak a propos dyktanda ;)

> ktore maja cos nietypowego w urodzie. Wiele dziewczyn ma moim zdanie
> przecietna urode. Sa ladne, ale nic w nich nie chwyta. Czasem trafia sie
> taka, ktora jest strasznie nieprzecietna w urodzie. Albo to feromony sa,
> albo jest naprawde ladna, .......hmmmm, skolowany jestem juz calkowicie,
> nie wiem...... cholera jesli jakis bozek nas stworzyl to musial byc naprawde
> chory.

Wiem o co chodzi...I powtarzam to co powiedzialem. Sa kobiety, ktore mi sie
podobaja. Bardziej. Ale nie widze w tym powodu, by od razu za nimi leciec.

>
> > > Jesli nie jestem czarny....i nie spotkalem nigdy murzyna...to chyba inni
> > nie sa z czegos innego i natura nie dala im ....;)))
> > Ta argumentacja nie jest najlepsza...
>
> Ta tez nie.... :) Murzyn jest tylko z zewnatrz inny

W to miejsce mozna rowniez wstawic inny przyklad...Dotyczacy wnetrza...;)
Ale jakos nie mam dzis glowy do myslenia...za wczesnie wstalem i jeszcze 6
godzin w pociagu...wiesz jak jest...

> No to juz co innego. Ustalmy wiec Ty i ja, ze chcemy zeby byla milosc taka
> jak ja tu omawiamy, ze ktos gdzies czuje i my tez chcemy. Ale to juz jest
> chciejstwo. Z chcenia czesto nic nie ma (o, nawet rym zlapalem ;)

Eeee...chyba troche sie gubie...
A twoje "milosci nie ma" nie jest tez tylko chciejstwem ? Takie "ja nie mam to i
niech inni nie beda miec" ? ;)

> > > sprawa jednak skomplikowala by sie gdyby mial wybierac pomiedzy
> partnerkami.
> > ^^^^
> > Juz sam nie wiem czy to blad...czy moje widzimisie....za duzo tego
> > widze...
>
> W czym blad ?

W pisowni partykuly "by"....ktora w tym przypadku piszemy lacznie z
czasownikiem...czyli "skomplikowalaby"....troche mi przenioslo te "daszki" w
bok...i wskazuja nie to miejsce gdzie trzeba...

> > Wiesz...to mi cos przypomnialo...zastanawialem sie kiedys nad
> > hipotetyczna sytuacja...jest dwoje osob razem...milosc itd...i nagle
> > jedno z nich spotyka kogos innego...i wie, ze na pewno bedzie jej lepiej
> > z ta spotkana osoba...tez milosc niby itd...tylko lepiej...i co
> > teraz...?
>
> A potem spotkaja "trzeciego wlasciwego" z ktorym lepiej, etc. Na moim
> osiedlu jest wiecej zwiazkow z rozwodow niz z pierwotnego malzenstwa. Czesto
> to nawet juz 3 a nawet 4 zwiazek.Tylko dzieci przybywa, a milosci nie......

Taaa...doszedlem do podobnego wniosku...Tak przeskakiwac z kwiatka na kwiatek
mozna do konca zycia...i oszukiwac siebie i innych i nazywac to miloscia...
A co do dzieci...to raczej ubywa...z tego co mi sie wydaje od pewnego czasu mamy
w Polsce prawie ujemny przyrost naturalny.

> > Ja nie kocham wg tej definicji.
>
> Ja tym bardziej.

Ale moze ktos...;)

> > Wiem...a kto mowi o swiecie marzen i uciekaniu w iluzje ? Nigdy nie
> > mowilem, ze "nie opuszcze cie az do smierci" i tego typu sloganow...
> > Moze i masz racje...Do twojego postu przyczepilem sie tylko z powodu
> > kilku irytujacych mnie rzeczy (Gwiazdy, kazdy, halucynacje i zwierzece
> > prawa...tak pokrotce)....a dalej jakos poszlo...ty podales jakies tam
> > argumenty, ja jakos tam odpowiedzialem....i zostalem obronca czegos do
> > istnienia czego sam nie jestem do konca przekonany ;)))
>
> Zatem sie klocimy jedynie przez to, ze odmiennie wyrazamy jedynie te same
> idee ?

Klocimy sie dlatego, ze zapomnialem znowu, iz dyskusje do niczego nie
prowadza...;)
"Nie jestem do konca przekonany" nie znaczy "nie jestem przekonany"...Wydaje mi
sie, ze jesli istnieje milosc to jest to zjawisko z marginesu...ale jest...moze
byc....co wcale nie znaczy, ze ja tez jestem na tym marginesie...

> Mnie nikt nigdy nie rzucil. Ani ja nikogo. Rozstawalem sie zawsze w
> przyjazni.
> W przyjazni po zwiazku dowiedzielismy sie o sobie czesto wiecej niz w
> zwiazku.
> Naprawde nie mam powodow do frusttracji na tym punkcie. Chlodno patrze, i
> juz.
> Milosc a zwlaszcza jej wyobrazenia ludzi o tym (szczegolnie wielu kobiet)
> jest dla mnie ucieczka w swiat urojenia i koniec. Taki juz jestem. Ale
> powtarzam sie znow, cholera, chyba naprawde juz dostaje Alzheimera przed
> trzydziestka ?!

Nie mowie, ze tak powiedziales...Ale tak to odebralem na poczatku...takie
gadanie "swiat jest okrutny i zly...i milosci nie ma.."...jakos tak zalosnie to
zabrzmialo...

> > A wiesz, ze myslenie to tez chemia i zespol innych procesow ? Wiesz, ze
> > tak do konca nie wiadomo jak wyglada swiat, w ktorym zyjesz ? Swiat
> > odbierasz przez zmysly, ktore jak wiadomo moga byc zawodne...Moze tylko
> > snisz ? Moze jest cos wyzej, a ten swiat to tylko rodzaj gry ? Moze to
> > wszystko istnieje tylko w twojej glowie ? Moze biale myszki faktycznie
> > istnieja tam gdzie ich nie ma ? ;)
>
> Hmmmmm.... ;)

Wiem...wiem...troche przesadzam w tym miejscu...;)
Ale to chyba tez powinno sie brac pod uwage ;)))

> > I o to mi caly czas chodzi. Milosc MOZE istniec.
>
> Dobra. KRASNALE moga istniec. Przyjmujemy tez i to ?

Czemu nie...moze kiedys istnialy krasnale...Gdyby nie naukowcy to pewnie w
dinozaury tez bys nie wierzyl...moze niedlugo odkryja, iz krasnoludki
istnialy...;)

> Tez mi umknal ten fragment dyskusji z pamieci. O ile pamietam, to byla
> chyba odpowiedz na to ze milosc moze istniec jedynie wsrod malej liczby
> populacji. Tak, teraz sobie przypominam.

A teraz to w ogole nie wiem o co chodzi...bo mi wcielo stare posty...;)

> > Jakkolwiek milosc nie jest docenianiem. Nie wiem czym jest milosc i nie
> > wiem czy kocham. Ale wydaje mi sie, ze zrodlo milosci jest w nas samych.
> > Tzn to ze ja kocham, lub mi sie tak wydaje eeee....Nie zalezy to od
> > kochanej osoby tzn. po czesci tak...ale to tlo.... Chodzi o to, ze ja
> > kocham....hmmmm...czy jakos tak...
>
> Kurde xMad, he, he, he ....eech coraz luzniejsza ta dyskusja choc temat
> powazny. Moze i lepiej, przynajmniej jest tak jakos sympatycznie.
> .......przynajmniej dla mnie.

Moze to i lepiej...;)

> Zrodlo milosci jest "tam" bo kochasz zewnetrzny "obiekt" Tak naprawde jednak
> w zrodle milosci szukasz swego uwielbianego obrazu, w obu przypadkach w
> milosci szukasz swego a nie czyjegos. Tak kiedys pisal jeden psycjholog, a
> wyczytalem to gdy bylem jeszcze kochliwym kolesiem.

Chyba mniej wiecej o to mi chodzilo....;) zakladajac, ze jeszcze nie spie...bo
juz zaczynam padac na pysk...
Ale chyba niedokladnie o to...ale o tym nizej....

> > Moze inaczej...To tak jak z tym, ze uwazam, iz jest mala roznica miedzy
> > przejmowaniem sie losem matki, a przejmowaniem sie losem bohatera
> > serialu. Chodzi o to, ze ja/ktos sie przejmuje, ze zachodzi akt
> > przejmowania sie..A to o kogo sie przejmujemy to juz tlo...ale w tym
> > miejscu dyskusja zaczyna schodzic na dziwne tory...
>
> Powiem Ci szczerze, ze w dyskusji z Toba od cholery musze myslec. Jestes
> cholernie wymagajacym dyskutantem.

Ekhm...tego...i vice versa..czy jakos tak...;) W sumie chyba troche przesadzilem
z tymi rotflami...ale tak to jest jak sie czlowiek zirytuje...wiesz jak jest...

> Ale tu juz nie umiem Cie wyczytac, choc
> staram sie jak najglebiej w Ciebie wpatrywac myslami.

Eee...chodzilo mi o to...ze nie zyjemy w jednym swiecie...Zyjemy w wielu
swiatach...a wlasciwie w wielu jego interpretacjach...Twoj swiat nie istnieje na
zewnatrz...twoj swiat istnieje wewnatrz ciebie...a dokladniej niewazne jest to,
co istnieje na zewnatrz...wazna jest jego interpretacja...twoja
interpretacja...to ty przypinasz etykietki ludziom/rzeczom/zjawiskom....ty
decydujesz co dobre, a co zle....eeeeee....dlatego tez nie ma roznicy miedzy
przejmowaniem sie losem osoby ze swiata realnego czy fikcyjnego, poniewaz
wazne jest to, ze sie przejmujesz...ze zachodzi to wewnatrz ciebie...eeeee...
A to wszystko napisalem a propos tego, ze milosc jest wewnatrz, a nie na
zewnatrz w obiekcie naszych uczuc...czy jakos tak...ufff

> Atrakcyjniejsze osobniki jest pojeciem wzglednym. Ja np. zawsze dostawalem
> fijola na punkcie dziewczyn albo nietypowej urody jak wyzej pisalem, albo 2)
> ciemnych, dlugie ciemne wlosy, wysokie, czarne oczy, cyganska uroda, etc.
> Nawet gdy byla starsze ode mnie. Mogla byc kobieta 15 lat ode mnie starsza,
> nieatrakcyjna dla jakiegos innego faceta jak ja, ale ja dostawalem fijola i
> juz. Musiala byc szczupla i wysoka, obowiazkowo. Nie musiala miec specjalnie
> pieknej facjaty, raczej ten typ urody, taki bliskowschodni jakis, nie wiem
> jak to okreslic blizej. Kumpel sie ze mnie zawsze smial ze mi sie tylko
> podobaja Zydowy. Chyba trafil w sedno.
> Smieli sie ze mnie tez inni koledzy i siostra, mowiac "glupis stara baba",
> "brzydka" "sa mlodsze" etc. Nie dzialalo. Fijola dostawalem we lbie i
> koniec. Z punktu widzenia otoczenia genetycznie szukajacego innych osobnikow
> bylem chory. Z mojego punktu widzenia oni byli nudni, moje wybory byly
> "najtrafniejsze". Taki byl moj genetyczny program. Zawsze mowilem, blondynka
> nigdy nie przebije brunetki, nawet jak brunetka starsza, to cos w sobie ma i
> koniec. A blondynka prawie nigdy.Genetyczny program.

Tak...tak...wiem...ze atrakcyjny to pojecie wzgledne...Dla mnie kazde pojecie
jest wzgledne...;)
Ale czasem ludzie wybieraja osobniki o marnej przydatnosci ewolucyjnej...jesli
mozna tak powiedziec...wybieraja osobniki chore...wadliwe...albo jak juz
wczesniej chyba napisalem...homoseksualizm...co w tym przypadku ?

> Wiec.... zrobil sie z Ciebie milosny sceptyk, he ;)

Nie no...powiedzmy, ze ja jestem nieokreslony do konca...;)
Zalezy od dnia...ale ktos/gdzies/kiedys....

> No nie taka szara. Jak zwykle od punktu widzenia zalezymy. Dla mnie przyjazn
> z mymi bylymi lubymi to cos wiecej niz to co bylo. Wcale nie tak szaro. Ale
> milosc to nie jest na pewno. Odczuwam cos podobnego do przyjaciol. To jest
> gleboka fascynacja czlowiekiem, przyjazn, czy jak to tam nazwiesz. Ale nie
> milosc. Szaro byc nie musi a nawet nie jest.

A moze to jest wlasnie milosc ??? Albo moglaby byc ??? Otrzasniecie sie z
fascynacji i fascynacja czlowiekiem....akceptacja...czy jak to zwal...

> Zatem trzeba czekac. Klamstwo wyjdzie na jaw. Wciaz jednak nic nie czuje
> wiele ludzi, czy oni naginaja czy nie cos podobno "wielkiego" przychodzi i
> kaprysnie znika a potem zostaje proza i ani sladu po czyms wielkim.
> Przygladaj sie sobie uwaznie. Czas to sprawdzi.

Szczerze mowiac nie zalezy mi na tym za bardzo...i tak mam swoje zdanie...;)
A zreszta to nie jest zaden wielki problem...czy istnieje milosc czy nie...

> Zauwaz jak niewiele jest roznic. Porownaj to potem do tego ile cech ludzi
> laczy.

Wydaje mi sie, ze roznic jest wiecej...;)

> > Nie wiem dlaczego uparles sie na mnie...no ale...Moze odczuwamy
> > podobnie, ale rozni nas interpretacja ???
>
> He ! Tez na to wpadlem wyzej !

Ale ja pierwszy ;)))

> Czy to juz nie sympatia i przyjazn ? Cos wielkiego, byc moze nawet wiekszego
> od "milosci" Wiesz jak mi sie wydaje....... ze ludzie wyolbrzymili milosc do
> rozmiarow czegos wielkiego. I w takiej cywilizacji marzen sie urodzilismy.
> Widzimy, ze to sie nie zgadza z tym idealem i stad rozczarowanie. Czekalo
> sie na cos wielkiego, poeci rozdmuchiwali to, ..... a tu sie okazuje
> przejsciowe i kaprysne zostalo uczynione i wyidealizowane do trwalego. Stad
> caly ten zamet. Potem pojawia sie taki koles jak ja i twierdzi, ze ci ktorzy
> tak o tym wzniosle mysla zyja w swiecie urojen. Stwarzaja sobie alternatywy
> uczynienia z tego czegos wielkiego. Kombinuja. Przedluzaja i probuja ozywic
> trupa gdy juz skonczy sie im fenyloetyloamina we glowie. Wmawiaja sobie ze
> cos wielkiego czuja choc czuja cos innego co moze jest tez wielkie ale nie
> jest to to jak oni to nazywaja i o tym mysla. Tak to widze.

Moze...moze ludzie za duzo oczekuja od milosci ? Oczekuja wodotryskow...szukaja
iskry, a nie widza plomienia ? Ludzie sa chyba zbyt wygodni...Potrafia tylko
ogladac brazylijskie seriale i kochac sie w modelkach i gwiazdach popu...Chca
bajki...a rzeczywistosc jest szara...rzeczywista...a nie rozowa...nie ma
ksiezniczek...moze...

> > Jest to skrajna wada wiec przypadek jest skrajny. Dlatego. ;)
> > Chyba nie chcesz twierdzic, ze wszystkie wady sa identyczne ?
> > Niektore sa latwiejsze lub trudniejsze do przelkniecia. To malo mozliwe,
> > bym zwiazal sie z kims, kogo wady doprowadzaja mnie do furii itp...
>
> Ale np. aniol z charakteru ?

Eeee...aniol z charakteru ? Nie ma kogos takiego...zawsze cos moze
draznic...jesli nie od razu...to po pewnym czasie...

> > Powiedzialbym raczej, ze wada pt. "bezzebnosc" ma ujemna wage w procesie
> > decyzyjnym...czy jakos tak...;)
>
> Wstawmy wiec zeby. Jestem bozkiem i wstawiam zeby na odleglosc.

Eeeee...Mi jeszcze nie trzeba wstawiac...Wlosy tez mam...;)

> Czy ostatnim elementem ukladanki ? Pamietasz co pisales wyzej o "sflaczalym
> ciele" ?
> To tak ladnie brzmi ze ostatnim. A nie pierwszym ? Zwiazki bylyby wtedy nie
> ze wzgledu na wyglad ale przy okazji wygladu.

Ale chyba nie chcesz powiedziec, ze ludzie nie zwracaja uwagi na osobowosc, ze
patrza tylko na zad ? Byloby wtedy duzo samotnych...

> Ale istnieja zwiazki
> > ekstremalne, ze tak powiem. Nie zaprzeczysz chyba temu ?
>
> Watpie ze za calkowita intencja stron, lub raczej strony. Poza tym, istnieja
> tez tacy co bawia sie ze zwierzatkami...... w lozku na golaska. To sie
> nadaje do psychiatry.

Moze milosc tez ? ;)

> Nie potrzeba nam dowodu o jakim mowisz. Statystyka jest dowodem w innym
> znaczeniu. Ja np. nie potrzebuje jasnowidza, zeby wiedziec ze Kwasniewski
> wygra w przyszlych wyborach. Wystarczy mi statystyka, ktora okreslala to
> trafnie dotychczas na innych przypadkach i przez to sie uwiarygodnila. Zatem
> jasnowidz nie jest w jej przypadku potrzebny. Ona sama wystarcza. Tak samo i
> tu, dowod na kazdym czlowieku nie jest potrzebny. Naprawde nie wierze ze
> ludzie sa az tak rozni, zeby jedni mogli to odczuwac a inni nie. Owszem nie
> mozna tego wykluczac masz racje..... ale to tak malo jednoczesnie zeby byc
> pewnym ze to jest....... mimo wszystko nie mysl ze jestem typem, ktory nie
> chcialby zeby milosc byla. Naprawde bym chcial. Chcialbym tez zeby istnial
> Bog. Wiele bym chcial i to bardzo. Ale rzeczywistosc mowi brutalnie nie.
> Doswiadczenie narzuca mi sie takie a nie inne. Sprobuj tez mnie troche
> zrozumiec, bedzie nam latwiej.

Ja sadze akurat odwrotnie. Jedyne co mozesz mi udowodnic za pomoca statystyki,
to fakt, ze wiekszosc ludzi nie kocha. A nie ze milosc nie ma. Ludzie sa rozni,
totez zawsze znajdzie sie ktos kto zareaguje inaczej niz wiekszosc.
Bog ? A moze istnieje ? W niego tez nie wierzysz ?

> Hmmm.... to duzo wyjasnia. Wiesz co mysle, nie musze pisac. Teraz juz wiem,
> czemu tak troche przesuwales sie wyzej na moj punkt myslenia i byles
> niepewny czy jest milosc .... po prostu dojrzale nie antycypujesz w
> przyszlosc tego co jest, zakladajac ze mozna antycypowac inaczej.....
> Dojrzale i to bardzo. Wiecej pisac nie musze.

Eeeee...no skoro tak twierdzisz ;)

> Mowilem ze podlegamy wyborom partnera nie wiedzac juz czy to feromony
> zadecydowaly czy my. Eeeeech.....xMad raz jestes powazny a kiedy indziej
> gdzies odplywasz z roztargnienia. Ciupciania odmowic jest sobie latwo. Ja
> nie ciupciam i zyje jak widzisz. Moge sie opanowac. Ale np. nie wiedzialbym,
> czy gdy wybieram kobiete na swe partnerke, to decyduja feromony czy moja jej
> "fascynacja osoba". Bylbym skolowany. W tym sensie podlegamy mechanizmom
> biologii i o tym pisalem myslac, ze sie nie mozemy czasem nie poddac prawom.
> Nie wiemy czy nasz organizm nas przypadkiem nie koluje feromonami, co sie
> zdarza nawet gdy myslimy ze wybieramy "nieatrakcyjna" ona jest dla naszej
> wewnetrznej biologi w sam raz. Przypomnij sobie jak pisalem Ci o troche
> starszych ode mnie wysokich brunetkach.

Mowiles/Pisales, iz podlegamy takim samym prawom co swiat zwierzat. Ciupcianie
tez sie tu lapie, czyz nie ?
Latwo jest sobie odmowic ciupciania ? A jak sie to ma do tego pod czym
podpisales sie wczesniej: moje "To, ze wiekszosc facetow chcialaby wydymac
Pamele to smutna rzeczywistosc" i twoje "Smutna"....czy jakos tak...?
A co do kolowania...to cholera wie czy organizm nie koluje nas caly czas...np.
to ze czasem ci przyjdzie ochota na jakas nietypowa potrawe...albo to, ze czasem
masz nie wiadomo z jakiej okazji zly/dobry humor...albo cos takiego...W ten
sposob mozna nie wychodzic z domu caly czas, by tylko ogranizm nas nie
kolowal...Tylko, ze wtedy moze sie okazac, iz to organizm tak nas koluje, bysmy
nie wychodzili z domu ? ;)))

> > Tak samo ? ;)))))))))))))))))))))
> > To chyba zart....a moze nie...
> > Jest duza roznica, choc zastosowanie to samo. Nie wiem jak ty, ale
> > wydaje mi sie, ze mercedes jest lepszym rozwiazaniem.
>
> Jest roznica w jakosci, klasie, trwalosci, ale w funkcji bycia jezdzidlem
> niewielka. jednym i drugim wyjedziesz na wakacje nad morze i wrocisz bez
> problemu. To jak z roznicami w slowach jakie pisze. Ale to juz tluklismy na
> poczatku postu, wiec sie nie powtarzam.

Ale nazwanie poloneza mercedesem nie jest chyba najfortunniejsze, podobnie jak
twoje uzywanie sformulowania "halucynacje"... ;)

> Sprobuje. Jak dostane sklerozy, to mam nadzieje ze wtedy pomozesz mi znalezc
> sobie jakas "milosc" mego zycia, obowiazkowo czarna wysoka szczupla
> brunetke, do tego bedziesz mnie co niedziela podprowadzal do kosciolka na
> msze ;)

Do kosciola to nie ja...A co do milosci twojego zycia, to chyba jednak
powinienes sam...wiesz jak jest...zle wybiore i pozniej bedzie na mnie...

> Ja Ci sie odwdziecze i pobije rekordy dekadenckiej paranoi na tej
> liscie, bedziesz mial ubaw.

O ile bede mial dostep do sieci, ktory niedlugo mi sie skonczy :/
xMad
Ps. Sorry, ze tak pozno...ale do domu musialem wyjechac...Nawet zaczalem
odpowiadac na twoj post przed odjazdem...ale tak kolo 3:00 mialem do
wyboru...albo 2 godziny snu albo dokonczyc odpowiedz na twoj post....a nie
wiadomo czy i tak bym sie wyrobil...totez wybralem sen...A dzis znowu padam na
pysk...Eeeech....ide spac...Dobranoc
--
-----------------------
-Nic mi sie nie chce...-
-----------------------


archemagik

unread,
Jun 10, 2000, 3:00:00 AM6/10/00
to
Znow cialem zeby watek nie powtarzal sie zbytnio.


"xMad" wrote

Nie chce sie powtarzac...ale ;)
> Troche naciagasz...Szczerze mowiac nie slyszalem nigdy takich sformulowan
typu
> "on/ona jest najpiekniejsza" i sam ich nie uzywam, a to dlatego, ze moja
zycie
> prywatne to moje zycie i nie zamierzam sie z nim obnosic, a poza tym wcale
tak
> nie sadze...tzn...zreszta juz o tym pisalem, sa atrakcyjniejsze kobiety i
zdaje
> sobie z tego sprawe. Domyslam sie, ze sa tacy ludzie, ktorzy takich
sformulowan
> uzywaja, ale i tak nie jest to halucynacja. Jest to twoje swego rodzaju
> wyolbrzymienie, ktore nie jest tu potrzebne, bo jak napisal wczesniej
bodajze
> japhy zaciemnia to obraz. I mozna sie do niego przyczepic ;)

No to podejdzmy od innej strony. Czym jest halucynacja ? Czy pod wplywem
fenyloetyloaminy nasz mozg nie zaczyna tworzyc zbyt wyidealizowanego obrazu
partnera ? Posluchaj naprawde dokladnie, szczegolnie zapewnien i obietnic
dawanych partnerowi przez ludzi ktorzy zyja w swiecie milosnych urojen, i
skonfrontuj czy to wytrzymuje z rzeczywistoscia. Wiem jak to jest pod
wplywem odurzen Pea. Wiem ze nie do pomyslenia jest porownywanie innej
partnerki do mojej, jest to malo interesujace dla czlowieka zyjacego w
swiecie milosnego odurzenia. Nawet jesli pamieta, ze kiedys ta kobieta bylo
sklasyfikowana przez niego jako nieatrakcyjna. Naprawde wiem jak chory jest
ten stan gdy juz nastapi odurzenie. Stan ten jest
swego rodzaju zbrodnia dokonana na psychice ludzkiej.

> Aaa...i jeszcze przypomnialo mi sie cos a propos twojego przykladu o tym
jak to
> jakas laska porownala swojego chlopaka do jakiegos slawnego aktora,
bodajze
> Harrisona Forda....
> Moja baba porownala mojego brata (nie mnie ;)) do Radka Pazury...chociaz
nikt
> nie zauwazyl tego podobienstwa...Takze ten twoj przyklad tez raczej
nazwalbym
> pomylka...a nie idealizowaniem partnera...Ale to szczegol.

To nie byl pojedynczy przyklad ale dosc powszechny, wiec pomylka jest
wykluczona. Jak pisalem, o ile dobrze pamietam, jakis psycholog tez uchwycal
to zjawisko i okreslal to jako "wyidealizowywanie milosne". Szkoda ze nie
mam juz gazety ktora o tym pisze. Ludzie pod wplywem Pea widza naprawde
nieco inaczej partnera. Napisze o sobie. Gdy kiedys jeszcze uciekalem w
chory swiat urojen milosnych Pea, to zauwazalem, ze partnerka jest dla mnie
o wiele ladniejsza po procesie wstepnych odurzen niz przed nimi. Pamietalem
nawet, ze na poczatku okreslalem ja nawet jako kompletnie nieatrakcyjna.
Potem zmienialo sie to diametralnie. Nie moglem sobie wyobrazic wrecz ze
zainteresuje sie kims innym. Bylo to wrecz nie do pomyslenia. To byl wiec
chory stan i uwazam ze halucynacji, bo ona byla najbardziej interesujaca i o
innej nie chcialo mi sie myslec. Uwazam to za pewnego rodzaju halucynacje,
bo nigdy nie jest tak ze jeden czlowiek jest najciekawszy. W pewnym sensie
kazdy jest najciekawszy na swoj sposob. I to jest normalny swiat. Jesli Pea
stwarza inny obraz rzeczywistosci niz ten to nie widze powodu, zeby nie
uwazac tego za swego rodzaju halucynacje. Czlowiek doznaje "zludnego


postrzegania czegos nie istniejacego w rzeczywistosci" co powyzszy slownik

Kopalinskiego nazywa wlasnie "halucynacja".

Chemiczne zatrucie mozgu...;)
> Ciekawe sformulowanie...ja nazwalbym to raczej iluzorycznym
szczesciem...Ludzie
> czuja sie szczesliwi w tym stanie...przynajmniej tak mi sie wydaje. A kogo
to
> obchodzi, ze to tylko iluzja ? Zreszta czy istnieje szczescie, ktore nie
jest
> iluzja/uluda ? Przeciez to tylko stan umyslu, mozesz byc szczesliwy myjac
> podloge...eeee...chyba zaczynam zbaczac...W kazdym razie jest to
szczescie, a
> ludzie chca byc szczesliwi. Chyba, ze wola unieszczesliwiac sie na sile.
Jestes
> szczesliwy, zadowolony z zycia ? Moze powinienes przestac rozpisywac sie
na
> liscie tylko posluchac rad siostry ? ;)))

Nie jestem szczesliwy, o czym nie chce za duzo pisac, bo to moja sprawa i
nikogo to nie zainteresuje, bo zycie kazdego jest wystarczajacym bolem, i
tym bardziej wiec nie bedzie mial on czasu jeszcze na bol kogos innego. Nie
interesuje mnie juz chyba nawet szczescie w tym okresie mego zycia jakim
zyje. Mimo wszystko mam satysfakcje, ze nie uciekam w zadne urojenia.
Strzege moj umysl przed jakakolwiek forma uciekanie w zludna rzeczywistosc.
Wiem ze to wygodne i wieksza czesc ludzi zawsze bedzie to robic ze strachu
przed rzeczywistoscia i przeznaczeniem ostatecznym - smiercia, jedyna rzecza
jakiej jestem pewien. Ludzie boja sie mysli, ze zycie jest powolnym
umieraniem i mysli o tym ze czas plynie szybko. Tworza sobie wiec rozne
iluzje. Czekaja na wielka milosc. Inni z kolei uciekaja w swiat jakiejs
religii. Tworza sobie w wyobrazni nieistniejace w rzeczywistosci urojone
bozki, do ktorych wypowiadaja zaklecia tzw. "modlitwy". Modla sie potem np.
w kosciolach do swego urojonego bozka, mowiac np. "wierze w zycie wieczne,
ciala zmartwychwstanie" albo "slodki Jezu wskrzes mnie do zycia w swym
krolestwie" etc, etc. Wszystko to oczywiscie ze strachu przed smiercia i
niemoca pogodzenia sie z tym, ze rozpadniemy sie na atomy i nic z nas nie
bedzie. Wszystko to ze strachu przed prawda. Oczywiscie nie moge im tego
zabronic. To ich sprawa co robia, zyjemy w wolnym spoleczenstwie. Ale ta
wolnosc daje mi tez prawo do tego, zeby nie uwazac takich ludzi za
powaznych. To nie znaczy ze musze z nimi walczyc. Po prostu mam swoje zdanie
a oni niech robia co chca.

Ludzie, ktorzy slysza dzwieki poza skala tez powinni sie zastanowic co
slysza i
> czy naprawde cos slysza ?;)))

Slysza te dzwieki, to mozna sprawdzic przyrzadem, ze ten dzwiek jest. Jednak
nie znaczy to automatycznie, ze psychika pewnych ludzi na tej planecie moze
doswiadczac jakiegos nadzwyczajnego stanu zwanego "miloscia". To juz
spekulacja. Jedyne co masz to 'moze'. Nie mozna zakladac ze cos sie zdarzylo
w dziedzinie dzwiekow wiec moze sie tez wydarzyc w dziedzinie doswiadczania
wielkich stanow ktore zwie sie miloscia. To czysta spekulacja.

> Nie przekonuje mnie ten argument...szczegolnie, iz ludzi ktorzy mysla, ze
> kochaja jest dosc duzo chyba jednak, wystarczy zobaczyc co sie dzieje 14
lutego
> w te debilne swieto zwane Walentynkami, wszyscy dostaja swira i kupuja
jakies
> bzdety nabijajac kabzy kupcom...
> Przypomnialo mi sie jak to nasi madrale z akademika ulozyli z zapalonych
swiatel
> w pokojach serce na Dzien Kobiet...wymieklem...i jakie zbiegowisko...i ile
> dumnych twarzy...


Psychologiczne czynniki...... Zauwaz ile np. ludzi w Polsce nawet
niewierzacych ulega
czarowi swiat i obchodzi je, zupelnie gubiac ich tresc, ktora jest scisle
transcendentna. Czlowiek lubi roznego rodzaju podniosle nastroje co nie
znaczy ze motywuje sobie to zawsze poprawnie. Na ostatnie walentynki
dostalem pocztowke od kolezanki. Pocztowka miala napis "Kocham Cie".
Oczywiscie nic do siebie nie czujemy, byl to gest czysto tradycyjny, bez
tresci. Formalizm li tylko. Potrzeba przezycia daty, nie tresci swieta,
ktore ma na celu wyznawanie sobie "milosci".

> > Eeeee Ludzie to ludzie. Ty, ja i np. Anglik sikamy tak samo, podobnie
sie
> > wkurwiamy, za podobne rzeczy lubimy, tak samo spimy, podobnie szanujemy
> > rodzicow, nie lubimy nauczycieli robiacych zbyt czesto kartkowki w
szkole,
> > etc. Nie ma tu roznic diametralnych. Jakies sa, ale nie az takie, ze np.
Ty
> > mozesz i paru wybrancow mozecie doswiadczac czegos wielkiego, a ja i
wielka
> > reszta nic.

> Tu sie nie zgodze. Roznice sa dosc duze miedzy narodowosciami. Np. to ze
> Japonczycy sa tacy pracowici i zdyscyplinowani (slyszales o sektorze
japonskim
> na bodajze ostatniej olimpiadzie ?)...Niemcy to tez dyscyplina....Anglicy
sa
> jakby spowolnieni...itp...Kazdy narod ma swoja mentalnosc...no prawie
> kazdy...Sikanie jest czynnoscia fizjologiczna i wiadomo, iz kazdy czlowiek
> sika....Ale kazdy sika na swoj sposob...jedni gwizdza...inni sie
drapia....ktos
> tam sobie wywija zawadiacko...inny robi to szybko...ktos inny
> czesto...itp..itd...Jedni mowia "ide do kibla"..inni "ide za
potrzeba"..."skocze
> na sikanko"..itp...

Roznice sa czysto zewnetrzne. Wszyscy moga te czynnosci wykonywac. Roznica
jest jedynie w jakosci wykonywania tych czynnosci. Ale czynnosc jest ta
sama. W przypadku milosci ustalilismy jednak o wiele dalej: problem tkwi nie
w roznicy jakosci doswiadczania uczucia, ale w jego braku lub wystepowaniu.
A to o wiele wieksza roznica. Moj wykladowca filozofii zwykl w takich
przypadkach zawsze mawiac na wykladach ze starozytnej filozofii
arystotelesowskiej, ze problem roznic tkwi jedynie w przypadlosci nie w
relacjach istotowych.


> I o te przypadki mi chodzi...moze po prostu maja jakies skrzywienie...moze
im
> sie wydaje...moze im przejdzie...ale to czuja....i wydaje im sie, ze
wiedza co
> to jest...i moze maja racje...

Taaa o to mi caly czas chodzi. "Moze im sie wydaje......" Aktualnie wszystko
wskazuje ze to sie ludziom wydaje. Jedyne co mamy za istnieniem tego
nieuchwytnego mitycznego uczucia to stwierdzenie "ze ktos moze to gdzies
odczuwac" Aktualnie sie twierdzi raczej ze milosc przemija i jest tylko dla
mlodych. Stwierdzenie zaawansowanych malzenstw.


Dla mnie nie byla to
> > milosc, a dla Ciebie jest.
>
> A kto mowi o nazywaniu..Ja lubie to co piekne dla mnie...troche banalne
> stwierdzenie...;)
> Tak tez jest z wiatrem i deszczem i piorunami...To czym w rzeczywistosci
sa to
> tlo...dodatkowa informacja...ktora nie zmienia mego stosunku do tych
zjawisk...

Wlasnie ale latwo sobie wytworzyc ta dodatkowa informacje. Uwazam ze tak
wlasnie jest w kwestii milosci.

> Dlatego, ze jest roznica miedzy przyjaznia i miloscia. Nieuchwytna troche,
ale
> jest. Przyjazn to tylko czesc milosci...Podobno na przyjazni budowane sa
> najtrwalsze zwiazki.

Zwiazki, nie milosc :)

> Ewolucyjna powinnosc ? Hmm...moze...ale zauwaz, ze teraz zaczyna przewazac
model
> malych rodzin...z jednym lub bez dzieci...

Wynik naszej wolnej woli decyzyjnej. Ale nasz organizm na slepo i
bezrozumnie bedzie chcial wybrac pod katem tej ewolucyjnej powinnosci. nasz
rozum oczywisci moze zadecydowac ze jej nie spelni, ale...... istnieje taka
teoria w psychologii, ze dobieramy partnera pod katem dobrej lokaty naszych
genow na przyszlosc (potomstwo). Oczywiscie my mozemy myslec, ze kochamy
partnera ale w rzeczywistosci to jedynie widzimy tylko w nim nasze
potomstwo. Tzn nasz organizm to podswiadomie ocenia ze to biologicznie
"pasujaca polowka" Moze on byc nawet nieatrakcyjny w takim przecietnie
przyjetym sensie (np. mowimy nie jest ladna)
ale nasz organizm go ocenia pozytywnie pod katem lokaty genow. Nasz organizm
to wielka podstepna machina. My mozemy nawet cale zycie nie splodzic tych
dzieci, ale nasz organizm (serce nie sluga) nie slucha rozumu i bedzie ku
temu dlugo jeszcze dazyl, co sie nam wyda "kochaniem".

No i jeszcze homoseksualizm tez raczej
> nie ma na celu reprodukcji.
> Troche nie pasuje to do zamyslow Matki Natury...Przeciez powinnismy sie
> rozmnazac, by nasz garunek przetrwal...

Moze blad w genach ? Nie mam nic przeciw pedalkom, ich problem co robia ze
soba w lozku. Zauwaz jednak ze jest ich mniejszosc. Moze byc to schorzenie.


> Ten strach przed samotnoscia to juz twoje domysly. Nie wiemy jak jest
dokladnie.

Popytaj wiec tych ktorzy tak robia. Poza tym, ze wiekszosc nie powie Ci
szczerze o motywach (nikt nie chce byc frajerem) dowiesz sie tez czasem z
obserwacji po co powstal zwiazek.

> Poza tym wiekszosc naszych domniemywan dotyczy schematu "facet wybiera
> dziewczyne", a nie "dziewczyna wybiera faceta" (to tak na marginesie).

Czytales wypowiedzi Marysi z tego watku, czemu wybiera faceta ?


Ale co to
> ja mialem....aaaa...Znam taka parke, zakochani i w ogole...I facet jest po
> prostu...hmmm...odpychajacy i dziwaczny...totalnie nieatrakcyjny...Nie
jest to
> raczej zwiazek ze strachu itd...Jakos sie dobrali. Sa zwiazki nietypowe.
Chociaz
> z drugiej strony zawsze mozna sie upierac, ze jedna z pary ma dziwny gust
i
> takie preferencje dziwne w doborze partnera...

Nietrakcyjny jest pojeciem wzglednym, bo kazdy organizm wybiera wedlug swego
schematu. Kiedys czytalem list jednej dziewczyny w gazecie, ktora napisala
ze chlopak jaki sie jej podoba nie jest powszechnie uwazany za atrakcyjnego
i nawet jest pryszczaty, ale jej sie podoba. Chemia i feromony czasem "leja"
na atrakcyjnosc w powszechnym znaczeniu jak widac. Tam chodzi o odpowiednia
polowke i jesli powyzsza teoria o doborze genetycznym jest sluszna, to
chodzi o ocenienie ze zostal spelniony warunek dobrej lokaty genow. Argument
wiec upada. Nasz organizm ma swe czasem dziwne kryteria. Z reguly jednak
wybiera MLODE osobniki, co wskazuje na jego motywy czysto biologiczne.

> Wydaje mi sie, ze zbyt szafujesz pojeciem "przyjazn". Wstawiasz je rowniez
w
> miejsce prostej znajomosci. Przyjazn to mocne slowo, jak i milosc i ja ich
> raczej nie uzywam. Jak juz napisalem wczesniej ja nie kocham, bo kochac to
mocne
> slowo. Tak samo przyjazn. To mocne slowo. Szanse na przyjazn ze starsza
osoba sa
> podobne jak szanse milosci z nia. Jakos ciezko mi uwierzyc w przyjazn ze
starsza
> osoba. To o czym caly czas mowisz to znajomosc.
> A znajomosc moim zdaniem jest gowno warta. Przychodzi i odchodzi. Jak sie
> skonczy to nikt nie placze.


Upraszczasz teraz Ty z kolei. Moze nie "przyjazn" ale znajomosc z checia jej
kontynuowania, tak mozna to nazwac.


> > Zauwaz ze przyjazn jest mozliwa miedzy kazdym, ze wzgledu na wiek,
status
> > spoleczny, wyglad, etc. A cos co zwiecie miloscia NIE zawsze jest
mozliwe.
>
> Bzdura. Przyjazn nie jest mozliwa w kazdym przypadku. Przyjazn to mocne
slowo.
> Powinnismy odroznic przyjazn od znajomosci. Ale pisalem o tym wyzej. Poza
tym w
> wiekszosci szkol/klas sa tzw. chlopcy do bicia. Wiesz o co chodzi ? Osoby,
> ktorych nikt nie lubi. Chodza obdarci, maja problemy z nauka, okulary
nosza, sa
> otyli, sa innej narodowosci, maja zajecza warge, kuleja. Wstaw tu co
chcesz. Oni
> czesto nie maja przyjaciol. Ich sie gnebi. Nikt nie poda im reki, zeby nie
> zarazic sie od nich tradem. Przyjaznia rzadza podobne prawa jak i
miloscia. To
> tyle a propos twojej wielkiej przyjazni.

Przyjazn nie jest wartosciowsza od milosci. Jest porownywalna z nia. Malo
jest
> prawdziwych przyjazni, wiekszosc to tylko przelotne znajomosci, ktore
predzej
> czy pozniej wygasna. Milosc to tez przyjazn, a wiec trudno powiedziec, ze
> przyjazn jest wartosciowsza, bo to prawie to samo. ;) Prawie....

Uogolniasz. To o czym piszesz to przyklady dyskryminacji, ktore w
cywilizowanym swiecie sa traktowane jako powazny niedorozwoj osobnika. Tacy
dyskryminujacy ludzie nie sa w pelni rozwinieci wiec mozna ich pominac.
Przeformuluje nieco moj argument. Pomine ludzi odrazajacych, a zostawie
tylko
nieatrakcyjnych w sensie bycia dla Ciebie partnerem. Np. kolezanka do ktorej
nic nie czujesz, a doceniasz ja za intelekt. Nie jest dla ciebie atrakcyjna
nic a nic i wykluczasz zwiazek od poczatku. Nie patrzysz na nia jak na
partnerke, ale interesuja Cie np. ...... hmmmm jej ladne wiersze, albo ze
uczy Cie czegos i cenisz ja za wiedze.
Nie patrzysz na nia biologicznie a od strony wnetrza, i doceniasz ja w pelni
za to co chce. Gdyby chciala zebys ocenil ja jako partnerke odrzucilbys ja i
mogla by sie skonczyc w ogole znajomosc. Natomiast jesli umowicie sie ze
bedziecie sie spotykac ze wzgledow czysto intelektualnych a nie
matrymonialnych, taka znajomosc moze trwac nawet do konca zycia. Zatem czy
milosc nie jest okrutniejsza przy swym ocenianiu ? Jest wiec czyms
wartosciowszym niz taka zwykla znajomosc, ktora docenia wnetrze osoba na
pierwszym miejscu i nie spali mostow jak zrobi to czesto milosc ?


> Ja takiej pary nie widzialem, pani bez zebow w wieku np. -obnizmy
jeszcze -
> 45 lat otyla i "zakochany" w niej np. taki facet jak ja 20 lat mlodszy.
Nie
> umialbym jej "kochac", sadze ze nikt w mej sytuacji. Przyjazn moze, ale
> "milosc" ? Widze ze cos brakuje do zakochania, ODPOWIEDNIEGO WYGLADU.

To samo moze dotyczy przyjaznii. Bo ja nie widzialem przyjazni miedzy takimi
> osobami. A ty widziales ?


No pewnie ze sa takie przypadki ze w przyjazni nie bierze sie pod uwage
wygladu
przynajmniej nie na pierwszym miejscu, juz wiec jest to wartosciowsze niz
"milosc" gdzie liczy sie mlodosc i jako taki wyglad. Przyjaznic czy znajomic
moge sie bez wzgledu na wiek z kims w milosci zakladam granice gorna wieku
(i dolna) i jako taki wyglad a w przyjazni nie. Inaczej kolegowalbys sie z
samymi przystojnymi kolegami, chyba nie dobierasz kolegow pod wzgledem bycia
"ladnymi" he he he
Z reguly patrzysz, ze ktos jest dobry, slucha Cie, lub ma cechy
intelektualne, ktore Ci odpowiadaja. Wyglad moze sie tez liczy ale jesli
nawet, to na drugim miejscu, nie jak w milosci, gdzie wyglad na pierwszym
miejscu. Zatem milosc jest bardzo dyskryminujaca w wyborach a znajomosc czy
przyjazn nie az tak.

> > Dlatego sadze ze milosc nie jest powodowana osobowoscia partnera a
wygladem,
> > dopiero pozniej patrzy sie na "resztki" osoby - osobowosc.
>
> Tak samo z przyjaznia. Malo kto zaprzyjazni sie z toba jesli wygladasz jak
> kretyn.

Eeech uogolniasz. Mozesz wygladac nietrakcyjnie w sensie bycia partnerem i
zostaniesz zaakceptowany. Pani paleontolog z jaka sie przyjaznie jest stara
i partnerka z niej na ukochana jest zadna. Doceniam ja za wiedze, wyglad i
starosc mnie wisi. Przyjazn nie dyskryminuje mi jej mimo wieku. Milosc by ja
za te "braki" bycia odpowiednim partnerem od razu mi wybila z glowy.

> > Doceniamy w
> > partnerze wiec to co on nie chce zeby bylo docenione najbardziej -
wyglad.
> > Wolalby byc doceniony za osobowosc a nie jest. Przypuszczam ze Ty tez
> > chcialbys byc glownie oceniony za osobowosc.
>
> Chcialbym byc oceniany w calosci. Jako czlowiek, z wszystkimi atrybutami.
> Cokolwiek to znaczy. ;)

No wlasnie. Mysle ze ZAWSZE chcialbys byc takim doceniony, a nie tylko gdy
jestes w miare mlody, co milosc zawsze wezmie pod uwage. Inaczej partnerka
wykluczy cie z kregu swych ewentualnych partnerow. Natomiast ktos kto sie
bedzie z toba bedzie chcial zaprzyjaznic zaakceptuje te kryteria ktorych nie
zaakceptuje tzw. "milosc"

> > To mogloby byc docenione
> > obiektywnie jako wartosc. Ale wyglad nigdy nie bedzie oceniony jako
wartosc,
> > bo zawsze sie ktorejs nie spodobasz. Okazuje sie wiec ze za tym
wszystkimi
> > wyborami "ukochanej/ego" stoja wiec biologiczne bardziej motywy, niz te
> > najpiekniejsze i wzniosle jak "milosc". Zgodzisz sie ze nic w takich
> > wyborach wznioslego ?
>
> A co jest wznioslego w przyjazni ? Przeczytaj to co napisalem wyzej.

Nie musi byc w przyjazni nic wznioslego. Jesli w przyjazni nic wznioslego,
ktora nie wybiera biologicznie (jak milosc przy wyborze drugiej osoby), to
tym bardziej w milosci, ktora tak wlasnie wybiera, nie ma nic wznioslego,
nieprawdaz ?

> Nie wiem czy milosc nie jest wartosciowsza. Zaklada nam na oczy rozowe
okulary
> przez co wyglad partnera spada na dalsza pozycje. Moze robi to wlasnie
Pea. W
> przyjazni tego nie ma. Od kilku juz lat widuje pare. Ladna drobna
dziewczyna i
> chlopak, ktory bylby dosc przystojny, gdyby nie to, ze ma prawie cala
twarz
> poparzona. Jakies takie plamy czerwone i blizny...Dokladnie sie nie
> przygladalem. Nie jest atrakcyjny, a jest w zwiazku.


Pea daje iluzoryczna rzeczywistosc ktora oszukuje czlowieka. Sam to wyzej
piszesz.
Jest wiec niepowazna, choc mozna to uznac za rzecz wygodna.Ale skonczy sie i
da zal po odejsciu przyjemnego urojenia, jest wiec raniaca bo
nierzeczywista.

Znajomosc jest gowno warta. Jak juz napisalem wczesniej. To spotkania przy
> herbatce, piwie. Wymiana plotek, informacji. Pozyczanie cukru, ksiazek
itp. Nikt
> nie rozdziera szat, gdy sie konczy, bo zawsze sie znajdzie inny znajomy.
> Cenisz ja ? Cenisz jej wnetrze ? Jestes tego pewien ? A moze po prostu nie
> zwracasz zbytniej uwagi na jej wnetrze ? Moze rownie dobrze moglaby byc
zupelnie
> kims innym, mogla miec zupelnie inny zestaw cech, byleby nie byla
upierdliwa ?
> Jest roznica miedzy jednym a drugim.

Ale jednak ja cenie. Akceptuje jej osobe bez wzgledu na wyglad. W milosci
byloby to nie do pomyslenia. A w przyjazni wyglad nie przeszkadza.

> Nie wiem. Moze glupie przeswiadczenie, ze to ta jedyna, ze to
przeznaczenie ?
> A co jest takiego w przyjazni ? Czy nie mozesz jej tez doznac wobec
kazdego ?
> Chyba nie. Milosc i przyjazn sa podobne.


Nie dyskryminuja jednak jednakowo. Milosc jest pod tym wzgledem
okrutniejsza. Owszem nie mowie ze przyjazn to cudo i lek na nieszczescie
tego swiata. Jestem pesymista i nic mnie nie uszczesliwia, wiec nie chce tu
udowodnic jak to zaczynasz przyjmowac, ze przyjazn cudo a milosc beeeee
Pokazuje jedynie ze przyjazn ma w sobie wiecej wartosci niz milosc. Jesli
stwierdzasz ze przyjazn jest niewiele wiecej warta, to tylko mimowolnie
potwierdzasz, ze milosc jest do kitu.


Mowil ze milosc jest ostatecznym celem czlowieka.
> > K.... co za gosc.
>
> Gosc typu gosc. Chyba lepszy taki cel w zyciu niz beznamietne zbijanie
kasy.


Kasa pozwoli lac na niedostatki zycia. Pozwoli pozyc, a milosc da jedynie
swiat urojen z ktorego nic nie ma po jakims czasie.


> > > Milosc jest nielogiczna. Nie mozna kochac z rozsadku.
> >
> > No to powoli dochodzimy do ladu. Wnetrze czyjejs osobowosci, czyli cos
co
> > decyduje o prawdziwym poszanowaniu i docenieniu osoby, mozna docenic
tylko z
> > rozsadku.
>
> Tak sadzisz ? Nie wydaje ci sie, ze w przyjazni rowniez duzo do
powiedzenia maja
> emocje ?
> Niektore rzeczy nas irytuja, sami do konca nie wiemy dlaczego. Czasem
irytuja
> tak, ze nie mozna tego zniesc. I po przyjazni. Potrafisz sobie wybrac na
trzezwo
> przyjaciela ? Przyjazn rodzi sie jak milosc, spontanicznie. Nie ma tam
chlodnych
> kalkulacji.


Sa chlodne kalkulacje. Jesli nie, to nie jest to przyjazn a jakies emocje i
nic wiecej.
Poznaje wnetrze drugiego czlowieka po dlugim czasie czasem latach, trudno
jest kogos poznac od razu. Przyjazn rodzi sie na podstawie oceny osobowosci,
w tym czasie wiekszosc zwiazkow "milosnych" opartych na urojeniach
wywolanych przez Pea juz dawno sie rozpadnie.


Patrz na zwiazki, ktore dotrwaly do konca. A poza tym, moze milosc nie jest
> wieczna ? Moze taka wlasnie powinna byc ...kilka lat i koniec ?

Wlasnie ! Opiera sie zatem nie na wartosciach drugiego czlowieka, bo te nie
przemijaja po "kilku latach" a nawet ich przybywa bo ludzie staja sie coraz
bogatsi wewnetrznie im starsi sa. To czesto napedza przyjazn, a milosc
pryska jak banka mydlana. Znow wiec widac ze to niepowazny stan.


Rownie dobrze mozna twierdzic, ze to ta wiekszosc sobie to wmawia. ;)

Wmawia sobie ze nic nie czuje ? No przeciez kazdy chce czuc cos wielkiego,
niz nic nie czuc nie ?

> Moze zreszta milosc jest iluzja...co w tym zlego ?


Nic, ale uciekanie w swiat urojen zwanych "miloscia" nie rozwiazuje
problemu, a go potencjalnie szykuje, bo iluzje wygasaja i przynosza
rozczarowanie. Lepiej wiec zyc w racjonalnej realnej rzeczywistosci i z tym
sie pogodzic uzyskujac chlodny stan ducha (jest to mozliwe, ja jestem tego
przykladem) niz sie przez jakies urojenia ciagle ranic. Na starosc sie
urojenia skoncza i klient spada na smutna rzeczywistosc z jaka sie w koncu
bedzie musial kiedys pogodzic. Nieprzygotowany na to uprzednio zaczyna
cierpiec straszne depresje, powolnie czekajac na smierc. Z reguly wiekszosc
ucieka wtedy ze strachu w inne urojenia zwane "religia", tworzy sobie w
wyobrazni nieistniejace bozki do ktorych klepie zaklecia w potrzebie
znalezienia sie w niebie po swym zejsciu. Nastepna iluzja. Iluzja za iluzja.
Niektorzy tak cale zycie. Moze Jung mial racje ze zycie w urojeniach tego
typu daje spokoj ducha i dobra kondycje psychiki ? Ale przeciez to smieszne
karmic sie urojeniami.


> > > A te przypadki, ktore nie lapia sie w "czesto" ?
> >
> > Moze sympatia ?
>
> Sympatia to malo.

Wiec moze traktowanie kogos z kims mozna byc blisko, jak z przyjacielem ?


> Widziales kiedys przyjazn miedzy takimi osobami ? Ale nie znajomosc lecz
> przyjazn przez duze P ? Po co oszukiwac sie formulkami o pieknej przyjazni
? ;)

No pewnie ze sa. Moj przyklad z pania paleontolog. Albo moj kolega przyjazni
sie ze swym nauczycielem gry na fortepianie. Tez pani kolo 60 tki. xMadzie
nie przesadzaj.


> Eeee...chyba troche sie gubie...
> A twoje "milosci nie ma" nie jest tez tylko chciejstwem ? Takie "ja nie
mam to i
> niech inni nie beda miec" ? ;)


No nie chciejstwem. Ja chce zeby byla milosc, ale ani ja ani ci ktorych znam
nie czuja tego. Ty tez mowisz ze tego nie czujesz. Jedyne co mam dotad to
stwierdzenie ze "ktos moze czuc". To za malo. Oceniam wiec rozsadnie
rzeczywistosc, a moje wychciewanie ignoruje i nie tworze sobie urojen typu
"milosci nie ma" lu "jest" co czyni pewna grupa ludzi. To ocenienie
rzeczywistosci i nic wiecej, nie chciejstwo.


Tylko dzieci przybywa, a milosci nie......
>
> Taaa...doszedlem do podobnego wniosku...Tak przeskakiwac z kwiatka na
kwiatek
> mozna do konca zycia...i oszukiwac siebie i innych i nazywac to
miloscia...
> A co do dzieci...to raczej ubywa...z tego co mi sie wydaje od pewnego
czasu mamy
> w Polsce prawie ujemny przyrost naturalny.


No widzisz.


> Ale moze ktos...;)

Malo, malo.


> Klocimy sie dlatego, ze zapomnialem znowu, iz dyskusje do niczego nie
> prowadza...;)


Wiadomo ze nie prowadza do przekonania kogos najczesciej. Ale ! Mozna sie na
pewne rzeczy istniejace w rzeczywistosci uczulic ktore dotad umykaly.
Przynajmniej ja dlatego lubie z Toba prowadzic ta dyskusje. Jest wiec
pozytek. Przekonanie kogos ?Hmmmm...... malo sensowne. Po pierwsze skonczy
sie uczulanie kogos na odmienne sprawy i poznanie czyjegos swiata
spostrzezen, ktory jest z reguly odmienny od mojego. Po drugie, co to da jak
Cie czy Ty mnie przekonasz ? Ja przekonuje Cie np. ze nie ma milosci. I co z
tego mam ? Nic. Ty i ja nigdy nie spotkamy sie. Nigdy nie uscisniemy sobie
reki. Wystepujemy wobec siebie anonimowo pod pseudonimami w tym anonimowym i
tajemniczym swiecie netu. Nigdy nie poznamy swych imion i nazwisk. Nie
bedziemy mieli zadnej namacalnej korzysci w zyciu codziennym w realu, ze sie
przekonalismy. Sam widzisz ze chodzi o cos innego. O to zeby na pewne
spostrzezenia sie otworzyc, przez podanie argumentow. To jest pozytek moim
zdaniem. Oczywiscie nie napiszemy sobie zawsze z powodu swej dumy, ze sie do
niektorych spraw przekonalismy. Ale nie jest to potrzebne, bo i tak kazdy
korzysta z tego dla siebie.


Tez mi umknal ten fragment dyskusji z pamieci. O ile pamietam, to byla
> > chyba odpowiedz na to ze milosc moze istniec jedynie wsrod malej liczby
> > populacji. Tak, teraz sobie przypominam.
>
> A teraz to w ogole nie wiem o co chodzi...bo mi wcielo stare posty...;)

Chodzilo o to, ze milosc mozwe istniec wsrod malej liczby populacji.
Przyklad z dzwiekiem. Mowilem ze on nie musi oznaczac ze pewna liczba osob
odczuje milosc bo pewna slyszy ten dzwiek ktorego inna czesc ludzkosci nie
slyszy.


Eee...chodzilo mi o to...ze nie zyjemy w jednym swiecie...Zyjemy w wielu
> swiatach...a wlasciwie w wielu jego interpretacjach...Twoj swiat nie
istnieje na
> zewnatrz...twoj swiat istnieje wewnatrz ciebie...a dokladniej niewazne
jest to,
> co istnieje na zewnatrz...wazna jest jego interpretacja...twoja
> interpretacja...to ty przypinasz etykietki ludziom/rzeczom/zjawiskom....ty
> decydujesz co dobre, a co zle....eeeeee....dlatego tez nie ma roznicy
miedzy
> przejmowaniem sie losem osoby ze swiata realnego czy fikcyjnego, poniewaz
> wazne jest to, ze sie przejmujesz...ze zachodzi to wewnatrz
ciebie...eeeee...
> A to wszystko napisalem a propos tego, ze milosc jest wewnatrz, a nie na
> zewnatrz w obiekcie naszych uczuc...czy jakos tak...ufff


Zatem jest jakas fikcja ktora sobie wytwarzamy w naszym wewnetrznym swiecie.
Znow wiec niedobrze.

> Tak...tak...wiem...ze atrakcyjny to pojecie wzgledne...Dla mnie kazde
pojecie
> jest wzgledne...;)
> Ale czasem ludzie wybieraja osobniki o marnej przydatnosci
ewolucyjnej...jesli
> mozna tak powiedziec...wybieraja osobniki chore...wadliwe...albo jak juz
> wczesniej chyba napisalem...homoseksualizm...co w tym przypadku ?

Ale feromony i ten nasz mechanizm doboru wewnatrz nas nie widza tego.
Odczuwaja ze partner da potomstwo, myla sie, ale nas koluja. Nie wiesz
czesto ze kobieta jest bezplodna. Tym bardziej nie wie nasz organizm ktory
nie wnika w ta sprawe (nie ma jak) a feromony na nas zadzialaja i wydziela
sie Pea. Stad moze powstac wybor. Sam wyzej piszesz ze dzieki Pea pewne wady
osobnika moga byc zaakceptowane. Z punktu doboru genetycznego i przedluzenia
gatunku organizm moze miec gdzies ze ktos ma np. jak pisales oparzenia na
twarzy. Pod wzgledem ewolucyjnym organizm jakos go akceptuje (tak mi sie
wydaje ze on ocenia glownie po wieku partnera, partner jest mlody i zatem
sprawny do przedluzenia gatunku). A ze organizm robi to jak autoamat to
czasem wybiera osobniki wadliwe moze nie wiem. Moze mu to nie przeszkadza w
zalozeniach jakie sa potrzebne do przedluzenia gatunku. Czesto sa tez to
wybory z litosci lub z przyjazni.


A moze to jest wlasnie milosc ??? Albo moglaby byc ??? Otrzasniecie sie z
> fascynacji i fascynacja czlowiekiem....akceptacja...czy jak to zwal...

Nic wielkiego. Sam piszesz wyzej ze w czyms takim nie ma nic wznioslego.


> A zreszta to nie jest zaden wielki problem...czy istnieje milosc czy
nie...

No wlasnie. Sa wieksze problemy.

Wlasnie !


Ale chyba nie chcesz powiedziec, ze ludzie nie zwracaja uwagi na osobowosc,
ze
> patrza tylko na zad ? Byloby wtedy duzo samotnych...

Patrzy sie na to z reguly gdy zad staje sie juz sflaczaly. Wnetrze ma
znaczenie drugorzedne w milosci. Dlatego zwyczajna lekka przyjazn jest juz
lepsza bo ocenia juz po wnetrzu od poczatku, nie po zadzie.

> Ja sadze akurat odwrotnie. Jedyne co mozesz mi udowodnic za pomoca
statystyki,
> to fakt, ze wiekszosc ludzi nie kocha.

To juz wiele. Nie roznimy sie az tak bardzo ze jedni moga cos wielkiego czuc
a inni nie.
Roznice nie sa tak wielkie. Na podstawie tej statystyki bardzo wiarygodnie i
z wielkim prawdopodobienstwem mozna zalozyc ze milosci po prostu nie ma.


A nie ze milosc nie ma. Ludzie sa rozni,
> totez zawsze znajdzie sie ktos kto zareaguje inaczej niz wiekszosc.
> Bog ? A moze istnieje ? W niego tez nie wierzysz ?

No pewnie ze nie. Uwazam mowienie o nim za przejaw ciezkich urojen i nazywam
go nie Bogiem a bozkiem, bo tylko na tyle zasluguje urojony i nie istniejacy
w dostepnej rzeczywistosci taki wytwor jedynie slabej ludzkiej wyobrazni.


Mowiles/Pisales, iz podlegamy takim samym prawom co swiat zwierzat.
Ciupcianie
> tez sie tu lapie, czyz nie ?

Potrzebe ciupciania latwo w sobie rozpoznac odnosnie intencji tego
pragnienia. Natomiast o wiele gorzej ocenic kiedy feromony nas pchaja ku
wyborom tej nie innej. Jest roznica. To mialem na mysli mowiac ze "podlegamy
prawom. Czasem nie wiemy czy to one czy nasz osad wolnej woli. xMadzie ile
razy juz sie tlumaczylem. Zrozum mnie wreszcie w tej kwestii.


> Latwo jest sobie odmowic ciupciania ? A jak sie to ma do tego pod czym
> podpisales sie wczesniej: moje "To, ze wiekszosc facetow chcialaby wydymac
> Pamele to smutna rzeczywistosc" i twoje "Smutna"....czy jakos tak...?

Wiekszosc :-) Mniejszosc sie moze przeciwstawic. Nie ma sprzecznosci w tym
co mowie. Chyba rzeczywiscie byles zmeczony gdy ten post pisales :-)


> A co do kolowania...to cholera wie czy organizm nie koluje nas caly
czas...np.
> to ze czasem ci przyjdzie ochota na jakas nietypowa potrawe...


Z reguly jem to co sobie zazyczy zenska czesc mego domostwa :-) Moje
zachcianki sa ignorowane :-)


albo to, ze czasem
> masz nie wiadomo z jakiej okazji zly/dobry humor...albo cos takiego...W
ten
> sposob mozna nie wychodzic z domu caly czas, by tylko ogranizm nas nie
> kolowal...Tylko, ze wtedy moze sie okazac, iz to organizm tak nas koluje,
bysmy
> nie wychodzili z domu ? ;)))


Ale nie wpedza mnie w urojona rzeczywistosc, potrzeba np. zlego humoru.
"Milosc" wpedza mnie w urojona rzeczywistosc. Poza tym nie podejmuje zadnych
rozsadnych decyzji pod wplywem humorow :-)

> > Ja Ci sie odwdziecze i pobije rekordy dekadenckiej paranoi na tej
> > liscie, bedziesz mial ubaw.
>
> O ile bede mial dostep do sieci, ktory niedlugo mi sie skonczy :/
> xMad

Szkoda by bylo :-( Naprawde :-((


Archemagik

xMad

unread,
Jun 15, 2000, 3:00:00 AM6/15/00
to
archemagik wrote:
[ciach..bedzie krocej]

Nie bede sie rozpisywal o halucynacjach, bo juz to przerabialismy. ;)

[ciach Harrison Ford i halucynacje...]

Chodzilo mi tylko o to porownanie chlopaka do Harrisona Forda, ktore wcale nie
musialo wynikac z Pea. Niektorzy ludzie wydaja nam sie podobni do innych, czasem
widzimy to podobienstwo, a inni nie.

> Nie jestem szczesliwy, o czym nie chce za duzo pisac, bo to moja sprawa i
> nikogo to nie zainteresuje, bo zycie kazdego jest wystarczajacym bolem, i
> tym bardziej wiec nie bedzie mial on czasu jeszcze na bol kogos innego. Nie
> interesuje mnie juz chyba nawet szczescie w tym okresie mego zycia jakim
> zyje. Mimo wszystko mam satysfakcje, ze nie uciekam w zadne urojenia.

To pytanie o to czy jestes szczesliwy to troche mi sie wymsknelo..no ale skoro
juz je popelnilem...Nie wiem dlaczego uwazasz, ze zycie kazdego jest bolem. Do
czego oczywiscie sie przykleje, bo nie lubie slowa "kazdy". Czy nie uwazasz, ze
urojeniem jest to co wlasnie napisales, ze nie interesuje cie juz szczescie i
masz satysfakcje ze nie uciekasz w (szczesliwe) urojenia ? Takie "nigdy nie
bylem i nie bede szczesliwy" ?

> Strzege moj umysl przed jakakolwiek forma uciekanie w zludna rzeczywistosc.

Zludna ? A ktora rzeczywistosc nie jest zludna ? Dlatego tylko, ze jest ci zle i
smutno ma to oznaczac, ze twoja rzeczywistosc jest ta wlasciwa ?

> Wiem ze to wygodne i wieksza czesc ludzi zawsze bedzie to robic ze strachu
> przed rzeczywistoscia i przeznaczeniem ostatecznym - smiercia, jedyna rzecza
> jakiej jestem pewien. Ludzie boja sie mysli, ze zycie jest powolnym
> umieraniem i mysli o tym ze czas plynie szybko. Tworza sobie wiec rozne
> iluzje. Czekaja na wielka milosc. Inni z kolei uciekaja w swiat jakiejs
> religii. Tworza sobie w wyobrazni nieistniejace w rzeczywistosci urojone
> bozki, do ktorych wypowiadaja zaklecia tzw. "modlitwy". Modla sie potem np.
> w kosciolach do swego urojonego bozka, mowiac np. "wierze w zycie wieczne,
> ciala zmartwychwstanie" albo "slodki Jezu wskrzes mnie do zycia w swym
> krolestwie" etc, etc. Wszystko to oczywiscie ze strachu przed smiercia i
> niemoca pogodzenia sie z tym, ze rozpadniemy sie na atomy i nic z nas nie
> bedzie. Wszystko to ze strachu przed prawda. Oczywiscie nie moge im tego
> zabronic. To ich sprawa co robia, zyjemy w wolnym spoleczenstwie. Ale ta
> wolnosc daje mi tez prawo do tego, zeby nie uwazac takich ludzi za
> powaznych. To nie znaczy ze musze z nimi walczyc. Po prostu mam swoje zdanie
> a oni niech robia co chca.

Kolego...ten tego tam...To troche brzmi jak unieszczesliwianie sie na sile.
Wszystko to ze strachu przed prawda ? A skad wiesz jaka jest prawda ? Moze
faktycznie istnieje dobry bog ojciec z dluga, biala broda ? Wydaje ci sie, ze
twoj sposob jest lepszy ? Kurde...zaraz mnie przejrza, ze nie jestem prawdziwym
dekadentem. ;)

> Slysza te dzwieki, to mozna sprawdzic przyrzadem, ze ten dzwiek jest. Jednak
> nie znaczy to automatycznie, ze psychika pewnych ludzi na tej planecie moze
> doswiadczac jakiegos nadzwyczajnego stanu zwanego "miloscia". To juz
> spekulacja. Jedyne co masz to 'moze'. Nie mozna zakladac ze cos sie zdarzylo
> w dziedzinie dzwiekow wiec moze sie tez wydarzyc w dziedzinie doswiadczania
> wielkich stanow ktore zwie sie miloscia. To czysta spekulacja.

Dla ciebie istnieje tylko to co mozna zmierzyc/zwazyc ? A jesli przyrzady sie
myla lub nie istnieja jeszcze przyrzady do zaobserwowania czegos to tego nie ma
?
Tak samo spekulacja jest to co usilujesz przeforsowac ty, ze milosci nie ma, nie
bylo i nigdy nie bedzie. Ja sie tylko czepiam tego "moze". Moze istniec milosc.

> Psychologiczne czynniki...... Zauwaz ile np. ludzi w Polsce nawet
> niewierzacych ulega
> czarowi swiat i obchodzi je, zupelnie gubiac ich tresc, ktora jest scisle
> transcendentna. Czlowiek lubi roznego rodzaju podniosle nastroje co nie
> znaczy ze motywuje sobie to zawsze poprawnie. Na ostatnie walentynki
> dostalem pocztowke od kolezanki. Pocztowka miala napis "Kocham Cie".
> Oczywiscie nic do siebie nie czujemy, byl to gest czysto tradycyjny, bez
> tresci. Formalizm li tylko. Potrzeba przezycia daty, nie tresci swieta,
> ktore ma na celu wyznawanie sobie "milosci".

To chyba nie calkiem tak. Wydaje mi sie, ze jesli ludzie obchodza walentynki to
raczej wierza w milosc. Nie wszystkie kartki maja taki charakter jak ta, ktora
otrzymales. Wiekszosc ludzi, chyba jednak w to wierzy.A co do swiat to chyba
jednak nie gubia ich tresci. Swieta to czas milosci, wybaczania, godzenia sie,
obdarowywania sie i radosci(nie zebym sie z tym zgadzal ;)), a przynajmniej tak
sie je propaguje, stad chyba ich popularnosc. I tak duza czesc osob je
obchodzi.

> Roznice sa czysto zewnetrzne. Wszyscy moga te czynnosci wykonywac. Roznica
> jest jedynie w jakosci wykonywania tych czynnosci. Ale czynnosc jest ta
> sama. W przypadku milosci ustalilismy jednak o wiele dalej: problem tkwi nie
> w roznicy jakosci doswiadczania uczucia, ale w jego braku lub wystepowaniu.
> A to o wiele wieksza roznica. Moj wykladowca filozofii zwykl w takich
> przypadkach zawsze mawiac na wykladach ze starozytnej filozofii
> arystotelesowskiej, ze problem roznic tkwi jedynie w przypadlosci nie w
> relacjach istotowych.

Roznice sa czysto zewnetrzne ? Generalizujesz...Wiadomo, ze wiele czynnosci jest
do siebie podobnych... ale nie ma dwoch identycznych czynnosci. Bedac podobnymi
rowniez wiele sie roznia. Roznice sa. Dla ciebie niewazne, dla mnie tak. Nie
mozesz generalizowac. Jesli wezmiesz grupe osob i po przebadaniu ich otrzymasz,
ze najwyzszy IQ wynosi 150, czy znaczy to ze nie ma wiekszych ? Czy to znaczy,
ze nie ma geniuszy, osob o IQ 200 i wiecej ? ;)

> Taaa o to mi caly czas chodzi. "Moze im sie wydaje......" Aktualnie wszystko
> wskazuje ze to sie ludziom wydaje. Jedyne co mamy za istnieniem tego
> nieuchwytnego mitycznego uczucia to stwierdzenie "ze ktos moze to gdzies
> odczuwac" Aktualnie sie twierdzi raczej ze milosc przemija i jest tylko dla
> mlodych. Stwierdzenie zaawansowanych malzenstw.

Jesli jest to uczucie mityczne i nie istnieje w rzeczywistosci to skad sie w
ogole wzielo pojecie milosci ??? Z ksiezyca ? ;)
Aktualnie wszystko wskazuje, aktualnie sie twierdzi...ze milosc nie istnieje, a
jesli ktos twierdzi inaczej to mu sie wydaje. Wynika z tego, ze nie mam
argumentow.

[ciach...pioruny i wiatr....]

> Wlasnie ale latwo sobie wytworzyc ta dodatkowa informacje. Uwazam ze tak
> wlasnie jest w kwestii milosci.

Ale inni uwazaja inaczej...tylko ze wg ciebie "im sie tylko wydaje".

> > Dlatego, ze jest roznica miedzy przyjaznia i miloscia. Nieuchwytna troche,
> ale
> > jest. Przyjazn to tylko czesc milosci...Podobno na przyjazni budowane sa
> > najtrwalsze zwiazki.
>
> Zwiazki, nie milosc :)

Hehe...no tak...chodzilo mi chyba o to, ze wypadaloby odroznic dojrzala milosc,
ktora zawiera przyjazn w sobie od niezdrowej fascynacji, po ktorej okresie nie
zostaje nic...

> > Ewolucyjna powinnosc ? Hmm...moze...ale zauwaz, ze teraz zaczyna przewazac
> model
> > malych rodzin...z jednym lub bez dzieci...
>
> Wynik naszej wolnej woli decyzyjnej. Ale nasz organizm na slepo i
> bezrozumnie bedzie chcial wybrac pod katem tej ewolucyjnej powinnosci. nasz
> rozum oczywisci moze zadecydowac ze jej nie spelni, ale...... istnieje taka
> teoria w psychologii, ze dobieramy partnera pod katem dobrej lokaty naszych
> genow na przyszlosc (potomstwo).

Teoria...teorii jest mnostwo, i nie wszystkie sa prawdziwe. Wynik naszej wolnej
woli ? Czyli jednak mamy wolna wole i nie musimy poddawac sie slepo woli
ewolucji ?
Nasz organizm slepo i _bezrozumnie_ bedzie chcial wybrac itd, a jednoczesnie
nasza _wolna_ wola pozwala nam na przeciwstawienie sie ewolucji i nieplodzenie
potomstwa badz pukniecie jednego dzieciaka zamiast 10 ?

> Oczywiscie my mozemy myslec, ze kochamy
> partnera ale w rzeczywistosci to jedynie widzimy tylko w nim nasze
> potomstwo. Tzn nasz organizm to podswiadomie ocenia ze to biologicznie
> "pasujaca polowka" Moze on byc nawet nieatrakcyjny w takim przecietnie
> przyjetym sensie (np. mowimy nie jest ladna)
> ale nasz organizm go ocenia pozytywnie pod katem lokaty genow. Nasz organizm
> to wielka podstepna machina. My mozemy nawet cale zycie nie splodzic tych
> dzieci, ale nasz organizm (serce nie sluga) nie slucha rozumu i bedzie ku
> temu dlugo jeszcze dazyl, co sie nam wyda "kochaniem".

Nasz organizm nie slucha rozumu i bedzie ku temu dazyl...To dlaczego zaczyna
przewazac model rodzin malodzietnych i bezdzietnych ? Czyzby jednak organizm
musial sie podporzadkowac rozumowi ?

> Moze blad w genach ? Nie mam nic przeciw pedalkom, ich problem co robia ze
> soba w lozku. Zauwaz jednak ze jest ich mniejszosc. Moze byc to schorzenie.

Blad w genach ? Schorzenie ? Dla ciebie zdrowy oznacza taki jak wiekszosc ?
Bycie w wiekszosci to bycie lepszym ? A jesli ktos sie nie lapie to jest chory ?

> > Ten strach przed samotnoscia to juz twoje domysly. Nie wiemy jak jest
> dokladnie.
>
> Popytaj wiec tych ktorzy tak robia. Poza tym, ze wiekszosc nie powie Ci
> szczerze o motywach (nikt nie chce byc frajerem) dowiesz sie tez czasem z
> obserwacji po co powstal zwiazek.

Rany...To brzmi jak paranoja. Czesc zgodzi sie z twoja teoria, a ci co sie nie
zgodza to klamia albo sie myla ? Tak mam to rozumiec ???? To jest chore,
stworzyles teorie i dopasowujesz do niej fakty. Nie jestes nieomylny. Kolego,
wrzuc luz.

> > Poza tym wiekszosc naszych domniemywan dotyczy schematu "facet wybiera
> > dziewczyne", a nie "dziewczyna wybiera faceta" (to tak na marginesie).
>
> Czytales wypowiedzi Marysi z tego watku, czemu wybiera faceta ?

Czytalem, ale piate przez dziesiate pamietam, cos tam bylo o akceptacji drugiego
czlowieka....ale chodzilo mi o nasze wywody...odnosze wrazenie, ze rozmawiamy
tylko o modelu "facet wybiera kobiete".

> Nietrakcyjny jest pojeciem wzglednym, bo kazdy organizm wybiera wedlug swego
> schematu. Kiedys czytalem list jednej dziewczyny w gazecie, ktora napisala
> ze chlopak jaki sie jej podoba nie jest powszechnie uwazany za atrakcyjnego
> i nawet jest pryszczaty, ale jej sie podoba. Chemia i feromony czasem "leja"
> na atrakcyjnosc w powszechnym znaczeniu jak widac. Tam chodzi o odpowiednia
> polowke i jesli powyzsza teoria o doborze genetycznym jest sluszna, to
> chodzi o ocenienie ze zostal spelniony warunek dobrej lokaty genow. Argument
> wiec upada. Nasz organizm ma swe czasem dziwne kryteria. Z reguly jednak
> wybiera MLODE osobniki, co wskazuje na jego motywy czysto biologiczne.

Eeee...wiem, ze jest pojeciem wzglednym...ale z ta chemia i feromonami to chyba
przesadzasz...Chyba nie chcesz powiedziec, ze aby spodobala mi sie jakas kobieta
musialbym ja powachac ??? Nie wiem jak ty, ale wystarczy, ze spojrze na kobiete
(zdjecie/ujecie z filmu) i na tej podstawie moge powiedziec czy jest wg mnie
atrakcyjna czy nie...Gdzie tu chemia ?
A dlaczego ludziom podobaja sie kobiety po 40-tce ? Przeciez wiadomo, ze do
wydania na swiat potomstwa najlepsze sa 20-stki...przynajmniej tak mi sie
wydaje....

> Upraszczasz teraz Ty z kolei. Moze nie "przyjazn" ale znajomosc z checia jej
> kontynuowania, tak mozna to nazwac.

Przesadzasz... Z checia kontynuowania ? Czyli jak przeniesiesz sie do innego
miasta/kraju wezmiesz ja ze soba, badz bedziecie utrzymywac kontakt
listowny/telefoniczny ??? Bedziesz plakal jak sie z nia rozstaniesz ? Wydaje mi
sie, ze nie...znajdziesz sobie kogos innego...Ale moze sie myle.

> Uogolniasz. To o czym piszesz to przyklady dyskryminacji, ktore w
> cywilizowanym swiecie sa traktowane jako powazny niedorozwoj osobnika. Tacy
> dyskryminujacy ludzie nie sa w pelni rozwinieci wiec mozna ich pominac.

Eee...mozna ich pominac ? Nie sa w pelni rozwinieci ? Chyba troche naginasz to
do swojej teorii.
Moze wrocimy w takim razie do pana lezacego na dworcu, o ktorym o ile dobrze
pamietam napisales w odpowiedzi na post Marysi...Zapity, stary, bezzebny,
smierdzacy itp...nie pamietam jak go scharakteryzowales...Bylbys w stanie sie z
nim zaprzyjaznic ???? Zobaczyc w nim wnetrze ???
Nie mozna zaprzyjaznic sie z kazdym...jedyne co moglbys nawiazac z takim typem
to znajomosc...a i to nie jestem pewien....

> Przeformuluje nieco moj argument. Pomine ludzi odrazajacych, a zostawie
> tylko
> nieatrakcyjnych w sensie bycia dla Ciebie partnerem. Np. kolezanka do ktorej
> nic nie czujesz, a doceniasz ja za intelekt. Nie jest dla ciebie atrakcyjna
> nic a nic i wykluczasz zwiazek od poczatku. Nie patrzysz na nia jak na
> partnerke, ale interesuja Cie np. ...... hmmmm jej ladne wiersze, albo ze
> uczy Cie czegos i cenisz ja za wiedze.
> Nie patrzysz na nia biologicznie a od strony wnetrza, i doceniasz ja w pelni
> za to co chce. Gdyby chciala zebys ocenil ja jako partnerke odrzucilbys ja i
> mogla by sie skonczyc w ogole znajomosc.

^ oj...razem...chyba...bo juz prawie spie....;)

> Natomiast jesli umowicie sie ze
> bedziecie sie spotykac ze wzgledow czysto intelektualnych a nie
> matrymonialnych, taka znajomosc moze trwac nawet do konca zycia. Zatem czy
> milosc nie jest okrutniejsza przy swym ocenianiu ? Jest wiec czyms
> wartosciowszym niz taka zwykla znajomosc, ktora docenia wnetrze osoba na
> pierwszym miejscu i nie spali mostow jak zrobi to czesto milosc ?

A dlaczego sadzisz, ze taka znajomosc nie moze przerodzic sie w milosc ???
Bo biologicznie mi nie odpowiada i moj organizm slepo i bezrozumnie....?
A jesli bede pozostawal z nia w znajomosci i po pewnym czasie strace z nia
kontakt to bede za nia rozpaczal ? Zniknie jak we mgle...od czasu do czasu
przypomni ci sie i tyle....To znajomosc, a nie przyjazn...a znajomosci sa nic
nie warte...to tylko ludzie, ktorych przypadkiem los nam postawil na
drodze...znikaja...pojawiaja sie nowi...i nie widze tam zadnego doceniania
wnetrza...Moze przytocze cos z wlasnego zyciorysu..
W mojej kadencji mieszkalem w akademiku z 4 zestawami osob...Pierwszy
rok...mieszkalismy we 4...w porzadku kumple itd...razem sie bawilismy,
chlalismy, gadalismy o problemach itp...Drugi rok...jeden gosc z pokoju w
porzadku....drugi idiota...ok...przyspiesze...3 oraz 4-5..rowniez porzadni
kumple w pokoju...jeden tylko troche dziwny...W czasie mojej kadencji trafil mi
sie tylko jeden kretyn w pokoju...reszta byla w porzadku i byly to klasyczne
znajomosci...Pogadac..napic sie...wyskoczyc gdzies razem...posluchac...pieniadze
pozyczyc itp...teraz jestem na 5 roku i widuje od czasu do czasu moich dawnych
wspollokatorow...ale za nimi nie tesknie....byli w porzadku, ale nie czuje
potrzeby spotykania sie z nimi....zastepowalem ich kolejnymi
kumplami...kolejnymi wspollokatorami...jesli sie przypadkiem spotkamy czy ktos
wpadnie przy okazji...pogadamy...wymienimy ploty i to wszystko...Nie widze tu
nigdzie doceniania wnetrza tych osob...Sposrod calej tej plejady....tylko jeden
gosc mnie irytowal....bo byl kretynem niezdolnym do mieszkania z innymi...a w
znajomosci z reszta nie bylo miejsca na docenianie...po prostu miescili sie w
normach...nie byli upierdliwi...mozna bylo z nimi mieszkac...i tak jest z
wiekszoscia znajomosci...po prostu los ich stawia ci na drodze...i jesli nie sa
kretynami (nie draznia cie, mieszcza sie w twoich normach)...akceptujesz ich i
ciagniecie znajomosc...

> To samo moze dotyczy przyjaznii. Bo ja nie widzialem przyjazni miedzy takimi
> > osobami. A ty widziales ?
>
> No pewnie ze sa takie przypadki ze w przyjazni nie bierze sie pod uwage
> wygladu przynajmniej nie na pierwszym miejscu, juz wiec jest to wartosciowsze
> niz

> "milosc" gdzie liczy sie mlodosc i jako taki wyglad. Przyjaznic czy znajomic
> moge sie bez wzgledu na wiek z kims w milosci zakladam granice gorna wieku
> (i dolna) i jako taki wyglad a w przyjazni nie. Inaczej kolegowalbys sie z
> samymi przystojnymi kolegami, chyba nie dobierasz kolegow pod wzgledem bycia
> "ladnymi" he he he

Znasz kogos kto by za ciebie umarl ??? Umarlbys za kogos ??? Nie nazywaj tego
przyjaznia. To o czym caly czas mowisz to znajomosc.

> Z reguly patrzysz, ze ktos jest dobry, slucha Cie, lub ma cechy
> intelektualne, ktore Ci odpowiadaja. Wyglad moze sie tez liczy ale jesli
> nawet, to na drugim miejscu, nie jak w milosci, gdzie wyglad na pierwszym
> miejscu. Zatem milosc jest bardzo dyskryminujaca w wyborach a znajomosc czy
> przyjazn nie az tak.

Tak samo moge napisac, ze w milosci sa takie przypadki. Nie wyobrazam sobie
przyjazni ze stara baba mowiac dosadnie. Nie nazywaj tego przyjaznia. Wyglad ma
podobne znaczenie jak w milosci, w ktorej tez zdarzaja sie zwiazki, w ktorych
partner jest nieatrakcyjny. Ale ty to nazywasz "wzglednoscia bycia atrakcyjnym"
badz "strachem przed zyciem w samotnosci" badz "wplywem Pea".

> > Tak samo z przyjaznia. Malo kto zaprzyjazni sie z toba jesli wygladasz jak
> > kretyn.
>
> Eeech uogolniasz. Mozesz wygladac nietrakcyjnie w sensie bycia partnerem i
> zostaniesz zaakceptowany. Pani paleontolog z jaka sie przyjaznie jest stara
> i partnerka z niej na ukochana jest zadna. Doceniam ja za wiedze, wyglad i
> starosc mnie wisi. Przyjazn nie dyskryminuje mi jej mimo wieku. Milosc by ja
> za te "braki" bycia odpowiednim partnerem od razu mi wybila z glowy.

Nie uogolniam, lecz przeciwstawiam sie twojemu "mozna sie zaprzyjaznic z kazdym
bez wzgledu na wyglad" itd...Uwazam, ze nie mozna...Z niektorymi ludzmi, nawet
ciezko jest nawiazac znajomosc.

> > Chcialbym byc oceniany w calosci. Jako czlowiek, z wszystkimi atrybutami.
> > Cokolwiek to znaczy. ;)
>
> No wlasnie. Mysle ze ZAWSZE chcialbys byc takim doceniony, a nie tylko gdy
> jestes w miare mlody, co milosc zawsze wezmie pod uwage. Inaczej partnerka
> wykluczy cie z kregu swych ewentualnych partnerow. Natomiast ktos kto sie
> bedzie z toba bedzie chcial zaprzyjaznic zaakceptuje te kryteria ktorych nie
> zaakceptuje tzw. "milosc"

Zaakceptuje albo i nie zaakceptuje. Widziales kiedys tzw. "przyjazn" ?

> > A co jest wznioslego w przyjazni ? Przeczytaj to co napisalem wyzej.
>
> Nie musi byc w przyjazni nic wznioslego. Jesli w przyjazni nic wznioslego,
> ktora nie wybiera biologicznie (jak milosc przy wyborze drugiej osoby), to
> tym bardziej w milosci, ktora tak wlasnie wybiera, nie ma nic wznioslego,
> nieprawdaz ?

To, ze milosc wybiera biologicznie to juz twoja teoria. Wg mnie idealizujesz
przyjazn kosztem milosci.

> Pea daje iluzoryczna rzeczywistosc ktora oszukuje czlowieka. Sam to wyzej
> piszesz.
> Jest wiec niepowazna, choc mozna to uznac za rzecz wygodna.Ale skonczy sie i
> da zal po odejsciu przyjemnego urojenia, jest wiec raniaca bo
> nierzeczywista.

A moze skonczy sie i zostanie to co rozni milosc od fascynacji ?

> Ale jednak ja cenie. Akceptuje jej osobe bez wzgledu na wyglad. W milosci
> byloby to nie do pomyslenia. A w przyjazni wyglad nie przeszkadza.

Akceptujesz jej osobe bez wzgledu na wyglad ? Nie przesadzasz ? Czy to, ze wg
ciebie nie pasuje na partnera w milosci znaczy od razu ze akceptujesz ja nie
zwracajac uwagi na wyglad ? Bylbys w stanie zaprzyjaznic sie z kims jak pan z
dworca (patrz wyzej)...chyba za duzo sie powtarzamy....

> > Nie wiem. Moze glupie przeswiadczenie, ze to ta jedyna, ze to
> przeznaczenie ?
> > A co jest takiego w przyjazni ? Czy nie mozesz jej tez doznac wobec
> kazdego ?
> > Chyba nie. Milosc i przyjazn sa podobne.
>
> Nie dyskryminuja jednak jednakowo. Milosc jest pod tym wzgledem
> okrutniejsza. Owszem nie mowie ze przyjazn to cudo i lek na nieszczescie
> tego swiata. Jestem pesymista i nic mnie nie uszczesliwia, wiec nie chce tu
> udowodnic jak to zaczynasz przyjmowac, ze przyjazn cudo a milosc beeeee
> Pokazuje jedynie ze przyjazn ma w sobie wiecej wartosci niz milosc. Jesli
> stwierdzasz ze przyjazn jest niewiele wiecej warta, to tylko mimowolnie
> potwierdzasz, ze milosc jest do kitu.

Uwazam tylko, ze miloscia i przyjaznia rzadza podobne prawa...ze tak samo mozna
zaprzyjaznic sie z kims nieatrakcyjnym jak i kogos takiego kochac. Ale ty tego
nie dopuszczasz. A to o czym caly czas piszesz to znajomosci.

> > Gosc typu gosc. Chyba lepszy taki cel w zyciu niz beznamietne zbijanie
> kasy.
>
> Kasa pozwoli lac na niedostatki zycia. Pozwoli pozyc, a milosc da jedynie
> swiat urojen z ktorego nic nie ma po jakims czasie.

To ze przeminie to twoje zdanie...a jesli przeminie to pozostaja chwile
szczesliwosci i mile wspomnienia. To malo ? Wydaje mi sie, ze lepsze to niz
mercedes

> Sa chlodne kalkulacje. Jesli nie, to nie jest to przyjazn a jakies emocje i
> nic wiecej.
> Poznaje wnetrze drugiego czlowieka po dlugim czasie czasem latach, trudno
> jest kogos poznac od razu. Przyjazn rodzi sie na podstawie oceny osobowosci,
> w tym czasie wiekszosc zwiazkow "milosnych" opartych na urojeniach
> wywolanych przez Pea juz dawno sie rozpadnie.

Wg mnie oprocz chlodnych kalkulacji sa jeszcze emocje. Nie mozna sie zmusic do
tego bys kogos polubil, bo jest dajmy na to - madry.

> Wlasnie ! Opiera sie zatem nie na wartosciach drugiego czlowieka, bo te nie
> przemijaja po "kilku latach" a nawet ich przybywa bo ludzie staja sie coraz
> bogatsi wewnetrznie im starsi sa. To czesto napedza przyjazn, a milosc
> pryska jak banka mydlana. Znow wiec widac ze to niepowazny stan.

Wartosci nie przemijaja po kilku latach ? Przybywa ich ? Bogatsi wewnetrznie ?
Przesadzasz....Ludzie sie zmieniaja...nie zawsze na lepsze, tak jakbys tego
chcial.
Poza tym milosc to nie tylko dymanie kawalka niezlego ciala...tam tez zwraca sie
uwage na cechy innych osob...

> Rownie dobrze mozna twierdzic, ze to ta wiekszosc sobie to wmawia. ;)
>
> Wmawia sobie ze nic nie czuje ? No przeciez kazdy chce czuc cos wielkiego,
> niz nic nie czuc nie ?

Moze nie tyle wmawia sobie...co nie uzmyslawia sobie...zle to sformulowalem.

> > Moze zreszta milosc jest iluzja...co w tym zlego ?
>
> Nic, ale uciekanie w swiat urojen zwanych "miloscia" nie rozwiazuje
> problemu, a go potencjalnie szykuje, bo iluzje wygasaja i przynosza
> rozczarowanie. Lepiej wiec zyc w racjonalnej realnej rzeczywistosci i z tym
> sie pogodzic uzyskujac chlodny stan ducha (jest to mozliwe, ja jestem tego
> przykladem) niz sie przez jakies urojenia ciagle ranic. Na starosc sie
> urojenia skoncza i klient spada na smutna rzeczywistosc z jaka sie w koncu
> bedzie musial kiedys pogodzic. Nieprzygotowany na to uprzednio zaczyna
> cierpiec straszne depresje, powolnie czekajac na smierc. Z reguly wiekszosc
> ucieka wtedy ze strachu w inne urojenia zwane "religia", tworzy sobie w
> wyobrazni nieistniejace bozki do ktorych klepie zaklecia w potrzebie
> znalezienia sie w niebie po swym zejsciu. Nastepna iluzja. Iluzja za iluzja.
> Niektorzy tak cale zycie. Moze Jung mial racje ze zycie w urojeniach tego
> typu daje spokoj ducha i dobra kondycje psychiki ? Ale przeciez to smieszne
> karmic sie urojeniami.

A lepszym wg ciebie jest pozbycie sie nich i tepe patrzenie na smutna
rzeczywistosc ?
I cierpienie...jest nam zle na zlym swiecie...? Poza tym nie wiem dlaczego
zakladasz, ze ta iluzja musi sie skonczyc...
Skad wiesz gdzie jest granica iluzji, co nia jest a co nie ? Moze ty zyjesz w
iluzji, negujac to wszystko ?

> > Sympatia to malo.
>
> Wiec moze traktowanie kogos z kims mozna byc blisko, jak z przyjacielem ?

Moze...a moze ....?

> > Widziales kiedys przyjazn miedzy takimi osobami ? Ale nie znajomosc lecz
> > przyjazn przez duze P ? Po co oszukiwac sie formulkami o pieknej przyjazni
> ? ;)
>
> No pewnie ze sa. Moj przyklad z pania paleontolog. Albo moj kolega przyjazni
> sie ze swym nauczycielem gry na fortepianie. Tez pani kolo 60 tki. xMadzie
> nie przesadzaj.

To ty przesadzasz nazywajac to przyjaznia. To sa przypadkowe znajomosci, ktore w
czarnej godzinie porzucilbys...w milosci nie opuszcza sie partnera...

> > Eeee...chyba troche sie gubie...
> > A twoje "milosci nie ma" nie jest tez tylko chciejstwem ? Takie "ja nie
> mam to i
> > niech inni nie beda miec" ? ;)
>
> No nie chciejstwem. Ja chce zeby byla milosc, ale ani ja ani ci ktorych znam
> nie czuja tego. Ty tez mowisz ze tego nie czujesz. Jedyne co mam dotad to
> stwierdzenie ze "ktos moze czuc". To za malo. Oceniam wiec rozsadnie
> rzeczywistosc, a moje wychciewanie ignoruje i nie tworze sobie urojen typu
> "milosci nie ma" lu "jest" co czyni pewna grupa ludzi. To ocenienie
> rzeczywistosci i nic wiecej, nie chciejstwo.

Nie powiedzialem, ze tego nie czuje...powiedzialem, ze nie kocham odnosnie tego
przypadku z Joanna Kastylijska bodajze...Sa rozne definicje milosci....ale moze
nie wracajmy do mnie...bo sam nie wiem czy kocham czy nie...przewaznie w
wiekszosci spraw jestem taki rozchwiany ;)
Ocenianie rzeczywistosci ? Przeciez ty nie dopuszczasz do siebie mysli, ze ktos
moze kochac..to jest wg ciebie ocena rzeczywistosci ?

> > A co do dzieci...to raczej ubywa...z tego co mi sie wydaje od pewnego
> czasu mamy
> > w Polsce prawie ujemny przyrost naturalny.
>
> No widzisz.

Eee...widze ???

> > Ale moze ktos...;)
>
> Malo, malo.

Ale zawsze cos...

[ciach..... dyskusje...]

Dyskusje to tylko strzepienie jezyka...po pewnym czasie osoby gubia sie w
argumentach...powtarzaja....a i tak do niczego nie dochodza...i jeszcze do tego
marnuja czas (cholera wiesz ile mi schodzi na odpisanie na twoj post
???)....jedna drugiej zarzuca nielogicznosc tam gdzie druga tego nie widzi
itp...sam zreszta wiesz...
Jedyne co w nich dobre to wymiana argumentow...i podobno sa rozwijajace...ale to
pewnie plotki ;)

> Chodzilo o to, ze milosc mozwe istniec wsrod malej liczby populacji.
> Przyklad z dzwiekiem. Mowilem ze on nie musi oznaczac ze pewna liczba osob
> odczuje milosc bo pewna slyszy ten dzwiek ktorego inna czesc ludzkosci nie
> slyszy.

Aaaa...A wg mnie fakt z dzwiekiem tym bardziej nie oznacza, ze nie istnieje
grupka ludzi, ktorzy sa zdolni do odczuwania milosci. ;)

[ciach...moje metne wywody...o rzeczywistosciach]

> Zatem jest jakas fikcja ktora sobie wytwarzamy w naszym wewnetrznym swiecie.
> Znow wiec niedobrze.

Niedobrze ? Ale przeciez nie ma prawdy...Sa tylko interpretacje faktow...moze
lepiej sie z tym pogodzic ?

> Ale feromony i ten nasz mechanizm doboru wewnatrz nas nie widza tego.
> Odczuwaja ze partner da potomstwo, myla sie, ale nas koluja. Nie wiesz
> czesto ze kobieta jest bezplodna. Tym bardziej nie wie nasz organizm ktory
> nie wnika w ta sprawe (nie ma jak) a feromony na nas zadzialaja i wydziela
> sie Pea. Stad moze powstac wybor. Sam wyzej piszesz ze dzieki Pea pewne wady
> osobnika moga byc zaakceptowane. Z punktu doboru genetycznego i przedluzenia
> gatunku organizm moze miec gdzies ze ktos ma np. jak pisales oparzenia na
> twarzy. Pod wzgledem ewolucyjnym organizm jakos go akceptuje (tak mi sie
> wydaje ze on ocenia glownie po wieku partnera, partner jest mlody i zatem
> sprawny do przedluzenia gatunku). A ze organizm robi to jak autoamat to
> czasem wybiera osobniki wadliwe moze nie wiem. Moze mu to nie przeszkadza w
> zalozeniach jakie sa potrzebne do przedluzenia gatunku. Czesto sa tez to
> wybory z litosci lub z przyjazni.

Ale a propos homoseksualistow...z tego co slyszalem gdzies
ostatnio....aaaa...nie...to ktos mi pokazywal jakis artykul...chyba....w kazdym
razie byla tam wzmianka o tym, ze jakis gej byl w zwiazku ze starszym
gejem....tak z 20 lat roznicy albo i wiecej...ludzie wiaza sie w pary rozne
wiekowo...moze nie na dlugo...ale jednak...jak to sie ma do tej teorii o
ewolucji ???

> A moze to jest wlasnie milosc ??? Albo moglaby byc ??? Otrzasniecie sie z
> > fascynacji i fascynacja czlowiekiem....akceptacja...czy jak to zwal...
>
> Nic wielkiego. Sam piszesz wyzej ze w czyms takim nie ma nic wznioslego.

Eee...pisze ? Jesli juz to chodzilo mi chyba o znajomosc...ktora tak sie ma do
przyjazni jak przelotna milostka/romans do milosci....

> > A zreszta to nie jest zaden wielki problem...czy istnieje milosc czy
> nie...
>
> No wlasnie. Sa wieksze problemy.

A wszystko jest blahe w porownaniu z ogromem wszechswiata...no prawie
wszystko...bo jesli spojrzec z innej strony........;)

> > Moze...moze ludzie za duzo oczekuja od milosci ? Oczekuja
> wodotryskow...szukaja
> > iskry, a nie widza plomienia ? Ludzie sa chyba zbyt wygodni...Potrafia
> tylko
> > ogladac brazylijskie seriale i kochac sie w modelkach i gwiazdach
> popu...Chca
> > bajki...a rzeczywistosc jest szara...rzeczywista...a nie rozowa...nie ma
> > ksiezniczek...moze...
>
> Wlasnie !

Eeee...inaczej to widzimy...Ty uwazasz, ze milosci nie ma...A wg mnie ludzie nie
zauwazaja jej, bo za duzo od niej wymagaja...chca fajerwerkow, a widza
plomien...jakos tak....

> Ale chyba nie chcesz powiedziec, ze ludzie nie zwracaja uwagi na osobowosc,
> ze
> > patrza tylko na zad ? Byloby wtedy duzo samotnych...
>
> Patrzy sie na to z reguly gdy zad staje sie juz sflaczaly. Wnetrze ma
> znaczenie drugorzedne w milosci. Dlatego zwyczajna lekka przyjazn jest juz
> lepsza bo ocenia juz po wnetrzu od poczatku, nie po zadzie.

Moze inaczej...nie wierze w absolutne piekno...I wg mnie zawsze znajdzie sie
piekniejsza/atrakcyjniejsza kobieta od wybranki...ale to wcale nie znaczy, ze
rzucamy stary zad w poszukiwaniu nowego...czesc tak robi, ale nie wszyscy...co
wtedy przedkladamy nad kraglejszy zad ?

> To juz wiele. Nie roznimy sie az tak bardzo ze jedni moga cos wielkiego czuc
> a inni nie.
> Roznice nie sa tak wielkie. Na podstawie tej statystyki bardzo wiarygodnie i
> z wielkim prawdopodobienstwem mozna zalozyc ze milosci po prostu nie ma.

Ale nie udowodnic. ;) Pomijajac juz fakt, o ktorym pisalem...Ludzie roznia sie
masa rzeczy...Wpatrz sie w szczegoly...i przestan generalizowac

> A nie ze milosc nie ma. Ludzie sa rozni,
> > totez zawsze znajdzie sie ktos kto zareaguje inaczej niz wiekszosc.
> > Bog ? A moze istnieje ? W niego tez nie wierzysz ?
>
> No pewnie ze nie. Uwazam mowienie o nim za przejaw ciezkich urojen i nazywam
> go nie Bogiem a bozkiem, bo tylko na tyle zasluguje urojony i nie istniejacy
> w dostepnej rzeczywistosci taki wytwor jedynie slabej ludzkiej wyobrazni.

A dlaczego nie istnieje ? Bo go nie zmierzyles/zwazyles ? Bo nie ukazal ci sie ?
Chociaz, gdyby ci sie objawil to zlozylbys to na karb halucynacji pewnie ;)
[O rany...brakuje jeszcze tego bym sie zajal nawracaniem....najpierw ta
milosc...a teraz zaczne przekonywac, ze istnieje Bog...;)))]
Ale moze przedstawie moja opinie...Uwazam, ze Bog MOZE istniec.
Nie uwazam, ze istnieje...lecz ze moze istniec....dopuszczam taka mozliwosc...
Oczywiscie wiekszosc ludzi negujacych istnienie Boga, widzi go jako Boga
chrzescijan...(takim tez widzisz go ty...przynajmniej tak sugeruja twoje
wypowiedzi, okolo kilkadziesiat linijek wyzej)
dobrego staruszka z dluga, siwa broda...wszechmogacego i wszechwiedzacego
itd....chociaz moze taki wlasnie jest....hmmm....ale co to ja...aha
W kazdym razie tak do konca nie wiadomo jaki jest Bog jesli istnieje i jak
zdefiniowac Go...moze po prostu jako wyzszy byt.....pierwsza
przyczyne...hmmm...chyba Platon to tak okreslil...a zreszta czy to wazne kto....

Wydaje mi sie, ze jesli istnieje to i tak znajduje sie poza zdolnoscia
pojmowania czlowieka...tak jak bakteria nie zdaje sobie sprawy z istnienia ludzi
i nie jest w stanie sobie wyobrazic takiego bytu (prawdopodobnie) tak samo
czlowiek nie pojmie Boga...
Nie wydaje ci sie to zbyt pochopne ? Negowanie Jego istnienia ?
troche mnie irytuje taka pewnosc..."Boga nie ma"....A juz najbardziej irytuja
mnie matoly [zawsze chce napisac barany i musze sie wstrzymywac od czasu gdy
przypomne sobie Jubala ;)))) ], ktorzy wierza w kosmitow, a w Boga nie....a
dowody na istnienie jednego i drugiego sa takie same...watpliwe ;)
Ale naogladali sie "Z archiwum X"....poczytali Danikena....itd...
Co wcale nie znaczy, ze wierze iz Bog istnieje...Niektorzy twierdza, ze to
czlowiek stworzyl Boga i dopuszczam taka mozliwosc...

> Mowiles/Pisales, iz podlegamy takim samym prawom co swiat zwierzat.
> Ciupcianie
> > tez sie tu lapie, czyz nie ?
>
> Potrzebe ciupciania latwo w sobie rozpoznac odnosnie intencji tego
> pragnienia. Natomiast o wiele gorzej ocenic kiedy feromony nas pchaja ku
> wyborom tej nie innej. Jest roznica. To mialem na mysli mowiac ze "podlegamy
> prawom. Czasem nie wiemy czy to one czy nasz osad wolnej woli. xMadzie ile
> razy juz sie tlumaczylem. Zrozum mnie wreszcie w tej kwestii.

Eeee....a cos takiego jak poped seksualny czyz to nie wlasnie potrzeba
ciupciania ? chyba sie troche nie rozumiemy w tym miejscu...

> > Latwo jest sobie odmowic ciupciania ? A jak sie to ma do tego pod czym
> > podpisales sie wczesniej: moje "To, ze wiekszosc facetow chcialaby wydymac
> > Pamele to smutna rzeczywistosc" i twoje "Smutna"....czy jakos tak...?
>
> Wiekszosc :-) Mniejszosc sie moze przeciwstawic. Nie ma sprzecznosci w tym
> co mowie. Chyba rzeczywiscie byles zmeczony gdy ten post pisales :-)

Eeeee....ja to widze troche inaczej....

> > A co do kolowania...to cholera wie czy organizm nie koluje nas caly
> czas...np.
> > to ze czasem ci przyjdzie ochota na jakas nietypowa potrawe...
>
> Z reguly jem to co sobie zazyczy zenska czesc mego domostwa :-) Moje
> zachcianki sa ignorowane :-)

Co nie zmienia faktu, ze takie zachcianki sa....czyz nie ?

> Ale nie wpedza mnie w urojona rzeczywistosc, potrzeba np. zlego humoru.
> "Milosc" wpedza mnie w urojona rzeczywistosc. Poza tym nie podejmuje zadnych
> rozsadnych decyzji pod wplywem humorow :-)

Hmmm....Wierzysz w wolna wole ?

> Szkoda by bylo :-( Naprawde :-((

Wrzuc luz...To tylko znajomosc...;)
I do tego sieciowa...a takich jest mnostwo.
xMad
--
-My identity...my identity is not real...-

archemagik

unread,
Jun 15, 2000, 3:00:00 AM6/15/00
to

Odpisze Ci dopiero po poniedzialku, bo na razie musze zakuwac do egzaminu i
nie mam czasu odpowiadac na tak dlugie posty, tym bardziej ze temat tez nie
jest "plain sailing".

Archemagik

xMad

unread,
Jun 15, 2000, 3:00:00 AM6/15/00
to
archemagik wrote:

Nie pali sie...ja mam prace magisterska do napisania...;)
xMad
--
-Boink!-

archemagik

unread,
Jun 15, 2000, 3:00:00 AM6/15/00
to

"xMad" <xm...@topnet.pl> wrote in message news:3948E799...@topnet.pl...


Znam ten bol z wlasnego doswiadczenia.

A

archemagik

unread,
Jun 16, 2000, 3:00:00 AM6/16/00
to
Czesc x Madzie. W zwiazku z tym, ze do tematu o fenyloetyloaminie wkradl nam
sie kolejny nowy watek jaki zaczales o bozku, wiec proponuje ten temat
wydzielic do odzdzielnej dyskusji. Wtedy nie bedzie nam sie niepotrzebnie
wydluzal i tak niemilosiernie dlugi juz watek o milosci.

xMad wrote


> > > Bog ? A moze istnieje ? W niego tez nie wierzysz ?
> >
> > No pewnie ze nie. Uwazam mowienie o nim za przejaw ciezkich urojen i
nazywam
> > go nie Bogiem a bozkiem, bo tylko na tyle zasluguje urojony i nie
istniejacy
> > w dostepnej rzeczywistosci taki wytwor jedynie slabej ludzkiej
wyobrazni.
>
> A dlaczego nie istnieje ?

Zauwaz ze napisalem "nie istniejacy w dostepnej rzeczywistosci". Jest to
cos innego niz arbitralne stwierdzenie ze bozek "nie istnieje". Sugerowanie
ze tak mysle odbieram jako probe skonfundowania mnie.

>>Bo go nie zmierzyles/zwazyles ? Bo nie ukazal ci sie ?

Chocby dlatego. Jesli mi sie nie ukazal taki bozek, to nie widze sensu zeby
zakladac, ze on istnieje. Kiedy jade na przyklad samochodem przez jakies
nieznane mi rejony, to nie powinienem niepotrzebnie zakladac, ze np. za
chwile moge dojechac do zamku krola Oz, a za zamkiem krola Oz spotkam
krolewne Marysie i siedmiu krasnoludkow. Zakladanie tego byloby dziecinne i
glupie. Podobnie jest z bozkiem, nie widziano go wiec po co tylu ludzi
tworzy religie, modli sie do bozka ktory jest jedynie wytworem ich
wyobrazni ? Nie mozna przeciez inaczej powiedziec o czlowieku, ktory tak
robi, skoro on tego bozka nigdy nie widzial. Oczywiscie mozna zaraz
powiedziec, ze nie bede umial wykluczyc jednoznacznie i sensownie ze taki
zamek i krasnoludki nigdzie nie istnieja tak naprawde, bo nie mam machiny
ktora zapewnilaby mi jednoczesny wglad we wszystkie miejsca wszechswiata.
Jednak tu chodzi o cos innego. Nie wykluczam, ze bozek istnieje, ale
zakladanie ze istnieje jest rownie absurdalne jesli nie mam na to
wystarczajacych przeslanek. Ludzie wierza, ze bozek istnieje, choc nigdy go
nie widzieli. Niektorzy nawet zakladaja to na podstawie tzw. "celowosci we
wszechswiecie" choc to zaden dowod, bo przeciez nauka wystarczajaco
satysfakcjonujaco tlumaczy powstanie swiata samoistnie i z przypadku, na
drodze ewolucji. Moze nie odkryla jeszcze wszystkich tajemnic, ale np.
ewolucjonizm jest nauka o wiele bardziej metodologicznie uzasadniona i
spojna niz przyjmowanie "na wiare" istnienie jakiegos bozka jako przyczyny
sprawczej tego wszystkiego, co sie kompletnie kupy nie trzyma i stwarza
okropne dylematy gdy sie to zreszta zrobi. Po co taki bozek mialby niby
istniec ? Dlaczego akurat on mial to stworzyc ? Jesli stworzyl, to dlaczego
jest to takie do niczego wszystko ? Dlaczego jest tak slabe i nietrwale ?
Dlaczego jest cierpienie i choroby, czy bozek doskonaly (podobno) nie moglby
sobie z tym poradzic i stworzyc tego lepiej ? Jesli jednak celowo to
stworzyl takie to czy jest sadysta, kosmicznym psychopata ? A moze mu to
obojetne ? W takim razie po co to stwarzal jesli mu to obojetne ? Pytan
takich mozna zadac wiecej.


> Chociaz, gdyby ci sie objawil to zlozylbys to na karb halucynacji pewnie
;)

Zalezaloby od rodzaju tego objawienia. Jesli byloby wystarczajaco
uzasadnione ze jest to byt nadprzyrodzony a ja nie doznaje np. halucynacji,
czy nie padam ofiara oszustwa, to byloby to w miare przekonywujace. Zauwaz,
ze latwo pasc ofiara oszustwa. Widziales jakie sztuczki robia niektorzy
magicy np Cooperfield (znikniecie statuy wolnosci, unoszacy sie pociag,
przejscie przez mur chinski)? Czy taki magik jest bytem nadprzyrodzonym ?
Nie, czlowiekiem. Tak wiec zalezy jaki bylby to rodzaj objawienia i czego
objawienie to mialoby dotyczyc.


> [O rany...brakuje jeszcze tego bym sie zajal nawracaniem....najpierw ta
> milosc...a teraz zaczne przekonywac, ze istnieje Bog...;)))]
> Ale moze przedstawie moja opinie...Uwazam, ze Bog MOZE istniec.
> Nie uwazam, ze istnieje...lecz ze moze istniec....dopuszczam taka
mozliwosc...

No to nie wiem w czym masz problem z tym co pisze. Ja dopuszczam wszystkie
mozliwosci, ale co innego dopuszczac jakas mozliwosc, a co innego wierzyc.
Wiara jest jednak czyms absurdalnym dla racjonalisty, bo jest to - jak sami
wierzacy mowia - przyjmowanie jako faktu istniejacego czegos, co nie daje
zadnych przeslanek za tym ze istnieje. Przeciez to jest absurdalne. Rownie
dobrze moge zalozyc, ze Ty jestes latajacym Holendrem.

> Oczywiscie wiekszosc ludzi negujacych istnienie Boga, widzi go jako Boga
> chrzescijan...(takim tez widzisz go ty...przynajmniej tak sugeruja twoje
> wypowiedzi, okolo kilkadziesiat linijek wyzej)
> dobrego staruszka z dluga, siwa broda...wszechmogacego i wszechwiedzacego
> itd....chociaz moze taki wlasnie jest....hmmm....

Nie przyjmuje do wiadomosci istnienia jakiegokolwiek bytu nadprzyrodzonego,
zwanego "Bogiem". Niezaleznie od tego jak ktos sobie ten byt tlumaczy i
jakie cechy mu nadaje, dla mnie jest on fantazja i urojeniem.

ale co to ja...aha
> W kazdym razie tak do konca nie wiadomo jaki jest Bog jesli istnieje i jak
> zdefiniowac Go...moze po prostu jako wyzszy byt.....pierwsza
> przyczyne...hmmm...chyba Platon to tak okreslil...a zreszta czy to wazne
kto....


Czy musiala byc jakas pierwsz przyczyna od razu ? Starozytnosc nie potrafila
tego wyjasnic inaczej, ale przeciez dzis wiemy o wiele wiecej o swiecie niz
oni. Mamy nauki szczegolowe. Potrafimy klonowac. Mamy genetyke. Ewolucjonizm
wciaz sie rozwija. Wiemy ze to trwalo wiele milionow lat zanim mysmy
wyewoluowali. Po co jakas pierwsza przyczyna do tego wszystkiego ?

> Wydaje mi sie, ze jesli istnieje to i tak znajduje sie poza zdolnoscia
> pojmowania czlowieka...tak jak bakteria nie zdaje sobie sprawy z istnienia
ludzi
> i nie jest w stanie sobie wyobrazic takiego bytu (prawdopodobnie) tak samo
> czlowiek nie pojmie Boga...

xMadzie ! Za pare miesiecy bedzie XXI wiek. Nauka idzie do przodu. Zyjemy w
nowoczesnym swiecie. Naukowcy sa o krok od sporzadzenia mapy genetycznej
czlowieka. Tajemnica kodu zostanie zlamana. W czasach gdy wiemy juz o sobie
wiecej niz mniej, absurdalne jest robienie tego co robil czlowiek
starozytnosci zyjacy w zabobonie i z niewiedzy o swiecie tworzyl sobie
empirycznie nie poparte niczym fikcyjne istnienie bozkow, ktorym probowal
wypelnic swoja zerowa wiedze o otaczajacym go swiecie. Twoje powyzsze
stwierdzenie o niepojmowalnosci rzekomego bozka jest niepowazne. Tekst w
stylu "niezbadane sa wyroki boze" albo "nikt nie poznal drog panskich" jest
intelektualnym poddaniem sie jakiego dokonali wlasnie ludzie wierzacy wobec
tajemnicy otaczajacego ich swiata. Tajemnicy ktora kiedys moze bedzie mozna
wyjasnic calkowicie, albo nawet jesli nie, to przynajmniej w wystarczajacym
stopniu. Trzeba tylko do tego wykorzystac umysl jaki nam, ludzkosci udalo
sie posiasc w wyniku dlugotrwalego dryfu genetycznego. Jesli ktos tego nie
robi i zdaje sie na "tajemnice" boze, to jest to dobrowolne samobojstwo
ludzkiego umyslu i jego potencjalu intelektualnego jaki moze wykorzystac
wobec otaczajacej go rzeczywistosci. Akt wiary w jakakolwiek forme bostwa
jest otwarciem dla siebie furtki do swiata urojen, gdzie myslenie przestaje
obowiazywac, a pozostaja tylko wzniosle i patetyczne zaklecia wypowiadane do
bozka, ktorych skutecznosc jest zalosna.


> Nie wydaje ci sie to zbyt pochopne ? Negowanie Jego istnienia ?
> troche mnie irytuje taka pewnosc..."Boga nie ma"....

Nie ma w dostepnej rzeczywistosci, zatem niepowazne jest zakladanie ze cos
nie istnieje poza ta rzeczywistoscia. W normalnym swiecie nikt nie bedzie
traktowal powaznie zakladanie istnienia takiego bozka.

A juz najbardziej irytuja
> mnie matoly [zawsze chce napisac barany i musze sie wstrzymywac od czasu
gdy
> przypomne sobie Jubala ;)))) ], ktorzy wierza w kosmitow, a w Boga
nie....a
> dowody na istnienie jednego i drugiego sa takie same...watpliwe ;)
> Ale naogladali sie "Z archiwum X"....poczytali Danikena....itd...


No tak tez nie wierze w kosmitow. jednak ten temat ciagle jest zywy, sa
przynajmniej jakies filmy UFO, moze i sfalszowane, ale to juz przynajmniej
cos uchwytnego, cos co mozna zbadac pod wzgledem ewentualnego falszerstwa. W
przypadku bozkow, nic takiego nie mamy.


> Co wcale nie znaczy, ze wierze iz Bog istnieje...

Zatem nie wiem w czym mamy problem.


Niektorzy twierdza, ze to
> czlowiek stworzyl Boga i dopuszczam taka mozliwosc...

Aktualnie wszystko wskazuje na to, ze tak wlasnie jest. Ci ktorzy w niego
wierza nigdy go nie widzieli. Oni po prostu chca zeby istnial.


Balcer

unread,
Jun 17, 2000, 3:00:00 AM6/17/00
to
> A juz najbardziej irytuja
> mnie matoly [zawsze chce napisac barany i musze sie wstrzymywac od czasu
> gdy
> przypomne sobie Jubala ;)))) ], ktorzy wierza w kosmitow, a w Boga
> nie....a
> dowody na istnienie jednego i drugiego sa takie same...watpliwe ;)
> Ale naogladali sie "Z archiwum X"....poczytali Danikena....itd...

Prawdopodobienstwo istnienia "ufokow" jest nieskonczenie razy wieksze od
pr. istnienia boga. Nikt nigdy nie widzial tagiego tworu (jezeli nie liczyc
pastuchow widzacych palace sie krzaczki maryski itp) a bytow potencjalnie
mogacych stworzyc cywilizacje jest duzo nawet na naszej planecie. Jest to
jedynie kwestia czasu, ktorego wszechswiat ma pod dostatkiem. Naukowcy
ustalili warunki konieczne do powstania zycia podobnego do naszego. Pomysl
ile jest mozliwosci wykraczajacych poza nasz umysl. Przy ogromie kosmosu,
jego dynamicznej przemianie prawdopodobienstwo istnienia innego zycia, czy
nawet cywilizacji (w waszym rozumieniu ) jest bliskie jednosci.
Prawdopodobienstwo istnienia boga, czy jakiegos bytu jemu podobnego jest
bliskie zeru.
Pomysl- skoro bogu tak bardzo zalezy na tym, zebym w niego uwierzyl (w
wielu religiach niewiara jest najciezszym z mozliwych wystepkow) i skoro
jest wszechmogacy, to czemu nie poswieci troche czasu, ze by sie ze mna
skontaktowac osobiscie, a nie przez akwizytorow(pobieraja niezla prowizje).
Jak teraz myslisz baran to ktos, kto wierzy w UFO, czy w boga?
Balcer
P.S. Oczywiscie nie twierdze, ze prezydent USA jest manipulowany przez
kosmicznego robaka :)

--------------------------------------------------
Tysiace osob sprzedaje z powodzeniem i bez zadnych
oplat ponad 6000 przedmiotow! Dlaczego?
Sprawdz sam - http://www.allegro.pl


--
Archiwum listy dyskusyjnej pl-soc-dekadentyzm
http://www.newsgate.pl/archiwum/pl-soc-dekadentyzm/

xMad

unread,
Jun 18, 2000, 3:00:00 AM6/18/00
to
Balcer wrote:

> [ciach...radzilbym odpowiadac bezposrednio na post...bo na drugi raz ktos moze
> ci nie odpowiedziec...]

> Prawdopodobienstwo istnienia "ufokow" jest nieskonczenie razy wieksze od
> pr. istnienia boga.

Dlaczego ? Bo ty tak powiedziales ? Wyliczyles to ?


> Nikt nigdy nie widzial tagiego tworu (jezeli nie liczyc
> pastuchow widzacych palace sie krzaczki maryski itp) a bytow potencjalnie
> mogacych stworzyc cywilizacje jest duzo nawet na naszej planecie.

Kosmitow tez nikt nigdy nie widzial, poza para oszolomow.
To mialem na celu mowiac, ze dowody sa watpliwe w obu kwestiach.
Skoro jest tyle bytow to dlaczego jeszcze nie stworzyly cywilizacji ?
Dlaczego jeszcze nie odkryto innych cywilizacji ???
Krzaczki maryski ? O ile wiem byl to inny krzak...ale nie ma to jak napisac cos
smiesznego.

> Jest to
> jedynie kwestia czasu, ktorego wszechswiat ma pod dostatkiem. Naukowcy
> ustalili warunki konieczne do powstania zycia podobnego do naszego.

Naukowcy to...naukowcy tamto..pokaz mi kosmite.

> Pomysl
> ile jest mozliwosci wykraczajacych poza nasz umysl. Przy ogromie kosmosu,
> jego dynamicznej przemianie prawdopodobienstwo istnienia innego zycia, czy
> nawet cywilizacji (w waszym rozumieniu ) jest bliskie jednosci.

Pomysl ile jest niezrozumialych i nie wyjasnionych dotad zjawisko przez tych
twoich naukowcow.... Co sie dzieje z nami po smierci i skad przychodzimy na ten
swiat...Jak powstal wszechswiat...Dlaczego sie kurczy/rozkurcza...Dlaczego kupa
kamieni nie ma swiadomosci, a ty ja masz...

> Prawdopodobienstwo istnienia boga, czy jakiegos bytu jemu podobnego jest
> bliskie zeru.

Bo ty tak powiedziales ??? Wyliczyles ??? Ktos wyliczyl ?

> Pomysl- skoro bogu tak bardzo zalezy na tym, zebym w niego uwierzyl (w
> wielu religiach niewiara jest najciezszym z mozliwych wystepkow) i skoro
> jest wszechmogacy, to czemu nie poswieci troche czasu, ze by sie ze mna
> skontaktowac osobiscie, a nie przez akwizytorow(pobieraja niezla prowizje).

Czlowieku...czytaj posty...a pozniej odpowiadaj...napisalem, ze bog moze wcale
nie jest wszechmogacy i wszechwiedzacy...moze jest to po prostu wyzszy byt...to
o czym piszesz wyzej to prymitywne wierzenia...wykorzystywanie naiwnosci
innych....modlenie sie do slonca itp...to ze Bogu zalezy na tym, by w niego
wierzono to juz wymysl religii....

>
> Jak teraz myslisz baran to ktos, kto wierzy w UFO, czy w boga?

Czytaj posty...Napisalem, ze irytuja mnie matoly, ktorzy nie wierza w boga, a
wierza w kosmitow, chociaz dowody sa w obu przypadkach takie same...WATPLIWE. To
o czym piszesz wyzej to zbior przypuszczen...Rownie dobrze ja moge napisac, ze
przekonanie sie o istnieniu Boga to tylko kwestia czasu...wystarczy, ze
umrzesz...i moze go spotkasz...a moze nie....
Jesli ktos wierzy w boga i w ufo nie mam nic przeciwko temu...jesli nie wierzy w
oba...nie mam nic przeciwko...jesli nie wierzy w jedno z nich...powinien sie
zastanowic nad tym zastanowic...zreszta wiara to tylko wiara...

>
> Balcer
> P.S. Oczywiscie nie twierdze, ze prezydent USA jest manipulowany przez
> kosmicznego robaka :)

xMad
--
-etykieta zastepcza-


xMad

unread,
Jun 18, 2000, 3:00:00 AM6/18/00
to
archemagik wrote:

> Czesc x Madzie.

[ciach watki..]

Tez myslalem o rozdzieleniu tego na watki...Wygodniej bedzie.

> > > > Bog ? A moze istnieje ? W niego tez nie wierzysz ?
> > >
> > > No pewnie ze nie. Uwazam mowienie o nim za przejaw ciezkich urojen i
> nazywam
> > > go nie Bogiem a bozkiem, bo tylko na tyle zasluguje urojony i nie
> istniejacy
> > > w dostepnej rzeczywistosci taki wytwor jedynie slabej ludzkiej
> wyobrazni.
> >
> > A dlaczego nie istnieje ?
>
> Zauwaz ze napisalem "nie istniejacy w dostepnej rzeczywistosci". Jest to
> cos innego niz arbitralne stwierdzenie ze bozek "nie istnieje". Sugerowanie
> ze tak mysle odbieram jako probe skonfundowania mnie.

Napisales "No pewnie, ze nie". Dla mnie znaczy to "Nie".
Nie rozumiem do konca stwierdzenia "nie istniejacy w dostepnej rzeczywistosci".
Mowimy o jednej rzeczywistosci...a przynajmniej tak mi sie wydawalo. Wyglada mi
to na wykret. Zapytam jeszcze raz. Wierzysz, ze istnieje Bog, czy nie ?

> >>Bo go nie zmierzyles/zwazyles ? Bo nie ukazal ci sie ?
>
> Chocby dlatego. Jesli mi sie nie ukazal taki bozek, to nie widze sensu zeby
> zakladac, ze on istnieje.

A po co mial ci sie ukazywac ? Po co masz przemawiac do robakow ? A nawet jesli
przemowisz, czy one cie zrozumieja ?
Napisalem nizej, ze prawdopodobnie jest on poza nasza mozliwoscia pojmowania,
wiec nawet gdyby chcial i tak nie zostalby zauwazony. Prawdopodobnie...cholera
wie, jak jest naprawde.

> Kiedy jade na przyklad samochodem przez jakies
> nieznane mi rejony, to nie powinienem niepotrzebnie zakladac, ze np. za
> chwile moge dojechac do zamku krola Oz, a za zamkiem krola Oz spotkam
> krolewne Marysie i siedmiu krasnoludkow. Zakladanie tego byloby dziecinne i
> glupie. Podobnie jest z bozkiem, nie widziano go wiec po co tylu ludzi
> tworzy religie, modli sie do bozka ktory jest jedynie wytworem ich
> wyobrazni ?

Religia...a wyzszy byt to dwie rozne sprawy..wiekszosc (jesli nie wszystkie)
religie to tylko sciaganie z ludzi kasy i tego typu rzeczy...Nie mieszajmy bogow
przedstawianych przez poszczegolne religie do rozwazan o Bogu.

> Nie mozna przeciez inaczej powiedziec o czlowieku, ktory tak
> robi, skoro on tego bozka nigdy nie widzial. Oczywiscie mozna zaraz
> powiedziec, ze nie bede umial wykluczyc jednoznacznie i sensownie ze taki
> zamek i krasnoludki nigdzie nie istnieja tak naprawde, bo nie mam machiny
> ktora zapewnilaby mi jednoczesny wglad we wszystkie miejsca wszechswiata.
> Jednak tu chodzi o cos innego. Nie wykluczam, ze bozek istnieje, ale
> zakladanie ze istnieje jest rownie absurdalne jesli nie mam na to
> wystarczajacych przeslanek.

Dowodow na jego nieistnienie rowniez nie masz.

> Ludzie wierza, ze bozek istnieje, choc nigdy go
> nie widzieli. Niektorzy nawet zakladaja to na podstawie tzw. "celowosci we
> wszechswiecie" choc to zaden dowod, bo przeciez nauka wystarczajaco
> satysfakcjonujaco tlumaczy powstanie swiata samoistnie i z przypadku, na
> drodze ewolucji. Moze nie odkryla jeszcze wszystkich tajemnic, ale np.
> ewolucjonizm jest nauka o wiele bardziej metodologicznie uzasadniona i
> spojna niz przyjmowanie "na wiare" istnienie jakiegos bozka jako przyczyny
> sprawczej tego wszystkiego, co sie kompletnie kupy nie trzyma i stwarza
> okropne dylematy gdy sie to zreszta zrobi.

Wystarczajaco satysfakcjonujaco ??? ;)))
Powstanie swiata na drodze ewolucji ??? Ewolucja dotyczy rozwoju istot zywych na
Ziemi...z tego co ja wiem...A nie powstania wszechswiata.
Ewolucja jest wciaz teoria...tez wiec jest przyjmowana na wiare. Tak samo teoria
wzglednosci jest teoria...eee..jak sama nazwa wskazuje zreszta...kwestionujesz
je ? Czy wierzysz ?

> Po co taki bozek mialby niby
> istniec ?

Robak rowniez moze zadac pytanie, po co mialby istniec ktos wyzej, czyli
czlowiek...Jak na nie odpowiesz ?

> Dlaczego akurat on mial to stworzyc ?

Nie powiedzialem, ze on mnie stworzyl...moze tylko stworzyl wszechswiat...a moze
nie stworzyl...moze tylko jest...ponad nami...

> Jesli stworzyl, to dlaczego
> jest to takie do niczego wszystko ? Dlaczego jest tak slabe i nietrwale ?
> Dlaczego jest cierpienie i choroby, czy bozek doskonaly (podobno) nie moglby
> sobie z tym poradzic i stworzyc tego lepiej ? Jesli jednak celowo to
> stworzyl takie to czy jest sadysta, kosmicznym psychopata ? A moze mu to
> obojetne ? W takim razie po co to stwarzal jesli mu to obojetne ? Pytan
> takich mozna zadac wiecej.

A dlaczego bog ma sie nami zajmowac ? Zajmujesz sie robakami ? Bog nie podlega
ocenom...nie jest dobry ani zly...Bo zlo i dobro sa wzgledne...
To ze jest milosierny, gniewny, czy dobry to wymysl religii...

> > Chociaz, gdyby ci sie objawil to zlozylbys to na karb halucynacji pewnie
> ;)
>
> Zalezaloby od rodzaju tego objawienia. Jesli byloby wystarczajaco
> uzasadnione ze jest to byt nadprzyrodzony a ja nie doznaje np. halucynacji,
> czy nie padam ofiara oszustwa, to byloby to w miare przekonywujace. Zauwaz,
> ze latwo pasc ofiara oszustwa. Widziales jakie sztuczki robia niektorzy
> magicy np Cooperfield (znikniecie statuy wolnosci, unoszacy sie pociag,
> przejscie przez mur chinski)? Czy taki magik jest bytem nadprzyrodzonym ?
> Nie, czlowiekiem. Tak wiec zalezy jaki bylby to rodzaj objawienia i czego
> objawienie to mialoby dotyczyc.

A skad wiesz co jest halucynacja, a co nie ?

> > [O rany...brakuje jeszcze tego bym sie zajal nawracaniem....najpierw ta
> > milosc...a teraz zaczne przekonywac, ze istnieje Bog...;)))]
> > Ale moze przedstawie moja opinie...Uwazam, ze Bog MOZE istniec.
> > Nie uwazam, ze istnieje...lecz ze moze istniec....dopuszczam taka
> mozliwosc...
>
> No to nie wiem w czym masz problem z tym co pisze. Ja dopuszczam wszystkie
> mozliwosci, ale co innego dopuszczac jakas mozliwosc, a co innego wierzyc.
> Wiara jest jednak czyms absurdalnym dla racjonalisty, bo jest to - jak sami
> wierzacy mowia - przyjmowanie jako faktu istniejacego czegos, co nie daje
> zadnych przeslanek za tym ze istnieje. Przeciez to jest absurdalne. Rownie
> dobrze moge zalozyc, ze Ty jestes latajacym Holendrem.

Odpowiedziales, ze nie wierzysz w boga..przynajmniej ja tak rozumiem "no pewnie
ze nie"...Wiara jest nielogiczna...dlatego nie powiedzialem, ze
wierze...napisalem tylko, ze mozliwe iz istnieje.

> > Oczywiscie wiekszosc ludzi negujacych istnienie Boga, widzi go jako Boga
> > chrzescijan...(takim tez widzisz go ty...przynajmniej tak sugeruja twoje
> > wypowiedzi, okolo kilkadziesiat linijek wyzej)
> > dobrego staruszka z dluga, siwa broda...wszechmogacego i wszechwiedzacego
> > itd....chociaz moze taki wlasnie jest....hmmm....
>
> Nie przyjmuje do wiadomosci istnienia jakiegokolwiek bytu nadprzyrodzonego,
> zwanego "Bogiem". Niezaleznie od tego jak ktos sobie ten byt tlumaczy i
> jakie cechy mu nadaje, dla mnie jest on fantazja i urojeniem.

Wymiekam...
To w koncu wierzysz czy dopuszczasz wszystkie mozliwosci ??????????????
Bo to wyzej znaczy dla mnie - "NIE !".

> ale co to ja...aha
> > W kazdym razie tak do konca nie wiadomo jaki jest Bog jesli istnieje i jak
> > zdefiniowac Go...moze po prostu jako wyzszy byt.....pierwsza
> > przyczyne...hmmm...chyba Platon to tak okreslil...a zreszta czy to wazne
> kto....
>
> Czy musiala byc jakas pierwsz przyczyna od razu ? Starozytnosc nie potrafila
> tego wyjasnic inaczej, ale przeciez dzis wiemy o wiele wiecej o swiecie niz
> oni. Mamy nauki szczegolowe. Potrafimy klonowac. Mamy genetyke. Ewolucjonizm
> wciaz sie rozwija. Wiemy ze to trwalo wiele milionow lat zanim mysmy
> wyewoluowali. Po co jakas pierwsza przyczyna do tego wszystkiego ?

Nie wiemy...tylko domyslamy sie ! Ewolucja jest wciaz teoria. Poza tym jak ma
sie ewolucjonizm do powstania wszechswiata ? Ewolucjonizm dotyczy raczej Ziemi.
Pomijajac fakt, ze mozliwe iz Bog niczego nie stworzyl.
Nie mowie, ze musiala byc jakas pierwsza przyczyna...mowie, ze mogla byc...ty
natomiast mowisz, ze nie bylo jej na pewno....

[ciach...radosne pienia ku czci nauki...musialem wyciac, bo serwer odrzucal
post]

I co z tego ze za pare miesiecy bedzie XXI wiek ? Przywiazujesz wage do dat ?
Nauka idzie do przodu...Ale nadal sa rzeczy niewytlumaczalne przez nauke...Skad
przychodzimy i dokad udajemy sie po smierci ? Co bylo przed wielkim wybuchem ???
O ile istnial ?? Co jest za granicami wszechswiata ??? Dlaczego sie rozszerza, o
ile sie rozszerza...Dlaczego potem sie kurczy, o ile sie kurczy ?? Dlaczego kupa
kamieni nie posiada swiadomosci, a masz ja ty ??? Dlaczego umieramy i co po
smierci dzieje sie ze swiadomoscia ?
Myslisz, ze twoja nauka potrafi na nie wszystkie odpowiedziec ?
Co do niepojmowalnosci Boga....Kojarzysz taki maly przyklad o istotach zyjacych
w 2-wymiarowej przestrzeni i istotach zyjacych w 3-wymiarowej przestrzeni ???
Pewnie nie...W kazdym razie istoty 2-wymiarowe istnieja dajmy na to na kartce
papieru nieskonczonej i przemieszczaja sie tylko na kartce...Istoty 3-wymiarowe
nie sa ograniczone do kartki...moga znajdowac sie dajmy na to ponad
kartka....lub pod...wyzej lub nizej...i istoty 2-wymiarowe nie sa w stanie ich
zaobserwowac...O to mi chodzilo mniej wiecej...Czlowiek potrafi poruszac sie
tylko w 3 wymiarach...w czasie moze poruszac sie tylko do przodu...pomijajac
fakt, ze podobno wszechswiat ma wymiarow 11 albo i wiecej...przynajmniej tak
twierdzil moj facio z fizyki...

> A juz najbardziej irytuja
> > mnie matoly [zawsze chce napisac barany i musze sie wstrzymywac od czasu
> gdy
> > przypomne sobie Jubala ;)))) ], ktorzy wierza w kosmitow, a w Boga
> nie....a
> > dowody na istnienie jednego i drugiego sa takie same...watpliwe ;)
> > Ale naogladali sie "Z archiwum X"....poczytali Danikena....itd...
>
> No tak tez nie wierze w kosmitow. jednak ten temat ciagle jest zywy, sa
> przynajmniej jakies filmy UFO, moze i sfalszowane, ale to juz przynajmniej
> cos uchwytnego, cos co mozna zbadac pod wzgledem ewentualnego falszerstwa. W
> przypadku bozkow, nic takiego nie mamy.

Mamy zeznania oszolomow swiadkow...jakies objawienia i cudowne
ozdrowienia...jakies mowienie roznymi jezykami....stygmaty...jakies bilokacje
ojca Pio...i tego typu klimaty...ale wg mnie sa to watpliwe dowody...tak samo
jak dowody na istnienie ufo.

> > Co wcale nie znaczy, ze wierze iz Bog istnieje...
>
> Zatem nie wiem w czym mamy problem.

Mamy problem w tym, iz napisales ze Bog nie istnieje...a ja wyrazilem tylko moja
opinie na ten temat.

> Niektorzy twierdza, ze to
> > czlowiek stworzyl Boga i dopuszczam taka mozliwosc...
>
> Aktualnie wszystko wskazuje na to, ze tak wlasnie jest. Ci ktorzy w niego
> wierza nigdy go nie widzieli. Oni po prostu chca zeby istnial.

Wszystko wskazuje ? To juz twoje domysly chyba.

xMad
--
-etykieta zastepcza-


archemagik

unread,
Jun 18, 2000, 3:00:00 AM6/18/00
to

"xMad

A dlaczego nie istnieje ?

> > Zauwaz ze napisalem "nie istniejacy w dostepnej rzeczywistosci". Jest
to
> > cos innego niz arbitralne stwierdzenie ze bozek "nie istnieje".
Sugerowanie
> > ze tak mysle odbieram jako probe skonfundowania mnie.
>
> Napisales "No pewnie, ze nie". Dla mnie znaczy to "Nie".


Byla to odpowiedz na pytanie "czy w niego wierze" a nie "czy istnieje".
Na pytanie o to czy istnieje mozna odpowiedziec tylko "nie wiem", i kazdy
ateista tak odpowie, natomiast na pytanie o to czy wierzysz ze istnieje
mozna odpowiedziec "Nie". Chyba mieszasz pojecie "wierzyc" z pojeciem
"zakladac ze moze istniec". To dwie bardzo rozne sprawy.


> A po co mial ci sie ukazywac ? Po co masz przemawiac do robakow ? A nawet
jesli
> przemowisz, czy one cie zrozumieja ?
> Napisalem nizej, ze prawdopodobnie jest on poza nasza mozliwoscia
pojmowania,
> wiec nawet gdyby chcial i tak nie zostalby zauwazony.
Prawdopodobnie...cholera
> wie, jak jest naprawde.


x Madzie ! Istnienie robaka i czlowieka mozna sprawdzic. Natomiast urojony
bozek o ktorym mowisz, jest jedynie kolejnym wymyslem naszej cywilizacji.
Sam mowisz ze bozek nikogo nie przekonywal ze istnieje bo olewa swiat, wiec
jest to dotychczas wymysl. Oczywiscie, moze sie okazac ze bozek rzeczywiscie
istnieje. Ale bedzie to wtedy przypadkowe potwierdzenie, ze urojenia
ludzkosci sa faktem. Aktualnie sa to jednak urojenia nie potwierdzone. Ktos
Ci o nim powiedzial kiedys w dziecinstwie i przyzwyczailes sie do mysli ze
on moze istniec. Ja tez w dziecinstwie wierzylem w tego bozka, a nawet
klepalem do niego w kosciele zaklecia z rodzicami. Dlatego takie
prawdopodobne sie wydaje to ludziom ze on moze istniec bo sie z tym oswoili
od dziecinstwa. Jednak tego bozka nikt nigdy nie widzial. Ludzie sobie go
wytworzyli w wyobrazniach. Twoje zakladanie, ze bozek ten jest daleko
bardziej niepojety od nas to jest tylko domniemywanie. Po pierwsze, jedyne
co mozesz zalozyc, to ze bozek ten moze istniec, a cala reszta jest juz
tylko domniemywaniem. To ze jest daleko bardziej niepojety od nas rowniez
jest domniemywaniem.

> Religia...a wyzszy byt to dwie rozne sprawy..wiekszosc (jesli nie
wszystkie)
> religie to tylko sciaganie z ludzi kasy i tego typu rzeczy...Nie mieszajmy
bogow
> przedstawianych przez poszczegolne religie do rozwazan o Bogu.

Religie wyrastaja w prostej drodze z wiary w bozka. Nie powstaly one z
potrzeby sciagania kasy a wlasnie z powodu urojen odnosnie istnienia bozka.
Potem przyszlo to cale kupczenie. Zatem wychodzi na jedno.

>
> Dowodow na jego nieistnienie rowniez nie masz.

Nie musze miec dowodow na nieistnienie czegos zeby w istnienie tego nie
wierzyc. xMadzie wyrwij sie wreszcie z tej oblednej logiki, ze wierzysz we
wszystko na co nie masz dowodow. Przeciez w ten sposob mozna dojsc do
absurdow. Na przyklad
zaczac wierzyc, ze wszyscy dekadenci na tej liscie to pedofile. Tez niby
nie ma dowodow ze nie. Przeciez rozwazanie caly czas takiej mozliwosci
byloby nienormalne. Nie wykluczam istnienia bozka, ale dla mnie ciagle
spodziewanie sie ze on istnieje jest dziecinada, tak samo jak zakladanie ze
sa krasnoludki. Przeciez to strata czasu ciagle prowadzic takie zalozenia.
Fakt, ze nie mozna tego wykluczyc ale liczy sie to na co masz przeslanki, a
nie rozwazanie nieskonczenie wielkiej liczby malo prawdopodobnych
mozliwosci. Szkoda zycia.

> Wystarczajaco satysfakcjonujaco ??? ;)))
> Powstanie swiata na drodze ewolucji ??? Ewolucja dotyczy rozwoju istot
zywych na
> Ziemi...z tego co ja wiem...A nie powstania wszechswiata.

A jednak dotyczy tez rozwoju wszechswiata. Ewolucja dzieli sie na
kosmogeneze (nauka o rozwoju wszechswiata), goegeneze (rozwoj globu),
pojawienia sie zycia (abiogeneza), oraz pochodzenia czlowieka
(antropogeneza).

> Ewolucja jest wciaz teoria...tez wiec jest przyjmowana na wiare. Tak samo
teoria
> wzglednosci jest teoria...eee..jak sama nazwa wskazuje
zreszta...kwestionujesz
> je ? Czy wierzysz ?


Teorie te przeszly szereg rygorystycznych badan i testow. Wciaz je
potwierdza szereg przeprowadzanych badan.Taka jest nauka. Kazda hipoteze
sprawdza sie na setki sposobow i jesli sie choc w jednym punkcie nie
sprawdzi odrzuca sie ja. Oczywiscie, wciaz sa w ewolucjonizmie pewne momenty
niewyjasnione, brak kopalnych odkryc niektorych ogniw posrednich. Jednak
dzis ewolucjonizm sprawdza sie na bazie porownan budowy organizmu czlowieka
z budowa organizmow zwierzat. Mamy genetyke. Caly czas sie to potwierdza
wraz z nowymi odkryciami, ze ewoluowalismy. Fakt, moze ktos kiedys
zaproponuje lepsze wyjasnienie pochodzenia zycia. Moze teoria ewolucji okaze
sie nie wystarczajaco prawdopodobna. W nauce wciaz sie cos rewiduje. Ale to
wszystko wciaz sie opiera na badaniach na czyms empirycznym. Na testach i
poddawaniu myslenia jakims kryteriom. To wszystko jest o wiele bardziej
zasadne niz gdybanie o jakims bozku w przypadku ktorego nie ma zadnych
przeslanek ze istnieje, a jedynie mozliwosc ktorej nikt nie bedzie
wykluczal, tak samo jak nikt nie bedzie tracil czasu na dowodzenie ze nie ma
krasnoludkow. Po prostu czlowiek rozsadny nie zajmuje sie takim gdybaniem
jak istnienie bozka czy krasnoludkow. Owszem, nie daje 100% ze teoria
ewolucji jest prawda. Ale sa badania ktore ja w duzym stopniu potwierdzaja,
jej prawdopodobienstwo jest wieksze niz istnienia bozka, ktorego nijak nie
potwierdzisz. No bo jesli istnieje i sie zdecydowal nigdy nie objawic, to po
co mi o nim gdybac ? Dla mnie wychodzi na to, ze nie istnieje i juz, chocby
dlatego ze objawienie sie mi olewa. Tak samo jak olal objawienie sie tym
ktorzy juz dawno sa w grobach i rozpadli sie na proch. Jeszcze inaczej
mowiac, moge odrzucic wszystko nawet i teorie ewolucji. Tym bardziej jednak
to bozkowi nie pomoze, bo on nie chce nikogo przekonac ze jest.

> > Po co taki bozek mialby niby
> > istniec ?
>
> Robak rowniez moze zadac pytanie, po co mialby istniec ktos wyzej, czyli
> czlowiek...Jak na nie odpowiesz ?

Robaka widze, i widze siebie. Bozek jest jedynie zalozeniem, podobnie jak
istnienie krasnali. Dla mnie tak samo prawdopodobne jest, ze go nie ma.
Istnienie bozka jest dla mnie tak samo prawdopodobne jak istnienie krasnali.
xMadzie ! Powtarzam Ci, ze dla mnie stwierdzanie ze "niezbadane sa wyroki
boskie" jest intelektualnym zlozeniem broni na placu boju. Jest
samobojstwem. Otwarciem furtki do swiata urojen. Dopoki bozek sie nie da o
sobie przekonac, ze istnieje jest urojeniem. Jego wina, ze ja tak podchodze,
widocznie chce zebym tak myslal. Wszystkie Twoje tu stwierdzenia, ze moze
on nie stworzyl nas, ale mimo to gdzies istnieje, sa dla mnie mniemanologia
stosowana. Mowimy o czyms, czego nigdy nie widziales a ni ty ani ja.
Zajmujemy sie wymyslami.


> > Dlaczego akurat on mial to stworzyc ?
>
> Nie powiedzialem, ze on mnie stworzyl...moze tylko stworzyl
wszechswiat...a moze
> nie stworzyl...moze tylko jest...ponad nami...

Moze, moze. Moze go nie ma ? Jak udowodnisz ze jest ? Ja mam takie samo
prawo zakladac ze go nie ma, jak ty zakladac ze on jest.


> A dlaczego bog ma sie nami zajmowac ? Zajmujesz sie robakami ? Bog nie
podlega
> ocenom...nie jest dobry ani zly...Bo zlo i dobro sa wzgledne...
> To ze jest milosierny, gniewny, czy dobry to wymysl religii...


Rownie dobrze moge powiedziec, a dlaczego zakladasz ze on jest ? Jesli ma
sie nami nie zajmowac to po cholere ja mam sie nim zajmowac jesli on nie ma
nic wspolnego ze mna ?
Znow wychodzi na to, ze nawet jesli on istnieje, to dla nas nie ma znaczenia
ten urojony jak dotychczas przez ludzi ewentualnie istniejacy bozek, bo nie
jestesmy zadnym jego dzielem i nie ma nic z nami wspolnego.


> A skad wiesz co jest halucynacja, a co nie ?

To czego doswiadczam w stu procentach lub mam wysokie prawdopodobienstwo ze
to jest. W przypadku bozka, ktorego sportretowales jako kogos kto nie ma z
nami nic wspolnego, tylko gdzies tam sobie wisi ponad swiatem, mamy male
prawdopodobienstwo. Rownie dobrze mozemy zalozyc, ze stworzyly nas male
zielone ludziki w laboratorium genetycznym. Tez nie masz dowodow ze bylo
inaczej. Nie widze sensu zeby jakiegos ukrywajacego sie przede mna bozka
traktowac powaznie jako istniejacy byt. Zreszta jesli on sam tak zadecydowal
byc w ukryciu, to nie powinien miec pretensji, ze ktos nie chce wierzyc w
jego istnienie i uwazam go za urojenie. Nie powinien miec o to pretensji
taki bozek, ktory mieni sie zreszta byc psychopata jesli mialby o to potem
do mnie pretensje, ze traktowalem go jako urojenie. To tak jak ja bym do
ciebie nigdy tu na liscie nie napisal nic i nigdy bys sie nie przekonal o
moim istnieniu, a potem kiedys mialbym do ciebie pretensje, ze ty nie
wierzyles w to, ze archemagik istnieje. Powiedzialbys, ze mam poswirowane w
glowie, i mialbys racje.


> Odpowiedziales, ze nie wierzysz w boga..przynajmniej ja tak rozumiem "no
pewnie
> ze nie"...Wiara jest nielogiczna...dlatego nie powiedzialem, ze
> wierze...napisalem tylko, ze mozliwe iz istnieje.

Ja nie mowie, ze niemozliwe jest jego istnienie. Ale nie wierze ze istnieje.
Wiara jest zakladaniem ze cos *na pewno* istnieje, bez perzeslanek za tym
idacych. Na cos takiego zdobyc sie nie moge. Ludzie modlacy sie do bozka nie
mowia,

"ewentualnie jesli istniejesz mam do ciebie sprawe taka a taka".

Mowia:

"wierze w ciebie boze *zywy*".

Jest to rozmowa z kims kogo istnienie traktuje sie jako fakt po drugiej
stronie. Uwazam takie myslenie za urojenie, bo jest nieoczywiste czy
rozmowca jest po drugiej stronie. To tak jak bral bym do reki codziennie
telefon, wykrecal nie istniejacy numer i mowil:

"Dzien dobry kochane krasnoludki, jak sie dzisiaj macie ? Co na obiad bylo ?
A jak sie czuje sierotka Marysia ? "

Czy uznalbys to za normalne ? Uznalbys ze mam urojenia, podobnie ja traktuje
ze ludzie wierzacy maja urojenia. Modlenie sie jest dla takiego kogos jak ja
wlasnie taka rozmowa z krasnoludkami. Nie potrafie tego inaczej
traktowac.Wiara nie ma nic wspolnego z zakladaniem ze bozek ewentualnie moze
istniec. Tak od poczatku tej dyskusji wydaje mi sie ze mieszasz ze soba te
dwie zupelnie rozne sprawy: Wiara i zakladanie ze moze ewentualnie istniec.
Nie byloby problemu gdyby kazdy zakladal, ze bozek istnieje. Ale co inego
zakladac, a co inego traktowac to jako fakt ze on istnieje przez akt wiary.
To robia ludzie wierzacy. Aktualnie poki taki bozek nie dal sie przekonac o
swoim istnieniu, nie widze sensu zeby nie zakladac ze jest on urojeniem. Nie
objawil sie wiec tak go traktuje, no chyba ze mi sie kiedys objawi. Choc
chyba wolalbym juz, zeby objawily mi sie krasnale, byloby przynajmniej
zabawnie.

> Wymiekam...
> To w koncu wierzysz czy dopuszczasz wszystkie mozliwosci ??????????????
> Bo to wyzej znaczy dla mnie - "NIE !".

Nie czytasz co pisze. Nie przyjmuje do wiadomosci, ze istnieje, nie
wyklucza, ze nie przyjmuje do wiadomosci, ze moze istniec. Dwie zupelnie
rozne sprawy. Ty tez nie przyjmujesz do wiadomosci, ze istnieja krasnale, co
nie znaczy, ze nie przyjmujesz do wiadomosci, ze moga istniec.

> Nie wiemy...tylko domyslamy sie ! Ewolucja jest wciaz teoria.

W wysokim stopniu juz potwierdzona przez badania. Nie jest 100% dowodem na
to skad sie wzielismy, ale o wiele bardziej prawdopodobne jest to ze
wyewoluowalismy niz to, ze jakis bozek nas stworzyl. Powstaja dylematy jesli
sie przyjmie ze nas stworzyl. Juz bardziej prawdopodobnie wyglada na to, ze
wyewoluowalismy. To sie jakos bardziej kupy trzyma.


Poza tym jak ma
> sie ewolucjonizm do powstania wszechswiata ? Ewolucjonizm dotyczy raczej
Ziemi.

Niekoniecznie. O tym mowilem wyzej.

> Pomijajac fakt, ze mozliwe iz Bog niczego nie stworzyl.
> Nie mowie, ze musiala byc jakas pierwsza przyczyna...mowie, ze mogla
byc...ty
> natomiast mowisz, ze nie bylo jej na pewno....


Nie. Ja mowie, ze nic nie wskazuje jak dotychczas ze pierwsza przyczyna
musial byc bozek. Samo istnienie bozka jest niczym popartym zalozeniem, tak
samo prawdopodobnym jak istnienie krasnoludkow. Mowiac o pierwszej
przyczynie mozna tez zalozyc ze stworzyla nas obca cywilizacja. Rownie
nieprawdopodobne, a tez nie bedziesz mogl tego wykluczyc. Bozek jest tu
tylko twoim malo prawdopodobnym zalozeniem. Zalozeniem na miare bajek. W
teoriach ewolucyjnych powstalismy z przypadku. To brzmi przynajmniej
normalnie i nie bajkowo. To z czego powstalismy mozna przynajmniej wychodzac
na dwor wziac do reki schylajac sie do ziemi i nabierajac ja w garsc.
Natomiast gdy mowisz o bozku, to juz przypomina mi bajki o sw. Mikolaju i
dziadku Mrozie. Na tyle prawdopodobne jest istnienie bozka dla mnie.


> > I co z tego ze za pare miesiecy bedzie XXI wiek ? Przywiazujesz wage do
dat ?
> Nauka idzie do przodu...Ale nadal sa rzeczy niewytlumaczalne przez
nauke...Skad
> przychodzimy i dokad udajemy sie po smierci ? Co bylo przed wielkim
wybuchem ???
> O ile istnial ?? Co jest za granicami wszechswiata ??? Dlaczego sie
rozszerza, o
> ile sie rozszerza...Dlaczego potem sie kurczy, o ile sie kurczy ??
Dlaczego kupa
> kamieni nie posiada swiadomosci, a masz ja ty ??? Dlaczego umieramy i co
po
> smierci dzieje sie ze swiadomoscia ?

A nie przyszlo Ci do glowy, ze po prostu nic nie bedzie po smierci, nie mamy
celu istnienia, rozszerza sie bo tak akurat sie zlozylo z przypadku, (co do
kurczenia to wykluczyli juz fizycy ze sie bedzie kurczyl), przed wielkim
wybuchem byl wielki chaos, etc ?


> Myslisz, ze twoja nauka potrafi na nie wszystkie odpowiedziec ?
> Co do niepojmowalnosci Boga....Kojarzysz taki maly przyklad o istotach
zyjacych
> w 2-wymiarowej przestrzeni i istotach zyjacych w 3-wymiarowej przestrzeni
???
> Pewnie nie...W kazdym razie istoty 2-wymiarowe istnieja dajmy na to na
kartce
> papieru nieskonczonej i przemieszczaja sie tylko na kartce...Istoty
3-wymiarowe
> nie sa ograniczone do kartki...moga znajdowac sie dajmy na to ponad
> kartka....lub pod...wyzej lub nizej...i istoty 2-wymiarowe nie sa w stanie
ich
> zaobserwowac...O to mi chodzilo mniej wiecej...Czlowiek potrafi poruszac
sie
> tylko w 3 wymiarach...w czasie moze poruszac sie tylko do
przodu...pomijajac
> fakt, ze podobno wszechswiat ma wymiarow 11 albo i wiecej...przynajmniej
tak
> twierdzil moj facio z fizyki...

xMadzie ! Wciaz nie mam nic za tym, ze nie dosc iz taki bozek istnieje, to
skad przekonanie ze musi miec swiadomosc na przyklad lepsza od naszej ? A
moze on jest prymitywniejszy intelektualnie niz my ? Moze sam nie wie
dlaczego istnieje, choc jest wieczny ? Moze nigdy nie zrozumie nie tylko
istnienia swiata, ale nawet i nas ? Moze tylko bedzie istnial wiecznie ? Dla
mnie ateisty takie gdybanie o bozku, jest naprawde na poziomie gdybania, czy
Sw Mikolaj przyjedzie w tym roku wreszcie i obsypie mnie gora zlota. To jest
dla mnie xMadzie na tym poziomie rozmowa.

> Mamy zeznania oszolomow swiadkow...jakies objawienia i cudowne
> ozdrowienia...jakies mowienie roznymi jezykami....stygmaty...jakies
bilokacje
> ojca Pio...i tego typu klimaty...ale wg mnie sa to watpliwe dowody...tak
samo
> jak dowody na istnienie ufo.

Nie sa to dowody na istnienie bozka, raczej na zjawiska ktorych nie musial
wcale ten bozek wywolac. Moze jakies sily wewnatrz nas tkwiace ktorych nie
potrafimy jeszcze ujac i wyjasnic ? Ale dlaczego od razu bozek ?


> Mamy problem w tym, iz napisales ze Bog nie istnieje...a ja wyrazilem
tylko moja
> opinie na ten temat.

Nie napisalem tak. Napisalem ze nie wierze (pytales "w niego tez nie
*wierzysz*?") uznaje iz on istnieje, a przyjmowanie na wiare ze na pewno
istnieje (jak to robia wierzacy) jest dla mnie otwieraniem furtki do swiata
urojen. To czy jakis bozek istnieje czy nie, jest juz niezalezne ode mnie.

> > Aktualnie wszystko wskazuje na to, ze tak wlasnie jest. Ci ktorzy w
niego
> > wierza nigdy go nie widzieli. Oni po prostu chca zeby istnial.
>
> Wszystko wskazuje ? To juz twoje domysly chyba.

Jesli ci ktorzy go nie widzieli mowia ze on *jest*, nie ze moze jest ale
jest, to wskazuje na to, ze bozek jest wymyslem ludzkosci. Sam mowisz, ze
jest poza swiatem i nie interweniuje w niego. Nie chce on nikogo przekonywac
ze istnieje, dlaczego zatem xMadzie mowisz ze nie jest to wymysl ludzkosci,
jesli on sie im nie objawil ?

Zatem aktualnie bozek jest tylko wymyslem ludzkosci. Co nie wyklucza, ze on
istnieje i moze byc tak ze przypadkowo ludzkosc trafila w sedno. Na razie
jednak bozek nie chce potwierdzic, ze to urojenie jest zgodne ze stanem
faktycznym, wiec mowienie ludzi o tym ze on istnieje moge traktowac jak
urojenie. Tak samo jak np krasnoludki. Wszystko wskazuje na to, ze
krasnoludki sa wymyslem ludzkosci. Czyz nie ? Przeciez nikt ich nie widzial
z tych (dzieci) co mowia, ze one istnieja. Widzisz jakas roznice z bozkiem ?

Archemagik


Dziad Borowy

unread,
Jun 18, 2000, 3:00:00 AM6/18/00
to
Nikt nie spodziewal sie hiszpanskiej inkwizycji!

Postanowilem przylaczyc sie niespodziewanie do tej ciekawej
dyskusji. Zanim przejde jednak do konkretow, z sobie tylko
znanych powodow zacytuje fragment Ksiegi Madrosci (rdz 2).
Wszelkie ewentualne zarzuty o wyrywaniu tego tekstu z kontekstu
pragne od razu odeprzec. To wlasnie autor Ksiegi Madrosci dodal
niepotrzebnie zbedny kontekst. Najprawdopodobnie to on takze
dopisal ciag dalszy, ktorego odmiennosc stylu bije w oczy. Ja
jedynie oddzielam ziarno od plew (choc mozliwe, ze oryginalny
tekst konczy sie przed "udreczmy").
Milej lektury.
Dziad Borowy


<<Nasze zycie jest krotkie i smutne.
Nie ma lekarstwa na smierc czlowiecza,
nie znamy nikogo, kto by wrocil z Otchlani.
Urodzilismy sie niespodzianie
i potem bedziemy, jakby nas nigdy nie bylo.
Dech w nozdrzach naszych jak dym,
mysl jak iskierka z uderzen serca naszego:
gdy ona zgasnie, cialo obroci sie w popiol,
a duch sie rozplynie jak niestale powietrze.
Imie nasze pojdzie z czasem w niepamiec
i nikt nie wspomni naszych poczynan.
Przminie zycie nasze jakby slad obloku
i rozwieje sie jak mgla,
scigana promieniami slonca
i zarem jego przybita.
Czas nasz jak cien przemija,
smierc nasza nie zna odwrotu:
Pieczec przylozono i nikt nie powraca.>>

Dziad Borowy

unread,
Jun 18, 2000, 3:00:00 AM6/18/00
to
xMad wrote:

> Religia...a wyzszy byt to dwie rozne sprawy..wiekszosc (jesli nie
>wszystkie) religie to tylko sciaganie z ludzi kasy i tego typu rzeczy
>...Nie mieszajmy bogow przedstawianych przez poszczegolne
> religie do rozwazan o Bogu.

W tym miejscu powstaje bardzo powazny problem. Jesli nie chcesz mieszac
bogow z Bogiem, to prosilbym, o zdefiniowanie pojecia Boga. To mogloby
wyeliminowac wiele przyszlych nieporozumien w tym temacie.
Chodzi mi tu o probe dokladnej definicji (w miare mozliwosci)
W przeciwnym razie mozemy zagubic sie w analitycznej prozni.
To sie czesto zdarza. Uczestnicy dyskusji rozmawiaja na jeden temat,
ale kazdy rozumie go na swoj sposob. To utrudnia, a czasem wrecz
uniemozliwia poprawne rozumienie cudzych wypowiedzi.

> Robak rowniez moze zadac pytanie, po co mialby istniec ktos wyzej, czyli
> czlowiek...Jak na nie odpowiesz ?

Chociaz Twe pytanie nie jest skierowane do mnie, to jednak osmiele sie
na nie odpowiedziec.
Robak nie moze zadac pytania, po co mialby istniec ktos wyzej. Powodow
na to jest calkiem sporo. Wystarczajacym jest fakt, ze robaki nie wynalazly
jeszcze znaku zapytania. Tak mi przynajmniej mowily :)

>A dlaczego bog ma sie nami zajmowac ? Zajmujesz sie robakami ? Bog nie
podlega
>ocenom...nie jest dobry ani zly...Bo zlo i dobro sa wzgledne...
>To ze jest milosierny, gniewny, czy dobry to wymysl religii...

Niektorzy ludzie zajmuja sie robakami. Np. nabijaja je na haczyk. Albo
jedza...
Z drugiej strony niektore robaki jedza ludzi. W koncu przychodzi czas
zemsty.

> A skad wiesz co jest halucynacja, a co nie ?

Podobnie wygodnym sposobem na identyfikacje halucynacji jest delikatne
pocisniecie jednego oka. Wszystko co nie jest halucynacja rozdwoi sie.
Wszystko co jest zwidem - nie.
Nigdy tego jeszcze nie testowalem. Obawiam sie wynikow.

>Skad przychodzimy i dokad udajemy sie po smierci ? Co bylo przed


>wielkim wybuchem ??? O ile istnial ?? Co jest za granicami
>wszechswiata ??? Dlaczego sie rozszerza, o ile sie rozszerza...
>Dlaczego potem sie kurczy, o ile sie kurczy ?? Dlaczego kupa
> kamieni nie posiada swiadomosci, a masz ja ty ??? Dlaczego umieramy i co
>po smierci dzieje sie ze swiadomoscia ?
> Myslisz, ze twoja nauka potrafi na nie wszystkie odpowiedziec ?

"Kim bylismy? Kim sie stalismy? Skad przybywamy? W jakie miejsce
zostalismy rzuceni? Dokad zmierzamy? Od czego jestesmy wyzwalani?
Czym sa narodziny? Czym jest odrodzenie?"

Pytania te na przelomie II i III w. stawial sobie i innym Klemens
z Aleksandrii. Podobniez zreszta jak wielu innych przed nim i po nim.
Poniewaz pytania te mieszcza sie w zakresie ostatecznego pytania
o sens wszechswiata, zycia i calej reszty. Dlatego tez wydaje mi sie,
ze odpowiedz na nie wszystkie brzmi: 42.

> Mamy zeznania oszolomow swiadkow...jakies objawienia i cudowne
> ozdrowienia...jakies mowienie roznymi jezykami....stygmaty...jakies
> bilokacje ojca Pio...i tego typu klimaty...

Chlip... Mnie nigdy nie udalo sie nawet dostrzec Chrystusa ujawniajacego
sie w sadzy na kominie. Ani Maryji w szybie skutej mrozem. Ani byle
aniola w kiblu.
Chyba mam klopoty z odbiorem objawien.
Moze za malo pije.

> Wszystko wskazuje ? To juz twoje domysly chyba.

W okresleniu "wszystko" rzeczywiscie miesci sie zbyt duzo. Troche ciezko
by to bylo udowodnic.
Wszystko wskazuje, ze wszystko na nic :)

Dziad Borowy

archemagik

unread,
Jun 19, 2000, 3:00:00 AM6/19/00
to

"Balcer" wrote

> Pomysl- skoro bogu tak bardzo zalezy na tym, zebym w niego uwierzyl (w
> wielu religiach niewiara jest najciezszym z mozliwych wystepkow) i skoro
> jest wszechmogacy, to czemu nie poswieci troche czasu, ze by sie ze mna
> skontaktowac osobiscie, a nie przez akwizytorow(pobieraja niezla
prowizje).

Witaj bracie trwajacy w rozsadnym ateizmie
Madrze argumentujesz. Mozna zadac jeszcze wiele innych pytan. Oczywiscie
wszystko to, gdy zalozymy, ze taki (urojony tak naprawde) bozek jest na
przyklad stworca. Jesli rzeczywiscie byl stworca, to dlaczego wszystko
stworzyl takie kiepskie ? Dlaczego sie starzejemy i umieramy ? Podobno bozek
taki jest milosierny i co ? Wychodzi na to, ze bozek jest po prostu oferma.
A mowia ze jest ponoc doskonaly. Przeciez jesli tak jest, to mogl stworzyc
to wszystko inaczej, tak zebysmy sie udoskonalali bez takich metod zycia jak
nasze, ktore jest po prostu zyciem oplakanym. Jesli jest wszechmocny, mogl
stworzyc bardziej przyjemne drogi udoskonalania sie niz ta w jakiej sie
ponoc znajdujemy teraz. Czyzby byl ograniczany do takich beznadziejnych
metod, nie mogl nic lepszego wymyslec ? Co z niego za bozek wszechmocny ?
Dalej istnieje problem, dlaczego bozek "zrobil" choroby. Przeciez choroby
niszcza nas i zabijaja. Ponadto dotykaja tez swiat zwierzecy, a podobno tego
swiata droga zbawcza nie dotyczy, jak uczy bozek w mutacji chrzescijanskiej.
W "niebie" maja byc tylko ludzie. Wychodzi wiec na to, ze bozek jest po
prostu sadysta, jesli zalozyc ze bozek nas "zrobil". Gdyby w te wszystkie
urojenia wierzacych wierzyc, trzeba by przyjac, ze bozek po prostu "zrobil"
swiat, do tego podrzucil "prezent" w postaci "bombek biologicznych"
(choroby), a potem zmyl sie i przygladal z ukrycia z uciecha sadysty, jak
stworzenie jeczy i narzeka w znoju starosci i cierpienia. Pewnie sprawialo
mu to wielka przyjemnosc. Taki bozek po prostu zamiast zadac oddawania sobie
chwaly w kosciolach czy meczetach, powinien sie chyba najpierw zglosic do
jakiegos psychiatry. Jest bowiem bardzo chory i potrzebuje naprawde dobrego
lekarza. Na szczescie jednak bozek jak dotychczas nie dal o sobie znac,
zatem mozemy uznac go za jedynie zly sen ludzi wierzacych. Jesli okaze sie
ze bozek egzystuje (co jest na szczescie tyle prawdopodobne co istnienie
mojej miliardowo-dolarowej wygranej ktora przywiezie mi w grudniu Sw
Mikolaj), to bedziemy mu bardzo wdzieczni, ze nie pozwoli nam isc do "nieba"
ze soba. Mysle ze bylby to jeden wielki dom wariatow. No starczy, jest 4 30
rano, a za dwie godziny wychodze do pracy. Trzeba sie szykowac do wyjscia.
Koncze pic juz kawke. Czesc Balcer.

Archemagik

Balcer

unread,
Jun 19, 2000, 3:00:00 AM6/19/00
to
xMad:

> Dlaczego ? Bo ty tak powiedziales ? Wyliczyles to ?

Nie liczylem, bo sie nie da. To było jedynie oszacowanie na podstawie
dostępnych mi informacji. Nieskończoność wszechświata (albo jego ogromna
wielkość) niweluje bardzo małe prawdopodobieństwo powstania życia na danej
planecie, dodatkowo zwiększa się ono wraz z upływem czasu.
a życie to już szansa na cywilizacje.

> > Jest to
> > jedynie kwestia czasu, ktorego wszechswiat ma pod dostatkiem. Naukowcy
> > ustalili warunki konieczne do powstania zycia podobnego do naszego.
>
> Naukowcy to...naukowcy tamto..pokaz mi kosmite.

Po co? Nie twierdzę, że kosmici chodzą po ziemi, ale też tego nie
wykluczam. Sam nie widzę racjonalnych powodów ich wizyt na naszej planecie,
ani takich możliwości.
Dzięki naukowcom masz możliwość stukania na klawiaturze i nie tylko.

> > Pomysl
> > ile jest mozliwosci wykraczajacych poza nasz umysl. Przy ogromie
> >kosmosu,
> > jego dynamicznej przemianie prawdopodobienstwo istnienia innego zycia,
> >czy
> > nawet cywilizacji (w waszym rozumieniu ) jest bliskie jednosci.
>
> Pomysl ile jest niezrozumialych i nie wyjasnionych dotad zjawisko przez
>tych
> twoich naukowcow.... Co sie dzieje z nami po smierci i skad przychodzimy
>na ten
> swiat...Jak powstal wszechswiat...Dlaczego sie kurczy/rozkurcza...Dlaczego
>kupa
> kamieni nie ma swiadomosci, a ty ja masz...

W pełni się zgadzam, ale weź pod uwagę, że ciągle się rozwijamy. Dzisiaj
znamy o wiele więcej odpowiedzi niż 100 lat temu. Poszukiwanie nowych
rozwiazań jest chyba lepsze od przyjmowania aksjomatów lub (co gorsza)
dogmatów.

> > Prawdopodobienstwo istnienia boga, czy jakiegos bytu jemu podobnego
> >jest
> > bliskie zeru.
>
> Bo ty tak powiedziales ??? Wyliczyles ??? Ktos wyliczyl ?

Powtarzasz się. Na jedną i drugą tezę nie ma dowodów, a właściwie są
(jak to pisałeś) bardzo wątpliwe. Jednak są przesłanki świadczące przeciwko
istnieniu Boga i są przesłanki wskazujące na możliwość istnienia, lub
powstania innego życia, czy nawet rozwiniętej cywilizacji.

> > Pomysl- skoro bogu tak bardzo zalezy na tym, zebym w niego uwierzyl
(w
> > wielu religiach niewiara jest najciezszym z mozliwych wystepkow) i skoro
> > jest wszechmogacy, to czemu nie poswieci troche czasu, ze by sie ze mna
> > skontaktowac osobiscie, a nie przez akwizytorow(pobieraja niezla
prowizje).
>

> Czlowieku...czytaj posty...a pozniej odpowiadaj...napisalem, ze bog moze
wcale
> nie jest wszechmogacy i wszechwiedzacy...moze jest to po prostu wyzszy
byt...to
> o czym piszesz wyzej to prymitywne wierzenia...wykorzystywanie naiwnosci
> innych....modlenie sie do slonca itp...to ze Bogu zalezy na tym, by w
niego
> wierzono to juz wymysl religii....

Ja pisalem o bogu w tradycyjnym rozumieniu. Zdaje sie, ze Ty stworzyłeś
jakąś własną koncepcję i bezprawnie zawłaszczyłeś nazwę boga. Zdefiniuj boga
w którego wierzysz, lub raczej boga, ktorego istnienia nie wykluczasz. Wtedy
bedziemy mogli porozmawiać konkretnie. Z tego co zdołałem zrozumieć z twoich
listów Twój bóg jest jeszcze mniej prawdopodobny od tych religijnych.

> > Jak teraz myslisz baran to ktos, kto wierzy w UFO, czy w boga?
>
> Czytaj posty...

Po raz drugi to powtarzasz. Czytam posty. Tą wypowiedź odbieram jako
arogancką (mam nadzieją, że fałszywie odczytałem Twoje intencje) i
niegrzeczną. Mój list odnosił się jedynie do zamieszczonego cytatu. Co mają
do tego inne listy, czy też dalszy ciąg Twojego?

>Napisalem, ze irytuja mnie matoly, ktorzy nie wierza w boga, a
> wierza w kosmitow, chociaz dowody sa w obu przypadkach takie
same...WATPLIWE.

Właśnie tego dotyczyła moja wypowiedź.
Jeszcze raz:
W zdecydowanie mniejszym stopniu wykluczam istnienie UFO niż istnienie
boga. Jednocześnie protestuję przeciwko nazywaniu mnie matołem (choćby ze
względów grzecznościowych)

>To o czym piszesz wyzej to zbior przypuszczen...

Dokładnie. Dlatego pisałem o prawdopodobieństwie. Ty też możesz jedynie
przypuszczać.

>Rownie dobrze ja moge napisac, ze
> przekonanie sie o istnieniu Boga to tylko kwestia czasu...wystarczy, ze
> umrzesz...i moze go spotkasz...a moze nie....

Wcale nie równie dobrze.

> Jesli ktos wierzy w boga i w ufo nie mam nic przeciwko temu...jesli nie
wierzy w
> oba...nie mam nic przeciwko...jesli nie wierzy w jedno z nich...powinien
sie
> zastanowic nad tym zastanowic...zreszta wiara to tylko wiara...

Wiara jest z definicji domeną ludzi nie myślących logicznie. Ja ustalam
prawdopodobieństwo w oparciu o przesłanki i szukam dowodów na potwierdzenie,
lub zaprzeczenie teorii.
Wiara przyjmuje coś za pewnik bez jakichkolwiek dowodów. W najlepszym
przypadku mogę to określić jako łatwowierność, lub naiwność.

Pozdrawiam

Balcer
P.S. >bog moze wcale nie jest wszechmogacy i wszechwiedzacy...


>moze jest to po prostu wyzszy byt...

Twój bóg to dla mnie UFO.

P.P.S. ELLI, ELLI, LAMMA SABACHTHANI?

Balcer

unread,
Jun 19, 2000, 3:00:00 AM6/19/00
to

> Robak nie moze zadac pytania, po co mialby istniec ktos wyzej. Powodow
> na to jest calkiem sporo. Wystarczajacym jest fakt, ze robaki nie
wynalazly
> jeszcze znaku zapytania. Tak mi przynajmniej mowily :)

Zle je zrozumiałeś. Znak zapytania jest im świetnie znany. Jest jednak
objęty tabu. To symbol męki i cierpienia. Oznacza brak poszanowania dla
słabszych i brak możliwości ucieczki. Odwrócony znak zapytania to... hak,
którym kończy się wędka.


Balcer

Dziad Borowy

unread,
Jun 19, 2000, 3:00:00 AM6/19/00
to
Zaratustra wrote ;)

> Czyzby to byl mozliwe! Wszak ten swiety starzec nic jeszcze w swem lesie
> nie slyszal o tem, ze Bog juz umarl!

Alez Drogi Przyjacielu! Dziad Borowy jest duzo lepiej poinformowany
niz Myslisz. W mym lesie slychac wiele wiecej niz w cywilizowanym
swiecie. Tu jest ciszej i jesli ktos sluchac pragnie, wiele uslyszec moze.
Wiem o tem, ze Bog dawno juz umarl. Gdzie strzelaja, tam Bog kule
nosi. Nosil razy kilka...
Zauwaz jednakowoz, ze umysl ludzki zbyt slabym najczesciej jest,
by w bostwo nie wierzyc. Prozni nie znosi.
Umarl Bog, niech zyje bog.
W mennicach rodzi sie nowe bostwo, potezniejsze nizli wszystkie
poprzednie razem wziete.
Poza tym Ty rowniez umarles. Nie jestes wiec wcale lepszy.

> Zaklinam was, bracia, pozostancie wierni ziemi i nie wierzcie tym,
> co wam o nadziemskich mowia nadziejach! Truciciele to sa, wiedni
> czy nieswiadomi.

Slusznie prawisz. Niestety trucizna zostala zaszczepiona dawno temu.
Antidotum nie ma. Wielu juz cierpialo i zginelo przez te trucizne. I wielu
jeszcze cierpiec bedzie i przepadnie.

> Przyjacielu, nie masz tego wszystkiego, o czem mowisz: nie ma dyabla,
> nie ma piekla. Dusza twa umrze predzej jeszcze nizli twe cialo: zbadz
> wiec leku!

" Cialo jedza szczury, lecz dusza jest cala.
Znam swe przeznaczenie dla Boga i Szatana".
Ankh

Tak mi to przyszlo do glowy. Nie Boj sie o mnie Druhu - nie lekam sie.
Ale Ty powinienes sie lekac. Nie ludzkich wymyslow oczywiscie, ale
samych ludzi. Oni bowiem sa naniebezpieczniejsi. Bogowie nikogo nie
zabili, nikogo nie zranili nawet, czegoz wiec sie tu bac?

> Zbyt dobrze znam ja tych bogupodobnych: chca oni, aby w nich wierzono
> i aby watpinie grzechem bylo.

Ja rowniez ich znam. Zapomniales jednak o najwazniejszym. Oni chca,
by im placic. Oni chca by oddac im wszystko co rzeczywiste w zamian
za nierzeczywiste szczescie. Lecz Sprobuj od nich kupic kromke chleba
za ich "Bog zaplac". Ha, ha, ha. Przekonasz sie, iz to co oni sprzedaja
w zamian za zloto, nie jest warte tak naprawde zlamanego grosza.

> "Zycie jest tylko cierpieniem" - mowia inni i nie klamia przy tem.

Upraszczasz me slowa i Splycasz je. Ale i tak ciesze sie iz Zgadzasz
sie ze mna w tej kwestii.

> Zewszad rozlegaja sie glosy tych, co o smierci kaza: a ziemia jest pelna
> takich, ktorym o smierci kazac nalezy.
> Lub "o zyciu wiecznem": to mi na jedno wynosi - obyz tylko czem predzej
> precz sie wyniesli!

Znow Wypaczasz znaczenie mych slow Przyjacielu! Nie utozsamiaj
"tanatologow" z bajarzami. Wszak smierc jest czyms absolutnie realnym,
o czym sam przeciez Wiesz najlepiej.

> (o nowym bozku)

Madrosc przemawia przez Ciebie. Ten sztuczny bozek rowniez jest
bardzo grozny. Na jego oltarzach codziennie umiera wiele ofiar. Precz!!!

> Tak wiec i was odgadl, pogromcy starego Boga! Znuzyliscie sie w walce,
> i oto znuzenie wasze sluzy nowemu bozkowi!

Nie generalizuj! Wiedz ze ja walka z bozkami nie mecze sie szybko.
Znuzenie moze sie bowiem skonczyc fatalnie w trakcie wojny. Na
odpoczynek przyjdzie czas po ostatecznym zwyciestwie.

> Blizni twoi beda dla ciebie zawsze muchami jadowitemi (...)
> Uciekaj, bracie, do samotni swej i tam gdzie wieja ostre i surowe
> tchnienia.

Do mnie Mowisz swe slowa? Ha! Przypomne Ci Twoje stare ktores
do mnie rzekl schodzac z gor: "Kocham ludzi".
A co ja Ci na to odrzeklem? Czyz nie: "Czemuz usunalem sie i ja niegdys
w lasy i w glusz samotna? Czyz nie dlatego, zem ludzi nazbyt ukochal? (...)
Czlowiek jest rzecza zbyt niedoskonala. Milosc ku ludziom zabilaby mnie".

> A strzez sie dobrych i sprawiedliwych! Oni zawsze radzi ukrzyzowac tych
> co wlasna sobie wynajduja cnote - nienawidza samotnika.

Dobrych rad nigdy nie odrzucam. Ale Uwierz mi - Strzege sie ich po
trzykroc przynajmniej.
BTW: Pisz ciszej... nie jestem slepy :)

> Umieraj w pore.

Nawzajem Zaratustro :)

Spoczywaj w pokoju
na polce mojej biblioteki ;)
Dziad Borowy

kazik

unread,
Jun 20, 2000, 3:00:00 AM6/20/00
to

>
> Wiara jest z definicji domeną ludzi nie myślących logicznie. Ja ustalam
> prawdopodobieństwo w oparciu o przesłanki i szukam dowodów na potwierdzenie,
> lub zaprzeczenie teorii.
> Wiara przyjmuje coś za pewnik bez jakichkolwiek dowodów. W najlepszym
> przypadku mogę to określić jako łatwowierność, lub naiwność.
>

coz, wiara czyni cuda, jest sposobem na zapomnienie rownie
dobrym a wielokrotnie skuteczniejszym niz literatura,
narkotyki, praca, milosc, rodzina (chociaz ideal to
religia+rodzina, religia to rodzina, rodzina to religia, co
sie tak swietnie dopelnia). i nie wytlumaczysz zakonnicy, ze
mysli nielogicznie. nie ma na co nawrocic zakonnicy. co
oprocz pustki moglbym jej zaproponowac? czy nic jest lepsze
od czegos? przestawiona na ten szczegolny tryb (nie
rozumowania, nie myslenia) - chodzi o wiedze, ktora ona
posiadla, o doswiadczenie, poza swiatem wlasnego
ukierunkowanego bycia dostrzegajac jedynie pustke, ona juz
sie nie cofnie. jej swiat jest scisle zorgaznizowany,
przyczyna rodzi skutek, chaos jest tworem nedznika, jego
glowa to podeszwa, ryba, pokarm baranek bozy, dziewica
matka. kiedy cos sie stanie i zakonnica utraci swoja
madrosc, bedzie tesknila, tak jak ja czasem tesknie za
bogiem, tak, tesknie za bogiem, przyznaje sie. chcialbym
modlic sie do wszechmogacego calym swoim jestem, nalezec do
kogos , kto mnie zna lepiej niz ja siebie znam i mowi mi ,
kiedy ja mowie do siebie wieczorem lezac w lozku, ze moja
boskosc jest iskra i podarunkiem, ten piekny owoc we mnie,
czemu ja go nie moge nosic i gdzie go utracilem na chodniku?
teraz mysle tylko o rozszczepieniu swiadomosci, jak o
chorobie, uzaleznieniu, wlasnej potrzebie, ukrytym popedzie,
mozliwosci - to dla mnie jest religia. a moze to bog? a moze
to bog? religia jest decyzja poza wola, tak lub nie. czy
ten glos to bog czy ja? bog to solidnosc i gwarancja, dobra
firma, kuszaca propozycja. hola , wracajac jednak do tematu,
chcialem jedynie zaznaczyc, ze brak logiki w mysleniu
zakonnicy, w takim zupelnie zwyklym tego slowa znaczeniu, to
nieprawda. znam wielu ludzi o umyslach ostrych jak brzytwy,
logicznych, precyzyjnych, matematycznych, no i bardzo wierzacych .


> Pozdrawiam
>
> Balcer
> P.S. >bog moze wcale nie jest wszechmogacy i wszechwiedzacy...
> >moze jest to po prostu wyzszy byt...
>
> Twój bóg to dla mnie UFO.

ach, x-files.
ogladalem.

>
> P.P.S. ELLI, ELLI, LAMMA SABACHTHANI?

z toba zeszly anioly jest noc w ciemnym domu uciekalem i
wolalem do nich nie ma nas nie ma nas eeeeuuuu nie ma naas


p.s.
sorry, ze sie dowalam, ale chce jakos pomoc. lubie
dekadentystow. dekadentyzm.


pozdrawiam,

kazik


--
rewind :: stop :: http://cassel.art.pl/

archemagik

unread,
Jun 20, 2000, 3:00:00 AM6/20/00
to
"xMad wrote

> Chodzilo mi tylko o to porownanie chlopaka do Harrisona Forda, ktore wcale
nie
> musialo wynikac z Pea. Niektorzy ludzie wydaja nam sie podobni do innych,
czasem
> widzimy to podobienstwo, a inni nie.

No to jest to porownanie malo przydatne do naszej dyskusji. Ja mowilem, ze
ludzie nie opierajacy sie dzialaniu Pea, czyli uciekajacy w swiat urojen,
maja "upiekszony" obraz partnera. Wiem to chocby po sobie. Gdyby to bylo
zjawisko zawezone do jednej dwoch osob, to bym to pominal. Ale to jest
zjawisko szersze. Pea oglupia.

> To pytanie o to czy jestes szczesliwy to troche mi sie wymsknelo..no ale
skoro
> juz je popelnilem...Nie wiem dlaczego uwazasz, ze zycie kazdego jest
bolem. Do
> czego oczywiscie sie przykleje, bo nie lubie slowa "kazdy". Czy nie
uwazasz, ze
> urojeniem jest to co wlasnie napisales, ze nie interesuje cie juz
szczescie i
> masz satysfakcje ze nie uciekasz w (szczesliwe) urojenia ? Takie "nigdy
nie
> bylem i nie bede szczesliwy" ?

Nie jest urojeniem. Piszac, ze kazdy czuje bol wiedzialem dobrze co pisze.
Ci co nie czuja, mowia ze sa "szczesliwi" tak naprawde chwilowo uciekli od
problemu. Takich ludzi nie ma na dluzsza mete. Istnieje bowiem przemijanie
wszystkiego z czego kazdy zdaje sobie sprawe. Nawet ci ktorym zycie nie
oszczedzilo uciech. Ci beda cierpiec najbardziej, to bomba z opoznionym
zaplonem tylko. Od tego sie nie ucieknie. Im wiecej masz w zyciu tym
trudniej ci sie pogodzic z tym, ze bedziesz musial sie z tym rozstac. Owszem
w mlodzienczym wieku, problem latwo stlumic. Ale to wczesniej czy pozniej
wyplynie, bo nikt sie nie chce z tym rozstawac. No chyba ze buddysta, czy
zakonnik pustelnik

> Zludna ? A ktora rzeczywistosc nie jest zludna ? Dlatego tylko, ze jest ci
zle i
> smutno ma to oznaczac, ze twoja rzeczywistosc jest ta wlasciwa ?

Bo wynika z oceny rzeczywistosci: ze wszyscy przemijamy, starzejemy sie,
robimy sie coraz brzydcy, coraz leniwsi itd. Owszem, mozesz napisac i pewnie
napiszesz, teraz to mamy i cieszmy sie tym, bo potem bedzie za pozno. Ale to
jest oszukiwanie siebie. Tylko chwilowe ukojenie. Wczesniej czy pozniej
bedzie sie trzeba rozstac z uciechami mlodosci. Nie istnieje cos takiego
jak, "nasycilem sie juz mlodoscia, swoje juz przezylem i mi wystarczy" Nie
istnieje, bo kazdy chce to ciagle przezywac. Im bardziej sie przyzwyczaisz
do przyjemnosci zycia tym bolesniejsze bedzie myslenie ze kiedys to
stracisz. Wmawianie sobie, ze jest inaczej jest urojeniem a Ty mi nie
wmawiaj ze mam urojenia, bo ja moge napisac ze Ty masz.

Kolego...ten tego tam...To troche brzmi jak unieszczesliwianie sie na sile.

Wam moge zarzucic ze sie uszczesliwiacie na sile. Zobaczymy na czyje kiedys
wyjdzie.

> Wszystko to ze strachu przed prawda ? A skad wiesz jaka jest prawda ? Moze
> faktycznie istnieje dobry bog ojciec z dluga, biala broda ? Wydaje ci sie,
ze
> twoj sposob jest lepszy ?

Stwierdzenie, ze "Moze istnieje dobry bog ojciec" to jest wlasnie przejaw
tej cywilizacji. Cywilizacji urojen. Ta cywilizacja juz naprawde nie potrafi
inaczej. Ona tak od tysiecy lat.......... Xmadzie, wiem ze swiadomosc iz
poumieramy i nic sie z nas nie ostanie li tylko proch jest potworna. Ale jak
na razie nic nie wskazuje ze bedzie inaczej a wlasnie tak. Oczywiscie ta
mysl jest potworna i ludzkosc zeby o tym nie myslec, musi sie czyms
pooszukiwac. Dac sobie czyms w zyle. Jedni daja sobie w zyle heroina, inni
daja sobie w zyle bozkiem, ktory podobno gdzies tam istnieje i ich pewnego
dnia wskrzesi z martwych. Taka bajka na dobranoc dla umierajacych, zeby im
sie lepiej spalo i zeby "nie mieli koszmarnych snow". Gdy juz sie dozna
urojen po strzeleniu sobie w zyle, to wtedy wszystko staje sie piekniejsze i
mowia sobie "bedzie dobrze" "wierze ze zycie po smierci istnieje wiec
dopiero wszystko przede mna" jak powtarza zawsze moja byla dziewczyna z
ktora nawiasem mowiac dotychczas sie przyjaznie i tak dla towarzystwa (tylko
dla towarzystwa) nawet co jakis czas w niedziele chodze do kosciola (masz na
mnie haka :-) Ta cywilizacja tak od tysiecy lat. Czytales epos o Gilgameszu
? No wlasnie, zamiast plakac Koheletowymi lzami, ludzkosc zabrala sie do
tworzenia roznego rodzaju alternatyw i ucieczek. Wszystkie sa przejawem
urojen. Najwieksze branie jak dotychczas maja narkotyki, alkohol i wlasnie
religie czy wiary w bozka. Zyjemy w swiecie horoskopow, tarotow, czarnych
kotow przynoszacych pecha, reinkarnacji, bozkow, etc. Ta cywilizacja jest
mistrzem w wymyslaniu sobie marzen, w ktore wierzy, byleby tylko uciec od
prawdy. Od prostej i brutalnej prawdy, ze sie wszyscy obroca w proch i nigdy
juz ich nie bedzie. O tym mowilem majac na mysli "uciec od prawdy".
Przypomnij sobie co mowil Jung, a wiele mnie zrozumiesz, bo mysle tak samo
jak on, choc nie jest on mym mistrzem.

> Dla ciebie istnieje tylko to co mozna zmierzyc/zwazyc ? A jesli przyrzady
sie
> myla lub nie istnieja jeszcze przyrzady do zaobserwowania czegos to tego
nie ma

Nie przyrzadami. Musi byc powszechne odczucie. Inaczej to uwazam za
urojenie. Popatrz ze bol na przyklad po wlozeniu reki do garnka z wrzatkiem
odczuwaja wszyscy. A milosc ........ gdzie ? Oprocz metnych definicji, ktore
mozna sprowadzic do glebokiej przyjazni nie mamy nic. Gdy nie dziala Pea nie
ma juz nic wielkiego. Dlatego uwazam ze ci ktorzy wierza iz istnieje milosc,
wmawiaja sobie to. Zyja w swiecie urojen, kolejnych urojen, jakie ta
cywilizacja sobie funduje ze strachu przed szaroscia i malostkowoscia swej
nedznej egzystencji.

> ?
> Tak samo spekulacja jest to co usilujesz przeforsowac ty, ze milosci nie
ma, nie
> bylo i nigdy nie bedzie. Ja sie tylko czepiam tego "moze". Moze istniec
milosc.

No to tyle i ja sie zgadzam. Ale moze to jest dla mnie prawie nic. Tak malo,
ze to lekcewaze. Ty natomiast dokonujesz na tym wartosciowania, prawie ze
apoteozy :-)

Podobnie w watku o bozku. Zycie ze swiadomoscia "moze" jest dla mnie
smieszne. Moze wygram wycieczke do Disneylandu :)

> To chyba nie calkiem tak. Wydaje mi sie, ze jesli ludzie obchodza
walentynki to
> raczej wierza w milosc. Nie wszystkie kartki maja taki charakter jak ta,
ktora
> otrzymales. Wiekszosc ludzi, chyba jednak w to wierzy.

Najczesciej obchodza to hucznie fenyloetyloaminowcy. Albo ci ktorzy chca
wierzyc w milosc, lub czekaja na nia. No coz, taka ta cywilizacja urojen.
Nie widzialem np. zeby moi rodzice obchodzili to, albo inni rodzice. Albo
zwiazki po 7 latach trwania (przykladowo).

Milosc jest dla nich smiesznym zartem, ktory mozna zdmuchnac jak maly
plomyczek. Oni juz sie wyswobodzili z urojen ze milosc istnieje. Pamietaj,
ze wiekszosc ludzi mlodych zyje w ciezkim stanie zaklocen mozgu, wywolanym
przez "milosc", tzn. zwykle odurzenie prosta chemiczna Pea. Ja tak kiedys
zylem od zwiazku do zwiazku i wiem co to jest. Czlowiek wtedy wlasciwie nie
egzystuje. To jest obled, a mozg jest w zasadzie wylaczony z procesow
logiki, doznaje tylko jakichs narkotycznych drgawek.

A co do swiat to chyba
> jednak nie gubia ich tresci. Swieta to czas milosci, wybaczania, godzenia
sie,
> obdarowywania sie i radosci(nie zebym sie z tym zgadzal ;)), a
przynajmniej tak
> sie je propaguje, stad chyba ich popularnosc. I tak duza czesc osob je
> obchodzi.

Swieta maja wymiar li czysto transcendentny. Przezywanie tajemnic "bozych"
Wszystko inne (godzenie sie) jest prosta tego konsekwencja a nie centrum
przezycia swieta. Wymiar wlasciwy (chrzescijanski) swiat zostal juz
wyeliminowany. Zagubiono charakter swieta. Zostaly tylko peryferie.

> Roznice sa czysto zewnetrzne ? Generalizujesz...Wiadomo, ze wiele
czynnosci jest
> do siebie podobnych... ale nie ma dwoch identycznych czynnosci. Bedac
podobnymi
> rowniez wiele sie roznia. Roznice sa. Dla ciebie niewazne, dla mnie tak.
Nie
> mozesz generalizowac. Jesli wezmiesz grupe osob i po przebadaniu ich
otrzymasz,
> ze najwyzszy IQ wynosi 150, czy znaczy to ze nie ma wiekszych ? Czy to
znaczy,
> ze nie ma geniuszy, osob o IQ 200 i wiecej ? ;)

Trafi sie kiedys na te wyzsze IQ. A nawet trafia sie takich ktorzy maja
nieprzecietne IQ. A w milosci ? Trafiasz na zwiazki burzliwej milosci np.
25 lat na 60 ? Nie he he he he he

Jesli jest to uczucie mityczne i nie istnieje w rzeczywistosci to skad sie w
> ogole wzielo pojecie milosci ??? Z ksiezyca ? ;)

A skad sie wzielo pojecie bozka ? Ustalilismy, ze sie nie objawil a jednak
ludzkosc wierzy. Owszem nie ustalilismy, ze na pewno nie istnieje, ale ze
sie nie objawil a jest ludzkosc przekonana ze on jest. xMadzie ta
cywilizacja wymysla sobie urojenia, wzniosle pelne patosu frazesy, bo nie
lubi szarosci. Nie ma tak, ze o czyms sie mowi wiec to na pewno jest. Jest
na odwrot, mowi sie ze cos jest a czesto tego nie widac.

> Aktualnie wszystko wskazuje, aktualnie sie twierdzi...ze milosc nie
istnieje, a
> jesli ktos twierdzi inaczej to mu sie wydaje. Wynika z tego, ze nie mam
> argumentow.

To juz Twoje slowa. My sie zgadzamy we wszystkim prawie, tylko roznimy sie
metodologia podejscia do rzeczywistosci. Zauwaz ze dochodzimy do
identycznych wnioskow, zarowno z bozkiem jak i zmiloscia. Obaj zgadzamy sie,
ze tego nie widac i my tego nie doswiadczamy. Obaj zgadzamy sie ze to moze
jest. Wojna zaczyna sie, gdy kazdy z nas rozpoczyna opis wyniku, ktory mamy
identyczny. Dla Ciebie "moze" to juz cos, a dla mnie prawie nic.

a.. Teoria...teorii jest mnostwo, i nie wszystkie sa prawdziwe. Wynik


naszej wolnej
> woli ? Czyli jednak mamy wolna wole i nie musimy poddawac sie slepo woli
> ewolucji ?
> Nasz organizm slepo i _bezrozumnie_ bedzie chcial wybrac itd, a
jednoczesnie
> nasza _wolna_ wola pozwala nam na przeciwstawienie sie ewolucji i
nieplodzenie
> potomstwa badz pukniecie jednego dzieciaka zamiast 10 ?

b.. Nasza wolna wola ....... xMadzie wolna wole mamy w ograniczonym
stopniu. Pewne wybory latwo dokonac przy pomocy wolnej woli. Np. ja nie
ciupciam. Nie chodze na kurwy, choc moi kumple (nawet zonaci) chodza czesto.
Czego jeszcze nie robie ? Nie jem zab. Nie pale (rzucilem). Nie upijam sie
do nieprzytonosci, najwyzej pare piwek. Nie narkotyzuje sie. Nie biore amfy
przed egzaminami. Nie podgladam kolezanek w kiblu. Gdy rozmawiam na
egzaminie ze swoja seksowna pania profesor od angielskiego, to nie patrze na
jej biust (jak robi to wiekszosc, bo sie nie moze powstrzymac) tylko w oczy.
Trudne (zwlaszcza ze ma duuuuzy biust) ale da sie zrobic. Natomiast pewnych
wyborow nie jestes w stanie dokonac przy pomocy wolnej woli. Nie wiesz ze
decyduje cos inne w Tobie, ze determinuje to wolna wole a nie wolna wola to
determinuje. Czasem nie wiadomo dlaczego tak a nie inaczej sie wybiera. Nie
potrafimy juz wtedy rozroznic co decyduje, myslimy ze to nasza wolna wola, a
niekoniecznie.
c..
d..
e..
f..
g..
h.. > Nasz organizm nie slucha rozumu i bedzie ku temu dazyl...To dlaczego


zaczyna
> przewazac model rodzin malodzietnych i bezdzietnych ? Czyzby jednak
organizm
> musial sie podporzadkowac rozumowi ?

i.. W tym sie akurat latwo mu nie podporzadkowac. Wystarczy uzyc srodki
antykoncepcyjne i hulaj dusza. Wtedy ulegamy dazeniom ewolucyjnym organizmu
i jednoczesnie uniemozliwiamy mu wypelnienie ewolucyjnych celow.
j..
k..
l.. > > Moze blad w genach ? Nie mam nic przeciw pedalkom, ich problem co


robia ze
> > soba w lozku. Zauwaz jednak ze jest ich mniejszosc. Moze byc to
schorzenie.
>
> Blad w genach ? Schorzenie ? Dla ciebie zdrowy oznacza taki jak
wiekszosc ?
> Bycie w wiekszosci to bycie lepszym ? A jesli ktos sie nie lapie to jest
chory ?

m.. W przypadku biologicznym to niestety obowiazuje. Moze nie obowiazuje
w przypadku pogladow, bo tu z reguly okazuje sie ze miejszosc ma racje (np.
Kopernik, Galileusz). Ale w przypadku biologicznych zachowan niestety
wiekszosc ma racje. Jesli popedy jednostki i zachowania sa inne niz
wiekszosci, to jednostka powinna sie zastanawiac czy cos z nia nie tak.
n.. Zdrowa daznosc ewolucyjna organizmow ku sobie, dazy w popedzie
plciowym ku wydaniu potomstwa. Aby sie to dokonalo musi byc pociag do plci
przeciwnej. Jesli nie ma, znaczy ze jest to nienormalne i koniec. xMadzie, w
biologii naprawde obowiazuje zasada ze wiekszosc ma racje a mniejszosc nie.
W mniejszosciach w tym wypadku mamy pedalkow, pedofilow i zoofilow. Chyba
nie bedziesz ich bronil na zasadzie "mniejszosc moze tez miec racje a nie
tylko wiekszosc". Pedofil na przyklad odczuwa poped do malej dziewczynki, do
kobiet doroslej nie. Jest to nienormalne. Tak samo jak w przypadku pedalkow.
Dzis w epoce gdy chora cywilizacja urojen w jakiej zyjemy, z powodu
zapotrzebowania na urojenia jakimi sie karmi wprowadzila mode na roznego
rodzaju tolerancje i poblazanie dla odmiencow, "kochajacych inaczej" etc,
nieladnie jest mowic jak ja mowie. Znajdzie sie zaraz masa ludzi oglupionych
przez media naszej cywilizacji urojen, i opieprzy mnie. Wiem ze to modne
kochac dzis "inaczej" i takie "tolerancyjne" gdy ktos temu wtoruje i
poblaza. Ja sie temu nie sprzeciwiam, zyjemy w wolnym swiecie, niech kazdy
robi co chce. Moge to jednak uwazac za nienormalne. Mnie to nie obchodzi co
jest dla tej cywilizacji urojen modne. Na mnie nie robi wrazenia to. Widze,
jakie sa dotychczasowe oplakane owoce tej cywilizacji. Fantazje roznego
typu. Wiara w jakiegos bozka stworce wszechswiata, ktorego ciekawe ze nikt
nie widzial, ale ciekawe ze ta cywilizacja mowi o nim jak o kims zupelnie
realnym. Byl to najwiekszy blad jakiego ta cywilizacja dokonala, stwarzajac
sobie takiego bozka. Zalowali tego juz nie raz, ale te "opium dla ludu"
wciaz im sie oplaca. Wola sie oszukiwac niz zyc w swiadomosci tego ze sa
marnym prochem, z ktorego nic nie zostanie kiedys. Jestem wyalienowanym
dekadentem i wzorce tej cywilizacji nie obchodza mnie.
a..


> Rany...To brzmi jak paranoja. Czesc zgodzi sie z twoja teoria, a ci co
sie nie
> zgodza to klamia albo sie myla ? Tak mam to rozumiec ???? To jest chore,
> stworzyles teorie i dopasowujesz do niej fakty. Nie jestes nieomylny.
Kolego,
> wrzuc luz.

b.. Wy tez nie jestescie nieomylni. Poza tym ja nie tworze teorii jak
cywilizacja urojen. Opieram sie na obserwacji swiata i wyciagam wnioski.
Czegos nie doswiadczam zbyt uchwytnie wiec uwazam ze nie ma sensu na to
czekac, rozprawiac o tym jak o czyms wielkim, jak to robia ludzie czekajacy
na milosc, czy na to ze spotkaja kiedys bozka stworce. Popatrz za to co Ty
robisz: na podstawie jakiegos "moze" budujesz rzeczywistosc swego
swiatopogladu. Kto tu ma urojenia ?
c..
d..
e..
f.. > > > Poza tym wiekszosc naszych domniemywan dotyczy schematu "facet


wybiera
> > > dziewczyne", a nie "dziewczyna wybiera faceta" (to tak na
marginesie).
> >
> > Czytales wypowiedzi Marysi z tego watku, czemu wybiera faceta ?
>
> Czytalem, ale piate przez dziesiate pamietam, cos tam bylo o akceptacji
drugiego
> czlowieka....ale chodzilo mi o nasze wywody...odnosze wrazenie, ze
rozmawiamy
> tylko o modelu "facet wybiera kobiete".

g.. No dlatego odeslalem Cie do postow Marysi. Tam bylo o modelu
przeciwnym. Okazalo sie, ze decyduja takie same czynniki jak tu: wyglad.
Natomiast bredzenie o "akceptacji intelektu i wartosci osobowych w drugim
czlowieku jako podstawowym czynniki wedlug ktorego dokonuja sie moje wybory"
okazalo sie kolejnym mitem tej cywilizacji urojen. Nie potrafila mi
udowodnic, chocby na podstawie swego wyboru, ze czynniki jakie wymienila sa
dla niej decydujace. okazalo sie na odwrot. Szkoda, ze sie wycofala z
dyskusji, bo akurat do tego doszlismy.
h..
i.. > > Nietrakcyjny jest pojeciem wzglednym,
j..
k.. > Eeee...wiem, ze jest pojeciem wzglednym...ale z ta chemia i


feromonami to chyba
> przesadzasz...Chyba nie chcesz powiedziec, ze aby spodobala mi sie jakas
kobieta
> musialbym ja powachac ??? Nie wiem jak ty, ale wystarczy, ze spojrze na
kobiete
> (zdjecie/ujecie z filmu) i na tej podstawie moge powiedziec czy jest wg
mnie
> atrakcyjna czy nie...Gdzie tu chemia ?

l.. Feromony nie dzialaja wtedy. Fakt. Ale przeciez dzialaja inne czynniki
doboru na podstawie przydatnosci ewolucyjnej. Jak chociazby ze jest mloda,
ze moglaby Ci wydac potomstwo. Feromony to jeden z czynnikow a nie jedyny.
Organizm o tym wie. Zauwazyles moze ze kobiety w ciazy traca na urodzie ?
Jakis hormon sie wtedy nie wydziela ponoc (tak gdzies czytalem) i rysy
twarzy traca swoja wyrazistosc. Potem to wraca, ale ciekawe zjawisko. Poza
tym troche upraszczasz z tym "powachac" To nie jest zapach truskawki.
m..
n.. > A dlaczego ludziom podobaja sie kobiety po 40-tce ? Przeciez


wiadomo, ze do
> wydania na swiat potomstwa najlepsze sa 20-stki...przynajmniej tak mi
sie
> wydaje....

o.. Niektorym ludziom podobaja sie czterdziestki. Wiekszosc samcow uwaza
czterdziestki za kobiety juz nieatrakcyjne. Stare wrecz, nawet jesli sa
ponetne. Mi sie jednak podobaja niektore czterdziestki, zdarza sie to jednak
niezwykle rzadko. Musza byc po prostu atrakcyjne. Zauwaz, ze o takich
kobietach mowi sie "nie wygladasz na swoj wiek" co zdradza ze zostala
dokonana ocena w podswiadomosci, ktora miala na celu ocenienia "jeszcze
mloda do wydania potomstwa". Zaniza sie jej wiek dajac komplement jej,
czesto, gdy sie mowi ze jest atrakcyjna. Dlaczego ? Znowu ocenianie w
kategoriach ewolucyjnych ?
p..
q..


> > Upraszczasz teraz Ty z kolei. Moze nie "przyjazn" ale znajomosc z
checia jej
> > kontynuowania, tak mozna to nazwac.
>
> Przesadzasz... Z checia kontynuowania ? Czyli jak przeniesiesz sie do
innego
> miasta/kraju wezmiesz ja ze soba, badz bedziecie utrzymywac kontakt
> listowny/telefoniczny ??? Bedziesz plakal jak sie z nia rozstaniesz ?
Wydaje mi
> sie, ze nie...znajdziesz sobie kogos innego...Ale moze sie myle.
>

r..
s.. A czemu nie ? Lubie sluchac jak mowi, ma bogate slownictwo, wyraza sie
niezwykle barwnie, ma ciekawe spostrzezenia, ktore mnie uwodza swa
celnoscia, mysle o tympotem jak jade tramwajem "jak ona na to mogla wpasc" ?
Przeciez to nieslychane, ja bym tego nie skojarzyl mysle sobie. Brakowaloby
mi naszych rozmow, wiec bym do niej wtedy e-mailowal przynajmniej i nadal
zaglebial sie w jej obserwacje. A gdzie ta trwalosc w przypadku gdy wszystko
opieralo sie tylko na Pea ? Bez komentarza.
t..
u..


> > Uogolniasz. To o czym piszesz to przyklady dyskryminacji, ktore w
> > cywilizowanym swiecie sa traktowane jako powazny niedorozwoj osobnika.
Tacy
> > dyskryminujacy ludzie nie sa w pelni rozwinieci wiec mozna ich
pominac.
>
> Eee...mozna ich pominac ? Nie sa w pelni rozwinieci ? Chyba troche
naginasz to
> do swojej teorii.

v.. Czy uwazasz za rozwinietego w "pelni" kto oklada piesciami kolege za
pryszcze ?
w..
x..
y.. > Moze wrocimy w takim razie do pana lezacego na dworcu, o ktorym o


ile dobrze
> pamietam napisales w odpowiedzi na post Marysi...Zapity, stary,
bezzebny,
> smierdzacy itp...nie pamietam jak go scharakteryzowales

z..
aa.. Nie scharakteryzowalem go "zapity". Dlaczego bezdomny musi byc
"zapity" od razu ? Stereotypy, he he he he he Okreslilem go jako
intelektualiste, ktory stracil mieszkanie i jest bezdomny i ma zniszczone
zdrowie. Tacy nawet istnieja, slyszalem o dwoch przypadkach u mnie w
Warszawie, jeden to profesor historii, drugi prezes jakiejs spoldzielni, tez
czlowiek bardzo wyksztalcony, mowil nawet kiedys do kamery, bardzo ladnie
sie wyrazal.
ab.. Celowo tak skonstruowalem Marysi ten portret, bo twierdzila, ze ja
nie fascynuje w mezczyznie wyglad tylko intelekt. Sama tak napisala wiec sie
doczepilem o to. Gdyby napisala, ze fascynuje ja przede wszystkim wyglad a
intelekt tez troche, ale mniej, to nie byloby problemu. Natomiast napisala
wlasnie inaczej. Chcialem jej pokazac ze pada ofiara wyswiechtanych w
naszej cywilizacji urojen stereotypow, ktore nie maja nic wspolnego z
prawda. Ze za intelekt wybiera przyjaciol, a na kochankow wybiera miecho
meskie, nie tam zaden intelekt. Intelekt jest tylko dodatkiem ktory liczy
sie mniej. Wlasnie dlatego pozbawilem model tych rzeczy ktore mowila ze sie
dla niej nie licza w mezczyznie (wyglad) a zostawilem te ktore podobno
"docenia" najbardziej (intelekt). Okazalo sie ze mialem racje, bo odrzucila
moj model i sklasyfikowala go jako "nieatrakcyjny". Uwazam, ze mam wiec
racje w tej kwestii, ze wybiera sie glownie za wyglad nie za intelekt,
zarowno po naszej stronie jak i po stronie ich. Za intelekt wybiera sie
przyjaciol, przynajmniej ja tak robie.


...Bylbys w stanie sie z
> nim zaprzyjaznic ???? Zobaczyc w nim wnetrze ???
> Nie mozna zaprzyjaznic sie z kazdym...jedyne co moglbys nawiazac z takim
typem
> to znajomosc...a i to nie jestem pewien....


Oczywiscie musialby miec cechy wartosciowe tego wnetrza. Wiekszosc z nich
nie ma, to sa czesto prozniacy, ludzie wypaleni wewnetrznie, przegrani
wykolejency. Ale sa tez na pewno inni. Chocby prezes spoldzielni, ktory
mowil kwiecistym gongoryzmem gdy go pokazano w TV. Chcialem zeby jeszcze go
potem pokazali, bo tak ladnie mowil. Nie chce sie przechwalac swoja rzekoma
dobrotliwoscia i pisac tu publicznie zebym sie z nim zaprzyjaznil, wiec tyle
co napisalem niech Ci wystarczy, ze mozna docenic kogos bez wzgledu na
wyglad.


a.. > >
b.. Natomiast jesli umowicie sie ze


> > bedziecie sie spotykac ze wzgledow czysto intelektualnych a nie
> > matrymonialnych, taka znajomosc moze trwac nawet do konca zycia. Zatem
czy
> > milosc nie jest okrutniejsza przy swym ocenianiu ? Jest wiec czyms
> > wartosciowszym niz taka zwykla znajomosc, ktora docenia wnetrze osoba
na
> > pierwszym miejscu i nie spali mostow jak zrobi to czesto milosc ?
>
> A dlaczego sadzisz, ze taka znajomosc nie moze przerodzic sie w milosc
???

c.. W co ?
d..
e..
f.. > Bo biologicznie mi nie odpowiada i moj organizm slepo i

g.. Ja tez mam setki takich znajomosci. Takich ktore byly znikaly i do
nich nie tesknilem. Ludzie ci nie zachwycali mnie. Ale byli tacy, ktorzy
zachwycali mnie, czy to sposobem wyrazania sie, czy intelektem. O nich mysle
wciaz, podczas gdy innych juz dawno nie pamietam. Jakos tak jest ze
niektorzy sa wyjatkowi, a ci jakich wymieniles byli chyba przecietni.
Okreslenie 'w porzadku gosc" mozna odniesc do wielu, natomiast "wartosciowy,
nieprzecietny" "nie dajacy o sobie zapomniec" do niewielu. O nich mowie.
Bardzo lubie czytac. Czytam duzo, wrecz wszystko co zobacze, ale sa tacy,
ktorych zawsze bede czytal i mam reke na pulsie czy nic nowego nie wydadza
nie napisza. To "cos" malo kto ma i o tym mowie.
h..
i.. > Znasz kogos kto by za ciebie umarl ??? Umarlbys za kogos ??? Nie


nazywaj tego
> przyjaznia. To o czym caly czas mowisz to znajomosc.

j.. Nie musi umierac. Musi miec to "cos". Czy ja zadam poswiecen na miare
Chrystusa Pana ?
k.. Tu chodzi o cos innego. Chrystus umarl za mnie niby z milosci. Kiedys
w to wierzylem i mnie to zachwycalo. Ale jednoczesnie zachwycala mnie wtedy
nauka Buddy, ktory za mnie wcale
l.. nie umarl. Chcial zebym byl sobie sterem zaglem i okretem. Ujecie
swiata przez Budde a zwlaszcza problemu cierpienia i nauce o nim o wiele
bardziej mi sie podobalo, mial on wieksza magie w sobie niz Chrystus w
swoich patetycznych ujeciach tez imo pectore. Chodzi wiec o cos innego.
Dziwne ze tak wszystkich ludzi zaszeregowales jako bedacych "do wymiany"
Niektorych nie mozna "wymienic" bo nie daja o sobie zapomniec.
m..
n..
o.. > > Z reguly patrzysz, ze ktos jest dobry, slucha Cie, lub ma cechy


> > intelektualne, ktore Ci odpowiadaja. Wyglad moze sie tez liczy ale
jesli
> > nawet, to na drugim miejscu, nie jak w milosci, gdzie wyglad na
pierwszym
> > miejscu. Zatem milosc jest bardzo dyskryminujaca w wyborach a
znajomosc czy
> > przyjazn nie az tak.
>
> Tak samo moge napisac, ze w milosci sa takie przypadki. Nie wyobrazam
sobie
> przyjazni ze stara baba mowiac dosadnie. Nie nazywaj tego przyjaznia.

a.. Dziwnie to upraszczasz, a okreslanie ludzi czesto wartosciowych i
bogatych wewnetrznie "jako staruchow" jest zenujace. Widocznie dla Ciebie
przyjazn to po prostu "wyskoczyc na piwo" z kims kto kiedys da sie
"zastapic" kims innym z kim sie pojdzie na piwo. Mnie fascynuje w ludziach
cos wiecej, jakies dziwnie nieokreslone bycie nieprzecietnym, zarowno pod
wzgledem bycia jak i intelektu. takich doceniam i z takim daze do przyjazni.
No coz........ moze Ty masz inne kryteria. Ale to Twoj problem.
b..


Wyglad ma
> podobne znaczenie jak w milosci, w ktorej tez zdarzaja sie zwiazki, w
ktorych
> partner jest nieatrakcyjny. Ale ty to nazywasz "wzglednoscia bycia
atrakcyjnym"
> badz "strachem przed zyciem w samotnosci"

Wlasnie wczoraj w publicznej TV byl program, czy jakis skrot programu,
gdzie jedna z pan powiedziala wlasnie: na meza sie nie nadawal, ale na
przyjaciela. Ozenilismy sie ze soba z rozsadku, bo sie dogadywalismy, nie
bylo zadnych wyznan milosnych. Powiedziala to przy siedzacym obok niej mezu,
ktory kiwal glowa. Pragmatyzm. Nie probuj niwelowac takiego zjawiska i
wycinac sobie otaczajacej rzeczywistosci Sam widzisz jakie moga byc zwiazki.

badz "wplywem Pea".


Dobrze wiesz, ze o wiele inne znaczenie ma wyglad w przyjazni niz w milosci.
Nie zmieni tego stwierdzenie ze w obu przypadkach sie to liczy. Liczy sie
zupelnie inaczej. Nie ozenie sie ze staruszka, ale sie z nia zaprzyjaznie.
Od razu widac co jest bardziej tolerancyjne dla czlowieka, po porownaniu
milosci do przyjazni.
a..
b.. > Nie uogolniam, lecz przeciwstawiam sie twojemu "mozna sie


zaprzyjaznic z kazdym
> bez wzgledu na wyglad" itd...Uwazam, ze nie mozna...Z niektorymi ludzmi,
nawet
> ciezko jest nawiazac znajomosc.

c.. Udajesz jakbys nie wiedzial ze przeformulowalem argument na "mozna sie
zaprzyjaznic prawie z kazdym, mozna sie "zakochac" w malo kim, bo "milosc"
jest zbyt dyskryminujaca dla drugiego czlowieka" Jak pisalem, przyjazn nie
jest lekarstwem na zlo tego swiata czy szczesciem ostatecznym. Moze sie
okazac ze jest do kitu. Jednak tym bardziej milosc, ktora jej do piet nie
dorasta, bo o wiele bardziej dyskryminuje partnera przy wyborach. Nie mowie
zastapmy milosc przyjaznia, ale uzywam jednego tylko po to, zeby wykazac jak
drugie jest do kitu. Jesli potwierdzasz, ze przyjazn przy swych wyborach
jest do kitu to tym bardziej potwierdzasz, ze milosc przy swych wyborach
jest do kitu.
d..
e..
f.. > > > Chcialbym byc oceniany w calosci. Jako czlowiek, z wszystkimi


atrybutami.
> > > Cokolwiek to znaczy. ;)
> >
> > No wlasnie. Mysle ze ZAWSZE chcialbys byc takim doceniony, a nie tylko
gdy
> > jestes w miare mlody, co milosc zawsze wezmie pod uwage. Inaczej
partnerka
> > wykluczy cie z kregu swych ewentualnych partnerow. Natomiast ktos kto
sie
> > bedzie z toba bedzie chcial zaprzyjaznic zaakceptuje te kryteria
ktorych nie
> > zaakceptuje tzw. "milosc"
>
> Zaakceptuje albo i nie zaakceptuje. Widziales kiedys tzw. "przyjazn" ?

g..
h.. No pewnie. Czego nie moge powiedziec o milosci.
i..
j..


>
> To, ze milosc wybiera biologicznie to juz twoja teoria. Wg mnie
idealizujesz
> przyjazn kosztem milosci.
>

k.. Zadna moja teoria. Wynik obserwacji. Gdyby nie wybierala biologicznie
to bys nie ustalal sobie granicy gornej partnerek i jakiegos poziomu
atrakcyjnosci fizycznej. Zawsze ustalasz te granice, sam pisales. Ja w
przyjazni nic takiego nie ustalam. Poza tym nie idealizuje przyjazni.
Pokazuje ze wypada korzystniej i mniej egoistycznie niz milosc. Uzylem
porownania zeby sprawdzic czy cos co uchodzi za cos "wielkiego" zasluguje na
to miano. Przyjazn to takie narzedzie. nie jestem jej wielkim oredownikiem,
tylko uzywam do porownan. Jak na razie wychodzi na to, ze przyjazn jest
godniejsza uwagi, choc nie ma na tym swiecie nic pewnego i trwalego. Milosc
jest kolejnym urojeniem tej cywilizacji, jesli nawet glupia przyjazn, ktora
okreslasz jako niepewna, jest mniej dyskryminujaca czlowieka i nie zwraca az
takiej uwagi na wyglad. Taki jest calkowity sens uzycia przeze mnie w tej
dyskusji przykladu przyjazni. Jesli uwazasz ze mam na punkcie przyjazni
szczegolny sentyment, to sie troche mylisz.
l..
m..
n..


> > Pea daje iluzoryczna rzeczywistosc ktora oszukuje czlowieka. Sam to
wyzej
> > piszesz.
> > Jest wiec niepowazna, choc mozna to uznac za rzecz wygodna.Ale skonczy
sie i
> > da zal po odejsciu przyjemnego urojenia, jest wiec raniaca bo
> > nierzeczywista.
>
> A moze skonczy sie i zostanie to co rozni milosc od fascynacji ?

o.. Co to niby takiego ? Nikt jakos tego nie chwyta, poza "majacymi
nadzieje na to" fenyloetyloaminowcami. Chcialbym, zebys mial racje. Ale tego
ludzie po prostu nie czuja, czas to probuje jak zloto w ogniu i nic nie
zostaje. Myslisz, ze wolalbym nie doswiadczac milosci ? urojenia nie
polegaja na tym, ze ktos wybiera sobie nieprzyjemne alternatywy w zyciu,
tylko iluzorycznie przyjemne. Tak i tu.
p..
q..
r.. >
s..
t.. > Uwazam tylko, ze miloscia i przyjaznia rzadza podobne prawa...ze tak


samo mozna
> zaprzyjaznic sie z kims nieatrakcyjnym jak i kogos takiego kochac. Ale
ty tego
> nie dopuszczasz. A to o czym caly czas piszesz to znajomosci.

u.. Jak na razie to Ty wiele rzeczy nie dopuszczasz. ja sie nie boje
oceniac rzeczywistosci, przeprowadzac porownan. Ty boisz sie porownan przed
obawa o to, ze padnie mit o ktorym chyba marzysz wciaz.
v.. Nie chodzi o to, ze tu (przyjazn) mozna z kazdym a tam (milosc) z
malo kim. Problem lezy w ilosciach.
w.. Chodzi o to, ze w przyjazni jest mniej patrzenia na osobe, jej wyglad
wiek. W milosci to ma pierwszorzedne znaczenie, a w przyjazni nawet jesli
ma, to mniejsze. Nie udawaj, ze nie kumasz o co mi chodzi. Jesli przyjazn
okaze sie, choc w jednym miejscu lepsza, to milosc przestanie byc czyms
nadzwyczajnym, jak to utrzymuje cywilizacja urojen. jak na razie przyjazn
wypada lepiej w porownaniach, choc nie idealizuje jej ani apoteozuje jak
zdajesz sie sugerowac.
x..
y.. > To ze przeminie to twoje zdanie...a jesli przeminie to pozostaja


chwile
> szczesliwosci i mile wspomnienia. To malo ? Wydaje mi sie, ze lepsze to
niz
> mercedes

z.. Co ze wspomnien, przezywanie wydarzen jakie byly we wspomnieniach jest
wielkie, a przezywanie wspomnien to tylko rozterka utraconego raju. Czy Ty
naprawde chcesz byc czescia tej cywilizacji urojen ?
aa..
ab.. >
ac.. > Wg mnie oprocz chlodnych kalkulacji sa jeszcze emocje. Nie mozna


sie zmusic do
> tego bys kogos polubil, bo jest dajmy na to - madry.

ad.. Czemu nie ? Jesli przy tym madrosc wykorzystuje ku pozytkowi innych ?
Nie fascynuja Cie geniusze ? Charles de Gall potrafil odpowiedziec ponoc na
103 pytania wedlug kolejnosci w jakiej ludzie z sali je zadawali, bez
zadnych kartek gdzie pytania notowal. Przy okazji byl dobrym politykiem.
Wolalbym sie z nim zaprzyjaznic niz np. z glupia blondynka w stylu Pameli
Anderson, ktora nadaje sie tylko "na jedna noc".
ae..
af.. > Wartosci nie przemijaja po kilku latach ? Przybywa ich ? Bogatsi


wewnetrznie ?
> Przesadzasz....Ludzie sie zmieniaja...nie zawsze na lepsze, tak jakbys
tego
> chcial.

ag.. Eeeee tam. W wielu kulturach "starszyzna" jest okiem w glowie, ze
wzgledu na zyciowa madrosc. Znasz powiedzenie "czlowiek byl mlody tak malo
wiedzial o swiecie" ? Oczywiscie sa wyjatki, ale ludzie im starsi tym
ciekawsi. Np. moj ojciec, od dwudziestu siedmiu lat tlumacz
ah.. (jez. franc) zarazil mnie pasja nauki jezykow obcych. Znam jego wielu
znajomych jeszcze bardziej bedacych chodzacymi encyklopediami w tych
kwestiach. Niestety potrzebowali calego zycia na to. Wszystko to sa juz
ludzie starsi. Nie spotkalem z ludzi mlodych kogos, z takim doswiadczeniem i
oczytaniem w tej sprawie, poza przemadrzalcami, ktorych powierzchownosc
wychodzi na kazdym kroku. Doswiadczenie w czyms i profesjonalizm idzie z
wiekiem, nie ma innej drogi. Sa tez geniusze, ale kazdy troche kapujacy cos
z rzeczywistosci wie, ze aby czyms
ai.. byc dobrym trzeba czasu. Kwestia tego zeby miec doswiadczenie w
czyms. nie mow wiec ze starsi to 'nudne pryki' bo zbyt upraszczasz.
aj..
ak..
al.. > Poza tym milosc to nie tylko dymanie kawalka niezlego ciala...tam


tez zwraca sie
> uwage na cechy innych osob...

am.. Nie na pierwszym miejscu. Zatem nic wielkiego. Przyklad z rozmowy z
Marysia.
an..
ao.. > > Rownie dobrze mozna twierdzic, ze to ta wiekszosc sobie to


wmawia. ;)
> >
> > Wmawia sobie ze nic nie czuje ? No przeciez kazdy chce czuc cos
wielkiego,
> > niz nic nie czuc nie ?
>
> Moze nie tyle wmawia sobie...co nie uzmyslawia sobie...zle to
sformulowalem.

ap..
aq.. Jesli wiekszosc ma problemy z uzmyslowieniem sobie, ze jest milosc,
ktorej nie moga odczuc po dluzszym czasie bycia w zwiazku, to gdzie to
wielkie mityczne uczucie zwane miloscia ? moze to kolejne urojone marzenie
ludzkosci, jak wiele innych marzen, typu, bozek stworca, do ktorego
wiekszosc tej cywilizacji klepie zaklecia w kosciolach i meczetach i
samotnie, a ktorego nikt nigdy nie widzial ?
ar..
as.. >


> > > Moze zreszta milosc jest iluzja...co w tym zlego ?
> >
> > Nic, ale uciekanie w swiat urojen zwanych "miloscia" nie rozwiazuje
> > problemu, a go potencjalnie szykuje, bo iluzje wygasaja i przynosza
> > rozczarowanie.

at.. >


> A lepszym wg ciebie jest pozbycie sie nich i tepe patrzenie na smutna
> rzeczywistosc ?
> I cierpienie...jest nam zle na zlym swiecie...? Poza tym nie wiem
dlaczego
> zakladasz, ze ta iluzja musi sie skonczyc...
> Skad wiesz gdzie jest granica iluzji, co nia jest a co nie ? Moze ty
zyjesz w
> iluzji, negujac to wszystko ?

au.. Zyje w rzeczywistosci. Jesli czegos nie ma zbyt wyraznie tego sie nie
chwyta lub to ulatuje zbyt szybko, to mowie, iluzja. Oczywiscie moze po
smierci okaze sie ze jest jakas rzeczywistosc, ktora mi pokaze ze sie
mylilem. na razie jednak jestesmy TU I TERAZ. Nie ma tu bozka, nie czuje sie
milosci jako czegos nieprzemijajacego bezinteresownego i trwalego. Okazuje
sie ze wszyscy mowia o czyms co okazuje sie ze jest nieuchwytne. Dochodze
wiec do wniosku, ze to tylko przejaw marzen. Jesli sie one spelnia to nie
mowie ze nie. Ale.... rownie dobrze moge sie spodziewac ze wygram cos dzis
wieczor w konkursie Audio Tele. I ze nagrode dostarczy mi swiety Mikolaj
podjezdzajac na reniferach w srodku lata.
av..
aw..
ax.. > > > Widziales kiedys przyjazn miedzy takimi osobami ? Ale nie


znajomosc lecz
> > > przyjazn przez duze P ? Po co oszukiwac sie formulkami o pieknej
przyjazni
> > ? ;)

ay.. Zatem tylko gorzej dla "milosci"
az..
ba..
bb.. > > No pewnie ze sa. Moj przyklad z pania paleontolog. Albo moj


kolega przyjazni
> > sie ze swym nauczycielem gry na fortepianie. Tez pani kolo 60 tki.
xMadzie
> > nie przesadzaj.
>
> To ty przesadzasz nazywajac to przyjaznia. To sa przypadkowe znajomosci,
ktore w
> czarnej godzinie porzucilbys...w milosci nie opuszcza sie partnera...

bc.. Nie opuszcza sie partnera ? Patrz na romanse pozamalzenskie, na
zdrady rozwody, porzucenie partnera w chorobie. Chlopie gdzie Ty zyjesz ?
Nie mowie ze przyjazn to panaceum, ale popatrz na milosc. Jeszcze gorzej.
Wiernosc, trwanie przy partnerze to w dzisiejszym swiecie cos co uchodzi za
staromodne i smieszne. Malzenstwa trwaja czesto juz tylko dla potrzeby
wspolnego odchowania potomstwa. Aktualnie mych trzech kumpli z ktorymi
siedzialem w piaskownicy i robilem babki z piasku, jest jak mowia w zwiazku
"tylko ze wzgledu na dziecko" Pierwsze trzy przyklady z brzegu i tak to
wyglada. Ja sobie rzeczywistosci nie tworze ona taka jest.
bd.. Jak sie tylko facetowi nie udaje zbyt dobrze zarobic, zona z reguly
narzeka ze "inne chlopy to dopiero umieja zarobic" Czesto grozi odejsciem.
My jestesmy nie lepsi. To znaczy samczy rod. Nie wiem jak Ty, ale popatrz na
innych jak tylko ma samiec okazje do zdrady wykorzystuje ja. Znasz to
slynne: "przy jednej dziurze to kot nie wyrobi" Gdzie tu cos wielkiego ?
Chlopie.To jest rzeczywistosc. Co tu ma wytrwac. To relikty.


a.. Przeciez ty nie dopuszczasz do siebie mysli, ze ktos


> moze kochac..to jest wg ciebie ocena rzeczywistosci ?

b.. Dopuszczam. Aktualnie wszyscy ktorych spotykam i znam z dawnych lat
mowia: milosci nie ma, pomylilem sie. To jest rzeczywistosc. Wszyscy z
"respondowanych" tak mowia. O sondazach juz bylo zreszta.

a.. > Aaaa...A wg mnie fakt z dzwiekiem tym bardziej nie oznacza, ze nie


istnieje
> grupka ludzi, ktorzy sa zdolni do odczuwania milosci. ;)

b.. Ale to juz tylko "chce zeby tak bylo"
c..

a.. > Niedobrze ? Ale przeciez nie ma prawdy...Sa tylko interpretacje


faktow...moze
> lepiej sie z tym pogodzic ?

b.. No nie, bol czujesz na przyklad. A "milosc" ? Co z tego zostaje po
wznioslych konwulsjach oglupionego fenyloetyloamina mozgu ? dalczego mowia
ludzie ze nic juz po tym nie czuja ? Sam nic nie czulem ?
c..
d.. > Ale a propos homoseksualistow...z tego co slyszalem gdzies


> ostatnio....aaaa...nie...to ktos mi pokazywal jakis artykul...chyba....w
kazdym
> razie byla tam wzmianka o tym, ze jakis gej byl w zwiazku ze starszym
> gejem....tak z 20 lat roznicy albo i wiecej...ludzie wiaza sie w pary
rozne
> wiekowo...moze nie na dlugo...ale jednak...jak to sie ma do tej teorii o
> ewolucji ???

e..
f.. O tym bylo wyzej. nie zasmiecajmy tego i tak juz dlugiego watku.
skracam sie jak moge i wycinam co sie da.

a.. > Moze inaczej...nie wierze w absolutne piekno...I wg mnie zawsze


znajdzie sie
> piekniejsza/atrakcyjniejsza kobieta od wybranki...ale to wcale nie
znaczy, ze
> rzucamy stary zad w poszukiwaniu nowego...czesc tak robi, ale nie
wszyscy...co
> wtedy przedkladamy nad kraglejszy zad ?

b.. A moze to wlasnie feromony nas rajcuja, a my mowimy ze to "cos" Bierz
wszystko pod uwage. jakos tak jest ze jedni ludzie dzialaja na siebie
biologicznie bardzo silnie, choc "zadu" nie ma takiego nadzwyczajnego. Jakos
organizm ocenia, ze to "wlasciwa pasujaca polowka".
c.. Przypomnij sobie co Ci pisalem o tym chlopaku z pryszczami. Ona nie
wiedziala dlaczego glupieje gdy on przechodzi kolo niej. W domu wydawalo jej
sie to glupie, mowila co ja w nim widze ma pryszcze, a przewidzialo mi sie
cos. Ale gdy go widziala w klasie glupiala. Dlatego napisala list do gazety,
a gazeta to opublikowala. To byl dla niej wielki problem. nasze organizmy to
wielkie machiny, a chemia to jest bron przez duze b.

a.. > Ale nie udowodnic. ;) Pomijajac juz fakt, o ktorym pisalem...Ludzie


roznia sie
> masa rzeczy...Wpatrz sie w szczegoly...i przestan generalizowac

b.. Nieistnienia wszystkiego co ktos sobie uroi nie da sie udowodnic. nie
znaczy to zeby sie tego spodziewac, bo mozna wpasc w absurdy albo wyladowac
w wariatkowie. Co do roznic naprawde sa ilosciowe nie jakosciowe. Nie dam
sie nabrac. dzwieki slysza wszyscy, jedni tylko troche mniej lub wiecej. IQ
tez kazdy jakies tam ma. Przyklad jest nieadekwatny wiec, bo tu mowimy, ze
milosc jedni doswiadczaja a inni zupelnie. To diametralnie inna sprawa.
c..
d..
e..
f.. > > Potrzebe ciupciania latwo w sobie rozpoznac odnosnie intencji tego


> > pragnienia. Natomiast o wiele gorzej ocenic kiedy feromony nas pchaja
ku
> > wyborom tej nie innej. Jest roznica. To mialem na mysli mowiac ze
"podlegamy
> > prawom. Czasem nie wiemy czy to one czy nasz osad wolnej woli. xMadzie
ile
> > razy juz sie tlumaczylem. Zrozum mnie wreszcie w tej kwestii.
>
> Eeee....a cos takiego jak poped seksualny czyz to nie wlasnie potrzeba
> ciupciania ? chyba sie troche nie rozumiemy w tym miejscu...

g.. No co ? Nie czujesz jak Cie meczy zeby pociupciac ? Obaj wiemy jak
ciezko nam sie z tym powstrzymac. przynajmniej jak wiem bo przez to
przeszedlem. Dlatego latwo to rozpoznac. A wybory feromonowe jak rozpoznac ?
Sam pisales o sobie kiedys "eee nie wiem moze to feromony... sam juz nie
wiem co" O to mi chodzilo, ze wprzypadku wyborow gdzie wazna role (nie
jedyna jak wyzej pisalem) odgrywaja feromony trudno juz dojsc czy fascynuje
nas w partnerce to blizej nieokreslone "cos" czy chemia. Zupelnie trudniej
tu rozroznic i nie wiadomo czy sie przeciwstawic temu czy nie. W przypadku
popedu "przeciwnik" jest latwy do rozpoznania.
h..
i..
j.. > > > Latwo jest sobie odmowic ciupciania ? A jak sie to ma do tego


pod czym
> > > podpisales sie wczesniej: moje "To, ze wiekszosc facetow chcialaby
wydymac
> > > Pamele to smutna rzeczywistosc" i twoje "Smutna"....czy jakos
tak...?
> >
> > Wiekszosc :-) Mniejszosc sie moze przeciwstawic. Nie ma sprzecznosci w
tym
> > co mowie. Chyba rzeczywiscie byles zmeczony gdy ten post pisales :-)
>
> Eeeee....ja to widze troche inaczej....

Jak inaczej. przeciez to tylko wiekszosc sie nie moze temu przeciwstawic
zatem mniejszosc moze. W czym problem ? No w czym tu problem ? Nie mozna sie
przeciwstawic pragnieniu ciupciania ? Wiesz ze mozna, wiec nie bylo
sprzecznosci. JA MOWILEM ZE PRAWOM FEROMONOW NIE WIADOMO JAK SIE
PRZECIWSTAWIC BO NIE WIADOMO CZY ONE NAS KOLUJA CZY ZWYKLE "COS" W
PARTNERCE. xMadzie ja Tobie to juz setny raz pisze. Nie ma sprzecznosci w
tym co mowie, ze "prawom" sie czasem nie mozna przeciwstawic bo trudno
uchwycic kiedy feromony nas koluja. Poped gdy nas koluje i namawia na
ciupcianie to od razu wiemy co jest grane. Chyba ze Ty jestes ONYM :-)
a..
b..
c.. > > > A co do kolowania...to cholera wie czy organizm nie koluje nas


caly
> > czas...np.
> > > to ze czasem ci przyjdzie ochota na jakas nietypowa potrawe...
> >
> > Z reguly jem to co sobie zazyczy zenska czesc mego domostwa :-) Moje
> > zachcianki sa ignorowane :-)
>
> Co nie zmienia faktu, ze takie zachcianki sa....czyz nie ?

d.. Czy ja wiem, czy koluje ..czy w potrawie odkryto feromony ? :-)
e..
f..
g.. > > Ale nie wpedza mnie w urojona rzeczywistosc, potrzeba np. zlego


humoru.
> > "Milosc" wpedza mnie w urojona rzeczywistosc. Poza tym nie podejmuje
zadnych
> > rozsadnych decyzji pod wplywem humorow :-)
>
> Hmmm....Wierzysz w wolna wole ?

h.. zdefiniuj najpierw co rozumiesz przez pojecie wolna wola.
i..
j..
k.. > > Szkoda by bylo :-( Naprawde :-((


>
> Wrzuc luz...To tylko znajomosc...;)
> I do tego sieciowa...a takich jest mnostwo.
> xMad

l..
m.. Nie chodzi mi o Ciebie, ale o to, ze nie z kazdym bym mogl na ten
temat dyskutowac. Nie kazdy by podal akurat te argumenty. Znow uwazasz ze
wszyscy sa do zastapienia.


Archemagik

archemagik

unread,
Jun 20, 2000, 3:00:00 AM6/20/00
to
Czesc xMadzie
Post o "milosci" wysylam jeszcze raz. Pojawily sie jakies glupie literki w
moich wypowiedziach. Poprawilem tez pare slow, nazwiska etc.

Archemagik


"xMad wrote

urojen ze milosc istnieje. Pamietaj,ze wiekszosc ludzi mlodych zyje w


ciezkim stanie zaklocen mozgu, wywolanym przez "milosc", tzn. zwykle
odurzenie prosta chemiczna Pea. Ja tak kiedys
zylem od zwiazku do zwiazku i wiem co to jest. Czlowiek wtedy wlasciwie nie
egzystuje. To jest obled, a mozg jest w zasadzie wylaczony z procesow

logiki, doznaje tylko jakichs narkotycznych konwulsji pozbawionych zupelnie
racjonalnych podstaw.

Teoria...teorii jest mnostwo, i nie wszystkie sa prawdziwe. Wynik


naszej wolnej
> woli ? Czyli jednak mamy wolna wole i nie musimy poddawac sie slepo woli
> ewolucji ?
> Nasz organizm slepo i _bezrozumnie_ bedzie chcial wybrac itd, a
jednoczesnie
> nasza _wolna_ wola pozwala nam na przeciwstawienie sie ewolucji i
nieplodzenie
> potomstwa badz pukniecie jednego dzieciaka zamiast 10 ?

Nasza wolna wola ....... xMadzie wolna wole mamy w ograniczonym
stopniu. Pewne wybory latwo dokonac przy pomocy wolnej woli. Np. ja nie
ciupciam. Nie chodze na kurwy, choc moi kumple (nawet zonaci) chodza czesto.
Czego jeszcze nie robie ? Nie jem zab. Nie pale (rzucilem). Nie upijam sie
do nieprzytonosci, najwyzej pare piwek. Nie narkotyzuje sie. Nie biore amfy
przed egzaminami. Nie podgladam kolezanek w kiblu. Gdy rozmawiam na
egzaminie ze swoja seksowna pania profesor od angielskiego, to nie patrze na
jej biust (jak robi to wiekszosc, bo sie nie moze powstrzymac) tylko w oczy.
Trudne (zwlaszcza ze ma duuuuzy biust) ale da sie zrobic. Natomiast pewnych
wyborow nie jestes w stanie dokonac przy pomocy wolnej woli. Nie wiesz ze
decyduje cos inne w Tobie, ze determinuje to wolna wole a nie wolna wola to
determinuje. Czasem nie wiadomo dlaczego tak a nie inaczej sie wybiera. Nie
potrafimy juz wtedy rozroznic co decyduje, myslimy ze to nasza wolna wola, a
niekoniecznie.

> Nasz organizm nie slucha rozumu i bedzie ku temu dazyl...To dlaczego


zaczyna
> przewazac model rodzin malodzietnych i bezdzietnych ? Czyzby jednak
organizm
> musial sie podporzadkowac rozumowi ?

W tym sie akurat latwo mu nie podporzadkowac. Wystarczy uzyc srodki
antykoncepcyjne i hulaj dusza. Wtedy ulegamy dazeniom ewolucyjnym organizmu
i jednoczesnie uniemozliwiamy mu wypelnienie ewolucyjnych celow.

> Moze blad w genach ? Nie mam nic przeciw pedalkom, ich problem co


robia ze
> > soba w lozku. Zauwaz jednak ze jest ich mniejszosc. Moze byc to
schorzenie.
>
> Blad w genach ? Schorzenie ? Dla ciebie zdrowy oznacza taki jak
wiekszosc ?
> Bycie w wiekszosci to bycie lepszym ? A jesli ktos sie nie lapie to jest
chory ?

W przypadku biologicznym to niestety obowiazuje. Moze nie obowiazuje


w przypadku pogladow, bo tu z reguly okazuje sie ze miejszosc ma racje (np.
Kopernik, Galileusz). Ale w przypadku biologicznych zachowan niestety
wiekszosc ma racje. Jesli popedy jednostki i zachowania sa inne niz
wiekszosci, to jednostka powinna sie zastanawiac czy cos z nia nie tak.

> Rany...To brzmi jak paranoja. Czesc zgodzi sie z twoja teoria, a ci co


sie nie
> zgodza to klamia albo sie myla ? Tak mam to rozumiec ???? To jest chore,
> stworzyles teorie i dopasowujesz do niej fakty. Nie jestes nieomylny.
Kolego,
> wrzuc luz.

Wy tez nie jestescie nieomylni. Poza tym ja nie tworze teorii jak


cywilizacja urojen. Opieram sie na obserwacji swiata i wyciagam wnioski.
Czegos nie doswiadczam zbyt uchwytnie wiec uwazam ze nie ma sensu na to
czekac, rozprawiac o tym jak o czyms wielkim, jak to robia ludzie czekajacy
na milosc, czy na to ze spotkaja kiedys bozka stworce. Popatrz za to co Ty
robisz: na podstawie jakiegos "moze" budujesz rzeczywistosc swego
swiatopogladu. Kto tu ma urojenia ?

> > > Poza tym wiekszosc naszych domniemywan dotyczy schematu "facet


wybiera
> > > dziewczyne", a nie "dziewczyna wybiera faceta" (to tak na
marginesie).
> >
> > Czytales wypowiedzi Marysi z tego watku, czemu wybiera faceta ?
>
> Czytalem, ale piate przez dziesiate pamietam, cos tam bylo o akceptacji
drugiego
> czlowieka....ale chodzilo mi o nasze wywody...odnosze wrazenie, ze
rozmawiamy
> tylko o modelu "facet wybiera kobiete".

No dlatego odeslalem Cie do postow Marysi. Tam bylo o modelu


przeciwnym. Okazalo sie, ze decyduja takie same czynniki jak tu: wyglad.
Natomiast bredzenie o "akceptacji intelektu i wartosci osobowych w drugim
czlowieku jako podstawowym czynniki wedlug ktorego dokonuja sie moje wybory"
okazalo sie kolejnym mitem tej cywilizacji urojen. Nie potrafila mi
udowodnic, chocby na podstawie swego wyboru, ze czynniki jakie wymienila sa
dla niej decydujace. okazalo sie na odwrot. Szkoda, ze sie wycofala z
dyskusji, bo akurat do tego doszlismy


> Nietrakcyjny jest pojeciem wzglednym,


.. > Eeee...wiem, ze jest pojeciem wzglednym...ale z ta chemia i
feromonami to chyba
> przesadzasz...Chyba nie chcesz powiedziec, ze aby spodobala mi sie jakas
kobieta
> musialbym ja powachac ??? Nie wiem jak ty, ale wystarczy, ze spojrze na
kobiete
> (zdjecie/ujecie z filmu) i na tej podstawie moge powiedziec czy jest wg
mnie
> atrakcyjna czy nie...Gdzie tu chemia ?

Feromony nie dzialaja wtedy. Fakt. Ale przeciez dzialaja inne czynniki


doboru na podstawie przydatnosci ewolucyjnej. Jak chociazby ze jest mloda,
ze moglaby Ci wydac potomstwo. Feromony to jeden z czynnikow a nie jedyny.
Organizm o tym wie. Zauwazyles moze ze kobiety w ciazy traca na urodzie ?
Jakis hormon sie wtedy nie wydziela ponoc (tak gdzies czytalem) i rysy
twarzy traca swoja wyrazistosc. Potem to wraca, ale ciekawe zjawisko. Poza
tym troche upraszczasz z tym "powachac" To nie jest zapach truskawki.

> A dlaczego ludziom podobaja sie kobiety po 40-tce ? Przeciez


wiadomo, ze do
> wydania na swiat potomstwa najlepsze sa 20-stki...przynajmniej tak mi
sie
> wydaje....

Niektorym ludziom podobaja sie czterdziestki. Wiekszosc samcow uwaza


czterdziestki za kobiety juz nieatrakcyjne. Stare wrecz, nawet jesli sa
ponetne. Mi sie jednak podobaja niektore czterdziestki, zdarza sie to jednak
niezwykle rzadko. Musza byc po prostu atrakcyjne. Zauwaz, ze o takich
kobietach mowi sie "nie wygladasz na swoj wiek" co zdradza ze zostala
dokonana ocena w podswiadomosci, ktora miala na celu ocenienia "jeszcze
mloda do wydania potomstwa". Zaniza sie jej wiek dajac komplement jej,
czesto, gdy sie mowi ze jest atrakcyjna. Dlaczego ? Znowu ocenianie w
kategoriach ewolucyjnych ?

> Upraszczasz teraz Ty z kolei. Moze nie "przyjazn" ale znajomosc z


checia jej
> > kontynuowania, tak mozna to nazwac.
>
> Przesadzasz... Z checia kontynuowania ? Czyli jak przeniesiesz sie do
innego
> miasta/kraju wezmiesz ja ze soba, badz bedziecie utrzymywac kontakt
> listowny/telefoniczny ??? Bedziesz plakal jak sie z nia rozstaniesz ?
Wydaje mi
> sie, ze nie...znajdziesz sobie kogos innego...Ale moze sie myle

A czemu nie ? Lubie sluchac jak mowi, ma bogate slownictwo, wyraza sie
niezwykle barwnie, ma ciekawe spostrzezenia, ktore mnie uwodza swa
celnoscia, mysle o tympotem jak jade tramwajem "jak ona na to mogla wpasc" ?
Przeciez to nieslychane, ja bym tego nie skojarzyl mysle sobie. Brakowaloby
mi naszych rozmow, wiec bym do niej wtedy e-mailowal przynajmniej i nadal
zaglebial sie w jej obserwacje. A gdzie ta trwalosc w przypadku gdy wszystko
opieralo sie tylko na Pea ? Bez komentarza.

> > Uogolniasz. To o czym piszesz to przyklady dyskryminacji, ktore w
> > cywilizowanym swiecie sa traktowane jako powazny niedorozwoj osobnika.
Tacy
> > dyskryminujacy ludzie nie sa w pelni rozwinieci wiec mozna ich
pominac.
>
> Eee...mozna ich pominac ? Nie sa w pelni rozwinieci ? Chyba troche
naginasz to
> do swojej teorii.

Czy uwazasz za rozwinietego w "pelni" kto oklada piesciami kolege za
pryszcze ?

Moze wrocimy w takim razie do pana lezacego na dworcu, o ktorym o


ile dobrze
> pamietam napisales w odpowiedzi na post Marysi...Zapity, stary,
bezzebny,
> smierdzacy itp...nie pamietam jak go scharakteryzowales

Nie scharakteryzowalem go "zapity". Dlaczego bezdomny musi byc


"zapity" od razu ? Stereotypy, he he he he he Okreslilem go jako
intelektualiste, ktory stracil mieszkanie i jest bezdomny i ma zniszczone
zdrowie. Tacy nawet istnieja, slyszalem o dwoch przypadkach u mnie w
Warszawie, jeden to profesor historii, drugi prezes jakiejs spoldzielni, tez
czlowiek bardzo wyksztalcony, mowil nawet kiedys do kamery, bardzo ladnie

sie wyrazal. Celowo tak skonstruowalem Marysi ten portret, bo twierdzila, ze


ja
nie fascynuje w mezczyznie wyglad tylko intelekt. Sama tak napisala wiec sie
doczepilem o to. Gdyby napisala, ze fascynuje ja przede wszystkim wyglad a
intelekt tez troche, ale mniej, to nie byloby problemu. Natomiast napisala
wlasnie inaczej. Chcialem jej pokazac ze pada ofiara wyswiechtanych w
naszej cywilizacji urojen stereotypow, ktore nie maja nic wspolnego z
prawda. Ze za intelekt wybiera przyjaciol, a na kochankow wybiera miecho
meskie, nie tam zaden intelekt. Intelekt jest tylko dodatkiem ktory liczy
sie mniej. Wlasnie dlatego pozbawilem model tych rzeczy ktore mowila ze sie
dla niej nie licza w mezczyznie (wyglad) a zostawilem te ktore podobno
"docenia" najbardziej (intelekt). Okazalo sie ze mialem racje, bo odrzucila
moj model i sklasyfikowala go jako "nieatrakcyjny". Uwazam, ze mam wiec
racje w tej kwestii, ze wybiera sie glownie za wyglad nie za intelekt,
zarowno po naszej stronie jak i po stronie ich. Za intelekt wybiera sie
przyjaciol, przynajmniej ja tak robie.

Bylbys w stanie sie z


> nim zaprzyjaznic ???? Zobaczyc w nim wnetrze ???
> Nie mozna zaprzyjaznic sie z kazdym...jedyne co moglbys nawiazac z takim
typem
> to znajomosc...a i to nie jestem pewien....


Oczywiscie musialby miec cechy wartosciowe tego wnetrza. Wiekszosc z nich
nie ma, to sa czesto prozniacy, ludzie wypaleni wewnetrznie, przegrani
wykolejency. Ale sa tez na pewno inni. Chocby prezes spoldzielni, ktory
mowil kwiecistym gongoryzmem gdy go pokazano w TV. Chcialem zeby jeszcze go
potem pokazali, bo tak ladnie mowil. Nie chce sie przechwalac swoja rzekoma
dobrotliwoscia i pisac tu publicznie zebym sie z nim zaprzyjaznil, wiec tyle
co napisalem niech Ci wystarczy, ze mozna docenic kogos bez wzgledu na
wyglad.

.. Natomiast jesli umowicie sie ze


> > bedziecie sie spotykac ze wzgledow czysto intelektualnych a nie
> > matrymonialnych, taka znajomosc moze trwac nawet do konca zycia. Zatem
czy
> > milosc nie jest okrutniejsza przy swym ocenianiu ? Jest wiec czyms
> > wartosciowszym niz taka zwykla znajomosc, ktora docenia wnetrze osoba
na
> > pierwszym miejscu i nie spali mostow jak zrobi to czesto milosc ?
>
> A dlaczego sadzisz, ze taka znajomosc nie moze przerodzic sie w milosc
???

W co ?

Ja tez mam setki takich znajomosci. Takich ktore byly znikaly i do


nich nie tesknilem. Ludzie ci nie zachwycali mnie. Ale byli tacy, ktorzy
zachwycali mnie, czy to sposobem wyrazania sie, czy intelektem. O nich mysle
wciaz, podczas gdy innych juz dawno nie pamietam. Jakos tak jest ze
niektorzy sa wyjatkowi, a ci jakich wymieniles byli chyba przecietni.
Okreslenie 'w porzadku gosc" mozna odniesc do wielu, natomiast "wartosciowy,
nieprzecietny" "nie dajacy o sobie zapomniec" do niewielu. O nich mowie.
Bardzo lubie czytac. Czytam duzo, wrecz wszystko co zobacze, ale sa tacy,
ktorych zawsze bede czytal i mam reke na pulsie czy nic nowego nie wydadza
nie napisza. To "cos" malo kto ma i o tym mowie.

> Znasz kogos kto by za ciebie umarl ??? Umarlbys za kogos ??? Nie


nazywaj tego
> przyjaznia. To o czym caly czas mowisz to znajomosc.

Nie musi umierac. Musi miec to "cos". Czy ja zadam poswiecen na miare
Chrystusa Pana ? Tu chodzi o cos innego. Chrystus umarl za mnie niby z


milosci. Kiedys
w to wierzylem i mnie to zachwycalo. Ale jednoczesnie zachwycala mnie wtedy

nauka Buddy, ktory za mnie wcale nie umarl. Chcial zebym byl sobie sterem


zaglem i okretem. Ujecie swiata przez Budde a zwlaszcza problemu cierpienia
i nauce o nim o wiele bardziej mi sie podobalo, mial on wieksza magie w
sobie niz Chrystus w
swoich patetycznych ujeciach tez imo pectore. Chodzi wiec o cos innego.
Dziwne ze tak wszystkich ludzi zaszeregowales jako bedacych "do wymiany"
Niektorych nie mozna "wymienic" bo nie daja o sobie zapomniec.

> Z reguly patrzysz, ze ktos jest dobry, slucha Cie, lub ma cechy


> > intelektualne, ktore Ci odpowiadaja. Wyglad moze sie tez liczy ale
jesli
> > nawet, to na drugim miejscu, nie jak w milosci, gdzie wyglad na
pierwszym
> > miejscu. Zatem milosc jest bardzo dyskryminujaca w wyborach a
znajomosc czy
> > przyjazn nie az tak.
>
> Tak samo moge napisac, ze w milosci sa takie przypadki. Nie wyobrazam
sobie
> przyjazni ze stara baba mowiac dosadnie. Nie nazywaj tego przyjaznia

Dziwnie to upraszczasz, a okreslanie ludzi czesto wartosciowych i
bogatych wewnetrznie "jako staruchow" jest zenujace. Widocznie dla Ciebie
przyjazn to po prostu "wyskoczyc na piwo" z kims kto kiedys da sie
"zastapic" kims innym z kim sie pojdzie na piwo. Mnie fascynuje w ludziach
cos wiecej, jakies dziwnie nieokreslone bycie nieprzecietnym, zarowno pod
wzgledem bycia jak i intelektu. takich doceniam i z takim daze do przyjazni.
No coz........ moze Ty masz inne kryteria. Ale to Twoj problem.

Wyglad ma
> podobne znaczenie jak w milosci, w ktorej tez zdarzaja sie zwiazki, w
ktorych
> partner jest nieatrakcyjny. Ale ty to nazywasz "wzglednoscia bycia
atrakcyjnym"
> badz "strachem przed zyciem w samotnosci"

Wlasnie wczoraj w publicznej TV byl program, czy jakis skrot programu,
gdzie jedna z pan powiedziala wlasnie: na meza sie nie nadawal, ale na
przyjaciela. Ozenilismy sie ze soba z rozsadku, bo sie dogadywalismy, nie
bylo zadnych wyznan milosnych. Powiedziala to przy siedzacym obok niej mezu,
ktory kiwal glowa. Pragmatyzm. Nie probuj niwelowac takiego zjawiska i
wycinac sobie otaczajacej rzeczywistosci Sam widzisz jakie moga byc zwiazki.

badz "wplywem Pea".


Dobrze wiesz, ze o wiele inne znaczenie ma wyglad w przyjazni niz w milosci.
Nie zmieni tego stwierdzenie ze w obu przypadkach sie to liczy. Liczy sie
zupelnie inaczej. Nie ozenie sie ze staruszka, ale sie z nia zaprzyjaznie.
Od razu widac co jest bardziej tolerancyjne dla czlowieka, po porownaniu
milosci do przyjazni.

> Nie uogolniam, lecz przeciwstawiam sie twojemu "mozna sie


zaprzyjaznic z kazdym
> bez wzgledu na wyglad" itd...Uwazam, ze nie mozna...Z niektorymi ludzmi,
nawet
> ciezko jest nawiazac znajomosc

Udajesz jakbys nie wiedzial ze przeformulowalem argument na "mozna sie
zaprzyjaznic prawie z kazdym, mozna sie "zakochac" w malo kim, bo "milosc"
jest zbyt dyskryminujaca dla drugiego czlowieka" Jak pisalem, przyjazn nie
jest lekarstwem na zlo tego swiata czy szczesciem ostatecznym. Moze sie
okazac ze jest do kitu. Jednak tym bardziej milosc, ktora jej do piet nie
dorasta, bo o wiele bardziej dyskryminuje partnera przy wyborach. Nie mowie
zastapmy milosc przyjaznia, ale uzywam jednego tylko po to, zeby wykazac jak
drugie jest do kitu. Jesli potwierdzasz, ze przyjazn przy swych wyborach
jest do kitu to tym bardziej potwierdzasz, ze milosc przy swych wyborach
jest do kitu.

> > > Chcialbym byc oceniany w calosci. Jako czlowiek, z wszystkimi


atrybutami.
> > > Cokolwiek to znaczy. ;)
> >
> > No wlasnie. Mysle ze ZAWSZE chcialbys byc takim doceniony, a nie tylko
gdy
> > jestes w miare mlody, co milosc zawsze wezmie pod uwage. Inaczej
partnerka
> > wykluczy cie z kregu swych ewentualnych partnerow. Natomiast ktos kto
sie
> > bedzie z toba bedzie chcial zaprzyjaznic zaakceptuje te kryteria
ktorych nie
> > zaakceptuje tzw. "milosc"
>
> Zaakceptuje albo i nie zaakceptuje. Widziales kiedys tzw. "przyjazn" ?

No pewnie. Czego nie moge powiedziec o milosci.


>


> To, ze milosc wybiera biologicznie to juz twoja teoria.

Zadna moja teoria. Wynik obserwacji. Gdyby nie wybierala biologicznie
to bys nie ustalal sobie granicy gornej partnerek i jakiegos poziomu
atrakcyjnosci fizycznej. Zawsze ustalasz te granice, sam pisales. Ja w
przyjazni nic takiego nie ustalam.

Wg mnie idealizujesz
> przyjazn kosztem milosci

Kosztem czego ?

Poza tym nie idealizuje przyjazni.Pokazuje ze wypada korzystniej i mniej
egoistycznie niz milosc. Uzylemporownania zeby sprawdzic czy cos co uchodzi


za cos "wielkiego" zasluguje na to miano. Przyjazn to takie narzedzie. nie
jestem jej wielkim oredownikiem,
tylko uzywam do porownan. Jak na razie wychodzi na to, ze przyjazn jest
godniejsza uwagi, choc nie ma na tym swiecie nic pewnego i trwalego. Milosc
jest kolejnym urojeniem tej cywilizacji, jesli nawet glupia przyjazn, ktora
okreslasz jako niepewna, jest mniej dyskryminujaca czlowieka i nie zwraca az
takiej uwagi na wyglad. Taki jest calkowity sens uzycia przeze mnie w tej
dyskusji przykladu przyjazni. Jesli uwazasz ze mam na punkcie przyjazni
szczegolny sentyment, to sie troche mylisz.

> > Pea daje iluzoryczna rzeczywistosc ktora oszukuje czlowieka. Sam to


wyzej
> > piszesz.
> > Jest wiec niepowazna, choc mozna to uznac za rzecz wygodna.Ale skonczy
sie i
> > da zal po odejsciu przyjemnego urojenia, jest wiec raniaca bo
> > nierzeczywista.
>
> A moze skonczy sie i zostanie to co rozni milosc od fascynacji ?

Co to niby takiego ? Nikt jakos tego nie chwyta, poza "majacymi


nadzieje na to" fenyloetyloaminowcami. Chcialbym, zebys mial racje. Ale tego
ludzie po prostu nie czuja, czas to probuje jak zloto w ogniu i nic nie

zostaje. Myslisz, ze wolalbym nie doswiadczac milosci ? Urojenia nie


polegaja na tym, ze ktos wybiera sobie nieprzyjemne alternatywy w zyciu,
tylko iluzorycznie przyjemne. Tak i tu.

> Uwazam tylko, ze miloscia i przyjaznia rzadza podobne prawa...ze tak
samo mozna
> zaprzyjaznic sie z kims nieatrakcyjnym jak i kogos takiego kochac. Ale
ty tego
> nie dopuszczasz. A to o czym caly czas piszesz to znajomosci.

Jak na razie to Ty wiele rzeczy nie dopuszczasz. ja sie nie boje


oceniac rzeczywistosci, przeprowadzac porownan. Ty boisz sie porownan przed
obawa o to, ze padnie mit o ktorym chyba marzysz wciaz.

Nie chodzi o to, ze tu (przyjazn) mozna z kazdym a tam (milosc) z
malo kim. Problem lezy w ilosciach.

Chodzi o to, ze w przyjazni jest mniej patrzenia na osobe, jej wyglad
wiek. W milosci to ma pierwszorzedne znaczenie, a w przyjazni nawet jesli
ma, to mniejsze. Nie udawaj, ze nie kumasz o co mi chodzi. Jesli przyjazn
okaze sie, choc w jednym miejscu lepsza, to milosc przestanie byc czyms
nadzwyczajnym, jak to utrzymuje cywilizacja urojen. jak na razie przyjazn
wypada lepiej w porownaniach, choc nie idealizuje jej ani apoteozuje jak
zdajesz sie sugerowac.

> To ze przeminie to twoje zdanie...a jesli przeminie to pozostaja


chwile
> szczesliwosci i mile wspomnienia. To malo ? Wydaje mi sie, ze lepsze to
niz
> mercedes

Co ze wspomnien, przezywanie wydarzen jakie byly we wspomnieniach jest


wielkie, a przezywanie wspomnien to tylko rozterka utraconego raju. Czy Ty
naprawde chcesz byc czescia tej cywilizacji urojen ?

Wg mnie oprocz chlodnych kalkulacji sa jeszcze emocje. Nie mozna
sie zmusic do
> tego bys kogos polubil, bo jest dajmy na to - madry.

Czemu nie ? Jesli przy tym madrosc wykorzystuje ku pozytkowi innych ?
Nie fascynuja Cie geniusze ? Charles de Gaulle potrafil odpowiedziec ponoc


na
103 pytania wedlug kolejnosci w jakiej ludzie z sali je zadawali, bez
zadnych kartek gdzie pytania notowal. Przy okazji byl dobrym politykiem.
Wolalbym sie z nim zaprzyjaznic niz np. z glupia blondynka w stylu Pameli
Anderson, ktora nadaje sie tylko "na jedna noc".

> Wartosci nie przemijaja po kilku latach ? Przybywa ich ? Bogatsi
wewnetrznie ?
> Przesadzasz....Ludzie sie zmieniaja...nie zawsze na lepsze, tak jakbys
tego
> chcial.

Eeeee tam. W wielu kulturach "starszyzna" jest okiem w glowie, ze


wzgledu na zyciowa madrosc. Znasz powiedzenie "czlowiek byl mlody tak malo
wiedzial o swiecie" ? Oczywiscie sa wyjatki, ale ludzie im starsi tym
ciekawsi. Np. moj ojciec, od dwudziestu siedmiu lat tlumacz

(jez. franc) zarazil mnie pasja nauki jezykow obcych. Znam jego wielu
znajomych jeszcze bardziej bedacych chodzacymi encyklopediami w tych
kwestiach. Niestety potrzebowali calego zycia na to. Wszystko to sa juz
ludzie starsi. Nie spotkalem z ludzi mlodych kogos, z takim doswiadczeniem i
oczytaniem w tej sprawie, poza przemadrzalcami, ktorych powierzchownosc
wychodzi na kazdym kroku. Doswiadczenie w czyms i profesjonalizm idzie z
wiekiem, nie ma innej drogi. Sa tez geniusze, ale kazdy troche kapujacy cos

z rzeczywistosci wie, ze aby czyms byc dobrym trzeba czasu. Kwestia tego


zeby miec doswiadczenie w czyms. nie mow wiec ze starsi to 'nudne pryki' bo
zbyt upraszczasz.

Poza tym milosc to nie tylko dymanie kawalka niezlego ciala...tam
tez zwraca sie
> uwage na cechy innych osob...

Nie na pierwszym miejscu. Zatem nic wielkiego. Przyklad z rozmowy z
Marysia.

> > Rownie dobrze mozna twierdzic, ze to ta wiekszosc sobie to


wmawia. ;)
> >
> > Wmawia sobie ze nic nie czuje ? No przeciez kazdy chce czuc cos
wielkiego,
> > niz nic nie czuc nie ?
>
> Moze nie tyle wmawia sobie...co nie uzmyslawia sobie...zle to
sformulowalem

Jesli wiekszosc ma problemy z uzmyslowieniem sobie, ze jest milosc,
ktorej nie moga odczuc po dluzszym czasie bycia w zwiazku, to gdzie to
wielkie mityczne uczucie zwane miloscia ? moze to kolejne urojone marzenie
ludzkosci, jak wiele innych marzen, typu, bozek stworca, do ktorego
wiekszosc tej cywilizacji klepie zaklecia w kosciolach i meczetach i
samotnie, a ktorego nikt nigdy nie widzial ?

> > > Moze zreszta milosc jest iluzja...co w tym zlego ?
> >
> > Nic, ale uciekanie w swiat urojen zwanych "miloscia" nie rozwiazuje
> > problemu, a go potencjalnie szykuje, bo iluzje wygasaja i przynosza
> > rozczarowanie.

> A lepszym wg ciebie jest pozbycie sie nich i tepe patrzenie na smutna
> rzeczywistosc ?
> I cierpienie...jest nam zle na zlym swiecie...? Poza tym nie wiem
dlaczego
> zakladasz, ze ta iluzja musi sie skonczyc...
> Skad wiesz gdzie jest granica iluzji, co nia jest a co nie ? Moze ty
zyjesz w
> iluzji, negujac to wszystko ?

Zyje w rzeczywistosci. Jesli czegos nie ma zbyt wyraznie tego sie nie


chwyta lub to ulatuje zbyt szybko, to mowie, iluzja. Oczywiscie moze po
smierci okaze sie ze jest jakas rzeczywistosc, ktora mi pokaze ze sie
mylilem. na razie jednak jestesmy TU I TERAZ. Nie ma tu bozka, nie czuje sie
milosci jako czegos nieprzemijajacego bezinteresownego i trwalego. Okazuje
sie ze wszyscy mowia o czyms co okazuje sie ze jest nieuchwytne. Dochodze
wiec do wniosku, ze to tylko przejaw marzen. Jesli sie one spelnia to nie
mowie ze nie. Ale.... rownie dobrze moge sie spodziewac ze wygram cos dzis
wieczor w konkursie Audio Tele. I ze nagrode dostarczy mi swiety Mikolaj
podjezdzajac na reniferach w srodku lata

> > > Widziales kiedys przyjazn miedzy takimi osobami ? Ale nie
znajomosc lecz
> > > przyjazn przez duze P ? Po co oszukiwac sie formulkami o pieknej
przyjazni
> > ? ;)

Zatem tylko gorzej dla "milosci"

> > No pewnie ze sa. Moj przyklad z pania paleontolog. Albo moj
kolega przyjazni
> > sie ze swym nauczycielem gry na fortepianie. Tez pani kolo 60 tki.
xMadzie
> > nie przesadzaj.
>
> To ty przesadzasz nazywajac to przyjaznia. To sa przypadkowe znajomosci,
ktore w
> czarnej godzinie porzucilbys...w milosci nie opuszcza sie partnera...

Nie opuszcza sie partnera ? Patrz na romanse pozamalzenskie, na


zdrady rozwody, porzucenie partnera w chorobie. Chlopie gdzie Ty zyjesz ?
Nie mowie ze przyjazn to panaceum, ale popatrz na milosc. Jeszcze gorzej.
Wiernosc, trwanie przy partnerze to w dzisiejszym swiecie cos co uchodzi za
staromodne i smieszne. Malzenstwa trwaja czesto juz tylko dla potrzeby
wspolnego odchowania potomstwa. Aktualnie mych trzech kumpli z ktorymi
siedzialem w piaskownicy i robilem babki z piasku, jest jak mowia w zwiazku
"tylko ze wzgledu na dziecko" Pierwsze trzy przyklady z brzegu i tak to
wyglada. Ja sobie rzeczywistosci nie tworze ona taka jest.

Jak sie tylko facetowi nie udaje zbyt dobrze zarobic, zona z reguly
narzeka ze "inne chlopy to dopiero umieja zarobic" Czesto grozi odejsciem.
My jestesmy nie lepsi. To znaczy samczy rod. Nie wiem jak Ty, ale popatrz na
innych jak tylko ma samiec okazje do zdrady wykorzystuje ja. Znasz to
slynne: "przy jednej dziurze to kot nie wyrobi" Gdzie tu cos wielkiego ?
Chlopie.To jest rzeczywistosc. Co tu ma wytrwac. To relikty.

Przeciez ty nie dopuszczasz do siebie mysli, ze ktos
> moze kochac..to jest wg ciebie ocena rzeczywistosci ?

Dopuszczam. Aktualnie wszyscy ktorych spotykam i znam z dawnych lat


mowia: milosci nie ma, pomylilem sie. To jest rzeczywistosc. Wszyscy z
"respondowanych" tak mowia. O sondazach juz bylo zreszta.

> Aaaa...A wg mnie fakt z dzwiekiem tym bardziej nie oznacza, ze nie
istnieje
> grupka ludzi, ktorzy sa zdolni do odczuwania milosci. ;)

.. Ale to juz tylko "chce zeby tak bylo"
.

. > Niedobrze ? Ale przeciez nie ma prawdy...Sa tylko interpretacje
faktow...moze
> lepiej sie z tym pogodzic ?

No nie, bol czujesz na przyklad. A "milosc" ? Co z tego zostaje po

wznioslych konwulsjach oglupionego fenyloetyloamina mozgu ? Dlaczego mowia
ludzie ze nic juz po tym nie czuja ? Sam nic nie czulem.


.. > Ale a propos homoseksualistow...z tego co slyszalem gdzies
> ostatnio....aaaa...nie...to ktos mi pokazywal jakis artykul...chyba....w
kazdym
> razie byla tam wzmianka o tym, ze jakis gej byl w zwiazku ze starszym
> gejem....tak z 20 lat roznicy albo i wiecej...ludzie wiaza sie w pary
rozne
> wiekowo...moze nie na dlugo...ale jednak...jak to sie ma do tej teorii o
> ewolucji ???

O tym bylo wyzej. nie zasmiecajmy tego i tak juz dlugiego watku.


skracam sie jak moge i wycinam co sie da.

> Moze inaczej...nie wierze w absolutne piekno...I wg mnie zawsze
znajdzie sie
> piekniejsza/atrakcyjniejsza kobieta od wybranki...ale to wcale nie
znaczy, ze
> rzucamy stary zad w poszukiwaniu nowego...czesc tak robi, ale nie
wszyscy...co
> wtedy przedkladamy nad kraglejszy zad ?

A moze to wlasnie feromony nas rajcuja, a my mowimy ze to "cos" Bierz


wszystko pod uwage. jakos tak jest ze jedni ludzie dzialaja na siebie
biologicznie bardzo silnie, choc "zadu" nie ma takiego nadzwyczajnego. Jakos
organizm ocenia, ze to "wlasciwa pasujaca polowka".

Przypomnij sobie co Ci pisalem o tym chlopaku z pryszczami. Ona nie
wiedziala dlaczego glupieje gdy on przechodzi kolo niej. W domu wydawalo jej
sie to glupie, mowila co ja w nim widze ma pryszcze, a przewidzialo mi sie
cos. Ale gdy go widziala w klasie glupiala. Dlatego napisala list do gazety,
a gazeta to opublikowala. To byl dla niej wielki problem. nasze organizmy to
wielkie machiny, a chemia to jest bron przez duze b.

Ale nie udowodnic. ;) Pomijajac juz fakt, o ktorym pisalem...Ludzie


roznia sie
> masa rzeczy...Wpatrz sie w szczegoly...i przestan generalizowac

Nieistnienia wszystkiego co ktos sobie uroi nie da sie udowodnic. Nie


znaczy to zeby sie tego spodziewac, bo mozna wpasc w absurdy albo wyladowac
w wariatkowie. Co do roznic naprawde sa ilosciowe nie jakosciowe. Nie dam

sie nabrac. Dzwieki slysza wszyscy, jedni tylko troche mniej lub wiecej. IQ


tez kazdy jakies tam ma. Przyklad jest nieadekwatny wiec, bo tu mowimy, ze
milosc jedni doswiadczaja a inni zupelnie. To diametralnie inna sprawa.

> Potrzebe ciupciania latwo w sobie rozpoznac odnosnie intencji tego


> > pragnienia. Natomiast o wiele gorzej ocenic kiedy feromony nas pchaja
ku
> > wyborom tej nie innej. Jest roznica. To mialem na mysli mowiac ze
"podlegamy
> > prawom. Czasem nie wiemy czy to one czy nasz osad wolnej woli. xMadzie
ile
> > razy juz sie tlumaczylem. Zrozum mnie wreszcie w tej kwestii.
>
> Eeee....a cos takiego jak poped seksualny czyz to nie wlasnie potrzeba
> ciupciania ? chyba sie troche nie rozumiemy w tym miejscu...

No co ? Nie czujesz jak Cie meczy zeby pociupciac ? Obaj wiemy jak
ciezko nam sie z tym powstrzymac. Przynajmniej jak wiem bo przez to


przeszedlem. Dlatego latwo to rozpoznac. A wybory feromonowe jak rozpoznac ?
Sam pisales o sobie kiedys "eee nie wiem moze to feromony... sam juz nie
wiem co" O to mi chodzilo, ze wprzypadku wyborow gdzie wazna role (nie
jedyna jak wyzej pisalem) odgrywaja feromony trudno juz dojsc czy fascynuje
nas w partnerce to blizej nieokreslone "cos" czy chemia. Zupelnie trudniej
tu rozroznic i nie wiadomo czy sie przeciwstawic temu czy nie. W przypadku
popedu "przeciwnik" jest latwy do rozpoznania.

> > > Latwo jest sobie odmowic ciupciania ? A jak sie to ma do tego


pod czym
> > > podpisales sie wczesniej: moje "To, ze wiekszosc facetow chcialaby
wydymac
> > > Pamele to smutna rzeczywistosc" i twoje "Smutna"....czy jakos
tak...?
> >
> > Wiekszosc :-) Mniejszosc sie moze przeciwstawic. Nie ma sprzecznosci w
tym
> > co mowie. Chyba rzeczywiscie byles zmeczony gdy ten post pisales :-)
>
> Eeeee....ja to widze troche inaczej....

Jak inaczej. przeciez to tylko wiekszosc sie nie moze temu przeciwstawic
zatem mniejszosc moze. W czym problem ? No w czym tu problem ? Nie mozna sie
przeciwstawic pragnieniu ciupciania ? Wiesz ze mozna, wiec nie bylo
sprzecznosci. JA MOWILEM ZE PRAWOM FEROMONOW NIE WIADOMO JAK SIE
PRZECIWSTAWIC BO NIE WIADOMO CZY ONE NAS KOLUJA CZY ZWYKLE "COS" W
PARTNERCE. xMadzie ja Tobie to juz setny raz pisze. Nie ma sprzecznosci w
tym co mowie, ze "prawom" sie czasem nie mozna przeciwstawic bo trudno
uchwycic kiedy feromony nas koluja. Poped gdy nas koluje i namawia na
ciupcianie to od razu wiemy co jest grane. Chyba ze Ty jestes ONYM :-)

> > > A co do kolowania...to cholera wie czy organizm nie koluje nas


caly
> > czas...np.
> > > to ze czasem ci przyjdzie ochota na jakas nietypowa potrawe...
> >
> > Z reguly jem to co sobie zazyczy zenska czesc mego domostwa :-) Moje
> > zachcianki sa ignorowane :-)
>
> Co nie zmienia faktu, ze takie zachcianki sa....czyz nie ?

Czy ja wiem, czy koluje ..czy w potrawie odkryto feromony ? :-)

> > Ale nie wpedza mnie w urojona rzeczywistosc, potrzeba np. zlego


humoru.
> > "Milosc" wpedza mnie w urojona rzeczywistosc. Poza tym nie podejmuje
zadnych
> > rozsadnych decyzji pod wplywem humorow :-)
>
> Hmmm....Wierzysz w wolna wole ?


Zdefiniuj najpierw co rozumiesz przez pojecie wolna wola.


. > > Szkoda by bylo :-( Naprawde :-((
>
> Wrzuc luz...To tylko znajomosc...;)
> I do tego sieciowa...a takich jest mnostwo.
> xMad

Dziad Borowy

unread,
Jun 20, 2000, 3:00:00 AM6/20/00
to
kazik wrote:
> coz, wiara czyni cuda

Podobno wiara przenosi gory. Mi sama wiara nie udalo sie
podniesc nawet deski klozetowej.

"Jesli mam do wyboru wiare lub glocka...
Wybieram glocka."
Arnold Schwarzennegger :)
(w: "I stanie sie koniec")
(To i tak najleprzy tekst filmu...)

> jest sposobem na zapomnienie rownie
> dobrym a wielokrotnie skuteczniejszym niz literatura,
> narkotyki, praca, milosc, rodzina (chociaz ideal to
> religia+rodzina, religia to rodzina, rodzina to religia, co
> sie tak swietnie dopelnia).

To maja byc sposoby na zapomnienie? Staram sie pamietac
to, co czytam. Narkotyki nie wywoluja amnezji, wowczas bowiem
psychodeliki i wiekszosc stymulantow tracilaby jakikolwiek sens.
Mozna sie tylko spierac, czy opium ludu jest lepsze od opium, czy
odwrotnie.
Praca? Najwyzej mozna zapomniec o pracy.
Milosc czesto rani. I raczej sie ja pamieta. Jesli byla szczera.
Rodzina? Moj umysl jest zbyt waski by ogarnac genisz tego zdania.

> co oprocz pustki moglbym jej zaproponowac?

Wiele. Zycie. Krotsze od wiecznosci, ale zabawniejsze
(przynajmniej potencjalnie). Swiat (maly ale ujdzie). Sztuke
(nieliturgiczna). Rozum (ograniczony, ale lepszy niz zaden).
Umysl (pewniejszy niz duch).
Slowa Augustyna. Jesli gdzies istnieje prawda, to z pewnoscia
w czlowieku znajdzie sie jej wiecej niz w Bogu.

> czy nic jest lepsze od czegos?

Bardzo czesto jest. W zakresie "cos" mieszcza sie wojny, morderstwa,
cierpienie, choroby, bol... Lecz "wszystko" zalezy od punktu widzenia.

> jej swiat jest scisle zorgaznizowany,

Zorganizowal sie w skutek eliminacji rozumu. Wole rozumny Chaos.

> przyczyna rodzi skutek, chaos jest tworem nedznika

Bzdura!.
Ale o tym napisze oddzielnie. Moze jutro. Tempus mi fugituje.

> chcialbym modlic sie do wszechmogacego calym swoim jestem,
> nalezec do kogos , kto mnie zna lepiej niz ja siebie znam i mowi mi ,
> kiedy ja mowie do siebie wieczorem lezac w lozku, ze moja
> boskosc jest iskra i podarunkiem, ten piekny owoc we mnie,
> czemu ja go nie moge nosic i gdzie go utracilem na chodniku?

Takie podejscie dobrze komentuja nastepujace teksty:

"Choices always were a problem for you.
What you need is someone strong to guide you.
Deaf and blind and dumb and born to follow,
what you need is someone strong to use tou.
(...)
Jesus Christ, why don't you come save my life.
Open my eyes and blind me with your light and your lies".
Tool: "Opiate"

"Welcome to the world of your mindless life
Away from the reality of your lifeless mind".
Neurosis: "Life on your knees"

Nie Bierz tylko tych slow zbyt osobiscie. To tylko piosenki,
wytwory popkultury (posrednio, jako przeciwwaga).

> teraz mysle tylko o rozszczepieniu swiadomosci, jak o
> chorobie, uzaleznieniu, wlasnej potrzebie, ukrytym popedzie,
> mozliwosci - to dla mnie jest religia. a moze to bog?

Bogu tez przypisuje sie rozszczepienie swiadomosci...

> religia jest decyzja poza wola, tak lub nie.

Masz racje! Trafny spojnik. Uzywajac go, nie Mozesz tu chyba
nie miec racji.
Wedlug mnie: po czesci tak, po czesci nie. Czesto religia jest
narzucana,
ale trzeba uzyc rozumu, by decyzja ta znalazla sie pod wplywem wlasnej woli.

> bog to solidnosc i gwarancja, dobra firma, kuszaca propozycja.

No... nie wiem. Gdybym mial inwestowac w akcje Bog S.A., nie
przeplacalbym. 0 zl za akcje gora. Pamietaj tez, ze Bog nie jest raczej
unltd. Nie jest tez uncorp.
Kiepska to firma. Na kuszeniu sie nie zna. O solidnosc i gwarancje
lepiej go nie Posadzaj.

> znam wielu ludzi o umyslach ostrych jak brzytwy,
> logicznych, precyzyjnych, matematycznych, no i bardzo wierzacych .

"Wytrace madrosc medrcow, a przebieglosc przebieglych zniwecze"
Bog (wg Izajasza
wg Pawla)

Ciekawi mnie, czy znaja te slowa. Ciekawe czy w nie wierza. Czy tez
jak wiekszosc ludzi wierzacych - wierza tylko w to, w co wygodnie im
wierzyc.

> z toba zeszly anioly jest noc w ciemnym domu uciekalem i
> wolalem do nich nie ma nas nie ma nas eeeeuuuu nie ma naas

Twoja parafraza jest interesujaca. Gdyby ktos nie znal oryginalu:

"Z toba odeszly anioly.
Jest noc w ogromnym domu.
Umieralem i wolalem do nich.
Nie ma nas..."

Kiedys, dawno temu jeden ksiadz mowil mi, ze nie rozumie, dlaczego
Gawlinski uzyl pelnych rozpaczy slow Jezusa (juz wtedy troche tez
Chrystusa). To byl bardzo madry czlowiek. Mam nadzieje, ze wciaz
nie rozumie...

> sorry, ze sie dowalam, ale chce jakos pomoc. lubie
> dekadentystow. dekadentyzm.

Alez nie masz za co sorrowac. Nie Dowalasz sie, ale przedstawiasz
w dyskusji swoj punkt widzenia. Niby to samo, a brzmi lepiej.
Twoj glos jest tym cenniejszy, ze dotychczas nie bylo w tym temacie
zbyt zroznicowanych swiatopogladow. To moze zdynamizowac posty.

> pozdrawiam,

Pozdrawiam serdecznie,
Dziad Borowy

--------------------------------------------------
Tysiace osob sprzedaje z powodzeniem i bez zadnych
oplat ponad 6000 przedmiotow! Dlaczego?
Sprawdz sam - http://www.allegro.pl

Dziad Borowy

unread,
Jun 20, 2000, 3:00:00 AM6/20/00
to
Archemagik wrote:

>Jesli rzeczywiscie byl stworca, to dlaczego wszystko
> stworzyl takie kiepskie ? Dlaczego sie starzejemy i umieramy ? Podobno
bozek
> taki jest milosierny i co ? Wychodzi na to, ze bozek jest po prostu
oferma.

> A mowia ze jest ponoc doskonaly...

A moze nie taki Bog ladny, jak go rysuja. Nie Zapominaj, ze Pismo Swiete
zostalo odpowiednio dobrane. Ewangelie i teksty, ktore nie pasily, zostaly
po prostu uznane za heretyckie. Nikt nie wie, ktore sa autentyczne,
a ktore nie. Pewnie wszystkie sa bujda. Kosciol jednak bazujac na wlasnej
nieomylnosci wybral sobie te, ktore byly wygodne. A tymczasem taka np
ewangelia Tomasza glosi:

"16. Rzekl Jezus: <<Ludzie moze mysla, ze przyszedlem, aby przyniesc
pokoj na swiat, a nie wiedza, ze przyszedlem, aby przyniesc
rozdarcia, ogien, miecz, walke. Gdy bowiem pieciu bedzie w domu,
trzech powstanie przeciwko dwom, a dwu przeciwko trzem, ojciec
przeciwko synowi, a syn przeciwko ojcu. I stana wobec siebie
samotni>>"

Niestety nie zalapala sie do Biblii... Moze i szkoda.
W Starym Testamencie nie trzeba dlugo szukac, by znalezc dowody
na to, ze Bog jest zly. Ciezko tu znalezc cokolwiek wskazujacego na
dobroc Boga.
A odnosnie samego stworzenia swiata przez dobrego Boga, wiele
mieli by tu do powiedzenia Gnostycy. Ogolnie ujmujac (istniala duza
roznorodnosc sekt) wierzyli oni, ze swiat stworzony zostal przez
zlego Demiurga, Szatana. Stworzyl go jako przeciwienstwo wszystkiego
tego, co dobre i piekne. Sam Bog jest dobry, ale nie on jest odpowiedzialny
za ten padol. Zly demiurg i Bog sa wrogami i walcza ze soba.
Gnostycy byli tepieni z wyjatkowa bezwzglednoscia zarowno przez
katolikow, jak i potem przez Muzulman. Ich religia byla po prostu
niebezpieczna dla tych systemow religijnych.
Do dzis kosciol boi sie gnozy jak ognia i stara sie wyeliminowac
wszelkie slady po nich. Udaje sie to im calkiem niezle - nie kazdy wie
w ogole o istnieniu apokryfow Nowego Testamentu. Podobnie i starego.
BTW: Spartolili jednak troche. Apokalipsa Jana jest tekstem wybitnie
gnostyckim. Zreszta w Kosciele spory na ten temat trwaly kilkaset lat.
Dopiero w VIIw. Apokalipsa weszla do kanonu.
Poza tym Jan juz w pierwszym zdaniu ewangelii neguje Genesis, twierdzac,
ze na poszatku byl Logos. Oczywiscie Kosciol z wlasciwa sobie gracja
odpowiednio to interpretuje. Wielu badaczy dostrzega tu jednak oczywiste
nawiazanie do filozofii greckiej, a szczegolnie do heraklitowej koncepcji
boskiego logosu. Zgodnie z Jedynie Sluszna Interpretacja Swietego Kosciola
myla sie jednak. I na tym argumentacja Kosciola sie konczy.

Oczywiscie to tylko wierzcholek wierzcholka gory lodowej.
Pozdrawiam

Dziad Borowy

unread,
Jun 20, 2000, 3:00:00 AM6/20/00
to
Balcer wrote:

> P.P.S. ELLI, ELLI, LAMMA SABACHTHANI?

Poszedlem na ryby. Po uslyszeniu sygnalu zostaw wiadomosc.
Bog

Balcer

unread,
Jun 20, 2000, 3:00:00 AM6/20/00
to
> "Balcer" wrote

>
> > Pomysl- skoro bogu tak bardzo zalezy na tym, zebym w niego uwierzyl (w
> > wielu religiach niewiara jest najciezszym z mozliwych wystepkow) i skoro
> > jest wszechmogacy, to czemu nie poswieci troche czasu, ze by sie ze mna
> > skontaktowac osobiscie, a nie przez akwizytorow(pobieraja niezla
> prowizje).
>
> Witaj bracie trwajacy w rozsadnym ateizmie

Witaj bracie. Ateizm nie jest rozsadny, jest logiczny.

> Madrze argumentujesz. Mozna zadac jeszcze wiele innych pytan.

Jasne. Znam Twoje pytania. Wydeptalem bardzo dokladnie wszystkie drogi
rozumowania i gdy zauwazylem, ze wszedzie juz bylem i ze nie mam dokad isc
zajalem sie innymi problemami np: dlaczego ludzie wierza?

>Oczywiscie
> wszystko to, gdy zalozymy, ze taki (urojony tak naprawde) bozek jest na

> przyklad stworca. Jesli rzeczywiscie byl stworca, to dlaczego wszystko


> stworzyl takie kiepskie ? Dlaczego sie starzejemy i umieramy ? Podobno
bozek
> taki jest milosierny i co ? Wychodzi na to, ze bozek jest po prostu
oferma.

Odpowiedzi na te pytania dawane przez religie sa bardzo prymitywne i nie
stanowia wiekszego wyzwania intelektualnego. Postaraj sie postawic w roli
adwokata diabla i nieco zmienic zalozenia.
Co jesli bóg w istocie jest zly, a szatan, który przegral walke jest
dobry? Tlumaczy to proporcje miedzy dobrem a zlem na swiecie.

> A mowia ze jest ponoc doskonaly.

Nie do konca tak jest. Na pewno nie jest nieomylny - np
potop, który byl próba naprawy popelnionego bledu.

> sadysta

Tez mam takie odczucia, szczególnie po przeczytaniu przygód Hioba.

> Archemagik

Nie bede z Toba polemizowal, bo mówisz moimi slowami. Wlasciwie dla
dobra dyskusji móglbym podjac sie obrony boga i dosc dlugo stawiac Ci opór w
okopach sw. trójcy, ale na swiecie jest dosyc fanatyków. Palaczymy sily i
stawimy czola 95% spoleczenstwa. Zginiemy na stosie, ale tanio sie nie
sprzedamy.

Pozdrawiam Cie Archemagiku. Niech dobra magia Cie nie opuszcza.

Balcer

Balcer

unread,
Jun 20, 2000, 3:00:00 AM6/20/00
to
Kazik:

> > Wiara jest z definicji domeną ludzi nie myślących logicznie. Ja
ustalam
> > prawdopodobieństwo w oparciu o przesłanki i szukam dowodów na
potwierdzenie,
> > lub zaprzeczenie teorii.
> > Wiara przyjmuje coś za pewnik bez jakichkolwiek dowodów. W
najlepszym
> > przypadku mogę to określić jako łatwowierność, lub naiwność.
> >

> coz, wiara czyni cuda

Udowodnij to. Wiem, wiem w telewizji satelitarnej można zobaczyć na
własne oczy kaznodziei, którzy dotykiem leczą wszelkie choroby. Kaszpirowski
potrafi leczyć cyferkami. Jakiś Nowak potrafi elektryzować wodę przez
telewizor. Pomyśl postawić w każdym ujęciu wodnym TV i zatrudnić tego
przygłupa na pełny etat. Będziemy mieli kraj miodem i wódką płynący.
Mimo wszystko trochę się z Tobą zgadzam. Nie można lekceważyć osób,
które donoszą o cudownych ozdrowieniach, nie takich ilości. Sam
przypuszczam, że umysł ludzki, posiada zdolność samoleczenia (takie
zdolności organizmu są nam doskonale znane), której jeszcze nie odkryliśmy.
W tym przypadku głupota obiektu doświadczenia działa na korzyść. Ja nie
potrafię podejść do sprawy bez sceptycyzmu. Jestem w stanie zaakceptować
wyniki testów, ale w cuda nie wierzę.
Jak w 6 przypadkach na 10 uda Ci się przenieść górę za pomocą swojej
wiary, to napisz. Co mi tam... jak przeniesiesz raz kretowisko, to też się
odezwij.
W stanach czeka 1 000 000$ na człowieka, który dokona jakiegoś cudu i to
udowodni. Jak już będziesz bogaty, to nie zapominaj o nas.

> wiara jest sposobem na zapomnienie rownie


> dobrym a wielokrotnie skuteczniejszym niz literatura,
> narkotyki, praca, milosc, rodzina

Najlepszym lekarstwem jest głupota. Tacy ludzie nie dostrzegają
rzeczywistości, nie potrafią wyciągać wniosków, nie są w stanie określić
kierunku, w którym żuczek gnojniczek pcha tę kupę gówna. Niewiedza to
szczęście.

>(chociaz ideal to
> religia+rodzina, religia to rodzina, rodzina to religia, co
> sie tak swietnie dopelnia).

Tak religia, to rodzina. Klecha to Ojciec, Ty, to syn. Jakie to wygodne,
zwłaszcza w świetle 5 przykazania:
"Czcij swego ojca i swoją matkę, jak ci nakazał Pan, Bóg twój, abyś długo
żył i aby ci się dobrze powodziło na ziemi, którą ci daje Pan Bóg twój"
U mnie posada ojca jest już zajęta, a u ciebie?

> i nie wytlumaczysz zakonnicy, ze
> mysli nielogicznie.

Nie mam takiego zamiaru. Każdy ma prawo do autonomicznego wyboru. Ja
tylko nie chcę, zeby mnie nawracano. Chcę pornografii w kioskach i rozdziału
państwa od kościoła i od głupoty. Nie chcę się wstydzić za Polskę, gdy nasze
kobiety na konferencji feministycznej reprezentuje Kropiwnicki, który razem
z ortodoksyjnymi islamistami blokuje postęp.

> nie ma na co nawrocic zakonnicy. co


> oprocz pustki moglbym jej zaproponowac?

Życie. Życie dzisiaj, łapanie każdej chwili szczęścia, bo to towar
deficytowy. Jeżeli po śmierci nie ma nic, to będą przegrane po dwakroć.

>czy nic jest lepsze od czegos?

To zależy od czego. Biblia nie rysuje zbyt ciekawych perspektyw:
"2 A oto w niebie stał tron i na tronie ktoś zasiadał.
3 A zasiadający był podobny z wyglądu do jaspisu i krwawnika, a tęcza dokoła
tronu - podobna z wyglądu do szmaragdu.
4 Dookoła tronu - dwadzieścia cztery trony, (na nich starcy)
5 A z tronu wychodzą błyskawice i głosy i gromy i płonie siedem lamp
6 (itd w tym stylu...)
8 Ctery zwierzęta (...) i nie mają spoczynku, mówiąc dniem i nocą: Święty,
Święty, Święty Pan Bóg wszechmogący itd..
9 (a jak skończą upadają starcy i oddając pokłon zawodzą:)
11 Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, odebrać chwałę i cześć i moc, boś Ty
stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone"

I tak w koło Macieju. Ja zmarłbym ponownie z nudów i obrzydzenia po
godzinie (twardziel jestem, więc może i dwie bym pociągnął).

> - chodzi o wiedze, ktora ona
> posiadla, o doswiadczenie,

Wiara u fanatyków zamienia się w wiedzę. Smutne.

>poza swiatem wlasnego
> ukierunkowanego bycia dostrzegajac jedynie pustke

Świat za kratą celi jest dopiero pusty i ograniczony.

> ona juz sie nie cofnie

Żal mi jej, ale nic nie poradzę.

> jej swiat jest scisle zorgaznizowany

Został zorganizowany przez cwaniaczków, maluczkim pozostają tylko
okruszki. Prześledź historię papiestwa. Niewiele znajdziesz tam ascezy.
Prości żołnierze giną na frontach wojen, podczas, gdy generałowie pławią
się w luksusach i dostają ordery za męstwo.

> przyczyna rodzi skutek

Skutek jest konsekwencją przyczyny.

> chaos jest tworem nedznika, jego
> glowa to podeszwa, ryba, pokarm baranek bozy, dziewica
> matka.

Nazywasz boga nędznikiem?

> (...)mozliwosci - to dla mnie jest religia. a moze to bog? a moze


> to bog? religia jest decyzja poza wola, tak lub nie. czy

> ten glos to bog czy ja? bog to solidnosc i gwarancja, dobra
> firma, kuszaca propozycja.

hola nie kreuj własnej religii. Już wystarczająco zamętu jest na świecie.

> wracajac jednak do tematu,
> chcialem jedynie zaznaczyc, ze brak logiki w mysleniu
> zakonnicy, w takim zupelnie zwyklym tego slowa znaczeniu, to

> nieprawda. znam wielu ludzi o umyslach ostrych jak brzytwy,


> logicznych, precyzyjnych, matematycznych, no i bardzo wierzacych .

Logika stoi w jawnej sprzeczności z wiarą (pomijam wiedzę). Biblia jest
pełna wewnętrznych sprzeczności, czyli wnioski końcowe nie mogą być
prawdziwe. Chętnie posłucham jakiejś LOGICZNEJ argumentacji
Wiara geniuszy w boga wynika raczej z ich cech osobowościowych niż z
logicznej argumentacji. Mój umysł nie jest w stanie zakceptować jawnych
sprzeczności. Szkoda, bo wiara bardzo ułatwia życie.

> > Twój bóg to dla mnie UFO.
>
> ach, x-files.
> ogladalem.

Nie. Moja wypowiedź nie miała z tym nic wspólnego. Trochę oglądałem, ale
amerykanie nie wiedzą kiedy skończyć...

> p.s.


> sorry, ze sie dowalam, ale chce jakos pomoc. lubie
> dekadentystow. dekadentyzm.

Skoro lubisz przysłowia, to Ci napiszę, że "dobrymi chęciami jest piekło
wybrukowane", a serio to pisz kiedy chcesz i co chcesz.
Ja tam wolę dekadentystki :-)

archemagyk

unread,
Jun 21, 2000, 3:00:00 AM6/21/00
to

"Dziad Borowy" wrote

> A moze nie taki Bog ladny, jak go rysuja. Nie Zapominaj, ze Pismo Swiete
> zostalo odpowiednio dobrane. Ewangelie i teksty, ktore nie pasily, zostaly
> po prostu uznane za heretyckie. Nikt nie wie, ktore sa autentyczne,
> a ktore nie. Pewnie wszystkie sa bujda. Kosciol jednak bazujac na wlasnej
> nieomylnosci wybral sobie te, ktore byly wygodne. A tymczasem taka np
> ewangelia Tomasza glosi:
>
> "16. Rzekl Jezus: <<Ludzie moze mysla, ze przyszedlem, aby przyniesc
> pokoj na swiat, a nie wiedza, ze przyszedlem, aby przyniesc
> rozdarcia, ogien, miecz, walke. Gdy bowiem pieciu bedzie w
domu,
> trzech powstanie przeciwko dwom, a dwu przeciwko trzem, ojciec
> przeciwko synowi, a syn przeciwko ojcu. I stana wobec siebie
> samotni>>"
>
> Niestety nie zalapala sie do Biblii... Moze i szkoda.


Oj znalazlbym jednak ten tekst w kanonicznej Ewangelii. Jesli nie w tym
samym brzmieniu, to w podobnym: "Nie sadzcie, ze przyszedlem pokoj przyniesc
na ziemie. Nie przyszedlem przyniesc pokoju, ale miecz. Bo przyszedlem
poroznic syna z jego ojcem, corke z matka, synowe z tesciowa" (Mat 10:34).

W Starym Testamencie nie trzeba dlugo szukac, by znalezc dowody
> na to, ze Bog jest zly. Ciezko tu znalezc cokolwiek wskazujacego na
> dobroc Boga.
> A odnosnie samego stworzenia swiata przez dobrego Boga, wiele
> mieli by tu do powiedzenia Gnostycy. Ogolnie ujmujac (istniala duza
> roznorodnosc sekt) wierzyli oni, ze swiat stworzony zostal przez
> zlego Demiurga, Szatana. Stworzyl go jako przeciwienstwo wszystkiego
> tego, co dobre i piekne. Sam Bog jest dobry, ale nie on jest
odpowiedzialny
> za ten padol. Zly demiurg i Bog sa wrogami i walcza ze soba.

Znow wiec nie dobrze, bo wynika ze bozek jest slabszy od Demiurga, bo dal mu
sie wpuscic w spor, i pozwolil rozdac karty. Starozytni mieli czesto
schizofrenie, wiec wymyslali takie rzeczy.


Gnostycy byli tepieni z wyjatkowa bezwzglednoscia zarowno przez
> katolikow, jak i potem przez Muzulman. Ich religia byla po prostu
> niebezpieczna dla tych systemow religijnych.
> Do dzis kosciol boi sie gnozy jak ognia i stara sie wyeliminowac
> wszelkie slady po nich. Udaje sie to im calkiem niezle - nie kazdy wie
> w ogole o istnieniu apokryfow Nowego Testamentu. Podobnie i starego.
> BTW: Spartolili jednak troche. Apokalipsa Jana jest tekstem wybitnie
> gnostyckim.

Sliska sprawa. Elementy gnostyckie sa tez w listach Pawlowych i ewangelii
Jana. Mimo wszystko mowiac o tamtych czasach trzeba uwazac zeby nie
sformulowac jednoznacznych wnioskow, chocby dlatego ze przechowaly sie tylko
okruchy mysli gnostyckiej i to na dodatek w wiekszosci w pismach ojcow K-la,
a ci z kolei subiektywnie i tendencyjnie to referowali, bo to byli zawodowi
polemisci i mistrzowie greckiej retoryki. Ireneusz (Adv Haereses) i Hipolit
pisali o tym, ale roznie to mozna traktowac. Czasem wiele silnych przeslanek
sie znajduje, ale prowadza one do sprzecznych wnioskow, ktore zawsze sa tak
samo prawdopodobne, sa jednak sprzeczne. W Ap sa elementy gnostycyzmu,
terminologia i swiat pojec jest zaczerpniety z niej, ale to wszystko raczej
jest tylko worek ktory wypelniono nowa trescia. Ap jest raczej
chrzescijanska napisana przy pomocy swiata pojec jakie krazyly w
gnostycyzmie. Tak tez ew Jana. Rola polozona na "poznanie" (typowo
gnostyckie) i takie tam wyrwane ze swego pierwotnego pierwowzoru pojecia a
do tego sprytnie dorobiona chrzescijanska ideologia. Tak robili tez ojcowie
K-la z filozofia grecka, ktora wypelniali nowa trescia, uzywajac jej swiata
pojec, wszystko to oczywiscie w celu ewangelizacji. Taka inkulturacja, czy
asymilacja systemu i przemowienie w jego jezyku, ale odmienna trescia.

Zreszta w Kosciele spory na ten temat trwaly kilkaset lat.
> Dopiero w VIIw. Apokalipsa weszla do kanonu.

Zalezy czyjego, chyba kosciola wschodniego, bo kosciol wschodni mial dlugo
watpliwosci, natomiast lacinnicy juz w 367 roku od czasow Atanazego z IV
wieku uznawali za kanoniczna Apokalipse.


> Poza tym Jan juz w pierwszym zdaniu ewangelii neguje Genesis,
twierdzac,
> ze na poszatku byl Logos. Oczywiscie Kosciol z wlasciwa sobie gracja
> odpowiednio to interpretuje. Wielu badaczy dostrzega tu jednak oczywiste
> nawiazanie do filozofii greckiej, a szczegolnie do heraklitowej koncepcji
> boskiego logosu. Zgodnie z Jedynie Sluszna Interpretacja Swietego Kosciola
> myla sie jednak. I na tym argumentacja Kosciola sie konczy.

Sprawa znow jest niejednoznaczna. Ani Kosciol ani nikt nie wie jak to bylo
do konca.
Logos byl terminem w tamtych czasachwieloznacznie rozumianym, wiele systemow
filozofii greckiej go mialo, gnostycyzm,a nawet judaizm w osobie Filona
aleksandryjskiego mowil o Logosie. Nie wiadomo wiec dokladnie skad to do
Jana trafilo. U Filona np.
znaczylo to zasade tkwiaca w ludziach, u Jana oznaczalo wcielonego "Boga" w
postac Syna, ktory byl "na poczatku" u boku Ojca. Przedmiot wiary i milosci
u Jana, jak zdaje sie wynikac z jego Ewangelii, u Filona zas tylko zasade
bezosobowa swiata o ile dobrze pamietam.
Nawet w NT potem ewoluowalo pojecie rozumienia logosu. Dz. Ap. pod pojeciem
logos rozumieja nauke Jezusa i przedmiot wiary i milosci, kontemplacje tej
nauki. "Jednakze, ci ktorzy sie rozproszyli szli przez kraj oznajmiajac
dobra nowine _s_l_o_w_a_ (w oryginale wlasnie jest "logos" Dz Ap. 8:4).
Pamietaj, ze asymilowano pojecia z roznych filozofii, jedne systemy
przejmowaly to od drugich, chrzescijanstwo bylo w tym mistrzem, bo musialo
zasymilowac sie jako sekta zydowska ze swiatem poganskim, ktory myslal
zupelnie innymi pojeciami niz zamkniety hermetycznie w sobie judaizm, a
raczej mozaizm, bo judaizm zaczal ksztaltowac swe struktury dopiero od
soboru w Jabne w 90 roku (tak na marginesie). Tam filozofia grecka, a tu
judaizm. Chrzescijanie musieli jakos to zsynkretyzowac w calosc, spojna lub
mniej, ale calosc. No i tak sie zaczelo. Logos mial przeinterpretowane nieco
znaczenie. Troche zostawiano ze znaczenia pierwotnego pojecia a potem
dorabiano do tego na chama cala chrzescijanska filozofie.

Pozdr

Archemagik


> Pozdrawiam
> Dziad Borowy


archemagyk

unread,
Jun 21, 2000, 3:00:00 AM6/21/00
to

"Balcer" > wrote

> > Witaj bracie trwajacy w rozsadnym ateizmie
>
> Witaj bracie. Ateizm nie jest rozsadny, jest logiczny.


Nie oba na raz ?

> > Madrze argumentujesz. Mozna zadac jeszcze wiele innych pytan.
>
> Jasne. Znam Twoje pytania. Wydeptalem bardzo dokladnie wszystkie drogi
> rozumowania i gdy zauwazylem, ze wszedzie juz bylem i ze nie mam dokad isc
> zajalem sie innymi problemami np: dlaczego ludzie wierza?

Do jakich odpowiedzi dochodzisz ?

Odpowiedzi na te pytania dawane przez religie sa bardzo prymitywne i nie
> stanowia wiekszego wyzwania intelektualnego. Postaraj sie postawic w roli
> adwokata diabla i nieco zmienic zalozenia.
> Co jesli bóg w istocie jest zly, a szatan, który przegral walke jest
> dobry? Tlumaczy to proporcje miedzy dobrem a zlem na swiecie.

Tak tlumacza sobie satanisci, niektore z frakcji satanistow. Ale skad w
ogole zalozenie, ze jakies wyimaginowane bostwo i jego przeciwnik istnieja ?
Czy to nie z potrzeb psychologicznych bardziej wynika w co wierza ? Przeciez
racjonalnie nic nie wskazuje, zeby taki byt istnial. Oni chca zeby istnial.
Moglo tez byc tak ze nie ma szatana, a bozek stworca jaki "istnieje" jest
sam i po prostu jest psychopata i sadysta.

> > A mowia ze jest ponoc doskonaly.
>
> Nie do konca tak jest. Na pewno nie jest nieomylny - np
> potop, który byl próba naprawy popelnionego bledu.


A moze chcial sie wyzyc ? Tak samo gdy wyimaginowane bostwo stworzylo
choroby.


> > sadysta
>
> Tez mam takie odczucia, szczególnie po przeczytaniu przygód Hioba.


Idziemy wiec reka w reke.


> > Archemagik
>
> Nie bede z Toba polemizowal, bo mówisz moimi slowami. Wlasciwie dla
> dobra dyskusji móglbym podjac sie obrony boga i dosc dlugo stawiac Ci opór
w
> okopach sw. trójcy, ale na swiecie jest dosyc fanatyków. Palaczymy sily i
> stawimy czola 95% spoleczenstwa. Zginiemy na stosie, ale tanio sie nie
> sprzedamy.

Az tak ich duzo .... ? Mysle ze mniej, nigdy mi nie szykowano stosu. Ja
mysle ze wierzacych jest wiekszosc ale nie az tak duzo. W koncu jednak
cywilizacja urojen.


> Pozdrawiam Cie Archemagiku. Niech dobra magia Cie nie opuszcza.
>
> Balcer


Wzajemnie. Magia mnie nie opuszcza.

Archemagik

PS. Chcialem Cie jakos pozdrowic w zwiazku z Twym nickiem, jak Ty to
zrobiles, ale szczerze Ci powiem ze kojarzy mi sie on jak dotychczas jedynie
z pewnym antyinflacjonista, ktorego wyczyny sa w naszym kraju tak samo znane
jak nielubiane.


archemagyk

unread,
Jun 21, 2000, 3:00:00 AM6/21/00
to
3 raz wysylam ten sam post. Eeeeech .... juz nie robilem tym razem poprawek,
ale poszperalem troche po grupach i znalazlem pare postow o
fenyloetyloaminie i milosci. W sam raz dla tego watku. Zamieszczam je na
koncu jako ciekawostke, choc argumentacja w nich nienadzwyczajna.

Archemagik


"xMad wrote

W co ?

badz "wplywem Pea".

Kosztem czego ?


Archemagik


***************************************************************************
>> Forum: pl.sci.filozofia

>> Thread: czym jest milosc

Subject: Re: czym jest milosc

Date: 05/02/2000

Author: spikey <wys...@sec.polbox.pl>

> Pewien chemik poddal analizie chemicznej dwa komputery, jeden z programem

> Windows a drugi tylko z DOSem. Wyszlo mu ze oba pod wzgledem chemicznym sa

> takie same. I co Ty na to?


Hemmm.


Najpierw idac konsekwentnie tropem Twojego porownania powiem, ze komputer z
DOS'em roznie sie od tego drugiego fizyczna zawartoscia pamieci. Po prostu
inne komorki zawieraja inne informacje.


Tak ogolnie, zgadzam sie, ze milosc-i kazde inne uczucie jest tylko
wypadkowa procesow zachodzacych w mozgu, psychiki i innych, trudnych do
nazwania (ale materialnych=istniejacych! ) detali. Tylko, ze jak juz
"wpadnie sie w sidla milosci", o takich duperelach czlowiek nie mysli.
Wlasciwie, stawiam teze, ze milosc-jak kazde inne doznania, ktore zmienia
sposob funkcjonowania ludzkiego mozgu, mozna zaszufladkowac obok narkotykow!

:)

>> Forum: pl.sci.filozofia

>> Thread: Milosc bardziej matematycznie :)

Subject: Re: Milosc bardziej matematycznie :)

Date: 03/06/2000

Author: Bialobaltim <bialo...@now-acc.pl>

Marek Kuzmicki <mar...@lo.um.bielawa.pl> napisal(a):

> Pewnie teraz wiekszosc z was zacznie mnie obrzucac pomidorami, mowiac, ze

to

> moze byc opis zwyklego porzadania. Nie bede sie jednak klocil - przyjdzie

i

> na was czas, ale wtedy juz bedzie za pozno... :)

Nalezy jeszcze dodac, ze fenyloetyloamina ma dzialanie podobne do
amfetaminy - sprawdzilem osobiscie :-) A ludzie takie glupoty wymyslaja, aby
wyjasnic dlaczego ktos nie spi po nocach jak jest zakochany.

Dzieki sprytnej biologicznej sztuczce rozpoznajesz stan wywolany
fenyloetyloamina jako optymalna przyjemnosci i dazysz, aby to doznanie
powtorzyc (kolejna aluzja do dragow :-) ), pozniej kiedy uda Ci sie spotkac
z partnerka/em nastepuje emocjonalne uzaleznienie - ot i wszystko co jest
"miloscia" I jak tu mozna nie uwazac poetow romantyzmu za zwyklych glupcow
:-) Nie dziwie sie, ze Mloda Polska nazywa sie rowniez neoromantyzm, choc w
sumie wydaje sie, ze ma z ta epoka nie tak duzo wspolnego. W obydwu epokach
ludzie cpali, tylko, ze w Mlodej Polsce przerzucili sie na inny typ dragow
:-)


--

"Patriotyzm jest choroba psychiczna, ktora

zabila, zabija i z pewnoscia zabije miliony osob..."

-Albert Einstein

Bialobaltim

UIN 24370660


>> Forum: pl.sci.psychologia

>> Thread: Dlaczego "milosc" skazana jest na porazke?

Subject: Dlaczego "milosc" skazana jest na porazke?

Date: 05/19/1999

Author: Edison <plu...@topnet.pl>

Po wielu postach z tej grupy dochodze do wniosku, ze wiele zwiazkow ludzi
jakby nie patrzec swiatlych konczy sie tragicznie. Dlaczego tak jest? Czy
naprawde tyle ludzi nie potrafi sobie dobrac partnerki(a)? Wszystko zaczyna
sie podobnie - od stanu zakochania..... Czy nie lepiej by bylo dojrzewac do
milosci, nie pozwalajac na tak gwaltowne stany emocjonalne (jak nagle
zakochanie)? Moze stawiamy sobie zbyt duze ambicje, chcemy byc z osoba,
powszechnie lubiana, uwazana za ladna czy mila? A to niekoniecznie jest ta
wlasciwa. Krzysztof Zanussi powiedzial na spotkaniu w ktorym bralem udzial:
"kochaj, a nie zakochuj sie". Mysle, ze mial racje.

Fakt, ze na tej grupie jest tyle postow zwiazanych z "nieszczesliwa"
miloscia wynika pewnie z niemoznosci podjecia skutecznej autoanalizy. To z
kolei zwiazane jest z brakiem dystansu do wlasnego zwiazku. Nic dziwnego.
Jezeli jest to tylko stan zakochania, kieruja nim reakcje chemiczne:
fenyloetyloamina, alkaloidy, etc. Kiedy zatem mozna byc pewnym, ze
doswiadcza sie milosci a nie zakochania? Taka milosc nie ma przeszkadzac w
zyciu, a wrecz je ulatwiac. Kiedys jak dostalem zla ocene w szkole,
nauczycielka zazartowala "chyba sie zakochales". Chcialbym aby takie
podejscie do sprawy przeszlo do lamusa psychiki ludzkiej.


Pozdrawiam Was serdecznie,

>> Forum: pl.soc.religia

>> Thread: Bog jest miloscia (???)

Subject: Bog jest miloscia (???)

Date: 02/13/2000

Author: Mike <mi...@kki.pl>

No, wlasnie. Katolicy (i inni xianie) mowiac, ze Bog jest miloscia wlasciwie
wykluczaja istnienie "Boga".

Bowiem milosc to nic innego jak jedno z uczuc wywylywanych w umysle
czlowieka na skutek dzialania chemikalow.

Wasz "Bog" jest po prostu jednym z uczuc.

Dlaczego jest zatem "niematerialny"?

Po prostu jest miloscia, tak jak dla niektorych, Bogiem sa pieniadze a dla
jeszcze innych Bogiem jest Sex. Czyli bycie xianinem to uznawanie swojego
Boga za miliosc.

Modlcie sie do milosci, oby tak dalej

--

Mike

http://www.polandproblems.w.pl

Bog jest fenyloetyloamina


kazik

unread,
Jun 21, 2000, 3:00:00 AM6/21/00
to
On 20 Jun 2000, Dziad Borowy wrote:

> kazik wrote:
> > coz, wiara czyni cuda
>
> Podobno wiara przenosi gory. Mi sama wiara nie udalo sie
> podniesc nawet deski klozetowej.

nie, gor nie przenosi. to zdaje sie ruchy tektoniczne.

>
> "Jesli mam do wyboru wiare lub glocka...
> Wybieram glocka."
> Arnold Schwarzennegger :)
> (w: "I stanie sie koniec")
> (To i tak najleprzy tekst filmu...)
>
> > jest sposobem na zapomnienie rownie
> > dobrym a wielokrotnie skuteczniejszym niz literatura,
> > narkotyki, praca, milosc, rodzina (chociaz ideal to
> > religia+rodzina, religia to rodzina, rodzina to religia, co
> > sie tak swietnie dopelnia).
>
> To maja byc sposoby na zapomnienie? Staram sie pamietac
> to, co czytam. Narkotyki nie wywoluja amnezji, wowczas bowiem
> psychodeliki i wiekszosc stymulantow tracilaby jakikolwiek sens.
> Mozna sie tylko spierac, czy opium ludu jest lepsze od opium, czy
> odwrotnie.
> Praca? Najwyzej mozna zapomniec o pracy.
> Milosc czesto rani. I raczej sie ja pamieta. Jesli byla szczera.
> Rodzina? Moj umysl jest zbyt waski by ogarnac genisz tego zdania.

szkoda, ze nie umiem lepiej sie wyrazac. ale zaraz:
chce byc swiadomym wszystkiego, co sie dzieje wokol mnie,
ale z drugiej strony czasem jest wygodniej zamknac sobie
doplyw czesci impulsow. to jest takie niebezpieczne
wygodnictwo. i tak to wlasnie wyglada: cos pochlania moja
osobe, po to zeby odciagnac mnie od innych spraw, byc moze
wazniejszych, ale mniej przyjemnych, bardziej tajemniczych.
zdarza mi sie zapominac - nie o czyms, tylko raczej W czyms.
ale to juz sa moje wlasne demony. ciebie moze to nie
dotyczyc.


> > co oprocz pustki moglbym jej zaproponowac?
>
> Wiele. Zycie. Krotsze od wiecznosci, ale zabawniejsze
> (przynajmniej potencjalnie). Swiat (maly ale ujdzie). Sztuke
> (nieliturgiczna). Rozum (ograniczony, ale lepszy niz zaden).
> Umysl (pewniejszy niz duch).

ona tego nie zechce. ona wierzy, ze ma juz wiecej niz to
wszystko. moge sie co najwyzej nad nia zlitowac (a ona nade
mna). w sumie to byloby zabawne zabrac sie za nawracanie
zakonnicy. musze zapamietac: zycie swiat rozum umysl.


> Slowa Augustyna. Jesli gdzies istnieje prawda, to z pewnoscia
> w czlowieku znajdzie sie jej wiecej niz w Bogu.
>
> > czy nic jest lepsze od czegos?
>
> Bardzo czesto jest. W zakresie "cos" mieszcza sie wojny, morderstwa,
> cierpienie, choroby, bol... Lecz "wszystko" zalezy od punktu widzenia.
>
> > jej swiat jest scisle zorgaznizowany,
>
> Zorganizowal sie w skutek eliminacji rozumu. Wole rozumny Chaos.

troche paradoksalne i juz o tym pisalem do Balcera, lecz
wiara nie potrebuje logiki i vice versa. sa wierzacy fizycy
jadrowi. wiara - ze tak powiem - lezy na nieco innej
plaszczyznie w naszej glowie.


> > przyczyna rodzi skutek, chaos jest tworem nedznika
>
> Bzdura!.
> Ale o tym napisze oddzielnie. Moze jutro. Tempus mi fugituje.
>
> > chcialbym modlic sie do wszechmogacego calym swoim jestem,
> > nalezec do kogos , kto mnie zna lepiej niz ja siebie znam i mowi mi ,
> > kiedy ja mowie do siebie wieczorem lezac w lozku, ze moja
> > boskosc jest iskra i podarunkiem, ten piekny owoc we mnie,
> > czemu ja go nie moge nosic i gdzie go utracilem na chodniku?
>
> Takie podejscie dobrze komentuja nastepujace teksty:
>
> "Choices always were a problem for you.
> What you need is someone strong to guide you.
> Deaf and blind and dumb and born to follow,
> what you need is someone strong to use tou.
> (...)
> Jesus Christ, why don't you come save my life.
> Open my eyes and blind me with your light and your lies".
> Tool: "Opiate"
>
> "Welcome to the world of your mindless life
> Away from the reality of your lifeless mind".
> Neurosis: "Life on your knees"
>
> Nie Bierz tylko tych slow zbyt osobiscie. To tylko piosenki,
> wytwory popkultury (posrednio, jako przeciwwaga).

te teksty troche za bardzo ironizuja, ale w sumie nie mozna
sie z nimi nie zgodzic. czlowiek ma takie a nie inne
potrzeby, takie a nie inne leki.


> > teraz mysle tylko o rozszczepieniu swiadomosci, jak o
> > chorobie, uzaleznieniu, wlasnej potrzebie, ukrytym popedzie,
> > mozliwosci - to dla mnie jest religia. a moze to bog?
>
> Bogu tez przypisuje sie rozszczepienie swiadomosci...

tez mi to przyszlo do glowy. wlasciwie wspolczesna
psychiatria moglaby ogloscic religijnosc zaburzeniem
swiadomosci (najpredzej wlasnie rozszczepieniem). moze po
prostu to jest tak powszechne zjawisko chorobowe, ze sie go
nie klasyfikuje.


> > religia jest decyzja poza wola, tak lub nie.
>
> Masz racje! Trafny spojnik. Uzywajac go, nie Mozesz tu chyba
> nie miec racji.
> Wedlug mnie: po czesci tak, po czesci nie. Czesto religia jest
> narzucana,
> ale trzeba uzyc rozumu, by decyzja ta znalazla sie pod wplywem wlasnej woli.

taka decyzja jest zawsze wlasna, musi byc wlasna, w innym
razie to tylko udawanie.

> > bog to solidnosc i gwarancja, dobra firma, kuszaca propozycja.
>
> No... nie wiem. Gdybym mial inwestowac w akcje Bog S.A., nie
> przeplacalbym. 0 zl za akcje gora. Pamietaj tez, ze Bog nie jest raczej
> unltd. Nie jest tez uncorp.
> Kiepska to firma. Na kuszeniu sie nie zna. O solidnosc i gwarancje
> lepiej go nie Posadzaj.

napewno? firma jest niezla, ma niewiarygodnie dluga
tradycje, fajne logo, wszyscy ja znaja, kusi zyciem
wiecznym. Chrystus i spolka. Ubezpieczenia.


> > znam wielu ludzi o umyslach ostrych jak brzytwy,
> > logicznych, precyzyjnych, matematycznych, no i bardzo wierzacych .
>
> "Wytrace madrosc medrcow, a przebieglosc przebieglych zniwecze"
> Bog (wg Izajasza
> wg Pawla)
>
> Ciekawi mnie, czy znaja te slowa. Ciekawe czy w nie wierza. Czy tez
> jak wiekszosc ludzi wierzacych - wierza tylko w to, w co wygodnie im
> wierzyc.

nie wiem.


>
> > z toba zeszly anioly jest noc w ciemnym domu uciekalem i
> > wolalem do nich nie ma nas nie ma nas eeeeuuuu nie ma naas
>
> Twoja parafraza jest interesujaca. Gdyby ktos nie znal oryginalu:
>
> "Z toba odeszly anioly.
> Jest noc w ogromnym domu.
> Umieralem i wolalem do nich.
> Nie ma nas..."
>
> Kiedys, dawno temu jeden ksiadz mowil mi, ze nie rozumie, dlaczego
> Gawlinski uzyl pelnych rozpaczy slow Jezusa (juz wtedy troche tez
> Chrystusa). To byl bardzo madry czlowiek. Mam nadzieje, ze wciaz
> nie rozumie...

a dlaczego? i o co chodzi w tej piosence? nie znam tekstu na
pamiec, dawno temu ja slyszalem, ale podobala mi sie.


> > sorry, ze sie dowalam, ale chce jakos pomoc. lubie
> > dekadentystow. dekadentyzm.
>
> Alez nie masz za co sorrowac. Nie Dowalasz sie, ale przedstawiasz
> w dyskusji swoj punkt widzenia. Niby to samo, a brzmi lepiej.
> Twoj glos jest tym cenniejszy, ze dotychczas nie bylo w tym temacie
> zbyt zroznicowanych swiatopogladow. To moze zdynamizowac posty.

bardzo mi wiec milo i cofam przeprosiny. :-)

>
> > pozdrawiam,
>
> Pozdrawiam serdecznie,
> Dziad Borowy

pozdrawiam,

kazik


--
rewind :: stop :: http://cassel.art.pl/

--

kazik

unread,
Jun 21, 2000, 3:00:00 AM6/21/00
to

jejku jejku. szkoda, ze kazde zdanie traktujesz osobno.
chcialem tylko powiedziec, ze wiara jest sila, daje
wewnetrzna spojnosc i jest sposobem. to nie sa moje poglady,
tylko doswiadczenia. nigdy nie widzialem zadnego Cudu.

>
> > wiara jest sposobem na zapomnienie rownie


> > dobrym a wielokrotnie skuteczniejszym niz literatura,
> > narkotyki, praca, milosc, rodzina
>

> Najlepszym lekarstwem jest głupota. Tacy ludzie nie dostrzegają
> rzeczywistości, nie potrafią wyciągać wniosków, nie są w stanie określić
> kierunku, w którym żuczek gnojniczek pcha tę kupę gówna. Niewiedza to
> szczęście.
>

wiem tylko tyle, ze bylem szczesliwszy, kiedy wierzylem i
zapewne rownie glupi jak dzisiaj.


> >(chociaz ideal to
> > religia+rodzina, religia to rodzina, rodzina to religia, co
> > sie tak swietnie dopelnia).
>

> Tak religia, to rodzina. Klecha to Ojciec, Ty, to syn. Jakie to wygodne,
> zwłaszcza w świetle 5 przykazania:
> "Czcij swego ojca i swoją matkę, jak ci nakazał Pan, Bóg twój, abyś długo
> żył i aby ci się dobrze powodziło na ziemi, którą ci daje Pan Bóg twój"
> U mnie posada ojca jest już zajęta, a u ciebie?
>
> > i nie wytlumaczysz zakonnicy, ze
> > mysli nielogicznie.
>
> Nie mam takiego zamiaru. Każdy ma prawo do autonomicznego wyboru. Ja
> tylko nie chcę, zeby mnie nawracano. Chcę pornografii w kioskach i rozdziału
> państwa od kościoła i od głupoty. Nie chcę się wstydzić za Polskę, gdy nasze
> kobiety na konferencji feministycznej reprezentuje Kropiwnicki, który razem
> z ortodoksyjnymi islamistami blokuje postęp.

kosciol ma naprawde malo wspolnego z prawdziwa wiara.
pierdolic instytucje.


>
> > nie ma na co nawrocic zakonnicy. co


> > oprocz pustki moglbym jej zaproponowac?
>

> Życie. Życie dzisiaj, łapanie każdej chwili szczęścia, bo to towar
> deficytowy. Jeżeli po śmierci nie ma nic, to będą przegrane po dwakroć.

dla osoby wierzacej uganianie sie za szczesciem jest puste,
beznadziejne, jednowymiarowe. niesamowite, co?


>
> >czy nic jest lepsze od czegos?
>

> To zależy od czego. Biblia nie rysuje zbyt ciekawych perspektyw:
> "2 A oto w niebie stał tron i na tronie ktoś zasiadał.
> 3 A zasiadający był podobny z wyglądu do jaspisu i krwawnika, a tęcza dokoła
> tronu - podobna z wyglądu do szmaragdu.
> 4 Dookoła tronu - dwadzieścia cztery trony, (na nich starcy)
> 5 A z tronu wychodzą błyskawice i głosy i gromy i płonie siedem lamp
> 6 (itd w tym stylu...)
> 8 Ctery zwierzęta (...) i nie mają spoczynku, mówiąc dniem i nocą: Święty,
> Święty, Święty Pan Bóg wszechmogący itd..
> 9 (a jak skończą upadają starcy i oddając pokłon zawodzą:)
> 11 Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, odebrać chwałę i cześć i moc, boś Ty
> stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone"
>
> I tak w koło Macieju. Ja zmarłbym ponownie z nudów i obrzydzenia po
> godzinie (twardziel jestem, więc może i dwie bym pociągnął).
>
> > - chodzi o wiedze, ktora ona
> > posiadla, o doswiadczenie,
>
> Wiara u fanatyków zamienia się w wiedzę. Smutne.
>
> >poza swiatem wlasnego
> > ukierunkowanego bycia dostrzegajac jedynie pustke
>
> Świat za kratą celi jest dopiero pusty i ograniczony.
>
> > ona juz sie nie cofnie
>
> Żal mi jej, ale nic nie poradzę.

obydwoje litujecie sie nad soba nawzajem.


>
> > jej swiat jest scisle zorgaznizowany
>
> Został zorganizowany przez cwaniaczków, maluczkim pozostają tylko
> okruszki. Prześledź historię papiestwa. Niewiele znajdziesz tam ascezy.
> Prości żołnierze giną na frontach wojen, podczas, gdy generałowie pławią
> się w luksusach i dostają ordery za męstwo.
>
> > przyczyna rodzi skutek
>
> Skutek jest konsekwencją przyczyny.
>
> > chaos jest tworem nedznika, jego
> > glowa to podeszwa, ryba, pokarm baranek bozy, dziewica
> > matka.
>
> Nazywasz boga nędznikiem?

wrecz przeciwnie, mialem na mysli szatana . jesli sztan
kojarzy mi sie z chaosem, bog raczej z nieskonczonym, scisle
okreslonym zamknietym ukladem rownan, ktorego nie da sie
objac mysla ani rozwiazac, a ktorego rozwiazanie proste
i piekne mimo wszystko jednak sie zna.

czyzby malo logicznie? (patrz dalej)

>
> > (...)mozliwosci - to dla mnie jest religia. a moze to bog? a moze
> > to bog? religia jest decyzja poza wola, tak lub nie. czy

> > ten glos to bog czy ja? bog to solidnosc i gwarancja, dobra
> > firma, kuszaca propozycja.
>

> hola nie kreuj własnej religii. Już wystarczająco zamętu jest na świecie.

ufff. ktos kiedys stwierdzil, ze kazdy ma wlasna religie.
ale to chyba oczywiste.


> > wracajac jednak do tematu,
> > chcialem jedynie zaznaczyc, ze brak logiki w mysleniu
> > zakonnicy, w takim zupelnie zwyklym tego slowa znaczeniu, to

> > nieprawda. znam wielu ludzi o umyslach ostrych jak brzytwy,


> > logicznych, precyzyjnych, matematycznych, no i bardzo wierzacych .
>

> Logika stoi w jawnej sprzeczności z wiarą (pomijam wiedzę). Biblia jest
> pełna wewnętrznych sprzeczności, czyli wnioski końcowe nie mogą być
> prawdziwe. Chętnie posłucham jakiejś LOGICZNEJ argumentacji
> Wiara geniuszy w boga wynika raczej z ich cech osobowościowych niż z
> logicznej argumentacji. Mój umysł nie jest w stanie zakceptować jawnych
> sprzeczności. Szkoda, bo wiara bardzo ułatwia życie.

tutaj robisz swietne uwagi. to jest prawie sedno sprawy. bo
widzisz, wiara to naprawde nie jest kwestia tego czy ktos na
codzien mysli logicznie czy nielogicznie. zeby to pojac
trzeba przejsc z jednej strony barykady na druga i z
powrotem, a najlepiej usiasc sobie spokojnie na barykadzie.


>
> > > Twój bóg to dla mnie UFO.
> >
> > ach, x-files.
> > ogladalem.
>
> Nie. Moja wypowiedź nie miała z tym nic wspólnego. Trochę oglądałem, ale
> amerykanie nie wiedzą kiedy skończyć...
>
> > p.s.

> > sorry, ze sie dowalam, ale chce jakos pomoc. lubie
> > dekadentystow. dekadentyzm.
>

> Skoro lubisz przysłowia, to Ci napiszę, że "dobrymi chęciami jest piekło
> wybrukowane", a serio to pisz kiedy chcesz i co chcesz.

okej


> Ja tam wolę dekadentystki :-)
>
> Balcer


kazik

Pawel

unread,
Jun 21, 2000, 3:00:00 AM6/21/00
to
Od dwóch dni siedzę na usenecie po rocznej przerwie... A tu takie
zaskoczenie, cytujesz jeden z moich postów sprzed roku (podpisywałem się
wtedy Edison). Wiele się od tego czasu zmieniło. Dalej taki ze mnie wariat
jak wtedy, a może nawet jeszcze większy. Cóż, teraz już nie upatruję
mechanizmu miłości w fenyloetyloaminie. Bardzo się cieszę, jak mogę dzielić
z kimś swoje emocje..... i w tym dopatruję się właśnie odpowiedzi na pytanie
'dlaczego żyję'.

--
Pawel

www.beczka.prv.pl BEZ KOMENTARZA


Pawel

unread,
Jun 21, 2000, 3:00:00 AM6/21/00
to
Oj, rozumiem Cię świetnie. Sam czytałem literaturę na ten temat. Akurat w
tej kwestii nie muszę dyskutować miesiącami, ponieważ żyję miesiącami i
latami...
Nawet jeżeli za miłością siedzą reakcje chemiczne (nie tylko
fenyloetyloamina) to dla mnie to i tak coś więcej...
Fenyloetyloamina jest zawarta w czekoladzie, ma działanie podobne do
amfetaminy ale jest słabsza. Czasami poprawiam sobie humor jedząc czekoladę
i jest ok (amfetaminy nie próbowałem).
Jednak miłość sprawia nie tylko, że lepiej percepuję - czuję się wtedy
lepszy. A to już co innego. Ale w sumie mniejsza o to. Rozumiem Twój tok
myślenia, bo jakiś czas temu podobnie rozumowałem.


archemagyk

unread,
Jun 22, 2000, 3:00:00 AM6/22/00
to

"Pawel" wrote

Upatrujesz, nie upatrujesz, jest to naukowo stwierdzone. Ja sobie tego nie
wymyslilem. Poza tym dzielic emocje mozna nie tylko z partnerem. Zreszta nie
bede sie powtarzal. Moje zdanie znasz z watku. Ciagniemy to z xMadem juz
tygodniami, nie wiem nawet moze miesiacami, stracilem rozrachunek juz. Nie
mam sily wszystkiego od nowa wykladac. Wybacz wiec.


Archemagik


archemagyk

unread,
Jun 22, 2000, 3:00:00 AM6/22/00
to

"Pawel" <plu...@topnet.pl> wrote in message
news:Zmb45.41060$DC.9...@news.tpnet.pl...


Bylem w zwiazkach. Kilku. Po tym jak fenyloetyloamina ustawala, nie czulem
nic. Nic poza sympatia, czesto czulem znudzenie czlowiekiem. Nie widze w tym
nic wielkiego. Moja znajoma chrzescijanka mowila mi, ze milosc to trudy
znoszenia tej drugiej osoby, nawet jesli znudzi Cie. Nie trafialo to do
mnie. Nie widze nic wielkiego w znoszeniu trudow. Wielu z moich znajomych (w
zasadzie wszyscy), ochajtanych nie czuje nic po 5-6 latach. Mowia, ze
traktuja zone jak kolege. Wiem, ze mozna sobie wiele wmowic, bo ja tez
chcialbym zeby milosc byla.

PS Ile jestes w zwiazku ?

Archemagyk

Ksantypa

unread,
Jun 22, 2000, 3:00:00 AM6/22/00
to
Zadziwiajace, ze zadeklarowani ateisci maja tak rozlegla wiedze na temat
tego co odrzucaja. Domyslam sie jakie odpowiedzi moge uslyszec ; jak mam
odrzucac cos czego nie znam??, wiedza jest podstawa mego istnienia itp....
Niewazne.
Wasza dyskusja byla najrozsadniejsza, jaka w ostatnim czasie moglam sledzic,
ale zastanawia mnie jeden drobny szczegol : dlaczego zadna dekadentka
(dekadentystka) nie przylaczyla sie do niej, czyzby panie w tej grupie mialy
odmienne poglady i nie chcialy sie z nimi ujawniac ?

Ciekawe jest takze to, ze matematycznie wyliczone prawdopodobientwo
posiadania (korzystania) z internetu przez ateistow nigdy nie
odzwierciedliloby stanu faktycznego. Poznalam wielu internautow,
przegladalam wiele korespondencji w grupach i zadziwia mnie to, ze jest tak
dużo zadeklarowanych przeciwnikow biegania do kosciola (obojetnie jakiej
orientacji), a gdzie jest te dziewiecdziesiatpare procent ....
(pewnie sie maskuja, zeby nie uznano ich za nieciekawych !!!)

Wierzaca w cos (ale jeszcze nie wie w co - moze wielki wybuch)

Xa

---
"Dla kobiety jedyne naprawdę wygodne miejsce do płaczu to pierś mężczyzny"
Shaw

archemagyk

unread,
Jun 22, 2000, 3:00:00 AM6/22/00
to

"Ksantypa" wrote

> Zadziwiajace, ze zadeklarowani ateisci maja tak rozlegla wiedze na temat
> tego co odrzucaja.


Mamy na ten temat wiedze od tych, ktorzy o tym mowia i oni twierdza ze to
jest "Wiedza".

Domyslam sie jakie odpowiedzi moge uslyszec ; jak mam
> odrzucac cos czego nie znam??,

Raczej przyjmowac.

wiedza jest podstawa mego istnienia itp....

Jesli istnialo jakies bostwo, ktore nas zrobilo, to wynika z tego, ze owe
bostwo nie po to dalo nam rozum, zebysmy go nie uzywali w weryfikacji
swiata. Bostwo (wyimaginowane jedynie jak dotychczas przez ludzkosc)
zachowuje sie dziwacznie. Daje nam rozum, a z drugiej strony nie daje sie
rozumem poznac. Kaprysne bostwo.


> Wasza dyskusja byla najrozsadniejsza, jaka w ostatnim czasie moglam
sledzic,
> ale zastanawia mnie jeden drobny szczegol : dlaczego zadna dekadentka
> (dekadentystka) nie przylaczyla sie do niej, czyzby panie w tej grupie
mialy
> odmienne poglady i nie chcialy sie z nimi ujawniac ?


Nie tylko do tej dyskusji tutaj sie panie chcialy przylaczyc. Panie raczej
nie lubia takich tematow jak widac. Panie wola pewnie gdzies poflirtowac
przez ten czas. Albo wybrac sie na wakacje. Nic zatem nowego.


> Ciekawe jest takze to, ze matematycznie wyliczone prawdopodobientwo
> posiadania (korzystania) z internetu przez ateistow nigdy nie
> odzwierciedliloby stanu faktycznego. Poznalam wielu internautow,
> przegladalam wiele korespondencji w grupach i zadziwia mnie to, ze jest
tak
> dużo zadeklarowanych przeciwnikow biegania do kosciola (obojetnie jakiej
> orientacji), a gdzie jest te dziewiecdziesiatpare procent ....
> (pewnie sie maskuja, zeby nie uznano ich za nieciekawych !!!)

Na modlach sa.


> Wierzaca w cos (ale jeszcze nie wie w co - moze wielki wybuch)

Agnostycyzm ?


> Xa
>
> ---
> "Dla kobiety jedyne naprawdę wygodne miejsce do płaczu to pierś mężczyzny"
> Shaw

Mezczyzni nie lubia jak kobiety im placza na piersi. Slyniemy, wedlug was
zreszta, z "nieczulosci".


Archemagyk


sch...@ns.sp00f.net

unread,
Jun 22, 2000, 3:00:00 AM6/22/00
to
Ksantypa <ksan...@free.art.pl> wrote:
> Zadziwiajace, ze zadeklarowani ateisci maja tak rozlegla wiedze na temat
> tego co odrzucaja. Domyslam sie jakie odpowiedzi moge uslyszec ; jak mam
> odrzucac cos czego nie znam??, wiedza jest podstawa mego istnienia itp....
> Niewazne.

> Wasza dyskusja byla najrozsadniejsza, jaka w ostatnim czasie moglam sledzic,
> ale zastanawia mnie jeden drobny szczegol : dlaczego zadna dekadentka
> (dekadentystka) nie przylaczyla sie do niej, czyzby panie w tej grupie mialy
> odmienne poglady i nie chcialy sie z nimi ujawniac ?

> Ciekawe jest takze to, ze matematycznie wyliczone prawdopodobientwo


> posiadania (korzystania) z internetu przez ateistow nigdy nie
> odzwierciedliloby stanu faktycznego. Poznalam wielu internautow,
> przegladalam wiele korespondencji w grupach i zadziwia mnie to, ze jest tak
> dużo zadeklarowanych przeciwnikow biegania do kosciola (obojetnie jakiej
> orientacji), a gdzie jest te dziewiecdziesiatpare procent ....
> (pewnie sie maskuja, zeby nie uznano ich za nieciekawych !!!)

> Wierzaca w cos (ale jeszcze nie wie w co - moze wielki wybuch)

> Xa

"Lubię rozmawiać o Bogu kiedy robię kupę."
"Rozmowy ze stwórcą są dobre na kaca"
rozumiesz?


> ---
> "Dla kobiety jedyne naprawdę wygodne miejsce do płaczu to pierś mężczyzny"
> Shaw

"Dla człowieka jedyne naprawdę wygodne miejsce to trumna"
Dupa Jaś

schiZma

Jagan

unread,
Jun 22, 2000, 3:00:00 AM6/22/00
to

Użytkownik Balcer <bal...@interia.pl> w wiadomości do grup dyskusyjnych
napisał:00b501bfdafc$60559b20$df02a0d4@ppp...

> > "Balcer" wrote
> >
> > > Pomysl- skoro bogu tak bardzo zalezy na tym, zebym w niego uwierzyl (w
> > > wielu religiach niewiara jest najciezszym z mozliwych wystepkow) i
skoro
> > > jest wszechmogacy, to czemu nie poswieci troche czasu, ze by sie ze
mna
> > > skontaktowac osobiscie, a nie przez akwizytorow(pobieraja niezla
> > prowizje).
> >
> > Witaj bracie trwajacy w rozsadnym ateizmie
>
> Witaj bracie. Ateizm nie jest rozsadny, jest logiczny.
>
> > Madrze argumentujesz. Mozna zadac jeszcze wiele innych pytan.
>
> Jasne. Znam Twoje pytania. Wydeptalem bardzo dokladnie wszystkie drogi
> rozumowania i gdy zauwazylem, ze wszedzie juz bylem i ze nie mam dokad isc
> zajalem sie innymi problemami np: dlaczego ludzie wierza?
>
> >Oczywiscie
> > wszystko to, gdy zalozymy, ze taki (urojony tak naprawde) bozek jest na
> > przyklad stworca. Jesli rzeczywiscie byl stworca, to dlaczego wszystko
> > stworzyl takie kiepskie ? Dlaczego sie starzejemy i umieramy ? Podobno
> bozek
> > taki jest milosierny i co ? Wychodzi na to, ze bozek jest po prostu
> oferma.
>
> Odpowiedzi na te pytania dawane przez religie sa bardzo prymitywne i
nie
> stanowia wiekszego wyzwania intelektualnego. Postaraj sie postawic w roli
> adwokata diabla i nieco zmienic zalozenia.
> Co jesli bóg w istocie jest zly, a szatan, który przegral walke jest
> dobry? Tlumaczy to proporcje miedzy dobrem a zlem na swiecie.
>
> > A mowia ze jest ponoc doskonaly.
>
> Nie do konca tak jest. Na pewno nie jest nieomylny - np
> potop, który byl próba naprawy popelnionego bledu.
>
> > sadysta
>
> Tez mam takie odczucia, szczególnie po przeczytaniu przygód Hioba.
>
> > Archemagik
>
> Nie bede z Toba polemizowal, bo mówisz moimi slowami. Wlasciwie dla
> dobra dyskusji móglbym podjac sie obrony boga i dosc dlugo stawiac Ci opór
w
> okopach sw. trójcy, ale na swiecie jest dosyc fanatyków. Palaczymy sily i
> stawimy czola 95% spoleczenstwa.
tu mala uwaga. Macie niescisle dane. nie policzyliscie dobrze. 95% nie
odpowiada prawdzie.... po prostu nie wzieliscie pod uwage w waszych
rachunkach mojej skromnej osoby...


>Zginiemy na stosie, ale tanio sie nie
> sprzedamy.

wcale nie zginiemy...straz zakazala stosow....

>
> Pozdrawiam Cie Archemagiku. Niech dobra magia Cie nie opuszcza.
>
> Balcer

tez pozdrawiam


>
>
>
>
> --------------------------------------------------
> Tysiace osob sprzedaje z powodzeniem i bez zadnych
> oplat ponad 6000 przedmiotow! Dlaczego?
> Sprawdz sam - http://www.allegro.pl
>
>

It is loading more messages.
0 new messages