> Natrafiliśmy na taką nową chirurg (chyba jakieś siły wyższe nam ją
> zesłały) która idealnie wstrzeliła się z opatrunkami. Noga po półtorej
> roku eksperymentów jak na króiku doświadczalnym i tonie leków
> przeciwbólowych wreszcie zaczeła się goić.
Chcieliśmy się wspomóc komorą hiperbaryczną w Siemianowicach Śląskich. Tyle
pozytywnych opini się naczytaliśmy o tym ośrodku, że pokładaliśmy ogromne
nadziej w niej. Ale dostaliśmy jakby młotem przez łeb.
Długa historia.
Komora ta jest jakby wydzielonym w innym budynku obiektem (nie jest tam
gdzie szpital). Jest tam mało miejsca. Jak weszedłem do budynku pierwsze co
to uderza smród. Nie wiadomo z czego ten smród. Czy z ubrań które trzeba
przebierać do zabiegów, czy z chorych i ich ran, niemniej jak wchodzi się do
tego budynku czuć smród.
Wchodzi się do holu który jest jednocześnie rejestracją i poczekalnią
biorących udział w zabiegach. Miejsc siedzących jest mało, więc połowa ludzi
którzy są w budynku musi stać. Nam kazano przyjechać na 9:00 (na wizytę
kwalifikacyjną) a przyjęto nas 12:30 bo ciągle ktoś wpierdala się w kolejkę
(jacyś chorzy z transportów karetkowych) z takimi samymi ranami jak u mojej
żony natomiast różnica po między nimi a małżonką polegałą na tym, że ja ją
przywiozłem.
Połowa z tych z karetek to starsze osoby o których nikt nie dba czesto z nie
za bardzo schludnymi opatrunkami, czesto rany niezabezpieczone. Po prostu z
tych ran śmierdzi bo chirurdzy co to "leczą" tych pacjentów mają to
centralnie w dupie nie oczyszczają tych ran, to wszystko się kisi i
śmierdzi.
Przebieralnia dla tych którzy są przd zabiegami, to po prostu jak szatnia
dla piłkarzy. Zero intymności nie ma żadnych kabin ciasno chorzy jeden przy
drugim, jedna łazienka. Ci co są do rejestracji czesto jak ktoś otworzy
drzwi do przebieralni widzi przebierających się pacjentów z ich ranami i
gołymi dupami i opatrunkami i ranami. Zero intymniości, zero jakiś środków
zapobiegających rozprzestrzenianiu sie np. grponkowca, jeden przy drugim.
To wszystko jeszcze by może dało się przeżyć, ale teraz najlepsze.
Podczas wizyty kwalifikującej kwalifikował lekarz o .... specjalności
anestezjolog gdzie tam jakiś chirurg) z jakąś taką pigułą co ma chyba z 60
lat (lata świetnosci już dawno ma za sobą). Jak weszliśmy to weszedłem razem
z małżonką i przedstawiłem sytuację, że leczymy renę długo, że byliśmy już w
czterech placówkach, że wydajemy kupę kasy na specjalistyczne opatrunki
(70zeta za opatrunek dwa razy w tygodniu), że PRZEDEWSZYTSTKIM zależy nam na
tym tlenie i żeby BROŃ PANIE BOŻE nie odkrywać tych opatrunków, bo tatki
opatrunek po odkryciu nadaję sie do wyrzucenia. Po prpstu chcemy od nich
TYLKO tlenu i nic więcej (żadnej ingerencji w opatrunki).
Oczywiście pierdolony anestezjolog na to się nie zgodził bo procedury, i
mówi, że do rany oni w PROCEDURZE mają OBOWIĄZEK patrzeć co tydzień i ni
chuja nic się nie da zrobić bo taka jest PROCEDURA. Jak żona zapytała co mi
Pan przylepi jak wypieprzymy nasz drogi opatrunek, to on powiedział, że gazę
z bromem.
Mówię niemożliwe to jest. Ide gdzieś do jakiegoś kierownika wyższego rzędu,
bo przecież muszą mnie zrozumieć jak mają odrobinę empatii i rozsądku.
Poszedłem do biura całej tej placówki, opowiedziałem sytuację trzem pigułom
a te skierowały mnie do jakiegoś dyrektora do spraw leczenia.
Czekałem na niego z jakieś pół godziny, wreszczie przyszedł. Jak go tylko
zobaczyłem to od razu wiedziałem, że nic nie załatwię.
Opasły nieprzyjemny grubas, z złotą kętą na szyji (na dodatek z Jezuem
Chrystusem - też złotym). Od razu mi się skojarzył jako jakiś taki
nieprzyjemny typ coś w rodzaju tych wszystkich pierdolonych opasłych
pazernych na kasę ordynatorów co to bierze łąpówki za miejsce w kolejce, i
jest po to żeby ludziom mówić NIE.
Oczywiście popieprzyłem coś tam chwilę później zaczał mi wchodzić w zdanie,
po czym powiedziałm, że tatkie mają PROCEDURY i nic się nie da zrobić. Na
szczęście tak to jakoś zrobiłem, że jak mi coś tłumaczył to wyszedłem w jego
pół zdania i tak się wkurwił, że leciał za mną z pyskiem i słowami "to
niekulturalne tak wychodzić w pół zdania".
Dobrze tłustemu opasłemu chujowi poszło w pięty i wie, że skurwysyn za swoje
podejście powinien dostać w mordę, takjak Olejczyk.
Siły najwyższe chrońcie mnie przed oparzeniami i oparzeniówką Siemianowicką,
bo jakbym miał trafić pod skrzydłą tego tłustego opasłego palanta ze złotą
ketą z Chrystudem na szyi to chyba bym musiał zwątpić w silły opatrzności
jak biblijny Hiob ....
--
Pozdrawiam
Endriu