2 stycznia 2010. Polowanie na dziki w okolicach Barn�wka ko�o
D�bna. 31-letni my�liwy ok. godz.13.30 strzela do dzika. Kula trafia
w 59-letniego koleg� my�liwego.Urwa�a mu nog�. Mimo szybkiej
akcji ratunkowej, m�czyzny nie uda�o si� uratowa�. Strzelaj�cy by�
trze�wy. Czy to te� by� nieszcz�liwy przypadek? Najprawdopodobniej,
ale czy do takich wypadk�w w og�le powinno dochodzi�? Mo�e z�amano
jakie� procedury polowania, mo�e nie zachowano nale�ytej ostro�no�ci.
Takich pyta� jest mn�stwo, bo powy�sze sytuacje, to zaledwie wycinek
"nieszcz�liwych przypadk�w" na polowaniach.
- Niekt�rzy my�liwi mog� ulega� te� zjawisku iluzji. Tak bardzo chc�
zobaczy� zwierz�, �e pojawia si� u nich my�lenie �yczeniowe, nazywane
katatymi�.
Wyobra�aj� sobie zwierzyn�, kt�rej w rzeczywisto�ci nie widz�.
Powinno si� im natychmiast zabra� pozwolenie na bro�, bo przecie� na
linii ich strza�u mo�e si� te� znale�� cz�owiek - m�wi Jerzy Pobocha.
W ko�ach my�liwskich s� r�ni ludzie. Wi�kszo�� zachowuje rozwag�,
ale s� te� tacy, kt�rzy �ami� przepisy �owieckie, nie przestrzegaj�
niepisanych
zasad, k�usuj�, nadu�ywaj� alkoholu i przejawiaj� nadmiern�
ochot� do strzelania. To g��wnie oni powoduj� nieszcz�cia, od kt�rych
cierpnie sk�ra. Usun�� ich nie jest jednak �atwo, ale to ju� inny temat.
Marek OSAJDA