Tymczasem fakty są następujące.
Białostoczczyzna była terenem działania wyznaczonym dla Einsatzgruppe B
dowodzoną przez Arhura Nebego. Sztab EG B na krótko (3 lipca) zatrzymał się w
Białymstoku , zaś od 5 lipca stacjonował w Mińsku i realizował swoje ponure
zadania na terenie Białorusi. Prawdopodobnie ten fakt zmylił Grossa, który
założył, że w lipcu na terenia Białostoczczyzny nie działały żadne specjalne
odziały niemieckie. Dłużej, bo do 10 lipca, działał w Białymstoku i okolicach
jedynie EK 8 (jeden z oddziałów wchodzących w skład EG B), dowodzony przez
Otto Bradfisha.
Tymczasem ta luka została zauważona przez samych Niemców. Pod koniec czerwca
w Warszawie Nebe spotkał się z dowódcą Policji Bezpieczeństwa i Służby
Bezpieczeństwa w GG i zaproponował wysłanie do swojego rejonu działania
dodatkowych oddziałów operacyjnych. 3 lipca z Warszawy do Białegostoku
wyruszyły cztery dodatkowe oddziały wsparcia. Oddziały te liczyły 20-30 osób
i były dowodzone przez Adolfa Bonifera, Ericha Engelsa, Johannesa Bohma i
Wolfganga Birknera. Zachowany jest sprawozdanie Nebego z działań tych
oddziałów za okres 23 VI do 13 VII 1944 roku. Dowódcy tych oddziałów zostali
okresleni jako "znający sie na rzeczy", biegli w swoim policyjnym fachu. W
rejonie Białegostoku najbadziej upamiętnił się oddział Birknera. 2 lipca
odbyła się narada dowódców z Nebe, gdzie zapewne wprowadzono ich w temat i
wyznaczono zadania, zaś 3 lipca oddziały wyruszyły do akcji, Oddział Bohma
dotart do Grodna, skąd wkrótce nadszedł meldunek (zachowany w niemieckicj
dokumentach), że "pogromy zostały rozpoczęte".
Niezależnie od tego z pomocą pospieszyły lokalne urzędy gestapo z Prus
Wschodnich: Olsztyna i Tylży oraz urząd gestapo z Ciechanowa-Płocka, które
odkomenderowały cześć swoich ludzi do pracy po drugiej stronie granicy. Były
to oddziały liczące po około 10 ludzi. Była to oddolna inicjatywa
zatwierdzona w rozkazie Heydricha z 4 lipca 1941. W tym rozkazie okresłony
jest cel ich działań: "akcja oczyszczania". Funkcjonariusze tych urzędów byli
często wspominanymi przez świadków gestapowcami. Dowódcą gestapo w
Ciechanowie był Hermann Shaper. Shaper został rozpoznany w 1963 przez ocalałą
z pogromu w Radziłłowie Chaje Finkelsztajn - bezblędnie wskazała dwie jego
fotografie spośród okazanych 20. Podała także jego dokładny rysopis. Inny
świadek rozpoznał Shapera jak kierującego akcją zagłady Zydów w Tykocinie 25-
26 sierpnia 1941 roku.
Podstawą działania oddziałów były rozkazy Heydricha. W tych rozkazach widac
pewną ewolucję. Nie wiadomo, czy na odprawie dla kadry dowódczej oddziałów
specjalnych 17 czerwca 1941 padły dokładne rozkazy dotyczące podburzania
miejscowej ludności do pogromów, chociaż ogólny zamiar musiał istnieć.
Sytuacja musiała ulec zmianie po przekroczeniu przez wojska niemieckie
granicy. W wielu miejscowościach witano Niemców jak wyzwolicieli, zas
ujawniona przy tej okazji nienawiść do Żydów utożsamianych ze znienawidzoną
władzą radziecką była zaskoczeniem dla samych Niemców. Efektem były wytyczne
Heydricha dla grup operacyjnych wysłane dalekopisem 29 czerwca."Nie należy
stwarzać żadnych przeszkód do samooczyszczania ze strony kręgów
antykomunistycznych lub antyżydowskich na nowo zajętych terenach. Przeciwnie,
nalezy je wywoływać, nie pozostawiając sladów, w razie potrzeby
intensyfikowac i kierowac na właściwe tory jednak w taki sposób, aby
miejscowe koła samoobrony nie mogły sie później powoływać na zarządzenia lib
dane im polityczne obietnice." Z kolei w wydanym 1 lipca rozkazie opracyjnym
Heydrich mówi, żeby na razie zawiesić eksterminację polskiej inteligencji,
zas akcję oczyszczania ograniczyć do Zydów i komunistów. Antysemicko
nastawionych Polaków należy wykorzystywać do tego celu, z nimi "można będzie
załatwić sprawę później" (cytat). W rozkazie z 2 lipca Heudrich powtórzył,
żeby wspomagać akcje samooczyszczania nie pozostawiając żadnych śladów.
Efekty tych działań mozna znaleźć w 1 tomie "Wokół Jedwabnego", w artykule
Andrzeja Zbikowskiego "Pogromy i mordy ludności żydowskiej w Łomżyńskiem i na
Bialostocczyźnie latem 1941 roku w świetle relacji ocalałych Zydów i
dokumentów sądowych". Same wybór z tych relacji jest zamieszczony w drugim
tomie. Jest to ponura lektura, przerażający wykaz potwornych mordów i
okrucieństw, których ofiarami byli bezbronni i niewinni ludzie. Ogółem w
latach 1945-1958 odbyły się 61 procesy w sprawie zbiorowych mordów. Sprawy
dotyczyły 22 miejscowości, wydarzeń w okresie: koniec czerwca - koniec
sierpnia 1941 rok. Niewykluczone, że nie wszystkie akta zostały odszukane.
W relacjach z wydarzeń widac pewną ewolucję. W początkowym okresie do
pogromów dochodziło bez udziału niemieckich oddziałow specjalnych. Czasami
pogromy wywoływały stacjonujące chwilowo oddziały Wermahtu. Często pogromy
miały charakter porachunków ze okres okupacji radzieckiej. Ich ofiarami
padali także Polacy i Białorusini oskarżani o współpracę z sowietami. Przy
czym w odniesieniu do Polaków I Białorusinów nienawiśc kierowano do
poszczególnych osób, w wypadku Żydów stosowano zasadę odpowiedzialnosci
zbiorowej. Często inicjatorami pogromów byli ludzie wypuszczeni z sowieckich
więzień. Te pogromy przypominają bardziej "klasyczne"pogromy - bicie,
rabowanie i pojedyncze zabójstwa i miały miejsce w ostatnim tygodniu czerwca.
Sytuacja uległa zmianie na początku lipca i później. Metody stają się
bardziej wyrafinowane i ich ofiarą pada większa liczba ludzi. W kilku
przypadkach doszło do eksterminacji całej ludnosci żydowskiej. Udział Polaków
był zróżnicowany. W jednym miejscowościach mordy są dziełem samych Niemców,
zas Polacy spełniają funkcje pomocnicze, w innych mordują Polacy wykonując
rozkazy Niemców. Jeszcze gdzie indziej (na przykład w Radziłłowie) pierwszą
częśc |"dzieła" wykonują Niemcy, zas dokończenie jest dziełem Polaków.
Czasami mordy są rozłożone w czasie i przeprowadzane etapami - przyjeżdzają
Niemcy i mordują część Żydów, potem miejscowi kontynuują "dzieło", potem
ponownie przyjeżdzają Niemcy i mordują pozostałych. Często mordowanie Zydów
poprzedzały swoiste spektakle - ceremonie burzenia pomników i ośmieszające
Żydów nibyreligijne "pogrzeby Lenina", spędzanie Żydów na rynek i zmuszanie
do pielenia trawy, bezczeszczenie przedmiotów kultu religijnego, publiczne,
bezkarne bicie i poniżanie. Podsycano nienawiśc do Żydów poprzez łączenie
żydowskich symboli ([pieśni, modlitwy, przedmioty liturgiczne) z symbolami
władzy radzieckiej (porterty przywódców, czerwone choragwie). Czasami
przeprowadzano swoiste "szkolenie" - na przykład Niemcy wręczali pewnym
osobom pałki i zachęcali do bicia. Przekazywano w bardzo wyraźnej formie, że
za mordowanie Żydów nic nie grozi i jest nawet mile widziane przez władze
niemieckie.Dodatkową zachętą była oczywiście nadzieja wzbogacenia się kosztem
majątku pomordowanych Zydów - chociaż często najcenniejsze łupy zabierali
dla siebie Niemcy.
Warto dodać, że w tym rejonie ocalał (to znaczy dożył końca wojny) co
najwyżej co setny Żyd. W całej Polsce wojne przeżyło około 10 % przedwojennej
ludności żydowskiej.
Działalnośc niemieckich oddziałów specjalnych (Einsatzgruppe) była
przedmiotem postepowania przed Amerykańskim Trybunałem Wojskowym w
Norymberdze (15 IX 1947 - 10 IV 1948) - nie dotyczyło to oddziałów z
Białostockiego. W uzasadnieniu wyroku napisano (między innymi) "Niektóre
Ensatzkommando dokonały zbrodni, która z punktu widzenia moralności była byc
może wieksza niż popełnione przez nie morderstwa, było to podżeganie ludności
do lżenia, maltretowania i zabijania współobywateli. Wtargnięcie do obcego
kraju, więzienie i rozstrzeliwanie niewinnych mieszkańców jest zbrodnią,
która sama zasługuje na potępienie. Jednak podżeganie ludności miejscowej do
zawziętości, nienawiści, gwałtu i niszczenia ma na celu złamanie moralnego
koścca nawet tych, których zamierzano oszczędzić. Sieje ono zbrodnie, a
najeźdzca spodziewa się, że będą one stale wydawać owoce, nawet kiedy on sam
zostanie przepędzony.".
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
> Gross w Sąsiadach praktycznie pomija udział Niemców w pogromie.
Na marginesie tego tekstu.
Ktoregos dnia prase polska obiegla elektryzujaca
informacja Kieresa, ze pojawil sie nowy swiadek
ktorego zeznania zmienia zasadniczo sledztwo
prowadzone przez IPN. Na rozmowe z nim wybrali
sie prokuratorzy IPN.
Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy osoba ta okazal sie
nie kto inny, a wlasnie szanowny pan Schaper.
Pan Schaper jednak nie podzielil entuzjazmu pana
Kieresa, nie padl do nog polskim prokuratorom
i nie zaczal calowac butow tychze, a wybieliwszy siebie
i oddzialy ktorymi dowodzil, obciazyl mordowaniem
strone polska.
Prawdopodobnie po raz pierwszy pan Kieres zauwazyl,
ze mordeca niekoniecznie chce sie przyznac do swojej
zbrodni i niekoniecznie z wlasnej woli na ostatnie dni
u schylku swojego zycia, uda sie do pobliskiego wiezienia.
Zadziwiajaca naiwnosc.
wk
> Prawdopodobnie po raz pierwszy pan Kieres zauwazyl,
> ze mordeca niekoniecznie chce sie przyznac do swojej
> zbrodni ....
Ma sie rozumiec ta zasada tyczy sie tylko Niemcow
- czy tak?
-------------------------------------------------------------------
http://www.algonet.se/~wieslaw/Krupinski
Uprzejmosc, nie jest usprawiedliwieniem glupoty.
Czyni ja tylko bardziej upierdliwa.
Poniewaz, bez wzgledu na ich obecnosc, mordu fizycznie dokonali Polacy,
sasiedzi. O tym jest ta ksiazka.
I zadne liczenie SSmanow w rejonie tego nie zmieni.Gross nie pomija faktu,
ze byla wojna i ze obecnosc Niemcow umozliwila te zbrodnie. Ale wykonali ja
Polacy. Prosze mi pokazac dowody na to, ze Niemcy z m u s z a l i
Polakow do mordowania Zydow, to porozmawiamy. Poprosze o dokumenty, rozkazy,
sankcje za niewykonie polecenia, ew. liste zakladniow (ulubiony, regularnie
stosowany, niemiecki sposob na wymuszanie posluszenstwa) etc.
Kaska
>
> " leszek" <sb.l...@NOSPAM.gazeta.pl> wrote in message
> news:b0gf7m$97g$1...@news.gazeta.pl...
> > Gross w Sąsiadach praktycznie pomija udział Niemców w pogromie.(ciach)
>
> Poniewaz, bez wzgledu na ich obecnosc, mordu fizycznie dokonali Polacy,
> sasiedzi. O tym jest ta ksiazka.
>
> I zadne liczenie SSmanow w rejonie tego nie zmieni.Gross nie pomija faktu,
> ze byla wojna i ze obecnosc Niemcow umozliwila te zbrodnie. Ale wykonali ja
> Polacy.
To twoim zdaniem nie ma znaczenia, czy w miejscu zbrodni byli Niemcy, czy nie
byli. A także czy były to odziały Wermachtu, czy gestapo lub SS. Ilu ich
było: 10 czy 100. W jakim celu byli - mieli określone rozkazy czy nie mieli.
Twoim zdaniem to nie ma znaczenia ? Bardzo ciekawy pogląd.
> Prosze mi pokazac dowody na to, ze Niemcy z m u s z a l i
> Polakow do mordowania Zydow, to porozmawiamy. Poprosze o dokumenty, rozkazy,
> sankcje za niewykonie polecenia, ew. liste zakladniow (ulubiony, regularnie
> stosowany, niemiecki sposob na wymuszanie posluszenstwa) etc.
>
Nikt ci nie pokaze takich dowodów, bo ich nie ma. Więc najwyraźniej nie
porozmawiamy. Tak na marginesie, to na zachowanie ludzi można wpływać na
wiele różnych sposobów, nie muszą to być wcale dokumenty, sankcje, rozkazy
czy listy zakładników. Świat jest dużo bardziej skomplikowany, niż ci się
wydaje.
Co takiego ciekawego, ew. niezwyklego w tym, ze precyzyjnie oddzielam
sprawcow od podzegaczy? Jakby Niemcy do mordowania np. wylapanych polskich
zolnierzy "zachecali'- to tez ci ludzie by pogonili ich przez miasto i
spalili zywcem w stodole?Znasz taki przypadek?
Podaj mi prosze konkretne przyklady JAK Niemcy Polakow do morderstw
zmuszali - pogadamy, ok. Pamietaj, ze mowimy o wymordowaniu kobiet i dzieci,
a nie li tylko "komunistycznych komisarzy".
>
> > Prosze mi pokazac dowody na to, ze Niemcy z m u s z a l i
> > Polakow do mordowania Zydow, to porozmawiamy. Poprosze o dokumenty,
rozkazy,
> > sankcje za niewykonie polecenia, ew. liste zakladniow (ulubiony,
regularnie
> > stosowany, niemiecki sposob na wymuszanie posluszenstwa) etc.
> >
>
> Nikt ci nie pokaze takich dowodów, bo ich nie ma. Więc najwyraźniej nie
> porozmawiamy. Tak na marginesie, to na zachowanie ludzi można wpływać na
> wiele różnych sposobów, nie muszą to być wcale dokumenty, sankcje, rozkazy
> czy listy zakładników. Świat jest dużo bardziej skomplikowany, niż ci się
> wydaje.
Na mo j e zachowanie nikt nie bylby w stanie wplynac tak, abym
niezagrozona b. ciezkimi konsekwencjami zaganiala male dzieci do stodoly,
tlukac je po drodze i mordujac ich krewnych i bliskich.. Nie mam co do tego
cienia watpliwosci, jezeli ty masz takie wobec siebie,to sorry -
rzeczywiscie nadajemy z roznych galaktyk.
Oczywicie,ze do popelniania takich czynow potrzebny jest klimat. Nazywa sie
on antysemityzm i karmiony byl demonizowaniem Zydow przez wieki przez nader
autorytatywne i wplywowe grono - chrzescijanskie koscioly.
Dlatego Jedwabinianinowi reka by drgnela zanim by ja podniosl na dzieco
polskiego komunisty pochodzenia chrzescijanskiego, i pewnie zaden Niemiec
do zamordowania go by go nie zmusil, przy zydowskim zas- nawet nie
sprawdzal, czy ojciec aby na pewno komunista byl.
Kaska
To, co sie stalo w Jedwabnem - to jedno.
Jak zostala napisana ksiazka i to po dwoch
przewodach sadowych w Polsce - to drugie.
Niedawno wpadla mi w rece ksiazka autora
Theo Richmonda pt. "Konin: A Quest".
Kssiazka stala sie bestsellerem w swiecie i w Polsce.
Znajdzie tam pani wszystko, co niewatpliwie ucieszy
pani wojujace, antypolskie serce, ale jest pewna roznica miedzy
Richmondem a Grossem.
Richmond nie pozwala sobie na domysly, nie wklada
w usta swiadkow wypowiedzi, ktorych nie bylo, nie
wprowadza nowych, delikatnie mowiac, dziwacznych
metod w pracy historyka. Nie pisze tego dla uzyskania jakichkolwiek
profitow, czy biletow wstepu na Nowojorskie salony.
Richmond nie pozwala sobie na oskarzenia calej spolecznosci polskiej,
bo to takie modne i chwytliwe.
Richmond jest uczciwy i na lamach jego ksiazki pojawiaja
sie autentyczne wypowiedzi tamtych ludzi, lub teksty
dokumentow. Wszystkie dokumenty podawane sa w calosci,
bez wycinania niewygodnych partii.
Ksiazka zostala jak slysze przetlumaczona na jezyk polski
i spotkala sie z zywa, pozytywna reakcja, mimo, jak
wspomnialem wyzej, okrutnej prawdy w niej zawartej.
W wywiadzie dla "Midrasza" Richmond mowi, ze bledem
jest pamietac jedynie dwanascie lat (1933-1945) wspolnej
historii, gdy ta historia ma 700 lat.
Richmond stracil fortune na stworzenie tej ksiazki, na podroze,
na rozmowy, na odtworzenie tamtych czasow.
Gross dostal do reki gotowe dokumenty procesowe i stworzyl
w kilka dni, manipulujac nimi, ksiazczyne przypominajaca jako zywo
materialy propagandowe z wyzwalania Polski w roku 1939.
Jedynie dzieki poparciu Prezydenta RP, Kwasniewskiego, sprawa
skonczyla sie tak, jak sie skonczyla.
Bez tego poparcia ksiazczyna jest bezuzytecznym smieciem, gdzie
koronny swiadek oddalony od miejsca rozmowy o dziesiec kilometrow i to
do tego schowany przez Polakow, slyszy planowanie zbrodni
w Ratuszu przez Polakow (sic!) i Niemcow.
To jest cala recenzja tej ksiazeczki.
wk
> Richmond nie pozwala sobie na domysly, nie wklada
> w usta swiadkow wypowiedzi, ktorych nie bylo, nie
> wprowadza nowych, delikatnie mowiac, dziwacznych
> metod w pracy historyka. Nie pisze tego dla uzyskania jakichkolwiek
> profitow, czy biletow wstepu na Nowojorskie salony.
Panie Krasucki wiedze ze zabral sie Pan powaznie do
pisania wiec moze i ja sie powaznie zapytam:
- a jakie to wg. Pan "profity" mial Gross uzyskac
- co Pan wie na temat "salonow" w jakich Gross przebywal
(lub nie przebywal) przed napisaniem ksiazki?
> Richmond nie pozwala sobie na oskarzenia calej spolecznosci polskiej,
> bo to takie modne i chwytliwe.
Gdzie w ksiazce Grossa jest oskarzenie przeciwko calemu polskiemu
spoleczenstwu - prosze o cytat?
> Richmond jest uczciwy i na lamach jego ksiazki pojawiaja
> sie autentyczne wypowiedzi tamtych ludzi, lub teksty
> dokumentow.
Gros nie musial podawac dokumentow gdyz lezaly one do wgladu
wszystkich historykow w polskich archiwach - jeno nikomu sie
niechcailo nimi zajmowac.
> Wszystkie dokumenty podawane sa w calosci,
> bez wycinania niewygodnych partii.
jak wyzej.
> Ksiazka zostala jak slysze przetlumaczona na jezyk polski
> i spotkala sie z zywa, pozytywna reakcja, mimo, jak
> wspomnialem wyzej, okrutnej prawdy w niej zawartej.
> W wywiadzie dla "Midrasza" Richmond mowi, ze bledem
> jest pamietac jedynie dwanascie lat (1933-1945) wspolnej
> historii, gdy ta historia ma 700 lat.
> Richmond stracil fortune na stworzenie tej ksiazki, na podroze,
> na rozmowy, na odtworzenie tamtych czasow.
> Gross dostal do reki gotowe dokumenty procesowe i stworzyl
> w kilka dni, manipulujac nimi, ksiazczyne przypominajaca jako zywo
> materialy propagandowe z wyzwalania Polski w roku 1939.
- a skad Pan wie ze bylo to pare dni? a poza tym to nie roumiem
wszystki wolno manipulowac od Monkiewicza do calego szergu
jego zwolennikow a Grossowi nie?
> Jedynie dzieki poparciu Prezydenta RP, Kwasniewskiego, sprawa
> skonczyla sie tak, jak sie skonczyla.
> Bez tego poparcia ksiazczyna jest bezuzytecznym smieciem, gdzie
> koronny swiadek oddalony od miejsca rozmowy o dziesiec kilometrow i to
> do tego schowany przez Polakow, slyszy planowanie zbrodni
> w Ratuszu przez Polakow (sic!) i Niemcow.
> To jest cala recenzja tej ksiazeczki.
a ja se tak mysle ze gdyby nie ksiazka Grossa to Pana Panie Krasuski
bys do tej pory gledzil o Niemcach ktorzy spalili kobiety i dzieci
w Jedwaben. Skoro Pan jednak jak wiedzialem ostatnio tego nie robil
to jednak na cos sie ta ksiazka przdala? - przynajmniej Panu.
W.
W dniu 11.04. br. odbyło się na terenie Republiki Federalnej Niemiec
przesłuchanie Hermana Schapera (lat 90) w charakterze świadka, w ramach
śledztwa prowadzonego przez prokuratora Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni
przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku Radosława Ignatiewa, w sprawie
zamordowania w dniu 10 lipca 1941 r. żydowskich mieszkańców miejscowości
Jedwabne. Prowadzący śledztwo prokurator uczestniczył w tym przesłuchaniu
prowadzonym przez niemieckiego prokuratora. Niemiecka prokuratura, a także
Centrala Badania Zbrodni
Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu podjęły przed kilkoma miesiącami na
prośbę Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko
Narodowi Polskiemu poszukiwania Hermana Schapera, które pozwoliły na
ustalenie miejsca jego obecnego pobytu i przesłuchanie go. Istniało
powszechne przekonanie, że H. Schaper nie żyje, dlatego też należy wyrazić
wdzięczność władzom niemieckim za podjęcie szczególnych wysiłków w celu
odnalezienia Schapera, które umożliwiły udzielenie IPN pomocy prawnej w tej
sprawie.
Herman Schaper - funkcjonariusz gestapo z Ciechanowa - był widziany przez
świadka Chaję Finkelstein w dniu 7 lipca 1941 r. w Radziłowie. Świadek
rozpoznała Schapera na okazanych jej fotografiach jako tego, który stojąc na
rynku w Radziłowie w dniu zamordowania żydowskich mieszkańców tej
miejscowości przez spalenie w stodole "wydawał rozkazy innym gestapowcom, a
także Polakom, którzy współpracowali z gestapo". Świadek dodała, że Schaper
"robił wrażenie kierownika tej akcji". Jednakże niemiecka prokuratura
umorzyła w 1965 r. postępowanie przeciwko Schaperowi z powodu braku
wystarczających dowodów dla sporządzenia aktu oskarżenia przeciwko niemu w
sprawie udziału w akcjach masowego mordowania Żydów latem 1941 r. na terenie
łomżyńskiego.
Przesłuchanie H. Schapera, które odbyło się w ubiegłym tygodniu prowadzono w
oparciu o wcześniej przekazaną niemieckiej prokuraturze listę pytań
przygotowanych przez prokuratora IPN-KŚZpNP, z uwzględnieniem wiedzy
zgromadzonej do tej pory na temat jego działalności w łomżyńskim w lecie
1941 r.
Odpowiadając na zadawane pytania Herman Schaper powiedział, że:
a.. latem 1941 roku dowodził komandem Gestapo liczącym od 10 do 15 ludzi,
które poruszało się samochodami osobowymi, a także motocyklami (dodał, że
komando nie posiadało samochodów ciężarowych);
b.. zadaniem komanda było poszukiwanie agentów rosyjskich oraz
zabezpieczanie dokumentów;
c.. w tym okresie był raz obecny przy rozstrzeliwaniu Żydów.
Schaper zaprzeczył odczytanym mu zeznaniom Isaka Fehlera złożonym na
początku lat sześćdziesiątych, który rozpoznając Schapera stwierdził:
"sądzę, że jest to funkcjonariusz, który przeprowadził akcję w Tykocinie"
(zamordowania Żydów w tej miejscowości). Schaper zaprzeczył, że nosił
wówczas mundur i okrągłą czapkę z czarnym otokiem i trupią główką oraz że na
rynku w Tykocinie, wydawał rozkazy swoim podwładnym - jak opisał to świadek
Fehler. "Nie wydawałem żadnych rozkazów, nie nosiłem także żadnej okrągłej
czapki" zeznał Schaper.
Odpowiadając na kolejne pytanie H. Schaper powiedział, że jego przełożony z
Gestapo nazywał się Pulmer. Wskazał także, ze przypomina sobie nazwisko
Baumann, jako jednego z funkcjonariuszy Gestapo, z którym służył razem w
1941 r.
Zapytany, czy jego komando poza poszukiwaniem agentów i dokumentów, miało
także inne zadania, odpowiedział "nie mieliśmy żadnych dalszych zadań".
Na pytanie, co mu jest wiadomo o "masowym mordowaniu Żydów w czerwcu -
wrześniu 1941 r. na obszarze w pobliżu Łomży, stwierdził, że "dochodziło do
dzikich akcji tubylczej ludności i jakichś oddziałów". Dodał, że "nie wie
jakie to były oddziały".
Jednocześnie przesłuchiwany okazał wzburzenie i przedłożył prowadzącemu
przesłuchanie prokuratorowi liczne zaświadczenia, wśród nich zaświadczenie
lekarskie stwierdzające niezdolność do składania zeznań. Przesłuchanie
zostało przerwane, lekarz stwierdził, że dalsze przesłuchanie rodzi
niebezpieczeństwo ataku serca lub wylewu.
Poddany następnego dnia badaniu przez lekarza sądowego Schaper został uznany
za niezdolnego do udziału w postępowaniu, z zaznaczeniem, że nie można
oczekiwać istotnej poprawy jego aktualnego stanu zdrowia.
Przesłuchanie trwało półtorej godziny i zostało zarejestrowane na taśmie
magnetofonowej.
Protokół przesłuchania został przekazany przez niemiecką prokuraturę, do
Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w dniu
dzisiejszym, w godzinach południowych, co umożliwiło sformułowanie
niniejszego komunikatu.
Merytoryczna ocena zeznań H. Schapera zostanie dokonana przez prowadzącego
postępowanie prokuratora Radosława Ignatiewa w postanowieniu końcowym.
> a ja se tak mysle ze gdyby nie ksiazka Grossa to Pana Panie Krasuski
> bys do tej pory gledzil o Niemcach ktorzy spalili kobiety i dzieci
> w Jedwaben. Skoro Pan jednak jak wiedzialem ostatnio tego nie robil
> to jednak na cos sie ta ksiazka przdala? - przynajmniej Panu.
Podpiszesie pod tym i tutaj dyskusje z Krasuckim utne, bo widze,ze znowu ma
atak przerostu emocji nad intelektem.
Kaska
Relacja ks. Edwarda Orlowskiego
Proboszcza Parafii Jedwabne,
Dziekana Dekanatu Jedwabne
Jedwabne, 10. 06. 2001
(.) Po ukończeniu Seminarium byłem wikariuszem przez 14 lat w różnych
parafiach, m.in.w Lipsku nad Biebrza 3 lata, razem z Ks. Józefem Keblinskim,
który był w Jedwabnem przez cały okres okupacji sowieckiej i niemieckiej był
duszpasterzem.
(.) Co dziennie przy obiedzie, przy kolacji, Ks. Józef Keblinski opowiadał
mi, co działo się w czasie okupacji w Jedwabnem, m.in. mówił o spaleniu
Żydów. Z tej relacji, opowiadanej wielokrotnie, znam dokładny przebieg Tych
wydarzeń.
(.) Od roku 1 lipca 1988 zostałem Dziekanem i Proboszczem Parafii Jedwabne.
(.) Dlaczego poczułem się upoważniony do zabierania głosu w sprawie mordu
Żydów w Jedwabnem ? Dlatego, ponieważ miałem bardzo szczegółowe informacje o
Przebiegu tego mordu na Żydach od Ks. Józefa Keblinskiego, który opowiadał
mi o tym wielokrotnie. Dzięki temu czuje się świadkiem pośrednim. Sprawa
korzeniami sięga roku 1939, kiedy do Jedwabnego przyszli Niemcy, ale na
podstawie umowy Ribbentrop - Mołotow ustąpili miejsca sowietom.
Po wkroczeniu Sowietów Żydzi przywitali ich kwiatami, objęli stanowiska w
urzędzie miejskim, utworzyli z młodych Żydów sowiecka milicje i przystąpili
do współpracy z NKWD. Współpraca ta polegała na tym, ze udzielali oni NKWD
szczegółowych informacji, a ponieważ w październiku 1939 roku zawiązał się
Ruch Oporu, była to szkoła dokształcenia w walce partyzanckiej trzech
powiatów: łomżyńskiego, białostockiego i augustowskiego. Zgromadziło się tu
trochę ludzi ze szkól wojskowych podwarszawskich i warszawskich. Mieszkali
oni i działali w Jedwabnem, ale Żydzi ich szpiegowali, dlatego tez
przenieśli się do sąsiedniej wsi Kubrzany, ale i tam ich szpiegowano. Wtedy
przenieśli się za Biebrze, w na terenie bagiennym, do uroczyska Kobielno,
gdzie była leśniczówka, która stała się terenem ich pobytu. Ale i tam ich
również wyszpiegowano, i w tym był duży udział Żydów Jedwiabianskich.
W dzień zesłania Ducha Św. 1941 roku, nadjechało NKWD i oddziały Czerwonej
Armii, i tam rozegrała się walka, w której zginęli partyzanci, ale o wiele
więcej żołnierzy NKWD. Po tym wypadku były najboleśniejsze zsyłki. Żydzi
przygotowywali listy patriotów, ludzi wartościowych, wykształconych których
należało jak najszybciej wywieźć. Czynnie uczestniczyli Żydzi w
aresztowaniu, przyprowadzili NKWDzistów w miejsce zamieszkania skazańców i
wraz z NKWD wywożono furmankami do Łomży na stacje kolejowa. Furmanki były
konwojowane przez uzbrojonych w karabiny Żydów. Matki i żony aresztowanych
błagały Żydów - sąsiadów, aby umożliwiono ucieczkę ich mężom i synom, w
czasie Drogi do stacji. Żydzi nie dopuścili do żadnej ucieczki, nieznany
jest ani przypadek, aby komuś pomogli uciec.
Najbardziej tragiczny był ostatni konwój, tuz przed wkroczeniem Niemców do
Łomży, tuz przed wybuchem wojny niemiecko - sowieckiej. Olbrzymi skład
pociągu, składającego się z wagonów bydlęcych, nie zdążył zabrać wszystkich
ludzi. Pozostali zostali umieszczeni w wiezieniu, oczekując na następny
transport.
22 czerwca 1941r Niemcy wkroczyli do Łomży - więźniowie sforsowali drzwi i
zamki i wydobyli się z wiezienia, powracając do Jedwabnego, spotykając tu
Żydów, którzy ich konwojowali. Mieszkania Polaków były zajęte, rodziny były
wywiezione w głąb Rosji, Polacy powracając nie mieli się gdzie podziać.
10 lipca 1941 r Niemcy zorganizowali likwidacje Żydów w Jedwabnem. Przez
pierwsze dni, poprzedzające te likwidacje, Żydów zaganiali na rynek do pracy
celem wyrwania trawy na rynku, po tym wyrywaniu trawy rozpuszczali ich do
domów. Na drugi dzień znów powtórzyli ten eksperyment, i dopiero trzeciego
dnia postanowili ich zamordować. Tak wiec dopiero trzeciego dnia dokonano
spalenia Żydów.
Ks. Keblinski mieszkał na plebani, którą Niemcy zwrócili po "Selsowiecie".
Niemcy mieli kwaterę w Starej Aptece. Niemcy zwrócili Ks. Keblinskiemu
plebanie. Tutaj mieszkał z księdzem przez krótki czas kapelan niemiecki.
Ponieważ Ks. Keblinski znał język niemiecki, z konieczności stawał się
tłumaczem, między Polakami i Niemcami, i Żydami i Niemcami. Dowiedział się
Ks. Keblinski od Niemców, ze Żydzi będą zniszczeni, bo jeden z żandarmów
udzielił informacji, ze przyjechało do Białegostoku komando w liczbie 240
Niemców, które zrobi porządek z Żydami. Ksiądz Keblinski próbował tłumaczyć,
ze może jednak udałoby się ocalić tych Żydów. Żydzi nawet chcieli zebrać
kosztowności celem przekupienia Niemców. Ale Niemcy oświadczyli, ze to jest
niemożliwe, powiedzieli, ze tam, gdzie stąpnie stopa żołnierza niemieckiego,
Żyd nie ma prawa żyć. Ksiądz Keblinski ostrzegł niektórych poważnych Żydów.
Mógł o tym powiedzieć tylko tym, których uważał za zdolnych do dyskrecji, bo
inaczej sam zostałby rozstrzelany.
W dniu, kiedy spędzano na rynek nie tylko mężczyzn, ale kobiety i dzieci,
Ks. Keblinski poszedł na posterunek do oficera, wysokiej rangi, który
dowodził cala akcja i tłumaczył mu, ze jeżeli winni są wam mężczyźni i
posądzacie ich o sympatie do komunizmu, to przecież dzieci i kobiety są nic
niewinne. I usłyszał odpowiedz: "Czy ty wiesz, kto tu rządzi ? Nie wtrącaj
się, jeśli chcesz mieć głowę na karku i zachować życie". Otworzył drzwi i
potężnym głosem krzyknął: "Rauss !". Ks. Keblinski opuścił posterunek, czul
się całkowicie bezradnym. Na słupach wisiały ogłoszenia, ze kto ukryje Żyda
lub ułatwi ucieczkę, będzie rozstrzelany do trzeciego pokolenia. Widział,
jak Polacy byli zmuszani, wyganiani na rynek, celem pilnowania i
konwojowania Żydów prowadzonych do stodoły. Ale nikt się nie domyślał, jaki
będzie tego finał, ani Żydzi, ani Polacy.
Żydzi poszli z rzeczami, potrzebnymi im do użytku codziennego, spokojnie,
nie domyślali się, co ich czeka. Ks. Keblinski przypuszczał, ze Żydów mogło
być od 150 do 200. O samym momencie wiemy tylko, ze nastąpił wybuch, krzyk,
wiem, ze Żydzi próbowali uciekać ze stodoły, ale stodoła była szczelnie
otoczona przez Niemców uzbrojonych. Tylko Niemcy byli uzbrojeni, wiadomo,
nie zgodzili się dać bron i nawet Karolakowi, agentowi niemieckiemu, którego
Niemcy mianowali burmistrzem.
Dzieło wiec ostatecznej zagłady Żydów było tylko i wyłącznie dziełem
Niemców, Polacy byli zmuszeni do pilnowania pod groźbą utraty życia. Z
zeznania Żyda, dochodzącego spadku w urzędzie sadu rejonowego w Łomży wynika
jednoznacznie, ze Żydzi zostali spaleni w stodole przez Niemców.
Do stodoły wepchnięto i zostali tam spaleni co najmniej trzej Polacy,
wepchnięci zostali przez Niemców i zostali tam spaleni razem z Żydami. Żydzi
mieli ze sobą przedmioty użytku codziennego, mieli ze sobą łyżki, widelce,
rzezak miał nóż. Żydzi nie wiedzieli, ze idą na śmierć. Ów nóż był
przeznaczony do uroczystości rytualnych.
Ks.Edward Orlowski.
> >
> > > Prosze mi pokazac dowody na to, ze Niemcy z m u s z a l i
> > > Polakow do mordowania Zydow, to porozmawiamy. Poprosze o dokumenty,
> rozkazy,
> > > sankcje za niewykonie polecenia, ew. liste zakladniow (ulubiony,
> regularnie
> > > stosowany, niemiecki sposob na wymuszanie posluszenstwa) etc.
> > >
> >
> > Nikt ci nie pokaze takich dowodów, bo ich nie ma. Więc najwyraźniej nie
> > porozmawiamy. Tak na marginesie, to na zachowanie ludzi można wpływać na
> > wiele różnych sposobów, nie muszą to być wcale dokumenty, sankcje, rozkazy
> > czy listy zakładników. Świat jest dużo bardziej skomplikowany, niż ci się
> > wydaje.
>
> Na mo j e zachowanie nikt nie bylby w stanie wplynac tak, abym
> niezagrozona b. ciezkimi konsekwencjami zaganiala male dzieci do stodoly,
> tlukac je po drodze i mordujac ich krewnych i bliskich.. Nie mam co do tego
> cienia watpliwosci, jezeli ty masz takie wobec siebie,to sorry -
> rzeczywiscie nadajemy z roznych galaktyk.
Skąd ta niezachwiana pewność. Trochę więcej pokory ! To bardzo łatwo siedzieć
w wygodnym fotelu przy zastawionym stole i pouczać wszystkich na świecie co
jest słuszne, a co nie.
>
> Oczywicie,ze do popelniania takich czynow potrzebny jest klimat. Nazywa sie
> on antysemityzm i karmiony byl demonizowaniem Zydow przez wieki przez nader
> autorytatywne i wplywowe grono - chrzescijanskie koscioly.
>
> Dlatego Jedwabinianinowi reka by drgnela zanim by ja podniosl na dzieco
> polskiego komunisty pochodzenia chrzescijanskiego, i pewnie zaden Niemiec
> do zamordowania go by go nie zmusil, przy zydowskim zas- nawet nie
> sprawdzal, czy ojciec aby na pewno komunista byl.
Ale o co ci właściwie chodzi ? Załóżmy, że na przykład istnieją
cytuję: "dokumenty,rozkazy,sankcje za niewykonie polecenia, ew. liste
zakladnikow" - i co miałoby z tego szczególnego wynikać. Na przykład, że
mordowanie Żydów było usprawiedliwione ??? Bardzo ciekawe.
No tak, ja za nic nie wskoczylbym do dolu pelnego gowna, ale wiemy, ze
niektorzy ludzie sie uratowali siedzac w dolach kloacznych. Z tego nalezy
wyciagnac wniosek, ze ludzie inaczej zachowuja sie w sytuacji normalnej:
syci, bezpieczni, dobrze poinformowani gdzies w Kalifornii
a inaczej glodni, dezinformowani, zagrozeni w srodku wojny Niemiecko-
Radzieckiej, gdzie zginelo w sumie 30 000 000 ludzi!!
Gdyby przyjac Twoj sposob rozumowania, to musialabys przyjac, ze Zydow
wymordowali sami Zydzi, biorac pod uwage udzial Zydowskiej policji, obslugi
komor gazowych oraz krematoriow w fizycznym wykonaniu mordu.
Sam Hitler nie zabil chyba osobiscie nikogo, ani nie wydal nigdy zadnego
takiego rozkazu!
Niedawno byl proces chlopaka, ktory bedac wiezniem obozu koncentracyjnego
zostal skierowany do obslugi takich urzadzen i w ten sposob zostal mimowolnym
morderca. Ciekawe sa moralne dylematy w takich sytuacjach!
> Oczywicie,ze do popelniania takich czynow potrzebny jest klimat. Nazywa sie
> on antysemityzm i karmiony byl demonizowaniem Zydow przez wieki przez nader
> autorytatywne i wplywowe grono - chrzescijanskie koscioly.
Jednym z rodzajow dezinformwacji, ktora poslugiwali sie Nazisci, a ktorym Ty
rowniez sie teraz poslugujesz, jest tzw. generalizacja. Np. ludzie w
Jedwabnym wiedzieli, ze Radzieccy to masowi mordercy i ze niektorzy Zydzi im
w tym pomagali. Nazisci przybyli z generalizacja, ze jest to wina wszystkich
Zydow i Zwiazek Sowiecki to kraj Zydowski.
Ty poslugujesz sie podobna generalizacja, bezpodstawnie podajesz na wiare,
swoje przekonanie, jakoby Koscioly chrzescijanskie ( nie wiadomo, czy
wszystkie czy tylko niektore ) szerzyly antysemityzm. Nastepnie dokonujesz
nastepnego etapu dezinformacji, uwazasz mianowicie, ze nie bezposrednie
doswiadczenia czasow sowieckich byly przyczyna mordu, tylko wytworzony przez
koscioly przez 700 lat antysemityzm. Zauwazmy, ze nigdzie nie podajesz, skad
to wiesz. Tak naprawde jest wiele wersji na temat Jedwabnego, ale nigdzie nie
znalazlem jednoznacznego wyjasnienia, co naprawde czuli i uwazali ludzie
zaangazowani w zbrodnie, a Ty to wiesz doskonale.
Teraz Ci udowodnie jak klamliwe jest to co uznajesz i szerzysz, podajac innym
za prawde.
Zydzi przybyli do Jedwabna w czasach, gdy Polska byla krajem chrzescijanskim
i ludzie sluchali, to co koscioly im mowily, rowniez na temat Zydow. Mimo to,
w Jedwabnie i calej Polsce osiadalo coraz wiecej Zydow, stanowiac coraz
wieksza czesc swiatowej Zydowskiej populacji (75% w XVIII wieku) i coraz
wieksza czesc populacji Polski (okolo 10% maksymalnie).
Co wiecej, w czasie nieobecnosci Krola, Prymas- najwyzszy ranga Arcybuskup
byl odpowiedzialny za ochrone porzadku publicznego, w tym rowniez za ochrone
Zydow! W kronice u Dlugosza, mozesz znalezc opis zdarzenia, gdy ochotnicy
udajacy sie na Krucjate, zaatakowali Zydow w Krakowie. Gwardia Biskupia
rozgonila huliganow i ocalila Zydow, ich rodziny oraz majatek.
Jest to oczywisty dowod na to, ze twoje twierdzenie o szerzeniu antysemityzmu
przez koscioly, jest bardzo szkodliwa generalizacja i mam nadzieje, nie
bedzie nigdy uzyte jako paliwo do zadnej zbrodni. Ciekawym tylko, co mysleli
na ten temat, Zydowscy funkcjonariusze UB i NKWD po II wojnie swiateowej??
Moze im ktos powiedzial, ze AK-owcy ktorych torturuja, byli antysemitami?
Z Powazaniem
cfp
> Skąd ta niezachwiana pewność.
Ze nie dopuscilabym sie zbrodni? Ano tak mam. Pokora nic tu nie ma do
rzeczy.
Trochę więcej pokory ! To bardzo łatwo siedzieć
> w wygodnym fotelu przy zastawionym stole i pouczać wszystkich na świecie
co
> jest słuszne, a co nie.
A to ty masz watpliwosci,ze ochotnicze zabijanie niewinnych ludzi jest zle?
No tak , inna galaktyka...
> Ale o co ci właściwie chodzi ? Załóżmy, że na przykład istnieją
> cytuję: "dokumenty,rozkazy,sankcje za niewykonie polecenia, ew. liste
> zakladnikow" - i co miałoby z tego szczególnego wynikać.
Wynikaloby z tego, ze ludzie wykonali rozkazy pod grozba utraty zycia -
kazde prawo, jak i obyczajowe oceny biora takie okoliczosci pod uwage. W
Jedwabnem, Wasaczu i kiku inych miejscach, jednakowoz, takie okolicznosci
NIE zaszly.
Na przykład, że
> mordowanie Żydów było usprawiedliwione ??? Bardzo ciekawe.
Mozliwe, ze w twojej galaktyce tego gatunku rozumowanie jest ogolnie
praktykowane, a na mojej - nie. Nawet nie bede sie z tym spierac, jako, ze
dysponujesz ewidentnie innego typu narzedziami intelektualnego poznania, jak
i innego typu wartosciami, ktore kieruja ocenami. Nie mam ochoty nawet sie z
nimi zapoznawac,nie mowiac juz o przedyskutowywaniu ich.
Kaska
Acha, najpierw odpowiedzialam ci prywatnie, bo prywatna poczte zalatwiam
jako pierwsza. Widze, ze umiesciles to i tutaj, wiec przekopiuje swoja
odpowiedz ( z niewielkimi zmianami, gl. korekta typingu)
............................................................................
..................
>No tak, ja za nic nie wskoczylbym do dolu pelnego gowna, >ale wiemy, ze
niektorzy ludzie sie uratowali siedzac w >dolach kloacznych.
Zeby ratowac swoje zycie, a nie zeby w tych dolach topic innych. Zyciu tych
z Jedwabnego nic nie grozilo, jesliby nie wymordowali Zydow.
(...)
>Gdyby przyjac Twoj sposob rozumowania, to musialabys >przyjac, ze Zydow
wymordowali sami Zydzi, biorac pod >uwage udzial Zydowskiej policji, obslugi
komor gazowych >oraz krematoriow w fizycznym wykonaniu mordu.
Prosilam o wskazanie mi represji, jakie grozily Polakom za niewymordowanie
Zydow. Dla podanego przez ciebie przypadku policji czy obslugi krematorium
konsekwencje niewykonania rozkazu moge ci udokumentoc, ale sadze, ze
doskonale je znasz.
>Sam Hitler nie zabil chyba osobiscie nikogo, ani nie wydal >nigdy zadnego
takiego rozkazu!
I nie sam Hitler jest odpowiedzialny za Holocaust, ale choc wielu sprawcow ,
ktorzy osobiscie tez nikogo nie zamordowali osadzono w Norybmerdze, osadzono
tez tych, ktorzy wykonywali polecenia, choc - jak udowodniono - bynajmniej
NIC im nie grozilo za odmowe. Kazdy mogl zrezygnowac z udzialu w
Einstatsgruppen, kilku z tego skorzystalo. Nie bylo problemu z zastapieniem
ich - chetnych bylo az nadto. Dobrowolnych.
Do SS tez nikogo palkami nie zapedzano. Nikt nie mial przymusu pracowania w
administracji obozow koncentracyjnych, ludzie sami sie pchali, bo placono
tam b.dobrze (tak, dla wielu byla to po prostu praca, nie tylkoSS
obslugiwalo obozy).
Nawet zolnierze Wermachtu, okazyjnie wykorzystywani do zbrodni, mogli
odmowic udzialu w tych specjalnych zadaniach dotyczacych "ostatecznego
rozwiazania sprawy zydowskiej".
>Niedawno byl proces chlopaka, ktory bedac wiezniem >obozu koncentracyjnego
zostal skierowany do obslugi takich >urzadzen i w ten sposob zostal
mimowolnym morderca. >Ciekawe sa moralne dylematy w takich sytuacjach!"
Nie, nie zostal skierowany, ale sam sie zglosil i wykonywal swoje zajecie z
zapalem i oddaniem(o ile mamy na mysli te sama sprawe). Nie znam finalu.
Jest piramidalna roznica w zgloszeniu sie do takiej pracy i w przymuszeniu
do niej grozba utraty zycia. Jak zreszta wiadomo, obsluga komor i
krematoriow cyklicznie ladowala sama w piecach, bo na ogol byli to Zydzi, to
przede wszystkim. Niemcy nie chcieli zostawiac przy zyciu swiadkow - to dwa.
Ten ocalal. N.B. dzis bylby bezcenny jako naoczny swiadek wobec tzw
rewizjonistow, ktorzy twierdza,ze masowego mordowania Zydow w ogole nie
bylo, ale jakos nie slyszalam, aby sie w takie zajecie zaangazowal - a jest
to jego moralny obowiazek, ktorym przynajmiej czesciowo zmazac swoje winy.
No i uspokoic sumienie. Widac jednak, sumienie mu nie przeszkadza.
Jak przezywali to inni-polecam "Czy ja jestem morderca?" Celela
Perechodnika, policjanta w getcie warszawskim.
"> >Oczywicie,ze do popelniania takich czynow potrzebny jest >>klimat.
Nazywa sie
>> on antysemityzm i karmiony byl demonizowaniem Zydow >>przez wieki przez
nader
>> autorytatywne i wplywowe grono - chrzescijanskie koscioly
>Jednym z rodzajow dezinformwacji, ktora poslugiwali sie >Nazisci, a ktorym
Ty rowniez sie teraz poslugujesz, jest tzw. >generalizacja. Np. ludzie w
Jedwabnym wiedzieli, ze >Radzieccy to masowi mordercy i ze niektorzy Zydzi
im w tym >pomagali. Nazisci przybyli z generalizacja, ze jest to wina
>wszystkich Zydow i Zwiazek Sowiecki to kraj Zydowski."
To Polacy byli tacy durni, ze bez cienia watpliwosci uwierzyli Niemcom? Tym
Niemcom, ktorzy rozpoczeli wojne????
Oczywiscie,ze nie.
Zalozenie, ze wszyscy komunisci to Zydzi, szlo z Watykanu. Dokladnie w ten
sposob wyrazil sie Pius XII. Bynajmniej,nie byla to jedyna "zbrodnia
zydowska" wg wladcow Stolicy Piotrowej. Przez cale stulecia oskarzani byli
oni o bogobojstwo ( az do 1965 roku!!!), w oficjalnych doktrynach
katolickich. Kosciol nie bardzo umial sobie poradzic z faktem, ze z jednej
strony judaizm stanowil podstawe jego religii, z drugiej jednak - tej
religii nie przyjal za wlasna. W zwiazku z tym, najpierw mianowal sie Nowym
Izraelem, potem zdemonizowal Zydow do postaci czysto nieludzkich, oskarzajac
ich notorycznie o cale zlo tego swiata, jako "dzieci szatana" (tez z
doktryny katolickiej, az nazbyt czesto formulowanej w kazaniach i pismach
koscielnych). Brednia o mordach rytualnych,choc nawet zwalczana przez
niektorych papiezy i biskupow, do dzis ma swoje swiadectwo w postaci obrazu
w katedrze w Sandomierzu. Jego obecnosc tam tlumaczy sie, ze to zabytek.
Takie obrazy wisialy po kosciolach calej Europy i nawet kiedy hitlerowcy
rozpoczeli swoja "ostateczne rozwiazanie" papiez nie nakazal ich usunac. Z
wiekszosci kosciolow znikly po cichu, po wojnie, zwlaszcza po Soborze 1965,
ktory odrzucil nauke o Zydach - bogobojcach. Jakos we Francji, Wloszech,
Hiszpanii etc. nie przejmowano sie ich wartoscia artystyczna czy zabytkowa.
>Ty poslugujesz sie podobna generalizacja, bezpodstawnie >podajesz na wiare,
swoje przekonanie, jakoby Koscioly >chrzescijanskie ( nie wiadomo, czy
wszystkie czy tylko >niektore ) szerzyly antysemityzm."
Bez watpienia, antysemita byl Luter. Choc koscil luteranski wiele od czasow
Lutra sie zmienil, w wielu kregach antysemityzm ten przetrwal. Koscioly
protestanckie, w odroznieniu od katolickiego,nie maja centrum, ktore
wyznacza im zasady, konkretne dzialania, czy dogmaty, dlatego i dzialania
poszczegolnych parafii luteranskch w okresie IIWW wobec Holocaust sa b.
rozne. Na szczegolna uwage zasluguje postawa kosciolow luteranskch w Danii i
Norwegii, ktore aktywnie i publicznie wystepowaly w obronie Zydow i otwarcie
nawolywaly ludosc do udzielania im pomocy. Dostojnikom tych kosciolow nic
sie nie stalo, zas Dania uratowala 100% swoch Zydow, Norwegia - 50. Dodam,
ze w Norwegii do inicjatywy koscila luteranskiego podlaczyly sie inne
koscioly protestanckie, ale katolicki - oczywiscie,ze nie. Agrument iz
obawiali sie o swoje zycie - opada.
Podobnie zachowali sie niektorzy biskupi katolicy we Francji - Francja
uratowala 70% swoich Zydow. Dodam, ze zarliwe apele tych biskupow do
papieza, aby wypowiedzial sie do wiernych w obronie Zydow, aby zalecil
udzielanie im pomocy i potepil sprawcow - pozostaly bez echa. Kilka nader
ogolnikowych komunikatow ( pierwszy z grudnia 42 roku, kiedy juz wymordowano
3/4 polskich Zydow o czym Paceli doskonale wiedzial, jako ze malo kto
dysponowal taka siecia informacyjna jak KK, a i alianci przekazywali swoje
raporty do Watykanu) niczego nie zalatwia. Pacelli nawet nie uzyl w nich
slowa "Zydzi", wypowiadajac sie ogolnie o ofiarach, nie nazwal takze
sprawcow. Teza, iz znowu sie obawial o wlasne zycie czy caly Kosciol nie da
sie utrzymac- wypowiadal sie b jednoznacznie o dzialalnosci niemieckiej
wobec Polakow, potepil z wielkim hukiem napasc na Holandie,Belgie i
Luxemburg. Kiedy wywozono Zydow z jeszcze zajetego przez Niemcow Triestu,
Rzym byl juz wyzwolony przez Aliantow i papiez byl bezpieczny pod opieka
wojska brytyjskich i amerykanskich. Biskup Triestu rozpaczliwie apelowal do
Pacelliego o uzycie swoich wplywow i publiczne upomienie sie o
deportowanych, co znacznie ulatwiloby uratowanie wiekszej ich ilosci. Paceli
milczal. W tym okresie do Oswiecimia wywieziono z Triestu 1900 Zydow,
Pacelii m o g l przynajniej probowac ich ratowac - nie zrobil tego.
>Nastepnie dokonujesz nastepnego etapu dezinformacji, >uwazasz mianowicie,
ze nie bezposrednie doswiadczenia >czasow sowieckich byly przyczyna mordu,
tylko wytworzony >przez koscioly przez 700 lat antysemityzm. Zauwazmy, ze
>nigdzie nie podajesz, skad to wiesz.
W jaki sposob odpowiedzialne byly zydowskie dzieci, ktorych mordercy nie
ocalili, za ew. zbrodnie komunistyczne? Ilu bylo komunistow wsrod
wymordowanych Zydow? A nie dali oni czasem wszyscy drapaka razem z armia?
Ciekawe,ze po wojnie do Jedwabnego nie wrocil zaden Zyd w mundurze ACz, ani
nawet LWP. Nic przynajmniej o takim nie wiadomo.
Kwestia antysemityzmu wsrod chrzescijan opisana jest w wielu ksiazkach. Fakt
iz do 1965 obarczali odpowiedzialnoscia Zydow za smierc Chrystusa i jako
"bogobojcow" uznawali za dzieci szatana, ktore trzeba izolowac i traktowac
jako zrodlo wszelkiego i tylko i wylacznie zla -to wszystko nie jest takie
trudne do sprawdzenia.
>Tak naprawde jest wiele wersji na temat Jedwabnego, ale >nigdzie nie
znalazlem jednoznacznego wyjasnienia, co >naprawde czuli i uwazali ludzie
zaangazowani w zbrodnie, a >Ty to wiesz doskonale."
Nic mnie nie interesuje co czuli mordercy. Interesuje mnie,ze dobrowolnie
wykonali zbrodnie. Badz konsekwentny i wczuwaj sie w mysli kazdego mordercy
np. tych co oskorowali niedawno jakas dziewczyne w Polsce.
Natomiast jesli mamy do czynienia ze zbrodnia, ktorej ofiara padli tylko
Zydzi, w tym male dzieci - bez watpienia mozemy stwierdzic,ze mordercami
kierowal antysemityzm, bo - coz innego????
>Teraz Ci udowodnie jak klamliwe jest to co uznajesz i >szerzysz, podajac
innym za prawde.
>Zydzi przybyli do Jedwabna w czasach, gdy Polska byla >krajem
chrzescijanskim i ludzie sluchali, to co koscioly im >mowily, rowniez na
temat Zydow. Mimo to, w Jedwabnie i >calej Polsce osiadalo coraz wiecej
Zydow, stanowiac coraz >wieksza czesc swiatowej Zydowskiej populacji (75% w
XVIII >wieku) i coraz wieksza czesc populacji Polski (okolo 10%
>maksymalnie).
>Co wiecej, w czasie nieobecnosci Krola, Prymas- najwyzszy >ranga Arcybuskup
byl odpowiedzialny za ochrone porzadku >publicznego, w tym rowniez za
ochrone Zydow! W kronice u >Dlugosza, mozesz znalezc opis zdarzenia, gdy
ochotnicy >udajacy sie na Krucjate, zaatakowali Zydow w Krakowie. >Gwardia
Biskupia rozgonila huliganow i ocalila Zydow, ich >rodziny oraz majatek.
>Jest to oczywisty dowod na to, ze twoje twierdzenie o >szerzeniu
antysemityzmu przez koscioly, jest bardzo >szkodliwa generalizacja i mam
nadzieje, nie bedzie nigdy >uzyte jako paliwo do zadnej zbrodni. "
Nie jest to dowod na nic. Kompetnie na nic. Zydzi musieli przez wieki zyc
bez wzgledu na to czy ktos ich lubil czy nie, bez wzgledu na to jakie
glupoty o nich mowiono. Szli tam, gdzie mogli isc, kiedy z jednego miejsca
ich wypedzano. Wypedzila ich katolicka Hiszpania, Anglia ( 12 wiek, jeszcze
wiec katolicka), protestanckie kraje tez ich przepedzaly. Wypedzala ich
ortodoksyjna Rosja. Do Palestyny nie mogli jechac, bo stamtad wypedzali ich
muzulmanie. Osiadali wiec tam, gdzie mogli. Carska Rosja wypedzala ich na
tereny Krolestwa Polskiego Polacy nie mieli tutaj nic do powiedzenia. KK ich
tepil ich zawsze i wszedzie, co niekoniecznie mialo efekt natychmiastowego
fizycznego ataku, ale czesto mialo.
Antysemityzm, to nie tylko komory gazowe i Holocaust. Kosciol nigdy nie z
a l e c a l fizycznej likwidacji l u d z i, ktorzy byli Zydami, ale
potepial ich religie. Potepial bezwarunkowo, oskarzajac ludzi, ktorzy ja
wyznawali o wszelkie zlo, scisle osadzone w niepodatnej na zadne realne
udowodnianie mistyce. Pierwsze nakazy oznakowania Zydow Gwiazda Dawida
wyszly wlasnie z KK w Italii tam tez powstalo pierwsze getto, hitlerowcy
posluzyli sie sprawdzonymi juz metodami do identyfikacj i zgromadzania
Zydow, ale ich nie wymyslli.
>Ciekawym tylko, co mysleli na ten temat, Zydowscy >funkcjonariusze UB i
NKWD po II wojnie swiateowej??
>Moze im ktos powiedzial, ze AK-owcy ktorych torturuja, byli >antysemitami?"
Jesli mialabym wnikac w to, co mysleli ubowcy, zajelabym sie tym nie
kierujac sie ich pochodzeniem. W PRL, zreszta, tych o pochodzeniu polskim i
katolickim bylo znacznie wiecej niz tych o pochodzeniu zydowskim.
Kaska
Tak samo jak zmuszali do dzilania zydowska policje w gettach
- czyz nie tak?
Byl proces niedawno Polaka, ktory pracowal przy usmiercaniu
Zydow w Chelmie - dano mu do wyboru - ale bedzie mordowal
albo znajdzie sie w pierwszej grupie do wymordowania.
Nie, Zydowska Policja robila to z roznych powodow. Dla ratowania
wlasnegio zycie, dla lepszych warunkow w Gettcie, "wygodnego
zycia" - ktoremu ze sprawcow w Jedwabne cos zagrazalo ?
> Byl proces niedawno Polaka, ktory pracowal przy usmiercaniu
> Zydow w Chelmie - dano mu do wyboru - ale bedzie mordowal
> albo znajdzie sie w pierwszej grupie do wymordowania.
Henryk Mania. Chce sie Pan bawic w dyskusje nad ta sprawa?
sadzilem, ze dyskusja jest szersza i nie dotyczy wylacznie Jedwabnego,
a ogolnie o zmuszaniu jednych ludzi do mordowania drugich.
Napisal Pan "cos zagrazalo" - mozna je zastapic rowniez "co motywowalo"
- chec zasobniejszego zycia, chec poczucia bezpieczenstwa poprzez
wyslugiwanie sie zachciankom okupanta/kata itp. Oba te stwierdzenia
pasuja i do getta i do Jedwabnego. I zaznaczam, ze celem tego stwierdzenia
nie jest wszczynanie zadnej dyskusji o wyzszosci motywow ktorejkolwiek
ze stron nad druga.
> > Byl proces niedawno Polaka, ktory pracowal przy usmiercaniu
> > Zydow w Chelmie - dano mu do wyboru - ale bedzie mordowal
> > albo znajdzie sie w pierwszej grupie do wymordowania.
>
> Henryk Mania. Chce sie Pan bawic w dyskusje nad ta sprawa?
Ogladalem z nim wywiad. Wystarczy mi - nie chce dalej dyskutowac
tego tematu tym bardziej, ze uzyl Pan w swojej wypowiedzi,
ktora dotyczy tak odrazajacej sprawy slowa 'zabawa'. Znudzily
mi sie juz Pana gierki i zabawy slowne.
> sadzilem, ze dyskusja jest szersza i nie dotyczy wylacznie Jedwabnego,
> a ogolnie o zmuszaniu jednych ludzi do mordowania drugich.
Nie jest szersza bo zaczela sie znowu od Jedwabne i ciagle
sie krecila wokol Jedwabne.(to nie ja zaczalem ten watek,
uznalem go za zwykla prowokacje i dlatego sie wogole na poczatku
nie wypowiadalem - prowokacje dlatego ze nie wiem jak mozna po
opublikowaniu koncowego dokumentu IPN zabawiac sie dalej w
spekulacje)
> Napisal Pan "cos zagrazalo" - mozna je zastapic rowniez "co motywowalo"
> - chec zasobniejszego zycia, chec poczucia bezpieczenstwa poprzez
> wyslugiwanie sie zachciankom okupanta/kata itp. Oba te stwierdzenia
> pasuja i do getta i do Jedwabnego.
Nie drogi Panie. Judenrat - Getta To byli wiezniowie ktorzy
teroryzowali innych wiezniow.
W Jedwabne (sadzac po przedstawianych dokumentach) sprawcy byli
na wolnosci znecajac sie nad wiezniami(Zydami). Zadne warunki ich
do tego nie zmusily. Sadze tez ze ze wiele osob wartosciowaloby
ta sprawe inaczej gdyby zarowno ofiary i sprawcy byli tej samej
narodowosci - Polskiej.
Na marginesie - Zydzi nie mieli nigdy problemow z udokumentowaniem
tego co robil Judenrat, a jak wygladalo dokumentowanie podobnych
spraw jak Jedwabne? Czy mamy jakas dokumentacje tz. szmalcownictwa?
> I zaznaczam, ze celem tego stwierdzenia
> nie jest wszczynanie zadnej dyskusji o wyzszosci motywow ktorejkolwiek
> ze stron nad druga.
> > > Byl proces niedawno Polaka, ktory pracowal przy usmiercaniu
> > > Zydow w Chelmie - dano mu do wyboru - ale bedzie mordowal
> > > albo znajdzie sie w pierwszej grupie do wymordowania.
> > Henryk Mania. Chce sie Pan bawic w dyskusje nad ta sprawa?
> Ogladalem z nim wywiad. Wystarczy mi - nie chce dalej dyskutowac
> tego tematu tym bardziej, ze uzyl Pan w swojej wypowiedzi,
> ktora dotyczy tak odrazajacej sprawy slowa 'zabawa'. Znudzily
> mi sie juz Pana gierki i zabawy slowne.
Slowow "zabawa" drogi Panie jest w tym wypadku przenosnia. Temat
nie jest dla mnie zabawny - Rzeczpospolita miala cala serie artykolow
na temat procesu H. Mani. Nie dalej jak dzisiaj ktos tu pisal o
"zbrodniarzu ktory niechcial przyznac sie do winy" - piszac ze chyba
nikt sie nie spodziewal ze sie przyzna. A Pan sie spodziewal ze H. Mania
sie w takim wywiadzie przyzna?
Zydzi obslugujacy krematoria byli wiezniami ktorych trzymana w
odosobnieniu nawet od innych wiezniow. Z tego co mi wiadomo Mania
mogl opuszczac teren obozu.
W.
Taka sytuacja nie miala miejsca w Jedwabnem.
Kaska
>
>
Wystarczylo przeczytac tytul watku i wypowiedzi w nim.
Dyskusja o wszystkim naraz, najczesciej jest dyskusja o niczym.
Kaska
> Marcin Grzegorz wrote:
> >
> > Użytkownik "Pyzol" <py...@shaw.ca> napisał w wiadomości
> > news:T8YW9.77426$sV3.3...@news3.calgary.shaw.ca...
> > > Podaj mi prosze konkretne przyklady JAK Niemcy Polakow do morderstw
> > > zmuszali - pogadamy, ok. Pamietaj, ze mowimy o wymordowaniu kobiet i
> > dzieci,
> > > a nie li tylko "komunistycznych komisarzy".
> >
> > Tak samo jak zmuszali do dzilania zydowska policje w gettach
> > - czyz nie tak?
>
> Nie, Zydowska Policja robila to z roznych powodow. Dla ratowania
> wlasnegio zycie, dla lepszych warunkow w Gettcie, "wygodnego
> zycia" - ktoremu ze sprawcow w Jedwabne cos zagrazalo ?
Z Książki Ringelbluma "Jewish relations during the second World War"
"W tym samym miejscu (they -Niemcy) nakazali mlodemu mezczyznie
z broda aby oglosil wszystkim zydowskim grupom (gangom) robotniczym,
ze ma dwadziescia lat, a pozniej zeby krzyczal "Ohne Beruf" glosniej
i glosniej. W koncu Zyd musial ogolic brode mlodego mezczyzny.
Kazda niemiecka instytucja ma swoich Zydow, ktorzy sa dobrze traktowani
chociaz inni Zydzi sa traktowani zle" strona 84
"Zydowska policja miala bardzo zla reputacje nawet przed
przesiedleniem. Polska policja nie brala udzialu w przymusowych
- grupach (gangach) robotniczych, ale zydowska policja wlaczala
sie w ten paskudny interes. Zydowscy policjanci rowniez
wyroznili siebie bojazliwa korupcja i niemoralnoscia. Ale osiagneli oni
granice bestialstwa podczas przesiedlenia. Nie wypowiedzieli ani
slowa protestu przeciwko temu chaniebnemu obowiazkowi prowadzenia
swoich wlasnych braci na zaglade. Policja (zydowska) byla psychologicznie
przygotowana na brudna robote i wykonywala to dokladnie. I teraz ludzie
rozbijaja sobie umysly dla zrozumienia jak Zydzi, w wiekszosci kulturalni
ludzie, byli prawnicy, mogli zrobic to swoim braciom wlasnymi rekami.
Jak to mozliwe ze Zydzi mogli ciagnac kobiety i dzieci, chorych i starszych,
do wagonow - wiedzac ze wszyscy oni byli wiezeni na zaglade ? "
strona 330
Rozdzial May 1942, jest to opis zydowskich agentow
Gestapo, ktorych w getcie bylo wedlug Ringelbluma okolo 400.
Pierwsze zdanie cytatu:
"The Gestapo is destroying its Jewish agents one after another"
Ostatnie zdanie cytatu: " The informer problem, so common in Jewish
history, is with us again, unfortunately, we are afraid to resort to
terrorism, lest the Occupying Forces take a bloody revenge"
21 grudzien 1941
" W poczatkach grudnia, slyszalem o zydowskim gangu lajdakow
ktorzy wyrywali zeby (zlote) z czaszek trupow, pracujac w nocy.
Wiadomosc dotarla do wladz okupacyjnych ktore przeprowadzily
sledztwo i wsadzily winnych do wiezienia. Jak slyszalem Niemcy
filmowali sceny z Zydami wyrywajacymi zeby z trupow"
17 marca 1941
"Konvertyci (zydowscy) zachowuja sie wstretnie. Jeden z nich
Dr.Szeniszer jest zly na "brudnych/plugawych Zydow" w szpitalu.
Dr.Werthajm kolejny konwertyta, mial sie podobno zwrocic do wladz,
twierdzac ze przechrzcil sie 30 a nie 20 lat temu, i jego stosunek do
Zydow byl wrogi; w nastepstwie czego zostal administratorem
Szpitalu Zydowskiego"
28 marzec 1940 - "Rumkowski wyzuca biedne rodziny z mieszkan,
i przydziela je bogatym.
6 wrzesien 1940
" Dzisiaj 6 wrzesnia, przyjechal z Lodzi Chaim, albo jak sie go
nazywa "Krol Chaim" Rumkowski, stary siedemdziesiecioletni
czlowiek, wyjatkowo ambitny i niezle stukniety. Cytowal cuda
z jego getta. Ma on tam swoje zydowskie krolestwo, z 400
policjantami i trzema wiezieniami. Ma zagraniczne ministerstwo
i wszystkich innych ministrow tez. Kiedy zapytany dlaczego,
jezeli rzeczy mialy sie tam tak dobrze, tak wysoka moralnosc,
nie odpowiedzial. Uwaza siebie samego za namaszczonego
przez Boga"
Ringelblum przytacza popularne powiedzenie, kiedy dwoch Zydow spotyka sie
w getcie: " Jeden z nas musi sluzyc Gestapo!"
> z http://www.antyk.org.pl/ojczyzna/jedwabne/orlowski.htm
>
> Relacja ks. Edwarda Orlowskiego
> Proboszcza Parafii Jedwabne,
> Dziekana Dekanatu Jedwabne
> Jedwabne, 10. 06. 2001
To wszystko bardzo ładne, tylko że tych informacje nie mają żadnego
potwierdzenia. Dlatego relacja księdza Orłowskiego o tym, co zasłyszał od
księdza Keblińskiego nie jest dokumentem o wadze historycznej.
Droga koleżanko. Widzę że się strasznie zacietrzewiłaś. Ale o co ci właściwie
chodzi ?
--
> mkarwan <m.ka...@box43.pl> napisał(a):
>
> > z http://www.antyk.org.pl/ojczyzna/jedwabne/orlowski.htm
> >
> > Relacja ks. Edwarda Orlowskiego
> > Proboszcza Parafii Jedwabne,
> > Dziekana Dekanatu Jedwabne
> > Jedwabne, 10. 06. 2001
>
> To wszystko bardzo ładne, tylko że tych informacje nie mają żadnego
> potwierdzenia. Dlatego relacja księdza Orłowskiego o tym, co zasłyszał od
> księdza Keblińskiego nie jest dokumentem o wadze historycznej.
Czy zeznania Szmula Wasersztajna i Icchaka Neumarka, którzy nie byli naoczynymi
świadkami są
dla pana dokumentem o wadze historycznej ?
Szeroko zakrojona kampania prasy zachodniej wokół mordu Żydów w Jedwabnem,
liczne reperkusje w polskich mediach zmuszają nas do zabrania głosu. W
przeciwieństwie do innych nie chcemy ferować wyroków, ale nie chcemy też
czekać biernie na napisanie historii Polski przez obce nacje. Dlatego też
staramy się przybliżyć fakty z wydarzeń dziejowych w miejscowościach
Białostockiego nieodległych od Jedwabnego, by każdy myślący człowiek mógł
wyrobić sobie własny pogląd. W pierwszym odcinku przybliżymy historię tego
wycinka ziemi łomżyńskiej, na której położone jest Jedwabne, w dalszych zaś
najważniejsze relacje i dokumenty sowieckich władz okupacyjnych. Dyskutujemy
bowiem, ferując najrozmaitsze wyroki, ale często zapominamy o ponurych
wydarzeniach wojennych, o tym, że mord Żydów w Jedwabnem miał miejsce na
ziemiach okupowanych przez półtora roku przez Sowietów, a potem przejętych
przez innego okupanta. Najpierw więc musimy uświadomić sobie, o czym
dyskutujemy.
Jeszcze przed rozpoczęciem działań wojennych we wrześniu 1939 r. Jedwabne
zostało "sprzedane Niemcom" - w wyniku paktu Ribbentrop - Mołotow 23
sierpnia 1939 r. Ale po zagarnięciu Polski przez czerwonego i brunatnego
okupanta, w wyniku czwartego rozbioru Polski 28 września 1939 r. przeszło w
ręce Sowietów w wyniku "przetargu brzeskiego" - po słynnej "defiladzie
zwycięstwa". Ten miesiąc zaowocował wywiezieniem większości Żydów przez
Niemców, gdyż przechodzili oni dwukrotnie przez miasteczko. Zostało ich w
Jedwabnem zapewne tyle co w Wysokiem Mazowieckiem (8 proc.), czyli około
200.
Od 1 października 1939 r. Jedwabne znalazło się w obrębie zainteresowań
władz "Obłasti Białostockiej", w strefie nadgranicznej z niemiecką Generalną
Gubernią (35 km do granicy w Nowogrodzie). O tym, jak wyglądało życie w
"sowieckim raju", organizowanie przez żydowskich kryminalistów władzy
sowieckiego powiatu w Wysokiem Mazowieckiem opowie nam w następnym artykule
naoczny świadek pchor. H. J., a w kolejnym podamy dokumenty i relacje
dotyczące działalności komunistycznej "jaczejki" - której wynikiem były
cztery deportacje Polaków, tysiące wyroków śmierci i likwidacja punktów
oporu Związku Walki Zbrojnej.
Pod koniec 1940 r. przeciążony wyrokami śmierci na Polaków Zarząd NKWD
(UNKWD Białystok) - do 22 czerwca 1941 r. wydał aż 16.545 wyroków -
wnioskował o stworzenie "dla celów operacyjnych" nowej "Obłasti
Łomżyńskiej". Jednak teren był już "wystarczająco oczyszczony" z "wrogich
Sowietom elementów", toteż sowieckie UNKWD Łomża z siedzibą pod Jedwabnem
zdołało do 22 czerwca 1941 r. wydać zaledwie 2 wyroki (s. 53, t. 30, dieło
42, stat'je 293, fond 11 - Żurnała Archiwno-Sljedstwiennych Djeł NKWD). Ale
do lipca 1940 r. funkcjonariusze NKWD Canawy aresztowali w Obłasti
Białostockiej 1.141 Polaków, 14 Białorusinów, 4 Żydów (według danych kpt.
B.P. Krupienina), zesłali do łagrów podczas pierwszej deportacji 10 lutego
1940 r. - 22.616 osób (planowali "tylko" 11.679 leśników i osadników),
podczas drugiej deportacji 13 IV 1940 z tejże "Biełostockoj Obłasti" - 8.450
polskich rodzin, podczas trzeciej deportacji 29 VI 1940 r. - 4.650 osób, a
podczas IV deportacji 20 VI 1941 r. - 4.655 osób. Ponadto do lipca 1940 r. w
Łomżyńskiem zlikwidowano 30 szczególnie aktywnych organizacji: "Liga Walki z
Komunizmem i Bezbożnictwem", "Akcja Katolicka", "Niepodległość i Polska".
Na godziny przed wkroczeniem Niemców "ofiarne" Łomżyńskie NKWD wyczyściło
więc teren z patriotycznego elementu polskiego (przypomnijmy, że na terenie
całego woj. białostockiego z Łomżyńskiem w 1939 r. mieszkało 1,3 mln
mieszkańców, w tym 77 proc. Polaków, 12,6 proc. Żydów i 9,2 proc.
Białorusinów). W miasteczkach takich jak Jedwabne pozostali prości ludzie
oraz NKWD-owski aktyw zarządzany przez Icka Byszewskiego (UNKWD Białystok).
O tym doskonale wiedzieli Niemcy.
W dniu hitlerowskiego natarcia 22 VI 1941 r. I sekretarz WKP(b) Białorusi
tow. Ponomarienko wydał w imieniu Biura Politycznego dekret: "Powierzyć tow.
Canawie i Matwiejewowi przekazanie dyrektywy o wykonaniu wyroków wobec
skazanych na WMN przetrzymywanych w więzieniach zach. Obłasti BSSR". Dla
NKWD był to mandat zezwalający na rozprawienie się zarówno ze skazanymi, jak
i z własnymi kolegami, którzy nie zdążyli się ewakuować z rejonów
błyskawicznie zajmowanych przez Niemców.
Część więźniów z terenów bardziej odległych od błyskawicznie
przemieszczającego się frontu NKWD-ziści zdołali wyprowadzić w "marszach
śmierci" (ratując swe życie i niewielkiej garstce ocalałych więźniów). Tych,
których nie zdołano wyprowadzić, palono żywcem. Tak do 30 VI 1941 spalono
żywcem na Białorusi 6.259 więźniów - Polaków: w Berezweczu, Mińsku,
Ihumeniu, Borysowie. Z Brześcia, Białegostoku NKWD-ziści pierzchnęli - nie
zdążywszy wykonać żadnej akcji. W Łomży, Śniadowie, Wysokiem Maz., Łapach i
innych miejscowościach pozostali na miejscu, puszczając więźniów (patrz
nasza książka "Mińsk - Kuropaty", 1999).
Postępy armii niemieckiej były imponujące. Przed świtem 23 VI Niemcy byli
już w Grodnie, a 24 VI opanowali całą "sowiecką Białoruś". Za Wehrmachtem
nie nadążały odwody gospodarcze, w tym gestapo, dokonujące oczyszczenia
terenów z Żydów i bolszewików, których rozstrzeliwano na miejscu, nad
wykopanymi przez ofiary rowami. W tymże okresie porachunki z Polakami,
szczególnie z polskimi księżmi, zakonnicami, ale także z "wyrokowcami", bądź
z funkcjonariuszami sowieckimi, którzy nie zdążyli uciec - wykonywali
Ukraińcy, przemieszczani przez NKWD w pierwszej połowie 1941 r. na dawne
polskie Polesie i Białostockie. Część z tych ukraińskich oprawców po
"wykonaniu sowieckiego zadania" zgłaszało się jako ochotnicy do gestapo i
formowało oddziały SS Galizien - wracając na "swoje ziemie" już jako
okupacyjni żołnierze niemieccy. Właśnie Ukraińcy zostawiali swoją
"wizytówkę" w formie odrąbanych toporem głów, uciętych członków i spalonych
domostw oraz obejść gospodarskich.
Niemcy nie mieli zwyczaju na świeżo okupowanych przez siebie ziemiach
"sowieckich" dopuszczać nikogo spoza swych Sonderkommando do udziału w
egzekucjach, ani tym bardziej korzystać z "niefachowych" polskich chłopów.
Dlaczego więc naszą historią usiłują zawładnąć jacyś hochsztaplerzy z
holokaust-biznes? (podkr. moje - WK.) Jak można zbijać kapitały na tragedii
ludzkiej! Polacy są chrześcijanami - my wybaczamy naszym oprawcom, wybaczamy
katom Narodu Polskiego, jakiego cząstką byli przedwojenni Żydzi, znajdujący
w Polsce azyl przed europejskimi bandytami spod znaku swastyki, a także
sierpa i młota. Jakże palącą sprawą wydaje się edukacja Polaków, szczególnie
edukacja elit rządzących w Polsce, które z powodu niewiedzy historycznej
nawet nie umieją bronić nie tylko swego imienia, ale i imienia Polski!
O tym, jak w latach 1939-1941 wyglądało życie w "sowieckim raju" na
okupowanych ziemiach polskich, organizowanie władzy przez żydowskich
kryminalistów w powiecie Wysokie Mazowieckie (53 km od Jedwabnego) opowiada
relacja plut. pchor. Henryka J., z zawodu buchaltera, napisana 10 kwietnia
1943 r., po uwolnieniu z łagrów. Relacja znajduje się w Archiwum Hoovera,
PGC, Box 101; N 132.
Aresztowania
W dniu 8 X 1939 r. powróciłem z wojny do m. Wysokie Maz., gdzie już zastałem
gospodarujące okupacyjne władze sowieckie. W mieście urzędował Komitet
powołany przez władze sowieckie, w skład którego wchodzili miejscowi
komuniści i kryminaliści a mianowicie: GOLDBERG Szloma - "NN" komunista,
karany w Polsce 4-letnim więzieniem, z zawodu tragarz; TROSZCZYŃSKI
Franciszek - b. woźny w inspektoracie szkolnym, zwolniony z pracy za
pijaństwo i defraudacje; GORZAŁCZANY Mowsza - krawiec komunista, karany
kilkakrotnie w Polsce; GRYNSZTEJN Lew "NN" - stolarz; WOJCIECHOWSKA Ida -
analfabetka - żona kowala; GŁOWACKI - miejscowy komisarz i inni, pełniący
funkcje milicjantów, nazwisk których nie pamiętam.
Władze sowieckie, a ściślej NKWD pracę swoją rozpoczęła od aresztowania
jednostek, które do czasów okupacji pracowały społecznie. Mianowicie
aresztowano w końcu 9.1939 r. POŁOŃSKIEGO Jana "NN" - prezesa Koła
Stronnictwa Narodowego oraz TYSZKĘ Kazimierza - sekretarza POW. Wymienieni
wezwani zostali do Komitetu celem sprawdzenia dokumentów i już więcej do
domów nie wrócili. Mam pewne wiadomości, że umarli w więzieniu w Mińsku.
Rodziny ich zostały również aresztowane i wywiezione do ZSSR, a
nieruchomości skonfiskowano. Ponadto aresztowano i wywieziono KULBABIŃSKIEGO
"NN", ZARĘBĘ i in. W mieszkaniach ich przeprowadzono rewizję, której
dokonały organa NKWD. Członkowie rodzin ww. aresztowanych byli pozbawieni
możliwości zaopatrywania ich w artykuły pierwszej potrzeby jak nafta, sól,
itp., bowiem miejscowy Komitet polecił dawać te produkty tylko "naszym
ludziom". Dający się odczuć brak artykułów pierwszej potrzeby został przez
Sowietów w pewnej mierze zaspokojony na 2 tygodnie przed zapowiedzianymi
"wyborami" do "Gorodskiego Sowieta i Centralnych własciej" (do Rady Miasta i
władz centralnych).
Agitacja
Ogłoszono oficjalnie, że nadeszła nafta, sól, cukier i kartki na opał,
wszystko będzie wydawane od 10 X. W miejscu rozdziału tych produktów stale
urzędował politruk pochodzący z Homla i jego pomocnik - niejaka SPIRYDONOWA
z Kijowa (rzekomo lekarka), którzy "przy okazji" urządzali propagandowe
pogadanki o tym, "że teraz jest okres przejściowy, bo nie macie swoich
władz, nie ma się kto wami opiekować - więc produktów 'wremienno nie
chwatajet' (chwilowo nie starcza), ale po wyborach, do których muszą iść
'wsie kak odin' (wszyscy jednomyślnie), kiedy wybierzecie swoich delegatów
do Komitetów i władz, oni dadzą wam wszystko i nie będziecie głodować, jak
to miało miejsce 'w panskoj Polszi'". Równocześnie politruk zapowiedział na
dzień 15 X "wielki mityng z orkiestrą i tańcami", na co żona miejscowego
murarza KURACKA Maria powiedziała "bedzieta wy jesce tańcować". Wywołało to
ogólny śmiech - politruk skończył mówić, a zabrała głos jego zastępczyni -
lekarka, która poruszyła sprawę opieki lekarskiej, jaką władze sowieckie
otoczą ludność, jeśli ta zrozumie, co znaczą te wybory i jeśli wszyscy
oddadzą swe głosy na wysuniętych kandydatów.
Agitacja miała miejsce wszędzie. Przyjeżdżali agitatorzy sowieccy,
przychodzili do domów, robili spisy mieszkańców, a następnie zebrawszy
wszystkich mieszkańców domu - bez względu na wiek opowiadali o
dobrodziejstwach, jakie niesie "sowiecki sojuz", o "1.200 gramach chleba za
'trudodień'" (dzień pracy) i o 1 kg cukru na miesiąc, które można zapracować
w sowchozach, jako że on daje ludziom "miłuju żizń i szczastliwe
buduszczije" (dobre życie i szczęśliwą przyszłość). Takie pogadanki miały
codziennie dzieci w szkole, którym politruk rozdawał na zakończenie
pogadanek po cukierku, które nadesłał "ljubimym rjebiatom - ljubimyj Stalin"
(kochanym dzieciom - ukochany Stalin).
W dniu 15 X urządzony został w dużym gmachu szkolnym mityng, w którym wzięła
udział zmuszona do tego cała ludność miasteczka. Władze zmusiły ludność w
ten sposób, że początek wyznaczono na godz. 14.00, a wobec małej
frekwencji - co przewidziano z góry - przesunięto mityng na godz. 17.00.
Przed pierwszym terminem rozpoczęcia mityngu, za drzwiami wejściowymi stali
dwaj milicjanci miejscowi (GRZESZCZUK Franc i CHACHŁOWSKI Jankiel), którzy
spisywali przybyłych. Po przesunięciu terminu rozpoczęcia, milicjanci
rozeszli się po mieście, spędzając na mityng. Równocześnie aresztowano dyr.
KKO - BAŃKOWSKIEGO Kazimierza, co zostało zaraz przez milicjantów i
agitatorów, niby w tajemnicy, ale podane do publicznej wiadomości. Odniosło
to skutek: na mityng przybyła cała ludność spalonego miasta. Tematem mityngu
były: wybory i propaganda antyreligijna. Politruk mówił: "wybierzcie kogo
chcecie, ważne tylko, aby to był dobry komunista. Ponieważ jednak wy na
razie nie potraficie ocenić dobrego komunisty, bo jako młodzi zwolennicy
tego ruchu nie wiecie, jakim warunkom on winien odpowiadać, my przyjdziemy
wam z pomocą". Dalej mówił o tym, co zawsze: co da Związek Sowiecki, że
wszystkich zrówna, itd. Następnie politruk zażądał usunięcia religii ze
szkoły oraz miejscowego księdza. Rezultatem tego żądania był wybuch płaczu
wśród kobiet (zauważono i płaczące Żydówki) i szmery na całej sali. Sytuację
starała się załagodzić "sowietskaja żenszczina" lekarka, która oświadczyła,
że politruk nie chciał nikogo obrazić, zresztą to nie ważny "wapros", bo
"prędzej, czy później przekonacie się, że Boga nie ma". W dalszym ciągu
zabrała głos miejscowa komunistka WOJCIECHOWSKA (analfabetka) oraz niejaki
LEŚNIEWSKI, który dziękował Sowietom za "oswobodzenie" (Leśniewski był w
Polsce żebrakiem prenumerującym 11 gazet lub czasopism. Jemu właśnie
Boy-Żeleński poświęcił w swoim czasie artykuł pt. "Wernyhora". Leśniewski
liczył 83 lata, miał całą masę dolarów, a zawodowo chodził "za uproszonym".
Wystąpienie jego zostało przez władze sowieckie w formie mocno
wyolbrzymionej wydrukowane w gazecie w Białymstoku, zdaje się w "Dzienniku
Białostockim"). Dalej przemawiał miejscowy nauczyciel WIŚNIEWSKI Ludwik,
który zrobił to na polecenie organizacji niepodległościowej (późniejszego
ZWZ). Poruszył sprawę szkolnictwa, mocno krytykując polskie władze szkolne.
Zależało bowiem wszystkim na wciągnięcie Wiśniewskiego w skład "Komisji
Wyborczej". Agitator z Homla (nazwiska nie pamiętam) wysunął kilkanaście
nazwisk osób, które miały być wybrane do Komisji i do prac związkowych z
wyborcami. Kandydaci, na których głosy miały być oddawane, tj. "deputaci"
nie byli wysunięci na tym mityngu.
Dlaczego głosowali
Stanowczo stwierdzam, że nie było na tym mityngu ani kiedykolwiek indziej
żadnej mowy o tym, że wybory te mają być równoznaczne z plebiscytem lub za
opowiedzeniem się za przynależnością do Związku Sowieckiego lub rezygnacją
mieszkańców z obywatelstwa polskiego. Gdyby sprawa była tak postawiona, to
żadne represje, żaden terror nie zmusiłby ludności do wzięcia udziału w
głosowaniu. Mówiono, że wybory miały na celu wysunięcie kandydatów do
"właściej" i tłumaczono, że jest to coś w rodzaju wyborów do Samorządowej
Rady Wojewódzkiej (!). (Przewidywano Obłaść Łomżyńską!). W Wysokim Maz. po
przejściu Niemców (w połowie 09.1939), Polacy stanowili 92 proc. i było 8
proc. Żydów oraz ani jednego Ukraińca czy Białorusina, nie mogły więc żadne
władze, nawet sowieckie przeprowadzić agitacji ani wyborów na płaszczyźnie
włączenia do Białorusi. Okoliczne wioski w promieniu 60 km były już w 100
proc. polskie.
Spisy wyborców dokonywane były w ten sposób, że do każdego domu przychodziło
trzech ludzi (w tym jeden "sowiet"), a czwarty milicjant stał przed domem,
pilnując by nikt nie opuścił mieszkania i nie uchylił się w ten sposób od
wciągnięcia na listy wyborców. Miało to na celu wciągnięcie na listę
wszystkich mieszkańców znajdujących się w mieście, choć byli często
elementem napływowym rzuconym przez wojnę na polskie tereny wschodnie z
Gdyni, Poznania, Rawicza, Warszawy, Łowicza i wielu innych miejsc Polski. W
moim mieszkaniu wciągnięto na listę p. GRYNIEWICZOWĄ z Łomży, HYKIELA z
Białegostoku oraz NISZAKA z Rawicza, choć mieszkali tutaj zaledwie od paru
dni. Listą wyborców nie został objęty brat mój, który po powrocie z wojny
ukrywał się. 3 dni po dokonaniu spisu widziano brata w nocy w mieście, a
zaraz na następny dzień rano byli aż trzykrotnie milicjanci w celu
odnalezienia brata i wciągnięcia go na listę. Na stanowcze oświadczenie
matki, że brat z wojny nie wrócił przeprowadzono w domu rewizję.
Bezskutecznie. Wypadki takie zdarzały się często.
Wybory
W dniu 22 X 1939 odbyły się wybory. Komisja w składzie: przewodniczący
OLĘDZKI - parobek właściciela maj. Zawrocie - KIEŁCZEWSKIEGO, członkowie:
WOJCIECHOWSKA, GRZESZCZUK, TAUNENBAUM, GOLDBERG, jeszcze jakiś nieznajomy
Żyd oraz nauczyciel WIŚNIEWSKI Ludwik (członek organizacji) jako sekretarz.
Ponadto przy stole siedzi politruk (ubrany w cywilne ubranie), dwóch
agitatorów i ktoś z "rajkoma" z Łomży. Na stole urna z blachy, kartki
wyborcze, z wydrukowanymi już nazwiskami kandydatów, czerwone jak krew sukno
pokrywa stół. Wysunięto 3 kandydatów, głos należało oddać na jednego. Kartki
przekreślone, pomazane - miały być nieważne. "Wyborca" podchodził do
stolika, podawał nazwisko. Został na liście "otwieczony", otrzymywał kartkę
wyborczą, szedł za parawan, wykreślał, co uważał za potrzebne, wracał do
stolika, otrzymywał od politruka kopertę, dyskretnie wkładał do niej "głos"
i wrzucał go do urny, będąc jeszcze raz teraz na liście "otwieczony"
(odptaszkowany). Wśród kandydatów "w deputaty" dwóch nieznajomych, trzeci
miejscowy robotnik niewykwalifikowany, reemigrant z Sowietów z roku 1923,
karany w Polsce za drobną kradzież - niejaki WARDZEŃSKI Stanisław. Jedna z
wyborczyń, Katarzyna KALINOWSKA ze wsi Kalinowo-Stare, po przeczytaniu
nazwiska "Wardzeński" podeszła do stołu i zupełnie jawnie oświadczyła "ten
Wardzeński, kiedy u nas wieś brukowali - słoninę i boczek u mnie ukradł. Ja
złodziejów nie będę wybierała; musi być wy takie same, jak i on". Politruk
to zrozumiał, starał się opanować i łagodnie powiedział: "odprowadźcie ją
proszę do doktora, ona nieszczęśliwa, chora umysłowo". Z sali wyprowadziła
ją Spirydonowa i odtąd ślad po niej zaginął. Celem nakłonienia innych do
wyborów mówiono bez skrupułów: "od wyników wyborów zależy zaopatrzenie was w
produkty żywnościowe, opał, itd.".
Do wyborów rodzice moi i ja poszliśmy o godz. 11.00, zaś siostra moja,
objęta listą wyborców, wyjechała do Brześcia. O godz. 16.00 przyszedł do
domu milicjant przypomnieć siostrze, że jeszcze nie głosowała. Na
oświadczenie, że wyjechała powiedział, że "to nieważne, głos musi być
oddany". Następnie milicjanci przyszli po siostrę jeszcze 3 razy i wreszcie
o godz. 22.00 ojciec mój poszedł powtórnie i oddał głos za nieobecną
siostrę, którą zmuszono do głosowania w Brześciu. Również o godz. 22.00
została dowieziona emerytowana nauczycielka Józefa MORAWSKA, która miała
sparaliżowane nogi. Po oddaniu przez nią głosu pozostawiono ją, odmawiając
odwiezienia do domu, wobec czego mąż jej odwiózł ją do domu na taczce.
Podobnie potraktowano kilkanaście osób chorych lub staruszków, którym
odmówiono dać samochód. Głosowanie zakończono o godz. 24.00.
Obliczanie głosów trwało kilka godzin. Po powrocie z komisji Wiśniewski
powiedział, co następuje: "Zaraz po zamknięciu lokalu wyborczego politruk
powiedział: 'Towarzysze! Po prikazu politczasti wy abjazani bierecz
gosu-darstwiennoj tajni i diełat' wsjo w polzu naszego Sojuza. Wybory dołżni
dat' 100% uprawliennych izbiratelej. Liczno ob was Sowietskij Sojuz nie
zabył. Towariszcz Wojcjechowskaja ostajes inspiektorom po wospitaniju,
Olendzkij budiejtje zawjadywat obszczim sbanżenijem. Wy - tow. Wisniewskij -
ja w was łożu bilszuju nadjeżdżu, wy bystryj czjeławjek - naznaczonyj
diriektorom 10-ti letki. Z ostalnymi zawtra pogawarju'". Po tym wstępie
otworzył urnę i zaczęto obliczać głosy. Okazało się, że politruk ponumerował
kopertki, w które wyborcy wkładali "głosy". Jeżeli głos był "ważny",
kopertka była wyrzucona, jeżeli głos był "nieważny", politruk kazał odszukać
na liście wyborców numer, jaki był wpisany wewnątrz kopertki i nazwisko
wyborcy zostało wynotowane.
Głosów nieważnych było więcej niż połowa. Natomiast udział w wyborach wzięli
niemal wszyscy "uprawnieni", bowiem zbrakło 30 głosów. Dwie kartki wyborcze
udało się Wiśniewskiemu zabrać. Na jednej było napisane niewprawną ręką: "A
zegarków chceta?", a na drugiej "ażeby do wiosny". Poza tym były tam różne
inne napisy. Wszystkie głosy nieważne politruk zapakował (nie niszczył), a
na ich miejsce włożył czyste kartki wyborcze. Wybrany został kandydat,
którego w mieście w ogóle nie znano. Całe akta odesłano do Białegostoku (do
Icka Byszewskiego).
W kilka dni po wyborach odbyły się masowe aresztowania i wywiezienia.
Wywieziono następujące rodziny: WASILEWSKICH, SZABŁOWSKICH, ZARĘB"W,
BREJNAKOWSKICH, BRZOZOWSKICH, BROKOWSKICH, DREWNOWSKICH, WOJNOW"W,
DĄBROWSKICH, GĄSOWSKICH, SKIWOWSKICH, GERWATOWSKICH, STECEWICZ"W,
KULBABIŃSKICH, OSTROWSKICH, CZAPLIŃSKICH, ŚREDNICKICH i innych.
Opowiedzieli się za Polską
7 XI 1939 r. opuściłem teren okupacji sowieckiej. Tu na [mp Kirkuk - Iran]
znajdują się już w Armii Polskiej spośród wywiezionych spod Łomży: por.
Czapliński, ppor. Stępień, por. Misiak, plut. Kulbabiński, kpt. Ostrowski,
strz. Wojna, st. szer. Brzozowski, strz. Zdrodowski, strz. Drewnowski oraz
ochotn. Mierzwińska, Brokowa-Horochowa. Zmarli w więzieniu w Rosji:
Połoński, Tyszko, Jeliński, Baukowski, Gąssowski oraz rodzice zmarłego
również w Rosji mjr. Stecewicza. Po pozostałych rodzinach wszelki ślad
zaginął.
Byłem też świadkiem innego plebiscytu (nie organizowanego przez Żydów). Dnia
17 IX 1941 r. (po "amnestii" - układzie Sikorski - Majski) do zebranych na
"peresitielnym" punkcie w Koźwie (w Komi) 1.700 obywateli polskich
przemówiła sowiecka agitatorka, przedstawiając zebranym trzy możliwości.
Dwie pierwsze, gwarantujące "szczęśliwą żizń" oraz trzecią "wielką
niewiadomą". W asyście wyższych oficerów NKWD piękna blondyna, robiąc
najmilszą minkę, na jaką ją było stać, mówiła: "Wy obywatele wolni. Możecie
sobą swobodnie dysponować. Macie wybór: możecie zostać grażdaninami
Sowieckiego Sojuza, opromienionego słońcem stalinowskiej konstytucji,
będziecie tu pracowali jako 'wolnonajemni' i 'zapłata wasza będzie trzykroć
większa niż w centrum Sojuza'. Druga możliwość - to wstąpić do naszej
niezwyciężonej krasnej armii, w tym wypadku pojedziecie do Syktywkaru
(stolica Komi), będziecie umundurowani, zaopatrzeni w dużo dobrych produktów
i pojedziecie walczyć za 'pobiedu komunizma' i 'szczęście trudiaszczichsja'
itd. Wreszcie trzecia możliwość (tu przyjęła mocno powątpiewający wyraz
twarzy) - ma się tworzyć Polska Armia, więc w ostateczności, jeśli ktoś się
zdecyduje, to może wstąpić, ale to trzeba czekać jeszcze...". I tu było
rozstrzygnięcie plebiscytu. 1.700 półżywych, obdartych (tylko nominalnie
wolnych ludzi, bo faktycznie byliśmy jeszcze otoczeni kilkoma rzędami
płotów, drutów, "gołębników") ludzi, którym dawano "chleb i swabodu",
zapytało - "gdzie nasza Armia powstaje" i okrzyki "niech żyje Polska" i
śpiew zagłuszył agitatorkę. Polska wygrała ten plebiscyt w 100 proc.
Zaledwie 34 ludzi (z 1.700!) opowiedziało się za wstąpieniem do Armii
Czerwonej. Orkiestra i agitatorka miała ich odprowadzić zaraz na dworzec.
Poszliśmy ich obejrzeć. Były tam wśród tych 34 ludzi dwie kategorie:
większość tych, co do Polski wracać nie mają po co i kilku tych, którzy
przez linię frontu zamierzali wcześniej przedostać się do Polski.
Wyników tego plebiscytu Związek Sowiecki na politycznym rynku
międzynarodowym nie publikuje i nie dyskontuje. A my o tym naszym
zwycięstwie zapominamy, a przecież przez taki plebiscyt przeszli wszyscy,
którzy z łagrów wychodzili...
Zatrzymajmy się bliżej przy zbrodniach stalinowskich w Białostockiem,
Łomżyńskiem z czynnym udziałem "Komitetów" złożonych z żydowskiego marginesu
i kryminalistów, o jakich (na przykładzie Wysokiego Maz.) pisaliśmy w
poprzednim artykule ("Nasz Dziennik", 11 kwietnia).
Cieszyli się tylko Żydzi
Relacja Stanisława P., przechowywana w Instytucie Hoovera, PGC, 122.
W parę dni [po 17 IX] bolszewicy znaleźli się w naszych rejonach [pod
Sokółką]. Wszyscy byli mocno przygnębieni, cieszyli się tylko Żydzi. Na
Stalina mówili, że to jest ich ojciec. Nieraz słyszałem od nich: "skończyło
się wasze panowanie, teraz my mamy głos". Za parę dni zaczęła się żydowska
gospodarka. Pierwszą ofiarą był jeden gospodarz z sąsiedniej wsi, którego
aresztowało NKWD i wywiozło nie wiadomo dokąd, gdzie jest do dziś.
Gospodarkę jego zniszczono, rodzina zaś do wybuchu wojny
niemiecko-rosyjskiej była rozproszona, kryjąc się przed tajną "policją",
która składała się z miejscowych batiarów, hultai, pijaków itd. To był
dopiero początek. Coraz częściej zajeżdżały ciężarówki naładowane "bojcami"
pod domy i ładowano całą rodzinę na samochód i odstawiano w głąb Rosji jako
"wreditjeli". Gospodarstwo takie było niszczone, niszczono majątki,
właściciela wywożono do Rosji, lub o 12.00-1.00 w nocy z więzienia do
jakiego lasku [na egzekucję]. Zaczęli nakładać podatki i daniny wprost nie
do wykonania. W parę dni dowiedzieliśmy się o śmierci nadleśniczego
Łabęckiego, który odebrał sobie życie, rzucając się pod pociąg. Był on
wezwany do jakiegoś urzędu w dawniejszym miasteczku powiatowym Sokółce. Tam
byli Żydzi z czerwonymi opaskami na rękawach i karabinami, które na pewno
pamiętały Napoleona, ci Żydzi go skopali i potłukli do nieprzytomności. On
nie mógł tego znieść i rzucił się pod pociąg. Rodzinę, tj. żonę i 6-letniego
synka wywieźli aż do Irkucka.
Koło nas przechowywało się 9 oficerów polskich, którym pomagała miejscowa
ludność. Dowiedzieli się o tym czerwoni zbrodniarze (jak używam takich
wyrażeń, to mnie aż lżej się robi na duszy). Zajechało coś 4 ciężarówki
naładowane tymi łotrami spod ciemnej gwiazdy. Przeciwko 9 było ich około 50,
uzbrojonych w karabiny maszynowe. Zaczęło się piekło. Dzielni oficerowie
bronili się do ostatka. Zostali tylko młody ppor. i jego żona z maleńkim
dzieckiem na ręku. Próbowała dostać się do męża, który resztką sił i naboi
bronił się przed czerwoną żydowską zgrają. Dopadł ją jakiś czerwony
zbrodniarz i roztrzaskał jej i dziecku kolbą karabinu głowę. Mąż bronił się
otoczony i ostrzeliwany ze wszystkich stron. Chciał przeskoczyć rów, w tej
chwili został jednak trafiony w nogę. Ranny, widząc, że już nie ujdzie,
odbiera sobie życie wystrzałem z pistoletu.
W kilku miejscach zaś było tak, że jak przyjeżdżali aresztować, to musieli
uciekać na złamanie karku. Dopiero po sprowadzeniu większej ilości
czerwonego wojska opanowywali wieś, w której zostawali tylko starcy i
dzieci - młodzież zwiała zawczasu.
Akcja "wybory"
Zeznania świadka Janiny G., nauczycielki z Białegostoku, przed sędzią
Matulą, Teheran 18 IV 1943.
Agitowanie w Białymstoku i okolicach rozpoczęło się rozplakatowaniem
wulgarnych afiszów propagandowych, ilustrujących jaskrawo niesprawiedliwości
kapitalistycznego świata, raj robotników w Związku, bezprawie wyborów "w
bywszej Polsze", itd. (do urn idą tylko karykaturalnie przedstawieni
biskupi, bankierzy, obszarnicy, na których obdarty chłop i robotnik patrzą z
pogardą i nienawiścią). Rysunki, w tej formie podane, wywoływały ironię i
politowanie dla prostackiego przedstawienia takich haseł, nawet u najmniej
uświadomionych chłopów. Napisy początkowo były rosyjskie, mniej białoruskie.
Gdy zorientowano się, że młodzi zupełnie nie rozumieją po rosyjsku, w
ostatnich dniach przywieziono afisze polskie. Przedstawiciele NKWD chodzili
po wsiach agitując. W każdej gminie robiono dokładne spisy wyborcze. Akcji
pilnował miński Żyd o zbójeckim wyglądzie, układający równocześnie listę
później wywiezionych. Nauczycielstwu kazano pójść po domach i agitować. Na
kilku spotkaniach wszyscy, nie umawiając się, opowiadali ludziom treść
audycji zaczynającej się od słów: "Tu mówi Londyn" (radio było w
mieszkaniach prywatnych). I w pojedynczych spotkaniach o tym mówiliśmy. I o
tym, że osadników z dalszych wsi wywieziono, że prawie nic ze sobą nie
zabrali, że są gdzieś w głębi Rosji, że czyjaś matka umarła w pociągu, że
ktoś przysiągł, że będzie zabijał każdego napotkanego przedstawiciela NKWD,
że dzisiaj w Białymstoku powiększyła się o 3 liczba ich mogił, a przede
wszystkim o tym, jak podle zachowują się komunistyczne elementy żydowskie.
Drugi inspektor szkolny - Żyd, adwokat, uciekinier z Łodzi, mówił mi z
nienawiścią i pogardą o zalewie "żydowskiej hołoty" z Mińska Lit., która
"obławia się białostockimi towarami i robi agitację przedwyborczą". Na listy
wyborców "wciągnięto tysiące przybyszów, wojsko, 'politruków' i agitatorów z
Komsomołu", ich rodziny w wielkiej masie. Nazwiska kandydatów na
deputowanych podano afiszami 3 czy 2 dni przed wyborami, między którymi było
4/5 przybyszów z ZSRS i 1/5 ciemnych, lub b. przestępców obywateli polskich.
Kandydowali czerwonoarmiejcy, politrucy, komsomolcy przybyli z Rosji, o
których nikt nigdy nie słyszał, "obywatele sowieccy". W rejonie Obrudniki
pomiędzy trzema obcymi kandydowała żona zabitego przez polskich gajowych
złodzieja leśnego, wyrobnica, którą przedstawiciele NKWD wozili po wsiach,
gdzie opowiadała swoje tragiczne dzieje i którą władze sowieckie wyraźnie
lekceważyły. W czasie tych "wizyt" urządzano tańce i muzykę, w bufecie
podawano dawno nie widziane "prjaniki i konfieti".
29 października 1939 r. odbył się zjazd deputowanych w Białymstoku - byli
tam w 4/5 przybysze z ZSRS i w 1/5 ludzie ciemni, lub wyrzutkowie
społeczeństwa polskiego. Po 2- czy 3-dniowych obradach "uchwalili
przyłączenie ziemi białostockiej do Sowieckiej Białorusi". Wybrani już
reprezentanci pojechali do Mińska i Moskwy z uchwałą "w imieniu narodów
Zach. Białorusi".
Wszystkim pracującym w instytucjach, urzędach (czy szkołach - nie wiem),
zabrano dokumenty osobiste. Po pewnym czasie wydano im paszporty z
zaznaczeniem obywatelstwa sowieckiego - były to paszporty czasowe, bez prawa
zmiany miejsca zamieszkania. Rodzinom uwięzionych paszportów nie wydawano.
Czy ludzie ubiegali się o paszporty nansenowskie nic mi nie wiadomo.
Słyszałam, że w wielu rodzinach paszporty dostali rodzice, nie dostały ich
dorosłe córki. Byli tacy, którzy znajdowali się chwilowo na wsi, tych po
paszporty nie wzywano. Bardzo starali się o uzyskanie paszportów Żydzi,
których przybyło z okupacji niemieckiej (w Białostockie) około 200.000. W
"birże truda" (pośrednictwa pracy) w Magistracie Białostockim rejestrowano
codziennie około 500 "specjalistów", którym dawano paszporty i wyprawiano w
głąb Rosji, gdzie ich podobnie tryumfalnie przyjmowano jako wybawionych
przez wojnę przez Związek Sowiecki. Już w grudniu 1939 r. zaczęła się
wędrówka w kierunku odwrotnym. Po zbadaniu rzeczywistości sowieckiej,
wracali Żydzi przez Mińsk i Szepietówkę lub Baranowicze, gdzie ich łapano i
sadzano do więzień. Byli i tacy Żydzi - szczególnie inteligencja czy
fabrykanci - którzy szybko zorientowali się w Białymstoku w sytuacji - ci o
paszporty nie ubiegali się, ale zapisywali się na powrót pod zabór
niemiecki. Podawali podobno obok danych personalnych "były ob. Polski", co
zapisywano. Ogół tych Żydów był zesłany przez Żydów w głąb Rosji. (Moje
"sowieszczanije" w łagrach brzmiało "J.G., żona oficera - Polka, b. poddana
polska").
W 1939 r. urzędowała w Białymstoku Komisja Niemiecka, która robiła spisy
Niemców "volksdeutschów" i podających się za takich, ułatwiająca wyjazd za
Bug. Wielu Żydów podobno w ten sposób wróciło do swych poprzednich miejsc
zamieszkania, wielu też przebywających w Białymstoku Polaków, a nawet
stałych mieszkańców tego miasta.
Taka była ich sprawiedliwość
Spośród kilkus et relacji z Białostockiego wybraliśmy zaprzysiężone zeznanie
36-letniej nauczycielki J.G., spisane 14 XII 1942 r. (Archiwum Hoovera, Box
51).
Transport wywożonych z Białegostoku wyruszył 13 kwietnia 1940 r. Do
"eszelonu" zwieziono z okolicznych wsi żony kierowników szkół, nauczycielki,
ziemianki, żony funkcjonariuszy policji - z samego miasta: żony policjantów,
urzędników państwowych, samorządowych, niewielu kupców i niewielu Żydów.
Przeważały rodziny policji, było również chłopstwo. Ogół tworzyły kobiety,
dzieci, młodzież, b. niewiele mężczyzn.
Dom otaczały jednostki o wyglądzie zbirów, komunistyczny element polski z
miejskiego proletariatu, do wnętrza wchodzili funkcjonariusze NKWD. Po
stwierdzeniu tożsamości (mocno podkreślano narodowość - obawiano się zabrać
Niemców), kierujący "branką" odczytywał decyzję "osobowogo sowieszczanija",
skazującą daną jednostkę na "przesiedlenie". Robiono ścisłą rewizję,
opisywano rzeczy, które potem winny być sprzedane po urzędowych cenach
(10-krotnie niższych niż rynkowe) i za które zesłańcy mieli otrzymać
pieniądze po przybyciu na miejscu zsyłki. Do pakowania pozostawiano godzinę,
lub 30, a nawet 15 minut.
Nie zwracano uwagi na ciężko, nawet obłożnie chorych, na małe dzieci, które
matki pragnęły zostawić u swoich i znajomych, kobiety w ostatnim stadium
ciąży, starców. Wszystkich zabierano mimo łez, rozpaczy i oświadczeń lekarzy
o niemożliwości zniesienia podróży. Zabierano nie tylko osoby wymienione na
wyrokach, ale także krewnych, służące, znajomych - w danej chwili
znajdujących się w miejscu porywania. Czasem łapano ludzi w sadach, w lesie,
na ulicy. Pobór odbywał się przez wszystkie godziny nocy i dnia 13 kwietnia.
W pewnych wypadkach nazwiska dopisywano na najbliższych stacjach, w innych
dopiero w Rosji, a nawet po przybyciu na miejsce zsyłki. Wagony, tzw.
ciepłuszki, tj. wagony bydlęce, z zakratowanymi małymi okienkami i
rozsuwalnymi drzwiami, za całe urządzenie miały prycze piętrowe, otwór
kloaczny i wiadro. Kloakę w jednych wagonach otaczano dyktą, w innych osłonę
robili sami zesłańcy przy pomocy koców. Do granicy polsko-sow. eszelony były
już przepełnione po brzegi. W pierwszych dniach jazdy ludzie byli jakby
odrętwiali z trwogi i przerażenia, potem poczęli układać walizki, kosze,
węzełki, naczynia. Byli i tacy, co nie mieli nic absolutnie przy sobie.
Układano wygodniej małe dzieci i chorych. Maleństwa - niemowlęta, jakby
sobie zdawały sprawę z sytuacji, płakały żałośnie, a przy wchodzeniu
strażników krzyczały przerażone. Do granicy strażnicy zachowywali się
poprawnie, spokojnie czytali nasze nazwiska, wzywali dyżurujących w wagonie
po chleb i wodę, które dostarczano początkowo w wystarczających ilościach. W
"eszelonie" jechał lekarz i med. sestry - proste dziewczyny, bez fachowego
przygotowania, prawie bez lekarstw potrzebnych dla tylu ludzi na długą drogę
(nie było bromu, środków na zaziębienie, środków przeczyszczających, żadnego
leku na biegunkę, która wytraciła setki dzieci).
Na stacji w Szepietówce (Zach. Ukraina), gdzie przeładowano ludzi do
pociągów idących po szerokich torach, skomasowano kilka "eszelonów", tak że
ścisk stał się potworny. Matki - nie mogąc znaleźć miejsca na ułożenie już
poczynających chorować dzieci - dostawały szału ze zdenerwowania i
przemęczenia przy przenoszeniu rzeczy. Jedna z matek krzyczała strasznie,
jakby traciła rozum. Rzucała w twarz żydowskich oprawców: "Tak wygląda wasza
sprawiedliwość, wasze hasło o szacunku do człowieka pracy, itd., itd.".
Wiele kobiet uciszono izolacją w sąsiednim wagonie.
Na zsyłce
Sytuacja w wagonach była straszna. Na pryczach, pakunkach, walizkach,
leżały, lub siedziały w kuckach, kobiety przez kilka dni, nie zdejmując
sukien. Toteż momentalnie pojawiły się wszy. Dzieci ułożone w wygodniejszych
miejscach, ale bez dobrego powietrza, ruchu i należytego pożywienia zaczęły
gorączkować. Nerwy ludzi zmęczonych zaduchem, brakiem snu, dobrej wody i
gotowanego jadła, a nawet dostatecznej ilości wody do mycia wytwarzały
atmosferę nie do zniesienia.
Żołnierze NKWD stali się ordynarni, grozili kolbami, ubliżali, lub czasem
kokietowali prostacko dziewczęta. "Eszelony" wlekły się powoli. Drzwi
otwierano tylko przed większymi stacjami, gdzie kilkakrotnie tylko w ciągu
18-tu koszmarnych dni pozwalano ludziom przejść się, by zaczerpnąć świeżego
powietrza. Robiliśmy widać koszmarne wrażenie, bo ludzie tamtejsi patrzyli
na nas z trwogą, a często z odrazą, jak na zbrodniarzy. W ciągu 18 dni
podano 4 razy ciepłą strawę w nocy, o 2-giej, 2 razy wieczorem i raz rano.
Była przypalona, wstrętna kasza lub brudna zupa bez tłuszczu. Ludzie karmili
się zapasami z domów, karmili tych, co ich nie mieli. Wodę dawano raz na
dobę. Posyłano dyżurnych wozów po "wrzątek", brudny, cuchnący, chłodny i w
niewystarczających ilościach.
Starcy nie wstawali z posłań, matki szukały za mlekiem, podawały przez
okienko odzież, mydło, herbatę i cukier za 1/2 litra mleka. Dzieci zaczęły
nagminnie chorować - biegunki, anginy, gorączka. Pieluch nie było gdzie
prać. Strzepywało się kał za drzwiami, czasem płukało się "wrzątkiem".
Gdzieś w sąsiednim wozie umarła staruszka, jęczał chory na zapalenie płuc. W
potwornych bólach jakaś żydówka urodziła dziecko. "Siostra" obcięła pępowinę
nie sterylizowanymi nożyczkami, dziecko wkrótce umarło. Wyniesiono trupa
gdzieś w nocy z trupem staruszki.
Niektóre kobiety całymi dniami prawie nic nie jadły - milczały w jakimś
odrętwieniu, nie kłóciły się, mówiły jakieś nonsensy. A były i takie, co
wierzyły, że wiozą nas do naszych mężów, co przy brance wszędzie obiecywano.
Najlepiej zachowywały się chłopskie kobiety, istotnie osoby kulturalne.
Chłopki znosiły cierpienia w milczeniu - kobiety inteligentki, szczególnie
nauczycielki i społecznice, starały się wpływać na ludzi uspokajająco,
organizowały życie. Matkowały wszystkim dzieciom, starały się zmusić ogół do
racjonalnego możliwie postępowania. Wieczorami zaczęto śpiewać pieśni
religijne, wygłaszać patriotyczne wiersze i krzepiące ducha gawędy.
Z naszego wagonu 2 kobiety uciekły. Jedna prosta kobiecina, którą miłość do
dwojga nieletnich, pozostawionych dzieci (były u ciotki w chwili "branki")
popchnęła do ryzykownego czynu (10 lat obozu karnego), druga, kupcowa,
przerażona wieścią, podaną przez nas, że w Rosji nie ma prywatnego handlu.
Po 10-15 dniach ogarnęło zmaltretowanych ludzi jedno pragnienie - dojechać
do miejsca, gdziekolwiek, byle prędzej. Nie myślano o domu, mężach,
gotowanej strawie, jedno było okrutne pragnienie, ratunek dla dzieci -
kąpiel, sen, zapomnienie.
Przywieziono nas do Pawłodaru (Kazachstan), do obozu koncentracyjnego, gdzie
czekały już na rozwiezienie po rejonach tysiące ludzi z tzw. Zachodniej
Białorusi i Zach. Ukrainy oraz uciekinierów zza Bugu.
Męka nasza wcale się nie skończyła, a wzmogła. Dzieci, nie mogły się dostać
do przepełnionego szpitala - dziesiątki ich umierało codziennie. Matki
zapadały w choroby, tępiały zupełnie. Szczęśliwe były te, które traciły w
chorobie przytomność. Ludzie leżeli po kilka dni pod gołym niebem - jedyny
barak był roznosicielem zarazy (biegunki). Pod płotami zmarło kilkanaście
osób, bez żadnej pomocy. A potem wywieziono nas na szlak męki - głód, nędza
ogromna, nieodpowiednia dla kobiet praca...
Na terenie naszej zsyłki (czurpiński rajon) był silny kolportaż "Nowych
Widnokręgów", wszystkie kioski były zawalone tym pismem. Ludzie interesowali
się z początku bardzo, rychło się jednak przekonali o kierunku pisma. Wanda
Wasilewska była powszechnie znana, ogół uważał ją za zdrajczynię, a punktem
honoru każdego z młodych było oświadczenie, że zabije Wandę Wasilewską albo
jeszcze w Rosji, albo na terenie Polski. Były u nas dość silne sympatie
proniemieckie - w szczególności wśród rodzin policjantów, którzy znaleźli
pracę u Niemców. Antysowiecko nastawionych było 99,9 proc. ludności
polskiej. Byli wśród nas Niemcy nadwołżańscy. Czuli się Niemcami, odgrodzili
się od nas językiem i wiarą, ale łączyła nas wspólna niedola - byli raczej
przeciwko Hitlerowi. Żydów traktowano z obiektywizmem, wielu Żydów
zawdzięcza nam życie. Żydzi uchwalili kiedyś dla Delegatury polskiej
ambasady podziękowanie za to, podkreślano stale, że opiekujemy się
obiektywnie na zesłaniu i Żydami. Przed amnestią Żydzi stale wykorzystywali
fakt, że władze sowieckie miały lepszy stosunek do Żydów; po amnestii
natomiast zaczęli w śmieszny sposób akcentować swój patriotyzm. Nosili
kokardy biało-czerwone, mówili, że jedynym dla nich zagadnieniem jest
wolność Polski itp. Trzeba przyznać, że wśród młodzieży żydowskiej spotkałam
wielu uczniów i uczennic wzrosłych już w kulturze polskiej.
Przytoczymy kilka dokumentów z przepastnych archiwów białostockiego NKWD, z
którego agentami ściśle współpracowali Żydzi tworzący samorzutnie w latach
1939-1941 "Komitety" w miejscowościach nieodległych od Jedwabnego.
Opór przeciwko Sowietom
Canawa Ł., Sprawozdanie z 15 I 1940 r. Do tow. I sekr. KC KP(b)B - tow.
PONOMARIENKI:
"W dniu 15 stycznia 1940 r. nasze wyborowe oddziały pod wodzą tow.
Byszewskiego dokonały rozgromienia bardzo niebezpiecznej, licznej i dobrze
zorganizowanej, antysowieckiej grupy nacjonalistycznie nastrojonych
gimnazjalistów, działających w mieście Białystok. Na przesłuchaniu, jeden z
przywódców tej bandy - 17-letni Stefan GUTKOWSKI oświadczył: Boli mnie to,
że nie ma państwa polskiego. Zdecydowałem się powołać podziemną organizację
'Partyzantka', żeby walczyć przeciwko Armii Czerwonej. Udało mi się
zwerbować 32 osoby".
Na pytanie śledczego - gdzie i jak zamierzali kupić broń - chłopak
prostodusznie odpowiedział: "mieliśmy nadzieję odkupić broń od sowieckich
żołnierzy". Jego towarzysz broni, Wacław LISEK, szczegółowo przedstawił
śledczemu (najprawdopodobniej pod jego dyktando) - śmiały plan wzięcia
elektrowni, poczty i telegrafu, dworca kolejowego i innych ważnych obiektów.
W protokóle maluje się groźny obraz krwawego marszu oddziału po okupowanych
miastach i wsiach Polski, podczas którego nie będą oszczędzani ani
bolszewicy, ani ich słudzy.
W styczniowych meldunkach NKWD z 1940 r., składanych przez Canawę, a
skierowanych do KC KP(b)B "osobiście tow. Ponomarience", znajduje się kilka
krótkich wzmianek o jeńcach wojennych armii polskiej. Canawa informuje, że
"wszystkich jeńców wojennych szeregowych i młodszej kadry dowództwa -
przyjętych od niemieckiego dowództwa i skierowanych do domów, na imiennych
listach znajduje się 10.420 osób. Listy zawierają nie tylko nazwiska i dane
osobowe, lecz i adresy zamieszkania na terytorium zach. obwodów Białorusi".
Aresztowania i terror
Przez cały rok 1940 trwają intensywne aresztowania "przeciwników sowieckiej
władzy". W dokumentach wymienia się oprócz dużych miast: Białegostoku,
Grodna, Wilna, Brześcia, również centra rejonowe i niewielkie wsie.
W lutym 1940 r. zlikwidowano organizacje "kontrrewolucyjne": Związek Młodych
Nacjonalistów w Słonimiu (aresztowano 8 osób), "Leśników" w Białymstoku
(aresztowano 10 osób), grupę dywersyjną "Wilki" z miasteczka Nur.
Przy próbie przekraczania granicy zatrzymano emisariusza z Paryża od gen.
Władysława Sikorskiego - Jana LIPKĘ. W meldunku przekazano interesujące
informacje z jego biografii. Miał 36 lat, był byłym zakonnikiem - kapucynem,
potem plutonowym w WP, przeciwnikiem partii politycznych. Wykorzystując swój
autorytet i kontakty, szybko stworzył na wyzwolonym przez Sowietów
terytorium silną organizację "Związek Walki o Niepodległość Polski", która w
listopadzie 1939 r. liczyła już ponad 200 osób. Na przesłuchaniach podał
nazwiska 27 aktywistów, wobec których NKWD "prowadzi działania operacyjne".
Udało się wyśledzić i aresztować Aleksandra LENGOWSKIEGO, ukrywającego
dokumenty ewidencyjne organizacji.
W lipcu 1940 r. została rozgromiona organizacja powstańcza w Białymstoku -
aresztowano 11 osób, wśród nich aktywistę - 46-letniego Stanisława
CHAJNICKIEGO, podoficera rezerwy WP, a także jego synów, jednego w wieku 16
lat, drugiego - 20 lat, "antysowiecki, nacjonalistyczny element".
W Wasyliszkach, powiat Szczucin wykryta została organizacja składająca się z
30 osób. "Z dowodami przestępstwa", w domu właściciela kuźni, agenta
polskiej policji 35-letniego MAKSIMOWICZA Kazimierza Adamowicza wzięto
osadnika, ukrywającego się w lasach, 40-letniego KUCZYŃSKIEGO Antona
Wikjentjewicza, a także Iwana Stiepanowicza CHRONOWSKIEGO - chłopa, 31 lat.
W chacie 39-letniego Edwarda Michajłowicza WOROBIA, razem z gospodarzem
aresztowany został "powstaniec" Witold Edwardowicz ANIUKIEWICZ - 24 lata i
chłopi-kułacy, bracia Iwan i Josif PODIELIŃSCY - 30 i 33 lata. W trakcie
przesłuchań potwierdzili istnienie w miasteczku antysowieckiej organizacji
powstańczej.
W lipcu 1940 r., aresztowania "spiskowców, powstańców, nacjonalistów"
przeprowadzano też we wsi Szczepankowo w powiecie Łomża, w Wysokim
Mazowieckim, w powiatach Czyżew, Brańsk. Ze względu na rozległość i masowość
akcji władze sowieckie wprowadziły nowe obłasti: Wołożyn, Łomża, Lida.
Strasznie zapracowany był Canawa, dzieląc swe imperium.
Z Augustowa doniesiono o likwidacji grupy młodzieżowej "Legion Śmierci",
składającej się z 14 osób, stawiającej przed sobą cel: "przywrócenie byłej
faszystowskiej Polski, drogą zbrojnego wystąpienia przeciwko władzy
sowieckiej". Wiek "legionistów" - od 15 do 19 lat, większość "bez
określonego zajęcia". Najstarszy - przywódca Kazimierz DIEDUCH miał 22 lata.
Razem z nim aresztowano Władysława i Wacława KUCZWALSKICH, Stefana
KONDRACKIEGO, Nikołaja GANUSZKO i Ryszarda PRICZKATA.
W końcu sierpnia, w powiatach Śniadowo i Grajewo przeprowadzono
aresztowania, które stanowiły zakończenie sprawy pod nazwą "Piłsudczycy",
podjętej przez NKWD jeszcze w początkach maja 1940 r. Jeśli wierzyć
meldunkowi operacyjnemu Canawy z 26 VIII 1940 r., to zadziwiająca jest
wysoka liczba liderów komórek "partii kontrrewolucyjnych" w powiecie
Śniadowo, a komendantów placówek organizacji powstańczych w drugim powiecie.
Zatrzymano w Troszynie: księdza KRAJEWSKIEGO Romana Josifowicza,
ZIELIŃSKIEGO Kazimierza, ZIELIŃSKIEGO Telesfora, CZERNIECKIEGO Czesława.
Wszyscy oni byli członkami Stronnictwa Narodowego i "przygotowywali
powstanie zbrojne przeciwko władzy sowieckiej".
We wsi Janochy usadowiło się pięciu "bojowników partii Ozon": DOMIŃSKI
Stanisław Konstantynowicz; BRZEZIŃSKI Jan Janowicz; BARKOWSKI Konstanty
Adamowicz; BALCER Jan Antonowicz; KOMUDA Jan.
W Grucelach stronników Ozonu było trzech: GRZYGORCZYK Aleksander
Nikołajewicz; LALAK Józef Josifowicz, SKRZECZ Iwan Antonowicz. We wsi
Oładki - tylko były sołtys BARKOWSKI Stefan Teofilowicz.
Interesujący dopisek znajduje się na końcu meldunku: "W celu dalszego
rozpracowania organizacji partyjnych, wprowadzony został agent 'Rybak', w
przeszłości aktywny piłsudczyk, korzystający z dużego zaufania polskich
elementów nacjonalistycznych".
W tym samym czasie, w powiecie Grajewo, aresztowano 10 komendantów placówek
i ich zastępców. W Szczucinie NAGURSKIEGO Bolesława, GRYZWALDA Feliksa. We
wsi Nieczkowo: GRAJEWSKIEGO Aleksandra, CHEŁMIŃSKIEGO Bolesława; w
Kędzierowie: PIECHOCIŃSKIEGO Witolda, we wsi Wąsosz: JUSZKOWSKIEGO Czesława.
Aresztowanemu ze wsi Szczuczyno: PIWKO Stanisławowi zorganizowano ucieczkę i
przeszedł do podziemia. Wprowadzono również agenta "Stefana" do poszukiwań
zbiegłych komendantów i ich zastępców.
Nosiciele nastrojów antysowieckich
Canawa Ł. meldował: "Na dzień 1 stycznia 1940 r. NKWD BSSR oblicza ilość
'bieżeńców' w republice na 110.000 osób. Rozmieścili się oni w Zachodnich
Obwodach Białorusi w liczbie 89.890, a we wschodnich obwodach naszej
republiki - w liczbie 23.000 głów. Wśród 'bieżeńców' z byłej Polski znajduje
się dużo niepracującego elementu - są tam: fabrykanci, kupcy, muzycy, a
także członkowie kontrrewolucyjnych, nacjonalistycznych partii. Wszyscy oni
są aktywnymi nosicielami nastrojów antysowieckich".
Do lutego 1940 r. - 4.308 uciekinierów "rozbiegło się", część wróciła do
okupowanej Polski, niektórzy "uszli" do bratniej Republiki Ukraińskiej oraz
do "innych miejsc w SSSR".
"Pracę w naszej republice znalazło 25.621 osób, ale wiele ją porzuca; w
efekcie mamy obecnie 47.275 głów, pozostających bez określonego zajęcia" -
donosił Canawa. Polaków wśród uciekinierów było 4.290 osób, ponad 65 tysięcy
Żydów oraz przedstawiciele innych narodowości. Do połowy lutego 1940 r.
aresztowano spośród "bieżeńców" 204 osoby.
Tow. Byszewski meldował do towarzysza Sekretarza KP(b)B: "Białostocki
Komitet Obwodowy KP(b)B podjął uchwałę o wydaniu czasowych dowodów
sowieckich dyplomowanym specjalistom o wysokich kwalifikacjach - lekarzom,
inżynierom, księgowym, pedagogom - wbrew dekretowi o wysiedleniu co do
jednego. Jaka jest Wasza decyzja w tej sprawie?
Dekretacja Ponomarienki: "Uchylić". Mińsk 14 IV 40.
Warto dodać, że wśród 30.845 wyroków śmierci ferowanych przez NKWD "nowych
obwodów Zachodniej Białorusi", ponad połowę (16.545) "wyprodukowało" UNKWD
Białystok pod czułą opieką Icka Byszewskiego. Część tych ostatnich dotyczyła
także Żydów.
Po serii naszych artykułów naświetlających tło mordu Żydów w Białostockiem
pora na podsumowanie i najważniejsze wnioski robocze.
Ogół i margines
Seria przerażających zbrodni sowieckiego okupanta, wysługującego się
"Komitetami" złożonymi z marginesu społecznego, w przeważającej mierze
Żydów, sugeruje, że Polacy mieli podstawy, by czuć niechęć do Żydów
kolaborujących czy wręcz pełniących funkcje w NKWD. Ale ci sami
"przedstawiciele" sowieckiego raju mają także na sumieniu zbrodnie wobec
samych Żydów, uciekinierów z GG. Motyw zemsty ze strony Polaków jest więc
nieistotny dla ciągu mordów na Białorusi - mieści się natomiast całkowicie w
"profilu ideologicznym" hitlerowców, szowinistów sowieckich i ukraińskich.
Nawet w najsroższych warunkach łagrowych, gdzie funkcjonariusze żydowscy
zsyłali Polaków na wyniszczenie, deportowani okazywali swoje
człowieczeństwo, sami Żydzi dziękowali im za uratowanie. Nawet w całym
rozkwicie sowieckiej zbrodni - polskie ofiary nie winiły swych oprawców,
wyraźnie rozgraniczając żydowski margines od ogółu Żydów. Tego wyraźnie nie
dostrzega prof. Gross w swej kłamliwej książce.
To nie sąsiedzi
Ze względów choćby technicznych zamordowanie 1.600 Żydów w stodole o
wymiarach 10 x 8 m było niemożliwe do zrealizowania. W objętości 160 m3 nie
da się pomieścić 1.600 żywych ludzi, nawet ciasno ułożonych w sągi. Ponadto,
w Jedwabnem, we wrześniu 1939 r., żyło 60-70 rodzin żydowskich, czyli
maksymalnie 500-600 osób. Nadto, Żydzi ci byli już dwukrotnie eksterminowani
podczas wejścia Niemców 10 IX i wyjścia 24 IX 1939 r. (wobec przekazania
Łomżyńskiego Sowietom). Młody podchorąży HJ oceniał maksymalną liczbę
Żydów - przybyszów z GG w większym od Jedwabnego Wysokiem Maz. na 8 proc.
(czyli na 320 osób). Mimo iż zastrzegał, że w promieniu 60 km od Wysokiego
Maz. nie było ani jednego Żyda, można ze znacznym prawdopodobieństwem
stwierdzić, że w Jedwabnem było w lipcu 1941 r. maksymalnie 200-250 Żydów.
Ani książka Grossa, ani żaden z żyjących w Jedwabnem naocznych świadków nie
wspomina o przywożeniu ofiar spoza Jedwabnego do stodoły. W żadnym przypadku
nie mogli to być sąsiedzi, jak kłamliwie konfabuluje Gross.
Krąg zbrodni
Uwalniając się na moment od "afery Jedwabnego", powiedzmy wyraźnie, że
sprawa ma znacznie większy wymiar. Zniesławia dobre imię Łomżan, całego
Białostockiego, wręcz wszystkich Polaków, znieważa pamięć o prawdziwych
bohaterach, którzy tutaj żyli i działali w piekle sowieckiego "raju".
Zbrodni na Żydach i Polakach było tutaj o wiele więcej, ofiarą represji
padło blisko 300 tys. ludzi (wraz z uciekinierami z centralnej Polski). I
wcale nie najwięcej ucierpieli Żydzi.
Ale wracając do Żydów: zamordowano i spalono ich w podobnej jak w Jedwabnem
stodole, w odległym o 18 km na pn.-wsch od Jedwabnego Radziłowie (w 1939 r.
mieszkało tam nie więcej niż 100 Żydów - znowu sprawa nie jest jasna). W
maleńkiej Wąsoszy (5 km na pd. od Szczuczyna) również spalono pewną liczbę
Żydów 7 VII 1941 r. Podobnie było w Kołakach Kościelnych (12 km na wsch. od
Zambrowa) - która to miejscowość jako jedyna z tych, gdzie palono Żydów w
stodołach - położona była 2 km od głównej szosy Zambrów - Białystok. Warto
zwrócić uwagę na charakterystyczną rzecz - wszystkie miejscowości, w których
palono Żydów w stodołach, leżą w środku kręgu 15-25 km od Jedwabnego, na
uboczu (poza Jedwabnem) i są połączone z innymi, większymi miejscowościami
kiepskimi drogami. Dowodzi to, że zbrodnie te wykonywała ta sama ręka. Ale
absolutnie nie dowodzi, że była to ręka polska!
Zbrodni na Żydach na Białostocczyźnie popełniono bardzo dużo. Żeby się o tym
przekonać, zatoczmy nieco większy krąg.
Goniądz w 1939 r. liczył 3,6 tys. mieszkańców, z czego 2 tys. Żydów, którzy
zostali wymordowani w licznych drobnych egzekucjach, począwszy od 15 IX 1939
r., kończąc na 1944 r. W pokazowych egzekucjach ulicznych Niemcy zastrzelili
125 Żydów.
Szczuczyn - 4,5 tys. mieszkańców w 1939 r., 2,1 tys. Żydów, pierwsze
egzekucje rozpoczęły się w połowie lipca 1941 r.; Stawiski - 3,2 tys.
mieszkańców, w tym połowa Żydów. 15 VII 1941 r. zamordowano 200 Żydów.
Kolno - 5,1 tys. mieszkańców, w tym 1,5 tys. Żydów; w egzekucjach masowych w
Mściwujach od połowy sierpnia 1941 r. Niemcy rozstrzelali 500 osób;
Knyszyn - 4,4 tys. mieszkańców, w tym 1,5 tys. Żydów - większość wymordowano
w licznych egzekucjach (podejrzenia Niemców o współpracę z partyzantami
ukrywającymi się w Puszczy Knyszyńskiej); Wysokie Maz. - 4,3 tys.
mieszkańców. Egzekucje publiczne rozpoczęły się już 12 VII 1941 r., gdy
zgładzono 300 Żydów.
Zambrów (20 km od Wysokiego) - 7,5 tys. mieszkańców, w tym blisko 4 tys.
Żydów. Zostali wywiezieni do KL Auschwitz podczas likwidacji istniejącego tu
w latach 1941-43 getta. Na terenach pożydowskich, Niemcy założyli obóz
koncentracyjny dla jeńców sowieckich, których wymordowali 12 tys.
Ślad ukraiński
Zastanawiając się nad tym, kto dokonał lub stał w tle mordu w Jedwabnem, być
może w formie hipotezy, warto rozważyć też ślad ukraiński. Na terenach
Białorusi rozpoczynali ludobójczą karierę "bulbowcy" (dowodzeni przez
"Tarasa Bulbę" - Maksima Borovca). Ich nauczycielem był m.in. Icko Byszewski
(faktyczne nazywał się Budzes Abram Moisiejewicz, urodzony w 1898 r.). Był
on redaktorem "Komunara" w Penzie pod Uralem, od 1934 r. w Moskwie w KC
WKP(b), osobisty sekretarz super zbrodniarza - Jeżowa ("krwawego karła"), w
1939 r. skierowany na Białoruś do pomocy innemu katowi Białorusi - Canawie
(Ławrjentijowi nr 2). Oni to organizowali żydowski margines ściągnięty z
Mińska do "Komitetów", przygotowywali prowokacje poprzedzające aresztowania,
wybory, cykle czterech wielkich deportacji.
Odkryty ostatnio rozkaz oprawcy hitlerowskiego Heidricha - by nie stawiać
przeszkód "sprzymierzeńcom" w pogromach żydowskich - dowodzi, że wojna
hitlerowsko-stalinowska 1941 r. polegała na "walce na śmierć i życie"
żołnierzy Wehrmachtu i Krasnej Armii (tych najczęściej na śmierć...). Mimo
gorączki natarcia gestapo współpracowało jak gdyby nigdy nic z NKWD, tak jak
podczas wojny w Hiszpanii w 1936 r., preparowania dowodów na Tuchaczewskiego
w 1937 r., konferencji metodycznych w Zakopanem w lutym 1940 r.
Krzywdę naprawić
Bieg spraw wokół Jedwabnego, niezdarność wypowiedzi naszych najwyższych
dostojników zasmuciły nas w wielkim stopniu. Czy można na serio traktować
państwo, którego przywódcy uznają za winnych swoich obywateli, gdy toczy się
jeszcze śledztwo? Ośmieszanie polskiej władzy sądowniczej przed zagranicą,
samosąd dokonany przez naszych dostojników w tak złożonej sprawie, jaką jest
mord w Jedwabnem, wydanie z góry wyroku na Polaków, są przestępstwem.
Prosimy o naprawienie wielkiej krzywdy moralnej, wyrządzonej przez
niegodziwych ludzi Łomżanom i całej Białostocczyźnie. Konsekwentnie
postępując, należałoby skierować pozwy przeciwko p. Grossowi. Nie stać nas
na tolerowanie spotwarzania ziemi, która wydała tylu bohaterów. Nie możemy
pozwolić na zawłaszczanie naszej historii, bo staniemy się narodem parobków.
Dziękujemy Miłosiernemu Bogu, że mieliśmy sposobność zabrać głos w tej
przykrej dla Polaków sprawie.
ks. Zdzisław J. Peszkowski,
Stanisław Z. Zdrojewski
>
> "Pyzol" <py...@shaw.ca> wrote in message
> news:0NWW9.77014$Yo4.4...@news1.calgary.shaw.ca...
> >
> Bez tego poparcia ksiazczyna jest bezuzytecznym smieciem, gdzie
> koronny swiadek oddalony od miejsca rozmowy o dziesiec kilometrow i to
> do tego schowany przez Polakow, slyszy planowanie zbrodni
> w Ratuszu przez Polakow (sic!) i Niemcow.
Mógłbyś rozwinąć tę uwagę.
Jan dlugosz nie byl w kazdym jednym miejscu wktorym wdarzyly
sie wydarzenia przez niego opisywane. Zyl w tamtych czasach
zbieral opowiadania ludzi i nam je przekazal. My uwazamy
je jako "dokumet tamtych czasow".
Ludzie ktorzy zyli w Jedwabne, mieli scisly kontakt podczas
wojny lub zaraz po wojnie z mieszkancami jedwabne, tak samo
jak Dlugosz budowali sobie obraz tego co sie stalo z opowiadan
ktorych pamiec byla jeszcze wtedy dosc swierza.
Ich opowiadania nie spelniaja w 100% warunkow dokumentow sprawy
sadowej ale jako material historyczny wg. mnie sie nadaja.
(tak samo jak Dlugosz)
> Wojciech K. <n...@way.com> napisał(a):
>
> >
> > "Pyzol" <py...@shaw.ca> wrote in message
> > news:0NWW9.77014$Yo4.4...@news1.calgary.shaw.ca...
> > >
> > Bez tego poparcia ksiazczyna jest bezuzytecznym smieciem, gdzie
> > koronny swiadek oddalony od miejsca rozmowy o dziesiec kilometrow i to
> > do tego schowany przez Polakow, slyszy planowanie zbrodni
> > w Ratuszu przez Polakow (sic!) i Niemcow.
>
> Mógłbyś rozwinąć tę uwagę.
>
Informacja podana przez Szmula Wasersztajna:
"(..) 10.VII-41r.rano przybyło do miasteczka 8 gestapowców, którzy
odbyli naradę z przedstawicielami władz miasteczka. Na pytanie
gestapowców jakie mają zamiary w stosunku do Żydów,to wszyscy
jednomyślnie odpowiedzieli,że trzeba wszystkich zgładzić.Na propozycję
Niemców ażeby z każdego zawodu zostawić jedną rodzinę żydowską,obecny
miejscowy stolarz Szleziński Br.[onisław ]odpowiedział:Mamy dosyć
swoich fachowców,musimy wszystkich Żydów zgładzić,nikt z nich nie może
zostać żywym. Burmistrz Karolak i wszyscy pozostali zgodzili się z
jego słowami.Postanowiono wszystkich Żydów zebrać w jedno miejsce i
spalić(..)."
> mar...@poczta.onet.pl wrote:
> >
> > leszek wrote:
> >
> > > mkarwan <m.ka...@box43.pl> napisał(a):
> > >
> > > > z http://www.antyk.org.pl/ojczyzna/jedwabne/orlowski.htm
> > > >
> > > > Relacja ks. Edwarda Orlowskiego
> > > > Proboszcza Parafii Jedwabne,
> > > > Dziekana Dekanatu Jedwabne
> > > > Jedwabne, 10. 06. 2001
> > >
> > > To wszystko bardzo ładne, tylko że tych informacje nie mają żadnego
> > > potwierdzenia. Dlatego relacja księdza Orłowskiego o tym, co zasłyszał od
> > > księdza Keblińskiego nie jest dokumentem o wadze historycznej.
> >
> > Czy zeznania Szmula Wasersztajna i Icchaka Neumarka, którzy nie byli naoczynymi
> > świadkami są
> > dla pana dokumentem o wadze historycznej ?
>
> Jan dlugosz nie byl w kazdym jednym miejscu wktorym wdarzyly
> sie wydarzenia przez niego opisywane. Zyl w tamtych czasach
> zbieral opowiadania ludzi i nam je przekazal. My uwazamy
> je jako "dokumet tamtych czasow".
Koronny świadek w sprawie mordestwa to nie tylko opisywanie wydarzeń.
> Ludzie ktorzy zyli w Jedwabne, mieli scisly kontakt podczas
> wojny lub zaraz po wojnie z mieszkancami jedwabne, tak samo
> jak Dlugosz budowali sobie obraz tego co sie stalo z opowiadan
> ktorych pamiec byla jeszcze wtedy dosc swierza.
Ludzie którzy żyli w Jedwabnem mieli ścisły kontakt z ludzmi z Jedwabnego ???
> Ich opowiadania nie spelniaja w 100% warunkow dokumentow sprawy
> sadowej ale jako material historyczny wg. mnie sie nadaja.
> (tak samo jak Dlugosz)
No to opowiadania esesmanów także spełniaja te warunki.
Tak. Leon Dziedzic.. ktorego wezwano do grzebania zwlok
a ktory sam nie byl bezposrednim swiadkiem. Zydzi z Jedwabne
ktorzy byli ukrywani w Jedwabne.
> > Ich opowiadania nie spelniaja w 100% warunkow dokumentow sprawy
> > sadowej ale jako material historyczny wg. mnie sie nadaja.
> > (tak samo jak Dlugosz)
> No to opowiadania esesmanów także spełniaja te warunki.
No jezeli uwazasz ze Waserstein i Dlugosz sa rownowazni
SS'manom - to twoja sprawa.
Szmul Wasersztajn składał kilka relacji różniących się między sobą, więc na
pewno do tego trzeba się odnosić sceptycznie. Z drugiej strony był potem
przechowywany przez Wyrzykowskich z innymi osobami uratownymi z pogromu, więc
na pewno przekazywał to, co zasłyszał. Mozna to nazwać pamięcią zbiorową. Z
drugiej strony, o ile wiem, to podczas śledztwa IPN jego relacja nie było
koronnym dokumentem. Natomiast bardziej wiarygodne są relacje Ryfki Fogel i
Icchaka Neumarka, którzy się uratowali. Chociaż w pewnych szczegółach ich
relacje się różnią.
Najwięcej informacji dostarczają akta dwóch spraw karnych prowadzonych w 1949
i 1953 dotyczących zbiorowego mordu w Jedwabnem - są to już na pewno
dokumenty o wadze historycznej
> mar...@poczta.onet.pl wrote:
>
> > Ludzie którzy żyli w Jedwabnem mieli ścisły kontakt z ludzmi z Jedwabnego ???
>
> Tak. Leon Dziedzic.. ktorego wezwano do grzebania zwlok
> a ktory sam nie byl bezposrednim swiadkiem. Zydzi z Jedwabne
> ktorzy byli ukrywani w Jedwabne.
O czym ty znowu pleciesz i jaki ma to z czymkolwiek zwiazek ??
> > > Ich opowiadania nie spelniaja w 100% warunkow dokumentow sprawy
> > > sadowej ale jako material historyczny wg. mnie sie nadaja.
> > > (tak samo jak Dlugosz)
>
> > No to opowiadania esesmanów także spełniaja te warunki.
>
> No jezeli uwazasz ze Waserstein i Dlugosz sa rownowazni
> SS'manom - to twoja sprawa.
Napisałeś, że ich opowiadania nadają sie na materiał
historyczny. Dlaczego wiec uważasz, że wedle tych samych reguł nie nadają się na
materiał
historyczny opowiadania essesmanów ??
a akta spraw cywilnych?
Jakich cywilnych.
Może masz na myśli to:
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030122/kraj/kraj_a_3.html
> mar...@poczta.onet.pl napisał(a):
>
> > leszek wrote:
> >
> > > mkarwan <m.ka...@box43.pl> napisał(a):
> > >
> > > > z http://www.antyk.org.pl/ojczyzna/jedwabne/orlowski.htm
> > > >
> > > > Relacja ks. Edwarda Orlowskiego
> > > > Proboszcza Parafii Jedwabne,
> > > > Dziekana Dekanatu Jedwabne
> > > > Jedwabne, 10. 06. 2001
> > >
> > > To wszystko bardzo ładne, tylko że tych informacje nie mają żadnego
> > > potwierdzenia. Dlatego relacja księdza Orłowskiego o tym, co zasłyszał od
> > > księdza Keblińskiego nie jest dokumentem o wadze historycznej.
> >
> > Czy zeznania Szmula Wasersztajna i Icchaka Neumarka, którzy nie byli
> naoczynymi
> > świadkami są
> > dla pana dokumentem o wadze historycznej ?
> >
>
> Szmul Wasersztajn składał kilka relacji różniących się między sobą, więc na
> pewno do tego trzeba się odnosić sceptycznie. Z drugiej strony był potem
> przechowywany przez Wyrzykowskich z innymi osobami uratownymi z pogromu, więc
> na pewno przekazywał to, co zasłyszał.
Skoro odrzucił pan relację ks. Orłowskiego, gdyż ten zasłyszał, to powinien pan
odrzucić także
realcję Wasersteina ponieważ on też zasłyszał.
> Mozna to nazwać pamięcią zbiorową. Z
> drugiej strony, o ile wiem, to podczas śledztwa IPN jego relacja nie było
> koronnym dokumentem. Natomiast bardziej wiarygodne są relacje Ryfki Fogel i
> Icchaka Neumarka, którzy się uratowali. Chociaż w pewnych szczegółach ich
> relacje się różnią.
Oto fragment relacji Ichaka Neumarka:
"Wpedzono wszystkich do stodoly. Oblano latwopalnym plynem i podpalono.
Ichak Neumark, byly mieszkaniec Jedwabnego, opowiedzial, ze wrót pilnowal
znany mu Polak z siekiera w dloni.
Byl gotów zabic kazdego, kto by próbowal wydostac sie. Stalem z rodzina tuz
przy wejsciu, poniewaz na szczescie zostalismy jedni z ostatnich wepchnieci
do stodoly. Nagle od plomieni wrota rozpadly sie. Pilnujacy zamierzyl sie na
mnie siekiera, ale zdolalem mu ja wytracic. Mnie, mojej siostrze i jej
piecioletniej córeczce udalo sie uciec na cmentarz"
Teraz mam pytanie. Kiedy według pana drewniane wrota stodoły moga rozspaść się
od płomieni ? Czy nie wówczas kiedy spalą się ?
Relacja Wasersztajna:
"Tego samego dnia zaobserwowałem straszliwy obraz: Kubrzańska Chaja, 28 lat, i
Binsztajn Basia, 26 lat, obie z niemowlętami na rękach, widząc co się dzieje,
poszły nad sadzawkę, woląc raczej utopi? się wraz z dziećmi, aniżeli wpaść w ręce
bandytów. Wrzuciły one dzieci do wody i własnymi rękami utopiły, póżniej skoczyła
Binsztajn Basia, która poszła od razu na dno, podczas gdy Kubrzańska Chaja
męczyła się przez kilka godzin. Zebrani chuligani zrobili z tego widowisko,
radzili jej aby się położyła twarzą do wody, a wtedy to się szybciej utopi, ta
widząc, że dzieci już utonęły rzuciła się energiczniej do wody i tam znalazła
śmierć".
W księdze pamiątkowej jedwabiańskich Żydów relacja Ryfki Fogel:
"Siostry żona Abrachama Kubrzańskiego i żona Saula Binstajna, których mężowie
odeszli razem z Rosjanami, po przejęciu okropnej kary z rąk niemieckich,
zdecydowały zakończyć życie swoje i swych dzieci. Zamieniły się dziećmi między
sobą i razem skoczyły do głębokiej wody. Nie-Żydzi stojący w pobliżu wydostali
je, lecz one skoczyły jeszcze raz i utonęły".
Najwięcej informacji dostarczają akta dwóch spraw karnych prowadzonych w 1949
> i 1953 dotyczących zbiorowego mordu w Jedwabnem - są to już na pewno
> dokumenty o wadze historycznej
Cóż, to był okres komunistyczny i trudno mówić o obiektywiźmie ówczesnych władz.
a jakie jest Twoje zdanie w tej sprawie?
z artykułu Anny Bikont "Ja, Szmul Wasersztajn, ostrzegam"
"Urodzony w Jedwabnem Meir Ronen, zesłany w 1941 r. z rodziną do
Kazachstanu, opowiadał mi w Jerozolimie: - Za Sowietów było pięciu Żydów,
łajdaków, którzy się panoszyli. Abram Dawid Kubrzański, Chaim Kosacki,
Mechajkał Wajnsztajn, Szajn Binsztejn i Eliasz Krawiecki. Binsztejn siedział
przed wojną trzy lata, bo zagwałtował upośledzoną dziewczynę, prawdziwy
bandyta. Wszyscy mieli tak po 30 lat i więcej. Prawda, że oni wydawali
[Polaków i Żydów Sowietom - A.B.]. "
Relacje świadków odnalezione w aktach:
Sprawa Zg. 167/47
J. R. lat 36. "Zostali oni w lipcu 1941 r. przez Niemców w Jedwabnem
wymordowani. Prócz nich zostali wszyscy żydzi z Jedwabnego spaleni w
stodole. Wiem to tylko ze słyszenia, gdyż naocznym świadkiem nie byłem./../
Zginęło wówczas około 1500 osób ludności żydowskiej i widziałem jak Niemcy
pędzili cały tłum ludności żydowskiej do stodoły w której zostali spaleni."
Z. Tadeusz lat 38. "widziałem jak Niemcy wypędzili ich z mieszkania na
rynek, a stamtąd całą ludność Żydowską popędzono do stodoły za miastem,
gdzie ich spalono. W tym dniu zginęło ponad 1000 osób ludności żydowskiej."
Sprawa Zg 236/47
Fragment wniosku "a żona jego wraz z całą pozostałą przy życiu ludnością
żydowską Wizny została wysiedlona do Jedwabnej i tu w lipcu 1941 r. została
wraz z pozostałymi Żydami z Wizny spalona."
Sprawa Zg 129/48
Z. T. lat 38. "W roku 1941 Niemcy wszystkich Żydów w Jedwabnem /../ wpędzili
do stodoły i spalili. Byłem naocznym świadkiem spalenia."
O. Stanisław lat 28 "W roku 1941 Niemcy wszystkich Żydów w Jedwabnem spalili
w stodole, na drugi dzień widziałem w stodole spalone zwłoki wszystkich
Żydów."
G. Eljasz lat 24 "Babka moja Mejta Chinka Grondowska zamordowana została
przez Niemców w roku 1941 przez spalenie. Wtenczas ja byłem w Rosji."
Sprawa Zg 130/48
Z. T. lat 38. "Byłem naocznym świadkiem mordowania Żydów w Jedwabnem przez
Niemców. Wszystkich Żydów tego miasteczka w liczbie powyżej 1000 osób Niemcy
spędzili do stodoły i podpalili."
O. Stanisław lat 25. "W dniu 10 lipca 1941 r. Niemcy wszystkich żydów
spalili w Jedwabnem (w stodole). /../ Na drugi dzień po wymordowaniu Żydów
widziałem spalone zwłoki Żydów."
G. E. lat 24 "Matka moja Bluma Grondowska 10 VII 1941 r. została zamordowana
przez Niemców w Jedwabnem przez spalenie w stodole razem z innymi Żydami
tegoż miasteczka. Wtenczas ja byłem w Rosji."
Sprawa Zg 165/48
K. M lat 39 "W roku 1942 Niemcy wszystkich Żydów w m. Jedwabnem spędzili do
stodoły i podpalili, także nikt z Żydów nie uratował się. Przytem obecny nie
byłem, lecz zdołał zbiec wtenczas z Jedwabnego i nie był zapędzony do
stodoły Kilingros Motek, który później przebywał razem ze mną w getcie w
Łomży i opowiadał mi"
M. D. lat 31 "W miesiącu lipcu 1942 r. Niemcy kazali wszystkim Żydom z
Jedwabnego wyjść na rynek, ja wtenczas należałem do partyzantki, byłem w
Jedwabnem i widziałem jak był również na rynku z Żydami Lejba Pendziuch.
Poprowadzili wszystkich Żydów z rynku wyszeregowanych w czwórki do stodoły i
podpalili stodołę. /../ Spaliło się w tej stodole około 700 żydów."
Sprawa Zg 234/48
P. J. lat 26 "W roku 1942 Niemcy wszystkich Żydów w Jedwabnem wymordowali
przez spalenie w stodole."
B. Franciszek lat 37 "po spaleniu w Jedwabnem Żydów."
Sprawa Zg 235/48
J. P. lat 26 "W lipcu 1942 r. Niemcy wymordowali wszystkich Żydów w
Jedwabnem przez spalenie w stodole."
B. F lat 37 "W lipcu 1942 r. Niemcy wszystkich Żydów w Jedwabnem spalili w
stodole."
Sprawa Zg 308/48
C. H. l.32 "W lipcu 1941 roku Niemcy wszystkich Żydów w Jedwabnem
wymordowali przez spalenie w stodole. Widziałem jak pędzili Żydów do stodoły
/../ i stodołę podpalili. Wtenczas ja w Jedwabnem ukrywałem się od Niemców.
Byłem w ukryciu i ocalałem. Spalili Żydów w dzień."
B. J. lat 46 "10 lipca 1941 roku widziałem jak Niemcy wszystkich Żydów z
Jedwabnego spędzili do stodoły i podpalili. /../ Wtenczas ukrywałem się
przed Niemcami, w tę porę byłem w ukryciu na cmentarzu i wszystko
widziałem."
Sprawa Zg 334/48
Z. S. l.58 "W dniu 10 lipca przez Niemców spalony on został w stodole.
Wtenczas Niemcy wszystkich Żydów z Jedwabnego w tej stodole spalili.
Widziałem jak wszystkich Żydów Niemcy spędzili do stodoły /../ i stodołę
podpalili, to było w dzień."
Ż. Marian lat 36 "Widziałem jak 10 lipca 1941 r. Niemcy spalili w stodole
wszystkich Żydów z Jedwabnego."
Sprawa Zg 105/49
L. Z. lat 53 "W czasie gdy Niemcy wkroczyli do Jedwabnego ludność żydowska
masowo została spędzona do stodoły za Jedwabnem i w tej stodole została
masowo spalona. Ja wraz z ojcem petenta byłem w liczbie osób pędzonych do
stodoły jednak w ostatniej chwili przed stodołą udało mi się zbiec i schować
się pod murem cmentarnym obok stodoły. Stwierdzam stanowczo, że widziałem na
własne oczy /../ jak Niemcy wpędzili /../ do stodoły, a następnie stodołę
podpalili i spalili wszystkich zapędzonych w niej Żydów. Żydów w tej stodole
zostało spalonych kilkaset."
Sprawa Zg 178/49
L. Z. lat 56 "Przy końcu czerwca 1941 r. słyszałem o tym, że Abram Ibram
/../ został przez Niemców spalony."
Sprawa Co 4/47
K. M. lat 29 "Sora Drejarska wraz z całą rodziną została spalona przez
Niemców."
Sprawa Co 13/47
E. G. s Berka lat 22 "W 1941 r., w dniu 10 lipca została przez Niemców
zamordowana w ten sposób, że Żydzi /../ zostali zapędzeni do stodoły w
Jedwabnem i zostali spaleni. Wiem to, gdyż ja ukrywałem się wówczas w okolic
y Jedwabnego."
Z. Tadeusz lat 37 "w dniu 10 lipca 1941 r. została zamordowana przez Niemców
w ten sposób, że Żydzi /../ zostali spędzeni do stodoły i spaleni. To
wszystko widziałem na własne oczy."
Sprawa Co 52/47
C. S. lat 30 "Niemcy spalili Piekarewiczów w sierpniu roku nie pamiętam"
G. E. lat 23 "/../Grądowskich spalili Niemcy w 1941 r./../"
Rywka F. lat 38 "/../Piekarskich Niemcy wywieźli wtedy jak likwidowali Żydów
i dotąd nie wrócili /../"
M. P. lat 65 "/../ Piekarski z żoną Gołdą zostali spaleni przez Niemców
/../"
M. J. lat 60 "/../ Niemcy spalili Piekarskich /../"
> Oto fragment relacji Ichaka Neumarka:
>
> "Wpedzono wszystkich do stodoly. Oblano latwopalnym plynem i podpalono.
> Ichak Neumark, byly mieszkaniec Jedwabnego, opowiedzial, ze wrót pilnowal
> znany mu Polak z siekiera w dloni.
> Byl gotów zabic kazdego, kto by próbowal wydostac sie. Stalem z rodzina tuz
> przy wejsciu, poniewaz na szczescie zostalismy jedni z ostatnich wepchnieci
> do stodoly. Nagle od plomieni wrota rozpadly sie. Pilnujacy zamierzyl sie na
> mnie siekiera, ale zdolalem mu ja wytracic. Mnie, mojej siostrze i jej
> piecioletniej córeczce udalo sie uciec na cmentarz"
>
> Teraz mam pytanie. Kiedy według pana drewniane wrota stodoły moga rozspaść
się
> od płomieni ? Czy nie wówczas kiedy spalą się ?
Przykro mi, ale nie jest oficerem pożarnictwa. Nie wiem.
> Najwięcej informacji dostarczają akta dwóch spraw karnych prowadzonych w
1949
>
> > i 1953 dotyczących zbiorowego mordu w Jedwabnem - są to już na pewno
> > dokumenty o wadze historycznej
>
> Cóż, to był okres komunistyczny i trudno mówić o obiektywiźmie ówczesnych
wład
> z.
>
Musze cię rozczarować. Wtedy jeszcze sędziami byli sędziowie wykształceni
przed wojną. Żadne władze państwowe ani organa bezpieczeństwa nie
interesowały się tymi sprawami - nie znaleziono żadnego dokumentu, który by o
tym świadczył. Tym bardziej wywieranie nacisku. W kilku przypadkach
świadkowie podczas rozprawy odwoływali zeznania, gdyż twierdzili, że byli
bici przez śledczych. Sędziowie nawet uznawali ten fakt i uniewinniali. Jakoś
nie bali się UB.
W tamtych czasach i zwłaszcza na tych terenach organy bezpieczeństwa miały
dużo ważniejsze sprawy - zwalczanie opozycji i podziemia. Sprawy
pomordowanych Zydów nikogo nie obchodziły, poza osobami bezpośrednio
zainteresowanymi. To były jedne z setek i tysięcy spraw związanych z wojną.
Napisalas:
<P>> "Teraz Ci udowodnie jak klamliwe jest to co uznajesz i szerzysz,
podajac innym za prawde.<BR>> Zydzi przybyli do Jedwabna w czasach, gdy
Polska byla krajem chrzescijanskim i ludzie sluchali, to co koscioly im
mowily, rowniez na temat Zydow. Mimo to, w Jedwabnie i calej Polsce osiadalo
coraz wiecej Zydow, stanowiac coraz wieksza czesc swiatowej Zydowskiej
populacji (75% w XVIII wieku) i coraz wieksza czesc populacji Polski (okolo
10% maksymalnie).<BR>> Co wiecej, w czasie nieobecnosci Krola, Prymas-
najwyzszy ranga Arcybuskup byl odpowiedzialny za ochrone porzadku
publicznego, w tym rowniez za ochrone Zydow! W kronice u Dlugosza, mozesz
znalezc opis zdarzenia, gdy ochotnicy udajacy sie na Krucjate, zaatakowali
Zydow w Krakowie. Gwardia Biskupia rozgonila huliganow i ocalila Zydow, ich
rodziny oraz majatek.<BR>> <BR>> Jest to oczywisty dowod na to, ze
twoje twierdzenie o szerzeniu antysemityzmu przez koscioly, jest bardzo
szkodliwa generalizacja i mam nadzieje, nie bedzie nigdy uzyte jako paliwo do
zadnej zbrodni. "<BR>> <BR>> Nie jest to dowod na nic. Kompetnie na
nic. Zydzi musieli przez wieki zyc bez wzgledu na to czy ktos ich lubil czy
nie, bez >wzgledu na to jakie glupoty o nich mowiono. Szli tam, gdzie
mogli isc, kiedy z jednego miejsca ich wypedzano. Wypedzila ich >katolicka
Hiszpania, Anglia ( 12 wiek, jeszcze wiec katolicka), protestanckie kraje tez
ich przepedzaly. Wypedzala ich >ortodoksyjna Rosja. Do Palestyny nie mogli
jechac, bo stamtad wypedzali ich muzulmanie. Osiadali wiec tam, gdzie mogli.
>Carska Rosja wypedzala ich na tereny Krolestwa Polskiego Polacy nie mieli
tutaj nic do powiedzenia. KKich tepil ich zawsze i >wszedzie, co
niekoniecznie mialo efekt natychmiastowego fizycznego ataku, ale czesto
mialo. </P>
<P>I tu jest najwieksze klamstwo! 700 lat to okolo 30 pokolen. Pytanie, ile z
tych pokolen bylo przesladowanych? Przez wiekszosc czasu Zydzi zyli sobie
spokojnie w tolerancyjnej, katolickiej Polsce, gdzie kazdy katolicki
szlachcic mial swojego Zyda, ktory za niego dogladal majatku, a kazdy biskup
mial swojego Zyda bankiera. (Czy nie ciekawe, ze o tym w swoich ksiazkach nie
czytalas?) Zydzi mieli swoje miasteczka, swoja religie, swoj jezyk, nawet
swoj parlament. Bezpieczenstwa Zydow strzegla Polska armia, a porzadek
publiczny strzegli tez biskupi, ktorzy z racji swojej rangi i zawiazkow z
panstwem mieli rowniez obowiazki publiczne. </P>
<P>Twierdzisz, ze Zydzi musieli sobie gdzies pojsc, bo nie mieli gdzie??
Popatrz na Chinczykow albo Syngalezow, ktorzy jako nielegalni
imigranci gina uduszeni w Tirach na przejsciach drogowych do Europy. Kobiety
bez paszportow, pracujace wburdelach Europy Zachodniej, czy niewolnicza prace
nielegalnych imigrantow w Stanach Zjednoczonych.</P>
<P>Zydzi byli legalnymi i popieranymi przez Polskiego, katolickiego
Krola imigrantami do Polski! Mieli prawa i przywileje, ktore wspieraly ich
status. Stefan Bratkowskie niedawno napisal w Rzeczpospolitej, ze cena(Kara)
za zabojstwo Zyda, byla wyzsza niz za zabojstwo szlachcica! To nie wszystko,
pozycja Zydow byla znacznie lepsza niz pozycja przecietnego, mowiacego po
polsku chlopa panszczyznianego.</P>
<P>Mowisz, ze wzrost liczebnosci o niczym nie swiadczy?? W epoce o ktorej
mowimy, ludzie zyli w rownowadze z zasobami, ktore mieli do swojej
dyspozycji. Jak nie bylo jedzenia umierali. Np. Irlandia zmniejszyla swoje
zaludnienie z 8 mln w 1846 do 5 mln 1855, Jest szereg innych przesladowanych
narodow, ktore sie nie skarza, bo ich juz nie ma, wszyscy wymarli. Natomiast
Zydzi sie rozradzali coraz bardziej i ich udzial w calej populacji byl coraz
wyzszy. To dowodzi prostego faktu, ze dobrze sie mieli.<BR>Znasz to niemiekie
przyslowie, ze Polska to pieklo chlopow, czysciec mieszczan, niebo dla
szlachty i raj dla Zydow?</P>
<P>Gdyby nie Polska, Zydow nie byloby w tej chwili 20 mln ale moze z 4 i to
takich co by sie bali wlasnego cienia.</P>
<P>Mowisz, ze Polacy nie mieli zadnego wplywu na imigracje Zydow do Polski w
XIX i XX wieku?<BR>Np. Na podstawie Pokoju Ryskiego w 1921 przybylo do Polski
pareset tysiecy Zydow z Rosji. Juz w 1926 Pilsudski nadal im wszystkim pelne
prawa obywatelskie! Niedawno ogaladalem w telewizji reportaz z zycia
Palestynczykow w Libanie; nawet po 50 latach nie maja prawa do obywatelstwa!
Czyli mozna inaczej, ale Zydzi byli traktowani w Polsce dobrze.</P>
<P>Jakie wnioski z tego mozna wyciagnac? Zydzi byli wyganiani z krajow
Zachodniej Europy, Hiszpanii, Anglii, Niemiec, a osiedlali sie w krajach
centralnej Europy: Polska, Wegry, Litwa.</P>
<P>Zydzi zyli w krajach katolickich bez wiekszych problemow. Jednoczesnie,
katolicyzm tak samo jak wszystkie inne religie, uwazal sie za jedyna sluszna
religie. Te same osoby, ktore tak nauczaly, popieraly i ochranialy
Zydow.<BR>Jak to pogodzic? To dziwne, ale wydaje sie, ze brak zgodnosci slow
z czynami, bedacy jedna z charakterystycznych cech kosciola katolickiego,
powodowal, ze kosciol katolicki godzil sie z wymaganiami zycia w takich
krajach, jak Polska gdzie rozne religie i jezyki wspolzyly pokojowo. Nawet
tworca Polskiego antysemityzmu, Roman Dmowski powiedzial, ze Polska bez Zydow
bylaby jak zupa bez pieprzu.</P>
<P>Zeby zbadacm jak to funkcjonowalo w sredniowieczu, poczytaj Kroniki
Dlugosza, wszak biskupa krakowskiego i jego spojrzenie na Zydow.</P>
<P>Moj pierwszy email postowalem na pl.sci.history list.</P>
> mar...@poczta.onet.pl napisał(a):
>
> > Oto fragment relacji Ichaka Neumarka:
> >
> > "Wpedzono wszystkich do stodoly. Oblano latwopalnym plynem i podpalono.
> > Ichak Neumark, byly mieszkaniec Jedwabnego, opowiedzial, ze wrót pilnowal
> > znany mu Polak z siekiera w dloni.
> > Byl gotów zabic kazdego, kto by próbowal wydostac sie. Stalem z rodzina tuz
> > przy wejsciu, poniewaz na szczescie zostalismy jedni z ostatnich wepchnieci
> > do stodoly. Nagle od plomieni wrota rozpadly sie. Pilnujacy zamierzyl sie na
> > mnie siekiera, ale zdolalem mu ja wytracic. Mnie, mojej siostrze i jej
> > piecioletniej córeczce udalo sie uciec na cmentarz"
> >
> > Teraz mam pytanie. Kiedy według pana drewniane wrota stodoły moga rozspaść
> się
> > od płomieni ? Czy nie wówczas kiedy spalą się ?
>
> Przykro mi, ale nie jest oficerem pożarnictwa. Nie wiem.
Ja również nim nie jestem ale niech pan to weźmie na "chłopski rozum".
> > Najwięcej informacji dostarczają akta dwóch spraw karnych prowadzonych w
> 1949
> >
> > > i 1953 dotyczących zbiorowego mordu w Jedwabnem - są to już na pewno
> > > dokumenty o wadze historycznej
> >
> > Cóż, to był okres komunistyczny i trudno mówić o obiektywiźmie ówczesnych
> wład
> > z.
> >
>
> Musze cię rozczarować. Wtedy jeszcze sędziami byli sędziowie wykształceni
> przed wojną. Żadne władze państwowe ani organa bezpieczeństwa nie
> interesowały się tymi sprawami - nie znaleziono żadnego dokumentu, który by o
> tym świadczył. Tym bardziej wywieranie nacisku. W kilku przypadkach
> świadkowie podczas rozprawy odwoływali zeznania, gdyż twierdzili, że byli
> bici przez śledczych. Sędziowie nawet uznawali ten fakt i uniewinniali. Jakoś
> nie bali się UB.
Zapewne powiesz jeszcze, że sądy były niezawisłe ? :)
> W tamtych czasach i zwłaszcza na tych terenach organy bezpieczeństwa miały
> dużo ważniejsze sprawy - zwalczanie opozycji i podziemia. Sprawy
> pomordowanych Zydów nikogo nie obchodziły, poza osobami bezpośrednio
> zainteresowanymi. To były jedne z setek i tysięcy spraw związanych z wojną.
Tak sądzisz ? Ponoć antysemityzm był karalny.
Prosze skonfrontowac tekst Grossa, oraz ten wywiad
w czesci mowiacej o Wassersztajnie.
http://www.ipn.gov.pl/biuletyn/3/biuletyn3_5.html
Nadto, gdzie indziej Strzebosz, ktorego obowiazuje
zawodowa odpowiedzialnosc za slowa twierdzi, ze
Wassersztajn byl pracownikiem UB w momencie
spisania zeznania.
wk
> Mysle, ze nalezy nauczyc sie troche dystansu, zwlaszcza do historykow i
> wersji ktore opisuja. Na historie patrze przez pryzmat mojego zyciowego
> doswiadczenia, co czesto weryfikuje twierdzenia historykow.</P>
Można dodać także, że jest przekonanie o straszliwych prześladowaniach
chrześcijan w dawnym Rzymie. Tymczasem to guzik prawda, gdyż tak naprawdę, to
chrześcijanie żyli sobie spokojnie i nikt im w niczym nie przeszkadzał.
Prześladowania chrześcijan to były bardzo rzadkie przypadki, odnotowane przez
historyków. Inna sprawa, że w pamięci zostały utrwalone właśnie takie
sytuacje, nie trudno się domysleć dlaczego.
| Można dodać także, że jest przekonanie o straszliwych prześladowaniach
| chrześcijan w dawnym Rzymie. Tymczasem to guzik prawda, gdyż tak naprawdę,
to
| chrześcijanie żyli sobie spokojnie i nikt im w niczym nie przeszkadzał.
| Prześladowania chrześcijan to były bardzo rzadkie przypadki, odnotowane
przez
| historyków. Inna sprawa, że w pamięci zostały utrwalone właśnie takie
| sytuacje, nie trudno się domysleć dlaczego.
Może podałby Pan nieco więcej szczegółów?
Jakiej narodowości byli pierwsi chrześcijanie?
> Napisałeś, że ich opowiadania nadają sie na materiał
> historyczny. Dlaczego wiec uważasz, że wedle tych samych reguł nie nadają się na
> materiał
> historyczny opowiadania essesmanów ??
Dlatego ze SS'man nie byl tu ofiara.
> z http://www.bialystok.ap.gov.pl/index1.html
Na pierwszym obrazku widniej slowo protokol
ale na nastepnym Postanowienie - prawdopodobnie o uznaniu
osoby za zmarla.
Moj dziadek gdy wrocil z frontu i nie znalazl babci w domu
poszedl i ja w taki sam sposob uznal za zamrla.(oczywiscie
_tez_ podal jak zginela - brednie) Poczym sie szybko na
nowo ozenil.
Ludzie w tmtych czasach szli i meldowali kogos nie zyjacym
aby przyspieszyc sobie sprawy majatkowe, - po czlonkach rodziny.
Poniewaz nie wiedzieli co sie z rodzina stalo podawali cokolwiek
zaslyszane aby tylko dostac dostac papier. IPN te sprawy badal.
- podawane sa cyfry 700 1500 a poza tym rzecz ktora jest
dosc ciekawa w kontekscie wlasnie ilosci ofiar i dyskusji
ze w Jedwabnem nie mieszkalo tylu zydow wiec skad sie mogal
wziac cyfra 1500 -
> Wassersztajn byl pracownikiem UB w momencie
> spisania zeznania.
> wk
Twierdzic mozna tyle ze trzeba jeszcze miec na to potwierdzenie.
Ciekawe ze UB nie wzielo pod uwage wlasnie zeznan "swojego pracownika"
raport Wassersztajn zostal bowiem przez UB pominiety.
Nie. Ostatnio na ten temat mialem dyskusje. 75& Obecnie zyjacych Zydow (i to
chyba tylko aszkenazyjskich) ma korzenie na terenach dawnej RP.
O to,ze nie ma zadnego usprawiedliwienia dla jedwabinskich mordercow.
Zadnego. Wszelkie grzebanie po temacie szukajace "okolicznosci" odbieraja
tym ludziom status czlowieczenstwa: wolny wybor, ktorego dokonali decydujac
sie na zbrodnie. Wyboru tez dokonalo jedwabinskie spoleczenstwo nie usilujac
powstrzymac bandytow i nie pomagajac schronic sie przesladowanym.
Naprawde nie wiem, po co temat rozgrzebujesz.Czy w Jedwabnem byli jacys
Niemcy? Byli, Gross o tym pisze. Czy zbrodni dokonali Polacy bez przymusu -
dokonali, tyle wykazalo sledztwo.
O co TOBIE chodzi? Kiedy zaczniesz bronic "okolicznosciami" podobnych
zbrodniarzy litewskich,czy ukrainskich?
Kaska
Akta tych spraw są w łomżyńskim archiwum. Dotyczyły spraw cywilnych na
podstawie dekretu z 8 III 1946 rok.
Są to na ogół pojedyncze zdania: "Osoba taka i taka zginęła 10 VII 1941 roku
zamordowania przez Niemców", albo "spalona w stodole przez Niemców",
albo "zginęla w tym dniu tak ja wszyscy" (bez wskazywania sprawcy - tak na
przykład zeznał Wyrzykowski - dlaczego ? łatwo się domyslić, jeśli wcześniej
został ciężko pobity przez "nieznanych sprawców").
Celem tych postępowań było uznanie danej osoby za zmarłą i określenie daty -
w celu umożliwienia rozpoczęcia procedury spadkowej dla krewnych lub
rozpoczęcia okresu zasiedzenia w innym przypadku.
Okoliczności nie były tutaj istotne - służyły tylko do "uprawdopodobnienia"
faktu, że dana osoba na pewno nie żyła.
Dlaczego inne zeznania składano w tych procesach, a inne w sprawach karnych ?
Łatwo się chyba domyslić.
W roku 1949 miała miejsce inna rozprawa. Otóż okazało się, że na terenie
Jadwabnego i Łomzy działała dobrze zorganizowana banda zajmująca się
przejmowaniem pożydowskiej własności. Mechanizm był prosty - wyszukiwano
mienie pożydowskie, wyszukiwano jakiekoś Żyda o nazwisku podobnym do
zmarłego, przyprowadzano jednych świadków, którzy potwierdzali fakt
pokrewieństwa i drugich, którzy stwierdzali fakt śmierci. Do bandy musieli
należeć pracownicy BP, którzy przymykali na to oko, oraz kierownik Okręgowej
Komisji Likwidacyjnej (komisja zarządzała opuszczonym mieniem). Po
przeprowadzeniu sprawy mienie sprzedawano sobie po okazyjnej cenie lub na
zewnątrz i dzielono się pieniędzmi. Do tej bandy należał także Józef
Grądowski - jeden z ocalałych Zydów z Jedwabnego. Pokłócił się z kimś o
podział łupu i złożył doniesienie. Co najmniej 10 spraw z 1947 roku miało z
tym związek - po prostu w rozprawie z 1949 roku powtarzają się te same
nazwiska
Czy Pan kwestionuje prawdziwość zeznań publikowanych na stronach Archiwum
Państwowego w Białymstoku?
Czy jakikolwiek przewód sądowy zakwestionował prawdziwość tych zeznań?
Nie wdajac sie w szczegoly: nie bardzo widze sens w rozkopywaniu historii
Polski przy badaniach na temat antysemityzmu KK oraz jego postawy wobec
Holocaust.
Fakt, ze Zydzi w Polsce mieszkali nie swiadczy jeszcze, ze KK nie szczul
przeciwko nim, nie demonizowal ich do postaci uosobienia wszelkiego zla.
Fakt,ze w ...nastym wieku mieli ochrone krolewska nie likwiduje artykulow
blg. Kolbe w Rycerzu Niepokalanej plus calej pozostalej ogromnej literatury
stworzonej przez ksiezy najromaitszych wyznan, nie tylko w Polsce. Nie
zamazuje ich jawnego poparcia do bojkotu slepow zydowskich, chociazby.
Ten antysemityzm stworzyl k l i m a t, w ktorym rasistowskie doktryny
nazizmu znalazly swoje odbicie i swoich zwolennikow: uznania Zydow za
nie-ludzi dokonali chrzescijanie dlugo przed Hitlerem. Dzieci szatana, wszak
ludzmi nie mogly byc. Zrozumiale tez, ze nie mogly miec takich samych praw
jak ludzie. Zrozumiale,ze nalezalo ich izolowac, zrozumiale, ze nalezalo sie
ich wystrzegac. Zrozumiale,ze wszystko co mieli zdobyli "szatanska" droga,
wiec bez najmniejszjej zenady mozna bylo im to odebrac. Wszystkie te metody
stosowala wobecZydow chrzescijanska Europa przez wieki, Hitler nie wymyslil
niczego nowego - poza pomyslem fizycznej likwidacji. Niemniej Koscioly
niejednokrotnie nawolywaly do "pozbycia sie zydostwa", ze trzeba je jako
zrodlo wszelkiego zla "tepic" i ze sa oni najwiekszym zagozeniem dla
chrzescijanskiej Europy. Jak koscioly zamierzaly "pozbyc sie" zydostwa? Ano
w ten ogolnik wcial sie Hitler ze swoimi piecami. Oczywiscie,ze Koscil NIE
zalecal fizycznej eliminacji Zydow ale jesli nawolywal do "zniszczenia ich"
to co wlasciwie mial na mysli? Jesli przedstawial ich jako najwieksze
zagrozenie ludzkosci - to jak zamierzal z nim walczyc i sie go "pozbyc"?
Koscioly chrzescijanskie same sie przerazily konsekwencji antysemityzmu, ale
dopiero PO Holocaust i szybciutko zmienily ton. Koscioly te, same nie
uchylaja sie od odpowiedzialnosci za antysemityzm, jakim cudem wiec ty
uwazasz, ze bylo inaczej? Lepiej znasz historie kosciola od papieza?????
Antysemityzm nie rozwinal sie na terenach, na ktorych rywalizujace z
podstawa sekty judajskie nie mialy wladzy - tak realnej jak i tej nad
duszami ( np, Japonia, Indie etc). Prosze cie tylko nie wyciagaj mi tutaj
teraz statystyk, ze tam bylo malo Zydow, bo dzis w Polsce Zydow jest jeszcze
mniej, a antysemityzm kwitnie. Najwyzszy dostojnik KK w Polsce wyglasza
teksty antysemickie, inni ksieza -tacy jak Rydzyk czy Jankowski tez
wyglaszaja swoje antysemickie brednie niemal bez cienia protestu ze strony
KK.
W Kanadzie ani zadnym innym cywilizowanym kraju nie sprzedaje sie w ogolnie
dostepnych kioskach pism wyrazajacych tresci stricte antysemickie. Jesli
antysemityzm istnieje, to w glebokim podziemiu, zas przylapany -broni sie
zoltymi papierami. Gdybym przecietnego Kanadyjczyka spytala ilu Zydow jest w
kanadyjskim rzadzie, to z pewnoscia odpowiedzialby mi "I don;t give a damn"
i potem omijal mnie szerokim lukiem. Szybko zaczeliby omijac mnie i inni,
wiec nawet dla celow "badawczych" nie bede nawet probowac.
Tolerancja, Vaady, prawa dla ludnosci zydowskiej w IRzeczpospolitej, to
wszystko prawda. Mila prawda, ktora wszyscy doskonale znamy. Ale jest i
ciemna strona prawdy, przed ktora bronimy sie pazurami, ale ktora TEZ
istnieje. Zadna prawda nie moze byc "szkodliwa". Zas fakt iz koscioly
chrzescijanskie z zapalem i przez dlugie wieki obrazowaly Zydow jako
nieludzkie demony, "bogobojcow", "dzieci szatana" i oskarzaly ich o wszelkie
niegodziwosci, lacznie z takimi o rodowodzie cokolwiek mistycznym, jest
obficieudokumentowana prawda. Nawet Lutra papiez wyzywal od..."Zydow"! I
akurat w tym jednym to nawet Luter i jego smiertelny wrog, papiez, sie
zgadzali - ze Zydow nalezy tepic.
W kazdej wsi byly koscioly,ktore mialy ogromny wplyw na miejscowa
spolecznosc, kiedy motloch wymyslil, ze to Zydzi sa odpowiedzialni za
"czarna smierc" . Jakim cudem w ogole cos takiego moglo ludziom wpasc go
glowy, jesli nie bylo powodowane podejrzliwoscia wobec "dzieci szatana"?To
oczywiscie, jeden z wielu przykladow czym w historii owocowal antysemityzm.
Kaska
Prosze nie wycinac tendencyjnie czesci wypowiedzi
dla osiagniecia klamliwych efektow.
Powyzej cytowana moja wypowiedz, jest de facto
wypowiedzia prof.Strzebosza, co wynikalo z mojego
listu.
wk
W jaki sposob przesladowania chrzescijan w poganskim Rzymie 2000 lat temu sa
, badz moga byc zwiazane z antysemityzmem doktryn chrzescijanskich, zas z
tytulowym Jedwabnem w szczegolnosci?
Chyba tylko w taki,ze majac takie doswiadczenia , chrzescijanie powinni
umiec bardziej niz ktokolwiek inny nie poddawac sie presjom powodujacym
przesladowania z powodow religijnych, a juz w zadnym wypadku realizowac je w
postaci zbrodni morderstwa.
95% Niemcow bylo chrzescijanami w okresie kiedy Hitler doszedl do wladzy i
rozpoczal swoja wersje "ostatecznego rozwiazania" najpierw "tylko" od
przepedzania,oznakowania Zydow i odebrania im majatkow oraz praw cywilnych.
Co zrobil wowczas Pacelli? Dobrowolnie rozwiazal Katolicka Partie Centrum w
Niemczech, ulatwiajac Hilterowi realizacje totalitarnych zapedow (
konkordat)
Kaska
>
> O co TOBIE chodzi? Kiedy zaczniesz bronic "okolicznosciami" podobnych
> zbrodniarzy litewskich,czy ukrainskich?
>
> Kaska
>
>
Pomijajac zwykle ordynarne chamstwo w stosunku do
dyskutanta, ktoremu pani usiluje przyprawic morde
obroncy zbrodniarzy, to cala dyskusja dotyczyla
Grossa i jego "warsztatu".
To pani sprowadzila zrecznie dyskusje do zupelnie czegos
innego, ale oczywiscie po to, aby moc dokopac wrednej
polskiej nacji (bo ja jestem kanadyjka teraz), oraz katolikom
(bo ja jestem protestantka teraz).
wk
Ty Krasucki nie pieprz propagandowych dyrdymalow tylko wyznaj - czy TY masz
watpliwosci,ze niezagrozony perspektywa utraty wlasnego zycia zdobylbys sie
na mordowanie dzieci? To Leszek zasugerowal "watpliwosci", ze je ma. Ja nie
mam.
A ty?
Kaska
Usuń "nie.", "cierpie.", "spamu." i ".qvx" z mego adresu w nagłówku.
Jakich klamliwych efektow? jedyna prawda w tym jest to
za Strzembosz tak powiedzial, ale nie sam fakt przynazleznosci
Wasersteina do UB. Po co wiec komu ten argument - na to ze
Strzembosz sie mylil?
W.
> Fakt, ze Zydzi w Polsce mieszkali nie swiadczy jeszcze, ze KK nie szczul
Hop! Hop! Moderator!
(...)
>
> Ty Krasucki nie pieprz propagandowych dyrdymalow tylko wyznaj - czy TY masz
> watpliwosci,ze niezagrozony perspektywa utraty wlasnego zycia zdobylbys sie
> na mordowanie dzieci? To Leszek zasugerowal "watpliwosci", ze je ma. Ja nie
> mam.
> A ty?
>
> Kaska
>
"Sąsiedzi" w Jedwabnem też nie mieli wątpliwości. Przypomina mi się ballada
Aleksandra Galicza, w której poeta śpiewał, że najbardziej należy bać się
tych, którzy wiedzą "jak należy"[czynić]. Zanim zaczniesz Siostro atkować
innych postaraj się sama być "bez skazy".
C.
>A tak z ciekawości, jak współcześnie to przykazanie jest interpretowane
>w judaiźmie - prosiłbym o wiarygodne źródła.:-)
Nie jestem wiarygodnym źródłem ale jeśli dobrze pamiętam to we
współczesnym judaiźmie nie składa się ofiar (bo ofiary to tylko w
Świątyni, a po niej została jeno Ściana Płaczu. Trzeba zatem czekać na
Mesjasza)
Piotr K.
---
skasujto...@poczta.onet.pl
Witryna grupy dyskusyjnej pl.sci.historia:
http://www.historia.icenter.pl/
Braciszek zza swiatow sie odezwal? Ale jemu Wojtus bylo,widac mu t a m
zmienili imie.
Ja odpowiadam tu wylacznie za siebie - i oswiaczam, ze nie ma
takiejmozliwosci abym mordowala dzieci, w dodatku z wlasnej nieprzymuszonej
woli. Nie mam co do tego cienia watpliwosci i samo rozwazanie zasadnosci
pogladu o relatywizmie waznosci takiej postawy uwazam za oznake powaznej
deterioracji etycznej rozwazajacych. Inna galaktyka, Braciszku, widac z
Piekla dzwonisz;)
Kaska
Ty Makowska nie pieprz durnowatych pytan, tylko
naucz sie rozumiec drukowane slowa.
Interesowal mnie wylacznie Gross i jego uwienczone
sukcesem (tylko w Polsce) przerobienie trzech
przewodow sadowych na kryminalna szmire z polskimi
bestiami w tle plus ksiadz.
wk
PS.Swoje pytanie postaw swojej babci, bo wtedy zyla
i mogla decydowac.
Ode mnie sie laskawie odwal.
Jak nie masz jakiegos antysemity pod reka, to wal
durnym lbem o sciane.
I to mowi do kobiety ten staranie ufryzowany z brylantyna
i zlotym sygnetem na palcu dzentelmen z USA? Ten ktory
zazwyczaj udziela pochwal za eleganckie maniery - nieslychane !!!!
Ten tak czuly na sprawiedliwosc narodowa i rasizm ktory kiedys
wyzwal mnie od takich owakich bo napisalem ze przedwojenna
polska robila Ukraincow na sile Polakami? - nieslychane !!!
W
"A jak juz przyjdzie,to spytamy Go, czy to pierwszy, czy drugi raz. Ale jak
Go znam, to usmiechnie sie i odpowie: "No comments."
:)
Kaska
A czy sa dowody na czynne uczestnictwo w zbrodni Polaków, prócz zeznań paru
świadków?
Jeżeli Polacy mordowali to jest tylko jeden mozliwy motyw - odwet za
współpracę niektórych Żydów z NKWD. Jeden z jedwabieńskich Żydów w swoim
zeznaniu powiedział, że mordowano _nie wszystkich_ Żydów, tylko tych którzy
współpracowali z NKWD (razem jakieś 50 osób, to by sie zgadzalo, gdyz taką
ilość konfidentów potwierdziła też michnikowa gazeta). Dla ciekawostki
powiem, ze ów Żyd dodał na koniec słowa "należało im się"...
Nie jest to więc eksterminacja tylko akt zemsty, tak czesty przecież w
tamtych dniach.
(...)
>
> Braciszek zza swiatow sie odezwal? Ale jemu Wojtus bylo,widac mu t a m
> zmienili imie.
>
> Ja odpowiadam tu wylacznie za siebie - i oswiaczam, ze nie ma
> takiejmozliwosci abym mordowala dzieci, w dodatku z wlasnej nieprzymuszonej
> woli. Nie mam co do tego cienia watpliwosci i samo rozwazanie zasadnosci
> pogladu o relatywizmie waznosci takiej postawy uwazam za oznake powaznej
> deterioracji etycznej rozwazajacych. Inna galaktyka, Braciszku, widac z
> Piekla dzwonisz;)
>
> Kaska
>
Niepotrzebnie się unosisz Córeczko. Nie znasz przecie moich wartości etyczno
moralnych. To prawda, jestem relatywistą, ale gdyby "Sąsiedzi" w Jedwabnem
byli relatywistami, a nie zwolennikami "prawdy absolutnej", czyż nie drgnęła
by im ręka przed morderstwem.
Ale to wszystko jest OT. Dyskutujemy w grupie historycznej a nie poświęconej
etyce, moralności czy też Twoim lub moim wartościom. To jak Ty czy ja
zachowalibyśmy się w skrajnych sytuacjach też nie ma tu znaczenia. Ty wiesz
jak, ja nie wiem jak zachowałbym się we WSZYSTKICH MOŻLIWYCH PRZYPADKACH,
ale to nie ma tu większego znaczenia.
Patrząc z pozycji dyletanta, wydaje mi się, iż obowiązkiem historyka
jest zebranie i przeanalizowanie jak najszerzej okoliczności zdarzeń.
Nie po to by bronić lub oskarżać, lecz by lepiej zrozumieć motywacje, stan
psychiczny postaci, ich fobie czy wyobrażenia. Bądz bardziej wyrozumiała.
Nie miej za złe grupowiczowi (nazwiska nie pamiętam), że pisał o dynamice
dwu okupacji na terenie Podlasia. O tragediach ludzi wywożonych w głąb Rosji.
O rozpaczy i nienawiści ich krewnych. Jak uogólniali obraz "winnych".
To nie musi być natychmiast traktowane jako chęć usprawiedliwienia masowego
mordu, a może rzucić nowe światło na zrozumienie dynamiki społeczności
Jedwabnego w konkretnych warunkach.
Sama pisałaś o roli indoktrynacji Kościoła Katolickiego w kształtowaniu
antysemityzmu. Czyżbyś chciała usprawiedliwić morderców zrzucając winę
na Kościół? -:) (just kidding my Canadian friend).
C
> Patrząc z pozycji dyletanta, wydaje mi się, iż obowiązkiem historyka
> jest zebranie i przeanalizowanie jak najszerzej okoliczności zdarzeń.
Bardzo madra uwaga. Strzebosz studiowal ruch oporu w Bialostockim
przez 20 lat i ani slowem nie wymienil ktorgokolwiek z pogromow,
Monkiewicz babral sie w tym ponad 30 lata i znalazl caly pancerny
pulk Niemcow, a ten glupi Gross ten partacz ktory nie ma dobrego
warsztatu, ma wszy i brudne uszy... okazalo sie ze w przeciagu dwoch
lat z robile wiecej niz pozostali wyzej wymienieni.
i oczym tu gadac?
Tak Gross NIE ma dobrego warsztatu, ale za to:
- mial RACJE !!!
Monkiewicz i Strzebosz maja _wspanialy_ warsztat ale za to:
- NIE mieli RACJI!!
Czy ta defilada spekulacji na temat jedwabne, oraz wyliczanie
wad Grossa sie kiedys skonczy? Dlaczego nie napisac ze jest on:
- moralnym karlem
- sprzedawczykiem
- antypolakiem
- ma wagry i pije kawe w brudnym kubku
(jezeli to komus poprawi samopoczucie bo z historia nie ma to nic
wspolnego)
ALE co z tego ?
W.
Formalnie wyglada to na odpowiedź na moją notatkę. Jednakowoż,
nie przypominam sobie abym kiedykolwiek komentował merytoryczny
dorobek któregokolwiek z wyżej wymienionych panów. Cóż zrobić,
w podeszłym wieku to pamięć chyba zaczyna zawodzić.
C.
Droga koleżanko. Nikt nikogo nie usiłuje wybielać. Osobiście nie mam jakiegoś
emocjonalnego podejścia do tej sprawy.
W kodeksie karnym jest pojęcie "podżegania" - ma to miejsce wtedy, gdy ktoś
namawia inną osobę do dokonania przestępstwa. Podżeganie podlega takiej samej
karze co czyn zabroniony - nawet jeśli podżegacz nie był wykonawcą. Tutaj
podżegaczami byli Niemcy, a wykonawcami miejscowa ludność.
Jest różnica pomiędzy "byli jacyś Niemcy" - a "było gestapo z rozkazami" - i
to konkretnymi rozkazami Heydricha nakazującymi namawianie ludności do
pogromów bez zostawiania śladów. W Radziłowie był na pewno oddział Shapera -
rozpoznała go Chaja Filkenstein.
Nie wiadomo, kto był w Jedwabnem - ten sam oddział, czy komando Bikenera.
Jest bardzo dziwne, że Gross, historyk zajmujący się II wojna nie zajął się
tym tematem.
Nie wiadomo, czy wcześniej ci Niemcy kontaktowali się z władzami Jedwabnego.
Niektórzy świadkowie to potwierdzają (na przykład Szmul Wasersztajn), ale nie
jest to pewne.
Natomiast na pewno zbrodnia była przygotowana - o czym świadczy fakt, że od
rana zjeżdżali się ludzie z poza Jedwabnego. Kilku świadków potwierdza fakt
rozdawania pałek - musiały być wcześniej przygotowane. Nie był to
więc "spontaniczny gniew ludu" - a wcześniej przygotowany mord.
W polskiej tradycji na pewno leżały pogromy, chociaż akurat w Jedwabnem przed
wojną był spokój, ale nie leżała ekterminacja całych gmin. Był to natomiast
element polityki Niemców, który zacząl być realizowany po wybuchu wojny z
ZSRR.
Na rynku kazano Żydow śpiewać "przez na ta wojna". Zauważ, że był to element
nazistowskiej propagandy, która mówiła, że przyczyną wojny są Żydzi. Mało
prawdopodobne, żeby mieszkańczy Jedwabnego, w większości prymitywnik
analfabeci, wpadli na taki pomysł, że właśnie mordowani Zydzi wywołali wojnę.
Inny sprawa, to to, ze kazano Zydom pielić trawę na rynku. Przecież mało
prawdopodbne, aby mieszkańcy Jedwabnego nagle zatroszczyli się o czystość.
Jest znany fakt, że po anszlusie Austrii kazano Zydom w Wiedniu ku uciesze
przechodniów czyścić w ten sposób chodniki. To był także element nazistowskie
propagandy, która przedstawiała Zydów jako pasożytów, nierobów (polska wersja
brzmiała : Hitler złoty zmusi was do roboty), siedlisko brudu, zarazy i
chorób wenerycznych. To nie był natomiast kluczowy element polskiej
propagandy antysemickiej. Tymczasem polscy mieszkańcy Jedwabnego mogli Zydów
nie lubic, ale raczej nie postrzegali ich jako nierobów, raczej jako ludzi
cięzko pracujących od świtu do nocy. To samo dotyczy spraw czystości.
No wlasnie, nie wdajesz sie w szczegoly, poniewaz NIE MASZ ZADNYCH ARGUMENTOW.
Pytanie jest proste, jak wedlug Ciebie KK tworzyl w Polsce klimat dla
Holocaustu, skoro mial duzy wplyw na rzadzenie i mimo to Polska stala sie
przystania dla Zydow na 700 lat?
Zamiast dyskutowac kwestie szczegolowe, a jak wiadomo diable lezy w
szczegolach, powtarzasz bez przerwy swoje ogolniki. Zamien w swoim mysleniu
KK na Zydzi i jestes antysemitka!
> Ten antysemityzm stworzyl k l i m a t, w ktorym rasistowskie doktryny
> nazizmu znalazly swoje odbicie i swoich zwolennikow: uznania Zydow za
> nie-ludzi dokonali chrzescijanie dlugo przed Hitlerem. Dzieci szatana, wszak
> ludzmi nie mogly byc. Zrozumiale tez, ze nie mogly miec takich samych praw
> jak ludzie. Zrozumiale,ze nalezalo ich izolowac, zrozumiale, ze nalezalo sie
> ich wystrzegac.
Powtarzasz jakies teksty propagandowe, jak Goebbels. Czy Mickiewicz sie
wystrzegal Jankiela??? Czy wladze Ksiestwa Warszawskiego unawaly Zydow za
ludzi? Uznawaly, bo placili podatki. Czy ruch narodowy w latach 1861-1863
zadal zrownania Zydow z Polakami w statusie prawnym ( tzn. wczesniej mieli
rozne statusy, niekoniecznie gorsze dla Zydow)? Tak zadal i Wielopolski im to
przyznal.
Twoje teorie, gdzie antysemityzm sie rozwinal, a gdzie nie, zaczerpnelas z
literatury typu "Protokoly Medrcow Syjonu" na odwyrtke. To sa
pseudoinetelektualne rozwazania nie oparte na zadnych faktach.
Wyrazilas aplauz dla Ksociola Luteranskiego w Danii w czasie wojny. Czy
wiesz, ze w Danii bylo tylko 5000 Zydow, bo Dunczycy ich do siebie nie
przyjmowali, nawet za Nazizmu?? Polacy przyjeli 60 razy wiecej uchodzcow z
Hitlerowskich Niemiec niz w Danii kiedykolwiek mieszkalo Zydow, choc Ci
uchodzcy slabo mowili po Polsku i czuli sie bardziej Niemcami niz Polakami.
Polski KK uratowal zapewno tak ze 10-20 razy wiecej Zydow, przechowujac ich
przez dlugie lata, niz luteranski kosciol w Danii.
To sa argumenty, a Ty przeciwstawiasz im propagandowe farmazony!
> Tolerancja, Vaady, prawa dla ludnosci zydowskiej w IRzeczpospolitej, to
> wszystko prawda. Mila prawda, ktora wszyscy doskonale znamy. Ale jest i
> ciemna strona prawdy, przed ktora bronimy sie pazurami, ale ktora TEZ
> istnieje. Zadna prawda nie moze byc "szkodliwa". Zas fakt iz koscioly
> chrzescijanskie z zapalem i przez dlugie wieki obrazowaly Zydow jako
> nieludzkie demony, "bogobojcow", "dzieci szatana" i oskarzaly ich o wszelkie
> niegodziwosci, lacznie z takimi o rodowodzie cokolwiek mistycznym, jest
> obficieudokumentowana prawda. Nawet Lutra papiez wyzywal od..."Zydow"! I
> akurat w tym jednym to nawet Luter i jego smiertelny wrog, papiez, sie
> zgadzali - ze Zydow nalezy tepic.
Akurat w tych czasach Protestanci i Katolicy masakrowali sie wzajemnie, ale
nie wszedzie. Tylko tam, gdzie polityczne przywodztwo zawiodlo. Akurat w
czasie Reformacji, nie slyszalem, zeby Katolicy przesladowali gdzies Zydow,
na pewno nie w Polsce. Dziwne? Albo to co powiadasz o pogladach papieza jest
falszywe, albo nie byl sluchany, albo bierzesz powaznie figury retoryczne,
ktore byly uzywane jako argument w XVI wiecznej dyskusji.
Czytalas literature Polska Krzyzanowskiego? W XVI wieku Katolicy i
Protestanci pisali ksiegi jeden przeciwko drugiemu, w ktorym miotali na
siebie straszliwe przeklenstwa. Z jednej z ksieg, mozna sie nauczyc spokojnie
najgorszych slow iotanych wtedy w pyskowakch. I co? Miotano te przeklanstwa
ZAMIAST walczyc.
> W kazdej wsi byly koscioly,ktore mialy ogromny wplyw na miejscowa
> spolecznosc, kiedy motloch wymyslil, ze to Zydzi sa odpowiedzialni za
> "czarna smierc" . Jakim cudem w ogole cos takiego moglo ludziom wpasc go
> glowy, jesli nie bylo powodowane podejrzliwoscia wobec "dzieci szatana"?To
> oczywiscie, jeden z wielu przykladow czym w historii owocowal antysemityzm.
Przyklad z Czarna Smiercia jest dobry. To wtedy wlasnie Zydzi z calej Europy
osiedli w Polsce, zaproszeni przez Kazimierza Wlk. I Polska byla jedynym
krajem Europy, ktory Czarnej Smierci uniknal. Bylo wtedy w Polsce dostatek KK
i jakos nikt nikogo nie nauczyl, ze to Zydzi przenosza Czarna Smierc. Dziwne,
chyba Twoje rozwazania maja jakis feler???
Czy moze napiszesz, co Zydzi w tym czasie uwazali o KK? Bo wiadomo, ze nawet
dzisiaj, Zydzi ortodoksyjni, nieznani z tolearncji, oficjalnie wierza w
supremacje swojej rasy nad innymi, ktora objawi sie po przyjsciu Mesjasza.
Zauwaz, ze Judaizm jest religia etniczna, a Chrzescijanstwo powszechna. Na
szczescie wiekszosc Zydow ma zdrowy stosunek do doktryny ortodoksyjnej.
W Talmudzie miotano tez kalumnie na Chrzescijan, np. uwazano, ze Juzus byl
nieslubnym synem Germanskiego zolnierza.
Moja rada dla Ciebie: wyluzuj sie, zacznij dostrzegac niuanse i porzuc
fanatyzm, otworz oczy na swiat, taki jak jest. Zaslepienie, takie jak obecnie
prezentujesz, doprowadzi Cie kiedys do ciezkich bledow zyciowych, ktorych
bedziesz zalowala, najprawdopodobniej zaaprobujesz jakas zbrodnie w imie
wyrownania rachunkow.
Sceptycyzm jest najlepsza postawa w stosunku do historii i ogromu jej zbrodni.
>
> "Cezary Piotrowski" <c...@NOSPAM.gazeta.pl> wrote in message
> news:b0m5e5$6a$1...@news.gazeta.pl...
>
>
>
> Antysemityzm nie rozwinal sie na terenach, na ktorych rywalizujace z
> podstawa sekty judajskie nie mialy wladzy - tak realnej jak i tej nad
> duszami ( np, Japonia, Indie etc).
W Japonii się doskonale sprzedają "Protokoły Mędrców Syjonu". Winą są za
swoje współczesne problemy gospodarcze obarczają Żydów. Tam w ogóle nie było
i nie ma Zydów.
Pytania zwykle zadaję po przeczytaniu listu autora, więc Pana uwaga jest nie
miejscu.
Oczekuję odpowiedzi na moje pytania.
A czytalas "Opowiadania Oswiecimskie" Borowskiego, gdy matka uciekala przed
dzieckiem mowiac to nie moje? Matki sie tak zwykle nie zachowuja.
A czytalas "Wybor Zofii" gdy matka oddaje dobrowalnie corke do gazu?
A czytalas ten komiks o holocauscie, gdy ojciec mowi: Twoi przyjaciele??
Zamknijcie sie razem na tydzien bez jedzenia i zobaczysz jacy z nich
przyjaciele...
Jest zadufana w sobie, a nic jeszcze nie przezylas i wcale nie sprawdzilas
sie w skrajnych sytuacjach...
Pozotawim ci do wyboru fantajze na temat gatunku pokrewienstwa miedzy nami,
jako cos zdecydowanie OT.
Nie znasz przecie moich wartości etyczno
> moralnych. To prawda, jestem relatywistą,
No to juz znam.
ale gdyby "Sąsiedzi" w Jedwabnem
> byli relatywistami, a nie zwolennikami "prawdy absolutnej", czyż nie
drgnęła
> by im ręka przed morderstwem.
Sasiedzi wlasnie byli relatywistami: doskonale wiedieli,ze Zydzi byli
ludzmi, doskonale znali przykazanie "Nie zabijaj" , wychowani byli w
kulturze "Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kaieniem"- oraz w religii,
zakladajacej, ze wszyscy jestesmy grzeszni (a wiec "bez winy" nie jest
nikt).
Nie mieli przeciez zasad, aby zabijac Zydow,uznali "tylko" ze jednak w koncu
"troche pozabijac mozna" w b r e w zasadom, w ktorych byli wychowani,
wbrew nauce Chrystusa.
Wlasnie jedwabinscy sasiedzi wykazali relatywizm: "Ok ale zabijaj ,
ale...."
Napisalam tu gdzie,ze antysemitym stanowil w y p a r c i e sie,
zlekcewazenie sie nauki Chrystusa, i fakt, ze dopuscil sie go kosciol ,
ktory za kontynuatora tej nauki mial uchodzic, moze byc tylko dodatkowa
okolicznoscia obciazajaca dla tych kosciolow.
To jak Ty czy ja
> zachowalibyśmy się w skrajnych sytuacjach też nie ma tu znaczenia.
Prosze swoje uwagi zwrocic do Leszka, bo to on zainicjowal ten watek w
rozmowie na moj post,ktory mowil o wydarzeniach stricte historycznych.
Prosze reagowac takimi uwagami wszedzie tam, gdzie sie pojawia
wartosciowanie celem usprawiedliwienia zbrodni, gdzie sie powoluje na czyjes
domiemane czy uzasadnione poczucie krzywdy, jako wartosc relewantna dla
dzialan. To wszystko jest wartosciowanie, oparte zawsze na jakichs kanonach
moralnosci. Nie sposob od tego odizolowac zadnej historii, nie sposob
pozbawic ludzi czlowieczenstwa, opisujac ich postepowanie. No i niesposob
analizowac tego zachowania w oderwaniu od wartosci jakimi kierowali sie
uczestnicy danego dzialania historycznego. Pomijanie tej czysto ludzkiej
cechy, jaka jest system wartosci wyznawanych przez podmiot historyczny, w
aspekcie motywowania swoich dzialan, zas uwypuklanie ich w zaleosci od tego
kiedy nam pasuje - jest zwykla nieuczciwoscia intelektualna nie mowiac u, ze
niekonskwencja metodologiczna.
> Patrząc z pozycji dyletanta, wydaje mi się, iż obowiązkiem historyka
> jest zebranie i przeanalizowanie jak najszerzej okoliczności zdarzeń.
> Nie po to by bronić lub oskarżać, lecz by lepiej zrozumieć motywacje, stan
> psychiczny postaci, ich fobie czy wyobrażenia.
Tym wlasnie sie zajmuje analizujac historie antysemityzmu i udzial w niej
Kosciola jako okolicznosci w istotny sposob zwiazanej z Holocaust. Bez
antysemitymu Holocaust by sie nie zdarzyl, koscioly chrzescijanskie zas
glosily go przez wieki - sa to wydarzenia czysto historyczne,
udokomentowane. Antysemityzm nie narodzil sie wrz z Hitlerem. Mial swoja
dluga historie, rozne oblicza, rozne gatunki, rozne efekty, ale podstawa
jest tutaj nienawisc do Zydow, ktorej efektem bylo ich odczlowieczenie, a co
za tym idzie - notoryczne odbieranieim praw, jakiemiel inni ludzie. Przy
calkwitej akceptacji, a czesto i z inicjatywy poszczegolnych kosciolow
chrzescijanskich, z kosciolem katolickim jako najbardziej powszechnym i
jedynym o struktorze centralnej, zas rozprzestrzenionej w calej Europie.
Bądz bardziej wyrozumiała.
> Nie miej za złe grupowiczowi (nazwiska nie pamiętam), że pisał o dynamice
> dwu okupacji na terenie Podlasia. O tragediach ludzi wywożonych w głąb
Rosji.
> O rozpaczy i nienawiści ich krewnych. Jak uogólniali obraz "winnych".
Nie moge byc wyrozumiala wobec zbrodni zabijania dzieci, tlumaczone
wywozkami NKWD! Jak ty to sobie wyobrazasz!!!! Predzej "zrozumiem" ja
analizujac brednie, jakoby Zydzi dobrowolnie przyjeli na siebie wszelkie zlo
tego swiata wykrzykujac ochoczo,ze "krew jego spadiei na nas i dzieci
nasze". Tylko ten kontekst w jakis sposob d a sie polaczyc z mordowaniem
dzieci. I jest to konkret wyprowadzony stricte z doktryn chrzescijanskich,
ktore jednakowoz zaprzeczaja same sobie: rzekome 'spadanie krwi" mieli
zglosic Zydzi w jaki wiec sposob chrzescijanie czuli sie zobowiazani do
praktykowania owej bredni jesli ich Nauczyciel wyraznie odrzucal
odpowiedzialnosc zbiorowa?
> To nie musi być natychmiast traktowane jako chęć usprawiedliwienia
masowego
> mordu, a może rzucić nowe światło na zrozumienie dynamiki społeczności
> Jedwabnego w konkretnych warunkach.
"Dynamiki" powiadasz? Ja tez ta dynamika sie zajmuje, tylkz esie wyraze
jakby z ineogpunktu widzenia. Moj punkt, to analiza rzetelnosci motywacjii
ich pochodzenie.
>
> Sama pisałaś o roli indoktrynacji Kościoła Katolickiego w kształtowaniu
> antysemityzmu. Czyżbyś chciała usprawiedliwić morderców zrzucając winę
> na Kościół? -:) (just kidding my Canadian friend).
Glupi dowcip. Nie lubie zartow mowiac o Holocaust.
Bez antysemityzmu Holocaust by sie nie mogl przytrafic. Nawet jakby jakis
Hitler ubzdural sobie jako pierwszy nienawisc do Zydow inni co najwyzej
wzruszyliby ramionami i odeslali go do wariatkowa, tak jak odsylaja
"porwanych przez UFO", a nie przygotowuja sie do odparcia ataku z kosmosu.
Czy "usprawiedliwia" to zbrodniarzy? Nie.Poniewaz kazdy ma wolny wobor, bez
wzgledu na to, jakim wplywom doktrynalnym zostaje poddany. Wolnosc wyboru
konczy sie tylko pod lufa karabinu, choc niektorzy i takiej presji potrafia
sie oprzec. Gina, ale coz - czlowiek i tak jest smierelny. Instynkt zycia
jest silny i to wlasnie wszyscy znamy, dlatego wszyscy rozumiemy iz w takich
drastycznych okolicznosciach odpowiedzialny za wybor jest ten, ktory je
stworzyl. Nie potepiamy tych, ktorzy zeznaja na torturach, natomiast
nieszczegolnie wnikamy w "dynamike" tych, ktorzy swe uslugi katu zglaszaja
dobrowolnie, nawet nieproszeni. Zas sami dokonujacy wyboru w takich
warunkach..."Wybor Zofii" zapewne widziales....
"Dynamika" Jedwabne, to antysemitym a nie "zydowscy komunisci". Jedyny
zwiazek z komunistami w tej "dynamice"to upowszechniane, takze przez
Watykan, przez wiele lat pomowienie, ze wszyscy komunisci to Zydzi. Tak
tylko wciskajac w siebie takie przekonanie ( nie zwazajac na obserwowana
wlasnymi oczami rzeczywistosc!) mozna podniesc reke na dziecko w
przekonaniu,ze sie walczy z "komunistami".
Kaska
> A czytalas "Opowiadania Oswiecimskie" Borowskiego, gdy matka uciekala
przed
> dzieckiem mowiac to nie moje? Matki sie tak zwykle nie zachowuja.
ZWYKLE - nie. ZWYKLE w ogole nie znajduja sie w takich sytuacjach. Doczytaj
to opowiadanie, to moze wiecej zrozumiesz.
Taka sytuacja NIE miala miejsca w Jedwabnem. Bez watpienia mozemy
stwierdzic,ze zyciu mordujacych nic nie zagrazalo.
>
> A czytalas "Wybor Zofii" gdy matka oddaje dobrowalnie corke do gazu?
DOBROWOLNIE???
Intersujaco pojmujesz dobrowolnosc...Rownie dobrze mozna powiedziec iz
dobrowolnie ratowala syna.
>
> A czytalas ten komiks o holocauscie, gdy ojciec mowi: Twoi przyjaciele??
> Zamknijcie sie razem na tydzien bez jedzenia i zobaczysz jacy z nich
> przyjaciele...
Czy mordujacym w Jedwabne, czy szmalcownikom i innym dobrowolnym pomagierom
nazistow grozilo zamkniecie na tydzien bez jedzenia? Wlasnie pytam o sankcje
za niemordowanie i nie moge sie doczekac aby mi je ktolwiek tutaj
przedstawil.
>
> Jest zadufana w sobie, a nic jeszcze nie przezylas i wcale nie sprawdzilas
> sie w skrajnych sytuacjach...
Jestes pewny? Skad? Nie, na szczescie nie mialam okazji podejmowac decyzji
w okresie Holocaust, ale mialam inne. oczywiscie,ze zdecydowanie mniej
drastyczne, niemniej, "relatywisci" dokonywali innych wyborow. Dzieki nim
wielu PRLowskich przestepcow politycznych nie tylko nie zostalo ukaranych,
ale chodzi w aureoli chwaly, czym najwyrazniej wg niektorych maja stanowic
wzor do nasladowania dla mlodszych pokolen.
Kaska
Czy Gross zaprzecza istnieniu Niemcow? Czy wykazuje jakiekowliek watpliwosci
co do ich inspiracyjnej roli? Czy piszac o Jedwabnem mamy zamieszczac w
podrozdziale cala historie IIWW a chocby i kompletny plan "ostatecznego
rozwiazania"?
>
> Nie wiadomo, kto był w Jedwabnem - ten sam oddział, czy komando Bikenera.
Jak sam podajesz wyzej w kazdym przypadku chodzilo o niewielkie grupy, ktore
same nie bylyby w stanie dokonac tak wielkiego mordu.
Jak sam piszesz plany Zaglady ewoluowaly. Kiedy i kto wpadnie na mysl, ze
elementem tej ewolucji byla gorliwosc miejscowej ludnosci w pomocy, ze owa
ochoczosc( nie tylko w Jedwabnem) zachecila do rozwoju planow wymordowania
co do jednego europejskich Zydow? Ile razy jeszcze Polacy beda urzadzac
histerie na sugestie ze strony niektorych Zydow, iz obozy Zaglady byly w
Polsce, bo tam panowal "dobry" dla nich klimat JEDNOCZESNIE wykazujac z
wlasnej nieprzypuszonej woli wysoka podatnosc lokalnej ludnosci na
"podzeganie"?
To sa wszystko wnioski, ktorych ja nie wyciagam, ale ktore m o z n a
wyciagnac, jesli sie idzie twoim tropem.
Grzeb sie po tym dalej. Rozkazy Heydricha dla Eisatzgruppen byly jeszcze
relatywnie niejasne, z poczatku niby dotyczyly komunistow, potem Zydow
mezczyzn w pewnym rozdziale wiekowym. Ze wzgledu na swoje specyficzne
"zadania", ktorych mieli mnostwo, oraz liczebnosc, nie da sie utrzymac teza
o terroryzowaniu polskiej ludnosci przez Einsatzgruppen,do mordowania Zydow.
Pogromy mialy miejsce dlugo zanim Heydrich sie urodzil, byla to wiec
"legacy" wyniesiona z innych, niz tyko hitlerowskie zrodle. Igineli w nich
ludzie, tak mordowanoich, fakt, ze nie wszystkich -coz, mieli dokad
uciekac.....Tak jak niedobitkowie okolicznych pogromow schronili sie w
Jedwabnem....
>
> Jest bardzo dziwne, że Gross, historyk zajmujący się II wojna nie zajął
się
> tym tematem.
Rownie dziwne, jest,ze tematem nie zajal sie historyk Strzembosz, ktory mial
o wiele lepsze warunki do badania terenu i , jak sam zglasza, zajmowal sie
tym praktycznie cale zycie. Zawodowo.
Tacy to ludzie juz bywaja dziwni, samo zycie.
> Natomiast na pewno zbrodnia była przygotowana - o czym świadczy fakt, że
od
> rana zjeżdżali się ludzie z poza Jedwabnego. Kilku świadków potwierdza
fakt
> rozdawania pałek - musiały być wcześniej przygotowane. Nie był to
> więc "spontaniczny gniew ludu" - a wcześniej przygotowany mord.
Ty sie zastanow, co tutaj wypisujesz, dokladnie zastanow. I skojarz
wczesniejsze pogromy z okolicznych miejscowosci.
>
> W polskiej tradycji na pewno leżały pogromy, chociaż akurat w Jedwabnem
przed
> wojną był spokój, ale nie leżała ekterminacja całych gmin. Był to
natomiast
> element polityki Niemców, który zacząl być realizowany po wybuchu wojny z
> ZSRR.
Nie znam innego przypadku, aby Polacy podlaczali sie tak zywo do
jakiegokolwiek innego elementu "polityki niemieckiej".
>
> Na rynku kazano Żydow śpiewać "przez na ta wojna". Zauważ, że był to
element
> nazistowskiej propagandy, która mówiła, że przyczyną wojny są Żydzi. Mało
> prawdopodobne, żeby mieszkańczy Jedwabnego, w większości prymitywnik
> analfabeci,
???????????????????????????????????? A to skad wziales? Nie twierdze, ze
Jedwabne bylo wylegiskiem laureatow nagrody Nobla, ale aby wiekszosc byla
prymitywnymi analfabetami to nie slyszalam.
Malo tego - jesli rzeczywiscie taka byla, tym wieksza role do kierowania
ich zachowaniami mial ksiadz probozcz.
> Jest znany fakt, że po anszlusie Austrii kazano Zydom w Wiedniu ku uciesze
> przechodniów czyścić w ten sposób chodniki.
To był także element nazistowskie
> propagandy, która przedstawiała Zydów jako pasożytów, nierobów (polska
wersja
> brzmiała : Hitler złoty zmusi was do roboty), siedlisko brudu, zarazy i
> chorób wenerycznych. To nie był natomiast kluczowy element polskiej
> propagandy antysemickiej.
A jaki byl "kluczowy" polski i czy aby na pewno elementu "pasozytnicta",
"brudactwa" i obyczajowego zepsucia w niej nie bylo - ze az przez Niemcow
przez Wieden musialy byc do Jedwabnego importowane?
Jestes po prostu niepowazny. Kazdy, choc troche poczytal o polskim
antysemityzmie przed wojna wysmieje takie argumenty..
i Tymczasem polscy mieszkańcy Jedwabnego mogli Zydów
> nie lubic, ale raczej nie postrzegali ich jako nierobów, raczej jako ludzi
> cięzko pracujących od świtu do nocy. To samo dotyczy spraw czystości.
Powiedzial - kto?
( nie bede kontynuowac tego dalej, bo szkoda mi czasu na dysutowanie
historii higieny w Jedwabnem w kontekscie tej zbrodni).
Kaska
Ja nie twoerdze,ze KK konkretnei w Polsce zajal sie tworeniem kilmatu dla
Holocaustu, al eze glosil antysemityzm przez wieki i stanowil bardzo istotny
czynnik w planach i wykonaniu masowej zaglady Zydow w chrzescijanskiej
Europie. 95% Niemcow byla chrzescijanami, wychowywaanymi etycznie przez
swoje koscioly.
Obawiam sie,ze masz problemy z trzymaniem sie podstawowego tematu i stad
sklonnosc dyskutowania z tezami, ktorych nie wyglosilam. Wybacz, ale nie
uwazam takiej dyskusji za warta kontynuowania.
>
Kaska
Get a life, facet!
Kaska
"Sugestie ze strony niektorych Zydow, iz obozy Zaglady byly w Polsce, bo tam
panowal "dobry" dla nich klimat"
mogły powstać tylko w chorych umysłach.
W swoich listach ujawnia Pani swoje fobie, nienawiści do Kościoła
Katolickiego i Polaków.
Nie potrafi się Pani zdobyć nawet próbę rzeczowej oceny tego stało się w
Jedwabnem. Pani jednostronność spojrzenia przekonuje chyba tylko Panią, bo
nie sądzę aby kogokolwiek przekonała Pani argumentacja.
Sprawa Jedwabnego powinna być spokojnie przedstawiana z różnych punktów
widzenia i analizowane przyczyny ludzkich zachowań. Choćby po to aby
zrozumieć kiedy i w jakich warunkach mogą się zdarzać. I dlaczego? Po to aby
unikać ich w przyszłości. Analizować zachowania i postawy Żydów, Polaków i
Niemców.
Spojrzenie prezentowane prze Panią nie tylko nie przekonuje do tego co Pani
pisze, ale wywołuje wręcz odwrotną reakcję.
Wie Pani dobrze, że narzucanie komuś poglądów może dać tylko krótkotrwały
efekt, później przynosi więcej szkody niż pożytku. Tylko cierpliwe
dochodzenie do prawdy oraz sprawiedliwa i rzeczowa analiza pozwala na zmianę
ludzkich postaw.
Niech chce pokazywać faktów z historii Żydów które przeczyłyby głoszonym
prze Panią poglądom.
Ograniczę się tylko do IIWŚ, a właściwie do ludzkich postaw w warunkach
trudnych i ekstremalnych. Tu wracam do tego co napisał jeden z uczestników
dyskusji, że najłatwiej dokonywać ocen z ciepłego przytulnego pokoju
pozbawionego niebezpieczeństw. Trudniej zrozumieć ludzi, którzy znaleźli się
w sytuacji często dla nas niewyobrażalnej.
Ponieważ najłatwiej będzie Pani uwierzyć w świadectwo osoby narodowości
żydowskie to takie przedstawię.
Opisuje ono autentyczny fakt, kiedy ojciec wydał kryjówkę własnego syna.
z http://kft.umcs.lublin.pl/stona/zydzi_lubelscy2.html
Christine Damski urodziła się w Chełmie w 1918 roku jako Sara Rozen.
Dzieciństwo i młodość spędziła w Zamościu, 35 tysięcznym mieście, w którym
Żydzi stanowili około 25 procent mieszkańców. Rozenowie byli bogatą,
zasymilowaną, mieszczańską rodziną żydowską. Ojciec Sary, w Zamościu,
Chełmie i Lublinie, posiadał siedem browarów, gorzelnię i bank.
- Zawsze wiedziałam że jestem Żydówką. Moja rodzina obchodziła wszystkie
święta żydowskie i była powszechnie akceptowana przez środowisko. Dorastając
przyjaźniłam się zarówno z Żydówkami, jak i z Polkami. W polskim gimnazjum
do którego chodziłam, w mojej klasie około 10 dziewcząt było Żydówkami.
Spośród całej klasy jedynie ja jedna miałam -celujący - z języka polskiego,
żadna z polskich dziewcząt nie dostała tej oceny. Tak naprawdę, nigdy nie
czułam się inna, gdy uczęszczałam do gimnazjum w Zamościu. Wstrząs nastąpił
dopiero we wrześniu 1938 roku gdy wyjechałam na studia do Warszawy.
Na początku postanowiłam że zdawać będę na Politechnikę, jednak z powodu
obowiązującego wówczas Numerus Clausus podanie moje o przyjęcie na tą
uczelnię zostało odrzucone. W końcu zdecydowałam się studiować
dziennikarstwo. Studentką byłam dobrą, podobnie jak cały mój rok. Robiliśmy
wszystko, chodziliśmy do sądów i pisaliśmy sprawozdania z procesów,
pisaliśmy recenzje koncertów i sztuk, redagowaliśmy także artykuły
polityczne a nawet nauczyliśmy się pisać na maszynie, a w razie
niebezpieczeństwa powielać teksty. Program nauki na studiach obejmował
jedenaście przedmiotów i był bardzo napięty.
Pewnego dnia na uniwersytecie ogłoszono że wszyscy żydowscy studenci muszą
siedzieć po lewej stronie sali wykładowej, miało to zamanifestować że
wszyscy Żydzi to lewica - komuniści. Był to dla mnie duży cios. Byłam polską
patriotką, a to był przecież polski uniwersytet. Żeby zaprotestować na
wykładach staliśmy, po prawej stronie sali wykładowej. Było to w tym samym
czasie gdy mój wujek Natan (młodszy brat mojego ojca) za to że był Żydem
został pobity na uniwersytecie, i z tego powodu opuścił uniwersytet i
wyjechał z Warszawy. Podobnie jak ja, pochodził on z patriotycznej i
zamożnej rodziny. Żydem się nie czuł.
Pod koniec pierwszego roku wracając na wakacje do domu, wiedziałam że nie
będę mogła wrócić do Warszawy. Nie chciałam nawet dalej pozostawać w Polsce.
Złożyłam papiery na Sorbonę i zostałam przyjęta. Wyjechać do Francji miałam
w połowie września, ale 1 września 1939 roku Niemcy zaatakowały Polskę,
rozpoczęła się wojna. Wiedzieliśmy że pierwszymi ludźmi, których Niemcy będą
poszukiwać będą dziennikarze i pisarze który występowali przeciwko
Hitlerowi. Jako studentka sama pisałam takie artykuły i byłam zagrożona. 9
września 1939 r. ojciec dał mi 3 tysiące rubli w złocie, całkiem dużą sumę
pieniędzy, i wysłał mnie i mojego brata Juliana przez granicę na terytorium
zajęte przez Rosjan. Zatrzymaliśmy się we Lwowie, pięknym mieście,
nazywanym - małym Wiedniem -. Zastaliśmy tam bardzo wielu Polaków,
uchodźców, którzy nie chcieli pozostać pod okupacją niemiecką.
Julian był o trzy lata młodszy ode mnie, ale dzielił nas tylko jeden rok
studiów, był taki zdolny że - przeskoczył - dwa lata nauki. Kochałam go
bardzo. Gdy opuszczaliśmy Zamość, obiecałam rodzicom że się będę za niego
odpowiedzialna. Ciągle miałam przy sobie paszport i wizę do Francji i
myślałam że razem będziemy mogli się tam udać. Niestety Julian nie mógł
otrzymać paszportu, wobec czego postanowiłam pozostać we Lwowie. Moi rodzice
nie widzieli potrzeby opuszczania Zamościa. To był dopiero początek wojny i
nie zdawali sobie sprawy z grożącego im niebezpieczeństwa. Przeżyli pierwszą
wojnę światową i sądzili że z daleka od pól bitewnych, ludzie przetrwają.
Nikt nie przypuszczał że Naziści będą chcieli zniszczyć wszystkich Żydów.
Ciągle obwiniałam siebie, że zabrałam Juliana do Lwowa. Nie miał jeszcze
dziewiętnastu lat gdy tam przybyliśmy. Właśnie po jego urodzinach Rosjanie
powołali go do wojska i zamierzali wysłać do Władywostoku. Ogarnęła mnie
rozpacz. Władywostok był po drugiej stronie Syberii, tuż przy Japonii.
Julian był dla mnie wszystkim. Byłam zdeterminowana nie dopuścić do jego
wyjazdu.
Zaaranżowałam więc spotkanie z wojskowym odpowiedzialnym za listy powołań i
podarowałam mu piękny, orientalny kilim. Pobór Juliana został odroczony.
Wówczas miałam jak najlepsze intencje, ale to był wielki błąd. Julian byłby
bezpieczny we Władywostoku, tam mógł przeżyć. Miałam bardzo złe przeczucia.
Podczas gdy ja byłam we Lwowie, Niemcy wyrzucili moich rodziców z ich domu.
Ojcu skonfiskowali jego zakłady przemysłowe. Na całe jego szczęście, interes
ten przeszedł pod zarząd uczciwego człowieka, Polaka , którego Niemcy
wysiedlili z Poznania gdy obszar ten włączono do Rzeszy. Miał on niemieckie
nazwisko, ale nie czuł się Niemcem.
-Panie Rozen, powiedział on do mojego ojca, Niemcy również i mnie pozbawili
mojego interesu, będzie pan płacił mi co miesiąc pewną sumę pieniędzy, zaś
interes pozostanie nadal w pańskich rękach.
Niemcy uważali tego człowieka za swojego, wobec czego mój ojciec miał pewną
ochronę i zapewnioną pracę u nowego właściciela. Rodzice stracili dom, ale
aż do końca, dobrze stali pod względem finansowym.
Razem z Julianem mieszkaliśmy we Lwowie aż do wkroczenia Niemców w 1941
roku. W nocy 22 czerwca, w nocy, wracaliśmy do domu z koncertu, gdy nagle
usłyszeliśmy wybuchy bomb, zdaliśmy sobie sprawę że wojna rozpoczęła się
znowu. Przez ponad dwa tygodnie Lwów był w sposób barbarzyński bombardowany.
Lwów był miastem ukraińskim, a wielu Ukraińców nienawidziła Polaków. Gdy w
mieście rządzili Rosjanie, Ukraińcy udawali wobec nich przyjaźń, w
rzeczywistości jednak nienawidzili ich równie mocno jak i Polaków.
Po ponownym wybuchu wojny, Ukraińcy zaczęli mordować Polaków i Żydów, tych
ostatnich ze względu na to że wielu Żydów współpracowało z Rosjanami.
Ukraińcy przywitali Niemców jak przyjaciół.
Wraz z Julianem znaleźliśmy się we Lwowie w okropnej sytuacji. Wciąż
obowiązywała granica pomiędzy niemiecką i rosyjską strefą okupacyjną. Ojciec
zawiadomił nas że pośle kogoś aby nas sprowadził z powrotem do Zamościa. We
wrześniu brat mojej najlepszej przyjaciółki ze szkoły przyjechał samochodem.
Za przerzucenie nas ojciec zapłacił mu mnóstwo pieniędzy, znał go od małego
i mu ufał. Brat przyjaciółki najpierw zabrał Juliana, a po dwóch tygodniach
także i mnie.
Ciągle jednak mieliśmy poważny problem. Niemcy uważali iż każdy Żyd
powracający ze Lwowa, jest komunistą. Gdy mój kuzyn powrócił spod rosyjskiej
okupacji, przywieziony przez swojego ojca, Niemcy posądzając ich o komunizm,
rozstrzelali obydwu. Wraz z bratem musiałam się ukrywać.
Wyjechaliśmy do majątku naszych krewnych w Siedliskach, w małej wiosce pod
Lublinem. Wszyscy okoliczni chłopi pracowali dla nich. Gdy przyszli Niemcy,
krewni musieli wyprowadzić się z domu, i przeprowadzić się do jednego z
peryferyjnych zabudowań, przypominającego stajnię. Chłopi jednak nadal byli
przyjaźnie nastawieni, jeden z nich odstąpił swoją małą chatkę mi, Julianowi
i trójce naszych przyjaciół będących w podobnej sytuacji jak my. Oczywiście
dobrze mu zapłaciliśmy.
W piątkę mieszkaliśmy tam przez miesiąc. Żadne z nas nie miało jeszcze
fałszywych papierów. Pewnego dnia przed dom zajechał samochód gestapo. Nie
podejrzewałam niczego, sądziłam że to ojciec posłał po Juliana. Ojciec
posiadał nadal browar, i wiedzieliśmy i byliśmy przyzwyczajeni że dużo
SS-manów i wojskowych przyjeżdżało kupić piwo.
Było tylko jedno wejście do naszej chaty. Gestapowcy nigdy nie pukali,
popchnęli drzwi i wpadli do środka. Siedzieliśmy właśnie przy stole, ja,
Julian i naszych troje przyjaciół.
- Który z was to Julian Rozen, zapytali.
Mój brat powoli wstał.
Gestapowcy założyli mu kajdanki i zabrali ze sobą.
Zdrętwiałam, nie wiedziałam co robić. Nie było telefonu, nie mogłam
skomunikować się z rodzicami. Następnego dnia z samego rana, poszłam siedem
kilometrów do stacji kolejowej.
Jedynie jeden wagon, na końcu pociągu przeznaczony był dla Polaków, za bilet
do Zamościa musiałam dać łapówkę. Po dotarciu do Zamościa poszłam prosto do
domu moich rodziców.
Tam zastałam napiętą sytuację. Dowiedziałam się że człowiek którego wynajął
mój ojciec dla przeprowadzenia mnie i Juliana przez granicę (brat mojej
przyjaciółki) , zadenuncjował nas na gestapo. Powiedział im że mój ojciec
nielegalnie sprowadził nas do Zamościa. Gestapo zaczęło poszukiwać Juliana.
Zaaresztowali ojca i torturowali go tak strasznie, że ojciec złamał się i
wydał miejsce naszego schronienia. Wiem jak strasznie skatowali ojca, gdyż
sama widziałam go kilka dni później.
Razem z siostrą siedziałyśmy w kuchni i rozmawiałyśmy. Miałam na sobie futro
(żaden Żyd już wówczas futra nie posiadał - wszystkie zarekwirowali Niemcy),
zaś na ręce nie miałam opaski z gwiazdą Dawida. W tym czasie matka wyszła z
domu zdobyć pieniądze potrzebne do wykupienia z rąk gestapo ojca i Juliana.
Nagle ktoś pchnął drzwi, do domu wkroczyło dwóch ogromnych gestapowców,
ciągnąc za sobą skatowanego ojca. Miał on ranę na skroni, wybite zęby i
zmiażdżony nos.
Ojciec spojrzał prosto na mnie.
- Co robi tutaj ta Polka?, powiedział - Nie może zostać tu dłużej,
wyprowadźcie ją
Nie pytali mnie o nic.
-Wychodź!.
Wyleciałam z domu. Ojciec uratował mi życie.
Następnego dnia siostra powiedziała mi że gestapowcy myśleli że ona jest
mną. Oglądali nawet albumy rodzinne aby zorientować się jak wyglądamy.
Jednak ojciec cały czas przekonywał ich że moja siostra nie jest tą osobą
której szukają. W końcu uwierzyli mu.
Kilka dni później za dużą łapówkę ojca wypuścili z więzienia. Nie wypuścili
natomiast Juliana. Zamknięto go w polskim więzieniu w Zamościu, gdzie władze
więzienne nie zdając sobie sprawy z tego że jest Żydem, umieściły go w celi
z Polakami. Stamtąd przeniesiono go na Zamek, do największego więzienia w
Lublinie.
Przestałam się odzywać do ojca. Nie mogłam uwierzyć że mógł zdradzić gestapo
miejsce pobytu swojego jedynego syna. Trudno mi było mu wybaczyć.
Zamek znajdował się w centrum małego lubelskiego getta. W Lublinie nigdy nie
było zamkniętego getta, Niemcy nakazali po prostu lubelskim Żydom opuścić
ich domy i przenieść się do innej części miasta. Dlatego też w dużym
lubelskim getcie zamieszkiwali zarówno Żydzi jak i Polacy. Podobna sytuacja
panowała również w Zamościu, dlatego też moi rodzice mieszkali razem w
jednym domu z Janem Damskim.
Jan żył w przyjacielskich stosunkach z rodzicami, mieszkali w tym samym domu
od dwu lat, niemal w tym samym mieszkaniu. Zawsze wiedział co się u nas
dzieje i często pomagał rodzicom w wielu sprawach.
Podczas gdy Niemcy konfiskowali wszystkie futra należące do Żydów, Jan
zabrał futro mojej matki i oddał na przechowanie znajomemu Niemcowi do
Krakowa. Ponieważ rodzice mieli spory dochód ze swojego interesu, mogli
sobie pozwolić na kupno węgla na czarnym rynku. W tym czasie Żydom jednak
nie było wolno ogrzewać mieszkań węglem. Z tyłu domu znajdowały się dwa
pojemniki na węgiel, jeden po stronie właścicieli posesji, drugi po stronie
moich rodziców i Jana. Zawsze gdy gestapo rewidując mieszkania pytało czyj
węgiel jest w pojemnikach, Jan odpowiadał że jest jego. Gdy Juliana
uwięziono na Zamku, Jan zawoził mu paczki od rodziców. Gdy zaś zachorował na
tyfus, Jan zdobył dla niego potrzebne lekarstwa. Robił dla nas dużo.
W Zamościu przenosiłam się z miejsca na miejsce, jedna noc tu, druga tam,
jedynie wieczorami odwiedzałam rodziców i siostrę. Pewnego dnia postanowiłam
że przeniosę się do rodziców na kilka dni. 4 października 1941 r. , cały
dzień spędziłam w sypialni rodziców. Około godziny 8 wieczorem usłyszeliśmy
samochód. Wiedzieliśmy że to gestapo ponieważ w tym czasie żaden Polak nie
posiadał już samochodu. Zamarłam z przerażenia. Gdy zaczęli pukać w nasze
kuchenne drzwi, wyskoczyłam z domu przez okno.
Złapał mnie Jan. Trzymając z rękę powiedział -uciekaj-. Nie miałam nawet być
zaskoczoną, chciałam po prostu jak najszybciej stąd uciec. Nigdy wcześniej
się nie spotkaliśmy, ale wiedziałam kto mnie uratował, znałam jego głos
jeszcze z czasów gdy mieszkałam z rodzicami.
Jan powiedział żebym nie wracała do domu. Powiedział że nie wyglądam na
Żydówkę, dlatego nie powinnam więcej zakładać na ramię opaski, chodzić do
getta, ani nikomu nie mówić że jestem Żydówką. Obiecał że zdobędzie dla mnie
aryjskie papiery.
Kilka dni później z Janem wyjechaliśmy do Warszawy. Po drodze zatrzymaliśmy
się w Lublinie aby przesłać Julianowi paczkę. Zanocowałam u kuzyna mojej
matki. Około drugiej nad ranem w małym getcie, gdzie znajdował się Zamek,
zawrzało. Wierzcie lub nie, ale była to akurat ta noc gdy rozpoczęła się
likwidacja getta (dosłownie: otoczyli (getto) aby je zlikwidować). Całe
szczęście że mój kuzyn mieszkał po aryjskiej stronie.
Następnego ranka weszłam do getta aby zanieść na Zamek paczkę dla Juliana.
Gdy wychodziłam, stojący na wasze Ukrainiec zatrzymał mnie i nie chciał
wypuścić z getta. Znalazłam wtedy niemieckiego oficera i zaczęłam mu
tłumaczyć że wracam przez getto z więzienia, gdzie zanosiłam paczkę bratu.
Pozwolił mi wyjść.
W Warszawie zatrzymałam się tylko kilka dni, do tego czasu aż Jan załatwił
aryjskie papiery. Po tym Jan powrócił do pracy do Zamościa, a ja pojechałam
jak najdalej od Zamościa, do Częstochowy, dużego, przemysłowego miasta, nie
posiadającego zamkniętego getta. W Częstochowie nie znałam nikogo.
Przez pierwsze kilka dni zatrzymałam się w hotelu i poszukiwałam jakiegoś
mieszkania do wynajęcia. Ponieważ Niemcy zajęli najlepsze mieszkania, dużo
było ludzi je wynajmujących. Wiedziałam że najgroźniejszym dla ukrywającego
się Żyda było proste siedzenie cały dzień w domu. Jeśli nie wychodziłeś z
domu i nigdy nie przyjmowałeś gości, z miejsca byłaś osobą podejrzaną.
Zawsze ktoś mógł zadenuncjować cię na Gestapo. Od razu zaczęłam więc szukać
pracy, i wkrótce pracowałam jako manicuristka w salonie piękności. Znalazłam
także pokój przy młodym małżeństwie, inżynierze, jego żonie i siedmioletniej
córeczce. Wszystko to działo się w czasie gdy Julian przechodził tyfus.
Przetrwał chorobę, ale podczas gdy był chory odkryto że jest Żydem i
przeniesiono na Majdanek. Jeździłam tam i z powrotem do Lublina próbując na
wszelkie sposoby wyciągnąć stamtąd brata.
Niemcy stosowali w Polsce praktykę gromadzenia w jednym miejscu dobrych
dentystów, lekarzy, krawców, szewców itd, pozwalano im mieszkać w lepszych
dzielnicach miasta, blisko Niemców dla których pracowali. Mąż mojej kuzynki
był właśnie takim dentystą, nadal mieszkał w swoim pięknym domu w Lublinie
gdzie prowadził praktykę lekarską. Wszyscy lubelscy wyżsi SS- mani
przychodzili się do niego leczyć, dlatego też znał ich wszystkich.
Wiedzieliśmy że od czasu do czasu, za dużą sumę pieniędzy, mogą oni
spowodować zwolnienie kogoś z aresztu. Mąż kuzynki zaczął działać w tym
kierunku.
Jednego miesiąca pięć razy jeździłam do niego dowiedzieć się czy udało się
nawiązać kontakt z kimś kto mógłby pomóc w zwolnieniu Juliana z Majdanka. Za
każdym razem odpowiadał to samo: -Przyjedź w następnym tygodniu, wtedy
właśnie, taki a taki z SS przyjdzie do mnie leczyć zęby
W końcu przyszedł telegram : -Przywoź cztery tysiące dolarów i nowe ubranie.
W ubranie to miał się przebrać Julian, po wyjściu z Majdanka i zrzuceniu
pasiaka. Zdobyłam i pieniądze i ubranie i wyruszyłam do Lublina.
Gdy podeszłam pod drzwi kuzynki, kobieta przechodząca po drugiej stronie
ulicy, myśląc że jestem pacjentką powiedziała: - och, proszę pani,
wszystkich z tego domu zabrali; dentystę -jego rodzinę, wszystkich którzy
mieszkali w tym domu. Moja kuzynka, jej mąż, jego ojciec i wujek, ich
dzieci, wszystkich ich zlikwidowano.
Od tego czasu, zupełnie utraciłam łączność z Julianem.
Wiosną dostałam list od matki z Zamościa. Pisała że w Zamościu zaczyna się
likwidacja Żydów i że chce wyjechać.
Janek pojechał do Warszawy pomóc mojej matce w zdobyciu aryjskich papierów.
Gdy przyjechał do Zamościa dowiedział się że kierowca który kiedyś przewiózł
jego i moją matkę na dworzec, szantażuje jego brata Zygmunta. Gdyby Zygmunt
nie zapłacił, kierowca wydałby Janka Niemcom za pomoc Żydom. Sam Janek nie
chciał dać pieniędzy i kazał szantażyście iść do diabła. Po tym wydarzeniu
nie mógł już wrócić do Zamościa. Porzucił pracę i przeprowadził się do mnie,
do Częstochowy. Mówiłam wszystkim że przyjechał mój mąż.
Mojej matka zamieszkała blisko nas w Olsztynie, natomiast ojciec razem z
moją siostrą pozostali w Zamościu. Mimo iż Janek zaofiarował siostrze, iż
jej także załatwi aryjskie papiery, odmówiła. Zarówno ona jak i ojciec
myśleli że są bezpieczni. Siostra była młoda, miała tylko 16 lat, pracowała
w browarze ojca, który Niemcy bardzo cenili. Ojciec pracował cały dzień,
wracał do domu jedynie na noc. Oboje uważali że nie ma powodu do ucieczki z
Zamościa. Poza tym niebezpiecznie było żyć na aryjskich papierach, zwłaszcza
dla mężczyzny. Gdyby został złapany przez żandarmów, i ci kazali by mu zdjąć
spodnie, stałoby się jasnym że jest Żydem. A gdy jeszcze nie miało
się -dobrego wyglądu-?. Polacy bez trudu rozpoznawali Żydów.
W Częstochowie wiodło się nam całkiem dobrze, do chwili gdy dozorca ostrzegł
nas że ktoś z Zamościa rozpoznał mnie. Szybko przenieśliśmy się do Olsztyna,
mieszkać razem z moją matką.
Rodzina chłopska u której mieszkała matka, wynajęła nam jeden pokój.
Pięcioro członków tej rodziny, spało w kuchni, przy piecu, byli tak biedni.
Matka nie tylko zaadoptowała się do tych warunków, ale także zaprzyjaźniła
się z żoną chłopa. Matka zaczęła nawet chodzić do kościoła, codziennie.
Chłopka spodziewała się dziecka. Gospodarze mieli jedną krowę, cały ich
dobytek, która także była w ciąży. Chłopka mówiła że jeżeli krowa urodzi
pierwsza, będzie ich stać na huczne chrzciny, a moja matka zostanie matką
chrzestną, nowo narodzonego dziecka. Taka perspektywa wystraszyła matkę.
Bała się zamieszania wokół własnej osoby, jakie przyniosły by ewentualne
chrzciny.
Codziennie chłopka chodziła do lasu zbierać chrust i drewno na opał które
później sprzedawała w Częstochowie. Pewnego dnia chłopka wróciła z lasu
niosąc na plecach chrust, a na rękach, zawinięta w chustę niemowlę. Sama bez
niczyjej pomocy urodziła dziecko w lesie. W tym czasie krowa jeszcze nie
urodziła, matka była uratowana.
Nawet w małym Olsztynie, wkrótce zaczęły krążyć plotki dotyczące matki.
Wiedzieliśmy że musimy znaleźć dla niej bezpieczniejsze miejsce.
Zadziwiające ale jedynym bezpiecznym miejscem mogły być paradoksalnie
Niemcy. Niemcy w Polsce, prawie w każdym mieście posiadali biura
zatrudnienia, które werbowały Polaków do pracy w Rzeszy. Prawie wszyscy
Niemcy walczyli na froncie, albo służyli w wojsku, dlatego też potrzebowali
ogromne cudzoziemskiej siły roboczej. W czasie wojny, życie w kraju było
bardzo ciężkie i dlatego wielu Polaków zgłaszało się na ochotnika do pracy w
Niemczech. Tam mogli bez trudu zdobyć jedzenie, nieco pieniędzy, oraz nie
musieli się martwić o mieszkanie.
Zabrałam więc matkę do Częstochowy, zapisać ją jako chętną do pracy w
Rzeszy. Matka ubrała się jak stara, wiejska kobieta, i niczym nie różniła
się od chłopki. Ja natomiast ubrana byłam elegancko, w jedwab. Urzędnik w
biurze spojrzał najpierw na mnie, potem na matkę, później znowu na mnie.
Następnie poszedł na tyły biura i spojrzał w dół ulicy. Nasz wygląd wzbudził
w nim podejrzenia. W końcu wrócił z powrotem i powiedział:
-W porządku. Przyjdźcie jutro, sprawdzimy czy nadajecie się do roboty
Nie wiedziałyśmy co zrobić ze sobą przez resztę dnia. Poszłyśmy na Jasną
Gorę do największego w mieście, i najbardziej znanego w Polsce kościoła.
Odprawiano w nim co godzinę mszę przez cały dzień. Aby nie wzbudzać
podejrzeń przenosiłyśmy się z jednej części kościoła, do drugiej, aż w końcu
doczekałyśmy godziny policyjnej. Następnego dnia wróciłyśmy do biura
werbunkowego i wszystko zakończyło się szczęśliwie. Matka wyjechała do
Bawarii, pracować w rodzinnej restauracji położonej wśród Niemieckich Alp.
Wiosną 1943 roku, na krótko po tym jak matka wyjechała do Niemiec, znowu
próbowano mnie zadenuncjować. Ktoś w Olsztynie powiedział Jankowie iż jest
pewien że nie jestem jego żoną, ponieważ jestem Żydówką. Wyprowadziliśmy się
do Warszawy. Na początku zamieszkaliśmy w pięknej willi przyjaciółki Janka,
Danuty Majewskiej. Oprócz nas, cały dom zamieszkiwali ludzie działający w
konspiracji, piloci, uciekinierzy z zachodniej Polski, wszyscy mieszkający
tam - ukrywali się. W mieszkaniu znajdował się także skład broni. Dom
należał do byłego teścia Danuty, przedwojennego lekarza a do 1939 roku
znajdował się w nim prywatny dom opieki dla chorych umysłowo. Położony na
uboczu, w cichej uliczce, otoczony sadem, ogrodem i wysokim murem, był
bardzo bezpiecznym i wygodnym miejscem dla ludzi podziemia. Mieszkaliśmy tam
razem z innymi, dwanaście osób w jednym pokoju.
Wtedy właśnie dowiedziałam się że polski rząd na uchodźstwie, każdego
miesiąca przesyła polskiemu podziemiu pewne sumy pieniędzy przeznaczone dla
ukrywających się Żydów. Ponieważ polska konspiracja potrzebowała ludzi
chętnych do przewożenia i rozprowadzania tych pieniędzy, zgłosiłam się na
ochotnika. W ten sposób odkryłam że także mój ojciec ukrywa się w Warszawie.
Pewnego dnia polecono mi dostarczyć pieniądze dla sześciu Żydów z Zamościa.
Dotrzeć do nich miałam przez człowieka o nazwisku Wiegler. Gdy się
spotkaliśmy, Weigler od razu rzekł: -Twój ojciec tu jest
Weigler opowiedział mi całą historię ucieczki ojca z Zamościa.
Podczas spędzania zamojskich Żydów na bocznicę kolejową, ojciec i kilka
innych osób przekupiło pracowników kolejowych i uciekło, wsiadając do
pociągu do Warszawy. Jeden z nich, przyjaciel mojej rodziny, prezes
zamojskiego Judenratu, pan Garfinkle, miał krewnego w Warszawie, który
poślubił Polkę. Ona z kolei miała dobrą przyjaciółkę, starą wdowę, która
mieszkała w wysokiej, liczącej sześć lub siedem pięter kamienicy, która
została częściowo zniszczona od wybuchu bomby w 1939 roku. Jedna część
została prawie całkowicie zniszczona, ale kilka pokoi ocalało, były prawie
nietknięte. Staruszka prowadziła niewielki hotelik w tym budynku, tuż przy
zniszczonej części. W razie bezpieczeństwa, proszono ją o zamknięcie hotelu.
Staruszka umieściła wielką zbroję na przeciwko drzwi jednego pokoju,
prowadzącego do zniszczonej części domu. Za tymi drzwiami ukrywał się mój
ojciec, jedna pani także z Zamościa oraz piętnastu innych Żydów. Za
ukrywanie ich staruszka nie chciała absolutnie nic, nie wzięła od tych ludzi
nawet grosza.
Nie rozmawiałam z ojcem odkąd wypuszczono go z więzienia w Zamościu. Trudno
było wybaczyć mu wydanie Niemcom Juliana. Matka nigdy zresztą mu tego nie
wybaczyła.
Ja, ciągle mając w pamięci to, przez co dotychczas przeszłam, oczywiście
poszłam się z nim spotkać. Od pierwszego spotkania znowu staliśmy się sobie
bliscy. U ojca miałam miejsce gdzie mogłam pójść i spędzić kilka godzin
każdego dnia. Przynosiłam mu jedzenie i tytoń. Ojciec w ciągu dnia skręcał z
niego papierosy, które ja później sprzedawałam.
W końcu znaleźliśmy z Jankiem własne mieszkanie. Był to jeden pokój, w
szczytowej kondygnacji kamienicy położonej niedaleko gmachu warszawskiej
Opery. Wszyscy na naszym piętrze korzystali z jednej łazienki ale mimo to
mieszkaliśmy w końcu na swoim, skończyło się spanie u kogoś, na podłodze, z
masą innych, obcych ludzi. Byłam bardzo szczęśliwa. Zawiesiłam piękne
zasłony w oknie.
Odwiedzałam wówczas ojca i dostawałam listy od matki. Matce posyłałam
paczki, często z jedzeniem a nawet ciastkami. Mieszkała ona w Alpach, na nie
ogrzewanym strychu. Jedyne co dostawała do jedzenia to był czarny chleb,
kawę zbożową i jedną miskę zupy na dzień, a matka mieszkała w restauracji.
Pierwszego sierpnia zaczęło się powstanie. Kiedy Niemcy zaczęli wypalać
budynki, jedyne co instynktownie porwałam z domu to kawałek słoniny, trochę
czerstwego chleba i... futro. Był początek sierpnia, upalne lato, miasto
płonęło, słowem piekło wokół nas, a ja w narzuconym na siebie futrze, nie
czułam nawet gorąca. Wewnątrz futra w podszewce miałam wszyte diamenty i
złote ruble, dzięki nim właśnie udało mi się przeżyć całą wojnę.
Wyzwolenie: kiedy w końcu zostaliśmy wyzwoleni przez Rosjan, razem z Jankiem
chcieliśmy wrócić z powrotem do Zamościa, miasta gdzie dorastałam, chodziłam
do szkoły, gdzie przed wojną byłam naprawdę kimś. Teraz nikt tu mnie nie
chciał widzieć, nikt mnie nie pozdrawiał na ulicy, nikt nie zapraszał do
domu. Przed wojną nigdy w Zamościu nie odczuwałam antysemityzmu, ale kiedy
teraz wróciłam ludzie się ode mnie odwrócili. Nie chciałam tu dłużej
pozostać.
Dzięki Bogu ojciec i matka przeżyli. Siostra zginęła w Treblince. Przed
śmiercią sama sobie musiała wykopać grób. Matka ciągle miała nadzieję że
także Julianowi udało się przeżyć wojnę. Kiedy wciąż nie wracał, powiedziała
że nie może dalej żyć z ojcem i w końcu się z nim rozwiodła. Do tej pory mam
u siebie list od ojca po rozwodzie, list pełen łez. Ojciec napisał że matka
była aniołem, a on jest obecnie najnieszczęśliwszym człowiekiem.
Po wojnie Jan i Christine oficjalnie pobrali się. Z Zamościa przeprowadzili
się do Gdańska, a następnie wyemigrowali z matką Christine do Stanów
Zjednoczonych. W tym samym czasie ojciec Chrisrine, Samuel Rozen, wyjechał
do Izraela.
14 Maj 1998 Los Angeles
Ciekawe kto przy dyskusji o 17 stycznia 1945 i "wyzwoleniu" Warszawy
zaczal dyskutowac o papiezu?
Troche nie na temat. Nie wiem jak z sedziami ale prokuratorami
zostawali np. komunisci szewcy po kilkutygodniowym kursie w Lodzi
- dotyczy to wlasnie lat 1946-1947
Kurcze no. A ja mam na koncie kilka prac o historii
Torunia i tylko w jednej wspominam o torunskich Zydach.
Dlaczego? Bo torunscy Zydzi nie mieli specjalnego wplywu
na losy miasta. Byc moze taki sam byl stosunek miedzy
mordami Zydow w Bialostockim, a ruchem oporu.
Uczestniczyl w tej naradzie? Jak sie dowiedzial?
> "(..) 10.VII-41r.rano przybyło do miasteczka 8 gestapowców, którzy
> odbyli naradę z przedstawicielami władz miasteczka. Na pytanie
> gestapowców jakie mają zamiary w stosunku do Żydów,to wszyscy
> jednomyślnie odpowiedzieli,że trzeba wszystkich zgładzić.Na propozycję
> Niemców ażeby z każdego zawodu zostawić jedną rodzinę żydowską,obecny
> miejscowy stolarz Szleziński Br.[onisław ]odpowiedział:Mamy dosyć
> swoich fachowców,musimy wszystkich Żydów zgładzić,nikt z nich nie może
> zostać żywym. Burmistrz Karolak i wszyscy pozostali zgodzili się z
> jego słowami.Postanowiono wszystkich Żydów zebrać w jedno miejsce i
> spalić(..)."
>
>
Ciagle ten KK i KK - moze i dobrze. 95% Niemcow bylo chrzescijanami
- moze i tak. Ale jaki procent z nich nalezal do KK? Jaki wplyw od 300
lat mial KK na Niemcow mieszkajacych poza Bawaria?
I ten tlum Polakow, ktorzy palil i przygladal sie plonacej stodole
pozwolil uciec 5-letniemu dziecku?
A ja sadzilem, ze lipiec 1941 to juz niemiecka okupacja.
Ale skoro Pan pisze, ze sprawcy byli na wolnosci i nie
mieli sie czego bac to ma Pan z pewnoscia racje.
> A Pan sie spodziewal ze H. Mania
> sie w takim wywiadzie przyzna?
To pytanie mozna zadac KAZDEMU oskarzonemu.
No wlasnie, pomysl przez chwile logicznie: KK przez wieki glosil wiele
pogladow krytycznych wobec Zydow. Niekiedy i niekotrzy przedstawiciele KK
popieral poglady, ktore dzisiaj uznajemy za Antysemickie. Np. powszechnie
uwazano, ze na Zydach tkwi zbiorowa wina zabojstwa Chrystusa. Mimo to w wielu
krajach zyly i prosperowaly wspolnoty Zydowskie. Na przestrzeni wiekow
zdazaly sie wypedzenia Zydow i przesladowania, dzieki jednak krajom
Centralnej Polski, Zydzi mieli swoje miejsce pod Sloncem.
Pamietaj tez, ze KK glosi tez, a moze przede wszystkim, inne tresci np. miluj
bliznego swego, albo kochaj swoich nieprzyjaciol.
W latach 1933-45 nic sie zasadniczego nie zmienilo w nauczaniu KK.
Jezeli tak, to w jaki sposob te zekome 700 lat propgandy koscielnej wywolalo
holocaust?
Po prostu Twoja teza jest zupelnie nieprawdziwa i nieprzemyslana, co Ci
wlasnie udowodnilem.
"95% Niemcow byla chrzescijanami, wychowywaanymi etycznie przez
swoje koscioly."
Ejze, Panno Prostolinijna! Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego do
reformacji bylo organizacja scisle zwiazana z KK. Od tego czasu Niemcy byly
podzielone religijnie. W XVIII wieku Europa przezyla rewolucje i powstalo
pierwsze swieckie panstwo: Republika Francuska. Od tego momentu, europejczycy
stopniowo oddalaja sie od nauczania kosciola w kierunku racjonalizmu ("Hulaj
dusza piekla nie ma").
Niemcy zjednoczyly sie w roku 1871 pod wodza protestanckich Prus, jako kraj
dwuwyznaniowy z przewaga elementu protestanckiego.
Rychlo przyszedl Kulturkampf, walka z KK.
Co jest pewne, ster rzadow nie byl w reku chrzescijan. Byl w reku ludzi,
ktorzy wyznawali zasade wojny prewencyjnej przeciwko innym krajom, bo nie
wierzyli w dobro.
W 1933 roku objal wladze ruch o ideologii zdecydowanie poganskiej i
uwolnionej z wiezow zasad chrzescijanskich.
Kleska KK bylo to, ze chrzescijanie nic w zasadzie nie zmienili w czasie II
wojny swiatowej jako grupa, chociaz pojedynczy ludzie zrobili bardzo duzo
dobrego.
Troche wiecej poczytaj o historii Europy, pradach umyslowych i mechanizmach
rzadzacych rozwijaniem sie nowych ideologii.
Wiara w ogolne, generalne prawdy, wytrychy umyslowe daleko Cie nie zaprowadzi.
No wlasnie, pomysl przez chwile logicznie: KK przez wieki glosil wiele
pogladow krytycznych wobec Zydow. Niekiedy i niekotrzy przedstawiciele KK
popieral poglady, ktore dzisiaj uznajemy za Antysemickie. Np. powszechnie
uwazano, ze na Zydach tkwi zbiorowa wina zabojstwa Chrystusa. Mimo to w wielu
krajach zyly i prosperowaly wspolnoty Zydowskie. Na przestrzeni wiekow
zdazaly sie wypedzenia Zydow i przesladowania, dzieki jednak krajom
Centralnej Polski, Zydzi mieli swoje miejsce pod Sloncem.
Pamietaj tez, ze KK glosi tez, a moze przede wszystkim, inne tresci np. miluj
bliznego swego, albo kochaj swoich nieprzyjaciol.
W latach 1933-45 nic sie zasadniczego nie zmienilo w nauczaniu KK.
Jezeli tak, to w jaki sposob te zekome 700 lat propgandy koscielnej wywolalo
holocaust?
Po prostu Twoja teza jest zupelnie nieprawdziwa i nieprzemyslana, co Ci
wlasnie udowodnilem.
"95% Niemcow byla chrzescijanami, wychowywaanymi etycznie przez
swoje koscioly."
Ejze, Panno Prostolinijna! Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego do
reformacji bylo organizacja scisle zwiazana z KK. Od tego czasu Niemcy byly
podzielone religijnie. W XVIII wieku Europa przezyla rewolucje i powstalo
pierwsze swieckie panstwo: Republika Francuska. Od tego momentu, europejczycy
stopniowo oddalaja sie od nauczania kosciola w kierunku racjonalizmu ("Hulaj
dusza piekla nie ma").
Niemcy zjednoczyly sie w roku 1871 pod wodza protestanckich Prus, jako kraj
dwuwyznaniowy z przewaga elementu protestanckiego.
Rychlo przyszedl Kulturkampf, walka z KK.
Co jest pewne, ster rzadow nie byl w reku chrzescijan. Byl w reku ludzi,
ktorzy wyznawali zasade wojny prewencyjnej przeciwko innym krajom, bo nie
wierzyli w dobro.
W 1933 roku objal wladze ruch o ideologii zdecydowanie poganskiej i
uwolnionej z wiezow zasad chrzescijanskich.
Kleska KK bylo to, ze chrzescijanie nic w zasadzie nie zmienili w czasie II
wojny swiatowej jako grupa, chociaz pojedynczy ludzie zrobili bardzo duzo
dobrego.
Troche wiecej poczytaj o historii Europy, pradach umyslowych i mechanizmach
rzadzacych rozwijaniem sie nowych ideologii.
Wiara w ogolne, generalne prawdy, wytrychy umyslowe daleko Cie nie zaprowadzi.
--
No wlasnie, pomysl przez chwile logicznie: KK przez wieki glosil wiele
pogladow krytycznych wobec Zydow. Niekiedy i niekotrzy przedstawiciele KK
popieral poglady, ktore dzisiaj uznajemy za Antysemickie. Np. powszechnie
uwazano, ze na Zydach tkwi zbiorowa wina zabojstwa Chrystusa. Mimo to w wielu
krajach zyly i prosperowaly wspolnoty Zydowskie. Na przestrzeni wiekow
zdazaly sie wypedzenia Zydow i przesladowania, dzieki jednak krajom
Centralnej Polski, Zydzi mieli swoje miejsce pod Sloncem.
Pamietaj tez, ze KK glosi tez, a moze przede wszystkim, inne tresci np. miluj
bliznego swego, albo kochaj swoich nieprzyjaciol.
W latach 1933-45 nic sie zasadniczego nie zmienilo w nauczaniu KK.
Jezeli tak, to w jaki sposob te zekome 700 lat propgandy koscielnej wywolalo
holocaust?
Po prostu Twoja teza jest zupelnie nieprawdziwa i nieprzemyslana, co Ci
wlasnie udowodnilem.
"95% Niemcow byla chrzescijanami, wychowywaanymi etycznie przez
swoje koscioly."
Ejze, Panno Prostolinijna! Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego do
reformacji bylo organizacja scisle zwiazana z KK. Od tego czasu Niemcy byly
podzielone religijnie. W XVIII wieku Europa przezyla rewolucje i powstalo
pierwsze swieckie panstwo: Republika Francuska. Od tego momentu, europejczycy
stopniowo oddalaja sie od nauczania kosciola w kierunku racjonalizmu ("Hulaj
dusza piekla nie ma").
Niemcy zjednoczyly sie w roku 1871 pod wodza protestanckich Prus, jako kraj
dwuwyznaniowy z przewaga elementu protestanckiego.
Rychlo przyszedl Kulturkampf, walka z KK.
Co jest pewne, ster rzadow nie byl w reku chrzescijan. Byl w reku ludzi,
ktorzy wyznawali zasade wojny prewencyjnej przeciwko innym krajom, bo nie
wierzyli w dobro.
W 1933 roku objal wladze ruch o ideologii zdecydowanie poganskiej i
uwolnionej z wiezow zasad chrzescijanskich.
Kleska KK bylo to, ze chrzescijanie nic w zasadzie nie zmienili w czasie II
wojny swiatowej jako grupa, chociaz pojedynczy ludzie zrobili bardzo duzo
dobrego.
Troche wiecej poczytaj o historii Europy, pradach umyslowych i mechanizmach
rzadzacych rozwijaniem sie nowych ideologii.
Wiara w ogolne, generalne prawdy, wytrychy umyslowe daleko Cie nie zaprowadzi.
--
>
> "cfp" > No wlasnie, nie wdajesz sie w szczegoly, poniewaz NIE MASZ ZADNYCH
> ARGUMENTOW.
> > Pytanie jest proste, jak wedlug Ciebie KK tworzyl w Polsce klimat dla
> > Holocaustu, skoro mial duzy wplyw na rzadzenie i mimo to Polska stala sie
> > przystania dla Zydow na 700 lat?
>
> Ja nie twoerdze,ze KK konkretnei w Polsce zajal sie tworeniem kilmatu dla
> Holocaustu, al eze glosil antysemityzm przez wieki i stanowil bardzo istotny
> czynnik w planach i wykonaniu masowej zaglady Zydow w chrzescijanskiej
> Europie. 95% Niemcow byla chrzescijanami, wychowywaanymi etycznie przez
> swoje koscioly.
Droga koleżanko. To co piszesz to jakiś kompletny groch z kapustą. Jest
antyjudaizm - czyli niechęc do Zydów na tle religijnym jako bogobójców i
antysemityzm, który narodził się w XIX wieku i jest to niechęć do Zydów na
tle rasowym czy narodowym.
Oczywiście, że Kościół przez całem wieki głosił, że Żydzi są potępieni, ale
nie głosił, że w związku z tym trzeba Zydów mordować. Stosunek Kościoła do
Zydów to temat skomplikowanu, to cała historia zmieniająca się w czasie, jest
obrzerna literatura ne ten temat.
Dla ciebie natomiast to wszystko jest rach-ciach, zrozum, że nie da się
trwającej dwa tysiące lat historii ująć w jednym zdaniu: "Kościół jest taki i
owaki". Prędzej można dyskutować jak podasz jakieś bardziej rzeczowe i
konkretne argumenty, a nie jakieś ogólne formułki.
Poza tym to kłamsto, że cytuję "al eze glosil antysemityzm przez wieki i
stanowil bardzo istotny
> czynnik w planach i wykonaniu masowej zaglady Zydow w chrzescijanskiej
> Europie".
Skąd to wymyśliłaś.
Droga Kasiu!
Odpowedzi na Twoje pytania sa latwe: wystarczy poczytac troche historie. Po
1939 Polska, odpowiedzialna za krach planow Hitlera pokojowego opanowania
Europy Srodkowp-Centralnej miala specjalny status kraju ukaranego. Wszystkie
inne kraje mialy swoje rzady i stosunkowo umiarkowany poziom terroru i
dyktatury.
Nie mozna porownywac terroru nazistowskiego w latach 39-41, poza Polska, z
ludobojstewm radzieckim. W Polsce mordowano inteligencje, ksiezy i
wszystkich, ktorzy sie nie podobali wladzom, z zadka rowniez Zydow. Przeciez
Zydzi uciekali ze strefy radzieckiej do niemieckiej...
Piszeesz o ewolucji planow Zaglady. Byla tez moralna degrengolada rzadu
nazistowskiego, ktory np. w 1938 nie pozwoliby sobie na otwarcie krematoriow
w Niemczech. Wojna, a pozniej okrutna wojna niemiecko-radziecka stopniowo
brutalizowala rezym.
Wszyscy w Europie przyzwyczaili sie, ze okupowana Polska jest terenem
okrucienstw Nazistowskich, bylo to rowniez uzywane jako argument naciskowy i
przetargowy. Europejczykom mowiono: bedziecie sie opierac, bedziemy was
traktowac jak Polakow.
Gdy podjeto decyzje o zagladzie, najlatwiejszym rozwiazaniem bylo
okrucienstwo na terenach, gdzie i tak panowalo bezprawie: w okupowanej
Polsce. Drugim argumentem byly wzgledy logistyczne: polowa populacji do
wymordowania byla tutaj, wiec odpadala potrzeba transportu na dalekie
odleglosci.
Polska byla krajem okupowanym przez totalitarny rezym i zdanie Polakow nie
bylo brane pod uwage.
> Pogromy mialy miejsce dlugo zanim Heydrich sie urodzil, byla to wiec
> "legacy" wyniesiona z innych, niz tyko hitlerowskie zrodle. Igineli w nich
> ludzie, tak mordowanoich, fakt, ze nie wszystkich -coz, mieli dokad
> uciekac.....Tak jak niedobitkowie okolicznych pogromow schronili sie w
> Jedwabnem....
Jezeli poczytasz historie, pogromy po odwrocie Armii Czerownej byly
spontanicznymi reakcjami spoleczenstwa na zmiane wladzy. Gdy wladza sie
zmienia, z reguly nastepuja porachunki pomiedzy ludzmi, ktorzy ucierpieli za
poprzedniej wladzy a tymi ktorzy ucierpia na nastepnej.
Poczytaj sobie chociaz co sie stalo po wyzwoleniu Francji w 1944 albo Wloch.
Samosady, pogromy, rabunki, morderstwa.
A tu nastepowala zmiana z ludobojstwa solwieckiego do ludobojstwa
nazistowskiego! Zabito pewna ilosc ludzi, nie tylko Zydow, rowniez innych
ludzi zwiazanych z Sowietami. W niektorych przypadkach sprawcami byli ofiary
Sowieckeigo terroru: uwolnienie z wiezien, tych ktorzy sowieci nie zdarzyli
zamordowac.
I tu dochodzimy wlasnie do punktu, ktory bardzo przemawia przeciwko
interpretacji Jedawbna jako spontanicznego, niezorganizowanego pogromu! Takie
pogromy odbyly sie wczesniej, dotyczyly stosunkowo malej ilosci osob -NIE
BYLO MORDOWANIA CALEJ POPULACJI.
Wniosek z tego jest prosty: Jedwabno bylo czescia nazistowskiego planu
bardziej niz spontaniczna reakcja miejscowej ludnosci!!!!!
> Nie znam innego przypadku, aby Polacy podlaczali sie tak zywo do
> jakiegokolwiek innego elementu "polityki niemieckiej".
Gdybys zyla w Polsce komuistycznej, bys wiedziala okreslenia
typu: "Spontaniczny gniew mas".
Oznaczaja one sterowane przez wladze przesladowania. W Totalitaryzmie ludzie
nie maja nic do powiedzenia!!!
> Jestes po prostu niepowazny. Kazdy, choc troche poczytal o polskim
> antysemityzmie przed wojna wysmieje takie argumenty..
I co takiego przeczytalas o tym antysmityzmie, podziel sie z nami, prosimy.
Stosunki miedzy Zydami a Polakami bywaly zle, szczegolnie w pewnych okresach
i w pewnych okolicach. Niekiedy obowiazywaly prawa, ktore faworyzowaly
Polakow kosztem Zydow.
Na pewno jednak stosunki miedzy Polakami a Zydami byly lepsze niz:
stosunki miedzy Izraelczykami a Palestynczykami
stosunki miedzy Katolikami a Protestantami w Irlandii Pln.
i nie gorsze niz stosunki Polsko-Ukrainskie.
Powiedzial - kto?
>
> ( nie bede kontynuowac tego dalej, bo szkoda mi czasu na dysutowanie
> historii higieny w Jedwabnem w kontekscie tej zbrodni).
>
To co pisze to jakiś kompletny groch z kapustą, ale mniejsza z tym.
O co ci właściwie chodzi, bo nic nie rozumiem ?
Moim celem nie jest jakieś wybielanie czy usprawiedliwianie mieszkańców
Jedwabnego. Co było, to było, nie mam do tego emocjonalnego stosunku. To
wyłącznie twoja histeria wywołuje we mnie (i zapewne w innych osobach) chęć
brania obronę mieszkańców Jedwabnego.
Moim celem jest tylko wyłącznie to, co napisałem w nagłówku postu, gdyż, jak
pisałem, nie mogę zrozumieć dlaczego historyk, który zajmuje się zawodowo II
wojną światową to pominąl (i wiele innych rzeczy). Przytoczyłem także
rzeczowe (mam nadzieję) argumenty, których ty nawet nie bierzesz pod uwagę.
Ty natomiast sprowadzasz cały problem do jakichś moralnych ocen i
wartościowań mieszkańców Jedwabnego, na dodatek, powtarzając w kółko jedno i
to samo.
Jeśli piszę o gestapowcach w Jedwabnem i rozkazach Heydricha to nie dlatego,
żeby twierdzić że ludzie z Jedwabnego to sympatyczni faceci, ale żeby
spróbować zrozumieć jakie czynniki wpłynęły na tych ludzie, że tak postąpili.
Czy potrafisz to zrozumieć, czy to przekracza twoje możliwości ?
Powiedzial - kto?
>
> ( nie bede kontynuowac tego dalej, bo szkoda mi czasu na dysutowanie
> historii higieny w Jedwabnem w kontekscie tej zbrodni).
>
To co pisze to jakiś kompletny groch z kapustą, ale mniejsza z tym.
O co ci właściwie chodzi, bo nic nie rozumiem ?
Moim celem nie jest jakieś wybielanie czy usprawiedliwianie mieszkańców
Jedwabnego. Co było, to było, nie mam do tego emocjonalnego stosunku. To
wyłącznie twoja histeria wywołuje we mnie (i zapewne w innych osobach) chęć
brania obronę mieszkańców Jedwabnego.
Moim celem jest tylko wyłącznie to, co napisałem w nagłówku postu, gdyż, jak
pisałem, nie mogę zrozumieć dlaczego historyk, który zajmuje się zawodowo II
wojną światową to pominąl (i wiele innych rzeczy). Przytoczyłem także
rzeczowe (mam nadzieję) argumenty, których ty nawet nie bierzesz pod uwagę.
Ty natomiast sprowadzasz cały problem do jakichś moralnych ocen i
wartościowań mieszkańców Jedwabnego, na dodatek, powtarzając w kółko jedno i
to samo. Na dodatek mieszasz jeszcze historię świata od dwóch tysięcy lat.
Bardzo sluszna uwaga Prosze Pana... bo nie bylo zwiazku miedzy:
"mordami Zydow w Bialostockim, a ruchem oporu" - a mimo to jak
z powietrza wziela sie teza o mordowaniu Zydow jako zemsta za
wspolprace z NKVD - to nie Zydzi byli donosicielami. Wiec albo
rybka albo fura drzewa.. Gdyby donosili to takowy zwiazek by
istnial - prawda?
W.
-------------------------------------------------------------------
http://www.algonet.se/~wieslaw/Krupinski
Uprzejmosc, nie jest usprawiedliwieniem glupoty.
Czyni ja tylko bardziej upierdliwa.
Oczywiscie ze mam. Bo jezel uznamy ze _nie_ byla to wolnosc
to nie byla ona w taki sam sposob dla Zydow gdy Jedwabne
okupowali sowieci. Jezeli jednak uzna Pan ze Zydzi mieli
osobista wolnosc podczas Sowieckiej okupacji - to sprawcy
mordow mieli taka sama wolnosc podczas niemieckiej - prawda.
a teraz:
- nie mowimy tu o "wolnosci Polski" ale osobistej wolnosci
byc w wiezieniu lub spac we wlasnym lozku. Sprawcy spali
we wlasnych domach a nie w wiezienej celi.
W