Skąd wziął się wóz Bronocicach 5,5 tys. lat temu? Tak naprawdę jest to
pytanie o miejsce, w którym dokonano czterokołowego wynalazku. Do tej pory
archeolodzy uważali, że stało się to między Eufratem i Tygrysem
Dostałem list: "Szanowny Panie Redaktorze! Pochodzę z miejscowości, w której
jakieś 30 lat temu znaleziono wazę z najstarszym na całym świecie
wyobrażeniem wozu czterokołowego. Pochodzi sprzed 5,5 tys. lat, a więc jest
starsza niż piramidy. Wygląda więc na to, że kolebką cywilizacji była
Polska! Niestety cywilizacja znalazła sobie niezbyt szczęśliwe miejsce do
rozwoju, albowiem po dokonaniu owego znaleziska zapanowała kompletna cisza.
O odkryciu prawie nic nie pisano, a jeżeli pisano, to tylko w prasie
naukowej. Waza tkwi w Instytucie Archeologii i Etnologii PAN w Krakowie, a
kopia jest eksponowana przez tamtejsze Muzeum Archeologiczne. Taka promocja
to żadna promocja!".
Podpis: mieszkanka Bronocic.
Maniek, nie kłusownik
Gdyby nie Maniek Wróbel, kłusownik znad Nidzicy, świat nadal żywiłby
przekonanie, że to Sumerowie, których cywilizacja kwitła 5 tys. lat temu
między Eufratem a Tygrysem, wynaleźli transport kołowy. I nikt nie miałby
wątpliwości.
- Tylko niech pan nie pisze, że Maniek był kłusownikiem - radzi Paweł
Kamiński, kierownik domu kultury w Działoszycach. - Wie pan... rodzinie
będzie przykro.
Prośbie tej nie uczynię zadość, bo jeżeli naszego bohatera ma za
kłusownictwo dosięgnąć jakaś sprawiedliwość, to już tylko niebiańska. A
rodzina Mariana Wróbla i tak powinna być dumna z takiego krewnego.
Korole
Z początkiem lat 70. we wsi Dziekanowice pod Działoszycami, 50 kilometrów na
północ od Krakowa, młody archeolog Janusz Kruk prowadzi badania sondażowe w
dolinie Nidzicy. Trafiła mu się życiowa szansa na przeprowadzenie wielkich
wykopalisk. Musiał więc znaleźć stanowisko, gdzie naprawdę było warto wbić
łopatę. Wokół archeologów kręcił się Maniek Wróbel.
- Eee, panie, tu nic ciekawego nie znajdziecie - krzywił się. - Na Baskach
(tak miejscowi nazywali pobliskie wzgórze) to co innego. Tam to kamyki,
garnki i korole zupełnie na wierzchu leżą.
Archeolog Kruk i kłusownik Wróbel wyruszają na wzgórze. Kruk szeroko otwiera
oczy: całe Baski pokryte są leżącymi na wierzchu lub tuż pod powierzchnią
ziemi zabytkami z epoki neolitu.
- Nawet teraz każdej wiosny parę wiader się wyora - opowiada Jan Szot,
rolnik z Bronocic, który ma pole na Baskach. - Wtedyśmy nie zwracaliśmy na
to uwagi. Kamienie z dziurami braliśmy za stare liczydła.
Z Basków Maniek ciągnie zachwyconego badacza do swojej chaty. Wyciąga garść
okrągłych glinianych przedmiotów z dziurą na wylot.
- To korole - tłumaczy Wróbel.
- Dobry człowieku, toż to neolityczne przęśliki! - łapie się z głowę Kruk. -
W zamierzchłych czasach służyły jako obciążniki do wyrobu przędzy -
wyjaśnia.
- E tam, gadanie - protestuje przewodnik. - To są anielskie korole, bo
widzicie, nad Baskami jest dziura w niebie i jak się aniołom zerwą korole,
to tędy spadają na ziemię.
Luksusowo, furmanką
Późną wiosną 1974 roku na Baskach zaczynają kopać. W Bronocicach, które
znajdują się najbliżej stanowiska archeologicznego, na płotach wiszą
ogłoszenia zachęcające do wzięcia udziału w wykopaliskach. Wysokie stawki
odrywają młodzież od żniw. Dla badaczy uruchomiono stołówkę, w której
pracują wiejskie gospodynie, a w soboty odbywają się słynne na całą okolicę
dyskoteki.
- Byłem wówczas didżejem - wspomina Paweł Kamiński. - Zrobiliśmy pierwszy w
okolicy stroboskop i inne efekty. Wszyscy się wspólnie bawili, a okoliczni
ludzie do dziś wspominają te czasy z nostalgią, bo ciągle coś się działo.
- Archeolodzy nie żałowali pieniędzy - mówi Eugeniusz Szot. - W pierwszym
roku kazali się na wykopki wozić furmanką. Potem ktoś ich widać podliczył,
bo w następnych latach fatygowali się pieszo.
Ale największą sensację w okolicy wzbudzili Amerykanie.
O sztuce zadłużania się
Wszystko przez Edwarda Gierka. To dzięki niemu i zaciąganym przez niego
kredytom archeolodzy mogli rozwinąć skrzydła. Wśród licznych zobowiązań,
które wzięła na siebie PRL pod jego rządami, były tzw. kredyty zbożowe.
Kiedy przyszło do ich spłaty, Amerykanie byli wspaniałomyślni: "Wydajcie te
pieniądze na cokolwiek, byle nie było to związane z ideologią. Najlepiej na
naukę".
Amerykańscy archeolodzy właśnie pracowali nad zakrojonym na szeroką skalę
programem badań neo- litycznego rolnictwa, a bez wykopalisk w Europie
Środkowej program ten byłby niekompletny. Wybrali Polskę. Część pieniędzy ze
spłaty kredytów zbożowych została przeznaczona na archeologię. I tak
Amerykanie trafili do Bronocic. Jednak na czele wykopalisk stanął Janusz
Kruk.
- W PRL-u nie mógł to być Amerykanin. To był największy fart w moim życiu -
mówi profesor Kruk.
Rok 1975 przynosi wielkie odkrycie. W odkopanej jamie na najniższym szczycie
Basków (tzw. kulminacja A) asystenci odsłaniają potłuczone fragmenty
glinianego naczynia.
- Kierowniku, znaleźliśmy Łunochoda! - wołają po pobieżnym ułożeniu "puzzla"
z neolitycznych skorup.
- Propaganda trąbiła wtedy o radzieckim pojeździe księżycowym, stąd
skojarzenie asystentów - wspomina profesor Janusz Kruk. - Na dokładniejsze
zbadanie waza musiała jednak poczekać do jesieni, kiedy zamykaliśmy trwające
co roku 3,5 miesiąca wykopaliska i przystępowaliśmy do inwentaryzacji
urobku.
W 1982 roku Janusz Kruk i Sarunas Milisauskas publikują pierwszy fachowy
tekst o "wazie z wozami". Jednak polskie gazety, radio i telewizja o
odkryciu wazy i wykopaliskach w Bronocicach milczą.
- Moi przełożeni stanowczo zakazali kontaktów z prasą. Bądź co bądź
Amerykanie teoretycznie byli naszymi wrogami.
Wykopaliska były pod stałą opieką tajnych służb, o czym Janusz Kruk
przekonał się, kiedy postanowił je odwiedzić ówczesny ambasador USA, a
późniejszy sympatyk "Solidarności", Richard Davies.
- Na tydzień przed jego wizytą w Bronocicach zaroiło się od "turystów",
osobników w wiatróweczkach z chlebaczkami przewieszonymi przez ramię -
wspomina profesor. - Wreszcie któregoś dnia zajechała czarna wołga.
Poproszono mnie na rozmowę. "My tu, rozumiecie, teren zabezpieczamy -
poinformowali pasażerowie wołgi. - A swoją drogą musicie te wykopaliska
urządzać w takiej wiosze zabitej dechami? Przenieście to raz-dwa w jakieś
ładniejsze miejsce, my wam pomożemy".
Sugestia została odrzucona, a wykopaliska kontynuowano do 1978 roku. Kilka
lat po tym, jak Związek Radziecki trafił na śmietnik historii, dla
znalezionej na śmietniku wazy nastał kolejny przełomowy moment. W 1992 roku
znalezisko postanowiło zbadać jedno z najlepszych laboratoriów
radiowęglowych na świecie, w Gronigen w Holandii. Izotop węgla C14, dzięki
któremu można szacować wiek przedmiotów, nie gromadzi się jednak w glinie.
- Waza z wozami potłukła się właścicielowi na kawałki i trafiła na śmietnik,
razem z innymi odpadkami - wyjaśnia prof. Kruk. - Tak się składa, że
wylądowała na ogryzionych baranich kościach.
Holendrzy pobrali próbkę kości znalezionej obok wazy i w 1993 roku jej wiek
oszacowano na 5,5 tys. lat. - Wtedy jednoznacznie okazało się, że waza jest
najstarszym na świecie dowodem stosowania wozu - mówi prof. Kruk. W latach
90. "vessel with wagon motif" (waza z wozami) często pojawiała się w pismach
archeologicznych w Europie i USA.
Między Wisłą a Eufratem i Tygrysem
Wóz czterokołowy to jeden z genialnych wynalazków, bez których trudno
wyobrazić sobie rozwój cywilizacji. Żeby się o tym przekonać, wystarczy
spojrzeć na współczesny samochód, który zachował pierwotny plan prostokątnej
ramy, do której doczepiono cztery koła. Zniknął tylko dyszel, bo miejsce
zwierząt pociągowych zajął silnik.
Skąd wziął się wóz Bronocicach 5,5 tys. lat temu? Tak naprawdę jest to
pytanie o miejsce, w którym dokonano czterokołowego wynalazku. Do tej pory
archeolodzy uważali, że stało się to między Eufratem i Tygrysem, a
genialnymi wynalazcami byli Sumerowie. To oni przecież dali światu koło
garncarskie, liczydło, pismo, 12-miesięczny kalendarz, 7-dniowy tydzień i
prawdopodobnie pierwsi na świecie wytapiali brąz. Jeżeli ktoś w
zamierzchłych czasach miał dokonać tak doniosłego wynalazku, to tylko oni -
zgadza się większość archeologów, wśród nich Janusz Kruk.
Najstarsze dowody na używanie wozu przez Sumerów to gliniane tabliczki z
jego wizerunkiem pochodzące z Uruk (dzisiejszy Irak). Datowane są -
pośrednio - na lata 3565-3428 p.n.e. Datowanie wazy z Bronocic wzbudza mniej
wątpliwości, dlatego to ona jest uznawana za najstarszy tego typu zabytek na
świecie. Co nie znaczy, że gdzieś w piaskach Iraku nie kryją się jeszcze
starsze dowody na istnienie wozu.
Tak czy inaczej - twierdzą zwolennicy teorii "sumeryjskiej" - wóz musiał
szybko dotrzeć do Europy. - Szybko, czyli w ciągu kilkudziesięciu lat -
wyjaśnia profesor Kruk.
Jeżeli przyjąć za pewnik najwcześniejszą, jednocześnie wzbudzającą
największe wątpliwości datę - 3565 rok - to między tabliczkami z Uruk a wazą
z Bronocic z mniej więcej 3520 roku p.n.e. mamy tylko 45 lat różnicy. Inna
wersja zakłada, że wóz mógł zostać wynaleziony na czarnomorskich stepach,
gdzie łatwiej byłoby go używać. W mogile jednej z istniejących tam w
neolicie kultur znaleziono model czterokołowego wozu.
Zwolennikiem kolejnej tezy jest Rafał Małecki, który jako student
archeologii napisał o wazie z Bronocic pracę magisterską (prof. Kruk wyraża
się o niej z uznaniem).
Po pierwsze, dowodzi Małecki, neolityczna Europa wcale nie była tak
zacofana, jak się dotąd wydawało. To mylne przekonanie wzięło się z faktu,
że na terenie Mezopotamii prowadzono w XX wieku intensywne wykopaliska,
podczas gdy swoje ojczyste ziemie europejscy archeolodzy pozostawili
stosunkowo nietknięte. Tymczasem właśnie w Europie wznoszono potężne
grodziska z drewna oraz megalityczne kręgi ze stutonowych głazów (Stonehenge
chociażby). Drewniane konstrukcje uległy rozkładowi, ale potężne menhiry
tkwią w ziemi jako namacalny dowód możliwości technicznych ówczesnych
Europejczyków.
Po drugie, Europa miała drewno i świetnych cieśli, którzy łatwo się mogli
przeistoczyć w kołodziejów. Zupełnie inaczej było na Bliskim Wschodzie,
gdzie drewno było rzadkością i trzeba je było sprowadzać z daleka.
Po trzecie, na Bliskim Wschodzie przez stulecia do transportu wystarczały
drogi wodne, a na piaszczystym podłożu pustyni wóz był bezużyteczny, bo się
po prostu zapadał. Tymczasem w Europie istniały niezłe warunki do rozwoju
transportu kołowego, a na terenach podmokłych już w neolicie budowano drogi
wykładane drewnianymi belkami. W Flintbek w Niemczech odkryto 20-metrowe
koleiny. Ich wiek jest porównywalny z naszą wazą.
Rafał Małecki stawia tezę, że wóz czterokołowy został wynaleziony w Europie
i być może stąd trafił na Bliski Wschód. Choć to mało prawdopodobne, być
może wóz został wynaleziony jednocześnie w dwu, a może kilku miejscach na
ziemi.
Profesorowie Janusz Kruk z Polski, Sarunas Milisauskas z USA oraz Jan A.
Bakker i Albert E. Lanting z Holandii są ostrożni. W artykule z 1999 roku na
łamach "Antiquity" konkludują: "Pojazdy kołowe pojawiają się jednocześnie
między 3500 a 3350 rokiem w Uruk, Bronocicach i Flintbek. Na razie jest za
wcześnie, żeby stwierdzić, gdzie dokładnie miał miejsce wynalazek wozu".
Pocztówka z neolitu
Powód naukowego zamieszania to niewielka - zaledwie 26 centymetrów
średnicy - waza wykonana z wypalanej gliny. Profesor Janusz Kruk przynosi ją
z sejfu i stawia na ławie w swoim gabinecie. Posklejane brązowe naczynie z
jasnoszarymi uzupełnieniami z gipsu wygląda niepozornie.
- Ceramika z tego okresu bywa dużo ładniejsza - mówi profesor. - Ale takiego
rysunku wśród neolitycznych zabytków Europy próżno szukać. To jak snop
światła.
Ostrożnie trzymając je w dłoniach, oglądam najstarsze na świecie wyobrażenie
wozu i próbuję sobie wyobrazić, o czym myślał jego twórca. - To jak
pocztówka z neolitu - żartuje profesor Kruk, widząc moją skupioną minę.
- Czemu miał służyć ten rysunek 5 tysięcy lat temu? - zastanawiam się.
- A po co jest sztuka? - pyta retorycznie profesor. - Człowiek, który
przyozdobił wazę, chciał nam opowiedzieć o świecie, który go otaczał, i
posłużył się rysunkiem. Pięciokrotnie wyrył wóz, jako rzut z góry z kołami
pokazanymi en face. Ta zmienność perspektywy ma bardzo dużo analogii, choćby
w sztuce egipskiej. Obok wozu są pola i drogi oraz drzewa. Pod nim - rzeka.
Z wozu wystaje dyszel. W warstwie, z której pochodzi waza, znaleźliśmy rogi
wołu wytarte tak, jakby coś było do nich często przywiązywane. To mogło być
mocowane do dyszla tzw. jarzmo przyrożne.
Najbardziej zagadkowe jest "piąte koło u wozu", czyli okrąg narysowany
wewnątrz wozu. Zdaniem Janusza Kruka jest to widziane z góry okrągłe
naczynie do przewozu płodów rolnych albo ziarna na zasiew. Inni mówią, że to
po prostu koło zapasowe.
Zdaniem Rafała Małeckiego piąte koło ma znaczenie magiczne i reprezentuje
dysk słoneczny. Pradawnym rolnikom, dla których wóz był przydatny w pracy,
musiał się on kojarzyć z dwoma najważniejszymi momentami w roku - zasiewem i
żniwami - kiedy to wyruszali nim w pole. Słońce było dla nich obiektem
kultu, bo mogło ich pracę wspomóc lub zniweczyć. Może grecki mit o bogu
Heliosie, który codziennie wiezie słońce przez nieboskłon czterokonnym
rydwanem, jest odległym echem tych pradawnych wierzeń?
Mit o "słonecznym wozie" jest rozpowszechniony w wielu starożytnych
kulturach. Oprócz greckiego Heliosa jeździli nim jeszcze indyjski bóg Surja
i skandynawska bogini Sol. W Biblii, w II Księdze Królewskiej, czytamy, że
Jozajasz, który u schyłku VII wieku p.n.e. zabrał się do porządkowania
bezbożnej Jerozolimy, "kazał usunąć konie, które królowie judzcy poświęcili
Słońcu u wejścia do świątyni Pańskiej, [...] i spalił w ogniu rydwan
słoneczny".
Czyżby bronocickie naczynie było także najstarszym na świecie wyobrażeniem
słonecznego wozu?
Zmęczony profesor i talent pana Bogdana
W Polsce ciągle mało kto wie o tym znalezisku. Pisano o nim w 1995 roku,
potem próbował je rozpropagować Rafał Małecki w "Rzeczpospolitej" i "Wiedzy
i Życiu".
- W Polsce brakuje zainteresowania i inspiracji ze strony mediów - bronił
się profesor Kruk, kiedy zapytałem go, jak to się stało, że przez 30 lat nie
zadbano o należytą promocję odkrycia. - Z wazą historia była skomplikowana,
bo żeby trafić do mediów, musiała zaistnieć oficjalnie, a przez politykę -
nie mogła.
- A co po 1989 roku? - dopytuję się.
- Jestem już trochę tą wazą zmęczony - mówi uczony. - Płacą mi za to, żebym
takie rzeczy znajdował i opisywał w prasie naukowej, a w niej bronocickie
znalezisko jest bardzo znane. Niech popularyzacją zajmują się ludzie, którzy
mają do tego talent.
Zadzwoniłem do biura prasowego Ministerstwa Kultury: - Istnieje u nas
departament promocji, ale on nie zajmuje się wyszukiwaniem zabytków do
promowania, bo od tego są mass media.
Samo ministerstwo "przypomniało" sobie o wazie za sprawą kilku listów
nauczyciela z Zespołu Szkół Mechanicznych nr 4 w Krakowie.
Bogdan Witwicki o wazie usłyszał po raz pierwszy w 1994 roku. W 2001 roku
przypomniał sobie o znalezisku, bo chciał uatrakcyjnić swoje lekcje w
szkole, wszak bez wynalazku wozu nie byłoby samochodów! Dowiedział się, że
waza jest zamknięta w sejfie u prof. Kruka. Ponieważ profesor nie chciał się
ze swoim znaleziskiem rozstać, Witwicki wpadł na pomysł wykonania kopii.
Pojechał nawet do Bronocic, bo uparł się, że glina, z której powstaną
repliki, musi być autentyczna. Kopie wykonały uczennice z liceum
plastycznego. Pod koniec 2001 roku jedna z nich trafiła do Muzeum
Archeologicznego w Krakowie, druga - do Działoszyc.
Ale tego Bogdanowi Witwickiemu było za mało. Kontaktował się z
dziennikarzami i dzięki niemu kilka razy o wazie napisano m.in. w krakowskim
dodatku do "Gazety". "Gdyby odnaleziono ją, powiedzmy, w okolicach Paryża
czy Wiednia albo Monachium, wiedzieliby o tym wszyscy, a rodzima telewizja
kupowałaby filmy prezentujące jakże frapujący, sklejony z liczących pięć
tysięcy lat fragmentów garnek" - pisała z goryczą Anna Laszczka. "Lepiej
tradycyjnie upierać się przy dawnej tezie, że kolebką zastosowania koła do
transportu była Mezopotamia. O tym fragmencie świata przynajmniej uczą w
szkole, a o Bronocicach - oprócz mieszkańców - nikt nie słyszał".
Z początkiem 2002 roku za sprawą Witwickiego zdjęcie kopii wazy pojawiło się
na 250 tys. biletów komunikacji miejskiej w Krakowie. Dzięki niemu waza z
Bronocic jest też wymieniona w 14. tomie najnowszej encyklopedii PWN pod
hasłem "koło jezdne".
W maju tego roku odsłonięto nawet pomnik upamiętniający znalezisko w
Działoszycach. Witwicki pomógł znaleźć sponsorów pomysłodawcy pomnika
Pawłowi Kamińskiemu, kierownikowi domu kultury w Działoszycach. - Marzy mi
się skansen archeologiczny, jeszcze lepszy niż w Biskupinie. Przecież tu w
neolicie była jedna z największych osad w Europie! - deklaruje dyrektor.
Dziś w Bronocicach i Działoszycach niewiele się dzieje. Zakłady, które
kwitły tu za PRL-u, padły. Okolica powoli wymiera.
- Może turystyka byłaby dla nas szansą? - zastanawia się Kamiński. - Może
Unia da jakieś pieniądze na promocję naszego dziedzictwa?
Prapremiera po 30 latach
Profesor Kruk niechętnie wypuszcza wazę z rąk i dziwi się, jaki sens ma
reklamowanie odkrycia po 30 latach. W zeszłym roku o wypożyczenie wazy
prosiły czterokrotnie niemieckie muzea, pojawił się pomysł pokazania jej na
warszawskim Festiwalu Nauki. - To zbyt cenny zabytek, dlatego nie wypuszczę
jej z rąk i powinna być w sejfie, choćby ją ubezpieczono na nie wiadomo
ile - uważa profesor. - Ale gdyby znalazła się jakaś gablota w Muzeum
Narodowym, to co innego.
Kurator Zbiorów Sztuki Starożytnej w Muzeum Narodowym w Warszawie prof.
Witold Dobrowolski o naczyniu z Bronocic nie słyszał. - My się w ogóle nie
zajmujemy paleolitem ani neolitem, a jeśli już, to egipskim - powiedział na
wstępie i odesłał mnie do Muzeum Archeologicznego. Jednak kiedy streściłem
mu historię wazy z Bronocic i najstarszego na świecie rysunku wozu
zadeklarował, że jeżeli to rzeczywiście taki rarytas, to muzeum chętnie
wystawi go w holu. Oby tak się stało.
--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/
Pochodzą, one jednak z późniejszego okresu rozwoju osiedla. Datowanie
względne naczynia z Bronocic zostało zweryfikowane absolutnym oznaczeniem
wieku, wykonanym przez Laboratorium Radiowęgla w Groningen. Posłużyły do
tego kości zwierzęce, znalezione wraz z opisywanym zabytkiem. Uzyskano dla
nich datę 3635-3370 BC. Odpowiada ona oczekiwaniom wynikającym z relatywnego
oznaczenia wieku naczynia oraz absolutnej chronologii faz rozwoju osiedla.
Bezwzględne datowanie zabytku ma duże znaczenie, świadczy bowiem, że rysunki
z Bronocic są najstarszym jednoznacznym dowodem używania wozu odkrytym dotąd
na obszarach Starego Świata - od wybrzeży atlantyckich po Azję Centralną.
===
Wśród malowideł na skalach Val Camonica znajduje się złożone wyobrażenie
ludzi, zwierząt, broni i ozdób oraz symboli, datowane na epokę miedzi.
Szachownica w górnej części obrazu jest tłumaczona jako przedstawienie
"wioski" lub "mapy pól uprawnych". Stanowi ona dobrą analogię dla motywu z
narracji na bronocickim naczyniu "z wozami".
===
Wyprzedzają one piktogramy z fazy IV kultury Uruk, wśród których znajdują
się symbole uważane dotąd za najstarsze wskazówki stosowania trakcji
kołowej. Od tych ostatnich nieco wcześniejszy jest kredowy model koła wozu,
odkryty w 1974 r. na stanowisku Jebel Aruda nad środkowym Eufratrem w Syrii
przez ekspedycję holenderską. Przedmiot ten, uznany za najstarszy dowód
stosowania transportu kołowego na Bliskim Wschodzie, datowano trzema
oznaczeniami 14C: 3340-3105 BC, 3340-3040 BC oraz 3335-2890 BC. Wozy z
Bronocic są zatem również od tego zabytku wcześniejsze. Wymienione fakty
nie muszą podważać przekonania o bliskowschodniej genezie zajmującego nas
wielkiego wynalazku, jakkolwiek są na ten temat odmienne opinie. Być może
należy się spodziewać starszych (niż dotąd znane) dowodów używania pojazdów
kołowych na tamtych terenach. Jest też prawdopodobne, że transport kołowy
zaczął być stosowany niezależnie w różnych częściach Starego Świata. W
każdym jednak razie wiek zabytku z Bronocic świadczy, iż "dystans
technologiczny" pomiędzy przednioazjatyckimi centrami kulturowymi i
neolityczną Europą środkową nie był tak wielki, jak się na ogół sądzi.
Całość narracji z naczynia bronocickiego stanowi rodzaj syntezy
rozproszonych i fragmentarycznych wskazówek, odnoszących się do stosowania
trakcji kołowej w czasach kultury pucharów lejkowatych (i jej pokrewnych).
Na ich podstawie z pełnym uzasadnieniem można twierdzić, iż w obrębie
ówczesnych skupisk osadniczych funkcjonowała sieć drożna, przystosowana do
transportu kołowego. Istniały też bez wątpienia szlaki międzyregionalne.
===
BRONOCICE - położone nad Nidzicą, w odległości 3 km od Działoszyc. Graniczą
z Podgajem, Szczotkowicami, Szarbią, Rosiejowem i Dziekanowicami. Obecnie
wieś zamieszkuje 108 osób. Nazwa wsi w 1348 r. de Brnocic, w 1527 r. -
Bronoczicze, pochodzi prawdopodobnie od określenia zwierząt domowych z
ciemną, brązową sierścią.
Bardzo ciekawe to wszystko. Zainspirowało
mnie do szukania w Necie zdjęcia
wazy ale to co znalazłam jest dość liche
i wozu nie mogę sie tam dopatrzyć.
Jeśli ktoś ma linka to bardzo proszę o podanie.
Anna M
Podobno to Słońce
>
> Bardzo ciekawe to wszystko. Zainspirowało
> mnie do szukania w Necie zdjęcia
> wazy ale to co znalazłam jest dość liche
> i wozu nie mogę sie tam dopatrzyć.
> Jeśli ktoś ma linka to bardzo proszę o podanie.
Witam,
Służę odpowiednim linkiem:
http://archiwum.wiz.pl/images/duze/1996/08/96083605.GIF
http://archiwum.wiz.pl/1996/96083600.asp
Deniken pewnie by dostrzegł na rysunku tory kolejowe? ;-)
WM
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
http://www.ma.krakow.pl/x/zdjecie/1553
--
Grzegorz Bednarczyk
- http://jazon.hist.uj.edu.pl/~gb/
pl.sci.historia FAQ
- http://www.historia.icenter.pl/psh/index.php?action=show&cat=1