Mam pytanie: " Jak w waszych firmach traktuje się "polowców"? Z większym,
mniejszym czy takim samym szacunkiem w porównaniu do ... (np. do
"kameralistów")"?
Interesują mnie również Wasze komentarze i uwagi natury etyczno-praktycznej.
Z poważaniem Cezar
Pozdrawiam
wini
Szacunek powinno się mieć do wszystkich, jednak generalnie jest tak że ci co
w polu sa jednak traktowani nieco gorzej, wynikać moze to z tego że te osoby
rzadko są w firmie głównie w terenie i w razie czego to głosu nie maja ( bo
ich nie ma ). Ale dotyczy to raczej średnich i duzych firm.
Pozdr
--
Serwis Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
"Polowiec" to ten co (w największym skrócie) wykonuje robotę w terenie,
"kameralista" (a najczęściej kameralistka ) to taki geodeta który kartuje na
mapach (foli i pierworysach) to co "polowcy" pomierzyli w terenie.
Dobry polowiec poradzi sobie z kameralką. Przynajmniej tak mnie uczono i
tego ode mnie zawsze wymagano. Z opowiadań starszych kolegów geodetów wiem
że kiedyś kameralistki były zależne od polowców. W obecnej firmie w której
pracuję, jest inny układ: polowcy robią swoje w terenie + dokumentacja do
tego (szkice i dzienniki), a kameralistki robią resztę. Ostatnio szefostwo
okazuje nam polowcom że kameralistki są "cenniejsze" bo potrafią
"pozałatwiać" w urzędach itd. itp. Wy to tylko jedziecie, szukacie osnowy,
mierzycie, wynosicie lub wytyczacie a to właściwie potrafi każdy. A w
URZĘDZIE TO JUŻ BYŚCIE NIC NIE ZAŁATWILI. Stąd moje pytanie na grupę.
A swoja drogą to do czego już dochodzi, więcej znaczy ten co załatwi w
ośrodku niż ten co np. wytyczy i obsłuży budynek.
Tylko po co te Ośrodki jeśli ktoś, nie porówna mapy z terenem?
Uważam że powinno być jak na Słowacji (o ile mnie teraz pamięć nie myli):
Każdy właściciel ma swoją mapę. Jak potrzebuje nową to idzie do geodety i
ten albo aktualizuje tą którą ma, albo robi nową od podstaw. Nie ma Ośrodków
:))))) Geodeci mają mnóstwo roboty. Nie utrzymujemy armii urzędasów którzy,
sprawiają że nikt nie szanuje polowca, tylko kameralistki bo one "załatwią"
pieczątkę. (Zgodnie z anegdotką: Po co księża zakładają żeńskie zakony? Po
to że gdyby nie zostali kanonizowani to one (tzn. siostry zakonne) wymuszą
tą kanonizacje swoim ględzeniem i nudzeniem. )
Polowiec musiałby czekać na załatwienie sprawy do końca ustawowego terminu,
bo najczęściej nie ma czasu na umizgiwanie się do pań w Wielce Szanownym
Ośrodku.
Pozdrawiam Szanownych Kolegów po Fachu
Cezar
> Uważam że powinno być jak na Słowacji (o ile mnie teraz pamięć nie myli):
> Każdy właściciel ma swoją mapę. Jak potrzebuje nową to idzie do geodety i
> ten albo aktualizuje tą którą ma, albo robi nową od podstaw. Nie ma Ośrodków
> :))))) Geodeci mają mnóstwo roboty. Nie utrzymujemy armii urzędasów którzy,
> sprawiają że nikt nie szanuje polowca, >
No i już wiemy kto jest winny temu, że nikt nie szanuje polowca.
Ma Kolega rację Ośrodek musi odejść. I wtedy zapanuje wieczna szczęśliwość,
krowy zaczną się doić, kury znosić złote jajka, a świstak to bedzie zawijał w
sreberka.
pozdrawiam MW
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl