So You Want to Be a Professor
Late last month, the Web site Inside Higher Ed reported that several
universities were shrinking the number of students admitted to their
Ph.D. programs this year. Emory University is cutting its doctoral
students by 40% -- admitting 220 this fall, down from 360 a year
before. Columbia is reducing its intake by 10%. New York University is
planning a reduction, although a "very modest" one, according to
school officials. And the University of South Carolina is considering
a plan to have some departments admit doctoral students only every
other year.
...
In an article called "Contingent Faculty and the New Academic Labor
System" (2004), Gwen Bradley notes that an academic job shortage is
rarely the result of some surprising lurch in supply-and-demand
curves, since "the same institutions both manufacture and consume the
Ph.D. product." In other words, universities know very well that they
are producing far more Ph.D.s than they need. Compare this situation
with the medical profession. Even if medical residents are made to
work long hours under difficult conditions, the vast majority of them
will get jobs as doctors. The vast majority of, say, Ph.D.s in English
literature will not. Given that the typical doctoral degree takes six
or seven years to complete (during prime job-training and
family-forming years), there is a moral problem here. It is no great
exaggeration to say, as Mr. Berkowitz does: "Many lives are ruined
this way."
http://online.wsj.com/article/SB124054131801151501.html
A.L.
>
> http://online.wsj.com/article/SB124054131801151501.html
>
>
To znaczy �e przemys� "produkuje" w�asnych badaczy, tw�rc�w i pisarzy.
To znaczy te� �e poziom uczelni ma niewielki wp�yw na otoczenie.
S*
Nie. To znaczy ze przenyslowi wystarczy produkt w postaci magistra. To
znaczy rozniez, ze prdukcja doktorow przewyzsza laczne zapotzrebowanei
pzremyslu i uczelni, przynajmniej w pewnych dziedzinach. To znaczy
rowniez ze dla przemyslu, doktorat z literatury, filozofii, marksizmu
czy czegos takiego jest calkowicie zbedny.
Powyzszy tekst nie swiadczy bynajmniej ze poziom owych magistrow jest
dla przemyslu nieistotny. Wrecz przeciwnie, swiezo upieczony magister
z MIT, Harvardu czy UCLA bedzie mial pensje dobrze dwa razy wieksza
niz absolwent University of Papparazzoo. Nie mowiac o tym ze bedzie
mial 10 razy wiecej ofert pracy. O ile ten z Papparazzoo bedzie mial w
ogole jakies oferty
A.L.
>Nie. To znaczy ze przenyslowi wystarczy produkt w postaci magistra. To
Przeciez sam pisales ze magister to za duzo, BSc jest w sam raz :-)
Nie wiem jak w USA, ale w Niemczech to ladnie wyglada dr czy dr ing
przed nazwiskiem. W przemysle.
>znaczy rozniez, ze prdukcja doktorow przewyzsza laczne zapotzrebowanei
>pzremyslu i uczelni, przynajmniej w pewnych dziedzinach. To znaczy
>rowniez ze dla przemyslu, doktorat z literatury, filozofii, marksizmu
>czy czegos takiego jest calkowicie zbedny.
I w przemysle sa rzecznicy, marketingowcy, reklamiarze :-)
Ale cos mnie tu zastanawia .. skad ta nagla troska uczelni o
przyszlosc przyszlych doktorow ? Chca sobie zaoszczedzic zlej opiniu
przez samobojstwa sfrustrowanych doktorantow ? Czy juz sie zaczelo
wymienianie overqualiefied professors na tanszych swiezych doktorow ?
J.
>On Sun, 03 May 2009 14:42:17 -0500, A.L. wrote:
>>On Sun, 3 May 2009 21:25:52 +0200, Szczepan Bia�ek <sz.b...@wp.pl>
>>>> In an article called "Contingent Faculty and the New Academic Labor
>>>> System" (2004), Gwen Bradley notes that an academic job shortage is [...]
>
>>Nie. To znaczy ze przenyslowi wystarczy produkt w postaci magistra. To
>
>Przeciez sam pisales ze magister to za duzo, BSc jest w sam raz :-)
Jest. Ostatnio sporo osob idzie na master, bo pracy nei ma.
>
>Nie wiem jak w USA, ale w Niemczech to ladnie wyglada dr czy dr ing
>przed nazwiskiem. W przemysle.
>
Niemcy maja zajoba na punkcie tytulow. Prawie jak Polacy
>>znaczy rozniez, ze prdukcja doktorow przewyzsza laczne zapotzrebowanei
>>pzremyslu i uczelni, przynajmniej w pewnych dziedzinach. To znaczy
>>rowniez ze dla przemyslu, doktorat z literatury, filozofii, marksizmu
>>czy czegos takiego jest calkowicie zbedny.
>
>I w przemysle sa rzecznicy, marketingowcy, reklamiarze :-)
No, ale oni musza ukonczyc odpowiednie stydia. I dostac tytul B.Sc.
najlepiej (lub roznowazny).
>
>Ale cos mnie tu zastanawia .. skad ta nagla troska uczelni o
>przyszlosc przyszlych doktorow ? Chca sobie zaoszczedzic zlej opiniu
>przez samobojstwa sfrustrowanych doktorantow ? Czy juz sie zaczelo
>wymienianie overqualiefied professors na tanszych swiezych doktorow ?
>
>J.
Jakby Pan przeczytal caly artykuj to by bylo jasne - chodzi o
pieniadze. Zaoszczedzenie tychze w szczegolnosci. Ksztalcenie doktorow
jest deficytowe
A.L.
Często jest tak, że jak Cię ktoś nie zmusi, to niczego nie zrobisz.
Albo wlecze się to w nieskończoność. Doktorat jednak to trochę czasu z
pewnym tematem i to już czyni Cię osobą bardziej kompetentną, dlatego
czemu nie ? Oczywiście książki można czytać z innych powodów.
Poza tym prawa rynku są nieugięte, jeśli większą pulę starających o
pracę stanowią doktorzy, to ich pensja nie jest jakoś wyższa,
natomiast niższa może zrobić się pensja magistrów. W branży IT często
jednak nie liczy się jaki masz tytuł, tylko co umiesz. Czasami nawet
wyższego nie potrzeba.
Poziom magistr�w zale�y ju� wi�cej od ich uzdolnie� ni� od poziomu uczelni.
W przyszlo�ci b�dzie si� to nasila�. Firma testem i rozmow� sprawdzi
uzdolnienia w kilka godzin.
S*
Ehm, testy jezeli juz cos badaja to tylko zdolnosc rozwiazywania testow.
A sprawdzanie uzdolnien w kilka godzin to miedzy bajki mozna wlozyc,
o ile ma to byc wiarygodne. Umiejetnosci z grubsza - tak.
Uzdolnienia - absolutnie nie. To wymaga dluzszej obserwacji.
--
Pozdrawiam,
Jacek
Zgadza sie. To juz wielokrotnie bylo obserwowane w roznych branzach.
> W branży IT często
> jednak nie liczy się jaki masz tytuł, tylko co umiesz. Czasami nawet
> wyższego nie potrzeba.
Tez zgoda. Co przy okazji swiadczy tez o tym, ze jest to ciagle
w dominujacej przewadze rzemioslo, a w mniejszej nauka :)
--
Pozdrawiam,
Jacek
Pan jest uprzejmy pierdzielic glupoty.
Pozwole sobei wpuscic Pan a do KF
A.L.
>Szczepan Bia�ek napisal:
>> Poziom magistr�w zale�y ju� wi�cej od ich uzdolnie� ni� od poziomu uczelni.
>> W przyszlo�ci b�dzie si� to nasila�. Firma testem i rozmow� sprawdzi
>> uzdolnienia w kilka godzin.
>
>Ehm, testy jezeli juz cos badaja to tylko zdolnosc rozwiazywania testow.
>A sprawdzanie uzdolnien w kilka godzin to miedzy bajki mozna wlozyc,
>o ile ma to byc wiarygodne. Umiejetnosci z grubsza - tak.
>Uzdolnienia - absolutnie nie. To wymaga dluzszej obserwacji.
Wydaje mi zei ze facio jest Expertem pod nowa ksywa.
A.L.
Nie ma to �adnego zwi�zku. Pracownik jest u�ywany do tego, by firma
zarabia�a pieni�dze. Je�li w tym zarabianiu przez firm� stopie� dr si�
przyda to firma nie b�dzie mia�a nic przeciwko.
> jednak nie liczy siďż˝ jaki masz tytuďż˝, tylko co umiesz. Czasami nawet
> wy�szego nie potrzeba.
Nie ma znaczenia co umiesz, tylko jakie przebicie na tym co umiesz ma
firma. Cz�owiek jest p�produktem do uzyskania przychodu i zysku.
M.
Dodam jeszce ze pracownik ma przynosic firmie rocznie mniej wiecej
trzy razy wiecej niz wynosi jego roczny zarobek. Jezeli nie przynosi,
to jego przydatnosc w firmie jest waqtpliwa i lepiej zeby zaczal
odkurzac swoje resume
A.L.
Wsp�czynnik 3 dotyczy konsultingu i innej dzia�alno�ci polegaj�cej na
sprzeda�y wiedzy (czy raczej wymagaj�cej tylko ludzi). W sytuacji, gdy
do wypracowanej z�ot�wki przez pracownika trzeba do�o�y� np. 10 razy
wi�cej koszt�w sprz�tu 3 mo�e by� stanowczo za ma�o, by firma mia�a zysk
(koszt 1 na pracownika, 10 na maszynďż˝, zysk 3 - z tego wychodzi strata
3-11=-8).
M.
W przemysle IT rzeczywiscty koszt pracownika "produkcyjnego" to 2.2 -
2.5 jego pensji. W to wchodzi "koszt stanowiska pracy", Dlatego tez 3x
wystarczy.
W przemysle farmaceutycznym na prztklad gdzie koszt stanowiska pracy
jest znacznie wieksy, liczby moga byc inne i zapewne sa.
A.L.