"Simpler" napisał w wiadomości grup dyskusyjnych
news:92f1d283-88e0-42e6...@googlegroups.com...
[...]
> Z tymi zegarami chodzi o to, żeby znać moment startu, jakieś t0,
> w dwóch oddalonych od siebie miejscach.
>
> Mi to jest niepotrzebne, bo gdy puszczamy światło w maszynie Michelsona
> ono samo rozdziela się tam na dwa kierunki,
> i to jest właśnie ten moment startu: t0,
> no i on na pewno jest jednoznaczny, ten sam dla dowolnego układu,
> obserwatora, tj. nie zależy od metody synch., bo tu jest perfekt sync.
> z definicji: x0 = x0' => t0 = t0' = t0'' = ...
>
> Skecz polega na użyciu dwóch różnych medów: n1 w jednym kierunku, a n2 w przeciwnym.
> Wtedy obserwujemy v/c(n1 - n2), zatem dla dużej różnicy: n1 - n2,
> błędy są znikome, w przeciwieństwie do oryginalnej wersji MM,
> gdzie mierzono (v/c)^2, a błędem były są rzędu: v/c(n1 - n2),
> czyli jedynie dla n1 = n2 się zerują, co jest niemożliwe w praktyce -
> zmiany n rzędu milionowych wręcz masakrują te pomiary,
> czego Michelson i inni przez 30 lat nie potrafili załapać.
U mnie to jakoś nie działa - na razie teoretycznie, zatem nie mam przekonania
do inwestycji w zrobienie praktycznych testów. Weźmy na poważnie
koncepcję eteru Lorentza, z tymi dylatacjami czasowymi, przestrzennymi
i rozjeżdżaniem się "synchronizmu" w różnych układach odniesienia.
Jako rzecze anglojęzyczna Wikipedia, owa koncepcja jest nie do odróżnienia
od szczególnej teorii względności, tak w opisie matematycznym, jak
i w dowolnym eksperymencie nie wychodzącym poza ich zakres stosowania.
Weźmy na początek przezroczysty, izotropowy ośrodek o współczynniku
załamania 2 - światło wpadające do niego zwalnia dwukrotnie względem
prędkości w próżni. A próżnia to eter - nieruchomy, sztywny ośrodek, w którym
propaguje się światło (i przez który przenikają dowolne materialne obiekty).
Przypuśćmy, że ten materialny, przezroczysty ośrodek stoi względem eteru.
Proponuję następujący model fizyczny, który wyjaśnia spowolnienie
propagującego się w nim światła:
Dowolny kwant światła przemieszcza się w tym ośrodku małymi "skokami" -
przez pikusio-sekundę leci swobodnie między atomami (czyli leci w próżni-
eterze ze znaną prędkością c), a w następnej pikusio-sekundzie "przykleja
się" do punktowego atomu i zawiesza się na nim nieruchomo, potem znów
podrywa się do lotu aż do zawieszenia się na następnym atomie, i tak dalej,
lecąc w sumie prostoliniowo z dwukrotnie mniejszą prędkością.
Masz jakieś zastrzeżenia w tym momencie? Jakieś uzupełnienie do
przedstawionego modelu?
Ja tymczasem lecę (z tym światłem) dalej. Jeśli interesuje nas tylko
czas przelotu światła przez blok tego przezroczystego materiału
o określonej długości L, to nic nie zmieni w rozważaniach przyjęcie
następującego założenia, które upraszcza dalszą analizę: światło
leci przez całą długość bloku z nominalną, pełną prędkością c
w czasie t (równym L/c), potem "stoi" na końcu bloku przez ten
sam czas t - i dopiero po czasie 2t uznajemy, że impuls światła
osiągnął cel.
Na razie nic ciekawego się nie dzieje. Ale zacznijmy przemieszczać
ten blok z prędkością v względem eteru, w kierunku dokładnie wzdłuż
jego długości i równolegle do toru światła. Interesuje nas, ile czasu
(w układzie związanym z ruchomym blokiem) będzie przemieszczać
się impuls światła przez ten ruchomy blok w porównaniu do
impulsu światła przemieszczającego się obok bloku - raz do przodu,
raz do tyłu, w końcu tam i z powrotem (i w tym ostatnim przypadku
nie musimy martwić się o synchronizację czasu w oddalonych
od siebie miejscach).
Zrób sobie kilka rysunków, wykonaj po swojemu obliczenia. Trzeba
pamiętać, że blok skróci się o znany czynnik (skrócenie Lorentza),
a kwant światła, który umownie "zamroziliśmy" na końcu drogi
w bloku przez czas t, będzie uwięziony dłużej o ten sam czynnik.
Nie będę Ci psuł przyjemności samodzielnych rachunków, mnie
w każdym razie wyszło, że eksperyment MM z próżnią/powietrzem
"do przodu" oraz wodą/szkłem "do tyłu" nie wykaże ruchu względem
eteru.
To zresztą widać gołym okiem. Leci światło do przodu przez próżnię,
wraca przez blok, ale zgodnie z uproszczeniem opisanym wcześniej
też wraca przez próżnię, tylko na końcu bloku "zawisa" na czas t'
(z punktu widzenia nieruchomego względem eteru obserwatora)
albo na czas t (w układzie ruchomego bloku). Na początku było
3t, na końcu też jest 3t. A skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać
(na eksperymenty)?
W takim razie jaki model propagacji światła przez materię zakładają
ci wszyscy, którym wychodzą cytowane przez Ciebie wzory oraz
bezproblemowe wyznaczenie prędkości absolutnej?
Powiem Ci w tajemnicy: łatwiej będzie wykazać załamanie się OTW
w silnych polach grawitacyjnych (i mam już na to przygotowany
projekt dość kosztownego eksperymentu, który na szczęście nie wymaga
wysyłania niczego poza Układ Słoneczny) niż udowodnić istnienie eteru.
--
Sławek