Google Groups no longer supports new Usenet posts or subscriptions. Historical content remains viewable.
Dismiss

K. Ajdukiewicz ZAGADNIENIE PRAWDY

692 views
Skip to first unread message

Jerzy Turynski

unread,
Aug 25, 2000, 3:00:00 AM8/25/00
to
Podaję poniższy tekst z nadzieją, iż osoby, które dotychczas
zupełnie 'omijały' ten temat zainteresują się wyrobieniem sobie
własnego zdania, zaś ci, którzy mają tu ukształtowane własne
poglądy i są obeznane w literaturze (jak Pan Góra) - skomentu-
ją/uzupełnią go przedstawiając odpowiednie argumenty.
Wbrew 'szkolnej formie postrzegania fizyki' uważam, iż kwestia
właściwego rozumienia pojęcia "Prawda" jest dla poprawnego poj-
mowania fizyki (i w ogóle całej wiedzy) sprawą pierwotnie istotną.
Nadmienię iż nie sądzę, by poniższe uzasadnienie KDP było wystar-
czające. W moim odczuciu w akceptowaniu/zrozumieniu KDP u Profeso-
ra Ajdukiewicza bardziej gra rolę 'tajemnicza' kantowska intuicja,
coś ponad einsteinowskie "czysto logiczne rozumowanie" niż 'jawna
logika' poniższego wywodu. Jak sądzę - właśnie to jest przyczyną
istnienia dużego procentu osób, (w tym również zawodowych filozo-
fów), które nie są w stanie uchwycić meritum KDP, dlatego poszuku-
ją(/wyznają) czegoś(/coś) innego.

Pozdrawiam
JeT.
--------------------------------------------------------------------

KAZIMIERZ AJDUKIEWICZ
ZAGADNIENIA I KIERUNKI FILOZOFII
Teoria poznania Metafizyka
Słowo wstępne: Klemens Szaniawski
Czytelnik, Warszawa 1983
str. 29-43

Rozdział drugi
ZAGADNIENIE PRAWDY

Klasyczna definicja prawdy i zarzuty przeciw niej podnoszone.

Co to jest prawda? Klasyczna odpowiedź na to pytanie głosi, że
prawda myśli polega na jej zgodności z rzeczywistością. Veritas
est adaequatio rei et intellectus, tak brzmiała ta klasyczna
odpowiedź w sformułowaniu scholastycznym. Lecz na czym ma polegać
ta zgodność myśli z rzeczywistością, mająca stanowić istotę prawdy?
Na pewno nie na tym, iżby owa myśl była identyczna z rzeczywistością,
którą stwierdza. A więc może na tym, iż owa myśl jest podobizną cze-
goś rzeczywistego, jest odbiciem jakiejś rzeczywistości. Ale i ta
wykładnia "zgodności myśli z rzeczywistością" wydaje się niektórym
filozofom czymś absurdalnym. Jakże, powiadają, mogłaby myśl być podo-
bizną czegoś od niej zasadniczo różnego? Jakżeby myśl, która jest
czymś, co ma tylko wymiary czasowe, a nie ma wcale wymiarów przestrzen-
nych, mogła być podobizną czegoś, co jest przestrzenne, jakżeby myśl
mogła być np. podobna do bryły sześciennej lub wodospadu Niagary?
A zresztą, nawet jeśli idzie tylko o samo trwanie czasowe, nie musi
myśl na to, aby była prawdziwa, upodabniać się do rzeczywistości,
której dotyczy. Aby być prawdziwa, nie musi myśl dotycząca faktu
trwającego długo sama trwać długo ani myśl dotycząca faktu krótko-
trwałego trwać krótko. Myśl zatem może być niepodobna do rzeczywi-
stości, a mimo to być myślą prawdziwą.
Na taką krytykę klasycznej definicji prawdy odpowiadają niektórzy jej
obrońcy zwróceniem uwagi na to, że co innego jest sam proces, czyli
akt myślenia, a co innego jego treść. Podkreślają, że nie sam proces
myślenia winien być podobny do rzeczywistości, ale treść myśli musi
się do niej upodabniać, jeśli myśl ma być prawdziwa. Ale i to nie
zadowoli krytyków klasycznej definicji prawdy. Zwrócą oni bowiem uwagę,
że pojęcie podobieństwa bynajmniej nie jest pojęciem ostrym. Podobień-
stwo polega na częściowej tożsamości cech; jaka jednak część owych cech
musi być wspólna dwom przedmiotom na to, aby można je było nazwać "podob-
nymi", to bynajmniej nie jest ostro określone. Wobec tego definicja,
określająca jako prawdziwe takie myśli, których treść jest podobna do
czegoś rzeczywistego, byłaby definicją nieostrą, bo nie określałaby,
jak daleko powinno sięgać podobieństwo między treścią myśli a rzeczywi-
stością na to, by myśl ta była prawdziwa. Skoro owa zgodność myśli
z rzeczywistością nie sprowadza się ani do identyczności, ani do podo-
bieństwa między nimi, więc na czym - pytają krytycy klasycznej defini-
cji prawdy - owa zgodność ostatecznie miałaby polegać? Nie znajdując
zadowalającej odpowiedzi na to pytanie dochodzą przeciwnicy klasycznej
definicji prawdy do wniosku, że definicja ta pozbawiona jest w ogóle
rzetelnej treści.
Ale jest jeszcze inny tok myśli, który doprowadził niektórych myślicieli
do odrzucenia klasycznej definicji prawdy. Niektórzy filozofowie odrzu-
cają ją i szukają innej definicji, ponieważ sądzą, że tego, czy myśli
nasze są zgodne z rzeczywistością, czy też nie, żadną miarą nie możemy
stwierdzić. Gdyby więc prawda miała polegać na zgodności myśli z rzeczy-
wistością, to o niczym nie moglibyśmy wiedzieć, czy jest, czy też nie
jest prawdą. Pojęcie prawdy jako zgodności myśli z rzeczywistością powin-
ni byśmy więc zarzucić jako niedościgniony ideał i zastąpić je innym
pojęciem prawdy, przy którym o naszych myślach i twierdzeniach będzie
można rozstrzygnąć, czy są prawdziwe, czy też nie.
Pogląd, iż zgodności myśli z rzeczywistością niepodobna stwierdzić,
opiera się na wywodach starożytnych sceptyków, które streścić można
w sposób następujący: Jeżeli ktoś chciałby się przekonać, czy pewna
myśl czy też twierdzenie zgodne jest z rzeczywistością, to musiałby
w tym celu znać nie tylko tę myśl, lecz nadto wiedzieć, jaka jest ta
rzeczywistość. W jakiż sposób będzie to mógł uczynić? Oto odwoła się
do doświadczenia, będzie tak lub inaczej rozumował, słowem: będzie sto-
sował pewne metody czy też kryteria. Ale skąd pewność, że poznanie osią-
gnięte przy pomocy tych kryteriów odsłoni nam nie zniekształconą rzeczy-
wistość? Trzeba by w tym celu poddać te kryteria kontroli. Kontrolę tę
przeprowadzimy stosując znowu te same lub może inne kryteria. Tak czy
owak, wartość tej kontroli zależna będzie od wartości użytych w niej
kryteriów, która znowu jest wątpliwa i wymaga dalszego badania; przy
badaniu tym zostaną zastosowane znów jakieś kryteria, itd. w nieskoń-
czoność. Słowem; nie będziemy mogli nigdy zasadnie poznać rzeczywistości
i z tego powodu też nigdy nie będziemy mogli się dowiedzieć, czy myśli
nasze są z nią zgodne, czy też nie.

Prawda jako zgodność z kryteriami.
Streszczony wyżej tok myśli doprowadził wielu filozofów do odrzucenia
definicji prawdy jako zgodności myśli z rzeczywistością i do zastąpienia
jej inną definicją prawdy. Do tej nowej definicji prawdy dochodzą filo-
zofowie przez takie mniej więcej rozważania: Przyjrzyjmy się temu, w
jaki sposób faktycznie posługujemy się wyrazem "prawda". W ten sposób
uda się nam może najłatwiej zdać sobie sprawę z tego, co ten wyraz
naprawdę dla nas znaczy. Otóż niewątpliwie każdy gotów jest uznać
za prawdę każde takie twierdzenie, w które sam wierzy, które uznaje,
które odpowiada jego przekonaniu. Ilekroć ktoś wierzy w to, że A jest B,
gotów jest też stwierdzić, iż twierdzenie głoszące, że A jest B, jest
prawdziwe. Ale i na odwrót: ilekroć ktoś jakiemuś twierdzeniu przypisuje
prawdziwość, tylekroć gotów jest uwierzyć w to, co ono głosi.
Mimo to nikt nie będzie twierdził, że twierdzenie prawdziwe to to samo,
co twierdzenie, w które on wierzy. Każdy bowiem zdaje sobie sprawę z tego,
że są twierdzenia prawdziwe, w które on nie wierzy z tej chociażby przy-
czyny, że ich nie zna. Z drugiej strony nikt nie uważa się za nieomylnego
i wie, że istnieją twierdzenia, w które on wierzy, a które nie są prawdzi-
we. Zdajemy sobie bowiem sprawę z tego, że nie wszystkie nasze przekonania
zdobyliśmy na drodze dostatecznie starannych i ostrożnych badań, lecz do-
szliśmy do nich stosując metody, czyli kryteria, których wyrok musi ustą-
pić przed wyrokiem kryteriów innych, stanowiących wyższą instancję.
Dopiero wtedy nie zawahalibyśmy się uznać wszystkich naszych przekonań
za przekonania prawdziwe, gdybyśmy wiedzieli, że doszliśmy do nich stosując
takie kryteria, od których nie ma apelacji, kryteria, których wyrok jest
ostateczny i nieodwołalny.
Takie lub podobne rozważania nasuwają niektórym filozofom następującą
definicję prawdy: twierdzenie prawdziwe - to tyle, co twierdzenie, które
czyni zadość kryteriom ostatecznym i nieodwołalnym. Nie ma bowiem innej
drogi przekonania się o tym, czy jakieś twierdzenie jest prawdziwe, jak
poddanie tego twierdzenia próbie takiego ostatecznego kryterium, którego
wyrok jest nieodwołalny w tym sensie, że wyrok każdego innego kryterium
musi przed nim ustąpić. Czy twierdzenia, które wytrzymują próbę tego
ostatecznego kryterium, są czy też nie są zgodne z rzeczywistością, tego
wiedzieć nie możemy i - jak to wykazywali sceptycy - nigdy wiedzieć nie
będziemy mogli. Faktycznie więc przy odróżnianiu prawdy od fałszu nie
o to chodzi, czy dane twierdzenie jest zgodne z rzeczywistością, czy też
nie, lecz tylko czy jest zgodne z ostatecznymi kryteriami. Wobec tego,
chcąc zdefiniować pojęcie prawdy w sposób zgodny z tym, jak się naprawdę
tym pojęciem posługujemy, winniśmy prawdę zdefiniować jako zgodność myśli
z ostatecznymi i nieodwołalnymi kryteriami.

Nieklasyczne definicje prawdy.

Ta koncepcja prawdy przyjmuje u różnych swych zwolenników rozmaite postaci,
zależnie od tego, co za takie ostateczne kryterium uważają.
I tak np. tzw. koherencyjna teoria prawdy definiuje prawdę jako zgodność
myśli między sobą. Zwolennicy tej teorii uważają bowiem, że kryterium
decydującym ostatecznie i nieodwołalnie o tym, czy jakieś twierdzenie
uznać, czy odrzucić, jest zgodność tego twierdzenia z innymi twierdze-
niami przyjętymi; zgodność polegająca na tym, że nie popada ono z nimi
w sprzeczność i daje się harmonijnie włączyć w system, które one tworzą.
Mogłoby się wydawać, że ostatecznym kryterium jest wyrok doświadczenia.
Tak jednak nie jest, bo ponad kryterium doświadczenia stoi jeszcze jako
instancja wyższa kryterium zgodności. Weźmy np. łyżeczkę zanurzoną w szkla-
nce z wodą. Świadectwo wzroku mówi, że łyżeczka jest złamana, świadectwo
dotyku, że jest ona prosta. Dlaczego wierzymy tutaj dotykowi, a nie wzro-
kowi? Dlatego właśnie, że twierdzenie, za którym opowiada się wzrok, nie
harmonizuje z resztą naszej wiedzy (np. unoszenie się nie podpartej górnej
części łyżeczki ponad wodą przeczyłoby prawu o spadaniu ciał); tymczasem
twierdzenie dyktowane nam przez dotyk (że łyżeczka jest prosta) godzi się
znakomicie z resztą naszej wiedzy. Właśnie owa zgodność tęgo twierdzenia
z pozostałą resztą twierdzeń przyjętych, a nie samo świadectwo zmysłów,
które w tym wypadku prowadzi do wyników sprzecznych, jest ostateczną in-
stancją, decydującą nieodwołalnie o jego przyjęciu.
Zwolennikom koherencyjnej teorii prawdy zarzucano, że sama zgodność myśli
między sobą nie może stanowić jeszcze wystarczającego kryterium prawdy.
Gdyby bowiem takim była, to każda konsekwentna i zwarta bajka mogłaby
równym prawem uchodzić za prawdę jak teoria przyrodnicza oparta na żmud-
nych obserwacjach i eksperymentach. Koherencjoniści mogliby się przed
takim zarzutem bronić, precyzując bliżej swą koncepcję. Idzie im bowiem
o zgodność danej myśli nie z byle jakimi innymi, ale o zgodność jej
z twierdzeniami, za którymi opowiada się doświadczenie. Ale i z tego
materiału twierdzeń popartych świadectwem doświadczenia daje się nie
jeden tylko system twierdzeń harmonizujących ze sobą zbudować. Można
ich utworzyć więcej, przy czym decydując się na jeden system będzie się
musiało uznać za fałsz, za złudzenie, pewne na doświadczeniu oparte
twierdzenia, które przy przyjęciu innego systemu, jeśli z nim harmoni-
zują, uznać będzie należało za prawdę. Sama więc zgodność z doświadcze-
niem i harmonia wewnętrzna jeszcze nie wystarcza. Trzeba jeszcze jakie-
goś dodatkowego kryterium wyboru między różnymi systemami harmonizują-
cych ze sobą twierdzeń zgodnych z doświadczeniem. Istotnie też przy
dokładniejszym rozwijaniu koncepcji koherencjonistycznej wskazywano ta-
kie dodatkowe kryteria wyboru między systemami. Wymieniano np. prostotę
systemu, ekonomię środków itp. Rozważania te posiadają niewątpliwie
wartość jako próba zdania sobie sprawy z tego, czym się kierujemy przy
uznawaniu twierdzeń w naukach przyrodniczych, niezależnie od wątpliwej
koherencjonistycznej definicji prawdy.
Warto wskazać jeszcze jedną linię, po której poszli niektórzy zwolennicy
koherencyjnej koncepcji prawdy. Jeśli o prawdziwości jakiegoś twierdzenia
ma decydować jego zgodność z twierdzeniami na doświadczeniu opartymi,
to nasuwa się pytanie, czy idzie o zgodność z twierdzeniami, za którymi
opowiadało się dotychczas doświadczenie, czy też o zgodność zarówno z
dotychczasowym jak i przyszłym doświadczeniem. Gdyby szło o dotychczasowe
i o przyszłe doświadczenie, to o żadnym twierdzeniu dziś, kiedy przyszłe
doświadczenia nie są jeszcze znane, nie można by zdecydować, czy jest
ono prawdziwe. Twierdzenie jakieś może znakomicie harmonizować z twier-
dzeniami dotąd przyjętymi, nie można jednak przewidzieć, czy późniejsze
doświadczenia nie zmuszą nas do takiej przebudowy systemu, że z tą nową
jego postacią twierdzenie to nie będzie harmonizowało. Jeśliby więc prawda
miała polegać na zgodności danego twierdzenia z całym systemem, ogarnia-
jącym zarówno teraźniejsze jak i przyszłe doświadczenia, to dopiero w
nieskończoności będzie można się przekonać, czy to twierdzenie jest, czy
też nie jest prawdziwe. Snując takie myśli dochodzą niektórzy filozofowie
(np. neokantyści ze szkoły marburskiej) do sformułowania: prawda to proces
nieskończony. Dla zwolenników takiego poglądu (a jest ich poza neokanty-
stami wielu) nie ma właściwie ostatecznego i nieodwołalnego kryterium, a
w związku z tym nie ma też twierdzeń, które byłyby ostatecznie przyjęte
i które nie mogłyby (np. wobec nowych danych doświadczeń) ulec odrzuceniu.
Odwoływalne są wszystkie twierdzenia, i to zarówno twierdzenia mające
charakter hipotez i teoryj jak również twierdzenia bezpośrednio oparte
na doświadczeniu. Niczego nie można twierdzić ostatecznie i nieodwołalnie,
lecz każde twierdzenie jest tylko prowizoryczne.
W poszukiwaniu kryterium, które by ostatecznie i nieodwołalnie decydowało
o przyjęciu jakiegoś twierdzenia, znajdują je inni w tzw. powszechnej
zgodzie. Gdy słyszę w ciszy nocnej jakiś ciągły cichy szum i chcę się
przekonać, czy szum ten rozlega się naprawdę, czy też może ulegam tylko
subiektywnemu złudzeniu, pytam innych, którzy są ze mną, czy także słyszą
ten szum. Jeśli go inni także słyszą, wierzę w świadectwo mego słuchu.
Takie to i podobne rozważania skłaniają niektórych do upatrywania w pow-
szechnej zgodzie ostatecznego i nieodwołalnego kryterium. Skoro zaś praw-
da ma polegać na zgodności z takim kryterium, to nasuwa się definicja,
wedle której prawdziwość jakiegoś twierdzenia polega na powszechnej na
nie zgodzie. To pojęcie "powszechnej zgody" wymaga oczywiście bliższego
sprecyzowania: nie idzie wszak o to, by dopiero wtedy uznać jakieś twier-
dzenie, gdy upewnimy się, że wszyscy żyjący obecnie i ci, którzy już
zmarli, albo ci, którzy się dopiero narodzą, godzą się na to twierdzenie.
Zależnie od sposobu bliższego określenia owej "powszechnej zgody" omawia-
na tu koncepcja prawdy przyjmuje taką lub inną postać.
Wedle innych ostatecznym kryterium decydującym nieodwołalnie o przyjęciu
jakiegoś twierdzenia jest jego oczywistość, która nie tylko czyni nam
samym dane twierdzenie całkowicie niewątpliwym, lecz nadto upewnia nas
o tym, że każdy, kto twierdzenie to zrozumie, będzie musiał je uznać.
Zwolennicy tej koncepcji starają się zanalizować, na czym owa "oczywi-
stość" ma polegać; sprowadzają ją niekiedy do "jasnego i wyraźnego"
przedstawiania sobie stanu rzeczy, którego dotyczy dane twierdzenie
(Descartes), niekiedy inaczej ją precyzują. Tak np. przedstawiciel
tzw. badeńskiej szkoły neokantystów, filozof niemiecki poprzedniej
generacji, Rickert, zwraca uwagę na to, że gdy pewne twierdzenie wyda-
je się nam oczywiste, wówczas narzuca nam się ono z koniecznością,
którą odczuwamy jako powinność, jako obowiązek. Jakieś twierdzenie
jest oczywiste, gdy odczuwamy, że powinniśmy je uznać. Ale wszelka
powinność, wszelki obowiązek jest odpowiednikiem pewnego przepisu,
zawierającego jakiś nakaz, czyli pewnej normy. Twierdzenia oczywiste
wskazują więc na pewną normę dotyczącą uznania twierdzeń. Norma ta
jest od nas niezależna, leży poza nami, dlatego nazywa ją Rickert
normą transcendentalną. Twierdzenie oczywiste zatem to tyle, co twier-
dzenie zgodne z transcendentalną normą.
Przeciwnicy klasycznej definicji prawdy, dla których prawda to zgod-
ność myśli z ostatecznym kryterium i którzy to ostateczne kryterium
upatrują w oczywistości, dochodzą do konkluzji, że prawdziwość myśli
polega na jej oczywistości, którą tak lub inaczej rozumieją. Dla
Rickerta np. prawdziwość jakiejś myśli polega na jej zgodności z
transcendentalną normą.
Inną dużym rozgłosem cieszącą się koncepcję prawdy rozwija tzw.
pragmatyzm. Nie jest to doktryna jednolita i zwolennicy jej rozmai-
cie prawdę definiują. W swej radykalnej formie przyjmuje pragmatyzm
jako punkt wyjścia stanowisko, że prawda jakiegoś twierdzenia polega
na jego zgodności z ostatecznymi kryteriami. Za takie ostateczne
kryterium uważa jednak pragmatyzm (w swej radykalnej formie) pożyte-
czność danego twierdzenia w działaniu. Stąd definicja utożsamiająca
prawdziwość jakiegoś twierdzenia z jego pożytecznością. Tok myśli
pragmatystów jest mniej więcej następujący: nasze funkcje intelektua-
lne, a więc np. nasze przekonania, nie są bez związku z działaniem
praktycznym. Przekonania nasze mianowicie wywierają wpływ na nasze
działanie, nadają mu kierunek, wskazując osobie działającej środki
wiodące do wytkniętego celu. Jeżeli ten wpływ naszych przekonań na
nasze działanie czyni to działanie skutecznym, tzn. pozwala na osią-
gnięcie zamierzonego celu, to przekonanie to jest prawdziwe. Wchodząc
np. do ciemnego pokoju pragnę zapalić lampę. Sądzę, że wyłącznik
znajduje się na prawo od drzwi. To moje przekonanie (łącznie z dąże-
niem do zapalenia lampy) skierowuje moją rękę na prawo od drzwi, na-
daje więc memu działaniu określony kierunek. Jeżeli działanie skiero-
wane w ten sposób przez moje przekonanie doprowadzi do upragnionego
zapalenia lampy, to było ono prawdziwe. Jeżeli natomiast działanie,
rozwijające się w kierunku wskazanym przez moje przekonanie, okaże
się nieskuteczne, to przekonanie to było fałszywe. Jak już wspomnia-
łem, utożsamianie prawdy z pożytecznością jest właściwe tylko rady-
kalnej odmianie pragmatyzmu. W swych mniej skrajnych odcieniach pra-
gmatyzm nie idzie tak daleko, lecz zbliża się w swej zasadniczej
tendencji do empiryzmu i pozytywizmu, o których niżej.
Właściwe sformułowanie klasycznego pojęcia prawdy.
Podaliśmy powyżej krótki i nie wyczerpujący przegląd różnych koncep-
cji prawdy odmiennych od klasycznej. Wszystkie one upatrują istotę
prawdy w zgodności myśli z kryteriami, czyli metodami, które ostate-
cznie decydują o tym, czy dane twierdzenie mamy uznać, czy odrzucić.
Dociekania poświęcone wykryciu tych najwyższych kryteriów naszego
sądu są niejednokrotnie ciekawe i pouczające, jednakże upatrywanie
istoty prawdy w zgodności myśli z owymi kryteriami jest fałszowaniem
pojęcia prawdy. Treści tego pojęcia lepiej odpowiada definicja klasy-
czna, wedle której myśl prawdziwa to taka myśl, która zgodna jest
z rzeczywistością. Zreferowane na początku tego rozdziału zarzuty
przeciw tej definicji podnosiły, że nie jest jasne, na czym miałaby
polegać owa zgodność myśli z rzeczywistością. Jednakże próba uchwy-
cenia istoty tej zgodności nie jest tak beznadziejna, jak to przed-
stawiają krytycy klasycznej definicji prawdy. Że jakieś twierdzenie
jest zgodne z rzeczywistością - to znaczy, że jest tak właśnie, jak
to twierdzenie głosi. A więc myśl, że Ziemia jest okrągła, jest zgo-
dna z rzeczywistością, ponieważ Ziemia jest okrągła, myśl, że Słońce
jest większe od Ziemi, jest zgodna z rzeczywistością, ponieważ Słońce
istotnie jest większe od Ziemi. Wobec tego zasadniczą myśl klasycznej
definicji prawdy wyrazić można w sposób następujący: Myśl m jest praw-
dziwa to znaczy: myśl m stwierdza, że jest tak a tak, i rzeczywiście
jest tak a tak. Z tym ostatnim sformułowaniem klasycznej definicji
prawdy łączą się pewne trudności natury logicznej, które nakazują
dużą ostrożność w posługiwaniu się tą definicją. Nie będziemy jednak
tutaj mówili o tej sprawie.
Przy takim sformułowaniu klasycznej definicji prawdy przestaje też być
groźny zarzut, jaki przeciw niej podnosili sceptycy. Zarzut ten głosił,
że nie można nigdy się o tym dowiedzieć, czy jakaś myśl jest, czy też
nie jest zgodna z rzeczywistością. Ale dowiedzieć się o tym, czy myśl,
że Ziemia jest okrągła, jest zgodna z rzeczywistością - to tyle, co
dowiedzieć się o tym, czy Ziemia jest okrągła; albowiem jakieś twier-
dzenie jest zgodne z rzeczywistością to tyle, co: jest tak, jak to
twierdzenie głosi. Jeżeli więc sceptycy twierdzą, że nie można się
dowiedzieć o tym, czy myśl, że Ziemia jest okrągła, jest zgodna z
rzeczywistością, to twierdzą tym samym, że nie można się przekonać
o tym, czy Ziemia jest okrągła. Ogólnie: gdy sceptycy twierdzą, że
nigdy nie można się dowiedzieć o tym, czy myśl jakaś jest zgodna z
rzeczywistością, to z twierdzenia tego wynika, że nie można się nigdy
o niczym dowiedzieć. Albowiem gdyby o czymś można się było dowiedzieć,
to tym samym można by się dowiedzieć, że myśl, która to właśnie stwier-
dza, zgodna jest z rzeczywistością.
Sceptycyzm i jego odparcie. Sceptycy jednak posunęli się tak daleko,
iż twierdzili, że niczego dowiedzieć się nie możemy, czyli że o niczym
nie możemy zdobyć uzasadnionej wiedzy. Aby bowiem taką wiedzę zdobyć -
mówili sceptycy - trzeba tę wiedzę uzasadnić jakąś metodą, czyli kie-
rując się pewnym kryterium. Jednakże wiedza wedle tego kryterium zdo-
byta będzie tylko wtedy wiedzą poprawnie uzasadnioną, jeżeli będziemy
wiedzieli z góry, iż zastosowane przez nas kryterium jest kryterium
wiarygodnym, tj. takim kryterium, które prowadzi zawsze do prawdy, ni-
gdy zaś do fałszu. Aby się zaś o tym przekonać, czy owo kryterium jest
wiarygodne, trzeba by się znów posłużyć jakimś kryterium, które znów
należałoby poddać krytycznemu rozpatrzeniu, zanim byśmy mogli mu zau-
fać, itd. w nieskończoność. Niepodobna zatem znaleźć drogi, na której
moglibyśmy zdobyć uzasadnioną wiedzę o czymkolwiek.
Ten, kogo by ów wywód sceptyków przekonał, musiałby przyjąć, że w żad-
nej sprawie nie możemy zdobyć uzasadnionej wiedzy, iż sprawa ta ma się
tak a tak, a więc też o żadnej myśli nie możemy w sposób uzasadniony
orzec, iż jest ona zgodna z rzeczywistością. Gdybyśmy rozumowaniom
sceptyków ulegli, musielibyśmy się więc zgodzić, że o tym, czy jakaś
myśl jest prawdziwa - rozumiejąc wyraz "prawdziwy" zgodnie z definicją
klasyczną - nie moglibyśmy nigdy zdobyć uzasadnionej wiedzy.
Trudności wytoczone przez sceptyków godzą jednak nie tylko w klasyczną
definicję prawdy, lecz godzą równie silnie w definicje nieklasyczne,
które prawdę myśli określają jako jej zgodność z kryteriami. Jeżeli
bowiem - jak chcą sceptycy - nie możemy o niczym zdobyć uzasadnionej
wiedzy, to nie możemy też zdobyć takiej wiedzy dotyczącej tego, czy
myśli nasze są zgodne z kryteriami. Nie ma więc żadnego powodu, dla
którego, chcąc uniknąć trudności, jakie z wywodów sceptyków płyną dla
klasycznej definicji prawdy, mielibyśmy na jej miejsce przyjmować
definicję utożsamiającą prawdziwość myśli z jej zgodnością z kryteriami.
Zarzucając bowiem definicję klasyczną, a przyjmując tę drugą, w równej
mierze narażamy się na zarzut, że tak czy inaczej zdefiniowana prawda
jest niepoznawalna.
Czy jednakże rozumowanie sceptyków uzasadnia ich rozpaczliwą tezę?
Gdybyśmy na to pytanie dali twierdzącą odpowiedź i, uznając rozumowa-
nie sceptyków za poprawne, przyjęli ich tezę, uwikłalibyśmy się w sprze-
czność. Z jednej bowiem strony, uznając tezę sceptyków twierdzilibyśmy,
iż niczego nie można uzasadnić, z drugiej zaś strony, uznając, iż rozu-
mowanie sceptyków uzasadnia ich tezę, przyjmowalibyśmy wbrew tezie
sceptycznej, że przecież coś poprawnie można uzasadnić (mianowicie
chociażby samą tezę sceptyków). Z tej trudności zdawali sobie sprawę
sami sceptycy. Aby jej uniknąć, zaznaczali, iż swej tezy o niemożli-
wości uzasadnionego poznania nie głoszą stanowczo, lecz zwierzają się
tylko, iż im się tak, jak właśnie mówią, wydaje, ale powstrzymują się
od zdania, czy tak naprawdę jest, jak im się wydaje. Sceptycy nie czuli
się w ogóle w prawie do głoszenia czegokolwiek - poza zdawaniem sprawy
z tego, co się w ich świadomości rozgrywa, a więc poza tym, że jakoś
czują, jakoś myślą itd. Określali też siebie samych jako tych, którzy
poszukują prawdy, ale jej dotąd nie znaleźli (stąd ich nazwa, albowiem
- [tu słowo w alfabecie greckim w oryginale] - skeptomai - znaczy po
grecku "rozglądam się, poszukuję").
Pomijając tę trudność związaną z stanowiskiem sceptycznym, na którą
wskazaliśmy wyżej, łatwo zauważyć błąd kryjący się w przytoczonym
rozumowaniu sceptyków. Sceptycy twierdzą mianowicie, że aby zdobyć
uzasadnioną wiedzę, trzeba do niej dojść stosując jakieś kryterium,
o którym by się z góry wiedziało, że jest ono wiarygodne. Innymi słowy,
zdobycie jakiejkolwiek uzasadnionej wiedzy wymaga - zdaniem sceptyków
- nie tylko tego, by się dysponowało jakimś wiarogodnym kryterium,
przy pomocy którego uzasadniłoby się tę wiedzę, lecz wymaga nadto
jeszcze tego, by się wiedziało, że kryterium to jest wiarogodne.
W tym leży właśnie błąd rozumowania sceptyków. Albowiem, aby twier-
dzenie jakieś uzasadnić, wystarczy dojść do niego stosując jakieś
wiarogodne kryterium, nie trzeba zaś wcale nadto wiedzieć, że kryte-
rium zastosowane przy zdobywaniu tego twierdzenia było wiarogodne.
Wiedza o tym, czy owo kryterium jest wiarogodne, nie jest potrzebna
dla uzasadnienia twierdzenia zdobytego wedle owego kryterium, lecz
jest potrzebna tylko dla przekonania się o tym, czy się owo twierdze-
nie uzasadniło. Co innego zaś jest uzasadnić jakieś twierdzenie, a co
innego wiedzieć, że się je uzasadniło. Co innego jest zrobić coś dob-
rze, a co innego wiedzieć, że się to dobrze zrobiło. Jeśli tedy wiedza
o tym, że kryterium zastosowane przy uzasadnianiu jakiegoś twierdzenia
jest wiarogodne, nie jest potrzebna do poprawnego jego uzasadnienia,
to w takim razie fałszywą okazuje się przesłanka, z której sceptycy
wysnuwali wniosek; że uzasadnienie jakiegokolwiek twierdzenia wymaga
nieskończenie wielu kroków rozumowania, których nigdy nie można by
w całości wykonać (czyli że prowadzi do tzw. regressus ad infinitum).
Nieklasyczne definicje prawdy prowadzą do idealizmu. Wiedzieliśmy,
że motywem, dla którego niektórzy filozofowie odrzucali klasyczną
definicję prawdy, było po pierwsze: niewłaściwe sformułowanie zasad-
niczej myśli, o którą chodzi w klasycznym pojęciu prawdy, po drugie:
krytyczny pogląd sceptyków na możliwość poznania rzeczywistości.
Znalazłszy dla klasycznego pojęcia prawdy właściwe sformułowanie
i rozprawiwszy się z zarzutami sceptyków, przekonaliśmy się jednak,
że nie ma powodu, dla którego mielibyśmy rezygnować z klasycznej
definicji prawdy i sięgać po inną, nieklasyczną definicję prawdy.
Owe nieklasyczne definicje prawdy odegrały wielką rolę w rozwoju
myśli filozoficznej, stały się bowiem jednym z punktów wyjścia dla
idealizmu, który świata dostępnego poznaniu nie uważa za prawdziwą
rzeczywistość, lecz degraduje go do roli jakiejś konstrukcji myślowej,
a więc pewnego rodzaju fikcji, tym się tylko od fikcji poetyckiej
różniącej, że jest ona zbudowana wedle pewnych zawartych w kryteriach
prawideł, którymi się ostatecznie kierujemy przy wydawaniu sądów.

---------------------------------------------------------------------
Zeskanował i udostępnił: J. Turyński

Bogdan Szenkaryk

unread,
Aug 28, 2000, 1:33:23 AM8/28/00
to

Jerzy Turynski napisał(a):

> Podaję poniższy tekst z nadzieją, iż osoby, które dotychczas
> zupełnie 'omijały' ten temat zainteresują się wyrobieniem sobie
> własnego zdania, zaś ci, którzy mają tu ukształtowane własne
> poglądy i są obeznane w literaturze (jak Pan Góra) - skomentu-
> ją/uzupełnią go przedstawiając odpowiednie argumenty.
> Wbrew 'szkolnej formie postrzegania fizyki' uważam, iż kwestia
> właściwego rozumienia pojęcia "Prawda" jest dla poprawnego poj-
> mowania fizyki (i w ogóle całej wiedzy) sprawą pierwotnie istotną.
> Nadmienię iż nie sądzę, by poniższe uzasadnienie KDP było wystar-
> czające. W moim odczuciu w akceptowaniu/zrozumieniu KDP u Profeso-
> ra Ajdukiewicza bardziej gra rolę 'tajemnicza' kantowska intuicja,
> coś ponad einsteinowskie "czysto logiczne rozumowanie" niż 'jawna
> logika' poniższego wywodu. Jak sądzę - właśnie to jest przyczyną
> istnienia dużego procentu osób, (w tym również zawodowych filozo-
> fów), które nie są w stanie uchwycić meritum KDP, dlatego poszuku-
> ją(/wyznają) czegoś(/coś) innego.
>
> Pozdrawiam
> JeT.

"Rozpoznajac nature rzeczy" (...kto wie, co to dokladnie znaczy? :-))
stwierdzam, ze wymagajac od ludzi, aby rozumieli istote prawdy, wymagasz zbyt
wiele. Nie moga oni jej zrozumiec, skoro (jeszcze) nie rozumieja, w jakim
swiecie zyja, jaka otacza ich rzeczywistosc, czym jest swiadomosc... skoro nie
rozumieja, ze sami tworza swoje prawdy.

To zabawne, ze czesto trudno dostrzec to, co po zrozumieniu szybko staje sie
oczywiste. (A co znaczy tutaj "dostrzec" i "zrozumiec"? Jest to prawie to samo
co "odkryc dla siebie" i "myslowo skonstruowac".) No, ale pewne rzeczy naprawde
jest trudno dostrzec i zrozumiec, gdy patrzec sie w niewlasciwym kierunku.

Wszystkiego dobrego. Pinopa

Maciek

unread,
Aug 28, 2000, 2:53:14 AM8/28/00
to
Na marginesie, czy prawdziwe sa ponizsze dwa stwierdzenia?

Onufry Zagloba mial bielmo na oku.

Wampiry zywia sie krwia.

Hehehe...
Maciek


0 new messages