załóżmy hipotetyczną sytuację: Polak robi doktorat na prestiżowej uczelni
zachodniej i odbywa staże podoktorskie na równie prestiżowych uczelniach (czy
też po prostu w grupach badawczych z czołówki światowej z danej dziedziny
fizyki). Ma bardzo dobre publikacje, szerokie kontakty, pomysły na prowadzenie
badań - jednak żył te, powiedzmy, 9 (5+2+2) lat na zachodzie bez kontaktów z
polską nauką. No i po tym swoim drugim postdocu ten ktoś chce wrócić do kraju.
Zaznaczam, nie dlatego, że musi bo nie ma pracy, ale dlatego, że chciałby
budować grupę badawczą w kraju, budując tym samym prestiż polskiej nauki.
Teraz dochodzimy do sedna: skąd taki ktoś może wziąć pieniądze a)na budowę
grupy badawczej (zakup sprzętu, zatrudnienie postdoców i doktorantów) oraz
b)ile może zarabiać?
Ad a) na starcie byłaby to kwota pewnie rzędu miliona euro , później powiedzmy
rzędu 300-500tys eur/rok. Oczywiście mam na myśli doświadczalnika, gdyż
teoretycy potrzebują zdecydowanie mniej pieniędzy (co chyba nie oznacza, że
łatwiej im je dostać)
Ad b) człowiek ten, rzecz jasna, nie ma habilitacji. Skazany jest na pensję
asystenta rzędu 3-4tys zł? W optymistycznej wersji, z tego co mi wiadomo, jako
profesor zwyczajny można zarobić max. 10tys/mies (regulują to jakieś
przepisy). A co, gdy ktoś chce więcej? Można negocjować zarobki z uczelnią? W
jaki sposób dorobić? Wykluczam tu ewentualne nagrody bo te są raczej
nieprzewidywalne. Pisanie artykułów też nie wydaje mi się zbyt dochodowe
(zdaje mi się, że potencjalnych piszących jest dosyć sporo a zapotrzebowanie
na artykuły popularno-naukowe nie wydaje się duże). Co więc zostaje? Można
zostać dyrektorem "czegośtam" jeśli się jest "człowiekiem z zewnątrz"? I czy
to wydatnie wpływa na pensję? Nie da się ukryć, że nie samą nauką człowiek
żyje i pojawiają się dobrzy naukowcy, którym nie wystarczy minimum, żeby
przeżyć. Tajemnicą Poliszynela jest, że 100+tys$ w pobliżu dobrych ośrodków
akademickich w USA pozwala na wyższy poziom życia, niż 100tys zł w Warszawie
(nie wiem, czy w ogóle normalny profesor fizyki tyle w Warszawie osiąga.
Chętnie poznam opinie. Pozdrawiam
Semek
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/
Cześć M. :)
> Teraz dochodzimy do sedna: skąd taki ktoś może wziąć pieniądze a)na budowę
> grupy badawczej (zakup sprzętu, zatrudnienie postdoców i doktorantów) oraz
> b)ile może zarabiać?
Wszyscy wiemy jak jest, więc pozostaje nawiązywanie kontaktów za granicą ;)
Ja dodam od siebie, że jest jeszcze coś takiego jak stypendium FNP "Dla
powracających". W sumie to bardziej kieszonkowe niż jakieś pieniądze na
naukę, ale myślę że starczy na bilet z Polski ;)
--
Filip.
Składa podanie o grant. Jeśli projekt jest dobry, uda się przekonać
znanych ludzi do współpracy, to można liczyć, że grant się dostanie.
Przecież nikt sprzętu nie kupuje z własnej pensji :)
Alternatywne rozwiązanie - nie polskie, nie zachodnie, nie biedne:
https://www.singa.a-star.edu.sg/
Fantastyczne warunki, kasa, możliwości. Możesz być pracownikiem naukowym
tam. Możesz być też pracownikiem naukowym w prywatnej firmie, choć nie
wiem czy wtedy ten termin wciąż jest poprawny. Generalnie robi się to
samo, tylko naprawdę płacą. Możliwości prawie nieograniczone.
Dodam tylko, że w krajach takich jak Singapur (choć generalnie w
rozwojowej Azji) naukowców się naprawdę szanuje, bo dla nich nauka to
sens życia, a nie okres pośredni przed etatem i zrobieniem dzieci.
Właśnie kilka dni temu zostałem zrugany na innej grupie za zdanie, że
naukę traktuję jak zabawę i zamierzam to robić całe życie, a na studiach
po prostu mogę się temu w pełni poświęcić - dlatego są fajne, a nie
przez dyplom do roboty. Podobno takie podejście jest niepoważne i będę
złym pracownikiem. Jeśli coś takiego usłyszysz w Japonii albo
Singapurze, to pewnie od emigranta z Europy.
pozdrawiam,
Kosu
>Teraz dochodzimy do sedna: skąd taki ktoś może wziąć pieniądze a)na budowę
>grupy badawczej (zakup sprzętu, zatrudnienie postdoców i doktorantów) oraz
>b)ile może zarabiać?
Najpierw to sie musi gdzies zatrudnic.
Jak sie zatrudni to pensje bedzie mial umiarkowana, ale widoki na
granty jakies tam beda. Pytanie jaki to charakter badan i czy mozna
liczyc na zyski i premie wdrozeniowe.
I uczelnia/instytut mu doktorantow/wspolpracownikow zapewni.
Na przecietnych pensjach.
>Ad a) na starcie byłaby to kwota pewnie rzędu miliona euro
Ile z tego na sprzet a ile na pensje, bo jak na sprzet wydac od razu
.. niech zapomni :-)
Ale cos mi sie nie wydaje zeby na zachodzie lekka raczka wydawano
miliony, kazdemu kto ma pomysl
>Oczywiście mam na myśli doświadczalnika, gdyż
>teoretycy potrzebują zdecydowanie mniej pieniędzy (co chyba nie oznacza, że
>łatwiej im je dostać)
Ano latwiej.
Co byc moze jest wskazowka zeby badania rozpisac na kilka grantow,
mniejszych.
>Ad b) człowiek ten, rzecz jasna, nie ma habilitacji.
A takim ciekawym dorobkiem ? To moze niech zacznie ?
>Skazany jest na pensję
>asystenta rzędu 3-4tys zł? W optymistycznej wersji, z tego co mi wiadomo, jako
>profesor zwyczajny można zarobić max. 10tys/mies (regulują to jakieś
>przepisy). A co, gdy ktoś chce więcej? Można negocjować zarobki z uczelnią?
Mozna sobie zalozyc prywatna uczelnie :-)
>jaki sposób dorobić? Wykluczam tu ewentualne nagrody bo te są raczej
>nieprzewidywalne. Pisanie artykułów też nie wydaje mi się zbyt dochodowe
>(zdaje mi się, że potencjalnych piszących jest dosyć sporo a zapotrzebowanie
>na artykuły popularno-naukowe nie wydaje się duże).
Skrypt, ksiazka .. tylko poczytna musi byc :-)
>Tajemnicą Poliszynela jest, że 100+tys$ w pobliżu dobrych ośrodków
>akademickich w USA pozwala na wyższy poziom życia, niż 100tys zł w Warszawie
>(nie wiem, czy w ogóle normalny profesor fizyki tyle w Warszawie osiąga.
A w USA osiaga ?
J.
>Teraz dochodzimy do sedna: skąd taki ktoś może wziąć pieniądze a)na budowę
>grupy badawczej (zakup sprzętu, zatrudnienie postdoców i doktorantów)
Z grantu. Wiele razy mówiło się o utworzeniu polskiego "funduszu syna
marnotrawnego", dla ludzi w styuacji takiej, jak bohater twojego
opisu. Nie słyszałem, żeby taki powstał, w szczególności zaś nie
słyszałem o nikim, kto by takowy grant otrzymał.
Alternatywą są granty europejskie. Był niedawno specjalny konkurs dla
młodych naukowców pragnących utworzyć własne grupy - success ratio był
rzędu kilkunastu procent, nikt z Polski takiego grantu nie dostał,
media zrobiły z tego straszny raban, a jego echa dotarły nawet tutaj.
Są jednak - chyba - inne możliwości grantowe. W 6PR był w ramach Marie
Curie Action specjalny program "for returning scientists", dokładnie
odpowiadający sytuacji twojego bohatera. Czy to ma kontynuację w 7PR
- nie wiem. Success ratio przy grantach MC też nie jest wysoki, ale te
granty są dostawalne.
Granty polskie, przyznawane przez Ministerstwo Nauki, to nie ten rząd
wielkości.
>b)ile może zarabiać?
Z grantu europejskiego, w sytuacji, jaką opisałeś - bodajże 72 000
Euro rocznie (przed opodatkowaniem). Z pensji państwowej uczelni -
tyle, ile inni na podobnych stanowiskach. Z pensji prywatnej uczelni -
tyle, ile wynegocjujesz. Ale na prywatnych uczelniach fizyków nie
potrzebują (nie licząc Szkoły Nauk Ścisłych na UKSW, ale to jest
uczelnia tylko de nomine prywatna).
>Ad b) człowiek ten, rzecz jasna, nie ma habilitacji. Skazany jest na pensję
>asystenta rzędu 3-4tys zł?
Buhahahahahaha, pensja asystenta rzędu 4 000 PLN? Na pewno nie na UJ.
Moi koledzy chyba by się popłakali ze szczęścia, gdyby tyle dostawali.
>Co więc zostaje?
Pisanie recenzji. Za jedną recenzję pracy doktorskiej lub
habilitacyjnej dostaje się 1500 PLN (brutto). Są tacy, którzy nieźle
z tego żyją, choć *nie* w fizyce. Ale trzeba mieć habilitację,
a najlepiej profesurę, choćby uczelnianą.
>Można
>zostać dyrektorem "czegośtam" jeśli się jest "człowiekiem z zewnątrz"?
Można próbować.
>I czy
>to wydatnie wpływa na pensję?
Nie. Za to zabiera dużo czasu. Za to daje inne profity - poczucie
prestiżu i władzy, wpływ na to, kogo się zatrudnia, wpływ na to, jakie
projekty naukowe (twoje, twoich kolegów czy też twoich konkurentów)
są realizowane.
--
Paweł
twierdza konserwy polskiej fizyki
>Ja dodam od siebie, że jest jeszcze coś takiego jak stypendium FNP "Dla
>powracających". W sumie to bardziej kieszonkowe niż jakieś pieniądze na
>naukę, ale myślę że starczy na bilet z Polski ;)
O ile się nie mylę, to zdecydowanie nie są to takie pieniądze, o jakie
OP pyta i przez "powracającego" rozumie się osobę, która powraca
z zagranicznego stypendium FNP. Zapytam się jutro kolegi, on to ma :-)
> O ile się nie mylę, to zdecydowanie nie są to takie pieniądze, o jakie
> OP pyta i przez "powracającego" rozumie się osobę, która powraca
> z zagranicznego stypendium FNP. Zapytam się jutro kolegi, on to ma :-)
Znajomy dostał a był na postdoku. W sumie nie zarejestrowałem czy
wymagana jest jakaś wcześniejsza kolaboracja z FNP -- też zapytam ;-)
--
Filip.
> załóżmy hipotetyczną sytuację: Polak robi doktorat na prestiżowej uczelni
> zachodniej i odbywa staże podoktorskie na równie prestiżowych uczelniach (czy
> też po prostu w grupach badawczych z czołówki światowej z danej dziedziny
> fizyki). Ma bardzo dobre publikacje, szerokie kontakty, pomysły na prowadzenie
> badań - jednak żył te, powiedzmy, 9 (5+2+2) lat na zachodzie bez kontaktów z
[...]
Hmm, komuś musi zależeć na tym, by go zatrudnić. Sam post-doc na
zachodzie jeszcze nie wystarcza. Trzeba szukać swojego miejsca, jak
zresztą w każdym innym zawodzie.
Pamiętaj, że ośrodkowi ściągnięcie kogoś takiego TEŻ może się opłacać -
jeśli będzie miał szansę na rozkręcenie pożądanej działki, ośrodek ma
szansę na awans w "tabelkach", etc.
Podsumowując - bez kontaktów niczego nie załatwisz - przecież ktoś MUSI
o tobie wiedzieć, by wiedzieć, że MOŻE cię zatrudnić, a to trochę jak
sprzedanie się na komercyjnym rynku pracy, gdzie ludzi się kupuje, gdy
pozwalają na zarabianie większych pieniędzy. :-) Jeśli działka jest
baaaaardzo wąska, to może być problem, bo akurat w tej działce trafisz
na niesprzyjające okoliczności.
> przeżyć. Tajemnicą Poliszynela jest, że 100+tys$ w pobliżu dobrych ośrodków
> akademickich w USA pozwala na wyższy poziom życia, niż 100tys zł w Warszawie
> (nie wiem, czy w ogóle normalny profesor fizyki tyle w Warszawie osiąga.
100k$ =~ 225kPLN :-)
Licząc pensję w W-wie musisz doliczyć trzynastkę (dla osoby z zachodu to
śmieszne, ale w Polsce są różne naste pensje, a górnicy dostają zdaje
się 15. ;-) ); premię za kierowanie zakładem, jakieś wysługi lat,
dodatki, recenzje, itd. itp. Czyli pensja 10kPLN miesięcznie to co
najmniej 130kPLN rocznie gołej pensji. :-)
A co do "normalnego" profesora w W-wie to tak, tyle może osiągać - tylko
musiałbyś spojrzeć w PIT-a i wszystko zsumować. Na wielu PIT-ach
wyszłoby nawet więcej. ;-)
M.
Roznie z tym bywalo - znane sa przyklady osrodkow z ambicjami,
ktore zatrudnialy jak leci - w koncu nie jakosc sie liczy tylko
ilosc zatrudnionych profesorow :-)
J.
Częściowo masz rację, ale istotne jest, żeby móc zatrudnić ludzi, którzy mają
potrzebną do danego projektu wiedzę. Choćby nie wiem jak się wysilać nie
znajdziesz w Polsce doświadczalników z doświadczeniem np. przy impulsach
attosekundowych czy zegarach optycznych (owszem, ludzie i u nas probują się
tym zajmować, ale chcąc mieć konkretne wyniki potrzeba na start kogoś, kto
temat zna a nie dopiero się uczy). Trzeba zatrudnić ludzi z zagranicy, a żeby
ich przyciągnąć trzeba zaoferować konkurencyjne wynagrodzenie( bo na samą
urodę Polek to ich się raczej nie zbawi:-) )
> Ile z tego na sprzet a ile na pensje, bo jak na sprzet wydac od razu
> ... niech zapomni :-)
>
> Ale cos mi sie nie wydaje zeby na zachodzie lekka raczka wydawano
> miliony, kazdemu kto ma pomysl
Nie zawsze, ale w USA na wielu uczelniach (powiedzmy z ich Top50, nie
prowadzę statystyk, więc nie wiem dokładnie:-) ) nowo zatrudniony assistant
professor może liczyć na kwotę rzędu 1mln $ na utworzenie labu. Oczywiście,
później musi już sam walczyć o granty. Co do 1 mln eur na start to się może i
zagalopowałem, ale sprzęt jest drogi. Np. budowa grzebienia optycznego w XUV
to była kwota rzędu 200 - 300tys eur za sam sprzęt
> >Tajemnicą Poliszynela jest, że 100+tys$ w pobliżu dobrych ośrodków
> >akademickich w USA pozwala na wyższy poziom życia, niż 100tys zł w Warszawie
> >(nie wiem, czy w ogóle normalny profesor fizyki tyle w Warszawie osiąga.
>
> A w USA osiaga ?
W uczelniach klasy Berkeley czy Harvard osiąga. Widziałem kiedyś statystyki i
okazało się, że w kilku małych college'ach zdarzało się profesorom zarabiać
nawet więcej, niż ich kolegom z Cornell czy UChicago:-) (czyli >100tys$/9mies)
Oczywiście mówie o ludziach z tenure.
Pozdrawiam
No właśnie
...a przecież Magister z wyboru równy Profesoru !
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
Zgadzam się. Pisząc "zachodnie" w zasadzie miałem na myśli po prostu
uczelnie (grupy badawcze) o bardzo dużym prestiżu.
Zasugerowana przez Ciebie praca jako naukowiec w prywatnej firmie odbiega od
moich założeń. Przemysł (nawet badania podstawowe w przemyśle) jest jednak
trochę czymś innym niż praca na uczelni, bycie szefem własnej grupy badawczej,
kształtowanie kolejnych pokoleń. Z noblowskiej autobiografii S. Chu:
"Life at Bell Labs, like Mary Poppins, was "practically perfect in every
way". However, in 1987, I decided to leave my cozy ivory tower.(...) My
management at Bell Labs was successful in keeping me at Bell Labs for 9 years,
but I wanted to be like my mentor, Gene Commins, and the urge to spawn
scientific progeny was growing stronger.
Ted Geballe, a distinguished colleague of mine at Stanford who also went from
Berkeley to Bell to Stanford years earlier, described our motives: "The best
part of working at a university is the students. They come in fresh,
enthusiastic, open to ideas, unscarred by the battles of life. They don't
realize it, but they're the recipients of the best our society can offer. If a
mind is ever free to be creative, that's the time. They come in believing
textbooks are authoritative but eventually they figure out that textbooks and
professors don't know everything, and then they start to think on their own.
Then, I begin learning from them." "
Znajomy, który na dniach będzie bronił doktorat, powiedział, że wg niego
jeśli badania to albo w dobrej grupie albo żadne. (zrezygnował z postdoca w
Harvardzie i przerzuca sie na konsulting). Nie twierdzę, że ma rację, ale
chyba nie da się uprawiać prawdziwej fizyki w laboratoriach przemysłowych (no
chyba, że ciało stało, ale to raczej wyjątek niż reguła).
> Właśnie kilka dni temu zostałem zrugany na innej grupie za zdanie, że
> naukę traktuję jak zabawę i zamierzam to robić całe życie, a na studiach
> po prostu mogę się temu w pełni poświęcić - dlatego są fajne, a nie
> przez dyplom do roboty. Podobno takie podejście jest niepoważne i będę
> złym pracownikiem. Jeśli coś takiego usłyszysz w Japonii albo
> Singapurze, to pewnie od emigranta z Europy.
A mi jeden z doktorów z wydziału powiedział, że fizyka doświadczalna to
niepowtarzalna okazja otrzymywania pieniędzy za bawienie się:-) (czy on był
autorem czy też kogoś parafrazował/cytował to nie wiem)
Pozdrawiam
72 tys eur to kwota maksymalna? I czy ma związek z wysokością grantu? Te
pieniądze idą wtedy do kieszeni profesora/wykonawcy grantu czy to są pieniądze
na zatrudnienie ludzi(ewentualnie "zatrudnienie" samego siebie)?
> Buhahahahahaha, pensja asystenta rzędu 4 000 PLN? Na pewno nie na UJ.
> Moi koledzy chyba by się popłakali ze szczęścia, gdyby tyle dostawali.
hmm... może mysłalem o adiunkcie? Miałem na myśli człowieka po doktoracie
zatrudnionego na uczelni, wydawało mi się, że może liczyć na cos w ok. 3 tys,
ale może się myliłem.
Pozdrawiam
Zadbanie o marketing to już problem powracającego:-) Można próbować wysyłać
maile do dziekanów, do profesorów z uniwersytetu, którym jest człowiek
zainteresowany. Zresztą, jeśli będę kiedyś w takiej sytuacji to się zastanowię
co robić:-)
Masz rację, że taki człowiek może się opłacać również uniwersytetowi.
Przecież to, że ktoś ma ambicję zbudowania własnej grupy badawczej i zdobycie
pozycji w świecie naukowym, nie daje profitów jedynie zainteresowanemu. W
końcu w interesie uczelni jest, by jej pracownicy prowadzili jak najlepsze
badania. Pytanie, czy polskie uczelnie są w stanie wspomóc finansowo taką
osobę. Dla podatnika niemieckiego czy brytyjskieg laser do laboratorium jest
relatywnie tańszy niż dla polskiego.
> A co do "normalnego" profesora w W-wie to tak, tyle może osiągać - tylko
> musiałbyś spojrzeć w PIT-a i wszystko zsumować. Na wielu PIT-ach
> wyszłoby nawet więcej. ;-)
>
> M.
Ale czy w przypadku fizyków? Pomijając pracujących na uczelniach prywatnych:
na jednym z wydziałów PW jest profesor, który jest jednocześnie dyrektorem
jednego z miejskich przedsiębiorstw. Jeździ Porsche Cayenne...Fizyk takim
dyrektorem nie zostanie...
> Znajomy dostał a był na postdoku. W sumie nie zarejestrowałem czy
> wymagana jest jakaś wcześniejsza kolaboracja z FNP -- też zapytam ;-)
>
Trochę kolaborował, przez część doktoratu miał stypendium FNP - ale nie ma to
wielkiego związku z otrzymaną nagrodą.
Jego postdoc nie miał jednak żadnego związku z FNP. Szefem labu, w którym był,
jest I. W., znajomy Twojego (a pewnie nawet:Naszego :-) ) promotora z okresu
jego postdoca w USA.
Pozdrawiam
Jest u nas spora rozbieznosc brutto-netto.
J.
>> Roznie z tym bywalo - znane sa przyklady osrodkow z ambicjami,
>> ktore zatrudnialy jak leci - w koncu nie jakosc sie liczy tylko
>> ilosc zatrudnionych profesorow :-)
>>
>No właśnie
>...a przecież Magister z wyboru równy Profesoru !
Zalezy z ktorej strony patrzec.
Jak jestes przedsiebiorstwem przemyslowym i szukasz rozwiazania
jakiegos problemu, to liczy sie czy tego ktos dokona a nie ilosc
tytulow.
Jak jestes miastem i chcesz miec Uniwersytet, albo zostac wydzialem,
albo zyskac prawo doktoryzowania - to trzeba miec zatrudnionych
profesorow a nie magistrow o duzej wiedzy czy szczesciu.
A najtansi profesorowie mieszkaja za Bugiem :-)
J.
>Częściowo masz rację, ale istotne jest, żeby móc zatrudnić ludzi, którzy mają
>potrzebną do danego projektu wiedzę. Choćby nie wiem jak się wysilać nie
>znajdziesz w Polsce doświadczalników z doświadczeniem np. przy impulsach
>attosekundowych czy zegarach optycznych (owszem, ludzie i u nas probują się
Na swiecie tez ich malo. To raczej dziedzina gdzie sam/ktos w zespole
sie uczy, trudno o gotowego fachowca.
No chyba ze akurat w NASA byly redukcje ..
>tym zajmować, ale chcąc mieć konkretne wyniki potrzeba na start kogoś, kto
>temat zna a nie dopiero się uczy). Trzeba zatrudnić ludzi z zagranicy, a żeby
>ich przyciągnąć trzeba zaoferować konkurencyjne wynagrodzenie( bo na samą
>urodę Polek to ich się raczej nie zbawi:-) )
Kupujesz gotowe urzadzenia albo robisz projekt miadzynarodowy- i na
wspolprace sciagasz osobne pieniadze, bo Unia wspolprace popiera ..
>> Ale cos mi sie nie wydaje zeby na zachodzie lekka raczka wydawano
>> miliony, kazdemu kto ma pomysl
>
>Nie zawsze, ale w USA na wielu uczelniach (powiedzmy z ich Top50, nie
>prowadzę statystyk, więc nie wiem dokładnie:-) ) nowo zatrudniony assistant
>professor może liczyć na kwotę rzędu 1mln $ na utworzenie labu. Oczywiście,
>później musi już sam walczyć o granty. Co do 1 mln eur na start to się może i
>zagalopowałem, ale sprzęt jest drogi. Np. budowa grzebienia optycznego w XUV
>to była kwota rzędu 200 - 300tys eur za sam sprzęt
i mowisz ze gdybym mial pomysl na badania typu tego grzebienia [wtedy
oryginalne], to wysylam podanie do MIT, Harvard itp, tam ktorys
dziekan to doceni i zaprosi, "prosze bardzo, a tu ma pan czek na
milion na wyposazenie" ?
Takie rzeczy to raczej w firmie farmaceutycznej, IBM/Xerox Labs
itp. A i tak pewnie sie okaze ze trzeba w wiekszosci wykorzystac
sprzet ktory juz jest ..
>> >Tajemnicą Poliszynela jest, że 100+tys$ w pobliżu dobrych ośrodków
>> >akademickich w USA pozwala na wyższy poziom życia, niż 100tys zł w Warszawie
>> >(nie wiem, czy w ogóle normalny profesor fizyki tyle w Warszawie osiąga.
>>
>> A w USA osiaga ?
>
>W uczelniach klasy Berkeley czy Harvard osiąga.
No tak, inflacja :-)
>Widziałem kiedyś statystyki i
>okazało się, że w kilku małych college'ach zdarzało się profesorom zarabiać
>nawet więcej, niż ich kolegom z Cornell czy UChicago:-) (czyli >100tys$/9mies)
>Oczywiście mówie o ludziach z tenure.
Bo to sa male, prywatne uczelnie, i maja bogatych studentow i
sponsorow :-)
J.
Akurat co do attofizyki to troche ludzi już się na tym zna (MPQ Garching,
Imperial College London, UC Boulder i pewnie wiele innych). A fachowcy są
niezbędni. Wiadomo, że i tak wielu rzeczy trzeba się uczyć, w końcu rozmawiamy
o oryginalnych wynikach, ale potrzebna jest jakaś wiedza na starcie. Przykład:
specjalista od impulsów femtosekundowych przerzuci się na attosekundowe, ale
zajmie mu to rok lub więcej, żeby zacząć oryginalne badania(wiadomość z
pierwszej ręki od "femtofizyka"). Owszem, nie neguję, że ten ktoś zostanie
specjalistą, tyle że dziesiątki grup w międzyczasie wyprodukują setki
publikacji...a gdyby dany fizyk zatrudnił postdoca z doświadczeniem wdrożyłby
się w nową technologię duuużo szybciej. Po prostu nie musiałby wyważać
otwartych drzwi (czytanie publikacji to za mało, by poznać technologię).
Występuje pewne zjawisko (zapewne oczywiste dla większości), które zilustruję
przykładem: jak otrzymano kondensat grupy go posiadające (Ketterle,
Cornel&Wiemann, Hullet) wypuszczały rocznie po 10-20 publikacji w
Nature/Science/PRL. Z dzisiejszego punktu widzenia były to dosyć proste
doświadczenia, brało się pracę teoretyka i budowało eksperyment. Dzisiaj
publikacja w PRL o kondensacie wymaga więcej zachodu - niemal wszystko co było
proste zostało zmierzone. Im bardziej rozwinięta jest dana dziedzina tym
więcej wysiłku kosztuje dobra publikacja.
> i mowisz ze gdybym mial pomysl na badania typu tego grzebienia [wtedy
> oryginalne], to wysylam podanie do MIT, Harvard itp, tam ktorys
> dziekan to doceni i zaprosi, "prosze bardzo, a tu ma pan czek na
> milion na wyposazenie" ?
Trochę uprościłeś, ale mając znajomości w środowisku poparte dobrymi
publikacjami chyba mógłbyś spróbować. Generalnie w USA assistant professor
(taki po postdocu)zatrudniany jest, bo jego badania wpasowują się w politykę
danej uczelni. Niejaki Mikchail Lukin w wieku cos ok. 33 lat dostał tenure na
Harvardzie, bo prowadził dobre i obiecujące badania i się spodobał. Przekonaj
ich, że zrobisz coś ważnego to Cię może zatrudnią. O szczegóły pytaj na
Harvardzie, bo nie jestem jednak kompetentny by doradzać w kształtowaniu
ścieżki kariery:-)
> Takie rzeczy to raczej w firmie farmaceutycznej, IBM/Xerox Labs
> itp. A i tak pewnie sie okaze ze trzeba w wiekszosci wykorzystac
> sprzet ktory juz jest ..
Oczywiste jest, że dobrze jest wykorzystać istniejący sprzęt, ale czasem jest
to po prostu fizycznie niemożliwe. (zwłaszcza, gdy go brak)
> Bo to sa male, prywatne uczelnie, i maja bogatych studentow i
> sponsorow :-)
Wyjaśnienie, które przedstawił autor zestawienia brzmiało, że ma to
wynagrodzić ograniczoną możliwość prowadzenia badań (miałem na myśli college
określane mianem Liberal Arts College, nie prowadzą studiów magisterskich ani
doktoranckich)
Oppenheimer znalazł sposób na przyciągnięcie młodych zdolnych naukowców:
zatrudnił kilka znanych postaci i młodzi sami przyszli (nie trzeba było
im dużo płacić).
Najważniejsze w tym wszystkim, to znaleźć argumenty i wartości, które są
ważne dla decydenta. Wtedy i pieniądze się znajdą. Trzeba też pamiętać,
że Polska jest małym krajem i grup, które są dobre w danej dziedzinie
może być mało. Sam znam co najmniej kilka przypadków, gdy okazało się,
że są tylko 1-2 miejsca w Polsce, gdzie można się z sensem zatrudnić po
doktoracie/postdocu (chodzi o teorię) - skończyło się na odejściu z nauki.
M.
I oni tam maja dobra prace i trzeba by im duzo zaplacic :-)
>specjalista od impulsów femtosekundowych przerzuci się na attosekundowe, ale
>zajmie mu to rok lub więcej, żeby zacząć oryginalne badania(wiadomość z
>pierwszej ręki od "femtofizyka"). Owszem, nie neguję, że ten ktoś zostanie
>specjalistą, tyle że dziesiątki grup w międzyczasie wyprodukują setki
>publikacji...a gdyby dany fizyk zatrudnił postdoca z doświadczeniem wdrożyłby
>się w nową technologię duuużo szybciej. Po prostu nie musiałby wyważać
>otwartych drzwi (czytanie publikacji to za mało, by poznać technologię).
> Występuje pewne zjawisko (zapewne oczywiste dla większości), które zilustruję
>przykładem: jak otrzymano kondensat grupy go posiadające (Ketterle,
>Cornel&Wiemann, Hullet) wypuszczały rocznie po 10-20 publikacji w
>Nature/Science/PRL. Z dzisiejszego punktu widzenia były to dosyć proste
>doświadczenia, brało się pracę teoretyka i budowało eksperyment.
Hi hi - czyli zobacz co proponujesz - wydac miliony zeby wyprodukowac
pare trywialnych publikacji. "Przodujacych", ale trywialnych :-)
Beda publikacje, cytowania przez pare lat .. ale niewiele z tego
wyniknie. Specjalista w koncu wroci do siebie i zostaniemy z niczym.
To moze lepiej dofinansowac grupe ktora zajmie sie opracowaniem
technologii .. co tam jest nastepnego po atto ?
A moze lepiej sie skupic np nad wysokotemperaturowymi nadprzewodnikami
? Staroc, nie bedzie dziesieciu publikacji, ale moze bedzie cenne
odkrycie ?
>> i mowisz ze gdybym mial pomysl na badania typu tego grzebienia [wtedy
>> oryginalne], to wysylam podanie do MIT, Harvard itp, tam ktorys
>> dziekan to doceni i zaprosi, "prosze bardzo, a tu ma pan czek na
>> milion na wyposazenie" ?
>
>Trochę uprościłeś, ale mając znajomości w środowisku poparte dobrymi
>publikacjami chyba mógłbyś spróbować. Generalnie w USA assistant professor
>(taki po postdocu)zatrudniany jest, bo jego badania wpasowują się w politykę
>danej uczelni. Niejaki Mikchail Lukin w wieku cos ok. 33 lat dostał tenure na
>Harvardzie, bo prowadził dobre i obiecujące badania i się spodobał.
Czy nalezy to zrozumiec "wpasowal sie w dziedzine na ktora uczelnia
juz wczesniej zapewnila sobie finansowanie" ?
W koncu leci pare projektow mocno przekraczajacych milion euro,
i taki CERN czy ITER to bedzie wygodne miejsce pracy :-)
>> Bo to sa male, prywatne uczelnie, i maja bogatych studentow i
>> sponsorow :-)
>
>Wyjaśnienie, które przedstawił autor zestawienia brzmiało, że ma to
>wynagrodzić ograniczoną możliwość prowadzenia badań (miałem na myśli college
>określane mianem Liberal Arts College, nie prowadzą studiów magisterskich ani
>doktoranckich)
Tak czy inaczej skads sie pieniadze na ich pensje musza brac.
Rzady sa raczej ostatnie w fundowaniu wysokich pensji :-)
J.
>> Z grantu europejskiego, w sytuacji, jaką opisałeś - bodajże 72 000
>> Euro rocznie (przed opodatkowaniem).
>
>72 tys eur to kwota maksymalna?
Unia płaci, Unia wymaga. Unia ma swoje stawki. Ma więc także stawkę
wynagrodzenia rocznego dla "senior researcher" - kwoty nie jestem pewien, ale
rząd wielkości jest taki, jak podałem. Jest to maksymalna *pensja* roczna,
przed opodatkowaniem, przed zapłaceniem składek ZUS i innych obowiązkowych
danin publicznych, jaką można senior researcher zapłacić. Plus jeszcze
benefity, które rocznie uzbierają się na następne kilka tysięcy. Jeśli więc
masz grant 800 k Euro na rok i nie planujesz żadnych innych wydatków, możesz
na rok zatrudnić 10 takich osób. A raczej 9, bo zawsze musisz płacić jakieś
overheads.
--
Paweł
otumaniony wykształciuch
>Unia płaci, Unia wymaga. Unia ma swoje stawki. Ma więc także stawkę
>wynagrodzenia rocznego dla "senior researcher" - kwoty nie jestem pewien, ale
>rząd wielkości jest taki, jak podałem. Jest to maksymalna *pensja* roczna,
>przed opodatkowaniem, przed zapłaceniem składek ZUS i innych obowiązkowych
>danin publicznych, jaką można senior researcher zapłacić. Plus jeszcze
>benefity, które rocznie uzbierają się na następne kilka tysięcy. Jeśli więc
>masz grant 800 k Euro na rok i nie planujesz żadnych innych wydatków, możesz
>na rok zatrudnić 10 takich osób. A raczej 9, bo zawsze musisz płacić jakieś
>overheads.
No coz - nie sa to obecnie zle pieniadze, i pewnie wielu ma problem
chocby do polowy sie zblizyc.
Aczkolwiek ciekawe czy da sie to obejsc uczestniczac w dwoch grantach,
umawiajac sie na roczna pensje/kontrakt i wykonujac robote w 9
miesiecy itp ..
J.
A ile dostają na rękę? Są asystentami doktorami czy mgr-ami?
Wyraźnie poniżej 3000. Asystent-magister od lat nie występuje
w przyrodzie, przynajmniej na UJ.
A gdyby tak spojrzeć z perspektywy cywilizacyjnej, czy dalej utrzymywać
służebną (żeby nie powiedzieć służalczą) rolę nauki wobec polityki ?
Czy może próbować odwrócić role i dążyć do prymatu nauki ? Czy ma szanse
cywilizacja naukowa ?
Zdaje się jakieś pierwowzory miały miejsce, nieprawdaż ?
Łysi strażnicy ognia, kapłani egipscy ???
Na razie jest przemysłowa. Politycy pełnią służebną rolę a naukę mają na
posługi.
S*
>
Chcesz powiedzieć że rządzą mniej inteligentni (glupsi)?
Jak to wytłumaczyć ?
Może źle mierzy się inteligencję, co nie ?
Wręcz przeciwnie. Człowiek uczy się całe życie. Szkolnictwo to raczej
wychowanie i zajęcie zastępcze dla bezrobotnych. W Finlandii 87% studiuje.
Czy to są studenci czy bezrobotni którym zorganizowano czas. Prawdziwe
nauczanie zaczyna się w firmie.
S*
Atlantyda u Platona. Dzisiaj w jakiś sposób realizuje się legendarny zamysł
właśnie, dlatego wynagrodzenie ok. 2 tyś złotych netto. Jak widać na wielu
przykładach nawet naukowcy na uczelniach uprawiają politykę. Człowiek z nich
wychodzi ;)
> Zdaje się jakieś pierwowzory miały miejsce, nieprawdaż ?
> Łysi strażnicy ognia, kapłani egipscy ???
Tak - pierwowzór korporacji. Nauka to kooperacja. CERN, WWW to przykład
najlepszy.
Nauka bierze się z ludzi i dla ludzi.