Przejscie...

4 views
Skip to first unread message

mrblue...@gmail.com

unread,
Feb 11, 2020, 6:43:51 PM2/11/20
to
https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/ludzie-najczesciej-odchodza-w-nocy/8cfm5qt

"Pamiętam swoje umieranie. Tunel, przez który szedłem, światło na końcu. Było jasne i nie oślepiało – mówi ksiądz Adam Trzaska, który przeżył śmierć kliniczną, a w krakowskim Hospicjum św. Łazarza pomógł przejść na drugą stronę dziewięciu tysiącom ludzi..."

"a teraz pomódlmy się za tego, którego pierwszego z nas Pan Bóg powoła..."

"człowiek, który leżał na łóżku i mówił: ratujcie, tu są diabły i chcą mnie porwać. Zapytałem panią doktor, czy to mogą być omamy lub halucynacje po zażyciu leków. Ona powiedziała, że nie. I podchodzę do tego człowieka, który odganiał diabły. Modlę się nad nim. Raz jeszcze udzielam sakramentu namaszczenia. Ten mężczyzna po skończonych modlitwach mówi delikatnie do swojej żony i dwóch córek: o, diabły już poszły. I umiera. Spokojnie. To robi wrażenie na człowieku. Ma się poczucie, że uczestniczy w czymś niezwykłym. W czymś, czego nie widzimy oczami..."

"Pamiętam śmierć mojego dziadka, który odszedł w 1985 r. Dla niego ważne były niedzielne nieszpory i koronka do Bożego Miłosierdzia. Umarł w niedzielę o godzinie 15. Pamiętam też swoje umieranie. Jako uczeń pierwszej klasy szkoły podstawowej zostałem potrącony przez samochód. Do dziś mam ślady po szyciu na głowie. W seminarium przeżyłem zatrucie tlenkiem węgla i śmierć kliniczną..."

"Pamiętam młodą dziewczynę umierającą u nas. Była farmaceutką z wykształcenia. Opisywała, jak odczuwa chemię. Mówiła mi, że żyły ją pieką od środka. Pytała, co zrobić, aby nie cierpieć. A potem w obliczu zbliżającej się śmierci nastąpiła kompletna przemiana i pytała, czy ona może za kogoś ofiarować cierpienie. To są rzeczy, które mocno we mnie zostają..."

"Można oswoić się ze śmiercią?
Nie."

"Kiedyś błogosławiłem takie małżeństwo. To byli studenci. Chłopak studiował w Krakowie na Akademii Muzycznej. Kiedy się rozchorował, przyjechała opiekować się nim jego dziewczyna, która studiowała w Warszawie. Na kilka dni przed jego śmiercią zawarli sakrament małżeński. Dziewczyna złożyła przysięgę wobec umierającego chłopaka. Narzeczony, który nie potrafił już mówić, słowa przysięgi pisał ręcznie. To robi wrażenie, nie da się przejść obojętnie wobec czegoś takiego."

"Jest jakiś wspólny element, który łączy te wszystkie odejścia?
Wspólnym elementem jest wiara, że po każdego przychodzi dobry Bóg, który jest ogromnie miłosierny. On bierze ludzkie życie w swoje dłonie z ogromnym szacunkiem i je dopełnia..."

"Jakis cud?
Człowiek był w agonii. Jego rodzina prosiła mnie, żebym go namaścił. Nie chciałem tego zrobić, ponieważ ten mężczyzna wcześniej opierał się przyjęciu sakramentów. Szanowałem jego wolę. Jednak wtedy jego rodzina opowiedziała mi historię, którą on sam wstydził mi się opowiedzieć. Jako mały chłopiec nie poszedł do pierwszej komunii, bo wtedy jego rodzice się rozwiedli. Nigdy nie był u spowiedzi, nigdy nie przyjął komunii świętej, nie był bierzmowany. Potem razem z rodziną się modliłem, udzieliłem mu sakramentu namaszczenia chorych. Lekarze powiedzieli mi, że temu człowiekowi zostały godziny, a nie dni. To była już agonia.
Przyszedłem następnego dnia, a ten człowiek leżał bardzo spokojnie. Niebawem odzyskał świadomość. Poszedł do pierwszej spowiedzi, przyjął komunię, przystąpił do bierzmowania. Zaczął uczyć się na nowo chodzić i wyszedł od nas. Wcześniej był w agonii, ale nie zrobił ostatniego kroku, tylko się cofnął. To był cud, którego doświadczyłem. To był znak dla mnie, że to, co tu robię, ma sens..."

"Jak nie zatracić wiary w takim miejscu?
Wiara polega na tym, że ja mogę zobaczyć więcej, niż ci, którzy tej wiary nie mają. Oni nie chcą widzieć i wtedy nie dostrzegają tego, co tutaj w hospicjum się dzieje. Powiedzą, że przypadek, zbieg okoliczności. Nie odbierają tego w kategoriach wiary. A wiara pozwala mi zobaczyć, że w tym był Bóg. Że w tym danym momencie on mi się jakoś objawił. Na tym to chyba polega..."
Reply all
Reply to author
Forward
0 new messages