Kurcze, jaką weryfikację przechodzą kierowcy w MZA (autobus był
chyba z tego, nawet mi się sprawdzać nie chciało, ale 727 chyba
nikt inny nie obsługuje).
> Wrzasnąłem na wprost, po czym otrzymałem w ripoście stwierdzenie, że
> może on pierwszy raz, trasy nie zna.
To się często zdarza. Rozmawiałam kiedyś z pewnym kierowcą. Opowiedział
mi, że jak go wysyłają na nową trasę, to dzień albo dwa wcześniej
dostaje rozpiskę i tyle. Jak chce ją sobie zwiedzić, musi to czynić
prywatnym samochodem w wolnym czasie.
W tym temacie generalnie zrobiło się nieco lepiej. A to dlatego, że
kierowcy przestali się krępować i otwarcie pytają pasażerów którędy mają
jechać.
Pozdrawiam,
MAG
Byłaś łaskawa zauważyć, że nie była to pomyłka w zakresie trasy, tylko
jazda pod prąd na zakazie?
> W tym temacie generalnie zrobiło się nieco lepiej. A to dlatego, że
> kierowcy przestali się krępować i otwarcie pytają pasażerów którędy mają
> jechać.
Super - zupełnie jak ta 'babcia', która mi powiedziała, że może trasy
nie zna.
Tak, masz rację, kierowca autobusu powinien się w tej materii opierać
na opowieściach pasażerów.
BTW - przypomniał mi się posting DoQ, jak to jeden z takich się
owinął na słupie zimą. Ten "mój" ledwo się zatrzymał w tym samym
miejscu - ciekawe (bądź nieciekawe) co by było, gdyby warunki
było gorsze...
> To się często zdarza. Rozmawiałam kiedyś z pewnym kierowcą. Opowiedział
> mi, że jak go wysyłają na nową trasę, to dzień albo dwa wcześniej
> dostaje rozpiskę i tyle. Jak chce ją sobie zwiedzić, musi to czynić
> prywatnym samochodem w wolnym czasie.
To jest pół biedy. Można sobie na satelicie obejrzeć i przeanalizować.
Najlepsza historia jest, jak dostajesz nieznaną trasę z dyżuru :) Masz 5
minut na zebranie się i fru w drogę :) Niedawno w ten sposób pierwszy raz w
życiu znalazłem się w Radzyminie. Na szczęście trasa banalna.
Tak, tak, może był zdekoncentrowany z powodu nieznajomości okolicy. Ale
masz rację, brzydko się zachował, nic go nie usprawiedliwia.
>
>> W tym temacie generalnie zrobiło się nieco lepiej. A to dlatego, że
>> kierowcy przestali się krępować i otwarcie pytają pasażerów którędy mają
>> jechać.
>
> Super - zupełnie jak ta 'babcia', która mi powiedziała, że może trasy
> nie zna.
>
> Tak, masz rację, kierowca autobusu powinien się w tej materii opierać
> na opowieściach pasażerów.
>
Skoro pracodawca się tą kwestią mało przejmuje, jakoś musi sobie radzić.
Pozdrawiam,
MAG
> To jest pół biedy. Można sobie na satelicie obejrzeć i przeanalizować.
Moze po prostu wzorem kontraktu na medyczne Eurocoptery, do nowej
transzy Solarisow powinno sie zamowic kilka symulatorow z aktualnymi
trasami.. albo przynajmniej zainwestowac w trasy do vBusa i dawac
na plytkach kierowcom instalke 8)
--
memento lorem ipsum
Użytkownik "Artur Maśląg" <fut...@polbox.com> napisał w
wiadomości news:i4uf2c$rm3$1...@inews.gazeta.pl...
> Kurcze, jaką weryfikację przechodzą kierowcy w MZA
> (autobus był
> chyba z tego, nawet mi się sprawdzać nie chciało, ale 727
> chyba
> nikt inny nie obsługuje).
Pewnie żadnej weryfikacji nie przechodzą.
Pracodawca wymaga jazdy zgodnej z rozkładem.
Nic poza tym.
Jak brakuje czasu, to by nie dostać po kasie kierownik
jedzie jak najszybciej.
Nie ma u pracodawcy szacunku dla przepisów.
Kierowcy są w większości z przypadku.
Pracodawca rozlicza się z ZTM.
A ten widać też widzi tylko wyniki czasowe.
--
Pozdrawiam
Szuwaks
> Pewnie żadnej weryfikacji nie przechodzą.
Trochę przesadzacie. Jakiej weryfikacji oczekujecie? Robi się badania,
medyczne, psychologa, niekaralność itp. Potem normalna praca. Jak ktoś grubo
podpadnie, np. złapią go na pijaństwie, to wylatuje i tyle.
> Pracodawca wymaga jazdy zgodnej z rozkładem.
> Nic poza tym.
Eee bez przesady. Akurat za opóźnienia nie ma żadnych kar, są za
przyspieszenia. A wymaga się jednak więcej, m.in. kultury.
> Nie ma u pracodawcy szacunku dla przepisów.
Przepisy to głównie kwestia kierowcy. On za to odpowiada, tak samo, jak
każdy inny kierowca w ruchu. Pracodawca ogranicza się to tekstów
moralizujących na ścianach.
> Kierowcy są w większości z przypadku.
A skąd mają być? :)
Użytkownik "Delfino Delphis" <Delf...@wytnijto.op.pl>
napisał w wiadomości news:i4updf$mk7$1...@news.onet.pl...
>> Pewnie żadnej weryfikacji nie przechodzą.
> Trochę przesadzacie. Jakiej weryfikacji oczekujecie? Robi
> się badania,
> medyczne, psychologa, niekaralność itp. Potem normalna
> praca. Jak ktoś grubo
> podpadnie, np. złapią go na pijaństwie, to wylatuje i
> tyle.
Zupełnie masz rację.
To wszystko co wymieniłeś jest weryfikowalne na poziomie
administracyjnym.
To co kierownicy wyczyniają na ulicach weryfikują li
wyłacznie inni użytkownicy dróg lub autobusów/tramwajów.
Nie piję do Ciebie, lecz ogólnie.
>> Pracodawca wymaga jazdy zgodnej z rozkładem.
>> Nic poza tym.
> Eee bez przesady. Akurat za opóźnienia nie ma żadnych kar,
> są za
> przyspieszenia. A wymaga się jednak więcej, m.in. kultury.
OK. to po co się kierownicy spieszą?
Zajeżdżają w poprzek jezdnie by się wpasować w pasy
kierunkowe na 4 skrzyżowania wcześniej, jadą jak to opisał
Artur, nie patrzą w lustra, spychają mniejszych na boki,
i.t.p.?
>> Nie ma u pracodawcy szacunku dla przepisów.
> Przepisy to głównie kwestia kierowcy. On za to odpowiada,
> tak samo, jak
> każdy inny kierowca w ruchu. Pracodawca ogranicza się to
> tekstów
> moralizujących na ścianach.
Tak, to super.
Kierowca jadąc ma w... tłumniku przepisy i jednocześnie nie
obawia się pracodawcy, bo ten tylko maluje kolejne plakaty.
>> Kierowcy są w większości z przypadku.
> A skąd mają być? :)
No teraz to pewnie masz rację.
Też jesteś z przypadku?
Chyba nie. Miałeś ochotę sprawdzić się na dużych pojazdach w
mieście.
To nie jest przypadek.
Tak jak kiedyś ktoś tu szukał dobrej szkoły na ciągnikach
siodłowych.
BTW.
Przynajmniej kierownicy powinni być odpytywani ze znajomości
miasta i linii KM
Choć przy tych ciągłych zmianach...
--
Pozdrawiam
Szuwaks
>>> Pracodawca wymaga jazdy zgodnej z rozkładem.
>>> Nic poza tym.
>> Eee bez przesady. Akurat za opóźnienia nie ma żadnych kar, są za
>> przyspieszenia. A wymaga się jednak więcej, m.in. kultury.
>
> OK. to po co się kierownicy spieszą?
> Zajeżdżają w poprzek jezdnie by się wpasować w pasy kierunkowe na 4
> skrzyżowania wcześniej, jadą jak to opisał Artur, nie patrzą w lustra,
> spychają mniejszych na boki, i.t.p.?
1. zależy im na dłuższej przerwie na pętli
2. wpychają się, bo mało kto z własnej woli daje przysługujące
komunikacji miejskiej z urzędu pierwszeństwo.
>
>>> Nie ma u pracodawcy szacunku dla przepisów.
>> Przepisy to głównie kwestia kierowcy. On za to odpowiada, tak samo, jak
>> każdy inny kierowca w ruchu. Pracodawca ogranicza się to tekstów
>> moralizujących na ścianach.
>
> Tak, to super.
> Kierowca jadąc ma w... tłumniku przepisy...
A to już robota dla straży miejskiej i policji...
> BTW.
> Przynajmniej kierownicy powinni być odpytywani ze znajomości miasta i
> linii KM
> Choć przy tych ciągłych zmianach...
Raczej szkoleni w tej dziedzinie. Bo kolejki do tej roboty chyba nie ma,
więc wymyślanie dodatkowych kryteriów na starcie mija się z celem. Jakby
coś, wolę kierowcę, któremu może nawet czasem zabłądzić, któremu trzeba
podpowiedzieć jak jechać niż super-profesjonalistę w co drugim, czy co
trzecim autobusie z rozkładu, a pozostałe kursy nie obsadzone.
Pozdrawiam,
MAG
> Użytkownik Szuwaks napisał:
>
>>>> Pracodawca wymaga jazdy zgodnej z rozkładem.
>>>> Nic poza tym.
>>> Eee bez przesady. Akurat za opóźnienia nie ma żadnych kar, są za
>>> przyspieszenia. A wymaga się jednak więcej, m.in. kultury.
>>
>> OK. to po co się kierownicy spieszą?
>> Zajeżdżają w poprzek jezdnie by się wpasować w pasy kierunkowe na 4
>> skrzyżowania wcześniej, jadą jak to opisał Artur, nie patrzą w lustra,
>> spychają mniejszych na boki, i.t.p.?
>
> 1. zależy im na dłuższej przerwie na pętli
> 2. wpychają się, bo mało kto z własnej woli daje przysługujące
> komunikacji miejskiej z urzędu pierwszeństwo.
Co niby? Jakie pierwszeństwo? Pierwszeństwo (i też nie bezwarunkowe)
to autobus ma przy ruszaniu z przystanku. Potem już jest pojazdem jak
każdy inny. Nie ma niebieskiego koguta ani syreny (to jest argument
dający pierwszeństwo, a jak nie wiesz tego, to może lepiej oddaj prawo
jazdy, o ile je masz...)
Pozdrawiam,
Marek W.
--
Suma inteligencji ludzkości jest stała. Tylko ludzi jest coraz więcej.
Użytkownik "MAG" <ma...@nie.poczta.onet.pl> napisał w
wiadomości news:i4us5c$t62$1...@news.onet.pl...
> 2. wpychają się, bo mało kto z własnej woli daje
> przysługujące komunikacji miejskiej z urzędu
> pierwszeństwo.
Oj Małgorzato, nie znasz przepisów drogowych.
Zupełnie jak skuterowy dostawca pizzy, który chciał mnie
przejechać na chodniku i na opr zareagował: "no przecież
dostawca pizzy jestem, nie?".
Podobnie jest z myśleniem o KM.
>> Przynajmniej kierownicy powinni być odpytywani ze
>> znajomości miasta i linii KM
>> Choć przy tych ciągłych zmianach...
> Raczej szkoleni w tej dziedzinie. Bo kolejki do tej roboty
> chyba nie ma,
Wbrew pozorom, podobno trudno się tam dostać i od razu
jeździć na etacie.
--
Pozdrawiam
Szuwaks
Jazda autobusem pod prąd to nie jest brzydkie zachowanie - to jest
skrajne narażanie na niebezpieczeństwo pasażerów i innych uczestników
drogi. Skoro kierowca nie zauważa takich "drobiazgów", to jak można
przypuszczać, że w ogóle przestrzega przepisów drogowych?
Zaraz, zaraz - to nie jest weryfikacja, to są wymagania formalne.
Weryfikacja odbywa się na naszych plecach (że tak powiem).
>> Pracodawca wymaga jazdy zgodnej z rozkładem.
>> Nic poza tym.
>
> Eee bez przesady. Akurat za opóźnienia nie ma żadnych kar, są za
> przyspieszenia. A wymaga się jednak więcej, m.in. kultury.
Z kulturą bywa niestety bardzo różnie, a co do opóźnień to pewnie
masz rację, ponieważ rzeczony 727 nigdy jeszcze na czas nie przyjechał
- nawet teraz, kiedy są wakacje i wsiadam w sumie niedaleko od
przystanku krańcowego. O punktualności 306 to wolałbym przez grzeczność
nie wspominać.
> Przepisy to głównie kwestia kierowcy. On za to odpowiada, tak samo, jak
> każdy inny kierowca w ruchu. Pracodawca ogranicza się to tekstów
> moralizujących na ścianach.
Dobre - to by tłumaczyło zachowanie wielu z nich. Jestem duży, policji
nie ma, to sobie pojadę. Tak też robią - jazda na czerwonym,
prawoskrętami, wymuszanie pierwszeństwa itd. Pracodawcy to nie
interesuje - kolejne hasełko na ścianę i sprawa "załatwiona".
Daleki jestem od zbytnich uogólnień, niemniej śmiem twierdzić,
że chamskich zachowań (tak w stosunku do pasażerów jak i w stosunku
do innych użytkowników drogi) jest zdecydowanie za dużo. Jedno co
zauważyłem, to wzrost kultury u motorniczych, choć z drugiej strony
wzrosła ilość poważnych wypadków.
>> Kierowcy są w większości z przypadku.
>
> A skąd mają być? :)
Czy ja wiem? Kierowca autobusu to chyba trochę większa
odpowiedzialność niż wożenie powietrza... :)
>Witam,
>
>Użytkownik "MAG" <ma...@nie.poczta.onet.pl> napisał w
>wiadomości news:i4us5c$t62$1...@news.onet.pl...
>
>> 2. wpychają się, bo mało kto z własnej woli daje
>> przysługujące komunikacji miejskiej z urzędu
>> pierwszeństwo.
>
>Oj Małgorzato, nie znasz przepisów drogowych.
No to konkretnie: jaki przepis daje pierwszeństwo autobusowi przy
zmianie pasa?
Albo szczekaj :-)
--
pozdrawiam,
Jarek Andrzejewski
Wspomóż MAG i sam poszukaj.
> Albo szczekaj :-)
Coś Ci się pozajączkowało :)
no, poszukałem. Bez skutku. Dlatego pytam; wystarczy numerek.
Art. 18. 1. Kierujący pojazdem, zbliżając się do oznaczonego
przystanku autobusowego (trolejbusowego) na obszarze zabudowanym, jest
obowiązany zmniejszyć prędkość, a w razie potrzeby zatrzymać się, aby
umożliwić kierującemu autobusem (trolejbusem) włączenie się do ruchu,
jeżeli kierujący takim pojazdem sygnalizuje kierunkowskazem zamiar
zmiany pasa ruchu lub wjechania z zatoki na jezdnię.
2. Kierujący autobusem (trolejbusem), o którym mowa w ust. 1, może
wjechać na sąsiedni pas ruchu lub na jezdnię dopiero po upewnieniu
się, że nie spowoduje to zagrożenia bezpieczeństwa ruchu drogowego.
To mówi jedynie o zachowaniu się w pobliżu przystanku, ale o zmianie
pasa w ruchu przez autobus KM nie ma w KD słowa (uprzedzając
ewentualne uwagi: wiem, że pojazdy szynowe traktowane są w szczególny
sposób i ograniczmy dyskusję do autobusu).
>> Albo szczekaj :-)
>
>Coś Ci się pozajączkowało :)
No tak, głos zająca nie przypomina szczekania.
Ale wkrótce zobaczymy, kto psi głos wyda.
--
pozdrawiam,
Jarek Andrzejewski
No to pytaj MAG, a nie Szuwiego :)
>>>>> "MAG"<ma...@nie.poczta.onet.pl> napisał:
>>>>>
>>>>>> 2. wpychają się, bo mało kto z własnej woli daje
>>> ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
>>>>>> przysługujące komunikacji miejskiej z urzędu
>>> ^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
>>>>>> pierwszeństwo.
>>> ^^^^^^^^^^^^^
>No to pytaj MAG, a nie Szuwiego :)
aaaa, zupełnie odwrotnie to widziałem. Mój bład.
No to na razie wstrzymam nawoływania do szczekania :-)
MAG, co powiesz na takie dictum (że nia znasz przepisów)?
--
Jarek
Użytkownik "Jarek Andrzejewski" <ptj...@gmail.com> napisał
w wiadomości
news:ab0776hrfg2rkfouc...@4ax.com...
>>> 2. wpychają się, bo mało kto z własnej woli daje
>>> przysługujące komunikacji miejskiej z urzędu
>>> pierwszeństwo.
>>
>>Oj Małgorzato, nie znasz przepisów drogowych.
>
> No to konkretnie: jaki przepis daje pierwszeństwo
> autobusowi przy
> zmianie pasa?
> Albo szczekaj :-)
Przede wszystkim grzeczniej, tu nie pręgierz gdzie w
większości pisze motłoch.
Po drugie zostaw na razie kodeks drogowy i weź do ręki
elementarz.
No i poproś kogoś by wytłumaczył co to znaczy przeczytać
coś, szczególnie w Usenecie, ze zrozumieniem.
--
Pozdrawiam
Szuwaks
>No i poproś kogoś by wytłumaczył co to znaczy przeczytać
>coś, szczególnie w Usenecie, ze zrozumieniem.
Już mi Artur pomógł :-)
--
Jarek
Użytkownik "Jarek Andrzejewski" <ptj...@gmail.com> napisał
w wiadomości
news:6d57769bivovltm4r...@4ax.com...
>>No i poproś kogoś by wytłumaczył co to znaczy przeczytać
>>coś, szczególnie w Usenecie, ze zrozumieniem.
> Już mi Artur pomógł :-)
Widzisz jaki dobry człowiek? -:))
--
Pozdrawiam
Szuwaks
Hmmm... Fakt, powinieneś interweniować.
Pozdrawiam,
MAG
> MAG, co powiesz na takie dictum (że nia znasz przepisów)?
>
Będę nawoływać do ich zmiany, żeby je dopasować do moich wyobrażeń :P
Pozdrawiam,
MAG
>>> Albo szczekaj :-)
>> Coś Ci się pozajączkowało :)
>
> No tak, głos zająca nie przypomina szczekania.
> Ale wkrótce zobaczymy, kto psi głos wyda.
Jeśli chodzi o zwierzęce odgłosy, to zdarza mi się miauczeć...
Pozdrawiam,
MAG
zwazywszy, jak zachowuja sie na drodze, pewnie takie:
1. pracowac za jak najmniej
2. prawo jazdy kupic za swiniaka
3. byc chamem na drodze
4. wozic kartofle
5. wpychac sie jaknajczesciej, blokujac jak najwiecej.
z dzis:
1. kierowca mza skrecajacy z zwirek w raclawicka w lewo, z prawego pasa.
2. jazda pulawska pasem skrecajacym w pileckiego, i blokowanie pod
koniec, bo jada prosto. (wszystkie autobust tak robia + spora ilosc
burakow osobowkowych.)
moze jakies nagrody sa za takie manewry?
Alex.
> z dzis:
> 1. kierowca mza skrecajacy z zwirek w raclawicka w lewo, z prawego
> pasa. 2. jazda pulawska pasem skrecajacym w pileckiego, i blokowanie
> pod koniec, bo jada prosto. (wszystkie autobust tak robia + spora
> ilosc burakow osobowkowych.)
>
> moze jakies nagrody sa za takie manewry?
A może konkursik na buraka w autobusie? Ja np. mam kierowcę MZA który mi
bluzgał na Wołoskiej na skrzyżowaniu z Woronicza od strony Wyścigów jak
go nie wpuściłem z pasa do skrętu w prawo i o mało nie rozwalił mi
prawego boku busa. Bluzgał że on tak ma prawo jeździć bo pod znakiem
jest tabliczka że znak nie dotyczy autobusów ZTM. Tyle że to znak
zakazu skrętu w lewo był a nie zezwalający na jazdę wprost z pasa do
skrętu. Jakoś na policją poczekać nie chciał. Swoją drogą takie
tabliczki że jakiś znak nie dotyczy autobusów ZTM to chyba ciut kłamią
bo podobnież ZTM nie ma własnych autobusów. ;-)
Zdrówko
Nie wszyscy tak się zachowują, a wręcz bym stwierdził, że
stosunkowo niewielu.
> z dzis:
> 1. kierowca mza skrecajacy z zwirek w raclawicka w lewo, z prawego pasa.
A to ciekawe :)
> 2. jazda pulawska pasem skrecajacym w pileckiego, i blokowanie pod
> koniec, bo jada prosto. (wszystkie autobust tak robia + spora ilosc
> burakow osobowkowych.)
Nie wszyscy kierowcy autobusów tak robią, a z drugiej strony to im się
nie dziwię, ponieważ bardzo wielu kierowców ma w poważaniu elementarne
zasady kultury na drodze i nie ułatwia autobusom sygnalizowanych
manewrów. O wpuszczaniu ich z przystanków to już przez grzeczność nie
wspomnę. Najlepsze jest to, że takim zachowaniem niczego nie zyskują,
choć w ich mniemaniu jest inaczej.
> moze jakies nagrody sa za takie manewry?
Nie wiem czego oczekujesz.
> > z dzis:
> > 1. kierowca mza skrecajacy z zwirek w raclawicka w lewo, z prawego pasa.
> A to ciekawe :)
Autobusy (w sumie autobus bo to 301) jadą tak od kiedy pamiętam.
Ale na lewoskręcie z racławickiej w żwirki można dłuugo.
Autobus ma w końcu tworzyć efektywną komunikację miejską a nie stać
w korkach jak puszkowozy.
--
gs
>>> 1. kierowca mza skrecajacy z zwirek w raclawicka w lewo, z prawego pasa.
>
>> A to ciekawe :)
>
> Autobusy (w sumie autobus bo to 301) jadą tak od kiedy pamiętam.
*Linia* 301 nie skręca w lewo ze Żwirek w Racławicką, a do tego kursuje na
niej więcej autobusów niż jeden.
--
F♯A♯∞
Ciekawe. 301 skręca ze Żwirek w Racławicką w *prawo*.
> Autobus ma w końcu tworzyć efektywną komunikację miejską a nie stać
> w korkach jak puszkowozy.
No cóż, kierowcy autobusów mają obowiązek przestrzegać tych samych
przepisów ruchu drogowego, co cała reszta użytkowników drogi.
> OK. to po co się kierownicy spieszą?
Ja np. lubię być o czasie. To sprawa honoru ;) No ale wiadomo, że trzeba się
spieszyć - bo inaczej przerwa jest krótsza, bo można dojechać po czasie
odjazdu i opóźnienie rośnie, bo może dogonić kolejna brygada i autobusy
zaczynają jeździć stadami po kilka raz na godzinę itd. To się robi w
interesie pasażerów. Autobusy mają taką prostą własność - im jeden jest
bardziej opóźniony względem innych, tym jego opóźnienie szybciej rośnie, bo
czeka na niego więcej pasażerów, a kolejna brygada jedzie pusta. Dlatego za
wszelką cenę trzeba nadrabiać opóźnienia, które naturalnie łapie się np. na
czerwonych światłach (to sprawa dość losowa).
> Zajeżdżają w poprzek jezdnie by się wpasować w pasy
> kierunkowe na 4 skrzyżowania wcześniej, jadą jak to opisał
> Artur, nie patrzą w lustra, spychają mniejszych na boki,
> i.t.p.?
Chyba przesadzasz. Autobusem po prostu nie da się jechać nie patrząc w
lustra. Taka jazda to non stop gapienie się we wszystkie możliwe lustra i we
wszystkich możliwych kierunkach. Co to spychania to też nie do końca tak,
jakby się mogło wydawać. Po prostu w wielu miejscach autobus nie mieści się
w jednym pasie. Praktycznie na każdym rondzie, na każdym zakręcie trzeba
wyjść czy to przodem, czy tyłem poza pas. Gdyby chcieć nikomu nie wyjść na
pas, to praktycznie co kilka metrów trzeba by zatrzymać autobus i czekać aż
wszyscy z sąsiednich pasów przejadą. W praktyce nie da się tak jechać, bo
czas byłby kosmiczny, a korki gigantyczne.
Typowa sytuacja to kilka pasów idących w jednym kierunku lekko
zakręcających. W takim wypadku trzeba na moment wyjść przodem na pół metra
na pas sąsiedni i robi się to tak, że autobus trzeba rozpędzić do prędkości
samochodów i wpasować się przodem pomiędzy nie. Trwa to moment, ale dla
niezorientowanego kierowcy może wyglądać na spychanie. Kierowcy osobówek
powinni zdawać sobie z takich niuansów sprawę.
> Kierowca jadąc ma w... tłumniku przepisy i jednocześnie nie
> obawia się pracodawcy, bo ten tylko maluje kolejne plakaty.
>
Co do przepisów, to przecież obowiązują go te same zasady co każdego innego
> No teraz to pewnie masz rację.
> Też jesteś z przypadku?
> Chyba nie. Miałeś ochotę sprawdzić się na dużych pojazdach w
> mieście.
> To nie jest przypadek.
> Tak jak kiedyś ktoś tu szukał dobrej szkoły na ciągnikach
> siodłowych.
>
Hmm to raczej mało kto jest z przypadku. No najwyżej ci kierowcy z urzędu
pracy, ale oni bardzo szybko rezygnują. Kogo w tej chwili stać, aby z
przypadku wyłożyć 11 tysięcy na szkolenie? :)
> BTW.
> Przynajmniej kierownicy powinni być odpytywani ze znajomości
> miasta i linii KM
> Choć przy tych ciągłych zmianach...
>
A no właśnie. Linie zmieniają się non stop, dzień w dzień. Do tego dochodzą
objazdy, zmiany przystankowe itd. Kierowca za opuszczenie przystanku może
dostać nawet kilka tysięcy złotych kary, więc jest to spora
odpowiedzialność, która na nim ciąży. A z drugiej strony błąd czy pomyłkę
może popełnić każdy - jak kierowca źle jedzie, to trzeba interweniować i mu
powiedzieć. Tych linii do spamiętania jest kilkadziesiąt i gdy ostatni raz
jechało się jakąś parę miesięcy temu i to w nieznanej sobie okolicy, to
naprawdę można mieć wątpliwości, czy skręcić tu czy tam :)
> Z kulturą bywa niestety bardzo różnie,
Niestety.
> a co do opóźnień to pewnie
> masz rację, ponieważ rzeczony 727 nigdy jeszcze na czas nie przyjechał
> - nawet teraz, kiedy są wakacje i wsiadam w sumie niedaleko od
> przystanku krańcowego. O punktualności 306 to wolałbym przez grzeczność
> nie wspominać.
>
To nie jest wina kierowców, ale rozkładów, albo korków. Jak są korki, to
trudno mieć pretensje do kogokolwiek - to jest nieprzewidywalne i nie da się
ustawić rozkładów pod korki. A na niektórych liniach rozkład jest po prostu
za szybki i nie da się być o czasie. Przecież na tych liniach co wymieniłeś
codziennie jedzie ktoś inny, skoro każdy z nich się spóźnia, to jest to
niezależne od kierowcy.
Cóż ja poradzę ;)
>> a co do opóźnień to pewnie
>> masz rację, ponieważ rzeczony 727 nigdy jeszcze na czas nie przyjechał
>> - nawet teraz, kiedy są wakacje i wsiadam w sumie niedaleko od
>> przystanku krańcowego. O punktualności 306 to wolałbym przez grzeczność
>> nie wspominać.
>>
> To nie jest wina kierowców, ale rozkładów, albo korków. Jak są korki, to
> trudno mieć pretensje do kogokolwiek - to jest nieprzewidywalne i nie da się
> ustawić rozkładów pod korki. A na niektórych liniach rozkład jest po prostu
> za szybki i nie da się być o czasie. Przecież na tych liniach co wymieniłeś
> codziennie jedzie ktoś inny, skoro każdy z nich się spóźnia, to jest to
> niezależne od kierowcy.
Nie no, bez przesady. To, że codziennie jeździ ktoś inny jest średnim
argumentem w kontekście oceny pasażera. Ja rozumiem korki, ale nie
rozumiem jakim cudem w wakacje, na pustej drodze bez korków, autobus
jest spóźniony zawsze (minimum 3 minuty), a w sytuacji typowej 15-20
minut? Przecież ja mam mieć połączenie z innymi liniami, przy
częstotliwości co 30 ~minut. Później mi jakiś baran pisze, że mogę
korzystać z KM, ponieważ świetne połączenia itd. Niech ktoś sprawdzi
sobie zgodność z rozkładem 306 i 715 na Sójki. Stoję jak palant
w deszcze i śniegu i nie wiem, czy już był, czym mam czekać. Lepiej
z buta odpalić do 195 na Płaskowickiej, niż czekać na coś, co jeździ
co 15 minut. Jeszcze lepiej skorzystać z samochodu...
> Nie no, bez przesady. To, że codziennie jeździ ktoś inny jest średnim
> argumentem w kontekście oceny pasażera. Ja rozumiem korki, ale nie
> rozumiem jakim cudem w wakacje, na pustej drodze bez korków, autobus
> jest spóźniony zawsze (minimum 3 minuty), a w sytuacji typowej 15-20
> minut?
Już napisałem. Skopany rozkład.
> Po prostu w wielu miejscach autobus nie mieści się
> w jednym pasie. Praktycznie na każdym rondzie, na każdym zakręcie trzeba
> wyjść czy to przodem, czy tyłem poza pas.
Dla tych do których powyższe nie przemiawia, proponuję wycieczkę na
skrzyżowanie np. Dickensa i Pawińskiego. Ile jest problemów aby 186
zakręcił w prawo z Pawińskiego w Dickensa. Najpierw po ruszeniu z
przystanku musi odbić w lewo do linii środkowej, a potem tak się
zmieścić, aby przodem nie zgarnąć samochodów skręcających z Dickensa w
lewo w Pawińskiego. Zresztą podobny problem mają kierowcy autobusów
skrecających z Dickensa w prawo w Pawińskiego.
Krzysztof
To jest typowy przypadek. To samo jest na wielu innych skrzyżowaniach z
promieniami łuków nie przystosowanymi do autobusów, szczególnie
15-metrowych. Często kierowca autobusu będąc na głównej musi poczekać aż
osobowe z podporządkowanej wyjadą i zrobią mu miejsce na wykonanie zakrętu.
Trochę demonizujesz, ale masz sporo racji.
> Autobus ma w końcu tworzyć efektywną komunikację miejską a nie stać
> w korkach jak puszkowozy.
I to im daje prawo do jazdy na wprost z lewo/prawoskrętów, przejeżdżania na
czerwonym świetle, blokowania skrzyżowań, nieużywania kierunkowskazów,
wymuszania pierwszeństwa, itp. Wszystko to w imię "efektywności"?
Kurczę, a jak inni kierowcy jeżdżą "efektywnie" to zaraz się krzyk
podnosi...
Pozdrawiam
Czabu
> To jest typowy przypadek. To samo jest na wielu innych skrzyżowaniach z
> promieniami łuków nie przystosowanymi do autobusów, szczególnie
> 15-metrowych. Często kierowca autobusu będąc na głównej musi poczekać aż
> osobowe z podporządkowanej wyjadą i zrobią mu miejsce na wykonanie
> zakrętu.
Powiem, że to jest akurat pół biedy, bo wszystko dzieje się stacjonarnie,
można poczekać, przepuścić. Najbardziej nieprzyjemne są dla mnie sytuacje,
gdzie droga skręca bardzo łagodnym łukiem. Przykład - lewoskręt z
Jerozolimskich w Marszałkowską. Niby rondo, niby łagodny zakręt, ale jadąc
lewym pasem i tak przód musisz nieco wypuścić na prawy pas. Rozpędzeni
kierowcy jadący drugim od lewej pasem prosto nie zdają sobie z tego sprawy,
bo wyjeżdżają zza łuku i nie widzą przodu autobusu, a ja w lusterku też ich
dobrze nie widzę. Tam trzeba po prostu ten przód na chwilę wepchnąć między
pędzące samochody, bo gdybym chciał czekać, to zblokował bym całe
skrzyżowanie. Takich sytuacji jest masa i to w miejscach, w których kierowcy
osobówek w ogóle nie spodziewają się problemów, bo nie zdają sobie sprawy z
takich niuansów.
A mój bus ma tworzyć efektywny sprzęt dostawczy więc nei powinien stać
w korkach. A moja osobówka powinna stanowić efektywny środek dojazdu do
klienta.
Myśląc w ten sposób właśnie zniknąłeś potrzebę przestrzegania przepisów
drogowych przez kogokolwiek. Ciekawe że dokładnie tak samo tłumaczą się
wszelkiego rodzaju kurierzy rowerowi. Oni też wszystkim tłumaczą że
przepisów nie muszą stosować bo są w pracy.
Zdrówko
Kierowcy osobówek w większości nie mają o tym pojęcia, niemniej część
z nich jednak zdaje sobie z tego sprawę. Osobiście (zasadniczo) zawsze
puszczam autobusy, robię im miejsce do manewrów itd. Szkoda, że
robi to tak niewielu kierowców, choć obserwuję poprawę w tej materii.
Czasem to nawet nie wiem, czy się śmiać, czy płakać z głupoty
kierowców, którzy próbują na siłę wyprzedzać autobusy na rondach
- codziennie obserwuję takie wyczyny na tych filigranowych,
ursynowskich rondach o dwóch pasach ruchu. Inna sprawa, że
"wynagrodziłbym" przynajmniej kilka osób za projekty takich skrzyżowań,
przez które przebiega komunikacja miejska.
BTW - to czy kierowca autobusu jest dobry, bardzo łatwo ocenić po
płynności jazdy i niezaczepianiu o różne elementy drogi. Jeden jedzie
płynnie i pewnie, drugi szarpie i łapie krawężniki. Macie tam jakieś
szkolenia na te przegubowce? Solaris Urbino 18 ma chyba z 18 metrów
długości - MAN-y chyba podobnie.
> BTW - to czy kierowca autobusu jest dobry, bardzo łatwo ocenić po
> płynności jazdy i niezaczepianiu o różne elementy drogi. Jeden jedzie
> płynnie i pewnie, drugi szarpie i łapie krawężniki. Macie tam jakieś
> szkolenia na te przegubowce? Solaris Urbino 18 ma chyba z 18 metrów
> długości - MAN-y chyba podobnie.
Jest tylko króciutkie szkolenie na przegubowce, ale to raczej chodzi o
specyfikę Ikarusa, który ma skrętną tylną oś. Tak naprawdę każdy uczy się
każdego autobusu sam na mieście :)
> Myśląc w ten sposób właśnie zniknąłeś potrzebę przestrzegania przepisów
> drogowych przez kogokolwiek. Ciekawe że dokładnie tak samo tłumaczą się
> wszelkiego rodzaju kurierzy rowerowi. Oni też wszystkim tłumaczą że
> przepisów nie muszą stosować bo są w pracy.
Zapomniałeś o taksówkarzach, dla których coś takiego jak PORD od dawien
dawna nie istnieje. Zresztą kultura osobista też ich nie dotyczy.
Krzysztof
To kiepsko. Myślałem, że macie tam jakiś poligon doświadczalny i jakąś
wewnętrzną weryfikację, czy ktoś potrafi poprawnie czymś takim powozić.
Pozdrawiam,
MAG
Pozdrawiam,
MAG
Chyba jednak nie :) Dziś ewenement - 727 (numer boczny chyba 8141)
przyjechał dokładnie o czasie. Prowadzony spokojnie i fachowo przez
kierowcę w okolicach 50 (na tyle go oceniłem w lusterku wstecznym ;))
Użytkownik "Delfino Delphis" <Delf...@wytnijto.op.pl>
napisał w wiadomości news:i51731$kik$1...@news.onet.pl...
>> OK. to po co się kierownicy spieszą?
> Ja np. lubię być o czasie. To sprawa honoru ;)
Jakie to niespotykane.
Szacunek panie Delfin.
>> Zajeżdżają w poprzek jezdnie by się wpasować w pasy
>> kierunkowe na 4 skrzyżowania wcześniej, jadą jak to
>> opisał
>> Artur, nie patrzą w lustra, spychają mniejszych na boki,
>> i.t.p.?
> Chyba przesadzasz.
Oj chyba nie.
Plac Konstytucji, kierunek północny.
Kierowcy autobusów, wprost z przystanku zajeżdżają na pas
lewy, by do rondla rotundy wlec się lewym pasem do zjazdu w
Aleje w kierunku Dworca Centralnego.
Taki przykład... :)
Jeździsz tam czasmi?
> Autobusem po prostu nie da się jechać nie patrząc w
> lustra. Taka jazda to non stop gapienie się we wszystkie
> możliwe lustra i we
> wszystkich możliwych kierunkach.
Masz rację, ale gapienie się w lustra nie oznacza zachowania
się jak trzeba.
Można się gapić i zmuszać mniejsze pojazdy do rezygnacji ze
swych praw.
> Co to spychania to też nie do końca tak,
> jakby się mogło wydawać. Po prostu w wielu miejscach
> autobus nie mieści się
> w jednym pasie.
Ja nie piszę o mikrorondach, i skrzyżowaniach 90 stopni.
Dlaczego część kierowców dojeżdżając do skrzyżowania
Marszałkowskiej i Koszykowej przed pl. Konstytucji już od
Wilczej starają się jechać okrakiem po dwóch pasach?
Skręt ulicy przez skrzyżowanie do przystanku na zachodniej
stronie pl. Konstytucji jest łagodny.
Przy prędkości 40-50 km/h nawet pociąg drogowy wjedzie bez
zakoszania innych pasów.
> A no właśnie. Linie zmieniają się non stop, dzień w dzień.
No właśnie.
Jak kierowca jest z Ukrainy to sobie nie poradzi.
Znający Warszawę - tak.
A poza tym, niech sczyści tych, którzy wciąż zmieniają
trasy.
--
Pozdrawiam
Szuwaks
Użytkownik "Delfino Delphis" <Delf...@wytnijto.op.pl>
napisał w wiadomości news:i51e9s$9r8$1...@news.onet.pl...
> Przykład - lewoskręt z
> Jerozolimskich w Marszałkowską. Niby rondo, niby łagodny
> zakręt, ale jadąc
> lewym pasem i tak przód musisz nieco wypuścić na prawy
> pas.
E tam.
Robisz oberka na rondzie?
Zjechać w Marszałkowską masz na środkowy lub lewy pas na
rondzie.
Nie potrzeba wypuszczania/zajeżdżania.
Poza tym jak skręcasz w lewo w podanych przez Ciebie
warunkach, to w prawym lustrze widzisz Hotel Metropol i
niewiele więcej.
Zajeżdżanie na prawy pas grozi wymuszaniem na jadących tym
pasem.
--
Pozdrawiam
Szuwaks
Użytkownik "Maciek Babcia Dobosz" <bab...@jewish.org.pl>
napisał w wiadomości
news:20100825090820.425e6936@babcia-workstation...
Ciekawe że dokładnie tak samo tłumaczą się
wszelkiego rodzaju kurierzy rowerowi. Oni też wszystkim
tłumaczą że
przepisów nie muszą stosować bo są w pracy.
====
I skuterowi pzzamani.
Ostatnio chciał mnie taki rozjechać na chodniku.
Rozkosznie zawołał:
- jestem przecież dostawcą pizzy!
--
Pozdrawiam
Szuwaks
Tu zdecydowanie zaoponuję - zachowanie kierowców wynika właśnie z
wrednego profilu tego łamańca, a do tego ciężko się przykleić do
krawędzi jezdni, ponieważ tam samochody parkują. Widziałem tam już
parę mało ciekawych akcji.
>> A no właśnie. Linie zmieniają się non stop, dzień w dzień.
>
> No właśnie.
> Jak kierowca jest z Ukrainy to sobie nie poradzi.
> Znający Warszawę - tak.
Nie przesadzaj - można znać Warszawę i mieć z tym problem.
Ten z Ukrainy też może sobie poradzić.
> A poza tym, niech sczyści tych, którzy wciąż zmieniają trasy.
Za to dziękuje chyba znakomita większość - tak kierowców, jak
i szczęśliwych pasażerów.
Użytkownik "Artur Maśląg" <fut...@polbox.com> napisał w
wiadomości news:i53lrr$kqs$1...@inews.gazeta.pl...
> Tu zdecydowanie zaoponuję - zachowanie kierowców wynika
> właśnie z
> wrednego profilu tego łamańca, a do tego ciężko się
> przykleić do
> krawędzi jezdni, ponieważ tam samochody parkują.
Sory, ale gdzie parkują?
Przed przejściem dla pieszych czy na nim?
Misie (co poniektórzy kierowcy, bo nie wszyscy) zajeżdżają
na środkowy juz od Wilczej.
To jakieś 300 metrów.
I przejeżdżają w kierunku placu zamiatając wszysdtkich
innych użytkowqników drogi na lewo i prawo.
> Widziałem tam już
> parę mało ciekawych akcji.
Ja też. I niech ich przeczyści.
--
Pozdrawiam
Szuwaks
No przed - od Wilczej. Zlikwidowali już miejsca parkowania w strefie?
Ostatnio były...
> Misie (co poniektórzy kierowcy, bo nie wszyscy) zajeżdżają na środkowy
> juz od Wilczej.
> To jakieś 300 metrów.
No właśnie. Nie wynika to z przypadku.
> I przejeżdżają w kierunku placu zamiatając wszysdtkich innych
> użytkowqników drogi na lewo i prawo.
Demonizujesz, choć nie powiem, że nie trzeba tam uważać - tyle, że
nie tylko na kierowców autobusów.
>> Widziałem tam już
>> parę mało ciekawych akcji.
>
> Ja też. I niech ich przeczyści.
No, szczególnie jak baran w osobówce wyjedzie tyłem wprost przed
autobus...
> Czasem to nawet nie wiem, czy się śmiać, czy płakać z głupoty
> kierowców, którzy próbują na siłę wyprzedzać autobusy na rondach
> - codziennie obserwuję takie wyczyny na tych filigranowych,
> ursynowskich rondach o dwóch pasach ruchu.
A widzisz, wystarczy - jakże po chamsku oraz przepisom wbrew - z góry
zająć oba pasy i kłopot znika.
Za najdurniejsze uważam parkowanie z wystającym zderzakiem, albo i całym
kufrem, bo przecież cztery koła na chodniku plus ew. zapłata za to w
takim niebieskim czymś załatwia sprawę. Jeden taki wystający - raz na
100m jest *zawsze* - i już trzeba zmienić pas. Lub przynajmniej
"pożyczyć" z sąsiedniego.
> BTW - to czy kierowca autobusu jest dobry, bardzo łatwo ocenić po
> płynności jazdy i niezaczepianiu o różne elementy drogi.
Studzienki np. Technika XXI wieku nie opanowała realizacji studzienki na
poziomie jezdni, tylko minimum 10 cm niżej, więc znów - by nie szarpało
- trzeba "pożyczyć" z pasa obok. Samochodem omijasz w ramach swojego
pasa - autobusem nie. A w skrajnych przypadkach malunki olać trzeba
całkiem, żeby się wóz nie rozleciał i nie zleciała ludność z pretensją,
że gubi sztuczne szczęki (jak wieść świetlicowa niesie, był taki przypadek).
Płynnej jazdy chcesz? Proszę bardzo: mamy ten wspomniany gdzieś
wcześniej pas do skrętu i do jazdy na wprost. Praca domowa: którym pasem
można jechać płynnie, a którym nie i dlaczego?
Nie neguję, ale ja tego chamstwem nie nazywam.
> Za najdurniejsze uważam parkowanie z wystającym zderzakiem, albo i całym
> kufrem, bo przecież cztery koła na chodniku
Owszem, to się często zdarza.
> plus ew. zapłata za to w takim niebieskim czymś załatwia sprawę.
Mogę prosić o wyjaśnienie?
> Jeden taki wystający - raz na
> 100m jest *zawsze* - i już trzeba zmienić pas. Lub przynajmniej
> "pożyczyć" z sąsiedniego.
Demagogia.
> Studzienki np. Technika XXI wieku nie opanowała realizacji studzienki na
> poziomie jezdni, tylko minimum 10 cm niżej,
Minimum 10 cm niżej? Urwałeś się z grupy pl.rec.wedkarstwo? Weż może
linijkę i zmierz ile to jest minimum 10 cm.
> więc znów - by nie szarpało
> - trzeba "pożyczyć" z pasa obok. Samochodem omijasz w ramach swojego
> pasa - autobusem nie. A w skrajnych przypadkach malunki olać trzeba
> całkiem, żeby się wóz nie rozleciał i nie zleciała ludność z pretensją,
> że gubi sztuczne szczęki (jak wieść świetlicowa niesie, był taki
> przypadek).
Zgubić sztuczną szczękę można z wielu przyczyn.
> Płynnej jazdy chcesz? Proszę bardzo: mamy ten wspomniany gdzieś
> wcześniej pas do skrętu i do jazdy na wprost. Praca domowa: którym pasem
> można jechać płynnie, a którym nie i dlaczego?
Przykro mi - tu nie chodziło o wybór drogi, tylko o zachowanie różnych
kierowców na tej samej drodze, w tym samym czasie, w tych samych
warunkach.
> Plac Konstytucji, kierunek północny.
> Kierowcy autobusów, wprost z przystanku zajeżdżają na pas
> lewy, by do rondla rotundy wlec się lewym pasem do zjazdu w
> Aleje w kierunku Dworca Centralnego.
>
> Taki przykład... :)
> Jeździsz tam czasmi?
>
Nie jeżdżę. Ale w zjeżdżaniu nie ma chyba niczego złego? Pytanie czy
rzeczywiście spychają i nie patrzą w lusterka.
> Ja nie piszę o mikrorondach, i skrzyżowaniach 90 stopni.
Zwróć uwagę, że ja też nie o takich przypadkach pisałem, lecz właśnie o
łagodnych zakrętach.
> Dlaczego część kierowców dojeżdżając do skrzyżowania
> Marszałkowskiej i Koszykowej przed pl. Konstytucji już od
> Wilczej starają się jechać okrakiem po dwóch pasach?
Domyślam się, że robią to dla bezpieczeństwa, bo potrzebują dwóch pasów, aby
tam zakręcić.
> Skręt ulicy przez skrzyżowanie do przystanku na zachodniej
> stronie pl. Konstytucji jest łagodny.
> Przy prędkości 40-50 km/h nawet pociąg drogowy wjedzie bez
> zakoszania innych pasów.
>
Kojarzę. Co prawda nigdy tamtędy nie jechałem, ale podejrzewam, że nie
przejedziesz jednym pasem. To jest właśnie taka pozorna łagodność. Założę
się, że tam występuje typowa sytuacja, gdzie na chwilę trzeba się przodem
wepchnąć na sąsiedni pas. Alternatywą jest po prostu zatrzymanie się i
przeczekanie na czerwone, aż sąsiedni pas będzie wolny.
Wszystko dzieje się przy relatywnie sporej prędkości i dlatego jest skrajnie
niebezpieczne. Dlatego pewnie zawczasu kierowcy zajmują dwa pasy, choć to
nie do końca zgodne z przepisami, ale podnosi bezpieczeństwo. Zupełnie tak
samo robi się np. na Świętokrzyskiej, gdy zakręca przed zjazdem na Tamkę.
Tam potrzeba obu pasów, aby zakręcić.
Takie sytuacje pojawiają się dość często, gdzie właśnie równolegle idące
wąskie pasy łagodnie zakręcają. O ile autobus mieści się w pasie idącym
prosto, to nawet przy łagodnym zakręcie często potrzebuje już
kilkudziesięciu centymetrów rezerwy. Pół biedy krótki Ikarus, ale 15 metrowy
Neoplan czy Solaris to w takiej sytuacji masakra i często trzeba zajmować
dwa pasy. Sam nie zdawałem sobie z tego sprawy, dopóki nie zacząłem jeździć.
Zrób prosty eksperyment. Odpal sobie zdjęcie z zumi tego miejsca i w ten
zakręt wpasuj prostokąt o wymiarach autobusu:
http://www.zumi.pl/namapie.html?&loc=warszawa,
+plac+konstytucji&Submit=Szukaj&long=21.0154247&lat=52.223536&type=2&scale=1a&svActive=false
Powyżej widać autobus. Spróbuj w wyobraźni przenieść go w to miejsce i
pamiętaj, że tył podąża za przodem w prostej linii, ścinając zakręty. Czyli
zakręt się zaczyna, ale autobus musi jechać prosto tak długo, dopóki
krawężnik nie zacznie uciekać od tyłu autobusu. Innymi słowy tył autobusu
ustawiasz na wysokości początku zakrętu, a przód na przedłużeniu
początkowego toru jazdy. Dopiero w tym miejscu można zacząć kręcić
kierownicą. A przód jest już wtedy pewnie w połowie sąsiedniego pasa.
W 15-metrowcach co prawda pomaga trochę skrętna tylna oś, ale nie jest to
wystarczające.
>>> Kierowcy są w większości z przypadku.
>> A skąd mają być? :)
>
> No teraz to pewnie masz rację.
> Też jesteś z przypadku?
Przypadki występują dokładnie dwa. Nikt zdrowy na umyśle takiej roboty
nie weźmie. Pasjonat lub frustrat. Pasjonat - wiadomo, frustrat to taki,
którego jedynym osiągnięciem życiowym jest kat.D i nic innego robić nie
potrafi. Z tym, że większość pasjonatów na co dzień kamufluje się jako
frustraci. Jest jeszcze podgrupa emerytów, sfrustrowanych podwójnie: za
niską emeryturą oraz równocześnie możliwością jej utraty po wyjeżdżeniu
nominału na pół etatu :)
> Przynajmniej kierownicy powinni być odpytywani ze znajomości miasta i
> linii KM
> Choć przy tych ciągłych zmianach...
Tu coś frezują, tam demonstrują, tu wybuchło, tam zalało. Objazd objazdu
zmienionej trasy zmienionej. Na przystanku radiowóz NR.
Instruktor NR: -- Wiemy, którędy jechać?
Kierowca: -- Jakoś inaczej jeszcze, niż poprzednio???
NR: -- Na światłach w lewo... O! I za tym 195, co skręcił!
K: -- A on wie, którędy jechać?
NR: -- Nie, ale on jedzie za 503!
> To kiepsko. Myślałem, że macie tam jakiś poligon doświadczalny
Ależ mamy. W postaci m.st. na literę "Wu" wraz z gminami ościennymi :)
P.S.
Osiemnastki są akurat najłatwiejsze (bez podtekstów ;) - masz ca. 10+8
metrów, czyli de facto mniej niż w zwykłej solówce (12 metrów). O
"deskorolkach" nie wspominając (co Delfino już wspomniał :)
> A poza tym, niech sczyści tych, którzy wciąż zmieniają
> trasy.
Co to znaczy "sczyści"?
--
animka
> Mogę prosić o wyjaśnienie?
Parkomat.
>> Jeden taki wystający - raz na
>> 100m jest *zawsze* - i już trzeba zmienić pas. Lub przynajmniej
>> "pożyczyć" z sąsiedniego.
>
> Demagogia.
Jeśli codzienność nazywasz demagogią - OK.
> Minimum 10 cm niżej? Urwałeś się z grupy pl.rec.wedkarstwo? Weż może
> linijkę i zmierz ile to jest minimum 10 cm.
Wiesz co? Dla mnie znajomość linii nie oznacza li tylko znajomości
prostej kreski na mapie (czyli zazwyczaj kreski zakręconej by ZTM jak
świński ogon) ale zasadniczo wszystkiego, co się da po drodze poznać. Od
pracy sygnalizacji (odgadnij akomodacyjną... ale - da się!), poprzez
wszelkie "wykruszenia" (to z oficjalnego słownika ZDM...), po konkretną
studzienkę właśnie. Zresztą, są studzienki, które można wykorzystać, na
przystanku masz przyklęk gratis lepszy jak fabryczny. Znam wiele takich
miejsc, na których można by i zawisnąć, jak by co. Albo co najmniej
uszkodzić narożnik. Jesteś pewien, że chcesz dyskutować o drobnych
dziesięciu centymetrach?
> Przykro mi - tu nie chodziło o wybór drogi, tylko o zachowanie różnych
> kierowców na tej samej drodze, w tym samym czasie, w tych samych
> warunkach.
Warunki nie są te same, otóż. Zachowaj tzw. odstęp bezpieczny (trudne
słowo) -- "nieco" inny dla autobusu z ludźmi -- i spraw, by go nikt na
dzień dobry nie likwidował.
Czy taka podpowiedź wystarczy?
P.S.
Czy coś mi zeżarło i zżera dalej sygnaturkę??
> A poza tym, niech sczyści tych, którzy wciąż zmieniają
> trasy.
Gdyby układ tras był choćby zbliżony do optymalnego i wydajnego, to by nikt
nie próbował ich zmieniać...
--
F♯A♯∞
> Gdyby układ tras był choćby zbliżony do optymalnego i wydajnego, to by
> nikt nie próbował ich zmieniać...
>
To nie do końca tak. Układ może być optymalny teraz, by za miesiąc już nie
być. Miasto się rozbudowuje, powstają nowe stacje metra, linie tramwajowe,
mosty, a przede wszystkim osiedla. Wszystko to musi współgrać.
> Układ może być optymalny teraz, by za miesiąc już nie
> być.
To nieco inna rzecz, acz oczywiście należy to brać pod uwagę.
Swoją drogą, stałych zmian ostatnio nie ma za dużo: w lutym dodano kursy
727 przez Bąkówkę i skrócono 725 do Wilanowa, w marcu ursuska kosmetyka na
187 i skierowanie 189 przez Człuchowską (*jedyna* poważna zmiana w tym
roku), w maju uruchomienie 444 i 210.
--
F♯A♯∞
Gratuluję poczucia humoru.
Względnie przypomnij mi, kiedy ostatnio powstała jakaś stacja metra,
albo linia tramwajowa, albo most, albo ostatecznie osiedle, do którego
przed zasiedleniem wybudowano jakąkolwiek nową drogę. Bo jak sięgam
pamięcią, ilość torów tramwajowych się zmniejszyła, mosty wybudowano
sztuk trzy (z czego jeden niczego konkretnie nie łączy a drugi jest
zasadniczo w stanie rozbiórki...), a na nowym osiedlu ludzie zapychają
pieszo, bo nic innego jak Solina tam z braku miejsca nie wjedzie.
On jest strasznie optymalny, ten obecny układ tras -- do wywalania
pieniędzy w błoto pustych wzkm wykonywanych ruchem konika szachowego z
częstotliwością 30'.
A podobno lubisz wozić ludzi?
> Swoją drogą, stałych zmian ostatnio nie ma za dużo: w lutym dodano kursy
Tylko kiedy ostatnio ustawiałem cokolwiek inaczej, jak 'TZ'? Serio - nie
pamiętam. A prowizorka wiadomo, jaka jest :)
--
sig.txt //?
Nie - demagogią nazywam podobne twierdzenia. Są miejsca gdzie tak
jest, są takie gdzie nie ma.
>> Minimum 10 cm niżej? Urwałeś się z grupy pl.rec.wedkarstwo? Weż może
>> linijkę i zmierz ile to jest minimum 10 cm.
>
> Wiesz co? Dla mnie znajomość linii nie oznacza li tylko znajomości
> prostej kreski na mapie (czyli zazwyczaj kreski zakręconej by ZTM jak
> świński ogon) ale zasadniczo wszystkiego, co się da po drodze poznać. Od
Mowa była o studzienkach minimim 10 cm niżej, a nie o pokręceniu trasy.
> pracy sygnalizacji (odgadnij akomodacyjną... ale - da się!), poprzez
> wszelkie "wykruszenia" (to z oficjalnego słownika ZDM...), po konkretną
> studzienkę właśnie. Zresztą, są studzienki, które można wykorzystać, na
> przystanku masz przyklęk gratis lepszy jak fabryczny. Znam wiele takich
> miejsc, na których można by i zawisnąć, jak by co. Albo co najmniej
> uszkodzić narożnik. Jesteś pewien, że chcesz dyskutować o drobnych
> dziesięciu centymetrach?
To Ty sprowadziłeś dyskusję w tym kierunku - ja pisałem o różnicy
w jakości kierowców. Na tych samych trasach, w tych samych godzinach,
w tych samych warunkach
>> Przykro mi - tu nie chodziło o wybór drogi, tylko o zachowanie różnych
>> kierowców na tej samej drodze, w tym samym czasie, w tych samych
>> warunkach.
>
> Warunki nie są te same, otóż.
Owszem są. Pomiar/obserwacje prowadzone przez długi okres czasu.
Określenie "te same" tyczy warunków uśrednionych, a nie dwóch
przejazdów, które mogą być wartościami granicznymi grupy.
> Zachowaj tzw. odstęp bezpieczny (trudne
> słowo) -- "nieco" inny dla autobusu z ludźmi -- i spraw, by go nikt na
> dzień dobry nie likwidował.
A co to ma do rzeczy? Nigdzie nie pisałem o sytuacjach awaryjnych,
kiedy każdy kierowca musi gwałtownie zahamować. Mowa o tym, jak
prowadzą różni kierowcy w tych samych warunkach, na tych samych
trasach, w tych samych godzinach.
Pozdrawiam,
MAG
>> Tu zdecydowanie zaoponuję - zachowanie kierowców wynika właśnie z
>> wrednego profilu tego łamańca, a do tego ciężko się przykleić do
>> krawędzi jezdni, ponieważ tam samochody parkują.
>
> Sory, ale gdzie parkują?
> Przed przejściem dla pieszych czy na nim?
Żebyś się nie zdziwił. Są takie miejsca. Np. dokładnie 100 m od KRP V.
Pozdrawiam,
MAG
Użytkownik "Delfino Delphis" <Delf...@wytnijto.op.pl>
napisał w wiadomości news:i540mm$ick$1...@news.onet.pl...
>> Plac Konstytucji, kierunek północny.
>> Kierowcy autobusów, wprost z przystanku zajeżdżają na pas
>> lewy, by do rondla rotundy wlec się lewym pasem do zjazdu
>> w
>> Aleje w kierunku Dworca Centralnego.
> Nie jeżdżę. Ale w zjeżdżaniu nie ma chyba niczego złego?
> Pytanie czy
> rzeczywiście spychają i nie patrzą w lusterka.
Otóż myślę, że jesteś w błędzie.
Wyobraź sobie kierowcę autobusu, przegubowego, lub sztywnego
długiego, który z przystanku wykonuje obrót fajerą w lewo do
oporu i wykonuje wjazd na lewy pas w poprzek wszystkich
pasów.
Stojąc skosem przez drogę blokuje wszystkie pasy bo ne jest
w stanie wyprostować się na lewym, gdyż stoją tam samochody.
A mógłby pojechać prosto prawym pasem i płynnie zmienić pasy
na odcinku od Pięknej/Koszykowej przez Wilczą, Hożą i
Nowogrodzką.
Wystarczy jechać i sygnalizować zamiary.
A ty działą zasada "duży może więcej".
>> Dlaczego część kierowców dojeżdżając do skrzyżowania
>> Marszałkowskiej i Koszykowej przed pl. Konstytucji już od
>> Wilczej starają się jechać okrakiem po dwóch pasach?
> Domyślam się, że robią to dla bezpieczeństwa, bo
> potrzebują dwóch pasów, aby
> tam zakręcić.
A ja uważam, że robią to z powodu nieumiejętności i
asekuracji tej nieumiejętności wykonywania tego zawodu.
> Wszystko dzieje się przy relatywnie sporej prędkości i
> dlatego jest skrajnie
> niebezpieczne.
No pewnie masz rację.
Ostatnio na Waszyngtona, jadąc ok. 70 km/h wuprzedził mnie i
to dziarsko autobus w barwach warszawskich. -:)
> Dlatego pewnie zawczasu kierowcy zajmują dwa pasy, choć to
> nie do końca zgodne z przepisami, ale podnosi
> bezpieczeństwo.
Nie podnosi to bezpieczeństwa, a wręcz je zmniejsza.
Przy okazji dezorganizuje ruch innych pojazdów.
Mam nieodparte wrażenia, że kierowcom brak szkolenia,
szkolenia i jeszcze raz szkolenia.
> Zrób prosty eksperyment. Odpal sobie zdjęcie z zumi tego
> miejsca i w ten
> zakręt wpasuj prostokąt o wymiarach autobusu:
Delfin, wirtualne eksperymenty nie mają się nijak do
rzeczywistości.
Czy wiesz, że kiedyś kiedyś, dawno temu w Warszawie
przegubowe jelcze (ogórki) jeździły przez Barbakan?
Jak odnajdę historyczną fotę to podeślę.
Jakoś wtedy kierowcy (nazywano ich szoferami) nie mieli
problemów z mieszczeniem się gdziekolwiek.
Dziś tłumaczymy ich bezpieczeństwem, a ja to nazywam po
prostu brakiem umiejętności.
> W 15-metrowcach co prawda pomaga trochę skrętna tylna oś,
> ale nie jest to
> wystarczające.
Skrętna oś jest po to by przyczepa ciągnięta była w osi
skrętu.
Szofer powinien wiedzieć jak się to to zachowuje i umieć to
wykorzystać.
Jeśli nie potrafi to jest cajmerem nie szoferem.
:)
Czy nie uważasz, ze łatwiej jest latać niż jeździć?
:)))
--
Pozdrawiam
Szuwaks
Użytkownik "Marcin Kantorek"
<cypis...@M.merigold.pl.INVALID> napisał w wiadomości
news:i5410p$1ah$1...@inews.gazeta.pl...
> Przypadki występują dokładnie dwa. Nikt zdrowy na umyśle
> takiej roboty nie weźmie. Pasjonat lub frustrat.
> Pasjonat - wiadomo, frustrat to taki, którego jedynym
> osiągnięciem życiowym jest kat.D i nic innego robić nie
> potrafi.
Jestem zupełnie innego zdania.
Znam trochę kierowców autobusów miejskich.
Realnie i wirtualnie.
Są tacy, którzy nawet piszą doktoraty :))
Ani to frustraci ani pasjonaci.
Jedni jeżdżą lepiej inni gorzej.
Są wśród nich zawodowi kierowcy, lecz również na przykład
policjanci, handlowcy, prawnicy (też!)
>> Przynajmniej kierownicy powinni być odpytywani ze
>> znajomości miasta i
> Tu coś frezują, tam demonstrują, tu wybuchło, tam zalało.
> Objazd objazdu zmienionej trasy zmienionej. Na przystanku
> radiowóz NR.
> Instruktor NR: -- Wiemy, którędy jechać?
> Kierowca: -- Jakoś inaczej jeszcze, niż poprzednio???
> NR: -- Na światłach w lewo... O! I za tym 195, co skręcił!
> K: -- A on wie, którędy jechać?
> NR: -- Nie, ale on jedzie za 503!
Fajna anegdota :)
--
Pozdrawiam
Szuwaks
> >>> 1. kierowca mza skrecajacy z zwirek w raclawicka w lewo, z prawego pasa.
> >
> >> A to ciekawe :)
> >
> > Autobusy (w sumie autobus bo to 301) jadą tak od kiedy pamiętam.
> *Linia* 301 nie skręca w lewo ze Żwirek w Racławicką, a do tego kursuje na
> niej więcej autobusów niż jeden.
Pisząc, miałem na myśli lewoskręt z Racławickiej w Żwirki.
Źle napisałem.
Dzięki za uważne czytanie :-)
--
gs
> A ja uważam, że robią to z powodu nieumiejętności i
> asekuracji tej nieumiejętności wykonywania tego zawodu.
>
Żartujesz. Czy ktoś umie jeździć lepiej od gościa, który dzień w dzień przez
30 lat przeciska się Ikarusem po warszawskich ulicach? Pokaż mi takiego.
> Nie podnosi to bezpieczeństwa, a wręcz je zmniejsza.
> Przy okazji dezorganizuje ruch innych pojazdów.
Będę się upierał, że zwiększa. Nic tak nie dezorganizuje ruchu jak
wychodzący z pasa autobus w zakręcie, gdy inni kierowcy się tego nie
spodziewają. Sam tak kiedyś komuś zabrałem lusterko, bo mi tył autobusu
wyszedł z pasa. Nawet nie zauważyłem tego. Gdybym od razu zajął dwa pasy, to
nic by się nie stało, osobówka by sobie poczekała i tyle.
> Mam nieodparte wrażenia, że kierowcom brak szkolenia,
> szkolenia i jeszcze raz szkolenia.
>
Naprawdę myślisz, że jakiekolwiek szkolenie może spowodować, że gość, który
jeździ 30 lat, dowie się czegoś nowego? W tej chwili mamy właśnie nadmiar i
przesyt bezsensownych szkoleń i kursów, na których wykłada się teorię, która
nijak ma się do realnego ruchu ulicznego.
> Delfin, wirtualne eksperymenty nie mają się nijak do
> rzeczywistości.
> Czy wiesz, że kiedyś kiedyś, dawno temu w Warszawie
> przegubowe jelcze (ogórki) jeździły przez Barbakan?
> Jak odnajdę historyczną fotę to podeślę.
> Jakoś wtedy kierowcy (nazywano ich szoferami) nie mieli
> problemów z mieszczeniem się gdziekolwiek.
Ogórek miał niecałe 11 metrów. Te kilka metrów więcej to OGROMNA różnica.
Poza tym zmieścić się w statyczną bramę to każdy może. Ruch uliczny, to
zupełnie inna bajka. A już natężenie ruchu w tamtych czasach nawet nie ma co
porównywać do tego, co się dzieje dzisiaj.
>> W 15-metrowcach co prawda pomaga trochę skrętna tylna oś,
>> ale nie jest to
>> wystarczające.
>
> Skrętna oś jest po to by przyczepa ciągnięta była w osi
> skrętu.
> Szofer powinien wiedzieć jak się to to zachowuje i umieć to
> wykorzystać.
> Jeśli nie potrafi to jest cajmerem nie szoferem.
> :)
>
Ale ty nad tym nie masz kontroli. Ona się po prostu _trochę_ skręca. Nieco
mniej wypuszcza się przód autobusu, za to tył zachodzi na sąsiedni pas.
Kierowca doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
> Czy nie uważasz, ze łatwiej jest latać niż jeździć?
> :)))
>
Latać jest zdecydowanie łatwiej. Jazda autobusem w ruchu miejskim w
Warszawie to prawdziwa szkoła życia. Gdybyś jeszcze mógł jechać powoli, ale
ciebie goni rozkład. Pamiętam, że jak zaczynałem tą pracę, to mimo, iż przed
zmianą byłem zupełnie wyspany, to po 8h jazdy zasypiałem na stojąco. Ogrom
czynników na które trzeba zwracać uwagę, stopień skupienia itd. po prostu
wykańczał psychicznie i fizycznie. Po zmianie wytaczałem się z autobusu i
nie wiedziałem co do mnie ludzie mówią. I wierz mi, to nie brało się ze
zmęczenia fizycznego, bo do tej pracy nie potrzeba mięśni. Teraz jest trochę
lepiej, bo organizm się przystosował, a pewne czynności robi się
podświadomie.
> Czy wiesz, że kiedyś kiedyś, dawno temu w Warszawie
> przegubowe jelcze (ogórki) jeździły przez Barbakan?
> Jak odnajdę historyczną fotę to podeślę.
Pokaż to, albo to nieprawda.
Mieszkam w tym mieście pięćdziesiąt parę lat, z tego czterdzieści
kilka świadomie, ale autobusu w Barbakanie (i jak rozumiem, potem na
Nowomiejskiej i Rynku, bo gdzieżby dalej?) nie pamiętam. Aha - i pokaż
mi trasę, który to autobus tak jeździł. Był taki jeżdżący z Placu
Zamkowego, Podwalem do Długiej - ale w Barbakan jako żywo nie
wjeżdżał. I na Rynek też nic nie wjeżdżało.
Aha - proszę o trasę. Pojedyncze zdjęcie autobusu (miejskiego, a co)
na ulicy Świętojańskiej, to sam kiedyś zrobiłem. Na tle Katedry.
Zrobiłem dosłownie - w Photoshopie... Może na to właśnie się
powołujesz? :>
Aha - chodziłem też do szkoły muzycznej na Miodowej, w czasach
"ogórków". Tamte okolice obłaziłem na wszelkie możliwe sposoby. Ale
autobusu w Barbakanie NIE BYŁO. Jeśli był, to znaczy, że albom jest
sklerotyk już, albo przeniosło mnie z innego matrixa.
Pozdrawiam,
Marek W.
--
Suma inteligencji ludzkości jest stała. Tylko ludzi jest coraz więcej.
> Aha - proszę o trasę. Pojedyncze zdjęcie autobusu (miejskiego, a co)
> na ulicy Świętojańskiej, to sam kiedyś zrobiłem. Na tle Katedry.
> Zrobiłem dosłownie - w Photoshopie... Może na to właśnie się
> powołujesz? :>
>
> Aha - chodziłem też do szkoły muzycznej na Miodowej, w czasach
> "ogórków". Tamte okolice obłaziłem na wszelkie możliwe sposoby. Ale
> autobusu w Barbakanie NIE BYŁO. Jeśli był, to znaczy, że albom jest
> sklerotyk już, albo przeniosło mnie z innego matrixa.
Nie było i nie miało prawa być.
--
animka
> Otóż myślę, że jesteś w błędzie.
A ja nabieram przekonania, że nie myślisz.
> Wyobraź sobie kierowcę autobusu, przegubowego, lub sztywnego długiego,
> który z przystanku wykonuje obrót fajerą w lewo do oporu i wykonuje
> wjazd na lewy pas w poprzek wszystkich pasów.
Dla deskorolki technicznie niewykonalne. Nabieram przekonania j.w. coraz
bardziej.
> Wystarczy jechać i sygnalizować zamiary.
Możesz potwierdzić z autopsji? Reszta j.w.
> A ja uważam, że robią to z powodu nieumiejętności i asekuracji tej
> nieumiejętności
Tu masz rację. W stu procentach. Dwustu nawet. Tak się robi z powodu
nieumiejętności... myślenia. Tj bezmyślności -- pozostałych użytkowników
drogi.
> Nie podnosi to bezpieczeństwa, a wręcz je zmniejsza.
Tak? Podaj jakiś przykład, proszę. Tylko konkretnie.
> Delfin, wirtualne eksperymenty nie mają się nijak do rzeczywistości.
> Czy wiesz, że kiedyś kiedyś, dawno temu w Warszawie przegubowe jelcze
> (ogórki) jeździły przez Barbakan?
> Jak odnajdę historyczną fotę to podeślę.
> Jakoś wtedy kierowcy (nazywano ich szoferami) nie mieli problemów z
> mieszczeniem się gdziekolwiek.
My nie mamy problemów. Żadnych. Z dokładnością do zmieszczenia się
gdziekolwiek. Problem jest w tym, że Wy macie problemy zawsze i
wszędzie, nawet z prawidłowym zaparkowaniem, o ruchu nie wspominając.
Barbakan stał i stoi w miejscu. Wy się ruszacie, niestety (adekwatne
przymiotniki przemilczę).
Disclaimer: nie mam pretensji, że się ruszacie jakkolwiek, chodzi o to
JAK się ruszacie. Masz na tych tam swoich fotkach kretyńsko poruszający
się Barbakan?
>> W 15-metrowcach co prawda pomaga trochę skrętna tylna oś, ale nie jest to
>> wystarczające.
>
> Skrętna oś jest po to by przyczepa ciągnięta była w osi skrętu.
> Szofer powinien wiedzieć jak się to to zachowuje i umieć to wykorzystać.
> Jeśli nie potrafi to jest cajmerem nie szoferem.
> :)
Ty chyba chory jesteś, albo trolujesz, co na jedno w sumie wychodzi...
- Nie ma aut 15m z przyczepą. Jesteś pewien, że wiesz, o czym rozmawiasz?
- W przegubach, poza Ikarusem, przyczepa nie jest ciągnięta, tylko jakby
odwrotnie... Jesteś pewien, że wiesz, o czym rozmawiasz?
- Wiesz, co to jest "zachodzenie" i dlaczego tak nie lubimy deskorolek?
- Wiesz w o ogóle, co to jest oś skrętna?
Pal sześć, odpowiedz prawidłowo tylko na to ostatnie pytanie.
> Czy nie uważasz, ze łatwiej jest latać niż jeździć?
> :)))
Ja np. nie latam, ale nieco pływam. Łatwiej. Niemal brak idiotów. Morze
szybko samo eliminuje.
--
Marcin 'Cypis' Kantorek |
/|)
'-/_\
~~~~~~ http://www.DINO.merigold.pl ~~~~~~~~'===='~~~~~~~~~
>> Czy wiesz, że kiedyś kiedyś, dawno temu w Warszawie
>> przegubowe jelcze (ogórki) jeździły przez Barbakan?
>> Jak odnajdę historyczną fotę to podeślę.
>
> Pokaż to, albo to nieprawda.
Możesz uwierzyć na słowo -- jeździły. W każdym razie technicznie to
żaden problem. A ogórek, i to ten dłuższy, szybko zaniechany jako
nieporęczny, swoją geometrią nie różni się od dzisiejszej osiemnastki. W
niczym.
(no dobra, mniejszy zwis przedni był, ale to pikuś, skoro dziś wszędzie
mamy jak nie słupki projektowo zielone a obecnie zardzewiałe, to inne
odpowiedniki)
>> Przypadki występują dokładnie dwa. Nikt zdrowy na umyśle takiej roboty
>> nie weźmie. Pasjonat lub frustrat. Pasjonat - wiadomo, frustrat to
>> taki, którego jedynym osiągnięciem życiowym jest kat.D i nic innego
>> robić nie potrafi.
>
> Jestem zupełnie innego zdania.
Opowiadaj!
>> Tu coś frezują, tam demonstrują, tu wybuchło, tam zalało. Objazd
>> objazdu zmienionej trasy zmienionej. Na przystanku radiowóz NR.
>> Instruktor NR: -- Wiemy, którędy jechać?
>> Kierowca: -- Jakoś inaczej jeszcze, niż poprzednio???
>> NR: -- Na światłach w lewo... O! I za tym 195, co skręcił!
>> K: -- A on wie, którędy jechać?
>> NR: -- Nie, ale on jedzie za 503!
>
> Fajna anegdota :)
Mylisz anegdotę z faktem (dla młodszego pokolenia: z faktem
autentycznym). Najciekawszy fragment następny, tj. "Jak znów zostałem
burakiem" miał miejsce chwilę później. Ciekawyś?
"Anegdot" w tym Twoim pojęciu dostarcza każdy dzień powszedni... nie
tylko powszedni, świąteczny też :)
> W artykule <i569l5$74k$1...@inews.gazeta.pl>
> Szuwaks napisał(a):
>
> > Czy wiesz, że kiedyś kiedyś, dawno temu w Warszawie
> > przegubowe jelcze (ogórki) jeździły przez Barbakan?
> > Jak odnajdę historyczną fotę to podeślę.
>
> Pokaż to, albo to nieprawda.
Prawda. Zarówno że przegubowce jak i to że jeździły przez Barbakan. W
świadomości ludzkiej układ placu Zamkowego istniej jako ten od 1973 -
od czasu rozpoczęcia odbudowy Zamku Królewskiego. A wcześniej zarówno
na placu Zamkowym jak i na Starówce był zwykły ruch samochodowy. Jedną
z pierwszych decyzji przy odbudowie była likwidacja pętli autobusowej
na pl. Zamkowym i skasowanie autobusów ze Starówki bo przeszkadzały w
pracach.
Zerkni sam:
http://www.przegubowiec.com/katalog-autobusow-2/ogorki-i-chaussony/273-mpa-ap-62
Zdrówko
> Mylisz anegdotę z faktem (dla młodszego pokolenia: z faktem
> autentycznym).
A sprawdzałeś czym jest anegdota?
--
Piotr 'aniou' Meyer
Pewnie nie - podobnie jak z faktem (autentycznym, cokolwiek by to miało
znaczyć) ;)
--
Jutro to dziś - tyle że jutro.
> Dnia 2010-08-26, o godz. 22:18:31
> Marek Włodarz <mar...@nospam.venus.ci.uw.edu.pl> napisał(a):
>
>> W artykule <i569l5$74k$1...@inews.gazeta.pl>
>> Szuwaks napisał(a):
>>
>> > Czy wiesz, że kiedyś kiedyś, dawno temu w Warszawie
>> > przegubowe jelcze (ogórki) jeździły przez Barbakan?
>> > Jak odnajdę historyczną fotę to podeślę.
>>
>> Pokaż to, albo to nieprawda.
>
> Prawda. Zarówno że przegubowce jak i to że jeździły przez Barbakan. W
> świadomości ludzkiej układ placu Zamkowego istniej jako ten od 1973 -
> od czasu rozpoczęcia odbudowy Zamku Królewskiego. A wcześniej zarówno
> na placu Zamkowym jak i na Starówce był zwykły ruch samochodowy. Jedną
> z pierwszych decyzji przy odbudowie była likwidacja pętli autobusowej
> na pl. Zamkowym i skasowanie autobusów ze Starówki bo przeszkadzały w
> pracach.
Pętlę na Zamkowym pamiętam. Ale autobusy jeździły stamtąd Podwalem do
Długiej i dalej do Bonifraterskiej, albo w Krakowskie.
Żaden nigdy nie wjeżdżał na samą Starówkę. Pętlę zlikwidowano zresztą
dopiero w 1976 roku - jeszcze w 75 była. Dopiero wtedy przeniesiono
końce tras na Długą - ale wszystkie te autobusy jeździły Podwalem (w
jedną stronę), więc poniekąd przez Plac Zamkowy (tyle, że bokiem). Z
Podwala autobusy znikły dopiero w połowie lat 80-tych.
Co do samochodów na Starówce - odkąd pamiętam, czyli mniej więcej od
1965 (gdy miałem już 7 lat, więc mogę coś pamiętać), samochodów na
Starówce nie było nigdy. Nie liczę dostawczaków i bardzo nielicznych
"z zezwoleniami". Starówka od momentu odbudowy była pomyślana jako
"deptak" i tak też było. Co innego Nowe Miasto - tam ruch był
dopuszczony chyba do połowy lat 80. Pętlę autobusową na Rynku Nowego
Miasta pamiętam jeszcze z 85 czy coś około (kończyło tam - "od zawsze"
125, które zresztą jechało przez Plac Zamkowy i Podwale właśnie). I on
przejeżdżał "niedaleko" Barbakanu, ale nie _przez_ Barbakan.
> Zerkni sam:
> http://www.przegubowiec.com/katalog-autobusow-2/ogorki-i-chaussony/273-mpa-ap-62
Tu jest podpis "Sesja fotograficzna pod Barbakanem". Na sesję, to mogę
i dziś Solarisem 18 na Rynek wjechać. Piszą tu też o "jazdach
próbnych dla przetestowania zwrotności". Jazda próbna to jakby co
innego, niż "codzienna". BTW - mam dziwne przeczucie, ze Starówkę
wybrano dla tych testów m.in. dlatego, że była zamknięta dla
normalnego ruchu.
Zresztą sam sprawdź - wszystkie przebiegi tras są na www.trasbus.com.
Autobus jadący przez Barbakan musiałby jechać Nowomiejską, prawda? No
to łatwo można się przekonać, że _nigdy_ takiej trasy nie było.
> Przez 30 lat mieszkałem przy pętli autobusowej na Sadybie. Była linia
> 180bis do Centralnego, 180 z Wilanowa gdzieś tam dalej, linia
> pospieszna B, itd. Niedawno a przez kilka lat B działała jako 522,
> teraz jest bodajże 422, co pozwala domniemywać, że i trasa jest już
> inna. 501, który w latach 80-tych jeździł na Saską Kepę (szkoła)
> widuję na Sobieskiego. 179 z Sadyby na Stare Miasto kilka lat temu
> "zmienił trasę" na lokalne kursy po Ursynowie.
>
Miasto też się trochę zmieniło. Naprawdę wydaje ci się, że komunikacja
powinna działać tak samo, jak wtedy, gdy nie było metra, wielu łączników
tramwajowych SKMki i wielu innych rzeczy? Komunikacja jest robiona pod nowe
osiedla, pod korki (zakorkowane linie się tnie, kosztem szybkich dowozówek)
itd.
A tobie się naprawdę wydaje, że jedna linia metra oraz jedna linia SKM
dublująca KM tak wiele zmieniają?
To chyba taka ZTMowska logika, że otworzenie metra powoduje iż ludziom się
zmienia cel podróży.
> Komunikacja jest robiona pod nowe osiedla,
Nowe osiedle wciśnięte są na trawniki pomiędzy starymi osiedlami. Nie ma
potrzeby przerabiać pod nie komunikacji.
> pod korki (zakorkowane linie się tnie, kosztem szybkich dowozówek) itd.
Dowozówek do czego? Od korka do korka? Z przesiadkami jedzie się dłużej.
> A tobie się naprawdę wydaje, że jedna linia metra oraz jedna linia SKM
> dublująca KM tak wiele zmieniają?
Mnie się nie wydaje. To jest fakt. Zresztą widzę po sobie gdy planuję podróż
- metro pojawia się wtedy bardzo często nawet, jeśli służy do pokonania
dwóch-trzech stacji.
> Nowe osiedle wciśnięte są na trawniki pomiędzy starymi osiedlami. Nie ma
> potrzeby przerabiać pod nie komunikacji.
>
Szczególnie takie osiedla jak Tarchomin. Poza tym nawet nowe osiedle
wciśnięte między stare będzie potrzebowało dodatkowych brygad, aby obsłużyć
nowych pasażerów.
>> pod korki (zakorkowane linie się tnie, kosztem szybkich dowozówek) itd.
>
> Dowozówek do czego? Od korka do korka? Z przesiadkami jedzie się dłużej.
Niekoniecznie. Choć jestem fanem długich linii to tutaj niestety trzeba
oddać sprawiedliwość. Długie linie w dzisiejszych czasach nie mają racji
bytu, bo korek nawet na jednym, krótkim odcinku, powoduje duże opóźnienie na
całej trasie i w ogóle rozbija rozkład. Za PRLu nie było takiego problemu.
Dziś lepiej sprawdzają się krótkie linie, bo jeżdżą względnie punktualnie i
są przewidywalne.
> IMO dość dobry system motywacyjny. Czemu go zarzucono? Eh...
>
Nie zarzucono. Można dostać finansowanie z urzędu pracy i z Unii. Może
problemem jest, że szukałeś pracy w ZTMie, który nie zatrudnia żadnego
kierowcy autobusu :D
Użytkownik "Fikander" <ande...@gmail.com.hahaha> napisał w
wiadomości news:w7mpdjh2...@fikander.com...
>> A poza tym, niech sczyści tych, którzy wciąż zmieniają
>> trasy.
> Gdyby układ tras był choćby zbliżony do optymalnego i
> wydajnego, to by nikt
> nie próbował ich zmieniać...
I właśnie ta optymalność to jest jak poszukiwanie kamienia
filozoficznego.
Ci specjaliści od optymalnego rozkładu nie mają pojęcia co
to jest.
A wprowadzanie optymalności poprzez żonglowanie numerami
linii po całym mieście świadczy dobitnie o "wysokiej"
specjalizacji zmieniaczy.
--
Pozdrawiam
Szuwaks
Użytkownik "MAG" <ma...@nie.poczta.onet.pl> napisał w
wiadomości news:i55ghr$goh$1...@news.onet.pl...
>> Sory, ale gdzie parkują?
>> Przed przejściem dla pieszych czy na nim?
> Żebyś się nie zdziwił. Są takie miejsca. Np. dokładnie 100
> m od KRP V.
Aparat, parę zdjęć, pismo do komendanta z powiadomieniem
stołecznego.
Trudno?
--
Pozdrawiam
Szuwaks
Użytkownik "Delfino Delphis" <Delf...@wytnijto.op.pl>
napisał w wiadomości news:i56m53$r38$1...@news.onet.pl...
>> A ja uważam, że robią to z powodu nieumiejętności i
>> asekuracji tej nieumiejętności wykonywania tego zawodu.
> Żartujesz. Czy ktoś umie jeździć lepiej od gościa, który
> dzień w dzień przez
> 30 lat przeciska się Ikarusem po warszawskich ulicach?
> Pokaż mi takiego.
No nie mów, że już 30 lat kręcisz fajerą w MZA (wcześniej
MZK).
Przecież ledwo tyle żyjesz ;))
Takich weteranów to można pewnie szybko policzyć.
A co do lepszych?
Proszę bardzo.
To kierowcy z MPO (jako przykład).
>> Nie podnosi to bezpieczeństwa, a wręcz je zmniejsza.
>> Przy okazji dezorganizuje ruch innych pojazdów.
> Będę się upierał, że zwiększa.
No to mamy rozbieżność.
> Naprawdę myślisz, że jakiekolwiek szkolenie może
> spowodować, że gość, który
> jeździ 30 lat, dowie się czegoś nowego?
Oczywiście. I młodzi też. A przy okazji przypomną sobie to
oczym już dawno zapomnieli.
> Ogórek miał niecałe 11 metrów.
No to wiemy co miał.
A teraz napisz czego nie miał w porónaniu z dzisiejszymi
autobusami.
Niedługo zamiast fajery zamontują joystick i czyjnik oddechu
zatrzymujący autobus na wypadek snu kierowcy :))
> Ale ty nad tym nie masz kontroli.
Ja nie, ale kierowca autobusu powinien :)
>> Czy nie uważasz, ze łatwiej jest latać niż jeździć?
>> :)))
> Latać jest zdecydowanie łatwiej.
Wiedziałem :)))
--
Pozdrawiam
Szuwaks
Użytkownik "Marek Włodarz"
<mar...@nospam.venus.ci.uw.edu.pl> napisał w wiadomości
news:slrn.pl.i7dp...@marekw.home...
>> Czy wiesz, że kiedyś kiedyś, dawno temu w Warszawie
>> przegubowe jelcze (ogórki) jeździły przez Barbakan?
>> Jak odnajdę historyczną fotę to podeślę.
> Pokaż to, albo to nieprawda.
Gdzieś wcięło mi książke o hitstorii technicznej Warszawy.
Tam była. Ale kiedyś się zapewne odnajdzie.
> Mieszkam w tym mieście pięćdziesiąt parę lat, z tego
> czterdzieści
> kilka świadomie, ale autobusu w Barbakanie (i jak
> rozumiem, potem na
> Nowomiejskiej i Rynku, bo gdzieżby dalej?) nie pamiętam.
> Aha - i pokaż
> mi trasę, który to autobus tak jeździł.
Odczytałeś, że jeździły tam regularne linie, ja tego nie
napisałem.
Choć w kontekście wątku mogłoby Sie tak wydawać.
--
Pozdrawiam
Szuwaks
> No nie mów, że już 30 lat kręcisz fajerą w MZA (wcześniej
> MZK).
Ja nie, ale średnia kierowców pewnie taka jest.
> A co do lepszych?
> Proszę bardzo.
> To kierowcy z MPO (jako przykład).
>
No nie wiem, nigdy w to nie wnikałem, ale jednak te ich ciężarówki są
mniejsze, a i rozkład nie goni. Poza tym nie bez kozery na ciężarówkę jest
C, a na autobus D. To jak magister i doktor :)
>> Naprawdę myślisz, że jakiekolwiek szkolenie może
>> spowodować, że gość, który
>> jeździ 30 lat, dowie się czegoś nowego?
>
> Oczywiście. I młodzi też. A przy okazji przypomną sobie to
> oczym już dawno zapomnieli.
>
Szczerze wątpię. Mógłbyś z grubsza określić czego na takim kursie by uczono?
> A teraz napisz czego nie miał w porónaniu z dzisiejszymi
> autobusami.
> Niedługo zamiast fajery zamontują joystick i czyjnik oddechu
> zatrzymujący autobus na wypadek snu kierowcy :))
>
Ee ja tam wolę lewarkiem jeździć. Większa kontrola, większa płynność,
mniejsze zużycie paliwa.
>> Latać jest zdecydowanie łatwiej.
>
> Wiedziałem :)))
>
Jak nie wierzysz, to przejrzyj program szkolenia. Na autobus potrzebujesz
40h kursu na kategorię B (albo i więcej, nie wiem ile teraz jest), potem
sporo doświadczenia miejskiego, 60 godzin na kategorię D, ukończone 21 lat.
Na samolot wystarcza 45 godzin, przy czym po 10 godzinach już masz loty
samodzielne. Puść początkującego kierowcę samego na miasto po 10 godzinach
jazdy :)
No właśnie patrzysz tylko po sobie. Tymczasem milion ludzi jeździ w poprzek
lub z dala od linii metra, do której chcesz ich siłą zaganiać.
>> Nowe osiedle wciśnięte są na trawniki pomiędzy starymi osiedlami. Nie ma
>> potrzeby przerabiać pod nie komunikacji.
>>
> Szczególnie takie osiedla jak Tarchomin.
No na pewno Tarchomin wymusza zmiany np. na Sadybie.
> Poza tym nawet nowe osiedle
> wciśnięte między stare będzie potrzebowało dodatkowych brygad, aby
> obsłużyć
> nowych pasażerów.
Dołożenie kilku kursów więcej chyba nie ma wymaga zmiany numeru i trasy.
>>> pod korki (zakorkowane linie się tnie, kosztem szybkich dowozówek) itd.
>>
>> Dowozówek do czego? Od korka do korka? Z przesiadkami jedzie się dłużej.
>
> Niekoniecznie. Choć jestem fanem długich linii to tutaj niestety trzeba
> oddać sprawiedliwość. Długie linie w dzisiejszych czasach nie mają racji
> bytu, bo korek nawet na jednym, krótkim odcinku, powoduje duże opóźnienie
> na
> całej trasie i w ogóle rozbija rozkład. Za PRLu nie było takiego problemu.
Miasto się powiększyło więc trzeba linie skracać? Nie wystarczy, że już
trzeba się trzy razy przesiadać by przejechać 10km?
> Dziś lepiej sprawdzają się krótkie linie, bo jeżdżą względnie punktualnie
> i
> są przewidywalne.
W teorii. W praktyce bardziej się opłaca poczekać kwadrans na bezpośredni
niż kombinować z przesiadkami, bo tyle czasu one marnują.
> No właśnie patrzysz tylko po sobie. Tymczasem milion ludzi jeździ w
> poprzek lub z dala od linii metra, do której chcesz ich siłą zaganiać.
>
Ale ja mówię także o jeździe w poprzek. Często jadąc w poprzek i tak sporo
można nadrobić przeskakując o kilka mostów w bok metrem :)
> Dołożenie kilku kursów więcej chyba nie ma wymaga zmiany numeru i trasy.
>
Jeśli linia łączy dwa odległe osiedla i tylko na jednym wrasta popyt, to nie
da się po prostu dodać kilku brygad. Trzeba linię rozbić na dwie, bo inaczej
na drugim osiedlu będzie nadpodaż.
> Miasto się powiększyło więc trzeba linie skracać? Nie wystarczy, że już
> trzeba się trzy razy przesiadać by przejechać 10km?
>
Tym bardziej gdy miasto powiększa się coraz ciężej zapewnić możliwość
dojazdu z jednego miejsca w drugie bez przesiadek, albo nawet z jedną.
> W teorii. W praktyce bardziej się opłaca poczekać kwadrans na bezpośredni
> niż kombinować z przesiadkami, bo tyle czasu one marnują.
Mam inne doświadczenia w tej materii. Jak ci się spieszy, to łapiesz
pierwsze co jedzie w dobrym kierunku. Zyskać można bardzo dużo.
> Ale nie mam tu na myśli zmian koniecznych a te naprawdę niczym
> nieuzasadnione - numery linii.
> Jeśli linia X, po kilku/nastu latach raptownie zaczyna funkcjonować np.
> w Ursusie a dotychczas była na Bródnie, to przecież nawet pasażerowie Ci
> nie pomogą jeżeli przez kilka ostatnich miesięcy jeździłeś na Ursynowie.
To nie jest tak, że ktoś ot tak sobie zamienia numery linii, aby
mieszać. Jeśli w jednym miejscu likwiduje się jakąś linię, to pozostaje
wolny numer, z którymś coś trzeba zrobić bo zakres oznaczeń kolejnych
linii ma swoje ograniczenia, wynikające np. z tego, że numery linii
tramwajowych i autobusowych się nie dublują, czy też z faktu, że zakres
numeracji linii zwykłych zasadniczo mieści się między 100 a 199.
Dlatego gdy gdzieś indziej tworzy się nową linię to wybiera się jeden z
aktualnie wolnych numerów, niezależnie od jego historii. Przed wojną też
tak było, jeśli przejrzeć historię poszczególnych linii tramwajowych.
Krzysztof
Jestem na etapie kompletowania listy adresatów :-)
Policja, Straż Miejska, Wszelakie zarządy dróg, ruchu, komunikacji i
czego tam jeszcze...
Za sobą mam ustne powiadamianie patroli, raz nawet na komendę wstąpiłam.
Jakoś średnio byli zainteresowani.
A kierowcy, którym zwracałam uwagę mówili, że oni tylko na chwilkę, albo
jeszcze mi nawrzucali.
Pozdrawiam,
MAG
Użytkownik "Delfino Delphis" <Delf...@wytnijto.op.pl>
napisał w wiadomości news:i5b4ad$f8k$1...@news.onet.pl...
>> No nie mów, że już 30 lat kręcisz fajerą w MZA (wcześniej
>> MZK)
> Ja nie, ale średnia kierowców pewnie taka jest.
Jestem przekonany. że tak nie jest. :)
>> To kierowcy z MPO (jako przykład).
> No nie wiem, nigdy w to nie wnikałem, ale jednak te ich
> ciężarówki są
> mniejsze, a i rozkład nie goni. Poza tym nie bez kozery na
> ciężarówkę jest
> C, a na autobus D. To jak magister i doktor :)
No powiedzmy.
Polemizował bym z tymi tytułami.
Jeśłi chodzi o umiejętność jazdy, manewrów, itp, to zwróć
uwagę na to jak oni sobie radzą w warunkach mocno bezładnie
zaparkowanych okolic wszelkich dojazdó do śmietników.
Kierowca autobusu jedzie zasadniczo tylko do przodu, po
wygodnej, szerokiej ulicy.
Ten doktorat to tylko za to, że wozi się ludzi a nie śmieci
(choć wielu kierowcó tak ich właśnie traktuje).
>> Oczywiście. I młodzi też. A przy okazji przypomną sobie
>> to
>> oczym już dawno zapomnieli.
> Szczerze wątpię. Mógłbyś z grubsza określić czego na takim
> kursie by uczono?
Dużo by wymnieniać, choćby tego, że jednak pojazdy z jego
prawej strony w warunkach rónoważnych mają pierszeństwo.
I że nie najeżdżą się mniejszych pojazdó by je zastraszyć.
Jak używać kierunkowskazów.
Ze wystające na jezdnię z chodnika pojazdy należy omijać z
zachowaniem ostrożności, bo z lewej strony jadą pojazdy,
któych nie należy spychać na torowisko?
I takie tam pierdoły, o których wy, doktorzy zapominacie,
albo macie to w.... rurze wydechowej.
--
Pozdrawiam
Szuwaks
Użytkownik "MAG" <ma...@nie.poczta.onet.pl> napisał w
wiadomości news:i5e56o$5qt$1...@news.onet.pl...
> A kierowcy, którym zwracałam uwagę mówili, że oni tylko na
> chwilkę, albo jeszcze mi nawrzucali.
To jest jedna z najbardziej popularnych i prymitywnych
wymówek.
A z nawrzucaniem to już nie raz się spotkałem.
Chamstwa i cajmerstwa jest co raz więcej.
--
Pozdrawiam
Szuwaks
> Jestem na etapie kompletowania listy adresatów :-)
Dopisz sobie Biuro Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego. Odpowiadają
za bezpieczeństwo w ruchu drogowym.
Krzysztof
Ale zdecydowanie częściej nie ma potrzeby przeskakiwania kilku mostów w bok
i na przesiadce się traci.
(zwłaszcza że w poprzek metra nie musi oznaczać wcale przez Wisłę)
>> Dołożenie kilku kursów więcej chyba nie ma wymaga zmiany numeru i trasy.
>>
> Jeśli linia łączy dwa odległe osiedla i tylko na jednym wrasta popyt, to
> nie
> da się po prostu dodać kilku brygad. Trzeba linię rozbić na dwie, bo
> inaczej
> na drugim osiedlu będzie nadpodaż.
Na zewnętrznych końcach linii zawsze jest nadpodaż, na pętlach autobusy są
prawie puste. Jeśli ci przeszkadza asymetria między jednym a drugim końcem,
no to sory winetu, ale w "dowozókach" występować ona będzie tym bardziej.
>> Miasto się powiększyło więc trzeba linie skracać? Nie wystarczy, że już
>> trzeba się trzy razy przesiadać by przejechać 10km?
>>
> Tym bardziej gdy miasto powiększa się coraz ciężej zapewnić możliwość
> dojazdu z jednego miejsca w drugie bez przesiadek, albo nawet z jedną.
Z powodu nowego bloku na Tarchominie, by dojechać z Woli na Ochotę, już
wkrótce nie będzie wystarczyła jedna przesiadka tylko potrzebne będą aż
dwie? Gdzie sens w tych teoriach?
>> W teorii. W praktyce bardziej się opłaca poczekać kwadrans na bezpośredni
>> niż kombinować z przesiadkami, bo tyle czasu one marnują.
>
> Mam inne doświadczenia w tej materii. Jak ci się spieszy, to łapiesz
> pierwsze co jedzie w dobrym kierunku. Zyskać można bardzo dużo.
I bardzo dużo można stracić na przesiadkach, zwłaszcza jak stoisz na na
środku ulicy na światłach pomiędzy dwoma przystankami i ucieka ci i to na co
chciałeś się przesiąść i wyprzedza cię ten bezpośredni na których chciałeś
poczekać.
Doświadczenie jako pasażer masz średnie. Może i długie ale niestety wąskie -
od lat sobie jeździsz na bardzo fortunnych trasach i ci się wydaje.