W dniu 2012-05-10 13:52, Maciek Babcia Dobosz pisze:
> Nie podlegał. Pracowałem wtedy jako rekwizytor przy produkcjach
> filmowych i bywało się w najróżniejszych miejscach. ;-) SPATiF to
> organizacja aktorów. SFP twórców filmowych.
Nie mam powodów by nie wierzyć... :)
> Po paru wizytach - nawet w charakterze osoby towarzyszącej wpuszczał
> "na twarz". Oczywiście można było wejść na nominał ale kto by tam
> niepotrzebnie kasę wydawał. ;-)
Mogę tylko potwierdzić. Parę razy wchodziło się z gościem,
a później już przychodził sam. Zazwyczaj na sępa... ;)
>> Był też, siedzący zazwyczaj na dole, 'etatowy' cywilny policjant.
> Ubek a nie milicjant. Smutna rzeczywistość wielu ówczesnych knajp.
Dzielnicowy do którego znienacka 'uśmiechnęło się szczęście'
dosyć przyzwoity gość. Spotkałem go kiedyś po latach. Szczęście
trwało stosunkowo krótko, zostały problemy rodzinne, zdrowotne,
jakieś tam inne. Ale przyznać trzeba, że facet miał pamięć. Ja
bym go nie rozpoznał...
> Gorzej jeśli po czasie okazywało się że ubekiem jest np. szatniarz a
> nie jedyny trzeźwy gość na sali.
Do tej pory nie wiem (to akurat nie w Ścieku) kto zrobił zdjęcia,
które smutni panowie pokazywali mi w trakcie spotkania, na które
zostałem zabrany na komendę wprost z ulicy. Teoretycznie nie było
nikogo nieznajomego. Teoretycznie nikt ze znajomych nie donosił,
a ten co donosił, był wtedy nieobecny. Ale kiedyś się wybiorę do
IPN, a nóż widelec... Tyle, że nie wiem, czy chcę wiedzieć...
> A ja i tak głównie bywałem w Kameralnej z racji tego że w kamienicy
> naprzeciwko kolega mieszkał i w razie zasiedzenia się było gdzie kimać.
Ja miałem z pracowni mniej więcej tę samą odległość co do domu.
Wprawdzie w innym kierunku, ale to nawet zabawniej było... ;D
--
Dusiołek
www.szpinak.prv.pl