Studiowałem zaocznie i są to pieniądze wyrzucone w błoto. Poziom
żenująco niski, nie nauczyłem się w pierwszym semestrze totalnie
niczego. Prócz ładnie wyglądającego programu studiów nic te studia nie
oferują. Zaś sam formalny program studiów nie ma wiele wspólnego z
rzeczywistością:
- tracona jest masa czasu na pierdoły
- wykładowcy się spóźniają
- wykładowcy bywają aroganccy
Kobieta w dziekanacie to już szczyt chamstwa. Z powodu pewnych zaszłości
chciała się mnie pozbyć i NIE wydała karty egzaminacyjnej. Nie miałem
żadnych zaległości w czesnym ani innych braków formalnych. Powiedziała,
że _traktuje_ mnie jak skreślonego. Czyli NIE ma podstaw do skreślenia,
nikt nie odważy się skreślić z listy studentów ale będzie mi maksymalnie
utrudniać studiowanie.
Odradzam ETI PG, szkoda czasu i pieniędzy.
pzdr
Myślę, że ostatnie dwa słowa tłumaczą wszystko.
--
Marek Witbrot
Kretynów myślących etykietkami też szanujemy.
:)
Zapytam, bo nie rozumiem...
Chcesz stwierdzić, że PG ma prawo odwalać fuszerkę na studiach zaocznych?
Czy też próbujesz się wywyższyć tym, że studiowałeś dziennie i tym samym
w praktyce masz pracodawcy do zaoferowania o wiele mniej, bo twoja
oferta ogranicza się do wiedzy teoretycznej ze studiów a nie
umiejętności praktycznych?
pzdr
> Zdecydowanie odradzam studia na wydziale ETI PG.
Cóż, opinia kogoś kto się podpisuje X em, nie jest dla wielu zbyt wiele
warta...
> Studiowałem zaocznie i są to pieniądze wyrzucone w błoto. Poziom
> żenująco niski, nie nauczyłem się w pierwszym semestrze totalnie
> niczego.
IMO to bardziej do siebie powinieneś mieć pretensje, że się niczego nie
nauczyłeś. Do tego podejrzewam, że gdyby wymagano więcej na tych studiach
to byś napisał post w stylu: "Płacę za studia a oni jeszcze każą się uczyć.
Jak tak można?".
Jeśli twój sposób rozmowy rzeczywiście polega na tym, że wmawiasz
ludziom coś czego nie powiedzieli, to nie dziwię się że Pani z
dziekanatu że mogła nie chcieć z tobą gadać.
Jak i w oryginalnym poście. Piszesz że i na czysto, i że "pewne zaszłości".
Jak się ma problem z urzędnikiem, który czegoś mylnie* odmawia - to się
żąda na piśmie za potwierdzeniem odbioru. I tego studia też uczą, co
często procentuje w życiu.
gacek
Zadawanie pytań to wmawianie? Chyba masz rację, że ktoś ma problem.
> Jak się ma problem z urzędnikiem, który czegoś mylnie* odmawia - to się
> żąda na piśmie za potwierdzeniem odbioru. I tego studia też uczą, co
> często procentuje w życiu.
Za potwierdzeniem odbioru będziesz żądał udzielenia odpowiedzi czy np.
jest już decyzja dziekana w jakiejś sprawie? Otóż już właśnie na taki
poziom braku współpracy zszedł kontakt z panią z dziekanatu. I miała ten
problem spora część roku, jeśli nie większość studentów.
pzdr
Wmawiać sobie możesz co chcesz, co nie podniesie poziomu studiów. Z
analizy matematycznej nie zdali tylko ci, którzy nie wiedzieli nawet
tego ile wynosi pochodna z sin(x). Ci co zapamiętali a nie umieli
zastosować - zdali.
Do tego podejrzewam, że gdyby wymagano więcej na tych studiach
> to byś napisał post w stylu: "Płacę za studia a oni jeszcze każą się uczyć.
> Jak tak można?".
Podejrzewać możesz nawet, że księżyc jest z żółtego sera.
pzdr
> Zdecydowanie odradzam studia na wydziale ETI PG.
Ja mam wrażenie że są dwa rodzaje uczelni:
- Płacisz to zdajesz nawet jak nic nie umiesz i nic się nie nauczysz
- Uczelnie dla tych co już dużo wiedzą, i generalnie potrzebny tylko
papierek - czyli z nauki nici, tylko rzucanie haseł.
Czasem tak.
Kilku polityków też nie może tego pojąć.
>> Jak się ma problem z urzędnikiem, który czegoś mylnie* odmawia - to się
>> żąda na piśmie za potwierdzeniem odbioru. I tego studia też uczą, co
>> często procentuje w życiu.
>
> Za potwierdzeniem odbioru będziesz żądał udzielenia odpowiedzi czy np.
> jest już decyzja dziekana w jakiejś sprawie?
Jeśli trzeba? Tak.
Chociaż raczej pytałbym o samą odpowiedź, niż to czy już jest.
> Otóż już właśnie na taki
> poziom braku współpracy zszedł kontakt z panią z dziekanatu. I miała ten
> problem spora część roku, jeśli nie większość studentów.
Czasem urzędnik ma przełożnych i nawet można z nimi porozmawiać,
zwłaszcza gdy się reprezentuje większą grupę osób. Tylko się trzeba
merytorycznie przygotować.
Ciągle nie wiemy co to za pewne zaszłości.
gacek
W takim razie życzę powodzenia oraz emocjonujących studiów na ETI PG.
Ja dość szybko doszedłem do wniosku, że studia nie są od tego, żeby
stwarzać sobie bzdurne problemy.
> Ciągle nie wiemy co to za pewne zaszłości.
Udowodniłem pani, że nie jest tak jak wg. niej miało rzekomo być.
pzdr
> On 29.03.2011 19:45, Ancymon wrote:
>> IMO to bardziej do siebie powinieneś mieć pretensje, że się niczego nie
>> nauczyłeś.
>
> Wmawiać sobie możesz co chcesz, co nie podniesie poziomu studiów.
Hmm... a co ja sobie wmawiam? Że powinieneś mieć do siebie pretensje? Fakt
-- to nie podniesie poziomu studiów. Ale sądzę, że nie podniesie poziomu
też Twój płacz na grupach.
> Z analizy matematycznej nie zdali tylko ci, którzy nie wiedzieli nawet
> tego ile wynosi pochodna z sin(x).
W pierwszym poscie napisałeś, że traci się masę czasu na "pierdoły". W
momencie gdy wspaniałomyślnie wykładowcy nie wymagają od studentów wiedzy
na temat takiej "pierdoły" jak pochodna sinusa, to znowu masz z tym
problem. Może przemyśl sprawę jeszcze raz i dopiero wtedu napisz co Ci się
właściwie nie podoba.
Masz problemy ze zrozumieniem nawet tytułu wątku?
>> Z analizy matematycznej nie zdali tylko ci, którzy nie wiedzieli nawet
>> tego ile wynosi pochodna z sin(x).
> W pierwszym poscie napisałeś, że traci się masę czasu na "pierdoły".
Próbujesz coś odreagować w usenecie? Czy tylko trolujesz? Czy może
sądzisz, że "pierdołami" dla inżyniera są pochodne?
No włąśnie na pierdoly w stylu dowcipów jest tracony skąpy czas zajęć i
potem studenci nie bardzo rozumieją co to pochodne.
pzdr
No ale to do siebie powinieneś mieć pretensje,
skoro się *nie nauczyłeś*. Może zbyt często
oglądałeś Akademię Pana Kleksa i uwierzyłeś w
ten olej wlewany do głowy?
> Prócz ładnie wyglądającego programu
> studiów nic te studia nie oferują. Zaś sam
> formalny program studiów nie ma wiele
> wspólnego z rzeczywistością:
> - tracona jest masa czasu na pierdoły
Podaj przykłady.
> - wykładowcy się spóźniają
Podaj przykłady. Co najmniej dwóch różnych
wykładowców, którzy spóźnili co najmniej dwa razy.
> - wykładowcy bywają aroganccy
Podaj przykłady. Co najmniej dwóch różnych
wykładowców, wraz z tym co było aroganckie w
ich zachowaniu. Nazwali cię tępym kutasem czy
jakoś tak?
>
> Kobieta w dziekanacie to już szczyt chamstwa.
> Z powodu pewnych zaszłości chciała się mnie
> pozbyć i NIE wydała karty egzaminacyjnej. Nie
> miałem żadnych zaległości w czesnym ani innych
> braków formalnych. Powiedziała, że _traktuje_
> mnie jak skreślonego. Czyli NIE ma podstaw do
> skreślenia, nikt nie odważy się skreślić z
> listy studentów ale będzie mi maksymalnie
> utrudniać studiowanie.
>
A tu sytuacja jest prosta jak drut. Dla
każdego kto ma odrobinę szarej substancji
pomiędzy uszami. W takich sprawach idzie się
do dziekana i wyjaśnia sprawę.
Pisanie na newsy o czymś takim świadczy o
twojej bezdennej głupocie i buractwie.
--
Pozdrawiam
JK
Kolejny młody, wykształcony z wielkiego miasta na bakier z rozumem?
_Dzięki_ tym studiom i zajęciom nie nauczyłem się nic. Znaczy się miałem
przynosić swoje podręczniki i na zajęciach zamiast słuchać wykładowcy
czytać coś lepszego by się nauczyć czegoś w tym czasie?
> Pisanie na newsy o czymś takim świadczy o twojej bezdennej głupocie i
> buractwie.
Panie pyszałkowaty, post na grupie jest po to, żeby każdy zainteresowany
się zastanowił pięć razy, zaszedł kiedyś na wykład dla pierwszaków i
zasiegnął opinii znajomych zamiast się decydować w ciemno na podstawie
wątpliwej renomy uczelni.
pzdr
Dzięki za komplementy :-)
> na bakier z rozumem?
> _Dzięki_ tym studiom i zajęciom nie nauczyłem
> się nic. Znaczy się miałem przynosić swoje
> podręczniki
Na zajęcia nie przynosi się podręczników. Ich
używa się po zajęciach.
> i na zajęciach zamiast słuchać
> wykładowcy czytać coś lepszego by się nauczyć
> czegoś w tym czasie?
No właśnie, na zajęciach należy słuchać
prowadzącego.
Ale. Ale żeby był z tego jakikolwiek pożytek
wcześniej trzeba się do zajęć przygotować
(czytaj skorzystać z podręcznika).
Jak na razie sypiesz inwektywami, bez podania
absolutnie żadnego konkretu. Nie
odpowiedziałeś na żadne pytanie o konkretne
przykłady zaniedbań. I dziwisz się, że nikt
nie traktuje cię poważnie.
>
>
>
>> Pisanie na newsy o czymś takim świadczy o
>> twojej bezdennej głupocie i
>> buractwie.
>
> Panie pyszałkowaty, post na grupie jest po to,
> żeby każdy zainteresowany się zastanowił pięć
> razy, zaszedł kiedyś na wykład dla pierwszaków
> i zasiegnął opinii znajomych zamiast się
> decydować w ciemno na podstawie wątpliwej
> renomy uczelni.
>
I któż to chce uczelni wystawiać cenzurkę?
Ktoś kogo wykopano po pierwszym semestrze?
Napisz jeszcze, że to wina Tuska, będziesz
bardziej wiarygodny.
--
Pozdrawiam
JK
Proszę bardzo:
- elektronik wymagał tak ważnej dla informatyka umiejętności jak
rysowanie przebiegów sygnałów w oscylatorze z pamięci. Za to mało kto w
ogóle rozumiał o co chodzi z tym oscyloskopem - kazali wykuć, więc
studenci wykresiki wykuli;
- metrolog kazał zapisywać recytowane definicje do kajeta. Bo jak wiemy
leksykony wyszły z obiegu;
- prawniczka zamiast wyłożyć o różnicach między systemami prawnymi w
krajach UE indoktrynowała o jedynie słusznej wizji UE aż doszło do
pyskówki ze studentami;
- matematyk opowiadał różne, niezbyt śmieszne anegdotki. Jeśli to miało
rozładować napięcie i zachęcić do matematyki to niestety nie działało;
efekt jak wcześniej napisałem - by nie wyrzucać studentów każdy miał
ostatnie koło ratunkowe - ile wynosi pochodna z sin(x) lub pochodna z
cos(x). Odpowiedź na te dwa pytania gwarantowała zaliczenie analizy
matematycznej.
Neutralnie pamiętam jedynie programistkę, która kiepsko ale ponoć
niektórych czegoś nauczyła.
pzdr
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ironia
> No właśnie, na zajęciach należy słuchać prowadzącego.
> Ale. Ale żeby był z tego jakikolwiek pożytek wcześniej trzeba się do
> zajęć przygotować (czytaj skorzystać z podręcznika).
Aha, czyli to wina studentów, że na wykładach był mierny poziom, tak?
> I któż to chce uczelni wystawiać cenzurkę? Ktoś kogo wykopano po
> pierwszym semestrze? Napisz jeszcze, że to wina Tuska, będziesz bardziej
> wiarygodny.
Nie rozumiesz co się do ciebie pisze? To po co odpowiadasz?
Zaliczyłem semestr i podziękowałem uczelni za współpracę. Zostali tacy,
którzy mieli o wiele gorsze oceny ode mnie.
pzdr
Sysn studiuje na PG, nie ważne gdzie. Chamstwo personelu, olewanie,
spóźnienia, traktowanie studentów jak bydło, zło konieczne, jakaś taka
arogancja połączona z frustracją. Jeszcze mu został przyszły semestr do
inżyniera i w drogę, w świat.
To były studia na ETI, tak?
Wiesz jakie jest rozwinięcie tego skrótu? W
razie gdybyś musiał skorzystać z "leksykonu"
to podpowiem Elektronika, Telekomunikacja i
Informatyka.
To nie jest wydział Informatyki - czymkolwiek
jest informatyka.
No i o co chodzi z tym oscylatorem? Na pewno
wiesz o czym piszesz?
> - metrolog kazał zapisywać recytowane
> definicje do kajeta. Bo jak wiemy leksykony
> wyszły z obiegu;
Młodyś i głupi. Ten metrolog najwyraźniej
szedł wam na rękę. Kazał zapisywać to czego
będzie wymagał na egzaminie, żeby jakiś
"sprytny inaczej" nie wyszukał w Googlach
definicji pojęcia o zbliżonym brzmieniu ale
znaczącej zupełnie co innego.
Tak w ramach ćwiczenia napisz mi definicję
pojęcia "trueness" - tylko żeby to nie trwało
to 2 godziny, bo idę spać :-)
> - prawniczka zamiast wyłożyć o różnicach
> między systemami prawnymi w krajach UE
> indoktrynowała o jedynie słusznej wizji UE aż
> doszło do pyskówki ze studentami;
O prawnikach wypowiadać się nie będę.
> - matematyk opowiadał różne, niezbyt śmieszne
> anegdotki.
Może ich nie zrozumiałeś i dlatego nie wydały
ci się śmieszne? Wbrew pozorom studia nie są
dla wszystkich i to nieprawda, że "Nie matura
lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera".
--
Pozdrawiam
JK
Ja mam lekarstwo na te problemy. Poważnie.
Należy przywrócić egzaminy na studia.
90% głąbów, którzy obecnie marnują energię,
czas i chęci wykładowców zostanie odsiana.
Wszyscy na tym skorzystają.
--
Pozdrawiam
JK
> Ja mam lekarstwo na te problemy. Poważnie.
> Należy przywrócić egzaminy na studia.
> 90% głąbów, którzy obecnie marnują energię, czas i chęci wykładowców
> zostanie odsiana. Wszyscy na tym skorzystają.
Tylko coraz mniej studentów. jak tak dalej pójdzie to sami sobie bedą
wykładać.
Bardzo często jest tak, że zajęcia się nie odbywają ale na kolokwium
wymagania już są.
Szkoła ma uczyć, a nie wymagać i gnębić.
Trzeba zmienić system oświaty.
Ale to są opowieści twojego syna prawda?
> Szkoła ma uczyć, a nie wymagać i gnębić.
> Trzeba zmienić system oświaty.
Chętnie. Co proponujesz?
--
Pozdrawiam
JK
> Ale to są opowieści twojego syna prawda?
Ja też studiowałem, 25 lat temu i też upodlenie było tylko bardziej
nastawione na PZPR i te klimaty.
>
>> Szkoła ma uczyć, a nie wymagać i gnębić.
>> Trzeba zmienić system oświaty.
>
> Chętnie. Co proponujesz?
Pieniądze im zabrać. Bony oświatowe. Będziemy wybierac te szkoły od
podstawówki gdzie jest klimat. Reszta kadry z innych szkół na bruk.
Ale w czym problem? Są uczelnie prywatne,
dlaczego twój syn nie studiuje na jednej z
takich uczelni?
--
Pozdrawiam
JK
Świetnie, że się popisałeś rozwinięciem skrótu. Tylko jest mały problem,
bo to był kierunek informatyka.
> Może ich nie zrozumiałeś i dlatego nie wydały ci się śmieszne?
Współczuję twoim studentom. Pyszałek, pieniacz, pępek świata...
EOT
No to szkoda, że dopiero teraz o tym piszesz.
>
>> Może ich nie zrozumiałeś i dlatego nie
>> wydały ci się śmieszne?
>
> Współczuję twoim studentom. Pyszałek,
> pieniacz, pępek świata...
>
> EOT
I vice versa.
--
Pozdrawiam
JK
Daj sobie pokój z dyskusją z nim. To albo wykładowca PG, albo ktoś z
rodziny. Broni tych idiotyzmów jak niepodległości.
Mnie wystarczy, że najpierw stwierdził, że to wina studentów, że jest
niski poziom - bo powinni się przed zajęciami przygotować. Zaś potem, że
wykładowcy idą na rękę studentom zaniżając poziom. Zrobi wszystko, żeby
obronić jakwiększą oczelnianą bzdurę.
pzdr
Po pierwsze - ilość nie znaczy jakość
Po drugie - uczyć ma podstawówka, na uczelni uczysz się sam.
Jak widać, nie tylko z elektroniką, metrologią
i prawem masz problemy.
Zajrzyj do "leksykonu" poprawnej polszczyzny.
--
Pozdrawiam
JK
Ja wiem.
To nie jest prawda, bo inaczej zbyteczne by były wykłady. Zajęcia
powinny pomóc, nakierować, zainspirować do własnej pracy. Jeśli poziom
zajęć jest niski to podstawowej funkcji tej nie spełniają i studia stają
się fabryką dyplomów. Dyplomów niskiej wartości.
pzdr
> Ja mam lekarstwo na te problemy. Poważnie.
> Należy przywrócić egzaminy na studia.
I co to da?
To że ktoś napisze egzamin z matematyki i fizyki wskazuje w jakiś sposób
że będzie z niego inżynier?
Jak chodziłem na te studia był egzamin i nie było nic lepiej.
Cała masa ludzi kończy studia, nawet z doskonałymi stopniami, a nie umie
dokładnie nic, poza wyryciem na pamięć dowolnego skryptu z dowolnego
zagadnienia.
> 90% głąbów, którzy obecnie marnują energię, czas i chęci wykładowców
> zostanie odsiana. Wszyscy na tym skorzystają.
Należy też odsiać 90% głąbów wykładowców którzy marnują energię, czas i
chęci studentów.
Zresztą jest to cała prawda - szkolnictwo wyższe jest gigantycznie
przerośnięte. W obecnych czasach praktycznie każdy idzie na studia,
czyli nie jest to żadne wykształcenie "wyższe", a jego poziom jest
najwyżej średni.
Niech o jego poziomie świadczy używany przez niego język pełen buty i
arogancja. Jeśli hipoteza, że jest związany z PG, jest prawdziwa to nic
więcej nie trzeba do oceny poziomu uczelni. Próbki z jego postów:
- "tępym kutasem"
- "dla każdego kto ma odrobinę szarej substancji pomiędzy uszami"
- "twojej bezdennej głupocie i buractwie"
- "młodyś i głupi"
- "90% głąbów"
pzdr
> Zapytam, bo nie rozumiem...
>
> Chcesz stwierdzić, że PG ma prawo odwalać fuszerkę na studiach zaocznych?
Nie, że _ma prawo_, ale że tak to już ze studiami zaocznymi jest.
Zresztą i dzienne schodzą na psy, ale to, co się wyrabia na zaocznych
przechodzi ludzkie pojęcie. Nie dość, że powstało mnóstwo
najdziwniejszych szkół (sama nazwa Kaszubsko-Pomorska Szkoła Wyższa w
Wejherowie mnie rozwala), to jeszcze poziom renomowanych uczelni dawno
sięgnął dna. Popyt jest olbrzymi, dlatego żadna z uczelni nie stara się
nawet zachowywać pozorów dbania o studenta- student jest zwykłym
klientem nabywającym towar w postaci dyplomu. Nie podoba się? To do
widzenia- znajdziemy innego klienta, nawet takiego, który miał na tej
śmiesznej maturze (mam na myśli poziom) słabą trójczynę z matmy, bo komu
to przeszkadza?
> Czy też próbujesz się wywyższyć tym, że studiowałeś dziennie i tym samym
> w praktyce masz pracodawcy do zaoferowania o wiele mniej, bo twoja
> oferta ogranicza się do wiedzy teoretycznej ze studiów a nie
> umiejętności praktycznych?
Akurat nie wyszedł ci atak- studiowałem dziennie, ale w czasie studiów
jeden rok był poświęcony na samą praktykę. Inna rzecz, że teorię
wykorzystuję w praktyce już ładnych parę lat z powodzeniem, ale to
przecież nie o moich wspomnieniach życia studenckiego wątek.
Zauważam z powyższych wypowiedzi, że traktujesz studia tylko i
wyłącznie, jako zdobywanie konkretnego zawodu- a to _wielbłąd_. Niestety
w miarę upływu czasu właśnie do poziomu szkół zawodowych są sprowadzane
wyższe uczelnie. Ale to już temat na osobne narzekanie.
--
Marek Witbrot
> Tylko coraz mniej studentów. jak tak dalej pójdzie to sami sobie bedą
> wykładać.
> Bardzo często jest tak, że zajęcia się nie odbywają ale na kolokwium
> wymagania już są.
> Szkoła ma uczyć, a nie wymagać i gnębić.
> Trzeba zmienić system oświaty.
A mnie kiedyś pewien doktor (swoją drogą bardzo nielubiany i niechętnie
zaliczający) powiedział coś, jak później zrozumiałem, mądrego:
"Studiowanie nie polega na uczeniu się skryptu. Studiowanie polega na
poznawaniu materiału, zadawaniu sobie pytań i poszukiwaniu na te pytania
odpowiedzi."
Zatem nie jest prawdą, że wyższa uczelnia "ma uczyć". Wyższa uczelnia ma
dawać możliwości zdobywania wiedzy i właśnie wymagać.
Nauczyć (zawodu) ma szkoła zawodowa.
--
Marek Witbrot
> Ja mam wrażenie że są dwa rodzaje uczelni:
>
> - Płacisz to zdajesz nawet jak nic nie umiesz i nic się nie nauczysz
Pokaż mi choć jedną taką uczelnię, życzę Ci powodzenia. Nie myśl, że jak
się płaci, to się przechodzi za brak wiedzy. Takie bajki to możesz
wsadzić między baśnie. Na studiach zaocznych jest dużo gorzej, bo trzeba
uczyć się więcej (samemu), bo na sesjach wymagają wszystkiego (nie
patrząc na to co wykładali). I jeszcze za to płacić trzeba...
Potwierdzam, PG to jest dno od ponad 10 lat.
Wszystko co założyciel wątku pisze to prawda,
żenujący program, żenująca kadra (nie do końca bo są i świetni pedagodzy).
Ogólnie strata czasu.
Nie tylko przypadkowi ludzie narzekają.
Powiedzą to wam ludzie wybitni i nieprzeciętnie inteligentni,
którzy otarli się o tą instytucję.
Jeżeli nie chcecie zmarnować kilku lat życia
to od razu wybierzcie studia za granicą albo Akademię Górniczo Hutniczą
lub Politechnikę Wrocławską.
Reszta leży i kwiczy w przedśmiertnych drgawkach.
Firmy zrywają kontakty z PG i nie przyjmują na praktyki
z powodu żenującego poziomu studentów i absolutnego braku wiedzy
i nie dostosowania do sytuacji na rynku.
Ci ludzie po kilku latach studiowania nie rozumieją podstaw.
--
Mikolaj
(...)
> Zatem nie jest prawdą, że wyższa uczelnia "ma uczyć". Wyższa uczelnia ma
> dawać możliwości zdobywania wiedzy i właśnie wymagać.
> Nauczyć (zawodu) ma szkoła zawodowa.
(..)
To wszystko prawda, lecz Politechnika utrudnia naukę.
Mówię to z pełną odpowiedzialnością.
Utrudnia z premetydacją a wynika to z niedofinansowania, selekcji
negatywnej
i złym programie nauczania.
--
Mikolaj
PG się chwali, że co rok ma przyrost liczby studentów.
Należy więc zadać pytanie czy ma równy przyrost kadry naukowej i czy
zachowywany jest jej stały poziom.
pzdr
Ja mam inne lekarstwo.
Zakaz prowadzenia dzialalnosci gospodarczej przez pracownikow uczelni.
Baaaardzo powszechna praktyka rowniez na naszej politechnice to
kompletne olewanie obowiazkow dydaktycznych przez poswieconych swoim
firmom pracownikow.
Do groteski urasta to na takich wydzialach ja WILS, Architektury czy
wlasnie ETI.
Oczywiście, każdego urzędnika obowiązują pewne terminy. Skoro nie
uzyskałeś odpowiedzi, na swoje pismo w określonym czasie to możesz
jechać z nimi dalej i przyjąć, że zgodzili się na twoj tok myślenia.
Zresztą jeżeli pani w dziekanacie jest nie miła, to przecież ma swojego
przełożonego, a ten z kolei ma swojego itd. Odwoływać się, skarżyć itd
jest gdzie.
ps. Panie w dziekanacie ETI są zarówno miłe jak i pomocne. Pomijając
cała paranoje różnych rozporządzeń i zmian zdania przez grupę trzymającą
władzę, to one naprawdę strają się, żeby było ok.
--
Pozdrawiam,
Łukasz Jagiełło
Wiekszość miernej jakości szkół wyższych tanca tfu marketingu i
zarzadzania, gdzie jednego dnia podchodzisz np. do 5 egzaminów i do
każdego można się nauczyć w przerwie przed. Proponuje spróbować zrobić
coś takiego np. na ETI.
--
Pozdrawiam,
Łukasz Jagiełło
Mylisz się. KPA dotyczy uczelni wyłącznie w sytuacjach prawem
przewidzianych, takich jak kwestie stypendialne. W innych sprawach
uczelnia jest autonomiczna i może zlewać do woli.
Skoro nie
> uzyskałeś odpowiedzi, na swoje pismo w określonym czasie to możesz
> jechać z nimi dalej i przyjąć, że zgodzili się na twoj tok myślenia.
I co dalej? Mogę żyć pełen dumy, że zgodzili się na mój tok rozumowania
i iść do sądu?
> Zresztą jeżeli pani w dziekanacie jest nie miła, to przecież ma swojego
> przełożonego, a ten z kolei ma swojego itd. Odwoływać się, skarżyć itd
> jest gdzie.
1. Ja mam wydeptywać ścieżki? Tracić czas i domagać sie poszanowania
jako klient? Zagłosowałem nogami i portfelem, jestem zadowolony.
2. Pójdę do dziekana, on z przyzwyczajenia zignouje... i co dalej?
Rektora to zainteresuje? Nie rozśmieszaj mnie. Równie dobrze można pisać
do papieża.
> ps. Panie w dziekanacie ETI są zarówno miłe jak i pomocne. Pomijając
> cała paranoje różnych rozporządzeń i zmian zdania przez grupę trzymającą
> władzę, to one naprawdę strają się, żeby było ok.
Zaoczne były obsługiwane przez jedną kobietę i była ona skrajnie arogancka.
pzdr
Ależ właśnie ETI na zaocznych prezentuje taki poziom.
Może na dziennych jest nieco lepiej. Na zaocznych to tragedia. Kilka
przedmiotów w semestrze, każdy na żenująco niskim poziomie.
pzdr
To swoją drogą, ale fakt jest faktem, że są wydziały na PG, gdzie
faktycznie chamstwo, olewanie, spóźnienia są na porządku dziennym. Na
przełomie lat to się zmienia, ale wyraźnie widać, że są miejsca gdzie
czas biegnie o wiele wolniej niż w innych.
Student ma przede wszystkim wywiązywać się z postawionych przed nim
obowiązków, ale nie może być tak, że wykładowca nie potrafi sprecyzować
wymagań przedmiotu, albo wymagania jedno, a wykładowca drugie. Nie może
być tak, że student swoi jak bydło w kilometrowych kolejkach po coś
przez kilka dni, bo ktoś nie pomyślał jak to po ludzku zrobić. No i
przede wszystkim jeżeli dziekanat/wykładowca/itd wymagają od studenta
przestrzegania pewnych rozporządzeń/regulaminów/itd. to sami powinni się
stosować do tych, które ich obowiązują.
Przykład:
http://www.eti.pg.gda.pl/studenci/dziekanat//regulaminy/Zarzadz%20Rektora%20dot%20dyplomow.pdf
Dyplom powinienem uzyskać w 30 dni od dnia złożenia egzaminu
dyplomowego. Dla mnie mija ~80dzień i dalej nikt nic nie wie, czeski
film i może będą dyplomy w maju. Jak dla mnie to jest porażka, skoro
wydział nie potrafi sobie poradzić z jedną z podstawowych rzeczy, które
powinien robić, czyli procesem kształcenia.
--
Pozdrawiam,
Łukasz Jagiełło
Jakie to prawdziwe...
--
Pozdrawiam,
Łukasz Jagiełło
Przerabiałem nie takie rzeczy. Rektor też człowiek, trochę determinacji
i nawet jego można zainteresować swoim problemem. W gruncie rzeczy jest
trochę osób na PG, którym zależy na tym jak uczelnia jest postrzegana
przez jej "klientów", ale również na zewnątrz.
>> ps. Panie w dziekanacie ETI są zarówno miłe jak i pomocne. Pomijając
>> cała paranoje różnych rozporządzeń i zmian zdania przez grupę trzymającą
>> władzę, to one naprawdę strają się, żeby było ok.
>
> Zaoczne były obsługiwane przez jedną kobietę i była ona skrajnie arogancka.
No chyba, że tak, dziekanat studiów dziennych był bardzo ok.
--
Pozdrawiam,
Łukasz Jagiełło
<CUT, bo i tak wszyscy czytali... />
> Odradzam ETI PG, szkoda czasu i pieniędzy.
Studiowałem parę lat na ETI. W trybie dziennym, potem wieczorowym -
ciągnięcie pracy na etacie nie dało się połączyć ze dziennymi... ;/
Praca moja też była związana z PG - ot, kawałek etatu w jednostce
międzywydziałowej, potem admin na OiO. Znam więc klimaty z obu stron.
Poziom - niestety, jak w '99 poszedłem na elektronikę i telekomunę, to
zaczęło się krojenie godzin, np z algebry z 2h wykładu i 3h ćwiczeń
zostawili nam... 1h wykładu i 1h ćwiczeń. Z analizą podobnie, choć nie
aż tak drastycznie. Programowanie - 1h wykładu, 2h laba, itp, itd.
Wykładowcy. Jak się trafiło, tak było. Ogólnie spośród moich
wszystkich wykładowców przez lata było kilka wybitnych postaci, sporo
przeciętniaków ginących w tle i niestety całkiem sporo miernot. Poziom
przedmiotów z roku na rok leciał na pysk. Do sesji po 3, 4 i 5
semestrze podchodziłem na betona. Z reguły moje wyniki plasowały się w
pierwszej 10 na roku. Na wieczorowych upychali docentów przed
emeryturą, coby pensum mieli. Zdarzało mi się chodzić na wykłady czy
ćwiczenia do dziennych, bo tam musiałem się chociaż obudzić i słuchać,
a nie zerkać co parę minut znad jakiejś powieści. Zdarzali się
niestety ludzie (vivat, panie Zielonko! witam, panie Hoja!), którzy
robili pod górkę dla zasady. Udowadnianie, że nie jest się wielbłądem
na labach na porządku dziennym. Ale było i fajnie i sensownie - np u
patyczaków na labach z sieci.
Administracja, dziekan, dziekanat, itp. Też jak się trafiło. W
wieczorowym dziekanacie jedna babeczka była spoko, druga robiła
problemy z każdą pierdołą. Dwa razy opierałem się o dziekana, bo
prostych spraw się nie dało załatwić. Sami dziekani - pro do
studenckich Rykaczewski - świetny jako dziekan, straszna piła jako
wykładowca. Woźniak - politycznie sprawny, jako wykładowca nudziarz.
Reszta mi się w pamięć nie wbiła.
Przedmioty. O, tu mógłbym długo i namiętnie...
Algebra - genialny doktor (w tamtym czasie) Topp (fsęsie w tamtym
czasie doktor, a nie w tamtym czasie Topp ;P) - człowiek-petarda.
Fantastyczny wykładowca, doskonale znający przedmiot wykładany, ze
świetnym poczuciem humoru i talentem do przekazywania wiedzy, do tego
realista - kazał nam odpuścić jakiekolwiek notowanie na wykładach, bo
szkoda czasu - zawsze na ksero były materiały do wykładu przygotowane,
z przykładami, omówieniami, itp. Ćwiczenia prowadził Grąziewicz.
Trochę flegmatyk, ale świetnie tłumaczył, cierpliwy był, itp. Ogólnie
algebra toppologią zwana była świetnie obsadzona.
(K)Analiza - ćwiczenia z Żarcią - baardzo fajne. Ostro z materiałem,
ostro z tekstem. Wykłady - pierwotnie OIDP dziadzio Kucharz - na
chwilę przed emeryturą od dziekana usłyszał o krojeniu godzin i
postanowił wierchuszce udowodnić, że w tak krótkim czasie kanalizy nie
da się nauczyć. Potem Miczko - wolał przegląd wędkarski od wykładów,
ale na konsultacjach cierpliwy (i cierpiący)
Druty - Krzyś "Magister" Korbut (kto grał w Wiedźmina? Tam kosiarz o
podobnym imieniu był ;P) - bardzo dobry wykładowca, choć nerwowy.
Potworny egzaminator.
Fiza - Twardy. Oj, anegdotka o jego zezie i wyjściu 4 studentów to
autentyk. Egzamin w styczniu 2001 w Maximum. Wiem, widziałem, pisałem.
Nie, ja nie wyszedłem ;P. Na późniejszych semestrach laby z fizy -
porażka. Połowa aparatury nadawała się na złom, a nie do laba. Wykłady
na poziomie sensownym, konsultacje i ćwiczenia tragiczne. Twardy to
wredniak, arogant. Potrafił studenta przy tablicy od idiotów zwyzywać
czy pieniąc się zapytać, czy nie żal mu zajmować komuś miejsce. W tym
czasie na ETI za świadectwo wchodziło 15% luda, więc większość zdała
niełatwe egzaminy.
Miernictwo - .!@!$!(#*!!!!!!!! Jak to koś w wątku napisał - po jakiego
sztywnego mam pamiętać na wyrywki budowę oscyloskopu z lat '70, skoro
nawet w piwnicy takiego nie znajdę!? Na labach powinniśmy się uczyć
obsługi nowoczesnego sprzętu - w końcu zgodnie z polityką uczelni
mieliśmy być awangardą wykształconej kadry technicznej... Co ciekawe -
nowoczesny sprzęt już w pracowniach był. Tylko nikt nas do niego nie
dopuszczał.
Programowanie - babcia Olga fajnie mówiła, tak usypiająco... o
borlandach dosowych. O labach nie wspomnę. Wyważanie otwartych drzwi
na porządku dziennym. Zero pokazania czegoś sensownego. Zero
wyjaśnienia, jak to działa, zero wsparcia.
Sieci - Nowicki - świetny kabareciarz i bardzo dobry wykładowca.
Praktyk. Woźniak - nudziarz, teoretyk, bez talentu wykładowego.
I najsmutniejsze na koniec. Studenci. Na dziennych 10-15% IMHO nie
powinno było zdać matury. Na wieczorowych jakieś 20-30%. Patrząc na
egzaminy przedmiotowe i poziom ściągactwa - to jak widzę naszych
inżynierów to boję się pójść do lekarza. I się dziwić, że nie mamy
motoryzacji, że mamy gówniane drogi, że się budynki sypią. Bo u nas
ktoś kto ma dyplom i jest naprawdę jego godny - to prawdziwa rzadkość.
Na dziennych kombinowanie, oszustwa, podkłady, ściągi, plagiaty -
norma. Na wieczorowych jeszcze dochodziła postawa roszczeniowa "co
jest, przecież płacę".
Widząc coraz bezsens pojawiania się na uczelni porzuciłem studia przed
końcem 6go semestru. Szkoda mi było kasy, czasu, zachodu. Więcej się
uczyłem w wolnym czasie przeglądając nowinki techniczne w sieci czy
rozwiązując realne problemy.
Podsumowując - na stan z 2006 roku ETI leżało i kwiczało. Można było
tam iść sobie postudiować, ale nie zdobywać wyższe wykształcenie.
Sorry za długość posta, ale nadal mnie ten temat gniecie ;/
Cześć
Za dużo ujawniłeś o sobie. Nie wiesz kim jestem, bo wielu rzeczy o sobie
nie ujawniłem, ale ja wiem kim Ty jesteś. Na PG jest zbyt wielu
pamiętliwych, małostkowych i mściwych ludzi. To niestety negatywna
specyfika tej uczelni.
Powodzenia.
pzdr
Mój syn jest na zaocznych, bo za daleko mieszkamy żeby jeździć tam co
dziennie, a za blisko na akademik czy wynajęcie.
Natomiast wykładowca potrafi o 8 rano w niedziele wywiesić kartkę, że
zajęcia o godzinie 8:30 odwołane i ma w nosie czyjś czas i dojazdy ale
potrafią zamykać budynek na klucz i jak się spóźnisz 5 minut na zajęcia to
nie wejdziesz. Syn mówi, że to bydło mające za nic studentów. Studenci są
traktowani jak zło konieczne. W dziekanacie chamstwo i pokrzykiwanie.
Podobno są i przyzwoici ludzie ale w połowie. To trzeba zmienić.
On już zdecydował, że jak tylko skończy studia jedzie za granicę płacić
podatki na "uncle sama" albo królową brytyjską.
>
> Mój syn jest na zaocznych, bo za daleko
> mieszkamy żeby jeździć tam co dziennie, a za
> blisko na akademik czy wynajęcie.
> Natomiast wykładowca potrafi o 8 rano w
> niedziele wywiesić kartkę, że zajęcia o
> godzinie 8:30 odwołane
No to ci wykładowcy nie są tacy źli. Pracują
od świtu w niedzielę :-)
> i ma w nosie czyjś czas
> i dojazdy ale potrafią zamykać budynek na
> klucz i jak się spóźnisz 5 minut na zajęcia to
> nie wejdziesz.
Albo pomyliłeś podstawówkę z Politechniką
Gdańską, albo twój synalek robi z ciebie
idiotę :-)
> Syn mówi, że to bydło mające za
Do bydła zaliczyłbym twoje potomstwo i ciebie
z resztą też.
> nic studentów. Studenci są traktowani jak zło
> konieczne. W dziekanacie chamstwo i
> pokrzykiwanie. Podobno są i przyzwoici ludzie
> ale w połowie.
Jak to jest być przyzwoitym w połowie?
> To trzeba zmienić.
> On już zdecydował, że jak tylko skończy studia
> jedzie za granicę płacić podatki na "uncle
> sama" albo królową brytyjską.
A ja jestem gotów dopłacić mu do biletu (w
jedną stronę).
--
JK
Powinieneś zmienić nick na "Życzliwy" albo
"Prawdziwy Polak"
--
JK
Nie przesadzaj, to akurat widziałem nie jednokrotnie. Spóźnianie się nie
jest ok z pewnością, ale zamykanie drzwi np. od laboratorium, z czystej
złośliwości jest idiotyzmem.
--
Pozdrawiam,
Łukasz Jagiełło
A ja ani razu. Widziałeś kiedykolwiek
zamknięty budynek na PG?
Nie rozumiem wielu tu piszących. Czy jeśli
pocztę mają otworzyć np. o 10:00 a otwierają o
10:20 to jest OK?
Wymagacie od innych - wymagajcie od siebie.
P.S. niejednokrotnie, nieźle, nieszczególnie
--
Pozdrawiam
JK
Nie przesadzaj, pewnie że nie budynek, ale już salę/laboratorium, ba
nawet audytorium już tak.
> Nie rozumiem wielu tu piszących. Czy jeśli
> pocztę mają otworzyć np. o 10:00 a otwierają o
> 10:20 to jest OK?
> Wymagacie od innych - wymagajcie od siebie.
Jasne, ale nie można popadać, ze skrajności w skrajność.
--
Pozdrawiam,
Łukasz Jagiełło
Tylko gdzie tu skrajność? Niejaki Lelek, w
pijanym widzie, wypisuje brednie o zamykaniu
budynków. Zupełna bzdura, ale jakoś przeciw
temu nie protestujesz.
A co z tą pocztą? Też uważasz, wszystko jest
"wporzo"?
Odpowiedz. Jeśli dla ciebie nie ma problemu to
z mojej strony EOT, bo dla mnie nie jest to
normalne.
--
Pozdrawiam
JK
Poczta Polska jak każda firma, powinna chcieć zarabiać i obsługiwać
klientów którzy generują dla niej kasę. Jeżeli poczta ma w dupie klienta
to może otwierać się nawet o 11 mimo, że ma napisane, że od 10.
Dokładnie tak samo powinna postępować uczelnia. Dla uczelni student to
nie jest pain in the ass, tylko żywa gotówka. Obojętnie czy to jest
student zaoczny płacący bezpośrednio czy student dzienny płacący
pośrednio poprzez różnego rodzaju wpływy wynikające z ilości
kształconych osób. Student jest takim samym klientem, który w dużym
uproszczeniu na koniec dnia zostawia kasę.
Oczywiście klientów awanturujących się nie obsługujemy ;-D
--
Pozdrawiam,
Łukasz Jagiełło
Niewiele wiesz. Ilość studentów nie ma
*żadnego* przełożenia na np. korzyści
finansowe pracowników uczelni.
Jeśli jesteś ciekaw to poszukaj w statucie PG
o obowiązkach wykładowców i o przeliczniku za
liczbę studentów. Może otworzą ci się oczy.
--
Pozdrawiam
JK
Teraz piszesz głupoty, dotacje państwowe może nie bezpośrednio ale
pośrednio zależa od ilości studentów. Jeżeli masz szerszy zakres usług
to możesz przyjąć więcej studentów i więcej uruchomić specjalności
jakkolwiek to nazwiemy, a za tym idzie kasa.
Zresztą ładnie i w skrócie:
http://www.profuturo.agh.edu.pl/pliki/Referaty_IV_KKMU/NE/SLABONSKA_TERESA.pdf
Jak by nie patrzeć finansowanie uczelni zależy od ilości studentów, bo
gdyby tak nie było to po co studenci :-D
--
Pozdrawiam,
Łukasz Jagiełło
wiesz co to znaczy "studiowac"?
> - tracona jest masa czasu na pierdoły
> - wykładowcy się spóźniają
> - wykładowcy bywają aroganccy
nie zawsze, ale czesto to smutna prawda
> Kobieta w dziekanacie to już szczyt chamstwa.
pare razy bylem swiadkiem jak podczas rozmowy z nia
wtaczali sie na nam chama "studenci eti"...
ona ma naprawde anielska ciepliwosc - ja bym nie mial :)
> Odradzam ETI PG, szkoda czasu i pieniędzy.
sprobuj na UG - tam tez maja informatyke;
mowie powaznie, bez zadnych zlosliwych podtekstow
Ty zmień na "Niesiołowski". Masz równie życzliwe rady. I nawet podobny
język.
pzdr
Oczywiście, że ma.
hint: pensum + nadgodziny.
gacek
nie chce kolejnego flejma wywolywac
w tym jakze flejmowym watku, ale:
"Na Politechnice Koszalińskiej studenci nie muszą się uczyć. Władze uczelni
kazały wykładowcy wpisać zaliczenia grupie, która oblała zajęcia. Chodzi o
to, żeby Politechnika nie straciła dotacji. Kanclerz uczelni przyznał zaś
publicznie, że tak się dzieje na nie tylko w jego szkole."
http://www.alert24.pl/alert24/1,84880,9221158,Studentow_trzeba_przepuszczac___glosy_studentow_i.html
Wykładowcy to nie uczelnia.
--
Pozdrawiam
JK
Jak by tu powiedzieć... nie znasz sytuacji.
Nadgodziny tylko dla kogo, jak już wcześniej
pisałem poczytaj statut.
--
Pozdrawiam
JK
> Nie przesadzaj, to akurat widziałem nie jednokrotnie. Spóźnianie się nie
> jest ok z pewnością, ale zamykanie drzwi np. od laboratorium, z czystej
> złośliwości jest idiotyzmem.
Szczególnie jak na zaoczne ludzie jadą PKP czasami przez pół Polski i
czasami pociąg ma opóźnienie. To jest złośliwość i bezczelność prowadzących
zajęcia.
Tacy jak ci nauczyciele doprowadzają do tego, że młodzi nienawidzą tego
kraju i jego państwowych instytucji.
> Tylko gdzie tu skrajność? Niejaki Lelek, w pijanym widzie, wypisuje
> brednie o zamykaniu
Tylko czasem jest tak, że ludzie jadą wiele godzin żeby przeczytać kartkę,
że coś tam odwołane. Nikt nie raczy wysłać maila do tych ludzi albo jak
zajęcia są to się ich nie wpuści za spóźnienie PKP
A czy ja pisałem gdzieś, że ilość studentów przekłada się na pensje
wykładowcy ? Natomiast student swój kontakt z uczelnia posiada głównie
przez wykładowcę. Czyli im więcej zadowolonych studentów, tym więcej
kasy ma uczelnia.
--
Pozdrawiam,
Łukasz Jagiełło
W takim razie nie powinno się pisać, że
wykładowca jest zły tylko, że uczelnia do
kitu. I pretensje kierować do tego kto ją
reprezentuje.
Szkopuł w tym, że to nie uczelnia uczy
studentów, sprawdza sprawozdania, egzaminy,
przygotowuje materiały, obsługuje w
dziekanacie, itd. Brak sprzężenia zwrotnego
między ilością studentów a korzyściami i
zadowoleniem z pracy. Chociaż właściwie jest
takie sprzężenie... tyle że ujemne.
--
Pozdrawiam
JK
Upraszczając.
jeden przedmiot, 1h wykładu, 2h laborki.
przy 150 studentach to (na semestr) 15h+8x30h = 255h.
przy 200 to 15h+12*30h = 375h.
Znów upraszczając - prowadzi to jeden NA z pensum 240h.
W pierwszym wypadku poza pensją dostanie wypłatę i pieniądze za 15
nadgodzin, w drugim wypłatę i 135 nadgodzin.
Wydział ma w pensum (pensach?) pracowników 10000h. Jeśli zrealizować
trzeba 15000h, to te za te 5000 pracownicy dostaną ekstra wynagrodzenie.
A ile trzeba zrealizować zależy bezpośrednio od liczby studentów.
Nie wiem co na to statut, ale tak po prostu jest.
gacek
żebyś arytmetyki się nie czepiał.
gacek
Oj, ktoś sobie nie poradził z pierwszym semestrem i wylewa teraz swoje
frustracje na grupie... A pierwszy semestr ma w zasadzie dwa cele:
1) nauczyć podstaw matematyki i programowania, jeśli ktoś ich nie zna
2) odsiać tych, co się na te studia nie nadają, lub wybrali zły
kierunek
Który przypadek tu wystąpił, tego nie wiem. A czy te studia coś dają,
to już najlepiej ocenią absolwenci i pracodawcy. Osobiście nie
spotkałem zbyt wielu samouków z wiedzą choćby zbliżoną do tej, którą
otrzymuje student dziennej informatyki na ETI.
--
Pozdrawiam
Maciek - lusnia (at) gmail (dot) com
http://nic-nac-project.net/~maciek/
Nie ma co dyskutować. Syn mówi, że studenci są źle traktowani na jego
wydziale. traktowani są jak śmiecie jak zło konieczne, tak jakby byli kulą u
nogi i najlepiej żeby sobie już poszli i nie zawracali gitary.
No pewnie, skoro twój syn tak mówi to rzeczywiście zamyka dyskusję.
gacek
Nie zamierzam. Z arytmetyką to podobnie jak ze
statystyką.
Zanim napiszę coś więcej, zapytam, studiowałeś
gdziekolwiek? Jeśli tak to podaj przykład
rozkładu zajęć. Bez szczegółów, wystarczy że
wymienisz jakie rodzaje zajęć miałeś w
semestrze w tygodniu.
Np.:
Poniedziałek
Wykład A (x godzin)
Wykład B (y godzin)
Laborka C (z godzin)
Seminarium D (n godzin)
Załóżmy, że każdy rodzaj zajęć prowadzi inny
wykładowca (wykład A - osoba A, itd.)
--
Pozdrawiam
JK
Odważne stwierdzenie, bo ja się spotykam często gęsto z dokładnie
odwrotną sytuacją. Jak po informatyce na ETI, to wszystko co napisał, że
"zna" w CV miał po godzinkę na laborce, albo używali tego na projekcie
grupowym, a pojęcia pewnie nie ma o niczym. Oczywiście zdarzają się
wyjątki, ale w gruncie rzeczy mało.
--
Pozdrawiam,
Łukasz Jagiełło
Te wyliczenia są zbliżone do rzeczywistości
jedynie dla tzw. starszych wykładowców. Tzn.
osób, których *jedynym* obowiązkiem jest
nauczanie. Zorientuj się jaki procent
pracowników oni stanowią i jakie są ich pensje.
>
> Nie wiem co na to statut, ale tak po prostu jest.
>
http://lmgtfy.com/?q=statut+PG
--
Pozdrawiam
JK
Są prawdziwe również dla asystentów, adiunktów i profesorów. Zresztą
stąd wzmianka o 240h (asystenci, adiunkci).
gacek
że niby co?
> Zanim napiszę coś więcej, zapytam, studiowałeś gdziekolwiek? Jeśli tak
Tak.
> to podaj przykład rozkładu zajęć. Bez szczegółów, wystarczy że wymienisz
> jakie rodzaje zajęć miałeś w semestrze w tygodniu.
A wejdź na stronę choćby eti i sobie wyklikaj rozkład zajęć. co to ma do
rzeczy?
gacek
Jakie obowiązki, twoim zdaniem, ma asystent i
adiunkt (profesor to inna para kaloszy) , poza
nauczaniem? Żadnych?
--
Pozdrawiam
JK
Poza różnymi opisanymi w ustawie, pewnie chodzi tobie o prowadzenie
badań naukowych. Ale co to ma do rzeczy*?
*) odnieś się proszę do uproszczonego przykładu (przedmiotu lub
wydziału). bez tego dla mnie eot.
gacek
Ma znaczenie *podstawowe*. Oprócz nauczania,
ci pracownicy *muszą* prowadzić badania i
publikować.
To wszystko, teoretycznie, w ramach ustawowego
czasu pracy. Bez publikacji dostajesz kopa w
zad i wylatujesz.
Tylko starszy wykładowca może całkowicie
poświęcić się nauczaniu.
Ile prac opublikowałeś? Czy masz choć blade
pojęcie ile wysiłku to kosztuje? Sądzę, że nie.
> *) odnieś się proszę do uproszczonego
> przykładu (przedmiotu lub wydziału). bez tego
> dla mnie eot.
>
1. 255 h na na semestr (15 tygodni) to ponad
trzy godziny zajęć, *codziennie*. Pół biedy z
wykładem, ale laborki wymagają przede
wszystkim sprawdzania sprawozdań, pomijając
już takie drobnostki jak przygotowanie
instrukcji, sal i wyposażenia.
2. Tu pracownik spędza 5 godzin, każdego dnia,
*tylko i wyłącznie prowadząc zajęcia*. Jak
sobie wyobrażasz pozostałą część działalności?
Pewno nijak, bo tego nie doświadczyłeś.
Polecam spróbować. A potem ocenić zarobki i
wyrazić swoją opinię ponownie.
--
Pozdrawiam
JK
Kolejny zadufany kretyn, który nie przeczytał wątku ale się wymądrza w
poczuciu jakim to on jest zajebistym informatykiem bo był na dziennych.
I teraz podłącza myszki i instaluje Windowsy w pracy.
Semestr zaliczyłem, mam już wykształcenie wyższe politechniczne z innej
dziedziny, jako programista pracuję od lat i zdarzyło mi się już uczyć
programowania kilku absolwentów dziennych politechnicznych studiów
studiów informatycznych.
Chwila, chwila. Twoja teza była taka, że na wynagrodzenie NA nie ma
wpływu liczba studentów. Wróćmy do tego, a nie jakichś deliberacji co
poza dydaktyką trzeba.
gacek
Właśnie przyszło mi do głowy, że może
chciałbyś poczuć się jak wykładowca. Mogę ci
to załatwić. Jesteś chętny? Przygotujesz
wykład dla studentów, przedstawisz, a oni
później to ocenią. Jeśli jesteś chętny to pisz
na priv - tylko daj znać, że napisałeś bo mój
adres to skrzynka do wyłapywania spamu.
--
Pozdrawiam
JK
No i wszystko się zgadza. Starszy wykładowca
to nie jest NA.
Te deliberacje to ważny element
rzeczywistości, choć próbujesz go zignorować.
--
Pozdrawiam
JK
>> Zresztą jest to cała prawda - szkolnictwo wyższe jest gigantycznie
>> przerośnięte. W obecnych czasach praktycznie każdy idzie na studia,
>> czyli nie jest to żadne wykształcenie "wyższe", a jego poziom jest
>> najwyżej średni.
>
> Potwierdzam, PG to jest dno od ponad 10 lat.
> Wszystko co założyciel wątku pisze to prawda,
> żenujący program, żenująca kadra (nie do końca bo są i świetni pedagodzy).
> Ogólnie strata czasu.
> Nie tylko przypadkowi ludzie narzekają.
> Powiedzą to wam ludzie wybitni i nieprzeciętnie inteligentni,
> którzy otarli się o tą instytucję.
> Jeżeli nie chcecie zmarnować kilku lat życia
> to od razu wybierzcie studia za granicą albo Akademię Górniczo Hutniczą
> lub Politechnikę Wrocławską.
Czy ja wiem...
Tam jest całkiem podobnie jak na PG.
Można spokojnie powiedzieć że poziom na ETI nie odbiega od najlepszych
uczelni w kraju (myślę o UW czy PWR), natomiast nadal jest to poziom
kiepski.
Po pierwsze trzeba sobie zdać sprawę z tego że polskie uczelnie to dno -
przestarzały sprzęt, przestarzała wiedza i pielęgnowanie tego przez
ludzi którzy kontakt z bieżącym rozwojem technologii stracili kilka
dekad temu jak sami dorobili się jakiegoś tytułu i zalegli na ciepłych
posadkach asystentów, wykładowców itp. itd...
Najlepiej oddaje to porównanie, gdzie w Polsce uczelnie wysyłają
studentów do firm, żeby ci zobaczyli jak wygląda technologia. Podczas
gdy w USA to firmy wysyłają pracowników na uczelnie żeby ci tam
zobaczyli jak wygląda technologia.
Kadra na uczelniach tego nie przełamie.
Bo rządzą "staruszki" dla których byłby to strzał w stopę.
A młodsi to albo ludzie którzy robią karierę naukową "dla idei" i powoli
wsiąkają w system, albo ludzie z negatywnej selekcji finansowej.
Bo informatycy i elektronicy to jedna z najlepiej zarabiających grup
zawodowych, a to co proponują uczelnie to stawki rzędu 1/5 tego co
proponuje biznes.
Efekt tego jest taki, że uczelnia zupełnie nie przygotowuje od strony
zawodowej (bo biznes potrzebuje ludzi z konkretną wiedzą na czasie, a
takich ), a jedynie przygotowuje do ewentualnej dalszej kariery naukowej
o wątpliwej jakości z czego i tak skorzysta niewielu.
Co gorsze - wielu zdolnych ludzi, którzy mieli predyspozycje na to żeby
być cenionymi inżynierami, na uczelni kierowana jest na zupełnie złe tory.
Uczelnia nie doceni tego że ktoś sam się rozwija, a jedynie premiuje
dobrymi ocenami rycie nieprzydatnej, a często przeterminowanej wiedzy.
A student myśli że skoro dostaje za to dobre oceny, to jest to dobre i
robi to nadal.
Tego że marnuje swój czas dowie się dopiero jak z obronionym dyplomem
znajdzie się na rozmowie kwalifikacyjnej, gdzie argument "ale tego nie
było na wykładzie" nie będzie już działał.
Poważnie? Cytowania też ich uczysz?
--
JK
Wyrób sobie ze 3 lata pisania na prt, to pogadamy o trolach.
gacek
Kolega chyba pomylił studia ze szkołą zawodową...
faktycznie studia nie nauczą biegłego posługiwania się wszystkimi
możliwymi technologiami informatycznymi. Nie to jest celem studiów.
Studia uczą podstaw, po opanowaniu których nauczenie się nowego języka
programowania, środowiska itp nie jest żadnym problemem.
Za to mając podstawy matematyki, logiki, informatyki teoretycznej,
absolwentowi o wiele łatwiej rozwiązać problemy algorytmiczne niż nie
jednemu samoukowi-wymiataczowi w jakimśtam języku.
Na zachodzie szeregowi programiści (tzw. koderzy), to przeważnie ludzie
bez studiów, jedynie z kursami programowania w danym języku.
U nas najlepiej, żeby to był mgr z renomowanej uczelni, z wieloletnim
doświadczeniem w danej technologii i z pensją 2000,00zł... ;)
--
CZAK
O, staż daje -5 pkt. do uznania za trolla.
Gdy będzie miał 5 lat stażu będzie sypał wyzwiskami na początku rozmowy
a nie tylko w trakcie?
> Studia uczą podstaw, po opanowaniu których nauczenie się nowego języka
> programowania, środowiska itp nie jest żadnym problemem.
My o chlebie a ty o niebie.
Ty piszesz jakie powinny być studia
a my, którzy tą nędze ukończyliśmy
piszemy ci jak one faktycznie wyglądają w tym konkretnym wykonaniu.
Przyjmij do wiadomości fakty i nie filozofuj.
Wmawianie sobie, że jest dobrze jest naiwne,
niepraktyczne a nawet niebezpieczne dla twojej przyszłości.
--
Mikolaj
Ja też tak mówię, wszyscy to wiedzą
i było tak już 10 lat temu.
Ty też to wiesz.
Nadal będziesz nam wmawiał, że białe jest czarne?
--
Mikolaj
Śmiem twierdzić, że nie.
> faktycznie studia nie nauczą biegłego posługiwania się wszystkimi
> możliwymi technologiami informatycznymi. Nie to jest celem studiów.
True.
> Studia uczą podstaw, po opanowaniu których nauczenie się nowego języka
> programowania, środowiska itp nie jest żadnym problemem.
Brakuje swoła _powinny_.
--
Pozdrawiam,
Łukasz Jagiełło
Wisi mnie to. Ludzie, na których mi zależało z czasów PG nadal ze mną
utrzymują dobre kontakty. A do pracy na uczelni nie wrócę - nie ta
kasa.
Słowo klucz to "otrzymuje", zasadniczo różne od "ma" ;)
Nie twierdzę, że absolwent ETI jest z definicji osobą dobrze
wykształconą, tylko że wiedza, która jest mu przedstawiana w czasie
studiów jest szeroka. Jak ktoś się nie chce uczyć, to się nie nauczy
i żadna uczelnia tego na nikim nie wymusi. Jeśli ktoś chce, ma szansę
na porządne wykształcenie.
A jeśli mowa o odwrotnej sytuacji - to rzeczywiście często wydaje się,
że samouk radzi sobie lepiej niż osoba po studiach. Jednak gdy przychodzą
bardziej złożone problemy, przy analizie których potrzeba nie tylko
znajomości języka i standardowych praktyk, ale również wiedzy na temat
architektury komputera, systemu operacyjnego, sieci i protokołów
sieciowych - takie osoby szeroko rozdziawiają usta i pytają "eee... co?".