Macie pojęcie, kto może mi coś takiego zrobić ? Sam nie bardzo się chciałbym
w to bawić (dwója z chemii :)...
> Macie poj?cie, kto mo?e mi co? takiego zrobi? ? Sam nie bardzo si? chcia?bym
> w to bawi? (dwója z chemii :)...
Na pewno PŁ (mają cały zakład obróbki cieplno-chemicznej),
przysłowiowe sto lat temu warsztaty technikum samochodowego na
Prożka miały hartownię. Pytanie, co konkretnie chcesz oksydować,
bo od tego zależy jaką metodę chciałbyś wybrać.
r.
--
_________________________________________________________________
robert rędziak e36/5 323ti mailto:giekao-at-gmail-dot-com
I hope they don't fart at Greenpeace. That's bad for Gaia.
Tak jak wspomniałem - dwa małe elementy (potem będzie ich więcej, ale nie
jakoś koszmarnie dużo - może ze 20 - 40, czyli też w sumie zabawa) stalowe
, takie "trzpienie" o średnicy max. 40mm i długości 9 mm. Czyli takie
pierdółki. Niestety, nie wiem jaka to stal - bo te dwie szt. machnął mi
kolega , nie wiem z czego dokładnie.
> pierdó?ki. Niestety, nie wiem jaka to stal - bo te dwie szt. machn?? mi
> kolega , nie wiem z czego dok?adnie.
Ale można to poddawać obróbce cieplno-chemicznej, czy też nie
można tego grzać do wysokich temperatur i wtedy pozostają metody
chemiczne?
http://www.firmy.net/galwanizacja,lodz.html
dzwon i pytaj
Marek
Zależy co to znaczy "wysoka temperatura" :)
Generalnie wolałbym jakoś chemicznie (tam chyba to temperatury rzędu stu
kikkudziesięciu stopni).
Wolałbym tego nie robić na zasadzie "rozgrzać do czerwoności i wsadzić do
oleju". Przede wszystkim efekt chyba średnio trwały jest.
A to jest trzepien mocujący coś, i fajnie by było żeby byle otarcie nie
zdzierało koloru.
> Wola?bym tego nie robi? na zasadzie "rozgrza? do czerwono?ci i wsadzi? do
> oleju".
No to już wiesz, że z usług hartowni nie będziesz korzystał.
> Przede wszystkim efekt chyba ?rednio trwa?y jest.
Moim skromnym zdaniem jest wystarczająco dobry.
> A to jest trzepien mocuj?cy co?, i fajnie by by?o ?eby byle otarcie nie
> zdziera?o koloru.
Warstwa oksydowana jest cienka, więc uszkodzenie mechaniczne czy
wytarcie zawsze jest możliwe.
Przecież to metoda naszych babć opisywana w starych, domowych poradnikach.
Potrzebne marzędzia to szczypce, kuchenka gazowa, patelnia i tłuszcz.
Ja tą metodą poczerniłam wkręty mocujące okiennice w domku na działce.
Już kilka zim przetrzymały bez śladów korozji.
Powłoka jest równomierna, matowa i pokrywa wgłębienie pod klucz 6-kątny.
A ten tłuszcz, to szmalec zwykły.
Oczywiście. Nie namawiam do stosowania tej metody do wymagających zastosowań.
No właśnie, ja takie coś robiłem na zajęciach technicznych w podstawówce :)
Ale niestety, ani jakość ani trwałość nie pasuje...
To są elementy mocujące dość specjalnego sprzętu audio(filskiego), zatem
musi być porządnie.
Popytam w firmach...
Hmmm.. na hi-fi audio si� nie znam, ale mo�e proszkowe malowanie by
wystarczy�o?
Chyba �e to ma b�yszcze�...
Pozdr. TC
> Hmmm.. na hi-fi audio się nie znam, ale może proszkowe malowanie by
> wystarczyło?
Będzie wyglądać gorzej.
> Chyba że to ma błyszczeć...
Oksydowane powłoki nie błyszczą. Anodowane to co innego.
Malowanie odpada ze względów technicznych. Są to elementy, które
mechanicznie współpracują z innymi, i farba - jaka by nie była
- zostałaby porysowana albo i całkiem zniszczona. Oczywiście również
oksydowana powierzchnia nie będzie całkiem odporna, ale mam nadzieję,
że przy możliwie porządnym wykonaniu wytrzyma toto dłuższy moment...
OXYDOWANIE STALI
Poniżej podam, jak w warunkach domowych można pooksydować śruby,
uzyskując najzupełniej profesjonalny efekt. Jest to tzw. "metoda na
gorąco", stosowana szeroko w przemyśle i rusznikarstwie. Nowe śruby,
wiertła, narzędzia spotykane w handlu, czernione są właśnie w ten
sposób.
Czernienie stali (oksydowanie) jest procesem chemicznym polegającym na
wytworzeniu na powierzchni stali warstwy czarnych tlenków, które
skutecznie zabezpieczają przed korozją i jednocześnie nadają
powierzchni czarny kolor, i dotyczy tylko elementów stalowych, staliwa
i żeliwa.
UWAGA: Ponieważ oksydowanie polega na gotowaniu elementów w żrącym
roztworze, bezwzględnie należy używać okularów ochronnych, rękawic
gumowych oraz ubioru na którym nam nie zależy. Wymagana jest również
sprawnie działająca wentylacja !!!
Do oksydowania będą nam potrzebne:
odpowiednio duży garnek emaliowany (ok. 5 l) z nieuszkodzoną warstwą
emalii (ten garnekjuż nigdy nie wróci do zestawu kuchennego);
wiadro plastikowe do płukania elementów (płukać można też pod bieżącą
wodą);
szczoteczka do mycia rąk;
koszyczek (lub kilka koszyczków) do pomieszczenia luźno ułożonych
elementów (wykonujemy go z czystej, płaskiej puszki po konserwie,
wiercąc w nim maksymalnie dużo małych 5 mm otworów, i zawieszając go
na trzech- czterech drucikach wystających solidnie nad powierzchnię
gotującego się roztworu).
Przed przystąpieniem do oksydowania wszystkie śruby oczyszczamy za
pomocą mechanicznej szczotki stalowej (nie mosiężnej). Można też śruby
wypiaskować, lub wyszkiełkować. Uzyskamy wtedy efekt czarnego matu,
choć w ten sposób śruby fabryczne nie były wykańczane. Należy zwrócić
szczególną uwagę na obecność resztek poprzednich powłok galwanicznych
(obecność resztek chromu, lub ocynku dyskwalifikuje możliwości
oksydowania).
Po oczyszczeniu mechanicznym, należy elementy dokładnie odtłuścić.
Przedmioty myjemy w benzynie ekstrakcyjnej, lub acetonie technicznym.
Aby przedmiotów ponownie nie zatłuścić od tej chwili używamy rękawic
gumowych. Niektóre przepisy podają jeszcze dziesięciominutową kąpiel w
20 % kwasie siarkowym. Po ewentualnym trawieniu w kwasie, przedmioty
dokładnie płuczemy w wiadrze z wodą i dokładnie suszymy, układając je
na ręczniku papierowym. Osuszone śruby wkładamy do również
odtłuszczonego koszyczka. Aby sporządzić roztwór, w garnku emaliowanym
rozpuszczamy w 1,2 litra wody 700 gram sody kaustycznej (NaOH) i 250
gram saletry potasowej (KNO 3). Sodę dostaniemy w drogerii (można też
użyć środka "Kret" - to też soda, tylko drobniej granulowana) a
saletrę w sklepie rzeźnickim.
Roztwór doprowadzamy do wrzenia mieszając, tak aby składniki dokładnie
się rozpuściły.
Wielkość garnka należy tak dobrać, aby roztwór zajmował nie więcej,
niż połowę jego pojemności. Do wrzącego lekko roztworu wkładamy
koszyczek ze śrubami i zawieszamy go na pręcie położonym na garnku.
Aby uchronić się przed popryskaniem, całość przykrywamy kawałkiem
kartonu. Co kilka minut możemy przetrząsnąć śruby w koszyczku,
wyjmując całość na chwilę z roztworu.
śruby gotujemy około pół godziny. Przedłużanie tego procesu nie ma
sensu, ponieważ powstająca warstwa tlenków samoistnie przerywa proces
oksydowania. Po pół godzinie przedmioty wyjmujemy i spłukujemy pod
bieżącą wodą, jednocześnie je studząc. Każdy przedmiot dokładnie
myjemy szczoteczką do rąk i płynem do naczyń, bowiem pozostające w
zakamarkach resztki roztworu będą powodowały odwrotny skutek
przyśpieszoną korozję. śruby osuszamy ściereczką, lub ręcznikiem
papierowym i następnie gotujemy 10 minut w oleju silnikowym.
Po ostygnięciu śruby są gotowe do montażu.
Użyty roztwór stygnąc zestali się, i w tej postaci możemy go
przechowywać pod przykryciem nawet kilka miesięcy. Używając go
ponownie należy uzupełnić wodę do pierwotnego poziomu (pod żadnym
pozorem nie wlewać wody do gotującego się roztworu pryska !!!).
Powyższym sposobem można oczywiście oksydować inne stalowe elementy
motocykla zębatki, osie kół. Musimy tylko zadbać o odpowiednio
większe naczynie i większą ilość roztworu, zachowując podane
proporcje.
W sklepach z bronią dostępna jest tzw. "szybka oksyda" (np. GUN BLUE).
Należy wiedzieć, że środki te przeznaczone są tylko do tymczasowego
uzupełnienia niewielkich przetarć na oksydowanych przedmiotach, aby
zabezpieczyć te miejsca przed korozją. Preparaty te nie nadają się
oksydowania większych powierzchni (plamy) i nigdy nie tworzą głębokiej
czerni, takiej, jaką uzyskamy przy oksydowaniu "na gorąco".
OXYDOWANIE STALI
Poniżej podam, jak w warunkach domowych można pooksydować śruby,
uzyskując najzupełniej profesjonalny efekt. Jest to tzw. "metoda na
gorąco", stosowana szeroko w przemyśle i rusznikarstwie. Nowe śruby,
wiertła, narzędzia spotykane w handlu, czernione są właśnie w ten
sposób.
-------------------
E tam
Najlepiej ogrzewamy nad ogniem do czerwoności i wrzucamy do zimnego oleju
koniec.
G.
> Najlepiej ogrzewamy nad ogniem do czerwoności i wrzucamy do zimnego oleju
> koniec.
Tylko przy okazji zahartujesz element, a nie zawsze jest to
porządane.
==============================================================
Dużo lepszy efekt: pocieramy rozgrzany do czerwoności przedmiot o nasyconą
olejem bawełnianą szmatę
--
Chiron
Prawda, Prostota, Miłość.
Szukaj galwanizerni co potrafią położyć chrom na czarno. Będzie i czarne i
odporne na ścieranie.
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/